Sprzedaż certyfikowanych maseczek nie spadnie nawet po ustaniu pandemii. Grupa Ciech uruchamia ich produkcję w Bydgoszczy

0

Około 10 mln certyfikowanych masek filtrujących klasy FFP2 będzie rocznie produkować Grupa Ciech w swoim bydgoskim zakładzie, gdzie na co dzień powstają pianki poliuretanowe do przemysłu meblarskiego. Maseczki „made in Poland” znajdą swoje miejsce na rynku nawet po ustaniu pandemii koronawirusa, m.in. jako ochrona przed smogiem i zanieczyszczeniami powietrza oraz środki ochrony osobistej na budowach, w szpitalach czy laboratoriach. Grupa zamierza w przyszłym roku wprowadzić do sprzedaży maski z najwyższą klasą filtracji FFP3.

– Zdecydowaliśmy się rozpocząć produkcję maseczek, ponieważ już wiosną, kiedy wybuchła pandemia i wprowadzono pierwszy lockdown, zorientowaliśmy się, że pozyskanie wysokiej jakości, certyfikowanych środków ochrony osobistej jest bardzo trudne. Stąd decyzja, że rozpoczynamy produkcję maseczek, które będą miały certyfikaty, odpowiednio wysoką jakość oraz będą produkowane w krajowych zakładach – mówi agencji Newseria Biznes Dawid Jakubowicz, prezes zarządu Ciech SA.

Grupa wystartowała właśnie z produkcją profesjonalnych maseczek filtrujących klasy FFP2, których skuteczność filtracyjna sięga 94 proc. Sprzęt ochronny spełnia unijną normę EN 149:2001, ma atest Państwowego Zakładu Higieny, a proces certyfikacji maseczek został przeprowadzony przez uprawniony do tego celu Centralny Instytut Ochrony Pracy.

– Bardzo ważnym procesem była certyfikacja maseczek, którą poprzedziliśmy setkami, jeśli nie tysiącami testów – podkreśla Michał Budzyński, prezes spółki Ciech Pianki.

Maski filtrujące będą powstawać na uruchomionej w ciągu pół roku linii produkcyjnej w zakładzie w Bydgoszczy. Na co dzień spółka Ciech Pianki wytwarza tam pianki poliuretanowe do przemysłu meblarskiego, które pozostaną podstawowym obszarem jej działalności. Nowa instalacja pozwoli wyprodukować ok. 50 tys. maseczek dziennie, w różnych konfiguracjach i o różnym stopniu filtracji.

– Nowa maszyna pozwala na produkcję ok. 10 mln maseczek rocznie – zapowiada Michał Budzyński. – W pierwszej fazie skupimy się na działaniach związanych ze społeczną odpowiedzialnością biznesu. Z początkiem przyszłego roku chcemy rozpocząć również działania komercyjne skierowane przede wszystkim na polski rynek.

– Produkcja maseczek wpisuje się w naszą strategię społecznej odpowiedzialności biznesu. Naszym celem od samego początku była nie tylko ich sprzedaż, ale też przekazywanie ich pracownikom, lokalnym społecznościom i organizacjom pożytku publicznego. Dlatego podjęliśmy decyzję, aby przekazać ćwierć miliona maseczek w standardzie FFP2 na akcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – mówi Dawid Jakubowicz.

Maski wytwarzane przez Ciech są wykonane z kilku warstw materiału, pakowane w opakowania zbiorcze po 25–50 sztuk i niedługo trafią do sprzedaży, głównie na rodzimy rynek. Na nowy produkt Grupa Ciech patrzy jednak perspektywicznie. Prezes spółki zapowiada, że produkcja będzie kontynuowana również po ustaniu pandemii. Tym bardziej że zapotrzebowanie na maseczki będzie się utrzymywać. Jak wynika z nowego raportu Koalicji Bezpieczni w Pracy, 55 proc. pracowników uważa, że jednym z długofalowych skutków pandemii w firmach będzie zwiększenie dostępności środków dezynfekujących i ochronnych, takich jak maseczki.

– Maseczki stanowią bardzo dobrą ochronę przed zanieczyszczonym powietrzem i skutecznie chronią drogi oddechowe np. podczas pracy w warunkach dużego zapylenia. Dlatego wszystko wskazuje na to, że zostaną z nami na dłużej – mówi Dawid Jakubowicz.

Maski mogą być też wykorzystywane np. jako zabezpieczenie przeciwpyłowe na budowach czy w kopalniach, jako środki ochrony indywidualnej w fabrykach i szpitalach, podczas prac laboratoryjnych czy w farmaceutyce. Sprawdzą się też jako ochrona przed smogiem i zanieczyszczeniami powietrza, dlatego producent liczy, że znajdą swoje miejsce na rynku nawet po ustaniu pandemii koronawirusa.

Jak dotąd Grupa Ciech już kilkukrotnie modyfikowała swoją produkcję, dostosowując ją do nowych realiów. Wiosną, zaraz po wybuchu pandemii, Ciech Sarzyna, czyli największy polski producent środków ochrony roślin, produkował płyn dezynfekujący na potrzeby pracowników firmy, ich rodzin i całej lokalnej społeczności. Z kolei Ciech Vitrosilicon, czyli największy dostawca krzemianów sodu w Europie, drukował na swoich drukarkach 3D przyłbice ochronne dla pracowników służby zdrowia.

– Po wybuchu pandemii celem była głównie ochrona naszych pracowników i lokalnych społeczności, ale też zapewnienie wysokiej jakości produktów naszym klientom, ponieważ Ciech jest ważnym graczem w łańcuchu dostaw. Działamy w sektorze spożywczym, farmaceutycznym i chemicznym, dlatego utrzymanie łańcuchów dostaw dla naszych klientów było priorytetem – mówi  prezes zarządu Ciech SA.

Co istotne, spółka zamierza rozwijać nową gałąź działalności. W tej chwili prowadzi testy związane z uzyskaniem najwyższej klasy filtracji FFP3, które mają zakończyć się wprowadzeniem na rynek nowego produktu.

– Produkowane przez nas maseczki FFP2 nie są naszym ostatnim słowem – mówi prezes spółki Ciech Pianki. – Jesteśmy na etapie testów produkcyjnych maseczek w standardzie FFP3. W przyszłym roku zamierzamy przeprowadzić proces certyfikacji i liczymy, że dość szybko uda nam się wprowadzić na rynek maseczki FFP3, które znajdą zastosowanie m.in. w laboratoriach i w szpitalach.

Zaawansowane algorytmy stosowane przez zespoły naukowców mogą niebawem trafić do smartfonów. Będą pomagać w walce z pandemią

Pandemia koronawirusa przyczyniła się do rozwoju technologii z zakresu robotyki zautomatyzowanej oraz uczenia maszynowego. Inteligentne technologie wspomagają medyków i naukowców w walce z COVID-19 na każdym polu, począwszy od procesów matematycznego modelowania rozprzestrzeniania się choroby, poprzez analizę pacjentów, na dezynfekcji przestrzeni publicznych i opracowywaniu leków skończywszy. – Duża część algorytmów, które dzisiaj są stosowane wyłącznie w celach naukowych, przejdzie do urządzeń, z których korzystamy na co dzień, takich jak smartfony – przewiduje dr hab. inż. Tomasz Trzciński z Politechniki Warszawskiej.

– Naukowcy badają możliwości wykorzystania sztucznej inteligencji i robotyki w wielu różnych dziedzinach, począwszy od modelowania przebiegu samej pandemii, metody modelowania różnego rodzaju leków czy sposobów na walkę z koronawirusem. W tym m.in. modelowania procesu drug discovery, czyli odkrywania nowych połączeń między różnymi substancjami w celu zwalczania wirusa – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr hab. inż. Tomasz Trzciński, adiunkt z Instytutu Informatyki Politechniki Warszawskiej.

Dobrym przykładem zrobotyzowanego systemu oceny ryzyka zakażenia koronawirusem jest maszyna ARIS-K2. Ten robot medyczny na bieżąco monitoruje temperaturę pacjentów przemieszczających się po korytarzach placówek służby zdrowia, oczyszcza pomieszczenia z patogenów za pośrednictwem emitera promieni UV i pełni rolę podręcznej stacji dezynfekującej. Dzięki tak szeroko zakrojonemu arsenałowi środków zapobiegawczych jest w stanie zminimalizować ryzyko transmisji wirusa i błyskawicznie zidentyfikować potencjalnych nosicieli.

– Klasycznym sposobem na zapobieganie rozprzestrzeniania się wirusa jest pomiar temperatury, ale są też sposoby oparte na analizie obrazu i sztucznych sieciach neuronowych, które analizują termowizyjnie. Z perspektywy tego, czym zajmujemy się w Instytucie Informatyki, metody głębokiego uczenia są również stosowane np. do analizy oddechów czy dźwięków – wskazuje ekspert.

Równie przydatny w dobie pandemii okazał się robot CoDaBot autorstwa inżynierów z BoKa Automatisierung. To mobilne laboratorium wyposażono w algorytmy wyspecjalizowane w sortowaniu próbek do testów na koronawirusa. Maszyna swoją wydajnością przewyższa ludzkich laborantów, gdyż w ciągu godziny jest w stanie przeanalizować ok. 500 próbek materiału badawczego. Nie naraża przy tym personelu na bezpośredni kontakt z próbkami, ograniczając tym samym ryzyko transmisji koronawirusa na zespół medyczny.

– Pandemia przyspieszyła rozwój algorytmów i badań związanych z wykorzystaniem uczenia maszynowego w tym trudnym dla nas okresie. Ale tak jak wcześniej te algorytmy zostały w naturalny sposób zaaplikowane do działań militarnych czy do normalnego funkcjonowania szpitali, tak teraz dodatkowe finansowanie, które zostało przekierowane w stronę rozwoju badań i nauki do celów zwalczania wirusa, znacząco ułatwiło rozwój tych algorytmów, dostęp do danych czy też unaoczniło wagę tego problemu, w związku z czym tempo rozwoju znacząco wzrosło – przekonuje dr hab. inż. Tomasz Trzciński.

O ogromnym potencjale sztucznej inteligencji w procesie opracowywania nowych leków najlepiej świadczy ostatni sukces zespołu DeepMind – opracowanie algorytmu AlphaFold, wyspecjalizowanego w przewidywaniu przestrzennej struktury białek na podstawie ich sekwencji aminokwasowej. Zrewidowana odsłona oprogramowania zaprezentowana podczas tegorocznego konkursu Critical Assessment of Structure Prediction może pochwalić się dokładnością procesów predykcyjnych na poziomie 90 proc., a wdrożenie jej do powszechnego użytku pozwoli przyspieszyć prace nad opracowywaniem nowych, innowacyjnych leków.

