MasterCard i Deutsche Telekom łączą siły na rzecz płatności mobilnych

MasterCard oraz Deutsche Telekom ogłosiły dziś europejskie partnerstwo, które ma umożliwić konsumentom wykorzystywanie telefonów komórkowych jako bezpiecznej i wygodnej metody płatności.

Podczas dzisiejszej konferencji prasowej w Berlinie Deutsche Telekom oraz MasterCard podkreśliły wagę swojego partnerstwa i wprowadzenia płatności mobilnych — jednej z najszybciej rozwijających się usług konsumenckich ostatnich pięciu lat. Celem partnerstwa jest udostępnienie płatności mobilnych dla 93 milionów klientów firmy Deutsche Telekom w całej Europie.

„To olbrzymi krok na naszej drodze do upowszechnienia płatności mobilnych. Firma MasterCard to znany i doświadczony partner, który rozwija ten istotny segment rynku. Chcemy stworzyć kompleksowe środowisko dla płatności mobilnych, które pomoże firmie Telekom zrealizować strategię bycia preferowanym przez klientów dostawcą usług łączności — w życiu osobistym i zawodowym” – komentuje Thomas Kiessling, Chief Product and Innovation Officer spółki Deutsche Telekom.

Pierwsze wdrożenie tej usługi wśród konsumentów odbędzie się w Polsce pod koniec tego roku. Również w tym roku płatności mobilne zostaną zaprezentowane konsumentom niemieckim, początkowo na etapie testowym wraz z telefonami komórkowymi i kartami. Kontynuacją tego procesu w pierwszej połowie przyszłego roku będzie usługa mobilnego portfela, która będzie również otwarta dla innych banków-wydawców oraz partnerów. Firma Deutsche Telekom będzie oferować produkty MasterCard za pośrednictwem spółki zależnej ClickandBuy, właściciela licencji e-money. Produkty te zostaną także wprowadzone na inne rynki europejskie.

„Segment płatności jest w dalszym ciągu otwarty na innowacje, zwłaszcza teraz, gdy pod wpływem technologii obserwujemy wzmożone tendencje do odsuwania się od płatności gotówką. Dziedzictwo firmy MasterCard jest silnie związane z opracowywaniem otwartych technologii, stworzonych dla wszystkich, którzy chcą korzystać z wygodnych i bezpiecznych rozwiązań w zakresie płatności. Usługa portfela mobilnego jest otwarta dla innych banków-wydawców i partnerów, a także pomoże naszym klientom dostosować się do nowych zachowań konsumenckich i zmieniającej się dynamiki rynku. Dzisiejsze, oficjalne ogłoszenie współpracy to symbol prawdziwego porozumienia umysłów, z którego zrodziło się prawdziwe partnerstwo” – mówi Ann Cairns, Prezes, International Markets MasterCard Worldwide.

Konsumenci zdecydowanie skorzystają na tym, że portfel mobilny będzie realizowany w środowisku kart SIM smartfonów: oprócz tego, że płatności będą bezpieczne, konsumenci będą mieli zapewnioną ciągłą i pełną przejrzystość oraz kontrolę. Dodatkowo usługa będzie otwarta dla innych banków-wydawców.

Polski rynek pracy przyciąga pracowników z Ukrainy

Rok 2011 okazał się rekordowy pod względem liczby wyjazdów zarobkowych z Ukrainy do Polski. Nasz kraj jest obecnie czołowym rynkiem pracy dla pracowników z Ukrainy wśród krajów Unii Europejskiej. W ostatnich latach wydano w Polsce obywatelom Ukrainy najwięcej wiz Schengen, co więcej wszystko wskazuje na to, że trend ten się utrzyma – informuje agencja EWL.

Planowane otwarcie nowego polskiego konsulatu w Doniecku i wzrost liczby punktów realizujących wnioski wizowe to nie tylko efekt odbywających się w czerwcu Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej Euro 2012, to także zwiększony ruch transgraniczny związany z rosnącym zapotrzebowaniem na pracowników na polskim rynku pracy. Zapotrzebowaniem, które według danych polskiego Ministerstwa Pracy wzrosło na przestrzeni ostatnich paru lat dwukrotnie.

Tak znaczący wzrost wyjazdów zarobkowych do Polski wynika między innymi z braków kadrowych na polskim rynku pracy, zwłaszcza w branżach takich jak budownictwo, czy przemysł ciężki i lekki. Wspólnie z rozbieżnościami w poziomie zarobków pomiędzy polskim a ukraińskim rynkiem pracy przyczyniają się do wzrostu liczby cudzoziemców, z których nawet 90% legalnie zatrudnionych stanowią obecnie pracownicy z Ukrainy. Różnice w poziomie wynagrodzeń w Polsce i na Ukrainie sięgają nawet kilkuset procent w zależności od zawodu – średnie miesięczne wynagrodzenie w Polsce wynosi w ujęciu realnym ok. 3200 PLN (czyli ok. 8200 ukraińskich hrywien), podczas gdy dla porównania na Ukrainie plasuje się ono w okolicach 2200 hrywien (ok. 920 PLN).

Tylko w 2011 roku Polska wydała obywatelom Ukrainy około 570 tys. wiz, w tym 200 tys. wiz narodowych. Polscy pracodawcy zarejestrowali z kolei prawie 240 tys. wniosków o zamiarze zatrudnienia obywateli Ukrainy (wzrost o 42% w porównaniu z rokiem 2010), umożliwiających legalny pobyt i pracę na terytorium Polski na okres do 6 miesięcy w ciągu roku. Według pierwszych informacji z 2012 roku, poziom zainteresowania zatrudnieniem tej grupy pracowników utrzymał się na podobnym poziomie co w roku ubiegłym. Ogółem w pierwszym kwartale tego roku zarejestrowano 85 891 wniosków o zamiarze powierzenia pracy cudzoziemcom, co oznacza spadek o prawie 1 tys. w porównaniu z rokiem poprzednim (86 820). Dla obywateli Ukrainy zgłoszono w tym okresie 80 974 oświadczenia (spadek o pół tysiąca w porównaniu do 81 472 w pierwszych 3 miesiącach 2011 roku), należy jednak uwzględnić zwiększone zapotrzebowanie na tę formę uzyskania zezwolenia na pracę w pierwszym kwartale 2011. Rozbieżności te mogły wiązać się z brakiem pod koniec 2010 roku odpowiednich procedur pomostowych dla pracodawców zatrudniających cudzoziemców w oparciu o oświadczenia i późnym wejściem w życie odpowiedniego rozporządzenia Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w grudniu 2010.

