Wciąż uczymy się segregowania odpadów

Polacy stawiają na ekologię. Mniej zużywamy wody, oszczędzamy energię. A co z selektywnym zbieraniem odpadów? Jest coraz lepiej – w 2014 r. już 68% z nas deklarowało, że śmieci segreguje regularnie.

Z naszej postawy ekologicznej możemy być umiarkowanie zadowoleni, jednak nadal wiele jest do zrobienia. Ciągle za dużo osób wyrzuca wszystko do jednego kosza albo spala odpady. Jak wynika z badań Ministerstwa Ochrony Środowiska – dane z 2011 r. – śmieci regularnie segreują przede wszystkim mieszkańcy wsi (50%). W miastach odsetek ten wynosi 41%. „Ludzie nie segregują śmieci, bo głównie brakuje im chęci i nie widzą sensu segregacji. Nie wierzą, że odpady trafią do recyklingu” – wyjaśnia w rozmowie z serwisem infoWire.pl Katarzyna Pliszczyńska, rzecznik prasowy Ministerstwa Środowiska.

Selektywne zbieranie odpadów jest trudne w mieszkaniach z małymi kuchniami, gdzie umieszczenie kilku pojemników stanowi problem. Ponadto często same spółdzielnie mieszkaniowe, wspólnoty mieszkaniowe i gminy nie zapewniają odpowiednich koszów i kontenerów.

A czy Polacy umieją segregować śmieci? „Większość tak” – zaznacza rozmówczyni. Gminy informują mieszkańców za pomocą broszur i plakatów, jaki odpad należy do danej frakcji i w jakim pojemniku należy go umieścić. Warto mieć to na uwadze, bo w różnych miejscach mogą obowiązywać różne zasady.

Zapewne trzeba kilku lat intensywnej edukacji, by selektywna zbiórka odpadów stała się dla Polaków czymś naturalnym. Warto jednak dodać, że w 2011 r. 84% z nas opowiadało się za tym, żeby segregacja była obowiązkowa. Z kolei 94% twierdziło, że wywożenie śmieci w niedozwolone miejsca powinno być karane bardzo surowo.

Lubawa chce skorzystać na rozbudowie ukraińskiej armii. Pierwszy kwartał kończy obiecująco

CEO Magazyn Polska

Po dobrym 2014 roku Lubawa będzie się koncentrować na rozwijaniu sprzedaży zagranicznej między innymi na Ukrainę, gdzie spółka sprzedawała już kamizelki kuloodporne oraz hełmy. Rozbudowa ukraińskiej armii daje szanse na kolejne kontrakty, obecnie negocjowane. Jak mówi prezes Lubawy, sprzedaż grupy w kończącym się pierwszym kwartale wygląda obiecująco.

Jest kilka rynków, które – jak wszystko na to wskazuje – będą się rozwijały – precyzuje Kubica. – W przypadku dominującej grupy, czyli Lubawy, poza aktywnością spółek zależnych na terenie Stanów Zjednoczonych i za Kaukazem, oczywiście mam na myśli Armenię, są także bliższe rynki, jak na przykład Ukraina. Już w zeszłym roku dostarczaliśmy sprzęt dla tamtejszej armii: kamizelki kuloodporne oraz hełmy.

W br. przedsiębiorstwo planuje dalszą intensyfikację współpracy z ukraińskim przemysłem obronnym, czyli koncernem Ukroboronprom, głównym graczem na rynku zbrojeniowym za południowo-wschodnią granicą.

Rozmawiamy cały czas z Ministerstwem Obrony Ukrainy na temat ich potrzeb, a są one bardzo duże – precyzuje Marcin Kubica. – Tamtejsza armia w zasadzie zwielokrotniła swój skład i chce się modernizować. Dlatego w aspektach, które dotyczą bezpośrednio naszej oferty produktowej, niewątpliwie możemy liczyć na zamówienia. Natomiast nie chciałbym się na razie wypowiadać na temat wielkości zamówienia. Trwa faza końcowych, ale jednak konsultacji. W mojej ocenie pod koniec miesiąca będziemy mogli podać konkretne liczby i towarzyszące im kwoty.

Grupa chce także kontynuować ekspansję w innych krajach europejskich i pozostałych segmentach prowadzonej działalności, nie tylko branży zbrojeniowej.

Plany są ambitne, mam nadzieję, że uda nam się je zrealizować – uważa Marcin Kubica. – Informacje, które spływają po zbliżającym się do końca pierwszym kwartale br., wskazują, że realizacja naszych zamierzeń przebiega w sposób właściwy.

Grupa Lubawa, jak informuje prezes Marcin Kubica, bardzo mocno dywersyfikuje swoją ofertę. Przedsiębiorstwo działa w trzech podstawowych segmentach: specjalistycznym (Lubawa), branży reklamowej (Litex Promo) oraz tkanin (po części Lubawa, ale przede wszystkim spółka zależna Miranda). Produkty grupy są obecne w ponad 40 krajach świata. W br. firma planuje dalszą intensyfikację eksportu.

