Które urzędy skarbowe w Polsce zwracają najszybciej pieniądze z PIT?

Gdzie najszybciej rozliczają PITy?  Poznaj rankingi badania dotyczącego zwrotu podatku z PIT w 2017 r.

Kto rozlicza się wcześniej i wypełnia PITy online, ten szybciej dostaje zwrot podatku. W ubiegłym roku podatnicy, składający e-deklaracje PIT w styczniu, otrzymali pieniądze średnio już po 23 dniach. Ci, którzy zwlekali do kwietnia, czekali  dwukrotnie dłużej, nawet do 52 dni. Należności najszybciej wypłacały urzędy skarbowe z województwa świętokrzyskiego, opolskiego i podkarpackiego. Jakie są prognozy na ten rok? Co zrobić, aby szybko otrzymać zwrot z nadpłaconego podatku i które urzędy skarbowe są w ścisłej czołówce rozliczeń? Firma e-file, producent aplikacji e-pity do rozliczeń PIT-ów on-line, opublikowała wyniki pierwszego, największego w Polsce badania dotyczącego terminów zwrotu podatku z PIT w 2017 roku

Urzędy skarbowe mają ustawowo 3 miesiące na oddanie obywatelom nadpłaty wykazanej w rocznym rozliczeniu podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT). Według danych Ministerstwa Finansów, kwota podatku należnego z deklaracji PIT za 2016 rok, wyniosła 62.509 mld złotych. Nadpłata podatku, czyli kwota jaką fiskus zwrócił podatnikom, wyniosła prawie 10 mld złotych. Tyle finalnie środków, trafiło do naszych portfeli w 2017 r. Ile czasu w rzeczywistości potrzebowała administracja skarbowa na zwrot pieniędzy podatnikom? Firma e-file przeprowadziła sondaż wśród 24 940 podatników, składających w ubiegłym roku e-deklaracje PIT 37, PIT 36, PIT 38 i PIT 39.

Im szybciej tym lepiej. Kiedy opłaca się złożyć deklaracje PIT?                               

Wszystko zależy od terminu i sposobu złożenia deklaracji podatkowej. Wyniki badania przeprowadzonego przez e-file, wyraźnie pokazują, że warto pospieszyć się z rozliczeniem, jeżeli zależy nam na stosunkowo szybkim uzyskaniu zwrotu. Styczeń i luty to najlepszy czas na złożenie PITa. Podatnicy, którzy składali deklaracje podatkowe w styczniu, otrzymywali zwrot najszybciej, średnio po 23 dniach. Wraz z kolejnymi miesiącami złożenia deklaracji, przeciętny czas oczekiwania rósł. W lutym wynosił średnio 26 dni, w marcu 41 dni, a Ci, którzy złożyli rozliczenie w kwietniu, czekali nawet 52 dni! wylicza Donata Basińska z firmy e-file

Numerem 1 w szybkości zwrotów, okazała się najpopularniejsza deklaracja PIT-37, co oznacza, że zwrot podatku najszybciej docierał do rozliczających swój dochód pracowników, zleceniobiorców, emerytów i rencistów. Nieco dłużej czekano na zwrot ze zbywania nieruchomości (PIT-39) czy działalności gospodarczej (PIT-36) – najdłużej natomiast, na zwrot z kapitału rozliczanego w PIT-38.

PITmapa – najszybsze urzędy skarbowe w Polsce

Najszybciej w Polsce, średnio w ciągu 28 dni, pieniądze ze zwrotu podatku w 2017 r. otrzymali mieszkańcy województwa świętokrzyskiego. Dobrze z czasem wypłat radziły sobie urzędy skarbowe w województwie opolskim i podkarpackim (średnio 35 i 37 dni). Najdłużej czekali rozliczający się w województwach mazowieckim, pomorskim, dolnośląskim i warmińsko-mazurskim, gdzie czas oczekiwania wynosił powyżej 43 dni.

Liderem szybkości zwrotów, wśród urzędów skarbowych, okazał się US w Ostrowcu Świętokrzyskim – który zwracał pieniądze średnio w ciągu 20 dni. Na drugim miejscu znalazły się placówki w Przeworsku i Grodzisku Mazowieckim (21 dni). Podium -zamknął Pierwszy Urząd Skarbowy w Kielcach (22 dni).

Wśród małych miejscowości najszybsza była mazowiecka gmina miejska Rościszewo – tu podatnicy czekali na zwrot ok. 17 dni. Na drugim miejscu znalazła się Włoszczowa, miasto powiatowe z woj. świętokrzyskiego (średnio 18 dni na zwrot). Trzecie miejsce zajęły ex aequo Przeworsk (woj. podkarpackie), Bodzechów (woj. świętokrzyskie) i Żuromin (woj. mazowieckie). Mieszkańcy tych miejscowości otrzymywali zwrot podatku średnio po 20 dniach.

W kategorii dużych miast, najszybciej z zeznaniami podatników poradziły sobie urzędy skarbowe w Bydgoszczy. Tu średni czas oczekiwania na zwrot podatku wynosił 44 dni. Na drugim miejscu, z wynikiem 45 dni na zwrot, znalazły się Poznań oraz Lublin. Zaraz za nimi, uplasowały się Kraków, Łódź i Szczecin (46 dni).

Jak będzie w tym roku? Prognozy zwrotu dla konkretnych urzędów skarbowych można sprawdzić na interaktywnej mapie przygotowanej przez e-file. Na stronie https://www.e-pity.pl/znajdz-urzad-skarbowy-online/ znajduje się Baza Wszystkich Urzędów Skarbowych w Polsce, w której sprawdzimy prognozowany czas oczekiwania na pieniądze.

