Orange inwestuje w innowacje. Na badania i rozwój chce wydać w tym roku ponad 50 mln złotych

0

CEO Magazyn Polska

Innowacyjność w branży telekomunikacyjnej jest już nie tylko wyborem, lecz także staje się obowiązującym standardem. Orange, który rocznie przeznacza na badania i rozwój 50-60 mln zł, traktuje tę działalność oraz współpracę ze start-upami jako ważny element biznesu. Dzięki innowacyjności operator może wyróżnić się na rynku i zaproponować klientom nowe produkty i usługi.

Dziś tempo zmian jest bardzo duże, szczególnie w firmach technologicznych, w związku z tym innowacje stają się kluczowym elementem funkcjonowania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Piotr Muszyński, wiceprezes Orange Polska.

Orange wyróżnia się na tle polskich telekomów pod względem zaangażowania w badania i rozwój. Zatrudnia w swoich laboratoriach nie tylko doświadczonych inżynierów, lecz także studentów i absolwentów uczelni technicznych. Blisko współpracuje także z polskimi start-upami. Firma cały czas jest nastawiona na poszukiwanie nowych rozwiązań.

Orange Polska stosuje model Open Innovation. Dzięki temu swój wpływ społeczny zaznacza nie tylko poprzez bezpośrednie oddziaływanie innowacji na życie ludzi czy społeczności, lecz także poprzez transfer wiedzy w tym zakresie do podmiotów, z którymi współpracuje. Pozwala im to wprowadzać na rynek własne innowacyjne projekty i rozwiązania.

Piotr Muszyński zwraca uwagę na to, że taka działalność nie powinna być traktowana jako coś wyjątkowego. Innowacyjność firmy to istotny element strategii. Coraz częściej polega ona nie tylko na tworzeniu zupełnie nowych rozwiązań, lecz także na łączeniu, adaptowaniu i przekształcaniu istniejących produktów, usług i technologii.

To jest kluczowa dla nas rzecz, ponieważ nasze działanie jako przedsiębiorcy zależy od tego, jak bardzo jesteśmy w stanie przekonać do siebie użytkowników. Rynek jest bardzo konkurencyjny i przy standardowym podejściu do produktu oraz usługi możemy na rynku konkurować tylko ceną. Element innowacyjności zwiększa naszą atrakcyjność ‒ podkreśla Muszyński.

Dzięki zaangażowaniu Orange w badania i rozwój skorzystać mogą także młodzi polscy naukowcy. Pracując dla polskiego oddziału Orange Lab, mogą przyczynić się do wdrożenia rozwiązań i nowych usług nie tylko w Polsce, lecz także np. we Francji. Ta wymiana technologiczna działa również w przeciwnym kierunku ‒ Orange Polska ma dostęp do innowacji opracowanych za granicą. Polscy klienci dzięki temu mogą mieć w ofercie atrakcyjniejsze produkty i usługi.

Orange współpracuje również z początkującymi przedsiębiorcami. Spółka organizuje m.in. akcelerator dla start-upów Orange Fab. W każdej edycji programu uczestniczy ponad 100 projektów. Najlepsi mają szansę na rozwój swojego produktu, nawiązanie nowych kontaktów biznesowych, wsparcie finansowe do 40 tys. zł i współpracę z Orange.

 Kultura start-upów jest elementem naszego ekosystemu. W momencie, kiedy start-upy zaczęły się definiować jako nowa dziedzina gospodarki, jako formuła funkcjonowania młodych przedsiębiorców, zrodziła się wokół tego cała sztuka zarządzania innowacyjnymi projektami. Dla nas nie było to żadnym zaskoczeniem, ponieważ jest to element naszego stylu działania. Pozwala na jeszcze szersze otwarcie się na ludzi myślących z inną dynamiką biznesową – podkreśla Muszyński.

Orange stara się poprzez działania innowacyjne wpływać nie tylko na ofertę firmy, lecz także na społeczności lokalne. Na przykład program Business Intelligence Hackathon API (BIHAPI) promuje tworzenie innowacyjnych rozwiązań informatycznych na bazie otwartych danych dostarczanych przez miasta i samorządy. Uczestnicy konkursu tworzą usługi na potrzeby lokalnej społeczności. Natomiast dzięki programowi Imagine with Orange każdy może podzielić się swoimi pomysłami i otrzymać pomoc w ich realizacji. Zgłoszone poprzez platformę internetową http://imagine.orange.pl są komentowane i wzbogacane przez ludzi z całego świata. Społeczność wybiera najbardziej trafne i pomysłowe propozycje.

