Retail optymalizuje promocje. Mniej masowych rabatów, więcej selektywnych działań

W I kw. br. w gazetkach handlowych przybyło 7% akcji rabatowych rdr. To prawie o połowę mniejszy wzrost rdr. niż w całym 2025 r. Aż pięć z ośmiu analizowanych formatów jest na minusie. Dwucyfrowe spadki zaliczyły sieci z art. remontowo-budowlanymi (-22,7% rdr.) i RTV-AGD (-20,1% rdr.). Na jednocyfrowych minusach znalazły się drogerie i apteki, sieci convenience oraz hipermarkety. Z kolei najmocniejszy wzrost odnotowały sieci cash&carry (+45% rdr.). Na dwucyfrowym plusie są też dyskonty (+18,7% rdr.). Ponadto dodatni wynik mają supermarkety. Powyższe dane wyraźnie wskazują, że rynek przechodzi od fazy intensywnej ekspansji działań promocyjnych do etapu ich optymalizacji.

Przeprowadzona przez UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Shopfully Poland analiza blisko 600 tys. promocji zaoferowanych w ponad 4 tys. gazetek wykazała, że w I kw. br. ogólnie sieci handlowe zrobiły o 7% więcej akcji promocyjnych niż w analogicznym okresie ub.r. Wzięto pod uwagę w sumie osiem największych na rynku formatów, w tym wszystkie dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry. Ponadto sprawdzono drogerie i apteki, sieci DiY oraz sklepy RTV-AGD. W tym miejscu warto zauważyć, że w całym 2025 roku było ich o 13,1% więcej niż w 2024 roku (w 2024 vs. 2023 było to 12,5% rdr. na plusie).

– Wynik w I kwartale br. pokazuje, że sieci handlowe nadal utrzymują wysoką aktywność promocyjną, ale tempo wzrostu wyraźnie wyhamowało w porównaniu z całym 2025 rokiem. Tę różnicę można tłumaczyć tym, że rynek po bardzo intensywnych latach 2024-2025 wszedł w fazę normalizacji i większej dyscypliny kosztowej – mówi Julita Pryzmont, współautorka analizy z Hiper-Com Poland.

Jak wyjaśnia Robert Biegaj, współautor analizy z Shopfully Poland, w ww. latach sieci handlowe znacząco zwiększały aktywność promocyjną w reakcji na wysoką inflację oraz dużą wrażliwość cenową konsumentów. W efekcie rok 2025 zamknął się wzrostem na poziomie 13,1% rdr. To oznacza, że punkt odniesienia dla kolejnych okresów był już bardzo wysoki.

– Obecne dane wskazują raczej na stopniową stabilizację rynku niż na jego osłabienie. Retailerzy coraz częściej odchodzą od prostego zwiększania liczby promocji na rzecz poprawy ich efektywności – poprzez lepsze targetowanie, personalizację ofert czy rozwój programów lojalnościowych. Dodatkowo spadek presji inflacyjnej ogranicza konieczność agresywnego konkurowania ceną. Okres przedświąteczny w I kwartale tradycyjnie wspiera aktywność promocyjną. Jednak nie zmienia ogólnego trendu wyhamowania dynamiki – dodaje Robert Biegaj.

W okresie przedświątecznym promocje muszą być widoczne. Jednak, zdaniem Julity Pryzmont, sieci coraz częściej przenoszą ciężar z ilości na jakość działań. – Stosują krótsze okna, bardziej precyzyjne kategorie i częstsze wykorzystanie narzędzi lojalnościowych zamiast masowego zwiększania liczby akcji w gazetkach. To sugeruje, że nadal trwa walka o klienta, lecz zarządzana jest bardziej selektywnie niż rok wcześniej, kiedy presja inflacyjna i wojna cenowa były mocniej odczuwalne w komunikacji promocyjnej – uważa ekspertka z Hiper-Com Poland.

Patrząc na szczegółowe dane, widać, że pięć z ośmiu analizowanych formatów zmniejszyło liczbę promocji w gazetkach. Najmocniejsze spadki zaliczyły największe sklepy DiY z art. remontowo-budowlanymi (-22,7% rdr.) oraz RTV-AGD (-20,1% rdr.). Dalej w zestawieniu są drogerie i apteki (-9,4% rdr.), a także sieci convenience (-3,9% rdr.). Ranking zamykają hipermarkety (-1,2% rdr.). Według Julity Pryzmont, to, że największe spadki zanotowały DiY i RTV-AGD, jest spójne z sytuacją popytową w kategoriach dóbr trwałych.

– W tych segmentach konsumenci są ostrożniejsi, zakupy są odkładane, a sieci częściej optymalizują promocje pod kątem marży i rotacji, a nie nagłówkowej liczby akcji. W praktyce mniej opłaca się szeroko promować produkty o dużej wartości koszyka przy niepewnym popycie, a bardziej – pracować selektywnie – na wybranych modelach, krótkich kampaniach lub w kanałach digitalowych. Dwucyfrowe spadki mogą też wynikać z ograniczenia klasycznych gazetek na rzecz komunikacji w aplikacjach, newsletterach i performance marketingu – komentuje Julita Pryzmont.

W opinii eksperta z Shopfully Poland, w przypadku drogerii i aptek spadek wynika przede wszystkim ze zmiany podejścia do promocji. Coraz większe znaczenie mają działania personalizowane (np. w aplikacjach mobilnych), oferty pakietowe oraz programy lojalnościowe, które nie zawsze są odzwierciedlane w tradycyjnych gazetkach promocyjnych.

– Segment convenience z natury opiera się bardziej na dostępności i wygodzie niż na cenie, dlatego ograniczenie liczby promocji może być elementem strategii poprawy rentowności. Z kolei niewielki spadek w hipermarketach wpisuje się w długoterminowy trend stabilizacji i stopniowej utraty znaczenia tego formatu na rzecz innych kanałów sprzedaży – tłumaczy z Robert Biegaj.

Zdecydowana mniejszość formatów znalazła się na plusie rdr. Najwyższy wzrost zaliczyły sieci typu cash&carry (+45% rdr.). Dalej w zestawieniu są dyskonty (+18,7% rdr.), a także supermarkety (+4,4% rdr.). W ocenie ekspertki, to, że cash&carry przegonił dyskonty, wynika z intensyfikacji walki o klienta profesjonalnego i półprofesjonalnego, tj. gastronomię, mały handel, firmy i klientów prywatnych robiących zakupy na zapas. W I kwartale, przed okresem wiosennego odbicia w HoReCa i w czasie przedświątecznym, sieci cash&carry miały okazje do tego, by komunikować ofertę wolumenową, wielopaki i mechaniki hurtowe, które zwiększają liczbę odnotowanych akcji.

– Dyskonty pozostają jednym z głównych motorów wzrostu, co wynika z ich modelu biznesowego, opartego na atrakcyjnej cenie i wysokiej rotacji produktów. Supermarkety notują umiarkowany skok, starając się utrzymać konkurencyjność wobec dyskontów przy jednoczesnym zachowaniu szerszej oferty – analizuje ekspert z Shopfully Poland.

Jak podsumowuje Robert Biegaj, fakt, że tylko trzy z ośmiu analizowanych formatów zanotowały wzrost liczby promocji, wskazuje na zmianę podejścia w całym sektorze handlu. Rynek przechodzi od fazy intensywnej ekspansji działań promocyjnych do etapu ich optymalizacji. Rosnące koszty operacyjne oraz potrzeba poprawy efektywności powodują, że sieci handlowe coraz częściej stawiają na jakość i skuteczność promocji, a nie na ich skalę.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Analitycy z UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Shopfully Poland przeanalizowali ponad 4,1 tys. gazetek handlowych z promocjami o łącznej ilości blisko 358 tys. stron i powierzchni przeszło 2,3 mln cm2 wydanych w całym I kwartale 2025 i 2026 roku. W ww. publikacjach znalazło się w sumie blisko 600 tys. promocji. Pod uwagę wzięto 8 największych formatów na rynku retailowym, tj. wszystkie dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry. Ponadto sprawdzono drogerie i apteki, sieci DiY oraz sklepy RTV-AGD.

