Rynek walutowy zaczyna tydzień spokojnie. Dolar wspierany przez napięcia geopolityczne

Początek tygodnia na rynku walutowym przynosi umiarkowaną zmienność, przy jednoczesnym utrzymaniu kluczowych tematów z poprzednich dni. Inwestorzy koncentrują się na sytuacji geopolitycznej, sygnałach z Europy oraz świeżych danych makroekonomicznych. Istotne znaczenie mają dziś publikacje indeksów PMI, które rzucają nowe światło na kondycję europejskiej gospodarki.

Trump otwiera, tylko klucz nie pasuje

Pierwsze godziny tygodnia upływają pod znakiem utrzymującej się niepewności geopolitycznej związanej z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Brak przełomu w rozmowach między USA a Iranem podtrzymuje napięcie wokół regionu, co przekłada się na umiarkowany wzrost awersji do ryzyka. Na rynku walutowym widoczne jest to w relatywnej sile dolara, który zyskuje jako bezpieczna przystań, choć skala ruchu pozostaje ograniczona. Równocześnie obserwujemy podwyższone ceny ropy oraz złota, co wynika z obaw o potencjalne zakłócenia dostaw surowców. Warto jednak zaznaczyć, że reakcja rynków nie ma charakteru panicznego – inwestorzy zakładają raczej scenariusz ograniczonej eskalacji konfliktu, co ogranicza presję na bardziej dynamiczne przepływy kapitału.

UE robi to, co umie najlepiej – debatuje

Drugim istotnym wątkiem jest spotkanie Eurogrupy, które może nadać ton europejskim aktywom w kolejnych dniach. W centrum uwagi znajdują się kwestie fiskalne oraz koordynacja polityki gospodarczej w warunkach nierównomiernego ożywienia. Choć rynek nie oczekuje przełomowych decyzji, to ewentualne sygnały dotyczące większej elastyczności fiskalnej lub wsparcia dla gospodarki mogą mieć znaczenie dla euro. W szerszym kontekście wspólna waluta pozostaje wrażliwa na dane makro, jednak stabilizacja wskaźników koniunktury może ograniczać presję spadkową na EUR/USD i sprzyjać bardziej zrównoważonemu zachowaniu kursu w krótkim terminie.

Optymizm w przemyśle

Opublikowane dziś indeksy PMI wskazują na utrzymanie aktywności gospodarczej powyżej poziomu 50 pkt, co sugeruje kontynuację ekspansji w przemyśle. To istotna zmiana względem wcześniejszych miesięcy, gdy część odczytów sygnalizowała spowolnienie. Dane te mogą wspierać sentyment wobec bardziej ryzykownych aktywów i ograniczać popyt na bezpieczne przystanie. W dalszej części tygodnia uwaga inwestorów przesunie się na dane z rynku pracy w USA oraz komunikację banków centralnych, które pozostają kluczowe dla oczekiwań dotyczących stóp procentowych. W przypadku złotego globalne tło nadal odgrywa dominującą rolę – przy stabilizacji nastrojów możliwe jest utrzymanie EUR/PLN w relatywnie wąskim przedziale wahań między 4,24-4,26 zł, podczas gdy EUR/USD będzie reagował głównie na napływające dane i zmiany apetytu na ryzyko.

Gucci znika z Warszawy. Polski rynek luksusu rośnie, ale jego definicja się zmienia

Po niemal 15 latach działalności jedyny stacjonarny butik Gucci w Polsce zakończył działalność w Polsce. Logo marki zniknęło z fasady budynku w centrum stolicy, co natychmiast wywołało pytania o kondycję rynku luksusu w Polsce i na świecie. Czy to sygnał, że konsumenci odwracają się od prestiżowych marek? Czy też korekta w obliczu geopolitycznych zawirowań na świecie i problemów finansowych domów mody…

Decyzja o zamknięciu butiku Gucci wpisuje się w szersze problemy właściciela marki, koncernu Kering. W pierwszej połowie 2025 roku przychody Gucci spadły o 25 proc., przy czym sprzedaż hurtowa zmniejszyła się o 42%, a detaliczna o 24% To istotny sygnał osłabienia nawet dla jednej z najważniejszych marek w portfolio grupy. – „Gucci, mimo ogromnej rozpoznawalności, zmaga się dziś z utratą dynamiki sprzedaży i koniecznością redefinicji swojej pozycji na rynku” – wskazują analitycy sektora dóbr luksusowych.

Decyzja Gucci o wycofaniu z Polski zbiegła się z innym czynnikiem – geopolitycznym. Wybuch wojny na Bliskim Wschodzie w marcu br. może mieć wpływ na decyzje o wstrzymaniu się z inwestycjami dużych domów mody w obecność na polskim rynku. W ocenie Luca Solcy, analityka sektora luksusowego w firmie Bernstein, region ten był w ubiegłym roku najszybciej rosnącym rynkiem dóbr luksusowych na świecie, notując wzrost na poziomie od 6% do 8%, podczas gdy globalnie wzrost pozostawał na poziomie zerowym. Bliski Wschód odpowiada obecnie za około 6% globalnej sprzedaży dóbr luksusowych i zmierza do poziomu Japonii, która stanowi około 9% światowej sprzedaży – uważa Solca. Tymczasem brak stabilności w regionie od początku wojny z Iranem spowodował spadek sprzedaży i wyceny akcji spółek luksusowych o 15% – co może mieć wpływ na strategię inwestycyjną w innym regionach na świecie.

Zniknięcie Gucci z Warszawy czy brak pewności inwestycji innych marek w otwarcie salonów w stolicy kraju, nie oznacza jednak załamania globalnego bogactwa. Wręcz przeciwnie – majątek światowy nadal rośnie. Jak podkreślają przedstawiciele Kering, długoterminowy popyt na dobra luksusowe pozostaje stabilny. – „Nic nie wskazuje na to, żeby popyt na wyjątkowe dobra luksusowe w długim terminie spadał. Majątek na świecie rośnie, nie maleje” – komentuje Joel Hazan, szef strategii w Kering Group.

Problem – według ekspertów – leży nie po stronie popytu, lecz strategii cenowej branży. Po pandemii wiele marek zaczęło gwałtownie podnosić ceny, korzystając z efektu tzw. „odroczonej konsumpcji”. – „Nagły wzrost zainteresowania luksusem po pandemii został źle odczytany. Marki uznały, że mogą stale podnosić ceny, co doprowadziło do wykluczenia części klientów” – oceniają analitycy rynku.

