Elektromobilność szansą na stworzenie nowej gałęzi polskiego przemysłu

Elektromobilność nie jest nowym trendem. Jeszcze sto lat temu pierwsze samochody były pojazdami elektrycznymi. Ze względu na problem z magazynowaniem energii, wygrały i upowszechniły się diesle oraz auta napędzane paliwami stałymi. Ustawa o elektromobilności jest elementem otwierającym dyskusję oraz zapoczątkowującym przygotowania do budowy sieci i upowszechnienia aut elektrycznych. Ważnym momentem będzie podjęcie decyzji o działaniach koncernów energetycznych, które mają dominującą pozycję, a na ogół są państwowe.

– Stary trend powraca. Ma on swoje plusy i minusy. Zwłaszcza w dużych miastach bardzo silnie wpływa na jakość powietrza – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Z punktu widzenia polskiej gospodarki bardzo ważne jest, abyśmy potrafili wyodrębnić jej segment, który wyprodukuje pojazdy elektryczne. To nowy biznes i będzie się on rozwijał. Jeżeli Polska się do tego nie przygotuje zapłacimy zagranicznym koncernom. Mamy szansę stworzyć nową gałąź przemysłu. Firmy takiej jak Orlen, Lotos, PGE czy Tauron mają bardzo rozbudowaną infrastrukturę sieciową, która jest też niezbędna do rozwoju stacji ładowania, jak i całego przemysłu elektromobilnego. Nie możemy więc zacząć od pojazdów, jeżeli nie będzie sieci. Ta z kolei nie sfinansuje się bez samochodów. Dlatego te dwa elementy muszą ruszyć równolegle – ocenił Roszkowski.

Posiadacze polisolokat odzyskują pieniądze. Sądy w większości przychylają się do roszczeń nabywców takich produktów

Posiadacze polisolokat odzyskują pieniądze. Sądy w większości przychylają się do roszczeń nabywców takich produktów 1

Rzecznik Finansowy proponuje zmiany w prawie, które miałyby uporządkować rynek ubezpieczeń o charakterze inwestycyjnym. Problem wciąż istnieje, choć w sprzedaży nie ma już złych produktów narażających klientów na wysokie opłaty likwidacyjne, przez które tracili często całe ulokowane środki. Posiadacze takich produktów coraz powszechniej walczą o zwrot pieniędzy w sądach, które w większości przypadków przychylają się do roszczeń.

– Wielu klientów przez lata nabywało produkty ubezpieczeniowe, które były im sprzedawane jako produkt inwestycyjny, na którym zarobią na swoją emeryturę albo na przyszłość swoich dzieci. Natomiast – jak się okazało po latach – były one stricte produktami ubezpieczeniowymi, miały niewiele wspólnego z częścią inwestycyjną. Zaczęła się lawina po reportażach w prasie, radiu i telewizji dotyczących dużych opłat pobieranych przez towarzystwa ubezpieczeń – mówi agencji Newseria Paweł Włodarczyk, prezes zarządu Great Private Equity.

Stowarzyszenie „Przywiązani do polisy” podaje, że 2017 rok był rekordowy pod względem liczby pozwów skierowanych do sądów w sprawie polisolokat. Część kancelarii prawniczych wyspecjalizowała się w dochodzeniu takich roszczeń, a w sądach utrwaliła się linia orzecznicza korzystna dla posiadaczy tych produktów. Dlatego ścieżkę sądową – w większości skuteczną w odzyskiwaniu oszczędności wpłaconych na polisy z UFK – wybiera coraz więcej poszkodowanych.

Ubezpieczenia powiązane z funduszami kapitałowymi, w które zainwestowało około 5 mln Polaków, okazały się bardzo skomplikowanym produktem. Dodatkowe opłaty i koszty były ukryte w niezrozumiałych umowach, a większość klientów nie była świadoma, z jakim ryzykiem się to wiąże. Dlatego w 2016 roku weszły w życie przepisy, które miały zwiększyć ochronę klientów.

W założeniu polisolokaty miały umożliwić legalne ominięcie 19-proc. podatku Belki od zysków kapitałowych, czyli zapewnić większy zysk niż na zwykłej lokacie. Problemem okazały się jednak wysokie opłaty dodatkowe i opłaty likwidacyjne. Klient, który chciał wycofać pieniądze i zerwać polisolokatę (zawieraną z reguły na 15-30 lat), tracił nawet do 90 proc. włożonego kapitału.

– Klienci zaczęli występować o zwrot swoich środków, zaczęli interesować się tym, ile rzeczywiście mają zebranych środków finansowych na kontach i – ku ich ogromnemu zdziwieniu – okazało się, że produkt nie działa wcale tak jak powinien – mówi Paweł Włodarczyk.

Wyspecjalizowana w doradztwie finansowym kancelaria prowadzi w tej chwili kilkaset postępowań sądowych, reprezentując poszkodowanych posiadaczy takich produktów finansowych. Liczba takich spraw utrzymuje się na stałym, wysokim poziomie.

– W ubiegłym roku zakończyliśmy 173 postępowania sądowe, wszystkie zakończyły się wygraną. Klienci odzyskali wszystkie nienależnie pobrane opłaty, jak również odsetki naliczane od momentu, w którym taka opłata została pobrana. W tej chwili toczy się prawie 500 postępowań przeciwko towarzystwom ubezpieczeń na życie. Również liczymy na 100-proc. skuteczność – mówi Paweł Włodarczyk.

W maju ubiegłego roku miał miejsce pierwszy, precedensowy wyrok – warszawski sąd w pierwszej instancji przychylił się do roszczeń grupy 165 klientów, którzy domagali się od Towarzystwa Ubezpieczeń Generali zwrotu 2,5 mln zł pobranych przez ubezpieczyciela w ramach opłat za likwidację polisolokat. Z kolei w tym tygodniu Sąd Apelacyjny w Warszawie utrzymał mocy karę w wysokości 5 mln zł dla Getin Banku za sprzedawanie klientom polisolokat i wprowadzanie ich w błąd.

– Towarzystwa twierdzą, że opłata likwidacyjna jest świadczeniem głównym. Natomiast sądy wypowiadają się, że świadczeniem głównym jest ubezpieczenie na życie, a nie opłaty likwidacyjne i ta sentencja zapada w wyrokach. Całe szczęście, sądy mają zupełnie inne spojrzenie na to, co się rzeczywiście dzieje i przychylają się do klientów – mówi Paweł Włodarczyk.

O pomoc poszkodowani zwracają się także do Rzecznika Finansowego. W ubiegłym roku urząd otrzymał 222 wnioski z prośbą o istotny pogląd w sprawie w postępowaniach dotyczących ubezpieczeń z UFK, a rok wcześniej było ich 232. Wnioski dotyczą zarówno sporów indywidualnych, jak i grupowych.

