Na co czekamy?

Otóż czekamy dziś – o ile interesuje nas rynek forex, a w szczególności eurodolar – na kilka faktów. Zacznijmy od tych mniej ważnych. Na przykład o 8:00 poznamy niemiecki indeks zaufania konsumentów GfK, natomiast o 9:00 stopę bezrobocia dla Hiszpanii. O 10:00 przyjdzie czas na dość istotny wskaźnik niemiecki, ważniejszy niż GfK, tj. indeks instytutu Ifo.

Dziś jednak kluczowa będzie kwestia obrad EBC. O 13:45 władze Banku określą stopy procentowe – i tu nie oczekujemy zmian, zapewne zostanie utrzymany poziom -0,4 proc. w depozycie i zerowy w refinansowaniu. Program QE zachowa wartość 30 mld EUR. Ale o 14:30 mamy konferencję prasową z udziałem Mario Draghiego. Niewykluczone, a nawet całkiem możliwe jest to, że Draghi spróbuje dokonać zbicia poziomu eurodolara. Innymi słowy, może sobie pozwolić na jakieś gołębie uwagi – np. takie, że operacja QE nadal jest potrzebna, bo wyniki gospodarcze i inflacyjne, choć niezłe, to jednak nie są całkowicie klarowne i wymagają potwierdzenia tudzież wsparcia etc. Tymczasem teraz eurodolar jest ustawiony bardzo wysoko, przy 1,2430. Sugeruje to, że część graczy podbiła na zapas kurs, by później mieć skąd schodzić – o ile będą tymi, którzy zareagują szybko i prawidłowo.

O tejże 14:30 mamy też wnioski o zasiłek dla bezrobotnych w USA, natomiast o 16:00 poznamy tamtejsze dane o sprzedaży nowych domów, jak również wskaźnik wyprzedzający Conference Board. O 17:00 czeka nas indeks Kansas City Fed dla przemysłu.

Co z innymi parami walutowymi? O 14:30 mamy listopadowy odczyt o sprzedaży detalicznej w Kanadzie, zakłada się dynamikę +0,8 proc. m/m. USD/CAD jest teraz na 1,2315, co stanowi dość niski poziom, bo np. 19 stycznia w szczycie notowano 1,25. Kurs ostro spadł przedwczoraj.

O 12:00 poznamy wskaźnik sprzedaży detalicznej dla Wielkiej Brytanii, liczony przez organizację CBI. Prognozuje się spadek z 20 do 15 pkt. GBP/EUR, dodajmy, rośnie od prawie 10 dni, z okolic 1,1220 szybko przebył drogę do 1,15. GBP/USD jeszcze 12 stycznia kreślił poziomy rzędu 1,3540, teraz to 1,43.

Temat polskiego złotego

Euro-złoty lokuje się na poziomie 4,1480, wczoraj bywał momentami jeszcze niżej. Tak więc złoty znacząco się wzmocnił, wykres pary w szczególności odszedł od rejonu 4,17. Tym niemniej faktycznym przełomem byłoby dopiero przebicie wsparcia przy 4,1425.

Wyraźne zmiany widzimy natomiast na dolarze, USD/PLN jest już przy 3,3360 i niżej. Tutaj trudno wyznaczyć klarowne wsparcie, acz jest dość prawdopodobne, że wykres zawróci na północ, jeżeli eurodolar skoryguje dziś swe notowania. Tym niemniej trzeba zaznaczyć, że pojawiają się wątpliwości co do tego, czy wykres dokona potwierdzenia linii wzrostowej po minimach z lat 2011 i 2014. Wątpliwości, rysy, ale sprawa nie jest przesądzona.

Autor: Tomasz Witczak, FMC Management

Kolejny rekord PKN Orlen – wynik za 2017 rok wyższy o 1 mld zł

Do osiągnięcia rezultatu EBITDA LIFO za 2017 rok na poziomie 10,4 mld zł, przyczyniły się wszystkie segmenty działalności, w tym rekordowy wynik segmentu detalicznego. W minionym roku Koncern odnotował rekordowy przerób ropy, a także historycznie najwyższą sprzedaż. W omawianym okresie Koncern realizował inwestycje rozwojowe, w zakresie petrochemii w Polsce i Czechach, a także umacniał swoją pozycję w obszarze energetyki, uruchamiając blok parowo-gazowy we Włocławku oraz realizując podobną inwestycję w Płocku.

PKN ORLEN zabezpieczył dostawy ropy naftowej na rok 2018, współpracując z największymi światowymi producentami surowca, a także pozostając otwartym na różne kierunki dostaw i wykorzystywanie okazji rynkowych. W segmencie wydobywczym, zgodnie z założeniami strategicznymi, Koncern zwiększył łączne zasoby gazu i ropy (2P). W ramach wzmacniania struktury własnościowej Koncern ogłosił w grudniu wezwanie na dobrowolny wykup akcji Unipetrol. W minionym roku Koncern osiągnął najwyższy rating w historii od Moody’s, na poziomie Baa2 z perspektywą stabilną, a także wypłacił najwyższą dywidendę w historii, wynoszącą łącznie 1,3 mld zł, czyli 3,00 zł na akcję. Rada Nadzorcza Koncernu powołała w tym okresie Zarząd na nową 3-letnią kadencję.

W 2017 roku PKN ORLEN:

• Wypracował rekordowy wynik EBITDA LIFO na poziomie 10,4 mld zł
• Osiągnął rekordowy przerób ropy na poziomie 33,2 mln ton oraz najwyższą w historii firmy sprzedaż 42,4 mln ton
• Wypracował rekordowy wynik ponad 2 mld zł w segmencie detalicznym

– Osiągnięte już kolejny rok z rzędu rekordowe wyniki Koncernu pokazują, że dzięki dobrze skonstruowanej i konsekwentnie realizowanej strategii, a także elastyczności w działaniach i trafnym decyzjom biznesowym, w pełni wykorzystujemy nasz potencjał. Co istotne nie zapominamy o ciągłym umacnianiu naszej pozycji konkurencyjnej. Inwestujemy w nowe aktywa produkcyjne oraz prowadzimy działania mające na celu efektywniejsze wykorzystywanie tych, którymi już dysponujemy. Przełom osiągnięty na Litwie oraz plan przejęcia pełnej kontroli nad Unipetrolem, są tego najlepszym przykładem. Chcemy dalej integrować nasze aktywa, tak aby w pełni wykorzystywać możliwe synergie i być bardziej odpornym na negatywny wpływ czynników makroekonomicznych – powiedział Wojciech Jasiński, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

– To co powinno cieszyć nas szczególnie to fakt, że udział w rekordowych wynikach Koncernu mają wszystkie segmenty działalności. To pokazuje, że nawet w okresie pogorszenia warunków makroekonomicznych, potrafimy doskonale wykorzystywać nasze przewagi. Ma to szczególne znaczenie na niezwykle dynamicznie zmieniającym się i konkurencyjnym rynku, na którym funkcjonujemy – powiedział Mirosław Kochalski, Wiceprezes Zarządu PKN ORLEN.