W walce z COVID-19 przydatne okazały się z kolei algorytmy predykcyjne, które pozwalają przewidywać rozwój pandemii zarówno w skali lokalnej, jak i globalnej.

– Grupa MOCOS [MOdelling COronavirus Spread – przyp. red.] wraz z grupą badawczą prof. Przemysława Biecka z Wydziału MiNI Politechniki Warszawskiej przygotowują aktualizowane praktycznie w trybie codziennym prognozy, w jaki sposób pandemia się rozwija. Wykorzystują w tym celu właśnie modelowanie oparte na danych oraz metodę uczenia maszynowego, czyli szeroko pojmowanej sztucznej inteligencji – wskazuje adiunkt na Politechnice Warszawskiej.

O tym, jak skuteczne są rozwiązania tego typu, najlepiej świadczy przypadek firmy technologicznej BlueDot. To jej algorytm jako pierwszy zaalarmował naukowców o ryzyku wybuchu pandemii, jeszcze zanim WHO ostrzegła przed COVID-19 cały świat. Sztuczna inteligencja wychwyciła z zasobów Big Data, zawierających wpisy z serwisów społecznościowych, dane o rezerwacjach lotniczych czy raporty z lokalnych ośrodków pomocy medycznej o mikrotrendach. Na ich podstawie rozpoznała ognisko zachorowań jako ostrą chorobę płuc, która finalnie przerodziła się w pandemię COVID-19.

Zaawansowane inteligentne algorytmy predykcyjne ma na swoim koncie także wrocławska firma DataWalk. Jej algorytm przystosowano do analizy zasobów Big Data w poszukiwaniu zależności zachodzących pomiędzy pozornie nieskorelowanymi informacjami. Analiza ta wykorzystywana jest do symulowania powiązań pomiędzy badaną grupą, aby ustalić, kto mógł mieć kontakt z zarażoną osobą.

– Duża część algorytmów, które dzisiaj są stosowane wyłącznie w celach naukowych, przejdzie do urządzeń, z których korzystamy na co dzień. Telefony komórkowe nosimy ze sobą praktycznie cały czas, rozszerzenie ich funkcjonalności o dodatkowe sensory, które badają tempo oddechu czy temperaturę ciała, jeszcze bardziej się spopularyzuje. Nie będą to tylko gadżety sportowców, będą to po prostu narzędzia w walce z codziennymi zarazkami czy wirusami – przewiduje dr hab. inż. Tomasz Trzciński.

Mateusz M. Piotrowski: Chiny pod wieloma względami nie są w stanie dogonić USA

Mariusz Marszałkowski/Instytut Jagielloński: Jaka będzie nowa administracja USA?

Mateusz Piotrowski: Slogan kampanijny Bidena to „administracja, która odzwierciedla Amerykę”. Na razie znamy niewiele nominacji, a jest ponad tysiąc stanowisk do obsadzenia, szczególnie tych w departamentach, które wymagają zgody Senatu. Inaczej jest z doradcami w Białym Domu, gdyż jest to prywatna decyzja prezydenta, tutaj Kongres nie musi się na nic zgadzać. W przypadku reszty kandydatów taka zgoda musi być wyrażona, szczególnie dotyczy to stanowisk wyższego szczebla: kierowników departamentów czy agencji. Znamy nominacje najważniejsze dla polityki zagranicznej. Doradcą prezydenta do spraw bezpieczeństwa będzie Jake Sullivan. Sekretarzem Stanu ma być Antony J. Blinken.

Prezydent-elekt Joe Biden mianował emerytowanego generała Lloyda Austina, który nadzorował siły amerykańskie na Bliskim Wschodzie w administracji prezydenta Baracka Obamy, na swojego Sekretarza Obrony. Ta nominacja jest dość kontrowersyjna. Będzie to pierwszy czarnoskóry Amerykanin stojący na czele departamentu obrony, więc pod tym względem jest to historyczna postać, ale sam fakt, że jest to były wojskowy dostarcza wielu kontrowersji. W Stanach Zjednoczonych przepisy są skonstruowane tak, że po odejściu z sił zbrojnych na emeryturę musi upłynąć siedem lat, by taka osoba mogła objąć kierownicze stanowisko w departamencie obrony. Lloyd Austin na emeryturze wojskowej jest od 2016 roku. To nie wygląda jak spełnianie obietnic wyborczych Joe Bidena o odbudowie zasad funkcjonowania administracji i nienaruszaniu ustalonych reguł, i to będzie dla przyszłego prezydenta problem. O Austinie najbardziej ostrożnie bym się wyrażał jako o przyszłym sekretarzu obrony, niewątpliwie czekają go trudne przesłuchania.

M.M.: Czy można powiedzieć, że nowy prezydent, nowa polityka administracji zmienią polsko-amerykańskie relacje?

M.P.: Polityka Joe Bidena będzie różniła się od polityki prezydenta Donalda Trumpa przede wszystkim tym, że zostanie ona ponownie przeniesiona na tor dyplomacji. Biden obiecał odnowienie roli aparatu dyplomatycznego i powołanie Antony’ego Blinkena na stanowisko sekretarza stanu, to duży krok w tym kierunku. Zaufany doradca prezydenta będzie miał siłę przebicia w formowaniu całej polityki, a następnie jej realizacji. Zmieni się zatem podejście i forma polityki. Natomiast same relacje polsko-amerykańskie, filary, jakimi są przede wszystkim kwestie bezpieczeństwa, a także od paru lat energetyka, to kierunki rozwijane jeszcze przed prezydenturą Donalda Trumpa. W trakcie prezydentury Donalda Trumpa większość spraw, jak np. kwestie wojskowości, rozwijane były w formacie dwustronnych relacji i rozmów. Temat zakupu sprzętu zbrojeniowego jest oczywiście kwestią bilateralną. Natomiast temat obecności wojskowej, zwiększenie liczebności wojsk amerykańskich w Polsce, był omawiany przede wszystkim w relacjach dwustronnych, a nie na forum NATO. Tutaj widziałbym potencjał do zmiany podejścia w administracji Joe Bidena raczej na mechanizm wielostronny. To również udowodniłoby, że Ameryka wraca na swoje wcześniejsze tory funkcjonowania w organizacjach zrzeszających wiele państw, w których USA zajmują dość ważne, a często wiodące pozycje. Podobnie wydaje mi się, że nie powinno dojść do większych zmian w kwestii współpracy energetycznej. Na pewno dla Joe Bidena większe znaczenie będzie odgrywała ochrona klimatu. Doradcy, którzy będą się tymi tematami zajmować i reprezentować administrację w relacjach zewnętrznych, będą zwracać większą uwagę na ochronę klimatu, bo to jest jeden z podstawowych celów polityki zagranicznej przyszłego prezydenta. Joe Biden obiecał zwiększenie działania Stanów Zjednoczonych na rzecz klimatu, ma to mieć globalny zasięg, a nie charakter wyłącznie wewnętrzny. Zmiany klimatu, tak jak mówiło się też przy prezydenturze Baracka Obamy, stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa USA. W rozmowach o energii z pewnością będzie uczestniczył John Kerry, który zostanie specjalnym wysłannikiem do spraw klimatu i będzie tzw. „carem klimatycznym”. To może być nowy szczegół w relacjach polsko-amerykańskich. Natomiast ogólne relacje między Polską, a USA nie powinny się bardzo zmienić. Widzę duży potencjał do dalszej współpracy i jej rozwijania, m.in. w kwestiach wojskowości, wzmacniania wschodniej flanki czy to obecnością w Polsce, czy też w innych państwach. Ogromne znaczenie będzie miało to, jaką decyzję Joe Biden podejmie odnośnie wycofania bądź pozostawienia wojsk w Niemczech. Być może uda się jakoś tę decyzję powstrzymać. Podobny potencjał widzę w energetyce. Myślę, że podstawowe założenia zostaną utrzymane, z tym, że mogą pojawić się nowe elementy, takie jak kwestie promocji technologii zielonej energii firm z USA czy podejmowanie realnych działań na rzecz ochrony klimatu. Doświadczenia Polski z organizacji szczytu COP24 na pewno będą miały duże znaczenie.

M.M.: Czy obecność wojskowa w Polsce będzie nadal wzrastać? 

M.P.: W kongresie USA jest zgoda co do tego, że wschodnia flanka powinna być wzmacniana wojskowo. Podobne opinie w publicznych wypowiedziach, a także w esejach artykułował sam Biden w trakcie swojej kampanii. Trudno jest jednak odpowiedzieć na pytanie, czy wzmacnianie wschodniej flanki wiąże się konkretnie ze zwiększeniem liczby wojsk w Polsce. Dużo zależy od tego, jak będzie przebiegać ewentualna relokacja wojsk z Niemiec. Nie wiadomo, czy administracja Bidena zdecyduje się na uszczuplenie tego ogromnego kontyngentu (w Niemczech stacjonuje ponad 30 tysięcy żołnierzy) i rozdzielenie ich między inne państwa Sojuszu, w tym wschodniej i południowej flanki, zamiast odsyłania ich do Stanów Zjednoczonych. Może zapaść decyzja o pozostawieniu obecnej liczebności kontyngentu w Niemczech lub relokowaniu części wojsk do innych państw. Demokraci będą mieli także inne priorytety budżetowe niż mieli republikanie i administracja Donalda Trumpa. Mogą pojawić się naciski, by ten budżet zmniejszać, chociaż Joe Biden nie skłania się ku temu. Raczej po cichu może chcieć, by te kwoty stale wzrastały. Zasadnicze pytanie jednak brzmi, jak ta sytuacja ułoży się po pandemii, ponieważ od marca nikt tak naprawdę na ten temat nie rozmawia, bo deficyt budżetowy USA i tak się zwiększa. Jest potencjał, by ta liczebność wojsk amerykańskich w Polsce wzrosła. Natomiast dużo w tej kwestii zależy od oceny Departamentu Obrony, który podejmie decyzję o tym, jakie są w tej sprawie możliwości. Departament Obrony jest dość krytyczny w swoich ocenach. Jest przyzwyczajony do rozległej infrastruktury, w tym przede wszystkim szkoleniowej, która pozwala na regularne prowadzenie ćwiczeń. Podobne oceny były prowadzone w 2017 i 2018 roku przy okazji dyskusji na temat stałej obecności wojsk USA w Polsce. Amerykanie wówczas stwierdzili, że nie ma ku temu odpowiednich warunków. Być może w kolejnych latach mogłoby dojść do kolejnego zwiększenia obecności rotacyjnej o jakieś wyspecjalizowane jednostki. Tak, jak zostało to doprecyzowane w ramach dodatkowego tysiąca, który ma zostać do Polski wysłany. Objęło to m.in. grupę rozpoznania z dronami czy jednostki logistyczne wojsk lądowych i powietrznych. Wiele zależy od tego, kto ostatecznie znajdzie się w Pentagonie i od tego, kto będzie decydował o tym, co można jeszcze zrobić dla bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO. Istotne będzie także to, jak uwiarygodnić amerykańskie zobowiązania w ramach sojuszu, bo to jest cel, który Joe Biden i jego administracja już sobie stawia. Trzeba trochę pozycję amerykańską w sojuszu od wewnątrz odbudować, a także upewnić sojuszników, że Stany Zjednoczone są tam, gdzie powinny być.

