Jak formy wtryskowe napędzają innowacje w polskiej produkcji?

W cieniu medialnego szumu wokół AI, elektromobilności i zrównoważonego rozwoju dokonuje się przemysłowa rewolucja, o której rzadko się mówi – ale która ma fundamentalne znaczenie dla gospodarki. Mowa o nowoczesnej produkcji form wtryskowych, będącej podstawą dziesiątek branż: od motoryzacji, przez medycynę, aż po elektronikę użytkową. To właśnie precyzyjne formy wtryskowe stoją za sukcesem tysięcy produktów, z którymi mamy styczność każdego dnia – choć często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. I to one dziś przechodzą transformację technologiczną, która w dłuższej perspektywie może zdefiniować konkurencyjność całych sektorów przemysłu.

Dlaczego formy wtryskowe są dziś kluczowe?

Globalny wyścig technologiczny w dużej mierze rozgrywa się na poziomie detali. Liczy się nie tylko sam pomysł, ale jego efektywne wdrożenie – a to często zaczyna się od formy. W erze masowej personalizacji i krótkich cykli życia produktu firmy potrzebują narzędzi produkcyjnych, które łączą trwałość z elastycznością i precyzją.

Nowoczesna produkcja form wtryskowych to nie tylko inżynieria, to również zarządzanie projektem, kontrola jakości i integracja z systemami automatyki przemysłowej. Produkcja form wtryskowych staje się więc obszarem, w którym spotykają się zaawansowane technologie, innowacja i strategia biznesowa. Dobrym przykładem może być Fullbax Formy – polska firma działająca w Chinach, która łączy lokalne koszty z europejskim standardem wykonania. Oferując pełen proces – od projektu po testy i dostawę gotowej formy – udowadnia, że również w tym obszarze można wdrażać modele współpracy oparte na transparentności, elastyczności i gwarancji jakości.

Polska jako centrum precyzyjnej produkcji

W ostatnich latach Polska zyskała renomę solidnego partnera w zakresie wysoko zaawansowanej produkcji. Rodzime firmy coraz częściej nie tylko realizują zlecenia dla światowych koncernów, ale także same projektują rozwiązania o wysokim stopniu zaawansowania technologicznego. Kluczowe znaczenie ma tu dostęp do wykwalifikowanych specjalistów, parków maszynowych opartych o CNC i 5-osiowe centra obróbcze oraz kompetencji w zakresie projektowania CAD/CAM.

Z drugiej strony, presja na skracanie łańcuchów dostaw i regionalizację produkcji sprzyja rozwojowi lokalnych narzędziowni. Coraz więcej przedsiębiorstw – także spoza Polski – szuka partnerów, którzy mogą zaoferować szybki czas realizacji, elastyczność oraz wysoki poziom zrozumienia potrzeb klienta.

Transformacja cyfrowa na poziomie narzędziowni

Warto podkreślić, że transformacja cyfrowa nie omija firm zajmujących się formami wtryskowymi. Wdrażane są systemy MES i ERP, które pozwalają lepiej planować produkcję i analizować dane z maszyn w czasie rzeczywistym. Coraz powszechniej stosowane są symulacje przepływu materiału (Mold Flow), pozwalające optymalizować proces jeszcze przed wykonaniem formy.

To zwiększa efektywność i znacząco ogranicza ryzyko błędów, a co za tym idzie – redukuje koszty.

W stronę bardziej zrównoważonej produkcji

Formy wtryskowe odgrywają również ważną rolę w zielonej transformacji przemysłu. Dzięki precyzyjnemu projektowaniu i wysokiej jakości wykonania możliwe jest minimalizowanie odpadów produkcyjnych i wydłużenie żywotności narzędzi. Dodatkowo, rozwój materiałów biodegradowalnych i recyklingowalnych wymaga coraz bardziej wyspecjalizowanych form, które muszą sprostać zupełnie nowym wymaganiom technicznym.

Technologia, która buduje przewagę

Choć formy wtryskowe nie trafiają na okładki magazynów technologicznych, to ich znaczenie dla nowoczesnego przemysłu jest nie do przecenienia. To właśnie one umożliwiają realizację innowacyjnych projektów, skracają czas wejścia produktu na rynek i pozwalają firmom działać szybciej, lepiej i bardziej odpowiedzialnie. 

Alphabet przed wynikami – AI i rosnące oczekiwania inwestorów

Alphabet opublikuje wyniki finansowe w środę (czasu USA), a ponieważ akcje spółki notowane są obecnie przy najniższej wycenie wśród tzw. Magnificent Seven pod względem wskaźnika forward P/E, rośnie zainteresowanie inwestorów. Seria podwyżek rekomendacji ze strony brokerów w ubiegłym tygodniu odzwierciedla rosnący optymizm co do perspektyw spółki w drugiej połowie roku.

Obok usług chmurowych i YouTube, kluczowym elementem długoterminowej strategii pozostaje sztuczna inteligencja. Alphabet nadal intensywnie inwestuje w Gemini – swoją flagową platformę AI – a także w produkty reklamowe i narzędzia dla biznesu oparte na sztucznej inteligencji. W obliczu rosnącego zainteresowania inwestorów komercyjnymi zastosowaniami AI, rynek będzie uważnie śledził informacje dotyczące integracji Gemini z wyszukiwarką Google, pakietem Workspace oraz Google Cloud – mogą one być jednym z głównych punktów konferencji wynikowej.

Mimo optymizmu związanego z AI, nie wszystkie obszary działalności są pozbawione ryzyk. Część inwestorów wyraża obawy co do długofalowego wpływu generatywnej AI na tradycyjne wyszukiwanie Google. Coraz więcej użytkowników sięga po ChatGPT i inne platformy oparte na AI w celu uzyskiwania informacji i rekomendacji. Dodatkowo, badania wskazują, że młodsze pokolenia coraz częściej wybierają media społecznościowe, takie jak TikTok, jako źródło informacji – z pominięciem wyszukiwarek – co może budzić niepokój.

W tle narastają również napięcia regulacyjne – niebawem spodziewana jest decyzja sądu w sprawie ewentualnych zmian strukturalnych w Alphabet po ubiegłorocznym orzeczeniu antymonopolowym dotyczącym Google Search. Coraz częściej pojawiają się głosy wzywające do przymusowego wydzielenia przeglądarki Chrome, co mogłoby zagrozić dominującej pozycji Google w segmencie wyszukiwania – i to może powstrzymywać niektórych inwestorów do czasu uzyskania większej jasności.

Rynek będzie też bacznie przyglądał się nakładom inwestycyjnym. Najwięksi gracze technologiczni toczą obecnie wyścig zbrojeń w zakresie infrastruktury dla AI, a Alphabet nie jest wyjątkiem. Wobec gwałtownie rosnącego zapotrzebowania możliwe jest kolejne podniesienie rocznych nakładów kapitałowych. W obecnym środowisku obowiązuje zasada: albo inwestujesz, albo zostajesz w tyle.

Tradycyjnie, kluczowym obszarem będzie również Google Cloud. Rynek oczekuje wzrostu na poziomie ok. 27 proc. r/r – jeśli uda się przebić ten wynik, a jednocześnie utrzymać silne wyniki w wyszukiwarce, kurs akcji może zyskać po publikacji wyników.

Autor: Josh Gilber, analityk eToro

Budownictwo mieszkaniowe w czerwcu 2025: kolejny spadek rozpoczętych inwestycji

Najnowsza informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w czerwcu oraz w pierwszym półroczu bieżącego roku, komunikuje postępujące spowolnienie aktywności inwestycyjnej inwestorów. Ja zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl średnioterminowa tendencja spadkowa głównych statystyk budownictwa mieszkaniowego tym samym ma się coraz gorzej, rozwijając się w kierunku swoich historycznych minimów.

Malejący trend GUS-owskich statystyk budownictwa mieszkaniowego uległ w czerwcu dalszemu rozwinięciu, co może już budzić obawy o ryzyko załamania koniunktury inwestycyjnej pierwotnego segmentu rodzimej mieszkaniówki. Ponownie w procesie hamowania aktywności inwestycyjnej prym wiodą deweloperzy, którym jednak tym razem dość wyraźnie dotrzymują kroku inwestorzy budujący na własne potrzeby. Szczególnie niepokojąco prezentują się dane najbardziej istotne z punktu widzenia stanu bieżącej koniunktury, czyli dotyczące mieszkań, których budowę rozpoczęto. Wygląda na to, że coraz bardziej dają o sobie znać obawy budowniczych mieszkań o perspektywy rozwoju koniunktury sprzedażowej nowych mieszkań w przewidywalnej perspektywie.

Wyk.1 - Statystyki budownictwa mieszkaniowego w czerwcu 2025

W ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli ogółem z budową niespełna 16 tys. mieszkań, co jest rezultatem dokładnie o jedną czwartą gorszym od uzyskanego w czerwcu ub. roku i aż o 17 proc. licząc miesiąc do miesiąca. Kolejny raz mocne tąpnięcie zaliczyli deweloperzy z wynikiem zaledwie 8,8 tys. rozpoczętych lokali. To jeden z dwóch ich najsłabszych wyników licząc od połowy 2023 r.

Tymczasem w pierwszej połowie bieżącego roku w Polsce ruszyła budowa blisko 111 tys. mieszkań i domów, co oznacza prawie 10-procentowy regres w odniesieniu do analogicznego okresu ub. roku. Z kolei deweloperzy uzyskali wynik 68 tys. lokali, czyli o 15 proc. słabszy w relacji rok do roku. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl takie rezultaty jednoznacznie świadczą o coraz bardziej niepokojącym, wyraźnie postępującym hamowaniu koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego. Potwierdzają to niedawne dane BIG DATA RynekPierwotny.pl, które pokazały kwartalny spadek o 12% liczby mieszkań wprowadzonych do sprzedaży przez deweloperów na 7 największych rynkach w II kwartale 2025.

Niestety niewiele lepiej prezentują się GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, choć w tym przypadku ujemny półroczny wynik jest wyłącznie dziełem deweloperów. W sumie w czerwcu w ramach wszystkich form budownictwa pozyskano niespełna 19 tys. decyzji administracyjnych, co oznacza spadek o 9 proc. względem tegorocznego maja, i regres rzędu ponad 23 proc. w relacji rok do roku. Natomiast od początku roku inwestorzy pozyskali z górą 121 tys. pozwoleń, co oznacza wynik gorszy w relacji do analogicznego okresu ub.  roku o 16 proc.

O ile inwestorzy indywidualni uzyskali w pierwszym półroczu wynik o 6 proc. lepszy w relacji rdr, to rezultat deweloperskich pozwoleń w tym okresie na poziomie niespełna 76 tys. jest o ponad jedną czwartą gorszy. To po części efekt bardzo słabego czerwca, gdy deweloperzy pozyskali zaledwie 11 tys. pozwoleń, o 13 proc. mniej mdm i 35 proc. w relacji rdr. Tego typu statystyki zaliczają się do historycznie najsłabszych wyników pozyskiwania przez deweloperów przedmiotowych decyzji administracyjnych. Trwały spadek tego wskaźnika zwiększa ryzyko niedostatku podaży w dłuższej perspektywie czasowej lat 2026-2027, zwłaszcza jeśli kolejne obniżki stóp procentowych doprowadzą do większej niż dotychczas stymulacji popytu.

Obrazu stanu rynku inwestycji mieszkaniowych w Polsce nie poprawiają wolumeny lokali oddawanych do użytkowania. W tegorocznym czerwcu było takich mieszkań w sumie zaledwie 15,5 tys., czyli 6 proc. więcej niż miesiąc wcześniej i 5 proc. mniej w relacji rok do roku. Z kolei wynik od początku roku rzędu 92 tys. lokali oddanych jest o ponad 3 proc. gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku.

Najnowsza informacja GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce kolejny raz prezentuje zdecydowanie pesymistyczną wymowę. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl coraz bardziej niepokojąco prezentują się statystyki mieszkań rozpoczętych, które w czerwcu kontynuowały ruch w kierunku swojego wieloletniego dna notowań. Z kolei mieszkania oddane to dno już osiągnęły, co nie wywołało w czerwcu istotnego statystycznie wzrostowego odreagowania.

Jednocześnie coraz słabiej wypadają statystyki deweloperskich pozwoleń na budowę, które szorują po dnie wieloletnich minimów notowań. Jeśli faktycznie uznać je za wiarygodny wskaźnik optymizmu inwestycyjnego deweloperów, to trudno nie dopatrzeć się słabnących z miesiąca na miesiąc nastrojów budowniczych mieszkań na sprzedaż lub wynajem. Pogłębiający się regres zarówno w rozpoczęciach, pozwoleniach jak i lokalach oddanych do użytkowania wskazują na dawno nie spotykaną asekurację przedsiębiorców mieszkaniowych w dość mocno niepewnym dla nich środowisku gospodarczym.

Jego pierwszorzędnym efektem jest rekordowa oferta mieszkań deweloperskich, która w efekcie utrzymującej się od miesięcy przewagi podaży nad popytem, na koniec pierwszego półrocza przekroczyła poziom 77 tys. lokali na 7 największych rynkach, czyli o blisko jedną trzecią większy w relacji rok do roku. Tym samym do czasu odwrócenia się trendu rosnącego oferty mieszkań rynku pierwotnego, nie należy oczekiwać ożywienia GUS-owskich statystyk budownictwa mieszkaniowego.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Chaos wokół Jerome’a Powella – jak pogłoski Trumpa wpłynęły na globalne rynki walutowe

Doniesienia sugerujące, że prezydent Trump był bliski zwolnienia prezesa Fedu Powella, doprowadziły do kilkudziesięciominutowej wyprzedaży dolara. W obliczu szybkiego zdementowania informacji przez samego prezydenta oraz kolejnych silnych danych makro amerykańska waluta zakończyła jednak tydzień umocnieniem.

Kluczowe punkty:

  • PLN pozostaje silny mimo rekordowego deficytu budżetowego.
  • Trump zaprzecza, jakoby prezes Fedu Powell miał zostać zwolniony.
  • Dobre dane z USA wspierają USD względem większości walut.
  • Negocjacje handlowe będą prowadzone do ostatniej chwili.
  • EBC utrzyma stopy na niezmienionym poziomie i zasygnalizuje elastyczność.
  • Słabe dane z brytyjskiego rynku pracy stawiają BoE w trudnej sytuacji.

Choć nie jest jasne, czy Donald Trump rzeczywiście ma takie uprawnienia, reakcja rynków na rzeczone pogłoski była gwałtowna. Przez kilkadziesiąt minut obserwowaliśmy powrót trendu „sell America”, który wstrząsnął światem w kwietniu: akcje, obligacje i dolar doświadczyły bezlitosnej wyprzedaży. Silna reakcja rynków ponownie zmusiła administrację Trumpa do wycofania się, a sam Trump wystosował naprędce zaprzeczenie, jakoby przymierzał się do takiego ruchu. Sytuacja na rynkach momentalnie się odwróciła, a dolar zdołał zakończyć tydzień niewielką aprecjacją względem większości głównych walut. Wydarzenie to stanowi przypomnienie o ryzykach, jakie niesie dla rynków trumpowski chaos, oraz o kluczowej roli rynków w utrzymywaniu w ryzach nieprzewidywalnych działań prezydenta.

Kwestia prezesury Jerome’a Powella powinna na jakiś czas przycichnąć, uwaga przeniesie się więc ponownie na wielką niewiadomą, jaką są negocjacje handlowe poprzedzające 1 sierpnia, czyli termin wejścia w życie nowych stawek ceł. Dodatkowej zmienności możemy spodziewać się w czwartek (24.07), kiedy odbędzie się posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego oraz opublikowane zostaną wstępne wskaźniki PMI z głównych gospodarek. Szereg drugorzędowych danych ze świata pomoże nam zweryfikować ekonomiczną narrację widoczną w odczytach z ostatnich tygodni: Stany Zjednoczone są odporne, aktywność gospodarcza w strefie euro niewielka, lecz stała, a w Wielkiej Brytanii dochodzi do niepokojącego spowolnienia.

PLN

Po tym jak Trump szybko zdementował pogłoski, jakoby miał zwolnić prezesa Fedu Powella, zmienność na rynku walutowym wróciła do typowego dla okresu wakacyjnego niskiego poziomu. Wszystkie waluty regionu doświadczyły niewielkiej aprecjacji względem euro, przy czym złoty najsilniejszej (+0,5%). Ruch ten przypisujemy w dużej mierze czynnikom zewnętrznym. Inflacja bazowa odnotowała co prawda skromny wzrost (do 3,4%), był to jednak odczyt zgodny z oczekiwaniami i mieszczący się wciąż w celu NBP (2,5% ± 1 pp.).

Bardziej niepokojący dla NBP może być ponowny wzrost dynamiki płac, która w ciągu trzech miesięcy przyspieszyła z 7,7% do 9%. Biorąc jednak pod uwagę słabsze w ostatnim czasie odczyty twardych danych ekonomicznych – w tym sprzedaży detalicznej – lekkie ożywienie popytu wewnętrznego dzięki większemu rozporządzalnemu dochodowi nie powinno stanąć na drodze do kolejnych cięć stóp procentowych, w tym na najbliższym posiedzeniu we wrześniu. We wtorek (22.07) przekonamy się, jak wspomniana sprzedaż detaliczna kształtowała się w czerwcu.

Poza tym uważnie przyglądamy się fundamentom makroekonomicznym. Choć deficyt budżetowy jest na poziomach kilkukrotnie wyższych niż w standardowych warunkach, to nie budzi obecnie wśród inwestorów większych obaw. Biorąc pod uwagę zwiększone wydatki na obronność, luka rzędu 120 mld zł (41% rocznego planu) nie jest zaskakująca. Deficyt na rachunku obrotów bieżących również nie wywiera większej presji na złotego, mimo że w maju przekroczył oczekiwania. Jego skumulowana wartość odpowiada obecnie zaledwie 1% PKB, co oznacza, że Polska jest w dobrym miejscu przed potencjalnym wdrożeniem zapowiadanych przez prezydenta Trumpa 30-proc. ceł na Unię Europejską.

EUR

Oczekuje się, że podczas lipcowego posiedzenia (czwartek 24.07) Europejski Bank Centralny utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Raczej nie będzie miało ono wpływu na rynki, ponieważ nie będą publikowane rewizje projekcji banku a prezeska Lagarde na tyle, na ile to możliwe, będzie unikała jednoznacznych deklaracji. Spodziewamy się, że Rada Prezesów nie dostarczy nam wielu wskazówek dot. dalszych działań, zostawiając wszystkie furtki otwarte.

Jesteśmy przekonani, że cykl cięć stóp procentowych jest niemal zakończony, uwaga będzie więc skupiona na wojnie handlowej z USA. Rynki powoli zwiększają swoje oczekiwania dotyczące poziomu amerykańskich ceł na europejskie towary, jako że nie widać znaczących postępów w negocjacjach, a ostateczny termin na osiągnięcie porozumienia (1 sierpnia) jest coraz bliżej. Lipcowe wskaźniki PMI (czwartek 24.07) zapewne będą ponownie zgodne ze skromnym wzrostem, ledwo wystarczającym do utrzymania gospodarki blisko pełnego zatrudnienia.

USD

Pomijając nagłówki dotyczące prezesa Rezerwy Federalnej Jerome’a Powella, amerykańska gospodarka pozostaje odporna nawet w obliczu pojawiających się w danych inflacyjnych pierwszych oznak wpływu ceł. Ostatnie odczyty sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej oraz cotygodniowe dane o liczbie nowych deklaracji bezrobocia były lepsze, niż oczekiwano. Choć raport dotyczący dynamiki cen nie odbiegał zbytnio od szacunków, inflacja bazowa dla towarów nieco wzrosła, co może wskazywać, że cła zaczynają na nie oddziaływać, w miarę jak zanika pozytywny efekt zapełniania magazynów przed wprowadzeniem nowych stawek.

Pełne zatrudnienie, zdrowy wzrost popytu, ogromny deficyt fiskalny i uporczywa inflacja nie idą w parze z luźniejszą polityką monetarną. Sądzimy, że Fed oprze się presji Trumpa i utrzyma w przyszłym tygodniu (środa 30.07) stopy na niezmienionym poziomie, na co wskazują także rynki, przypisując obniżce stóp procentowych zaledwie kilkuprocentowe prawdopodobieństwo. Nie ma również powodu, by Fed miał sygnalizować, że wkrótce dojdzie do cięć. Rynki wciąż uważają obniżkę stóp procentowych we wrześniu za scenariusz bazowy, solidne dane z ubiegłego tygodnia stawiają to jednak pod znakiem zapytania, co po części wsparło dolara względem innych walut.

GBP

Opublikowane w ubiegłym tygodniu dane dotyczące Wielkiej Brytanii miały specyficzny stagflacyjny ton. Inflacja zaskoczyła w górę, szczególnie jej bardziej stabilna miara bazowa. Niepokój budzi wciąż dynamika cen w sektorze usługowym, która sięga blisko 5%. Stopa bezrobocia wzrosła, a zatrudnienie po raz piąty z rzędu spadło, w wyniku rewizji poprawiły się jednak złe dane za wcześniejszy miesiąc. Te kontrastujące ze sobą informacje stawiają Bank Anglii w niezwykle trudnej sytuacji. Choć wciąż oczekujemy, że w sierpniu stopy procentowe zostaną obniżone, ostatni trend wzrostowy inflacji oznacza, że bank powinien zdecydować się na ostrożny ton, sugerujący, że dalsze cięcia będą bardzo stopniowe.

Kiepskie dane z ostatnich tygodni znajdują odzwierciedlenie w powolnym spadku kursu GBP/EUR, przy czym funt wciąż utrzymuje swoją pozycję względem dolara. Światełkiem w tunelu dla Wielkiej Brytanii jest to, że wskaźniki PMI są jak dotąd lepsze niż opóźnione realne dane. Z tego względu ich czwartkowa publikacja (24.07) nabiera dodatkowego znaczenia.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce: 1,7 mld euro inwestycji i 63 transakcje w H1 2025

W pierwszej połowie 2025 roku polski rynek nieruchomości komercyjnych odnotował wyraźne ożywienie, osiągając wolumen inwestycyjny na poziomie 1,7 mld euro i realizując aż 63 transakcje we wszystkich głównych sektorach. Na prowadzenie wysunął się sektor magazynowy, odpowiadający za 40% całkowitej wartości transakcji, w tym za rekordową umowę typu sale & leaseback w regionie CEE. Rośnie także znaczenie lokalnego kapitału, który coraz śmielej konkuruje z funduszami zagranicznymi. Choć instytucje nadal zachowują ostrożność, prywatni inwestorzy wykorzystują okres korzystnych wycen – co może zwiastować dalsze ożywienie w kolejnych miesiącach.

Rynek inwestycyjny – w dobrą stronę

Pierwsza połowa 2025 r. przyniosła wzrost aktywności na polskim rynku nieruchomości komercyjnych, z łącznym wolumenem inwestycyjnym w wysokości ok. 1,7 mld euro. Zrealizowano 63 transakcje, we wszystkich głównych sektorach rynku, przy czym to segment magazynowy przyciągnął największą ilość kapitału i przyniósł najbardziej spektakularną umowę. Żadna z pozostałych transakcji odnotowanych na rynku nie przekroczyła progu 80 mln euro.

Rynek inwestycyjny - w dobrą stronę

Łącznie sektor magazynowy odpowiadał za 40% całkowitego wolumenu w Polsce. Nieruchomości biurowe były sprzedawane zarówno w Warszawie, jak i w kluczowych miastach regionalnych. Sektor handlowy, ostatnio koncentrujący się na parkach handlowych i centrach handlowych zlokalizowanych w mniejszych miastach, odnotował znaczący wzrost sprzedaży nieruchomości przeznaczonych do dalszej przebudowy. Segment mieszkaniowy zrealizował 6 transakcji i stanowił 13% całkowitego wolumenu.

Rynek inwestycyjny

Polski rynek nieruchomości komercyjnych charakteryzuje się obecnie niską aktywnością inwestorów instytucjonalnych, którzy w wielu przypadkach wciąż zmagają się ze spadającymi wycenami swoich aktywów i pozostają mocno selektywni przy nowych zakupach. Ten trend obserwowany jest nie tylko w Polsce, ale szerzej na świecie.

„Obecnie aktywność inwestycyjna w Polsce, ze względu na obniżone ceny nieruchomości, jest w dużej mierze napędzana przez kapitał prywatny, w tym lokalny, którego udział w rynku rośnie. Polski kapitał staje się coraz bardziej widoczny na rynku nieruchomości komercyjnych, z 14% udziałem w całkowitym wolumenie i średnią wartością transakcji ok. 13 mln euro.” – komentuje Bartłomiej Krzyżak, Senior Director, Investment w Avison Young

Rynek w liczbach:

  • Wynik H1 2025 na poziomie wyniku H1 2024
  • 1,7 miliarda euro – całkowity wolumen inwestycyjny w H1 2025
  • 63 transakcje
  • Największa historycznie transakcja sale & leaseback w regionie CEE w Q2 2025

Sektor magazynowy – niegasnący potencjał

Sektor magazynowy zajął pierwsze miejsce jako najlepiej prosperujący segment rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce w pierwszej połowie 2025 roku. Wygenerował najwyższy wolumen inwestycyjny, odpowiadając za 40% wartości transakcji, oraz odnotowując najbardziej spektakularną umowę.

W kwietniu sfinalizowano największą transakcję sale & leaseback w całym regionie CEE, której wartość przekroczyła 253 mln euro. Amerykański REIT Realty Income Corporation nabył dwa obiekty od polskiego producenta okien Eko-Okna. Inwestycja ta oznaczała długo oczekiwany powrót dużych transakcji logistycznych i stanowiła ponad jedną trzecią całkowitego wolumenu sektora. Natomiast wartość żadnej z pozostałych transakcji w tym sektorze nie przekroczyła 80 mln euro.

Sektor magazynowy, z wynikiem prawie 2,5-krotnie wyższym rok do roku, był główną siłą napędową polskiego rynku inwestycyjnego w pierwszej połowie roku. Strategie inwestycyjne w segmencie nadal koncentrują się głównie na nowoczesnych aktywach o dużym potencjale zwrotu, ale rośnie również apetyt na aktywa o dłuższych okresach WAULT, gdzie obecne ceny nie odzwierciedlają jeszcze korzyści związanych z wydłużonymi okresami najmu.

Sektor w liczbach:

  • 694 miliony euro – wolumen sektora w H1 2025
  • Największa historycznie transakcja typu sale & leaseback w regionie CEE
  • 3 transakcje portfelowe w H1 2025

Sektor biurowy – okazje w całej Polsce

Rynek inwestycji biurowych w Polsce nadal cieszy się dużym zainteresowaniem inwestorów, choć kupujący pozostają bardzo selektywni. Strategie „value-add” i „core+” zyskują na popularności w konkretnych lokalizacjach, zwłaszcza tam, gdzie oczekiwania sprzedających i kupujących zbliżyły się do siebie. Co ciekawe, ponad 1/3 kapitału zainwestowanego w biura pochodzi od polskich inwestorów.

„Kapitał „core” pozostaje mało aktywny, ponieważ inwestorzy realizujący takie strategie nadal unikają ryzyka związanego z niepewnością gospodarczą i geopolityczną. W związku z tym w pierwszej połowie 2025 r. na rynku miały miejsce tylko trzy transakcje tego typu: warszawskie budynki Wronia 31 i Plac Zamkowy – Business with Heritage oraz High5ive I&II w Krakowie. Z kolei inwestorzy typu „value-add” i oportunistyczni wykazują większą, choć ostrożną, aktywność, poszukując okazji bez przepłacania za aktywa.” – komentuje Marcin Purgal, Senior Director, Investment w Avison Young

Pomimo utrzymującego się zachowawczego podejścia inwestorów, najlepsze aktywa biurowe w miastach regionalnych, znajdujące się w dobrych lokalizacjach i oferujące stabilne przepływy pieniężne, mogą być nadal atrakcyjne zarówno dla inwestorów instytucjonalnych, jak i prywatnych. W związku z tym, w pierwszej połowie 2025 r., 13 z 23 sprzedanych budynków było zlokalizowanych poza Warszawą i odpowiadało za prawie 50% wolumenu sektora.

Sektor w liczbach:

  • 411 milionów euro – wolumen sektora w H1 2025
  • 23 transakcje
  • 13 aktywów sprzedanych na rynkach regionalnych
  • Polski kapitał odpowiadał za ponad 1/3 wolumenu sektora

Sektor handlowy – przebudowy i utrzymująca się dominacja parków handlowych

Po kilku dużych transakcjach najlepszymi centrami handlowymi w 2024 r., na początku 2025 r. parki handlowe i centra „convenience” zdominowały sektor. Te klasy aktywów, powszechnie uważane za bezpieczne inwestycje, niezmiennie cieszyły się dużym zainteresowaniem inwestorów, stanowiąc 50% wszystkich transakcji i 59% całkowitego wolumenu sektora w I półroczu.

Transakcją, która wyróżniła się w tym okresie, było nabycie portfela 10 małych parków handlowych A Centrum przez czeskiego inwestora My Park, który tym samym zadebiutował na polskim rynku. Niedługo po tej transakcji została sfinalizowana sprzedaż Arkad Wrocławskich, będących w trakcie rozbiórki, do Vastint. Kolejną znaczącą transakcją było przejęcie bydgoskiego CH Glinki przez Redkom Development. W obu transakcjach Avison Young reprezentował stronę sprzedającą.

