Kontrola paliwa GPS. Ile można oszczędzić z monitoringiem zużycia paliwa?

Jak działa monitoring zużycia paliwa? Jak dokonuje się pomiaru GPS? Czy kontrola paliwa w pojazdach może zmniejszyć spalanie? Czy zmienia funkcjonowanie floty?

Co trzeba zrobić, aby założyć firmę transportową? Na początek trzeba mieć dostęp do pojazdów. Można kupić je na własność, wziąć w leasing lub zdecydować się na kredyt. Następnie należy wykupić polisę OC i AC. Prócz tego do początkowych kosztów należy doliczyć opłaty za wyrobienie licencji, jeśli są wymagane. Na koniec zatrudniasz kierowców, którzy posiadają odpowiednie uprawnienia.

Co potem? O ile umiesz zdobywać klientów i zdobędziesz odpowiednią renomę, Twoje dochody będą całkiem pokaźne. Co nie oznacza, że każdego miesiąca nie trzeba będzie mierzyć się z kosztami. A zdolny przedsiębiorca potrafi je efektywnie zmniejszać, nie obniżając przy tym jakości obsługi.

Jak obniżyć koszty floty pojazdów w firmie trans­por­towej?

Dobry mechanik to podstawa. Dzięki niemu Twoja flota będzie mogła być w ciągłym ruchu. Pilnowanie terminów ważnych formalności urzędowych uchroni Cię z kolei przed pokaźnymi karami. Jest jednak pewna pozycja w budżecie, do której co miesiąc przypisujesz ogromną kwotę. Chodzi oczywiście o paliwo. Bez niego Twoje pojazdy w ogóle nie ruszą z miejsca.

Właśnie dlatego monitoring zużycia paliwa jest w firmie transportowej niemal obowiązkowy. Chyba, że nie chcesz obniżyć kosztów paliwa o 5 do 30%?

Czym jest monitoring zużycia paliwa?

Pomiar zużycia paliwa może być przeprowadzany na kilka sposobów. Do najbardziej popularnych należą sonda paliwa i moduł podłączany do magistrali CAN w pojeździe. Zdarza się, że stosuje się także przepływomierze paliwowe. Jednak koszty ich założenia i skomplikowana instalacja nieco zniechęcają potencjalnych nabywców. W praktyce używa się ich głównie w maszynach budowlanych i rolniczych ze względu na dużą dokładność pomiarów.

Warto wiedzieć, że sam odczyt z fabrycznego pływaka jest najmniej precyzyjny. Jeżeli zależy Ci na profesjonalnym monitorowaniu zużycia paliwa, warto pomyśleć o jednej z wymienionych poniżej opcji.

Kto może skorzystać z monitoringu GPS paliwa poprzez szynę CAN?

Magistrali CAN można z powodzeniem używać do monitoringu zużycia paliwa. Jedynym warunkiem jest to, by pojazd był w nią wyposażony. Poprzez szynę CAN przepływają wszystkie ważne informacje na temat pracy pojazdu. Dotyczy to nie tylko poziomu paliwa, ale również wychylenia pedału gazu, obrotów silnika czy biegu, na którym pojazd pracuje w danej chwili.

Szyna CAN jest obecna niemal w każdym pojeździe, który został wyprodukowany od 2002 roku. Instalacja modułu GPS zabiera niewiele czasu, a niesie za sobą szereg korzyści.

Z czym wiąże się kontrola zużycia paliwa za pomocą sondy?

Tutaj sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Instalacja sondy paliwowej musi być przeprowadzona przez fachowców. Montaż wymaga bowiem mechanicznej ingerencji w konstrukcję baku. Po zamontowaniu urządzenie należy jeszcze skalibrować. Inaczej pomiary nie będą dokładne.

Zamontowana w odpowiednim miejscu i prawidłowo skalibrowana sonda paliwowa daje nieco większą dokładność pomiarów, niż moduły podpinane do szyny CAN. Podobnie jak moduł GPS, sonda świetnie zabezpiecza też przed kradzieżą paliwa. Z uwagi na bardziej wymagającą instalację stosuje się ją jednak głównie w pojazdach, które magistrali CAN nie posiadają.

Jakie korzyści daje kontrola paliwa GPS?

Korzystając z modułu GPS podpinanego do szyny CAN można porównać styl prowadzenia pojazdu z ubytkami paliwa. Dzięki temu uzyskuje się kontrolę nad całkowitym zużyciem. Wystarczy opracować zalecenia dotyczące ekonomicznej jazdy i pilnować za pomocą systemu, by kierowcy się do nich stosowali.

Sonda paliwowa sama w sobie nie daje takich możliwości. Bywa jednak stosowana jako uzupełnienie wskazań z modułu GPS w celu uzyskania jeszcze dokładniejszych odczytów.

Zarządzanie z wykorzystaniem monitoringu zużycia paliwa daje wymierne korzyści. Średni zysk po wdrożeniu tego rozwiązania wynosi 15% dotychczasowych kosztów. Trzeba przyznać, że jest to imponująca kwota. Szczególnie, że dotyczy wydatków, które firma transportowa ponosi regularnie.

40 proc. rocznej sprzedaży ryb przypada na okres przedświąteczny. Na wigilijnym stole coraz częściej pojawiają się inne gatunki niż karp i śledź

Kulinarne preferencje Polaków dotyczące spożycia ryb zmieniają się. W okresie świąt Bożego Narodzenia wciąż dużym powodzeniem cieszą się tradycyjny karp i śledź, ale polscy konsumenci coraz częściej sięgają po łososia i owoce morza, np. krewetki i homary. Światowe spożycie ryb rośnie, ale stan rybołówstwa nie jest dobry. Z roku na rok coraz więcej stad jest przeławianych. Nadmierne połowy dotyczą już ponad 1/3 stad, co oznacza, że w przyszłości może zabraknąć niektórych gatunków. Zagrożony jest m.in. popularny na wigilijnym stole śledź.

Konsumpcja ryb w Polsce jest sezonowa i rośnie szczególnie w okresie przedświątecznym. Przed świętami Bożego Narodzenia sprzedaż jest zdecydowanie wyższa niż w innych miesiącach. Według Nielsena w miesiącach zimowych wynosi ona 40 proc. sprzedaży dla całego roku. Wtedy kupujemy najbardziej popularne gatunki, takie jak śledź, karp, ale również białe ryby jak mintaj czy dorsz, a także makrelę, tuńczyka czy łososia – mówi agencji Newseria Biznes Anna Dębicka, dyrektor programu Marine Stewardship Council (MSC) w Polsce i Europie Centralnej.

