Polska potrzebuje natychmiastowej rewolucji w polityce rodzinnej

0

Spadku liczby ludności nie da się już zatrzymać, ale można spróbować zapobiec katastrofie demograficznej na ogromną skalę. W najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy” – Polska w przededniu katastrofy demograficznej.

Ponadto w nowym „Do Rzeczy”: Cezary Gmyz o tym, czy premier boi się służb specjalnych, Kamila Baranowska o szukaniu wroga w szeregach PO, Rafał A. Ziemkiewicz o lekturze wywiadu z Maciejem Stuhrem, Joanna Bojańczyk o tym jak luksusowa moda żeruje na biedzie. W numerze także druga młodość „07 zgłoś się” i porucznika Borewicza.

W 2060 r. będzie nas nawet o 8 mln mniej. To tak, jakby jednocześnie opustoszały: Warszawa, Kraków, Łódź, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Szczecin, Bydgoszcz, Lublin, Katowice i województwo warmińsko-mazurskie. Taką wizję Polski w 2060 r. kreślą twórcy najnowszej prognozy demograficznej ZUS. Eksperci są zgodni – wybrzmiały już wszystkie dzwonki alarmowe. Pod względem dzietności nasz kraj z wynikiem 1,3 dziecka na kobietę zajmuje 212. miejsce wśród 224 państw świata, a rekordowo niska liczba dzieci utrzymuje się już od 20 lat. Demografia zaczyna przekładać się na sytuację gospodarczą. Rok 2012 był pierwszym od II wojny światowej, w którym spadła liczba Polaków w wieku produkcyjnym. W 2013 r. z kolei więcej Polaków umrze, niż się urodzi. Negatywne zmiany zachodzą szybciej, niż się tego spodziewali demografowie. Rodziny, które mogłyby mieć dzieci w Polsce, masowo wyjeżdżają za granicę. Czy katastrofie demograficznej można jeszcze zapobiec – o tym w najnowszym wydaniu tygodnika „Do Rzeczy”.

A jak będzie wyglądała Polska AD 2050, jeżeli nic się nie zmieni? Staniemy się biednym krajem biednych emerytów. Polacy w niczym nie będą przypominać Niemców po skończeniu aktywności zawodowej. Nie będziemy tak jak oni – korzystając ze zgromadzonych pieniędzy oraz zachowując dobre zdrowie – cieszyć się życiem na Majorce – mówi na łamach „Do Rzeczy” prof. Krystyna Iglicka, demograf, rektor Uczelni Łazarskiego. Jaka będzie emerytura w Polsce za 40 lat? Tego oczywiście nikt nie jest w stanie dokładnie określić, ale mówi się, że świadczenia będą o połowę niższe niż obecnie. Po centrach handlowych będą chodzili głownie starsi ludzie. W zdecydowanej większości – kobiety. Centra nastawią się na zupełnie innego klienta – nie będzie sklepów sportowych, a zastąpią je takie z aparatami słuchowymi, okularami, sprzętem ortopedycznym. Czy czekają nas rządy starców – pyta Mariusz Staniszewski w rozmowie z prof. Iglicką.

W „Do Rzeczy” również o zmianach w organizacji służb specjalnych. Osłabią one władzę szefa rządu, który straci on bezpośrednią kontrolę nad ABW. Reforma przybrała taki kształt, ponieważ Donald Tusk boi się służb – twierdzi Cezary Gmyz. W projektach zmian znalazło się wiele kuriozalnych rozwiązań, ocierających się wręcz o łamanie konstytucji. Rząd proponuje m.in. likwidację Kolegium ds. Służb Specjalnych. Organ ten skupia dziś pod przewodnictwem premiera ministrów spraw wewnętrznych, zagranicznych, obrony narodowej, finansów, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego oraz szefów wszystkich służb. Kolegium oficjalnie ma charakter opiniodawczo-doradczy, nieoficjalnie pełni jednak również funkcję organu wspierającego koordynację służb. Po reformie ma zniknąć. Zastąpi je Komitet Bezpieczeństwa Państwowego. Nazwa ta to nic innego jak tylko tłumaczenie rosyjskiego „Комитет Государственной Ъезопасности” – czyli osławionego sowieckiego KGB. Jeśli proponowane zmiany wejdą w życie, to nie będzie nikogo, kto będzie odpowiadał za całość działań służb cywilnych i wojskowych. Czy premier boi się służb specjalnych – o tym w nowym „Do Rzeczy”.

