Sierpniowy rajd GBP/USD: Co stoi za dynamicznym wzrostem kursu?

Słabość dolara oraz siła funta sprawiają, że notowania „kabla” mają za sobą imponujący sierpniowy rajd. GBP jest najsilniejszy w relacji do USD od marca 2022 roku,. W ostatnim czasie powiększyła się dywergencja pomiędzy polityką monetarną Rezerwy Federalnej oraz Banku Anglii i to właśnie ten czynnik jest w głównej mierze odpowiedzialny za ten ostatni, dynamiczny ruch w górę kursu GBP/USD. Dynamikę z pewnością zwiększyło przełamanie przez parę walutową dwóch kluczowych oporów technicznych ustanowionych przez szczyty z lipca tego jak i ubiegłego roku.

W Jackson Hole nie tylko prezes Fed wypowiadał się na temat przyszłości polityki monetarnej. Głos również zabrał Andrew Bailey, który również wyraził gotowość do dalszego łagodzenia warunków monetarnych w Wielkiej Brytanii. Przypomnijmy, że Bank Anglii rozpoczął proces obniżek już w sierpniu obniżając główną stopę procentową o 25 pb z poziomu 5,25 do 5,00 proc.

Bailey podkreślił, że spadło ryzyko inflacyjne, jednak jest za wcześnie, żeby móc powiedzieć, że walka z inflacją dobiegła końca. Wg jego oceny skala „efektu drugiej rundy” okazała się mniejsza niż oczekiwano. Prezes BoE zaznaczył, że polityka pieniężna wciąż musi być restrykcyjna. Rynek interpretuje to w ten sposób, że kolejne obniżki mogą wystąpić, jednak skala ich będzie niewielka.

Inflacja bazowa w UK wciąż plasuje się powyżej 3 proc. w ujęciu rok do roku a spadki w ostatnim czasie straciły na sile. Zasadniczy wskaźnik CPI po spadku do poziomu 2 proc. r/r urósł ostatnio do 2,2 proc. co z pewnością też nie umknęło uwadze bankowi centralnemu.

Na ten moment rynek OIS (Overnight Index Swaps) daje niewielkie szanse na obniżkę we wrześniu (ok 25 proc.). Dużo większe prawdopodobieństwo przypisywane jest decyzji listopadowej (ok. 90 proc.) Grudniowa obniżka jest wyceniana na poziomie niespełna 50 proc.

Widać, że na ten moment rynek zakłada, że to Rezerwa Federalna wykazuje dużo większe gołębie nastawienie niż Bank Anglii co jest odzwierciedlone w notowaniu pary walutowej GBP/USD.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Węgrzy zatrzymują cykl obniżek stóp procentowych. Inflacja spadła do 4,1% r/r

Na Węgrzech nie doszło do jedenastej z rzędu obniżki stóp procentowych. Zgodnie z oczekiwaniami rynku pozostały one na niezmienionych poziomach, a podstawowa stopa procentowa wciąż wynosi 6,75 proc.

Jednak nie powinno to dziwić, bo inflacja spadła z poziomów ponad 25 proc. do obecnych 4,10 proc. r/r.

Warto przypomnieć, że we wrześniu poprzedniego roku wynosiła ona najwyższe w regionie 13,00 proc.

Węgrzy prawdopodobnie zrobili zatem przerwę w cyklu obniżek stóp. Mówienie o zakończeniu cyklu wydaje się przedwczesne.

Stopy obniżył już każdy bank centralny w Europie Środkowej, dokonał tego także Europejski Bank centralny, FED wydaje się następny w kolejce.

Narodowy Bank Polski ostatni raz obniżył stopy procentowe w październiku. Od tamtej pory konsekwentnie pozostaje przy swoim.

Wydaje się jednak, że jego retoryka może ulec zmianie wraz ze spadkiem globalnej inflacji i kolejnymi obniżkami stóp dokonywanymi przez inne banki centralne.

Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny Michael / Ström Domu Maklerskiego

Deweloperzy dogonieni przez rynek wtórny. W niektórych miastach ceny są już identyczne

W niektórych miastach ceny mieszkań na rynku wtórnym i pierwotnym są… niemal takie same.

Największe różnice sięgające blisko 4 tysięcy złotych za metr kwadratowy mają miejsce w Katowicach oraz w Szczecinie. Za to w Trójmieście, Warszawie czy w Krakowie ceny niemal się zrównały. Jeszcze ciekawsza sytuacja ma miejsce w Rzeszowie, gdzie według informacji NBP ceny transakcyjne w przypadku rynku wtórnego są wyższe niż rynku deweloperskiego.

– Informacje dotyczące rynku transakcyjnego w kontekście nieruchomości za II kwartał roku 2024 pokazują, że ceny na rynku wtórnym i pierwotnym niemal zrównały się w miastach, w których wartość nieruchomości jest najwyższa. To może oznaczać, że podaż nowych mieszkań i ich dostępność w tych miastach jest mniejsza, co generuje duży wzrost zainteresowania mieszkaniami z rynku wtórnego – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Warszawa, Kraków i Gdynia mają wyrównane ceny mieszkań. Na przeciwległym biegunie Szczecin i Bydgoszcz

Eksperci przyznają, że naturalnym jest, że między cenami na rynku wtórnym, a pierwotnym utrzymuje się pewna różnica. Nowe mieszkania prosto od deweloperów zwykle są droższe od tych, które kupujemy od prywatnych właścicieli, którzy już użytkowali lokal. Za standard uznaje się różnicę na poziomie ok. 20-25%. W wielu miastach w Polsce taka różnica właśnie występuje. Zrównanie cen transakcyjnych na rynku wtórnym i pierwotnym na największych rynkach w Polsce należy uznać za sytuację, która jasno i wyraźnie pokazuje, że wzrost cen mieszkań jest faktem, a jednocześnie nie brakuje osób zainteresowanych zakupem.

– Wahania cen na rynku pierwotnym i wtórnym wydaje się być zjawiskiem coraz częstszym. Jeszcze rok temu w niektórych miastach różnica w cenach przekraczała nawet 5500 złotych, co uznawaliśmy za ewenement i dowód na to, jak mocno ceny na rynku deweloperskim uciekały rynkowi wtórnemu. Obecnie widzimy wyrównanie. W większości miast różnica ceny na rynku wtórnym i pierwotnym nie przekracza 2 tysięcy złotych za metr kwadratowy – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Największe dysproporcje widać w miastach, gdzie popyt na mieszkania jest największy, a jednocześnie wzrost cen najbardziej dynamiczny. W Krakowie, Gdyni, Gdańsku czy w Warszawie mieszkania na rynku wtórnym kosztują niemal tyle samo, co na rynku pierwotnym. Właściciele mieszkań na sprzedaż wiedzą, jakie jest zapotrzebowanie i nie zamierzają obniżać cen – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Na drugim biegunie są mniejsze miasta.

– W Szczecinie czy w Bydgoszczy różnice sięgają od czterech do pięciu tysięcy złotych. Wynika to z faktu, że zasób ofert sprzedaży na rynku pierwotnym jest relatywnie mniejszy. Wiele także zależy od standardu mieszkań, jakie są dostępne na rynku. Można spodziewać się, że z powodu zapowiedzi programu „Kredyt na start” wiele ofert zniknęło z rynku – mówi Mirosław Król.

Ceny mieszkań nie będą spadać. Możliwe są jednak atrakcyjne oferty na rynku wtórnym

Czy najbliższy czas może przynieść korekty cen mieszkań? Eksperci rynku nieruchomości nie mają wątpliwości, że ceny nagle nie zaczną spadać. Wiele zależy od dostępności do kredytów hipotecznych oraz podaży ofert – zarówno w kontekście mieszkań od deweloperów jak i ofert z rynku wtórnego.

– Mieszkania na rynku deweloperskim sprzedają się słabiej, ale w interesie deweloperów nie jest obniżanie ich cen. Wiele firm, mając naprawdę wysokie marże, zamiast obniżać ceny, woli po prostu czekać na czas, gdy ceny będą rosnąć lub gdy możliwości konsumentów wzrosną. Pod tym kątem rynek wtórny jest bardziej nieprzewidywalny. Na rynku pojawiają się atrakcyjne oferty, zwykle, gdy sprzedający jest po prostu zmuszony do zbycia nieruchomości – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Szacuje się, że do końca roku wzrost cen powinien być zahamowany, ale dynamika sytuacji na rynku nieruchomości w dużej mierze uzależniona jest od tego czy program „Bezpieczny kredyt 2%” wejdzie w życie czy nie.

Wyniki finansowe Xiaomi za 2 kwartał 2024 roku

Xiaomi ogłosiło wyniki finansowe za drugi kwartał 2024 roku, odnotowując już trzeci kwartał z rzędu dwucyfrowy wzrost na poziomie 32% r/r osiągając przychód 88,9 mld RMB. Skorygowany zysk netto wyniósł 6,2 mld RMB (wzrost 20,1% r/r), a marża zysku brutto utrzymała się na wysokim poziomie 20,7%. Osiągnięte wyniki stanowią o kolejnej fazie wzrostu firmy.

Przychody z trzech głównych obszarów działalności marki – smartfonów, produktów IoT (Internet of Things), lifestyle’u oraz usług internetowych – przekroczyły oczekiwania rynku, przynosząc odpowiednio 46,5 mld, 26,8 mld i 8,3 mld RMB przychodu. Ponadto, w wynikach finansowych zostały uwzględnione również obszary związane z inteligentnymi pojazdami elektrycznymi i nowymi inicjatywami firmy, z których przychód wyniósł łącznie 6,4 mld RMB.

Globalna ekspansja przyspiesza. Xiaomi liderem wzrostu wśród pięciu topowych marek smartfonów

W drugim kwartale 2024 roku globalna sprzedaż smartfonów Xiaomi wyniosła 42,2 mln sztuk, co odpowiada wzrostowi aż 28,1% względem 2023 roku. Firma, według analizy Canalys, utrzymuje już 16 kwartał z rzędu silną pozycję wśród trzech topowych marek smartfonów na świecie, z udziałem w rynku światowym na poziomie 14,6%. Xiaomi jest najszybciej rozwijającym się podmiotem pod względem dostaw produktów w tym segmencie.

Kategoria smartfonów w Q2 2024 odnotowała przychody w wysokości 46,5 mld RMB, o 27,1% więcej niż w ubiegłym roku. Jak wskazują dane Canalys, dostawy smartfonów Xiaomi w minionym kwartale znalazły się w pierwszej trójce w 58 krajach, a w pierwszej piątce w 70 państwach i regionach na całym świecie. Wzrost ten podkreśla rosnące wpływy marki Xiaomi na rynkach międzynarodowych, szczególnie szybko rozwijając się w: Ameryce Łacińskiej (gdzie dostawy smartfonów Xiaomi po raz pierwszy znalazły się w pierwszej dwójce), Azji Południowo‑Wschodniej, na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

Przychody z działalności IoT gwałtownie rosną. Dostawy klimatyzatorów ze wzrostem o ponad 40% w Q2 2024

Dział produktów IoT i lifestyle utrzymał tendencję wzrostową, notując dla Xiaomi rekordowe przychody w wysokości 26,8 mld RMB (wzrost o 20,3% rok do roku). Segment inteligentnych urządzeń, ze wzrostem przychodów o 38,7% rok do roku, również może pochwalić się dobrymi wynikami.

Firma notuje też duże wzrosty na rynku tabletów. Wyniki raportu Canalys wykazały, że w minionym kwartale dostawy podwoiły się względem poprzedniego roku, co czyni z Xiaomi najszybciej rozwijającą się marką pod względem dostaw również w tym obszarze. Ponadto, urządzenia z obszaru wereables (inteligentne zegarki, opaski, słuchawki etc.) uplasowały się na trzecim miejscu na świecie i drugim w Chinach pod kątem dostaw, spośród których słuchawki bezprzewodowe znalazły się na trzeciej pozycji na świecie i pierwszej w Chinach.

W drugim kwartale sprzedaż klimatyzatorów Xiaomi przekroczyła 3,3 mln sztuk, co oznacza wzrost o ponad 40% rok do roku. W tym okresie znaczący wzrost odnotowały również lodówki i pralki Xiaomi, których dostawy przekroczyły odpowiednio 600 000 i 400 000 sztuk.

Solidny wzrost działalności w zakresie usług internetowych. Wzrost liczby MAU (miesięczna liczba aktywnych użytkowników) o 10% na całym świecie i w Chinach

Segment usług internetowych kontynuował dynamiczny rozwój, których przychody wzrosły o 11% do rekordowego poziomu 8,3 mld RMB. Xiaomi nadal pogłębia i rozszerza swoją globalną sieć partnerską, czego wynikiem jest wzrost przychodów o 32,9% rok do roku do poziomu 2,7 mld RMB w drugim kwartale, zwiększając swój udział w całkowitych przychodach z usług internetowych do 32,1%.

Wzrost działalności w obszarze inteligentnych pojazdów elektrycznych przewyższa prognozy. W II kwartale dostarczono ponad 27 000 aut

Od debiutu serii Xiaomi SU7, pierwszego inteligentnego pojazdu elektrycznego marki, wyniki rynkowe znacznie przekroczyły oczekiwania, osiągając w drugim kwartale 2024 w sektorze działalności związanej z inteligentnymi pojazdami elektrycznymi i nowymi inicjatywami 6,4 mld RMB. Firma stale zwiększa produkcję i dostawy serii Xiaomi SU7, dostarczając łącznie 27 307 pojazdów serii Xiaomi SU7, przy czym miesięczne dostawy przekroczyły 10 000 sztuk przez dwa miesiące z rzędu.

Od czerwca 2024 roku fabryka Xiaomi EV Factory przeszła na system dwuzmianowy, intensyfikując produkcję w celu realizacji założonego planu dostarczenia 100 000 pojazdów do listopada br. Spółka będzie również dążyć do dostarczenia łącznie 120 000 pojazdów z serii Xiaomi SU7 do końca 2024 roku. Do 30 czerwca 2024 r. Xiaomi otworzyło 87 centrów sprzedaży inteligentnych pojazdów elektrycznych w Chinach kontynentalnych, odpowiadając tym samym na ciągły wzrost zamówień i zapewniając użytkownikom pełen zakres profesjonalnego wsparcia w zakresie inteligentnych samochodów elektrycznych marki.

Firma sukcesywnie zwiększa swoje wpływy i konkurencyjność produktów w tym segmencie m.in. poprzez ujawnienie w lipcu prototypu Xiaomi SU7 Ultra. Firma ponadto ogłosiła, że w ciągu najbliższej dekady ma zamiar uczynić z niego najszybszy pojazd elektryczny. Pierwsze próby pobicia rekordu czasu okrążenia toru zaplanowane są na październik 2024 na torze Nürburgring Nordschleife.

Sztuczna inteligencja w pełni wzmacnia inteligentny ekosystem Xiaomi „Human x Car x Home”, napędzając wzrost rynku premium

Xiaomi w drugim kwartale 2024 wykorzystywało sztuczną inteligencję do ulepszenia środowiska „Człowiek x Samochód x Dom”, zwiększając wydatki na badania i rozwój do poziomu 5,5 mld RMB, czyli o 20,7% więcej niż w ubiegłym roku. Przy użyciu technologii AI, pracownicy Xiaomi dokonali innowacyjnych przełomów w kilku obszarach, w szczególności w sektorze pojazdów elektrycznych, rozwijając m.in. funkcje takie jak Autopilot, automatyczne parkowanie czy interakcję głosową za pośrednictwem asystenta Xiaomi AI.

Xiaomi rozwija możliwości komunikacji z asystentem AI i zaoferowała już konsumentom szereg nowych funkcji m.in. tym analizę dokumentów i generowanie wideo z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Innowacje te stanowią podstawę wzrostu Xiaomi na rynku premium.

Według danych pochodzących od firm zewnętrznych, w drugim kwartale 2024 r. modele smartfonów premium Xiaomi w cenie 3 000 RMB lub wyższej stanowiły 22,1% całkowitej liczby sprzedanych smartfonów w Chinach, co oznacza wzrost o 2% rok do roku. Udział w rynku smartfonów w segmentach cenowych od 3 000 do 4 000 RMB, od 4 000 do 5 000 RMB i od 5 000 do 6 000 RMB wyniósł odpowiednio 16,8%, 20,1% i 8,9%, również odnotowując wzrost względem zeszłego roku.

19 lipca Xiaomi zaprezentowało w Chinach swoje flagowe urządzenia nowej generacji Xiaomi MIX Fold 4 oraz Xiaomi MIX Flip.

Dolar odrabia straty, ale ostrożnie. Słabe dane z Niemiec, bezrobocie w Polsce znów na 5%

Sezon wakacyjny ma czasem takie dni, że na rynkach za wiele się nie wydarza. Obecny rok i tak miał ich relatywnie mało, ale wczorajszy dzień na większości par walutowych pasjonujący nie był. Biorąc pod uwagę, że czekamy na decyzje banków centralnych jest to całkiem uzasadnione.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zamówień z USA. W ujęciu miesięcznym zamówienia na dobra bez środków transportu spadły o 0,2%, czyli symbolicznie mocniej niż oczekiwali analitycy. Z drugiej strony zobaczyliśmy bardzo dużą niespodziankę w danych o zamówieniach na dobra trwałego użytku w USA. Spodziewano się dużego wzrostu, bo aż o 5%, faktycznie uzyskano aż 9,9%. Powodem mają być zwiększone zamówienia w przemyśle lotniczym, który ostatnio miał poważne problemy wraz z jednym z największych światowych producentów samolotów. Pozwoliło to dolarowi odzyskać trochę wartości względem głównych walut. Wciąż jednak pozostaje bardzo słaby względem poziomów, gdzie przebywał chociażby kilka dni temu.

Niemcy neutralnie

Rynki czekają obecnie na połowę września, tuż przed nią zobaczymy decyzję EBC, niecały tydzień później decyzję FED. Do tego czasu można oczekiwać, że atmosfera może się trochę wyciszać. Dodatkowo pogłębiają to kolejne neutralne dane. Niemieckie PKB okazało się dzisiaj rano dokładnie zgodne z oczekiwaniami. Był to co prawda finalny odczyt, zatem inwestorzy dostali wcześniej wstępne dane. Warto jednak zwrócić uwagę, że to trzeci kwartał spadkowy w ciągu ostatniego roku. Spadek wynosił co prawda tylko 0,1%, ale nadal to bardzo słaby wynik. Pomimo tego, nadal euro jest blisko wielomiesięcznych maksimów względem dolara.

Bezrobocie znów 5%

Po miesiącu poniżej tej granicy, będącym jednocześnie najniższą stopą bezrobocia od końca fikcji pełnego zatrudnienia z czasów przemian ustrojowych, stopa bezrobocia znów podskoczyła do 5%. Pamiętając dane o zatrudnieniu w sektorze przedsiębiorstw, widać tam było spadek o 0,4% w skali roku, więc można było się spodziewać odbicia i tutaj. Z drugiej strony należy pamiętać, że przy tak niskiej dokładności kwestie zaokrągleń przy bardzo małych zmianach mogą odpowiadać za taki wzrost o 0,1% jak wczoraj. Rynki walutowe przyjęły te informacje neutralnie, czekając najprawdopodobniej na to, czy w kolejnych danych potwierdzą się potencjalne problemy polskiego rynku pracy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,
16:00 – USA – indeks zaufania konsumentów – Conference Board.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Realna wartość świadczenia 300 Plus spadła do 200 zł

Zbliża się początek roku szkolnego. W tym roku naukę w szkołach rozpocznie około 4,4 mln uczniów, których rodzice są uprawnieni do skorzystania ze świadczenia 300 Plus. W tym roku, jego realna wartość spadła do 201 zł w porównaniu z wartością z czasów startu programu. W przeciwieństwie do świadczenia 500 Plus, 300 Plus nie było w ostatnich latach zwaloryzowane.

Powrót dzieci do szkoły to czas zwiększonych wydatków dla rodziców. Według danych z National Retail Federation w USA, okres powrotu do szkoły jest drugim (po okresie Bożego Narodzenia) okresem wzmożonych wydatków konsumentów. Podobnie jest w Polsce, gdzie koszt wysłania dziecka do szkoły wynosi co najmniej 600-800 zł. Na przykład, koszt kompletu książek do szkoły waha się od 550 do 800 zł, ale można go zmniejszyć, kupując używane podręczniki za 300-400 zł. Ważne jest także zakupienie stroju sportowego i butów do WF, co wynosi minimum 300 zł, a także zeszytów, plecaka i piórnika, co stanowi kolejny wydatek 300 zł lub więcej. Wiele rodzin decyduje się także na zakup biurka, wyposażenia pokoju dziecka oraz komputera lub tabletu na nowy rok szkolny.

Koszt wysłania dziecka do szkoły wzrasta z każdym rokiem. W ciągu ostatniego roku, według danych GUS, ceny w Polsce wzrosły średnio o 4,2 proc. (stan na koniec lipca 2024 roku). Analiza kosztów związanych z edukacją pokazuje, że niektóre wydatki wzrosły bardziej niż wskaźnik inflacji CPI. Na przykład ceny produktów i usług edukacyjnych wzrosły o 9 proc., ceny ubezpieczeń (w tym uczniowskich) o 8,1 proc., ceny książek o 4,1 proc., a artykułów piśmienniczych o 2,3 proc. Znacząco na wzrost kosztów wpływają także rosnące o 18,5 proc. ceny energii elektrycznej. Starsze dzieci, które odrabiają zadania domowe przy świetle, a także korzystają z komputerów i innych urządzeń wspomagających naukę, będą wymagać więcej energii elektrycznej.

Z drugiej strony, ceny ubrań spadły o 2 proc., choć ceny obuwia wzrosły o 1,8 proc. W tym roku bardziej opłaca się zakup laptopa, ponieważ ceny komputerów i sprzętu elektronicznego spadły o 8,3 proc. Koszty dowożenia dzieci do szkoły samochodem pozostały prawie niezmienione, ponieważ ceny benzyny wzrosły nieznacznie o 0,3 proc. Warto jednak zauważyć, że wiele dzieci korzysta z bezpłatnych przejazdów komunikacją miejską.

Choć koszt wysłania dziecka do szkoły ponownie wzrósł, realna wartość świadczenia 300 Plus zmalała z powodu inflacji. Świadczenie to jest wypłacane jednorazowo na każde uczące się dziecko w wieku do 20 lat, niezależnie od dochodów rodziców i wynosi 300 zł. Jego wartość nie zmieniła się od czasu wprowadzenia programu w czerwcu 2018 roku. W tym samym czasie inne świadczenie – 500 Plus – zostało zwaloryzowane do 800 Plus. Obecnie, realna wartość 300 Plus wynosi 201 zł (67 proc. pierwotnej wartości w cenach z czerwca 2018 roku), podczas gdy rok temu była warta 210 zł.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Badanie EY: Po pierwszej ekscytacji AI przyszedł czas na biznesową weryfikację. Pozytywną

Firmy coraz częściej przechodzą z etapu wdrożenia AI do procesu pierwszej biznesowej weryfikacji osiągniętych efektów. Jak pokazuje badanie EY – AI Pulse – podczas gdy jeszcze 3 lata temu niecała połowa przedsiębiorstw przeznaczała mniej niż 5% budżetu na inwestycje w sztuczną inteligencje, to obecnie aż 88% organizacji przekroczyło ten poziom. Wzrost nakładów przekłada się na wymierne korzyści biznesowe. Już 76% firm inwestujących w AI ponad 5% budżetu dostrzega wzrost produktywności pracowników. W organizacjach przeznaczających poniżej 5% dostępnych zasobów finansowych ten odsetek wynosi 62%. Największa różnica – 26 pkt. proc. – widoczna jest w obszarze tworzenia przewagi konkurencyjnej (73% vs. 47%). Nie mogą więc dziwić deklaracje wskazujące że aż połowa liderów organizacji planuje zwiększyć inwestycje w AI do poziomu 25% dostępnych środków.

– W biznesie każdą decyzję czeka na końcu weryfikacja. Po ponad 1,5 roku od rozpowszechnienia się narzędzi opartych o generatywną sztuczną inteligencję przyszedł czas i na tę technologię. Firmy z dużą otwartością podchodziły do inwestycji, wierząc że przełoży się ona na wzrost efektywności i produktywności. Teraz mówią sprawdzam. Pierwsze wyniki są dla AI bardzo optymistyczne. Należy się spodziewać, że zakres wykorzystywania sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwach będzie wyłącznie rósł. Wyzwaniem wciąż jednak pozostanie jej odpowiednie wdrożenie, nie tylko w obszarze technologicznym, ale również ludzkim – mówi Radosław Frańczak, Partner EY Polska, Lider obszaru Technology Consulting.

Wyniki badania EY – AI Pulse – wskazują, że wzrost nakładów na AI ma realne przełożenie na biznes. Aż 76% firm, które przeznaczyły na sztuczną inteligencję powyżej 5% budżetu inwestycyjnego zauważa poprawę w produktywności pracowników. Dla porównania ten odsetek zmniejsza się do 62% w organizacjach, gdy poziom przeznaczonych środków nie przekroczył poziomu 5%. Największa różnica – aż 26 pkt. proc. – widoczna jest w obszarze tworzenia przewagi konkurencyjnej (73% vs. 47%). Widoczne różnice są jednak dostrzegalne w każdym elemencie – cyberbezpieczeństwie oraz innowacyjności procesu produkcyjnego (po 16 pkt. proc.).

Wykres. Porównania wpływu AI w firmach wydających mniej i więcej niż 5% budżetu inwestycyjnego na narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji. Porównania wpływu AI w firmach wydających mniej i więcej niż 5% budżetu inwestycyjnego

5 strategii na sukces w AI

Konieczna jest technologiczna dywersyfikacja

Aż 95% firm inwestuje w rozwiązania oparte o sztuczną inteligencję. Wyzwaniem pozostaje jednak dywersyfikacja wprowadzonych narzędzi i ich odpowiednie zbalansowanie. Ponad połowa (56%) ankietowanych przyznaje, że kluczowy nacisk inwestycyjny kładziony jest na opracowywanie własnych narzędzi, co pozwala na podnoszenie wewnętrznych kompetencji i zdolności operacyjnych. Jednocześnie ten sam odsetek badanych wskazuje, że przynajmniej część rozwiązań kupuje bezpośrednio na rynku, co przyspiesza proces implementacji i zmniejsza wydatki. Zachowanie odpowiedniego miksu obu kierunków pozwala na najefektywniejsze wprowadzenie rozwiązań AI w organizacji.

ROI to priorytet

Już 34% organizacji śledzi efekty jakie przynosi wprowadzenie rozwiązań bazujących na sztucznej inteligencji. Pozwala to nie tylko na ewaluację zakładanych celów, ale również ocenę skuteczności działań i ich efektywności kosztowej. Dotychczasowe weryfikacje AI wskazują na realne i pozytywne przełożenie na biznes. W przypadku 74% organizacji zaobserwowano wzrost produktywności pracowników, a w 77% poprawę efektywności operacyjnej.