W styczniu biuro Rzecznika Finansowego w piśmie do Senackiej Komisji Praw Człowieka, Praworządności i Petycji zaproponowało zmiany w ustawie, które mają uporządkować rynek polisolokat. Jak podkreślają przedstawiciele biura, bez systemowych rozwiązań może się okazać, że sądy jeszcze przez kolejnych kilka lat będą się zajmować tymi sprawami. Rzecznik proponuje między innymi, by za umowę ubezpieczenia z UFK uznawano takie produkty, w których 51 proc. składki jest przeznaczone na ochronę, a maksymalnie 49 proc. – na inwestycję.

Ministerstwo Energii: czeka nas rok pełen wyzwań dla energetyki. Wśród największych są wprowadzenie rynku mocy i unijny pakiet zimowy

Ministerstwo Energii: czeka nas rok pełen wyzwań dla energetyki. Wśród największych są wprowadzenie rynku mocy i unijny pakiet zimowy 2

Wprowadzenie rynku mocy, wynegocjowanie korzystnego kształtu unijnego Pakietu Zimowego i dokończenie aktualnie prowadzonych inwestycji w moce wytwórcze – to największe wyzwania dla sektora energetycznego w 2018 roku w ocenie Ministerstwa Energii. Nadchodzące miesiące w energetyce upłyną pod znakiem dużych zmian: w pierwszym półroczu ma zapaść decyzja rządu dotycząca budowy elektrowni jądrowej, a w grudniu powinny odbyć się pierwsze aukcje na dostawy energii w latach 2021–2023, związane z wdrożeniem w Polsce rynku mocy.

– Jednym z największych wyzwań, jednocześnie długo wyczekiwanym, jest zafunkcjonowanie rynku mocy w Polsce. To wiąże się z przygotowaniem wytwórców do uczestnictwa w tym systemie. Pojawi się dużo obowiązków, po stronie wytwórców będzie do wykonania olbrzymia praca, żeby można było bezpiecznie i w pełni uczestniczyć w tym systemie – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Dąbrowski, dyrektor Departamentu Energetyki w Ministerstwie Energii.

Ustawa o rynku mocy została w grudniu przyjęta przez Sejm, a obecnie jest w procesie notyfikacji w Komisji Europejskiej. Jak zapowiedział w ubiegłym tygodniu minister Krzysztof Tchórzewski, powinien się on zakończyć w pierwszym kwartale tego roku. Zgodnie z unijnymi regulacjami rynek mocy jest formą pomocy publicznej, dlatego wymaga zgody Komisji.

Ustawa wprowadzi w Polsce dwutowarowy rynek energii. To oznacza, że transakcjom kupna-sprzedaży będzie podlegać nie tylko wytworzona energia elektryczna, ale również moc dyspozycyjna, czyli gotowość do dostarczania energii. Dzięki temu dostawcy mocy pozyskają dodatkowe środki na inwestycje (obecnie ceny hurtowe prądu są zbyt niskie, żeby można było sfinansować modernizację czy budowę nowych bloków). Z kolei operator systemu przesyłowego zyska pewność, że ilość mocy dyspozycyjnej w systemie wystarczy do pokrycia zapotrzebowania odbiorców na energię elektryczną. W grudniu br. mają odbyć się trzy pierwsze aukcje na dostawy energii w latach 2021-23.

Rynek mocy ma zapobiec niedoborom mocy wytwórczych, stanowić dodatkowe wsparcie dla elektrowni i firm energetycznych oraz przeciwdziałać gwałtownym skokom cen energii elektrycznej. Od 2021 roku konsumentom do rachunków za energię będzie doliczana dodatkowa tzw. opłata mocowa. Z symulacji Deloitte wynika, że koszt funkcjonowania rynku mocy przekroczy 4 mld zł rocznie.

– Kolejne wyzwanie to cała strefa regulacji. Trwają prace nad pakietem na rzecz czystej energii dla wszystkich Europejczyków, potocznie zwanym pakietem zimowym. W tym zestawie regulacji jest wiele zapisów, które mogą być groźne lub niebezpieczne dla polskiej gospodarki i sektora energii. Musimy zadbać o to, żeby te zapisy były jak najbardziej korzystne, bo ich kształt na wiele lat zdeterminuje rozwój polskiego sektora energetycznego, łącznie z tym, jaki będzie wymagany udział OZE i jaki będzie udział paliw kopalnych – mówi Tomasz Dąbrowski.

Pakiet zimowy to przedstawiony w 2016 roku, liczący ponad tysiąc stron, zbiór rekomendacji, które dotyczą polityki energetycznej i klimatycznej Unii Europejskiej w latach 2020–2030. Wśród zawartych w nim propozycji jest m.in. kontrowersyjny dla Polski zakaz pomocy publicznej dla źródeł o emisji powyżej 550 kg CO2 na 1 MWh (który w praktyce eliminuje źródła węglowe).

W lutym prace nad pakietem zimowym wejdą w fazę uzgodnień pomiędzy Komisją Europejską, Parlamentem Europejskim i państwami członkowskimi, które swoje stanowiska w tej sprawie wypracowały w grudniu, w trakcie spotkania ministrów ds. energetyki.

– Chcielibyśmy, aby w jak najpełniejszym zakresie można było wykorzystywać te nośniki energii, które są u nas dostępne, czyli przede wszystkim paliwo kopalne, jakim jest węgiel kamienny i węgiel brunatny. Pomysły, które są lansowane w ramach UE są różne, idą trochę wbrew naszym oczekiwaniom, staramy się zatem pogodzić ogień z wodą – mówi Tomasz Dąbrowski.

Dyrektor departamentu energetyki w ME ocenia, że trzecim, istotnym wyzwaniem dla energetyki będzie w najbliższym czasie dokończenie aktualnie realizowanych i planowanych  inwestycji – m.in. dwóch nowych bloków Elektrowni Opole, nowego bloku w Jaworznie oraz planowanej do realizacji w tym roku budowy bloku energetycznego na terenie Elektrowni Ostrołęka.

– Mamy w tej chwili olbrzymi plac budowy w obszarze wytwarzania. Jedna inwestycja – blok w Kozienicach, została niedawno ukończona i uruchomiona. Przed nami kolejne bloki, na które już czekamy, bo bilans energetyczny w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym jest dość napięty i każda nowa moc wytwórcza będzie witana z zadowoleniem – mówi Tomasz Dąbrowski.

W tym półroczu ma też zapaść decyzja rządu dotycząca budowy elektrowni jądrowej.

– Polska energetyka przyszłości to energetyka zrównoważona, w której jest miejsce dla różnych technologii wytwarzania energii, zarówno dla konwencjonalnych, opartych na paliwach kopalnych, jak i odnawialnych oraz dla energetyki jądrowej – w naszym bilansie ciągle jest miejsce na to, żeby ten obszar zagospodarować – podkreśla Tomasz Dąbrowski.

