Turyści na celowniku hakerów. W maju powstało ponad 47 tys. domen związanych z podróżami

Osoby planujące wakacje oraz sektor turystyczny to aktualny cel hakerów. W maju 2026 roku firmy z branży doświadczały średnio 2291 cyberataków tygodniowo. To o 24 proc. więcej niż rok wcześniej i aż o 122 proc. więcej niż trzy lata temu. Cyberprzestępcy polują również na turystów, tworząc setki fałszywych stron znanych operatorów – Booking, Airbnb czy SkyScanner.

Cyberprzestępcy celują w turystykę. Wzrost ataków o 122%

W maju 2026 roku zarejestrowano ponad 47 tysięcy nowych domen związanych z podróżami. Aż o 33 proc. więcej niż w kwietniu – wynika z danych Check Pointa. Co szczególnie niepokojące, część z nich (1 na 112) została już sklasyfikowana jako złośliwa lub podejrzana. Przestępcy wykorzystują nazwy bardzo podobne do znanych serwisów rezerwacyjnych, licząc na to, że użytkownik nie zauważy jednej zmienionej litery lub dodatkowego znaku w adresie strony – wśród wykorzystywanych marek są m.in. Booking, Airbnb czy SkyScanner.

Fałszywe strony www pod które podszywali się cyberprzestępcy

Fałszywe strony www pod które podszywali się cyberprzestępcy

Celem jest wyłudzenie loginów, haseł, danych kart płatniczych oraz zaliczek za nieistniejące rezerwacje. Dla ofiary taki scenariusz może oznaczać nie tylko utratę pieniędzy, ale również przejęcie kont internetowych czy kradzież danych osobowych wykorzystywanych później w kolejnych oszustwach.

Ataki w tym okresie nie są przypadkowe. Cyberprzestępcy planują swoje działania dokładnie tak samo jak firmy z branży turystycznej planują sezon sprzedażowy. Latem użytkownicy częściej podejmują szybkie decyzje zakupowe, działają pod presją czasu i obawiają się utraty atrakcyjnej oferty. – To właśnie nasze emocje – pośpiech, ekscytacja i chęć zaoszczędzenia pieniędzy – są jednym z najskuteczniejszych narzędzi wykorzystywanych przez oszustów – zaznacza Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający polskim oddziałem firmy Check Point Software.       Cyberprzestępcy celują w turystykę. Wzrost ataków o 122%

Bank Japonii podnosi stopy do 1 proc. Tak wysoko nie były od 31 lat

BoJ podnosi stopy procentowe, aktualna stawka 1% ostatni raz widziana była 31 lat temu. Główny Urząd Statystyczny potwierdza wstępny szacunek inflacji CPI sprzed dwóch tygodni na poziomie 3,1%. Spadki na notowaniach ropy naftowej wyhamowały, WTI utrzymuje się tuż pod granicą 80 USD za baryłkę.

7 członków za podwyżką

Stało się to o czym analitycy spekulowali już dłuższy czas – Bank Japonii podniósł stopy procentowe do poziomu 1%. W teorii nic nadzwyczajnego tyle tylko, że mówimy o kraju, który przez ćwierć wieku był globalnym orędownikiem zerowego kosztu pieniądza. Ostatni raz tak „wysoko” stopy procentowe w Kraju Kwitnącej Wiśni były 31 lat temu, więc można mówić o sytuacji bez precedensu. W samym gremium decyzyjnym panowała praktycznie jednomyślność, a stosunek głosów za podwyżką wyniósł 7-1. Powodem takiego scenariusza jest inflacja w Japonii, która staje się głównym problemem, a konflikt na Bliskim Wschodzie w tej materii jeszcze go uwypukla. Co ciekawe, wskaźnik CPI wynosi raptem 1,4%, ale to tylko wyimaginowany obraz, bo prawda jest taka, że wiele elementów jest przez rząd dotowanych, choćby paliwa czy edukacja. Prawdę mówi przykładowo inflacja producencka, która wyniosła 6,3% w maju, a jej dynamika była najmocniejsza od 3 lat. W komunikacie BoJ znalazła się informacja o tym, że wysokie ceny ropy znajdą swoje odzwierciedlenie w cenach konsumenckich. Oznacza to, że presja inflacyjna rozleje się na całą gospodarkę, więc jedynym stosownym kierunkiem jest podnoszenie stóp. Kluczowe pytanie dla inwestorów na teraz jest takie: co dalej? Spekuluje się, że jeszcze w tym roku dojdzie do kolejnej podwyżki, a w przyszłym poziom stóp może osiągnąć 1,5%. Mimo dzisiejszej decyzji jen zachowuje się dość spokojnie, a notowania USD/JPY oscylują w pobliżu „granicy bólu”, czyli 160.

Pozytywne 3,1%

Wczoraj opublikowano ostateczny wynik inflacji CPI z krajowej gospodarki za maj – potwierdził się wstępny szacunek sprzed dwóch tygodni na poziomie 3,1%. Przypomnijmy, że oczekiwania analityków były znacznie wyższe, a miał się pojawić odczyt na poziomie 3,7%. To z pewnością duże zaskoczenie, bo rzadko widzimy taki rozstrzał między publikacją a oczekiwaniami. To także duży argument dla RPP, że aktualne stanowisko utrzymywania stóp procentowych bez zmian jest tym prawidłowym. Zagłębiając się w strukturę CPI, obserwujemy mimo wszystko zaskakujący spadek cen żywności w ujęciu miesięcznym, biorąc oczywiście większe koszty po stronie dostaw i widmo przerzucenia ich na konsumenta. Patrząc na ostatnie doniesienia z Bliskiego Wschodu i możliwe już w tym tygodniu podpisanie porozumienia, dostrzegamy perspektywę dla obniżek cen ropy naftowej, co mogłoby się przełożyć na mniejszą presję inflacyjną w kolejnych miesiącach. Co jeszcze ważniejsze, odsuwa się też czarny scenariusz pojawienia się symptomów stagflacyjnych w Polsce, czyli wyższej inflacji przy hamowaniu wzrostu gospodarczego. Krajowa waluta zachowuje się dzisiaj stabilnie o poranku, a EUR/PLN znajduje się tuż pod granicą 4,25.

Delikatne zwątpienie

W ostatnich dniach rynki zdecydowanie żyły tematem zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie, a notowania ropy naftowej w przypadku odmiany WTI spadły w okolice 80 USD za baryłkę. Wtorkowy poranek przynosi jednak wyhamowanie tempa spadków, a po fali optymizmu nastąpiła chwila zwątpienia nad brakiem szczegółów odnośnie tego porozumienia. Zaczęły się też pojawiać wątpliwości w kontekście ponownego uruchomienia cieśniny Ormuz dla żeglugi i przede wszystkim tego, w jakim czasie zostanie przywrócony normalny transfer ropy naftowej czy gazu ziemnego na świat. Inna sprawa to kwestia bezpieczeństwa, czy będzie można bez przeszkód przepłynąć tym wąskim gardłem i czy rzeczywiście nic nie grozi statkom. Każdy ewentualny sygnał, że ugoda może podpisana być w późniejszym czasie, może spowodować, że znów zobaczymy zmienność na notowaniach ropy naftowej, która jest bardzo wrażliwa na wszelkie doniesienia. Jeszcze pozostaje jedna kwestia, czyli niezadowolenie Izraela z porozumienia, który uważa, że jest katastrofalne. Ewentualne nierespektowanie założeń planu pokojowego, może spowodować, że stół negocjacyjny znów się wywróci.