Przygotuj mapę drogową

Wprowadzenie każdego rozwiązania powinno poprzedzić szczegółowe planowanie. W przypadku AI jest ono tym ważniejsze, gdyż jak żadna wcześniejsza technologia, wpływa na niemal każdy element organizacji. Co trzecie (35%) przedsiębiorstwo przygotowuje mapę drogową planowanych wdrożeń narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Niemal ten sam odsetek (34%) podejmuje działania zmierzające do korelacji strategii związanej z wykorzystaniem AI i planowanych celów biznesowych.

AI = odpowiedzialność

Wyniki badania EY podkreślają, że inwestując w technologię nie można zapominać o odpowiedzialności. Ponad połowa (53%) organizacji wprowadzających narzędzia AI wskazuje, że w ostatnim roku zaobserwowało wewnętrzny wzrost zainteresowania w odpowiedzialnym wykorzystywaniu sztucznej inteligencji. W efekcie już co trzecia firma (34%) tworzy ramy ładu korporacyjnego uwzględniające wątki AI. Niemal ten sam odsetek (32%) wskazuje, że ich modele sztucznej inteligencji uwzględniają kwestie związane z ryzykiem stronniczości. Jasno wskazuje to, że myśląc o AI nie można pomijać etyki.

Pracownicy muszą umieć współpracować z AI

Aż 78% badanych wskazuje na trudności w znalezieniu pracowników posiadających umiejętności współpracy z AI dopasowanymi do potrzeb organizacji. Nie powinno więc dziwić, że aż 83% liderów przedsiębiorstw wskazuje na rekrutację osób z tymi kompetencjami jako priorytet. Jednocześnie same firmy czeka wiele pracy do wykonania, gdyż tylko 40% zachęca pracowników do rozwoju umiejętności w wykorzystywaniu narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji, a 37% realizuje odpowiednie programy treningowe.

– Dla wielu firm, które mają za sobą wstępne doświadczenia z wdrażania AI nadszedł moment na wyciąganie pierwszych wniosków i wprowadzanie niezbędnych modyfikacji. Dlatego tak ważne jest, aby proces implementacji poprzedziło szczegółowe planowanie. Bez niego możliwość podejmowania odpowiednich kroków staje się mocno ograniczona. Szczególny nacisk powinien być położony na współpracę na linii AI – człowiek. To od ludzi zależy sukces lub porażka każdej zmiany, zwłaszcza tej opartej o aspekty technologiczne. W całym procesie nie można również zapomnieć o wątkach związanych z etyką, gdyż bez wątpienia wygranymi staną się firmy które te kwestie będą adresować otwarcie i efektywnie – podsumowuje Ewa Nowakowska, Partnerka EY Polska i liderka EY AI Lab.

O badaniu:
Badanie EY AI Pulse zostało przeprowadzone na grupie 500 przedstawicieli wyższej klasy menadżerskiej w amerykańskich przedsiębiorstwach. Reprezentowali oni m.in. sektor zdrowia, energetyki, technologii, produktów konsumenckich, telekomunikacji, finansowy oraz administracji publicznej. Ankieta została przeprowadzona online w dniach 29 kwietnia – 6 maja 2024 roku. Błąd statystyczny może wynieść 4 pkt. procentowe.

Marek Sawa prezesem sieci Bricomarché w Polsce

Marek Sawa objął stanowisko prezesa sieci Bricomarché w Polsce, zastępując w tej roli Jacka Paszke. Nowy prezes, związany z Grupą Muszkieterów od 2008 roku, jest właścicielem sklepów Bricomarché w Lubaniu, Głogowie oraz Lubinie. Na nowym stanowisku będzie odpowiedzialny za budowanie i realizację strategii handlowej sieci w całym kraju. Funkcję dyrektor generalnej Bricomarché nadal pełnić będzie Katarzyna Jańczak-Stefanide.

Doświadczony przedsiębiorca na czele sieci

Marek Sawa to doświadczony przedsiębiorca, który dołączył do Grupy Muszkieterów po 18 latach prowadzenia własnego biznesu. Swoją przygodę jako franczyzobiorca Bricomarché rozpoczął w 2009 roku, kiedy wraz z żoną Violettą przejął punkt sprzedaży w Lubaniu. W 2018 roku rozszerzył działalność, przejmując supermarket w Głogowie, a w marcu bieżącego roku otworzył trzeci sklep w Lubinie. Przedsiębiorca uzyskał w 2022 r. nagrodę TOP Franczyzobiorca w kategorii Ambasador Marki przyznanej przez Polską Organizację Franczyzodawców.

Od wielu lat Marek Sawa aktywnie uczestniczy w rozwoju sieci w ramach unikatowego modelu partycypacyjnego Grupy Muszkieterów, który umożliwia zrzeszonym przedsiębiorcom pełnienie kluczowych funkcji w jej strukturach. W przeszłości pełnił m.in. rolę członka zespołu w Dziale Franczyzy, który odpowiada za rekrutację, szkolenia oraz integrację przyszłych przedsiębiorców. W 2020 roku stanął na czele tego Działu, a następnie nadzorował również działania w zakresie komunikacji korporacyjnej. W lutym bieżącego roku dołączył do Zarządu Grupy Muszkieterów w Polsce. Teraz, w nowej roli, Marek Sawa będzie odpowiedzialny za budowanie i realizację strategii handlowej sieci w całym kraju.

Jestem niezmiernie dumny z możliwości objęcia funkcji Prezesa Bricomarché w Polsce i możliwości kontynuowania pracy mojego poprzednika. Ostatnie lata były dla nas okresem dynamicznego rozwoju, podczas którego zwiększaliśmy udziały rynkowe. Jednak jako sieć nieustannie dążymy do celu, jakim jest zdobycie trzeciej pozycji wśród sklepów DIY w kraju. To ogromne wyzwanie, ale wierzę, że uda nam się je osiągnąć i cieszę się, że w mojej nowej roli będę mógł przyczynić się do jego realizacji – mówi Marek Sawa, prezes Bricomarché w Polsce.

Wyniki Nvidii mogą przesądzić o nastrojach na Wall Street

Rynki jeszcze żyją piątkowym wystąpieniem Jerome Powella podczas sympozjum bankierów centralnych w Jackon Hole. Przypomnijmy, że prezes Fed dość jasno zakomunikował potrzebę dostosowania polityki monetarnej, co należy rozumieć, że we wrześniu najprawdopodobniej dojdzie do pierwszej obniżki stóp procentowych w USA. Wciąż jednak nie znamy odpowiedzi na pytanie jakiej skali będzie ta pierwsza redukcja kosztu pieniądza. W weekend dał o sobie przypomnieć konflikt na Bliskim Wschodzie. Zareagowała ropa wzrostem, co wydaje się naturalne w momencie, kiedy jeszcze kilka dni wcześniej spekulowano o możliwym zawieszeniu broni. W tym tygodniu najważniejsze wydają się być dane piątkowe z USA – deflator PCE – choć o nastrojach na Wall Street w dużej mierze może decydować środowa publikacja wyników technologicznego przedstawiciela sztucznej inteligencji – Nvidii.

Jeśli chodzi o ropę naftową z jednej strony obawa dotyczy cieśniny Ormuz i ograniczenia dostaw surowca przez nią. Z drugiej dochodzi temat tego, że Libia zamknęła na skutek ostatnich wydarzeń wszystkie pola naftowej co spowodowało wstrzymanie produkcji oraz eksport. Notowania już w piątek mocno zyskiwały a wzrosty zostały przedłużone na poniedziałkowej sesji. Wydaje się, że ten mix czynników powinien przynajmniej w krótkim terminie powodować dalsze wzrosty. A co mówi technika. Widoczny jest układ podwójnego dołka, który może zakończył falę spadkową, która trwała przez cały lipiec. Z biegiem czasu coraz częściej będzie się mówiło o decyzji OPEC. Teoretycznie od października rozszerzony kartel miał pomału wycofywać się z dodatkowych dobrowolnych cięć. Wszystko pewnie będzie zależeć od tego, gdzie w najbliższej przyszłości powędruje cena.

Już jutro Nvidia ma przedstawić wyniki za drugi kwartał roku fiskalnego 2025. Publikacja nastąpi po zamknięciu środowej sesji. Oczekiwania są wygórowane i wskazują, że spółka osiągnie rekordowe wyniki co może doprowadzić do tego, że ceny akcji zrównają się z poziomem ATH lub nawet pokuszą się o wyjście ponad ten pułap.

Nvidia zasłynęła jako pionier w branży gier wideo, opracowując układy wykorzystujące przetwarzanie równoległe, czyli zdolność do jednoczesnego wykonywania wielu złożonych obliczeń. Wygenerowało to realistyczne obrazy w grach wideo, rewolucjonizując branżę. Nvidia zaadaptowała tę samą technologię do obsługi surowych, liczbowych potrzeb sztucznej inteligencji i szybko podbiła rynek tej wschodzącej technologii. W ubiegłym roku firma kontrolowała około 98 proc. rynku procesorów graficznych dla centrów danych.

Chociaż Nvidia miała przewagę w tej rozwijającej się branży, firma nie spoczywa na laurach. Na początku tego roku spółka zaprezentowała swoją architekturę Blackwell, która zawierała szereg nowych technologii, które obiecują przenieść sztuczną inteligencję na wyższy poziom. Nvidia nie planuje w najbliższym czasie rezygnować ze swojej strategicznej przewagi i wiodącej pozycji na rynku.

Nvidia udowodniła swoją siłę w przeciągu ostatniego roku ale pamiętajmy, że rynek spogląda w przyszłość i w tym momencie tylko to się liczy. W ostatnich tygodniach obawy o wzrost gospodarki USA znalazły się w centrum uwagi. Teraz, kiedy one ustąpiły, ponownie inwestorzy skupiają się na branży sztucznej inteligencji. Jeśli chodzi o główne liczby, spółka oczekuje, że przychody osiągną poziom 28 mld USD i da to wzrost o 107 proc. w ujęciu rok do roku. Wall Street patrzy na to z jeszcze większym optymizmem a szacunek wśród analityków wynosi 28,6 mld USD. Przypomnijmy, że spółka w ostatnich czterech kwartałach pokazywała wyniki dotyczące sprzedaży i zysków lepsze od konsensusu. Poprzeczka zawieszona jest coraz wyżej ale to nie oznacza, że nie może zostać przeskoczona.

Akcje Nvidii w okresie od 20 czerwca do 5 sierpnia („czarny poniedziałek”) wykonały klasyczną korektę techniczną a dołek wypadł gdzieś w okolicy poziomu 91,5 USD. Te spadki są największe w całym impulsie wzrostowym trwającym od października 2022 roku. Po mocniejszej przecenie na początku tego miesiąca obserwowaliśmy odreagowanie, które nastąpiło w dość szybkim tempie. Od kilku dni mamy konsolidację, która jest pewnego rodzaju symbolem tego, że rynek jest w fazie wyczekiwania.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Sztuczna inteligencja rewolucjonizuje medycynę. Fuzje i przejęcia napędzają rynek

Wyniki raportu firmy doradczej Deloitte „Global Life Sciences Outlook. Driving Resiliency” wskazują, że w 2024 roku branża life sciences będzie kontynuować działania zwiększające odporność na czynniki zewnętrzne oraz nawiązywać strategiczne partnerstwa technologiczne, aby przyspieszyć badania i rozwój. Większość przedsiębiorstw z tego sektora skupi się na wykorzystaniu potencjału generatywnej sztucznej inteligencji, wdrożeniu usprawnień w obsłudze i leczeniu pacjentów oraz dostosowaniu się do zmian regulacyjnych. W tym roku w skali globalnej wartość rynku farmaceutyków wyniesie 1,2 bln dolarów.

Branża life sciences (do której należy zaliczyć branżę biotechnologiczną, farmaceutyczną oraz ochrony zdrowia) pod wpływem nowoczesnych technologii przechodzi znaczące zmiany, co nie zmienia faktu, że personalizacja opieki zdrowotnej i dążenie do poprawy doświadczeń pacjentów niezmiennie pozostają jej priorytetami. Z drugiej strony, sektor nadal napotyka liczne trudności. Rosnąca presja cenowa i regulacyjna, szczególnie w kontekście globalnej dostępności leków, stanowią dla niego istotne wyzwania. Dodatkowo, przez konieczność odnalezienia się w złożonym środowisku geopolitycznym i ekonomicznym, branża musi zachować elastyczne i innowacyjne podejście.

Wzrost wartości i liczby transakcji M&A

Przewidywania, że inflacja spadnie, a stopy procentowe się ustabilizują, wpłynęły na wzrost liczby fuzji i przejęć w sektorze life sciences. Już w ubiegłym roku aktywność w tym zakresie była wyższa niż się spodziewano. Udało się wtedy zrealizować 254 takich transakcji o łącznej wartości 209,8 mld dolarów (dla porównania w 2022 roku było to 143,5 mld). Każde spośród 10 największych przejęć zamkniętych w ub. r. było warte ponad 4 mld dolarów. Obecnie następuje stopniowa poprawa płynności łańcucha dostaw, a wraz z nią liderzy branży segmentu farmaceutycznego, biotechnologicznego oraz technologii medycznych przewidują dalsze tendencje wzrostowe. W tym roku wartość rynku farmaceutyków wyniesie 1,2 bln dolarów w skali globalnej.

Sektor life sciences dynamicznie ewoluuje, a wiodące spółki farmaceutyczne intensyfikują działania akwizycyjne, aby zrównoważyć straty wynikające z wygasających patentów. Według szacunków, do 2030 roku mogą one wynieść ponad 200 mld dolarów. Kluczowym trendem jest także zwiększone wykorzystanie sztucznej inteligencji w badaniach i rozwoju, co przyspiesza odkrywanie nowych leków i zwiększa przychody. Dodatkowo, firmy dostosowują swoje strategie do wyzwań związanych z globalnym łańcuchem dostaw, w celu zwiększenia odporności na przyszłe kryzysy – mówi Michał Bigoszewski, partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Corporate Finance M&A, Deloitte.

Wsparcie ze strony sztucznej inteligencji

Specjaliści przewidują, że generatywna sztuczna inteligencja może być jedną z najbardziej przełomowych transformacji technologicznych ostatnich dekad. Już teraz ponad 90 proc. respondentów z branży biotechnologicznej i medycznej, ankietowanych przez Deloitte, spodziewa się, że generatywna sztuczna inteligencja będzie miała wpływ na ich organizacje, szczególnie w przypadku działań R&D. W połączeniu z innymi narzędziami transformacji cyfrowej, zwiększy ona ogólną efektywność i innowacyjność procesów. Usprawnienie działań będzie miało odzwierciedlenie w zyskach, a eksperci Deloitte oceniają, że przy wykorzystaniu narzędzi AI firmy biotechnologiczne z pierwszej dziesiątki o średnich przychodach w wysokości 65-75 miliardów dolarów, mogą zwiększyć swoją wartość o 5-7 mld dolarów w ciągu najbliższych pięciu lat.

– Wykorzystanie potencjału tkwiącego w sztucznej inteligencji może przynieść znaczące korzyści dla firm z sektora life sciences na każdym etapie łańcucha wartości, od badań i rozwoju po efektywność sprzedaży. Innowacyjne narzędzia AI już teraz wspierają wiodące podmioty z branży life sciences w obszarze finansów i księgowości czy optymalizacji zarządzania zapasami i prognozowania popytu. Kolejne rozwiązania mają szansę nie tylko obniżać koszty, ale również poprawiać doświadczenia pacjentów i pracowników ochrony zdrowia. Przy czym w etycznym wdrażaniu tych technologii konieczne jest uwzględnienie ryzyk związanych z ich stosowaniem oraz ochrona bezpieczeństwa i prywatności danych – mówi Andrzej Skasko, partner associate, Deloitte.

Pacjent na pierwszym miejscu

Poprawa doświadczeń pacjentów pozostaje kluczowym celem dla organizacji związanych z medycyną. W odpowiedzi na to zapotrzebowanie jednym z aktualnych trendów w branży ochrony zdrowia jest zwiększenie sprawczości i udziału pacjenta w podejmowaniu decyzji dotyczących jego leczenia. Organizacje ochrony zdrowia powinny dążyć do unifikacji i połączenia systemów tak, aby pacjent niezależnie od placówki miał dostęp do historii swojej choroby.

Wprowadzenie wspólnej platformy wymiany informacji w organizacjach rozproszonych umożliwi ujednolicenie danych o pacjentach, co znacząco poprawi ich doświadczenia w procesie leczenia. Dzięki temu, lekarze w różnych placówkach będą mieli szybki dostęp do pełnej historii medycznej pacjenta, co usprawni diagnostykę i terapię. Zmniejszy się również ryzyko błędów i skróci czas oczekiwania na diagnozę, a to przełoży się na wyższą jakość świadczonych usług – mówi Władysław Mizia, lider konsultingu dla rynku medycznego w Polsce, Deloitte.

Popyt o 20% w górę, mniej nowych budów – podsumowanie I połowy 2024 r. na rynku powierzchni logistyczno-magazynowych

Jak wynika z danych Colliers, na koniec I połowy 2024 roku zasoby dostępnych powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce przekroczyły 33 mln mkw. Pomimo przewidywań dotyczących spadku popytu brutto, aktywność najemców okazała się zaskakująco wysoka. Popyt wzrósł o 20% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku i wyniósł 2,7 mln mkw. Mimo tego wciąż rośnie w Polsce odsetek pustostanów – na koniec czerwca 2024 roku sięgnął on poziomu 8,2%. W odpowiedzi na zwiększoną dostępność powierzchni deweloperzy podjęli decyzję o ograniczeniu realizacji nowych projektów.

Liderzy podaży bez zmian

Rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych, pomimo znacznych fluktuacji gospodarczych w ostatnim czasie, wciąż znajduje się w bardzo dobrej kondycji. Pod względem podaży nowoczesnej powierzchni magazynowej w pierwszych dwóch kwartałach 2024 roku tradycyjnie dominowały województwa mazowieckie, śląskie oraz łódzkie. Na koniec czerwca 2024 roku ich zasoby wynosiły odpowiednio 6,6 mln mkw., 5,6 mln mkw. oraz 4,6 mln mkw. W kategorii nowej podaży przodowały natomiast województwa dolnośląskie, pomorskie oraz mazowieckie, dostarczając na rynek odpowiednio 430 tys. mkw., 240 tys. mkw. oraz 230 tys. mkw. Wśród największych zrealizowanych w tym okresie obiektów znalazła się pierwsza faza CTPark Gdańsk Port o powierzchni 118 tys. mkw., kolejne fazy Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub o powierzchni 92 tys. mkw. oraz GLP Warsaw V Logistics Centre z 86 tys. mkw.

Znacznie mniej nowych realizacji

Łącznie na koniec czerwca 2024 roku w budowie znajdowało się 2 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej. Chociaż od połowy 2022 roku obserwowano spadek wolumenu powierzchni w realizacji, obecnie wydaje się on stabilizować na poziomie od 2 do 2,5 mln mkw.

Warto zauważyć, że w 2024 roku deweloperzy rozpoczęli budowę 800 tys. mkw., co stanowi znaczący, bo około 50-proc. spadek rok do roku. Mimo to wolumen powierzchni w budowie pozostaje wciąż na relatywnie wysokim poziomie, zbliżonym do I poł. 2023 r. Wzrost liczby nowych inwestycji mógłby nastąpić w wyniku pojawienia się nowego dewelopera lub spadku stopy pustostanów – tłumaczy Antoni Szwech, Starszy Analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers.

Największy wolumen powierzchni w budowie na koniec czerwca 2024 roku odnotowano w województwach dolnośląskim (570 tys. mkw.), mazowieckim (410 tys. mkw.) oraz łódzkim (320 tys. mkw.).

Wzrost popytu wbrew prognozom

W I połowie 2024 roku polski rynek nieruchomości logistyczno-przemysłowych zanotował wyraźne ożywienie popytu, pomimo obserwowanego w pierwszym kwartale początkowego osłabienia aktywności. Wartość popytu brutto w okresie od kwietnia do czerwca 2024 roku wzrosła niemal dwukrotnie w porównaniu do poprzedniego kwartału, co doprowadziło do osiągnięcia wyniku 2,7 mln mkw. wynajętej powierzchni w całej I połowie roku.

Pomimo umiarkowanych prognoz dotyczących popytu w roku 2024, pierwsza połowa roku okazała się znacznie lepsza od analogicznego okresu roku ubiegłego, na co wskazuje wzrost rzędu 20%. Kluczowymi transakcjami najmu zarejestrowanymi w tym okresie były: umowa LPP w Białych Błotach koło Bydgoszczy, LX Pantos w Pietrzykowicach oraz ekspansja gracza z sektora e-commerce w projekcie Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub – mówi Dominika Jędrak, Dyrektorka w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers. – Aspektem, który również świadczy o dobrej kondycji rynku, jest wciąż relatywnie wysoki, bo wynoszący 54%, udział nowych umów w popycie – dodaje Dominika Jędrak.

Najwięcej powierzchni magazynowej wynajęto w województwach dolnośląskim (525 tys. mkw.), mazowieckim (510 tys. mkw.) oraz śląskim (470 tys. mkw.). Te regiony utrzymują swoją pozycję jako główne centra logistyczne kraju, przyciągając największą liczbę najemców, szczególnie z sektorów 3PL, handlu oraz e-commerce.

Stabilizacja w czynszach

Od początku 2022 roku zarówno bazowe, jak i efektywne stawki czynszów notowały istotny wzrost. Był to efekt m.in. rosnących cen paliw i materiałów budowlanych, wyższych kosztów finansowania oraz pogarszających się nastrojów na rynku inwestycyjnym. Obecnie, choć trend wzrostowy nadal się utrzymuje, jego dynamika jest znacznie łagodniejsza niż w szczytowym okresie 2022 roku. Najwyższe stawki odnotowano w Warszawie, gdzie czynsze bazowe oscylowały w przedziale od 4,30 do nawet 7 euro za mkw., a efektywne od 4 do 6,50 euro za mkw. Na pozostałych rynkach regionalnych, stawki bazowe wahały się od 3,10 do 5,90 euro za mkw., natomiast efektywne od 2,60 do 5,20 euro. za mkw.

Przybywa pustostanów

Na koniec czerwca 2024 roku, polski rynek nieruchomości logistyczno-przemysłowych odnotował wzrost współczynnika powierzchni niewynajętej o 1,6 punktu procentowego w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Oznacza to, że w I połowie 2024 roku wyniósł on 8,2%.

– Wzrost stopy pustostanów wynika głównie z dostarczenia na rynek znacznego wolumenu nowej podaży, szczególnie w okresie od początku 2022 roku. Obecnie aż 65% dostępnej powierzchni magazynowej znajduje się w obiektach oddanych do użytku w latach 2022–2024, co wskazuje na pewne wyzwania związane z absorpcją nowo powstałych przestrzeni – mówi Maciej Chmielewski, Senior Partner, Dział Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.

Infrastruktura i komunikacja wpłyną na dalszy rozwój rynku

Znaczącym czynnikiem wspierającym dalszy rozwój rynku logistyczno-przemysłowego w Polsce jest rozbudowa infrastruktury transportowej. Wszystkie gałęzie transportu są obecnie w fazie intensywnego rozwoju. Szczególnie istotne są inwestycje w rozbudowę i modernizację portów morskich w Gdańsku, Gdyni, Świnoujściu i Elblągu, które mają na celu zwiększenie przepustowości i poprawę obsługi logistycznej. Również sektor lotniczy, z planowanym Centralnym Portem Komunikacyjnym (CPK) oraz rozwojem regionalnych portów lotniczych, takich jak Kraków-Balice, Lublin i Katowice, zyska na znaczeniu, w szczególności dzięki budowie nowych terminali cargo, które będą obsługiwać rosnący popyt na przewozy lotnicze towarów.

KPMG: Rośnie liczba polskich przedsiębiorstw z formalną strategią cyfrową

W 2024 roku wzrosła liczba polskich firm, które deklarują wdrożenie tzw. strategii transformacji cyfrowej wynika z  tegorocznej edycji badania „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu”, w którym firma KPMG już po raz trzeci oddała głos reprezentantom biznesu w celu przeanalizowania stanu zaawansowania cyfryzacji polskich firm. Jedna trzecia respondentów deklaruje, że w ciągu najbliższego roku zamierza zwiększyć wydatki na cele związane z realizacją transformacji cyfrowej. Ponadto 20% przedsiębiorstw, które nie posiadają jeszcze formalnego dokumentu strategii transformacji, planuje jego stworzenie w tym roku.

 „Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu” to raport realizowany od 2022 roku przez KPMG w partnerstwie z Microsoft. Jeden z najważniejszych badanych w nim wskaźników – strategii cyfryzacji – ocenia stan zaawansowania przedsiębiorstw w zakresie wdrożenia przez nie szczegółowego dokumentu przedstawiającego plan digitalizacji wewnętrznych procesów biznesowych. Tegoroczny wynik w tym zakresie był o 0,8 pkt lepszy niż w poprzedniej edycji i wyniósł 4,3 pkt, na 10 możliwych do zdobycia. Główny wskaźnik dla firm deklarujących posiadanie formalnego dokumentu dotyczącego procesu digitalizacji wyniósł 6,1 pkt, czyli o 1,4 pkt więcej niż średnia dla organizacji, które takiego dokumentu nie posiadają. Wyraźne różnice są widoczne w każdym z czterech analizowanych obszarów, tj. strategia cyfryzacji, potencjał do transformacji, implementacja technologii oraz cyberbezpieczeństwo i ryzyko.strategie cyfryzacji

Bez szczegółowej mapy drogowej trudno jest trafić w nowe, nieznane miejsce. Takim drogowskazem dla firm chcących rozwijać się w dynamicznym środowisku jest strategia transformacji cyfrowej. Dokument określający strategię digitalizacji powinien stać się nieodłączną częścią kultury organizacyjnej, która promuje innowacyjność, adaptację i ciągły rozwój – podkreśla dr Grzegorz W. Cimochowski, Partner i Szef Działu Consultingu w KPMG w Polsce. Wskaźnik tegorocznego „Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu” w zakresie strategii cyfryzacji wykazał najlepszy wynik w trzyletniej historii raportu. Firmy uwalniają środki, które chcą przeznaczać na procesy związane z transformacją cyfrową oraz na zatrudnianie nowych pracowników, którzy mają wspierać digitalizację. Coraz większy odsetek przedsiębiorstw deklaruje też określenie konkretnych działań w ramach strategii transformacji. Polskie firmy zaczynają rozumieć, jakie wyzwania zostały przed nimi postawione i próbują stawić im czoła – dodaje.

Odsetek firm, w których funkcjonuje formalny dokument określający strategię transformacji cyfrowej wzrósł o 6 p.p., do 27%. Poprawiła się również jakość tworzonych dokumentów. 100% ankietowanych zadeklarowało, że w ich planie digitalizacji określono konkretne cele i sposoby jego realizacji (+ 18 p.p. więcej r/r). Ponadto aż 20% przedstawicieli organizacji, w których jeszcze nie opracowano formalnego dokumentu, zasygnalizowało, że będzie on stworzony w najbliższym roku. Odsetek takich firm wzrósł w porównaniu z poprzednim rokiem o 15 p.p.

