M. Mróz (Copernicus): Podwyżka stóp procentowych w USA w tym roku wcale nie jest pewna. Na ostrożności Fed zyska polska gospodarka

 

Oczekiwana przez ekonomistów podwyżka stóp procentowych we Stanach Zjednoczonych wcale nie jest w tym roku przesądzona. Inflacja w USA jest niska, a mocny dolar może zaszkodzić tamtejszym eksporterom. Jeżeli Fed wstrzyma się z zaciskaniem monetarnego pasa, co zasugerowała po ostatnim posiedzeniu szefowa tego gremium Janet Yellen, zyska też polska gospodarka.

Sytuacja amerykańskiej gospodarki pokazuje jednak pewne oznaki spowolnienia. Rekordowo mocny dolar i inflacja poniżej pożądanych przez Fed poziomów sugerują, że być może wbrew oczekiwaniom konsensusu rynkowego w tym roku zobaczymy albo jedynie bardzo symboliczną podwyżkę stóp procentowych w USA, albo jej nie zobaczymy wcale – mówi agencji informacyjnej Newseria Marcin Mróz, główny ekonomista Grupy Copernicus.

Zaskakujący przebieg miało marcowe posiedzenie Zarządu Rezerwy Federalnej. Analitycy dość powszechnie oczekiwali sygnału dotyczącego terminu podwyżki stóp procentowych w USA. Większość obstawiała czerwiec, pozostali podzielili się na oczekujących szybszego lub nieco późniejszego terminu. Fed wprawdzie zgodnie z oczekiwaniami zrezygnował w komunikacie z zapisu o cierpliwym oczekiwaniu na właściwy moment do podniesienia stóp, jednak uznał, że amerykański wzrost gospodarczy będzie wolniejszy niż przewidywano wcześniej.

Według nowych prognoz Rezerwy Federalnej amerykańskie PKB w tym roku ma wzrosnąć o między 2,3 a 2,7 proc., a nie w przedziale 2,6-3,0 proc. jak podawano wcześniej. Podobnie ma być w 2016 roku, z tym że ta wcześniejsza prognoza zakładała dolną granicę wzrostu na 2,5 proc. Z kolei prognozę na 2017 rok obniżono na 2,0-2,4 proc. z 2,3-2,5 proc.

Natomiast inflacja bazowa w tym roku ma być na poziomie 1,3-1,4 proc., a nie 1,5-1,8 proc. jak prognozowano w grudniu. W 2016 roku ma wynieść 1,5-1,9 proc. zamiast wcześniej prognozowanych 1,7-2,0 proc. W lutym ceny, z pominięciem cen żywności i energii, wzrosły rok do roku o 1,7 proc., czyli nieznacznie więcej niż prognozowano (1,6 proc.). Ceny były porównywalne do tych z lutego 2014 r.

Z punktu widzenia bieżącej inflacji nie ma żadnych przesłanek, by Fed zaczął podwyższać stopy procentowe – ocenia Marcin Mróz. – Również z punktu widzenia średniookresowej ścieżki inflacji, mocnego dolara i niskich ceny ropy, mamy wszystkie czynniki wskazujące na to, że ryzyko inflacji czy rosnących kwartałów jest bardziej po stronie niższych poziomów niż wyższych. Wszystko to sugeruje, że fundamentalne przesłanki do podwyżki stóp procentowych są w tym momencie bardzo słabe.

Mocny dolar zagraża też wynikom amerykańskiego eksportu. Komunikat po marcowym posiedzeniu Zarządu Rezerwy Federalnej sprawił, że rekordowo wysokie notowania amerykańskiej waluty zaczęły lekko spadać.

Coraz częściej widać oznaki spowalniających zamówień, szczególnie po stronie zamówień eksportowych, co może sugerować, że w sytuacji dość słabego popytu poza granicami Stanów Zjednoczonych i mocnego dolara sytuacja przedsiębiorstw eksportujących nie wygląda najlepiej – zwraca uwagę główny ekonomista Grupy Copernicus. To może w najbliższych kwartałach przyczynić się do tego, że wzrost PKB w amerykańskiej gospodarce w tym roku może uplasować się nieco poniżej 3 proc.