M. Zuber: za korzystne dla kredytobiorców rozwiązania zaproponowane przez ZBP płaciliby pozostali klienci banków

CEO Magazyn Polska

Spośród propozycji uregulowania sytuacji osób zadłużonych rozwiązania przedstawione niedawno przez Związek Banków Polskich są najbardziej konkretne i możliwe do realizacji – ocenia Marek Zuber, ekonomista. ZBP zaproponowało utworzenie dwóch funduszy wsparcia dla osób, które mają problemy ze spłatą kredytu. Zdaniem eksperta za wprowadzenie ich w życie w ostatecznym rachunku zapłaciliby jednak pozostali klienci banków. Nie pomogą one także osobom, które zaciągnęły denominowane we franku kredyty w latach 2006-2007.

Propozycja Związku Banków Polskich jest najbardziej konkretna – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marek Zuber, ekonomista. – Mamy oczywiście także propozycję przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, ale moim zdaniem jest ona mało realna w realizacji.

W ramach prac nad nowymi zasadami funkcjonowania rynku kredytów hipotecznych Związek Banków Polskich w pierwszych dniach marca zaproponował utworzenie dwóch funduszy. Ze wspierającego kredytobiorców Funduszu Wsparcia Restrukturyzacji Kredytów Hipotecznych mogliby korzystać zadłużeni, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej, niezależnie od waluty w jakiej zaciągali pożyczkę. Natomiast zadaniem Sektorowego Funduszu Stabilizacyjnego byłaby pomoc wyłącznie w rozwiązaniu problemu kredytów we frankach szwajcarskich. Związek zaproponował również tzw. uwolnienie zabezpieczeń hipotecznych, czyli ewentualną możliwość zmiany zabezpieczenia na wpis do księgi wieczystej innej nieruchomości.

To z pewnością byłby element pomagający w przyszłości stabilizować sytuacje kredytobiorców – uważa Zuber. – Ale raczej nie będzie panaceum dla tych, którzy mówiąc kolokwialnie  wkopali się w pożyczki we frankach szwajcarskich, biorąc je na przykład w 2006 czy 2007 roku. W ich przypadku taki system nie za bardzo może pomóc. Mam jednak wątpliwości, czy wsparcie jest im w ogóle obecnie potrzebne.

W połowie stycznia br. Narodowy Bank Szwajcarii (SNB) zdecydował, że przestaje bronić kursu swojej narodowej waluty wobec euro. Od 2011 r. dbał o to, by frank szwajcarski nie umacniał się ponad poziom 1,20 do euro, wprowadzając na rynek franki i skupując waluty. Dla równowagi SNB po raz kolejny obniżył stopy procentowe (o 0,5 proc.). W wyniku tych decyzji znacznie umocnił się kurs szwajcarskiej waluty, w której blisko 600 tys. Polaków spłaca zaciągnięte kredyty (najczęściej hipoteczne). Zaraz potem jednak notowania szwajcarskiej waluty zaczęły spadać.

Jeżeli mówimy o funduszach czy zabezpieczeniach od utraty pracy i innych zdarzeń tego rodzaju, to trzeba pamiętać, że to wszystko nie jest darmowe – podkreśla Marek Zuber. – Zatem albo banki będą musiały jakieś pieniądze na ten system wyłożyć, co będzie oznaczało, że z pewnością przerzucą te środki na osoby korzystające z ich usług, albo sami klienci będą musieli współfinansować tego typu pomysły. Oznaczałoby to wzrost marż i opłat. Nic nie jest za darmo.

Na ożywioną akcję kredytową dziś wpływają rekordowo niskie stopy procentowe. Na marcowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej obniżyła je o 50 punktów bazowych. Stopa referencyjna spadła do poziomu 1,5 proc. To powoduje, że również koszty kredytów znacząco spadają.

Pożyczka ma tylko dwie wady: zawsze trzeba ją oddać w całości i zapłacić za jej udzielenie – mówi ekonomista. – Jeżeli bierzemy kredyty hipoteczne, długoterminowe, inwestycyjne na kilkanaście lat, pamiętajmy, że w ciągu 5-7 lat stopy procentowe prawie na pewno wyraźnie pójdą w górę. Dzisiaj bowiem są najniższe w historii, a kredyty jeszcze tak tanie były. Może to oznaczać, że miesięczna płatność związana z obsługą pożyczki wzrośnie o 25-30 proc. Jeżeli dzisiaj płacimy tylko 1000 zł raty, za pięć lat może ona wzrosnąć do 1300 zł. Zaciągając dzisiaj pożyczkę, warto o tym pamiętać.

