Konrad Białas: Luty przyniesie zmienność na rynkach

Za nami imponujący styczeń z rajdem ryzykownych klas aktywów od akcji przez surowce po waluty rynków wschodzących, a wszystko to odbywało się przy masowej wyprzedaży dolara amerykańskiego. Jakkolwiek początek roku przebiegał w myśl zadowolenia siłą globalnego ożywienia, tak luty przynosi pierwsze wątpliwości i zagubienie trendów.

W rezultacie aktywa stały się podatne na korektę, czemu też sprzyja poprawa sentymentu wokół dolara po serii bardzo dobrych danych z gospodarki USA. W nadchodzących tygodniach inwestorzy mogą decydować się na częściową realizację zysków ze wzrostu cen akcji, surowców i umocnienia walut ryzykownych, w tym walut rynków wschodzących. To także oznacza zagrożenie dla złotego, który ma za sobą silne otwarcie roku, ale zwykł tracić na wartości, kiedy na rynkach wzrasta awersja do ryzyka. W takim klimacie inwestycyjnym największe zmiany mogą dotyczyć kursu franka do złotego – szwajcarska waluta jest tzw. „bezpieczną przystanią”, która przyciąga kapitał w okresach rosnącej niepewności.

Konrad Białas, główny ekonomista Dom Maklerski TMS Brokers

Biurowa Warszawa atrakcyjniejsza od regionów

W 2017 roku w największych aglomeracjach w kraju popyt na powierzchnie biurowe sięgnął niemal 1,5 mln mkw., informują analitycy Walter Herz. W Warszawie do najemców trafiło znacznie więcej biur niż łącznie na rynkach regionalnych

W 2017 roku w dziewięciu największych miastach w Polsce (Warszawa, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Szczecin, Lublin) wynajęte zostało około 1 475 000 mkw. powierzchni biurowych. – Bezkonkurencyjna pod względem popytu okazała się Warszawa, w której zawarto transakcje na ponad 800 tys. mkw. biur – zaznacza Bartłomiej Zagrodnik, Prezes Zarządu Walter Herz. W Krakowie podpisano umowy najmu na przeszło 200 tys. mkw. powierzchni, a na wrocławskim rynku najemców znalazło około 170 tys. mkw. biur.

Ponad 9,6 mln mkw. powierzchni biurowej w Polsce

W minionym roku, jak obliczają specjaliści, w największych aglomeracjach w kraju przybyło łącznie ponad 740 tys. mkw. powierzchni biurowych. Zasoby warszawskiego rynku wzbogaciły się o 280 tys. mkw. biur, a w ośmiu miastach regionalnych oddano do użytku ponad 460 tys. mkw. powierzchni, z czego większość w Krakowie – około 193 tys. mkw.

Jak podaje Bartłomiej Zagrodnik, największe miasta w Polsce oferują obecnie łącznie około 9 615 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. – Na koniec ubiegłego roku w Warszawie było 5 230 000 mkw. biur, a regiony dysponowały powierzchnią około 4 385 000 mkw. Niemal połowa regionalnego potencjału biurowego przypada na rynek krakowski i wrocławski. Kraków może pochwalić się już wolumenem 1 100 000 mkw. nowoczesnych powierzchni biurowych, a Wrocław 907 tys. mkw. biur – wylicza Bartłomiej Zagrodnik.

Coraz mniej wolnej powierzchni

Najniższy współczynnik powierzchni niewynajętej, na poziomie 8,5 proc. notowany jest w Trójmieście, w którym powstaje obecnie kilka dużych projektów, a całkowite zasoby biurowe sięgają prawie 700 tys. mkw. Z danych Walter Herz wynika, że podobnie niskim wskaźnikiem pustostanów charakteryzuje się też rynek poznański. W Warszawie, w której powstaje obecnie niezwykle duża ilość powierzchni biurowej – około 780 tys. mkw., współczynnik pustostanów obniżył się do poziomu 11,5 proc.

Bartłomiej Zagrodnik prognozuje, że w tym roku na warszawskim rynku biurowym nadal będziemy mogli obserwować spadek ilości wolnej powierzchni, co wiązać się będzie z niskim poziomem nowej podaży. Jego zdaniem, przyniesie to dalszą stabilizację stawek czynszowych i mniejsze możliwości negocjacji cen.

Popyt na duże powierzchnie

Do największych transakcji przeprowadzonych w 2017 roku na rynkach regionalnych doradcy zaliczają umowę poufnego najemcy na ponad 25 tys. mkw. w poznańskim Nowym Rynku i przednajem Credit Agricole na ponad 15 tys. mkw. w Business Garden II we Wrocławiu.

W Warszawie z kolei w minionym roku bank Millenium odnowił umowę na ponad 18 tys. mkw. powierzchni w Harmony Office Centre. Podobnej wielkości powierzchnię w Generation Park X wynajęła firma Citi Service Center Poland. Na wynajem około 15 tys. mkw. w Atrium Garden zdecydował J.P. Morgan Poland, a Alior Bank w Łopuszańska Business Park i koncern farmaceutyczny AstraZeneca w budynku Postępu 14 wynajęły powierzchnie przekraczające 13 tys. mkw.

Rosnące zainteresowanie inwestycjami na polskim rynku

Polski rynek nieruchomości komercyjnych cieszył się w 2017 roku większym zainteresowaniem inwestorów niż rok wcześniej. Wartość zawartych transakcji inwestycyjnych sięgnęła niemal 4,7 mld euro, z czego na segment biurowy przypadło 1,6 mld euro, co obejmowało 33 proc. inwestycji. Największym zainteresowaniem inwestorów cieszył się sektor handlowy, w którym ulokowane zostało około 40 proc. walorów.

Jak podaje Walter Herz, nieruchomości biurowe w centrum Warszawy wyceniane są obecnie przy stopach kapitalizacji na poziomie 5,25-5,50 proc., a poza obszarem centralnym 7-7,50 proc. Na rynkach regionalnych stopy kapitalizacji najlepszych obiektów biurowych kształtują się natomiast w przedziale 6,50 -7 proc.