Konsumpcja ryb w Polsce od kilku lat utrzymuje się na stałym poziomie i wynosi ok. 13 kg na osobę rocznie. To mniej, niż wynosi średnia światowa. Według raportu „The State of World Fisheries and Aquaculture 2020” (SOFIA) Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) statystyczny mieszkaniec Ziemi zjada 20,5 kg ryb i owoców morza. Co więcej, w skali globalnej spożycie ryb rośnie. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat tempo wzrostu światowej konsumpcji ryb dwukrotnie przewyższyło tempo wzrostu liczby ludzi na świecie. Rosła ona także szybciej niż konsumpcja innych produktów będących źródłem białka zwierzęcego, takich jak mięso, jajka czy mleko. FAO szacuje, że do 2030 roku spożycie ryb wzrośnie do 21,5 kg per capita. To ponad trzy razy więcej niż w połowie lat 60. XX wieku.

– Preferencje Polaków dotyczące gatunków ryb zmieniają się. Z jednej strony jesteśmy tradycjonalistami – w okresie świąt jemy śledzia czy karpia, ale szukamy także innych produktów, jak dzikiego łososia z Alaski czy owoców morza takich jak krewetki, homary, które są już dostępne w sprzedaży w coraz większym zakresie – dodaje Anna Dębicka.

Jak podkreśla, stan rybołówstwa na świecie nie jest dobry. Z najnowszego raportu SOFIA wynika, że 1/3 pozyskiwanych obecnie ryb jest poławianych powyżej limitów naukowych. To stwarza ryzyko, że niektórych gatunków może w przyszłości zabraknąć. Problem przełowienia jest szczególnie alarmujący na obszarach Morza Śródziemnego i Morza Czarnego (62,5 proc.), południowo-wschodniego Pacyfiku (55 proc.) czy południowo-zachodniego Atlantyku (53,3 proc.).

Niestety jest to zjawisko, które już ma miejsce, w dodatku blisko Polski. Obecnie występuje już deficyt dorsza bałtyckiego, od dwóch lat obowiązuje całkowity zakaz połowu tego gatunku. Zatem nie będzie go także w tym roku na świątecznym stole. Mamy nadzieję, że podobny los nie spotka śledzia – zaznacza dyrektor programu MSC. – W tej chwili organizacja MSC bardzo intensywnie informuje o problemie dotyczącym śledzia atlantyckiego, który jest u nas najczęściej spotykany w sklepach. Nie doszło do konsensusu w rozmowach między krajami poławiającymi i jest on od kilku lat przeławiany. Z tego powodu utracił certyfikat zrównoważonego rybołówstwa MSC i obawiamy się, że za kilka lat może go zabraknąć na święta.

Najnowsze dane FAO pokazują, że z roku na rok coraz więcej światowych zasobów dzikich ryb jest przełowionych. Odsetek ten jest ponad trzy razy wyższy niż jeszcze w połowie lat 70. XX wieku. Wzrost przełowienia wynika ze wzrostu konsumpcji. Aby w przyszłości nie zabrakło ryb w morzach i oceanach, konieczne jest odpowiedzialne korzystanie z ich zasobów, co w przypadku konsumentów oznacza wybór ryb z certyfikatem zrównoważonego rybołówstwa MSC. Zrównoważone połowy w mniejszym stopniu wpływają na ekosystem morski i nie zaburzają jego równowagi, pozostawiając więcej ryb, oraz nie zagrażają innym zwierzętom morskim, takim jak ptaki czy ssaki morskie.

Jak wynika z raportu FAO, odpowiednie zarządzanie połowami przynosi efekty w postaci odbudowy stad. Poprawa wystąpiła już w przypadku tuńczyka bonito, mintaja czy dorsza atlantyckiego. W przypadku wszystkich gatunków tuńczyka w 2018 roku połowy osiągnęły poziom 7,9 mln ton. Dwie trzecie stad jest poławianych na biologicznie zrównoważonym poziomie. To o 10 pkt proc. więcej niż w 2016 roku.

Prawie połowa Polaków prowadzi swój biznes lub myśli o jego założeniu. Okres pandemii sprzyja powstawaniu firm w segmencie e-commerce

Pandemia koronawirusa zmieniła nastawienie Polaków do prowadzenia i uruchamiania działalności gospodarczej. Mniej atrakcyjne stały się niepewne, freelancerskie formy pracy bez etatu oraz franczyza, a bardziej pożądany jest tradycyjny model biznesu oraz działalność w segmencie e-commerce – wynika z Amway Global Entrepreneurship Report 2019–2020. Mimo to 46 proc. Polaków prowadzi własną firmę lub myśli o jej założeniu. Badanie pokazało, że nowa rzeczywistość to nie tylko ograniczenia, ale także szansa dla rozwoju firm w e-commerce oraz promocji biznesu w social mediach.

Polacy mają relatywnie dobre nastawienie do przedsiębiorczości. Aż 46 proc. respondentów uczestniczących w badaniu Amway Global Entrepreneurship Report odpowiedziało, że chętnie rozpoczęłoby własną działalność albo już ją prowadzi. To niewiele poniżej średniej europejskiej, która wynosi 51 proc. – komentuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii, Centrum Zrównoważonego Rozwoju Akademii Leona Koźmińskiego. – Widać, że pandemia zmienia trochę nastawienie i obawy dotyczące prowadzenia firmy. Jednak to nie znaczy, że jako społeczeństwo mamy niższy potencjał przedsiębiorczości. Raczej realnie oceniamy sytuację jako trochę trudniejszą do rozpoczynania biznesu.

Jak podkreśla, z poprzedniej edycji AGER, międzynarodowego projektu badawczego na temat postrzegania przedsiębiorczości w społeczeństwie, wynikało, że przy sprzyjających warunkach w Polsce nawet 3/4 respondentów chętnie prowadziłoby własną działalność. Jednak obawy dotyczące warunków gospodarczych obniżyły nieco tę skłonność.

– Zmienia się profil preferowanych działalności. Polacy chętniej myślą o biznesach, które są bardziej trwałe, chętniej zostają na etatach, czyli rezygnują z myślenia o pracy freelancera, na własny rachunek. Praca na zlecenie przestaje być aż tak atrakcyjna, natomiast szukają możliwości otwierania biznesów w nowych segmentach i branżach – zauważa dr Anna Czarczyńska.

W ogólnej grupie respondentów badania AGER wzrasta zainteresowanie tradycyjną działalnością gospodarczą (z 50 proc. przed pandemią do 55 proc. w jej trakcie) oraz działalnością e-commerce (z 54 proc. do 60 proc.). Co ciekawe, wśród osób poniżej 35. roku życia zainteresowanie działalnością freelancerską spadło aż o 20 pkt proc. (z 63 proc. przed COVID-19 do 43 proc. w trakcie pandemii), a wzrosło takimi formami jak: tradycyjna działalność gospodarcza, e-commerce oraz tzw. sharing economy.

