Popołudniowy komentarz walutowy z 26.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Minimalną stawka godzinowa w tzw. umowach śmieciowych
Już 18 kwietnia mieszkańcy Warszawy po raz kolejny boleśnie przekonają się, że życie w stolicy nie jest łatwe, szczególnie kiedy jednego roku wybiera się prezydenta i parlament. Tego dnia zarówno OPZZ jak i przedstawiciele wszystkich związków zrzeszonych w porozumieniu zorganizują masową demonstrację, która ma pokazać, że rząd Ewy Kopacz ma za nic postulaty walczących o prawa pracownicze. Podczas protestu na sztandary trafią: ograniczenie umów śmieciowych, nowa ustawa o dialogu społecznym, walka z ubóstwem, całościowa polityka rodzinna i minimalna płaca godzinowa – pisze portal Money.pl.
– Polska jest dziwnym krajem gdzie wielu ludzi zarabia mniej niż minimalne wynagrodzenie zapisane ustawowo. Dzieje się tak za sprawą zbyt częstego stosowania umów zlecenia i o dzieło. Wielokrotnie już przedstawialiśmy dowody i wyliczenia potwierdzające, że są Polacy pracujący w ochronie, czy gastronomii, zarabiający po 3-4 złote za godzinę – mówi Piotr Szumlewicz, ekspert OPZZ.
Przyjmując, że średnio zatrudnieni na etacie w Polsce pracują 168 godzin w miesiącu, zarabiający 3 złote na godzinę miesięcznie otrzymują 504 złote brutto. Będący w odrobinę lepszej sytuacji, dostający 4 złote, muszą próbować przeżyć miesiąc za 672 brutto – wylicza Money.pl. Należy też pamiętać, że opłacając wszystkie składki, pracujący na zlecenie nie zarobi więcej, niż etatowiec.
Biorąc na potrzebę tego przykładu obecnie obowiązującą płace minimalną, czyli 1750, z tytułu umowy zlecenia pracownik „na rękę” otrzyma 1274,16 zł. Z tytułu umowy o pracę 1286,16. Inaczej rzecz wygląda w obciążeniach umów o dzieło z 1750 złotych, pracownik otrzyma 1592 zł tyle, że bez opłacenia jakiejkolwiek składki. Co więcej nie o te umowy głównie chodzi. – Pracujący za te 3-4 złote oczywiście nie zawierali umów o dzieło tylko o zlecenie. Patologia dotyczy głównie tego drugiego rozwiązania wygodnego dla pracodawców – wyjaśnia Szumlewicz.
| Porównanie zarobków netto, w zależności od rodzaju umowy | ||||
| rodzaj umowy | Umowa o pracę | Umowa zlecenie | Umowa o dzieło (50% kosztów uzyskania przychodu) |
Umowa o dzieło (20% kosztów uzyskania przychodu) |
| źródło: Money.pl | ||||
| Wynagrodzenie brutto | 1750 | 1750 | 1750 | 1750 |
| Składka społeczna | 239,93 | 239,93 | 0 | 0 |
| Składka zdrowotna | 135,91 | 135,91 | 0 | 0 |
| Podatek dochodowy | 88 | 100 | 158 | 252 |
| Wynagrodzenie netto | 1286,16 | 1274,16 | 1592 | 1498 |
– Rozumiemy, że tak szybko nie da się zupełnie wyeliminować zatrudnienia na tak zwane umowy śmieciowe, ale wierzymy, że można je ucywilizować przez wpisanie do nich minimalnej stawki za godzinę na poziomie 11 złotych – mówi Piotr Szumlewicz. Związkowy ekspert przekonuje, że taka właśnie stawka stanowiła by ekwiwalent obecnego minimalnego wynagrodzenia. Ponownie przeliczając to przez 168 godzin miesięcznie, daje nam to 1848 złotych, czyli nawet o 100 złotych więcej od minimalnej. Zdaniem strony związkowej, trzeba jednak przyjąć założenie, że na umowy zlecenie często pracuje się w mniejszym wymiarze niż te 168 godzin, stąd też różnica.
W Europie minimalna stawka godzinowa określona jest w zaledwie kilku krajach. Jak przypomina Money.pl. od stycznia tego roku w Niemczech jest to 8,50 euro, Irlandii – 8,65, Francji – 9,61, Wielkiej Brytanii – po przeliczeniu 9,12, ale pojawiły się już zapowiedzi podniesienia do 9,40 euro.