Cały 2014 rok był dla nas bardzo dobry, zarówno pod względem poziomu przychodów, jak i wyniku finansowego – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Kubica, prezes zarządu Grupy Lubawa. – Założenia naszej strategii zrealizowaliśmy w całości. Pomimo kilku, a w zasadzie jednego, zasadniczego wydarzenia, które grupę trochę wewnętrznie dotknęło, czyli pożaru w spółce zależnej Miranda. Bardzo szybko udało nam się jednak otworzyć moce produkcyjne i w żaden sposób nie odbiło się to na wynikach finansowych ani nie wpłynęło na utratę żadnego rynku zbytu.

W ubiegłym roku Grupa Kapitałowa Lubawa miała niemal 242 mln zł przychodów wobec 210,8 mln zł rok wcześniej. Zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł prawie 11 mln zł, cztery razy więcej niż w 2013 roku. Jednostkowo przychody samej spółki Lubawa wzrosły w tym czasie o jedną trzecią do 41 mln zł. Wypracowała też 2,6 mln zł zysku netto wobec straty 3,8 mln zł przed rokiem.

Komentarz indeksowy Bossafx 24 marca 2015 r.

Komentarz indeksowy Bossafx 24 marca 2015 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

easyCALL.pl stawia na usługę wirtualnej konferencji i zamierza integrować rynek połączeń VoIP. Zapowiada też wzrost zatrudnienia

0

CEO Magazyn Polska

Świadcząca usługi telekomunikacyjne na łączach internetowych (VoIP, z ang. Voice over Internet Protocol) spółka easyCALL.pl stawia na rozwój oferowanej obecnie usługi telekonferencji. Dzięki ostatnim zmianom w prawie klienci w ten sposób mogą przeprowadzać m.in. walne zgromadzenia akcjonariuszy czy obrony prac naukowych. Firma rozwijać będzie także inne kanały komunikacji, takie jak e-mail. Zamierza również zwiększać zatrudnienie i integrować rynek tego rodzaju połączeń poprzez przejęcia mniejszych podmiotów.

Rynek połączeń VoIP jest w Polsce dość mocno zagospodarowany i sam z siebie nie będzie już szybko rosnąć – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Michał Jakubowski, prezes zarządu easyCALL.pl. – W związku z tym nastawiamy się raczej na konkurowanie jakością usług, ofertą oraz przyciąganie innych, mniejszych operatorów, którzy korzystają już z tego typu usług resellingowych . W tym zakresie również zakładamy rozwój, aczkolwiek myślę, że nie będzie on aż tak spektakularny, jak w przypadku produktów międzynarodowych.

Według badającej rynki krajów Europy Środkowej i Wschodniej firmy analitycznej PMR Research udział VoIP w całkowitym czasie połączeń głosowych w sieciach stacjonarnych w Polsce jest coraz większy. Na koniec 2012 r. wynosił 34 proc., był o 5 proc. większy niż rok wcześniej i blisko 10 proc. niż w 2010 roku. PMR szacuje, że z telefonii internetowej korzysta obecnie ponad 2,5 mln osób, w tym blisko 550 tys. przedsiębiorstw (głównie małych i średnich).

Naszym wiodącym produktem na pewno będą telekonferencje – wskazuje Michał Jakubowski. – Zamierzamy oferować je w pierwszej kolejności spółkom giełdowym, ale nie tylko. Jest to usługa, która może być wykorzystywana w bardzo wielu przypadkach, np. w edukacji przy obronach wszelakich prac naukowych. Istnieją już uwarunkowania prawne, które pozwalają na korzystanie z tego produktu, zamierzamy więc go bardzo intensywnie rozwijać.

Tego rodzaju usługi dodane są korzystne dla spółki. Można bowiem doliczać do nich znacznie wyższe marże niż do zwykłych połączeń głosowych. Klienci w pierwszej kolejności zazwyczaj korzystają z najprostszych ofert w formule VoIP. Dopiero gdy przekonują się do ich jakości, podpisują umowy na bardziej zaawansowane usługi.

Drugi element, nad którym bardzo intensywnie pracujemy, to rozszerzenie usług o komunikację za pośrednictwem wielu innych kanałów – wskazuje Jakubowski. – Pierwsze pomysły i produkty już się pojawiają. Nie chcemy się po prostu ograniczać się tylko do głosu, szerzej: telefonu, ale pragniemy oferować także innego rodzaju formy kontaktu, takie jak na przykład e-mail. W związku z tym z całą pewnością liczba pracowników easyCALL w br. wzrośnie. Będziemy poszukiwać m.in. techników, programistów, informatyków i administratorów.