Ceny żywności poniżej inflacji GUS. Dyskonty hamują wzrosty cen w sklepach

Analiza blisko 90 tys. cen detalicznych wykazała, że w maju br. codzienne zakupy w sklepach zdrożały średnio o 3,4% rdr. W kwietniu wzrost rdr. był na poziomie 3,7%, z kolei w marcu – 3,8% rdr. Widać, że w sklepach wciąż jest drogo, ale dynamika wzrostów coraz bardziej słabnie. Według autorów raportu, to w dużej mierze efekt cen żywności, które ostatnio poszły w górę rdr. o 2,4%. Ten wynik jest poniżej ogólnej wartości inflacji podawanej przez GUS. Do tego jest wyraźnie niższy niż w poprzednich miesiącach. W kwietniu i marcu wynosił odpowiednio – 3,3% i 3,2% rdr.

Jak wynika z najnowszej edycji raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w maju br. codzienne zakupy w sklepach zdrożały średnio o 3,4% rdr. Analiza objęła łącznie 17 kategorii, w tym m.in. żywność, napoje bezalkoholowe i alkoholowe oraz pozostały asortyment, np. chemię gospodarczą i art. dla dzieci. W kwietniu wzrost rdr. wyniósł 3,7%, a w marcu – 3,8% rdr. Widać, że ogólnie ceny w sklepach wciąż rosną, ale sam wzrost jest coraz mniejszy.

– Ważne jest, aby poprawę sytuacji prawidłowo interpretować. Ceny nie spadają, tylko wolniej rosną. To zasadnicza różnica, którą trzeba na każdym kroku podkreślać. Dla przeciętnego konsumenta oznacza to, że portfel jest obciążany nieco mniej dotkliwie niż kilka miesięcy temu, ale skumulowany efekt poprzednich podwyżek wciąż jest bardzo odczuwalny – komentuje dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Z ww. raportu wiadomo też, że w maju ceny samej żywności poszły w górę średnio o 2,4% rdr. W kwietniu wzrost rdr. wyniósł 3,3%, a w marcu – 3,2% rdr. Zdaniem dr inż. Anny Motylskiej-Kuźmy z Uniwersytetu DSW Ideis, obecny odczyt oznacza zauważalne przyspieszenie procesu stabilizacji cen w jednej z najważniejszych kategorii zakupowych dla gospodarstw domowych. Istotne jest to, że obserwowane wyhamowanie nie wynika wyłącznie z efektów statystycznych czy wysokiej bazy odniesienia. Według wstępnych danych GUS, ceny żywności i napojów bezalkoholowych spadły w maju o około 1% względem kwietnia.

– Mamy do czynienia z okresową korektą cenową w części kategorii żywnościowych. Na taki obraz rynku zasadniczo mogło wpłynąć kilka czynników. Po pierwsze, utrzymała się silna konkurencja pomiędzy sieciami handlowymi, które w warunkach wysokiej wrażliwości cenowej konsumentów mają ograniczone możliwości dalszego podnoszenia cen. Po drugie, poprawiła się sytuacja podażowa w części kategorii żywnościowych, zwłaszcza produktów sezonowych. Po trzecie, relatywnie stabilne pozostają koszty importu, wspierane przez stosunkowo mocnego złotego – analizuje ekspertka.

Patrząc na wszystkie analizowane kategorie, widać spadek wzrostu cen mdm. Natomiast wynik samej żywności jest nawet poniżej ogólnej wartości inflacji podawanej przez GUS. Dr Robert Orpych zwraca uwagę na to, że obecnie żywność drożeje wolniej niż reszta koszyka detalicznego. Wynika to z tego, że jest szczególnie wrażliwa na konkurencję cenową. Sklepy wiedzą o tym, że to właśnie ceny chleba, mleka czy mięsa konsument sprawdza najuważniej i to właśnie tu rywalizacja między sieciami jest najbardziej odczuwalna.

– Powyższy wynik żywności, będący poniżej CPI, to z kolei efekt tego, że koszyk GUS obejmuje szerszy zakres dóbr i usług, w tym te które w ostatnim czasie drożały szybciej. Natomiast sam rynek żywnościowy w sklepach, w obliczu dużej podaży i walki dyskontów o klienta, wyhamował. To dobra informacja szczególnie dla gospodarstw domowych o niższych dochodach, gdzie żywność stanowi znaczącą część ich wydatków – uważa ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Z kolie analitycy z UCE RESEARCH podkreślają, że ceny w sklepach nie rosły w maju tak szybko, jak niektórzy eksperci rynkowi zapowiadali w kontekście sytuacji geopolitycznej na świecie. – W znacznym stopniu wpłynęły na to ceny żywności. Było to tym bardziej zaskakujące, że po wydarzeniach marcowych, związanych z agresją USA na Iran, część ekonomistów zakładała, iż zawirowania na rynku ropy i gazu będą oddziaływać w kierunku wzrostu cen – mówi dr inż. Anna Motylska-Kuźma.

Ekspertka dodaje również, że najnowsze dane potwierdzają prognozy z początku roku, formułowane przed eskalacją konfliktu amerykańsko-irańskiego. Wskazywały one, że możliwe będzie dalsze ograniczanie dynamiki wzrostu cen. Obecnie widać, że te procesy rzeczywiście zachodzą. Nie oznacza to jednak, że presja kosztowa zniknęła. Nadal obserwujemy wzrost kosztów energii oraz paliw w ujęciu rocznym, co wpływa na funkcjonowanie całego łańcucha dostaw. W praktyce oznacza to, że ceny w sklepach pozostają podatne na ewentualne zewnętrzne szoki kosztowe.

– Wpływ konfliktu na Bliskim Wschodzie na polskie ceny detaliczne jest pośredni, bowiem dociera do nas przede wszystkim przez ceny ropy, koszty transportu morskiego i globalne notowania surowców rolnych. Tymczasem żaden z tych mechanizmów nie uruchomił się w skali, która przełożyłaby się na wyraźny wzrost cen w polskich sklepach. Do tego sieci handlowe, obawiając się utraty klientów, postawiły na utrzymanie konkurencyjnych cen, a nie na ich podnoszenie. Zamiast przerzucać potencjalne ryzyka kosztowe na konsumenta, część z nich wzięły na siebie. To dowód na dojrzałość rynku i ogromną siłę konkurencji, szczególnie między dyskontami – zaznacza dr Robert Orpych.