Z punktu widzenia polskiej gospodarki im dłużej trzeba będzie czekać na podwyżkę stóp procentowych w Stanach, tym lepiej. Dzięki prowadzonej od 2008 roku polityce taniego pieniądza, dolar ożywiał gospodarkę światową. Wyższe stopy w USA oznaczać mogą ucieczkę części inwestorów także z Polski.

Część inwestorów zagranicznych chciałaby zamknąć pozycję i wycofać się z tego rynku – prognozuje Marcin Mróz. Na pewno nie byłoby to działanie masowe, jednak takie krótkookresowe wahania na rynku obligacji i złotego mogłyby się zdarzyć. Im dłużej będziemy czekać na decyzję Fedu odnośnie do pierwszej podwyżki stóp procentowych, tym paradoksalnie lepiej dla naszych rynków finansowych.

Sieci handlowe mają coraz większy wpływ na kształt i funkcjonalność opakowań żywności

 

Sieci handlowe przejmują kompetencje dotychczas zarezerwowane dla wytwórców produktów w handlu detalicznym – uczestniczą w tworzeniu standardów i projektowaniu opakowań dla marek i poszczególnych artykułów. Muszą się one zmieniać, bo zmieniają się oczekiwania konsumentów. Producenci opakowań inwestują w rozwiązania zaawansowane technologicznie. 

– Rośnie rola sieci handlowych w definiowaniu standardów i oczekiwań wobec produktów – mówi agencji informacyjnej Newseria Tomasz Żebrowski, prezes zarządu przedsiębiorstwa Stora Enso Poland. – Do tej pory ściśle współpracowaliśmy i projektowaliśmy opakowania z producentami. W tej chwili ten proces zaczyna wyglądać inaczej. To sieci handlowe zaczynają definiować opakowania, standardy i trendy.

Duży udział mają w tym coraz szarzej wprowadzane na rynek i coraz chętniej kupowane przez konsumentów marki własne sieci handlowych (ang. private labels), których wartość w ubiegłym roku szacowana była na około 90 mld zł i wciąż rośnie. Dla przykładu w ubiegłym roku co trzeci koszyk klienta sieci Tesco zawierał takie artykuł. Na innych rynkach UE marki własne stanowią ponad połowę zakupów.

Stora Enso zajmuje się zarówno produkcją papierów do opakowań, jak i opakowań tekturowych. Wyzwań w tym zakresie jest rzeczywiście dużo. Najważniejsze stawiają przed nami klienci: szeroko rozumiana innowacyjność. Konsumenci coraz więcej oczekują od opakowania, a my musimy pozytywnie odpowiadać na te trendy, co nie jest łatwe przy dynamice rynku, jaką aktualnie obserwujemy – informuje Tomasz Żebrowski podczas Poland & CEE Retail Summit 2015.

Z raportu firmy wynika, że na zmiany w trendach wpływ będą mieć nowe nawyki konsumenckie millenialsów, czyli osób z pokolenia urodzonego między 1980 a 2000 rokiem. Czterech na pięciu konsumentów w tej grupie podkreśla, że opakowanie jest istotnym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji zakupowych, a 85 proc. uważa je za ważny element wizerunku danej marki (przy 71 proc. wśród konsumentów z innych pokoleń). Blisko połowa millenialsów jest gotowa zapłacić więcej za dany produkt, jeśli będzie on w opakowaniu ekologicznym.

W 2014 r. Stora Enso miała globalnie sprzedaż na poziomie 10,2 mld euro, co stanowiło spadek o 3,3 proc. wobec 2013 r. Zysk operacyjny wzrósł do 810 mln euro z 578 mln, głównie z powodu ograniczenia kosztów. Zysk netto wyniósł 90 mln euro wobec straty 71 mln euro rok wcześniej.

Zasoby, które inwestujemy w innowacyjne opakowania, są znaczące. Pracuje nad nimi w Polsce kilkadziesiąt osób – mówi Tomasz Żebrowski. – Głównym narzędziem jest miejsce, które nazywamy „design studio”. Wyposażyliśmy je w najnowsze osiągnięcia techniki, odpowiednie oprogramowanie pozwalające cyfrowo odtworzyć sklepy dyskontowe, projektować w systemie trójwymiarowym, a przed dostarczeniem do sieci handlowych sprawdzać, jak klient reaguje na opakowanie.

