Ile wydamy na Święta Wielkanocne?

Jajka, żur, biała kiełbasa, a także inne produkty – lista zakupów wielkanocnych jest długa, ponieważ na świątecznym stole niczego nie powinno zabraknąć. Przed Wielkanocą wielu Polaków bacznie ogląda więc każdą złotówkę. A jeśli nie ma pieniędzy, to pożycza.

„Polacy na święta przeznaczą w tym roku średnio 360 zł. Poniżej 300 zł planuje wydać 30% społeczeństwa. Tylko co piąty Polak »zaszaleje« i kupi produkty za kwotę wyższą niż 500 zł” – mówi serwisowi infoWire.pl Przemysław Kasza z Provident Polska. Połowa respondentów zaznacza, że wyda tyle samo pieniędzy, ile w zeszłym roku. 12% sądzi, że uda im się trochę zaoszczędzić, a 13% na zakupy przeznaczy więcej środków pieniężnych niż poprzednio.

W czasie Wielkanocy wydamy trzykrotnie więcej pieniędzy niż w zwykły weekend, ale wiosenne święta to przy Bożym Narodzeniu i tak znacznie mniejsze obciążenie dla naszych kieszeni. Być może wynika to z tego, że większość osób w czasie Świąt Wielkanocnych nie obdarowuje się zakupionymi upominkami – tylko 33% ankietowanych zadeklarowało, że kupi prezenty dla bliskich. Przeznaczy na nie średnio 120 zł. Duża grupa osób spróbuje przygotować upominki ręcznie, tak aby nie ponieść kosztów.

Niestety nie każdy Polak jest w stanie sfinansować wydatki świąteczne samemu. „Jeśli decydujemy się na »kredyt 0 zł«, bądźmy ostrożni” – zaznacza rozmówca. Pamiętajmy, że „chwilówkę” musimy oddać w dość krótkim czasie, często niewystarczającym, by uzbierać odpowiednią kwotę. Dlatego zamiast wpadać w długi, lepiej przeznaczyć na święta skromniejszą sumę pieniędzy.

O Komorowskim najczęściej, o Dudzie najprzychylniej

Kampania wyborcza rozpoczęła się na dobre. Jednym z czynników warunkujących wygraną jest popularność kandydatów w mediach. W dniach 1–15 marca na temat osób biorących udział w walce o najwyższy urząd w państwie opublikowano łącznie 27,8 tys. materiałów! Dziennikarze najczęściej wspominali o Bronisławie Komorowskim, a najbardziej przychylni byli Andrzejowi Dudzie.

„PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” przygotował raport na temat obecności medialnej kandydatów ubiegających się o fotel prezydenta Polski. Aż 40 proc. publikacji (11,1 tys.) z prasy, internetu i RTV odnosiło się do Bronisława Komorowskiego, który prowadzi także w najnowszym sondażu TNS Polska. Według tego badania 41 proc. ankietowanych, którzy planują wziąć udział w majowych wyborach, zamierza głosować  właśnie na Komorowskiego.

Kolejne miejsca w rankingu pod względem liczby publikacji w analizowanych mediach zajęli Andrzej Duda z wynikiem 5,3 tys. materiałów,  Magdalena Ogórek – 2,6 tys., Janusz Palikot – 2,5 tys. oraz Adam Jarubas – 1,6 tys.

Liderowi zestawienia najwięcej uwagi poświęciły źródła internetowe – aż 7,3 tys. doniesień medialnych, a następnie telewizja (1,9 tys.), prasa (1,2 tys.) oraz radio (775). Najczęściej o obecnym prezydencie traktowali dziennikarze Wpolityce.pl, „Gazeta Polska Codziennie” oraz radio Tok Fm. Ponadto Komorowski pojawił się w 72 informacjach na pierwszych stronach gazet.

Palikot w social media

W mediach społecznościowych pod względem liczby doniesień także wygrywa Komorowski (7,9 tys. informacji), jednak zmiany nastąpiły już na drugim miejscu w stosunku do zestawienia obejmującego publikacje z prasy, internetu i RTV. Zaraz za prezydentem uplasował się Janusz Palikot. Na jego temat opublikowano 6,9 tys. wzmianek. Wyprzedził on Andrzeja Dudę (5,5 tys.) oraz Janusza Korwin-Mikkego (4,3 tys.)

Media najprzychylniej o Dudzie

Z analizy wydźwięku publikacji wynika, że media w pierwszym okresie kampanii wyborczej były dosyć neutralne w stosunku do kandydatów. Dziennikarze pozytywnie wypowiadali się o Andrzeju Dudzie. Na jego temat ukazało się 495 materiałów o takim nacechowaniu, co stanowiło prawie 10 proc. ogółu przekazu na jego temat.