Jak ostrzega ekspertka z Uniwersytetu DSW Ideis, wpływ wydarzeń geopolitycznych na ceny detaliczne często pojawia się z opóźnieniem. Koszty energii, paliw czy transportu nadal pozostają ważnym elementem kształtującym ceny w handlu detalicznym, jednak w maju zostały one przyćmione przez czynniki działające w przeciwnym kierunku. Można więc powiedzieć, że rynek okazał się bardziej odporny na zewnętrzne szoki kosztowe, niż zakładano jeszcze kilka miesięcy temu, ale ryzyko ponownego wzrostu presji cenowej w przypadku pogorszenia sytuacji geopolitycznej nadal pozostaje aktualne.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od ponad 9 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową (cen regularnych oraz w promocjach), notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z maja 2026 r. i tego samego okresu z 2025 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 90 tys. cen detalicznych z prawie 41 tys. sklepów należących do 62 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Sloneek wchodzi do Polski. Start-up chce uprościć procesy HR

Na polski rynek HR wkracza nowy gracz. Sloneek to europejski start-up z ponad 500 klientami w 25 krajach, który właśnie otwiera rozdział w Polsce. Cel jest prosty: HR bez zbędnej komplikacji. Jedna platforma obejmująca wszystkie procesy — od rekrutacji i onboardingu aż po płace i raportowanie — w kilku kliknięciach. I bez konieczności utrzymywania osobnych narzędzi dla każdego z nich. Operacje HR napędzane przez AI jako odpowiedź na realia polskiego rynku pracy.

Polski rynek pracy jest pod realną presją. Polska należy do najszybciej rozwijających się gospodarek UE, a bezrobocie utrzymuje się na poziomie około 3% — firmy nieustannie rywalizują o pozyskanie i utrzymanie pracowników. Koszty wynagrodzeń rosną w tempie 7–8% rocznie, a w najbardziej poszukiwanych specjalizacjach nawet o 10–15%. Dynamiczny wzrost, niedobór talentów i niedoinwestowane technologie HR tworzą razem poważne nieefektywności i prowadzą do wypalenia zespołów HR.

„Przeciętna polska firma traci około 30% kosztów pracowniczych przez rotację, odpływ talentów, błędne decyzje rekrutacyjne i niedopasowane wynagrodzenia — i to jeszcze bez strat produktywności. To ogromne kwoty, zwłaszcza że koszty zatrudnienia w Polsce stale rosną. Menedżerowie HR mogliby to zmienić, ale większość z nich tonie w rutynowej administracji i rzadko ma przestrzeń na prawdziwie strategiczne działania. Właśnie to chcemy zmienić” — mówi Filip Lukáč, dyrektor generalny i współzałożyciel Sloneek.

Polska staje się rynkiem priorytetowym — lokalne firmy otrzymają obsługę, której globalni gracze nie są w stanie zapewnić

Sloneek należy do europejskich pionierów wdrożenia agentycznej AI w HR — to właśnie ten atut napędza jego międzynarodowy rozwój i przyczynił się do pozyskania nowej rundy inwestycyjnej w wysokości 6 milionów dolarów od Orbit Capital i VFF. Te możliwości trafiają teraz do Polski. Firma buduje lokalny zespół pod kierownictwem Beaty Jaroszewskiej, co pozwoli na nawiązanie partnerskich i długofalowych relacji z polskimi firmami niezależnie od ich wielkości czy branży.

„Sloneek stworzył produkt cyfrowy głęboko zakorzeniony w realiach firm z sektora MŚP, często stając się ich pierwszym systemem wykorzystywanym w całej organizacji. Zwróciły naszą uwagę tempo i skuteczność, z jakimi spółka rozwija nowe narzędzia, w pełni wykorzystując potencjał AI. Połączenie wysokiej efektywności kapitałowej i wyraźnego potwierdzenia rynkowego sprawia, że venture debt naturalnie wpisuje się w finansowanie jej dalszego wzrostu. To spółka, która udowodniła, że potrafi skutecznie przekuwać kapitał w rozwój biznesu – wspierając zarówno rozwój technologii, jak i ekspansję na nowe rynki” — mówi Vít Javůrek, Orbit Capital.

Sloneek obejmuje wszystko, czego potrzebuje specjalista HR: ATS, rekrutację i onboarding, zarządzanie danymi pracowników, ewidencję czasu pracy i nieobecności, monitorowanie wyników, analitykę personalną oraz mapowanie kompetencji zespołu. To, co naprawdę go wyróżnia, to Sloneek Intelligence — flagowa funkcja AI, która dzięki nowej inwestycji będzie się dalej rozwijać. Sloneek Intelligence eliminuje do 90% rutynowej administracji HR za pomocą dedykowanego agenta HR, a co być może najważniejsze — daje polskim zespołom HR coś, czego dotąd nie miały: pełny, aktualny obraz organizacji i jej pracowników w czasie rzeczywistym.

„Polskie firmy mierzą się teraz z wyjątkowo trudnym zestawem wyzwań: dynamiczny wzrost, rosnące koszty wynagrodzeń i działy HR, które wciąż pracują na arkuszach kalkulacyjnych albo zestawie niepołączonych narzędzi. Efekt to chaos raportowy, niekończące się ręczne zadania i bardzo mało czasu na HR, który naprawdę robi różnicę. Zapotrzebowanie na automatyzację i narzędzia AI w Polsce jest duże — firmy aktywnie szukają rozwiązań. Ale wiele z nich nadal nie może znaleźć narzędzia, które połączy cały cykl życia pracownika w jednym miejscu” — mówi Beata Jaroszewska, szefowa zespołu Sloneek Polska.

Platforma wspiera zarząd i liderów jako warstwa strategicznych danych HR dla całego zespołu zarządzającego — wspiera analitykę talentów, planowanie sukcesji, śledzenie wyników i efektywność zasobów ludzkich w całej organizacji. Wszystko w bezpiecznym środowisku zaprojektowanym z myślą o odpowiedzialnym przetwarzaniu wrażliwych danych pracowniczych.

„Naszą ambicją w Polsce nie jest wprowadzenie kolejnego narzędzia HR na rynek. Chcemy stać się zaufanym partnerem HR dla polskich firm — łącząc cały cykl życia pracownika, od rekrutacji i onboardingu po płace i raportowanie, w jednym zintegrowanym ekosystemie i w kilku kliknięciach. Lokalna obecność pozwala nam być blisko klientów i reagować na ich potrzeby szybciej i trafniej niż platformy działające bez bezpośredniej obecności na rynku” — dodaje Beata Jaroszewska.

AI nie ma zastępować specjalistów HR — ma dawać im więcej czasu na to, co robią najlepiej: rozwój ludzi i budowanie silnych organizacji

„Chcemy być pierwszą agentyczną platformą HR, którą można obsługiwać w całości głosem lub poleceniami tekstowymi. Kierunek jest jasny: za kilka lat nikt nie będzie myślał o Sloneeku jak o aplikacji, ale jak o partnerze, który jest tam, gdzie jest potrzebny. Przy pisaniu maila, w narzędziach używanych na co dzień, naturalnie wbudowanym w rozwiązania AI i złożone dane firmowe” — wyjaśnia Filip Lukáč. „Od analizy CV i przygotowania wiadomości do konkretnego pracownika, przez zmianę umowy o pracę, stworzenie kluczowej prezentacji dla zarządu, aż po przygotowanie materiałów dla księgowej ds. płac. To, co dziś zajmuje godziny pracy, będzie możliwe do wykonania jednym poleceniem głosowym.”

Znaczna część inwestycji zostanie przeznaczona na dokończenie unifikacji wszystkich procesów HR w ramach jednej platformy. Bezpośrednie integracje z lokalnymi systemami ATS, narzędziami płacowymi i portalami pracy sprawią, że Sloneek znajdzie się w wąskim gronie platform oferujących naprawdę kompleksowe doświadczenie HR od początku do końca. Platforma będzie też mogła komunikować się z innymi agentami AI w obszarach finansów, marketingu i innych działów — stając się częścią ogólnofirmowej sieci.