W 2017 roku Koncern niezmiennie cieszył się zaufaniem gremiów eksperckich, po raz kolejny uzyskując tytuł The World’s Most Ethical Company, a także Top Employer Polska. W 2017 roku PKN ORLEN znalazł się na globalnej liście Thomson Reuters Top 100 Energy Leaders wśród 100 wiodących firm energetycznych oraz 25 czołowych przedsiębiorstw z sektora oil&gas. Spółka otrzymała również wyróżnienia za raport zintegrowany, w ramach konkursu The Best Annual Report 2016, a także nagrody Best in Central & Eastern Europe oraz Best ESG communications od IR Magazine. PKN ORLEN zajął również 43. miejsce wśród największych koncernów energetycznych na świecie notowanych w rankingu Platts TOP250, awansując w ciągu roku o 15 pozycji.

W IV kwartale 2017 roku PKN ORLEN odnotował wynik EBITDA LIFO na poziomie 2 mld zł. Na rezultat pozytywny wpływ miał wzrost przychodów o 8% (r/r), osiągnięty przy wzroście ceny ropy i wolumenów sprzedaży, którego efekt został ograniczony wpływem zmiany czynników makro względem IV kwartału 2016 r. Wpływ na rezultat porównania rok do roku miał również fakt, iż w IV kwartale 2016 odnotowano pozytywny efekt odszkodowania z tytułu awarii Steam Cracker w Unipetrol. W omawianym okresie (r/r) odnotowano spadek modelowej marży downstream o (-) 0,5 USD/bbl, przy wzroście średniej ceny ropy o 12 USD/bbl, do poziomu 61 USD/bbl. Na wszystkich rynkach, na których obecny jest Koncern, w IV kwartale 2017 roku odnotowano wzrost konsumpcji oleju napędowego, w tym w Polsce o 12% r/r. Na wspomnianych rynkach odnotowano również wzrost konsumpcji benzyn, z wyjątkiem rynku czeskiego, gdzie utrzymał się on na stabilnym poziomie.

Segment detaliczny PKN ORLEN odnotował kolejny rekordowy kwartał osiągając wynik EBITDA LIFO na poziomie 491 mln zł. Rezultat został osiągnięty przy wzroście łącznych wolumenów sprzedaży o 11% (r/r) i wzroście udziałów rynkowych w Niemczech, na Litwie i w Czechach, gdzie w minionym roku włączono do sieci stacje przejęte od OMV. Marże paliwowe w tym okresie wzrosły na rynku czeskim i niemieckim, przy porównywalnych marżach na rynku litewskim oraz niższych marżach na rynku polskim (r/r). Koncern kontynuował rozwój oferty pozapaliwowej, na koniec IV kwartału funkcjonowały 1793 punkty Stop Cafe, w tym 1571 w Polsce, z czego 180 w nowym formacie O!SHOP, 199 w Czechach i 23 na Litwie. W I kwartale 2018 Koncern rozpoczął postępowanie przetargowe na zakup 23 ładowarek elektrycznych, które w ramach projektu pilotażowego do 2019 roku mają zostać zainstalowane na stacjach paliw PKN ORLEN przy trasach tranzytowych w całej Polsce.

W IV kwartale 2017 roku segment downstream wypracował wynik EBITDA LIFO na poziomie 1,6 mld zł. Rezultat został osiągnięty przy wyższym o 5% (r/r) przerobie, oraz wzroście łącznych wolumenów sprzedaży o 4% (r/r). Efekt tych czynników został ograniczony przez pogorszenie czynników makro (r/r), w tym między innymi efekt niższego dyferencjału Ural/Brent, wyższych kosztów zużyć surowców na własne potrzeby energetyczne oraz umocnienia kursu PLN względem walut obcych. W IV kwartale blok parowo-gazowy w Płocku osiągnął moc maksymalną ok. 600 MWe, po raz pierwszy dostarczył także parę technologiczną do Zakładu. W tym okresie prowadzony był szereg czynności eksploatacyjnych niezbędnych do otrzymania pozwolenia na użytkowanie, które uzyskano w styczniu 2018 roku.

W obszarze wydobycia, zgodnie z założeniami strategii, zwiększono zasoby ropy i gazu (2P) do poziomu 152 mln boe na koniec roku 2017, co oznacza wzrost o 38 mln boe w porównaniu z końcem roku ubiegłego. Wynik segmentu EBITDA LIFO wynosił 78 mln zł, a średnie wydobycie w IV kwartale 2017 roku osiągnęło poziom 16,2 tys. boe/d i było wyższe o 17% w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. W ramach krajowych koncesji zakończono wiercenie 2 otworów poszukiwawczych na obszarze Karpaty oraz Edge, a także rozpoczęto wiercenie 3 kolejnych otworów. Kontynuowano też akwizycje oraz analizy danych sejsmicznych, a także prace przygotowawcze dla kolejnych otworów. W ramach działań na aktywach kanadyjskich wraz z partnerami w minionym kwartale rozpoczęto wiercenie 5 odwiertów, zabiegowi szczelinowania poddano 7 odwiertów. Do produkcji podłączono 5 kolejnych otworów. W rejonie Kakwa kontynuowano między innymi przygotowania do rozbudowy instalacji do wstępnego przerobu gazu. Na obszarze Ferrier zakończono prace związane z budową rurociągu do sprzedaży węglowodorów ciekłych oraz wykonano akwizycję danych sejsmicznych 3D.

W 2017 roku Koncern utrzymywał bardzo dobrą sytuację finansową m.in. obniżając poziom długu netto i dźwigni finansowej, a także dywersyfikując źródła finansowania. Na koniec 2017 roku zadłużenie netto Koncernu wynosiło 800 mln zł, natomiast dźwignia finansowa utrzymywała się na poziomie 2,2%. W grudniu Koncern zakończył z sukcesem sprzedaż drugiej serii emisji obligacji detalicznych na kwotę 200 mln zł.

Przodujemy w korzystaniu z internetu przez urządzenia mobilne. Najczęściej sięgamy po aplikacje dostarczane przez sklepy, banki i media społecznościowe

Przodujemy w korzystaniu z internetu przez urządzenia mobilne. Najczęściej sięgamy po aplikacje dostarczane przez sklepy, banki i media społecznościowe 1

Ponad 56 proc. użytkowników na świecie i ponad 60 proc. w Polsce korzysta z internetu poprzez urządzenia mobilne. To więcej niż liczba korzystających z komputerów osobistych. Najbardziej popularnymi narzędziami są aplikacje dostarczane przez sklepy, banki i media społecznościowe. Najwięksi światowi gracze branży mobilnej zmieniają strategię i stawiają na sztuczną inteligencję oraz rozwiązania głosowe.