ZASP apeluje o wcześniejsze emerytury dla zawodowych tancerzy

Związek Artystów Scen Polskich (ZASP), reprezentujący środowisko tancerzy zawodowych, apeluje o pilną zmianę przepisów emerytalnych i przywrócenie uprawnień do wcześniejszej emerytury dla artystów tańca. Obecny system emerytalny w Polsce nie uwzględnia specyfiki profesji tancerza zawodowego. Wieloletnie uprawianie tańca klasycznego prowadzi średnio u 35-letnich tancerzy do poważnych zmian zwyrodnieniowych kręgosłupa i stawów, odpowiadających dolegliwościom typowym dla przeciętnej osoby w wieku 70 lat. Gdy ciało odmawia posłuszeństwa, artysta traci narzędzie pracy z dnia na dzień, zostając bez środków do życia i bez prawa do świadczeń. Obecne regulacje całkowicie rozmijają się z realiami zawodu, który wymaga skrajnej sprawności fizycznej, nienagannej aparycji oraz gotowości do codziennego wysiłku na najwyższym poziomie.

Kariera artysty baletu rozpoczyna się bardzo wcześnie. Dzieci w wieku 9 lat są objęte profilowaną edukacją artystyczną i przechodzą codzienne, rygorystyczne treningi, a przez kolejne lata doskonalą technikę tańca. Balet to zawód, który wymaga nie tylko talentu, lecz także ogromnej dyscypliny, odporności psychofizycznej oraz stałego utrzymywania najwyższej formy.

Scena stawia przed tancerzami wyjątkowo wysokie oczekiwania dotyczące kondycji, siły, ale też gracji i odpowiedniego wyglądu scenicznego. W praktyce oznacza to, że wykonywanie zawodu na profesjonalnym poziomie po przekroczeniu 40. roku życia staje się dla zdecydowanej większości artystów niezwykle trudne, a często wręcz niemożliwe. W przeciwieństwie do kina, na scenie operowej nie ma dubli, kaskaderów, ani wizualizacji komputerowych zamiast artystów. Każdy występ angażuje artystów w pełnym wymiarze ich talentu, sił, możliwości fizycznych i aparycji.

Cena zawodu: urazy i przeciążenia

Jak wskazują specjaliści medycyny w dziedzinie traumatologii narządu ruchu, wieloletnie uprawianie tańca zawodowego prowadzi do licznych przeciążeń, zmian zwyrodnieniowych stawów i kręgosłupa, uszkodzeń więzadeł, ścięgien oraz przewlekłych stanów zapalnych. Wśród najczęstszych problemów zdrowotnych wymienia się urazy kolan, stawów skokowych, kręgosłupa czy uszkodzenia ścięgna Achillesa. To efekt zarówno pojedynczych kontuzji, jak i tysięcy powtarzalnych mikrourazów, które przez lata kumulują się w organizmie tancerzy baletowych. Dlatego postulat przywrócenia wieku emerytalnego dla tej grupy artystów w przypadku kobiet (40 lat, zamiast obecnych 60 lat) i mężczyzn (45 lat zamiast 65 lat) jest uzasadniony.

– Podziwiamy mistrzowską choreografię i lekkość tancerzy w „Jeziorze Łabędzim” – ikonie klasycznego baletu. Nie dostrzegamy jednak codziennych kulisów, za którymi kryją się np. operacje więzadeł i chroniczny ból, który towarzyszy tancerzom baletowym. Państwo polskie, promując kulturę wysoką, nie może dłużej udawać, że ci ludzie będą zdolni do pracy fizycznej do 60. i 65. roku życia. Nie można wymagać od zawodowego tancerza np. Polskiego Baletu Narodowego, aby wykonywał ten zawód do powszechnego wieku emerytalnego. Balet to profesja o ekstremalnych przeciążeniach, wymagająca sprawności, doskonałej kondycji, pełnej wydolności organizmu i aparycji scenicznej na najwyższych poziomach. Po czterdziestym roku życia wielu artystów zmaga się już z poważnymi skutkami wieloletnich przeciążeń, urazów i zmian zwyrodnieniowych. Dlatego apelujemy o przywrócenie rozwiązań, które uwzględnią realia tego zawodupodkreśla Monika Myśliwiec, Przewodnicząca Zarządu Sekcji Tańca i Baletu ZASP.

Apel środowiska tancerzy. Czas na decyzję

Prawo do wcześniejszej emerytury to nie przywilej. To konieczność. Nie można wymagać od tancerki baletu pracy do 60. roku życia w zawodzie, który fizycznie wyniszcza organizm przed czterdziestką. Potrzebujemy rozwiązań systemowych, które uznają balet i taniec zawodowy za zawód wysokiego ryzyka fizycznego i przywrócą artystom prawo do wcześniejszych emerytur.

Sztuka wymaga poświęceń, ale nie może oznaczać braku środków do życia po zakończeniu krótkiej i intensywnej kariery. Brak odpowiednich rozwiązań emerytalnych zniechęca młodych adeptów tańca i baletu do wyboru tej ścieżki zawodowej, osłabia narodowe zespoły baletowe oraz sprzyja wyjazdom najbardziej utalentowanych artystów poza granice kraju.

Postulowane przez ZASP zmiany dotyczyłyby bardzo wąskiej grupy zawodowej, obejmującej zaledwie kilkaset osób w skali kraju, zawodowych artystów tańca pracujących m.in. w zespołach baletowych teatrów operowych czy w zespołach, takich jak np. Państwowy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca „Mazowsze” czy Zespół Pieśni i Tańca „Śląsk”. Ich znaczenie i wkład współtworzących te instytucje artystów tańca są dla polskiej kultury, ciągłości i przyszłości sztuki tańca fundamentalne.

Prawie połowa firm ogranicza ekspansję w obawie o płynność finansową

Polska gospodarka weszła w drugi kwartał 2026 roku w warunkach wyraźnie podwyższonej niepewności. Przedsiębiorcy coraz częściej koncentrują się nie na ekspansji, lecz na utrzymaniu płynności finansowej i kontroli kosztów. Z najnowszego badania „Skaner MŚP”, przygotowanego dla BIG InfoMonitor i BIK, wynika, że aż 87 proc. firm doświadcza opóźnień w płatnościach ze strony kontrahentów.

Problem nieterminowych rozliczeń przestaje być jedynie niedogodnością administracyjną. Dla wielu firm staje się realnym zagrożeniem dla bieżącego funkcjonowania. Przeterminowane należności negatywnie wpływają na kondycję biznesu w przypadku 74 proc. badanych przedsiębiorstw. Oznacza to, że zatory płatnicze coraz mocniej ograniczają zdolność firm do regulowania własnych zobowiązań, finansowania zakupów, utrzymywania zatrudnienia oraz planowania inwestycji.

Skala problemu widoczna jest również w danych BIG InfoMonitor i BIK. Na koniec lutego 2026 roku łączna kwota zaległości kredytowych i pozakredytowych przedsiębiorstw przekroczyła 46,2 mld zł. W ciągu roku wzrosła o prawie 2,5 mld zł, czyli o 5,7 proc. Na jednego niesolidnego dłużnika przypada obecnie średnio niemal 150 tys. zł zaległych zobowiązań.

Na problemy płatnicze nakłada się presja kosztowa. Według badania 37 proc. firm wskazuje wzrost ogólnych kosztów prowadzenia działalności jako jedno z najważniejszych wyzwań 2026 roku. Szczególnie dotkliwa pozostaje nieprzewidywalność cen energii, gazu i paliw, którą jako kluczowe ryzyko wymienia 29 proc. przedsiębiorców. Dodatkową presję tworzą składki ZUS, niekorzystne zmiany podatkowe oraz rosnące koszty pracy.