Ludzie młodzi mają większe skłonności do ryzykowania w biznesie niż ludzie dojrzali, którzy posiadają także inne perspektywy rozwoju na rynku pracy. Młode pokolenie jest wychowane w epoce internetu, w związku z tym cyfrowa rewolucja, która bardzo mocno przyspieszyła przez pandemię, powoduje, że ich biznesy oparte na internecie i mediach społecznościowych stają się bardziej oczywiste. Druga grupa, która też myśli o rozpoczynaniu własnej działalności i jest bardziej skłonna do ryzykowania i podejmowania wyzwań, to kobiety. Polska ma jeden z najwyższych w Europie wskaźników przedsiębiorczości wśród kobiet – zauważa kierownik Centrum Zrównoważonego Rozwoju.

Obie grupy różni za to motywacja. Dla młodych ludzi własny biznes to najczęściej szukanie wyzwań, realizacja pasji oraz wolność i możliwość pozostania przy swoim stylu życia.

– Natomiast dla kobiet własna firma to sposób na uzupełnianie dochodu albo poszukiwanie nowych sposobów finansowego zabezpieczenia rodziny – dodaje ekspertka.

Wielu początkujących przedsiębiorców, szczególnie wśród młodego pokolenia, opiera swój model biznesowy na mediach społecznościowych i tworzonej za ich pośrednictwem sieci kontaktów. 44 proc. badanych w Polsce wskazuje, że jest to najważniejszy kanał do komunikacji z rynkiem. W Europie odsetek ten jest jeszcze wyższy (57 proc.), co może oznaczać, że cyfrowa rewolucja w naszym kraju jeszcze się rozkręca i wciąż nie wszyscy ufamy nowym kanałom promocji biznesu. Prawie 40 proc. ogółu badanych Polaków uważa jednak, że social media dają szansę na zwiększenie liczby klientów i sprzedaży, ale co trzeci przyznaje, że brakuje mu w tym zakresie albo kompetencji, albo wystarczająco dużej sieci kontaktów.

Respondenci badania Amway Global Entrepreneurship Report jako trzy główne korzyści z prowadzenia własnego biznesu wskazują: uzyskanie dodatkowych przychodów, niezależność w myśl zasady „sam sobie szefem” oraz realizację własnej pasji. Wśród największych barier, które powstrzymują ich przed tym krokiem, wymieniają za to obawę przed niepowodzeniem i pozyskaniem kapitału na prowadzenie biznesu.

Polscy przedsiębiorcy znacznie mocniej niż w Europie opierają się na rodzinie oraz kręgu najbliższych przyjaciół i znajomych. To jest główny motor napędowy, który pozwala im uwierzyć w siebie i swoje możliwości. W Polsce ponad połowa respondentów deklaruje, że ten najbliższy krąg rodziny i przyjaciół jest zabezpieczeniem, które daje szansę powodzenia pierwszym biznesom. W Europie to jest niespełna 40 proc. Polacy ciągle bardziej polegają na zasobach wewnętrznych, a kraje europejskie przechodzą w większości na zasoby i finansowanie zewnętrzne – podsumowuje dr Anna Czarczyńska.

Nowelizacja ustawy o podatku od towarów i usług podpisana przez prezydenta. SLIM VAT uprości rozliczenia i pozwoli uniknąć części sporów z fiskusem

Większość nowych przepisów ustawy o VAT wejdzie w życie 1 stycznia 2021 roku. Dotyczyć one będą m.in. doprecyzowania zasad wystawiania faktur korygujących, uproszczenia przeliczania kwot w walutach obcych czy wydłużenia terminów wysyłania towarów eksportowanych. Ustawa wprowadzi też zmiany przy zwrocie podatku podróżnym, czyli TAX FREE, oraz przedłuży do końca roku 2021 zwolnienie z akcyzy pojazdów hybrydowych. 

– Podstawową zmianą są zasady dotyczące wystawiania faktur korygujących, zarówno tych zmniejszających podstawę opodatkowania, jak i tę podstawę zwiększających. Dotychczas jeżeli podatnicy chcieli wystawić fakturę korygującą zmniejszającą podstawę opodatkowania, czyli fakturę korygującą in minus, to musieli otrzymać potwierdzenie otrzymania tej faktury przez kontrahenta – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Koc, radca prawny w Dziale Prawa Podatkowego w Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy. – Teraz ten wymóg zostanie zniesiony. Podatnik powinien posiadać dokumentację, która wskazuje, że warunki wystawienia tej faktury korygującej zostały uzgodnione pomiędzy obiema stronami. Należy oceniać pozytywnie tę zmianę, dotychczas ten wymóg rodził problemy po stronie podatników i wiele dyskusji z organami podatkowymi.

W przypadku faktur korygujących in plus do tej pory ustawa o VAT nie zawierała regulacji, które wskazywałyby, w jakim okresie faktury te należy rozliczać. Obecnie przepisy wprost będą wskazywały, że należy tego dokonywać na bieżąco.

Kolejna zmiana to wydłużone terminy na wywóz towarów pozwalające na zachowanie stawki 0 proc. przy opodatkowaniu zaliczek z tytułu eksportu towarów – z dwóch do sześciu miesięcy – oraz wydłużenie terminu do odliczenia VAT naliczonego na bieżąco łącznie do czterech okresów rozliczeniowych. Do obliczania podstawy opodatkowania w walucie obcej będzie można zastosować stawkę przelicznika na złote wynikającą z podatku dochodowego danej transakcji.

Wiele zmian jest dedykowanych przede wszystkim eksporterom, podmiotom, które prowadzą działalność handlową z zagranicą. Tutaj też wydłużają się terminy dotyczące wysyłania towarów eksportowanych. Natomiast większość nowych przepisów będzie dotyczyła wszystkich przedsiębiorców – mówi Łukasz Koc. – Tak naprawdę to są zmiany mające charakter ogólny, zarówno wspomniane już zasady dotyczące wystawiania faktur korygujących, jak i te dotyczące przeliczania kwot wyrażonych w walutach obcych czy terminu na odliczenie VAT naliczonego. To są zasady, które dotyczą wszystkich podatników.

Ułatwienia mają także dotyczyć płatności podzielonej, czyli split paymentu – to zmiana w prawie bankowym. Dotychczas przedsiębiorca musiał mieć wydzielony „rachunek techniczny”, na który odprowadzane były kwoty z tytułu podatku od towarów i usług, i nie można było z niego opłacać innych zobowiązań. Obecnie pieniądze z rachunku VAT będzie można przeznaczyć na płatność podatku z tytułu importu towarów oraz należności na rzecz agencji celnych.