Według danych banku HSBC średnia cena dóbr luksusowych wzrosła od 2019 roku o około 50 proc. Z kolei analitycy Bernstein wskazują, że marże producentów sięgają nawet dwunastokrotności kosztów produkcji. – „W wielu przypadkach luksus przestał być kategorią aspiracyjną, a stał się produktem o charakterze czysto prestiżowym” – komentują eksperci.

Analiza cen dóbr luksusowych w okresie 2019—2026 dokonana przez Bellini Market Research pokazuje, że do 2020 roku luksus był relatywnie dostępny dla szerokiej klasy średniej. Jednak po 2020 roku gwałtowne podwyżki cen kluczowych kategorii – ubrań, torebek, zegarków, obuwia – stopniowo zawęziły grupę odbiorców. Skala podwyżek w poszczególnych segmentach jest wyraźna. Najbardziej reprezentatywne segmenty – zegarków, akcesoriów, obuwia wzrosły średnio o 30-50% w ciągu ostatnich 6 lat. I tak ceny zegarków Rolex zanotowały wzrost o ok. 30–50% w zależności od modelu, torebek Hermès: +30–45%, butów Loro Piana: +25–40%, torebek i akcesoriów Louis Vuitton: +25–45%. Największe wzrosty zanotowały w okresie 2020-2026 produkty domu Chanel: +60–90%. „Rynek przeszedł z modelu szerokiej aspiracyjności do modelu ekskluzywnego wykluczenia. Chanel stało się symbolem nowej ery luksusu, w której cena nie jest już ograniczeniem, lecz narzędziem pozycjonowania marki” – podkreśla Robert Niczewski, partner w Bellini Market Research.

W efekcie, według danych Bain & Company w latach 2022–2024 nawet 50 milionów konsumentów dóbr luksusowych zostało „wyparte” z rynku, nie mogąc już pozwolić sobie na zakup produktów marek premium.

Od 2023 roku rynek wyraźnie hamuje. W wielu segmentach obserwuje się spowolnienie, a nawet spadki sprzedaży. Niektóre marki zaczęły reagować korektą strategii – przykładem jest Chanel, które po krytyce za agresywne podwyżki cen wprowadza bardziej dostępne linie produktów. – „Marki luksusowe zaczynają dostrzegać, że nadmierna ekskluzywność cenowa może działać przeciwko nim” – wskazują eksperci branżowi.

Analitycy Deloitte w raporcie 2026 Luxury Outlook* wskazują na wyraźnie widoczny wśród konsumentów trend nastawienia na produkty z drugiej ręki oraz większą świadomość wartości, co odzwierciedla zarówno dbałość o zrównoważony rozwój, jak i ekonomiczny pragmatyzm. Na te zjawiska nakłada się atmosfera makroekonomicznej ostrożności. Wysoka inflacja, niepewność związana z taryfami oraz inne przeciwności osłabiły entuzjazm branży w ostatnich latach. Popandemiczna euforia lat 2021–2022 ustąpiła miejsca bardziej wyważonej rzeczywistości, w której menedżerowie spodziewają się ostrożnych konsumentów, mierzących się z utrzymującą się inflacją, podwyżkami stóp procentowych i globalną niepewnością – czytamy w raporcie Deloitte.

Innym aspektem, o którym należy wspomnieć jest kryzys reputacji branży luksusu. Okazuje się bowiem, że głoszone od lat hasła wyjątkowej jakości, ręcznym wykończeniu produktów i najwyższym standardzie pracy były – naciągane – co doprowadziło do procesów prawnych przed włoskimi organami ścigania pod zarzutem ‘’domniemanych nielegalnych praktyk w miejscu pracy’’. Śledztwa trwają do dziś i obejmują największe domy mody na świecie – m.in. tych marek, które stały za skrajnie wysokimi podwyżkami produktów w ostatnich latach.

AI ma pomóc odwrócić trend spadkowy

W odwróceniu trendu spadkowego na rynku sprzedaży luksusu ma pomóc m.in. wykorzystanie technologii opartej na sztucznej inteligencji (AI). Jak wynika z raportu KPMG „Luxury in the Midst of Change 2025”, na poziomie priorytetów strategicznych 53% firm wskazuje wzmacnianie lojalności poprzez spersonalizowane doświadczenia a 9 na 10 jest przekonanych, że AI odegra kluczową rolę w przyszłości. Przykładem może być marka Chanel, która w kampanii nowego zapachu wykorzystała algorytmy do przygotowania zindywidualizowanych treści – od immersyjnych wideo po personalizowany storytelling. Efektem był wzrost zaangażowania o 45% i sprzedaży online o 30%. W produkcji AI generuje warianty produktów na podstawie archiwów marki, a w logistyce Kering zmniejszył nadmierne zapasy o 30%.

Eksperci zwracają uwagę, że coraz wyraźniej widać zmianę w preferencjach konsumentów – zwłaszcza młodszych – którzy zamiast kolejnych produktów wybierają unikalne doświadczenia. W odpowiedzi na ten trend marki inwestują w rozwój spersonalizowanych usług zakupowych, ekskluzywnych pokazów, kameralnych warsztatów oraz immersyjnych konceptów, budujących głębszą relację z klientem. Klientom nie chodzi jedynie o posiadanie luksusowego przedmiotu, ale także o emocje i wrażenia, jakie mu towarzyszą.

Takie podejście zmienia cały rynek, wpływając na branże od motoryzacyjnej po turystykę i alkoholową. Restauracje, hotele i producenci trunków coraz częściej zwracają się w stronę premiumizacji i personalizacji. – Inwestycje w doświadczenia konsumpcyjne, jak degustacje, warsztaty czy dostęp do zamkniętych wydarzeń, stają się nieodłącznym elementem strategii marketingowych marek premium. Dzięki nim firmy zyskują nowych lojalnych klientów, a konsumenci zyskują poczucie wyjątkowości – podkreśla Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu Brown-Forman na Europę Środkowo-Wschodnią.

