Komputerowe symulacje coraz popularniejszą metodą edukacji młodzieży. Przykładem program „Zarządzanie firmą”

CEO Magazyn Polska

Zamiast wykładów i testów dla uczniów o sposobach zarządzania firmą – symulacja komputerowa. W ten sposób łatwiej nauczyć się, jak podejmować decyzje dotyczące marketingu, inwestycji czy finansów. 22. edycja programu „Zarządzanie firmą”, realizowanego przez Fundację Młodzieżowej Przedsiębiorczości, pozwoliła ponad 11 tysiącom uczniów szkół średnich wziąć udział w komputerowej symulacji zarządzania firmą. Wspierany przez MasterCard program wywołał szczególne zainteresowanie w mniejszych miejscowościach.

Projekt ,,Zarządzanie firmą” jest skierowany do uczniów szkół ponadgimnazjalnych każdego typu. Realizujemy go od ponad 20 lat i cieszy się ogromnym zainteresowaniem.

Uczniowie uczą się zarządzania firmą i do tego służy symulacja komputerowa, w której muszą podejmować decyzje odnośnie wielkości inwestycji, nakładów na marketing czy na cele dobroczynne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Danuta Romanowska, koordynator programu „Zarządzanie firmą”. – Ci, którzy trzymają wirtualną gotówkę w kasie, przekonują się, że nie jest to dobre rozwiązanie na dłuższą metę. Tymczasem najlepsi wiedzą, że im bardziej rozwiną fabrykę i im więcej przeznaczą na różnego typu inwestycje, tym lepiej na tym wyjdą.

Tegoroczna edycja to 22. odsłona programu. W finałowej edycji 21. konkursu „JA Titan” uczestniczyło 12 trzyosobowych drużyn wyłonionych spośród 11 586 uczniów biorących udział w rozgrywkach – komputerowej symulacji zarządzania firmą – na poziomie ponadgimnazjalnym, czyli w liceach i technikach. Finaliści mieli okazję rozegrania finałowej potyczki w siedzibie GPW. Wolontariusze firmy MasterCard podzielili się z finalistami swoim doświadczeniem, rozgrywając z nimi „friendly game”.

Przy realizacji programu w szkołach nauczyciele nie musieli robić wykładu na temat kosztów produkcji, amortyzacji ani prowadzić zajęć z języka angielskiego – mówi Danuta Romanowska. – Młodzież opanowuje biznesowy angielski niejako automatycznie, bo czyta raporty biznesowe w tym języku podczas gry. Uczestnicy muszą dobierać na podstawie analizy rynku odpowiednie strategie, czyli muszą umieć czytać dane rynkowe – dodaje.

Celem symulacji nie jest nauka teorii zarządzania, lecz praktyki prowadzenia firmy.

Co ciekawe, gra budzi większe zainteresowanie wśród młodzieży z mniejszych miejscowości. Szkoły z dużych metropolii, a zwłaszcza z Warszawy, w mniejszym stopniu interesują się udziałem w rozgrywkach.

– W tym konkursie mamy więcej uczestników z niewielkich miejscowości, niewielkich szkół, gdzie całe społeczeństwo żyje takim sukcesem – mówi Romanowska. – Przykładem jest Zamość, gdzie pani Barbara Świst mobilizuje dwie szkoły. W tych szkołach pasjonują się grą, a informacje o sukcesach pojawiają się w miejscowych gazetach – dodaje.

Konkurs po raz trzeci jest wspierany przez firmę MasterCard.

Wierzymy, że edukacja finansowa to pierwszy krok w zarządzaniu firmą, w angażowaniu się w biznes i rozwój gospodarki – mówi Luiza Derek, dyrektor marketingu w polskim oddziale MasterCard Europe. – Wspieramy projekt nie tylko finansowo, lecz także dzielimy się z licealistami naszą wiedzą i doświadczeniem, z finalistami grają nasi wolontariusze, co również nas bardzo cieszy – dodaje.

Młodzi Polacy radzą sobie w tego typu konkursach bardzo dobrze na tle rówieśników. Polscy uczniowie zajęli pierwsze i czwarte miejsce w ogólnoeuropejskim konkursie Virtual Business Challenge, w którym wzięło udział 514 osób z różnych krajów Europy. Organizatorem był Junior Achievement-Young Enterprise Europe.

Od kryzysu w 2008 r. w Polsce przybywa mikropośredników finansowych

CEO Magazyn PolskaMikrofirmy stają się coraz ważniejszym graczem na rynku pośrednictwa finansowego. Spośród 5 tys. firm działających na tym rynku  blisko 90 proc. zatrudnia nie więcej niż pięć osób, a jedną trzecią stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze. Wielu mikropośredników rozpoczęło działalność w trudnym dla sprzedaży produktów finansowych okresie po 2008 roku, ale dziś już zaczynają odczuwać poprawę koniunktury. Deklarują, że ze swojej działalności osiągają zwykle przychód do 50 tys. zł miesięcznie.

Najwięcej z badanych przez nas mikropośredników działa na terenie województw mazowieckiego, śląskiego i wielkopolskiego [odpowiednio 17 proc, 16 proc. i 9,3 proc. – red.]. Zdecydowana część z nich, bo ponad 91 proc., zatrudnia nie więcej niż pięć osób. Natomiast jedna trzecia z nich to są jednoosobowe działalności gospodarcze – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paulina Werczyńska, dyrektor marketingu firmy Idea Expert.