„To wyraźnie określa naszą rolę: platforma AI-first i all-in-one, która znacząco redukuje liczbę systemów HR potrzebnych firmie i uwalnia organizacje każdej wielkości od prowadzenia akt pracowniczych w wielu miejscach i opłacania kilku platform jednocześnie” — mówi Filip Lukáč. „Mamy realną przewagę w AI, zbudowaną na latach własnego rozwoju i głębokiej wiedzy dziedzinowej. Naszym celem nie jest zastąpienie specjalistów HR — chodzi o to, by dać im najpotężniejsze narzędzie, jakie mogą sobie wyobrazić, żeby mogli skupić się na tym, czego AI nie zastąpi: na ludzkim wymiarze zarządzania i troski o ludzi.”

To podejście znajduje odzwierciedlenie w historii Sloneek jako jednego z najszybciej rosnących start-upów HRIS w Europie. Roczne przychody powtarzalne (ARR) wynoszą obecnie 2,5 miliona euro i podwajają się rok do roku. Z platformy korzysta już ponad 500 firm na całym świecie, które łącznie zarządzają procesami HR i ścieżkami zawodowymi około 50 000 pracowników. Wśród klientów znajdują się Grant Thornton, MAN, WPP Media i Twisto.

„Z niecierpliwością czekamy na powitanie nowej fali wybitnych polskich firm w naszej społeczności — i na to, by pomagać im rosnąć i utrzymywać przewagę, zarówno na lokalnym rynku, jak i w całej Europie” — podsumowuje Filip Lukáč.

Pure Biologics podpisał umowy z inwestorami multiQure

Biofund Capital Management oraz JD Copilot, inwestorzy projektu, podpisali umowę objęcia akcji z Pure Biologics, a w zamian za nie wnieśli w formie wkładu niepieniężnego 100 procent udziałów w spółce Dystrogen Gene Therapies Inc, będącej właścicielem projektu multiQure. Jednocześnie, umowę objęcia akcji w zamian za potrącenie wierzytelności podpisał ACRX Investments Limited, istotny akcjonariusz Pure Biologics. Podpisane umowy są następstwem uchwał podjętych na niedawnym NWZ. Ostatnim, warunkowym krokiem do wprowadzenia multiQure na giełdę jest pozyskanie finansowania w ramach emisji akcji serii S.

Jesteśmy o krok od wprowadzenia na giełdę niezwykle perspektywicznego projektu biotechnologicznego, nie tylko na tle Polski i Europy, ale w skali globalnej. Mamy zgodę Akcjonariuszy oraz podpisane umowy, które sprawiają, że polscy inwestorzy niebawem uzyskają ekspozycję na platformę multiQure. Ostatnim krokiem do realizacji wszystkich postanowień WZA jest pozyskanie finansowania w ramach emisji akcji serii S. Trwają już przygotowania do tego procesu, a o jego rozpoczęciu poinformujemy oficjalnymi kanałami komunikacji – komentuje dr Kris Siemionow, czołowy inwestor projektu multiQure, jeden z udziałowców funduszu Biofund.

W ramach podpisanej umowy inwestorzy projektu multiQure obejmą 146 700 000 akcji serii Q po cenie 1,00 zł za akcję, z czego 112 850 000 akcji trafi do funduszu Biofund Capital Management, a do JD Copilot LLC – pozostałe 33 850 000 akcji. Tytułem zapłaty za akcje inwestorzy wnieśli w formie wkładu niepieniężnego do spółki Pure Biologics 100 procent udziałów w spółce Dystrogen Gene Therapies Inc, będącej wyłącznym właścicielem projektu multiQure.

W tym samym czasie spółka Pure Biologics podpisała umowę objęcia 16 804 603 akcji serii R skierowanych wyłącznie do ACRX Investments Limited z siedzibą w Nikozji, dotychczasowego największego akcjonariusza Pure Biologics, w zamian za konwersję na akcje pożyczek udzielonych Spółce przez ACRX. Dzięki tej operacji ACRX zwiększa swoje zaangażowanie w nowej strukturze właścicielskiej, a Spółka istotnie obniża zadłużenie oraz poprawia strukturę bilansu.

Podczas NWZ, które odbyło się 10 czerwca br., akcjonariusze Pure Biologics zatwierdzili również emisję akcji serii S – do 50 000 000 nowych papierów wartościowych w drodze oferty publicznej skierowanej do inwestorów kwalifikowanych oraz inwestorów nabywających akcje o łącznej wartości co najmniej 100 tys. Euro na jednego inwestora. Cena emisyjna zostanie ustalona przez Zarząd w oparciu o wyniki procesu budowania księgi popytu. Pozyskane w ten sposób środki zasilą rozwój platformy multiQure RNAi – przede wszystkim projekt terapii na chorobę Huntingtona.

Platforma RNAi rozwijana przez multiQure to terapia na chorobę Huntingtona i inne choroby poliglutaminowe. Jej rewolucyjność polega na tym, że celuje w przyczynę choroby, zatrzymując jej postęp, a przy odpowiednio wczesnym i właściwym zastosowaniu ma potencjał do zapobiegania wystąpieniu jej objawów. Kolejną ogromną zaletą jest jednorazowy charakter zabiegu. Potencjał ekonomiczny projektu był przedmiotem wyceny ekspertów firmy Baker Tilly, którzy oszacowali jego wartość na obecnym etapie na 111,3 mln USD, co w przeliczeniu na PLN wynosi ponad 400 mln zł.

Niemcy nie chcą znieść kontroli na granicy. Przedsiębiorcy mówią o kosztach dla gospodarki

Komisja Europejska oraz Polska stanowczo wzywają Niemcy do zniesienia tymczasowych kontroli na granicach wewnętrznych strefy Schengen. Berlin jednak odrzuca te apele, uzależniając decyzję o powrocie do normalnego ruchu bez kontrolnego od pełnego wdrożenia unijnej polityki azylowej. Eksperci nie mają wątpliwości, że nie ma szans, by w 2026 roku sytuacja uległa zmianie. O ile przedsiębiorcy starają się funkcjonować możliwie sprawnie, tak trudno nie myśleć o negatywnych konsekwencjach długoterminowo trwających kontroli.

„Element polityki wewnętrznej Niemiec”

Pakt o Migracji i Azylu funkcjonuje w Europie od 12 czerwca 2026 roku. Jest on efektem kompromisu w całej Europie, ale jednocześnie momentami budzi krytykę wewnętrzną. Niemcy zarzucają Polsce, że zawieszona w Polsce jest polityka azylowa w przypadku migrantów na granicy białoruskiej, a Polska krytykuje Niemcy za utrzymywane kontrole na granicy, mimo że odnotowywany jest wyraźny spadek nielegalnych migrantów na granicy.