Posiadanie formalnego dokumentu dotyczącego transformacji cyfrowej najczęściej deklarują duże organizacje (zatrudniające ponad 250 osób) – zadeklarowało tak 42% dużych firm, które wzięły udział w badaniu. W średnich i małych firmach deklaracja posiadania strategii cyfryzacji pojawiła się odpowiednio w 27 i 13% przypadków.

W większości ankietowanych przedsiębiorstw (37%) za koordynację strategii odpowiedzialny jest dział IT lub CIO. Popularnym rozwiązaniem jest też pozostawianie kontroli nad transformacją cyfrową prezesowi zarządu lub CEO – taką metodę wskazało 29% respondentów. Nadal istnieją również firmy, które nie określiły na kim spoczywa odpowiedzialność za realizację procesu digitalizacji, jednak w porównaniu z poprzednią edycją badania odsetek takich przedsiębiorstw spadł o 5 p.p. 80% ankietowanych deklaruje, że ich podwładni zostali zapoznani z założeniami strategii. To o 17 p.p. więcej niż przed rokiem.

Niezmiennie na pozycji lidera pod względem posiadania formalnego dokumentu transformacji cyfrowej plasuje się sektor finansowy. Obecnie 60% firm z tej branży wykorzystuje taki dokument – o 10 p.p. w porównaniu z poprzednim rokiem. Odsetek organizacji z sektora motoryzacyjnego i dóbr konsumpcyjnych, które opracowały formalną strategię cyfryzacji zwiększył się odpowiednio o 36 i 24 p.p. Najsłabiej w zestawieniu wypada sektor energetyczny – posiadanie strategii cyfryzacji zadeklarowało jedynie 8% firm z branży energetyki, przemysłu wydobywczego i usług komunalnych.

Jedna trzecia respondentów deklaruje, że w ciągu najbliższego roku zamierza zwiększyć wydatki na cele związane z realizacją transformacji cyfrowej – aż 11% planuje podnieść je w dużym stopniu. W porównaniu do poprzedniej edycji badania odsetek firm, które chcą inwestować więcej w obszar cyfryzacji wzrósł o 19 p.p. Blisko 6 na 10 firm deklaruje, że utrzyma wydatki na zbliżonym poziomie, a jedynie 3% organizacji zapowiada, że środki przeznaczone na ten cel będą niższe. Lepiej niż w zeszłym roku wypadają także plany przedsiębiorstw związane z zatrudnianiem pracowników oddelegowanych do realizacji transformacji cyfrowej – 18% organizacji chce zwiększyć liczbę etatów.

Wyniki Nvidii – kolejny kwartał dynamicznego wzrostu

  • Silny wzrost Nvidii napędzany przez AI: Oczekuje się, że Nvidia odnotuje znaczny wzrost przychodów za II kwartał roku finansowego 2025 wynoszący 113% rok do roku, napędzany wysokim popytem na chipy AI (Hopper H100 i H200). Analitycy oczekują, że Nvidia nie tylko przekroczy dotychczasowe prognozy, ale również podniesie swoje przewidywania na III kwartał, co potwierdza utrzymującą się silną dynamikę w branży sztucznej inteligencji.
  • Potencjalny wpływ polityczny i gospodarczy „Blue Sweep”: Chociaż wciąż uważane za mało prawdopodobne, z szansami na poziomie 10%, „Blue sweep” (Partia Demokratyczna zdobywa kontrolę nad prezydenturą, Senatem i Izbą Reprezentantów) w nadchodzących wyborach mógłby doprowadzić do podwyżki podatku korporacyjnego, negatywnie wpływając na rynki akcji i wyceny spółek. Zwycięstwo Harris przy podzielonym Kongresie pozostaje bardziej prawdopodobnym scenariuszem, a to z kolei może utrudnić przedłużenie stymulacji fiskalnej w 2025 roku.
  • Rosnące zainteresowanie lekami na odchudzanie: Badanie środka Zepbound firmy Eli Lilly pokazało obiecujące wyniki w kontekście zapobiegania cukrzycy, co wzmacnia rosnący popyt na leki odchudzające GLP-1. Sukces ten może prowadzić do większego wsparcia ze strony rządu i sektora ubezpieczeń, co dodatkowo zwiększy zainteresowanie rynkiem leków na otyłość, umacniając ich pozycję obok akcji z sektorów AI i obronnego.

Wyniki Nvidii: Fala wzrostu sztucznej inteligencji jeszcze się nie kończy

Środowe wyniki Nvidii będą zdecydowanie najważniejszym wydarzeniem na globalnym rynku akcji. Analitycy spodziewają się, że przychody spółki w II kwartale roku fiskalnego 2025 (kończącym się 31 lipca) wyniosą 28,7 miliarda dolarów, co oznacza wzrost o 113% w porównaniu do roku ubiegłego, oraz EBITDA na poziomie 18,9 miliarda dolarów w porównaniu do 7,4 miliarda dolarów rok temu. Biorąc pod uwagę dynamikę w branży sztucznej inteligencji i wyniki innych firm w ekosystemie AI, skłaniamy się ku temu, że Nvidia pobije konsensus i podniesie prognozy na III kwartał fiskalny, przewyższając szacunki. Popyt jest nadal napędzany przez chipy Hopper H100 i H200. Oprócz wytycznych dotyczących przychodów, rynek będzie z niecierpliwością oczekiwał aktualizacji chipu Grace Blackwell 200 (GB200), którego premierę zaplanowano na IV kwartał 2024 r., ale przesunięto ją na I kwartał 2025 r. z powodu wady konstrukcyjnej. Szacowana dynamika przychodów w IV kwartale roku fiskalnego 2025 (kończącym się 31 stycznia 2025 r.) jest nadal wysoka i wzrosła z około 25 mld USD na początku roku do 35 mld USD obecnie. Uważamy, że fala AI będzie trwać do momentu, gdy inwestycja w GB200 dobiegnie końca, a Google, Meta i Microsoft podejmą działania związane z mocą obliczeniową, by sprawdzić swoje możliwości w zakresie modeli i nowych aplikacji AI.przychody Nvidia

Czy scenariusz „Blue sweep” nagle staje się realny?

Scenariusz „Blue sweep” (Partia Demokratyczna zdobywa kontrolę nad prezydenturą, Senatem i Izbą Reprezentantów) był nie do pomyślenia jeszcze miesiąc temu, ale wraz z impetem osiągniętym przez Harris w sondażach przestał być tylko fantazją. Należy jednak zauważyć, że wariant ten nadal ma niskie prawdopodobieństwo (około 10%). Co by to oznaczało, gdybyśmy rzeczywiście mieli do czynienia z „Blue sweep”? Harris i Partia Demokratyczna mogliby łatwiej wprowadzić podwyżki podatku od osób prawnych z 21% do 28% i po prostu wyciąć znaczną część wolnych po opodatkowaniu przepływów pieniężnych. Byłoby to oczywiście negatywne dla wycen i rynku akcji. Obecnie najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest jednak zwycięstwo Harris przy podzielonym Kongresie, co miałoby wpływ na perspektywę makroekonomiczną w 2025 r., ponieważ znacznie utrudniłoby rozszerzenie wydatków budżetowych.wyniki wyborów USA

Badanie Zepbound firmy Eli Lilly wzmacnia argumenty na rzecz leków na odchudzanie

Obok akcji spółek z branży AI i europejskiego sektora obronnego, temat leków na otyłość należał w tym roku do jednego z najbardziej popularnych. Wynika to z niezwykle wysokiego popytu na nową klasę leków na odchudzanie, takich jak Wegovy firmy Novo Nordisk i Zepbound firmy Eli Lilly. W zeszłym tygodniu Eli Lilly ogłosiło wyniki trzyletniego badania, które objęło pacjentów z ryzykiem rozwoju cukrzycy. Badanie wykazało, że pacjenci stosujący Zepbound w porównaniu do grupy kontrolnej mieli o 94% mniejsze prawdopodobieństwo rozwoju choroby. To kolejny dowód na to, że nowe leki na odchudzanie z grupy GLP-1 mają właściwości profilaktyczne, a nie tylko lecznicze, co prawdopodobnie zwiększy rządowe zachęty na rozwój sektora, a firmy ubezpieczeniowe skłoni do rozszerzenia zakresu działań na tym polu.

W tym tygodniu: Wyniki Nvidii, inflacja w Niemczech i liczba nowych bezrobotnych w USA

  • Wyniki finansowe: Najważniejsze wyniki finansowe, na które warto zwrócić uwagę w tym tygodniu, to PDD (Temu, poniedziałek), Nvidia (środa) i Salesforce (środa). Powyżej omówiliśmy już Nvidię, więc skupimy się tutaj na PDD i Salesforce. Analitycy spodziewają się, że PDD odnotuje w II kwartale przychody w wysokości 100 mld juanów, co oznacza wzrost o 91% rok do roku. Platforma e-commerce spółki, czyli Temu, nadal rozwija się na całym świecie, z wielkim sukcesem łącząc globalnych konsumentów bezpośrednio z chińskimi fabrykami. Akcje PDD są również jednymi z niewielu na rynku chińskim, które wciąż cieszą się dobrą opinią inwestorów. Oczekuje się, że Salesforce zaraportuje przychody za II kwartał roku fiskalnego 2025 (kończący się 31 lipca) na poziomie 9,2 miliarda dolarów, co oznacza wzrost o 7% rok do roku. Wydatki przedsiębiorstw na aplikacje IT nadal są pod presją ze względu na przesunięcie kosztów i uwagi na inwestycje w sztuczną inteligencję.
  • Inflacja w Niemczech: Są to istotne dane, mające fundamentalne znaczenie dla EBC w kontekście obierania kursu związanego ze stopami procentowymi. Szacunki przewidują, że wskaźnik inflacji w Niemczech w sierpniu osiągnie 2,1% w ujęciu rocznym, co oznacza spadek z 2,3% w lipcu. Potwierdza to, że inflacja się zmniejsza, dając EBC otwarte pole do obniżenia stopy procentowej o 25 punktów bazowych (zgodnie z aktualnymi oczekiwaniami rynkowymi) na następnym posiedzeniu decyzyjnym w sprawie stóp procentowych, które odbędzie się 12 września.
  • Liczba nowych bezrobotnych w USA: Choć zazwyczaj nie jest to makroekonomiczny wskaźnik, do którego przywiązujemy szczególną wagę, w ciągu ostatnich dwóch tygodni zyskał on na znaczeniu, ponieważ stanowi aktualny barometr rynku pracy w USA. Ostatnie wystąpienia przedstawicieli Fed podkreśliły słabość rynku pracy, co wpłynęło na oczekiwania dotyczące przyszłych stóp procentowych. Jednak w ciągu ostatnich dwóch tygodni dane dotyczące wstępnych wniosków o zasiłki potwierdziły, że słabe wyniki z lipca były jedynie tymczasowe i spowodowane huraganami, co skłoniło rynek do ograniczenia zakładów na podwyżki stóp procentowych. Dane dotyczące wniosków o zasiłki dla bezrobotnych w USA zostaną opublikowane w czwartek.

Peter Garnry, główny strateg inwestycyjny, Saxo Bank

Szef Fed odsłonił część kart

Krajobraz rynków po Jackson Hole. Dolar amerykański zaczyna tydzień lekkim umocnieniem względem euro, tym samym odrabia straty po końcówce ubiegłego tygodnia. Zamieszania na Bliskim Wschodzie ciąg dalszy, czy będzie eskalacja konfliktu?

Wracamy do standardów

Zwyczajowo oczekiwania przed spotkaniem bankierów centralnych w Jackson Hole były wysokie. I mimo że w poprzednich latach kończyło się to zwykle nudą i brakiem jasnych deklaracji, to tym razem szczególnie szef Fed postanowił, by było inaczej. Powell na ostatnich kilku posiedzeniach banku centralnego uciekał z przekazaniem rynkom informacji, że luzowanie monetarne czas zacząć. Być może otoczenie Gór Skalistych spowodowało jednak, że język szefowi Fed się rozwiązał i zadeklarował cięcie stóp w USA we wrześniu. W jakiej wysokości tego nie wiemy, rynki za to widzą nadal 30% szans na to, że będzie to ruch o 50 pkt bazowych. Wydaje się, że kluczowy może być raport z rynku pracy w USA, który pojawi się na początku września przed posiedzeniem decyzyjnym. Gorszy obraz tej części gospodarki powinien skłonić Fed do głębszej reakcji.

Zbyt mocno osłabiony USD?

Szef Fed spowodował, że apetyt na ryzyko odżył, a mocno zyskiwały szczególnie rynki akcji. Stracił na wartości USD, który w relacji do EUR testował poziom oporu na 1,12. Utrzymuje się też scenariusz, w którym stopy procentowe w USA mają być niższe na koniec roku 2024, o 100 pkt bazowych. Mamy więc falę kłopotów amerykańskiej waluty, która w krótkim terminie nie musi być tak oczywista do utrzymania. Pojawiają się symptomy wyczerpania osłabienia i może się to zbiec z odbiciem od ważnego oporu technicznego na poziomie 1,12 na głównej parze walutowej świata. Dzisiaj USD jest nieco mocniejszy i zyskuje 0,22% do wspólnej waluty, tym samym cofamy się w okolice linii trendu wzrostowego, zainicjowanej w sierpniu.

Zarzewie eskalacji

Mocniejszy dolar amerykański z początek tygodnia to nie tylko kwestia analizy technicznej. Trzeba wspomnieć o zamieszaniu na Bliskim Wschodzie. Hezbollah znów zaatakował w niedzielę z dużą siłą Izrael, informując, że to dopiero początek szerszej akcji odwetowej. Wsparty irańskim sprzętem, dysponuje dość dużym arsenałem i może to przysporzyć Izraelowi wiele kłopotów. Wyższe napięcie w geopolityce predestynuje waluty bezpieczne, jako te pierwszego wyboru, stąd możemy obserwować większy popyt na USD. Poniedziałek przebiega pod znakiem braku inwestorów z Londynu, co może się przełożyć na większy spokój na rynkach szczególnie w sesji europejskiej. Krajowa waluta nieco dzisiaj słabsza i ma to związek z kierunkiem południowym na EUR/USD.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Wrzesień potwierdzony: Powell sygnalizuje nadchodzące cięcie stóp procentowych

Powell daje sygnał do cięcia stóp procentowych. Okazało się jednak, że prezes Fed wykorzystał sympozjum Jackson Hole do ogłoszenia oficjalnego komunikatu o dostosowaniu polityki monetarnej. Niby rynek był przekonany, że we wrześniu dojdzie do pierwszej obniżki, jednak zakładał, że bankier centralny ponownie w sposób mało konkretny będzie mówił o redukcji kosztu pieniądza w przyszłości, bez precyzowania daty pierwszego kroku. Piątkowy przekaz jest dość klarowny, nie budzi żadnych wątpliwości. Nie padła skala dostosowania, tzn. czy będzie to 25 pb czy może 50 pb, co było do przewidzenia. Rynek po przemówieniu nieco zwiększył prawdopodobieństwa większego cięcia, ale w sposób nieznaczny.

Reakcja rynkowa jest zrozumiała. Klarowny komunikat osłabił dolara amerykańskiego, co spowodowało, że para EUR/USD urosła do najwyższego poziomu w tym roku zbliżając się do 1,12. Tym samym uważam, że droga do szczytu wyznaczonego w lipcu 2023 r. jest otwarta (1,1270). Dopiero na tym poziomie możemy oczekiwać korekty ostatnich wzrostów. Bliski termin pierwszej obniżki stóp procentowych widoczny jest również na rynku długu, gdzie rentowności na całej krzywej dochodowości obniżyły się. Co prawda 2-latki mają jeszcze pewien dystans aby osiągnąć minimum z 5 sierpnia, ale jeśli retoryka Fed się nie zmieni w najbliższym czasie (a dane makro będą potwierdzać słuszność łagodzenia warunków monetarnych), wówczas możemy oczekiwać zejścia rentowności w okolice 3,75 proc. w kolejnych tygodniach. Powell nie straszył słabością rynku pracy. Podkreślił jednak, że Fed nie pozwoli na mocniejsze jego schłodzenie. Brak jakiejkolwiek wizji recesji w przemówieniu z pewnością ucieszyło inwestorów i spowodowało, że Wall Street zabarwiła się kolorem zielonym. Czy zatem wyrównanie przez indeksy rekordów wszech czasów to jedynie tylko kwestia czasu?

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Co 12. dorosły Polak ma zaległe długi. Najwyższe zadłużenie w byłych regionach górniczych

2,6 mln pełnoletnich Polaków, czyli co 12. osoba w kraju nie radzi sobie z terminową spłatą bieżących rachunków, alimentów i kredytów, w efekcie ich zaległe zobowiązania przekroczyły na koniec czerwca 85,5 mld zł. Przyczyn ich powstawania jest wiele. Nadal najwięcej przeterminowanych długów jest tam, gdzie dziesiątki lat temu upadały kopalnie. Najwyższy odsetek nierzetelnych dłużników odnotowano bowiem w śląskich miastach na prawach powiatu: Wałbrzychu, Chorzowie i Bytomiu. W łącznej kwocie niespłaconego w terminie zadłużenia przodują zaś mieszkańcy Warszawy, Łodzi i Krakowa – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK. 

25 lat temu, w 1999 roku zreformowano podział terytorialny Polski. Właśnie wtedy na mapie pojawiło się 16 województw i 373 powiaty. Ich liczba oraz granice co jakiś czas się jednak zmieniają i obecnie jest ich 380[1]. Znacząco różnią się one od siebie zarówno powierzchnią, jak i liczbą ludności. Powiaty zdecydowanie odbiegają od siebie także pod względem sytuacji finansowej swoich mieszkańców. Według danych zgromadzanych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowej BIK, w 23 powiatach nieopłacone na czas zobowiązania ma co najmniej 1 na 10 mieszkańców.

  • Największy jest powiat białostocki, ma blisko 3 000 km2, najmniejszy natomiast to miasto Świętochłowice, które zajmuje zaledwie 13 km2.
  • W M.st. Warszawa mieszka 1 861 975 osób, a w najmniej zaludnionym powiecie sejneńskim jedynie 18 802.
  • Najwyższy odsetek nierzetelnych dłużników odnotowano w śląskich miastach na prawach powiatu: Wałbrzychu – 15,2 proc., Chorzowie – 12,9 proc., Bytomiu 12,5 proc. i Świętochłowicach – 12,3 proc. oraz w powiecie wałbrzyskim – 12,1 proc.
  • Najniższy odsetek mieszkańców z zaległymi długami jest w powiatach: kolbuszowskim – 2,4 proc., ropczycko-sędziszowskim – 2,8 proc., limanowskim – 2,6 proc, rzeszowskim – 2,6 proc. i dąbrowskim – 2,6 proc.

Poprzemysłowe miasta na niechlubnym szczycie

Dane zgromadzone w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor, gdzie widać opóźnienia w spłacie bieżących rachunków i alimentów oraz w bazie informacji kredytowych BIK, która zawiera także dane o niespłaconych na czas zobowiązaniach kredytowych i pożyczkowych Polaków wyraźnie wskazują, że nadmierne zadłużenie mieszkańców odnotowano tam, gdzie mieliśmy do czynienia z upadkami dużych zakładów przemysłowych, szczególnie kopalń, które obserwowaliśmy od lat 90. ubiegłego wieku. Między innymi dlatego na szczycie rankingu wśród powiatów z najwyższym odsetkiem mieszkańców z zaległymi długami dominują miasta na prawach powiatu i powiaty wokół nich. Na pierwszym miejscu podium tego niechlubnego zestawienia jest Wałbrzych.

Każdy z nieterminowo spłacanym zadłużeniem wałbrzyszanin ma do oddania średnio 26 tys. zł., w sumie zaległe zadłużenie mieszkańców Wałbrzycha sięga ponad 414 mln zł i w ciągu zaledwie 2 lat wzrosło o 73,6 mln zł. W powiecie wałbrzyskim natomiast średnie przeterminowane zadłużenie jest nieco niższe i wynosi 24,9 tys. zł. Zobowiązanie mieszkańców tego powiatu przekracza już 164 mln zł. Wśród zapisanych w bazie BIG InfoMonitor i BIK danych dla tego dolnośląskiego regionu znaleźć można też pozytywne zmiany – regularnie spada liczba nierzetelnych dłużników.

Podobnie wygląda sytuacja na Górnym Śląsku. Nadmiernie zadłużeni chorzowianie mają przeciętnie 26,8 tys. zł zaległego długu do spłaty, bytomianie 27,3 tys. zł, a mieszkańcy Świętochłowic 26,1 tys. zł. W ich przypadku także suma przeterminowanych długów wzrosła, ale liczba dłużników zmalała.

– Bez wątpienia sytuacja gospodarcza w całym kraju, także w powiatach z największym odsetkiem właścicieli przeterminowanych zobowiązań w ciągu ostatnich 20 lat zdecydowanie się poprawiła. Wystarczy spojrzeć jak na przestrzeni 20 lat zmienił się poziom bezrobocia czy jak wzrosły dochody. W 2004 roku stopa bezrobocia w kraju wynosiła średnio 18 proc., ale w powiecie wałbrzyskim było to już ponad 28 proc., w Świętochłowicach 27 proc., Bytomiu 25 proc., a w Chorzowie 22,7 proc. Teraz stopa bezrobocia dla całego kraju wynosi 4,9 proc., a w większości wymienionych powiatów jest niższa. Jedynie w Bytomiu nadal przekracza 8 proc. Poprawa sytuacji zawodowej mieszkańców wpływa bezpośrednio na ich zdolność do terminowego spłacania swoich długów, ale nie w każdym przypadku – zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Jeśli z zestawienia wykluczymy miasta na prawach powiatu, to największy odsetek nierzetelnych dłużników znajdziemy we wspomnianym już powiecie wałbrzyskim (12,1 proc.). Na kolejnych miejscach uplasowały się powiaty białogardzki (11,2 proc.), łobeski (10,6 proc.), gryficki (10,5 proc.) i lwówecki (10,5 proc.) –  aż trzy z nich znajdują się w województwie zachodniopomorskim.

 8 miliardów zaległości warszawiaków

Gdy spojrzymy na nominalną wartość zaległych zobowiązań, to na prowadzeniu także znajdziemy przede wszystkim miasta na prawach powiatu. Na samym szczycie są mieszkańcy Warszawy, których nieopłacone w terminie zobowiązania osiągnęły wartość blisko 8 mld zł. Na drugim miejscu znaleźli się mieszkańcy Łodzi, którzy do spłaty mają 2,2 mld zł przeterminowanych długów. Na trzecim miejscu uplasowali się natomiast krakowianie z 1,9 mld zł zaległości. W pierwszej 10 są też: Wrocław (1,8 mld zł), Poznań (1,6 mld zł), Szczecin (1,5 mld zł), Gdańsk (1,3 mld zł), Bydgoszcz (1,1 mld zł), Katowice (851 mln zł), Lublin (824 mln zł).

Wykres długi w miastach na prawach powiatu

– Na zróżnicowanie zadłużenia w regionach wpływ ma wiele czynników. I nie zawsze bogaty powiat ma solidnych płatników i odwrotnie, biedny niesolidnych. Na kondycje finansową społeczeństwa wpływa z pewnością poziom bezrobocia czyli możliwości zarobkowe, sytuacja demograficzna, migracje, ale też podłoże geopolityczne i kulturowe, rozwój przemysłowy, wreszcie presja społeczna i mentalność. Jeśli w dobrych warunkach gospodarczych, często ze względu na nadmierny optymizm i wiarę w swoje możliwości przy zaciąganiu zobowiązań, Polacy wpadają w problemy, to przeważnie obwiniają o to zbyt niskie zarobki i siebie. Mówią o słabych wynagrodzeniach i że nie wzięli pod uwagę nieoczekiwanych wydatków czy zdarzeń losowych lub że źle zarządzają budżetem, w ostatnim czasie podawali też za główny powód swojej złej sytuacji finansowej inflację – podkreśla Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. 

Wśród najbardziej zadłużonych powiatów przoduje poznański. Zaległe zadłużenie jego mieszkańców zbliża się już do miliarda zł (964 mln zł). Blisko 910 mln zł dłużni są nierzetelni mieszkańcy powiatu piaseczyńskiego. Na najniższym stopniu podium znajdziemy natomiast mieszkańców powiatu wołomińskiego z zadłużeniem sięgającym 745 mln zł, dalej uplasowały się powiaty wejherowski (657 mln zł), pruszkowski (571 mln zł), warszawski zachodni (504 mln zł), inowrocławski (453 mln zł), goleniowski (424 mln zł), wrocławski (423 mln zł) i otwocki (411 mln zł).

– W bogatszych regionach często obserwuje się większą liczbę dłużników z kilku powodów. Po pierwsze wyższe koszty życia: w zamożniejszych regionach koszty życia, takie jak mieszkania, usługi i produkty, są zazwyczaj wyższe. To może prowadzić do większego zadłużenia, gdy mieszkańcy próbują utrzymać wysoki standard życia. Stąd tak duże przeterminowane zadłużenie w miastach na prawach powiatu czy w regionie warszawskim.  Po drugie łatwiejszy dostęp do kredytów: osoby z wyższymi dochodami mają zazwyczaj lepszy dostęp do kredytów i pożyczek. Banki i instytucje finansowe są bardziej skłonne udzielać kredytów osobom, które mają stabilne i wysokie dochody, co może prowadzić do większego zadłużenia, ale i z drugiej strony lepszej spłacalności. Po trzecie konsumpcjonizm: w bogatszych regionach może być większa presja społeczna na posiadanie dóbr luksusowych i utrzymanie określonego stylu życia. To może skłaniać ludzi do zaciągania kredytów na zakup drogich przedmiotów, takich jak samochody, elektronika czy wakacje. Wreszcie inwestycje i ryzyko: osoby z wyższymi dochodami częściej inwestują w różne przedsięwzięcia, które mogą wiązać się z ryzykiem finansowym. Nieudane inwestycje mogą prowadzić do zadłużenia – wymienia Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. 

Najmniejsze zaległości na Podkarpaciu i w Małopolsce

Dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK pokazują, że zaledwie w 31 powiatach zaległe zobowiązania w przeliczeniu na 1000 mieszkańców nie przekraczają miliona zł. Najmniej, bo “tylko” 535 tys. zł na 1000 mieszkańców odnotowano w powiecie kolbuszowskim. Trochę więcej, bo 638 tys. zł przypada na 1000 mieszkańców powiatu ropczycko-sędziszowskiego. Kolejny w tym zestawieniu jest powiat limanowski z zaległym zadłużeniem na poziomie 682 tys. zł na 1000 mieszkańców. Warto zauważyć, że na 20 powiatów z najmniejszym odsetkiem mieszkańców z zaległym zobowiązaniem, aż 12 leży w województwie podkarpackim, a 7 w małopolskim, na 20 miejscu natomiast jest powiat kielecki (woj. świętokrzyskie).

Wśród powiatów z najwyższą wartością przeterminowanych długów na 1000 dorosłych mieszkańców znalazły się: kamieński – 5,4 mln zł/1000 m. oraz goleniowski – 5,2 mln zł/1000 m. (oba w Zachodniopomorskiem), miasto Warszawa – 4,3 mln zł/1000 m., powiat piaseczyński – 4,3 mln zł/1000 m. oraz miasto Wałbrzych – 4,1 mln zł/1000 m. W kolejnych 39 powiatach suma zaległego zadłużenia w przeliczeniu na 1000 mieszkańców nie przekracza 3 mln zł.

