Europejski przemysł w stagnacji

Na początku tygodnia zostały opublikowane grudniowe wyniki produkcji przemysłowej w Niemczech. Dane pokazują, że sektor ten znajduje się obecnie w stanie stagnacji. W ujęciu miesiąc do miesiąca jej wyniki pozostały bez zmian. W ujęciu rok do roku spadła o 1% i tego też spodziewali się analitycy.

W podobnej sytuacji są również Czechy. Tutaj przemysł praktycznie się zatrzymał, rosnąc o 0,5% rok do roku. Sytuacja w sektorze wytwórczym jest zatem daleka od ideału, ale w porównaniu z sektorem usług, w przemyśle nie odnotowano większych problemów.

Na tle innych krajów polski przemysł ma się dość dobrze. Wynika to jednak prawdopodobnie z faktu, że w Polsce zastosowano łagodniejsze obostrzenia przeciwko koronawirusowi, niż w krajach sąsiednich. Obecnie sektor produkcyjny pozostaje stosunkowo odporny na pandemię.

Kurs złotego do euro nie utrzymywał się długo poniżej 4,50 PLN/EUR. Choć w ostatnich dniach oscylował na poziomie 4,47, to na koniec tygodnia kurs wzrósł do 4,51 PLN/EUR. W tym tygodniu eurodolar wzrósł i w piątek rano osiągnął poziom 1,211 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

NBP pomoże bankom przewalutować CHF

Narodowy Bank Polski zaangażował się właśnie w proces przewalutowania kredytów frankowych. Patrząc na brak sukcesów na tym polu nie można mieć wielkich oczekiwań, z drugiej strony prezes NBP myśli o reelekcji, a sukces jest potrzebny.

NBP wkracza do gry

Temat kredytów frankowych niespodziewanie wraca na pierwsze strony gazet. Rozważany jest wariant powrotu do punktu startowego i zmiany waluty na PLN z CHF ze wszystkimi konsekwencjami tego, jakby wtedy brany był kredyt złotowy. Jest to oczywiście manewr korzystniejszy dla frankowiczów niż pozostanie w obecnej sytuacji. Pytanie pozostaje tylko, czy kredytobiorcy podbudowani niektórymi wyrokami sądów nie będą chcieli dla siebie jeszcze więcej, tym samym nie zgadzając się na ugodę. Kto pokryje straty banków, bo skoro przewalutowanie jest dobrowolne, to wątpliwe, że bank nie straci na procesie? Wygląda na to, że pomocną dłoń wyciąga NBP.

Dobre dane z Wysp

Wielka Brytania pokazuje po raz kolejny, że analitycy w zbyt czarnych barwach widzieli konsekwencje brexitu. Wyniki gospodarki nie powalają, ale regularnie okazują się lepsze od oczekiwań. Dzisiejszy pakiet tylko potwierdza tę obserwację. PKB w czwartym kwartale wzrosło o 1%, a nie jak oczekiwano o 0,5%. Przełożyło się to na mniejszy roczny spadek w grudniu, wynoszący 6,5%. Produkcja przemysłowa w ciągu roku spada o 3,3%, to również 0,5% mniejszy spadek niż oczekiwali analitycy. Nie może zatem dziwić, że funt wyraźnie zyskuje na wartości od wyjścia z Unii Europejskiej.

Bezrobocie w USA spada wolniej, niż sądzono

Wczorajsze dane z USA na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych niby spadły względem zeszłego tygodnia, jednak spadek był znacznie mniejszy niż oczekiwania analityków. Problemem jest istniejąca obecnie stabilizacja w okolicach 800 tysięcy wniosków tygodniowo, czyli trzykrotnie wyższym poziomie niż obserwowany przed pandemią. To właśnie problem z powrotem rynku pracy na stare tory jest jednym z problemów, z którymi obecnie boryka się gospodarka USA. W rezultacie dolar słabnie ostatnimi czasy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Korona norweska najsilniejszą walutą

Norwegia, jako jedna z nielicznych w Europie, uniknęła spadku PKB w ostatnim kwartale 2020 r. W tym samym okresie gospodarka Polski skurczyła się o 0,7 proc. w porównaniu z poprzednim kwartałem, a strefa euro najprawdopodobniej zanotowała spadek PKB przekraczający 0,5 proc. Nie powinno zatem specjalnie zaskakiwać, że to właśnie korona norweska wiedzie prym w notowaniach głównych walut – pisze Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Korona norweska zepchnęła z tronu inną walutę skandynawską – koronę szwedzką. W tym roku pogorszenie sytuacji epidemicznej i bardziej sformalizowane restrykcje przekładają się na jej osłabienie, ale wciąż za szwedzką walutę płacimy 10 proc. więcej niż przed rokiem i ma ona przed sobą dobre perspektywy ze względu na relatywnie wysokie wartości barometrów koniunktury. Wracając do korony norweskiej, swoją siłę zawdzięcza m.in. stosunkowo łagodnemu przejściu Norwegii przez drugą falę pandemii oraz odporności koniunktury. W całym 2020 r. norweska gospodarka skurczyła się o ok. 3 proc., a w tym roku ma szansę odbić o nawet 5 proc. Ścieżka wzrostu przez koronakryzys jest zatem bliźniacza do polskiej i, podobnie jak w przypadku złotego, jednoznacznie przemawia na korzyść waluty – analizuje Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Norweska gospodarka znacznie szybciej niż Euroland ma powróci do punktu sprzed wybuchu pandemii. Z szoku szybko otrząśnie się również rynek pracy i już w przyszłym roku bezrobocie ponownie ma spaść poniżej 4 proc. Duża w tym zasługa potężnego bodźca fiskalnego. Rząd głęboko sięgnął do kieszeni: pierwszy raz od pierwszej połowy lat 90. poprzedniego wieku zanotowano deficyt budżetowy. Rządzący nie bali się przy tym wykorzystać również potężne kwoty (odpowiadające kilku procentom PKB) z funduszu naftowego. Doszło do sytuacji bezprecedensowej: pierwszy raz w historii wydatki Norwegii przewyższały przychody. Kondycja gospodarki to zatem atut korony norweskiej, ale sprzyjających jej czynników jest znacznie więcej.

Norwegia pierwsza podniesie stopyCinkciarz.pl_Norwegia pierwsza podniesie stopy

W kryzysowym 2020 r. banki centralne maksymalnie zredukowały koszt pieniądza. Nie inaczej było w przypadku Norwegii, gdzie stopy zredukowano do zera z 1,50 proc. W gronie walut gospodarek rozwiniętych norweski bank centralny jest jednak jedynym, który już teraz sposobi się do podwyżek stóp procentowych.

Stanowisko władz monetarnych mocno kontrastuje m.in. z nastawieniem Europejskiego Banku Centralnego, ale też Narodowego Banku Polskiego, którym znacznie bliżej jest przecież do rozważania kolejnych cięć, niż szykowania się do porzucenia pandemicznego, ratunkowego kształtu polityki. Obecnie inwestorzy wycenili już, że w najbliższych dwunastu miesiącach stopy w Norwegii zostaną podwyższone o 20 punktów bazowych, co w przestrzeni walut G-10 jest ewenementem. Jednocześnie jest to jednoznacznie pozytywny wyróżnik, a pamiętajmy, że rozbieżności w drogach obranych przez banki centralne to uniwersalny i najważniejszy czynnik wpływający na kurs walutowy.

Co stoi za takim nastawieniem Norges Bank? Oczywiście ważna jest stosunkowo dobra koniunktura oraz wysokie dynamiki inflacji. W przypadku najważniejszego w oczach decydentów wskaźnika bazowego roczny wzrost wynosił w 2020 r. nawet 4 proc. rok do roku, co przy celu inflacyjnym na poziomie 2 proc. musiało podnieść alarm w banku centralnym. Wprawdzie dynamika kluczowych cen mniej zmiennych kategorii dóbr zaczęła hamować, to proces ten zachodzi wolniej, niż można było zakładać. Dobra koniunktura i szybka poprawa na rynku pracy sugerują, że uporczywa inflacja będzie nie do zaakceptowania przez władze monetarne Norwegii. Co kluczowe, nie mają one obecnie najmniejszych obiekcji wobec siły waluty. Wręcz odwrotnie: załamanie kursu w pandemicznym kryzysie mocno wywindowało ceny importowanych towarów, a umocnienie korony ma odegrać rolę ważnego elementu w walce z presją cenową – mówi Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

O podwyżkach stóp nie byłoby jednak pewnie mowy, gdyby nie zaniepokojenie, że rozgrzany do czerwoności rynek nieruchomości może w przyszłości zagrażać stabilności finansowej. Oczywiście zerowe stopy procentowe to woda na młyn dla tej tendencji – ogólnokrajowy wskaźnik cen domów bije rekordy, a w czasie pandemii poszybował o ok. 7 proc. W parze z bańką pęczniejącą na tym rynku idzie wzrost zadłużenia gospodarstw domowych. To właśnie ta kombinacja sprawia, że Norges Bank za konieczne uznaje wycofanie się z poluzowania dokonanego w 2020 r.

Inwestycyjne mody sprzyjają koronieCinkciarz.pl_korona norweska najsilniejszą walutą

Głównym motywem inwestycyjnym na 2021 r. jest tzw. trend reflacyjny. Jest to oczekiwanie, że odbicie gospodarek z pandemicznego dołka napędzane gigantycznym, ogólnoświatowym wsparciem bodźca fiskalnego oraz ekstremalnie łagodną polityką banków centralnych będą skutkować globalnym nasileniem się presji inflacyjnej. Potężne łagodzenie fiskalne i monetarne pod postacią pęcznienia bilansów banków centralnych to prosty przepis na silny wzrost podaży pieniądza. W takim otoczeniu, którego podstawową cechą są jednoznacznie ujemne realne stopy procentowe (rosnąca inflacja przy zerowych stopach banków centralnych), uczestnicy rynku stawiają na wysokie stopy zwrotu na rynkach akcji, surowców oraz napływy kapitału na rynki wschodzące.

Profil korony norweskiej, która tradycyjnie silnie powiązana jest z globalną koniunkturą, nastrojami inwestycyjnymi oraz przede wszystkim z rynkiem surowców energetycznych, stawia tę skandynawską walutę w pierwszym rzędzie beneficjentów rynkowego otoczenia w 2021 r. Już teraz poprawiająca się sytuacja epidemiczna w USA i postępujące programy szczepień budzą nadzieje na szybkie nasilenie się popytu na paliwa. W połączeniu z ogólnoświatowym spadkiem aktywności wydobywczej oraz zarządzaniem przez kartel OPEC i jego sojuszników poziomem produkcji skutkuje to silnymi zwyżkami cen ropy na światowych giełdach. Baryłka Brent w Londynie wyceniana była w tym tygodniu na ponad 61 dolarów. Kosztowała zatem najwięcej od roku, drożejąc w minionych tygodniach o niemal 20 proc. – mówi Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.Cinkciarz.pl_drożejąca ropa winduje kurs korony

Ulubieniec inwestorów mimo skaz

Tendencja ta istotnie przyczyniła się do tego, że korona norweska w ostatnich dniach wymazała całość pandemicznego osłabienia względem euro. Doszło do tego nawet pomimo przejściowego pogorszenia sytuacji epidemicznej, skutkującego ostrym lockdownem w rejonie stolicy kraju. Inwestorom niespecjalnie przeszkadza też wolny przebieg programu szczepień. W Norwegii, podobnie jak w Unii Europejskiej, zaszczepionych jest 5 proc. mieszkańców kraju. Jest to wynik znacznie gorszy niż w USA czy w Wielkiej Brytanii, gdzie 20 proc. populacji jest już po szczepieniach. Dodajmy, że w tym roku funt szterling właśnie z tego powodu jest jedyną z najważniejszych walut, która koronie norweskiej dotrzymuje kroku.

Kurs EUR/NOK obrał kierunek na 10,00, a prognozy walutowe Cinkciarz.pl zakładają, że poziom ten zostanie osiągnięty w kolejnych miesiącach. Polityka pieniężna, globalne odbicie wzrostu i dobra koniunktura na rynku surowców energetycznych pozwolą koronie zachować siłę także w szerszym horyzoncie. Kurs NOK/PLN dotarł w styczniu do ponad 0,44 i przyjmował wartości najwyższe od 2019 r. Nie widać potencjału do tego, żeby złoty w najbliższych tygodniach umacniał się, przede wszystkim ze względu na nastawienie NBP. W rezultacie, kurs korony, który w ostatnich miesiącach wystrzelił o 10 proc. i obecnie przybiera wartość mieszczącą się w 3 proc. najwyższych w ostatnim roku, powinien utrzymywać się na wysokich pułapach. Nawet, gdy złoty zacznie wyraźniej się umacniać, co może mieć miejsce w drugim kwartale, korona norweska powinna być w gronie najmniej taniejących walut – podsumowuje Bartosz Sawicki, analityk Cinkciarz.pl.

Urzędy skarbowe wykorzystują COVID jako wymówkę do wstrzymywania firmom zwrotów VAT

Postanowieniem z kwietnia 2020 r. naczelnik urzędu skarbowego przedłużył do 30 września 2020 r. termin zwrotu spółce nadwyżki zapłaconego przez nią VAT. W uzasadnieniu konieczności dłuższego przetrzymania należnych przedsiębiorcy pieniędzy powołał się m.in. na panującą w Polsce pandemię koronawirusa, wpływającą na tok czynności weryfikacyjnych. Postanowienie to uchylił sąd, podnosząc, że organ w żaden sposób nie wyjaśnił, dlaczego i jak COVID wpływa na spowolnienie kontroli podatkowej i czynności sprawdzających w spółce.

Polska spółka w ramach świadczenia kompleksowych usług wspierających prowadzenie biznesu oferuje wykonanie niezbędnych czynności związanych z organizacją i wsparciem działalności gospodarczej, powiązanych z usługami outsourcingu dla polskich i zagranicznych klientów. Jednym z głównych odbiorców zagranicznych jej usług jest maltańska spółka Ltd. Współpraca ta nie spodobała się jednak polskim organom skarbowym – fiskus zanegował wystawioną Maltańczykom fakturę na 280 tys. zł netto.

Organ musiał dodatkowo zweryfikować zagraniczne transakcje spółki

W lipcu 2019 r. naczelnik urzędu skarbowego wszczął wobec spółki kontrolę podatkową w zakresie jej rozliczeń w podatku VAT za okres od kwietnia 2018 r. do marca 2019 r. W marcu 2020 r. spółka złożyła deklarację VAT-7 za luty 2020 r. z wykazaną do zwrotu kwotą blisko 39 tys. zł nadwyżki podatku naliczonego nad należnym, w 60-dniowym ustawowym terminie – do 25 maja 2020 r.

Po analizie deklaracji organ stwierdził, że w objętym nią okresie spółka dokonywała analogicznych jak w okresie objętym ww. kontrolą transakcji z maltańską spółką Ltd. Polska firma świadczyła na rzecz maltańskiej spółki kompleksowe usługi wspierające prowadzenie biznesu poprzez organizację i wsparcie działalności gospodarczej wraz z usługami outsourcingu. Polegały one m.in. na: bieżącej obsłudze księgowej, prowadzeniu ewidencji dokumentów, obsłudze zawieranych umów, organizacji usług doradztwa podatkowego i doradztwa prawnego.

Ze złożonego przez firmę pliku JPK za luty 2020 r. wynika, że wystawiła ona maltańskiej spółce fakturę sprzedaży z tytułu tych usług na kwotę 280 tys. zł netto. Ponieważ również w poddanym aktualnie toczącej się kontroli podatkowej okresie kwiecień 2018 r. – marzec 2019 r. organ ujawnił analogiczne transakcje z przedsiębiorcą z Malty, naczelnik urzędu skarbowego stwierdził konieczność przeprowadzenia wobec polskiej spółki dodatkowej weryfikacji zasadności zwrotu VAT za luty 2020 r.

Przedsiębiorca nie rozumiał przesłanek dalszego wstrzymywania zwrotu VAT

Spółka wniosła od tego postanowienia odwołanie, podnosząc m.in., że nie zawiera ono uzasadnienia, które wskazywałoby przyczynę i uwiarygodniałoby konieczność dalszego przetrzymywania zwrotu VAT, a przede wszystkim brak w nim wskazania ku temu podstaw prawnych. Przedsiębiorca podkreślił, że naczelnik urzędu skarbowego nie wyjaśnił przesłanek, jakimi kierował się, załatwiając tę sprawę.

Na straży budżetu państwa

Dyrektor izby administracji skarbowej jako organ odwoławczy w lipcu 2020 r. utrzymał w mocy postanowienie naczelnika. Jak wyjaśnił, świadczenie przez przedsiębiorcę tego typu usług o charakterze niematerialnym uzasadnia słuszność podjęcia przez organ I instancji decyzji o konieczności głębszej weryfikacji powstałych w ramach tych usług rozliczeń. Co więcej, w toku prowadzonej przez ten organ kontroli stwierdzono liczne transakcje z podmiotami powiązanymi ze sobą osobowo lub kapitałowo, co budzi uzasadnione wątpliwości co do rzeczywistego celu ich zawierania, jak i obawy o możliwość wystąpienia w ich wyniku negatywnych skutków dla skarbu państwa. Aby uchronić go przed ewentualnym nienależnym uszczupleniem w podatku VAT, organy muszą sprawdzić, czy wykazane przez firmę w deklaracji informacje odzwierciedlają rzeczywisty stan faktyczny.

Działania organów naruszają podstawowe reguły postępowania

Sąd, do którego skargę na takie rozstrzygnięcie organu odwoławczego wniosła spółka, uchylając postanowienie dyrektora izby administracji skarbowej, utrzymujące w mocy postanowienie organu I instancji przedłużające spółce termin zwrotu, zauważył, że nie wskazuje ono wątpliwości, jakie stanowiły podstawę do tego przedłużenia, a jego uzasadnienie jest lakoniczne i nieprzekonujące. Brak w nim wykazania, które z czynności weryfikacyjnych pozostają w toku i co jest ich przedmiotem.

Jak zauważył sąd, dodatkowe weryfikowanie zasadności zwrotu VAT jest odstępstwem od zasady neutralności tego podatku. Dlatego też dopuszczalne jest tylko wówczas, gdy występują uzasadnione wątpliwości co do jego zasadności. Organ, podejmując decyzję o przedłużeniu terminu zwrotu VAT przedsiębiorcy, musi więc wykazać, że istnieją okoliczności, które tłumaczą potrzebę dodatkowej weryfikacji. Dodatkowo każdorazowo zobligowany jest wskazać, dlaczego uważa, że te właśnie okoliczności tłumaczą konieczność dalszego wstrzymywania zwrotu. A spełnienia tych wymogów prawnych postanowienia organów obu instancji nie spełniają.

„Powodem niedokonania zwrotu nie może być tylko sam fakt wydania postanowienia i powołanie się na ogólne powody dalszej weryfikacji, zwłaszcza gdy te same ogólnie jedynie nakreślone przyczyny stanowią podstawę kolejnego przedłużenia terminu dokonania zwrotu. (…) Takie postępowanie narusza podstawowe zasady procedury podatkowej (…): działania organu na podstawie przepisów prawa, prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie do organów oraz wyjaśnienia zasadności przesłanek, którymi kieruje się organ przy załatwieniu sprawy” (wyrok WSA w Warszawie z 3 grudnia 2020 r., sygn. akt III SA/Wa 1721/20).