Nowy gracz w czołówce leasingodawców w Polsce i Europie Środkowej. Idea Getin Leasing prognozuje rozwój szybszy niż rynku

Nowy gracz w czołówce leasingodawców w Polsce i Europie Środkowej. Idea Getin Leasing prognozuje rozwój szybszy niż rynku 3

Połączenie Idea Leasing z Getin Leasing oznacza, że na polskim rynku powstał drugi co do wielkości gracz w Polsce. Celem nowego podmiotu, Idea Getin Leasing, jest umocnienie mocnej pozycji pod względem wartości i liczby finansowanych środków transportu. Spółka chce rozwijać się w tempie szybszym niż rynek – ok. 20 proc., głównie dzięki intensywnym inwestycjom firm w maszyny i urządzenia. Już w 2018 roku roczne finansowanie nowych aktywów ma wynieść 9 mld zł, a rok później – 10 mld zł.

 Dwóch czołowych graczy na polskim rynku, Idea Leasing i Getin Leasing, połączyło się. 1 lutego powstała nowa grupa Idea Getin Leasing. Staliśmy się jednym z liderów nie tylko w Polsce, ale też na rynku leasingu w naszym regionie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Bauer, prezes zarządu Idea Getin Leasing.

Wśród strategicznych celów nowopowstałej spółki są przede wszystkim umocnienie pozycji lidera pod względem wartości i liczby finansowanych pojazdów oraz rozwój innowacyjnej oferty dla przedsiębiorców. Przed połączeniem Idea Leasing koncentrowała się przede wszystkim na finansowaniu środków transportu ciężkiego oraz maszyn i urządzeń, oferując leasing i zarządzanie flotą. Z kolei Getin Leasing koncentrował się na finansowaniu pojazdów osobowych poprzez leasing i kredyty samochodowe. Uzupełniające się portfele spółek mają przyciągnąć nowych klientów – zarówno z segmentu małych i średnich firm, jak i tych rozpoczynających działalność gospodarczą.

– Połączona spółka ma obecnie ponad 130 tys. klientów, a co ciekawe, tylko 4 tys. z nich ma jednocześnie umowę w dawnej Idea Leasing i Getin Leasing. Nasi klienci będą korzystać z synergii, którą daje połączenie. Ci, którzy wcześniej finansowali samochody osobowe w Getin Leasing, teraz mogą sięgnąć po dużą gamę produktów oferowanych przez Idea Leasing, jak np. finansowanie najmu środków transportu, maszyn budowlanych, czy produkty z segmentu maszyn i technologii – wyjaśnia Marek Bauer.

Idea Getin Leasing po 2017 roku jest liderem finansowania pojazdów lekkich, o dmc do 3,5 t i środków transportu ciężkiego. W ubiegłym roku firma sfinansowała ponad 66,1 tys. środków transportu, w tym ponad 50 tys. samochodów osobowych i lekkich dostawczych. Wartość sfinansowanych ciągników siodłowych wyniosła 1,27 mld zł (wzrost o 22 proc. rdr), a naczep i przyczep – 0,63 mld zł (wzrost o blisko 24 proc.). Także w segmencie agro spółka zanotowała wzrost sprzedaży o 130 proc., finansując maszyny i urządzenia o wartości 0,6 mld, co daje jej trzecią pozycję w tym segmencie rynku.

Idea Getin Leasing osiągnęła ponad 11-proc. udział w rynku. W ubiegłym roku wartość udzielonego przez spółkę finansowania wyniosła 7,62 mld zł netto, co oznacza wzrost sprzedaży o 29 proc. rdr., przy dynamice rynku na poziomie 15,7 proc.

 W roku 2018 chcemy dalej rosnąć szybciej niż rynek. Myślę, że jest to możliwe. Związek Polskiego Leasingu prognozuje wzrost na poziomie około 15 proc., my planujemy ok. 20 proc. wzrostu – mówi prezes połączonych spółek. – Chcemy też uzyskać większy udział niż do tej pory w finansowaniu maszyn i technologii.

Tempo wzrostu, które prognozuje Idea Getin Leasing, może oznaczać, że spółce wcześniej uda się osiągnąć zakładane 3 lata temu cele.

– Kiedy trzy lata temu zaczęliśmy rozmawiać o połączeniu, planowaliśmy osiągnąć łączną sprzedaż finansowania aktywów na polskim rynku leasingu w wysokości 10 mld zł w 2020 roku. Ze względu na to, że tak dobrze poszło nam w 2017 roku, przyspieszyliśmy te cele i chcemy mieć sprzedaż na poziomie 10 mld zł już w 2019 roku. Jednocześnie chcemy być dalej jednym z liderów finansowania środków poprzez leasing na polskim rynku – zapowiada prezes Idea Getin Leasing.

Marek Bauer podkreśla, że firma nie planuje w najbliższym czasie żadnych przejęć ani fuzji. Tych jednak na rynku nie można wykluczyć.

– Rynek polskiego leasingu jest bardzo ciekawy. Nie wykluczamy, że nastąpią też inne spektakularne fuzje czy przejęcia w branży na przestrzeni najbliższych miesięcy, może w przyszłym roku – ocenia Marek Bauer.

Tylko co piąta osoba kupująca mieszkanie pyta dewelopera o czystość ziemi. Zanieczyszczenia mogą mieć ogromny wpływ na nasze zdrowie

Tylko co piąta osoba kupująca mieszkanie pyta dewelopera o czystość ziemi. Zanieczyszczenia mogą mieć ogromny wpływ na nasze zdrowie 4

Pod zabudowę mieszkaniową coraz częściej wykorzystywane są grunty poprzemysłowe. Często są znakomicie położone, ale potencjalnie mogą się okazać niebezpieczne ze względu na możliwe zanieczyszczenia chemiczne gruntu. Klienci szukający mieszkań nie mają jednak świadomości, jak ważne są to kwestie. Tylko co piąty pyta o to dewelopera.

 Dla większości z nas zakup wymarzonego M to jedna z najważniejszych decyzji w naszym życiu. Chcąc podjąć jak najwłaściwszą, bardzo mocno staramy się prześledzić rynek, zrobić maksymalny research, żeby podjąć decyzję, której nie będziemy żałować. 80 proc. osób, które niedawno kupiły mieszkanie, pytało się o dewelopera, jego sytuację finansową, opinie klientów – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kamil Ciepiela, kierownik Działu Remediacji w Menard Polska.

Z badania „O co pytają Polacy, kupując mieszkanie”, przeprowadzonego przez agencję SW Research w ramach kampanii „Gruntownie badamy zanim zamieszkamy”, wynika, że 85 proc. osób, które kupują mieszkanie, sprawdza informacje o deweloperze. Najczęściej sprawdzamy opinie klientów, którzy korzystali z oferty dewelopera (67 proc.), aktualnie prowadzone inwestycje (61 proc.) oraz aktualności ze strony internetowej (59 proc.). Tylko co piąty był zainteresowany tym, czy deweloper badał zanieczyszczenia powierzchni ziemi.

 Ludzie wiedzą o smogu, pytają o stan zanieczyszczenia powietrza, ale o zanieczyszczenie środowiska gruntowo-wodnego już nie. Z przeprowadzonych badań wynika, że około 2/3 osób, które w ostatnim czasie nabyły nieruchomość, pytało o kwestie związane z ochroną środowiska, natomiast z tej grupy 70 proc. pytało o zanieczyszczenie powietrza lub natężenie hałasu, 40 proc. o zanieczyszczenia gruntu, a ok. 35 proc. o zanieczyszczenia wód podziemnych – mówi Kamil Ciepiela.