Najwięcej krytycznych materiałów pojawiło się względem Janusza Palikota (9,7 proc.), Bronisława Komorowskiego (7,7 proc.) oraz Magdaleny Ogórek (5,6 proc.).

Komorowski wygrał w 13 województwach

Aktualny prezydent RP dominował w mediach w większości województw w kraju. Gdyby od popularności medialnej zależał wynik wyborów, to Komorowski nie wygrałby jedynie w województwie lubuskim, opolskim i  świętokrzyskim. Na zachodzie kraju mocnymi kandydatami są Magdalena Ogórek i lider Twojego Ruchu. Z kolei w Opolu i okolicach prym wiodą Andrzej Duda i Janusz Palikot, a w województwie świętokrzyskim Adam Jarubas i ponownie Duda.

Zdecydowana większość informacji na temat kandydatów pochodziła ze źródeł o zasięgu ogólnopolskim (łącznie 78 proc.). Publikacje w tego typu mediach dotyczyły głównie Adama Słomki (95 proc.), Iwony Piątek (93 proc.) i Dariusza Łaski (87 proc.). W mediach regionalnych dominowali Grzegorz Braunn (30 proc. materiałów), Komorowski (27 proc.) i Duda (20 proc.).

Media najczęściej o prezydencie

Wykres aktywności pokazuje, że każdego dnia Komorowski najczęściej pojawiał się w prasie. Jego osoba szczególne zainteresowanie wzbudziła 9 marca, w związku z wiecem oraz wypowiedzią odnośnie in vitro. Ostatnie dni charakteryzowały się spadkiem liczby doniesień medialnych. Z kolei o Andrzeju Dudzie najwięcej materiałów pojawiło się 2 marca – to wtedy kandydat PiS zarzucił Komorowskiemu unikanie dialogu. Aktywność kandydata podczas reszty analizowanego okresu była dosyć stabilna. 5 i 6 marca dziennikarze rozpisywali się na temat Palikota z uwagi na odejście 3 polityków z partii „Twój Ruch”.

O badaniu

Raport „Wybory prezydenckie 2015” to cykliczne badanie „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”, które sprawdza częstotliwość występowania w mediach kandydatów na urząd prezydenta Polski. Analizie poddano materiał pochodzący z monitoringu ponad 1100 tytułów prasowych, 5 mln źródeł internetowych, najpopularniejszych serwisów społecznościowych oraz 100 stacji radiowych i telewizyjnych.

Zakres czasowy: 1-15.03.2015 r.

Metoda: ilościowa i jakościowa analiza danych.

Alumetal chce być liderem w Europie do 2018 r. Sprzedaż wzrośnie o jedną trzecią

0

CEO Magazyn Polska

Alumetal do 2018 r. chce być liderem w rynku stopów aluminiowych w Europie. Spółka celuje w udział rynkowy na poziomie 8 proc. oraz roczną sprzedaż na poziomie 210 tys. ton – o jedną trzecią więcej niż w 2014 r. W zwiększeniu obrotów pomoże nowy zakład na Węgrzech, który ma być otwarty pod koniec 2016 r.

Strategia jest określona do 2018 roku. Chcemy osiągnąć poziom sprzedaży 210 tys. ton w tym roku. To spowoduje, że osiągniemy 8-proc. udział w rynku i będziemy numerem jeden w tym zakresie w Europie – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Szymon Adamczyk, prezes zarządu Alumetal SA.

Alumetal już w 2014 r. zanotował rekordowe wyniki. Po raz pierwszy w historii GK Alumetal przekroczyła 156 tys. ton sprzedaży – to o 23 proc. więcej niż rok wcześniej. Przychody ze sprzedaży wzrosły rok do roku o 22 proc. do ponad 1,2 mld zł.

Wyższa sprzedaż oraz rosnące w związku z ożywieniem na europejskim rynku motoryzacyjnym marże przełożyły się na poprawę wyniku. Zysk netto grupy kapitałowej wyniósł w ubiegłym roku 58,9 mln zł. Był to najlepszy wynik w historii spółki, a także pierwszy rok obecności na GPW po debiucie w lipcu 2014 r.

Na dużym zysku spółki skorzystają akcjonariusze, bo zgodnie z dotychczasową polityką dywidendową zarząd rekomenduje wypłatę w formie dywidendy 50 proc. skonsolidowanego zysku netto. To oznacza 1,95 zł na akcję spółki.