E-deklaracje wygrywają

Jaki mamy wpływ na szybszy zwrot podatku z PIT? Oprócz terminu złożenia poprawnego rozliczenia, liczy się tryb w jakim złożymy zeznanie. Szybciej dostaniemy pieniądze, jeśli rozliczymy się drogą elektroniczną – szczególnie na początku roku, gdy do urzędów skarbowych napływa jeszcze niewielka liczba formularzy. W minionym roku złożenie e-deklaracji miało zasadniczy wpływ na skrócenie czasu oczekiwania na zwrot podatku, przyspieszało bowiem pracę samych urzędów, zwalniając funkcjonariuszy skarbowych z obowiązku rejestrowania i wprowadzania danych z deklaracji do systemów komputerowych fiskusa mówi Donata Basińska z e-file.

e-Deklaracje, to nie tylko szybsza, ale również zdecydowanie wygodniejsza forma na rozliczenie. Według e-file, średni czas wypełnienia, drukowania, lub przesyłania e-pita, skrócił się w minionym roku do 7 min i 33 sekund, ale zdarzali się wybitnie szybcy podatnicy, którzy potrafili zrobić to w czasie zdecydowanie krótszym.

Ministerstwo Finansów również zachęca do rozliczania się z Administracją Skarbową w formie elektronicznej. Nic więc dziwnego, że liczba wysyłanych e-deklaracji rośnie z roku na rok. PIT-y można wysyłać przez Internet od 2008 r., w pierwszym roku tą drogą przesłano jedynie 390 zeznań. W kolejnych latach e-deklaracje zyskały jednak zdecydowanie większą popularność. Według danych Ministerstwa Finansów – w 2015 roku złożono ponad 7 milionów PIT-ów elektronicznych, w 2016 – ponad 8 mln 400 tys., a w 2017 roku, aż 9 670 215!

Podsumowanie badania

Co zrobić, żeby dostać zwrot podatku jak najszybciej? Najlepiej złożyć deklarację on-line do końca stycznia.  Administracja skarbowa ułatwia nam rozliczanie się przez Internet, a my mamy coraz więcej odwagi w korzystaniu z nowoczesnych rozwiązań państwa. Wystarczy kilkanaście minut, aby wypełnić obowiązek corocznego rozliczenia podatku. Im wcześniej, tym lepiej. Warto o tym pamiętać, planując wydatki na kolejne miesiące nowego roku.

Wejście Polski do strefy euro

Decyzja o wejściu Polski do strefy euro jest, mimo zobowiązań traktatowych, na razie czysto teoretyczna. Nasz kraj nie jest do tego przygotowany ani prawnie, ani gospodarczo.

Mowa jest o przygotowaniu na przyjęcie euro, a nie przygotowaniu na funkcjonowanie w strefie euro. Żeby wiedzieć, jak polskie firmy czy polscy konsumenci zareagowaliby na strefę euro, należy pomyśleć o czasach kryzysu. Oczywiście są firmy, szczególnie te będące częścią międzynarodowych koncernów, które  działają jako podwykonawcy firm ze strefy euro i którym uprościłoby to codzienną działalność. Jednak dla wielu polskich firm, a także dla wielu gospodarstw domowych strefa euro na razie byłaby bardziej ciężarem niż pomocą. – Na dziś ta reakcja mogłaby być bolesna – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Tomasz Kaczor, główny ekonomista Banku Gospodarstwa Krajowego 

 Zastanówmy się, jaka powinna być reakcja polskiej gospodarki w sytuacji, kiedy Polska jest gotowa na wejście do strefy euro za kilka, może kilkanaście lat. Jeżeli będziemy dobrze przygotowani, to najbardziej prawidłowa reakcja gospodarki jest żadna. Polsce nie powinno sprawiać różnicy, czy jest w strefie euro, czy w niej nie jest – jeżeli do tej strefy się nadaje. Dla funkcjonowania w strefie euro testem będzie pierwszy kryzys gospodarczy.

Polską walutę wbrew pozorom najbardziej odczuwaliśmy wtedy, kiedy w gospodarce było źle. Złotówka była poduchą, swego rodzaju buforem – który pozwalał suchą nogą, nieco sprawnej przebrnąć przez okresy zawirowań. Osłabienie waluty okazywało się wielokrotnie ręką wyciągniętą w stronę tonących polskich firm.

Pozwalało przebrnąć przez okres najgorszej zawieruchy. Wydaje się, że w tej chwili polska gospodarka nie jest jeszcze na to gotowa. Nie jest gotowa na poziomie przygotowania powiedziałbym psychicznego, o ile gospodarka może mieć psychikę. My przyzwyczailiśmy się do działania w takim scenariuszu, w którym nasza waluta nam pomaga. Nie jesteśmy jeszcze gotowi na to, by przejść na sztywny reżim. Jest jeszcze druga warstwa o której nie można zapominać. Strefa euro – to w coraz większym stopniu centrum tworzenia polityki ekonomicznej w Unii Europejskiej. Wymiar ekonomiczny nie jest jedynym, dla którego warto być w strefie euro. Kiedy dyskutujemy o strefie euro warto pamiętać także o tym, by być przy tym stoliku, gdzie tworzy się nowa polityka ekonomiczna i mieć na nią wpływ – podkreślił Tomasz Kaczor.

Ryzyka cybernetyczne: kadry zarządzające w obliczu wyzwania

Kadry zarządzające powinny pełnić kluczową rolę w zakresie zarządzania ryzykiem cybernetycznym – wynika z najnowszego raportu przygotowanego przez Marsh & McLennan Companies we współpracy z FireEye. Trzy znaczące ataki cybernetyczne z 2017 roku zmieniły postrzeganie cyber ryzyk w organizacjach – podkreśliły ich destrukcyjny potencjał: ogromną skalę działania (pod względem geograficznym i sektorowym, wielkość poniesionych strat, zakłócenia operacyjne, utracony kapitał czy reputację firmy).

Raport, którego premiera odbyła się 23 stycznia podczas Światowego Forum Ekonomicznego, określa dwa trendy, które dodatkowo komplikują nową cyber rzeczywistość. Po pierwsze, nowe regulacje w Europie i pozostałych krajach będą wymagać od organizacji wprowadzenia bardziej rygorystycznych praktyk w zakresie zarządzania bezpieczeństwem, w celu ochrony danych i systemów. Po drugie, ataki nabierają coraz bardziej destrukcyjnego charakteru – zagrażają już nie tylko zasobom cyfrowym, ale mogą prowadzić do zniszczenia mienia i obrażeń ciała.