Mimo globalnego spowolnienia, Polska pozostaje rynkiem wzrostowym. Według danych KPMG*** w 2025 roku wartość segmentu dóbr luksusowych w kraju wzrosła o niemal 8%., a prognozy zakładają dalsze wzrosty. Podczas gdy zachodnie rynki przeżywają wyraźne spowolnienie, Polska wyróżnia się ponadprzeciętną odpornością. Dane Euromonitor International wskazują, że rynek dóbr luksusowych w Polsce ma urosnąć o 6,4% w 2026 roku, co plasuje nas wśród najszybciej rozwijających się rynków w Europie.Polski rynek dóbr luksusowych utrzymuje stabilny wzrost, przyciąga nowe marki i inwestycje, a kategoria experiential luxury rozwija się w tempie przekraczającym 9% rocznie. Buduje się również społeczność świadomych i wymagających konsumentów – ocenia Andrzej Marczak, Partner, Szef Działu Doradztwa Podatkowego w Europie Środkowo-Wschodniej, Szef Zespołu ds. PIT w KPMG w Polsce.

Wydaje się, że liderzy światowego luksusu bacznie obserwują i analizują zmieniające się preferencje i trendy na rynkach. Rosnąca rola i obecność mediów społecznościowych w naszych życiu i ich pływ na decyzje zakupowe, może mieć kluczowe znaczenie na decyzje o obecności na rynku lokalnym – w Polsce. Pamiętajmy, że Warszawa rywalizuje obecnie z Pragą, Berlinem czy Wiedniem – metropoliami, które od lat budują swoje zaplecze turystyczne, bazę międzynarodowych marek hotelowych, gastronomicznych i mocną pozycję centrum luksusowych zakupów w regionie CEE – mówi Robert Niczewski, partner w firmie Bellini Market Research, badającej rynek luksusu. Zniknięcie Gucci z Warszawy nie musi oznaczać końca luksusu – ale może być wyraźnym sygnałem, że jego definicja właśnie się zmienia.

*https://www.deloitte.com/global/en/industries/consumer/perspectives/global-powers-of-luxury.html

** https://www.bain.com/insights/luxury-in-transition-securing-future-growth/

*** https://kpmg.com/pl/pl/media/luksus-pod-presja-cen-polska-pozostaje-w-strefie-wzrostu-mimo-globalnego-spowolnienia.html

Telewizor kontra smartfon. Globalne różnice w oglądaniu treści wideo

Piąta edycja corocznego raportu pt. Living Room Study przygotowanego przez RTL AdAlliance daje bardzo interesujące wnioski. Widoczne są znaczące różnice w konsumowaniu treści wideo w Europie, Stanach Zjednoczonych i Chinach. To wynik odmiennych ekosystemów medialnych, ukształtowanych przez dekady lokalnego nadawania, dostępności kanałów oraz silnych uwarunkowań kulturowych. Europejczycy, w tym Polacy, najregularniej oglądają telewizję, czyniąc to głównie na telewizorze, w salonie. Dane z platform streamingowych potwierdzają preferencje dotyczące wybieranych w tym celu urządzeń.

Z badania przeprowadzonego na początku 2026 r. przez RTL AdAlliance na grupie 15 500 respondentów w wieku 18-64 w 15 europejskich krajach, w tym w Polsce, a także w USA i Chinach, płyną ciekawe wnioski. Okazuje się, że telewizor ma w swoim domu 9 na 10 mieszkańców naszego kontynentu. Europejczycy znacznie chętniej niż mieszkańcy Stanów Zjednoczonych czy obywateli Państwa Środka oglądają codziennie treści wideo w TV. Czyni tak 64 proc. ankietowanych mieszkańców Starego Kontynentu. Dla porównania, w USA każdego dnia kontent w telewizji ogląda 41 proc. użytkowników. W Chinach jest to natomiast 40 proc.

Telewizor wciąż pozostaje najpopularniejszym urządzeniem służącym do konsumowania treści wideo zarówno w Europie, jak również w Polsce. Przykład MEGOGO, czyli platformy służącej do oglądania treści telewizyjnych online, a także oferującej dostęp do biblioteki VOD, pokazuje, że mimo najmocniejszej pozycji telewizorów, inne urządzenia również znajdują swoich zwolenników. To efekt możliwości technologicznych, które oferują aplikacje. Można je zainstalować praktycznie na każdym urządzeniu i cieszyć się możliwością oglądania treści z każdego miejsca – komentuje Artur Pacuła, CEO MEGOGO w Polsce.

Dane MEGOGO z 2025 r. potwierdzają popularność i dominację telewizorów. W ub.r. treści na tej platformie przy użyciu TV oglądało 44,92 proc. użytkowników. Składał się na to ruch ze Smart TV (34,58 proc.), a także Android TV (10,15 proc.) i tvOS (0,19 proc.). Smartfonów używała w tym celu przeszło co 5. osoba (22,48 proc.). Uwzględniając dodatkowo użytkowników stron mobilnych, którzy mogli np. oglądać treści na smartfonie, ale nie korzystali z aplikacji, a było ich 8,37 proc., łącznie zyskujemy 30,85 proc. Komputer lub laptop również wybierał w tym celu przeszło co piąty użytkownik (23,50 proc.).

Smartfon dystansuje telewizor w Stanach Zjednoczonych i Chinach

O ile w Europie telewizor wciąż pozostaje najpopularniejszym urządzeniem, na którym oglądamy treści wideo, o tyle w Stanach Zjednoczonych i Chinach został zdystansowany przez smartfon. W USA używa go codziennie w tym celu 61 proc. badanych (o 20 proc. częściej niż TV), a w Chinach aż 81 proc., co oznacza, że jest ponad 2 razy chętniej preferowanym urządzeniem niż TV, z którego korzysta wspomniane 40 proc. ankietowanych.

Salon najpopularniejszym miejsce oglądania treści wideo

Ankietowani w Europie na pytanie, „gdzie najchętniej oglądasz treści wideo?” w 83 proc. przypadków wskazali salon, który dosyć zdecydowanie wyprzedził sypialnię (46 proc.). Na kolejnych miejscach znalazły się kuchnia (18 proc.) oraz łazienka/toaleta (11 proc.)

Porównanie nawyków dotyczących miejsc preferowanych do oglądania treści wideo niosą za sobą interesujące wnioski. W Europie salon to nie tylko pokój służący do rozrywki czy odpoczynku. Jest miejscem, w którym ludzie doświadczają czegoś więcej. Blisko połowa widzów – 45 proc. jako europejska średnia – nadal wybiera oglądanie z kimś innym, zamieniając przebywanie przed ekranem we wspólną chwilę, a nie samotną rutynę. Kształtuje to zachowania – rozmowę czy wspólne przeżywanie emocji, dając poczucie obecności – komentuje Artur Pacuła z MEGOGO Polska.