W związku z rosnącym zapotrzebowaniem na nowe, innowacyjne produkty Stora Enso Poland ma rozwijać moce produkcyjne. Przedsiębiorstwo skończyło właśnie proces inwestycji w jedną z największych maszyn papierniczych w Polsce.

Było to jedno z najbardziej znaczących, pojedynczych przedsięwzięć w Polsce, kosztowało około 450 mln euro. W tej chwili zbieramy siły na kolejne kroki – ocenia prezes Tomasz Żebrowski. – Stora jest zainteresowana rozwojem swojego biznesu w tej części Europy. Polski rynek rośnie, a wraz z nim popyt na opakowania, któremu na pewno będziemy w stanie sprostać. Bardzo dużo inwestujemy w maszyny produkujące opakowania wysokiej jakości, z wielokolorowym nadrukiem, czego oczekują od nas także sieci handlowe.

Średnio 363 zł wyda polska rodzina na Święta Wielkanocne. Większy budżet planują mieszkańcy wsi

CEO Magazyn Polska

Na Wielkanoc wydamy mniej niż na grudniowe święta, ale aż trzy razy więcej niż w zwykły, nieświąteczny weekend. Średnio wielkanocne wydatki sięgną ok. 360 zł. W większych rodzinach kwota ta przekroczy 400 zł. Święta te są ważniejsze dla mieszkańców wsi – oni proporcjonalnie wydadzą więcej niż osoby z miast.

Zadaliśmy Polakom pytanie, ile zamierzają wydać na święta. Średnio będzie to 363 zł. Kwota ta zmienia się w zależności od tego, ile osób wchodzi  w skład gospodarstwa domowego. W przypadku dwuosobowych gospodarstw domowych jest to około 260 zł, w przypadku pięcioosobowych gospodarstw domowych ponad 400 zł – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Przemysław Kasza z działu badań Provident Polska.

Z badań Providenta wynika, że na święta Wielkiej Nocy wydamy znacznie mniej niż na Boże Narodzenie. W grudniu wydatki polskich gospodarstw domowych były nawet znacznie wyższe i przekraczały 500 zł. Jednak i tak Wielkanoc jest znacznie droższa niż zwykły, nieświąteczny weekend. Wtedy wydajemy tylko średnio 117 zł na gospodarstwo domowe, czyli ponad trzykrotnie mniej niż podczas kwietniowych świąt.

Polacy mniej wydają na Wielkanoc niż na Boże Narodzenie z tego powodu, że nie mają zwyczaju obdarowywania się prezentami, tak jak robią to co roku w grudniu. 56 proc. pytanych przez Providenta nie zamierza tego robić. Jedna trzecia Polaków o tym myśli, ale mniej niż połowa spośród nich deklaruje, że zrobi to na pewno. Średnio na prezent wielkanocny osoby, które chcą go kupić, wydadzą 127 zł, ale 13 proc. osób zamierza zrobić podarek bezkosztowo.

Wielkanocne wydatki nie ulegną w tym roku większej zmianie – 56 proc. Polaków zamierza wydać na nie tyle samo, ile przed rokiem. Pozostali w równej części zamierzają przeznaczyć na organizację świąt więcej lub mniej pieniędzy niż rok temu.

Te osoby, które zarabiają najlepiej, wydają najwięcej. Gdy przyjrzymy się bliżej tym wynikom, okazuje się jednak, że największe zaangażowanie można zaobserwować wśród mieszkańców wsi. Oni wydają prawie czterokrotnie więcej niż w przypadku normalnego weekendu, natomiast mieszkańcy miast powyżej 250 tys. mieszkańców wydają tylko 2,5-krotnie więcej – mówi Kasza.

Dodaje, że w przypadku większych gospodarstw domowych średnie wielkanocne wydatki mogą przekroczyć 400 zł, bo każda dodatkowa osoba w rodzinie oznacza święta droższe o ok. 100 zł.

Badania pokazały także dużą rozbieżność pomiędzy rodzinnymi budżetami przeznaczonymi na święta. Jedna trzecia badanych deklaruje, że wyda na święta nawet mniej niż 300 zł. Równocześnie co piąty badany jest gotowy przeznaczyć na ten kwietniowy weekend ponad 500 zł.