Wychodząc z założenia, że cyber bezpieczeństwo to jedno z kluczowych wyzwań dla kadry zarządzającej, raport Marsh & McLennan Companies i FireEye przedstawia informacje, w jaki sposób zarządy oraz menedżerowie mogą chronić swoje organizacje przed cyber atakami. Publikacja dostarcza wskazówek na temat działań w obszarach: technologii, kultury pracy, współpracy z organizacjami i rządami oraz zarządzania ryzykiem.

Anna Pluta – Lider Praktyki Ryzyka Cybernetyczne w Marsh Polska podsumowuje: „Wyniki przeprowadzonych przez Marsh i FireEye badań, oraz głośne zdarzenia cybernetyczne, które wystąpiły w 2017 roku pokazują, że zagrożenia i cyber ryzyko nie znają granic i mogą dotyczyć różnych organizacji, o różnym zasięgu terytorialnym czy sektorowym. Rok 2017 zapisał się w historii głównie z uwagi na ataki  WannaCry czy NotPetya – te odczuły także firmy działające w Polsce. Atak na amerykański Equifax i kradzież blisko 150 mln danych obywateli miał bezpośredni wpływ na kadrę zarządczą, która po ujawnieniu wycieku i śledztwie ustąpiła ze swoich stanowisk (zmiany nastąpiły na stanowiskach  CIO, CISO, CEO). Scenariusze szkodowe przynosi „codzienne życie” – warto więc odpowiednio „nadążać”: analizować i zarządzać ryzykiem cybernetycznym.

Rok 2018 zapowiada się interesująco – dwa główne obserwowane trendy dotyczą zmian w prawie (RODO) oraz ukierunkowanych ataków na infrastrukturę krytyczną. Już od 25 maja 2018 r. zacznie obowiązywać nowe, jednolite prawo z zakresu bezpieczeństwa danych osobowych. Wiele zmieni się w obszarze danych osobowych – obowiązki notyfikacyjne wynikające z RODO mogą istotnie wpłynąć na wizerunek i sytuację finansową spółek, w których wystąpią wycieki czy kradzieże danych osobowych. Według raportu Marsh i FireEye: 23% respondentów potwierdziło, że ich organizacje w ciągu ostatnich 12 miesięcy były ofiarami skutecznych cyber ataków.

W kontekście obowiązków i sankcji wynikających z RODO, konsekwencje takich zdarzeń powinny wymusić na kadrze zarządzającej analizę procedur zarządzania sytuacjami kryzysowymi. Ataki cybernetyczne ukierunkowane na infrastrukturę krytyczną – np. dotyczącą zdrowia publicznego, transportu, rolnictwa, usług finansowych, czy wodociągów mogą nasilać się, stanowiąc poważne zagrożenie nie tylko w przestrzeni cyfrowej, informatycznej ale także dla tej fizycznej, materialnej. W tym obszarze firmy powinny angażować i liczyć na wsparcie państwa, bo przewidując nieprzewidywalne w cyber przestrzeni gospodarka i rząd muszą współpracować bardziej niż kiedykolwiek”.

Silna wyprzedaż dolara

Środa to przede wszystkim silna wyprzedaż dolara amerykańskiego, który stracił do wszystkich walut wchodzących w skład koszyka G10. Najsilniejszy ruch względem USD odnotował GBP (+1,45 proc.), choć niedużo dalej znajdziemy CHF (+1,3 proc.). Nie można także przejść obojętnie obok rynku akcji, gdzie prawdopodobnie rozpoczyna się spadkowa korekta – wskazuje na to m.in. zniżka niemieckiego DAXa o ponad 1 proc. Ropa WTI pod wpływem raportu DOE zdołała dziś wyjść na chwilę powyżej 65 USD/bbl, co jest najwyższym poziomem od grudnia 2014 r.

Dolar z rana „oberwał” po słowach sekretarza skarbu USA Mnuchina, który powiedział, że „słabszy dolar jest dobry dla handlu”. Jednocześnie na rynek trafiły komentarze sekretarza handlu USA Rossa, według którego „wojny handlowe są obecne od jakiegoś czasu”, ale tym razem to USA wkracza do walki. To zachęca rynek do spekulacji, że USA mogą szykować się do agresywniejszej polityki handlowej.

Euro nie znalazło wiele zainteresowania we wstępnych szacunkach indeksów PMI z Eurolandu za styczeń, który wypadają blisko oczekiwań i potwierdzają solidne tempo ekspansji sektorów przemysłowego i usługowego. W szczegółowych danych mamy lekką korektę w przemyśle (59,6 z 60,6), ale lepszy wynik usług (57,6, poprz. 56,6). PMI Composite jest wyżej na 58,6.

Wiceprezes szwedzkiego banku centralnego Skingsley potwierdziła swoje jastrzębie nastawienie. Jej zdaniem ma uzasadnienie rozpoczęcie normalizacji polityki pieniężnej zanim zrobi to EBC, gdyż cel banku w kwestii inflacji został osiągnięty.

Raport z brytyjskiego rynku pracy nie oferuje wielu zaskoczeń, choć dane są dobre. Stopa bezrobocia pozostaje na minimach na 4,3 proc., dynamika wynagrodzeń utrzymała się na 2,5 proc. r/r, ale zarobki z wyłączeniem bonusów przyspieszyły do 2,4 proc. (prog. 2,3 proc.).

Zapasy ropy naftowej skurczyły się zeszłym tygodniu o 1,07 mln baryłek, co jest dziesiątym z rzędu spadkiem zapasów. Odczyt zupełnie różni się od wskazań wczorajszego raportu API, które zakładały wzrost zapasów o 4,75 mln baryłek. Oprócz tego zapasy benzyny i destylatów wzrosły o odpowiednio 3,1 mln baryłek i 639 tys. baryłek. Po publikacji raportu ropa WTI chwilowo wyszła ponad 65 USD (najwyższy poziom od grudnia 2014 r.), jednak strona popytowa nie zdołała utrzymać na długo tego poziomu.