Niepewność kosztową wzmacnia sytuacja geopolityczna, w tym napięcia na Bliskim Wschodzie, które wpłynęły na ceny ropy i gazu. Według danych GUS inflacja w Polsce w marcu 2026 roku wyniosła 3 proc. rok do roku oraz 1,1 proc. miesiąc do miesiąca, co oznaczało przyspieszenie względem lutego.

W efekcie firmy coraz częściej odkładają decyzje rozwojowe. Prawie połowa przedsiębiorstw ogranicza plany ekspansji lub wstrzymuje nowe projekty. Co trzeci przedsiębiorca zmniejsza nakłady na modernizację, a ponad 13 proc. całkowicie je zawiesza. Łącznie 45 proc. badanych przyznaje, że obecny klimat gospodarczy zniechęca ich do inwestycji.

Niemal 40 proc. przedsiębiorców negatywnie ocenia wpływ obecnej sytuacji gospodarczej i geopolitycznej na funkcjonowanie swojego biznesu. Firmy coraz częściej przechodzą w tryb defensywny: ograniczają ryzyko, skracają terminy płatności, weryfikują kontrahentów i rozważają wprowadzanie przedpłat. Według badania 76 proc. przedsiębiorców planuje aktywne działania mające ograniczyć ryzyko zatorów płatniczych.

Obecna sytuacja pokazuje, że dla wielu firm najważniejszym wyzwaniem najbliższych miesięcy będzie nie wzrost sprzedaży, lecz odporność finansowa. Bez poprawy dyscypliny płatniczej i stabilizacji kosztów skłonność przedsiębiorstw do inwestowania może pozostać ograniczona. To z kolei może spowolnić modernizację polskiego biznesu oraz wdrażanie nowych technologii.

The Heart uruchamia Defence Production Hub dla sektora obronnego

  • The Heart, największy polski venture builder specjalizujący się m.in. w ko-kreacji i komercjalizacji spółek technologicznych uruchomił Defence Production Hub – spółkę budującą sieć zweryfikowanych producentów z Polski i regionu CEE na potrzeby globalnego sektora obronnego.
  • Nowy podmiot identyfikuje za granicą sprawdzone technologie – udokumentowane wdrożeniami – których nie ma jeszcze na polskim rynku ani w regionie CEE. Projekt był rozwijany przez ponad rok w modelu inkubacyjnym i wchodzi obecnie w fazę pełnej działalności operacyjnej jako samodzielna spółka.
  • Defence Production Hub odpowiada na strukturalną lukę w łańcuchach dostaw europejskiego sektora defence: dynamiczny wzrost wydatków obronnych nie jest równomiernie absorbowany przez moce produkcyjne przemysłu. Spółka tworzy pomost między tym popytem a istniejącą, lecz niewystarczająco wykorzystaną bazą przemysłową regionu.
  • Spółką kieruje dr Marek Tomczuk – ekonomista i menedżer z 26-letnim doświadczeniem w sektorze bankowym i obronnym, były wiceprezes Banku Pekao SA oraz członek zarządu BGK. Drugim założycielem jest Dominik Wieliński.

The Heart ogłasza powstanie Defence Production Hub jako samodzielnej spółki. Projekt stanowi kolejny przykład działania modelu inkubacyjnego, w ramach którego The Heart ko-kreuje spółki technologiczne z founderami od etapu pomysłu aż po wejście na rynek – tym razem w odpowiedzi na strukturalną potrzebę sektora obronnego.

Defence Production Hub łączy zagranicznych dostawców technologii obronnych z polskimi i środkowoeuropejskimi partnerami przemysłowymi oraz kapitałem instytucjonalnym, aby sprawdzone innowacje z obszaru defence i dual-use mogły być skutecznie wdrażane na wschodniej flance NATO. Strukturalna luka między rosnącym popytem obronnym a ograniczonymi zdolnościami produkcyjnymi (w tym sprawną i szybką implementacją innowacyjnych rozwiązań technologicznych) Europy Zachodniej staje się jednym z kluczowych wyzwań bezpieczeństwa przemysłowego NATO. Nadchodzące instrumenty finansowania – program SAFE i inicjatywa ReArm Europe – wzmocnią popyt, nie rozwiązując problemu podaży. Defence Production Hub odpowiada na tę asymetrię, włączając sprawdzony potencjał przemysłowy Polski i regionu CEE w globalne łańcuchy dostaw sektora obronnego.

Sektor obronny stoi przed największymi wyzwaniami, z jakimi przyszło nam się mierzyć: dynamicznie rosnącym popytem, niewydolnością linii produkcyjnych, słabo rozwiniętymi możliwościami skalowania, łańcuchami dostaw zdecydowanie zbyt odległymi od frontu, barierami finansowymi dla inwestorów prywatnych oraz złożonymi ramami regulacyjnymi. Drony, systemy satelitarne i AI stają się standardem, nie niszą. Misją Defence Production Hub jest odpowiedź na te wyzwania poprzez połączenie potencjału polskich firm – szczególnie z sektora MŚP – ze światowym popytem i nowymi technologiami, w sposób systemowy i skalowalny – mówi dr Marek Tomczuk – prezes Defence Production Hub.

Za Defence Production Hub stoi zespół łączący kompetencje branżowe z doświadczeniem venture buildingowym. Spółką kieruje dr Marek Tomczuk (CEO & Co-Founder) – ekonomista i menedżer z 26-letnim doświadczeniem w sektorze bankowym i obronnym, były wiceprezes Banku Pekao SA, członek zarządu BGK, dyrektor zarządzający Raiffeisen Bank Polska, Santander Bank i Kredyt Banku oraz członek rad nadzorczych m.in. Biura Informacji Kredytowej, Raiffeisen TFI i Pekao Bank Hipoteczny – z udokumentowanym dorobkiem w budowaniu i negocjacji złożonych struktur finansowania największych kontraktów zbrojeniowych w Europie. Drugim założycielem jest Dominik Wieliński (Co-Founder). Po stronie The Heart projekt rozwijał zespół venture buildingowy w modelu Incubate – ko-kreacji spółki z founderami od identyfikacji potrzeby rynkowej, przez walidację, budowę modelu biznesowego i pozyskanie partnerów, aż do usamodzielnienia.

Cztery  segmenty, jeden ekosystem

Model działania DPH opiera się na obsłudze czterech  wzajemnie powiązanych grup uczestników rynku. Międzynarodowe firmy zbrojeniowe oraz dual use – mierzące się z rosnącymi wolumenami zamówień przy ograniczonych własnych mocach produkcyjnych – uzyskują dostęp do sieci zweryfikowanych producentów z Polski i CEE, umożliwiającej elastyczny outsourcing od produkcji podzespołów po obsługę poprodukcyjną. Startupy i scale-upy defence-tech otrzymują wsparcie w pokonaniu dwóch kluczowych barier wejścia: dostępu do certyfikowanych partnerów produkcyjnych oraz złożonych wymogów compliance, co skraca czas komercjalizacji technologii. Producenci z regionu CEE, dysponujący zdolnościami wytwórczymi lecz bez doświadczenia w sektorze obronnym, przechodzą z kolei przez kompleksowy proces adaptacji – od certyfikacji (ISO 9001:2015, AQAP 2110) po wprowadzenie do pipeline międzynarodowych zamówień – otwierając w ten sposób dostęp do globalnego rynku defence. Zagraniczne firmy technologiczne dysponujące nowoczesnymi rozwiązaniami i udokumentowanymi wdrożeniami, zainteresowane wejściem na rynek polski i do regionu CEE, otrzymują wsparcie w budowie lokalnych partnerstw biznesowych i dystrybucji swoich produktów.