Obecny ok. 6-proc. udział w europejskim rynku wtórnych aluminiowych stopów odlewniczych nie zadowala jednak spółki. W 2014 r. rozpoczęto strategiczną inwestycję na Węgrzech. Dzięki nowemu zakładowi sprzedaż Alumetalu ma dalej rosnąć.

Projekt przebiega zgodnie z planem. Przypomnę, że wydatki inwestycyjne są szacowane na poziomie 120 mln zł. Uruchomienie zakładu ma nastąpić w IV kw. 2016 roku, prace przebiegają zgodnie z planem i zgodnie z budżetem. Na obecną chwilę nie widzę żadnego zagrożenia, które mogłoby opóźnić realizację tego planu – mówi Adamczyk. – Dzięki inwestycji będziemy w stanie sprzedawać więcej, pozyskać kolejne punkty w udziale sprzedaży w rynku europejskim i mam nadzieję, że zostaniemy liderem w Europie.

Adamczyk dodaje, że Alumetal nie wyklucza akwizycji i cały czas poszukuje potencjalnych kandydatów do przejęcia. Na razie jednak plany nie są skonkretyzowane.

Ważnym elementem strategii jest także ciągła praca nad zwiększaniem efektywności posiadanych już zdolności produkcyjnych – podkreśla Adamczyk.

Szczególnie ważny dla spółki jest obszar metal management, czyli pozyskiwanie metali ze złomu. Alumetal zamierza prowadzić inwestycje również w tym obszarze.

Lancerto uruchomi w tym roku sklep internetowy i 10 nowych salonów

Lancerto, polska marka odzieżowa specjalizująca się w modzie męskiej, jeszcze w tym roku uruchomi sklep internetowy. Spółka zamierza także zmodernizować i uruchomić 10 salonów, głównie w największych miastach. Nie planuje jednak na razie ekspansji zagranicznej ani uruchamiania sklepów franczyzowych.

Chcemy do końca roku otworzyć lub zmodernizować 10 kolejnych salonów, przy czym w I połowie tego roku planujemy otwarcie lub modernizację 6 lokalizacji – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Michał Grochala, ekspert Lancerto. – W tej chwili trwają prace nad otwarcie sklepu internetowego, które nastąpi najprawdopodobniej w IV kw. tego roku. Budujemy też magazyn logistyczny, który będzie miał na celu obsłużenie m.in. tego sklepu internetowego, a także rosnącej sieci sprzedaży.

Lancerto co roku notuje ok. 20-proc. wzrost przychodów. W 2014 r. obroty spółki przekroczyły poziom 40 mln zł, podczas gdy w 2008 r., w pierwszym roku działalności, było to jedynie 8,5 mln zł. Spółka cały czas pracuje także nad zwiększeniem rentowności, chociaż nie ujawnia dokładnych danych dotyczących poziomu marż.

Obecnie spółka posiada 32 salony mody męskiej w 27 miastach. Jeszcze w marcu planowane jest otwarcie nowego sklepu w Elblągu – w tym mieście do tej pory Lancerto nie było obecne. Od początku roku ruszyły już nowe salony w Toruniu, a także w centrum outletowym Factory Ursus w Warszawie.

Cały czas chcemy rozwijać się w tych najlepszych lokalizacjach, czyli w największych miasta, jak Warszawa, Katowice, i innych dużych aglomeracjach. Jeżeli chodzi zaś o mniejsze miasta, to tam również jesteśmy obecni, głównie interesują nas jednak lokalizacje o największej liczbie mieszkańców – informuje Grochala.

Wszystkie salony Lancerto należą do spółki. Firma nie planuje obecnie rozwoju w modelu franczyzowym. Również ekspansja zagraniczna nie mieści się w strategii spółki na najbliższe lata. Jak podkreśla Grochala, polski rynek wciąż oferuje duże możliwości rozwoju i zwiększenia sprzedaży.

Potencjał naszego kraju wiąże się z rosnącym zainteresowaniem elegancką modą męską. Jak tłumaczy ekspert, w tym sezonie szczególnie popularne są klasyczne, dwuczęściowe garnitury. Klienci spółki decydują się zwykle na jednorzędowe marynarki w tradycyjnych kolorach – granacie i szarości. Takie ubrania dają dużą możliwość doboru dodatków.

Lancerto wprowadziło jednak także nową ofertę dla klientów szukających nieco swobodniejszego stylu.

Wprowadzamy kolekcję, która opiera się w dużej mierze na marynarkach mniej formalnych, na spodniach chino, czyli taka propozycja dla klienta, który ceni sobie nieco mniej formalny styl, tzw. smart casual. Nie tak bardzo elegancki, nie tak bardzo wizytowy, jak dwuczęściowy, jednorzędowy garnitur. I tę linię mamy zamiar promować, zresztą ona jest już w tej chwili wprowadzona – wyjaśnia Grochala.