Od rana na rynku walutowym obserwowaliśmy silną wyprzedaż dolara amerykańskiego. Najsilniejszy ruch względem USD odnotował GBP (+1,45 proc.), niedużo dalej znajdziemy CHF (+1,3 proc.) czy JPY (+0,95 proc.). Na końcu tabeli wypada CAD ze zwyżką wynoszącą „jedynie” 0,5 proc. Obecnie EUR/USD jest przy 1,2390; USD/JPY 109,20; GBP/USD 1,4195; AUD/USD 0,8060; EUR/PLN 4,1525; USD/PLN 3,3520.

Spadki dolara pozytywnie wpływają na kurs surowców, wśród metali szlachetnych wyraźnie dominuje kolor zielony. Najjaśniej świeci srebro ze zwyżką rzędu 2,3 proc., dalej znajdziemy złoto (+0,95 proc. do 1354 USD), pallad (+0,95 proc.) i platyna (+0,55 proc.). Nie można także przejść obojętnie obok metali przemysłowych – miedź (+3,6 proc.) z nawiązką wymazała wczorajsze spadki – tak duży wzrost może świadczyć o zakończeniu zniżkowej korekty.

Globalny rynek akcji doczekał się korekty – zarówno w Europie jak i USA indeksy wyraźnie spadają pod kreskę. Na Starym Kontynencie najsilniejszą zniżkę zanotował brytyjski FTSE 100 (-1,14 proc.) pod wpływem gwałtownego wzrostu funta szterlinga. Nisko sesję zakończył także niemiecki DAX (-1,07 proc.) czy włoski FTSE MIB (-0,9 proc.). Za oceanem najgorzej radzi sobie technologiczny Nasdaq 100 nurkujący 0,8 proc. Trochę lepiej sytuacja wygląda na S&P 500 (-0,2 proc.), a o miejsce nad kreską walczy Dow Jones.

Maciej Morawski
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Za 5 lat biura opustoszeją

Wiele wskazuje na to, że w niedalekiej przyszłości liczba osób pracujących zdalnie przewyższy liczbę tych wykonujących swoje obowiązki w siedzibie firmy. Już dziś systematycznie rośnie nie tylko liczba „home offices”, ale także ludzi pochłoniętych pracą w miejscach najmniej kojarzących się z biznesem. Coraz częściej ich stanowiska pracy de facto mieszczą się w kieszeni czy teczce.

Jak wynika z badania firmy Virgin Media Business, praca zdalna zyskuje na popularności z każdą godziną. Zdaniem 5 tys. przebadanych przedsiębiorców już za 5 lat nawet 60% pracowników stanowić będą osoby pracujące w domu bądź innym miejscu w żaden sposób nie przypominającym stereotypowego biura. Wszystko za sprawą technologii zmieniających modele pracy.

Dogodna lokalizacja przestanie być atutem?

To nie jedyne badania, które mówią o znaczących zmianach w obszarze zatrudnienia. Brytyjski „The Guardian” cytuje w jednej z publikacji wyniki ankiety, zgodnie z którymi dla jednej trzeciej badanych pracowników codzienny dojazd do miejsca pracy stanie się reliktem przeszłości już w 2036 roku. Możliwe, że nastąpi to nawet nieco wcześniej, gdyż już dzisiaj daje się zauważyć rosnące oczekiwania pracowników w zakresie wykonywania pracy zdalnej. Badanie, którego podjęła się firma Softchoice, pokazuje, że 85% pracowników biurowych z Ameryki Północnej wymaga od swoich pracodawców dostępu do technologii umożliwiających wykonywanie zadań z dowolnie wybranego przez siebie miejsca. Co więcej, blisko trzy czwarte z nich przyznaje, że nie miałoby żadnych problemów z opuszczeniem dotychczasowego miejsca pracy na rzecz nowego, gwarantującego im taką możliwość. Nawet jeśli ich wynagrodzenie miałoby pozostać na tym samym poziomie.

Nie ulega wątpliwości, że w najbliższej przyszłości będziemy mieli do czynienia z rosnącą popularnością pracy zdalnej. Ma to bezpośredni związek ze zmianami społecznymi, wejściem na rynek nowego pokolenia pracowników wychowanych w erze nieprzerwanego dostępu do informacji, a także cyfrową transformacją przedsiębiorstw. Przenoszą one przynajmniej część zasobów i procesów biznesowych do środowisk chmurowych, które umożliwiają całodobowy dostęp do zasobów firmowych z dowolnego miejsca na ziemi, z poziomu smartfona, notebooka czy tabletu, znosząc jednocześnie potrzebę inwestowania w budowę własnej infrastruktury IT – zwraca uwagę Monika Jaśkielewicz z Atmana, lidera polskiego rynku data center.

Wymagania? Doświadczenie, kompetencje i… szybka sieć

W Internecie nie brakuje portali i serwisów skupiających w jednym miejscu oferty pracy zdalnej w wielu obszarach. Portal www.weworkremotely.com zawiera ogłoszenia o pracę z dziedzin takich jak design, programowanie, obsługa klienta czy marketing. W funkcjonującym na dużo większą skalę serwisie www.flexjobs.com bez problemu odnaleźć można propozycje podjęcia zdalnej współpracy jako specjalista ds. HR, analityk medyczny, a nawet ekspert z dziedziny oceanografii.

W przypadku wielu tego typu ofert pracy dodatkowym wymaganiem dla kandydatów jest posiadanie szybkiego połączenia internetowego. Jest to konieczne ze względu na ciągłość komunikacji i przekazywanie dużych plików z wykorzystaniem popularnych kanałów typu Slack, Trello czy Dropbox, działających w chmurze. Infrastruktura jest jednak coraz lepsza i wydajna na tyle, że dzisiaj nie stanowi to większego problemu – dodaje Monika Jaśkielewicz z Atmana.

Zdalnie często znaczy intratnie

Jeśli ktoś sądzi, że ze względu na odmienny stosunek pracy, model „remote” musi wiązać się z niższym wynagrodzeniem, jest w błędzie. Warto zestawić rankingi najlepiej opłacanych stanowisk w przypadku klasycznego modelu i w przypadku pracy wykonywanej zdalnie w pełnym wymiarze, skupiając się na jednej branży. Ze względu na atrakcyjność zarobków, przyjrzyjmy się sektorowi IT.