Autor: Walter Herz

Bitcoin i nie tylko – jak przedsiębiorca może rozliczać inwestycję w kryptowaluty?

Wzrastająca popularność kryptowalut sprawia, że stają się one atrakcyjnym przedmiotem inwestowania dla wielu przedsiębiorców. Obiektem ich zainteresowania są zarówno najpopularniejsze cyfrowe waluty, jak i tzw. koparki do ich pozyskiwania. Co za tym idzie: powstaje pytanie, w jaki sposób przedsiębiorcy powinni rozliczać się z tych kosztów.

Kryptowaluty to jeden z najgorętszych tematów ostatnich miesięcy. Miało to związek przede wszystkim z rekordowo wysokimi cenami Bitcoina, co skusiło wiele osób do inwestowania w cyfrowe pieniądze. Ich popularność stała się na tyle duża, że coraz więcej firm zaczęło wprowadzać możliwość opłacania transakcji za pomocą kryptowalut.

Za i przeciw

Zwolennicy Bitcoina wskazują na to, że obracanie nim jest stosunkowo łatwe i szybkie. Dokonywane za jego pomocą transakcje nie wymagają pośredników, a samo przechowywanie Bitcoina oraz operowanie nim jest bezpieczne. Nie bez znaczenia dla niektórych jest także fakt, że płatności dokonywane Bitcoinami są anonimowe.

Z kolei przeciwnicy Bitcoina wskazują, że nie ma on w niczym oparcia, działa na zasadzie bańki spekulacyjnej i nikt nie jest w stanie zagwarantować jego stabilności. Co więcej, zdaniem niektórych analityków, upadek Bitcoina to kwestia czasu i można na nim wyłącznie stracić.

Anonimowość Bitcoina jest niestety wykorzystywana także przez przestępców. Na przykład autorzy słynnego ransomware (złośliwego oprogramowania blokującego użytkownikowi dostęp do danych na komputerze) WannaCry domagali się od ofiar okupu wypłacanego właśnie w Bitcoinach.

Jak rozliczać obrót kryptowalutą?

Jak wskazują eksperci z firmy inFakt, przedsiębiorca, który już zdecyduje się na zakup kryptowaluty, może rozliczać obrót nią w ramach prowadzonej działalności, ale także poza – w przypadku, gdy obrót występuje incydentalnie. Wówczas dochody ze sprzedaży kryptowalut można rozliczyć poza działalnością jako dochody z praw majątkowych.

Z kolei w sytuacji, kiedy obrót cyfrowymi walutami jest ciągły, nastawiony na zysk i ma charakter zorganizowany, rozliczenie powinno nastąpić w ramach działalności gospodarczej. Przedsiębiorca handlujący kryptowalutami powinien pamiętać, aby wybrać odpowiedni kod PKD. W tym wypadku będzie to PKD 64.19.Z – pozostałe pośrednictwo pieniężne. Wybierając formę opodatkowania, przedsiębiorca może natomiast zdecydować się na zasady ogólne lub podatek liniowy. W rozliczeniu rocznym przychód ze sprzedaży kryptowalut należy wykazać razem z pozostałymi przychodami z działalności gospodarczej.

Warto też pamiętać, że nabycie Ethereum, Monero czy Bitcoina stanowi koszt uzyskania przychodu, który można rozliczyć na bieżąco. Przedsiębiorca musi jednak pamiętać o tym, aby mieć odpowiedni dokument, który potwierdzi poniesione koszty. W innym wypadku wydatek na kryptowaluty może nie zostać zaliczony do kosztów uzyskania przychodu. Do kosztów można zaliczyć zarówno wydatki na nabycie kryptowaluty, która miałaby zostać dalej odsprzedana, jak i tych, które będą następnie wykorzystywane do celów związanych z prowadzeniem działalności. Może to być np. zapłata za usługi lub towary.

Kiedy powstaje przychód ze sprzedaży kryptowaluty?

Przedsiębiorcy często mają wątpliwości, kiedy powstaje przychód ze sprzedaży kryptowaluty: czy dzieje się to w chwili, kiedy po jej sprzedaniu otrzymają zapłatę w prawnym środku płatniczym – np. w złotówkach czy euro – na swoje konto giełdowe, czy raczej wówczas, kiedy przeleją tę kwotę na własny rachunek bankowy – mówi Magda Sławińska-Rzemek, doradca podatkowy w firmie inFakt. – W mojej opinii przychód ze sprzedaży kryptowaluty powstaje wtedy, kiedy na konto giełdowe przedsiębiorcy wpływa wynagrodzenie za sprzedane waluty. Data wykonania przelewu na rachunek przedsiębiorcy z konta giełdowego nie ma tu znaczenia.

Jak zaksięgować koparkę do kryptowalut?

Tak zwana koparka do kryptowalut to komputer posiadający dużą moc obliczeniową. Koszt takiego zaawansowanego urządzenia wynosi zazwyczaj kilkanaście tysięcy złotych. Koparka powinna być zaksięgowana jako składnik majątku pod kodem KŚT 491 Zespoły komputerowe. Ponieważ ma ona znaczą wartość, należy ją także wprowadzić do ewidencji środków trwałych oraz poddać amortyzacji.

Przedsiębiorca może także rozliczać w kosztach uzyskania przychodów wydatki poniesione na zakup sprzętu do wydobywania kryptowaluty oraz rachunki za energię elektryczną zużytą w tym celu. – Wydatki te są poniesione w celu uzyskania przychodu – wyjaśnia Magda Sławińska-Rzemek. – Trzeba pamiętać, aby zostały należycie udokumentowane: zakup sprzętu fakturą lub umową sprzedaży. Co do energii elektrycznej warto rozważyć zamontowanie oddzielnego licznika, aby nie było wątpliwości, że pobrany prąd służy wyłącznie do kopania kryptowalut. Koszt zakupu i montażu dodatkowego licznika również oczywiście może być potraktowany jako koszt prowadzenia działalności.