SLIM VAT (skrótowiec od Simple Local and Modern) ma uszczelnić także zwrot podatku VAT podróżnym (TAX FREE) poprzez wprowadzenie całkowicie elektronicznego obiegu dokumentów w tym systemie, co jednocześnie pozwoli uniknąć wypełniania papierowych dokumentów.

W ocenie rządu projektowane zmiany mają przede wszystkim na celu uproszczenie systemu podatkowego, systemu rozliczeń podatku od towarów i usług i rzeczywiście należy tak to oceniać. To są zmiany mające charakter pozytywny, one wyjaśniają kilka wątpliwości, jakie do tej pory istniały po stronie podatników –  ocenia radca prawny w Dziale Prawa Podatkowego w Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy. – Należy spodziewać się, że będzie mniej dyskusji i sporów z organami podatkowymi co do tego, czy te rozliczenia, prowadzone do tej pory przez podatników, są prawidłowe, czy też nie, ponieważ będzie to wyraźnie wskazane w przepisach.

Coraz mniej czasu na walkę ze zmianami klimatu. Współpraca ekspertów z państw Europy Środkowo-Wschodniej ma przyspieszyć tworzenie innowacji klimatycznych

Naukowcy alarmują, że to ostatni dzwonek na podjęcie zdecydowanych kroków w walce ze zmianami klimatycznymi. – W tym obszarze liczy się czas. Im więcej współpracy między ludźmi, którzy szukają nowych rozwiązań na rzecz klimatu, tym więcej czasu oszczędzamy – podkreśla Aleksandra Gołdys z EIT Climate-KIC. To cel proklimatycznej inicjatywy tej instytucji – Climate Community Lab. Innowatorzy z różnych państw Europy Środkowo-Wschodniej mogą pozyskać wsparcie i granty na realizację swoich autorskich pomysłów przyczyniających się do walki ze zmianami klimatu. W tym roku takie dofinansowanie w wysokości 20 tys. euro dostał m.in. projekt, który zakłada tworzenie międzynarodowych, ekologicznych spółdzielni rolno-spożywczych. Organizacja zapowiada kolejny nabór w przyszłym roku. 

Powodem, dla którego stworzyliśmy Climate Community Lab, było poszukiwanie najbardziej adekwatnych dla tej części Europy narzędzi wspierania innowatorów działających na rzecz klimatu. Poszukujemy modeli finansowania, wsparcia eksperckiego i możliwości współpracy między ludźmi, którzy zastanawiają się nad najlepszymi rozwiązaniami w dobie kryzysu klimatycznego – mówi agencji Newseria Biznes Aleksandra Gołdys, CEE design education developer w EIT Climate-KIC.

Climate Community Lab to nowa inicjatywa finansowana przez EIT Climate-KIC, czyli jedną z największych europejskich instytucji działających na rzecz ochrony klimatu i budowania niskoemisyjnej gospodarki. Projekt ma zachęcić innowatorów i aktywistów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej do współpracy, tworzenia międzynarodowych sojuszy i szukania wspólnych rozwiązań służących walce z globalnym ociepleniem. Celem jest połączenie ze sobą ludzi z różnych krajów, którzy zajmują się tymi samymi aspektami związanymi z niskoemisyjnością, jak np. zrównoważony rozwój czy zero waste.

Każdy rodzaj współpracy między krajami tworzy warunki, w których mogą pojawiać się nowe pomysły. Patrzymy, jak wiele innowatorzy w Climate Community Lab uczą się od siebie nawzajem. To sprawia, że jesteśmy szybsi w wynajdywaniu rozwiązań, które są nam bardzo potrzebne – mówi Aleksandra Gołdys. – W odosobnieniu, w silosowych działaniach marnujemy za dużo energii. Im więcej będzie powiązań między ludźmi, którzy szukają nowych rozwiązań na rzecz klimatu, tym więcej czasu oszczędzamy. I to może okazać się kluczowe w kwestiach klimatycznych, deadline jest nieubłagany.

Jak podkreśla, w Europie Środkowo-Wschodniej brakowało dotąd warunków i przestrzeni do tego, żeby innowatorzy działający na rzecz klimatu mogli ze sobą współpracować, razem wymyślać nowe rozwiązania i je implementować. Climate Community Lab ma stworzyć im taką przestrzeń i zapewnić wsparcie, m.in. w postaci finansowania czy opieki mentorskiej.

 Wierzymy w to, że – mimo specyficznych problemów i różnych zaszłości historycznych w regionie Europy Centralnej i Wschodniej – dzięki tego rodzaju sieci współpracujących ze sobą ludzi możemy szukać rozwiązań, które pozwolą nam być w awangardzie walki ze zmianami klimatu – mówi ekspertka z EIT Climate-KIC. – Co ważne, współpraca uczy zaufania, a w tej części Europy mamy jego deficyt. Nie mamy z wielu powodów historycznych i socjologicznych nawyku, żeby ufać sobie nawzajem, dostrzegać wspólny, większy cel. Community Lab buduje taką przestrzeń do równościowej współpracy i zaufania.

Projekt zainicjowany przez EIT Climate-KIC, prowadzony wspólnie z partnerami takimi jak Ashoka, 4CF, Impact Hub, CRS czy Cleantech ForEst, ma na celu nie tylko poszukiwanie nowych technologii, ale również narzędzi społecznych i ekonomicznych, które przysłużą się w walce ze zmianami klimatu. Co istotne, ideą Climate Community Labu jest działanie na rzecz gospodarki niskoemisyjnej, ale z poszanowaniem interesów wszystkich grup społecznych – również tych, które początkowo mogą na niej ucierpieć.

W tym regionie, który jest nieco biedniejszy, mamy historię i doświadczenia bycia solidarnymi. A ważną kwestią w walce ze zmianami klimatycznymi jest to, że w wyniku tej transformacji energetycznej wiele osób może pozostać osamotnionych, wykluczonych z rozwiązań, które mogą być drogie albo dostępne tylko dla elit. Dlatego ważne w tej współpracy jest myślenie o wszystkich członkach społeczeństwa – nie tylko tych, których po prostu stać na proklimatyczne działania, styl życia czy technologie – wskazuje ekspertka EIT Climate-KIC.

W tym roku ze względu na pandemię Climate Community Lab działał głównie wirtualnie, między innymi poprzez serię szkoleń i warsztatów online. W trakcie tych spotkań tworzyły się konsorcja z różnych krajów, które opracowywały własne pomysły na proklimatyczne działania.