Epidemia COVID-19 jako nowa wymówka fiskusa dla niezwracania VAT przedsiębiorcom

To, że organy skarbowe w sprawach przedsiębiorców naruszają podstawowe reguły prawne prowadzenia postępowań podatkowych, nie jest żadną nowością. Novum jest to, że urzędnicy, którzy na co dzień prześladują podejmowane przez firmy działania tzw. agresywnej, nielegalnej optymalizacji podatkowej, sami optymalizują swoje działania wobec tych firm. Jak się bowiem okazuje, w dobie panującej pandemii koronawirusa, w braku wykazania argumentów prawnych uzasadniających dalsze wstrzymywanie zwrotu VAT, tłumaczą swoje działania trudnościami spowodowanymi tą pandemią, co również w niniejszej sprawie potępił sąd, stwierdzając:

„Uzasadnienie skarżonego postanowienia zawiera wyjaśnienie w zakresie regulacji dotyczących zawieszenia terminów procesowych związanych z COVID-19. Nie wiadomo jednak, w jakim celu organ czyni te wywody oraz, czy i w jaki sposób przekłada się to na tok kontroli podatkowej i czynności sprawdzających w spółce” (sygn. akt III SA/Wa 1721/20).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Zmiana we władzach Domu Maklerskiego Banku BPS – Daniel Ścigała nowym p.o. Prezesa Zarządu

11 lutego br. Daniel Ścigała, aktualny Wiceprezes i CFO w mPay S.A., został powołany do zarządu Domu Maklerskiego Banku Polskiej Spółdzielczości S.A. Jako p.o. Prezesa Zarządu jest odpowiedzialny za całościową koordynację działalności brokera. Zmiana we władzach to kolejny etap realizacji umowy podpisanej z końcem stycznia z Bankiem Polskiej Spółdzielczości.

Nowe otwarcie w perspektywicznym projekcie

Zgodnie z umową z Bankiem Polskiej Spółdzielczości, zawartą 29 stycznia br., spółka mPay przejmie Dom Maklerski Banku BPS. Transakcja zakupu ma charakter warunkowy i wymaga zatwierdzenia przez Komisję Nadzoru Finansowego. Równolegle do tego procesu trwają prace nad przygotowaniem rozwiązań technicznych, które umożliwią dostęp do wybranych opcji inwestycyjnych za pośrednictwem jednej z czołowych na rynku aplikacji do płatności mobilnych.

Pan Daniel Ścigała został powołany do Zarządu spółki DM BPS pod warunkiem zawieszającym w postaci uzyskania ostatecznej decyzji KNF (wymagana zgoda na powołanie na stanowisko Prezesa Zarządu DM BPS). Do czasu spełnienia warunku zawieszającego Rada Nadzorcza DM BPS powierzyła Panu Danielowi Ścigale funkcję pełniącego obowiązki Prezesa Zarządu DM BPS ze skutkiem od dnia 12 lutego br.

Dostrzegam ogromną wartość biznesową nie tylko w połączeniu doświadczenia dwóch firm, ale i w samym domu maklerskim. Przejęcie tego podmiotu jest bez wątpienia ważnym ogniwem w procesie strategicznego rozwoju mPay, ale liczymy również na rozwój współpracy z Bankiem BPS i bankami spółdzielczymi. Odpowiedzialność za całościową koordynację działalności domu maklerskiego pozwala na mocniejsze wykorzystanie potencjału naszej współpracy, by przygotować unikalną ofertę, której w mojej ocenie obecnie brakuje na rynku. – mówi Daniel Ścigała, p.o. Prezesa Zarządu w Domu Maklerskim Banku BPS. – Do czasu pozyskania formalnej zgody ze strony KNF na przejęcie będziemy koncentrować się na pracach przygotowawczych do planowanych wdrożeń i konsekwentnego wzmacniania pozycji rynkowej obu podmiotów – zarówno domu maklerskiego, jak i mPay. – dodaje.

Daniel Ścigała jest związany z szeroko pojętym rynkiem finansowym od ponad 20 lat. Od 2000 do 2010 roku pracował w mBanku, gdzie odpowiadał m.in. za bankowość prywatną i usługi zarządzania aktywami dedykowane zamożnym klientom. Następnie związał się z Grupą BNP Paribas, w ramach której tworzył bankowość prywatną, a potem kierował biurem maklerskim. W swojej karierze pełnił również funkcję prezesa TFI BNP Paribas. W latach 2013-2015 był szefem Biura Maklerskiego Banku BGŻ. Od 2015 roku był zaangażowany w projekty start-up’owe, w tym m.in. w Ipopema Securities. Bezpośrednio przed objęciem obowiązków Wiceprezesa
i CFO w mPay, pełnił funkcję Członka Zarządu odpowiedzialnego za sprzedaż i marketing
w G-Rock Ltd z siedzibą na Gibraltarze, gdzie pod marką Golden Sand Bank współtworzył nowoczesną bankowość mobilną w powiązaniu z usługami inwestycyjnymi.

Rozwój innowacyjnych usług w aplikacji mobilnej mPay

Na stanowisko Wiceprezesa Zarządu i CFO w mPay S.A. Daniel Ścigała został powołany we wrześniu 2020 roku. Od tego czasu jest odpowiedzialny za m.in. za obszar relacji inwestorskich, jak również za strategiczne wsparcie procesu dywersyfikacji działalność spółki.

– Rozbudowa części finansowej o produkty inwestycyjne, a wcześniej o pożyczki w ramach pierwszej na rynku platformy w aplikacji mobilnej, to wypadkowa naszej długofalowej strategii rozwoju. Mamy odpowiednie zaplecze technologiczne, know-how i apetyt na to, żeby zapewniać klientom dostęp do usług, których nie znajdą nigdzie indziej. – mówi Andrzej Basiak, Prezes Zarządu w mPay S.A. Nasza wielofunkcyjna aplikacja stwarza wiele możliwości by mPay mógł rozwijać się dynamicznie w długoterminowej perspektywie. Cieszy nas, że wdrażane przez nas, niejednokrotnie pionierskie, rozwiązania spotykają się również z szerokim zainteresowaniem finalnych ich odbiorców. Na koniec stycznia z aplikacji mPay korzystało już ponad 470 tys. użytkowników, co oznacza wzrost o 80 proc. w ujęciu rocznym.

W ub.r. produkty i usługi zostały pogrupowane w dwóch osobnych zakładkach (Moje finanse, Produkty i usługi), by jeszcze mocniej wyeksponować korzyści z posiadania aplikacji dla użytkowników i zwiększyć intuicyjność jej obsługi.

Komentarz PIE do danych nt. PKB – Umiarkowany spadek na tle Europy

Polska gospodarka w skutek pandemii skurczyła się o niecałe 3% względem ubiegłego roku. Odbudowa strat rozpocznie się w II kwartale 2021.

Wstępne dane sugerują, że PKB w IV kwartale spadł o 2,8%r/r. Wynik ten jest nieco lepszy od wartości sugerowanej przez opublikowany wcześniej roczny wskaźnik. Według szacunków Komisji Europejskiej, Polska jest trzecią gospodarką z najniższym spadkiem PKB w 2020 roku – po Irlandii i Litwie.