Deutsche Bank: Im większa firma, tym śmielej inwestuje w rozwój

Zwiększenie mocy produkcyjnych oraz zakup nowych technologii lub sprzętu – to najczęściej deklarowane przez polskie firmy plany związane z inwestycjami. Jak wynika z raportu Deutsche Bank „Polskie firmy – kondycja, perspektywy, inwestycje i ich finansowanie”, skłonność do kreślenia ambitnych planów rozwoju rośnie wraz ze skalą działalności biznesu. Wśród firm średnich i dużych, więcej niż co druga ma zamiar zainwestować w rozwój w perspektywie najbliższych miesięcy.

Dobra koniunktura w polskiej gospodarce trwa. Prognozy na najbliższe miesiące są również optymistyczne – większość ekspertów spodziewa się dalszych wzrostów. Takie warunki rynkowe sprzyjają inwestycjom w rozwój firm. Deutsche Bank sprawdził, czy i w jaki sposób rodzimy biznes chce z tego pozytywnego trendu skorzystać. Z badania przeprowadzonego wśród polskich przedsiębiorstw wynika, że w 2017 r. polskie firmy patrzyły w przyszłość raczej z optymizmem, co przekładało się na chęć inwestowania w rozwój. Wśród wszystkich podmiotów, które wzięły udział w badaniu, aż 41 proc. zadeklarowało chęć podjęcia inwestycji w perspektywie najbliższego półrocza. Warto podkreślić, że w poprzedniej edycji badania, z 2016 r. takie plany miała tylko co trzecia firma.

Inwestycje domeną większych

Wzrost zainteresowania inwestycjami to nie jedyna zauważalna zmiana w ciągu ostatniego roku. Jeszcze w 2016 r. różnice w deklaracjach małych, średnich i dużych firm były minimalne. Tymczasem w nowej edycji raportu wyraźnie widać, że istnieje zależność między wielkością przedsiębiorstwa a planowaniem inwestycji. To właśnie średnie i duże podmioty oraz te działające w skali europejskiej i globalnej chętniej snują plany dotyczące rozwoju. Ich działania mogą stać się impulsem dla mniejszych firm, które w dłuższej perspektywie będą śmielej podchodziły do inwestycji.

– Wydaje się, że przedsiębiorstwa, które odważyłyby się pójść pod prąd i postawiły na inwestycje, mogłyby zyskać sporą premię i to z kilku powodów – komentuje Paweł Sienkiewicz, Dyrektor Departamentu Produktów Kredytowych Deutsche Bank Polska. – Innowacyjne inwestycje to szansa na nowe rynki zbytu i ucieczkę z pułapki niskiej marży. Z kolei postawienie na automatyzację, czy to produkcji, czy obsługi klienta, pozwoliłoby uniknąć lub zminimalizować kłopoty z pozyskaniem pracowników.

Inwestycje firm_Deutsche Bank_07-02-2018 W co inwestują polskie firmy

Listę najważniejszych celów inwestycyjnych – podobnie jak w 2016 r. – otwierają wydatki na zwiększenie mocy produkcyjnych. Do tego kroku przymierza się 60 proc. wszystkich firm planujących inwestycje w najbliższym czasie. Na wysokim miejscu znalazła się też chęć zakupu i wdrożenia nowych technologii, sprzęt i infrastruktura. Taki zamiar ma co drugie badane przedsiębiorstwo. Dla co trzej firmy najważniejsze są inwestycje w nowe powierzchnie biurowe bądź usługowe.

W porównaniu do poprzedniej edycji raportu Deutsche Bank, znacząco spadła skłonność do inwestowania w badania i rozwój. W ten segment chce angażować się jedynie 13,6 proc. polskich firm. W 2016 r. odsetek takich deklaracji wynosił blisko 21 proc. Jak podkreśla Maciej Sus, Dyrektor Departamentu Klienta Biznesowego Deutsche Bank Polska, przypisywanie niskiej rangi inwestycjom w sferę B+R powinno niepokoić. – To właśnie innowacyjność – warto powtarzać to przy każdej okazji – jest długofalowo najsilniejszą dźwignią wzrostu wartości – mówi Maciej Sus. – Wiedzą to duże firmy – do proinnowacyjnych wydatków przymierza się w najbliższych miesiącach co drugi podmiot o obrotach powyżej 50 mln euro. Na drugiej szali są małe firmy – zaledwie 9 proc. z nich stawia na inwestycje w badania i rozwój.

Inwestycje finansowane z własnych pieniędzy

W konsekwencji utrzymującej się dobrej koniunktury, firmy zgromadziły dość funduszy, aby samodzielnie sfinansować inwestycje. Z raportu Deutsche Bank wynika, że to właśnie ze środków własnych chce korzystać aż 85 proc. przedsiębiorstw nastawionych na inwestycje. Jest to znaczny wzrost w porównaniu do deklaracji z 2016 r. – wówczas na własny kapitał jako optymalne źródło finansowania wskazało 65 proc. Z kolei po fundusze unijne chce sięgnąć co trzecia firma.

Jak podkreśla ekspert Deutsche Bank, finansowanie zewnętrzne wciąż uważane jest za rozwiązanie ostateczne, gdy wyczerpią się inne możliwości. Z kredytu bankowego chciałoby skorzystać ponad 28 proc. podmiotów planujących inwestycje, zaś leasingiem byłoby zainteresowane co piąte przedsiębiorstwo. – Gdy firma zbliża się do kresu możliwości produkcyjnych, po prostu sięga po własne środki i stawia np. nową linię. Ale to historyczne przyzwyczajenie ma swoje wady. Własną „poduszkę finansową” warto zachować na trudniejsze czasy, gdy gorsza koniunktura będzie wymagała np. dodatkowego finansowania obrotowego, a banki będą mniej skore do udzielania kredytów – radzi Paweł Sienkiewicz. – Zdolność kredytową lepiej budować w dobrych czasach, traktując wynegocjowaną na dobrych warunkach linię jako rezerwę na nagłe sytuacje, gdyby np. pojawiła się możliwość przejęcia innego podmiotu – dodaje.