Coraz więcej firm monitoruje publikacje na swój temat w internecie

0

 

Słabej jakości monitoring mediów może być dla firmy większym problemem niż korzyścią. Przez błędny system spółka może stracić dużo czasu, usuwając bezwartościowe wzmianki z rezultatów monitoringu. Dodatkowo brak częstej aktualizacji monitoringu uniemożliwia szybkie reagowanie na komunikaty pojawiające się w mediach społecznościowych. Instytut Monitoringu Mediów opracował listę najczęstszych problemów.

Oferta rynkowa narzędzi monitorujących media jest coraz bogatsza. Każda firma czy osoba prywatna, która chce monitorować media, czy to tradycyjne – prasę, radio bądź telewizję, czy nowe media – internet, media społecznościowe wraz z wszystkimi nowymi serwisami, jak Facebook czy Instragram, ma bardzo bogaty wybór – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Łukasz Jadaś, starszy specjalista ds. badań i produktów z Instytutu Monitoringu Mediów. ‒ Zauważyliśmy jednak, że jakość narzędzi, które pojawiają się na rynku, coraz bardziej odbiega od pożądanej normy.

Choć monitoring mediów jest coraz bardziej dostępny i popularny, usługa słabej jakości nie przyniesie firmom oczekiwanych korzyści. Monitoring będzie wtedy albo niekompletny, albo spóźniony, albo zbyt obszerny i uwzględniający nieistotne wyniki.

Jednym z najczęstszych problemów jest właśnie uwzględnianie spamu oraz nieistotnych wzmianek w monitoringu. Mogą to być np. bezwartościowe z punktu widzenia marketingu firmy komentarze na forach, które tylko pozornie zwiększają liczbę wzmianek. Konieczność ich usuwania jest czasochłonna i kosztowna.

Jak wynika z naszych obserwacji, w przypadku wielu narzędzi, zwłaszcza tych darmowych, jak chociażby Google Alerts, użytkownik otrzyma w wynikach od 80 do 90 proc. materiałów spamowych, zupełnie niepotrzebnych i zbędnych z punktu widzenia działalności firmy czy prywatnych potrzeb – podkreśla Jadaś.

Tak samo niepotrzebne są wzmianki, które dotyczą innych firm o podobnej nazwie, często nawet z innych krajów. System powinien filtrować te dane, które tylko zaburzają wyniki.

Dobry monitoring mediów musi także wziąć pod uwagę kreatywność internautów i sposoby wyrażania się w internecie. Słowa kluczowe nie mogą być ograniczone, bo użytkownicy internetu często tworzą własne określenia. Trzeba wziąć pod uwagę także to, że internauci popełniają błędy gramatyczne i ortograficzne.

Na przykład na Twitterze, mówiąc o prezydencie Bronisławie Komorowskim, często używa się skrótu PBK, o sklepie Biedronka pisze się Biedra. Takich przykładów pokazujących kreatywność słowotwórczą internautów jest wiele i warto, żeby monitoring social mediów umożliwił zbieranie danych na temat wszystkich tego typu zagadnień – podkreśla Jadaś.

Monitoring mediów musi także umożliwiać szybkie i odpowiednie reagowanie, szczególnie w mediach społecznościowych. Dlatego ważne jest, by klienci otrzymywali powiadomienia o wzmiankach jak najczęściej, nawet poprzez SMS-y czy e-maile, dzięki czemu będą mogli szybko zareagować.

Z tego samego powodu monitoring nie powinien ograniczać liczby wzmianek. Powinien również umożliwiać łatwy eksport danych, a także archiwizować publikacje, co jest zabezpieczeniem na wypadek usunięcia strony internetowej lub bloga.

Trwają dyskusje o ograniczeniu ruchu w centrum miast. Potrzebne jednak inwestycje w komunikację publiczną

 

Trwają dyskusje nad ograniczeniem ruchu samochodowego w centrach miast. Zdaniem ekspertów pomysł nie jest zły, jednak by zachęcić mieszkańców do rezygnacji z aut, potrzebne są duże inwestycji w komunikację publiczną. Te zaś będą dużo łatwiejsze dzięki środkom z Unii Europejskiej. To zapewne ostatnia perspektywa finansowa UE, w której przewidziane są tak duże kwoty na infrastrukturę.

