Kolejne częstotliwości dla telekomów

W tym roku operatorzy telekomunikacyjni powalczą o częstotliwości z pasma 1800 MHz, w przyszłym – o 800 MHz. A to nie koniec. Jak podkreśla prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, trwają prace nad uwolnieniem częstotliwości z pasma 400 MHz. – Widzę dużą wolę współpracy ze strony wojska – ocenia Magdalena Gaj.

Częstotliwości, które wychodzą spod kontroli wojska, mają być przeznaczane na potrzeby rozwoju rynku telekomunikacyjnego, w szczególności na usługi głosowe i przesył danych.

Jak zapewnia szefowa UKE, współpraca Urzędu z wojskiem układa się pomyślnie i nie ma żadnych zaburzeń w przekazywaniu częstotliwości. W tym roku wojsko przekazało częstotliwości z pasma 1800 MHz. Przetarg na zakup tych wyjątkowo cennych, szczególnie dla rozwoju szybkiego internetu, częstotliwości zostanie, według zapowiedzi UKE, ogłoszony w II połowie lipca.

– Dostaliśmy również częstotliwości 800 MHz, które będą uwolnione od 1 stycznia 2013 roku – dodaje Magdalena Gaj. I zapowiada: – W przyszłym roku może być duży przetarg, duża aukcja na te częstotliwości.

Obie strony pracują teraz nad uwolnieniem kolejnych zakresów częstotliwości, tym razem z pasma 400 MHz. Trwają m.in. prace nad wprowadzeniem do Prawa telekomunikacyjnego możliwości sprzedaży pasm na drodze aukcji.

– Wojsko ma swoje funkcjonujące systemy, to się dla nich wiąże z finansami i nawet kiedy jest ich zrozumienie dla naszych potrzeb, to mają jakieś ograniczenia finansowe – tłumaczy szefowa UKE w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria. – Nie mogą tego sprzętu przestroić i przenieść w inne zakresy. To jest trudne.

Prezes Budimeksu: kilkadziesiąt tys. osób z branży budowlanej straci pracę

W budowlance i drogownictwie pracuje ponad 700 tys. ludzi, a cała branża odpowiada za 6 – 7 proc. PKB. To może się wkrótce zmienić – ostrzegają przedstawiciele firm budowlanych. Drogie materiały i zatory płatnicze spowodowały, że firmy borykają się z coraz większymi problemami. – W tym roku upadłość ogłosiło już 110 firm z sektora, ta liczba niestety rośnie – mówi Dariusz Blocher, prezes Budimeksu.

W budownictwie pracuje ok. 600 tys. osób, w drogownictwie – 160 tysięcy. Wiele z nich może się obawiać o swoje miejsca pracy.

– Spodziewamy się zwolnień w całej branży rzędu, niestety, kilkudziesięciu tysięcy pracowników, łącznie z podwykonawcami – podkreśla Dariusz Blocher, prezes Budimeksu w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria. – Bardzo nad tym ubolewamy, bo jednak powinniśmy budować siłę tych firm po to, żeby sprawniej móc realizować kontrakty w przyszłym roku.

Jak podkreśla prezes spółki, zwolnienia dotkną prawdopodobnie zarówno małe, jak i duże firmy budowlane.

– Odpowiadamy za 6 – 7 proc. PKB, więc spadek inwestycji i prawdopodobne zwolnienia, które już się zaczęły, doprowadzą tylko i wyłącznie do pogorszenia sytuacji w gospodarce całego kraju – prognozuje Dariusz Blocher.

Dlatego – w jego opinii – najpoważniejszym wyzwaniem jest teraz rozwiązanie problemu płynności finansowej firm budowlanych i rekompensat ze strony inwestorów publicznych strat poniesionych przez firmy na nierentownych kontraktach.

– Kontrakty, które teraz realizujemy, są bardzo nierentowne, ze względu na to, że były podpisywane w niekorzystnych warunkach ze wszystkimi ryzykami po stronie generalnych wykonawców. To jest problem krótkoterminowy – podkreśla prezes Budimeksu. – Rozwiążmy go i wyciągnijmy z tego wnioski.

Wnioski, które miałyby polegać na zmianach w prawie.

– Wprowadźmy pewne standardy umów, które rozkładają po równo ryzyko pomiędzy inwestorem a wykonawcą, pewne indeksacje cen i większą elastyczność w tych umowach – proponuje Blocher.

Jego zdaniem potrzebne jest również lepsze planowanie inwestycji budowlanych i infrastrukturalnych w czasie. Fakt, że Polska dostała po raz pierwszy tak dużo środków z funduszy unijnych i że Polska została organizatorem Euro 2012, spowodował kumulację inwestycji w ostatnich kilku latach.