„Spodziewamy się kolejnych transakcji parkami handlowymi i nieruchomościami typu „convenience”, ale także centrami handlowymi o dominującej pozycji w miastach i o solidnych, stabilnych fundamentach, które pozostają również w obszarze zainteresowania inwestorów.” – komentuje Artur Czuba, Senior Director, Investment w Avison Young

Sektor w liczbach:

  • 322 milionów euro – wolumen sektora w H1 2025
  • 20 transakcji
  • 2 istotne transakcje z planem przyszłej przebudowy z udziałem Avison Young
  • Debiut nowego inwestora z Czech w segmencie parków handlowych

Sektor PRS – transakcje w Warszawie i Gdańsku

W pierwszej połowie 2025 r. rynek mieszkaniowy w Polsce zrealizował wolumen inwestycji w wysokości 223 mln euro, z czego za 150 mln euro odpowiadały 3 projekty PRS w Warszawie. AFI Europe zrealizowało 2 z tych transakcji, a trzeci projekt pozyskała od Xior Student Housing Syrena RE. Pozostałe 3 transakcje zostały sfinalizowane przez NREP i dotyczyły trzech aktywów co-livingowych zlokalizowanych w Gdańsku, przy których zespół inżynierów Avison Young świadczył kompleksowe usługi m.in. monitoringu projektu i nadzoru prac budowlanych.

Obecnie ponad 50% istniejących zasobów PRS znajduje się w posiadaniu 3 głównych operatorów. Platforma Resi4Rent pozostaje niekwestionowanym liderem pod względem ukończonych lokali PRS, a za nią plasują się Vantage Rent i państwowy Fundusz Mieszkań na Wynajem. Łącznie zarządzają one około 11 400 lokalami w modelu PRS.

Jeśli chodzi o nowe inwestycje, Resi4Rent również jest liderem rynku, odpowiadając za prawie 1/3 mieszkań w budowie. Na kolejnych miejscach znajdują się platforma Life Spot (14%) i Fundusz Mieszkań na Wynajem (10%).

Co nas czeka w drugiej połowie roku?

Nadszedł ostatni moment, aby skorzystać z atrakcyjnych cen nieruchomości. Wraz z wyczekiwanymi obniżkami stóp procentowych, spodziewany jest spadek stóp kapitalizacji, co sprawia, że obecne warunki są szczególnie korzystne dla kupujących.

Oczekujemy stabilnej aktywności inwestorów typu „mid-cap”, we wszystkich klasach aktywów nieruchomości komercyjnych.

Spodziewamy się, że po ustabilizowaniu się sytuacji gospodarczej, na rynek powróci kapitał typu „core”, przywracając duże transakcje najlepszymi aktywami.

Autor: Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska – Research and Data Manager w Avison Young

Odkrycie złóż ropy i gazu Wolin East – wzmocnienie bezpieczeństwa energetycznego, ale bez rewolucji

Odkrycie największego konwencjonalnego złoża ropy i gazu ziemnego w Polsce – Wolin East na Bałtyku (22 mln ton ropy i 5 mld m³ gazu) – komentuje ekspert BCC ds. energetyki i transformacji energetycznej, Maciej Stańczuk. 

Kanadyjska firma Central European Petroleum (CEP) poinformowała dziś, 21 lipca, o odkryciu dużych złóż ropy naftowej i gazu ziemnego na Morzu Bałtyckim, w rejonie Świnoujścia.

Złoże Wolin East zawiera około 22 milionów ton wydobywalnych węglowodorów oraz 5 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego. Jest to jedno z największych odkryć tego typu w Europie w ostatnich latach.

– To, że odkryto ponoć największe złoża ropy i gazu w powojennej Polsce, nie przesądza jeszcze o ich rzeczywistym wpływie na polską gospodarkę. A ten, niestety, będzie ograniczony: przez kilka lat wydobycie ropy mogłoby wzrosnąć z obecnego poziomu ok. 4% do 8% krajowego zapotrzebowania. Również zasoby gazu ziemnego nie są przełomowe.
Oczywiście jest to ważna informacja z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski – które niewątpliwie ulegnie wzmocnieniu, co należy ocenić pozytywnie. Niemniej jednak, drugim Kuwejtem czy Katarem niestety nie zostaniemy – komentuje Maciej Stańczuk, ekspert BCC ds. energetyki i transformacji energetycznej.

Koncesja „Wolin” obejmuje obszar 593 km² i została przyznana przez Ministra Klimatu i Środowiska.

Dymek za miliardy. Przerwa na papierosa w pracy dzieli i kosztuje

Aż 60% zatrudnionych uważa, że pracodawcy nie powinni ingerować w ich nawyki związane z paleniem, a 58% nie oczekuje wsparcia ze strony firmy w walce z nałogiem, wynika z ankiety Gi Group Holding. Problem jednak istnieje – „przerwy na dymka” i częstsza absencja palaczy z powodów zdrowotnych kosztują pracodawców w Polsce nawet 42 miliardy złotych rocznie. Równocześnie wielu pracowników sygnalizuje, że czują się marginalizowani ze względu na swój nałóg. Czy polityki prozdrowotne firm da się pogodzić z zasadą równego traktowania?

Regulacje dotyczące palenia w miejscu pracy

Kodeks pracy, który jest podstawowym aktem regulującym relacje pracownicze, nie zawiera przepisów bezpośrednio odnoszących się do palenia papierosów w miejscu pracy. Przewiduje natomiast co najmniej 15-minutową przerwę dla osób pracujących minimum sześć godzin dziennie. Przy dłuższym wymiarze – powyżej dziewięciu i szesnastu godzin – konieczne jest wprowadzenie dodatkowych przerw. Ponadto pracodawca ma możliwość wprowadzenia jednej przerwy w wymiarze nieprzekraczającym 60 minut, która nie jest wliczana do czasu pracy – z przeznaczeniem na posiłek lub załatwienie spraw prywatnych. To od decyzji pracownika zależy, czy czas ten przeznaczy np. na wyjście na papierosa.

Pracodawca może wprowadzić zakaz palenia wyrobów tytoniowych podczas przerw, zarówno w pomieszczeniach, jak i na terenie zewnętrznym firmy. Podstawą prawną takiego zakazu są przepisy Kodeksu pracy (art.207) oraz rozporządzenie dotyczące bezpieczeństwa i higieny pracy. Zatrudniony, który naruszy te zasady naraża się na otrzymanie upomnienia, nagany lub kary finansowej za bagatelizowanie przepisów BHP oraz przeciwpożarowych. Jeśli natomiast nagminnie lekceważy przyjęty regulamin, może zostać zwolniony dyscyplinarnie.

Aby uniknąć sytuacji konfliktowych dotyczących ograniczenia swobody korzystania z wyrobów tytoniowych, pracodawca powinien w czytelny i jasny sposób przedstawić osobom zatrudnionym taką informację. Rozwiązaniem może być umieszczenie w widocznych miejscach tabliczek informacyjnych przypominających o obowiązującym zakazie palenia w miejscu pracy – wyjaśnia Grzegorz Gojny, Dyrektor Regionalny Gi Group.

Nie tylko zdrowie. Nałóg pracowników uderza w firmowe budżety

Palenie tytoniu jest realnym wyzwaniem dla pracodawców zarówno organizacyjnym, jak i finansowym. Z badań przeprowadzonych przez Biuro Analiz Sejmowych wynika, że wychodzenie przez pracowników na tzw. dymka zajmuje ok. czterech godzin pracy w tygodniu, a to w ciągu roku daje 22 dni robocze. Według wielu badań korzystanie z wyrobów tytoniowych wpływa też na wydłużanie się okresu chorobowego. Ze statystycznego punktu widzenia przeciętny palacz przebywa na zwolnieniu lekarskim o 2,7 dnia dłużej niż osoba niepaląca.

Z danych opublikowanych w 2023 roku przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny wynika, że co czwarty Polak wychodzi zapalić w czasie pracy. Konsekwencje tego zjawiska głównie obciążają państwową służbę zdrowia – leczenie takich osób kosztuje ok. 50 mld zł rocznie. Natomiast ekspertyzy Biura Analiz Sejmowych wskazują, iż pracodawcy z tytułu ,,przerwy na papierosa” tracą rocznie mniej więcej 42 mld złotych.

Problem z nałogowym paleniem nie ogranicza się wyłącznie do aspektów finansowych. Oddziałuje to negatywnie również na efektywność pracy – brak nikotyny może powodować dekoncentrację, rozdrażnienie i w konsekwencji obniża jakość wykonywanych zadań.

Palenie w pracy to temat, o którym rzadko mówi się otwarcie – jest niewygodny, choć przecież realny. Wiąże się z ryzykiem napięć i konfliktów – gdy część zespołu regularnie wychodzi na papierosa, łatwo o frustrację i nieporozumienia. To więc nie tylko kwestia zdrowia czy kosztów, ale również realne wyzwanie dla menedżerów, którzy chcą budować spójną i sprawiedliwą kulturę organizacyjną – komentuje Piotr Cieśliński, Principal w Wyser Executive Search.

Kwestie zdrowotne

Osoby palące są bardziej narażone na różne przewlekłe choroby układu oddechowego, a także sercowo-naczyniowego oraz na nowotwory. Jest to znaczący problem – według danych Polskiej Akademii Nauk z 2023 roku około 29% dorosłych Polaków paliło papierosy, czyli 8 mln osób. Jednocześnie ok. 14 mln osób było narażonych na skutki biernego palenia.

Co na to pracodawcy? Wiele z nich postanawia działać – firmy angażują się w kampanie antynikotynowe, inwestują w programy zdrowotne. Do takich inicjatyw można zaliczyć program „Firma bez dymu” stworzony przez prezesa zarządu Kliniki i Ośrodka Badań nad Nikotynizmem Free Forever Michała Lacha.

Zdrowie i dobrostan stają się coraz ważniejsze dla firm, które chcą realnie wspierać swoich pracowników. Dlatego coraz więcej organizacji podejmuje działania promujące zdrowy tryb życia, oferując programy wsparcia i inicjatywy sprzyjające utrzymaniu dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Troska o kondycję zespołu to nie tylko kwestia zdrowia – to też budowanie kultury opartej na wzajemnym szacunku i zrozumieniu, które przekładają się na lepszą współpracę i atmosferę w miejscu pracy – dodaje Danuta Protasewicz,  Regional Manager w Grafton Recruitment.

Czy pracodawca powinien pomagać w rzucaniu palenia?

Zdania pracowników są podzielone. W ankiecie przeprowadzonej przez Grafton Recruitment 58% respondentów opowiedziało się przeciw angażowaniu się firm w walkę z nałogiem palenia. Natomiast 42% ankietowanych poparło takie inicjatywy.czy firma powinna wspierać walka z paleniem

Z kolei w ankiecie przeprowadzonej przez Gi Group na pytanie, czy pracodawca powinien pomagać pracownikowi rzucić palenie, aż 60% zareagowało negatywnie. Natomiast za tego rodzaju wsparciem zagłosowało 40% respondentów.czy pracodawca powinien pomagać rzucać palenie

Między troską a wykluczeniem – palacze pod presją

Prowadzone przez pracodawców działania ograniczające palenie papierosów mogą w niektórych przypadkach skutkować pośrednią dyskryminacją. Zdarza się, że palący sygnalizują poczucie marginalizacji i wykluczenia.

Firmy coraz częściej zwracają uwagę na zapewnienie bezpiecznych i zdrowych warunków pracy. Działania ograniczające palenie tytoniu powinny być jednak realizowane z dużą ostrożnością. Wciąż zdarzają się przypadki nieformalnej dyskryminacji palących, wynikającej z przekonania, że są mniej wydajni lub częściej korzystają z nieobecności chorobowych. Rozwiązaniem jest wprowadzenie jasnych i przejrzystych polityk oraz regulaminów, zgodnych z obowiązującym prawem i opartych na zasadzie równego traktowania wszystkich pracowników, niezależnie od ich nawyków czy stylu życia – podsumowuje Grzegorz Gojny, Dyrektor Regionalny Gi Group.

Na UJ opracowano nową terapię osteoartrozy stawów (choroby zwyrodnieniowej stawów)

Nowa metoda leczenia osteoartrozy (OA) opracowana na Uniwersytecie Jagiellońskim jest już po zakończeniu II fazy badań klinicznych. W skali Polski to ewenement, by technologia medyczna rozwijana w środowisku akademickim była na tak wysokim poziomie wdrożeniowym. Terapia polega na wykorzystaniu komórek macierzystych mezenchymalnych (MSCs), które po wszczepieniu do chorych stawów istotnie redukują dolegliwości bólowe związane z OA, a także stymulują proces regeneracji uszkodzonych tkanek.

Opracowana na UJ terapia to wynik kilkunastoletniej pracy zespołu naukowego pod kierownictwem prof. dr hab. Ewy Zuby-Surmy z Zakładu Biologii Komórki, Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ i kilkuletniej współpracy z Galen-Ortopedia sp. z o.o. w Bieruniu, w której przeprowadzono I i II fazę badań klinicznych opracowanego leku.

Opracowano pełen proces terapii

Nowa terapia ma charakter kompleksowy. Obejmuje sposób przygotowania preparatu złożonego z komórek macierzystych mezenchymalnych (MSCs – z ang. Mesenchymal Stem Cells). Są one izolowane z tkanki tłuszczowej chorego pacjenta, a następnie w ściśle kontrolowanych warunkach hodowane i namnażane. Cała opracowana technologia obejmuje ponadto odpowiednie przygotowanie pacjenta do przyjęcia leku, a także zastosowanie określonej formulacji komórek MSCs i sposób podawania produktu leczniczego do chorego stawu.

Opracowana terapia funkcjonuje pod nazwą MesoCellA-Ortho i jest przeznaczona do leczenia osteoartrozy stawów, w tym stawu kolanowego. Aby lek mógł trafić na rynek, konieczne jest jeszcze przeprowadzenie III fazy badań klinicznych, do której UJ chciałby zaprosić partnera z branży MedTech. Obecnie trwają poszukiwania firmy lub inwestora do wspólnego przeprowadzenia procesu transferu technologii i komercjalizacji.

Na czym polega terapia MesoCellA-Ortho?

Komórki macierzyste MSCs są w organizmach obecne w wielu tkankach, przede wszystkim w tkance tłuszczowej i szpiku kostnym. Mają one szczególne właściwości – pod wpływem różnych bodźców przeistaczają się (różnicują) do komórek różnych tkanek, w tym kości, chrząstki czy tłuszczu. Dodatkowo posiadają znaczący potencjał wydzielniczy, przez co odgrywają istotną i pożyteczną rolę w regulowaniu wielu procesów związanych z regeneracją tkanek, w tym powstawania naczyń krwionośnych, a także hamowania i wygaszania stanów zapalnych.

– Wiele badań naukowych dowodzi, że komórki macierzyste, podane w miejsce uszkodzenia tkankowego, stymulują regenerację tych tkanek. Pracując nad nową terapią, bazowaliśmy na tym zjawisku. W przypadku naszej terapii zaczynamy od pobrania tkanki tłuszczowej pacjenta, czyli liposukcji. Z tej tkanki izolowane są komórki macierzyste, a następnie, zgodnie z opracowaną przez nas metodą, są one hodowane i namnażane, tak by uzyskać odpowiednio dużą ich liczbę. Hodowla MSCs w laboratorium będącym wytwórnią farmaceutyczną, zajmuje około dwóch tygodni. W tym czasie pacjent poprzez ćwiczenia fizjoterapeutyczne przygotowywany jest do tego, by w sposób optymalny przyjąć lek. Chodzi o to, by pieczołowicie przygotowany preparat zadziałał w pełni efektywnie – wyjaśnia prof. dr hab. Ewa Zuba-Surma, liderka zespołu, który opracował lek MesoCellA-Ortho.

MesoCellA-Ortho należy do kategorii innowacyjnych terapii personalizowanych, którego sposób działania jest oparty na naturalnych mechanizmach biologicznych, gdzie podstawą są komórki własne pacjenta. W praktyce jest to autologiczny przeszczep komórek, co potencjalnie zwiększa skuteczność leczenia i zarazem obniża ryzyko wystąpienia skutków ubocznych czy powikłań związanych z ryzykiem odrzucenia przeszczepu.

– Każdy lek, który jest wytwarzany indywidualnie dla pacjenta, podlega restrykcyjnemu panelowi badań kontroli jakości i musi posiadać swój certyfikat, potwierdzający jego jakość i możliwość zastosowania. Te procedury kontrolne są ściśle określone przez przepisy i obowiązują wszystkich producentów leków na każdym etapie ich wytwarzania. W przypadku opracowanej przez nas terapii kluczowe jest to, że opracowaliśmy lek zgodnie z wymogami prawa polskiego i europejskiego. To znacząco zwiększa prawdopodobieństwo, że w przyszłości uzyska on od agencji certyfikujących nowe leki, takich jak EMA czy FDA, zezwolenia na jego wprowadzenie na rynek – zaznacza dr Anna Łabędź-Masłowska z Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii UJ, członkini zespołu naukowego oraz współtwórca leku MesoCellA-Ortho.

Satysfakcjonujące testy kliniczne w I i II fazie

Obie fazy badań klinicznych realizowano przy współpracy z Galen-Ortopedia sp. z o.o. w Bieruniu. W badaniach wzięło udział blisko 200 pacjentów dotkniętych osteoartrozą, którym podawano nowy lek do uszkodzonego stawu kolanowego.

– Podczas badania klinicznego mieliśmy ściśle zdefiniowane punkty końcowe. Dotyczyły one potwierdzenia bezpieczeństwa i skuteczności terapii. Bezpieczeństwo leku zostało wykazane w sposób jednoznaczny, przy czym nie zaobserwowano żadnych skutków ubocznych. Skuteczność potwierdzono poprzez skrupulatne mierzenie komfortu życia pacjentów poddawanych terapii. Trzeba zaznaczyć, że komfort analizowano za pomocą konkretnych skal stosowanych w ortopedii, a więc badania opierały się na twardych danych, a nie tylko na subiektywnych opiniach pacjentów – dodaje prof. dr hab. Ewa Zuba-Surma.

W badaniach skuteczności uzyskano bardzo optymistyczne rezultaty. U pacjentów zaobserwowano obniżenie poziomu bólu wywołanego osteoartrozą, co korzystnie przekładało się na parametry określające jakość życia (korzystano m.in. z formularza SF-36 zdefiniowanego pod kątem badań klinicznych). Ponadto pacjenci odzyskiwali możliwości ruchowe.

Pacjenci poddani terapii potwierdzali, że mają większe możliwości wykonywania czynności ruchowych, które wcześniej były dla nich trudne lub niemożliwe do wykonania. Co ważne, podczas II fazy badań klinicznych ocenialiśmy również stan i jakość chrząstki w obrębie stawów kolanowych z użyciem rezonansu magnetycznego. W badaniach tych potwierdziliśmy, iż po zastosowaniu leku zachodziły korzystne zmiany w strukturze podchrzęstnej warstwy kości – kości gąbczastej. Zmniejszenie bólu u pacjentów wiążemy z ogólną poprawą jakości i struktury tkanek dotkniętych osteoartrozą, a to może oznaczać, że nowy lek działa bezpośrednio na przyczynę choroby, czyli zwyrodnienia i ubytki tkankowe, co w świecie medycznym jest niezwykle cenne – mówi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Ficek, Prezes Galen-Ortopedia sp. z o.o. w Bieruniu oraz współtwórca leku MesoCellA-Ortho, który pełnił rolę głównego badacza w badaniu klinicznym leku MesoCellA-Ortho.

Całkowite wyleczenie stawów w badaniach w modelu zwierzęcym

Przed wykonaniem badania klinicznego lek testowano na dużych zwierzętach – w modelu świńskim, gdzie w stawach kolanowych zaindukowane były ubytki chrząstki i kości charakterystyczne dla OA. Był to model, w którym zwierzętom można było podawać preparat przygotowany z ludzkich MSCs, bez ryzyka odrzucenia „przeszczepu” komórek ze strony układu odpornościowego. To, co zwróciło uwagę badaczy, to stopień wyleczenia chorych stawów u tych zwierząt.

Po upływie pół roku od podania leku, w chorych stawach nie mogliśmy już zidentyfikować miejsc, które wcześniej były uszkodzone. Stwierdzaliśmy, iż w tym okresie następowało całkowite wygojenie powierzchni uszkodzonych stawów i że odzyskiwały one swoją funkcjonalność – dodaje dr Anna Łabędź-Masłowska.

W badaniach na zwierzętach wykazano, iż podane do chorych stawów MSCs najczęściej różnicują w kierunku tkanki chrzęstnej szklistej, co w opinii twórców terapii jest bardzo istotnym walorem terapeutycznym.

Transfer technologii

Za komercjalizację terapii MesoCellA-Ortho odpowiada Centrum Transferu Technologii UJ, CITTRU.

– Kolejnym krokiem na drodze do rynku jest przeprowadzenie III fazy badań klinicznych. Na tym etapie chcemy zawrzeć umowę partneringową z podmiotem o odpowiednim potencjale i doświadczeniu. Po zakończeniu badań klinicznych będziemy wspólnie wnosić o zgodę na dopuszczenie leku do obrotu – w pierwszej kolejności w Europejskiej Agencji Leków. W przyszłości chcielibyśmy rozszerzać zasięg terytorialny na inne kontynenty. Oczywiście terapia objęta jest ochroną patentową – mówi dr inż. Gabriela Konopka-Cupiał, dyrektorka Centrum Transferu Technologii UJ, CITTRU.

Opracowany produkt MesoCellA-Ortho został wyróżniony prestiżowymi nagrodami gospodarczymi, w tym jako „Polski Produkt Przyszłości” (PARP) oraz nagrodą Gospodarczą Prezydenta RP w kategorii „Badania i Rozwój”.

30% kobiet za zawodowy sukces uznaje objęcie roli menedżerskiej. Mężczyźni często mierzą wyżej

0

Polki chcą się rozwijać, natomiast nie zawsze mają ku temu odpowiednie warunki. Może to wpływać na ich ambicje zawodowe oraz ocenę własnych możliwości. Zdarza się bowiem, że środowisko pracy sprzyja im mniej niż ich współpracownikom. Pomimo licznych zmian społecznych i programów DE&I wciąż nie widać wyraźnego progresu w tym zakresie. Jak wynika z raportu Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2025. Polityka DE&I w praktyce”, zaledwie 46 proc. specjalistek i menedżerek pozytywnie ocenia swoje perspektywy zawodowe. 

  • 65 proc. kobiet i 77 proc. mężczyzn deklaruje zadowolenie z zajmowanego stanowiska.
  • O tym, że płeć pracownika nie wpływa na możliwości awansu, jest przekonanych 68 proc. mężczyzn i zaledwie 37 proc. kobiet.
  • 57 proc. profesjonalistek przyznaje, że w toku kariery doświadczyło przeszkód wynikających z ich płci. Najczęściej przejawiało się to faworyzowaniem mężczyzn w miejscu pracy.

Choć według Eurostatu Polska wyróżnia się jednym z najniższych poziomów luki płacowej w Unii Europejskiej, a według GUS wskaźnik zatrudnienia kobiet rośnie, to wyniki tegorocznego raportu Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2025. Polityka DE&I w praktyce” pokazują, że droga do równości pozostaje wyboista. Kobiety – i mężczyźni – rzadziej niż przed rokiem twierdzą, że szanse na sprawiedliwe wynagrodzenie oraz awans nie zależą od płci pracownika. Więcej profesjonalistek i profesjonalistów uważa też, że w swojej karierze napotkali trudności wynikające z ich płci.

Kobiety mierzą się z licznymi wyzwaniami na rynku pracy, co potwierdzają wyniki kolejnych edycji badania Hays. Jednym z niepokojących wniosków są niższe aspiracje specjalistek. U kobiet zainteresowanie poszczególnymi szczeblami zawodowymi rośnie, aby osiągnąć szczyt na poziomie menedżerskim, a następnie odnotować ogromny spadek. Wśród mężczyzn taka zależność nie występuje – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director CEE – Enterprise Solutions w Hays.

Profesjonalistki nie widzą siebie w zarządach?

Chociaż w organizacjach nie brakuje menedżerek, to w gronie dyrektorów, członków zarządu i prezesów wciąż należą do mniejszości. Specjalistki rzadziej od specjalistów utożsamiają stanowiska takiej rangi z sukcesem zawodowym. Tegoroczna edycja badania ujawniła, że 30 proc. kobiet utożsamia sukces zawodowy z objęciem roli kierowniczej, natomiast 28 proc. – dyrektorskiej. Zaledwie 6 proc. chciałoby zasiąść w fotelu prezeski.

Jaki poziom stanowiska musisz objąć, aby uważać siebie za osobę, która odniosła sukces?

  Kobieta Mężczyzna
Specjalista 2% 1%
Samodzielny specjalista 14% 11%
Menedżer/ Kierownik 30% 15%
Dyrektor 28% 25%
Członek zarządu 8% 12%
Dyrektor zarządzający/ Prezes 6% 18%
Właściciel 4% 9%
Inne* 8% 9%

*Wśród innych respondentki najczęściej deklarowały, że nie utożsamiają sukcesu zawodowego z poziomem zajmowanego stanowiska. Respondenci wymieniali stanowiska o międzynarodowym zakresie odpowiedzialności oraz rolach umiejscowionych w globalnych strukturach firmy.

Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2025. Polityka DE&I w praktyce”

Aleksandra Tyszkiewicz wskazuje dwa możliwe powody takiego stanu rzeczy. – Z jednej strony można wskazać na brak pewności siebie, wynikający z tradycyjnego wychowania dziewczynek i braku dostępu do mentoringu oraz odpowiednich sieci wsparcia. Specjalistki często wątpią, czy sobie poradzą. Doświadczenie pokazuje, że postawa „Jeśli nie spełniam wymagań w 100%, to nie aplikuję” zdecydowanie częściej występuje u kandydatek niż u kandydatów. Z drugiej natomiast strony, środowisko zarządcze wciąż jest dla kobiet niedostępne i nieprzystępne, wymagając od nich dużych poświęceńpodkreśla ekspertka Hays.

Podobnego zdania jest Agnieszka Czarnecka, Head of HR Consultancy CEE w Hays, która podkreśla, że wiele kobiet wciąż doświadcza przeszkód w drodze na szczyt. – Uprzedzenia i brak zaufania do ich kompetencji sprawiają, że aby objąć stanowisko zarządcze i odnieść na nim sukces muszą dać z siebie 200 procent. Nierzadko również przetrzeć szlak, bowiem w zarządach firm kobiety wciąż należą do mniejszości lub nie ma ich wcale.

Problematyczne pogodzenie ról

To oczywiste, że nie każdy marzy o pracy w roli dyrektora czy prezesa. Dotyczy to zarówno profesjonalistek, jak i profesjonalistów. Jednak doświadczenie współpracy z wieloma firmami i ekspertkami pokazuje, że u kobiet nieubieganie się o takie stanowiska bardzo często nie wynika z braku chęci, lecz jest rezultatem zdroworozsądkowych kalkulacji.

Wiele specjalistek ma poczucie, że nie może sobie pozwolić na tak istotne zwiększenie nakładu obowiązków. Pomimo powolnych zmian, w polskim społeczeństwie pracę opiekuńczą wciąż częściej wykonują kobiety. Mają w związku z tym świadomość, że podjęcie roli zarządczej będzie dla nich oznaczało konieczność ciągłego dokonywania niełatwych wyborów. Obawiają się, że stres związany z nieustannym żonglowaniem licznymi obowiązkami doprowadzi do wypalenia i obniżenia jakości życia – komentuje Agnieszka Czarnecka.

Znajduje to odzwierciedlenie w wynikach badania. Chociaż zmalał odsetek kobiet i mężczyzn, którzy w swojej karierze napotkali problemy z pogodzeniem pracy z wychowaniem dzieci, to wciąż takie doświadczenie ma za sobą aż 59 proc. respondentek i 33 proc. respondentów. Najczęstszym wyzwaniem jest dla pracujących rodziców brak możliwości pełnego uczestnictwa w życiu dziecka (69 proc. kobiet i 73 proc. mężczyzn) oraz konieczność wyboru między zaangażowaniem w życie rodzinne lub zawodowe (69 proc. kobiet i 58 proc. mężczyzn).

Czy w swojej karierze kiedykolwiek napotkałeś/ napotkałaś przeszkody związane z pogodzeniem pracy z wychowywaniem dziecka/ dzieci?

  Kobieta Mężczyzna
Tak 59% 33%
Nie 41% 67%

Wyłącznie respondenci, którzy wychowują co najmniej jedno dziecko.

Źródło: Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2025. Polityka DE&I w praktyce”

Czy mamy do czynienia z regresem DE&I?

Chociaż w porównaniu z rokiem 2023 nieznacznie wzrósł odsetek firm, które mają wdrożoną politykę równości, różnorodności i inkluzji (Diversity, Equity & Inclusion, DE&I), to maleje przekonanie pracodawców, że polityki te są dostrzegane i w pełni zrozumiane przez pracowników. Eksperci zauważają, że w okresie gospodarczej niepewności firmy w pełni koncentrują się na wynikach finansowych. W konsekwencji, aktywności związane z budowaniem kultury organizacyjnej tracą na znaczeniu.

Równanie szans wymaga ciągłej dyskusji, odnoszenia się do zmieniającego się kontekstu oraz otwartości na potrzeby drugiego człowieka. Rozwiązania, które działały w organizacjach kilka lat temu, dzisiaj mogą być nieaktualne. DE&I to proces, który cały czas ewoluuje, a wraz z nim powinna polityka firm w tym zakresie. Teraz jest to szczególnie istotne, ponieważ w „trudniejszych” czasach organizacje w pełni koncentrują się na finansowym aspekcie swojej działalności, poświęcając znacznie mniej uwagi projektom związanym z kształtowaniem kultury organizacyjnej – komentuje Agnieszka Czarnecka.