– Google jasno i wyraźnie ogłosił zmianę strategii z tzw. mobile first na A.I. first, czyli ukłon w kierunku sztucznej inteligencji. Można zauważyć rozwój sztucznej inteligencji i tzw. machine learning, to są obszary zainteresowania dużych graczy na rynku, było tego dużo w zeszłym roku, będzie jeszcze więcej w tym, to są obszary, które należy obserwować – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Monika Mikowska, współwłaścicielka Mobee Dick.

Oprócz sztucznej inteligencji na rynku mobilnym coraz mocniej widoczny będzie trend rozwiązań głosowych. Chociaż w Polsce ciągle nie są dostępni najpopularniejsi asystenci głosowi, tacy jak Siri, Asystent Google, Amazon Alexa, czy Cortana od Microsoftu, to na świecie rozwiązania te zyskują coraz większe grono użytkowników.

– Obserwujemy wzrost wyszukiwań głosowych w wyszukiwarkach internetowych. Dwa lata temu udział tego typu wyszukiwań stanowił 20 proc., w zeszłym roku 25 proc., a comScore przewiduje, że w 2020 roku ten udział wzrośnie aż do 50 proc. Znowu pojawia się ten trend przyszłości opartej na rozwiązaniach głosowych – przekonuje ekspertka.

Google i Amazon to także potentaci na rynku inteligentnych głośników. Amazon Echo z asystentem Alexa i Google Home z asystentem głosowym Google’a kontrolują niemal 100 proc. tego rynku. Wkrótce swoje rozwiązania w tym segmencie zaproponują także Microsoft i Apple. Urządzenia odpowiednio Invoke i Homepod mają być zaprezentowane jeszcze w tym roku.

Zarówno na świecie, jak i w Polsce społeczeństwo staje się coraz bardziej mobilne. Komputery osobiste coraz częściej zamienia na smartfony i tablety. Już ponad 56 proc. użytkowników na świecie i ponad 60 proc. w Polsce korzysta z internetu poprzez urządzenia mobilne – wynika ze statystyk StartCounter. Według specjalistów coraz więcej użytkowników korzysta już wyłącznie ze smartfona. Z drugiej strony dynamika wzrostu ruchu z urządzeń mobilnych słabnie.

– Jeszcze w 2014 roku grupę ludzi, którzy korzystają z danego produktu, danej usługi wyłącznie przez smartfona stanowiło ok. 3 proc. Teraz obserwujemy już kilkunastoprocentowy udział. Teraz jest czas, żeby swój biznes przestawić bardzo mocno z myśleniem na użytkownika mobilnego, że on tylko ze smartfonem w ręku może się chcieć komunikować z firmą – twierdzi współwłaścicielka Mobee Dick.

W 2017 roku branża mobilna odnosiła w Polsce duże sukcesy. Na platformie Allegro już ponad 50 proc. ruchu pochodzi z urządzeń mobilnych, również mBank może się pochwalić ponad 50-proc. udziałem logowań z urządzeń mobilnych do swojego serwisu transakcyjnego. W zeszłym roku pojawiła się nowa wersja aplikacji mobilnej Rossmann, którą pobrało ponad 5 mln użytkowników. Bank PKO BP zeszły rok kończył z 2 mln aktywnych użytkowników swojej aplikacji mobilnej IKO.

– To liczby pokazujące potencjał polskiego rynku i świadczące o tym, że to dzieje się teraz. Umiemy już korzystać z aplikacji mobilnych, rozumiemy wartość dodaną, którą one przynoszą – podsumowuje Monika Mikowska.

Po w pełni autonomicznym metrze czas na kolej. UE wdraża system pozwalający prowadzić pociąg w pełni lub częściowo autonomicznie

Po w pełni autonomicznym metrze czas na kolej. UE wdraża system pozwalający prowadzić pociąg w pełni lub częściowo autonomicznie 2

W pełni bezobsługowe pociągi to przyszłość rynku transportowego. Metro bez maszynisty działa od prawie dekady w Dubaju. Obecnie powstaje w Glasgow. Według ekspertów nie ma przeciwwskazań technicznych, aby tego typu komunikacja powstała także w Polsce. Autonomia to przyszłość także na rynku naziemnych pociągów osobowych i towarowych. Unia Europejska wdraża Europejski System Sterowania Pociągiem, pozwalający prowadzić pociąg w pełni lub częściowo autonomicznie.

– Budujemy w Glasgow pierwsze pojazdy bezobsługowe. W przyszłości może to być bardzo ważny segment rynku. Zasada jest taka, że nie ma maszynisty, jazda jest znacznie prostsza, ponieważ są specjalne szyny, nie ma żadnych przeszkód na drodze, którą porusza się metro – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Peter Spuhler, właściciel i przewodniczący rady nadzorczej Stadler Rail.

W zautomatyzowanym metrze wykorzystuje się system CBTC (Communication Based Train Control), który opiera się na dwukierunkowej transmisji informacji pomiędzy pociągiem a przytorowymi komputerami sterującymi. Pociąg wysyła informacje o swoim aktualnym położeniu, prędkości i kierunku, w jakim się przemieszcza. Składy metra są zaś wyposażone w systemy detekcji przeszkód, a jeśli takie pojawią się na torze, pociąg automatycznie hamuje. Maszynistę zastępują odpowiednie systemy bezpieczeństwa, m.in. zamontowane nad szynami nadajniki i odbiorniki na podczerwień.

– Za bezobsługowym metrem stoją specjalne balisy montowane w torach, które przekazują sygnały do centrali. W ten sposób pociąg jest sterowany. Druga kwestia to ogromna liczba różnych czujników zastosowanych w pojazdach – mówi Peter Spuhler.

Z danych International Association of Public Transport (UITP) wynika, że w 2017 roku już ponad 13 proc. wybudowanej miejskiej infrastruktury kolejowej stanowiły pociągi w pełni zautomatyzowane. Jeśli nie brać pod uwagę Chin, całkowicie automatyczne metro to 36 proc. nowo budowanej infrastruktury. Jak przekonuje ekspert, nic nie stoi na przeszkodzie, aby także w Polsce zbudować autonomiczne metro.

– Technicznie jesteśmy w stanie zaoferować i wykonać takie rozwiązania również dla polskich przewoźników, ale wszystko zależy od operatorów kolejowych – przekonuje właściciel i przewodniczący rady nadzorczej Stadler Rail.

Bezobsługowe metro to przyszłość komunikacji miejskiej, ale w dalszej przyszłości większy poziom automatyzacji może doprowadzić do bezobsługowych pociągów. Na razie panującym trendem jest wymiana pociągów spalinowych na elektryczne lub hybrydowe.

W Polsce na 18 tys. torów zelektryfikowanych jest nieco ponad 11 tys. Po pozostałych torach mogą się poruszać tylko pojazdy spalinowe. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa w ramach Krajowego Programu Kolejowego planuje przeznaczyć 66 mld zł na modernizację linii kolejowych w ciągu najbliższych 6 lat.