– Daleka jestem od tego, by dyktować stronie niemieckiej rozwiązania dotycząca kreowania polityki azylowej i troski o bezpieczeństwo granic. Wiemy, że Niemcy przez lata borykali się z gigantycznym problemem związanym z migracją, a efekty sytuacji z lat 2018-2023 są w tym kraju odczuwalne do dzisiaj. Wprowadzone już blisko trzy lata temu kontrole na granicy, zamiast być narzędziem doraźnym, stały się trwałym elementem życia na pograniczu, co uznajemy za marnowanie wypracowywanych przez lata wspólnych wartości związanych ze swobodnym przepływem towarów i usług między Polską, a Niemcami – Komentuje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

– Trwające i przedłużające się kontrole na granicy należy traktować jako element polityki wewnętrznej Niemiec, która odbija się na relacjach z sąsiednimi krajami, a także na naszej współpracy gospodarczej. Stoimy na stanowisku, że bezpieczeństwo jest najważniejsze, ale należy chronić zewnętrznych granic Unii Europejskiej, a wewnętrznych pilnować przy jednoczesnym przestrzeganiu zasad choćby Strefy Schengen. Północna Izba Gospodarcza popiera więc apel Komisji Europejskiej, by kontrole na granicy ze strony niemieckiej zostały zracjonalizowane –  dodaje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie

Konsekwencje gospodarcze wynikające z sytuacji są poważne dla Polski

Przedsiębiorcy z jednej strony przyznają, że kontrole nie są najbardziej uciążliwe, ale z drugiej dla handlu, usług i życia na pograniczu jest to problem.

– Mówimy o długotrwałym efekcie utracie naszej inwestycyjnej renty geograficznej. Nie wiemy tak naprawdę, ilu inwestorów zrezygnowało z lokowania inwestycji na pograniczu polsko-niemieckim przez to, że trwają kontrole, a sytuacja związana z migracją była mocno komentowana jako potencjalne niebezpieczeństwo. Odbieramy także sygnały, że kontrole graniczne bywają problemem dla sektora TSL, z zaznaczeniem, że sytuacja najtrudniejsza jest na przejściu granicznym w Zgorzelcu lub po świętach i długich weekendach – mówi Hanna Mojsiuk.

Z tą tezą zgadza się prezes Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych Dariusz Matulewicz.

– Sytuacja zależy od przejścia granicznego. W województwie zachodniopomorskim nie ma obecnie wielkich problemów. One pojawiają się np. po długich weekendach czy po czasie świątecznym, gdy ruch jest zintensyfikowany. Najpoważniejsza sytuacja ma jednak miejsce np. w Zgorzelcu, gdzie kolejki aut ustawiają się na kilka lub nawet kilkanaście kilometrów. Jest wiele europejskich przejść dla pieszych, gdzie obecnie na granicach jest duży problem. W województwie zachodniopomorskim udaje się przejść przez sytuację w miarę bez wielkich strat – dodaje prezes Dariusz Matulewicz.

8 lipca PIP zyska nowe uprawnienia. Umowy B2B i zlecenia pod większą kontrolą

Ryzyko reklasyfikacji umów cywilnoprawnych od 8 lipca br. znacząco wzrośnie. Wchodząca w życie nowelizacja ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) daje okręgowym inspektorom pracy nowe narzędzie: możliwość administracyjnego stwierdzenia istnienia stosunku pracy, gdy rzeczywisty sposób świadczenia pracy odpowiada przesłankom zawartym w kodeksie pracy. To istotna zmiana dla firm korzystających z modeli współpracy opartych na B2B, umowach zlecenia czy innych kontraktach cywilnoprawnych.

Ryzyko reklasyfikacji umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę od lat pozostaje jednym z najważniejszych zagadnień dla pracodawców. O charakterze relacji nie decyduje bowiem nazwa kontraktu, lecz faktyczny sposób wykonywania pracy. Kluczowe znaczenie mają przesłanki wskazane w art. 22 § 1 Kodeksu pracy, takie jak podporządkowanie organizacyjne, osobiste wykonywanie pracy, odpłatność czy wykonywanie obowiązków w miejscu i czasie wyznaczonym przez zatrudniającego.

Jeżeli te elementy występują, relacja może zostać uznana za stosunek pracy niezależnie od ustaleń stron. Dotychczas ostateczne rozstrzygnięcie w tym zakresie należało przede wszystkim do sądów. Od lipca inspekcja pracy zyska jednak znacznie silniejsze kompetencje.

„Przez lata wielu przedsiębiorców zakładało, że ostateczna ocena charakteru współpracy nastąpi dopiero przed sądem. Od lipca punkt ciężkości przesuwa się na etap kontroli. To oznacza, że firmy powinny analizować nie tylko treść umów, ale przede wszystkim codzienną organizację współpracy z kontraktorami” – mówi Anna Panek, Senior Associate w kancelarii Wolf Theiss.

Nowe uprawnienia inspekcji pracy

Nowelizacja ustawy o PIP przyznaje okręgowym inspektorom pracy kompetencję do administracyjnego stwierdzenia istnienia stosunku pracy, jeżeli ustalą, że sposób jej wykonywania odpowiada cechom stosunku pracy.

Przed wydaniem decyzji inspektor będzie zobowiązany najpierw wydać polecenie usunięcia stwierdzonych naruszeń. Termin jego wykonania zostanie określony w taki sposób, aby możliwa była jeszcze w trakcie kontroli weryfikacja podjętych działań. Dopiero niewykonanie polecenia otworzy drogę do wydania decyzji administracyjnej.

Przy ocenie charakteru współpracy inspektor będzie musiał uwzględnić również wolę stron dotyczącą rodzaju zawartej umowy, ale tylko wtedy, gdy pozostaje ona zgodna z przepisami prawa pracy i nie prowadzi do obejścia prawa.

Skutki mogą wykraczać poza prawo pracy

Decyzja stwierdzająca istnienie stosunku pracy będzie wywoływała skutki od momentu jej wydania, nie tylko na gruncie prawa pracy, lecz także w obszarze ubezpieczeń społecznych, zdrowotnych oraz rozliczeń publicznoprawnych. Reklasyfikacja za okresy wcześniejsze nadal będzie wymagała rozstrzygnięcia sądowego.

Nowelizacja przewiduje również przyspieszoną procedurę sądową dla spraw dotyczących ustalenia stosunku pracy. Pierwsze posiedzenie powinno odbyć się nie później niż miesiąc od wniesienia pozwu lub usunięcia jego braków formalnych.

Czas na audyt modeli współpracy

Zmiany obejmują także podwyższenie sankcji za naruszenia przepisów prawa pracy, możliwość występowania o interpretacje indywidualne dotyczące kwalifikacji konkretnej relacji oraz rozszerzenie współpracy i wymiany danych pomiędzy PIP, ZUS i Krajową Administracją Skarbową.

Jednocześnie ustawodawca przewidział rozwiązanie pozwalające pracodawcom uporządkować istniejące modele współpracy. Podmioty, które w ciągu 12 miesięcy od wejścia nowych przepisów w życie dobrowolnie dostosują relacje do wymogów prawa pracy, będą mogły skorzystać z przewidzianych w ustawie mechanizmów ograniczających odpowiedzialność za wcześniejsze naruszenia. W praktyce oznacza to, że nie będą podlegać odpowiedzialności za naruszenie polegające na zastępowaniu umowy o pracę umową cywilnoprawną, o którym mowa w art. 281  Kodeksu pracy. Warto jednak podkreślić, że zakres tego rozwiązania jest ograniczony – wyłączenie odpowiedzialności dotyczy wyłącznie wskazanego wykroczenia i nie obejmuje innych potencjalnych konsekwencji.