O raporcie

Raport Hays Poland „Kobiety na rynku pracy 2025. Polityka DE&I w praktyce” powstał na bazie odpowiedzi zebranych w okresie od marca do maja 2025 roku. Publikacja zawiera wyniki badania, w którym udział wzięło blisko 1.500 specjalistek i specjalistów, w tym ponad 850 respondentów reprezentujących pracodawców. Część danych uwzględnionych w raporcie pochodzi z badania pierwotnie opisanego na łamach Raportu płacowego Hays ze stycznia 2025 r. Wyniki zostały uzupełnione komentarzami ekspertów rynku pracy.

Pokolenie Z w pracy – różne województwa, różne priorytety, różne oczekiwania

Młode pokolenie pracowników w Polsce nie jest jednorodne. Ich potrzeby i oczekiwania wobec pracy różnią się w zależności od płci, miejsca zamieszkania czy regionu, z którego pochodzą. W Opolskim najważniejsze są pieniądze, w Lubelskim młodzi stawiają na rozwój, a zetki mieszkające w Świętokrzyskim wyróżniają się najwyższym poziomem zaangażowania. To wyniki badania Work War Z, zrealizowanego przez platformę Enpulse, służącą do pomiaru i budowania zaangażowania pracowników.

– Work War Z to największe badanie w Polsce poświęcone pokoleniu Z. Jego wyniki dają więc wgląd w to, jak myślą i czego oczekują młodzi pracownicy – mówi Magda Pietkiewicz, twórczyni platformy Enpulse. – Wnioski? Dość proste: pokolenie Z to nie jest jedna, spójna grupa z tymi samymi oczekiwaniami. Młodzi z różnych regionów Polski myślą o pracy inaczej, mają inne priorytety i co innego ich motywuje. Dlatego jeśli firma naprawdę chce do nich trafić, nie wystarczy jedna uniwersalna oferta. Trzeba zrozumieć, co dla tych młodych ludzi w danym miejscu naprawdę się liczy – i co może sprawić, że zostaną na dłużej – dodaje.

W Opolu chcą pieniędzy, w Lublinie możliwości rozwoju

Młodzi z województwa opolskiego największą wagę przywiązują do wynagrodzenia i benefitów – aż 53 proc. z nich wskazało to jako najważniejszy element pracy. To zdecydowanie więcej niż średnia krajowa wynosząca 41 proc. Tymczasem w województwie świętokrzyskim tylko 34 proc. badanych uznało zarobki za swój główny priorytet.

Różnice regionalne widać także w podejściu do rozwoju zawodowego. W województwie lubelskim co piąty młody pracownik (20 proc.) wskazał rozwój jako najważniejszy czynnik przy wyborze pracy – to najwyższy wynik w Polsce. Dla porównania, w województwie zachodniopomorskim rozwój jako kluczowy element wskazało jedynie 10 proc. respondentów. Średnia krajowa w tym zakresie wynosi 15 proc.

– Są różne priorytety w różnych regionach. Na przykład zetki z Opolszczyzny mówią wprost: pieniądze to dla nich podstawa – aż 57 proc. wskazuje je jako najważniejszy czynnik przy wyborze pracy. Tymczasem w Małopolsce ten odsetek jest mniejszy o 15 proc. – tłumaczy Magda Pietkiewicz. – Dziś młodzi wiedzą, czego chcą. Jeśli firma nie spełnia ich oczekiwań, szybko szukają czegoś innego. Dlatego pracodawcy muszą patrzeć szerzej niż tylko na pensję i pomyśleć, co naprawdę oferują jako miejsce pracy – dodaje.

Najbardziej zaangażowane zetki mieszkają w Świętokrzyskim

W skali całego kraju 39 proc. młodych ludzi deklaruje wysoki poziom zaangażowania w pracy. W województwie świętokrzyskim odsetek ten jest najwyższy – sięga 50 proc. Jeśli chodzi o postrzeganie znaczenia zaangażowania, w województwie warmińsko-mazurskim aż 96 proc. młodych uważa, że bycie zaangażowanym w pracę jest dla nich ważne lub bardzo ważne. To o 6 proc. więcej niż średnia krajowa. Z kolei w województwach dolnośląskim i zachodniopomorskim taki pogląd podziela „jedynie” po 87 proc. respondentów. Warto zwrócić uwagę, że samoocena zaangażowania a zrozumienie, jak to jest ważne w pracy, to dwie odmienne kwestie.

Lubuskie zetki chcą wsparcia

W województwie lubuskim aż 25 proc. młodych ludzi deklaruje, że nie czują się doceniani w pracy – to więcej niż średnia krajowa wynosząca 19 proc. W tym regionie przełożeni powinni kłaść szczególny nacisk na relacje w zespole – dla 16 proc. (czyli o 6 proc. więcej niż średnia krajowa) lubuskich zetek idealny szef to taki, który dba o dobrą atmosferę w zespole.

– Problem ze wsparciem i komunikacją występuje w wielu regionach. Przykładowo, na Dolnym Śląsku aż 24 proc. młodych nie zgadza się ze stwierdzeniem, że pracodawca jasno się z nimi komunikuje, a dla kolejnych 17 proc. komunikacja jest na tyle nijaka, że są wobec niej obojętni. Co więcej, trudności mogą pojawić się już na starcie. Teoretycznie, w skali całego kraju najważniejszym elementem onboardingu są dla zetek szkolenia wprowadzające. Po głębszej analizie okazuje się jednak, że dla młodych z Zachodniopomorskiego liczą się przede wszystkim jasne informacje o zadaniach i obowiązkach (24 proc. wskazań w porównaniu do 18 proc. wśród ogółu badanych). Wszyscy chcą dobrze zacząć – ale nie wszędzie dostają do tego odpowiednie warunki – zaznacza Magda Pietkiewicz, twórczyni platformy Enpulse.

Regionalne potrzeby to klucz

– Młode pokolenie w Polsce nie stanowi monolitu – zetki z różnych regionów mają różne potrzeby i oczekiwania. To jest tak, że młodzi ludzie z Dolnego Śląska mają inne pomysły na to, co jest ważne w pracy, niż ci z Podkarpacia, czy dajmy na to, z Pomorza. Dlatego tak ważne jest, żeby pracodawcy zwracali uwagę na szczegóły i lokalne różnice. Tylko wtedy mogą dobrze zrozumieć sytuację i wprowadzić zmiany, które naprawdę działają. Pracodawcy, którzy potrafią słuchać młodych i dopasować swoje oferty do potrzeb zetek z konkretnego regionu, mają dużo większe szanse na stworzenie zaangażowanego i lojalnego zespołu – mówi Magda Pietkiewicz.

Polski rynek nieruchomości handlowych notuje spadek w I półroczu 2025

Jak podsumowała międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield, wartość transakcji na rynku nieruchomości handlowych sfinalizowanych do końca czerwca 2025 roku wyniosła 320 mln EUR. Mimo że wynik ten był o 35% niższy od średniej z ostatnich pięciu lat, to drugie półrocze stanie prawdopodobnie pod znakiem dużego ożywienia na rynku kapitałowym, dzięki czemu wolumen może być zbliżony do rezultatu z 2024 roku.

Dobra passa na handlowym rynku kapitałowym stanowi kontynuację trendów z 2024 roku, kiedy to wartość transakcji przekroczyła 1,6 miliarda euro i była najwyższą od 2019 roku. Wynik ten przewyższył rezultat sektora logistycznego i dorównał aktywności inwestycyjnej w biurach.

W pierwszej połowie 2025 roku wolumen inwestycji w sektorze handlowym osiągnął 320 milionów euro — około 35% poniżej pięcioletniej średniej. Jednak biorąc pod uwagę obecne nastroje inwestorów oraz wolumen obiektów planowanych do sprzedaży, przewidujemy, że druga połowa roku przyniesie znaczące odbicie, potencjalnie zbliżając się do rekordowych wolumenów z roku ubiegłego. Polski sektor handlowy odzwierciedla tym samym trend ożywienia na europejskim rynku kapitałowym, z utrzymującą się aktywnością transakcyjną i odzyskanym zaufaniem inwestorów, komentuje Aleksandra Włodarczyk, Associate, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Podczas gdy rok 2024 charakteryzował się dużymi transakcjami dotyczącymi centrów handlowych, pierwsza połowa 2025 roku została zdominowana przez aktywność w segmencie parków handlowych. Największą transakcją było przejęcie portfela 10 parków przez czeskiego inwestora My Parks, co oznaczało zarówno wejście tej firmy na polski rynek, jak i największą sprzedaż portfela parków handlowych od czterech lat. Podkreśla to utrzymującą się płynność tego segmentu oraz rosnący apetyt inwestorów na skalę.

Mimo to centra handlowe pozostają atrakcyjnym segmentem dla wielu inwestorów. Drugą co do wielkości transakcją w pierwszej połowie roku było przejęcie Arkad Wrocławskich we Wrocławiu przez firmę Vastint, która planuje przekształcenie obiektu w nowoczesny projekt typu mixed-use. Dodatkowo, w pierwszej połowie roku właściciela zmieniło sześć regionalnych centrów handlowych, w tym trzy obiekty Plaza Centres na Górnym Śląsku przejęte przez ukraiński fundusz Focus Estate Fund, a także Pasaż Świętokrzyski w Kielcach, Galeria Świdnicka i Galeria Młyńska w Raciborzu.

Apetyt banków na finansowanie podąża za apetytem inwestorów i możliwością ewentualnego wyjścia z finansowania, ocenianą poprzez istniejący i przewidywany popyt. Widzimy już zwiększoną aktywność części z nich w tym sektorze, szczególnie jeśli jest możliwość dywersyfikacji ryzyka poprzez portfelowe finansowanie. W dalszym ciągu średni poziom finansowania to 50% wartości rynkowej z amortyzacją oraz marżą ściśle uzależnioną od jakości budynku, poziomu obłożenia i WAULT. Okres finansowania jest przeważnie nieco krótszy niż WAULT. Średni poziom marży lekko spadł i dla najlepszych nieruchomości może być w okolicy 2% rocznie. Istotnym elementem branym pod uwagę przez banki przy ocenie konkretnego projektu jest w dalszym ciągu poziom energii pierwotnej i strategia ESG oraz planowana ścieżka dekarbonizacyjna w przypadku starszych budynków, podsumowuje Mira Kantor-Pikus, Partner, Equity, Debt & Alternative Investments, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Minister Majewska wnioskuje o wyjaśnienia przepisów dotyczących zatrudniania cudzoziemców

Ustawa o warunkach dopuszczalności powierzenia pracy cudzoziemcom obowiązuje już od 1 czerwca, jej zapisy budzą jednak wiele wątpliwości. Na podstawie dokumentu przygotowanego przez Zespół Roboczy ds. Rynku Pracy działającego w ramach Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku Małych i Średnich Przedsiębiorców, Minister Agnieszka Majewska skierowała do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wystąpienie o wydanie objaśnień prawnych co do przepisów, których interpretacja budzi wątpliwości przedsiębiorców i ekspertów. Celem objaśnień jest doprowadzenie do jednolitego stosowania prawa oraz usprawnienie procedury załatwiania spraw przez właściwe organy.

Listę kilkunastu punktów, które zdaniem Rzecznik MŚP wymagają objaśnienia, otwiera przepis, w którym wskazano, iż w przypadku kierowania cudzoziemca przez podmiot powierzający pracę do innego podmiotu może się to odbywać wyłącznie na podstawie umowy z agencją pracy tymczasowej. Zdaniem wielu przedsiębiorców nie jest jasne, czy przepis ten wyłącza możliwość świadczenia usługi outsourcingu procesowego z udziałem cudzoziemców. Z kolei, jeżeli intencją ustawodawcy nie jest wyeliminowanie dopuszczalności outsourcingu procesowego, to – pyta Minister Majewska – czy prawidłowa jest praktyka żądania przez organy legalizujące pracę cudzoziemców przedstawienia przez podmiot powierzający pracę wpisu do rejestru agencji zatrudnienia.

Kolejne z zapytań dotyczy tego, czy przedsiębiorca, który zawiera z cudzoziemcem wpisanym do CEIDG umowę o wykonywanie pracy lub świadczenie usług w ramach jego działalności gospodarczej, jest zwolniony z weryfikowania legalności pobytu takiego cudzoziemca. Agnieszka Majewska pyta też m.in., czy po wejściu w życie ustawy cudzoziemcy zatrudnieni na podstawie umów zlecenia będą mogli incydentalnie wykonywać pracę przez większą liczbę godzin bez konieczności zmiany zezwolenia na pracę. Pełną wersję wystąpienia do Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej można znaleźć w załączniku do Komunikatu. O odpowiedzi ministerstwa będziemy informować zainteresowanych przedsiębiorców natychmiast niezwłocznie po jej otrzymaniu.

Rusza nabór do programu „Startups Are Us” dla startupów MedTech i FinTech – wsparcie z Funduszy Europejskich

Rusza nabór wniosków do programu „Startups Are Us”, finansowanego z Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki 2021–2027 (FENG). Obecna edycja jest skierowana do startupów działających w sektorach MedTech i FinTech – dwóch strategicznych i dynamicznie rozwijających się obszarach nowoczesnej gospodarki. Nabór potrwa do 20 sierpnia 2025 r.

Celem inicjatywy jest wzmocnienie pozycji polskich startupów na rynku międzynarodowym, a także przyspieszenie ich rozwoju technologicznego i biznesowego. Wybrane firmy będą mogły liczyć na kompleksowe wsparcie obejmujące szkolenia realizowane w Polsce oraz zagraniczne misje gospodarcze, umożliwiające nawiązywanie relacji z inwestorami, partnerami branżowymi oraz potencjalnymi klientami.

Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Przemysłu Technologii Medycznych (MedTech Europe), wartość rynku technologii medycznych w Europie przekroczyła już 160 miliardów euro, a Polska coraz śmielej zaznacza swoją obecność w tym segmencie. Z kolei sektor FinTech niezmiennie utrzymuje się w czołówce najbardziej innowacyjnych obszarów gospodarki – według raportu NBP z 2024 roku, ponad 70% Polaków aktywnie korzysta z cyfrowych usług finansowych, co stwarza ogromny potencjał rozwoju dla nowych podmiotów oferujących rozwiązania technologiczne w tym zakresie.

– Zgodnie z prognozami Komisji Europejskiej i OECD, technologie medyczne oraz rozwiązania finansowe oparte na innowacjach cyfrowych będą odgrywać kluczową rolę w rozwoju europejskiej gospodarki w najbliższej dekadzie. Widzimy, że właśnie w tych sektorach powstają rozwiązania, które odpowiadają na realne potrzeby ludzi i instytucji – od poprawy jakości opieki zdrowotnej po bezpieczeństwo i automatyzację usług finansowych. Wspierając startupy MedTech i FinTech, inwestujemy w zdolność polskich firm do globalnej ekspansji oraz budujemy fundamenty odpornej i nowoczesnej gospodarki – mówi Aleksandra Wadowska, kierownik Sekcji Projektów Międzynarodowych w PARP.

Dla kogo przeznaczony jest program?

Program „Startups Are Us” skierowany jest do młodych firm technologicznych, które posiadają innowacyjne pomysły z obszaru opieki zdrowotnej lub usług finansowych i chcą rozwijać je w oparciu o model biznesowy uwzględniający ekspansję na rynki zagraniczne. Udział w programie mogą zgłosić startupy, które prowadzą działalność gospodarczą na terytorium Polski co najmniej od roku, ale nie dłużej niż pięć lat. Konkurs otwarty jest dla firm na różnych etapach rozwoju – od projektów będących w fazie prototypu, poprzez minimum viable product (MVP), aż po startupy aktywnie rozwijające swoją działalność.

Do udziału w naborze mogą zgłaszać się startupy rozwijające nowatorskie rozwiązania technologiczne w dwóch kluczowych obszarach: ochronie zdrowia oraz usługach finansowych i ubezpieczeniowych. W przypadku sektora MedTech mogą to być m.in. urządzenia diagnostyczne, narzędzia chirurgiczne, zaawansowane systemy obrazowania, implanty, technologie diagnostyki in vitro czy też oprogramowanie wspierające działanie placówek medycznych. Z kolei w branży FinTech poszukiwane są projekty obejmujące takie rozwiązania jak cyfrowe systemy płatności, platformy pożyczkowe, robo-doradcy, technologie blockchain w usługach finansowych, insurtech czy narzędzia do zarządzania ryzykiem.

Jednym z kluczowych warunków udziału w programie jest posiadanie wstępnie opracowanego modelu biznesowego, który zakłada skalowanie działalności i wejście na rynki zagraniczne. Zgłaszane projekty powinny wpisywać się w tematykę konkursu: w przypadku branży MedTech dotyczyć technologii i urządzeń wspierających diagnostykę, leczenie, opiekę nad pacjentem oraz poprawę jakości życia. Natomiast w sektorze FinTech – obejmować rozwiązania informatyczne wspierające świadczenie lub korzystanie z usług finansowych.

Zgłoszenia mogą składać startupy prowadzące działalność gospodarczą na terenie Polski od co najmniej 12 miesięcy, jednak nie dłużej niż pięć lat.

Międzynarodowe misje i praktyczne wsparcie rozwoju

Wybrane w procesie konkursowym startupy wezmą udział w programie rozwojowym obejmującym misje wyjazdowe do wybranych krajów, połączone z intensywnym komponentem edukacyjnym realizowanym w Polsce. Uczestnicy będą mieli okazję zaprezentować swoje rozwiązania podczas międzynarodowych wydarzeń branżowych, spotkań z potencjalnymi inwestorami, akceleratorami i partnerami biznesowymi. Otrzymają także dostęp do sieci ekspertów, mentorów i instytucji wspierających rozwój międzynarodowy, co stanowi szansę na znaczące przyspieszenie wzrostu i komercjalizację produktu na globalną skalę.

Fed odporny na presję polityczną – Logan ostrzega przed zbyt szybkim luzowaniem polityki pieniężnej

Lorie Logan, prezes oddziału Rezerwy Federalnej w Dallas, opowiedziała się za utrzymaniem restrykcyjnej polityki monetarnej, podkreślając, że stopy procentowe powinny pozostać na wyższym poziomie jeszcze przez pewien czas. Jej zdaniem tylko w ten sposób możliwe będzie trwałe sprowadzenie inflacji do celu wyznaczonego przez Fed. Choć Logan nie wyklucza wcześniejszego cięcia stóp w przypadku dalszego osłabienia inflacji i pogorszenia sytuacji na rynku pracy, przestrzega przed nadmiernym optymizmem, jaki pojawił się po serii korzystnych danych inflacyjnych. Jak zaznaczyła, podobne epizody w przeszłości często kończyły się rozczarowaniem.

Mimo że przez pięć ostatnich miesięcy inflacja była słabsza od oczekiwań, Logan uważa, że w czerwcu preferowany przez Fed wskaźnik inflacji może przyspieszyć. Wpływ na to mogą mieć m.in. nowe cła, których koszty są stopniowo przerzucane na konsumentów. To właśnie niepewność związana z konsekwencjami polityki handlowej sprawia, że Fed przyjmuje podejście „wait and see” – wstrzymując się z decyzjami dotyczącymi stóp procentowych i analizując rozwój sytuacji.

Taka postawa przedstawicieli Fed, w tym Logan, wywołuje istotne konsekwencje dla rynków finansowych. Utrzymywanie restrykcyjnej polityki pieniężnej i dłuższy okres wysokich stóp procentowych może prowadzić do wzrostu rentowności obligacji skarbowych oraz umocnienia dolara amerykańskiego. Z kolei wyższe rentowności obligacji mogą skłaniać inwestorów do przesunięcia kapitału z rynku akcji do rynku długu, co może skutkować osłabieniem indeksów giełdowych.

Ponadto, niepewność co do przyszłej polityki Fed może zwiększyć zmienność na rynkach finansowych. Inwestorzy będą szczególnie wrażliwi na publikacje danych dotyczących inflacji, rynku pracy oraz polityki handlowej, które mogą zmieniać oczekiwania dotyczące przyszłych decyzji monetarnych. Ewentualny wzrost inflacji wywołany nowymi cłami może dodatkowo zaostrzyć oczekiwania inwestorów wobec dalszego utrzymania restrykcyjnej polityki monetarnej.

Od początku roku Rezerwa Federalna nie dokonała żadnych zmian stóp procentowych. W czerwcu połowa z 19 członków FOMC prognozowała jednak, że jeszcze w tym roku możliwe są dwie obniżki. Druga połowa członków komitetu pozostała bardziej ostrożna, co wynika z różnic w ocenie wpływu ceł na poziom cen i kondycję gospodarki. Taki rozłam wśród decydentów Fed dodatkowo zwiększa niepewność na rynkach, powodując okresowe wahania notowań aktywów finansowych.

Logan stanowczo podkreśliła również znaczenie niezależności Rezerwy Federalnej w prowadzeniu polityki pieniężnej. Jej zdaniem zbyt szybkie obniżki stóp mogą chwilowo wspomóc zatrudnienie, ale w dłuższej perspektywie grożą narastaniem inflacji. Taka retoryka, szczególnie wobec nacisków ze strony prezydenta Trumpa na szybkie luzowanie polityki pieniężnej, sygnalizuje inwestorom, że Fed będzie odporny na presję polityczną, co może przyczynić się do stabilizacji oczekiwań rynkowych w średnim okresie. Od początku lipca, para walutowa EURUSD straciła na wartości ponad 1.6%.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

REDD ogłasza zmianę na stanowisku CTO. Stery technologii obejmuje Kamil Kosiński

REDD, dostawca danych o nieruchomościach komercyjnych, ogłasza zmianę na stanowisku Chief Technology Officer (CTO). Po siedmiu latach współtworzenia i rozwijania REDD, ze stanowiskiem CTO żegna się Judyta Bartnicka. Jej miejsce zajmuje Kamil Kosiński – doświadczony lider technologiczny, który ma poprowadzić firmę w nowy etap rozwoju.

Judyta Bartnicka związana była z REDD (oraz wcześniejszą spółką założycieli) od 2017 roku. W ciągu kilku lat zbudowała od podstaw zespół technologiczny, który stworzył platformę REDD i wspierał jej rozwój na wielu płaszczyznach – od komercjalizacji danych, przez wdrażanie AI, aż po ekspansję na rynki zagraniczne.

„Judyta to jedna z najbardziej zdeterminowanych osób, jakie znam. Nie tylko zbudowała systemy, zbudowała zespół, który zbudował REDD. Nie byłoby tej platformy bez niej” -mówi Tom Ogrodzki, CEO REDD. „To dla nas ważny moment – pożegnanie i przywitanie jednocześnie. Dziękuję Judycie za wszystko, co zrobiła dla REDD – i już nie mogę się doczekać, by zobaczyć, co przyniesie jej kolejny rozdział zawodowy.” – dodaje Ogrodzki.

Na stanowisko CTO REDD powołany został Kamil Kosiński – lider z imponującym doświadczeniem w budowaniu zaawansowanych rozwiązań technologicznych
i skalowaniu organizacji. Znany z umiejętności tworzenia „superzespołów” i dostarczania wysokiej jakości produktów, Kosiński wnosi do REDD unikalne połączenie wiedzy technicznej i strategicznej wizji.

„Kamil buduje superludzkie zespoły, które tworzą superludzkie oprogramowanie. Posiada rzadkie połączenie: głęboką wiedzę technologiczną, doskonały instynkt i spektakularne doświadczenie. Razem wejdziemy z REDD na nowy poziom rewolucjonizując nasz stack technologiczny, integrując AI na każdym poziomie i skupiając się na maksymalnej wydajności oraz jakości platformy” – podkreśla Tom Ogrodzki.

„REDD to miejsce z ogromnym potencjałem technologicznym i wizją, która wykracza poza klasyczne rozumienie rynku nieruchomości. Cieszę się, że mogę dołączyć do zespołu, który nie boi się myśleć odważnie i budować rzeczy naprawdę przełomowe. Przed nami intensywny czas skalowania, optymalizacji i głębokiej integracji AI. Jestem przekonany, że razem z zespołem dostarczymy rozwiązania, które zmienią sposób, w jaki działa ten rynek.” – podsumowuje Kamil Kosiński, CTO w REDD.

iSpot rozwija segment produktów odnowionych: „odNowa by iSpot”

iSpot rozszerza swoje portfolio produktowe o „odNowa by iSpot„, czyli nową linię profesjonalnie odnowionych iPhone’ów. Jest to odpowiedź na zmieniające się trendy konsumenckie w sektorze elektroniki użytkowej.

iSpot to największy Autoryzowany Serwis Apple, który po ubiegłorocznym przejęciu Cortland liczy w Polsce 49 salonów sprzedaży oraz 2 sklepy eCommerce. Firma obejmuje pełną kontrolę nad całym procesem, od momentu odkupu urządzeń od klientów w ramach programu Trade-In, poprzez profesjonalną weryfikację i certyfikowany serwis Apple, aż po sprzedaż finalnego produktu w kanale online. Taki model biznesowy nie tylko stwarza nowe możliwości rozwoju i dywersyfikacji przychodów, ale także buduje zaufanie konsumentów do kategorii produktów odnowionych – segmentu z potencjałem do dynamicznego wzrostu.

“Widzimy wyraźnie, że rynek dojrzał do tego, by postrzegać urządzenia odnowione nie jako kompromis, ale jako inteligentny i odpowiedzialny wybór. Naszym kluczowym atutem jest pełna kontrola nad każdym etapem procesu, od pozyskania urządzenia, przez serwisowanie z użyciem wyłącznie oryginalnych części, aż po dostarczenie klientowi produktu, za którego jakość odpowiadamy osobiście. W ten sposób oferujemy rynkowi w pełni transparentny i godny zaufania model biznesowy, który buduje długoterminową wartość dla świadomych konsumentów mówi Tomasz Nawrocki, iSpot Chief Operating Officer.

Do portfela AIP Seed dołącza Ona – aplikacja wspierająca diagnostykę zdrowia kobiet

Do portfela spółek AIP Seed dołącza Ona – aplikacja, która powstała, by zlikwidować lukę w diagnostyce zdrowia kobiet. Fundusz wsparł rozwój startupu na rynku FemTech, jednocześnie dając kobietom narzędzie, by mogły szybciej zrozumieć i zidentyfikować swoje dolegliwości hormonalne. Inwestorzy zainwestowali w aplikację niemal milion złotych. Za projektem stoją polscy founderzy: Tomasz Bachosz oraz Wojciech Basiński, którym wsparcia merytorycznego udzielają ekspertki zdrowia hormonalnego kobiet – Lara Briden oraz Katarzyna Bednarska.

 

FemTech globalnym trendem

Sektor technologiczny skupiony na produktach i usługach związanych ze zdrowiem oraz dobrym samopoczuciem kobiet dynamicznie rośnie. Wycena tego rynku wzrosła z 18 mld USD w 2019 r. do 50 mld USD w 2021 r. Prognozy mówią natomiast o przekroczeniu 100 mld USD w 2030 r.

Ona idealnie wpisuje się w ten trend. Aplikacja odpowiada na realną, szeroko występującą potrzebę zdrowotną łącząc AI, wiedzę ekspercką i precyzyjne dopasowanie do użytkowniczki. Dla AIP Seed to inwestycja w segment, który będzie jednym z kluczowych kierunków rozwoju AI i medtechu w najbliższych latach. Inwestujemy w najlepszych founderów, jesteśmy przekonani, że Tomek i Wojtek zbudują coś, co zmieni świat” komentuje Dariusz Żuk, założyciel funduszu AIP Seed.

Nowoczesne technologie, zwłaszcza sztuczna inteligencja, zmieniają zasady gry w diagnostyce i opiece zdrowotnej. Algorytmy potrafią analizować dane medyczne oraz wzorce objawów znacznie szybciej niż człowiek. Na przykład badanie NIH wykazało, że algorytmy AI/ML mogą skutecznie wykrywać PCOS na podstawie danych z 25 lat badań. To przełom, biorąc pod uwagę jak często PCOS bywa niezdiagnozowany (aż 70% przypadków).

Ona wchodzi do gry

Wg szacunków, nawet 80% kobiet doświadcza w ciągu życia problemów hormonalnych – od PMS, przez zaburzenia tarczycy, aż po PCOS czy endometriozę. Pacjentki często latami szukają przyczyny objawów, a szybsza identyfikacja problemu to lepsze rokowania. Jednocześnie kobiece zdrowie nadal pozostaje niedofinansowaną niszą, bo tylko ok. 4% globalnych nakładów R&D w biofarmacji dotyczy chorób typowo kobiecych.

“Przez lata istniała kultura ignorowania symptomów zgłaszanych przez kobiety. Bóle czy wahania nastroju nie były traktowane z należytą powagą, co prowadziło do tego, że kobiety przestawały szukać pomocy lub wstydziły się swoich objawów. Chcemy to zmienić przy pomocy AI, danych, badań naukowych i wiedzy globalnych ekspertów, tym bardziej, że badania pokazują, że korzystanie z takich aplikacji zwiększa świadomość zdrowotną i skraca czas do diagnozy” – komentuje Tomasz Bachosz, jeden z twórców aplikacji.

Wsparcie diagnostyki zaburzeń hormonalnych

Aplikacja Ona analizuje dane użytkowniczki i oferuje spersonalizowane wsparcie w zakresie cyklu, objawów, samopoczucia, a nawet pielęgnacji czy diety. Im więcej zbieranych informacji, tym lepiej dopasowane podpowiedzi.

Każda rekomendacja ma źródło w aktualnych badaniach klinicznych czy standardach medycznych i jest recenzowana przez zespół specjalistów zdrowia kobiet. W przeciwieństwie do tradycyjnych aplikacji, Ona łączy technologię i naukę z empatią – na przykład informuje, kiedy warto udać się do lekarza, odpowiada na pytania oraz pomaga łączyć objawy w konkretne wzorce. Nie diagnozuje, a pomaga kobiecie zebrać dane, które ułatwią rozmowę z lekarzem.