Tylko częściowa refundacja i długie kolejki ograniczają dostęp do terapii polem magnetycznym. Rozwiązaniem domowa magnetoterapia

CEO Magazyn Polska

Terapia polem magnetycznym, czyli magnetoterapia, działa przeciwbólowo, przeciwzapalnie, obniża ciśnienie krwi, wzmacnia układ odpornościowy, zwiększa dotlenienie tkanek i przyspiesza proces regeneracji organizmu. Jest coraz częstszym elementem rehabilitacji po urazach lub zabiegach operacyjnych. Na terapię w ramach NFZ trzeba jednak czekać nawet kilka miesięcy, a refundowana jest tylko jej niewielka część. Alternatywą są poręczne aparaty do magnetoterapii w warunkach domowych. Można je dostać w sprzedaży bezpośredniej – niekwestionowanym liderem w tym sektorze jest firma Vigget.

Magnetoterapia polega na stosowaniu zmiennego pola magnetycznego o niskiej częstotliwości, które przenika równomiernie przez wszystkie części ciała. Pod jego wpływem jony znajdujące się w komórkach zaczynają się przemieszczać, prowadząc do hiperpolaryzacji błony komórkowej. W wyniku działania pola magnetycznego poprawia się przemiana materii, poziom ukrwienia i dotlenienia części ciała poddawanej działaniu pola magnetycznego. Terapia ta wykorzystywana jest obecnie w kilku działach medycyny, m.in. w ortopedii i reumatologii. Sprawdza się także w leczeniu wielu chorób wewnętrznych. W odróżnieniu od tradycyjnych metod fizykoterapii magnetoterapia pozwala na bardzo głębokie oddziaływanie na organizm ludzki.

W zasadzie pole magnetyczne mamy na co dzień. Istniejemy w obszarze pola magnetycznego. Kiedyś wartość pola magnetycznego Ziemi wynosiła 2 gausy, obecnie jest to 1 gaus. Pole magnetyczne jest dla ludzi czymś dobrym, ponieważ jest katalizatorem poprawiającym jakość zabiegów fizykalnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Mariusz Posłuszny, prof. dr hab. nauk medycznych w zakresie rehabilitacji.

Podkreśla, że magnetoterapia jest bezpieczna i nie powoduje skutków ubocznych. Może być stosowana jako samodzielna terapia lub uzupełnienie innych zabiegów medycznych czy rehabilitacyjnych. Wskazania do jej zastosowania to przede wszystkim urazy, np. złamania lub zwichnięcia, choroby reumatyczne, osteoporoza, choroby dróg oddechowych, bezsenność, migreny, zmęczenie oraz stany pooperacyjne. Terapia polem magnetycznym zmniejsza odczuwanie bólu, działa przeciwzapalnie, przyspiesza regenerację tkanek i gojenie ran oraz usprawnia krążenie obwodowe. Można się jej poddawać bez względu na wiek.

Osoby starsze mogą używać jej w celach terapeutycznych, natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, by korzystali z tej terapii również sportowcy do regeneracji oraz osoby, które pragną skorzystać ze SPA w ramach regeneracji ogólnej albo odnowy biologicznej. Osoby mające jakieś schorzenia mogą również tego sprzętu używać, ale według zaleceń – mówi prof. Mariusz Posłuszny.

Magnetoterapia w przypadku stwierdzenia konieczności rehabilitacji przez lekarza specjalistę jest refundowana przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Finansuje on jednak maksymalnie 20 zabiegów, podczas gdy do odzyskania pełnej sprawności lub całkowitego powrotu do zdrowia koniecznych jest około 200 zabiegów. Dlatego coraz większą popularność zyskują specjalistyczne aparaty, przeznaczone do terapii i rehabilitacji w warunkach domowych, oferowane m.in. przez polską firmę Vigget. Mają one niewielkie rozmiary, ważą ok. 1 kilograma, dzięki czemu są poręczne i łatwe można je przewozić. Z ich obsługą nie mają problemu nawet osoby cierpiące z powodu ograniczeń ruchowych.

Urządzenie to kosztuje kilka tysięcy złotych. Cena nie jest wysoka, biorąc pod uwagę to, że sprzęt profesjonalny, kliniczny kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych. Zyskujemy dużo, bo nie musimy jechać do przychodni i czekać w kolejce, tylko możemy sami sobie wykonać dany zabieg. Jeżeli zabieg dotyczy jakiegoś schorzenia, warto wcześniej zasięgnąć porady specjalisty, lekarza rehabilitacji – mówi prof. Mariusz Posłuszny, odnosząc się do sprzętu sprzedawanego przez Vigget.

Przeciwwskazania do wykonywania zabiegów magnetoterapii to ciąża, choroby nowotworowe, ostra niewydolność wieńcowa i wszczepiony rozrusznik serca.