Pierwszy typ rankingu opracowała niedawno firma Glassdoor. Wynika z niego, że najlepiej opłacaną funkcją jest Applications Development Manager ze średnią pensją 112 045 dolarów rocznie. Na drugim miejscu znalazł się Software Engineering Manager z zarobkami rzędu 109 350 dolarów, a na trzecim – Information Technology Architect ze średnimi dochodami wynoszącymi 105 303 dolarów.

Jak wygląda to w przypadku pracy zdalnej? Tutaj z pomocą przychodzi ranking opracowany przez wspominany już serwis www.flexjobs.com. Pierwsze miejsce w tym zestawieniu zajmuje funkcja Senior iOS Developer z oferowanymi rocznymi zarobkami na poziomie 130-160 tysięcy dolarów, drugie – Senior System Engineer z widełkami płacowymi 100-150 tysięcy dolarów. Podium zamyka Qualitative User Experience Researcher, który wykonując swoje obowiązki z dowolnego miejsca na świecie jest w stanie otrzymać pensję rzędu 100 do 120 tysięcy dolarów.

„Zdalność” na lokalnym gruncie

Analizując sytuację na rodzimym gruncie, należy podkreślić duże zamiłowanie Polaków do zdalnego modelu pracy. Według badania „Praca zdalna jestem na TAK” zrealizowanego przez Instytut Kantar Public, ponad połowa (57%) zatrudnionych rodaków chciałaby pracować zdalnie, zaś aż 81% samodzielnie decydować o czasie swojej pracy. – Atrakcyjność pracodawców jest coraz bardziej zależna od oferowanej elastyczności. Dostrzegając ten trend, jesteśmy w Atmanie otwarci na pracę zdalną na stanowiskach, których specyfika nie wymaga bezpośredniej, osobistej interakcji z klientami lub współpracownikami. W przypadku branży IT chodzi zwłaszcza o bardzo pożądanych obecnie na rynku specjalistów, na przykład w zakresie rozwiązań oferowanych jako usługa (XaaS), którzy bez najmniejszego problemu mogą być zatrudnieni w pełnym wymiarze czasu pracy, wykonując swoje obowiązki w dowolnym miejscu na terenie kraju – dodaje Monika Jaśkielewicz, HR Manager z Atmana.

Branża budowlana liderem zadłużenia i bankructw

Pomimo wyraźnej poprawy koniunktury w budownictwie sytuacja finansowa przedsiębiorstw z tego sektora okazała się gorsza niż przed rokiem. Problemy ze spłatą zobowiązań ma 31 852 firm. Łączne zadłużenie firm budowlanych sięga 4,27 mld zł. To aż 470 mln zł więcej niż rok wcześniej.

-Branża budowlana jest liderem zadłużenia – mówi w rozmowie z MarketNews24 Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – Wzrost zadłużenia wynosi ok. 10 proc.

Jak wynika z raportu BIG InfoMonitor oraz Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa „Sytuacja finansowa przedsiębiorstw budowlanych. Wzrost cen blokuje hossę” najwięcej działających firm budowlanych w Polsce znajduje się na Mazowszu, w Małopolsce oraz w Wielkopolsce. Pod względem kwoty przeterminowanego zadłużenia i liczby niesolidnych dłużników dominuje Mazowsze. Firmy z województwa mazowieckiego zadłużone są w sumie na 654,1 mln zł, a ich średnie zadłużenie – 137,8 tys. zł – jest tylko trochę wyższe od średniego zadłużenia firm budowlanych w kraju – 134,1 tys. Zł.

Inaczej rozkłada się na województwa liczba firm zadłużonych w relacji do ogółu działających firm w danym województwie.

-Najłatwiej wpaść na firmę, która źle płaci w województwach dolnośląskim i śląskim – wyjaśnia prezes S.Grzelczak. – Najmniejsze jest takie prawdopodobieństwo w Małopolsce i Podkarpackim.

Trudną sytuację w budownictwie potwierdzają to dane GUS, wskaźnik zyskowności sprzedaży w budownictwie jest obecnie niższy niż dla ogółu podmiotów gospodarczych, po I półroczu 2017 r. wyniósł 2,5 proc., wobec 5,3 proc. dla pozostałych firm. Najwyższą zyskowność 3,9 proc. osiągały firmy budowlane zatrudniające od 10 do 49 pracowników, zaś wraz ze wzrostem wielkości firmy wskaźnik zyskowności obniża się do 2,0 proc. w przypadku średnich i 1,9 proc. dla największych (powyżej 250 zatrudnionych).

W ostatnich latach, branży szczególnie dały się we znaki cykliczne zmiany związane z realizacją unijnych programów, powodujące bądź spiętrzenie prac wraz z jego negatywnymi konsekwencjami, bądź przy braku środków zastój skutkujący wstrzymaniem zamówień. Obecnie znów mamy do czynienia z ogromnym popytem na usługi firm budowlanych.

Czwartek może zmienić na długo kurs euro

Sytuacja wydawała się stabilna, dopóki nie ujawniono grudniowej dyskusji na posiedzeniu EBC. Okazało się, że liczna jest grupa zwolenników podwyższenia stóp procentowych. W najbliższy czwartek zbiera się EBC, a prezes tego banku centralnego będzie musiał się wypowiedzieć na temat podwyżek stóp procentowych. To wpłynie na kurs euro.

– EBC utrzymuje ujemne stopy procentowe i aktywny program skupu obligacji, choć koniunktura gospodarcza poprawiła się, a wyniki 2017 r. były niespodzianką – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – I wydawało się, że w tym roku nic się nie zmieni, dopóki nie ujawniono zapisów grudniowej dyskusji.

W czwartek prezes EBC będzie musiał wypowiedzieć się na ten temat, jak zmienia się polityka Europejskiego Banku Centralnego.

– Jeżeli zapowiedziane zostaną podwyżki stóp procentowych, to euro będzie się wzmacniać – komentuje dr Przemysław Kwiecień.