Ze wspomnianej uproszczonej procedury zatrudnienia korzysta coraz więcej Ukraińców, czyniąc ich najliczniejszą aktywną zawodowo grupą cudzoziemców na polskim rynku pracy. Procedura legalizacyjna trwa w tym przypadku około 2 tygodni – po wypełnieniu przez polskiego pracodawcę odpowiedniego formularza rejestracyjnego i zarejestowaniu go w odpowiednim urzędzie, kandydat do pracy może (bazując na oświadczeniu pracodawcy) ubiegać się o wizę pracowniczą w polskich konsulatach na Ukrainie. Po otrzymaniu wizy pozostaje mu tylko przyjechać do Polski w celu podpisania umowy z pracodawcą. Dla pozostałych kandydatów do pracy w Polsce pozostaje dotychczasowa procedura ubiegania się o zezwolenie na pracę – w 2011 roku skorzystało z niej niecałe 19 tys. obywateli Ukrainy, również o 42% więcej w stosunku do roku 2010.

Najwięcej Ukraińców zatrudniają polskie gospodarstwa rolne (126 tys. zarejestrowanych wniosków w 2011 roku), drugie w kolejności są firmy budowlane (51 tys. oświadczeń). Duże zapotrzebowanie na pracowników z Ukrainy zgłaszają również polskie firmy produkcyjne z przemysłu lekkiego i ciężkiego, a także przedsiębiorstwa transportowe. Do Polski trafia też wielu specjalistów i menadżerów średniego i wyższego szczebla, zwłaszcza ekspertów ds. rynków wschodnich. Oprócz firm prowadzących działalność gospodarczą, należy również pamiętać o osobach fizycznych prowadzących gospodarstwa domowe, którzy chętnie zatrudniają obywateli Ukrainy, w charakterze opiekunek do dzieci i osób starszych, a także jako pomoce domowe. Ze względu na skomplikowane i długotrwałe procedury nostryfikacyjne, w mniejszym stopniu z usług Ukraińców korzysta natomiast polska opieka zdrowotna.

Inną istotną przyczyną wzrostu wyjazdów do Polski są zmiany w polskim prawie, ułatwiające podjęcie przez cudzoziemców pracy na terytorium RP. Na przestrzeni ostatnich kilku lat polska polityka wizowa uległa znaczącej liberalizacji. Od 2006 roku obowiązuje w Polsce wspomniana uproszczona procedura zatrudniania pracowników z 5 państw Europy Wschodniej, w tym Ukrainy, oparta o oświadczenia o zamiarze zatrudnienia cudzoziemca. Obniżono także opłatę administracyjną za wyrobienie zezwolenia na pracę z 936 do 100 PLN. Dalsze ocieplanie się stosunków ukraińsko-polskich może prowadzić do kolejnych zmian w polskiej polityce wizowej względem Ukrainy. Już na początku tego roku zapowiedziano zniesienie opłat wizowych za wizy narodowe dla obywateli Ukrainy.

– „Obserwujemy obecnie coraz bardziej sprzyjący klimat do zatrudniania cudzoziemców w Polsce. Planowana na ten rok nowa ustawa o cudzoziemcach ma wprowadzić między innymi jedną wspólną procedurę ubiegania się pobyt i pracę na terytorium Polski, co wspólnie z planowanym skróceniem terminów uzyskiwania zezwoleń na pobyt i rozwojem sieci kosulatów powinno zaowocować utrzymaniem tendencji zwyżkowej w napływie obywateli Ukrainy.” – mówi Andrzej Korkus, właściciel agencji EWL Ukraina, otwartego w Kijowie oddziału polskiej agencji zatrudnienia cudzoziemców EWL. – „Zmiany w polskich przepisach zakładają również ułatwienia w podjęciu pracy przez wysoko wykwalifkowanych pracowników, a to powinno wpłynąć korzystnie na jakość zatrudnienia. Co więcej, więzi między Polską i Ukrainą się stale umacniają, z roku na rok coraz łatwiej zaobserwować przenikanie się kultur w życiu codziennym – prywatnym i zawodowym. Klimat do rozwoju wspólnego rynku pracy wynika więc zarówno ze względów gospodarczych, prawnych, jak i czysto społecznych – ludzkich.”

Źródło: MPiPS, EWL

Więcej informacji o cudzoziemcach na stronie EWL www.ewl.com.pl

Trudny sezon dla branży turystycznej

Branża turystyczna przeżywa trudne czasy. Choć liczba sprzedawanych wycieczek zagranicznych rośnie w dość szybkim tempie, touroperatorzy nie odnotowują wyraźnego zwiększenia zysków. Wszystko przez słabnącego złotego, przed którym biura podróży na wszystkie sposoby chcą ustrzec klientów.

Zdaniem Marka Węgierka, prezesa Neckermann Polska, to będzie kolejny trudny rok dla branży turystycznej.

– Nie będzie tak dużych wzrostów jak w zeszłym roku. Natomiast nadal powinien być to wzrost ok. 5 proc. – mówi Marek Węgierek.

Mimo to, że niezbyt mocna polska waluta znacznie to zadanie utrudnia.

– Na pewno jest to jeden z naszych kosztów. Wielu touroperatorów, tak jak Neckermann, stara się niwelować te koszty obniżając ceny, negocjując z hotelarzami, negocjując ceny przelotów – wyjaśnia Neckermanna. – Jeżeli popatrzymy na naszą ofertę, to nasza cena nie zmieniła się dla klienta w stosunku do zeszłego roku.

Prezes Neckermann Polska zapewnia w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria, że zabiegi polegające na niwelowaniu kosztów nie wpłyną na komfort czy bezpieczeństwo turysty.

– Zmieniliśmy między innymi linię lotniczą, z którą współpracujemy. Zaczęliśmy współpracę ze Small Planet. Zmieniliśmy także podejście do kontraktowania, bardziej agresywnie kontraktujemy. Zatrudniliśmy osobę na stanowisko contract manager, który uzyskuje dla nas lepsze kontrakty niż w zeszłym roku. Te elementy zniwelowały różnice kursowe – zapewnia prezes Neckermann Polska.

Kierunki wybierane przez klientów wskazują na to, że cena wyjazdu odgrywa decydującą rolę. W czołówce najchętniej odwiedzanych krajów wciąż znajdują się Egipt, Tunezja i Grecja, gdzie oferty wyjazdowe są najatrakcyjniejsze.

Zwiększa się udział niemieckich inwestycji w Polsce

Nasi zachodni sąsiedzi wrócili na drugie miejsce z czwartego, jeśli chodzi o liderów inwestycji zagranicznych w naszym kraju – mówi prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych, Sławomir Majman. A może być jeszcze lepiej. 95 proc. niemieckich przedsiębiorców działających w Polsce chciałoby ponownie tu zainwestować.

Niemieccy inwestorzy zainteresowani są przede wszystkim przemysłem motoryzacyjnym, maszynowym i chemicznym. Coraz większą uwagę koncentrują także na branży farmaceutycznej.

