Pandemia przyspiesza rozwój aplikacji mobilnych do walki z jej skutkami. Wiele z nich pozwala firmom na wyeliminowanie bezpośredniego kontaktu z klientem

Restrykcje pandemiczne utrudniły prowadzenie biznesów, w których kontakt z klientem stanowi podstawę działania. Na ratunek przyszły rozwiązania mobilne – aplikacje smartfonowe umożliwiły przeniesienie procesów sprzedażowych do sieci czy nawiązanie kontaktu z partnerem biznesowym za pośrednictwem nowoczesnych narzędzi komunikacyjnych. Potencjał aplikacji mobilnych w ograniczaniu skutków pandemii doceniają nawet te biznesy, które dotychczas nie korzystały z żadnych rozwiązań mobilnych.

– Pandemia koronawirusa sprawiła, że ludzie skierowali się w stronę rozwiązań bezdotykowych. W związku z tym sporo firm zwraca się w kierunku aplikacji mobilnych. Widzimy duży wzrost zainteresowania nimi w porównaniu do poprzednich okresów – większość produktów, które przygotowywaliśmy do tej pory, to  aplikacje będące częścią większych systemów informatycznych, portali. Teraz sporo firm zgłasza się do nas po rozwiązania, które mogłyby uporządkować procesy w nich, przyspieszyć, zoptymalizować pracę, a także zachęcić użytkowników do tego, żeby kupili produkty przez aplikację mobilną – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Michał Powichrowski, projektant graficzny i współwłaściciel GoApps.

Z badania zrealizowanego w czasie pandemii koronawirusa przez firmę badawczą Ipsos na zlecenie PayPal wynika, że w trakcie kwarantanny aż 47 proc. Polaków zdecydowało się na opłacanie rachunków za pośrednictwem aplikacji webowych bądź mobilnych. Co więcej, 75 proc. ankietowanych zadeklarowało, że nawet po wygaśnięciu pandemii będzie sięgać po narzędzia tego typu. 51 proc. badanych w wieku co najmniej 65 lat chciałoby zrezygnować z gotówki.

Inwestycja w rozwiązania mobilne ułatwiła funkcjonowanie m.in. firmy InPost, która w dobie pandemii koronawirusa mogła na masową skalę przetestować potencjał swojej nowej aplikacji. Po wdrożeniu mechanizmu zdalnego, bezdotykowego otwierania skrytki zainteresowanie aplikacją gwałtownie wzrosło, dzięki czemu do końca maja zainstalowano ją na 4 mln urządzeń.

Po rozwiązania mobilne sięgnęła również sieć sklepów Żabka, która nie tylko eksperymentuje z autorskimi płatnościami Żappka Pay. Aplikacja tej firmy umożliwi także wysłanie listy zakupów do sklepu i skompletowanie zamówienia przez jego personel. Dziś zakupy można odebrać osobiście w placówce, a w niedalekiej przyszłości trafią do punktów odbioru Żabki, dzięki czemu odbierzemy je bez kontaktowania się z kasjerami.

– Możemy na każdy proces, który odbywa się z użyciem obsługi urządzenia, spojrzeć tak, jakbyśmy traktowali smartfon jako pilot do obsługi nowej rzeczywistości. Smartfonem możemy otworzyć paczkomat, zapłacić za bilety czy miejsce parkingowe. Ludzie coraz częściej będą wybierali smartfon niż dotykanie publicznych urządzeń w przestrzeni publicznej – ocenia ekspert.

Przełomową aplikację mobilną planuje wdrożyć także sieć Stokrotka. Firma we współpracy z ekspertami ze Scandit pracuje nad rozwiązaniem, które pozwoli wdrożyć do smartfonów skaner zakupów. Aplikacja tej sieci umożliwiłaby wykonywanie zakupów bez jakiegokolwiek kontaktu z personelem. Technologia jest obecnie testowana w estońskich sklepach i jeśli przyjmie się na tamtejszym rynku, trafi także do Polski, umożliwiając skanowanie i płacenie za produkty z poziomu telefonu.

– Klienci poza aplikacjami mobilnymi często potrzebują także integracji np. z silnikami obsługującymi sztuczną inteligencję. Tak mieliśmy w przypadku ostatnio realizowanego projektu, który ma wspierać ludzi w trzeźwości, w walce z nałogami. Często klienci wymagają przygotowania oprogramowania, które będzie działało ze sprzętem, czyli np. z czujnikami, paczkomatami czy urządzeniami przemysłowymi. I to jest trend, który coraz bardziej widać w ostatnich czasach – wskazuje Michał Powichrowski.

Ogromny wzrost zainteresowania rozwiązaniami mobilnymi w czasie pandemii zanotowano nie tylko w branży usług, lecz także w sektorze rozrywkowym. Według analityków z Sensor Tower w pierwszym półroczu 2020 roku posiadacze urządzeń mobilnych pobrali aż o 42,5 proc. więcej gier niż w analogicznym okresie w roku ubiegłym. Zauważalnie wzrosły również wpływy App Store oraz Sklepu Play, odpowiednio o 22,7 proc. i 19 proc.

Według firmy badawczej Technavio wartość globalnego rynku aplikacji mobilnych do 2024 roku ma się rozwijać w tempie 21 proc. w skali roku.

Nowa strategia CERN ma pomóc odkryć tajemnice Wszechświata. Naukowcy będą też opracowywać rewolucyjne technologie i innowacyjne terapie medyczne

Medycyna, biotechnologia, sztuczna inteligencja czy robotyka – to tylko część obszarów, nad którymi będą w najbliższych latach pracować naukowcy ze Starego Kontynentu. Europejska Organizacja Badań Jądrowych CERN ogłosiła niedawno strategię, która określa przyszłość badań w dziedzinie fizyki cząstek elementarnych. Priorytetami będą badanie bozonu Higgsa, czyli cząstki elementarnej, która może wyjaśnić tajemnice Wszechświata, oraz badanie granicy wysokoenergetycznej.

– Nowa strategia dotycząca fizyki cząstek elementarnych opiera się przede wszystkim na nauce, dlatego przedstawia naukowe priorytety w tej dziedzinie – wskazuje Ursula Bassler, przewodnicząca Rady CERN. – Europejska Grupa Strategiczna (ESG) – specjalny organ utworzony przez radę – z powodzeniem przeprowadziła strategiczną refleksję, do której włączyło się kilkuset europejskich fizyków. Przedstawiona w strategii wizja naukowa powinna służyć jako wskazówka dla CERN-u i ułatwiać spójną politykę naukową w całej Europie.

Europejska Organizacja Badań Jądrowych (CERN) niedawno ogłosiła zaktualizowaną strategię dotyczącą dalszych badań w dziedzinie fizyki cząstek elementarnych. Badania rozwojowe dotyczące zaawansowanych technik akceleratorowych, detektorowych i obliczeniowych mają zostać zintensyfikowane. W ten sposób Europa ma stać się liderem w zakresie przełomowych technologii.

W centrum działań ma pozostać Wielki Zderzacz Hadronów (LHC), czyli dotychczas największy na świecie akcelerator cząstek. Jest w stanie wytworzyć ogromną energię, naturalną dla Wszechświata, ale niedostępną na Ziemi. Dotychczas LHC mogło zderzać protony z maksymalną energią 13 teraelektronowoltów. W ten sposób naukowcy odkryli bozon Higgsa czy pentakwarki – nieobserwowany wcześniej rodzaj cząstek elementarnych.