Trzeba przede wszystkim położyć nacisk na zachęcanie do korzystania z komunikacji publicznej, a to się stanie dzięki inwestycjom w torowiska, nowy tabor, dzięki temu, że tramwaj czy autobus będzie uprzywilejowany. I jeżeli będą też odpowiednie ceny biletów w stosunku do cen paliwa i stawek za parkowanie, to kierowcy będą się chętniej przesiadać do tej komunikacji – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adrian Furgalski, wiceprezes Zespół Doradców Gospodarczych TOR.

Tylko pod warunkiem poprawy jakości komunikacji w miastach – choć zdaniem eksperta już mamy do czynienia ze znaczącą poprawą – możliwe będą takie rozwiązania, jak proponowane przez posłów PO ograniczenie ruchu samochodowego w centrach miast.

Na dalszą rozbudowę komunikacji publicznej w Warszawie pieniądze są i zostaną przeznaczone na rozbudowę II linii metra – mówi Adrian Furgalski.

W ramach tzw. kontraktu terytorialnego nowej perspektywy finansowej do 2019 roku przewidziano blisko 4 mld zł na budowę kolejnych trzech stacji drugiej linii metra w kierunku Targówka i Woli oraz nowe pociągi i rozbudowę bazy na Kabatach. Kolejne 3,84 mld zł do 2022 r. przeznaczono na tabor i wydłużenie tuneli o dwie stacje na Bemowie oraz trzy na Bródno. W ramach nowej perspektywy unijnej planowana jest w sumie budowa 11 przystanków drugiej linii podziemnej kolejki.

Rozbudowa i poprawa komunikacji publicznej będzie jednym z priorytetów w zakresie infrastruktury w ramach perspektywy finansowej UE 2014-2020. Zgodnie z Umową Partnerstwa, dokumentem określającym strategię wykorzystania pieniędzy z nowej perspektywy, z poszczególnych funduszy Polska ma otrzymać 82,5 mld euro w ramach polityki spójności. Największa część, bo blisko 24 mld euro, zostanie przeznaczona na poprawę infrastruktury i zrównoważony transport. Kolej ma otrzymać 10,2 mld euro (42,7 mld zł), ponad dwa razy więcej niż w latach 2007-2013. Ograniczono natomiast możliwość inwestowania środków w rozbudowę dróg lokalnych. Finansowane mają być przede wszystkim takie odcinki, które łączą się z transeuropejską siecią transportową (tzw. TEN-T).

Plany dotyczące kolei nie zostały jeszcze zaakceptowane przez Komisję Europejską, dlatego że nie uwzględniają modelu ruchu – tłumaczy Furgalski. – Brakuje odpowiedzi na pytanie, w co warto inwestować w pierwszej kolejności, jeśli w ogóle. Chodzi o to, że jeśli będziemy budować nowe odcinki torów, to trzeba to robić tak, aby potem kursowały tam pociągi i woziły pasażerów i towary, a nie powietrze.

Dużą nowością dla samorządów w nowej perspektywie jest przekazanie im do dyspozycji większej ilości pieniędzy. W latach 2007-2013 ok. 25 proc. wszystkich środków było wdrażanych przez samorządy, obecnie będzie to niemal 40 proc.

To będzie też duży popis dla rozwiązań związanych z inteligentnymi systemami transportu. Mimo opóźnień mam nadzieję, że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wdroży system sterowania ruchem, który będzie informował kierowców, gdzie są zatory na sieciach krajowych, gdzie są wypadki, objazdy, jakie są czasy przejazdu – mówi Furgalski.

Jak podkreśla, w najbliższych latach nowością będzie też program rewitalizacji polskich miast, głównie tej przestrzeni, która była zniszczona, np. przez przemysł zlokalizowany w centralnych dzielnicach.

Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie. Przyczyną jest brak ruchu i nieodpowiednia dieta

Polskie dzieci są coraz mniej aktywne i tyją szybciej niż ich rówieśnicy w Europie. 40 proc. dzieci spędza prawie trzy godziny dziennie przed komputerem, a prawie co czwarty gimnazjalista nie ćwiczy na lekcjach wychowania fizycznego. Młodzież nie przestrzega też zasad zdrowego odżywania, przedkładając żywność typu fast food nad zdrowe przekąski. 