„Największym błędem byłoby skupienie się wyłącznie na dokumentacji. Nawet najlepiej przygotowana umowa B2B nie zminimalizuje ryzyka, jeżeli w praktyce wykonawca pracuje pod stałym nadzorem, w określonych godzinach i na zasadach typowych dla pracowników. Właśnie te elementy będą miały kluczowe znaczenie podczas kontroli. W praktyce oznacza to konieczność realnego przeanalizowania sposobu organizacji pracy – w szczególności poziomu podporządkowania, zakresu autonomii oraz sposobu rozliczania współpracy. To nie zapisy umowne, lecz faktyczne warunki wykonywania pracy będą decydować o ocenie inspekcji” – podkreśla Anna Panek, Senior Associate w kancelarii Wolf Theiss.

Dla pracodawców najbliższe tygodnie powinny być okresem przeglądu wszystkich modeli współpracy opartych na umowach cywilnoprawnych. Od 8 lipca większe znaczenie niż kiedykolwiek wcześniej będzie miało nie to, jak strony nazwały swoją relację, ale jak faktycznie wygląda ona w codziennej praktyce. Weryfikacja obowiązujących rozwiązań jeszcze przed pierwszymi kontrolami może okazać się najskuteczniejszym sposobem ograniczenia ryzyka prawnego, finansowego i organizacyjnego.

Zniknie „najtańsze paliwo w UE”, ale nie znikną ryzyka

Wczoraj ceny ropy spadły o prawie 5 proc. i znalazły się na najniższym poziomie od początku konfliktu na Bliskim Wschodzie. Rynki z entuzjazmem przyjęły zapowiedź Donalda Trumpa dotyczącą zawarcia porozumienia z Iranem. Dla polskich kierowców dobra wiadomość może jednak okazać się krótkotrwała. Rząd zapowiada bowiem stopniowe wygaszanie programu CPN, co oznacza powrót wyższej akcyzy i podatku VAT na paliwa. W efekcie z polskich stacji może zniknąć „najtańsze paliwo w Unii Europejskiej”. Jednocześnie samo porozumienie pokojowe wygląda dziś bardziej na zawieszenie broni niż trwałe rozwiązanie konfliktu. Paradoksalnie więc najbliższe tygodnie, a być może nawet miesiące, mogą okazać się dla kierowców w Polsce, bez programu CPN, bardziej nerwowe niż poprzednie miesiące konfliktu.

Donald Trump zapowiedział zawarcie w tym tygodniu porozumienia pokojowego z Iranem, co wywołało gwałtowną reakcję na rynku ropy. Po tym ogłoszeniu w poniedziałek amerykańska ropa WTI potaniała o 4,8 proc. do 80,75 USD za baryłkę, a Brent o 4,7 proc. do 83,17 USD. Są to najniższe poziomy od początku marca, czyli od pierwszych dni wojny. A ceny ropy spadały już w poprzednich dniach, bowiem rynek od pewnego czasu zakładał możliwość zawarcia porozumienia.

Pozytywnie na zapowiedz porozumienia zareagowały również giełdy. Indeks S&P 500 wzrósł w poniedziałek o 1,6 proc., a Nasdaq zyskał 3 proc., głównie dzięki spółkom związanym ze sztuczną inteligencją. Inwestorzy uznali, że uspokojenie sytuacji na rynku ropy może ograniczyć presję inflacyjną i zmniejszyć ryzyko dalszych podwyżek stóp procentowych. To szczególnie ważne dla firm technologicznych, które realizują ogromne inwestycje finansowane często długiem. W Warszawie historyczny szczyt ustanowił szeroki indeks WIG, choć w drugiej części sesji inwestorzy zaczęli realizować zyski po wcześniejszych wzrostach.

Sama treść porozumienia nie została jeszcze ujawniona. Wiele wskazuje na to, że nie przyniesie ono trwałego pokoju, lecz raczej przedłuży zawieszenie broni i sformalizuje uzgodnienia dotyczące funkcjonowania cieśniny Ormuz. Według medialnych doniesień dokument zakłada zakończenie działań wojennych, częściowe odblokowanie szlaku morskiego i rozpoczęcie dalszych negocjacji, które mają potrwać 60 dni. Donald Trump zapowiedział, że cieśnina jest już częściowo otwarta, a żegluga ma zostać przywrócona od piątku. Iran twierdzi jednak, że cały proces może potrwać nawet 30 dni.

To dopiero początek trudniejszych rozmów dotyczących między innymi irańskiego programu nuklearnego czy odmrożenia zagranicznych aktywów tego kraju. Takie negocjacje zwykle są długie, skomplikowane i pełne napięć. Ryzyko kolejnych kryzysów pozostaje wysokie, tym bardziej że Iran przekonał się, jak skutecznym narzędziem nacisku może być kontrola nad cieśniną Ormuz. Trudno zakładać, że całkowicie zrezygnuje z tak ważnej karty przetargowej.

Oznacza to, że mimo obecnego spadku cen ropy, rynek pozostaje bardzo wrażliwy na wszelkie informacje dotyczące regionu. Ceny paliw na świecie są nadal o ponad 25 proc. wyższe niż przed wybuchem konfliktu, kiedy ropa kosztowała około 65-70 dolarów za baryłkę. Tymczasem polscy konsumenci mogą wkrótce stracić dodatkową ochronę wynikającą z programu CPN.

Rząd zapowiada jego stopniowe wygaszanie. Najpierw miałaby wrócić wyższa akcyza, wcześniej obniżona o około 30 groszy na litrze paliwa. Następnie stawka VAT miałaby ponownie wzrosnąć do 23 proc. Łącznie oznaczałoby to możliwość wzrostu cen paliw nawet o około 1 zł na litrze. Program jest bowiem kosztowny dla finansów publicznych. Obniżki akcyzy i VAT oznaczają dla budżetu ubytek przekraczający 1,5 mld zł miesięcznie. Część tych kosztów rząd chce odzyskać poprzez podatek od nadzwyczajnych zysków firm paliwowych. Ma on objąć producentów i sprzedawców osiągających ponadprzeciętne zyski, a jego stawka ma wynieść 60 proc.

Program CPN pomógł ograniczyć wpływ wzrostu cen ropy na inflację w Polsce. W maju inflacja wyniosła 3,1 proc. rok do roku wobec 3,2 proc. miesiąc wcześniej. Polska znalazła się dzięki temu w grupie nielicznych krajów, które uniknęły gwałtownego wzrostu cen po wybuchu konfliktu. Kluczowe będzie jednak to, jak będą zachowywały się ceny paliw w kolejnych miesiącach oraz jak szybko rząd zdecyduje się wycofywać z osłon podatkowych.

Rynki cieszą się dziś z perspektywy pokoju, ale jednocześnie zdają sobie sprawę, że obecne porozumienie jest dopiero początkiem długiej drogi, która może prowadzić do trwałej stabilizacji rynku energii. W wielu krajach wcześniejszy szok energetyczny zdążył już rozlać się po całej gospodarce, podnosząc ceny usług i wynagrodzeń. To właśnie tego obawiają się banki centralne, które coraz częściej mówią o ryzyku utrzymania podwyższonej inflacji nawet po ustabilizowaniu cen ropy.