– Ponieważ wiele lat nie były przygotowywane inwestycje tak, jak byśmy chcieli, to nagle, w bardzo krótkim czasie musieliśmy wykorzystać wszystkie środki – mówi prezes Budimeksu. – Jedynym pomysłem jest to, żeby nie kumulować wydatków w taki sposób, że w jednym roku jest miliard złotych, a w drugim dziesięć miliardów złotych.

Jak podkreśla Dariusz Blocher, trzeba rozkładać środki na całą perspektywę, planować długoterminowo, nie koncentrować tych inwestycji w jednym czasie, po to, żeby logistycznie można było lepiej pracować.

– Żeby w PKP pasażerowie tak bardzo nie narzekali, że cała trasa z Warszawy do Gdańska jest zamknięta, tylko żeby można to było jakoś sensownie zorganizować – podaje przykład. – Czyli tak planujmy te inwestycje, ale nie tylko w centralnym budżecie, ale także miejskim, żeby rozłożyć to na większą ilość lat.

Z powagi sytuacji w branży budowlanej zdają sobie również sprawę rządzący. Wicepremier Waldemar Pawlak zaproponował ostatnio, by rząd mógł przejmować upadające firmy budowlane. Zgodnie z pomysłem wicepremiera, przejmującym byłaby Agencja Rozwoju Przemysłu, która po procesie restrukturyzacji w spółce i dokończeniu jej kontraktów, sprzedawałaby ją prywatnym inwestorom giełdowym.

Resort gospodarki walczy o dłuższe życie Specjalnych Stref Ekonomicznych

14 Specjalnych Stref Ekonomicznych – zgodnie z obowiązującym prawem – będzie funkcjonować tylko do 2020 roku. Resort gospodarki chce wydłużenia czasu ich działania przynajmniej do 2026 roku. Już jesienią rząd ma zająć się przygotowaną przez ministerstwo ustawą, która wydłużyć miałaby możliwość funkcjonowania stref.

– Mamy z jednej strony bardzo ważne zadanie, tzn. przedłużenie stref, a drugie zadanie – to zmiana ich ukierunkowania – mówi wiceminister gospodarki, Ilona Antoniszyn-Klik.

Chodzi o ich dostosowywanie do zmieniających się warunków gospodarczo – ekonomicznych.

– To znaczy rozszerzenie pakietu działań, którymi mają się zająć, żeby przyciągać więcej inwestorów, żeby tworzyć lepszy klimat inwestycyjny – mówi Agencji Informacyjnej Newseria wiceminister gospodarki. – Rozmawiamy z inwestorami, szukamy także ich wsparcia.

Nowa ustawa ma trafić na posiedzenie rządu jesienią, najprawdopodobniej pod koniec września lub na początku października. Później zajmie się nią Sejm.

Zanim to nastąpi resort gospodarki chce, za pomocą rozporządzeń, przedłużyć funkcjonowanie stref do 2026 roku. Eksperci alarmują, że bez tego inwestycje przestaną napływać do Polski już za 2 lata.

– Przedłużenie działania stref jest przykładem utrzymywania stabilności sytemu inwestowania w Polsce, bo jak wiemy, specjalne strefy ekonomiczne były jednym z głównych czynników, które powodowały duże zainteresowanie inwestowaniem – zauważa Antoniszyn-Klik.

W Polsce zlokalizowanych jest dziś 14 specjalnych stref ekonomicznych. Podmioty, skupione na ich obszarze mogą liczyć na preferencyjne warunki prowadzenia działalności gospodarczej. M.in. na ulgi podatkowe.

Według ocen resortu gospodarki, dzięki funkcjonowaniu specjalnych stref ekonomicznych powstało ponad 250 tysięcy miejsc pracy, a inwestycje sięgnęły około 80 miliardów złotych.

Szef resortu, Waldemar Pawlak zaproponował niedawno, by SSE funkcjonowały bezterminowo, na terenie każdej gminy, a ich formuła funkcjonowania rozszerzona była o inicjatywy klastrowe i technologiczne. M.in. takie propozycje mają się znaleźć w projektowanej ustawie.

PGE chce zmian w podatkach, które pomogą ruszyć z atomową inwestycją

Polska Grupa Energetyczna apeluje o zmiany w prawodawstwie, zwłaszcza dotyczące przepisów podatkowych. Chce m.in., by nakłady na wstępną fazę projektu budowy elektrowni jądrowej mogłyby być zaliczone jako koszty uzyskania przychodów. W przeciwnym razie cały projekt może okazać się jeszcze droższy. Obecne regulacje są niewystarczające do realizacji tak długotrwałej i skomplikowanej inwestycji.