Badanie przeprowadzone przez firmę Idea Expert objęło ponad stu przedsiębiorców działających w zakresie pośrednictwa finansowego. Ujawniło, że ponad połowa z nich (55 proc.) rozpoczęła działalność po 2008 r., czyli w okresie kryzysu finansowego. Jedna czwarta badanych firm utrzymuje się na rynku co najmniej 10 lat.

Werczyńska dodaje, że pośrednicy odczuwają już powoli poprawę koniunktury w gospodarce.

Widzą już rzeczywiste konsekwencje ożywienia gospodarczego i według nich idzie ku lepszemu – mówi Paulina Werczyńska. – Większość z badanych przez nas firm zadeklarowała przychody do 50 tys. złotych miesięcznie, natomiast w tym 32 proc. deklaracji było do 10 tys. złotych miesięcznie.

Im większe miasto, tym więcej pośredników. Ponad 40 proc. przepytanych przez Ideę Expert firm działa w miastach powyżej 200 tys. mieszkańców. Jednak potencjał widzą również w małych miejscowościach, gdzie często nie ma oddziałów banków i innych instytucji finansowych lub sieci pośrednictwa. Jedna trzecia z nich operuje w miejscowościach o populacji do 50 tysięcy osób.

Werczyńska podkreśla, że mikropośrednicy mają w swojej ofercie szeroki wachlarz produktów. 80 proc. z nich oferuje kredyty hipoteczne, a także kredyty i pożyczki gotówkowe. Dwie trzecie oferuje kredyty konsumpcyjne lub samochodowe, a niecała połowa pośredniczy w sprzedaży ubezpieczeń. Aż 72 proc. mikropośredników współpracuje z co najmniej sześcioma instytucjami finansowymi, a 19 proc. – z ponad dwudziestoma.

Są to głównie duże banki komercyjne, ale też ogólnopolskie sieci pośrednictwa finansowego, jak również firmy pożyczkowe i ubezpieczeniowe – wylicza Werczyńska.

Z bankami współpracuje aż 88 proc. badanych firm. Z dużymi sieciami pośrednictwa niecałe 60 proc., a z firmami pożyczkowymi – połowa. Badania pokazały, że oczekiwania pośredników wobec instytucji finansowych są jasne – aż ponad 60 proc. z nich liczy na możliwie wysoką prowizję. Ważne, choć mniej istotne są szkolenia, wsparcie techniczne czy wspólne promocje.

Przedstawicielka Idea Expert wskazuje, że pośrednicy korzystają głównie z marketingu szeptanego. Ich główną metodą reklamy jest polecanie usług przez klientów. 87 proc. badanych firm wskazuje ten kanał jako główną drogę promocji. Ok. połowa stosuje ulotki, banery i plakaty lub reklamę na stronie internetowej.

Konsumenci coraz częściej wybierają produkty marek własnych sieci handlowych. Rynek ten rośnie o 20 proc. rocznie

0

CEO Magazyn Polska

Marki własne to szybko rozwijający się rynek – sprzedaż takich produktów rośnie o jedną piątą rocznie. To świadczy o tym, że konsumenci przestali kojarzyć marki własne z niską ceną i niską jakością. Wśród najbardziej popularnych produktów po marką własną są woda mineralna i papier toaletowy.

Dynamika wzrostu marek własnych z roku na rok wynosi około 20 procent i szacuje się, że w kolejnych latach będą one rozwijały się w bardzo podobnym tempie. Przed nami jeszcze wiele lat wytężonej pracy nad marką własną, bo jest to rynek, który cały czas musi o siebie walczyć, który dużo osiągnął, ale wciąż jest pole do pracy – zaznacza w rozmowie z agencją Newseria Biznes Sylwia Piskulska, kierownik marketingu marek własnych sieci sklepów Intermarché.

Klienci przestają już traktować produkty marki własnej jako te gorszej jakości, przestały ona także być postrzegane wyłącznie przez pryzmat ceny, choć niewątpliwie jest to wciąż istotne kryterium.

Natomiast, gdyby usunąć cenę i zapytać klientów o inne kryterium wyboru marki, to na pierwszym miejscu będzie jakość. Nie kojarzą już oni marek własnych wyłącznie z półką pierwszocenową i produktami złej jakości – przekonuje Piskulska.

Najlepiej sprzedają się produkty tych kategorii, w których klienci nie są przywiązani do określonej marki, a ważna jest przede wszystkim cena. Mowa tu przede wszystkim o papierze toaletowym czy wodzie mineralnej, które wiodą prym w sprzedaży marek własnych.

W sieci Intermarché. co piąty sprzedawany produkt to marka własna, a jak wynika z założeń firmy, udział w sprzedaży ma być jeszcze większy i w ciągu najbliższych lat sięgnąć 30 proc. Marki własne są dziś dostępne w niemal każdej kategorii produktów – m.in. Paquito w kategorii soków i nektarów, Reva w kategorii kasz i ryżu czy Apta w kategorii chemii domowej.