Duża konkurencja na rynku okien dachowych wymusiła na producentach niskie ceny i duże inwestycje

0

 

Polska należy do najbardziej konkurencyjnych rynków w Europie w segmencie okien dachowych. Korzystają na tym klienci, bo ceny są niskie i stabilne. Konkurencja napędza też inwestycje firm, które z kolei przekładają się na korzyści dla całej gospodarki. Duński Velux w ciągu trzech lat zainwestował w naszym kraju już ok. 350 mln zł.

Polski rynek jest w mojej ocenie najbardziej konkurencyjnym rynkiem w Europie, a może i na świecie. Są tutaj obecni wszyscy czołowi producenci, zarówno zagraniczni, jaki i polscy, z których jeden dominuje na rynku i to on właśnie wyznacza poziomy cen w głównych segmentach tego rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Jacek Siwiński, dyrektor generalny Velux Polska. ‒ Polski rynek charakteryzuje się wysoką elastycznością cenową popytu, dlatego zarówno my, jak i inni producenci musimy oferować produkty w cenach rynkowych.

Siwiński podkreśla, że ceny obydwu producentów są zbliżone, a z uwagi na dużą konkurencyjność rynku jest to sytuacja zrozumiała. Siwiński podkreśla, że konkurencja wpływa także na stabilizację cen. Te zmieniają się tylko nieznacznie w związku ze wzrostem kosztów energii, produkcji i transportu.

Spółka Fakro, największy krajowy konkurent firmy Velux, oskarżyła duńską spółkę o nadużywanie dominującej pozycji w Europie i złożyła w tej sprawie już drugą skargę w Komisji Europejskiej. W pierwszym przypadku Komisja po kontrolach przeprowadzonych w spółkach Velux nie znalazła potwierdzenia zarzutów i zamknęła sprawę. Druga jest nadal w toku.

Na tej konkurencji korzystają zarówno konsumenci, jak i cała gospodarka. Rywalizacja dużych firm skłania je do innowacji, które poprawiają stosunek jakości produktów do ich ceny. Firma Velux w ubiegłym roku wprowadził na rynek okna nowej generacji, dzięki którym chce wyróżnić się wśród konkurencji. To wymaga jednak inwestycji.

‒ Producenci realizując inwestycje, zatrudniają i w ten sposób jeszcze bardziej zwiększają swój wkład w gospodarkę. Przez to zyskuje również cała sieć lokalnych dostawców. Velux zainwestował w ostatnich trzech latach około 350 mln zł w rozwój w Polsce, stworzyliśmy dzięki temu kilkaset nowych miejsc pracy, daliśmy też dużo więcej zleceń całej sieci polskich dostawców – przekonuje Siwiński.

Prezes Fakro Ryszard Florek zarzuca firmie Velux również to, że przez zaniżanie cen produktów oraz czarny PR wobec polskiego producenta uniemożliwia spółce zwiększenia zatrudnienia w kraju. Jednak Velux i spółki siostrzane również mają w Polsce fabryki (w Gnieźnie, Namysłowie i Wędkowach), w których obecnie zatrudniają bezpośrednio 3,3 tys. osób. Ta liczba nie obejmuje lokalnych dostawców.

Jeszcze w tym roku Velux planuje zwiększenie zatrudnienia do blisko 3,5 tys. osób.

Biorąc pod uwagę nasz całkowity potencjał produkcyjny, Velux oraz spółki siostrzane są największym producentem okien i stolarki na polskim rynku. Wartość produkcji, którą wygenerowaliśmy w 2014 roku, przekroczyła 1,4 mld zł i to właśnie plasuje nas na takiej pozycji – podkreśla Siwiński.

Ceramika Paradyż chce zwiększyć sprzedaż na rynkach zagranicznych. Firmę interesuje m.in. Syberia

0

CEO Magazyn Polska

Pomimo obecnych problemów politycznych i gospodarczych Ceramika Paradyż nie rezygnuje z ekspansji na Wschód. Zamiast dużych rosyjskich miast, chce jednak zaistnieć w regionie Syberii, gdzie trwa duży boom budowlany. Na początku spółka planuje współpracować z dystrybutorami lokalnymi.

Cały czas pracujemy nad wzmocnieniem naszej konkurencyjności na rynkach zachodnich. Poszukujemy nowych partnerów z tamtych rynków po to, żeby zdobyć wiedzę na ich temat, na temat tego w jaki sposób one funkcjonują i jak można budować wspólną politykę handlową. Te rynki nie zawsze są do siebie zbliżone. Inna jest także oferta produktowa i inaczej wygląda dystrybucja – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Anna Tępińska-Marcinek, współwłaściciel i członek rady nadzorczej Ceramiki Paradyż.