M.M.: Co Amerykanom dało wycofanie ponad 12 tysięcy żołnierzy z Niemiec i czy Joe Biden cofnie tę decyzję?

M.P.: Plan jeszcze nie został zrealizowany. Dopiero toczą się dyskusje na ten temat. Sam Pentagon chciał opóźnić podjęcie ostatecznej decyzji. Plan reorganizacji był przygotowywany przez dowódców wojskowych, ale decyzja Donalda Trumpa przyspieszyła prace nad nim, wprowadzając chaos. Przypuszczam, że w ramach cięć budżetowych, a także relokacji wojsk do Azji pojawił się pomysł wycofania żołnierzy z Niemiec. Były Sekretarz Obrony Stanów Zjednoczonych Mark Esper wskazywał, że w ramach reorganizacji wojska mogą zostać skierowane do innych państw NATO, w których są warunki do stacjonowania, a państwa wyrażają na to zgodę. Prawdopodobnie chodziłoby też o zrównoważenie liczebności amerykańskich wojsk w poszczególnych państwach wschodniej flanki. Wydaje mi się, że po stronie Joe Bidena oraz jego doradców jest potencjał oraz chęć, by powstrzymać tę decyzję. Przez doradców może być to widziane jako osłabienie polityki bezpieczeństwa USA wobec Europy, w tym odstraszania Rosji. To może być odbierane także jako naruszenie relacji amerykańsko-niemieckich. Od strony bezpieczeństwa nie ma większego uzasadnienia ani powodu, dlaczego te wojska miałyby być wycofywane. Coraz silniej zaczyna przemawiać obraz, że wycofanie tych wojsk miało być wyrazem niepowodzeń w dwustronnych relacjach USA i Niemiec. Zatem wycofanie się Bidena z tych planów stanowiłoby argument łagodzący konflikt amerykańsko-niemiecki, który w ostatnim czasie widocznie się zarysował. Co ważne, to w budżecie obronnym na rok fiskalny 2021 , który oczekuje na podpis prezydenta, jest zawarta poprawka, wymagająca przedstawienia Kongresowi raportu na temat skutków takiego wycofania i oszacowania kosztów operacji. Takie zobowiązanie zawsze skłania administrację do refleksji, a znajdujemy się w sytuacji, w której administracja znacząco się zmieni. Nie wydaje mi się, by Joe Biden dostrzegał jakikolwiek plus z wycofywania tych wojsk z Niemiec, raczej więcej minusów. Prawdopodobnie nie przyniosłoby to nawet oszczędności, bo przeprowadzenie tej operacji byłoby bardziej kosztowne niż utrzymywanie stałej obecności. W Polsce niekiedy pojawiały się głosy, że im mniej wojsk w Niemczech, tym lepiej, bo to oznacza, że nie są one tak silne w stosunkach międzynarodowych. Wojska amerykańskie są tam po to tak licznie, by w razie konfliktu, na przykład na wschodniej flance, móc bardzo szybko reagować. Wojska stacjonujące w Niemczech są w stanie reagować także na konflikty na Bliskim Wschodzie. Z perspektywy bezpieczeństwa Polski i NATO tak liczne wycofanie wojsk z Niemiec byłoby szkodliwe.

M.M.: Czy patrząc na rywalizację amerykańsko-chińską możemy mówić, że mamy do czynienia z jednym hegemonem? Czy raczej jest więcej mocarstw, które w dzisiejszym świecie odgrywają znaczącą rolę?

M.P.: Patrząc na rosnącą rolę Chin, trudno stwierdzić, że jest tylko jeden hegemon. Stany Zjednoczone wciąż są na czele wielkiego, światowego przywództwa. Chiny pod wieloma względami nie są w stanie dogonić USA. Oczywiście możemy mierzyć potencjał gospodarczy, ale jeżeli dodamy do tego takie wartości, które często są pomijane w analizach, jak chociażby przestrzeganie praw człowieka, a także wolności obywatelskie czy swoboda społeczna to trudno uznać Chiny za wzór. Stany Zjednoczone operują zbiorem wartości, które stawiają je na czele. Są to wartości, z którymi Polska również się utożsamia i jest nam bliżej do USA niż do Chin, myślę, że większości sojuszników NATO także. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie należy pomijać Chin, ale wciąż wskazywałbym na Stany Zjednoczone jako główne mocarstwo. Czasem warto spojrzeć szerzej niż tylko na rywalizację wojskową – choć tutaj Chiny także nie mają takiego potencjału, by mieć przewagę nad USA. Wolałbym jednak przez najbliższe dekady patrzeć na Stany Zjednoczone jako na globalnego przywódcę. Myślę, że za prezydentury Joe Bidena powrót do tego przywództwa będzie bardzo znaczący, także w organizacjach międzynarodowych i dialogu z sojusznikami.

M.M.: Czy można stwierdzić, że Polska będzie „cichym wygranym” w wojnie handlowej między USA a Chinami?

M.P.: Spór, którego byliśmy świadkami w 2018 roku, kiedy to Chiny i Stany Zjednoczone przerzucały się cłami, nie był dla nikogo korzystny. Rozumiem argumenty przemawiające przeciwko polityce całkowicie wolnego handlu, to był być może błąd, by przez lata tak funkcjonować, bo między innymi to doprowadziło do gospodarczej dominacji Chin przy jednoczesnym naruszaniu zasad i wykradaniu własności intelektualnej. Nie wypada porównywać bezpośrednio potencjału gospodarczego USA, Chin i Polski. Oczywiście relacje handlowe mamy z oboma krajami, jednak aby umiejscowić Polskę w tej rywalizacji, wpisałbym ją jako element większego podmiotu, czyli Unii Europejskiej. Wówczas w nadchodzących latach widzę pewną szansę związania się jakimś porozumieniem w zakresie handlu. Przede wszystkim chodzi tu o ustabilizowanie relacji amerykańsko-unijnych. Istotne w ramach tej stabilizacji jest to, że na pewno USA wymagałyby od Unii uregulowania kwestii współpracy technologicznej z Chinami. Polska na pewno skorzystałaby na tym, że Unia Europejska porozumie się ze Stanami Zjednoczonymi, a wraz z tym przestaną obowiązywać różne bariery celne. Nie wszystko da się rozwiązać, ale zawsze lepiej jest i po prostu warto rozmawiać. Polska pozostaje pod większym wpływem Stanów Zjednoczonych, w związku z tym będzie ona zawsze zachęcana do tego, by te ewentualne kwestie zaangażowania Chin, czy chińskie inwestycje nie pojawiały się w naszym kraju. Do tego właśnie administracja Joe Bidena może wykorzystywać inicjatywę Trójmorza.

M.M.: Czy Trójmorze to ważna inicjatywa dla USA i czy nadal będą ja wspierać? W jakich segmentach najbardziej będzie rozwijać się współpraca Polska-USA?

M.P.: Samą inicjatywę Trójmorza administracja Joe Bidena z pewnością będzie wspierać. Nie wiemy, czy Joe Biden weźmie udział w jakimś szczycie Trójmorza, tak jak Donald Trump pojawił się na szczycie w Warszawie. Wiele zależy od tego, w którym państwie będą się odbywały szczyty. Chodzi tu dokładnie o zgranie miejsca i czasu. Nawet jeżeli Joe Biden, jako prezydent Stanów Zjednoczonych nie pojawi się na żadnym szczycie Trójmorza, to nie oznacza, że administracja amerykańska nie będzie zainteresowana tą inicjatywą. To jest tylko symbolika, która moim zdaniem ma dużo mniejsze znaczenie niż np. to, co obiecał Mike Pompeo. Wierzę jednak, że to zobowiązanie zostanie utrzymane przez kolejną administrację. A mianowicie dołożenie miliarda dolarów do funduszu Trójmorza przez Stany Zjednoczone na różne kwestie, a przede wszystkim na projekty infrastrukturalne łączące państwa Trójmorza. To jest oczywiście pomoc w realizacji amerykańskich celów energetycznych, by pozyskiwać nowe rynki zbytu dla swojego gazu skroplonego. To jest także argument przemawiający za tym, że administracja Joe Bidena raczej utrzyma to zaangażowanie. Chodzi tu o zysk polityczny, jakim jest niwelowanie znaczenia i wpływów Rosji. Poza tym gra toczy się też o zwyczajny zysk finansowy, bo amerykańskie spółki na sprzedaży gazu zarabiają spore pieniądze, a to jest gospodarce USA nadal potrzebne. Liczą się także wpływy chińskie, a konkretnie ich niwelowanie w Europie Środkowo-Wschodniej, które też mogą się pojawiać w kwestiach infrastruktury. Na przykładzie portów morskich w obszarze Morza Śródziemnego jest bardzo widoczne, jak Chiny lubią ingerować w infrastrukturę, a następnie kontrolowanie łańcuchów dostaw. Wydaje mi się, że przyszła administracja Bidena może dostrzec to zagrożenie poprzez wchodzenie w różnego rodzaju projekty infrastrukturalne, czyli rozwój infrastruktury lotniczej, kolejowej, drogowej, a być może także i wodnej – trzeba pamiętać, że ta infrastruktura obejmuje też żeglugę śródlądową, o czym się czasem wspomina w ramach Trójmorza. Chińczycy mogliby chcieć kontrolować i dyskutować na temat wsparcia projektów infrastrukturalnych w regionie w ramach inicjatywy 16+1, a Stany Zjednoczone mogłyby użyć Trójmorza, by te ewentualnie chińskie wpływy trochę niwelować, związując się współpracą z częścią bądź wszystkimi państwami Trójmorza.