– W ostatnich latach w Polsce dokonał się znaczny postęp, jeśli chodzi o innowacyjność rynku kolejowego, ale jest tutaj jeszcze wiele do osiągnięcia. Myślę, że w przyszłych latach również Polska będzie poprawiać innowacyjność, jeśli chodzi o system sterowania ruchem kolejowym i o kwestie bezpieczeństwa – ocenia ekspert.

Problem stanowią też przestarzałe technologie sterowania ruchem kolejowym. Pod tym względem sytuacja jednak się zmienia. Zgodnie z wdrażanym w Unii Europejskiej systemem ERTMS (European Rail Traffic Management System), pociągi powinny być wyposażone w Europejski System Sterowania Pociągiem (ETCS), pozwalający prowadzić pociąg w pełni lub częściowo autonomicznie.

Za 10 lat Polacy będą korzystać z usług banku za pomocą robotów, a bankowość przeniesie się do smartfonów

Za 10 lat Polacy będą korzystać z usług banku za pomocą robotów, a bankowość przeniesie się do smartfonów 3

Robo-doradcy, wirtualne oddziały, spersonalizowane oferty pożyczek w czasie rzeczywistym oraz kupowanie na kredyt z reklamy po jej zeskanowaniu – tak Polacy wyobrażają sobie przyszłość bankowości i usług finansowych. Większość klientów jest otwarta na innowacje i kolejne nowinki technologiczne, które sprawią, że korzystanie z banku będzie prostsze, wygodniejsze i bezpieczniejsze. Ograniczone zaufanie wciąż budzi sztuczna inteligencja, której zdecydowane nie mówi prawie dwie trzecie Polaków – wynika z badania HASHfinanseprzyszłości dla Banku Millennium.

– Polacy są bardzo otwarci na innowacje i nowe technologie. Ponad 90 proc. osób uważa, że w przyszłości obsługa bankowości będzie zautomatyzowana. Ta gotowość na nowe rozwiązania – takie jak chatboty, wirtualna rzeczywistość czy sztuczna inteligencja – powoduje, że nasi respondenci są przekonani, że w przyszłości banki będą znacznie wygodniejsze, będą obsługiwały klientów w sposób lepszy i bardziej spersonalizowany – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Misiak, dyrektor Departamentu Marketingu Bankowości Detalicznej w Banku Millennium.

Na zlecenie banku Instytut IBRiS zapytał Polaków o to, jak wyobrażają sobie usługi finansowe w perspektywie najbliższych dziesięciu lat. Z badania wynika, że zdecydowana większość spodziewa się kolejnych innowacji i technologicznych ułatwień w kontaktach z bankiem. Zdaniem 90 proc. własnoręczny podpis zostanie zastąpiony elektronicznym, obsługa w większości oddziałów będzie automatyczna, a prawie wszystkie sprawy będzie można załatwić za pomocą wirtualnej rzeczywistości.

– Prawie 40 proc. respondentów uważa, że w przyszłości oddziały bankowe nie znikną i w dalszym ciągu będą istnieć. Będą jednak w pełni automatyczne, a większość usług będzie można załatwić samodzielnie, bez pomocy doradcy. Co istotne, 92 proc. osób sądzi, że proste sprawy – takie jak założenie lokaty czy wzięcie kredytu – będzie można załatwić za pomocą wirtualnej rzeczywistości, niekoniecznie odwiedzając w tym celu oddział – mówi Tomasz Misiak.

Badanie HASHfinanseprzyszłości pokazuje również coraz silniejsze przywiązanie Polaków do bankowości mobilnej. Jeszcze kilka lat temu bank dostępny w smartfonie czy przez internet był tylko dodatkiem do obsługi oddziałowej. Obecnie prawie 80 proc. klientów sądzi, że za dziesięć lat kredyt czy lokatę będzie załatwiać w aplikacji mobilnej.

 Już dzisiaj widzimy bardzo mocny trend i zainteresowanie klientów obsługą za pośrednictwem bankowości mobilnej – podkreśla Tomasz Misiak.

Polacy są też przekonani, że w przyszłości, dzięki rozwiązaniom biometrycznym, logowanie do banku i korzystanie z jego usług będą dużo prostsze i wygodniejsze. Ponad połowa z nich twierdzi, że za 10 lat będzie można się logować do banku czy bankomatu za pomocą odcisku palca, komendy głosowej albo skanowania siatkówki oka.

Chociaż dzisiaj banki nie oferują możliwości logowania z użyciem Facebooka, to 36 proc. respondentów sądzi, że będzie to możliwe w przyszłości. Dziś tylko 8 proc. uważa, że można się już logować poprzez media społecznościowe – mówi Tomasz Misiak.

Ekspert Banku Millennium podkreśla też, że przyszłością usług finansowych jest automatyzacja i roboty. To zdanie podziela blisko połowa Polaków (46 proc.). Podkreślają, że w przyszłości banki zaoferują usługi wirtualnego doradcy, który będzie doradzać najlepsze inwestycje, sposoby oszczędzania, przedstawiać spersonalizowane oferty kredytów i pożyczek. 35 proc. uważa natomiast, że za dziesięć lat będzie ich obsługiwać sztuczna inteligencja.

Zanim jednak upowszechnią się takie rozwiązania, będą musiały zdobyć zaufanie klientów. Jak wynika z badania HASHfinanseprzyszłości, dziś Polacy nie ufają jeszcze sztucznej inteligencji i wolą zachować wpływ na podejmowane decyzje. Na obsługę przez wirtualnego doradcę zdecydowanie nie zgodziłoby się blisko 60 proc. ankietowanych.

– Klienci mają dosyć specyficzne podejście do automatyzacji i robo-doradztwa. Na dzisiaj tylko nieliczna grupa ufa takim rozwiązaniom. Ponad 77 proc. jest na „nie”, z czego 58 proc. to „zdecydowane nie”. Na szczęście wraz z upływem czasu to podejście się zmienia. W 2028 roku duża część klientów – ponad 36 proc. – będzie ufać i korzystać z takich rozwiązań – mówi Tomasz Misiak.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez IBRiS na zlecenie Banku Millennium, w przyszłości kolejne procesy zostaną zautomatyzowane, dokumentacja papierowa wyeliminowana, a akcja kredytowa ściślej powiązana z zakupami. Zdaniem 40 proc. Polaków za dziesięć lat będzie możliwe kupowanie na kredyt rzeczy bądź usług z reklamy, bezpośrednio po jej zeskanowaniu. Niewielka grupa (6 proc.) sądzi, że będzie to możliwe jeszcze w tym roku. Natomiast zdecydowana większość (90 proc. badanych) sądzi, że za 10 lat oferty banku będą dostarczane zdalnie, w czasie rzeczywistym i w konkretnej lokalizacji (np. ubezpieczenie turystyczne podczas kupowania biletów lotniczych lub pożyczka podczas wybierania w sklepie nowego modelu pralki).

