Popołudniowy komentarz walutowy z 10.04.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Fitness marketing w internecie
Jak reklamować klub fitness lub siłownię, by precyzyjnie trafiać do grup docelowych? Dlaczego przy planowaniu kampanii online warto zwracać uwagę na trendy sezonowe? Jakie znaczenie dla skuteczności reklamy w wyszukiwarce ma położenie geograficzne klubu? W końcu – co determinuje koszty i efekty takiej kampanii? Odpowiedzi znajdują się w najnowszym raporcie opublikowanym przez Blink.pl.
Zgodnie z danymi Polskiego Związku Pracodawców Fitness, w Polsce działa ok. 4 tys. prywatnych siłowni i fitness klubów. W większości przypadków to małe i średnie obiekty rywalizujące z systematycznie rosnącą liczbą nowoczesnych sieci. – Na tak rozdrobnionym rynku wartość reklamy jako sposobu dotarcia do potencjalnego klienta ma wręcz kolosalne znaczenie – przekonuje Jakub Dwernicki, prezes Blink.pl, firmy specjalizującej się w hostingu oraz kampaniach SEM i SEO. Istotny pozostaje też fakt, że osób zainteresowanych dołączaniem do klubów fitness jest coraz więcej – już teraz to przyrost rzędu 20 proc. rocznie. – Rynek będzie systematycznie rósł przyciągając nowych inwestorów. Z kolei większa konkurencyjność wymusi na firmach konieczność wykorzystywania dodatkowych środków promocji, także w zakresie precyzyjnie kierowanej reklamy online, pozwalających pozyskiwać i utrzymywać grono lojalnych klientów. Obecność w wyszukiwarce i – co za tym idzie – w świadomości starannie dobranych, potencjalnych klientów stanie się coraz ważniejsza – dodaje Jakub Dwernicki.
Kluby fitness w dużych miastach
Dane rynkowe pokazują, że największa koncentracja branży fitness występuje w dużych miastach, szczególnie Warszawie, Gdańsku, Wrocławiu, Krakowie i Poznaniu. To właśnie w tych lokalizacjach wybór miejsc, w których można regularnie ćwiczyć jest największy. Taka konkurencyjność to szczególne wyzwanie dla właścicieli i menadżerów dążących do wyeksponowania oferty swojej siłowni czy fitness klubu. Raport udostępniony przez Blink.pl pokazuje, jak w osiągnięciu tego efektu pomaga reklama online – jak przedstawiają się szacunkowe koszty takiej kampanii oraz przewidywane rezultaty uwzględniające trendy sezonowe i układ geograficzny.
Raport Blink.pl to symulacja kampanii reklamowej w wyszukiwarce Google dla klubów fitness lub siłowni zlokalizowanych w dużych miastach Polski. Dokonując analizy potencjału tej branży specjaliści pod uwagę wzięli zestaw popularnych fraz związanych z uprawianiem sportów i zdrowym trybem życia. Wybrano wyrażenia cieszące się znacznym zainteresowaniem potencjalnych klientów branży, a wśród nich znalazły się: „crossfit”, „zumba”, „fitness”, „tbc”, „squash”, „tabata”, „pole-dance”, „jogging”, „nordic-walking”, „bieganie”, „aerobik” i „siłownia”. Aby oszacować potencjał reklamy online dla klubów fitness z największych miast Polski, Blink.pl założył hipotetyczny budżet na poziomie 50 zł dziennie. Przyjęto też, że za kliknięcie CPC w reklamę firma nie zapłaci się więcej niż 3 zł. Badanie przeprowadzono w marcu 2015 roku przy użyciu narzędzi Google Trends i Planer Słów Kluczowych.
Masz klub w lubuskim? Promuj zumbę
Analiza wykonana przez Blink.pl pokazała, że wiele zajęć oferowanych przez kluby może mieć charakter sezonowy. Dla przykładu słowo „zumba” najczęściej wyszukiwane jest przez internautów wiosną (szczególnie w miesiącach marcu i kwietniu) oraz z początkiem jesieni (w październiku). Słabsze zainteresowanie odnotowuje się natomiast w grudniu oraz miesiącach wakacyjnych. Co ciekawe, zajęcia te najczęściej wyszukiwane są na zachodzie kraju, a relatywnie największą popularność zyskują w województwie lubuskim.