Defence Production Hub to projekt, który od początku pokazuje, jak działa The Heart: identyfikujemy realną, nieobsłużoną potrzebę rynkową i budujemy wokół niej ekosystem – z właściwymi ludźmi, modelem operacyjnym i siecią partnerów. W ciągu roku inkubacji udało się dotrzeć do kluczowych interesariuszy sektora, zweryfikować założenia biznesowe i zbudować solidne fundamenty pod działalność komercyjną, w tym podpisać pierwsze międzynarodowe partnerstwa. Dziś spółka jest gotowa, by działać samodzielnie i skalować swoją ofertę na rynkach międzynarodowych – komentuje Jędrzej Iwaszkiewicz – COO & Co-Founder The Heart.

Baza producentów: rosnąca sieć partnerów przemysłowych z Polski i regionu CEE

W trakcie fazy inkubacyjnej Defence Production Hub nawiązał relacje z ponad 60 firmami z Polski i Turcji, reprezentującymi szeroki przekrój kompetencji przemysłowych – od produkcji i montażu systemów bezzałogowych, sprzętu lotniczego i lądowego, przez konstrukcje stalowe i obróbkę cieplną, aż po układy hydrauliczne, zaawansowane powłoki i wyroby kompozytowe – z których znacząca część dysponuje już certyfikatami ISO 9001:2015, TUV oraz AQAP 2110.

Sieć ma być sukcesywnie rozszerzana o kolejne podmioty z regionu CEE i Skandynawii. Wpisuje się to w szerszy kontekst polityki przemysłowej realizowanej na poziomie UE i NATO: program SAFE oraz inicjatywa ReArm Europe mają skierować setki miliardów euro na rozbudowę zdolności obronnych. Polska – przeznaczająca w 2025 roku około 5% PKB na obronność, najwięcej spośród państw członkowskich Sojuszu – stanowi naturalny punkt ciężkości tych inwestycji.

Powołanie Defence Production Hub jako niezależnej spółki jest potwierdzeniem skuteczności modelu Incubate – w którym The Heart współtworzy spółki z founderami od etapu pomysłu, przeprowadzając je przez walidację rynkową i budowę modelu biznesowego aż do samodzielnego działania. Projekt był rozwijany przez ponad rok w strukturach The Heart i po przejściu pełnej fazy inkubacyjnej wchodzi dziś na rynek jako niezależny podmiot.

Praca tymczasowa zamiast zlecenia? Firmy szykują się na reformę PIP

Nowa ustawa o Państwowej Inspekcji Pracy, która wejdzie w życie 8 lipca 2026 r., znacząco zwiększa ryzyko stosowania umów cywilnoprawnych. Firmy będą musiały zmienić strategie zatrudnienia i postawić na rozwiązania bezpieczne prawnie. Eksperci wskazują, że jedną z głównych alternatyw dla umów zlecenia staje się praca tymczasowa.

Nowelizacja ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy (ustawa o PIP 2026), opublikowana 7 kwietnia 2026 r., to jedna z najważniejszych reform rynku pracy w Polsce w ostatnich latach. Nowe przepisy wejdą w życie 8 lipca 2026 r. i znacząco rozszerzą kompetencje kontrolne PIP wobec pracodawców. Zmiany obejmują w szczególności kontrolę umów zlecenia, współpracy B2B oraz innych form zatrudnienia cywilnoprawnego. Reforma ma na celu ograniczenie nadużyć i zastępowania umów o pracę mniej stabilnymi formami współpracy. W praktyce oznacza to fundamentalną zmianę podejścia do zatrudniania pracowników.

Patrzymy na ustawę PIP, jak na nowelizację przepisów. W praktyce jednak, zmiany, które wymusza ustawa wykraczają daleko poza przepisy pracy i wiążą się z koniecznością redefinicji strategii zatrudnienia w przedsiębiorstwach. Dotyczy to firm, które w poszukiwaniu elastyczności zatrudniania, wybierały umowy zlecenie, jako najłatwiejsze i najtańsze rozwiązanie. To się zmieni.  – podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej, CEO agencji zatrudnienia Trenkwalder i Członek Zarządu Polskiego Forum HR.

JUŻ NIE TANIEJ, A BEZPIECZNIEJ

W warunkach rosnącej liczby regulacji, niepewności gospodarczej i presji kontrolnej, głównym kryterium, którym będą kierować się firmy powinno być bezpieczeństwo. Bezpieczeństwo dla firmy, pracownika, a także przy wyborze partnera, jakim jest agencja zatrudnienia.

Do tej pory firmy pytały, gdzie jest taniej. Po zmianach w ustawie o PIP kluczowe będzie pytanie, gdzie jest bezpiecznie. Bezpieczeństwo prawne i finansowe, stabilność biznesowa stają się dziś najważniejszym kryterium wyboru modelu zatrudnienia i partnerów biznesowychmówi Ewelina Glińska-Kołodziej

W świetle zwiększonych kontroli PIP, współpraca z nierzetelnymi agencjami może stać się realnym kosztem dla firmy.

Problemem, jaki od lat trapi rynek agencji zatrudnienia jest zbyt niski próg wejścia na rynek. Dzisiaj każdy podmiot, także spoza Polski, może założyć agencję zatrudnienia praktycznie od ręki, bez udokumentowanej płynności finansowej czy certyfikatu. Jeśli kontrola wykaże nieopłacone składki, zaległości w wynagrodzeniach, to nie uderzy to w agencję założoną „na chwilę”, która za moment może zniknąć z rynku. Uderzy w wizerunek pracodawcy, który z nią współpracuje. Dlatego firmy powinny zadbać o swoje bezpieczeństwo także pod tym kątem podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej.

PRACA TYMCZASOWA ALTERNATYWĄ DLA UMOWY ZLECENIA

Najczęściej wskazywaną bezpieczną alternatywą dla umów zlecenia jest praca tymczasowa. Według raportu Polskiego Forum HR „Rynek usług HR 2025” z 2026 roku, odsetek umów o pracę tymczasową wśród agencji zrzeszonych w PFHR wyniósł 82 proc., a w całej Polsce – 38 proc. I w kierunku, jaki obrały agencje zrzeszone w Polskim Forum HR powinien iść cały rynek agencji zatrudnienia. Praca tymczasowa jest dobrze uregulowana prawnie i korzystna zarówno dla pracowników, jak i pracodawców. Pracownicy tymczasowi mają prawo do urlopów i warunki pracy takie, jak inni pracownicy na analogicznych stanowiskach w firmie, a ich wynagrodzenia są w pełni oskładkowane. Pracodawcom praca tymczasowa zapewnia elastyczność zatrudnienia i możliwość dostosowania do zmieniających się potrzeb biznesowych. Dodatkowo, model ten pozwala pracodawcom przenieść na agencję odpowiedzialność za rozliczenia, dokumentację oraz prawidłowość zatrudnienia. Alternatywą pozostaje zatrudnienie na etat, które jednak wiąże się z wyższymi kosztami oraz mniejszą elastycznością operacyjną.

Praca tymczasowa to dziś jedno z nielicznych rozwiązań, które łączy elastyczność z pełnym bezpieczeństwem prawnym. Dodatkowo odciąża pracodawcę operacyjnie, co w warunkach rosnącej złożoności regulacyjnej ma ogromne znaczenie. Dla wielu firm będzie to naturalny kierunek po zmianach w ustawie o PIPmówi Ewelina Glińska-Kołodziej.

Ekspertka z agencji zatrudnienia Trenkwalder wskazuje także na co firmy powinny zwrócić szczególną uwagę weryfikując swoje modele zatrudnienia pod kątem zmian w ustawie PIP.

RYZYKO ORZECZENIA WSTECZNEGO

Jedną z kluczowych zmian, jest możliwość ustalenia stosunku pracy przez inspektora pracy w drodze decyzji administracyjnej. Oznacza to, że PIP może zakwestionować umowę zlecenia lub B2B i uznać ją za umowę o pracę. Nowa procedura kontrolna przewiduje najpierw polecenie usunięcia naruszeń, a następnie – w przypadku jego niewykonania – wydanie decyzji administracyjnej. Przewidziano też rozwiązanie przejściowe pozwalające pracodawcom na dobrowolne uregulowanie umów w ciągu 12 miesięcy od wejścia w życie przepisów. To czas, który może uchronić firmy nawet przed bankructwem. Dlaczego? Choć decyzja inspektora działa co do zasady na przyszłość, ryzyko skutków wstecznych pojawia się w przypadku wyroku sądu pracy. W takiej sytuacji pracodawca może zostać zobowiązany do ponownego naliczenia składek ZUS, przeliczenia wynagrodzeń, wypłaty urlopów i ekwiwalentów.