– Biorąc pod uwagę wyłącznie sieć sklepów Intermarché, mamy dzisiaj prawie dwa tysiące produktów, wobec czego można się spodziewać, że  czołowe kategorie produktowe są już zagospodarowane. My szukamy nowych produktów i pomysłów na nie wśród rynków niszowych – mówi Piskulska.

Inspiracji sieć szuka przede wszystkim na rynku francuskim, gdzie działa Grupa Muszkieterów, do której należą supermarkety Intermarché. Często są to produkty premium, nietypowe, które nie mają odpowiedników nawet wśród liderów na polskim rynku.

Silna presja cenowa na rynku logistycznym. Dominować będą duże firmy i transport kołowy

CEO Magazyn Polska

Od początku kryzysu największym problemem w branży logistycznej jest ostra walka konkurencyjna, w której główną bronią jest cena. Operatorzy logistyczni jako pośrednicy między producentem a sprzedawcą są postrzegani jako źródło niepotrzebnych kosztów, co zwiększa presję cenową. Niskie stawki za przewozy nie pozwalają, szczególnie małym firmom, na inwestycje w tabor, przez co tracą konkurencyjność. Mimo wszystko transport kołowy ma mieć ważniejszą rolę niż kolejowy.

Kryzys, który się rozpoczął w 2009 r., utrzymuje się niestety cały czas, a firmy walczą o przetrwanie i utrzymanie się na rynku. Głównym elementem tej walki, niestety, nadal jest cena – mówi agencji  informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Pawlak, dyrektor handlowy FM Logistic.

Dotyczy to zwłaszcza transportu, gdzie ceny są bardzo niskie, a wiele firm, zwłaszcza tych mniejszych, ma problemy z utrzymaniem rentowności.

Na pewno te stawki nie pozwalają na odtwarzanie taboru i jego wymianę w rozsądnych odstępach czasowych – podkreśla przedstawiciel FM Logistic.

Wyjaśnia, że firmy logistyczne muszą dokładać starań, by zwiększać efektywność transportu. Po pierwsze jest to kwestia wypełnienia powierzchni ładunkowej. Pawlak wyjaśnia, że chodzi o podjęcie takich działań, które zmniejszą ilość „wożonego powietrza”, czyli np. zwiększenie wysokości załadowanych palet lub dokładanie małych, drobnych przesyłek do tych dużych.

Ważne jest, żeby jeden TIR miał załadowane 33 palety. Koszt przewozu jednej palety dużym środkiem transportu jest na pewno dużo niższy niż wożenie pojedynczych palet małymi samochodami – mówi Andrzej Pawlak. – Kolejna kwestia to tzw. puste kilometry i starania spedytorów, przewoźników i giełd transportowych, by ograniczać koszty tych pustych przewozów, które w dodatku często odbywają się przez autostrady lub drogi płatne.

Zdaniem Pawlaka w przyszłości rynek będzie się stabilizował.

Będzie się koncentrował w ramach dużych firm, które będą walczyły o utrzymanie swoich klientów i dostarczanie im jak największego pakietu usług i usprawnień logistycznych – twierdzi Pawlak. – Dominować będzie transport kołowy. Odcinki przewozów w Polsce nie są aż tak długie, aby kolej mogła być konkurencyjna kosztowo czy czasowo. Zresztą transport kołowy i tak zazwyczaj musi służyć jako dopełnienie kolejowego – dodaje.

Wyjątkiem jest transport zamorski, w którym – według eksperta – nie ma konkurencji dla kontenerów.

Niektórzy duzi importerzy myślą nawet o tym, aby mieć magazyny budowane również z bocznicami kolejowymi. Ale to w przypadku, gdy duży wolumen jest eksportowany bądź importowany drogą zamorską. Wtedy to rzeczywiście się opłaca, jeżeli mamy kilka, kilkanaście kontenerów do załadowania, wtedy jest to taniej puścić pociągiem z portu do magazynu i tam to rozpakować – mówi Pawlak.

Jak podkreśla, takie plany mają szczególnie firmy handlujące z Dalekim Wschodem.

Większość polskich przedsiębiorstw o uznanej pozycji na rynku założono na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Rynek TSL (transport, spedycja, logistyka) nabrał rozpędu po akcesji Polski do Unii Europejskiej. Branża jest bardzo konkurencyjna, także jeśli chodzi o rynek pracy. Według Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń firmy Sedlak & Sedlak przeprowadzonego w 2012 r. w sektorze kompleksowych usług logistycznych mediana wynosiła 4500 zł brutto, a wśród pracowników magazynowych – 3000 zł brutto.

Polacy w tym roku stawiają na rozsądne przedświąteczne zakupy. Wydadzą na nie do 500 złotych

CEO Magazyn Polska

Polacy wcześniej rozpoczęli przygotowania do Świąt Wielkanocnych, by rozłożyć wydatki w czasie. Jak wynika z badań Payback Opinion Poll, taką strategię przyjęło aż 70 proc. respondentów. Większości osób zależy na utrzymaniu wydatków na poziomie z ubiegłego roku, dlatego zakupy zrobią w dużych marketach.