„Lekarz był pod wrażeniem wzorców z aplikacji – to przyspieszyło diagnozę” albo „Wreszcie ktoś (nawet AI), kto nie zbywa mojego bólu” – komentowały testerki aplikacji.

Za projektem aplikacji Ona stoją: Tomasz Bachosz – doświadczony współtwórca startupów w USA i w Polsce, absolwent akceleratora Y Combinator, laureat listy Forbes 25 under 25 oraz Wojciech Basiński, pasjonat AI i współtwórca Warsaw Startup Club. Merytorycznego wsparcia udzielają ekspertki w dziedzinie zdrowia kobiet, tj. Lara Briden oraz Katarzyna Bednarska.

Wraz z AIP Seed w spółkę zainwestował Jarek Oleszczuk, z wykształcenia lekarz, przez wiele lat konsultant w McKinsey & Company, doświadczony lider w sektorze farmaceutycznym (Novartis, Abbvie, AstraZeneca), a także przedsiębiorca w branży biotechnologii, m.in. współzałożyciel ExploRNA (exit) oraz nCage Therapeutics (po rundzie seed).

Nowe oszustwo. Przestępcy namawiają do składania „reklamacji” w bankach

Na rynku pojawił się nowy rodzaj oszustwa. Polega ono na tym, że przestępcy oferują pomoc w próbie wyłudzenia pieniędzy od banku z tytułu rzekomych luk w jego systemach. W rzeczywistości żadnych luk nie ma, a osoba składająca wniosek reklamacyjny, oparty na nieistniejących podstawach, może zostać pociągnięta nawet do odpowiedzialności karnej. Prawnicy komentujący ten temat wyjaśniają, że omawiany proceder to działanie mające na celu wyłudzenie nienależnych środków od instytucji finansowej. Jeśli pieniądze zostaną wypłacone oszustom, to obowiązek ich zwrotu spoczywa wyłącznie na osobie składającej wniosek, nawet jeśli nie była świadoma przestępczego charakteru tego działania. Eksperci ostrzegają też, że jeśli przestępcy przejmą dane do logowania, to uzyskają również pełen dostęp do konta bankowego ofiary przejmą dane do logowania, to uzyskają również pełen dostęp do konta bankowego ofiary.

Banki od jakiegoś czasu odnotowują nową metodę oszustwa. Polega ona na tym, że przestępcy oferują pomoc w próbie wyłudzenia pieniędzy od banku, powołując się na „luki w systemach bankowych”. Dodatkowo mogą pobierać od ofiary prowizję za swoje usługi lub proponować „inwestycję” z wyłudzonych pieniędzy. Paweł Dornfeld z Uniwersytetu WSB Merito, specjalista w zakresie bezpieczeństwa informacji, precyzuje, że oszustwo „na reklamację” polega na celowym składaniu fałszywych reklamacji w banku lub innej tego typu instytucji, aby wyłudzić pieniądze.

– Ten rodzaj oszustwa wydaje się mniej ryzykowny dla oszustów, a jednocześnie może być bardzo skuteczny. Oszust zdobywa dane ofiary lub ona sama zgłasza fałszywą reklamację. W przypadku powodzenia procederu pieniądze w całości lub w części trafiają na konta oszustów lub podstawionych osób, tzw. słupów, a następnie znikają wypłacane w bankomatach, wymieniane na kryptowaluty lub przelewane na zagraniczne rachunki bankowe – wyjaśnia ekspert.

Jednak banki nie zamierzają odpuszczać, gdy zorientują się, że padły ofiarą przestępstwa. W najlepszym razie będą domagały się zwrotu środków od osoby, której dane widnieją we wniosku reklamacyjnym, a więc nie od oszustów. W gorszym wariancie oszustwo może zostać zakwalifikowane jako przestępstwo. Radca prawny Joanna Gortat-Goska z kancelarii SubiGo wyjaśnia, że omawiany proceder to celowe działanie mające na celu wyłudzenie nienależnych środków pieniężnych od instytucji finansowej, czyli oszustwo w rozumieniu art. 286 §1 Kodeksu karnego.

– Przestępcy instruują osoby fizyczne, jak złożyć fikcyjną reklamację w banku, by uzyskać zwrot środków za rzekomo błędną lub nieautoryzowaną transakcję. W rzeczywistości żadna szkoda nie miała miejsca. Po czasowym uznaniu reklamacji środki bywają przekazywane dalej lub wypłacane, zanim bank zakończy analizę. To nie tylko nielegalne, ale również bardzo ryzykowne – zarówno finansowo, jak i karnie – dla osoby biorącej w tym udział – zaznacza mec. Gortat-Goska.

Prawniczka ostrzega również, że złożenie fałszywej reklamacji, o ile zostanie zakwalifikowane jako przestępstwo oszustwa, może być zagrożone karą grzywny, ograniczenia wolności albo nawet karą pozbawienia wolności do 8 lat. Klient może ponieść również odpowiedzialność cywilną. Bank ma prawo dochodzić zwrotu nienależnie wypłaconych środków wraz z odsetkami i kosztami postępowania. Ekspertka z SubiGo dodaje też, że nie istnieją żadne rzeczywiste „luki”, które umożliwiałyby legalne i bezpodstawne uzyskanie pieniędzy poprzez składanie nieprawdziwych reklamacji.

– To narracja wykreowana przez przestępców dla uprawdopodobnienia swojej działalności. Banki działają zgodnie z przepisami prawa bankowego oraz wytycznymi KNF. Mają obowiązek szczegółowo weryfikować każdą składaną reklamację – zwłaszcza dotyczącą rzekomo nieautoryzowanych transakcji – wyjaśnia mec. Joanna Gortat-Goska.

Oszuści dodatkowo wyłudzają od klientów dane do logowania w bankowości internetowej, licząc na to, że sami złożą fałszywą reklamację za ofiarę. Przejmują w ten sposób kontrolę nad kontem, co w konsekwencji może skończyć się zaciągnięciem kredytu lub kradzieżą pieniędzy. Paweł Dornfeld przypomina, że każdy z nas powinien dbać o swoje dane osobowe, a także przemyśleć zastrzeżenie numeru PESEL.

– Bardzo często w przypadku udanych ataków phishingowych przestępcy uzyskują dane osobowe, dane do logowania, w tym do systemów bankowych. Jeśli przestępca ma dostęp do naszego konta e-mail, z którym powiązane są konta w mediach społecznościowych, to po zmianie haseł może rozsyłać wiadomości do naszych znajomych. Może w ten sposób wyłudzić pieniądze, dane do logowania lub zachęcać ich do składania fałszach reklamacji. Takie działania mogą doprowadzić do utraty oszczędności, zaciągnięcia kredytów oraz wykorzystywania naszych danych i kont do popełniania dalszych przestępstw – wylicza ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Radca prawny Joanna Gortat-Goska również zaleca ostrożność oraz szybki kontakt z bankiem, gdy tylko nabierzemy uzasadnionych podejrzeń, że ktoś obcy mógł przejąć nasze dane i wykorzystać je w sposób niezgodny z prawem. – Omawiane działania wpisują się w klasyczne mechanizmy cyberprzestępczości i stanowią podwójne zagrożenie. Po pierwsze, osoba poszkodowana może paść ofiarą kradzieży środków lub zaciągnięcia kredytu w jej imieniu. Po drugie, może również zostać wciągnięta nieświadomie w przestępczy proceder – podsumowuje prawnik z kancelarii SubiGo.

Cyfryzacja leasingu staje się faktem

  • 13 lipca 2025 r. weszła w życie nowelizacja Kodeksu cywilnego
  • Po raz pierwszy w historii umożliwia zawieranie umów leasingowych w formie dokumentowej, czyli w formie pełni zdalnej
  • To przełomowy moment dla całej branży leasingowej

Po 25 latach leasing przestaje być umową wymagającą formy pisemnej pod rygorem nieważności. Przedsiębiorcy mogą teraz podpisywać umowy leasingu całkowicie zdalnie – np. przez e-mail, SMS czy kliknięcie w aplikacji – bez drukowania dokumentów, osobistych spotkań i bez użycia podpisu kwalifikowanego.

To rozwiązanie, o które Związek Polskiego Leasingu apelował od wielu lat. Projekt ustawy przygotowany przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii był odpowiedzią na postulaty branży i efekt wspólnej pracy nad zwiększeniem cyfrowych możliwości przedsiębiorców. Nowelizacja obejmuje nie tylko główne umowy, ale również aneksy, zgody czy zmiany warunków – co znacząco upraszcza codzienną obsługę klientów. Z nowego rozwiązania skorzystać będą mogli zarówno nowi klienci, jak i obecni leasingobiorcy – o ile obie strony wyrażą na to zgodę. Obecnie z leasingu korzysta ponad 1 mln klientów (dane GUS).  To rozwiązania, które zwiększą efektywność, bezpieczeństwo i konkurencyjność rynku leasingu.

Jak pokazują badania* przeprowadzone dla ZPL wśród klientów firm leasingowych, obecnie większość umów leasingowych, bo 60,52% podpisywana jest w formie papierowej, a 39,4% elektronicznie, z użyciem podpisu kwalifikowanego lub biometrycznego.

Dla ponad miliona firm korzystających z leasingu w Polsce, zwłaszcza mikro i małych przedsiębiorstw, to ogromne ułatwienie. Nowe przepisy oznaczają mniej formalności, szybsze procesy i większą dostępność finansowania. Zmniejszenie użycia papieru to także wymierna korzyść dla środowiska. Jak policzyliśmy, gdyby wszystkie firmy leasingowe przez cały rok podpisywały z klientami wyłącznie umowy zdalnie to  w sumie zaoszczędzilibyśmy ok. 360 tys. kg papieru, co przekłada się na 8-9 tys. drzew i 3600 m3 zaoszczędzonej wody. Te liczby robią wrażenie – mówi Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.

Jak dodaje, branża traktuje tę zmianę jako pierwszy krok na drodze do pełnej cyfryzacji procesów leasingowych. E-leasing to ważny impuls, ale przed sektorem kolejne wyzwania: m.in. integracja z systemami e-rejestracji pojazdów, wdrożenie e-weksla oraz uproszczony dostęp do oceny zdolności klientów do spłaty zobowiązań – na wzór banków. ZPL liczy, że kolejne pakiety deregulacyjne pozwolą te zmiany zrealizować.

Wdrożenie e-leasingu będzie procesem rozłożonym w czasie. Nie wydarzy się z dnia na dzień.

Przez najbliższe miesiące firmy leasingowe będą pracować w modelu hybrydowym – łącząc tradycyjne i cyfrowe sposoby podpisywania umów, w zależności od rodzaju klienta, kanału sprzedaży i przedmiotu finansowania. Poza tym jak wskazują badania, klienci są zainteresowani cyfryzacją procesów leasingowych, jak i tradycyjnym kontaktem z doradcą. W pierwszej kolejności klienci firm leasingowych pod względem cyfryzacji lub możliwości zdalnego dostępu wskazują na dostęp do oferty (46,7%) oraz podpisywanie dokumentów (36,1%) – mówi Monika Constant.

Obecnie dla firm leasingowych to czas dostosowywania procedur, systemów IT, przeszkolenia zespołów i zapewnienia zgodności z przepisami dotyczącymi bezpieczeństwa danych. Pełna transformacja nie nastąpi od razu, ale kierunek jest jasny – leasing staje się nowoczesną, wygodną i coraz bardziej dostępną usługą.

Co na tę zmiana branża leasingowa?

Marcin Balicki, przewodniczący Rady ZPL, prezes Millennium Leasing:

To historyczna chwila dla całej branży leasingowej i naszych klientów. Dzięki nowelizacji Kodeksu cywilnego umowy leasingu można wreszcie zawierać w pełni zdalnie, w formie dokumentowej – bez papieru i kosztownych podpisów elektronicznych. To ogromne ułatwienie zarówno dla przedsiębiorców, którzy zyskają na czasie, elastyczności i wygodzie, jak i dla firm leasingowych, pozwalając na przyspieszenie i optymalizację procesów po ich stronie. Leasing w końcu może wkroczyć na drogę, na której inne usługi, czy to w bankowości czy e-commerce, przetarły już szlaki.

Paweł Bojko, członek Rady ZPL, wiceprezes EFL:

Wprowadzenie, długo wyczekiwanej, ustawy umożliwiającej zawieranie umowy leasingu w formie dokumentowej jest przełomowym dla branży momentem. Na tę decyzję czekała cała branża leasingowa, ale również nasi klienci. Obecnie klienci EFL mają dostęp do innowacyjnego systemu umożliwiającego jednoczesne prowadzenie wideorozmowy, zdalną weryfikację tożsamości, wydanie podpisu kwalifikowanego oraz elektroniczne podpisanie umowy. O tym jak bardzo polscy przedsiębiorcy doceniają cyfrowe rozwiązania świadczą liczby. W I kw. tego roku  blisko 40% zawartych w EFL umów było podpisanych zdalnie.

Możliwość podpisania umowy całkowicie zdanie to korzyści dla klienta i firmy leasingowej. Proces cyfrowy pozwoli zmniejszyć liczbę formalności, obniżyć koszty całego procesu oraz w konsekwencji zgodnie z trendem „less paper, more time” całkowitą rezygnację z papieru.

Magdalena Ciechomska-Barczak, prezeska ING Lease:

E-leasing to ważny przełom dla przedsiębiorców, szczególnie z sektora MŚP, który dominuje w Polsce.

Z perspektywy rynku to fundamentalna zmiana. Polska, jako jeden z największych rynków leasingowych w Europie, zyskuje rozwiązanie na miarę nowoczesnej gospodarki cyfrowej. E-leasing to narzędzie, które realnie pomoże przedsiębiorcom i otworzy im nowe możliwości szybkiego reagowania na potrzeby biznesowe.

Dotychczas każda umowa leasingowa w praktyce oznaczała wydruk dokumentów, fizyczne spotkanie i często kilka dni zaangażowania. Nowe przepisy to wymierne korzyści dla obu stron: oszczędność czasu, redukcja kosztów operacyjnych, szybsza realizacja inwestycji i większa elastyczność w działaniu.

Warto podkreślić, że w formie dokumentowej przedsiębiorcy mogą zawierać nie tylko główne umowy, ale też aneksy, zgody, porozumienia dotyczące zmiany rat czy warunków użytkowania. To znaczące ułatwienie prowadzenia biznesu, oszczędzające zarówno czas jak i koszty.

Izabela Korczakowska, wiceprzewodnicząca Rady ZPL, wiceprezeska IMPULS-LEASING Polska:

Zdalne podpisywanie umów leasingowych bez potrzeby użycia podpisu kwalifikowanego to cyfrowa zmiana dla polskiego rynku leasingowego, przynosząca korzyści zarówno przedsiębiorcom, jak i firmom leasingowym. Od 13 lipca nowe przepisy umożliwią e-leasing, co oznacza, że przedsiębiorcy będą mogli zawierać umowy online, np. przez e-mail czy SMS, bez drukowania dokumentów. Leasing realizowany w pełni online ułatwi życie przedsiębiorcom i stanowi impuls do dalszej cyfryzacji usług finansowych. Nowe przepisy oznaczają znaczącą automatyzację i uproszczenie procesów, szybszą realizację transakcji oraz obniżenie kosztów operacyjnych poprzez efektywniejsze wykorzystanie zasobów ludzkich. E-leasing to kluczowy moment dla branży leasingowej, który wprowadza ją w nową erę automatyzacji i zwiększa dostępność usług dla MŚP.

Andrzej Krzemiński, wiceprzewodniczący Rady ZPL, prezes Pekao Leasing:

Pamiętać należy, że zdalne podpisywanie umów leasingowych jest obecne już w naszym systemie. Znaczącym okresem okazał się czas pandemii oraz to, że w jego trakcie biznes tak całkowicie nie zamarł. Firmy leasingowe bądź to korzystały z podpisu kwalifikowanego bądź z aplikacji e-Obywatel czy form wideo autoryzacji. Równoległe z tymi próbami mieliśmy do czynienia z jednoznacznie brzmiącym, archaicznym stwierdzeniem w Kodeksie cywilnym, że tylko umowa podpisana własnoręcznie jest prawnie wiążąca.

Rodziło to ryzyko w przypadku sporu np. braku spłat rat, że strona umowy może dowodzić przed sądem, iż skoro umowa nie została podpisana zgodnie z wymogami KC to jej w zasadzie nie ma.

Wejście e-leasingu to krok milowy dla całej branży leasingowej. Dzięki podpisanej 6 czerwca 2025 r. ustawie deregulacyjnej, umowy leasingowe będzie można zawierać w pełni zdalnie – bez konieczności użycia podpisu kwalifikowanego czy biometrycznego. To ogromne uproszczenie procesów, realna oszczędność czasu i kosztów oraz znaczna redukcja formalności. E-leasing zwiększy dostępność usług, szczególnie dla MŚP, przyspieszy obsługę klientów i wesprze cyfrową transformację rynku. To szansa na rozwój nowoczesnych, elastycznych modeli współpracy i dalszy wzrost całej branży.

*Ankieta „Badanie potrzeb klientów w zakresie cyfryzacji procesu leasingowego” została przeprowadzona na stronie www ZPL oraz w portalach klienta i stronach www niektórych firm członkowskich w kwietniu i maju 2025 roku. Wzięło w niej udział 385 klientów. Dominowały mikrofirmy zatrudniające do 5 pracowników – 81,5%. Zdecydowaną większość respondentów stanowiły jednoosobowe działalności gospodarcze (82%). 

Dywersyfikacja handlu i wzmocnienie jednolitego rynku – klucz do odporności UE na cła USA

Unia Europejska może zwiększyć eksport do Mercosur, ASEAN, Indii i innych krajów, co zrekompensowałoby 35% potencjalnych strat, jakie miałyby miejsce w wyniku braku porozumienia z USA. Najsilniejszą i najbardziej perspektywiczną opcją odrobienia strat jest jednak… wspólny rynek – już wzrost wymiany towarów i usług wewnątrz UE o tylko 0,9% wyrównałby straty eksportowe do USA!

  • UE balansuje między żądaniami USA dotyczącymi większego dostępu do rynku i zmian regulacyjnych a ochroną swoich podstawowych interesów. Jeśli porozumienie nie zostanie osiągnięte, sierpniowa podwyżka amerykańskich ceł o +20 punktów procentowych może zmniejszyć eksport z UE do USA o -8%, pociągając za sobą straty w wysokości 50 mld USD (85 mld USD w przypadku podwyżki ceł o +50 punktów procentowych).
  • Zagrożonych może być 215 000 miejsc pracy, w pierwszym rzędzie w Irlandii, na Słowacji, Węgrzech i w Niemczech.
  • W ostateczności UE może nałożyć cła odwetowe na import z USA o wartości do 20 mld EUR i przyspieszyć dywersyfikację handlu z Mercosurem, Indiami i ASEAN.
  • Najpotężniejszym narzędziem UE w negocjacjach z administracją prezydenta Trumpa jest głębsza integracja swojego jednolitego rynku: już wzrost w handlu towarami i usługami między krajami UE o jedynie +0,9% zrównoważyłby straty w eksporcie spowodowane wzrostem ceł w USA o +20 punktów procentowych!
  • W ciągu ostatnich dwóch tygodni Stany Zjednoczone osiągnęły porozumienie z Wietnamem, wysłały listy zapowiadające taryfy celne do 23 krajów i zwiększyły przerwę w ich wprowadzeniu z dotychczas zapowiadanego jako data graniczna 9 lipca na 1 sierpnia. Jeśli do tego czasu nie zostaną osiągnięte dalsze porozumienia, globalna stawka ceł importowych USA wzrośnie do 18%, z dotychczasowych 13%.
  • Nawet jeśli podwyżki ceł będą częściowo cofnięte przed końcem roku, to i tak globalne straty eksportowe w tym roku mogą wynieść nawet 337 mld USD. Wyścig z czasem w negocjacjach wciąż więc trwa.

Jeśli porozumienie z USA nie dojdzie do skutku lub okaże się zbyt jednostronne, w opinii Allianz Trade UE wciąż ma kilka strategicznych opcji. Po pierwsze, niektóre sektory UE mogą okazać się odporne na amerykańskie podwyżki ceł, zwłaszcza te produkujące towary, w przypadku których elastyczność popytu na zmiany cen jest ograniczona i dla których kraje UE są obecnie znaczącymi dostawcami na rynek amerykański – na przykład produkty luksusowe (skóry i futra, jedwab, kosmetyki, napoje i alkohole). Ponadto UE może wprowadzić cła odwetowe na import z USA o wartości do 21 mld EUR, wspierane przez większy pakiet awaryjny o wartości 95 mld EUR, obejmujący samoloty, napoje spirytusowe i żywność, w oczekiwaniu na zatwierdzenie przez członków, jeśli od sierpnia USA nałożą cła w wysokości 20%.

UE może również przyspieszyć dywersyfikację handlu, pogłębiając więzi z innymi regionami świata, takimi jak Mercosur, Indie, ASEAN, Australia i Afryka. Dla UE zyski z eksportu wynikające z potencjalnej umowy o wolnym handlu wydają się najbardziej korzystne w przypadku Mercosuru, a następnie Indii i ASEAN, które łącznie mogą przynieść 14 mld USD dodatkowego eksportu rocznie, jeśli te umowy o wolnym handlu zostaną wdrożonę (wykres 3). Uwzględniając również umowy o wolnym handlu z Malezją, Tajlandią, Filipinami i Indonezją, te umowy o wolnym handlu mogłyby zrekompensować około 35% utraconego eksportu UE-27 do USA.

Wykorzystanie samego jednolitego rynku poprzez harmonizację przepisów, usunięcie wąskich gardeł związanych z licencjonowaniem i infrastrukturą oraz zwiększenie mobilności siły roboczej i kapitału wyłania się jako prawdopodobnie najsilniejsza dźwignia ze wszystkich. Eksport wewnątrz UE stał się w ostatniej dekadzie jeszcze ważniejszy, wzrastając w latach 2013-2024 z 57% do 61%, co stanowi ponad dwie trzecie eksportu krajów UE. Przy rynku wynoszącym 450 mln osób, UE zapewnia na swoim rynku szerokie możliwości europejskim firmom. Udział eksportu na rynek UE waha się od zaledwie 30% w przypadku Cypru do ponad 80% w przypadku Luksemburga, przy czym Niemcy i Francja eksportują odpowiednio 54% swojego eksportu do innych gospodarek UE. W 2024 r. Hiszpania osiągnie nawet 62%, a Włochy 51%. Aby zrównoważyć wzrost taryf celnych w USA o +20 punktów procentowych, UE musiałaby zwiększyć swój wewnątrzunijny handel towarami o +1,3% lub alternatywnie zwiększyć wewnątrzunijny handel towarami i usługami o +0,9% (w oparciu o dane handlowe z 2024 roku). W przypadku wzrostu ceł o +50 punktów procentowych, pełna rekompensata wymagałaby wzrostu wewnątrzunijnego handlu towarami o +2,1% lub wzrostu łącznego handlu towarami i usługami w UE o +1,5%. Co więcej, UE może zwiększyć strategiczną autonomię poprzez reshoring łańcuchów dostaw, wspieranie zielonego i cyfrowego przemysłu oraz wykorzystanie ukierunkowanej polityki przemysłowej i środków dotyczących granic emisji dwutlenku węgla w celu wsparcia narażonych sektorów, takich jak motoryzacja i sektor rolno-spożywczy.

Wykres 1: Zyski z eksportu UE dzięki wdrożeniu umów o wolnym handlu, w mld USD

Zyski z eksportu UE dzięki wdrożeniu umów o wolnym handlu

Źródło: UNCTAD, Allianz Research. Uwagi: Zyski z eksportu są obliczane na podstawie poziomów eksportu z 2023 r. jako poziomu bazowego, obniżając cła dla partnerów handlowych do podobnych poziomów, jakie mają z innymi partnerami FTA (tj. ASEAN, Indie – Wietnam FTA, MERCOSUR – Meksyk FTA) jako punkt odniesienia.

UE dąży do zawarcia porozumienia z USA w celu tymczasowego ustalenia wzajemnych ceł na poziomie 10%, mimo iż negocjacje handlowe (o transatlantyckiej strefie wolnego handlu) są kontynuowane, ponieważ kompleksowa umowa o wolnym, transatlantyckim handlu w opinii Allianz Trade wydaje się mało prawdopodobna w najbliższym czasie. Stany Zjednoczone, niechętne do zawarcia umowy o wolnym handlu z zerową stawką celną, naciskają na UE w sprawie rozszerzonego dostępu do rynku, ostatnio w odniesieniu do amerykańskich produktów rolnych, takich jak kukurydza, soja, nabiał i wołowina. Aby wymusić ustępstwa, Stany Zjednoczone grożą nałożeniem 17% ceł na eksport produktów rolno-spożywczych z UE do USA, który w 2024 roku odpowiadał 8% całkowitego eksportu produktów rolno-spożywczych z UE. USA domagają się również zwiększenia importu LNG do UE i zrównoważenia handlu samochodami, w tym kontyngentów lub zwolnień dla pojazdów wyprodukowanych w USA, pomimo ograniczonego popytu na nie na rynku UE. Dostosowanie przepisów jest kolejnym kluczowym celem USA, mającym na celu obniżenie standardów UE w zakresie polityki cyfrowej, bezpieczeństwa żywności i podatku VAT, które USA postrzegają jako ukryte bariery handlowe. Przywódcy UE stoją w obliczu wewnętrznej presji, aby szybko osiągnąć porozumienie w celu uniknięcia ostrzejszych amerykańskich ceł, ale wielu z nich przestrzega przed przedwczesnym ustępstwem w sprawie podstawowych zasad, zdając sobie sprawę z atutu 450-milionowego rynku UE i jego jedności, chcąc uniknąć nieproporcjonalnie dużych ustępstw. Rozmowy obejmują obniżenie 25% ceł amerykańskich na pojazdy z UE i potencjalne zniesienie ceł na alkohole, samoloty i części. UE jest skłonna zmniejszyć swoją nadwyżkę handlową, która wzrosła do 21,9 mld USD w maju 2025 r. i 137,3 mld USD od początku roku (w porównaniu do 19,8 mld USD w maju 2024 r. i 92,5 mld USD od początku roku w 2024 r.) poprzez zwiększenie zakupów amerykańskiej broni i LNG. UE obawia się jednak jednostronnej umowy, wiążącej się z większymi ustępstwami niż korzyściami, co grozi reakcją ze strony państw członkowskich. Trwają więc jednocześnie przygotowania do podjęcia działań odwetowych.

Z umową czy bez, wynik negocjacji będzie miał znaczący wpływ nie tylko na eksport UE, ale także na zatrudnienie. Przydatnym wskaźnikiem ekspozycji kraju lub sektora na eksport do USA jest udział wartości dodanej (VA) w eksporcie do USA w stosunku do całkowitej krajowej VA. W oparciu o ten wskaźnik Irlandia jest najbardziej narażonym krajem w UE, a za nią plasują się Estonia, Słowacja i Węgry. Wśród sektorów największą ekspozycję na potencjalne straty wykazuje sektor farmaceutyczny, a następnie komputery, elektronika i produkty optyczne, pojazdy silnikowe, chemikalia oraz maszyny i urządzenia. Jeśli amerykańskie podwyżki ceł o +20 punktów procentowych zostaną wprowadzone 1 sierpnia, eksport z UE do USA może spaść o -8% rocznie, co oznacza straty w wysokości około 49 mld USD w 2025 r. (+50 punktów procentowych, jak grożono pod koniec maja, doprowadziłoby do strat w eksporcie o wartości 85 mld USD). Największe straty poniosłyby Niemcy (12 mld USD), następnie Irlandia i Włochy (po 6 mld USD) oraz Francja (4 mld USD). Podczas gdy ogólny wpływ na eksport UE może wydawać się możliwy do opanowania, w opinii Allianz Trade obawy budzi koncentracja strat w kilku krajach i sektorach (wykres 2, po lewej). Zagrożenie utratą miejsc pracy z powodu amerykańskich ceł jest szeroko rozproszone na całą UE, ale ponownie najbardziej dotknięta ze względu na silną orientację eksportową na USA będzie Irlandia. Zakłócenia w utrzymaniu zatrudnienia odczuwalne mogą być szczególnie w branży farmaceutycznej, chemicznej, rolno-spożywczej i sprzętu transportowego, czyli w sektorach o wysokiej wartości dodanej eksportu do USA i o znacznym udziale tej produkcji eksportowej w zatrudnieniu (wykres 2, po prawej). Drugim najbardziej narażonym na utratę miejsc pracy jest Słowacja, osiągająca wysoką wartością dodaną w eksporcie do USA w sektorze motoryzacyjnym i maszynowym, podczas gdy Estonia jest szczególnie narażona w sektorze komputerów, elektroniki i optyki. Podsumowując: oczekiwać można, że straty związane z eksportem sumarycznie będą najbardziej widoczne w Irlandii, ze względu na spadki w pierwszym rzędzie w jej sektorze chemicznym; na Słowacji, ze względu na straty w sektorze motoryzacyjnym; na Węgrzech, ze względu na zmniejszony eksport maszyn; w Estonii, ze względu na komputery i elektronikę oraz we Francji, ze względu na sprzęt transportowy, którego ekspozycja na USA jest również stosunkowo wysoka. Łącznie około 1,1 mln miejsc pracy w UE-27 jest narażonych na wpływ wyższych amerykańskich ceł, w szczególności w irlandzkim sektorze farmaceutycznym, słowackim przemyśle motoryzacyjnym, węgierskim sektorze motoryzacyjnym i maszynowym oraz niemieckim przemyśle maszynowym. Ogólnie rzecz biorąc, szacujemy, że zwiększone koszty handlu z USA w 2025 r. mogą spowodować utratę od 43 000 do 215 000 miejsc pracy w UE-27, spowodowaną spadkiem wartości dodanej związanej z eksportem do USA.