 Pracowaliśmy przez trzy miesiące w kilku krajach Europy Centralnej i Wschodniej, m.in. w Rumunii, Czechach i Polsce. Głównym celem na ten rok było zidentyfikowanie innowatorów, którzy szukają proklimatycznych pomysłów, i wymyślenie dla nich jak najlepszego modelu wsparcia. Jego podstawą było współfinansowanie ich działań, czyli rozdawaliśmy granty w wysokości 20 tys. euro, ale nie ograniczaliśmy się tylko do finansowania. Ważne było też znalezienie odpowiednich mentorów i ekspertów, którzy wspierali innowatorów swoją wiedzą. W tym roku odbyło się też ponad 20 wspólnych spotkań i warsztatów. Testowaliśmy różne narzędzia online. Dalej będziemy się zastanawiać, jak możemy ich wesprzeć w kolejnym roku, bo ten projekt będzie się cały czas transformował – mówi Aleksandra Gołdys.

Jak wskazuje, do projektu Climate Community Lab zgłosiło się w tym roku ponad 100 aktywistów i innowatorów z państw Europy Środkowo-Wschodniej.

– Wśród zgłoszeń były projekty bardzo różnorodne. Mieliśmy np. inicjatywę stworzenia portalu, który umożliwiłby ludziom wymianę już używanych sprzętów, w zgodzie z założeniami cyrkularnej ekonomii. Inny projekt propagował kompostowanie w miejscu zamieszkania i wykorzystywanie tego kompostu na co dzień. Kolejny ułatwiał dostęp do niskokosztowej energii w ogrzewaniu domowym, co ma szczególne znaczenie w naszym regionie, gdzie wykluczenie energetyczne i bieda są jednym z podstawowych problemów – mówi  ekspertka EIT Climate-KIC.

Pierwszy grant w wysokości 20 tys. euro od Climate Community Lab został przyznany w końcówce października, po warsztatach online przeprowadzonych przez polską firmę 4CF. Projekt, który uzyskał dofinansowanie, zakłada tworzenie ekologicznych, lokalnych spółdzielni rolno-spożywczych w Bułgarii, Estonii i Rumunii. Jej autorami są aktywiści z tych trzech krajów: właścicielka ekologicznej farmy i firmy spożywczej, współzałożyciel firmy zajmującej się produkcją mikroalg oraz biolog specjalizujący się w wykorzystaniu mikroorganizmów w rolnictwie. Nabór do tegorocznej edycji Climate Community Lab został już zakończony, ale projekt wystartuje ponownie w przyszłym roku.

Działalność gospodarcza a VAT

Jednym z kluczowych elementów definicji podatnika VAT wynikającym z ustawy o VAT jest samodzielne wykonywanie działalności gospodarczej. Jest to na tyle istotny temat, że ustawodawca zdecydował się na sprecyzowanie definicji „działalności gospodarczej” w ustawie o VAT. Definicja ta jest przyjęta na potrzeby rozliczenia podatku VAT i w przypadku innych podatków może się różnić. W praktyce zastosowanie tej definicji budzi wiele kontrowersji oraz sporów, które trafiły do sądów administracyjnych. W wielu przypadkach prawidłowa identyfikacja działalności gospodarczej może ograniczyć ryzyko transakcji oraz późniejszego zakwestionowania rozliczenia przez organy podatkowe.

Przepis ustawy

Zgodnie z art. 15 ust 2 ustawy o VAT: Działalność gospodarcza obejmuje wszelką działalność producentów, handlowców lub usługodawców, w tym podmiotów pozyskujących zasoby naturalne oraz rolników, a także działalność osób wykonujących wolne zawody. Działalność gospodarcza obejmuje w szczególności czynności polegające na wykorzystywaniu towarów lub wartości niematerialnych i prawnych w sposób ciągły dla celów zarobkowych.

Ustawa o VAT dotyczy więc podatników prowadzących działalność w zakresie produkcji, handlu oraz świadczenia usług, w tym także rolników oraz podmioty pozyskujące zasoby naturalne, a także wolne zawody. Należy dodać, że definicja rodzajów działalności jest bardzo szeroka z uwagi na dodanie słowa „wszelka”. Oznacza to, że teoretycznie każda czynność związana z powyższym zakresem działalności powinna być analizowana pod kątem opodatkowania VAT.

Niezmiernie istotną cechą działalności gospodarczej wynikającą z ustawy o VAT jest samodzielność. Oznacza to, że działalność powinna być podejmowana we własnym imieniu, na własne ryzyko w sposób samodzielny. Stosunki podobne do umowy o pracę nie powinny być objęte opodatkowaniem VAT.

Kolejna cecha działalności gospodarczej to wykorzystywanie towarów i usług w sposób ciągły. Co do zasady więc czynności wykonywane w sposób jednorazowy, okolicznościowy nie powinny być objęte zakresem VAT. Jednak praktyka orzecznicza w tym zakresie pokazała, że nie zawsze jest to oczywiste.

Kolejny istotny element definicji działalności gospodarczej, to wykonywanie jej do celów zarobkowych. Oznacza to więc, że działalność wykonywana w celach niezarobkowych nie powinna co do zasady podlegać opodatkowaniu VAT.

Sprzedaż nieruchomości prywatnej

Jednym z ciekawych problemów w zakresie ciągłości działalności gospodarczej jest sprzedaż nieruchomości prywatnej przez osoby fizyczne nieprowadzące działalności gospodarczej. Analizując orzecznictwo sądów administracyjnych można dojść do wniosku, że ryzyko w tym zakresie może powstawać już w przypadku zbycia jednej nieruchomości.

Przykładowo WSA w Łodzi w wyroku z dnia 03.09.2020 r. sygn. I SA/Łd 877/19 wskazał, że każdorazowo w przypadku sprzedaży gruntu, należy zbadać jakie środki angażuje sprzedający w transakcje. Jeżeli są one podobne do handlowców, zajmujących się profesjonalną sprzedażą gruntów, wtedy należy uznać, że podmiot zachowuje się jak handlowiec i transakcja może podlegać ustawie o VAT.

W innym wyroku WSA w Poznaniu (wyrok z 25.08.2020 r. sygn. I SA/Po 364/20) wskazał, że szeroki zakres działań związany ze sprzedażą nieruchomości nie jest typowy dla osoby fizycznej, niezależnie od podpisania umowy z pełnomocnikiem, ponieważ jego działania podejmowane są na rzecz i w interesie sprzedawcy. Sprawa dotyczyła osoby fizycznej, która wydzierżawiła działkę w celu przygotowania jej do późniejszej sprzedawcy dzierżawcy. Czynności podejmowane przez dzierżawcę zostały uznane za podejmowane przez sprzedającą, a w efekcie sprzedaż gruntu została uznana za działalność gospodarczą.

