Rząd zapowiada przyspieszenie inwestycji w bezpieczną infrastrukturę drogową. W kolejnych latach wyda na ten cel 2,5 mld zł

Kończą się prace nad Programem Bezpiecznej Infrastruktury Drogowej na lata 2021–2024. Zakłada on projekty warte 2,5 mld zł z Krajowego Funduszu Drogowego, obejmujące m.in. przebudowę skrzyżowań czy budowę lewoskrętów. Ważnym obszarem inwestycji będzie również poprawa bezpieczeństwa pieszych. W tym celu powstaną nowe chodniki i kładki, a przejścia będą lepiej oznakowane i doświetlone.

 Podstawowym celem szerokich, systemowych działań jest ograniczenie liczby wypadków, spowodowanie, by nasze drogi były bezpieczniejsze. Koncentrujemy się na obszarze przejść dla pieszych, ale nasze inwestycje drogowe będą też ukierunkowane na budowę chodników, ciągów pieszo-rowerowych, bezpiecznych skrzyżowań i rond. Takie działania realizowane przez Ministerstwo Infrastruktury będą miały miejsce w ciągu najbliższych czterech lat – zapowiada w rozmowie z agencją Newseria Biznes Rafał Weber, wiceminister infrastruktury.

Polskie drogi należą do najmniej bezpiecznych w Europie. W 2019 roku, jak wynika z danych Komedy Głównej Policji, doszło do blisko 30,3 tys. wypadków, w których zginęło ponad 2,9 tys. osób, a rannych zostało niemal 35,5 tys. Choć w ostatnich latach zmniejsza się liczba wypadków i osób rannych, rośnie liczba osób zabitych. Około 40 proc. wszystkich ofiar wypadków stanowią piesi i inni niechronieni uczestnicy ruchu drogowego. Z udziałem pieszych odnotowano w całym roku 7 tys. wypadków, z czego połowa miała miejsce na przejściach dla pieszych.

Dlatego Ministerstwo Infrastruktury chce poprawić bezpieczeństwo w tym obszarze. Jednym z elementów będzie zmiana przepisów ruchu drogowego – od czerwca piesi wkraczający na pasy będą mieli pierwszeństwo, będą też kary za korzystanie z telefonu podczas przechodzenia przez ulicę. Kolejny element to inwestycje w infrastrukturę, w tym przejścia dla pieszych.

– W tym roku ruszymy z większym nasileniem tych inwestycji. Chcemy do tego wykorzystać wytyczne, które pokazują, jak powinno wyglądać bezpieczne przejście dla pieszych. Powinny być oświetlone, odpowiednio oznakowane, nie mogą być zasłonięte – zapowiada Rafał Weber.

Analiza „Mankamenty przejść dla pieszych na drogach krajowych w zarządzie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad” wskazuje, że najczęściej pojawiające się zagrożenia to brak lub niewystarczające urządzenia dla niewidomych (70 proc. skontrolowanych przejść), brak lub niepełne oznakowanie poziome (24 proc.), bardzo wysoka prędkość pojazdów (22 proc.), krawędź przejścia, która nie chroni pieszego (16 proc.) oraz zjazdy w sąsiedztwie przejść ograniczające widoczność (15 proc.). GDDKiA ocenia, że każde przejście dla pieszych powinno być dobrze oświetlone i wyznaczone tam, gdzie jest skuteczna możliwość redukcji prędkości przed przejściem do 50 km/h. Podobnych wytycznych jest jeszcze 15.

– Przejście musi być z dalszej odległości widoczne przez kierującego pojazdem tak, aby mógł on w odpowiedni sposób zareagować, zredukować prędkość czy całkowicie zahamować, w zależności od sytuacji, ale musi wiedzieć z pewnym wyprzedzeniem, że do takiej reakcji musi dojść – wskazuje wiceminister infrastruktury.

Oprócz zmian na przejściach dla pieszych bezpieczeństwo mają zwiększyć planowane inwestycje drogowe. W 2020 roku GDDKiA oddała do użytku blisko 138 km dróg. Ten rok zapowiada się jeszcze bardziej ambitnie – do końca 2021 roku kierowcy mają mieć do dyspozycji co najmniej 385,5 km nowych dróg, w tym ok. 40 km autostrad i 308 km dróg ekspresowych.

Budujemy w głównej mierze drogi szybkiego ruchu, autostrady i drogi ekspresowe, dzięki czemu na nie przenosi się ruch ciężki, ruch tranzytowy, ale też ruch osobowy dalekobieżny. Na tych drogach nie ma pieszych i rowerzystów, więc jest zdecydowanie bezpieczniej – tłumaczy Rafał Weber.

Pomóc mają także realizowane inwestycje w ramach zaplanowanego na 10 lat programu budowy 100 obwodnic o łącznej długości ok. 830 km. Będą to trasy o najwyższych parametrach technicznych, dostosowane do przenoszenia obciążenia 11,5 t/oś. Trwają też inwestycje w starodroża, czyli pozostałości dróg istniejących w przeszłości, by były gotowe do przejazdu pojazdów o obciążeniu 11,5 ton.

– Mamy też ogromny program wsparcia dla dróg samorządowych. Rządowy Fundusz Rozwoju Dróg to na przestrzeni 10 lat już ponad 39 mld zł, chcemy w ten sposób dofinansować drogi gminne, powiatowe i w pewnym zakresie wojewódzkie. Potrzebujemy trochę czasu, aby te wszystkie inwestycje zrealizować, ale efekty już są widoczne – zapewnia wiceminister.

W pierwszych dniach lutego Ministerstwo Infrastruktury zatwierdziło programy inwestycji dla zadań drogowych w ośmiu województwach (dolnośląskim, śląskim, podkarpackim, wielopolskim, warmińsko-mazurskim, łódzkim, podlaskim i opolskim). Wszystkie one są związane z poprawą bezpieczeństwa uczestników ruchu drogowego. W sumie prawie 580 mln zł trafi w kolejnych kilku latach m.in. na budowę chodników, ścieżek rowerowych, zatok autobusowych i kładek dla pieszych.

Pracodawcy RP: Liczymy na ponowne konsultacje ustawy o krajowym cyberbezpieczeństwie. Budowa sieci 5G w Polsce już jest opóźniona

Około 600 mln zł bezpośredniej straty dla Skarbu Państwa, ponad 21 mld zł obniżenia PKB i 14 mld zł straty po stronie operatorów telekomunikacyjnych, która musiałaby zostać częściowo przeniesiona na klientów, a także prawdopodobne spory prawne i opóźnienia we wdrażaniu sieci 5G, które będą kosztować krajową gospodarkę kolejne miliardy – to potencjalne skutki nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, oszacowane przez Audytel i kancelarię Dentons. Projekt, który w ocenie rynku i prawników zawiera cały szereg wad prawnych, jest już na etapie rządowych uzgodnień, ale eksperci apelują o poddanie go konsultacjom publicznym m.in. ze względu na daleko idące konsekwencje gospodarcze, jakie będzie mieć jego uchwalenie.

