Anwim S.A. pozyskał 50 mln zł z emisji obligacji

Spółka Anwim S.A., właściciel sieci stacji paliw MOYA pozyskała fundusze na rozwój Grupy Kapitałowej Anwim w ramach emisji obligacji korporacyjnych  o wartości nominalnej 50 mln zł. Rozliczenie emisji miało miejsce 17 grudnia br. Emisję trzyletnich  obligacji z marżą 4 pkt. proc. ponad WIBOR 3M przeprowadzono w ramach pięcioletniego programu emisji do 150 mln zł.

MOYAMOYA jest dziś najszybciej rozwijającą się siecią stacji paliw w Polsce. Obecnie liczy już 300 stacji, które rozlokowane są przy drogach krajowych i lokalnych, w dużych miastach i mniejszych miejscowościach. MOYA, jako jedyna sieć ma tak szerokie portfolio stacji paliw – tradycyjne, obsługowe – z przystacyjnym sklepem i konceptem gastronomicznym Caffe MOYA, automatyczne – wyłącznie dla flot oraz samoobsługowe – dla klientów indywidualnych oraz biznesowych. W 2020 roku Anwim pozyskał także sieć bezobsługowych stacji eMILA od BM Reflex.

Zmianie ulega również akcjonariat spółki – po akceptacji UOKiK większościowym udziałowcem Anwim S.A. zostanie fundusz kapitałowy Enterprise Investors. Spółka zapowiada dalszy intensywny rozwój. Do 2024 r. zakłada otwieranie minimum 50 nowych stacji rocznie. Między innymi na ten cel zostaną przeznaczone fundusze pozyskane w wyniku emisji obligacji. Organizatorem emisji był Bank Polska Kasa Opieki S.A., a funkcję doradcy prawnego emitenta pełniła kancelaria Baker McKenzie Krzyżowski i Wspólnicy sp.k. Obligacje Anwim S.A. będą notowane na rynku Catalyst.

– Emisja obligacji jest kolejnym krokiem w naszym rozwoju. Do tej pory byliśmy największym niezależnym podmiotem oraz najszybciej rozwijającą się spółką paliwową w Polsce. Tempo, które dziś osiągnęliśmy, już wkrótce pozwoli nam zbliżyć się do największych graczy naszego sektora – mówi Rafał Pietrasina, prezes zarządu Anwim S.A. – Co nas bardzo cieszy, spotkaliśmy się z niezwykle pozytywnym odbiorem naszych obligacji wśród instytucji finansowych. Pomimo intensywnej końcówki roku na rynku obligacji oraz trudnej sytuacji spowodowanej epidemią COVID-19, nasz debiut jako emitenta obligacji okazał się bardzo udany – wyemitowaliśmy tyle obligacji, ile planowaliśmy. Jest to dowód zaufania do naszej firmy i wiary w potencjał jej rozwoju. Z pewnością nadziei tych nie zawiedziemy – dodaje Rafał Pietrasina.

Bieżący rok na rynku transakcji inwestycyjnych należał do nieruchomości magazynowych i biurowych

Polska mimo spadków najbardziej aktywnym rynkiem nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowej w 2020 r.

Według przewidywań ekspertów międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield bieżący rok na rynku nieruchomości komercyjnych w regionie Europy Środkowej zamknie się wynikiem 9,4 mld euro, co jest wynikiem o jedną trzecią niższym niż w ubiegłym roku. Udział Polski w całkowitym wolumenie transakcji inwestycyjnych, mimo spadku wartości transakcji o jedną czwartą w porównaniu z ubiegłym rokiem, wyniesie ok. 60%.

Pomimo przywrócenia narodowej kwarantanny, rok 2020 kończy się optymistycznie, ponieważ rozpoczęcie szczepień daje nadzieję na normalizację sytuacji na rynku w roku 2021 – mówi Soren Rodian Olsen, Partner, dyrektor działu rynków kapitałowych Markets, Cushman & Wakefield.

Rok 2020 zaczął się dla polskiego rynku nieruchomości komercyjnych drugim najlepszym wynikiem za pierwszy kwartał roku w historii. Wartość inwestycji wyniosła wówczas aż 1,72 mld euro. Potem aktywność inwestorów spowolniła w wyniku niepewności spowodowanej przez pandemię, ale dostosowanie przez kupujących strategii do nowej sytuacji spowodowało jednak, że aktywność inwestycyjna w skali roku nie uległa drastycznym spadkom. Warto zauważyć, że rok 2019 był jednym z trzech najlepszych w ostatniej dekadzie, co może nieco uwydatniać skalę tegorocznego spadku aktywności inwestycyjnej, który w przypadku Polski był i tak najmniejszy w regionie.

Na polskim rynku dominowały transakcje sprzedaży nieruchomości magazynowych, które stanowiły blisko połowę całkowitego wolumenu. Ponad 39% wszystkich transakcji zawarto w sektorze nieruchomości biurowych.

Wolumen transakcji inwestycyjnych w Polsce wyniósł 5,6 mld euro i był niższy o 25% od rekordu odnotowanego w roku 2019. Wartość transakcji w sektorze handlowym spadła do najniższego poziomu od 10 lat, natomiast aktywność inwestycyjna w sektorze nieruchomości biurowych spowolniła z powodu ostrożniejszego podejścia inwestorów do zawierania dużych transakcji. Sektor logistyczny zakończył jednak rok 2020 z rekordowym prawie 50-procentowym udziałem w wolumenie transakcji – komentuje Jeff Alson, Partner na Europę Środkową, Grupa Rynków Kapitałowych, Cushman & Wakefield.

Pozostałe rynki

CZECHY
W tym roku całkowity wolumen transakcji inwestycyjnych w Czechach wyniesie ok. 1,2 mld euro, co oznacza spadek o 63% w porównaniu z bardzo udanym i ponadprzeciętnym rokiem 2019.

SŁOWACJA
W 2020 roku pandemia COVID-19 spowodowała wstrzymanie transakcji będących w toku oraz tymczasowe osłabienie popytu inwestycyjnego, co w połączeniu z rosnącym nasyceniem powierzchnią handlową i biurową doprowadziło do spadku wolumenu transakcji o 37% w ujęciu rocznym do 429 mln euro.

WĘGRY
Po czterech z pięciu najlepszych lat w historii wartość transakcji inwestycyjnych na Węgrzech spadła o 25% rok do roku, ale i tak jest wyższa o 40% w porównaniu z najwyższym wolumenem odnotowanym w najlepszym roku na przestrzeni lat 2008-2015.

RUMUNIA
Pandemia wpłynęła na rumuński rynek inwestycyjny w niewielkim stopniu, o czym świadczy całkowity wolumen transakcji wynoszący prawie 1 mld euro, w którym największy udział miał sektor nieruchomości biurowych. Jest to wielkość zbliżona do średnich wolumenów rocznych odnotowywanych w minionych trzech latach i wskazuje, że rynek ten osiągnął fazę dojrzałą w ostatnich latach. Przewidujemy, że wysoka aktywność inwestycyjna utrzyma się również w roku 2021, a największym zainteresowaniem będą cieszyły się nieruchomości z sektora magazynowego.

Prognozy

Eksperci firmy Cushman & Wakefield przewidują, że wpływ pandemii na gospodarkę będzie się utrzymywał przez okres od jednego do dwóch lat, ale odbicie na rynku nieruchomości może nastąpić szybciej – w drugim i trzecim kwartale 2021 roku. W przyszłym roku inwestorzy w sektorze biurowym będą koncentrowali się na najlepszych aktywach oraz obiektach z segmentu value-add, natomiast głównym celem większości graczy nadal będą nieruchomości logistyczne i alternatywne (mieszkania na wynajem instytucjonalny i centra danych).