75 proc. Polaków deklaruje, że zakupy wielkanocne sfinansuje z bieżącego budżetu domowego. Taki sam procent nie chce wydać na ten cel więcej niż rok temu. Jednocześnie można zauważyć wzrost kwot przeznaczonych na żywność. Z badania wynika, że na spożywcze zakupy świąteczne najczęściej wydajemy od 200 do 500 złotych.

Prawie 3/4 Polaków deklaruje wydatki świąteczne na poziomie podobnym do tego z zeszłego roku. Kupujemy przede wszystkim produkty spożywcze. Ponadto na liście znajdują się środki czystości niezbędne do porządków w domu, samochodzie oraz ogrodzie. Oprócz najbardziej potrzebnych produktów polscy konsumenci kupują kwiaty, słodycze ze świątecznych edycji, a także akcesoria do dekoracji pisanek. Zakupy te robione są najczęściej w hipermarketach lub supermarketach – stwierdza Piotr Lipiński z programu lojalnościowego Payback.

2/3 ankietowanych stwierdziło, że do świątecznych zakupów chcą podejść z głową. Większość chce uniknąć niepotrzebnych zakupów poprzez tworzenie list oraz myślenie o wydatkach dużo wcześniej.

Najpopularniejszą strategią zakupową w tym roku jest planowanie wydatków z wyprzedzeniem, aby rozłożyć je w czasie. Polacy przygotowali także tradycyjne listy z zakupami i próbowali ściśle się ich trzymać w sklepie – mówi agencji Newseria Piotr Lipiński.

Okres przedświąteczny to także czas dużych zmian. Większość Polaków w tym czasie stawia na gruntowne sprzątanie swoich domów, wznowienie aktywności fizycznej oraz poprawę swojego wyglądu.

Według badanych przygotowania do Wielkanocy rozpoczynają się już na początku kwietnia sezonowymi porządkami. Okazuje się, że ponad połowa Polaków lubi sprzątać i rzadko kiedy korzysta z profesjonalnej pomocy – dodaje Lipiński. – Okres świąt to dla konsumentów przede wszystkim czas dla rodziny. Mniejsze znaczenie ma dla nas tradycja oraz aspekt religijny. Najczęściej potrawy przygotowujemy sami, a świąteczne dni spędzamy w gronie większym niż 5 osób.

Co ciekawe, połowa Polaków zamierza rozesłać świąteczne życzenia nie za pomocą wiadomości SMS czy mediów społecznościowych, lecz tradycyjnie, wysyłając kartkę pocztową.

Badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach programu Payback metodą ankiet online na grupie 316 osób. Dobrana próba użytkowników w wieku 18-65 odpowiadała strukturze demograficznej kraju.

Stanowisko Zarządu Digital Avenue – działalność spółki nie jest zagrożona

0

W związku z artykułem z dnia 14 kwietnia w serwisie parkiet.com pt. „Digital Avenue: działalność spółki jest zagrożona” Zarząd Digital Avenue („Spółka”) informuje, iż nie zgadza się z tezami stawianymi w ww. artykule. Zarząd wskazuje na fragment opinii biegłego rewidenta: „wskaźniki poziomu zadłużenia oraz stabilności źródeł finansowania majątku Spółki kształtują się na poziomie bezpiecznym”. Co więcej, poziom zobowiązań krótkoterminowych w przeciągu 2013 roku spadł o ponad 70% (do 205 tys. zł z poziomu 721 tys. zł). Jeśli chodzi o zobowiązania Spółki wobec banku (kredyt obrotowy w rachunku bieżącym) sięgało ono w drugim kwartale 2013 roku 129 tys. zł, podczas gdy pod koniec 2013 roku wynosiło już nieco poniżej 42 tys. zł.

Ponadto Zarząd Digital Avenue pragnie podkreślić, że biegły rewident nie zakwestionował stanowiska Zarządu Digital Avenue, który we wprowadzeniu do sprawozdania finansowego wyraził opinię, że kontynuacja działalności przez Digital Avenue nie jest zagrożona.

Strata Spółki na poziomie wyniku netto jest pochodną przede wszystkim  wysokich kosztów amortyzacji (łącznie 1 028 tys. zł), w skład której wchodzą odpisy księgowe poprzednich inwestycji (wartość 703 tys. zł) oraz amortyzacja wartości firmy w związku z połączeniem ze spółką Styl.Media (wartość 325 tys. zł).

W odniesieniu do kwestii stricte biznesowych, tj. wartości sprzedaży, to rok 2013 był  okresem przede wszystkim wdrażanie działań przedkładających się na wzrost efektywności  działu sprzedaży, polegających m.in. na restrukturyzacji umów na świadczenie usług sprzedaży powierzchni reklamowych z podmiotem zewnętrznym i rekrutacji zespołu wewnętrznego. Pozytywne rezultaty tych procesów widoczne będą w wynikach najbliższych kwartałów.

W średnim i długim okresie Spółka przewiduje poprawę sytuacji biznesowej poprzez dywersyfikację źródeł przychodu. Zamierza bowiem rozwijać się w najbardziej perspektywicznym segmencie rynku internetowego – eCommerce oraz social eCommerce. Obecnie prowadzone są testy biznesowe w tym zakresie z potencjalnym partnerem strategicznym.

Zarząd Digital Avenue S.A.