– Bliskość naszych gospodarek, kultur i doświadczeń jest istotna, ale głównymi powodami, dla których Niemcy inwestowali, inwestują i będą inwestować w Polsce są, po pierwsze, siła robocza, czyli polscy pracownicy – mówi Sławomir Majman. – Firmy niemieckie uważają ich za efektywnych, dobrze przygotowanych i zaangażowanych.

Po drugie, dla partnerów zza zachodniej granicy liczy się stabilność polityczna. Europa 2012 roku zwraca na ten czynnik szczególną uwagę.

– Jeśli chodzi o stabilność polityczną bijemy na głowę wszystkich naszych rywali, ubiegających się o inwestycje niemieckie – zauważa w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria szef PAIiIZ.

Zwłaszcza wśród innych krajów naszego regionu.

Inwestorzy, których uwaga skupiona jest na Polsce podkreślają, że ta zdążyła już okrzepnąć w Unii Europejskiej, której członkiem jest od ponad ośmiu lat. Warszawa potrafi skutecznie walczyć o swoje interesy, jak również efektywnie wydawać przyznane jej środki unijne.

– Kolejnym argumentem za Polską jest to, że jesteśmy liczącym się rynkiem wewnętrznym – ocenia Sławomir Majman. – Coraz więcej niemieckich firm przenosi produkcję do Polski nie dlatego, że chce stąd eksportować do krajów trzecich, bo tutaj jest tania siła robocza, ale dlatego, że chce produkować dla bogacącego się rynku wewnętrznego w Polsce.

Równie ważne, co dynamika wzrostu, są perspektywy na przyszłość. I w tym przypadku docierają do nas pozytywne informacje.

– Najlepszą jest to, że 95 proc. niemieckich firm chce ponownie inwestować w Polsce, a 40 proc. niemieckich firm działających tutaj zapowiedziała na ten rok zwiększenie miejsc pracy – mówi Majman.

Niestety, wzrost niemieckiego zaangażowania w polską gospodarkę może zostać zahamowany wskutek trudności, jakie napotykają na swej drodze tamtejsi inwestorzy.

– To, co jest negatywnie odczuwane przez firmy niemieckie to niestabilność prawa – tłumaczy szef PAIiIZ. – Po drugie, cały kompleks praw związany z systemem zamówień publicznych, wreszcie kwestie korupcji.

Jak podkreśla Sławomir Majman, pod tym względem i tak jesteśmy oceniani wyżej od naszych środkowoeuropejskich sąsiadów.

– Bardziej nam zależy na tym, żeby się nie równać z naszymi przyjaciółmi z Czech, Słowacji, Węgier czy Bułgarii, ale na tym, by grać o inwestycje w lidze europejskiej, czyli w lidze, w której są największe i najbogatsze kraje Europy – przekonuje prezes Agencji.

To wiąże się z koniecznymi zmianami w prawie. Zresztą te zmiany systematycznie są wdrażane.

– Ostatnie badania Transparency International, jakimi dysponujemy od roku, wskazują na bardzo wyraźny spadek korupcji w Polsce – mówi Sławomir Majman. – Procedury dotyczące zamówień publicznych są trudne dla prawników i przedsiębiorców, ale one są właśnie dlatego trudne, żeby były bezpieczne i szczelne.

Kierujący Polską Agencją Informacji i Inwestycji Zagranicznych, Sławomir Majmam zwraca też uwagę na fakt, że Ministerstwo Gospodarki wystąpiło niedawno z kolejnym pakietem ułatwień dla przedsiębiorców, które zdeformalizują niektóre procedury.

MNI S.A. zamierza kontynuować buy-back oraz inwestycje rozwojowe

Akcjonariusze giełdowej spółki holdingowej MNI S.A., kontrolującej kilkanaście firm działających w branżach: telekomunikacyjnej, zaawansowanych usług dodanych, medialnej, turystycznej oraz e-commerce poparli plany zarządu dotyczące kontynuacji rozwoju poprzez akwizycje. Realizacji tej strategii sprzyjać będzie pozostawienie zysków za 2011 rok w spółce.

26 czerwca br. odbyło się Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy notowanej na warszawskiej giełdzie holdingowej spółki MNI S.A. (indeksy: sWIG80, WIG-TELKOM), podsumowujące 2011 r. Stawili się akcjonariusze posiadający łącznie …. mln akcji MNI S.A., stanowiących …% kapitału zakładowego spółki i odpowiadających …% głosów na walnym zgromadzeniu. – 2011 rok uznajemy za korzystny za spółki. Kolejny rok z rzędu udało się nam zwiększyć skalę prowadzonej działalności, i to w dwucyfrowym tempie. Uzyskany wzrost to efekt zrealizowanych akwizycji w poprzednim roku, jak i w 2011 r. W tym roku nie zamierzamy zwalniać tempa, chcemy inwestować i rozwijać się w atrakcyjnych segmentach – mówi Andrzej Piechocki, prezes MNI S.A. – MNI S.A. działa jak fundusz inwestycyjny – wyszukujemy ciekawe aktywa, zwiększamy ich wartość w wyniku restrukturyzacji. aby następnie sprzedać je po korzystnej cenie, np. inwestorowi branżowemu. W ubiegłym roku w ten sposób postąpiliśmy ze Stream Communications Sp. z o.o., siódmym operatorem telewizji kablowej, który przejęliśmy pod koniec 2010 r. Zamierzamy kontynuować strategię dezyinwestycji, bo w naszym portfolio znajduje się jeszcze sporo atrakcyjnych aktywów – dodaje prezes Andrzej Piechocki.

Akcjonariusze MNI S.A. zdecydowaną większością głosów zarejestrowanych na walnym zgromadzeniu zatwierdzili sprawozdania zarządu z działalności spółki i grupy kapitałowej oraz sprawozdania finansowe (jednostkowe i skonsolidowane) oraz udzielili skwitowania wszystkim członkom zarządu i rady nadzorcze za 2011 r. MNI S.A., która jest spółką holdingową, kontrolującą liczne firmy działające w branży telekomunikacyjnej, zaawansowanych usług dodanych dla telefonii komórkowej, medialnej oraz turystycznej, wypracowała 8,96 mln zł jednostkowego zysku netto, przy 0,27 mln zł jednostkowych przychodów ze sprzedaży netto (spółka nie prowadzi właściwie działalności operacyjnej – zarządza posiadanymi przez grupę aktywami).