Ceramika Paradyż sprzedaje obecnie swoje produkty na 39 rynków zagranicznych, głównie w Europie, ale również w Stanach Zjednoczonych i Azji Środkowej.

Jak podkreśla Tępińska-Marcinek, polski rynek wciąż jeszcze rośnie, ale powoli staje się już nasycony, co wymusza ekspansję zagraniczną. Dlatego Ceramika Paradyż stawia na rozwój sieci dystrybucyjnej oraz poznawanie i zdobywanie nowych rynków.

Pomimo obecnej sytuacji politycznej i gospodarczej na Wschodzie spółka nie zamierza wycofywać się z Ukrainy i Rosji. Planuje jednak zmianę strategii.

Do tej pory skupialiśmy się głównie na eksporcie do tych miejsc w Rosji, które były stosunkowo blisko, to była głównie Moskwa, Petersburg itd. Postanowiliśmy jednak inaczej podejść do tematu i sięgnąć trochę głębiej – wyjaśnia Tępińska-Marcinek. – Okazało się, że bardzo mocno rozwija się Syberia. W zasadzie nie różni się niczym od tego, co widzimy w Polsce. Budowane są drogi, autostrady i duże osiedla. Myślę, że to bardzo niedoceniany obszar.

Poza poszukiwaniem nowych rynków, takich jak syberyjskie obszary Rosji, spółka nadal będzie koncentrowała się na krajach Europy Zachodniej, Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii. Ceramika Paradyż chce jednak jeszcze lepiej poznać te obszary i dostosować zarówno strukturę dystrybucji, jak i ofertę produktową do poszczególnych krajów.

Inwestujemy w kanały dystrybucyjne, żeby szybciej i bardziej wydajnie dostarczać nasz towar do ostatecznego klienta, co jest dla nas dosyć dużym wyzwaniem – mówi Tępińska-Marcinek.

Na początku spółka zamierza kontynuować rozwój poprzez współpracę z lokalnymi dystrybutorami na rynkach zagranicznych. Tępińska-Marcinek nie wyklucza jednak, że z czasem na najbardziej obiecujących rynkach spółka zdecyduje się na zwiększenie zaangażowania, co może oznaczać budowę własnych struktur sprzedaży.

Niemieckie samochody najpopularniejsze wśród aut używanych. Polacy szukają coraz wyższego standardu

CEO Magazyn Polska

Volkswagen Golf to najczęściej poszukiwany samochód na rynku wtórnym. Serwis otoMoto.pl odnotował w ubiegłym roku blisko 15,5 mln zapytań o ten model. W czołówce rankingu znalazły się przede wszystkim niemieckie marki. Polacy stają się coraz bardziej wymagający – szukają dobrze wyposażonych aut, o wyższym standardzie.

Polacy niezmiennie od lat cenią sobie samochody marek niemieckich i produkcji niemieckiej. W tym roku również Volkswagen Golf został zwycięzcą w kategorii osobowych samochodów używanych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Szturma z działu handlowego serwisu otoMoto.pl.

Serwis odnotował blisko 15,5 mln zapytań dotyczących Volkswagena Golfa. Klienci najczęściej poszukują piątej lub szóstej generacji tego modelu. 71 proc. zapytań dotyczyło samochodów wyprodukowanych po 2003 roku. Blisko połowa szuka egzemplarzy z silnikami diesla.

W pierwszej trójce najczęściej poszukiwanych aut na rynku wtórnym znalazły się również Audi A4 oraz Volkswagen Passat. Dalsze miejsca należą do modelów Opel Astra, Audi A6 oraz Skoda Octavii.

Ciekawostką jest, że wśród TOP10 wyszukań znalazły się inne modele – Ford Focus i Ford Mondeo, które zajęły odpowiednio 7 i 9 miejsce – mówi Szturma.

otoMoto.pl jako jeden z największych w sieci polskich serwisów umożliwiający handel używanymi samochodami systematycznie zbiera informacje o motoryzacyjnych preferencjach Polaków. Ranking powstał na podstawie ponad miliarda zapytań, które wpisano w wyszukiwarkę, i 10 milionów ogłoszeń, które pojawiły się w serwisie.

Klienci poszukują samochodów, które są dostępne cenowo, ale widać też, że szukają samochodów coraz lepiej wyposażonych, coraz bardziej zbliżonych do segmentu premium. Poszukiwane są samochody nowsze i nieco droższe – podkreśla Michał Roszkowski, szef działu badań w TNS Polska, odpowiedzialny za zespół badań rynku motoryzacyjnego.