Spójny ze strategią marketingową sponsoring kształtuje i wzmacniania wizerunek

Właściwie za każdym istotnym wydarzeniem kulturalnym i sportowym stoi jakaś marka. Dlaczego firmy angażują się w sponsoring? Odpowiedź na to pytanie jest prosta- obustronne korzyści. By jednak działania sponsoringowe były skuteczne, a więc pozwoliły osiągnąć zamierzone cele, muszą opierać się na przemyślanej strategii.

Dobra strategia sponsorska zasadza się na wyczerpującej wiedzy, która pozwala określić atrakcyjność danego wydarzenia. Jednym z jej aspektów jest znajomość odbiorców, do których dzięki działaniom wspierającym wydarzenie dotrze marka. Liczy się profil osób i ich liczba. Innymi słowy, trzeba zastanowić się na ile uczestnicy danego wydarzenia są zgodni z grupą docelową, określoną w strategii marketingowej firmy oraz jak duży zasięg będzie miała sama impreza. Szacowaniu zasięgu mogą służyć ogólnodostępne statystyki i prognozy organizatorów oparte na doświadczeniach. Można też określić go za pomocą zsumowania wszystkich potencjalnych miejsc ekspozycji. Liczą się przecież nie tylko sami uczestnicy, ale wszyscy którzy o imprezie usłyszą. Wpływ na ten czynnik mają więc też działania i wydatki samego sponsora.

Bezpośrednio decydującym czynnikiem powinien być także sam charakter imprezy. Ważna jest pewność co do jego zbieżności z pożądanym wizerunkiem marki. Zazwyczaj każde wydarzenie ma już pewien ukształtowany lub kształtujący się w określony sposób wizerunek. Zasadnicza jest więc odpowiedź na pytanie, na ile wizerunek danej imprezy jest dopasowany do wizerunku marki.

W dalszej ocenie opłacalności uzyskania statusu sponsora danego wydarzenia, liczą się też inne elementy. Sponsoring pozwala bowiem zyskać pewną przewagę konkurencyjną. W zależności od szczegółów umowy sponsor może też wykorzystać swój status na przykład w kanałach sprzedaży. Zasadnicza jest w końcu opłacalność finansowa, a więc stosunek zaangażowanych środków do prognozowanych korzyści. Jedna z metod oceny opłacalności to określenie kosztu dotarcia do jednej osoby i jego odniesienie do analogicznego kosztu ponoszonego przy wykorzystaniu innych kanałów. Trzeba jednak cały czas pamiętać o PR-owym wymiarze sponsoringu.

Audyt sponsorski ma wiele zasadniczych elementów. Pierwsza ocena wydarzenia zakłada jednak oszacowanie jego wartości medialnej i wpływu na wizerunek marki. Spójny ze strategią marketingową sponsoring stanowi bowiem doskonałe narzędzie kształtowania i wzmacniania wizerunku. To narzędzie elastyczne, podlegające indywidualizacji. Dlatego tak ważna jest szczegółowo dopracowana umowa. Szansą jest też fakt, że sponsoring może mieć wymiar zarówno czysto finansowy, jak i barterowy – komentuje Katarzyna Kołodziejczyk, Management Board Assistant GRUPA 365NET.

Niemal co czwarty respondent wyda na organizację Świąt więcej niż w ubiegłym roku

Wielkanoc to w naszym kraju tradycyjne rodzinne święto. Zdecydowana większość Polaków ankietowanych w badaniu Barometr Providenta deklaruje, że spędzi Wielkanoc z najbliższą rodziną (92%). Blisko co piąty Polak świętować będzie hucznie i w szerszym gronie (w towarzystwie co najmniej 8 osób). Część osób planuje ponadto wykorzystać czas Świąt na spotkania z przyjaciółmi (18%). Wielkanoc oceniana jest jako Święto ważne. Ponad połowa ankietowanych (56%) traktuje ją jako wydarzenie przede wszystkim rodzinne. Mocno podkreślamy również duchowo-religijny charakter Świąt, na który wskazuje 30% badanych. Niewielki odsetek osób (9%), podkreśla, że w pierwszej kolejności jest to dla nich czas wolny od pracy i okazja do wypoczynku.

Święta w portfelu: odczuwalny wydatek

Wielkanoc to ważne wydarzenie, które ma wpływ na portfele ankietowanych Polaków. Świąteczne wydatki większości respondentów (ok. 60%) kształtować się będą w tym roku na poziomie od 101zł do 500zł. W tej grupie przeważająca ilość osób (37%) planuje przeznaczyć na ten cel od 101zł do 300zł. Wyższą kwotę, od 301zł do 500zł, wyda co piąty respondent (22%).

Większość ankietowanych w badaniu Barometr Providenta przyznaje, że Święta Wielkanocne wiążą się dla nich z odczuwalnym wydatkiem, takim, na który część spośród nich gotowa jest oszczędzać. 43% ankietowanych deklaruje, że organizacja Świąt, choć zauważalna w ich portfelu, to jednak nie wpływa na inne plany finansowe. Z kolei 34% osób wskazuje, że odkłada specjalnie z myślą o Wielkanocy.

