InPost buduje fabrykę Paczkomatów

Fabryka Paczkomatów® InPostu powstanie w ramach nowo tworzonego parku City Logistics Kraków Airport, zajmie łącznie 7230 m2 i będzie wyposażona w panele fotowoltaiczne. Zostanie oddana do użytkowania już w czerwcu 2021 roku. W styczniu 2021 InPost z sukcesem zadebiutował na giełdzie EURONEXT Amsterdam.

Nowy zakład powstanie tuż przy węźle Balice II A4. Dzięki temu InPost zwiększy efektywność procesów produkcyjnych przy zagwarantowaniu dogodnej lokalizacji miejsca pracy dla załogi oraz zwiększy zatrudnienie. W City Logistics Kraków Airport – oprócz produkcji Paczkomatów®, włączając w to elektromontaż modułów z ekranami dotykowymi – rozbudowane zostanie centrum badawczo-rozwojowe wraz z dwoma laboratoriami i showroomem. Będą tam prowadzone prace rozwojowe, a także testy nowych rozwiązań.

„Rozbudowa naszej infrastruktury to nie tylko nowe lokalizacje Paczkomatów® – sieć powiększamy w tym roku w niespotykanym tempie 100 maszyn tygodniowo. Zapotrzebowanie na nowe urządzenia zarówno w Polsce, jak i w Europie powoduje, że – obok nowych sortowni i centrów logistycznych oraz inwestycji w IT – naszym priorytetem jest umocnienie pozycji jako czołowego innowatora i producenta Paczkomatów® w Europie. Dzięki temu znacznie zwiększymy nasze możliwości wdrażania kolejnych urządzeń, a także będziemy mogli szybko wprowadzać nowe, innowacyjne rozwiązania w naszych maszynach i jako pierwsi testować pomysły, których nikt jeszcze nie zastosował na rynku. Mamy opatentowane większość nowatorskich elementów zastosowanych w naszych Paczkomatach® co daje nam dodatkowe możliwości rozwoju. Teraz rozbudowujemy także centrum badawczo-rozwojowe wraz z laboratoriami, by opracowywać kolejne innowacje” – podkreśla Rafał Brzoska, prezes InPost.

To już kolejna współpraca Panattoni i InPost – dotychczas operator logistyczny wynajął łącznie ok. 250 000 m2, z czego ponad 9 000 m2 w innym krakowskim parku dedykowanym logistyce miejskiej – City Logistics Kraków I.

„Kolejny raz ogłaszamy inwestycję w Krakowie, która wpisuje się w ostatnią milę, a dodatkowo będzie zlokalizowana przy lotnisku. Dlatego warto podkreślić znaczenie parku, chociażby ze względu na niełatwy rynek serca Małopolski. Kraków charakteryzuje ograniczona podaż gruntów, skutkująca ich relatywnie wysokimi cenami, a drugie co do wielkości miasto w Polsce pod względem obszaru, jak i liczby mieszkańców powinno posiadać własne zaplecze magazynowe. Dlatego jestem przekonany, że City Logistics Kraków Airport pozwoli rozwinąć skrzydła wielu podmiotom. Stanie się tak między innymi ze względu na dostępną w ramach City Logistics Kraków Airport formułę Small Business Units. Moduły o minimalnej powierzchni 1200 m kw. będą dostępne już w lipcu 2021 roku”Robert Dobrzycki, CEO Panattoni.

Wyrok bez precedensu: warszawski sąd gospodarczy uznał kredyt indeksowany do CHF za instrument finansowy

Sąd Okręgowy w Warszawie ds. gospodarczych wyrokiem z dnia 21 grudnia 2020 roku (XXVI GC 586/20) uznał, że waloryzacja w kredycie indeksowanym do CHF to wbudowany w umowę kredytu swap walutowo-procentowy. Jego zastosowanie bez odpowiedniej informacji dla kredytobiorcy o tym produkcie i jego ryzykach prowadzi do nieważności umowy. Jest to pierwszy tego typu wyrok w Polsce. Rozpoznanie sprawy w pierwszej instancji zajęło jedynie 7 miesięcy.

Sprawa dotyczyła przedsiębiorcy, który zawarł w 2009 roku umowę kredytu waloryzowanego do CHF z mBankiem w celu zakupu nieruchomości służącej do pobocznych celów prowadzonej działalności gospodarczej. Wyrok nie jest prawomocny, jednak istotnie wzmacnia argumentację przedsiębiorców frankowych walczących w sądach gospodarczych, a także tych frankowiczów, którzy nie mogą się powołać na status konsumenta i zapisy abuzywne w umowach.

Jest to zdecydowanie jedno z najlepszych, a być może najlepsze uzasadnienie wyroku w sprawie frankowej jakie czytałam – gdyż dotyczy jądra problemu tzw. kredytów frankowych, czyli wbudowania w te umowy instrumentu finansowego. Sąd gospodarczy skupił się na aspektach finansowo-ekonomicznych i mechanice technicznej kredytu waloryzowanego do CHF, oceniając je przez pryzmat przepisów prawa finansowego – czego brakuje w sądach cywilnych rozpoznających sprawy konsumenckie. Te argumenty związane z naturą ekonomiczną waloryzacji podnosimy w sądach cywilnych od 2015 roku, ale dopiero teraz po sześciu latach walki zostały one podzielone przez sąd gospodarczy. Obecnie prowadzimy kilkadziesiąt tego typu spraw gospodarczych. Być może to właśnie sądy gospodarcze, które „czują” tematykę finansowo-ekonomiczną powinny zostać dodatkowo przekształcone w wydziały frankowe i przejąć część spraw frankowiczów-konsumentów – komentuje mec. Barbara Garlacz, która prowadziła tę sprawę.

Sąd w wyroku uznał, że:

  • Instytucja waloryzacji umownej z kodeksu cywilnego tylko w ograniczonym zakresie może mieć znaczenie dla prób wyjaśnienia istoty i charakteru tzw. kredytów frankowych, a przepis art. 358(1) § 2 k.c. dotyczący waloryzacji umownej nie jest wystarczający dla oceny całościowych skutków ekonomicznych umowy kredytu powiązanego z walutą CHF. Dlatego należy zbadać naturę indeksacji i zestawić ją z przepisami prawa finansowego tj. ustawą o obrocie instrumentami finansowymi.
  • Dekonstrukcja umowy kredytu waloryzowanego prowadzi do wniosku, że pomimo braku zawarcia odpowiednich postanowień dotyczących wprost swapa walutowo-procentowego (ang. Cross currency interest rate swap – CIRS) w umowie skutek finansowo-ekonomiczny umowy kredytu waloryzowanego jest analogiczny do udzielenia kredytu w złotówkach ze stawką WIBOR połączonego na etapie uruchomienia kredytu z transakcją CIRS, o amortyzowanym miesięcznie kapitale oraz do świadczenia długoterminowej usługi kantorowej, zaś poprzez CIRS dochodzi do zmiany stawki WIBOR na LIBOR.
  • Swap walutowo-procentowy pod postacią indeksacji odpowiada definicji instrumentu finansowego z ustawy o obrocie instrumentami finansowymi i dlatego bank przy oferowaniu tej umowy powinien wypełnić reżim informacyjny z dyrektyw MIFID, czego nie uczynił. Prowadzi to do sprzeczności umowy z zasadami uczciwego obrotu gospodarczego, tj. zasadami współżycia społecznego i w konsekwencji do nieważności umowy.
  • Sąd odniósł się do wyroku TSUE w sprawie Lantos C-312/14, w której TSUE uznał, że transakcje walutowe w ramach kredytu denominowanego nie stanowią instrumentu finansowego. Sąd warszawski uznał, że instrument finansowy, o którym mowa w ww. orzeczeniu TSUE nie dotyczył transakcji CIRS lecz innego instrumentu finansowego, a ponadto inny był stan faktyczny sprawy przed TSUE. Dlatego to orzeczenie TSUE w sprawie zawisłej przed sądem warszawskim nie było wiążące do oceny waloryzacji jako transakcji CIRS.
  • Sąd uznał umowę za nieważną – jako sprzeczną z zasadami współżycia społecznego – także z innych powodów. Chodzi o nadużycie przez bank pozycji kontraktowej wobec kredytobiorców przez brak rzetelnego poinformowania kredytobiorców o ryzyku walutowym, przez zabezpieczenie własnej pozycji walutowej i brak zaoferowania takiego zabezpieczenia kredytobiorcy, a także przez zastosowanie do waloryzacji i spłaty rat kredytów korzystnych dla banku i podyktowanych interesem banku odwrotnych rodzajów kursów do waloryzacji i spłaty kredytów. Bank nie zastosował kursów, które powinny obowiązywać z uwzględnieniem ekonomicznej natury waloryzacji i spłaty rat kredytu – co doprowadziło także do sprzeczności postanowień tej umowy z naturą ekonomiczną waloryzacji.

Sąd gospodarczy podzielił całość naszej finansowo-prawnej argumentacji w sprawach z udziałem kredytobiorców – przedsiębiorców frankowych. Sądy cywilne w większości omijają tematykę CIRS – niektóre dostrzegają pewne podobieństwo indeksacji do transakcji CIRS, niemniej temat ten w sprawach konsumenckich jest poboczny. Zapisy abuzywne prowadzą bowiem do tego samego skutku, czyli nieważności umowy. Jednak nieważność z abuzywności i nieważność np. z powodu zamieszczenia w umowie instrumentu finansowego inaczej przekłada się na liczenie terminów przedawnienia się roszczeń banku o zwrot kapitału. Szkoda, że pytanie o CIRS nie zostało zawarte w pytaniach do Sądu Najwyższego, którymi zajmie się Sąd Najwyższy 25 marca 2021, gdyż to jest jądro problemu prawnego kredytów indeksowanych do CHF. Takie zagadnienie zostało zawarte w skardze kasacyjnej skierowanej przez naszą kancelarię do SN w sprawie I CSK 324/20, którą Sąd Najwyższy przyjął do rozpoznania – dodaje mec. Barbara Garlacz.

Wtorek odwrotu nie końcem głowy zawrotów

Wtorek przyniósł powrót apetytu na ryzyko, co objawiło się przez korektę siły dolara, spadki rentowności i silne odbicie spółek technologicznych na Wall Street. Przewrażliwienie na punkcie rynku długu wciąż pozostaje motywem przewodnim, gdyż wczoraj katalizatorem zmian były solidne wyniki aukcji obligacji w USA. Ryzyk dla odbicia jednak nie brakuje w obliczu odczytu CPI i aukcji 10-letnich obligacji w USA.

Z wczorajszego entuzjazmu dziś już zostało niewiele, gdyż indeksy mają trudności z podążaniem za 4-procentowym skokiem Nasdaq100, a na FX USD odrabia straty. Wtorek zapisze się jako kolejny podtrzymujący mit o „Turnaround Tuesday”, a rajd ulgi zapewniły zdrowe statystyki aukcji 3-letnich obligacji USA za 58 mld USD. Duży popyt na papiery (przewyższający podaż w stosunku 2,69:1) złagodził obawy, że inwestorzy ograniczą zakupy czekając na dalszy wzrost rentowności. Dochodowość 10-latek USA cofnęła się do 1,55 proc. z 1,60 proc. na starcie tygodniu, ale nerwowość nie znika. Na środę zaplanowana jest kolejna aukcji, tym razem 10-letnich papierów, której wynik będzie ważniejszy od wczorajszej aukcji. Dodatkowo z USA napłyną dane o inflacji CPI, gdzie prognozy wskazują na przyspieszenie inflacji, co może obudzić spekulacje, że presja cenowa zmusi Fed do szybszej normalizacji polityki. Zatem przed dzisiejszym popołudniem ryzyka są dwustronne, gdyż zarówno CPI, jak i aukcja mogą przywrócić wzrost rentowności lub go całkowicie złamać, biorąc pod uwagę, jak bardzo urosły pozycje krótkie w obligacjach (spadek cen = wzrost rentowności). Kierunek dla USD, a zatem generalnie dla całego FX, jest od tego uzależniony. Podobnie nastroje na rynku akcji. Jakkolwiek imponujące było wczorajsze odbicie ryzykownych aktywów, jeszcze na kilka godzin wypadałoby się wstrzymać z odwołaniem stanu zagrożenia.
Marcowe posiedzenie Banku Kandy zapewne przebiega w lepszej atmosferze niż poprzednie w styczniu. Wówczas rosnąca liczba przypadku zachorowań i wizja kolejnego lockdownu zwiastowały spadek PKB w I kw. Ale aktywność gospodarcza okazała się silniejsza niż BoC oczekiwał, choć przeciwepidemiczne restrykcje i powolne tempo szczepień są hamulcowymi gospodarki. Mimo to bank powinien podwyższyć swoją ocenę perspektyw gospodarczych, ale faktyczna rewizja prognoz nastąpi dopiero w kwietniu. W nastawieniu BoC pozostanie jednak gołębi, podkreślając kruchość ożywienia, ale też mając na względzie niepodsycanie siły CAD, który już jest na wieloletnich szczytach. Dodatkowo rajd rentowności też jest zjawiskiem obecnym na kanadyjskim rynku długu, a amunicja BoC do przeciwdziałania temu powoli się wyczerpuje biorąc pod uwagę, że w ramach QE bank skupił już ponad 1/3 obligacji z rynku wtórnego. Z tego powodu wydaje się wątpliwe, aby dziś BoC sugerował szykowane zmiany w polityce (np. ograniczenie tempa skupu obligacji) i bez tego reakcja USD/CAD powinna być ograniczona.

Poprawa ogólnorynkowych nastrojów i osłabienie dolara przyniosło odbicie walut rynków wschodzących. Złoty po kilku dniach spadków odbija z EUR/PLN wracającym pod 4,58. Jednak przed nami ważne wydarzenia w USA, a i EUR/USD pozostający pod 1,19 nie jest dobrym znakiem dla powrotu popytu na waluty Europy Środkowo-Wschodniej. W zależności od rozwoju sytuacji zewnętrznej, w kolejnych godzinach możliwe są ruchy do 4,56, jak i 4,60.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Komentarz ZPP ws. sytuacji na rynku pracy

Polski rynek pracy na dzień dzisiejszy pozostaje relatywnie odporny na zawirowania w gospodarce realnej, których przyczyną jest światowa epidemia koronawirusa.

Jak pokazują dane Eurostatu Polska w styczniu 2021 roku osiągnęła najniższą stopę bezrobocia wśród krajów Unii Europejskiej. Bezrobocie według unijnej metodologii osiągnęło na początku tego roku wartość 3,1 proc. w Polsce, wobec stopy bezrobocia w całej UE na poziomie 7,3 proc. Tym samym wyprzedziliśmy Czechów, którzy do tej pory zajmowali pozycję lidera w zakresie najniższego bezrobocia. Zdając sobie sprawę, że dane publikowane przez Eurostat mogą zostać jeszcze zrewidowane, a według metodologii Głównego Urzędu Statystycznego stopa bezrobocia w styczniu 2021 r. wyniosła w Polsce 6,5 proc., można jednak wysnuć wnioski dotyczące sytuacji na Polskim rynku pracy. Miejsca pracy w polskiej gospodarce wydają się być na dzień dzisiejszy odporne na kryzys przez jaki przechodzi światowa gospodarka. Polski rynek pracy nie został dotknięty trwającą epidemią na poziomie makro.

Niemniej jednak należy mieć na uwadze, że występują problemy na rynkach pracy w sektorach zamkniętych. Osoby zatrudnione w branży turystycznej, gastronomicznej, transportowej, czy usług fitness odczuwają skutki zamknięcia, pozostając bez realnie wykonywanej pracy. Przedsiębiorcy zwlekają z redukcją etatów w oczekiwaniu na szybkie otwarcie sektorów pozostających w zamknięciu. Brak zniesienia sektorowych, jak i lokalnych lockdownów (a także ich dalsze wprowadzanie) skutkować będzie w dłuższej perspektywie uwidocznieniem się w statystykach zwolnionych pracowników z zamkniętych sektorów oraz regionów. Należy zatem wdrażać wszelkie instrumenty walki z epidemią, którymi nie są lockdowny działalności gospodarczej.

W dalszym ciągu należy mieć na uwadze, że na mapie Polski są powiaty które cechują się wysokim poziomem bezrobocia. Według danych GUS za grudzień 2020, w ponad stu polskich powiatach bezrobocie rejestrowane przekracza poziom 10 proc. Regionalne i branżowe lockdowny, dotykają szczególnie obszary oparte znacząco na turystyce (południowego oraz północnego pogranicza Kraju). W przypadku utraty pracy, szanse na znalezienie zatrudnienia w pochodnej branży lub na terenie danego regionu pozostają niewielkie. Zjawisko to może zwiększyć różnicę pomiędzy poziomem bezrobocia, a dalej płac pomiędzy regionami.

Problemem pozostaje także niższa aktywność zawodowa Polaków w prawie wszystkich kategoriach wiekowych w relacji do aktywności zawodowej w Unii Europejskiej.

W zakresie wynagrodzeń obserwujemy wzrosty nominalnego wynagrodzenia przeciętnego, jednak tempo wzrostów hamuje. Osłabieniu uległo szczególnie tempo wzrostu wynagrodzenia realnego. Wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w 2020 r. wyniosło 5167,47 zł i wzrosło o 5,1% w stosunku do 2019 r. Dynamika wzrostu była niższa niż w poprzednich latach, gdy wzrost wynagrodzeń w sięgał 7,3%. Realne (po uwzględnieniu inflacji) przeciętne wynagrodzenia w 2020 r. wobec 2019 r. wzrosły jedynie o 1,7%. Na osłabienie tempa wzrostu z pewnością wpływ miały zmniejszające się żądania płacowe pracowników w obliczu kryzysu gospodarczego i pozostawanie w zamknięciu kolejnych sektorów. Z drugiej strony, poziom opisanego wcześniej niskiego bezrobocia hipotetycznie powinien mieć większy wpływ na wzrost płacy realnej.

ZPP co pół roku przeprowadza badanie pn. Busometr, tj. Indeks Nastrojów Gospodarczych MSP, który jest wskaźnikiem pokazującym stopień optymizmu małych i średnich przedsiębiorców oraz ich planowane działania w perspektywie najbliższych dwóch kwartałów. O ile polscy przedsiębiorcy relatywnie pesymistycznie oceniają koniunkturę gospodarczą, a komponent inwestycje jest oceniany najniżej w dziesięcioletniej historii badania, tak stosunkowo optymistycznie polskie firmy patrzą na sytuację na rynku pracy. 16% z nich planuję podwyżki, a 14% zwiększenie zatrudnienia. Obecne postrzeganie rynku pracy porównywalne jest do sytuacji z lat 2015 – 2017.

Zmiana komponentu „Rynek pracy” w badaniu Busometr ZPP

Rynek pracy
Źródło: Busometr ZPP, badanie Maison & Partners na zlecenie ZPP, wyniki półroczne, 18.01.2021 r.

Przedsiębiorcy, jak i pracownicy pozostają w dalszym ciągu w niepewności. Do czynników mogących hamować wzrost wynagrodzeń, jak i utrzymanie niskiego bezrobocia należy przede wszystkim niepewność co do decyzji rządowych o charakterze administracyjnym jak i systemowym. Do tych zaliczyć należy wprowadzane bez przewidywalności sektorowe jak i regionalne lockdowny, podatki sektorowe, utrzymywanie wysokiego klina podatkowego pracy, dodatkowe rozwiązania mogące zwiększyć koszty podatkowe dla kodeksowych jak i cywilnych umów o świadczenie pracy, czy dalsze zwiększanie obowiązków administracyjnych wokół zatrudniania (m.in. wprowadzenie rejestru umów o dzieło lub przeregulowanie zapisów dot. pracy zdalnej). Wszystkie wymienione czynniki wpływać będą na ograniczanie chęci podejmowania ryzyka przez przedsiębiorców w postaci zwiększania zatrudnienia czy inwestycji. Działania skutkujące zwiększeniem kosztów zatrudnienia ograniczą także presję na wzrost wynagrodzeń poprzez zmniejszenie efektywności zatrudnienia w Polsce.

Dziś odczuwamy niski poziom bezrobocia. Przed nami znajdują się nadchodzące problemy demograficzne, które przechodzą już w problemy systemu emerytalnego. W kolejnych dekadach spowoduje to poważne problemy także na rynku pracy. W tym kontekście, ZPP po raz kolejny apeluje o wdrożenie rozsądnej polityki migracyjnej oraz wprowadzenie reform systemu emerytalnego. Konieczne są także zmiany systemu opodatkowania pracy. Rewizja polityk socjalnych oraz systemu emerytalnego powinna także być przeprowadzona w kontekście niskiej aktywności zawodowej w Polsce.

Systemy intralogistyczne bazując na robotyce mobilnej – czas na nowy wymiar zautomatyzowania magazynów

Pierwsze pojazdy typu AGV (Automated Guided Vehicles), które w sposób bezobsługowy transportowały gotowe wyroby lub komponenty produkcyjne w zakładach przemysłowych, powstały ponad pół wieku temu. W ciągu ostatnich kilku lat pojawił się także udoskonalony rodzaj wewnętrznego systemu logistycznego oparty o AMR (Autonomous Mobile Robots), czyli autonomiczne roboty mobilne. Metody takiego transportu stają się coraz to popularniejsze w fabrykach, magazynach i wszędzie tam, gdzie istnieje potrzeba zapewnienia powtarzalnych dostaw materiałów. Roboty AGV/AMR, stanowiąc część kompleksowego systemu intralogistycznego wspomagają procesy produkcyjne i logistyczne w kolejnych magazynach. Czym się wyróżniają? Sprawdźmy.

Roboty klasy AGV/ AMR przeznaczone do transportu standardowych palet EPAL/EUR oraz koszy logistycznych – zaprojektowano do autonomicznej pracy pod kontrolą systemu IntraFleet 4.0, zintegrowanego z systemem zarządzania dostawami. Takie rozwiązanie pozwala na równoczesne koordynowanie pracy wielu robotów AMR. Etisoft tworzy także nowego robota AMR w ramach projektu unijnego LOTIS (Low Temperature Intralogistics System), o unikatowych parametrach. Robot będzie mógł pracować w temperaturze poniżej -20°C występujących mroźniach, a dzięki zastosowaniu odpowiednich rozwiązań konstrukcyjnych nie będą mu straszne także silne zapylenie oraz duża wilgoć. 

Kompleksowy system intralogistyczny IntraFleet 4.0

Jakie korzyści biznesowe daje automatyzacja intralogistyki? Poprzez optymalizację procesów intralogistycznych pozwala na obniżenie kosztów oraz zwiększenie bezpieczeństwa transportu wewnętrznego. Etisoft, w ramach wdrożenia, integruje IntraFleet 4.0 z innymi systemami. – Dostosowujemy przy tym roboty do wymagań klienta oraz ograniczeń wynikających z istniejącej infrastruktury zakładu przemysłowego – np. modyfikując ich wymiary,  użyte podzespoły czy zastosowane systemy bezpieczeństwa oraz nawigacji. Aktualnie jest opracowywany system automatycznej wymiany akumulatorów w ramach projektu unijnego HEPIS (High Efficiency and Performance Intralogistics System). Pozwoli on nam na zwiększenie wydajności systemu przy jednoczesnym obniżeniu kosztów funkcjonowania rozwiązania – mówi dr inż. Wojciech Klein. – Zarówno roboty jak i oprogramowanie są zasługą innowacyjnej myśli inżynierskiej Etisoft. Dlatego nasze rozwiązania są elastyczne i odpowiadają na konkretne potrzeby klienta. – dodaje ekspert. Dzięki zastosowaniu wysokiej klasy certyfikowanych systemów bezpieczeństwa, rozwiązanie spełnia najwyższe wymagania w zakresie współpracy robotów z ludźmi. Wydajne i bezpieczne, a do tego efektywne i bardzo uniwersalne, systemy intralogistyczne bazujące na robotyce mobilnej przenoszą procesy produkcyjne i logistyczne w nową erę Przemysłu 4.0.

Systemy intralogistyczne bazujące na robotyce mobilnej w transporcie wewnętrznym

Dzięki robotą typu AGV/AMR, praca człowieka, polegająca na obsłudze transportu, zostaje zredukowania do minimum. Odciążając personel, zwiększa się efektywność logistyki wewnętrznej a ludzi można dedykować do realizacji innych, mniej uciążliwych zadań. System IntraFleet 4.0 zarządza transportem wewnętrznym i optymalizuje go – także w zakresie procesów zarzadzania energią. W zależności od celów biznesowych wyznacza, a następnie poddaje ciągłej analizie oraz aktualizacji ścieżkę krytyczną dla zadanego planu misji. Minimalizuje przy tym ryzyko kolizji i prognozuje zatory. Przyjazny interfejs aplikacji webowej sprawia, że jego obsługa jest bezproblemowa i łatwa do przyswojenia przez pracowników.

Symulacja procesów i profesjonalne wsparcie

Do projektowania systemów intralogistycznych wykorzystuje się wiedzę w obszarze zarządzania wspartą przez nowoczesne technologie. Systemy intralogistyczne dostarczane przed wdrożeniem są poddawane analizie w oparciu o symulację numeryczną w oprogramowaniu FlexSim. Dzięki temu procesy logistyczne projektowane są z uwzględnieniem planu produkcji oraz istniejących zakłóceń procesu, a zaprojektowany system można sprawdzić w warunkach wirtualnych przed jego rzeczywistym wdrożeniem. Bierze się też pod uwagę m.in. infrastrukturę hali produkcyjnej i magazynu, ruch pracowników oraz innych pojazdów a także aspekty bezpiecznego funkcjonowania systemu. Współpraca z firmą, która jest jednocześnie projektantem i producentem robotów oraz oprogramowania, ma wiele innych zalet. Pozwala m.in. w łatwy i szybki sposób wprowadzać niezbędne modyfikacje. Ponieważ Etisoft sam integruje swoje rozwiązania, posiada pełną kontrolę nad efektem końcowym. Klienci z kolei, mając tylko jeden punkt kontaktu, w razie potrzeby nie muszą szukać pomocy w kilku miejscach. W połączeniu z profesjonalnym Service Desk 24/7, mogą liczyć na wsparcie zawsze i wszędzie, kiedy tylko tego potrzebują.

Elastyczność, powierzchnie flex, model hybrydowy i podnajmy. Co przyniesie przyszłość na rynku biurowym?

Kluczowy wpływ na zdefiniowanie dalszego kierunku rozwoju rynku biurowego będzie miało tempo szczepień i rozwój pandemii. Nie sposób jednoznacznie określić, kiedy oraz w jakim wymiarze wrócimy do biur, jednak już dzisiaj obserwujemy ewolucję potrzeb najemców. Jakich biur będą poszukiwać najemcy? Oto cztery trendy na rynku biurowym według Cushman & Wakefield.

Trend 1: Elastyczność

Do czasu ustabilizowania sytuacji epidemicznej dominującą potrzebą uczestników rynku pozostanie elastyczność umożliwiająca szybkie reagowanie na przyszłe zmiany oraz dostosowanie działalności do nowo budowanych strategii – mówi Paulina Miasiak, Partner, Office Agency, Cushman & Wakefield. Według ekspertów elastyczność będzie dla większości najemców kluczowym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji o najmie powierzchni. Ten trend będzie przejawiać się rosnącą presją na skrócenie okresu najmu, możliwością zrezygnowania z części powierzchni czy możliwością alokowania zachęt finansowych.

Trend 2: Powierzchnie Flex

Jednym z elementów, dających większą elastyczność najemcom w budynkach, mogą być powierzchnie typu flex, które właściciel może traktować jako bezpieczny bufor dla firm szukających możliwości ograniczenia kosztów najmu biura. Dużym zainteresowaniem firm będą cieszyć się powierzchnie oferowane jako produkt serwisowany, pozwalający zaspokoić krótkoterminowe potrzeby dotyczące zwiększenia zajmowanej przestrzeni.

Trend 3: Model hybrydowy

Praca zdalna w 100% w nowej rzeczywistości będzie rzadkością, natomiast coraz większym zainteresowaniem po wygaszeniu pandemii będzie cieszyć się praca w modelu hybrydowym, który łączy w różnym stopniu pracę w standardowym biurze z pracą w biurze elastycznym oraz pracę zdalną. Pojęcie środowiska pracy przestało być ograniczone do powierzchni biurowych – dla firm pracujących zdalnie środowisko pracy z konieczności przeniosło się do sieci oraz domów. Przedłużająca się konieczność pracy zdalnej w wielu organizacjach utrwala rozwiązanie tymczasowe jako docelowe. Jeszcze przed pandemią wiele organizacji rozpatrywało wariant pracy zdalnej 1-2 dni w tygodniu jako docelowe założenie elastycznego modelu pracy – Covid-19 jedynie przyśpieszył te zmiany i zwiększył ich zasięg – komentuje Paulina Misiak.

Trend 4: Podnajmy

W ostatnich 12 miesiącach jednym z częstszych sposobów szukania oszczędności przez najemców było oferowanie powierzchni w formie podnajmu. Pomimo rosnącej ilości powierzchni oferowanej w tej formule na rynku biurowym, popyt na nie jest relatywnie niski, a duża konkurencja w postaci biur elastycznych utrudnia pozyskanie najemców. W najbliższych miesiącach będziemy mogli obserwować ograniczenie liczby nowych ofert podnajmu na rynku oraz zdejmowanie z rynku ofert, które nie znalazły podnajemcy.

3 lipca to ostateczny termin pożegnania się z jednorazowymi opakowaniami z tworzyw sztucznych. W życie wchodzi dyrektywa plastikowa

Tworzywa sztuczne stanowią aż 80-85% odpadów w środowisku morskim krajów należących do Unii, z czego 50% to produkty plastikowe, wśród których przodują butelki, kapsle i pokrywki. Odpady w środowisku morskim uznaje się za problem globalny, dlatego Unia Europejska w ramach współpracy na forach międzynarodowych, działa na rzecz poprawy opisanej sytuacji, a kraje członkowskie, w tym Polska, do dnia 3 lipca 2021 roku muszą zastosować się do nowych ustaleń ws. obrotu jednorazowymi produktami z tworzyw sztucznych. Co to oznacza dla branży opakowań gastronomicznych?

„Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/904 ws. zmniejszenia wpływu niektórych produktów z tworzyw sztucznych na środowisko” sporządzona 5 czerwca 2019 roku to dokument, z którego pochodzą powyższe informacje, i to właśnie on nakłada na krajach członkowskich obowiązki w opisanym zakresie.

– Dla branży opakowań gastronomicznych oznacza to wymóg usunięcia z oferty określonych pojemników jednorazowych, które są przeznaczone głównie do przechowywania żywności i napojów, oraz produktów z tzw. oksydegradowalnych tworzyw sztucznych – mówi Karolina Śmietana, dyrektor sprzedaży w Tedmark. – One po prostu przestaną być dostępne u producentów, a stany magazynowe zaczną być wyprzedawane – dodaje. W dyrektywie czytamy między innymi o zakazie wprowadzania produktów z tworzywa sztucznego do obiegu pierwszy raz bądź dostarczania ich na rynek krajowy i krajów członkowskich w celach dystrybucji.

Koniec opakowań jednorazowych? Tak, ale nie wszystkich

Według Dyrektywy „produktem jednorazowego użytku z tworzyw sztucznych” są te opakowania, które nie są zaprojektowane do wielokrotnego użytku – innymi słowy: nie są przeznaczone do powtórnego napełnienia lub użycia do tego samego celu, do którego były pierwotnie przeznaczone. – Wraz z wejściem w życie nowych ustaleń, wszystkie opakowania i pojemniki będą musiały mieć określone znaczenie, które wskazują na to, w jakim stopniu są wykonane z plastiku – mówi Przemysław Tytro, dyrektor generalny Tedmark. – Faktycznie, ze sporym działem produktowym będziemy musieli się pożegnać, jednak zostaną choćby pojemniki PET, a także ekologiczne zamienniki – dodaje. Dyrektywa wymierzona jest bowiem w pojemniki ze spienionego polistyrenu i materiałów innych niż polimer naturalny.

Jako pojemniki na żywność, które należy uznać za produkty jednorazowego użytku, w Dyrektywie wymienione są: „pojemniki na żywność typu fast food lub zawierające zimną lub podgrzaną żywność pudełka na posiłki, kanapki, wrapy i sałatki lub pojemniki na żywność świeżą lub przetworzoną, niewymagającą dalszej obróbki, taką jak owoce, warzywa lub desery”.

Pojemnikami, które nie wpisują się w ustalenia Dyrektywy to takie, które zawierają żywność suszoną lub zimną wymagającą dalszej obróbki, zawierające więcej niż jedną porcję żywności lub zawierające jedną porcję żywności sprzedawane w ilości większej niż jedna sztuka.

Jako pojemniki na napoje, które należy uznać za produkty jednorazowego użytku, w Dyrektywie wymienione są: „butelki na napoje lub wielomateriałowe opakowania na napoje stosowane do piwa, wina, wody, napojów orzeźwiających, soków i nektarów, napojów w proszku lub mleka”.

Kubki na napoje nie wchodzą w zakres ustaleń Dyrektywy, gdyż stanowią odrębną kategorię produktów jednorazowego użytku.

Ponadto Dyrektywa wymienia takie niechciane produkty jak sztućce, talerze, słomki i mieszadełka z tworzyw sztucznych.

Czy 3 lipca 2021 roku jest realnym terminem?

Jak dowiadujemy się z dokumentu, państwa członkowskie UE powinny ustanowić przepisy dotyczące sankcji za naruszenie przepisów krajowych, które zostaną na jej mocy przyjęte. Jak jednak wskazuje Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych, choć w Polsce trwają prace nad przygotowaniem rozwiązań prawnych mających na celu realizację postanowień Dyrektywy, to trudno w tym momencie z całkowitą pewnością określić, czy 3 lipca 2021 będzie dokładnym terminem wprowadzenia rzeczonych przepisów w Polsce. – Niezależnie od tego, kiedy odpowiednie przepisy wejdą w życie, do zmian należy przygotowywać się jak najszybciej. Nie ma takiego scenariusza, który przewidywałby, że producenci nie będą musieli podjąć się tego działania prędzej czy później – komentuje Przemysław Tytro. – Hurtownicy są w lepszej sytuacji, bo nie ma w tym momencie przewidzianego terminu wyprzedania stanów magazynowych – dodaje.

W wakacje lokalna turystyka przeżyje boom. Większość Polaków spędzi urlop w kraju

Blisko połowa Polaków wybiera się w tym roku na wyjazd urlopowy. Głównie są to osoby w wieku 18-35 lat, z wyższym wykształceniem i zarabiające 6-7 tys. zł, z miast liczących 200-499 tys. ludności. Ponad jedna trzecia rodaków planujących tego typu aktywność zamierza udać się za granicę. Prawie dwa razy tyle chce zostać w Polsce. Zagraniczne wojaże najczęściej zapowiadają ankietowani o dochodach powyżej 9 tys. zł netto, z miast liczących 200-499 tys. mieszkańców. Z kolei krajowe kierunki wskazują przeważnie osoby z zarobkami do 3 tys. zł, z miejscowości mających 100-199 tys. ludności.

Jak wynika z najnowszego badania opinii społecznej, przeprowadzonego przez UCE RESEARCH i SYNO Poland, 48,3% Polaków planuje w tym roku wyjazd na urlop wypoczynkowy. Natomiast 29,8% nie ma tego w planach, a 21,9% obecnie jeszcze nie zna odpowiedzi na to pytanie.

– Wyjazdy deklarują osoby znużone ciągłym siedzeniem w domu, szczególnie te, które ostatnio odłożyły trochę pieniędzy. Warto podkreślić, że w tym niepewnym czasie oszczędności Polaków wzrosły o ok. 10%. Taki trend jest teraz obserwowany na całym świecie. To jest tzw. odłożony popyt. Z kolei ludzie, których sytuacja finansowa pogorszyła się, najchętniej zaczęliby wreszcie zarabiać, żeby móc w przyszłości wyjechać na urlop, ale raczej nie w tym roku – mówi Piotr Kuczyński, analityk rynków finansowych.

Z badania wynika, że więcej kobiet niż mężczyzn zamierza w tym roku podróżować. Różnica jest jednak niewielka. Wynosi zaledwie 4,5%. Wyjazdy planują głównie osoby w dwóch grupach wiekowych, tj. od 18 do 22 lat i od 23 do 35 lat – odpowiednio 55,3% i 54,3%. Natomiast najrzadziej deklarują to Polacy mający 56-80 lat – 35,2%. Z kolei patrząc na miesięczne dochody netto, widać, że najczęściej wyjazd urlopowy zapowiadają ankietowani zarabiający od 6 do blisko 7 tys. zł – 63,1%. Na drugim końcu zestawienia są badani osiągający mniej niż 1 tys. zł netto miesięcznie – 28,5%.

– Ewidentnie osiągany dochód jest głównym czynnikiem decydującym o wyjeździe na wakacje. Oczywiście są osoby, które zapożyczają się, żeby móc podróżować. Jednak obecnie ludzie patrzą nie tylko na to, ile mają pieniędzy na koncie w danym momencie. Coraz częściej biorą również pod uwagę, co może zdarzyć się w przyszłości – komentuje ekonomista Marek Zuber.

Wyjazdy zapowiadają przede wszystkim osoby z miast liczących od 200 tys. do 499 tys. i co najmniej 500 tys. mieszkańców – odpowiednio 53,4% i 52%. Najrzadziej planują wycieczki Polacy zamieszkali na wsiach i w miejscowościach mających do 5 tys. ludności – 38,7%. Najwięcej deklaracji dot. podróży jest w woj. dolnośląskim i kujawsko-pomorskim – 60,8% i 53,3%.

– W największych aglomeracjach mieszkają zazwyczaj osoby osiągające wysokie dochody. I to może mieć wpływ na to, że właśnie one najczęściej deklarują wyjazdy urlopowe w tym roku. Jeśli chodzi o konkretne województwa, to znaczenie ma położenie geograficzne. I tak np. Polacy żyjący w dolnośląskim mogą częściej myśleć o wycieczkach do Europy Zachodniej w celu zmiany otoczenia – wyjaśnia Piotr Kuczyński.

Ponadto badanie wykazało, że w grupie Polaków planujących wyjazdy 31,7% osób wybiera się na urlop za granicą. Z kolei 61,8% respondentów zamierza wypoczywać w kraju. Tylko 6,5% ankietowanych jest niezdecydowanych.

– W przypadku celu podróży większe znaczenie mają kwestie epidemiczne niż finansowe. W czasie pandemii większość Polaków jednak bezpieczniej czuje się we własnym kraju, chociaż niemal na całym świecie ma dostęp do usług medycznych. Ludzie chcą przede wszystkim uniknąć niepotrzebnych problemów na lotniskach i przejściach granicznych w przypadku ewentualnych zakażeń – stwierdza Marek Zuber.

Zagraniczne podróże częściej zapowiadają mężczyźni niż kobiety. Różnica wynosi 6,3%. Dalsze wyjazdy wskazują głównie ankietowani mający od 18 do 22 lat – 42,9%, z wykształceniem podstawowym i gimnazjalnym – 55,5%, a także badani o dochodach powyżej 9 tys. zł netto – 60%. Najczęściej wyjazdy do innych krajów planują też Polacy z miast, w których żyje 200-499 tys. ludności – 38,1%. I co ciekawe, jedynie wśród mieszkańców województwa pomorskiego przeważają deklaracje o urlopie za granicą nad tymi dot. wypoczynku w Polsce – 53,5% vs 46,5%.

– Kluczowe znaczenie może mieć świadomość konsekwencji dalekiego wyjazdu w sytuacji ryzyka zakażeniem koronawirusem. Osoby młode i mniej wykształcone mogą nie brać tak bardzo pod uwagę ewentualnych zagrożeń, jak ludzie starsi i bardziej doświadczeni życiowo – uważa Marek Zuber.

Do tego można dodać, że urlop w kraju planują głównie osoby w wieku 56-80 lat – 79,6%, zarabiające od 1 do blisko 3 tys. zł – 73%, z miejscowości liczących 100-199 tys. mieszkańców – 64,2%. Najwięcej takich deklaracji jest w woj. opolskim – 88,8%.

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI w 2. i 3. tygodniu lutego 2021 roku, przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla sieci portali miejskich Twoje-Miasto.pl. Wzięło w nim udział 1026 Polaków w wieku 18-80 lat. Próba była reprezentatywna pod względem płci, wieku, wielkości miejscowości, wykształcenia oraz regionu.

EdTech Preply z 35 mln dolarów dofinansowania

Preply, spółka działająca w branży EdTech, zdobyła dodatkowe 35 mln USD finansowania. To kwota wyższa od całkowitej kwoty finansowania platformy od roku 2013. W rundzie inwestycyjnej w roli anioła biznesu uczestniczyli m.in. Przemysław Gacek, współzałożyciel Grupy Pracuj, Niklas Ostberg – dyrektor generalny Delivery Hero oraz Arthur Kosten, współzałożyciel Booking.com.

40 000 nauczycieli i setki tysięcy uczniów

Preply to platforma do uczenia się online łącząca ponad 40 000 nauczycieli uczących 50 języków z setkami tysięcy uczniów w 180 krajach na całym świecie. Dzięki algorytmowi pozwalającemu dopasować korepetytora do ucznia polecani korepetytorzy tworzą plany lekcji dopasowane do indywidualnych potrzeb ucznia oraz do jego budżetu, harmonogramu oraz obecnego poziomu wiedzy. Codziennie kilkadziesiąt tysięcy uczniów uczy się u nauczycieli 160 narodowości.

Preply został założony w 2013 r. przez ukraiński zespół, w którego skład wchodzili: Kirill Bigai, Serge Lukyanov and Dmytro Voloshyn. W swoich biurach w Kijowie oraz Barcelonie spółka zatrudnia 250 pracowników 36 narodowości.

Czterokrotny wzrost liczby uczniów i korepetytorów

Runda inwestycyjna została poprowadzona wspólnie przez Owl Ventures oraz Full In Partners, przy udziale poprzednich inwestorów Point Nine Capital, Hoxton Ventures, jak również EduCapital, All Iron, Diligent Capital oraz Evli Growth Partners. W rundzie inwestycyjnej uczestniczyły również anioły biznesu: Niklas Ostberg – współzałożyciel i dyrektor generalny Delivery Hero, Arthur Kosten – współzałożyciel Booking.com, Przemyslaw Gacek – współzałożyciel Grupy Pracuj, oraz David Helgason – współzałożyciel Unity Technologies.

Obecny rok jest wyjątkowy dla Preply, biorąc pod uwagę czterokrotny wzrost liczby aktywnych uczniów i korepetytorów, wartości handlowej brutto oraz całkowitych przychodów. Ten ogromny wzrost można przypisać w części tendencji związanej z przejściem na systemy e-learningowe, która była widoczna jeszcze przed wybuchem pandemii COVID-19, a przyspieszyła w związku z lockdownem wprowadzanym po wybuchu pandemii. Ponadto te nadzwyczajne zyski korelują ze sposobem łączenia przez Preply podejścia kierowanego przez człowieka z autorskim programem nauczania obejmującym całość nauczania z elementami sztucznej inteligencji. Technologia ta znacznie wydłużyła czas, jaki każdy uczeń spędza na platformie, co skutkowało zwiększeniem liczby zakupionych lekcji przez jednego ucznia o 16%.

Jeden z największych rynków w Europie

Polska jest jednym z największych rynków Preply w Europie z dużym potencjałem jeżeli chodzi o naukę języków obcych ogółem, a w szczególności naukę języka angielskiego. 70% uczniów w Polsce uczy się języka angielskiego, na kolejnych miejscach plasuje się język hiszpański, niemiecki i francuski. W Polsce popularnym przedmiotem jest również język polski – ten popyt na naukę języka polskiego generują pracownicy relokowani do Polski, osoby powracające do kraju oraz studenci z innych państw studiujący w Polsce. Oprócz wskazanych powyżej popularnych języków mamy także uczniów, którzy uczą się takich języków jak tagalog, kataloński, a nawet łacina. Polscy uczniowie korzystają z platformy w szczególności w celu udoskonalania swoich umiejętności zawodowych (45%), umiejętności w zakresie konwersacji (25%) oraz przygotowania się do przeniesienia za granicę (12%).

Dodatkowo język polski jako przedmiot nauczania znajduje się na liście 15 najpopularniejszych języków w Preply, a 70% polskich nauczycieli to osoby, które urodziły się w Polsce. Obecnie na platformie Preply uczą się uczniowie z ponad 50 krajów, a do największych krajów pod względem popytu należy Białoruś, Wielka Brytania, Ukraina oraz Stany Zjednoczone.

Rozwój spółki dzięki finansowaniu

Dyrektor generalny Preply Kirill Bigai powiedział: „Wynik tej rundy inwestycyjnej to wyjątkowe osiągnięcie dla całego zespołu, ukoronowanie wspaniałej przygody ostatnich lat. Dzięki nowemu finansowaniu będziemy mogli zająć się wieloma strategicznymi priorytetami, ponieważ mamy w planach podwojenie liczby naszych zasobów ludzkich we wszystkich oddziałach i lokalizacjach. Zapewnimy uczniom i korepetytorom więcej wartości poprzez udoskonalenie systemów wsparcia i wzmocnienie doświadczeń w zakresie sal wykładowych i programu zajęć, które okazały się już wartościowym doświadczeniem”.

Kirill Bigai dodaje: „Mamy także wielkie plany związane ze wzmocnieniem naszej działalności w sektorze B2B – oczekujemy, że w kolejnych latach znacznie większa cześć naszych przychodów będzie pochodziła z tej działalności. W ramach utrzymania pozycji lidera w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej będziemy dywersyfikować nasze środki medialne i marketingowe w celu zbudowania marki rozpoznawalnej na całym świecie. Osobiście najbardziej cieszy mnie perspektywa wejścia na nowe, obiecujące rynki w celu urzeczywistnienia naszej misji, jaką jest kształtowanie przyszłości efektywnego uczenia się”.

Ross Darwin, dyrektor naczelny Owl Ventures, informuje: „Jako spółka, której działalność skupia się na skalowaniu firm zajmujących się przemieniającym nauczaniem z wielkim optymizmem patrzymy na rynek nauki języków obcych online, którego wartość do roku 2024 jest szacowana na poziomie ponad 21 miliardów USD. Z wielką przyjemnością inwestujemy w Preply i jesteśmy przekonani, że uda się im zdobyć istotną część tego rynku”.

Jak powiedziała Jessica Davis – współzałożycielka i dyrektor zarządzająca Full In Partners: „Wielkie wrażenie zrobił na nas zupełnie inny i wysoce skalowany model uczenia się języków wykorzystywany przez Preply. Od dziesięciu lat inwestujemy w branżę edtech oraz przedsiębiorstwa działające na tym rynku, a Preply naprawdę wyróżnia się silnym przywództwem, dużym tempem rozwoju oraz możliwościami wynikającymi z rynku greenfield”.

Wicepremier Gliński: Igrzyska europejskie to szansa dla Polski w wielu wymiarach. Mogą być pierwszym krokiem w kierunku organizacji igrzysk olimpijskich

0

We wstępnym programie III Igrzysk Europejskich w 2023 roku jest już 26 dyscyplin sportowych. Ich pełna lista będzie znana po zakończeniu rozmów ze wszystkimi europejskimi federacjami, które mają potrwać do końca kwietnia. Przedstawiciele rządu wskazują, że impreza ma być bodźcem dla  rozwoju gospodarczego tych regionów, które wezmą udział w organizacji imprezy. Skorzystają zwłaszcza takie sektory jak np. turystyka, która najdotkliwiej ucierpiała w wyniku pandemii. To m.in. dlatego obok Krakowa i Małopolski w organizację igrzysk chce włączyć się też Śląsk, którego atutem jest rozwinięta infrastruktura sportowa dla lekkoatletyki.

 Igrzyska europejskie są dla Polski szansą w wielu wymiarach. Rzadko organizujemy tak duże imprezy sportowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Piotr Gliński, wicepremier i minister kultury, dziedzictwa narodowego i sportu. – Współczesny sport jest bardzo ważnym elementem kultury i miejscem wymiany doświadczeń, przepływów międzykulturowych. Jednak znaczenie tej imprezy może być znacznie większe niż tylko sportowe, bo również wizerunkowe, promocyjne i dlatego warto je wspierać.

Igrzyska europejskie to sztandarowa, największa multidyscyplinarna impreza sportowa w Europie. Odbywa się co cztery lata, z udziałem 50 reprezentacji krajów europejskich. W czerwcu 2019 roku na posiedzeniu zgromadzenia Stowarzyszenia Europejskich Komitetów Olimpijskich (EOC) zapadła jednogłośna decyzja o powierzeniu organizacji III Igrzysk Europejskich 2023 Krakowowi i Małopolsce.

8 marca w Centrum Olimpijskim PKOl odbyło się spotkanie dotyczące najważniejszych kwestii związanych z organizacją imprezy. Uczestniczyli w nim m.in. prezes Stowarzyszenia Europejskich Komitetów Olimpijskich Niels Nygaard, prezes PKOl Andrzej Kraśnicki oraz wicepremierzy Jacek Sasin i prof. Piotr Gliński, którzy podtrzymali pełne rządowe poparcie dla organizacji tego wydarzenia.

– Polski rząd jest gotowy poprzeć tę ideę. Jesteśmy bardzo zainteresowani tym, żeby igrzyska europejskie odbyły się w Polsce. Mamy nadzieję, że to będzie Małopolska, Kraków i Śląsk. Organizatorami są województwa i samorządy lokalne, ale oczywiste jest, że my także ze szczebla rządowego będziemy wspierać to przedsięwzięcie w wymiarze organizacyjnym i finansowym – deklaruje prof. Piotr Gliński.

Jak ocenia, Kraków i Małopolska pod względem infrastruktury sportowej są już dobrze przygotowane do organizacji III Igrzysk Europejskich, które odbędą się w 2023 roku. Gotowość do współorganizowania tej imprezy wyraziło także województwo śląskie, a jego marszałek Jakub Chełstowski przekazał już do PKOl i EOC list intencyjny w tej sprawie.

– Śląsk nieprzypadkowo wspiera tę ideę, ponieważ ma wspaniałą infrastrukturę dla lekkoatletyki, przede wszystkim Narodowy Stadion Lekkoatletyczny w Chorzowie, a bardzo chcielibyśmy, żeby to była jedna z dyscyplin na igrzyskach – wskazuje minister kultury, dziedzictwa narodowego i sportu. – To jest rzecz bardzo istotna, że nakłady rządu nie będą astronomiczne, jeśli w oparciu o istniejącą infrastrukturę i niewielkie inwestycje będziemy w stanie sprawnie przeprowadzić tę imprezę.

 Tworzy się już komitet organizacyjny w Krakowie. Pokieruje nim marszałek województwa małopolskiego. Dobiegają końca rozmowy dotyczące dyscyplin sportowych. Na podstawie ich wyniku  będziemy określać konkretne miejsca. Dzisiaj rozpatrujemy Kraków, Małopolskę i Śląsk. Chcemy, aby igrzyska były na najwyższym poziomie, ale i na racjonalnych zasadach. Dzisiaj na pewno musimy ograniczyć koszty i stworzyć warunki, aby to wydarzenie promowało Polskę z najlepszej strony. Czas, w którym realizujemy to przedsięwzięcie, jest niezwykle trudny – dodaje prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Andrzej Kraśnicki.

III Igrzyska Europejskie 2023 mają być nie tylko świętem sportu, lecz także mogą stanowić bodziec dla rozwoju gospodarczego regionów, które wezmą udział w organizacji imprezy. Skorzystają na niej zwłaszcza takie sektory jak turystyka, która jest jedną z branż najbardziej poszkodowanych w wyniku pandemii.

– Tego typu duża międzynarodowa impreza zawsze ma walor promocyjny. Polska zbliży się do innych krajów, do obiegu międzynarodowego w obszarze sportu i kultury, bo chcielibyśmy, żeby kultura też była włączona w te igrzyska – wskazuje prof. Piotr Gliński.

– Poprzednie edycje igrzysk, które odbyły się w Baku oraz Mińsku, bardzo różniły się od tych, które mają się odbyć w Polsce. Było mniej dyscyplin sportowych, ale to był też bardzo dobry początek – przekonuje Niels Nygaard, pełniący obowiązki prezesa Stowarzyszenia Europejskich Komitetów Olimpijskich.

Dzisiaj jesteśmy na etapie wyboru sportów, a po dokonaniu tego wyboru stworzymy polskim sportowcom warunki do przygotowań na najwyższym poziomie. Dyscypliny wyłonione w ramach igrzysk europejskich otrzymają specjalne możliwości i specjalne środki – zapowiada Andrzej Kraśnicki.

Jak dotąd we wstępnym programie igrzysk znalazło się 26 dyscyplin sportowych, a ich pełna lista będzie znana po zakończeniu rozmów ze wszystkimi europejskimi federacjami. EOC podpisał już umowy z 13 z nich, a w tej chwili toczą się intensywne rozmowy m.in. z Europejskim Stowarzyszeniem Lekkiej Atletyki.

 Chcemy, żeby te rozmowy zostały zakończone do końca kwietnia – wskazuje Andrzej Kraśnicki.

Stowarzyszenie Europejskich Komitetów Olimpijskich prowadzi także rozmowy z federacjami dotyczące tego, aby wszystkie dyscypliny sportowe ujęte w programie III IE w 2023 roku umożliwiały kwalifikację do igrzysk olimpijskich, które odbędą się w Paryżu rok później.

– Igrzyska Europejskie 2023 są bardzo ważne dla światowego sportu. Europa jest najsilniejszym kontynentem pod względem wyników sportowych, więc igrzyska te będą miały istotny wpływ również na resztę świata – podkreśla Niels Nygaard. – Udział Polski w sporcie jest niezwykły, obserwujemy ogromne zainteresowanie, ludzie kochają sport, a wrażenia z licznych dużych imprez sportowych organizowanych w tym kraju są bardzo pozytywne. Dlatego igrzyska w 2023 roku będą wspaniałym wydarzeniem.