Jeszcze trzy lata temu najczęściej poszukiwane były samochody w cenie poniżej 5 tys. zł. W ubiegłym roku takich modeli szukało tylko 9 proc. klientów. Blisko jedna trzecia zapytań dotyczyła samochodów w przedziale cenowym 15-25 tys. zł.

Zdaniem Roszkowskiego może wynikać to z ogólnej poprawy nastrojów konsumenckich. Podobny trend widać na rynku samochodów nowych, na którym najszybciej rośnie właśnie segment premium.

Koszty przesyłki przestały być najważniejsze dla kupujących w e-sklepach. Liczy się też wygoda i jakość obsługi

 

Coraz większą wagę e-konsumenci przywiązują do wygody zakupów i jakość obsługi. Rośnie więc liczba e-sklepów oferujących dłuższy niż przewiduje prawo termin ewentualnego zwrotu towaru czy więcej możliwości odbioru lub dostarczenia towaru. Swoją ofertę rozbudowują więc firmy kurierskie.

Przez lata mówiło się, że w handlu w sieci najważniejsza jest cena – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Sulich, dyrektor ds. marketingu firmy kurierskiej DHL Parcel Polska. – To prawda: Polacy wciąż poszukują dobrej ceny w e-commerce. Natomiast widzimy, że w coraz większym stopniu dochodzą także inne kwestie. Coraz ważniejszym kryterium staje się wygoda.

Jak podkreśla, już niekoniecznie najtańsza oferta pomoże wygrać walkę o e-klienta. Równie ważne są jakość obsługi, wygoda oraz pewność transakcji.

Już w trakcie ubiegłego roku zaobserwowaliśmy, że przedsiębiorcy internetowi poszukują nowych metod wygrywania walki ze swoimi konkurentami w ramach tych samych segmentów. Niektóre wiodące sklepy internetowe proponowały takie rozwiązania, jak dostawa w tym samym dniu – mówi Sulich. – Te rozwiązania idą w kierunku zapewnienia odbiorcy jak największej wygody, bo to jest w tej chwili najbardziej wyczuwalny trend.

Ten trend powoduje zmiany nie tylko w ofercie e-sklepów, lecz także firm kurierskich, które je obsługują. DHL Parcel Polska w ubiegłym roku rozpoczął budowę sieci tzw. ParcelShopów, czyli punktów partnerskich, w których można odebrać oraz nadać przesyłkę. Ze względu na duże powodzenie, jakim cieszą się te punkty, spółka chce w tym roku skoncentrować się na rozbudowie sieci.

W tej chwili mamy kilkaset punktów ParcelShop i planujemy w tym roku otwarcie co najmniej tysiąc nowych. Stosujemy również rozwiązania, które pomagają, kiedy odbiorcy nie ma w domu. Proponujemy usługę „dostawa do sąsiada”, czyli możliwość dostarczenia przesyłki do innej osoby, oczywiście wcześniej zgłoszonej, w momencie gdy odbiorcy nie ma w domu – wyjaśnia Robert Sulich.

Liczba sklepów prowadzących działalność w sieci cały czas rośnie. Według różnych szacunków jest to od kilkunastu do ponad 20 tys. podmiotów. Sulich zaznacza, że statystyki te nie uwzględniają firm i osób prowadzących sprzedaż tylko za pośrednictwem platform aukcyjnych.

Widzimy, że dynamicznie zwiększa się liczba przesyłek będących efektem transakcji online – wskazuje Sulich. – Widać wyraźnie, że Polacy polubili internet, chętnie tam kupują, choć nadal pięcio-, a nawet sześciokrotnie mniej niż w Niemcy, Holendrzy czy Brytyjczycy.

Według Izby Gospodarki Elektronicznej krajowy rynek e-commerce wart już jest 27 mld zł i bardzo szybko rośnie. Wciąż jednak stanowi niewielki ułamek (ok. 3,5 proc.) całego handlu detalicznego, wycenianego na blisko bilion złotych.

 W sieci od lat najlepiej sprzedaje się elektronika użytkowa, ale wysoki udział tradycyjnie mają także książki i płyty z muzyką czy filmami – wskazuje Robert Sulich. – W coraz większym stopniu handluje się również produktami z kategorii fashion, czyli odzieżą i obuwiem. Znaczący wpływ na e-handel miało wejście w życie pod koniec grudnia ubiegłego roku rozwiązań legislacyjnych, które zdecydowanie poprawiają pozycje konsumenta w transakcjach internetowych.

Chodzi o ustawę z 30 maja 2014 roku o prawach konsumenta, która wprowadza m.in. szersze obowiązki informacyjne sprzedającego oraz wydłużenie o cztery dni minimalnego czasu, w jakim klient może zwrócić nabyty na odległość, czyli głównie za pośrednictwem sieci, produkt.