W opolskim ćwiczą crossfit
Także rosnąca popularność crossfitu znalazła swoje odzwierciedlenie w trendach wyszukiwania. Ośrodkiem największego zainteresowania tą dyscypliną okazała się być Opolszczyzna, zdecydowanie deklasująca inne województwa, jeśli chodzi o częstotliwość zapytań wpisywanych w wyszukiwarkę.
Fitness? Tak, szczególnie w styczniu i wrześniu
Co ciekawe, największe zainteresowanie dość ogólną frazą „fitness” występuje szczególnie na początku roku kalendarzowego. Wraz z upływem wiosny poziom zapytań o te zajęcia systematycznie spada, by osiągnąć próg minimalny w czerwcu. Drugi ze szczytów przypada na wrzesień, by ponownie spaść w okolicach grudnia.
Najbardziej zainteresowani zajęciami „fitness” są mieszkańcy Dolnego Śląska, choć poziom utrzymany w województwie mazowieckim i małopolskim okazał się być tylko symbolicznie niższy.
Cena reklamy zależy od lokalizacji
Jak widać, przy skutecznej promocji klubu fitness pod uwagę należy wziąć trendy sezonowe pozwalające tworzyć przekazy w czasie, w którym informacje te są właśnie wyszukiwane. Drugim ważnym czynnikiem determinującym powodzenie kampanii jest dopasowanie reklamy do położenia geograficznego klubu. Blink.pl sprawdził, jak przedstawiają się koszty reklamy wynikające ze zróżnicowania regionalnego na przykładzie promocji wg fraz „zumba” oraz „siłownia”.
Okazało się, że średnia cena jaką przyjdzie zapłacić za kliknięcie w reklamę po słowie „zumba” wynosi od 1,30 dla Poznania do 2,61 zł dla Krakowa. Co ciekawe, w Poznaniu można liczyć na znacznie większą, miesięczną liczbę wyświetleń przez osoby szukające tej frazy (ok. 2600 vs ok. 800).
A co z promocją wg frazy „siłownia”? Dwa z analizowanych miast – Poznań i Wrocław – zapewniły szansę na szczególnie atrakcyjne koszty za jedno kliknięcie – odpowiednio 0,46 i 0,15 zł.
Analizując wyniki symulacji przeprowadzonej przez Blink.pl, widać jakie wyrażenia związane z zajęciami sportowymi cieszą się największą popularnością w zależności od miasta, z którego pochodzi zainteresowany internauta. Dla przykładu najwięcej wyszukań fraz „fitness” występuje we Wrocławiu (51 786 wyświetleń i 470 prognozowanych kliknięć w reklamę/mc) oraz Poznaniu (45 945 wyświetleń i 513 prognozowanych kliknięć/mc). Spore zainteresowanie „siłownią” wykazują internauci z Warszawy (7 885 wyświetleń i 125 prognozowane kliknięcia/mc), a „zumbą” – mieszkańcy Krakowa (800 wyświetleń i 239 prognozowanych kliknięć/mc). W Gdańsku warto promować „nordic-walking”, którego reklama może być wyświetlona 825 osobom i kliknięta przez 342 potencjalnych klientów.
Reklama doprecyzowana geograficznie
Na koniec specjaliści z Blink.pl sprawdzili, jak będą kształtować się ceny za reklamę doprecyzowaną geograficznie, tj. nastawioną na dotarcie do internauty korzystającego z kombinacji słów „siłownia” + nazwa miasta. Potencjalnie najdroższa kampania będzie w Warszawie, gdzie za kliknięcie w reklamę trzeba zapłacić 5,09 zł (2 400 wyświetleń/mc po frazie „siłownia warszawa”). Na tym rynku panuje jednak największa konkurencja (0,81/1). Najmniejsza występuje w Gdańsku (0,06/1), gdzie za kliknięcie w reklamę zapłaci się 2,93 zł (1 000 wyświetleń/mc). Najmniejsze koszty za kampanię poniesie natomiast siłownia z Krakowa (1,19 zł).