Obecnie trwają prace nad Future Circular Collider (FCC), który ma pozwolić na m.in. kolizje elektronów z protonami i elektronów z jonami. W ten sposób można byłoby wyzwalać energię o niespotykanej sile nawet 100 TeV. W międzyczasie przebudowywany jest także LHC. Nowy, Wielki Zderzacz Hadronów Wysokiej Świetlności (High-Luminosity LHC) ma pracować do 2038 roku.

– To bardzo ambitna strategia, która wyznacza świetlaną przyszłość dla Europy i dla CERN z ostrożnym, stopniowym podejściem. Będziemy nadal inwestować w silne programy współpracy między CERN i innymi instytutami badawczymi w państwach członkowskich i poza nimi – deklaruje dyrektor generalna CERN Fabiola Gianotti. – Współpraca ta ma kluczowe znaczenie dla trwałego postępu naukowego i technologicznego oraz przynosi wiele korzyści społecznych.

Po erze Wielkiego Zderzacza Hadronów ma nastąpić era zderzacza elektronowo-pozytonowego. Na niespełna 10 lat przed zakończeniem programu High-Luminosity LHC ma powstać „fabryka Higgsa”. Nowa maszyna produkowałaby duże ilości bozonów Higgsa w bardzo czystym środowisku, mogłaby też mapować interakcję z innymi cząsteczkami. To pozwoliłoby na znaczące odkrycia, m.in. dotyczące ciemnej materii. Miałoby też ogromny wpływ na wiele różnych dziedzin, nie tylko fizykę. Stworzenie nowych cząstek zrewolucjonizowałoby np. medycynę i pomogło odkryć leki na choroby uważane za praktycznie niewyleczalne. Przyspieszyłoby także rozwój sztucznej inteligencji i robotyki. Jak wskazują naukowcy, bozon Higgsa, czyli cząstka elementarna odkryta w 2012 roku, jest potężnym narzędziem do znalezienia odpowiedzi na kluczowe pytania dotyczące początków Wszechświata.

– Europa powinna pozostać otwarta na uczestnictwo w innych ważnych projektach, które będą służyć całej branży, takich jak proponowany projekt Międzynarodowego Zderzacza Liniowego – wyjaśnia przewodnicząca ESG Halina Abramowicz.

Netflix bije rekordy. Dane z rynku pracy pobudzają do kupna akcji

Dane z amerykańskiego rynku pracy wsparły w czwartek indeksy giełdowe. Publikacja ta wyjątkowo pojawiła się w czwartek, a nie w piątek, ponieważ ostatni dzień roboczy tego tygodnia jest w USA dniem wolnym od pracy ze względu na obchody Dnia Niepodległości, które z kolei będą mieć miejsce w sobotę.

Według raportu Departamentu Pracy stopa bezrobocia w USA w czerwcu spadła do 11,1 proc., przy konsensusie na poziomie 12,3 proc. To wystarczyło, aby podnieść sentyment na rynku, gdyż odzyskano w szóstym miesiącu tego roku 4,8 mln miejsc pracy. Gospodarka USA stworzyła miejsca pracy w rekordowym tempie, gdyż więcej restauracji i barów wznowiło działalność, dając kolejny dowód na to, że recesja COVID-19 prawdopodobnie się skończyła. Dane o zatrudnieniu zostały także wsparte przez dane o wydatkach konsumenckich, które wskazują na gwałtowne odbicie i powrót Amerykanów do konsumpcji.

Co więcej, pozytywnie na sentyment na Wall Street wpływać mogą informacje o testach kolejnych szczepionek na COVID-19. Szczepionki te przygotowują takie firmy jak Pfizer i BioNTech. Są one na wczesnym etapie testów u ludzi, ale z obiecującym wynikiem. Dodatkowo wczorajsze dane PMI i ISM dotyczące wzrostu działalności w sektorze przemysłowym także były pozytywne dla byków. Wzrost aktywności został potwierdzony po obu stronach Atlantyku. Inwestorów nie jest w stanie na tę chwilę wystraszyć szerząca się epidemia w USA z 50 000 przypadków dziennie.

Z punktu widzenia poszczególnych spółek firma Vertical Research Partners podniosła rekomendację dla spółki Boeing, do kupuj z trzymaj. Poziom ceny docelowej został ustalony na 118 USD, co może oznaczać wzrost o 35 proc. od ostatniej ceny. Średni poziom ceny docelowej dla producenta samolotów znajduje się o wiele wyżej, ponieważ na poziomie 180,60 USD. Natomiast najwyższa prognoza zakłada wzrost ceny akcji nawet do 281 USD – wynika z danych zebranych przez agencję Bloomberg.

Według firmy Bernstein spółka Netflix dobrze pozycjonuje się do tego, aby podnieść ceny w kolejnych latach, ponieważ epidemia spopularyzowała usługi serwisu streamingowego. Zaangażowanie użytkowników i polubienie produktu Netflixa może spowodować, że spółce będzie o wiele łatwiej sukcesywnie podnosić ceny w 2021 i 2022 roku. Plany podwyżek abonamentu mogą zależeć jednak od siły odbicia gospodarczego. Bernstein pozostawia poziom ceny docelowej równy 504 USD. W środę cena akcji Netflixa zamknęła się na rekordowym poziomie, rosnąc od marcowego dołka o ponad 60 proc.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Raport: aż 3 mln Polek pracuje w branżach narażonych na konsekwencje kryzysu gospodarczego wywołanego COVID-19

7 mln Polaków pracuje w branżach narażonych na konsekwencje kryzysu gospodarczego wywołanego pandemią. 3 mln tej grupy stanowią kobiety, dla których skutki gospodarczo-społeczne mogą być szczególnie dotkliwe. Kryzys uderzył w sektory silnie sfeminizowane – od usług, po edukację, opiekę i sektor zdrowotny. Do tego dochodzi również gwałtowna transformacja cyfrowa przedsiębiorstw, które już teraz szukają oszczędności, m.in. poprzez zastępowanie najbardziej powtarzalnych procesów pracą maszyn i algorytmów. Jakie zagrożenia dla pracujących kobiet niosą te zmiany? A jakie szanse i korzyści mogą one przynieść? Odpowiedzi m.in. na te pytania znajdziemy w raporcie „Cyfrowy klucz do przyszłości zawodowej. Kobiety na rynku pracy w kontekście kryzysu gospodarczego” opracowanym w ramach kampanii #WomanUpdate przez instytut badawczy Uniwersytetu Warszawskiego Digital Economy Lab (DELab) oraz Instytut Innowacyjna Gospodarka (INGOS).Rys 3 Sektory silne oddzialywanie COVID19

Pandemia wywoła kryzys gospodarczy, którego skali i skutków nie jesteśmy dziś w stanie oszacować. Jednak to co już widać gołym okiem, to gwałtowne przyspieszenie i intensyfikacja transformacji cyfrowej, która mocno zmienia rynek pracy i redefiniuje rolę człowieka w różnych procesach. W ostatnich miesiącach doszło bowiem do wyostrzenia trendów, na które już dawno zwracaliśmy uwagę: automatyzacji i platformizacji – mówi prof. UW dr hab. Katarzyna Śledziewska, współautorka raportu, Dyrektor Zarządzająca DELab, Wydział Nauk Ekonomicznych UW.

Praca, jaką dotychczas znaliśmy, istotnie zmieni swój charakter. Przekształceniu ulegną formy zatrudnienia, a w dalszej perspektywie zostaną zmodyfikowane lub zupełnie znikną te miejsca pracy, w których wykonywane są powtarzalne, rutynowe czynności i gdzie bardziej efektywne kosztowo będzie użycie maszyn – dodaje prof. UW dr hab. Renata Włoch, współautorka raportu, Koordynatorka DELab, Instytut Socjologii UW. Jak wynika z raportu, w sektorach zagrożonych automatyzacją liczną reprezentację stanowią również kobiety.

Nowa rzeczywistość wyzwaniem dla sfeminizowanych sektorów gospodarki

Restrykcje związane z pandemią radykalnie ograniczyły możliwości zarobkowe wszędzie tam, gdzie podstawą był bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem – od szeroko rozumianego sektora usług, przez turystykę i kulturę, po gastronomię i sektor opiekuńczy – czyli tych sektorów, w których stanowczą grupę pracowników tworzą kobiety:Rys 4_Zatrudnienie kobiet_sektory zagrozone COVID19

  • 1,2 mln kobiet znajduje zatrudnienie w usługach, handlu hurtowym i detalicznym, co stanowi 75% wszystkich pracowników i jest jednym z najwyższych odsetków w krajach wysoko rozwiniętych.
  • 1 mln kobiet pracuje w przetwórstwie przemysłowym, a 256 tys. w firmach prowadzących działalność związaną z zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi.
  • Kobiety znacznie intensywniej angażują się również w opiekę nad dziećmi i wypełnianie obowiązków domowych: w Unii Europejskiej codzienną opieką nad dziećmi zajmuje się 92% kobiet i 68% mężczyzn (w wieku 25-49 lat), a codziennym przygotowaniem posiłków lub pracami domowymi 79% kobiet – w porównaniu do 34% mężczyzn. Większe obciążenie obowiązkami domowymi dotyczy również kobiet pracujących zawodowo.

Dokładając do tego fakt, iż Polki nisko oceniają swoje umiejętności cyfrowe, a do branży IT podchodzą wciąż z dużym lękiem (zaledwie 15% pracowników tego sektora to kobiety[1]) – zmiany stają są konieczne. Zwłaszcza, że poziom ponadpodstawowych kompetencji cyfrowych osób dorosłych plasuje Polskę na 25. miejscu wśród 28 krajów Unii Europejskiej.

Dlaczego kobiety rezygnują z uczenia się nowych technologii?

Jak wskazuje raport „Cyfrowy klucz do przyszłości zawodowej. Kobiety na rynku pracy w kontekście kryzysu gospodarczego”, kobiety na ogół mają wysoko rozwinięte kompetencje emocjonalne, które pozwalają radzić sobie ze zmianami i niepewnością, ułatwiają pracę w grupie i przejmowanie odpowiedzialności. Krytyczne myślenie, rozwiązywanie złożonych problemów czy kreatywność zawdzięczają natomiast umiejętnościom poznawczym. Wyzwaniem jednak wciąż pozostaje, w teorii „tylko”, a w praktyce „aż” rozwinięcie kompetencji cyfrowych.

Wyzwanie to jest szczególnie ważne dla pracodawców, których podstawą działań powinno być budowanie relacji i strategii firmy opartej na wartościach, takich jak empatia, godność i solidarność – wartościach wpisujących się w różnorodne potrzeby swoich pracowników.

My, pracodawcy już dziś powinniśmy wspierać możliwości rozwijania kompetencji cyfrowych swoich pracowników, zwłaszcza w sektorach silnie sfeminizowanych. Wspieranie kobiet w zdobywaniu nowych umiejętności cyfrowych nie tylko pozwoli lepiej przygotować biznes do wyzwań przyszłości, ale także wzmocni wyrównywanie szans pracowników ze względu na płeć. Jak bowiem potwierdzają badania – im wyższe umiejętności cyfrowe u kobiet, tym większa równość płci w środowisku pracy.

Nie możemy przy tym zapominać, że obok kompetencji technicznych konieczne jest podnoszenie kompetencji emocjonalnych, które pozwolą na lepszą adaptację do zmian i przełamywanie stereotypów – przede wszystkim tych w naszej głowie. Bo nie ma nic gorszego niż nurtujące nas pytanie „Czy będę równie dobra?” – to nasza wewnętrzna blokada przed samorozwojem i odważnym wkraczaniem w nową rzeczywistość zawodową mówi Dorota Hryniewiecka-Firlej, prezes zarządu Pfizer Polska.

Skoro potencjał jest tak duży, to skąd ta blokada? – Głównym powodem rezygnacji kobiet z branży technologicznej jest brak wiary we własne siły, wzmocniony stereotypem, że nie ma tam dla nich miejsca. Tymczasem prawda leży zupełnie gdzie indziej. My kobiety boimy się tego, co jest nam nieznane. W połączeniu z wysokim poczuciem odpowiedzialności za podejmowane działania – których finałem musi być sukces – często zdarza nam się rezygnować na starcie. Szybciej odpuścimy w poczuciu bycia niewystarczającą, niż damy sobie szansę na spróbowanie mówi Joanna Pruszyńska-Witkowska, współzałożycielka i wiceprezes Future Collars, inicjatorka kampanii #WomanUpdate.

Kryzys to dobry czas na zmiany

Kryzys to wbrew pozorom dobry czas na wprowadzanie zmian, które w dłuższej perspektywie mogą przyczynić się do zmniejszenia nierówności płci na rynku pracy i zwiększenia obecności kobiet w sektorze ICT. Firmy mogą odpowiedzieć na niego, oferując elastyczny, zdalny sposób pracy, jak i również wyposażając pracowników w kompetencje pożądane na rynku pracy. Z kolei państwo może wykorzystać ten moment na rozwój szeroko dostępnego systemu edukacji ustawicznej, w ramach którego będzie możliwe dostosowanie kompetencji pracowników do potrzeb cyfryzującej się gospodarki.

[1] Country Reports | Women in Digital scoreboard (2018) https://ec.europa.eu/digital-single-market/en/news/country-reports-women-digital-scoreboard

Hakerzy celują w pracę zdalną. Luki w Apache Guacamole

Jedna z najpopularniejszych na świecie infrastruktur informatycznych do pracy zdalnej – Guacamole – posiada poważne luki bezpieczeństwa – ujawniają eksperci firmy Check Point. Hakerzy mogli podsłuchiwać sesje zdalne, rejestrować używane hasła i kontrolować komputery w organizacji. Eksperci wskazali dwa wektory ataku, które mogły prowadzić do pełnej kontroli nad całą siecią organizacji.

Badacze firmy Check Point wykryli luki w zabezpieczeniach Apache Guacamole – czołowej infrastrukturzy informatycznej do pracy zdalnej. Oprogramowanie, które zostało pobrane przez ponad 10 milionów użytkowników na świecie (jest bezpłatne i otwarte) umożliwia pracownikom zdalny dostęp do firmowych sieci komputerowych z dowolnego miejsca za pomocą przeglądarki internetowej. Apache Guacamole działa na wielu urządzeniach, w tym na telefonach komórkowych i tabletach.

Eyal Itkin, jeden ze specjalistów pracujących w firmie Check Point wykazał, że osoba atakująca z dostępem do komputera wewnątrz organizacji może wykonać atak odwrotnego RDP, czyli protokołu pulpitu zdalnego, w którym zdalny komputer zainfekowany złośliwym oprogramowaniem przejmuje dane klienta, który próbuje się z nim połączyć. Tego typu atak umożliwiłby hakerowi kontrolę nad bramą Apache Guacamole, która obsługuje wszystkie sesje zdalne w sieci.

Po uzyskaniu dostępu do bramy, haker może podsłuchiwać wszystkie przychodzące sesje, rejestrować używane poświadczenia, a nawet kontrolować inne sesje w organizacji. Badacze Check Pointa przyznają, że w praktyce oznacza to uzyskanie pełnej kontroli nad całą siecią organizacyjną.

Luki w Guacamole pozwalają na przeprowadzenie ataków na dwa różne sposoby:

  • Scenariusz odwrotnego ataku: Zaatakowana maszyna w sieci korporacyjnej wykorzystuje przychodzące połączenie, aby zaatakować bramę Apache, starając się ją przejąć.
  • Scenariusz dotyczący nieuczciwego pracownika: pracownik używa komputera w sieci, aby wykorzystać połączenie na obu końcach i przejąć kontrolę nad bramą.

– Choć w tych trudnych czasach globalne przejście do zdalnej pracy staje się koniecznością, musimy zdawać sobie sprawę z konsekwencji, jakie zdalne połączenia mają dla bezpieczeństwa. Nasi badacze wykryli kolejne luki, które zagrażają bezpieczeństwu firm i ich pracownikom. Firmy oraz różnego rodzaju organizacje powinny zwrócić szczególną uwagę na zabezpieczenie urządzeń końcowych oraz sieci własnych, a także zaktualizowanie usług pozwalających na pracę zdalną – mówi Wojciech Głażewski, Country Manager Check Pointa w Polsce.  

31 marca Check Point Research ujawnił swoje ustalenia firmie Apache. Nowa, załatana wersja Apache Guacamole została wydana w czerwcu 2020 r.

Chiński rząd dołącza samochody hybrydowe do programu wspierania elektromobilności

Chiński rząd ogłosił, że uwzględni samochody hybrydowe w programie wspierania elektromobilności jako kolejną kategorię niskoemisyjnych aut. Nowe przepisy, które wejdą w życie w styczniu 2021 roku, mają na celu zwiększenie produkcji samochodów niskoemisyjnych. Analitycy oceniają, że decyzja ta wzmocni Toyotę i Hondę na chińskim rynku.

Pekin postanowił w swojej strategii budowy czystej motoryzacji zwrócić się w stronę hybryd, by przyspieszyć walkę ze smogiem i emisją CO2. Do tej pory chińskie władze skupiały się wyłącznie na autach elektrycznych (EV) – na baterie (BEV), na wodór (FCV) i hybrydach ładowanych z sieci (PHEV). Problem w tym, że auta tego typu są jeszcze wciąż mało popularne wśród klientów, a ponieważ Chiny wyznaczyły minimalny procentowy udział EV w całkowitej sprzedaży każdego z producentów, mocno ogranicza to sprzedaż samochodów na tym rynku.

Chiny podejmują intensywne wysiłki, by zwalczyć ogromne skażenie powietrza w zurbanizowanej części kraju, wprowadzając najbardziej rygorystyczne normy emisji spalin na świecie oraz narzucając koncernom motoryzacyjnym minimalny udział aut niskoemisyjnych w całkowitej sprzedaży i produkcji. W 2019 roku zelektryfikowane samochody typu BEV, FCEV i PHEV musiały stanowić 10% wszystkich egzemplarzy sprzedanych przez danego producenta. Chiński rynek odpowiada za 30% światowej sprzedaży nowych samochodów, dlatego przepisy wprowadzone w życie w ubiegłym roku ograniczały możliwości wzrostowe branży motoryzacyjnej.

W drugiej połowie czerwca 2020 roku zostały ogłoszone nowe regulacje, które do kategorii niskoemisyjnych samochodów osobowych włączyły hybrydy nieładowane z zewnętrznego źródła (HEV). Zdaniem analityków, ta zmiana otworzy nowe możliwości przed producentami samochodów, w szczególności Toyotą i Hondą, które dominują na rynku hybryd. Toyota oferuje na chińskim rynku 8 modeli hybrydowych. W jej gamie znajdują się również dwa modele z napędem plug-in hybrid – kompakty Corolla i Levin, a także dwa bliźniacze auta elektryczne – crossovery Toyota C-HR i Izoa. W ofercie Hondy dla chińskich klientów znajduje się 6 modeli hybrydowych.

Hybrydy obniżają emisję spalin w motoryzacji dzięki efektowi skali

Hybrydy to szybki i przystępny sposób na obniżenie emisji spalin. Nie jest to już bynajmniej niszowa technologia – w ostatnich latach Toyota sprzedaje rocznie 1,5 miliona tych samochodów. Wynika to z ich przystępnej ceny, porównywalnej z cenami diesli, oraz z tego, że pełne hybrydy realnie obniżają spalanie o kilka litrów na 100 km bez konieczności ładowania i bez żadnych dodatkowych obowiązków czy komplikacji dla kierowcy. Jednocześnie hybrydy emitują zauważalnie mniej dwutlenku węgla i szkodliwych gazów oraz cząstek stałych w porównaniu z konwencjonalnymi samochodami spalinowymi, co – jeśli wziąć pod uwagę kwestię skali – ogranicza smog i efekt cieplarniany w nie mniejszym stopniu niż dużo mniej popularne auta wspierane dotąd przez chińskie władze (BEV, PHEV i FCEV). Jaka to skala? W ciągu 23 lat, jakie upłynęły od premiery Priusa, sama tylko Toyota sprzedała ponad 15 milionów hybryd, co przełożyło się na uniknięcie emisji ponad 120 milionów ton CO2.

W Polsce rządowa strategia elektromobilności przeszła podobną drogę. Początkowo ustawa przewidywała wsparcie i przywileje dla trzech rodzajów samochodów elektrycznych – na baterie, na wodór oraz hybryd plug-in. W tym roku programem zostały objęte również hybrydy nieładowane z sieci – od początku 2020 roku są one objęte obniżką akcyzy o połowę.

2020 – rokiem chmury w bankowości

Sektor bankowy okrzyknął rok 2020 „rokiem chmury”. Jeszcze niedawno ZBP szacował, że przejście z fazy wczesnej adaptacji technologii chmurowej do fazy powszechnego stosowania zajmie bankom od dwóch do pięciu lat. Dziś nie ma już wątpliwości, że inwestycje gigantów technologicznych, łagodniejsze podejście regulatora do wdrożeń i pandemia koronawirusa znacząco przyspieszą ten proces.

„Zachmurzenie” w Polsce

Według danych Eurostatu poziom wykorzystania rozwiązań chmurowych w Polsce wynosi zaledwie 20%. Daleko nam do europejskiego lidera – Finlandii, w której z chmury korzysta aż 65% firm. Jednak według prognoz tempo sprzedaży rozwiązań cloud computing w Polsce będzie dynamicznie rosnąć. Przyczynią się do tego inwestycje światowych gigantów technologicznych – Microsoft i Google –  którzy przeznaczą miliardy dolarów na rozwój chmury obliczeniowej w Polsce.

Technologia cloud computing niesie za sobą wiele korzyści. Pozwala na zmniejszenie kosztów IT (od 20% do 50%) oraz znaczące przyspieszenie procesów, np. analizy danych czy przygotowywania raportów i sprawozdań. Dla wielu firm chmura to również istotne narzędzie w realizacji cyfrowej transformacji w obszarze infrastruktury przedsiębiorstwa. Dlatego coraz więcej podmiotów, w tym z sektora finansowego, deklaruje plan wdrożenia strategii chmurowej w ciągu najbliższych lat.

Chmura w bankowości

Dotychczas banki odnosiły się do rozwiązań cloud computing z pewną rezerwą z uwagi na obawy związane z kwestią cyberbezpieczeństwa. Pandemia koronawirusa zmusiła je jednak do zredefiniowania swojego podejścia. W ostatnich tygodniach nastąpiło znaczne przyspieszenie wdrożeń projektów chmurowych w bankach determinowane koniecznością dostosowania infrastruktury do nowej rzeczywistości. Oczywiście bezpieczeństwo danych jest wciąż równie istotne, jednak nie stanowi już kategorycznej bariery dla chmury.

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) również dostrzegła rosnące znaczenie cloud computingu. 24 stycznia 2020 roku KNF opublikował komunikat przedstawiający wytyczne, zalecenia i wyjaśnienia, które mają umożliwić bankom w Polsce sprawne i skuteczne wdrażanie usług chmurowych.

Przejście polskich banków do chmury ułatwi też „Standard wdrożeń w chmurze obliczeniowej”, tzw. PolishCloud, przygotowany przez ekspertów kancelarii Kochański & Partners we współpracy z reprezentantami banków oraz firmy Accenture pod auspicjami Związku Banków Polskich. Zawiera on praktyczną analizę wszystkich istniejących aktów prawnych związanych z zagadnieniem usługi chmurowej dla sektora finansowego.

Najpierw edukacja

Pierwszy i najważniejszym krokiem do efektywnego wdrożenia technologii cloud computing w polskich bankach jest edukacja. W ściśle regulowanym sektorze finansowym zrozumienie funkcjonowania chmury obliczeniowej przez całą organizację – działy IT, kadrę kierowniczą, działy prawne i compliance, architektów i pracowników HR – jest szczególnie istotne. Badania wskazują jednak na problem braku kompetencji i wiedzy z zakresu rozwiązań chmurowych w wielu firmach. Stąd inicjatywa PolishCloud Academy stworzona przez Związek Banków Polskich we współpracy z partnerami merytorycznymi: Google, Microsoft, Operatorem Chmury Krajowej, Accenture oraz kancelarią Kochański & Partners. To największy w Europie Środkowo-Wschodniej bezpłatny cykl szkoleń dla reprezentantów banków, który ma przygotować środowisko finansowe do nadchodzących zmian technologicznych i organizacyjnych.

Europejskie banki w chmurze

Wdrożenie rozwiązań cloud computing jest dziś priorytetem dla utrzymania konkurencyjności na rynku finansowym. Wiele europejskich banków korzysta już bowiem z chmury obliczeniowej, co pozytywnie przekłada się na ich wydajność i koordynację działań wewnątrz organizacji. BBVA, działający globalnie bank o hiszpańskich korzeniach, dzięki inwestycji w chmurę stworzył platformę do współpracy dla swoich pracowników. Z kolei Moeta Bank, największy czeski bank, poprzez wdrożenie rozwiązań chmurowych zyskał elastyczną infrastrukturę pozwalającą na szybkie wprowadzanie zmian i reagowanie na oczekiwania klientów.

Szczególnie ciekawą sytuację możemy obserwować we Włoszech. Tamtejszy bank Intesa Sanpaolo ogłosił niedawno nawiązanie współpracy z Google, której ambitne założenia obejmują budowę innowacyjnej infrastruktury technologicznej w Turynie i Mediolanie.

Na rozwiązania chmurowe zdecydował się też m.in. Banca Transilvania, który dzięki wdrożeniu zaoszczędził łącznie 41 dni roboczych w dziale ryzyka i bezpieczeństwa. Rumuński bank wprowadził również zautomatyzowaną obsługę klienta, która zapewniła mu usprawnienie i ulepszenie obsługi klienta oraz spore oszczędności finansowe.

Polskie banki powoli sięgają chmur

W Polsce zaawansowane rozwiązania chmurowe jako pierwszy wdrożył Idea Bank. Przejście do środowiska Office 365 umożliwiło pracownikom banku współpracę przy wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi w chmurze. PKO BP, największy polski bank, również zapowiedział przeniesienie aplikacji do chmury. Decyzja wynika ze zdefiniowanej na początku 2020 roku strategii Road to Cloud, na podstawie której stworzono mapę migracji do chmury w architekturze hybrydowej multi-cloud. Bank dzięki wykorzystaniu technologii chmurowych chce budować najbezpieczniejszą i najbardziej kompleksową ofertę dla swoich klientów oraz oferować im kompleksową platformę usług, produktów bankowych i płatności, a także umożliwić przedsiębiorstwom stworzenie wirtualnej firmy w chmurze.

Polacy a koronawirus – nowe potrzeby zakupowe czy nawyki konsumpcji mediów

Pandemia koronawirusa zdominowała ostatnie miesiące życia Polaków i bezpośrednio wpłynęła nie tylko na ich poczucie bezpieczeństwa, ale również stworzyła nowe potrzeby zakupowe czy nawyki konsumpcji mediów. Na pytania o to, jak epidemia odcisnęła się na postawach konsumenckich, odpowiedział zespół badaczy Havas Intelligence (Havas Media Group) w czterech kolejnych falach badania Koronabus.

Obawy stałym elementem naszego życia

Zdecydowana większość Polaków niepokoi się sytuacją związaną z epidemią koronawirusa, a przede wszystkim zdrowiem własnym i swoich bliskich. Jednak stopniowe odmrażanie gospodarki i życia społecznego powoduje spadek zaniepokojenia, szczególnie wyraźny po ponad dwóch miesiącach od wprowadzenia pierwszych obostrzeń. Nasz stan psychiczny i jakość życia zaczynają wracać do normy odczuwanej przed pandemią. Do końca kwietnia dominował wśród nas niepokój i zmęczenie, jednak coraz mniejsza grupa badanych wskazuje na te emocje jako często odczuwane.1 (1)

Przyszłość po koronawirusie

Na przyszłość patrzymy raczej w ciemnych barwach – dwie trzecie Polaków obawia się, że strach przed koronawirusem jeszcze długo będzie obecny w naszym życiu, a po epidemii nic już nie będzie takie samo. Zaniepokojenie rośnie wraz z wiekiem – to właśnie osoby po 55 roku życia najbardziej martwią się swoją przyszłością. Młodzi mniej obawiają się zmian jakie mogą zajść w ich życiu po koronawirusie, częściej są także gotowi zostać przy nowych nawykach i umiejętnościach zdobytych w trakcie pandemii. Aż 40% planuje pozostać przy nawyku samodzielnego gotowania w domu a 34% chce po zakończeniu epidemii kontynuować uprawianie aktywności fizycznej w domu. Starsze segmenty wiekowe są pod tym kątem bardziej zachowawcze – po pandemii deklarują tylko pozostanie przy częstszym gotowaniu w domu oraz korzystaniu z internetowych usług bankowych.3

Działania marek

W spontanicznej świadomości podejmowanych przez marki inicjatyw związanych z walką z koronawirusem nadal dominuje Orlen, zyskując na bardzo wczesnej decyzji podjęcia działań i wsparciu ich przez media masowe w momencie największego lęku społeczeństwa. W czwartej fali badania, pod koniec maja, na drugie miejsce przesunął się Polsat wyprzedzając WOŚP. Należy nadmienić, że pomimo faktu, że ponad 60% Polaków słyszało o inicjatywach marek, których celem jest wsparcie działań związanych z walką z wirusem, tylko co dziesiąty Polak jest w stanie wskazać konkretną markę zaangażowaną w takie działania.4

Zmiany w konsumpcji mediów

Na początku okresu pandemii ogromna fala lęku zbudowała popyt na wiarygodne informacje. Obserwowaliśmy dynamiczny wzrost popularności mediów informacyjnych, w tym wiodących programów informacyjnych w TV, ale także portali horyzontalnych i prasy. Widoczne było odmłodzenie widowni telewizji linearnej. Dwucyfrowo wzrosła liczba subskrypcji mediów płatnych. Zamknięcie w domach wpłynęło również na ogromny wzrost konsumpcji streamingu video online, a także gier. W czwartej fali badania pod koniec maja telewizja i portale horyzontalne coraz rzadziej są wymieniane przez konsumentów jako media, z których korzystają częściej. Wzmocniła się pozycja mediów poświęconych raczej rozrywce – takich jak YouTube, serwisy streamingowe czy gry komputerowe, tym razem za sprawą wzrostu popularności w segmencie 18-24.6

Więcej czasu z influencerami

Prawie jedna czwarta Polaków śledzi influencerów w mediach społecznościowych. Facebook to ciągle platforma wykorzystywana w tym celu najczęściej, choć już 61% followersów korzysta także z Instagrama. Największą popularnością cieszą się profile celebrytów, aktorów i muzyków. Wśród śledzących influencerów, większość stanowi segment 18-24. Wiek konsumenta różnicuje nie tylko typ wybieranych treści, ale także kanał na jakim obserwowane są profile (dominacja Instagrama w najmłodszym segmencie, mocna pozycja YouTube w segmencie 45-54) i oczekiwania wobec postaw influencerów w trakcie pandemii. Ponadto, młode kobiety stanowią najliczniejszą grupę wśród bardziej zaangażowanych obserwujących.8

Plany wakacyjne

Pomimo tego, że pod koniec maja 68% Polaków obawiało się o swoje zdrowie i zdrowie bliskich, 76% o wydolność służby zdrowia, a 45% o przyszłość swojej pracy, tylko 10% Polaków zrezygnowało z planów wakacyjnych z powodu obawy o zdrowie, a 7% z powodów finansowych. Pandemia spowodowała dużą niepewność w związku z ograniczeniami prawnymi, a mimo tego blisko jedna czwarta Polaków zamierza zrealizować swoje plany wyjazdowe sprzed pandemii, w tym najwięcej (29%) wśród osób w wieku 35-44, czyli rodzin, które planują urlopy z największym wyprzedzeniem w związku z koniecznością skorelowania ich np.  z planami innych członków rodziny, czy wybraniem odpowiednich miejsc pobytu dla dzieci. 22% Polaków czekało z decyzją w sprawie urlopu do momentu uzyskania informacji na temat zniesienia obostrzeń i dopiero pod koniec maja zaczęli planowanie urlopu.

Planując wakacje w sytuacji pandemii bierzemy pod uwagę potrzebę dystansu społecznego i bezpieczeństwa, dlatego blisko 40% planujących urlop zamierza go spędzić w wynajętym dla siebie pokoju, domu czy apartamencie. Spadła ilość osób zamierzających spędzić go w hotelu lub pensjonacie (z 40% przed pandemią na 32% w maju b.r.). W tym roku będziemy rzadziej korzystać z biur podróży – taki sposób organizacji wyjazdu wakacyjnego planuje jedna czwarta Polaków. Ponad 70% planuje dotrzeć do miejsca swojego urlopu własnym transportem i spędzić urlop w hotelu lub wynajętym pokoju/mieszkaniu/domu. Większość Polaków planuje wyjechać (podobnie jak w zeszłym roku) na tydzień lub dwa. Na najdłuższe wakacje pozwolą sobie osoby powyżej 55 roku życia, na najkrótsze wakacje wyjadą najmłodsi.7

Komentarz Alicji Cybulskiej, Chief Strategy Officer Havas Media Group:

Pandemia zastała Polaków w poczuciu bezpieczeństwa, które uznawali za gwarantowane ze względu na wieloletnią stabilizację gospodarczą i nawet kryzys z 2008 roku był dla Polski łaskawy. Nadejście pandemii, niewiadomej w skutkach zarazy, spowodowało wybuch lęku i poczucie braku kontroli nad sytuacją. Badania pokazują, że powoli przyzwyczajamy się do epidemii w naszym kraju, ale lęk o własne zdrowie, wydolność służby zdrowia i sytuację gospodarczą kraju pozostaje w nas na poziomie, którego nie pamiętają co najmniej trzy pokolenia. Lęk spowodował zmianę priorytetów i potrzeb – na pierwsze miejsce wysforowały potrzeby fizjologiczne, szczególnie w pierwszym okresie ograniczeń, w postaci zapewnienia sobie zupełnie podstawowych środków do życia. Ogromnie też wzrosło poszukiwanie poczucia bezpieczeństwa, co obserwujemy szczególnie w gwałtownym poszukiwaniu informacji o zagrożeniu i postępie epidemii. To jest ciekawe zjawisko w kontekście kryzysu prasy przed pandemią, która w jej czasie odczuwa odrodzenie. Większość potrzeb wynikających z wyższych poziomów piramidy Masłowa, takich jak potrzeby samorealizacji została „zamrożona” do odwołania, co spowodowało wstrzymanie zakupów dotyczących urody i odzieży, a także większych zakupów, np. samochodów. Konsekwencją tej sytuacji jest również zmniejszenie zainteresowania markami i komunikacją produktową. W związku z tym duży procent działań komunikacyjnych marek został wstrzymany, w tym współpraca z influencerami. Tymczasem jedna trzecia populacji deklaruje większą ilość czasu spędzaną na śledzeniu profili influencerów w mediach społecznościowych, w tym aż połowa osób w grupie wiekowej 45-54. Ta sytuacja jest dość zaskakująca dla wszystkich stron, ponieważ influencerzy, pozbawieni znanych sobie zajęć, mają problem z odnalezieniem tonu i treści właściwych dla czasów pandemii. Mamy zatem nową sytuację zarówno dla konsumentów, marek i influencerów, w której szansę mają ci, którzy trafnie odczytają aktualne potrzeby i dostosują do nich swoją ofertę i komunikację.

Wellbeing w małych przedsiębiorstwach – dlaczego jest tak ważny?

Wellbeing zyskuje na coraz większym znaczeniu w miejscu pracy. Managerowie zdali sobie sprawę, że umowa o pracę i dobre wynagrodzenie często już nie wystarczają, aby zatrzymać w firmie cennego pracownika. Małe przedsiębiorstwa dopiero zaczynają wprowadzać pierwsze rozwiązania, a dobrą inspirację może stanowić m.in. szwedzka fika.

Pracodawcy szukają rozwiązań, które pozwolą im zatrzymać na dłużej najcenniejszych pracowników oraz zwiększą atrakcyjność przedsiębiorstwa w oczach przyszłych kandydatów. Jednym z działań zyskującym na popularności jest dbanie o wellbeing pracowników.  To długofalowa strategia, mająca na celu trwałą zmianę stylu życia wszystkich pracowników, w tym managerów, na zdrowszy i bardziej świadomy. Jego sukces zależy od motywacji pracowników, ich zaangażowania w korzystanie z oferowanych propozycji, a przede wszystkim od gotowości na zmianę.

Pierwsze kroki ku wellbeing – to proste

Wellbeing w dosłownym tłumaczeniu oznacza dobrostan, czyli stan, w którym czujemy się po prostu dobrze i komfortowo. Obejmuje on całościowe spojrzenie na pracownika i jego potrzeby. Człowiek, który potrafi radzić sobie z sytuacjami stresowymi i nie wyprowadzają one go z równowagi, który realizuje swój potencjał i spełnia się w pracy, przenosi te zadowolenie na płaszczyznę życia osobistego. Dzięki temu postrzega siebie jako osobę wartościową, a pracę i swoje życie jako pełne interesujących szans do wykorzystania.

– Dzięki wellbeing pracownicy czują się częścią danej firmy, ponieważ szefowie dają im odczuć, że są dla nich ważni. Mając świadomość jej współtworzenia, czerpią zdecydowanie większą satysfakcję i radość z wykonywanych zadań. Identyfikują się z firmą, dzięki czemu bardziej przykładają się do powierzanej im pracy. Każdy pracownik powinien mieć poczucie, że jego działania mają realny wpływ na funkcjonowanie firmy i kultury organizacyjnej oraz, że ma w niej szansę na rozwój zawodowy. – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z obszaru HR i komunikacji międzykulturowej.

Wellbeing zaczyna się już na poziomie urządzania biura. W miejscu pracy istotny jest wpływ maszyn i oświetlenia na zdrowie, zastosowane kolory w pomieszczeniach, a nawet zapach unoszący się w biurze. Równie ważne są strefy relaksu, kantyna pracownicza, taras lub ogród oraz rozmieszczenie roślin wewnątrz. Wprowadzając pierwsze zmiany warto rozważyć świadczenia medyczne i sportowe, darmowe owoce, konsultacje z psychologiem, wizyty masażystów oraz elastyczne godziny pracy, dające szansę pracownikom
na realizację swoich pasji i innych obowiązków wciągu dnia. Przykład idzie z góry, dlatego pomocne okazać się mogą również szkolenia dla kadry managerskiej oparte o immerse experience, takie, jak „cyfrowy detox”, które  rozwijają umiejętność radzenia sobie ze stresem oraz pozwalają skutecznie przeciwdziałać wyczerpaniu zawodowemu kadry zarządzającej.

Work-life balance rosnącym trendem

Coraz więcej pracowników dostrzega trudność w zachowaniu równowagi pomiędzy życiem osobistym, a zawodowym. Na przełomie ostatnich lat zmieniły się oczekiwania wobec pracy, jej roli i miejsca w życiu – zaczęła ona być tylko jego częścią. Pracownicy chcą mieć czas dla przyjaciół i rodziny, pogłębiać swoje kompetencje,  a coraz częściej – wykonywać też zadania z innej branży (z ang. gig economy). Dlatego szukają miejsca, w którym będą mogli dążyć do osiągnięcia równowagi (work-life balance).

Co zaskakujące, rozdzielenie sfery zawodowej od prywatnej i rezygnacja z pracy po godzinach prowadzi do zwiększenia wydajności pracowników, ich lojalności wobec danej organizacji oraz wzrostu zaangażowania w wykonywane obowiązki. Okazało się, że komfort i dobre samopoczucie w miejscu pracy jest równie ważny jak rozwój zawodowy i pogłębianie kwalifikacji.

Szwedzka fika kluczem do wellbeing w pracy?

Fika to szwedzki obyczaj oznaczający przerwę w pracy, podczas której pijemy kawę lub inny napój i jemy różne przekąski w towarzystwie znajomych, przyjaciół czy rodziny. Najczęściej do kawy serwowane są słodkości, a najpopularniejszym dodatkiem są bułeczki cynamonowe.

– Fika to okazja, by zwolnić. Aby zrobić sobie prawdziwą przerwę i połączyć się z innymi ludźmi. Większość szwedzkich zakładów pracy ma wpisane w ich kulturę organizacyjną  przed- i popołudniowe przerwy na kawę, które są nie tyle odpoczynkiem od pracy, ale doskonałą okazją do nieformalnych spotkań i dyskusji. 20 minutowe przerwy nie zastępują przerwy na lunch, są jej dopełnieniem i minimalizują ryzyko wypalenia zawodowego. Wielu międzynarodowych pracodawców decyduje się na jej wprowadzanie w swojej firmie – podsumowuje Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z zakresu HR i komunikacji międzykulturowej.

Wdrożenie strategii wellbeingowej w małych przedsiębiorstwach może rozpoczynać się stopniowo, od niewielkich działań, pozytywnie wpływających na atmosferę w miejscu pracy. Ale najważniejsze by słuchać swoich pracowników i dostrzegać ich potrzeby. Pracownik, który odczuwa satysfakcję z wykonywanych obowiązków i zauważa możliwości rozwoju zawodowego nie zaczyna myśleć o zmianie pracy.

Firmy tną koszty i wstrzymują inwestycje, ale recesja nie dotknie każdego

0

80% firm spodziewa się spadku wyników finansowych na koniec roku, a blisko 90% odnotowało zmniejszenie sprzedaży. Powrót do poziomu sprzed pandemii możliwy będzie najwcześniej za 6-12 miesięcy, choć niektóre branże spodziewają się recesji dopiero w 2021 r. Firmy przed upadłością bronią się najczęściej poprzez cięcie kosztów, głównie niezwiązanych z podstawową działalnością, a redukcję etatów traktują jako ostateczność.

W dniach 10 – 24 czerwca Francusko-Polska Izba Gospodarcza (CCIFP), wraz z Izbami bilateralnymi zrzeszonymi w International Group of Chambers of Commerce (IGCC), przeprowadziła ankietę wśród polskich i zagranicznych przedsiębiorstw dotyczącą wpływu pandemii na biznes w Polsce. Jej wyniki porównano z podobnym badaniem przeprowadzonym przez CCIFP w momencie wprowadzenia pierwszych restrykcji. Pozwoliło to na weryfikację ówczesnych obaw i wskazanie największych problemów, z którymi spotkali się przedsiębiorcy w ciągu trzech ostatnich miesięcy. Jak pokazują wyniki czerwcowych badań, blisko 90% firm odnotowało zmniejszenie sprzedaży, z czego najwięcej, bo aż ¼ ankietowanych deklaruje spadki przekraczające 25%. Wynika to nie tylko z czasowego zamknięcia sklepów, czy ograniczenia zakupów przez konsumentów, ale również z panującej niepewności na rynku i wstrzymania wydatków przez firmy, co z kolei przełożyło się na spadek obrotów w segmencie B2B i wszelkich usług dla biznesu – mówi Monika Constant, Dyrektor Generalna Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej (CCIFP). W porównaniu z marcowym badaniem, teraz większość firm jest w stanie określić poziom spadków, a co za tym idzie może zacząć podejmować konkretne działania i wdrażać zmiany w strategii biznesowej na przyszłe miesiące. – dodaje Monika Constant.

Firmy tracą zamówienia, ale płatności nie zostały zablokowane

Największym problem, z którym spotykali się przedsiębiorcy w ostatnich trzech miesiącach, było anulowanie zamówień przez klientów (51% wskazań). Sprawdziły się zatem obawy większości firm wyrażone w marcowym badaniu, w którym anulowanie zamówień prognozowało 50% respondentów. Opóźnienia w płatnościach od klientów, czy realizacji zamówień dotknęły finalnie mniej firm niż pokazywały wyniki pierwszego badania (odpowiednio 27% i 29% wskazań w czerwcu, wobec 56% i 41% w marcu). Jedynie zmniejszenie produkcji wystąpiło na nieco większą skalę niż prognozowano (28 % odpowiedzi w czerwcu i 21% w marcu). Dużym utrudnieniem dla prowadzenia działalności, szczególnie wśród firm działających na wielu rynkach, były ograniczenia w przemieszczaniu i zamknięte granice, na co wskazywało 38% respondentów. Wiązało się to z koniecznością zdalnego zarządzania firmą, a także stanowiło problem z podpisywaniem dokumentów czy umów.

Lepsza sytuacja niż zakładano wystąpiła w logistyce i transporcie towarów. Blisko połowa respondentów nie odnotowała w tym obszarze wpływu COVID-19, co jest o blisko 10% lepszym wynikiem niż na początku marca. W przypadku co trzeciej firmy pojawiały się problemy z dostawą produktów od poddostawców z Polski i z zagranicy. Deklarowane problemy z transportem w kraju, czy pojawiającymi się brakami na stanach magazynowych wystąpiły jedynie w co dziesiątym przedsiębiorstwie.

Cięcia kosztów w firmach co najmniej do końca roku

W konsekwencji spadków sprzedaży, firmy podjęły szereg działań mających na celu zmniejszanie wydatków i kosztów funkcjonowania przedsiębiorstwa, by w ten sposób utrzymać płynność finansową. 52% firm już zredukowało wydatki niezwiązane z podstawową działalnością firmy, w takich obszarach jak marketing, reklama, czy szkolenia, a blisko 40% będzie te ograniczenia kontynuować w kolejnych miesiącach. Skala tych cięć jest znacząca, gdyż w blisko 2/3 przypadków wyniosły one powyżej 50% dotychczasowych budżetów. Kolejne kroki podejmowane przez przedsiębiorstwa to: wstrzymanie rekrutacji (45% wskazań), podwyżek (37%) i premii (28%). W 29% firm nastąpiła redukcja wynagrodzenia, najczęściej od 5% do 20% dotychczasowej pensji, jednak w kolejnych miesiącach tego rodzaju działanie deklaruje już tylko 17% ankietowanych przedsiębiorstw. Firmy starają się za wszelką cenę utrzymać miejsca pracy i pomimo spadku obrotów, zwolnienia pracowników są wprowadzane jako ostateczność. Do tej pory redukcji etatów dokonało 15% firm, najczęściej na poziomie od 2% do 10% załogi. W ponad połowie przedsiębiorstw epidemia wpłynęła na prowadzone lub planowane inwestycje. Większość z nich została wstrzymana lub przesunięta na przyszły rok. Dotyczy to zarówno rozbudowy firmy, zakładania kolejnych oddziałów, czy zakładów produkcyjnych, ale również zakupu nowego sprzętu, czy rozwoju pracowników. Szansę na dokończenie mają jedynie te inwestycje, które są już mocno zaawansowane. Chociaż statycznie siedem na osiem ankietowanych firm potwierdza, że pandemia koronawirusa ma negatywny wpływ na ich działalność, to widać też, że duża ich część dobrze poradziła sobie w sytuacji kryzysowej. Stosunkowo niewiele przedsiębiorstw zwolniło pracowników, tudzież przewiduje konieczność zwolnień – zamiast tego firmy raczej koncentrują się na podtrzymaniu podstawowej działalności i jednocześnie szukają oszczędności w innych, pobocznych obszarach, jak choćby marketing. – ocenia Dr Lars Björn Gutheil – dyrektor generalny i członek zarządu Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Perspektywy nadal mało optymistyczne, choć nie dla wszystkich

W porównaniu z marcowym badaniem więcej firm jest w stanie oszacować skalę wpływu koronawirusa na roczne wyniki finansowe (w marcu ponad 60% firm spodziewało się pogorszenia wyników, ale nie potrafiło podać jego poziomu). Blisko 1/3 respondentów deklaruje pogorszenie wyników do 20%, a w przypadku 1 firmy na 5 spadki przekroczą 20%. W porównaniu z marcem zwiększył się jednak odsetek firm, które deklarują, że wynik finansowy na koniec roku będzie taki sam lub wyższy (18% w czerwcu, 6% trzy miesiące wcześniej). ¼ przedsiębiorców nie potrafi przewidzieć, kiedy ich wyniki powrócą do stanu sprzed pandemii, a 31% zakłada, że nastąpi to nie wcześniej jak w przyszłym roku. Mimo znaczących spadków widać jednak pewien optymizm, przynajmniej w niektórych branżach. Na początku pandemii większość przedsiębiorców nie wiedziała co się stanie i rysowała same czarne scenariusze, które jak pokazuje badanie nie zawsze się sprawdziły. Warto jednak zaznaczyć, że niektórzy ankietowani, spodziewają się pogorszenia sytuacji dopiero w przyszłym roku. – mówi Monika Constant, Dyrektor Generalna CCIFP.

Zmiany nastąpią również w obszarze organizacji przedsiębiorstw. Ponad 80% ankietowanych deklaruje wprowadzenie większej elastyczności w sposobach pracy, 56% firm częściej będzie wykorzystywać formy zdalnego uczestnictwa w spotkaniach zewnętrznych, czy konferencjach. Nastąpi również szybsza cyfryzacja usług zewnętrznych (32%) i wewnętrznych (38%), a także rozwiną się kanały sprzedaży on-line (26% wskazań). Wyniki czerwcowego badania potwierdzają, że Polacy polubili pracę zdalną. Odsetek firm, które wprowadzają bardziej elastyczne formy pracy wzrósł od marca o ponad 20%. Widać również większą skłonność do cyfryzacji usług, co sprzyjać będzie rozwojowi nowych, innowacyjnych produktów i rozwiązań dla biznesu. – mówi Joanna Jaroch-Pszeniczna, Wicedyrektor CCIFP.

Blisko połowa badanych firm (48%) skorzystała ze wsparcia w ramach tzw. tarczy antykryzysowej. Wśród nich 43% przedsiębiorców oceniło udzieloną pomoc pozytywnie, a według 54% proponowane rozwiązania nie spełniły ich oczekiwań. Główne uwagi dotyczyły skomplikowanych procedur, niejasnych zasad, a także długiego czasu oczekiwania na decyzję. Zgodnie z obawami przedsiębiorców, wiele problemów wynika z samego zarządzania kryzysem na poziomie krajowym: zbyt surowych wymogów dotyczących uprawnień do otrzymania pomocowy publicznej, przeszkód natury biurokratycznej, czy wreszcie z faktu zamykania granic – to wszystko dodatkowo powoduje, że wiele firm walczy o przetrwanie. Dlatego ważne jest, aby zoptymalizować pomoc dla przedsiębiorców na tyle, aby mogli oni szybko przezwyciężyć kryzys i zachować miejsca pracy – uważa Dr Lars Björn Gutheil.

Badanie Przetrwać COVID19 – Wpływ pandemii na działalność firm w Polsce zostało przeprowadzone przez Francusko-Polską Izbę Gospodarczą wśród firm zrzeszonych w izbach bilateralnych należących do International Group of Chambers of Commerce (IGCC) i skierowane było do Prezesów, Dyrektorów Generalnych i członków zarządu. Udział w nim wzięło 189 przedsiębiorstw działających w Polsce, z czego 26% to firmy polskie, 16% niemieckie, 14% francuskie, 7% amerykańskie, 6% szwajcarskie, 5% austriackie, a 26% z kapitałem pochodzącym z innych krajów. Połowa respondentów reprezentowała firmy zatrudniające do 50 osób, 32%  to średnie przedsiębiorstwa (51 – 500 pracowników), a 19 % to firmy zatrudniające powyżej 500 osób. Najwięcej respondentów pochodziło z branży przemysłowej (13%), budowlanej i nieruchomości (13%), usług dla biznesu (12%), doradztwa (8%), usług IT i telekomunikacji (7%) oraz handlu i dystrybucji (6%).