W „Do Rzeczy” także o tym, jak Platforma Obywatelska tropi wewnętrznego wroga. Stara zasada mówi, że jeśli nie wiadomo, kto stoi za danym wydarzeniem, należy zadać sobie pytanie, kto na nim najbardziej zyskał. Na ujawnieniu taśm z zamkniętego spotkania premiera z działaczami na Dolnym Śląsku wbrew licznym sugestiom wcale nie zyskał Grzegorz Schetyna. A to właśnie na niego padły pierwsze podejrzenia w sprawie udostępnienia mediom nagrania ze spotkania Donalda Tuska z lokalnymi działaczami Platformy, podczas którego premier obiecywał zająć się sprawą zatrudniania „pisiora” przez jeden z resortów. Im bardziej politycy z otoczenia premiera oskarżają o prowokację i przeciek do mediów ludzi Schetyny, tym więcej znaków zapytania pojawia się u szeregowych posłów Platformy. Komu i dlaczego mogło zależeć na ujawnieniu nagrań pisze Kamila Baranowska.

Czytaj również:  Ministerstwo Cyfryzacji dąży do utworzenia Społeczeństwa 5.0. Już za kilka lat wszystkie sprawy będziemy mogli załatwić przez Internet

A Rafał A. Ziemkiewicz wraca do głośniej publikacji minionego tygodnia. Czym właściwie kierował się Maciej Stuhr, wstępując na tę – przechodzoną już wcześniej przez Hołdysa, Wojewódzkiego, Kuźniara czy Górniak − ścieżkę? Odpowiedzi może być kilka. Najmniej prawdopodobne jest, żeby chodziło mu o ochronę prywatności swej, jak sam to określił, „patchworkowej rodziny” – pisze w „Do Rzeczy” Ziemkiewicz. I dodaje, że kto naprawdę chce, by plotkarskie serwisy go nie tykały, ten postępuje zupełnie inaczej. (…) Łatwo zauważyć, że jest wiele gwiazd naprawdę dużego formatu, za którymi paparazzi nie chodzą i których życie prywatne nie jest publicznie roztrząsane. I wcale nie wymaga to wynajmowania za ciężkie pieniądze kancelarii prawniczych ani ochroniarzy, tylko po prostu odrobiny rozsądku oraz konsekwencji w postępowaniu – ocenia Ziemkiewicz. I dodaje, że trudno nie podejrzewać, że tak naprawdę chodzi Stuhrowi o wykreowanie się na ofiarę. Polacy bowiem ofiary lubią.

A skoro o celebrytach mowa, w „Do Rzeczy” także o drugiej młodości polskiego Jamesa Bonda. Życie Bronisława Cieślaka nadawałoby się na serial nie gorszy niż przygody kultowego porucznika Borewicza, którego grał. Dzięki telewizyjnym powtórkom ostatnio przybyło mu fanów z młodego pokolenia. Bronisław Cieślak jako porucznik Borewicz, czyli bohater serialu „07 zgłoś się”, był ucieleśnieniem marzeń niejednej kobiety, źródłem bon motów czy nowych trendów. Niektórzy żartują, że to dzięki niemu polscy mężczyźni zaczęli używać dezodorantów i wody kolońskiej. Tak czy owak Bronisław Cieślak vel porucznik Borewicz robił błyskotliwą karierę. W nowej rzeczywistości nie było już mu tak łatwo. Od jakiegoś czasu jednak zdecydowanie odżył. A w tym roku od lipca TVP emituje powtórki serialu „07 zgłoś się” i Bronisława Cieślaka jakby więcej w gazetach i na portalach. Powstał nawet fan page Borewicza na Facebooku, który ma 1,6 tys. fanów. Kolejny raz wraca więc pytanie o to, jak traktować ów serial i jego bohatera…

Na łamach „Do Rzeczy” również o … świata mody zabawie w biedę. Francuska marka Le Léon na otwarcie swego sklepu internetowego wypuściła w maju sweter z kaszmiru z wyhaftowanym napisem „Chômeur” (bezrobotny).Kosztował 285 euro, czyli jedną trzecią wysokości francuskiego zasiłku dla bezrobotnych (980 euro). W mediach wybuchła awantura. – To arogancja, lekceważenie biedy przez tych, którzy nigdy jej nie zaznali – oskarżali dziennikarze. Ten napis to oczywiście tylko zagrywka marketingowa, wyjątkowo nietaktowna, lecz uświadamiająca szersze zjawisko. Bieda jest poważnym problemem społecznym nie tylko krajów Trzeciego Świata, ale także państw uprzemysłowionych. Istnieje jednak branża, która wszelkie objawy biedy traktuje z cyniczną obojętnością. Przemysł produktów luksusowych nie od dziś wdaje się z nią w niebezpieczny flirt. Dla redaktorów i fotografów slumsy, żebracy, śmieci, biedacy na ulicy są niczym więcej jak tylko malowniczą dekoracją. Wśród zaśmieconych ulic, nędznie ubranych ludzi o ciemnych twarzach efekt luksusu wypada najmocniej – pisze Joanna Bojańczyk.