Europa wykazuje wyraźne różnice w porównaniu z innymi rynkami. Preferencja dla salonu jest o 25 proc. wyższa niż w Stanach Zjednoczonych i wynosi 58 proc. Sypialnia cieszy się wśród Amerykanów prawie identyczną popularnością. Kontent wideo ogląda w niej 55 proc. użytkowników z tego kraju. Kuchnię wybiera 19 proc, a łazienkę 13 proc.

Widać pewne podobieństwo Chińczyków do Europejczyków, jeśli chodzi o konsumpcję treści w kontekście salonu. Preferuje go 81 proc. mieszkańców Chin biorących udział w badaniu RTL AdAlliance. Tuż za salonem znalazła się sypialnia, którą wskazało 71 proc. badanych. Kuchnia i toaleta zyskały ten sam procent, czyli 28.

***

Metodologia badania RTL AdAlliance:

Badanie RTL AdAlliance „The Living Room” opiera się na ilościowym badaniu ankietowym przeprowadzonym online przez instytut badania rynku Norstat w dniach od 19 stycznia do 4 lutego 2026 roku. Wzięło w nim udział ponad 15 500 respondentów w wieku od 18 do 64 lat. Badanie objęło 15 rynków w Europie, w tym Austrię, Belgię, Danię, Finlandię, Francję, Niemcy, Węgry (nowy rynek), Włochy, Holandię, Norwegię, Polskę, Hiszpanię, Szwecję, Szwajcarię i Wielką Brytanię, a także Chiny (nowy rynek) oraz USA. Analiza dostarcza nadawcom, wydawcom i reklamodawcom cennych informacji pozwalających na optymalizację strategii w dzisiejszym, rozproszonym krajobrazie mediów wideo.

Politechnika Warszawska uruchamia MBA Energy Transformation we współpracy z PSE

Transformacja energetyczna staje się dziś jednym z najważniejszych wyzwań zarządczych dla biznesu i instytucji publicznych. W odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na nowe kompetencje menedżerskie Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej uruchamia program MBA Energy Transformation, realizowany we współpracy z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi (PSE).

Rosnąca złożoność rynku energii, cele klimatyczne UE oraz przyspieszająca elektryfikacja gospodarki sprawiają, że decyzje energetyczne coraz częściej zapadają na poziomie zarządów, a nie wyłącznie działów technicznych.

Dynamiczny wzrost mocy w fotowoltaice, rozwój elektromobilności, konieczność modernizacji sieci przesyłowych i dystrybucyjnych oraz rosnące znaczenie magazynowania energii sprawiają, że transformacja energetyczna staje się nie tylko projektem klimatycznym, ale przede wszystkim strategicznym projektem gospodarczym.

Transformacja energetyczna jest jednym z najważniejszych procesów gospodarczych i technologicznych naszych czasów. Wymaga od menedżerów zdolności do podejmowania decyzji w warunkach dużej niepewności, zmieniających się regulacji oraz dynamicznego rozwoju nowych technologii. Obszar transformacji energetycznej w biznesie musi nadążać za zmianami geopolitycznymi i regulacyjnymi, dlatego opracowaliśmy nowy program MBA, który aktualizuje i porządkuje wiedzę w tym obszarze oraz pokazuje trendy i kierunki zmian. Program MBA Energy Transformation to kompleksowy proces rozwoju kompetencji menedżerskich w obszarze energetyki i sektorów z nią powiązanychmówi dr Paweł Urbański, dyrektor Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej i kierownik studiów MBA Energy Transformation.

Program tworzony z myślą o rynku i z liderami sektora

MBA Energy Transformation to intensywne, 3-semestralne studia podyplomowe prowadzone w języku polskim, zaprojektowane jako odpowiedź na rosnącą lukę kompetencyjną w sektorze energetycznym. Program łączy wiedzę z zakresu zarządzania, finansów, prawa i strategii z pogłębionym zrozumieniem rynków energii, procesów inwestycyjnych, technologii OZE, elektromobilności, ciepłownictwa oraz zarządzania ryzykiem.

Program został przygotowany we współpracy z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi (PSE), co nadaje studiom silny wymiar praktyczny i zapewnia bezpośrednie połączenie programu z realnymi wyzwaniami rynku. Partnerstwo z PSE pozwala uczestnikom spojrzeć na transformację energetyczną z perspektywy strategicznej – nie tylko firmy, ale całego krajowego systemu energetycznego.

Zaangażowanie ekspertów z sektora energetycznego pozwala uczestnikom lepiej zrozumieć nie tylko teorię transformacji, ale przede wszystkim jej operacyjny i inwestycyjny wymiar – od projektowania strategii energetycznych po zarządzanie dużymi projektami infrastrukturalnymi i decyzjami finansowymi.

Uczestnicy uczą się podejmowania decyzji w systemie energetycznym, analizowania opłacalności inwestycji, projektowania strategii rozwoju w warunkach transformacji oraz wykorzystywania danych i narzędzi cyfrowych, w tym AI i Big Data, do prognozowania produkcji energii, zarządzania popytem i optymalizacji systemów energetycznych.

Transformacja energetyczna musi opierać się na realnych kompetencjach menedżerskich i opłacalności biznesowej. Program MBA Energy Transformation powstał w odpowiedzi na rosnące wyzwania w energetyce i potrzebę praktycznego podejścia do decyzji inwestycyjnych i strategicznych. Program odpowiada na aktualne potrzeby Politechniki Warszawskiej oraz rynku jako wiodącego ośrodka w tym obszarzepodkreśla prof. dr hab. inż. Mariusz Malinowski, prorektor Politechniki Warszawskiej ds. nauki.

Program został przygotowany dla menedżerów, przedsiębiorców i specjalistów z sektora energetycznego oraz branż współpracujących z energetyką – w tym finansów, bankowości, doradztwa, prawa, wykonawstwa, administracji publicznej czy ESG. W praktyce ma być przestrzenią spotkania osób, które podejmują decyzje wpływające na przyszłość systemu energetycznego i gospodarki.

Energetyka jako obszar strategiczny dla biznesu

Rosnące znaczenie energetyki wykracza dziś daleko poza sam sektor utilities. Koszty energii, bezpieczeństwo dostaw, dekarbonizacja przemysłu, rozwój infrastruktury i nowe modele finansowania inwestycji wpływają na praktycznie każdą branżę – od produkcji, przez logistykę, po nieruchomości i sektor publiczny.