Dla firm zatrudniających setki osób na umowach zlecenia może to oznaczać bardzo poważne konsekwencje finansowe. 12-miesięczny okres przejściowy daje pracodawcom czas na dostosowanie swoich modeli zatrudnienia bez ponoszenia konsekwencji za wcześniejsze nieprawidłowości. To kluczowy moment na audyt, wdrożenie zmian i uporządkowanie dokumentacji. Dlatego firmy nie powinny czekać na wejście w życie nowych przepisów, a już teraz zająć się tym tematem.podkreśla Ewelina Glińska-Kołodziej.

PRACOWNIK POD OCHRONĄ

Za szybkim przeprowadzeniem audytu modeli zatrudnienia przemawia fakt, że nowe przepisy wprowadzają także ochronę pracowników objętych kontrolą PIP. Wydanie decyzji o ustaleniu stosunku pracy nie może być podstawą wypowiedzenia, nie może prowadzić do niekorzystnego traktowania pracownika. W praktyce oznacza to ograniczoną możliwość reagowania przez pracodawcę w trakcie postępowania.

CZĘSTSZE I SZYBSZ KONTROLE

Nowelizacja wprowadza również kontrole zdalne PIP. Inspektorzy będą mogli analizować dokumentację elektronicznie, bez konieczności wizyty w firmie. Dla pracodawców oznacza to konieczność stałego utrzymywania zgodności dokumentacyjno-prawnej, mniej czasu na przygotowanie się do kontroli i większe prawdopodobieństwo częstszych kontroli. Digitalizacja dokumentacji pracowniczej (e-teczki) stanie się standardem, a nie przewagą.

 INTEGRACJA PIP-ZUS-KAS – SZYBSZA IDENTYFIKACJA NARUSZEŃ

Jednym z istotnych elementów reformy jest integracja danych pomiędzy PIP, ZUS i Krajową Administracją Skarbową. Kontrola rynku pracy będzie coraz bardziej oparta na analizie danych. Organy państwowe będą identyfikować firmy o podwyższonym ryzyku naruszeń na podstawie danych podatkowych, składek ZUS, faktur (KSeF), modeli współpracy z pracownikami. Kontroli nie unikną też umowy B2B, zwłaszcza jeśli pracownik zatrudniony przez wiele lat w firmie na umowę o pracę przejdzie na umowę B2B i będzie świadczył dokładnie te same usługi cały czas tylko dla tego jednego pracodawcy.

Modele B2B, w których pracownik działa pod nadzorem, w określonym czasie i miejscu, będą coraz częściej kwestionowane. Dzięki integracji danych takie przypadki są dziś znacznie łatwiejsze do wykryciazaznacza Ewelina Glińska-Kołodziej, CEO agencji zatrudnienia Trenkwalder i Członek Zarządu Polskiego Forum HR.

WYŻSZE KARY I REALNE KOSZTY DLA FIRM

Ustawa o PIP przewiduje również podwyższenie kar finansowych – nawet do 90 tys. zł. Jednak dla wielu firm większym problemem niż same kary mogą okazać się koszty związane z decyzją o zmianie podstawy zatrudnienia i konieczność zawarcia umów o pracę. Przy modelu opartym o umowy zlecenia przedsiębiorstwa nie tworzyły rezerw w swoich budżetach na urlopy, koszty wypowiedzeń czy świadczeń pracowniczych. Zmiana modelu zatrudnienia pociągnie za sobą realne zmiany w budżetach firmy.

Wojna w Iranie oddala cięcia stóp w USA. Fed bez zmian w kwietniu, możliwe cięcie dopiero we wrześniu

Biorąc pod uwagę niepewność dotyczącą wojny w Iranie, nie jest to najlepszy moment, by Fed się do czegoś zobowiązywał. Jesteśmy przekonani, że podczas swojego kwietniowego posiedzenia nie zmieni wysokości stóp procentowych.

Kluczowe punkty:

  • Fed powinien utrzymać stopy mimo ryzyka płynącego z wojny w Iranie.
  • Inflacja w USA wzrosła w marcu, miara bazowa pozostaje jednak na razie pod kontrolą.
  • W tym miesiącu nie będzie projekcji ekonomicznych ani stóp procentowych.
  • Powell powinien przyjąć umiarkowanie jastrzębi ton w związku z obawami dot. inflacji.
  • Przyszły prezes Warsh sugeruje odejście od forward guidance.
  • Fed może rozpocząć cięcia we wrześniu.

Szok związany z cenami energii odcisnął się już w amerykańskiej inflacji. Ceny konsumenckie wzrosły w marcu o 0,9% w ujęciu miesięcznym – najsilniej od niemal czterech lat – zaś w skali roku o 3,3%, co jest najwyższym poziomem od maja 2024 r. Choć ponowne „pełne otwarcie” cieśniny Ormuz powinno teoretycznie osłabić presję wzrostową na inflację, utrzymanie się przez jakiś czas podwyższonych cen energii wydaje się prawdopodobne, biorąc pod uwagę, że cieśnina jest praktycznie nieprzekraczalna, a ruch przez nią nie zostanie całkowicie wznowiony z dnia na dzień.

Wykres 1: Inflacja w USA (2024 – 2026)

Biorąc pod uwagę ryzyko dla inflacji wyrastające z wojny, spodziewamy się, że podczas swojej konferencji prasowej prezes Jerome Powell przyjmie umiarkowanie jastrzębi ton. Podobnie jak zrobił w marcu, prawdopodobnie opisze szok energetyczny jako czynnik komplikujący sytuację, a nie wymuszający podjęcie działań. Położy również naszym zdaniem duży nacisk na „niepewność”, zamiast próbować wprost ocenić skalę skoku inflacyjnego. Uważamy, że pomoże to Powellowi przekazać rynkom gotowość do działania, jeśli podwyższona inflacja się utrzyma, a jednocześnie zasygnalizować, że bazowym scenariuszem pozostaje utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie, podczas gdy Rezerwa Federalna będzie oceniać wpływ wojny na gospodarkę.

Konflikt w Iranie zagraża jednak obu stronom podwójnego mandatu Fedu, ponieważ stanowi ryzyko również dla zatrudnienia. Powell zapewne zaznaczy podczas konferencji prasowej, że przyrost miejsc pracy jest niski, lecz wystarczający, by dotrzymać kroku wzrostowi siły roboczej. W tym miesiącu nie będzie rewizji projekcji ekonomicznych ani stóp procentowych, sądzimy jednak, że Fed może złagodzić swój język w kontekście perspektyw wzrostu gospodarczego i rynku pracy. Fed może też dostosować swoją retorykę, by zasygnalizować, że – ze względu na obawy inflacyjne – kolejnym ruchem na stopach procentowych niekoniecznie będzie cięcie. Byłby to wyraźny jastrzębi sygnał dla dolara.

Nowy szeryf w mieście: nadchodzi Warsh

Pora zająć się tematem tabu. Głównym tłem dla posiedzenia w tym miesiącu jest przesłuchanie nominacyjne Kevina Warsha (kandydata prezydenta Donalda Trumpa na prezesa FOMC), które odbyło się 21 kwietnia – przedstawił on wtedy swoją wizję radykalnych zmian w Fedzie. Postrzegamy jego wypowiedzi jako mające niejednoznaczne konsekwencje dla dolara. Dobrą wiadomością dla rynków jest to, że Warsh wydaje się zdecydowany utrzymać niezależność banku centralnego i nic nie wskazuje na to, by poglądy Trumpa miały mieć na niego jakikolwiek wpływ. Oczywiście trudno w pełni zaufać Warshowi, szczególnie że sam Trump przyznał, że byłby „rozczarowany”, gdyby Fed pod kierownictwem nowego prezesa nie obniżył stóp procentowych. Choć wypowiedzi nominata Trumpa były jak dotąd stosunkowo zachęcające, to przekonamy się, co powiedzą jego czyny.

