Finanse w polskich firmach wchodzą w erę AI. Prognozowanie, fakturowanie i księgowość z największym potencjałem automatyzacji

Ponad trzy czwarte średnich i dużych firm w Polsce rozpoczęło wdrażanie sztucznej inteligencji w funkcji finansowej, a 37% organizacji znajduje się obecnie na etapie projektów pilotażowych. Już 39% przedsiębiorstw wykorzystuje AI w praktyce biznesowej, a 8% można zaliczyć do grona liderów, które wdrożyły tę technologię w szerokim zakresie. Jednocześnie 42% dyrektorów finansowych wskazuje brak jasnej strategii digitalizacji jako największą barierę transformacji. Z najnowszego raportu KPMG w Polsce i ACCA Polska „Technologia w finansach: automatyzacja i AI” wynika również, że CFO coraz częściej odpowiadają za projekty transformacyjne, analitykę danych i rozwój kompetencji technologicznych, a organizacje postrzegają AI przede wszystkim jako narzędzie wspierające prognozowanie, analizę danych i podejmowanie decyzji biznesowych.

Cyfryzacja funkcji finansowej staje się jednym z najważniejszych elementów budowania przewagi konkurencyjnej przedsiębiorstw. Wraz ze wzrostem znaczenia danych i zaawansowanej analityki zmienia się również rola dyrektorów finansowych, którzy coraz częściej odpowiadają nie tylko za sprawozdawczość i kontrolę finansową, ale także za inicjowanie i prowadzenie transformacji technologicznej organizacji.

Z raportu „Technologia w finansach: automatyzacja i AI”, czwartej publikacji z cyklu „CFO Pulse”, wynika, że co trzeci CFO prowadzi projekty transformacyjne związane m.in. z digitalizacją przedsiębiorstwa, a co piąty przywiązuje coraz większą wagę do analityki predykcyjnej. Badanie pokazuje również, że 92% CFO deklaruje rozszerzenie zakresu swoich obowiązków w ostatnich latach, a 36% wskazuje, że zmiany objęły także obszary wykraczające poza tradycyjnie rozumianą funkcję finansową.

AI coraz powszechniej wspiera prognozowanie i analitykę

Według raportu ponad trzy czwarte średnich i dużych organizacji rozpoczęło wdrażanie sztucznej inteligencji w funkcji finansowej. Najczęściej AI wykorzystywana jest do prognozowania, analizy danych i planowania finansowego (38% wskazań), a także do zarządzania należnościami i procesami windykacyjnymi (30%). Co więcej, 8% organizacji można już zaliczyć do grona liderów, które wdrożyły AI w szerokim zakresie w obszarach takich jak raportowanie, analityka czy prognozowanie.

Tempo zainteresowania automatyzacją i digitalizacją finansów w ostatnich latach szybko rosło, podobnie jak liczba wdrożeń. Zarządy również popierają transformację, co odzwierciedla odsetek jedynie 6% organizacji, które zmagają się z brakiem wsparcia najwyższego kierownictwa w tym zakresie. Jednak wiele organizacji osiągnęło moment, w którym dalszy rozwój cyfryzacji finansów, pomimo szybkiej adopcji AI, może się tymczasowo ustabilizować, gdyż organizacje zderzają się z trudniejszym etapem procesu – bardziej palącą niż dotąd koniecznością ustrukturyzowania już rozpoczętej transformacji. Badanie wyraźnie wskazuje, że w średnich i dużych firmach większym problemem niż brak środków jest brak gotowości organizacyjnej do sensownego wykorzystania inwestycji – mówi Dorota Zaremba, Partnerka, Szefowa Zespołu SAP w KPMG w Polsce.wykres 1

Wśród organizacji, które wdrożyły AI w szerokim zakresie, korzyści biznesowe są wyraźnie bardziej odczuwalne. Aż 97% badanych CFO dostrzega co najmniej jedną korzyść wynikającą z wykorzystania sztucznej inteligencji. Najczęściej wskazywane są automatyzacja powtarzalnych zadań i uwolnienie czasu na analizy strategiczne (42%), szybsze wykrywanie anomalii, oszustw i ryzyk finansowych (34%) oraz zwiększenie dokładności prognoz finansowych i planowania (29%).

Firmy, które wdrożyły AI w szerokim zakresie, ponad dwukrotnie częściej niż pozostałe wskazują redukcję kosztów operacyjnych jako jedną z kluczowych korzyści z wykorzystania tej technologii.

Największy potencjał do automatyzacji mają fundamentalne procesy

Mimo rosnącego zainteresowania sztuczną inteligencją wiele organizacji nadal podchodzi do automatyzacji w sposób punktowy, traktując ją jako zbiór pojedynczych inicjatyw, a nie kompleksową transformację procesów finansowych.

Badanie KPMG i ACCA pokazuje, że największy potencjał do automatyzacji funkcji finansowej CFO dostrzegają w procesach transakcyjnych i operacyjnych. Najwyżej oceniane są obszary księgowości (41%), fakturowania (34%) oraz obsługi płatności (33%). Jednocześnie jedynie 17% respondentów wskazuje wysoki potencjał automatyzacji całego procesu od zamówienia do zapłaty, co sugeruje, że wiele organizacji nadal planuje transformację w sposób punktowy, a nie kompleksowy.

wykres 2

Połowa badanych organizacji zamyka miesiąc w ciągu czterech do sześciu dni, a większość przedsiębiorstw deklaruje, że od 30% do 50% czynności wykonywanych podczas tego procesu ma nadal charakter manualny. Duże firmy charakteryzują się wyższym poziomem automatyzacji niż średnie – jedynie 11% z nich realizuje proces zamknięcia miesiąca głównie ręcznie, wobec 32% średnich organizacji.

Strategia i kompetencje większym wyzwaniem niż budżet

Największą przeszkodą w procesie cyfrowej transformacji finansów pozostaje brak jasnej strategii digitalizacji, wskazywany przez 42% respondentów. CFO zwracają również uwagę na niedobór kompetencji technologicznych wewnątrz firmy (29% wskazań) oraz problemy związane z integracją i spójnością systemów (24%) oraz jakością danych (23%). Wyniki badania pokazują, że obecnie wyzwaniem dla wielu organizacji nie jest już dostęp do technologii czy finansowania projektów, ale gotowość organizacyjna do efektywnego wykorzystania nowych narzędzi.

Skoro organizacje mają wysokie ambicje zmian oraz dostępny jest odpowiedni budżet, a opracowanie strategii pozostaje problemem, to kluczem do osiągnięcia celu mogą okazać się odpowiednie kompetencje. To one były przez respondentów wskazywane jako druga najważniejsza bariera. Dyrektorzy finansowi potrzebują jasnego planu rozwoju wewnętrznych talentów i pozyskiwania nowych. Nacisk na to pierwsze jest szczególnie istotny w rzeczywistości, w której AI może przejąć wiele stanowisk specjalistycznych niższego szczebla, przez co organiczna droga nabywania umiejętności będzie częściowo zamknięta. Konieczna jest również rewizja strategii rekrutacji wykwalifikowanych pracowników. Jak wskazuje raport Światowego Forum Ekonomicznego na temat przyszłości rynku pracy, firmy z branży usług finansowych i rynku kapitałowego częściej niż inne planują usuwać z kryteriów zatrudnienia wymogi dotyczące wykształcenia na korzyść tych bazujących na kompetencjach – takie podejście zadeklarowało 28% tych firm w porównaniu do 19% ogółu. To przyszłościowy kierunek, który może okazać się właściwy w szeroko pojmowanej funkcji finansowej, bez względu na branżę – mówi Dorota Zaremba, Partnerka, Szefowa Zespołu SAP w KPMG w Polsce.

****

O raporcie:

Raport „Technologia w finansach: automatyzacja i AI” to czwarta publikacja z serii „CFO Pulse” – cyklu ukazującego punkt widzenia osób zarządzających finansami w firmach działających w Polsce. Został opracowany przez KPMG w Polsce na podstawie wyników ankiety przeprowadzonej metodą CATI w listopadzie 2025 roku we współpracy z ACCA Polska. W badaniu uczestniczyło 213 respondentów odpowiedzialnych za funkcję finansową w swoich organizacjach. W grupie dużych firm wszyscy uczestnicy badania pełnili funkcję dyrektora finansowego, natomiast wśród średnich organizacji dyrektorzy finansowi stanowili 38% respondentów, a główni księgowi 62%. Z próby wyłączono małe przedsiębiorstwa i podmioty zatrudniające mniej niż 10 pracowników.

Kwiecień słabszy dla centrów handlowych. Obroty spadły o 6,6%, odwiedzalność o 5,6%

0

Polska Rada Centrów Handlowych (PRCH) opublikowała dane dotyczące wyników centrów handlowych za kwiecień 2026 roku. W porównaniu z analogicznym miesiącem ubiegłego roku obroty spadły o 6,6%, a odwiedzalność o 5,6%. W decydującym stopniu wpłynął na to wcześniejszy niż przed rokiem termin świąt wielkanocnych oraz mniejsza liczba dni handlowych.