Nie lekceważ m-klienta
Mimo że klienci nadal najczęściej korzystają z komputerów stacjonarnych do wyszukiwania klubów (78 proc. osób), nie należy lekceważyć znaczenia urządzeń mobilnych. – Liczba osób wykorzystujących smartphony do znalezienia ośrodka fitness czy siłowni rośnie (już teraz robi to 18 proc. osób), przybywa także aplikacji mobilnych wspierających zdrowy tryb życia. Znaczenie reklamy w takim miejscu będzie zatem coraz większe, i aby iść z duchem czasu – należy uwzględnić to medium w strategii kampanii reklamowej – radzi dr inż. Artur Pajkert, ekspert z Blink.pl.
Rozwój branży fitness w Polsce jest nieunikniony. Szczególnie rynek dużych miast będzie nasycał się, generując coraz silniejszą potrzebę walki o klienta. Od czego będzie zależeć sukces fitness klubu czy siłowni? – Na pewno ogromne znaczenie będzie mieć przyjęty model biznesowy, know-how, ale także – podjęte działania promocyjno-reklamowe nastawione na skuteczną promocję precyzyjnie targetowaną w grupy docelowe – podsumowuje Artur Pajkert.
W tych bankach klienci zapłacą więcej
Nadchodzi kolejna fala podwyżek opłat za konta i karty płatnicze. Jeszcze przed wakacjami klienci kilku dużych banków dostaną nowe, mniej korzystne warunki. Części opłat da się uniknąć, ale trzeba będzie się mocno nagimnastykować.
– Banki nie boją się podnosić opłat za konta i karty, bo doskonale wiedzą, że klienci zacisną zęby i zapłacą. Wbrew pozorom, niewiele osób decyduje się na zmianę banku. Tymczasem warto rozejrzeć się po rynku, bo wciąż można znaleźć ciekawe oferty. Pamiętajmy, że jeśli to bank zmienia warunki cenowe, możemy odstąpić od umowy nie ponosząc kosztów – komentuje Wojciech Boczoń, analityk Bankier.pl.
Według banków to posłowie odpowiadają za podwyżki
Gdyby ci nie obniżyli tak mocno opłaty interchange, cenniki nie musiałyby przechodzić dużej rewolucji. Opłata interchange, to prowizja pobierana od punktów handlowych, które akceptują płatności kartą. Jeszcze do niedawna bank pobierał prowizję w wysokości ok. 1,6 proc. od każdej naszej płatności. Dziś prowizja ta wynosi 0,2 proc. dla transakcji kartami debetowymi i 0,3 proc. dla transakcji kartami kredytowymi. Banki tracą na takiej zmianie setki milionów i odbijają sobie to na klientach. Obniżka opłaty interchange nie jest jednak jedynym powodem drożejących usług bankowych. Inne czynniki, to niskie stopy procentowe NBP, fuzje i zmiana modelu dystrybucji usług.
Od wczoraj obowiązuje nowy cennik w mBanku. Bank podniósł opłatę warunkową za korzystanie z karty debetowej w eKoncie. Do niedawna wynosiła 4 zł jeśli klient nie wydał za pomocą karty 100 zł. Po zmianach opłata wynosi 6 zł, a wymagany próg zwalniający z opłaty wzrósł do 300 zł. Od lipca bank podniesie limit transakcji zwalniający z opłaty rocznej za karty kredytowe. Dziś wystarczy dokonać 120 transakcji rocznie, od lipca bank będzie wymagał 240 transakcji.
Z końcem kwietnia Bank Pekao SA wprowadzi opłatę za korzystanie z bankomatów Euronetu, które do tej pory były bezpłatne. Początkowo opłata będzie wynosić 1,49 zł. Taki okres „promocyjny” będzie obowiązywał przez rok. Alior Bank wprowadził 6 złotych opłaty warunkowej, w bezpłatnym dotychczas Koncie Osobistym, oferowanym przez T-Mobile Usługi Bankowe. Nowy cennik obowiązuje od 1 kwietnia 2015 roku, ale zmiany dla obecnych klientów wejdą w życie za dwa miesiące – 1 czerwca.
– Banki w 2014 roku odnotowały rekordowo wysokie zyski, bo ponad 16 mld zł. Jeśli dalej chcą utrzymać ten poziom, to muszą podnosić opłaty. Dla niektórych klientów to fatalna wiadomość, ale jest wyjście z tej sytuacji. Jeśli aktywnie na co dzień korzystamy z karty debetowej, to zmieńmy bank na ten, który nie pobiera stałych opłat za prowadzenie konta tylko uzależnia je od liczby i wartości dokonanych transakcji. Wówczas nawet nie zauważymy, że bank wprowadził opłaty, bo nie będą nas one dotyczyć. W pewnym sensie niektóre banki w ten sposób chcą motywować swoich klientów do płatności kartowych, które w efekcie stają się tańsze, niż tradycyjne zakupy za gotówkę – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.