Bogusława Matuszewska


– Inwestycja w elektrownię jądrową jest bardzo złożonym projektem, długotrwającym i niezwykle intensywnym z punktu widzenia zaangażowania kapitałowego. Dlatego też wymaga szczególnych uwarunkowań formalno-prawnych – informuje Bogusława Matuszewska, wiceprezes Polskiej Grupy Energetycznej.

Aby uregulować te kwestie, w minionym roku, po zaledwie miesiącu prac, zostało znowelizowane Prawo atomowe. Określa zasady pracy elektrowni jądrowej i dozoru nad nią.

– Czekamy też na następne ruchy, czyli pewne zmiany w prawodawstwie. Zarówno pod kątem możliwości realizacji procesu zakupowego, który jest niezwykle krytycznym procesem, jak też zmiany w prawie podatkowym, które umożliwią zrealizowanie tej inwestycji w sposób absolutnie profesjonalny. Czyli będą dopasowane do jej skali i złożoności – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Bogusława Matuszewska.

Wiceprezes PGE zwraca uwagę, że obecnie nie mamy do czynienia z tak długo trwającymi projektami, jak budowa i eksploatacja elektrowni jądrowej. Sam proces inwestycyjny, czyli od momentu rozpoczęcia przetargów do świadczenia usług, trwa nawet do 15 lat. Zaś okres użytkowania takiej elektrowni wynosi 60 lat.

– W tej sytuacji cały proces inwestycyjny, wymaga dużego zaangażowania kapitałowego. Jakiekolwiek opóźnienia mogą więc skutkować różnymi finansowymi konsekwencjami. Dlatego prawo podatkowe dające możliwość realizacji fazy wstępnej projektu i zaliczania tego w koszty uzyskania przychodów jest istotne – tłumaczy Bogusława Matuszewska.

Budowa elektrowni jądrowej może pochłonąć nawet 55 mld zł. Pierwszy z dwóch reaktorów o mocy do 3 tys. MW ma zostać postawiony do 2023 r. Za tę inwestycję odpowiada spółka energetyczna PGE.

Upadek Sky Club to kolejne, ale nie ostatnie bankructwo w branży turystycznej

W maju tego roku aż 439 polskich biur podróży znalazło się na liście firm niewypłacalnych. W czerwcu przybyło w Krajowym Rejestrze Długów kolejnych 7 podmiotów prowadzących działalność turystyczną i jest już ich łącznie 446. To prawie jedna piąta wszystkich działających w Polsce.

W bierzącym roku upadła Triada, Excalibur Tours, a bankructwo Sky Club to najprawdopodobniej nie ostatnie w branży turystycznej w tym sezonie. W czerwcu przybyło w Krajowym Rejestrze Długów kolejnych 7 podmiotów prowadzących działalność turystyczną i jest już ich łącznie 446. To prawie jedna piąta wszystkich działających w Polsce.

W ciągu ostatnich 2 lat liczba zadłużonych biur podróży i agencji turystycznych notowanych w Krajowym Rejestrze Długów gwałtownie wzrasta. O ile w lutym 2011 roku było ich 150, to w lipcu ubiegłego roku już 204. Ale gwałtowny wzrost wpisów nastąpił po poprzednim sezonie. W lutym tego roku notowanych w KRD było już 426, a na koniec czerwca 446. W Polsce działa ok. 3,2 tys. licencjonowanych organizatorów turystyki.

– Branża turystyczna od 2 lat przeżywa kryzys i to uwidacznia się w naszym rejestrze. Rosnące kursy walut, zamieszki w Afryce Północnej i w Grecji, kryzys ekonomiczny na południu Europy i obawy przed kryzysem w Polsce sprawiają, że z roku na rok maleje liczba osób korzystających z usług biur podróży, a to przekłada się na mniejsze zyski. Kłopoty mają już nie tylko mali i średni organizatorzy turystyki, ale także ci najwięksi. W KRD jest notowanych kilka biur z pierwszej 10 – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

W 2010 roku z usług branży turystycznej skorzystało 6,6 mln turystów, rok temu już 5,5 mln. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku będzie ich jeszcze mniej. Biura muszą dzielić się coraz mniejszym tortem, pracują więc na coraz niższych marżach. Niestety 3 bankructwa od maja oraz rosnąca liczba zadłużonych biur i agencji turystycznych pokazuje, że zyski są za małe, aby pokryć koszty działalności.

Niepokojące jest to, że z bankructwami mamy do czynienia na początku sezonu, kiedy do touroperatorów napływa strumień gotówki od klientów wpłacających na wczasy, z których dopiero skorzystają, a więc za które biuro nie musi jeszcze w pełni zapłacić swoim kontrahentom.