Po okresie wzrostów obrotów obserwowanych niemal nieprzerwanie od dwunastu miesięcy, w kwietniu 2026 roku centra handlowe odnotowały wynik niższy niż przed rokiem. Jest to w dużym stopniu efekt układu kalendarza.
W 2025 roku Wielkanoc przypadała później, bo 20 kwietnia, więc cały okres przedświątecznych zakupów podniósł ubiegłoroczną bazę porównawczą. W tym roku święta wypadły wcześniej, 5 kwietnia, w związku z czym znaczna część zakupów przesunęła się na marzec, co potwierdzają wyniki tego miesiąca (obroty +4,1% r/r, odwiedzalność +3,4% r/r). Dodatkowo kwiecień 2026 roku miał jeden dzień handlowy mniej niż rok wcześniej.

Wzrost obrotów w kwietniu odnotowała kategoria Zdrowie i uroda (+2,9%)

W podziale na wielkość obiektów handlowych obroty (TO) oraz odwiedzalność (FF) kształtowały się następująco:

Kategoria obiektu handlowego (wielkość GLA) Obroty (TO) Odwiedzalność (FF)
Bardzo duże obiekty
(>60 tys. m²)
-6,5% -5,3%
Duże obiekty
(40–60 tys. m²)
-6,5% -6,5%
Średnie obiekty
(20–40 tys. m²)
-7,2% -4,9%
Małe i bardzo małe obiekty
(5–20 tys. m²)
6,5% -6,9%

W ujęciu regionalnym oraz w poszczególnych aglomeracjach obroty były niższe niż przed rokiem, co potwierdza, że spadek miał charakter ogólnopolski i wynikał przede wszystkim z czynników kalendarzowych.

„Wyniki odwiedzalności i obrotów w centrach handlowych w kwietniu trzeba rozpatrywać w kontekście kalendarza. Wielkanoc wypadła w tym roku 5 kwietnia – dwa tygodnie wcześniej niż w 2025 r., co przesunęło część zakupów świątecznych na marzec. Doszła do tego tylko jedna niedziela handlowa wobec dwóch w analogicznym miesiącu ubiegłego roku. Swoją rolę odegrała też pogoda – chłodne dni hamowały wymianę garderoby. Na decyzje zakupowe nakładają się ponadto czynniki makroekonomiczne: podwyższona niepewność w otoczeniu międzynarodowym, ceny paliw, wyższa inflacja i słabsza dynamika wzrostu płac. To wszystko sprawia, że konsumenci podchodzą do wydatków ostrożniej. W kolejnych miesiącach kluczowe będzie to, jak ich nastroje ukształtują sytuacja na rynku paliw i ogólny poziom zaufania do gospodarki.” 
– podsumowuje Bogda Korolczuk, dyrektor zarządzająca PRCH.

Sejm zdecyduje o przyszłości fajerwerków. Branża zapowiada możliwe roszczenia

Stowarzyszenie Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki zwróciło się do Marszałka Sejmu, Włodzimierza Czarzastego oraz Premiera Donalda Tuska z apelem o obronę przed całkowitą likwidacją branży pirotechnicznej. Na najbliższym posiedzeniu Sejmu 10 czerwca, podczas drugiego czytania, posłowie zdecydują o przyszłości branży pirotechnicznej w Polsce. Procedowane wspólnie projekty ustaw autorstwa posłów Koalicji Obywatelskiej (druk nr 729) oraz Lewicy (druk nr 350), a także projekt ustawy (druk nr 2151), prowadzą w praktyce do całkowitej likwidacji rynku wyrobów pirotechnicznych poprzez wprowadzenie zakazu ich legalnego nabywania, używania i przechowywania. Pirotechnika to nie tylko Sylwester. To przede wszystkim technologie o podwójnym zastosowaniu (dual-use), specjalistyczne kompetencje oraz potencjał wspierający bezpieczeństwo państwa, obronność cywilną i militarną, a także system reagowania kryzysowego.

Cios w MŚP i miliard wpływów podatkowych

10 czerwca w Sejmie zaplanowano sprawozdanie Komisji Nadzwyczajnej o poselskich projektach ustaw, w tym o zmianie ustawy o ochronie zwierząt oraz ustawy o materiałach wybuchowych przeznaczonych do użytku cywilnego (druki nr 350, 729 i 2151). Zaproponowane przez posłów Koalicji Obywatelskiej oraz Lewicy zmiany odnoszące się do pirotechniki są skrajnie niekorzystne dla polskiej gospodarki, finansów publicznych, a także bezpieczeństwa i porządku publicznego.

– „Branża pirotechniczna to istotny segment polskiej gospodarki, którego znaczenia nie można sprowadzać wyłącznie do sezonowej sprzedaży fajerwerków. To rozbudowany i wyspecjalizowany sektor obejmujący ok. 25 tysięcy podmiotów – importerów, dystrybutorów, firmy organizujące profesjonalne pokazy, podmioty logistyczne i magazynowe, firmy szkoleniowe. Przedsiębiorcy z branży pirotechnicznej generują rocznie setki milionów złotych wpływów z tytułu VAT, CIT, PIT oraz ceł. Tylko w minionym roku, obroty branży pirotechnicznej wyniosły ponad 1 mld zł netto. To także handel o wartości setek milionów złotych rocznie – zarówno w zakresie importu, jak i eksportu certyfikowanych wyrobów – w którym Polska zajmuje silną pozycję na rynku europejskim. Jeśli dojdzie do likwidacji branży, firmy z pewnością wystąpią z sądowymi pozwami o wysokie odszkodowania. Narazi to budżet państwa na dodatkowe, znaczące koszty, trudne dziś do oszacowania” – podkreśla Marta Smolińska, Prezes Stowarzyszenia Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki.

Pirotechnika w działaniach obronnych i służbach ratowniczych

Z branżą pirotechniczną związane są tysiące miejsc pracy, głównie w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, które najbardziej odczuwają skutki nagłych i nieproporcjonalnych zmian prawa. Sektor ten stanowi również istotne zaplecze dla obronności państwa – obejmuje ponad tysiąc wysoko wykwalifikowanych pirotechników oraz rozwiniętą infrastrukturę magazynową i logistyczną. Kompetencje te mają znaczenie nie tylko w sektorze cywilnym, lecz także w kontekście wykorzystywania materiałów pirotechnicznych do celów wojskowych i obronnych (dual-use).

– „Pirotechnika jest również przykładem technologii o charakterze dual-use (podwójnego zastosowania), której kompetencje, infrastruktura oraz rozwiązania wykorzystywane są zarówno w sektorze cywilnym, jak i na potrzeby bezpieczeństwa oraz obronności państwa. Tysiące wyspecjalizowanych osób posiada unikalne kwalifikacje w zakresie organizacji zabezpieczenia technicznego oraz zarządzania obroną cywilną. W sytuacji rosnących zagrożeń geopolitycznych i konieczności wzmacniania odporności państwa potencjał ten stanowi cenny zasób, który może wspierać system bezpieczeństwa narodowego. Dlatego likwidacja lub marginalizacja branży pirotechnicznej oznaczałaby nie tylko straty gospodarcze, ale również stopniową utratę cywilnych kompetencji, kadr i zaplecza technicznego, które mogą mieć znaczenie dla bezpieczeństwa Rzeczypospolitej Polskiej” – zaznacza Prezes Stowarzyszenia.

Z zakazem wiąże się także realne zagrożenie powstania w Polsce szarej strefy oraz napływu produktów nielegalnych, niespełniających norm bezpieczeństwa i pozostających poza jakąkolwiek kontrolą państwa. W konsekwencji, ciężar egzekwowania nowych, restrykcyjnych przepisów zostanie przerzucony na służby porządkowe, które będą musiały monitorować i kontrolować rynek o dużej skali rozproszenia.

Polacy chcą fajerwerków. To wielowiekowa tradycja świętowania wpisana na trwałe w naszą kulturę. Z badań opinii publicznej wynika, że tylko 33 proc. respondentów jest za całkowitym zakazem, 50 proc. dopuszcza jakieś ograniczenia, a 17 proc. nie widzi potrzeby dodatkowych regulacji.

Brak oceny skutków dla gospodarki

Na etapie konsultacji, rząd i osobiście premier Donald Tusk apelowali o zbadanie skutków społeczno-gospodarczych zakazu fajerwerków. Wnioskodawcy ani sejmowa Komisja Nadzwyczajna do spraw ochrony zwierząt, wyznaczona do procedowania tych ustaw, tego nie uczynili. Ponadto, ani projekt Lewicy, ani projekt KO, w ich pierwotnej postaci, nie przewidywały powszechnego i całkowitego zakazu fajerwerków oraz nie rujnowały branży, jedynie ją ograniczając. Tymczasem przegłosowane 10 lutego tego roku poprawki wprowadzają rozwiązania należące do najbardziej rygorystycznych z rozważanych dotąd wariantów. Samo zaś procedowanie zmian nastąpiło tak, by w ostatniej chwili, zaostrzyć przepisy, uniemożliwiając merytoryczne ustosunkowanie się do nich przez przedstawicieli branży.