Blisko 60 proc. badanych uważa, że badania gruntu to istotny czynnik przy podejmowaniu decyzji o zakupie nieruchomości. Wiele osób nie interesuje się jednak tą kwestią, bo nie wiedzą, że takie badania w ogóle istnieją. Dla 21 proc. osób, które kupiły nieruchomość, i 45 proc. planujących zakup, ważniejsze były inne czynniki. Część była zaś przekonana, że takie badania są obowiązkowe.

– Samo badanie gruntów nie jest obowiązkowe. Wynika to z bardzo niejednoznacznych przepisów i możliwości wielorakiej interpretacji. Natomiast już oczyszczanie gruntu, o którym wiemy, że jest zanieczyszczony, jest obowiązkowe. Aby uniknąć sytuacji, w której deweloper nie wykona badań, a grunt będzie zanieczyszczony, tylko my nie będziemy o tym wiedzieć, należy właśnie pytać deweloperów, czy takie badania w ogóle wykonali – tłumaczy ekspert Menard Polska.

Świadomość osób kupujących nieruchomości chcą podnieść inicjatorzy kampanii „Gruntownie badamy, zanim zamieszkamy”. Ma ona podkreślić wagę badań czystości gruntu, na jakim stanie dana nieruchomość. Na stronie internetowej kampanii dostępna jest checklista zawierająca pytania, które osoby zainteresowane zakupem mieszkania powinny zadać deweloperowi lub pośrednikowi. Wśród tych pytań jest pytanie o zanieczyszczenia środowiska gruntowo-wodnego, ponieważ mają duże znaczenie dla zdrowia i życia. Przykładowo, hodowla roślin na takim terenie powoduje, że zanieczyszczenia przedostają się do naszego organizmu, podobnie jak np. w przypadku parowania gruntu.

– W gruncie mogą występować dwa typy zanieczyszczeń: metale ciężkie i związki organiczne. Wśród związków organicznych możemy wyróżnić fenol, wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne czy chociażby zanieczyszczenia z grupy BTX, czyli benzen, toluen, etylobenzen, ksylen – wymienia dr inż. Ewa Kret z Akademii Górniczo-Hutniczej im. S. Staszica w Krakowie.

Przy zakupie gruntu niewiedza dotycząca zanieczyszczeń może też nieść ze sobą konsekwencje finansowe i prawne. Zgodnie z przepisami to na właścicielu spoczywa obowiązek remediacji, czyli usunięcia szkodliwych substancji i przywrócenia stanu sprzed skażenia. To zaś wiąże się z określonymi kosztami.

Nowotwory zabijają co roku 100 tys. osób. Jedna piąta z nich umiera przez brak dostępu do nowoczesnych leków

Nowotwory zabijają co roku 100 tys. osób. Jedna piąta z nich umiera przez brak dostępu do nowoczesnych leków 5

W Polsce brakuje strategicznego planu walki z chorobami nowotworowymi – podkreślają eksperci. Oprócz dostępu do najskuteczniejszych leków powinien on zakładać kompleksową opiekę nad pacjentem, sprawowaną od momentu diagnozy aż do zakończenia rehabilitacji. Na listy refundacyjne trafia jednak zaledwie część powszechnie stosowanych na świecie terapii, przy czym wiele z nich wdrażanych jest w niewłaściwej linii leczenia. W najlepszej sytuacji są chorzy na nowotwory hematologiczne, pośród których istotnie zwiększa się liczba pięcioletnich przeżyć.

Choroby nowotworowe stanowią obecnie główną przyczynę zgonów ludzi na całym świecie. Z ich powodu co roku umiera ponad 8 mln osób, z czego ok. 100 tys. Polaków. Liczba nowych zachorowań stale rośnie, obecnie wynosi 14 mln, według prognoz ma się jednak podwoić na przestrzeni najbliższych dwóch dekad. Największymi zabójcami są nowotwory płuca, wątroby, żołądka, jelita grubego oraz piersi.

Zdaniem ekspertów nie kadra lekarska, zarówno na poziomie lekarzy rodzinnych, jak i specjalistów onkologów, jest problemem polskiej ochrony zdrowia, lecz dostęp do nowoczesnych leków.

– Co roku około 20 tys. ludzi umiera tylko dlatego, że są leczeni w Polsce, bo gdyby byli leczeni w krajach sąsiednich jak Czechy, Słowacja, Niemcy, to żyliby zdecydowanie dłużej. Różnica w pięcioletnich przeżyciach bierze się stąd, że mamy ograniczony dostęp do wielu produktów leczniczych – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny, prezes Fundacji „Razem w Chorobie”.

Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat medycyna zanotowała ogromny postęp w leczeniu nowotworów złośliwych – co roku rejestrowanych jest kilka nowych, niezwykle skutecznych cząsteczek. Nowoczesne leki są w stanie nie tylko znacznie wydłużyć życie chorych, co często pozwala im doczekać jeszcze nowszych terapii, lecz także doprowadzić do całkowitej remisji nowotworu. Polscy pacjenci mają jednak dostęp tylko do części powszechnie stosowanych na świecie terapii. Eksperci uważają, że rozwiązaniem problemu byłoby przyjęcie strategicznego programu walki z nowotworami, zakładającego m.in. wydzielenie funduszu onkologicznego z budżetu państwa, oraz zmian w schematach leczenia.

– Niektóre produkty lecznicze podajemy w drugiej lub trzeciej linii leczenia zamiast w pierwszej. Robimy to ze zwykłej oszczędności, ponieważ nie ma jeszcze uzasadnienia naukowego, żeby tak postępować. To powoduje, że wielu pacjentów nie dożywa do tej linii leczenia. Poza tym dochodzi do sytuacji, że leczymy pacjenta, który jest wycieńczony chorobą nowotworową – mówi dr Leszek Borkowski.

Od 2016 roku Ministerstwo Zdrowia realizuje Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych, którego celem jest propagowanie zdrowego stylu życia, zachęcanie do wykonywania badań profilaktycznych, a także wyposażenie szpitali onkologicznych w wysokiej jakości sprzęt medyczny. Zdaniem ekspertów jest to jednak działanie o charakterze interwencyjnym i doraźnym, a nie strategicznym.

– Nie chodzi o samo dolanie pieniędzy do systemu, bo to niczego nie zmieni. Chodzi o to, żeby równolegle wprowadzić odpowiedni system monitorowania jakości diagnozy i wyników leczenia, żeby sieć onkologiczna, ośrodki najwyższego stopnia referencyjności, gwarantowały kompleksową opiekę od diagnozy przez leczenie aż po rehabilitację i powrót człowieka do społeczeństwa – mówi dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii.