Co ciekawe, przeważająca większość respondentów (89%) deklaruje, że przy organizacji tegorocznych Świąt posiłkować się będzie jedynie bieżącymi dochodami. Po różne formy pożyczek na ten cel sięgnie około 12% klientów Provident Polska. W przypadku przedświątecznego deficytu gotówki, Polacy prędzej sięgną po pożyczkę w firmie pożyczkowej (7%) niż zadłużą się w banku (5%) lub u rodziny (4%).

„Wielkanocny Barometr Provident to nie tylko finansowy portret Polaków, którzy są naszymi klientami, ale także ilustracja zmieniających się postaw związanych ze świątecznymi wydatkami. Co pozytywne, wyraźnie rośnie liczba osób, które są w stanie udźwignąć organizację Wielkiej Nocy z bieżących wpływów finansowych. W ubiegłym roku było to około 67% ankietowanych osób. W tym roku przeważająca większość naszych klientów (89%) będzie już w stanie pokryć wszystkie koszty związane z Wielkanocą z własnych dochodów. Widać też wyraźnie, że chętniej oszczędzamy. W sytuacji gdy odczuwamy konieczność skorzystania z pożyczki – pierwszym wyborem niezmiennie pozostaje firma pożyczkowa” – powiedział Przemysław Kasza z działu badań i analiz Provident Polska.

Wydamy tyle samo co w ubiegłym roku

Ponad połowa respondentów (51%) planuje przeznaczyć w tym roku na organizację Świąt tyle samo co w roku ubiegłym. Liczba ankietowanych, których świąteczne wydatki pozostaną na niezmienionym poziomie, jest o 9% wyższa niż w 2013 roku. Proporcje między tymi, którzy przeznaczą na ten cel odpowiednio mniej oraz więcej, okazują się bardzo wyrównane. Wyższe planowane wydatki deklaruje niemal co czwarty ankietowany (24%, wzrost 2% r-d-r), a niższe – co piąty respondent (20%).

„Ożywienie, którego symptomy zaczynamy coraz wyraźniej odczuwać w gospodarce, nie przełożyło się jeszcze w sposób wyraźny na portfele Polaków badanych w ramach Barometru Providenta. Dlatego warto, by osoby, które chcą zorganizować bardziej uroczyste i wystawne przyjęcie świąteczne, z wyprzedzeniem zaczęły odkładać fundusze, choćby niewielkie kwoty, ale za to regularnie. Bardzo dobrze sprawdza się system tygodniowego oszczędzania przed Świętami. Pamiętajmy również, aby nie dać się ponieść zakupowemu szaleństwu i rozsądnie dobierać produkty, które rzeczywiście są nam na Wielkanoc potrzebne. W ten sposób uda nam się zamknąć świąteczne wydatki w racjonalnych ramach, a nasz wielkanocny koszyk będzie pełen, ale równocześnie nadmiernie nie zaciąży nam finansowo” – powiedział Przemysław Kasza.

***
Barometr Providenta

Cykliczne badanie klientów, które pozwala na lepsze zrozumienie zachowań i decyzji finansowych Polaków, prowadzone od 2011 roku. Provident obsługuje aktualnie 841 tysięcy klientów w całej Polsce, dzięki czemu wyniki badania pokazują prawidłowości i zachowania, które mogą być charakterystyczne dla Polaków o średnich i niższych dochodach. Poszczególne odsłony badania dotyczą najpopularniejszych wydatków Polaków: związanych ze świętami, wakacjami, czy też finansowaniem wyprawek szkolnych dla dzieci. Zakres badania obejmuje również nadzieje i obawy związane z oceną własnej sytuacji finansowej.

Tegoroczna edycja badania dotyczącego wielkanocnych wydatków Polaków zrealizowana została na zlecenie firmy Provident Polska przez firmę Millward Brown SMG\KRC, w 2014 roku, metodą CATI, na próbie losowej 371 klientów firmy Provident.

Praca na swoim. Niezależność czy ciągłe problemy?

Własna firma czy praca na etacie – to pytanie zadaje sobie wiele osób pracujących zawodowo. Jednak nie od dziś wiadomo, że własny biznes to ciężki kawałek chleba. Wymaga on zaangażowania i cierpliwości nie tylko na początku zakładania działalności gospodarczej, ale także w trakcie jej prowadzenia – zwłaszcza, gdy pojawiają się finansowe problemy.

Polska gospodarka jest szóstą w Unii Europejskiej pod względem liczby przedsiębiorstw. Mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa stanowią 99,8% ogólniej liczby firm w kraju, a działają one przede wszystkim w usługach i handlu (76%), w budownictwie (13,4%) i przemyśle (10,6%). Według danych Głównego Urzędu Statystycznego przez pierwszy rok działalności na polskim rynku utrzymują się trzy na cztery firmy. W kolejnych latach przeżywalność ta wyraźnie spada – do 54% w drugim i 32% w piątym roku działalności. Łukasz Piechowiak, ekonomista portalu Bankier.pl zaznacza, że „taka drobna przedsiębiorczość w Polsce jest trochę ciemiężona, bo mamy mnóstwo różnego rodzaju danin publicznych, które trzeba zapłacić w różnych terminach i wysokości. […] Mamy też wysokie koszty pracy, więc jeśli przedsiębiorstwo nie generuje dużych przychodów, to trudno jest kogoś zatrudnić. Niestety – większość małych biznesów opiera się na pracy całej rodziny, a nie ludzi z zewnątrz.” Nic dziwnego, że coraz częściej mówi się o wprowadzeniu udogodnień podatkowych i administracyjnych dla sektora mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw.