– Procedura powstawania tej ustawy jest oryginalna. Zaczęło się od zbyt krótkiego terminu na konsultacje, następnie na niemal kwartał zapadła cisza, a po niej pokazano nową wersję projektu, która nie podlega już konsultacjom, mimo że znalazło się w niej sporo całkowicie nowych rozwiązań i propozycji. Przykładowo ma powstać narodowy operator, któremu zostaną przyznane bardzo cenne dobra, jakimi są częstotliwości niezbędne do budowy sieci 5G w Polsce. O takich sprawach na pewno powinno się rozmawiać z przedsiębiorcami i rynkiem – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP.

Pierwszy projekt ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, zaprezentowany na początku września ub.r., wywołał kontrowersje wśród ekspertów i całego rynku telekomunikacyjnego m.in. ze względu na ekspresowy, 14-dniowy termin konsultacji publicznych czy też zapisy, które pozwalają wykluczyć część dostawców infrastruktury 5G na podstawie niejasnych kryteriów (np. takich, czy dana firma pochodzi z kraju, w którym są przestrzegane prawa człowieka). W ocenie prawników, jak i Rządowego Centrum Legislacji projekt zawierał też cały szereg wad prawnych i był sprzeczny nie tylko z krajowymi, lecz także międzynarodowymi i unijnymi przepisami dotyczącymi m.in. wolnego handlu i swobody prowadzenia działalności gospodarczej.

Po otrzymaniu ponad 750 uwag od ekspertów, instytucji branżowych i przedsiębiorców w styczniu tego roku pojawiła się nowa propozycja zmian. Tylko w kosmetycznym stopniu uwzględniła ona jednak uwagi i zastrzeżenia zgłoszone w toku publicznych konsultacji.

– Te przepisy wprost ingerują w to, jak przedsiębiorcy mają prowadzić swoje biznesy. Mogą m.in. zmusić ich do wymiany używanego sprzętu oraz oprogramowania w wyniku decyzji podjętej przez grono decydentów na podstawie niejasnych przesłanek, prawdopodobnie motywowanych politycznie – mówi Andrzej Malinowski.

Nowelizacja ustawy o KSC będzie mieć duże przełożenie na wdrażanie w Polsce sieci 5G. Bez jej uchwalenia nie ruszy aukcja UKE na częstotliwości niezbędne dla budowy nowego standardu. Nowe przepisy mają też określić kryteria oceny dostawców infrastruktury dla tej technologii. Tymczasem już teraz wprowadzenie sieci nowej generacji w Polsce jest opóźnione względem innych krajów europejskich.

– Czechy w ubiegłym roku rozdysponowały już częstotliwości 5G. W Polsce z kolei 30 grudnia 2020 roku weszło w życie rozporządzenie ministra cyfryzacji w sprawie minimalnych środków technicznych i organizacyjnych oraz metod, jakie przedsiębiorcy telekomunikacyjni są obowiązani stosować w celu zapewnienia bezpieczeństwa i integralności sieci lub usług. Te przepisy były konsultowane przez niemal sześć miesięcy przez cały rynek i miały gwarantować bezpieczeństwo sieci. Dokumentacja aukcyjna również wydaje się być gotowa. Dlatego trudno jest racjonalnie wyjaśnić dalsze wstrzymywanie postępu technologicznego – podkreśla prezydent Pracodawców RP. – Polska na pewno znajduje się pod presją czasu, bo budowa sieci 5G jest u nas opóźniona. Nie może być to jednak argumentem za dopychaniem złych rozwiązań kolanem.

Eksperci wskazują, że ujęty w nowelizacji ustawy mechanizm wykluczania konkretnych firm na podstawie kryteriów narodowościowych uderzy głównie w chińskie koncerny technologiczne. Firmy uznane za tzw. dostawców wysokiego ryzyka zostaną wykluczone z polskiego rynku, bez realnej możliwości odwołania się od tej decyzji.

 Jeśli ustawa zostanie przyjęta w takim kształcie, to oznacza wzrost ryzyka i wzrost kosztów prowadzenia biznesu dla przedsiębiorstw telekomunikacyjnych i teleinformatycznych. Wzrośnie koszt inwestycji w infrastrukturę, a budowa sieci 5G w Polsce jeszcze bardziej się opóźni. Czyli będzie dokładnie na odwrót, niż być powinno, bo mieliśmy przecież rozwijać infrastrukturę cyfrową i przyspieszać z digitalizacją w administracji i biznesie – mówi Andrzej Malinowski.

Nowy raport, opracowany przez Audytel i kancelarię Dentons na zlecenie Huaweia, pokazuje, że wykluczenie tego producenta z polskiego rynku może wywołać łączne straty dla krajowej gospodarki sięgające nawet 44 mld zł – w tym między innymi 21,5 mld zł straty wynikającej z obniżenia PKB, ok. 600 mln zł bezpośredniej straty dla Skarbu Państwa i ponad 14 mld zł straty po stronie operatorów telekomunikacyjnych, którzy byliby zmuszeni do wymiany sprzętu sieciowego. Skutkiem wdrożenia noweli ustawy o KSC i wykluczenia Huaweia byłyby też dalsze opóźnienia w budowie sieci 5G, sięgające nawet trzech lat, tymczasem każde sześć miesięcy takiego opóźnienia zwiększyłoby i tak już ujemne saldo skutków ekonomicznych o dodatkowe 16–17 mld zł.

Najnowszy projekt nowelizacji ustawy o KSC trafił już na Komitet Rady Ministrów ds. Cyfryzacji oraz ds. Europejskich. Eksperci ds. prawa, instytucje branżowe i podmioty działające w branży telko apelują jednak o ponowne poddanie go konsultacjom publicznym.

 Z zapowiedzi strony rządowej wynika, że ten projekt ma być przyjęty niemal natychmiast przez Radę Ministrów. Z perspektywy proceduralnej zawsze jednak istnieje możliwość przekazania projektu do ponownych konsultacji. To zależy jedynie od dobrej woli osób decyzyjnych – mówi prezydent Pracodawców RP. – W przypadku poważnych wątpliwości, które zgłaszane są przez organizacje pracodawców oraz izby branżowe, należałoby się zatrzymać i zastanowić. Do końca wierzymy, że z uwagi na tak poważne zmiany premier uwzględni jednak głos strony społecznej i skieruje nowy projekt ustawy do konsultacji, a następnie zorganizuje dyskusję z tymi podmiotami, które sformułują uwagi oraz propozycje poprawek.

Opracowany przez Polaków innowacyjny system montażu okien ma szansę stać się światowym standardem. Pozwoli na ogromną redukcję emisji CO2

Sektor budownictwa ma do odegrania ważną rolę w dążeniu do neutralności klimatycznej. Dziś budynki mieszkalne konsumują bowiem więcej energii niż transport i przemysł, odpowiadając za ok. 38 proc. krajowej emisji CO2 – wynika z danych zawartych w raporcie WWF Polska. Głębokie zmiany w branży wspomagają nie tylko nowe przepisy krajowe i unijne, regulujące warunki techniczne budów, ale także nowinki techniczne, które producenci materiałów budowlanych wprowadzają na rynek. Taki cel przyświecał m.in. Grupie Selena w pracach nad nowym standardem uszczelniania i izolacji połączeń ościeżnic z ościeżami WINS.