Coraz więcej sklepów oferuje zwrot nawet w dłuższym okresie, na przykład do miesiąca – precyzuje Sulich. – Ale rośnie także liczba polskich przedsiębiorców, którzy sięgają po metodę zwrotu całkowicie bezpłatnego, co oznacza, że jeżeli konsument kupując buty czy koszulkę, uzna, że nie spełniły one jego oczekiwań, np. ze względu na zły rozmiar albo niewłaściwy kolor, to może taki produkt zwrócić w ciągu miesiąca i nie ponosi w związku z tym żadnych kosztów.

IMM: W lutym najczęściej cytowano „Gazetę Wyborczą”. W mediach dominowała tematy dotyczące polityki

0

 

Najbardziej opiniotwórczym medium w Polsce była w lutym „Gazeta Wyborcza” – wynika z najnowszego rankingu Instytutu Monitorowania Mediów. Na podium znalazły się jeszcze „Rzeczpospolita” i Radio RMF FM. W polskich mediach koncentrowano się w tym czasie na doniesieniach ze Wschodu, relacjach wyborczych oraz podsłuchach z MSW.

W lutym na „Gazetę Wyborczą” powoływano się 628 razy, na „Rzeczpospolitą” – 402 razy, zaś RMF FM cytowano 283 razy. Dalsze miejsca zajęły tygodnik „Wprost”, stacja TVN24, radio TOK FM i „Dziennik Gazeta Prawna”.

Najczęściej poruszanymi tematami w lutym były tematy polityczne, m.in. afera podsłuchowa w MSW, stosunki polsko-rosyjskie, sytuacja na Ukrainie, kwestia obronności Polski, konwencje wyborcze i kandydaci na prezydenta Polski – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Monika Tomsia z Instytutu Monitorowania Mediów.

W mediach często pojawiał się również temat Kamila Durczoka i afery opisanej przez „Wprost”. Jednak nie było to na tyle często komentowane, by zapewnić tygodnikowi pierwsze miejsce w rankingu.

„Wprost” uzyskał około 200 cytowań, natomiast „Gazeta Wyborcza”, która znalazła się na pierwszym miejscu, miała trzykrotnie wyższy wynik, bo około 600 cytowań – informuje Monika Tomsia. – „Wprost” natomiast uplasował się na pierwszym miejscu w rankingu najbardziej opiniotwórczych tygodników lutego. Na drugim znalazł się „Newsweek”.

Na „Newsweeka” powoływano się 105 razy, a na „Politykę” – 63. W rankingu miesięczników liderem był „Forbes”, który w lutym opublikował coroczny ranking najbogatszych Polaków. Miesięcznik cytowano 29 razy, kolejne tytuły w zestawieniu, czyli „Playboya” i „Twój Styl”, miały odpowiednio osiem i sześć cytowań.

Spośród stacji radiowych pierwsze miejsca w rankingach utrzymała stacja RMF FM, która uzyskała niemal 300 cytowań. W rankingu telewizyjnym zwyciężył TVN24 – około 200 cytatów i TVN – około 100 cytatów – mówi przedstawicielka Instytutu Monitorowania Mediów. – Najbardziej opiniotwórczym portalem internetowym został Onet.pl, który wyprzedził SportoweFakty.pl i TVN24.pl. W zestawieniu mediów regionalnych najczęściej powoływano się na „Dziennik Polski” i Radio Merkury.

W rankingu stacji telewizyjnych obok dwóch kanałów TVN-u na podium znalazła się również cytowana 82 razy TVP Info. Wśród stacji radiowych kolejne za RMF FM miejsca zajęły TOK FM, na który powoływano się 175 razy, oraz Radio Zet, które cytowano 112 razy.

– W rankingu mediów ekonomicznych prym wiedzie „Dziennik Gazeta Prawna” – podkreśla Monika Tomsia. – Uzyskał on około 170 cytowań, wyprzedzając dwukrotnie „Puls Biznesu”, który uzyskał ich około 80. Natomiast w kategorii najbardziej opiniotwórczych mediów biznesowych spośród portali prowadzi Bankier.pl, który cytowany był około 50 razy.