Komornicy sądowi

W tym zakresie Ministerstwo Finansów wydało interpretację ogólną potwierdzając, że w przypadku czynności egzekucyjnych działają oni jako podatnicy VAT. Przyczyną do wydania interpretacji ogólnej był wyrok TSUE z 9 czerwca 2015 r. w sprawie C-499/13, Macikowski, Minister Finansów. Sytuacja komorników zmieniła się znacząco i ich działalność została uznana za opodatkowaną VAT. Co prawda komornik jest organem egzekucyjnym wykonującym wyroki sądu, przez co można uznać, że nie prowadzi samodzielnej działalności, jednak w takim przypadku pobiera prowizje od egzekwowanych kwot.

Następnie sytuacja zmieniła się w związku ze zmianą przepisów ustawy o VAT oraz interpretacją ogólną Ministerstwa Finansów z 15.04.2019 r. (PT9.8101.1.2019). Od tego czasu komornicy sądowi traktowani są podobnie jak pracownicy sądowi i nie są objęci VAT, z uwagi na brak prowadzenia samodzielnej działalności gospodarczej.

Powyższy przykład pokazuje jak bardzo zmienna i dyskusyjna jest kwestia prowadzenia samodzielnej działalności gospodarczej. Podmioty, które wykonują czynności teoretycznie niezwiązane z opodatkowaniem VAT, powinny każdorazowo przeanalizować aktualną sytuację wynikającą z przepisów i orzecznictwa.

Udzielanie pożyczek

Kolejny ciekawy problem dotyczy różnego traktowania jednorazowej czynności wykonywanej w ramach działalności gospodarczej. Dobrym przykładem jest tu jednorazowa umowa pożyczki zawarta przez podatnika VAT. Według organów podatkowych taka transakcja może być traktowana jako opodatkowana VAT. Z kolei sądy administracyjne w większości stoją na stanowisku, że z uwagi na incydentalny charakter takiej transakcji może ona być poza regulacjami ustawy o VAT.

Problematyka ta pokazuje, że jeżeli podmiot jest już podatnikiem VAT, powinien dokładnie analizować podejmowane przez siebie czynności, także jeżeli nie są do końca związane z działalnością gospodarczą, ponieważ mogą być tak zakwalifikowane przez organy podatkowe.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Sztuczna inteligencja będzie przewidywać pogodę. Prognozy będą szybsze i dokładniejsze niż dotychczas

Zastosowanie algorytmów sztucznej inteligencji w roli narzędzia predykcyjnego pozwoli sprawniej przewidywać warunki atmosferyczne zarówno w skali globalnej, jak również lokalnej. Nowa metodologia zakłada odejście od przeprowadzania skomplikowanych obliczeń zjawisk fizycznych na rzecz szeroko zakrojonej analizy historycznej. Wykorzystanie technologii uczenia maszynowego zauważalnie skróci czas potrzebny do opracowania prognoz o wysokim wskaźniku sprawdzalności.  

Naukowcy z Uniwersytetu Waszyngtońskiego oraz Microsoft Research sugerują, że odpowiednio wyszkolona sztuczna inteligencja będzie w stanie sprawniej poradzić sobie z przewidywaniem zmian pogodowych niż zespół korzystający z bieżących metod predykcyjnych. Aby udowodnić potencjał tej technologii, opracowano nowy model pogodowy bazujący na danych atmosferycznych zebranych przez stacje pogodowe na przestrzeni ostatnich 40 lat.

– Uczenie maszynowe to w zasadzie rozwinięta wersja rozpoznawania wzorców – wskazuje Jonathan Weyn, doktorant na Uniwersytecie Waszyngtońskim w Seattle. – Technologia dostrzega typowy wzorzec, rozpoznaje jego sposób ewoluowania i decyduje, co zrobić na podstawie danych zebranych z ostatnich 40 lat.

Wstępne testy dowiodły, że nawet najprostsze algorytmy sztucznej inteligencji są w stanie błyskawicznie przewidzieć pogodę w skali globalnej na najbliższy rok. Choć prototypowy algorytm nie był aż tak skuteczny jak drobiazgowa analiza danych fizycznych, opracował prognozę, zużywając 7 tys. razy mniej mocy obliczeniowej niż klasyczne narzędzia predykcyjne.

– To nowe podejście jest o tyle istotne, że jest o wiele efektywniejsze – przekonuje Dale Durran, profesor nauk o atmosferze z Uniwersytetu Waszyngtońskiego. – Liczymy na to, że nowy model bazujący na uczeniu maszynowym ​​pozwoli rozwiązać problemy z przewidywalnością pogody dzięki wystarczającej szybkości przetwarzania dużych zbiorów danych.

Zastosowanie sztucznej inteligencji pozwoli szybciej tworzyć modele pogodowe i częściej wykorzystywać metodę prognozowania zespołowego, tj. analizę wielu scenariuszy przy użyciu różnych parametrów startowych. Dzięki niej naukowcy będą mogli np. błyskawicznie opracować wiele scenariuszy przejścia huraganu i lepiej przygotować się na jego uderzenie.

Aby prawidłowo przeszkolić sztuczną inteligencję, zespół zmapował powierzchnię globu na sześcianie, a następnie spłaszczył trójwymiarowy model do postaci kwadratu składającego się z 25 pól odpowiadających poszczególnym obszarom Ziemi. Dzięki temu możliwe było przeprowadzenie procesu uczenia maszynowego opartego na historycznych danych pogodowych nałożonych na wstępnie skonfigurowaną siatkę.

Naukowcy liczą na to, że wzbogacenie modelu predykcyjnego o bardziej szczegółowe dane pozwoli zwiększyć precyzję algorytmu, co w przyszłości zauważalnie przyspieszy generowanie wysoce precyzyjnych prognoz.

– Po przeszkoleniu w zakresie danych pogodowych z przeszłości nasz algorytm sztucznej inteligencji jest w stanie znaleźć powiązanie między różnymi zmiennymi, których nie odnajdą równania fizyczne – podkreśla Jonathan Weyn. – Możemy pozwolić sobie na użycie znacznie mniejszej liczby zmiennych i dzięki temu stworzyć model, który jest znacznie szybszy.

Według analityków z firmy Grand View Research wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji w 2020 roku wyniesie 62,4 mld dol. Przewiduje się, że do 2027 roku wzrośnie do 733,7 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 42,2 proc.

(Newseria Innowacje)

Szukasz pomysłu na biznes? Poznaj catering dietetyczny od kuchni

Ostatnie miesiące są dla wielu z nas czasem dużych zmian. Zamknięcie punktów gastronomicznych w kraju wpłynęło na ogromne straty w tym sektorze. Pomimo zamkniętych lokali właściciele restauracji i kawiarni gorączkowo szukają sposobu na utrzymanie kontaktu z klientami. Dla wielu z nich jest to być albo nie być, zarówno dla biznesu, jak i zatrudnionych pracowników. Jak więc poradzić sobie w czasach kryzysu i nie zbankrutować?