Wydatki konsumenckie gospodarstw domowych obniżyły się w IV kwartale w podobnej skali do PKB. To oczywiście w największym stopniu efekt braku możliwości korzystania ze stacjonarnych usług rekreacyjnych czy turystycznych – podobnie jak w przypadku II kwartału straty w tych gałęziach gospodarki mogły sięgać 60-80% obrotów.

Dalej obserwujemy też dwucyfrowy spadek inwestycji – szacujemy, że w IV kwartale skurczyły się one o 10,8%, głównie z uwagi na redukcję nakładów przedsiębiorstw. Listopadowe prognozy Komisji Europejskiej wskazują jednak, że skala redukcji projektów bezpośrednio związanych z produkcją tj. sprzętu transportowego i maszyn, także jest jedną z niższych w Unii Europejskiej. Wspomniane dane sugerują, że Polska gospodarka szybko zacznie odrabiać straty

Bieżący kwartał najprawdopodobniej przyniesie umiarkowane odbicie – dalej spodziewamy się 2% spadku PKB w ujęciu rocznym, głownie z uwagi na brak dostępu do usług. Tendencja wzrostowa widoczna będzie począwszy od drugiego kwartału. W całym 2021 roku PKB wzrośnie o 4,2%.PKB 2020

Dane
Total Investments (%YoY) Construction (%YoY) Equipment (%YoY) Public Investments (%GDP)
Belgium -13,7 -14,0 -15,4 2,7
Germany -3,8 2,9 -15,7 2,8
Estonia -12,3 -8,4 -18,9 5,5
Ireland -41,3 -7,1 -67,6 2,6
Greece -8,0 5,0 -15,4 3,2
Spain -17,3 -18,4 -23,4 2,6
France -10,9 -11,9 -17,6 3,9
Italy -13,6 -14,1 -18,8 2,6
Cyprus -11,1 -11,3 -17,0 1,9
Latvia -0,8 1,6 -4,0 5,7
Lithuania -8,5 -1,0 -13,1 3,9
Luxembourg -15,5 -15,8 -15,6 5,2
Malta -10,1 -6,6 : 4,9
Metherlands -6,3 -2,5 -14,2 3,7
Austria -6,0 -3,6 -14,8 3,3
Portugal -10,2 2,9 -30,7 2,5
Slovenia -11,5 -10,2 -16,0 4,5
Slovakia -12,6 -6,0 -20,0 3,9
Finland -5,1 -0,5 -14,7 4,8
Euro Area -11,2 -6,7 -19,1 3,1
Bulgaria -11,5 -10,7 -12,8 4,2
Czechia -7,5 -1,1 -15,2 4,8
Denmark -4,4 -0,5 -12,3 3,5
Croatia -8,2 : : 5,2
Hungary -10,4 -4,2 -16,4 6,3
Poland -6,2 -3,7 -9,8 4,6
Romania 2,5 3,6 2,0 4,4
Sweden -3,4 0,4 -11,5 5,1
UE -10,3 -5,9 -17,6 3,4
United Kingdom -13,7 -17,4 -15,6 3,0
Japan -1,3 : : 4,3
United States -3,6 -0,4 -10,7 3,8

Grupa Recykl – w 2020 roku najwyższe w historii działalności wyniki finansowe

Grupa Recykl mimo powstałej sytuacji pandemicznej w 2020 roku osiągnęła najwyższe w swojej kilkunastoletniej historii wyniki finansowe. Spółka w ciągu ubiegłego roku uzyskała 67 mln zł przychodów ze sprzedaży (+29 proc. r/r), przy 17,8 mln zł EBITDA (+78 proc. r/r) i zysku netto na poziomie 5,2 mln zł (+361 proc. r/r). Na wypracowane rezultaty wpłynęło osiągnięcie pełnej zdolności produkcyjnej w zakładzie w Chełmie, rosnąca pozycja konkurencyjna w regionie oraz wzrosty sprzedaży zagranicznej czystych granulatów gumowych.

W IV kwartale 2020 roku sprzedaż  ukształtowała się na poziomie 18,1 mln zł (wobec 13,2 mln zł rok wcześniej, EBITDA wyniosła 3,9 mln zł (+84 proc.), a wynik netto: -101,9 tys. zł (+737 tys. zł r/r). Koniec roku dla Grupy Recykl tradycyjnie charakteryzuje się niższymi zyskami, na które w okresie październik-grudzień dodatkowo in minus wpłynęły wyższe koszty finansowe wywołane wzrostem kursu walut (wycena zobowiązań w EUR) oraz rozliczeniem w grudniu całorocznego podatku dochodowego (intencją spółki w 2021 roku jest częściowe rozłożenie płatności podatku na poszczególne kwartały).

– Systematycznie poprawiamy skalę przychodów i wyniki finansowe. Jesteśmy zadowoleni
z operacyjnych i finansowych rezultatów 2020 roku. Chcemy dalej się rozwijać i analizujemy kolejne przedsięwzięcia budujące wartość Grupy. Jednym z nich może być pozytywnie zakończony w IV kwartale jeden z projektów B+R, w którym opracowaliśmy własną technologię dewulkanizacji gumy pochodzącej ze zużytych opon
 – mówi Maciej Jasiewicz, Wiceprezes Grupy Recykl S.A.

W 2020 roku łączny wolumen sprzedanych produktów z przerobu zużytych opon wyniósł 85,6 tys. ton (+42,6 proc. r/r), co wynika m.in. ze skokowego wzrostu sprzedaży kluczowego produktu – granulatów SBR rzędu+51,7 proc. r/r do 35 tys. ton. W ujęciu przychodowym, największe pozycje stanowiły następujące kategorie: „Produkty z przerobu opon”: 37,5 mln zł (+32,7 proc. r/r), „Wykonywanie usług odzysku i recyklingu”: 12,3 mln zł (+94,2 proc. r/r), „Pozostała sprzedaż”: 9,6 mln zł (+53,6% proc. r/r).

– W minionym roku osiągnęliśmy satysfakcjonujące efekty zakończonej inwestycji w Chełmie owocującej wzrostem skali biznesu. Dzięki efektywnej i przemyślanej strategii rozwoju jesteśmy w stanie dalej umacniać naszą pozycję w Europie Środkowo-Wschodniej.  Sprzyja nam sytuacja rynkowa i trendy  związane z odzyskiwaniem i recyklingiem surowców. Oczekujemy wejścia w życie nowej dyrektywy odpadowej UE, która zobowiązuje wszystkie kraje członkowskie do rozwijania gospodarki opartej
na obiegu zamkniętym
– dodaje Maciej Jasiewicz.