– Wprowadzenie minimalnych stawek godzinowych przy umowach cywilno-prawnych (umowa o dzieło i zlecenie) jest karkołomne bo nie jest często możliwe określenia czasu trwania ukończenia zamówionego dzieła, na przykład – odpowiada Grzegorz Baczewski, dyrektor departamentu dialogu społecznego i stosunków pracy Konfederacji Lewiatan. – Zawierającego umowę zlecenie też nie musi interesować czas. Umawia się na staranne wykonanie, ale nie ma potrzeby szacować jak długo to potrwa. Sprzątanie biura na przykład można wycenić na 300 złotych i nie ma znaczenia czy trwa to trzy godziny, czy pięć.
Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej w odpowiedzi przesłanej Money.pl argumentuje z kolei, że możliwość ustalenia minimalnej płacy godzinowej, za prace wykonywane na podstawie umów cywilnoprawnych „wymaga szczególnego podejścia”. Co więcej, wyraźnie daje do zrozumienia, że projekt nowelizacji ustawy złożony formalnie przez SLD, a będący opracowany przez OPZZ posiada istotne luki prawne. – Na negatywne aspekty takiego rozwiązania uwagę zwracał między innymi Sąd Najwyższy oraz Prokurator Generalny. W opinii wyrażonej do poselskiego projektu „ustawy o zmianie ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę„, Sąd Najwyższy wskazał, m.in., że projektowana regulacja jest wadliwa, gdyż nie uwzględnia różnicy pomiędzy przedmiotem świadczenia pracownika w stosunku pracy a przedmiotami świadczeń osób pozostających w różnych cywilnoprawnych zobowiązaniach – przekonuje ministerstwo.
– Pomysł z godzinową stawką minimalną wprowadziłby zupełnie niepotrzebne zamieszanie. Płaca minimalna i tak rośnie szybciej niż średnie wynagrodzenie. Nie psujemy tego co działa wyrównując różnice w płacach. Relacja tej minimalnej do średniej wzrosła z 35 proc. w 2007 do 44 proc. w 2014 – mówi w rozmowie z Money.pl Jacek Brzozowski, doradca prezydenta Pracodawców RP.
Piotr Szumlewicz, ekspert OPZZ zwraca jednak uwagę na to, że żądania związkowców i tak są bardziej wyważone niż te wynikające z badań opinii publicznej – Polacy w zdecydowanej większości popierają wprowadzenia minimalnej stawki za godzinę pracy do umów zlecenia. I w ocenie badanych powinno być to nawet 15 złotych – podkreśla. Rzeczywiście w badaniach CBOS z sierpnia ubiegłego roku, 74 procent jest za i wskazuje, że 15 złotych byłoby jej właściwym poziomym.
Jak przypomina Money.pl, zwolennicy minimalnej stawki godzinowej przeważali we wszystkich grupach społecznych i demograficznych, ale częściej byli robotnicy wykwalifikowani, aż 85 proc. i Polacy o najniższych dochodach – 83 proc.. Wśród przeciwników takiego rozwiązania przeważają technicy, zatrudnieni w usługach i specjaliści wyższego szczebla.
Policja odbierze prawo jazdy za przekroczenie prędkości
Polacy lubią szybką jazdę samochodem. Pojawił się pomysł, żeby kierowcom, którzy zdecydowanie przekroczyli prędkość, policjanci odbierali prawo jazdy od razu podczas zatrzymania. I to na trzy miesiące. Już słychać głosy, że byłaby to zbyt surowa kara. Co innego można by zatem zrobić, aby zmniejszyć liczbę osób zbyt szybko poruszających się po naszych drogach?
Jeszcze nie wiadomo, czy propozycja Ministerstwa Spraw Wewnętrznych zostanie przyjęta, ale kierowcy rzadko zdejmujący nogę z pedału gazu powinni mieć się na baczności. Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, za przekroczenie dozwolonej prędkości o co najmniej 50 km/h w terenie zabudowanym prawo jazdy będzie odbierane. Gdyby w ciągu trzech miesięcy od utraty dokumentu kierowca został przyłapany na prowadzeniu samochodu, okres zatrzymania prawa jazdy wydłużałby się do sześciu miesięcy. Jeżeli w tym czasie osoba wsiadłaby za kółko ponownie, starosta wydawałby decyzję o całkowitym cofnięciu uprawnień do kierowania autem.