Polskie firmy przemysłowe i wydobywcze będą mogły skorzystać z nowej ulgi na energię elektryczną
Opublikowana w piątek ustawa o odnawialnych źródłach energii wprowadza nową ulgę dla przedsiębiorstw przemysłowych reprezentujących energochłonne sektory przemysłu. W zależności od stopnia energochłonności danego przedsiębiorstwa, ulga może wynieść od 20 do nawet 85% kosztów wsparcia odnawialnych źródeł energii. Żeby z niej skorzystać jeszcze w 2015 roku, do 17 kwietnia trzeba złożyć stosowne oświadczenie.
– To bardzo dobra wiadomość dla polskiego przemysłu. Wiele państw Unii Europejskiej, w tym nasz najbliższy sąsiad i konkurent – Niemcy, stosuje ulgi dla największych krajowych przedsiębiorców od kosztów energii elektrycznej tak, by zwiększyć ich konkurencyjność i zredukować tym samym zjawisko przenoszenia energochłonnej produkcji do państw trzecich, w których nie obowiązują wyśrubowane normy i dla których ochrona klimatu nie jest priorytetem – tłumaczy Zbigniew Liptak, Dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego EY.
Ulga na energię elektryczną dotyczy obowiązku zakupu zielonych certyfikatów. Prawo do skorzystania z niej będzie miało nawet około 1000 firm z sektora produkcyjnego i wydobywczego, dla których koszt energii elektrycznej wyniósł nie mniej niż 3 proc. wartości dodanej brutto. Wśród branż, które będą mogły skorzystać z preferencji znaleźli się m.in. producenci węgla, papieru, szkła, żywności, cementu, wyrobów ceramicznych i wielu innych. Ulga będzie wynosić od 20 do 85% obowiązku umarzania certyfikatów w zależności od poziomu energochłonności.
Firmy, które chciałyby skorzystać z ulgi jeszcze w bieżącym roku, muszą złożyć w ciągu 15 dni od ogłoszenia ustawy o Odnawialnych Źródłach Energii, czyli do 17 kwietnia, stosowne oświadczenie Prezesowi Urzędu Regulacji Energetyki. – Oświadczenie takie musi zawierać potwierdzenie wykonywania działalności gospodarczej oznaczonej kodami Polskiej Klasyfikacji Działalności uprawniającej do ulgi, informację o ilości zakupionej na własny użytek energii elektrycznej w roku 2014 oraz wskazanie wartości współczynnika intensywności zużycia energii elektrycznej wraz z opinią biegłego rewidenta – tłumaczy Katarzyna Kłaczyńska, prawnik, ekspert w obszarze energetyki w kancelarii prawnej EY Law.
System zielonych certyfikatów, czyli świadectw pochodzenia energii wytwarzanej za pomocą odnawialnych źródeł energii, funkcjonuje w Polsce od października 2005 roku. Wielcy odbiorcy energii muszą kupić określoną liczbę certyfikatów potwierdzając tym samym, że część zakupionej przez nich energii pochodzi z OZE. Zakupione certyfikaty muszą przedstawić do umorzenia prezesowi URE. Jeśli tego nie zrobią, wnoszą opłatę zastępczą, która w 2015 roku wynosi ok. 300,03 zł/MWh. Co ważne w nowej uldze, to fakt, że przysługuje ona zarówno tym wielkim podmiotom, które samodzielnie rozliczają się z zielonych certyfikatów (próg 100 GWh), jak i mniejszym firmom.
Duże wzrosty na giełdowym debiucie Private Equity Managers
Dzisiejsze pierwsze notowanie akcji Spółki rozpoczęło się od dużego wzrostu. Na otwarciu kurs akcji wynosił 124,7 zł, czyli o 12,34% wyżej niż cena sprzedaży akcji w ofercie publicznej. Po południu akcje PEManagers rosły o ponad 16%.
Otwarcie ofert w przetargu na organizację Loterii Paragonowej
Dwie firmy złożyły oferty w przetargu nieograniczonym na przygotowanie i urządzenie Loterii Paragonowej oraz jej kompleksowej obsługi. To pierwsza tego typu inicjatywa Ministerstwa Finansów.