Każdy turysta może sprawdzić Serwisie Ochrony Konsumenta Krajowego Rejestru Długów, czy biuro, z którym wybiera się na wakacje nie jest zadłużone. Jeśli będzie notowane jako dłużnik, w raporcie znajdzie się informacja o tym, kto jest wierzycielem, jak jest kwota długu, od kiedy istnieje i czy dłużnik go nie kwestionuje. To ważne, bo dla oceny kondycji finansowej biura nie jest istotna kwota zadłużenia, a wierzyciel. Jeśli jest to np. firma ubezpieczeniowa, w której każdy organizator musi wykupić obowiązkową polisę na wypadek bankructwa, to lepiej już z takim biurem nigdzie nie jechać.

Rządy państw szukając oszczędności decydują się na sprzedaż swoich majątków

W Grecji, z tego powodu sprzedano w tym roku aktywa o wartości 80 milionów EUR. Kolejne państwa uważnie przyglądają się posiadanym nieruchomościom i rozważają podobne kroki, a także weryfikują obecne umowy dzierżawy i wynajmu. W Wielkiej Brytanii pozyskano w ten sposób 190 mln funtów. Według raportu Deloitte, zarządzanie nieruchomościami przyniesie pożądane oszczędności, jeżeli strategia będzie opierać się m.in. na zintegrowanym działaniu wszystkich jednostek oraz współpracy z sektorem prywatnym.

Zgodnie z globalnym raportem Deloitte pt. „Polityka zarządzania powierzchnią biurową. Jak poprawić proces zarządzania nieruchomościami w sektorze publicznym” coraz więcej rządów, które są jednymi z największych użytkowników nieruchomości na świecie, w celu uzyskania oszczędności dokonuje rewizji posiadanych dóbr oraz podejmuje kroki w celu bardziej efektywnego ich wykorzystania. Niektóre z nich, w ramach szukania dodatkowych funduszy rozważają nawet sprzedaż posiadanych aktywów. Przykładem jest rząd australijski, który rozważa odsprzedaż wybranych portów. O krok dalej poszedł rząd grecki, który od lutego bieżącego roku wystawił na sprzedaż majątek o wartości 50 miliardów EUR, jednakże do tej pory udało mu się pozyskać tylko 180 milionów EUR.

Po kryzysie finansowym w 2008 r. rząd Wielkiej Brytanii wprowadził oszczędności we wszystkich obszarach administracji. Jak wynika z danych Urzędu Rady Ministrów Wielkiej Brytanii dzięki poprawie kontroli odnawianych umów najmu i dzierżawy, w ciągu ostatnich dwóch lat państwo zaoszczędziło 190 mln GBP. Nie tylko administracja publiczna na Wyspach rozumie wartość strategicznego zarządzania aktywami. Obecnie przed podobnym wyzwaniem stoi czeski rząd. W jego posiadaniu jest 1,9 miliona metrów kwadratowych powierzchni, którą zajmują pracownicy administracji publicznej. Oznacza to, że średnio na jedną osobę przypada 27 metrów kwadratowych, co jest znacznie powyżej standardów efektywnego wykorzystania powierzchni w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. W tej chwili obsługa i utrzymanie majątku kosztuje ponad 2 miliardy EUR.

Zmiana strategii zarządzania aktywami należącymi do administracji publicznej wymaga odpowiedniego przygotowania i zaplanowanej strategii. Eksperci Deloitte przedstawiają w raporcie kilka kluczowych czynników sukcesu w zakresie zarządzania nieruchomościami w kontekście ograniczeń budżetowych i zmieniających się potrzeb. Przede wszystkim obszar ten musi być traktowany jako jeden z istotnych koordynowany przez specjalnie wydzielone osoby, które będą dysponowały odpowiednimi uprawnieniami. Ponadto ważna jest właściwa koordynacja poszczególnych aspektów związanych z zarządzaniem majątkiem i stworzenie zintegrowanej strategii we wszystkich jednostkach administracji. Niezbędne jest także zintensyfikowanie wysiłków mających na celu bardziej efektywne gromadzenie i wykorzystywania danych na temat nieruchomości, a także ściślejszą współpracę z sektorem prywatnym.

Władze na całym świecie prowadzą działania mające na celu łączenie jednostek administracji w jednej lokalizacji oraz uzyskanie korzystniejszych warunków umów z właścicielami wynajmowanych nieruchomości z tytułu skali zawieranych transakcji. Jednak prawdziwe obniżenie kosztów będzie wymagało zastosowania bardziej radykalnego podejścia, współpracy między departamentami i agencjami, lepszego wykorzystania powierzchni, zasadniczej zmiany dystrybucji aktywów sektora publicznego oraz istotnych przemian kulturowych.