W I półroczu br. do budżetu państwa wpłynęło 90 mln zł z opłaty recyklingowej. Wzrost r/r jest na poziomie 2,6 proc.

Wpływy z opłaty recyklingowej za torby foliowe w pierwszej połowie tego roku zasiliły budżet państwa kwotą nieco przekraczającą 90 mln złotych. To o 2,6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Tak wynika z danych Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Z kolei w całym 2023 roku wpływy z ww. opłaty wyniosły blisko 173 mln złotych, czyli o 0,9% mniej niż w 2022 roku. Resort prognozuje, że cały 2024 rok zamknie się z wpływami rzędu 174,5 mln złotych. Do tego twierdzi, że nie planuje zmiany wysokości opłaty recyklingowej ani objęcia nią tzw. zrywek, czyli siatek o grubości materiału poniżej 15 mikrometrów.

Z danych Ministerstwa Klimatu i Środowiska (MKiŚ) wynika, że w pierwszej połowie br. wpływy z opłaty recyklingowej za torby foliowe wyniosły 90 060 814,84 zł. To o 2,6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy uzyskano 87 817 163,49 zł. Powyższa opłata jest ponoszona przez klientów, którzy w sklepie pobierają torby z tworzywa sztucznego, za wyjątkiem bardzo lekkich siatek o grubości poniżej 15 mikrometrów (tzw. zrywek), które są wymagane ze względów higienicznych lub oferowane jako podstawowe opakowanie żywności sprzedawanej luzem. Stawka za jedną torebkę wynosi 20 groszy. I jest wnoszona przez handlowców. Jej wprowadzenie kilka lat temu miało służyć zniechęceniu kupujących do korzystania z foliówek i wyrobienia w nich nawyku przychodzenia na zakupy z własnymi torbami wielokrotnego użytku.

– Ten cel udało się osiągnąć. Według oficjalnych danych, w Polsce zużywa się mniej toreb foliowych niż w innych krajach Unii Europejskiej, bo tylko ok. 20 sztuk na osobę rocznie. Jednak są pewne zastrzeżenia. Pomimo pozytywnych opinii agencji badawczych raportujących dla UE, opłatą w kraju objęto także torby pow. 50 mikrometrów, co jest kompletnym nieporozumieniem. Brakuje też uzasadnienia dla tej opłaty w samej dyrektywie unijnej. Wahania opłaty są tak nieznaczne, że można przyjąć, iż pozostają bez zmian. Absolutnie bezdyskusyjna natomiast jest jednorazowość toreb papierowych, które zastąpiły torby foliowe, ponieważ nie istnieją żadne ograniczenia w ich produkcji i sprzedaży – uważa Robert Szyman, Dyrektor Generalny Polskiego Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych.

Z kolei Sławomir Pacek, prezes Stowarzyszenia „Polski Recykling”, wyjaśnia, że przywołany wynik może być rezultatem kilku czynników. Pierwszym jest lepsze raportowanie zużycia toreb przez jednostki handlowe. Inną kwestią może być większe zapotrzebowanie na torby jednorazowe, które są coraz częściej używane w gospodarstwach domowych jako tzw. „worki na śmieci”. Do tego zwiększyła się informacja na temat pochodzenia toreb, które są opisane jako pochodzące z recyklingu, co poniekąd usprawiedliwia ich użycie.

– Jednocześnie używanie toreb foliowych nie musi być jednoznacznie złe. Należy pamiętać, że taka torba używana wielokrotnie i na koniec wrzucona do żółtego pojemnika jest dobrym rozwiązaniem z perspektywy ochrony środowiska. Jest ono korzystniejsze od dosyć popularnych ostatnio toreb papierowych, których proces produkcji jest obciążony większym śladem węglowym niż tych z tworzyw sztucznych – dodaje prezes Pacek.

Patrząc na dane za cały 2023 rok, widać, że wówczas wpływy z opłaty recyklingowej za torby foliowe wyniosły dokładnie 172 994 522,86 zł. To z kolei o 0,9% mniej niż w 2022 roku, kiedy było to 174 492 530,58 zł. Sławomir Pacek zauważa, że takie niewielkie wahanie jest naturalną sytuacją rynkową. – Różnica w wysokości 0,9% jest stosunkowo nieduża. Na pewno możemy doszukiwać się powiązania kwestii finansowej z kryzysem gospodarczym czy większą chęcią do oszczędzania przez obywateli, ale wnioskowanie z tych przesłanek byłoby zbyt daleko idące w tym przypadku – dodaje ekspert ze Stowarzyszenia „Polski Recykling”.

MKiŚ prognozuje, że tegoroczne wpływy z opłaty recyklingowej wyniosą 174,5 mln zł. Szacunek na 2023 r. również miał taką wartość, a więc rzeczywiste wpływy były niższe. Z kolei prognoza na 2022 r. opiewała na kwotę 176,501 mln zł, a więc też była niższa, niż zakładano. Sławomir Pacek zwraca uwagę na to, że te prognozy są oparte na jednej wiadomej i dwóch niewiadomych. Wiadomo, że opłata za torebkę wynosi 20 groszy, ale trudno stwierdzić, ile torebek zostało zakupionych. Tego typu założenia zawsze będą obarczone ryzykiem błędu pomiarowego. Do tego resort nie planuje zmian w wysokości opłaty recyklingowej ani wprowadzenia regulacji mających na celu objęcie nią bardzo lekkich toreb na zakupy z tworzywa sztucznego o grubości materiału poniżej 15 mikrometrów, tj. tak zwanych zrywek.

– Opłata na lekkie torby z tworzyw sztucznych była wyrazem wdrożenia dyrektywy Single Use Plastics, która nakłada na państwa członkowskie cele dotyczące zmniejszenia ilości ich stosowania. W wyniku wysokiej opłaty i konieczności prowadzenia ewidencji znaczna część handlu detalicznego zrezygnowała z dystrybucji tych toreb. Torby foliowe bardzo lekkie, służące do ochrony produktów luzem, nie były przedmiotem dyrektywy oraz ustawy transponującej – mówi Robert Szyman z PZPTS.

Stowarzyszenie „Polski Recykling” jest przeciwne wprowadzeniu opłaty za zrywki, gdyż są one trudne do zastąpienia, tym bardziej że wraz ze wzrostem świadomości ekologicznej konsumentów właściwie torebki foliowe są używane coraz rzadziej. – Biorąc pod uwagę, czym zastąpione zostały torby foliowe i jak szkodliwe dla środowiska są ich np. papierowe zamienniki, to należałoby się poważnie zastanowić, czy nie lepiej byłoby promować świadome używanie toreb foliowych wielokrotnego użytku oraz jednocześnie przeprowadzić specjalne kampanie edukacyjne skupiające się na odpowiednim sortowaniu odpadów w gospodarstwach – podsumowuje Prezes Sławomir Pacek.

Grupa Dark Angels wyłudziła rekordowy okup 75 mln dolarów od globalnego giganta

  • Cyberprzestępcy z Dark Angels uzyskali 75 mln dolarów okupu za wykradzione dane z jednego z 50 największych przedsiębiorstw świata. Jest to najwyższa tego typu kwota w historii – podał branżowy serwis bleepingcomputer.com.
  • W 2023 roku suma płatności okupów po działaniach ransomware przekroczyła miliard dolarów!

Okup za wykradzione dane – zaczyna się niepozornie

Na co dzień cyberprzestępcy monitorują luki w zabezpieczeniach, także te publicznie zgłaszane. Skanują również internet w poszukiwaniu nieszczelnych systemów i próbują zidentyfikować firmy, które korzystają z wadliwych rozwiązań. Z tej puli wybierają cele, które z ich punktu widzenia mogą być najciekawsze i gdzie mają potencjalnie szansę na największy okup. Następnie włamują się do wybranych sieci, kradną lub szyfrują dane i wymuszają opłaty. Cyberprzestępcy wykorzystują złośliwe oprogramowanie typu ransomware, które szyfruje dane, dzięki czemu cyberprzestępcy zyskują kartę przetargową by żądać okupu za ich odszyfrowanie. Celami tych działań są głównie firmy, gdyż to z ich strony można potencjalnie uzyskać większy okup.

– Oprogramowanie typu ransomware rozprzestrzenia się na różne sposoby np. przez klasyczne e-maile phishingowe. Okazją dla przestępców jest również niezaktualizowane oprogramowanie lub podatności w serwisach internetowych dostępnych publicznie. Moment, w którym widzimy powiadomienie o koniecznej aktualizacji i klikamy przycisk „przypomnij mi później” to otwarcie drzwi cyberprzestępcom, dla których skuteczny atak ransomware to wręcz wymarzona sytuacja win-win. Jeżeli zaatakowana firma zdecyduje się opłacić okup, udaje im się uzyskać znaczną sumę pieniędzy. Jeżeli z kolei organizacja nie zapłaci przestępcom, wtedy prawdopodobnie jej dane zostaną sprzedane w tzw. darknecie, co również oznacza sukces oszustów – opisuje Beniamin Szczepankiewicz, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Rekordowe 75 mln dolarów okupu

Przełom lipca i sierpnia przyniósł szokującą informację – gang cyberprzestępców Dark Angels otrzymał aż 75 mln dolarów okupu za uwolnienie zaszyfrowanych danych jednej firm z listy Fortune 50, czyli 50 największych przedsiębiorstw świata. Nazwa szantażowanej firmy nie została co prawda ujawniona, natomiast fakt, że transakcja się odbyła potwierdziło również Chainalysis, przedsiębiorstwo z branży kryptowalut. Jest to największy okup, jaki kiedykolwiek ujawniono – dotychczasowy rekord wynosił 40 mln dolarów, jakie zapłacił CNA (gigant z branży ubezpieczeń) grupie cyberprzestępców Evil Corp. W ostatnich miesiącach nie brakuje innych głośnych przypadków ataków ransomware.. Na celownik cyberprzestępców w ubiegłym roku trafiły również m.in. największa na świecie franczyzowa rozlewnia Coca-Coli FEMSA, Sony czy Royal Mail. W Polsce zaatakowany został m.in. system Śląskiej Karty Usług Publicznych, a pierwszym odnotowanym przypadkiem ransomware w banku był incydent Banku Spółdzielczego w Zambrowie na początku bieżącego roku.

Skala zjawiska poraża

Niestety, ubiegły rok pod względem wyłudzeń okupów będących następstwem kradzieży danych okazał się rekordowy. Według branżowych szacunków[i] suma wyłudzonych przez cyberprzestępców środków wyniosła aż 1,1 mld dolarów. W roku 2022 suma ta wyniosła 567 mln dolarów, zaś w 2021 – 983 mln dolarów.

O popularności ataków ransomware może świadczyć fakt, że zostały już przekształcone w usługę biznesową – oczywiście niezgodną z prawem. RaaS, czyli Ransomware as a Service to model biznesowy cyberprzestępczości, w którym operatorzy piszą oprogramowanie, a inne podmioty płacą za przeprowadzanie ataków przy jego użyciu. RaaS jest podobny do modelu oprogramowania jako usługi (SaaS), ale zamiast oferować legalny software, oferuje ransomware.

RaaS ułatwia cyberprzestępcom przeprowadzanie ataków, nawet jeśli nie mają oni żadnych umiejętności technicznych. Ponadto, sprawia, że ataki są bardziej opłacalne, ponieważ można na nich zarobić bez konieczności inwestowania w rozwój własnego oprogramowania.

Czy należy negocjować z przestępcami?

Wśród firm, które padają ofiarą ataków ransomware, panuje przyzwolenie na współpracę z cyberprzestępcami i zapłatę okupu. Tak było w przypadku wspomnianej wcześniej rozlewni Coca-Coli. Początkowo przestępcy żądali od niej 12 milionów dolarów, jednak po negocjacjach zgodzili się nie udostępniać części danych po zapłacie 1,5 miliona dolarów. Szacuje się, że aż 80% przedstawicieli firm decyduje się zapłacić okup związany z atakiem ransmoware[ii].

– Często wydaje się, że zapłacenie przestępcom to jedyny sposób, aby uniknąć dużego kryzysu lub strat biznesowych przewyższających żądaną sumę pieniędzy. Jednak nikt nie może zagwarantować nam, że po wpłaceniu okupu otrzymamy z powrotem dostęp do naszych danych, a one same nie zostaną sprzedane lub opublikowane. Co więcej, opłacając okupy, firmy przyczyniają się do rozwoju cyberprzestępczości, ponieważ sprawiają, że takie działania są opłacalne. Warto na bieżąco dbać o zabezpieczenia w firmie. Najistotniejsze to robienie kopii zapasowych danych firmy, które są kluczowe dla zdolności operacyjnej  przedsiębiorstwa. Jeśli zostaniemy zaatakowani  pozwoli nam to odtworzyć stan sprzed ataku, zyskując  czas na potencjalne negocjacje lub całkowite odrzucenie żądań .Ważnym są również aktualizacje zarówno programów zabezpieczających, jak i wszystkich innych systemów, które działają na firmowych urządzeniach. To właśnie na tego rodzaju luki bezpieczeństwa czyhają przestępcy i są w stanie szybko je wykorzystać – komentuje dodaje ekspert ESET

Aby ustrzec się problemu, warto korzystać z wielowarstwowych rozwiązań zabezpieczających, które mogą wykryć i zablokować atak. Nie wolno zapominać o szkoleniu swoich pracowników w zakresie identyfikacji oszustw internetowych. Kluczowe jest tworzenie kopii zapasowych danych i stosowaniu strategii odzyskiwania ich po ewentualnej awarii czy ataku. Doskonale sprawdza się tu maksyma: lepiej zapobiegać niż leczyć. Aby zminimalizować ryzyko ataku ransomware, nie warto chodzić na skróty. Najlepszą ochroną jest kompleksowe podejście do cyberbezpieczeństwa i proaktywne działania w tym zakresie oraz traktowanie go jako nierozłącznego elementu rozwoju biznesu.

[i] https://www.chainalysis.com/blog/ransomware-2024/

[ii] https://www.forbes.com/sites/daveywinder/2023/05/30/the-sobering-truth-about-ransomware-for-the-80-percent-who-paid-up/?sh=120032e39f64

Flota pojazdów elektrycznych w Polsce rośnie, ale zawieszenie programu „Mój Elektryk” może zahamować dalszy rozwój rynku

Według danych z końca lipca 2024 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 70 579 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez pierwsze siedem miesięcy br. ich liczba zwiększyła się o 14 102 szt. (tj. o 6% więcej niż w analogicznym okresie 2023 r.) – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec lipca 2024 r. po polskich drogach jeździło 122 299 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 63 540 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 58 759 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 7 070 szt. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec lipca składała się z 21 840 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 839 513 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1 373 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1307 szt., zaś wodorowe – 66 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec lipca 2024 r. w Polsce funkcjonowały 7 563 ogólnodostępne punkty ładowania pojazdów elektrycznych (4 163 stacje). 29% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 71% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W lipcu uruchomiono 308 nowych punktów.

Jedną z najważniejszych dla polskiego rynku e-mobility informacji w ostatnich dniach stanowiło zawieszenie od 1 września naboru w ramach ścieżki leasingowej programu „Mój elektryk”. To stwarza poważne ryzyko spadku popytu na BEV w Polsce. Leasing cieszy się szczególną popularnością wśród przedsiębiorców, którzy nabywają ponad 80% samochodów całkowicie elektrycznych na polskim rynku. PSNM już od dawna apelowało o podwyższenie budżetu programu „Mój elektryk”. Taka decyzja powinna zostać podjęta już wiele miesięcy temu, zwłaszcza w kontekście wyraźnie szybszego konsumowania środków w ramach ścieżki leasingowej i braku wprowadzenia zapowiedzianego na początku roku programu dopłat do „elektryków”, który ma być adresowany do osób fizycznych. Zawieszenie przyjmowania wniosków przyniesie niekorzystne skutki rynkowe. NFOŚIGW zapowiedział co prawda powrót do ścieżki leasingowej w 2025 r., jednak zakładamy, że w oczekiwaniu na formalne wznowienie naboru firmy do końca b.r. mogą wstrzymywać decyzje o nabywaniu samochodów elektrycznych mówi Jan Wiśniewski, Dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.  

–  Prezentując wyniki tego miesiąca, nie sposób odnieść się do informacji o zawieszeniu od 1 września dofinansowania do zakupu pojazdów z programu „Mój Elektryk”. Program ten jest kluczowym wsparciem rozwoju zeroemisyjnych flot w polskich firmach. A warto tu przypomnieć, że to właśnie firmy kupują zdecydowaną większość pojazdów osobowych – w tym zeroemisyjnych w Polsce. Jako branża jesteśmy bardzo zaskoczeni faktem zawieszenia programu, bo od wielu miesięcy uzyskiwaliśmy zapewnienia, że będzie on kontynuowany. W tej sytuacji, być może warto rozważyć przeznaczenie części pieniędzy spośród 1.6 mld zł pochodzących z KPO na dofinansowanie zakupów pojazdów zeroemisyjnych przez firmy. Wsparcie to byłoby być bardzo dobrym uzupełnieniem programu „Mój Elektryk”, pozwalającym na utrzymanie płynności zakupów do momentu ponownego uruchomienia transz. Polska pozostaje na wczesnym etapie transformacji na zeroemisyjność, a wszelkie tego typu zawirowania powodują kłopoty firm na rynku – także wizerunkowe i wyhamowują proces wymiany pojazdów – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Potencjalne skutki dla fundacji rodzinnych w kontekście planowanych zmian podatkowych

O tym, jakie potencjalne skutki prawne dla fundacji rodzinnych mogą wynikać ze zmian mówi Mecenas Dawid Rejmer.

W ubiegłym tygodniu w wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów została opublikowana informacja o toczących się pracach nad projektem ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw.

– Proponujemy objęcie podatkiem m.in. sprzedaży majątku przez fundacje rodzinne – zapowiedział wiceszef Ministerstwa Finansów Jarosław Neneman. – Przepisy podatkowe poszły za daleko. Mamy przykłady ze stron internetowych zajmujących się doradztwem podatkowym, które zachęcają do tworzenia fundacji jako metody na obniżanie podatków – dodał.

O to, jakie potencjalne skutki prawne dla fundacji rodzinnych mogą wynikać z planowanych podwyżek podatków, pytamy dr r.pr. Dawida Rejmera, Partnera Zarządzającego i Sukcesora w Kancelarii Finansowej LEX, specjalizującej się w obsłudze i doradztwie firmom rodzinnym.

Czy nowe przepisy mogą wpłynąć na elastyczność i atrakcyjność narzędzia jakim jest fundacja rodzinna w zarządzaniu majątkiem rodzinnym?

DR: Przepisy dotyczące fundacji rodzinnych powinny cechować się bardzo dużą stabilnością i przewidywalnością. W końcu mówimy tu o organizacjach zakładanych z perspektywą wielopokoleniową. Nie znamy jeszcze szczegółów propozycji Ministerstwa Finansów, ale jeżeli pójdą one za daleko, to mogą spowodować wątpliwości po stronie potencjalnych fundatorów. Fundacje Rodzinne nie powstały w celu optymalizacji podatkowej. Jeżeli zdarzają się takie przypadki, to organy mogą stosować klauzulę o przeciwdziałaniu unikaniu opodatkowania. Stworzyliśmy w Polsce jedne z najlepszych przepisów na świecie. Jeżeli zmiany będą wprowadzane ad hoc w reakcji na jakieś treści na stronach internetowych to możemy doprowadzić do wylania dziecka z kąpielą.

Czy podwyżka podatków od sprzedaży majątku przez fundacje rodzinne może zmniejszyć zainteresowanie zakładaniem takich fundacji w Polsce? Jakie alternatywy mogłyby być brane pod uwagę przez rodziny planujące sukcesję?

DR: Kwestia zbywania majątku od początku była niezbyt precyzyjna. Z jednej strony jasne jest, że fundacja rodzinna może sprzedawać udziały i akcje bez żadnych ograniczeń. Z drugiej strony nie jest jasne, ile czasu fundacja rodzinna ma być właścicielem nieruchomości, żeby móc sprzedać ją bez obciążeń podatkowych. Przecieki medialne wspominają o terminie 15 lat, który jest absurdalnie długi. Dla przypomnienia, w przepisach PIT zwolnienie od podatku sprzedaży nieruchomości jest po 5 latach. Procesy sukcesyjne są realizowane zarówno z wykorzystaniem fundacji rodzinnej, jak i bez wykorzystania fundacji rodzinnej. W sytuacji, gdy sukcesja jest przeprowadzana bez fundacji rodzinnej to najczęściej jest regulowana w dokumentach takich jak umowy spółek, testamenty, umowy wspólników, konstytucja rodzinna. Propozycja Ministerstwa Finansów dyskryminowałaby fundację rodzinną jako instytucję powołaną m.in. do realizacji celów sukcesyjnych. A taki był jej nadrzędny cel.

W jaki sposób fundacje rodzinne mogą przygotować się na ewentualne zmiany w przepisach podatkowych?

DR: Przede wszystkim aktywnie uczestniczyć w procesie konsultowania projektu ustawy, żeby przekazać urzędnikom właściwą perspektywę funkcjonowania fundacji rodzinnych. Trzeba w pierwszej kolejności zrozumieć, czego obawia się Ministerstwo Finansów. Jak znany będzie już projekt ustawy, to konieczne będzie przeanalizowanie działania danej fundacji pod kątem obciążeń podatkowych. Trudno byłoby także zaakceptować rozwiązanie, że skutkami nowych regulacji miałyby być obciążone istniejące już fundacje. To w sposób znaczący zachwiałoby zaufaniem do państwa prawa.

Czy planowane zmiany mogą wpłynąć na długoterminowe planowanie sukcesji majątkowej w fundacjach rodzinnych? Jakie mogą być praktyczne konsekwencje dla rodzin biznesowych, które już korzystają z tego narzędzia?

DR: W dużej mierze zależy to od zmian, które zaproponuje Ministerstwo Finansów. Jeżeli zmiany będą umiarkowane, to nie wpłynie to na zainteresowanie fundacjami rodzinnymi. Jeżeli zmiany będą radykalne, to zainteresowanie tą instytucją spadnie i nie skorzystają z niego rodziny biznesowe, dla których to rozwiązanie zostało zaprojektowane. Ci, którzy już korzystają będą analizować wpływ zmian na ich obciążenia podatkowe. Jeżeli będzie on neutralny lub znikomy to pozostaną przy fundacji rodzinnej. Jeżeli jednak będzie się to wiązało ze wzrostem obciążeń to część rodzin stanie przed trudnym wyborem co dalej zrobić.

Czy uważa Pan, że nowe przepisy mogą skłonić polskie rodziny do przenoszenia swoich fundacji za granicę w celu optymalizacji podatkowej? Jakie kraje mogą stać się atrakcyjną alternatywą i czy istnieje ryzyko zwiększenia liczby takich przypadków?

DR: Większość polskich rodzin nie korzystała z fundacji rodzinnych zagranicznych. Powodów tego było kilka. Pierwszym, są koszty funkcjonowania struktury zagranicznej, które są wyższe niż prowadzenie fundacji rodzinnej w Polsce. Drugim, jest posądzanie przez fiskusa takich rodzin o celowe zakładanie fundacji rodzinnych za granicą w celu optymalizacji podatkowej. Trzecim, jest nieznajomość języka obcego i trudność w zrozumieniu innych systemów prawa. Przed 2023 r. rodziny, które chciały założyć fundację rodzinną nie mogły zrobić tego w Polsce więc decydowały się na takie kraje jak Austria, Lichtenstein, Malta, Cypr, etc. Pamiętajmy, że prace nad polską fundacją rodzinną trwały wiele lat i Ministerstwo Finansów samodzielnie projektowało przepisy podatkowe. Dla uczestników rynku jest niezrozumiałe, dlaczego Ministerstwo Finansów zapowiada zmiany, przed przeprowadzeniem poważnej dyskusji ze środowiskiem firm rodzinnych.

Pamiętajmy, że tu nie chodzi o jakieś przywileje dla bogatych. Gra toczy się o to, czy polski biznes w przyspieszonym tempie dokona akumulacji rodzimego kapitału i będzie w stanie konkurować z innymi krajami rozwiniętymi. Alternatywą jest pułapka średniego wzrostu i konkurowanie kosztami pracy, co jest drogą donikąd.

EUR/USD z nowym szczytem

Wszystko zdaje się grać w tej chwili przeciwko dolarowi. Z jednej strony amerykańscy decydenci przejawiają coraz większą chęć do cięcia stóp, a słabe dane ze strefy euro nie zmieniają oczekiwań wobec EBC. Mieszane dane z polskiej gospodarki nie wpływają na złotego, który podąża za ogólnorynkowym sentymentem i czeka na rozwój sytuacji.

Europejski przemysł tradycyjnie zawodzi

Amerykanie w dalszym ciągu oczekują tzw. soft landingu w swojej gospodarce, ale o takowym nie ma mowy w borykającej się w dalszym ciągu z problemami strefie euro. Jednym z jaskrawszych potwierdzeń tej tezy jest sytuacja w europejskim przemyśle. Wskaźnik PMI, badający nastawienie menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia w przedsiębiorstwach, nie zostawia tu zbyt wielu wątpliwości. Niemiecki odczyt ostatni raz powyżej granicy 50 pkt, oddzielającej rozwój od recesji, znajdował się ponad 2 lata temu. Wstępne dane za sierpień okazały się nawet gorsze od prognoz, a wynik dla naszego zachodniego sąsiada to tym razem tylko 42,1 pkt. Niestety do Niemców dołączyli Francuzi, którzy osiągnęli identyczny rezultat. Mając świadomość takich trudności w dwóch największych gospodarkach, trzeba uznać, że wskaźnik dla całej eurozony na poziomie 45,6 pkt (minimalnie poniżej oczekiwań) nie wypada wcale tak źle. Na pocieszenie można zaznaczyć, że PMI dla gałęzi usługowej stabilnie przekracza próg 50 pkt. Niestety jest to marne pocieszenie, jeśli dość zasadnie uznamy, że na dłuższą metę gospodarka nie będzie w stanie stabilnie kroczyć, gdy jej jedna noga jest wyraźnie krótsza. Kurs EUR/USD praktycznie nie zareagował na powyższe odczyty, ponieważ nie zmieniają one nastawienia do działań EBC (kolejna obniżka stóp prawie na pewno we wrześniu). Inwestorzy o wiele więcej uwagi poświęcają amerykańskim decydentom, a doskonałą okazją do tego była wczorajsza publikacja protokołu ostatniego posiedzenia FOMC.

Tnij mocno!