Posłowie koalicji rządzącej dopuścili się najgorszych praktyk legislacyjnych, których zaprzestania deklarował lider KO, Premier Donald Tusk, jeszcze przed wyborami parlamentarnymi. Skończyło się na zapewnieniach ustnych, a praktyka legislacyjna pozostała niezmieniona.

Apel do posłów o zablokowanie szkodliwych przepisów

Stowarzyszenie Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki, w imieniu branży pirotechnicznej, apeluje do parlamentarzystów o odrzucenie procedowanych w Sejmie regulacji odnoszących się do fajerwerków. Jednocześnie wnioskujemy o przyjęcie naszej propozycji, która zakłada czasowe ograniczenie używania wyrobów pirotechnicznych w okresie przedsylwestrowym (21–30 grudnia). Jesteśmy również otwarci na możliwość rozważenia zakazu używania petard hukowych jako rozwiązania odpowiadającego na część społecznych postulatów, prezentowaną przez organizacje prozwierzęce. Pozwoli to ograniczyć potencjalne uciążliwości, a jednocześnie nie doprowadzi do likwidacji całego sektora gospodarki.

Przedsiębiorcy i pracownicy branży pirotechnicznej liczą na interwencję Marszałka Sejmu oraz Premiera Donalda Tuska: – „Pokładamy nadzieję, że wartości deklarowane przez Sejm RP i polski rząd, a gwarantowane przez Konstytucję RP, znajdą odzwierciedlenie w realnych decyzjach legislacyjnych obecnej kadencji parlamentarnej” – apeluje Marta Smolińska, Prezes Stowarzyszenia.

Cavatina podsumowuje 2025 rok. Wzrost sprzedaży mieszkań, wyższe przychody z najmu i nowe finansowanie

Cavatina Sp. z o.o. podsumowała wyniki za 2025 rok, wskazując na rozwój działalności w kilku segmentach rynku nieruchomości. Grupa zwiększyła sprzedaż mieszkań, odnotowała wzrost przychodów z najmu powierzchni biurowych oraz pozyskała kapitał zewnętrzny, w tym od inwestora instytucjonalnego.

W segmencie mieszkaniowym łączna sprzedaż realizowana przez spółki Cavatiny wyniosła 1454 lokale. Na tę liczbę złożyło się 905 podpisanych umów sprzedaży, 209 aktywnych rezerwacji oraz 340 lokali sprzedanych w modelu PRS. Nabywcom przekazano 689 lokali. Portfel projektów mieszkaniowych grupy obejmuje obecnie kilka tysięcy lokali planowanych lub realizowanych w kolejnych latach.

W segmencie biurowym grupa odnotowała wzrost przychodów z najmu o blisko 30 proc. rok do roku, do poziomu 107,1 mln zł. Średnie obłożenie portfela biurowego wyniosło 90 proc. Wynik na działalności najmowej osiągnął 93,8 mln zł, co oznacza wzrost o 37 proc. rdr.

Kluczowe dane finansowe za 2025 rok

Według danych spółki, w 2025 roku Cavatina osiągnęła 142,6 mln zł zysku z działalności operacyjnej. Przepływy pieniężne z działalności finansowej przekroczyły 500 mln zł. W tej kwocie uwzględniono m.in. blisko 200 mln zł pozyskane z emisji akcji Resi Capital S.A., objętych przez londyński fundusz Fidera Vecta.

Na koniec 2025 roku grupa posiadała 221,3 mln zł środków pieniężnych i ich ekwiwalentów. Oznaczało to około dziesięciokrotny wzrost względem poprzedniego roku. Krótkoterminowe aktywa finansowe wyniosły 136,8 mln zł.

Segment mieszkaniowy zwiększa skalę działalności

Cavatina rozwija działalność mieszkaniową w kilku dużych miastach, łącząc projekty premium, inwestycje w regionach oraz przedsięwzięcia obejmujące rewitalizację terenów miejskich. Spółki z grupy prowadzą projekty m.in. w Warszawie, Wrocławiu, Łodzi, Katowicach i Bielsku-Białej.

W 2025 roku grupa raportowała łączną sprzedaż na poziomie 1454 lokali. Z tej liczby 905 stanowiły podpisane umowy sprzedaży, 209 aktywne rezerwacje, a 340 lokale sprzedane w formule PRS. Liczba przekazanych lokali wyniosła 689.

— Jestem dumny z tego, co zbudowaliśmy w segmencie mieszkaniowym w 2025 roku. Podwojenie portfela w budowie, dynamiczna sprzedaż w projekcie premium we Wrocławiu oraz rozpoczęcie flagowego projektu Liberty Tower w Warszawie, a jednocześnie głęboka obecność w regionach – to wszystko razem pokazuje, że nasza strategia jest spójna i działa. Mamy wyraźną ścieżkę wzrostu na kolejne lata i bazę projektów, która będzie generować wyniki długo po 2025 roku — powiedział Daniel Draga, prezes zarządu Cavatina Group S.A.

Cavare rozwija segment najmu instytucjonalnego

Cavatina rozwija również działalność w obszarze najmu instytucjonalnego mieszkań. Za ten segment odpowiada Cavare S.A., działająca w ramach grupy. Spółka pełni funkcję dewelopera i operatora projektów PRS, czyli Private Rented Sector.

Portfolio Cavare obejmuje projekty realizowane m.in. w Warszawie, Gdańsku i Katowicach. Spółka przygotowuje także kolejne inwestycje w największych polskich miastach, w tym w Krakowie.

W Gdańsku Cavare rozwija wieloetapowy kompleks Palio, którego kolejne części są przygotowywane z myślą o rynku najmu instytucjonalnego. W Katowicach przy ul. Jankego zakończony projekt ma zaoferować klientom 164 lokale w formule PRS. Zgodnie z informacją spółki, lokale mają trafić do oferty najmu z końcem czerwca 2026 roku. Cavare odpowiada zarówno za komercjalizację, jak i operacyjne zarządzanie najmem.

Przychody z najmu biur wzrosły o blisko 30 proc.

Segment biurowy pozostaje jednym ze źródeł regularnych przychodów grupy. Cavatina posiada 14 projektów biurowych zlokalizowanych w Krakowie, Katowicach, Wrocławiu, Gdańsku, Bielsku-Białej i Łodzi.

W 2025 roku przychody z najmu powierzchni biurowych wyniosły 107,1 mln zł, co oznacza wzrost o blisko 30 proc. rok do roku. Średnie obłożenie portfela wyniosło 90 proc. Wynik na działalności najmowej osiągnął 93,8 mln zł, czyli był o 37 proc. wyższy niż rok wcześniej.

Według danych spółki, wynik netto na najmie wyniósł 91,1 mln zł, co oznacza wzrost o 40 proc. rdr. Marża operacyjna w tym obszarze przekroczyła 85 proc.

Ponad 500 mln zł finansowania zewnętrznego

W 2025 roku Cavatina pozyskała ponad 500 mln zł kapitału zewnętrznego. Finansowanie pochodziło m.in. z emisji obligacji, kredytów bankowych oraz transakcji z inwestorem instytucjonalnym.

Jednym z najważniejszych wydarzeń finansowych była transakcja z funduszem Fidera Vecta. W grudniu fundusz objął nowo wyemitowane akcje Resi Capital S.A. za kwotę blisko 200 mln zł, stając się udziałowcem mniejszościowym spółki.

— Przekroczenie 500 mln zł pozyskanego kapitału zewnętrznego w ciągu jednego roku to dla nas ważny sygnał. Inwestorzy instytucjonalni – tacy jak zagraniczne banki czy fundusze inwestycyjne – weryfikują nasz track record i oceniają go bardzo wysoko. To zobowiązuje, ale przede wszystkim daje nam paliwo do dalszego wzrostu — komentuje Daniel Draga.

Wyższa pozycja gotówkowa na koniec roku

Na koniec 2025 roku Cavatina dysponowała środkami pieniężnymi i ich ekwiwalentami w wysokości 221,3 mln zł. Było to około dziesięciokrotnie więcej niż rok wcześniej. Po uwzględnieniu krótkoterminowych aktywów finansowych, które wyniosły 136,8 mln zł, bieżąca płynność grupy przekraczała 350 mln zł.

Spółka wskazuje, że jej model finansowania opiera się na kilku źródłach: przychodach z najmu powierzchni biurowych, wpływach ze sprzedaży mieszkań, emisjach obligacji, kredytach bankowych oraz kapitale inwestorów instytucjonalnych.

W kolejnych latach na wyniki grupy wpływ będą miały m.in. realizacja projektów mieszkaniowych, komercjalizacja lokali PRS oraz utrzymanie wysokiego poziomu obłożenia portfela biurowego. Według spółki projekty znajdujące się obecnie w realizacji mają przełożyć się na wpływy ze sprzedaży w latach 2026–2028.