„W Polsce mamy blisko dwa i pół tysiąca gmin, kilkaset powiatów (w tym 65 miast na prawach powiatu) oraz dodatkowo 16 województw, kilkanaście ministerstw, a oprócz tego znaczną liczbę agencji i przedsiębiorstw publicznych. To wszystko oznacza co najmniej setki miliardów złotych w postaci gruntów, budynków i nieruchomości przemysłowych. W 2010 r. wartość księgowa nieruchomości, gruntów i obiektów inżynieryjnych w bilansie M. St. Warszawy to łącznie ponad 70 mld PLN. W przypadku Krakowa analogiczne kwota to ok. 50 mld, a w przypadku np. znacznie mniej zamożnego, ale prężnie się rozwijającego i modernizującego Lublina mówimy o wartości wskazywanego mienia wynoszącej ok. 2 mld PLN. Optymalizacja zarządzania tym majątkiem przełoży się na istotne zwiększenie przychodów instytucji publicznych w Polsce, tym samym oznaczać będzie m.in. przyspieszenie procesów modernizacyjnych miast” – mówi Radosław Kubaś, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Polska wśród krajów o najniższym poziomie stabilności podatkowej

Podatki w Polsce, na Węgrzech, w Rumunii i Rosji są najmniej stabilne w Europie. Najwyżej równowagę swojego otoczenia prawnego oceniają podatnicy w Szwajcarii, Danii, Luksemburgu i Szwecji. 50% respondentów uznaje, że niestabilność systemów podatkowych i częste zmiany prawa niekorzystnie wpływają na ich działalność biznesową. Polska, Rosja i Portugalia to kraje, w których przedsiębiorcy wytoczyli organom podatkowym najwięcej spraw sądowych – to główne wnioski z badania stabilności otoczenia podatkowego przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte w 24 krajach regionu EMEA.

Z badania Deloitte wynika, że większość firm w regionie EMEA ma dobre relacje z władzami podatkowymi, aż 65% badanych określa je jako dobre a 27% nawet jako bardzo dobre. Niemniej jednak, aż 15% respondentów w Austrii, Włoszech, Polsce, Rumunii oraz Rosji ocenia te relacje jako złe lub bardzo złe. Podatnicy europejscy podkreślają, że jakość relacji zależna jest od konkretnego działu w urzędzie skarbowym, 21% badanych zgłaszało problemy we współpracy z działem CIT, a prawie 20% z działem VAT. Ponad połowa respondentów międzynarodowego badania uznała, że niepewność podatkowa to istotny czynnik wpływający niekorzystnie na bieżące działania operacyjne firmy. Szczególnie mocno odczuwają to podatnicy na Węgrzech, w Kenii, Polsce, Portugalii oraz Rumunii. Ponad 1/3 badanych przedsiębiorców uważa, że tę niestabilność powodują przede wszystkim częste zmiany regulacji podatkowych, ale także zbyt długi czas trwania postępowań podatkowych (12,4%), a następnie zmienność praktyki orzeczniczej i publicznie dostępnych wytycznych urzędów (12.1%).

„Warto zauważyć, że ponad 70% polskich uczestników badania wskazało na niestabilność systemu podatkowego, jako na czynnik, który ma negatywny wpływ na prowadzoną przez nich działalność. Odzwierciedleniem tej niepewności jest częste korzystanie z zabezpieczenia pozycji podatkowej jaką daję uzyskanie indywidualnej interpretacji podatkowej. 67% polskich respondentów potwierdziło, że w ciągu ostatniego roku kilkakrotnie występowało z wnioskiem o wydanie takiej interpretacji (w Niemczech tylko 13%). Niewątpliwie główną przyczyną takiej sytuacji jest częsta zmiana przepisów podatkowych. Niestety, wydaje się, że w tym obszarze nie możemy liczyć na stabilizację, Ministerstwo Finansów zapowiedziało kolejne zmiany ustaw podatkowych, które mają wejść w życie w ciągu najbliższego roku.” – uważa Tomasz Siek, Menedżer w Zespole Podatków Pośrednich Deloitte.

Krajem o najbardziej stabilnym systemie podatkowym według badanych jest Szwajcaria. Ponad 80% podatników szwajcarskich uważa, że żadne inne europejskie państwo nie może poszczycić się podobnie wysokim poziomem pewności podatkowej.

Zdaniem respondentów, na poziom niepewności podatkowej duży wpływ mają także zasady wydawania interpretacji przepisów. Podatnicy coraz częściej korzystają z możliwości potwierdzenia stanowisk w organach podatkowych drogą interpretacji kierując zapytania bezpośrednio do swoich organów podatkowych. Pomijają w ten sposób jednostek wyspecjalizowanych w wydawaniu tego typu wyjaśnień.

Z różnych dróg uzyskania interpretacji władz podatkowych korzysta ponad ¼ podatników. Prawie 36% respondentów badania Deloitte, szczególnie w Rumunii i Rosji uważa, że praktyka uzyskiwania interpretacji jest zbyt wolna. Ponad 32% respondentów uważa, że procedury ich uzyskiwania powinny ulec poprawie.