M.M.: Jakie są pana zdaniem stosunki polsko-amerykańskie? I czy polityka nowego prezydenta Joe Bidena będzie wzmacniać wzajemne relacje?

M.P.: Moim zdaniem możemy powiedzieć, że relacje polsko-amerykańskie są dobre. Pewnym problemem jest to, że nasze relacje w ostatnich latach, w pewnym stopniu, zostały oparte na kontaktach osobistych, na pewnej polityce gestów. To było zrozumiałe działanie, bo prezydent Trump życzył sobie takiego podejścia, honorował tego typu zachowania. Chodziło o dotarcie do niego samego i do jego najbliższych doradców, a nie jak zazwyczaj to bywa poprzez wypracowywanie dobrych kontaktów oddolnie z pracownikami ambasady, czy współpracę na poziomie roboczym. To miało dużo mniejsze znaczenie. Ponownie pojawia się pewien problem w relacjach dwustronnych, który może odbić się w kolejnych latach. Podobna sytuacja miała miejsce przy zmianie administracji George Busha na rządy Baracka Obamy. Polska w Stanach Zjednoczonych jest widziana z łatką kraju sympatyzującego z Partią Republikańską. Coś w tym jest i z naszej wewnętrznej perspektywy również jest to dostrzegalne, dlatego nic dziwnego, że w Waszyngtonie też wiele osób podobnie to postrzega. Nie chcę jednak stawiać tezy, że z tego względu te relacje mogą ulec ochłodzeniu. Myślę, że współpraca wojskowa i energetyczna będzie dalej rozwijana, jeżeli nie na najwyższym poziomie przywódców obu państw, to na szczeblu ministerialnym. Należy podkreślić, że przez pryzmat całej Europy, Polska nie jest w opinii Joe Bidena palącym problemem. Współpraca między oboma krajami będzie kontynuowana i wielkie strategiczne zmiany nie są spodziewane. Polska z pewnością znajdzie swój czas i swoje miejsce w relacjach z USA za prezydentury Bidena, by w odpowiedni sposób dla obydwu stron kontynuować współpracę w strategicznych kwestiach i by dalej tę współpracę rozwijać.

Mateusz Piotrowski – Analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Specjalizuje się w amerykańskiej polityce wewnętrznej i zagranicznej oraz kwestiach bezpieczeństwa międzynarodowego i militarnej współpracy państw NATO. Słuchacz studiów doktoranckich z dziedziny nauk o polityce w Instytucie Politologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Były współpracownik Instytutu Sobieskiego. Stażysta Ambasady RP w Waszyngtonie, Biura Bezpieczeństwa Narodowego i Parlamentu Europejskiego.

E-Urząd Skarbowy coraz bliżej. Jest projekt ustawy

  • Ministerstwo Finansów i Krajowa Administracja Skarbowa przygotowały projekt ustawy o zmianie ustaw w celu automatyzacji załatwiania niektórych spraw obsługiwanych przez Krajową Administrację Skarbową.
  • Projektowane regulacje wprowadzają do systemu prawnego e-Urząd Skarbowy, czyli system teleinformatyczny dla klientów KAS.
  • E-Urząd Skarbowy zapewni pakiet spójnych i komplementarnych usług online umożliwiających załatwianie spraw podatkowych bez konieczności wizyty w urzędzie skarbowym.

E-Urząd Skarbowy będzie dedykowany 5 grupom klientów: podatnikom, płatnikom, pełnomocnikom, komornikom sądowym i notariuszom. Zapewni im pakiet usług online umożliwiających załatwianie spraw podatkowych, głównie z zakresu VAT, PIT i CIT oraz wygodne komunikowanie się z organami KAS. Będzie również gwarantował pełną transakcyjność, ponieważ za pomocą udostępnionych narzędzi i usług będzie można zrealizować obowiązki podatkowe, w tym zapłatę podatku.

Serwis e-Urząd Skarbowy jest realizowany w ramach projektu e-Urząd Skarbowy, którego założeniem jest rozwój katalogu e-usług KAS z wykorzystaniem zasobów informacyjnych i kanałów komunikacji resortu finansów. Jednym z celów e-US jest podniesienie poziomu wsparcia informatycznego dla obsługi klientów KAS, w tym automatyzacja załatwiania spraw. Projekt został uruchomiony w połowie 2019 r. i będzie realizowany etapami, do września 2022 r. W tym czasie użytkownikom serwisu będą udostępniane kolejne usługi.

Osoba uwierzytelniona (zalogowana) w e-Urzędzie Skarbowym będzie miała dostęp do informacji podatkowych, które jej dotyczą oraz spraw innych podatników, do których uzyskała upoważnienie. Wdrożenie e-Urzędu Skarbowego umożliwi automatyzację realizacji zadań przez organy KAS, co przyśpieszy załatwienie spraw podatkowych przez podatników, płatników, pełnomocników, komorników sądowych i notariuszy. System będzie służył do dwustronnej komunikacji: klientów z organami KAS oraz organów KAS z klientami.

Projekt ustawy

Dla automatyzacji załatwiania spraw i wdrożenia e-Urzędu Skarbowego niezbędne jest wprowadzenie zmian w ustawach, które regulują załatwianie spraw przez organy KAS. Dlatego przygotowany projekt zmienia:

  • Kodeks postępowania cywilnego, ustawę o postępowaniu egzekucyjnym w administracji,
  • ustawę o notariacie,
  • ustawę o podatku dochodowym od osób fizycznych,
  • ustawę o zasadach ewidencji i identyfikacji podatników i płatników,
  • Ordynację podatkową,
  • ustawę o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne,
  • Kodeks karny skarbowy,
  • ustawę o Krajowej Administracji Skarbowej,
  • ustawę o komornikach sądowych,
  • ustawę o doręczeniach elektronicznych.

Wprowadzenie w ustawie o KAS definicji e-Urzędu Skarbowego daje możliwość rozszerzania katalogu usług i narzędzi online w odniesieniu do nowych grup klientów. Regulacja stwarzająca możliwość załatwiania spraw pozostających we właściwości organów KAS przy pomocy e-Urzędu Skarbowego pozwala na automatyzację kolejnych procesów bez konieczności wprowadzania zmian ustawowych.

Przykładowo dodanie art. 306ka w Ordynacji podatkowej umożliwi wydawanie zaświadczeń w sposób zautomatyzowany przy pomocy e-Urzędu Skarbowego, po wdrożeniu w systemie modułu zaświadczeń. Katalog czynności, które będą mogły być wykonywane w e-Urzędzie Skarbowym określi minister właściwy do spraw finansów publicznych w drodze rozporządzenia.

Ze względu duży potencjał tworzonego systemu informatycznego i wysoką dynamikę rozwoju usług, które będą mogą być świadczone online przez KAS, zaproponowane rozwiązanie legislacyjne pozwoli na wykorzystywanie w pełni potencjału tego systemu w celu ułatwienia klientom dostępu do organów KAS i natychmiastowego załatwiania spraw niewymagających bezpośredniego kontaktu z tymi organami.

Projekt ustawy o zmianie ustaw w celu automatyzacji załatwiania niektórych spraw obsługiwanych przez Krajową Administrację Skarbową zostanie skierowany do dalszych prac.

Pierwszy wirtualny zjazd polskich firm rodzinnych | U-RODZINY 2020

Po raz 13. przedsiębiorcy rodzinni spotkali się podczas Ogólnopolskiego Zjazdu Firm Rodzinnych U-RODZINY, tym razem z uwagi na okoliczności w formule online. Tegoroczne obrady odbyły się pod hasłem przewodnim „CZAS PRZEMIAN”, a tematy debat były podyktowane sytuacją, w której znajdujemy się od marca 2020 roku. Wydarzenie organizowane przez stowarzyszenie Inicjatywa Firm Rodzinnych, jak co roku, stało się platformą do wymiany wiedzy, inspiracji i pomysłów pomiędzy przedsiębiorcami, ekspertami i samorządowcami z całego kraju. Główne dyskusje 13. U-RODZIN były poświęcone prowadzeniu biznesu w czasach pandemii i kryzysowi gospodarczemu, transformacji cyfrowej, kondycji firm w obecnych trudnych warunkach oraz planowaniu działalności w nadchodzącej „nowej rzeczywistości”. Nagrania z całego wydarzenia dostępne są do obejrzenia na platformie www.u-rodziny.online

Tegoroczna edycja największej konferencji biznesowej firm rodzinnych w Polsce zgromadziła wirtualnie ponad 500 uczestników i blisko 70 prelegentów. W organizację 13. U-RODZIN zaangażowało się ponad 50 partnerów i patronów, a program merytoryczny zawierał 12 debat i paneli dyskusyjnych, 9 warsztatów i networking. Współgospodarzami wydarzenia były samorządy województw Mazowieckiego i Małopolskiego, a patronami honorowymi – Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce oraz Polska Agencja Inwestycji i Handlu. Podczas debaty podsumowującej wydarzenie pt. „Co po kryzysie? Jak uleczyć gospodarkę, biznes, miasta i rodziny?” wystąpił Adam Abramowicz – Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. W trakcie 13. U-RODZIN odbyła się również premiera raportu Open Eyes Economy Summit pt. „Co dalej w biznesie? Jak pandemia zmieniła zarządzanie firmami i ludźmi”, opracowanego przez grupę ekspertów na czele z prof. Jerzym Hausnerem.

Konkluzje obrad U-RODZIN 2020 zawarto w 10 głównych tezach: firmy rodzinne są mniej podatne na skutki recesji; ekspansja zagraniczna determinuje rozwój i sukces gospodarczy; nawet najbardziej zaawansowane badania i analizy rynkowe nie są w stanie przewidzieć wszystkich możliwych kryzysów; niematerialne wartości mają coraz większe znaczenie przy wybieraniu źródła pozyskania kapitału; strategia, bezpieczeństwo i kadry są podstawą skutecznej transformacji cyfrowej; kryzys to czas na redefinicję modelu biznesowego i stylu zarządzania; trwałość i rozwój rodzimych firm warunkuje sukces gospodarczy kraju; prosty i przejrzysty system prawno-podatkowy jest kluczem do rozwoju przedsiębiorczości; niezbędna jest synergia działań samorządów i firm rodzinnych; to od nas zależy, czy pandemię zapamiętamy jako kryzys, czy jako szansę na zmianę i dalszy rozwój.