Prognozy na bieżący rok

Według Arkadiusza Krześniaka, Głównego Ekonomisty Deutsche Bank Polska, w 2018 roku gospodarka Polski prawdopodobnie wzrośnie realnie o 3,6 proc., PKB strefy euro zwiększy się o 2 proc., a Niemiec o 1,8 proc. – Pomimo oczekiwanej korzystnej koniunktury na rynku krajowym i rynkach zagranicznych w Europie, w przyszłym roku firmy staną w obliczu nowych wyzwań. Dalszy spadek stopy bezrobocia spowoduje, że niedobór pracowników stanie się coraz bardziej odczuwalną barierą, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że w Polsce przeważają technologie wymagające relatywnie dużego nakładu pracy. To sprawi, że większego znaczenia nabierze konieczność inwestycji w technologie zmniejszające zależność przedsiębiorstwa od dostępu do siły roboczej – uważa Arkadiusz Krześniak.

Pewna jest tylko niepewność

Historycznie bardzo długi okres skompresowanej, niskiej zmienności, tradycyjnie kończy się jej potężnym wybuchem. W obliczu silnych przetasowań sentymentu i załamania na Wall Street, które nie miało wiele wspólnego z sytuacją fundamentalną, uczestnicy rynku wystawieni są na próbę wystrzału zmienności. To obraz notowań, o którym inwestorzy przyzwyczajeni do pełzającej, ślimaczej hossy na rynkach akcji dawno zapomnieli.

Podstawą spadków było nie widmo recesji (wręcz przeciwnie, światowa gospodarka jest w świetnej formie i w tym roku zadaniem MFW wzrośnie o blisko 4 proc.) a skrajne pozycjonowanie, ekstremalne wykupienie i wyśrubowane do granic wyceny. Część inwestorów zaczyna się obawiać, że kończy się powoli era dobrej koniunktury i bardzo łagodnej polityki monetarnej, która zapewniała niską zmienność. Kluczem będzie kolejne kilkadziesiąt godzin. Jeśli w tym czasie zniżka nie zostanie w jeszcze większym stopniu wymazana a stabilizacja nastrojów, to zapewne będzie czekać nas głębsze spadkowe odreagowanie.

Jedno jest pewne: czeka nas okres większych wahań kursów walut i cen instrumentów finansowych, wzmożonej niepewności i niestabilności sentymentu. W takim środowisku zagrożone są przede wszystkim te waluty i aktywa, które charakteryzowało skrajne pozycjonowanie. Inwestorzy w obliczu rynkowych turbulencji powinni dążyć do redukcji swojej ekspozycji. A na fali słabości dolara takich przypadków jest mnóstwo. Należy zacząć od walut emerging markets, szczególnie zagrożony jest rubel i rand, ale złoty również jest zbyt mocny względem fundamentów. Wartość godziwą EUR/PLN widzimy obecnie ponad 4,20. W gronie G-10 rekordowe pozycjonowanie charakteryzuje euro. W przypadku funta i wspólnej waluty zaangażowanie netto instytucji finansowych odbiega też od długoterminowej średniej o około 1,5 odchylenia standardowego. Dlatego też w tym epizodzie większej awersji do ryzyka faworyzujemy dolara – może stać się beneficjentem wychodzenia z rynku inwestorów. Na rynkach surowców podobnie wygląda sytuacja ropy, bawełny i co ciekawe – złota. Dlatego też kruszec powinien w przypadku rozwinięcia się spadków zachowywać się słabiej niż wskazywałyby na to historyczne wzorce.

Dziś należy zwrócić uwagę na posiedzenia RPP i RBNZ, ale i tak zostaną one w cieniu przetasowań na Wall Street.

Rada Polityki Pieniężnej utrzyma stopy procentowe bez zmian, ale interesująca może być konferencja prasowa. Jeśli obawy o siłę złotego i konkurencyjność zostaną uwzględnione w komunikacie po posiedzeniu, jeszcze bardziej podkreśli to dominację gołębiego skrzydła w Radzie, co w końcu może pchnąć rynek do ujmowania podwyżki z wyceny. W obliczu niepewnego i kruchego sentymentu na rynkach zewnętrznych, przekaz RPP może być katalizatorem dla redukcji ekspozycji w złotym. Niezależnie od wyniku posiedzenia spodziewamy się osłabienia złotego i powrotu EUR/PLN ponad 4,20.

RBNZ obecnie funkcjonuje z wakatem na stanowisku gubernatora (jego obowiązki pełni wiceprezes Spencer do czasu, aż nowy rząd wybierze swojego kandydata). Adrian Orr został już wybrany, ale jego kadencja rozpocznie się dopiero 27 marca. Nowy rząd planuje też rewizję celów polityki pieniężnej, a szczegóły jeszcze będą ustalane. Kombinacja tych czynników zmniejszają szanse na istotne zmiany w strategii polityki pieniężnej. Stąd komunikat po lutowym posiedzeniu powinien być w większości neutralny i zbliżony wydźwiękiem do listopadowego a po Banku Rezerwy Nowej Zelandii powszechnie oczekuje się utrzymania stopy procentowej na 1,75 proc. Kluczem będą zatem rewizje prognoz makroekonomicznych. Ryzyka przeważają po gołębiej stronie, co może dołożyć się do zmienności NZD. Dane z gospodarki od ostatniego posiedzenia w listopadzie miały mieszany wydźwięk. Choć wzrost PKB w IV kw. zaskoczył pozytywnie (2,7 proc. r/r) a z nocnych danych wynika, że bezrobocie jest najniższe od dziewięciu lat, to inflacja CPI (1,6 proc. r/r) wypadła słabiej zarówno wobec prognoz rynkowych, jak i RBNZ.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Samochody autonomiczne zmienią zasady gry na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych

Samochody autonomiczne czy car-sharing, czyli współdzielenie aut to zjawiska, które mają i będą mieć coraz większy wpływ na kształt rynku motoryzacyjnego. Auta wyposażone w szereg czujników bezpieczeństwa mogą obniżyć liczbę wypadków nawet o 90 proc. Zmiany te mają coraz większy wpływ na rynek ubezpieczeń komunikacyjnych. Jak wynika z analizy firmy doradczej Deloitte, firmy ubezpieczeniowe muszą przygotować się na wprowadzenie fundamentalnych zmian w ofercie ubezpieczeń komunikacyjnych, a także w obszarze oceny ryzyka, wyceny składki i modeli biznesowych.