Jedna piąta respondentów europejskich zauważa wzmożone działania kontrolne. W trakcie ostatnich 3 lat prawie 1/3 badanych doświadczyła kontroli w zakresie podatku VAT oraz CIT. U około 10% podatników organy skontrolowały ceny transferowe, opodatkowanie międzynarodowych transakcji oraz podatek dochodowy od osób fizycznych. Niecałe 6% wyjaśniało inspektorom skarbowym swoje rozliczenia celne, akcyzowe oraz opodatkowanie majątku (property tax). Większa ilość kontroli podatkowych najbardziej widoczna jest w Rosji, gdzie ponad połowa ankietowanych obserwuje to zjawisko.

Większość respondentów deklaruje gotowość odwołania się do sądu od niekorzystnej decyzji władz podatkowych, choć jedynie co czwarty skierował tam sprawę w ciągu ostatnich 3 lat. Spory z władzami są najczęściej wyjaśniane na poziomie postępowania administracyjnego. W Szwajcarii, Holandii oraz Szwecji ponad 70% respondentów uważa, że tą drogą są w stanie osiągnąć satysfakcjonujące ich rozwiązanie. Z kolei w Norwegii, Rosji oraz krajach Europy Środkowej, w tym w Polsce, optymizm przedsiębiorców z północy Europy podziela jedynie mała część badanych. Około 78% badanych przez Deloitte potwierdza gotowość ewentualnego dochodzenia swoich spraw na drodze sądowej w razie uzyskania negatywnego rozstrzygnięcia postępowania administracyjnego, a we Francji, Portugalii, Rosji czy Szwecji nawet 90%. Mimo deklarowania wysokiego prawdopodobieństwa wstąpienia na drogę sądową, jedynie 26% respondentów rzeczywiście rozpoczęło takie działanie w ciągu ostatnich 3 lat.

Większość respondentów (83%) jest przekonana, że ich firma zostanie potraktowana rzetelnie przez władze podatkowe, podczas gdy 17% z nich wyklucza szanse na sprawiedliwe traktowanie. Liczba ta jest szczególnie wysoka w Rumunii, gdzie 43% podatników uważa, że ich firma nie otrzymałaby gwarancji uczciwego postępowania ze strony Rumuńskiego Urzędu Skarbowego. 12% respondentów, głównie z Rosji i Rumunii, potwierdziło złożenie w przeszłości skargi na nieuczciwe lub nieprofesjonalne rozpatrzenie spraw w lokalnych organach podatkowych.

Zdecydowana większość badanych firm w regionie EMEA (83%) wskazała na możliwość dostarczenia informacji do lokalnego urzędu skarbowego za pośrednictwem cyfrowych kanałów komunikacji. Według ponad połowy respondentów, lokalne organy podatkowe zapewniają możliwość zweryfikowania stanowiska podatkowego poprzez ogólnodostępną stronę internetową. Duńskie i szwedzkie strony postrzegane są jako najlepiej przygotowane w tym zakresie, wyróżnia je dostępność zagadnień podatkowych oraz bardzo dobre przygotowanie techniczne.

„Polska administracja podatkowa tylko częściowo dotrzymuje kroku rozwiązaniom stosowanym w krajach starej Unii Europejskiej. Z każdym rokiem, polscy podatnicy mają coraz większe możliwości składania e-deklaracji. Natomiast w obszarze bezpośredniego kontaktu z organami podatkowymi, w dalszym ciągu korzystamy z metod klasycznych (tj. kontakt telefoniczny, korespondencja). Portale internetowe i poczta elektroniczna nie są wykorzystywane przez urzędy skarbowe jako aktywny kanał komunikacji z podatnikami.” – podsumowuje Daniel Zagrodzki, Menedżer w zespole Tax Management Consulting Deloitte.

Strabag szuka kontraktów na rynkach wschodnich

– Zaczynamy przenosić tam część naszego potencjału – przyznaje prezes firmy, Paweł Antonik. To odpowiedź na pogarszającą się sytuację rynku inwestycji budowlanych w Polsce. Szef firmy Strabag przewiduje, że rynek w Polsce może znaleźć się w kryzysie.

– Rynek się kurczy i coraz mniej jest tych dużych kontraktów – mówi Paweł Antonik. – Nie wiadomo, kiedy będzie finansowanie, czy to będzie 2015, czy 2017 rok.

Taka sytuacja powoduje, że polskie firmy budowlane zaczynają rozglądać się za alternatywnymi rynkami. Jak podkreśla Antonik, firma nie może sobie pozwolić na lata niepewności, stąd decyzja o zaangażowaniu znacznej części potencjału na Wschodzie.