„Wprowadzanie reżimu (zastraszanie zakazami i zabieranie prawa jazdy) nie jest wcale dobrym rozwiązaniem” – mówi serwisowi infoWire.pl Włodzimierz Zientarski, prezes zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kierowca.pl. Ekspert zauważa, że odebranie dokumentu na dłuższy czas nie jest najbardziej dolegliwą karą. Kierowca wie wtedy, że w końcu będzie musiał sobie poradzić w zaistniałej sytuacji, więc zaczyna organizować sobie życie bez samochodu. Trudniej jest mu w przypadku utraty prawa jazdy na np. dwa tygodnie. Zwykle jest to bowiem za krótki okres, żeby nie móc go przeczekać, ale odnaleźć się w nowej rzeczywistości jakoś trzeba. Nieodpowiednie wydaje się również dożywotnie odbieranie dokumentu uprawniającego do kierowania samochodem. „Nie należy karać ludzi nieodwracalnie – człowiek zawsze powinien mieć szansę na poprawę. Lepszym wyjściem jest edukacja i uświadamianie kierowców” – dodaje rozmówca.
W 2014 r. policja zatrzymała ponad 70 tys. praw jazdy. W stosunku do roku poprzedniego odnotowano ponadsześciokrotny wzrost liczby utraconych dokumentów za „rażące łamanie przepisów ruchu drogowego”, w tym za zbyt szybką jazdę. Trzeba zrozumieć, skąd bierze się nonszalancja na jezdni. Często jest to wynik niekonsekwentnego stosowania kar przez funkcjonariuszy, obowiązywania mało przejrzystych przepisów, do których trudno się dostosować, oraz złego oznakowania dróg. „Prawo o ruchu drogowym należy gruntownie oczyścić, zracjonalizować i skonkretyzować” – podsumowuje Włodzimierz Zientarski.
Trudne czasy dla producentów maszyn rolniczych
Po latach tłustych nadchodzą chude? Na rynku maszyn rolniczych taki scenariusz jest możliwy. Bo choć w przypadku przyczep i kosiarek nastąpił wzrost sprzedaży, to producenci ciągników czy kombajnów odnotowują od pewnego czasu spadki.
Ubiegły rok – mimo 5% spadku sprzedaży – nie był dla polskiego rynku maszyn rolniczych najgorszy, ale aby móc nazwać go dobrym, dużo brakuje. „Dla dilerów problemem na pewno jest spadająca zdecydowanie rentowność” – mówi serwisowi infoWire.pl Tadeusz Rzeszowski z Pol-Agra. Słabe wyniki sprzedaży maszyn rolniczych wynikają po części ze spadków cen produktów rolno-spożywczych – rolnicy mają mniej pieniędzy na zakup sprzętu. „Kończą się również fundusze unijne z poprzedniego programowania. Niewielu pozostało klientów, którzy mają niezrealizowane wnioski” – dodaje ekspert.
Prognozy sprzedaży maszyn rolniczych na bieżący rok nie są optymistyczne: eksperci oczekują kolejnego spadku, nawet o 10%. Rolnicy na razie wstrzymują się z zakupami – czekają na wypłatę środków z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich.
Ceny sprzętu rolniczego – niestety – będą rosły. Trend na całym świecie jest taki, że z każdym rokiem produkuje się maszyny coraz bardziej zaawansowane. Zmiany konstrukcyjne, prowadzące do wzrostu cen sprzętu, nie wynikają z kaprysu producentów – wymusza je nowe ustawodawstwo, dotyczące chociażby emisji spalin.
„Również klienci chcą maszyn coraz nowocześniejszych, lepiej wyposażonych. Odreagowują czasy, kiedy sprzęt był prosty, wręcz prymitywny, i nie dawał satysfakcji z eksploatacji, komfortu. Nie był też wydajny ani bezpieczny” – zaznacza rozmówca. Nic dziwnego, że 20% rolników deklaruje zakup nowych maszyn, a tylko 13% jest zainteresowanych używanymi.
Komentarz walutowy z 26.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Komentarz walutowy z 26.03.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Intermarché będzie rozwijać sieć. Testuje nowy koncept placówek i odbiór towarów bez wysiadania z auta
Intermarché kontynuuje ofensywę na polskim rynku. Sieć zamierza umocnić swoją pozycję w Polsce, inwestując w jakość oraz zwiększając dostępność oferty. Podtrzymuje też swoje zapowiedzi dotyczące intensywnego rozwoju sklepów do 2020 roku.