Loteria Paragonowa będzie zachęcała do brania paragonów. Udział w niej będzie mógł wziąć każdy, kto zarejestruje na stronie internetowej loterii paragon fiskalny wystawiony na kwotę co najmniej 10 zł. Losowanie nagród planowane jest raz w miesiącu. Dodatkowo nagradzane będą paragony za wybrane usługi. Nagrodami w loterii będą samochody osobowe, tablety i notebooki. Przewidziano też nagrody dla przedsiębiorców, którzy wystawili zwycięski paragon premiowany nagrodą główną. Start Loterii Paragonowej planowany jest na jesień tego roku. Pierwszy etap Loterii przewidziano na 12 miesięcy.
Kontrakt firmy, która wygra przetarg obejmuje przygotowanie, a następnie urządzenie loterii promocyjnej pod nazwą „Loteria Paragonowa”, zgodnie z wymogami Ustawy o grach hazardowych. Oprócz tego organizator loterii będzie również odpowiedzialny za zakup nagród, zaprojektowanie i utrzymanie strony internetowej loterii, zaplanowanie i przeprowadzenie kompleksowej kampanii promocyjnej w Intrenecie, zorganizowanie profesjonalnej linii telefonicznej help–desk, przygotowanie materiałów informacyjnych i promocyjnych, a wreszcie zaprojektowanie i utrzymanie studia TV na potrzeby Loterii.
Ministerstwo Finansów wyceniło tę usługę na 9 mln 243 tys. 207 zł brutto. W procedurze przetargowej o wyborze oferty decydować będzie w 95 % cena, 3 % termin uruchomienia loterii oraz 2% jednorodność oferty obliczana wg wzoru.
Oferty złożyły:
- konsorcjum spółek Unique One Sp. z o.o. (lider konsorcjum) i Nuorder Sp. z o.o.
- konsorcjum spółek FM PRO Sp. z o.o. (lider konsorcjum), Playprint Polska Sp. z o.o., Grymark Sp. z o.o.
– Cieszy nas zainteresowanie Loterią i mamy nadzieję, że wyłoniony spośród złożonych ofert organizator pomoże nam poprzez Loterię Paragonową promować ideę wspierania uczciwej konkurencji przez wszystkich Polaków – mówi sekretarz stanu w MF i pełnomocnik rządu ds. informacji i edukacji finansowej Izabela Leszczyna.
Ministerstwo Finansów będzie badało przedstawione oferty przez maksymalnie 60 dni, co zgodnie z ustawą Prawo zamówień publicznych jest również terminem związania potencjalnych Wykonawców ofertą. Rozstrzygnięcie przetargu i wybór najkorzystniejszej oferty powinno nastąpić w tym okresie. Zwycięzca przetargu będzie miał maksymalnie 4 miesiące od dnia podpisania umowy na przygotowanie i urządzenie Loterii Paragonowej.
Komentarz walutowy z 10.04.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Komentarz walutowy z 10.04.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
NIK o kontroli Stoczni Gdańsk S.A.
W 2007 roku większościowy pakiet akcji Stoczni Gdańsk S.A. objął ukraiński inwestor – ISD Polska sp. o.o. Chcąc utrzymać bieżącą produkcję stoczniową i ochronić miejsca pracy Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. w 2009 roku udzieliła Stoczni Gdańsk pomocy publicznej w wysokości 150 mln złotych (103,3 mln zł pożyczki oraz zwiększenie wkładu w kapitale zakładowym Spółki do 25 proc. akcji). Działania te były zgodne z decyzją Komisji Europejskiej z 22 lipca 2009 r. w sprawie udzielenia Stoczni Gdańsk S.A. pomocy publicznej na realizację zaplanowanej restrukturyzacji.
NIK negatywnie oceniła realizację przez Stocznię Gdańsk S.A. planu restrukturyzacji, który został przygotowany przez inwestora ukraińskiego oraz zatwierdzony przez Komisję Europejską. Mimo przekazania Stoczni Gdańsk przez Agencję Rozwoju Przemysłu pomocy publicznej w 2009 roku w wysokości 150 mln zł, w latach 2009-2013 Stocznia Gdańsk wykazywała znaczące straty. Łączna strata netto od 2009 r. przekroczyła w roku 2013 poziom, który zagrażał dalszej działalności Spółki. Stocznia Gdańsk nie uzyskała zakładanej w planie restrukturyzacji długoterminowej rentowności oraz trwałej zdolności do konkurowania na rynku, co było głównym celem udzielonej pomocy publicznej.