„Sprawcy” przestępstw gospodarczych skazani na pożarcie

Metody, po jakie sięga fiskus w walce z przestępczością gospodarczą, wzbudzają wiele kontrowersji. Choć jest to bowiem walka uzasadniona, to nie ma wątpliwości, że bywa nieuczciwa – przede wszystkim dlatego, że uszczelnienie systemu podatkowego to jedno z głównych źródeł wpływów do kasy skarbu państwa. Dumny ze swych działań fiskus, szczęśliwi obywatele… A w jakiej sytuacji są ci, którzy w te przestępstwa zostali uwikłani?

Według policyjnych statystyk w ubiegłym roku w całym kraju stwierdzono 150 385 przestępstw gospodarczych. To o 17 356 mniej niż w roku 2015. Równocześnie to pierwszy przypadek od 1999 r. (czyli daty, od której zaczyna się omawiana statystyka), gdy zanotowano spadek w stosunku do roku poprzedniego. Do tej pory liczba naruszeń prawa o charakterze gospodarczym rosła bowiem systematycznie: od 60 393 przypadków we wspomnianym 1999 r. do 167 741 w roku 2015.

Równie ciekawie wygląda zestawienie wykrywalności przestępstw gospodarczych. Jak dotąd nie była ona wcale niska – do 2011 r. nie spadła poniżej 94%. Od 2012 r. zaczęła pikować w dół, by w 2016 sięgnąć najniższego poziomu 82,5%.

Przestępstwa gospodarcze wg danych policyjnych za lata 1999–2016 (*statystyka.policja.pl):

rok      stwierdzone   wykryte         % wykrycia

2016    150 385           124 443           82,5
2015    167 741           142 124           84,4
2014    161 135           141 132           87,1
2013    159 624           142 233           88,9
2012    141 483           131 181           92,4
2011    151 655           143 643           94,4
2010    154 341           146 645           94,8
2009    151 265           143 789           94,8
2008    135 305           127 729           94,0
2007    143 108           134 828           94,0
2006    145 314           137 125           94,1
2005    136 801           129 836           94,5
2004    152 148           146 112           95,9
2003    151 596           147 188           96,9
2002    109 698           106 114           96,6
2001    103 521           100 346           96,7
2000    84 260             81 701            96,8
1999    60 393             58 476            96,7

Zwiększenie świadomości przedsiębiorców

Na ponad 10-procentowy spadek liczby przestępstw gospodarczych wpłynęła zapewne zaostrzona polityka ścigania i karania sprawców, którym zgodnie z nowymi przepisami karno-skarbowymi grożą już nie tylko sankcje majątkowe, ale i osobiste w postaci kar bezwzględnego pozbawienia wolności. Spora część przedsiębiorców podejmujących kiedyś kroki biznesowe, których pełna zgodność z obowiązującymi przepisami była wątpliwa, teraz stała się bardziej ostrożna. Przedsiębiorcy zaczęli częściej korzystać z pomocy prawnej i audytów podatkowych oferowanych przez kancelarie prawne specjalizujące się zwłaszcza w postępowaniach prowadzonych przez organy skarbowe.

Niepewnych transakcji i niepotrzebnego ryzyka narażenia na sankcje karne można uniknąć także dzięki wywiadowi gospodarczemu. Niektórzy przedsiębiorcy już od dawna go stosują – po to, by ustrzec się zostania, nawet nieświadomie, przestępcami gospodarczymi.

Typy przestępców gospodarczych

Wspomniana świadomość przedsiębiorców jest niezwykle istotna. Zgodnie bowiem ze znanym w literaturze podziałem, można wyróżnić trzy typy sprawców przestępstw gospodarczych[1]:

  • sprawców zawodowych – utrzymujących się z przestępstw w różnych dziedzinach gospodarki;
  • sprawców sytuacyjnych – dopuszczających się przestępstw w celu utrzymania lub ratowania swego przedsiębiorstwa;
  • sprawców okazjonalnych, którzy na co dzień prowadzą działalność gospodarczą zgodnie z prawem, a na popełnienie przestępstwa decydują się pod wpływem nadarzającej się okazji łatwego zarobku czy wysokich zysków.

Ten klasyczny już podział autorstwa Klausa Tiedemanna należałoby dziś poszerzyć o kolejny, czwarty typ: sprawców nieświadomych, a więc takich, którzy działając legalnie, stają się podmiotem przestępstw gospodarczych w sposób niezamierzony, nieumyślnie, najczęściej na skutek czynności dokonanej w obrocie gospodarczym z podmiotem działającym właśnie w celu popełnienia przestępstwa.

Media i fiskus zapewniają, że uczciwi przedsiębiorcy nie muszą się niczego obawiać, bo nieumyślne naruszenia przepisów, jako czyny niezamierzone, nie będą traktowane jako przestępstwa. Zamiar będzie musiał zostać dopiero udowodniony, czego ciężar spoczywać ma na prokuraturze.

Czy uczciwym też to (nie) grozi?

Czy jednak organy procesowe będą stosować inną logikę w udowadnianiu winy niż ta, którą posługują się organy podatkowe? Dotychczas tym ostatnim do orzeczenia o winie przedsiębiorcy przeważnie wystarczało stwierdzenie, że zastosował on inną interpretację przepisów niż organ podatkowy. A skala problemu interpretacyjnego jest ogromna. Interweniował w niej nawet sam Rzecznik Praw Obywatelskich, który wystąpieniem z dnia 19 października 2016 r., uzupełnionym pismem z dnia 7 kwietnia 2017 r., skierował zapytanie do Ministra Rozwoju i Finansów w sprawie problemów związanych z nowymi mechanizmami dotyczącymi systemu interpretacji podatkowych.

Czy w związku z tym uczciwy podatnik może spać spokojnie? Można mieć taką nadzieję. Historia jednak pokazuje, że waga popełnionego błędu nie zawsze jest wprost proporcjonalna do surowości kary, jaką ponoszą przedsiębiorcy.