Pomimo planów rozwoju spółka nie planuje na razie debiutu giełdowego. Jak podkreśla Grochala, Lancerto otrzymuje takie propozycje, jednak żadna z nich nie była do tej pory w pełni satysfakcjonująca.

Rozwój ma być zatem finansowany głównie ze środków własnych. Spółka nie ujawnia jednak kosztów inwestycji w nowe salony.

Nasza działalność jest finansowana głównie z rotacji produktów i ze środków, które pozyskujemy dzięki sprzedaży – wyjaśnia ekspert Lancerto.

„Pracuj w IT 2015” – co warto wiedzieć o pracy w IT

Którzy specjaliści z branży IT mogą liczyć już na starcie kariery zawodowej na zarobki przekraczające średnią krajową? Na co, oprócz doświadczenia, zwracają uwagę rekruterzy poszukujący specjalistów w tej branży? Na te i inne pytania odpowiedzi udziela najnowsze wydawnictwo serwisu Pracuj.pl – „Pracuj w IT 2015”.

IT to jeden z tych obszarów, w których popyt na pracowników stale rośnie. W 2014 r. specjaliści IT znaleźli się na czwartym miejscu wśród najbardziej poszukiwanych pracowników; na portalu Pracuj.pl opublikowano dla nich 55 973 oferty pracy. Przez pierwsze dwa miesiące 2015 r. do specjalistów IT skierowano 9 922 ogłoszenia o pracę. Poszukiwano głównie programistów, testerów oraz administratorów systemów, wsparcia technicznego.

Specjaliście IT dobrze zapłacę

Z danych zawartych w publikacji „Pracuj w IT 2015” wynika, że bez względu na poziom doświadczenia programiści, analitycy biznesowi, architekci oprogramowania, testerzy i specjaliści ds. zarządzania projektami cieszą się najlepszymi zarobkami, w porównaniu do specjalistów o podobnym poziomie doświadczenia z innych branż. Wyprzedzają pracowników takich obszarów, jak doradztwo/konsulting, ubezpieczenia, marketing, energetyka, nieruchomości, bankowość czy zakupy.

Połowa pracowników zajmujących się rozwojem oprogramowania, bez nawet rocznego doświadczenia, zarabia więcej niż 2,8 tys. zł netto. Im dłuższy staż pracy, tym wyższe wynagrodzenie. Przeciętne wynagrodzenie osób z 1-3-letnim doświadczeniem wynosi 4 tys. zł netto (oznacza to, że 50 proc. z nich zarabia więcej niż 4 tys. zł, a 50 proc. mniej).

Bardzo dobrze zarabiają także specjaliści związani z administracją IT, m.in. administratorzy systemów i sieci, help desk. Wśród najlepiej opłacanych zawodów znajdują się również te, które są związane z Internetem i nowymi mediami, m.in. web design i web development komentuje, dla „Pracuj w IT 2015”, Maciej Bąk, Ekspert ds. Raportów Wynagrodzeń w Grupie Pracuj.

Dobre zarobki na każdym poziomie zatrudnienia

Jak pokazują analizy zawarte w publikacji „Pracuj w IT 2015”, specyfiką tej branży jest to, że na każdym poziomie zatrudnienia zarobki oferowane specjalistom IT należą do najwyższych, w porównaniu z zarobkami osób o podobnym stażu pracy i zakresie odpowiedzialności.  Specjalista IT w obszarze rozwoju oprogramowania otrzymuje przeciętnie 4 tys. zł netto, koordynator – 6,4 tys. zł netto, kierownik – 8,2 tys. zł netto, a dyrektor 12 tys. zł (mediana przeciętnego wynagrodzenia). Dla specjalistów ds. IT odpowiedzialnych za Internet i nowe media zarobki plasują się od 3 tys. zł netto na stanowisku specjalisty do 9 tys. zł netto na stanowisku dyrektorskim. Specjalista w obszarze IT administracja zarabia przeciętnie 3,1 tys. zł netto, koordynator 4,4 tys. zł, kierownik 7,5 tys. zł, a dyrektor ok. 11 tys. zł. Dyrektor ds. IT, będący członkiem zarządu zajmuje pierwsze miejsce w rankingu najlepiej opłacanych stanowisk dyrektorskich w różnych obszarach (mediana wynosi tutaj 13 tys. zł netto).