W połowie 2020 roku spółka zakończyła prace związane z montażem linii technologicznej do produkcji mieszanek mineralno-asfaltowych SMA w nowym zakładzie produkcyjnym w Chełmie. W II połowie roku produkowane były pierwsze partie dodatku do mieszanek mineralno-asfaltowych SMA, kierowane testowo do wybranych klientów oraz w trybie bieżącym certyfikowane. SMAPOL –  innowacyjny produkt Grupy w najbliższych miesiącach wejdzie do regularnej oferty handlowej.

W 2020 roku Grupa Recykl odnotowała przepływy pieniężne z działalności  operacyjnej w wys. 17,5 mln zł (w IV kwartale 8,4 mln zł), Wydatki inwestycyjne wyniosły w minionych 12 miesiącach niemal 10 mln zł. Firma na koniec 2020 roku zmniejszyła dług finansowy netto do 43,8 mln zł (relacja do EBITDA w wys. 2,5 wobec 4,9 przed rokiem) z poziomu 48,6 mln zł na 31.12.2019.

Mocne i słabe strony funta

Umiarkowanie pozytywne nastroje utrzymują się na rynkach, ale liczne święta w Azji wyciszyły w nocy zmienność. Brak przekonania do obrania zdecydowanego kierunku może utrzymywać się do końca dnia, biorąc pod uwagę, że przed USA długi weekend (Dzień Prezydenta w poniedziałek). W międzyczasie dane powinny mieć ograniczony wpływ na notowania.

Dziś rano funt nie zareagował na paczkę danych z Wielkiej Brytanii, gdzie mogliśmy znaleźć lepsze i gorsze liczby. Przerwanie lockdownu przed świętami Bożego Narodzenia pomogło w odbiciu gospodarki w grudniu, szczególnie usług. Ale też dane (1 proc. k/k, prog. 0,5 proc.) przekłamują prawdziwy obraz gospodarki. Istotna części wzrostu PKB pod koniec roku jest skutkiem gromadzenia zapasów przez firmy przed brexitem na wypadek zamknięcia granic. Do umowy handlowej ostatecznie doszło, ale handel z UE wciąż natrafia na zakłócenia i problemy biurokratyczne. W połączeniu z powrotem lockdownu w styczniu i zahamowaniem konsumpcji – co widać w załamaniu PMI dla usług i spadku – wyraźnie negatywnie odbije się na dynamice PKB w I kw. Dodatkowo dzisiejsze dane pokazały utrzymywanie się głębokiego deficytu handlowego. Zależność Wielkiej Brytanii od dóbr z zagranicy oznacza, że te figury szybko się nie poprawią, szczególnie po brexicie. A jednak funt pozostaje mocny, gdyż inwestorzy są przede wszystkim skupieni na postępach w zaczepianiu społeczeństwa i pod tym kątem Wielka Brytanii radzi sobie znacznie lepiej niż reszta Europy. W Wielkiej Brytanii już 20 osób na 100 otrzymało szczepionkę, podczas gdy w UE współczynnik ten wynosi 4,2. To daje nadzieję na szybszy restart gospodarki po zniesieniu restrykcji, jednak w średnim terminie UE dogoni Wielką Brytanię z tempem zaszczepień, a Londyn dalej będzie borykał się z negatywnymi konsekwencjami ekonomicznymi brexitu. Dni silnego funta są policzone.

W Polsce także przyszedł czas na wstępne szacunki PKB za IV kw. Po tym, jak GUS już podał szacunki PKB dla całego 2020 r. (-2,8 proc. r/r) można szacować, że w IV kw. dynamika wyniosła -2,8 proc. Restrykcje związane z epidemia koronawirusa ponownie osłabiły konsumpcje, podczas gdy dalej utrzymywała się zapaść w inwestycjach. Dane nie powinny być istotnym czynnikiem dla rynku złotego. Zakładamy, że EUR/PLN pod 4,51 wyznacza górne ograniczenie dla krótkoterminowego dryfu bocznego przed kolejną falą spadkową. Pozytywne fundamenty stojące za złotym nie uległy zmianie i tylko kwestią czasu jest ponowny retest 4,47.

Na rynkach zewnętrznych bez zmian. Dolar zmierza do zaliczenia najsłabszego tygodnia od dwóch miesięcy względem koszyka głównych walut. Nawet jeśli przed długim weekendem dojdzie do technicznej korekty, w szerszym ujęciu nie ma zmian w podstawowym trendzie sprzedaży dolara, gdyż ultra-łagodna postawa Fed, postęp w dystrybucji szczepionek przeciwko COVID-19 i perspektywy ogromnego bodźca fiskalnego ze strony USA generują pozytywne nastawienie do ryzyka.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Frankowicze czekają na stanowisko Sądu Najwyższego. Później może nastąpić szturm z nowymi pozwami

Dotychczas niespełna 10% frankowiczów dochodziło swoich praw w postępowaniach sądowych. Jednak po wyznaczonym na marzec br. posiedzeniu Izby Cywilnej Sądu Najwyższego może nastąpić duży szturm na sądy. Dlatego bankom zaczęło zależeć na opracowaniu faktycznego kompromisu. Proponowane dotąd ugody były niekorzystne. Eksperci podkreślają, że sami klienci są już świadomi tego, co mogą uzyskać w wyniku procesu. I dodają, że z uwagi na przewlekłość postępowań kredytobiorcom może zależeć na wcześniejszym porozumieniu się z bankiem, jednak nie za wszelką cenę. Jeżeli nie otrzymają zadowalających ich warunków, to spory sądowe zapewne będą się toczyły jeszcze przez długie lata.

Banki pod ścianą

25 marca br. zbierze się Izba Cywilna Sądu Najwyższego w celu rozstrzygnięcia rozbieżności w orzecznictwie dotyczącym spraw frankowych. Według doniesień medialnych, do tego czasu banki planują przedstawić własny kształt ugód, bowiem ww. kwestia może otworzyć nową drogę kredytobiorcom. Bariera niepewności o rozstrzygniecie całkowicie zniknie. Wygląda na to, że po wyznaczeniu terminu przez naczelny organ władzy sądowniczej bankowcy uświadomili sobie, że w ich interesie jest opracowanie ugód, które będą satysfakcjonowały klientów.

– Przede wszystkim banki powinny przygotować propozycje korzystnych ugód dla tych kredytobiorców, których terminy sądowe są wyznaczane na koniec 2022 roku oraz początek 2023 roku. Rozstrzygnięcie najważniejszych rozbieżności orzeczniczych przez Sąd Najwyższy na korzyść frankowiczów może bowiem doprowadzić do poważnych skutków w funkcjonowaniu instytucji finansowych – komentuje adwokat Jacek Mikołajonek z Kancelarii MBM Legal.