Przyszłość jest elektryczna – to widać nie tylko w energetyce, ale w całej gospodarce i społeczeństwie. Zmienia się nie tylko sposób wytwarzania energii, ale także jej zużywania, tworzenie otoczenia prawnego dla energetyki czy poszukiwanie nowych okazji biznesowych. Trzeba wykorzystać tę szansę, a słuchacze MBA Energy Transformation dowiedzą się, jak to zrobić w zrozumiały sposób – mówi Grzegorz Onichimowski, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych.

Twórcy programu podkreślają, że jego celem nie jest wyłącznie przekazywanie wiedzy akademickiej, ale budowanie zdolności do podejmowania realnych decyzji biznesowych w warunkach zmienności i presji regulacyjnej. Zajęcia prowadzą praktycy rynku zaangażowani w projekty inwestycyjne i strategiczne w sektorze energii, a partnerzy programu wnoszą do niego aktualną perspektywę biznesową i systemową.

Informacje dla kandydatów

MBA Energy Transformation to program realizowany w formule weekendowej – zajęcia odbywają się w piątki, soboty i niedziele. Studia trwają 3 semestry i obejmują 506 godzin zajęć. Miejscem realizacji programu jest kampus Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej przy ul. Koszykowej 79 w Warszawie.

Warunkiem udziału jest wykształcenie wyższe oraz minimum 5 lat doświadczenia zawodowego przypisanego do tytułu licencjata lub 3 lata przy tytule magistra. Start zajęć zaplanowano na 2 października 2026 roku.

Więcej informacji dostępnych jest na stronie: biznes.edu.pl/mba-energy-transformation

Pracownicy czują się przeceniani. 40% uważa, że inni oceniają ich lepiej niż oni sami

Wykonujesz swoje obowiązki, dostajesz pozytywny feedback i rozwijasz się zawodowo, a jednak zastanawiasz się, czy to na pewno Twoja zasługa, czy też szczęśliwy zbieg okoliczności? Tak objawia się tzw. syndrom oszusta. Jak wynika z nowego badania InterviewMe, aż 81% polskich pracowników przynajmniej czasami przypisuje swoje sukcesy czynnikom zewnętrznym, a blisko połowa obawia się zdemaskowania rzekomego braku kompetencji.

Serwis kariery InterviewMe przeprowadził badanie, w którym zapytano 577 polskich pracowników o ich doświadczenia związane z syndromem oszusta (ang. imposter syndrome). Jest to zjawisko psychologiczne polegające na utrzymującym się przekonaniu, że osiągany sukces nie jest wynikiem własnych umiejętności, lecz szczęścia, przypadku lub błędu innych osób.

Z zebranych danych wynika, że znaczna część pracowników w Polsce mierzy się z tym problemem. Aż 81% badanych przynajmniej czasami przypisuje swoje sukcesy czynnikom zewnętrznym. Dodatkowo blisko połowa respondentów (47%) przyznaje, że przynajmniej okazjonalnie odczuwa lęk przed „zdemaskowaniem” — czyli obawia się sytuacji, w której współpracownicy lub przełożeni „odkryliby”, że nie są oni tak kompetentni, jak się wszystkim wydaje.

Kolejnym powszechnym objawem jest przekonanie o byciu przecenianym. Aż 40% badanych pracowników ma poczucie, że inni ludzie bardziej doceniają ich umiejętności niż oni sami. Jak zauważają autorzy badania, takie osoby patrzą na siebie trochę jak na „wersję demo”, podczas gdy otoczenie widzi w nich gotowy, dopracowany produkt. Wielu pracowników doświadcza kilku z tych objawów jednocześnie.

Badanie wykazało również, że najczęstszymi hamulcami rozwoju zawodowego są dla Polaków bariery psychologiczne, które często towarzyszą syndromowi oszusta. Zapytani o jeden najważniejszy powód, który powstrzymuje ich przed dalszym rozwojem, respondenci najczęściej wskazywali na: brak pewności siebie (16%), strach przed porażką (13%) oraz strach przed negatywną oceną (9%). Przez ten wewnętrzny głos wątpliwości pracownicy często powstrzymują swój rozwój, odwlekają działania lub rezygnują z pojawiających się okazji.

Bazując na badaniach oraz licznych rozmowach z osobami na wysokich stanowiskach, mam dwie wiadomości: realistyczną i optymistyczną. Ta pierwsza zakłada, że całkowite wyeliminowanie syndromu oszusta jest… niemal niemożliwe. Paradoksalnie — im wyżej wspinamy się po szczeblach kariery, im bardziej udowadniamy sobie, że jesteśmy kompetentne/kompetentni, tym częściej ten wewnętrzny krytyk będzie dawał nam o sobie znać — komentuje dr Małgorzata Mielcarek, dziennikarka i autorka książki „Jesteś oszustką. Syndrom, który Cię niszczy”. — Ale! Dobra wiadomość jest taka, że choć nie możemy go zupełnie uciszyć, możemy skutecznie działać pomimo jego obecności.

Badanie dowodzi, że syndrom oszusta to powszechne zjawisko, które realnie hamuje potencjał wielu specjalistów. Oswojenie tego lęku jest dziś kluczowe dla budowania pewności siebie na rynku pracy.

96% liderów otrzymuje feedback od pracowników, ale tylko 16% regularnie

Feedback to jedno z najważniejszych narzędzi służących rozwojowi biznesu i budowaniu zespołów. Najczęściej myślimy o nim jako o informacji zwrotnej dawanej pracownikom przez managera, ale feedback działający w drugą stronę jest równie istotny. Badania pokazują, że 96% liderów otrzymuje informację zwrotną od swoich zespołów. Niestety, jedynie 16% dostaje ją regularnie[1]. Skąd wynika ta dysproporcja i jak wpływa na współpracę na linii manager-pracownicy, relacje w organizacji oraz samego lidera?

Jak wskazuje 58% badanych, informacja zwrotna, której adresatami są managerowie, pojawia się najczęściej podczas spotkań zespołowych. Rzadziej w ramach formalnych ocen okresowych (36%), nieformalnych rozmów (33%) lub przy okazji podsumowań projektów (30%). Właściciele firm otrzymują feedback znacznie częściej niż dyrektorzy i kierownicy. Na niższych szczeblach aż co dziesiąty manager deklaruje, że informacja zwrotna dociera do niego raz do roku lub rzadziej[2]. Dane te pokazują, że w wielu organizacjach feedback jest jedynie doraźnym narzędziem stosowanym od czasu do czasu.