Według zaleceń Światowej Organizacji Zdrowia dzieci powinny spędzać co najmniej 60 minut dziennie na aktywności fizycznej. Tymczasem polskie dzieci ruszają się coraz mniej: 40 proc. z nich spędza nawet trzy godziny dziennie przed komputerem i telewizorem. Z danych NIK wynika, że 19 proc. uczniów szkół podstawowych i 24 proc. gimnazjalistów nie ćwiczy na lekcjach WF. W efekcie polskie dzieci tyją najszybciej spośród dzieci w Europie, a 17 proc. chłopców i 11 proc. dziewczynek w wieku 7-18 lat zmaga się z otyłością.

– Rozwiązaniem jest ruch i prawidłowe odżywianie się. Musi to być zapoczątkowane w rodzinie, bo przykład powinien iść z góry, czyli od rodziców. W szkołach natomiast powinny być ciekawe lekcje WF lub zajęcia pozalekcyjne – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Iwona Fluder, młodszy kierownik ds. komunikacji korporacyjnej Nestlé Polska.

Równie ważne jest budowanie świadomości żywieniowej wśród rodziców i dzieci. Zdaniem ekspertów dobrym rozwiązaniem są lekcje w szkole, podczas których dzieci uczyłyby się zasad zdrowego odżywiania. W jadłospisie większości uczniów przeważają bowiem słodkie, gazowane napoje, słodycze czy niezdrowe, wysokokaloryczne przekąski, jak np. frytki, brakuje natomiast warzyw i owoców. Ponadto dużym problemem są nieregularne posiłki, 20 proc. polskich dzieci jada najważniejszy posiłek w ciągu dnia, czyli śniadanie, zaledwie 1-3 razy w tygodniu.

– Ponieważ polskie dzieci tyją najszybciej w Europie i coraz mniej się ruszają, bardzo ważne jest nie tylko to, by ćwiczyły nie tylko na zajęciach w szkole, na zajęciach WF, lecz także to, by miały prawidłowo zbilansowaną dietę. Żeby rodzice zdawali sobie sprawę z tego, jak ważnym elementem zdrowia każdego dziecka jest różnorodna dieta bogata w warzywa i owoce. Niestety, polskie dzieci jedzą dziennie tylko jeden posiłek złożony z warzyw i owoców lub o nie uzupełniony, a powinny jeść pięć – mówi Iwona Fluder.

Aby zachęcić dzieci i młodzież do zdrowszego trybu życia, firma Nestlé wraz z Polskim Związkiem Lekkiej Atletyki przygotowała program „Lekkoatletyka dla każdego”. Jego celem jest propagowanie aktywności fizycznej i prawidłowo zbilansowanej diety. Program skierowany jest do uczniów szkół podstawowych: klas I-III i IV-VI oraz gimnazjalistów. W sumie weźmie w nim udział 85 tys. dzieci z całej Polski. Wiedza przekazywana podczas zajęć dostosowana będzie do wieku dzieci: treningi i zawody lekkoatletyczne dla starszych dzieci, zabawy sportowe dla młodszych, a także lekcje żywieniowe o różnym stopniu zaawansowania.

W ramach programu organizujemy eventy lekkoatletyczne, na których dzieci mogą w grupach rywalizować ze sobą, bawić się tą lekkoatletyką. Jako firma Nestlé będziemy podczas tych zajęć oferować też stoiska żywieniowe dla rodziców, żeby mogli skorzystać z porad żywieniowych i nauczyć się budować prawidłowo zbilansowaną dietę dzieci. Oprócz tego będziemy dystrybuować materiały edukacyjne w szkołach oraz będziemy szkolić trenerów, jak prowadzić lekcje z prawidłowego żywienia – mówi Iwona Fluder.

Program realizowany będzie w sumie przez 16 Ośrodków Lekkiej Atletyki oraz 51 Ośrodków Kid&HASH39;s Athletic. Partnerem akcji jest Ministerstwo Sportu i Turystyki, samorządy lokalne w całej Polsce oraz szkoły podstawowe i gimnazja.