Warunkiem udzielenia Stoczni Gdańsk pomocy przez państwo było utrzymanie produkcji stoczniowej, poziomu zatrudnienia oraz realizacja planu restrukturyzacji. Program działań został zaakceptowany przez Komisję Europejską.
NIK w czasie prowadzonej na wniosek Ministra Skarbu Państwa kontroli doraźnej obejmującej lata 2009 -2013 stwierdziła, że Stocznia Gdańsk S.A. nie realizowała zadań przewidzianych w przyjętym planie restrukturyzacji. Odstępstwa od realizacji przez Stocznię celów założonych w planie restrukturyzacji, sprawiły, że od 2011 r. spółka ponosiła straty, chociaż inwestor zaplanował uzyskanie w tym czasie dodatnich wyników finansowych. Skumulowana (od 2009 roku) strata netto Stoczni Gdańsk S.A. osiągnęła w 2013 roku poziom w istotny sposób utrudniający funkcjonowanie Spółki.
Stocznia Gdańsk S.A. nie zrealizowała zakładanych w planie restrukturyzacji wielkości dotyczących:
- nakładów inwestycyjnych,
- przerobu liczby ton stali na cele produkcji stoczniowej,
- produkcji wież wiatrowych
- dostaw statków.
Produkcja stoczniowa w latach 2009-2012 – wyrażona w tonach przerobionej stali – była realizowana przez Stocznię Gdańsk na poziomie niższym niż założony w planie restrukturyzacji.
Stocznia Gdańsk nie wywiązywała się także z zobowiązań publiczno-prawnych np. wobec ZUS, mimo, że sama w tym czasie udzielała pożyczek inwestorowi ukraińskiemu oraz spółkom z nim powiązanym (m.in. GSG Towers Sp. z o.o oraz GSG Energia Sp. z o.o). Kontrolerzy NIK ustalili również, że sprawozdania z realizacji zaplanowanej restrukturyzacji, przekazywane (w części z opóźnieniem) przez Stocznię Gdańsk do Komisji Europejskiej, nie zawierały wszystkich wymaganych danych.
Spółka utrzymała natomiast w okresie restrukturyzacji zaplanowany poziom zatrudnienia.
Do Zarządu Stoczni NIK skierowała wnioski o:
- Niezwłoczne zwołanie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia w celu oceny sytuacji w Spółce, stosownie do art. 397 Kodeksu spółek handlowych.
- Uregulowanie przeterminowanych zobowiązań, w tym publiczno-prawnych, które niespłacone mogłyby skutkować wnioskami o ogłoszenie upadłości Stoczni.
- Dotrzymywanie terminów dotyczących obowiązków sprawozdawczych wynikających z przepisów rachunkowych i handlowych oraz niezwłoczne złożenie sprawozdań finansowych za lata 2012 i 2013 wynikających z obowiązków ustawowych.
Zarząd Stoczni Gdańsk S.A. poinformował NIK o sposobie realizacji wniosków pokontrolnych.
NIK oceniła natomiast pozytywnie, mimo stwierdzonych nieprawidłowości, działania Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. (ARP).
ARP udzieliła – na podstawie porozumienia z 5 grudnia 2008 r. – Stoczni Gdańsk S.A. pomocy publicznej, której wysokość – 150 mln złotych – umożliwiała przeprowadzenie zaplanowanej restrukturyzacji. NIK pozytywnie oceniła zarówno udzielenie przez ARP pożyczki jak i objęcie przez Agencję akcji Stoczni. Działania te były zgodne z ustawowymi zasadami udzielania pomocy publicznej oraz z decyzją Komisji Europejskiej z 22 lipca 2009 r.
Stwierdzone w czasie kontroli nieprawidłowości, dotyczące odstąpienia przez Agencję od wewnętrznych procedur (czyli rezygnacja z oceny wniosku o pomoc publiczną oraz analizy planu restrukturyzacji przedłożonego przez Stocznię) a także niedostatecznego korzystania przez Agencję z praw przysługujących akcjonariuszowi mniejszościowemu (w zakresie pozyskiwania informacji o bieżącej sytuacji w spółce) nie wpływały na sytuację Stoczni jako beneficjenta pomocy publicznej.