W najlepszej sytuacji znajdują się pacjenci hematoonkologiczni, którzy mogą liczyć na stosunkowo dobry dostęp do najnowocześniejszych terapii. Eksperci podkreślają, że w Polsce dobrze rozwija się transplantologia komórek krwiotwórczych i szpiku, która jeszcze dwie dekady temu była trudno dostępną dla pacjenta procedurą medyczną. Chorzy na nowotwory układu krwiotwórczego mogą także liczyć na leczenie nowoczesnymi terapiami z wykorzystaniem przeciwciał monoklonalnych oraz immunochemioterapią. Dobry dostęp do leków znajduje odzwierciedlenie w wynikach pięcioletnich przeżyć pacjentów onkologicznych.

 Okazuje się, że leczenie chorób z kręgu hematoonkologii odnotowuje największy postęp. Różnica na korzyść wynosi około 10 proc., a w skali całej populacji to dużo. Jeśli chodzi o inne nowotwory, poprawa jest rzędu 5–8 proc., więc hematoonkologia jest na topie pod względem skuteczności – mówi prof. Jan Walewski, dyrektor Centrum Onkologii – Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

W Polsce problemem jest także zbyt późne wykrywanie zmian nowotworowych. Wielu chorych nie udaje się uratować właśnie dlatego, że za późno trafiają do lekarza. Tutaj jest ogromna rola lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej.

– Nowoczesnego lekarza rodzinnego powinny cechować czujność onkologiczna i wspomaganie procesu terapeutycznego na wczesnym etapie. Jego zadaniem jest leczenie i współleczenie wszystkich chorób dodatkowych indukowanych przez proces chemioterapii, ale też szereg działań profilaktycznych. Nie zawsze pacjenci kojarzą nas z chorobami onkologicznymi, ale od nas zaczyna się cały proces terapeutyczny – mówi Michał Sutkowski ze Stowarzyszenia Kolegium Lekarzy Rodzinnych.

Lekarze POZ odgrywają niezwykle istotną rolę zarówno w profilaktyce chorób nowotworowych, jak i diagnostyce oraz późniejszym leczeniu. Wśród pacjentów onkologicznych znaczny odsetek stanowią bowiem osoby starsze, cierpiące na choroby współwystępujące, często związane z podeszłym wiekiem – kontrola nad tymi schorzeniami należy właśnie do lekarzy rodzinnych.

Holistyczna opieka nad pacjentem onkologicznym powinna obejmować również konsultację z psychologiem, które pomogłyby się oswoić z diagnozą oraz przejść przez kolejne etapy leczenia. Pogodzenie się z chorobą wymaga dużej siły psychicznej, a także zmian organizacyjnych w codziennym życiu, choćby w zakresie opieki nad dziećmi czy kwestiach związanych z pracą zawodową. Znaczna część pacjentów dość szybko odzyskuje równowagę emocjonalną po usłyszeniu diagnozy, gorzej przedstawia się jednak sytuacja pacjentów, u których dochodzi do nawrotu choroby.

 To moment bardzo trudny, bo po pierwszym leczeniu miało być dobrze, a okazuje się, że nie jest. Dlatego trudno wtedy znaleźć w sobie nadzieję. Niektórzy popełniają błąd, chcemy myśleć bardzo pozytywnie, że po pierwszym leczeniu na pewno wszystko będzie dobrze, jest to pewna pułapka, bo później przy nawrocie, jeśli coś miało być na pewno, a nie jest, to co teraz będzie? – mówi dr Mariola Kosowicz, psychoonkolog, Kierownik Zakładu Psychoonkologii COI im. Marii Skłodowskiej-Curie.

Kwestie profilaktyki, dostępu do leków, a także kompleksowej opieki nad pacjentem były tematami poruszanymi przez ekspertów podczas konferencji „Szybsi od raka – zanim choroba uzyska przewagę”, zorganizowanej z okazji Światowego Dnia Walki z Rakiem przypadającego 4 lutego.

Sygnaliści zbyt mocno chronieni

Sprzeciw budzi zarówno zakres ochrony sygnalisty jaki i możliwość nadawania takiego statusu kontrahentom przedsiębiorcy. Sygnalistą, zgodnie z projektem ustawy o jawności życia publicznego, mógłby bowiem zostać poza pracownikiem, czy współpracownikiem, również inny uczestnik obrotu gospodarczego związany z danym podmiotem umową, na przykład spółka, co w zestawieniu chociażby z zakazem rozwiązania umowy z sygnalistą, wydaje się nie być uzasadnione – ostrzega Konfederacja Lewiatan.

– Status sygnalisty, zgodnie z projektem, nadaje prokurator osobie lub podmiotowi zgłaszającemu wiarygodne informacje o możliwości popełnienia przestępstwa w firmach (głównie dotyczy to korupcji, fałszowania faktur, oszustw). Choć pozytywnie odnosimy się do samej idei, zaproponowane przepisy budzą szereg wątpliwości.

Chociażby taką, że umożliwiają one nadawanie tego statusu nie tylko pracownikom czy współpracownikom, ale i podmiotom gospodarczym. A dodatkowo, projekt bardzo szeroko chroni sygnalistę. Bez zgody prokuratora pracodawca nie będzie mógł na przykład rozwiązać umowy o pracę, czy zmienić sygnaliście warunków pracy na mniej korzystne. Nie będzie również możliwe rozwiązanie umowy z kontrahentem, któremu status sygnalisty został nadany. W przypadku pracownika, nawet w sytuacji zawinionej utraty uprawnień do wykonywania zawodu, czy popełnienia przestępstwa uniemożliwiającego dalszą współpracę, pracodawca musi czekać na zgodę prokuratora. A sama ochrona trwa jeszcze przez rok po prawomocnym zakończeniu postępowania – mówi Magdalena Garbacz-Kajda, radca prawny, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Proponowane przepisy oznaczają też w praktyce zablokowanie pracodawcom możliwości wprowadzania zmian dotyczących stosunku pracy sygnalisty nawet w sytuacjach, w których proces zmian dotyczy całej załogi np. w przypadku zmiany regulaminu wynagradzania, gdyż pracodawca wprowadzając zmiany może nie mieć pewności, czy mają one niekorzystny charakter dla sygnalisty (przejście na produkcji z wynagrodzenia ustalanego w oparciu o stawkę godzinową na system akordowy).

Sygnaliście, z którym rozwiązano bądź zmieniono umowę bez zgody prokuratora ma przysługiwać: w przypadku umowy o pracę – odszkodowanie w wysokości dwukrotności wynagrodzenia rocznego pobieranego przez sygnalistę na ostatnio zajmowanym stanowisku. W przypadku innej umowy – odszkodowanie od strony rozwiązującej/zmieniającej w wysokości całkowitej kwoty płatności należnej sygnaliście określonej w treści umowy i niezapłaconej do dnia rozwiązania umowy.