 „Pracuj w IT 2015” – trendy w branży IT

„Pracuj w IT 2015”, to coroczne wydawnictwo Pracuj.pl skierowane do osób planujących karierę w IT. W tegorocznym wydaniu wiele miejsca poświęcono zarobkom oraz procesowi rekrutacji. Eksperci doradzają, jak przygotować się do rozmowy kwalifikacyjnej oraz na jakie kompetencje zwracają uwagę rekruterzy. O tym, jak zaplanować swoją indywidualną karierę, opowiadają dyrektorzy różnych obszarów w branży IT. „Pracuj w IT 2015” to także profile 24 pracodawców wraz z informacjami o tym, co oferują kandydatom do pracy. Publikacja w nakładzie 20 000 egzemplarzy dystrybuowana na 11 największych uczelniach technicznych oraz targach i wydarzeniach kierowanych do branży IT (m.in. Kariera IT, Infoshare, Confitura). Dostępna również online nahttp://www.pracuj.pl/pracuj-w-it/

Pro Progressio: Dobrą lokalizacją dla inwestora w centrum usług wspólnych jest duży ośrodek akademicki z niezbyt niskim bezrobociem

CEO Magazyn Polska

Dla inwestora w branży outsourcingu procesów biznesowych kluczowy jest dostęp do wykształconych kandydatów do pracy i lokalizacja. Liczy się przede wszystkim znajomość języków obcych i wysokie kompetencje branżowe, zaś zaletą lokalizacji jest rozwinięta infrastruktura i niezbyt niskie bezrobocie. Korzystanie z usług outsourcera może przynieść 20-30-proc. oszczędności, ale na zwrot z inwestycji trzeba czekać nawet kilka lat.

Inwestorzy z sektora BPO, SSC, nowoczesnych usług dla biznesu czy centrów badawczo-rozwojowych wybierając lokalizację, kierują się przede wszystkim zasobami ludzkimi – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Wiktor Doktór, prezes zajmującej się rozwojem branży outsourcingowej w Polsce fundacji Pro Progressio. – Nie możemy brać pod uwagę miejsc, w których nie ma szkół wyższych, siły roboczej i gdzie jest zbyt niski poziom bezrobocia. Paradoksalnie nie wpływa to korzystnie na rozwój inwestycji z tego sektora. Interesujące dla nas są lokalizacje, gdzie są szkoły wyższe, które mają zróżnicowany profil nauczania. Co ciekawe, negatywnie nie działa jednak to, że dany rynek lokalny jest już nasycony tego typu inwestycjami.

Według eksperta istotnym elementem jest znajomość języków obcych. Podstawowe języki to oczywiście angielski, niemiecki, ale polskie centra outsourcingowe obsługują już klientów w 40 językach.

Z reguły świadczą usługi w języku angielskim, niemieckim i dwóch, trzech innych językach – informuje Doktór. – Ale mamy kilka przykładów, gdzie tych języków jest kilkanaście, a bywa nawet 30. Jeżeli wchodzi do Polski centrum operacyjne, które ma być wsparciem dla jednej lokalizacji, np. Londynu, ale obsługiwać również spółkę bądź klientów, którzy są rozsiani po całym świecie, to pojawia się potrzeba dostępu do wielu języków.

Czasami kompetencje są naturalne, jak np. w zachodnich województwach, gdzie popularny jest niemiecki, czasem bywają wyuczone. Dlatego dużym zainteresowaniem inwestorów, jak wskazuje Wiktor Doktór, cieszą się ośrodki miejskie, gdzie działają wyższe uczelnie.

Bardzo dynamicznie rozwija się region trójmiejski, nie tylko Gdańsk i Gdynia – zauważa Doktór. – Ma dobrą logistykę, dlatego działają tam zarówno centra typu BPO, jak i SSC. Poznań ze swoją strategią komunikacyjną, którą wyniósł z Euro 2012, jest miastem widocznym na arenie międzynarodowej, co zdecydowanie pomaga w rozwoju sektora outsourcingowego i w ogóle centrów usług wspólnych.

Według rankingu fDi Markets dziennika „Financial Times” Polska zajmuje już trzecie miejsce na świecie w branży, ustępując jedynie tradycyjnym liderom, czyli Indiom i Malezji. Region Europy Środkowo-Wschodniej, w którym wiodącą rolę odgrywa nasz kraj (ponad 40 proc. etatów), zajął natomiast pierwsze miejsce pod względem liczby zajmujących się rozwojem i utrzymaniem aplikacji placówek ADM (Application Development and Maintenance) oraz trzecie, po Ameryce Północnej i Europie Zachodniej, w zakresie świadczonych na rzecz dużych korporacji zleceń informatycznych. Jest także największym dostawcą usług inżynieryjnych oraz dostawcą bazującej na wiedzy obsługi prac badawczo-rozwojowych (Research & Development).