Wśród prelegentów 13. U-RODZIN znaleźli się m.in.: prof. Andrzej Blikle, prof. Jerzy Hausner, dr Henryka Bochniarz (Konfederacja Lewiatan), Krzysztof Domarecki (Selena FM), Grzegorz Putka (Piekarnie Cukiernie Putka), Piotr Voelkel (Grupa Kapitałowa VOX), Przemysław Mitraszewski (LPP), Adam Rozwadowski (Enel-Med), Jerzy Pietrucha (Grupa Pietrucha) oraz Jacek Ptaszek (JMP Flowers).

Na zakończenie konferencji, zachowując tradycje IFR, zapowiedziano następną – już 14. edycję U-RODZIN, która odbędzie się w Toruniu na jesieni 2021 roku, tym razem w formule hybrydowej umożliwiającej udział zarówno na żywo, jak i zdalnie poprzez platformę internetową. Więcej szczegółów nt. przyszłorocznej konferencji już niebawem na stronie www.u-rodziny.pl

Łączymy, by budować! Łączymy, by przetrwać!

Sztuczna Inteligencja naszym obrońcą – czyli za co będzie odpowiadał automatyczny asystent przyszłości?

Jak będzie wyglądał świat w roku 2030 w erze robotyzacji i łączności 5G opowiedziało blisko 8000 konsumentów w najnowszym raporcie firmy Ericsson „Hot Consumer Trends”. Futurystycznej wizji przyszłości i technologiom poświęcono już wiele książek i filmów. Naukowcy i artyści od lat prześcigają się w prognozach kolejnych dekad ludzkości, ale każdy z nas ma własne nadzieje
i obawy na temat nowych technologii.

Wyobraź swoją pracę w przyszłości. Automatyczny asystent układa zadania na nadchodzący tydzień, a fotel dostosowuje swoją pozycję, aby ból kręgosłupa nie powrócił. W międzyczasie twój automatyczny doradca finansowy pomaga Ci w planach urlopowych i sugeruje rezerwacje, które przypadną do gustu całej twojej rodzinie i nie przekroczą domowego budżetu, a treści umów uzgadniasz ze sztuczną inteligencją, która sprawnie porusza się w labiryncie zmian prawnych.

– „Stwierdzenie, że maszyny staną się inteligentne nie musi oznaczać, że będą wyglądać tak jak ludzie. Równie dobrze mogą być bezimiennymi abstrakcjami, które robią rzeczy szybciej, logiczniej i skuteczniej od człowieka. Tak czy owak, raczej nie będą zwykłymi automatami, czy też uległymi sługami, bezmyślnie podążającymi za naszymi zachciankami. Będą nas motywowały, dbały o nas i nasze otoczenie, ale również będą wykorzystywane przez świat przestępczy, z czym będą musiały zmierzyć się służby ds. cyberbezpieczeństwa” – mówi Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson.

Sztuczna inteligencja dla klimatu

Jednym z ważniejszych tematów w najnowszym badaniu „Hot Consumer Trends” jest wpływ technologii na zmiany środowiska naturalnego. W społeczeństwie, które nadal głównie korzysta z paliw kopalnych, zbawienne dla klimatu będzie znalezienie sposobów na ograniczenie zużycia energii. Aż 84% respondentów przewiduje, że do 2030 r. smartfony, urządzenia domowe i tzw. wearables będą oszczędzały energię elektryczną, dzieląc się nią ze wszystkimi innymi urządzeniami oraz ładując się tylko w godzinach o niższym zapotrzebowaniu gospodarstw domowych na energię. Innym sposobem może być zrównoważone wytwarzanie energii elektrycznej w domu. 83% badanych uważa, że do 2030 r. dostępne będą samoładujące się akumulatory, które wytwarzać będą energię z wielu źródeł, takich jak słońce, ruch, deszcz czy odpady. Zapotrzebowanie na samowystarczalne źródła energii będzie prawdopodobnie duże, ponieważ już 6 na 10 osób twierdzi, że chciałoby korzystać z tego typu urządzeń.

Smartfon prawdę Ci powie

Zrozumienie, jak „myśli” maszyna jest praktycznie niemożliwe. Dlatego istnieje zapotrzebowanie na technologię, która zacznie się tłumaczyć. 86% badanych oczekuje, że do 2030 roku aplikacje na smartfony będą nam szczegółowo wyjaśniały, jakie dane gromadzą i jak będą je wykorzystywały. – „Istnieje duża szansa, że gdy użytkownik dowiedziałby się więcej o tym, jak aplikacje wykorzystują jego prywatne dane, chciałby ograniczyć korzystanie z tych aplikacji, co w rezultacie odbiłoby się na przychodach developerów. Jednak 46% respondentów aktywnie korzystających z technologii uważa, że kwestie tłumaczących się aplikacji do roku 2030 będą regulowane i wymagane przez prawo” – tłumaczy Marcin Sugak.

Większość tendencji przedstawionych w raporcie Hot Consumer Trends wskazuje, że konsumenci pozytywnie podchodzą do wykorzystania nowych technologii w przyszłości. Istnieją jednak pewne wyjątki. Analogicznie do tłumaczących swoje działania aplikacji, powstaną również takie, których głównym celem będzie wyrządzenie szkody. 77% konsumentów obawia się, że cyfrowe włamania i kradzieże w 2030 r. będą dokonywane przez inteligentne boty, które ucząc się „zachowań” różnych urządzeń  będą stopniowo przejmowały nam nimi kontrolę i np. wykradały dane logowania do różnych systemów nie zostawiając po sobie śladu. – „To ma jeden pozytywny aspekt – widzimy, że cyberbezpieczeństwo wyszło już poza krąg specjalistów od IT i jest tematem ważnym i znanym w szerokim społeczeństwie. Konsumenci są coraz bardziej świadomie podchodzą do swoich działań w sieci” – mówi Marcin Sugak.

Polska u progu 5G

Już obecnie widzimy jak wiele startupów oraz wielkich korporacji tworzy pierwsze rozwiązania, które są zalążkiem tych futurystycznych oczekiwanych przez konsumentów technologii. Krokiem milowym na tej drodze będzie upowszechnienie komunikacji 5G, która dzięki swojej dużej przepustowości łącza i praktycznie zerowym opóźnieniom otwiera świat na nowe możliwości. Warto zauważyć, że sprzęt firmy Ericsson jest gotowy do pracy w sieci 5G już od 2015 roku. Jest to możliwe dzięki aktualizacji do 5G za pomocą zdalnej instalacji oprogramowania. Do tej pory do operatorów na całym świecie wysłanych zostało ponad 5 milionów anten 5G. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G.

**Badanie Ericsson Hot Consumer Trends dostępne jest pod adresem:

https://www.ericsson.com/en/reports-and-papers/consumerlab/reports/10-hot-consumer-trends-2030-connected-intelligent-machines

Niefortunne tłumaczenie z języka angielskiego spowoduje upadek nawet kilku tysięcy firm „okołotargowych”?

Większość firm pracujących dla targów branżowych pozbawiona jest pomocy kierowanej przez rząd w ramach tzw. „wsparcia sektorowego”, co skazuje je de facto na nieuchronny upadek. Dzieje się tak za sprawą numeru 73.11.Z PKD, któremu podlegają. Do kategorii tej należą także firmy  reklamowe, a je rząd wykluczył akurat z przewidzianego w tzw. „Tarczach” programu wsparcia sektorowego. Wszystko wskazuje na to, że kilkanaście lat temu, jeszcze na etapie prac nad rozporządzeniem o klasyfikacji PKD poszczególnych branż, firmy targowe znalazły się w tej kategorii na skutek błędu w tłumaczeniu. Zdaniem przedstawicieli branży targowej powinny one podlegać pod PKD 82.30.Z, w którym są m.in. organizatorzy targów. Kategoria ta znalazła się zaś na przygotowanej przez rząd liście firm, które otrzymają wsparcie sektorowe. Inaczej kilka tysięcy funkcjonujących w Polsce przedsiębiorstw „około targowych” czeka likwidacja.

  • Niefortunne tłumaczenie z języka angielskiego spowodowało, że firmy zajmujące się m.in. zabudową stoisk na targi nie są uznawane za firmy z branży targowej.
  • Konsekwencje: nie zostaną one objęte rządową pomocą dla branży targowej – mimo iż praca przy targach jest najczęściej jedynym źródłem ich dochodu. W efekcie – wiele z nich wkrótce upadnie.
  • Zdaniem branży targowej, należy zakwalifikować je do tej samej kategorii, co organizatorów targów czyli 82.30.Z albo jak najszybciej włączyć firmy mające PKD 73.11.Z, które pracują dla targów, do rządowego programu wsparcia sektorowego, co uchroni je przed rychłą likwidacją.

Przedsiębiorstwa projektujące i budujące powierzchnie wystawiennicze na targach, a także spedycyjne, są na skraju upadku. Przede wszystkim – przez pominięcie ich przez rząd na liście branż ze wsparciem sektorowym. Wszystko za sprawą ich PKD 73.11.Z, któremu podlegają, odkąd obowiązuje on w Polsce. – Dopiero spowodowany pandemią kryzys nakazał zweryfikowanie kwestii związanej z kwalifikacją firm w oparciu o klasyfikację PKD. Wcześniej bowiem, nikt nie zaprzątał sobie tym głowy. Branża świetnie funkcjonowała i była m.in. powodem do chwalenia się władz sukcesami polskiej gospodarki – mówi Krzysztof Szofer z firmy Abyss, zasiadający w Radzie Polskiej Izby Przemysłu Targowego. Jak wskazuje, dziś okazuje się, że główna przyczyna pozbawienia większości firm około targowych wsparcia to błędne przetłumaczenie jednego z kluczowych słów dla całej branży.

– Zacznijmy od kwestii leksykalnych: stoisko targowe to po angielsku „booth”, ewentualnie „fair stand”. W żadnym wypadku nie samo „stand”, ponieważ to słowo oznacza stanowisko, stojak lub ladę promocyjną (np. w sklepie). Stoisko targowe to coś więcej niż proste stanowisko – jest znacznie większe i bardziej spektakularne. Jest też niepowtarzalne – powstaje tylko na jedno wydarzenie – tłumaczy Krzysztof Szofer.