Wykres 2: Wskaźnik narażenia miejsc pracy na amerykańskie cła i maksymalne straty w eksporcie w efekcie amerykańskich ceł w mld USD (po lewej) oraz wskaźnik narażenia zatrudnienia na amerykańskie cła według sektorów (po prawej)

Wskaźnik narażenia miejsc pracy na amerykańskie cła i maksymalne straty w eksporcie

Źródło: UNComtrade, OECD TIVA, OECD TIM, Allianz Research. Uwagi: Ekspozycja zatrudnienia obliczona przez pomnożenie dla każdej branży wartości dodanej związanej z eksportem do USA jako udziału w całkowitej wartości dodanej na poziomie krajowym pomnożonej przez udział zatrudnienia w branży w każdym kraju. Wyższa wartość wskazuje na większą podatność na amerykańskie cła.

Kilka dni po osiągnięciu porozumienia handlowego z Wietnamem, administracja prezydenta Trumpa przełożyła termin wdrożenia taryf zapowiedzianych w „Dniu Wyzwolenia” na 1 sierpnia (z pierwotnie zapowiadanego 9 lipca)[1]. Jeśli jednak do tego czasu nie zostaną osiągnięte dalsze porozumienia, globalna stawka ceł importowych USA wzrośnie w efekcie zgodnie z zapowiedziami z obecnych 13% do 18%. W dniu 2 lipca prezydent Trump powiedział, że osiągnięto porozumienie między USA a Wietnamem, zgodnie z którym wietnamski eksport do USA będzie musiał stawić czoła podwyżce ceł o +20 punktów procentowych zamiast +46 punktów procentowych zapowiedzianych w „Dniu Wyzwolenia”. W ubiegłym tygodniu wraz z ogólnym przedłużeniem terminu na osiągnięcie kolejnych porozumień, administracja wysłała pisma do 23 krajów, w tym Kanady, Japonii, Korei Południowej, Tajlandii, Malezji i Brazylii[2] , w których podała wysokość docelowych podwyżek ceł, które będą obowiązywać od 1 sierpnia, o ile do tego czasu nie zostanie osiągnięte porozumienie (w większości przypadków zbliżone do początkowych liczb podanych w „Dniu Wyzwolenia”). Wraz ze skorygowaną podwyżką ceł na Wietnam oznacza to wzrost globalnej stawki celnej na import z USA z obecnych 13% do 16% (wykres 3). Jeśli jednak do 1 sierpnia nie dojdzie do dalszych porozumień w rozmowach dwustronnych (w szczególności z UE, Szwajcarią, Indiami i Tajwanem), stawka ta może wzrosnąć do 18%. Prezydent Trump ogłosił również 10 lipca, że rozważa zwiększenie uniwersalnej podstawowej podwyżki ceł z +10 punktów procentowych do +15 punktów procentowych lub +20 punktów procentowych. Dotyczyłoby to 11 krajów z naszej tabeli 1, na które USA nałożyły podwyżkę ceł o +10 punktów procentowych w „Dniu Wyzwolenia” i od tego czasu nie osiągnęły porozumienia handlowego ani nie otrzymały żadnego listu z propozycjami amerykańskiej administracji – w takiej sytuacji znajduje się na przykład Argentyna, Australia, Singapur, Turcja i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Na „radarze” Białego Domu są także cła sektorowe, m.in. import miedzi do USA jest zagrożony 50% taryfą od 1 sierpnia. Prezydent Trump zasugerował również, że import farmaceutyków może ostatecznie zostać objęty taryfą w wysokości 200%. Trwają również dochodzenia amerykańskiej administracji dotyczące szeregu innych sektorów, w tym samolotów, minerałów krytycznych, półprzewodników i przemysłu stoczniowego.

Wykres 3: Globalna stawka celna na import z USA (średnia ważona, %)

Globalna stawka celna na import z USA

Źródła: WTO, US ITC, ITC, Allianz Research

Zmiany taryfowe w tym roku mogą doprowadzić do strat w eksporcie o wartości do 337 mld USD na całym świecie, przy czym w ujęciu względnym najbardziej narażeni są azjatyccy eksporterzy. Wciąż trwają negocjacje w sprawie porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi. W przypadku ich braku i realizacji scenariusza ceł zgodnych z ostatnimi zapowiedziami,  wg. naszych wyliczeń straty w wartościach bezwzględnych poniosą: eksporterzy z Chin (110 mld USD), UE (49 mld USD), Kanady (41 mld USD), Meksyku (18 mld USD), Japonii (18 mld USD), Korei Południowej (18 mld USD) i Wietnamu (14 mld USD) – patrz tabela 1. W odniesieniu do swojego PKB najboleśniej odczułyby te straty Kambodża, Wietnam, Kanada, Meksyk, Tajlandia, Korea Południowa, Tajwan i Malezja. Szacunki te nie uwzględniają żadnych środków łagodzących (np. frontloadingu i dywersyfikacji handlu) i zakładają, że podwyżki ceł ogłoszone przez Biały Dom zaczną obowiązywać od 1 sierpnia, zanim do końca roku zostaną osiągnięte porozumienia mające na celu ich częściowe odwrócenie. Partnerzy handlowi USA mogliby zaoferować ułatwienie importu z USA poprzez obniżenie ceł i zobowiązanie się do zwiększenia zakupów amerykańskich produktów. Na przykład Wietnam zgodził się obniżyć wszystkie cła na import z USA, Tajlandia również to zaproponowała, a Indonezja podpisała umowy dotyczące podwojenia zakupów amerykańskiej pszenicy w latach 2026-2030 i zwiększenia importu paliw. Bardziej skomplikowane ustępstwa, o które Stany Zjednoczone mogą również poprosić, obejmują zezwolenie na aprecjację lokalnych walut (co już miało miejsce w przypadku niektórych eksporterów, ale byłoby trudne do dalszego wdrożenia w skoordynowany sposób) i ograniczenie powiązań z Chinami. Listy wysłane w ubiegłym tygodniu sugerują, że może to być intencją administracji Trumpa, co sugeruje zdanie „Towary przeładowywane w celu uniknięcia wyższej taryfy celnej będą podlegać tej wyższej taryfie celnej”, co wydaje się wskazywać na chińskie towary, ale bez wyraźnego określenia. Jednak presja tego rodzaju będzie prawdopodobnie trudna do wdrożenia, ponieważ dokładna definicja przeładunku jest nie sprecyzowana, ale także dlatego, że kraje azjatyckie mogą nie być tak chętne do zakazu przekierowania eksportu z Chin, często ich większego partnera handlowego i źródła inwestycji dla nich niż USA.

Tabela 1: Stawki celne i potencjalne straty eksportowe dla największych partnerów handlowych USA

Stawki celne i potencjalne straty eksportowe dla największych partnerów handlowych USA

 * Przed „Dniem Wyzwolenia”: uwzględnia podwyżki ceł na amerykański import z Chin, Kanady i Meksyku, a także amerykański import stali, aluminium, samochodów i części samochodowych.

** Po „Dniu Wyzwolenia” i powiązanych decyzjach: uwzględnia zmiany ceł w pierwszej połowie kwietnia, tj. podstawową podwyżkę o +10 punktów procentowych dla wszystkich krajów, wyższą podwyżkę dla Chin (uwzględniającą również rundy działań odwetowych) oraz uwzględnienie wyłączeń sektorowych

*** Decyzje 2-10 lipca:  umowa z Wietnamem, listy taryfowe wysłane do 23 krajów (Algieria, Bangladesz, Bośnia i Hercegowina, Brazylia, Brunei, Birma, Kambodża, Kanada, Indonezja, Irak, Japonia, Kazachstan, Laos, Libia, Malezja, Mołdawia, Filipiny, Senegal, RPA, Korea Południowa, Sri Lanka, Tajlandia, Tunezja), cła na import miedzi do USA

^Do 1 sierpnia, w przypadku braku dalszych porozumień lub zapowiedzi kolejnych ceł: zakładając, że kraje, które nie osiągnęły porozumienia z USA ani nie otrzymały żadnego listu taryfowego, będą musiały stawić czoła podwyżce ceł ogłoszonej 2 kwietnia („Dzień Wyzwolenia”).

^^ Do 1 sierpnia, w przypadku braku dalszych umów lub listów i wyższej podstawowej taryfy celnej: zamiast podwyżki podstawowej taryfy celnej o +10 punktów procentowych ogłoszonej w kwietniu, należy zastosować +20 punktów procentowych (jak wspomniał prezydent Trump w wywiadzie z 10 lipca).

Źródła: WTO, US ITC, ITC, Allianz Research

[1] Dla wszystkich krajów z wyjątkiem Chin, dla których wstępne porozumienie osiągnięte w połowie maja ustaliło termin ostatecznego na 12 sierpnia.

[2] Algieria +30 punktów procentowych (tyle samo, ile groziło jej w Dniu Wyzwolenia), Bangladesz +35 punktów procentowych (wobec +37 punktów procentowych), Bośnia i Hercegowina +30 punktów procentowych (wobec +35 punktów procentowych), Brazylia +50 punktów procentowych (wobec +10 punktów procentowych), Brunei +25 punktów procentowych (wobec +24 punktów procentowych). +24 pkt proc.), Kambodża +36 pkt proc. (vs. +49 pkt proc.), Indonezja +32 pkt proc. (bez zmian), Irak +30 pkt proc. (vs. +39 pkt proc.), Japonia +25 pkt proc. (vs. +24 pkt proc.), Kazachstan +25 pkt proc. (vs. +27 pkt proc.), Laos +40 pkt proc. +48pps), Libia +30pps (vs. +31pps), Malezja +25pps (vs. +24pps), Mołdawia +25pps (vs. +31pps), Myanmar +40pps (vs. +44pps), Filipiny +20pps (vs. +17pp), Serbia +35pps (vs. +37 pkt proc.), RPA +30 pkt proc. (bez zmian), Korea Południowa +25 pkt proc. (bez zmian), Sri Lanka +30 pkt proc. (vs. +44 pkt proc.), Tajlandia +36 pkt proc. (bez zmian), Tunezja +25 pkt proc. (vs. +28 pkt proc.). Kanada stoi w obliczu 35% zamiast 25% ogłoszonych w marcu (zakładamy te same wyłączenia lub niższe cła na niektóre towary).

Niemal co trzeci dyrektor IT przecenia poziom cyberodporności swojej firmy

0

Trzy na cztery firmy na świecie (74%) opierają strategię cyberochrony na działaniach reaktywnych i podstawowych – wynika z badania Veeam i McKinsey. Co więcej, 30% dyrektorów IT (CIO) uważa, że ich przedsiębiorstwo jest ponadprzeciętnie odporne na zagrożenia związane z danymi, choć w praktyce dotyczy to mniej niż 10% firm. Tymczasem aktywne i przemyślane wzmacnianie cyberochrony przekłada się na wymierne rezultaty. Jak pokazuje model dojrzałości odporności danych (Data Resilience Maturity Model, DRMM), organizacje inwestujące w tym obszarze odzyskują zasoby siedem razy szybciej, doświadczają trzykrotnie krótszych przestojów i tracą czterokrotnie mniej danych niż ich konkurenci.

Cyberataki to powszechne i realne zagrożenie dla każdego biznesu, a ich wystąpienie należy oceniać w kategoriach nie „czy” lub „kiedy”, ale „ile razy” się wydarzą. W tym kontekście błędna samoocena firm co do możliwości stawienia skutecznego oporu cyberprzestępcom jest wyjątkowo niepokojąca. Z raportu Veeam Ransomware Trends and Proactive Strategies 2025 wynika, że 69% podmiotów, które padły w ostatnim roku ofiarą ataku ransomware, deklarowało przed incydentem pełną gotowość do jego odparcia. Po ataku to przekonanie spadło o 20%, a w przypadku dyrektorów IT nawet o 30%.

Firmy często dowiadują się o własnych słabościach dopiero wtedy, gdy jest już za późno i staną się ofiarą cyberataku. Wtedy też okazuje się, że cena tej niewiedzy potrafi być astronomiczna. Przestoje IT spowodowane cyberatakami kosztują firmy z listy Global 2000 ponad 400 miliardów dolarów rocznie. Pojedyncze przedsiębiorstwo narażone może być nawet na 200 milionów dolarów strat z powodu przerw w prowadzeniu działalności, utraty reputacji i zakłóceń operacyjnych.

Bez diagnozy nie ma ochrony

W takich realiach rzetelna ocena stanu przygotowania na incydenty staje się punktem wyjścia do podejmowania skutecznych działań. Nieprzypadkowo to właśnie diagnoza obecnego poziomu bezpieczeństwa jest jednym z kluczowych wymogów unijnej dyrektywy NIS2. Zawarte w niej przepisy nakładają na firmy obowiązek przeprowadzania regularnych analiz ryzyka, audytów i wdrażania środków technicznych oraz organizacyjnych zapewniających ciągłość działania.

Przykładem narzędzia, które może w tej ocenie pomóc, jest Data Resilience Maturity Model. Pozwala on organizacjom określić, na jakim poziomie dojrzałości funkcjonują dziś i jakie czynności mogą podjąć, żeby wzmocnić odporność swoich danych. Model DRMM analizuje trzy kluczowe obszary działalności firmy – strategię, ludzi i procesy oraz technologię. Na tej podstawie przypisuje przedsiębiorstwo do jednej z czterech kategorii dojrzałości: od reaktywnej i manualnej (Basic), przez średnio zaawansowaną (Intermediate), po zaawansowaną (Advanced) i najlepszą w swojej klasie (Best-in-Class).

Co wyróżnia najlepszych?

Z raportu Veeam i McKinsey wynika, że 74% ankietowanych firm plasuje się dziś na dwóch najniższych poziomach dojrzałości, co oznacza, że nie wdrażają nawet połowy dobrych praktyk w zakresie zarządzania danymi, bezpieczeństwa i podnoszenia odporności na cyberincydenty. Z kolei przedsiębiorstwa, które model DRMM przypisał do poziomu Best-in-Class, stanowią jedynie 8% badanych. Wyróżnia je m.in. to, że mają wdrożoną kompleksową strategię ochrony danych oraz zautomatyzowane procedury tworzenia backupu i odzyskiwania zasobów. Ich działania w zakresie wzmacniania odporności danych nie koncentrują się wyłącznie na ulepszaniu infrastruktury IT, a łączą zaawansowane zabezpieczenia techniczne z odpowiednimi procesami, kulturą organizacyjną i dobrym zarządzaniem.

Przekłada się to na wymierne rezultaty. Firmy z najwyższym poziomem dojrzałości odzyskują dane średnio siedem razy szybciej niż ich konkurenci, doświadczają trzykrotnie krótszych przestojów operacyjnych i tracą czterokrotnie mniej danych po incydencie naruszenia bezpieczeństwa. Osiągają też przeciętnie o 10% wyższy wzrost przychodów rocznie.

Budżety rosną, ale nie tam, gdzie trzeba

Osiągnięcie wysokiego poziomu dojrzałości nie dzieje się przypadkiem, a wymaga czasu, konsekwencji i inwestycji. Z raportu Veeam wynika, że 94% firm zwiększyło w 2025 roku nakłady finansowe przeznaczane na odzyskiwanie danych, a 95% na działania zapobiegawcze. To dobry kierunek, ale sam wzrost budżetów to za mało. W praktyce organizacje nadal przeznaczają więcej środków na zapobieganie atakom, niż na odzyskiwanie zasobów po ich wystąpieniu (odpowiednio 31% i 28% budżetu IT). Takie rozłożenie środków może prowadzić do sytuacji, w której mimo wdrożonych zabezpieczeń, firmy nie są w stanie szybko wrócić do działania. Tymczasem to właśnie tempo reakcji przesądza o skali strat i zdobyciu na nowo zaufania klientów.

Firmy, które osiągają najwyższy poziom odporności danych, łączy jedno: działają nie tylko zgodnie z planem, ale w sposób, który pozwala im nieustannie ten plan doskonalić. Traktują cyberodporność nie jako pojedynczy projekt, lecz jako kompetencję organizacyjną, wpisaną w codzienne procesy, kulturę pracy i sposób myślenia o danych. W efekcie dojrzałość cybernetyczna staje się dla tych podmiotów nie tylko narzędziem zarządzania ryzykiem, ale także realnym źródłem przewagi konkurencyjnej.

Autor: Tomasz Krajewski, Dyrektor Techniczny Sprzedaży na Europę Wschodnią w firmie Veeam

Dwa lata od startu programu „Bezpieczny kredyt 2%” – rynek nadal się po nim nie podniósł

Dla wielu najlepszy program od lat, który realnie zmienił rynek nieruchomości i dostęp do zakupu mieszkań, a dla innych projekt, który zniszczył rynek, a ceny mieszkań nie ustabilizowały się do dzisiaj. Eksperci nie mają wątpliwości, że drugiego takiego programu jak „Bezpieczny kredyt 2%” na rynku już nie będzie.

Hanna Mojsiuk: „Relatywna ocena ważnego programu”

Z perspektywy czasu program „Bezpieczny kredyt 2%” można oceniać bardzo relatywnie. Nie da się nie docenić faktu, że otworzył on przed wieloma osobami szanse na zdobycie mieszkania i jeżeli ktoś znalazł się w gronie „szczęśliwców”, którzy zdobyli finansowanie w ramach pierwszej i ostatniej odsłony programu to na pewno ocenia on ten projekt pozytywnie.

Horyzontalnie jednak wiele osób zwraca uwagę, że jest to projekt, który sprawił, że ceny mieszkań wzrosły, a dość statyczny po pandemii rynek nieruchomości wprowadzony został w stan chaosu, który nie został opanowany do dzisiaj.

 – Konsumenci nadal oczekują na programy dopłat, powstrzymują się z decyzjami kredytowymi, a jednocześnie istnieje obawa, że kolejne tego typu programy jeszcze mocniej podbiją ceny mieszkań. Program „Bezpieczny Kredyt 2%” pomógł wielu osobom wejść na rynek mieszkaniowy, ale przyczynił się też do wzrostu cen i zaburzenia równowagi rynkowej. Jego konsekwencje pokazały, że interwencje państwa w rynek mieszkaniowy muszą być bardzo ostrożnie projektowane, aby nie pogłębiały problemu, który próbują rozwiązać – mówi Hanna Mojsiuk.

 – Jako Północna Izba Gospodarcza zrzeszamy wielu przedsiębiorców sektora budowlanego oraz deweloperów. Pytając o program „Bezpieczny kredyt 2%” usłyszałam wiele skrajnych opinii – od zdania, że to był program skrojony pod potrzeby ludzi, skoro zainteresowanie było tak gigantyczne, po komentarze, że lepiej żeby taki program nigdy nie powstał, bo jego konsekwencje długofalowe są negatywne – dodaje Hanna Mojsiuk.

Eksperci widzą plusy i minusy programu dopłat do nieruchomości

Eksperci Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie nie mają wątpliwości, że taki program już się nie powtórzy, bo jego ocena po czasie jest dość niejednoznaczna.

–  Ten program przyniósł rynkowi nieruchomości tyle samo szkody, co pożytku – mówi wprost Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Pożytkiem jest na pewno fakt, że program „Bezpieczny Kredyt 2%” udowodnił nam wszystkim, że jest ogromne zapotrzebowanie na systemowe wsparcie dla osób chcących kupić mieszkanie. Rynek komercyjny wyklucza coraz szerszą część społeczeństwa, aspiracje młodych na zakup mieszkania rosną, a jednocześnie nie rosną ich możliwości związane z np. zdolnością kredytową – mówi Mirosław Król. – Oczekiwania na pewno są takie, by program w podobnej formie funkcjonował, ale by jednocześnie nie generował wzrostu cen na rynku nieruchomości, a pogodzenie wody z ogniem może nie być możliwe – przyznaje ekspert.

  – Po zakończeniu programu „Bezpieczny Kredyt 2%” na początku 2024 roku, rynek nieruchomości z niecierpliwością oczekiwał na nowe propozycje rządowe. Choć zapowiedzi takich programów się pojawiły, nie przeszły one w fazę realizacji. Temat ten wzbudzał wiele kontrowersji, ponieważ wcześniejszy program znacząco wpłynął na wzrost cen mieszkań. Wszystkie strony rynku dostrzegły, że tego typu działania – choć z pozoru korzystne – mogą prowadzić do gwałtownego wzrostu popytu, a tym samym do szybkiego wzrostu cen. Brak konkretnych decyzji rządu tylko potęgował niepewność i zamieszanie wśród uczestników rynku. W efekcie ceny mieszkań przestały dynamicznie rosnąć i obecnie wykazują tendencję do stabilizacji. Coraz częściej klienci mogą liczyć na znaczne upusty od wyjściowych cen ofertowych. Dodatkowo, ostatnie obniżki stóp procentowych sprzyjają zwiększonemu zainteresowaniu nieruchomościami, co powoli zaczyna przekładać się na rosnącą aktywność zakupową – dodaje Łukasz Szykuć, deweloper i właściciel firmy TLS Development.

Transformacja stylu zarządzania – od kontroli do partnerstwa i zaufania

Choć wielu pracowników deklaruje gotowość do samodzielnego działania, to wiele organizacji boryka się z deficytem zaufania do podwładnych. Nadal można obserwować, że style zarządzania opierają się na ścisłej kontroli, przez co ograniczają możliwości rozwoju pracowników i tłumią ich kreatywność. Dane z ankiet przeprowadzonych Gi Group Holding potwierdzają, że mikrozarządzanie utrudnia budowanie efektywnych, odpowiedzialnych zespołów i hamuje rozwój kluczowych kompetencji przyszłości, takich jak samodzielność i umiejętność podejmowania decyzji.

Samodzielność sprzyja rozwojowi

Pracownicy dobrze odnajdują się w środowisku, które daje im swobodę działania. Potwierdza to ankieta Gi Group Holding – 61% respondentów wskazało w niej, że samodzielność sprzyja ich rozwojowi, a 32% uznało, że zwiększa ich efektywność. Jedynie 6% ankietowanych czuje się w takim modelu pracy przytłoczonych oczekiwaniami, a 1,5% ma trudność z ustalaniem priorytetów.Mikrozarządzanie samodzielność

 – Nasze obserwacje potwierdzają wyniki ankiety – pracownicy chcą mieć wpływ na to, jak pracują i jakie rozwiązania wdrażają. Gdy brakuje im przestrzeni na samodzielność, pojawia się frustracja, spada motywacja, co z czasem może prowadzić do rotacji. Pracownicy pozbawieni możliwości wykazywania inicjatywy osłabiają efektywność zespołów – podkreśla Tomasz Tarabuła, Dyrektor Regionalny Gi Group.

Wyniki ankiet jednoznacznie wskazują, że pracownicy oczekują od swoich przełożonych niezależności. Autonomia pozostaje jednak nadal w wielu firmach niewykorzystanym potencjałem, blokowanym przez deficyt zaufania lub brak przygotowania menedżerów do prowadzenia zespołów w partnerski sposób.

Mikrozarządzanie ogranicza

Wyniki pokazują jednocześnie, że mikrozarządzanie budzi negatywne reakcje pracowników. Aż 52% respondentów przyznaje, że ten styl zarządzania ich ogranicza, a 40% deklaruje, że z tego powodu rozważa odejście z firmy. Zaledwie 8% wśród badanych osób uważa, że nadmierna kontrola przekłada się na lepszą wydajność oraz rozwój kompetencji.Mikrozarządzanie wpływ

Choć mikrozarządzanie może być próbą zapewnienia kontroli nad procesami, w praktyce prowadzi do spadku zaangażowania. W konsekwencji pracownicy tracą poczucie wpływu i niejednokrotnie szukają środowiska pracy, w którym będą mogli działać z większą autonomią.

– Efektywne przywództwo nie opiera się na kontroli, lecz zaufaniu i partnerstwie. Dobry lider potrafi wskazać zespołowi cele i zaufać, że zostaną zrealizowane. W praktyce jednak mikrozarządzanie nadal bywa stosowane – często nie z powodu złych intencji, lecz z niewystarczającego przygotowania do zarządzania zespołem i braku umiejętności delegowania odpowiedzialności – mówi Piotr Wajgielt, Executive Manager w Wyser Executive Search.

Bariery blokujące samodzielność

Jedną z głównych przeszkód utrudniających rozwój samodzielności jest kultura niskiego zaufania, w której delegowanie postrzegane jest nie jako element rozwoju, ale zagrożenie. Dodatkowo pracownicy często obawiają się konsekwencji ewentualnych błędów, co skutecznie zniechęca ich do podejmowania inicjatywy i eksperymentowania. Istotną barierą bywa również brak odpowiednich umiejętności przełożonych – nie wszyscy są przygotowani do zarządzania w modelu opartym na autonomii, współodpowiedzialności i partnerstwie.

 –  Aby organizacja mogła się rozwijać, musi traktować autonomię nie jako przywilej zarezerwowany dla wybranych, lecz jako kompetencję, którą można i należy świadomie kształtować. Samodzielność wymaga zaufania i przestrzeni do podejmowania decyzji. Pracownik nie nauczy się działać odpowiedzialnie, jeśli wcześniej nie dostanie realnej szansy, by decydować i ponosić konsekwencje swoich wyborów – komentuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Autonomia nie powinna być zarezerwowana wyłącznie dla najbardziej doświadczonych pracowników, również osoby początkujące mogą z powodzeniem działać samodzielnie, jeśli otrzymają odpowiednie wsparcie i zaufanie. Juniorzy, którzy mają jasno określone cele oraz dostęp do regularnej informacji zwrotnej, szybciej rozwijają się i uczą brania odpowiedzialności za własne decyzje. W przypadku pracowników z większym stażem autonomia jest naturalnym obszarem rozwoju, pozwalającym im wykorzystywać pełnię kompetencji i wpływać na kierunek działań zespołu. Dlatego kluczowe jest indywidualne podejście, w którym zakres samodzielności dostosowywany jest do doświadczenia i poziomu gotowości, a nie traktowany jako przywilej czy wyjątek.

Transformacja stylu zarządzania nie jest prosta, ale jest możliwa. Firmy, które chcą rozwijać samodzielność zespołów, powinny inwestować w rozwój kompetencji przywódczych, jasno definiować zakresy odpowiedzialności oraz budować kulturę, w której błędy traktowane są jako naturalny element uczenia się. Kluczowe znaczenie mają również narzędzia wspierające transparentność i zaangażowanie, takie jak regularna informacja zwrotna, wspólne planowanie celów i otwarta komunikacja.

– Przyszłość rynku pracy należy do osób, które potrafią działać niezależnie i odpowiedzialnie. Firmy, które nie wdrożą modelu zarządzania opartego na zaufaniu, będą mieć trudność z utrzymaniem talentów i reagowaniem na zmieniające się potrzeby rynku – zauważa Tomasz Tarabuła, Dyrektor Regionalny Gi Group.

Ankiety dotyczące wpływu mikrozarządzania oraz samodzielności w podejmowaniu decyzji zostały przeprowadzone przez Gi Group Holding na platformie LinkedIn. Wzięło w nich udział – odpowiednio – 310 i 340 osób.

„Czas aneksowania” na rynku mieszkań na wynajem. Ceny wynajmu nie rosną tak szybko jak opłaty za media i czynsze

– Wielkie negocjowanie przedłużenia umów na kolejne miesiące w mieszkaniach na wynajem zaczyna się zwykle w lipcu. Dla osób posiadających mieszkania na wynajem właściwy sezon zaczyna się bowiem nie w czerwcu czy w styczniu, a na przełomie września i października, gdy po wakacjach do dużych miast wracają studenci albo gdy po urlopach wracają pracownicy sezonowi. Popyt na mieszkania na wynajem pozostaje wysoki, rośnie jednak podaż, co powoduje, że ceny powinny utrzymać się na podobnym poziomie jak w poprzednich miesiącach – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. Ekspert wskazuje jednak kilka sytuacji, które martwią zarówno wynajmujących jak i inwestorów.

„Lepszy wierny lokator za niższą stawkę niż ryzyko podpisywania droższej umowy z kimś niesprawdzonym”

Eksperci rynku nieruchomości nazywają sytuacje lipcowe „maratonem z aneksami”. To właśnie w lipcu, a czasem nawet w czerwcu, podpisywane są aneksy na wynajem mieszkań na kolejne sezony. Data ta wiąże się z faktem, że wiele umów na wynajem zaczyna się we wrześniu lub w październiku. Podpisywane aneksy dotyczą przedłużania lub nieprzedłużenia wynajmu nieruchomości. Wynajmującym są także proponowane nowe ceny wynajmu.

To w lipcu zwykle jasne staje się jak wygląda sytuacja na rynku mieszkań na wynajem. Ile mieszkań wraca do zasobu, ile nowych inwestycji trafia na rynek oraz jaki jest popyt i podaż na rynku. Zwykle to także w lipcu i sierpniu rozdzwaniają się telefony od osób, które poszukują mieszkań na wynajem.

– Ceny mieszkań na wynajem od osób posiadających zwykle jedno-dwa-trzy mieszkania nie wzrastają. Obserwujemy zatrzymanie cen lub korekty o zaledwie kilka procent. Osoby posiadające mniejszy zasób zdecydowanie bardziej cenią sobie kontynuację współpracy ze znanymi sobie klientami niż podnoszenie cen do zaporowych poziomów, a następnie szukanie kolejnych wynajmujących – mówi Mirosław Król.

Czy to znaczy, że ceny się zatrzymują? Nie. Nawet jeżeli właściciel mieszkania nie podnosi cen to bardzo często rosną koszty mediów czy czynszu.

– Spotkałem się z sytuacją, gdzie w ciągu roku czynsz w mieszkaniu na wynajem wzrósł dwukrotnie o 300 złotych. To łącznie zmienia mocno sytuację wynajmującego. Spodziewam się, że takich sytuacji jest wiele i może to wpływać na korekty kosztów wynajmu – przyznaje Król.