Popołudniowy komentarz walutowy z 24.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 24.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Bezrobocie bez zmian, ale będzie spadać

Stopa bezrobocia na koniec lutego wyniosła 12 proc. czyli tyle samo ile w styczniu – poinformował Główny Urząd Statystyczny.

dr Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji LewiatanKomentarz dr Grzegorza Baczewskiego, dyrektora departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan

GUS potwierdził dane Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej dotyczące poziomu bezrobocia w lutym. Liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy pozostała na niemal niezmienionym poziomie (1918,7 tys. osób w stosunku do 1918,6 w styczniu). Zwykle na polskim rynku pracy doświadczamy w tym okresie wzrostu bezrobocia, co wiąże się z tzw. sezonowością rynku pracy. W zimie część firm ogranicza aktywność, równocześnie redukując zatrudnienie. W tym roku mamy jednak do czynienia ze szczególnie łagodnym przebiegiem zimy, więc wpływ czynników związanych z klimatem np. w branży budowlanej nie jest już tak istotny. Kolejnym czynnikiem, który powoduje, że bezrobocie w lutym nie rośnie już drugi rok z rzędu jest szybsze i sprawniejsze przekazywanie środków Funduszu Pracy przeznaczonych na aktywizację zawodową do powiatowych urzędów pracy. Nie należy jednak pomijać także pozytywnego wpływu koniunktury gospodarczej.

Dobre sygnały płyną z sektora przemysłowego, gdzie wskaźnik PMI w lutym utrzymał się na poziomie bliskim tego ze stycznia (55,1) i wciąż pozostaje wysoki wskazując na możliwą dalszą poprawę. W ramach tego wskaźnika już trzeci miesiąc z rzędu rósł subwskaźnik dotyczący zatrudnienia, co wskazuje, że w sektorze przemysłowym możemy spodziewać się dalszego wzrostu popytu na pracę. Dzięki oddziaływaniu tych czynników stopa bezrobocia jest w lutym 2015 r. niższa o niemal 2 pkt. proc. w stosunku do poprzedniego roku, a liczba bezrobotnych spadła o ok. 336 tys. osób. W kolejnych miesiącach możemy spodziewać się przyspieszenia tych pozytywnych zmian. Już teraz zgłoszono do urzędów pracy 95,1 tys. miejsc pracy i aktywizacji zawodowej o ok. 23 tys. więcej niż w styczniu.

Konfederacja Lewiatan

Większa władza dla UOKIK-u

0

Rząd chce wyposażyć Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w nowe kompetencje, m.in. Prezes UOKiK, a nie sąd, ma mieć prawo orzekać o niezgodności klauzul umownych z prawem, zakłada się możliwość blokowania reklam, a nawet czasowego zakazu oferowania konsumentom określonych usług czy produktów. Część propozycji budzi kontrowersje – uważa Konfederacja Lewiatan.

Komentarz Bartosza Wyżykowskiego, radcy prawnego, eksperta Konfederacji Lewiatan:

Od jakiegoś czasu pojawiają się informacje na temat nowych założeń do zmian w ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów, które mają na celu wyposażenie Prezesa UOKiK w nowe kompetencje. Po pierwsze, przewiduje się, że to Prezes UOKiK, a nie sąd, będzie miał prawo orzekać o abuzywności klauzul umownych – miałby to czynić decyzją administracyjną, od której przedsiębiorca miałby się prawo odwołać. Po drugie, zakłada się możliwość blokowania reklam, a nawet czasowego zakazu oferowania konsumentom określonych usług czy produktów. Wreszcie, proponuje się, aby Prezes UOKiK miał prawo interweniować w interesie pojedynczych konsumentów, przedstawiając w konkretnym sporze, swoje stanowisko w sprawie. Z uwagi na to, że nie jest jeszcze znana treść założeń, nie sposób się odnieść w sposób szczegółowy do tych propozycji, możliwa jest natomiast ich ogólna ocena.