W 2011 r. Grupa Kapitałowa MNI miała skonsolidowane przychody ze sprzedaży netto wysokości 357,62 mln zł, wobec 289,39 mln zł rok wcześniej (co oznacza wzrost o 23,6%). Wskaźnik EBITDA dla Grupy MNI osiągnął 107,7 mln zł i był wyższy o 10,25% w porównaniu do 2010 r. Grupa wypracowała 33,91 mln zł skonsolidowanego zysku netto, z kolei skonsolidowany zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 31,39 mln zł. – W 2011 r. otoczenie rynkowe, z powodu kryzysu fiskalnego, i wynikających z tego zawirowań na rynkach finansowych było bardzo trudne. Dlatego myślę, że akcjonariusze spółki mogą być usatysfakcjonowani osiągniętymi wynikami. Przeprowadzone akwizycje stanowią mocną dla dalszego rozwoju w tym roku i kolejnych latach, co jest kluczowe w kontekście trwającego kryzysu – mówi Andrzej Piechocki, prezes MNI S.A.

Zarząd MNI S.A. zgłosił wniosek o pozostawienie całego zysku netto za 2011 r. w spółce i przeznaczenie go na kapitał zapasowy. Za uchwałą opowiedziało się …% udziałowców obecnych na walnym zgromadzeniu. – Cieszę się, że akcjonariusze poparli nasz wniosek. Zdajemy sobie sprawę, że bieżący kurs akcji, nie odzwierciedla prawdziwej wartości aktywów zgromadzonych w spółce MNI S.A., a dywidenda byłaby wynagrodzeniem dla akcjonariuszy długoterminowych. Zapewniam jednak, że pieniądze przeznaczymy na inwestycje, które przełożą się na dalszy wzrost fundamentalnej wartości grupy – mówi Andrzej Piechocki, prezes MNI S.A.

MNI S.A. od lat inwestuje w spółki z branży telekomunikacyjnej, medialnej, zaawansowanych usług dodanych oraz turystycznej. Dzięki dokonanym akwizycjom m.in. Lark Europe Sp. z o.o., największego polskiego producenta i dystrybutora urządzeń do nawigacji GPS i multimedialnych tabletów PC (pod marką LARK FreeMe) oraz NetShops.pl Sp. z o.o., firmy z rynku e-commerce, aktywa grupy MNI na koniec ub.r. wynosiły już 794 mln zł.
MNI S.A. oraz podmioty przez nią kontrolowane nadal uczestniczą – jako przejmujący – w konsolidacji branż, w których działają. W maju br. MNI S.A. zawarła umowę zakupu 31,13% akcji giełdowej spółki PC Guard S.A., która jest m.in. właścicielem Imagis S.A., producenta map cyfrowych i oprogramowania do nawigacji GPS oraz Smart Elektronik Sp. z o.o., producenta nawigacji samochodowych, odbiorników GPS, lokalizatorów fotoradarów. Wartość tej transakcji wyniosła 17 mln zł. – Obie spółki wzmocnią nasz segment nawigacji GPS, map cyfrowych i zaawansowanych technologii teleinformatycznych (GIS). Dotychczas Smart Elektronik i nasz Lark Europe Sp. z o.o. oraz Imagis S.A. i nasze Navigo Sp. z o.o. konkurowały ze sobą, teraz rozpoczęły współpracę, a za chwilę połączą swoje siły, dzięki czemu powstanie niekwestionowany rynkowy lider w segmencie nawigacji GPS i map cyfrowych w Polsce – mówi Andrzej Piechocki, prezes MNI S.A. – Grupa MNI działając podobnie jak fundusz inwestycyjny, staramy się elastycznie reagować na sytuację na rynku – sprzedając lub kupując aktywa, zawsze na atrakcyjnych warunkach. W planach mamy kolejne transakcje, które będą maksymalizować wartość aktywów posiadanych przez grupę MNI – dodaje prezes Andrzej Piechocki.

Spada liczba udzielanych kredytów hipotecznych

Spowalniającemu rynkowi kredytów hipotecznych mogłoby pomóc poluzowanie regulacji nadzoru finansowego. Rekomendacje S i T sprawiły, że zarówno wartość, jak i liczba udzielanych kredytów spada, a kredyty walutowe praktycznie zniknęły z rynku. – Czas na weryfikację rekomendacji KNF – mówi dr Jacek Furga ze Związku Banków Polskich. Sytuację na rynku mogłaby poprawić również odpowiednia polityka rządu, zachęcająca do efektywnego oszczędzania.

Związek Banków Polskich proponuje, by na polskim rynku zaczęły funkcjonować kasy oszczędnościowo-budowlane, które z powodzeniem działają w innych krajach naszego regionu.

– Polega to na tym, że klienci podpisują umowę ze specjalistycznym bankiem, taką kasą oszczędnościowo-budowlaną. Określają wartość swojego zobowiązania finansowego, którego będą chcieli dokonać w przyszłości, np. na zakup mieszkania, zamianę mieszkania czy remont i połowę tego zobowiązania oszczędzają systematycznie w tym systemie – wyjaśnia Jacek Furga, przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości Związku Banków Polskich.

Efektywność oszczędzania w tym systemie polega na tym, że państwo co roku do zgromadzonych środków dopłaca określoną kwotę, tzw. premię budowlaną lub mieszkaniową. W ten sposób odkładane środki rosną w szybszym tempie i co ważne, zdaniem eksperta ZBP, nie są „zjadane” przez inflację.

Jacek Furga uważa, że odpowiednia zachęta ze strony rządzących mogłaby ożywić rynek kredytowy w Polsce. W pierwszych miesiącach tego roku akcja kredytowa banków wyraźnie zahamowała. W ocenie eksperta, to przede wszystkim efekt rekomendacji wprowadzanych systematycznie przez Komisję Nadzoru Finansowego.

– Część rekomendacji się powtarza w swoich zapisach, zwłaszcza tych dotyczących kredytowania hipotecznego, mówię o rekomendacji S i trzech jej nowelizacjach. Jest rekomendacja T. Teraz dochodzi nowelizacja rekomendacji J, która też określa pewne możliwości finansowania nieruchomości. Myślę, że to czas, aby te rekomendacje rzeczywiście zweryfikować – mówi Jacek Furga Agencji Informacyjnej Newseria.

Zarówno liczba kredytów, jak i ich wolumen, okazał się być dużo mniejszy niż w poprzednich kwartałach. O kredyt na mieszkanie jest trudniej niż w przeszłości, a zapożyczenie się we franku lub w euro jest dziś praktycznie niemożliwe, bo warunki, jakie musi spełniać kredytobiorca są poza zasięgiem większości Polaków.

– Banki mają problem z refinansowaniem kredytów w walucie obcej, zwłaszcza we franku, bo go na rynku międzybankowym nie ma. Stąd też kredyt we franku praktycznie zniknął z oferty. Formalnie dwa banki go oferują, ale przy takich drastycznych warunkach dochodowych kredytobiorcy, że w zasadzie przeciętny zjadacz chleba tego kredytu nie otrzyma – zauważa ekspert.