Komentarze Warsha sugerujące odejście od zakupów aktywów są postrzegane jako pozytywne dla dolara, niemniej jego plany porzucenia forward guidance i przejścia na inne ramy zarządzania inflacją skutkują niepewnością i trudnymi do przewidzenia konsekwencjami. Na razie prezesem jest Powell i może minąć trochę czasu, nim uzyskamy lepsze wyobrażenie tego, jak właściwie będzie wyglądać Fed pod przewodnictwem Warsha, jako że jego nominację musi jeszcze zatwierdzić Senat. Przypuszcza się, że Warsh będzie bardziej gołębi niż Powell; sądzimy jednak, że jego mianowanie nie zmieni istotnie ścieżki stóp procentowych w USA. To dlatego, że będzie on tylko jednym z wielu głosujących członków FOMC.

Kolejnym ruchem będzie raczej cięcie

Naszym zdaniem podczas kilku kolejnych posiedzeń Fed utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie, zatrzymując się, by ocenić skalę wpływu wojny w Iranie na gospodarkę. Spodziewamy się, że Powell wspomni w środę o ryzyku inflacyjnym wynikającym z wojny, nie podkreślając go jednak na tyle, by rynki zaczęły wyceniać podwyżki stóp procentowych w dalszej części roku. Sądzimy, że skok cen energii tylko odsunie w czasie ich obniżki, a nie wywoła zwrot w polityce monetarnej, ponieważ status USA jako eksportera netto surowców energetycznych powinien sprawić, że przełożenie wyższych cen ropy na inflację będzie ograniczone. Nasz bazowy scenariusz zakłada cięcie stóp procentowych we wrześniu, kiedy przyszły prezes Warsh obejmie stanowisko. Jego nastawienie na rozluźnianie polityki monetarnej może wywołać presję na dolara, szczególnie jeśli stopy w innych gospodarkach, zwłaszcza strefie euro, zostaną w następstwie wojny podwyższone.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (29.04) o godz. 20:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji wybrała nowe kierownictwo

27 kwietnia 2026 r. na posiedzeniu Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji wybrano nowe kierownictwo Rady oraz wiceprezesów zarządu na kadencję 2026–2029, wyznaczając kierunki dalszych działań organizacji oraz jej reprezentacji wobec administracji i rynku.

Funkcję przewodniczącego Rady objął po raz kolejny Andrzej Abramczuk (Netia S.A.), a wiceprzewodniczących Artur Wiza (Asseco Poland S.A.) oraz Marcin Grabarczyk (NASK-PIB).

Nowe kierownictwo rozpoczyna kadencję z mandatem do dalszego wzmacniania pozycji Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji jako partnera dla administracji publicznej i sektora prywatnego.

– Będziemy kontynuowali dotychczasowy kierunek działań w sposób świadomy i konsekwentny. Opieramy się na dorobku oraz doświadczeniu poprzednich lat, gdzie systematycznie budowaliśmy pozycję PIIT jako partnera dialogu dla administracji publicznej oraz reprezentanta interesów branży ICT. Chcę tę rolę dalej wzmacniać – zarówno w obszarze legislacyjnym, jak i w wspieraniu rozwoju rynku cyfrowego. Kluczowe pozostaje dla mnie umacnianie stabilnego i przewidywalnego otoczenia regulacyjnego, rozwój współpracy między dużymi firmami a sektorem MŚP oraz wzmacnianie kompetencji cyfrowych. Kontynuacja oznacza odpowiedzialność za utrzymanie tego kursu, ale także jego rozwijanie w odpowiedzi na zmieniające się dynamicznie realia i potrzeby rynku. Jako PIIT chcemy aktywnie uczestniczyć w tym procesie – nie tylko jako reprezentant branży, lecz także jako partner w kształtowaniu długofalowej strategii rozwoju cyfrowego Polski. Wierzę, że jesteśmy w stanie wykorzystać zachodzącą transformację jako realną szansę na wzmocnienie konkurencyjności naszej gospodarki. Niezmiennie dla Izby ważnym jest wspieranie polskiego biznesu, zarówno dużego jak i mniejszego który reprezentujemy, budowanie zrozumienia potrzeb dla jego rozwoju i zajęciu należnej priorytetowej pozycji przy wyborze preferowanych dostawców usług i rozwiązań dla biznesu i administracji – zaznacza Andrzej Abramczuk, Przewodniczący Rady PIIT.

Nowy skład Zarządu PIIT na kadencję 2026–2029

Rada wybrała również nowych członków Zarządu Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. W jego skład weszli przedstawiciele firm członkowskich:

  • Marta Brzoza, Orange Polska S.A.
  • Xawery Konarski, Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy Sp. j.
  • Olaf Krynicki, Samsung Electronics Polska Sp. z o.o.
  • Wiesław Paluszyński, e-Konsulting
  • Krzysztof Sosnowski, Ericsson Sp. z o.o.
  • Mirosław Śmiałek, Polkomtel Sp. z.o.o.
  • Teresa Wierzbowska, Cyfrowy Polsat S.A.

Nowy Zarząd będzie odpowiadał za bieżącą działalność Izby oraz realizację jej celów strategicznych,

w tym działania na rzecz rozwoju rynku cyfrowego oraz otoczenia regulacyjnego sprzyjającego innowacjom i rozwojowi rodzimej branży ICT. Funkcję Prezesa Zarządu PIIT pełni Andrzej Dulka, wybrany 26 marca 2026 r. podczas XXXVII Zwyczajnego Zgromadzenia Członków PIIT. Jego kolejny mandat stanowi kontynuację dotychczasowych działań organizacji oraz zapewnia stabilność zarządzania w nowej kadencji.

– Nowy skład Rady i Zarządu łączy doświadczenie z bardzo szerokimi kompetencjami poszczególnych członków, co jest niezmiernie istotne w kontekście rosnących wyzwań technologicznych i regulacyjnych, m.in. w obszarach sztucznej inteligencji, danych i cyberbezpieczeństwa. Priorytetem będzie tworzenie stabilnego otoczenia dla innowacji, rozwój kompetencji cyfrowych oraz wzmacniania bezpieczeństwa i infrastruktury, przy jednoczesnym umacnianiu roli Izby jako partnera w procesach decyzyjnych. Zależy nam, aby aktywnie we wszystkich tych obszarach uczestniczyć i wspierać rozwój innowacji, które będą realnie wpływać na konkurencyjność polskiej gospodarki – podkreśla Andrzej Dulka, Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

Rada Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji liczy 25 członków. W strukturach organizacji działają również Komisja Rewizyjna, w której zasiadają cztery osoby, oraz czteroosobowy Sąd Koleżeński.

Niejasne limity poręczeń dla firm turystycznych. Rzecznik MŚP apeluje o zmiany

Rzecznik MŚP Agnieszka Majewska przekazała uwagi do projektu rozporządzenia Ministra Sportu i Turystyki, dotyczącego poręczenia udzielanego przedsiębiorcom z Turystycznego Funduszu Pomocowego. Poręczenie takie nie ma dla przedsiębiorców charakteru obligatoryjnego, jednak istotnie wpływa na możliwość spełnienia ustawowego obowiązku posiadania zabezpieczenia finansowego na wypadek niewypłacalności. Zdaniem Minister Agnieszki Majewskiej projekt, który może bezpośrednio oddziaływać na sytuację podmiotów sektora MŚP, wymaga doprecyzowania.