Pełna normalizacja transportu przez cieśninę Ormuz wymaga kilku miesięcy spokoju. Dlatego inwestorzy nie powinni jeszcze ogłaszać pełnego sukcesu porozumienia. Szczególnie istotna pozostaje asymetria ryzyka. Problemy z realizacją zapowiadanych ustaleń mogą szybko doprowadzić zarówno do ponownego wzrostu cen ropy, jak i pogorszenia nastrojów na światowych giełdach. Dlatego ostrożność i realistyczna ocena sytuacji pozostają dziś bardziej wskazane niż euforia.

KPMG: regulacje i cyberbezpieczeństwo najmocniej kształtują strategie TPRM

Cyfryzacja, globalizacja łańcuchów dostaw oraz rosnące wymogi regulacyjne sprawiają, że zarządzanie ryzykiem stron trzecich (Third-Party Risk Management, TPRM) staje się jednym z istotnych elementów budowania stabilności organizacji. Tymczasem jedna trzecia firm doświadczyła w ciągu ostatnich trzech lat strat finansowych lub reputacyjnych związanych z podmiotami trzecimi, a 28% odnotowało zakłócenia w łańcuchu dostaw. Jednocześnie aż 83% menedżerów planuje dalszą rozbudowę sieci partnerów w ciągu najbliższych trzech lat wynika z raportu „2026 Global Third-Party Risk Management Survey” opracowanego przez KPMG. Mimo rosnących inwestycji w technologie wiele organizacji nadal zarządza ryzykiem w sposób rozproszony i reaktywny.

Regulacje i cyberbezpieczeństwo kształtują strategie zarządzania ryzykiem

Zgodnie z wynikami raportu KPMG głównymi czynnikami wpływającymi na strategie TPRM są wymogi regulacyjne (48%) oraz ryzyka z zakresu cyberbezpieczeństwa (37%). Organizacje koncentrują się przede wszystkim na zagrożeniach, które mogą bezpośrednio przełożyć się na funkcjonowanie całego przedsiębiorstwa poprzez słabości po stronie dostawców.

W wielu organizacjach zarządzanie ryzykiem stron trzecich wciąż koncentruje się głównie na weryfikacji kontrahenta na początku współpracy, podczas gdy ryzyka mogą zmieniać się w trakcie jej trwania. Coraz większego znaczenia nabiera więc podejście oparte na ciągłym monitorowaniu oraz wykorzystaniu danych z różnych źródeł, które pomaga szybciej identyfikować potencjalne sygnały ostrzegawcze. W praktyce najlepiej sprawdzają się rozwiązania, w których zarządzanie stronami trzecimi jest skoordynowane pomiędzy różnymi funkcjami m.in. zakupów, compliance i bezpieczeństwa informacji – mówi Iwona Sprycha, Partner w Dziale Deal Advisory w KPMG w Polsce.

Inwestycje koncentrują się na ocenie ryzyka i technologiach

Wydatki organizacji w obszarze zarządzania ryzykiem stron trzecich koncentrują się przede wszystkim na procesach oceny ryzyka oraz narzędziach technologicznych. Z badania wynika, że 52% firm inwestuje w działania związane z oceną ryzyka i procesami due diligence wobec dostawców, 51% rozwija technologie i narzędzia wspierające TPRM, a 49% przeznacza środki na cyberbezpieczeństwo i ochronę danych. Istotnym kierunkiem inwestycji pozostają również audyty regulacyjne, wskazywane przez 45% respondentów.

Technologia – potencjał większy niż obecne rezultaty

Technologie cyfrowe coraz częściej wspierają procesy zarządzania ryzykiem stron trzecich. Od 50% do 58% respondentów deklaruje wykorzystanie AI w wybranych obszarach TPRM, takich jak analiza danych, raportowanie czy automatyzacja oceny ryzyka. Jednocześnie tylko 22% badanych ocenia jej skuteczność jako bardzo wysoką, a około 40% jako umiarkowaną.

Zdaniem respondentów, największą wartość przynoszą rozwiązania, które integrują dane z różnych źródeł i wspierają cały cykl życia relacji z dostawcą, zamiast działać w oderwanych od siebie narzędziach.

Rosnące znaczenie analizy ryzyka

Coraz większego znaczenia nabiera także perspektywa tzw. Nth-party, czyli analiza ryzyk wykraczających poza bezpośrednich dostawców. Koncentracja geograficzna produkcji, zależność od jednego podwykonawcy czy brak przejrzystości w kolejnych ogniwach łańcucha wartości mogą prowadzić do poważnych zakłóceń operacyjnych i reputacyjnych.

regulacje i cyberbezpieczeństwo najmocniej kształtują strategie TPRM

Outsourcing i usługi zarządzane pomagają skalować procesy

Ponad 80% organizacji korzysta z outsourcingu lub usług zarządzanych w wybranych elementach TPRM, takich jak ocena ryzyka, monitoring dostawców czy procesy due diligence. Jednocześnie kompleksowe modele obejmujące cały cykl życia relacji z dostawcą pozostają rzadkością – stosuje je zaledwie 5% badanych.

Firmy najczęściej przekazują na zewnątrz zadania o dużym wolumenie i powtarzalnym charakterze, zachowując kontrolę nad kluczowymi decyzjami strategicznymi oraz nadzorem nad relacjami z partnerami.

O raporcie:

Raport „2026 Global Third-Party Risk Management Survey” został opracowany przez KPMG na podstawie globalnego badania wśród 851 przedstawicieli kadry kierowniczej i menedżerskiej z Ameryki Północnej, Ameryki Południowej, Europy oraz regionu Azji i Pacyfiku. Respondenci reprezentowali różne sektory gospodarki, m.in. usługi finansowe, ochronę zdrowia, technologie, przemysł, handel detaliczny oraz energetykę. Badanie analizowało m.in. dojrzałość programów zarządzania ryzykiem stron trzecich, poziom integracji z zarządzaniem ryzykiem korporacyjnym, wykorzystanie technologii i sztucznej inteligencji, modele operacyjne oraz jakość danych w procesach TPRM.

Chińskie marki zmieniają polski rynek motoryzacyjny. Nowe auta wypierają import używanych

0

Polski rynek nowych samochodów osobowych bardzo udanie rozpoczął 2026 rok, kontynuując ubiegłoroczne pozytywne trendy zakupowe. Pomimo wyzwań regulacyjnych, branża wynajmu długoterminowego (CFM) odnotowała skokowy wzrost raportowanej floty, a sektor Rent a Car (RaC) zanotował pierwsze od roku wzrosty, jednoznacznie sygnalizując zakończenie trudnego okresu korekty.

W pierwszym kwartale 2026 roku klienci indywidualni oraz instytucjonalni w Polsce zakupili łącznie 151,6 tys. samochodów osobowych, co przełożyło się na wzrost na poziomie 6,7% r/r. Krajowa dynamika wciąż istotnie przewyższa średnią europejską, która na koniec marca wyniosła 4%. Tak wysokie rezultaty w kraju to efekt kumulacji końcówki wyprzedaży rocznika oraz intensyfikacji działań sprzedażowych związanych z zakończeniem roku fiskalnego u wielu producentów. Na rynku europejskim wzrostom sprzyjały natomiast nowe i zaktualizowane ulgi podatkowe oraz programy motywacyjne. Równocześnie w Polsce pogłębia się trend spadkowy w imporcie aut używanych. Jest to bezpośredni skutek coraz szerszej i atrakcyjniejszej cenowo oferty nowych samochodów od producentów chińskich oraz idących za tym korekt cenowych u pozostałych marek motoryzacyjnych, co silnie stymuluje zakupy konsumenckie.