Podobne problemy będą mieć wkrótce również ci, którzy zechcą zaciągnąć dług w walucie europejskiej.

– Co mnie dziwi, bo akurat euro jako ta nasza docelowa waluta, powinna być łatwiejsza w dostępie i cena nie powinna być aż tak wysoka, bo w tej chwili jest to rzędu 300-400 punktów bazowych. Jest to wysoka cena – dodaje Furga.

Zdaniem eksperta nic nie wskazuje na to, by sytuacja w kredytach walutowych w najbliższym czasie się zmieniła. Jednak warto pomyśleć o tym, by kredyt w złotych stał się bardziej atrakcyjny.

– Coraz częściej mówi się o nowym sposobie naliczenia tego podstawowego parametru, jakim jest stopa WIBOR, czyli cena międzybankowa pieniądza. To miałoby sens, bo przekładałoby się na niższą podstawę, do której dolicza się marżę banku – przekonuje Jacek Furga.

Przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości jest zdania, że trudniej na rynku kredytowym być już nie powinno. O ile Rada Polityki Pieniężnej nie podniesie kolejny raz stóp procentowych. Jednak powołując się na opinie analityków, w najbliższym czasie do takiej podwyżki raczej nie powinno dojść.

Pewnym pocieszeniem dla potencjalnych kredytobiorców może być też fakt, że na rynku budowlanym wciąż systematycznie spadają ceny. Może nie są to duże spadki, ale regularnie ta cena się obniża, dla wszystkich typów nieruchomości na rynku pierwotnym i na rynku wtórnym.

– Kredyt nie jest łatwy do otrzymania, ale jest w miarę jeszcze w rozsądnej cenie, więc jeśli pojawiłyby się jeszcze dodatkowe elementy budujące oszczędności, które by się przekładały na tańszy pieniądz w długim terminie, to rynek powinien kontynuować dotychczasowy trend – mówi Furga.

Gaz i kolektory najczęściej wybieranymi rozwiązaniami podczas wymiany systemów grzewczych w Polsce

W ostatnich latach obserwuje się w Polsce dynamiczny rozwój nowoczesnych systemów grzewczych, które zaczynają odgrywać znaczącą rolę na rynku. Jednocześnie, przy widocznym dużym zainteresowaniu nowościami rynkowymi, nadal mocna jest pozycja dotychczas stosowanych systemów – węgla i ciepła sieciowego.

Położenie geograficzne oraz towarzyszący mu klimat predestynują Polskę do obowiązkowego instalowania stałej infrastruktury grzewczej we wszystkich obiektach wykorzystywanych przez ludzi. Jak pokazuje zrealizowane przez firmę badawczą PMR badanie przeprowadzone na próbie 300 firm instalacyjnych na potrzeby raportu „Rynek HVAC w Polsce 2012 – Prognozy rozwoju na lata 2012-2014”, coraz większe uznanie wśród inwestorów zyskują nowe typy systemów grzewczych. Rosnące ceny ogrzewania oraz potrzeba modernizacji przestarzałych systemów wymuszają na użytkownikach konieczność wymiany i modernizacji urządzeń stanowiących źródło ciepła.

Wyniki badań przeprowadzonych wśród firm zajmujących się instalacją m.in. systemów ogrzewania wskazują na zmiany trendów stosowanych rozwiązań. Ankietowani odpowiadali m.in. na pytania dotyczące najczęściej wymienianych na inne systemów grzewczych oraz tych, które stanowią nowy wybór podczas wymiany.

Z zestawienia udzielonych odpowiedzi wynika, że najbardziej popularnym rozwiązaniem podczas wymiany systemu grzewczego jest ogrzewanie gazowe. W pięciostopniowej skali częstości (gdzie 1 oznacza bardzo rzadko, zaś 5 bardzo często) uzyskało ono odpowiednio wyniki ponad 4 dla częstości wyboru oraz jedynie 1,78, jeśli chodzi o rezygnację.

Bezpośrednimi przyczynami takich wyborów inwestorów są wygoda użytkowania, dostęp do sieci, a także fakt, że pomimo wahań cenowych gaz nadal uchodzi za relatywnie tani surowiec. Bardzo dobrze przedstawia się także sytuacja odnawialnych źródeł ciepła. Stosowane najczęściej do podgrzewania c.w.u. kolektory słoneczne oraz pompy ciepła są opcjami, które stosunkowo często są wybierane jako nowe rozwiązania grzewcze. Prawie 70% ankietowanych firm, udzielając odpowiedzi na pytania, wskazywało na rosnącą popularność kolektorów. Pompy ciepła, które nie doczekały się dotychczas dedykowanego programu rządowego wspierającego ich rozwój, także cieszą się coraz większym zainteresowaniem – na wzrost popularności tego rozwiązania wskazywało niemal 60% instalatorów.

Po przeciwnej stronie, z najsłabszymi wynikami, uplasowały się ogrzewanie elektryczne oraz olejowe. Badani instalatorzy wskazywali, że są to systemy, w przypadku których rezygnacje są częste, natomiast ich wybór na nowe źródło ciepła − sporadyczny. Przyczyną takiego trendu są wysokie koszty eksploatacji.

Mniej więcej w połowie stawki plasują się tradycyjne dla Polski systemy grzewcze. Szeroki dostęp do scentralizowanych systemów cieplnych pracujących w oparciu o lokalne ciepłownie i elektrownie oraz stosunkowo niskie koszty sprawiają, że jest to opcja, która nadal cieszy się dużą popularnością i z której rezygnuje się raczej rzadko. Szacuje się, że sieciowe ogrzewanie pokrywa obecnie ok. 53% zapotrzebowania na ciepło, natomiast spośród nowych lokali mieszkalnych oddawanych do użytku średnio jeden na trzy ma ogrzewanie miejskie. Tradycyjnymi źródłami ogrzewania indywidualnych lokali bez dostępu do sieci ciepłowniczych były dotychczas piece węglowe i nadal można mówić o pewnej stabilizacji w tym segmencie. Mimo że wielu użytkowników rezygnuje z tej niezbyt wygodnej formy ogrzewania, to jednocześnie, dzięki niskiej cenie surowca, spora jest rzesza ludzi, którzy instalują nowoczesne piece węglowe w modernizowanych lokalach.
Jak się okazuje, głównymi czynnikami decydującymi o wyborze danego rozwiązania, według ankietowanych instalatorów, są jakość i renoma producenta urządzenia, a także jego cena oraz koszty obsługi. Znajduje to odzwierciedlenie w strukturze rozwiązań, z których najczęściej się rezygnuje i tych, które wybierane są jako nowy system grzewczy.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek HVAC w Polsce 2012 – Prognozy rozwoju na lata 2012-2014”.

