EBC nie zmienia stóp, awaria IT u giganta

Europejski Bank Centralny nie zaskoczył rynków. Dane z Polski, choć pozytywne to niemal zignorowane przez inwestorów. Dużą niespodzianką jest natomiast poważna awaria systemów IT jednej z głównych korporacji.

EBC nie zmienia stóp procentowych

Zgodnie z oczekiwaniami na wczorajszym posiedzeniu nie doszło do zmiany stóp procentowych. Zdaniem analityków nadal należy się spodziewać jednego cięcia o 0,25% w kwartale. Potwierdza to spekulacje, że we wrześniu stopy procentowe obniży zarówno EBC, jak i FED. Jak reagowały rynki? Biorąc pod uwagę, że dolar umacniał się po tej decyzji, można dojść do wniosku, że część inwestorów liczyła jednak na jeszcze bardziej ostrożne podejście banku. Na konferencji prasowej nie wydarzyło się jednak nic szczególnie zaskakującego. Wciąż pojawiają się głosy o presji cenowej, pomimo wciąż spadającego wskaźnika inflacji.

Dane z Polski

Wczorajsze dane z Polski wypadły całkiem obiecująco. Ceny produkcji sprzedanej spadły w skali roku o 6,1%. Produkcja przemysłowa wzrosła o 0,3%, niby niewiele, ale oczekiwano, że spadnie o 1,3%, więc to miła niespodzianka. Do tego poznaliśmy dane z rynku pracy. Przeciętne wynagrodzenie podskoczyło do 8 144,83 zł i prawdopodobnie mamy za sobą już miesiące z „7” z przodu. Pensje rosną obecnie średnio o 11%. Jeżeli to tempo wzrostu się utrzyma, to kwota 9 000 zł dla średniej płacy powinna być osiągnięta już w marcu 2025 roku. Warto jednak pamiętać, że dzieje się to podczas spadku zatrudnienia o 0,4% w skali roku. Przy takich ruchach często wzrost wynagrodzeń napędzany jest przez spadki zatrudnienia u najsłabiej zarabiających. Pomimo dobrych danych dla złotego kurs euro w dalszym ciągu oscyluje wokół 4,29 zł.

Awaria infrastruktury IT

Jeden z największych dostawców usług IT poinformował, że jedna z jego spółek zależnych ma poważne problemy. Nie znamy obecnie szczegółów, ale widzimy, że wiele podmiotów nie funkcjonuje normalnie. Stanęły niektóre lotniska, a nawet linie lotnicze. Rynki walutowe nie reagują na razie w przeciwieństwie do giełdy, gdzie zamieszane spółki dostały mocno po łapach. Warto natomiast zwrócić uwagę, że pomimo tego, że uziemiono potężną część lotów, dzisiaj cena ropy naftowej idzie w górę. Wydawać by się mogło, że skoro branża odpowiadająca w krajach OECD za ponad 7% konsumpcji surowca stanie, to powinno mieć to wpływ na rynkową równowagę. Jednak na rynku trwa korekta po wczorajszych spadkach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

NCBR zamyka program MeduM. 21,5 mln zł wraca do budżetu państwa

Ze względu na brak realizacji zakładanych celów, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w porozumieniu z Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Ministerstwem Edukacji Narodowej, podjęło decyzję o zakończeniu programu Multimedialna Edukacja Młodzieży (MeduM). 21,5 mln zł, które wróci do budżetu państwa, zostanie zagospodarowane w efektywny sposób, mogąc tym samym wesprzeć polską naukę w innych przedsięwzięciach.

Przedsięwzięcie Multimedialna Edukacja Młodzieży (MeduM) zostało zlecone Narodowemu Centrum Badań i Rozwoju do realizacji przez ministra właściwego ds. edukacji i nauki 14 marca 2022 r. MeduM miało służyć do stworzenia i upowszechnienia wśród uczniów w wieku 12-18 lat multimedialnych materiałów edukacyjnych oraz dydaktycznych, wspierających proces kształcenia w Polsce oraz umieszczenie ich na utworzonej na potrzeby tego działania platformie streamingowej VoD.

Eksperci oceniający powstałe w przedsięwzięciu materiały wskazywali, że te z nich, które uzyskały negatywną ocenę zawierały rażące błędy merytoryczne, językowe, były albo zbyt ubogie w środki wyrazu albo zbyt „przeładowane informacjami”, nieinnowacyjne oraz nie zostały dostosowane dla młodzieży ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, co stanowiło rażące naruszenie umowy.

W ocenie Ministerstwa Edukacji Narodowej nigdy nie było uzasadnienia utworzenia i rozwoju platformy MeduM. Zwracam uwagę, że już od kilku lat funkcjonuje „Zintegrowana Platforma Edukacyjna”, która pełni rolę centralnej, ogólnokrajowej platformy edukacyjnej. Jej zawartość i funkcjonalność są systematycznie wzbogacane i rozwijane. Na ZPE zamieszczono bezpłatne e-materiały do nauki od pierwszej klasy szkoły podstawowej aż do ostatniej klasy szkoły ponadpodstawowej – powiedziała dr Katarzyna Lubnauer, wiceministra Edukacji.

–  Od kiedy nadzór nad NCBR powrócił pod Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, weryfikujemy działanie instytucji, skuteczność procedur oraz zasadność prowadzonych programów. Pod naszym nadzorem, NCBR kontynuuje proces wdrażania zmian, aby nikt nie miał wątpliwości co do uczciwego działania instytucji. Przejawem tego jest decyzja o zamknięciu programu MeduM – mówi prof. dr hab. inż. Marek Gzik, wiceminister Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

NCBR rozwiązuje umowy z dwoma Wykonawcami, którzy mieli przygotować materiały multimedialne na platformę dotyczące obszaru I czyli Historii Polski oraz obszaru II czyli Historii sztuki, muzyki, literatury, teatru, sztuk plastycznych i architektury. Jednocześnie NCBR wzywa obu wykonawców do zwrotu całości przekazanych środków – wskazał prof. dr hab. inż. Jerzy Małachowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Platforma streamingowa VoD powstała, jednak nie mogła być „odebrana” przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ze względu na braki techniczne, na które wskazywali eksperci, wzywając wykonawcę do uzupełnień. Tym samym nie mogła być udostępniona użytkownikom, pomimo jej przedłożenia przez wykonawcę z końcem września 2023 r. Ostateczną decyzję co do wykorzystania platformy oraz materiałów podejmie Ministerstwo Edukacji Narodowej oraz Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Polacy coraz częściej dorabiają do etatu! Szukanie dodatkowych źródeł dochodu staje się normą

Pensja +. Sezon na „fuchy” w pełni. Polacy dorabiają do wynagrodzenia, a pracodawcy nie mogą im tego zabronić, ale..

Polacy coraz częściej szukają dodatkowych źródeł dochodu. Zainteresowanie tego typu pracą wzrosło w ciągu roku o 40%, a co 10 ogłoszenie rekrutacyjne pojawiające się obecnie na rynku dotyczy właśnie pracy dorywczej, wynika z analiz Grupy Progres. Największą popularnością tej formy zatrudnienia cieszą się oferty od firm z sektora handlu, HoReCa, logistyki oraz produkcji, a także różnego rodzaju usług i rolnictwa. Dorabianiem zainteresowanie są osoby młode, emeryci, ale też – coraz częściej pracownicy etatowi i freelancerzy. Głównym deklarowanym przez nich powodem jest chęć zarobku potęgowana rosnącymi kosztami życia i obawą o ich kolejny wzrost. Faktury grozy za prąd, gaz czy czynsz za mieszkanie i idący z nimi w parze brak oszczędności, sprawiają też Polacy chcą brać „fuchy” na dłużej. Zgodnie z prawem firmy nie mogą zabronić swoim pracownikom dorabiania. Od tej reguły są jednak pewne wyjątki.

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, średnie wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w Polsce wyniosło w maju 2024 r. – 8166,14 zł. To oznacza wzrost rok do roku o ponad 11% (z 7316,83 zł brutto w maju 2023). W górę poszły również wynagrodzenia minimalne – pierwsza podwyżka nastąpiła w styczniu – z 3600 zł brutto do 4242 zł brutto. Kolejna w lipcu, gdy najniższa krajowa wzrosła do 4300 zł brutto. W świetle nadchodzących zmian, od początku 2025 r. najniższa krajowa będzie wynosić 4626 zł brutto. Nie zmiana to faktu, że coraz więcej Polaków chce dorabiać do wynagrodzenia i szuka pracy dorywczej lub tymczasowej. Jak wynika z analiz Grupy Progres, pyta o nią obecnie co 10 kandydat szukający zatrudnienia, najchętniej w branży handlowej, HoReCa, logistyce oraz produkcji, a także w różnego rodzaju usługach i rolnictwie. Te branże zresztą najczęściej oferują zatrudnienie tego typu. Są więc naturalnym kierunkiem wyboru dla chętnych do poreperowania swojej kondycji finansowej.

Stacjonarnie, zdalnie, hybrydowo

Na rynku oferty zajęć dorywczych i tymczasowych pojawiają się praktycznie każdego dnia, tylko w tym miesiącu było ich ponad 12 tysięcy. Co – 10 z przeanalizowanych ogłoszeń rekrutacyjnych dot. pracy dodatkowej, w tym 12% oferowało zatrudnienie w modelu zdalnym, a 18% w hybrydowym. To etaty m.in. sprzedawców w sklepach internetowych, doradców klienta, zdalnych księgowych, wirtualnych asystentek czy korepetytorów oraz nauczycieli placówek w chmurze. Większość – 70% – przedsiębiorców oferuje „fuchy”, ale z uwagi na specyfikę danego stanowiska, charakter pracy i realizowane obowiązki wymaga obecności na miejscu.

Zainteresowanie dorabianiem, również w formie pracy tymczasowej rośnie i ten wzrost obserwujemy od dłuższego czasu. Tradycyjnie pik zgłoszeń od osób chętnych do takich zajęć obserwujemy zarówno w okresie wakacyjnym, jak i sezonie zimowym. Wtedy zwiększa się też liczba ofert pracy dorywczej. Dlatego, jeśli ktoś myśli o podreperowaniu budżetu to właśnie teraz jest na to dobry moment – mówi Monika Molisak-Siwiela z Grupy Progres. I dodaje, że w zależności m.in. od liczby godzin, które chce się poświęcić na dorabianie można zarobić od kilkuset złotych do nawet kilku tysięcy. Osoby poszukujące krótkofalowego zajęcia mogą zatrudnić się nawet na kilka godzin np. do prac inwentaryzacyjnych lub kilka dni (wykładanie towaru w sklepach). Na zainteresowanych dłuższą formą dorabiania, a takich kandydatów zdecydowanie przybywa, czekają oferty pracy na kilka tygodni lub miesięcy. Oferuje je m.in. branża HoReCa, budowlanka, handel, logistyka czy sektor rolniczy.

Od kilkudziesięciu złotych w górę

Wynagrodzenie możliwe do osiągnięcia zaczyna się w już od kwoty 28,10 zł brutto/godz. w przypadku ofert w handlu, logistyce, transporcie oraz w gastronomii. Średnio stawka w tych sektorach wynosi ok. 30 zł brutto/godzinę. Przy zaangażowaniu weekendowym tj. 2 dni w tygodniu po 8 godzin, pensja wyniesie ok. 1920 zł brutto. Więcej można zarobić np. w przypadku wynagrodzeń akordowych w sektorze rolniczym, gdzie jedną z najlepiej płatnych ofert jest m.in. zbieranie borówek. Rekordziści w ciągu miesiąca są w stanie zrobić nawet 7-8 tys. zł. Jednak to praca, która wymaga większej aktywności niż tylko ta weekendowa. Prace hybrydowe i zdalne dają możliwość zarobku w wysokości kilku tysięcy złotych. Nauczyciele zajęć odbywających się online mogą zarobić od 2 do 5 tys. zł. Podobne średnie wynagrodzenia oferowane są też doradcom klienta czy sprzedawcom (wysokość pensji zależy m.in. od rodzaju podpisanej umowy, liczby przepracowanych godzin czy wyników).

Chętnych nie brakuje. O możliwość pracy dodatkowej czy tymczasowej pytają już nawet niepełnoletni uczniowie, ale też absolwenci szkół średnich oraz studenci – dominujący wśród osób chętnych do pracy dorywczej. Jednak zgłasza się też sporo emerytów, a także osób mających stały etat i liczących na dodatkowe źródło dochodu. Niektórzy np. osoby z sektora edukacji wykorzystują wakacje na pracę dodatkową, bo mają wtedy wolne, inni specjalnie biorą urlop, żeby dorobić. Jest też grupa, która łączy pracę dodatkową ze stałym etatem i z jednego miejsca zatrudnienia udaje się w kolejne. Przełożony nie może im tego zabronić, ale od tej reguły są pewne wyjątki – podkreśla Monika Molisak-Siwiela z Grupy Progres.

Szef nie pozwala dorabiać

W Polsce zgodnie z Kodeksem Pracy, przełożony nie może zabronić osobie zatrudnionej podejmowania dodatkowej pracy dla innego pracodawcy lub zleceniodawcy. Oznacza to, że pracownik ma prawo do dodatkowego zatrudnienia, o ile nie koliduje to z jego obowiązkami wynikającymi z głównej umowy o pracę. Pracodawca może jednak zakazać działalności konkurencyjnej pracownika – np. w firmie o tym samym profilu i rywalizującej o podobną grupę klientów – pod warunkiem, że zakaz ten jest sformułowany na piśmie w formie umowy o zakazie konkurencji.

Co więcej, pozostawanie w stosunku pracy z innym pracodawcą lub świadczenie pracy na podstawie innych form zatrudnienia m.in. praca dodatkowa, nie może być powodem wypowiedzenia umowy o pracę, lub jej rozwiązania bez wypowiedzenia, przygotowań do wypowiedzenia lub rozwiązania umowy bez wypowiedzenia, działań mających skutek równoważny z rozwiązaniem umowy o pracę.

W przypadku urzędników ograniczenia w zakresie równoległego zatrudnienia mogą wynikać z odrębnych przepisów, jak na przykład art. 80 ustawy o służbie cywilnej, który wymaga pisemnej zgody dyrektora generalnego urzędu na dodatkowe zatrudnienie członka korpusu służby cywilnej. Ponadto, taka osoba nie może wykonywać czynności sprzecznych z obowiązkami wynikającymi z ustawy lub podważających zaufanie do służby cywilnej.

Regulacje dotyczące równoległego zatrudnienia nie zwalniają pracowników z obowiązku rzetelnego wykonywania swoich podstawowych obowiązków. Pracodawca nie może jednak karać pracownika za samo podjęcie dodatkowego zatrudnienia lub innej działalności zarobkowej, chyba że negatywnie wpływa to na jakość jego pracy. W przypadku jej obniżenia lub rażących błędów, które są pokłosiem drugiego – dodatkowego etatu – pracownik ponosi odpowiedzialność za niewłaściwe wykonywanie swoich obowiązków zgodnie z ogólnymi zasadami i może być nawet za to zwolniony.

Praca dorywcza i tymczasowa przynosi szereg korzyści zarówno firmie, jak i pracownikom. Ważne jest jednak, by poinformować dotychczasowego przełożonego o podjęciu dodatkowego etatu. Choć w większości przypadków nie ma obowiązku zgłaszania tego faktu, to jednak jest to zalecane działanie, aby uniknąć potencjalnych konfliktów – zaznacza Monika Molisak-Siwiela z Grupy Progres.Czasem takie posunięcie może uświadomić przełożonemu, że jego zespół szuka fuch, bo pensje nie starczają im na wszystkie wydatki. Taka informacja może być dla firmy impulsem do podwyższenia wynagrodzeń w obawie przed utratą fachowców i może sprawić, że nie będzie już potrzeby dorabiania do wypłaty – podsumowuje Monika Molisak-Siwiela.

Czytanie wraca do łask! Znów opłaca się inwestować w kalendarze książkowe dla firm!

Kalendarze książkowe to idealne połączenie użyteczności i estetyki. Są nie tylko praktycznym narzędziem do planowania i organizacji, ale również stanowią efektywne narzędzie promocyjne. Dzięki swojej formie mogą pełnić funkcję notatnika, dziennika oraz tradycyjnego kalendarza, co sprawia, że są wszechstronne i wygodne w użyciu. 

Kalendarze książkowe, czyli połączenie funkcjonalności i skutecznej strategii marketingowej

Kalendarze książkowe są niezastąpionym narzędziem do organizacji zarówno w środowisku biznesowym, jak i domowym. Cieszą się popularnością wśród osób preferujących tradycyjne metody planowania i organizacji. Pomagają utrzymać porządek oraz zwiększyć efektywność, umożliwiając notowanie istotnych informacji oraz kontrolowanie harmonogramu ważnych spotkań i wydarzeń bez konieczności włączania komputera bądź aplikacji w telefonie. Firmowe kalendarze książkowe wyposażone są w wiele funkcjonalnych dodatków, takich jak notatnik, mapa stref czasowych, oświadczenie o wypadku drogowym, plan urlopowy oraz skrócony terminarz miesięczny. 

Kalendarze papierowe oferują możliwości personalizacji, które mogą obejmować dodanie logo firmy, zdjęć produktów oraz danych kontaktowych. Codzienne korzystanie z kalendarza sprawia, że Twoje logo i komunikaty marketingowe są regularnie widoczne, budując świadomość marki i utrwalając jej obecność w umyśle klientów. To również doskonała okazja do podziękowania za współpracę oraz przypomnienia o nadchodzących wydarzeniach. 

Eleganckie kalendarze książkowe w różnych kolorach

Kalendarze książkowe tygodniowe lub dzienne – zamów online! 

Kalendarze można łatwo zamówić bez wychodzenia z domu, ponieważ w Internecie działa wiele drukarni produkujących kalendarze firmowe – książkowe, ścienne oraz biurkowe. Większość firm drukarskich oferuje kompleksową obsługę i indywidualne projektowanie graficzne. Na stronie CSK Kalendarze dostępny jest prosty w obsłudze konfigurator, a w nim możliwość wyboru formatu, układu, rodzaju oprawy oraz koloru – sprawdź pełną ofertę kalendarzy książkowych od CSK Kalendarze. Zamówienie w CSK Kalendarze jest proste, szybkie, a Ty zyskujesz gwarancję wysokiej jakości produktów oraz terminowej realizacji.

Nie masz pomysłu na prezent firmowy? Kalendarze z logo to doskonały wybór! 

W okresie Bożego Narodzenia wiele firm organizuje świąteczne spotkania z pracownikami. Jest to doskonała okazja, aby złożyć sobie życzenia i obdarować współpracowników firmowymi prezentami. Kalendarze książkowe z logo zapakowane w eleganckie torby są idealnym pomysłem na świąteczny upominek.

Kalendarz książkowy z tłoczeniem 

Zamówienie kalendarzy książkowych dla firm to inwestycja, która przynosi liczne korzyści. Przede wszystkim wspierają organizację pracy i zarządzanie czasem, umożliwiając pracownikom notowanie ważnych terminów, spotkań i zadań, co zwiększa produktywność. Personalizowane okładki z logo firmy, danymi kontaktowymi i hasłem reklamowym służą jako subtelna, ale skuteczna forma reklamy. Ponadto klienci i partnerzy biznesowi, którzy otrzymają taki kalendarz, będą mieli nazwę i logo firmy zawsze w zasięgu wzroku, co zbuduje pozytywny wizerunek i wzmocni rozpoznawalność marki.

 

Rekordowy budżet Ekstraklasy na startujący sezon 2024/25

Na sezon 2024/25, który rusza już 19 lipca, Ekstraklasa zabudżetowała wypłaty dla klubów i PZPN o łącznej wartości 290 mln zł. Największa część, bo aż 280 mln zł, trafi do klubów uczestniczących w rozgrywkach, zaś 10 mln zł do PZPN. Najwyższy w historii budżet Ekstraklasy zatwierdziła Rada Nadzorcza. Kluby otrzymały już z ligi po 3,5 mln zł w ramach pierwszej wypłaty, w tym 1 mln na dofinansowanie szkolenia dzieci i młodzieży.

– W PKO Bank Polski Ekstraklasie trwają intensywne przygotowania do sezonu 2024/25, więc chcieliśmy jak najszybciej, jeszcze przed startem ligi, przekazać klubom pierwszą transzę. Łącznie to 63 mln zł z kwoty stałej, która jest dzielona równo między kluby. Nasz roczny plan budżetowy został ustalony na poziomie rekordowej wypłaty z poprzedniego sezonu z uwzględnieniem przychodów, których się spodziewamy ze scentralizowanych praw mediowych i marketingowych. W nowy sezon wchodzimy bowiem z obowiązującym do 2026/27 kontraktem mediowym z Canal+ i wypełnioną piramidą sponsorską, z PKO Bankiem Polskim oraz marką LOTTO na szczycie. Sprzedaż zagranicznych praw mediowych i wpływy za licencje bukmacherskie dodatkowo wzmacniają budżet. Jak co roku, i w sezonie 2024/25 zostanie przekazanych bezpośrednio klubom 18 mln zł, czyli po 1 mln zł dla każdego klubu. Dodatkowo, zgodnie z przyjętym modelem podziału, a także uzgodnieniami z PZPN, spółka zabudżetowała 7 mln zł z przeznaczeniem na współfinansowanie programu Pro Junior System. Środki zasilające rozwój piłki młodzieżowej pochodzą z kontraktu z PKO Bank Polski, krajowych praw bukmacherskich i kar dyscyplinarnych z ubiegłego sezonu  – zapowiada Marcin Animucki, prezes Ekstraklasy SA.

Środki dla klubów zostaną podzielone według tego samego modelu, jaki zastosowano w sezonie 2023/24. Połowa z 280 mln zł to dzielona równo tzw. kwota stała. Według wyników sportowych bieżącego sezonu zostanie rozdysponowane 33,5% pieniędzy, a 14% według rankingu historycznego. Pozostałe 2,5% to część, którą Ekstraklasa przekaże na program Pro Junior System.

– Rekordowy kontrakt mediowy na łączną wartość 1,3 mld zł, coraz wyższe wpływy z kontraktów marketingowych i w efekcie rosnące wypłaty dla klubów, a jednocześnie kolejne rekordy frekwencji na stadionach i awans w rankingu UEFA – to wszystko oznacza, że PKO Bank Polski Ekstraklasa jest nie tylko najbardziej wartościową ligą w Polsce, ale też najszybciej rosnącą ligą piłkarską w Europie od czasów pandemii. Solidne zaplecze finansowe, na które pracujemy w Ekstraklasie, to ważny czynnik sportowego rozwoju. Poprzedni sezon przyniósł pod tym względem wiele emocji. Wierzę, że najbliższe rozgrywki, które startują już 19 lipca, będą nie mniej pasjonujące i dadzą nam wszystkim nowe powody do dumy – mówi Marcin Animucki.

Przełomowe wyniki eksperymentu przeprowadzonego przez polskich naukowców. Czy czeka nas rewolucja w transplantologii?

To był prawdopodobnie jeden z najbardziej skomplikowanych i zaawansowanych technologicznie zabiegów, jaki obecnie przeprowadza się w naszym kraju w ramach badań przedklinicznych i klinicznych – tak o operacji autotransplantacji nerki mówi prof. dr hab. n. med. Maciej Kosieradzki z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Zespół pod jego kierownictwem przeszczepił narząd, który przez około 30 minut pozostawał bez krążenia a następnie przechowywany był przez 12 godzin w temperaturze nieco tylko niższej od normalnej temperatury ciała. Bez użycia krwi.

Na świecie każdego roku przeprowadza się około 100 tys. przeszczepów nerek, w tym w Polsce około tysiąca. Jest to kropla w morzu potrzeb – według Światowej Organizacji Zdrowia na nowy narząd czeka nawet pół miliona chorych, a wkrótce może być ich jeszcze więcej.

Nerki do przeszczepów mogą być pobrane zarówno od żywych dawców jak i od zmarłych. W tej drugiej grupie większość, bo 9 na 10 przypadków, stanowią pacjenci, u których stwierdzono śmierć mózgu. W niektórych krajach nawet 40 proc. organów pobieranych jest od osoby, u której doszło do nieodwracalnego zatrzymania akcji serca. W Polsce ten obszar zupełnie nie jest wykorzystany. Problemem jest czas na pobranie organu do przeczepienia i okres braku efektywnego przepływu utlenowanej krwi przez narządy.

Tzw. złote standardy, które obowiązują od czterech dekad, zalecają włożenie pobranego organu do lodu, czyli tzw. statyczne chłodzenie. W takich warunkach dobry jakościowo narząd może być przechowywany relatywnie bezpiecznie kilka godzin (w wypadku nerki nawet do 24 godzin). Niestety metoda ta ma wiele ograniczeń – nie tylko nie pozwoli na jego regenerację, szczególnie gdy pozostawał on w organizmie dawcy niedotleniony dłużej niż kilka minut, ale nawet nie zatrzyma procesu jego obumierania z powodu niedokrwienia. Nic więc dziwnego, że od lat naukowcy na całym świecie szukają sposobu, jak wydłużyć czas przydatności organów do przeszczepów oraz zmniejszyć uszkodzenie do jakiego dochodzi po ustaniu krążenia.

Odpowiedzią na te potrzeby współczesnej transplantologii ma być innowacyjny system NanOX, opracowywany przez specjalistów z NanoGroup S.A.

NanOX to kompleksowy i autorski system urządzeń oraz innowacyjnych płynów do pozaustrojowego przechowywania, a także regeneracji organów do przeszczepienia, który powstał w naszym warszawskim laboratorium – tłumaczy Piotr Mierzejewski, dziś wiceprezes spółki, wcześniej związany m.in. z branżą farmaceutyczną. – Tworzą go: płyn perfuzyjny NanOX 4K, uniwersalne urządzenie perfuzyjne NanOX Recovery Box, monitorujące funkcje życiowe narządu oraz autorski protokół perfuzji.

Przydatność rozwiązania potwierdzono szeregiem eksperymentów, ostatni z nich z 2023 r., zakończył się udaną perfuzję nerki, która trwała ok. 6 dób. Przygotowywały one zespół badawczy pod kierownictwem prof. dr. hab. n. med. Macieja Kosieradzkiego z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, prezesa Polskiego Towarzystwa Transplantologicznego, do najważniejszego testu, czyli operacji autotransplantacji, która odbyła się w lipcu 2024 r.

To był prawdopodobnie jeden z najbardziej skomplikowanych i zaawansowanych technologicznie zabiegów, jaki obecnie przeprowadza się w naszym kraju w ramach badań przedklinicznych i klinicznych. Jednocześnie należy podkreślić, że jako pierwsi z powodzeniem wykonaliśmy zabieg autotransplantacji nerki z wykorzystaniem syntetycznego płynu prezerwacyjnego pozbawionego hemoglobiny w warunkach subnormotermii. W praktyce była to udana próba przedkliniczna, ale pacjentem nie mógł być jeszcze człowiek, więc przeprowadziliśmy ją u świni domowej – tak o eksperymencie mówi prof. Kosieradzki, który pracę przy projekcie łączy z obowiązkami kierownika Kliniki Ogólnej i Transplantacyjnej w Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus.

Eksperyment polegał na pobraniu jednej nerki od zwierzęcia po 30-minutowym zatrzymaniu krążenia, przeprowadzeniu jej perfuzji płynem NanOX i z wykorzystaniem urządzenia NanOX Recovery Box w warunkach pozaustrojowych w subnormotermii, tj. w temperaturze 25 stopni Celsjusza, przez 12 godzin.