Branża się trochę różni między miastami – zauważa Doktór. – We Wrocławiu jest przewaga centrów badawczo-rozwojowych bądź outsourcingu IT. Jeżeli popatrzymy na Kraków czy Poznań, to tam mamy głównie ośrodki finansowo-księgowe bądź zaawansowanych procesów opartych o wiedzę. W Radomiu lokują się ośrodki typu call i contact center.

Działające w kraju ośrodki to centra obsługujące klika branż: przemysłową, FMCG, spożywczą, finansową. Zatrudniają przeciętnie około 200 osób. Zdanie prezesa fundacji Pro Progressio odbiorcy usług wiedzą, że w ciągu roku trudno myśleć o zwrocie z inwestycji w powierzenie poszczególnych procesów.

W ciągu pięciu lat jesteśmy w stanie zapoznać się z pełnym procesem dla danego klienta, wprowadzić usprawnienia, odpowiednią obsługę itd. – tłumaczy Doktór. – Tak naprawdę wahania procentowe, jeśli chodzi o zwrot z inwestycji bądź obniżenie kosztów, są bardzo różne. Ale gdy są niższe niż 20 proc. na procesie, to nie opłaca się tego na dłuższą metę zlecać na zewnątrz. Wtedy lepiej pomyśleć o optymalizacji procesów wewnątrz firmy i usprawnieniu własnej obsługi. Natomiast można dochodzić do zwrotów z inwestycji nawet rzędu 20-30 i więcej procent w zależności od tego, gdzie i jaki proces jest powierzany.

Poczta Polska do 2020 r. zarobi na paczkach, usługach kurierskich i logistyce 1,5 mld złotych

CEO Magazyn Polska

Poczta Polska zamierza w ciągu najbliższych czterech lat zainwestować w rozwój 1,5 mld zł. Celem jest podwojenie przychodów z usług kurierskich, które także mają wzrosnąć do 1,5 mld zł i wprowadzenie przedsiębiorstwa na warszawską giełdę w 2016 roku.

Wraz z rozwojem e-commerce rozkwita rynek usług transportowych. Przesyłanie paczek to dziś jedna z najpopularniejszych usług kurierskich. Poczta Polska chce być najważniejszym partnerem dla firm prowadzących handel internetowy. W strategii na lata 2015-2020 zaplanowano, że firma będzie świadczyć usługi zarówno dla klientów indywidualnych, jak i korporacyjnych.

Chcemy się koncentrować na trzech zasadniczych sprawach – mówi agencji informacyjnej Newseria Jerzy Jóźkowiak, prezes zarządu Poczty Polskiej. – Numer jeden to paczki, dwa  kurierzy, a trzy – logistyka. Dzięki temu chcemy być firmą pierwszego wyboru dla klientów, którzy będą korzystali z e-commerce. Chcemy, aby ta oferta była atrakcyjna zarówno z racji ceny, jak i produktów dodanych, które pojawią się w ofertach e-sklepów.

Aby taką pozycję osiągnąć, Poczta musi być konkurencyjna cenowo. Stąd zawarte w nowej strategii spółki plany dotyczące oszczędności sięgających 1,5 mld zł.

Przeglądamy naszą sieć i staramy się, aby jej efektywność wzrosła – zapowiada Jerzy Jóźkowiak. – Przykładem jest chociażby zmniejszanie placówek, które dotąd zajmowały 400-500 mkw. Dzisiaj nie ma takiej potrzeby. Drugi element to przegląd i automatyzacja procesów logistycznych. To jest również przyglądanie się wszystkim parametrom jakościowym naszej pracy, a w tym będzie na pewno pomagał nowy system motywacyjny.

Poczta Polska ogranicza się nie tylko do programu zwiększającego efektywność, lecz także ma duże plany inwestycyjne. Mają się one koncentrować na poprawie jakości usług kurierskich i obsłudze e-commerce. W planach jest m.in. stworzenie ok. tysiąca automatycznych urządzeń paczkowych oraz zwiększenie do 10 tys. liczby punktów odbioru paczek. Sprawne świadczenie usług kurierskich wymaga też posiadania floty samochodowej, w którą spółka zamierza zainwestować.

To są bardzo konkretne rzeczy, które będą wspomagały strategię w tym wymiarze – zwraca uwagę prezes zarządu Poczty Polskiej. – Planujemy też dalsze inwestycje w ludzi. Będziemy kontynuować nasz program szkoleniowy. Zaoferujemy profilowane szkolenia dotyczące poprawy efektywności pracy oraz obsługi sprzedażowej klienta.