Jednym z najczęściej wybieranych sposobów na przetrwanie jest system „posiłku na wynos”. Niemal każda restauracja i kawiarnia umożliwiły klientom wejście do lokalu i zabranie ze sobą ciepłej kawy, porcji pierogów czy ulubionego ciasta. Niektórzy zaoferowali również dowóz jedzenia pod wskazany adres. Restauratorzy musieli dostosować się do restrykcji sanitarnych, wierząc, że kryzys w końcu minie, lokale znów zostaną otwarte, a na ulice miast powróci radość. Jednak gdyby tak zastanowić się nad tym głębiej: czy zamiast szukać sposobu na przetrwanie nie lepiej poszukać nowego pomysłu na biznes? Najlepiej takiego, który pozwoli elastycznie przejść od obecnej sytuacji do rzeczywistości, jaką zastaniemy, kiedy nasza codzienność wróci do normy, a pandemia oficjalnie zostanie uznana za zakończoną.

Catering dietetyczny

Teraz zastanówmy się, jak wygląda nasz przeciętny dzień. Jako pierwszy przywraca nas do rzeczywistości budzik. Nie zawsze wstajemy od razu. Zdarza się kilkakrotnie przesunąć opcję drzemki. Kiedy już poczujemy się wystarczająco obudzeni, możemy nie zdążyć z przygotowaniem, a co dopiero zjedzeniem odżywczego śniadania. W ostatniej chwili wybiegamy z domu, często zapominając przygotowanego obiadu. W pracy spędzamy co najmniej osiem godzin przed komputerem. Skupieni na wyznaczonych zadaniach jemy nieregularne posiłki, spowalniając pracę metabolizmu. Poruszamy się głównie samochodem, zmniejszając ruch w ciągu dnia do minimum. Ratuje nas coraz popularniejsza w ostatnich latach aktywność fizyczna uprawiana po pracy. Według Centrum Badań Opinii Publicznej sześciu na dziesięciu badanych (61%) deklaruje, że w ciągu ostatniego roku uprawiało sport. Bez względu na to, jaki tryb życia prowadzimy, siedzący, a może przeplatany aktywnością fizyczną, w obu przypadkach zwrócenie szczególnej uwagi na nasze nawyki żywieniowe jest niezwykle ważne. Jeżeli stawiamy na sport, właściwa dieta będzie doskonałym dopełnieniem.

Z pewnością każdy z nas usłyszał choć raz stwierdzenie: „Jesteś tym, co jesz!”. Świadomość Polaków w tej kwestii jest stosunkowo wysoka. Jak podaje raport Cheers, Polacy coraz większą wagę przykładają do jakości posiłków, co deklaruje 68% ankietowanych. Wiąże się to ze starannym czytaniem etykiet produktów pod kątem wartości odżywczych, stawianiem na zdrowe i pożywne posiłki z produktów niskoprzetworzonych. 66% ankietowanych przyznaje, że okazjonalnie zdarza im się zjeść fast fooda, a 19% podjada słodycze między posiłkami. Niestety na co dzień poza świadomością potrzebny jest również czas na: zakupy, czytanie etykiet produktów oraz przygotowywanie zdrowych posiłków. Nie każdy z nas może sobie na to

pozwolić, a wytrwanie w zdrowych nawykach żywieniowych nie zawsze jest łatwe. Brak czasu nie musi jednak skazywać nas na fast foody. Mamy na to sposób – odpowiedzią na obecne potrzeby społeczeństwa jest catering dietetyczny.

Pomysł na zaopatrywanie klientów każdego dnia w gotowe posiłki, zapewniające zalecaną dzienną dawkę kalorii, pojawił się niedawno. Jednak firmy zajmujące się cateringiem dietetycznym w błyskawicznym tempie znalazły się w czołówce najszybciej rozwijających się branż w Polsce. Nic w tym dziwnego, na początku 2020 roku zamówienia na pudełkowe jedzenie wzrosły średnio o 35% w stosunku do roku 2019. Świadczy to o rosnącym zainteresowaniu usługą. Rekordowe zyski firmy odnotowują w styczniu, kiedy większość z nas decyduje się na zmiany w ramach postanowień noworocznych.

Nowa kwalifikacja

Na czym polega biznes? Klienci do dyspozycji mają stronę internetową, przez którą dokonują zamówienia. W pierwszej kolejności należy określić rodzaj diety oraz kaloryczność. Do dyspozycji pozostaje szeroka gama posiłków: wegetariańskich, vege, wolnych od glutenu oraz laktozy, przeznaczone dla mam i wiele innych. Zanim jednak zdrowe posiłki trafią do naszych domów, nad ich przygotowaniem pracuje grono wykwalifikowanych szefów kuchni, pomocników oraz dietetyków. To oni dbają o to, by jedzenie było bogate w cenne wartości. Naprzeciw nowym trendom wychodzi również Zintegrowany System Kwalifikacji, który od niedawna oferuje dwie nowe kwalifikacje. Pierwsza z nich pozwala na przygotowanie kuchni oraz asystowanie przy procesie produkcyjnym, druga z kolei daje możliwość pakowania i dostarczania posiłków. Kwalifikacje zostały wpisane do systemu, a zatem już niebawem pojawi się możliwość zdobycia dodatkowej wiedzy oraz bezterminowego certyfikatu.

Wziąwszy pod uwagę obecny stan pandemii, catering dietetyczny wydaje się rozsądną alternatywą dla wielu przedsiębiorstw branży gastronomicznej. Obostrzenia nałożone na restauracje i kawiarnie powodują ogromne straty dla właścicieli – zmiana charakteru serwowanych usług może stać się sposobem na przetrwanie trudnego czasu. Od strony konsumenta największym plusem diety pudełkowej jest możliwość zadbania o regularne posiłki, co wpływa na przyspieszenie metabolizmu. Jedzenie jest dostarczane każdego dnia pod wskazany adres, dzięki czemu nie musimy opuszczać domu. Rozwiązania te są korzystne zarówno dla klientów, jak i właściciela firmy. Pamiętajmy, że mądre wykorzystanie kryzysu gospodarczego może stać się szansą dla tych, którzy w odpowiednim momencie dostrzegą nowe trendy w społeczeństwie i umiejętnie je wykorzystają.

*dane pochodzące z raportu CBOS z 2018 r. Aktywność fizyczna Polaków

*dane pochodzące z raportu Cheers z 2018 r. Nawyki żywieniowe Polaków

*dane pochodzące z artykułu WPROST z 2020 r. Rekordowy wzrost zamówień diet pudełkowych.

Bezrobocie w Polsce wciąż niskie

Wczorajsze odczyty z rynków pracy podziałały pozytywnie. Mowa tutaj zarówno o bezrobociu w Polsce, które wsparło złotego, jak również wnioskach o zasiłek w USA, które amortyzowały przecenę dolara.