W pierwszym przypadku może powstać wątpliwość czy wysokość wynagrodzenia, ustalona na dwukrotność wynagrodzenia rocznego, czyli 24-krotność wynagrodzenia miesięcznego, nie jest zbyt wygórowana. Na gruncie Kodeksu pracy pracownik odwołujący się od niezgodnego z prawem rozwiązania umowy o pracę może domagać się odszkodowania w maksymalnej wysokości trzymiesięcznego wynagrodzenia lub za cały czas pozostawania bez pracy. Proponowana wysokość odszkodowania jest zatem niewspółmierna do najwyższych kwot określonych przepisami prawa pracy.

– Projekt nie zawiera również żadnych mechanizmów chroniących przedsiębiorcę przed pomówieniami ze strony kontrahenta lub pracownika, jednocześnie zapewniając niemal nieograniczoną i nieproporcjonalną ochronę sygnalistom. Przepisy nie przewidują również żadnej sankcji za bezpodstawne zgłaszanie podejrzenia popełnienia przestępstwa. Mogą zdarzyć się sytuacje, w których będzie z różnych pobudek dochodziło do nadużycia instytucji- dodaje Magdalena Garbacz-Kajda.

Spółka Sfinks podpisała z BOŚ umowę zmieniającą harmonogram spłaty rat kredytu inwestycyjnego

Sfinks Polska, spółka zarządzająca sieciami Sphinx, Piwiarnia Warki, Chłopskie Jadło i WOOK, podpisała aneks do umowy z BOŚ zmieniający harmonogram spłaty rat nieodnawialnego kredytu inwestycyjnego. W rezultacie, jedenaście rat kapitałowo-odsetkowych płatnych w okresie od października 2017 do sierpnia 2018 zostało obniżonych do kwoty 700 tys. zł, zaś kwota 7 mln zł ma zostać spłacona wraz z ostatnią ratą kredytu w listopadzie 2022 roku. Jednocześnie Sfinks podpisał z BOŚ aneks przedłużający na rok linię faktoringu odwrotnego z limitem 8 mln zł.

– Dzięki zmianie harmonogramu spłat kredytu inwestycyjnego pozyskaliśmy dodatkowe 7 mln zł z wypracowywanych przez nas środków, które jeszcze w tym roku będziemy mogli przeznaczyć na realizację strategii. Zabiegaliśmy o taką zmianę w naszej umowie kredytowej, gdyż mamy do czynienia z korzystną sytuacją rynkową, która pozwala na zajęcie pozycji i budowanie siły gastronomicznej w wymiarze sprzedażowym i marketingowym. By móc w jak największym stopniu wykorzystać ten okres, potrzebne nam są dodatkowe środki na inwestycje.– komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska SA.

Zgodnie ze strategią rozwoju Sfinks do 2022 roku chce rozbudować sieć do poziomu ponad 400 lokali, tworząc komplementarne portfolio marek gastronomicznych. Spółka chce rozwijać swoje sieci zarówno organicznie, jak i w wyniku przejęć. W konsekwencji, systematycznie pracuje nad flagowymi markami jak Sphinx czy Chłopskie Jadło, ale też nowymi konceptami gastronomicznymi. Na bazie umów licencyjnych Sfinks otwiera od 2017 restauracje pod szyldem Fabryka Pizzy i przygotowuje się do rozwoju konceptów Meta i Funky Jim. Jest też w trakcie uruchamiania pierwszych lokali w ramach nowych marek własnych – Spice UP! i Lepione & Pieczone. Spółka od minionego roku silnie istnieje też na rynku pubów, po włączeniu do grupy blisko 70 lokali sieci Piwiarnia Warki. Sposobem na zwiększenie sprzedaży i rentowności ma być również dla Sfinksa silne wejście w kanał delivery, który grupa intensywnie rozwja od 2017 roku. Usługa ta jest dostępna w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Łodzi i Wrocławiu.

W związku z podpisanym aneksem do umowy kredytu inwestycyjnego, ma nastąpić aktualizacja dotychczasowych zabezpieczeń wierzytelności BOŚ na majątku Sfinks Polska oraz ustanowienie nowych zabezpieczeń, w tym zastawu na przedsiębiorstwie, tj. na wchodzących w jego skład zbiorze rzeczy ruchomych i praw majątkowych. Będzie to przedmiotem decyzji walnego, które ma się odbyć 22 lutego br.

Za nami bardzo ciekawy rok na rynku gruntów pod inwestycje mieszkaniowe i komercyjne

Firma doradcza JLL podsumowała 2017 r. oraz wskazała trendy na 2018 r. w segmencie gruntów pod inwestycje mieszkaniowe, biurowe, handlowe i hotelowe w Polsce.

Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w JLL
Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w JLL

„W segmencie gruntów inwestycyjnych, zdecydowanym liderem 2017 roku był rynek mieszkaniowy. To w tym sektorze zanotowaliśmy rekordową liczbę oraz wartość umów kupna i sprzedaży. Wysokie tempo utrzymał również sektor gruntów pod biurowce i obiekty hotelowe, co potwierdzają zrealizowane transakcje sprzedaży kilkudziesięciu nieruchomości na takie cele na terenie całego kraju”, komentuje Daniel Puchalski, Dyrektor Działu Gruntów Inwestycyjnych w JLL.

Grunty pod zabudowę mieszkaniową

2017 rok był trzecim z rzędu rokiem z rekordową sprzedażą mieszkań – tylko w sześciu największych miastach na koniec IV kwartału ich liczba osiągnęła poziom blisko 73 000. Na rynku miały też miejsce transakcje pakietowe, łącznie z nabywaniem całych budynków na etapie pozwolenia na budowę, a w ostatnich dwóch kwartałach liczba zapytań inwestorskich o tego typu inwestycje wzrosła kilkukrotnie. Podaż nie nadążała za popytem, więc deweloperom zdarzało się podnosić w ciągu roku ceny mieszkań nawet kilka razy, aby nieco wyhamować sprzedaż i tym samym utrzymać lepszą płynność całego projektu. Według danych REAS za 2017 rok, najwyższy wzrost cen ofertowych w stosunku do ubiegłego roku miał miejsce w Trójmieście (15%). Wysoki był także w Łodzi (8,5%) i Warszawie (8,4%), natomiast we Wrocławiu i Poznaniu średnie ceny wzrosły o 4,4%. Mimo rosnących cen mieszkań, popyt utrzymywał się na rekordowo wysokim poziomie, co doprowadziło do istotnego zmniejszenia się liczby mieszkań w ofercie deweloperów.

„Wobec kurczącej się oferty lokali, wzrosło zainteresowanie deweloperów budowaniem banku ziemi, a popyt na grunty miał bezpośrednie przełożenie na ich ceny. W niektórych lokalizacjach w Warszawie wzrosły one nawet o 80%. Szybujące w górę oczekiwania sprzedających nie tylko podgrzały atmosferę na rynku, ale też faktycznie skłoniły kupujących do płacenia wyższych kwot za nabywaną ziemię. Coraz wyższe ceny ziemi i mieszkań, rosnące koszty robót i materiałów budowlanych niektórzy odbierają jako symptomy nadchodzącego spadku koniunktury. Jednak w odróżnieniu od hossy sprzed 10 lat, tym razem mamy już do czynienia z bardziej dojrzałym rynkiem – ceny mieszkań rosną wolniej i stabilniej, a ich oferta jest lepiej dopasowana do oczekiwań nabywców”, tłumaczy Daniel Puchalski.