Falowy charakter feedbacku

Informacja zwrotna skierowana do lidera często pojawia się dopiero w momencie kryzysu – wtedy, gdy w zespole zaczynają się nieporozumienia, pracownicy są przemęczeni z powodu nadmiaru zadań, komunikacja nie działa, a napięcia narastają. Feedback, który ma falowy charakter, nie pozwala niestety na właściwe wykorzystanie go w rozwoju organizacji, pracowników i lidera. Jest jedynie przypadkowym i niezaplanowanym zdarzeniem, odpowiedzią na problem, nie zaś stałym elementem pracy i realnym narzędziem wspomagającym zarządzanie. Falowy charakter feedbacku powoduje również, że liderzy otrzymują sygnały z opóźnieniem – bardzo często dopiero wówczas, gdy problem jest już trudniejszy do rozwiązania – lub po zakończeniu projektu – przy okazji formalnej oceny, kiedy nie można już wprowadzić żadnych zmian.

Dlaczego manager potrzebuje regularnego feedbacku?

W roli managera bardzo ważne jest świadome zarządzanie zespołem. Dlatego regularny feedback jest tutaj kluczowy.

Manager pozbawiony regularnego feedbacku zarządza w próżni własnych założeń. Nie wie, jak jego działania naprawdę wpływają na ludzi – co wzmacnia efektywność zespołu, a co prowadzi do napięć i spadku motywacji. Oznacza to, że podejmuje decyzje, często bardzo ważne, w oparciu o niepełny obraz, bazując jedynie na własnych założeniach i intuicji – mówi Magdalena Drzewiecka, Coach biznesowy i kryzysowy, Mentor, Partner Zarządzający w Together Consulting oraz w projekcie „Prawdziwa JA”. Ma to negatywny wpływ na całą firmę i skutkuje mniejszym zaangażowaniem, wolniejszym rozwojem managerów i kulturą, w której ludzie domyślają się, co powinni zmienić, zamiast wprost o to zapytać – dodaje ekspertka.

W organizacjach, w których feedback pojawia się jedynie okazjonalnie, trudno o stabilny rozwój oraz budowanie otwartej i opartej na zaufaniu komunikacji.

Element odpowiedzialnego przywództwa

Informacja zwrotna może stać się narzędziem, które realnie wspiera liderów i ich zespoły w codziennej pracy.

O tym, że feedback jest istotny wiedzą już dziś niemal wszyscy. Problemem nie jest więc brak świadomości, ale fakt, że ograniczamy informację zwrotną do wskazówek, jakie przełożony daje pracownikowi. Tak działało to również w naszej firmie – podkreśla Martyna Miziak, HR Manager z Qpharmy, Ambasador Polish Eco-Leadership Community. – Świadomie rozpoczęliśmy proces zbierania regularnego feedbacku od zespołów i współpracowników dla managerów i traktujemy go jako stały element pracy. Bardzo liczymy na realną zmianę. Chcemy, aby liderzy szybciej reagowali na potrzeby pracowników, podejmowali trafniejsze decyzje i lepiej rozumieli, jaki wpływ mają na swoje zespoły. Pracujemy też nad samą komunikacją – aby stała się bardziej otwarta, konkretna i oparta na zaufaniu. Dziś regularna informacja zwrotna nie jest dla nas dodatkiem do zarządzania, ale jednym z jego fundamentów.

Między deklaracją a praktyką

Kulturę feedbacku deklaruje dziś co druga organizacja. Sformułowanie to możemy znaleźć w ogłoszeniach o pracę czy na stronach internetowych. Jednak, dopóki informacja zwrotna nie będzie regularnie stosowanym narzędziem działającym w obie strony, zapisy te pozostaną jedynie pustymi frazesami, a firmy nadal będą działały w atmosferze niedopowiedzeń i domysłów.

Feedback powinien być czymś regularnym, krótkim, konkretnym i osadzonym w codzienności. Brak regularności w tej kwestii to nie jest jedynie drobna luka rozwojowa, ale realny problem biznesowy. Jak bowiem osoba zarządzająca, która otrzymuje informację zwrotną tylko od przypadku do przypadku, może sama budować dojrzałą i zdrową komunikację w zespole? – tłumaczy Magdalena Drzewiecka. – Dobra informacja jest taka, że wprowadzenie regularnego feedbacku na linii zespół-manager nie wymaga wielkiej rewolucji w pracy firmy. Wystarczy konsekwencja i zmiana codziennych nawyków – podsumowuje ekspertka.

[1] Rok przywództwa 2026. Skuteczne zarządzanie w czasach sprzeczności, 2026, s. 37.

[2] Tamże.

AI w usługach: dużo wdrożeń, ale także najwięcej przerwanych projektów

Zdecydowana większość polskich firm usługowych (71%) już zakończyła pierwsze implementacje rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję albo jest w trakcie tego procesu. Jednocześnie największy odsetek ze wszystkich badanych sektorów gospodarki, bo aż 18%, zaczął pracę nad wprowadzeniem AI, po czym je przerwał. Jak pokazało badanie EY – Jak polskie firmy wdrażają AI – prawie co dziesiąta organizacja usługowa (9%) nie miała również żadnej strategii rozwoju sztucznej inteligencji, a tylko 44% monitorowało osiągane efekty.

Sektor usług jest najbardziej różnorodną branżą analizowaną przez EY. Obejmuje ofertę opierającą się na umiejętnościach, wiedzy, procesach oraz relacjach z klientem, co sprawia, że nie ma jednolitego modelu adopcji AI, za to jest mozaika bardzo różnych podejść i poziomów zaawansowania.

Aż 37% firm już wdrożyło pierwsze rozwiązania AI, a 34% jest w trakcie. Nie zmienia to jednak faktu, że to właśnie w tej branży występuje najwyższy procent (18%) przerwanych działań. W przypadku handlu i przemysłu 9% badanych przedsiębiorstw zatrzymało wdrażanie, a wśród firm energetycznych oraz finansowych ten odsetek wynosi 6%.