Pomysł, aby to Prezes UOKiK miał prawo orzekania o abuzywności klauzul umownych nie jest nowy. Podobna propozycja pojawiła się w połowie 2014 r. w projekcie założeń Ministerstwa Sprawiedliwości do zmian w kodeksie postępowania cywilnego. Projekt zakładał, że praktyką naruszającą zbiorowe interesy konsumentów byłoby stosowanie przez przedsiębiorcę każdego niedozwolonego postanowienia, a więc nawet takiego, które w ogóle nie zostało wpisane do rejestru. De factooznaczało to więc przyznanie Prezesowi UOKiK kompetencji do uznawania, czy postanowienia używane we wzorcach są niedozwolone. Do takiego rozwiązania należy jednak podejść z dużą ostrożnością. Wszak, sprawy o uznanie postanowień wzorca umowy za niedozwolone mają charakter cywilnoprawny, a tym samym mają ogromny wpływ na kształt praw, obowiązków i stosunków pomiędzy prywatnymi podmiotami. Dlatego też, powinny one być rozstrzygane przez sądy, nie zaś przez organ administracji publicznej. Pozwala to na zachowanie bezstronności i każdorazowe wyważenie interesów konsumentów i przedsiębiorców – podobne stanowisko prezentowane jest zresztą w orzecznictwie – por. uchwałę Sądu Najwyższego z 13 grudnia 2013 r., sygn. III CZP 73/13.

Podobnie, uprawnienie do blokowania reklam, czy nawet czasowego zakazu oferowania usług czy produktów, należy ocenić jako bardzo daleko idące. Gdyby rozwiązania te w ogóle miały wejść w życie, to należałoby bezwzględnie wprowadzić podwójną kontrolę sądową takich działań. W pierwszej kolejności byłaby to kontrola ex ante, wyrażona w formie zgody sądu na zablokowanie reklamy lub usługi – bez takiej zgody działanie organu nie byłoby dopuszczalne. Następnie przedsiębiorcy powinno przysługiwać prawo do zaskarżenia „decyzji” sądu. Tylko w ten sposób zapewni się bowiem elementarne gwarancje praw przedsiębiorców.

Warto też zauważyć, że propozycje obejmują w zasadzie tylko i wyłącznie środki prewencji negatywnej, z całkowitym pominięciem środków prewencji pozytywnej stosowanych ex ante – a tymczasem, przedsiębiorcy nie raz zgłaszali postulaty dotyczące możliwości konsultowania projektów wzorców umów, czy nawet konkretnych praktyk, np. w formie wniosku o wydanie interpretacji, kierowanego do organu antymonopolowego. Tego typu narzędzia przyczyniłyby się do ochrony interesów konsumentów, a jednocześnie nie byłyby represyjne wobec przedsiębiorców.

Pozytywnie można natomiast ocenić pomysł, aby Prezes UOKiK miał prawo wyrażenia swojego stanowiska w konkretnej sprawie sądowej. Jako organ wyspecjalizowany w sprawach dotyczących praw konsumentów, jego wiedza i doświadczenie niewątpliwie mogą mieć znaczenie dla rozstrzygania spraw konsumenckich. Opinia UOKiK w pewnym stopniu zbliżona byłaby do instytucji jaką jest opinia biegłego sądowego w sprawach cywilnych.

Konfederacja Lewiatan

Imigranci ze wschodu zagrożeniem dla polskiego rynku pracy

Do tej pory Polskę odwiedzało stosunkowo niewielu uchodźców. Często traktowali nasz kraj jedynie jako przystanek w dalszej wędrówce na zachód. Jeśli jednak rozpad Ukrainy będzie postępował, Polska może spodziewać się masowej imigracji.

W 2013 r. Ukraińcy złożyli w Polsce 46 wniosków o nadanie statusu uchodźcy. W ubiegłym – prawie 2,5 tys. W tym – już ponad 500. „Polska nie jest gotowa na przyjęcie takiej liczby imigrantów, dlatego większość wniosków spotyka się z odmową” – mówi serwisowi infoWire.pl dr hab. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Na karty pobytu tymczasowego mogą liczyć głównie dzieci.

„Akceptacja i tolerancja uciekinierów z innych państw oraz integracja z nimi to duże wyzwanie dla społeczeństwa” – zaznacza rozmówca. Wszystkie kraje reagują alergicznie na „dumping socjalny”, uderzający w rynek pracy, a nie – tylko wypełniający na nim luki. Niechętnie patrzy się na osoby z zagranicy zdecydowane wykonywać pracę za niższe wynagrodzenie i bez świadczeń socjalnych.

Przyjęcie uchodźców ze wschodu może prowadzić do wzrostu bezrobocia wśród Polaków. Politycy powinni potraktować ten problem priorytetowo i ustalić, jak pomóc Ukrainie bez narażania przy tym obywateli własnego państwa.