Średnie ceny gruntów pod inwestycje mieszkaniowe w 2017 r.

Obszar Cena (PLN / mkw. PUM*)
Warszawa Śródmieście 3 000 – 5 000** PLN
Warszawa – pozostałe dzielnice 1 000 – 2 500 PLN
Miasta powyżej 400 000 mieszkańców 650 – 2 500 PLN

 *PUM – Powierzchnia Użytkowa Mieszkań

** Pojedyncze grunty w najlepszych lokalizacjach osiągały ceny nawet powyżej 5 000 PLN / mkw. PUM

Źródło: JLL

Biorąc pod uwagę nieustający apetyt na grunty, bardzo dobre wyniki sprzedaży mieszkań w IV kw. 2017 r., a także długie listy rezerwacyjne w świeżo rozpoczętych projektach, w 2018 r. możemy się spodziewać dalszych dobrych wyników, zarówno jeśli chodzi o sprzedaż gruntów, jak i mieszkań.

„Z naszych danych wynika, że ponad 60 firm deweloperskich planuje w 2018 r. zakupy gruntów o wartości od 10 do 50 mln PLN, a 14 inwestorów jest gotowych do nabycia terenów o wartości nawet 150-200 mln PLN. Z kolei fundusze typu private equity są gotowe na wydanie około 300 mln euro na zakupy dużych pakietów mieszkaniowych pod wynajem w celach inwestycyjnych. Szansa na wygenerowanie dodatkowego popytu na pierwotnym rynku mieszkaniowym jest też upatrywana we wprowadzeniu ustawy o tzw. REIT-ach, która umożliwiłaby spółkom notowanym na giełdzie działanie na rynku nieruchomości mieszkaniowych, dając tym samym osobom fizycznym dostęp do nowych form inwestowania”, podsumowuje Daniel Puchalski.

Grunty pod zabudowę biurową

Za nami kolejny dobry rok w obszarze zakupów gruntów biurowych zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych. Skala popytu na tereny inwestycyjne oraz dynamika transakcji sprzedaży utrzymywały się na podobnym poziomie jak w 2016 roku. Spadek poziomu pustostanów, będący konsekwencją silnego popytu oraz umiarkowanego wolumenu nowej podaży, sprzyjał optymizmowi inwestorów i zainteresowaniu analizowaniem możliwości realizacji nowych inwestycji biurowych. Z punktu widzenia wielkości popytu na nowoczesną powierzchnię biurową i jej podaży, w czołówce miast regionalnych niezmiennie plasują się Kraków i Wrocław, a dalej Trójmiasto, Poznań, Łódź i Katowice. Te ośrodki miejskie cieszyły się też największym zainteresowaniem inwestorów rozważających zakupy gruntów poza stolicą.

Średnie ceny gruntów pod inwestycje biurowe w 2017 r.

Obszar Cena (PLN / mkw. PUB**)
Warszawa COB* 2 200 – 4 000
Warszawa obrzeża COB* 1 300 – 2 300
Warszawa pozostałe    600 – 1 300
Miasta powyżej 400 000 mieszkańców    600 – 1 500

*COB – Centralny Obszar Biznesu

**PUB – Powierzchnia Użytkowa Biur

Źródło: JLL

„Potencjał dla dalszego rozwoju rynku biurowego tkwi nie tylko w niezabudowanych gruntach, ale również budynkach, które potencjalnie mogłyby zostać przebudowane, zrewitalizowane i zamienione w nowoczesną powierzchnię biurową. Dlatego w 2018 r. możemy spodziewać się rosnącego zainteresowania inwestorów analizą nieruchomości zabudowanych obiektami przeznaczonymi do modernizacji lub wyburzenia. Ten trend będzie występował nie tylko w Warszawie, ale we wszystkich głównych miastach w Polsce, które znajdują się na radarze deweloperów biurowych”, wyjaśnia Daniel Puchalski.

Grunty pod zabudowę handlową

Grunty handlowe cieszyły się w 2017 r. podobnym zainteresowaniem jak rok wcześniej. W poszukiwaniu „białych plam” na mapie handlowej Polski inwestorzy nierzadko byli gotowi obniżać przyjęte wcześniej kryteria dotyczące wielkości miasta czy liczby mieszkańców. Kluczowe przy wyborze lokalizacji pozostawały niezmiennie: dokładna analiza konkurencji w sąsiedztwie, skala zainteresowania ze strony najemców oraz strefa oddziaływania potencjalnego projektu handlowego (tzw. „catchment area”).

„Wzrost nasycenia powierzchnią handlową w największych miastach sprzyjał popytowi na grunty o wielkości 0,5 ha – 3 ha, umożliwiające realizację parków handlowych o powierzchni sprzedaży między 6 tys. mkw. a 10 tys. mkw., które uzupełnią ofertę dużych galerii i wypełnią luki na mapie handlowej Polski. W 2018 roku branżę handlową, czekają liczne zmiany prawne dotyczące między innymi podatku dla właścicieli nieruchomości komercyjnych o wartości przekraczającej 10 mln zł, czy wejścia w życie ustawy ograniczającej handel w niedzielę. Wpływ zmian legislacyjnych na kondycję rynku handlowego, w tym również na rynek handlowych gruntów inwestycyjnych, będziemy w stanie ocenić dopiero z czasem. Nie spodziewamy się jednak, aby w 2018 roku spowodowały one wstrzymanie inwestycji czy rezygnację inwestorów negocjujących nabycie gruntu z finalizacji transakcji zakupu”, wyjaśnia Daniel Puchalski.

W kolejnych latach możemy też spodziewać się większej ilości projektów wielofunkcyjnych, w których handel stanowi tylko jeden z komponentów całej inwestycji.

Średnie ceny gruntów pod inwestycje handlowe w 2017 r.

Obszar Cena (PLN / mkw. PUU*)
Warszawa – tereny przeznaczone pod handel wielkopowierzchniowy 2 000 – 5 000 PLN
Warszawa – tereny przeznaczone pod parki handlowe i wolnostojące budynki handlowe 1 500 – 2 000 PLN
Miasta powyżej 400 000 mieszkańców    400 – 1 200 PLN

* PUU – Powierzchnia Użytkowa Usług

Źródło: JLL

Grunty pod zabudowę hotelową

Sektor hotelowy w Polsce przeżywa rozkwit, co jest rezultatem między innymi rozwoju turystyki zagranicznej i krajowej, poprawy jakości infrastruktury transportowej, czy wzrostu zamożności społeczeństwa. Dobra koniunktura gospodarcza nakręcała dodatkowo popyt na usługi hotelowe i MICE. Zachęceni dobrą sytuacją na rynku inwestorzy śmielej podejmowali decyzje o nowych projektach. Miało to bezpośrednie przełożenie na zainteresowanie gruntami na sprzedaż, jak również obiektami do adaptacji na cele hotelowe.