Ubezpieczenia komunikacyjne mają najwyższy udział w ubezpieczeniach majątkowych. W 2015 roku w skali globalnej wygenerowały one około 200 mld dolarów, czyli jedną trzecią wszystkich składek płaconych za ubezpieczenia majątkowe. – Również w Polsce rynek ubezpieczeń komunikacyjnych jest jednym z wiodących. Jak wynika z raportu Deloitte dla Polskiej Izby Ubezpieczeniowej, po polskich drogach jeździ ponad 23 mln aut, a w 2016 roku wypłaty z tytułu OC i AC wyniosły 12 mld zł – mówi Krzysztof Stroiński, Partner, Lider Praktyki Ubezpieczeniowej w Europie Środkowej, Deloitte.

Jak samochody autonomiczne mogą wpłynąć na sytuację na drogach? Z szacunków wynika, że najeżone czujnikami auta mogą ograniczyć liczbę wypadków nawet o 90 proc. – Co więcej w wielu krajach obserwujemy rosnące postawy proekologiczne, które wiążą się ze wzrostem awersji do posiadania własnego samochodu, a w konsekwencji z popularyzacją współużytkowania pojazdów i współdzielenia podróży, czyli tzw. car- i ride- sharingu. Jest to widoczne szczególnie w miastach. To wszystko nie pozostaje bez wpływu na rynek ubezpieczeń – mówi Krzysztof Stroiński.

Przede wszystkim bezpieczeństwo

Z badania Deloitte wynika, że tempo tych zmian może się różnić w zależności od grupy wiekowej i regionu, ale przekonujące korzyści ekonomiczne i społeczne sugerują, że przyszłość będzie coraz częściej definiowana przez pojazdy autonomiczne. Najbardziej przychylni samochodom autonomicznym oraz współdzieleniu aut są mieszkańcy Chin oraz Indii, a także przedstawiciele pokolenia milenialsów i generacji Z. Zdaniem ekspertów Deloitte również w innych krajach i starszych grupach wiekowych akceptacja dla tego typu rozwiązań będzie rosła. – Będzie się to jednak działo stopniowo, tak jak stopniowo zmienia się technologia. Producenci samochodów dziś nie sprzedają jeszcze pojazdów autonomicznych, ale wyposażają już nowe auta w szereg czujników, które wpływają na bezpieczeństwo i zwiększają zaufanie konsumentów do automatyzacji – mówi Daniel Martyniuk, Partner w Dziale Konsultingu, Deloitte.

Z badania Deloitte wynika, że konsumenci chcieliby, by ich samochody były przede wszystkim bezpieczne, dlatego najchętniej wyposażyliby je w czujniki, które pozwalają rozpoznawać obiekty na drodze i unikać kolizji. Czujniki te informują kierowcę o niebezpiecznych sytuacjach drogowych, blokują auta w razie niebezpiecznych sytuacji w ruchu drogowym czy też wzywają pomoc w razie wypadku. – Większość kierowców chce, aby ich pojazdy zostały należycie wyposażone w technologie związane z zachowaniem bezpieczeństwa, odwrotnie niż w przypadku smartfonów, gdzie użytkownicy oczekują przede wszystkim szybszego działania urządzeń i sprawnej obsługi – tłumaczy Daniel Martyniuk.

Nowe oblicze składki ubezpieczeniowej

Pojawienie się na drogach pojazdów autonomicznych i coraz większa popularyzacja car-sharingu wpłynie na wysokość składki ubezpieczeniowej płaconej przez kierowców. Z jednej strony zminimalizowanie błędów ludzkich, a co za tym idzie mniejsza liczba wypadków samochodowych mogą wpłynąć na zmniejszenie składek ubezpieczenia. Z kolei współdzielenie samochodów może zwiększyć składkę, ponieważ komercyjne wykorzystanie auta będzie negatywnie wpływało na jej wysokość. – Przyszłość, w której samochody tradycyjne będą jeździć po ulicach obok pojazdów częściowo i w pełni zautomatyzowanych, a w dalszej perspektywie wizja dominacji samochodów autonomicznych na drogach, powinna wymusić wprowadzenie fundamentalnych zmian w ofercie produktów ubezpieczeniowych, a także w obszarze oceny ryzyka, wyceny i modeli biznesowych – mówi Jacek Wiśniewski, Starszy Menedżer, Dział Usług Aktuarialnych i Ubezpieczeniowych, Deloitte.

Zmiany te będą obejmować szereg czynników, m.in. przygotowanie się ubezpieczycieli, do tego że rewolucja na rynku motoryzacyjnym może przebiegać w różnym tempie w różnych regionach i grupach wiekowych czy też uznanie, że odpowiedzialność za wypadki i kolizje w coraz mniejszym stopniu będzie spoczywała na kierowcy, a w coraz większym stopniu na producencie pojazdu lub technologii.

Powszechność technologii będzie wymagać od firm ubezpieczeniowych wdrożenia zaawansowanych narzędzi analitycznych oraz odpowiedniego przeszkolenia rzeczoznawców i likwidatorów szkód. – To wszystko oznacza, że firmy ubezpieczeniowe będą musiały szybko się odnaleźć w ewoluującej rzeczywistości mobilnego ekosystemu. Nie będzie taryfy ulgowej dla tych, którzy przegapią tę rewolucję. Tylko dzięki odpowiednio szybkiemu reagowaniu ubezpieczyciele będą mogli utrzymać swoją pozycję w zmieniającym się i bardzo konkurencyjnym otoczeniu – podsumowuje Krzysztof Stroiński.