Dotyczy to w szczególności paragrafu 2, który określa cztery odrębne ograniczenia maksymalnej wartości poręczenia. Ujęte są one w formie wyliczenia punktowego, a z treści przepisu nie wynika jednoznacznie, czy wskazane limity mają charakter kumulatywny, czy też są stosowane alternatywnie ani wreszcie jakie są ich wzajemne relacje. Dlatego Agnieszka Majewska postuluje nadanie przepisowi charakteru jednoznacznie rozstrzygającego te wątpliwości.

Kolejna z uwag Rzecznika MŚP dotyczy wprowadzenia rozwiązań bardziej dogodnych dla przedsiębiorców. Chodzi np. o mechanizm indywidualnej oceny ryzyka z maksymalnym progiem obniżenia poręczenia, zamiast automatycznego obniżenia tego poręczenia o 10%. Ma być ono stosowane, w przypadku koncentracji prowadzonej działalności przedsiębiorcy na terytorium jednego państwa. W praktyce dotyczyć to może zatem także firm skupiających się na oferowaniu wypoczynku na terytorium Polski, a w tej grupie przeważającą większość stanowią podmioty sektora MŚP i to dla nich proponowane przez Ministerstwo rozwiązanie jest niekorzystne. Projektowane regulacje budzą też wątpliwości z punktu widzenia zasady równego traktowania i proporcjonalności, zawartej w Konstytucji Biznesu.

Minister Majewska zwraca na koniec uwagę, że projekt posługuje się pojęciem „łącznej wartości imprez turystycznych”, które nie zostało w przepisach zdefiniowane ani jasno określone. Brak zatem wskazówek, co pojęcie to oznacza, a także wytycznych, jak należy liczyć „łączną wartość”.

Przekaz wystąpienia Rzecznika jest jasny – doprecyzowanie projektowanych regulacji ułatwi ich późniejsze stosowanie w praktyce.

Medinice przedłuża list intencyjny dla CoolCryo. Trwają dwa procesy due diligence

Medinice S.A., notowana na GPW spółka medtech należąca do indeksu sWIG, przedłużyła ważność listu intencyjnego (LoI – Letter of Intent) dotyczącego projektu CoolCryo, zawartego na początku tego roku z renomowanym międzynarodowym partnerem branżowym. Decyzja o wydłużeniu jego obowiązywania do dn. 30 czerwca 2026 r. wynika z toku postępu prowadzonych rozmów.

Tym samym Medinice S.A. prowadzi dla CoolCryo proces due diligence z dwoma niezależnymi podmiotami. Spółka ocenia, że wchodzi w te etapy z istotnie wzmocnioną pozycją negocjacyjną, przy rosnącym zainteresowaniu projektem na rynku międzynarodowym.

Przedłużenie listu intencyjnego jest naturalnym etapem tego typu procesów i potwierdza, że rozmowy z partnerem strategicznym prowadzone są w sposób merytoryczny oraz zgodny z harmonogramem prac po obu stronach. CoolCryo zatem znajduje się w fazie dwóch niezależnych procesów due diligence prowadzonych przez międzynarodowych graczy branżowych, co wyraźnie wzmacnia jego pozycję negocjacyjną i potwierdza zainteresowanie rynkowe technologią – komentuje Sanjeev Choudhary, Prezes Zarządu Medinice S.A.

Celem Zarządu Spółki jest wypracowanie struktury transakcji, która w pełni odzwierciedli wartość technologii CoolCryo oraz jej potencjał międzynarodowy. Obecna sytuacja rynkowa oraz poziom zaawansowania rozmów sprzyjają dalszym negocjacjom, jednak tego typu procesy z natury mają charakter długofalowy i wieloetapowy, co wynika zarówno ze skali projektów medycznych, jak i złożonych procedur decyzyjnych po stronie globalnych partnerów. W praktyce oznacza to wielomiesięczne analizy technologiczne, regulacyjne i biznesowe prowadzone przez międzynarodowe zespoły eksperckie. – Naszym celem pozostaje wypracowanie rozwiązania, które optymalizuje zwrot z inwestycji korzystając z dużego zainteresowania i wartości rynkowej projektu, poprzez międzynarodową komercjalizację i długoterminowy rozwój. – dodaje Sanjeev Choudhary.

Decyzja o przedłużeniu LoI odzwierciedla zarówno postęp w rozmowach z partnerem wiodącym, jak i konieczność zapewnienia odpowiedniego czasu na przeprowadzenie analiz oraz uzgodnień regulacyjnych, prawnych i biznesowych niezbędnych do strukturyzacji potencjalnej transakcji. Dodatkowo, kilka dni temu spółka poinformowała o równoległym uruchomieniu niezależnego procesu due diligence prowadzonego przez duży międzynarodowy podmiot branżowy, tym samym w naturalny sposób kreując konkurencję między potencjalnymi kupcami.

CoolCryo to autorski system krioablacji przeznaczony do małoinwazyjnego leczenia arytmii serca. Jego celem jest skrócenie czasu zabiegu, zwiększenie bezpieczeństwa procedur oraz poprawa ich skuteczności klinicznej. Projekt wpisuje się w globalny trend rozwoju nowoczesnych terapii kardiologicznych i posiada szeroką ochronę patentową na kluczowych rynkach, w tym w USA i Europie.

W lutym 2026 r. system CoolCryo uzyskał zgodę FDA (Food and Drug Administration), tzw. „clearance”, stając się pierwszym w Polsce wyrobem klasy III z obszaru kardiochirurgii dopuszczonym do obrotu na rynku amerykańskim. Dodatkowo Spółka umocniła swoją sytuację finansową dzięki pozyskaniu 58 mln zł od Nationale-Nederlanden, co zapewnia stabilne finansowanie dalszego rozwoju oraz wspiera procesy komercjalizacyjne.

Spółka konsekwentnie realizuje strategię budowy wartości poprzez rozwój innowacyjnych technologii medycznych i ich globalną monetyzację, a kolejne miesiące będą kluczowe dla dalszego postępu rozmów oraz potencjalnej finalizacji transakcji dotyczącej CoolCryo.

Złoto vs. Srebro w 2026 roku: Strategiczna stabilność kontra przemysłowa zmienność

0
  • Za krótkoterminową słabość metali szlachetnych odpowiada przede wszystkim inflacja napędzana przez ceny ropy, a nie czynniki geopolityczne. Wzrost cen energii wzmacnia dolara i utrwala scenariusz dłuższego utrzymywania wysokich stóp procentowych.
  • Korekta złota ma charakter cykliczny, a nie strukturalny – długoterminowe fundamenty pozostają nienaruszone.
  • Korekta srebra ograniczyła nadmierne pozycjonowanie spekulacyjne, jednak jego perspektywy pozostają bardziej wrażliwe ze względu na zależność od popytu przemysłowego i przepływów inwestycyjnych.
  • Złoto pozostaje silniejszym wyborem strategicznym, podczas gdy srebro – jako metal o wyższej zmienności – oferuje większy potencjał wzrostu, ale również wyższe ryzyko spadków.

Jak wyjaśnia Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Banku, rynek metali szlachetnych w ostatnich miesiącach przechodzi wyraźne przegrupowanie. Po dynamicznym rajdzie, który wyniósł złoto – a zwłaszcza srebro – na nowe historyczne maksima, oba metale weszły w fazę korekty. Nie wynika ona z istotnego pogorszenia fundamentów długoterminowych, lecz z gwałtownej zmiany otoczenia makroekonomicznego po wybuchu wojny z Iranem. Wzrost cen energii, umocnienie dolara, wyższe oczekiwania inflacyjne oraz powrót scenariusza dłuższego utrzymywania wysokich stóp procentowych w USA stworzyły trudniejsze warunki dla aktywów niegenerujących dochodu.