– Największym wyzwaniem okazuje się ostatnia mila wdrożenia. O ile zbudowanie prototypu jest relatywnie proste, o tyle wdrożenie AI do codziennej pracy zespołów to 90% wysiłku. Do tego dochodzą niedoszacowane koszty utrzymania i skalowania, które szybko weryfikują początkowy entuzjazm organizacji – mówi Bartosz Pacuszka, Partner EY Polska, AI Technology Leader.

Strategia i wdrożenie

Dziewięć procent firm z tego sektora w ogóle nie miało strategii rozwoju AI. Żadna inna badana przez EY branża nie miała tak wysokiego odsetka. Większość (61%) respondentów odpowiedziała, że ma konkretną strategię, a 30% ją tworzyło. Pokazuje to, jak bardzo różne są punkty startowe i tempo rozwoju poszczególnych organizacji.

Spośród firm mających strategię tylko 8% twierdziło, że ich dane ustrukturyzowane i nieustrukturyzowane są dobrze przygotowane, kolejne 30% ma dobrej jakości dane ustrukturyzowane, zaś prawie ¼ przyznała, że jakość danych znacząco utrudnia ich wykorzystanie przez AI i prawie tyle samo (26%) w ogóle nie wie, jakie ma dane.

– Jeśli AI ma przynosić wartość na większą skalę, organizacje muszą wzmocnić fundamenty tej technologii – przede wszystkim działać według spójnej strategii, a także zadbać o jakość, dostępność oraz sposób zarządzania danymi, które stanowią kluczowe paliwo dla rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji – dodaje Bartosz Pacuszka.

Firmy branży usługowej najsłabiej również monitorowały efekty wprowadzenia AI. Systemowo robiło to zaledwie 44%, o 10 punktów procentowych mniej niż np. handel detaliczny. Zaś 43% sprawdzało efekty AI tylko punktowo. Prawie ¼ (23%) twierdziła, że korzyści były mniejsze niż oczekiwano, a w przypadku 38% spełniły oczekiwania. Aż 16% uważało, że korzyści były znacząco słabsze. Największy efekt wdrożenie AI przyniosło w postaci zmniejszenia kosztów działania (51%), poprawy jakości usług (48%) i zwiększenia skali działalności (47%).

Usługi liderem w szkoleniach pracowników

Usługi okazały się liderem w szkoleniach – 57% zainwestowało w podnoszenie kwalifikacji wszystkich pracowników. Na drugim miejscu w tej kategorii znalazły się finanse (56%). Dodatkowo aż 61% organizacji chce w ciągu następnych 18 miesięcy dalej inwestować w ten obszar.

– Tradycyjne narzędzia szkoleniowe rzadko odzwierciedlają złożoność interakcji z klientami. Metody te nie przygotowują pracowników do radzenia sobie z różnorodnymi typami osobowości, problemami technicznymi czy emocjami. Nowoczesne szkolenia muszą z jednej strony nauczyć korzystania z AI, ale z drugiej pokazać, jak należy weryfikować jej wyniki. W usługach konieczna jest także wiedza dotycząca prywatności, ochrony danych oraz stereotypów, które są częstym problemem AI – mówi Katarzyna Ellis, Partnerka EY, Liderka zespołu People Consulting.

W przypadku branży usługowej AI ma również przełożenie na strategie rekrutacyjne. Niemalże 1/3 firm (31%) deklarowała, że ograniczy poziom zatrudnienia na stanowiska związane z powtarzalnymi czynnościami, a 32% na niewymagające doświadczenia. Tylko 3% nie zamierzała zmieniać swoich planów. To oznacza, że wdrażana AI przejmuje przynajmniej część powtarzalnych zadań, a także obsługę klienta.

O badaniu

Badanie Jak polskie firmy wdrażają AI zrealizował na zlecenie EY przez CubeResearch. Respondentami było 499 polskich firm: 45% z sektora produkcji, 33% z sektora usług, 22% z handlu. 56% przedsiębiorstw to firmy średniej wielkości, 44% duże. Trzecia edycja została przeprowadzona w ostatnim kwartale 2025 roku.

Coca-Cola HBC powierza Piotrowi Imbrzykowskiemu rozwój portfolio Premium Spirits & Beer

Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie powołała Piotra Imbrzykowskiego na stanowisko Premium Spirits & Beer Business Director. Związany z organizacją od ponad 20 lat lider objął nową rolę 1 kwietnia 2026 roku. Zmiana potwierdza strategiczne podejście organizacji do rozwoju talentów i awansów wewnętrznych.

Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie konsekwentnie buduje swoją przewagę konkurencyjną, inwestując w rozwój ludzi i wzmacnianie wewnętrznych ścieżek kariery. Awans Piotra Imbrzykowskiego jest naturalnym krokiem w tym kierunku i jednocześnie elementem dalszego rozwoju biznesu Premium Spirits & Beer.

Piotr to doświadczony lider komercyjny, który od lat buduje silne relacje z klientami i rozwija nasze kompetencje sprzedażowe w kluczowych kanałach. W swojej karierze wielokrotnie udowodnił, że potrafi tworzyć wysoko efektywne zespoły i skutecznie wzmacniać naszą strategię 24/7. Jego awans jest odzwierciedleniem naszego podejścia do rozwoju talentów i wspierania długofalowych ścieżek kariery w Coca-Cola HBC. Jestem przekonana, że Piotr będzie dalej wzmacniał rozwój biznesu Premium Spirits & Beer w Polsce i krajach bałtyckich – mówi Ruža Tomić, General Manager Coca-Cola HBC Polska i kraje bałtyckie.

Piotr Imbrzykowski jest związany z Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie od 2004 roku. Swoją karierę rozpoczął jako Business Developer, a następnie obejmował szereg kluczowych ról sprzedażowych i liderskich, w tym Group National Key Account Manager oraz Indirect & Fragmented Trade Manager. Przed objęciem nowej roli, pełnił funkcję Sales Managera w kanale Out of Home.

W trakcie swojej kariery zdobył szerokie doświadczenie w zarządzaniu klientami, rozwijaniu strategii sprzedaży oraz budowaniu kompetencji zespołów. Jego działania przyczyniały się do wzmacniania pozycji firmy w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu rynkowym.

To dla mnie ogromne wyróżnienie i jednocześnie duża odpowiedzialność. Przez lata miałem okazję rozwijać się w Coca-Cola HBC Polska i Kraje Bałtyckie oraz pracować z wyjątkowymi zespołami, które są fundamentem naszego sukcesu. W nowej roli chcę dalej wzmacniać nasze kompetencje, przyspieszać egzekucję i rozwijać portfolio Premium Spirits & Beer w sposób, który zapewni trwały, zrównoważony wzrost – komentuje Piotr Imbrzykowski.