– Dekarbonizacja we współczesnym świecie ma bardzo wiele oblicz i one są związane z bardzo szeroką i wieloraką aktywnością człowieka. Dotyczy m.in. budownictwa, bo budynek to miejsce, które chroni człowieka przed różnego rodzaju negatywnymi oddziaływaniami pogody – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Domarecki, prezes zarządu Selena FM SA. – Chodzi o to, by budynki przestały zużywać tak wiele ciepła i energii oraz emitować tak wiele CO2, żeby nadal chroniły człowieka, ale bez kosztów dla przyrody.

Z listopadowego raportu „Zeroemisyjna Polska 2050”, który został opracowany przez WWF Polska we współpracy m.in. z Krajową Agencją Poszanowania Energii (KAPE), wynika, że to właśnie budynki konsumują w Polsce najwięcej energii więcej niż transport i przemysł. W sumie zużywają ok. 41 proc. energii pierwotnej, odpowiadając jednocześnie za ok. 38 proc. krajowej emisji CO2.

Wynika to z faktu, że większość budynków jest zazwyczaj nieocieplona albo ocieplona nieprawidłowo i wyposażona w przestarzałe kotły na paliwa stałe, które w ogromnym stopniu przyczyniają się do emisji z sektora. Ich głęboka termomodernizacja pozwoliłaby na zmniejszenie zużycia energii od 35 do nawet 85 proc., a według KAPE w efekcie możliwe byłoby zredukowanie ponad 46 mln ton CO2 i niemal 90 tys. ton pyłów rocznie.

– UE chce osiągnąć neutralność klimatyczną do 2050 roku. Budynki są bardzo ważnym obszarem w dążeniu do tej neutralności i w ciągu kolejnych 30 lat musimy przeprowadzić proces dekarbonizacji, żeby to rzeczywiście miało szansę się zadziać – mówi Alicja Kuczera, dyrektor zarządzająca Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego (PLGBC). – Wpływ budynków na środowisko jest bowiem kolosalny. W Europie są odpowiedzialne za ok. 33 proc. wykorzystywanej wody, 50 proc. zużycia zasobów naturalnych i 30 proc. generowanych odpadów.

Poprawę efektywności energetycznej budynków powoli wymusza unijne prawodawstwo – w tym m.in. dyrektywa EPBD, dzięki której Unia Europejska chce zredukować zużycie energii i emisję CO2 w budownictwie. W Polsce nowe warunki techniczne zaczęły obowiązywać z początkiem tego roku. W efekcie znacznie zaostrzone zostały m.in. współczynniki zużycia energii i przenikania ciepła w budynkach oraz wymogi dotyczące izolacyjności cieplnej materiałów budowlanych. Wymusi to np. stosowanie okien i drzwi o wyższych parametrach energooszczędności, a dachy i ściany będą wymagały grubszej warstwy termoizolacyjnej.

– Wszystkie działania, które będą komasowane dookoła budynków, zmniejszające ich zużycie energii, zmierzające do budowania w bardziej zrównoważony sposób, to działania dla dobra wspólnego, bo przyczyniają się do osiągnięcia neutralności klimatycznej – mówi Alicja Kuczera.

Jak podkreśla, działania regulacyjne to jeden aspekt, ale dekarbonizacja wymaga zaangażowania i współpracy wszystkich uczestników rynku.

– Począwszy od inwestorów, deweloperów, wykonawców i architektów, którzy to wszystko projektują, oraz administracji krajowej, która musi nadać temu całe ramy prawne, przez administrację lokalną, firmy dostarczające materiały i technologie budowlane, bo one też są bardzo ważne, aż po nas, czyli zwykłych Kowalskich, użytkowników budynków – wymienia dyrektor zarządzająca PLGBC. – Wszystkie te działania, które przyspieszą nam ten proces, szczególnie w najbliższych 5–10 latach, są szalenie potrzebne.

Poprawie efektywności budynków służą także nowe rozwiązania i nowinki techniczne wprowadzane na rynek przez branżę budowlaną. W ten sposób swoją cegiełkę do stopniowej dekarbonizacji sektora chce dołożyć Grupa Selena, która jest jednym z największych producentów i dystrybutorów chemii budowlanej na skalę globalną (operuje na ponad 100 rynkach zagranicznych). W styczniu dołączyła do Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego – PLGBC, które skupia firmy, instytucje i najlepszych ekspertów z branży green building i od lat upowszechnia w Polsce zrównoważone budownictwo. Selena prawie od początku swojej działalności wprowadza też na rynek produkty, które obniżają straty ciepła w budynkach i zmniejszają ich zapotrzebowanie na energię – zarówno do ogrzewania, jak i chłodzenia.

– Byliśmy jedną z pierwszych w Polsce firm, która wprowadziła na rynek piany montażowe albo uszczelniacze. Na początku lat 2000 stworzyliśmy nowy standard pian montażowych oparty na Tytan 65, który miał tak dobre parametry techniczne, że w ciągu pięciu lat stał się liderem na tak odległych rynkach jak Korea Południowa, Rosja, Kazachstan, Ukraina, Czechy, Kanada, Finlandia i oczywiście również w Polsce – mówi prezes Seleny.

Grono ekspertów firmy wraz z wewnętrznym działem R&D oraz instalatorami okien od ubiegłego roku pracowało nad nowym standardem uszczelniania i izolacji połączeń ościeżnic z ościeżami WINS, który ma być odpowiedzią na potrzeby branży budowlanej.

– Standard WINS zmierza do osiągnięcia dwóch celów: redukcji mostków termicznych i związanej z tym utraty ciepła, a dzięki temu również redukcji zużycia energii elektrycznej i emisji CO2. Z drugiej strony ułatwia pracę montażysty czy instalatora w trakcie montażu okna. Jest to pierwszy na świecie system, który jest tak prosty w użyciu, dlatego staramy się doprowadzić do tego, aby stał się standardem światowym – mówi Krzysztof Domarecki.

– Tego typu systemy bardzo pomagają we wznoszeniu budynków szczelnych, które nie mają strat ciepła. W tej chwili ogromną bolączką jest to, że mamy superdrogie okna o najwyższych parametrach, bo rzeczywiście wymogi, które weszły od stycznia 2021 roku, narzucają wysokie standardy producentom okien, ale w momencie, kiedy przychodzi do osadzenia ich w budynku, pojawia się duży problem. Tworzą się mostki cieplne: ciepłe powietrze ucieka, a wlatuje zimne. Dlatego potrzebne są tego typu systemy, które są łatwe i szybkie w montażu, dzięki czemu energochłonność budynku zmaleje – mówi Alicja Kuczera.

Prezes Seleny ocenia, że nowo opracowany standard WINS przyczyni się do redukcji zużycia energii nie tylko w nowych budynkach, lecz także już istniejących.

– Nasz zespół pracował nad tym wynalazkiem ponad pięć lat. Teraz największe wyzwanie to pokazać je instalatorom i architektom w całej Europie, nauczyć ich nowych technologii, więc bardzo dużo pracy przed nami. Ale liczę na to, że korzyścią będą megatony redukcji emisji CO2 – podkreśla Krzysztof Domarecki.