Jawność zarobków w branży PR przynosi korzyści agencjom i ich pracownikom. Doceniają to szczególnie millenialsi

Jawność zarobków w branży PR przynosi korzyści agencjom i ich pracownikom. Doceniają to szczególnie millenialsi 4

Serwis PRoto.pl opublikował tegoroczny, drugi już raport o zarobkach w agencjach PR. Przełamanie tabu płacowego ma pomóc pracownikom i kandydatom lepiej odnaleźć się na rynku, a agencjom PR zaprezentować się jako rzetelni, transparentni pracodawcy i skrócić czas rekrutacji. Eksperci podkreślają, że jawność wynagrodzeń jest doceniana zwłaszcza przez millenialsów, którzy za kilka lat będą pożądaną grupą specjalistów w agencjach PR. 

– W branży PR jest bardzo dużo plotek na temat wynagrodzeń. Są one formułowane m.in. na podstawie kosztów kampanii, które rzeczywiście bywają dość wysokie. Mamy nadzieję, że nasz raport trochę te plotki ukróci – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Przybylski, młodszy redaktor PRoto.pl.

Jawność systemu płac jest korzystna przede wszystkim dla kandydatów i pracowników branży public relations. Ubiegając się o pracę, będą się mogli zorientować, na jakie warunki zatrudnienia mogą liczyć i czy dana propozycja pracy im odpowiada. Autorzy podkreślają, że takie informacje pomogą ukrócić plotki o pensjach w branży PR, które krążą w mediach społecznościowych dzięki poczcie pantoflowej.

Nasz raport ma być przydatny dla osób pracujących w branży PR. Dlatego poprosiliśmy agencje, żeby przedstawiły swoje siatki płac nie w kwotach brutto – jak jest to zwykle podawane w raportach płacowych – ale w kwotach netto, w korelacji z informacjami dotyczącymi rodzajów umów, jakie są w stanie zagwarantować swoim pracownikom. Kandydaci, wiedząc, w jakich przedziałach kształtują się zarobki w danych agencjach, mogliby się dzięki temu lepiej przygotować do rozmów kwalifikacyjnych – wyjaśnia Maciej Przybylski.

W zestawieniu przygotowanym przez PRoto.pl znalazły się informacje dotyczące widełek płacowych na danym stanowisku, formy zatrudnienia, przewidzianego zakresu obowiązków oraz benefitów i dodatków, na które może liczyć pracownik agencji.

Jak wynika z badania, które przeprowadziła w tym roku agencja doradztwa zawodowego Work Service, to wiedza pożądana nie tylko przez PR-owców. Zdecydowana większość, bo aż 84 proc. Polaków, opowiada się za jawnością wynagrodzeń i podawaniem widełek płacowych w ogłoszeniach o pracę. Takie rozwiązanie jest stosowane w większości krajów skandynawskich i zachodnioeuropejskich, m.in. w Wielkiej Brytanii.

– W kontekście jawności wynagrodzeń, szczególnie ważny jest wątek millenialsów. To grupa, która wchodzi na rynek pracy i za kilka lat będą specjalistami, na których najbardziej będzie zależało agencjom PR. Millenialsi bardzo cenią sobie jawność pracodawców w kontekście wynagrodzeń. Lubią mieć jasno rozrysowaną ścieżkę kariery, co może ich czekać w danym miejscu, i lubią wiedzieć, że ich działania będą miały realne znaczenie w firmie – mówi Maciej Przybylski.

Z punktu widzenia employer brandingu przełamanie tabu płacowego to też korzyść dla samych agencji PR. Wiedząc, jak kształtują się zarobki w branży, mogą zweryfikować własną siatkę wynagrodzeń, ukrócić spekulacje dotyczące pensji i zaprezentować się jako transparentny i otwarty pracodawca, który jest zadowolony z poziomu swoich wynagrodzeń. Jawność systemu płac pozwala też uniknąć niedomówień podczas rozmów o pracę i zaoszczędzić czas w trakcie rekrutacji.

– Agencje PR mogą też pokazać, że nie zatrudniają na tzw. śmieciówkach, ale na umowach o pracę. Przy okazji mogą skrócić i ułatwić sobie proces rekrutacji, ponieważ dzięki temu, że pokazują, ile dany kandydat może zarobić, odfiltrowują tych, którym dana stawka nie odpowiada – mówi Maciej Przybylski.

W poprzednim raporcie placowym z 2016 roku agencje PR deklarowały, że będą zwiększać lub przynajmniej utrzymywać zarobki na tym samym poziomie. Tegoroczna edycja pokazuje, że te prognozy się sprawdziły, a dodatkowo agencje starają się przyciągać i motywować pracowników różnego rodzaju benefitami pozapłacowymi, jak służbowy laptop, ubezpieczenie chorobowe, szkolenia, pakiety typu Multisport, wycieczki integracyjne dla pracowników albo pożyczki okolicznościowe w razie potrzeby.

– Wierzymy, że rozmowa na temat jawności wynagrodzeń w branży może się przysłużyć jej profesjonalizacji. Co więcej, eksperci i szefowie agencji, z którymi rozmawialiśmy przy poprzedniej edycji, przyznali, że udział w raporcie i upublicznienie siatki płac rzeczywiście przyczyniło się do usprawnienia pracy agencji. Zwiększyła się dzięki temu świadomość klientów, i dzięki temu, że wiedzieli, ile kosztuje praca PR-owca, byli w stanie ocenić, czy dana wycena jest na odpowiednim poziomie, zbyt niska lub zbyt wysoka – mówi redaktor PRoto.pl.

Rekordowe zainteresowanie obligacjami skarbowymi. Rośnie popularność długoterminowych papierów

Rekordowe zainteresowanie obligacjami skarbowymi. Rośnie popularność długoterminowych papierów 5

Rosnąca inflacja, niskie stopy procentowe i związane z tym niskie oprocentowanie lokat bankowych sprawiły, że na obligacje skarbowe Polacy wydali w 2017 roku ponad 6,8 mld zł. Podobny wynik zanotowano ostatnio w 2008 roku. Coraz większym zainteresowaniem cieszą się obligacje 4-letnie, których oprocentowanie zależy od inflacji. Popularność tej formy inwestycji będzie rosła – przekonuje Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker.

– Rok 2017 był rekordowy dla rynku obligacji skarbowych. Nabywcy indywidualni wydali na ich zakup 6,8 mld zł. To o 48 proc. więcej niż rok wcześniej, a trzeba pamiętać, że 2016 rok też był bardzo udany i wzrost sprzedaży wyniósł ponad 40 proc. – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Roman Przasnyski, główny analityk Gerda Broker.