W nowej roli Piotr Imbrzykowski będzie odpowiadał za wspieranie rozwoju portfolio Premium Spirits & Beer 24/7 w Polsce i krajach bałtyckich. Jego priorytetem będzie dalsze budowanie silnych kompetencji zespołu oraz zwiększanie efektywności operacyjnej.

Decyzja o powierzeniu tej roli wewnętrznemu kandydatowi wpisuje się w szerszą strategię Coca-Cola HBC, w której rozwój ludzi stanowi jeden z fundamentów długoterminowego wzrostu. Firma konsekwentnie wspiera rozwój kompetencji, mobilność wewnętrzną oraz budowanie przywództwa, tworząc organizację gotową na przyszłe wyzwania rynku.

Sprzedaż Bio Planet rośnie. Spółka raportuje 117,7 mln zł przychodów od początku roku

0

Firma Bio Planet S.A. opublikowała dane sprzedażowe za kwiecień 2026 r. Spółka osiągnęła przychody na poziomie 26,7 mln zł, co oznacza wzrost o 6 % rok do roku. Kwiecień to kolejny miesiąc, w którym Bio Planet poprawia wyniki umacniając tym samym swoja pozycję na rynku.

Narastająco, po czterech miesiącach 2026 r., przychody Bio Planet S.A. osiągnęły poziom 117,7 mln zł, wobec 106,6 mln zł w analogicznym okresie 2025 r. Oznacza to wzrost o 10 % rok do roku. Spółka nie osiada na laurach i planuje dalszy rozwój oraz kolejne inwestycje.

Kwietniowy, stabilny wzrost sprzedaży oraz dwucyfrowa dynamika narastająca od początku roku pokazuję, że nasze decyzje dotyczące optymalizacji oferty przynoszą oczekiwane efekty. Widzimy również, że żywność ekologiczna na stałe wpisuje się w koszyk zakupowy konsumentów, a rynek rozwija się w sposób przewidywalny i długoterminowy. Kontynuujemy działania ukierunkowane na rozwój oferty oraz dalsze wzmacnianie relacji z partnerami handlowymi. Kolejne dobre wyniki sprzedaży oraz ambitne plany pozwalają ze spokojem patrzeć w przyszłość zarówno nam jaki i naszym akcjonariuszom” – mówi Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet S.A.

Spółka podkreśla, że utrzymujący się wzrost sprzedaży oraz stabilna dynamika narastająco od początku roku stanowią solidną podstawę do dalszego wzmacniania pozycji rynkowej w kolejnych miesiącach 2026 r.

Wyniki finansowe Grupy Heimstaden w pierwszym kwartale 2026 roku

W pierwszym kwartale 2026 roku Grupa Heimstaden zwiększyła przychody z najmu o 4,2 proc. w ujęciu like-for-like, utrzymując bardzo wysoki poziom wynajęcia na poziomie 98,7 proc. Pomimo utrzymującej się zmienności geopolitycznej, Grupa potwierdziła odporność swojego modelu biznesowego, osiągając rekordową marżę NOI. W ramach programu prywatyzacji sprzedano 634 lokale o łącznej wartości 2 609 mln SEK.

W pierwszym kwartale Heimstaden kontynuował stabilny wzrost oraz wysoką efektywność operacyjną. Wzrost czynszów przewyższający inflację oraz wysoki poziom wynajęcia przełożyły się na dalszą poprawę wyników operacyjnych. Marża NOI w ujęciu LTM osiągnęła rekordowy poziom 72,6 proc., a kwartalna marża NOI wzrosła do 70,8 proc. Solidne fundamenty operacyjne wsparły również wzrost wartości nieruchomości o 0,8 proc.

Wskaźnik LTV netto uległ dalszej poprawie i wyniósł 48,6 proc., przy jednoczesnym wzroście wskaźnika pokrycia odsetek (ICR) do poziomu 2,3x. W pierwszym kwartale Grupa wyemitowała również obligacje hybrydowe o wartości 500 mln EUR, wzmacniając strukturę finansowania i ograniczając ryzyko refinansowania w krótkim terminie.

Pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł bardzo dobre wyniki w zakresie prywatyzacji. Na wszystkich rynkach sprzedano łącznie 634 mieszkania z premią 30,4 proc. względem wartości księgowej, co potwierdza utrzymujące się silne zainteresowanie inwestorów sektorem mieszkaniowym.

– Rozpoczęliśmy 2026 rok z dużą dynamiką. Silne fundamenty operacyjne, wzrost czynszów powyżej inflacji oraz wysoki poziom wynajęcia pozwoliły nam osiągnąć nowy rekord marży NOI – podkreśla Helge Krogsbøl, Co-CEO Heimstaden.

– Jesteśmy dobrze przygotowani na funkcjonowanie w obecnym, zmiennym otoczeniu rynkowym. Ograniczone potrzeby refinansowania zapewniają nam wysoką przewidywalność i odporność na krótkoterminowe wahania, a jednocześnie obserwujemy utrzymujące się, silne zainteresowanie banków finansowaniem nieruchomości mieszkaniowych, wspierane przez znaczną dostępność kapitału– dodaje Christian Fladeland, Co-CEO Heimstaden.

– W Polsce utrzymujemy stabilne wyniki operacyjne przy dynamicznym modelu biznesowym, osiągając bardzo wysoką marżę operacyjną – najwyższą spośród dotychczas raportowanych – wspartą solidnym wzrostem czynszów (4,6 proc., pomimo uwzględnienia efektu pustostanów). Przychody z najmu wyniosły 52 mln SEK, a wartość portfela, po uwzględnieniu efektu prywatyzacji, ponownie wzrosła do ok. 4,3 mld SEK. Jednocześnie aktywnie realizujemy sprzedaż – w pierwszym kwartale jej wartość wyniosła 239 mln SEK z portfela wynajmowanego. Uwzględniając również projekt Oh!Praga, był to nasz najlepszy kwartał pod względem sprzedaży mieszkań od początku procesu prywatyzacji. Równocześnie podpisaliśmy ponad 300 nowych umów najmu – podkreśla Paweł Romańczuk, Head of Asset Management & Operations w Heimstaden Poland.