60% MŚP w Polsce korzysta z usług IT

Około 60% firm z sektora MŚP w Polsce korzysta z usług IT. 30% zatrudnia własnych pracowników odpowiedzialnych za informatykę. Rośnie liczba wykorzystywanych komputerów przenośnych. Przeciętnie w sektorze MŚP na firmę przypada pięć tego typu urządzeń. W ostatnich dwóch latach spadł odsetek przedsiębiorstw sięgających po fundusze UE na rozwój ICT.

Z najnowszych badań firmy PMR wynika, że prawie 60% firm z sektora MŚP w Polsce korzysta z zewnętrznych firm świadczących usługi z zakresu IT. Znacznie częściej w usługi IT inwestują firmy średnie (69%), o wysokim poziomie przychodów (praktycznie wszystkie o przychodzie powyżej 50 mln zł i niewiele ponad połowa o przychodzie do 2 mln zł). Co ciekawe, w ciągu dwóch lat, jakie minęły od poprzedniej edycji analogicznego badania realizowanego przez PMR, wykorzystywanie zewnętrznych firm do realizacji usług z obszaru IT spadło (przy jednoczesnym wzroście firm, które korzystają tylko z usług własnych pracowników działu IT). Podobnie jak dwa lata temu, obecnie firmy najczęściej korzystają z usług instalacji, wsparcia technicznego oraz serwisu sprzętu i oprogramowania. Co czwarta firma wdrażała oprogramowanie korzystając z usług dostawcy zewnętrznego.

Zatrudnianie informatyków nie jest popularną praktyką w sektorze MŚP w Polsce, jednak odsetek firm deklarujących posiadania choćby jednoosobowego działu IT rośnie. W I kw. 2012 r. przeciętnie co trzecia firma (31%) w przedziale zatrudnienia 10-249 pracowników, posiadała pracownika odpowiedzialnego za IT. Dla całego sektora średnia liczba pracowników wyniosła 1, jednak firmy nie są pod tym względem jednorodne. O zatrudnieniu informatyka decyduje bardziej liczba pracowników ogółem w przedsiębiorstwie i branża, w której firma działa, niż jej możliwości finansowe czy poziom przychodów. „Firmy średnie dwukrotnie częściej zatrudniają pracownika działu IT i blisko trzykrotnie częściej posiadają co najmniej dwóch pracowników tego działu. W firmach z branży finansowej wskaźnik ten jest ponad dwukrotnie wyższy niż średnia dla sektora MŚP, bez względu na poziom zatrudnienia” – dodaje Paweł Olszynka, analityk PMR i autor raportu, który powstał w oparciu o wyniki badania.

Nasycenie komputerami w małych i średnich przedsiębiorstwach w Polsce jest na względnie wysokim poziomie. Praktycznie wszystkie przedsiębiorstwa w sektorze MŚP posiadają komputer stacjonarny (jeśli nie, wyposażone są w komputer przenośny), coraz częściej deklarują też korzystanie z laptopów, netbooków, jak również tabletów. Dzięki stale zwiększającej się mocy obliczeniowej, będącej obecnie na poziomie umożliwiającym komfortową pracę na aplikacjach biurowych przy wykorzystaniu budżetowych rozwiązań IT, przenośne komputery stają się realną alternatywą dla tradycyjnych desktopów. Z drugiej strony stopień substytucji jest ograniczony, między innymi z uwagi na komfort pracy na komputerach biurkowych o wyższej przekątnej.

Średnia liczba komputerów przypadająca na firmę działającą w sektorze MŚP w ciągu ostatnich dwóch lat pozostała praktycznie na tym samym poziomie. Zmieniły się natomiast proporcje na korzyść rozwiązań mobilnych. W 2010 r. udział urządzeń mobilnych wyniósł 27%, podczas gdy w 2012 r. wzrósł do 30%. Przeciętne przedsiębiorstwo w sektorze MŚP w Polsce posiada obecnie 10 komputerów stacjonarnych i 5 komputerów przenośnych. Warto podkreślić, że jest to wartość średnia, a ilość posiadanych urządzeń zależy od wielkości przedsiębiorstwa, wielkości przychodów, posiadania zagranicznego inwestora i oddziałów firmy. Jest to prosta konsekwencja zwiększania skali działalności, która bez odpowiedniego poziomu informatyzacji nie jest już możliwa.

Nie ma zasadniczych różnic między przedsiębiorstwami w kwestii czasu, po jakim wymienia się komputery na nowe: stacjonarne służą średnio pięć lat, przenośne cztery lata, niezależnie od rodzaju przedsiębiorstwa. W porównaniu z sytuacją sprzed dwóch lat widać dalsze wydłużanie cyklu wymian i czasu użytkowania komputerów, choć różnice nie są znaczące. Dłuższy cykl wymian sprzętu nie jest zaskoczeniem. Pomijając nawet aspekt kosztowy i oszczędności w firmach, używany obecnie kilkuletni sprzęt komputerowy bez problemu radzi sobie z większością powszechnie dostępnych i używanych aplikacji biurowych. Najnowsza wersja oprogramowania Microsoft Windows 7 reklamowana była jako software, który można uruchomić na komputerach z systemem operacyjnym Microsoft Windows XP (który datę premiery miał jeszcze w 2001 r.). Nie powinien zatem dziwić zaobserwowany po raz kolejny delikatny wzrost średniego czasu wymiany komputera biurkowego na nowy.

Fundusze unijne

Pomimo prowadzonych kampanii w mediach i często podkreślanym pozytywnym wpływie na rozwój działalności i innowacyjność firm, korzystanie z funduszy unijnych w celu finansowania inwestycji związanych z ICT jest niezwykle rzadko spotykaną praktyką w sektorze MŚP. Znacznie częściej z tej możliwości korzystają średnie przedsiębiorstwa, dysponujące większymi środkami finansowymi, prowadzące działalność na większą skalę i posiadające oprócz głównej siedziby dodatkowe oddziały. Mimo wszystko, przeciętnie tylko co dwudziesta firma w Polsce zatrudniająca 50-249 pracowników zadeklarowała korzystanie z funduszy UE w obszarze ICT. Odsetek ten jest niższy do wyniku uzyskanego w badaniu przeprowadzonym dwa lata temu – wówczas wyniósł on 9%.