Technologia ta, w połączeniu z unikalnym płynem NanOX 4K, który wykorzystuje nanocząsteczki, by dostarczać tlen do organu i odbierać dwutlenek węgla, umożliwia dostarczanie organowi niezbędnych substratów do metabolizmu, natlenienia i odżywiania. W praktyce oznacza to, że nerka przez cały ten czas nie tylko zachowała swoją przydatność do przeszczepienia, ale również zachodziły w niej procesy regeneracji.

W kolejnym etapie, po tym jak badacze usunęli drugą nerkę, wszczepili zwierzęciu organ, który wcześniej poddano perfuzji pozaustrojowej. Następnie, przez kolejne dwa tygodnie, prowadzono intensywną obserwację, monitorując stan zdrowia „pacjentki” i funkcjonowanie przeszczepionej nerki.

Już w ósmej dobie po zabiegu zwierzę uzyskało pełną sprawność, podobnie jak przeszczepiona nerka, co zresztą potwierdziły wyniki badań biochemicznych – wspomina dr hab. n. biol. Inż. Jarosław Woliński z PAN.

Udana autotransplantacja to ważny krok w kierunku komercjalizacji systemu NanOX, uważa Piotr Mierzejewski. – Wyniki naszego eksperymentu otwierają nowe możliwości w dziedzinie transplantologii. Udowodniliśmy, że nasz system nie tylko pozwala przechowywać organy znacznie dłużej, ale też umożliwia ich regenerację, a kto wie, czy w przyszłości także leczenie – ocenia wiceprezes NanoGroup S.A.

Prof. Kosieradzki wierzy, że to przełomowe odkrycie może wkrótce stać się standardem w leczeniu pacjentów oczekujących na nowe organy. – Opracowane przez NanoGroup rozwiązanie to prawdziwa rewolucja. Możliwość utrzymywania organów w warunkach pozaustrojowych przez wiele dni i ich jednoczesnej regeneracji, pozwoliłoby znacznie zwiększyć liczbę wykonywanych transplantacji. To szansa, na którą od lat czekają dziesiątki tysięcy pacjentów na całym świecie – mówi ekspert.

Udana autotransplantacja to kolejny z kroków milowych, jakie znalazły się w strategii NanoGroup S.A. na lata 2023 – 2025. Przed zespołem teraz czas na kolejne testy, a także certyfikację rozwiązania. – Stąd już niedaleka droga do komercjalizacji projektu – podsumowuje Mierzejewski.

Globalna awaria Microsoftu i CrowdStrike

Media od rana donoszą o globalnej awarii systemów Microsoft i aktualizacji oprogramowania CrowdStrike , która spowodowała zakłócenia i problemy w wielu branżach.

Poniżej komentarze ekspertów cyberbezpieczeństwa na ten temat:

Paweł Jurek – DAGMA Bezpieczeństwo IT:

Crowdstrike stosunkowo późno wszedł na rynek dostawców cyberbezpieczeństwa. Wraz z kilkoma innymi amerykańskimi firmami budował przekaz, że jest rozwiązaniem zupełnie nowej generacji i tą marketingową narracją chciał odróżnić się od graczy, którzy już wcześniej działali na rynku. Poważna awaria, która przydarzyła się dzisiaj pokazuje, że ten dostawca miewa problemy zupełnie podobne do innych graczy. Dostawcy systemów cyberbezpieczeństwa mają bardzo trudne zadanie aktualizowania swoich rozwiązań w coraz bardziej zmieniającym się środowisku. Zwykle przed wydaniem każdej aktualizacji prowadzone są drobiazgowe testy. Niestety, jeśli proces testów wewnętrznych nie wyłapie błędu – może dojść do poważnych problemów. Błąd w jednej poprawce zatrzymuje kolejne systemy. Ponieważ większość z nich działa już w chmurze w sieci ścisłych wzajemnych połączeń – awaria jednego systemu powoduje awarię kolejnego. I mamy efekt lawiny, który właśnie obserwujemy.

– Zwykle dostawcy wydając aktualizacje swoich rozwiązań stosują też strategię „rozpraszania ryzyka”. Poprawka dystrybuowana jest najpierw na małą grupę klientów i sprawdzana jest ilość zgłaszanych problemów. Jeśli ilość zgłoszeń nie rośnie – aktualizacja jest rozsyłana dalej. W przypadku dostawców chmurowych, którzy dostarczają ujednoliconą platformę, takie „rozpraszanie ryzyka” jest bardziej skomplikowane. Problemy tego typu przydarzają się dostawcom, jednak zwykle udaje im się ograniczyć „straty” do małego grona klientów, którzy mają problem. W tym wypadku niepokoi skala awarii. Z pewnością cała branża cybersecurity będzie analizować tę sytuację, aby wyciągnąć wnioski dla siebie.

Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Globalna gospodarka coraz bardziej polega na rozwiązaniach informatycznych, które nigdy nie były i nigdy nie będą pozbawione w 100% błędów w oprogramowaniu. Mowa zarówno o potencjalnych błędach, których objawów jeszcze nie zaobserwowano jak i tych niefortunnie, przypadkowo przed momentem wprowadzanych przez dostawców oprogramowania, powodujących w krótkim czasie rozległe i dotkliwe awarie.

Tego typu sytuacja na pewno nie jest ostatnią. Im bardziej polegamy na rozwiązaniach technologicznych, tym częściej możemy spodziewać się, że w pewnych sytuacjach odmówią posłuszeństwa. Biorąc pod uwagę, że duża część gospodarki korzysta i polega w zasadzie na niewielkiej grupie globalnych dostawców oprogramowania i usług, to błąd wprowadzony przez jednego takiego globalnego dostawcę może spowodować szereg rozległych problemów w rozmaitych gałęziach gospodarki.

Specyfika tak zbudowanego ekosystemu teleinformatycznego sprawia, że podobne sytuacje mogą potencjalnie przekładać się niestety, w skali makro – na funkcjonowanie całych sektorów czy nawet Państw, a w skali mikro – na bieżącą działalność firm, których usługi w części, lub w całości uzależnione są od dostępu do infrastruktury dostawców.

Z kolei, gdyby okazało się, że źródłem tej awarii jest atak hakerski, mielibyśmy do czynienia z bardzo drobiazgowo zaplanowaną i precyzyjnie wycelowaną akcją. Na pewno trzeba uważnie przyglądać się tej sytuacji.  – komentuje Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Między wyborem a koniecznością. Młodzi mieszkają z rodzicami, bo nie liczą na kredyt

Tylko 24 proc. gniazdowników uważa, że w obecnej sytuacji gospodarczej ma szansę otrzymać kredyt na zakup pierwszego mieszkania. Jednak, jak wynika z badania Otodom, już 40% pozytywnie patrzy w przyszłość, liczy na zmiany na rynku i pomoc w sfinansowaniu wymarzonego M. Jak wypada polski gniazdownik na tle innych krajów Unii Europejskiej? Czy gniazdowanie to mus czy może wybór oraz czy kredyt na start to realna pomoc dla młodych ludzi na rynku mieszkaniowym?

Jak wynika z badania Eurofound, czyli Europejskiej Fundacji na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy, mieszkańcy krajów Unii Europejskiej, którzy mieszkają z rodzicami stanowią 42 proc. osób w wieku 25-29 lat oraz 20 proc. mających od 30 do 34 lat. Co jest istotne, znaczna część ludzi młodych, będących w wieku produkcyjnym, nadal mieszka w domu rodzinnym, nawet jeśli są zatrudnieni. Różnice wśród krajów unijnych są bardzo duże. Wystarczy porównać na przykład Finlandię i Szwecję, gdzie tylko 2 proc. młodych pracujących mieszka z rodzicami. Na drugim biegunie jest Chorwacja z 65 proc. poziomem gniazdowników (osób w wieku 25-34 lata, mieszkających z rodzicami) i Słowacja (60 proc.). Jak na tym tle wypada Polska? Powyżej średniej unijnej. Zbadano, że w Polsce w 2022 roku 42 proc. młodych ludzi w wieku 25-34 lata, którzy pracowali, mieszkali nadal ze swoimi rodzicami. To tak samo jak w Hiszpanii. W Niemczech i we Francji odsetek takich osób stanowił 12 proc., W Irlandii 40 proc, we Włoszech 48 proc., a w Portugalii i Grecji odpowiednio 52 proc. i 57 proc. Dodatkowo najnowsze dane Głównego Urzędy Statystycznego pokazują, że polskich gniazdowników jest 1,7 miliona[2], z czego 63 proc. pracuje zawodowo. Zatem co trzecia osoba w wieku produkcyjnym mieszka z rodzicami. Co za tym stoi?

Mieszkanie z rodzicami zapewnia młodym ludziom poczucie bezpieczeństwa. Z ankiety Życie i praca w UE przeprowadzonej wiosną 2023 roku wynika, że wśród ludzi młodych, będących w domu rodzinnym, mniejszy odsetek stanowią osoby, które boją się utraty miejsca zamieszkania niż u tych, którzy mieszkają samodzielnie. Zatem optymalizacja kosztów życia razem jest znaczącym czynnikiem determinującym decyzję o nie wyprowadzaniu się z domu. Potwierdzają to również badania w ramach projektu Szczęśliwy dom. Najnowszy raport „Mieszkanie na osi czasu” wskazuje, że na czele listy powodów gniazdowania są między innymi trudności finansowe (38 proc. wskazań), a także możliwość oszczędzania dzięki mieszkaniu z rodziną (35 proc. wskazań). Choć pamiętajmy, że nie są to nie jedyne przyczyny przebywania z rodzicami pod jednym dachem.

– Rzeczywiście sytuacja na rynku mieszkaniowym, biorąc pod uwagę skokowe wzrosty cen lokali wywołanych ​ choćby przez ostatni program rządowych dopłat Bezpieczny kredyt, może być wyzwaniem dla ludzi młodych, którzy myślą o swoim pierwszym własnym mieszkaniu. Na horyzoncie mamy kolejny, zapowiadany już od dawna projekt subsydiów, czyli Kredyt na start. Z pewnością będzie to program popytowy, więc może wpłynąć na ceny mieszkań, choć już nie w takim stopniu jak jego poprzednik. Co to oznacza dla młodych ludzi, planujących wyprowadzkę z domu rodziców? Ceny mieszkań nie spadną, ale ewentualne skorzystanie z dopłat może ułatwić im podjęcie decyzji o zakupie pierwszej nieruchomości. Na pewno powinni monitorować rynek mieszkaniowy, aby lepiej rozumieć zjawiska, jakie na nim zachodzą – komentuje Agata Stachowiak, ekspertka rynku nieruchomości.

Gniazdownicy z wyboru

W Polsce średni wiek, kiedy opuszczamy dom rodzinny, to nieco ponad 27 lat wobec 28,2 w 2022 roku. Najszybciej z gniazda wybywają Finowie (21 lat), a najpóźniej Chorwaci (więcej niż 31 lat). Tegoroczne badanie GUS potwierdza, że liczba gniazdowników zmniejszyła się o 300 tys. osób w latach 2018-2022. Młodzi ludzie raczej dążą do samodzielności. Jednak decyzja o pozostaniu w domu rodzinnym nie zawsze jest podyktowana finansami. Autorzy badania Eurofound wnioskują, że w krajach Europy Południowej i Wschodniej więzi rodzinne są bardzo silne, a wsparcie dla młodych ludzi na rynku mieszkaniowym ze strony rządu dość niskie. Stąd między innymi młodzi dłużej zostają w domach.

Kwestie relacji z bliskimi zbadał także Otodom. W najnowszym raporcie „Szczęśliwy dom. Mieszkanie na osi czasu” wśród powodów gniazdowania na trzecim miejscu jest stały dostęp do kontaktu z bliskimi – tak deklarowało 34 proc. badanych oraz dobre relacje z rodzicami (32 proc.) i bliskość i mocne więzi rodzinne (29 proc.). Dla wielu bycie gniazdownikiem to wybór a nie konieczność. Możemy śmiało mówić o gniazdownikach nie jako osobach, którym się nie powiodło, tylko takich, którzy często świadomie wybierają mieszkanie z rodzicami, równocześnie prowadząc, zaprojektowane po swojemu, dorosłe życie. Nie oznacza to, że nie planują niezależności mieszkaniowej. Raport jednoznacznie wskazuje, że 47% osób w wieku 25-34 lata żyje z rodzicami z własnej woli, a nie przez sytuację finansową, mimo to ponad połowa chce wyprowadzić się, jeśli tylko będzie to możliwe. Strategia gniazdowania z wyboru może być okresem przejściowym, przygotowującym młodych ludzi do pełnej samodzielności realizowanej w sposób przemyślany i bezpieczny, jeśli chodzi o realia rynkowe.

Gniazdownicy a realia mieszkaniowe

Według Eurostat, unijnego urzędu statystycznego, Polska jest obecnie liderem wzrostu cen mieszkań w Europie. Podczas gdy wykresy Niemiec, Francji czy Włoch rysują się sinusoidalnie z dołkami i pikami, w Polsce ceny niemal nieprzerwanie rosną od ponad 10 lat. Znaczący wzrost nastąpił od 2020 roku, a w ostatnich kwartałach zjawisko rosnących cen nabrało na sile. Według danych Otodom Analytics średnia stawka za metr kwadratowy mieszkania z rynku deweloperskiego w Warszawie to 17,5 tys. zł. Dla porównania w Krakowie to niespełna 16 tys. zł, we Wrocławiu nieco ponad 14 tys. zł, podobnie jest w Trójmieście, a w Katowicach i Poznaniu ceny oscylują wokół 12 tys. zł. Łódź jest teoretycznie najtańszym miastem, jeśli poszukujemy mieszkania od dewelopera, ale tutaj kwoty za metr kwadratowy nowego lokalu rosną najszybciej i sięgają już 11 tys. zł.

Rynek wtórny również się ceni. Choć w ujęciu miesięcznym zauważalna jest obecnie lekka stabilizacja cen i zmniejszenie się dynamiki wzrostów, a podaż przewyższa popyt, to zdarzają się sytuacje, gdy mieszkanie od poprzedniego właściciela jest droższe niż nowe. Tak jest na przykład w Warszawie, gdzie średnia stawka za metr kwadratowy na rynku wtórnym wynosi ponad 18,5 tys. zł. W pierwszym półroczu 2024 roku ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego podniosły się we wszystkich analizowanych przez Otodom Analytics miastach poza Chorzowem. Od początku roku ceny ofertowe mieszkań z rynku wtórnego na 7 głównych rynkach podniosły się najbardziej w Katowicach (+7%) – z blisko 8,6 do 9,2 tys. zł/mkw. – i w Warszawie (+5%), z 17,9 tys. zł do prawie 18,8 tys. zł/mkw. We Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu, Łodzi i Gdańsku podwyżka od stycznia wyniosła 3-4%. We Wrocławiu za metr kwadratowy trzeba aktualnie zapłacić średnio 13,6 tys. zł, w Krakowie 16,9 tys. zł, w Poznaniu 11,7 tys. zł, w Łodzi 8,7 tys. zł, a w Gdańsku prawie 15,7 tys. zł.

W nabyciu mieszkania może pomóc program dopłat rządowych kredyt #naStart, jednak ten, stymulując popyt, może także lekko podbić stawki wyjściowe zarówno na rynku wtórnym, jak i deweloperskim.

Szansa na tańszy najem

Zgodnie z najnowszymi deklaracjami rządu program #naStart uwzględnia to, że o preferencyjne finansowanie będą mogli ubiegać się także single, czyli osoby żyjące samotnie. Warunkiem jest między innymi wiek – będą to osoby, które nie ukończyły jeszcze 35 lat i nie mają dzieci. Co więcej, projekt obejmuje kryterium dochodowe i w przypadku wniosków złożonych do 31 grudnia 2025 roku dla singli będzie to 7 tysięcy zł netto miesięcznie. Natomiast nie będzie kryterium ceny za metr kwadratowy mieszkania, które będzie finansowane tanim kredytem. Pozostaje limit dotyczący metrażu. Na przykład singiel będzie mógł kupić 50-metrowe mieszkanie.

– Program, choć propopytowy, z pewnością zwiększy szansę wielu młodych ludzi, którzy pragną się usamodzielnić. Kluczem jest jednak długoterminowa i przemyślana polityka mieszkaniowa państwa. Projekty w stylu tani kredyt działają interwencyjnie, a nie systemowo. Tylko przemyślana strategia rozwoju mieszkalnictwa w Polsce nakierowana na młodych ludzi może w przyszłości coś zmienić. Należy pamiętać, że budownictwo społeczne czy komunalne lub budowanie mieszkań pod tańszy wynajem przez samorządy nie zagrożą budownictwu prywatnemu, czyli deweloperom. Warto więc kierować dyskurs również w tę stronę – podsumowuje Agata Stachowiak z Otodom.

Czy plany oddania do użytku 20 tysięcy nowych tanich mieszkań na wynajem każdego roku od uruchomienia programu lokali budowanych przez samorządy, czyli z założenia 2025 roku, realnie wesprą młodych ludzi w usamodzielnianiu się na rynku mieszkaniowym? Czas pokaże. Podobnie, jak to, czy planowe 20 miliardów zł przeznaczone do polskich miast i miasteczek do końca kadencji obecnego parlamentu będą wystarczające na inwestycje mieszkaniowe aktywizujące ludzi młodych i słabiej uposażonych, które przynajmniej w danym momencie cyklu życia nie mogą sobie pozwolić na lokal własnościowy.

Czy Niemiecka gospodarka wraca na prostą?

Inflacja producencka w Niemczech bez większych zaskoczeń i emocji wyniosła – 1,60 proc. r/r (zgodnie z prognozą) i wzrosła o 0,20 proc. m/m (lekko negatywnie zaskoczenie przy prognozie 0,10proc.).

Kolejne dane świadczące o spowolnieniu w niemieckiej gospodarce. Jednak PMI pomału odbijają, podobnie spadki cen producentów spadły z poziomów dwucyfrowych do „ledwie” – 1,60 proc.

Być może najgorsze już za gospodarką Niemiec – choć z pewnością ten zgodny z oczekiwaniami rynku odczyt PPI o tym nie przesądza.

Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny Michael / Ström Domu Maklerskiego

63% pracowników branży oprogramowania używa nieautoryzowanych narzędzi AI

Raport Capgemini – Turbocharging software with generative AI: How organizations can realize the full potential of generative AI for software engineering – pokazuje, że aż 63% pracowników branży oprogramowania używa narzędzi AI nieautoryzowanych przez ich organizację. Takie działania, bez właściwego nadzoru, programu szkoleniowego dla pracowników i odpowiedniego zarządzania, narażają firmy na konsekwencje prawne i cyberzagrożenia.

Jak poradzić sobie w tym problemem radzi Marek Matczak, CTO w Software Center, Capgemini Polska:

Korzystanie z narzędzi AI bez odpowiedniego szkolenia i zabezpieczeń naraża organizacje na liczne ryzyka. Osoby zarządzające nimi deklarują, że główne obawy przed wdrażaniem w organizacji rozwiązań AI wiążą się z obszarem prawnym, poprawnością generowanych danych, np. kodu, i cyberbezpieczeństwem. Każde z tych ryzyk jest wielokrotnie większe, jeśli pracownicy na własną rękę dobierają narzędzia pracy oparte na AI.

Poprawność kodu generowanego przez narzędzia AI jest tym większa, im więcej „wskazówek” tym narzędziom dostarczymy. Na przykład, jeśli narzędzia mają informacje o kodzie napisanym wcześniej, dokumentacji biznesowej systemu, nad którym pracujemy, jego architekturze, konwencji kodowania czy użytych bibliotek, to może się okazać, że nie będą konieczne dalsze modyfikacje wygenerowanego kodu, a nawet przejdzie on testy jakościowe w środowisku ciągłej integracji. Jest jednak druga strona medalu: potencjalny wyciek tych „wskazówek” może narazić rozwijany system na cyberataki, ujawnić tajemnicę biznesową, w tym kod, konkurencji. Kolejnym wyzwaniem jest fakt, że modele GenAI są trenowane na danych, których użycie jest regulowane przez licencje albo objętych prawami autorskimi. Dlatego wygenerowany kod musi zostać sprawdzony pod tym kątem.

Źródłem tak powszechnego problemu z wykorzystywaniem nieautoryzowanych narzędzi może być fakt, że osoby pracujące w branży IT zbyt często muszą polegać na samodzielnym szkoleniu w zakresie GenAI. Tylko dwie na pięć organizacji aktywnie prowadzi działania na rzecz podnoszenia kwalifikacji zespołów. Specjaliści i specjalistki zajmujący się tworzeniem oprogramowania sami dbają o swój rozwój w tym zakresie. Nie więcej niż 40% z nich jest szkolonych przez swojego pracodawcę.

Aby skutecznie minimalizować ryzyko związane z nieautoryzowanym korzystaniem z narzędzi AI, firmy powinny zacząć od ustanowienia przejrzystych zasad. Wytyczne te muszą szczegółowo określać zakres i sposób użycia autoryzowanych narzędzi korzystających z generatywnej sztucznej inteligencji, zapewniając, że wszystkie osoby zatrudnione są świadome granic i konsekwencji ich przekroczenia. Kluczowe jest wprowadzenie regularnych programów szkoleniowych, które edukują na temat ryzyka związanego z niezatwierdzonymi narzędziami oraz podkreślają znaczenie przestrzegania polityk firmy. Dodatkowo organizacje powinny wdrożyć zaawansowane systemy monitorowania, które będą śledzić użycie narzędzi i szybko identyfikować wszelkie przypadki ich nieautoryzowanego użycia. Innym rozwiązaniem jest udostępnienie pracownikom dedykowanych modeli, chmurowych bądź on-premise, oraz kontrola tego dostępu poprzez klucze.

Kształtowanie kultury odpowiedzialności w organizacji jest nie mniej ważne niż techniczne zabezpieczenia. Przekazanie zakupu narzędzi AI do centralnych działów zakupów pozwala na korzystanie wyłącznie z zatwierdzonych rozwiązań. Także regularne audyty i oceny ryzyka są kluczowe do identyfikacji potencjalnych luk oraz zapewnienia zgodności z wewnętrznymi politykami. Kluczowe wydaje się również tworzenie oferty szkoleniowej, która pozwoli specjalistom i specjalistkom rozwijać się w ramach organizacji i uczyć się jak maksymalizować wartość dodaną narzędzi, które zostały wyznaczone jako bezpieczne dla firmy. Takie podejście nie tylko zabezpiecza firmę przed ryzykiem, ale także umożliwia pełne wykorzystanie potencjału generatywnej AI w sposób bezpieczny i zgodny z przepisami.

Niski poziom cyberbezpieczeństwa systemów automatyki przemysłowej

Tylko 37% przedsiębiorstw twierdzi, że w ciągu poprzednich 12 miesięcy w ich firmie nie doszło do żadnego incydentu związanego z cyberbezpieczeństwem systemów Operational Technology (OT). Aż 49% ankietowanych nie posiada programów cyberbezpieczeństwa OT lub posiada jedynie podstawowy program, bez udokumentowanych procedur oraz zaplanowanych inicjatyw naprawczych. Chociaż organizacje poczyniły postępy w rozwijaniu kompetencji w zakresie zabezpieczenia systemów przemysłowych, wciąż napotykają trudności w osiągnięciu oczekiwanego poziomu dojrzałości w tej dziedzinie – wynika z najnowszego raportu KPMG „Control System Cybersecurity Annual Report 2024”.

Eksperci z KPMG oraz Międzynarodowego Stowarzyszenia Cyberbezpieczeństwa Systemów Sterowania (Control System Cybersecurity Association International – (CS)²AI) przeprowadzili badanie wśród przedstawicieli firm z różnych branż, aby poznać ich doświadczenia związane z incydentami cyberbezpieczeństwa OT, wzorcami ataków oraz sposobami reagowania na zagrożenia. Wynika z niego, że pomimo coraz większej popularności zagadnień związanych z cyberbezpieczeństwem systemów automatyki przemysłowej, w wielu firmach temat ten wciąż nie jest w pełni uwzględniany w strategii zarządzania cyberbezpieczeństwem.

Aż 49%, czyli niemal połowa ankietowanych organizacji, nie posiada programów cyberbezpieczeństwa OT lub posiada jedynie podstawowy program, bez udokumentowanych procedur oraz zaplanowanych inicjatyw naprawczych. Nawet 21% wszystkich firm biorących udział w badaniu deklaruje, że w porównaniu z poprzednim rokiem zamierza podnieść swój budżet na bezpieczeństwo systemów przemysłowych o więcej niż 10%. Najczęściej wskazywanym przez ankietowanych obszarem cyberbezpieczeństwa systemów OT, w którym spodziewają się najwyższego zwrotu z inwestycji, jest segmentacja sieci. 8% respondentów zapowiedziało podwyżki o więcej niż 30%, a jedna dziesiąta chce inwestować aż o połowę więcej. Obszarem, który firmy chcą rozwijać, jest inwentaryzacja i zarządzanie aktywami, na co wskazuje jedna czwarta ankietowanych.

Analiza wyników ankiety cyberbezpieczeństwa OT ujawnia istotne tendencje. Rosnąca liczba organizacji oceniających stosunkowo dobrze swój poziom dojrzałości w obszarze cyberbezpieczeństwa systemów OT może potwierdzać zaangażowanie w inwestycje w tym zakresie. Zwiększenie budżetu na bezpieczeństwo przez 21% firm jest pozytywnym trendem, jednak spadek na wyższych poziomach może wskazywać na trudności w utrzymaniu wdrożonych standardów. Prawie połowa firm deklaruje, że nie miała incydentów w ciągu ostatnich 12 miesięcy, co może wynikać zarówno z dobrze działających procesów, jak i z braków w monitorowaniu i wykrywaniu włamań – mówi Łukasz Staniak, Dyrektor, Szef Grupy Kompetencyjnej Cyberbezpieczeństwa OT w Dziale Consultingu w KPMG w Polsce.

Firmy rozwijają swoje systemy cyberochrony, jednak ataki nadal generują ogromne straty. Tylko 37% respondentów twierdzi, że w ciągu poprzednich 12 miesięcy w ich przedsiębiorstwie nie doszło do żadnego incydentu związanego z cyberbezpieczeństwem systemów OT. Jedna czwarta respondentów deklaruje, że incydenty miały miejsce, ale nie wpłynęły na działanie firmy. Zakłócenia operacyjne, najczęstszy efekt ataków, nie niosły strat finansowych (31% odpowiedzi). Wzrósł także odsetek firm zgłaszających straty finansowe oraz utratę produktu jako skutki incydentów.

W raporcie podsumowano opinie przedstawicieli firm na temat podejścia do zarządzania cyberbezpieczeństwem w ich organizacjach. Na podstawie samooceny przeprowadzonej przez ankietowanych wyłoniono dwie grupy organizacji – o wysokiej oraz o niskiej dojrzałości programów cyberbezpieczeństwa systemów OT.

Na potrzeby badania wyróżniono także pięć poziomów dojrzałości w zakresie zarządzania cyberbezpieczeństwem OT, a zadaniem respondentów było wskazanie poziomu, który najlepiej oddaje bieżącą sytuację w ich firmie. W 2023 roku wzrósł odsetek firm, które uważają, że aktualnie znajdują się na drugim poziomie dojrzałości (z 28% w 2022 roku do 33% w najnowszej edycji badania) – tzn. wdrożyły podstawowy poziom zarządzania, umożliwiający częściową powtarzalność realizowanych procesów, oparty na kluczowych osobach. Zmalała natomiast liczba organizacji – z 32% do 28% – które oceniły swój poziom dojrzałości na trzeci – charakteryzujący się działaniem na podstawie udokumentowanych i wdrożonych procesów oraz procedur, z zapewnionymi zasobami. Mniej firm (spadek z 9% do 6% w poprzednio analizowanym okresie) zidentyfikowało się także na piątym, najbardziej zaawansowanym poziomie, definiowanym jako „procesy stale ulepszane dzięki informacjom zwrotnym, z wysoko wykwalifikowanym personelem i optymalizacją działań”.