Wzrost zatrudnienia ma być także spowodowany rozwojem sieci sprzedaży. Spółka zapowiedziała niedawno, że w br. zamierza uruchomić oddziały w województwach sąsiadujących z Mazowszem, gdzie taka struktura już funkcjonuje i osiąga dobre wyniki.

Rozwój organiczny wymaga jednak dużej cierpliwości, czasu i nakładów pracy – zauważa Jakubowski. – My z tego nie rezygnujemy, bardzo w to wierzymy. Natomiast jesteśmy także przekonani, że musimy konsolidować rynek. Istnienie małych operatorów na tym rynku w dłuższej perspektywie nie ma prawa bytu. W związku z tym już w chwili obecnej prowadzimy zaawansowane rozmowy z kilkoma podmiotami, które działają na rynku telekomunikacyjnym i nie koniecznie z nami konkurują, a raczej uzupełniają ofertę. Zakładamy, że będziemy podmioty te integrować wokół easyCALL.pl.

Przynajmniej jedna tego rodzaju transakcja, jak zapowiada Michał Jakubowski, ma być zrealizowana w br. Wszystkie powinny wpłynąć zwiększenie skali przychodów, docelowo mniej więcej o 100 proc. (pojedyncze będą miały wpływ na obrót mniej więcej na poziomie 30-35 proc.).

– Nie wiemy dokładnie kiedy, bo to często są dosyć skomplikowane operacje, w związku z czym długotrwałe – tłumaczy Jakubowski. – Zakładamy, że za te udziały będziemy płacić częściowo gotówką, a w części działami easyCALL.pl. Natomiast o konkretnych kwotach trudno mi w tej chwili mówić.

W czwartym kwartale ubiegłego roku przychody ze sprzedaży spółki easyCALL.pl wyniosły 3,83 mln zł. Przedsiębiorstwo odnotowało zysk (netto) w wysokości 80 035 zł.

NIK o wdrażaniu systemów teleinformatycznych w miastach i gminach

Tylko nieliczne miasta mogą pochwalić się e-administracją z prawdziwego zdarzenia. Większość nowych i zmodernizowanych miejskich systemów informatycznych współpracuje ze sobą w  ograniczonym zakresie. Co gorsza urzędnicy nie przykładają wystarczającej wagi do bezpieczeństwa przetwarzanych informacji. W ocenie NIK przed samorządami jeszcze dużo pracy, aby zapewnić szybką i bezpieczną wymianę informacji wewnątrz urzędu, z różnymi innymi urzędami, a przede wszystkim z obywatelami.

W ocenie Najwyższej Izby Kontroli, Polska nadal ma dużo do zrobienia w zakresie e-administracji, choć w ciągu ostatnich lat poczyniła znaczący postęp. Świadczy o tym choćby wynik badania eGovernment Benchmark, przeprowadzonego na zlecenie Komisji Europejskiej. Polska osiągnęła wskaźnik 76 proc. w zakresie dostępności online przydatnych usług publicznych (m.in. założenie własnej działalności gospodarczej, utrata i znalezienie pracy, zmiana miejsca zamieszkania) i uplasowała się w połowie stawki – na 12 miejscu wśród 28 badanych krajów. O ułamki co prawda, ale jednak wyprzedziliśmy tak rozwinięte kraje jak Francja (75 proc.), Wielka Brytania (74 proc.) oraz Niemcy (67 proc.)

Większość ze zbadanych podczas kontroli NIK systemów informatycznych, działających w urzędach w ramach e-administracji (72 z 77 tj. 93 proc.) spełniała minimalne wymogi współdziałania, określone w Krajowych Ramach Interoperacyjności.Jednak w praktyce systemy te współpracowały ze sobą w bardzo ograniczonym zakresie. Tylko 12 z nich (17 proc.) zapewniało współpracę na poziomie najbardziej zaawansowanym, co oznacza, że przekazywanie danych między systemami odbywało się w sposób automatyczny. Jedynie pięć systemów, czyli zaledwie 6 proc., bezpośrednio korzystało z danych gromadzonych w zewnętrznych bazach i rejestrach publicznych, takich jak rejestr PESEL czy też System Informacji Przestrzennej. Pozostałe systemy korzystały wyłącznie z własnych wewnętrznych zbiorów danych urzędów.

Tylko nieliczne urzędy miejskie mogły pochwalić się dużą liczbą e-usług przydatnych mieszkańcom. W większości kontrolowanych urzędów
(17 z 24) liczba świadczonych e-usług nie przekraczała 20. Aż cztery urzędy (w Lesznie, Mińsku Mazowieckim, Stargardzie Szczecińskim i Szczecinku) świadczyły tylko jedną e-usługę czyli obligatoryjną Elektroniczną Skrzynkę Podawczą. Ale są też w Polsce miasta, które na tym polu wybijają się ponad przeciętność – Dąbrowa Górnicza ma dostępne 144, a Mysłowice 111 e-usług. W Dąbrowie Górniczej przez Internet można m.in. uzyskać poradę prawną lub odpis aktu stanu cywilnego, dostać zaświadczenie o przeznaczeniu terenu w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego lub określenie wymiaru podatku od nieruchomości od osób prawnych, a nawet zarejestrować posiadane zwierzęta.