Informacje na temat badania

Zaprezentowane powyżej dane pochodzą z raportu „Oprogramowanie, usługi i infrastruktura ICT w małych i średnich firmach w Polsce 2012”, który powstał w oparciu o badanie przeprowadzone w I kw. 2012 r. przez firmę PMR. W badaniu wykorzystano losową, warstwową próbę firm zatrudniających 10-49 oraz 50-249 osób. W badaniu nie uwzględniono podmiotów gospodarczych działających w branżach m.in. administracji publicznej, edukacji, służb mundurowych, ochrony zdrowia oraz stowarzyszeń. W sumie zrealizowano 789 pełnowartościowych wywiadów. Wyniki badania mogą być uogólnione na zbiorowość polskich przedsiębiorstw zatrudniających 10-249 osób, działających w następujących branżach:
• handel hurtowy i detaliczny
• produkcja procesowa – produkcja ciągła, produkcja w masie (produkcja napojów, żywności, surowców chemicznych, itp.)
• produkcja dyskretna – produkcja w sztukach (produkcja maszyn, urządzeń, gotowych wyrobów metalowych, mebli, itp.)
• transport
• HoReCa – sektor hoteli, restauracji, barów, kawiarni i firm cateringowych
• przedsiębiorstwa użyteczności publicznej (elektrociepłownie, oczyszczalnie ścieków, wodociągi, itp.)
• finanse
• inne usługi (m.in. budownictwo, obrót nieruchomościami, telekomunikacja i informatyka).
Wyniki mogą być także uogólnione z osobna dla firm małych (10-49 pracowników) i średnich (50-249 pracowników). Według naszych szacunków, cała badana zbiorowość – zarejestrowane i jednocześnie aktywne w Polsce firmy, zatrudniające 10-249 osób, działające w wymienionych branżach – składa się z około 94 100 podmiotów; około 79 250 to podmioty zatrudniające 10-49 osób, natomiast firm zatrudniających 50-249 osób jest w Polsce (w branżach uwzględnionych w tym badaniu) w przybliżeniu 14 900. Na taką liczbę firm można uogólniać wyniki badania – innymi słowy, wyniki uzyskane od firm zatrudniających 10-49 osób dotyczą około 79 250 podmiotów, a rezultaty uzyskane od firm z przedziału zatrudnienia 50-249 osób są reprezentatywne dla około 14 900 podmiotów.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie informacji zawartych w raporcie firmy PMR „Oprogramowanie, usługi i infrastruktura ICT w małych i średnich firmach w Polsce 2012”.

Rynek badań klinicznych w Polsce rośnie, ale wolno

Według najnowszego raportu PMR „Rynek badań klinicznych w Polsce 2012. Prognozy rozwoju na lata 2012-2014” rynek badań klinicznych w Polsce będzie w najbliższych trzech latach rósł umiarkowanie, o około 5% rocznie, do wartości 860 mln zł w 2014. Polska pozostanie jednym z najbardziej atrakcyjnych krajów regionu ze względu na wielkość populacji, dużą chęć pacjentów do uczestnictwa w badaniach ze względu na słaby dostęp do innowacji oraz wysoką jakość infrastruktury związanej z przeprowadzaniem badań klinicznych.

Ustawa refundacyjna również nie bez wpływu na badania kliniczne

W latach 2009-2010 na rynku badań klinicznych zaobserwowana została stagnacja, co wyraziło się w niewielkich wzrostach jego wartości – na poziomie 1-2%. Wpływ na tak niską dynamikę rynku miał z pewnością kryzys ekonomiczny, który spowodował ograniczenie wydatków firm na badania i rozwój, a co za tym idzie, na badania kliniczne.

Według naszych szacunków, w 2011 r. rynek badań klinicznych, na którym operują firmy przeprowadzające badania kliniczne leków I-IV fazy oraz badania biorównoważności, osiągnął wartość 746 mln zł, co stanowiło 7% wzrost względem 2010 r. Polski rynek badań klinicznych jest już stosunkowo nasycony i nie spodziewamy się na nim spektakularnych wzrostów, przewidujemy, że w latach 2012-2013 r. będzie to dynamika około 3-4% rocznie. Średnioroczne tempo wzrostu (CAGR) dla polskiego rynku badań klinicznych wyniesie w latach 2012-2014 około 5%. „Niska dynamika będzie również wynikiem zmian jakie nastąpiły na polskim rynku w wyniku wprowadzenia ustawy refundacyjnej, co sprawiło, że funkcjonowanie na rynku stało się niezmiernie trudne, w szczególności dla firm innowacyjnych. Spodziewamy się, że w najbliższym czasie będą one skupione raczej na dostosowywaniu się do nowych warunków rynkowych np. opracowywaniu nowych strategii marketingowych dla już istniejących leków niż na działalności badawczo-rozwojowej. W latach 2013-2014 sytuacja nieco poprawi się – firmy zdążą dostosować się do nowych warunków, wejdzie w życie również ustawa o badaniach klinicznych, która uporządkuje nieco rynek” wyjaśnia Monika Stefańczyk, autorka raportu i główny analityk rynku farmaceutycznego w PMR.

Prawodawstwo wciąż do uporządkowania

Pomimo faktu, iż polskie firmy farmaceutyczne nie przeznaczają zbyt wiele środków na badania i rozwój, według Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, krajowy sektor farmaceutyczny jest liderem przemysłu krajowego, jeśli chodzi o względną liczbę przedsiębiorstw innowacyjnych. W latach 2007-2009 aż 56% przedsiębiorstw farmaceutycznych wprowadziło innowacje – albo inwestując w rozwój wytwarzanych leków, albo w unowocześnianie zakładów. Zdaniem przedstawicieli firm prowadzących badania kliniczne w Polsce, które PMR przebadał specjalnie na potrzeby tego raportu, czynnikiem, który może wpłynąć najbardziej na rozwój rynku w ciągu najbliższych lat, jest uporządkowanie prawodawstwa. Jest to najbardziej istotny czynnik już w drugiej z kolei edycji badania. Respondenci wskazywali tutaj na takie działania jak konieczność uchwalenia ustawy o badaniach klinicznych, a w niej m.in. wprowadzenie ubezpieczenia pacjenta, nie tylko badacza, czy też zwiększenie przejrzystości w procedurze rejestracji badań.

Podobnie jak w poprzednich latach, także w 2012 r. istotnym czynnikiem, który mógłby wpłynąć na rozwój rynku, jest dalsze uproszczenie rejestracji badania w CEBK (czynnik ten miał jednak znacznie mniej wskazań niż w 2006 r. i 2008 r., co wskazuje na pewna poprawę w jakości współpracy z ta instytucją).

Znacznie więcej respondentów niż w poprzednich edycjach badania wskazuje na wyjaśnienie kwestii związanych z zawieraniem umów jako na istotny czynnik rozwoju rynku badań klinicznych w Polsce. Wyrażać by się to miało przede wszystkim w uregulowaniu kwestii dotyczących umów między sponsorem, badaczem a ośrodkiem (Ministerstwo Zdrowia planuje wprowadzenie takich zmian w przygotowywanej obecnie ustawie Prawo badań klinicznych).