Poczta nie rezygnuje też z tradycyjnych usług listowych oraz działalności ubezpieczeniowej i bankowej, które mają stabilizujący wpływ na przychody. Prezes Poczty Polskiej Jerzy Jóźkowiak podkreśla, że jego firma ma dzisiaj najmocniejszą pozycję na polskim rynku, ale bez inwestycji jej nie utrzyma. Część niezbędnych środków chce pozyskać na giełdzie.

Chcielibyśmy pozyskać z giełdy znaczącą kwotę, mówię tu o setkach milionów złotych – wyjaśnia Jóźkowiak.

Nowa strategia zakłada upublicznienie Poczty w 2016 roku z pozostawieniem większościowego udziału w gestii Skarbu Państwa. Do 2020 roku spółka chce być największym w kraju integratorem usług paczkowo-kurierskich, komunikacji tradycyjnej i elektronicznej, usług finansowych i e-government.

W ciągu dwóch tygodni projekt nowej Rady Dialogu Społecznego trafi do Rady Ministrów

 

Jeszcze w I połowie roku może zacząć działać Rada Dialogu Społecznego, która zastąpi Komisję Trójstronną jako forum negocjacji między pracodawcami, związkami zawodowymi i rządem. W ostatni weekend strony ustaliły wszystkie szczegóły. Resort pracy w ciągu najbliższych dwóch tygodni przedstawi ostateczny projekt Radzie Ministrów.

Mechanizm dialogu społecznego jest potrzebny po to, by rozwiązywać problemy strategiczne i jednocześnie budować wokół nich kapitał społeczny – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes wiceminister pracy i polityki społecznej Jacek Męcina. – Dziś wyzwaniem jest poprawa jakości pracy i jej osiągnięcie bez psucia rynku pracy, czyli żeby jednocześnie rosło zatrudnienie i mogły poprawiać się jego warunki, o co chodzi związkowcom.

Jak podkreśla, te problemy mogą być ad hoc rozwiązywane przez rząd, ale wtedy budzą dużo kontrowersji. Lepszą metodą jest wypracowanie rozwiązania w drodze negocjacji, nawet jeśli są one trudne i długotrwałe.

Negocjacje między pracodawcami, związkami zawodowymi i rządem mają być łatwiejsze dzięki nowej Radzie Dialogu Społecznego, która zastąpi Komisję Trójstronną. Prace na forum Komisji zostały zarzucone blisko dwa lata temu przez stronę związkową.

Partnerzy społeczni przygotowali autonomiczny projekt powołania nowej instytucji wykorzystującej doświadczenia Komisji Trójstronnej – informuje Męcina. – Jako przedstawiciel rządu prowadziłem negocjacje z przedstawicielami organizacji pracodawców i związków zawodowych, które miały na celu przygotowanie projektu w takiej formie, aby powoływana w nim instytucja mogła zostać jak najszybciej uruchomiona w sensie legislacyjnym.

Wszystkie szczegóły dotyczące nowej formuły współpracy zostały uzgodnione w ostatni weekend podczas spotkania stron w Dobieszkowie pod Łodzią. Ustawa o utworzeniu Rady Dialogu Społecznego w ciągu najbliższych dwóch tygodni ma trafić do Rady Ministrów. Strony liczą, że zostanie przyjęta jeszcze przed wakacjami.

Mam nadzieję, że to będzie dobry „produkt”, w którym zdefiniowane zostanie większe zaangażowanie partnerów społecznych w proces negocjacji i konsultacji – uważa Jacek Męcina. – Będzie w nim więcej uprawnień związanych np. z możliwością przygotowywania własnych projektów aktów prawnych. Rząd z kolei zostanie zobowiązany do tego, by projekty mogły być rozpatrzone i ocenione pod kątem konieczności przyjęcia takich regulacji. Musi być też nieco więcej autonomii i postawienia także na dialog autonomiczny między pracodawcami i przedstawicielami związków zawodowych.

Rada ma być niezależna od rządu. Jej członków wskazywać będą organizacje związkowe, organizacje pracodawców oraz premier. Przewodnictwo w radzie obejmować będzie rotacyjnie każda ze stron, a kadencja przewodniczącego będzie trwać rok, również w wojewódzkich radach dialogu społecznego.

Zamach w Tunisie może przyczynić się do zaostrzenia przepisów dotyczących ściślejszego monitorowania internetu

 

Utrzymująca się napięta sytuacja międzynarodowa może doprowadzić do zaostrzenia przepisów dotyczących śledzenia aktywności internautów przez służby państwowe. Unia Europejska, między innymi w związku z negocjowaną ze Stanami Zjednoczonymi umową TTIP, chce ujednolicić przepisy w krajach członkowskich. Ich kształt zależy jednak od napięć poza granicami UE.