Korrida

Doprowadzeni do upadłości przez działania fiskusa, a niesłusznie wplątani w oszustwa gospodarcze przedsiębiorcy mogą chociaż liczyć na sprawiedliwość dziejów i co najmniej częściową naprawę ich krzywd przez sądy. Nie do pozazdroszczenia jest natomiast sytuacja tych, którzy przypadkowo stali się sprawcami przestępstw gospodarczych. Ich sytuację można porównać do sytuacji byka na korridzie, który, zewsząd kaleczony, w końcu pada. Mimo że ich winą jest najczęściej niedochowanie należytej ostrożności w transakcjach handlowych czy podczas innych czynności szeroko pojętego obrotu gospodarczego, to traktowani są oni na równi z zawodowymi przestępcami. W trakcie prowadzonego przez organ podatkowy postępowania często padają też ofiarą urzędniczych nadużyć, które nie dotykają tylko własności przedsiębiorcy. A przecież oprócz sankcji finansowych czy zakazu wykonywania działalności gospodarczej przedsiębiorcom grozi również kara pozbawienia wolności.

Jak się chronić?

Być może spadek współczynnika tzw. wykrywalności przestępczości gospodarczej wynika z tego, że przedsiębiorcy po prostu nabyli umiejętność obrony przed nadużyciami urzędniczymi. To, że organy podatkowe stwierdzą naruszenie prawa, wcale nie oznacza bowiem, że takowe nastąpiło, skoro organy ścigania nie potrafią potem przypisać komukolwiek winy.

Przy trudnościach interpretacyjnych przepisów podatkowych, co do których wątpliwości miał nawet Rzecznik Praw Obywatelskich, przedsiębiorcy powszechnie już korzystają z pomocy profesjonalnych podmiotów, zwłaszcza tych specjalizujących się w walce z przytoczonymi nadużyciami. Podmioty te oferują wsparcie i reprezentowanie przedsiębiorcy przy kontrolach skarbowych i w sporach z organami podatkowymi. Ale istotna jest też profilaktyka.

Weryfikacja bieżących działań

Dlatego też warto zainteresować się wywiadem gospodarczym. Zapewnia on ochronę prewencyjną i może mieć zastosowanie do działań zarówno planowanych, jak i bieżących, już podejmowanych. W ramach wywiadu przeprowadza się tzw. audyt podatkowy, którego głównym celem jest sprawdzenie funkcjonujących w przedsiębiorstwie schematów i rozwiązań podatkowych. Wykrycie uchybień odpowiednio wcześnie może uchronić przedsiębiorców przed negatywnymi skutkami działań aparatu państwowego.
Wspomniana weryfikacja opiera się na badaniu zgodności działań przedsiębiorcy z przepisami prawa podatkowego oraz zapisami w księgach rachunkowych. Analiza umów, bieżących rozliczeń podatkowych oraz innych istniejących w firmie procedur, w tym także biznesowych, przeprowadzana jest pod kątem występowania ryzyka podatkowego.
Audyt zawsze kończy się raportem wskazującym dostrzeżone zagrożenia dla przedsiębiorstwa. W razie potrzeby zawiera on także propozycję przeprowadzenia programu naprawczego, który zminimalizuje jakiekolwiek obawy związane z kontrolą skarbową w firmie do zera.

W roli podejrzanego

Jeśli już jednak do kontroli skarbowej doszło, to znak, że firmę objęło szeroko pojęte postępowanie podatkowe, jakże przypominające pod pewnymi względami postępowanie karne. Przede wszystkim przedsiębiorca często występuje w roli podejrzanego. Poza tym w postępowaniu podatkowym przysługuje mu prawo do obrony, podobnie jak podejrzanemu w procesie karnym. Zapewnia to zasada czynnego udziału stron w postępowaniu, wyrażona w art. 123 Ordynacji podatkowej.

Niestety, w obliczu urzędniczych nadużyć skorzystanie z tego prawa bywa jedynym wyjściem. Potwierdza to m.in. treść wyroku WSA w Lublinie z 2014 r.: „Skargi spółki zasługują na uwzględnienie. Objęte nimi postępowania kontrolne, które odpowiednio mają status postępowań podatkowych (…) były prowadzone w sposób przewlekły, a stwierdzoną przewlekłość, w ocenie sądu, należy kwalifikować jako rażąco naruszającą prawo” (I SAB/Lu 3/14).

[1] K. Tiedemann, Ocena międzynarodowego stanu badań przestępczości gospodarczej, „Przestępczość na Świecie” 1986, t. XIX, s. 39.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Masło tańsze, ale nadal niemal o połowę droższe niż w Finlandii

Kończy się maślane szaleństwo cenowe, jednak w polskich sklepach ceny topnieją bardzo powoli. Za masło płacimy dziś mniej więcej tyle samo co Holendrzy i o blisko 45 proc. więcej niż Finowie. Dlaczego? – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Od czterech miesięcy spadają hurtowe ceny masła w Europie. Skala obniżek jest jednak bardzo różna. Ostatnie publikacje polskiego Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi (MRiRW) pokazują, że ceny na giełdach masła w Niemczech czy w Holandii spadły z historycznych szczytów o prawie 40 proc. W Polsce te obniżki są znacznie skromniejsze, co powoduje, że hurtowe ceny masła są wyższe w naszym kraju niż u naszych zachodnich sąsiadów.

Hurtowe ceny wyższe u nas niż w Holandii czy w Niemczech

Biuletyny informacyjne MRiRW ze stycznia, zestawiające ceny masła w Polsce oraz na głównych rynkach hurtowych w Europie, mogą tłumaczyć dlaczego przed świętami Bożego Narodzenia polscy konsumenci wciąż słono płacili za masło, mimo że trend na rynku zmienił się już kilka miesięcy wcześniej.

Średnia grudniowa cena sprzedaży 100 kg masła wynosiła wynosiła w Polsce 481 euro. Z kolei w Niemczech czy w Holandii było to odpowiednio 425 oraz 420 euro.