Cena złota spadła do najniższego poziomu od trzech tygodni, a presja sprzedażowa nasiliła się po przełamaniu wsparcia w okolicach 4 650 USD. Kluczowe jest jednak to, że obecnie to rosnące ceny ropy – a nie napięcia geopolityczne – odgrywają dominującą rolę. Przy notowaniach ropy Brent powyżej 111 USD rynek koncentruje się na inflacyjnych konsekwencjach drożejącej energii. W warunkach utrzymującego się wzrostu gospodarczego w USA, wspieranego m.in. przez inwestycje związane ze sztuczną inteligencją, Rezerwa Federalna nie ma pilnej potrzeby obniżania stóp procentowych. Dodatkowym źródłem niepewności są publikacje wyników części spółek z grupy „Magnificent Seven” oraz posiedzenie FOMC, które odbywają się tego samego dnia.

W krótkim terminie uwaga rynku pozostaje skupiona na sektorze energii. Notowania ropy Brent utrzymują się powyżej 111 USD, a brak postępów w odblokowaniu Cieśniny Ormuz – gdzie blokady ze strony USA i Iranu niemal całkowicie wstrzymały transport – podtrzymuje napięcia podażowe. Ostrzeżenia dotyczące skali globalnych niedoborów surowców energetycznych nasilają się, a napięta sytuacja na rynku paliw rafinowanych już wypycha ceny oleju napędowego i paliwa lotniczego w kierunku 200 USD za baryłkę. Kluczowym krótkoterminowym czynnikiem wzrostowym dla metali pozostaje ewentualne odblokowanie cieśniny i spadek cen ropy.

Złoto: korekta nie zmienia długoterminowego trendu

Na początku roku jako Saxo nie wykluczaliśmy, że cena złota może osiągnąć 6 000 USD do końca roku. Od tego czasu korekta o około 1 500 USD od szczytu na poziomie 5 595 USD zmieniła jednak zarówno ścieżkę, jak i tempo tego scenariusza. W krótkim terminie wzrost cen ropy i wynikający z niego szok inflacyjny wzmacniają dolara oraz przesuwają w czasie oczekiwania na luzowanie polityki monetarnej, co ogranicza atrakcyjność złota.

Nie oznacza to jednak zmiany trendu. Konflikt geopolityczny stanowi przeszkodę w krótkim terminie, ale nie podważa fundamentów rynku. Czynniki, które napędzały wzrosty w ostatnich dwóch latach, pozostają aktualne, a w niektórych przypadkach nawet się wzmocniły.

Ryzyko stagflacji utrzymuje się, m.in. w związku z kryzysem energetycznym i jego wpływem na ceny oraz aktywność gospodarczą. Zadłużenie fiskalne nadal rośnie, a choć dominująca rola dolara jako waluty rezerwowej nie jest bezpośrednio zagrożona, widoczny jest trend dywersyfikacji rezerw przez część banków centralnych i instytucji państwowych. W tym procesie złoto pozostaje naturalną alternatywą.

W przeciwieństwie do większości surowców złoto pełni przede wszystkim funkcję pieniężną. Wzrost cen nie prowadzi do istotnego spadku popytu, jak ma to miejsce w przypadku surowców przemysłowych. Popyt jubilerski może słabnąć, a banki centralne mogą spowolnić zakupy wraz ze wzrostem wartości posiadanych rezerw, jednak strukturalnie złoto pozostaje mniej wrażliwe na wysokie ceny niż inne metale.

Z technicznego punktu widzenia kluczowym poziomem wsparcia pozostaje 200-dniowa średnia krocząca w okolicach 4 250 USD. Dopóki ten poziom się utrzymuje, długoterminowy trend wzrostowy pozostaje nienaruszony.

Srebro: solidne fundamenty, ale większa wrażliwość

Sytuacja srebra jest bardziej złożona. Po dynamicznym rajdzie do styczniowych szczytów rynek znalazł się w stanie wyraźnego wykupienia. Ograniczona podaż fizyczna, silny popyt ze strony sektora fotowoltaiki oraz napływ kapitału spekulacyjnego – wzmocniony aktywnością inwestorów detalicznych – wyniosły ceny do poziomów wymagających bardzo sprzyjających warunków do ich utrzymania.

Korekta rozpoczęła się jeszcze przed eskalacją konfliktu, jednak wojna z Iranem przyspieszyła jej przebieg. Wyższe ceny ropy wzmocniły dolara, podniosły oczekiwania inflacyjne i oddaliły perspektywę obniżek stóp procentowych, co stworzyło mniej sprzyjające warunki dla metali szlachetnych. Srebro – jako bardziej zmienne i częściowo zależne od koniunktury gospodarczej – zareagowało silniejszym spadkiem.

Z perspektywy rynku była to jednak zdrowa korekta. Ograniczyła nadmierne pozycjonowanie spekulacyjne i zmniejszyła podatność na gwałtowne ruchy cenowe. Fundamenty pozostają wspierające. Według raportu World Silver Survey 2026 przygotowanego przez Metals Focus, rynek odnotuje szósty z rzędu rok deficytu podaży, a popyt nadal przewyższa dostępne zasoby, co prowadzi do dalszego spadku zapasów nadziemnych. Malejące zapasy zwiększają podatność rynku na okresy niskiej płynności, większą zmienność cen i wyższe premie.

Dodatkowo silny popyt z Chin – zarówno ze strony sektora fotowoltaiki, jak i inwestorów indywidualnych – nadal wspiera rynek, a obecny kryzys energetyczny może w dłuższym okresie sprzyjać inwestycjom w odnawialne źródła energii, zwiększając zapotrzebowanie na srebro.

Jednocześnie perspektywy srebra pozostają bardziej złożone niż w przypadku złota. Popyt przemysłowy jest wrażliwy na cykl koniunkturalny, a utrzymująca się wysoka inflacja i wolniejszy wzrost gospodarczy mogą ograniczać zużycie w sektorach takich jak elektronika czy produkcja przemysłowa. Również popyt inwestycyjny – kluczowy dla utrzymania deficytu – bywa zmienny i może szybko się odwrócić wraz ze zmianą sentymentu rynkowego.

To właśnie dlatego srebro pozostaje metalem o wyższej zmienności: oferuje większy potencjał wzrostu, ale wiąże się też z wyższym ryzykiem.

Złoto czy srebro? Różnice, które teraz mają znaczenie

Wraz z wygasaniem napięć geopolitycznych i stabilizacją łańcuchów dostaw energii złoto powinno ponownie korzystać z popytu o charakterze monetarnym, dywersyfikacji rezerw, obaw fiskalnych oraz utrzymującej się niepewności geopolitycznej. Jest mniej wrażliwe na cykliczne spadki popytu i mniej podatne na gwałtowne zmiany nastrojów inwestorów.

Srebro pozostaje atrakcyjne fundamentalnie, jednak jego perspektywy w większym stopniu zależą od kondycji popytu przemysłowego oraz aktywności inwestorów. Rynek może ponownie się zacieśnić, a w sprzyjającym scenariuszu makroekonomicznym srebro może ponownie przewyższać złoto pod względem stóp zwrotu. Droga ta będzie jednak prawdopodobnie bardziej zmienna.

Obecny stosunek ceny złota do srebra na poziomie około 62 sugeruje, że srebro jest relatywnie drogie względem długoterminowej średniej w okolicach 70. Oznacza to, że aby wyraźnie przewyższać złoto, potrzebny będzie nowy impuls – czy to w postaci dalszego ograniczenia podaży, silniejszego popytu przemysłowego, czy powrotu zainteresowania spekulacyjnego.

Hossa na rynku metali szlachetnych wydaje się więc raczej wstrzymana niż zakończona. Złoto pozostaje opóźnione, ale nie zatrzymane, a jego fundamenty pozostają silne. Srebro nadal oferuje znaczący potencjał wzrostu, jednak po wcześniejszych nadmiarach pozostaje bardziej wrażliwe na czynniki makroekonomiczne i zmienność nastrojów inwestorów.

W praktyce oznacza to, że złoto pozostaje kluczowym elementem alokacji strategicznej, natomiast srebro pełni raczej rolę taktyczną – z wyższym ryzykiem i potencjalnie wyższą stopą zwrotu.