14 lat temu na zlecenie Głównego Urzędu Statystycznego przetłumaczono dokument NACE Rev. 2, (przyjęty w 2006 r. przez Parlament Europejski), będący częścią składową europejskich wytycznych statystycznych w ramach Eurostat. Dokument ten jest zaleceniem dla organizacji statystycznych państw-członków UE i stał się u nas podstawą zmian w Polskiej Klasyfikacji Usług. – W polskim tłumaczeniu słowo „stand” zostało wówczas przełożone jako „stoisko”, wrzucając tym samym firmy budujące stoiska do jednego statystycznego worka z agencjami reklamowymi i marketingowymi, które np. stawiają stanowiska reklamowe w hipermarketach – wyjaśnia Krzysztof Szofer.

Co to oznacza?

Działalność firm branży targowej jest aktualnie określana różnymi kodami PKD. Na skutek ich błędnej kwalifikacji firmy świadczące usługi targowe zostały przypisane do dwu różnych klasyfikacji: branży targowej i branży reklamowej. Do tej pierwszej grupy (PKD 82.30.Z) nie kwalifikują się obecnie firmy projektujące i budujące stoiska targowe. Ich miejsce bowiem sklasyfikowano kodem 73.11.Z, czyli działalnością agencji reklamowych.

Jakie to ma konsekwencje?

Bardzo poważne. Przypisanie firm budujących stoiska targowe do agencji reklamowych sprawia, że nie mogą one zostać objęte tarczą dla branży targowej – tu decyduje bowiem PKD danego przedsiębiorstwa.

Na problem zwróciła uwagę Polska Izba Przemysłu Targowego, która przy okazji postanowiła sprawdzić, w jaki sposób kwalifikowane są przedsiębiorstwa z branży targowej w Europie. – Okazuje się, że nie ma jednego uniwersalnego standardu. Światowe Stowarzyszenie Przemysłu Targowego UFI wskazuje jednak, że działalność prowadzona przez dostawców usług na rzecz branży targowej najczęściej kwalifikowana jest pod europejskim odpowiednikiem polskiego PKD nr 82.30.Z. Tak jest np. w Niemczech czy innych krajach europejskich. Firmy działające bezpośrednio na rzecz targów i bez których targi praktycznie nie mogą się odbyć powinny zatem znajdować się w tej samej klasie PKD co organizatorzy targów. Takie rozwiązanie, jak najbardziej poprawne, pozwoliłoby firmom projektującym i budującym stoiska targowe skorzystać ze wsparcia sektorowego w Tarczy 6.0. oraz z Tarczy PFR 2.0 – opisuje Beata Kozyra – prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego. – W chwili obecnej, z pomocy skierowanej dla branży targowej może skorzystać jedynie ok 10% firm, bowiem tyle jest firm działających pod numerem PKD 82.30.Z. Oznacza to, że nawet 90% firm branży targowej, które mają przychody głównie z działań na rzecz targów, nie otrzyma żadnej pomocy – dodaje.

Przedsiębiorcy zajmujący się zabudową stoisk zwrócili się do GUS z prośbą o korektę klasyfikacji PKD. Postulują zmianę w ramach wpisu 82.30.Z, która uściśli organizację targów jako czynność techniczną, czemu służy projektowanie i budowa stoisk targowych. Proponują albo poszerzyć opis, albo dopisać numer uzupełniający (np. 82.31.Z) do numeru głównego. Zmiana ma dotyczyć wyłącznie  przedsiębiorstw usług targowych, a nie agencji reklamowych.

Liczą w tej sprawie na większe wsparcie rządu, ponieważ objęcie firm zajmujących się zabudową „targowym” PKD umożliwi im skorzystanie z pomocy branżowej i ocali miejsca pracy.

Przedsiębiorcy walczą

Pod hasłem „PKD = Polska Klasyfikacja Dyskryminacji!” kilkuset przedsiębiorców polskiej branży targowej  protestowało 22 grudnia na podpoznańskim odcinku autostrady A2. – Walczymy o to, żeby faktyczne spadki obrotów decydowały o pomocy publicznej dla firm – informowali organizatorzy pikiety. Domagają się, aby PKD w obecnym kształcie – czyli jeśli jest to np. numer 73.11.Z –  przestał być czynnikiem decydującym, komu należy się wsparcie, bo – jak podkreślają – dziś posiadanie tego numeru pozbawia tysiące polskich firm około targowych wsparcia sektorowego, skazując je na rychły upadek. Proponują, aby pomoc skierować do przedsiębiorstw, które w sposób rzeczywisty świadczą w co najmniej 70% usługi na rzecz targów. Kryterium to rozwiać ma wszelkie wątpliwości, bo – jak wiadomo – podmioty pracujące dla targów od marca pozbawione są możliwości zarabiania i powinny otrzymać takie same wsparcie jak inne, ujęte przez rząd, firmy.

Główny Urząd Statystyczny wyjaśnia

W dniu 31.12.2020 r. na adres redakcji wpłynęło oficjalne wyjaśnienie z Głównego Urzędu Statystycznego. Treść zamieszczamy poniżej.

Polska Klasyfikacja Działalności (PKD), wprowadzona rozporządzeniem Rady Ministrów z dnia 24 grudnia 2007 r. (Dz. U. Nr 251, poz. 1885, z późn. zm.), stanowi odpowiednik europejskiej klasyfikacji działalności NACE Rev.2 (Statistical Classification of Economic Activities in the European Community), wprowadzonej rozporządzeniem Komisji Europejskiej, które jest aktem wiążącym dla wszystkich krajów Unii Europejskiej. Klasyfikacja PKD 2007 weszła w życie z dniem 1 stycznia 2008 r. (analogicznie jak klasyfikacja NACE Rev.2) i do czwartego poziomu tj. poziomu klasy (czterech cyfr) jest zgodna z klasyfikacją NACE Rev. 2. Tym samym,   zachowuje  pełną spójność i porównywalność metodologiczną, pojęciową, zakresową i kodową do poziomu czterech cyfr z klasyfikacją NACE Rev. 2. Na podstawie tej klasyfikacji między innymi, przekazywane są dane dot. statystyki rodzajów działalności do  europejskiego urzędu statystycznego EUROSTAT.

Niektóre kraje UE stosują klasyfikację NACE wprost inne, w tym Polska, tworzą na jej podstawie wersje krajowe, uwzględniające potrzeby użytkowników krajowych.  Jednak podziały wprowadzane na poziomie krajowym, tj. na poziomie podklas (5 znaków)  nie mogą wykraczać poza zakresy 4 znakowych klas NACE
(w tym przypadku zakres klasy PKD=NACE 82.30).

W przypadku opracowywania krajowej wersji standardu europejskiego, uszczegółowionego na najniższym poziomie klasyfikacji, w oparciu o potrzeby użytkowników krajowych,  przedkładana jest ona do akceptacji Eurostatu.

PKD 2007 jest klasyfikacją grupującą rodzaje prowadzonej działalności, zgodnie z jej charakterem. Nie wprowadza ona odrębnych grupowań, ze względu na formę własności jednostki, rodzaj organizacji prawnej czy sposób działania, ponieważ te kryteria nie są związane z charakterystyką samej działalności.

Zgodnie z zasadą jednoznaczności grupowań – identyczna działalność nie może być klasyfikowana w różnych grupowaniach PKD a jednostki prowadzące ten sam rodzaj działalności  są sklasyfikowane w  tym samym grupowaniu PKD.   Przykładowo – podmiot wynajmujący powierzchnię (rodzaj działalności objęty podklasą PKD 86.20.Z)  nie może być klasyfikowany w kilku grupowaniach,  zależnie od podmiotu,
z którym podpisuje umowę na wynajem.

Podklasa PKD 73.11.Z  Działalność agencji reklamowych  obejmuje:

  • kompleksowe projektowanie i realizowanie kampanii reklamowych poprzez między innymi:
  • tworzenie stoisk oraz innych konstrukcji i miejsc wystawowych.

Zapis ten jest odzwierciedleniem angielskojęzycznej wersji NACE Rev. 2, zgodnie z którą klasa NACE 73.11 obejmuje:

  • creation and realisation of advertising campaigns:
  • creation of stands and other display structures and sites.

W ww. grupowaniach chodzi o “creation” tworzenie w sensie niematerialnym, działalność twórczą tj. wymyślanie, jak coś ma wyglądać, na zasadzie koncepcji, a nie o wznoszenie w sensie budowania/montażu stoiska wystawienniczego.  Podobnie jak drukowanie nośników reklamowych (plakatów itp.) jest klasyfikowane w innych grupowaniach, czyli jako działalność produkcyjna.

W NACE/PKD 73.11 klasyfikowana jest tylko działalność projektowa/wymyślanie koncepcji. Ponadto w klasie NACE 73.11 i odpowiednio podklasie  PKD 73.11.Z   jest  mowa o „tworzeniu stoisk” a nie „tworzeniu stoisk targowych”. Jednak  generalnie, użycie słowa „tworzenie”,  nie odnosi się do budowania/stawiania stoiska czy wystawy w sensie fizycznym.

Z kolei, podklasa PKD 82.30.Z Działalność związana z organizacją targów, wystaw i kongresów obejmuje organizację, promocję i/lub zarządzanie imprezami takimi jak targi, wystawy, kongresy, konferencje, spotkania, zjazdy, włączając zarządzanie i dostarczenie pracowników do obsługi obiektów, w których te imprezy mają miejsce.

Podmioty współpracujące, działające na rzecz targów, klasyfikują wykonywaną przez siebie działalność, w odpowiednich podklasach PKD, zgodnie z jej charakterem. Przykładowo:

  • podmioty produkujące elementy stoisk targowych z drewna – PKD 16.23 Produkcja wyrobów stolarskich i ciesielskich dla budownictwa,
  • podmioty montujące  i instalujące ww. elementy – PKD 43.32 Zakładanie stolarki budowlanej.

W związku z powyższym, nie jest możliwe utworzenia w PKD 2007 – klasy 82.31, podklasy 82.31.Z,  dotyczącej „obsługi technicznej targów, wystaw i kongresów”, która  skupiałaby działalności takie jak np:

  • produkcję elementów stoisk;
  • montaż/budowanie stoisk targowych;
  • wynajem i zarządzanie nieruchomościami;
  • transport i spedycję,

świadczone na rzecz branży targowej.