Niektórzy inwestorzy nie będą wykraczać poza główne lokalizacje pomimo wyższych cen, ale jednocześnie rośnie liczba funduszy poszukujących okazji inwestycyjnych na innych rynkach, w tym w Europie Środkowo-Wschodniej. Stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów mogą ulec kompresji w roku 2021, ale tylko na największych rynkach i w przypadku najbardziej atrakcyjnych produktów inwestycyjnych – komentuje Soren Rodian Olsen, Partner, dyrektor działu rynków kapitałowych, Cushman & Wakefield.

Przekonanie o tym, że biura mają przed sobą przyszłość, jest obecnie silniejsze niż w drugim czy trzecim kwartale 2020 roku, co napawa optymizmem, ale obszarem niepewności pozostają trendy na rynkach najmu w roku 2021.

7 trendów w IT, które przyniesie 2021 rok

Rok 2020 zapisze się w historii jako czas wielkiej transformacji cyfrowej. Pandemia COVID-19 zmieniła ład w gospodarce, a świat musiał się szybko przyzwyczaić do nowej rzeczywistości. Wykorzystanie technologii cyfrowych umożliwiło firmom szybką zmianę modeli biznesowych, a także odegrało ważną rolę w dostosowaniu się do nowego sposobu pracy i komunikacji. Warto więc pamiętać o trendach technologicznych, które zyskają na znaczeniu w nowym 2021 roku.

Trend 1: Wielkie przyspieszenie cloud computingu

Cloud computing odegrał dużą rolę w działaniu firm w okresie wzmożonej pracy zdalnej. Coraz więcej biznesów wdraża się w ten model. Pandemia przekonała o tym, jak ważne jest zapewnienie szybkiego dostępu do danych, niezależnie od tego, gdzie się znajdujemy. Wyraźnie zmalało sceptyczne nastawienie do chmury, które wynikało z obawy o bezpieczeństwo danych i ponoszenia dodatkowych opłat. Do końca 2021 r. 80% przedsiębiorstw, bogatszych o doświadczenia z 2020 roku, wprowadzi narzędzia i procesy, które umożliwią przejście na infrastrukturę i aplikacje oparte na chmurze dwukrotnie szybciej niż przed pandemią. Przyspieszając przejście do chmury, zarządzający IT w spółkach zachowają konkurencyjność oraz zwiększą cyfrową odporność organizacji. W efekcie tej zmiany, według szacunków firmy analitycznej Forrester, globalne przychody z chmury wzrosną o 35% do 120 miliardów w 2021 roku.

Trend 2: Jeszcze szybsza implementacja platform nowej generacji

W wyniku pandemii 70% dyrektorów IT będzie starało się walczyć z zadłużeniem wywołanym wydatkami na nowe technologie podczas pandemii. Oprócz finansowej niepewności, wymusi to migracje do chmury. Odpowiedzialni za IT w spółkach będą poszukiwali platform cyfrowych nowej generacji, które unowocześnią infrastrukturę i aplikacje. W ten sposób będą mogli zapewnić elastyczne możliwości tworzenia i dostarczania nowych produktów, usług oraz doświadczeń klientom i pracownikom.

Trend 3: Wzrost wydatków na Edge

Pandemia zmieniła sposób pracy, a to wpłynęło na 80% inwestycji w rozwiązania przetwarzania na krawędzi. Przez to znacznie wzrosły wydatki na ten cel.

Wymóg dostarczania infrastruktury, aplikacji i zasobów danych do lokalizacji brzegowych jeszcze bardziej spopularyzuje zorientowane na chmurę rozwiązania brzegowe i sieciowe. Ułatwią one szybsze reagowanie na bieżące potrzeby biznesowe, a także posłużą jako baza do budowy długoterminowej odporności cyfrowej.

Trend 4: Inteligentna cyfrowa przestrzeń robocza i zróżnicowanie modeli zatrudnienia pracowników

75% spośród 2000 największych firm na świecie zobowiązało się do zapewnienia „parytetu technicznego” dla wszystkich pracowników do 2023 roku. W efekcie wszyscy zatrudnieni, niezależnie od lokalizacji, będą mieli dostęp do tych samych aplikacji i narzędzi, zapewniających bezpieczeństwo oraz identyczne doświadczenia w pracy. Powstaną bardziej produktywne, dobrze poinformowane i współpracujące ze sobą zespoły.

Również do 2023 r. część projektów z zakresu automatyzacji biznesu będzie opóźniona lub zakończy się niepomyślnie. Wszystko w konsekwencji zbyt małych inwestycji w narzędzia i umiejętności podczas budowania DevOps oraz zespołów IT i bezpieczeństwa. Aby rozwiązać problem niedoboru programistów i analityków danych oraz przyspieszyć rozwój i innowacje, przedsiębiorstwa zdecydują się na elastyczne źródła talentów, crowdsourcing, a także zasoby wewnętrzne.

Trend 5: Operacje IT staną się coraz bardziej niezależne.

Przewiduje się, że do 2023 r. ekosystem chmurowy, który zwiększa kontrolę zasobów i analizy w czasie rzeczywistym, stanie się podstawą większości projektów informatycznych i automatyzacji biznesu. Spełnienie tych celów wymusi głęboką integrację systemów oraz proaktywną analizę ekosystemu korzystającego ze Sztucznej Inteligencji.

Trend 6: Jeszcze większy rozwój Sztucznej Inteligencji (AI)

W świetle pandemii COVID-19 stało się jasne, że samouczące się algorytmy i inteligentne maszyny odegrają istotną rolę w ciągłej walce z epidemią, a także innymi wyzwaniami przyszłości. Już teraz obserwujemy szerokie zastosowanie rozpoznawania mowy, czy wzorców, a także prognozowania i diagnostyki. W kolejnym roku AI zyska szczególnie na znaczeniu, pomagając interpretować i rozumieć otaczający nas świat.

Nieprzypadkowo do 2023 r. aż 25% firm spośród 2000 największych firm na świecie kupi co najmniej jeden start-up zajmujący się AI, aby dywersyfikować umiejętności i własność intelektualną.

Trend 7: Cyberbezpieczeństwo

Choć w związku z pandemią COVID-19 firmy dotknęły trudności i cięcia budżetowe, to wiele organizacji zwiększyło w tym roku wydatki na cyberbezpieczeństwo. Stało się tak dlatego, że wraz z popularyzacją pracy zdalnej pojawiło się więcej zagrożeń cybernetycznych. Biznes został zmuszony do zaktualizowania strategii cyberbezpieczeństwa, a w efekcie wzmocnienia sieci. Przedsiębiorstwa skoncentrowane na odporności cyfrowej będą dostosowywać się do zakłóceń i rozszerzać zakres swoich usług, tak aby reagować na zmiany o 50% szybciej od firm, które koncentrują się wyłącznie na przetrwaniu. Dowodem na duże zapotrzebowanie na cyberbezpieczeństwo jest stale rosnąca liczba miejsc pracy dla specjalistów w tej dziedzinie.

Autorem komentarza jest Dmitriy Akulov, założyciel start-upów i firm informatycznych appfleet, Prospect One, jsDelivr

Ministerstwo Sprawiedliwości wydało zgodę na utworzenie specjalnego wydziału dla frankowiczów

Jest decyzja Ministerstwa. Warszawski sąd będzie miał specjalny wydział dla frankowiczów. Ma być nowocześnie i szybko.