Minutki Fed nie tylko potwierdziły oczekiwanie co do pierwszej obniżki stóp za oceanem we wrześniu, ale jeszcze bardziej rozbudziły nadzieje na cięcie aż o 50 pb (kontrakty wyceniają teraz tę możliwość na 30%). Wszystko przez to, że w Komitecie Otwartego Rynku znalazły się osoby, które były gotowe dokonać ruchu już na lipcowym posiedzeniu. Inwestorzy są przekonani, że nawet jeśli wejście w cykl obniżek nie będzie tak znaczące, to i tak otrzymają przynajmniej trzy cięcia do końca roku. Takie podejście oczywiście nie sprzyja dolarowi i popycha kurs EUR/USD jeszcze mocniej na północ. Wczoraj wieczorem eurodolar przebił grudniowy szczyt i wyznaczył nowe maksimum trendu poniżej 1,117 $. Znajdujemy się coraz bliżej piku z czerwca zeszłego roku, kiedy główna para walutowa była jeszcze cent wyżej. Zagrożeniem dla dalszej aprecjacji wspólnej waluty staje się tempo tej tendencji, ponieważ na wykresie dziennym EUR/USD tworzy się coraz bardziej stroma ściana, która może sugerować niechybną korektę. Takowej może pomóc już jutro Jerome Powell (zabierze głos na konferencji w Jackson Hole), jeśli zdecyduje się chociaż trochę schłodzić rynkowe oczekiwania co do kosztu kredytu w USA.

Not great, not terrible

Chociaż na pozycję polskiego złotego aktualnie w dużej mierze wpływa ogólnorynkowa sytuacja i przepływ kapitału między koszykami walutowymi (dziś dość solidarnie tracą waluty EM), to nie powinniśmy zapominać o danych z krajowej gospodarki. A te znowu nie przynoszą jednoznacznych odpowiedzi. Po wczorajszej słabszej od oczekiwań produkcji przemysłowej (+4,9% rdr wobec prognozy +7,3%), dziś lepszy rezultat od konsensusu wykazała jej składowa w postaci produkcji budowlano-montażowej. Spadła ona tylko o 1,4% rdr (ocz. -2,1%) i był to najlepszy wynik w tym roku (poprzednio -8,9%). Niektórzy obserwatorzy mówią o powrocie z dalekiej podróży, przewidując, że w tym sektorze najgorsze już za nami. Wreszcie niejednoznacznie wypadła rodzima lipcowa sprzedaż detaliczna. Wynik 5% rdr należy uznać za bardziej niż przyzwoity, ale warto podkreślić, że to już 5 miesiąc z rzędu, kiedy oczekiwania rynkowe nie zostały spełnione (tym razem prognozy wskazywały na 5,6%). Ostatecznie trzeba stwierdzić, że nawet jeśli odczyty nie zachwycają, to na europejskim tle wyglądają one naprawdę dobrze. Wracając do PLN, pozostaje on stabilny na parach z głównymi walutami i spokojnie czeka na rozwój rynkowej rozgrywki. Przed godz. 15 kurs euro jest blisko 4,28 zł, kurs dolara nie oddala się od 3,84 zł, kurs franka przekracza 4,51 zł, a kurs funta wynosi 5,04 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Zwrot, czy tylko ożywienie inwestycyjne w nieruchomościach komercyjnych

W ostatnich miesiącach odnotowany został skok wartości transakcji na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce, ale nowych inwestycji wciąż brakuje.

W drugim kwartale tego roku polski rynek nieruchomości komercyjnych odnotował ponad czterokrotny wzrost wartości transakcji w porównaniu z pierwszym kwartałem br. Licząc rok do roku wartość inwestycji w pierwszym półroczu 2024 wzrosła dwukrotnie.

Znacznie wyższa aktywność inwestycyjna w porównaniu z rokiem ubiegłym notowana jest, nie tylko w Polsce, ale i w całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Nieruchomości komercyjne z obszaru CEE cieszą się dużo większym zainteresowaniem inwestorów niż aktywa w innych lokalizacjach europejskich i poza kontynentem.

Intensyfikacji działań inwestycyjnych sprzyja niewątpliwie czerwcowy spadek stóp procentowych w Europie, który niesie szansę na dalsze decyzje Europejskiego Banku Centralnego dotyczące kolejnych obniżek, co w konsekwencji pozwoliłoby zredukować koszty finansowania inwestycji. Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner, CEO w Walter Herz, zwraca uwagę jednak, że poza kosztami finasowania inwestycji przy podejmowaniu decyzji o zakupie nieruchomości analizowany jest także m.in. potencjał wzrostu czynszów, popyt na rynku najmu, czy ogólne możliwości ekonomiczne w danej lokalizacji.

Strategiczne podejście inwestorów

– Wraz z nadejściem wiosny na rynku inwestycyjnym w Polsce, podobnie jak na rynku gruntów przyszło spore ożywienie. W tym roku możemy obserwować większe zainteresowanie inwestorów miastami regionalnymi i mniejszymi miejscowościami, gdzie jest duży popyt lokalny i mniejsze koszty wejścia. Jeśli chodzi o działki inwestycyjne, widoczne jest także duże zapotrzebowanie na grunty odpowiednie pod projekty wielofunkcyjne, łączące przestrzenie mieszkalne, biurowe i handlowe, które pozwalają zmaksymalizować zwroty z inwestycji. Duże zainteresowanie jest też gruntami pod Data Center, podaż ograniczają tu jednak wymagania związane z zapotrzebowaniem na prąd. Przy zakupie gruntów uwzględniane są coraz szerzej czynniki związane ze zrównoważonym rozwojem i zgodnością z wytycznymi ESG, co pokazuje rosnące znaczenie kwestii środowiskowych w inwestycjach w nieruchomości – mówi Bartłomiej Zagrodnik.

– Widzimy strategiczne podejście inwestorów do zakupu nieruchomości, które dają szansę poprawy rentowności, a także gruntów o długoterminowym potencjale na obszarach, które w perspektywie mają szansę skorzystać na poprawie infrastruktury i planach ekspansji miejskiej. Preferowane są dobrze zlokalizowane, prime’owe parcele o wyraźnym potencjale rozwojowym. Inwestorzy wykazują jednak ogromną ostrożność, co prowadzi do przeprowadzania skrupulatnych analiz due diligence. Warto także zaznaczyć, że zarówno w transakcjach gruntowych, jak i zakupach inwestycyjnych coraz większym stopniu uczestniczą polscy inwestorzy. Udział rodzimych podmiotów w tegorocznych zakupach aktywów inwestycyjnych w sektorze nieruchomości wyniósł już, nie kilka a kilkanaście procent – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

Na celowniku biurowce i obiekty handlowe

Na rynku transakcyjnym w Polsce dominującą grupę inwestorów stanowi aktualnie kapitał regionalny, przede wszystkim z Czech. Optymistyczne, że na naszym rynku możemy obserwować regularnie debiuty nowych podmiotów inwestycyjnych.

W ostatnich miesiącach inwestorzy stawiali przede wszystkim na budynki biurowe oraz obiekty z sektora handlowego, w którym dominującą pozycję zajmują parki handlowe. Na rynku aktywni są przede wszystkim inwestorzy poszukujący typowych aktywów value-add i oportunistyczni, szukający okazji. Duzi gracze instytucjonalni, nastawieni na zakup aktywów typu core od wielu miesięcy nie wchodzą w procesy inwestycyjne w oczekiwaniu na tańsze finansowanie. W sektorze biurowym i handlowym w drugim kwartale bieżącego roku odnotowane zostały jednak, wyczekiwane od dawna, duże transakcje portfelowe.

Choć na polskim rynku biurowym pojawiły się transakcje typu prime, największym powodzeniem w pierwszym półroczu 2024 cieszyły się biurowce typu value-add, dysponujące potencjałem do wzrostu wartości. W ostatnich miesiącach właścicieli zmieniały już nie tylko warszawskie budynki biurowe, ale także biurowce zlokalizowane na głównych rynkach regionalnych.

Popyt inwestycyjny na magazyny, który mogliśmy obserwować w ostatnich latach, teraz spadł. Wartość wolumenu transakcyjnego w tym sektorze w pierwszej połowie tego roku w porównaniu z pierwszym półroczem 2023 roku zmalała o jedną trzecią. W przypadku nieruchomości magazynowych, inwestorzy koncentrują się na nowoczesnych obiektach, dysponujących rozwiązaniami niezbędnymi do realizacji celów ESG, zlokalizowanymi w obrębie głównych hubów logistycznych.

Oczekiwanie na nowe projekty

Rynek transakcji inwestycyjnych odzyskuje swój potencjał. Wkrótce przekonamy się, czy za intensyfikacją procesów inwestycyjnych w Polsce pójdzie także ożywienie w obszarze realizacji nowych inwestycji. Analitycy Walter Herz są dobrej myśli, prognozują wzrost ilości inwestycji, szczególnie jeśli chodzi o projekty mixed-use i z sektora PRS.

Schłodzenie popytu na biura i magazyny przyniosło w ostatnim czasie spadek realizowanych inwestycji w tych sektorach. Największy spadek nowej podaży notowany jest na rynkach biurowych. W ciągu pierwszego półrocza tego roku na warszawski rynek weszło zaledwie 65 tys. mkw. powierzchni, a na rynkach regionalnych oddane zostało łącznie ponad 60 tys. mkw. nowych biur.

W sektorze magazynowym w pierwszym półroczu 2024 roku zasoby zwiększyły się o 1,6 mln mkw., co stanowi spadek o jedną trzecią w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego. W budowie pozostaje przeszło 2 mln mkw. powierzchni.

W regularnym tempie zwiększają się natomiast krajowe zasoby handlowe. W ciągu pierwszych 6 miesięcy br. przybyło około 195 tys. mkw. powierzchni handlowych, a około 400 tys. mkw. jest w trakcie realizacji.

Grupa Kino Polska w I poł. 2024 r. zwiększyła zysk netto o 53% r/r, dzięki wyższym przychodom i ograniczeniu kosztów

  • Na koniec pierwszego półrocza 2024 r. Grupa Kino Polska odnotowała przychody na poziomie 155,3 mln zł (+7,3% r/r)
  • Przychody z reklam na kanałach należących do portfolio Grupy wzrosły o 32,3% r/r.
  • Zysk netto Grupy wzrósł do 36,3 mln zł (+52,8% r/r), zaś wynik EBITDA 76,7 mln zł (+26,9% r/r).
  • Rentowność netto wyniosła 23,4% vs. 16,4% rok wcześniej.
  • Przychody z emisji spadły nieznacznie o 0,9% r/r i stanowiły 48,8% całkowitej sprzedaży Grupy. Wpływy z reklam zwiększyły się 32,3% r/r, a ich udział w przychodach ogółem stanowił 44,4%.
  • Przychody na rynkach międzynarodowych osiągnęły poziom 42,8 mln zł
    (-10,1% r/r) i stanowiły 27,6% całkowitych przychodów Grupy.
  • Marża EBITDA wyniosła 49,4% vs. 41,8% rok wcześniej (+7,6 p.p. r/r).
  • Średni udział kanałów Grupy w oglądalności widowni komercyjnej wyniósł 2,67% (SHR%, All 16-59, Consolidated Live +2 d. + OOH), o 2,3% więcej r/r.

– Wprowadzone w ostatnich kwartałach zmiany, w tym odświeżona oferta programowa Zoom TV i Stopklatki oraz nowe warunki współpracy z brokerem reklamowym, pozwoliły zwiększyć nasze przychody w pierwszym półroczu 2024 roku. Sprzyja nam także pozytywny trend na rynku reklamowym w Polsce. Jednocześnie uważnie kontrolujemy wydatki i szukamy możliwości zwiększenia efektywności poszczególnych segmentów naszego biznesu. Znacząco poprawiliśmy wyniki segmentu Stopklatka, zaś kanał Zoom TV osiągnął pozytywny wynik netto, w wysokości prawie 1 mln zł. W rezultacie rośnie zysk netto i rentowność całej Grupy Kino Polska – mówi Katarzyna Woźnicka, członkini zarządu Grupy Kino Polska, CFO oraz COO w SPI International B.V.

Wyniki finansowe kluczowych segmentów działalności

Na koniec I półrocza 2024 r. największe wzrosty w przychodach Grupy Kino Polska odnotowano w segmencie Stopklatka (+8,4 mln zł, +38,8% r/r), który wygenerował 29,9 mln zł ze sprzedaży reklam i zakończył drugi kwartał 2024 r. z pozytywnym wynikiem netto w wysokości 5,9 mln zł, w porównaniu do straty rok wcześniej. Sprzedaż reklam w segmencie Zoom TV wyniosła 16,2 mln zł (+3,9 mln zł, +32,2% r/r), co pozwoliło zamknąć półrocze z dodatnim wynikiem w wysokości 0,9 mln zł. Segment Kanały filmowe marki FilmBox i kanały tematyczne, wygenerował przychody w wysokości 80,3 mln zł (+1,8 mln zł, +2,3% r/r). Segment Kanały marki Kino Polska osiągnął sprzedaż na poziomie 18,6 mln zł (+1,7 mln zł, +10,4% r/r).

Przychody segmentu Produkcja kanałów telewizyjnych przekroczyły w I poł. 2024 r. poziom 3,6 mln zł, były zatem wyższe r/r o 1,4 mln zł (+67,7% r/r), co jest w największym stopniu rezultatem produkcji kanałów zagranicznych dla Grupy CANAL+.

W segmencie Sprzedaż praw licencyjnych sprzedaż wyniosła 5,8 mln zł (-54,6% r/r). Niższa sprzedaż dotyczy głównie rynku polskiego, wynika również z mniejszej skali odsprzedaży praw licencyjnych do spółki powiązanej spoza Grupy.  Pomimo tego segment Sprzedaż praw licencyjnych, zanotował wzrost wyniku netto o 15% w porównaniu do I półrocza ubiegłego roku. Przychody na rynkach międzynarodowych wyniosły 42,8 mln zł (-10,1% r/r). Spadek wynika głównie z zaprzestania zakupów i sprzedaży licencji dla spółki powiązanej spoza Grupy, za co Grupa pobierała niewielkie wynagrodzenie. Jest także efektem niższych przychodów z reklamy na rynku czeskim.

Wzrost oglądalności głównych kanałów w Polsce

W I półroczu 2024 r. kanały Grupy Kino Polska osiągnęły łącznie 2,67% udziału w oglądalności widowni komercyjnej, co oznacza wzrost o 2,3% w porównaniu z tym samym okresem w 2023 r. (SHR%, All 16-59, Consolidated Live +2 d. + OOH). Wskaźnik ATS wzrósł w analizowanym okresie o 12,2% r/r i wyniósł 42 minuty i 23 sekundy (ATS, All 16-59, Consolidated Live +2 d. +OOH). Stopklatka osiągnęła udział w oglądalności widowni komercyjnej na poziomie 1,26%, notując 3,3% wzrost w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym. Kanał Zoom TV miał udział w oglądalności widowni komercyjnej na poziomie 0,65%, co oznacza wzrost o 1,6% r/r, zaś kanał Kino Polska na koniec czerwca 2024 r. zanotował udział w oglądalności widowni komercyjnej na poziomie 0,37%, co oznacza spadek o 11,9% r/r. Udział w oglądalności o 23,1% r/r, do poziomu 0,32%, powiększył kanał Kino TV, zaś kanał Kino Polska Muzyka zanotował takim sam udział w oglądalności widowni komercyjnej jak rok temu, na poziomie 0,06%.

Grupa Kino Polska prezentuje skonsolidowane dane dotyczące oglądalności z uwzględnieniem 2-dniowego przesunięcia w czasie oraz danych OOH (out of home). Prezentowane dane są w pełni porównywalne z analogicznym okresem ubiegłego roku, ponieważ dla potrzeb analizy dane z I półrocza 2023 r. również zostały uzupełnione o parametr OOH.

Rynek mieszkaniowy w Polsce odzyskuje stabilność? Komentarz do danych GUS o budownictwie mieszkaniowym

Po trzech latach emocji na rynku mieszkaniowym, lipcowe dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują na bardzo równomierne i stabilne działania deweloperów w tym roku, co jest pozytywnym sygnałem dla rynku mieszkaniowego.

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań oddanych do użytku w Polsce utrzymuje się na stabilnym poziomie. W lipcu było to łącznie 18,6 tys., czyli o 29% więcej niż rok temu i o 10,5% więcej niż w czerwcu. Deweloperzy oddali w ramach tej puli w 11,4 tys. mieszkań, co oznacza wzrost o 5% w porównaniu do czerwca i o 23% w porównaniu do lipca ubiegłego roku. Jest to najlepszy lipcowy wynik  od trzech lat, choć bez wyraźnego skoku. Deweloperzy odpowiadali za ponad 60% wszystkich oddanych mieszkań w tym miesiącu. Ale inwestorzy indywidualni również przyczynili się do dobrego wyniku, oddając ponad 6,2 tys. mieszkań, co oznacza, że co trzecie oddane mieszkanie pochodziło od nich.

Jednocześnie patrząc na dane narastające od początku roku, można zauważyć, że deweloperzy przekazali do eksploatacji 69,9 tys. mieszkań, czyli o 5,8% mniej niż przed rokiem, natomiast inwestorzy indywidualni 41 tys. mieszkań, tj. o 18,8% mniej.Komentarz do danych GUS o budownictwie mieszkaniowym w okresie styczeń-lipiec 2024

Ważnym aspektem są też lipcowe efekty starań różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę. Okazało się, że łączna liczba pozwoleń wydanych w lipcu wyniosła 26,6 tys., z czego 18,2 tys. pozwoleń uzyskali deweloperzy, a 7,8 tys. inwestorzy indywidualni. W porównaniu do poprzednich miesięcy, liczba pozwoleń na budowę utrzymuje się na stabilnym poziomie, co sugeruje, że rynek mieszkaniowy działa w równowadze.

Liczba rozpoczynanych budów naliczana od początku roku do lipca przez te grupy podmiotów była wyraźnie wyższa niż w analogicznym okresie rok temu. Deweloperzy przystąpili do budowy łącznie 92,4 tys. mieszkań (o 61,5% więcej r/r), a inwestorzy indywidualni 47,5 tys. (o 12,4% więcej).  W samym lipcu w lipcu uruchomiono budowę blisko 20 tys. mieszkań. Deweloperzy rozpoczęli ich 11,8 tys., a inwestorzy indywidualni 7,5 tys.Komentarz do danych GUS o budownictwie mieszkaniowym w okresie styczeń-lipiec 2024

Podsumowując, po trzech pełnych emocji latach, rynek mieszkaniowy w Polsce, a zwłaszcza produkcja mieszkań deweloperskich, szuka nowego poziomu równowagi. Dane miesięczne za lipiec 2024 r. wyglądają na tle trzech poprzednich lat jakby podaż działała na rynku w równowadze, co jest dobrą prognozą na przyszłość.

Ula Olczak, ekspertka rynku nieruchomości Otodom Analytics

Płace w Polsce lepsze niż dane z przemysłu

Wynagrodzenia w Polsce rosną o 10,6%, co jest bardzo dobrym wynikiem, biorąc pod uwagę 4,2% inflacji. Słabiej niestety zachowuje się produkcja przemysłowa, która nie zbliżyła się nawet do oczekiwań. W tle poznajemy kulisy ostatniego posiedzenia FED.

Płace dalej w górę

Co ciekawe, pomimo wyraźnego spadku tempa wzrostu cen w Polsce, niemal nie spowolniło tempo wzrostu wynagrodzeń. W ujęciu rocznym wynagrodzenia rosły średnio o 10,6%. Oznacza to, że przeciętny Polak zatrudniony w firmie zatrudniającej 10 i więcej pracowników zarabia już średnio 8278,63 zł. Warto jednak zwrócić uwagę, że równocześnie spada łączne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw. W skali roku jest to 0,4%. Nie oznacza to oczywiście automatycznie wzrostu bezrobocia. Osoby te mogą przechodzić do mniejszych niż 10-osobowe firm, które nie są uwzględniane w tej statystyce, zakładać własną działalność lub przechodzić na rentę/emeryturę. Należy zatem poczekać z wnioskami na dane o bezrobociu, szczególnie że zatrudnienie powoli spada od dawna, a w statystykach bezrobocia mamy wieloletnie minima.

Drugie dane nie tak dobre

Po dobrych danych z rynku pracy przyszły też informacje o odczycie produkcji przemysłowej w naszym kraju. Ta niestety nie rośnie, jak sądzono o 7,3%, a zaledwie o 4,9%. Jest to istotna zmiana względem oczekiwań. W rezultacie nie ma się co dziwić, że rynki zareagowały delikatną przeceną złotego. Działo się to pomimo sprzyjającej naszej walucie sytuacji na rynkach światowych. Kiedy dolar jest w odwrocie i kapitał przepływa do Europy, jest to przeważnie moment, kiedy złoty się umacnia. Teraz jednak słabsze dane spowodowały, że inwestorzy i tak wycofywali się z naszej waluty.

Zapiski rozmów członków FED

Tzw. minutki, czyli stenogramy zapisów rozmów z posiedzenia Rezerwy Federalnej, są regularnie publikowane do wiadomości. Ostatnia taka publikacja z lipcowego posiedzenia miała miejsce wczoraj. Okazuje się, że same rozmowy bardziej wskazywały na obniżki niż późniejszy komunikat po wystąpieniu. Uwiarygadnia się zatem scenariusz o obniżce stóp we wrześniu. Patrząc na notowania kontraktów terminowych na stopę procentową, tu nie ma czego jednak uwiarygadniać, bo jest to od dawna w cenach. Rynki reagowały jednak kolejnym osłabieniem dolara, co może sugerować, że istotna część inwestorów grała jeszcze przeciwko obniżkom.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

PMI w strefie euro: sektor usług jest w lepszej kondycji niż sektor przemysłowy

PMI dla przemysłu w sierpniu w strefie euro wyniósł 45,6 wobec 45,8 miesiąc wcześniej. Patrząc na poszczególne gospodarki negatywnie wyróżniają się Niemcy, gdzie wskaźnik dla przemysłu po raz kolejny spada. W sierpniu wyniósł 42,1 wobec 43,2 miesiąc wcześniej. Oczekiwano wzrostu do 43,4. Niemiecki przemysł wykazuje dalszą słabość i na razie mało wskazuje na szybką poprawę koniunktury w tym sektorze. Podobną tendencję obserwujemy również we Francji, gdzie wskaźnik w sierpniu wyniósł 42,1 (konsensus 44,4).

Po ubiegło miesięcznym nieco rozczarowującym odczycie z sektora usług w strefie euro i tym razem oczekiwano, że aktywność w tym segmencie nieco się pogorszy (konsensus na poziomie 51,7). Odczyt okazał się jednak dużo lepszy i wyniósł 53,3 wobec 51,9 miesiąc wcześniej.

Sektor usług jest w zdecydowanie lepszej kondycji niż przemysł, a ożywienie w tym sektorze trwa już kilka miesięcy i dalej postępuje. Niespotykany wzrost odnotowano we Francji, gdzie wskaźnik wyniósł 55. Oczekiwano wzrostu do 50,2. Tym samym po miesiącach balansowania przy granicy 50 pkt, francuski sektor usług jednoznacznie wszedł na drogę ekspansji. Z drugiej strony mamy Niemcy, gdzie wskaźnik dla sektora usług wyniósł 51,4, jednak jest to już trzeci miesiąc z rzędu spadku tego wskaźnika. Dzisiejsze odczyty nie są dobrym prognostykiem dla największej gospodarki Unii.

Zbiorczy wskaźnik PMI w sierpniu w strefie euro wyniósł 51,2 wobec 50,2 miesiąc wcześniej. Pomimo utrzymującej się słabości sektora przemysłowego, kolejne odbicie w sektorze usług pozwoliło na wzrost zagregowanego wskaźnika. Sektor usług od dłuższego czasu jest siłą napędową i to on utrzymuje wzrost gospodarczy w strefie euro. Odczyty nie są jednak dobrym prognostykiem dla wzrostu gospodarczego w Niemczech, gdzie przemysł jest w dołku, a sektor usług traci siłę.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Dziś zaczyna się sympozjum w Jacksone Hole. Obniżka stóp w USA coraz bardziej pewna

Wczorajsza sesja na Wall Street zakończyła się umiarkowanymi wzrostami. Najlepiej radziły sobie akcje spółek technologicznych co zobrazowane zostało wzrostem indeksu Nasdaq100 o 0,6 proc. Szeroki SP500 zamknął dzień nad kreską z wynikiem 0,4 proc. i brakuje mu jedynie 1 proc. do zrównania się z historycznym szczytem. Przemysłowy Dow Jones zyskał jedyne 0,1 proc. W Europie Dax osiągnął dodatni wynik na poziomie 0,5 proc. Dobrze radziła sobie również krajowa giełda. WIG20 znalazł się wyżej o niespełna 0,8 proc. Z „minutek” FOMC wynika, że Fed prawdopodobnie zacznie obniżać stopy procentowe na wrześniowym posiedzeniu. BLS zrewidował w dół dane roczne na temat rynku pracy w USA. Dziś poznamy wstępne odczyty PMI dla Europy oraz Stanów Zjednoczonych. Rozpoczyna się także sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole.

Rynek dowiedział się z protokołu z posiedzenia Fed w dniach 30-31 lipca, że Rezerwa Federalna najprawdopodobniej zacznie obniżać koszt pieniądza już na kolejnym posiedzeniu. Z „minutek” wynika, ze kilku urzędników dostrzega, że ostatnie postępy w zakresie inflacji a także wzrost stopy bezrobocia dostarczyły wiarygodnych argumentów za zmniejszeniem docelowego zakresu stopy funduszy federalnych o 25 punktów bazowych na lipcowym posiedzeniu i stwierdzili, że są skłonni poprzeć taką decyzję. Zdecydowana większość decydentów jest za złagodzeniem polityki monetarnej we wrześniu pod warunkiem, że publikowane dane będą zgodnie z oczekiwaniami. Podkreślono wzrost ryzyka dla celu zatrudnienia oraz spadek dla celu inflacyjnego. Na publikację protokołu dolar zareagował osłabieniem a rentowności amerykańskich obligacji obniżyły się.

Inwestorzy spoglądali również na wstępną roczną rewizję benchmarku płac Biura Statystyki Pracy. Wyniknęło z niej, że w gospodarce amerykańskiej w ciągu 12 miesięcy do marca 2024 roku było zatrudnionych o 818 tys. mniej osób niż wskazywały na to miesięczne dane. Oznacza to, że średnio każdego miesiąca przybywało ok 68 tys. wakatów mniej. Należy podkreślić, że rewizja ta jest największa od 2009 roku. Oznacza to, że tempo wzrostu zatrudnienia w badanym okresie wyniosło ok. 174 tys. a nie 242 tys. Dane nie pokazują załamania a jedynie fakt, że rynek pracy zaczął się schładzać wcześniej niż sądzono.

Dziś zaczyna się sympozjum w Jacksone Hole. Najważniejszym dniem wydaje się być jednak piątek, kiedy głos zabierze Jerome Powell . W centrum zainteresowania będzie opinia przewodniczącego Fed na temat ostatniego słabego raportu z rynku pracy oraz ostatniej rewizji danych rocznych. Inwestorzy będą oceniać, jak mocno amerykański bank centralny jest zaniepokojony ostatnim wzrostem stopy bezrobocia oraz dużo niższą liczbą nowych etatów w sektorze pozarolniczym. Pytanie, na które rynek chce znać odpowiedz brzmi: w jaki sposób bank centralny radzi sobie z konfliktem między inflacją a pojawiającym się ryzykiem gospodarczym a także jak duża może być obniżka stóp we wrześniu.