Większość sklepów w Polsce narzeka na panującą w kraju deflację. Jak podał główny Urząd Statystyczny, średnie ceny w lutym były o 1,6 proc. niższe niż rok wcześniej. Odbija się to głównie na sklepach sprzedających produkty codziennego użytku. Żywność w lutym była tańsza o 2,6 proc., zaś odzież i obuwie o 5,3 proc. To oznaczało, że rosły koszty właścicieli sklepów, bowiem utrzymanie poziomu obrotów wymagało sprzedaży znacznie większej ilości towarów. W rezultacie wiele sieci miało niższe zyski.
– Cały czas przyglądamy się sytuacji na rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Krzysztof Waligórski, prezes Dyrekcji Handlowej Intermarché. – Radzimy sobie na nim lepiej niż przyzwoicie i nie planujemy żadnej weryfikacji planu realizacji strategii Polska CAP 2020, czyli planu rozwoju sieci Intermarché do 2020 roku. W dalszym ciągu zakłada on uruchomienie kolejnych 300 sklepów, co oznacza, że w 2020 roku pod szyldem Intermarché będzie w Polsce działać 500 placówek.
Zamiast korygować plany rozwoju, Intermarché szykuje zmiany w istniejących oraz nowo powstających sklepach. Sieć stawia na podnoszenie jakości zarówno asortymentu, jak i obsługi klientów.
– Mamy trzy nowe elementy w funkcjonowaniu sieci spożywczej w Polsce – informuje Krzysztof Waligórski. – Nowy koncept ma być odpowiedzią na oczekiwania klientów i trudną sytuację, w której polski handel się w tej chwili znajduje. To jest też element, który pozwoli nam zrealizować plan Polska CAP 2020. Nie możemy też jako sieć przejść obojętnie obok oczekiwań konsumenta i jego nastawienia do zakupów przez internet. Dla nas ważnym elementem jest także bezpośrednia komunikacja z klientem.
To zaś oznacza inwestycje w marketing i promocje. Sieć nadal zamierza wykorzystywać swoje atuty: własne wędzarnie, piekarnie i cukiernie. W marcu Intermarché uruchomiło sklep testowy, na którym wzorować mają się z czasem wszystkie placówki firmy.
– Zmiana jest gruntowna – deklaruje prezes Dyrekcji Handlowej Intermarché. – Chcieliśmy zaakcentować nasze wyróżniki – własną wędzarnię, czyli produkcję wyrobów wędliniarskich na miejscu, oraz szeroki asortyment produktów lokalnych i regionalnych. Bardzo dużą wagę przywiązujemy do jakości i świeżości produktów oraz sposobu ich wyeksponowania, zarówno w dziale warzyw i owoców, jak i w piekarni.
Nowe sklepy uzupełniać będą nowe możliwości dokonywania w nich zakupów. Towary będzie można wybrać zdalnie, zaś na miejscu tylko odebrać.
– Będziemy testować zarówno odbiór przy sklepie, z samochodu, czyli drive light, jak i odbiór w sklepie, w punkcie wskazanym przez nas – podkreśla prezes Krzysztof Waligórski z Intermarché. – Zamierzamy równomiernie rozwijać obydwie formy. Po teście będziemy mogli określić, w którym kierunku pójdziemy bardziej zdecydowanie. Dzisiaj wydaje się, że zarówno pierwsze, jak i drugie rozwiązanie będzie w Polsce wdrażane.
Introl, producent systemów automatyki przemysłowej, liczy na duże zamówienia w 2016 roku
Dopiero w przyszłym roku rozpoczną się inwestycje, które przyniosą ożywienie na rynku automatyki przemysłowej. Specjalizująca się w tej branży spółka Introl dostrzega większe zainteresowania swoimi systemami, ale wzrostu zamówień oczekuje dopiero wtedy, gdy ustabilizuje się polskie prawo i ruszą wielkie inwestycje, zwłaszcza w energetyce.
Przedstawiciele spółki podkreślają, że na razie nie widzą wysypu zamówień, otrzymują jednak dużo zapytań. Inwestorzy chcą się zorientować w możliwościach, ofertach i cenach.