Zmiany cen wynajmów mają też miejsce, gdy administratorem mieszkania na wynajem jest firma zajmująca się tzw. „najmem instytucjonalnym”.

– Tutaj zwykle aneks do umowy kończy się podwyżką, choćby to miało być 100 czy 200 złotych miesięcznie. Zmiana ceny wynika tutaj z faktu, że po prostu koszty komercyjnej obsługi najmu też rosną – mówi Mirosław Król.

Studenci i młode osoby wciąż najważniejsze na rynku wynajmów

Jak wygląda sytuacja na rynku nieruchomości w lipcu 2025 roku w zakresie mieszkań na wynajem? Eksperci mówią o nieco niższym popycie, a jednocześnie większej podaży.

Na rynku jest podobna liczba studentów wynajmujących mieszkania, ale spada ilość pracowników decydujących się na wynajmy. To kwesta faktu, że mniej jest pracowników z Ukrainy, którzy przyjeżdżają tu na krótszy czas. To także efekt większego zainteresowania zakupem mieszkania.

– Gdybyśmy podzielili strukturę rynku na studentów, pracowników sezonowych i zwykłe rodziny wynajmujące, to najsilniejszym ogniwem pozostają studenci oraz młodzi najemcy bez zdolności kredytowej na rynku komercyjnym. Spada udział pracowników sezonowych czy grup zorganizowanych dla których wynajmuje się mieszkania w kontekście zawodowym – mówi Mirosław Król.

Na rynku jest także większa podaż mieszkań czy apartamentów.

– Deweloperzy oddają kolejne nieruchomości, a gdy ich sprzedaż jest niesatysfakcjonująca to decydują się na wynajem. Tutaj umowy zawierane są na pół roku, dziewięć miesięcy lub rok, a ceny potrafią być konkurencyjne, co sprawia, że czasem nowe mieszkanie można wynająć niewiele drożej niż mieszkanie na rynku wtórnym – mówi Mirosław Król.

Ekspert zaznacza jednocześnie, że trudno jest na ten mówić horyzontalnie o sytuacji na rynku nieruchomości w największych miastach. Ta znana będzie we wrześniu, gdy wiele umów będzie rozwiązanych lub właśnie na nowo podpisywanych.

Aleksander Solski nowym Członkiem Zarządu ds. Finansowych Grupy Selena

Rada Nadzorcza w dniu 15 lipca 2025r. podjęła uchwałę powołującą z dniem 1 września br. Aleksandra Solskiego na Członka Zarządu ds. finansowych (CFO). Nowy Członek Zarządu Spółki będzie odpowiedzialny za globalne zarządzanie obszarem finansowym Grupy Selena.

Aleksander Solski to doświadczony manager, który swoją szeroką wiedzę i praktykę zdobywał pełniąc kluczowe role w zespołach finansowych, głównie w branży FMCG. Przez ponad 20 lat był związany z międzynarodowym koncernem Unilever (sektor FMCG), awansując w strukturach firmy do stanowiska Vice President Finance na region Europy Wschodniej, w skład którego wchodziło 20 rynków.

We wcześniejszych latach kariery, w ramach Unilever pełnił wiele różnych funkcji w dziale finansów, m.in. dyrektora finansów w Polsce oraz w Czechach i na Słowacji. Pracował również ponad 3 lata w centrali firmy w Londynie, w dziale raportowania finansowego grupy.

Poza sektorem FMCG, Aleksander Solski zdobywał również doświadczenie w branży motoryzacyjnej, pracując we Francji dla spółki Valeo oraz joint-venture Valeo-Plastic Omnium.

Jest absolwentem Ecole Supérieure de Commerce de Clermont-Ferrand (Francja) oraz kierunku Finanse i Bankowość Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Jest również członkiem Chartered Institute of Management Accountants® (CIMA), międzynarodowej organizacji zrzeszającej profesjonalistów z zakresu rachunkowości zarządczej. Posiada profesjonalną kwalifikację CGMA (Chartered Global Management Accountant).

SOLO Workout pozyskuje 15 mln zł na cyfryzację siłowni – inwestorem Maciej Zientara

Startup technologiczny SOLO Workout pozyskał 15 mln zł na rozwój unikalnej technologii cyfryzującej trening siłowy oraz na ekspansję na rynki zagraniczne. Rundzie inwestycyjnej o wartości 4,5 mln zł przewodzi Maciej Zientara, założyciel i partner zarządzający Supernova Group, a 10,5 mln zł pochodzi z programu PARP w ramach ścieżki SMART.

Technologia, która zmienia analogowe siłownie w cyfrowe centra danych

SOLO Workout to nowoczesny system, który zamienia tradycyjne maszyny siłowe w inteligentne urządzenia. Dzięki opatentowanym czujnikom i platformie chmurowej, system śledzi i analizuje każdy trening – liczba powtórzeń, obciążenie, tempo, zakres i fazy ruchu są rejestrowane w czasie rzeczywistym. Użytkownik otrzymuje precyzyjne dane, a sztuczna inteligencja wspiera go podczas ćwiczeń – jak osobisty trener, ale bez konieczności stałej obecności specjalisty.

Klientami startupu są sieci fitness, operatorzy siłowni, producenci sprzętu, integratorzy systemów oraz centra rehabilitacji, które dzięki technologii SOLO mogą modernizować sprzęt niskim kosztem, zwiększać jakość usług i lepiej zarządzać klubami.

Inwestycja w globalną skalę i rozwój trenera AI

Pozyskane środki zostaną przeznaczone na:

  • rozwój głosowego trenera AI w czasie rzeczywistym (SOLO AI Coach),
  • wejście na rynki USA i Niemiec poprzez pilotaże i sieć dystrybucji,
  • rozbudowę zespołu inżynierskiego i sprzedażowego,
  • działania marketingowe i obecność na międzynarodowych targach branżowych (np. IHRSA, FIBO).

– Naszą wizją jest stworzenie inteligentnego, dostępnego dla każdego systemu treningowego, który łączy dane, technologię i sztuczną inteligencję. Tradycyjne siłownie są analogowe – my je cyfryzujemy. Ta runda pozwoli nam wejść na rynek USA i rozwinąć nasz główny atut: trenera AI w czasie rzeczywistym, który prowadzi użytkownika przez cały trening – mówi Rafał Kasperowicz, CEO SOLO Workout.

Dane to przyszłość branży fitness

Unikalność technologii SOLO Workout polega na tym, że system działa z dowolnymi maszynami siłowymi – niezależnie od producenta. To jedyne na świecie rozwiązanie retrofit, które automatycznie i precyzyjnie identyfikuje ciężar, bez kabli i z możliwością łatwej integracji (SDK/API). W przyszłości kluczową wartością firmy będą zgromadzone dane treningowe, które mogą odmienić sposób planowania, prowadzenia i analizowania treningów siłowych.

Za startupem stoi doświadczony zespół:

  • Rafał Kasperowicz (CEO) – doktor nauk ekonomicznych z ponad 20-letnim doświadczeniem w budowaniu i skalowaniu firm technologicznych,
  • Mateusz Semegen (CTO) – inżynier oprogramowania, elektronik, współautor opatentowanych rozwiązań technologicznych SOLO Workout.

Specustawa mieszkaniowa i jej wpływ na rozwój infrastruktury społecznej – zdaniem deweloperów

O połowę więcej miejsc postojowych od liczby mieszkań ma powstawać w inwestycjach realizowanych w ramach specustawy mieszkaniowej. To efekt usunięcia przez Sejm zapisu przywracającego samorządom prawo do ustalania lokalnych standardów parkingowych. Krok wstecz dla miast, samorządów i budownictwa mieszkaniowego.

Budowa dużych osiedli mieszkaniowych zakładających powstanie nowych szkół, przedszkoli czy ogólnodostępnych terenów zielonych, które miałyby być przekazywane samorządom, jest skutecznie blokowana już od dwóch lat. W samej Warszawie wartość zamrożonych środków sięga 700 mln zł – tyle prywatnego kapitału miało zostać przeznaczone w darowiźnie na inwestycje w ramach zgody na zabudowę.

Centralny normatyw – lokalne problemy

Źródłem tego impasu są przepisy specustawy mieszkaniowej, a dokładnie nowelizacja z maja 2023 r., która wprowadziła minimalny współczynnik parkingowy na poziomie 1,5 miejsca postojowego na mieszkanie – bez względu na lokalizację inwestycji i bez względu na regulacje samorządu lokalnego. Nowe przepisy zablokowały gminom możliwość dostosowywania liczby miejsc parkingowych do lokalnych uwarunkowań, takich jak np. dostęp do transportu publicznego. Tymczasem taka elastyczność pozostaje standardem w miejscowych planach i decyzjach o warunkach zabudowy.

– Jednym z fundamentów tzw. władztwa planistycznego gmin jest właśnie swoboda kształtowania polityki parkingowej. Uchwalona w 2018 r. specustawa dawała radom gmin uprawnienie do ustalania Lokalnych Standardów Urbanistycznych, w tym również miejskich wskaźników parkingowych. W 2023 r. popełniono błąd, ograniczając te kompetencje – mówi Maciej Wandzel, prezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

W rezultacie samorządy muszą dziś narzucać inwestorom przeskalowane wymogi, które znacząco podnoszą koszty inwestycji i utrudniają możliwość realizacji zrównoważonych projektów mieszkaniowych. Dotyczy to lokalizacji, w których wymogi te są zupełnie zbędne. W miejscach dużej koncentracji komunikacji publicznej nie ma ani potrzeby, ani popytu na dodatkowe garaże. Wskaźniki 0,8 – 1,0 są tam wystarczające.

Nieskuteczna naprawa

Po wejściu w życie przepisów podejmowano próby ich naprawy. Ostatnia pojawiła się w projekcie ustawy o społecznych formach mieszkalnictwa (tzw. ustawa o TBS), złożonym przez ministra Krzysztofa Kukuckiego (Lewica) 8 kwietnia 2024 r. Projekt był szeroko konsultowany – zarówno w rządzie, jak i ze stroną społeczną.

Choć polityczne spory dotyczyły głównie kwestii dopłat i wykupu mieszkań, przepis uchylający sztywny współczynnik parkingowy (art. 10) nie budził zastrzeżeń, również ze strony Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej, kierowanego przez minister Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz.

Jednak na ostatnim posiedzeniu Sejmu, m.in. głosami posłów PiS, Konfederacji i Polski 2050, przyjęto poprawkę usuwającą ten przepis z projektu rządowego – mimo że miał on poparcie środowisk samorządowych, urbanistów i inwestorów. Ustawa trafiła teraz do Senatu.

Utracone korzyści społeczne

Specustawa mieszkaniowa to narzędzie szczególnie ważne w dużych miastach, gdzie brakuje miejscowych planów zagospodarowania. Dotyczy głównie trudnych terenów – poprzemysłowych, pokolejowych, po starych biurach i galeriach handlowych. Daje samorządom narzędzie negocjacyjne: w zamian za zgodę na inwestycję mogą uzyskać finansowanie szkół, przedszkoli, parków czy dróg.

Wskaźnik parkingowy 1,5 miejsca na mieszkanie często jednak uniemożliwia realizację tych projektów – koszt jednego miejsca w garażu podziemnym to nawet 100 tys. zł. W efekcie realizowane w ten sposób mieszkania byłyby zbyt drogie, by znalazły nabywców.

– Specustawa mieszkaniowa, mimo początkowych kontrowersji, przyniosła realne korzyści dla miast, które nauczyły się z niej korzystać. Dzięki niej samorządy mogły uzyskać od inwestorów znaczne darowizny na cele publiczne – podkreśla Maciej Wandzel.

PZFD przygotował zestawienie inwestycji w Warszawie i Wrocławiu, przewidujących budowę lub modernizację szkół czy przedszkoli, tworzenie parków oraz inwestycje w infrastrukturę drogową (dostępne na stronie internetowej PZFD).

Konkretny przykład: Mokotów i 81 mln zł

Inwestycja Echo Investment na warszawskim Mokotowie to 81 mln zł przekazanych miastu. Powstała tam nowa szkoła podstawowa (otwarcie 1 września 2025 r.), park i infrastruktura drogowa. Projekt powstał przy wskaźniku 0,8 miejsca na mieszkanie. Gdyby musiał spełnić normę 1,5 – nie byłby możliwy.

Warszawa szacuje, że do końca obowiązywania specustawy (2026 r.) mogłoby powstać jeszcze 20 tys. mieszkań w 40 projektach – w tym 6 szkół podstawowych, szkoła specjalna, przedszkola, remonty szkół i odnowione 20 ha parków. Część z tych inwestycji stoi dziś pod znakiem zapytania z powodu nieelastycznych przepisów parkingowych.

– Najbardziej jaskrawym przykładem jest projekt firmy Spectra przy ul. Radzymińskiej – osiedle zaprojektowane na terenach po byłych zakładach tłuszczowych, ze szkołą dla 400 (docelowo 600) dzieci, rewitalizacją parku i przebudową dróg. Inwestycja, zgodna z decyzją środowiskową i uchwałą Rady Warszawy, zakładała współczynnik parkingowy 0,85 i przylega do stacji kolejki miejskiej. Od roku czeka na zmianę przepisów. W świetle decyzji Sejmu może w ogóle nie powstać w projektowanym kształcie – uważa prezes PZFD.

Jeszcze nie jest za późno

Poprawka zawarta w projekcie ustawy o TBS przywracała gminom możliwość ustalania wskaźników parkingowych – nie znosiła obowiązku ich zapewnienia, a jedynie znosiła centralne minimum, pozwalając samorządom działać elastycznie i racjonalnie.

– Sytuację można jeszcze uratować w toku dalszych prac legislacyjnych. Potrzebne jest rozwiązanie zdroworozsądkowe – pozostawiające współczynnik, ale umożliwiające jego modyfikację przez uchwały Rad Gmin. To przywróci równowagę między potrzebami mieszkańców, samorządów i inwestorów – podsumowuje prezes PZFD Maciej Wandzel.

DeepSeek na cenzurowanym. Europa reaguje, Polska czeka. Ekspert: Użytkownicy powinni zachować ostrożność

Chińska aplikacja AI DeepSeek znalazła się pod lupą europejskich regulatorów z powodu obaw o prywatność i bezpieczeństwo danych. W kilku krajach wprowadzono już konkretne ograniczenia. Polska na razie przygląda się sprawie i nie podejmuje formalnych kroków. Tymczasem z danych ESET i DAGMA Bezpieczeństwo IT wynika, że aż 66% pracowników w Polsce korzysta ze służbowych urządzeń do celów prywatnych[1] – co może zwiększać ryzyko niekontrolowanego obiegu informacji.

Jak donoszą media, Czechy zakazały korzystania z produktów i usług chińskiej firmy DeepSeek na urządzeniach administracji publicznej. Decyzja ta jest następstwem ostrzeżenia wysokiego ryzyka, jakie wydała czeska agencja ds. cyberbezpieczeństwa NÚKIB[2]. Zastrzeżenia dotyczą m.in. przekazywania danych, możliwości identyfikacji użytkowników oraz potencjalnego dostępu do informacji przez państwo chińskie. Ostrzeżenie, mające charakter prawnie wiążący w sektorze infrastruktury krytycznej, zostało oparte na analizie zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego.

Do podobnych działań przystępują inne kraje europejskie. Niemiecki inspektor ochrony danych wezwał Apple i Google do usunięcia DeepSeek ze sklepów, wskazując na naruszenia unijnych regulacji o ochronie danych osobowych[3]. Włochy zablokowały dostępność aplikacji DeepSeek w swoich sklepach z aplikacjami. Holandia wprowadziła zakaz używania jej na urządzeniach administracji publicznej. Belgia zaleciła urzędnikom, by nie korzystali z tego narzędzia, Hiszpania prowadzi postępowanie wyjaśniające, a Wielka Brytania ograniczyła się do monitorowania sytuacji.

W Polsce Urząd Ochrony Danych Osobowych już w lutym br. wydał ostrzeżenie, wskazując na potencjalne zagrożenia związane z gromadzeniem danych przez DeepSeek oraz brak gwarancji ich odpowiedniej ochrony[4]. Równolegle wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski oświadczył, że rząd nie planuje blokowania tego typu usług, choć nie wykluczył reakcji w przypadku potwierdzenia zagrożeń[5]. Od tego czasu nie pojawiły się jednak żadne nowe rekomendacje ani decyzje.

Sytuację komentuje Kamil Sadkowski, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa, ESET:

Zgodnie z polityką prywatności DeepSeek, dane użytkowników są przechowywane na serwerach w Chinach. Może to obejmować historię rozmów, pliki audio, prompty oraz wszelkie załączniki – np. obrazy czy dokumenty PDF. Osoby decydujące się na korzystanie z aplikacji powinny unikać przesyłania prywatnych lub wrażliwych informacji, zarówno osobistych, jak i zawodowych. Warto pamiętać, że nawet pozornie błahe pytania dotyczące zdrowia, polityki czy codziennych problemów mogą zostać ujawnione. Choć wydaje się to powtarzalną przestrogą, ostrożność przy udostępnianiu danych osobowych obowiązuje na każdej platformie – dotyczy to również ChatGPT. Jednak fakt, że DeepSeek przechowuje dane w Chinach, budzi dodatkowe pytania o to, w jaki sposób mogą być one wykorzystywane lub monitorowane bez zgody użytkowników.

Połączenie wysokiej dostępności z zaawansowaną funkcjonalnością wiąże się także z nowymi zagrożeniami. W przeciwieństwie do zamkniętych modeli, model rozumowania DeepSeek, R1, oferuje większą dostępność, ale jednocześnie jest bardziej podatny na manipulacje. Cyberprzestępcy i grupy sponsorowane przez państwa mogą wykorzystywać jego zdolności do optymalizacji złośliwego kodu, tworzenia niebezpiecznych narzędzi czy generowania niekontrolowanych treści deepfake. W ostatecznym rozrachunku tego typu technologie mogą posłużyć do manipulacji opinią publiczną i wpływania na postawy polityczne w sposób trudny do wykrycia – podobnie jak media społecznościowe, w nieodpowiednich rękach mogą stać się narzędziem rażenia na masową skalę.

Warto zauważyć, że w Polsce – mimo ostrzeżenia wydanego przez UODO na początku roku – nie wprowadzono dotąd żadnych formalnych ograniczeń dotyczących korzystania z DeepSeek. Brak regulacji nie oznacza jednak braku zagrożeń. Użytkownicy, zwłaszcza pracownicy administracji publicznej i sektora prywatnego, powinni mieć świadomość, że korzystając z narzędzi AI, mogą nieświadomie narazić na ryzyko nie tylko swoje dane, ale również informacje dotyczące organizacji, w których pracują. Kluczowa staje się zatem edukacja cyfrowa i budowanie kultury ostrożności – zwłaszcza przy korzystaniu z takich narzędzi na służbowych komputerach lub z użyciem danych związanych z pracą. Warto w tym kontekście przypomnieć, że aż 66% pracowników w Polsce – według badania ESET i DAGMA bezpieczeństwo IT[6] – przyznało, że wykorzystuje służbowy sprzęt do celów prywatnych. To zjawisko zwiększa ryzyko niekontrolowanego przepływu danych i powinno skłaniać firmy oraz instytucje do aktywnego informowania swoich zespołów o zasadach bezpiecznego korzystania z nowych technologii.

[1] https://in.eset.pl/cyberportret-polskiego-biznesu

[2] https://nukib.gov.cz/cs/infoservis/aktuality/2279-nukib-vydal-varovani-pred-nekterymi-produkty-spolecnosti-deepseek/

[3] https://www.reuters.com/sustainability/boards-policy-regulation/deepseek-faces-expulsion-app-stores-germany-2025-06-27/

[4] https://uodo.gov.pl/pl/138/3550

[5] https://www.pap.pl/aktualnosci/deepseek-w-instytucjach-rzadowych-gawkowski-nie-rozmawiamy-o-zakazie-korzystania

[6] https://in.eset.pl/cyberportret-polskiego-biznesu

MŚP generują niemal połowę miejsc pracy oraz dominują w polskim PKB

Małe i średnie firmy stanowią trzon polskiej gospodarki. Najnowszy raport PARP pokazuje, że to one generują największą część polskiego PKB i tworzą niemal połowę miejsc pracy. Choć globalna sytuacja gospodarcza nie sprzyja przedsiębiorczości, sektor MŚP skutecznie się broni.

Według „Raportu o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce 2025” firmy działające w naszym kraju generują blisko trzy czwarte polskiego PKB (74,1%). Największy wkład mają MŚP, które wytwarzają blisko co drugą złotówkę (46,6% PKB − dane za 2022 r.). Na podium całego sektora znalazły się mikroprzedsiębiorstwa – to one dominują w generowaniu PKB (27,9%). Ich udział w strukturze wszystkich firm wynosi aż 97,2%.

Polskie mikroprzedsiębiorstwa charakteryzuje pozytywny trend rozwojowy: w ciągu ostatnich lat rośnie ich liczba, przychody i liczba pracujących. W MŚP pracuje łącznie 6,9 mln osób, z czego ponad 4,3 mln w mikroprzedsiębiorstwach. To te podmioty tworzą aż 42,2% miejsc pracy w całym sektorze MŚP.

– Małe i średnie przedsiębiorstwa to siła napędowa polskiej gospodarki i jej największy potencjał rozwojowy w obliczu globalnych wyzwań. W obecnej sytuacji nie mamy innego wyjścia, musimy postawić na innowacyjność, elastyczność rozwiązań i odwagę w ich realizacji – cechy, które polscy przedsiębiorcy mają w swoim DNA. Dzięki środkom unijnym oraz systemowemu wsparciu chcemy wspierać polskie MŚP, by mogły ugruntować swoją pozycję na rynku polskim i w większym niż dotychczas stopniu rozwijać się na rynkach międzynarodowych – mówi prezes PARP Katarzyna Duber-Stachurska.

Sektor MŚP w liczbach

W ostatnich dziesięciu latach liczba nowo powstających firm utrzymuje się – mimo okresowych, niewielkich spadków – na stabilnym poziomie. Obserwujemy natomiast wyraźny spadek liczby wyrejestrowań.

Od wielu lat liczba przedsiębiorstw nowo powstałych przewyższa liczbę likwidowanych. Nie inaczej było w 2024 r., kiedy zarejestrowano 378 tys. nowych przedsiębiorstw, a wykreślono 220 tys. (mniej o odpowiednio: 7 i 5 tys. w porównaniu z 2023 r.).

– Przewaga liczby nowo powstałych firm nad likwidowanymi może świadczyć o dużej aktywności gospodarczej Polaków i o ich gotowości do podejmowania ryzyka mimo mało przyjaznego otoczenia geopolitycznego. To pokazuje, że sektor MŚP wciąż ma ogromny potencjał wzrostu, szczególnie jeśli będzie odpowiednio wspierany – stwierdza Robert Zakrzewski, współautor raportu.

Spośród przedsiębiorstw zarejestrowanych w 2023 r. pierwszy rok działalności przetrwało w Polsce 59% firm – o 8 punktów procentowych mniej niż w poprzednim pomiarze. Najwięcej przedsiębiorstw upada w pierwszym roku działalności. W kolejnych latach wskaźnik przeżycia jest wyższy. Analiza rodzajów działalności pokazuje, że wśród firm działających na rynku 5 lat (powstałych w 2019 r. i funkcjonujących nadal w 2024 r.) najwyższą przeżywalnością charakteryzują się sekcje: opieka zdrowotna i pomoc społeczna (98,8%), a także kultura, rozrywka i rekreacja oraz informacja i komunikacja (po 98,7%).

W 2023 roku najwięcej firm w przeliczeniu na 1000 mieszkańców powstało w województwie mazowieckim (11,6), pomorskim (9,1), małopolskim (8,6) i dolnośląskim (8,5). Najmniej natomiast – w województwie opolskim (4,9), świętokrzyskim (5,5), warmińsko-mazurskim (5,6) i podkarpackim (5,8).

Ekoinnowacyjność? Nadrabiamy zaległości

Raport PARP pokazuje, że w Polsce mierzymy się ze stosunkowo niską świadomością społeczeństwa w zakresie dążenia do neutralności klimatycznej czy korzyści płynących z działań na rzecz zielonej transformacji.

Europejski Indeks Ekoinnowacyjności każdego roku prezentuje osiągnięcia krajów członkowskich w stosunku do średniej UE i dzieli gospodarki narodowe na trzy grupy: nadrabiających zaległości, przeciętnych ekoinnowatorów oraz liderów. W 2024 r. Polska osiągnęła 69,7 pkt przy średniej UE na poziomie 127,5 pkt, co oznacza, że pozostajemy w grupie krajów nadrabiających zaległości.

Warto jednak zwrócić uwagę na dwa obszary, które istotnie zyskują na znaczeniu i mogą być postrzegane jako zwiastun zmiany w dobrym kierunku. W ubiegłym roku 37% polskich firm podejmowało działania z zakresu gospodarki cyrkularnej (recycling poprzez ponowne wykorzystanie materiałów lub odpadów). W 2021 r. było to niespełna 1/3 firm, a jeszcze wcześniej, w 2017 r. – 1/4. Kolejną pozytywną zmianą jest oszczędzanie energii – w 2024 r. działania w tym zakresie wskazywało 64% respondentów. Oznacza to wzrost o 7 p.p. w porównaniu do 2021 r. (57%), co zbliża nas do średniej unijnej wynoszącej 66%.

Firmy w UE i w Polsce zdecydowanie oczekują wsparcia publicznego na przestawienie się na działalność prośrodowiskową, przede wszystkim w formie grantów lub dotacji – taką opinię wyraziło 40% polskich MŚP i podobny odsetek unijnych (37%).

Rynek biurowy w regionach Polski – podsumowanie II kwartału 2025

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała dane dotyczące rynku powierzchni biurowych na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin, Szczecin) za drugi kwartał 2025 roku. Źródłem informacji są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Avison Young, Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman&Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark, Savills), a podsumowanie dotyczy istniejących zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych obiektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec drugiego kwartału 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych wyniosły 6 747 000 mkw. Niezmiennie największymi rynkami biurowymi w Polsce (po Warszawie) pozostawały Kraków (1 834 700 mkw.), Wrocław (1 355 100 mkw.) oraz Trójmiasto (1 067 000 mkw.).

W drugim kwartale 2025 roku nie odnotowano ukończenia budowy żadnego biurowca o powierzchni przynajmniej 1000 mkw. przeznaczonego na wynajem komercyjny.

Na koniec czerwca 2025 roku na ośmiu głównych rynkach regionalnych do wynajęcia od zaraz oferowano około 1 179 200 mkw. powierzchni biurowej, co odpowiada współczynnikowi pustostanów na poziomie 17,5% (bez zmian w stosunku do poprzedniego kwartału, natomiast spadek o 0,2 pp. względem drugiego kwartału 2024 roku). Najwyższy wskaźnik niewynajętej powierzchni odnotowano w Katowicach – 22,7%, a najniższy w Szczecinie – 7,3%.

Całkowity wolumen transakcji najmu zarejestrowanych w drugim kwartale 2025 roku wyniósł 217 400 mkw., co jest wynikiem o 28% wyższym względem ubiegłego kwartału oraz o 51% wyższym względem analogicznego kwartału 2024 roku. Najwięcej powierzchni biurowej zostało wynajęte w Krakowie (122 600 mkw.), Wrocławiu (36 900 mkw.) oraz Trójmieście (27 000 mkw.).

W drugim kwartale 2025 roku odnowienia obecnych umów najmu miały największy udział w wolumenie transakcji i stanowiły 65 proc. Nowe umowy (w tym umowy przednajmu) stanowiły 30%, ekspansje 4%, natomiast powierzchnie użytkowane na potrzeby właścicieli budynków – 1% całkowitej aktywności najemców.

Wśród największych transakcji zawartych w drugim kwartale 2025 roku znalazły się przedłużenia umów najmu w Krakowie: firmy Shell w kompleksie DOT Office (22 900 mkw.), Motorola Solutions w kompleksie Green Office (17 100 mkw.) oraz Aptiv w biurowcu Enterprise Park A (14 300 mkw).

Sezonowość na rynku pracy: rośnie zapotrzebowanie i oczekiwania płacowe

Praca sezonowa przeciętnemu Polakowi kojarzy się z hostessą na plaży rozdającą darmowe napoje, ewentualnie z ratownikiem czy zbiorami owoców. Nic bardziej mylnego – jest wiele branż, których woluminy produkcji są podzielone na piki sezonowe i nie jest to wbrew pozorom tylko okres letni. Takim pikiem jest na pewno okres przed długim weekendem majowym, po którym następują wakacje i faktycznie – to tradycyjnie okres, kiedy studenci mogą dorobić zatrudniając się głównie w branży HoReCa, bo wtedy hotele i gastronomia potrzebują dodatkowych rąk do pracy.

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wykazuje wręcz sztywną sezonowość. W przypadku umowy o pracę, najczęściej obserwuje się wzrost w okresie wiosennym i jesiennym, natomiast lipiec i sierpień są okresem mniejszego wzrostu lub stagnacji, ponieważ większość osób udaje się na co najmniej 2-tygodniowy urlop wypoczynkowy, a osoby posiadające małe dzieci nawet na dłuższe. Ale rynek pracy to nie tylko umowa o pracę.

Sezonowe zatrudnienie to forma pracy, która wyróżnia się kilkoma charakterystycznymi cechami, istotnymi zarówno dla pracowników, jak i pracodawców: przede wszystkim ograniczonym czasem trwania. Stosunek pracy trwa przez określoną część roku – zazwyczaj od kilku tygodni do maksymalnie 9 miesięcy w roku, zależnie od specyfiki branży i okresu zwiększonego zapotrzebowania na pracowników i jak nazwa wskazuje – jest związana z konkretnym sezonem lub warunkami atmosferycznymi. Występuje najczęściej w okresach wzmożonej aktywności, np. podczas wakacji, ferii, zbiorów rolnych czy okresów świątecznych w handlu.