Obligacje skarbowe cieszą się coraz większym zainteresowaniem od 2015 roku, kiedy stopy procentowe zostały obniżone do poziomu 1,5 proc., a średnie oprocentowanie lokat bankowych spadło z 2,4 do 1,7 proc. Wówczas na obligacje przeznaczyliśmy 3,2 mld zł, rok później już 4,6 mld zł. Rok 2017 zakończony ze sprzedażą o wartości 6,8 mld zł, to najlepszy wynik od lat. Ostatnio tak dobry wynik zanotowano w 2008 roku, kiedy kupiliśmy obligacje na łączną kwotę 6,2 mld zł.

– To był szczyt kryzysu finansowego i załamania na rynkach finansowych. Właśnie z tego powodu posiadacze oszczędności swój kapitał lokowali w obligacjach, które traktowali jako bezpieczny instrument finansowy. Dziś mamy rozkwit gospodarczy, bardzo dobrą sytuację na rynkach finansowych, a mimo to obligacje cieszą się jeszcze większym powodzeniem niż poprzednio – zauważa Przasnyski.

Rosnące zainteresowanie obligacjami skarbowymi to efekt niskich stóp procentowych utrzymujących się na poziomie 1,5 proc. i spadającego oprocentowania lokat bankowych (średnio 1,5 proc. na koniec 2017 roku).

– Widzimy wyraźną tendencję wycofywania się posiadaczy oszczędności z lokat bankowych i szukania innych alternatyw – jedną z nich stały się obligacje skarbowe. Drugi powód wynika ze wzrostu inflacji, która w listopadzie sięgała 2,5 proc., w grudniu 2 proc. Lokaty bankowe nie chronią przed deprecjacją kapitału, a obligacje skarbowe dają taką szansę – tłumaczy główny analityk Gerda Broker.

Zainteresowanie obligacjami to także efekt coraz lepszej sytuacji gospodarczej. Spada bezrobocie, rośnie liczba Polaków aktywnych zawodowo, więc coraz więcej oszczędzamy.

– Jesteśmy bardziej zamożni, co powoduje napływ środków do różnych instrumentów finansowych. Najchętniej wybierane są te najbardziej bezpieczne, mniej chętnie ostatnio lokaty, za to coraz większym powodzeniem cieszą się obligacje czy fundusze inwestycyjne, za pomocą których również można uczestniczyć w rynku obligacji. Ta tendencja powinna się utrzymać w kolejnych latach – analizuje Przasnyski.

Rośnie udział czteroletnich obligacji w sprzedaży. O ile jeszcze w 2016 roku dominowały obligacje dwuletnie o stałym oprocentowaniu 2,1 proc.(stanowiły blisko 75 proc. całości), o tyle w 2017 roku ich sprzedaż powoli topniała (do 43 proc.) kosztem obligacji czteroletnich (36 proc.), gdzie oprocentowanie zależy od inflacji – w pierwszym roku oprocentowanie wynosi 2,2 proc., w następnych latach to stopa inflacji i 1,25 pkt proc.

 To dowód na to, że inwestorzy indywidualni dobrze się orientują w mechanizmach, jakie rządzą na rynku finansowym. W okresie niskiej inflacji i deflacji dwuletnie obligacje stanowiły dość dobrą lokatę kapitału, tym bardziej że oszczędzający wybierają jak najkrótsze terminy zamrażania swoich oszczędności. W październiku 2017 roku pojawiły się obligacje trzymiesięczne, na razie sondażowo, ale cieszyły się dużym powodzeniem, mimo że ich oprocentowanie jest zbliżone do oprocentowania lokat bankowych – wskazuje główny analityk Gerda Broker.

Choć trzymiesięczne obligacje były dostępne trzy miesiące, to wydano na nie niemal co dziesiątą złotówkę zainwestowaną w obligacje (łącznie 650 mln zł).

Jak zauważa Przasnyski, świadomość inwestorów jest coraz większa, jednak dotyczy to przede wszystkim osób 50+, bo to one właśnie stanowią największą grupę inwestujących w obligacje (75 proc.).

– Nieco ponad 20 proc. stanowią osoby między 35 a 50 rokiem życia, a młodzi ludzie stanowią jedynie około 4 proc. nabywców. Miejmy nadzieję, że to zacznie się powoli zmieniać – mówi Roman Przasnyski.

Zakup okrętów podwodnych kluczowy dla modernizacji armii. Jeden z oferentów – niemiecka stocznia TKMS – w poważnych tarapatach

Zakup okrętów podwodnych kluczowy dla modernizacji armii. Jeden z oferentów – niemiecka stocznia TKMS – w poważnych tarapatach 6

Sfinalizowanie kluczowych programów zbrojeniowych i przetargów wartych w sumie kilkadziesiąt miliardów złotych to najważniejsze zadanie dla nowego kierownictwa MON. Eksperci podkreślają, że Mariusz Błaszczak powinien zdecydowanie przyspieszyć zakupy dla wojska. W kolejce czekają m.in. program „Wisła” i podpisanie umowy z amerykańskim dostawcą baterii Patriot, zakup śmigłowców i program „Orka”, czyli zakup nowych okrętów podwodnych. Szczególnie ten ostatni wybór musi zostać podjęty rozważnie, gdyż nie wszystkim producentom okrętów dobrze wychodzi ich budowa. Jeden z oferentów, niemiecka stocznia TKMS, boryka się ostatnio z poważnymi problemami.

Przed ministrem obrony narodowej stoi ogromne wyzwanie w kwestii modernizacji Sił Zbrojnych. Co niezmiernie ważne, musi on przyspieszyć proces zakupowy. Marynarka Wojenna od kilkudziesięciu lat czeka na nowe okręty. Siły lądowe i siły specjalne oczekują nowych śmigłowców, cały kraj potrzebuje obrony przeciwrakietowej – podkreśla dr Łukasz Kister, ekspert do spraw bezpieczeństwa Instytutu Jagiellońskiego.

Na liście czekających na rozstrzygnięcie przetargów są m.in. program „Wisła” i podpisanie umowy z amerykańskim dostawcą baterii Patriot, zakup śmigłowców i program „Orka”, czyli zakupy nowych okrętów podwodnych dla Marynarki Wojennej.

– Marynarka Wojenna jest najbardziej zaniedbanym rodzajem sił zbrojnych, który zawsze był traktowany po macoszemu. Politycy dotychczas nie rozumieli jak ważnym i strategicznym akwenem jest Bałtyk i jak wiele zależy od tego, czy będziemy w stanie chronić nasze interesy na tym morzu – ocenia dr Łukasz Kister.

Zgodnie z deklaracjami MON już pod koniec ubiegłego roku miał zostać wybrany partner strategiczny do zakupu trzech okrętów podwodnych wraz z rakietami manewrującymi. Program „Orka” się jednak opóźnia.

– Marynarka Wojenna potrzebuje okrętów wyposażonych w pociski manewrujące, sprawdzonych w warunkach operacyjnych, oraz takich, które będziemy w stanie samodzielnie modernizować – podkreśla dr Łukasz Kister.