– Spodziewam się, że w przyszłym roku rozpoczną się realizacje – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Wiesław Kapral, przewodniczący rady nadzorczej Introlu. – My szczególnie liczymy na energetykę, która realizuje duże projekty, więc tej pracy będzie dużo. Wprawdzie ciągle brakuje odpowiedniej ustawy, która zaktywizowałaby pewne działania, szczególnie, jeżeli chodzi o czystą energię.
Dzięki unijnemu wparciu polska energetyka będzie się szybko zmieniać. Z jednej strony emisja dwutlenku węgla w państwach Unii Europejskiej ma do roku 2030 zostać ograniczona o co najmniej 40 proc. Z drugiej Polska znalazła się wśród państw, które otrzymają wsparcie na sfinansowanie tych zmian. Tylko na przebudowę polskiej energetyki Bruksela da ok. 7,5 mld euro. Obok udziału w wielkich projektach energetycznych Introl liczy też na inne inwestycje związane z ochroną środowiska.
– To jest dość trudny i niedoinwestowany rynek, na pewno jest tam mnóstwo roboty i z tego względu jest bardzo ciekawy – ocenia Wiesław Kapral. – To tam są głównie kierowane pieniądze na wsparcie. Aczkolwiek te realizacje nie są łatwe. Myślę jednak, że to się musi rozwijać, bo rzeczywiście tam wiele trzeba jeszcze zrobić.
Z ponad 27 mld euro, jakie Unia przeznacza na realizacje w Polsce programu Infrastruktura i Środowisko, część na pewno trafi na inwestycje związane ochroną środowiska. Nadal jednak trwają prace nad ustawami, od których zależą konkretne projekty.
– Sektor przemysłowy rozwija się cały czas, aczkolwiek mógłby szybciej – ubolewa przewodniczący rady nadzorczej Introlu. – Widzimy wiele innych możliwości, które nie są wykorzystywane. Myślę, że prawo nie jest najlepiej skonstruowane, otoczenie działalności nie jest najlepsze. Powszechnie znane są historie toczących się spraw i problemów z fiskusem itd. Zmiany na pewno przyspieszyłyby rozwoju. Niemniej jednak nie ma tragedii, kraj się rozwija i to widać, przemysł też.
Jedynie z górnictwem, niegdyś potężnym odbiorcą wyrobów automatyki przemysłowej, Introl nie wiąże już specjalnych nadziei na współpracę.
– Górnictwo jest w beznadziejnej sytuacji – podkreśla Wiesław Kapral z Introlu. – Zresztą nigdy nie było w dobrej. My pracujemy dla górnictwa, aczkolwiek w niedużym zakresie, staramy się brać bezpieczne projekty, nieduże. Kondycja tych firm jest straszna, więc nie wiem, jak to się wszystko potoczy. To również zależy od tego, czy Unia zaakceptuje plan pomocy dla górnictwa, czy nie, bo też tak się może zdarzyć. Czarno widzę górnictwo, dlatego w tej chwili niechętnie wchodzimy w ogóle w tego rodzaju projekty.
Pracownik z umiejętnościami pilnie poszukiwany
Pracodawcy poszukują osób sumiennych i komunikatywnych, ale duży nacisk kładą także na ich chęci do pracy i ambicje. Coraz mniejsze znaczenie mają wiek oraz wydajność kandydata.
Z ofert pracy wynika, że od przyszłych pracowników oczekuje się przede wszystkim elastyczności, kreatywności, zdolności interpersonalnych i nastawienia na sukces. Dopiero w dalszej kolejności wymieniane są kwalifikacje. Podstawową umiejętnością wymaganą na rynku jest znajomość języków obcych. „Jest to częsty problem dla osób starszych, ponieważ za ich czasów w edukacji nie kładziono nacisku na umiejętność posługiwania się językami obcymi. Zarówno seniorzy, jak i przede wszystkim osoby młode muszą mieć na uwadze swoją karierę i kształcić się w tym zakresie” – mówi serwisowi infoWire.pl Krzysztof Inglot z Work Service. Co ważne, w niedalekiej przyszłości szczególnie warto będzie znać nie tylko język angielski, lecz także rosyjski i chiński.
„Na rynku pracy wciąż poszukuje się absolwentów kierunków ścisłych i technicznych: informatyki, matematyki, motoryzacji oraz mechatroniki i budowy maszyn. Tworzone są ponadto całkiem nowe stanowiska, np. związane z energetyką atomową. To branża, która w przyszłości będzie się rozwijała i generowała liczne miejsca pracy” – zaznacza rozmówca.