Pandemia zaostrzyła konkurencję w e-handlu. Sprzedawcy szukają wyróżników i stawiają na nowe technologie jak rozszerzona rzeczywistość czy sztuczna inteligencja

Pandemia COVID-19 sprawiła, że duża część wydatków zakupowych Polaków przeniosła się do sieci, ale z drugiej strony – zaostrzyła też konkurencję w e-commerce. W efekcie sprzedawcy muszą inwestować w nowe narzędzia i technologie pozwalające im lepiej docierać do klientów. Ci wręcz oczekują takich rozwiązań jak wideo produktowe czy wirtualne przymierzalnie. Jak wynika z badań e-Izby, korzysta z nich już ponad połowa internautów w trakcie zakupów online. Rozwiązania oparte na nowoczesnych technologiach pomagają również zmniejszyć liczbę zwrotów we wrażliwej pod tym względem branży fashion.

– Widzimy znaczny wzrost sprzedaży w związku z pandemią. Gros klientów, nie mogąc skorzystać z galerii handlowych i sklepów stacjonarnych, przeniosło się do internetu i tam szukało interesujących ich towarów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Błażej Jarosiewicz, kierownik sprzedaży i marketingu PaMaMi.pl, producenta zimowych akcesoriów. – Rosnąca popularność zakupów przez internet, coraz lepsze metody płatności i coraz szybsze dostawy zatrzymają w tym kanale sporą część klientów, która w dobie pandemii była zmuszona do zakupów w sieci.

Kanał e-commerce zanotował skokowy wzrost popularności w czasie lockdownu i ograniczeń związanych z pandemią COVID-19, kiedy stacjonarne sklepy były zamknięte albo tradycyjne zakupy wiązały się z obawą przed zakażeniem. Jak wynika z danych Gemiusa, jeszcze na samym początku pandemii (w marcu ub.r.) zakupy w internecie robiło już 73 proc. polskich internautów. Z kolei wrześniowe badanie Dentsu Aegis pokazało, że przez COVID-19 prawie połowa konsumentów (49 proc.) zaczęła częściej wybierać ten kanał zakupowy. Pandemia sprawiła więc, że duża część wydatków zakupowych Polaków przeniosła się do sieci, a do e-commerce przekonały się nawet osoby, które dotychczas były w sieci bierne i korzystały wyłącznie z tradycyjnych kanałów zakupowych.

– Obecnie sprzedajemy wyłącznie przez internet, głównie przez naszą stronę internetową i przez popularny portal sprzedażowy. W listopadzie ubiegłego roku weszliśmy na niemiecki Amazon i warto było podjąć ten krok. W tym momencie zastanawiamy się już nad wejściem na kolejne rynki, również z wykorzystaniem sklepu Amazona – mówi Błażej Jarosiewicz.

W tej chwili sprzedaż za pośrednictwem tej platformy stanowi wartościowo już prawie blisko 30 proc. całkowitej sprzedaży w segmencie B2C. Współpraca z Amazonem i rosnąca popularność e-commerce, przyspieszona dodatkowo pandemią SARS-CoV-2, pozytywnie odbiła się też na wynikach marki, która od września do stycznia zanotowała w sumie ponad 350-proc. wzrost sprzedaży w B2C, trzykrotnie zwiększyła przychód i pozyskała ok. 83 proc. więcej nowych użytkowników. Co istotne, 75 proc. całego ruchu w sklepie internetowym generują obecnie urządzenia mobilne.

Szybki rozwój internetowego handlu nie tylko napędza wyniki, ale powoduje też, że w kanale e-commerce zaostrza się konkurencja. To z kolei wymusza na firmach i sprzedawcach inwestycje w nowe rozwiązania i technologie, pozwalające im lepiej docierać do klientów.

– Rynek e-commerce jest bardzo dynamiczny. Nie idąc do przodu, będziemy się cofać, w związku z czym staramy się cały czas pracować nad nowymi rozwiązaniami. Chcemy wprowadzić algorytmy sztucznej inteligencji do sklepu internetowego, tak aby w lepszy sposób dopasowywać ofertę do preferencji klienta – wyjaśnia kierownik sprzedaży i marketingu PaMaMi.pl.

Klienci wręcz oczekują nowoczesnych, coraz wygodniejszych rozwiązań. Jak wynika z ubiegłorocznego raportu e-Izby „Omni-commerce. Kupuję wygodnie”, ponad połowa (55 proc.) internautów w trakcie zakupów online korzysta już z nowoczesnych rozwiązań zakupowych typu wideo produktowe czy wirtualne przymierzalnie. W największym stopniu dotyczy to młodszej generacji, w wieku 15–24 lata.

– Najważniejsze są trzy aspekty: dostępność produktów, jak najszersza widoczność oferty i możliwość wyróżnienia się – wymienia Błażej Jarosiewicz. – Właśnie w celu wyróżnienia się na tym dosyć szerokim rynku poprosiliśmy firmę Sensi Labs o stworzenie dla nas narzędzia, jakim jest wirtualna przymierzalnia PaMaMi Fit It. Aplikacja zmienia ekran telefonu w wirtualną przymierzalnię, w której możemy sprawdzić, jak będziemy wyglądać w konkretnym modelu i kolorze czapki. Pozwala też zrobić i zapisać zdjęcie, podzielić się nim na portalu społecznościowym czy obejrzeć model czapki w 3D.

Z wirtualnych przymierzalni, opartych na rozszerzonej rzeczywistości, korzystało w ubiegłym roku raptem ok. 6 proc. kupujących w sieci – wynika z raportu e-Izby. To narzędzie powoli, ale stopniowo zyskuje jednak popularność, ponieważ rozwiązuje jeden z największych problemów internetowych zakupów, czyli brak możliwości wcześniejszej przymiarki. Z danych Gemiusa wynika, że klienci niekupujący online (jest ich 27 proc.) jako najczęstszą przyczynę wskazują właśnie brak możliwości fizycznego kontaktu z produktem i przetestowania go przed zakupem. Dotyczy to głównie branży fashion, czyli zakupów ubrań i dodatków.

– Zakupy online w branży fashion są trudne, bo nie widzimy siebie, nie widzimy, jak będziemy wyglądać w danym ubraniu. Widzimy tylko modela bądź modelkę. Tutaj z pomocą przychodzi nasza aplikacja PaMaMi Fit It, w której można się przejrzeć, zobaczyć, czy dany produkt będzie pasował, i zadecydować, czy chcemy go kupić, czy nie – mówi ekspert z PaMaMi.pl.

Wirtualne przymierzalnie bazujące na AR sprawdzą się zwłaszcza w zakupach ubrań czy dodatków, ale w e-commerce dopiero zdobywają popularność i na razie wdrożenia nie są zbyt liczne. Wcześniej jako jedna z pierwszych powstała m.in. wirtualna przymierzalnia Glasses Click & Fit przeznaczona dla producentów okularów, dystrybutorów i sklepów optycznych, która pozwala dopasować oprawki okularów do kształtu twarzy.

– Wprowadzając tę aplikację, liczyliśmy przede wszystkim na efekt pierwszeństwa. W branży fashion chcieliśmy być pierwsi z zastosowaniem rozszerzonej rzeczywistości i to nam się udało – mówi Błażej Jarosiewicz. – Spodziewamy się, że dzięki temu narzędziu będziemy też mieć mniej zwrotów.

