Polska i Świat – włoski pat, niemiecka zgoda, gołębia RPP i wojna handlowa

0

Za nami pierwszy pełny tydzień marca, obfitujący w sporo wydarzeń w sferze polityki, geopolityki i makroekonomii. Pełny kalendarz to i podwyższona zmienność, której w ciągu ostatnich dni nie brakowało. A to jeszcze nie koniec…

Miniona niedziela była jednym z ważniejszych, w tym roku, dni dla europejskiej polityki. Członkowie partii SPD decydowali bowiem, w korespondencyjnym głosowaniu, po raz kolejny, czy partia ma przystąpić do koalicji CDU/CSU, aby można było utworzyć rząd większościowy. Chociaż prawdopodobieństwo odrzucenia rozmów koalicyjnych było niewielkie, to istniało ryzyko, że członkowie SPD nie będą chcieli dalej współrządzić z dotychczasowymi koalicjantami. Niestety na Półwyspie Apenińskim tak dobrze nie było.

Niedzielne wybory zakończyły się patowym rezultatem. Największe poparcie, jako pojedyncza partia, otrzymał populistyczny Ruch 5 Gwiazd, na który głos oddało 32% Włochów. Na Partię Demokratyczną oddano 19% głosów, na Ligę Północną 18%, a na Forza Italia 14%. Tym niemniej, prawicowa koalicja z Ligą Północną i Forza Italia na czele, uzyskała w sumie 35% poparcia. Taki wynik plebiscytu oznacza naturalnie, że większościowego rządu utworzyć się nie uda. Samodzielne rządy Cinque Stelle są niemożliwe, podobnie jak prawicowej koalicji.

W takiej sytuacji prezydent Matarella będzie miał duży zgryz w wyborze kandydata na premiera. I chociaż takiego wyniku wyborów we Włoszech każdy się raczej spodziewał, wydaje się, że w tej chwili jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest powołanie rządu technokratycznego, bo w tej chwili jakikolwiek układ polityczny wydaje się niemożliwy. Z drugiej strony reakcja inwestorów sugeruje, że wynik niedzielnych wyborów na Półwyspie Apenińskim był powszechnie oczekiwany.

O ile podzielone włoskie społeczeństwo i niemożność wyłonienia rządu na podstawie głosowania we włoskich wyborach można uznać za normę, to wprowadzanie taryf celnych w Stanach Zjednoczonych na produkty wytwarzane w Europie już zdecydowanie nie. Wszystko zaczęło się od propozycji urzędującego prezydenta, by importowana stal została obciążona dodatkową daniną w wysokości 25%, a aluminium 10%.

Czytaj również:  Świeży start

Co oznacza, że najmocniej odczułyby to kraje europejskie oraz Chiny. O ile odpowiedź Starego Kontynentu była niemal natychmiastowa, o tyle Chińczycy póki co pozostają wstrzemięźliwi w komentarzach. Co gorsza, determinacja amerykańskiego prezydenta wydaje się być spora, bowiem kilka dni temu do dymisji podał się główny doradca gospodarczy Trumpa, który jest silnym przeciwnikiem ograniczania deficytu handlowego w taki sposób. Czyżby więc amerykański prezydent był u progu wywołania wojny handlowej? Uważamy, że jeżeli Amerykanie będą w taki sposób prowadzić zagraniczną politykę handlową, wówczas, zarówno Europa, jak i Chiny, nie pozostaną dłużne. Gdyby rzeczywiście najwięksi gracze handlowi zaczęli ze sobą walczyć, wówczas należałoby poważnie się zastanowić nad przyszłością hossy.

Tymczasem na lokalnym podwórku konferencja prasowa po środowym posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej zaskoczyła większość obserwatorów życia gospodarczego. Nikt bowiem nie spodziewał się, że prezes Narodowego Banku Polskiego zasugeruje, że stopy na przestrzeni następnych kilku lat mogą nie wzrosnąć w ogóle… Dał bowiem jasno do zrozumienia, że do 2020 roku koszt pieniądza nie zostanie zmieniony, bo nie ma do tego postaw, a uwzględniając późniejszą perspektywę spowolnienia gospodarczego, Rada być może powinna przejść do dyskusji o próbie monetarnego pobudzenia gospodarki. Skala zaskoczenia od razu przełożyła się na notowania polskiej waluty, która dynamicznie się osłabiła.

Tymczasem podczas czwartkowej sesji na GPW liderami spadków w gronie blue chips były właśnie banki. Naszym zdaniem środowe słowa prezesa Glapińskiego mogą być poważnym argumentem do kilkutygodniowego osłabienia rodzimej waluty, natomiast póki polska gospodarka będzie mocna, a w globalnej sferze makroekonomicznej nie wydarzy się nic negatywnego, tak długo hossa na polskim rynku ma szansę być kontynuowana. Pod warunkiem, że reforma emerytalna nie skończy się w Polsce nacjonalizacją środków, czego w 100% wykluczyć nie możemy.

Szymon Juszczyk, Dyrektor Departamentu Zarządzania Portfelami, RDM Wealth Management