Własny biznes to nie lada wyzwanie, które opatrzone jest ryzykiem. Na początek warto mieć nie tylko dobry pomysł i biznesplan. Ważnym elementem rozpoczęcia własnej działalności jest posiadanie zabezpieczenia finansowego, chociażby na pół roku do przodu. Jeśli owego przyszły właściciel nie posiada, może postarać się o dotację na rozwój działalności gospodarczej. „[…] Są prywatne formy dotacji oraz dotacje z Unii Europejskiej. Trzeba się tylko dobrze rozejrzeć, bo teraz jest nowy budżet, będą nowe programy i w ich ramach może się pojawić kilka bardzo ciekawych opcji wspierających rozwój własnego biznesu” – twierdzi Łukasz Piechowiak i dodaje, że „[…] bezrobotni mają trochę lepiej niż osoby zatrudnione na etacie, które chcą założyć biznes, a nic nie odłożyły. Najlepiej być osobą pozbawioną dochodów, by móc liczyć – po pozytywnym rozpatrzeniu wniosku – na dotację w wysokości 20 tysięcy złotych.”

Dobrym rozwiązaniem jest również branie udziału w różnego rodzaju konkursach, które wspierają rozwój małych przedsiębiorstw. Wystarczy opisać swój pomysł na biznes. Jeśli spodoba się organizatorom, chociażby takim jak firma Provident, można zdobyć 10 tysięcy złotych.

Własna firma jest alternatywą dla szukania satysfakcjonującej pracy. Daje niezależność i dochód. Ale to także stały i wcale niemały comiesięczny koszt, który trzeba pokryć – nawet 1300 zł. Mowa o składkach ZUS, kosztach obsługi księgowej itp. Wielu mikro-, małych i średnich przedsiębiorców boryka się z problemami związanymi z prowadzeniem firmy. Wynikają one chociażby z opóźnień w płatnościach, zatorów płatniczych, jak również z brakiem pieniędzy umożliwiających rozwój przedsiębiorstwa. Nic dziwnego, że wielu właścicieli poszukuje zewnętrznych form finansowana – sięga po kredyty. Częściej są to jednak pożyczki. Jak podkreśla Paweł Szustakiewicz, Kierownik ds. Rozwoju Produktów Provident Polska, w ciągu roku od wprowadzenia Pożyczki dla Firm z tej oferty skorzystało 5 tysięcy klientów. Łączna pula udzielonego wsparcia to 25 milionów złotych. „[…] Pieniądze udzielane są na rozwój działalności biznesowej. Z jednej strony jest to codzienne zarządzanie płatnościami takimi jak: zakup towaru, opłaty za jego dostawę czy opłaty związane z prowadzoną działalnością. Z drugiej strony cel pożyczkowy stanowią środki na rozwój firmy.”

Mali przedsiębiorcy chętnie korzystają z takiej pomocy finansowej, również dlatego, że w ramach pakietu pożyczkowego uzyskują pomoc prawną i księgową. Mogą skorzystać z porad podatkowych, a nawet wsparcia informatyka. W razie awarii, w miejscu prowadzenia działalności, poprosić o interwencję fachowca, m.in: ślusarza, hydraulika, elektryka.

Własna działalność to niewątpliwie ciężki kawałek chleba. Niby jest się panem na własnych włościach, ale prowadzenie biznesu wiąże się z szeregiem wyzwań i obowiązków. Niestety – polskie przepisy i wszędzie panująca biurokracja wcale nie ułatwiają i tak już trudnego zadania. Jednak kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje.

Wielozadaniowość w pracy – mit, który chętnie podtrzymujemy

Ilość wyzwań i zawodowych obowiązków stojących przed nami na co dzień sprawia, że nierzadko marzymy o dodatkowej parze rąk. Część z nas wciąż łudzi się także, że pomocna okaże się także tzw. wielozadaniowość, czyli umiejętność robienia kilku rzeczy na raz. W rzeczywistości jednak nie da się efektywnie przeskakiwać z jednego zadania na drugie. Jak zatem zorganizować swój dzień, by stracić przy tym jak najmniej czasu?

O wielozadaniowości słyszał zapewne każdy. Ta niemalże mityczna cecha sprawia, że jesteśmy w stanie wykonywać na raz więcej, niż tylko jedną czynność. Często wydaje się nam, że tego typu funkcjonowania wymaga od nas otoczenie. Musimy przecież przerwać aktualne zadanie, gdyż szef właśnie wymaga czegoś ważniejszego, koleżanka z pracy przyszła z dokumentami do podpisania, w międzyczasie zadzwonił klient, a żona w wiadomości tekstowej pyta, gdzie pójdziemy na kolację.