Po kontroli NIK wnioskowała do ARP o:
- Udzielanie pomocy publicznej bez rezygnowania z zasad dotyczących oceny wniosków i planów naprawczych.
- Aktywne korzystanie z praw akcjonariusza zwłaszcza w zakresie uzyskiwania informacji o istotnych zdarzeniach i operacjach w spółkach.
- Wystąpienie do Ministra Skarbu Państwa o weryfikowanie wykonania zobowiązań, warunkujących udzielenie pomocy publicznej.
Prezes ARP zadeklarowała, że ARP zrealizuje pierwsze dwa wnioski pokontrolne i równocześnie poinformowała, że MSP podjęło już stosowne działania w celu realizacji trzeciego wniosku.
Równocześnie w ramach tej samej kontroli doraźnej NIK podjęła kontrolę w Spółce GSG Towers Sp. z o.o., produkującej wieże wiatrowe na terenie Stoczni. Produkcja ta była ujmowana w sprawozdaniach Stoczni Gdańsk S.A. dotyczących planu restrukturyzacji Stoczni. NIK stwierdziła, że spółka GSG Towers Sp. z o.o. nie wykorzystała otrzymanych środków z funduszy Unii Europejskiej na dofinansowanie dwóch projektów związanych z produkcją wież wiatrowych. Realizacja tych projektów wpłynęłaby na rozwinięcie przez Spółkę produkcji wież wiatrowych i poprawiłaby jej sytuację finansową, umożliwiając tym samym także spłatę zaciągniętych zobowiązań wobec Stoczni Gdańsk. Z przekazanego dofinansowania w wysokości ponad 19,5 mln zł, Spółka wykorzystała jedynie nieco ponad 1,5 mln zł (czyli ok. 8 proc), zwracając niewykorzystane środki.
Kontrola NIK zakończyła się przed zawarciem ramowej umowy inwestycyjnej pomiędzy Stocznią Gdańsk S.A, inwestorem ukraińskim, GSG Towers Sp. z o.o. i ARP S.A. Umowa ta ma zapobiec zwrotowi pomocy publicznej. Zawarcie umowy uratowało tym samym Stocznię przed upadłością.
Zbędne z punktu widzenia produkcji Stoczni grunty zostały nabyte przez Pomorską Specjalną Strefę Ekonomiczną (PSSE), co umożliwi Stoczni Gdańsk spłatę zobowiązań publicznoprawnych, np. wobec ZUS. PSSE podejmuje obecnie działania zmierzające do rewitalizacji terenów stoczniowych oraz rozwoju przemysłu stoczniowego.
17 marca 2015 r. Prezes UOKiK, na wniosek Stoczni Gdańsk S.A. oraz ARP S.A., wydał zgodę na przejęcie przez ARP S.A. kontroli nad GSG Towers Sp. z o.o. Kontrola ta będzie sprawowana wspólnie z inwestorem ukraińskim – GSG Sp. z o.o.
Prezes NIK kieruje wniosek do Trybunału Konstytucyjnego
Każdego roku w wyniku zderzeń pojazdów z przydrożnymi drzewami ginie blisko pół tysiąca osób, a około 2,5 tysiąca zostaje rannych. Nieprecyzyjne przepisy uzależniają usunięcie drzew z niebezpiecznych miejsc od zastąpienia ich nowymi, nasadzonymi często w pasie drogowym. W konsekwencji zamiast jednego wyciętego drzewa pojawia się kilka innych, świeżo nasadzonych w pobliżu drogi, które z czasem zaczynają zagrażać bezpieczeństwu kierowców. Dlatego Prezes NIK zdecydował się skierować wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o stwierdzenie niezgodności art. 83 ust. 3 ustawy o ochronie przyrody z art. 2, 5 oraz 31 ust. 3 Konstytucji RP.
Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła w 2014 roku kompleksową kontrolę dotyczącą bezpieczeństwo ruchu drogowego. Jednym z wniosków była konieczność zmiany praktyki w zakresie usuwania drzew z pasa drogowego. Przepisy zezwalają na ich wycinanie, ale uzależniają to od posadzenia nowych drzew, i to w liczbie nie mniejszej niż liczba usuniętych. W praktyce – na co wskazywał np. Wojewoda Podlaski – w pasie drogowym jedno wycięte drzewo zastępują nierzadko trzy inne. W sytuacji, gdy pas jest wąski – a jest tak zwykle na obszarach zabudowanych i na drogach niższych kategorii – drzewa są nasadzane w niewielkiej odległości od krawędzi jezdni. Paradoksalnie więc przepisy i praktyka ich stosowania zamiast sprzyjać poprawie bezpieczeństwa drogowego mogą prowadzić do jego pogorszenia, konsekwentnie uniemożliwiając likwidację tzw. twardego otoczenia drogi.
NIK uważa, że wniosek skierowany przez Prezesa Izby do TK spowoduje doprecyzowanie przepisów, które uniemożliwią lokowanie nowych nasadzeń – w miejsce wyciętego drzewa lokowano – ponownie w pasie drogowym. Zdaniem NIK nowe nasadzenia powinny być wskazywane w innych, bezpiecznych dla kierowców lokalizacjach. Przepisy w obecnym brzmieniu tego nie gwarantują.
Każdego roku w wyniku zderzeń pojazdów z przydrożnymi drzewami ginie blisko pół tysiąca osób, a około 2,5 tysiąca zostaje rannych. Dane Policji wskazują, że w 2014 roku doszło w Polsce do 1818 wypadków z najechaniem na drzewo. W konsekwencji 421 osób poniosło śmierć, a 2226 zostało rannych. W 2013 roku ofiar było jeszcze więcej. Przydrożne drzewa mają pod tym względem gorsze statystyki niż wszystkie inne elementy infrastruktury drogowej razem wzięte.
Dlatego Prezes NIK skorzystał z przysługującego mu prawa i zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o stwierdzenie niezgodności art. 83 ust. 3 ustawy z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody – w zakresie, w jakim uzależnia zgodę na wycięcie drzewa z pasa drogowego od zastąpienia go innymi drzewami lub krzewami w liczbie nie mniejszej niż liczba usuwanych drzew lub krzewów – z art. 2, 5 oraz 31 ust. 3 Konstytucji RP. Wskazany przepis prowadzi zdaniem NIK do arbitralnych rozstrzygnięć organu władzy publicznej, nie określa maksymalnej liczby drzew nasadzanych w zastępstwie, a wreszcie nie wyklucza, że miejscem nowych nasadzeń będzie to, z którego drzewa właśnie usunięto.
Tymczasem rosnące w pasie drogowym drzewa, które bardzo często znalazły się tam w wyniku nasadzeń zastępczych, w realny sposób zagrażają bezpieczeństwu uczestników ruchu drogowego. NIK wskazuje, że z powodzeniem możną byłoby je nasadzić w innych bezpiecznych miejscach.
Ostatni raz z wnioskiem do Trybunału Konstytucyjnego ze strony NIK zwrócił się 6 września 1999 roku Prezes Janusz Wojciechowski. Jego wniosek dotyczył wskazanych przez Izbę artykułów ustawy o NBP. Następni dwaj Prezesi nie występowali do Trybunału Konstytucyjnego.
| Rodzaj zdarzenia | Wypadki | Zabici | Ranni | ||||
| 2013 r. | 2014 r. | 2013 r. | 2014 r. | 2013 r. | 2014 r. | ||
| Zderzenie się pojazdów w ruchu | 18 184 | 17 960 | 1 321 | 1 278 | 24 743 | 24 161 | |
| Najechanie na | pieszego | 9 266 | 8 940 | 1 130 | 1 104 | 8 701 | 8 339 |
| drzewo | 2 055 | 1 818 | 473 | 421 | 2 615 | 2 265 | |
| słup, inny obiekt drogowy | 1 057 | 942 | 119 | 97 | 1 332 | 1 222 | |
| unieruchomiony pojazd | 394 | 365 | 20 | 32 | 506 | 469 | |
| dziurę, wybój, garb | 76 | 52 | 1 | – | 79 | 55 | |
| zwierzę | 179 | 193 | 12 | 8 | 221 | 246 | |
| Wywrócenie się pojazdu | 2 728 | 2 660 | 199 | 176 | 3 420 | 3 290 | |
| Wypadek z pasażerem | 581 | 633 | 10 | 7 | 758 | 824 | |