Jak podkreśla, PaMaMi zamierza inwestować w kolejne rozwiązania i technologie, które pozwolą marce wyróżnić się w e-commerce i będą stanowić o przewadze nad konkurencją. Poza wirtualną przymierzalnią w tej chwili marka wykorzystuje też m.in. algorytmy sztucznej inteligencji, które wspomagają proces prezentowania spersonalizowanej oferty dla klienta.

– Rynek e-commerce ogólnie będzie się cały czas rozwijał w kierunku nowych technologii. Branży fashion również to dotyczy – mówi kierownik sprzedaży i marketingu PaMaMi.pl.

W polskiej bazie naukowcy symulują warunki panujące w kosmosie. Badania pomogą agencjom kosmicznym w załogowych misjach na Księżyc i Marsa

Symulowana załogowa misja kosmiczna pozwoli sprawdzić wpływ przymusowej izolacji na człowieka. Naukowcy badają, jak zmienia się układ nerwowy przy długotrwałym przebywaniu w jednym pomieszczeniu. Warunki panujące w habitacie są analogiczne do tych, jakie mają panować w przyszłej bazie na Księżycu czy Marsie. W polskiej bazie Lunares prowadzone są też eksperymenty dotyczące m.in. wpływu mikrograwitacji na procesy biologiczne.

– Misja izolacyjna w habitacie badawczym Lunares to tzw. misja analogowa, symulowana, która może mieć różne cele, ale głównie są to cele badawcze. Jest to próba zasymulowania pewnych warunków, których możemy się spodziewać w kosmosie, i sprawdzenia, jak będą sobie radzili w nich ludzie. Ta zasymulowana przestrzeń spełnia rolę bazy kosmicznej, gdzie ludzie żyją, śpią i pracują bez kontaktu ze światem zewnętrznym, bez okien, bez kontaktu z najbliższymi. Taka misja trwa dwa tygodnie – mówi agencji Newseria Innowacje Leszek Orzechowski, architekt Space is More.

Habitat Lunares to pierwsza tego typu baza w Polsce. Powstała, aby móc przetestować ludzi w warunkach osamotnienia, życia i pracy na bardzo małej przestrzeni. Warunki, jakie panują w habitacie, do złudzenia przypominają te, które będą panować w przyszłej bazie na Księżycu czy Marsie. Takie testy mogą mieć kluczowe znaczenie dla misji kosmicznych. Sprawdzą gotowość astronautów do pracy pod presją i w osamotnieniu.

– Astronauci z jednej strony muszą doglądać habitatu, spożycia wody, energii, produkują szarą wodę, którą następnie mogą wykorzystać np. do spuszczania toalety czy do uprawy żywności. My już takie eksperymenty robimy. Jeśli chcą wyjść, muszą założyć skafander kosmiczny i wypełnić scenariusz spaceru, jednak pozostają na terenie zamkniętej, odizolowanej od środowiska powierzchni 300 mkw. w specjalnie do tego przygotowanym, podłączonym do habitatu hangarze wojskowym – tłumaczy Leszek Orzechowski.

Jak przekonuje ekspert, baza to idealne miejsce do sprawdzenia, jak ludzie radzą sobie w ekstremalnych sytuacjach. Kiedy wystartuje misja, na badania będzie już za późno. Tymczasem powodzenie misji kosmicznych w dużej mierze zależy właśnie od człowieka i jego umiejętności radzenia sobie w trudnych warunkach. Stąd np. testy przerwania skafandra.

– To są też testy fizjologiczne, badamy załogę przed pobytem i po nim rezonansem magnetycznym, patrzymy, jak takie zamknięcie wpływa na ich poczucie równowagi, poczucie postrzegania przestrzennego. Bo jeżeli się poleci gdziekolwiek dalej, po długiej drodze wysiądzie się ze statku kosmicznego, to może nie być to takie bezpieczne, jak byśmy sobie to wyobrażali – wskazuje architekt Space is More.

Naukowcy testowali już wytrzymałość człowieka przy przesunięciu rytmu dobowego, badania z wykorzystaniem iluzji czasu były unikalne na skalę światową. Stworzono też fizjologiczną lampę, która dzięki emitowaniu na odpowiedniej częstotliwości fal UV działa na organizm człowieka podobnie jak słońce. W bazie testuje się też wpływ diety liofilizowanej podczas misji kosmicznych na funkcjonowanie człowieka.

– Sprawdzamy z Pomorskim Uniwersytetem Medycznym, jak wpływa taka dieta na florę bakteryjną jamy ustnej, przewodu pokarmowego, na gromadzenie się osadu czy płytki nazębnej. W każdym zakątku fizjonomii jest miejsce na interesujące badania i dlatego zamykamy je w pięciomisjowych kampaniach, gdzie mamy ustalone główne warunki, które są w habitacie, możemy je też powtórzyć – zaznacza ekspert.

Podczas misji sprawdzany będzie też wpływ ograniczonego ruchu i przymusu noszenia skafandra na narządy ruchu. Jeśli ucierpi zmysł równowagi czy postawa ciała, naukowcy będą chcieli opracować zestaw ćwiczeń fizycznych, które pomogą utrzymać sprawność.

– Współpracują z nami agencje kosmiczne. Nasza placówka powstała oddolnie, ma tę zaletę, że możemy współpracować dość sprawnie z kimkolwiek, więc przybywają do nas naukowcy z różnych agencji kosmicznych i to się po prostu agencjom kosmicznym przydaje. Baza znajduje się w Polsce, więc my trochę ten kosmos załogowy sprowadzamy do nas, na zachodzie Europy o wiele trudniej zdobyć np. zgodę rady bioetycznej na badania na ludziach w zakresie izolacji – wskazuje Leszek Orzechowski.

Rosnąca liczba aut napędza rozwój aplikacji do współdzielenia miejsc parkingowych. W przyszłości autonomiczne pojazdy same będą je odnajdywać

Zapotrzebowanie na innowacyjne parkingi będzie rosło, ponieważ zwiększa się liczba aut, a ekonomia wymusza na dostawcach usług parkingowych optymalizację kosztów i zwiększenie dostępności miejsc parkingowych. Obecnie rozwiązaniem mogą być aplikacje pomagające współdzielić miejsce parkingowe, czyli udostępniać je wówczas, gdy właściciel z niego nie korzysta. – W przyszłości autonomiczne samochody będą zintegrowane z innowacyjnymi rozwiązaniami parkingowymi, co pozwoli im samodzielnie odnaleźć miejsce i zaparkować – podkreśla Paweł Postupalski, założyciel Parkey.

W czasie pandemii koronawirusa problemy z parkowaniem wcale się nie zmniejszyły. Liczba aut w stolicy przekracza 1,5 mln, a pandemia spowodowała jeszcze zwiększenie ruchu na rzecz samochodów osobowych, gdyż wielu kierowców na co dzień dojeżdżających do pracy komunikacją miejską obawia się teraz zakażenia. Z kłopotami ze znalezieniem wolnego miejsca borykają się zarówno mieszkańcy Warszawy, jak i pracownicy firm codziennie docierający do pracy. Nie pomogły wprowadzane zmiany w Strefach Płatnego Parkowania Niestrzeżonego ani też zastosowanie nowoczesnych rozwiązań do e-kontroli.