Jeżeli sytuacja będzie dalej niekorzystna, czyli będzie tak niebezpiecznie, jak jest obecnie po zamachu w Tunisie, można domniemywać, że dojdzie do zaostrzenia przepisów w zakresie ściślejszego monitorowania przestrzeni internetowej. Jeżeli będzie względnie spokojnie, to podejrzewam, że Unia Europejska podejmie decyzje, które uśrednią tę sytuację, zapewniając bezpieczeństwo przy jednoczesnej swobodzie korzystania z sieci – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Karwas, ekspert ds. bezpieczeństwa w Wyższej Szkole Bankowej w Chorzowie.

Obecnie we wspólnocie nie ma jednolitych przepisów dotyczących śledzenia aktywności internautów oraz pozyskiwania tych informacji przez służby. Prawo w tym zakresie jest różne w poszczególnych krajach.

Unia Europejska podjęła pierwszą próbę regulacji tego aspektu w 2009 r. Przyjęta wtedy dyrektywa 136/2009 dotyczy głównie popularyzacji usług internetowych i zwiększenia dostępu do nich w całej UE, ale obejmuje również zagadnienia z zakresu śledzenia aktywności użytkowników, w tym np. obowiązek informowania o zbieraniu plików cookies. To niewielkie dokumenty tekstowe zapisywane i odczytywane przez strony internetowe, pozwalające na zbieranie informacji o danym użytkowniku.

Pierwszymi krajami, które wdrożyły dyrektywę i tym samym zaostrzyły przepisy, były Dania, Estonia i Wielka Brytania. W Polsce dyrektywa ta została zaimplementowana po nowelizacji ustawy Prawo telekomunikacyjne w 2013 r.

– Polska na tle innych krajów wypada całkiem nieźle. Po zmianie prawa państwo zwiększyło aktywność i kontrole służb państwowych w zakresie monitorowania osób i instytucji, które mogłyby działać sprzecznie z prawem, jednocześnie uwzględniając interes prawa obywateli do swobody i wolności komunikowania się w przestrzeni internetowej – tłumaczy Karwas.

Teraz UE chce jednak wprowadzić wspólne przepisy. Takich zmian domaga się Eurojust, czyli unijna agencja ds. współpracy wymiarów sprawiedliwości. Postulowane przez nią zmiany dotyczą m.in. monitorowania rozmów na Skypie oraz możliwości wykorzystywania wiadomości z Facebooka w sądach. Choć sama agencja Eurojust nie może zaproponować unijnego prawa, propozycja została podchwycona przez wielu polityków.

Związane jest to m.in. z walką z terroryzmem i wydarzeniami sprzed kilku dni w Tunisie. Komisja Europejska chciałaby w szerszym stopniu monitorować przestrzeń internetową, ale nie po to, by zaspokoić własną ciekawość, lecz po to, by zwiększyć bezpieczeństwo obywateli w poszczególnych państwach. Kwestie terroryzmu czy cyberprzestępczości są bardzo istotne z punktu widzenia filaru bezpieczeństwa w Unii Europejskiej – przekonuje ekspert ds. bezpieczeństwa Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie.

Ujednolicenie zasad panujących w sieci może być też przydatne podczas negocjacji umowy o wolnym handlu ze Stanami Zjednoczonymi, czyli umowy TTIP. Prawo w Stanach Zjednoczonych jest znacznie bardziej rygorystyczne. Narodowa Agencja Bezpieczeństwa może tam śledzić użytkowników bez uzyskania zgody sądu. To model prewencyjny, który polega na wyłapywaniu osób prowadzących nielegalną działalność w sieci. W ramach unijno-amerykańskiego porozumienia strony chcą też zapewnić takie same warunki dostępu do sieci, bo to w dzisiejszej gospodarce fundamentalny element prowadzenia działalności biznesowej.

Ekspert dodaje, że wojna na Ukrainie, z którą wiążą się również cyberzagrożenia, oraz rosnące ryzyko zamachów terrorystycznych w Europie lub krajach sąsiednich powodują, że prawdopodobieństwo przyjęcia wspólnych unijnych przepisów jest bardzo duże.

Przeszkodą może jednak okazać się podejście Niemców do tego zagadnienia. Obywatele i władze tego kraju są wśród największych oponentów zwiększonych uprawnień służb, co wynika z historycznych doświadczeń z inwigilacją najpierw nazistowską, a potem przez Stasi w NRD. Karwas ocenia jednak, że i tam może dojść do zmiany przepisów na takie, które znajdą równowagę między bezpieczeństwem a wolnością w sieci.