Niemal we wszystkich skontrolowanych urzędach (22 z 24) podstawowym sposobem dokumentowania rozpatrywanych spraw był nadal tradycyjny system papierowy. W 18 urzędach wspomagany był on na różnych etapach przez elektroniczne systemy obiegu dokumentów. W efekcie zdarzało się, że urzędnicy powielali wykonane już wcześniej czynności, gdyż informacje były gromadzone równolegle i w dokumentacji papierowej i w systemie informatycznym. Wynikało to z faktu, iż większość kontrolowanych urzędów nie przeszła jeszcze na wyłącznie elektroniczny system obiegu dokumentów. W ocenie NIK samorządowcy powinni pamiętać, że istotą wprowadzania elektronicznych obiegów dokumentów jest usprawnienie i przyśpieszenie przepływu informacji i dokumentów, przy jednoczesnej minimalizacji nakładu pracy.

NIK krytycznie ocenia ogólny stan systemów zarządzania bezpieczeństwem informacji w kontrolowanych urzędach miast. Nieprawidłowości w tym obszarze stwierdzono w aż 21 z 24 skontrolowanych urzędów. Dotyczyły one przede wszystkim:

  • zarządzania uprawnieniami użytkowników w zakresie dostępu do systemów informatycznych: pracownicy dziewięciu urzędów mieli możliwość zainstalowania na komputerach dowolnego oprogramowania; w czterech urzędach pracownicy mieli uprawnienia administratora systemu, choć nie byli informatykami; zdarzały się także przypadki, że byli pracownicy nadal mieli aktywne konta w systemach informatycznych urzędów, bo zapomniano je zablokować;
  • Polityki Bezpieczeństwa Informacji: w 15 z 24 kontrolowanych urzędów brakowało całościowej Polityki Bezpieczeństwa Informacji. Opracowane i wdrożone regulacje związane z zarządzeniem bezpieczeństwem informacji nie obejmowały wszystkich przetwarzanych w urzędach informacji, lecz dotyczyły głównie bezpieczeństwa  danych osobowych;
  • zapisów w umowach na zakup lub serwis sprzętu komputerowego i oprogramowania: w umowach zawartych w ośmiu urzędach brakowało zapisów, które gwarantowałyby zabezpieczenie poufności informacji pozyskanych w związku z realizacją tych umów przez wykonawców.

Zdaniem NIK w dobie elektronicznej komunikacji kluczowe jest zapewnienie  bezpieczeństwa informacji przetwarzanych w systemach informatycznych użytkowanych przez samorządy. W przeciwnym razie pojawia się ryzyko nieuprawnionego ich ujawnienia, co może doprowadzić do destabilizacji pracy urzędów oraz podważyć zaufanie obywateli do organów administracji publicznej.

Minister Administracji i Cyfryzacji nie planował i nie przeprowadzał kontroli współdziałania systemów informatycznych w podmiotach publicznych. Nie przekazał również wojewodom jednolitych kryteriów dotyczących przeprowadzenia przez nich kontroli w samorządach w zakresie działania systemów teleinformatycznych oraz rejestrów publicznych. W konsekwencji tego wojewodowie mogą w ogóle nie podejmować takich kontroli ze względu na brak szczegółowych wytycznych w tym zakresie.

Kontrola NIK wykazała również, że pomimo wątpliwości zgłaszanych przez samorządy, w Ministerstwie Administracji nie wypracowano jednoznacznego stanowiska w sprawie znaczenia terminu „istotnej modernizacji” systemu informatycznego. Jest to istotne z uwagi na obowiązek  dostosowania systemów działających w poszczególnych urzędach do wymogów rozporządzenia Krajowych Ram Interoperacyjności nie później niż w dniu pierwszej istotnej modernizacji. Brak precyzyjnego określenia pojęcia „istotnej modernizacji” powoduje, że urzędnicy nie zawsze potrafią ocenić czy zakres przeprowadzanej modernizacji jest na tyle istotny, że już stwarza czy też jeszcze nie stwarza obowiązku dostosowywania systemu. W praktyce nie jest więc jasne kiedy urzędy powinny dostosowywać swoje „stare” systemy informatyczne do współpracy z innymi systemami i rejestrami.

Ponadto kontrola NIK wykazała, że pomimo trzyletniego okresu na dostosowanie stron internetowych i Biuletynów Informacji Publicznej do potrzeb osób niepełnosprawnych, który upływa 31 maja 2015 r., w dniu zakończenia kontroli (24.10.2014 r.) w żadnym ze skontrolowanych urzędów nie dostosowano jeszcze w pełni serwisów internetowych do tych wymagań.

Celem przepisów dotyczących interoperacyjności jest stworzenie warunków do współdziałania systemów informatycznych administracji, po to, aby zapewnić szybką wymianę informacji. Wdrożenie tych przepisów powinno przyczynić się do płynniejszej pracy urzędów, w tym przede wszystkim sprawniejszego załatwiania spraw obywateli i przedsiębiorców: na odległość, w krótszym czasie, bez żądania informacji, które już są zgromadzone w elektronicznych rejestrach państwowych.

Osiągnięcie interoperacyjności, czyli współdziałania systemów nie jest jednorazowym, lecz ciągłym procesem zależnym od wielu czynników m.in. od zmian w środowisku informatycznym. Interoperacyjności nie osiąga się jednorazowo, raz na długi czas. Proces ten wymaga stałego monitorowania, przy jednoczesnym uwzględnianiu wielu czynników, m.in. stałego monitorowania zbiorów danych będących w posiadaniu urzędu lub innych instytucji publicznych, zmiany zachowań użytkowników i wprowadzania nowych programów, technologii oraz urządzeń informatycznych. Dlatego NIK skierowała wnioski pokontrolne do Ministra Administracji i Cyfryzacji o przeprowadzanie kontroli w podmiotach publicznych w zakresie działania systemów teleinformatycznych, prowadzenia rejestrów i wymiany informacji w postaci elektronicznej, a także o doprecyzowanie znaczenia terminu „istotnej modernizacji” i określenie dla wojewodów jednolitych i spójnych kryteriów kontroli systemów i rejestrów informatycznych używanych w samorządach.

Do burmistrzów i prezydentów miast Izba wnioskuje o:

  • o opracowanie i wdrożenie Polityki Bezpieczeństwa Informacji oraz konsekwentne stosowanie procedur zarządzania bezpieczeństwem przetwarzanych informacji;
  • o przeprowadzenie, przy zakupie nowych lub modernizacji już funkcjonujących systemów informatycznych, analizy określającej stopień współdziałania (interoperacyjności) z innymi systemami, tak by możliwe było pełne wykorzystywanie danych już zgromadzonych we własnych, a także   zewnętrznych systemach i rejestrach informatycznych;
  • o wprowadzenie w urzędach systemu elektronicznego zarządzania dokumentacją jako podstawowego sposobu dokumentowania przebiegu załatwiania i rozstrzygania spraw;
  • o promowanie wśród mieszkańców i przedsiębiorców korzyści płynących z elektronicznej formy komunikacji z urzędem.

Największy polski sprzedawca telefonów komórkowych uruchomi nowy kanał sprzedaży

0

CEO Magazyn Polska

Tell, spółka do której należy największa w Polsce sieć salonów sprzedaży telefonów komórkowych, po przejęciu dwóch spółek zamierza rozwijać działalność także w sektorze e-commerce i rozważa akwizycje kolejnych firm z branży. Na ten rok nie planuje jednak nowych emisji.

– Rzeczywiście rozważamy w tej chwili kilka projektów do dalszego rozwoju, czyli w naszym przypadku do przejęć w naszej branży i w branży, w którą trochę wchodzimy, czyli w e-commerce, i w branży, w której działa Cursor – informuje prezes zarządu Tell.

Na początku marca spółki Tell i OEX, należące do Neo Investments, podpisały umowę, na mocy której Tell przejęła od OEX większościowe pakiety w spółkach Cursor oraz Divante. Cursor specjalizuje się w realizacji procesów sprzedażowych, zaś Divante działa w obszarze e-handlu. W zamian OEX otrzyma emitowany właśnie większościowy pakiet akcji Tella. Na tym kończą się na razie emisyjne plany spółki.

– Myślę, że w tym roku nie będzie żadnych emisji, ani obligacji, ani akcji zaznacza Rafał Stempniewicz. Dopiero co wyemitowaliśmy sporą liczbę akcji. Właśnie zaczynamy pisać prospekt emisyjny i będziemy dopuszczać do obrotu. Natomiast obligacji na pewno nie będziemy, tzn. nie wydaje się na dzisiaj, abyśmy tego potrzebowali. Spółka cały czas ma dobrą sytuację płynnościową, więc nie ma takiej potrzeby.

W grudniu NWZA spółki podjęło decyzję o emisji prawie 1,8 mln akcji serii C w cenie emisyjnej 13 zł, co podwyższyło kapitał o 23,1 mln zł.

Do spółki należy dziś 159 punktów sprzedaży w całej Polsce. Firma zatrudnia 440 osób. I planuje w tym roku dalszy rozwój, który zamierza w dużej mierze finansować z dotychczasowych zysków. Stąd prezes spółki nie wyklucza, że dywidenda będzie mniejsza niż w ubiegłych latach. Z zysku za poprzednie dwa lata wypłacano każdorazowo na jedną akcję po 1 zł. Na ten cel wydano za każdym razem ponad 5 mln zł.

Oczywiście to jest decyzja walnego zgromadzenia, natomiast jako zarząd jesteśmy za tym, żeby spółka płaciła dywidendę i będziemy jej wypłatę rekomendować deklaruje prezes Rafał Stempniewicz z Tella. – Bardzo trudno powiedzieć, ile wyniesie. Wydaje się, że dywidenda będzie trochę niższa niż w zeszłym roku ze względu na ewentualne inwestycje, które planujemy. Zakładamy jednak, że będzie wypłacona.

Przychody grupy Tell w 2014 r. wyniosły 248,6 mln zł wobec 263,87 mln zł w 2013 r. Zmniejszył się także zysk operacyjny z 11,52 mln zł do 10,8 mln zł. Zysk netto natomiast spadł do 6 mln zł z 8,6 mln zł przed rokiem. Wyniki grupy obciążył odpis aktualizujący wartość spółki zależnej Toys4Boys w wysokości 1,287 mln zł, która w lutym 2015 roku ogłosiła upadłość, oraz koszty procesu zakupu spółek Cursor i Divante, sfinalizowanego w marcu br., w wysokości 300 tys. zł.

Grzegorz Schetyna rozpoczyna wizytę w Turcji. Polscy przedsiębiorcy liczą na kontrakty

Ministrowi spraw zagranicznych w czasie wizyty w Turcji towarzyszyć będą polscy przedsiębiorcy. Omawiane będą projekty współpracy między firmami, perspektywy rozwoju kooperacji międzyregionalnej oraz działań w zakresie wspierania innowacyjności. Turcja to bardzo perspektywiczny rynek dla polskiego biznesu, bo dynamicznie się rozwija, a w planach jest dużo inwestycji infrastrukturalnych.

Turcja jest bardzo ważnym partnerem Polski, zarówno politycznym, jak i gospodarczym. Współpraca rozwija się bardzo dobrze. – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Katarzyna Kacperczyk, podsekretarz stanu ds. polityki afrykańskiej, azjatyckiej i bliskowschodniej, dyplomacji publicznej i ekonomicznej Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

We wtorek rozpoczyna się wizyta w Turcji polskiego ministra spraw zagranicznych. W planach są spotkania na forach gospodarczych, z władzami miast i regionów, na których omawiane będą konkretne projekty współpracy między firmami czy perspektywy rozwoju kooperacji międzyregionalnej. Grzegorzowi Schetynie towarzyszyć będzie również grupa przedsiębiorców. Jak informuje Katarzyna Kacperczyk do połowy marca br. do Ministerstwa Spraw Zagranicznych wpłynęło około 150 zgłoszeń z ich strony.

Polscy przedsiębiorcy będą mieli okazję spotkać się z partnerami tureckimi i zidentyfikować konkretne projekty współpracy. Staramy się również włączyć nowe elementy. Ważnym elementem wizyty będzie wspieranie współpracy między regionami. Mamy spotkania z władzami zarówno Ankary, jak i Stambułu, również mniejszych miast i prowincji, ośrodków, na terenie których lokowane są już polskie inwestycje – wyjaśnia Kacperczyk.

Ważnym elementem wizyty ma być zaplanowanie współpracy w dziedzinie innowacyjności. W ostatnim, opublikowanym w połowie lutego br., rankingu agencji Bloomberg na temat najbardziej innowacyjnych gospodarek świata Polska znalazła się na 25. miejscu, Turcja – na 35. Pierwsze miejsce zajęła Korea Południowa.

To sprawa, którą wstępnie omówiliśmy ze stroną turecką i widzimy, że jest bardzo duże zainteresowanie współpracą w tej dziedzinie – mówi Kacperczyk. – Planujemy zorganizowanie pierwszego polsko-tureckiego okrągłego stołu poświęconego innowacjom. W naszej delegacji uczestniczyć będą nie tylko przedstawiciele Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego i innych resortów, lecz także ośrodków, które wdrażają w Polsce programy innowacyjne.

Turcja jest obecnie głównym partnerem gospodarczym Polski na Bliskim Wschodzie i w Azji. W latach 2004–2011 wymiana handlowa między krajami niemal się potroiła (wzrosła z 2 mld dol. do 5,6 mld dol.). Dziś jest na poziomie ok. 5,83 mld dol., czyli 7 proc. większym niż w 2013 roku.  W strukturze polskiego eksportu do Turcji w ubiegłym roku dominowały wyroby przemysłu maszynowego, pojazdy samochodowe i części do nich, wyroby elektromaszynowe, miedź i wyroby z miedzi.

Turcja to bardzo duży rynek, jednocześnie to obszar mający strategiczne położenie. To niejako łącznik między Europą, krajami Bliskiego Wschodu i bliższą Azją – zauważa Kacperczyk. – To także rynek, który się bardzo prężnie rozwija. Rząd turecki obecnie planuje bardzo dużo projektów inwestycyjnych. A geograficznie nie jest to kraj leżący od Polski daleko. Lot samolotem z Warszawy trwa niewiele ponad dwie godziny, więc myślę, że to bardzo dobry i interesujący kierunek ekspansji dla polskich przedsiębiorców.

Strategia rozwoju Turcji zakłada, że do 2023 roku kraj ten będzie dziesiątą gospodarką świata pod względem wielkości wytworzonego PKB (dziś jest 19.). Jednym z elementów tej strategii jest właśnie współpraca z partnerami zagranicznymi.

Przychody z systemu viaTOLL przekroczyły już 4,15 mld zł i co roku rosną

CEO Magazyn Polska

Elektroniczny system poboru opłat viaTOLL spełnił nadzieje dotyczące wielkości przychodów. Od jego uruchomienia w lipcu 2011 r. do Krajowego Funduszu Drogowego wpłynęły już ponad 4 mld zł. Sukces viaTOLL został doceniony przez kapitułę nagrody Finansista Roku 2014, która wyróżniła spółkę Kapsch Telematic Services, operatora systemu.

Nagroda jest potwierdzeniem tego, że firma bardzo sprawnie wdrożyła prawie 4 lata temu system oraz potrafi nim zarządzać w efektywny i skuteczny sposób. Efektem tego jest ponad 4 mld zł, które wpłynęły do Krajowego Funduszu Drogowego. Jest to bez wątpienia sukces finansowy, w którym my też wzięliśmy udział – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Cywiński, dyrektor generalny Kapsch Telematic Services.

System viaTOLL obejmuje obecnie ponad 2,9 tys. km dróg płatnych w Polsce. Jest przeznaczony przede wszystkim dla pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej ponad 3,5 ton, chociaż na zasadzie dobrowolności za przejazd autostradami zarządzanymi przez GDDKiA elektronicznie płacić mogą także kierowcy samochodów osobowych. Do końca lutego br. system wygenerował dokładnie 4,15 mld zł wpływów do Krajowego Funduszu Drogowego.

Średnio każdego dnia wpływy z systemu to 3,8 mln zł. W systemie na koniec lutego zarejestrowanych było ponad 850 tys. pojazdów. Zdecydowanie najbardziej dochodową drogą jest autostrada A4, która tylko przez ostatnie pół roku wygenerowała prawie 190 mln zł wpływów. To ponaddwukrotnie więcej niż kolejna trasa – droga ekspresowa S8.

Jest pewien wzrost wysokości pobieranych opłat, który jest spowodowany m.in. wzrostem gospodarczym, bo dzięki temu obserwujemy znaczny wzrost ruchu. Ale wzrost jest spowodowany także tym, że system się rozrasta. W 2011 roku oddaliśmy do użytku 1560 km dróg, w tej chwili jest ich prawie 3000 km, a to przekłada się na wyraźny wzrost przychodów – podkreśla Cywiński.

Wpływy z systemu viaTOLL regularnie rosną. W 2012 r. wyniosły one niecały miliard złotych, w 2013 r. było to już prawie 1,2 mld zł, a w 2013 r. – ponad 1,4 mld zł. Niemal 40 proc. przychodów z systemu generują pojazdy spoza Polski.

To właśnie lepsze od zakładanych przychody były głównym powodem przyznania Kapschowi nagrody Finansista Roku 2014. Jak podkreśliła w uzasadnieniu kapituła, system jest sprawnie zarządzany i spełnia pokładane w nim nadzieje. Od samego początku działania viaTOLL przynosił przychody większe od zakładanych – w pierwszych sześciu miesiącach po jego uruchomieniu wpływy wyniosły 417 mln zł wobec zakładanych 400 mln zł.

Głównym laureatem konkursu Finansista Roku został Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli. W roku 2014 tytuł ten zdobyła ówczesna wicepremier i minister infrastruktury Elżbieta Bieńkowska, która zapoczątkowała prace nad wprowadzeniem elektronicznego systemu opłat na polskich autostradach. Działania te zostały zahamowane po jej odejściu.

Sytuacja na rynku pracy się poprawia. Z powodu embarga spada jednak zatrudnienie przy pracach sezonowych w rolnictwie

CEO Magazyn Polska

Poprawa sytuacji gospodarczej przekłada się coraz bardziej na rynek pracy. Mimo sezonowego wzrostu bezrobocia liczba osób bez pracy w ujęciu rocznym spada. Największym zainteresowaniem cieszą się wysoko wykwalifikowani specjaliści z sektora IT i produkcji. Nieco trudniej mogą mieć osoby, które oczekują na podjęcie prac sezonowych w rolnictwie. Prawdopodobne spowolnienie może wynikać z problemów sektora wywołanych rosyjskim embargiem.

– Na rynku pracy widzimy systematyczny spadek bezrobocia. Według resortu pracy i ministra Kosiniaka-Kamysza prognoza spadku oscyluje w okolicach 9,5 proc. Faktycznie widać ożywienie na rynku pracy i tym samym systematyczny spadek bezrobocia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Jurkiewicz, dyrektor generalny serwisu rekrutacyjnego infoPraca.

GUS podaje, że w styczniu stopa bezrobocia w Polsce wyniosła 12 proc., co oznacza wzrost w stosunku do grudnia, ale znaczący spadek w ujęciu rocznym (14 proc.). Według prognoz resortu pracy w lutym bezrobocie było na takim samym poziomie, co w styczniu.

W urzędach pracy na koniec stycznia zarejestrowanych było 1919,5 tys. osób. Młodzi do 24. roku życia stanowili 24,5 proc. ogólnej liczby nowo zarejestrowanych (przed miesiącem – 26,8 proc.; przed rokiem – 25,7 proc.). Wśród absolwentów (osób do 12 miesięcy od zakończenia nauki) odsetek ten wyniósł 7,9 proc. nowo zarejestrowanych (przed miesiącem – 8,1 proc.; w styczniu 2014 r. – 9,0 proc.).

– Bezrobocie będzie powoli spadało. Jego poziom na koniec 2015 roku może być w okolicach 10-10,5 proc. – prognozuje Jurkiewicz. – Obserwujemy spadek bezrobocia wśród osób młodych pomiędzy 20. a 24. rokiem życia, spada też zdecydowanie liczba osób bezrobotnych w przedziale 50+.

Według niego w 2015 roku na rynku pracy będą szczególnie widoczne dwie tendencje. Pierwsza dotyczy rosnącego zapotrzebowania na pracowników wysoko wykwalifikowanych (np. w produkcji, centrach usług wspólnych i IT), druga – możliwych perturbacji w segmencie prac sezonowych, szczególnie w rolnictwie. Jurkiewicz nie wyklucza, że bezrobocie w sezonie letnim nie spadnie znacząco w związku z mniejszym popytem w rolnictwie na pracowników sezonowych. To efekt problemów rolników, które są spowodowane rosyjskim embargiem. Jurkiewicz podkreśla, że wszystko zależeć będzie od rozwoju sytuacji geopolitycznej.

– Możemy zaobserwować zwiększoną liczbę aplikacji ze strony ukraińskiej, co też wiąże się z sytuacją geopolityczną – podkreśla Marek Jurkiewicz. –Nie widzę w tej chwili jednak żadnego zagrożenia ze strony pracowników ukraińskich dla pracowników polskich. Raczej traktuję to na zasadzie komplementarności niż konkurencji.

W jego ocenie w tej chwili na rynku pracy największy jest popyt na specjalistów IT, pracowników produkcyjnych (wysoko wyspecjalizowanych w obszarach technicznych) i osób związanych z centrami BPO, szczególnie ze znajomością unikalnych języków obcych, jak rumuński, norweski.

– Najlepiej w tej chwili płaci IT i telekomunikacja – wyjaśnia dyrektor generalny infoPraca. – W przypadku stanowisk produkcyjnych wszystko zależy od regionu i specjalizacji.

Jurkiewicz zwraca uwagę na rozwój stref ekonomicznych (w tym także wzrost zatrudnienia w ich ramach) i przypomina, że w 2014 roku w SSE zainwestowano rekordowe środki, szczególnie od inwestorów zagranicznych.

– Jeśli patrzymy na duże ośrodki miejskie, to widzimy, że rozwijają się centra usług wspólnych w Trójmieście, Łodzi,  Krakowie, teraz też dochodzą do tego Katowice. To są obszary, które mają dosyć duży popyt na pracowników – zaznacza Jurkiewicz.

Według Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL) w styczniu 2015 r. w sektorze usług biznesowych pracowało 130 tys. osób, a do końca roku zatrudnienie może znaleźć kolejne 30 tys. osób.

Według Jurkiewicza w perspektywie długoterminowej bezrobocie będzie spadało. Zgodnie z danymi Eurostatu od stycznia 2007 r. do stycznia 2015 r. bezrobocie w Polsce spadało szybciej niż w innych krajach UE (szybszy spadek miał miejsce tylko w Niemczech), czyli wskaźnik obniżył się w tym okresie z 11,3 do 8,0 proc. (liczony metodą Eurostatu).

– W trendzie spadkowym istotne będą dwa czynniki. Po pierwsze, wzrost wynagrodzeń, bo jesteśmy daleko za krajami zachodnimi czy innymi krajami UE. Po drugie, będziemy musieli się mocno skoncentrować na pozyskiwaniu kandydatów – podsumowuje ekspert.