Jest zgoda na utworzenie w Sądzie Okręgowym w Warszawie wydziału do tzw. spraw frankowych. Ma to umożliwić lepszą kontrolę przebiegu postępowań, a także usprawnić prowadzenie pozostałych procesów. Plan zakłada również informatyzację i digitalizację akt. Jednak prawnicy podchodzą do tego pomysłu z ostrożnością. Komentując, podkreślają, że organizacja wydziału przyniesie zamierzony cel, jeśli znajdą się w nim sędziowie faktycznie mający doświadczenie w tego typu sprawach. I dodają, że dobrym pomysłem byłoby od razu wprowadzenie dla nich szkoleń z problematyki umów kredytowych, m.in. z praw konsumentów i orzecznictwa TSUE.

W związku z dużą liczbą tzw. spraw frankowych, Sąd Okręgowy w Warszawie otrzymał od Ministerstwa Sprawiedliwości zgodę na utworzenie odrębnego wydziału. Jak informuje sędzia Sylwia Urbańska, rzecznik prasowy ds. cywilnych, ma on powstać w celu poprawy organizacji pracy i usprawnienia postępowań. Jednak nie zapadły jeszcze decyzje dotyczące liczby sędziów, zasad kierowania ich czy też funkcji przewodniczącego.

– Organizacja wydziału stricte dla frankowiczów przyniesie zamierzony cel, jeśli trafią do niego sędziowie, którzy mają doświadczenie w tego typu procesach. To pozwoli sprawniej zarządzać postępowaniami i szybciej rozpoznawać sprawy. Potrzebne jest też odpowiednie wsparcie administracyjne. Jeżeli np. w sekretariacie będą wakaty albo niedoświadczeni pracownicy, to nie pomoże nawet najlepszy sędzia – komentuje adwokat Jakub Bartosiak z warszawskiej Kancelarii MBM Legal.

Należy podkreślić, że przez 11 miesięcy br. do ww. sądu wpłynęło blisko 14 tys. spraw frankowych. 30 listopada br. w całym Repertorium C było ich łącznie niecałe 30 tysięcy, co stanowiło 56% wszystkich tam prowadzonych postępowań. Dla porównania, w 2017 roku wpływ wyniósł prawie tysiąc, rok później – przeszło 2,6 tysięcy, a w 2019 roku – ponad 4,6 tys. Według aktualnych szacunków, obecnie średnia liczba spraw rozstrzyganych przez jednego sędziego w wydziale cywilnym pierwszoinstancyjnym Sądu Okręgowego w Warszawie wynosi już 590. Na koniec grudnia może to być 750.

– Z tych danych wynika, że w br. sędzia mógł mieć do przeczytania średnio nawet 1,3 tys. tomów, czyli 390 tys. stron. Do tego musiał wydać odpowiednie zarządzenia bądź postanowienia, wyznaczyć terminy rozpraw i przeprowadzić je, a następnie zakończyć wyrokami i napisać uzasadnienia. Zaznaczam, że były to jedynie sprawy cywilne, bez rozwodowych, które akurat w tym sądzie są rozpoznawane przez dwa odrębne wydziały rodzinne – mówi sędzia Urbańska.

Szacuje się, że około 70% spraw, które wpływają do Sądu Okręgowego w Warszawie, jest spoza jego właściwości. Tutaj też rozpatruje się 70% wszystkich spraw frankowych z całego kraju. Konsument ma bowiem prawo wyboru sądu według swojego miejsca zamieszkania bądź siedziby pozwanego, a ta w przypadku banków zazwyczaj mieści się w stolicy. Referaty 51 sędziów w wydziałach pierwszoinstancyjnych mogą być więc obecnie najbardziej obciążone w skali kraju.

– Dalszy tak dynamiczny wzrost wpływu spraw frankowych mógłby skutkować brakiem możliwości przechowywania dokumentów, bo budynek sądu nie jest do tego przystosowany. Ponadto sędziowie faktycznie nie mogliby podejmować swoich czynności. Sprawy w innych kategoriach nie byłyby rozpoznawane w rozsądnych terminach dla stron postepowań – zaznacza Sylwia Urbańska.

Plan utworzenia wydziału do spraw frankowych, zakłada również informatyzację i digitalizację akt. To umożliwi kontrolę przebiegu postępowań. Jednocześnie pozwoli sędziom na podejmowanie czynności usprawniających zakończenie innych spraw.

– Na pewno będzie to korzystnym rozwiązaniem dla pozostałych postępowań. Inni sędziowie nie będą otrzymywać spraw frankowych, które stanowią obecnie ok. połowę wszystkich wpływających do sądu. Dobrym pomysłem byłoby też przeprowadzenie dla sędziów szkoleń z problematyki umów kredytowych, m.in. praw konsumentów i orzecznictwa TSUE. Część tego typu spraw wymaga tylko jednej rozprawy, nie jest w nich konieczne długotrwałe postępowanie dowodowe – dodaje prawnik z MBM Legal.

Warto też podkreślić, że według aktualnych szacunków, dopiero 5% kredytobiorców złożyło pozwy. Można więc przewidywać, że liczba spraw będzie rosła, a tendencja do kierowania ich w zdecydowanej większości do Sądu Okręgowego w Warszawie utrzyma się. Dlatego, jak stwierdza sędzia Urbańska, konieczne są rozwiązania systemowe. Inaczej sprawne orzekanie byłoby niemożliwe, pomimo ogromnego wysiłku sędziów, którzy i tak już pracują po godzinach oraz w dni wolne.

– Trzeba pamiętać o tym, że nie zmieni się sposób pisania pozwów czy obszerność dokumentacji, jaką składają banki w celu wydłużania procesów. Można mieć jednak nadzieję, że utworzenie specjalnego wydziału będzie skutkowało poprawą efektywności, ujednoliceniem orzecznictwa sędziów i przyjęciem jednolitych praktyk – podsumowuje mec. Jakub Bartosiak.

Boom na e-commerce w pandemii? Tak, ale nie wszędzie. W tych krajach rynek się kurczy

Choć trudno w to uwierzyć, są kraje, w których pandemia nie przyczyniła się do wzrostu przychodów z e-commerce. Wręcz przeciwnie, w niektórych zanotowano w tym sektorze spadki – wynika z badania przeprowadzone przez Konferencję Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju. Jakie są przyczyny tej odwrotnej tendencji i jak w tym kontekście plasuje się Polska?

Raz po raz największe serwisy informacyjne rozpisują się na temat nowych badań, które potwierdzają to, o czym wiedzą już wszyscy: rynek e-commerce rośnie w niezwykłym tempie. Pierwszy z brzegu raport CBRE donosi na przykład, że prawie jedna trzecia Polaków kupuje przez Internet 2-3 razy w miesiącu, a jedynie 4% stroni od takiej formy robienia zakupów. Z kolei autorzy raportu „E-commerce i fintechy. System naczyń połączonych”, przygotowanego przez 300RESEARCH, prognozują, że udział e-commerce w światowej sprzedaży detalicznej może przekroczyć w tym roku 16,5 proc., osiągając wartość 4,2 bln USD. To wzrost o 700 mld USD w stosunku do poprzedniego roku. Powszechnie ten sukces przypisywany jest pandemii, która zniechęca do opuszczania domów lub wręcz to uniemożliwia, co zmusza konsumentów do robienia zakupów w sieci.

W tym kontekście interesujące są najnowsze wyniki badań, przedstawione przez Konferencję Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (United Nations Conference on Trade and Development – UNCTD). UNCTD to organ pomocniczy ONZ, którego zadaniem jest wspieranie rozwoju gospodarczego na świecie, handlu międzynarodowego i światowych inwestycji. Badanie, które przeprowadzono, miało ustalić wpływ COVID-19 na sytuację firm z branży e-commerce w 23 biedniejszych krajach świata – głównie w Azji i Afryce.

Globalnie rośnie, lokalnie spada

Funkcjonując w rzeczywistości krajów rozwiniętych, w których internetowy handel rozrasta się z miesiąca na miesiąc, trudno uwierzyć, że są miejsca na świecie, w których tkwi on w stagnacji lub wręcz maleje. Raport UNCTD nie pozostawia jednak co do tego wątpliwości. Wynika z niego, że 58 proc. firm w krajach objętych badaniem, które sprzedają swoje produkty lub usługi online, odnotowało spadek przychodów. Mimo rosnącego zainteresowania zakupami w sieci, większość firm zgłosiła problem z dostosowaniem się do bieżących realiów i skalowaniem swojej działalności online. Trzy na cztery firmy zauważyły także, że od momentu wybuchu pandemii wzrosły ich koszty operacyjne, a 44 proc. planuje redukcję zatrudnienia.

Dla każdej firmy równie niebezpieczny, jak brak popytu na dostarczane produkty czy usługi, może być nagły wzrost zainteresowania ofertą – komentuje Bartosz Ferenc, założyciel CENTEO, narzędzia do automatyzacji zarządzania ofertą w porównywarce Ceneo.pl i jednocześnie agencji optymalizacji sprzedaży na tej platformie. – Gdy firmy nie są w stanie podołać rosnącej liczbie zamówień, realizacja zleceń ulega opóźnieniu, a to powoduje niezadowolenie klientów. Ci odwołują swoje zamówienia, rozpowszechniając niepochlebne opinie o firmie, która w efekcie traci klientów. Negatywne efekty widać od razu – spadają dochody i utrzymanie się na rynku z dnia na dzień staje się trudniejsze. Przypomina to nieco zapałkę, która szybko zapala się pod wpływem iskry, dając duży płomień, jednak po chwili ledwo się tli, by ostatecznie, gdy skończy się paliwo, zgasnąć bezpowrotnie – tłumaczy wiceprezes Centeo.pl i dodaje: – Inną przyczyną takiego stanu rzeczy może być fakt, że w związku z rosnącymi problemami logistycznymi, sklepy wygaszają popyt przez podnoszenie cen. Monitoring pokazuje wzrosty cen produktów w okresie świątecznym z jednej strony może to być chęć większego zarobku w czasie wzmożonego popytu, ale co nie jest już takie oczywiste znacznie częściej jest to maksymalizacja zysku z ograniczonej możliwości realizacji zamówień, który często byłby niższy niż przy zachowaniu starych cen i większym wolumenie transakcji.

Według Bartosza Ferenca możliwy jest również trzeci scenariusz, w którym sklepy internetowe – chcąc podołać rosnącemu popytowi i lepiej odpowiedzieć na potrzeby rynku – zaczynają inwestować, lecz nie są to inwestycje wynikające z przemyślanej strategii opartej o doświadczenie. Podejmowane są one raczej pod wpływem komunikacji marketingowej dostawców szeregu usług, którzy obiecują nowe kanały dotarcia, analizę profilu klientów czy optymalizację procesów. Wdrażanie takich rozwiązań zazwyczaj prowadzi do wzrostu przychodów, lecz niekoniecznie wiąże się to ze wzrostem zysków. Wielu przedsiębiorców uważa jednak, że samo zwiększenie przychodów – nawet kiedy dochód nie wzrasta – jest lepsze, niż brak ekspansji. Niestety, takie myślenie często okazuje się brzemienne w skutkach. Kiedy krzywa wzrostu popytu zaczyna się spłaszczać lub pojawiają się na niej inne zakłócenia, firma, która w nieodpowiedzialny sposób lokowała kapitał w rozwiązania mające zwiększyć jej przepustowość, wpada w kłopoty związane z finansowaniem podjętych inwestycji i zaciska pasa, co może prowadzić do utraty pozycji rynkowej.

– Z takimi przypadkami mamy najczęściej do czynienia właśnie na rynkach słabo rozwiniętych, czyli takich, gdzie adaptacja nowoczesnych rozwiązań cyfrowych np. do automatyzacji zadań, jest na bardzo wczesnym poziomie, gdzie organizacje branżowe, oferujące know-how i wsparcie w prowadzeniu biznesu działają słabo, gdzie wreszcie brakuje także wyspecjalizowanych agencji marketingowych, które mogą pomóc w optymalizacji działań sprzedażowych w sieci. Instrumenty te, działające na rynkach bardziej zaawansowanych, pozwalają bowiem ominąć mielizny – dodaje założyciel CENTEO, który ma bogate doświadczenie w międzynarodowym handlu online, wynikające z prowadzenia sklepów internetowych w Polsce i Hiszpanii oraz rozwoju Sembot.com, autorskiej aplikacji do zarządzania kampaniami reklamowymi Google Ads.

Bartosz Ferenc zauważa także, że na tym tle Polska jest dość specyficznym przypadkiem: Nie brakuje tu świetnych specjalistów, jednocześnie nasz rynek e-commerce jest bardzo słaby w porównaniu z innymi rozwiniętymi rynkami. Większość firm handlujących w Internecie nie jest gotowa na duże wydatki, co prowadzi do polaryzacji na dwie grupy. Z jednej strony mamy małe e-commerce, z drugiej takie, które rozwiązały większość problemów logistycznych, sprzedażowych i skalują się w oparciu o teoretycznie nieograniczony budżet marketingowy, o ile zachowany jest stosunek kosztu reklamy do generowanego przychodu (ROAS, COS).

W grupie siła

Wymienione przez Ferenca czynniki, jak np. brak wdrożenia rozwiązań cyfrowych i automatyzacji zadań, mają istotny wpływ na sprawne funkcjonowanie biznesu. Z raportu UNCTD jasno wynika, że firmy w pełni cyfrowe, w tym platformy handlowe, są bardziej odporne na obecny kryzys. Tymczasem wszystko wskazuje na to, że wiele podmiotów, których działaniu przyjrzał się UNCTD, mimo że prowadzi działalność w sieci, to jednak w swym funkcjonowaniu wciąż bazuje na tradycyjnych metodach. To zaś powoduje ich niską rentowność i słabą elastyczność w dostosowywaniu się do zmieniających się warunków.

Rodzi się także pytanie o dostęp do światowych rynków, np. właśnie poprzez globalne platformy typu marketplace. Jak zauważono w raporcie UNCTD, 64 proc. z nich odnotowało wzrost sprzedaży. To zresztą globalny trend. Z danych 300RESEARCH wynika, że coraz większa część światowej sprzedaży w sieci (50-85 proc. – w zależności od rynku) odbywa się poprzez platformy cyfrowe, należące do cyfrowych gigantów takich jak Aliexpress, JD.com, Amazon, Rakuten, Mercado Libre. Tymczasem w wielu spośród badanych krajów ciężko o cieszący się popularnością lokalny marketplace, a tym bardziej o obecność globalnej platformy.

Taka cyfrowa platforma, zbierająca w jednym miejscu oferty wielu e-sprzedawców, to dla nich ogromna szansa na rozwój biznesu. Wynika to z faktu, że człowiek jest istotą z natury leniwą. Dlatego, zamiast odwiedzać dziesiątki pojedynczych witryn e-sklepów, woli skorzystać z rozwiązania, które zna je wszystkie i zbiera oferty w jednym miejscu. Stąd np. Ceneo.pl odwiedza 23 mln unikalnych użytkowników miesięcznie, a porównywarka odpowiada za 12,5 proc. całej sprzedaży online w Polsce – komentuje Bartosz Ferenc.

Otwarte drzwi do sklepu

Nie mniej istotną sprawą jest też kwestia dostępu do Internetu oraz stopień jego wykorzystania przez społeczeństwo. W krajach badanych przez UNCTD średnio tylko 40 proc. mieszkańców ma dostęp do szerokopasmowego Internetu, a zaledwie 19 proc. w ogóle korzysta z sieci. Dla porównania, w Polsce – jak donosi GUS – w 2019 r. dostęp do Internetu posiadało 86,7% gospodarstw domowych i było to o 2,5 p. proc. więcej niż w roku poprzednim. Różnica jest więc kolosalna i nie pozostaje ona bez wpływu na kondycję krajowych rynków e-commerce.

Według Bartosza Ferenca, efekt niemal 100 proc. wzrostu w handlu detalicznym online, zazwyczaj przypisywany wyłącznie pandemii, w rzeczywistości spowodowany jest wpływem szeregu – często ignorowanych – impulsów. – Wszystkie czynniki są istotne i na wszystkie kłaść trzeba jednakowy nacisk. Nie możemy lekceważyć np. wysypu paczkomatów, wdrożenia sieci 5G, czy innych nowoczesnych rozwiązań technologicznych, bo one wszystkie tworzą spójny ekosystem, sprzyjający rozwojowi e-handlu w Polsce. W krajach rozwijających się brak dostępu do internetu, cyfrowych metod płatności czy słabo rozwinięta infrastruktura utrudniająca sprawne doręczanie przesyłek, stanowią sporą barierę dla rozwoju rynku – konkluduje twórca systemu wsparcia sprzedaży na Ceneo.

Marek Zuber: Nic nie wskazuje, aby firmy miały masowo wycofywać produkcję z Azji do Europy

Mariusz Marszałkowski/Instytut Jagielloński: Czy obecny kryzys gospodarczy jest podobny do tego, z którym świat miał do czynienia w latach 2008-2010?

Marek Zuber: Jeżeli chodzi o obecny kryzys, to najpierw trzeba powiedzieć o różnicy. A różnicą są czynniki, które go wywołały. Recesja z 2008 roku to kryzys wynikający z czynników ekonomicznych, wpisujący się w cykl koniunkturalny. Jego siła wynikała z potężnego rozwoju instrumentów pochodnych. Ich rynek rozrósł się w sposób niespotykany i był poza kontrolą. Przede wszystkim mam tu na myśli instrumenty oparte na hipotekach. Popełniono też szereg błędów związanych z wyceną ryzyka tych instrumentów. Po części wynikało to z braku wystarczających informacji o strukturze poszczególnych produktów inwestycyjnych. Te instrumenty stały się dość popularne i zaczęły odgrywać coraz większą rolę jako składnik aktywów tych instytucji, które powinny inwestować bezpiecznie.

Obecne spowolnienie gospodarcze zaczęło się w 2019 roku, można to było zaobserwować zwłaszcza obserwując gospodarkę niemiecką. I to był proces normalny. Ale na przełomie 2019 i 2020 roku pojawiło się coś nowego. Kryzys wywołany pandemią to kryzys bez związku z cyklem ekonomicznym. To zerwanie łańcuchów dostaw, można powiedzieć techniczne zarwanie, a nie na przykład efekt braku opłacalności dostaw. To zamknięcie aktywności gospodarczej. Ale zamknięcie odgórne. Jak po naciśnięciu guzika.

Jeżeli chodzi o podobieństwa tego kryzysu do poprzedniego, przynajmniej w Europie, to wskazałbym na kwestie zadłużania się państw. Pandemia zaatakowała w czasie, kiedy części gospodarek nie udało się opanować długów w sposób wystarczający. W 2008 roku było podobnie. W efekcie kryzysu państwa zaciągały kolejne długi na walkę z jego skutkami. W przypadku zadłużonych państw europejskich było to przyczyną kolejnego kryzysu, czyli kryzysu strefy euro. Gdyby nie potężne długi Grecji, Portugalii, Hiszpanii, czy w końcu Włoch wygenerowane przed 2008 rokiem, kryzys finansowy 2008-2009 nie doprowadziłby do takich problemów. Obecnie niektóre kraje znacznie ograniczyły swój dług, np. Niemcy czy Czechy, jednak inne państwa, jak Włochy czy Francja nie doprowadziły do zmniejszenia zadłużenia. Czyli w tym sensie sytuacja jest podobna do tej, która miała miejsce jedenaście lat temu.

Kolejnym podobieństwem jest pomysł na ratowanie gospodarek. Wtedy również wydawano olbrzymie pieniądze, choć na początku głównie na ratowanie sytemu bankowego, pieniądze oczywiście pożyczane. Dzisiaj jest tak samo. Problem jest jednak taki, że ten kryzys jest znacznie gwałtowniejszy. Procesy są szybsze i głębsze, wygenerowane środki też są zatem znacznie większe. W skali świata mówimy już o poziomie 15-16 bln dolarów. To jest znacznie więcej niż wtedy. Także pomysł zwiększania podaży pieniądza, który określamy kolokwialnie drukowaniem pieniędzy, nie jest nowy, także stosowano go po 2008 roku, choć na początku robił to w zasadzie tylko FED, czyli Amerykański Bank Centralny. Zaczął skupować obligacje skarbowe. Europejski Bank Centralny rozpoczął te operacje dopiero w 2015 roku. Teraz te działania zaczęły się natychmiast i są znacznie szersze. Realizujemy je także w Polsce. W USA zaczęło się nawet skupowanie obligacji korporacyjnych, co wcześniej nie miało miejsca.

M.M.: Jak długo ten kryzys może trwać i od czego jest to uzależnione?

M.Z.: To jak długo będzie trwać zależy od wielu przesłanek. Jednak najważniejsza nie wynika z kwestii ekonomicznej a tego, czy szczepionka będzie skuteczna. Jeżeli tak, to druga połowa przyszłego roku może być już na plusie. Ale trzeba pamiętać, że ten kryzys nie jest wszędzie taki sam. Na przykład w Azji już dzisiaj widać go znacznie mniej. Tam wybicie mamy już teraz. Europa i USA będą odczuwać poprawę prawdopodobnie dopiero w drugiej połowie przyszłego roku, jak będziemy mieli szczęście to może w drugim kwartale. Szczęście, czyli kolejnych fali nie będzie. Ale pamiętajmy, że stanie się to dzięki gigantycznym środkom, które zostały wpompowane w gospodarki. Konsekwencją będzie, już jest, wzrost długu. No i mamy wygenerowane masy pustego pieniądza. To może być impulsem wzrostu inflacji. Na razie nikt o tym nie myśli, wiadomo, teraz trzeba ratować świat. Konsekwencje kryzysu zostaną z nami znacznie dłużej, będzie trzeba pomyśleć nad mechanizmami spłaty zadłużenia i ograniczenia podaży pieniądza. Raczej nie będzie to polegać na ścinaniu wydatków, bo to może zlikwidować ten ewentualny wzrost. Raczej będzie to się odbywać poprzez wzrost podatków, nakładanie parapodatków itd., itp., choć to też wzrostowi PKB nie pomaga. I tak się stanie moim zdaniem również w Polsce. Dla mnie jednym z kluczowych pytań jest to, czy załamanie gospodarek na początku roku, także tąpnięcia na giełdach oznaczają koniec okresu hossy, który zaczął się w 2009 roku? W takich krajach jak USA trwał nieprzerwanie przez ponad 10 lat. Czy kryzys 2020 roku możemy traktować jako koniec tej hossy w sensie ekonomicznym? Wybicie na giełdach, które obserwowaliśmy po kwietniu było prawie tak gwałtowne, jak wcześniejszy spadek. Dzisiaj wiele indeksów, choćby w USA, odnotowuje kolejne historyczne rekordy. Czy to trochę nie za szybko? Czy rzeczywiście od połowy roku budujemy nową hossę? Jeśli tak, to będziemy teraz mieli kilka lat spokoju. Ale jeśli była to tylko korekta, taka korono-wirusowa korekta techniczna, to znaczy, że trzeba uważać. Może być tak, że teraz na skutek procesów typowo ekonomicznych za dwa, trzy lata znowu dojdzie do hamowania gospodarek. Tym razem jeszcze bardziej zadłużonych. To trzeba mieć z tyłu głowy. Nie twierdzę, że czeka nas katastrofa. Moim zdaniem nie należy się obawiać aż tak bardzo narastania długów i wieszczyć załamania światowego systemu. Ale czy można zakładać kolejny wieloletni okres wzrostu?

Oczywiście jest kilka warunków, które muszą zaistnieć, żeby najbliższe lata były w miarę spokojne i nie doprowadziły do bardzo poważnych turbulencji. Moim zdaniem na przykład państwa będą musiały pokazać jak będą chciały opanować swoje długi. Niektóre już dają jasne sygnały. W przypadku Niemiec, kiedy pojawiały się projekty stymulacyjne na początku marca, minister finansów jasno wskazał, że proces powrotu do polityki zrównoważonych budżetów nastąpi do 2022 roku. Inwestorzy wiedzą, że bez wzrostu długów moglibyśmy mieć powtórkę kryzysu z lat 30. XX wieku. I także dlatego popyt na instrumenty finansujące ten rosnący dług jest. Jasno pokazała to emisja 17 mld euro euroobligacji na wsparcie rynku pracy, na które popyt przekroczył 230 mld euro. To rekordowy poziom popytu w stosunku do wartości emisji. Przy odpowiedniej polityce jesteśmy w stanie uspokoić inwestorów.

M.M.: Jak w kontekście tego kryzysu wygląda sytuacja Polski? Niektórzy wspominają, że może być nawet dla nas pewną szansą. 

M.Z.: Na pewno nie wyjdzie wzmocniona z tego kryzysu. Każdy rząd ma PR, także obecny, ale wiele stwierdzeń padających z ust jego przedstawicieli jest, że tak powiem, na wyrost. I to delikatne określenie. Kilka branż będzie odbudowywało się latami. Konsekwencją ratowania gospodarki jest wzrost długu. A będzie to wzrost nienotowany w naszej historii. Może to być nawet 400 mld złotych w okresie 2021-2023. Nawet jeżeli dzisiaj relatywnie tanio pożyczamy pieniądze, np. na projekty Polskiego Funduszu Rozwoju (PFR), to nie zmienia to faktu, że koszty obsługi są i że te środki trzeba będzie oddać. A propos kosztów obsługi. Weźmy wspomniany PFR. Większość środków z tarcz finansowych nie wróci do PFRu. One mają w zamyśle być w znacznej części bezzwrotne. Program jest finansowany np. obligacjami czteroletnimi. Za cztery lata będzie trzeba je wykupić. PFR swoich środków nie będzie miał, bo skąd ma je wygenerować. Trzeba będzie te obligacje np. zrolować. A nie wiemy po jakim koszcie się to odbędzie. Może być on znacznie wyższy. Nie jesteśmy Niemcami czy USA, w których nikt nie przejmuje się długiem na poziomie 90 czy 100 procent do PKB. Będzie trzeba pokazać sposób na zejście z tego długu, a w polskich warunkach to oznaczać będzie podwyżkę podatków i parapodatków i nie mam co do tego wątpliwości. Już dziś to widzimy, np. tworzymy podatek cukrowy, ale nazywamy go opłatą. Oczywiście akurat podatek cukrowy planowany był wcześniej. Ale to z kolei efekt programów socjalnych i obniżenia wieku emerytalnego, których koszt w tym roku to około 65 mld złotych. Wzrost obciążenia w Polsce na pewno nastąpi. To, co może nam ewentualnie pomóc, to np. New Generation EU. Tak na marginesie: mówienie o tym, że moglibyśmy sami pożyczyć takie środki na takich samych warunkach jest nieporozumieniem. Te prawie 300 mld złotych grantów i pożyczek to pieniądze, które będą wpompowane w gospodarkę, a których w innych okolicznościach albo w ogóle by nie było, albo byłoby wyraźnie mniej, albo byłyby znacznie droższe. I najważniejsze, to pieniądze dedykowane. Czyli przeznaczone na konkretne obszary, czyli nowe technologie i ekologię. Może to nam pomóc w zmianach systemowych polskiej gospodarki i to jest niezwykle pozytywne. Ten kryzys nikomu nie pomoże, może w jakimś stopniu wpłynie na propagandowy wyścig pomiędzy USA a Chinami, gdyż Chiny urosną pod względem wartości gospodarki w tym roku, a USA będą miały recesję. Czyli się zmniejszą. Niektórzy szacują, że Chiny prześcigną USA pod względem PKB do 2030 roku, ten kryzys może im to ułatwić. Nikt inny nie zyska. Oczywiście poza paroma branżami.

M.M.: Pojawiły się też pewne nadzieje na przeniesienie produkcji firm z Azji do Europy, w tym do Polski. Czy wydaje się to Panu realne?

M.Z.: Wycofanie niektórych firm z Chin, głównie amerykańskich było widać już przed kryzysem pandemicznym. Było to związane na przykład z obawami przed szpiegostwem technologicznym. Wzrastają również koszty pracy w Chinach, które nie są tak atrakcyjne jak kiedyś. Ale konkurencją dla Chin są tu raczej inne kraje z Azji. Co do masowego przenoszenia w związku z pandemią, to nie wierzę, aby do tego doszło. Za chwilę, znów kluczową kwestią będzie cena produkcji, a nie bezpieczeństwo pandemiczne. Raczej będziemy obserwować działania na rzecz opracowania sposobów na niedopuszczenie do zerwania łańcuchów dostaw w przyszłości. Czyli zostawiamy produkcję, np. w Chinach, ale mamy plany na ewentualność zamknięcia dostaw. Może na przykład większe magazyny. Od tego przecież w ostatnich dziesięcioleciach odchodzono. Nie wierzę, że w Polsce pojawią się miliardy dolarów biznesu przenoszonego z Azji. Zresztą, warto spojrzeć na to z perspektywy czasu. Te dyskusje o przenosinach z Azji miały miejsce w styczniu i lutym, czyli wtedy kiedy zamknięta była część Chin, kiedy pandemia dotyczyła prowincji Wuhan, rejonu bardzo mocnego, np. jeśli chodzi o sektor automoto. Ale kiedy pandemia rozlała się na świat, to zamrożenie stało się powszechne. Stanęli wszyscy. Więc, ten czynnik, pandemia, nie powinien mieć wpływu na przenoszenie biznesów z Chin do Polski.

Marek Zuber: ekonomista i analityk rynków finansowych. Prowadzi działalność w obszarze doradztwa finansowo-kapitałowego. Był szefem doradców ekonomicznych premiera Kazimierza Marcinkiewicza, nagrodzonym nagrodą „Polityczny doradca roku”. Był głównym ekonomistą w firmie TMS i TMS Brokers, a później w Internetowym Domu Maklerskim oraz analitykiem i ekonomistą banku BPH. Jego komentarze dotyczące kwestii gospodarczych regularnie ukazują się w mediach

Noworoczne postanowienia Polaków? Zmiana pracy i nauka!

Nowy rok – nowe wyzwania? Blisko 6 na 10 uczestników najnowszego badania Pracuj.pl planuje podjąć postanowienia noworoczne związane z pracą. Najczęściej dotyczyć będą one zmiany pracodawcy, nowych umiejętności, a także balansu między życiem osobistym i zawodowym. Badani zaskakująco dobrze oceniają osobisty bilans roku „nowej normalności” – tylko 1/3 uważa, że kończy go w gorszej sytuacji zawodowej, niż poprzedni.

Najważniejsze informacje:

  • 1/3 badanych kończy rok w gorszej sytuacji zawodowej, niż poprzedni.
  • 59% badanych przygotuje zawodowe postanowienia noworoczne.
  • 7 na 10 z nich chce zmienić pracę, a 5 na 10 – nabyć nowe umiejętności.
  • Co trzeci pracownik planuje zadbać w 2021 r. o work-life balance.
  • 2/3 badanych uważa, że ich sytuacja zawodowa ulegnie w 2021 poprawie.

W oczekiwaniu na nowe otwarcie

Mijające 12 miesięcy przyniosło wiele zmian w życiu zawodowym Polaków – czego dowodzą choćby badania Pracuj.pl. Z jednej strony nowa normalność budziła niepokój wielu pracowników, z drugiej – stanowiła motywację do nabywania nowych umiejętności.

Jak kończymy ten rok i jakie plany zawodowe planujemy na następny? Zespół Pracuj.pl postanowił zapytać o to użytkowników portalu. Ich bilans minionych 12 miesięcy nie jest jednoznaczny, a większość z respondentów z optymizmem patrzy na nadchodzący rok.Noworoczne postanowienia

Bilans? Nie taki negatywny

Jak wynika z najnowszych badań Pracuj.pl, tylko nieco więcej niż co trzeci respondent (36%) uważa, że kończy 2020 rok w gorszej sytuacji zawodowej, niż poprzedni. Wyraźnie więcej, bo blisko połowa badanych (48%) wystawia mu taki sam lub lepszy bilans, co poprzedniemu. Choć pandemia koronawirusa nie ustępuje, jej wpływ na osobistą sytuację pracowników zdaje się więc pod koniec roku nie spełniać najczarniejszych scenariuszy, prognozowanych kilka miesięcy temu.

plany zawodowe 2021

Stosunkowo pozytywne podejście do własnej sytuacji w pracy łączy się u wielu badanych z gotowością na odważne ruchy w życiu zawodowym. Aż 64% respondentów planuje w przyszłym roku podjęcie ważnych kroków w karierze. Niewiele mniej, bo 62% wierzy, że ich sytuacja zawodowa w przyszłym roku ulegnie poprawie. Jak komentuje Konstancja Zyzik, Talent Acquisition & Capabilities Development Manager w Grupie Pracuj, wyniki wskazują na dużą nadzieję, jaką budzi w wielu pracownikach nadchodzący rok.

Choć dziś trudno przewidzieć, co będzie się działo w najbliższych 12 miesiącach, wielu z nas z przyjemnością pożegna trudny i wymagający 2020 rok. Niewątpliwie skutki pandemii będą miały wpływ na rynek pracy przez kolejnych kilka lat. Jednocześnie jednak 2021, a zwłaszcza jego druga połowa może przynieść według ekspertów faktyczne odmrożenie wielu dotkniętych kryzysem branż. W obliczu tych nadziei i obaw cieszy optymizm badanych. To w dużym stopniu właśnie od ich postaw będzie zależeć, jak szybko i sprawnie firmy będą reagować na kolejne zmiany na rynku pracy – komentuje Konstancja Zyzik.

Lista postanowień? Zmiana pracy i nauka

Pozytywne i aktywne nastawienie większości badanych przekłada się także na gotowość do podejmowania noworocznych postanowień związanych z pracą. Planuje je w tym roku blisko 6 na 10 respondentów badania Pracuj.pl. Co więcej, 2021 rok ma być czasem aktywnego działania w sprawach zawodowych zdecydowanej większości osób, które zamierzają podjąć jakiekolwiek noworoczne postanowienia. Ze snucia planów związanych z pracą rezygnuje tylko 15% z nich.

Lista postanowień Zmiana pracy i nauka

Czego dotyczyć będą postanowienia noworoczne badanych pracowników? Najczęstszym zobowiązaniem, jakie chcą podjąć jest zmiana pracy – wskazuje na nią 70% respondentów. Kolejne 50% chce w przyszłym roku nabyć nowe umiejętności, przydatne w rozwoju kariery. 38% respondentów planuje ponadto zadbać w większym stopniu o równowagę między życiem zawodowym i osobistym (work-life balance), a nieco mniej – zdobyć podwyżkę (28%) lub awans (15%).
postanowienia noworoczne badanych pracowników

Nowy rok – dla każdego inny

Konstancja Zyzik zauważa, że plany zawodowe i postanowienia badanych pokazują wyraźnie różnorodność i niejednolitość postaw, przyjmowanych w obliczu pandemii w minionych 12 miesiącach.

Wśród respondentów odzwierciedlają się trzy tendencje, które mogły nabierać na sile w obliczu wyzwań związanych z pandemią. Nie pożegnamy się z nimi szybko i warto o nich pamiętać. Pierwszą tendencją jest zmęczenie obecnym miejscem pracy i chęć zmiany środowiska, podkreślona dodatkowo przez nowe, wymagające warunki na rynku. Drugą – gotowość do nabywania nowych umiejętności w obliczu zmian kompetencji, których poszukują pracodawcy. Trzecią – zmęczenie i stres związane z nowymi okolicznościami i chęć znalezienia bardziej zbalansowanej pracy. Te tendencje będą miały znaczący wpływ na zachowania kandydatów i pracowników także w przyszłym roku – podsumowuje Konstancja Zyzik.

Wezwanie na akcje PEKABEX na GPW

Wezwanie na sprzedaż akcji Pekabexu, polskiego producenta konstrukcji prefabrykowanych notowanego na GPW, ogłosił Fundusz Tonsa, pośrednio kontrolujący znaczący pakiet akcji spółki. Cena za akcję w wezwaniu wynosi 13,86 zł. Zapisów można dokonywać do dnia 28 stycznia 2021 roku w placówkach DM PKO BP SA.

Wezwanie jest następstwem pośredniego nabycia pakietu blisko 40% akcji Pekabex przez Tonsa od Opoka II FIZ, którego Tonsa pozostaje większościowym inwestorem. Obowiązek przeprowadzenia wezwania wynika bezpośrednio z przepisów ustawy o ofercie publicznej. Tonsa nabyła od Opoka II FIZ wszystkie udziały w spółce STE, będącej właścicielem pakietu blisko 40% akcji Pekabex. Realizacja tej transakcji wymagała następczego ogłoszenia przez Tonsę wezwania do zapisywania się na sprzedaż akcji Pekabexu, co nastąpiło w dniu 23 grudnia br.

Jak wyjaśniają przedstawiciele Funduszu, transakcja była jednorazowym przeniesieniem aktywów pomiędzy powiązanymi podmiotami w ramach uporządkowania aktywów w grupie. – Zgodnie z regulacjami polskiego rynku kapitałowego, środki na przeprowadzenie wezwania zostały zabezpieczone, m.in. w wyniku zawarcia bankowej umowy pożyczki na ten cel. Jeżeli pojawią się chętni na sprzedaż akcji, Fundusz jest na to przygotowany – mówi dyrektor Tonsy, David Luksenburg.

Grupa Pekabex jest czołowym wytwórcą konstrukcji prefabrykowanych w Polsce. Posiada fabryki w Gdańsku, Poznaniu, Warszawie oraz Bielsko-Białej. W kraju głównie realizuje kontrakty z zakresu budownictwa wielkokubaturowego (np. hale produkcyjne, magazyny, obiekty handlowe, dworce, parkingi i biurowce) i inżynieryjnego (np. mosty, tunele). Eksport dotyczy głównie modułowego budownictwa mieszkaniowego kierowanego przede wszystkim do krajów skandynawskich. Spółka zadebiutowała na rynku głównym GPW w 2015 r. W 2019 r. miała 772,05 mln zł skonsolidowanych przychodów.

Ustawa o statusie artysty: „To może być ostatni moment na wprowadzenie mądrych, systemowych rozwiązań.”

Ustawa o statusie artysty. Zygmunt Miłoszewski: To może być ostatni moment na wprowadzenie mądrych, prostych, istniejących wszędzie wokół nas rozwiązań systemowych

Zgodnie z zapowiedziami Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z 1 grudnia, jeszcze w tym miesiącu do rządowego wykazu prac legislacyjnych ma zostać wpisana ustawa o uprawnieniach artysty zawodowego. Jest to dokument, na który środowiska artystyczne czekają od dawna. Wokół generalnych założeń ustawy jest szerokie porozumienie twórców, niezależnie od tego jaką dziedzinę sztuki uprawiają oraz jakie mają poglądy w innych kwestiach.

Ustawa ma wzmocnić pozycję artystów i polskiej kultury m.in. poprzez powołanie specjalnego Funduszu Ubezpieczeń. Zyskają przede wszystkim najubożsi twórcy, którzy dziś pozbawieni są socjalnego zabezpieczenia.

– To może być ostatni moment na wprowadzenie mądrych, prostych, istniejących wszędzie wokół nas rozwiązań systemowych. Które na szczęście są gotowe. I które nie sięgają do kieszeni podatnika, lecz do skarbca zagranicznych koncernów, które na naszej twórczości się bogacą. Za nami stoją dziesiątki, setki tysięcy artystów i pracowników branży kreatywnej, tworzący dziedzictwo kulturowe pod prąd, pod górkę, w biedzie, w legislacyjnej próżni, niezauważalni w systemie ubezpieczeń społecznych – mówi

Zygmunt Miłoszewski, pisarz i publicysta.

Środki na Fundusz Ubezpieczenia Społecznego pochodziłyby m.in. z uaktualnienia tzw. opłaty reprograficznej. Opłata jest wnoszona przez producentów i importerów sprzętu elektronicznego na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Jest formą rekompensaty dla twórców za straty, które ponoszą w wyniku dozwolonego przez prawo kopiowania ich utworów.

Wykaz sprzętu objętego opłatą reprograficzną nie był aktualizowany od lat. Są nią objęte m.in. skanery, kopiarki, płyty CD/DVD, opłata nie obejmuje jednak najbardziej popularnych w tej chwili urządzeń elektronicznych takich jak np. smartfony. – Z perspektywy 2020 wykaz jest archaiczny mówi Jan Młotkowski, wiceprezes stowarzyszenia Kreatywna Polska.

Uaktualnienie opłaty nie obciąży budżetu państwa ani klientów – nabywców sprzętu elektronicznego – sprawi jedynie, że producenci takiego sprzętu będą musieli się podzielić z twórcami, bardzo zresztą niewielką częścią swojej marży. Dlatego te koncerny i ich przedstawiciele od lat blokują nowe przepisy. Budują opinię o opłacie jako o kolejnym podatku i straszą wzrostem cen sprzętu elektronicznego. Że jest to manipulacja każdy może przekonać się sam, porównując ceny sprzętu elektronicznego w Polsce i w krajach, w których opłata obowiązuje.

Z opublikowanego niedawno raportu Międzynarodowej Konfederacji Stowarzyszeń Autorów i Kompozytorów CISAC pt. „Private Copying Global Study 2020”, wynika, że z opłaty w większym stopniu niż w Polsce korzystają (per capita) twórcy m.in w Paragwaju, Algierii, Maroku, Rosji i Cabo Verde. 100 razy więcej per capita niż Polska pozyskały Francja i Niemcy.

Prawie dwa razy więcej Polaków planuje świętować tegorocznego Sylwestra w domu

Badanie przeprowadzone przez firmę Sonos, pokazuje, że mimo trudności, które spotkały nas w 2020 r., ponad połowa Polaków zamierza świętować w Sylwestra. To więcej niż europejska średnia − podobne plany ma tylko co trzeci Niemiec i co trzeci Brytyjczyk. Ostatni dzień roku w zdecydowanej większości (78%) spędzimy w domu w towarzystwie najbliższych. Zazwyczaj nadejście nowego roku w swoich czterech kątach świętuje tylko 42% Polaków.

Sylwestra spędzimy z bliskimi

Rok 2020 był trudny dla większości z nas. Tym chętniej będziemy celebrować Sylwestra z nadzieją na lepszy czas − 59% badanych Polaków zgadza się, że świętowanie nadejścia 2021 r. jest ważniejsze niż witanie poprzednich lat.

68% świętujących zamierza spędzić Sylwestra z partnerem lub partnerką, a 21% − z przyjaciółmi (w grupie wiekowej 18−24 to aż 41%). Z kolei 57% ankietowanych w wieku 35−44 lat spędzi ten czas z dziećmi, a jedna na pięć osób w wieku 75+ − samotnie.

W tym roku niemal dwa razy więcej Polaków niż zazwyczaj spędzi Sylwestra w domu.

Przygotowania do nocy sylwestrowej

Połowa ankietowanych zamierza przygotować idealne menu oraz zaopatrzyć się w alkohol. Popularnym zwyczajem jest też udekorowanie domu (43%).

Aż 89% z nas uważa, że muzyka jest ważnym elementem sylwestrowych celebracji (przy średniej 68% w Europie). Niemal co druga osoba będzie słuchać ulubionej muzyki i tańczyć, a 34% przygotuje w tym celu specjalną playlistę z wybranymi utworami. Najpopularniejszymi gatunkami wśród Polaków są Pop (69%), Dance (65%) oraz Rock (48%).

W wynikach badania szczególnie zwraca uwagę to, jak ważna jest muzyka dla naszego dobrego samopoczucia. Playlista z selekcją naszych ulubionych, pasujących do nastroju utworów, to niezbędnik sylwestrowej nocy niezależnie od tego, w jaki sposób, z kim i gdzie ją spędzamymówi Brian Beck, Globalny Dyrektor Muzyczny w Sonos.

Jak będziemy się bawić?

Świętowanie w dobrym towarzystwie to ważny aspekt dla 93% badanych. Ciekawe rozmowy to niezbędny element nocy sylwestrowej dla trzech na czterech respondentów. Połowa Polaków o północy chce oglądać pokazy fajerwerków, a dwie trzecie pocałuje swojego partnera lub partnerkę.

Sylwester okazuje się dla Polaków ważnym świętem. Zdecydowanie chcemy spędzić je z bliskimi, dobrze się bawiąc przy dźwiękach ulubionej muzyki. Impreza to dobry czas na spojrzenie w przyszłość z optymizmem.

Badanie zostało przeprowadzone przez Opinium Research, brało w nim udział 10 000 respondentów z następujących krajów: Austria, Belgia, Dania, Finlandia, Francja, Niemcy, Włochy, Holandia, Polska, Hiszpania, Szwecja, Szwajcaria, Zjednoczone Królestwo w tym 500 respondentów z Polski.