Wyniki najnowszego raportu wskazują na wzrost świadomości w zakresie cyberbezpieczeństwa OT, szczególnie na poziomie kierownictwa. Globalnie obserwujemy wzrost liczby organizacji, które podniosły poziom bezpieczeństwa w ostatnim roku. Jednak w Europie nadal większość firm ocenia dojrzałość cyberbezpieczeństwa OT jako podstawową (poziom 2). Przepisy dyrektywy NIS2 mogą stać się kluczowym impulsem dla firm przemysłowych, skłaniając je do wzmocnienia ochrony systemów OT oraz poprawy zdolności wykrywania i reagowania na incydenty – dodaje Piotr Chmielewski, Ekspert w Grupie Kompetencyjnej Cyberbezpieczeństwa OT w Dziale Consultingu w KPMG w Polsce.

Stagnacja z lekkim odbiciem w rejestracji nowych maszyn rolniczych w szóstym miesiącu tego roku i stały wzrost na rynku wtórnym

O 67 szt. więcej niż w maju zarejestrowano w czerwcu nowych ciągników
– wynika z prezentowanego w połowie tego roku przez Polską Izbę Gospodarczą Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) zestawienia. Lepiej jest z inną podstawową kategorią nowych maszyn rolniczych, jaką są przyczepy. Tych w czerwcu zarejestrowanych, a więc de facto kupionych, zostało już o 216 więcej niż miesiąc wcześniej, co w tym segmencie stanowi najlepszy tegoroczny wynik. W obu kategoriach to jednak wciąż i tak mniej niż w czerwcu rok wcześniej. Odwrotną, i to stałą, bo wzrostową tendencję PIGMiUR odnotowuje już po raz kolejny na rynku wtórnym. W porównaniu z analogicznym okresem 2023 rejestracja ciągników używanych wzrosła bowiem o ponad 7 procent, a przyczep „z drugiej ręki” – o blisko 9 i pół procent.

W porównaniu do analogicznego okresu w zeszłym roku, rejestracja w pierwszej podstawowej kategorii nowych maszyn rolniczych, jaką stanowią ciągniki, odnotowuje tendencję spadkową, choć patrząc na dane z maja, szósty miesiąc 2024 wypada w zestawieniu Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) lepiej.

– W czerwcu br. zarejestrowano 585 szt. nowych ciągników rolniczych. To niewiele więcej rejestracji niż w poprzednim miesiącu, kiedy to liczba tych rejestracji wyniosła 518. To jednak wciąż znacznie mniej niż w czerwcu 2023 roku, gdy notowaliśmy 768 rejestracji nowych tego rodzaju maszyn. Od początku roku zarejestrowano bowiem 3862 nowych ciągników i jest to o 1038 mniej niż w analogicznym okresie zeszłego roku. Spadek wynosi tu już 21,2 proc. – zauważa PIGMiUR.

Nowe ciągniki: trochę lepiej niż miesiąc wcześniej, ale wciąż gorzej niż przed rokiem

Pozycję lidera w rejestracji nowych ciągników utrzymuje marka John Deere. – Od stycznia do czerwca br. zarejestrowano 551 pojazdów tego producenta. To o 303 mniej niż przed rokiem. Udziały rynkowe marki John Deere w pierwszym półroczu 2024 roku wynoszą 14,3 proc. – podaje w swoim zestawieniu PIGMiUR, według której kolejne miejsca w tym segmencie należą do marek: Kubota (niecałe 13 proc. udziałów), New Holland (12,4 proc.  udziałów), Deutz Fahr (8,4 proc. udziałów) i  Case IH, która jako jedyna z tej piątki  notuje wzrost w stosunku do poprzedniego roku o 27 szt.

Patrząc na modele rejestrowanych maszyn najpopularniejszym okazuje się być Farmtrac Tractors Europe 26 4WD, którego zarejestrowano 76 szt. Na drugą pozycją awansuje John Deere 6155M z ilością 70. Deutz-Fahr – model 5080 D Keyline zajmuje trzecią pozycję z ilością 64 szt. Na czwartym miejscu jest Case IH z modelem Puma 150 i ilością 57 szt. Piątkę zamyka Solis 26 4 WD 9+9 z 52 szt. zarejestrowanych maszyn.

Geograficznie sytuacja też wydaje się tu być stabilna. Na pierwszym miejscu pod względem rejestracji nowych ciągników jest województwo mazowieckie, za nim – wielkopolskie, podium zaś zamyka łódzkie.

Nowe przyczepy – trochę lepiej niż ciągniki

Podobna tendencja, co przyznaje PIGMiUR, rysuje się w przypadku drugiej podstawowej kategorii maszyn rolniczych, czyli przyczep. – W czerwcu 2024 r. zarejestrowano 590 nowych przyczep rolniczych i jest to dotychczas miesiąc z największą liczba rejestracji nowych przyczep. To o 216 więcej niż w maju br., mniej jednak niż w czerwcu 2023, kiedy to zarejestrowano 647 nowych przyczep rolniczych (-57 szt.). Od początku roku zarejestrowano 2517 nowych przyczep rolniczych i jest to o 735 szt. mniej niż przed rokiem. Spadek wynosi tu więc 22,6 proc. – odnotowuje PIGMiUR, dodając, że po sześciu miesiącach tego roku najpopularniejszą marką wśród nowych przyczep pozostaje Pronar z 24,5 proc. udziałów rynkowych. Dalej plasują się: Metal-Fach (14,6 proc. udziałów), Metaltech (9,3 proc. udziałów), Wielton i Joskin.

– Wzrost rejestracji przyczep w czerwcu nie jest niczym nadzwyczajnym. To stała tendencja i każdego roku tuż przed zbiorami widać większe zainteresowanie zakupem przyczep, co ma odzwierciedlenie w zwiększonej liczbie rejestracji. Chcielibyśmy jednak odczytywać te dane jako stałą poprawę i „swoiste światełko w tunelu”– uważa Hubert Seliwiak z PIGMiUR.

Czy nastroje wśród nabywców nowych maszyn się polepszają?

Jego zdaniem na ewidentny tegoroczny spadek w rejestracji nowych maszyn wpływ miały takie czynniki jak: brak pewności związany z dość restrykcyjnymi zapisami tzw. Zielonego Ładu, trudnościami rozładowania kryzysowej sytuacji dotyczącej napływu płodów zza wschodniej granicy, zbyt wolnym usuwaniem skutków tego, co miejsce miało np. z przepełnionymi magazynami z produktami rolnymi zwłaszcza w drugiej połowie 2023 roku czy – o czym Izba komunikowała wielokrotnie – negatywnymi dla nabywców nowych maszyn rolniczych reperkusjami wprowadzenia przepisów ustawy o pożyczce lombardowej, które de facto zablokowały pozyskiwanie wkładu własnego w postaci np. popularnej pożyczki leasingowej. – Na szczęście stosunkowo szybka nowelizacja tej ustawy umożliwiła powrót do stanu poprzedniego, co – z kolei – dalej pozwala potencjalnym nabywcom na korzystanie z funduszy UE na zakup nowych ciągników czy przyczep. Przypuszczamy, że usunięcie tej przeszkody mogło mieć, ograniczony co prawda, ale jednak, wpływ na czerwcowe wyniki rejestracji w tym segmencie. Poprawy w sytuacji rynkowej upatrujemy też w rozpoczynających się żniwach. Puki co, nie słyszymy o większych utrudnieniach, a ceny skupu np. rzepaku wg. rolników też, na razie, są na zadowalającym poziomie – stwierdza Hubert Seliwiak.

Polski producent rolny stale udoskonala swoją bazę sprzętową, dlatego rośnie rynek wtórny maszyn rolniczych

Jak zauważa, polski rolnik, stale dąży do udoskonalania swojej konkurencyjności, dlatego też w sposób taki, na jaki pozwala mu aktualna sytuacja, inwestuje w swój sprzęt.

– Skoro przy braku wystarczająco jasnych perspektyw stać go teraz akurat na ponoszenie ograniczonych nakładów opartych np. na własnych oszczędnościach, zupełnie oczywistym staje się to, że w obszarze jego zainteresowania znajdują się maszyny z „drugiej ręki” – tłumaczy dane dotyczące rejestracji przyczep i ciągników używanych Hubert Seliwiak.

A rynek ten, już kolejny miesiąc z rzędu, notuje wzrost. Po sześciu miesiącach br. w segmencie ciągników PIGMiUR notuje 12988 rejestracji. To o 874 szt. więcej niż po sześciu miesiącach 2023 roku. Wzrost wynosi tu więc 7,2 proc. Liderem tego rynku w okresie styczeń – czerwiec 2024 jest John Deere. W najstarszej zaś kategorii, powyżej 20 lat pierwsze miejsce zajmuje zaś polski Ursus. W drugiej podstawowej kategorii maszyn używanych, czyli w przyczepach, w tym samym czasie zarejestrowano ich, a więc o 314  więcej niż przed rokiem. – Oznacza to, że obecnie notujemy wzrost w tej kategorii na rynku wtórnym o 9,4 proc. – odnotowuje PIGMiUR.

46% badanych europejczyków obawia się się, że sztuczna inteligencja zmniejszy liczbę dostępnych miejsc pracy

Podczas gdy eksperci przewidują znaczące pozytywne skutki gospodarcze rozwoju sztucznej inteligencji generatywnej, nastroje społeczne nie są tak optymistyczne. Allianz Trade przedstawia wyniki badań przeprowadzonych wśród ponad 6 tys. respondentów z sześciu europejskich krajów, w tym z Polski.

  • Kto boi się generatywnej sztucznej inteligencji (GenAI)? Podczas gdy eksperci przewidują znaczące pozytywne skutki gospodarcze rozwoju sztucznej inteligencji generatywnej, nastroje społeczne nie są tak optymistyczne: 46% badanych w ankiecie Allianz Trade spodziewa się, że sztuczna inteligencja zmniejszy liczbę dostępnych miejsc pracy a tylko 33% z nich ma odmienne oczekiwania, że sztuczna inteligencja zwiększy liczbę dostępnych miejsc pracy.
  • Starzejące się społeczeństwo, w tym i w Polsce – do 2050 roku w Unii Europejskiej liczba pracowników spadnie o 20%.
  • W rzeczywistości więc czas rozwoju sztucznej inteligencji wydaje się być szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Zbiega się on w czasie ze zmianami demograficznymi, tj. starzeniem się społeczeństw i kurczeniem się siły roboczej, co może prowadzić do niedoborów siły roboczej w wielu sektorach, w tym w naszym – w ubezpieczeniach. Zwiększając produktywność i automatyzując rutynowe zadania, sztuczna inteligencja może pomóc branży w walce z tym zbliżającym się wyzwaniem.

W ankiecie Allianz Trade przeprowadzonej wśród ponad 6000 osób w Austrii, Francji, Niemczech, Włoszech, Polsce i Hiszpanii, 36% badanych wyraziło obawy dotyczące zagrożeń związanych ze sztuczną inteligencją, przy czym 46% spodziewa się, że sztuczna inteligencja zmniejszy liczbę dostępnych miejsc pracy (w porównaniu do 33%, którzy oczekują, że sztuczna inteligencja zwiększy liczbę dostępnych miejsc pracy). Co bardziej niepokojące, ponad połowa wszystkich respondentów (51%) uważa, że luka w umiejętnościach i nierówności mogą się pogłębiać wraz z upowszechnianiem się sztucznej inteligencji w różnych branżach, przy czym inteligentni stają się coraz mądrzejsi, a reszta pozostaje w tyle. Ten pesymizm rośnie wraz z wiekiem. Ale nawet wśród młodszych respondentów wyraźnie przeważa pogląd, że Generatywna AI zaostrzy dysproporcje. Zaledwie 21% wszystkich respondentów było optymistycznie nastawionych do korzyści płynących ze sztucznej inteligencji dla ich gospodarek.

Jednak badania naukowców, takich jak Erik Brynjolfsson , który jest jednym z czołowych badaczy gospodarki cyfrowej, sugerują, że AI może w rzeczywistości wypełnić lukę w wydajności i uczeniu się między pracownikami o wysokich i niskich kwalifikacjach. Korzystając z danych pochodzących od 5 179 agentów obsługi klienta, Brynjolfsson i jego zespół odkryli, że dostęp do narzędzi sztucznej inteligencji zwiększa produktywność (mierzoną liczbą rozwiązanych problemów na godzinę) średnio o 14%, w tym o 35% dla początkujących i nisko wykwalifikowanych pracowników, aczkolwiek przy minimalnym wpływie na doświadczonych i wysoko wykwalifikowanych pracowników. Brynjolfsson i jego współautorzy przedstawiają dowody na to, że model AI rozpowszechnia najlepsze praktyki bardziej zdolnych pracowników i pomaga nowszym pracownikom przesuwać się w dół krzywej doświadczenia. Ponadto stwierdzili, że pomoc AI poprawia nastroje klientów, zwiększa retencję pracowników i może prowadzić do uczenia się pracowników.*[1] W związku z tym przyjęcie GenAI powinno mieć wyrównujący wpływ na płace, przynajmniej w poszczególnych firmach.

Wykres: Kto skorzysta na sztucznej inteligencji?

Jak Twoim zdaniem sztuczna inteligencja wpłynie na płace w [Twoim kraju]? Czy sztuczna inteligencja zwiększy czy zmniejszy nierówności dochodowe? Udział respondentów w %Kto skorzysta na sztucznej inteligencji

Źródło: Allianz Research

Respondenci byli również zaniepokojeni wpływem sztucznej inteligencji na miejsca pracy. MFW spodziewa się, że rewolucja AI wpłynie na 60% miejsc pracy. Ponieważ sztuczna inteligencja zwiększa produktywność, niektóre z tych miejsc pracy mogą zostać zastąpione, ale powstaną też nowe role. W rzeczywistości dane z LinkedIn pokazują, że udział opisów stanowisk, w których wspomina się o wykorzystaniu sztucznej inteligencji, wzrósł ponad dwukrotnie w Austrii, Francji, Niemczech, Włoszech i Hiszpanii od czasu wprowadzenia ChatGPT w listopadzie 2022 roku. Jednocześnie inwestycje w narzędzia Generatywnej AI gwałtownie wzrosły: globalne inwestycje venture capital w pierwszym kwartale 2024 r. wyniosły 2,7 mld EUR, podczas gdy łączne inwestycje w GenAI w 2023 r. wyniosły około 20 mld EUR, napędzane głównie przez dwóch gigantów technologicznych, którzy odpowiadali za trzy czwarte wszystkich inwestycji.

Do 2050 w Unii Europejskiej ubędzie 20% pracujących

Sztuczna inteligencja może również pomóc, w tym branży ubezpieczeniowej, stawić czoła zbliżającemu się wyzwaniu kurczenia siły roboczej w obliczu starzenia się populacji (wykres poniżej). Wcześniejsze badania Allianz Trade wykazały, że populacja w wieku produkcyjnym w UE-27 zmniejszy się o 20% do 2050 roku. Zmiany demograficzne jeszcze mocniej dotkną Włochy, Hiszpanię i Niemcy. Opieranie się wyłącznie na migracji wymagałoby napływu od 100 000 do 500 000 pracujących migrantów rocznie w samych tylko czterech największych gospodarkach.*[2] W tym kontekście przyspieszenie i przyjęcie narzędzi automatyzacji w UE może uwolnić część siły roboczej w celu przekwalifikowania się w kierunku branż, które będą potrzebować więcej pracowników, takich jak opieka zdrowotna, zawody związane z STEM i inne role wymagające wysokich kwalifikacji.

Wykres: Kurczący się środek

Ludność w wieku produkcyjnym (15+) według grup wiekowych, udział w całości w %Kurczący się środek

Źródła: CEDEFOP, Allianz Research

Ludność w wieku produkcyjnym od 25 do 64 lat, indeks 2010=100Ludność w wieku produkcyjnym od 25 do 64 lat, indeks 2010=100

Źródła: CEDEFOP, Allianz Research

AI niosąca korzyści

Kluczem do osiągnięcia korzyści z obecnej rewolucji nie jest zastąpienie pracowników narzędziami AI, ale wykorzystanie AI do uzupełnienia i zwiększenia ich umiejętności. Wymaga to ogromnych inwestycji w przekwalifikowanie, utrzymanie pracowników w pętli i przygotowanie ich do nowych rodzajów pracy. Przede wszystkim wdrożenie sztucznej inteligencji nie polega na redukcji kosztów, ale na tworzeniu nowych doświadczeń dla klientów. Zwiększona produktywność jest tego następstwem.

Będzie to jednak ogromne wyzwanie. Jak dotąd niewiele firm wydaje się zarządzać nowymi technologiami w ten sposób, o czym świadczą dane makro: Pomimo transformacji cyfrowej w ciągu ostatnich kilku dekad, ogólna wydajność pracy w Europie Zachodniej spada od czasów przed pandemią.

Patrząc w przyszłość, wykorzystując prognozy zatrudnienia CEDEFOP i własne prognozy ubezpieczeniowe Allianz Trade ocenia, że rynek ubezpieczeniowy przyspieszy, a udział w tym będzie miała zwiększona produktywność spowodowana technologiami GenAI – mając pewien wpływ na rynek pracy. Wg. badań Allianz Trade wzrost produktywności o 0,622% spowodowałby spadek zatrudnienia o 1%, aby utrzymać wynik ubezpieczeniowy jako składkę przypisaną brutto na stabilnym poziomie.

Jako branża oparta na danych, jak niewiele innych, ubezpieczenia mogą skorzystać z szerokiej gamy aplikacji i przypadków użycia sztucznej inteligencji, które mogą zwiększyć produktywność. Jak stwierdza Tomasz Starus, prezes Allianz Trade w Polsce: „AI w biznesie – w tym ubezpieczeniowym, nie ma zastępować człowieka i w efekcie tworzyć mur dla klienta. Odwrotnie, sztuczna inteligencja ma przyspieszyć obsługę i zwiększyć satysfakcję z niej! Dzięki jej wsparciu szybciej procedowane i rozliczane mogą być wnioski odszkodowawcze. AI pomaga przy tym w wykrywaniu nadużyć i wyłudzeń, co dzięki zmniejszaniu strat pomaga zwiększyć atrakcyjność oferty ubezpieczeń (mniej strat to mniejszy koszty oferty). Mówiąc zaś ogólnie o całej rewolucji związanej z generatywną sztuczną inteligencją można zauważyć, iż w swoim czasie, 2-3 dekady temu, taką samą rewolucję zapowiadała globalna sieć WWW, czy media społecznościowe. Miały wszystko zrewolucjonizować, przy okazji zmniejszając zatrudnienie – i rewolucji dokonały, przy czym niekoniecznie odcisnęły swoje negatywne piętno na rynku pracy. Co więcej, dzisiaj internet i SM są dobrem niemalże tak samo podstawowym jak prąd i woda, zapewne podobnie będzie także ze sztuczną inteligencją. Sztuczna inteligencja będzie narzędziem – tak jak chociażby młotek, czy następnie maszyna parowa, które używane są przez człowiek a nie go zastępują.”

[1] Brynjolfsson, E. et al. (2023). Generatywna sztuczna inteligencja w pracy. NBER. Link: https://danielle-li.github.io/assets/docs/GenerativeAIatWork.pdf

[2] Europejskie rynki pracy: Migracja ma znaczenie

Euro umacnia się przed decyzją EBC, złoto bije rekordy

Rynki kupują euro przed decyzją EBC, pomimo spadającej inflacji. Lepsze dane z USA ledwo tonują negatywny sentyment względem tej waluty. Złoto wspina się na rekordy wszechczasów.

Inflacja w strefie euro

Zgodnie z oczekiwaniami finalny odczyt inflacji za czerwiec w strefie euro spadł do 2,5%. Teoretycznie są to ważne dane, problem w tym, że ta agregacja publikowana jest po wszystkich danych cząstkowych. W rezultacie z dokładnością do zaokrągleń wynik ten jest znany już wcześniej. Co ciekawe, pomimo tego po tych danych było widać reakcję rynków, które stwierdziły, że jest to powód do umocnienia kursu euro względem dolara. Może powodem jest fakt, że uznano, iż pomimo tego nie dojdzie dzisiaj na posiedzeniu EBC do obniżek stóp procentowych.

Lepsze dane z USA

W USA lepiej od oczekiwań wypadły zarówno dane na temat otrzymanych pozwoleń na budowę domów, jak i realnie rozpoczętych domów. Jeżeli do tego dodamy produkcję przemysłową wyższą od oczekiwań, uzyskujemy bardzo dobry rezultat. Wydawać by się mogło, że takie dane wspomogą dolara. Okazuje się jednak, że rynki obecnie nie są zainteresowane zakupem amerykańskiej waluty. Wczoraj na początku dnia widzieliśmy duże osłabienie amerykańskiego pieniądza, w wyniku tych danych udało się zaledwie odwrócić część tego osłabienia, a dzień i tak zakończył się w sumie kolejną wyraźną przeceną.

Rekord wszech czasów złota

W ostatnich dniach doszło do przebicia majowych szczytów cen złota. Wczoraj za jedną uncję płacono już niemal 2500 dolarów. Ta psychologiczna bariera nie została jednak złamana i ruch zatrzymał się na 2488,4 dolara za uncję. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że rekord wszech czasów liczy się względem cen stałych. W 2011 roku złoto kosztowało 1920 dolarów. Niby dużo mniej, ale dolar, w którym wyrażane jest złoto, miał od tego czasu ponad 35% skumulowanej inflacji. Na dzisiejsze czasy zatem tamta cena przekraczałaby 2600 dolarów. Nie jest to jednak popularna metoda liczenia, dlatego mówimy obecnie o rekordach. Rekordach napędzanych oczekiwanym spadkiem stóp procentowych i szukaniem przez kapitał innych rynków. Złotu pomaga dodatkowo słabnący ostatnio dolar.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Osłabienie złotego i umocnienie jena

W ciągu ostatniej doby zarówno na lokalnym podwórku, jak i na globalnych rynkach zobaczyliśmy dwa ważne ruchy na walutach. Mowa o nagłym osłabieniu złotego i o umocnieniu jena, który poprzedzające tygodnie miał bardzo trudne. W tle niższa od oczekiwań inflacja bazowa w Polsce.

Nagła słabość złotego

Po tym, jak niemal przez tydzień kurs euro testował poziom 4,25 zł, momentami go nawet nieznacznie przekraczał, wczoraj jednak doszło do wyraźnej ucieczki kapitału z Polski. W ciągu kilku godzin kurs wyskoczył powyżej 4,28 zł, a patrząc na dzisiejszy poranek, ruch może trwać dalej. Do tego warto dodać dramatyczną wręcz sesję na giełdzie. Od wczorajszego poranka do dzisiejszego indeks osunął się łącznie około 4%. Co ciekawe, nie miało to wpływu na obligacje, tam jednak inwestorzy pozostawili swoje środki. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na jedną rzecz. Nie widać analogicznych ruchów ani na Węgrzech, ani w Czechach, co sugeruje, że powodów należy szukać w Polsce. Nie jest to bowiem regionalny temat. Nie można też po prostu wykluczyć realizacji zysków, przez któryś z dużych funduszy, bo brakuje wiadomości mogących uzasadniać taki ruch.

Siła jena

Japonia po tym, jak jej waluta doczekała się przebicia najsłabszych poziomów względem dolara od 1986 roku, w końcu doczekała się korekty. Ruch ten zaczął się w czwartek w zeszłym tygodniu, potem mieliśmy kilka dni przerwy, a dzisiaj od rana widzimy kontynuację. Mówimy o 3% umocnieniu jena względem dolara w wyniku tych dwóch ruchów. To tak jakby kurs EURPLN przesunął się w wyniku dwóch dni o 13 groszy. Jest to obiektywnie dużo. Tym bardziej biorąc pod uwagę, jak ważną walutą dla światowej gospodarki jest jen. Warto jednak pamiętać o jednej ważnej specyfice tej waluty. Ze względu na bardzo niskie stopy procentowe nieproporcjonalnie dużo kredytów zaciąganych jest w jenie. Środki te następnie są sprzedawane na inne waluty i inwestowane. W rezultacie proces ten bardzo osłabia walutę Japonii. Gdy jednak dochodzi do spłat, waluta się umacnia. Niewykluczone, że obecne ruchy to próba wykorzystania słabości jena, by korzystnie pozamykać kredyty i dodatkowo zyskać na różnicach kursowych.

Inflacja bazowa spada

Dobre dane nadeszły z Polski. Wczoraj poznaliśmy niższy od oczekiwań wskaźnik inflacji bazowej. Mówimy o zmianie cen z wykluczeniem cen energii i żywności. Tak liczony wskaźnik ma na celu pokazanie ogólnej tendencji poprzez usunięcie najbardziej zmiennych elementów. Warto jednak zwrócić uwagę, że nawet po tej miłej niespodziance inflacja bazowa wciąż wynosi 3,6%, zatem przekracza wskaźnik ogólny o pełen punkt procentowy. Z drugiej strony jest wyraźnie niższa od stóp procentowych. W rezultacie jak bumerang powraca kwestia potencjalnych obniżek stóp procentowych. Z drugiej strony czekają nas podwyżki cen energii. Trwają też dyskusje nad kolejnym programem wzrostu cen mieszkań nazwanym dla niepoznaki „kredytem na start”.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – strefa euro – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – pozwolenia na budowę domów,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Rekordowa cena złota: coraz bliżej 2500 dolarów

Złoto osiągnęło w nocy rekordowy poziom 2480 dolarów za uncję, zbliżając się do granicy 2500 dolarów. Wzrost wartości złota wynika z coraz bardziej realnej perspektywy obniżki stóp procentowych w USA we wrześniu. Od początku roku cena złota wzrosła już o prawie 20 proc. Jak wynika z Pulsu Inwestora Indywidualnego eToro, Polscy inwestorzy w ciągu ostatnich 3 miesięcy zmniejszyli swoją ekspozycję na surowce.

Ostatnie dane z amerykańskiej gospodarki, w szczególności spadająca inflacja CPI, zwiększyły oczekiwania rynku na wrześniową obniżkę stóp procentowych w USA, której prawdopodobieństwo ocenia się na 88 proc.. Mimo że dane o wyższej od oczekiwań sprzedaży detalicznej w czerwcu nieco osłabiły ten obraz, perspektywa obniżki stóp procentowych nadal wpływa na wzrost notowań złota. Taka obniżka powinna osłabić dolara i obniżyć rentowność amerykańskich obligacji, co sprzyja wzrostom cen złota.

Dziś w nocy cena złota osiągnęła nowy rekord wszech czasów – 2480 dolarów za uncję. Od początku roku jego cena wzrosła o prawie 20 proc., co oznacza, że standardowa sztabka złota o wadze 12,5 kg (zawierająca 400 uncji) kosztuje już 992 tys. dolarów. Jeżeli cena złota osiągnie 2500 dolarów, wartość sztabki wyniesie 1 mln dolarów.

Wzrost wartości złota wspiera zarówno otoczenie makroekonomiczne, jak i wysokie napięcia geopolityczne na świecie. Rajd na złocie napędzany jest głównie przez rynkowy popyt na bezpieczne aktywa. Napięcia na Bliskim Wschodzie, wojna na Ukrainie oraz liczne mniejsze konflikty, a także rosnące napięcie między Chinami a Europą i USA, przyczyniają się do wzrostu cen złota. Dodatkowo, wzrost cen morskiego frachtu wpływa na rynek. Część rynku uważa, że wzrost popularności Donalda Trumpa w wyścigu o Biały Dom może również sprzyjać notowaniom złota, które od dawna uznawane jest za bezpieczną przystań w trudnych czasach.

Rekordowe ceny złota są również wspierane przez zakupy banków centralnych, które w ostatnim roku osiągnęły rekordowy poziom. W latach 2022 i 2023 banki centralne kupowały na rynku ponad 1000 ton złota rocznie. W ubiegłym roku Chiny zwiększyły swoje rezerwy o 225 ton złota (do 2235 ton), a Narodowy Bank Polski w 2023 roku zwiększył rezerwy o 130 ton. Obecnie Polska utrzymuje prawie 13 proc. swoich rezerw w złocie, a celem NBP jest podniesienie tego poziomu do 20 proc.

Jednak banki centralne odpowiadają za około 25 proc. popytu na złoto. Połowa światowego zapotrzebowania pochodzi z branży jubilerskiej, napędzanej głównie przez klientów z Chin i Indii. Branża elektroniczna odpowiada za 10 proc. popytu, a reszta trafia do inwestorów w postaci złotych monet i sztabek.

Chociaż złoto ma zdolność utrzymywania swojej wartości w czasie, jego cena może być zmienna w krótkim okresie. Złoto nie generuje stałej stopy zwrotu, jak obligacje czy dywidendy z akcji, ale zapewnia dywersyfikację portfela inwestycyjnego. Mimo to, w przeszłości złoto zwykle zapewniało niższe zyski niż giełda, co może być powodem, dla którego inwestorzy indywidualni wstrzymują się z inwestycjami w złoto. Najnowsze badanie eToro Puls Inwestora Indywidualnego pokazuje spadek zainteresowania surowcami. W czerwcu br. posiadało je w swoich portfelach 31 proc. polskich inwestorów, podczas gdy 3 miesiące wcześniej było to 38 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Zarządzanie sprzedażą i magazynem z Comarch ERP Optima

Zarządzanie sprzedażą i magazynem stanowi kręgosłup każdego przedsiębiorstwa handlowego. Efektywne zarządzanie zasobami, dostawami, zamówieniami oraz dokumentacją to klucz do sukcesu, który zdecydowanie ułatwia system Comarch ERP Optima. Obejmując szerokie spektrum funkcjonalności, od analizy sprzedaży po zarządzanie procesami magazynowymi, system ten nie tylko optymalizuje działania, ale również przekłada się na oszczędność czasu i zwiększenie efektywności operacyjnej. Poznajmy bliżej, jak Comarch ERP Optima wpływa na transformację zarządzania w skali przedsiębiorstwa.

Proces wdrożenia Comarch ERP Optima w organizacji

Wdrożenie Comarch ERP Optima w organizacji to proces, który wymaga dokładnego planowania i analizy potrzeb firm. Pierwszym krokiem jest szczegółowa analiza wymagań specyficznych dla danej organizacji, co pozwala dostosować system do indywidualnych oczekiwań. Następuje instalacja i konfiguracja oprogramowania, a także integracja z istniejącymi systemami i aplikacjami. Przeprowadzane są testy funkcjonalne, a ewentualne dostosowania są realizowane na bieżąco, aby zapewnić pełną zgodność z potrzebami użytkowników. Ostatecznie, system jest uruchamiany w wersji produkcyjnej, a pracownicy są szkoleni, aby mogli efektywnie korzystać z nowych narzędzi.

Comarch ERP Optima a e-commerce – zarządzanie sprzedażą internetową

W dobie rosnącej popularności e-commerce, Optima ERP oferuje rozbudowane możliwości integracji z platformami sprzedażowymi. Dzięki temu przedsiębiorstwa mogą efektywnie zarządzać sprzedażą online, synchronizować dane produktowe, zarządzać zamówieniami i realizować wysyłkę. Możliwość integracji z różnymi systemami kurierskimi i współpraca z platformami e-sklepów, takimi jak Comarch e-sklep, otwierają przed firmami nowe możliwości na rozszerzenie zasięgu ich działalności.

Integracja i personalizacja rozwiązań Comarch ERP Optima

Comarch ERP Optima wyróżnia się możliwością głębokiej personalizacji oraz integracji z innymi systemami. Dzięki elastycznemu podejściu do potrzeb klienta, system może być dostosowany do specyficznych wymagań każdej branży. Z kolei szerokie możliwości integracyjne pozwalają na współpracę z aplikacjami zewnętrznymi np. z systemem do rejestracji czasu pracy albo z oprogramowaniem firm kurierskich.

Podsumowanie

Comarch ERP Optima to kompleksowe narzędzie, które umożliwia zarządzanie zarówno procesami handlowymi, jak i magazynowymi, a także sprzedażą internetową. Dzięki modułowej budowie i elastyczności, każda firma może skonfigurować funkcje systemu zgodnie z własnymi potrzebami. Wdrożenie Comarch ERP Optima przynosi korzyści w postaci usprawnienia logistyki, zwiększenia efektywności operacyjnej oraz poprawy relacji z klientami dzięki lepszemu zarządzaniu zasobami. System ten stanowi odpowiedź na współczesne wyzwania rynkowe, oferując przedsiębiorstwom niezbędne narzędzia do skutecznego zarządzania i rozwoju.

Decyzja UOKiK w temacie klauzul abuzywnych PayPal

Kolejny podmiot znalazł się w centrum uwagi Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) – Organ nałożył na spółkę PayPal Europe karę pieniężną w wysokości 106,6 mln zł w związku z niedozwolonymi klauzulami umownymi w „Umowie z użytkownikiem PayPal” [i]. Jak wskazał Prezes Urzędu, charakter naruszeń jest bezprecedensowy, a dla konsumenta korzystanie z usług platformy na podstawie zakwestionowanych klauzul może być nieprzewidywalne [ii]. Postępowanie wyjaśniające w sprawie Paypal rozpoczęło się w grudniu 2021 roku. Decyzja nie jest przy tym prawomocna, przedsiębiorca ma możliwość złożenia odwołania do sądu.

Wątpliwości wzbudziły postanowienia, które pozwalają na dużą dowolność ingerencji PayPal w sposób wykonywania i interpretowania umowy: chodzi o 34 działania zabronione użytkownikom oraz powiązany z nimi katalog przykładowych sankcji [i]. Wśród nich m.in. zapisy mówiące o ukaraniu użytkownika choćby za samą próbę skorzystania z zablokowanego konta – przy czym umowa nie wyjaśnia, czy dotyczy to prób logowania, czy innego rodzaju działań, lub zakaz dostarczania niedokładnych informacji – choć nie sprecyzowano, komu. PayPal wskazuje także m.in., że nie wolno „naruszać żadnych przepisów prawa, ustaw, zarządzeń lub regulacji (np. dotyczących usług finansowych, ochrony konsumentów, nieuczciwej konkurencji, zakazu dyskryminacji i nieuczciwej reklamy)”, co również może skończyć się nałożeniem niedookreślonych sankcji – bo w praktyce naruszenie dowolnego przepisu w jakimkolwiek państwie upoważnia PayPal do zastosowania sankcji. A dodatkowo, niektóre naruszenia mogłyby nawet nie mieć związku z korzystaniem z konta PayPal, przez co konsumenci mogliby nie wiedzieć, że zrobili coś niezgodnego z postanowieniami umownymi.

Wśród kar wymienia się zablokowanie pieniędzy na koncie „w wysokości oraz przez okres tak długi, jak będzie to konieczne”. Co więcej, PayPal mógł jednocześnie nałożyć nawet kilka sankcji: zapłatę kwoty 2500 USD lub większej, zamknięcie konta bez uprzedzenia i odmowę świadczenia usług w przyszłości. Są to zatem istotne i dotkliwe sankcje, mogące w praktyce prowadzić do ograniczenia dostępu do środków finansowych i pozbawienia konsumentki/a możliwości korzystania z usług. Ponadto według jednego z postanowień zakwestionowanych przez UOKiK, gdy Paypal uzna, że konsument/ka dopuścił/a się któregokolwiek z działań zabronionych, może „w dowolnym momencie i według własnego uznania podjąć szereg działań w celu ochrony firmy (…)”. Katalog sankcji, zawartych w umowie, ma więc charakter otwarty – zapis oznacza, że spółka może zastosować również kary w niej nieprzewidziane.

Klauzule zostały przez Organ ocenione jako ogólne, wieloznaczne i niezrozumiałe. Konsumenci, zapoznając się z zapisami, nie mogą po pierwsze przewidzieć, które z ich działań mogą być uznane za zabronione, a także jakie sankcje mogą zostać za nie nałożone przez platformę. W związku z tym PayPal może w sposób nieograniczony decydować, czy użytkownik popełnił zabroniony czyn i jaka spotka go kara.

W kontekście całej sprawy kluczowym przepisem chroniącym prawa konsumentek/ów jest art. 23a ustawy o ochronie konkurencji i konsumenta [iii], który wprost zakazuje stosowania we wzorcach umów zawieranych z konsumentami tzw. niedozwolonych postanowień umownych. Są to takie klauzule, które w sposób istotny (rażący) naruszają interesy konsumenta i są sprzeczne z dobrymi obyczajami. Głównym celem przepisu jest zapobieganie sytuacjom, w których przedsiębiorcy korzystają ze swojej silniejszej pozycji negocjacyjnej i narzucają konsumentom nieuczciwe warunki umów.

Co ważne, jeśli przedsiębiorca dopuścił się naruszenia zakazu określonego w tym przepisie, może dojść do uznania w decyzji stosowanego przez przedsiębiorcę postanowienia za niedozwolone postanowienie wzorca umownego i zakazania przedsiębiorcy jego wykorzystywania. Klauzule abuzywne należy zaś traktować tak, jakby w ogóle nie zostały zamieszczone w umowach. Prezes UOKiK może też równolegle nałożyć na przedsiębiorcę karę pieniężną w wysokości nie większej niż 10% obrotu osiągniętego w roku obrotowym poprzedzającym rok nałożenia kary. Kolejną sankcją jest określenie w decyzji środków koniecznych do usunięcia skutków stosowania postanowień niedozwolonych, np. nakazanie przedsiębiorcy poinformowania konsumentów, którzy już zawarli umowę, w której treści pojawiły się klauzule abuzywne, o naruszeniu ich praw lub złożenia przez przedsiębiorcę oświadczenia o treści i formie określonych w decyzji, jak również nakazanie przedsiębiorcy publikacji decyzji, także tej nieprawomocnej. Prezes UOKiK skorzystał ze wszystkich tych możliwości, przy czym zamiast publikacji decyzji, to w oświadczeniu, do którego zobowiązana została spółka PayPal Europe ma zamieścić link do tej decyzji po uprawomocnieniu.

Decyzja pokazuje, że nawet duże platformy, takie jak PayPal, muszą przestrzegać prawa i traktować swoich klientów uczciwie. To poważne ostrzeżenie dla innych przedsiębiorstw, które także zobowiązane są do szanowania praw konsumentów i konsumentek, dostarczania klarownych informacji oraz unikania praktyk mogących zniekształcić wybory konsumentów/ek, a szczególnie klauzul abuzywnych.

Autorka: r. pr. Edyta Oleszczuk-Romańska, Associate w Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy

[i] Decyzja Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów z dnia 9 lipca 2024 r., nr DOZIK 7/2024 r.

[ii] Wypowiedź Prezesa UOKiK Tomasza Chróstnego [online: https://uokik.gov.pl/ponad-106-mln-zl-kary-dla-paypal] [dostęp: 15.07.2024 r.]

[iii] Ustawa z dnia 16 lutego 2007 r. o ochronie konkurencji i konsumentów (t.j. Dz. U. z 2024 r. poz. 594).

EBC wstrzyma się z obniżkami stóp – najnowsze dane o inflacji uspokajają, ale Lagarde pozostaje ostrożna

Europejski Bank Centralny: Obniżki stóp nie tym razem – najnowsze dane o inflacji były uspokajające, ale nie przekonujące.

Allianz Trade spodziewa się, że EBC wstrzyma się z cięciami na jutrzejszym posiedzeniu, a dokona ich ponownie we wrześniu, ponieważ obecnie potrzeba więcej danych potwierdzających podążanie cen ścieżką w kierunku stabilizacji.

  • Allianz Trade oczekuje, że na posiedzeniu 18 lipca EBC wstrzyma się z decyzją, utrzymując stopę depozytową na niezmienionym poziomie 3,75%, po kontrowersyjnej pierwszej obniżce stóp w czerwcu.
  • Allianz Trade podtrzymuje prognozę kolejnej obniżki o 25 pb we wrześniu, ponieważ kolejna porcja danych o inflacji i płacach powinna potwierdzić, że dezinflacja jest na dobrej drodze pomimo ostatnich niespodzianek.
  • Zacieśnianie ilościowe będzie kontynuowane na autopilocie, biorąc pod uwagę, że udało się uniknąć najgorszego scenariusza politycznego we Francji. Ponieważ ryzyko fragmentacji zanika, nie ma powodu, aby spodziewać się aktywacji w najbliższym czasie instrumentu ochrony transmisji EBC (TPI).

W Allianz Trade spodziewamy się, że EBC wstrzyma się z cięciami na kolejnym posiedzeniu, a następnie dokona ich ponownie we wrześniu, ponieważ potrzeba więcej danych, aby potwierdzić podążanie ścieżką dezinflacji. Po kontrowersyjnej pierwszej obniżce w czerwcu, EBC ma odetchnąć na kolejnym posiedzeniu 18 lipca, utrzymując stopę depozytową na poziomie 3,75% (MLF: 4,50%, MRO: 4,25%). Na ostatnim posiedzeniu EBC nieco się przeliczył, zbyt wcześnie zobowiązując się do cięcia stóp, pomimo pozytywnych niespodzianek w danych o inflacji i płacach, które pojawiły się na krótko przed posiedzeniem. Ponadto, rewizje w górę inflacji z kwartalnych prognoz ekspertów (2024: 2,5%, +0,2pp i 2025: 2,2%, +0,2pp) utrudniły prezes Lagarde uzasadnienie cięcia na ostatniej konferencji prasowej. Jest mało prawdopodobne, aby EBC popełnił ten sam błąd dwa razy. Na dorocznym forum EBC w Sintrze Lagarde powtórzyła swoją mantrę, że potrzeba więcej danych, aby poprzeć kolejną obniżkę i z pewnością wzmocni ten przekaz na następnym posiedzeniu.

Wykres 1: Inflacja zasadnicza w strefie euro i składki według podskładników, w %Wykres 1: Inflacja zasadnicza w strefie euro i składki według podskładników, w %

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Najnowsze dane o inflacji były uspokajające, ale nie przekonujące. Inflacja w strefie euro spadła z 2,6% r/r do 2,5% w czerwcu, ale inflacja bazowa utrzymała się na poziomie 3,0%. Ceny w sektorze usług nadal silnie rosną (4,1% r/r lub 6,0% m/m w ujęciu rocznym i wyrównane sezonowo). Stanowią one obecnie największy wkład do inflacji zasadniczej, a następnie żywności i towarów. Opór ze strony energii wynikający z ujemnych efektów bazowych całkowicie zniknął (wykres 1). Wzrost płac przyspieszył do 4,2% r/r w czerwcu, zgodnie z miesięcznym raportem Indeed w sprawie płac, który zapewnia częstszy i bardziej aktualny obraz niż oficjalne kwartalne serie. Gospodarstwa domowe nie wydają jednak dodatkowych euro, lecz decydują się na ich oszczędzanie (wykres 2). Jest to najprawdopodobniej spowodowane połączeniem rosnących oszczędności zapobiegawczych w obliczu niepewności geopolitycznej i erozji siły nabywczej z powodu znacznego spadku realnych dochodów po latach wysokiej inflacji. Podczas gdy niższy popyt konsumpcyjny pomimo rosnących płac jest dobrą wiadomością dla inflacji, jest to zła wiadomość dla wzrostu gospodarczego.

Wykres 2: Płace nominalne w strefie euro i CPI (indeks) oraz stopa oszczędności gospodarstw domowych (%)Wykres 2: Płace nominalne w strefie euro i CPI (indeks) oraz stopa oszczędności gospodarstw domowych (%)

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Utrzymujące się odchylenia pomiędzy komponentami inflacji sugerują, że wciąż mogą pojawić się pewne niespodzianki na ostatnim kilometrze. Cztery główne komponenty CPI (towary, usługi, żywność i energia) są skointegrowane, co oznacza, że nie powinny zbytnio odbiegać od siebie w dłuższej perspektywie. Wykres 3 przedstawia naszą prognozę dla każdego z tych czterech składników, a także wynikowy główny wskaźnik CPI, który od 2025 r. ma rosnąć o 2%, zgodnie z konsensusem prognoz. Oznaczałoby to jednak, że poziomy cen tych czterech składników pozostaną znacznie rozproszone w porównaniu z ostatnimi dziesięcioleciami. Rodzi to pytanie, czy możliwe jest, aby ceny energii były o około 30% wyższe niż ceny usług, podczas gdy w przeszłości maksymalne odchylenie wynosiło około +-10%.  Mówiąc anegdotycznie, czy restauracje (usługi) mogą sobie pozwolić na podniesienie cen tylko o 10%, na przykład, jeśli rachunki za prąd (energia) i składniki (żywność) wzrosły o wiele więcej? Podobne opóźnione efekty nadrabiania zaległości można zaobserwować w branży ubezpieczeniowej (patrz Allianz Global Insurance Report 2024). Chociaż historia często nie jest wiarygodnym prognostykiem na przyszłość, jeśli przeszłe wzorce się utrzymają, wysiłki zmierzające do zbliżenia tych składników mogą przynieść nieoczekiwane skutki inflacyjne. Jeśli ceny usług gwałtownie wzrosną, aby wypełnić lukę w stosunku do energii i żywności, inflacja zasadnicza może przekroczyć oczekiwania. Z drugiej strony, jeśli napięcia geopolityczne zmniejszą się lub nastąpi recesja, koszty energii mogą spaść bardziej niż przewidywano, zmniejszając dyspersję, ale prowadząc do niższej niż oczekiwano inflacji zasadniczej. Podsumowując, prognozowanie inflacji nadal obarczone jest wysokim stopniem niepewności, nawet jeśli wydaje się, że jesteśmy już na ostatniej prostej.

Wykres 3: CPI w strefie euro i jego składniki, indeks (2015=100)Wykres 3: CPI w strefie euro i jego składniki, indeks (2015=100)

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research
Notes: Kropkowane linie pokazują prognozy Allianz Research.

Niemniej jednak nadal w Allianz Trade oczekujemy jeszcze jednej obniżki we wrześniu, utrzymując nasz od dawna utrzymywany pogląd o dwóch cięciach stóp w 2024 r., a następnie czterech kolejnych cięciach w 2025 r. We wrześniu EBC będzie miał do dyspozycji jeszcze jedną rundę kwartalnych danych o płacach i dwa kolejne odczyty inflacji. W Allianz Trade oczekujemy, że potwierdzą one perspektywę trwającej dezinflacji, wspierając tym samym kolejną obniżkę stóp procentowych z wciąż wysoce restrykcyjnych poziomów stóp procentowych. Inflacja zasadnicza prawdopodobnie dotknie lub nawet przekroczy cel inflacyjny na poziomie 2% w nadchodzących miesiącach, dzięki korzystnym efektom bazowym, które dodatkowo wspierają obniżkę. Allianz Trade oczekuje, że po wrześniu EBC pozostanie bez zmian, ponieważ efekty bazowe ponownie staną się niekorzystne, zwiększając presję opinii publicznej. Ponadto ryzyko rosnącej rozbieżności w polityce transatlantyckiej zmusi EBC do odroczenia cyklu łagodzenia polityki pieniężnej do czasu, aż Fed pójdzie w jego ślady.  Cztery kolejne obniżki stóp procentowych w 2025 r. doprowadzą do końcowej stopy procentowej na poziomie 2,5%, co zakłada realną neutralną stopę procentową na poziomie około 0,5%. Jednocześnie zacieśnianie ilościowe pozostanie na autopilocie. Ponieważ udało się uniknąć najgorszego scenariusza politycznego we Francji, a ryzyko fragmentacji strefy euro ponownie się zmniejsza, nie ma powodu, aby oczekiwać, że EBC powróci do luzowania ilościowego za pomocą narzędzia TIP w dającej się przewidzieć przyszłości.

 

Ceny dalej będą rosły. W czasie wakacji sklepy mogą przerzucić na swoich klientów całość odmrożonego w kwietniu VAT-u

Jak wykazała analiza ponad 71,4 tys. cen detalicznych, w czerwcu codzienne zakupy rdr. podrożały średnio o 3,1%. W maju podwyżka rdr. wyniosła 2,9%, w kwietniu – 2,4%, a w marcu – 2,1%. Widać zatem, że kolejny miesiąc z rzędu ceny konsekwentnie idą w górę. Tym samym spełnia się scenariusz przewidywany na początku roku. Autorzy raportu szacują, że w grudniu br. inflacja może dojść do poziomu 4-5%. Z kolei ceny w sklepach mogą nieco wyjść poza ten obszar. Jeszcze w 2025 roku inflacja będzie miała tendencje wzrostowe i może być wyższa niż w br. Jej spadek jest prognozowany dopiero na 2026 rok, zakładając, że nic nie wstrząśnie rynkiem. Do tego eksperci przypominają, że obecna walka cenowa między dyskontami spowalnia poziom i tempo wzrostu cen. Ale jednocześnie ostrzegają, że w czasie wakacji sklepy mogą przerzucić całość odmrożonego w kwietniu podatku VAT na swoich klientów.

Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito, w czerwcu br. codzienne zakupy zdrożały średnio o 3,1% rdr. Tak wykazała analiza przeszło 71,4 tys. cen detalicznych z ponad 32,2 tys. sklepów należących do 59 sieci handlowych. W maju wzrost rdr. (obliczony wg tej samej metodologii) wyniósł 2,9%, w kwietniu – 2,4%, a w marcu – 2,1%.

– Obecnie cel inflacyjny w Polsce wynosi 2,5%, z dopuszczalnym przedziałem wahań – plus 1 lub minus 1 p.p. Oznacza to, że NBP dąży do utrzymania rocznej inflacji na stabilnym poziomie i zapobiega gwałtownym skokom cen, które mogą zakłócać decyzje konsumentów i przedsiębiorstw. W związku z tym wzrost cen w zakresie od 1,5 do 3,5% rdr. jest zjawiskiem naturalnym – przekonuje dr Anna Semmerling z Uniwersytetu WSB Merito.

W opinii ekspertki, w wyniku likwidacji w kwietniu obniżonej stawki VAT na żywność i w efekcie wzrostu pensji minimalnej w lipcu, w kolejnych miesiącach można spodziewać się ponownej podwyżki cen. Może ona wynieść ok. 5% rdr. – Nie byłby to ani wysoki, ani niski wzrost. Jeśli faktycznie utrzymałby się na ww. poziomie, to by pokazywało, że cały czas nie osiągnęliśmy poziomu stabilności cen – analizuje dr Semmerling. Do tego analitycy z UCE RESEARCH dodają, że ceny w sklepach mogą nawet nieco wyjść poza ww. poziom.

Jak stwierdza prof. nadzw. dr hab. Sławomir Jankiewicz z Uniwersytetu WSB Merito, obecna sytuacja na rynku była prognozowana od początku br. Nie jest więc to zaskoczeniem. – W grudniu inflacja może wzrosnąć do ok. 4-5%. Spowodowane to będzie m.in. podwyżką cen energii i gazu oraz opłat dystrybucyjnych z tym związanych. Nałożą się na to wyższe koszty usług, ciepła sieciowego i paliw. Co ważne, jeszcze w 2025 roku inflacja będzie miała tendencje wzrostowe i w konsekwencji może być wyższa niż w 2024 roku – przewiduje ekspert.

Prof. Jankiewicz dodaje również, że dopiero od 2026 roku możemy spodziewać się ponownego spadku inflacji. Ta prognoza może oczywiście się spełnić, jeśli nie nastąpi żaden negatywny scenariusz, taki jak np. recesja gospodarcza na świecie czy rozszerzenie konfliktu wojennego w Europie. Zagrożeniem dla pozytywnego scenariusza byłby także wzrost opłat lub danin, mający na celu zmniejszenie deficytu budżetowego.

– Znaczny wzrost zadłużenia Polski, do którego doprowadziła poprzednia władza, powoduje problem obecnego rządu z utrzymaniem deficytu i długu w ramach zgodnych z przepisami krajowymi i wymaganiami UE. Konieczność jego zmniejszenia może powodować szukanie dodatkowych dochodów. Warto przy tym przypomnieć, że Mateusz Morawiecki z tego samego powodu wprowadził kilkadziesiąt nowych opłat i danin lub zwiększył ich wysokość – podkreśla prof. Jankiewicz z WSB Merito.

Z kolei analitycy z UCE RESEARCH zauważają, że przez intensywną walkę między dyskontami w kolejnych miesiącach po odmrożeniu VAT-u ceny powinny wolniej wracać do właściwego stanu. Niemniej podwyżki o obecną stawkę ww. podatku są nieuniknione.

– Agresywna konkurencja cenowa, z jaką mamy do czynienia na rynku sprzedaży detalicznej, rzeczywiście ma wpływ na poziom i tempo wzrostu cen. Musimy jednak pamiętać, że wcześniej czy później sklepy będą chciały osiągnąć określony pułap zyskowności i przerzucą całość podatku VAT na swoich klientów. Wydaje się, że okres wakacyjny może być do tego idealnym momentem – alarmuje dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito.

Z raportu również wynika, że w czerwcu br. na 17 monitorowanych kategorii 12 wykazało jednocyfrowy wzrost (w maju – identycznie, w kwietniu – 10, a w marcu – 8). Do tego 1 grupa produktów zaliczyła dwucyfrową podwyżkę (w maju – tak samo, w kwietniu – 2, w marcu – 1). Ponadto zanotowano 4 spadki (w maju – podobnie, w kwietniu – 5, a w marcu – 9).

– W okresie od kwietnia do czerwca ustabilizowała się inflacja. Dlatego właśnie większość kategorii wykazała jednocyfrowy wzrost cen, a tylko 1 grupa – dwucyfrowy. Do tego 4 kategorie staniały, podobnie jak miesiąc wcześniej. W lipcu sytuacja ta może ulec jednak zmianie w wyniku podwyżek cen energii elektrycznej i gazu – mówi dr Artur Fiks.

Podsumowując, analitycy z UCE RESEARCH, twierdzą, że utrzymujący się trend wzrostowy większości kategorii może wskazywać na to, iż retailerzy obecnie w ogóle nie myślą o obniżkach, tylko raczej – o podnoszeniu cen. I faktycznie ten proces może się dynamiczniej zacząć rozwijać właśnie w czasie wakacji, ze wskazaniem na sierpień. Drugiego większego sortu podwyżek będzie można się spodziewać dopiero przed grudniowymi świętami, o ile oczywiście na rynku pomiędzy tymi okresami nie wydarzy się nic gwałtownego, co mogłoby tę sytuację diametralnie zmienić.

Rekordowe pierwsze półrocze 2024 roku na rynku obligacji korporacyjnych

W pierwszej połowie tego roku emitenci przeprowadzili 25 publicznych emisji obligacji korporacyjnych na łączną kwotę ponad 1,1 mld zł. Popyt zgłoszony przez inwestorów wyniósł astronomiczne 2,44 mld zł, a tym samym średni poziom redukcji przekroczył 45 proc.

W emisjach wzięło udział prawie 20 000 inwestorów – czyli średnio około 800 osób złożyło zapisy w każdej z emisji. Wielkość zapisów w tym półroczu była o prawie 500 mln zł wyższa niż w całym zeszłym roku.

Emitent Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów
GPM Vindexus 21,8 6,00+WIBOR3M 3 styczeń 74,22 70,70 1154
PragmaGo 25,0 5,15+WIBOR3M 3 styczeń 53,77 53,50 815
Ghelamco 125,0 5,00+WIBOR6M 4 styczeń 366,68 66,00 1604
Kredyt Inkaso 20,0 5,50+WIBOR3M 4 styczeń 71,05 71,85 947
Kruk (EUR) 10M EUR 43,4 4,00+EURIBOR3M 5 styczeń 99,12 56,19 457
Kruk 60,5 4,00+EURIBOR3M 5 luty 86,03 29,70 449
Olivia Fin 30,2 5,30+EURIBOR3M 3,5 luty 36,63 17,45 106
Ronson 60,0 3,85+WIBOR6M 3,5 luty 155,00 61,26 1074
Echo Investment 70,0 4,00+WIBOR6M 4 luty 193,28 64,00 1074
Kruk 70,0 4,00+WIBOR6M 5 luty 284,25 75,37 2244
Echo Investment 70,0 4,00+WIBOR6M 4 luty 157,61 56,00 795
PCC Rokita 25,0 2,80+WIBOR3M 5,25 marzec 86,43 71,07 1042
Cavatina Holding 21,7 6,00+WIBOR6M 3,5 marzec 25,86 16,29 198
Arche 21,5 4,40+WIBOR3M 3 marzec 21,66 0,77 225
Victoria Dom 50,0 5,25+WIBOR6M 3 marzec 85,43 47,29 867
Kredyt Inkaso 21,5 5,20+EUBIRBOR3M 4 marzec 25,42 15,40 232
PragmaGo 25,0 5,00+WIBOR3M 3 marzec 59,30 57,83 1101
White Stone Development 21,5 5,3+WIBOR3M 3 kwiecień 36,66 41,36 473
Marvipol Development 150,0 4,5+WIBOR6M 4 kwiecień 159,52 5,97 1101
Echo Investment 60,0 3,8+WIBOR6M 4 maj 123,41 51,00 593
MCI Management 21,5 4,3+WIBOR6M 3,5 maj 22,81 6,11 454
Vehis Fin1 21,0 7+WIBOR3M 2 maj 52,23 59,79 459
PCC Exol 20,0 2,7+WIBOR3M 5,25 czerwiec 36,43 45,10 806
Cavatina Holding 25,0 6+WIBOR6M 3,5 czerwiec 37,11 32,63 440
PragmaGo 30,0 4,8+WIBOR3M 3 czerwiec 92,47 67,56 1282
  1109,6       2442,37 45,61 19992

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Najwyższym zainteresowaniem inwestorów (zapisy przekraczające 366 mln zł), cieszyła się emisja dewelopera komercyjnego Ghelamco, opiewająca na 125 mln zł. Blisko 300 mln zł zapisów (284 mln zł) inwestorzy złożyli również na emisję Kruka – wartość emisji wyniosła 70 mln zł. Duże zainteresowanie i zapisy przekraczające 100 mln zł odnotowaliśmy jeszcze w pięciu innych emisjach: Ronsona, Marvipolu i trzech emisjach Echo Investment.

Dla porównania w pierwszym półroczu 2023 roku emitenci przeprowadzili 10 publicznych emisji obligacji na kwotę 300 mln zł, przy popycie inwestorów przekraczającym 550 mln zł. W całym roku 2023 było to 37 emisji o wartości 1,35 mld zł przy popycie na 1,97 mld zł. Tym samym do wyniku całego zeszłego roku w pierwszych sześciu miesiącach 2024 roku zabrakło „ledwie” około 250 mln zł.

Na półmetku roku nie widać spowolnienia

Drugie półrocze również zapowiada się obiecująco. W ostatnich tygodniach KNF zaakceptował kolejne prospekty emisyjne (Best na 250 mln zł i Oliva Fin na 150 mln zł); PragmaGo przyjęła również kolejny program emisji publicznych o wartości do 500 mln zł. Z emisją publiczną na 50 mln zł w ostatnich dniach wystartował jeden z największych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, Victoria Dom. Kilku emitentów ma wciąż ważne prospekty do wykorzystania.

Ogromne zainteresowanie obligacjami korporacyjnymi widać również po napływach do funduszy obligacji korporacyjnych. Inwestorzy w pierwszym półroczu wpłacili do nich 2,756 mld zł netto, przy całościowych napływach do funduszy dłużnych na poziomie prawie 18 mld zł. Biorąc pod uwagę specyfikę polskiego rynku obligacji korporacyjnych jest to naprawdę dobry wynik. Dodatkowo średnioroczna stopa zwrotu tych funduszy na koniec czerwca wyniosła 9,10 proc., a za sam czerwiec 0,50 proc. Silne napływy do funduszy obligacji firm oraz dodatnie stopy zwrotu sprawiły, że na koniec czerwca ich aktywa wyniosły 14,153 mld zł. Tym samym od początku roku urosły one o ponad 3,2 mld zł, czyli o prawie 30 proc. względem stanu na koniec grudnia (10,92 mld zł).

Co kusi inwestorów?

Wysokie rentowności, brak default-ów (bankructw), zadowalające płynności, mnogość emisji pozwalająca na budowę zdywersyfikowanego portfela, a do tego dobra jakość kredytowa emitentów – to podstawowe czynniki przyciągające inwestorów do polskiego rynku obligacji korporacyjnych. Zarówno tych inwestujących bezpośrednio, jak i poprzez fundusze. Dopóki ten splot pozytywnych czynników, wspierany wysokimi stopami procentowymi (a tym samym rentownościami obligacji), się utrzyma, dopóty inwestorzy wciąż powinni wykazywać wysokie zainteresowanie rynkiem obligacji korporacyjnych.

Autor: Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

TOP 10 kierunków w rekrutacji w AGH. Cyberbezpieczeństwo z największą liczbą osób na miejsce

W Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie zakończył się pierwszy cykl rekrutacyjny. Wśród 10 najpopularniejszych kierunków studiów
z największą liczbą osób na miejsce dominują kierunki z branży IT. Ponad 10 osób na miejsce startowało na kierunek Cyberbezpieczeństwo.

10 najpopularniejszych kierunków studiów stacjonarnych pierwszego stopnia w pierwszym cyklu rekrutacyjnym pod względem liczby kandydatów na miejsce:

Kierunek Limit Liczba osób na miejsce
Cyberbezpieczeństwo 45 10,4
Inżynieria i Analiza Danych 60 9,1
Informatyka i Systemy Inteligentne 105 8,0
Informatyka Stosowana 72 7,4
Rewitalizacja Terenów Zdegradowanych 15 7,1
Informatyka Społeczna 72 6,8
Inżynieria Mechatroniczna 72 6,3
Energetyka 90 4,9
Budownictwo 120 4,9
Automatyka i Robotyka 150 4,7

Pod względem największej liczby podań dominują następujące kierunki:

Kierunek Liczba podań
Informatyka i Systemy Inteligentne 844
Informatyka 720
Automatyka i Robotyka 706
Mechanika i Budowa Maszyn 612
Budownictwo 583
Inżynieria i Analiza Danych 546
Informatyka Stosowana 536
Informatyka Społeczna 489
Matematyka 475
Cyberbezpieczeństwo 466

 

Najwyższe progi punktowe:

Kierunek WR Próg
Informatyka i Systemy Inteligentne 992
Informatyka Społeczna 976
Automatyka i Robotyka 960
Informatyka Stosowana 960
Inżynieria i Analiza Danych 957
Cyberbezpieczeństwo 950
Fizyka Techniczna 930
Teleinformatyka 920
Informatyka Medyczna 910
Energetyka Odnawialna i Zarządzanie Energią 905

W roku akademickim 2024/2025 AGH przygotowała łącznie blisko 5 tysięcy miejsc na studiach I stopnia. W pierwszym cyklu rekrutacyjnym podania złożyło ponad 8,5 tys. osób. W tym roku popularnością wśród cudzoziemców cieszy się kierunek Computer Science – na przygotowanych 30 miejsc starało się dostać 212 obcokrajowców.

Kandydaci mogą rejestrować się w serwisie e-Rekrutacja w kolejnych cyklach rekrutacyjnych. Kolejne terminy przystąpienia do kwalifikacji:

  • drugi cykl rekrutacyjny: 16.07-22.07,
  • trzeci cykl rekrutacyjny: 23.07-29.07,
  • czwarty (ostatni) cykl rekrutacyjny: 02.09.-12.09.

Pełny harmonogram oraz szczegółowe informacje dotyczące warunków rekrutacji oraz tegorocznej oferty dostępne są na stronie: www.rekrutacja.agh.edu.pl.

Bonusy: dla kandydatów posiadających osiągnięcia sportowe

Kandydaci na studia w AGH posiadający określone osiągnięcia sportowe otrzymają dodatkowe punkty doliczane do wskaźnika rekrutacji.

Osiągnięcia sportowe (dodatkowe punkty):

  • aktualna klasa mistrzowska międzynarodowa (+250 punktów)
  • klasa mistrzowska (+250 punktów)
  • pierwsza klasa sportowa w określonych dyscyplinach (+200 punktów)
  • druga klasa sportowa w określonych dyscyplinach  (+150 punktów)

Warunkiem skorzystania z uprawnień jest dokonanie rejestracji w systemie
e-Rekrutacja i przedstawienie wydanego przez uprawniony związek sportowy zaświadczenia określającego rodzaj klasy sportowej, termin jej obowiązywania i osiągnięcia sportowe będące podstawą otrzymania klasy sportowej w okresie przeznaczonym na składanie deklaracji przystąpienia do kwalifikacji na studia w danym cyklu rekrutacyjnym.

Bonus dla najlepszych

Najlepsi kandydaci mogą liczyć na dodatkowy pakiet korzyści. W ramach programu „Prymusi AGH” uczelnia oferuje najlepszym maturzystom oraz laureatom olimpiad m.in. dodatkowe nieodpłatne formy kształcenia, w tym kursy, szkolenia, tutoring lub bezpłatne miejsce w akademikach Miasteczka Studenckiego. Dla najlepszych maturzystów miejsce w domu studenckim może być przez pierwszy rok studiów bezpłatne.

Rynek spodziewa się, że Europejski Bank Centralny (EBC) chwilowo wstrzyma dalsze cięcia stóp procentowych

Rada Prezesów wykorzysta posiedzenie w tym tygodniu, by zatrzymać się i dokonać ponownej oceny. Historia prezentowana przez ostatnie odczyty gospodarcze jest dość spójna i wydaje się, że rynek ma klarowne wyobrażenie dotyczące cięć stóp procentowych EBC w drugiej połowie 2024 r.

Kluczowe punkty:

  • EBC zapewne wstrzyma cykl rozluźniania przed kolejnym posiedzeniem we wrześniu.
  • Bez nowych projekcji; uwagę skupią na sobie komentarze prezeski Lagarde.
  • Raczej nie będzie klarownego forward guidance, ale może pojawić się sugestia dotycząca wrześniowej obniżki.
  • Rynki wyceniają w dużej mierze cięcia we wrześniu i grudniu – to nasz bazowy scenariusz.

Otoczenie ekonomiczne od czasu posiedzenia EBC w ubiegłym miesiącu, kiedy to Rada Prezesów zdecydowała się na obniżkę stóp procentowych po raz pierwszy od 2019 r., nie uległo istotnym zmianom. Inflacja spadła w czerwcu nieznacznie do 2,5%, bazowa presja cenowa i dynamika cen w usługach są jednak bardziej uporczywe i utrzymują się na niezmiennie wysokich poziomach (odpowiednio 2,9% i 4,1%).

Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2017 – 2024)Wykres 1: Inflacja w strefie euro (2017 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 15.07.2024

Jednocześnie wydaje się, że wzrost gospodarczy stracił momentum. Zbiorczy wskaźnik PMI spadł w ubiegłym miesiącu dość silnie, z 52,2 do 50,9, co było wynikiem słabszej ekspansji sektora usługowego i wyraźnie niższej produkcji. Zarysowywany przez dane obraz wydaje się klarowny, może nawet bardziej niż w USA: gospodarka rośnie, choć w powolnym tempie, inflacja spada, bazowa presja cenowa wciąż jednak wydaje się dość silna.

Wykres 2: Wskaźniki PMI w strefie euro (2021 – 2024)Wykres 2: Wskaźniki PMI w strefie euro (2021 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 15.07.2024

Otoczenie gospodarcze wspiera naszym zdaniem dalsze rozluźnianie polityki monetarnej, uporczywa inflacja bazowa i niepewność dotycząca dalszego kształtowania się cen wymuszają jednak wyważone podejście. Podczas konferencji prasowej po czerwcowym posiedzeniu EBC prezeska Christine Lagarde podkreślała wysoką niepewność w kontekście tempa i czasu wszelkich dalszych zmian stóp procentowych.

Lagarde nie chciała w czerwcu udzielić dokładnego forward guidance ani komentować rynkowych wycen. Decyzja o cięciu stóp procentowych nie była jednogłośna – wyłamał się jeden z jastrzębi (Robert Holzmann), który opowiadał się za brakiem zmiany. W minutkach z posiedzenia można było dostrzec obawy i różnice wśród członków Rady, co sugeruje, że cykl obniżania stóp procentowych powinien być przeprowadzany ostrożnie. Komentarze członków EBC od czasu posiedzenia przybierały podobny ton, część z nich posunęła się jednak do właściwie potwierdzenia rynkowych oczekiwań.

Jako że zmiana stóp procentowych nie jest oczekiwana, uwaga skupi się w czwartek na komunikatach banku. Inwestorzy będą wypatrywać sugestii dotyczących możliwego ruchu we wrześniu oraz tempa cięć. Szczególnie istotne będą komentarze prezeski Lagarde na ten temat.

Może ona zostać również zapytana o ostatnie ruchy na rynkach europejskich, w szczególności o rozszerzenie spreadów francuskich obligacji skarbowych przed wyborami parlamentarnymi. Jesteśmy pewni, że nie będzie odpowiadać na pytania dotyczące polityki, może jednak wykorzystać tę okazję, by zapewnić inwestorów, że EBC monitoruje sytuację na rynkach finansowych.

Sądzimy, że podczas swojej konferencji prasowej Lagarde ponownie wskaże na konieczność podejmowania decyzji z posiedzenia na posiedzenie i zależnie od danych. Przed posiedzeniem we wrześniu opublikowane zostaną jeszcze dwa odczyty inflacyjne i liczne inne dane, sądzimy więc, że Lagarde nie będzie chciała ograniczać możliwości EBC przez zbyt klarowne wskazówki dotyczące dalszych działań. Cięcie stóp procentowych we wrześniu jest na rynkach swap wyceniane niemal w 90%, nie spodziewamy się więc istotnej wyprzedaży euro, nawet jeśli zostanie ono potwierdzone.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (18.07) o godz. 14:15, a konferencja prasowa rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Roman Ziruk, Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

MCI Capital aktywnie będzie inwestować w sektorze medycznym

MCI Capital zamierza aktywnie wejść do sektora healthcare. Nowym partnerem funduszu zostanie Tobiasz Jankowski, ekspert inwestycyjny w tej branży.

W latach 2011-24 Tobiasz współpracował z funduszem private equity Innova Capital, gdzie pracował przy wielu projektach z sektorów takich, jak m.in. ochrona zdrowia, usługi dla biznesu, produkcja, usługi konsumenckie we wszystkich fazach cyklu inwestycyjnego. Ostatnio był głównie zaangażowany w rozwój szeroko definiowanej praktyki opieki zdrowotnej funduszu, będąc odpowiedzialnym za nowe inwestycje, procesy transakcyjne i monitorowanie portfela w tym obszarze.

–  Z dużym zainteresowaniem przyglądamy się sektorom medycznemu i edukacyjnemu zarówno w kontekście ich dalszej digitalizacji, ale również zmianom, które wywoła rozwój sztucznej inteligencji w tych branżach – mówi Tomasz Czechowicz, partner zarządzający i założyciel MCI. – Liczymy, że doświadczenie Tobiasza wzmocnione dotychczasową blisko 15-letnią karierą w branży private equity pozwoli nam bardziej aktywnie uczestniczyć w tych procesach – dodaje.

–  Nowe technologie mają olbrzymi potencjał nowych zastosowań w najbliższych latach i dekadach w sektorze ochrony zdrowia, który rozwija się w tempie około 10 proc. rocznie. MCI zamierza aktywnie inwestować w tym obszarze. Dlatego cieszę się, że do zespołu dołącza partner inwestycyjny z wieloletnim doświadczeniem w tej branży – mówi Paweł Borys, partner inwestycyjny MCI. Transfer Tobiasza Jankowskiego nie jest jedynym wzmocnieniem kompetencji funduszu w branży healthcare – pod koniec czerwca do Rady Nadzorczej MCI weszła Małgorzata Adamkiewicz współwłaścicielka Adamed Pharma, polskiego farmaceutyczno-biotechnologicznego giganta.

– Jest mi niezmiernie miło dołączam do MCI, który ma profesjonalny zespół, dużą skalę działania i silną bazę finansową jako fundusz evergreen, co daje duży potencjał do realizacji atrakcyjnych projektów. Będę mógł tu wykorzystać swoje doświadczenie inwestycyjne w szczególności w sektorze healthcare – podsumowuje Tobiasz Jankowski.

Tobiasz Jankowski ukończył studia licencjackie na University of the West of Scotland (BA in Business) oraz studia magisterskie w Szkole Głównej Handlowej (na kierunkach Finanse i Bankowość oraz Ekonomia). Zrealizował również program CEMS Master’s in International Management studiując na ESADE w Barcelonie. W 2012 roku Tobiasz uzyskał tytuł członka ACCA. Po studiach Tobiasz Jankowski pracował w Ernst & Young Corporate Finance w dziale doradztwa transakcyjnego, zdobywając doświadczenie w projektach M&A, wycen oraz due diligence finansowego w Polsce i krajach Europy Środkowo-Wschodniej.

Niższa inflacja w USA wspiera waluty europejskie

Zgodnie z oczekiwaniami centralnym wydarzeniem minionego tygodnia okazała się dla rynku amerykańska inflacja, która utwierdziła nas w przekonaniu, że Fed zdecyduje się we wrześniu na rozpoczęcie cyklu cięć. Doprowadziło to do osłabienia dolara oraz ogólnej aprecjacji aktywów ryzykownych. Wyjątku nie stanowił złoty, a kurs USD/PLN spadł do najniższego poziomu w tym roku.

Kluczowe punkty:

  • Niższe od oczekiwań dane inflacyjne z USA osłabiają dolara.
  • Próba zamachu na Donalda Trumpa zapewniła dolarowi jedynie niewielkie wsparcie.
  • EBC utrzyma stopy na niezmienionym poziomie, być może zasygnalizuje wrześniowe cięcie.
  • Brytyjska gospodarka rosła w maju w dobrym tempie.
  • USD/PLN sięga najniższego poziomu w 2024 r. w wyniku poprawy sentymentu oraz przybliżenia cięć za oceanem.

Próba zamachu na kandydującego na urząd prezydenta Donalda Trumpa mogła pomóc dolarowi odrobić część strat we wczesnych godzinach handlu azjatyckiego. Wydaje się jednak, że trend spadkowy amerykańskiej waluty jest obecnie silne wspierany przez fundamenty makroekonomiczne i związane z polityką monetarną.

Reakcja rynku na wieści o próbie zamachu na życie Trumpa wydaje się ograniczona, uwaga w tym tygodniu pozostanie więc skupiona na polityce monetarnej. Najważniejsze będą komunikaty po posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego (czwartek 18.07). Jako że inflacja w USA zdaje się obecnie wyraźnie zmierzać do celu, inwestorzy będą wypatrywać również wszelkich wskazówek dotyczących tempa obniżania stóp procentowych przez Fed. Uwagę zwrócimy także w kierunku odczytów z rodzimego rynku – wtorkowej (16.07) inflacji bazowej oraz czwartkowym (18.07) danym z rynku pracy i przemysłu.

PLN

Złoty znalazł się w ubiegłym tygodniu na szczycie zestawienia walut CEE. Rozmycie politycznej niepewności we Francji, tąpnięcie inflacji w USA i wzrost pary EUR/USD były pozytywne dla polskiej waluty, a kurs EUR/PLN wrócił do lokalnych minimów na poziomie ok. 4,25. Próba zamachu na Trumpa skierowała uwagę na wybory prezydenckie w USA. Może być to początek okresu, kiedy wiadomości z nimi związane mają rzeczywisty wpływ na rynkowy sentyment. Szczególnie dla złotego może to oznaczać wyższą zmienność. Z ekonomicznego punktu widzenia polska waluta jest w bardzo dobrym miejscu, szczególnie biorąc pod uwagę opory NBP wobec cięć stóp procentowych. Złoty jest jednak walutą o wysokiej becie w otwartej gospodarce Unii Europejskiej, a Polska graniczy ze zmagającą się z rosyjską agresją Ukrainą. Sprawia to, że zbliżające się amerykańskie wybory stanowią dla niego ryzyko, a związane z nimi nagłówki mogą wpływać na kurs polskiej waluty.

Ten tydzień, w przeciwieństwie do ostatniego, będzie obfitował w dane makroekonomiczne z Polski. Skupimy się głównie na czwartkowych (18.07) odczytach dotyczących wzrostu płac i produkcji przemysłowej w czerwcu.

EUR

Różnica między rentownościami w USA i strefie euro w pierwszej połowie lipca szybko się kurczyła, co wsparły wstępne oznaki spowolnienia gospodarczego w USA, a teraz również słabszy od oczekiwań raport inflacyjny za czerwiec.  Było to korzystne dla euro, które radziło sobie nad wyraz dobrze. W najbliższych tygodniach wspólnej walucie ciążyć może rosnące prawdopodobieństwo wygranej Trumpa w listopadowych wyborach prezydenckich. Uważamy jednak, że obecna niska wycena euro i rozciągnięte pozycjonowanie dolara wystarczą, by zdołało ono przezwyciężyć trudności.

Lipcowe posiedzenie EBC nie powinno przynieść zmiany polityki monetarnej ani istotnych zmian w komunikatach – latem rzadko decyduje się on na poruszające rynek działania. Prezeska Christine Lagarde może zasugerować kolejne cięcie we wrześniu, jest ono jednak w dużej mierze wyceniane przez rynki, wpływ takich wypowiedzi na wspólną walutę powinien być więc niewielki.

USD

Raport dotyczący czerwcowej inflacji CPI stanowił dla Fedu i rynku niewątpliwie dobrą wiadomość. Zarówno główna, jak i bazowa miara uplasowały się poniżej oczekiwań. Trzymiesięczna zanualizowana miara bazowa znalazła się zaś bliżej 2% niż 3%, zmniejszając dystans do celu Fedu.

W wyniku tej publikacji w górę poszybowały kursy akcji, w dół zaś rentowności amerykańskich obligacji oraz waluty safe haven, w tym dolar. Jak wspomnieliśmy, próba zamachu na Donalda Trumpa spowodowała niewielkie odbicie amerykańskiej waluty, nie ostudziła jednak optymizmu inwestorów podczas wczesnego handlu azjatyckiego. Odczyty utorowały drogę do pierwszej obniżki stóp procentowych we wrześniu, która jest teraz w pełni wyceniana przez rynek, a przed końcem roku może dojść do jeszcze jednej lub dwóch.

GBP

Funt brytyjski – wspierany przez odporne dane makroekonomiczne i mniej gołębie, niż się spodziewano, komentarze przedstawicieli Banku Anglii – w dalszym ciągu radzi sobie lepiej niż inne waluty europejskie. Ubiegłotygodniowy raport dotyczący dynamiki PKB w maju był imponujący – wzrost (+0,4%) był niemal dwukrotnie większy, niż oczekiwano. Wspiera to od dawna utrzymywany przez nas pogląd, że rynek jest nazbyt pesymistyczny wobec perspektyw brytyjskiej gospodarki, która wydaje się na dobrej drodze, by odnotować w 2024 r. umiarkowany wzrost.

Oczekiwania dotyczące zacieśnienia relacji między Wielką Brytanią i Unią Europejską również wspierają funta, dzięki czemu jest on nie tylko najlepiej radzącą sobie w tym roku walutą G10, ale też jedyną, która umocniła się względem dolara. Uwagę w tym tygodniu przyciągnie czerwcowy raport inflacyjny (środa 17.07), szczególnie jego część dotycząca usług, w których dynamika cen okazuje się uporczywa i pozostaje największą przeszkodą stojącą na drodze do rozluźniania polityki monetarnej w Wielkiej Brytanii. Rynki swap wyceniają prawdopodobieństwo sierpniowej obniżki stóp procentowych na ok. 50%.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Dopłaty do najmu: kto może dostać np. 1000 zł miesięcznie?

Wiele osób już zapominało o rządowym programie dopłat do najmu (Mieszkanie na Start). Wyjaśniamy, kiedy lokatorom przysługują wysokie dopłaty do najmu.

W ostatnim czasie sporo mówi się o kontrowersyjnym, zapowiadanym programie dopłat kredytowych „Kredyt na Start”. Niewiele osób pamięta o programie mieszkaniowym, który cechuje się podobną nazwą. Chodzi o program Mieszkanie na Start przewidujący całkiem wysokie dopłaty do najmu dla wybranych lokatorów. Warto przyjrzeć się tej nieco zapomnianej inicjatywie. Tym bardziej, że inne dopłaty do najmu, o których była mowa jeszcze przed wyborami parlamentarnymi (600 zł dopłaty do wynajmu dla młodych) są w najbliższym czasie mało prawdopodobne. Natomiast wspomniany program Mieszkanie na Start działa i będzie funkcjonował w najbliższych latach, bo państwo obiecało najemcom długoterminowe wsparcie.

Nasz artykuł w dużym skrócie:

  • Dopłaty do najmu w programie Mieszkanie na Start zostały uregulowane przez ustawę z dnia 20 lipca 2018 r. o pomocy państwa w ponoszeniu wydatków mieszkaniowych w pierwszych latach najmu mieszkania.
  • Wspomniany program zapewnia dopłaty do najmu przez okres wynoszący nawet 15 lat, co jest bardzo korzystne dla najemcy. Warto jednak pamiętać, że dopłaty przysługują tylko najemcy mieszkania objętego umową zawartą między gminą oraz Bankiem Gospodarstwa Krajowego. W praktyce na dopłaty do najmu mogą liczyć np. lokatorzy niektórych społecznych inicjatyw mieszkaniowych (SIM).
  • Dopłaty do najmu w programie Mieszkanie na Start na razie nie są popularne. Wynika to z faktu, że stosowne umowy z BGK podpisało niewiele gmin. Jest to również efekt niewielkiej ogólnej skali budownictwa czynszowego.

Poniżej można dowiedzieć się więcej o zasadach na jakich przyznawane są dopłaty do najmu w programie Mieszkanie na Start.

Uwaga: dopłaty do najmu nie dotyczą starszych budynków

Na wstępie warto przypomnieć, że program Mieszkanie na Start został wprowadzony ustawą z dnia 20 lipca 2018 r. o pomocy państwa w ponoszeniu wydatków mieszkaniowych w pierwszych latach najmu mieszkania (Dz.U. 2018 poz. 1540). Większość przepisów wspomnianej ustawy weszła w życie wraz z dniem 1 stycznia 2019 r. Nie mówimy zatem o zupełnie nowym programie. „Jednakże jest on ograniczony tylko do nowych lub rewitalizowanych mieszkań czynszowych, mieszkań budowanych w ramach modelu „lokal za grunt”, a także do mieszkań wynajmowanych przez społeczne agencje najmu (tzw. SAN-y). Ten program państwo realizuje za pośrednictwem gmin” – mówi Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomościSzybko.pl.

W praktyce dopłaty do najmu z programu Mieszkanie na Start najczęściej otrzymują lokatorzy budynków mieszkalnych wzniesionych przez spółkę PFR Nieruchomości, a także osoby zasiedlające niektóre nowe gminne inwestycje mieszkaniowe. Zgodnie z przepisami, dopłaty mogą być stosowane nie dłużej niż przez 20 lat licząc od miesiąca, w którym zakończono inwestycję mieszkaniową. Natomiast dla danego najemcy ustalono piętnastoletni termin dotowania najmu. Jest on naliczany od miesiąca przekazania pierwszej dopłaty na rachunek wynajmującego. „Należy zwrócić uwagę, że to gmina po zawarciu z inwestorem stosownej umowy przeprowadza nabór wniosków o zawarcie umowy najmu, a następnie występuje z wnioskiem do BGK o przyznanie dopłat. Zasady przeprowadzenia naboru wniosków są określane przez uchwałę gminy” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomościSzybko.pl.

Najwyższe dopłaty mogą przekraczać nawet 1000 zł/m-c …

Warunkiem skorzystania z dopłat do najmu w programie Mieszkanie na Start jest nie tylko zamieszkiwanie w budynku objętym stosowną umową z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Nie należy zapominać, że według ustawy z dnia 20 lipca 2018 r. dopłaty do najmu powinny być przyznawane osobom, które nie mogą zaspokoić swoich potrzeb mieszkaniowych na rynku komercyjnym. Opisywane dopłaty do najmu przysługują, jeśli średni miesięczny dochód gospodarstwa domowego (w rozumieniu ustawy z dnia 28 listopada 2003 r. o świadczeniach rodzinnych) nie przekracza odpowiednio:

  • 100% przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej ostatnio ogłoszonego przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego – limit dla singli
  • 100% wspomnianego wyżej przeciętnego wynagrodzenia powiększonego o dodatkowe 40 punktów procentowych za każdego kolejnego członka gospodarstwa domowego – limit dla większych gospodarstw domowych (wynoszący np. 180% przeciętnego wynagrodzenia w przypadku gospodarstwa trzyosobowego)

Gmina w uchwale dotyczącej zasad naboru najemców wyznacza nie tylko maksymalną wysokość dochodu, ale również dodatkowe kryteria pierwszeństwa. „Jeżeli chodzi o wysokość, jaką mają dopłaty do najmu, to ustawodawca wyraźnie preferuje większe gospodarstwa domowe. Mogą one otrzymać miesięczną dopłatę do czynszu na poziomie ponad 1000 zł. Przykładowo, maksymalna wysokość dopłat dla pięcioosobowego gospodarstwa domowego z Wrocławia wynosi obecnie 1090 zł miesięcznie. W przypadku bezdzietnej pary, analogiczny limit maleje do 477 zł” – informuje Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomościSzybko.pl.

Mieszkanie z dopłatami można wynająć np. na Podkarpaciu

Tak jak już wspominaliśmy wcześniej, powyższe zasady dotowania najmu obowiązują niewielu najemców. Wynika to również z niewielkiej aktywności gmin w zakresie budownictwa czynszowego. Mimo tego, można spodziewać się, że liczba inwestycji objętych dopłatami do czynszu z BGK będzie powoli rosła – tym bardziej, że na razie nie ma mowy o zakończeniu programu Mieszkanie na Start. Co ważne, dotowane „czynszówki” powstają nie tylko w największych miastach. Jako przykład może posłużyć inicjatywa SIM Podkarpacie. „To projekt gmin z obszaru południowej Polski, w ramach którego realizowane są inwestycje na terenie następujących miejscowości/miast: Niżna Łąka, Boguchwała, Sędziszów Małopolski, Nowa Sarzyna, Dynów, Leżajsk, Jarosław i Wietrzychowice. Lokatorzy SIM Podkarpacie będą mogli uzyskiwać opisywane dopłaty do najmu nawet przez 15 lat” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomościSzybko.pl.

Źródło: Magdalena Markiewicz, ekspertka portalu NieruchomościSzybko.pl.

Na czym polega Assessment Center?

Ta zaawansowana metoda oceny kompetencji pozwala pracodawcom ocenić przyszłych pracowników w warunkach symulujących realne wyzwania zawodowe. W ramach Assessment Center kandydaci angażują się w różnorodne zadania – od testów psychologicznych, przez dyskusje grupowe, po symulacje sytuacji biznesowych. To wszystko daje obserwatorom – przeszkolonym asesorom – możliwość wielowymiarowej oceny kompetencji, takich jak zdolności komunikacyjne, liderstwo, proaktywność oraz umiejętność pracy w zespole. O tym, jak efektywnie przygotować się do tego procesu, dlaczego jest on cenny z perspektywy pracodawcy, a także jakie przyszłość może przynieść dla metod takich jak Assessment Center w kontekście dynamicznie zmieniającego się rynku pracy, dowiesz się z naszego przewodnika.

Jak skutecznie przygotować się do udziału w Assessment Center?

Przygotowanie do udziału w Assessment Center (AC) wymaga nie tylko dobrej znajomości własnych umiejętności, ale też zrozumienia, czego oczekuje od nas potencjalny pracodawca. Jest to proces, w którym autentyczność i strategiczne myślenie idą w parze z umiejętnościami interpersonalnymi i analitycznymi. Sprawdź ofertę pracy, zidentyfikuj kluczowe kompetencje, a następnie skoncentruj się na rozwijaniu tych obszarów. Przydatne może być również zweryfikowanie kultury organizacyjnej firmy, co z pewnością podniesie Twoje szanse na sukces. Dodatkowo, warto zadbać o redukcję stresu – odpowiednia ilość snu, zdrowe nawyki żywieniowe i przybycie na miejsce z odpowiednim wyprzedzeniem mogą znacząco wpłynąć na Twoją wydajność.

Perspektywa pracodawcy – dlaczego warto stosować Assessment Center?

Dla pracodawców, Assessment Center jest nie tylko narzędziem do weryfikacji umiejętności kandydatów, ale także sposobem na zbudowanie silnego zespołu, który będzie wspierał cele organizacyjne. Jest to metoda, która pozwala na obiektywną ocenę dzięki zastosowaniu standardowych procedur i zadań symulacyjnych, które odzwierciedlają realne wyzwania na danym stanowisku. Dodatkowo, umożliwia pracodawcom zidentyfikowanie osób, które najlepiej pasują do kultury firmy i mają potencjał, by stać się jej liderami. W tym celu zapoznaj się z ofertą dostępną na stronie https://talentexact.pl/assessment-center/.

Przyszłość Assessment Center w kontekście rynku pracy

W kontekście ciągłych zmian na rynku pracy, adaptacyjność i innowacyjność w metodach oceny, takich jak Assessment Center są kluczowe. Zmieniające się wymagania kompetencyjne oraz rozwój technologiczny otwierają przed AC nowe możliwości, w tym wykorzystanie zaawansowanych narzędzi cyfrowych do symulowania zadań czy zdalne śledzenie postępów uczestników. Ponadto, rosnąca świadomość znaczenia umiejętności miękkich, takich jak elastyczność, kreatywność czy zarządzanie stresem, z pewnością będą mieć wpływ na kształtowanie przyszłych strategii oceniania w ramach AC.

Podsumowanie – dlaczego Assessment Center jest kluczowe dla rozwoju zawodowego?

Assessment Center stanowi cenne narzędzie zarówno dla kandydatów pragnących pokazać swoje kompetencje w praktycznych zadaniach, jak i dla pracodawców dążących do obiektywnej oceny przyszłych pracowników. Zapewnienie współpracy pomiędzy uczestnikami AC a organizacją, a także nadążanie za zmieniającymi się trendami i technologiami w ocenie kompetencji, zwiększa efektywność tego procesu. Ostatecznie, zarówno kandydaci jak i firmy korzystają na uczciwej i kompleksowej weryfikacji potencjału zawodowego, co przekłada się na lepsze dopasowanie pracowników do stanowisk oraz bardziej dynamiczny rozwój zawodowy.

Globalny rynek fuzji i przejęć (M&A) odnotowuje imponujący wzrost

Łączna wartość fuzji i przejęć z udziałem inwestorów strategicznych w pierwszych pięciu miesiącach 2024 roku wzrosła na świecie o 24 proc. w porównaniu do roku ubiegłego, wynika z raportu firmy doradczej Bain & Company. Największą dynamikę wzrostu wartości transakcji odnotowano w sektorze energetycznym i technologicznym.

Wartość przejęć strategicznych zrealizowanych od stycznia do maja tego roku wyniosła $962 mld wobec $775 mld w analogicznym okresie rok wcześniej. Zdaniem ekspertów Bain & Company ożywienie na rynku fuzji i przejęć jest coraz bardziej widoczne i dotyczy nie tylko przejęć z udziałem inwestorów branżowych, ale również funduszy private equity i venture capital. Wartość transakcji przejęć przeprowadzonych przez instytucje finansowe wzrosła w tym roku o 35 proc.

Za wzrost łącznej wartości transakcji odpowiadają głównie sektory energetyczny i technologiczny mówi Paweł Szreder, partner w Bain & Company. W zestawieniu największych przejęć w branży energetycznej dominują firmy z sektora ropy i gazu przejmujące bezpośrednich konkurentów, co pokazuje ich przekonanie, że zależność gospodarek światowych od tradycyjnych źródeł energii utrzyma się jeszcze przez wiele lat, w związku z czym inwestycje te zdążą się zwrócić. Jednocześnie konsolidacja jest naturalnym krokiem, by poprawiać pozycję konkurencyjną i strukturę kosztów w podstawowym obszarze działalności.

Gracze z rynku ropy i gazu odpowiadają w tym roku za 90% transakcji w branży energetycznej. Sama branża dominuje za to w zestawieniach międzysektorowych odpowiada za ponad 25 proc. wszystkich analizowanych przejęć strategicznych. Wartość transakcji w sektorze energetycznym wzrosła w tym roku na świecie do $248 mld ze $196 mld.

Branża technologiczna odnotowała natomiast niemal dwukrotny wzrost wartości transakcji do poziomu $139 mld w pierwszych pięciu miesiącach 2024 roku.

Wartość transakcji w branży technologicznej jest jednak nadal istotnie mniejsza niż w rekordowych latach 2020-2021 ze względu na utrzymującą się rozbieżność oczekiwań kupujących i sprzedających co do wycen dodaje Paweł Szreder. Niemniej chęć uczestniczenia we wzroście najbardziej dynamicznych technologii – w tym Generative AI – oraz skokowego zwiększania skali w celu poprawy wyników finansowych przekonuje coraz więcej inwestorów do działania.

Jak wynika z analiz Bain & Company, wyceny spółek w przejęciach strategicznych odnotowały niewielki wzrost po dwóch latach spadków. Dynamika wzrostu była jednak znacznie niższa od tempa wzrostu wycen spółek na rynku giełdowym w 2024 roku. Tym samym różnica w wycenach spółek pomiędzy rynkiem publicznym a rynkiem transakcji strategicznych mierzona wskaźnikiem EV/EBITDA pogłębiła się trzeci rok z rzędu.

Eksperci Bain & Company prognozują, że w całym 2024 roku łączna wartość przejęć z uwzględnieniem zarówno inwestorów strategicznych jak i finansowych będzie na poziomie zbliżonym do ubiegłego roku i wyniesie około $3,3 bln.

Pierwsza połowa ubiegłego roku to okres stagnacji na rynku. Na jego tle tegoroczne wyniki wypadają bardzo korzystnie, jednak jesteśmy ostrożni w prognozowaniu znaczących wzrostów rok do roku dla całego 2024 – mówi Paweł Szreder. Powodem są utrzymujące się niekorzystne otoczenie rynkowe, w tym głównie wysokie stopy procentowe, inflacja i niepewność geopolityczna.

Świat stawia na cyrkularność. Europa liderem GOZ

Cyrkularność na naszych oczach staje się fundamentem globalnych strategii zrównoważonego rozwoju. Tradycyjny model gospodarki linearnej ustępuje pola systemom, które promują m.in. recykling oraz naprawę lub ponowne wykorzystanie produktów. Liderem zmian niezmiennie pozostaje Europa, lecz zwrot ku cyrkularności widoczny jest na całym świecie.

Rosnąca świadomość zagrożeń klimatycznych i społecznych sprawia, że na całym świecie coraz śmielej wdrażane są założenia gospodarki cyrkularnej. Zmniejszeniu ilości odpadów i redukcji śladu węglowego służyć ma m.in. przechodzenie na odnawialne źródła energii, recykling oraz wprowadzanie zasad GOZ do procesu projektowania produktów. Cele te realizowane są głównie przy pomocy regulacji prawnych i inicjatyw politycznych, wyznaczających ramy dla funkcjonowania biznesu.

Cyrkularność w Europie

Największe postępy w dziedzinie GOZ poczyniła jak dotąd Unia Europejska. Już w 2015 r. Wspólnota przyjęła Pakiet Gospodarki Cyrkularnej, w którym założono m.in., że w ciągu piętnastu lat 65 proc. odpadów komunalnych, 70 proc. przemysłowych i 75 proc. opakowań ma podlegać recyklingowi. W 2018 roku zatwierdzono dyrektywę w sprawie zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego, zakładającą że 55 – 80 proc. materiałów użytych do produkcji m.in. urządzeń RTV i AGD ma się nadawać do powtórnego wykorzystania. W tym samym czasie zaczęła też obowiązywać strategia dotycząca plastików w gospodarce cyrkularnej. Wprowadziła ona m.in. zakaz korzystania z produktów plastikowych jednorazowego użytku, np. sztućców i słomek. Zakłada ona również, że do 2030 roku wszystkie opakowania plastikowe w UE mają  nadawać się do recyklingu.

Prawdziwy przełom w dziedzinie europejskiej cyrkularności ma jednak przynieść tzw. Zielony ład, nad którym Unia pracuje od roku 2019. Jest on kompleksową strategią mającą na celu przekształcenie gospodarki UE w zrównoważoną i neutralną klimatycznie do 2050 roku.

Pod pojęciem Zielonego ładu kryje się wiele aktów prawnych i inicjatyw, które integrują działania m.in. na rzecz ochrony klimatu, zrównoważonego rozwoju czy bioróżnorodności. W projektowanych przepisach nie mogło też zabraknąć regulacji związanych z gospodarką cyrkularną. Przykładem niech będzie Circular Economy Action Plan (CEAP), przyjęty przez Komisję Europejską w roku 2020. Zakłada on promowanie zrównoważonych modeli biznesowych w sektorach elektroniki, tekstyliów, tworzyw sztucznych, budownictwa czy elektromobilności. W praktyce CEAP ma wprowadzić wymogi dotyczące ekoprojektowania, zgodnie z którymi produkty mają charakteryzować się większą trwałością, być łatwiejsze w naprawie i przystosowane do ponownego wykorzystania. Ma także promować wykorzystanie w przemyśle materiałów pochodzących z recyklingu oraz filozofię “napraw zamiast wyrzucać” – tłumaczy Paweł Mikołajczyk, Sustainable Experience Strategist w Fixit.

Innym aktem prawnym mającym na celu zachęcenie firm do przejścia na cyrkularne modele biznesowe jest Europejski Standard Sprawozdawczości Zrównoważonego Rozwoju (ESRS E5).

Regulacja ta ma nałożyć na firmy wymogi sprawozdawcze, które zobligują biznes do raportowania zużycia materiałów i energii oraz informowania o ilości wytworzonych odpadów. W ramach ESRS E5 firmy będą musiały także opracowywać inicjatywy oraz strategie na rzecz zmniejszenia zużycia zasobów. Celem tych działań również ma być promocja ponownego wykorzystania surowców i regeneracji produktów, które mimo zużycia wciąż nadają się do ponownego wykorzystania – dodaje Paweł Mikołajczyk.

Idea gospodarki cyrkularnej zyskuje na znaczeniu nie tylko w Europie. Tempo i skala wdrażania rozwiązań z zakresu GOZ różnią się w zależności od regionu, ale globalna tendencja jest wyraźnie widoczna – świat zmierza ku cyrkularności. Jaką drogą podążają do niej największe gospodarki?

Kluczowa rola Chin

Decydującą rolę w globalnych wysiłkach na rzecz wdrażania gospodarki obiegu zamkniętego odgrywają Chiny – największy na świecie producent i konsument surowców, a także kraj wytwarzający najwięcej odpadów. Pierwsze regulacje dotyczące cyrkularności wprowadzono tam już w roku 2008. Stworzyły one m.in. system ulg podatkowych oraz subsydiów dla firm oszczędzających zasoby i redukujących ilość produkowanych odpadów. Wprowadzenie gospodarki cyrkularnej wpisano też do dwóch kolejnych planów pięcioletnich na lata 2016 – 2020 i 2021 – 2025.

Aktualnie w Państwie Środka realizowany jest Krajowy Plan Działań na rzecz Gospodarki Cyrkularnej, przyjęty w 2021 roku przez Chińską Narodową Komisję ds. Rozwoju i Reform. Stanowi on część szerszej strategii rozpisanej aż do roku 2060 i zawiera m.in. plan utworzenia stref przemysłowych, w których firmy współpracują w ramach zamkniętych cykli materiałowych. Model ten przewiduje, że odpady jednego zakładu stają się surowcami dla innego – tłumaczy Paweł Mikołajczyk.

Cyrkularność w największej gospodarce świata

Idea GOZ zyskuje na znaczeniu również w Stanach Zjednoczonych, choć trzeba uczciwie przyznać, że dzieje się tak od niedawna. W roku 2020 Agencja Ochrony Środowiska przyjęła Narodową Strategię Zarządzania Odpadami i Recyklingiem, a rok później Strategię Gospodarki Cyrkularnej. Celem obu dokumentów jest promocja ekoprojektowania i recyklingu, zmniejszenie ilości odpadów oraz włączenie reguł cyrkularności do programów federalnych.

W warunkach amerykańskich ważniejsze dla rozwoju cyrkularności są inicjatywy podejmowane na szczeblu stanowym i lokalnym. Za wzór służyć może San Francisco, w którym władze miejskie przyjęły bardzo ambitny plan Zero Waste. Obejmuje on m.in. działania edukacyjne zmierzające do ograniczenia konsumpcji, obowiązek kompostowania bioodpadów czy wdrożenie programów naprawy oraz wymiany produktów elektronicznych, odzieży czy sprzętu domowego. Celem jest redukcja odpadów kierowanych na składowiska do zera już w roku 2030 – mówi Paweł Mikołajczyk.  

Globalne wyzwania gospodarki cyrkularnej

Regulacje prawne, rządowe programy wsparcia i zachęty finansowe są skutecznym narzędziem promocji cyrkularnych modeli biznesowych. Mimo ich upowszechnienia, idea GOZ wciąż napotyka wiele wyzwań. Jednym z nich jest potrzeba zmiany mentalności i nakłonienia konsumentów oraz producentów dóbr do większej oszczędności i troski o środowisko naturalne. Potrzebne są także innowacje technologiczne, które umożliwią efektywniejsze niż dotąd przetwarzanie oraz recykling surowców. W skali świata ważna jest wreszcie pomoc dla krajów rozwijających się. Wiele organizacji międzynarodowych już teraz walczy z procederem wysyłania odpadów do państw afrykańskich. Ważne jest również to, aby transformacja cyrkularna w krajach rozwijających się szła w parze z postępem gospodarczym. Zbyt radykalne dążenie do zmian może bowiem zaowocować w ich przypadku spowolnieniem ekonomicznym i niepokojami społecznymi.

TEP: „Prawo do mieszkania” nie oznacza, że państwo ma rozdawać wszystkim potrzebującym lokale na własność

W ostatnich latach pojawiła się w debacie publicznej idea, że mieszkanie powinno być traktowane jako prawo, a nie jako towar. Kluczowe jest więc, w jaki sposób to prawo jest rozumiane i interpretowane.

Wysokie ceny mieszkań w polskich miastach wywołują co jakiś czas komentarze, że przeciętnemu Polakowi coraz trudniej jest kupić lokal mieszkalny. Tymczasem ceny mieszkań w Polsce są silnie skorelowane ze średnimi zarobkami – rosną proporcjonalnie do wzrostu wynagrodzeń. W 2012 r. za przeciętne wynagrodzenie można było kupić 0,59 mkw. mieszkania w Warszawie, w 2016 – 0,68 mkw., w 2020 – 0,61 mkw., a w 2024 r. – 0,61 mkw. To pokazuje, że ceny mieszkań podążają za zarobkami.

Mimo to postrzeganie dostępu do mieszkań zmieniło się drastycznie. Wiele osób domaga się wręcz, aby stały się one przedmiotem akcji afirmatywnej, do tego sprowadza się hasło „mieszkanie jest prawem, nie towarem”. Przyjrzyjmy się prawno-filozoficznym aspektom tej sprawy, które pokażą, w jaki sposób należy rozumieć koncepcję mieszkania w prawach człowieka.

Mieszkania nie są dobrem publicznym, w przeciwieństwie np. do infrastruktury (np. drogi), ponieważ charakteryzują się wyłącznością (użytkowania) i są przedmiotem rywalizacji. Mieszkanie to dobro, którego podaż jest ograniczona pod względem ilościowym, przestrzennym i czasowym (mieszkanie ulega zużyciu).

Hasło „mieszkanie prawem” można interpretować na dwa różne sposoby:

  1. Każdy powinien mieć zapewnione/przyznane mieszkanie.

Gdyby zapewnienie własności mieszkania zostało uznane za fundamentalne prawo człowieka, powstałoby pytanie, kto powinien mieć prawo domagać się lokalu? Jeśli mieszkanie rzeczywiście miałoby być uważane za prawo każdego człowieka, to odpowiedź powinna oczywiście brzmieć: każda osoba. Rząd byłby zmuszony, po pierwsze, zdefiniować pojęcie „mieszkanie”, i po drugie, zapewnić absolutne minimum środków, aby wcielić w życie takie prawo. Ponieważ prawa człowieka można podzielić na: PRAWA (prawa pozytywne) – władza ma obowiązek podjęcia działania na rzecz jednostki, a jednostka ma prawo żądać przysługujących jej praw; WOLNOŚCI (prawa negatywne) – obowiązek powstrzymywania się władzy od działań w określonych obszarach naszego życia, to w przypadku tej interpretacji warto zauważyć, że tzw. „prawa negatywne” nie wymagają nakładu pracy innych, aby je spełnić. Jak pisał w książce „Anarchia, Państwo, Utopia” (1974) filozof Robert Nozick, głównym zarzutem wobec egzekwowania praw pozytywnych, jest to, że wymagają pracy, materiałów i działań zapewnionych przez inne osoby. Hipotetyczna sytuacja, w ramach której przyznaje się prawo do własności już wybudowanego mieszkania, musi powodować redystrybucję (np. poprzez podatki: zabieramy jednym, przyznajemy innym). Można jednak sobie wyobrazić, że nieruchomość – hipotetyczne mieszkanie, do którego mamy „prawo” – jeszcze nie istnieje, wówczas prawo do mieszkania wydaje się sugerować, że niektórzy ludzie powinni zostać wyznaczeni, nawet wbrew ich woli, do budowy mieszkania dla nas, ponieważ mamy do tego prawo. Logika tego wywodu prowadzi Nozicka do tego, że prawo do posiadania mieszkania byłaby drogą do… niewolnictwa. Nie wspominając o tym, że rząd nie dysponuje nieograniczonymi środkami i nie jest w stanie zaoferować każdemu mieszkania – ze względu na ograniczenia podaży, uwarunkowania przestrzenne, asymetrię informacji, preferencje indywidualne czy specyfikę miejsc wybieranych przez obywateli do zamieszkania. To, że nazwiemy produkt czy towar, w tym przypadku mieszkanie, prawem czy nawet prawem człowieka, nie zmieni podaży tego produktu. Takie rozumienie prawa jest ślepym zaułkiem.

  1. Każdy ma prawo do „dostępu do mieszkania”.

W tym ujęciu można rozumieć to jako prawo do poszukiwania mieszkania lub prawo do oczekiwania, że będą działały instytucje zapewniające możliwość kupna i sprzedaży (oraz wynajmu) mieszkania. „Prawo do mieszkania” powinno być rozumiane jako potrzeba zinstytucjonalizowanego istnienia praw właściwie i efektywnie chroniących najemców i lokatorów, a także wynajmujących i posiadających mieszkania oraz tworzących rynek. Ten sposób rozumienia „mieszkanie prawem” nie jest obciążony błędem logicznym, jak w przypadku interpretacji nr 1.

Mylne zrozumienie, czym jest „prawo do mieszkania” ma korzenie w niewłaściwej interpretacji definicji prawa do mieszkania (schronienia) w przyjętej w 1948 r. Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka oraz późniejszych dokumentach ONZ. Niemniej pytania o istnienie, treść, naturę, powszechność, uzasadnienie i status prawny praw człowieka, muszą prowadzić również do refleksji natury ekonomicznej. Konstytucja RP uznaje własność prywatną (art. 20) za podstawę ustroju gospodarczego RP, a to oznacza, że obywatele nie mogą być ograniczani w możliwości nabywania i dysponowania własnością prywatną, w tym własnością mieszkań. Art. 31 chroni wolność człowieka oraz nakazuje poszanowanie wolności i praw innych. W Konstytucji RP znajdziemy również cele społeczne (art. 75, ust. 1): przeciwdziałanie bezdomności czy budownictwo pod specjalne cele socjalne. Postulatu „mieszkanie prawem, a nie towarem” nie można traktować w kategoriach przyznania każdemu obywatelowi własnego mieszkania, natomiast subsydiowanie budownictwa, przy blokowanym popycie, szkodzi tym, który miałoby pomagać.

Obywatele mają prawo do „dostępu do mieszkania” poprzez funkcjonowanie sprawnych instytucji rynkowych. Rozwinięty i właściwie funkcjonujący rynek zapewnia wystarczająco dużo mieszkań (przeznaczonych do wynajmu bądź zakupu) dla każdego poziomu dochodów, włącznie z osobami niesamodzielnymi, które powinny otrzymywać pomoc (funkcjonujące mieszkania socjalne, pomoc społeczna).  Im bardziej będziemy żądać interwencji państwa, w tym tworzenia preferencji (programy subsydiów), tym większe kłopoty sprawimy osobom, które na preferencje się nie załapią, bo efektem takiej polityki będzie ogólny wzrost cen mieszkań.

Autor: dr Sergiusz Prokurat, Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich, Wykładowca Coventry University. Autor książki „Praca 2.0: Nie ukryjesz się przed rewolucją rynku pracy”

Nie tylko dolar pod ostrzałem

Słaba passa amerykańskiej waluty trwa. Powodem jest upewnienie się rynków co do wrześniowych obniżek stóp procentowych. Kapitał ucieka na inne rynki, w tym między innymi złoto. Zamach na kandydata Republikanów na razie bez większego wpływu na notowania.

Słaba passa dolara trwa

Piątek był kolejnym dniem słabszej dyspozycji dolara amerykańskiego względem euro. Działo się to pomimo odbicia w górę wskaźnika inflacji producenckiej. Szybciej rosnące ceny producentów powinny bowiem stawiać pod znakiem zapytania potencjalne obniżki stóp procentowych. Im dalej obniżki stóp, tym mocniejsza waluta. Z drugiej strony lipcowa obniżka wydaje się prawie niemożliwa, z kolei obniżka we wrześniu wciąż pewna. Słabiej wypadł za to Raport Uniwersytetu Michigan. 66 pkt to nie tylko wynik 2,5 pkt gorszy od oczekiwań, ale również najgorszy rezultat od listopada zeszłego roku. Pokazuje to, że optymizm za oceanem nie ma się najlepiej. To z kolei powinno przekładać się na konsumpcję a tym samym na realną gospodarkę. Należy pamiętać, że w tym wskaźniku badani są odpowiednio dobrani przedstawiciele gospodarstw domowych, co jest różnicą względem najpopularniejszych wskaźników, gdzie jednak bada się menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia.

Złoto znów atakuje rekordy

Po raz kolejny w ostatnich miesiącach złoto przekracza poziomo 2420 USD. Cenie złota pomaga słabnący dolar amerykański. Złoto ma pewną tendencję do trzymania wartości również w walutach lokalnych. W rezultacie, gdy dolar słabnie, jego cena dolarowa wzrasta, co powoduje, że w walutach lokalnych jest bardziej stała. Do tego dochodzi przekonanie o nieuchronności wrześniowych obniżek stóp procentowych. Im niższe stopy procentowe, tym gorsze będą stopy zwrotu z lokat i obligacji. Przepływ kapitału z tych inwestycji idzie między innymi do złota. Co ciekawe, dzisiaj od rana mamy lekką korektę cen tego kruszcu, którą część analityków łączy ze spadkiem przewidywalności politycznej w USA.

Dolar po zamachu

W weekend miała miejsce strzelanina na wiecu Donalda Trumpa. Niestety są ofiary śmiertelne. Sam kandydat na prezydenta pomimo bycia najprawdopodobniej celem został trafiony w sposób niezagrażający życiu. Całe wydarzenia miały na szczęście miejsce w weekend, co spowodowało, że inwestorzy mogli na spokojnie rozważyć konsekwencje i nie wykonywać emocjonalnych ruchów. Rynki otworzyły się delikatnym umocnieniem dolara, szybko jednak wróciły do poziomów z piątkowego zamknięcia. Wygląda na to, że inwestorzy czekają na reakcje sondaży wyborczych. Te już w zeszłym tygodniu zaczęły przechylać się na korzyść kandydata republikańskiego. Analitycy spekulują, że nieudana próba zamachu powinna pogłębić tę tendencję, co nie pozostanie bez wpływu na rynki.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – Indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Rynek pierwotny mieszkań w Polsce zwalnia: deweloperzy odczuwają spadek sprzedaży

W drugim kwartale br. kontraktacja deweloperów mieszkaniowych notowanych na rynku podstawowym i Catalyst warszawskiej GPW uległa wyraźnej korekcie, zarówno w relacji rok do roku jak i kwartał do kwartału. Tym samym stan koniunktury sprzedażowej rynku pierwotnego mierzony wynikami giełdowych liderów, wydaje się sygnalizować przesilenie w kierunku spowolnienia.

Statystyczne symptomy przesilenia koniunktury

O ile pierwszy kwartał br. stymulowany siłą inercji wynikającą z programu Bezpieczny Kredyt 2% nie sygnalizował jeszcze symptomów możliwego hamowania dynamiki kontraktacji mieszkań deweloperskich, o tyle w drugim kwartale już dość zdecydowanie taka sygnalizacja dała o sobie znać. Być może jest jeszcze zbyt wcześnie, by po relatywnie krótkim okresie spowolnienia ogłaszać fakt rynkowego przesilenia, jednak statystyki sprzedaży nowych mieszkań, nie tylko te dotyczące deweloperskich spółek giełdowych, dość jednoznacznie to sugerują.

Notowana na warszawskiej GPW stawka szesnastu deweloperów mieszkaniowych, w okresie kwiecień-czerwiec br. znalazła nabywców na 5265 lokali. Oznacza to regres zarówno w relacji rok do roku jak i kwartał do kwartału, odpowiednio o 11 i 12 proc. Tymczasem, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, wynik za pierwsze półrocze na poziomie 11230 jednostek jest minimalnie, o nieco ponad 2 proc. lepszy w relacji rok do roku. Czy tego typu statystyki oznaczają, że  rynek ma się wciąż całkiem nieźle, a sygnały osłabienia koniunktury sprzedażowej mają pozorny charakter?

Co istotne, blisko dwie trzecie stawki prezentowanych firm znalazło się w minionym kwartale wyraźnie „pod kreską”, a ich średni regres sprzedaży rdr wyniósł prawie 40 proc. Natomiast relatywnie skromny wymiar kwartalnego spadku ogółem wynika w dużym stopniu z dość mocno wyśrubowanego wyniku Develii.  W tym przypadku jednak bardzo dobry rezultat, tak kwartalny jak i półroczny, jest efektem przejęcia w ubiegłym roku polskich spółek zależnych francuskiej Grupy Nexity, co nieco sztucznie podkręciło prezentowane dane, te półroczne windując nawet na dodatnią stronę.

Tymczasem monitorując rynek w nieco szerszej perspektywie okazuje się, że sprzedaż ogółu deweloperów operujących na siedmiu głównych rynkach kraju wyniosła w tegorocznym II kwartale wg danych BIG DATA RynekPierwotny.pl 12,5 tys. lokali, czyli o blisko jedną piątą mniej kdk i 14 proc. mniej rdr. Z kolei w pierwszym półroczu br. analogiczne statystyki wyniosły 28 tys. mieszkań, czyli o prawie jedną dziesiątą słabiej w relacji rok do roku. Te dane w sposób już dość definitywny potwierdzają słabnięcie popytu na nowe mieszkania i niestety nie wróżą najlepiej w bezpośredniej perspektywie kolejnych miesięcy.

Kredyty mieszkaniowe na równi pochyłej

Przedstawiciele zarządów deweloperów, w przypadku których kwartalny regres kontraktacji miał dwucyfrowy wymiar, tłumaczą fakt zniżkującego popytu mieszkaniowego wciąż wysokimi stopami procentowymi, za sprawą których z miesiąca na miesiąc statystyki nowych hipotek praktycznie operują na równi pochyłej. Ich wolumen systematycznie zniżkuje od początku roku z 25 tys. udzielonych w styczniu do zaledwie 15 tys. w maju. Do tego jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl dochodzi brak zdecydowanych rozstrzygnięć w kwestii kolejnego programu subsydiowania kredytów #naStart.

Co gorsza jednak jednym z najdroższych, o ile nie najdroższym w skali Unii Europejskiej kredytom mieszkaniowym w kraju towarzyszą rekordowe ceny mieszkań. W tej sytuacji od decyzji rządu w kwestii programu #naStart może zależeć być albo nie być koniunktury sprzedażowej pierwotnego segmentu mieszkaniówki w perspektywie co najmniej średnioterminowej.Tab.1 - Sprzedaż deweloperów giełdowych notowanych na GPW

Wiara inwestorów giełdowych i ostrożność deweloperów

Tymczasem skutkiem słabnącej sprzedaży mieszkań jest dość wyraźne hamowanie aktywności inwestycyjnej deweloperów, którzy w GUS-owskich statystykach nowych budów od kwietnia zastopowali ponad roczny trend wzrostowy nowych budów. Wg danych BIG DATA RynekPierwotny.pl w efekcie przyśpieszenia statystyk nowych wprowadzeń po pierwszym półroczu oferta mieszkań deweloperskich na siedmiu głównych rynkach kraju wzrosła do 55,5 tys. z 43 tys. na koniec ub. roku. W efekcie dostępność zasobu rynku pierwotnego powróciła do pożądanych poziomów rynku względnie zrównoważonego.

Z kolei na rodzimej GPW w segmencie spółek deweloperskich już trzynastoletnia hossa wciąż wydaje się niezagrożona. Indeks WIG-Nieruchomości tylko od początku br., czyli w analizowanym okresie pierwszego półrocza zyskał dokładnie 25 proc. wartości i wciąż oscyluje w okolicach kilkunastoletnich szczytów notowań. Od lat niezachwiana wiara inwestorów giełdowych w siłę deweloperki mieszkaniowej robi wrażenie, wobec czego bardzo trudno jest przewidzieć, kiedy zostanie wystawiona na poważniejszą próbę.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Blisko połowa polskich firm nie radzi sobie z cyfryzacją. Sztuczna inteligencja może być kluczem do nadrobienia zaległości

Blisko połowa rodzimych firm określa poziom intensywności cyfrowej jako bardzo niski – dane Eurostat 2024.

Rosnąca konkurencja i coraz większe oczekiwania klientów to główne powody, dla których każda organizacja powinna przejść transformację cyfrową. Nowoczesne narzędzia i technologie mogą nie tylko przyspieszyć wytwarzanie nowych produktów, lecz także zoptymalizować procesy i modele biznesowe. Przeszkodami w osiągnięciu tego celu są ograniczone zasoby finansowe i kadrowe, a jednym z głównych skutków – pogłębiający się dług technologiczny. Ostatnie lata przyniosły nową szansę na poradzenie sobie z tym problemem. Mowa o sztucznej inteligencji.

Transformacja cyfrowa Polski na tle Europy

Stworzony przez Unię Europejską program „Droga ku cyfrowej dekadzie” zakłada zwiększenie do 2030 roku poziomu cyfryzacji i umiejętności cyfrowych w Europie. Plany są ambitne: 75 proc. organizacji powinno korzystać z chmury, AI lub dużych zbiorów danych, a ponad 90 proc. małych i średnich przedsiębiorstw wykorzystywać technologie cyfrowe na co najmniej podstawowym poziomie. Według danych Eurostatu w 2023 roku podstawową intensywność cyfrową osiągnęło 58 proc. MŚP, czyli ponad 30 p.p. poniżej celów zakładanych przez UE[1]. Z cyfryzacją zdecydowanie lepiej radzą sobie duże przedsiębiorstwa – w tym przypadku odsetek ten wyniósł 91 proc.

Jak na tle Europy wygląda sytuacja w Polsce? Bardzo niskim poziomem intensywności cyfrowej charakteryzuje się 48 proc. rodzimych przedsiębiorstw, co w porównaniu do innych krajów UE plasuje nasz kraj na 7 miejscu od końca. W 2023 roku z technologii opartej na sztucznej inteligencji korzystało zaledwie 3,4 proc. polskich organizacji, co jest wynikiem 2 razy słabszym niż średnia unijna. Jak wskazuje Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska, wdrożenie AI byłoby dużym krokiem w kierunku transformacji cyfrowej.

Niewielki odsetek firm wykorzystujących AI w swojej działalności może być zaskakujący w kontekście faktu, że sztuczna inteligencja jest uznawana za jeden z najważniejszych trendów ostatnich lat. Przykładowo: w badaniu przeprowadzonym przez The Linux Foundation to właśnie uczenie maszynowe zostało uznane za aspekt, który w największym stopniu wpłynie na rynek open source. Opcję tę wskazało 36 proc. ankietowanych – nieco więcej niż rozwiązania chmurowe i konteneryzację czy cyberbezpieczeństwo[2]. Poza branżą IT technologie oparte na AI są wykorzystywane głównie w marketingu, sprzedaży czy rozwoju produktów. Tymczasem mogłyby one usprawnić pracę w niemal każdej branży, przyspieszając proces transformacji cyfrowej przedsiębiorstw – mówi Dariusz Świąder, Linux Polska.

Dług technologiczny przeszkodą na drodze do transformacji cyfrowej

Intensywny rozwój nowych technologii wcale nie sprawia, że przedsiębiorstwa chętnie z nich korzystają. Jako główne bariery na drodze do modernizacji wymieniane są takie czynniki jak regulacje prawne (50 proc. odpowiedzi), bariery finansowe (48 proc.) oraz brak niezbędnej wiedzy (47 proc.). Jednocześnie 46 proc. dyrektorów przedsiębiorstw zauważa duży wpływ długu technologicznego na możliwość kontynuowania inicjatyw cyfrowych[3]. Tomasz Dziedzic, Chief Technology Officer w Linux Polska, wyjaśnia, że unikanie transformacji i bierność w ograniczaniu długu technologicznego mogą mieć dla organizacji poważne konsekwencje.

Przedsiębiorstwa korzystają z przestarzałych technologii głównie ze względów finansowych. Tymczasem skutkiem pogłębiającego się długu technologicznego mogą być jeszcze większe koszty. Wpływa na to wiele aspektów, m.in.: zmniejszona wydajność technologii, problemy z integracją z nowszymi systemami, ryzyko awarii czy zwiększenie czasu i zasobów niezbędnych do utrzymania oprogramowania. Firmy, które nie decydują się na transformację cyfrową, cechują się mniejszą konkurencyjnością, mają problemy ze skalowaniem biznesu, a także są bardziej narażone na ataki cybernetyczne i wycieki danych, co generuje kolejne koszty – dodaje Tomasz Dziedzic, Linux Polska.

AI nową szansą na spłacenie długu technologicznego

Zaciągnięcie długu technologicznego może być zaplanowanym, przemyślanym, czasami nawet uzasadnionym biznesowo ruchem. Częściej jednak zdarza się, że dług tworzy się w wyniku zaniedbań w organizacji lub braku doświadczenia zespołu. Bez względu na celowość lub niecelowość działań, firma zawsze musi spłacić więcej niż „pożyczyła”. Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji organizacje mogą ograniczyć zaciągnięty dług, skuteczniej zarządzać swoimi zasobami, a także szybciej reagować na pojawiające się problemy. Wszystko to zwiększa ich szansę na transformację cyfrową.

Sztuczna inteligencja zmniejsza dług technologiczny na kilka sposobów. Przede wszystkim pozwala zautomatyzować wiele procesów w firmie. Przykładowo: podczas wytwarzania nowego oprogramowania narzędzia wykorzystujące uczenie maszynowe mogą służyć do monitorowania kodu, dzięki czemu identyfikacja błędów, luk lub duplikacji jest zdecydowanie szybsza i skuteczniejsza. Ponadto dobrze sprawdzają się podczas refaktoryzacji, czyli tworzenia bardziej czytelnej wersji kodu bez zmiany jego funkcjonalności. Wszystko to pozwala uniknąć tych sytuacji, które prowadzą do powstania długu technologicznego. Coraz więcej organizacji wykorzystuje sztuczną inteligencję do zarządzania projektami, alokacji zasobów, testowania nowych rozwiązań, usprawnienia długotrwałych i powtarzalnych czynności, a także analizy oprogramowania, z którego aktualnie korzystają. Wreszcie AI ułatwia zarządzanie samym długiem technologicznym – umożliwia oszacowanie jego wielkości czy skutków – dodaje Dariusz Świąder, Prezes Linux Polska.

Mimo więc intensywnego rozwoju nowoczesnych technologii nadal wiele organizacji nie jest przygotowanych na transformację cyfrową. Od celu dodatkowo oddala je stale pogłębiający się dług technologiczny. Pomocą w rozwiązaniu tego problemu są narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym. Najpewniej to właśnie one ułatwią europejskim przedsiębiorstwom osiągnięcie celów określonych w programie „Droga ku cyfrowej dekadzie”.

[1] Eurostat, Digitalisation in Europe – 2024 edition

[2] World of Open Source, Global Spotlight 2023, The Linux Foundation

[3] DXC Technology, Embracing modernization: From technical debt to growth

Polskie firmy atakowane są przez cyberprzestępców już 2000 razy tygodniowo

Polskie firmy atakowane są przez cyberprzestępców już 2000 razy tygodniowo. Rosnącym problemem jest ransomware – w czerwcu nawet 3,65% rodzimych firm doświadczało różnego rodzaju problemów z oprogramowaniem szyfrującym – wynika z danych opublikowanych przez Check Point Research. Eksperci informują również o zmianie na pozycji lidera wśród grup ransomware. Światowym numerem jeden jest obecnie RansomHub.

Liczba wszystkich cyberataków na polskie firmy ponownie rośnie. Pod koniec czerwca przeciętna polska organizacja była atakowana 2063 razy w skali tygodnia. W skali globalnej było ich jeszcze więcej, bo aż 2261. Zdaniem Check Pointa najczęściej atakowanymi branżami są edukacja i badania, sektor rządowo-wojskowy oraz opieka zdrowotna.

Cyberprzestępcy atakują z użyciem downloadera JavaScript FakeUpdates (7% udział na świecie), multisystemowym botnetem Androxgh0st (6%) oraz trojanem zdalnego dostępu AgentTesla (3%). W Polsce czołowymi zagrożeniami były kolejno: Androxgh0st, FakeUpdates oraz narzędzie zdalnego dostępu CrimsonRAT.

Okazuje się, że największym problemem dla polskich przedsiębiorców jest ransomware. Z danych Check Point Research wynika, że w czerwcu w niemal 4% przedsiębiorstw doszło do incydentów z udziałem ransomware. To odsetek wyższy niż średnia światowa. Pocieszającym faktem jest to, że dane te uwzględniają wszystkie próby ataków, nie tylko te udane.

Analitycy bezpieczeństwa cybernetycznego donoszą również o zmianach w krajobrazie ransomware-as-a-service. Legendarną grupę LockBit3 zdetronizował RansomHub, stając się największym graczem na rynku, z 21% udziałem. RansomHub po raz pierwszy pojawił się w lutym 2024 roku i prawdopodobnie jest następcą Ransomware Knight. W samym czerwcu jego ofiarami było 80 organizacji. Grupa ta działa na całym świecie – 25% jego opublikowanych ofiar pochodzi z USA, natomiast pozostałe pochodzą z Brazylii, Włoch, Hiszpanii i Wielkiej Brytanii. Pozostałe popularne grupy ransomware to Play (8%), Akira (5%).

Spadek inflacji w USA miesza szyki inwestorom

  • Inflacja w USA namieszała na rynkach: Inflacja CPI w USA za czerwiec okazała się niższa od prognoz, co przełożyło się na spadek rentowności amerykańskich obligacji i sprzedaż akcji dużych spółek z indeksów, takich jak S&P500 i nastawionego na technologie NASDAQ100.
  • Boom na AI trwa: Taiwan Semiconductor Manufacturing Co. odnotował szacunkowy wzrost przychodów za II kwartał o 40% r/r, przekraczając oczekiwane 35,5%.
  • W tym tygodniu: Pojawiły się dane dotyczące PKB Chin za II kwartał, które wzrosło mniej niż przewidywano, bo o 4,7%, wywierając jeszcze większą presję na władzach w Pekinie. Czekają nas jeszcze informacje dotyczące sprzedaży detalicznej w USA za czerwiec (wtorek), inflacji CPI w Wielkiej Brytanii i UE za czerwiec (środa) oraz posiedzenie EBC w sprawie polityki stóp procentowych (czwartek) i ogłoszenia wyników finansowych kolejnych firm.

Inwestorzy zamykają pozycje na Tesli

W zeszłym tygodniu liczba pozycji netto Tesli utrzymywanych przez klientów Saxo Banku zmniejszyła się – po wzroście cen akcji o 80% od kwietniowego minimum inwestorzy zdecydowali się zredukować swoje pozycje realizując zyski.

– To nie jedyna ciekawostka, którą udało nam się wyczytać z danych na naszej platformie. Obecnie widzimy również szerokie napływy kapitału do czołowych spółek akcyjnych w Europie i Ameryce oraz do głównych ETF-ów, co wskazuje na rosnące zainteresowanie dywersyfikacją portfela – mówi Marcin Ciechoński, odpowiedzialny za ofertę Saxo w Polsce.

Fundusze, które obecnie zwracają szczególną uwagę inwestorów korzystających z oferty Saxo to m.in. iShares Core MSCI World, iShares S&P 500 Info Technology Sector, iShares Edge MSCI World Quality Factor, iShares Core MSCI Emerging Markets IMI oraz iShares MSCI India.

Inflacja w USA spada szybciej niż oczekiwano

Inflacja CPI w USA za czerwiec okazała się niższa od prognoz, spadając do 3% r/r, wzmacniając przekonanie rynku co do obniżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną od września. Spowodowało to spadek rentowności obligacji po obu stronach Atlantyku. Rentowność dwuletnich obligacji skarbowych USA w czwartek spadła o 10,8 punktów bazowych do 4,51%, podczas gdy rentowność dziesięcioletnich obligacji spadła o 7,6 punktów bazowych, osiągając w piątek poziom wsparcia na poziomie 4,18% na koniec sesji.

Nadchodząca obniżka stóp procentowych wywołuje wyprzedaż spółek o dużej kapitalizacji

Dane dotyczące inflacji w USA dla wielu inwestorów były impulsem do sprzedaży akcji dużych spółek z indeksów, takich jak S&P500 i nastawionego na technologie NASDAQ100, powodując ich spadek. Uwagę zaczęły przyciągać gorzej radzące sobie spółki z Russell 2000, które możliwe, że ostatecznie nadrobią straty. W czwartek sektor alternatywnych źródeł energii zyskał 5,75%, a dla sektora nieruchomości był to najlepszy dzień w roku. Niższe stopy procentowe przyniosły również zyski deweloperom mieszkaniowym. Ten dzień pokazał, że nawet niepozorne wiadomości mogą znacznie wpłynąć na równowagę na rynku, szczególnie jeśli inwestorzy masowo skorzystają z produktów takich jak opcje giełdowe, których na platformie Saxo jest ponad 3 200, by zarabiać na różnej zmienności poszczególnych akcji w stosunku do całego indeksu. Ta strategia okazała się niezwykle skuteczna w ostatnich miesiącach.

Taiwan Semiconductor dołącza do klubu spółek wartych  bilion dolarów

Taiwan Semiconductor Manufacturing Co. odnotował szacunkowy wzrost przychodów za II kwartał o 40% r/r, przekraczając oczekiwane 35,5%, dzięki silnemu popytowi na infrastrukturę AI. Firma dominuje na rynku produkcji zaawansowanych chipów, w tym chipów 3- i 2-nanometrowych, które mają być kluczowe przy kolejnych generacjach smartfonów. Taiwan Semiconductor jest dużym dostawcą Nvidii i Apple, a w środę odnotował wzrost, po ogłoszeniu przez Apple planów zwiększenia eksportu nowych iPhone’ów w 2024 roku o kilkanaście procent.

Banki USA rozpoczynają sezon wyników

JPMorgan odnotował wzrost zysku za II kwartał o 25%, napędzany odbiciem w działalności inwestycyjnej banku. Skorygowane przychody za II kwartał wyniosły 50,99 mld USD, EPS 6,12 USD. Rezerwa na straty kredytowe wyniosła więcej niż oczekiwano, bo aż 3,1 mld USD, a wzrost netto rezerw zwiększył się do 821 mln USD. Akcje spadły o ponad 1% w handlu przedsesyjnym w USA. Mimo że Wells Fargo odnotował przychody i EPS za II kwartał, które przekroczyły szacunki analityków, to jego akcje spadły o ponad 7% jeszcze przed otwarciem sesji. Stało się to po tym, jak bank poinformował o rosnących kosztach i nieoczekiwanie niskim dochodzie netto z odsetek za II kwartał. Zgodnie z obecnymi prognozami w roku finansowym 2024 zyski Wells Fargo będą niższe o 7-9% niż w 2023 roku, kiedy wyniosły 52,4 mld USD.

Co warto śledzić w tym tygodniu?

W tym tygodniu pojawiły się dane dotyczące PKB Chin za II kwartał, które wzrosło mniej niż przewidywano, bo o 4,7%, wywierając jeszcze większą presję na władzach w Pekinie. Czekają nas jeszcze informacje dotyczące sprzedaży detalicznej w USA za czerwiec (wtorek), inflacji CPI w Wielkiej Brytanii i UE za czerwiec (środa) oraz posiedzenie EBC w sprawie polityki stóp procentowych (czwartek). We wtorek przemówi Jerome Powell. W ciągu tygodnia swoimi opiniami podzielą się również inni członkowie FOMC. Sezon wyników trwa w najlepsze, a w tym tygodniu oczy wszystkich zwrócone będą na dane od: Goldman Sachs (poniedziałek), UnitedHealth Corp, Bank of America, Morgan Stanley (wtorek), ASML, Johnson & Johnson (środa), Netflix, Novartis, Abbott Laboratories (czwartek), American Express, Schlumberger (piątek).

Saxo weekly – Analiza ekspertów Saxo Banku

Savills wzmacnia zespół i ogłasza awanse kluczowych menedżerek

Savills, międzynarodowa firma doradcza działająca na rynku nieruchomości, ogłasza istotne zmiany i awanse w swoich strukturach w działach zajmujących się doradztwem inwestycyjnym, wycenami oraz komunikacją i marketingiem. Wzmocnienie i rozwój zespołu w oparciu o kompetencje doświadczonych menedżerek to odpowiedź na zmieniające się warunki rynkowe i potrzeby klientów.

Z przyjemnością ogłaszamy istotne zmiany i awanse w naszych strukturach doradztwa inwestycyjnego, wycen oraz komunikacji i marketingu. Rozwój zespołu Savills bazuje na kompetencjach doświadczonych menedżerek i jest odpowiedzią na dynamicznie zmieniające się warunki rynkowe oraz potrzeby naszych klientów. Podjęte decyzje są szczególne, gdyż zbiegają się z obchodami 20-lecia firmy w Polsce i jestem przekonany, że nie tylko wzmocnią nasz zespół, ale także przyniosą korzyści zarówno naszej firmie, jak i naszym klientom, umożliwiając dalsze świadczenie usług na najwyższym poziomie podkreśla Kamil Kowa, dyrektor zarządzający Savills Polska.

Karina Szafrańska – nowa szefowa Działu Wycen – Head of Valuations

Karina Szafrańska – nowa szefowa Działu Wycen – Head of Valuations
Karina Szafrańska – szefowa Działu Wycen – Head of Valuations, Savills Polska

Karina Szafrańska objęła stanowisko szefowej działu wycen – Head of Valuations. Będzie odpowiedzialna za rozwój działu zajmującego się kompleksowym doradztwem w zakresie wycen nieruchomości we wszystkich sektorach rynku.

Karina posiada 19-letnie doświadczenie w obszarze wycen nieruchomości na rynku polskim oraz w regionie CEE, obejmujące: nieruchomości komercyjne, hotele, nieruchomości mieszkaniowe, w tym PRS, domy studenckie oraz grunty deweloperskie. Z Savills jest związana nieprzerwanie od 2006 roku.

Przez ostatnie lata współpracowała z największymi deweloperami i kluczowymi instytucjami finansowymi w Polsce. Jej doświadczenie obejmuje doradztwo na rynku nieruchomości w Polsce oraz w regionie CEE, w tym między innymi: wyceny portfeli nieruchomości na potrzeby sprawozdań finansowych, wyceny dla banków, na potrzeby transakcji i arbitrażowe oraz audyty NOI.

Karina Szafrańska posiada tytuł magistra gospodarki przestrzennej Politechniki Wrocławskiej oraz rzeczoznawcy majątkowego. Ukończyła studia podyplomowe w zakresie Zarządzania, Wycen i Utrzymania Nieruchomości, a także zarządzania nieruchomościami na Sheffield Hallam University. Od 2011 roku jest także członkinią RICS.

Małgorzata Lińska-Bator – obejmuje stanowisko dyrektorki w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego

Małgorzata Lińska-Bator – dyrektorka w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego,
Małgorzata Lińska-Bator – dyrektorka w Dziale Doradztwa Inwestycyjnego, Savills Polska

Małgorzata Lińska-Bator awansuje wewnętrznie przechodząc do działu doradztwa inwestycyjnego. Małgorzata posiada ponad 18-letnie doświadczenie w realizacji projektów doradczych w Polsce i regionie CEE, w tym w wycenie nieruchomości z dowolnego sektora, studiach wykonalności, optymalizacji kosztów nieruchomości i w procesach transakcyjnych.

Do zespołu Savills dołączyła w 2015 roku, a od 2018 roku koncentrowała się na obsłudze sektora przemysłowego i logistycznego. Jako zastępczyni dyrektora działu, przygotowała wyceny dla ponad 150 parków przemysłowych, co przekłada się na prawie 7 milionów mkw. powierzchni.

Małgorzata Lińska-Bator jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Skończyła również studia podyplomowe na Politechnice Warszawskiej. Posiada tytuł rzeczoznawcy majątkowego oraz jest członkinią RICS.

Marta Kołodziejska – nowa dyrektorka marketingu i komunikacji (Head of Marketing & Communication)

Marta Kołodziejska – dyrektorka marketingu i komunikacji (Head of Marketing & Communication), Savills Polska
Marta Kołodziejska – dyrektorka marketingu i komunikacji (Head of Marketing & Communication), Savills Polska

Marta Kołodziejska objęła stanowisko Head of Marketing & Communication. Marta ma ponad 17-letnie doświadczenie na rynku nieruchomości komercyjnych.

Przed dołączeniem do Savills odpowiadała za działania marketingowe i komunikacyjne w firmie Hillwood jako Marketing & Communications Manager, a wcześniej w firmie Goodman (obecnie GLP) pełniła rolę Marketing Officer.

Nowa dyrektorka będzie odpowiedzialna za strategiczne działania w obszarach PR oraz marketingu. Skupi się na wzmocnieniu komunikacji z rynkiem, wsparciu poszczególnych linii biznesowych, a także na rozwoju projektów firmy związanych m.in. z nowymi technologiami.

Marta jest entuzjastką wykorzystywania nowatorskich narzędzi technologicznych oraz aktywnie angażuje się w integrację innowacyjnych rozwiązań z praktykami marketingowymi. Ukończyła studia z zakresu Zarządzania i Marketingu w Wyższej Szkole Infrastruktury i Zarządzania, a także studia podyplomowe na kierunkach Pośrednictwo oraz Zarządzanie Nieruchomościami na Uczelni Łazarskiego w Warszawie.

Zmiany personalne wprowadzone w firmie Savills mają na celu wzmocnienie zespołu, co pozwoli na jeszcze skuteczniejsze realizowanie strategii i celów organizacji.

Materiały budowlane u schyłku korekty cenowej

W czerwcu krajowy rynek materiałów budowlanych kontynuował proces wygaszania trwającej już dziesięć miesięcy średniej ujemnej dynamiki cen. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym razem regres stawek w relacji rok do roku wyniósł zaledwie 1,3 proc., czyli najmniej od października ub. roku. Z kolei w relacji miesiąc do miesiąca Grupa PSB zakomunikowała brak średniej zmiany notowań, potwierdzając tym samym coraz bliższy moment przesilenia tendencji spadkowej cen monitorowanych grup asortymentowych.

Z miesiąca na miesiąc maleje i tak niezbyt wyśrubowana ujemna dynamika cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku, publikowana przez Grupę PSB. Ten sam wskaźnik liczony w odniesieniu do poprzedniego miesiąca, po dwóch z rzędu okresach dodatniej wartości, tym razem wyniósł 0 proc. Jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl taka sytuacja jest kolejnym dość wiarygodnym zwiastunem powrotu wzrostów cen już w najbliższych miesiącach, o ile nie tygodniach, a kwestią pozostaje jedynie ich skala. W najnowszym raporcie Grupy PSB spadek cen w kanale hurtowym wyniósł rdr 0,4 proc. oraz detalicznym 1,9 proc., czyli w obu przypadkach wyraźnie mniej niż miesiąc wcześniej.
Wyk.1 - Średnia dynamika cen materiałów budowlanych - mdm

Odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku w czerwcu br. wskazuje na wciąż dominującą pozycję taniejących grup towarowych w stosunku 14 do 6. Tymczasem dokładnie odwrotnie ma się sytuacja dynamiki cen w relacji miesiąc do miesiąca, gdzie zdecydowanie przeważa i z miesiąca na miesiąc rośnie wolumen drożejących grup asortymentowych

Wśród materiałów najbardziej taniejących rok do roku przodują dachy-rynny o 6,7 proc. oraz wykończenia z regresem 5,6 proc. Z kolei w górnej części tabeli czołowe miejsca zajmują cement-wapno drożejące o 3,8 proc., a następnie płyty OSB i drewno z 3-procentowym rocznym progresem. Warto zauważyć, że ta ostatnia pozycja przez ostatnie miesiące przodowała w spadkach stawek, teraz natomiast powraca na miejsce jednego z liderów wzrostów. Tab.1 - Dynamika cen materiałów budowlanych - czerwiec 2024

Tym samym, jak wskazują eksperci portalu RynekPierwotny.pl przesilenie korekty cenowej materiałów budowlanych wydaje się nieuchronnie zbliżać wielkimi krokami. Nie tylko z miesiąca na miesiąc kurczy się skala i tak niezbyt głębokiej w stosunku do poprzednich wzrostów przeceny, ale systematycznie rośnie liczebność argumentów przemawiających za powrotem wzrostów cen nie tylko materiałów ale i usług budowlanych. Do głosów ostrzegających przed takim scenariuszem właśnie dołączyły Ministerstwo Finansów oraz NBP.

W opublikowanych opiniach wymienionych instytucji znalazło się ostrzeżenie przed wpływem programu dopłat do kredytów #naStart na rynek mieszkaniowy i materiałów budowlanych. „Zwracamy uwagę, że proponowane działania oddziałujące bezpośrednio na popyt mogą doprowadzić do niewspółmiernego do fundamentów gospodarki wzrostu cen na rynku mieszkaniowym i kosztów materiałów budowlanych w krótkim okresie, przed odpowiednim dostosowaniem podaży mieszkań”- czytamy w opinii MF.

W tej sytuacji wydaje się dość prawdopodobne, że samo uruchomienie procedowania ustawy o kredycie #naStart może stać się silnym impulsem wzrostowym rynku materiałów budowlanych. A sam program dopłat do hipotek jest jak wiadomo tylko jednym z wielu argumentów stojących za scenariuszem powrotu wzrostu ich cen w przewidywalnej przyszłości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Inflacja PPI w USA zaskakuje negatywnie, obniżki stóp znów pod znakiem zapytania

Wczorajszy, pozytywny odczyt inflacji konsumenckiej (CPI) tchnął w rynek nadzieję na – szybsze niż wcześniej oczekiwano – obniżki stóp procentowych przez FED. Dzisiejszy odczyt inflacji producenckiej (PPI) w USA jest dla tych nadziei wyraźną łyżką dziegciu.

Inflacja producencka zaskakuje bowiem negatywnie i jest wyraźnie wyższa od oczekiwań rynkowych. Wyniosła ona w czerwcu 2,6 proc. r/r (wobec prognoz 2,3 proc.) oraz 0,2 proc. m/m (wobec prognoz 0,10 proc.).

Wydaje się, że odczyt ten może zaburzyć wczorajsze oczekiwania na szybsze obniżki stóp procentowych.

Zobaczymy jak do tych odczytów odniesie się FED lub jego członkowie. Na tę chwilę to wyraźnie negatywnie zaskoczenie.

Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny Michael / Ström Domu Maklerskiego

Chociaż ceny biletów lotniczych i koszty hoteli pozostają wysokie, popyt na podróże jest silny

Podróże stały się jedyną rzeczą, na którą konsumenci nie przestają wydawać – w tym roku liczba pasażerów linii lotniczych na całym świecie osiągnie najwyższy poziom w historii (+10,4% r/r).

• Pomimo inflacji cen usług i spowolnienia gospodarczego, konsumenci nadal wydają na podróże. W 2023 r. 1,3 mld osób podróżowało za granicę (+33% r/r), podczas gdy w I kwartale 2024 r. turystyka międzynarodowa osiągnęła ponad 285 mln podróżnych (97% poziomu sprzed pandemii)

• Linie lotnicze wciąż borykają się z ograniczeniami przepustowości spowodowanymi zakłóceniami w łańcuchu dostaw samolotów, incydentami związanymi z bezpieczeństwem i wycofywaniem starych samolotów, oczekiwać można, że z powodu ograniczonej podaży ceny biletów lotniczych pozostaną wysokie

• Branża przewozów lotniczych, jak wynika z analiz Allianz Trade, jest jedynym sektorem, którego ożywienie nie wykazuje oznak spowolnienia pomimo osłabienia globalnych perspektyw gospodarczych – popyt osiągnie w tym roku rekordowy poziom a zysk z przewozu pasażera wzrośnie o +3,2%. Powinno to doprowadzić do wzrostu przychodów linii lotniczych o +6,5% r/r (do 967 mld USD) i ich zysku netto w wysokości 30,5 mld USD

• Podsumowując: ponieważ apetyt na podróże okazał się silniejszy niż kiedykolwiek, konsumenci akceptują podwyższone ceny, podróżując w zamian bliżej domu, wybierając miejsca, w których kurs wymiany jest bardzo korzystny dla nich lub skracając wakacje, ale jest bardzo mało prawdopodobne, aby anulowali swoje plany podróży

Podróże stały się jedyną rzeczą, na którą konsumenci nie przestają wydawać. W przeciwieństwie do poprzednich recesji, inflacja i spowolnienie gospodarcze nie zniechęciły konsumentów do wydawania pieniędzy na turystykę. W rzeczywistości popyt na usługi hotelarskie i transportowe nadal rośnie we wszystkich regionach, mimo że przychód na dostępny pokój (RevPAR) i ceny biletów lotniczych pozostają wysokie (wykres 1), co przyczynia się do umiarkowanej inflację cen usług po obu stronach Atlantyku. Podczas gdy globalny PKB w 2023 wzrósł tylko o +3,2%, w zeszłym roku za granicę podróżowało 1,3 mld osób, co stanowi wzrost o +33% r/r.

Wykres 1: Zmiany cen biletów lotniczych między 1. kwartałem 2019 r. a 1. kwartałem 2024 r. według regionówWykres 1: Zmiany cen biletów lotniczych między 1. kwartałem 2019 r. a 1. kwartałem 2024 r. według regionów

Źródła: Reuters, ForwardKeys, Allianz Research. Średnie taryfy zostały zindeksowane (Q1 2019 = 100)

Według Światowej Organizacji Turystyki (UN Tourism), w pierwszym kwartale 2024 r. turystyka międzynarodowa osiągnęła poziom ponad 285 mln podróżnych, o +20% więcej niż w pierwszym kwartale 2023 r. i odpowiadała poziomowi 97% sprzed pandemii (1 kwartał 2019 r.), przy czym Europa, Afryka i Bliski Wschód już przekroczyły wolumeny z 2019 r. (wykres 2). Sugeruje to, że podróże są coraz częściej uważane za „podstawowy wydatek” w budżetach domowych, a konsumenci są skłonni zapłacić wyższą cenę za to doświadczenie, niezrażeni nawet niedawnymi incydentami związanymi z bezpieczeństwem.

Wykres 2: Międzynarodowe przejazdy turystyczne, zmiana % w 2019 r.
Wykres 2: Międzynarodowe przejazdy turystyczne, zmiana % w 2019 r.
Źródła: Światowa Organizacja Turystyki ONZ, Allianz Research

Trendy takie jak wzrost popularności pracy z domu – który miał ograniczyć podróże służbowe – oraz ruch „flight-shame” również nie zmniejszyły popytu na podróże, choć ruch krajowy powrócił do poziomu sprzed pandemii szybciej niż podróże międzynarodowe. Z analiz Allianz Trade wynika, że oczekiwać można, że w tym roku liczba pasażerów linii lotniczych na całym świecie osiągnie najwyższy poziom w historii (+10,4% r/r), z Azją i Pacyfikiem oraz Ameryką Północną na czele (wykres 3), podczas gdy Afryka i Ameryka Łacińska pozostaną w tyle.

Wykres 3: Regionalne i globalne stopy wzrostu r/r dla pasażerów linii lotniczych
Wykres 3: Regionalne i globalne stopy wzrostu r/r dla pasażerów linii lotniczych
Źródła: IATA, Allianz Research

Dopóki linie lotnicze będą borykać się z niedoborem podaży, ceny biletów lotniczych pozostaną wysokie. Kilka czynników wywiera presję na przepustowość linii lotniczych, z których najistotniejszy jest niedobór samolotów, który rozpoczął się od wąskich gardeł w łańcuchu dostaw w czasie pandemii. Sytuację pogorszyły niedawne kwestie bezpieczeństwa Boeinga, które skłoniły firmę do spowolnienia zdolności produkcyjnych w celu poprawy jakości produkcji (wykres 4). Równolegle, wraz z tykającym zegarem w zakresie redukcji emisji dwutlenku węgla i budowania bardziej energooszczędnej floty, firmy zaczęły pozbywać się starych samolotów, co znacznie zmniejszyło moce przewozowe sektora. Średni wiek, w którym samoloty są wycofywane z rynku, spadł z 27 lat przed pandemią do 23 lat w 2023 roku. W rezultacie wzrost zdolności przewozowych był i nadal będzie ograniczony w perspektywie krótkoterminowej, nie osiągając do 2025 roku nawet poziomu sprzed pandemii.

Wykres 4: Dostawy samolotów komercyjnych, w sztukach
Wykres 4: Dostawy samolotów komercyjnych, w sztukach
Źródła: Bloomberg, Allianz Research

W tym kontekście branża lotnicza jest jedynym sektorem, którego ożywienie nie wykazuje oznak spowolnienia pomimo osłabienia globalnych perspektyw gospodarczych. Z analiz Allianz Trade wynika, że oczekuje się, że zyski z pasażerów, tj. średnia kwota płacona przez pasażera za przelot jednego kilometra (przychód na RPK), wzrosną w tym roku o +3,2% r/r, przygotowując grunt pod ogólny wzrost przychodów o około +6,5% r/r, wynoszący łącznie 967 mld USD (z 838 mld USD w 2019 r.). W związku z przewidywanym w tym roku wyższym ruchem, kosztami pracy pod kontrolą i oczekiwanym zawężeniem spreadu na paliwie lotniczym, Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) podniosło prognozę zysku netto branży na 2024 r. do 30,5 mld USD z 27,4 mld USD skorygowanych już w górę w 2023 roku. Był on już o +3,9% wyższy niż poziom z 2019 roku. Jednak rentowność nie będzie wyglądać tak samo we wszystkich regionach ze względu na geopolitykę. Paliwo lotnicze jest największym kosztem operacyjnym dla linii lotniczych (wykres 5) i chociaż ceny odrzutowców pozostawały umiarkowane od początku roku, ten koszt wejściowy jest jednym z najbardziej zmiennych, ponieważ podaż, a tym samym ceny są uzależnione od kwestii geopolitycznych i zdolności regionalnych. Wykres 6 pokazuje, że koszty tankowania zmieniają się znacząco w zależności od regionu, przy czym linie lotnicze z Ameryki Łacińskiej są bardziej narażone na zmiany cen nafty lotniczej.

Rys. 5 i 6: Podział kosztów linii lotniczych (po lewej) oraz waga kosztów paliwa i ropy w podziale na regiony (po prawej)
Rys. 5 i 6: Podział kosztów linii lotniczych (po lewej) oraz waga kosztów paliwa i ropy w podziale na regiony (po prawej)
Źródła: IATA, Bloomberg, Allianz Research

Podsumowując, przy wciąż wysokim popycie i ograniczeniach przepustowości, sezon wakacyjny 2024 będzie droższy niż zwykle. Półkula północna notuje silny popyt ze strony konsumentów, na którym skorzystają wszystkie branże związane z turystyką, od hoteli i restauracji po transport, rekreację i usługi konsumenckie. W rzeczywistości najnowsze dane dotyczące indeksu zaufania w turystyce ONZ (który wynosi od 0 do 200) wskazują na pozytywny wynik 130 w okresie od maja do sierpnia 2024 r., przewyższając nastroje z początku roku. W szczególności Europa powinna odnieść korzyści, ponieważ będzie gospodarzem dwóch dużych wydarzeń sportowych, Igrzysk Olimpijskich w Paryżu i UEFA Euro. Ponieważ apetyt na podróże okazał się silniejszy niż kiedykolwiek, konsumenci najwidoczniej akceptują podwyższone ceny, podróżując w zamian bliżej domu, wybierając miejsca, w których kurs wymiany jest bardzo korzystny dla nich lub skracając wakacje, ale jest bardzo mało prawdopodobne, aby anulowali swoje plany podróży.

Branża turystyczna odbija po pandemii szybciej niż się spodziewano, a prognozy na nadchodzące miesiące są obiecujące

Nad turystyką wciąż świeci słońce – pomimo niepewności gospodarczej i narastających napięć geopolitycznych.

Odbicie w turystyce napędzają nie tylko tanie oferty: turyści coraz częściej pakują walizki na dalekie podróże, najwyższą stopę wzrostu wśród hoteli odnotowały te najbardziej luksusowe a najwięcej wydają chińscy turyści.

  • Średni globalny wskaźnik obłożenia hoteli wyniósł w maju 68%, co jest najwyższym poziomem od czasu pandemii.
  • W szczególności branża rejsów wycieczkowych spodziewa się, że lato 2024 przebije lato 2019, ponieważ statki są w pełni zarezerwowane.
  • Zdecydowanie największym motorem odbicia w turystyce są podróże międzynarodowe, a Europa utrzymuje swoją koronę jako najlepszy cel podróży na świecie.
  • Nadal najwięcej wydają turyści chińscy turyści: wydatki Chińczyków na podróże międzynarodowe w ubiegłym roku osiągnęły 196 mld USD (w porównaniu do 150 mld USD Amerykanów i 112 mld USD Niemców).

Pomimo niepewności gospodarczej i narastających napięć geopolitycznych, nad sektorem turystycznym wciąż świeci słońce, a Europa przekroczyła już poziomy sprzed pandemii – wynika z analiz Allianz Trade. Stopy oszczędności gospodarstw domowych nadal w większości krajów europejskich rosną, ponadto ani inflacja, ani niepewność nie osłabiły ożywienia w sektorze turystycznym. Popyt na usługi związane z podróżowaniem nadal rośnie silniej niż kiedykolwiek, dając sektorowi siłę cenową, której nie ma żaden inny sektor (wykres 1). Na całym świecie wskaźniki obłożenia hoteli wyniosły średnio 61% w I kwartale 2024 r., 64% od początku roku i 68% w maju, co jest najwyższym poziomem od czasu pandemii (wykres 2).

Wykres 1: Oczekiwania dotyczące cen sprzedaży według sektorów w EuropieWykres 1: Oczekiwania dotyczące cen sprzedaży według sektorów w Europie

Źródła: Eurostat, Allianz Research

Wykres 2: Miesięczne wskaźniki obłożenia (hotele) i poziomy wynajmu krótkoterminowego w porównaniu do 2019 r. (opcje zakwaterowania inne niż hotele)

­­­­­­Miesięczne wskaźniki obłożenia (hotele) i poziomy wynajmu krótkoterminowego w porównaniu do 2019

Źródła: UN Tourism, AirDNA, Allianz Research

Podczas gdy luksusowa turystyka przyciąga ostatnio coraz więcej klientów, nadal dominują tanie hotele – wynika z analiz Allianz Trade. Hotele luksusowe stanowią bardzo niewielką część globalnego rynku, odpowiadając jedynie za 3% całkowitej oferty. W krajach rozwiniętych rośnie jednak popyt na ekskluzywne doświadczenia i luksusowe podróże: w ubiegłym roku hotele luksusowe odnotowały najwyższą stopę wzrostu RevPAR[1] (+5% r/r wobec +3% dla całej branży), a średnie dzienne stawki (ADR) mogą dalej rosnąć, biorąc pod uwagę klientów o wysokich dochodach. Jednak w obliczu inflacji, która wciąż dotyka gospodarstwa domowe o niskich i średnich dochodach, sektor zakwaterowania rozszerza też swoją ofertę bardziej przystępną cenowo. Przed pandemią największy odsetek (27%) hoteli na całym świecie należał do kategorii „ekskluzywnych”, ale od 2022 r. na prowadzenie wysunęła się kategoria „ekonomiczna” (wykres 3).

Rysunek 3: Liczba hoteli na świecie według segmentu budżetowego

Rysunek 3: Liczba hoteli na świecie według segmentu budżetowego

Źródło: Bloomberg, Allianz Research

Silny popyt pomógł zarówno branży hotelarskiej, jak i wycieczkowej odbić się po pandemii, a fundamenty firm są lepsze niż kiedykolwiek. Po spadku przychodów o około -55% r/r w 2020 r., największe światowe sieci hotelowe odnotowały stopniowe i stabilne ożywienie w ostatnich latach. W 2023 r. ich przychody przekroczyły o 13% poziomy z 2019 r. Jednocześnie marże EBITDA prawdopodobnie poprawią się w tym roku do 25,7% (w porównaniu ze średnią sprzed pandemii wynoszącą 23,5%), ponieważ ceny energii spadły, zwłaszcza w Europie. Z analiz Allianz Trade wynika, że popyt na rejsy wycieczkowe również znacznie się ożywił. W 2021 r.  wskaźnik ALBD[2] branży (29,7 mln) oraz wskaźnik obłożenia (52,7%) spadły do najniższych poziomów w historii. Sytuacja uległa jednak poprawie, a przychody linii wycieczkowych wzrosły w ubiegłym roku o +70% i oczekuje się, że wzrosną o +15% w 2024 r. (wykres 4), a nowe statki wycieczkowe zostaną dostarczone w tym roku. Najwięksi gracze spodziewają się, że lato 2024 r. przebije lato 2019 r. zarówno pod względem liczby pasażerów, jak i zysków, ponieważ statki są w pełni zarezerwowane. Pomimo dodatkowych wydatków, marże EBITDA na rynku rejsów wycieczkowych powinny poprawić się z 25% w ubiegłym roku do 27% w 2024 r. dzięki zoptymalizowanym trasom, mieszance pokoi i niższym kosztom paliwa.

Wykres 4: Przychody w branży zakwaterowania (w mln USD)

Wykres 4: Przychody w branży zakwaterowania (w mln USD)

Źródła: Bloomberg (wybór największych graczy na świecie według kategorii), Allianz Research

Tymczasem turyści coraz częściej pakują walizki na dalekie podróże. Z analiz Allianz Trade wynika, że to podróże międzynarodowe w największym stopniu przyczyniają się do globalnego ożywienia w turystyce. Znajduje to odzwierciedlenie w rosnącej międzynarodowej i krajowej przepustowości na trasach lotniczych: Według IATA w 2023 r. wzrosła ona o +28% r/r w przypadku tras międzynarodowych i +10% r/r w przypadku tras krajowych. Dotyczy to w szczególności obywateli USA, którzy od połowy 2022 r. czerpią korzyści z silniejszego dolara i dlatego chętniej podróżują za granicę pomimo niepewności geopolitycznej (wykres 5). Nic dziwnego, że to pragnienie podróży długodystansowych pojawia się w czasie, gdy stopa oszczędności[3] w USA jest bardzo niska (3,9% w porównaniu z 14,5% w strefie euro lub 11,1% w Wielkiej Brytanii).

Wykres 5: Ankieta w USA – planowane w ciągu najbliższych 6 miesięcy wakacje za granicą, 3-miesięczna średnia ruchoma

Wykres 5: Ankieta w USA - planowane w ciągu najbliższych 6 miesięcy wakacje za granicą, 3-miesięczna średnia ruchoma

Źródła: The Conference Board, Allianz Research

Europa jest nadal głównym celem podróży międzynarodowych na świecie i powinna utrzymać swoje pierwsze miejsce na podium, biorąc pod uwagę słabość euro (atrakcyjność cenową dla przybyszy). Pod względem atrakcyjności Europa jest zdecydowanie regionem, który przyjmuje największą liczbę turystów na całym świecie, z udziałem w rynku wynoszącym 54% w 2023 r., a następnie APAC (18%) i obie Ameryki (15%). Francja, Hiszpania i Włochy znalazły się w pierwszej piątce na świecie krajów odwiedzanych w ubiegłym roku, dlatego też to Europa wygenerowała w 2023r. najwyższe wpływy z turystyki (660 mld USD, +7% w stosunku do 2019 r. w ujęciu realnym). W rezultacie turystyka jest ważną gałęzią gospodarki UE (odpowiadając za 10% jej PKB) i nic nie wskazuje, aby miało to ulec zmianie. W pierwszym kwartale 2024 r. przekroczone zostały już poziomy sprzed pandemii (+2% w stosunku do pierwszego kwartału 2019 r.) pod względem przyjazdów do UE turystów międzynarodowych a dwa duże wydarzenia sportowe tego lata powinny sprawić, że do Francji i Niemiec przybędzie jeszcze więcej odwiedzających niż zwykle.

Wykres 6: Najlepsze miejsca docelowe* w 1. kwartale 2024 r., przyjazdy turystów międzynarodowych (zmiana % w porównaniu z 1. kwartałem 2019 r.)

Wykres 6: Najlepsze miejsca docelowe* w 1. kwartale 2024 r., przyjazdy turystów międzynarodowych (zmiana % w porównaniu z 1. kwartałem 2019 r.)

Źródła: UN Tourism, Allianz Research. *Na podstawie miejsc docelowych odnotowujących przyjazd co najmniej 5 milionów turystów w 2019 r.

Chociaż APAC pozostaje w tyle pod względem ożywienia turystyki, chińscy turyści nadal wydają najwięcej na całym świecie. Podczas gdy globalne przyjazdy międzynarodowe osiągnęły 97% poziomów z 2019 r. w pierwszym kwartale 2024 r., APAC zarejestrował tylko 82%, stając się regionem, który jest najdalej od osiągnięcia poziomów sprzed pandemii. Japonia była jedynym krajem azjatyckim w pierwszej dwudziestce miejsc docelowych w pierwszym kwartale roku (wykres 6). Te regionalne słabe wyniki są w dużej mierze spowodowane długim okresem obowiązywania ograniczeń granicznych w Chinach. Na przykład, podczas gdy w Azji Północno-Wschodniej przyjazdy turystów wyniosły 73% poziomu z 2019 r., w Azji Południowej wyniosły już 93%.

To podróżnicy z Chin byli kluczem do ożywienia w innych regionach, ponieważ wydatki Chińczyków na podróże międzynarodowe osiągnęły w ubiegłym roku 196 mld USD. To sprawia, że Chińczycy są narodowością numer jeden pod względem generowania przychodów z turystyki, a za nimi plasują się Amerykanie (150 mld USD) i Niemcy (112 mld USD). Za tak wysokie wydatki odpowiedzialni są w dużej mierze…. chińscy emeryci. Według sondaży Bloomberga, wydają oni około 3 115 juanów na podróż, w porównaniu do 2 800 juanów w przypadku millenialsów i pokolenia Z.

[1] RevPAR to wskaźnik szeroko stosowany w branży hotelarskiej do pomiaru zdolności hotelu do zapełnienia dostępnych pokoi po średniej stawce. Jest on obliczany poprzez pomnożenie ADR hotelu przez jego wskaźnik obłożenia.

[2] ALBD (Average lower berth day): termin często używany przez linie wycieczkowe, będący standardową miarą pojemności pasażerskiej. Oblicza się ją mnożąc liczbę pasażerów przez liczbę dni operacyjnych generujących przychody statku w danym okresie.

[3] Stopa lub wskaźnik oszczędności jako procent rozporządzalnego dochodu osobistego, który dana osoba lub grupa osób oszczędza, a nie wydaje na konsumpcję