Czeka nas kolejny rok wzrostu rynku leasingu. Konsumpcja prywatna lekko wyhamuje, wyraźnie odbiją inwestycje

2018 rok będzie dziewiątym z rzędu, w którym rynek leasingu w Polsce wzrośnie. Co więcej, będziemy mieć do czynienia z bezprecedensową sytuacją, w której branża leasingowa zakończy szósty rok z rzędu dwucyfrową dynamiką. ZPL prognozuje, że wartość sfinansowanych aktywów przez firmy leasingowe w 2018 roku wzrośnie o 15,1 proc.

– Za nami kolejny roczny rekord branży leasingowej. Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że firmy leasingowe sfinansowały w 2017 roku aktywa o wartości 67,8 mld zł, czyli o 15,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Mamy bezprecedensową sytuację, w której nasz rynek od pięciu lat rozwija się w dwucyfrowym tempie, a wszystko wskazuje na to, że taka sytuacja utrzyma się również w najbliższych dwóch latach. Tak dobre wyniki naszej branży to pochodna świetnej kondycji polskiej i światowej gospodarki. W szczególności jednak na poszczególne obszary rynku leasingowego wpłynęły takie czynniki jak eksport, produkcja przemysłowa, wykorzystanie zdolności produkcyjnych oraz konsumpcja prywatna – zwraca uwagę Marcin Nieplowicz, główny ekonomista EFL.

Kiedy rośnie eksport i produkcja przemysłowa…

… leasing maszyn rośnie jak na drożdżach. W 2017 roku wyraźnie przyspieszyła międzynarodowa wymiana handlowa, na czym skorzystała strefa euro, której gospodarka ma wyraźnie eksportowy charakter. Dzięki temu wzrost gospodarczy w Eurolandzie jest obecnie na najwyższym od 6 lat poziomie. Nie pozostaje to bez wpływu na polską gospodarkę – blisko 80 procent eksportu kierujemy właśnie do krajów Unii Europejskiej. Nie dziwi więc, że w okresie od stycznia do listopada 2017 roku eksport towarów z Polski wzrósł o 10,7 proc. r/r, a w samym listopadzie dynamika wyniosła 12,5 proc. r/r.

Rosnący eksport ma wyraźne przełożenie na wyniki przetwórstwa przemysłowego. Dynamika produkcji przemysłowej w tym obszarze wyniosła w ubiegłym roku 7,3 proc. r/r. A przetwórstwo jest tą częścią gospodarki, która jest mocno powiązana z finansowaniem maszyn przez firmy leasingowe. Jeżeli dodamy do tego bardzo wysokie wykorzystanie zdolności produkcyjnych w polskich firmach (rzędu 83,5 proc.) i rozpoczęcie utylizacji środków unijnych z perspektywy 2014-2020, to w efekcie sektor maszyn stał się siłą napędową całego rynku leasingu z ponad 20 proc. dynamiką.

Kiedy są grubsze portfele Polaków

…zyskuje rynek finansowania samochodów. Głównym motorem rozwoju polskiej gospodarki stały się wydatki konsumentów, rosnące zarówno za sprawą bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy, ale też wsparte programem Rodzina 500+. Te natomiast były ściśle powiązane z trendami dominującymi na rynku leasingu. Firmy leasingowe ponad 3/4 swoich usług kierują do firm mikro- i małych z sektora prywatnego, czyli do firm inwestujących w odpowiedzi na silny wzrost popytu krajowego w Polsce, napędzanego rosnącymi wy-datkami konsumpcyjnymi gospodarstw domowych. Znajduje to mocne odzwierciedlenie w finansowaniu pojazdów lekkich, gdzie dodatkowo dynamiczny wzrost rejestracji nowych aut osobowych i dostawczych (o 15 proc. w 2017 r.) jest wpierany korzystnymi przepisami fiskalnymi. W rezultacie sektor finansowania samochodów osobowych i dostawczych wzrósł w ubiegłym roku o 22 proc.

To, co zawiodło w 2017, zaskoczy w 2018…

…czyli inwestycje. One rosły wyraźnie na poziomie mikro- i małych firm (i widzimy to w wynikach branży leasingowej), ale wzrost inwestycji w całej gospodarce wyniósł za trzy kwartały 2017 roku jedynie 1,1 proc. r/r. Jednak patrząc na ostatnią część ubiegłego roku można spodziewać się, że w 2018 roku będziemy mieć do czynienia z ożywieniem w tym obszarze. Bowiem wzrost inwestycji w IV kwartale jest szacowany na ok. 12,0 proc. r/r.

– Spodziewamy się, że w tym roku z jednej strony wyhamuje nieco dynamika konsumpcji prywatnej, ale za to wyraźnie odbiją inwestycje. Będzie to więc kolejny dobry rok dla branży leasingowej. Zgodnie z prognozą ZPL, wartość sfinansowanych aktywów przez firmy leasingowe wzrośnie o 15,1 proc. w 2018 roku – mówi główny ekonomista EFL.

Powstaje największy teleskop na świecie. Pozwoli on na obserwacje dalekiego kosmosu, w tym poszukiwania „drugiej Ziemi”

Powstaje największy teleskop na świecie. Pozwoli on na obserwacje dalekiego kosmosu, w tym poszukiwania „drugiej Ziemi” 1

W 2022 roku zacznie działać Ekstremalnie Wielki Teleskop Europejski. Nowe urządzenie pozwoli pozyskiwać 13 razy więcej światła niż największy obecnie działający na świecie teleskop i dostarczać obrazy 16 razy ostrzejsze niż pochodzące z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a. W budowę urządzenia przeznaczonego do badania obiektów kosmicznych takich jak planety pozasłoneczne i ich atmosfera zaangażowani są polscy naukowcy.