Statystyki pozostają nieubłagane

Warto zastanowić się jednak, czy aby na pewno musimy robić to wszystko na raz? I czy w ten sposób nasza efektywność rzeczywiście rośnie? Odpowiedzi na te pytania nie pozostawiają złudzeń. Szacuje się bowiem, że codziennie marnujemy nawet aż 30% swojego czasu na przełączanie się pomiędzy różnymi czynnościami – wyjaśnia Grzegorz Frątczak, specjalista zarządzania czasem.

Strata ta jest o tyle bolesna, że w większości wypadków kolejne zadanie, którego się podjęliśmy wcale nie było aż tak istotne. Tak naprawdę nic nie stało na przeszkodzie, byśmy najpierw dokończyli swoje działanie, a dopiero potem zajęli się kolejnymi.

W domu róbmy wiele rzeczy na raz

Wielozadaniowość nie jest z natury ani zła ani dobra. Wszystko tak naprawdę zależy od okoliczności, w jakich przyjdzie nam się z nią zmagać. Nie trzeba być perfekcyjną panią domu, by wiedzieć, że następujące po sobie zrobienie prania, ugotowanie obiadu i uprasowanie koszul zajmie dużo więcej czasu, niż jednoczesne uruchomienie pralki, wstawienie zupy i prasowanie pomiędzy dodawaniem do niej kolejnych składników.

– W tym przypadku możemy mówić o tzw. dobrej wielozadaniowości. Czynności, które wykonujemy symultanicznie i „po kawałku” ostatecznie zabiorą nam mniej czasu, niż gdybyśmy kończyli pierwszą i dopiero wtedy zaczynali kolejne – dodaje Frątczak.

Nie bez znaczenia pozostaje tu także mniejsze znużenie danym działaniem. Dużo łatwiej jest poprasować ogromną stertę ciuchów, jeśli podzielimy ją na kilka mniejszych, przerywanych innymi zdaniami grup.

Praca umysłowa wymaga 100% uwagi

Nieco inaczej sytuacja wygląda w warunkach pracy biurowej. Tu liczy się przede wszystkim pełna koncentracja. Teoretycznie, telefon od klienta, który odbieramy np. podczas przygotowywania ważnego raportu, zajmuje nam 3 minuty.

– W praktyce jednak potrzebujemy później nawet 20 minut, by wrócić do poziomu 100% swojego zaangażowania. Czyli ta krótka rozmowa kosztowała nas nie 3, a nawet 23 minuty. Tak duże marnotrawstwo szybko okazać się może widoczne – mówi właściciel CEO Solutions.

Warto też zastanowić się, jak wygląda nasza efektywność, gdy tego typu „rozpraszacze” pojawiają się w regularnych odstępach czasu. Konsekwencją takiego stanu rzeczy jest praca dużo poniżej naszych możliwości i nierzadko konieczność zabierania obowiązków służbowych do domu.

W poszukiwaniu rozwiązań

Pierwszym krokiem w każdym procesie leczenia jest prawidłowa diagnoza. Nie inaczej jest ze złą wielozadaniowością. Także tu zacząć powinniśmy od zastanowienia się, co tak naprawdę wybija nas na co dzień z rytmu i jaki w rzeczywistości mamy na to wpływ. Przeszkadzający koledzy w pracy, radio grające na parapecie, dźwięk dzwoniącego telefonu czy wyskakujące na ekranie powiadomienie o nowej wiadomości e-mail?

Większość z tych elementów da się łatwo wyeliminować. Na początek warto wprowadzić zasadę „złotej godziny”, podczas której skupiamy się wyłącznie na wykonywanym zadaniu. Sygnały dźwiękowe pozostają wtedy wyłączone, powiadomienia dezaktywowane, a współpracownicy poproszeni o nieprzeszkadzanie.

Pamiętajmy przy tym, że najważniejsze czynności należy wykonywać z samego rana. Wtedy bowiem nasz umysł jest wciąż świeży i wypoczęty, a dodatkowo mamy możliwość racjonalnego projektowania swojego czasu na cały dzień.

Duży projekt, małe kroki

Kolejną rzeczą, którą z pewnością powinniśmy sobie przyswoić, jest umiejętność dzielenia dużych, absorbujących zadań na mniejsze, realne do osiągnięcia etapy.

– Dobrym przykładem jest tutaj strategia naszego mistrza olimpijskiego, Roberta Korzeniowskiego. Jak często przyznawał, nigdy nie był on w stanie mentalnie przygotować się na pokonanie 50 kilometrów. Co innego, jeśli uświadomił sobie, że tak naprawdę ma do czynienia z dystansem 5 razy 10 km – podpowiada ekspert zarządzania czasem.

Jeśli zaś chodzi o krótsze prace, dobrym nawykiem jest zaczynanie kolejnego dopiero w momencie ukończenia poprzedniego. Efektywne wykonywanie kilku czynności będzie możliwe dopiero z prawidłowo ułożonym harmonogramem – inaczej narażamy się nie tylko na straty czasu (i nierzadko pieniędzy), ale także na stres czy frustrację. Podsumowując, stwierdzenie, że tytułowa wielozadaniowość zawsze jest dobra to bez wątpienia mit. Jak wszystko, ma ona swoje dobre i złe strony i tylko od nas zależy, czy będziemy potrafili je mądrze wykorzystać. A że z pewnością warto, nikt z nas nie ma już chyba żadnych wątpliwości.