Banki musiały zrozumieć, że ich sytuacja jest już niezwykle trudna. Biorąc pod uwagę, że dotychczas z roszczeniami wystąpiło mniej niż 10% frankowiczów, to dalsze utrzymywanie stanowiska, że umowy są ważne, a wszystkie postanowienia w nich zawarte prawidłowe, może doprowadzić do kryzysu finansowego oraz upadłości niektórych podmiotów.
– Zainteresowanie tego typu postępowaniami mocno rośnie od zeszłego roku. Wówczas liczba nowych spraw kredytowych w niektórych kancelariach zwiększyła się kilkukrotnie. Na tej podstawie już wtedy można było przewidywać, że w 2021 roku 15-18% kredytobiorców zacznie dochodzić swoich praw. Jednak ten odsetek może okazać się zdecydowanie większy, jeśli po 25 marca br. wszystkie dotychczasowe obawy frankowiczów zostaną rozwiane. Wówczas może nastąpić prawdziwy szturm z roszczeniami, którego już nie będzie można zatrzymać – mówi mec. Mikołajonek.

Dodatkowo o przyszłości spraw frankowych może zadecydować gospodarka. Jeśli spłata rat okaże się zbyt trudna, to zapewne jeszcze więcej osób będzie chciało przeciwdziałać rosnącym zobowiązaniom, występując przeciwko bankom lub zaprzestając spłaty kredytu. Pogorszenie się sytuacji materialnej w wyniku pandemii może zmotywować wielu ludzi do pozbycia się tych obciążeń.

– Już w zeszłym roku słychać było nawoływanie do przedstawiania kredytobiorcom propozycji ugodowych. Niemniej należało wnioskować, że bankom wcale nie zależało na ugodach. Można było raczej spodziewać się, że będą próbowały wymóc na Skarbie Państwa ustępstwa dla siebie. Jednak teraz banki ewidentnie stanęły pod ścianą – dodaje adwokat.

Dziwne strategie

W odpowiedzi na korzystne dla frankowiczów rozstrzygnięcia, polegające na unieważnianiu umów bądź eliminowaniu z nich niedozwolonych postanowień, niektóre banki stosowały dotychczas politykę „zastraszania”. Informowały kredytobiorców o możliwych przyszłych roszczeniach z tytułu korzystania z kapitału banku w przypadku uznania umowy za nieważną. Jednak nie miały do tego skutecznych podstaw prawnych, co potwierdzały kolejne orzeczenia sądów w pierwszych tego typu sprawach.

– Należy wskazać, że niektóre banki proponują kredytobiorcom zawarcie ugody przedsądowej, zachęcając ich do spłaty dalszego zobowiązania po niższym niż obecnie kursie franka szwajcarskiego. Zapewne takie ugody są zawierane. Jednak są one niekorzystne dla kredytobiorców, bo muszą oni zrzec się innych, dalszych roszczeń związanych z umową, które są znacznie wyższe aniżeli korzyści wynikające z proponowanej ugody – wyjaśnia ekspert z Kancelarii MBM Legal.

Na rynku nie brakuje opinii, że jeżeli do 25 marca br. banki wypracują jakiś model ugód dla swoich klientów, to stanowczo nie należy oczekiwać, że przedstawią go osobie, która na co dzień spłaca kredyt i nie wykonuje żadnych czynności zmierzających do zakwestionowania ważności umowy lub jej postanowień. Nie jest to w interesie jakiejkolwiek instytucji, aby szeroko promować, że od konkretnego dnia zaprasza wszystkich do podpisywania ugód.

– Trzeba podkreślić, że jakakolwiek forma ugody, którą kredytobiorcy powinni analizować pod względem opłacalności, pojawi się dla nich dopiero, kiedy bank otrzyma pozew z sądu. Zatem to jest najlepszy czas, aby odważyć się i zrozumieć, że kredytodawca nie ma prawa wypowiedzieć kredytu, jeżeli kredytobiorca złoży pozew do sądu. Osobiście mam bowiem przeświadczenie, że opór większości osób w zakresie dochodzenia swoich roszczeń wynika z takiej właśnie obawy – podkreśla adwokat.

Zniecierpliwieni frankowicze

– Kredytobiorcy czują się oszukani, bo zostały im udzielone kredyty w walucie obcej bez przedstawienia możliwych konsekwencji. Są źli, że przez lata nikt nie chciał im pomóc. Czują się rozgoryczeni, że muszą dochodzić swoich praw i z tego tytułu ponosić dodatkowe koszty. Wreszcie są zniesmaczeni tym, że prawomocne rozstrzygnięcia sądowe mogą nastąpić nawet za 5 lat, a sądy niechętnie wydają postanowienia o zabezpieczeniu poprzez wstrzymanie płatności rat. Dlatego uważam, że będą zainteresowani szybkim zakończeniem batalii, jeżeli propozycje banków będą dla nich korzystne w perspektywie tego, co mogą uzyskać w procesie sądowym – stwierdza Jacek Mikołajonek.

Z pewnością frankowicze nie będą lawinowo podpisywać ugód tylko dlatego, że bank im je zaproponuje. Muszą one być tak skonstruowane, żeby im się to opłacało, biorąc pod uwagę, że proces może jeszcze trwać bardzo długi czas.

– Warto w tym miejscu przypomnieć, że poważnym problemem, który jeszcze długo może pozostać nierozwiązany, jest przewlekłość postępowań. Główną przyczyną tego są braki kadrowe. Wprawdzie w Sądzie Okręgowym w Warszawie powstaje nowy wydział przeznaczony tylko do orzekania w sprawach frankowych. Jednak Ministerstwo nie widzi możliwości powołania dodatkowych etatów dla sędziów mających tam orzekać. Dlatego kredytobiorcy wciąż mogą czekać latami na rozstrzygnięcia – ostrzega ekspert z Kancelarii MBM Legal.

Do tego trzeba dodać, że tylko nieliczni sędziowie mają już wypracowane podejście w tego typu sprawach. Większość przesłuchuje wszystkich zgłaszanych przez banki świadków, także tych, którzy nigdy nie mieli styczności z kredytobiorcami.

– Procesy hamuje sceptyczne podejście samych sędziów do szybkiego wydawania wyroków i oddalania bezzasadnych wniosków dowodowych składanych przez banki. Opóźnienia generuje też powoływanie biegłych, którzy sporządzają swoje opinie średnio przez 6-8 miesięcy. Następnie banki składają do nich zastrzeżenia i zadają kolejne pytania, a to wiąże się z koniecznością wydania opinii uzupełniających. Tymczasem w przypadku wyroków ustalających, że umowa kredytu jest nieważna, wyrok powinien zapaść po jednej rozprawie, bez udziału biegłego – zaznacza mec. Mikołajonek.

Frankowicze często oczekują jedynie gwarancji, że sądy będą respektowały prawo, szczególnie unijne. Jednak w Polsce nigdy nie było jednolitego orzecznictwa. I zdaniem ekspertów, nie zmieni tego nawet oczekiwana uchwała Sądu Najwyższego, mająca na celu ujednolicenie stanowiska sądów w zakresie rozliczeń stron w sytuacji stwierdzenia nieważności umowy. Dlatego prezesi bądź przewodniczący wydziałów powinni zacząć kontrolować to, czy sędziowie, których wyroki są uchylane przez sądy odwoławcze, w kolejnych sprawach wyciągają z tego jakiekolwiek wnioski. Inaczej spory będą się toczyły tak długo, jak długo będą obowiązywały umowy kredytowe.

Finanse w związkach Polaków – wspólne życie, osobne portfele

Osoby, które znalazły swoją drugą połowę, oprócz uczucia często dzielą także finanse. Wspólne życie nie zawsze oznacza jednak wspólny portfel. 51 proc. Polaków będących w związku uważa, że osobiste wydatki każdy partner powinien pokrywać z własnej kieszeni – pokazuje badanie „Finanse w parze” Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Sondaż KRD przeprowadzony przez IMAS International w styczniu i lutym 2021 r. zbadał podejście Polaków do zarządzania finansami w związkach. Pokazał on, że kobiety są bardziej terminowe w pilnowaniu spłat zobowiązań, zaś mężczyźni chętniej biorą na siebie większe wydatki. I o ile domowymi kosztami dzielą się raczej po równo, o tyle nie ma wśród nich zgodności co do tego, kto powinien pokrywać bardziej osobiste wydatki.

W polskim społeczeństwie można spotkać odmienne podejście par do korzystania ze wspólnych pieniędzy. Nieco ponad połowa (51 proc.) uważa, że każdy partner powinien pokrywać z własnej kieszeni osobiste wydatki, na przykład na ubrania czy wizyty u fryzjera. Odmiennego zdania jest podobna grupa osób (49 proc.). Co więcej, w tych wskazaniach płeć nie grała roli, gdyż podobnie oceniały to i kobiety, i mężczyźni. Widać więc, że korzystanie ze wspólnego portfela jest indywidualną decyzją w każdym związku – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Kobiety na straży domowego budżetu

Są jednak sfery, w których jedna płeć wyróżnia się na tle drugiej. To kobiety (67 proc.) częściej niż mężczyźni (60 proc.) deklarują odpowiedzialność za pilnowanie terminów spłat zaciągniętych zobowiązań. Kobiety również częściej trzymają pieczę nad codziennymi wydatkami w prawie co czwartym związku. Wskazało tak dwie trzecie pań (65 proc.) i blisko połowa panów (47 proc.).finanse w związkach polaków

Zarządzanie budżetem gospodarstwa domowego to duża odpowiedzialność. W jego planowaniu trzeba wziąć pod uwagę zarówno codzienne wydatki, bieżące rachunki, jak i terminy spłaty stałych zobowiązań, na przykład kredytu, czynszu i tym podobnych. Należy to robić tak, aby w domowym budżecie zabezpieczyć środki na nieprzewidziane sytuacje, czy odłożyć na przyszłość. Niezależnie od tego, kto w danym związku trzyma nad tym wszystkim pieczę, warto aby oboje partnerów wspierało się w tych obowiązkach. W końcu co dwie głowy to nie jedna – wskazuje Adam Łącki.

Pomocne męskie ramię

Jeśli trzeba ponieść większe wydatki, jak np. zakup telewizora czy wyjazd wakacyjny, w połowie związków partnerzy deklarują, że dzielą się takimi kosztami w równym stopniu. W pozostałych przypadkach obciążenie to częściej biorą na siebie mężczyźni (37 proc.).

Podobnie sytuacja wygląda przy zaciąganiu kredytów czy pożyczek na wspólne potrzeby. Nieco ponad połowa partnerów bierze na siebie taką samą odpowiedzialność. W jednym na trzy związki osobą, która przyjmuje to na swoje barki, jest mężczyzna. Dodatkowo, panowie zdecydowanie częściej niż panie zgadzają się ze stwierdzeniem, że to oni powinni brać na siebie większe zobowiązania finansowe w imieniu rodziny. Uważa tak 51 proc. mężczyzn i 29 proc. kobiet. Częściej też mają oni większe długi. Wskazuje tak 30 proc. osób żyjących z drugą osobą. Nadal jednak większość (55 proc.) badanych deklaruje, że w ich związku zadłużenie rozkłada się w równym stopniu.zadłużenie w związku

Wyniki badania pokazują, że współcześnie w Polsce model tradycyjny, gdzie to na mężczyźnie spoczywa większa odpowiedzialność za finanse, ustępuje modelowi równego dzielenia się ciężarem dbania o pieniądze. Oba z nich mogą się sprawdzić pod warunkiem, że jest to wspólna decyzja obojga partnerów. Łatwo bowiem wpaść w pułapkę „ukrytych oczekiwań”, gdzie np. mężczyzna myśli, że jego partnerka  chce od niego większego wkładu w rodzinny budżet, podczas gdy w rzeczywistości wcale  nie musi tak być. Otwarta rozmowa na temat finansów w związku pozwala wyjaśnić sytuację i wybrać model, który pasuje konkretnej parze. Proste pytanie „Jak chcesz, żebyśmy dbali o nasz wspólny budżet?” może uchronić nas przed przyszłymi frustracjami – mówi Matylda Eddles, psycholog, ekspertka merytoryczna Pairbuilding.pl.

Wspólny wydatek, osobny kredyt

Kobiety i mężczyźni w podobnym stopniu przeznaczają pożyczki na remont, wyposażenie domu, zakup mieszkania czy regulowanie stałych rachunków, np. za telefon. Natomiast mężczyźni częściej niż kobiety finansują w ten sposób wydatki na samochód czy sprzęt IT. Kobiety pożyczają za to częściej na spłatę długów.

Niezależnie od płci zdecydowana większość respondentów uważa, że zadłużanie się w dzisiejszych czasach to zwyczajna sprawa, ale jednocześnie dziewięć na dziesięć osób jest zdania, że należy unikać zaciągania kredytów lub pożyczek, o ile nie jest to absolutnie konieczne. Nieco więcej kobiet (68 proc.) niż mężczyzn (61 proc.) twierdzi, że bycie osobą nadmiernie zadłużoną jest powodem do wstydu. Dodatkowo osiem na dziesięć kobiet jest zdania, że pożyczki powinny być traktowane jedynie jako koło ratunkowe. Takiego zdania jest trzy czwarte mężczyzn.

Badanie „Finanse w parze” zostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów w styczniu i lutym 2021 r. metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 600 Polaków, będących w związkach, którzy kiedykolwiek skorzystali z kredytów lub pożyczek albo kupili coś na raty.