Finansowanie firmowe pod wpływem zmian regulacyjnych

W obszarze zakupów flotowych widoczna była ostrożność przedsiębiorców powiązana z nowymi przepisami amortyzacyjnymi. W I kwartale 2026 roku dynamika rejestracji nowych aut w wynajmie długoterminowym wyniosła +1,7% r/r, co przełożyło się na 21,3% udziału tej formy finansowania w zakupach firm. Pozostałe formy – w tym zakup za gotówkę, kredyt oraz pożyczka leasingowa – objęły 78,7% rynku dostaw dla firm, notując wzrost o 7,6% r/r. Na taki podział wpływ miały również przesunięcia decyzji zakupowych przedsiębiorstw kończących rok obrachunkowy w marcu oraz ogólna niepewność regulacyjno-gospodarcza wśród klientów firmowych.

Wynajem długoterminowy (CFM): Wyraźny wzrost bazy pojazdów

Wzrost wolumenu łącznej aktywnej floty w usłudze Full Serwis Leasing (FSL) w I kwartale 2026 roku wyniósł +11,3% r/r[1]. Eksperci PZWLP podkreślają, że rynek wynajmu rozwija się dość dynamicznie osiągając nawet dwucyfrowe wzrosty rok do roku w zakresie poziomu sfinansowanej i aktywnej floty. Względna odporność branży na czynniki zewnętrzne oraz niesprzyjające zmiany w otoczeniu gospodarczym i jednocześnie popularność produktu dającego stabilizację finansową dla korzystających potwierdza się w kolejnym kwartale.

Anna Makarewicz, Członek Zarządu PZWLP:

„Mimo względnie dobrych wyników pierwszego kwartału, cała branża CFM musi mierzyć się z wyzwaniami o charakterze znacznie bardziej fundamentalnym i strukturalnym. Obserwujemy bezprecedensową, trudną rynkowo kumulację kilku potężnych czynników. Z jednej strony mamy do czynienia z niesłabnącą presją cenową ze strony marek chińskich oraz przepełnionymi stockami aut u dealerów tradycyjnych producentów, co generuje wysokie rabaty i agresywne wyprzedaże samochodów fabrycznie nowych. Z drugiej strony na rynek silnie rzutowało zaostrzenie sytuacji międzynarodowej i kryzys w Cieśninie Ormuz związany z Iranem. Ten geopolityczny wstrząs dotknął nie tylko regulowanych cen paliw, ale drastycznie zdestabilizował rynek wtórny samochodów używanych z napędem spalinowym, które stanowią zdecydowaną większość w naszych flotach. W wyniku tego globalnego zamieszania wartość aut używanych na rynku drastycznie spadła. Taki obrót spraw uderza bezpośrednio w kluczowy element i zarazem największe ryzyko wpisane w model biznesowy CFM – czyli w wartości rezydualne (RV) pojazdów po kontraktach. Firmy wynajmu będą zmuszone radykalnie zweryfikować i dostosować swoje dotychczasowe oczekiwania co do wartości końcowej aut. Może to przełożyć się na odczuwalnie niższe dynamiki biznesowe całego sektora w kolejnych kwartałach. Jednocześnie, niezależnie od bieżących zawirowań makroekonomicznych jako PZWLP aktywnie i konsekwentnie uczestniczymy w konsultacjach dotyczących unijnego projektu Rozporządzenia Clean Corporate Vehicles. Dbamy o to, by transformacja energetyczna w opierała się na realiach rynkowych oraz rzetelnej ocenie TCO, a nie na oderwanych od rzeczywistości, drastycznych nakazach”.

Postępująca transformacja napędów i struktura emisji

We flotach CFM niezmiennie dominują samochody z silnikami benzynowymi, stanowiąc 56,3% parku przy wzroście o 13,7% r/r. Najdynamiczniej rozwija się segment pojazdów zero- i niskoemisyjnych (hybrydy oraz auta w pełni elektryczne), które łącznie stanowią już 19,3% całego parku PZWLP, rosnąc w tempie aż +51,3% r/r. Wewnątrz tej grupy najszybciej przybywa aut czysto elektrycznych (BEV) – ich udział wzrósł do poziomu 6,8% przy rocznej dynamice rzędu +103,0% r/r. Udział jednostek wysokoprężnych (Diesel) wynosi obecnie 24,4% i zanotował spadek o 10,3% r/r.

Większa liczba firm raportujących szczegółowe dane emisyjne pozwoliła na precyzyjne określenie średniej emisji CO2 nowych aut zakupionych w I kwartale 2026 roku. Dla samochodów osobowych wyniosła ona 123,8 g/km (+23,4% r/r), natomiast dla aut dostawczych do 3,5t osiągnęła poziom 145,3 g/km (spadek o 5,9% r/r).

Rent a Car (RaC): Powrót do wzrostów

Po trudnym okresie wielokwartalnych korekt i optymalizacji flot, branża Rent a Car zanotowała wyczekiwane odbicie. W I kwartale 2026 roku sektor ten odnotował pierwszy od czterech kwartałów wzrost na poziomie +6,3% r/r. Sygnalizuje to stabilizację rynku. Zmiana ta jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie przedsiębiorców na wysoce elastyczne formy mobilności, pozwalające sprawnie reagować na wciąż zmienną sytuację regulacyjną i rynkową.

Paweł Piórkowski, Prezes Zarządu PZWLP:

„Zgodnie z przewidywaniami, początek 2026 roku przynosi wyraźne, długo wyczekiwane ożywienie w branży Rent a Car. Wzrost na poziomie +6,3% r/r zamyka trudny okres restrukturyzacji baz pojazdów. Widzimy wyraźnie, że poprawa wyników sektora RaC idzie w parze ze stopniowym powrotem całej polskiej gospodarki na ścieżkę stabilnego wzrostu. W obliczu niepewności regulacyjnej, menedżerowie flot i przedsiębiorcy znacznie przychylniej patrzą na usługi krótkoterminowe i średnioterminowe (STR/MTR), ceniąc ich elastyczność i brak długofalowych zobowiązań finansowych. Choć tempo transformacji energetycznej i rozwój infrastruktury masowej oraz TCO pozostają wyzwaniem, stabilizujący się rynek Rent a Car zyskuje silne fundamenty operacyjne na kolejne miesiące tego roku”.

[1] Począwszy od 1 kwartału 2026 PZWLP we współpracy z IBMR Samar (partnerem odpowiedzialnym za zbieranie i przetwarzanie raportowanych danych statystycznych) dokonał rewizji definicji i sposobu prezentowania zbieranych danych statystycznych, uwzględnił nowych członków, którzy dołączyli w ostatnim czasie do związku oraz zostały zaktualizowane założenia definicji prezentowanych danych. Nowy model raportowania dużo lepiej odzwierciedla dzisiejsze realia rynkowe oraz dynamikę branży. We wcześniej używanym modelu raportowania adekwatna dla opisywanego okresu dynamika wzrostu finansowanej aktywnej floty wyniosłaby 9,4%.