– Ekstremalnie Wielki Teleskop, czyli ELT, to największe obserwatorium astronomiczne świata. ELT będzie miał największe zwierciadło, o średnicy 39 m, zbudowane z prawie 800 sześciokątnych, małych, ruchomych zwierciadełek i będzie miał powierzchnię zbierającą światło ponadtrzynastokrotnie większą niż największe obecnie funkcjonujące teleskopy świata. Na tym astronom zależy najbardziej – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Aleksandra Bukała, dyrektor generalna Sener Polska.

Największy na świecie teleskop optyczny E-ELT powstanie na szczycie Cerro Armazones (ponad 3 tys. metrów n.p.m.) na pustyni Atakama w Chile, gdzie ruchy atmosfery ziemskiej należą do najmniejszych na globie ziemskim. Dzięki nowatorskim rozwiązaniom, m.in. ruchomym lustrom, wyeliminowane zostaną możliwe wpływy atmosfery, jak parowanie czy wiatr. Nowy teleskop pozwoli na dokładniejsze obserwacje Wszechświata, badanie ciemnej materii czy szukanie planet wielkości Ziemi. Będzie zbierał 100 mln razy więcej światła niż ludzkie oko i 26 razy więcej niż jeden teleskop VLT.

– Dokładność teleskopu ELT będzie pozwalała badać np. skład atmosfery pozasłonecznych planet, więc astronomowie z całego świata już ustawiają się w kolejce do produkcji swoich badań, które do tej pory w ogóle nie były możliwe, bo nie byliśmy w stanie spojrzeć tak daleko. Rozmiar teleskopu Hubble’a był ograniczony możliwościami rakiety nośnej i pojemnością ładowni wahadłowców amerykańskich starej generacji, tutaj tego problemu nie ma. Jeśli uda się wyeliminować wpływ ziemskiej atmosfery, to otrzymamy unikalne w skali świata narzędzie do obserwacji dalekiego kosmosu – tłumaczy Aleksandra Bukała.

Światło w ELT będzie zbierać zwierciadło o średnicy 39 metrów. Powierzchnia konstrukcji zajmie teren podobnej wielkości co połowa boiska do gry w piłkę nożną. To właśnie główne lustro, M1, jest czymś, co wyróżnia nowy teleskop. Skierowane w kierunku gwiazd i ustawione pod niewielkim kątem względem Ziemi będzie zbierać światło i kierować je w kierunku M2, czyli drugiego lustra, ustawionego 70 metrów bezpośrednio nad głównym zwierciadłem i największego kiedykolwiek wyprodukowanego lustra wypukłego. Światło będzie przesyłane do kolejnych zwierciadeł, a dopiero wówczas trafi przed oczy astronoma.

– Wszystkie zwierciadła mają unikalne sposoby stabilizacji mechanicznej. To szczególne ważne w przypadku tego pierwszego zwierciadła, bo dzięki ogromnej powierzchni jest ono narażone na taki efekt, jaki występuje czasami na powierzchni jeziora, gdzie w wyniku wiatru powstają delikatne zmarszczki. Takiego samego efektu inżynierowie spodziewają się na powierzchni pierwszego zwierciadła, stąd pod każdym segmentem tego zwierciadła będą się znajdowały specjalne siłowniki, które będą ten efekt niwelować – tłumaczy ekspertka.

Ekstremalnie Wielki Teleskop Europejski jest budowany przez Europejskie Obserwatorium Południowe. To unikalna konstrukcja, która wymaga elementów optycznych i mechanicznych zaawansowanych technologicznie. W budowę ELT, którego koszt szacuje się na 1 mld euro, zaangażowani są polscy inżynierowie. Eksperci Sener Polska będą odpowiedzialni za projekt i produkcję dwóch modułów zwierciadeł nowego teleskopu. W Polsce powstaną m.in. urządzenia służące do montażu zwierciadła czy specjalne ochrony zwierciadeł przed uszkodzeniem.

– Oczekiwania wobec obserwacji wykonanych przy użyciu ELT są ogromne. Mamy nadzieję, że uda się osiągnąć wiele przełomowych odkryć dla lepszego poznania naszego wszechświata. Teleskop już znajduje się w budowie, fundamenty zostały wylane, większość kluczowych kontraktów została podpisana, część kontraktów znajduje się w fazie konkursowej. Zakończenie budowy teleskopu i jego uruchomienie jest planowane na 2022 rok – podsumowuje Aleksandra Bukała.

Do 2020 r. Europejska Rada ds. Innowacji wesprze 1000 najbardziej innowacyjnych projektów. UE na ten cel przeznaczy łącznie 30 mld euro

Do 2020 r. Europejska Rada ds. Innowacji wesprze 1000 najbardziej innowacyjnych projektów. UE na ten cel przeznaczy łącznie 30 mld euro 2

Wsparcie innowacji oraz fundusze na badania i rozwój to plany Komisji Europejskiej na najbliższe lata. Wspólnota chce wspierać projekty, które z jednej strony są ryzykowne, ale jednocześnie mogą przynieść nowe technologie i miejsca pracy. W aktualnej perspektywie finansowej nacisk zostanie położony na kilka obszarów: cyberbezpieczeństwo, migracje, gospodarkę o obiegu zamkniętym oraz cyfryzację. W nowym programie Europejska Rada ds. Innowacyjności przeznaczy do 2020 r. 2,7 mld euro na wsparcie najbardziej innowacyjnych projektów.

W najbliższych latach Komisja Europejska przeznaczy łącznie na wsparcie innowacyjnych projektów około 30 mld euro. Nowym projektem jest Europejska Rada ds. Innowacji, która otrzyma budżet około 2,7 mld euro do 2020 roku. To nowy, pilotażowy program, którego zadaniem jest wspieranie najbardziej innowacyjnych firm i projektów.

– Jej celem jest wspieranie najbardziej innowacyjnych małych i średnich firm, jak również ośrodków i projektów badawczych tak, aby mogły jak najlepiej rozkwitać i przynosić efekty. Odbędzie się to poprzez łączenie ich z innymi firmami tak, aby w połączeniu lepiej działały, weszły na rynek lub już funkcjonowały na rynku. W tym celu rada ma zamiar wesprzeć około tysiąca projektów do 2020 roku – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Piotr Świtalski z Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Horyzont 2020 jest największym do tej pory, zarówno pod względem wartości, jak i zakresu, programem badań i innowacji w Unii Europejskiej. Wspiera projekty, których cele powiązane są ze strategicznymi priorytetami strategii „Europa 2020” i „Unia innowacji”. Program w dużym stopniu opiera się na wynikach osiągniętych podczas poprzednich programów ramowych. Ma trzy główne priorytety tematyczne: doskonała nauka, przywództwo przemysłowe i wyzwania społeczne.

Horyzont 2020 oferuje uproszczone zasady udziału i zapewnia finansowanie do poziomu 100 proc. kosztów kwalifikowanych. W latach 2018–2020 nacisk zostanie położony na mniejszą liczbę zagadnień, za to otrzymają one większy budżet. Chodzi o: niskoemisyjną, odporną na zmianę klimatu przyszłość (3,3 mld euro), gospodarkę o obiegu zamkniętym (1 mld euro), digitalizację i przekształcanie europejskiego sektora przemysłu i usług (1,7 mld euro), unię bezpieczeństwa (1 mld euro) i migracje (200 mln euro).

– Do 2020 roku nacisk zostanie położony na kilka obszarów, w których liczymy na innowacje. To cyberbezpieczeństwo, migracje, gospodarka o obiegu zamkniętym, tzw. circular economy, a także cyfryzacja, umiejętności cyfrowe społeczeństwa. To kilka priorytetowych obszarów, w których KE w ramach Horyzontu 2020 będzie wspierała innowacje – mówi Piotr Świtalski

W tym roku ruszają rozmowy na temat przyszłego unijnego budżetu. Jak przyznaje przedstawiciel Komisji Europejskiej w Polsce, trudno przewidzieć, jak będą wyglądać programy na innowacyjność i badania po 2020 roku. Zakłada jednak, że innowacyjna gospodarka będzie jednym z priorytetów Unii Europejskiej, co oznacza, że za kilka lat także nie powinno zabraknąć funduszy na wsparcie nowych rozwiązań i technologii.

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na dolarze australijskim…

Ostatnia wyprzedaż na rynku akcji przełożyła się również na migrację kapitału do bardziej bezpiecznych aktywów oraz do zamykania transakcji carry trade, co widać po umocnieniu się jena japońskiego i dolara amerykańskiego względem dolara australijskiego oraz nowozelandzkiego.

Dalsza paniczna wyprzedaż przełoży się na dalszą aprecjację bezpiecznych aktywów, ale co na to analiza techniczna?

AUDJPY – mocna przecena

Przez ostatnie kilka tygodni na parze walutowej AUDJPY dzieję się mało, mamy do czynienia z długoterminową konsolidacją. Nawet ostatnia wyprzedaż na rynku giełdowym nie zdołała pokonać dolnego ograniczenia konsolidacji 84-85. Jeżeli na wykresie tygodniowym powstanie Pin Bar, będzie to oznaczało zakończenie wyprzedaży i kolejny test górnej bandy konsolidacji 88-89. Z drugiej strony zaostrzenie sytuacji na rynku oraz dalsza przecena światowych indeksów doprowadzi do zamykania długich pozycji w dolarze australijskim i spłatę zadłużenia denominowanego w jenie japońskim. W przypadku tego scenariusza notowania AUDJPY spadłyby w okolicę poziomu 82.

Notowania AUDJPY, interwał dzienny

Notowania AUDJPY, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Z kolei analizując wskaźniki analizy technicznej podążające za trendem mamy zgrzyt interwałów. Na interwale dziennym oraz czterogodzinowym wszystkie wskaźniki wskazują na trend spadkowy. Natomiast na wyższym interwale czasowym trzy z pięciu wskaźników technicznych wskazują na trend wzrostowy. Należą do nich MACD, Awesome oraz Parabolic. Oprócz tego warto wiedzieć, że notowania na interwale tygodniowym znalazły się poniżej 55-okresowej oraz 14-okresowej średniej kroczącej.

Patrząc na wszystkie zmienne większe prawdopodobieństwo leży po stronie kontynuacji wyprzedaży.

NZDUSD – wzrosty w opałach

Przez cały 2017 rok notowania pary walutowej NZDUSD poruszały się w konsolidacji. Czy jest to pora na jej zakończenie?

Dolne ograniczenie konsolidacji znajduje się w okolicy poziomu 0.685-0.696. Zostało już przetestowane trzy razy i za każdym razem kupujący odparli atak niedźwiedzi. Tak samo było w grudniu 2017 roku, na samym początku strefa wsparcia została naruszona, ale ostatni miesiąc poprzedniego roku przyniósł mocne odbicie. Po kilku tygodniach wzrostowych notowania po raz kolejny znalazły się na oporze 0.733-0.740. Opór został już niejednokrotnie przetestowany oraz przebity, ale niedźwiedzie nie dawały za wygraną. Czy tym razem będzie tak samo?

Notowania NZDUSD, interwał tygodniowy

Notowania NZDUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na interwale tygodniowym wszystkie wskaźniki wskazują na trend wzrostowy. Notowania poruszają się ponad krótkoterminową oraz długoterminową średnią kroczącą. Z kolei spoglądając na interwał dzienny sytuacja wygląda nieco inaczej. Dwa z pięciu wskaźników sugerują trend spadkowy. Należą do nich 14-okresowa EMA oraz Parabolic, czyli dwa najszybsze wskaźniki analizy technicznej. Dodatkowo oscylator stochastyczny wskazuje na mocne wykupienie rynku, co przekłada się na większe prawdopodobieństwo wyprzedaży.

Niemniej jednak, dopóki notowania na interwale tygodniowym nie znajdą się poniżej krótkookresowej średniej kroczącej EMA, to scenariusz wzrostowy jest jak najbardziej prawdopodobny.

Dział Analiz Admiral Markets