Na ten moment kontrakty terminowe Fed Funds Futures wyceniają cięcie o 34 pb we wrześniu, łączną redukcję o 70 pb do listopada i ok 103 pb do grudnia. Jeśli chodzi o cały 2025 rok tu rynek zakłada łączne obniżki o kolejne 119 pb.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Komputery kwantowe: nowa era obliczeń. Jak Polska radzi sobie w globalnym wyścigu?

Jak wynika z raportu EY – W kierunku odpowiedzialnych obliczeń kwantowych – część krajów wydaje miliardy dolarów na transformację kwantową. Eksperci są jednak zgodni, że na tym etapie jej rozwoju kluczowe pozostaje znalezienie odpowiedzi na pytanie o dokładny wpływ tej technologie na codzienne życie. Wskazali też, jaki scenariusz rozwoju jest najbardziej prawdopodobny. Polska w kwestii komputerów kwantowych nie chce pozostać w tyle, ale rodzime inwestycje w tym obszarze są znacznie mniejsze, niż w sąsiednich państwach.

Żyjemy w świecie, w którym zmiany technologiczne zachodzą w niespotykanym wcześniej tempie, a rozwiązania jak sztuczna inteligencja przenikają dziś wszystkie sektory – od smartfonów po fundusze Private Equity. Jednak już dziś w laboratoriach uniwersytetów, instytucji badawczych oraz międzynarodowych korporacji opracowywane jest kolejna innowacja, która może stać się jednym z najważniejszych przełomów XXI wieku. Mowa o komputerach kwantowych, które zamiast na bitach (o wartości „0” bądź „1”) działają na tzw. kubitach. Pozwala to wykonywać obliczenia dużo efektywniej, osiągając znaczącą przewagę nad obecnymi maszynami.

– Popularyzacja komputerów kwantowych zmienia nasze myślenie o całej sferze IT w biznesie. Większa złożoność obliczeniowa sprawia, że nawet najbardziej zaawansowane systemy szyfrowania przestaną być bezpieczne. Potencjał technologii widać też w innych branżach, jak przemysł chemiczny, finansowy lub medyczny. Możliwość symulowania zachowań związków chemicznych na poziomie molekularnym czy precyzyjna analiza finansowa portfela inwestycyjnego, biorąca pod uwagę niespotykaną dotąd liczbę zmiennych, dają firmom olbrzymie możliwości rozwijania swoich produktów i usług – mówi Piotr Ciepiela, Partner EY, Lider obszaru cyberbezpieczeństwa w regionie EMEIA.

Światowy układ sił w kwestii komputerów kwantowych budowany jest już dzisiaj

W związku z dużym potencjałem technologii kwantowej, wiele państw przeznacza olbrzymie budżety na badania i rozwój, co ma w przyszłości przyczynić się to budowania przewagi konkurencyjnej. Jak wynika z raportu EY – W kierunku odpowiedzialnych obliczeń kwantowych – przygotowanego wspólnie z Uniwersytetem Oxfordzkim, dotychczasowe globalne wydatki na tworzenie technologii kwantowych sięgają 40 mld dolarów rocznie.

W raporcie przytoczone są dane „Overview of Quantum Initiatives Worldwide 2023”, które wskazują na bardzo dużą dominację rynkową Chin, które wydają na ten cel 15 mld dolarów. Wydatki innych państw są dużo mniejsze. Program Wielkiej Brytanii opiewa na 4,3 mld dolarów, a na trzecim miejscu znajduje się USA ze swoim „Quantum Initiative” i 3,75 mld dolarów finansowania. W UE największym budżetem dysponują Niemcy (3,3 mld dolarów), natomiast sama Wspólnota w ramach programu Quantum Flagship chce przeznaczyć na rozwój tej technologii 1,1 mld dolarów.

– Obecnie w wyścigu o dominację w dziedzinie technologii kwantowych prym wiodą dwa mocarstwa: Stany Zjednoczone i Chiny. Obie te potęgi inwestują ogromne środki w badania i rozwój technologii kwantowych, zdając sobie sprawę z ich strategicznego znaczenia dla przyszłości. Cele, do których dążą oba kraje, są wielowymiarowe. Po pierwsze, komputery kwantowe obiecują rozwiązanie problemów, które są obecnie nieosiągalne dla klasycznych maszyn. Po drugie, technologia ta ma zastosowanie w kryptografii, co ma ogromne znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego – mówi Łukasz Baiński, Senior Manager i ekspert technologii kwantowych w zespole Technology Consulting, EY Polska.

Komputery kwantowe – jak wygląda przyszłość?

Wczesny etap rozwoju maszyn kwantowych w połączeniu z ważną rolą, jaką mogą one odegrać na rynku i przewidywanym wpływem na wiele obszarów życia, rodzi szereg pytań odnośnie kierunku rozwoju tej technologii. EY w ramach badania rozmawiało z wiodącymi ekspertami z całego świata, którzy działają w obszarach przemysłu, szkolnictwa wyższego czy IT. Podzielili się oni swoimi przemyśleniami i przewidywaniami dotyczącymi rozwoju technologii kwantowej.

Aż 95 proc. z nich zgodziło się, że należy rozważyć, jak nowe technologie wpłyną na społeczeństwo, a 76 proc. wskazało, że pogoń za nowymi rozwiązaniami technologicznymi może wyprzedzić nasze zrozumienie potencjalnych zagrożeń, związanych z ich wdrożeniem. Jednocześnie – 84 proc. zauważyło, że oczekiwania względem nowych technologii bardzo często są przesadzone. Co jednak ważne, 58 proc. uznało, że istotnym jest, aby ludzie ekscytowali się nowymi technologiami na rynku.

Świat wydaje 40 mld dolarów na komputery kwantoweWśród respondentów panowała też zgoda, jeżeli chodzi o kwestie wpływu państwa na nowe technologie. 92 proc. odpowiedziało, że rząd powinien być zaangażowany w proces finansowania rozwoju, a 87 proc. zaznaczyło, że prawodawcy powinni być szczegółowo informowani na temat tworzonych rozwiązań. Ekspertom z branży przedstawiono też szereg potencjalnych scenariuszy rozwoju technologii kwantowych i poproszono ich o wskazanie, co sądzą o prawdopodobieństwie ich realizacji i potencjalnym wpływie na gospodarkę i społeczeństwo.

1. Kwantowy monopol – jest to sytuacja, w której jeden podmiot osiąga znaczną przewagę w kontekście rozwiązań kwantowych, monopolizując rynek i zmuszając użytkowników do korzystania ze swoich rozwiązań. Większość ekspertów (55 proc.) uznała, że miałoby to wysoki wpływ, ale nie byli zgodni co do prawdopodobieństwa wystąpienia takiej sytuacji.

2. Kwantowe bezpieczeństwo – według tego scenariusza kwantowe komputery zapewnią (po raz pierwszy w historii) stuprocentowe bezpieczeństwo transmisji danych. W tym wypadku najwięcej (39 proc.) ekspertów wskazało średni poziom wpływu oraz średnie prawdopodobieństwo wystąpienia takiego zjawiska.

3. Kwantowy podział – w tym scenariuszu kilka regionów świata osiąga wysoki stopień zaawansowania w kwestii komputerów kwantowych, „dzieląc” tym samym planetę na obszary o dużo większym potencjale innowacyjnym. 47 proc. ekspertów uznało, że miałoby to duży wpływ na gospodarkę, a aż 55 proc. zaznaczyło, że jest to bardzo prawdopodobny scenariusz.

4. Kwantowe deszyfrowanie – jest to sytuacja, w której rozwój komputerów kwantowych wyprzedzi inne technologie i stworzy ryzyko zaburzenia procesów opartych na szyfrowaniu komunikacji – transakcji finansowych czy korespondencji rządowej. 71 proc. ekspertów uznało, że taki scenariusz miałby bardzo duży wpływ na życie ludzi, ale jednocześnie najwięcej z nich (39 proc.) powiedziało, że prawdopodobieństwo jego wystąpienia jest niskie.

5. Kwantowa kooperacja – ten scenariusz zakłada, że korporacje i instytucje będą kooperować w tworzeniu kwantowych rozwiązań. Wpływ takiego działania został oceniony jako wysoki przez 55 proc. badanych, ale jednocześnie 45 proc. uznało, że jest to mało prawdopodobna przyszłość.

6. Kwantowe zapotrzebowanie na zasoby – jest to obawa o to, że rozwój komputerów kwantowych przyczyni się do zwiększenia zużycia energii i większej produkcji śladu węglowego. 42 proc. ekspertów przyznało, że konsekwencje takiego zjawiska byłyby duże, jednak aż 63 proc. stwierdziło, że prawdopodobieństwo jego wystąpienia jest małe.

7. Kwantowa kooperacja międzynarodowa – w tym przypadku rządy krajów tworzą ponadnarodowe grupy, by współpracować nad technologią kwantową. Pomimo, że taki scenariusz większość (52,6 proc.) ekspertów uznała za taki o dużym wpływie, to jednocześnie 55 proc. stwierdziło, że jest mało prawdopodobny.

8. Kwantowy zysk środowiskowy – scenariusz zakłada, że dzięki komputerom kwantowym obciążenie dla środowiska naturalnego się zmniejszy.  Aż 68,7 proc. badanych przyznało, że miałoby to duży wpływ, ale równocześnie 50 proc. zaznaczyło w tym wypadku średnie prawdopodobieństwo realizacji.

Kwantowy wyścig trwa

Kwantowy wyścig trwa. Czy Polska bierze w nim udział?

Polska jest jednym z krajów, które mają świadomość istotności rozwiązań kwantowych i ich potencjalnego wpływu na gospodarkę. Jednak póki co nie posiadamy jeszcze własnego komputera kwantowego. Pierwszy z nich mamy otrzymać w 2025 roku dzięki współfinansowanej ze środków Ministerstwa Cyfryzacji inwestycji EuroQCS-Poland, która opiewa na 12,28 mln euro i dzięki której takie urządzenie ma znaleźć się Poznańskim Centrum Superkomputerowo-Sieciowym.

Powstanie poznańskiego komputera kwantowego jest efektem zaangażowania Polski w dwie inicjatywy europejskie – European High Performance Computing i European Quantum Communication Infrastructure. Dzięki nim budowana jest nie tylko siatka połączeń kwantowych, ale też – same urządzenia. Drugi komputer współfinansowany przez Polskę będzie znajdował się w czeskiej Ostravie. Oba mają zostać wykorzystane do celów badawczo-rozwojowych.

– Bardzo cieszy mnie wkład Polski w rozwój technologii kwantowych. Nasz kraj ma ogromny potencjał intelektualny i cenionych na świecie informatyków. Projektowanie algorytmów i programowanie komputerów kwantowych oparte jest o zupełnie inne paradygmaty niż te znane z klasycznej maszyny Turinga. O ile nie będziemy w stanie konkurować w zakresie hardware, o tyle w obszarze software widzę największe szanse dla naszego kraju i możliwości na realne konkurowanie z potęgami takimi jak USA czy Chiny – podsumowuje Łukasz Baiński, Senior Manager i ekspert technologii kwantowych w zespole Technology Consulting, EY Polska.

O raporcie:
Badania te były częścią prac projektu Responsible Quantum Computing Communication Project (ResQCCom), będącego kolaboracją pomiędzy EY, Quantum Computing and Simulation Hub i Responsible Technology Institute. Celem projektu jest współpraca z przemysłem w celu uzyskania informacji o potencjalnych lukach prawnych, które mogą powstać w przypadku komercjalizacji rozwiązań kwantowych, współpraca z politykami w celu skonfrontowania różnych poglądów na temat komputerów kwantowych i opracowanie narzędzi komunikacji publicznej dla debaty o tej technologii. W badaniu przyjęto podejście mieszane, łączące metody ilościowe i jakościowe, aby skorzystać z wiedzy eksperckiej uczestników. Badanie zawiera opinie 38 ekspertów z obszarów przemysłu, szkolnictwa wyższego i innych branż, jak usługi dla biznesu/tworzenie oprogramowania.

Sfinks ma masterfranczyzobiorcę w Egipcie

Gastronomiczna spółka Sfinks Polska zawarła umowę masterfranczyzy dotyczącą rozwoju sieci restauracji SPHINX na terenie Egiptu i Arabii Saudyjskiej. Umowa jest podpisana na 10 lat i  obejmuje dwa etapy współpracy. W pierwszym egipski partner Sfinksa ma otworzyć własne restauracje pod szyldem SPHINX, a w drugim przewidziano możliwość udzielania subfranczyzy podmiotom trzecim.

Porozumienie podpisane właśnie przez Sfinksa z kairską firmą GRG jest umową na wyłączność terytorialną w Egipcie i Arabii Saudyjskiej. W pierwszym etapie założono powstanie kilku restauracji SPHINX. Uruchomienie każdej z nich ma być poprzedzone zgodą Sfinksa i umową franczyzy. Będzie to także okres dostosowania know-how i zasad funkcjonowania restauracji SPHINX do lokalnych przepisów oraz uwarunkowań. Potem, jeśli Sfinks pozytywnie oceni współpracę, egipski masterfranczyzobiorca będzie miał prawo udzielania subfranczyzy innym podmiotom. Liczba restauracji dla tego etapu nie została ustalona, ale każda nowa lokalizacja będzie również wymagała zgody spółki z Polski. Przysługujące z tytułu umowy Sfinksowi wynagrodzenie będzie zależało od liczby zagranicznych restauracji oraz ich wyników. aktualnie jednak nie można oszacować tych liczb.

– Podpisana właśnie przez nas umowa masterfranczyzy tworzy ramy do rozwoju naszej grupy za granicą, co zapowiedzieliśmy m.in. w strategii na lata 2024-2029. Rozwój marki SPHINX na Bliskim Wschodzie a szczególnie w Egipcie  to ekscytujące przedsięwzięcie, ale także wyzwanie. Pierwszy etap współpracy z naszym partnerem z Egiptu ma formułę swego rodzaju pilotażu, który może otworzyć bardzo ciekawy rozdział w historii naszej grupy. Prawie 30 lat temu SPHINX z mało znaną Polakom kuchnią bliskowschodnią szybko zdobył popularność, choć był wówczas bardzo egzotycznym pomysłem. Teraz wejdziemy z naszą ofertą na rynki z których czerpiemy nasze orientalne smaki. Jesteśmy przekonani, że z know-how Sfinksa i znajomością lokalnych warunków przez naszego kairskiego partnera, rozwój marki SPHINX w Egipcie to również projekt o dużym potencjale – mówi Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska.

Kraków magazynowym milionerem. Rynek magazynowy z rekordowym wzrostem

Krakowski rynek magazynowy, pomimo wielu wyzwań, dynamicznie się rozwija i ma duży potencjał na przyszłość. W 2024 rok woj. małopolskie wkroczyło po raz pierwszy z podażą wynoszącą ponad milion mkw., a kolejne 61 tys. mkw. znajdowało się w budowie na koniec pierwszego półrocza tego roku. Kraków nie tylko dołączył do najważniejszych lokalizacji logistycznych na magazynowej mapie Polski, ale też coraz częściej staje się strategicznym wyborem dla firm produkcyjnych, które cenią silną bazę absolwentów uczelni wyższych o profilach technicznych i dostępność kadr z miejscowości dookoła miasta. Analizę krakowskiego rynku magazynowego przygotowała firma doradcza AXI IMMO.

W ostatnich kilku latach krakowski rynek magazynowy coraz dynamiczniej się rozwija. Całkowite zasoby powierzchni przemysłowej i logistycznej w regionie Małopolski w ostatnich 5 latach wzrosły o 171% (czerwiec 2024 r.) do 1,1 mln mkw. Według szacunków firmy doradczej AXI IMMO, historyczny punkt związany z osiągnięciem miliona mkw. zarejestrowano na koniec 2023 r. W pierwszej połowie br. na krakowski rynek magazynowy dostarczono 131 tys. mkw., a kolejne 61 tys. mkw. pozostawało w budowie. Do końca czerwca 2024 r. do użytku oddano m.in. GLP Kraków III Logistics Centre (56 300 mkw.), kolejną halę w ramach MDC2 Park Kraków South (35 600 mkw.) oraz City Logistics Kraków Airport II (21 600 mkw.). Od lat małopolski rynek magazynowy charakteryzuje jeden z najniższych wskaźników pustostanów (na koniec I poł. 2024 – 6,1%, średnia krajowa – 8,3%), na koniec czerwca br. dostępnych było ok. 69 tys. mkw. powierzchni przemysłowej i logistycznej, z których prawie 50 tys. mkw. znajdowało się w dwóch halach.

Marta Nowik, Dyrektor w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Dyrektor krakowskiego oddziału AXI IMMO, wyjaśnia: „Dynamiczny rozwój najemców w regionie Krakowa i okolic był hamowany przez utrzymujący się w regionie niski poziom pustostanów. Niemniej jednak deweloperzy, widząc duże zapotrzebowanie na powierzchnie magazynowe, w ostatnich dwóch latach dostarczyli już prawie 300 tys. mkw. Fakt ten dla dużej grupy lokalnych najemców oznaczał, że w ramach konsolidacji, modernizacji czy rozwoju uzyskali tak oczekiwany dostęp do nowych, nowoczesnych hal. Rosnące zapotrzebowanie na powierzchnię magazynową sprawia, że w nadchodzących kwartałach możemy spodziewać się informacji o rozpoczęciu kolejnych inwestycji”.

W 2023 r. w regionie Małopolski podpisano umowy najmu na łącznie na 232 tys. mkw., co było rezultatem o 4% lepszym w porównaniu z 2022 r. Pierwsza połowa 2024 r. z uwagi na niską dostępność wolnej powierzchni zamknęła się wynikiem 43 tys. mkw. Pomimo niższej bazy obserwuje się duże zainteresowanie najmem, co świadczy o dobrej kondycji sektora w regionie.

Marta Nowik, mówi: „Małopolski rynek magazynowy ma za sobą rekordowy 2023 rok, zarówno pod względem popytu, jak i podaży. Wprawdzie pod względem podaży daleko jeszcze do wielkiej piątki rynku magazynowego, jednak niewątpliwie Kraków w ostatnich trzech latach dołączył do najważniejszych lokalizacji przemysłowo-logistycznych w kraju”.

Około 10% zasobów magazynowych znajduje się w granicach administracyjnych miasta. Najwięcej logistyki i produkcji lokuje się w podkrakowskiej Skawinie, rejonie lotniska w Balicach, a także wschodnich podkrakowskich gminach – wzdłuż autostrady A4. Lokalizacje magazynowe w regionie Krakowa umożliwiają również sprawną obsługę zapotrzebowania na Ukrainie, co czyni je strategicznie ważnymi w kontekście regionalnej oraz transgranicznej logistyki i dystrybucji.

„Istotne dla rozwoju tego rynku są przede wszystkim dobra komunikacja, dostępność terenów inwestycyjnych oraz wykwalifikowanych pracowników. Dzięki renomowanym uczelniom wyższym, takim jak Politechnika Krakowska i Akademia Górniczo-Hutnicza, przedsiębiorstwa mają dostęp do wykwalifikowanych inżynierów oraz innych specjalistów technicznych, którzy z powodzeniem rozwijają działy R&D, automatyzują procesy produkcyjne i logistyczne, co ze względu na rosnące koszty w ostatnich latach ma coraz większe znaczenie. W tym roku zostanie ukończona także droga S7, co z pewnością przyczyni się do rozwoju potencjału również północnych obszarów regionu,” wyjaśnia Marta Nowik.

Rynek magazynowy w Krakowie ma swoje wyzwania m.in. w postaci dość niskiej dostępności gruntów i ich wysokiego stopnia rozdrobnienia czy konkurencji ze strony większego rynku Górnego Śląska. Ostatnie lata pokazują jednak, że poprawa infrastruktury, coraz lepsza współpraca z gminami oraz relatywnie wysoki potencjał ludzki sprawiają, że wiele firm, w tym tych z zapotrzebowaniem na wysoko wykwalifikowaną kadrę, inwestuje w regionie Krakowa.

„Przykładem firmy, która z racji w/w czynników zdecydowała się wejść na lokalny rynek jest niemiecka firma, działająca w branży budowlanej. W ramach nowej inwestycji stworzyła w regionie Krakowa dział R&D,” podkreśla ekspertka z AXI IMMO.

Skonsolidowane wyniki Grupy ORLEN za drugi kwartał 2024 roku

Grupa ORLEN, mimo rosnącej presji otoczenia makroekonomicznego, zakończyła drugi kwartał 2024 r. z zyskiem operacyjnym EBITDA LIFO, z wyłączeniem efektu regulacji, na poziomie 11,3 mld zł, wyższym o 8% (r/r). Pozytywny wpływ na wynik miał segment energetyki. Do osiągnięcia dobrego rezultatu przyczyniło się też zwiększenie wolumenów w segmencie wydobycia, które kompensowało negatywny wpływ makro. Grupa ORLEN w pierwszej połowie tego roku przeznaczyła 14 mld zł na inwestycje wspierające transformację energetyczną i zwiększające bezpieczeństwo energetyczne Polski.

– W drugim kwartale br. pokazaliśmy, że wzmocnienie kompetencji zarządczych już w krótkim terminie może wspierać osiąganie solidnych wyników, nawet w niesprzyjającym otoczeniu makroekonomicznym. Przy spadkach rok do roku kluczowych dla nas wskaźników, w tym marż rafineryjnych i petrochemicznych, dyferencjału oraz cen energii elektrycznej i gazu, wypracowaliśmy ponad 11 mld zł oczyszczonego wyniku EBITDA LIFO. Zgodnie z zapowiedzią: przyspieszyliśmy. Budujemy zupełnie nowy ład korporacyjny oparty na przejrzystych zasadach. W pierwszym półroczu przyjęliśmy niemal we wszystkich spółkach Grupy jednolitą politykę zarządzania bezpieczeństwem pracy, co już teraz przełożyło się na obniżenie współczynnika wypadkowości (kw/kw) Realizujemy strategię zwiększania mocy w energetyce odnawialnej. Wpłynie to nie tylko na wzmocnienie naszego segmentu energetyki, ale stopniowo w przyszłości poprawi również profil emisyjności naszej produkcji. Podpisaliśmy w sierpniu przedwstępną umowę przejęcia farm fotowoltaicznych i farmy wiatrowej od portugalskiej Grupy EDPR. Jedną decyzją zwiększyliśmy o 1/3 portfel OZE Grupy ORLEN – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

W drugim kwartale 2024 r. Grupa ORLEN wypracowała:

  • Przychody na poziomie 69,5 mld zł
  • EBITDA LIFO z wyłączeniem efektu regulacji w wysokości  11,3 mld zł
  • Przepływy z działalności operacyjnej na poziomie 6 mld zł

W drugim kwartale 2024 r. segment rafinerii wypracował zysk EBITDA LIFO w wysokości blisko 2,6 mld zł. W tym okresie niższe marże rafineryjne i dyferencjał zostały zrównoważone poprzez umocnienie złotego względem dolara. Koncern utrzymał wysoki stopień wykorzystania mocy rafineryjnych, sięgający 90%. Rafinerie Grupy w Polsce, Czechach i na Litwie przerobiły w tym czasie 9,4 mt ropy. W Polsce i Czechach osiągnięto wyższy uzysk paliw (r/r), przy porównywalnym poziomie na Litwie.

Na wynik segmentu wydobycie na poziomie (-) 3,9 mld zł wpływ miały przede wszystkim przyjęte rozwiązania regulacyjne wspierające konsumentów (odpis na Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny za drugi kwartał br. wyniósł (-) 7,7 mld zł), a także spadek cen gazu o (-) 12%. Koncern konsolidując aktywa przejętej spółki KUFPEC w Norwegii zwiększył produkcję węglowodorów o 27% (r/r) do poziomu ok. 208 tys. boe/d, w efekcie czego zminimalizował niekorzystny wpływ otoczenia makroekonomicznego na segment.

Zysk EBITDA na poziomie 4,1 mld zł zanotował w drugim kwartale br. segment gazu. Wynik ten osiągnięto przy niższych (r/r) marżach handlowych i negatywnym wpływie makro. Jednocześnie korzystny dla wyniku segmentu był efekt wyższych wolumenów sprzedanego gazu i niższej (r/r) ceny wytłoczeń surowca z magazynów. Import gazu wzrósł w tym czasie o 10% (r/r), z czego LNG stanowiło 48%. Zapas magazynowy gazu w Polsce i za granicą na koniec kwartału wyniósł 17 TWh.

W efekcie utrzymujących się bardzo trudnych warunków makroekonomicznych, w tym presji marż na wszystkich produktach petrochemicznych, segment petrochemii osiągnął wynik EBITDA LIFO na poziomie (-) 180 mln zł. Jednocześnie o 8% (r/r) wzrosły wolumeny sprzedaży produktów petrochemicznych.

Segment energetyki w drugim kwartale br. zanotował wynik EBITDA na poziomie ok. 2 mld zł. Łączna moc zainstalowana w Grupie ORLEN wyniosła 5,6 GWe. W tym czasie wyprodukowano 3 TWh energii elektrycznej, mniej o (-) 17% (r/r) w rezultacie planowanych przestojów aktywów kogeneracyjnych i mniejszego zapotrzebowania na energię z Elektrowni Ostrołęka. Obecnie już blisko 70% energii elektrycznej w Grupie wytwarzane jest z odnawialnych źródeł oraz w jednostkach zasilanych gazem.

EBITDA segmentu detalicznego w drugim kwartale br. wyniosła 893 mln zł. Dobry wynik został wypracowany dzięki wyższej o 18% sprzedaży, w tym w Polsce o ponad 10%. Sieć ORLEN powiększyła się w ciągu roku o 348 nowoczesnych stacji paliw, których łącznie koncern ma już 3 505 w siedmiu krajach Europy. Jednocześnie ORLEN konsekwentnie inwestuje w stacje alternatywnego tankowania, których liczba zwiększyła się o 144 (r/r) do 816. Rośnie także liczba punktów sprzedaży pozapaliwowej. Obecnie jest ich już 2 681.

Magdalena Bartoś, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Finansowych
Magdalena Bartoś, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Finansowych

– Ostatni kwartał br. to przede wszystkim dowód, że nasza deklaracja wzmocnienia ładu korporacyjnego, komunikacji z rynkiem i zwiększenia dyscypliny finansowej z korzyścią dla akcjonariuszy nie pozostały bez pokrycia. Rozwijamy wszystkie obszary naszej działalności i umacniamy pozycję ORLEN jako spółki dywidendowej, dzieląc się zyskiem już 12 rok z rzędu. Dzięki przeglądowi planowanych prac i ich optymalizacji udało się nam zracjonalizować wydatki inwestycyjne na ten rok. Przewidujemy, że wyniosą one 35,3 mld zł, czyli o 9 proc. mniej niż zakładano na początku roku. Nie oznacza to ograniczenia rozwoju koncernu, wręcz przeciwnie. W ramach realizowanych inwestycji i działań biznesowych widzimy możliwości optymalizacji, przede wszystkim poprzez poprawę dyscypliny finansowej w planowaniu i realizacji inwestycji – mówi Magdalena Bartoś, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Finansowych.