„Liczba ogłoszonych i rozpoczętych w 2017 r. projektów hotelowych, jak również spore zainteresowanie tym rynkiem ze strony inwestorów, sprawiają, że w najbliższych latach możemy spodziewać się nawet kilkudziesięciu otwarć nowych obiektów rocznie. W kolejnych latach będziemy też obserwować debiuty marek znanych międzynarodowych sieci, które nie występowały dotychczas na polskim rynku, np. Motel One, Marriott Renaissance, Four Points by Sheraton, Raffles, Staybridge Suites, Radisson Red, Autograph Collection Hotels, Crowne Plaza, Sure Hotel czy MGallery by Sofitel. Odmienność hotelowych marek i konceptów wchodzących na polski rynek przekłada się na zróżnicowanie wymagań inwestorów w stosunku do nieruchomości. Z punktu widzenia rynku gruntów, zwiększa się zakres zarówno zabudowanych, jak i niezabudowanych nieruchomości wpisujących się w obszar potencjalnego zainteresowania inwestorów”, komentuje Daniel Puchalski.

Zdaniem JLL, przyszłość sektora hotelowego będzie kształtować między innymi dynamiczny rozwój projektów wielofunkcyjnych oraz rozwój marek hotelowych dedykowanych przedstawicielom młodszych pokoleń. Dla przykładu, w Polsce intensywnie rozwija się marką Moxy, należącą do grupy Marriott International, adresująca swoją ofertę w szczególności do pokolenia tzw. Millennialsów.

„Duży potencjał rynku hotelowego powoduje, że zdecydowana większość inwestorów z branży planuje dalszy rozwój portfela. Jednocześnie, podobnie jak na rynku mieszkaniowym, popyt na atrakcyjne grunty i budynki do adaptacji na cele hotelowe przewyższa podaż nieruchomości. W 2018 r. spowoduje to utrzymanie zainteresowania inwestorów nowymi lokalizacjami. Wzrośnie również otwartość właścicieli na przejęcia konkurencyjnych firm, mimo że na razie większość z nich preferuje wzrost w oparciu o posiadany bank ziemi oraz nabyte nieruchomości”, podsumowuje Daniel Puchalski.

Transakcje portfelowe zdominowały rynek inwestycyjny

Inwestycje w nieruchomości komercyjne w 2017 roku utrzymywały się na wysokim poziomie. Dzięki niezwykle intensywnemu ostatniemu kwartałowi, kiedy zawarto transakcje opiewające na 2,5 miliarda euro, całkowity wolumen inwestycyjny w 2017 przekroczył 5 miliardów euro, tym samym zbliżył się do rekordowego wyniku z 2006 roku. Co więcej, rynek nie zwalnia tempa, gdyż od początku 2018 roku zawarto już transakcje o wartości 1,2 miliarda euro. Szczegółowa analiza rynku w 2017 roku oraz prognozy na rok 2018 prezentowane są w raporcie „Poland Investment MarketView 2017” przygotowanym przez ekspertów CBRE.

Etap dojrzałości jaki osiągnął rynek nieruchomości w Polsce sprawia, iż wzrasta popyt na transakcje fuzji i przejęć. Ponad 55% całkowitego wolumenu w 2017 dotyczyło transakcji portfelowych, co stanowiło rekordowy udział tego typu transakcji w historii polskiego rynku. Największe transakcje portfelowe jakie miały miejsce w zeszłym roku dotyczyły nabycia nieruchomości Griffin Premium RE przez Globalworth RE, sprzedaży portfolio nieruchomości handlowych IKEA firmie Pradera oraz nabycia portfolio Fashion House przez DAWM.

Zmienia się również kraj pochodzenia kapitału napływającego do Polski. Nie dominują już amerykańscy inwestorzy, których transakcje stanowiły 11% całkowitego wolumenu w 2017 roku. Na uwagę zasługuje przede wszystkim kapitał południowoafrykański, który brał udział w 20% zawartych transakcji oraz niemiecki z 18% udziałem w rynku. Bardzo aktywni okazali się również inwestorzy z Chin, którzy zawarli transakcje stanowiące 15% całkowitego wolumenu.

Zainteresowaniem inwestorów cieszą się wszystkie sektory, z rynkiem handlowym na czele (43% udziału na rynku). Oprócz dużych transakcji portfelowych największe transakcje jakie miały miejsce w tym sektorze to sprzedaż centrum handlowego Magnolia we Wrocławiu oraz Galerii Słonecznej w Radomiu. Duży udziału w rynku odnotował również sektor biurowy, w którym zawarto transakcje na poziomie 1,5 miliarda euro, co stanowi 31% udziału w rynku. Aktywność na rynku przemysłowo-logistycznym została zdominowana przez jedną paneuropejską transakcję portfelową, która stanowiła 81% całkowitego wolumenu w tym sektorze.

Warto zauważyć, iż największy wzrost zainteresowania odnotowano na rynku hotelowym, gdzie aktywność inwestycyjna osiągnęła najwyższy w historii poziom 0,35 miliarda euro. Rośnie również zainteresowanie inwestorów alternatywnymi aktywami – odnotowano pierwsze transakcje w sektorze PRS (Private Rented Sector), z czego największa to nabycie 72 apartamentów w Złota 44 Tower przez Catella Wohnen.

Przemysław Felicki, Dyrektor, Rynki Kapitałowe, CBRE
Przemysław Felicki, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE

Obecną sytuację na rynku inwestycyjnym w Polsce komentuje Przemysław Felicki, Dyrektor, Dział Rynków Kapitałowych, CBRE:

„Rok 2017 był intensywny zarówno pod względem inwestycyjnym, jak i wdrażanych zmian politycznych, które niewątpliwie mogą wpłynąć na zmianę sytuacji na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. Wśród najczęściej omawianych i najbardziej kontrowersyjnych tematów znajduje się przede wszystkim obowiązujący już zakaz handlu w niedziele. Duże zainteresowanie rynku budzi również wciąż dopracowywana ustawa o REIT-ach, czy też obowiązująca już ustawa o zmianie ustawy o CIT i PIT. Mamy nadzieję, że rynek szybko dostosuje się do zachodzących zmian, a silna pozycja ekonomiczna Polski pomoże jej zmierzyć się z zaistniałymi wyzwaniami i nie zakłóci dalszego tempa rozwoju.”

Stopy kapitalizacji wciąż utrzymują tendencję zniżkową w praktycznie wszystkich sektorach. Dla najlepszych budynków biurowych w Warszawie są obecnie szacowane na poziomie 5,20%, spadły również na rynku powierzchni handlowych do poziomu 5,15%, podczas gdy na rynku magazynowym utrzymują się na poziomie 6%. Stopy kapitalizacji w Polsce, pomimo iż na historycznie niskich poziomach, nadal są relatywnie atrakcyjne w porównaniu do rynków Europy zachodniej i spodziewamy się ich dalszej kompresji w 2018.