– Na pewno potrzebne są innowacyjne rozwiązania parkingowe, ponieważ coraz trudniej jest zaparkować na mieście. Szczególnie dobrym przykładem jest Warszawa, gdzie obszar płatnego parkingu został zwiększony, a jednocześnie zostały podniesione koszty parkingowe. Zatem możliwość wykorzystania rozwiązań z obszaru IT, żeby ułatwić osobom dojeżdżającym do pracy czy szukającym miejsca parkingowego, jest naturalną potrzebą rynku czy konsumentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Paweł Postupalski, założyciel Parkey.

Zapotrzebowanie na innowacyjne rozwiązania w obszarze parkowania będzie rosło, ponieważ liczba aut wciąż się zwiększa, a ekonomia wymusza na dostawcach takich usług jak parkingi optymalizację kosztów i zwiększenie dostępności miejsc. Przykładem mogą być nie tylko parkingi publiczne czy biurowe, ale także inne parkingi „pod chmurką” – przy lotniskach czy w centrach handlowych, które też będą chciały jak najbardziej ułatwić proces parkingowy. Innowacje pomogą zarówno użytkownikom, kierowcom, którzy będą mieli ułatwiony proces parkowania, jak i właścicielom parkingów, którzy będą w ten sposób zwiększali swoje przychody.

Innowacyjnym podejściem może być współdzielenie miejsc parkingowych, wpisujące się w coraz popularniejszą ekonomię współdzielenia.

– Jedną z koncepcji, którą rozważamy,  jest wykorzystanie aplikacji mobilnej do współdzielenia miejsc parkingowych w osiedlach mieszkaniowych. Mogłoby to polegać na tym, że mieszkańcy danego osiedla nie mają wykupionych miejsc na stałe, tylko współdzielą je na zasadzie rezerwacji. Dzięki temu unikają kosztów związanych z opłatą, wykupieniem od dewelopera miejsca parkingowego, a ich miesięczne koszty są związane z tym, że płacą po prostu dzienną opłatę parkingową, a nie miesięczną, która jest dosyć wysoka w Warszawie – wskazuje założyciel Parkey.

Budowana przez start-up platforma oferowana jest firmom wynajmującym przestrzeń parkingową w budynkach biurowych, jednak w przyszłości może sprawdzić się także na prywatnych osiedlach mieszkaniowych. Ideą aplikacji jest umożliwienie zmotoryzowanym współdzielenia miejsc parkingowych pomiędzy sobą w celu jak najlepszego wykorzystania przestrzeni parkingowej.

– Z punktu widzenia całego osiedla ta koncepcja polegałaby na tym, że osoba, która nie korzysta w danym dniu z miejsca parkingowego, bo jest przykładowo na wakacjach, nie rezerwuje miejsc, a osoby, które chcą w dany dzień zaparkować, rezerwują to miejsce z wyprzedzeniem i mają zagwarantowane, że będą miały gdzie zaparkować – tłumaczy ekspert.

W przyszłości wsparciem dla problemów z parkowaniem mogą się też okazać nowoczesne technologie oparte na internecie rzeczy czy też autonomii pojazdów.

– IoT w połączeniu z koncepcjami związanymi ze smart building to jest coś, co nas czeka w najbliższym czasie. Z kolei, kiedy auta samojezdne zaczną być normą i będą zintegrowane z nowoczesnymi rozwiązaniami parkingowymi, samochód sam będzie wiedział, dokąd pojechać i gdzie zaparkować – podsumowuje Paweł Postupalski.

Jak rok 2021 zmieni podejście do potrzeb i oczekiwań inwestorów?

Ostatni rok zmienił wiele priorytetów w branży nieruchomości, zwłaszcza dla tych, którzy w nie inwestują. Na próbę została wystawiona elastyczność głównie najemców i właścicieli. Zmieniły się również potrzeby i oczekiwania inwestorów, których w przyszłym roku czeka większa ostrożność w procesach decyzyjnych. Jakie nieruchomości będą cieszyć się największym zainteresowaniem? Jakie kryteria będą brane pod uwagę przy zakupie nieruchomości?

Reorganizacja potrzeb

Pomimo wszelkich zmian spowodowanych pandemią nieruchomości w tym i kolejnych latach wciąż będą stanowić doskonałą alternatywę dla innych inwestycji. Obserwowane jest zainteresowanie nieruchomościami w najlepszych lokalizacjach, choć one mogą nie pokrywać się z tymi uważanymi do tej pory za te najbardziej pożądane. Ostrożność inwestorów objawiać się będzie w dokładniejszym badaniu inwestycji oraz jej najemców. Inwestorzy muszą się bowiem liczyć ze skutkami wprowadzonego lockdownu, takimi jak spadki obrotów, redukcje czynszów lub nawet okresy bezczynszowe. Istotne będzie sprawdzenie alternatyw dla obecnej funkcji, którą spełniają wynajmowane powierzchnie. Widać wzmożone zainteresowanie tymi nieruchomościami, które poradziły sobie najlepiej w czasie zamrożenia gospodarki, np. retail parkami czy magazynami. Wielu inwestorów zwraca się w kierunku nieruchomości alternatywnych, jak np. mieszkania na wynajem (BTR) czy domy senioralne.

Powierzchnie na czasie

Handel stacjonarny, który dotkliwie odczuł skutki pandemii, przeniósł się do sieci. Jesteśmy świadkami niebywałego rozwoju e-commerce w naszym kraju. Od jakiegoś czasu magazyny to najbardziej atrakcyjny rodzaj nieruchomości dla inwestorów.

Zakupy przez internet to nie tylko magazyn, ale i rozbudowana sieć logistyczna oraz centrala, która zajmuje się zamówieniami. Pozycja powierzchni magazynowych wzrosła w Polsce przez pandemię, ale również inne czynniki. Należą do nich niższe niż w Europie Zachodniej stawki czynszu i koszty obsługi personelu, jak również coraz lepsza sieć drogowa. Dowodem tej pozycji jest m.in. fakt wejścia Amazon, lidera e-commerce na świecie na rynek polski. Magazyny znajdują się w czołówce atrakcyjnych nieruchomości dla inwestorów w tym roku – mówi Małgorzata Cieślak-Belgy, Investment Director CEE w MNK Partners.

Wymagania na miarę

Czy biurowce oraz nieruchomości z przestrzeniami biurowymi wciąż będą interesujące? Home office mógł to chwilowo zachwiać, ale pracownicy wracają do biur, choć zazwyczaj w systemie hybrydowym. Spodziewany efekt w postaci redukcji powierzchni powinien być mniejszy niż początkowo sądzono, ponieważ wymagania minimalnej powierzchni na stanowisko pracy najprawdopodobniej ulegną zwiększeniu, a wielu najemców kładzie ogromny nacisk na bezpieczeństwo pracy i komfort zatrudnionych. Budynki powinny być technologicznie zaawansowane, by dostosować je do obecnych wymagań pracy (telekonferencje, lepsza jakość powietrza etc.), by zmniejszyć koszty eksploatacyjne, ale również wpłynąć na istotną obecnie ochronę środowiska. Na wadze zyskują systemy oszczędzania energii, np. montaż paneli słonecznych. Ochrona środowiska i tzw, szeroko pojęte sustainability, to podejście istotne nie tylko dla inwestorów, ale również dla banków i najemców.