Lepsze dane z rynku pracy

Oczekiwania analityków w sprawie wzrostu stopy bezrobocia nad Wisłą okazały się błędne. Wciąż jest to 6,1%, co biorąc pod uwagę, jak zachowuje się ten parametr w innych krajach, jest wyjątkowo dobrym rezultatem. Wiadomo, są państwa o niższym bezrobociu w Europie, aczkolwiek w Europie jesteśmy wyraźnie w lepszej połowie. Złoty po tych danych umacniał się, ale pod koniec dnia wrócił do swoich poziomów z rana i wciąż znajduje się powyżej psychologicznej bariery 4,50 zł.

Dane zza oceanu

Ze względu na przesunięcie wielu odczytów z czwartku na środę mieliśmy wczoraj bardzo bogaty kalendarz odczytów za oceanem. Gorzej od oczekiwań wypadły zarówno wydatki, jak i dochody Amerykanów, co nie ucieszyło inwestorów. W ramach równowagi lepiej od oczekiwań wypadły wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Zamówienie na dobra nie zaskoczyły analityków. Na koniec pojawił się słabszy od oczekiwań raport Uniwersytetu Michigan. W rezultacie byliśmy świadkami kolejnego osłabienia się dolara.

Spokojny dzień na rynku?

Wigilia na rynku to moment, kiedy większość państw skraca sesje giełdowe, by inwestorzy mogli spędzić czas z rodziną, a nie kolegami z biura. Z tego też powodu można oczekiwać, że dzisiaj w godzinach popołudniowych na rynkach zrobi się spokojniej. Nie musi to być oczywiście prawdą, gdyż jak wielokrotnie widzieliśmy w 2020 roku, nie można być zbyt wielu rzeczy pewnym.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych ze względu na skrócone sesje giełdowe właściwie brak istotnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

W grudniu Polacy marnują najwięcej żywności. Pandemia i nowe nawyki konsumenckie mogą to zmienić

Podczas izolacji wielu Polaków zmieniło swoje zwyczaje zakupowe. Większość robi zakupy rzadziej, ale za to kupuje więcej podczas każdorazowej wizyty w sklepie. Częściej też planują, co chcą kupić. O 12 pkt proc. wzrósł odsetek osób, które starają się nie marnować żywności. – Apelujemy o to, aby przed świętami używać zakupowej arytmetyki, czyli policzyć, ile osób usiądzie przy świątecznym stole, jakie ilości jedzenia będą optymalne i jakie zakupy zrobić, aby nic się nie zmarnowało – wyjaśnia Dorota Jezierska z Federacji Polskich Banków Żywności. Do wyrzucania gotowych, niespożytych posiłków przyznaje się aż 70 proc. Polaków.

Jeżeli planujemy na wigilię tradycyjnie 12 potraw, to przygotujmy porcje degustacyjne, ponieważ 12 razy 100 gramów to jest ponad kilogram jedzenia i duże obciążenie dla żołądka – radzi w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dorota Jezierska, wiceprezeska Federacji Polskich Banków Żywności. – Przed zakupami zróbmy remanent w szafkach i sprawdźmy, co już mamy z potrzebnych produktów i co możemy wykorzystać. Kupmy tylko to, czego nam brakuje. To już w dużym stopniu uchroni nas przed nadmiernymi zakupami i marnowaniem żywności.

Z najnowszego raportu „Nie marnuj jedzenia 2020” opublikowanego przez Banki Żywności wynika, że najczęstsze przyczyny marnowania żywności pozostają od lat bez zmian – to przede wszystkim zepsucie produktów, przeoczenie daty ważności, przygotowanie zbyt dużej ilości jedzenia czy zbyt duże zakupy. Dlatego eksperci radzą, by do sklepów chodzić tylko z przygotowaną na spokojnie listą zakupową.

Mamy też takie proste podpowiedzi, żeby np. nie nakładać porcji obiadowych gościom, tylko raczej korzystać z półmisków i wazy. Potrawy, które już są na talerzach i zostaną niezjedzone, będą musiały zostać wyrzucone. To one tworzą tę górę zmarnowanego jedzenia. Jeżeli pozwolimy ludziom zadecydować, ile będą jedli, to wtedy będzie można te potrawy wykorzystać później: zamrozić, zapasteryzować albo też użyć do przygotowania następnych kreatywnych potraw – mówi wiceprezeska Federacji Polskich Banków Żywności.

Polacy wyrzucają przede wszystkim gotowe, niespożyte posiłki (70,3 proc. badanych) oraz produkty spożywcze (37,2 proc.). Wśród tych ostatnich najczęściej na śmietnik trafiają pieczywo (62,9 proc.), świeże owoce (57,4 proc.) i warzywa (56,5 proc.).

– Często podczas rozmów z ludźmi o marnowaniu żywności widzimy, że trudno im w ogóle przyjąć do świadomości, że wyrzucają jedzenie. W dużej części ludzie robią to bezwiednie, usprawiedliwiając się, że coś się zepsuło, minął termin przydatności do spożycia albo zapomnieli, że coś należało zużyć. Okazuje się, że każdy z nas w pewien sposób marnuje jedzenie, choć nie jest to zamierzone. Kiedy jednak uzmysławiamy sobie, że nasze działania prowadzą do jego marnowania, uruchamiamy myślenie, które może spowodować, że będziemy marnowali znacznie mniej żywności w swoich domach – wyjaśnia Dorota Jezierska.

Impulsem do ograniczenia marnotrawstwa żywności może być pandemia COVID-19. Z badań „Gospodarowanie żywnością w trakcie pandemii”, przeprowadzonych na zlecenie firmy McCormick oraz Federacji Polskich Banków Żywności we wrześniu tego roku, wynika, że pandemia częściowo wpłynęła na zmianę zachowań konsumenckich Polaków. 27 proc. ankietowanych zmieniło swoje zwyczaje – większość z nich robiła zakupy rzadziej, ale były one też większe. Konsumenci częściej też planują, co chcą kupić (wzrost z 49 proc. do 54 proc.), a dodatkowo o 12 proc. wzrósł odsetek osób, które starały się nie dopuścić do zepsucia się czy zmarnowania produktów spożywczych (50 proc. przed pandemią vs. 62 proc. w trakcie).

– Mamy nadzieję, że przez pandemię nawyki żywieniowe Polaków zmienią się w wielu obszarach. Wiele osób, które wcześniej nie gotowało w domu, podczas tej kwarantanny sięgnęło do przepisów kulinarnych i nauczyło się samodzielnego przyrządzania posiłków. Mamy nadzieję, że kreatywność kulinarna Polaków wzrosła – uściśla wiceprezeska Federacji Polskich Banków Żywności.