– To jest Rosja, Azerbejdżan i Turkmenistan – mówi Paweł Antonik, dodając, że są już pierwsze zawarte kontrakty.

– Udało nam się podpisać pierwsza umowę na sanację dróg w Rosji i stawiamy naszą pierwszą wytwórnie mas bitumicznych – mówi prezes Strabag.

Kontrakt obejmuje wytworzenie 80 tysięcy ton mas bitumicznych. Firma zamierza także startować w przetargach na przebudowę i remont już istniejących dróg.

– Tych dróg jest około 160 km – tłumaczy Paweł Antonik. – Jednak zajmiemy się tylko wybranymi odcinkami 100- 500 metrów, które są najgorsze i inwestor w Rosji chce, żeby właśnie te odcinki naprawić.

Jak podkreśla prezes w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria, z rynkiem rosyjskim firma wiąże dalekosiężne plany.

– Wchodzimy tam na dłuższy okres, to nie są tylko 1-2 inwestycje w pewnych przetargach, w których weźmiemy udział, tylko chcemy mieć swoją dyrekcję na terenie Rosji – dodaje Antonik.

Strabag od 15 lat ma w Rosji oddział. Poprzez spółkę – córkę prowadzi biznes w Rosji, ale dopiero od niedawna zaczął orientować się na inwestycje infrastrukturalne. Jak przyznaje Antosik, w tej chwili trwa badanie rynku.

– Nasi ludzie są tam od stycznia tego roku. Musimy ten rynek wyczuć, jakie ceny chodzą na rynku w przetargach, za jaką cenę można wygrać i czy nam to przyniesie zysk, czy jesteśmy po prostu za drodzy – mówi prezes firmy.

Rosja to nie jedyny kierunek, którym interesuje się Strabag. Z równie dużymi nadziejami spółka spogląda w kierunku Azerbejdżanu.

– Powstanie tam odrębny oddział, w Baku, który będzie odpowiedzialny za Azerbejdżan i Turkmenistan – zapewnia Paweł Antonik.

Pod koniec maja Strabag oddał do użytku w terminie odcinek D autostrady A2 łączącej Grodzisk Mazowiecki z Pruszkowem. Wartość kontraktu wyniosła ponad 640 mln zł. To jednak nie wystarczyło na pokrycie kosztów budowy 18 km autostrady. Firma dołożyła więc do realizacji tego kontraktu.

Przyszłość należy do smartfonów i tabletów

Z badań Agencji MEC Analytics and Insight wynika, że smartfony posiada już 80 procent polskich internautów, a co szósty korzysta za jego pomocą z sieci. – Czyli dużo więcej ludzi na świecie ma przy sobie telefon komórkowy lub tablet niż stacjonarny komputer czy laptopa. Te urządzenia mamy przy sobie cały czas i w każdych okolicznościach – mówi dyrektor Google Polska Artur Waliszewski.

Artur Waliszewski
Artur Waliszewski, dyrektor polskiego oddziału Google’a

Szef polskiego Googla twierdzi, że jesteśmy świadkami zmiany polegającej na rezygnacji przez indywidualnego konsumenta z klasycznych komputerów i laptopów na rzecz najnowocześniejszej technologii.

– Cały Internet, który dzisiaj znamy, który jest internetem w dużym stopniu ciągle „pecetowo-laptopowym”, bardzo szybko stanie się w dużym stopniu internetem mobilno-tabletowym – wyjaśnia Agencji Informacyjnej Newseria Artur Waliszewski.

Consumer Electronics Association (organizator targów CES w Las Vegas) na podstawie aktualnych badań konsumenckich prognozuje, że ten rok będzie należał do smartfonów i tabletów, które zamierza kupić kolejno 46 i 22 proc. badanych.

Zmiana przyzwyczajeń użytkowników stoi, zdaniem Waliszewskiego, za ciągle rosnącą popularnością nowoczesnych urządzeń mobilnych z dostępem do internetu.

– Korzystanie z internetu na tego typu urządzeniach będzie rosło, ponieważ można z nich korzystać w każdych okolicznościach, a nie tylko siedząc przy biurku – prognozuje dyrektor Google Polska.

Takie zmiany już teraz wymuszają na producentach sprzętu i aplikacji inne podejście. Waliszewski twierdzi, że ta technologia musi być uniwersalna i prosta w obsłudze.

– To oznacza, że tak zwana użyteczność, łatwość używania tych produktów, które są w internecie musi być jeszcze większa, bo mamy do czynienia z urządzeniem, które jest mniejsze, które nie ma ani myszki, ani klawiatury – podkreśla Waliszewski.