Handel znów pod kreską. Firmy tną inwestycje i ostrożniej patrzą na płynność

Sektor handlowy po dwóch kwartałach relatywnie dobrych nastrojów ponownie znalazł się poniżej granicy ograniczonego rozwoju. Subindeks Barometru EFL dla handlu na II kwartał 2026 roku wyniósł 49 pkt., czyli o 4,4 pkt. mniej niż kwartał wcześniej. Spadek widać we wszystkich kluczowych obszarach badania: sprzedaży, inwestycjach, płynności finansowej oraz zapotrzebowaniu na finansowanie zewnętrzne.

Najmocniej uwagę zwracają dane dotyczące inwestycji. Zwiększenie nakładów w II kwartale 2026 roku planuje tylko 7 proc. firm handlowych, podczas gdy w I kwartale odsetek ten wynosił 13 proc. Jednocześnie aż 36 proc. przedsiębiorców zapowiada ograniczenie inwestycji w porównaniu z poprzednim kwartałem. Oznacza to wyraźne przejście sektora w tryb ostrożnościowy.

Handel spada poniżej progu rozwoju

W IV kwartale 2025 roku subindeks Barometru EFL dla handlu wynosił 54,9 pkt., a w I kwartale 2026 roku 53,4 pkt. Najnowszy odczyt, na poziomie 49 pkt., oznacza zejście poniżej granicy 50 pkt., która w metodologii badania wyznacza próg ograniczonego rozwoju.

Wynik powyżej 50 pkt. oznacza warunki sprzyjające rozwojowi firm z sektora MŚP. Odczyt poniżej tej granicy wskazuje natomiast na mniej korzystne otoczenie dla wzrostu. Barometr EFL opiera się na czterech obszarach: prognozach sprzedaży, planowanych inwestycjach w środki trwałe, płynności finansowej oraz zapotrzebowaniu na finansowanie zewnętrzne.

Spadek nie musi jednak oznaczać gwałtownego pogorszenia sytuacji w handlu. Według przedstawicieli Carefleet, spółki z Grupy EFL, najnowszy wynik należy raczej interpretować jako schłodzenie wcześniejszego optymizmu po bardzo mocnej końcówce 2025 roku i dobrym początku 2026 roku.

– Handel ma za sobą dwa bardzo dobre kwartały, więc obecny spadek subindeksu warto czytać przede wszystkim jako wyhamowanie wcześniejszego optymizmu. Sektor schodzi poniżej progu 50 pkt., ale nie oznacza to gwałtownego załamania. Prognozy sprzedaży nadal pozostają jednymi z najlepszych w całym badaniu, a co ważne, przedsiębiorcy handlowi praktycznie nie zakładają spadku obrotów – mówi Robert Dudziński, dyrektor sprzedaży w Carefleet, spółce z Grupy EFL.

Sprzedaż jeszcze się broni

Najlepiej w sektorze handlowym wyglądają nadal prognozy sprzedażowe. Wzrostu sprzedaży w II kwartale 2026 roku spodziewa się 18 proc. firm handlowych. To mniej niż w I kwartale, kiedy poprawy obrotów oczekiwało 25 proc. przedsiębiorców, ale wciąż jest to jeden z mocniejszych wyników w całym badaniu.

Co istotne, handel wyróżnia się na tle innych branż tym, że żaden z badanych przedsiębiorców nie przewiduje spadku sprzedaży. Można więc mówić raczej o spadku dynamiki oczekiwań niż o jednoznacznym załamaniu popytu.

Firmy z sektora handlowego zakładają, że sprzedaż pozostanie relatywnie stabilna, ale są dużo ostrożniejsze w ocenie pozostałych elementów swojej kondycji. Szczególnie widoczne jest to w prognozach dotyczących płynności finansowej.

Płynność finansowa pod presją

Poprawy płynności finansowej w II kwartale 2026 roku oczekuje 11 proc. przedsiębiorców handlowych. Kwartał wcześniej takich firm było 25 proc. To jeden z najbardziej wyraźnych spadków w najnowszym odczycie Barometru EFL.

Dane sugerują, że nawet przy założeniu stabilnej sprzedaży przedsiębiorcy obawiają się presji kosztowej, niższych marż lub trudniejszego zarządzania kapitałem obrotowym. W praktyce może to oznaczać większą ostrożność w zakupach towarów, bardziej konserwatywne podejście do zapasów oraz mocniejsze pilnowanie terminów płatności.

– Wyraźnie mniej firm liczy na poprawę płynności finansowej i zdecydowanie ostrożniej podchodzi do inwestycji. To pokazuje, że handel wciąż wierzy w popyt, ale jednocześnie bardzo uważnie kontroluje koszty i nowe zobowiązania. W obecnych warunkach przedsiębiorcy chcą utrzymać sprzedaż, ale niekoniecznie zwiększać skalę ryzyka inwestycyjnego – dodaje Robert Dudziński.

Inwestycje w defensywie

Największą zmianę widać w planach inwestycyjnych. Tylko 7 proc. firm handlowych deklaruje, że w II kwartale 2026 roku zwiększy inwestycje. W poprzednim kwartale taki zamiar zgłaszało 13 proc. przedsiębiorców.

Jednocześnie 36 proc. firm zapowiada ograniczenie inwestycji. To pokazuje, że sektor handlowy koncentruje się obecnie bardziej na zabezpieczeniu bieżącej działalności niż na ekspansji. Przedsiębiorcy wstrzymują się z większymi wydatkami i ostrożniej podchodzą do nowych zobowiązań.

Takie nastawienie może mieć znaczenie m.in. dla rynku leasingu, finansowania pojazdów, wyposażenia sklepów, logistyki czy technologii wspierających sprzedaż. Firmy handlowe nie rezygnują całkowicie z rozwoju, ale odkładają część decyzji inwestycyjnych lub ograniczają ich skalę.

Firmy rzadziej sięgają po finansowanie zewnętrzne

Spadło również deklarowane zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne. W II kwartale 2026 roku większą potrzebę pozyskania dodatkowych środków wskazuje zaledwie 1 proc. firm handlowych. W I kwartale było to 7 proc.

Można to interpretować dwojako. Z jednej strony mniejsze zainteresowanie finansowaniem może oznaczać ograniczenie planów inwestycyjnych i mniejszą skłonność do zadłużania się. Z drugiej strony może świadczyć o tym, że firmy chcą przeczekać mniej pewny okres bez zwiększania kosztów finansowych.

W połączeniu z niższymi prognozami inwestycyjnymi dane pokazują, że handel przechodzi w bardziej zachowawczy tryb działania. Priorytetem staje się utrzymanie sprzedaży i płynności, a nie zwiększanie skali działalności.

Cały sektor MŚP także poniżej 50 pkt.

Pogorszenie nastrojów w handlu wpisuje się w słabszy obraz całego sektora mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Główny indeks Barometru EFL na II kwartał 2026 roku wyniósł 47,7 pkt. To również o 4,4 pkt. mniej niż w poprzednim kwartale.

Odczyt poniżej 50 pkt. oznacza, że w sektorze MŚP przeważają obecnie warunki mniej sprzyjające rozwojowi. Firmy ostrożniej oceniają najbliższe miesiące, ograniczają plany inwestycyjne i mniej chętnie sięgają po finansowanie zewnętrzne.

Dla handlu najważniejszym pozytywnym sygnałem pozostaje fakt, że przedsiębiorcy nie zakładają spadku sprzedaży. Jednocześnie niska skłonność do inwestowania i wyraźnie słabsze prognozy płynności finansowej pokazują, że sektor wchodzi w II kwartał z dużą ostrożnością.

O badaniu

Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu. Uwzględnia m.in. oczekiwania dotyczące sprzedaży, inwestycji, płynności finansowej oraz zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne.

Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA, a jego wyniki publikowane są co kwartał. W aktualnej edycji wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm z całej Polski. Badanie przeprowadzono od 15 marca do 15 kwietnia 2026 roku.

Sztuczna inteligencja w administracji. Nie zastąpi urzędników, ale może zdjąć z nich część obowiązków

Administracja publiczna znalazła się w punkcie, w którym presja na efektywność operacyjną rośnie szybciej niż dostępne zasoby. Obywatele oczekują prostych i szybkich usług, budżety są pod coraz większą kontrolą, a wiele instytucji mierzy się z niedoborem kompetencji i ograniczeniami kadrowymi. Raport World Economic Forum „Making Agentic AI Work for Government: A Readiness Framework”, przygotowany we współpracy z Capgemini, pokazuje, że agentic AI może pomóc administracji przejść od cyfryzacji pojedynczych procesów do koordynacji całych przepływów pracy. Nie chodzi jednak o zastąpienie urzędników technologią, lecz o takie wykorzystanie agentów AI, aby zdejmowali z ludzi najbardziej powtarzalne i czasochłonne zadania, pozostawiając człowiekowi odpowiedzialność za decyzje wymagające osądu, kontekstu i zaufania społecznego.

Administracja pod presją: więcej spraw, mniej zasobów

W wielu krajach sektor publiczny działa dziś w warunkach narastającego napięcia. Z jednej strony rosną oczekiwania wobec jakości usług publicznych, z drugiej – instytucje funkcjonują pod presją fiskalną, organizacyjną i kadrową. Coraz częściej są proszone o to, by działać szybciej i bardziej proaktywnie, jednocześnie dysponując ograniczonymi zasobami.