Największe zapotrzebowanie na pracowników sezonowych występuje zwykle w rolnictwie, w 2025 roku zapotrzebowanie na pracowników sezonowych jest o około 20% wyższe niż rok temu. Udział gastronomii i turystyki systematycznie rośnie, a od czasów post pandemicznych zauważamy 30 % wzrost zapotrzebowania na pracowników w branży logistyczno-magazynowej. Znaczna część pracowników sezonowych w Polsce to cudzoziemcy, i już nie z Ukrainy, bo Ci szukają w Polsce pracy na stałe. Sezonowo pracują głównie osoby z Białorusi, Gruzji oraz od niedawna coraz częściej – z Indii i Nepalu. Średni profil takiego pracownika to kobieta w wieku 20-40 lat i mężczyzna w wieku 34-45 lat, średni czas umowy to 3-6 miesięcy, a dla pracowników spoza UE – 6 do 20 miesięcy. – komentuje Anna Dzhobolda, dyrektorka departamentu rekrutacji międzynarodowych Gremi Personal.

Branże szczególnie podatne na sezonowość to przede wszystkim rolnictwo (zbiory owoców i warzyw, prace polowe, sadzenie i pielęgnacja roślin), turystyka, gastronomia i hotelarstwo (praca w hotelach, pensjonatach, restauracjach, kempingach, ośrodkach wypoczynkowych jako kelner, recepcjonista czy barman), handel detaliczny (obsługa klientów w sklepach, prace magazynowe, inwentaryzacje, sprzedaż świąteczna), przetwórstwo (produkcja i pakowanie żywności, przetwórstwo mięsa, warzyw i owoców), rozrywka (organizacji festiwali, koncertów, obsługa atrakcji w parkach rozrywki), ale także logistyka i firmy kurierskie oraz budownictwo. Najczęściej stosowane są umowy cywilnoprawne (umowa zlecenie, umowa o dzieło) lub umowy na czas określony. Praca sezonowa jest szczególnie popularna wśród młodzieży, studentów oraz osób chcących dorobić, czyli głównie emigrantów zarobkowych i jest dostępna dla wszystkich grup wiekowych. Charakterystyczne dla tego typu pracy jest to, że praca jest tymczasowa, często fizyczna oraz wymaga dyspozycyjności w określonych miesiącach roku.

Wzrastają oczekiwania płacowe pracowników sezonowych, przy jednoczesnym spadku ich wydajności. Największą bolączką w tym sektorze jest ogromna rotacja personelu, a szybkie znalezienie pracowników „na cito” jest praktycznie niemożliwe, nawet przy podnoszeniu stawek. Wzrasta zainteresowanie pracownikami z krajów azjatyckich (Bangladesz, Filipiny, Indie, Nepal) oraz Ameryki Południowej (Kolumbia) jednak proces ich zatrudniania i asymilacji jest trudny. Strategie pracodawców na przyciągnięcie pracowników są różne, najbardziej typowa to oczywiście podbicie stawek – w tym roku jest to wzrost stawek godzinowych nawet o 3 zł netto w porównaniu do poprzedniego roku czyli 30,50 zł brutto. Pracodawcy oferują nocleg i wyżywienie podczas pracy, które stają się standardem w branży już nie są żadnym „benefitem”. Coraz rzadziej też stosowane jest rozliczenie akordowe (płatność od zebranych kilogramów), które jest mniej atrakcyjne dla pracowników. – dodaje Dzhobolda.

Od 1 czerwca 2025 r. wprowadzono nowe zasady zatrudniania cudzoziemców, które dopuszczają elastyczność do 299 godzin miesięcznie w wybranych sektorach. Oznacza to, że np. w rolnictwie można stosować bardziej elastyczne godziny pracy, ale stawka minimalna pozostaje na poziomie ustawowym.

Wizz Air wycofuje się z połączeń z Polski do Abu Zabi – koniec tanich lotów z Katowic, Krakowa i Warszawy

Wizz Air ogłosił, że wycofuje się z bezpośrednich lotów między Polską a Abu Zabi. Połączenia obsługiwane przez spółkę-córkę Wizz Air Abu Dhabi, realizowane z Katowic, Krakowa oraz przez pewien czas również z Warszawy, przestaną istnieć po 31 lipca 2025 roku. Zamknięcie bazy w Abu Zabi oznacza zakończenie atrakcyjnej i przystępnej cenowo oferty dla podróżnych zmierzających do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Decyzja ta jest efektem wyzwań finansowych oraz rosnącej konkurencji na rynku Bliskiego Wschodu.

Skąd i kiedy znikną loty do Abu Zabi

Pierwsze rejsy z Polski do Abu Zabi zostały uruchomione jesienią 2021 roku, obejmując połączenia z Katowic i Krakowa, a także przez pewien czas z Warszawy. Loty odbywały się zwykle dwa razy w tygodniu, a sezonowo liczba kursów bywała zwiększana ze względu na popularność tych kierunków zarówno wśród turystów, jak i podróżujących służbowo.

Wizz Air podjął decyzję o całkowitym zamknięciu wszystkich tras do Abu Zabi. Pasażerowie, którzy mają bilety na loty zaplanowane po 31 lipca 2025 roku, mogą liczyć na zwrot pieniędzy lub możliwość zmiany daty podróży.

Przyczyny wycofania się Wizz Air z Abu Zabi

Kluczowym powodem likwidacji bazy operacyjnej w Abu Zabi są kłopoty z osiągnięciem satysfakcjonującej rentowności. Mimo początkowego zainteresowania, Wizz Air musiał stawić czoła silnej konkurencji ze strony lokalnych przewoźników oraz wysokim kosztom eksploatacji. Dodatkowo niestabilność rynku i zmienne warunki ekonomiczne na Bliskim Wschodzie wymusiły zakończenie działalności w tym regionie.

Jakie prawa mają pasażerowie po anulowaniu lotów

W obliczu likwidacji tras pasażerowie często pytają o swoje prawa. Eksperci z firmy AirCashBack przypominają, że zgodnie z przepisami UE osoby, które otrzymały informację o odwołaniu lotu co najmniej 14 dni przed planowanym terminem, mają prawo do zwrotu kosztów biletu lub zmiany rezerwacji na inny termin lub trasę.

Jeśli powiadomienie nastąpiło później, możliwe jest również uzyskanie dodatkowego odszkodowania, jeśli przewoźnik nie zaproponuje porównywalnej alternatywy. W przypadku tras długodystansowych, takich jak z Polski do Abu Zabi, odszkodowanie może wynieść do 600 euro. Pasażerowie startujący z Polski są chronieni przez unijne przepisy, nawet jeśli loty obsługiwane są przez przewoźnika spoza UE, jak Wizz Air Abu Dhabi.

Eksperci zachęcają, by dokładnie dokumentować całą korespondencję z linią lotniczą i nie zwlekać z ubieganiem się o zwroty oraz odszkodowania.

Niezrealizowane plany ekspansji Wizz Air

Niestety, niskie zapotrzebowanie, konkurencja lokalnych linii i zmienne warunki gospodarcze sprawiły, że projekt nie osiągnął zakładanych celów.

Część samolotów, które dotychczas operowały z Abu Zabi, zostanie przekierowana do baz Wizz Air w Europie, m.in. w Rumunii, Bułgarii oraz Polsce, gdzie zainteresowanie taniymi lotami pozostaje duże.

Inwestorzy reagują optymistycznie na decyzję USA o luzowaniu ograniczeń eksportowych dla Nvidia

Nvidia planuje wznowienie sprzedaży zaawansowanych układów H20 w Chinach, co oznacza istotną zmianę w dotychczasowej polityce handlowej Stanów Zjednoczonych wobec tego kraju. Firma uzyskała od amerykańskich władz zapewnienie o wydaniu niezbędnych zgód eksportowych, które wcześniej były blokowane w ramach restrykcji nałożonych przez administrację Donalda Trumpa. Nowa decyzja otwiera drogę do realizacji zamówień, które dotąd pozostawały w zawieszeniu, i może przynieść Nvidii miliardy dolarów dodatkowych przychodów jeszcze w tym roku.

Zmiana stanowiska Waszyngtonu jest zaskakująca, zwłaszcza że wcześniej administracja USA deklarowała, iż kwestie eksportu chipów H20 nie będą podlegały negocjacjom. Ruch ten wydaje się jednak wpisywać w szerszy kontekst polityczny i sygnalizować próbę ocieplenia napiętych relacji amerykańsko-chińskich. W kuluarach dyplomatycznych coraz częściej mówi się o możliwości zorganizowania jeszcze w tym roku spotkania prezydenta Donalda Trumpa z przewodniczącym Xi Jinpingiem, co może nadać nową dynamikę relacjom między dwoma największymi gospodarkami świata.

Decyzja o wznowieniu sprzedaży chipów H20 została pozytywnie przyjęta zarówno przez inwestorów, jak i przez rynek technologiczny. Akcje chińskich firm technologicznych, takich jak Alibaba, zyskały na wartości – notując wzrosty sięgające 6%. Wzrosły również kontrakty terminowe na Nasdaq, odzwierciedlając optymizm inwestorów wobec przyszłych wyników sektora AI. Ponowne otwarcie dostępu do najnowszych układów Nvidii stwarza duże możliwości dla chińskich firm pracujących nad rozwojem sztucznej inteligencji, takich jak Alibaba, Baidu czy DeepSeek, które dotąd musiały polegać na mniej zaawansowanych lub krajowych rozwiązaniach.

CEO Nvidii, Jensen Huang, wielokrotnie krytykował amerykańskie ograniczenia eksportowe, argumentując, że w praktyce wzmacniają one pozycję konkurentów – zwłaszcza Huawei – i ograniczają dostęp do rynku dla firm takich jak Nvidia. Jego stanowisko znajduje teraz odzwierciedlenie w zmianie kierunku polityki, która może przynieść korzyści zarówno firmie, jak i szerszemu rynkowi AI, w tym również graczom z USA, dzięki rozbudowie globalnego popytu.

Choć szczegóły i trwałość tej decyzji pozostają niejasne, jej potencjalny wpływ jest ogromny. Odblokowanie sprzedaży chipów H20 może nie tylko zrewolucjonizować krajobraz technologiczny w Chinach, ale również stać się punktem zwrotnym w polityce gospodarczej USA wobec Państwa Środka. Oznacza to istotne przetasowanie zarówno w światowej rywalizacji technologicznej, jak i w kształtowaniu przyszłych relacji między dwoma kluczowymi graczami globalnej sceny polityczno-ekonomicznej.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Exit tax, wealth tax i blokady – dlaczego zamożni uciekają z UE

Coraz więcej zamożnych Europejczyków nie tylko optymalizuje podatki. Właściwie to o podatki chodzi coraz mniej, bo te w Polsce wcale nie są tak wysokie. Polacy uciekają przed coraz ostrzejszymi regulacjami, exit tax i widmem podatku majątkowego. Anna Maria Panasiuk podkreśla, że ludzie nie pytają już „czy”, tylko „kiedy” i „jak” się zabezpieczyć. Dziś bowiem, wielu polityków europejskich coraz głośniej mówi: „Ci, którzy mają więcej, powinni oddać więcej”. Ale czy ta droga do równowagi, jest słuszna? A może wręcz nieskuteczna?

Pewne małżeństwo z sukcesem prowadziło życie za naszą zachodnią granicą – do czasu, gdy zaczęli dostrzegać, że wolność, również finansowa, staje się w Niemczech pojęciem względnym. O co dokładnie chodziło? O blokady podatkowe, które mają zniechęcać do opuszczania kraju, coraz wyższy exit tax oraz planowane podatki majątkowe, oparte na narracji wyrównywania szans. Wszystko to sprawiło, że przenieśli się do Polski. Ale to nie koniec. Dziś planują kolejny krok – wyjazd z Unii Europejskiej. Bojąc się zmian, które nadchodzą w całej Europie, pytają mnie nie o to „czy warto” się zabezpieczyć, ale „jak szybko” – mówi Anna Maria Panasiuk, wealth advisor.

Exit tax – podatek za samo wyjście

Coraz więcej państw europejskich – w tym Niemcy, Francja czy Norwegia – sięga po narzędzie, które jeszcze dekadę temu było niszowe i mało znane. Exit tax to podatek nakładany na niezrealizowane zyski kapitałowe w momencie zmiany rezydencji podatkowej. Oznacza to, że osoby posiadające udziały w firmach, akcje, instrumenty finansowe czy inne cenne aktywa mogą zostać objęte podatkiem, mimo że nie doszło jeszcze do ich sprzedaży. Sama decyzja o przeniesieniu się za granicę jest traktowana przez państwo jak realizacja zysku – a więc powód do opodatkowania. Najbardziej restrykcyjny kierunek obiera dziś Norwegia, która wprowadziła stawkę exit tax na poziomie 37 proc., a obowiązek podatkowy może ciążyć na podatniku nawet przez 5 lat po wyprowadzce. Również Niemcy wprowadzili mocno restrykcyjną blokadę dla wyprowadzki. Wyprowadzka podatkowa oznacza, że musisz w Niemczech opodatkować exit tax swój dom, który tam posiadasz.

W Niemczech z kolei pojawiają się już nie tylko formalne przepisy, ale także praktyczne blokady administracyjne – trudności z przeniesieniem firmy, opóźnienia w wydawaniu dokumentów czy też dokładne kontrole celowe – mówi Anna Maria Panasiuk. – W założeniu – chodzi o zatrzymanie odpływu majątku (i mieszkańców) poza granice kraju. W odczuciu przedsiębiorców, którzy ciężko pracują na swój majątek, to finansowe więzienie, które ma zniechęcać do emigracji lub wręcz ją uniemożliwiać. A przecież w UE obowiązuje swoboda przemieszczania się, która w takich wypadkach zacznie być fikcją.

Wealth tax – duch przeszłości wraca?

W związku z rosnącym długiem państw i kosztami przechodzenia na zieloną energię coraz częściej mówi się, że to najbogatsi powinni pokryć większą część tych wydatków. Koncepcja tzw. wealth tax nie jest jednak nowa. W Niemczech w 1952 roku wprowadzono tzw. Lastenausgleich, czyli 50-procentowy podatek od majątku netto, nałożony na osoby, których majątek przetrwał wojnę lub które zyskały na reformie walutowej. Według ekonomistów to obciążenie doprowadziło do zauważalnego spadku udziału najbogatszego 1 proc. społeczeństwa w całkowitym majątku Niemiec o około 3 punkty procentowe.

Podatek wealth tax jest bardzo popularny od wielu lat w Europie Zachodniej. Wiele krajów stosowało podatek, miał on jednak formę mniej uciążliwą niż się obecnie rozmawia. Rosnąca narracja o „sprawiedliwości społecznej” przynajmniej w Niemczech ma formę poważnej redystrybucji środków pomiędzy poszczególnymi grupami społecznymi z udziałem Państwa i aparatu Państwowego. Oczywiście oddać mają ci, którzy posiadają więcej. W czasach obecnej niepewności łatwo to hasło zdobywa poparcie społeczne. Tyle, że w cieniu tych idei rośnie niepokój, bo zbyt mocne sięganie po prywatny majątek może wywołać skutek odwrotny do zamierzonego. Już teraz mamy znaczny odpływ kapitału na rynek crypto, który nie tylko stanowi jedną z form inwestycyjnych, ale stanowi również swojego rodzaju zabezpieczenie aktywów posiadanych „poza systemem”. Nastroje nie są dobre, ja odbieram je w ten sposób, że kapitał nie jest spokojny o jego bezpieczeństwo, a to nie jest dobre długoterminowo dla gospodarki naszego kraju, ani Europy – twierdzi Anna Maria Panasiuk.

Czas na zabezpieczenie aktywów

W świecie, gdzie regulacje zmieniają się szybciej niż strategie inwestycyjne, jeden wniosek powtarza się jak mantra w rozmowach z klientami: „Zabezpiecz swój majątek, zanim zrobi to za ciebie państwo”. Coraz więcej family office i wealth managerów mówi wprost, że nie chodzi już tylko o optymalizację podatkową, ale o geopolityczną dywersyfikację. Trzeba myśleć szerzej, dalej, poza granice Unii, zanim te granice staną się zbyt trudne do przekroczenia.

Dziś, kiedy planujemy z klientami przyszłość, wyprowadzkę z Unii Europejskiej, padają takie kierunki jak: Szwajcaria, ZEA, czy Urugwaj. To nie są już tylko miejsca do życia. To punkty na mapie wolności kapitału. I właśnie tam tworzy się finansowa przyszłość ludzi, którzy nie chcą już tylko gromadzić pieniędzy, ale przede wszystkim je chronić – zaznacza Anna Maria Panasiuk.

Shein i ekspansja e-commerce napędzają rozwój rynku magazynowego we Wrocławiu

Ekspansja jednego z największych azjatyckich graczy e-commerce w rejonie Wrocławia może zapoczątkować nową falę inwestycji logistycznych z Dalekiego Wschodu. W ciągu zaledwie dwóch ostatnich lat Shein uruchomił aż dziewięć centrów magazynowych w aglomeracji. Dla innych azjatyckich platform, może być to wyraźny sygnał, że Dolny Śląsk jest sprawdzonym hub-em logistycznym do obsługi rynku europejskiego.

– Z myślą o kolejnych najemcach, w tym największych platformach e-commerce, w ubiegłym roku deweloperzy rozpoczęli w regionie kilka dużych projektów, również w formule spekulacyjnej – bez zawartych umów przednajmu, ale z założeniem szybkiego pojawienia się popytu. W efekcie tych decyzji na rynek wrocławski w 2024 roku trafiło 674 550 mkw. nowoczesnych hal produkcyjnych i magazynowych – drugi najwyższy wolumen nowej podaży w regionie po 2022 roku, a w pierwszym kwartale tego roku do użytku oddano kolejne 318 800 mkw. Tym samym Wrocław (z zasobami 5 254 400 mkw. powierzchni magazynowo-przemysłowej) wyprzedził Polskę Centralną (z zasobami 4 941 100 mkw.) i stał się trzecim największym rynkiem magazynowym w kraju – mówi Anna Domańska, Associate w firmie doradczej Newmark Polska.

Hale na miarę e-commerce gotowe na najemców

Jedną z najbardziej nowoczesnych inwestycji, która trafiła na rynek na początku tego roku, jest hala o powierzchni 67 550 mkw., zrealizowana w ramach parku GLP Wrocław V Logistics Centre. Inwestycja zlokalizowana tuż przy trasie S8, zaledwie pół godziny drogi od centrum Wrocławia, została zaprojektowana z myślą o wymaganiach nowoczesnego e-handlu. Jedną z istotnych cech wspierających procesy logistyczne tego sektora jest 12-metrowa wysokość budynków. W obiekcie zastosowano także szereg rozwiązań proekologicznych – wszyscy najemcy mają dostęp do systemu smart meteringu, umożliwiającego indywidualne monitorowanie zużycia mediów.

Wśród ciekawszych inwestycji dostępnych na wynajem znajduje się też nowoczesny kompleks EQT Exeter Park Wrocław South III, składający się z dwóch hal o łącznej powierzchni 50 600 mkw. Obiekt zlokalizowany jest w Bielanach Wrocławskich, tuż przy autostradzie A4, co gwarantuje dogodny dojazd zarówno do Wrocławia, jak i innych strategicznych punktów w kraju oraz za granicą. Na dolnośląski rynek od początku 2024 roku trafiły także trzy nowe hale w projekcie P3 Wrocław oraz inwestycje: kolejna hala w ramach Panattoni Park Wrocław Logistics South i ECE Kąty Wrocławskie.

Rośnie logistyczna przewaga Wrocławia

– Pojawienie się na wrocławskim rynku tak dużego gracza, jak Shein, z pewnością nie umknęło uwadze konkurencji, która chętnie wchodzi do sprawdzonych lokalizacji, korzystając z gotowych rozwiązań. Jednocześnie nasze doświadczenia pokazują, że firmy z tego sektora podejmują szybkie decyzje i oczekują natychmiastowego dostępu do powierzchni magazynowej – w tym kontekście decyzje deweloperów o budowach spekulacyjnych mogą okazać się bardzo dobrą strategią, która w dłuższym okresie przyniesie oczekiwane rezultaty – twierdzi Anna Domańska.

Mimo spadku dynamiki wzrostu e-commerce w Polsce w porównaniu z latami 2020 – 2023, prognozy nadal są optymistyczne. Jak wynika z raportu PwC, do 2028 roku rynek handlu internetowego powinien osiągnąć wartość 192 mld zł, przy średniorocznym wzroście na poziomie 8 proc.

Ekspertka podkreśla, że Wrocław od dawna jest doskonałym miejscem do rozwoju sektora e-commerce. – Region oferuje dostęp do autostrad A4 i A8, drogi ekspresowej S8, rozbudowanej sieci dystrybucyjnej i silnego zaplecza pracowniczego, czyli kluczowych elementów dla operacji związanych z obsługą zamówień internetowych. Ogromnym atutem stolicy Dolnego Śląska, nazywanej niekiedy drugą Doliną Krzemową, jest również silna obecność firm z branży IT i nowych technologii, które mogą pełnić funkcję operacyjnego zaplecza dla globalnych platform – zaznacza Domańska.

Stabilny popyt i silni gracze

Zainteresowanie najemców powierzchniami magazynowymi na Dolnym Śląsku utrzymuje się na stabilnym poziomie. W pierwszym kwartale tego roku popyt w regionie wyniósł 113 600 mkw., co stanowi wynik zbliżony do średniej z analogicznych okresów w ostatnich pięciu latach. Najemcy najchętniej wybierali lokalizacje w Nowej Wsi Wrocławskiej (19 proc. popytu), Magnicach (14 proc.), Bielanach Wrocławskich (10 proc.), we Wrocławiu (9 proc.) oraz w Wojtkowicach (8,5 proc.). Te pięć lokalizacji odpowiadało za blisko 60 proc. całkowitego popytu w ostatnich czterech kwartałach.

– Warto zauważyć też, że od 2021 roku średnioroczny popyt na Dolnym Śląsku przekracza 900 tys. mkw., podczas gdy wcześniej mówiliśmy raczej o poziomach rzędu pół miliona. To dowód na skokowy rozwój rynku nowoczesnych magazynów w regionie – komentuje Anna Domańska. Wśród największych transakcji od początku 2024 roku ekspertka wymienia kontrakt podpisany przez najemcę z sektora e-commerce (126 000 mkw.) w Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub, odnowienie umowy przez LX Pantos (98 700 mkw.) w Prime Logistics Wrocław w Pietrzykowicach oraz nowy kontrakt firmy z branży modowej (56 200 mkw.) w Panattoni Park Legnica.

– Rynek magazynowy Dolnego Śląska ma kilka silnych filarów po stronie popytowej. W ostatnim roku, obok sektora e-commerce, najbardziej aktywni byli najemcy z powiązanej z handlem internetowym branży 3PL, jak również z sektora handlu tradycyjnego. Ważnym, choć ostatnio mniej aktywnym graczem – ze względu na spowolnienie niemieckiej gospodarki – pozostaje branża automotive – mówi Anna Domańska.

Po rekordowym boomie. Najemcy mają w czym wybierać

Mimo stabilnego zainteresowania najemców, tempo nowych inwestycji w regionie wyraźnie wyhamowało. Deweloperzy, reagując na rosnący poziom pustostanów, który na koniec pierwszego kwartału wynosił 11,6 proc. – najwyższy poziom od 2012 roku, ograniczyli aktywność i skupili się na komercjalizacji już istniejącej powierzchni. W efekcie w regionie buduje się aktualnie niewiele ponad 36 tys. mkw. magazynów. Jedną z powstających inwestycji jest rozbudowa największego parku Panattoni na Dolnym Śląsku – parku Wrocław Campus 2. W realizacji znajduje się kolejne 25 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, która w całości pozostaje dostępna dla przyszłych najemców.

Wysoki poziom dostępnych magazynów przekłada się również na większą elastyczność negocjacyjną wśród właścicieli. Średni czynsz wywoławczy w regionie wynosi obecnie 4,20 – 4,40 euro za mkw., a w przypadku starszych obiektów może spaść do ok. 3,80 euro. Powierzchnie miejskie osiągają stawki na poziomie około 5 euro, co nadal pozostaje poziomem atrakcyjnym i stabilnym dla rozwoju biznesu.

– Wysoka dostępność powierzchni nie jest w tym przypadku negatywnym sygnałem dla rynku. To naturalna faza dostosowania po latach intensywnego wzrostu. W latach 2019 – 2025 na Dolnym Śląsku oddano do użytku prawie 3,4 mln mkw. nowej powierzchni – to aż 65 proc. wszystkich obecnych zasobów. Obecnie różnica między Wrocławiem, a drugim co do wielkości regionem – Górnym Śląskiem – wynosi nieco ponad 600 tys. mkw., a między Wrocławiem i liderem rynku – Warszawą – 1,8 mln mkw. – informuje Anna Domańska. – Po okresie bardzo intensywnego rozwoju, podczas którego byliśmy świadkami rekordowych poziomów aktywności zarówno najemców, jak i deweloperów, rynek wrocławski wchodzi w fazę stabilizacji, tworząc przestrzeń dla kolejnej fali popytu. Co ważne, najemcy zyskali szeroki wybór dostępnych lokalizacji, dzięki czemu Dolny Śląsk jest dzisiaj wyjątkowo atrakcyjnym rynkiem z ich perspektywy – podsumowuje ekspertka Newmark Polska.

Rynek nieruchomości handlowych w Polsce – podsumowanie II kwartału 2025

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację w sektorze nieruchomości handlowych w Polsce. Podobnie jak pierwszy kwartał, również drugi odnotował najwięcej powierzchni w budowie od 2019 roku. Ponadto w drugim kwartale swoje pierwsze sklepy stacjonarne otworzyło sześć marek, co potwierdza wysoką atrakcyjność Polski w oczach międzynarodowych sieci handlowych. Powody do zadowolenia mieli też właściciele centrów handlowych. Ten segment rynku zanotował, po lekkich spadkach na początku roku, zarówno wzrosty po stronie odwiedzalności, jak i obrotów w kwietniu i maju.

PODAŻ: blisko 90 000 mkw. nowej podaży

Całkowita nowoczesna powierzchnia handlowa w Polsce sięga obecnie niemal 17 mln mkw. W II kwartale tego roku podaż nowej powierzchni handlowej wyniosła ok. 90 000 mkw. GLA i była nieco niższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy na rynek trafiło 125 000 mkw. GLA. Mimo to skala nowo wybudowanych obiektów pozostaje na porównywalnym poziomie do lat 2022 i 2023. Warto też dodać, że tym razem nowa podaż nie ograniczała się wyłącznie do formatu parków handlowych, jak to miało miejsce w poprzednich kwartałach, mówi Ewelina Staruch, Senior Analyst, Cushman & Wakefield.

Jak podaje raport Cushman & Wakefield, maj przyniósł bowiem otwarcie pierwszego w Krakowie centrum wyprzedażowego Designer Outlet. Obiekt o powierzchni ponad 19 000 mkw. był największym oddanym do użytku w II kwartale. Ponadto w tym okresie otwarto park handlowy Łabędzka w Gliwicach, który powstał w ramach przebudowy dawnego centrum handlowego z Tesco jako byłym, głównym najemcą, i dostarczył w sumie ok. 15 000 mkw. Dodatkowo w Szczawnie-Zdroju przy Pasażu Łączyńskiego można już robić zakupy w Leroy Merlin o pokaźnej powierzchni ok. 10 000 mkw. Pozostałe otwarcia nowych budynków dotyczyły parków handlowych o powierzchni poniżej 8000 mkw.

Rozbudowy obiektów handlowych dostarczyły w II kw. na polski rynek 22 000 tys. mkw. GLA i obejmowały głównie parki handlowe. Warto również wspomnieć, że w tym czasie dokonano oficjalnego zamknięcia centrum handlowego Glinki w Bydgoszczy, które zostanie przekształcone w park handlowy o nazwie Nowe Glinki.

Podobnie jak w pierwszym kwartale, również w drugim odnotowaliśmy najwięcej powierzchni w budowie od 2019 roku – aż 593 tys. mkw. GLA. Największy udział w aktywności deweloperskiej niezmiennie stanowi format parków handlowych, który odpowiada za 80% powierzchni w budowie. Kolejne miejsca zajmują magazyny handlowe marek DIY – 12% i centra handlowe – 8%. Najbardziej aktywnymi deweloperami wśród obiektów powyżej 5000 mkw. są: Saller, PKB Inwest Budowa i P.A. Nova. Wyhamowanie skali nowej podaży jest spodziewane dopiero w 2027 roku, dodaje Ewelina Staruch.

POPYT: nowe marki mają apetyt na polski rynek

W drugim kwartale polski rynek handlowy odnotował w sumie sześć debiutów. Do Polski weszła czeska marka soczewek kontaktowych Alensa, Bottlery (litewska sieć alkoholi luksusowych), Dreslow (polska marka z modą cyrkularną), czy Markovo (dubajska marka kosmetyczna). Swoje pierwsze lokale otworzyła też Motorola/ Lenovo (showroom produktów z sektora elektroniki) oraz Polski Stół (polski operator gastronomiczny).
Drugi kwartał dowiódł, że atrakcyjność naszego rynku w oczach sieci handlowych nie słabnie, a marki do tej pory niedostępne w Polsce poza online pojawiają się w naszych centrach handlowych i parkach. Zapowiadane są nowe wejścia i trwają negocjacje dotyczące najmu kolejnych lokali handlowych, komentuje Michał Masztakowski, Head of Retail Poland, Cushman & Wakefield.