Propozycja taka nie jest zgodna z zasadami budowy i  logiki klasyfikacji PKD a przede wszystkim dotyczy  poziomu międzynarodowego tej klasyfikacji. Dlatego takie zmiany musiałyby zostać wprowadzone na poziomie klasyfikacji NACE.

Obecnie w Biurze Statystycznym UE Eurostat  toczą się prace mające na celu zmianę klasyfikacji NACE Rev. 2. Na forum Grupy Roboczej ds. rewizji NACE, skupiającej przedstawicieli większości krajów UE (w tym Polski i Niemiec) omawiane są propozycje zmian do  tej klasyfikacji. Dyskutowana tam była między innymi propozycja, analogiczna do zgłoszonej przez  Polską Izbę Przemysłu Targowego,  która została odrzucona przez Eurostat   jako niezgodna z zasadami budowy i metodologią tej klasyfikacji.

8 zmian w podatkach dla przedsiębiorców w 2021 r.

  • Pandemia Covid-19 zatrzymała znaczną część gospodarki, ale nie spowodowała ograniczenia zmian w prawie podatkowym.
  • W 2021 r. przedsiębiorcy będą musieli płacić nowe podatki oraz ponieść koszty dostosowania się do wielu, często bardzo problematycznych obowiązków.

– Jest to kolejny rok, w którym istotne zasoby firm zostaną skierowane na wdrażanie zmian, a nie na prowadzenie podstawowej działalności, albo na walkę z kryzysem. Dodatkowo nadchodzące zmiany zostały uchwalone i ogłoszone dopiero w końcówce roku, a proces legislacyjny przeprowadzony w pośpiechu bez właściwych konsultacji społecznych. Powoduje to wiele wątpliwości jak stosować nowe przepisy, aby nie narazić się na sankcje i spory z fiskusem, który prawidłowość rozliczeń może weryfikować nawet po pięciu latach – będzie mieć dużo więcej czasu od przedsiębiorców na zapoznanie się i wyjaśnienie nowych regulacji – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

Trudno zrozumieć i w jakikolwiek racjonalny sposób wytłumaczyć sytuację, w której ustawa zmieniająca niektóre procedury związane z rozliczeniem podatku VAT, co oczywiście wymaga dostosowania systemów i narzędzi używanych w przedsiębiorstwach, została podpisana przez prezydenta tuż przed świętami. Tak samo jak niewystarczające było co do zasady miesięczne vacatio legis na właściwe przygotowanie się przez spółki komandytowe do wejścia w reżim opodatkowania CIT-em. Podobnie, niewiele czasu miały firmy zainteresowane skorzystaniem od 2021 r. z nowej preferencji podatkowej, tzw. estońskich zasad opodatkowania. W szczególności biorąc pod uwagę, że warunki wejścia i korzystanie z tych zasad są obarczone wieloma kryteriami, których niespełnienie oznaczać będzie utratę prawa ich stosowania i związane z tym ewentualne konsekwencje finansowe. Nie bez trudności, zarówno organizacyjnych jak i finansowych przedsiębiorcy z branży gastronomicznej i hotelarskiej, pomimo praktycznie całkowitego zamknięcia działalności, kupują i instalują nowe kasy fiskalne, tzw. kasy online, które staną się dla nich obowiązkowe od 1 stycznia 2021 r. i zapewnią nieprzerwane połączenie oraz raportowanie sprzedaży do administracji skarbowej.

Co czeka przedsiębiorców w 2021 roku:

  1. opodatkowanie CIT-em spółek komandytowych
  2. ograniczenie dotyczące ustalania indywidualnych stawek amortyzacyjnych
  3. konieczność publikowania i przekazywania do naczelnika urzędu skarbowego informacji o strategii podatkowej firmy
  4. podatek cukrowy
  5. podatek od sprzedaży detalicznej
  6. estoński CIT
  7. objęcie większej grupy mikro spółek 9% stawką CIT
  8. zwiększenie limitu uprawniającego do stosowania ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych

Istotne i niestety niekorzystne dla przedsiębiorców zmiany, które zaczną obowiązywać w 2021 r. to poza opodatkowaniem CIT-em spółek komandytowych także ograniczenia w zakresie ustalania indywidualnych stawek amortyzacyjnych, rozszerzenie zakresu transakcji objętych obowiązkiem sporządzania dokumentacji cen transferowych, konieczność publikowania oraz przekazywania do naczelnika urzędu skarbowego informacji na temat strategii podatkowej przedsiębiorstwa (obowiązek obejmie duże firmy i podatkowe grupy kapitałowe) i przede wszystkim wprowadzenie podatku cukrowego dla firm zajmujących się produkcją, importem i sprzedażą napojów słodzonych oraz podatku od sprzedaży detalicznej, który obejmie wszystkie firmy handlowe, których sprzedaż przekracza 17 mln zł miesięcznie – wylicza Przemysław Pruszyński.

Zmiany, które są pożądane przez przedsiębiorców i mogą być dla nich ciekawą propozycją w 2021 r., to poza tzw. estońskimi zasadami opodatkowania spółek kapitałowych, objęcie większej grupy mikro spółek 9% stawką podatku CIT (podniesienie limitu z 1,2 mln euro do 2 mln euro) oraz zwiększenie limitu uprawniającego do stosowania ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych z 250 tys. euro do 2 mln euro. Nie są to jednak rozwiązania dostępne i atrakcyjne dla wielu przedsiębiorców ze względu na przyjęte dodatkowe warunki i ograniczenia dla stosowania estońskich zasad opodatkowania CIT-em, czy ze względu na fakt, że ryczałt od przychodów ewidencjonowanych jest atrakcyjny jedynie dla przedsiębiorców, którzy nie ponoszą wysokich kosztów prowadzenia działalności gospodarczej.

– Regulacje, które pogorszą sytuację przedsiębiorstw dotyczą większości firm i obywateli. Podatek cukrowy może doprowadzić do likwidacji firm produkujących napoje słodzone, w szczególności kiedy te przegrają walkę o klienta z firmami o silniejszej pozycji rynkowej. W niektórych przypadkach nawet dwa razy wyższą cenę zapłacą klienci za napój z dużą zawartością cukru. Podatek handlowy spowoduje podniesienie cen i uderzy przede wszystkim w konsumentów, niemniej wzrost cen może także przełożyć się na spadki przychodów i konieczność szukania oszczędności wśród pracowników albo kontrahentów. Pozostałe zmiany mają na celu maksymalizację wpływów budżetowych, a tym samym uderzają w konkurencyjność polskich firm na rynku międzynarodowym, ograniczają ich potencjał do rozwoju, inwestycji oraz odporność na kryzysy – dodaje Przemysław Pruszyński.

Adam Reichardt: Joe Biden to nie Obama-bis. Nie będzie powtarzał jego błędów

Mariusz Marszałkowski/Instytut Jagielloński: Jakie będą główne priorytety polityki nowej administracji prezydenta Bidena?

A.R.: Po pierwsze, i przede wszystkim, obecnym priorytetem jest przygotowanie i realizowanie narodowej odpowiedzi na pandemię. Liczba zgonów w USA przekracza 3 tys. dziennie – to przekracza liczbę zgonów z ataków z 11 września 2001 roku – i to codziennie! Liczba nowych zakażeń przekracza 200 tys. dziennie. W niektórych stanach sytuacja wygląda dramatycznie.

Na razie polityka i wprowadzane restrykcje nie należą do rządu federalnego, a do każdego stanu osobno. Nie ma więc jednej, spójnej polityki zachowania wobec rozrastającej się pandemii.

Nowa administracja już ogłosiła, że od razu będzie współpracować ze wszystkimi gubernatorami, aby np. noszenie maseczek było wspólnym nakazem we wszystkich stanach. To oczywiście rodzi opór, zwłaszcza w stanach, które są z natury republikańskie i bardzo konserwatywne. Planem nowej administracji jest też podwojenie liczby punktów wykonywania testów. Na razie ich rozmieszczenie jest bardzo nierównomierne, w niektórych miejscach jest ich dostateczna liczba, a w innych cały czas ich brakuje. Chodzi o jak najszybszą pomoc dla osób, które już się zaraziły.

Trwa też dyskusja o wprowadzeniu narodowego programu szczepień. Rozmowy zaczęły się jeszcze w czasie urzędowania ustępującej administracji Trumpa. Biden będzie musiał to kontynuować, tak aby proces ten był realizowany bez zbędnej zwłoki.

Drugim priorytetem, który też jest związany z pandemią jest naprawa gospodarcza.

Plan Bidena polega na ogromnych inwestycjach w gospodarkę. Jest to plan podobny, który miał Obama po kryzysie z 2008 roku. Głównym celem jest rozwój infrastruktury, co doprowadzi do pobudzenia rynku pracy. Już teraz w USA 7 procent populacji znajduję się bez pracy. To jest bardzo wysoki i niebezpieczny wynik. Biden chce też inwestować w sektor produkcyjny, tak aby jak najwięcej towarów było produkowanych w Stanach Zjednoczonych. To duże wyzwanie dla administracji, bo będzie wiązało się ze wzrostem długu i prawdopodobnym wzrostem inflacji. Jednak nie ma lepszego rozwiązania, niż stymulacja gospodarki w czasie, kiedy nie ma podstawowego popytu ze strony konsumentów i przedsiębiorców.

Trzecim priorytetem będzie polityka społeczna, a w szczególności problem związany z nierównością rasową – co miało swój wyraz w protestach Black Lives Matter. To będzie zadanie nie tylko dla Bidena, ale szczególnie na tym polu aktywna może być jego wiceprezydent Kamala Harris.

Czwartym priorytetem będzie tym razem kwestia współpracy międzynarodowej, a mianowicie sprawy klimatyczne. Agenda ta silnie wybrzmiewała podczas kampanii wyborczej i zapewne jednym z pierwszych jej efektów będzie powrót USA do porozumień paryskich, co zresztą Biden już zapowiedział. Były sekretarz stanu za czasów prezydentury Obamy, John Kerry ma być odpowiedzialny za politykę klimatyczną. Można to rozumieć w ten sposób, że kwestie klimatyczne będą istotnym komponentem polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych pod wodzą Joe Bidena. Poza klimatem, ważnym elementem będzie również współpraca międzynarodowa USA z partnerami, która mocno kulała pod rządami Trumpa. Hasłem Bidena było „Restore America’s Leadership” co oznacza przywrócenie amerykańskiego przywództwa na świecie. Pod tym pojęciem kryje się wiele elementów w tym, współpraca z NATO, powrót do dobrych relacji transatlantyckich, czy powrót do kwestii kontroli zbrojeń, co szczególnie tyczy się relacji z Rosją.