Wśród niektórych sektorów rynku widać wyraźny wzrost  zainteresowania inwestorów. Są to BTR, czyli nieruchomości mieszkaniowe na wynajem, senior housing oraz akademiki, mimo że mocno ucierpiały podczas pandemii. Z pewnością należy również wymienić wspomniane wcześniej powierzchnie magazynowe, które wiodą prym przez rozwój e-commerce.

Aktywa TFI Allianz Polska przekroczyły 4 mld zł

Wartość aktywów TFI Allianz Polska wzrosła w styczniu o 124 mln zł i pierwszy raz w historii spółki przekroczyła 4 mld zł. Wartość nabyć netto w pierwszym miesiącu 2021 roku wyniosła 89,4 mln zł.

Mimo tego, że styczeń na rynkach finansowych cechowała dość duża zmienność, był to dobry miesiąc dla naszych funduszy. Wysokie nabycia obserwowaliśmy w dalszym ciągu głównie w funduszach dłużnych, jednak od kilku miesięcy widzimy rosnące zainteresowanie funduszami inwestującymi w akcje spółek zagranicznych. Szczególnym powodzeniem cieszyły się nasze fundusze tworzone we współpracy z Allianz Global Investors, nowość w ofercie – Allianz China A-Shares oraz Allianz Artificial Intelligence. Subfundusz Allianz China A-Shares – uruchomiony w końcu października ubiegłego roku, wypracował w styczniu najlepszą stopę zwrotu wśród wszystkich funduszy akcji azjatyckich dostępnych na rynku +5,8%. Fundusz od początku działalności na koniec stycznia pozwolił zarobić swoim uczestnikom 22,8%. Technologiczny Allianz Artificial Intelligence, z nieco dłuższą historią działalności, w styczniu wypracował stopę zwrotu +6,0%, a za 2020 może pochwalić się imponującym wynikiem +85,1% – komentuje Anna Bąkała Członek Zarządu, TFI Allianz Polska SA.

Wzrost naszych aktywów zawdzięczamy nie tylko dobrej sytuacji na rynkach w ostatnich miesiącach ubiegłego roku, ale też pozyskaniu nowych klientów. W ubiegłym roku zakończyliśmy proces przejmowania dużego programu emerytalnego, który ma udział we wzroście aktywów. Poza tym rosną aktywa funduszy zdefiniowanej daty w ramach PPK, w których oszczędza z nami już ponad 2 tys. pracodawców. Wartość tych aktywów wzrosła w styczniu do ponad 95 mln zł – zauważa Rafał Szwabo (Dyrektor ds. Planów Emerytalnych/TFI Allianz Polska SA).

Kiedy COVID-19 jest chorobą zawodową?

  • COVID-19 jako choroba zakaźna może być chorobą zawodową według Ministerstwa Zdrowia.
  • Obowiązkiem pracodawców jest zapobieganie zachorowaniom.
  • W ramach działań profilaktycznych firma może zorganizować badania przesiewowe lub punkt szczepień w swojej siedzibie.

Niepokój pracowników związany z koronawirusem nie maleje. Ewentualnym zarażeniem martwi się wielu pracowników, którzy nie mogą wykonywać swojej pracy zdalnie. Już na początku pandemii pojawiło się też pytanie, czy COVID-19 może być chorobą zawodową. Naczelna Rada Lekarska uznała, że tak. Co to oznacza dla pracowników i pracodawców?

Za chorobę zawodową może być uznany każdy problem zdrowotny wywołany działaniem czynników szkodliwych dla zdrowia występujących w środowisku pracy albo w związku ze sposobem wykonywania pracy. Oznacza to, że zarażenie koronawirusem w pracy może mieścić się w tej definicji. Obowiązkiem pracodawców jest zatem zapobieganie infekcjom oraz ułatwienie dostępu do odpowiednich działań profilaktycznych. W przypadku koronawirusa profilaktyką, oprócz zachowania reżimu sanitarnego, może być regularna organizacja testów przesiewowych dla pracowników, a także zorganizowanie szczepień w siedzibie firmy – zauważa Xenia Kruszewska, Dyrektor Działu Ubezpieczeń Zdrowotnych w SALTUS Ubezpieczenia.

O co może zadbać pracodawca?

Jak pokazuje życie, choroby zakaźne nieustannie ewoluują i pracodawcy, decydując, jakie badania i konsultacje kontrolne uwzględnić w działaniach profilaktycznych w ramach medycyny pracy, powinni o tym pamiętać. Na szczęście pandemia spowodowała ogólny wzrost świadomości na temat chorób zakaźnych. Zagrożenie dla zdrowia, jakie stanowią, oraz możliwość zablokowania całych gałęzi gospodarki sprawiły, że firmy coraz częściej zaczynają uwzględniać w zakresie zamawianych świadczeń również diagnostykę tego rodzaju infekcji. Stąd ciągły wzrost zapotrzebowania na związane z tym świadczenia, na czele właśnie z diagnostyką i ochroną pod kątem zarażenia SARS-CoV-2.

Już od jakiegoś czasu pracodawcy za pośrednictwem m.in. ubezpieczeń grupowych mogą zorganizować w siedzibie firmy badania przesiewowe. Z kolei Narodowy Program Szczepień przeciw COVID-19 przewiduje możliwość zorganizowania na miejscu u przedsiębiorcy, mobilnego punktu szczepień. Jego przygotowanie, obsługa i szczepienie są bezpłatne. Jednostki medyczne, które mogą taki punkt obsłużyć, zaczęły już informować firmy o takiej możliwości. To ważne wsparcie dla przedsiębiorców, które pozwoli im na bezpieczną pracę i szybszy powrót do funkcjonowania w lżejszym reżimie sanitarnym – dodaje Xenia Kruszewska z SALTUS Ubezpieczenia.

Co daje uznanie choroby za zawodową?

Jeśli zachorowanie nastąpi w związku z wykonywaną pracą, a stan zdrowia pracownika po przejściu koronawirusa pogorszy się na tyle, że nie będzie już mógł pracować na swoim stanowisku, pracodawca będzie miał obowiązek przeniesienia go do innej pracy. Za obniżone z tego powodu wynagrodzenie pracownikowi będzie przysługiwać dodatek wyrównawczy przez okres do 6 miesięcy. Jeśli w tym czasie otrzyma potwierdzenie, że COVID-19 w jego przypadku jest chorobą zawodową, a przyznane świadczenia z ZUS nie wystarczą, będzie mógł też wystąpić do pracodawcy o odszkodowanie.

Co ciekawe, wystąpienie objawów koronawirusa już po ustaniu pracy w warunkach narażenia nie przekreśla możliwości stwierdzenia choroby zawodowej. To o tyle ważne, że zgodnie z wieloma doniesieniami ze świata medycyny negatywne skutki zachorowania na COVID-19 trwają bądź ujawniają się nawet całe miesiące po przejściu choroby. Zakres świadczeń z tytułu choroby zawodowej uzależniony będzie od skutków zdrowotnych, jakie spowoduje ona w organizmie, oraz od ich wpływu na zdolność do wykonywania pracy.