26 czerwca br. Google zaprezentował własny tablet Nexus 7. To odpowiedź potentata internetowego na produkty konkurencji, m.in. rynkowy hit iPad firmy Apple, czy produkty firmy Samsung z serii Galaxy Tab. Tablet Google’a ma pracować na systemie Android 4.1 Jelly Bean. Urządzenie wyposażono w takie opcje jak ułatwienia dla niewidomych użytkowników, czy sterowanie głosem (dostępne na razie tylko w języku angielskim).

– Mamy do czynienia z urządzeniem, z którego chcemy skorzystać na ulicy i potrzebujemy naprawdę natychmiast rozwiązać nasz problem. Jeżeli ja jestem na środku ulicy i chce zapytać mojego telefonu jak dojść do jakiegoś miejsca, to potrzebuje tu, teraz, natychmiast. Potrzebuje to zrobić szybko i sprawnie – wyjaśnia Artur Waliszewski.

KGHM inwestuje w fotowoltaikę

Eksperci prognozują złotą erę dla fotowoltaiki, czyli pozyskiwania prądu ze słońca. KGHM z naukowcami intensywnie pracuje nad nowatorskimi metodami produkcji ogniw fotowoltaicznych. Efektem tych prac możę być na przykład dachówka fotowoltaiczna, która mogłaby zastąpić popularne kolektory słoneczne.

– W 85-90% fotowoltaika jest oparta na krzemie, czy to krystalicznym, trudnym do osiągnięcia, czy amorficznym, bezpostaciowym. Koszty jego wyprodukowania są istotne, poza tym jest to kruchy pierwiastek. W związku z tym – puszczam tu wodze fantazji – chodziłoby o wyprodukowanie takiego ogniwa, które np. jest elastyczne – tłumaczy Herbert Wirth, prezes spółki KGHM Polska Miedź.

Herbert Wirth chciałby, by prace doprowadziły do stworzenia dachówki fotowoltaicznej: – Zamiast pokrywać dachy zwykłą, ceramiczną, możemy użyć kompozytu mineralnego, czyli fotowoltaicznego panelu i ceramiki. Dlaczego nie? To jest wyzwanie dla nauki.

To tylko jedno z wyzwań dla miedziowego giganta.

– To jest przede wszystkim szukanie nisz, w których pociągniemy przetwórstwo, bo miedź mamy, do indu się przymierzamy, tellur będziemy odzyskiwali, selen odzyskujemy. Pozostają nam jeszcze inne pierwiastki do wykorzystania – wyjaśnia Agencji Informacyjnej Newseria Herbert Wirth.

Kluczowy w kontekście produkcji prądu ze słońca jest tellur.

– To jest bardzo ważne w procesie inżynierii materiałowych, fotowoltaiki – mój ulubiony temat od pewnego czasu – podkreśla prezes.

Spółka koncentruje się na wypracowaniu technologii, która pozwoli na wydzielenie co najmniej kilkudziesięciu kilogramów telluru.

– Jako pierwiastek, w kilogramowych wielkościach jest naprawdę bardzo cenny. Znajduje się w szlamach anodowych, a więc w procesie, kiedy się rozpuszcza anodę w kwasie, w elektrolizie. Z tego szlamu uzyskujemy srebro i to było dla nas dominujące. Poświęcimy teraz temu zagadnieniu więcej uwagi i troski, po to, żeby te kilkadziesiąt kilogramów telluru wyekstrahować – zapowiada Wirth.

Naukowcy w Centrum Metali Krytycznych Akademii Górniczo-Hutniczej poszukują metali i niemetali w formie kompozytów. Sprawdzają, co daje najlepszy efekt w przypadku zamiany fotonów światła na strumień elektronów.

– W fotowoltaice ważne jest kumulowanie energii, czyli baterie umożliwiające przechowywanie jej nadmiaru w formie użytkowej. I ich stworzenia również podjęli się naukowcy z AGH – zdradza prezes KGHM.

Europejskie Stowarzyszenie Przemysłu Fotowoltaicznego w swoim najnowszym raporcie „Globalne perspektywy rynku fotowoltaiki do 2016 r.” dowodzi, że miniony rok był wyjątkowo udany dla Unii Europejskiej pod względem rozwoju fotowoltaiki. Z wynikiem ok. 75 proc. światowej mocy zainstalowanej po raz kolejny Europa została globalnym liderem w rozwoju fotowoltaiki.

Zdaniem autorów dokumentu ten rynek ma przed sobą ogromne szanse rozwoju, także w Polsce. Na koniec ub.r. mieliśmy zainstalowane ok. 2 MW paneli słonecznych, a do 2016 r. mamy mieć 500 MW (według umiarkowanego scenariusza) lub nawet 1,1 tys. MW. Wiele zależy od wsparcia, które zostanie ostateczne zagwarantowane w opracowywanej ustawie o odnawialnych źródłach energii.