Jesienią płaciliśmy w sklepach więcej niż Holendrzy

Według danych Eurostatu przeciętna cena detaliczna kilograma masła w 2015 r wynosiła w Holandii 5,12 euro, a w Polsce 4,92 euro. Wzrost cen sklepowych smarowidła w porównaniu do przeciętnych wartości z 2015 r. był np. w październiku ub.r. jednak wyższy w Polsce – 51,9 proc. niż w Holandii – 44,3 proc. Oznacza to, że Holendrzy płacili w sklepach za masło mniej niż Polacy. Było to odpowiednio 7,39 oraz 7,47 euro za kilogram.

Masło w Polsce droższe o ok. 45 proc. niż w Finlandii

Zaskakuje, już sam fakt, że za masło holenderscy konsumenci płacą mniej więcej tyle samo co polscy, biorąc pod uwagę np. różnice w kosztach pracy pomiędzy tymi krajami.

Co ciekawsze – z danych Eurostatu za grudzień br. wynika, że ceny detaliczne masła w Finlandii wzrosły jedynie o 3,03 proc. w porównaniu ze średnim poziomem w 2015 r, a w Polsce w analogicznym okresie było to 49,1 proc. Ponieważ w 2015 r. Finowie i Polacy płacili w sklepach praktycznie tyle samo za ten popularny tłuszcz – ok. 5 euro kg, teraz masło kosztuje nas ok. 45 proc. więcej niż Finów.

Według danych GUS przemysł farmaceutyczny jest najbardziej aktywnym sektorem gospodarki pod kątem innowacyjności

Zaprezentowane przez Główny Urząd Statystyczny dane wykazały, że w latach 2014-16 liderem w zakresie działalności innowacyjnej przedsiębiorstw w Polsce był przemysł farmaceutyczny. Niemal co druga firma z tego sektora (49%) prowadziła badania lub dostarczyła na rynek innowacyjne produkty. To prawie dwa i pół raza większy odsetek niż wynosi średnia dla całej produkcji przemysłowej w Polsce (20,3%).

Dane z badania GUS, prowadzonego zgodnie z metodologią OECD i Eurostatu, pokazują, że zaangażowanie polskich przedsiębiorstw we wdrażanie nowoczesnych rozwiązań systematycznie rośnie. W 2016 r. działania w zakresie innowacji procesowych i produktowych prowadziło o 1,1% więcej firm z sektora produkcyjnego niż rok wcześniej. W analogicznym okresie krajowi producenci leków zanotowali zdecydowanie bardziej dynamiczny wzrost o 4,1% (z 44,9% w latach 2013-15 do 49% w latach 2014-16), co pozwoliło zająć branży pozycję lidera. Sektor farmaceutyczny wyprzedził m.in. tak silnie kojarzone z innowacjami gałęzie gospodarki jak produkcja urządzeń elektronicznych i optycznych czy samochodów.

Wyniki analizy GUS potwierdzają, że krajowy przemysł farmaceutyczny jest branżą kluczową dla modernizacji i poprawy konkurencyjności polskiej gospodarki. Nie chodzi tylko o skalę aktywności w obszarze innowacji, ale również o efekt tego zaangażowania. Są to w dużej mierze innowacje produktowe, w tym leki zupełnie nowe na polskim rynku. Ta kategoria odpowiada za 10% przychodów branży. Dane te bardzo silnie kontrastują ze stereotypem krajowych producentów leków jako branży generycznej – podkreśla Grzegorz Rychwalski, wiceprezes PZPPF.

Wnioski te potwierdza prof. Katarzyna Śledziewska z Uniwersytetu Warszawskiego. Analiza przeprowadzona przez instytut DeLab Uniwersytet Warszawski wskazuje na wysoki poziom innowacyjności, ale także ogromną dynamikę rozwoju sektora farmaceutycznego w Polsce. Choć obecnie jego udział w PKB w porównaniu do innych krajów nie jest zbyt wysoki i wynosi zaledwie 1,33%, to rośnie on dwa razy szybciej niż w pozostałych państwach UE.

Jednocześnie ekonomiści DeLaB wskazują także na bardzo poważną barierę w rozwoju branży – niskie inwestycje będące skutkiem ograniczonych środków na rozwój. W sytuacji nieuzasadnionej rosnącej presji na obniżki cen leków będących odpowiednikami już refundowanych terapii może to doprowadzić do załamania aktywności firm farmaceutycznych w obszarze R&D. Eksperci wskazują, że poziom cen i, co za tym idzie, przychodów branży jest bowiem silnie skorelowany z poziomem nakładów na B+R.

Pośrednio potwierdzają to także dane GUS. Zdecydowana większość środków na innowacje pochodzi bowiem ze środków samych firm. Wsparcie budżetowe stanowi nieznaczny ułamek budżetów na innowacje. W przypadku branży farmaceutycznej, która w zestawieniu GUS ujęta jest z całą szeroko rozumianą branżą chemiczną, wynosi on zaledwie 3%.

Przed decyzjami inwestycyjnymi krajowych producentów powstrzymują też częste zmiany prawne, brak strategii rozwoju dla przemysłu farmaceutycznego oraz polityki lekowej.

Szansę na przełom stanowić mogą m.in. odpowiednio skonstruowane mechanizmy refundacyjnego trybu rozwojowego. Chodzi o to, aby przy wydatkowaniu publicznych pieniędzy na refundację leków brać pod uwagę rozwój gospodarczy Polski i premiować firmy, które się do niego przyczyniają.

Duże nadzieje na wsparcie kapitałochłonnych inwestycji i badań nad rozwojem innowacyjnych produktów w obszarze farmacji wiążą się także ze Strategią na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Jak podkreśla premier Mateusz Morawiecki, branża farmaceutyczna jest naszą nadzieją na wzrost zaawansowania technologicznego i rząd chce zachęcać firmy do rozwoju produkcji i działalności badawczej w kraju, a krajowych producentów leków do ekspansji zagranicznej. Służyć temu mogą m.in. środki dostępne w ramach Narodowego Centrum Badań i Rozwoju czy Polskiego Funduszu Rozwoju. Polscy producenci z optymizmem patrzą w przyszłość dzięki licznym deklaracjom rządu, czekają jednak na konkretne zmiany w przepisach.