Resort obrony prowadzi rozmowy z trzema oferentami: francuskim Naval Group, szwedzkim Saab oraz niemieckim TKMS. Ten ostatni boryka się jednak z poważnymi problemami ze względu na pasmo usterek niemieckich okrętów bojowych i doniesienia o słabej kondycji finansowej i niedoinwestowaniu.

– Ostatnie doniesienia pokazują, że niemiecka marynarka nie ma szczęścia do własnych okrętów podwodnych. Z drugiej strony przemysł stoczniowy nie ma niezbędnych zdolności, żeby modernizować czy remontować zarówno okręty podwodne, jak i flotę nawodną. Niemiecki przemysł stoczniowy okazuje się być niedoinwestowany albo przestarzały. W ostatnich tygodniach musi się zmagać z międzynarodową krytyką, która zakrawa o śmieszność – ocenia ekspert Instytutu Jagiellońskiego.

Pod koniec listopada prasa informowała o złym stanie kilońskich zakładów TKMS. Według niemieckich mediów stocznia nie jest w stanie dostarczyć żadnego z zakontraktowanych okrętów podwodnych w terminie, a kary finansowe za opóźnienia powodują, że produkcja jest nieopłacalna. Przykładowo, okręty podwodne budowane dla Turcji są opóźnione już o trzy lata, a suma kar z tego tytułu przekroczyła 100 mln euro.

Wcześniej, w październiku, wyszło z kolei na jaw, że żaden z sześciu niemieckich okrętów podwodnych nie jest w gotowości bojowej. Wszystkie nowoczesne jednostki typu 212A są uszkodzone, w trakcie prac naprawczych albo czekają na remont. To oznacza, że teoretycznie przynajmniej do jesieni Niemcy są niezdolne do obrony od strony morza. W tym miesiącu okazało się też, że zbudowana dla Deutsche Marine fregata „Baden-Württemberg” nie zostanie przyjęta do służby i musi wrócić do stoczni w celu naprawienia licznych usterek.

– To miał być okręt, który przyćmi wszystkie inne okręty nawodne w Europie i będzie dumą niemieckiej marynarki i niemieckiego przemysłu stoczniowego. Okazuje się, że 3 mld euro i wiele lat pracy to za mało, żeby okręt był zdolny pływać właściwie po morzach i oceanach. Co gorsza, musiał wrócił do stoczni, gdyż jego warunki pływające nie spełniały niezbędnych, minimalnych kryteriów bezpieczeństwa – mówi dr Łukasz Kister.

Ekspert do spraw bezpieczeństwa Instytutu Jagiellońskiego podkreśla, że kłopoty niemieckich stoczni powinny wzbudzić ostrożność MON, które w najbliższych miesiącach będzie negocjować zakupy dla Marynarki Wojennej.

Chcemy rozwijać naszą Marynarkę Wojenną, więc musimy na to patrzeć z niepokojem, żeby po zakupie okrętów nie borykać się z takimi samymi problemami i żeby te okręty, które zakupimy, były właściwie wykorzystywane przez naszych marynarzy – mówi dr Łukasz Kister.

Ponad połowa Polaków nie ma żadnych planów na tegoroczny karnawał. Najchętniej bawiliby się z Anną i Robertem Lewandowskimi

Ponad połowa Polaków nie ma żadnych planów na tegoroczny karnawał. Najchętniej bawiliby się z Anną i Robertem Lewandowskimi 7

Tylko 30 proc. dorosłych Polaków zaplanowało bądź właśnie planuje zabawy karnawałowe – wynika z badania przeprowadzonego przez agencję IQS. Pozostali jeszcze się nad tym nie zastanawiali lub odkładają podjęcie decyzji na później. Najpopularniejszą formą zabawy karnawałowej pozostaje tzw. domówka. Z kolei 16 proc. ankietowanych w ogóle nie zamierza w żaden sposób świętować. Najliczniej takich odpowiedzi udzielono w grupie prywatnych przedsiębiorców, co oznacza, że plany związane z zabawami karnawałowymi nie są związane ze statusem zawodowym czy majątkowym.

Ponad połowa Polaków zapytana o plany na tegoroczny karnawał odpowiada, że ich nie posiada lub jeszcze się nad tym nie zastanawiała.

– Byliśmy ciekawi, czy Polacy chcą i będą się bawić w karnawale. Większość na razie jeszcze nie ma żadnych planów, być może będą podejmować decyzje w ostatniej chwili. Z naszych badań wynika, że 16 proc. nie chce się bawić w karnawale. Zdecydowanie częściej są to osoby starsze i z wyższym wykształceniem – mówi agencji Newseria Katarzyna Furman z agencji badawczej IQS.

Wśród karnawałowych imprez najpopularniejsze są domówki u znajomych, przyjęcia organizowane we własnym mieszkaniu, a także imprezy w klubach i bale.

 Ci, którzy chcą się bawić i mają już plany, będą czas karnawałowy spędzać na domówkach u swoich przyjaciół i znajomych – taką formę wybiera co dziesiąty Polak. Podobna liczba badanych planuje zorganizować domówki u siebie, zapraszając swoich najbliższych. 7 proc. Polaków wybierze się na zorganizowany bal, czyli taką formę, którą tradycyjnie kojarzymy z karnawałem. W odpowiedziach pojawiło się też coś nowego – wyjazdy rodzinne, wyjazdy z dziećmi. Takie plany na karnawał ma 4 proc. Polaków – mówi Katarzyna Furman.

Okres karnawału rozpoczyna Święto Trzech Króli, a kończy tradycyjnie Środa Popielcowa, rozpoczynająca Wielki Post. Polacy lubią spotykać się w gronie przyjaciół i znajomych, sporą popularnością cieszą się również koncerty.

Badania i obserwacje wskazują na to, że Polacy w czasie karnawału lubią się bawić tak samo chętnie, jak przed laty, natomiast jest zdecydowanie większa konkurencyjność różnych imprez – mówi Katarzyna Furman.

 Ankietowani przyznają, że gwarantem udanej zabawy karnawałowej jest dobre towarzystwo.

– Z naszego badania wynika, że Polacy najchętniej bawiliby się z Anną i Robertem Lewandowskimi. Jedna czwarta ankietowanych wybrała właśnie tą parę. Na drugim miejscu wskazywano państwa Pazurów – 15 proc. Polaków najchętniej wybrałoby się z nimi na bal karnawałowy. Na trzecim miejscu podium znaleźli się Katarzyna Cichopek i jej mąż Marcin Hakiel. Taki dobór par wskazuje, że szukamy w towarzystwie różnych cech, od fajnych, miłych rozmów na różne tematy, przez humor i dowcipy, do tańców i hulanek – mówi Katarzyna Furman.

Najwięcej wskazań na Lewandowskich pojawiło się w grupie osób w wieku 15–24 lata. Na tę parę częściej głosowali panowie (28 proc.) niż panie (20 proc.).