Źródło: SALTUS Ubezpieczenia

Napięte stosunki UE-Rosja: jakie są przyczyny?

Zatrzymanie opozycjonisty Aleksieja Nawalnego to tylko najnowsze źródło napięć w stosunkach między Unią Europejską a Rosja. Jakie są przyczyny tych tarć i jakie poglądy wyraża w związku z tym Parlament Europejski?

W ciągu ostatniej dekady stosunki UE-Rosja stawały się coraz bardziej napięte, między innymi z powodu aneksji Krymu, dokonanej przez ten kraj w 2014 r. Poparcie Kremla dla separatystów na wschodzie Ukrainy i interwencja wojskowa Rosji w Syrii jedynie zaostrzyły sytuację. Innym źródłem napięć są rosyjskie kampanie dezinformacyjne i cyberataki, a także próby ingerencji w zachodnie procesy demokratyczne.

Aresztowanie Aleksieja Nawalnego

Opozycjonista Aleksiej Nawalny został zatrzymany po powrocie do Rosji 17 stycznia. Przyleciał z Niemiec, gdzie leczył się po próbie otrucia, o co oskarża władze swojego kraju, w tym prezydenta Władimira Putina.

Przemawiając podczas wywiadu na żywo na Facebooku 27 stycznia 2021 r. Urmas Paet, wiceprzewodniczący parlamentarnej komisji spraw zagranicznych, wezwał do nałożenia sankcji na „osoby bezpośrednio odpowiedzialne za aresztowanie i prześladowanie Aleksieja Nawalnego”.

W rezolucji przyjętej cztery dni po aresztowaniu Parlament Europejski wezwał do zaostrzenia unijnych sankcji wobec Rosji, a także do natychmiastowego i bezwarunkowego uwolnienia Nawalnego i wszystkich zatrzymanych w związku z jego powrotem do Moskwy. Oprócz sankcji wymierzonych w najbliższe otoczenie prezydenta Władimira Putina i rosyjskich propagandystów w mediach, posłowie oświadczyli, że możliwe jest również podjęcie działań w ramach unijnego globalnego reżimu sankcji praw człowieka. Paet określił nowy mechanizm jako narzędzie „absolutnie odpowiednie” i dodał: „Niemożliwe jest, aby wolne społeczeństwa europejskie nie reagowały na brutalne naruszenia praw człowieka”.

Sankcje UE wobec Rosji

Od aneksji Krymu w 2014 r. sankcje gospodarcze UE dotyczą rosyjskiego sektora finansowego, obronnego i energetycznego. Rosja zareagowała kontrsankcjami, zakazując około połowy importu produktów rolno-spożywczych z UE. Przed Bożym Narodzeniem przywódcy UE jednogłośnie zdecydowali o przedłużeniu sankcji do 31 lipca 2021 r. Środki, które są odnawiane dwa razy w roku, mocno uderzyły w Rosję: pod koniec 2018 r. Szacowano, że jej gospodarka zmniejszyła się przez sankcje UE i USA o 6 procent.

UE nałożyła również sankcje na rosyjskich urzędników w odpowiedzi na zatrucie Nawalnego. W wywiadzie z 27 stycznia Paet wymienił ostatnie „smutne przykłady” rosyjskiej polityki zagranicznej. „ Nie ma innej opcji dla narodów UE, jeśli kraj nie przestrzega podstawowych praw człowieka i prawa międzynarodowego” – powiedział.

Echa Białorusi

Przemawiając w tym samym wywiadzie Andrius Kubilius, jeden z czołowych posłów Parlamentu Europejskiego ds. Rosji, określił sankcje jako „skuteczne” narzędzie. Kubilius powiedział, że dziesiątki tysięcy Rosjan stawiło czoła pobiciom, aresztowaniom i temperaturom -50 °, aby zaprotestować przeciwko aresztowaniu Nawalnego. Mówił też o echach z Białorusi w ostatnich wydarzeniach w Rosji. „Łukaszenko próbował ukraść białoruskie wybory prezydenckie i jest bardzo jasne, że reżim Kremla próbuje ukraść wybory do Dumy. Musimy ukarać takie zachowanie ” – stwierdził.

„Możemy wyciągnąć z tego bardzo prosty wniosek: demokracja jest bardzo ważna dla narodu rosyjskiego, a Aleksiej Nawalny, który walczy o te prawa, jest bohaterem. Dlatego potępiamy autokratyczne zachowanie Kremla ” – oświadczył Kubilius.

Nord Stream 2

Innym aspektem stosunków UE-Rosja jest energia. Kontrowersje wokół nowego rurociągu Nord Stream 2 uwydatniły pozycję tego kraju jako głównego dostawcy energii do Unii. W rezolucji z 21 stycznia eurodeputowani wezwali UE do natychmiastowego wstrzymania prac nad kontrowersyjnym rurociągiem, który miałby łączyć Niemcy bezpośrednio z Rosją. Paet wyraził nadzieję, że ministrowie UE poważnie potraktują stanowisko Parlamentu i powiedział, że projekt Nord Stream 2 „narusza wspólną politykę bezpieczeństwa energetycznego UE”.

Rosja nie jest już „partnerem strategicznym”

W marcu 2019 roku w rezolucji Parlamentu Europejskiego stwierdzono, że Rosji nie można już uważać za „partnera strategicznego”. Jednak pomimo napięć istnieje wiele obszarów, w których zarówno UE, jak i Rosja mają wspólne interesy i obawy. Rosja odegrała na przykład konstruktywną rolę w negocjacjach w sprawie porozumienia nuklearnego z Iranem. Zarówno UE, jak i Rosja opowiadają się za dwustronnym rozwiązaniem konfliktu izraelsko-palestyńskiego i obie są sygnatariuszami porozumienia klimatycznego z Paryża. UE jest nadal zdecydowanie największym partnerem handlowym i inwestycyjnym Moskwy (odpowiadającym za 42 procent rosyjskiego eksportu w 2019 r.).

Paet zauważył, że Rosja jest krajem europejskim, a Parlament chce, aby Rosjanie mieli wszystkie swobody, z których korzystają w UE. Podkreślił jednak, że „rzeczywiste zmiany mogą ostatecznie nadejść tylko od wewnątrz, a nie z zewnątrz”. „Jesteśmy solidarni ze zwykłymi Rosjanami”,„Rosja, choć zboczyła z drogi demokratycznego rozwoju, może wrócić” – dodał Kubilius.

Rosja tematem obrad PE w tym tygodniu

Temat Rosji będzie omawiany na rozpoczynającej się w poniedziałek sesji plenarnej Parlamentu Europejskiego. We wtorek szef unijnej polityki zagranicznej Josep Borrell przedyskutuje z europosłami polityczne zawirowania w Rosji, w tym sprawę Aleksieja Nawalnego i ogólnokrajowe protesty wywołane jego aresztowaniem.

jjk

Źródło informacji: EuroPAP News