SPRZEDAŻ DETALICZNA: najwyższe wzrosty od maja 2022 roku

W kwietniu i maju sprzedaż detaliczna utrzymała dodatnią dynamikę i objęła wzrostami wszystkie kategorie zakupowe z wyjątkiem grupy „Pozostałe”.

Jak pokazują dane GUS, kwietniowy wzrost sprzedaży detalicznej w cenach stałych na poziomie 7,6% r/r to najlepszy wynik od maja 2022 roku. Szczególnie po lutowym i marcowym spadku, kwietniowe wzrosty we wszystkich kategoriach zakupowych, poza kategorią „Pozostałe”, są dobrym prognostykiem dla dynamiki obrotów najemców w centrach handlowych. W maju sprzedaż detaliczna również utrzymała dodatnią dynamikę, choć nieco wyhamowała odnotowując wzrost o 4,4% r/r. Warto też podkreślić, że w europejskim badaniu wskaźnika ufności konsumenckiej, przygotowanym przez Eurostat, Polska jako jedyny członek UE osiągnęła dodatnią wartość. Już na przełomie 2024/2025 wyróżnialiśmy się na tle badanych krajów jako jedyny z prawie całkowicie odrodzonym optymizmem konsumentów, tłumaczy Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

ODWIEDZALNOŚĆ I OBROTY W II KW. 2025: oba wskaźniki na plusie

Średnia odwiedzalność centrów handlowych w kwietniu wreszcie odbiła po lutowych i marcowych spadkach, i wyniosła ok. 420 tys. klientów w przeliczeniu na jeden obiekt, co oznacza 2-procentowy wzrost r/r. Z kolei w maju przekroczyła 405 tys. klientów, co stanowiło wynik nieznacznie lepszy (o 0,3%) w porównaniu z majem 2024, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Duże i bardzo duże centra handlowe (powyżej 40 000 mkw.) odnotowały stabilny wzrost odwiedzalności w obu analizowanych miesiącach, natomiast średnie (20-40 000 mkw.) i małe obiekty (poniżej 20 000 mkw.) odnotowały wzrosty odwiedzalności w kwietniu i delikatne spadki w maju (na poziomie -1%).

Obroty najemców w centrach i parkach handlowych w drugim kwartale przekroczyły 1100 PLN netto na mkw. Nominalnie obroty wzrosły o 6% w kwietniu i o 3% w maju. Łączne obroty od stycznia do maja 2025 roku przekroczyły 121,2 mld PLN i były o 1% wyższe niż rok wcześniej, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Wśród kategorii handlowych, których obroty w miesiącach kwiecień-maj 2025 roku wzrosły najbardziej, są: rozrywka (>30% r/r), restauracje (>10% r/r), zdrowie i uroda (>8% r/r) i usługi (>8% r/r). Obroty w sklepach z modą, stanowiących nadal największą pod względem udziału kategorię w tenant-mixie centrów handlowych, po bardzo dobrym kwietniu (>4% wzrostu), odnotowały ponad 3-procentowy spadek w maju.

CZYNSZE: parki handlowe notują wzrosty

Analizując stawki czynszów w najlepszych obiektach tzw. „prime” można zaobserwować ich systematyczny wzrost r/r spowodowany indeksacją o wskaźnik inflacji na początku roku oraz niesłabnącym zainteresowaniem najemców flagowymi lokalami.
Czynsze rok do roku wzrosły najsilniej w segmencie parków handlowych typu „prime”, w którym odnotowano również wzrost kwartał do kwartału. W przypadku centrów i ulic handlowych wzrosty rok do roku oscylują w granicach 12-13% dla najlepszych lokalizacji typu „prime”, natomiast w odniesieniu do I kwartału stawki były stabilne, podsumowuje Michał Masztakowski.

Netflix przed wynikami za II kwartał 2025: inwestorzy oczekują dalszego wzrostu przychodów i marż

  • Netflix ogłosi wyniki za 2-gi kwartał w czwartek, 17 lipca, po zamknięciu rynku.
  • Akcje Netflixa wzrosły o 30% od momentu ogłoszenia wyników za 1-wszy kwartał, które znacznie przekroczyły oczekiwania analityków.
  • Inwestorzy skoncentrują się na przychodach i rentowności po zaprzestaniu przez firmę raportowania danych o liczbie subskrybentów.

Jak wskazuje Neil Wilson, Strateg ds. treści dla inwestorów w Saxo Banku, po znakomitych wynikach za 1-wszy kwartał i utrzymującej się zwyżce cen akcji, inwestorzy oczekują imponujących wyników Netflixa za 2-gi kwartał oraz możliwego podniesienia prognoz rocznych.

W kwietniu firma odnotowała znacznie wyższe zyski za 1-wszy kwartał i wzrost przychodów o 13%, co spowodowało solidny wzrost wartości akcji. Netflix podał, że lepsze niż oczekiwano tempo wzrostu przychodów było wynikiem wyższych wpływów z reklam oraz subskrypcji.

Było to następstwem decyzji ze stycznia o podniesieniu cen – zwiększeniu miesięcznej opłaty za plan standardowy do 17,99 USD, za plan premium do 24,99 USD, a za plan podstawowy do 7,99 USD. Netflix odnotował przychody w wysokości 10,54 miliardów USD, co przekroczyło szacunki analityków z Wall Street. Mimo to firma utrzymała swoją prognozę rocznych przychodów w przedziale między 43,5 a 44,5 miliardów USD.

1-wszy kwartał był pierwszym, w którym Netflix nie podał szczegółowych danych dotyczących liczby subskrybentów – wskaźnika, który wcześniej był kluczowym czynnikiem wpływającym na ceny akcji podczas publikacji wyników finansowych. W rezultacie inwestorzy koncentrują się teraz na bardziej tradycyjnych miarach kondycji firmy – przychodach, marżach zysku oraz wpływach z reklam.

Przychody z reklam

Netflix coraz bardziej polega na przychodach z reklam, aby zwiększyć swoje zyski netto. Jest to strategia wzrostu, która wymaga mniej nakładów kapitałowych i jest kluczowa dla osiągnięcia przez firmę celu wolnych przepływów pieniężnych w tym roku na poziomie 8 miliardów USD.

„Kluczowym celem na 2025 rok jest ulepszenie narzędzi i usług, które oferujemy reklamodawcom” – powiedział Netflix w kwietniu, tuż po uruchomieniu własnej platformy technologii reklamowej w USA, z planami jej wprowadzenia na inne rynki w późniejszym czasie. „Wierzymy, że jest ona fundamentem naszej długoterminowej strategii reklamowej. Z czasem umożliwi oferowanie lepszych narzędzi pomiarowych, dokładniejszego targetowania, innowacyjnych formatów reklamowych oraz zaawansowanego procesu automatyzacji zakupów reklam”.

Wzrost marży

Zarząd prognozuje 29% marże operacyjne za cały rok 2025, a w 2-gim kwartale na poziomie 33%. Wskazuje to na zwiększoną presję kosztową w drugiej połowie roku związaną z wyższymi wydatkami na sprzedaż i marketing oraz spodziewanym wzrostem kosztów produkcji treści, szczególnie w związku z ofertą transmisji sportowych na żywo. Ewentualna zmiana prognoz marży zysku może być istotnym impulsem dla wyceny akcji Netflixa.

Niepewność budzi też groźba Trumpa w kontekście nałożenia ceł na filmy produkowane poza USA. Neil Wilson uważa, że warto zwrócić uwagę na wszelkie komentarze ze strony zarządu podczas konferencji ogłoszenia wyników finansowych, choć prawdopodobnie nie znajdzie to jeszcze odzwierciedlenia w prognozach finansowych.

Czego się spodziewać w 2-gim kwartale?

Analitycy z Wall Street szacują, że przychody za 2-gi kwartał wyniosą nieco ponad 11 miliardów USD, co oznacza wzrost o 15,6% r/r.

Oczekuje się, że zysk przed opodatkowaniem wzrośnie o 41% do 3,55 miliardów USD, a zysk na akcję wzrośnie do 7,07 USD w porównaniu do 6,61 USD w poprzednim kwartale.

Analitycy podnoszą ceny docelowe

KeyBanc podniosło cenę docelową akcji Netflixa z 1,070 do 1,390 USD, podczas gdy Canaccord Genuity zwiększyło swoją prognozę do 1,575 USD, zbliżając się do najwyższej ceny docelowej na rynku wynoszącej 1,600 USD. Goldman Sachs i Barclays również niedawno podniosły swoje ceny docelowe akcji przed ogłoszeniem wyników finansowych Netflixa.

Jednak nie wszyscy analitycy są optymistyczni. Seaport Global zmieniło swoją rekomendację na „Hold”. JPMorgan również obniżył ocenę akcji Netflixa w maju, wskazując na obawy związane z wyceną po tym, jak cena akcji wzrosła aż o 40% od początku roku i 90% w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Obecnie akcje są wyceniane na ponad 50-krotność przyszłych zysków – znacznie powyżej poziomu konkurencji i powyżej średniej z ostatnich 5 lat.

Zarządzanie portfelem inwestycyjnym wymaga strategicznego podejścia, które nie opiera się na jednym aktywie czy spółce. Kluczem jest rozproszenie ryzyka poprzez inwestycje w różne sektory, klasy aktywów oraz rynki. Regularne kwartalne wyniki firm stanowią nieoceniony punkt odniesienia do oceny kondycji spółek, ale powinny być tylko jednym z wielu elementów decyzyjnych. By zminimalizować ryzyko i maksymalizować potencjał zysku, warto łączyć stabilne inwestycje o niskim ryzyku z bardziej dynamicznymi aktywami, które mogą przynieść wyższe stopy zwrotu. Dywersyfikacja daje elastyczność, pozwala dostosować portfel do zmieniających się warunków rynkowych i lepiej radzić sobie z nieprzewidywalnymi wahaniami wyników finansowych pojedynczych firm – podsumowuje Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Mniej eksmisji niż przed 2019 rokiem – co zmieniła nowelizacja przepisów?

Resort sprawiedliwości podał niedawno dane na temat liczby eksmisji z mieszkań w 2024 r. Warto sprawdzić, czy komornicy mieli więcej pracy.

Eksperci RynekPierwotny.pl niedawno analizowali dane Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczące liczby umów deweloperskich. Ten sam resort publikuje też informacje na temat liczby eksmisji z mieszkań. Dlatego teraz eksperci portalu GetHome.pl postanowili przyjrzeć się wspomnianym statystykom, które na ogół umykają uwadze dziennikarzy.

Poniższa tabela przedstawia informacje z lat 2018 – 2024 dotyczące liczby załatwionych przez komorników opróżnień lokali mieszkalnych. W następnej kolumnie znajdziemy dane o tym, jaka była liczba pozostałych do załatwienia opróżnień lokalu mieszkalnego. Jak widać, ta eksmisyjna kolejka cały czas utrzymuje się na poziomie ponad 10 000 opróżnień i jest dłuższa niż chociażby w 2018 r.

Liczba pozostałych do załatwienia przez komorników opróżnień lokali mieszkalnych w 2022 r. wynosiła niemal 10 700 i od tamtej pory odrobinę spadła (do ok. 10 300 pod koniec minionego roku). Warto odnotować, że po uchyleniu pandemicznych ograniczeń eksmisyjnych, liczba wykonywanych eksmisji z mieszkań w latach 2023 – 2024 ustabilizowała się na poziomie ok. 4700 rocznie.

Wyniki z lat 2023 – 2024 (ok. 4700 eksmisji z mieszkań) są wyraźnie mniejsze niż wartości notowane w 2017 r. i 2018 r., czyli przed wprowadzeniem istotnych zmian kodeksu postępowania cywilnego. Mowa o nowelizacji artykułu 1046 paragraf 4 kodeksu postępowania cywilnego. Po modyfikacji przepisów z kwietnia 2019 r. lokator nie może być już usunięty z lokalu/domu do schroniska lub noclegowni, jeśli gmina w ciągu 6 miesięcy nie znalazła takiej osobie tymczasowego pomieszczenia.Liczba eksmisji z mieszkań 2018-2024

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu GetHome.pl

Masowa wysyłka listów w marketingu

Masowa wysyłka listów to nowoczesna usługa, która umożliwia firmom i instytucjom szybkie dotarcie z korespondencją do szerokiego grona odbiorców. Dzięki automatyzacji procesów takich jak druk, kopertowanie czy nadawanie przesyłek, można znacznie skrócić czas realizacji i zmniejszyć koszty w porównaniu z tradycyjnymi metodami wysyłki. Usługa ta pozwala na wysyłanie zarówno identycznych, jak i spersonalizowanych wiadomości, co zwiększa skuteczność komunikacji i buduje pozytywne relacje z adresatami.

Co to jest i jak działa masowa wysyłka listów?

Nowoczesna usługa masowej wysyłki listów stanowi skuteczny sposób dla organizacji, aby komunikować się z wieloma odbiorcami jednocześnie. Firmy mogą korzystać z tej opcji, wysyłając identyczne lub dostosowane do indywidualnych potrzeb wiadomości, co znacznie przyspiesza cały proces komunikacji. Automatyzacja druku, kopertowania oraz nadawania korespondencji przynosi oszczędności zarówno czasowe, jak i zasobowe.

Czym różni się tradycyjna wysyłka pocztowa od poczty hybrydowej i masowej wysyłki listów?

W przypadku tradycyjnej wysyłki pocztowej, nadawca zmaga się z ręcznym przygotowaniem każdego etapu. Obejmuje to drukowanie dokumentów, wkładanie ich do kopert, adresowanie oraz naklejanie znaczków. Na koniec, paczki muszą być dostarczone do placówki pocztowej. To czasochłonny proces, który wymaga sporej ilości pracy ludzkiej.

W przeciwieństwie do tego, poczta hybrydowa łączy tradycyjne metody z nowoczesnym podejściem. Umożliwia elektroniczne przesyłanie dokumentów, a następnie drukowanie ich i dostarczanie przez operatorów pocztowych. Takie połączenie sprawia, że cała operacja przebiega znacznie sprawniej i szybciej.

Jeszcze inną alternatywą jest masowa wysyłka listów, która automatyzuje cały proces. Obejmuje ona przygotowanie plików, personalizację na poziomie automatycznym, drukowanie, kopertowanie i nadawanie przesyłek. Ta metoda jest szczególnie korzystna dla firm pragnących dotrzeć do dużej liczby adresatów, co pozwala na obsługę od kilkudziesięciu do nawet kilkuset tysięcy listów dziennie.

Kluczowe różnice obejmują:

  • Tradycyjna wysyłka: ręczne podejście i długi czas realizacji,
  • Poczta hybrydowa: synergiczne połączenie elektronicznego nadawania z tradycyjnym doręczeniem,
  • Masowa wysyłka: pełna automatyzacja wszystkich etapów oraz zdolność do obsługi dużych wolumenów.

Jakie zastosowania w marketingu ma masowa wysyłka listów?

Masowa wysyłka listów odgrywa fundamentalną rolę w strategiach marketingowych, stanowiąc efektywny sposób na komunikację z klientami. Firmy mogą wykorzystać tę metodę do wysyłania spersonalizowanych ofert, co znacząco zwiększa prawdopodobieństwo zaangażowania odbiorców. Drukowane kampanie lojalnościowe pomagają również w budowaniu silniejszych więzi z klientami, sprzyjając ich długoterminowej relacji z marką.

W kontekście masowej wysyłki, ważną rolę odgrywa również dystrybucja materiałów marketingowych, takich jak:

  • katalogi,
  • ulotki,
  • broszury.

Odbiorcy zazwyczaj lepiej reagują na namacalne materiały, które są łatwiejsze do zapamiętania niż treści przesyłane drogą elektroniczną. Dzięki temu drukowane formy reklamy mogą skuteczniej promować produkty i usługi, przyciągając więcej uwagi.

Co więcej, masowa wysyłka listów świetnie sprawdza się w działaniach informacyjnych, takich jak:

  • przesyłanie faktur,
  • zaproszeń na wydarzenia,
  • wiadomości korporacyjnych.

Taka różnorodność usprawnia komunikację z klientami, co ma pozytywny wpływ na ich zadowolenie oraz lojalność wobec marki.

Jakie korzyści przynosi masowa wysyłka listów w kampaniach marketingowych?

Masowa wysyłka listów w kampaniach marketingowych niesie ze sobą szereg korzyści, które umożliwiają firmom efektywne dotarcie do swoich klientów. Oto kluczowe zalety tego rozwiązania:

  • oszczędność czasu, dzięki automatyzacji, np. drukowaniu i pakowaniu, co pozwala szybko przygotować i wysłać ogromną liczbę korespondencji,
  • redukcja kosztów, ograniczające wydatki związane z produkcją i logistyką, co podnosi efektywność działań marketingowych,
  • wysoka skalowalność, umożliwiająca dostosowanie rozmiaru kampanii do indywidualnych potrzeb,
  • personalizowane oferty, które zwiększają szanse na zaangażowanie klientów,
  • możliwość śledzenia przesyłek, co zwiększa bezpieczeństwo i kontrolę nad przebiegiem kampanii.

Jak personalizacja korespondencji wpływa na efektywność masowej wysyłki listów?

Personalizacja korespondencji ma kluczowe znaczenie dla efektywności wysyłek masowych. Dzięki temu firmy mogą lepiej dostosować swoje wiadomości do wyjątkowych potrzeb odbiorców. Na przykład, wprowadzenie imienia, nazwiska czy nazwy firmy sprawia, że komunikacja staje się bardziej osobista. Taki zabieg zdecydowanie zwiększa skuteczność kampanii marketingowych.

Odbiorcy chętniej reagują na spersonalizowane wiadomości, gdyż dostają informacje, które mają dla nich znaczenie. Liczne badania wykazały, że takie podejście skutkuje wyższymi wskaźnikami otwarć oraz odpowiedzi, co z kolei prowadzi do większych zysków dla przedsiębiorstw. Dodatkowo, stosując neokartki oraz neoznaczki, możliwe jest wzbogacenie oferty o unikalne elementy, takie jak logo, co dodatkowo podnosi rozpoznawalność marki.

Jak zapewnić bezpieczeństwo danych i zgodność z RODO?

Zapewnienie ochrony danych osobowych oraz przestrzegania zasad RODO w trakcie masowej wysyłki listów to istotny element działania każdej organizacji. Dobrze dobrane metody zabezpieczeń służą do zredukowania ryzyka nieautoryzowanego dostępu oraz naruszeń przepisów.

Aby zapewnić bezpieczeństwo danych, warto zacząć od:

  • w wyborze dostawców usług, którzy wykorzystują nowoczesne technologie, takie jak szyfrowanie transmisji,
  • stosowania starannie zaprojektowanych systemów informacyjnych, które chronią wrażliwe informacje,
  • umożliwienia bezpiecznego przechowywania i przetwarzania danych.

Nie zapominajmy również o kontrolach technicznych i organizacyjnych stosowanych przez firmy outsourcingowe, zajmujące się masową wysyłką. Powinny one nie tylko przestrzegać zasad RODO, ale również wprowadzać polityki prywatności i dbać o to, by dane osobowe były przetwarzane zgodnie z prawem i w konkretnych celach.

Jednym z nowoczesnych rozwiązań, które zwiększa bezpieczeństwo oraz umożliwia elektroniczną wymianę dokumentów zgodnych z RODO, jest system elisty.pl Wdrożenie takich technologii z pewnością może podnieść efektywność i bezpieczeństwo procesów związanych z masową wysyłką dokumentów.

masowa wysylka listow

Co uwzględnić przy wyborze dostawcy usług masowej wysyłki listów?

Wybór dostawcy usług masowej wysyłki listów to decyzja, która wymaga przemyślenia kilku kluczowych aspektów. Te elementy mogą znacznie podnieść efektywność oraz bezpieczeństwo Twojej kampanii reklamowej.

Na początku uwagę należy zwrócić na profesjonalną obsługę. Sprawna komunikacja z dostawcą oraz jego doświadczenie w branży mogą być nieocenione. Warto zapoznać się z opiniami innych klientów i ich przeżyciami związanymi z obsługą dostaw materiałów marketingowych.

Innym niezwykle ważnym czynnikiem jest automatyzacja procesu. Wybierając dostawcę, który oferuje zautomatyzowane usługi, takie jak integracja z systemami CRM i ERP, możesz zwiększyć wydajność swoich działań. Automatyzacja pozwala na szybkie przetwarzanie zamówień i skuteczne zarządzanie danymi odbiorców.

Również personalizacja korespondencji jest kluczowa. Dostawca powinien umożliwiać indywidualne dopasowanie wiadomości do konkretnego odbiorcy. Im lepiej dopasowana przesyłka, tym większe prawdopodobieństwo zaangażowania adresata.

Nie można zapominać o funkcjonalności śledzenia przesyłek oraz dostępności raportów z nadania. Te możliwości umożliwiają bieżące monitorowanie statusu przesyłek, co zwiększa poczucie kontroli nad kampanią.

Oprócz powyższych kryteriów, istotne są również koszty oraz czas realizacji. Warto porównać różne oferty dostawców, aby zidentyfikować najbardziej korzystną opcję.

Na koniec, zwróć uwagę na zgodność z RODO oraz odpowiednie zabezpieczenie danych osobowych. Dostawca powinien posiadać wymagane certyfikaty i procedury, które gwarantują ochronę wrażliwych informacji.

Kiedy warto zlecić masową wysyłkę listów firmie zewnętrznej?

Zlecanie masowej wysyłki listów firmom zewnętrznym staje się coraz bardziej popularne, zwłaszcza w sytuacjach, gdy firmy borykają się z dużą ilością korespondencji. Ręczne przygotowywanie przesyłek w takich momentach często wymaga sporo czasu oraz zaangażowania ludzi. Outsourcing tych działań pozwala nie tylko uniknąć przytłoczenia zespołu, ale także zmniejszyć ryzyko popełniania błędów. Wykorzystanie usług zewnętrznych jest szczególnie opłacalne podczas:

  • cyklicznych kampanii marketingowych,
  • okresów wzmożonych wysyłek,
  • na przykład przed świętami czy w czasie promocji.

Firmy logistyczne dysponują odpowiednimi narzędziami oraz automatyzacją, co umożliwia im sprawne zarządzanie dużymi zamówieniami. Dodatkowo, powierzenie wysyłki specjalistom zwiększa ogólną wydajność operacyjną. Takie przedsiębiorstwa oferują nie tylko pakowanie przesyłek, ale także:

  • zarządzanie zwrotami,
  • monitorowanie statusu nadanych przesyłek,
  • co znacząco podnosi komfort korzystania z ich usług.

Firma EDC Expert specjalizuje się w kompleksowej obsłudze masowej wysyłki listów, oferując klientom zarówno tradycyjne usługi, jak i innowacyjne rozwiązania cyfrowe. Dzięki autorskiej platformie elisty.pl przedsiębiorstwa mogą w prosty sposób zlecać druk, kopertowanie oraz nadawanie korespondencji bez wychodzenia z biura, co pozwala znacząco zredukować koszty i skrócić czas realizacji. Platforma gwarantuje wygodną integrację z systemami firmowymi, możliwość personalizacji przesyłek oraz pełną zgodność z wymogami RODO. EDC Expert zapewnia wsparcie na każdym etapie realizacji, dbając o bezpieczeństwo danych i najwyższą jakość obsługi.

Rynek premium zmienia definicję a Polacy inwestują w emocje i doświadczenia

Świat dóbr luksusowych przechodzi istotną metamorfozę. To już nie drogocenne przedmioty, ale unikalne przeżycia i emocje stają się nowym wyznacznikiem prestiżu. Dla coraz większej liczby konsumentów – również w Polsce – ekskluzywność oznacza dziś coś więcej niż metka. Luksus to teraz indywidualne doświadczenia: fine dining, podróże w stylu boutique, personalizowane usługi i unikalne rytuały.

Zgodnie z danymi raportu Bain & Osservatorio Altagamma 2025, segment luksusu opartego na doświadczeniach zwiększył swoją wartość o 5% rok do roku. Według Claudii D’Arpizio i Federiki Levato, autorek raportu, nowoczesny klient „pragnie poczuć się wyjątkowo – a drogą do tego jest emocjonalne zaangażowanie i personalizacja”.

To już nie tylko ekskluzywne produkty są w centrum zainteresowania, lecz także sposób ich serwowania. Przykład? Ulubiony posiłek, zawsze przyrządzony dokładnie tak samo dla stałego klienta w renomowanej restauracji albo indywidualnie dobrany zestaw poduszek w luksusowym hotelu.

Polscy konsumenci coraz częściej kierują się właśnie ku takim przeżyciom – czego dowodem jest spektakularny rozwój m.in. rynku luksusowych alkoholi. To, że Polacy wykazują rosnące zainteresowanie trunkami z wysokiej półki, szczególnie whisky, zauważyli już na początku roku analitycy firmy KPMG. Z danych raportu „Rynek dóbr luksusowych w Polsce” 20204 wynika, że sprzedaż alkoholi luksusowych Premium w Polsce osiągnęła w 2024 r. ponad 1,5 miliarda złotych (wzrost o 4,2%), a największy 89 proc. udział w tym segmencie miała whisky z 900 milionami sprzedaży.

W tym roku – według danych Statista Market Insight – właśnie na whisky możemy wydać już ponad 2,5 mld zł i sprzedaż nadal szybko rośnie w tempie 5 proc. rocznie. Całkowita wartość sprzedaży w 2025 ma wynieść blisko 45 mln Litrów, stawiając nasz kraj w czołówce rynków regionu Europy Centralnej. https://www.statista.com/outlook/cmo/alcoholic-drinks/spirits/whisky/poland

Amerykańska whiskey nowym symbolem prestiżu

Jak wynika z wypowiedzi ekspertów rynkowych, w Polsce wyjątkową popularność zyskały amerykańskie odmiany whiskey z segmentu premium. Dostrzegają to amerykańskie destylarnie o długiej historii i bogatej tradycji – jak te z Versailles w stanie Kentucky. Będąc oficjalnym partnerem jednej z najbardziej prestiżowych imprez sportowych w USA – wyścigu koni Kentucky Derby – producent wypuścił w zeszłym roku, z okazji 150. edycji Derby, limitowaną edycję whiskey starzonej w beczkach i rozlanej do kryształowych karafek marki Baccarat. Cena na poziomie 15 tys. USD sprawiła, że karafka stała się poszukiwana inwestycją wśród koneserów na całym świecie…. Bo właśnie wyścigi konne, takie jak Kentucky Derby czy Dubai World Cup, przyciągają elitę z całego świata. Klienci segmentu premium celebrują w ich trakcie nie tylko sportowe emocje, ale także styl życia, w którym liczy się prestiż i ekskluzywność.

Premiumizacja jest jednym z kluczowych trendów na polskim rynku napojów spirytusowych” – zauważa Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu w firmie Brown-Forman na Europę Środkowo-Wschodnią, która jest właścicielem destylarni Woodford Reserve Distillery.

Eksperci podkreślają, że ekskluzywność produktu nie wynika już wyłącznie z jego ceny. Kluczowe stają się dodatkowe wartości – możliwość uczestniczenia w zamkniętych degustacjach, dostęp do wydarzeń takich jak Kentucky Derby, czy poznanie historii i rzemiosła, które stoją za marką. „Tworzenie doświadczeń produktowych, które pozwolą konsumentom lepiej poznać produkt, jego historię i proces tworzenia, to dziś fundament skutecznej strategii marketingowej” – przekonuje Miziołowski.

Eksperci są zgodni – największym atutem marek premium staje się dziś zdolność do budowania unikalnych, emocjonalnych relacji z klientem. Potwierdza to Filip Popławski, dyrektor zarządzający Brown-Forman w regionie Europy Środkowo-Wschodniej: „Koncentracja na segmencie premium i super premium to strategia, która pozwala na budowanie trwałej wartości i odpowiadanie na rosnące oczekiwania klientów. Konsumenci są gotowi płacić więcej, jeśli za ceną idą jakość, emocje i autentyczność”.

Nowy etap rozwoju rynku Luksusu wymaga większego zrozumienia kontentu kulturowego i działań zgodnych z wartościami. Przyszłość sektora będzie należeć do tych, którzy potrafią te wartości komunikować – zarówno w obecnym, jak i przyszłym pokoleniom – podkreśla Katarzyna Wal, na łamach raportu Bain & Co 2025.  Z analiz Bain & Co. wynika, że w pierwszym kwartale 2025 roku luksusowe doświadczenia przewyższały sprzedaż towarów luksusowych.

Rosnące zainteresowanie luksusem opartym na doświadczeniach nie jest chwilową modą. To długofalowy trend, który zmienia sposób, w jaki myślimy o luksusie. Nie chodzi już o to, ile coś kosztuje, ale co potrafi zaoferować – i jakie emocje wywołuje – zwracają uwagę autorzy raportu KPMG. Dla Polaków luksus staje się częścią codzienności – bardziej świadomej, bardziej emocjonalnej i zdecydowanie bardziej osobistej. To właśnie przeżycia, rytuały i smak chwili budują dziś nową definicję ekskluzywności.

Źródło:

* https://centrumpr.pl/artykul/co-czeka-rynek-alkoholi-w-polsce-w-2025-roku%2C178793.html?utm_source=chatgpt.com

** https://zppps.pl/2024/10/30/polacy-pija-mniej-ale-wybieraja-lepsze-alkohole-wodka-w-odwrocie/

***https://kpmg.com/pl/pl/home/insights/2024/12/rynek-dobr-luksusowych-w-polsce-edycja-xv.html

****https://www.bain.com/insights/luxury-in-transition-securing-future-growth/

https://centrumpr.pl/artykul/co-czeka-rynek-alkoholi-w-polsce-w-2025-roku%2C178793.html?utm_source=chatgpt.com

https://przeglad-gastronomiczny.pl/co-czeka-rynek-alkoholi-w-polsce-w-2025-roku/