Zgodnie z decyzją Walnego Zgromadzenia, dzień dywidendy ustalono na 20 września, natomiast jej wypłata nastąpi 20 grudnia 2024 r.

W drugim kwartale br. koncern wygenerował 6 mld zł przepływów z działalności operacyjnej, a stosunek długu netto do wyniku operacyjnego EBITDA na koniec drugiego kwartału kształtował się na poziomie 0,07x. ORLEN utrzymał najwyższe w historii oceny ratingowe – A3 przyznaną przez Agencję Moody’s Investors Service i „BBB+” przyznaną przez Agencję Fitch Ratings.

Czy złoto po 3000 USD to abstrakcja?

Środowa porcja danych z krajowego podwórka nie sprostała oczekiwaniom analityków. Wykres głównej pary walutowej świata złapał zadyszkę, co odbija się na notowaniach złotego. Za to złoto ma się doskonale!

Pakiet danych z Polski

Dziś przed południem poznaliśmy kilka istotnych publikacji z krajowej gospodarki. Inflacja producencka mierzona w ujęciu rocznym pozostaje na ujemnym poziomie -4,8%. Jest to 13. z rzędu odczyt poniżej zera. Co warte uwagi, prognozy wskazywały na jeszcze niższą wartość (-5%), a poprzedni odczyt został skorygowany w górę (z -6,1% do -5,8%). Spadające ceny producentów powinny wpływać dezinflacyjnie na inflację konsumencką, jednak dzisiejsze odczyty sugerują, że ta tendencja może powoli wygasać. Obok inflacji PPI, otrzymaliśmy wzrost produkcji przemysłowej z zera (po korekcie) do 4,9%. Tak pozostawiona informacja byłaby pozytywna. Nieco bladziej wygląda wtedy, gdy uzupełnimy ją o oczekiwania na poziomie 7,3% – do ich sprostania sporo zabrakło. Ostatnimi danymi były te o zatrudnieniu i wynagrodzeniach. Pierwsze z wymienionych spadło o 0,4% r/r. Lepiej wygląda wzrost wynagrodzeń o 10,6%, które przy obecnej inflacji (4,2%) oznacza, że statystycznie Polacy się bogacą.

Przystanek na „edku”

Wczoraj wieczorem wykres głównej pary walutowej świata doszedł do poziomu 1.113 USD. Ten okazał się oporem, którego eurodolar nie pokonał także na początku stycznia. Zatem aktualnie kurs EUR/USD znajduje się najwyżej od 8 miesięcy. Następnym przystankiem może być wartość 1,125 USD (zeszłoroczne maksimum). Jednak, aby się do niej zbliżyć, ruch w kierunku północnym powinien być kontynuowany, a dziś ma z tym problem. W środę obserwujemy odreagowanie, które jest czymś zupełnie normalnym, po dwóch wzrostowych sesjach z początku tygodnia. Odreagowanie „edka”, które jest delikatnym umocnieniem dolara, ma wpływ na wykresy xxxPLN. Złoty, jako negatywnie skorelowany z USD, dziś osłabia się w stosunku do głównych walut. Kurs EUR/PLN o godzinie 14:30 to 4,28 PLN, USD/PLN to 3,85 PLN, za funta zapłacimy 5,02 PLN, a za franka 4,51 PLN. Wzmożona zmienność notowań EUR/USD może nastąpić o godzinie 20:00, kiedy to poznamy tzw. „Minutki” FED, czyli protokół z ostatniego posiedzenia amerykańskich decydentów. To właśnie w kierunku tej publikacji w środowe popołudnie skierowana jest uwaga inwestorów z całego świata.

Kolejne rekordy złota!

Aktualne otoczenie jest wręcz idealne dla tytułowego surowca, które wybija kolejne historyczne szczyty.  Tym razem doszliśmy do 2530 dolarów za uncję. Przyczyną trwającego w tym roku trendu wzrostowego jest nie tylko rosnące napięcie geopolityczne powodujące odpływ kapitału do aktywów bezpiecznych (tzw. safe haven, do których należy także złoto). To także nieustający popyt na surowiec ze strony banków centralnych, które od 2023 roku gromadzą go w niespotykanym dotąd tempie, zwiększając swoje rezerwy. Ponadto jesteśmy w przededniu obniżek stóp procentowych w USA. Spadek kosztu zapożyczania się w amerykańskiej walucie w teorii osłabi (już słabnącego) dolara, do którego notowany jest surowiec. Dodajmy również, że inne banki centralne już rozpoczęły cykl redukcji kosztu pieniądza, czyli zjawisko zmniejszania kosztu walut fiat jest globalne. Powyższe warunki są wręcz idealne do dalszych wzrostów złota. Obawy może jednak budzić brak informacji w mediach o rychłych spadkach ceny kruszcu. To pokazuje zarówno „bycze” nastroje, jak i panującą „byczą” narrację. Jednak z tyłu głowy warto mieć, że nic nie rośnie w nieskończoność, a każdy trend może się szybko odwrócić.

Autor: Dawid Górny, analityk walutowy Walutomat.pl

Systematyczne odnawianie floty – dlaczego warto?

Flota samochodów osobowych co jakiś czas wymaga wymiany. Systematyczne odnawianie floty niesie ze sobą wiele korzyści. Zazwyczaj przedsiębiorcy są tego świadomi i regularnie odmładzają park pojazdów firmowych. Dlaczego warto regularnie odnawiać flotę?

Większość firm posiada floty pojazdów. Są one wykorzystywane w ramach działalności danego przedsiębiorstwa. Mianem floty określamy także kompleksowy ekosystem zapewniający mobilność i efektywne działanie przedsiębiorstwa. Co jakiś czas flota wymaga jednak odświeżenia.Wynajem długoterminowy superauto.pl

Jakie samochody najczęściej tworzą floty?

Według danych Samaru od stycznia do lipca 2024 roku zarejestrowano w Polsce 320 091 nowych samochodów osobowych, czyli o 16,37 proc. więcej niż w tym samym okresie 2023 roku. Z tej liczby aż 68,87 proc. pojazdów zarejestrowały firmy (220 452 szt.)[1]. Najwięcej przedsiębiorców sięga po Toyotę Corollę (13 210 szt., wzrost o 22,43 proc. rok do roku), Skodę Octavię (10 256 szt., więcej o 28,55 proc. r./r.), Toyotę Yaris (5346 szt., mniej o 12,62 proc.), Toyotę RAV4 (5083 szt., wzrost o 66,98 proc.) oraz Hyundaia Tucsona (4953 szt., wzrost o 40,55 proc.)[2].

Jakie plany dotyczące flot mają firmy w Polsce?

Z “Barometru Flotowego 2024” przeprowadzonego przez Arval wynika, że blisko 30 proc. badanych firm w Polsce planuje powiększenie floty w perspektywie trzech najbliższych lat. 25 proc. firm w Polsce wykorzystuje w swojej flocie samochody używane. W badaniu wzięło udział łącznie 300 firm działających w Polsce (158 z nich zatrudnia od 1 do 99 pracowników, a 142 powyżej 100 pracowników).

Warto dodać, że aż 70 proc. firm w Polsce chce korzystać ze zelektryfikowanych aut osobowych (napędy hybrydowe i elektryczne). 48 proc. z nich jako główny powód elektryfikacji floty wskazuje na oszczędności na paliwie.

Jak finansowane są floty w firmach?

Największy odsetek firm (35 proc.) finansuje floty ze środków własnych. 33 proc. firm stawia na leasing, natomiast 23 proc. na wynajem długoterminowy. Najmniej popularny jest zakup samochodu na kredyt, na który decyduje się tylko 6 proc. firm[3].

W pierwszym półroczu 2024 roku leasing operacyjny był najchętniej wybieraną formą finansowania samochodów przez naszych klientów. Nie powinno to być dla nikogo zaskoczeniem, ponieważ ta forma finansowania pozwala przedsiębiorcą w wygodny sposób rozliczać koszty z nią związane. Z pewnością z perspektywy przedsiębiorców istotny jest również szybki czas decyzji o jej przyznaniu, nawet w ciągu godziny od momentu złożenia wniosku. Dodatkowym atutem tej formy finansowania jest również fakt, że jest ona zazwyczaj przyznawana w oparciu o uproszczoną procedurę, co oznacza, że przedsiębiorca nie musi dokumentować wyników finansowych  – komentuje Przemysław Kiciński, Dyrektor Działu Wynajmu Długoterminowego i Leasingu w Superauto.pl.

Korzyści z systematycznego odnawiania floty

Systematyczne odnawianie floty daje wiele korzyści naszej firmie. Oto najważniejsze z nich:

  • minimalizacja ryzyka przestojów i napraw – odświeżając flotę zapewniamy większą przewidywalność kosztów, a co za tym idzie poprawiamy efektywność działań naszej firmy,
  • niższe zużycie paliwa i obniżenie kosztów eksploatacji – nowe auta są zazwyczaj oszczędniejsze od starszych konstrukcji, zwłaszcza, gdy zdecydujemy się na elektryfikację floty,
  • bogatsze wyposażenie z zakresu komfortu i bezpieczeństwa – nowe samochody są bardziej komfortowe i bezpieczniejsze z racji na poprawioną konstrukcję i większą liczbę systemów bezpieczeństwa,
  • obniżenie średniej emisji spalin we flocie – wpływa to korzystnie na postrzeganie naszej firmy jako przyjaznej środowisku,
  • świadectwo innowacyjności, dobrej kondycji i rzetelności firmy – nowoczesna flota świadczy o tym, że firma jest innowacyjna, jej kondycja jest dobra, a jakość świadczonych przez nią usług wysoka,
  • korzystne warunki finansowania w formie leasingu i wynajmu długoterminowego – wiele firm udzielających finansowania oferuje atrakcyjne warunki finansowania nowych samochodów, co pozwala na odświeżenie floty bez angażowania dużych środków na zakup pojazdów,
  • wyższa wartość rezydualna – nowe samochody mają wyższą wartość rezydualną niż starsze konstrukcje, a zatem ich późniejsza odsprzedaż będzie dla firmy bardziej opłacalna.

Leasing i wynajem długoterminowy na Superauto.pl – przykładowa kalkulacja

Przykładowo, w Superauto.pl przedsiębiorcy najczęściej decydują się na leasing na okres 48 miesięcy, a w przypadku wynajmu długoterminowego jest to 36 miesięcy.

Jak wygląda przykładowa kalkulacja leasingu dla Toyoty Corolli sedan 1.5 Comfort na okres 48 miesięcy? Przedstawiamy poniżej w oparciu o ofertę Superauto.pl:

  • Cena katalogowa: 121 400 zł
  • Cena Superauto.pl po rabacie: 109 400 zł.
  • Czas trwania umowy leasingowej: 48 miesięcy
  • Wpłata własna 20% (22 000 zł)
  • Wartość wykupu 30% (33 000 zł)
  • Rata netto: 1451 zł

Toyota Corolla 2024 w leasingu – korzyści podatkowe

Ten samochód po uwzględnieniu korzyści podatkowych kosztuje jedynie:

  • w przypadku użytkowania wyłącznie do celów służbowych: 92 635 zł
  • w przypadku użytkowania do celów mieszanych: 103 288 zł
Element Dla użytkowania wyłącznie do celów służbowych Dla użytkowania do celów mieszanych
Brutto pojazd 109 400 zł 109 400 zł
VAT 20 457 zł 20 457 zł
50% VAT 10 229 zł
Netto 88 944 zł 88 944 zł
Koszt brutto leasingu 140 667 zł 140 667 zł
VAT leasingu 26 304 zł 26 304 zł
50% VAT leasingu 13 152 zł
Netto leasingu 114 364 zł 114 364 zł
Koszt uzyskania przychodu 114 364 zł 127 516 zł
Cena brutto leasingu 140 667 zł 140 667 zł
Korzyści podatkowe -48 032 zł -37 379 zł
50% VAT możliwe odliczenie 26 304 zł 13 152 zł
PIT19/CIT19 21 730 zł 24 228 zł
Cena po uwzględnieniu korzyści podatkowych 92 635 zł 103 288 zł

Dla porównania rata wynajmu długoterminowego na podobną Corollę 1.5 Comfort o wartości katalogowej 123 400 zł wynosi 1912 zł netto, przy założeniu zerowego wkładu własnego, okresu najmu wynoszącego 36 miesięcy i rocznego limitu 20 000 km.

Podsumowanie

Podsumowując, systematyczne odnawianie floty niesie ze sobą wiele korzyści, począwszy od aspektów czysto ekonomicznych, przez poprawę komfortu i jakości świadczonych usług, względy finansowe, aż po kwestie wizerunkowe. Potwierdzają to zresztą regularne wzrosty sprzedaży nowych samochodów wśród firm. Wyniki “Barometru Flotowego” potwierdzają, że firmy są coraz bardziej świadome zalet wynikających z regularnego odświeżania floty i coraz bardziej skłonne do elektryfikacji swoich flot, w czym upatrują korzyści ekonomiczne. Istotną rolę odgrywają też preferencyjne warunki finansowania, dzięki którym odnawianie floty nie musi wiązać się ze sporymi nakładami finansowymi.

[1] Rejestracje samochodów osobowych w Polsce w lipcu 2024 roku, https://www.samar.pl/__/3/3.a/121280/3.sc/11/Rejestracje-samochod%C3%B3w-osobowych-i-dostawczych-w-lipcu-2024-roku.html?locale=pl_PL

[2] Rejestracje samochodów osobowych w Polsce w lipcu 2024 roku, https://www.samar.pl/__/3/3.a/121280/3.sc/11/Rejestracje-samochod%C3%B3w-osobowych-i-dostawczych-w-lipcu-2024-roku.html?locale=pl_PL

[3] Barometr Flotowy 2024, https://www.arval.pl/o-arval/barometr-flotowy-2024-polskie-floty-samochodowe-ciagle-rosna-ale-elektryfikuja-sie-powoli

 

Polska w gronie liderów wynajmu powierzchni magazynowych w Europie

Według najnowszego raportu Savills „Warehouse and Industrial Market in Poland”
w pierwszej połowie 2024 roku oddano do użytkowania ok. 1,64 mln m kw. nowej powierzchni przemysłowo-logistycznej, w efekcie czego wielkość zasobów magazynowych w całej Polsce osiągnęła 33,5 mln m kw.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że 1/5 łącznej powierzchni znajduje się w Warszawie i okolicach, a kolejne 53% w głównych hubach logistycznych – na Górnym Śląsku, w Polsce Centralnej, we Wrocławiu i Poznaniu. Najszybciej, bo aż o 18% w ciągu ostatnich 12 miesięcy wzrosła wielkość zasobów magazynowych w Polsce Zachodniej, osiągając 2,34 mln m kw., a kolejne cztery rozwijające się rynki: Trójmiasta, Szczecina, Krakowa i Polski Wschodniej posiadają ponad 1 mln. m kw.

Ożywienie na rynku, deweloperzy wciąż aktywni

Choć podaż w pierwszej połowie roku była o 37% niższa niż w analogicznym okresie poprzedniego roku, deweloperzy są nadal aktywni, a poziom wynajęcia w nowo otwartych obiektach wynosi 54% i jest porównywalny ze stanem z poprzednich lat.

Najwięcej nowej powierzchni dostarczyli Panattoni, CTP (ok. 186 800 m kw.), 7R (ok. 143 600 m kw.), GLP (ok. 142 500 m kw.) i Hillwood (ok. 107 600 m kw.).

Do największych projektów oddanych do użytku w pierwszej połowie 2024 r. należą:

  • CTPark Gdańsk Port (119 400 m kw.)
  • Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub (90 000 m )
  • GLP Wrocław V Logistics Centre (86 200 m )
  • CTPark Warsaw South (67 400 m kw.)

Znaczący wzrost popytu na powierzchnie magazynowe

Drugi kwartał roku przyniósł wyraźne ożywienie na rynku magazynowym czego potwierdzeniem jest rosnące zainteresowanie ze strony najemców. W rezultacie, w okresie od stycznia do końca czerwca popyt brutto wyniósł 2,64 mln m kw., co oznacza wzrost o 19% r/r. Popyt netto, obejmujący nowe umowy najmu i ekspansje, osiągnął poziom 1,61 mln m kw. i wzrósł o 18% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku.

Autorzy raportu „Warehouse and Industrial Market in Poland” podkreślają, że Polska jest jednym z liderów w branży magazynowej w Europie. W pierwszej połowie 2024 r. posiadając 12% udziału w popycie europejskim, zajęła trzecią pozycję, tuż po Niderlandach (18%), Niemczech (16%), a przed Wielką Brytanią (11%) i Francją (10%).

– Obecnie ponad połowę popytu generują firmy z branż 3 PL (25%), retail (15%) i e-commerce (11%), a większość obiektów jest zlokalizowanych na pięciu głównych rynkach – w Warszawie i okolicach, na Górnym Śląsku, w Polsce Centralnej, Wrocławiu i Poznaniu. Zmieniające się trendy biznesowe, zwiększające się zapotrzebowanie na zieloną energię, produkcję aut elektrycznych, czy półprzewodniki, będą powodowały rozwój nowych sektorów i dalsze ożywienie w przemyśle. To z kolei wpłynie na powstawanie nowej generacji obiektów dostosowanych do zróżnicowanych wymagań konkretnych klientów, a także ekspansję na nowe rynki i przekierowanie popytu z tradycyjnie popularnych obszarów logistycznych z niedużą ilością pustostanów w kierunku regionów uznawanych do tej pory za drugorzędne lokalizacje. Rosnący popyt na nowe technologie, sztuczna inteligencja, konieczność przechowywania danych powodują wzrost zainteresowania obiektami korzystającymi z nowoczesnych rozwiązań, uwzględniających założenia ESG. Obserwując rozwój rynku, przewiduję, że stabilna sytuacja ekonomiczna i mocna pozycja Polski na arenie międzynarodowej, przyciągnie w ciągu najbliższych miesięcy nowych graczy zarówno wśród najemców, jak i deweloperów i inwestorów – komentuje Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Head of Industrial Services Hub, Savills.

Rynek w kierunku równowagi

W analizowanym okresie ok. 40% wszystkich zawartych umów stanowiły przedłużenia, co pokazuje, że najemcy chętnie decydują się na dalsze korzystanie z już zajmowanej powierzchni. Wskaźnik pustostanów, znajdujący się obecnie na poziomie 8,1%, choć wzrósł o 1,6 pkt. proc. to w II kwartale ustabilizował się, co sugeruje, że rynek zaczyna odzyskiwać równowagę. Polska Zachodnia i Warszawa II pozostają nadal obszarami z największymi wolumenami powierzchni niewynajętej.

Pięć kluczowych rynków przyciągnęło 80% popytu, w tym Wrocław ok. 19%, Warszawa kolejne 19% i Polska Centralna ok. 16%. Wśród największych transakcji najmu powierzchni w I poł. 2024 roku warto wymienić umowę na 126 000 m kw. globalnej platformy e-commerce w Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub, nowy kontrakt na 104 000 m kw. w Centrum Logistycznym Bydgoszcz Białe Błota podpisany przez polską sieć odzieżową (LPP) oraz umowę odnowienia i ekspansji powierzchni na 98 000 m kw. przez LX Pantos w Prime Logistics Wrocław.

Czynsze stabilne

Czynsze, po dynamicznych wzrostach w 2022 i 2023 roku, zaczęły się stabilizować, a niewielkie korekty w górę mają zastosowanie tylko w najbardziej pożądanych lokalizacjach z niską dostępnością powierzchni. Standardowe obiekty typu big-box w Polsce wyceniane są na 3,50–6,50 EUR za m kw. miesięcznie. Najwyższe stawki obowiązują w Warszawie osiągając do 6,50 EUR za m kw. miesięcznie za standardową powierzchnię, następnie, z uwagi na ograniczoną podaż: w Krakowie – do 5,80 EUR za m kw. miesięcznie i Trójmieście – do 5,50 EUR za m kw. miesięcznie. Czynsze efektywne za standardową powierzchnię, uwzględniające zniżki dla najemców są jednak znacznie niższe i oscylują między 3,00–5,75 EUR za m kw. miesięcznie.

Indie – (wschodząca?) gwiazda światowej gospodarki

Indie przez trzecią kadencje pod rządami premiera Narendry Modi utrzymują zarówno wysoki wzrost gospodarczy (+6,4% w 2024 r. i +6,5% w 2025 r., po +7,7% w 2023 r.), jak i tempo reform. Duży potencjał demograficzny na następne dziesięciolecia (populacja w wieku produkcyjnym powyżej 1 mld do 2075r.), inwestycje w dostępność logistyczną, przyciąganie rekordowych inwestycji zagranicznych do i tak już imponującego potencjału produkcyjnego to krajobraz więcej niż zachęcający dla polskich firm.

Na co zwrócić uwagę? Warto nadać polsko-indyjskiej współpracy ramy (i warunki) podobne do innych umów dwustronnych zawieranych przez Indie. Polscy przedsiębiorcy mogą inwestować zwłaszcza w eksport/produkcję na miejscu towarów konsumpcyjnych, ale w sposób świadomy – pamiętając o słabościach regulacyjnych i zabezpieczeń indyjskiego sektora bankowego.

  • Indie do 2030r. staną się drugą co do wielkości gospodarką w regionie Azji i Pacyfiku oraz trzecią co do wielkości gospodarką na świecie.
  • Stabilność i ciągłość mają kluczowe znaczenie – Narendra Modi już trzecią kadencję sprawuje urząd premiera w największej demokracji na świecie (około 970 milionów uprawnionych wyborców, co stanowi ponad 10% światowej populacji), co zapewnia ciągłość reform. Koncentrować się będą one na regulacjach, infrastrukturze, rynku pracy i sektorze produkcyjnym, aby utrzymać szybkie tempo wzrostu i pozycjonować Indie jako główne miejsce docelowe dla inwestycji zagranicznych.
  • Indie sukcesywnie inwestują w infrastrukturę i logistykę handlu – awansowały z 44 na 38 miejsce w światowym rankingu dostępności logistycznej i nie przestają, mając ambicje być w czołowej 25 krajów najbardziej dostępnych pod względem logistyki.
  • Indie czempionem inwestycji zagranicznych – zwiększanie bazy produkcyjnej w kluczowych sektorach elektroniki, pojazdów elektrycznych, technologii informacyjnych, energii odnawialnej i farmacji to nie tylko wzrost zatrudnienia ogółem, ale też stabilnej klasy średniej.
  • Dane demograficzne wspierają długoterminowe perspektywy gospodarcze Indii – oczekuje się, że populacja w wieku produkcyjnym (od 15 do 64 lat) przekroczy próg 1 mld w 2026 r. i poziom ten utrzyma się do 2075 r.
  • Indie wykorzystują szanse w postępującej dywersyfikacji dotychczasowego łańcucha dostaw – w tym celu szybko otwierają swoja gospodarkę, znosząc wysokie bariery (dotychczas średnio dwukrotnie wyższe cła w porównaniu do innych w regionie gospodarek rozwijających się) dostępu głównie w formie umów dwustronnych – otwarte jest pytanie, czy jest szansa na takie regulacje i otwarcie rynku we współpracy z Polską
  • Zagrożenia? Mimo poprawy stabilności system bankowy nadal ma liczne słabości – gwałtowny wzrost kredytów (zwłaszcza niezabezpieczonych) w połączeniu z nieodpowiednim nadzorem regulacyjnym oznacza, że konieczne jest dalsze ścisłe monitorowanie przepływów finansowych. Strukturalnych reform wymaga także indyjski rynek kapitałowy oraz wymienialność walut.

Indie – wzrost zauważalny w regionie jak i w skali globalnej wskazówką dla polskich firm

Według prognoz do 2030 r. Indie staną się drugą co do wielkości gospodarką w regionie Azji i Pacyfiku oraz trzecią co do wielkości gospodarką na świecie. Allianz Trade oczekuje, że roczny wzrost gospodarczy Indii wyniesie średnio około +6,6% w latach 2026-2030. Indie udowodniły odporność swojej gospodarki zarówno na rynku wewnętrznym, jak i na arenie międzynarodowej nawet w obliczu społeczno-ekonomicznych przeciwności ostatnich lat. Wzrost Indii jest wieloaspektowy, przy czym warto wymienić korzystne warunki demograficzne i status kraju jako potęgi produkcyjnej. Wzrost gospodarczy Indii wspierają nie tylko silne fundamenty makroekonomiczne i poprawiające się otoczenie biznesowe, ale też solidne inwestycje i wydatki konsumenckie. Rosnące znaczenie Indii na arenie światowej jest dodatkowo potwierdzone przez głośne wydarzenia, takie jak prezydencja G20, udane misje księżycowe i wizyta państwowa premiera Modiego w USA. Wydarzenia te pomagają Indiom stać się wyrazistym i wpływowym głosem, łączącym kraje Zachodu i globalnego Południa.

Wraz z rosnącą populacją, poprawą standardów życia i rosnącą klasą średnią, demografia może odgrywać znaczącą rolę w kontynuacji indyjskiego wzrostu gospodarczego. Oprócz tego, wskaźniki zatrudnienia rosną wraz z pojawieniem się startupów i firm fintech w całym kraju. Oznacza to większą siłę nabywczą konsumentów i wzrost konsumpcji.

Indie są również jednych z największych na świecie producentów szerokiego spektrum towarów, od farmaceutyków i elektroniki po tekstylia i samochody – warto zauważyć, że obecnie tylko 3% dóbr konsumpcyjnych w Indiach pochodzi z importu. Wraz ze wspomnianym wzrostem zatrudnienia i zwiększaniem się klasy średniej rośnie popyt na towary konsumpcyjne, podczas gdy dotychczas zagraniczne inwestycje wzmacniają głównie indyjski potencjał eksportowy.

Kontynuacja tempa reform w kontekście szybkiego wzrostu sprawi, że Indie pozostaną atrakcyjne dla inwestycji zagranicznych. Najnowsze dane podkreślają wiodącą pozycję Indii wśród gospodarek rozwijających się pod względem projektów inwestycyjnych typu greenfield, z 1 008 projektami ogłoszonymi w 2022 r. o wartości 78 mld USD – co odpowiada 2,3% indyjskiego PKB (patrz wykres 1). Podczas gdy ogólna restrykcyjność przepisów dotyczących bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ) w Indiach jest zbliżona do wielu innych krajów Azji i Pacyfiku, istnieje pole do poprawy szczegółów i jakości regulacji, które pozostają w tyle za głównymi gospodarkami ASEAN. Zwiększenie przejrzystości przepisów rynkowych i przewidywalności w egzekwowaniu prawa, takich jak kontrole podatkowe i grzywny, mogłoby dodatkowo zwiększyć zaufanie inwestorów. W sektorze ubezpieczeniowym polityka „Ubezpieczenia dla wszystkich do 2047 r.”, uruchomiona w 2022 r., ma na celu zapewnienie każdemu obywatelowi odpowiedniej ochrony ubezpieczeniowej, wsparcie każdej firmy odpowiednimi rozwiązaniami ubezpieczeniowymi oraz uczynienie indyjskiego sektora ubezpieczeniowego atrakcyjnym w skali globalnej. Ponadto indyjski rząd wg. zapowiedzi skupi się na poprawie funkcjonowania wciąż słabo rozwiniętego w kraju rynku kapitałowego, na którym inwestorzy zagraniczni wciąż odgrywają niewielką rolę. Krytyczne obszary gospodarki  wymagające dalszych reform obejmują zwiększenie płynności rynku, zwłaszcza na rynku obligacji, poprawę wymienialność walut, uproszczenie skomplikowanych regulacji (w tym podatków i przepisów dotyczących inwestycji transgranicznych) oraz zapobieganie nieuporządkowanemu wzrostowi rynków, który mógłby prowadzić do baniek finansowych (i nieruchomościowych) lub podważać zaufanie inwestorów zagranicznych.

Wykres 1: Ogłoszone projekty bezpośrednich inwestycji zagranicznych typu greenfield (łączna liczba i wartość), gospodarki rozwijające się, stan na 2022 r., o ile nie wskazano inaczejOgłoszone projekty bezpośrednich inwestycji zagranicznych typu greenfield

Źródła: UNCTAD, Allianz Research

Celem rządu Indii jest podniesienie poziomu indyjskiej infrastruktury i logistyki handlowej, tak aby do 2030 r. Indie znalazły się wśród 25 najlepszych pod tym względem krajów na świecie. Według wskaźnika wydajności logistycznej Banku Światowego, Indie poprawiły się z 54 w 2014 r. do 44 w 2018 r. i do 38 w 2023 r. Postęp ten można w dużej mierze przypisać ważnym inicjatywom, takim jak projekt Bharatmala, który koncentruje się na rozwoju dróg krajowych i autostrad, oraz projekt Sagarmala mający na celu budowę infrastruktury portowej. Oba projekty zostały zainicjowane w 2015 roku. Pomimo tych ulepszeń, indyjska infrastruktura logistyczna i transportowa nadal nie dorównuje wielu regionalnym konkurentom.

Wykres 2: Ranking oparty na wskaźniku wydajności logistycznej Banku Światowego, główne gospodarki Azji i Pacyfiku (oś x przecina się na 38 miejscu , co odpowiada miejscu Indii w 2023 r.)

Ranking oparty na wskaźniku wydajności logistycznej Banku Światowego

Źródła: Bank Światowy, Allianz Research

W najbliższej przyszłości uruchomionych zostanie kilka innych dużych projektów infrastrukturalnych, w tym drogi ekspresowe Delhi-Mumbai i Bengaluru-Chennai, lotniska Navi Mumbai i Noida oraz projekt drogi przybrzeżnej w Bombaju. Ponadto Krajowa Polityka Logistyczna, ogłoszona w 2022 r., ma na celu wspieranie wydajności logistycznej Indii poprzez rozwój systemów cyfrowych. Wydajne krajowe sieci transportowe i logistyka portowa poprawiłyby produktywność Indii i uczyniły ten kraj jeszcze bardziej atrakcyjnym dla inwestorów zagranicznych.

Indie korzystają z dynamicznej i rosnącej siły roboczej, mając przy tym perspektywy dalszego zwiększenia tego potencjału

Dane demograficzne wspierają długoterminowe perspektywy gospodarcze Indii – oczekuje się, że populacja w wieku produkcyjnym (od 15 do 64 lat) przekroczy próg 1 mld w 2026 r. i poziom ten utrzyma się do 2075 r., osiągając szczyt na poziomie 1,1 mld w 2048 roku. Mimo to, przed indyjską dywidendą demograficzną stoi kilka wyzwań. Obejmują one wysokie bezrobocie wśród młodzieży (około 23% w 2022 r.), niski wskaźnik aktywności zawodowej kobiet (30% w 2022 r., najniższy wśród głównych gospodarek azjatyckich) i poziom wykształcenia, gdzie tylko 50% populacji w wieku 25 lat i starszej ukończyło edukację na poziomie szkoły średniej I stopnia w 2022 r. Reformy rynku pracy są często kontrowersyjne. Jednak rząd z silną większością może wdrożyć istotne środki w celu uwolnienia potencjału siły roboczej. Mogą one obejmować: zmniejszenie biurokracji, złagodzenie ograniczeń dotyczących nadgodzin, wspieranie większej aktywności zawodowej kobiet i zmniejszenie udziału nieformalnych miejsc pracy. To ostatnie jest szczególnie istotne w sektorze rolnictwa, a wspieranie sektora produkcyjnego mogłoby znacząco zwiększyć udział formalnego zatrudnienia.

Wzmocnienie sektora produkcyjnego: wykorzystanie możliwości oferowanych przez globalną dywersyfikację łańcucha dostaw. Rząd Indii dąży do zwiększenia udziału produkcji w gospodarce do 25% do 2025 r., w porównaniu z 13% w 2022 roku. Pozwoliłoby to Indiom zbliżyć się do regionalnych konkurentów, takich jak Chiny (28%), Wietnam (25%) i Indonezja (18%). Kluczowe sektory produkcyjne obejmują elektronikę, pojazdy elektryczne, technologie informacyjne, energię odnawialną i farmaceutyki. Chociaż cel na 2025 r. jest prawdopodobnie zbyt ambitny, służy on jako katalizator dla zwiększonego wsparcia politycznego. Aby osiągnąć ten cel, konieczne są niezbędne zmiany na szczeblu krajowym, takie jak inwestycje w infrastrukturę, reformy rynku pracy i podnoszenie kwalifikacji siły roboczej. Ponadto istotnym obszarem działań rządu jest polityka handlowa. Indie pozostają jedną z najbardziej protekcjonistycznych gospodarek wschodzących, ze średnimi cłami na import ponad dwukrotnie wyższymi niż w innych krajach. Wysiłki zmierzające do skorygowania tego stanu rzeczy były widoczne w ostatnich latach, a Indie aktywnie negocjowały dwustronne umowy o wolnym handlu poza swoimi tradycyjnymi partnerami azjatyckimi. Od 2021 r. Indie zawarły więcej umów o wolnym handlu niż ich rówieśnicy z ASEAN i Meksyku, co wskazuje na chęć wykorzystania zmian geopolitycznych, ponieważ międzynarodowe firmy szukają alternatywy dla Chin.

Oczekujemy, że indyjska gospodarka wzrośnie o +6,4% w 2024 r. i +6,5% w 2025 r., po +7,7% w 2023 r. (lata kalendarzowe). Prognozy te plasują Indie jako najszybciej rozwijającą się dużą gospodarkę na świecie. Wzrost ten jest napędzany przez solidną konsumpcję gospodarstw domowych, inwestycje wspierane przez wydatki rządowe i poprawę zaufania w miarę wzrostu stóp procentowych. Przewidujemy, że Bank Rezerw Indii (RBI) zacznie obniżać swoją stopę procentową w drugiej połowie 2024 r. (po podwyżkach wynoszących +250 pb w okresie od maja 2022 r. do lutego 2023 r.), gdy inflacja powróci do celu RBI (prognozujemy 4,6% w 2024 i 2025 r., po 5,7% w 2023 r.). Dynamiczny wzrost Indii jest szczególnie godny uwagi w kontekście ponownych obaw o chińską gospodarkę od 2023 r., pozycjonując Indie jako kolejny jasny punkt wśród rynków wschodzących. W rezultacie indyjskie rynki kapitałowe radziły sobie dobrze i mogą być gotowe do dalszych wzrostów. Włączenie indyjskich obligacji państwowych do globalnych indeksów w 2024 r. powinno przyciągnąć dalsze napływy i wesprzeć walutę. Podczas gdy na krótkoterminowe wyniki waluty mogą wpływać czynniki zewnętrzne, takie jak oczekiwania dotyczące polityki pieniężnej USA, w perspektywie średnioterminowej prawdopodobna jest dalsza łagodna deprecjacja ze względu na utrzymujące się deficyty na rachunku obrotów bieżących.

Wykres 3: Nominalny PKB, mld USD

Nominalny PKB, mld USD

Źródła: MFW, Allianz Research

Rafy – co może pójść nie tak we współpracy gospodarczej z Indiami?

Chociaż istnieje wiele powodów do optymizmu co do indyjskiej gospodarki w perspektywie krótko- i długoterminowej, ważne jest, aby zachować czujność wobec kluczowych zagrożeń, które mogą zagrozić jej ścieżce wzrostu.

  • Powrót wojny handlowej. W perspektywie krótkoterminowej czynnikiem zewnętrznym jest potencjalne ryzyko wznowienia wojny handlowej pod rządami kolejnej administracji prezydenta Trumpa . W scenariuszu, w którym Stany Zjednoczone podniosłyby cła na niekrytyczne towary zależne do 60% na Chiny i 10% na resztę świata, a partnerzy handlowi odpowiedzieliby tym samym, ucierpiałyby gospodarki na całym świecie. Nasze szacunki wskazują na potencjalny wpływ takiego scenariusza na wzrost indyjskiej gospodarki o -0,2pp w drugim roku i -0,3pp w trzecim roku takiego konfliktu handlowego..
  • Słabe punkty sektora bankowego. Pomimo poprawy w sektorze bankowym wyrażanej przez spadek wskaźnika kredytów zagrożonych (z 6,9% w III kwartale 2021 r. do 3,2% na koniec III kwartału 2023 r.) i trwających reform, sektor bankowy ma obszary wymagające czujnego nadzoru. Gwałtowny wzrost kredytów (zwłaszcza niezabezpieczonych) w połączeniu z nieodpowiednim nadzorem regulacyjnym oznacza, że konieczne jest dalsze ścisłe monitorowanie przepływów finansowych.
  • Dynamika reform. Utrzymanie tempa reform ma kluczowe znaczenie dla odblokowania potencjału wzrostu Indii i utrzymania zaufania inwestorów, jak opisano wcześniej w niniejszej nocie.
  • Wpływ zmian klimatycznych. Zmiany klimatu stanowią istotne zagrożenie dla subkontynentu indyjskiego, potencjalnie ograniczając wzrost gospodarczy poprzez spadek wydajności pracy i wzrost inflacji (żywnościowej). Do 2050 r. spadek wydajności pracy spowodowany zmianami klimatycznymi może obniżyć PKB Indii średnio o -7%. Szacuje się, że aby ograniczyć globalny wzrost temperatury do 1,5°C, Indie będą musiały zainwestować 143 mld USD do 2030 roku.

Zielona energia się marnuje. Polska sieć energetyczna pilnie potrzebuje modernizacji i zmian w prawie

Koszt modernizacji europejskich sieci energetycznych do 2030 roku może wynieść nawet 584 mld euro, według danych Komisji Europejskiej. Będzie ona wymagała też wiele czasu, którego mamy coraz mniej. Już teraz zielona energia nie zawsze może być w pełni wykorzystana, ponieważ infrastruktura sieciowa w Polsce nie radzi sobie z jej nadwyżką. Jak wskazują eksperci firmy Eaton, dopóki infrastruktura nie zostanie zmodernizowana, w stabilizowaniu sieci mogą pomóc magazyny energii i UPS-y. Aby takie urządzenia mogły być wykorzystywane na szeroką skalę, pilnie potrzebne są jednak regulacje prawne.

Według raportu Instytuty Energetyki Odnawialnej „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2024” polska fotowoltaika na koniec pierwszego kwartału 2024 r. osiągnęła moc 17,73 GW. Liczba ta może napawać optymizmem w kontekście osiągania celów zeroemisyjności, jednak zielona energia destabilizuje sieć energetyczną i wpływa na jej częstotliwość. Gdy energii w sieci jest więcej, niż wymaga zapotrzebowanie, częstotliwość rośnie, natomiast gdy popyt na nią jest wyższy niż podaż, częstotliwość maleje. Takie wahania mają negatywny wpływ na sieć, która powinna być utrzymywana na stałym poziomie częstotliwości 50 Hz.

Metodą, która stosują operatorzy sieci dystrybucyjnej w celu bilansowania systemu energetycznego, są wyłączenia odbioru energii z OZE. Jak wskazuje Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki ich skala gwałtownie wzrosła z 40 GWh w 2023 r. do 350 GWh do połowy maja br.

Obecnie sieć elektroenergetyczna często nie wykazuje się wystarczającą elastycznością. Coraz częściej zdarzają się momenty, w których produkcja energii z OZE jest wyjątkowo wysoka i może dojść do przeciążenia sieci ze względu na jej niewystarczającą przepustowość. Tania zielona energia zostaje wyłączona, aby w systemie zostawić miejsce dla źródeł konwencjonalnych, których nie można tak szybko wyłączyć – wskazuje Jacek Misiejuk, prezes firmy Enel X działającej w obszarze dostaw energii i usług zarządzania energią. – Operatorzy systemów przesyłowych i dystrybucyjnych potrzebują dodatkowych metod do równoważenia generacji i zapotrzebowania na energię, unikania przeciążeń sieci oraz utrzymania rezerw mocy. Aby poradzić sobie z nadmiarem energii w sieci, stosujemy programy Demand Side Response (DSR), które zapewniają rezerwy mocy po stronie odbiorców i pozwalają na zwiększenie udziału źródeł odnawialnych w systemie energetycznym – dodaje Jacek Misiejuk.

Jak nie marnować nadwyżek energii?

Wraz z przechodzeniem na OZE kluczowe staje się ustabilizowanie sieci bez tracenia wygenerowanej z wiatru czy słońca mocy. Niezbędnym krokiem w poprawianiu wydajności sieci jest jej gruntowna modernizacja – bez tego rynek energetyczny nie osiągnie celu zeroemisyjności. To przedsięwzięcie kosztowne i czasochłonne. Już teraz można jednak wykorzystywać rozwiązania, które będą pomocne w stabilizowaniu sieci: zasilacze awaryjne (UPS-y) oraz magazyny energii.

UPS-y są wykorzystywane do podtrzymania pracy i ochrony urządzeń w przypadku zaniku podstawowego zasilania lub pojawienia się zakłóceń w sieci. Regulowanie częstotliwości mocy przez te urządzenia jest krótkotrwałe (od kilku do kilkudziesięciu minut), jednak reakcja na zakłócenia sieci jest natychmiastowa. Niektóre z takich zasilaczy mogą współpracować z siecią elektroenergetyczną i umożliwiać dwukierunkowy przepływ energii (zarówno przyjmować, jak i oddawać energię do sieci). Dzięki temu obiekty, w których wykorzystuje się dużo UPS-ów, jak np. centra danych mogłyby wspierać operatorów sieci w jej stabilizacji.

Magazyny energii i centra danych wspomogą sieć

Magazyny energii są urządzeniami do akumulacji nadwyżki energii elektrycznej np. pochodzącej z OZE, w celu wykorzystania jej później. Mogą one przez dłuższy czas oddawać energię do sieci – w zależności od mocy i pojemności nawet do kilkudziesięciu godzin.

UPS-y z dwukierunkowym przepływem energii z powodzeniem stosowane są już np. w centrach danych w Irlandii. Niestety, w Polsce brakuje regulacji, które pozwalałyby na wykorzystanie tych urządzeń do stabilizowania częstotliwości sieci elektroenergetycznej i oddawania mocy z powrotem do sieci. Coraz więcej dyskusji skupia się również na konieczności wykorzystania potencjału magazynów energii. Rozmowy te powinny zostać jak najszybciej przekute w czyny, czyli odpowiednie przepisy umożliwiające pełne wykorzystanie możliwości urządzeń do bilansowania rynku energii. Pozwoli to stabilizować sieć również w trakcie jej modernizowania – podsumowuje Władysław Szewczuk, product manager z firmy Eaton.

Źródła:

Dane Komisji Europejskiej: https://ec.europa.eu/commission/presscorner/detail/en/ip_23_6044

Raport Instytutu Energetyki Odnawialnej „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2024”

Raport Polskiego Stowarzyszenia Fotowoltaiki: „Nierynkowe redysponowanie fotowoltaiki w Polsce”

Rząd skupia się na liberalizacji prawa dla elektrowni wiatrowych, ale wyzwaniem pozostaje magazynowania energii z OZE

Polski rząd zapowiada prace nad nowymi regulacjami, które mają ułatwić lokalizowanie elektrowni wiatrowych na lądzie. Proponowane zmiany obejmują zniesienie zasady 10H, ustalenie minimalnych odległości od obszarów chronionych oraz usprawnienie planowania inwestycji. Choć te kroki mogą przyspieszyć rozwój energetyki wiatrowej, pojawiają się poważne obawy, że pomijane są problem związany z magazynowaniem energii z odnawialnych źródeł (OZE).

Z jednej strony, nowe przepisy mogą oznaczać niższe rachunki za prąd dzięki tańszej energii odnawialnej. Z drugiej strony, jeśli rząd nie zajmie się problemem magazynowania energii, Polacy mogą mieć problemy z niestabilnymi dostawami energii, co może wpłynąć na ich codzienne życie, np. przerwy w dostawie prądu czy wahania jego cen. Dodatkowo, planowane inwestycje mogą wpłynąć na wartość nieruchomości ulokowanych blisko turbin wiatrowych.

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) ostrzega, że bez odpowiednich rozwiązań w zakresie magazynowania energii, szybki rozwój OZE może prowadzić do problemów z jej efektywnym wykorzystaniem. Problem magazynowania nadwyżek energii staje się coraz bardziej palący, zarówno w Polsce, jak i w całej Europie.

Nowe przepisy mogą przyczynić się do dynamicznego wzrostu liczby instalacji wiatrowych, ale pytanie, gdzie będziemy magazynować wyprodukowaną energię, pozostaje bez odpowiedzi. W projektowanych regulacjach brakuje rozwiązań wspierających rozwój infrastruktury do magazynowania energii z OZE, a technologie takie jak elektrownie szczytowo pompowe to sprawdzone rozwiązania znane od ponad 100 lat, które mogą świetnie uzupełnić plany rządupodkreśla Marek Kowalski, Przewodniczący FPP.

Warto podkreślić, że w kontekście Niebieskiego Ładu (BLUE DEAL), który z budżetem bliskim 400 miliardów euro przewiduje znaczne inwestycje w infrastrukturę wodną a skuteczne magazynowanie energii będzie kluczowe dla realizacji europejskich celów klimatycznych. Energetyka wodna stanowi bowiem główne źródło energii odnawialnej w globalnej produkcji energii elektrycznej, dostarczając ponad 70% zasobów.

Jednym z obiecujących rozwiązań są nowoczesne elektrownie szczytowo-pompowe (ESP), które mogą działać nawet w trudnych warunkach geograficznych, dzięki wykorzystaniu zbiorników wypełnionych płynem o gęstości 2,5 razy większej niż woda. Taka technologia umożliwia efektywne magazynowanie energii nawet na niskich wzniesieniach, co znacząco zwiększa potencjał ESP w Polsce.

W Polsce planowane są inwestycje związane z budową nowych elektrowni szczytowo-pompowych o łącznej mocy 2,5 GW, które mają wzmocnić krajowy system energetyczny. Na uwagę zasługują takie projekty jak Elektrownia Tolkmicko, Elektrownia Młoty oraz Elektrownia Rożnów II, które stanowią trzon nowych inwestycji w tym obszarze. Pomimo ogromnej skali tych przedsięwzięć, warto zauważyć, że dzięki nowoczesnej technologii możliwe jest także budowanie mniejszych jednostek ESP, które doskonale sprawdzają się w lokalnych warunkach.

Tomasz Wojtczak, Dyrektor Zarządzający Amiblu w Polsce, zaznacza: – Polska dysponuje odpowiednimi lokalizacjami do budowy elektrowni szczytowo-pompowych, szczególnie w rejonach górskich, jak Sudety czy Karpaty. Rozważmy również wykorzystanie różnicy wysokości w zamkniętych kopalniach węgla kamiennego. Wyrobiska pokopalniane mogą nie tylko służyć jako zbiorniki ESP, ale także wspierać rekultywację terenów i tworzyć nowe miejsca pracy.

Rządowa ustawa z kwietnia 2023 r., która upraszcza procedury inwestycyjne dla elektrowni szczytowo-pompowych, spotyka się z krytyką. Choć ma przyspieszyć realizację takich projektów, niesie ze sobą ryzyko społecznych i środowiskowych konfliktów, ponieważ upraszcza wywłaszczenia i przyznaje inwestycjom status celu publicznego. Brak odpowiednich przepisów w zakresie magazynowania energii może sprawić, że te inwestycje nie będą dochodziły do skutku.

Marek Kowalski, Przewodniczący FPP, podkreśla: W Wielkiej Brytanii i Irlandii realizowanych jest obecnie aż 165 projektów ESP. Rząd Szkocji niedawno zatwierdził budowę podziemnej elektrowni szczytowo-pompowej o mocy 600 MW i wartości 500 milionów funtów. Polska powinna podążać tym śladem, aby skutecznie konkurować na rynku energii i zapewnić przyszłość naszego systemu energetycznego.

W całej Europie trwa intensywna dyskusja na temat skutecznych metod magazynowania energii, szczególnie w kontekście unijnych regulacji dotyczących OZE w ramach zaktualizowanej dyrektywy o odnawialnych źródłach energii (Renewable Energy Directive, RED). Nowe przepisy, które weszły w życie w listopadzie 2023 roku, mają na celu zwiększenie udziału OZE w całkowitym zużyciu energii do co najmniej 42,5% do 2030 roku, z celem osiągnięcia nawet 45% w tym samym czasie. W ramach tych regulacji, kraje członkowskie będą musiały ustanowić krajowe limity oraz promować rozwój infrastruktury do produkcji i magazynowania energii odnawialne.

To kluczowy moment, aby Polska skupiła się na nowoczesnych technologiach magazynowania energii, które mogą zapewnić stabilność dostaw i efektywność energetyczną. Federacja apeluje do rządu o kompleksowe podejście do problematyki energetycznej. Bez jasnych regulacji dotyczących magazynowania energii z OZE, Polska może napotkać trudności w osiągnięciu celów klimatycznych i energetycznych, pozostając w tyle za innymi krajami, które już wdrażają zaawansowane rozwiązania w tej dziedzinie.

Powyższe kwestie zostaną omówione 24 września 2024 roku w hotelu Sheraton w Warszawie podczas Blue Deal Congress. W trakcie Kongresu kluczowi decydenci z Europy, przedstawiciele świata biznesu i osoby działające w NGO pochylą się także nad najskuteczniejszymi metodami działania i rozwiązaniami w zakresie zarządzania wodą. Gośćmi kongresu będą m.in.: Minister Infrastruktury Dariusz Klimczak oraz przedstawiciel Ministerstwa Klimatu i Środowiska Miłosz Motyka.

Szwedzi obniżają stopy procentowe, inflacja w Kanadzie pod kontrolą

Posiedzenie Banku Szwecji obyło się bez niespodzianek. Miało spaść o 0,25% i spadło. Inflacja w Kanadzie również nie zaskoczyła, ale kierunek zmian cieszy. Turcy pomimo sukcesów w walce z inflacją utrzymują wysokie stopy procentowe.

Szwedzi obniżają stopy procentowe

Zgodnie z oczekiwaniami analityków doszło wczoraj w Szwecji do obniżek stóp procentowych. Główna stopa wynosi obecnie 3,5% i jest to spadek o 0,25% względem poprzedniego miesiąca. Rynki oczekiwały takiej decyzji, stąd po jej ogłoszeniu brak osłabienia kursu korony szwedzkiej. Warto zwrócić uwagę, że stopa procentowa w Sztokholmie jest obecnie już o 0,75% niższa niż w strefie euro. W rezultacie można oczekiwać, że kolejne obniżki odbędą się, dopiero gdy EBC wróci do obniżek. Tym bardziej że inflacja w Szwecji wciąż wynosi 2,6%, czyli powyżej poziomów docelowych.

Inflacja w Kanadzie zgodnie z oczekiwaniami

Ceny w Kanadzie nie zaskoczyły analityków. Roczna stawka miała spaść z 2,7% na 2,5% i właśnie tak spadła. Na uwagę zasługuje jednak inflacja bazowa, która jest wyraźnie niższa od inflacji konsumenckiej. Pokazuje nam to, że to ceny żywności i energii powodują, że roczny wynik jest tak wysoki. W rezultacie, jeżeli nie dojdzie do eskalacji na Bliskim Wschodzie, a patrząc na ceny ropy, rynek zaczyna pod to grać, można oczekiwać dalszych spadków tempa wzrostu cen. To z kolei powinno przełożyć się na zwiększone szanse na obniżki stóp procentowych.

Turcja nie zmienia stóp procentowych

Nad Bosforem mieliśmy ostatnio duże sukcesy w walce z inflacją. Roczny wskaźnik wzrostu cen był bowiem najniższy od października zeszłego roku. Jest też druga strona tej informacji. Wynosił on mianowicie 61,78%. Przy takich wynikach jest z czego spadać. Swoją drogą jest to mocno dziwne, że kraj, który ma inflację o dobry rząd wielkości wyższą niż kraje UE, podaje ją z dwucyfrową dokładnością, podczas gdy w UE standardem jest jedno miejsce po przecinku. Pomimo jednak tego sukcesu w walce z inflacją tamtejszy bank centralny nie zdecydował się na obniżki stóp procentowych. Rynek pomimo utrzymania stóp procentowych zareagował przeceną liry tureckiej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

20:00 – USA – protokół z posiedzenia FOMC.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Polska: dynamika płac spowalnia, inflacja rośnie

Przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w lipcu 2024 r. wzrosło o 10,6 proc. r/r. Odczyt okazał się niższy niż prognozy (10,8 proc.).

Pomimo nieco słabszego odczytu, nominalna dynamika wynagrodzeń nadal pozostaje dwucyfrowa. Należy wskazać, że spadek lipcowej dynamiki wynagrodzeń wynika w dużej mierze z niższych premii w górnictwie, w pozostałych sektorach dynamika pozostaje istotnie wyższa.

Wydaje się, że takie dane jeszcze przez jakiś czas mogą być dla RPP argumentem w kwestii utrzymywania restrykcyjnej polityki monetarnej.

Realna dynamika wynagrodzeń jednak z miesiąca na miesiąc spada. Działają tutaj dwa przeciwstawne trendy. Z jednej strony roczna dynamika płac powoli hamuje, z drugiej inflacja wzrasta.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Marcin Żuchowski prezesem Provident Polska

Z dniem 21 sierpnia 2024 r. Marcin Żuchowski, były dyrektor ds. ryzyka kredytowego Provident Polska, powraca z kierowania Provident Czechy na stanowisko Country Managera Provident Polska. Jednocześnie z organizacji odchodzi Agnieszka Klos-Siddiqui.

Dzięki 25-letniemu doświadczeniu w sektorze finansowym, Marcin Żuchowski wnosi ze sobą bogate doświadczenie z Polski i zagranicy.

– Cieszę się, że mogę wrócić do Polski do wspaniałego zespołu i budować pomyślną przyszłość dla Provident Polska, jego klientów i pracowników. Jako wiodący gracz w sektorze pożyczek pozabankowych, mamy wielką szansę i odpowiedzialność, aby włączyć więcej klientów do regulowanego świata finansów – mówi Marcin Żuchowski.

Pracując na różnych stanowiskach w bankach Raiffeisen i KBC, dołączył do Provident w 2005 roku i pracował jako dyrektor ds. ryzyka kredytowego w Polsce, a następnie w regionie europejskim. Zanim został Country Managerem Provident Polska, z powodzeniem zarządzał czeskim biznesem Grupy.