Widać również zapotrzebowanie na wykwalifikowanych pracowników opieki, tak nad osobami starszymi, jak i nad dziećmi. Pracy na pewno nie zabraknie też prawnikom. W perspektywie 5–10 lat wzrośnie także popularność takich zawodów, jak kosmetolog oraz fryzjer. „Sektor usług dla ludności będzie się rozwijał. Osoby, które nie mają ambicji pójść na studia wyższe, ale chcą znaleźć dobrą pracę, powinny kształcić się w tym kierunku” – podkreśla ekspert.
Pracodawcy proponują zmiany w prawie zamówień publicznych
Rada Zamówień Publicznych Konfederacji Lewiatan przygotowała rekomendacje, których celem jest zapewnienie równowagi między zamawiającymi i wykonawcami w zamówieniach publicznych. Mają one w pełni zabezpieczyć interesy wszystkich uczestników rynku.
Urząd Zamówień Publicznych rozpoczął prace nad nową ustawą o zamówieniach publicznych, która ma zwiększyć efektywność i jakość przetargów publicznych oraz realizowanych w ramach ustawy projektów. Rada Zamówień Publicznych Konfederacji Lewiatan aktywnie zaangażowała się w konsultacje i skierowała do UZP rekomendacje dotyczące zapewnienia równowagi stron w zamówieniach publicznych. Propozycja zapisu art. 139 Pzp ma na celu uzdrowienie sytuacji w obszarze kształtowania treści SIWZ. Dotychczasowa praktyka wskazuje, że zamawiający – korzystając z uprzywilejowanej pozycji – niejednokrotnie nadmiernie obarczał ryzykiem wykonawcę.
Pełne uwzględnienie zgodności SIWZ z zasadami współżycia społecznego – na mocy art. 353 Kodeksu Cywilnego – pozwoli w pełni zabezpieczyć interes publiczny oraz wszystkich uczestników rynku zamówień publicznych.
Postulowane przez Konfederację Lewiatan zapisy nowej ustawy Prawo zamówień publicznych gwarantują przede wszystkim uzyskanie świadczeń o najwyższej jakości, a jednocześnie zabezpieczają wykonawcę przed nierealnymi oraz nierynkowymi wymogami zawartymi w wadliwie skonstruowanych SIWZ. Przy kształtowaniu ram postępowania przetargowego nie można zapominać bowiem o rzeczywistych możliwościach wykonania przedmiotu zamówienia i w związku z tym należy uwzględniać jedynie realne do osiągnięcia rezultaty. W przeciwnym razie usługa wykonawcy będzie niemożliwa do spełnienia i tym samym warunki przetargowe – na mocy których zawarty zostanie kontrakt – będą naruszać art. 353 Kodeksu cywilnego. W takiej sytuacji – zgodnie z art. 58 § 1 KC – zamawiający musi liczyć się z sankcją w postaci nieważności podpisanej umowy. Autorami propozycji zapisu są mec. Mirella Lechna z Kancelarii Wardyński i wspólnicy SP. k. i mec. Jarosław Sroka partner w Kancelarii BSJP Brockhuis Jurczak Prusak SP. k.
– Postulowane zapisy art. 139 Pzp mają przede wszystkim uzdrowić sytuację na rynku zamówień publicznych oraz wyeliminować szkodliwe zjawisko zachwiania równowagi między stronami umowy. Właściwe i zgodne z prawem Pzp i Kodeksem Cywilnym kształtowanie SIWZ w postępowaniach przetargowych pozwala odpowiednio zabezpieczyć interes publiczny. Niedopuszczalne są sytuację, takie jak w przypadku budowy dróg szybkiego ruchu i autostrad, gdy przez sektor budowlany przeszła fala bankructw spowodowana wadliwymi zapisami umownymi. W konsekwencji destabilizacji uległa cała branża, co negatywnie wpłynęło nie tylko na czas budowy tras komunikacyjnych, ale przede wszystkim na poziom zatrudnienia. Uwzględnienie w SIWZ zasad współżycia społecznego jest niezbędnym krokiem w celu dalszej profesjonalizacji rynku zamówień publicznych. W związku z tym Konfederacja Lewiatan opracowała wraz z kancelarią Wardyński i Wspólnicy oraz BSJP Brockhuis Jurczak Prusak zestaw proponowanych zapisów do nowej ustawy Pzp, który przekazała UZP. Ponadto Urząd Zamówień Publicznych otrzymał katalog dobrych praktyk naszego autorstwa, który ma ułatwić zamawiającym pełną i zgodną z intencją ustawodawcy realizację zapisów prawnych obecnie obowiązującej ustawy. Dokument jest swoistym vademecum umożliwiającym właściwe konstruowanie przetargów, który będzie stale rozszerzany o nowe zagadnienia – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Rady Zamówień Publicznych Konfederacji Lewiatan.
Kwestia wadliwie konstruowanych SIWZ jest również istotna ze względu na orzecznictwo Krajowej Izby Odwoławczej, która stoi na stanowisku, że zamawiający w sposób dowolny kształtuje postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego – decydując o jego przedmiocie, rodzaju, parametrach, zakresie oraz warunkach realizacji czy innych obowiązkach umownych. Jednocześnie – zgodnie z tym podejściem – zamawiający w żaden sposób nie ogranicza swobody kontraktowania, gdyż wykonawca, któremu postanowienia SIWZ nie odpowiadają może po prostu nie składać oferty.
Krajowa Izba Odwoławcza wyraziła pogląd, że interes publiczny, jaki reprezentuje zamawiający, przeważa nad prywatnym interesem wykonawcy. Taka praktyka – związana z wprowadzeniem nadmiernej odpowiedzialności wykonawcy i przerzucaniem na niego większości ryzyk – spowodowała nowe zjawisko o charakterze patologii na rynku zamówień publicznych. Brak reguł rozsądku, racjonalności gospodarczej oraz równowagi stron umowy w konsekwencji bowiem wiąże się z niesolidnym i nieterminowym realizowaniem zobowiązań przez wykonawców, co tym samym jest sprzeczne z intencją Krajowej Izby Odwoławczej oraz uniemożliwia osiągnięcie zakładanych korzyści dla interesu publicznego.
– Wprowadzenie tej zmiany do prawa zamówień publicznych umożliwi wykonawcom egzekwowanie przed Krajową Izbą Odwoławczą – jeszcze na etapie przygotowywania projektów umów – postanowień kontraktowych zapewniających bardziej zrównoważony bilans wzajemnych ryzyk i świadczeń. Obecnie to zamawiający dyktują treść umów, często w sposób jednostronnie korzystny tylko dla nich, których wykonawcy zasadniczo nie mają możliwości zakwestionować. W konsekwencji zmiana ta może przyczynić się do ukształtowania dobrej praktyki zawierania umów bardziej ‘zbilansowanych’, co z pewnością będzie służyć realizacji interesu publicznego – mówi Jarosław Sroka, radca prawny, Wspólnik Kancelarii BSJP Brockhuis Jurczak Prusak.
– Propozycja stanowi reakcję sektora prywatnego przeciwko takiemu kształtowaniu warunków przetargu, w wyniku którego nadmierna odpowiedzialność odszkodowawcza oraz ryzyko lokowane są po stronie wykonawcy, bowiem jest to sprzeczne z uczciwością i rzetelnością kupiecką oraz wbrew zasadom współżycia społecznego. Dostępne środki prawne nie ułatwiają wykonawcom zmiany wadliwych – z punktu widzenia prawa cywilnego – postanowień SIWZ. Proponowany zapis ma skłonić tak zamawiających, jak i Krajową Izbę Odwoławczą do szerszego zastosowania zasad kształtowania umów wzajemnych, które wywodzą się z prawa cywilnego – dodaje Mirella Lechna, radca prawny, wspólnik Kancelarii Wardyński i Wspólnicy.
Wyłącznie skuteczna realizacja zamówienia pozwala na osiągnięcie planowanych korzyści dla interesu publicznego i prawidłowe wydatkowanie środków publicznych – cel taki nie zostanie osiągnięty, jeśli zamawiający na skutek nieprawidłowego skonstruowania SIWZ i braku ofert byliby zmuszeni do ponownego ogłaszania postępowań przetargowych. Rekomendowany zapis art. 139 ustawy Prawo zamówień publicznych jest krokiem w kierunku uzdrowienia sytuacji w sektorze i wyjściem do prac nad nową.
Konfederacja Lewiatan
Quercus TFI stawia w tym roku na budowlankę i pozabankowy sektor finansowy. Towarzystwo liczy na dwucyfrową stopę zwrotu z inwestycji

W tym roku najbardziej opłacić powinny się inwestycje giełdowe – prognozuje Quercus TFI. Towarzystwo stawia na akcje firm budowlanych oraz sektor finansowy, ale poza bankami, i liczy na dwucyfrową stopę zwrotu ze swoich funduszy agresywnych.
– Wydaje mi się, że w 2015 roku w przypadku produktów zawierających akcje są możliwe dwucyfrowe stopy zwrotu w zależności od liczby akcji w portfelu i tego, czy są to akcje średnich, małych czy dużych firm – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Sebastian Buczek, prezes Quercus TFI. – W przypadku instrumentów dłużnych czy funduszy dłużnych zakładamy, że w tym roku stopy zwrotu nie będą oszałamiające, w przypadku funduszy obligacji już nie ma co liczyć na stopy zwrotu rzędu 5-10 proc., natomiast w przypadku funduszy gotówkowych wydaje nam się, że powtórzymy mniej więcej wynik z 2014 roku, czyli zysk na poziomie około 3 proc.
Sporym zainteresowaniem polskich inwestorów nadal cieszą się obligacje i różnego typu papiery dłużne. To one przynosiły bowiem w ostatnich latach wysokie, przekraczające niekiedy 10 proc. stopy zwrotu. Znawcy rynku jednak zgodnie twierdzą, że szanse na powtórkę z podobnej hossy są nikłe. Obligacje powiązane są bowiem ze stopami procentowymi NBP, a te ostatnio zostały mocno obniżone i dziś są najniższe w historii. Dlatego inwestorzy powinni pomyśleć o innych sposobach pomnażania swoich pieniędzy.
W tym roku Quercus TFI stawia raczej na spółki giełdowe. Polska gospodarka wyraźnie przyspiesza i można mieć nadzieję na poprawę wyników wielu firm.
– Głównie są to średnie i mniejsze firmy z różnych sektorów – ocenia Sebastian Buczek. – Bardzo lubimy szeroko rozumiany sektor budowlany i okołobudowlany. Lubimy też sektor finansowy, ale poza bankami, które w naszej ocenie są dość drogie. W zasadzie w każdym sektorze można znaleźć cały czas spółki, których wyceny są atrakcyjne i których potencjał do osiągnięcia dobrych stóp zwrotu jest całkiem spory.
Polska budowlanka ma trudny czas za sobą. Zastój na rynku nieruchomości oraz obliczone na jak najniższą cenę kontrakty drogowe zaszkodziły wielu firmom. Z drugiej strony wiele z nich przeszło pomyślną restrukturyzację, a obecnie oczekuje się sporego ożywienia na rynku. Fundusze europejskie pozwolą w najbliższych latach wybudować sporo nowych dróg, zmodernizować energetykę i infrastrukturę, a coraz zamożniejsi Polacy ponownie myślą o kupnie nieruchomości.
– Tak, kondycja tych firm wyraźnie się poprawiła. Poza dwiema firmami można powiedzieć, że większość wyszła już z tych trudności i powinna notować wyraźną poprawę wyników – uważa prezes Quercus TFI. – Zresztą większość firm już opublikowała wyniki za 2014 rok i ta poprawa już w ubiegłorocznych wynikach jest widoczna. Oczekujemy dalszej poprawy w 2015 roku i wszyscy sobie ostrzymy zęby, że lata 2016-2017 też powinny być niezłe i ze względu na środki unijne, i ze względu na niskie stopy procentowe, to powinno temu sektorowi też pomagać.
Sebastian Buczek ocenia, że w każdym sektorze można znaleźć spółki, które cały czas są nisko wycenione i gdzie potencjał wzrostu jest ciągle wyraźny. Jego firma zamierza m.in. inwestować w sektor finansowy, jednak z wyłączeniem akcji banków.
– Wszystkie spółki, które korzystają z niskich stóp procentowych, jak chociażby KRUK, czyli spółki wierzytelnościowe, takie jak TFI czy spółki odszkodowawcze, są to te firmy, które w tym roku bardzo dobrze sobie radzą na naszej warszawskiej giełdzie. Banki są raczej w defensywie, na kilkuprocentowych minusach. Ze względu na to, co stało się z frankiem szwajcarskim i dość restrykcyjne podejście naszego regulatora nie oczekujemy ze strony banków poprawy wyników finansowych – prognozuje prezes Quercus TFI.