Raport wskazuje, że w części państw impulsem do zmian są oczekiwania obywateli, które wyprzedziły możliwości tradycyjnej administracji. W innych kluczowym wyzwaniem jest demografia i konieczność realizowania większej liczby zadań przy mniejszej liczbie pracowników. Wspólny kierunek jest jednak podobny: technologia przestaje być dodatkiem do funkcjonowania państwa, a staje się jednym z fundamentów jego zdolności operacyjnej.

Nie kolejny chatbot, lecz koordynator pracy urzędu

Agentic AI różni się od wcześniejszych fal automatyzacji tym, że nie ogranicza się do pojedynczego zadania. Tradycyjna automatyzacja odtwarza z góry zaprogramowane czynności, a generatywna AI tworzy treści na podstawie zapytań. Agenci AI mogą natomiast planować kolejne kroki, korzystać z różnych źródeł informacji, działać w określonych granicach i koordynować wieloetapowe przepływy pracy.

W administracji ma to szczególne znaczenie, bo wiele procesów publicznych jest sekwencyjnych, regulowanych i rozproszonych między różne komórki lub instytucje. Obsługa dokumentów, weryfikacja danych, umawianie wizyt, monitorowanie systemów czy przekazywanie spraw do właściwych jednostek to obszary, w których opóźnienia często wynikają z liczby ręcznych przekazań i powtarzalnych czynności.

Tam, gdzie brakuje rąk do pracy, liczy się dobry wybór procesów

Raport WEF i Capgemini mocno podkreśla, że największym wyzwaniem nie jest samo zainteresowanie technologią, ale decyzja, od czego zacząć. Błędne wdrożenia mogą kosztować instytucje nie tylko pieniądze, ale też zaufanie do kolejnych projektów. Zbyt ambitne lub źle dobrane pilotaże mogą drenować zasoby, wzmacniać sceptycyzm i utrudniać późniejsze skalowanie.

Dlatego autorzy proponują spojrzenie na administrację nie przez pryzmat ministerstw, departamentów czy pojedynczych narzędzi, ale przez funkcje – czyli powtarzalne, przekrojowe przepływy pracy, które występują w różnych obszarach państwa. Przykładem może być walidacja dokumentów, zarządzanie cyklem życia dokumentacji, monitorowanie cyberbezpieczeństwa, obsługa kolejek i terminów czy udzielanie informacji publicznych.

Połowa funkcji administracji gotowa na AI – ale nie każda od razu

W ramach raportu przeanalizowano 70 podstawowych funkcji administracji publicznej w dziewięciu kategoriach. Każdą oceniono według dwóch wymiarów: potencjału wykorzystania agentic AI oraz złożoności wdrożenia. Wyniki pokazują, że 50% analizowanych funkcji ma średnią lub wysoką gotowość do zastosowania agentów AI, o ile instytucje zadbają o odpowiednie zabezpieczenia i lokalne dostosowanie.

Najwyższą gotowość wykazały m.in. monitorowanie cyberbezpieczeństwa, udzielanie informacji publicznych i wskazówek, monitorowanie wydajności systemów, zarządzanie kolejkami i terminami usług, przygotowanie i udzielanie zamówień, walidacja i przetwarzanie dokumentów, raportowanie transparentności, monitoring finansowy i zgodności oraz zarządzanie cyklem życia dokumentów.

To obszary oparte na powtarzalnych działaniach, dużej liczbie spraw i relatywnie dobrze ustrukturyzowanych danych. Mogą więc stać się naturalnym punktem startu dla instytucji, które chcą budować kompetencje, sprawdzić działanie agentów AI w praktyce i stopniowo zwiększać zaufanie do nowych modeli pracy.

Agenci AI nie zastąpią urzędników. Mogą zdjąć z nich część ciężaru

W kontekście niedoboru talentów najważniejsze pytanie nie brzmi, czy agentic AI wyeliminuje pracę ludzi, ale czy pozwoli im wykonywać ją sensowniej. Raport wskazuje, że technologię tę najlepiej rozumieć jako model wzmocnienia pracy człowieka, a nie jego zastąpienia. Systemy mogą przejmować rutynową koordynację, przyspieszać obsługę spraw i wydobywać istotne informacje, dzięki czemu pracownicy administracji mogą skupić się na bardziej złożonych przypadkach, interpretacji przepisów i kontakcie z obywatelami.

Ten kierunek potwierdzają przykłady przywołane w raporcie. Ukraiński asystent Diia.AI umożliwia obywatelom korzystanie z usług publicznych poprzez rozmowę w języku naturalnym i może obsługiwać wybrane sprawy end-to-end. W Zjednoczonych Emiratach Arabskich system HR AI Agent wspiera ponad 130 cyfrowych usług HR. Z kolei niemiecka Federalna Agencja Pracy wykorzystała agentic AI do tworzenia ticketów Jira, ograniczając ręczną pracę zespołów technologicznych.

– Administracja publiczna nie potrzebuje dziś technologii, która zastąpi ludzi w podejmowaniu odpowiedzialnych decyzji. Potrzebuje narzędzi, które pomogą im działać szybciej, spójniej i z mniejszym obciążeniem operacyjnym. Agentic AI może przejąć część powtarzalnej koordynacji, ale jego największa wartość pojawia się wtedy, gdy wzmacnia pracowników, a nie wypycha ich z procesu – podkreśla Principal Delivery Head, BSv w Capgemini Polska.

Od pilotażu do zaufania: technologia potrzebuje ram, nie tylko entuzjazmu

Jednocześnie raport wskazuje, że agentic AI nie powinno być wdrażane na zasadzie technologicznego pośpiechu. W administracji publicznej stawką nie jest jedynie efektywność, ale także przejrzystość, odpowiedzialność, zgodność z prawem, bezpieczeństwo danych i zaufanie obywateli.

Dlatego kluczowe znaczenie ma ograniczona autonomia agentów AI. Systemy powinny działać w jasno określonych granicach, mieć zdefiniowane momenty eskalacji do człowieka, pozostawiać ślady audytowe i umożliwiać wyjaśnienie podejmowanych działań. Szczególnie ostrożnie należy podchodzić do funkcji związanych z przyznawaniem uprawnień, oceną pracowników, koordynacją kryzysową czy decyzjami wpływającymi bezpośrednio na prawa obywateli.

Skuteczne wdrożenie wymaga więc nie tylko narzędzi, ale również dojrzałych danych, kompetencji, ram odpowiedzialności i gotowości organizacyjnej. Pilotaże powinny być prowadzone na realnych procesach, z udziałem użytkowników i jasnymi kryteriami oceny. Ich celem nie jest wyłącznie przetestowanie systemu, lecz decyzja, czy dane rozwiązanie warto skalować.

Kadrowa przyszłość administracji będzie hybrydowa

Kryzys talentów w instytucjach publicznych nie zniknie dzięki jednej technologii. Agentic AI może jednak stać się ważnym elementem odpowiedzi na problem przeciążonych zespołów, rosnącej liczby zadań i potrzeby utrzymania jakości usług. Warunkiem jest pragmatyczne podejście: zaczynanie od funkcji o wysokiej gotowości, traktowanie pilotaży jako lekcji organizacyjnej i regularne dostosowywanie planów do lokalnych warunków.

– Agentic AI może pomóc administracji przejść od reaktywnego obsługiwania spraw do bardziej proaktywnego zarządzania usługami publicznymi. Nie stanie się to jednak przez wdrażanie najbardziej efektownych scenariuszy jako pierwszych. Największe znaczenie będzie miała dyscyplina: dobór właściwych procesów, jasne zasady nadzoru, inwestycje w dane i konsekwentne budowanie zaufania krok po kroku – dodaje Principal Delivery Head, BSv w Capgemini Polska.

Nowe rozporządzenie UE zmienia zasady przewozu odpadów. Koniec z papierową dokumentacją

Od 21 maja 2026 r. transgraniczne przemieszczanie odpadów powinno odbywać się zgodnie z nowym rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2024/1157 z 11 kwietnia 2024 r. Rozporządzenie zastępuje dotychczasowe regulacje funkcjonujące od blisko 20 lat i wprowadza szereg nowych obowiązków dla przedsiębiorców zajmujących się wytwarzaniem i gospodarowaniem odpadami w Europie. Eksperci podkreślają, że zmiany obejmą wiele firm w Polsce i oznaczają nie tylko konieczność dostosowania dokumentacji oraz umów, ale także przejście na cyfrowy system obsługi transportów odpadów DIWASS.

Nowe regulacje dotyczą również podmiotów uczestniczących w międzynarodowym przemieszczaniu odpadów w celu ich odzysku z tzw. zielonej listy. Są to przede wszystkim wytwórcy takich odpadów, którzy wysyłają je za granicę, podmioty prowadzące zbieranie lub przetwarzanie takich odpadów, a także sprzedawcy, pośrednicy czy przewoźnicy.

To największa zmiana w obszarze transgranicznego przemieszczania odpadów od wielu lat. Dotychczas transport odpadów z zielonej listy odbywał się na podstawie dokumentu papierowego – załącznika VII, który miał być dołączany do każdego przemieszczenia. Nowe rozporządzenie wprowadza obowiązek uzupełniania informacji elektronicznie, za pośrednictwem systemu DIWASS, co znacząco uszczelni system i pozwoli na większą kontrolę przedsiębiorców. Dla wielu firm oznaczać to jednak będzie konieczność przebudowy dotychczasowych procedur operacyjnych i compliance” – komentuje Paulina Buczek, radca prawny, w kancelarii Wolf Theiss Polska.

W rozporządzeniu 2024/1157 wskazano wprost na wymóg posiadania odpowiedniego zezwolenia lub wpisu w rejestrze przez osobę, która organizuje przemieszczanie odpadów, a nie jest ich wytwórcą. Taki sam obowiązek nałożono na instalacje odzysku, które powinny przedstawić osobie organizującej przemieszczanie zezwolenie na prowadzenie działalności w tym zakresie lub dowód rejestracji. W praktyce firmy będą musiały dokładniej weryfikować swoich zagranicznych partnerów biznesowych.

„Szczególnie istotne będzie sprawdzanie, czy osoba organizująca przemieszczanie odpadów, niebędąca ich wytwórcą, posiada wymagane decyzje administracyjne lub wpisy do odpowiednich rejestrów. W przypadku polskich przedsiębiorców wysyłających odpady za granicę oznacza to, że będą musieli potwierdzić posiadanie obowiązującego zezwolenia lub pozwolenia obejmującego zbieranie lub przetwarzanie odpadów albo wpisu w Bazie Danych o Produktach i Opakowaniach oraz o Gospodarce Odpadami (BDO). Problem jest jednak znacznie szerszy, ponieważ każde państwo UE stosuje własne instrumenty prawne reglamentacji postępowania z odpadami. Konieczna zatem będzie każdorazowa weryfikacja wymogów przyjętych w danym państwie członkowskim. Zorganizowanie przemieszczenia odpadów przez osobę, która nie posiada wymaganego zezwolenia lub wpisu w rejestrze stanowić będzie natomiast nielegalne przemieszczanie odpadów” – podkreśla Paulina Buczek z Wolf Theiss.

Nowe przepisy doprecyzowują także kwestie budzące dotychczas spory interpretacyjne, m.in. rozróżnienie pomiędzy odbiorcą odpadów a prowadzącym instalację odzysku. W sytuacji, gdy są to różne podmioty, konieczne będzie zawarcie trójstronnej umowy regulującej odpowiedzialność wszystkich uczestników procesu. Eksperci zwracają też uwagę, że szczególnego znaczenia nabierają teraz prawidłowo skonstruowane umowy dotyczące odzysku odpadów. Rozporządzenie wprowadza nowe obowiązkowe elementy takich dokumentów, w tym konieczność określenia ilości odpadów objętych umową.

„W praktyce wiele firm będzie musiało zaktualizować swoje umowy i procedury związane z transgranicznym przemieszczaniem odpadów. Dotychczas stosowana dokumentacja często nie spełnia wszystkich nowych wymogów wskazanych wprost w art. 18 ust. 10 rozporządzenia 2024/1157, w szczególności nie obejmuje informacji o ilości odpadów, jaka będzie przemieszczana na podstawie umowy. Konieczne więc będzie prawidłowe oszacowanie ilości wysyłanych odpadów – tak, aby nie było potrzeby zawierania nowej umowy przed każdym transportem odpadów.” – dodaje Paulina Buczek.

Dużym wyzwaniem dla branży będzie również cyfryzacja całego procesu. Komisja Europejska uruchomiła system DIWASS (Digital Waste Shipment System), za pośrednictwem którego mają być przekazywane dokumenty i informacje związane z przemieszczaniem odpadów. Choć do końca 2026 r. przewidziano okres przejściowy i możliwe jest jeszcze korzystanie z papierowej dokumentacji, to od 1 stycznia 2027 r. obsługa transportów odpadów ma odbywać się już obowiązkowo w systemie elektronicznym.

„Firmy nie powinny traktować okresu przejściowego jako czasu na odkładanie przygotowań. Rejestracja w DIWASS, organizacja obiegu dokumentów, wyznaczenie odpowiedzialności po stronie przewoźników, odbiorców czy instalacji odzysku – to procesy wymagające czasu. Podmioty, które zaczną przygotowania dopiero pod koniec roku, mogą mieć problem z płynnym dostosowaniem działalności do nowych wymogów” – podsumowuje Paulina Buczek.

Nowe regulacje mogą objąć nawet kilka tysięcy firm działających w Polsce w sektorze recyklingu, transportu i obrotu odpadami. Skala rynku jest ogromna – według danych GUS i GIOŚ tylko w 2024 r. do Polski legalnie sprowadzono ponad 199 tys. ton odpadów, a wywieziono blisko 574 tys. ton. Eksperci podkreślają, że nowe przepisy mają nie tylko uporządkować rynek i zwiększyć transparentność obrotu odpadami w UE, ale również utrudnić funkcjonowanie podmiotom wykorzystującym niewystarczający nadzór nad dokumentacją transportową. Cyfryzacja procesu w systemie DIWASS oraz  uszczegółowienie regulacji w zakresie nielegalnego przemieszczania odpadów mają docelowo umożliwić skuteczniejszą kontrolę przepływu odpadów w Europie.

Creotech Instruments z sukcesem zakończył proces ABB, pozyskując 481 mln zł

Creotech Instruments S.A. („Spółka”, „Creotech”), notowany na GPW największy polski integrator misji kosmicznych i jednocześnie największy krajowy producent satelitów, systemów i podzespołów satelitarnych, z sukcesem zakończył proces przyspieszonej budowy księgi popytu (ang. Accelerated Bookbuilding, ABB) obejmującej 650 000 akcji zwykłych na okaziciela serii M po cenie emisyjnej 740 zł za akcję („Transakcja”). Liczba oferowanych akcji będzie odpowiadać około 19% kapitału zakładowego Spółki (po rejestracji podwyższenia w KRS). Łączna wartość Transakcji wyniosła 481 mln zł (ok. 113,5 mln euro). Pozyskane środki mają wesprzeć realizację strategii rozwoju, w szczególności w obszarze rozbudowy mocy produkcyjnych, rozwoju nowych platform satelitarnych, inwestycji technologicznych oraz potencjalnych akwizycji i partnerstw strategicznych.

Z powodzeniem zakończyliśmy proces przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB), który spotkał się z dużym zainteresowaniem inwestorów, w tym ze strony inwestorów zagranicznych. Pozwoliło to zrealizować jeden ze strategicznych celów Spółki, jakim jest zwiększenie udziału międzynarodowych funduszy w akcjonariacie. Wysoki poziom nadsubskrypcji oraz uzyskana cena emisyjna odzwierciedlają zaufanie rynku do długoterminowej strategii rozwoju Spółki oraz jej potencjału rozwojowego. Pozyskane środki wzmocnią nasze możliwości udziału w kluczowych europejskich programach kosmicznych, takich jak IRIS² oraz misje Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), a także umożliwi realizację strategicznych przejęć i partnerstw oraz dalszą ekspansję międzynarodową, znacząco przyspieszając skalowanie działalności Spółki powiedział dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Spółkę w procesie wspierała cc group jako doradca ds. relacji inwestorskich (IR) oraz doradca finansowy, natomiast funkcję Wiodącego Globalnego Koordynatora (ang. Lead Global Coordinator) pełnił UniCredit Bank GmbH, Milan Branch, we współpracy z Kepler Cheuvreux. Funkcję Globalnych Koordynatorów (ang. Joint Global Coordinators) pełniły J.P. Morgan SE oraz Trigon Dom Maklerski S.A. i Trigon Investment Banking Sp. z o.o. & Wspólnicy sp.k. Funkcję Współprowadzącego Księgę Popytu (ang. Joint Bookrunner) pełniło BM PKO BP.

W związku z Transakcją Spółka zobowiązała się, z zastrzeżeniem standardowych wyjątków, do nieemitowania, niesprzedawania ani nieoferowania akcji bez zgody Wiodącego Globalnego Koordynatora oraz Globalnych Koordynatorów przez okres 180 dni od dnia ustalenia ceny w ramach Transakcji. Zobowiązanie to nie ogranicza możliwości emisji akcji lub innych papierów wartościowych uprawniających do objęcia akcji, stanowiących element wynagrodzenia w związku z realizacją połączeń, przejęć, przedsięwzięć typu joint venture lub innych podobnych transakcji zgodnych ze strategią Spółki.

Spółka podejmie niezbędne działania związane z dokonaniem wymaganych zgłoszeń oraz przekazaniem stosownych informacji zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa.

Wyprzedaż akcji spółek z branży AI wstrząsa rynkami

  • Piątkowa wyprzedaż wyglądała na ogólne załamanie rynku, ale to nie wszystko. Akcje spółek związanych ze sztuczną inteligencją i półprzewodnikami mocno ucierpiały, a ponieważ mają one tak duży udział w indeksach, sprawiły, że ogólny ruch na rynku wyglądał na gorszy.
  • Nudne sektory po cichu uratowały sytuację. Akcje z sektorów dóbr podstawowych, opieki zdrowotnej, usług komunalnych, nieruchomości, finansów oraz wysokiej jakości spółek zorientowanych na wartość nadal zakończyły dzień na plusie, pomagając złagodzić skutki spadków w zdywersyfikowanych portfelach.
  • Wniosek nie polega na tym, aby unikać sztucznej inteligencji. Chodzi o to, aby unikać budowania portfela, w którym zbyt wiele pozycji zależy od tego, czy ten sam scenariusz zadziała idealnie. Dywersyfikacja zadziałała, ponieważ niektóre części rynku były napędzane przez różne czynniki ryzyka, a nie przez ten sam, popularny trend związany ze sztuczną inteligencją.

Piątkowa wyprzedaż wyglądała nieciekawie, jeśli spojrzeć na poziomy indeksów. Indeks Nasdaq 100 spadł o prawie 5%, S&P 500 stracił 2,6%, a akcje spółek z branży półprzewodników ucierpiały jeszcze bardziej. Inwestorom, którzy zwracali uwagę wyłącznie na ogólne wyniki indeksów, mogło się wydawać, że wszystko spadało jednocześnie. Nie do końca jednak tak było.

Jak wyjaśnia Charu Chanana, główna strateg inwestycyjna w Saxo Bank, wyprzedaż objęła szerokie spektrum spółek związanych ze sztuczną inteligencją, półprzewodnikami i szybko rozwijającymi się technologiami, ale nie dotyczyła całego rynku. Niektóre sektory nie tylko utrzymały się, ale wręcz odnotowały wzrosty. To jest ważna wiadomość dla inwestorów

Co się stało?

Bezpośrednim czynnikiem wywołującym tę reakcję był raport o zatrudnieniu w USA. Majowe dane o zatrudnieniu poza rolnictwem okazały się lepsze od oczekiwań – gospodarka zwiększyła się o 172 000 miejsc pracy, podczas gdy prognozy zakładały raczej 80 000 – 85 000. Stopa bezrobocia utrzymała się na poziomie 4,3%. Na pierwszy rzut oka to dobra wiadomość dla gospodarki. Jednak dla rynków sytuacja była niekomfortowa, ponieważ lepsze dane o zatrudnieniu utrudniają Rezerwie Federalnej szybką obniżkę stóp procentowych. Ma to znaczenie, ponieważ gdy perspektywa obniżki stóp przez Fed wydaje się coraz bardziej odległa, inwestorzy są mniej skłonni do płacenia wysokich cen za akcje spółek wzrostowych o długim horyzoncie inwestycyjnym. A obecnie sztuczna inteligencja stała się jednym z największych długoterminowych sektorów wzrostowych na rynku.

Jednak prawda jest taka, że raport o zatrudnieniu był jedynie iskrą. Pod powierzchnią kryło się już wiele nerwowości. Kilka czynników zbiegło się w jednym momencie:

  • Zatłoczenie na rynku AI: Akcje spółek z branży półprzewodników i związanych ze sztuczną inteligencją stały się domyślnym wyborem inwestorów długoterminowych. Kiedy wszyscy posiadają te same „zwycięskie” akcje, nawet niewielkie rozczarowanie może doprowadzić do znacznie większej korekty.
  • Nierównowaga w czołówce: Niewielka grupa zwycięskich spółek z sektora AI w znacznym stopniu napędzała wzrost całego indeksu. Może to sprawiać, że rynek wydaje się silniejszy w fazie wzrostu, ale bardziej wrażliwy w fazie spadków.
  • Oczekiwania były zbyt wysokie: Reakcja na wyniki Broadcom pokazała, że „dobry” wynik nie wystarcza już spółkom związanym ze sztuczną inteligencją. Inwestorzy oczekują pozytywnych niespodzianek, lepszych prognoz, jasnych planów monetyzacji oraz dowodów na to, że popyt na sztuczną inteligencję nadal rośnie. Wszystko, co nie spełnia tych oczekiwań, może stać się pretekstem do realizacji zysków.
  • Pytania o finansowanie AI: AI to nie tylko historia wzrostu; to także bardzo kapitałochłonna branża. Posunięcia finansowe Alphabetu, a teraz także Meta, przypominają, że kolejny etap rozwoju infrastruktury AI wymaga poważnych nakładów finansowych. Inwestorzy coraz bardziej skupiają się na tym, kto finansuje tę rozbudowę, czy nakłady inwestycyjne pozostają zdyscyplinowane, czy wzrasta ryzyko rozwodnienia akcji oraz czy zwroty mogą uzasadnić wydatki.
  • Ryzyko geopolityczne zwiększyło presję: Rosnące ryzyko na Bliskim Wschodzie, zmienność cen ropy i słabnące nadzieje na pokój nie były głównym powodem wyprzedaży akcji spółek z branży AI, ale dodały kolejną warstwę niepewności. Kiedy rynki są już napięte, złe wiadomości rozchodzą się szybciej.

W przypadku portfeli kluczową kwestią jest to, że sektor AI znalazł się pod presją, ale dywersyfikacja nadal się sprawdza. Zmiany głównych indeksów sprawiały wrażenie, że wyprzedaż była powszechna, ale pod powierzchnią dostrzec można było znaczące zróżnicowanie. Sektory dóbr pierwszej potrzeby, opieki zdrowotnej, usług komunalnych, nieruchomości, finansów oraz inne obszary zorientowane na przepływy pieniężne radziły sobie lepiej, a w niektórych przypadkach nawet odnotowały wzrosty. To główny wniosek z piątku: gdy jeden dominujący motyw rynkowy znajduje się pod presją, ekspozycja na różne sektory i czynniki ryzyka może pomóc w amortyzacji strat w portfelach.

Dywersyfikacja nie wyeliminowała zmienności, ale pomogła zmniejszyć wpływ skoncentrowanej wyprzedaży spowodowanej przez sztuczną inteligencję.

Co nie pomogło?

Nie wszystkie tradycyjne instrumenty zabezpieczające sprawdziły się.

  • Złoto znalazło się pod presją.
  • Obligacje o długim terminie zapadalności nie zapewniły zbytniej ochrony.
  • Kryptowaluty nie zachowywały się jak bezpieczna przystań.

Ma to znaczenie, ponieważ piątkowa wyprzedaż nie była tylko klasycznym ruchem w kierunku unikania ryzyka. Była to również panika związana z podwyżką stóp procentowych.

Kiedy rentowności rosną, drogie akcje spółek wzrostowych mogą tracić na wartości, ale trudności mogą mieć również obligacje o długim terminie zapadalności. Zatem ochrona portfela nie wynikała głównie ze złota, obligacji czy kryptowalut. Wynikała ona z ekspozycji na akcje, która nie była powiązana z tym samym handlem opartym na sztucznej inteligencji, dynamice i długoterminowym wzroście.

Prawdziwe znaczenie dywersyfikacji

Wielu inwestorów uważa, że ich portfel jest zdywersyfikowany, ponieważ posiadają 20 lub 30 akcji. Jeśli jednak większość z tych akcji dotyczy tej samej branży – sztucznej inteligencji, półprzewodników, gigantów technologicznych, chmury obliczeniowej, centrów danych lub szybko rozwijającego się oprogramowania – portfel może nie być tak zdywersyfikowany, jak się wydaje.

Portfel może zawierać wiele spółek, ale nadal wiązać się z jednym głównym ryzykiem. Piątek był tego dobrym przykładem. Inwestorzy mogli posiadać akcje producentów chipów, spółek chmurowych, producentów oprogramowania AI, centrów danych oraz szybko rozwijających się platform technologicznych. Na papierze są to różne branże. Jednak w sytuacji wyprzedaży mogą one zachowywać się jak jedna wielka transakcja.

Dlatego dywersyfikacja nie powinna dotyczyć wyłącznie sektorów czy liczby posiadanych aktywów. Powinna również uwzględniać czynniki ryzyka.

Bardziej zrównoważony portfel zazwyczaj obejmuje ekspozycję na różne czynniki:

  • Wzrost: firmy, które czerpią korzyści z innowacji, technologii i długoterminowego wzrostu zysków.
  • Sektory defensywne: firmy o bardziej stabilnym popycie, takie jak sektor dóbr podstawowych, opieki zdrowotnej i usług komunalnych.
  • Dochód: akcje dywidendowe, obligacje, fundusze inwestujące w nieruchomości (REIT) lub inne aktywa zorientowane na zysk.
  • Wartość i jakość: spółki o silnych bilansach, przepływach pieniężnych i rozsądnych wycenach.
  • Aktywa rzeczowe lub surowce: które mogą zachowywać się różnie w czasie inflacji lub wstrząsów geopolitycznych.

Nie chodzi o to, że każda z tych kategorii zawsze będzie przynosić zyski. Nie będzie. Chodzi o to, że nie powinny one wszystkie zawieść z tego samego powodu.