Dopinanie formalności najbardziej stresującym etapem przy nabywaniu mieszkania. Problemem są też niesprecyzowane oczekiwania kupujących

Dopinanie formalności najbardziej <a title=stresującym etapem przy nabywaniu mieszkania. Problemem są też niesprecyzowane oczekiwania kupujących" title="Dopinanie formalności najbardziej stresującym etapem przy nabywaniu mieszkania. Problemem są też niesprecyzowane oczekiwania kupujących" />

 

Związane z zakupem mieszkania formalności są najbardziej stresującym etapem całego procesu – wynika z badania „Finansowy Barometr ING”. Na tym etapie najłatwiej o błędy, które mogą mieć negatywne skutki. Często też klienci nie mają sprecyzowanych oczekiwań co do mieszkania: jego metrażu, rozkładu czy lokalizacji, mają więc problem z dużą liczbą ofert.

– Z badań, które przeprowadziliśmy, wynika, że osoby, które chcą nabyć mieszkanie, spotykają się z tymi samymi problemami. Zwykle mieszkanie kupujemy raz w życiu, więc podchodzimy do tego procesu bez doświadczenia, nieprzygotowani. Badanie wskazuje na szereg przeszkód, które napotykamy przez cały proces zakupowy, od momentu, kiedy zaczynamy szukać mieszkania, aż do remontu czy wykończenia mieszkania, które nabyliśmy – mówi agencji Newseria Miłosz Gromski, menadżer ds. komunikacji w ING Bank Śląski.

Podstawowy błąd popełniany przez osoby poszukujące mieszkania to brak sprecyzowanych oczekiwań. Klienci nie są zdecydowani na metraż nieruchomości ani na lokalizację, w efekcie często podejmują decyzję pod wpływem chwili. Niekonkretne wymagania prowadzą także do frustracji już na etapie przeglądania ogłoszeń, jest ich bowiem bardzo dużo. Dlatego już na tak wstępnym etapie warto jasno określić cechy, którymi powinno odznaczać się idealne mieszkanie, aby zawęzić liczbę ofert.

Określmy sobie dokładnie wymagania dotyczące naszego mieszkania: czy chcemy, żeby było ono słoneczne, żeby miało miejsce parkingowe, żeby było przyjazne dla dzieci czy żebyśmy mieli dobry dojazd do centrum – mówi Gromski.

To też wiąże się z dokładnym określeniem zdolności kredytowej.

Jeżeli kupujemy mieszkanie na kredyt, najlepiej już na samym początku określić, jaką mamy zdolność kredytową, żeby wiedzieć, na co nas stać, na jakie raty kredytu możemy sobie pozwolić, żeby nasz budżet domowy wyglądał potem w miarę normalnie – mówi Miłosz Gromski.

Z ubiegłorocznego badania „Finansowy Barometr ING” wynika, że 38 proc. Polaków uważa, że odpowiedzialność za decyzję o odpowiedniej wysokości kredytu spoczywa na nich samych. Co czwarty podkreśla, że leży to po stronie banku.

Ponad 40 proc. Polaków spłacających kredyt deklaruje, że jest im trudno spłacać raty. Polska zajęła trzecie miejsce pod względem liczby osób, które mają z tym trudności, po Hiszpanii (46 proc.) i Rumunii (43 proc.).

Czasem klienci nie uwzględniają (lub nie doszacowują) w budżecie kosztów remontu lub wykończenia zakupionego lokum. Aby uniknąć dodatkowych kosztów, na odbiór techniczny mieszkania należy wybrać się z fachowcem, który nie przeoczy żadnej usterki.

Kolejnym problemem, z którym spotykają się osoby, które planują zakup mieszkania, jest brak wiedzy na temat formalności, jakie muszą spełnić albo przy występowaniu o kredyt, albo w ogóle podpisywaniu umowy kupna mieszkania. Z naszego badania wynika, że jest to najbardziej stresujący etap procesu kupna mieszkania. Zwykle takich informacji trzeba szukać w sieci lub pytać znajomych – mówi Miłosz Gromski.

Dobrze jest więc od razu zapoznać się z czekającymi nas formalnościami i odpowiednio się do nich przygotować. Ułatwiają to takie serwisy, jak NAVIDOM, który m.in. gromadzi informacje o poszczególnych etapach tego skomplikowanego procesu.

Ważna jest świadomość, że kupno mieszkania to jest bardzo czasochłonny proces, do którego musimy się odpowiednio przygotować. Znajdując te informacje w jednym miejscu, mamy sporą szansę, że mieszkanie nie ucieknie nam sprzed nosa, ponieważ zabraliśmy się za pewne rzeczy zbyt późno – mówi przedstawiciel ING Banku Śląskiego.

Bardzo istotną częścią formalności przed zakupem jest sprawdzenie własności gruntu, na którym stoi budynek, oraz stanu prawnego nieruchomości. Pominięcie tych kwestii może skutkować wyższymi opłatami za użytkowanie mieszkania, a w skrajnych przypadkach nawet jego utratą.

Popołudniowy komentarz walutowy z 25.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 25.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl