AI nie wywoła rewolucji na rynku badawczym. Czeka nas ewolucja

Sztuczna inteligencja nie zrewolucjonizuje rynku badawczego, ale na pewno doprowadzi do jego ewolucji. Dla branży oznacza to mniej więcej tyle samo plusów, co minusów. Wśród tych drugich należy wymienić farmy botów, które będą fałszować wyniki badań, a to będzie wysoce kosztowna i długotrwała walka. Z kolei korzyścią może być przyspieszenie prac, prowadzonych pod czujnym okiem człowieka. Wprowadzenie AI z pewnością nie doprowadzi do masowych zwolnień pracowników, bo kontrolowanie technologii jest niezbędne, by unikać błędów. Ponadto sztuczna inteligencja nie jest w stanie nabrać pewnych ludzkich cech, koniecznych w tej pracy. Mimo tego AI może przejąć 1/3 rynku w perspektywie 4-5 najbliższych lat. Wówczas też zaczną być zauważalne oszczędności. Natomiast wcześniej klienci odczują podniesienie cen, bo wprowadzanie nowoczesnych technologii to przecież dodatkowe koszty. Jednak z czasem to się ustabilizuje. 

Pół na pół

Sztuczna inteligencja to uczenie maszynowe na setkach tysięcy przykładów. Należy więc rozpatrywać ją zarówno w kwestii szans, jak i zagrożeń. Mniej więcej w schemacie pół na pół. Wśród tych pierwszych można wymienić usprawnienie analizy rynku i tworzenia narzędzi badawczych (np. pogłębionych kwestionariuszy). Już teraz AI przyspiesza prowadzenie badań jakościowych IDI, odczytując w czasie rzeczywistym odpowiedzi i ich kontekst.

Odpowiedzialne wykorzystanie AI sprawi, że tworzone narzędzia będą dokładniejsze, co przełoży się na skrócenie czasu prowadzenia projektów w długiej perspektywie. W krótkim czasie (3-5 lat) można spodziewać się prac nad narzędziami, ich doskonaleniem i efektywnym wykorzystaniem. Będzie tak, jak z wprowadzeniem nowego oprogramowania. Na początku będą wysokie koszty, których nie da się uniknąć, ale z czasem będą one się w miarę wyrównywać.

Natomiast poważnym zagrożeniem są farmy botów. One stale będą generowały spore koszty, bo ciągle trzeba będzie je likwidować lub omijać. Potrzebne będą dodatkowe weryfikacje, bo nie wszystko może być dokładnie zrobione. Badania są oparte na ludziach, a AI to automatyzacja. Doszło już do tego, że booty udają respondentów w badaniach CAWI i CAPI. W tej chwili jest kilkadziesiąt zmiennych, które stosują booty. Walka z nimi będzie polegała na ciągłym tworzeniu i doskonaleniu zabezpieczeń. Bowiem one uczą się na błędach i dostosowują algorytmy, omijając np. pytania otwarte.

Farmy botów mogą idealnie zafałszować różne parametry tak, aby audyt lub wywiad wyglądał jak prawdziwy. Z tym trzeba będzie walczyć. A to z kolei pochłonie koszty. I to będzie walka nie na chwilę, ale na stałe i niestety będzie kosztowna. Jednak tutaj nie ma innej drogi.

To, czy usprawnienie procesów badań skompensuje nakłady pracy i utrzymywanie wysokiej efektywności algorytmów, nie jest oczywiste. Opinie nt. sztucznej inteligencji są podzielone. Jedni badacze widzą w niej dużą szansę, z kolei inni uważają, że zepsuje im biznes. Z pewnością AI mocno wkroczy w rynek badawczy, ale nie zastąpi ludzi, bo niektórych ich cech nie przejmie. Chodzi tutaj o doświadczenie, wiedzę czy choćby empatię.

Finalnie patrząc, AI dla branży oznacza mniej więcej tyle samo plusów, co minusów. Ale ten wniosek nie powinien mieć wpływu na inwestowanie w sztuczną inteligencję. Należy wręcz to robić w odpowiedzialny sposób, by nie dać się ubiec konkurencji. Trzeba uczestniczyć w budowaniu nowych rozwiązań, żeby nie zostać na końcu łańcucha.

Ewolucja, nie rewolucja

Jeżeli branża dobrze podejdzie do tematu, to nauczy się właściwie korzystać ze wsparcia AI. Wówczas będzie mogła wiele procesów zautomatyzować, pod czujnym okiem człowieka. Nie ma mowy, że zabierze ludziom pracę, bo ktoś będzie musiał ją obsługiwać. Inaczej będą popełniane błędy. Na pewno AI zmieni rynek badań, ale to wciąż będzie tylko narzędzie. Szykuje się raczej ewolucja niż rewolucja. Można przewidywać, że w perspektywie 4-5 lat AI przejmie 1/3 rynku.

AI może zmienić rynek badań CATI tylko w takim stopniu, w jakim ludzie będą chcieli odpowiadać na pytania sztucznej inteligencji. Oceny chatbotów na infoliniach mogą dostarczyć informacji o tym, czy wywiad telefoniczny z AI będzie efektywny. Na początku respondenci mogą traktować taką rozmowę jako swego rodzaju atrakcję, ale później sytuacja się odwróci. Przyjdzie znużenie, do tego dojedzie frustracja, bo AI to nie człowiek. Do sprawy podchodzi sztywno i przede wszystkim zadaniowo.

Ponadto AI pomoże w przygotowaniu narzędzi badawczych – od kwestionariusza wywiadu po skrypt. Już w pewnych zadaniach zastępuje badaczy jakościowych. Rozwija narzędzia do IDI, które dostosowują się do odpowiedzi i niemal jednocześnie tworzą raport opisowy. Obecnie moderator prowadzi jedną rozmowę. Natomiast narzędzie wykorzystujące silniki AI może prowadzić wiele wywiadów jednocześnie. Oszczędność czasu jest olbrzymia, pod warunkiem że człowiek będzie sprawował nad tym kontrolę.

Na początku z najbardziej zawansowanych narzędzi będą korzystać największe na rynku firmy, ze względu na posiadane zasoby finansowe. Z czasem tę technologię zacznie w jakimś stopniu stosować cały rynek, bo będzie to swego rodzaju przymus. Oczywiście w pierwszej fazie wdrożenie AI może być wykorzystywane marketingowo wobec klientów, ale trudno jednoznacznie przewidzieć, jak oni to ocenią. Raczej będą patrzeć na to z dystansem lub traktować to jako swego rodzaju ciekawostkę. Można przewidywać, że najszybciej będzie chciał sięgać po sztuczną inteligencję retail.

Początki mogą być trudne

Na początku klienci firm badawczych mogą dość sceptycznie podejść do tematu, głównie w obawie o jakość. I nie chodzi tutaj o to, że AI zrobi jakieś znaczące błędy, tylko o to, że niektórych mniejszych pomyłek nie będzie można dostrzec, co w jakiś sposób wpłynie na ocenę wyników badania.

Przez dłuższy czas klienci mogą wskazywać na to, że tego typu maszyny i narzędzia dopiero się uczą, a oni potrzebują mocno jakościowych wyników i nie mają czasu czekać. I poniekąd będą mieli rację. Będą z pewnością też wyrażać dozę nieufności w kwestii prowadzenia poszczególnych procesów badawczych. Mogą również wskazywać na to, że łatwo będzie oszukać takie narzędzie.

Już dzisiaj klienci twierdzą, że respondenci nie będą chcieli rozmawiać z AI, bo to dość sztucznie wygląda. Dodają też, że ludzie, mając kontakt ze sztuczną inteligencją, również się uczą, głównie tego, jak okłamać maszynę, żeby szybciej uzyskać cel rozmowy.

Może być też tak, że klienci będą się godzić na badania w połączeniu z AI, ale będą oczekiwać mniejszych cen. Podobnie już było w zakresie badań CAWI. Był moment, że usługobiorcy sceptycznie podchodzili do badań online, twierdząc, że są dużo słabsze od CAPI. Jednak ten czas szybko minął, bo klienci się przekonali, że jakość jest dobra, a finalna cena – lepsza. Podobnie może być w kwestii wykorzystywania narządzi AI.

Jednak wejście AI nie zmusi firm badawczych do obniżania cen za badania, bo inwestycje w nowe technologie są drogie. Trzeba będzie cały czas inwestować i utrzymywać technologię, a do tego tworzyć zabezpieczenia antybotowe. Wynikające z tego koszty będą musiałby być przerzucane na klientów, a oni zaczną wymuszać obniżki lub będą próbować to robić, jednak bez większego skutku. Ceny usług badawczych wzrosną, bo branża będzie chciała zwrotu inwestycji. Oszczędności będzie można oczekiwać dopiero za 4-5 lat.

Autorem komentarza jest Łukasz Zieliński, ekspert rynku analityczno-badawczego z międzynarodowej firmy SYNO Poland

Polacy oczekują od rządu uporządkowania rynku kryptowalut

Zdaniem 60,9% respondentów, rząd powinien lepiej zająć się uporządkowaniem tematu kryptowalut, żeby były bezpieczniejsze dla Polaków. Tak wynika z najnowszego badania opinii publicznej. Przeciwnego zdania jest 16,5%, a 22,6% osób nie ma wyrobionej opinii na ten temat. Najwięcej zwolenników dodatkowych regulacji jest wśród kobiet i najmłodszych dorosłych. Według ekspertów komentujących wyniki badania, wzrostowi bezpieczeństwa w zakresie obrotu krypowalutami, oprócz nowych regulacji, na pewno sprzyjałaby szersza działalność edukacyjna. Niezależnie jednak od woli rządu, pojawiają się już pierwsze dyrektywy odnośnie walut cyfrowych na poziomie Unii Europejskiej, które Polska musi wdrożyć, a to na pewno w jakimś stopniu poprawi bezpieczeństwo.

60,9% ankietowanych twierdzi, że rząd powinien lepiej zająć się uporządkowaniem tematu kryptowalut, aby inwestowanie w nie było bezpieczniejsze dla Polaków. Tak wykazał najnowszy raport branżowy ARI10, który został oparty na badaniu ponad tysiąca dorosłych Polaków. Przeciwnego zdania jest 16,5% respondentów. Z kolei 22,6% uczestników sondażu jest niezdecydowanych. Takie wyniki ekspertów nie zaskakują. Większość Polaków nadal kojarzy bowiem regulację rynku z wyższym poziomem bezpieczeństwa.

– Wielu inwestorów i zwolenników tego rodzaju sposobów na lokowanie kapitału uważa, że brak regulacji, jak i same kryptowaluty to kwintesencja wolności. Ich zdaniem, jest to świat, który nie może być nadzorowany ani regulowany. Z punktu widzenia rozwoju rynku kryptowalut lepiej jednak będzie, żeby rynek został uregulowany, bo wtedy więcej użytkowników będzie chciało na nim się znaleźć. Konieczne jest zapewnienie przejrzystości i stabilności obrotu, bowiem to dopiero umożliwi korzystanie z kryptowalut przez większe grono użytkowników. Odbędzie się to oczywiście z korzyścią zarówno dla tych, którzy korzystają z kryptowalut, jak i dla tych, którzy są ich emitentami. Kryptowaluty na stałe już wpisały się w architekturę rynku finansowego, zatem uregulowanie ram i zasad, w jakich funkcjonują, jest jak najbardziej pożądane – mówi dr hab. Robert Kurek z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu.

Z kolei Mateusz Kara, prawnik i ekspert rynku kryptoaktywów z ARI10, zauważa, że po wynikach badania widać w społeczeństwie potrzebę doprecyzowania przepisów. Ścierają się opinie na temat tego, jak mocno mają zostać sprecyzowane zasady działania na rynku. Część osób jest zdania, że powinniśmy upraszczać i minimalizować przepisy lub ich w ogóle nie wprowadzać w celu zachowania założenia kryptoaktywów, czyli pełnej decentralizacji.

– Jednak rozwijająca się branża kryptoaktywów potrzebuje regulacji. W przestrzeni publicznej mówi się coraz więcej o tym, że rząd zabiera się za kryptoaktywa, co jest związane z unijnym rozporządzeniem MiCA, które każde państwo członkowskie jest zobowiązane stosować. Dlatego też prace nad polską ustawą, której podstawowym celem jest zapewnienie stosowania Rozporządzenia MiCA w Polsce, postępują – zwraca uwagę Mateusz Kara.

Natomiast dr hab. Robert Kurek zaznacza, że unijne rozporządzenie MiCA w sprawie rynku kryptoaktywów zaczęło obowiązywać w niektórych kwestiach już w ubiegłym roku. Kolejne zapisy wejdą w życie jeszcze w tym roku. – Polska też musi zaimplementować to rozporządzenie do swoich przepisów, więc choćby z tego powodu pojawią się kwestie związane z nadzorem, licencjami, większą ochroną konsumenta itd. Rząd oczywiście powinien się zająć uporządkowaniem tematu, ale w horyzoncie długookresowym, ze świadomością ich dużego wpływu na rozwój gospodarczy i społeczny – dodaje ekspert.

Jak komentuje prof. dr hab. Stanisław Flejterski z Uniwersytetu WSB Merito, bezpieczeństwo, w tym finansowe, znajduje się nieprzypadkowo w centrum zainteresowania Polaków. Stabilność systemu bankowo-finansowego i zabezpieczenie oszczędzania oraz inwestowania są wartościami nadrzędnymi.

– Niezależnie od tych ocen, trzeba się zgodzić z tym, że bitcoin, ethereum, stablecoin i wiele, wiele innych walut to fakty na rynkach finansowych. Wzbudzają znaczne zainteresowanie i wiele emocji – stwierdza prof. dr hab. Flejterski. – Problematyka pewności prawnej i bezpieczeństwa obrotu, cyberbezpieczeństwa,  ochrony konsumentów, a jednocześnie wspierania innowacji, w tym technologii blockchain, ma wymiar ponadkrajowy – wskazuje ekspert z Uniwersytetu WSB Merito.

Z badania również wynika, że częściej za uporządkowaniem tematu kryptowalut opowiadają się kobiety niż mężczyźni. Ponadto w ten sposób wypowiadają się przede wszystkim osoby w wieku 18-24 lat, z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 5000-6999 zł, z wykształceniem średnim, a także ze wsi i z miejscowości liczących do 5 tys. mieszkańców.

– Młody wiek osób oczekujących regulacji może być związany z tym, że zdążyli już zainteresować się branżą, ale dalej nie czują się pewnie na rynku kryptoaktywów, który – z punktu widzenia inwestowania – jest bardzo interesujący – wyjaśnia Jakub Martenka, ekspert rynku kryptoaktywów w Polsce z ARI10. – Gdy weźmiemy pod lupę social media, to mamy tam ogrom informacji o rynku kryptoaktywów, ale też masę treści sponsorowanych. Tylko część z nich przygotowana jest w sposób naprawdę rzetelny – dodaje ekspert.

KLM przetestuje loty na wodór

Holenderska linia wraz z partnerem ZeroAvia planują zeroemisyjny lot demonstracyjny z wykorzystaniem ciekłego wodoru.

Królewskie Holenderskie Linie Lotnicze KLM wraz producentem silników ZeroAvia ogłosiły, że podejmą prace nad lotem demonstracyjnym o napędzie wodorowo-elektrycznym, który jest planowany w 2026 roku. W samolocie zostaną zastosowane wodorowo-elektryczne silniki ZeroAvia ZA2000, przeznaczone do dużych samolotów turbośmigłowych, które można wykorzystywać na trasach regionalnych. Według badań, zastosowanie tego typu silników, pozwoli zmniejszyć emisje z lotu nawet o 90 procent w porównaniu z lotem na tradycyjnym paliwie lotniczym.* Współpraca KLM i ZeroAvia ma dostarczyć cennej wiedzy i bazy dowodowej, która pozwoli KLM na wprowadzenie do swojej siatki czystszych lotów. Co więcej, projekt demonstracyjny przyspieszy rozwój koncepcji i zastosowanie lotów napędzanych wodorem w całej Unii Europejskiej.

Silniki wodorowo-elektryczne wykorzystują wodór w ogniwach paliwowych do wytwarzania energii elektrycznej, która jest następnie wykorzystywana do napędzania silników elektrycznych w celu obracania śmigieł samolotu. Jedyną emisją generowaną podczas lotu jest niskotemperaturowa para wodna, dlatego też badania szacują, że zastosowanie wspomnianych silników pozwoli ograniczyć wpływ na klimat nawet o 90% w porównaniu z typowymi operacjami lotniczymi napędzanymi naftą lotniczą.*

Głównym celem wspólnego projektu KLM i ZeroAvia będzie przeprowadzenie w 2026 r. lotu demonstracyjnego z punktu A do punktu B pomiędzy dwoma lotniskami. W najbliższym czasie partnerzy będą poszukiwali optymalnej pary lotnisk, a także uzyskiwali zezwolenie na loty w oparciu o odpowiednie regulacje. Konieczne jest też zorganizowanie dostaw ciekłego paliwa wodorowego i utworzenie infrastruktury wspierającej tankowanie samolotów.

KLM dąży do zmian w swojej działalności, aby stać się bardziej zrównoważoną linią lotniczą. Wspieranie zaawansowanych technologii, takich jak lotnictwo wodorowe i elektryczne, to jeden z trzech filarów pomagających sektorowi lotniczemu w dekarbonizacji. Działy obsługi technicznej KLM i Air France podjęły już współpracę z ZeroAvia przy budowaniu bazy wiedzy w zakresie efektywnego zastosowania wodorowych ogniw paliwowych.

Już od jakiegoś czasu KLM gromadzi wiedzę na temat potencjalnego wykorzystania wodoru jako paliwo lotnicze. Wiosną ubiegłego roku linia rozpoczęła współpracę z Politechniką w Delft w Holandii przy projekcie badawczym Phoenix, którego celem jest budowa samolotu napędzanego wodorem i badanie związanych z tym aspektów, takich jak m.in. projektowanie zbiorników na ciekły wodór, czy kluczowych kwestii bezpieczeństwa.

„Największe linie lotnicze na świecie zaczynają poważnie badać możliwości wykorzystania energii wodorowej. Nie możemy się doczekać współpracy z KLM, linią o tak bogatej historii i doświadczeniu, ponieważ również zależy nam na czystej przyszłości branży lotniczej.” – powiedział – Sergey Kiselev, Dyrektor ZeroAvia

„KLM pragnie być liderem na drodze do bardziej zrównoważonej przyszłości lotnictwa. Dlatego aktywnie wspieramy i zachęcamy do innowacji, które napędzają zmiany w branży. Jeśli chodzi o przyszłość lotów zeroemisyjnych, KLM wspiera jednocześnie różne technologie i innowacje. Razem z naszymi partnerami branżowymi prowadzimy badania nad lotami o napędzie elektrycznym, wodorowym i hybrydowym oraz szukamy sposobów przyspieszenia ich wdrażania.” – powiedział Maarten Koopmans, Dyrektor Zarządzający KLM Cityhopper

Do tej pory firma ZeroAvia przeprowadziła szeroko zakrojone testy prototypu swojego pierwszego silnika ZA600 na pokładzie samolotu Dornier 228 w swojej brytyjskiej bazie. Firma przeprowadziła także zaawansowane testy naziemne w USA i Wielkiej Brytanii dla kluczowych technologii elementów składowych systemu ZA2000, w tym zbiorników kriogenicznych lub LH2 oraz opatentowanych wysokotemperaturowych ogniw paliwowych PEM i elektrycznych systemów napędowych. Silnik ZA2000 znajdzie zastosowanie we flocie samolotów turbośmigłowych, takich jak ATR72 lub Dash 8 400, które posiadają do 80 miejsc na pokładzie i są wykorzystywane do lotów regionalnych.

*Według raportu “Hydrogen Aviation: A fact-based study of hydrogen technology, economics, and climate impact by 2050” – opracowanego przez Clean Sky and McKinsey, który jest dostępny tutaj https://cleansky.paddlecms.net/sites/default/files/2021-10/20200507_Hydrogen-Powered-Aviation-report.pdf

PZF: rynek faktoringu wychodzi z impasu

W I półroczu 2024 r. polscy faktorzy ponownie zanotowali wzrost obrotów. Sfinansowali działalność krajowych przedsiębiorstw na kwotę 228,3 mld zł, czyli o 1,1 proc. wyższą niż w pierwszych sześciu miesiącach 2023 r. Krótka seria spadków okazała się więc najprawdopodobniej przejściowa. Faktury na gotówkę zamieniło 24,1 tys. firm. Przekazały one do sfinansowania 14,2 mln dokumentów płatniczych.faktoring 1 połowa 2024

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie większość podmiotów świadczących usługi faktoringowe w Polsce. Należy do niego 5 banków komercyjnych, 20 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, a także 6 podmiotów o statusie partnera.faktoring 1 połowa 2024

– Powrót do rosnącej dynamiki obrotów faktoringowych bardzo nas cieszy. Po krótkiej serii spadkowych kwartałów nasz rynek kolejny raz udowadnia swoją wysoką odporność na negatywne zjawiska gospodarcze. Ich wpływ obserwowaliśmy przez kilka ostatnich miesięcy, jednak udało nam się skutecznie je przezwyciężyć, i to szybciej niż się spodziewaliśmy. Sektor faktoringu od lat jest budowany na silnych fundamentach, takich jak wysoki stopień bezpieczeństwa transakcji, najwyższe standardy etyczne i prawne czy bliska, partnerska współpraca z faktorantami, toteż wszelkie trudności, jakie nas dotykają, mają charakter krótkotrwały – mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 24,1 tys. przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 14,2 mln faktur o łącznej wartości 228,3 mld zł.

– Za nami trudny czas. W ocenie ekspertów faktoringowych najgorsze już jednak minęło. Nasz rynek powraca więc na drogę wzrostu i w niedalekiej przyszłości powinien nadal systematycznie się rozwijać. Dowodzi tego choćby rosnąca popularność naszych produktów. Nieustannie przybywa faktur, jakie przedsiębiorcy przekazują do sfinansowania. To potwierdza, że nasza oferta sprawdza się nie tylko okresie prosperity, ale także recesji. Stanowi ona istotne wsparcie dla firm na trudne czasy. Zapewniamy płynność finansową zamieniając należności na gotówkę. To pozwala przedsiębiorcom zachować zdolność do niezakłóconego regulowania zobowiązań. Dzięki temu łatwiej im przetrwać niepewne czasy. Stale też udoskonalamy technologie i upraszczamy procesu obsługowe mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.faktoring 1 połowa 2024faktoring 1 połowa 2024

Z faktoringu jako formy zarządzania płynnością korzystają przeważnie firmy dystrybucyjne i produkcyjne. Aż ośmiu na dziesięciu klientów korzystających z usług faktoringowych wywodzi się z tych dwóch grup podmiotów. Wystawiają one na ogół faktury na znaczące kwoty oraz z dłuższymi terminami płatności, co sprawia, że środki na ich bieżącą działalność pozostają w „zamrożeniu”. Faktoring pozwala im na szybki dostęp do gotówki i regulowanie bieżących zobowiązań. Dzięki temu mogą bez zakłóceń rozwijać swoją działalność, a przy tym oferować odbiorcom atrakcyjne warunki zamówień towarów.

Gospodarka USA radzi sobie wciąż dobrze

Wczorajszy raport na temat PKB USA za II kwartał był pewnego rodzaju dowodem na to, że gospodarka radzi sobie wciąż dobrze a proces dezinflacyjny postępuje. Technologiczne spółki kontynuowały wyprzedaż (Nasdaq Composite -0,9 proc.) natomiast małe firmy zyskały, czego dowodem jest wzrost indeksu Russell2000 o 1,26 proc. Wsparcie uzyskały sektory wrażliwe na gospodarkę, w tym energetyczny, przemysłowy oraz finansowy. To była kolejna niska zmienność na głównej parze walutowej, która oscyluje wokół poziomu 1,0850. Kontrakty terminowe wyceniają brak zmian stóp procentowych w USA na przyszłotygodniowym posiedzeniu FOMC i zakładają obniżkę we wrześniu. Dziś w centrum uwagi raport na temat wydatków Amerykanów.

Gospodarka amerykańska rozwijała się w zdecydowanie wyższym tempie niż zakładały prognozy. W II kwartale dynamika zaskoczyła pozytywnie i wyniosła 2,8 proc. kw/kw co oznacza wzrost z 1,4 proc. w I kwartale. Konsumpcja zwyżkowała o 2,3 proc. Inflacja PCE spadła względem I kwartału do 2,6 proc. a bazowa do 2,9 proc. kw/kw. Oczekiwano jednak nieco większego spadku wskaźnika „core”. Fed w przyszłym tygodniu prawie na pewno pozostawi stopy procentowe bez zmian. Z jednej strony mamy wciąż solidne dane dotyczące koniunktury a z drugiej liczby pokazujące na spadek cen. Wrześniowa obniżka jest faktycznie możliwa, choć zanim wydamy wyrok musimy poczekać na paczkę danych za lipiec oraz sierpień. Wczorajsze dane niejednoznacznie jednak wskazują na konieczność luzowania warunków monetarnych przez Fed po wakacjach. Jeśli w kolejnych tygodnia pojawi się więcej wątpliwości co do ruchu we wrześniu, dolara może zyskać, ponieważ będzie to oznaczać, że wycena rynkowa poszła za daleko i będzie musiało nastąpić dostosowanie.

Wczoraj miał miejsce kolejny dzień wyprzedaży na spółkach technologicznych. Indeks Nasdaq100 dotarł do bariery technicznej zbudowanej z horyzontalnego wsparcia a także z dolnej bandy przyspieszonego kanału wzrostowego. Na uwagę zasługuje również fakt, że aktualna korekta swoją wielkością przypominą tę z ubiegłego roku. Dziś na kontrakcie terminowym widoczne jest umiarkowane odreagowanie. W krótkim horyzoncie spadki mogły wytracić swój potencjał i realne jest odreagowanie.

Indeks klimatu gospodarczego Ifo dla niemieckiej gospodarki ponownie spadł w lipcu z poziomu 88,6 pkt. do 87 pkt. Wynik znalazł się również poniżej rynkowych oczekiwań. Gorszy rezultat to pokłosie spadku oczekiwań biznesowych na okres kolejnych sześciu miesięcy. Pogorszyła się również ocena sytuacji bieżącej (spadek z 88,3 pkt. do 87,1 pkt.). Najgorzej radzi sobie przemysł wytwórczy.

To już trzeci z rządu spadek Ifo co może martwić inwestorów. Z drugiej strony 6-miesięczna średnia nie wykazuje jeszcze aż tak negatywnego scenariusza. Po wczorajszych gorszych danych PMI, dzisiejsze dane są swego rodzaju zimnym prysznicem dla wszystkich tych, którzy oczekiwali rychłej poprawy koniunktury w II połowi roku. Ożywienie gospodarcze w kolejnych miesiącach może być stłumione i wykazywać niższa dynamikę wzrostu od powszechnych oczekiwań. Ryzyko pogorszenia sytuacji gospodarczej jest kolejnym powodem, aby oczekiwać dalszego cięcia stóp procentowych EBC we wrześniu.

Pomimo kontynuacji spadków na giełdach (WIG20 -0,66 proc., DAX -0,5 proc., Nasdaq Composite -0,9 proc.) złoty w czwartek zdołał odrobić znaczną część strat poniesionych na środowej sesji. Kurs EUR/PLN z poziomu bliskiego 4,3050 zniżkował do 4,2850 i aktualnie znajduje się w tych okolicach. Notowania pary USD/PLN spadły z okolic 3,97 i obecnie zbliżają się do 3,94.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

W transakcjach nie widać upragnionych spadków cen mieszkań

2 kwartał 2024 r. nie przyniósł pocieszających informacji dla osób przygotowujących się do zakupu mieszkania. Ceny w transakcjach na rynku wtórnym ponownie wzrastają, podobnie jak średnie ceny w katalogach deweloperów. Najnowsze dane na ten temat prezentuje Barometr przygotowany przez Metrohouse, Credipass i RynekPierwotny.pl.

Dlaczego ceny znowu wzrosły?

O ile kształtowanie się cen na rynku deweloperskim jest pochodną wielu czynników związanych choćby z kosztami wytworzenia mieszkania, środowiskiem konkurencyjnym, albo też wielkością popytu i podaży, to rynek wtórny rządzi się nieco innymi prawami. – Właściciele mieszkań na sprzedaż zwykle zbyt optymistycznie podchodzą do wyceny swoich nieruchomości, co w rezultacie ma wpływ na przedłużającą się sprzedaż, ale też wiąże się z odrzuceniem wydawałoby się mniej atrakcyjnych ofert zakupu. Coraz dłuższa sprzedaż prowadzi jednak do uświadomienia sobie, że nieruchomość, aby doszło do transakcji, powinna mieć skorygowaną cenę, mówi Marcin Jańczuk, współautor Raportu Metrohouse i Credipass.

W ten sposób dochodzimy do ciekawego zjawiska, kiedy w raportach dotyczących cen ofertowych pojawiają się, wprawdzie jeszcze niezbyt znaczące, ale spadki cen. Jednocześnie w obecnym wydaniu raportu Barometr Metrohouse i Credipass dane transakcyjne dowodzą, że trend wzrostowy jest kontynuowany w każdym z analizowanych miast. Wytłumaczeniem takiego stanu rzeczy jest fakt, że wiele cen ofertowych jest zupełnie oderwanych od sytuacji na rynku. Wydaje się, że właściciele mieszkań jakby zapomnieli o tym, że rządowe programy dopłat jak na razie nie są czynnikiem cenotwórczym i sprzedaż mieszkania w atrakcyjnej cenie na przełomie roku nie gwarantuje, że w obecnie będziemy w stanie powtórzyć ten wynik. – Dlaczego zatem w Barometrze raportujemy jednak wyższe ceny transakcyjne? Dzieje się tak, ponieważ do głosu doszli klienci, którzy albo nabywają nieruchomości za gotówkę, albo posiłkują się kredytem na standardowych warunkach. W przeciwieństwie do kredytów w ramach Bezpiecznego Kredytu 2% beneficjenci musieli zwracać uwagę na całkowitą kwotę transakcji. W normalnych warunkach rynkowych takie ograniczenia nie istnieją, przez co w koszyku transakcji możemy spotkać m.in. większą reprezentację mieszkań klasy premium i bardziej rozproszone terytorialnie transakcje niż tylko te ograniczone do tańszych osiedli na peryferiach miasta, tłumaczy Marcin Jańczuk z Metrohouse.Tab.1 - Średnie ceny transakcyjne - rynek wtórny

Coraz drożej na rynku nowych mieszkań

Na rynku nowych mieszkań wzrosty średnich cen ofertowych za 1 m kw. były widoczne w każdym z największych miast. Natomiast skala tych kwartalnych zmian okazała się zróżnicowana. – Przykładowo, warszawski rynek pierwotny można było określić jako względnie stabilny cenowo w II kw. 2024 r. Tego samego nie można powiedzieć o Wrocławiu, który zaczął „drożeć” po dłuższym okresie stabilizacji cenowej, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl wskazują, że w minionym kwartale na wrocławskim rynku pojawiło się sporo nowych mieszkań kosztujących 12 001 – 15 000 zł/m kw. i 15 001 zł/m kw. – 20 000 zł/m kw. Wyraźnie ubyło natomiast lokali deweloperskich w przedziale cenowym 10 001 zł/m kw. – 12 000 zł/m kw. Ten czynnik też wpłynął na skalę wrocławskich podwyżek.Tab. 2 - Zmiana średniej ofertowej ceny - rynek pierwotny

Z ciekawą sytuacją mieliśmy do czynienia również w Krakowie. – Tamtejszy rynek pierwotny od kwietnia do czerwca 2024 r. cechował się największym udziałem ofert z ceną ponad 20 000 zł/m kw. w całej sprzedaży deweloperów. Pod względem odsetka takich sprzedanych najdroższych mieszkań (16%) Kraków wyprzedził Warszawę (13%) i zdystansował na przykład Gdańsk (7%), mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Zaskoczeniem może być też wynik Łodzi (5%) wyższy od wrocławskiego (3%) oraz poznańskiego (2%). Dane BIG DATA RynekPierwotny.pl wskazują, że w ujęciu kwartalnym struktura krakowskiej sprzedaży mocno przesunęła się w kierunku mieszkań kosztujących u deweloperów ponad 15 000 zł/m kw. Udział takich ofert w sprzedaży wzrósł aż o 15 punktów procentowych (do 58%), czyli do poziomu niewiele mniejszego niż warszawski (63%).

W oczekiwaniu na start nowego programu

W drugim kwartale 2024 r. światło dzienne w końcu ujrzał projekt nowego programu rządowego wsparcia kredytobiorców, czyli kredyt mieszkaniowy #naStart. Wszyscy zastanawiają się, jak nowy program rządowy wpłynie na rynek kredytowy i mieszkaniowy. Ze względu na jego konstrukcję, może to nie być tak silnie zmieniający realia rynkowe program, jak było to w przypadku Bezpiecznego Kredytu 2%. – Dla przykładu singiel będzie mógł otrzymać maksymalnie 200 tys. zł kredytu ze wsparciem, ale jednocześnie nie będzie mógł zarabiać więcej niż ok. 7 tys. zł netto (wg limitów na 2025 rok, w kolejnych latach limit ma być aktualizowany). Oznacza to, że będzie mógł pożyczyć jeszcze dodatkowo około 250 tys. zł na warunkach standardowych. Jeśli jego dochód będzie przekraczał ten próg, to środki z dopłaty będą pomniejszane. Może się okazać, że ten program wiele nie zmienia w tej sytuacji i łatwiej byłoby zaciągnąć standardowy kredyt bez obwarowań. Warto o tym pamiętać i przeanalizować możliwe scenariusze – zauważa Andrzej Łukaszewski z Credipass, jeden z autorów Barometru.

Nie znamy jeszcze sposobu wyliczenia zdolności kredytowej i czy będzie on się różnił, tak jak było to w przypadku Bezpiecznego Kredytu 2%, gdzie zdolność potrafiła być o ok. 30-40% wyższa niż standardowa. Jedno jest pewne – klienci, którzy planowali zakup nieruchomości na jesieni posiłkując się kredytem z dopłatami, będą musieli poczekać. Z ostatnich informacji wynika, że paragram ruszy dopiero w styczniu 2025 r.

Urlop, czyli jak skutecznie naładować baterie

Czy lepiej wziąć jeden dłuższy urlop czy kilka krótszych? Jak się do niego przygotować? Co zrobić, aby mentalnie oderwać się od pracy? Jak zapewnić sobie komfortowy powrót do niej, gdy skończy się czas wypoczynku? Na te pytania odpowiada w komentarzu eksperckim Magdalena Marszałek, psycholożka z Uniwersytetu SWPS w Sopocie.

Urlop to czas odpoczynku wyczekiwany przez pracowników, ale korzystny też dla pracodawców, w których interesie leży, aby zatrudnieni z nową energią wrócili do swoich obowiązków.

Jak postulują badacze[3], aby radzić sobie z różnymi wyzwaniami w pracy, potrzebne są nam zasoby (psychiczne i fizyczne), które naturalnie się wyczerpują. A pracownik wyczerpany, ze stosunkowo małymi zasobami, pracuje znacznie mniej efektywnie niż, gdy ma ich optymalną ilość. Wspomniane zasoby służą nam m.in. do radzenia sobie ze stresem – gdy ich nie mamy, to brak nam narzędzi, by poziom stresu skutecznie obniżać. W takiej sytuacji bardzo ważne jest tzw. doładowanie baterii; a to może zapewnić właśnie urlop. Nie warto lekceważyć objawów wyczerpana: liczne badania pokazują, że jeśli jesteśmy przez długi czas wyczerpani – mamy obniżone zasoby i duże wymagania w pracy – to może to prowadzić do wypalenia zawodowego. Urlop jest jednym z czynników, które mogą temu zapobiegać.

Jeden dłuższy i kilka krótszych

Według badań[4], podczas urlopu dynamicznie wzrasta poziom dobrostanu, by kilka – kilkanaście dni po powrocie opaść do stanu sprzed wakacji. Ta prawidłowość odnosi się do dłuższych (czyli średnio 9-dniowych), jak i krótszych (ok. 4-dniowych) urlopów. Trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że zwykle potrzebujemy „chwili”, aby oderwać się od trybu pracy i wejść w tryb odpoczynku.

Moim zdaniem najlepszym rozwiązaniem jest jeden dłuższy, np. dwutygodniowy urlop, i kilka krótszych, np. trzy-, czterodniowych. Dzięki temu zyskamy parę razy w ciągu roku poprawę dobrostanu i więcej szans na „doładowanie baterii”. O ile krótsze urlopy mogą być bardzo korzystne, to ten dłuższy pozwoli nam na wyjazd, zmianę otoczenia, dotarcie do źródeł pozytywnych emocji niedostępnych w miejscu, w którym na co dzień funkcjonujemy. Sprawi to, że zwiększone poczucie dobrostanu będzie trwać nie przez kilka, ale przez kilkanaście dni – wyjaśnia Magdalena Marszałek.

Psycholożka zaznacza, że chociaż nasze samopoczucie dość szybko wraca do stanu sprzed wakacji, absolutnie nie oznacza to, że nie warto brać urlopu. – Dzięki urlopowi przede wszystkim zwiększamy nasze zasoby i pozwalamy sobie na regenerację. To ładowanie baterii jest bardzo ważne – podkreśla Magdalena Marszałek.

Chociaż urlop jest dla nas dobroczynny, to niektórzy naukowcy wskazują, że przedłużanie go nie maksymalizuje korzyści[5]. Mimo że ta hipoteza wciąż wymaga potwierdzenia w badaniach, to może lepiej zamiast brać ponad trzytygodniowy urlop, zaoszczędzić dni na dodatkowy, krótszy wypoczynek, który ponownie poprawi nam dobrostan.

Zapewnić sobie pozytywne emocje

Aby urlop spełnił swoją funkcję, nie wystarczy tylko wyłączenie pracy. Ważne jest również, aby zapewnić sobie zajęcia, które się ceni, lubi, a które nie są związane z naszym zawodem, natomiast mogą nam dostarczyć pozytywnych emocji – mówi ekspertka z Uniwersytetu SWPS.

Dla każdego te pożądane zajęcia i aktywności mogą oznaczać co innego, np. aktywny wypoczynek, plażowanie, oddanie się swojemu hobby, czas spędzony z przyjaciółmi, kontakt z naturą.

Dobrze jest podczas urlopu wyjechać, zmienić otoczenie, odłączyć się od środowiska, w którym funkcjonujemy na co dzień i które może nam się kojarzyć z pracą i obowiązkami. Nie ma jednak uniwersalnej recepty dla wszystkich. Zdarza się, że kogoś na tyle stresuje sam proces wyjazdu czy podróż samolotem, że odbierze mu to całą radość. Dlatego bardzo ważne jest to, żeby każdy miał świadomość, co podwyższa mu poziom stresu i podczas urlopu świadomie unikał niekomfortowych dla siebie sytuacji.

Nie najlepszym pomysłem na urlop – w kontekście ładowania baterii – jest poświęcenie go np. na załatwianie spraw w urzędach czy remont, zwłaszcza jeśli ktoś nie jest fanem majsterkowania i robi to z przymusu ekonomicznego. – Zużyjemy na to mnóstwo zasobów, więc może się okazać, że wrócimy do pracy niewypoczęci. Dodatkowo podczas takich zajęć prawdopodobnie nie zapewnimy sobie dopływu pozytywnych emocji. Jeżeli podczas urlopu nie zaangażujemy się w aktywności, które lubimy, to nie będzie tego elementu, który buduje nam dobrostan – mówi Magdalena Marszałek.

Ekspertka poleca natomiast kontakt z przyrodą, która zapewnia nam pozytywne emocje i obniża napięcie. Zieleń – natura sprawia też, że jesteśmy mniej pobudzeni i przez to zużywamy mniej energii.

Są badania[6], które pokazują, że już cztery dni spędzone na łonie natury, w odcięciu od social mediów, sprawiają, że stajemy się bardziej kreatywni i lepiej potrafimy skupić naszą uwagę. Po tych czterech dniach nasz umysł się wycisza i odpoczywa na tyle, że poprawiają się nasze zdolności poznawcze – mówi psycholożka z Uniwersytetu SWPS.

Ustalić granice w pracy

Ważne jest również, aby podczas urlopu realnie odciąć się od pracy. Zostało to potwierdzone badaniami[7], które pokazują, że zakłócany  pracą odpoczynek jest nieefektywny. Ekspertka radzi, aby na czas wyjazdu wyłączyć w telefonie powiadomienia o służbowych mailach czy wiadomościach na czacie. Czy – jeżeli mamy osobny telefon służbowy – w ogóle odłożyć go na czas urlopu. Dzięki temu będziemy mogli się wyciszyć i lepiej wypocząć.

Jako pracownicy mamy prawo do odpoczynku, nie jest to dobra wola pracodawcy. Nie powinien więc nam zakłócać urlopu bez naprawdę ważnego powodu. Trzeba jednak wcześniej postawić granice, co może być trudne, jeśli przez lata akceptowaliśmy telefony od szefa w czasie wolnym – mówi Magdalena Marszałek.

Spokojne przygotowanie i komfortowy powrót

W spokojnym urlopie bardzo pomaga tzw. social support, czyli wsparcie współpracowników i przełożonego. W tym przypadku polega ono na tym, aby na czas urlopu ktoś przejął nasze obowiązki, przynajmniej te bieżące. Przykładowo jeśli odpowiadamy za faktury, to żeby zastępca zajął się ich rozliczeniem, a nie tylko zbierał je na kupkę. Oczywiście są sprawy, które tylko my możemy zrobić. Te ostatnie powinny być jednak na czas naszego urlopu zastopowane. Dzięki temu nie będziemy myśleć o rzeczach, które po powrocie trzeba będzie nadrobić.

Dobrze też tak zaplanować sobie pracę przed urlopem, żeby zdążyć domknąć różne sprawy i nie kończyć ich ostatniego dnia późnym wieczorem. Oczywiście nie zawsze tak się da, czasem wpadnie w ostatniej chwili coś nieprzewidzianego. Aby się przed tym zabezpieczyć, można zaplanować wyjazd dzień później, np. nie w sobotę, tylko w niedzielę. Dzięki temu zyskamy czas na rozkręcenie się, spakowanie, spokojne przygotowanie do wakacji – mówi Magdalena Marszałek.

Podobną taktykę można zastosować też przy powrocie. Skończyć wyjazd dzień wcześniej, żeby mieć czas na rozpakowanie się, pranie, domknięcie etapu wypoczynku i przestawienie w tryb pracy.

Ważne jest – jak podkreślają naukowcy[8]  – żeby pierwszego dnia po urlopie nie być wystawianym na bardzo wysokie wymagania w pracy. Warto o to zadbać jeszcze przed wyjazdem i nie umawiać np. spotkania z kluczowym klientem na poniedziałek rano, czyli od razu po powrocie. Inaczej bardzo szybko stracimy dobre samopoczucie, które jest wynikiem urlopu, i zostaniemy przytłoczeni obowiązkami – wyjaśnia psycholożka.

Co jeszcze można zrobić, żeby przedłużyć pourlopowy dobrostan? Badacze sugerują[9], że dobrze jest aktywizować sobie w głowie przeżycia z wakacji, np. podzielić się wrażeniami ze znajomymi czy pokazać zdjęcia współpracownikom. Wspomnienie dobrych chwil znów na trochę podniesie nam nastrój.

[1] Nawijn, J., & Veenhoven, R. (2011). The Effect of Leisure Activities on Life Satisfaction: The Importance of Holiday Trips. In I. Brdar (Ed.), The Human Pursuit of Well-Being (pp. 39–53). Springer Netherlands. https://doi.org/10.1007/978-94-007-1375-8_4

[2] Speth, F., Wendsche, J., & Wegge, J. (2023). We Continue to Recover Through Vacation!: Meta-Analysis of Vacation Effects on Well-Being and Its Fade-Out. European Psychologist, 28(4), 274–287. https://doi.org/10.1027/1016-9040/a000518

[3] Np. teoria wymagań – zasobów pracy; Bakker, A. B., & Demerouti, E. (2007). The Job Demands‐Resources model: State of the art. Journal of Managerial Psychology, 22(3), 309–328. https://doi.org/10.1108/02683940710733115

[4] De Bloom, J., Geurts, S., & Kompier, M. (2010). Vacation from work as prototypical recovery opportunity. Gedrag & Organisatie, 23(4). https://doi.org/10.5117/2010.023.004.005

[5] Speth, F., Wendsche, J., & Wegge, J. (2023). We Continue to Recover Through Vacation!: Meta-Analysis of Vacation Effects on Well-Being and Its Fade-Out. European Psychologist, 28(4), 274–287. https://doi.org/10.1027/1016-9040/a000518

[6] Atchley, R. A., Strayer, D. L., & Atchley, P. (2012). Creativity in the Wild: Improving Creative Reasoning through Immersion in Natural Settings. PLoS ONE, 7(12), e51474. https://doi.org/10.1371/journal.pone.0051474

[7] Altunel, M. C., Çakır, O., & Akova, O. (2017). The Relationships Between Social Support by the Colleagues, Work-Holiday Interference, Recovery Experience and Holiday Satisfaction. R. Efe, R. Penkova… & JG Berdenov (Eds.), Developments in Social Sciences, 595–612. https://www.researchgate.net/

[8] De Bloom, J., Geurts, S., & Kompier, M. (2010). Vacation from work as prototypical recovery opportunity. Gedrag & Organisatie, 23(4). https://doi.org/10.5117/2010.023.004.005

[9] De Bloom, J., Geurts, S., & Kompier, M. (2010). Vacation from work as prototypical recovery opportunity. Gedrag & Organisatie, 23(4).

Mniej kradzieży w sklepach. Policja mówi nawet o blisko 30-procentowym spadku przestępstw rok do roku

W pierwszym półroczu 2024 roku stwierdzono 17,1 tys. przestępstw kradzieży w sklepach, czyli o 28,5% mniej niż przed rokiem. Tak wynika z danych Komendy Głównej Policji. Co więcej, liczba wykroczeń kradzieży również spadła. Było ich nieco ponad 125,7 tys. To o 12,4% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wciąż największa część tego typu zdarzeń ma miejsce w sklepach wielkopowierzchniowych. Mówimy o niecałych 103 tys. Tymczasem w małych placówkach jest to nieco ponad 22,7 tys. Zdaniem rynkowych ekspertów, liczba kradzieży nadal powinna spadać, o ile nie wzrośnie mocno inflacja. Wówczas to może się zmienić, ale raczej w niewielkim stopniu.

Dane Komendy Głównej Policji (KGP) jasno pokazują, że skala kradzieży sklepowych zdecydowanie spada, a przynajmniej w ujęciu statystycznym. Zgodnie z nimi, w pierwszym półroczu 2024 roku stwierdzono ponad 17,1 tys. przestępstw kradzieży w sklepach. To o 28,5% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków było niecałe 24 tys.

– Branża najprawdopodobniej ma już za sobą największą falę kradzieży, będącą efektem minionych kryzysów. Należy wziąć pod uwagę również działania prewencyjne podejmowane przez retailerów oraz usprawnienia systemów zabezpieczeń, które także mogły przyczynić się do tych spadków – podkreśla Łukasz Grzesik, specjalista z zakresu bezpieczeństwa obiektów handlowych.

Zdaniem ekspertów, nie można nie wiązać tej sytuacji ze zmianą prawa. Od października 2023 roku zmieniły się bowiem przepisy dotyczące progu kwotowego między wykroczeniem, a przestępstwem kradzieży. Został on podniesiony z 500 do 800 zł, zatem w analizowanych okresach obowiązywały różne kwoty, powyżej których zdarzenie było klasyfikowane jako przestępstwo kradzieży.

– W mojej ocenie, mogło to mieć jakiś wpływ na ww. dane, ale jednocześnie nie sądzę, że to było główną przyczyną wymienionych spadków. Raczej przestępcy dostosowali się do obecnej sytuacji. I obserwują, co dalej będzie się działo z przepisami, oczywiście kontynuując swoje przestępcze działania – komentuje Robert Biegaj, ekspert z Grupy Offerista.

Do tego Biegaj stwierdza, że na spadek liczby przestępstw kradzieży ma wpływ także obniżająca się inflacja. Powoduje ona, że mniej osób może się na taki krok zdecydować. Podobnie postrzega to Łukasz Grzesik. Jak zauważa, osoby, które wcześniej pod presją ekonomiczną dopuszczały się drobnych i powszechnych kradzieży, a wcześniej nie musiały tego robić, obecnie zaprzestały swojej działalności.

– Poprawiła się ich sytuacja ekonomiczna albo ponieśli konsekwencje prawne, które mogły zadziałać zniechęcająco. Oczywiście nie należy zapominać także o innych kwestiach podejmowanych przez branżę handlową, takich jak działania prewencyjne, mające na celu przeciwdziałanie fali kradzieży sklepowych, które również przyczyniły się do tego stanu rzeczy – wylicza Grzesik.

Jak przekonuje Robert Wodejko, ekspert ds. bezpieczeństwa z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW we Wrocławiu, nie możemy bezpośrednio przełożyć powyższych danych statystycznych na spadek przestępczości kradzieży w sklepach, ze względu m.in. na zmianę przepisów prawa. – Chcąc właściwie ocenić sytuację, należałoby pokusić się o dodatkowe dane statystyczne, wskazujące, ile w I półroczu br. przyjęto zawiadomień o popełnieniu kradzieży przedmiotów o wartości od 501 zł do 800 zł. Dodając tę liczbę do przedstawionych powyżej przestępstw stwierdzonych, można byłoby uzyskać faktyczny obiektywny obraz sytuacji – analizuje ekspert.

Ponadto w opinii eksperta, na spadek liczby tych przestępstw w relacji rocznej mogło mieć wpływ również, zawieszenie lub zakończenie działalności usługowej wielu sklepów w Polsce. Było to szczególnie widoczne w ostatnich miesiącach ze względu na wzrost kosztów prowadzenia tego typu biznesów. Tym samym ubyło miejsc, w których można było dokonać takich kradzieży.

– Przyczyn popełniania określonej kategorii przestępstw, w mojej ocenie, musimy poszukiwać w odniesieniu do wielu czynników. Dane statystyczne powinny obrazować nam skalę tego problemu, to jednak, aby obiektywnie ocenić zmieniające się trendy, należy dysponować naprawdę wieloma dodatkowymi informacjami. Nie można bazować wyłącznie na liczbach – wyjaśnia ekspert z Uniwersytetu Dolnośląskiego DSW we Wrocławiu.

W poprzednich latach w policyjnych statystykach obserwowane były konsekwentne i wysokie wzrosty liczby kradzieży sklepowych, a obecnie pierwszy raz od dawna widać w tym zakresie spadki. Niemniej dane o skali tego typu zdarzeń w handlu nadal mogą niepokoić.

– O liczbie kradzieży decydują warunki życia i dobrobyt, czego dowodem są wskaźniki konsumenckie. Spada także rola tzw. profesjonalnych kradzieży, dokonywanych przez zorganizowane grupy przestępcze – uważa dr Andrzej Maria Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego. – Okazuje się, że grupy takie chyba nieco bardziej ważą decyzję o podjęciu ryzyka kradzieży. Dostępność produktów i warunki zakupu „psują” rynek nielegalny. Wchodzą też kolejne generacje zabezpieczeń i jest ich więcej, więc ryzyko rośnie – zwraca uwagę ekspert.

Z kolei Robert Biegaj podkreśla, że trzeba zobaczyć, co faktycznie wydarzy się w kolejnych kwartałach. Do tego koniecznie trzeba wziąć pod uwagę fakt, że kwestia kradzieży w Polsce jest od wielu lat dość skomplikowana i zawsze praktycznie powiązana z sytuacją gospodarczo-społeczną, a więc nie jest to proste zadanie, żeby kreślić dłuższe scenariusze.

– Na razie wygląda to dobrze od strony liczby zdarzeń, ale wciąż pamiętajmy o tym, że tak naprawdę porównujemy dwa skrajnie różne okresy, tj. czas największych wzrostów cen w sklepach (w tym inflacji) i moment dużych spadków. I tutaj trzeba być dość ostrożnym, żeby nie popełnić błędu – przestrzega ekspert z Grupy Offerista.

Dane KGP wskazują również, że w I połowie br. stwierdzono nieco ponad 125,7 tys. wykroczeń kradzieży w sklepach małopowierzchniowych i wielkopowierzchniowych. To o 12,4% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków odnotowano trochę ponad 143,5 tys.

– Potwierdza to ogólny trend. Lepiej zarabiamy, ceny nie rosną, więc mniej kradniemy. Nie stać nas na podjęcie ryzyka kradzieży. Dotyczy to wszystkich sklepów – podkreśla dr Faliński. – W małych placówkach widać wzrost roli nowoczesnych zabezpieczeń, choćby w efekcie standardów wyposażenia oczekiwanych przez franczyzodawców – dodaje ekspert.

W przypadku tego typu wykroczeń wciąż jednak najwięcej przypada na sklepy wielkopowierzchniowe. W I półroczu br. było ich blisko 103 tys. W 2023 roku zarejestrowano lekko ponad 114,6 tys. Z kolei w przypadku małych sklepów tegoroczny wynik to trochę ponad 22,7 tys. Rok wcześniej było to niecałe 29 tys. Eksperci tłumaczą to poczuciem anonimowości, szerokim asortymentem i możliwością znalezienia się w tłumie konsumentów.

–  Osoby dokonujące kradzieży w dalszym ciągu chętniej wybierają aglomeracje, w których znajduje się więcej obiektów wielopowierzchniowych. W takich miejscach jest lepszy wybór i łatwiej ukryć zamiar kradzieży, gdy personel zajęty jest obsługą innych klientów – mówi Łukasz Grzesik. – Z kolei małe formaty są domeną drobnych kradzieży, zwykle dokonywanych na bieżące potrzeby. Trudniej jest je dokonywać regularnie, ponieważ łatwiej je wykryć – zaznacza specjalista z zakresu bezpieczeństwa obiektów handlowych.

Według ekspertów, trudno jednoznacznie wskazać, jak pod względem liczby kradzieży może wypaść drugie półrocze 2024 roku, zarówno jeśli chodzi o przestępstwa, jak i wykroczenia tego typu, ponieważ na ich liczbę ma wpływ wiele czynników. Tymczasem rozwój sytuacji gospodarczej wciąż jest mocno niepewny.

– Inflacja raczej wzrośnie. Jeśli nie skompensują jej natychmiastowe podwyżki płac, od razu zobaczymy to w statystykach kradzieży konsumenckich i pracowniczych – przewiduje dr Andrzej Maria Faliński. – Wysoka granica pomiędzy wykroczeniem a przestępstwem tylko będzie temu sprzyjać. Pod koniec roku „prezentowe” święta będą silnie oddziaływać na wzrost kradzieży – podsumowuje dr Faliński.

Jak powinien przebiegać screening w rekrutacji?

Każdy kto kiedykolwiek brał udział w rekrutacji prawdopodobnie miał do czynienia ze screeningiem, czyli krótką rozmową wstępną pomiędzy kandydatem a rekruterem, której celem jest określenie dalszych kroków procesu rekrutacyjnego. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że screening to nic trudnego, jednakże pod żadnym pozorem nie należy go lekceważyć, ponieważ jest bardzo ważny zarówno dla kandydata, jak i rekrutera. W związku z tym, w dzisiejszym artykule trochę dokładniej się mu przyjrzymy i przede wszystkim odpowiemy na pytanie: „Jak powinien przebiegać screening w rekrutacji?”.

Jak powinien przebiegać screening? – najważniejsze elementy 

Zacznijmy zatem od odpowiedzenia sobie na zdecydowanie najważniejsze pytanie dotyczące omawianego przez nas tematu, czyli: „Jak powinien przebiegać screening?”. Pytanie to nie jest jednoznaczne, jednakże odpowiadając na nie warto zwrócić uwagę na to, że w przypadku screeningu najważniejsza nie jest forma tylko skuteczność. Dlatego też, nie ma jedynego, właściwego przepisu na to w jaki dokładnie sposób powinien przebiegać screening.

Jak już dobrze wiemy, screening to nic innego jak rozmowa wstępna pomiędzy kandydatem a rekruterem, dlatego też od razu można go skojarzyć z bezpośrednim kontaktem na żywo. Jest to jak najbardziej dobre skojarzenie, w dalszym ciągu duża część tego typu rozmów jest odbywana fizycznie, jednakże coraz częściej firmy decydują się na screening telefoniczny, drogą mailową lub też taki poprzez różne aplikacje służące do spotkań on-line, chociażby takich jak Zoom. W gruncie rzeczy, nie ma nic złego w screeningu przez telefon czy drogą mailową, jednakże znacznie łatwiej i przyjemniej prowadzi się rozmowę, jeżeli widzi się swojego rozmówcę, dlatego też znacznie lepiej sprawdzają się screeningi prowadzone na żywo lub przez spotkanie on-line z kamerką internetową. 

Ponadto, warto również wspomnieć, że profesjonalnie przeprowadzony screening powinien przebiegać w przyjaznej i otwartej atmosferze. Spełnienie tego warunku zależy przede wszystkim od rekrutera, który powinien starać się rozładować stresującą atmosferę, która może przytłaczać kandydata. Dobry rekruter powinien dawać kandydatowi dużo szans na zadawanie pytań i w ten sposób zachęcać go do zainteresowania się firmą oraz proponowaną mu ofertą pracy. Oprócz tego, firma, która przeprowadza przyjazne screeningi buduje też swoją dobrą opinię na rynku pracy, gdyż w ten sposób przedstawia swoje profesjonalne i dobre praktyki rekrutacyjne.

O co powinien zapytać rekruter podczas screeningu?

Jak dobrze wiemy, głównym celem rekrutera podczas screeningu jest poznanie kandydata, po to aby dowiedzieć się jak powinny wyglądać dalsze kroki procesu rekrutacji w kontekście tej konkretnej osoby. Dlatego też, rekruter koniecznie podczas screeningu musi zadać kilka kluczowych pytań dotyczących między innymi doświadczenia kandydata, jego umiejętności czy też kwalifikacji. Oto do czego powinny odnosić się pytania, które najczęściej zadają rekruterzy podczas screeningu: 

  • Motywacją kandydata do zmiany pracy – rekruter powinien przede wszystkim wybadać, dlaczego kandydat chce zmienić pracę. Co jest powodem takiej decyzji? Pieniądze? Perspektywy zawodowe? Zmiana otoczenia?;
  • Dotychczasowe doświadczenie zawodowe – rekruter podczas screeningu powinien dowiedzieć się na jakich stanowiskach oraz w jakich firmach do tej pory pracował kandydat; 
  • Plany i zainteresowania – kandydat z pewnością zostanie także zapytany o to jakie są jego zainteresowania poza pracą oraz o to czy chciałby się rozwijać zawodowo, to znaczy uczestniczyć w kursach i poszerzać swoją widzę;
  • Oczekiwania płacowe i dyspozycyjność – na sam koniec warto wspomnieć również o tym, że rekruter spyta także o to ile kandydat chciałby zarabiać oraz w jakim wymiarze czasowym chciałby pracować. 

Oczywiście, powyższe pytania, które wymieniliśmy to tylko najczęściej pojawiające się przykłady i w rzeczywistości rekruter podczas screeningu wcale nie musi ich zadać. Jednakże, są to zdecydowanie najbardziej podstawowe pytania, na które kandydat zawsze musi być przygotowany.

Podsumowanie

Podsumowując, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości, że screening to bardzo ważny element każdej rekrutacji, jednakże nie jest on ściśle sformalizowany. To znaczy nie ma on jasno określonej i narzuconej formy, jest on raczej luźną rozmową pomiędzy kandydatem a rekruterem, która nie powinna być stresująca ani dla jednej, ani dla drugiej strony. Natomiast, nie można też go lekceważyć, gdyż jeżeli kandydat dobrze wypadnie podczas screeningu, znacznie przybliży go to do otrzymania pracy, dlatego też, do screeningu należy podejść na poważnie, lecz bez zbędnego stresu i spięcia. 

Decoupling: Jak wygląda przyszłość relacji Chin i Zachodu?

Najbliższe miesiące będą kluczowe dla relacji między USA, Europą a Chinami. Unia Europejska wprowadziła cła na pojazdy elektryczne z Chin, co może eskalować konflikt
na inne branże. W USA Donald Trump wybrał J.D. Vance’a na swojego kandydata
na wiceprezydenta, który opowiada się za bardziej asertywną polityką wobec Chin.

Proces decouplingu, czyli „rozdzielenia” gospodarek Chin od Stanów Zjednoczonych i Europy, postępuje poprzez cła, ograniczenia eksportowe oraz friend-shoring (przenoszenie produkcji do krajów przyjaźnie nastawionych gospodarczo). To zjawisko generuje dodatkowe napięcia geopolityczne i stwarza ryzyko wzrostu inflacji oraz ograniczenia możliwości eksportowych w wrażliwych sektorach. Relacje handlowe USA i Chin będą jednym z najważniejszych tematów trwającej kampanii prezydenckiej w USA, zwłaszcza że nowy republikański kandydat na wiceprezydenta, J.D. Vance, prezentuje bardzo asertywne stanowisko wobec Chin.

W Europie kluczową kwestią pozostaje wprowadzenie 4 lipca ceł na chińskie samochody elektryczne. Chińscy producenci w ostatnich latach szybko zdobywają udział w europejskim rynku pojazdów elektrycznych, co UE uważa za wynik nieuczciwej konkurencji opartej
na nadmiernych subsydiach państwowych. UE wzoruje się na USA, które zwiększyły cła
na chińskie pojazdy elektryczne do nawet 100 proc. Nowe cła UE obejmują konkretne marki, od 17,4 procent dla BYD do 38,1 procent dla SAIC. Ta zdecydowana reakcja podkreśla zaangażowanie UE w walkę z nieuczciwymi praktykami handlowymi i ochronę rynku.

Chińscy producenci są oskarżani o stosowanie niedozwolonych subsydiów państwowych,
co umożliwia im zdobycie znaczącego udziału w rynku. Udział chińskich marek w europejskim rynku samochodowym wzrósł od 2021 roku trzykrotnie i wynosi obecnie 6,9 proc. Największym eksporterem samochodów z Chin do Europy jest jednak amerykańska Tesla, która w 2023 roku sprowadziła 177 tys. samochodów. Za nią plasuje się SAIC z 118 tys. importowanych pojazdów, a BYD sprzedał jedynie 16 tys. pojazdów. To pokazuje, że cła dotykają także amerykańskich i europejskich producentów, którzy przenoszą do Chin część swojej produkcji. Wprowadzenie ceł jako tarczy ochronnej dla europejskiego przemysłu motoryzacyjnego może nawet obrócić się przeciwko samej Europie.

Dla europejskich producentów samochodów, zwłaszcza w Niemczech, cła to poważne wyzwanie. Z jednej strony, krajowy przemysł musi być chroniony, ale z drugiej, środki odwetowe mogą wywołać poważne problemy dla producentów takich jak Volkswagen, Mercedes-Benz i BMW, których ponad jedna trzecia przychodów pochodzi z Chin. Napięcia prawdopodobnie będą narastać w nadchodzących miesiącach, co dzieli przemysł motoryzacyjny co do decyzji o cłach. Niemieccy producenci obawiają się środków odwetowych ze strony Chin, które mogłyby wyrządzić znaczną szkodę europejskiemu przemysłowi. Francja i Włochy naciskają na nałożenie ceł na chińskie pojazdy elektryczne, podczas gdy Szwecja, gdzie Geely kontroluje Volvo, wyraziła zastrzeżenia.

Warto pamiętać, że problemy niemieckich producentów samochodów odbijają się
na wynikach polskiej gospodarki. Napięcia w relacjach z Chinami nakładają się na ogólne problemy niemieckiej branży motoryzacyjnej. W ciągu ostatnich trzech miesięcy akcje czterech głównych niemieckich producentów samochodów notowanych na DAX zanotowały dwucyfrowe straty. Najbardziej ucierpiało Porsche AG, którego akcje potaniały aż o 25 proc. Dodatkowo konflikt handlowy może szybko eskalować poza obszar pojazdów elektrycznych. Nadchodzące miesiące pokażą, czy obie strony są gotowe przyjąć konstruktywne podejście, czy też napięcia będą dalej narastać.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Kredytowy boom w Polsce: Rekordowe wartości kredytów mieszkaniowych i rosnący popyt na kredyty gotówkowe

Na koniec czerwca 2024 r. łączne zadłużenie kredytobiorców z tytułu wszystkich kredytów i pożyczek pozabankowych wyniosło 747 mld zł. To wzrost o 23 mld zł w porównaniu z grudniem 2023 r.

Po pierwszym półroczu br. sprzedaż na rynku kredytów i pożyczek pozabankowych przewyższyła oczekiwania, jakość spłacanych zobowiązań utrzymuje się na stabilnym, dobrym poziomie. Dynamiki sprzedaży głównych rodzajów kredytów były dodatnie zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym. Wartość nowych zobowiązań zaciągniętych w pierwszym półroczu br. wyniosła 117,9 mld zł, w czym największy udział miały kredyty mieszkaniowe (46,5 mld zł) i gotówkowe (44,2 mld zł).

Biorąc pod uwagę trend pierwszego półrocza, rosnącą zdolność kredytową i stabilizację poziomu stóp procentowych, analitycy BIK skłaniają się do bardziej optymistycznych perspektyw dla akcji kredytowej w całym 2024 roku.

Kredytobiorcy w Polsce zaciągają coraz więcej kredytów i pożyczek pozabankowych. Odbudował się portfel kredytów mieszkaniowych i gotówkowych, a w trendzie wzrostowym, rozpoczętym jeszcze w pandemii, jest portfel kredytów ratalnych.

Banki i SKOK-i udzieliły w pierwszym półroczu br. więcej kredytów mieszkaniowych (+102,6%), ratalnych o (+83,3%), gotówkowych (10,0%) i wydały więcej kart kredytowych (+2,4%). Wzrosła również wartość zaciąganych zobowiązań – kredytów mieszkaniowych o (+139,4%), kredytów ratalnych o (28,5%), o (+23,8%) kredytów gotówkowych oraz o (+13,8%) limitów na kartach kredytowych.

Kredyty mieszkaniowe na rekordowe kwoty

W pierwszym półroczu rynek kredytów mieszkaniowych utrzymał się na dobrym, wysokim poziomie pomimo braku nowego programu wsparcia kredytobiorców. Istotny udział (28,5%) w wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych w pierwszym półroczu br. stanowiły jeszcze kredyty przyznane w ramach programu Bezpieczny kredyt 2 proc. Obecnie popyt na hipoteki wyhamowuje, maleje liczba nowych kredytobiorców, niemniej średnia wartość zaciąganego kredytu mieszkaniowego osiąga rekordy.

– Drugie półrocze tego roku może być bardziej wymagające niż jego pierwsza część. W oczekiwaniu na nowy program wsparcia, część kredytobiorców może wstrzymać w tym roku decyzję o zakupie nieruchomości. Istotnie obniży to popyt na kredyty hipoteczne. Jedynym pozytywnym zjawiskiem dla rynku kredytów mieszkaniowych jest rosnąca zdolność kredytowa jako efekt ponad 8% realnego wzrostu wynagrodzeń i stabilizacji stóp procentowych. Te czynniki bezpośrednio przekładają się na możliwość zaciągania kredytów na wyższą kwotę. W czerwcu br. jego średnia kwota wyniosła rekordowe 421,2 tys. zł i była o 14,3,% wyższa niż przed rokiem – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Jeszcze lepsza jakość obsługi złotowych kredytów mieszkaniowych

W pierwszym półroczu 2024 r. utrzymał się pozytywny trend jakości spłaty złotowych kredytów mieszkaniowych. Ostatni odczyt BIK Indeksu Jakości kredytów mieszkaniowych (1,01%) spadł, czyli polepszył się od grudnia 2023 r. o 0,67.

Obecnie niepokoi jedynie sytuacja kredytów frankowych, z których ponad 10% jest opóźniona powyżej 90 dni. Nadal stanowią one 62,5 mld zł w portfelu sektora bankowego.

– Pozytywnym efektem rosnących dochodów i stabilizacji stóp procentowych jest wysoka jakość złotowych kredytów mieszkaniowych. Prowadzi to do wniosku, że potencjalne problemy części kredytobiorców ze spłatą kredytu mieszkaniowego można rozwiązać poprzez Fundusz Wsparcia Kredytobiorców, w ramach którego pomoc otrzymuje obecnie 17 tys. osób i ponad 10,5 tys. kredytów na kwotę 3,23 mld zł (stan na 30.06.2024 r.) – objaśnia Waldemar Rogowski.

Kredyty na ponad 50 tys. zł – głównym motorem sprzedaży kredytów gotówkowych

Wartość udzielonych kredytów gotówkowych w pierwszym półroczu 2024 r. wyniosła 44,2 mld zł. Jest to tylko o 2,3 mld zł mniej od wartości przyznanych kredytów mieszkaniowych.

Wysokokwotowe kredyty gotówkowe powyżej 50 tys. złotych stanowią już ponad połowę udzielonych kredytów w tym segmencie. Co więcej, dynamika kredytów gotówkowych powyżej 100 tys. złotych to aż 41,2% a kredytów z przedziału 50-100 tys. to 29,2%. Jeżeli zestawimy to z dynamiką kredytów gotówkowych do 5 tys. zł (4,4%) to mamy potwierdzenie, że głównym motorem wzrostu były kredyty na wysokie kwoty. Przełożyło się to również na wysokość średniej kwoty, która w czerwcu br. wyniosła 24 560 zł i była wyższa o 18,7% niż w czerwcu rok temu, niemniej nie pobiła rekordu z kwietnia 2024 r.

– Kredyty gotówkowe na wysokie kwoty zaciągane są często w związku z konsolidowaniem już posiadanych kredytów. Zjawisko to obserwowane jest od wielu lat. Jest ono korzystne dla kredytobiorców, bowiem nie muszą oni pamiętać o spłacie wielu kredytów w różnych bankach, a zamiast tego spłacają tylko jeden kredyt na nowych, często lepszych warunkach. Umożliwia to też dobranie dodatkowej kwoty kredytu – mówi Sławomir Nosal, kierownik Zespołu Analiz Business Intelligence, BIK.

Spada ryzyko braku terminowej spłaty kredytów gotówkowych

Polepsza się jakość spłacanych kredytów gotówkowych, dla których bieżąca wartość BIK Indeksu Jakości wynosi 3,95% i spadła (poprawiła się od grudnia 2023 r.) aż o -1,43. To oznacza spadek ryzyka niespłacalności tych kredytów.

– Pozytywnym zjawiskiem, obserwowanym w ostatnim okresie, jest brak zróżnicowania jakości spłat kredytów gotówkowych w zależności od kwoty zaciągniętego kredytu. Jakość spłaty kredytów wysokokwotowych nie odbiega już (jak to było w przeszłości) od jakości spłaty kredytów na niższe kwoty. Zaciąganie kredytu na wyższe kwoty nie powoduje więc wzrostu ryzyka braku terminowej spłaty – dodaje Sławomir Nosal.

Kredyty ratalne na fali popularności zakupów z odroczonym terminem płatności

Wartość akcji kredytowej w segmencie kredytów ratalnych w pierwszym półroczu 2024 r. wzrosła o 28,5%. Kredyty na 0% RRSO oraz rosnące dochody Polaków sprzyjają temu trendowi. Nadal istotnym czynnikiem napędzającym akcję kredytową jest duże zainteresowanie zakupami na raty do 1 tys. zł. Wpływ mają na to głównie transakcje z odroczonym terminem płatności, które po przekroczeniu terminu bezodsetkowego przekształcają się w zobowiązania ratalne i są cedowane z sektora pożyczkowego do bankowego. Zwraca jednak uwagę, że również kredyty ratalne na wyższe kwoty (powyżej 10 tys. zł) wykazują znaczny wzrost (+34,4%).

Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w czerwcu 2024 r. wyniosła 1 902 zł i była o 26,5% niższa od średniej kwoty udzielonej w czerwcu 2023 r.

Lepsza jakość spłat kredytów ratalnych

Spłacalność kredytów ratalnych jest bardzo dobra i zbliża się do poziomu jakości kredytów mieszkaniowych. Czerwcowy odczyt BIK Indeksu Jakości dla kredytów ratalnych wyniósł 1,33%, co oznacza spadek (polepszenie) o -0,64 w porównaniu z grudniem 2023 r.

– Kredyty ratalne coraz częściej zaciągają osoby, które mogłyby sfinansować zakup za gotówkę, jednak korzystają z atrakcyjnych ofert sklepów na zerową stopę oprocentowania. Podobne zjawisko występuje w pożyczkach celowych, zwłaszcza przy zakupach z odroczonym terminem płatności – wskazuje Sławomir Nosal.

Ponad 10 mld zł pożyczek w sześć miesięcy

W okresie od stycznia do czerwca br. firmy pożyczkowe udzieliły zobowiązań na kwotę 10,2 mld zł. To o 86,2% więcej niż w pierwszym półroczu 2023 r. Na wynik ten zdecydowanie wpłynęły wysokokwotowe pozabankowe pożyczki gotówkowe na kwoty powyżej 5 tys. zł. Stanowią one 47% wartości pożyczek gotówkowych w minionym półroczu.

Rynek pożyczkowy urósł także w ujęciu liczbowym. Za wzrost 133% w ciągu ostatniego półrocza odpowiadają pożyczki celowe, które stanowią 59% wszystkich udzielonych pożyczek.

Te wysokie statystyki dotyczące pożyczek pozabankowych za pierwsze półrocze 2024 r. są częściowo efektem niepełnego raportowania w analogicznym okresie ubiegłego roku. Efektu tego nie będzie już w drugim półroczu br.

– Wpływ na wyniki pierwszego półrocza 2024 r. na rynku pożyczek pozabankowych ma rosnąca liczba klientów (o 87 tys. osób). Ważnym czynnikiem jest również uporządkowanie się sektora. Na rynku pozostały wiarygodne i rzetelne firmy pożyczkowe, które stosują się do obowiązujących regulacji. To także przekłada się na lepszą jakość portfela pożyczkowego. W grudniu 2023 r. wskaźnik przeterminowań powyżej 90 dni wynosił 23,6%, a na koniec czerwca br. 21,8%. Opóźnień w spłacie jest znacznie mniej niż jeszcze kilka lat temu. Wynika to m.in. stąd, że firmy pożyczkowe ostrożniej podchodzą do udzielania finansowania i badają zdolność kredytową swoich klientów, budując jednocześnie zaufanie innych uczestników rynku – tłumaczy Sławomir Nosal.

– W ostatnim czasie rośnie liczba pożyczek z dłuższym okresem spłaty i na wyższe kwoty. Najpewniej pomagają one gospodarstwom domowym zaspokajać bieżące potrzeby lub spłacać inne, równoległe zobowiązania. Wzrost wysokości przeciętnego zobowiązania można wiązać ze wzrostem realnych wynagrodzeń – dodaje.

Średnia wartość pożyczki gotówkowej udzielonej w czerwcu 2024 r. wyniosła 2 642 zł i była o 18,9% wyższa od średniej kwoty udzielonej w czerwcu 2023 r. Natomiast średnia wartość nowo udzielonej pożyczki celowej wyniosła 724 zł i była o 20,7% wyższa od średniej wartości takiej pożyczki udzielonej rok wcześniej.

BIK zwiększa o 20,6 mld zł prognozę akcji kredytowej na 2024 rok

Obecna sytuacja makroekonomiczna sprzyja optymistycznym prognozom dotyczącym wartości akcji kredytowej na cały 2024 rok. W związku z tym BIK podnosi prognozy dla trzech produktów kredytowych łącznie o 20,6 mld zł.

W przypadku kredytów mieszkaniowych wzrost prognozy wynika głównie z niedoszacowania akcji kredytowej w pierwszym półroczu.

– Rynek kredytowy w pierwszym półroczu 2024 roku zachował się lepiej od naszych oczekiwań. Wyższa akcja kredytowa była częściowo efektem uruchamiania kredytów jeszcze z puli programu Bezpieczny Kredyt 2 proc., w pierwszych miesiącach tego roku. Kredyty z tego programu stanowiły 13,6 mld zł z całkowitej wartości akcji kredytowej w pierwszym półroczu. Brak nowego programu wsparcia, który pierwotnie był przewidywany, obniży z kolei prognozy dotyczące akcji kredytowej w drugim półroczu. Reasumując prognozujemy, że całkowita wartość akcji kredytów mieszkaniowych w 2024 roku wyniesie 81 mld zł – wskazuje dr hab. Waldemar Rogowski.

BIK przewiduje, że wartość bankowych kredytów gotówkowych wzrośnie o 9,8 mld zł, osiągając łącznie 91 mld zł w całym 2024 roku. Prognozowany wzrost wynika z poprawy zdolności kredytowej, spowodowanej realnym wzrostem dochodów Polaków (wg GUS) oraz stabilizacją stóp procentowych. Te same czynniki wpłyną również na wzrost prognozowanej kwoty o 2,1 mld zł w przypadku pozabankowych pożyczek gotówkowych (łącznie prognozowana wartość sprzedaży w całym 2024 r. to 14,1 mld zł). W kredytach ratalnych BIK utrzymuje prognozę na poziomie pierwotnej prognozy czyli 27,5 mld zł.

Jedynie w segmencie pożyczek celowych pierwotna prognoza została obniżona o 300 mln zł, a przewidywana roczna wartość wynosi obecnie 6 mld zł.

– Łączna wartość prognozowanej akcji kredytowej bez limitów i kart kredytowych na 2024 rok to 219,6 mld zł, co oznacza, że wartość nowych kredytów i pożyczek wzrośnie o jedną czwartą w porównaniu do roku 2023, kiedy to łączna wartość wyniosła 175 mld zł – podsumowuje główny analityk Grupy BIK.

Ponad 5 tys. firm skorzystało z gwarancji spłaty leasingu

  • Wartość gwarancji de minimis spłaty leasingu lub pożyczki leasingowej udzielonych przez Bank Gospodarstwa Krajowego wyniosła prawie 1 mld zł na koniec czerwca
  • Z pomocy rządowej skorzystało ponad 5 tys. mikro, małych i średnich polskich przedsiębiorstw
  • Najczęściej po gwarancje sięgają mikro i małe firmy, a czas jej trwania to najczęściej przedział 4-6 lat

Mikro, małe i średnie firmy mogą korzystać z rządowej pomocy w dostępie do finansowania udzielanego przez firmy leasingowe od początku 2023 roku. Wsparcie udzielane jest przez Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK). Program gwarancji dla przedsiębiorstw korzystających z leasingu i pożyczki leasingowej został wdrożony przy współpracy ze Związkiem Polskiego Leasingu. I jak wynika z danych BGK, w ciągu 1,5 roku, czyli do końca czerwca 2024 roku, wartość gwarancji de minimis spłaty leasingu lub pożyczki leasingowej wyniosła prawie 935 mln zł. Z kolei łączna wartość udzielonego przez firmy leasingowe leasingu i pożyczek objętych gwarancją to kwota ponad 1,31 mld zł. Przy czym gros stanowił leasing – 1,29 mld zł.

Gwarancje typ finansowania

Jak pokazują dane BGK z pomocy publicznej skorzystało 5,3 tys. przedsiębiorstw. Są to przede wszystkim mikro i małe firmy, które stanowią 90 proc. firm korzystających z gwarancji de minimis. W porównaniu z liczbą mikro i małych firm w Polsce nie jest to liczba imponująca. Zachęcamy zatem przedsiębiorców do korzystania z finansowania z gwarancją państwową – mówi Monika Constant, prezeska Związku Polskiego Leasingu.

Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa, stanowią ponad 99,8% wszystkich zarejestrowanych i aktywnych (2,35 mln) firm w Polsce, wytwarzających ponad 45% PKB i zatrudniających 70% (7 mln) wszystkich pracujących w przedsiębiorstwach (10,23 mln).

Gwarancje czas trwania

– Przedsiębiorcy dzięki gwarancji mają ułatwiony dostęp do finansowania swojej działalności. Dokonują inwestycji, które pozwalają się im rozwijać. To także wygoda i oszczędność czasu dla firm, bo wszystkie formalności związane z przeprowadzeniem transakcji i jej zabezpieczeniem są realizowane u leasingodawcy. I co nie bez znaczenia, finansowanie firmy leasingowej objęte gwarancją BGK jest udzielane na korzystniejszych dla przedsiębiorcy warunkach w porównaniu ze standardową ofertą leasingodawcy – dodaje Monika Constant.

– Bank Gospodarstwa Krajowego od wielu lat wspiera mikro, małych i średnich przedsiębiorców zabezpieczając ich potrzeby płynnościowe i inwestycyjne.  Prawie 1 mld zł gwarancji udzielonych ponad 5 tys. przedsiębiorców potwierdza, że taki produkt potrzebny jest na rynku, ponieważ wiele firm finansuje swoją działalność z wykorzystaniem leasingu lub pożyczki leasingowej – mówi Piotr Natkański, dyrektor Biura Rozwoju i Relacji Biznesowych w Departamencie Gwarancji i Poręczeń Banku Gospodarstwa Krajowego.

Gwarancje kategoria MŚP

Gwarancja spłaty leasingu lub pożyczki leasingowej udzielana jest w ramach realizowanego przez bank rządowego programu „Wspieranie przedsiębiorczości z wykorzystaniem poręczeń i gwarancji Banku Gospodarstwa Krajowego.” Celem tego instrumentu gwarancyjnego jest wsparcie przedsiębiorców w dostępie do finansowania leasingowego. Gwarancja zabezpiecza spłatę transakcji leasingowej udzielonej mikro-, małemu lub średniemu przedsiębiorcy przez leasingodawcę na podstawie umowy leasingu lub umowy pożyczki leasingowej. Gwarancja stanowi pomoc de minimis, czyli szczególny rodzaj wparcia udzielanego przedsiębiorcom przez państwo, które nie podlega zgłoszeniu do Komisji Europejskiej. Wynika to ze stosunkowo niewielkiej kwoty pomocy, jaka może zostać udzielona w tym trybie, co w założeniu nie zakłóca konkurencji w wymiarze unijnym.  Mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa za pośrednictwem finansowania z rządową gwarancją udzielonego przez firmy leasingowe inwestują najczęściej w aktywa o wartości od 100 do 500 tys. zł. Gwarancja udzielana jest zwykle na 4-6 lat.

Gwarancje wartość przedmiotu

Przedsiębiorca może skorzystać z gwarancji za pośrednictwem leasingodawcy, który podpisał z BGK umowę w tym zakresie. Umowy takie mają firmy: Millennium Leasing, mLeasing, Pekao Leasing, PKO Leasing oraz Santander Leasing. Gwarancja daje instytucji udzielającej finansowania pewność jego spłaty.

Jakie warunki musi spełnić podmiot, aby prowadzić transakcje na rynkach finansowych

Rynek finansowy i jego mechanizmy są skomplikowane i wymagają przestrzegania wielu przepisów oraz standardów. Aby podmiot mógł więc prowadzić transakcje na tych rynkach, musi spełnić szereg warunków prawnych, organizacyjnych i technicznych. Prezentujemy kluczowe wymagania, które muszą zostać spełnione, aby móc legalnie i efektywnie działać na rynkach finansowych.

Wymagania od podmiotów

Pośrednicy na rynku finansowym i inne podmioty muszą zarejestrować się w odpowiednich organach regulacyjnych i uzyskać stosowne licencje do prowadzenia działalności na rynkach finansowych. Przykładowo, w Europie firmy inwestycyjne muszą uzyskać licencję od krajowych organów nadzoru finansowego zgodnie z dyrektywą MiFID II (Markets in Financial Instruments Directive). Podmiotów takich dotyczą również minimalne wymogi kapitałowe, co oznacza, że jeśli chcą prowadzić działalność na rynku finansowym, muszą posiadać odpowiedni poziom kapitału własnego – dla zapewnienia stabilności finansowej i zdolności do pokrycia potencjalnych strat. Minimalne wymogi kapitałowe dla instytucji finansowych wynikają z regulacji, takich jak Basel III. Ma to na celu zwiększenie bezpieczeństwa i stabilności systemu finansowego.

Krajowe i międzynarodowe rynki finansowe wymagają od podmiotów na nich działających przestrzegania obowiązujących przepisów prawnych i regulacji dotyczących działalności finansowej, a w szczególności zasad dotyczących przeciwdziałania praniu pieniędzy czy przeciwdziałania finansowaniu terroryzmu. Dodatkowo podmioty prowadzące transakcje na rynkach finansowych muszą mieć nadany unikalny kod LEI, który pozwala na bezbłędną i jednoznaczną identyfikację konkretnego podmiotu.

Podmiot musi też posiadać odpowiednią strukturę organizacyjną, w tym wykwalifikowany zarząd i personel z odpowiednimi kompetencjami i doświadczeniem w zakresie rynków finansowych, a także komórki organizacyjne zajmujące się monitorowaniem i zarządzaniem ryzykiem związanym z działalnością finansową. Prowadzenie działalności w ramach rynku finansowego wymaga także zaawansowanej infrastruktury technologicznej, która zapewnia bezpieczeństwo, szybkość i efektywność przeprowadzania transakcji, przy czym stosowane przez podmioty systemy muszą być zgodne z wymaganiami dotyczącymi bezpieczeństwa cybernetycznego oraz ochrony danych osobowych.

Dodatkowe warunki dla podmiotów na rynkach finansowych

Jednym z wymagań jakie muszą spełnić podmioty rynku finansowego jest obowiązek poddawania się  regularnym audytom wewnętrznym i zewnętrznym, które oceniają zgodność z przepisami i standardami branżowymi. Takie audyty pomagają w identyfikacji i eliminacji nieprawidłowości oraz zapewniają przejrzystość i wiarygodność działalności finansowej. Podobne znaczenie mają regularne raporty finansowe i regulacyjne składane do odpowiednich organów nadzoru. Muszą być one zgodne z międzynarodowymi standardami rachunkowości i ujawniać pełne informacje na temat działalności podmiotu.

Zatem, aby podmiot mógł np. prowadzić transakcje na giełdzie, musi spełnić szereg warunków, obejmujących rejestrację i uzyskanie licencji, minimalne wymogi kapitałowe, zgodność z regulacjami. Musi również posiadać odpowiednią strukturę organizacyjną, zaawansowaną infrastrukturę technologiczną, przeprowadzać regularne audyty i raportować na bieżąco na temat swojej sytuacji finansowej. Przestrzeganie tych wymagań zapewnia stabilność i wiarygodność podmiotu, a także chroni interesy jego klientów i całego systemu finansowego.

Wyniki finansowe Kuehne+Nagel za pierwszą połowę 2024 r.

  • Nowa struktura organizacyjna w kierunku poprawy struktury kosztów i wzmocnienie bliskości do klienta
  • Popyt na elastyczne i cyfrowe usługi, zwłaszcza wśród klientów z sektora MŚP
  • Zakłócenia w łańcuchu dostaw spowodowane niepewnością w globalnym handlu
Grupa
Kuehne+Nagel
CHF mln
H1 2024 H1 2023 Δ Q2 2024 Q2 2023 Δ
Obrót netto 11,554 12,721 -9% 6,046 5,973 1%
Zysk brutto 4,273 4,649 -8% 2,197 2,255 -3%
Wynik operacyjny (EBITDA) 1,185 1,518 -22% 609 715 -15%
EBIT 778 1,135 -32% 402 523 -23%
Zysk za okres 576 860 -33% 298 398 -25%

Obroty netto Grupy Kuehne+Nagel w pierwszej połowie 2024 r. wyniosły 11,6 mld CHF, EBIT wyniósł 778 mln CHF, a zysk 576 mln CHF. Na wynik wpłynęły ujemne różnice kursowe w wysokości 2% w pierwszej połowie 2024 r. oraz jednorazowe koszty restrukturyzacji w wysokości 17 mln CHF w drugim kwartale 2024 r.

Współczynnik konwersji, który opisuje stosunek EBIT do zysku brutto Grupy, wyniósł 18% w pierwszej połowie 2024 r., a zatem był znacznie wyższy niż wskaźnik sprzed pandemii COVID-19, który wynosił 13% w pierwszej połowie 2019 r. Ogólnie rzecz biorąc, wskaźniki te są powyżej poziomu sprzed pandemii.

Stefan Paul, Dyrektor Zarządzający Kuehne+Nagel International AG:

„W pierwszej połowie 2024 r. nadal konsekwentnie koncentrowaliśmy się na realizacji inicjatyw naszej strategii Roadmap 2026. Ożywienie popytu na fracht lotniczy miało pozytywny wpływ, podczas gdy ponowne zakłócenia na Morzu Czerwonym spowodowały dodatkową złożoność łańcuchów dostaw na całym świecie. Jesteśmy dobrze przygotowani na spodziewany wyższy popyt w drugiej połowie roku i spodziewamy się dalszego wzrostu wydajności”.

Logistyka morska


CHF mln
H1 2024 H1 2023 Δ Q2 2024 Q2 2023 Δ
Obrót netto 4,057 4,859 -17% 2,131 2,192 -3%
Zysk brutto 1,017 1,309 -22% 514 623 -18%
EBIT 397 639 -38% 200 295 -32%

 

Obroty netto w logistyce morskiej wyniosły 4,1 mld CHF, a EBIT 397 mln CHF w pierwszej połowie 2024 r. Współczynnik konwersji utrzymał się na wysokim poziomie 39%. Wolumen kontenerów na koniec czerwca 2024 r. wyniósł 2,1 mln standardowych kontenerów (TEU). W ramach Roadmap 2026 do tej pory otwarto 34 nowe lokalizacje obsługi klienta, zwiększając wsparcie dla MŚP.

Kuehne+Nagel wdraża zrównoważone rozwiązania dla rosnącej liczby klientów. Na przykład jednostka logistyki morskiej niedawno zaczęła wykorzystywać biopaliwo do transportu towarów pomocowych w imieniu holenderskiej fundacji IDA. Skutkuje to redukcją emisji CO2e o około 85% w porównaniu z zastosowaniem paliw kopalnych.

Logistyka lotnicza


CHF mln
H1 2024 H1 2023 Δ Q2 2024 Q2 2023 Δ
Obrót netto 3,392 3,516 -4% 1,809 1,654 9%
Zysk brutto 822 937 -12% 430 449 -4%
EBIT 210 293 -28% 116 139 -17%

 

Obroty netto w dziale logistyki lotniczej wyniosły 3,4 mld CHF, a EBIT w pierwszej połowie 2024 r. wyniósł 210 mln CHF. Łącznie jednostka obsłużyła ponad 1,0 mln ton frachtu lotniczego w pierwszych sześciu miesiącach 2024 r., czyli o 5% więcej rok do roku. Wzrost wolumenu rozwijał się zgodnie z rozwojem rynku i koncentrował się na rentownych segmentach, takich jak opieka zdrowotna i półprzewodniki. Współczynnik konwersji wyniósł 26%.

Popyt na połączone usługi logistyki morsko-lotniczej odnotował silny wzrost w pierwszej połowie 2024 r., ponieważ niektórzy klienci starali się skrócić czas tranzytu ze względu na sytuację na Morzu Czerwonym.

Logistyka drogowa


CHF mln
H1 2024 H1 2023 Δ Q2 2024 Q2 2023 Δ
Obrót netto 1,770 1,873 -6% 910 917 -1%
Zysk brutto 670 684 -2% 345 335 3%
EBIT 66 93 -29% 36 41 -12%

Obroty netto w logistyce drogowej wyniosły 1,8 mld CHF w pierwszej połowie 2024 r., a EBIT wyniósł 66 mln CHF. Przy około 12 milionach zrealizowanych zamówień, wolumen był na tym samym poziomie co w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Przejęcie kanadyjskiego brokera celnego Farrow zostało pomyślnie zakończone w lutym 2024 r. Integracja i ekspansja działalności na południowej granicy USA przebiega zgodnie z planem.

Logistyka kontraktowa


CHF mln
H1 2024 H1 2023 Δ Q2 2024 Q2 2023 Δ
Obrót netto 2,335 2,473 -6% 1,196 1,210 -1%
Zysk brutto 1,764 1,719 3% 908 848 7%
EBIT 105 110 -5% 50 48 4%

 

Przy obrotach netto w wysokości 2,3 mld CHF i zysku EBIT w wysokości 105 mln CHF, dział logistyki kontraktowej w pierwszej połowie 2024 r. nadal osiągał bardzo dobre wyniki.

W drugim kwartale Kuehne+Nagel rozbudowało centra dystrybucyjne dla klientów takich jak BMW i Wacker Neuson w Niemczech oraz Lego w Belgii. Kuehne+Nagel otworzyło nowe lokalizacje w USA i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na usługi e-commerce i opieki zdrowotnej.

Dr Joerg Wolle, Prezes Zarządu Kuehne+Nagel International AG:

„Kuehne+Nagel osiągnęło dobre wyniki w pierwszej połowie 2024 r. Usprawniona struktura organizacyjna, zainicjowana przez Radę Dyrektorów w kwietniu 2024 r., doprowadzi do znacznego wzrostu wydajności i wzmocnienia bliskości z klientem. Umożliwi nam to szybsze reagowanie i wdrażanie naszej strategii oraz oferowanie doskonałych, kompleksowych rozwiązań logistycznych”.

Europa w recesji? Przemysł kuleje, usługi ledwo zipią

Indeksy koniunktury po raz kolejny pokazują nam, że przemysł europejski nie ma się najlepiej. Usługi jeszcze w miarę się bronią, ale daleko ankietowanym menadżerom do optymizmu Anglosasów. Kanada obniża stopy procentowe.

Koniunktura w Europie bez niespodzianek

Wczorajsze dane z indeksów PMI nie były zaskoczeniem. Wszyscy wiedzieli, że w przemyśle dominuje pesymizm, za to usługi mieszczą się jeszcze powyżej ważnej granicy rozdzielającej przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. Problem w tym, że nawet w ramach tych oczekiwań wczorajsze odczyty były słabsze. Pesymizm przemysłu ponownie napędzają głównie Niemcy, jako największa gospodarka, ale dużo poniżej oczekiwań wypadła również Francja, gdzie na razie przynajmniej w przemyśle nie ma pozytywnego efektu igrzysk olimpijskich. Wyraźnie za to wzrósł optymizm w usługach, co część analityków łączy właśnie z tymi zawodami sportowymi. Nie był to jednak na tyle silny wzrost by zniwelować słabsze dane z Niemiec. Nie powinien zatem dziwić wczorajszy kurs euro – najsłabszy względem dolara od ponad dwóch tygodni.

Koniunktura u Anglosasów

Analitycy spodziewali się przyzwoitych wyników na Wyspach. Co ważne, obydwa odczyty miały przekroczyć barierę 50 pkt (przewaga odpowiedzi pozytywnych) i osiągnęły ten wynik. Co prawda indeks dla przemysłu wypadł symbolicznie 0,1 pkt poniżej oczekiwań, ale za to dużo lepiej wypadł indeks dla usług. Spowodowało to umocnienie się funta względem euro. Dane zza oceanu były mocno niejednoznaczne. Amerykanie pokazali wyraźnie słabszy wynik w przemyśle, który niespodziewanie pierwszy raz od grudnia zeszłego roku zanurkował poniżej 50 pkt, pomimo znacznie wyższych oczekiwań. Z drugiej strony indeks dla usług przekroczył oczekiwania i jest najwyżej od marca – tyle, że 2022 roku. Inwestorzy przyjęli te dane w miarę neutralnie.

Kanada obniża stopy procentowe

Wczoraj decyzją Banku Kanady obniżono w tym kraju główną stopę procentową z 4,75% na 4,5%. Decyzja ta była od wielu dni oczekiwana przez rynki. To właśnie między innymi z niej wynikało osłabienie kursu dolara kanadyjskiego względem dolara amerykańskiego. Gorzej oprocentowany dolar kanadyjski tracił bowiem zainteresowanie inwestorów. Warto zauważyć, że nie osłabił swojej pozycji względem złotego, gdyż w tym samym czasie złoty był silnie w odwrocie wobec dolara amerykańskiego. Z drugiej strony w tle trwają spekulacje czy może Bank Kanady nie wie czegoś, czego rynki nie wiedzą. Za tydzień mamy posiedzenie decyzyjne FED, na którym zdaniem niemal 100% analityków stopy procentowe zostaną utrzymane. Dlaczego zatem bank, który zwykle koordynował swoją politykę monetarną z FED, obniżył stopy już dzisiaj?

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych pakiet danych z USA:

14:30 – PKB,

14:30 – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

14:30 – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Trudniejszy początek roku dla polskich przedsiębiorstw – wyniki i perspektywy na przyszłość

Pierwszy kwartał 2024 roku przyniósł pogorszenie wyników finansowych średnich i dużych przedsiębiorstw w Polsce. Wyniki firm pozostaną pod presją co najmniej do końca bieżącego roku, a głównym wyzwaniem przedsiębiorstw będzie wysokie tempo wzrostu kosztów pracy – prognozują w najnowszym raporcie analitycy Banku Pekao S.A.

Niższy rok do roku o niemal 40 proc. łączny wynik netto w I kw. 2024 oznacza trzeci najniższy rezultat pierwszego kwartału od 2007 roku, gorzej było tylko w latach 2009 i 2020. Erozja marż wystąpiła w większości sekcji gospodarki, a w kilku najważniejszych, takich jak handel, przetwórstwo, energetyka i transport, miały miejsce kilkudziesięcioprocentowe spadki zysków.

Na korzyść firm przemawia jednak fakt, iż wspomniane poziomy rentowności zostały osiągnięte przy znacznie wyższych niż w przeszłości przychodach. W efekcie nominalny zysk netto sektora firm (37 mld zł) był znacząco wyższy niż w którymkolwiek I kwartale roku przed znakomitym okresem 2021-2023.

Słabiej radził sobie w szczególności przemysł, handel i transport, ale były również branże, które zdołały poprawić rezultaty. Znacznie lepiej niż w analogicznym okresie 2023 roku poradziły sobie niektóre branże usługowe, jak informacja i komunikacja (gdzie widać już było pozytywne efekty odbicia koniunktury i podjętych przez firmy działań optymalizacyjnych) oraz branża zakwaterowania i gastronomii, efektywnie wykorzystująca solidny poziom konsumpcji.

Według raportu Pekao spadek zysków firm w pierwszym kwartale roku był efektem niższych przychodów oraz dalszego wzrostu części kosztów. Źródłem spadku przychodów był niemal w całości przemysł, co było wynikiem słabszego popytu, zwłaszcza zagranicznego, oraz niższych cen sprzedaży. Kluczowy dla erozji marż i wyników okazał się silny wzrost kosztów pracy i usług obcych.

Co ważne, słabsze wyniki mają na razie niewielkie przełożenie na sytuację finansową krajowych podmiotów. Ogólna sytuacja finansowa przedsiębiorstw pozostaje stabilna, a w części aspektów można wręcz mówić o jej poprawie. Firmy znacząco się oddłużyły, redukując zarówno zobowiązania krótkoterminowe, jak i długoterminowe. Utrzymują one także zdrową płynność, co jest wynikiem m.in. redukcji zobowiązań krótkoterminowych.

Jednak widać wpływ wyników na aktywność inwestycyjną firm. W pierwszym kwartale 2024 roku ich nakłady minimalnie zmalały w porównaniu do roku poprzedniego, co jest pierwszym takim spadkiem od 2020 roku.

Wyzwania na przyszłość

W ocenie analityków Banku Pekao wyniki firm pozostaną pod presją co najmniej do końca bieżącego roku. Jedynie umiarkowane ożywienie koniunktury w kraju, utrzymująca się słabość głównych partnerów handlowych Polski oraz stłumiona inflacja będą spowalniać odbicie po stronie przychodowej. Utrzymuje się natomiast wysokie tempo wzrostu kosztów pracy, co pozostanie głównym wyzwaniem przedsiębiorstw w najbliższych kwartałach.

Obecna sytuacja może skłaniać firmy do optymalizacji kosztów zatrudnienia oraz przerzucania rosnących kosztów na odbiorców. Rok 2024 będzie także okresem znacznego schłodzenia aktywności inwestycyjnej przedsiębiorstw.

Więcej informacji w najnowszym raporcie Banku Pekao.

Co trzeci ekspert uważa, że na inwestowaniu w open source najbardziej skorzystałby sektor publiczny

Już ponad 90 proc. europejskich firm korzysta z rozwiązań open source. Większość z nich podkreśla, że dzięki temu może znacząco obniżyć koszty operacyjne, zwiększyć produktywność, a także uniezależnić się od jednego dostawcy oprogramowania. To, ile OSS może wnieść do organizacji jest kwestią indywidualną i zależy od wielu czynników, m.in. branży czy rodzaju działalności. Według ekspertów na inwestowaniu w open source najbardziej skorzystałby sektor publiczny – w badaniu przeprowadzonym przez The Linux Foundation odpowiedź tę wskazało 35 proc. osób[1]. Co ciekawe, odsetek ten jest większy niż w przypadku branży IT (31 proc.), edukacyjnej (29 proc.) czy finansowej (20 proc.). Jak rozwiązania open source mogą wpłynąć na działanie administracji publicznej i samorządów?

Adaptacja open source przez sektor publiczny to podstawa

Specjaliści nie zatrzymują się na opinii, że sektor publiczny byłby największym beneficjentem rozwiązań opartych na otwartym kodzie. Idą o krok dalej, stwierdzając, że najbliższe inwestycje w open source powinny skupiać się głównie na jego adaptacji przez administrację rządową. Tak uznała niemal połowa badanych, co oznacza, że kwestia ta jest dla specjalistów ważniejsza, niż rozwój open source w celu tworzenia alternatyw dla monopoli technologicznych (37 proc. odpowiedzi), ulepszenia edukacji akademickiej (29 proc.) czy wspierania globalnych standardów technologicznych (27 proc.)[2].

Jak podkreśla Dariusz Świąder, prezes Linux Polska, na wdrożeniu open source przez jednostki administracji publicznej skorzystaliby wszyscy obywatele.

Wdrożenie open source do sektora publicznego to krok milowy w kierunku transformacji cyfrowej, m.in. ze względu na dużo większy zakres funkcjonalności, elastyczności, cyberbezpieczeństwa i suwerenności technologicznej. Główne korzyści dotyczą jednak finansów i konkurencyjności względem sektora prywatnego. Wystarczy wyobrazić sobie, jak dużą oszczędność przyniosłaby inwestycja w rozwój i dostosowanie do własnych potrzeb oprogramowania open source, w porównaniu do zakupu licencji na korzystanie z rozwiązania komercyjnego dla wszystkich urzędów. Skalę pozytywnego wpływu otwartych rozwiązań na wzrost gospodarczy obrazują szacunki Komisji Europejskiej, zgodnie z którymi zwiększenie o 10 proc. składek na kod otwartego oprogramowania dałoby efekt w postaci dodatkowego 0,4 –0,6 proc. PKB w skali roku[3]. Potencjał ten jest w ogromnej mierze niewykorzystany, choć coraz więcej europejskich rządów zaczyna go zauważaćdodaje Dariusz Świąder, Linux Polska.

OSPO szansą dla sektora publicznego

Ograniczenia technologiczne, brak wystarczającej wiedzy na temat open source, a także obawy dotyczące bezpieczeństwa są głównymi powodami, przez które organizacje nie inwestują w rozwiązania open source. Problem ten dotyczy również sektora publicznego, w którym bariery te są dodatkowo uwydatnione przez daleko idącą ostrożność we wdrażaniu nowych rozwiązań.

Według Marka Najmajera, Dyrektora Rozwoju Produktu w Linux Polska, sposobem na rozwiązanie tych problemów są tzw. OSPO (Open Source Program Office), czyli tworzone w konkretnej organizacji lub instytucji jednostki, których celem jest identyfikacja potrzeb związanych z open source oraz wsparcie przy ich wdrażaniu.

OSPO jest pomysłem, który zrodził się w sektorze prywatnym i stanowi trzon kultury organizacyjnej dotyczącej wykorzystania open source. Dokładny zakres działań takiej jednostki zależy od konkretnej firmy i jej potrzeb. OSPO może zajmować się rozwijaniem współpracy z organizacjami open source, opracowaniem strategii dotyczącej wykorzystania otwartego oprogramowania, ograniczaniem związanego z tym ryzyka czy rozwijaniem wiedzy i świadomości na temat dostępnych możliwości rozwoju OSS. Zadania te pozwalają z jednej strony rozwiać wątpliwości dotyczące stosowania otwartego oprogramowania, z drugiej zaś – prowadzić do rozwoju rozwiązań open source’owych. Niektóre jednostki publiczne już stworzyły własne OSPO, uznając je za narzędzie zwiększające przejrzystość i bezpieczeństwo. Przykładem może być rząd francuski czy Komisja Europejskamówi Marek Najmajer,  Dyrektor Rozwoju Produktu w Linux Polska.

Open source w sektorze publicznym? Kluczowe jest bezpieczeństwo

Dojrzałość w podejściu organizacji do otwartych technologii przejawia się m.in. w posiadaniu odpowiednich polityk bezpieczeństwa, zatrudnieniu ekspertów wyspecjalizowanych w tej dziedzinie, współpracy z organizacjami open source czy regularnym testowaniu i wdrażaniu nowych rozwiązań. Realizacją wszystkich tych kwestii może pochwalić się niewiele firm. Co więcej, niespełna 40 proc. wykonuje tak podstawową czynność jak skany bezpieczeństwa w celu identyfikacji luk i zagrożeń[4]. Jak podkreśla Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska, w czasach coraz częstszych ataków hakerskich kwestia cyberbezpieczeństwa powinna być kluczowa dla wszystkich organizacji, zwłaszcza w branżach regulowanych i sektorze publicznym.

Rozwiązania open source są dzisiaj uznawane za bezpieczne głównie ze względu na powszechny dostęp do kodu – w końcu każdy może zidentyfikować błędy lub luki i powiadomić o nich twórców. Jednak mówiąc o cyberbezpieczeństwie w administracji rządowej i branżach wysokiego ryzyka, w których wykorzystywany jest open source, należy pójść zdecydowanie dalej. Analiza powinna obejmować wiele czynników ryzyka, związanych ­­­­­­ze składem oprogramowania, jego produkcją, rozwojem i utrzymaniem, licencją, podatnością czy nawet pochodzeniem geopolitycznym. Ważne jest, by nie ograniczać się do oceny każdego komponentu osobno, a badać również występujące między nimi zależności. Aby uprościć to zadanie, przez ostatnie kilkanaście miesięcy pracowaliśmy nad Source Mation – innowacyjnym, kompleksowym rozwiązaniem do analizy ryzyka oprogramowania open source, dzięki któremu użytkownicy otrzymają skumulowany wskaźnik informujący o potencjalnych zagrożeniach. Ułatwi to zarządzanie ryzykiem IT w każdej organizacji, również w jednostkach sektora publicznego dodaje Dariusz Świąder, Linux Polska.

Podsumowanie

Specjaliści uważają, że na inwestowaniu open source najbardziej skorzystałby – również pod kątem finansowym – sektor publiczny. Mimo to otwarte rozwiązania nadal są wykorzystywane i rozwijane przede wszystkim przez prywatne przedsiębiorstwa i inicjatywy. Przełamaniem bariery w jednostkach administracji rządowej i innych instytucjach publicznych mogłoby być stworzenie krajowego OSPO.

[1] The Linux Foundation, World of Open Source, Europe Spotlight 2023.

[2] The Linux Foundation, World of Open Source, Europe Spotlight 2023.

[3] European Commission, The impact of Open Source Software and Hardware on technological independence, competitiveness and innovation in the EU economy.

[4] Open Logic, Open Source Initiative, Eclipse Foundation, 2024 State of Open Source Report.

Demokraci gonią w wyścigu

W wyborach w USA zapowiada się zmiana nie tylko kandydata, ale również lidera wyścigu. W tle brak większych niespodzianek w Turcji i na Węgrzech, chociaż rynki reagują na decyzje tamtejszych banków centralnych. W Polsce rekord niskiego bezrobocia od czasów przemian ustrojowych.

Banki centralne nie zaskoczyły

Banki centralne Węgier i Turcji zachowały się zgodnie z oczekiwaniami analityków. Turecki bank centralny utrzymał imponującą stopę procentową wynoszącą 50%. Po samej decyzji było widać umocnienie się kursu liry tureckiej względem dolara. Pokazuje to, że inwestorzy mogli jednak częściowo oczekiwać obniżek stóp procentowych po czerwcowym spadku inflacji. Na Węgrzech z kolei spadek o 0,25% spowodował osłabienie forinta względem kursu euro. Analitycy wskazują przyczynę: inflacja od pół roku znajduje się w trendzie bocznym w przedziale 3,6-4% i na rynek trafiają spekulacje o możliwej pauzie w cyklu obniżek stóp. Ruch ten miałby spowodować zduszenie inflacji bliżej celu. Warto też zwrócić uwagę, że inflacja nie boli Węgrów aż tak bardzo. Dzisiaj nad ranem poznaliśmy dane o wzroście wynagrodzeń – 14,8% w skali roku. Gdy pensja idzie o tyle w górę, można żyć ze wzrostem cen ocierającym się o 4%.

Wyścig prezydencki znów emocjonujący

Jeszcze tydzień temu przewaga Donalda Trumpa nad kandydatem demokratów w sondażach zaczynała przekraczać 3%. Jest to ważna wartość, gdyż to właśnie na tyle szacuje się błąd takich badań. Jeżeli przewaga jest większa od błędu, można mówić o jednoznacznym wskazaniu. Po zmianie kandydata demokratów kolejne sondaże zaczynają jednak pokazywać wyniki bliższe remisu, nawet ze wskazaniem na Kamalę Harris. Jak widać powiew młodości, jak jest to sprzedawane w mediach, wyrównał konkurencję. Zatem sezon wakacyjny, zapowiadający się do niedawna jako bardzo nudny, może być całkiem emocjonujący. Tym bardziej, że kurek z datkami na kampanię po stronie demokratów został wyjątkowo mocno odkręcony i wygląda na to, że straty z ostatnich tygodni uda się tej formacji nadrobić. Z punktu widzenia rynków warto poczekać jednak czy nowa kandydatka nie zmodyfikuje programu.

Rekord bezrobocia w Polsce

Wczoraj poznaliśmy wskaźnik bezrobocia dla Polski. Wyniósł on 4,9%. W wielu miejscach, podobnie jak w tytule paragrafu, mówi się o rekordzie wszechczasów. Teoretycznie w danych na początku lat 90-tych mieliśmy niższy wskaźnik. Wszak przemiany zaczęliśmy z fikcją pełnego zatrudnienia. Odnoszenie się jednak do tamtych, zmanipulowanych poziomów nie wydaje się jednak właściwe. Od tamtych czasów nigdy jednak nie mieliśmy tak niskiej stopy bezrobocia, co jest obiektywnie powodem do radości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień wstępnych odczytów indeksów PMI zarówno dla przemysłu, jak i dla usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Dekarbonizacja sektora nieruchomości komercyjnych: wyzwania i szanse na drodze do neutralności klimatycznej

Dekarbonizacja sektora nieruchomości komercyjnych jest kluczowa dla walki ze zmianami klimatycznymi i osiągnięcia celów w zakresie zrównoważonego rozwoju, jednak eksperci wskazują na liczne wyzwania stojące na drodze do tego. Wysokie koszty poprawy efektywności energetycznej budynków, trudności z zakupem energii z odnawialnych źródeł,  a także w odsprzedaży energii do sieci, ograniczona dostępność  funduszy unijnych na modernizację budynków oraz konieczność skoordynowanych działań na poziomie krajowym to tylko niektóre z wyzwań.

Paryskie Porozumienie, które zostało zainicjowane i podpisane z międzynarodowym zaangażowaniem w 2015 roku, jest istotnym krokiem w szeroko zakrojonych światowych wysiłkach mających na celu znaczne ograniczenie emisji szkodliwych gazów cieplarnianych. Ten międzynarodowy dokument prawny jest uznawany za przełomowy w kontekście globalnych działań na rzecz ochrony środowiska.

– Jedną z konsekwencji Porozumienia Paryskiego jest Europejski Zielony Ład – stworzony przez Komisję Europejską – którego częścią jest m.in. dekarbonizacja. Stworzono również politykę Fit for 55, aby osiągnąć pewien cel pośredni redukcji emisji gazów cieplarnianych – o 55% do 2030 roku. Warto wspomnieć, że w ubiegłym roku podniesiono cel pośredni w zakresie odnawialnych źródeł energii w miksie energetycznym z 34% do 42,5% w 2030 roku, z ambicją osiągnięcia 45%  – mówi  Jarosław Witek, Associate Director, Sustainability, Carbon & Energy CBRE.

Poprzez stworzenie szeroko zakrojonych ram prawnych oraz licznych przepisów, Komisja Europejska szczegółowo reguluje różne aspekty Europejskiego Zielonego Ładu, w tym energetykę i dekarbonizację.

– Niestety Polska w tym momencie znacząco odstaje od reszty Europy pod względem emisji w sektorze energetycznym. Stawia to polskie przedsiębiorstwa w znacznie gorszej pozycji na rynku globalnym – dodaje Jarosław Witek, CBRE.

W kontekście dekarbonizacji, istotne jest nie tylko zwiększanie udziału energii odnawialnej, ale także poprawa efektywności energetycznej budynków. Jak zauważa Jarosław Witek, zaopatrywanie nieefektywnych budynków w dużą ilość energii odnawialnej nie przyniesie oczekiwanych korzyści. Kluczowe jest zatem kompleksowe podejście, które łączy redukcję emisji z poprawą wydajności energetycznej.

Eksperci wskazują na konieczność skoordynowanych działań zarówno na poziomie przedsiębiorstw, jak i polityki krajowej.

– W obszarze dekarbonizacji na poziomie administracji publicznej, czy inaczej systemowej nie jest możliwe natychmiastowe rozwiązanie wszystkich problemów na raz. Istnieją zagadnienia, takie jak ciepło systemowe lub stan sieci energetycznej, na które przedsiębiorcy mają ograniczony wpływ. Wymaga to działania na szczeblu polityki krajowej. Choć w procesie dekarbonizacji obserwujemy postępy, tempo tych zmian wciąż nie jest zadowalające. Nie zwalnia to jednak przedsiębiorców z obowiązku czy odpowiedzialności za emisyjność własnych zakładów i wdrażania własnej polityki dekarbonizacji – komentuje Bartosz Radkowiak, CEO ESCOlight.

Choć dekarbonizacja postępuje, nadal istnieje wiele wyzwań, które wymagają skoordynowanych działań na wielu poziomach, aby osiągnąć zadowalające tempo i skuteczność w redukcji emisji CO2.

– W procesie budowlanym analiza cyklu życia (LCA) koncentruje się w dużej mierze na ocenie ilości dwutlenku węgla (CO2) wytworzonego podczas produkcji materiałów budowlanych, ich transportu oraz wbudowania na plac budowy. Jeszcze kilka lat temu było to ogromnym wyzwaniem, ponieważ niewiele materiałów posiadało deklarację środowiskową EPD, co utrudniało dokładne oszacowanie emisji. Obecnie sytuacja znacznie się poprawiła. Coraz więcej dostępnych materiałów, zwłaszcza stali i betonu, wykazuje ograniczoną emisję CO2, co ułatwia świadomy wybór i możliwość przeprowadzanie miarodajnych analiz – mówi Stanisław Zysek, Director, Technical Development SEGRO Poland.

– W kontekście dekarbonizacji wciąż istnieją liczne przeszkody, które powodują, że inicjatywy podejmowane przez właścicieli nieruchomości napotykają na bariery, zwłaszcza w zakresie instalacji fotowoltaicznych. Każdy budynek charakteryzuje się dobowo-godzinowymi profilami zużycia energii. Obecnie uzyskanie zgody na odsprzedaż takiej energii do sieci jest niezwykle trudne. Modernizacja sieci energetycznej mogłaby znacząco przyspieszyć dekarbonizację sektora nieruchomości.  Barierą są także wyśrubowane kryteria dostępności funduszy unijnych na modernizację budynków – zauważa Aleksandra Noworyta, ESG Director EPP.

Zmiany w sektorze energetycznym są niezbędne dla osiągnięcia celów dekarbonizacyjnych.

– Sieć gazowa oraz ciepłownictwo również przechodzi dość dużą rewolucję i dostosowanie się do nowych wymagań transformacji energetycznej. W przypadku gazu ziemnego plany obejmują m.in.  z biometan, który będzie wprowadzany do sieci. Działanie to będzie pozwalało na obniżenie operacyjnego śladu węglowego źródeł, które są opalane obecnie gazem ziemnym – mówi Jakub Włodarczyk, Prezes Zarządu Viverno.

W kontekście wdrażania Dyrektywy EPBD dekarbonizacja jest nieuchronnym wyzwaniem dla branży nieruchomości. Osiągnięcie celu neutralności klimatycznej wymaga skoordynowanych działań na wielu frontach, w tym w polityce, przemyśle i budownictwie, aby skutecznie zmniejszyć emisje i wspierać zrównoważony rozwój.

Dziesiąta obniżka stóp procentowych na Węgrzech

Węgierski Bank Centralny zgodnie z oczekiwaniami rynku dziesiąty (!) raz z rzędu obniżył podstawową stopę procentową o 25 pb. do poziomu 6,75 proc.

Węgierski cykl obniżek stóp procentowych trwa nieprzerwanie od października zeszłego roku kiedy to mieliśmy pierwszą obniżkę o 75 pb. z poziomu aż 13,00 proc.
Stopy procentowe na takich poziomach (13,00 proc.+) wcześniej ostatni raz widziano na Węgrzech w 2000 roku. A w obliczu ich wysokiego nominalnego poziomu (w celu zdławienia szalejącej inflacji), teraz nie dziwi dosyć sprawny cykl obniżek.

Wysokie stopy procentowe na ten moment zdały test – węgierskie CPI za czerwiec wyniosło 3,7 proc. wobec prognozy 4,00 proc. Warto przypomnieć, że jeszcze w styczniu 2023 inflacja na Węgrzech wynosiła ponad 25,00 proc.

Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny Michael / Ström Domu Maklerskiego

Złoty silniejszy od złota

Polski złoty odrabia ostatnie straty, pomimo słabszych danych z rynku budowlanego oraz sprzedaży detalicznej. Złoto z kolei nurkuje z ostatnio wybitych szczytów. W tle czekamy na decyzje dwóch banków centralnych.

Słabsze dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dane na temat sprzedaży detalicznej oraz produkcji budowlano-montażowej w czerwcu. Sprzedaż rośnie w skali roku co prawda o 4,7%, aczkolwiek rynek oczekiwał 5,8%, więc mamy niemiłą niespodziankę. Gorzej wypadła produkcja budowlano- montażowa. Spodziewano się spadku o 4,5%, a uzyskano spadek o 8,9%w porównaniu z analogicznym okresem 2023 roku. Z drugiej strony – biorąc pod uwagę, że rynek nieruchomości w Polsce rozwija się od jednego programu wsparcia deweloperów do kolejnego programu wsparcia deweloperów – oczekiwanie, że w okresie przerwy pomiędzy kredytem 2% a kolejnym Rządowym programem będzie dobrze wydaje się mało racjonalne. Rynek przyjął te dane dobrze. Inwestorzy najwyraźniej nie byli zaskoczeni tymi odczytami, bo kontynuowali poranne odbicie złotego. Dzięki temu kurs euro spadł po raz pierwszy od środy do poziomu 4,28 zł.

Decyzje Banków Centralnych

Dzisiaj czekają nas dwie decyzje w sprawie stóp procentowych. Z jednej strony Turcja, gdzie przy 50% stopie procentowej pojawiło się światełko w tunelu – po 7 miesiącach wzrostu cen z rzędu, w czerwcu w końcu zobaczyliśmy spadek, i to od razu o niemal 4%. Choć Turcja ma parametry wyglądające tak, jakby ktoś przez pomyłkę przesunął przecinek, to niestety stopa procentowa naprawdę wynosi tam 50%, a nie 5%, a inflacja wynosi 71%, a nie 7,1%. Drugim ważnym państwem, w którym będziemy śledzić poczynania banku centralnego, będą dzisiaj Węgry. Zgodnie z oczekiwaniami stopa procentowa powinna spaść tam do poziomu 6,75% – jest to tylko jeden punkt procentowy powyżej obecnego wyniku Polski oraz dokładnie taki poziom, jaki Polska miała przed przedwyborczymi obniżkami. Gdyby doszło na Węgrzech do silniejszej obniżki niż zakładane 0,25%, to wówczas można oczekiwać osłabienia forinta względem pozostałych walut.

Złoto pożegnało się ze szczytami

Jeszcze w połowie zeszłego tygodnia złoto znajdowało się pod względem wartości nominalnej na szczytach wszechczasów. W ciągu tych kilku dni mielimy jednak około 4% spadek, co przekłada się na około 100 dolarów straty na każdej uncji. Część analityków łączy to z umocnieniem dolara, aczkolwiek ruch na złocie był niemal o rząd wielkości silniejszy niż na dolarze. Pokazuje to raczej, że mówimy o realizacji zysków inwestorów niż o dopasowaniu do kursu waluty rozliczeniowej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Rekordowy wzrost IPO w Europie – 11,4 mld euro w I półroczu 2024 r., Polska wciąż bez debiutu na rynku głównym

Europejski rynek IPO, po silnym pierwszym kwartale, zanotował jeszcze większe ożywienie w drugim kwartale 2024 roku.

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w pierwszym półroczu 2024 r. wyniosła 11,4 mld euro (łącznie 36 debiutów). To wzrost o 356% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (2,5 mld euro, łącznie 25 debiutów). Mimo to, na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie nadal nie odnotowano żadnego debiutu.

Fundusze private equity, które dotychczas wstrzymywały się z wyjściem z inwestycji, zaczęły w tym półroczu wykazywać znacznie większą aktywność. Spodziewamy się, że rynek IPO, wspierany przez fundusze private equity, będzie w najbliższej przyszłości wykazywał ożywienie – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch EMEA” przygotowanego przez firmę doradczą PwC. W pierwszym półroczu 2024 roku na GPW w Warszawie odnotowano dalszy wzrost głównych indeksów. Po połowie roku nadal brakowało IPO na rynku głównym, natomiast na alternatywnym rynku NewConnect miały miejsce cztery debiuty.

Podsumowanie I półrocza 2024 r. na GPW w Warszawie

W pierwszym półroczu 2024 roku na Giełdzie Papierów Wartościowych zadebiutowały cztery spółki –  wszystkie debiuty odbyły się na alternatywnym rynku NewConnect. Poza pięcioma spółkami, które przeniosły się z rynku alternatywnego, na rynku głównym nie pojawiły się żadne nowe spółki. Łączna wartość ofert w pierwszym półroczu 2024 r. wyniosła 12,9 mln zł (2,9 mln euro), co oznacza spadek o 13% w porównaniu do analogicznego okresu w 2023 roku, kiedy przeprowadzono sześć IPO (wszystkie na NewConnect) o łącznej wartości 14,7 mln zł (3,2 mln euro). Debiutantami na NewConnect w pierwszym półroczu 2024 roku były: Consoleway S.A., specjalizująca się w świadczeniu usług portowania, oraz wydawania gier komputerowych, której oferta wyniosła 2,7 mln zł (602 tys. euro); No Gravity Development S.A., kolejna firma z branży gier wideo, niezależnie tworząca własne gry oraz portująca już istniejące gry na inne platformy, która wprowadziła  do obrotu 1,1 mln akcji o łącznej wartości 4,4 mln zł (brak oferty); B-ACT S.A., grupa firm inżyniersko-konsultingowych zajmująca się doradztwem przy realizacji inwestycji budowlanych, której wartość oferty wyniosła 4,2 mln zł (939 tys. euro); oraz Brainscan S.A., spółka z branży medtech wykorzystująca sztuczną inteligencję do interpretacji badań obrazowych mózgu, która pozyskała w IPO w bieżącym półroczu 5,9 mln zł (1,3 mln euro).

“Najważniejsze indeksy rosną od jesieni 2022 roku osiągając kolejne szczyty, a pomimo tego, od tego czasu na rynku głównym GPW miał miejsce jedynie jeden debiut, czyli spółki Murapol w 2023 roku. Stąd trudno mówić o jakimkolwiek ożywieniu na rynku IPO, natomiast obserwujemy wzrost zainteresowania debiutem i coraz więcej rozpoczynanych prac przygotowawczych wśród spółek z Polski i regionu CEE. Doniesienia medialne wskazują na możliwy debiut kilku spółek (np. Żabka, Diagnostyka, chorwacka spółka Studenac, czy TTMS) – przeprowadzenie IPO przez każdą z tych firm byłoby istotnym wydarzeniem dla GPW. Warto zauważyć, że wspomnieni kandydaci to w większości spółki portfelowe funduszy private equity, a sukces ich debiutów mógłby spowodować zachętę do upłynniania większej ilości aktywów funduszy, szczególnie biorąc pod uwagę, że wszystkie hossy mają kiedyś swój koniec”  – mówi Kamil Wardzyński, Senior Manager w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w I półroczu 2024 r.

Zgodnie z najnowszym raportem PwC “IPO Watch EMEA”, na europejskim rynku IPO w drugim kwartale 2024 roku odnotowano kontynuację wzrostów zapoczątkowanych w I kwartale br. (wzrost wartości IPO o 37% do 6,6 mld euro w porównaniu do wyników I kwartału 2024 r.). Z perspektywy pierwszego półrocza 2024 r., łączna wartość ofert pierwotnych w Europie wyniosła łącznie 11,4 mld euro (wzrost o 356% względem analogicznego okresu w poprzednim roku), co stanowiło najlepszy rezultat za pierwsze półrocze od czasu rekordowego 2021 roku. Od stycznia do czerwca br. zadebiutowało na europejskich giełdach 36 spółek (w tym trzy mega oferty o wartości powyżej 1 mld euro, z czego dwie miały miejsce w drugim kwartale), w porównaniu z 25 debiutami w analogicznym okresie poprzedniego roku. W 2024 roku w Europie odnotowano znaczną aktywność funduszy private equity, które plasowały oferty swoich spółek portfelowych – ponad połowa z 10 największych IPO w Europie w tym półroczu to inwestycje funduszy private equity, które odegrały kluczową rolę w ożywieniu rynku. Pomimo niepewności związanych z wyborami europejskimi i amerykańskimi, perspektywy europejskiego rynku IPO na drugą połowę roku, jak i na rok 2025 wydają się być optymistyczne, a spółki już teraz przygotowują się do transakcji, aby móc skorzystać z potencjalnie korzystnych “okienek IPO”.

Drugi kwartał 2024 r. na europejskim rynku IPO przyniósł kilka znaczących ofert. IPO spółki Puig Brands, działającej w sektorze odzieży i perfum, była największą ofertą na świecie, z której spółka pozyskała 2,6 mld euro (debiut na hiszpańskiej BME). Tuż za nią uplasowała się oferta CVC Capital, grupy z obszaru funduszy private equity i doradztwa inwestycyjnego, która pozyskała 2,2 mld euro debiutując na Euronext Amsterdam. Na trzecim miejscu uplasowała się spółka Exosens, producent elementów optoelektronicznych, która debiutowała na Euronext Paris z ofertą o wartości 350 mln euro.

Ponadto, większość debiutów charakteryzowała się wzrostami kursów akcji po IPO – w przypadku siedmiu z dziesięciu największych europejskich IPO, które zadebiutowały w I półroczu 2024 r., ceny akcji na koniec analizowanego okresu były wyższe od ceny emisyjnej. Dwa najistotniejsze wzrosty należą do spółek Planisware (Euronext Paris) i RENK Group (Deutsche Börse), których wycena akcji na koniec czerwca br. była wyższa odpowiednio o 65% i 67% względem ceny emisyjnej. Dodatkowo, debiutująca w II kwartale 2024 r. na London Stock Exchange spółka Raspberry Pi, odnotowała wzrost kapitalizacji o 43% od daty debiutu wspieranego przez zaangażowanie znaczących i rozpoznawalnych inwestorów (cornerstone investors).

“Choć nie widać tego jeszcze w Warszawie, europejski rynek IPO odradza się po ponad dwuletnim zastoju,  w dużym stopniu za sprawą funduszy private equity, których spółki portfelowe dominowały wśród największych debiutów w 2024 r. Brak przy tym wyraźnych preferencji inwestorów co do sektorów działalności debiutantów, co pozwala patrzeć z optymizmem na możliwość realizacji ciekawych i zdywersyfikowanych sektorowo transakcji. Perspektywy na drugą połowę roku oraz 2025 rok są pozytywne – mimo tradycyjnej niepewności związanej z kalendarzem wyborczym (w szczególności w USA), sukces dotychczasowych debiutów oraz wzrosty kapitalizacji debiutantów w okresie po IPO budują pozytywne nastroje i motywują kolejne spółki (oraz ich właścicieli, w tym fundusz private equity) do intensywnych przygotowań i poszukiwania optymalnych warunków do przeprowadzenia transakcji w kolejnych kwartałach” – mówi Bartosz Margol, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I półroczu od 2020* r.

Aktywność na europejskim rynku IPO w I półroczu od 2020* r.

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2020*Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2020*

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

O raporcie IPO Watch EMEA

Począwszy od I kwartału 2024 roku, raport IPO Watch Europe został zastąpiony przez IPO Watch EMEA, który w ramach analizy rynku IPO, poza Europą, obejmuje także regiony Bliskiego Wschodu oraz Afryki. Poprzednie edycje IPO Watch Europe są dostępne pod adresem: www.pwc.pl/ipowatch.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje debiuty na głównych giełdach w regionie EMEA (włączając w to giełdy w Unii Europejskiej, Wielkiej Brytanii, Islandii, Norwegii, Turcji, Serbii, Szwajcarii, Bliskiego Wschodu oraz Afryki) i jest publikowany kwartalnie. Przeniesienia pomiędzy rynkami w ramach jednej giełdy, nie zostały uwzględnione w statystykach. Raport dotyczy okresu od 1 stycznia do 30 czerwca 2024 roku i został sporządzony w oparciu o daty debiutów akcji lub praw do akcji.

Raport IPO Watch EMEA obejmuje wyłącznie oferty o wartości powyżej 5 mln USD, dane nie obejmują debiutujących na giełdach funduszy zamkniętych, firm zajmujących się rozwojem biznesu (tzw. Business Development Companies) oraz transakcji na rynkach nieregulowanych. Dla zapewnienia porównywalności, dane za poprzednie okresy prezentowane w raporcie IPO Watch EMEA zostały odpowiednio przekształcone. Komentarz do rynku polskiego omawia wszystkie debiuty na rynku głównym GPW w Warszawie oraz rynku nieregulowanym NewConnect, niezależnie od ich wartości.

Medicalgorithmics ma pierwszą umowę na wykorzystanie technologii AI VCAST

Medicalgorithmics, spółka technologiczna wchodzący w skład indeksu sWIG80, podpisał umowę z Wielospecjalistycznym Szpitalem SPZOZ w Nowej Soli na wykorzystanie technologii VCAST w projekcie badawczym. Jest to pierwszy kontrakt zakładający wdrożenie rozwijanej przez spółkę technologii do bezinwazyjnej diagnostyki choroby wieńcowej wykorzystującej algorytmy AI do automatycznej detekcji i analizy zwężeń naczyń wieńcowych na podstawie danych tomografii komputerowej (TK) serca.

VCAST będzie wykorzystany przez szpital w projekcie badawczym „Badanie porównawcze modeli predykcyjnych do analizy zwężenia naczyń wieńcowych”, w którym weźmie udział 200 pacjentów. Zgodnie z umową, Medicalgorithmics udostępni szpitalowi technologię na okres pięciu lat z opcją przedłużenia współpracy. Dzięki temu szpital będzie mógł korzystać z produktu VCAST także po zakończeniu projektu badawczego w ramach procedur diagnostycznych choroby wieńcowej u pacjentów.

VCAST (Wirtualny Test Obciążeniowy Serca) to rozwijana przez Kardiolytics, spółkę zależną od Medicalgorithmics, zupełnie nowa w portfolio Spółki kategoria produktów do nieinwazyjnej diagnostyki kardiologicznej, wykorzystująca algorytmy AI do identyfikacji i analizy zwężeń naczyń wieńcowych powodowanych przez blaszkę miażdżycową. Badanie polega na analizie danych z tomografii komputerowej serca, a efektem analizy AI są raporty zawierające trójwymiarowe modele z segmentacją i rekonstrukcją naczyń wieńcowych wspierające lekarzy w procesie diagnostyki choroby wieńcowej.

Technologia VCAST to narzędzie, które pozwala lekarzom na szybszą i dokładniejszą diagnozę choroby wieńcowej, co powala przyspieszyć i upowszechnić diagnostykę bo oferuje całkowicie nieinwazyjną i istotnie tańszą, a więc bardziej dostępną metodę diagnostyczną choroby niedokrwiennej serca. Nie chcieliśmy jednak czekać z wdrażaniem naszej technologii do momentu uzyskania wszystkich zgód regulacyjnych. Dlatego zdecydowaliśmy się nawiązać współpracę z wybranymi partnerami przy projektach badawczych, które w kolejnym kroku mogą być kontynuowane, jako projekty komercyjne. Szpital w Nowej Soli jest pierwszym takim partnerem i prowadzimy rozmowy z kolejnymi ośrodkami na temat współpracy w takim samym modelu – mówi Jarosław Jerzakowski, członek zarządu Medicalgorithmics ds. operacji i sprzedaży.

W czwartym kwartale 2023 roku Kardiolytics rozpoczął się proces certyfikacji CE dla technologii VCAST na rynku Unii Europejskiej. Po uzyskaniu tego certyfikatu spółka planuje rozpocząć komercjalizację rozwiązania w Europie oraz wystąpić do FDA (Agencja Żywności i Leków w USA) o zgodę na wprowadzenie technologii na rynek amerykański w ramach tzw. procedury 510k.

Jesteśmy bardzo podekscytowani możliwością współpracy z Wielospecjalistycznym Szpitalem w Nowej Soli. Wierzymy, że nasze innowacyjne technologie AI mają potencjał, aby znacząco poprawić jakość diagnostyki choroby wieńcowej. Naszym celem jest stworzenie narzędzi, które pozwolą lekarzom na szybszą i dokładniejszą diagnozę, co w efekcie przyczyni się do ratowania życia pacjentów. Jesteśmy bardzo zadowoleni, że pierwsza placówka medyczna sięgnęła po to rozwiązanie. Jesteśmy obecnie na ostatnim etapie procesu certyfikacji CE dla technologii VCAST. Liczymy, że po zakończeniu procesu certyfikacji CE VCAST na rynku europejskim, szpital w Nowej Soli rozpocznie korzystanie z tej przełomowej technologii na komercyjnych warunkach. Równolegle rozpoczęliśmy przygotowania do uruchomienia procesu rejestracji produktu w FDA w USA. – mówi Przemysław Tadla, CTO i członek zarządu Medicalgorithmics oraz CEO w Kardiolytics.

We wrześniu ubiegłego roku Medicalgorithmics informował o podpisaniu listu intencyjnego z Grupą Diagnostyka – liderem rynku diagnostyki medycznej w Polsce – w sprawie wykorzystania technologii VCAST do badań choroby wieńcowej. Spółka jest także w stałym kontakcie z polskimi ośrodkami oraz partnerami zagranicznymi, którzy są zainteresowani komercjalizacją VCAST na rynkach państw Unii Europejskiej.

Deweloperzy zwiększyli aktywność

Wyniki z pierwszego półrocza tego roku dotyczące budowy nowych mieszkań są najlepsze w ostatnich trzech latach – wynika z danych opublikowanych przez GUS. Przedsiębiorcy rozpoczęli budowę aż 80,5 tys. lokali. Na stabilnym, wysokim poziomie, utrzymuje się też liczba pozwoleń na budowę dla nowych lokali: deweloperzy uzyskali ich przeszło 102 tys., a to o 37 proc. lepiej niż w pierwszym półroczu ubiegłego roku.

Mimo, że od początku roku z miesiąca na miesiąc sprzedaż nowych mieszkań spadała, w statystykach nowych inwestycji wciąż widoczne były efekty programu Bezpieczny Kredyt 2 proc. Zwiększony popyt, jaki wygenerował program, zachęcił budowniczych do uruchamiania dużej liczby nowych projektów.

Rozpoczęte budowy

Z danych opublikowanych przez GUS wynika, że w pierwszym półroczu deweloperzy rozpoczęli budowę aż 80,5 tys. nowych mieszkań, co jest najlepszym rezultatem w ostatnich trzech latach. Aby nie być gołosłownym, wynik z pierwszych sześciu miesięcy tego roku ustępuje wyłącznie temu odnotowanemu w pierwszej połowie 2021 roku, czyli okresowi praktycznie zerowych stóp procentowych i rekordowych poziomów sprzedaży.Deweloperzy zwiększyli aktywność

Dane doskonale odzwierciedlają zresztą przesunięcie czasowe, z jakim deweloperzy są w stanie reagować na aktualną koniunkturę rynkową. Stopień skomplikowania procesu przygotowań do inwestycji nie pozwala bowiem rozpocząć budowy z dnia na dzień, dlatego optymizm jaki wlał w rynek program Bezpieczny Kredyt 2 proc. był we wprowadzeniach widoczny właśnie w pierwszym półroczu bieżącego roku.

Wygaszenie Bezpiecznego Kredytu 2 proc. oznaczało jednak powrót do rynkowych zasad udzielania kredytów i skutkowało ograniczeniem dostępu do hipotek. Z kolei nabywców inwestycyjnych od zakupu mieszkania odwodzi niska rentowność najmu. Czynniki te znacząco wpłynęły na notowany w ostatnich miesiącach spadek sprzedaży. – Mając na uwadze widoczne obniżenie popytu, możemy niemal z pewnością założyć, że deweloperzy będą podchodzić w drugim półroczu do nowych inwestycji dużo bardziej zachowawczo. Oznacza to, że nie ma szans na powtórzenie tak znakomitego rezultatu wprowadzeń jak w pierwszym półroczu – komentuje Patryk Kozierkiewicz, prawnik w Polskim Związku Firm Deweloperskich. I dodaje: – W naszej ocenie, zadowalające byłoby utrzymanie tempa wprowadzeń na średnim poziomie ok. 11 tysięcy mieszkań miesięczne. Osiągnięcie takiego wyniku pozwoliłoby rozpocząć w

2024 roku łącznie budowę 144 tys. nowych lokali, co byłoby o niemal 30 tysięcy lepszym wynikiem niż w fatalnych pod tym względem latach 2022-2023.

Nie jest przy tym pewne, jak rynek zareaguje na ostatnie doniesienia o rzekomym uruchomieniu programu Kredyt na Start, który miałby wystartować 15 stycznia 2025 roku. – Z jednej strony otrzymaliśmy jasną deklarację ministra Krzysztofa Paszyka odpowiedzialnego za mieszkalnictwo, z drugiej jednak do opinii publicznej przebijają się negatywne opinie o programie wyrażane przez współkoalicjantów. Szkoda, że nie ma konsensusu w tej kwestii, bo to mogłoby determinować przyszłe plany zarówno nabywców, jak i inwestorów – twierdzi Patryk Kozierkiewicz.

Mieszkania oddane do użytkowania

W pierwszym półroczu obserwowaliśmy, prognozowany od dłuższego czasu przez Polski Związek Firm Deweloperskich, spadek w zakresie nowych mieszkań oddanych do użytkowania. W pierwszej połowie roku oddano do użytkowania 58,5 tys. lokali w inwestycjach deweloperskich, co stanowi wynik o niemal 10 proc. gorszy od tego z analogicznego okresu rok wcześniej.

Jest to bezpośredni efekt obniżenia wolumenu nowych inwestycji obserwowanego w latach 2022-2023. Ówczesna, słaba koniunktura, szczególnie ta notowana w 2022 roku, doprowadziła do spadku zainteresowania nowymi lokalami i zmusiła budowniczych mieszkań do rezygnacji ze znacznej części planów biznesowych. – Biorąc pod uwagę średni, ok. 2-letni okres trwania budowy, w tym roku do użytkowania oddawane będą w dużej mierze właśnie lokale, których budowa rozpoczęła się w kiepskim dla branży 2022 roku – twierdzi Patryk Kozierkiewicz.Deweloperzy zwiększyli aktywność rozpoczęte budowy

Pozwolenia na budowę

Liczba udzielonych w pierwszym półroczu pozwoleń na budowę napawa optymizmem. Deweloperzy uzyskali ich przeszło 102 tys. dla nowych lokali, co jest wynikiem o 37 proc. lepszym niż w pierwszej połowie 2023.

To dobra wiadomość, zważywszy, że zeszły rok był dla branży pod tym względem najsłabszy od 2018. Było to przede wszystkim efektem osłabienia koniunktury obserwowanego w 2022 roku oraz posiadanego zapasu pozwoleń, których nie udało się skonsumować – uważa Patryk Kozierkiewicz.

Wzrost zainteresowania nowymi pozwoleniami cieszy. Ich pozyskiwanie pozwoli inwestorom odpowiednio przygotować się na czas, w którym zainteresowanie mieszkaniami na powrót wzrośnie. Może to nastąpić zwłaszcza po rozpoczęciu pierwszych obniżek stóp procentowych. Na pewno nie bez znaczenia dla popytu byłoby również uruchomienie programu dopłat do kredytów.

Wall Street odrabia ubiegłotygodniowe straty

Tydzień rozpoczął się od odbicia indeksów amerykańskich. Ubiegły tydzień był najgorszym okresem dla Wall Street od kwietnia. Akcje spółek technologicznych przewodziły wzrostom. Indeks Nasdaq Composite zyskał wczoraj 1,6 proc., podczas gdy Russell 2000 zamknął się 1,7 proc. wyżej. Inwestorzy skupiają swoją uwagę na sezonie wyników spółek oraz na inflacji PCE w USA, która zostanie zaprezentowania w piątek. Dodatkowo inwestorzy będą oceniać wstępne szacunki PKB USA za II kwartał – ta publikacja w najbliższy czwartek.

Rynki finansowe obserwują również amerykański krajobraz polityczny po tym, jak prezydent Joe Biden wycofał się z wyścigu prezydenckiego w niedzielę. To przygotowuje grunt pod potencjalne starcie wiceprezydent Kamali Harris z byłym prezydentem Donaldem Trumpem. Rentowności amerykańskich 2- i 10-letnich obligacji skarbowych wzrosła o około 1 pb do odpowiednio 4,52 proc. i 4,25 proc.. USD, ropa naftowa i złoto nieznacznie spadły. Kalendarz makro był wczoraj ubogi. Czerwcowy indeks aktywności krajowej Chicago Fed spadł do 0,05 (konsensus Bloomberga: -0,09) wobec 0,23 poprzednio. Na dziś zaplanowano sprzedaż istniejących domów, indeks Richmond Fed dla przemysłu i indeks Philly Fed dla sektora usług.

Złoty w poniedziałek kontynuował umocnienie względem euro , które rozpoczęło się w ubiegłą środę.  Pamiętajmy jednak, że na początku ubiegłego tygodnia PLN stracił, dlatego bieżący ruch należy traktować jako odrabianie strat. Nasza waluta zyskiwała również względem dolara oraz funta szterlinga. Wczoraj brakowało publikacji danych ze strefy euro. Otrzymaliśmy jedynie krajowe odczyty. Zarówno produkcja budowlano – montażowa jak i sprzedaż detaliczna nie spełniły rynkowych oczekiwań. Ta pierwsza kolejny miesiąc z rzędu spadła (-8,9 proc.). Druga liczona w cenach stałych urosła o 4,4 proc. czyli mniej niż poprzednio (5 proc.) oraz słabiej niż wskazywała prognoza (5,3 proc.). Dziś poznamy stopę bezrobocia w czerwcu.  Złotego mogły wspierać dobre nastroje na giełdach. Umiarkowane wzrosty były widoczne na GPW z kolei DAX zyskał 1,3 proc. Zdecydowane odbicie obserwowaliśmy także na Wall Street. Amerykańskie akcje urosły po najgorszym tygodniu od kwietnia. Bardzo dobrze radziły sobie “papiery” spółek technologicznych.  Jeśli globalny optymizm będzie utrzymany, kontynuacja umiarkowanej aprecjacji PLN jest dziś prawdopodobna.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Odmrożony vat i wojna cenowa dyskontów nakręcają nowy trend

Analiza łącznie ponad miliona promocji wykazała, że w całym pierwszym półroczu br. było ich w sklepach o 8,8% więcej niż rok wcześniej. Na 8 monitorowanych formatów 4 znalazły się na plusie i 4 na minusie. Największe wzrosty zaliczyły ex aequo dyskonty i sieci convenience – po 24,2% rdr. Supermarkety kilkakrotnie przeskoczyły hipermarkety. Z kolei spadki zanotowały sklepy z RTV i AGD, sieci DIY, drogerie i apteki oraz cash&carry. Autorzy raportu przypominają, że od stycznia do marca ogólny skok na rynku wyniósł zaledwie 1,5% rdr. Zwiększoną aktywność retailerów w drugim kwartale br. wiążą z odmrożeniem VAT-u na żywność. Szacują też, że sama wojna cenowa wśród dyskontów mogła przyczynić się do wzrostu liczby promocji o 4-5%.

Z cyklicznie ukazującego się raportu UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupy BLIX wynika, że w I półroczu 2024 roku ogólnie sieci handlowe zrobiły o 8,8% więcej promocji w sklepach niż w analogicznym okresie ub.r. – Choć inflacja spadała, to ceny nadal były wysokie, co zmusiło sieci handlowe do częstszych promocji, aby przyciągnąć klientów poszukujących okazji. Ponadto wojna cenowa między sieciami handlowymi wpłynęła na podniesienie liczby promocji, jako strategia utrzymania i zwiększenia udziału w rynku. Szacuję, że mogła ona przyczynić się do wzrostu liczby rabatów nawet o 4-5% – wyjaśnia dr Krzysztof Łuczak, współautor analizy z Grupy BLIX.

Biorąc pod uwagę wcześniejsze wyniki, widać, że w pierwszym kwartale br. wzrost wyniósł zaledwie 1,5% rdr. Zdaniem Julity Pryzmont, współautorki analizy z Hiper-Com Poland, zwiększenie aktywności promocyjnej w drugim kwartale tego roku można częściowo przypisać likwidacji zerowego VAT-u. W obliczu podwyżki podatku, sieci handlowe musiały intensyfikować promocje, aby utrzymać korzystne ceny dla konsumentów, a dzięki temu – dobry wizerunek i lojalność klientów.

– Sieci handlowe chciały pokazać, że są świadome obciążeń finansowych konsumentów i starają się im pomóc poprzez liczne promocje. W szerszym kontekście marketingowym intensywna kampania promocyjna mogła być także elementem większej strategii mającej na celu przyciągnięcie nowych klientów oraz utrzymanie dotychczasowych – komentuje ekspert z Grupy BLIX.

Patrząc na poszczególne wyniki, można zauważyć, że połowa analizowanych formatów jest na minusie. Największy ubytek rdr. liczby promocji zanotowały sklepy z RTV i AGD, tj. o 31,7%. Kolejne spadki rdr. dotyczyły sieci typu DIY – o 29,5%, drogerii i aptek – o 13,3%, a także kanału cash&carry – o 0,6%.

– Wysokie ceny produktów elektronicznych i sprzętu AGD, a także ograniczona liczba premier nowych urządzeń mogły wpłynąć na spadek popytu i ograniczenie rabatów na tego typu towary. Format DIY bardziej skoncentrował się na promocjach swoich programów lojalnościowych. Jednak w najbliższym czasie spodziewam się powrotu do komunikacji promocji w DIY, ponieważ latem zainteresowanie tą kategorią produktów z reguły jest największe. Z kolei w przypadku drogerii i aptek znaczenie mogła mieć rosnąca liczba e-aptek, oferujących niższe ceny – analizuje dr Łuczak.

Z kolei na największym plusie są ex aequo dyskonty i sieci convenience z identycznymi wzrostami – po 24,2%. – Kanał convenience dogonił dyskonty pod względem liczby promocji, co świadczy o jego rosnącym znaczeniu na rynku. Będąc bardziej elastycznym i dostosowanym do szybkich zakupów, zyskał na popularności. To zmusiło dyskonty do zwiększenia liczby promocji. Wojna cenowa wpłynęła na oba formaty, zmuszając je do oferowania coraz lepszych ofert promocyjnych. Wynik ten może zmotywować dyskonty do dalszego zwiększania liczby promocji, aby nie tracić przewagi konkurencyjnej – uważa Julita Pryzmont.

Wzrosty zanotowały jeszcze supermarkety i hipermarkety – odpowiednio o 12,7% i 3,6%. – Supermarkety mają kilkakrotnie lepszy wynik, bo zazwyczaj posiadają bardziej elastyczną strukturę i mogą szybciej dostosowywać swoje strategie promocyjne do zmieniających się warunków rynkowych. Są w stanie intensywniej konkurować z dyskontami, oferując bardziej agresywne promocje, aby przyciągnąć klientów z niższym budżetem – tłumaczy dr Łuczak.

Jak przewiduje Julita Pryzmont, w drugim półroczu br. wzrost inflacji w kraju prawdopodobnie zmusi wszystkie segmenty do dalszego zwiększania liczby promocji, aby zachować konkurencyjność i przyciągnąć klientów. Niedziele handlowe mogą mieć różny wpływ na poszczególne formaty. Większe sieci mogą skupić się na intensyfikacji promocji w pozostałe dni, aby zrekompensować straty wynikające z zamkniętych sklepów w niedziele.

– Biorąc pod uwagę obecną sytuację gospodarczą, można prognozować, że promocji będzie przybywać. Rosnące ceny w sklepach zmuszą sieci handlowe do intensyfikacji działań promocyjnych, aby przyciągnąć i utrzymać klientów. Niedziele handlowe mogą stać się kluczowymi dniami dla promocji, a inne czynniki, takie jak sezonowość i zmiany preferencji konsumenckich, będą miały dodatkowy wpływ na ostateczne wyniki – prognozuje dr Krzysztof Łuczak.

Opis metody badawczej

Eksperci z UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupy BLIX przeanalizowali blisko 7,2 tys. gazetek handlowych z promocjami o łącznej ilości blisko 144 tys. stron i powierzchni prawie 4,6 mln cm2 wydanych w I półroczu 2023 i 2024 roku. W ww. publikacjach znalazło się w sumie ponad 1 mln promocji. Pod uwagę wzięto 8 największych formatów na rynku retailowym, tj. wszystkie dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience i cash&carry. Ponadto sprawdzono drogerie i apteki, sieci DiY oraz sklepy z RTV i AGD.

„Hipoteki” z niskim wkladem własnym wracają do gry? Kredyt na Start ma szansę zmienić rynek

Jeszcze niedawno nowe kredyty mieszkaniowe z wkładem własnym poniżej 10% były wielką rzadkością. Program BK 2% tymczasowo zmienił sytuację.

Polscy kredytobiorcy mogli już przywyknąć do tego, że bez wkładu własnego wynoszącego co najmniej 10% kosztów zakupu lokum lub budowy domu nie ma co wybierać się do banku. Taki wymóg dotyczący wkładu (10%) w odniesieniu do oferty banków komercyjnych obowiązuje bowiem od 2015 r. Program Bezpieczny Kredyt 2% (BK 2%) przyniósł jednak chwilowy zwrot sytuacji. Skutki związane ze wspomnianym programem można zobaczyć na ciekawym wykresie, który pokazuje wartość wskaźnika LTV dla nowo udzielonych kredytów mieszkaniowych.

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl przypominają, że wskaźnik LTV odzwierciedla relację zadłużenia kredytowego do wartości nieruchomości z hipoteką. Kredyty z programu BK 2% mogły cechować się w chwili udzielenia wskaźnikiem LTV wyższym niż 90% i wkładem własnym nieprzekraczającym 10%. Rządowy program pozwalał nawet na wnioskowanie o kredyt mieszkaniowy przez osoby nieposiadające żadnego wkładu własnego. W takim wypadku, własne oszczędności zastępowała specjalna gwarancja od BGK.

Podobny mechanizm związany z rządową gwarancją funkcjonuje w ramach o wiele mniej popularnego programu Rodzinny Kredyt Mieszkaniowy. Skutki działania „rodzinnego kredytu” dotyczące udziału nowych kredytów mieszkaniowych ze wskaźnikiem LTV ponad 90% również widzimy na poniższym wykresie. Mowa o okresie poprzedzającym uruchomienie programu Bezpieczny Kredyt 2%.

Jednak to przede wszystkim program BK 2% chwilowo przywrócił na rynek nowe kredyty mieszkaniowe z wkładem własnym poniżej 10%. Pod koniec minionego roku, udział takich „hipotek” w całej sprzedaży banków zbliżył się do 20%. Wiele kredytów mieszkaniowych na ponad 90% wartości mieszkania lub domu udzielono jeszcze w I kw. 2024 r. Później sytuacja zaczęła się odwracać, bo w kwietniu banki udzielały już ostatnich preferencyjnych kredytów. Jeżeli program Kredyt na Start zostanie wprowadzony w proponowanej formie, to „hipoteki” z bardzo niskim wkładem (do 10%) znów się pojawią na rynku.Struktura nowo udzielonych kredytów mieszkaniowych

Czy nadchodzi kolejna wojna handlowa? Koszty transportu morskiego rosną

Koszty transportu morskiego rosną: czy to także efekt oczekiwań co do spodziewanej wojny handlowej?

Napięcia geopolityczne sprawiają, że stawki frachtowe kontenerowców powracają do szczytów obserwowanych ostatnio w połowie 2022 roku. Oprócz zakłóceń na Morzu Czerwonym na ich wzrost wpływa zwiększony obecnie popyt wiążący się z oczekiwanymi w II połowie roku z ożywieniem gospodarczym, jak i nasileniem wojny handlowej. W tej sytuacji firmy chcą zbudować zapasy.

  • Po trzech miesiącach ciągłych spadków cen, tydzień w tydzień, stawki frachtowe kontenerowców powróciły do najwyższych poziomów nienotowanych od 2022 roku.
  • Chociaż ożywienie popytu i zakłócenia w podaży (transportu) odgrywają pewną rolę w podnoszeniu kosztów transportu, to odpowiadają łącznie jedynie za 15% wzrostu cen w II kwartale, a wpływu na ich wzrost nie wywiera już zmiana cen ropy.
  • Rozwinęły się za to spekulacje i oczekiwania intensywnie wpływające na rynek, iż potencjalna reelekcja Donalda Trumpa wpłynie w znaczący sposób na wymianę handlową USA-Chiny i szerzej – na światową wymianę handlową. W efekcie zarówno amerykańskie, ale i europejskie firmy zwiększają popyt (na towary i usługi ich transportu), aby uwzględnić i zminimalizować spodziewane zakłócenia.
  • W rezultacie nadwyżka handlowa Chin osiągnęła w czerwcu rekordowy poziom 99 mld USD, na czym korzystają również inne gospodarki azjatyckie. Dopóki napięcia na Bliskim Wschodzie będą się utrzymywać, koszty transportu pozostaną na wysokim poziomie, podnosząc krótkoterminowe perspektywy zysków dla branży żeglugowej.

Z analiz Allianz Trade wynika, że napięcia geopolityczne sprawiają, że stawki frachtowe kontenerowców powracają do szczytów obserwowanych ostatnio w połowie 2022 roku. Po trzech miesiącach kolejnych cotygodniowych spadków, ceny transportu morskiego zaczęły ponownie rosnąć od maja, osiągając w zeszłym tygodniu 5 901 USD za 40 stopowy kontener (+121% od początku roku i +297% r/r) , poziom nie widziany od sierpnia 2022 r. (wykres 1).

Wykres 1: Stawki frachtu kontenerowego (USD/FEU)

Wykres 1 Stawki frachtu kontenerowego

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Ponieważ nie jest jasne, jak długo potrwa przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie, z analiz Allianz Trade wynika, że firmy zaczynają martwić się o zabezpieczenie dostaw na drugą połowę roku, kiedy spodziewany jest powrót popytu. Dotyczy to w szczególności firm europejskich, które dotychczas wycofywały zapasy po niższych cenach, aby uniknąć ich kosztów (wykres 2).

Wykres 2: PMI przemysłu – poziomy zapasów

Wykres 2 PMI przemysłu

Źródła: S&P Markit, Allianz Research

Firmy europejskie – w przeciwieństwie do swoich amerykańskich odpowiedników – są również bardziej narażone podczas wymiany handlowej z Azją i bardziej podatne na blokady w głównych punktach przeładunkowych. Podczas gdy koszt transportu ładunku z Rotterdamu (Europa) do Nowego Jorku (USA) wzrósł tylko o +30% od początku roku, ceny wysyłki z Szanghaju (Azja) do Rotterdamu wzrosły o +383%. Jest to szczególnie niepokojące dla europejskich firm, ponieważ obecnie 22% importu UE pochodzi z Chin (w porównaniu z 16% przed pandemią), a 40% z Azji. Oznacza to, że oczekiwany w drugiej połowie 2024 r. wzrost rentowności jest pod znakiem zapytania w sektorach wysoce zależnych od handlu z Azją, takich jak: maszyny i urządzenia, samochody i części samochodowe, sprzęt gospodarstwa domowego, elektronika i odzież.

Zakłócenia na Morzu Czerwonym mogą być największym motorem wzrostu stawek frachtowych, ale powszechne ożywienie handlu morskiego również odgrywa w tym pewną rolę. Po wyciszeniu przez większość 2023 r., obecnie trwa nieśmiałe ożywienie w światowym handlu, napędzane rosnącym popytem. Indeks międzynarodowego bilansu handlowego – który śledzi wielkość bilansu handlu towarami – wzrósł w kwietniu o +2% r/r, 1,1x powyżej wielkości sprzed pandemii. Co więcej, pomimo napięć geopolitycznych i ceł nałożonych na chińskich eksporterów, nadwyżka handlowa Chin nadal rośnie, osiągając w czerwcu 99 mld USD, poziom nigdy wcześniej nie widziany (wykres 3).

Wykres 3: Nadwyżka handlowa Chin w ujęciu miesięcznym (mld USD)
Wykres 3 Nadwyżka handlowa Chin
Źródła: Bloomberg, Chińska Generalna Administracja Celna, Allianz Research

Zgodnie z oczekiwaniami, chiński eksport wzrósł w ubiegłym miesiącu o +8,6%, osiągając wartość 307,8 mld USD, przy czym najszybciej rosnącymi kategoriami były stal, sprzęt AGD, statki i samochody. Co ciekawe, chiński eksport samochodów osobowych wykazał w czerwcu niezwykły wzrost o +29% r/r. Inne kraje azjatyckie również przyczyniają się do ożywienia handlu. Indeks wolumenu eksportu Korei Południowej wzrósł w czerwcu o +2,6%, w podobnym tempie jak w Indiach, podczas gdy eksport Tajwanu wzrósł o +23,5% w ujęciu rocznym, z zauważalną poprawą w handlu komputerami, elektroniką i półprzewodnikami. Można więc przyjąć, że od II kwartału 2024 r. zarówno popyt jak i podaż przyczyniają się do wzrostu stawek frachtowych kontenerowców (wykres 4), choć odpowiadają one jedynie za około 15% odchylenia w górę cen, a za resztę skoku kosztów odpowiedzialne są zakłócenia na Morzu Czerwonym. Ceny ropy naftowej znacznie spadły od szczytu odnotowanego w 2022 r. i nie przyczyniają się już do wzrostu kosztów transportu .

Wykres 4: Historyczna dekompozycja kosztów wysyłki (odchylenia pp od trendu, składowe)Wykres 4 Historyczna dekompozycja kosztów wysyłki

Źródła: Allianz Research. Uwagi: Dekompozycja opiera się na modelu VAR, który wykorzystuje: całkowitą liczbę kontenerów transportowych, Drewry World Container Index kosztów transportu morskiego, ceny oleju bunkrowego i dane PMI dotyczące nowych zamówień. Model jest szacowany na podstawie danych miesięcznych od stycznia 2013 r. do maja 2024 r.

W tym kontekście w opinii Allianz Trade nadal następuje dostosowywanie łańcuchów dostaw z uwzględnieniem nowych terminów dostaw, co zwiększa zatłoczenie portów w Europie Zachodniej i Azji. Podczas gdy liczba zawinięć statków w Azji zaczęła rosnąć (+8% od ponownego otwarcia Chin), w Europie Zachodniej liczba zawinięć do portów zaczęła rosnąć (+10% od początku roku) od początku kryzysu na Morzu Czerwonym (wykres 5). Najbardziej ucierpiał zachodni region Morza Śródziemnego, gdzie liczba zawinięć do portów wzrosła od początku roku o +51% w Hiszpanii, +30% we Włoszech i +15% we Francji, podczas gdy zakłócenia spowodowane strajkami w największych niemieckich portach nadal zwiększają opóźnienia regionalne (Hamburg jest trzecim najbardziej ruchliwym portem kontenerowym w Europie).

Wykres 5: Zawinięcia do portów – liczba statków zatrzymujących się w porcie – według regionu (tygodniowo)Wykres 5 Zawinięcia do portów

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Dopóki napięcia na Bliskim Wschodzie będą się utrzymywać, koszty transportu morskiego pozostaną na wysokim poziomie, zwiększając zyski firm go realizujących. Podczas gdy pierwszy szczyt stawek transportu morskiego był uzasadniony dłuższym dystansem (a tym samym wyższymi kosztami paliwa) poniesionymi w celu ominięcia Kanału Sueskiego, dzisiejszy szczyt jest powyżej progu rentowności firm żeglugowych. W rezultacie perspektywy zysków dla globalnych linii kontenerowych poprawiły się w porównaniu do sytuacji sprzed trzech miesięcy (wykres 6). Wraz z hotelarstwem i turystyką, żegluga jest obecnie sektorem o najwyższych korektach zysków w górę. Jednak ulewne deszcze i burze szalejące w RPA zmusiły ostatnio niektóre statki do szukania schronienia lub nawet zmiany kursu, co może zwiększyć presję na sektor żeglugowy i jeszcze bardziej wydłużyć opóźnienia.

Wykres 6: Korekta wyników (% zmiana w ciągu trzech miesięcy) według sektorów (w skali globalnej)

Czy nadchodzi kolejna wojna handlowa? Koszty transportu morskiego rosną 1

Źródła: Bloomberg (stan na 16 lipca 2024 r.), Allianz Research

Rynek biurowy w Warszawie w pierwszej połowie 2024 roku

Liczba wynajętej powierzchni biurowej w Warszawie w pierwszej połowie roku wyniosła ponad 316 000 m kw. Mimo stabilnego popytu najemcy ostrożnie podchodzą do relokacji, częściej wybierając renegocjacje kończących się umów.

Na koniec czerwca 2024 roku całkowite zasoby biurowe w Warszawie wyniosły 6,26 mln m kw. i nieznacznie zmieniły się względem poprzedniego kwartału. Od kwietnia do czerwca oddano do użytku zaledwie jeden obiekt – VIBE A o powierzchni 15 000 m kw.

„W I połowie 2024 roku łączna nowa podaż to prawie 64 000 m kw., co jest wynikiem prawie 3,5 razy większym w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim.  Do końca roku spodziewamy się oddania kolejnych 36 800 m kw. w trzech projektach,” – komentuje Michał Kusy, młodszy konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.

Strefy centralne dominują w kwestii zasobów, gdzie zlokalizowane jest 45% powierzchni biurowej. Z kolei na Służewcu, który w ostatnim czasie przechodzi istotne przeobrażenia przestrzenne znajduje się prawie 17% (1,1 mln m kw.) zasobów biurowych Warszawy. Popularność okolic Ronda Daszyńskiego oraz centralnych lokalizacji widać również w znaczącym udziale tej części miasta w powierzchni w budowie. Prawie 89% realizowanej obecnie powierzchni powstaje właśnie w tej okolicy.

Pierwsza połowa roku pod kątem popytu utrzymała się na stabilnym poziomie względem analogicznego okresu w 2023 roku i wyniosła ponad 316 000 m kw.

„Obserwujemy utrzymujący się trend wyboru przez najemców lokalizacji poza centralnych, gdzie występuje korzystna relacja ceny do standardu. Z naszych analiz wynika, że ponad 57% powierzchni biurowej zostało wynajęta głównie na Służewcu i wzdłuż Al. Jerozolimskich. Pokrywa się to z analizą umów najmu, bowiem najemcy przywiązują większą wagę do ograniczania kosztów i częściej decydowali się na renegocjacje. Stanowiły one w pierwszej połowie roku ponad 51% wolumenu transakcji,” – wyjaśnia Piotr Kalisz, dyrektor działu reprezentacji najemcy w Knight Frank.

Nowe umowy zajęły drugie miejsce z udziałem 41%, a ekspansje wyniosły niecałe 8% wolumenu.

Rośnie udział powierzchni wynajętej w budynkach certyfikowanych, który w pierwszej połowie 2024 roku stanowił 75% (wzrost z 54% w 2023 roku). Wskazuje to z jednej strony na coraz większe przywiązanie najemców do ekologicznych i zrównoważonych budynków biurowych, a z drugiej na rosnącą liczbę obiektów z zielonymi certyfikatami.

Znaczna przewaga popytu nad nową podażą wpłynęła na spadek wskaźnika pustostanów względem poprzedniego kwartału o 0,1 pp., który na koniec czerwca wyniósł 10,9%. W porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim spadek był jeszcze większy – 0,5 pp. Niezmiennie najwięcej pustostanów znajduje się na Służewcu (19,6%), a najmniej wzdłuż ulicy Puławskiej (5,3%). W strefach centralnych współczynnik pustostanów szacowany jest na 12,3%.

W II kw. 2024 roku wywoławcze stawki czynszu za powierzchnię biurową w Warszawie pozostały stabilne. Wyjściowe czynsze w centralnych strefach kształtowały się zazwyczaj w przedziale od 18,00 do 27,00 EUR/m kw./miesiąc, jednak w najlepszych budynkach biurowych czynsze mogą znacznie przekraczać ten poziom. W strefach poza centralnych czynsze wywoławcze zazwyczaj oscylowały od 10,00 do 17,00 EUR/m kw./miesiąc. Stawki opłat eksploatacyjnych również pozostały stabilne względem poprzedniego kwartału i w II kw. 2024 roku wynoszą od 18,00 do 38,00 PLN/m kw./miesiąc.

Sezon ogórkowy na rynku obligacji – podsumowanie drugiego kwartału

Emisje z minionego kwartału pozwalały na zbudowanie zdywersyfikowanej pozycji w obligacjach firm. Mieliśmy emisje deweloperów mieszkaniowych, dewelopera komercyjnego, spółkę z branży chemicznej, finansowej oraz Private Equity – czyli różne branże, odmienne poziomy ryzyka kredytowego i wielkości spółek. Jednak liczba i kwoty tych emisji znacznie spadły w  porównaniu z początkiem roku.

W drugim kwartale tego roku emitenci przeprowadzili 8 emisji publicznych na łączną kwotę 349 mln zł. Tak jak w ostatnich kwartałach, popyt inwestorów ponownie wyraźnie przekroczył wartości emisji i wyniósł ponad 560 mln zł. Tym samym średnia stopa redukcji wyniosła 38,69 proc. W emisjach udział wzięło 5 608 inwestorów, czyli średnio ponad 700 na emisję.

II kwartał 2024 r.

Emitent Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów
White Stone Development 21,5 5,3+WIBOR3M 3 kwiecień 36,66 41,36 473
Marvipol Development 150,0 4,5+WIBOR6M 4 kwiecień 159,52 5,97 1101
Echo Investment 60,0 3,8+WIBOR6M 4 maj 123,41 51,00 593
MCI Management 21,5 4,3+WIBOR6M 3,5 maj 22,81 6,11 454
Vehis Fin1 21,0 7+WIBOR3M 2 maj 52,23 59,79 459
PCC Exol 20,0 2,7+WIBOR3M 5,25 czerwiec 36,43 45,10 806
Cavatina Holding 25,0 6+WIBOR6M 3,5 czerwiec 37,11 32,63 440
PragmaGo 30,0 4,8+WIBOR3M 3 czerwiec 92,47 67,56 1282
  349,0       560,64 38,69 5608

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Porównując drugi kwartał do sytuacji na rynku z początku roku, widzimy ostudzenie. Ostatnie 3 miesiące były bowiem ponad dwukrotnie słabsze pod kątem wielkości emisji (349 mln wobec 760 mln w pierwszym kwartale). Trzykrotnie mniejszy był też popyt inwestorów („jedyne” 560 mln wobec 1,88 mld w pierwszym kwartale). Liczba emisji z 17 w pierwszych trzech miesiącach roku, spadła do 8. Choć historycznie to dalej dobry wynik, to jednak różnica między tymi kwartałami jest spora.

I kwartał 2024 r.

Emitent Wartość emisji

(mln zł)

Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów
GPM Vindexus 21,8 6,00+WIBOR3M 3 styczeń 74,22 70,70 1154
PragmaGo 25,0 5,15+WIBOR3M 3 styczeń 53,77 53,50 815
Ghelamco 125,0 5,00+WIBOR6M 4 styczeń 366,68 66,00 1604
Kredyt Inkaso 20,0 5,50+WIBOR3M 4 styczeń 71,05 71,85 947
Kruk (EUR) 10M EUR 43,4 4,00+EURIBOR3M 5 styczeń 99,12 56,19 457
Kruk 60,5 4,00+EURIBOR3M 5 luty 86,03 29,70 449
Olivia Fin 30,2 5,30+EURIBOR3M 3,5 luty 36,63 17,45 106
Ronson 60,0 3,85+WIBOR6M 3,5 luty 155,00 61,26 1074
Echo Investment 70,0 4,00+WIBOR6M 4 luty 193,28 64,00 1074
Kruk 70,0 4,00+WIBOR6M 5 luty 284,25 75,37 2244
Echo Investment 70,0 4,00+WIBOR6M 4 luty 157,61 56,00 795
PCC Rokita 25,0 2,80+WIBOR3M 5,25 marzec 86,43 71,07 1042
Cavatina Holding 21,7 6,00+WIBOR6M 3,5 marzec 25,86 16,29 198
Arche 21,5 4,40+WIBOR3M 3 marzec 21,66 0,77 225
Victoria Dom 50,0 5,25+WIBOR6M 3 marzec 85,43 47,29 867
Kredyt Inkaso 21,5 5,20+EUBIRBOR3M 4 marzec 25,42 15,40 232
PragmaGo 25,0 5,00+WIBOR3M 3 marzec 59,30 57,83 1101
  760,6       1881,73 48,86 14384

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Fundusze obligacji korporacyjnych w drugim kwartale

Porównując dwa kwartały bieżącego roku, nie sposób pominąć napływów do funduszy obligacji korporacyjnych, które w ostatnich 3 miesiącach wyniosły 677 mln zł, wobec ponad 2 mld zł w pierwszym kwartale. Wpłaty inwestorów wyraźnie zatem spowolniły, podobnie jak stopy zwrotu tej klasy aktywów. W czerwcu fundusze obligacji korporacyjnych zarobiły średnio 0,50 proc., a średnioroczna stopa zwrotu spadła do poziomu 9,10 proc. Dla porównania w pierwszych trzech miesiącach tego roku średnioroczne stopy zwrotu były dwucyfrowe.

Aktywa funduszy obligacji korporacyjnych wzrosły w czerwcu o 141 mln zł (zdecydowanie najmniejszy przyrost w tym roku). Tym samym ich poziom na koniec drugiego kwartału to 14,153 mld zł.

  Napływy do funduszy obligacji korporacyjnych Napływy do dłużnych funduszy ogólnie Wyniki funduszy obligacji korporacyjnych za miesiąc Aktywa w funduszach obligacji korporacyjnych (mld zł) Zmiana w aktywach m/m Wzrost aktywów (mln)
Styczeń 690,0 4184,0 0,9 11,727 7,4 810
Luty 705,0 3751,0 0,5 12,492 6,5 765
Marzec 684,0 2821,0 0,6 13,276 6,3 784
Kwiecień 227,0 2519,0 0,2 13,531 1,9 255
Maj 395,0 2333,0 0,6 14,012 3,6 481
Czerwiec 55,0 2360,0 0,5 14,153 1,0 141

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Z pewnością nie można powiedzieć, że drugi kwartał był obiektywnie słaby. Dla porównania w drugim kwartale roku 2023 emitenci przeprowadzili 7 emisji na łączną kwotę „raptem” 210 mln zł, przy popycie zgłoszonym przez inwestorów na poziomie 384 mln zł. Drugi kwartał był po prostu mniej spektakularny od bardzo dobrego (właściwie pod każdym kątem) pierwszego kwartału.

Trochę mniej intensywnie, ale nie gorzej

Wydaje się, że nadal nie możemy mówić o wyraźnym spowolnieniu na rynku obligacji korporacyjnych. W ostatnich tygodniach KNF zaakceptował kolejne prospekty emisyjne (Best na kwotę 250 mln zł i Oliva Fin na 150 mln zł); PragmaGo przyjęła również kolejny program emisji publicznych o wartości do 500 mln zł. Kończy się emisja publiczna na 50 mln zł jednego z największych deweloperów mieszkaniowych w Polsce Victoria Dom. Kilku emitentów ma wciąż ważne prospekty do wykorzystania.

Dodatkowo po bardzo intensywnym pierwszym kwartale część potrzeb kapitałowych emitentów jest po prostu zaspokojona. Wydaje  się, że nie można powiedzieć tego samego o potrzebach inwestycyjnych, o czym świadczą kolejne, olbrzymie redukcje i duże zainteresowanie emisjami wyrażone w liczbie inwestorów biorących udział w emisjach. Dobitnie widać to w kolejnej zresztą emisji obligacji spółki PragmaGo, która w czerwcu wyszła na rynek po 30 mln zł, a popyt na te emisję wyniósł ponad 90 mln zł.

Autor: Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

„Kopalnie biznesu” – kopalnie na Śląsku zyskują nowe życie

Jednym z tych trendów, które coraz mocniej zaczynają wpływać na rozwój dojrzałych rynków magazynowych, jest rosnące zainteresowanie inwestorów realizacją projektów typu „brownfield”. Powody to zarówno kurczący się bank niezagospodarowanych gruntów, jak i dążenie firm do realizacji celów ESG. W Polsce tym regionem, który ma jeden z największych potencjałów w zakresie inwestycji z obszaru „brownfield”, jest Górny Śląsk, a jak pokazuje raport międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield „Kopalnie biznesu”, śląskie ma już na tym polu wiele sukcesów.

Górny Śląsk, będący historycznie ważnym regionem przemysłowym, doświadczył w ostatnich dziesięcioleciach głębokich zmian strukturalnych, w wyniku których wiele starych obszarów przemysłowych jest dziś niezagospodarowane lub narażone na degradację środowiska. Nic więc dziwnego, że to właśnie ta część Polski stała się idealnym miejscem do realizacji projektów typu „brownfield”, zarówno w zakresie rewitalizacji terenów górniczych, jak i przekształcania istniejących już budynków poprzemysłowych i magazynowych, komentuje Damian Kołata, Partner, Dyrektor Działu Industrial & Logistics w Polsce oraz Dyrektor E-Commerce w regionie CEE, Cushman & Wakefield.

Rosnącemu zainteresowaniu inwestycjami typu „brownfield” sprzyja dotychczasowa skala realizowanych projektów „greenfield”, która systematycznie zmniejszała dostępność atrakcyjnych i uzbrojonych w infrastrukturę techniczną lokalizacji.

Konrad Jacewicz, Associate, Cushman & Wakefield
Konrad Jacewicz, Associate, Cushman & Wakefield

Jak wynika z danych Cushman & Wakefield, podaż nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowych na Śląsku sięga już prawie 5,5 mln mkw., z których aż 32% (1,7 mln mkw.) powstało w ciągu trzech ostatnich lat. To daje regionowi drugie miejsce na podium największych rynków magazynowych w Polsce. Lwia część istniejących już inwestycji przemysłowo-logistycznych to projekty typu „greenfield”. Jednocześnie jednak bank niezabudowanych gruntów kurczy się, co przy dużym apetycie biznesowym deweloperów i najemców musi kierować naszą uwagę w stronę bardziej skomplikowanych i nie tak oczywistych projektów inwestycyjnych. Śląskie ma jednak na tym polu szereg sukcesów, którym z pewnością pomaga fakt, że to najbardziej złożony rynek magazynowy w kraju z ogromnym potencjałem w zakresie rewitalizacji i rekultywacji terenów przemysłowych, dodaje Konrad Jacewicz, Associate, Cushman & Wakefield.

Rewitalizacyjne przecieranie szlaków

Przykładem przeprowadzonej na Śląsku rewitalizacji jest teren po dawnej kopalni piasku Maczki-Bór w Sosnowcu. W 1952 roku została wydobyta tutaj pierwsza tona piasku przez Przedsiębiorstwo Materiałów Podsadzkowych Przemysłu Węglowego, aktualnie znane jako CTL Maczki-Bór, które oferuje wielkoobszarowe terenów inwestycyjne.

Kolejnym przykładem jest obszar byłej kopalni “Milowice”, której historia sięga 1822 roku. W 1996 roku kopalnia została zlikwidowana, a wszystkie budynki wyburzone. Dzisiaj na byłych terenach kopalni “Milowice” znajduje się hala produkcyjna zakładów Duda, dyskont spożywczy oraz 7R City Flex Sosnowiec. Z kolei na terenach wybudowanej w 1834 roku katowickiej Huty Metali Niezależnych “Szopienice” od 2023 roku znajduje się nowoczesny kompleks magazynowo-produkcyjny CTPark Katowice. Ze względu na działalność huty konieczne było przeprowadzenie prac związanych z remediacją gruntu.

Ciekawym przykładem rewitalizacji jest też kopalnia KWK Gliwice, której początki datuje się na 1901 rok. Aktualnie na tym terenie funkcjonuje strefa edukacji i biznesu “Nowe Gliwice”, z terenami inwestycyjnymi o powierzchni ponad 10 ha, które zostały wyposażone w niezbędną infrastrukturę i przeznaczone dla inwestorów na cele produkcyjne. Swoją siedzibę ma tutaj Inkubator Przedsiębiorczy, Muzeum Odlewnictwa Artystycznego oraz wiele znanych firm z branży IT i nowych technologii, mówi Katarzyna Dębska, Negocjatorka, Cushman & Wakefield.

Drugie życie gruntu zaczyna się od…

Zarówno tereny typu „greenfield”, jak i „brownfield” bardzo często wymagają tzw. land developmentu, czyli przygotowania do zakupu lub skupu działek od właścicieli oraz zbadania ich pod kątem prawnym i technicznym tak, aby wyeliminować ryzyka związane z nieoczekiwanymi problemami. W tym celu eksperci analizują możliwość nabycia gruntu oraz jego status prawny i geologiczny. Sprawdzana jest też dostępność infrastruktury technicznej oraz warunki przyłączenia mediów (prądu, gazu, wody, ścieków), jak również wykonywane są badania geologiczne i geochemiczne, co pozwala na sprawdzenie potencjalnych kosztów budowy oraz podjęcie decyzji o sposobie i technologii posadowienia planowanych budynków.

Przed rozpoczęciem jakiegokolwiek przedsięwzięcia budowlanego czy inwestycyjnego niezbędne jest dokładne sprawdzenie gruntów, m.in. pod kątem nośności, stabilności, środowiskowych uwarunkowań czy możliwości jego zabudowy. Proces ten, obejmujący sprawdzenie gruntów oraz etap tzw. predevelopmentu, odgrywa kluczową rolę w zapewnieniu trwałości projektu, komentuje Michał Sikora, Konsultant ds. terenów inwestycyjnych, opinii technicznych i Specjalnych Stref Ekonomicznych, Cushman & Wakefield.

Predevelopment to etap w procesie planowania inwestycji poprzedzający fazę realizacji, w którym przeprowadza się wstępne analizy, badania oraz przygotowuje dokumentację potrzebną do podjęcia decyzji o rozpoczęciu konkretnego przedsięwzięcia. Sprawdzenie gruntu obejmuje natomiast szereg działań prowadzących do zrozumienia charakterystyki geologicznej i geotechnicznej terenu oraz oceny jego przydatności pod kątem planowanej inwestycji.

Na Górnym Śląsku, gdzie występują zróżnicowane warunki geologiczne, szczególnie istotne jest uwzględnienie specyficznych cech terenu. Obszary po byłej działalności górniczej mogą być podatne na osunięcia terenu lub występowanie pustek górniczych, przekładających się na konieczność wykonania dodatkowych badań i zabezpieczeń. Nierzadko spotyka się również przekroczenia chemiczne w miejscach składowania materiałów poflotacyjnych, co rodzi konieczność wykonania remediacji. Inny przykład to tereny zdegradowane, wymagające przeprowadzenia procedury rekultywacji umożliwiającej przywrócenie zdolności zabudowy na danym obszarze. Oba te procesy, choć wymagające, dają gruntom drugie życie i są bardzo istotne z punktu widzenia ambitnych celów zrównoważonego rozwoju, między innymi minimalizując stopień, w jakim dany teren oddziałuje na środowisko naturalne i pozwalając na stworzenie nowych miejsc pracy dla lokalnych społeczności, podsumowuje Jakub Skrok, Menedżer ds. technicznych, Cushman & Wakefield.

Dynamiczny wzrost niewypłacalności trwa- raport po I połowie 2024 roku

Rynki zagraniczne nadal skutecznie hamują rozwój polskiej gospodarki. Odzwierciedleniem tej sytuacji jest wciąż rosnąca liczba niewypłacalnych firm w naszym kraju. Raport przygotowany przez firmę Coface pokazuje, że w I połowie 2024 roku było ich 3 181. To wzrost o 26% w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym. Ich liczba stanowi aż 68% wszystkich niewypłacalności z całego roku 2023. Które branże ucierpiały najbardziej i co czeka nas w następnych miesiącach?

Jak wskazują ekonomiści z firmy Coface, za rosnącą liczbę niewypłacalności polskich firm odpowiedzialna jest sytuacja makroekonomiczna. Duże znaczenie ma przede wszystkim kondycja gospodarki niemieckiej, ponieważ kraj ten jest głównym partnerem handlowym Polski. Obecnie niemiecki przemysł znajduje się w okresie przedłużonej dekoniunktury i mierzy się z wyzwaniami strukturalnymi. Drugim ważnym czynnikiem są zmiany prawne. Dzięki nim coraz więcej firm korzysta z możliwości przeprowadzenia postępowania restrukturyzacyjnego. W I połowie 2024 roku takie rozwiązania stanowiły 94% całkowitej liczby podjętych działań – było ich 3 002.

Problemy w transporcie i branży budowlanej

Podobnie jak w pierwszym kwartale 2024 roku wzrost liczby niewypłacalności zanotowały wszystkie branże prócz rolnictwa. Z największymi problemami nadal boryka się budownictwo (496 firm) oraz transport (458). Sektory te charakteryzuje także najwyższa dynamika wzrostu liczby niewypłacalnych przedsiębiorstw – odpowiednio o 50% rdr i o 60% rdr.

– Niestety wiele sektorów w gospodarkach europejskich pozostaje dalej w recesji lub rozwija się poniżej oczekiwań, co generuje niższy popyt na usługi przewozowe. Wyzwania natury popytowej to jednak tylko wierzchołek góry lodowej – wyjaśnia Barbara Kamińska, Dyrektor Działu Oceny Ryzyka Coface w Polsce. – Transport mierzy się z koniecznością kontynuacji wprowadzania wymogów pakietu mobilności i wymiany floty na bardziej ekologiczną. Nadal odczuwalny jest także deficyt kierowców spowodowany odpływem osób z Ukrainy w związku z poborem do wojska, starzeniem się kadr oraz niewystarczającym prestiżem zawodowym tej grupy. Dodatkowo rosną koszty wynagrodzeń – mówi ekspertka.

Z kolei stały wzrost liczby niewypłacalnych firm w budownictwie to pokłosie kurczącego się od początku 2024 roku rynku budowlanego. Niestety, ekonomiści z firmy Coface przewidują, że sytuacja w tej branży nie zmieni się w najbliższych miesiącach. Spodziewają się również dalszego wzrostu liczby niewypłacalnych firm w tym sektorze.

– W minionych miesiącach istotny był zwłaszcza słabnący popyt oraz wciąż odczuwalna presja kosztowa (zwłaszcza wysokie stopy procentowe i koszty pracy) – mówi Marcin Ogulewicz, Zastępca Dyrektora Działu Oceny Ryzyka Coface. – Jednocześnie opóźnia się proces akumulacji środków z KPO, a jest to około 60 mld euro kredytów i dotacji. Operatorzy tego programu, czyli banki, dopiero rozpoczynają podpisywanie umów z jednostkami samorządu terytorialnego. Wnioski przyjmowane będą w dalszej kolejności. Przedłuża się także proces wdrożenia programu Mieszkanie na Start, który ma ruszyć w 2025 roku – dodaje.

Niewypłacalności w według regionów i formy prawnej

Badanie Coface wykazało, że w minionym półroczu najwięcej firm ogłosiło niewypłacalność w województwie mazowieckim (600). Na drugim miejscu znalazł się Śląsk (424 przedsiębiorstw), na trzecim zaś Wielkopolska (311). Podobnie jak w I półroczu 2023 roku, najlepiej pod tym względem prezentuje się województwo opolskie (57 firm).

Tak jak w poprzednich kwartałach i latach, najwięcej upadłości zanotowano w grupie indywidualnych podmiotów – przedsiębiorców (2359). Wśród spółek z o.o. liczba niewypłacalności wzrosła z 447 po I półroczu 2023 roku do 661 w analogicznym okresie w 2024 roku. Upadło również 65 spółek komandytowych oraz 47 spółek akcyjnych.

Prognozy na II połowę 2024 roku

Już dziś ekonomiści przewidują, że obecny rok przyniesie dwucyfrowy przyrost łącznej liczby niewypłacalności. Czy prognozowany wzrost gospodarczy wpłynie pozytywnie na naszą gospodarkę?

– Wzrost gospodarczy Polski będzie przybierał na sile. Już pierwszy kwartał tego roku ze wzrostem 2% rdr stanowił odreagowanie po słabym 2023. Nasza prognoza zakłada, że cały 2024 rok zakończy się wzrostem o 2,8%, a konsumpcja prywatna będzie stanowiła główną siłę napędową wzrostu gospodarczego – mówi Grzegorz Sielewicz, Główny Ekonomista Coface w Polsce i w Regionie Europy Centralnej. – Przewidywanie zmian nadal wiąże się jednak z dużą niepewnością. Powrót do podwyższonej stawki VAT na żywność przyniósł jak na razie niewielki wzrost inflacji, ale już częściowe odmrożenie cen energii spowoduje podniesienie cen. Powracająca skłonność zakupowa konsumentów będzie kolejnym czynnikiem proinflacyjnym – dodaje ekspert.

Faktem jest, że polskie przedsiębiorstwa nie działają już w tak recesyjnych warunkach jak w zeszłym roku. Jednak nadal czekają na nie liczne wyzwania, którym niektóre firmy nie będą w stanie stawić czoła.

Zabezpieczenie dowodu w postępowaniu cywilnym: kto i jak może z niego korzystać?

Zabezpieczenie dowodu w postępowaniu cywilnym jest prewencyjnym środkiem prawnym, uregulowanym w art. 310 – 315 Kodeksu postępowania cywilnego, który ma na celu umożliwienie wykazania określonych faktów w przypadku zniszczenia lub utraty dowodu. Zasadniczo, zabezpieczenie dowodu pozwala na zachowanie materiału dowodowego na potrzeby przyszłego postępowania.

Zakres stosowania zabezpieczenia dowodu

Zabezpieczenie dowodu może być stosowane przed wszczęciem postępowania cywilnego na wniosek zainteresowanego. Po jego rozpoczęciu, może zostać przeprowadzone także z urzędu. Przedmiotem zabezpieczenia może być co do zasady każdy dowód dopuszczalny w świetle przepisów Kodeksu postępowania cywilnego. Należy jednak mieć na uwadze, że w nauce prawa uznaje się, iż wykluczone jest zabezpieczenie dowodu w postaci opinii biegłego, na co zwracał uwagę m.in. Sąd Apelacyjny w Szczecinie w wyroku z dnia 9 listopada 2018 r. (sygn. akt I ACa 52/18).

Przeprowadzenie zabezpieczenia dowodu

Jeżeli postępowanie w sprawie nie zostało jeszcze wszczęte albo w przypadkach niecierpiących zwłoki, dowód jest zabezpieczony przez sąd rejonowy, w którego okręgu dowód ma być przeprowadzony. W trakcie procesu, zabezpieczenie dowodu przeprowadza sąd właściwy do rozpoznania sprawy. Zabezpieczenie dowodu może być również przeprowadzone w czasie zawieszenia wszczętego wcześniej postępowania cywilnego, zgodnie z art. 179 § 3 Kodeksu postępowania cywilnego. W orzecznictwie przyjmuje się, że zabezpieczenie dowodu nie może być traktowane jako ocena szans powodzenia potencjalnego powództwa (za postanowieniem Sądu Najwyższego – Izby Cywilnej z dnia 26 lutego 1969 r., sygn. akt II CZ 6/69).

Kto może skorzystać z zabezpieczenia dowodu?

Warto zauważyć, że z zabezpieczenia dowodu może skorzystać nie tylko przyszły powód. Osoba, która przewiduje, że zostanie przeciwko niej wytoczone powództwo, również może rozważyć skorzystanie z tego mechanizmu, jeśli istnieje ryzyko utraty lub zniszczenia dowodu. Dzięki temu może zabezpieczyć materiał dowodowy na wypadek ewentualnego postępowania sądowego.

Wymagania formalne wniosku o zabezpieczenie dowodu

Aby skorzystać z zabezpieczenia dowodu, należy sporządzić wniosek spełniający ogólne warunki przewidziane dla pism procesowych w postępowaniu cywilnym. Wniosek powinien zawierać dane wnioskodawcy, dane potencjalnego przeciwnika oraz innych osób zainteresowanych, o ile są one znane. Należy w nim również oznaczyć dowód oraz wskazać fakty, które dowód ten ma na celu wykazać. Jednocześnie wymagane jest również określenie przyczyny uzasadniającej potrzebę zabezpieczenia dowodu. Ponadto, w dorobku orzeczniczym sądów powszechnych ukształtował się wymóg wykazania interesu prawnego wnioskodawcy w zabezpieczeniu dowodu (zgodnie z wyrokiem m.in Sądu Apelacyjnego w Łodzi, sygn. akt I ACa 175/17, z dnia 09.11.2017 r.).

Procedura postępowania o zabezpieczenie dowodu

W postępowaniu o zabezpieczeniu dowodu sąd wzywa osoby biorące udział w postępowaniu do stawiennictwa w celu przeprowadzenia dowodu. Wyjątkowo, sąd może przeprowadzić postępowanie mające na celu zabezpieczenie dowodu nawet przed doręczeniem wezwania przeciwnikowi, lecz tylko w wypadkach niecierpiących zwłoki. Jest to uznawane za odstępstwo od zasady bezpośredniości przeprowadzania dowodów.

Znaczenie prawidłowego wykazania przesłanek zabezpieczenia dowodu

Prawidłowe wykazanie przesłanek zabezpieczenia dowodu jest bardzo istotne, ponieważ jak stwierdził Sąd Najwyższy w postanowieniu z dnia 29 sierpnia 1969 r. (sygn. akt I CZ 81/69) „na postanowienie odmawiające zabezpieczenia dowodu zażalenie nie służy”. Dlatego ważne jest, aby strony postępowania uważnie monitorowały prawidłowość przebiegu postępowania w sprawie zabezpieczenia dowodu. W tym celu strony mogą wskazywać sądowi uchybienia popełnione przy zabezpieczeniu dowodu zgodnie z art. 315 Kodeksu postępowania cywilnego. W przeciwieństwie do obowiązku składania zastrzeżeń do protokołu w trybie art. 162 Kodeksu postępowania cywilnego, skorzystanie z uprawnienia do wskazania uchybień sądu, o którym mowa w art. 315 Kodeksu postępowania cywilnego nie jest obwarowane terminem, jednak powinno to nastąpić w trakcie postępowania wywołanego wnioskiem o zabezpieczenie dowodu.

Autor: Prawnik Mateusz Groszyk, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Develia kupiła w I półroczu 2024 r. grunty na ponad 3200 mieszkań

Ponad 3200 nowych lokali powstanie na gruntach kupionych przez Develię w I półroczu 2024 r. Inwestycje będą realizowane w Warszawie, Trójmieście i we Wrocławiu. Grupa weszła w posiadanie ponad 172 tys. mkw. powierzchni użytkowej.  

W I półroczu 2024 r. deweloper kupił pięć gruntów, powiększając bank ziemi o ponad 172 tys. mkw. powierzchni użytkowej, w tym 50,01 proc. udziałów w ramach joint venture m.in. z grupą podmiotów kontrolowanych przez TFI Rockbridge. Na terenach położonych w czterech miastach powstanie w sumie 3200 lokali. Łącznie w pierwszym półroczu Develia przeznaczyła na zakup gruntów ponad 300 mln zł netto.

Sfinalizowane w ostatnich miesiącach transakcje zakupu gruntów są ważnym krokiem na drodze do realizacji strategii Develii na lata 2024-2028. Ponad 3000 lokali, jakie planujemy wybudować na nowo pozyskanych terenach, to znaczące wzmocnienie obecności na ważnych dla nas rynkach mieszkaniowych w Warszawie, Trójmieście i we Wrocławiu. Obecny bank ziemi – z uwzględnieniem joint venture – pozwala na wybudowanie ponad 10000 mieszkań, nie wliczając aktualnej oferty, co daje nam komfort i elastyczność w uruchamianiu nowych projektów w najbliższych kwartałachmówi Mariusz Poławski, wiceprezes Develii.

Największa z inwestycji planowanych na nowo zakupionych gruntach zostanie zrealizowana przy ul. Morskiej w Gdyni. W ramach umowy joint venture Develia w marcu br. nabyła 50,01 proc. udziałów w spółce, która w ciągu kilku lat wybuduje ponad 1600 mieszkań. W czerwcu br. deweloper zakupił również grunt w Gdańsku przy ul. Żywieckiej, gdzie powstanie 128 lokali. Łącznie dzięki tym transakcjom na trójmiejski rynek docelowo trafi ponad 1700 nowych mieszkań.

Ponad 1000 lokali powstanie także we Wrocławiu. Deweloper w styczniu br. zakupił teren o powierzchni 43 tys. mkw. przy ul. Międzyleskiej. Z kolei w marcu i w maju br. Develia dokonała dwóch transakcji zakupu ziemi przy ul. Sochaczewskiej w Warszawie. Łącznie na obszarze ponad 46 tys. mkw. ma powstać ponad 460 nowych mieszkań.

W I półroczu 2024 r. Develia uruchomiła 14 nowych budów obejmujących ponad 2500 lokali. Tylko w tym roku deweloper planuje zwiększenie liczby mieszkań wprowadzanych do oferty o ponad 20 proc. względem roku poprzedniego.

– Zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami w całym 2024 r. chcemy rozpocząć budowę i wprowadzić do oferty 3500-3700 mieszkań. Uwzględniając tegoroczne uruchomienia budowy, na ten moment w realizacji jest blisko 6400 lokali w 43 inwestycjach. Mimo rosnących kosztów materiałów i robocizny, otrzymujemy atrakcyjne oferty w przetargach prowadzonych w modelu generalnego wykonawstwamówi Mariusz Poławski, wiceprezes Develii. – Ponadto, na bazie kompetencji pozyskanych dzięki przejęciu polskich spółek Nexity, stworzyliśmy spółkę Develia Construction, która aktualnie realizuje 20 proc. naszych budów. Posiadanie własnego generalnego wykonawcy daje wyraźne korzyści w postaci lepszej kontroli kwestii środowiskowych i jakościowych. Stwarza też wyraźne przewagi ekonomiczne, pozwalając zachować w grupie marżę wykonawców zewnętrznych dodaje Mariusz Poławski.

Rynek mieszkaniowy w pierwszej połowie 2024 roku (dane GUS)

Komunikat GUS na temat budownictwa mieszkaniowego realizowanego w pierwszej połowie 2024 roku wskazuje, że firmy deweloperskie odpowiadają za budowę ponad 60% nowych mieszkań i domów budowanych w Polsce. Z czerwcowych danych GUS wynika, że skala budownictwa realizowanego w Polsce wyrażona w liczbie lokali mieszkalnych oddanych do użytku, wprawdzie nadal utrzymuje się na poziomie niższym w 2023 roku (20% mniej mieszkań oddanych w czerwcu niż przed rokiem; 9,3% mniej od stycznia do czerwca), jednak jest już bardzo blisko wyników 2022 roku i przewyższa wynik z roku 2021. Trzeba podkreślić, że podczas gdy firmy deweloperskie zrealizowały w pierwszej połowie bieżącego roku o 9,3% mniej lokali niż w 2023 roku, to w tym samym czasie inwestorzy indywidualni (przede wszystkim gospodarstwa domowe realizujące budowy na własne potrzeby) wybudowali aż o 24% mniej domów niż rok wcześniej. Warto jednak zaznaczyć, że tak w przypadku inwestorów indywidualnych jak i firm deweloperskich liczba mieszkań i domów oddanych do użytkowania przez te grupy podmiotów w czerwcu była wyraźnie wyższa niż maju.Komentarz do danych GUS na temat budownictwa mieszkaniowego styczeń-czerwiec 2024

Pewnym zaskoczeniem są czerwcowe efekty starań różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę. Okazało się, że w stosunku do wyników z maja łączna liczba pozwoleń wydanych w czerwcu było o 2% mniejsza, o czym zadecydowała mniejsza skala pozwoleń uzyskanych przez firmy deweloperskie. Jednak gdy przyjrzymy się wynikom dla ostatnich sześciu miesięcy, to wszystkich uzyskanych w tym okresie pozwoleń na budowę było o 28% więcej niż w analogicznym okresie 2023 roku. Na ten wzrost liczby pozwoleń złożyły się większe wolumeny zarówno w grupie deweloperów jak i inwestorów indywidualnych. Jednak skala wzrostu liczby pozwoleń wydanych firmom deweloperskim jest wyraźnie większa niż w pozostałych grupach. W efekcie ponad 71% pozwoleń na budowę wydanych w Polsce w ostatnich miesiącach to wnioski firm deweloperskich. Warto jednak zaznaczyć że w porównaniu z analogicznymi okresami w 2021 i 2022 roku deweloperzy uzyskali w 2024 roku pozwolenia na mniejszą liczbę mieszkań a wyniki czerwcowe jeszcze te różnice pogłębiły.Komentarz do danych GUS na temat budownictwa mieszkaniowego styczeń-czerwiec 2024

Podczas gdy z czerwcowych statystyk pozwoleń na budowę lekko powiało chłodem, to dane o rozpoczętych budowach pozwalają na umiarkowanie optymistyczne prognozy dotyczące rozwoju w kolejnych miesiącach budownictwa mieszkaniowego realizowanego przez firm deweloperskie. W porównaniu do czerwca 2023 roku nie tylko deweloperzy ale również inwestorzy indywidualni rozpoczęli budowę większej liczby mieszkań a w przypadku firm deweloperskich rozpoczęć było więcej także w porównaniu do wyników z maja. Statystyka mieszkań rozpoczętych z czerwca oraz z pierwszej połowy 2024 roku wskazują na wyraźnie lepsze w stosunku do analogicznego okresu 2023 roku wyniki w niemal wszystkich kategoriach inwestorów (od stycznia do czerwca tylko mieszkań zakładowych i społecznych – czynszowych rozpoczęto mniej niż przed rokiem) co pozwala z duży prawdopodobieństwem prognozować, że w tej kategorii rok 2024 będzie wyraźnie lepszy od 2023.

Także w kategorii „rozpoczynane budowy’ decydujące znaczenie dla skali budownictwa w Polsce mają projekty realizowane przez firmy deweloperskie. Ta kategoria inwestorów (w GUS: na sprzedaż lub wynajem) w czerwcu rozpoczęła budowę o 59% większej liczby mieszkań niż rok temu i o 18% więcej niż w maju. Wyniki pierwszego kwartału 2024 pozwalały na prognozy, iż ożywienie po wyraźnie słabszym w wykonaniu deweloperów roku 2023 będzie z każdym kolejnym miesiącem coraz wyraźniejsze. Statystyki GUS z kwietnia i maja wskazywały jednak na wstrzymywanie decyzji o rozpoczynaniu nowych budów przez firmy deweloperskie. Czerwcowy wynik (14 tys. mieszkań, których budowa została rozpoczęta) – o ile nie okaże się jednorazowym zrywem – odwraca spadkowy trend z ostatnich miesięcy.Komentarz do danych GUS na temat budownictwa mieszkaniowego styczeń-czerwiec 2024Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku Otodom Analytics

* wg danych za styczeń 2024 r

Odreagowanie w budownictwie mieszkaniowym w czerwcu, ale eksperci pozostają ostrożni

Najnowsza informacja Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), prezentująca statystyki budownictwa mieszkaniowego w czerwcu oraz I poł. 2024 roku, zakomunikowała ich dość optymistyczne odreagowanie po dwumiesięcznej korekcie, trwającego już od półtora roku, inwestycyjnego trendu wzrostowego. Tymczasem jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl trudno ocenić, czy oznacza to kontynuację średnioterminowej tendencji w warunkach pogarszającej się z miesiąca na miesiąc sytuacji popytowej pierwotnego segmentu mieszkaniówki.

Z trzech kategorii GUS-owskich danych budownictwa mieszkaniowego w czerwcu najlepiej zaprezentowały się statystyki nowych inwestycji, czyli najważniejszych z punktu widzenia oceny bieżącego stanu koniunktury. Dzieje się tak pomimo relatywnie słabej sytuacji popytowej pierwotnego rynku mieszkaniowego. Jest jednak dość prawdopodobne, że na dane o mieszkaniach, których budowę rozpoczęto, wpływają perspektywy sprzedażowe, wynikające z planowanego od początku przyszłego roku, choć jeszcze nie do końca przesądzonego programu Kredyt #naStart.Wyk.1 - Statystyki GUS mieszkaniowych inwestycji deweloperskich - 2020-2024

W sumie, w czerwcu, ruszyła budowa grubo ponad 21 tys. mieszkań i domów, co oznacza progres w relacji rdr o blisko jedną trzecią, natomiast w odniesieniu do poprzedniego miesiąca również zanotowano wyraźny wzrost rzędu 7 proc. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl sami deweloperzy z miesięcznym rezultatem ponad 14 tys. rozpoczętych lokali rok do roku zwyżkują z nowymi budowami już o niespełna 60 proc., co nie do końca koresponduje z bieżącym spowolnieniem wolumenu kontraktacji. Przyznać jednak trzeba, że obecne wyniki odnoszą się do stosunkowo niskiej bazy sprzed roku. Tym samym rynek deweloperski, jak widać, wciąż utrzymuje stan mobilizacji, oczekując już w przewidywalnej przyszłości poprawy koniunktury sprzedażowej.

Z kolei od początku roku we wszystkich rodzajach budownictwa rozpoczęto budowę ponad 122 tys. mieszkań, co oznacza wzrost już o 43 proc. w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Z kolei sami deweloperzy z półrocznym rezultatem rzędu prawie 81 tys. nowych budów notują wzrost rdr o ponad dwie trzecie. W ten sposób rynek w dalszym ciągu utrzymuje się na wysokiej fali nowych inwestycji, co jak najlepiej rokuje podaży nowych mieszkań w kolejnych miesiącach.

Tymczasem GUS-owskie dane dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym w czerwcu zanotowały symboliczne osłabienie w relacji miesiąc do miesiąca. Za to wynik ogółem na poziomie 24 tys. decyzji administracyjnych jest o 15 proc. rok do roku lepszy, podobnie jak i wynik półroczny z rezultatem ponad 143 tys., o 28 proc. górujący nad osiągniętym w analogicznym okresie 2023 r.

W przypadku samych deweloperów zarówno wynik z czerwca na poziomie ponad 16 tys. pozwoleń, jak i od początku roku – 101 tys., to rezultaty relatywnie mocne z progresem rdr rzędu odpowiednio 19 i 37 proc. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl pomimo korekty w relacji do poprzedniego miesiąca czerwcowy rezultat pozostaje w zakresie najlepszych wyników pozyskiwania przez deweloperów przedmiotowych decyzji administracyjnych. W bezpośredniej perspektywie najbliższych miesięcy mają one duże szanse na utrzymanie poprawy notowań, co wynika z przyspieszenia przez deweloperów składania wniosków przed datą 1 sierpnia, czyli terminem wejścia w życie przepisów o nowych warunkach technicznych.

O ile w kwestii nowych pozwoleń i budów rozpoczętych wciąż obowiązuje średnioterminowa tendencja wzrostowa GUS-owskich danych, to statystyki lokali oddawanych do użytkowania od dawna pozostają we względnej stabilizacji na relatywnie niskich poziomach, stanowiąc jedynie tło danych sygnalnych GUS budownictwa mieszkaniowego. W tegorocznym czerwcu podobnych lokali GUS doliczył się w sumie niespełna 17 tys., czyli o kilka procent mniej licząc rok do roku, i o 16 proc. więcej w relacji miesiąc do miesiąca. Z kolei wynik od początku roku rzędu 95,5 tys. lokali oddanych jest o niecałe 15 proc. gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku.

W sumie ostatnia informacja GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce jedynie potwierdziła korekcyjny charakter jego danych sygnalnych z początku drugiego kwartału br., dając nadzieję na kontynuację już półtorarocznej ich tendencji wzrostowej.  Wyniki od początku roku wciąż prezentują się bardzo dobrze, na co decydujący wpływ ma aktywność inwestycyjna deweloperów, choć nadal ma na to istotny wpływ niska baza notowań sprzed roku.

Pomimo publikacji projektu ustawy wciąż nierozstrzygnięta do końca pozostaje kwestia kolejnego programu dopłat do hipotek, którego ewentualna materializacja bądź jej brak może w decydującym stopniu wpłynąć na parametry koniunktury sprzedażowej pierwotnego rynku mieszkaniowego, pociągając za sobą decyzje inwestycyjne deweloperów. Tymczasem te ostatnie jakby skłaniały się w zdecydowany sposób ku optymistycznemu wariantowi.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

PRS w Polsce – na jakich planach miejscowych budowane są te projekty? Jakie ma to konsekwencje inwestycyjne i techniczne?

Z uwagi na coraz większy niedobór gruntów mieszkaniowych w dużych miastach, inwestorzy częściej decydują się na budowę obiektów typu PRS na atrakcyjnie zlokalizowanych działkach o przeznaczeniu usługowym. Z jakimi decyzjami i ich konsekwencjami muszą mierzyć się inwestorzy?

Lokalizacja projektów PRS a Miejscowe Plany Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP)

W połowie 2024 r. liczba inwestycji w formule PRS w Polsce przekroczyła 120 projektów, z czego 73% jest ukończonych, a pozostałe 27% w trakcie realizacji. Blisko ¾ analizowanych projektów zlokalizowanych jest na obszarach pokrytych obowiązującymi MPZP.

Lokalizacja projektów PRS

Źródło: Avison Young

Większość inwestorów decyduje się lokalizować nieruchomości przeznaczone na wynajem instytucjonalny na obszarach, które w planie miejscowym przeznaczone są pod zabudowę mieszkaniowo – usługową (MW/U). Dotychczas na działkach o takim przeznaczeniu powstało lub powstaje 40 inwestycji, co stanowi 45% wszystkich projektów zlokalizowanych na terenach objętych MPZP.

Ze względu na znikomą dostępność gruntów w największych polskich miastach przeznaczonych wyłącznie pod zabudowę mieszkaniową wielorodzinną (MW), takie projekty stanowią zdecydowaną mniejszość (niespełna 20%) w ogólnej strukturze analizowanych inwestycji. Nieco inaczej wygląda sytuacja na obszarach przeznaczonych w planie miejscowym pod zabudowę usługową (U), gdzie obecnie znajduje się niemal 40% inwestycji PRS.

„Niski odsetek inwestycji PRS realizowanych na gruntach bez MPZP wynikać może w dużej mierze z faktu, iż taka budowa opiera się wtedy na warunkach zabudowy (WZ), gdzie realizacja projektu z lokalami na wynajem nie jest zazwyczaj pierwszym wyborem właściciela gruntu. Co do zasady, w przypadku wielkomiejskich lokalizacji, większość inwestorów i właścicieli gruntów woli najpierw spróbować uzyskać WZ na zabudowę mieszkaniową wielorodzinną z myślą o dalszej sprzedaży poszczególnych lokali. Dopiero kiedy nie uda im się uzgodnić WZ na zabudowę mieszkaniową, decydują się oni na alternatywę w postaci np. budynku usługowego zamieszkania zbiorowego / budynku hotelowego.“ – komentuje Patryk Błach, Senior Consultant, Investment w Avison Young.

W portfelach wiodących podmiotów sektora PRS w Polsce

Źródło: Avison Young

W portfelach wiodących podmiotów sektora PRS w Polsce przeważają projekty zlokalizowane na obszarach przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniowo-usługową lub mieszkaniową. Natomiast największy z nich lokalizuje ponad połowę swoich inwestycji na terenach przeznaczonych pod zabudowę usługową, co daje mu przewagę nie tylko w tym aspekcie, ale również w ogólnym rozrachunku – inwestor ten może pochwalić się największym udziałem w rynku (20%) pod względem liczby istniejących oraz budowanych projektów.

Widoczne różnice z perspektywy miast

Strukturalne różnice w udziale danego przeznaczenia w planie miejscowym, na których lokalizowane są projekty PRS, widoczne są w analizie poszczególnych miast. W Poznaniu, Wrocławiu i Krakowie obserwuje się największy, bo ok. 20% udział projektów na planach z przeznaczeniem mieszkaniowym. Trójmiasto charakteryzuje się największym, prawie 40% udziałem lokalizacji inwestycji PRS na planie przeznaczonym pod usługi, a w Warszawie, Łodzi i Krakowie ok. 25% projektów PRS znajduje się na obszarze, dla którego MPZP jest w fazie opracowywania.

Co ciekawe, w Poznaniu ponad 30% inwestycji lokalizowanych jest na obszarach nie pokrytych MPZP. Jest to związane z tym, że w centralnej części miasta wciąż wiele rejonów nie posiada planu miejscowego.

Mniej gruntów, więcej projektów na planach zabudowy usługowej

Z uwagi na coraz większy niedobór gruntów mieszkaniowych w dużych miastach, inwestorzy częściej decydują się na budowę obiektów typu PRS na działkach o przeznaczeniu usługowym, których lokalizacja jest atrakcyjna pod kątem mieszkaniowym.

„Ceny zakupu działek usługowych są niższe od cen działek o przeznaczeniu mieszkaniowym, co powoduje, iż stanowią one ciekawą alternatywę dla inwestorów z sektora PRS. Dodatkowo, w przypadku akwizycji takich gruntów nie muszą oni rywalizować z deweloperami typowo mieszkaniowymi”. – komentuje Błach.

„Inwestycja PRS na gruncie usługowym, mimo tańszego gruntu, po realizacji i komercjalizacji obiektu wiąże się jednak z obciążeniem podatkiem VAT od dochodów z najmu, co ma wpływ na wysokość stopy zwrotu z inwestycji”. – zwraca uwagę Marta Marat, Valuer w Avison Young.

Kwestia wyodrębnienia lokali i podatki

Istotną różnicą w projektach PRS realizowanych na gruntach o przeznaczeniu mieszkaniowym lub usługowym, jest kwestia wyodrębnienia samodzielnych lokali. W pierwszym przypadku lokale mieszkalne nie mogą być mniejsze niż 25 mkw. zgodnie z obowiązującym prawem budowlanym. Dla nich mogą być wydane zaświadczenia o samodzielności, założone księgi wieczyste. A lokale mieszkalne z założoną księgą wieczystą mogą być przedmiotem obrotu rynkowego zarówno jako produkt docelowy dla funduszu inwestycyjnego, jak i klientów indywidualnych. Sprzedaż takich lokali wiąże się z podatkiem VAT w wysokości 8%.

Natomiast jeśli projekt budowany jest na gruntach o przeznaczeniu usługowym, wyodrębnienie lokali usługowych (bo o takich tu może być mowa) cechuje brak ograniczenia minimalnej powierzchni a podatek VAT od sprzedaży jest wyższy i wynosi 23%. W praktyce jednostki o przeznaczeniu PRS mają powierzchnię od 15 mkw. wzwyż, przy czym mniejszą powierzchnię jednostek równoważą bardziej rozbudowane części wspólne, takie jak współdzielone przestrzenie do pracy i wypoczynku, pralnie, sale treningowe.

W ocenie banków

W przypadku finansowania inwestycji PRS przez bank, z punktu widzenia ryzyka, korzystniejsze dla banków wydaje się być finansowanie projektów realizowanych na gruntach o przeznaczeniu mieszkaniowym. Możliwość wydzielenia pojedynczych mieszkań i ich ewentualnej odsprzedaży jest dla banków pewniejszym zabezpieczeniem finansowanego projektu. Z kolei ograniczenia w wyodrębnianiu lokali na usługach, utrudniają potencjalną sprzedaż poszczególnych jednostek do klientów prywatnych w przypadku rezygnacji przez operatora z wynajmowania lokali w formule PRS. W takiej sytuacji przedmiotem sprzedaży musi być cały obiekt.

„Już na etapie wyceny nieruchomości będącej w trakcie budowy na planie mieszkaniowym, zdarza się, że bank finansujący przedsięwzięcie prosi nas o podejście dwutorowe – wycenę w podejściu dochodowym po czynszach najmu generowanych przez nieruchomość oraz w podejściu porównawczym, zakładając przyszłe wyodrębnienie pojedynczych lokali mieszkalnych do sprzedaży.” – zauważa Marat.

Różnice z punktu widzenia instalacji i konstrukcji

„Prawo budowlane nie standaryzuje wprost kategorii budynków przeznaczanych na PRS, a obowiązujące rozporządzenie Ministra Infrastruktury w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie oraz Polska Klasyfikacja Obiektów Budowlanych odmiennie definiują aspekt budynków mieszkalnych i niemieszkalnych. – wyjaśnia Kamil Olechniewicz, Project Manager, Technical Advisory w Avison Young – Dlatego zakres instalacyjnych rozwiązań technicznych i ochrony przeciwpożarowej określany jest indywidualnie dla każdego przypadku.”

W praktyce budynki lokalizowane w poszczególnych obszarach nieznacznie różnią się ekspozycją na hałas – dzienny i nocny maksymalny poziom hałasu dla obszarów „U” i „MWU” jest przeciętnie wyższy o kilka dB w stosunku do obszarów „MW”. Podobnie jest z izolacyjnością akustyczną przegród – wartość wskaźnika ≥ 50 dB w przypadku ścian pomiędzy mieszkaniami i ≥ 45 dB pomiędzy lokalami innych kategorii, choć w drugim przypadku niekiedy wymagana izolacyjność może być nawet wyższa niż 50 dB, w zależności od kwalifikacji lokali.

Nieznaczne są natomiast różnice w zakresie dostępu do światła dziennego i rozwiązania wentylacji mechanicznej. Za to budynki zlokalizowane na planie usługowym częściej posiadają systemy sygnalizacji pożaru obejmujące również wnętrza lokali i bardziej restrykcyjne wymagania dotyczące klasy palności elementów wyposażenia, co wprost przekłada się na wyższy nakład inwestycyjny na budowę i wykończenie. „Pozostałe kwestie, jak bezpośrednie wejście z holu czy indywidualne opomiarowanie mediów doprowadzonych do każdego lokalu jest powszechnym standardem niezależnie od przeznaczenia.” – dodaje Olechniewicz.

Autorzy: Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska (Research and Data Manager), Marta Marat (Valuer, Valuation and Advisory), Kamil Olechniewicz (Project Manager, Technical Advisory and Project Management), Patryk Błach (Senior Consultant, Investment), Karolina Aleksandrowicz (Junior Research Analyst)

Złoto a wybory w USA. Czy jeśli wygra Trump, cena kruszcu poszybuje w górę?

W minionym tygodniu złoto – po raz kolejny w tym roku – ustanowiło swój nowy rekord ceny, wspinając się ponad poziom 2 482 USD za uncję. To efekt przede wszystkim danych płynących z amerykańskiej gospodarki, ale też wydarzeń na scenie politycznej w USA. Sprawdzamy, jak na notowania królewskiego metalu może wpłynąć zwycięstwo Donalda Trumpa w nadchodzących wyborach.

Czwarte już ATH (czyli tzw. all-time high) w 2024 roku królewski kruszec osiągnął w środę 17 lipca. To efekt bardzo dobrych danych gospodarczych dotyczących inflacji w Stanach Zjednoczonych, która spada czwarty miesiąc z rzędu i zapowiedzi szefa FED Jerome’a Powella, że wobec takiej sytuacji obniżka stóp procentowych jest bardzo prawdopodobna.

Narzędzie FedWatch Tool, które prognozuje prawdopodobieństwo obniżki, wskazuje (zgodnie ze stanem z poniedziałku 22 lipca), że we wrześniu z ponad 96-procentową pewnością przyjdzie cięcie i stopy zostaną obniżone o kilka punktów. Ile dokładnie? Tego nie wiemy, natomiast szanse na to, że być przed końcem roku spotkamy się z drugą obniżką, również wzrosły.

W USA działo się także bardzo dużo, jeśli chodzi o wydarzenia na scenie politycznej. Najpierw, w sobotę 13 lipca, doszło do próby zamachu na Donalda Trumpa, który kilka dni później otrzymał oficjalną nominację jako kandydat Republikanów na prezydenta Stanów Zjednoczonych, a kandydatem na wiceprezydenta został J. D. Vance.

Z kolei w niedzielę 21 lipca z ubiegania się o reelekcję zrezygnował Joe Biden, ulegając presji, którą – po fatalnym występie urzędującego prezydenta podczas debaty z Donaldem Trumpa – wywierali na nim liderzy Partii Demokratycznej, kongresmeni i darczyńcy. Biden swoje poparcie przekazał wiceprezydent Kamali Harris.

Jak zwycięstwo Trumpa może wpłynąć na cenę złota?

Wybory w USA coraz bliżej, a to zawsze bardzo ważne wydarzenie dla rynków finansowych, na które skierowane są oczy całego świata. Czy zwiększające się prawdopodobieństwo, że Republikanie i Trump odzyskają stanowisko prezydenta może wpłynąć na rynek złota? Warto tutaj spojrzeć na analogię historyczną.

Gdy w 2016 roku Donald Trump zwyciężył w wyborczej walce po raz pierwszy, czwarty kwartał tamtego roku cechował się olbrzymim wzrostem popytu na kruszec. Dodajmy przy tym, że wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych zawsze wpływają dość pozytywnie na rynki – tuż przed samą elekcją i zaraz po niej.

Jeśli Donald Trump wygra ponownie, według jego zapowiedzi najprawdopodobniej zmieni się polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych wobec Ukrainy. To może doprowadzić do zmiany układu sił – USA nie będą pomagały Ukrainie w taki sposób, jak do tej pory, a większa odpowiedzialność za pomoc temu krajowi spadnie na Europę.

To z pewnością wywoła spore perturbacje, jeśli chodzi o sytuację na świecie, również o sytuację gospodarczą i będzie wpływało na większe niepokoje. A to z kolei może powodować duże zmiany również w cenie samego kruszcu. Eskalacja napięć geopolitycznych to bowiem zawsze paliwo napędzające wzrost notowań królewskiego metalu.

Może również zaostrzyć się polityka gospodarcza USA wobec Chin. To przecież właśnie Trump rozpoczął krucjatę przeciwko rozwojowi chińskiej gospodarki. To on wprowadził pierwsze cła i pierwsze obostrzenia gospodarcze, jeśli chodzi o współpracę z Państwem Środka. Jeśli kandydat Republikanów ponownie wygra, ta polityka może być kontynuowana.

Donald Trump zwrócił również uwagę Jerome’owi Powellowi, szefowi amerykańskiej Rezerwy Federalnej, żeby ten wstrzymał się przed wyborami z decyzjami odnośnie zmiany wysokości stóp procentowych. I zapowiedział, że jeśli tak się stanie, to być może pozwoli Powellowi dokończyć jego misję na stanowisku, które w tej chwili piastuje.

To bardzo mocna polityczna sugestia dla Jerome’a Powella i wskazówka, w jaki sposób Trump będzie chciał prowadzić swoją politykę. Usunięcie prezesa FED-u nie jest wcale takie proste, a decyzja nie należy wyłącznie do prezydenta. Ale takie sugestie, że może dojść do zmiany, mogą również zwiastować burzliwy sposób prowadzenia polityki kadrowej w USA.

Złoto po 2 600 USD już w przyszłym roku?

Tego typu sytuacje będą przekładać się na wzrost ryzyka na rynkach, co z kolei zawsze jest elementem sprzyjającym cenie złota. Wszelka niepewność działa korzystnie dla królewskiego kruszcu, a bank JP Morgan – biorąc pod uwagę wiele czynników – prognozuje, że w czwartym kwartale 2024 roku średnia cena uncji złota powinna sięgnąć 2,5 tys. dolarów.

To oznacza, że złoto już wkrótce może znowu pobić swoje all-time high, ustanawiając nowe rekordy. Co więcej, JP Morgan zakłada, że banki centralne będą dalej kupowały kruszec i wskazuje, że w przyszłym roku cena złota nie przestanie rosnąć. A w czwartym kwartale 2025 roku może oscylować już wokół pułapu 2 600 USD za uncję.

Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

EBC bez zmian, Trump faworytem – euro czeka na PMI, dolar na retorykę Republikanów

Awersja inwestorów do ryzyka wsparła waluty safe haven – na szczycie zestawienia G10 znalazły się frank szwajcarski oraz jen japoński. Stracił za to złoty, który – w przeciwieństwie do innych walut regionu – osłabił się w minionym tygodniu względem euro.

Kluczowe punkty:

  • Pogorszenie rynkowego sentymentu doprowadziło do umocnienia JPY i CHF.
  • Rezygnacja Bidena ze startu w listopadowych wyborach nie miała dotąd większego wpływu na USD.
  • PBoC tnie stopy procentowe w celu ożywienia wzrostu gospodarczego.
  • EBC utrzymuje stopy procentowe na niezmienionym poziomie; Lagarde nie zdradza dalszych planów banku.
  • Polska inflacja bazowa na trzyletnich minimach; wzrost płac spowalnia.

Wzrost awersji do ryzyka na rynkach akcji, które w ciągu ostatnich tygodni silnie zyskiwały, wpłynął na dobre wyniki walut safe haven: franka szwajcarskiego i jena japońskiego. Tę drugą wsparła również kolejna bezpośrednia interwencja Banku Japonii, skutkująca ograniczeniem transakcji carry trade (w których środki pożyczone w walucie o niskiej stopie procentowej lokowane są w „wyżej oprocentowanych” instrumentach w innej walucie), co szczególnie mocno dotknęło waluty rynków wschodzących, w tym złotego. Tymczasem wydarzenia polityczne w USA w dalszym ciągu mają niewielki wpływ na rynek walutowy. Wiadomości o rezygnacji Joe Bidena z kandydatury w listopadowych wyborach i jego poparcie dla wiceprezydentki Kamali Harris zmniejszyły być może nieznacznie szanse Trumpa na reelekcję, ich wpływ na rynek walutowy był jednak dotąd marginalny, a kandydat Republikanów wciąż pozostaje zdecydowanym faworytem.

Rynek walutowy zwykle podczas letnich miesięcy charakteryzuje niższa zmienność. Ten tydzień przyniesie jednak istotne odczyty, co może nieco zmienić sytuację. Przyglądać się będziemy dynamice interwencji i transakcji stop-loss na jenie japońskim oraz wszelkim szczegółom dotyczącym polityki walutowej przedstawianym przez obóz Republikanów, reprezentowany przez Donalda Trumpa. W zakresie danych uwagę zwrócimy w kierunku środowej (24.07) publikacji lipcowych wskaźników PMI dla aktywności biznesowej dla głównych gospodarek, które przedstawią najbardziej aktualne trendy gospodarcze – w tym, być może, spowolnienie aktywności w Stanach Zjednoczonych. Tygodnia dopełnią odczyty z USA: dynamiki PKB w II kwartale (czwartek 25.07) i inflacji PCE w czerwcu (piątek 26.07).

PLN

Złoty znalazł się w ubiegłym tygodniu na samym dole zestawienia walut CEE, tracąc ok. 0,8% względem euro. Ruch ten przypisujemy awersji do ryzyka i ograniczeniu carry trade. Opublikowane w ostatnich dniach krajowe odczyty były mieszane. Produkcja przemysłowa wzrosła nieco w czerwcu po rozczarowującym maju. Większość danych wciąż wspiera jednak pogląd, że wzrost nie jest mocny, co – choć nie napawa może optymizmem – oznacza, że walka z inflacją powinna okazać się łatwiejsza.

Poza opublikowanym już dzisiaj nieimponującym odczytem sprzedaży detalicznej kalendarz na ten tydzień jest skąpy. Uwaga powinna skupić się na wieściach spoza kraju, w szczególności na czynnikach, które mogą mieć wpływ na rynkowy sentyment – ten pozostaje wyjątkowo istotny dla walut o wysokiej becie takich jak złoty.

EUR

Ubiegłotygodniowe, lipcowe posiedzenie EBC było nijakie i niemal całkowicie zgodne z oczekiwaniami rynkowymi, zakładającymi obok braku zmian stóp brak zmian w komunikacji. Prezeska Christine Lagarde nie zdradziła żadnych informacji dotyczących dalszych ruchów, stwierdzając, że kwestia wrześniowej decyzji jest „szeroko otwarta”. Uważamy, że najbardziej prawdopodobna ścieżka działań Rady Prezesów to ta wyceniana przez rynek: jeszcze dwa cięcia w 2024 r., najprawdopodobniej we wrześniu i grudniu.

W tym tygodniu uwaga skupi się na wskaźnikach PMI dla aktywności biznesowej w lipcu. Dane za czerwiec pokazały niespodziewany spadek, który mógł być spowodowany obawami związanymi z wyborami parlamentarnymi we Francji. Zgromadzenie Narodowe tkwi w impasie, a partia Marine Le Pen jest daleka od władzy, możliwe wydaje się więc zaskoczenie w górę, które wsparłoby euro.

USD

Większość drugorzędowych odczytów z USA, w tym produkcja przemysłowa oraz sprzedaż detaliczna z wykluczeniem samochodów i dane z rynku mieszkaniowego, była silniejsza, niż oczekiwano, co postawiło pod znakiem zapytania narrację o spowolnieniu gospodarczym. Największym wyjątkiem były cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych, które kontynuują ścieżkę w górę z bardzo niskich poziomów.

Ani odczyty, ani zawirowania polityczne nie mają dużego wpływu na oczekiwania dotyczące polityki monetarnej Fedu – inwestorzy spodziewają się cięcia we wrześniu i są rozdarci między jeszcze jednym lub dwoma cięciami przed końcem roku. Jako że kandydat Republikanów – Donald Trump – znajduje się na czele wyścigu, uważamy, że warto śledzić retorykę partii dotyczącą potencjalnego celowego osłabienia dolara. Jeśli jej przedstawiciele stronić będą od takich wypowiedzi, wygrana Trumpa powinna być naszym zdaniem korzystna dla amerykańskiej waluty.

GBP

Rynek wycenia na ok. 50% prawdopodobieństwo pierwszej obniżki stóp procentowych podczas sierpniowego posiedzenia Banku Anglii. Ubiegłotygodniowe dane o inflacji były nieco wyższe, niż oczekiwano, ich wpływ na funta został jednak zrównoważony przez rozczarowująca czerwcową sprzedaż detaliczną. Argumenty za cięciem lub utrzymaniem stóp procentowych na niezmienionym poziomie są zbalansowane. Może to wywołać wśród członków Komitetu gorącą dyskusję dotyczącą harmonogramu i tempa rozluźniania polityki monetarnej. Wciąż spodziewamy się w sierpniu cięcia, ostatnie odczyty makroekonomiczne zasiały jednak co do takiego ruchu ziarno niepewności.

Najważniejszym odczytem w tym tygodniu będą wskaźniki PMI, które powinny w dalszym ciągu wskazywać na zdrowy wzrost krajowego popytu. Zarówno jego odporność, jak i perspektywa lepszych relacji z Unią Europejską po zwycięstwie Partii Pracy w wyborach parlamentarnych pozwalają nam utrzymać optymistyczny pogląd na perspektywy funta bez względu na to, jaką decyzję podejmie w sierpniu Bank Anglii.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

GPW traci spółki. Inwestorzy wolą wycofanie z giełdy niż przejęcia

Ostatnie lata przyniosły spadek aktywności na rynku wezwań w Polsce. Coraz częściej inwestorzy decydują się na ogłoszenie wezwania z zamiarem wycofania akcji spółki z obrotu giełdowego, gdy już uzyskają kontrolny pakiet akcji – wynika z najnowszej analizy KPMG, która objęła 133 wezwań do sprzedaży akcji spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie w latach 2019-2023.

Analiza przeprowadzona przez KPMG objęła 133 wezwania, z których 122 zakończyło się sukcesem tj. wzywający zakupił przynajmniej część akcji objętych wezwaniem. W 37 przypadkach (tj. 30% z wezwań zakończonych sukcesem) inwestorzy nabyli kontrolny pakiet akcji w przejmowanym podmiocie. Średnia wartość udanego wezwania zakończonego przejęciem kontroli nad spółką wyniosła 830 mln zł, a średnia premia za kontrolę została oszacowana na poziomie 13,6%.

Czym jest premia za kontrolę?

Premia za kontrolę stanowi dodatkową premię, jaką inwestorzy są skłonni zapłacić za uzyskanie większościowego pakietu akcji, ponad cenę rynkową (wynikającą z kursu rynkowego). W związku z przejęciem kontroli, dodatkowa premia odzwierciedla wartość płynącą m.in. z kontroli nad możliwością dokonywania zmian w zarządzie oraz wpływem na politykę dywidendową.

Premia za kontrolę wyniosła 13,6%

W wyniku najnowszej analizy rynku wezwań w Polsce dokonanej przez KPMG, premia za kontrolę została oszacowana na poziomie 13,6%. Podstawą oszacowania była kalkulacja średniej arytmetycznej z median premii oferowanych przez wzywających ponad kursy akcji spółek objętych wezwaniami kolejno dzień, miesiąc, dwa miesiące oraz trzy miesiące przed datami wezwań.

W stosunku do poprzedniego badania obejmującego okres 2018-2022 premia za kontrolę zanotowała spadek w wysokości 1,3 p. p., powracając do poziomu sprzed 3 lat, który obejmował okres 2016-2020.

Do spadku premii za kontrolę w najnowszym badaniu przyczyniły się znacząco wezwania ogłoszone w 2023 roku – premie oferowane w poprzednich latach były zauważalnie niższe.

Nasza analiza pokazuje, że aktywność na rynku wezwań w Polsce w ostatnich latach uległa zmniejszeniu, a premia za kontrolę w 2023 roku była zauważalnie niższa w porównaniu z wcześniejszymi latami. Inwestorzy coraz częściej decydują się na wezwanie z zamiarem wycofania akcji z obrotu giełdowego, co w przypadku powodzenia zmniejsza liczbę spółek notowanych na warszawskim parkiecie – mówi Tomasz Wiśniewski, Partner w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu Wycen w Europie Środkowo-Wschodniej, KPMG w Polsce. Premie na GPW są obecnie istotnie niższe niż na wiodących giełdach światowych takich jak LSE, NYSE czy NASDAQ, gdzie wynoszą około 30% – dodaje.

Spadek premii za kontrolę może wskazywać, że inwestorzy bardziej skrupulatnie analizują potencjalne korzyści z przejęcia spółki i nie chcą przepłacać za synergie, które będzie trudniej zrealizować – dodaje Tomasz Regulski, Partner Associate w Dziale Deal Advisory, Szef Zespołu Wycen w KPMG w Polsce.