Czego inwestorzy mogą się nauczyć z piątkowych wydarzeń

Piątkowa wyprzedaż nie była powodem do paniki. Była jednak przydatnym testem warunków skrajnych. Inwestorzy powinni zadać sobie trzy proste pytania:

  • Po pierwsze, jaki procent mojego portfela zależy od tego, czy dana branża będzie nadal osiągać ponadprzeciętne wyniki? Dotyczy to nie tylko oczywistych spółek z branży półprzewodników, ale także ekspozycji na oprogramowanie, chmurę, energetykę, centra danych i megakapitałowe spółki technologiczne.
  • Po drugie, co posiadam, co może nadal przynosić zyski, jeśli wzrosną rentowności? Wyższe stopy procentowe mogą wywierać presję na drogie akcje spółek wzrostowych, obligacje, złoto i inne aktywa o długim terminie zapadalności. Spółki o stabilnych przepływach pieniężnych, sile cenowej i silnych bilansach mogą być bardziej odporne.
  • Po trzecie, co posiadam, co nie jest obecnie popularne? Najlepsze instrumenty dywersyfikacyjne często wydają się nudne podczas hossy. Stają się interesujące dopiero wtedy, gdy ulubione inwestycje przestają przynosić zyski.

Piątkowa wyprzedaż pokazała, że nawet bardzo silny trend, taki jak sztuczna inteligencja, może stać się źródłem ryzyka, jeśli zbyt duża część portfela zależy od jednego scenariusza rynkowego. Nie chodzi o to, aby kwestionować długoterminowy potencjał AI, lecz o to, by oddzielać atrakcyjną narrację inwestycyjną od realnej odporności portfela na zmienność. Sektory uznawane za mniej spektakularne – dobra podstawowe, opieka zdrowotna, usługi komunalne czy wybrane spółki jakościowe – przypomniały, że ich rola często ujawnia się właśnie wtedy, gdy najbardziej popularne segmenty rynku tracą impet. Dla inwestorów najważniejsza lekcja płynie z dywersyfikacji nie tylko pomiędzy spółkami, ale przede wszystkim pomiędzy różnymi czynnikami ryzyka – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Rada TEP apeluje do prezesa UOKiK o ostrożność w wypowiedziach o sektorze bankowym

Stanowisko Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich w sprawie publicznych wypowiedzi Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dotyczących sektora bankowego oraz innych instytucji państwa.

Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich (TEP) wyraża głębokie zaniepokojenie publicznymi wypowiedziami Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Tomasza Chróstnego, dotyczącymi sektora bankowego oraz stanowiska innych organów państwa w sprawach regulacji rynku finansowego. Szczególnie niedopuszczalne jest określenie sektora bankowego mianem „banksterki”, a także publiczne sugerowanie, że instytucje państwa, w tym Ministerstwo Finansów i Komisja Nadzoru Finansowego, miałyby działać w interesie sektora finansowego lub lobby bankowego.

Rolą Prezesa UOKiK jest ochrona konkurencji i konsumentów, reagowanie na naruszenia prawa oraz inicjowanie działań służących poprawie standardów rynkowych. Określenie sektora bankowego mianem „banksterki” ma charakter publicystyczny i stygmatyzujący. Nie przystoi ono organowi administracji publicznej, który prowadzi postępowania wobec przedsiębiorców, wydaje decyzje administracyjne, nakłada sankcje oraz kształtuje praktykę regulacyjną. Tego rodzaju język może tworzyć uzasadnione wrażenie uprzedzenia organu wobec określonej grupy podmiotów, a tym samym podważać zaufanie do bezstronności prowadzonych i przyszłych postępowań.

Rada TEP wskazuje, że szczególnie niepokojące jest również publiczne sugerowanie przez Prezesa UOKiK, że inne organy państwa — w tym Ministerstwo Finansów oraz Komisja Nadzoru Finansowego — w sporze dotyczącym projektu ustawy o kredycie konsumenckim miałyby działać jako rzecznicy interesów sektora finansowego. W wypowiedzi medialnej Prezes UOKiK stwierdził, że „Ministerstwo Finansów i KNF mówią wprost: chcemy chronić interesy sektora finansowego”. Tego rodzaju sformułowanie, padające z ust kierownika centralnego organu administracji rządowej, należy uznać za niedopuszczalne.

W państwie prawa różnice stanowisk między organami publicznymi są naturalnym elementem procesu legislacyjnego i regulacyjnego, ponieważ odpowiadają za różne dobra publiczne: ochronę konsumentów, stabilność finansową, bezpieczeństwo depozytów czy warunki finansowania gospodarki. Niedopuszczalne jest jednak sprowadzanie tej wielowymiarowej debaty do sugestii, że organy reprezentują interes jakiegoś lobby, dlatego że zgłaszają zastrzeżenia wobec projektu regulacji.

Wypowiedź Prezesa UOKiK wymaga także odniesienia się do struktury własnościowej polskiego sektora bankowego. Znacząca część sektora znajduje się pod bezpośrednią lub pośrednią kontrolą państwa (PKO BP, BGK, Bank Pekao, Alior Bank, BOŚ czy Bank Pocztowy). Oznacza to, że zbiorcza krytyka sektora bankowego jako „banksterki” nie odnosi się wyłącznie do podmiotów prywatnych lub zagranicznych, lecz obejmuje również spółki kontrolowane przez państwo, które ze względu na swoją skalę mogą istotnie kształtować praktyki rynkowe, standardy obsługi konsumentów, politykę cenową, sposób komunikacji marketingowej oraz poziom konkurencji w sektorze.

Powyższy aspekt czyni wypowiedź Prezesa UOKiK szczególnie problematyczną. Jeżeli krytykowane praktyki mają charakter systemowy, a znacząca część sektora pozostaje pod kontrolą państwa, to odpowiedzialna debata publiczna powinna obejmować pytanie o jakość nadzoru właścicielskiego państwa, standardy zarządzania w spółkach z udziałem Skarbu Państwa oraz realny wpływ tych podmiotów na kształtowanie praktyk rynkowych. Nie można jednocześnie stygmatyzować całego sektora jako działającego w sposób naganny i pomijać faktu, że państwo jest jednym z najważniejszych właścicieli oraz beneficjentów wyników finansowych banków działających na tym rynku. W tym sensie wypowiedź Prezesa UOKiK może być odczytywana także jako pośrednia krytyka praktyk podmiotów kontrolowanych przez państwo, a więc jako krytyka skuteczności samego państwa w wykonywaniu funkcji właścicielskich i regulacyjnych.

Rada TEP zwraca także uwagę na istotny paradoks instytucjonalny. Prezes UOKiK jest organem, który słusznie wymaga od przedsiębiorców — w tym instytucji finansowych — precyzji, rzetelności i niewprowadzającego w błąd sposobu komunikacji z konsumentami. UOKiK wielokrotnie podejmował działania wobec praktyk polegających na stosowaniu niejasnych klauzul umownych, nieprecyzyjnych przekazów marketingowych, niedostatecznym informowaniu klientów o ryzykach lub posługiwaniu się komunikatami mogącymi kształtować błędne wyobrażenie o produkcie, cenie, obowiązkach czy uprawnieniach konsumenta.

Tym bardziej należy oczekiwać, że sam Prezes UOKiK będzie posługiwał się językiem szczególnie starannym, precyzyjnym i odpowiedzialnym. Organ państwa, który wymaga od uczestników rynku najwyższych standardów transparentności komunikacyjnej, nie może sam korzystać z języka publicystycznego, nieostrego i nacechowanego emocjonalnie, zwłaszcza gdy wypowiada się o całym sektorze gospodarki. Nie można akceptować sytuacji, w której przedsiębiorcy są karani za komunikaty mogące wprowadzać odbiorców w błąd, podczas gdy organ publiczny posługuje się zbiorczymi etykietami, które nie wskazują konkretnych praktyk, podmiotów ani kryteriów oceny.

Podsumowując, Rada TEP wskazuje, że omawiane wypowiedzi Tomasza Chróstnego tworzą istotne ryzyka, w szczególności ryzyko podważenia zaufania do bezstronności UOKiK. Przedsiębiorcy mają bowiem prawo oczekiwać, że organ regulacyjny będzie oceniał sprawy w sposób obiektywny, na podstawie prawa i materiału dowodowego, a nie przez pryzmat publicznych wypowiedzi Prezesa UOKiK mających charakter subiektywnych ocen całej branży. Kolejną konsekwencją może być ryzyka osłabienia dialogu między administracją publiczną a sektorem finansowym, który jest niezbędny, biorąc pod uwagę rolę sektora finansowego w gospodarce oraz jego silne uregulowanie.

Rada TEP stoi na stanowisku, że skuteczna ochrona konsumentów i konkurencji wymaga silnych, kompetentnych i niezależnych instytucji publicznych. Siła tych instytucji nie wynika jednak z ostrości języka, lecz z jakości analiz, rzetelności postępowań, przewidywalności decyzji i zaufania do bezstronności organu. Z tego względu apelujemy do Prezesa UOKiK oraz wszystkich osób pełniących funkcje publiczne o zachowanie najwyższych standardów komunikacji w sprawach dotyczących uczestników rynku.

Rada Towarzystwa Ekonomistów Polskich