Już poza podium, bo na czwartym miejscu, uplasowali się ex aequo Lidia Popiel i Bogusław Linda, a także Magda Gessler i Waldemar Kozerawski. Na dalszych pozycjach pojawi się także Małgorzata Rozenek-Majdan i Radosław Majdan oraz Agnieszka i Grzegorz Hyży.

Branża logistyczna dynamicznie rośnie. Największymi wyzwaniami w tym roku brak pracowników i rosnąca presja płac

Branża logistyczna dynamicznie rośnie. Największymi wyzwaniami w tym roku brak pracowników i rosnąca presja płac 8

Rosnący popyt wewnętrzny i eksport, większa wymiana handlowa ze Stanami Zjednoczonymi i Chinami, napędzają branżę logistyczną. Bezpośredni udział sektora usług transportu i logistyki w polskim PKB zwiększył się o ponad jedną piątą od momentu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Dynamicznie rośnie powierzchnia magazynowa i zapotrzebowanie na nią przez firmy. Logistyka inwestuje w nowe technologie i innowacyjne rozwiązania. Branża boryka się też z brakiem pracowników. Dodatkowo presja płac sprawia, że branża będzie musiała przeprowadzić serię podwyżek dla klientów.

– Branża logistyczna rozwija się bardzo dynamicznie, nasze przychody piąty rok z rzędu rosną w dwucyfrowym tempie, widzimy niesamowicie rosnące zapotrzebowanie na eksport w polskim biznesie. Rozwijamy bardzo dynamicznie połączenia ze Stanami Zjednoczonymi i z Chinami w kontekście przewozów lotniczych i morskich, bardzo szybko rośnie nam również siatka połączeń w Europie – podsumowując, w tym roku mamy około dwieście połączeń tygodniowo, w tym codzienne połączenia z Niemcami czy Włochami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Iwo Chmielewski, dyrektor ds. rozwoju w Rohlig Suus Logistics.

Polska jest potęgą na europejskim rynku transportowym. Rodzime firmy mają w nim około 25-proc. udział, a według prognoz firmy doradczej PwC do 2025 roku przewozy międzynarodowe będą rosnąć w tempie 1,8–2,2 proc. rocznie. Rośniemy w siłę od momentu wejścia do UE i otwarcia europejskich rynków. Według statystyk GUS bezpośredni udział sektora usług transportu i logistyki w polskim PKB zwiększył się o ponad jedną piątą od momentu wstąpienia Polski do UE (wzrósł z 5,4 proc. w 2004 roku do poziomu 6,5 proc. w 2015 roku). Raport „Poland Logistics Confidence Index 2017” wskazuje, że wskaźnik Poziomu Optymizmu w zakresie logistyki i łańcucha dostaw w Polsce został określony na poziomie 60,7, przy czym w przypadku firm logistycznych osiągnął wartość 62,1.

– Bardzo szybko rozwija się również branża logistyczna, logistyka kontraktowa, czyli powierzchnia magazynowa rośnie w szybkim tempie, firmy budujące magazyny nie mają żadnego problemu z najemcami. W 2017 roku otworzyliśmy 27 tys. mkw., w 2018 roku planujemy otworzyć jeszcze ponad 30 tys. kolejnych mkw., jest zapotrzebowanie, klienci kupują usługi logistyczne, polscy przewoźnicy wiodą prym na rynkach europejskich – wskazuje Chmielewski.

Jak wynika z danych JLL, na koniec pierwszego półrocza 2017 roku, zasoby rynku magazynowego w Polsce osiągnęły 11,9 mln mkw. Rośnie popyt na powierzchnię magazynową, do 1,719 mln mkw. w I półroczu 2017 roku (przy 1,347 mln mkw. w tym samym okresie 2016 roku).

– Widzimy bardzo duży potencjał w rozwoju technologicznym, inwestujemy sporo pieniędzy w innowacje, w tym roku otworzyliśmy nowy magazyn, który działa w systemie VNA. Wózek systemowy jest prowadzony po powierzchni magazynu samodzielnie przez system i doprowadzany do odpowiedniego miejsca, gdzie ma pobierać towar. Takiego rodzaju rozwiązania są bardzo pożądane przez branżę automotive, zwłaszcza w części aftermarket, czyli obsługi rynków dystrybucyjnych w częściach zamiennych – tłumaczy ekspert.

Rozwój technologii sprawia, że część procesów odbywa się w sposób niemal całkowicie zautomatyzowany. Odbieranie, pakowanie towarów czy prace w magazynach mogą już niedługo zostać zdominowane przez roboty, które zwiększą wydajność i szybkość pracy. Technologie zastosowane w inteligentnych łańcuchach dostaw mogą zmienić praktycznie każdy jego etap – procesy wytwarzania, logistykę, przechowywanie oraz ostatni etap dostaw do odbiorcy, czyli tzw. ostatnią milę. W ciągu kolejnych pięciu lat zmieni to całkowicie branżę logistyczna i wyniki przez nią osiągane.

– Otworzyliśmy też skład podatkowy, w ramach którego jesteśmy w stanie wszystkie towary w ramach UE i spoza Unii trzymać przez nieograniczony czas przed opłaceniem akcyzy przez naszego klienta. Tego rodzaju nowoczesne, nowe, zaawansowane rozwiązania są bardzo mile widziane przez klientów, klienci oczekują tego od nas i od całej branży – wskazuje Chmielewski.

Branża boryka się jednak z problemami. Przede wszystkim z brakiem wykwalifikowanych pracowników, przede wszystkim kierowców. Już teraz braki kadrowe sięgają 100 tys. wakatów dla zawodowych kierowców. Firma doradcza PwC i Związek Pracodawców „Transport i Logistyka Polska” oszacowali, że na polskim rynku jest obecnie ok. 600–650 tys. aktywnych zawodowo kierowców („Rynek pracy kierowców w Polsce 2016”). Co roku z zawodu odchodzi ok. 25 tys. osób, natomiast liczba kierowców uzyskujących kwalifikację to około 35 tys., co nie pozwala na uzupełnienie niedoborów. Mimo że w ubiegłym roku podwoiła się liczba ukraińskich i białoruskich pracowników zatrudnionych w polskich firmach transportowych, problem się nie zmniejszył – wynika z analiz PwC i TLP.

– Jako branża mamy bardzo duże wyzwanie związane z presją płac i pracownikami na stanowiskach szeregowych, czyli całej naszej siły w wymiarze magazynów i kierowców. Dlatego spodziewamy się, że dla branży największym wyzwaniem będzie przeprowadzenie długiej serii wysokich podwyżek cen klientów, dlatego że tylko optymalizując się wewnętrznie jako firmy, nie jesteśmy w stanie pochłonąć tego wymagania, jakie stawiają przed nami pracownicy – analizuje Piotr Iwo Chmielewski.