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek badań klinicznych w Polsce 2012. Prognozy rozwoju na lata 2012-2014”.

Sprzedaż oprogramowania w modelu cloud computing w Polsce w 2011 r. wzrosła o ok. 40%

Korzystna sytuacja na rynku będzie się utrzymywała również w kolejnych latach. Zdaniem największych polskich dostawców IT, na rozwój rynku cloud, oprócz poszukiwania oszczędności przez klientów końcowych, wpływa między innymi wzrost popularności mobilnego internetu i aplikacji mobilnych.

W swoim najnowszym raporcie zatytułowanym „Rynek przetwarzania danych w chmurze w Polsce 2012. Prognozy rozwoju na lata 2012-2016” firma badawcza PMR szacuje wzrost polskiego rynku SaaS, wykorzystującego model przetwarzania danych w chmurze, w 2011 r. na 41%. W najbliższych pięciu latach skumulowana roczna stopa wzrostu rynku cloud computing w Polsce ukształtuje się na poziomie powyżej 47%. W efekcie, w 2013 r. rynek po raz pierwszy przekroczy granicę 200 mln zł.

Według raportu PMR, wysoka stopa wzrostowa rynku jest efektem z jednej strony początkowej fazy jego rozwoju, z drugiej – istnienia sprzyjających warunków dla rozwoju tego modelu w Polsce. Uwarunkowania te dotyczą trzech obszarów: technologicznego (kwestie związane z bezpieczeństwem danych, penetracja technologii wirtualizacji w kraju, rozwinięta oferta centrów danych, rozwój infrastruktury telekomunikacyjnej, rosnąca liczba danych w obiegu), finansowego (obniżanie kosztów, wpływ kryzysu finansowego, zwrot z już dokonanych inwestycji w infrastrukturę teleinformatyczną, cechy samego modelu cloud computing) oraz regulacji prawnych. Według wstępnych wyników badania przeprowadzonego przez PMR na przełomie kwietnia i maja 2012 r. wśród największych polskich firm działających w branży IT, najczęściej wymienianym przez respondentów czynnikiem posiadającym największy wpływ na rozwój rynku przetwarzania danych w chmurze w Polsce są potencjalne oszczędności uzyskiwane w związku z korzystaniem z tego modelu. Prawie co trzeci uczestnik badania wymieniał właśnie ten czynnik jako najważniejszy.

Istotne znaczenie, według respondentów, ma również rozwój mobilnej transmisji danych i, co za tym idzie, aplikacji mobilnych. Blisko co piąty badany wymieniał z kolei względy bezpieczeństwa. Jest to najważniejszy czynnik, który w sposób negatywny oddziałuje na rozwój rynku przetwarzania danych w chmurze w Polsce. Na kolejnym miejscu uplasowała się coraz większa ilość danych przetwarzanych w polskich firmach i związana z tym konieczność ich składowania. Czynnikami w najmniejszym stopniu oddziałującymi na rozwój rynku są istniejące regulacje prawne oraz stan sieci internetowych w kraju.
„Na tle innych krajów regionu, potencjał rozwoju polskiego rynku przetwarzania danych w chmurze prezentuje się optymistycznie. Przed 2012 r. ukształtowały się podstawowe warunki pozwalające na rozwój rynku – doszło do istotnych zmian w sposobie postrzegania usługi przez klientów końcowych, rozwoju samej technologii oraz stanu infrastruktury teleinformatycznej w kraju. Nie bez znaczenia dla rozwoju rynku były również czynniki zewnętrzne, takie jak światowe spowolnienie gospodarcze, stan regulacji prawnych w kraju czy rozwój rynku centrów danych”, stwierdza Zoran Vuckovic, autor raportu.

Rozwój usług cloud computing w Polsce nie przebiega w taki sam sposób w segmencie firm dużych oraz małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP).

Firmy duże w głównej mierze korzystają z rozwiązań dostępnych w chmurze prywatnej w celu optymalizacji własnych zasobów. Innym powodem korzystania z takich rozwiązań jest również specyfika działania danej firmy zakładająca określoną sezonowość w wykorzystywaniu zasobów IT. Dzięki zastosowaniu rozwiązań cloud computing, możliwe jest elastyczne sterowanie infrastrukturą IT i przez to, obniżenie kosztów na nią ponoszonych. Z kolei do korzystania z cloud computingu w modelu chmury publicznej duże firmy oddają głównie procesy miękkie (np. procesy HR związane z systemem szkolenia, motywacji czy urlopów) oraz peryferyjne (procesy niezwiązane z działalnością podstawową danego podmiotu).

Segment MŚP jest naturalnym odbiorcą rozwiązań w chmurze publicznej. Korzystając z tego modelu, firmy MŚP zyskują większą kontrolę nad wydatkami oraz możliwość ich rozłożenia w czasie. Część przedsiębiorstw z tego sektora zwraca się w stronę cloud computing także z powodu uzyskiwanych korzyści biznesowych i dostępnych rozwiązań informatycznych, których wdrożenie w modelu tradycyjnym byłoby, z powodu wysokich kosztów, dla danej firmy nieosiągalne. Wykorzystywanie bowiem tych samych rozwiązań w modelu aplikacji eliminuje znaczne wydatki na inwestycje w infrastrukturę, ale też ogranicza czas niezbędny do ich wdrożenia. W segmencie MŚP wyższe zainteresowanie rozwiązaniami cloud computing przejawiają podmioty dopiero wchodzące na rynek, a co istotne, inwestycje w rozwiązania w chmurze nierzadko są pierwszymi inwestycjami IT w tych firmach. Jeśli natomiast chodzi o rozwiązania chmury prywatnej, to firmy z tego sektora korzystają z nich w ograniczony sposób. Jest to spowodowane nie tylko koniecznością ponoszenia znacznych wydatków na rozwój systemów niezbędnych dla funkcjonowania takich rozwiązań, ale także trudną do uzyskania przez takie przedsiębiorstwa ekonomią skali.

Jako że usługi cloud computing na polskim rynku dopiero się rozwijają, dostawcy kładący w swojej ofercie równy nacisk na ich rozwój w modelu chmury prywatnej i publicznej nadal są rzadkością. Podział rynku przetwarzania danych w chmurze w Polsce na dwa wyraźne segmenty spowodował również większe skupienie się poszczególnych dostawców na jednym z nich. Pierwsza grupa dostawców postawiła na oferowanie usług chmury prywatnej lub jej budowę, podczas gdy druga grupa zaczęła oferować usługi chmury publicznej, najczęściej w modelu IaaS oraz SaaS.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek przetwarzania danych w chmurze w Polsce 2012. Prognozy rozwoju na lata 2012-2016”.