M.M.: Jak może zmienić się polityka USA wobec państw Europy Środkowej i Wschodniej?

A.R.: Zapewne będzie to wiązać się z większym zaangażowaniem w tym rejonie. Na pewno więcej uwagi poświęcone zostanie Ukrainie toczącej wojnę z Rosją. Biden jako wiceprezydent bardzo mocno zaangażował się w sprawy konfliktu ukraińsko-rosyjskiego po nielegalnej aneksji Krymu i rozpoczęciu działań zbrojnych w Donbasie. Był znany ze swojej sympatii i życzliwości wobec Ukrainy. Biden zna to środowisko, zna problemy Ukrainy. Ma też dostęp do wielu ludzi znających Ukrainę i to jest pozytywny aspekt. Otwartym pozostaje pytanie jak dużo tej uwagi starczy dla Ukrainy. Myślę, że Ukraina będzie stanowić ważny element w polityce odstraszania wobec Rosji, poprzez wspieranie euroatlantyckich aspiracji Kijowa. To też z drugiej strony będzie oznaczać większe przywiązanie do kwestii praworządności i walki z korupcją. Może to nawet oznaczać prowadzenie cichych walk z niektórymi oligarchami. Ważnym elementem będzie również Białoruś. Swietłana Cichanouska otrzymała oficjalne zaproszenie na inaugurację Bidena w styczniu. To jasny sygnał, że nowa administracja otwarcie wspiera opozycyjne ruchy na Białorusi. Może pojawić się większy nacisk na reżim Łukaszenki poprzez sankcje. To również jest powiązane z dążeniem Bidena do przywrócenia i pielęgnowania tradycyjnych, demokratycznych wartości na świecie. Ten element jest bez wątpienia związany od lat z demokratami, i na pewno będzie odgrywał ważną rolę w kontaktach międzynarodowych z innymi państwami.

M.M.: Czy USA nadal będą realizować polityki odstraszania wobec Rosji, jak robiły to w ostatnich latach?

A.R.: Jeżeli chodzi o relacje z Rosją, to uważam, że te relacje nie były jasne pod wodzą Trumpa. Trump personalnie szanował Putina, wielokrotnie wypowiadał się o nim w pozytywnych słowach. Putinowi zapewne też odpowiadał człowiek o tak chaotycznym charakterze, rządzący jego największym zagranicznym rywalem. Jednak mimo wszystko nie było żadnego resetu w relacjach z Rosją. Polityka odstraszania i wspierania wschodniej flanki NATO pozostała niezmieniona, a nawet w niektórych obszarach wzmocniona. Jednak niekonsekwencja USA spowodowała, że Rosja mogła działać jak chciała w innych regionach świata, w Afryce czy na Bliskim Wschodzie. Przykładem tego jest oficjalne rosyjskie zaangażowanie militarne w Syrii czy nieoficjalne w Libii.

Trump był nastawiony krytycznie do NATO i sojuszu transatlantyckiego jako takiego. Z drugiej strony, niektórzy w jego administracji byli zdecydowanymi zwolennikami kursu proatlantyckiego. To się wiązało z dużym chaosem i dezorganizacją polityki zagranicznej USA. Wyrazem tego jest m.in. częsta rotacja sekretarzy oraz doradców, którzy często po kilku miesiącach współpracy z Trumpem zostawali przez niego w bardzo niewysublimowany sposób zwalniani. Trump był też przeciwnikiem budowy Nord Stream 2 i często chwalił takie kraje jak Polska za wydawanie odpowiednich pieniędzy na zbrojenia. Te słowa i krytyka wobec Niemiec były przyjmowane z reguły dość entuzjastycznie. Jak będzie z Bidenem?

Na pewno polityka zagraniczna będzie ujednolicona i nie będzie takich rozdźwięków jak w przypadku Trumpa i jego otoczenia. Biden będzie stawiał na współpracę, raczej nie będzie wyznawał zasady „dziel i rządź”. Ameryka potrzebuje sojuszników w rywalizacji z Chinami, i Biden to doskonale rozumie. Klimat też jest świetnym polem do współpracy. Nie wydaje mi się jednak, aby Biden wrócił do polityki znanej z czasów Obamy. Świat zmienił się zbyt mocno. Na pewno będzie więcej relacji bilateralnych, co jest przeciwieństwem do multilateralnego podejścia USA z czasów Obamy. Biden powinien utrzymać twarde stanowisko wobec Nord Stream 2 oraz kwestii wzrostu pozycji Chin. Współpraca z Europą Środkową zostanie zachowana, a może nawet ulegnie wzmocnieniu, tak w ramach układów bilateralnych jak i w ramach NATO. Sekretarzem Stanu w administracji Bidena zostanie prawdopodobnie Anthony Blinken. To bardzo zaufany człowiek Bidena, z którym pracował w Senacie, potem był jego osobistym doradcą ds. bezpieczeństwa, kiedy Biden był wiceprezydentem. Jest profesjonalnym dyplomatą, który zna problemy międzynarodowe. Prezentuje bardzo ostre stanowisko wobec Rosji, podkreślając, że prezydent Biden będzie konsekwentny w byciu oponentem Putina. Na pewno będzie wzmacniał działania odstraszające NATO. Polityka USA może więc ulec zaostrzeniu, nie wiemy jak na to zareaguje Putin.

M.M.: Czy zatem USA nadal będą popierać inicjatywę Trójmorza?

A.R.: Poparcie dla Trójmorza zostanie zapewne utrzymane, ale nie jako wsparcie konkretnie dla projektu, a dla zintegrowanej polityki wobec całego regionu. Jak będzie to wyglądało w detalach, tego jeszcze nie wiemy. Nie padło wiele słów ze strony Bidena czy ludzi z nim związanych na ten temat. Projekt Trójmorza jest oczywiście szansą dla USA zarówno z perspektywy gospodarczej, jak i wizerunkowej. Tu nie będzie specjalnie dużych kontrowersji.

M.M.: A jak będzie wyglądać polityka wobec Chin? Czy nie przejmą całej uwagi nowej administracji jak w czasie Obamy?

A.R.: Myślę, że nie przejmą całej uwagi. Ale bez wątpienia wzrost znaczenia Chin jest ogromnym wyzwaniem dla USA i będzie stanowił ważny element polityki zagranicznej. Tu nie chodzi tylko o sprawy gospodarcze, ale o prymat w „rządzeniu” na świecie. Nie powinniśmy traktować kadencji Bidena jako „trzecią kadencję” Obamy. W samych Stanach trwa debata o tym, i wielu ekspertów twierdzi, że takie myślenie jest błędne. Po wstępnych nominacjach na ważne stanowiska państwowe możemy już dziś powiedzieć, że Biden to nie Obama bis. Nie będzie resetu z Rosją, nie będzie też przesadnego zwrotu ku Azji. Obama popełnił błędy, a Biden i jego administracja na pewno nie będą ich powtarzać. Tym błędem był m.in. reset z Rosją, jednak trzeba pamiętać, że lata 2009-2011 to były inne czasy i na świecie panowała inna sytuacja . Nie można tego przekładać na czasy dzisiejsze.

Jeżeli chodzi o same Chiny, myślę, że będzie wobec nich prowadzona ostra polityka, znacznie inna niż z czasów Obamy. Wydaje mi się, że twardy kurs Trumpa może tutaj zostać utrzymany. USA chodzi głównie o sprawiedliwe relacje w handlu, i to będzie w tych relacjach jednym z ważniejszych elementów.

Adam Reichardt
Adam Reichardt, amerykański politolog i specjalista ds. międzynarodowych. Redaktor naczelny „New Eastern Europe”

Adam Reichardt, amerykański politolog i specjalista ds. międzynarodowych. Redaktor naczelny „New Eastern Europe”, współprowadzący podcast „Talk Eastern Europe”, członek rady redakcyjnej pisma „Central European Journal of International and Security Studies. Jako dziennikarz, pisał m.in. dla Dziennika Gazeta Prawna, Index on Censorship, The Atlantic Council oraz Politico.

Dobre święta dla kryptowalut. Porozumienie ws. brexitu

Wydawało się, że spokojne święta na rynku to coś, na co się nie zanosiło, ale patrząc na wykresy, jednak je mieliśmy. Tuż przed świętami nawet umowę brexitową udało się wstępnie ustalić.

Porozumienie brexitowe

Coś, co jeszcze nie tak dawno wydawało się niemożliwe, jednak zostało zawarte. Pozostał jeszcze jeden krok. Do końca roku trzeba przyjąć liczący 1200 stron dokument. Można zatem śmiało założyć, że osoby głosujące nad nim nie będą zapoznane z całą treścią i przyjmą go trochę w ciemno. Kluczowym elementem porozumienia są kolejne okresy przejściowe. Pozwolą one uniknąć chaosu i rozłożą pewne bolesne elementy w czasie. Rynki nie są pewne, czy to dobra wiadomość dla funta, czy nie i zmienność na parach z brytyjską walutą jest na razie niewielka.

Turcja podnosi stopy procentowe

W Wigilię Bożego Narodzenia zgodnie z oczekiwaniami Turcy podnosili stopy procentowe. Główna stopa wzrosła z 15% na 17%, to o pół punktu procentowego więcej niż oczekiwania analityków. W rezultacie, lira turecka zyskuje na wartości względem głównych walut. Nie jest to jednak już tak istotny wzrost, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że straciła ona na wartości w ciągu roku ponad 20% względem dolara i przeszło 27% względem euro.

Dobre święta dla kryptowalut

Dni świąteczne to moment, kiedy na giełdach akcji i walutach przeważnie mamy moment odpoczynku. Nie znaczy to oczywiście, że jest tak na wszystkich rynkach. Dobrym przykładem są kryptowaluty, które notowane są bez przerw. W czasie świąt najwyraźniej wiele osób postanowiło zostać inwestorami, gdyż byliśmy świadkami wyraźnego ruchu w górę. Przez moment cena dolarowa bitcoina wynosiła ponad 28 tysięcy dolarów, przekraczając tym samym o 40% szczyty sprzed 3 lat. Co ciekawe, reszta rynku kryptowalut nie rośnie już tak szybko, a bitcoin ciągle zwiększa swój udział procentowy w całym rynku, przekraczając już wyraźnie ⅔ jego kapitalizacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl