Ceny w USA rosną wolniej

Publikacja inflacji CPI miała wyrwać handel na rynkach z wakacyjnego marazmu i można powiedzieć, że się udało. Bank Japonii się doczekał, silny ruch w dół na USD/JPY za sprawą osłabienia dolara amerykańskiego po publikacji danych. Złoty na niskich poziomach, na wielu głównych parach na ważnych wsparciach.

Pożywka dla zmienności

W tym tygodniu azymut rynkowy wskazywał dwa wydarzenia jako te, które mogą przynieść dużą zmienność. Powell, szef Fed, o czym już pisaliśmy, zawiódł i wybrał drogę zrównoważonych zdań i niewzbudzania niepotrzebnego zamieszania, co w gruncie rzeczy powinno być domeną bankierów centralnych, ale takie stanowisko nie przyniosło żadnych większych ruchów na walutach. Zupełnie inaczej stało się po publikacji CPI wczoraj, która niespodziewanie wypadła niżej od prognoz 3% vs 3,1%. Również bazowa CPI okazała się niższa i oscyluje na poziomie 0,1% niższym, niż oczekiwali analitycy. Było więc pozytywne zaskoczenie, więc szybko inwestorzy doszli do wniosku, że cięcie stóp w USA we wrześniu jest o wiele bardziej prawdopodobne, z 70% po publikacji danych wyniosło już 85%. Również na rynku obligacji amerykańskich 10-latkach doszło do sporego ruchu w dół w okolice 4,17%. Takie czynniki spowodowały, że i USD stracił choćby do EUR, który zbliżył się do 1,09.

Cierpliwość popłaca

Deprecjacja dolara amerykańskiego była widoczna na wielu parach FX, ale na jednej aż nadto widoczna. USD/JPY zniżkował wczoraj blisko 2%, co jak na rynek walutowy i rangę tej pary musi wzbudzić zainteresowanie. Taka sytuacja i można powiedzieć w końcu osłabienie JPY to oczywiście „radość” dla Banku Japonii, który prowadził w ostatnich tygodniach nierówną walkę z rynkiem, próbując osłabiać swoją walutę w głównej mierze werbalnie. W pewnym momencie BOJ odpuścił, nie chcąc uwolnić rezerw walutowych (dokonywać interwencji), czekając świadomie na zmianę otoczenia rynkowego i tym samym osłabienia USD i można powiedzieć, w końcu się doczekał, a wszystko za sprawą właśnie CPI zza oceanu. Tym samym bez konieczności interwencji kurs USD/JPY wraca poniżej poziomu 160.

Na ważnych wsparciach

Tak jak JPY wykorzystał szansę po wczorajszych danych, to nie do końca można to powiedzieć o naszym złotym. Kurs zarówno EUR/PLN, jak i USD/PLN znajduje się blisko ważnych wsparć technicznych i może właśnie ta kwestia sprawiła, że większego umocnienia PLN nie obserwowaliśmy. Po wspomnianej publikacji doszło do testu 4,25 na parze z euro, jak również 3,90 na parze z dolarem i tych ważnych wsparć nie udało się pokonać i wręcz mieliśmy do czynienia z korekcyjnymi odbiciami w górę. Dzisiejszy dzień zapowiada się na nieco spokojniejszy, co pokazują niewielkie ruchy na walutach od rana. Niemniej jednak warto dzisiaj zwrócić uwagę na odczyty inflacyjne z Europy, ale również pojawi się miara PPI z USA, czyli sytuacja wskazująca dynamikę cen u producentów, ważna kwestia bo jednak często wyższe miary są finalnie przyczyną wzrostów na cennikach dla konsumentów.

Publikacje ukażą się o 14.30, a prognozy wskazują na wyższe odczyty za czerwiec niż to miało miejsce miesiąc wcześniej.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Odpadem jest to, czego się pozbywamy: analiza prawna z uwzględnieniem e-odpadów i importu aut

Odpadem jest każda substancja lub przedmiot, których posiadacz pozbywa się, zamierza się pozbyć lub do których pozbycia się jest obowiązany. Jest do ustawowa definicja odpadu, wynikająca z przepisów ustawy z 14.12.2012 r. o odpadach. Jakie są przesłanki aby uznać, że jakiś przedmiot lub substancja jest odpadem? W świetle powołanej ustawy decydująca jest wola posiadacza. Zatem to, czy coś jest odpadem, zależy od zachowania posiadacza i jego intencji pozbycia się przedmiotu lub substancji. Ważne jest, że pojęcie “pozbycia się” nie oznacza oddania w najem, leasing, sprzedaż, darowiznę mając na uwadze interpretację dyrektywy 2008/98/WE. Celem wspomnianej dyrektywy jest zmniejszenie negatywnych skutków dla zdrowia i środowiska wynikających z wytwarzania i gospodarowania odpadami.

E-odpady: wartość handlowa odpadów a status prawny

Pozbywanie się odpadów to zarówno ich unieszkodliwianie, jak i odzyskiwanie. Zaklasyfikowanie przedmiotu lub substancji jako odpad nie wyklucza możliwości ich ponownego gospodarczego wykorzystania. Odpady mogą mieć wartość handlową i mogą być gromadzone w celu recyklingu lub regeneracji, jednak przeznaczenie do tych procesów nie zmienia ich statusu jako odpadów. Skoro decydującym czynnikiem jest wola posiadacza dotycząca pozbycia się przedmiotu lub substancji, to posiadanie wartości handlowej lub decyzja o recyklingu nie pozbawia ich statusu odpadu. Istotny jest zamiar posiadacza, a nie wartość handlowa przedmiotu lub substancji, ani nawet możliwość przetworzenia lub regeneracji, czyli ponownego wykorzystania gospodarczego. Ma to praktyczne znaczenie dla oceny różnych zachowań przedsiębiorców.

Import elektrośmieci np. samochodów powypadkowych

Przykładem może być działalność polegająca na imporcie samochodów powypadkowych, co w istocie oznacza import wraków samochodowych. Ocena pojazdu sprowadzonego z zagranicy mającego status odpadu jest uzależniona od tego, czy w momencie przekroczenia granicy może on być wykorzystywany zgodnie z jego pierwotnym przeznaczeniem, czyli czy może legalnie poruszać się po drogach – jak stwierdził Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 18 czerwca 2015 r. Bez znaczenia jest, że przywieziony z zagranicy pojazd został później naprawiony, spełnia wymagania techniczne i został zarejestrowany, ponieważ w momencie przywozu na terytorium Polski był uszkodzony i nie mógł być użytkowany zgodnie z przeznaczeniem.

Status odpadu a naprawa pojazdów

Jeżeli poprzedni właściciele pojazdu nie dokonali napraw umożliwiających użytkowanie oraz nie uzyskali świadectwa pojazdu zrekonstruowanego umożliwiającego rejestrację pojazdu oraz biorąc pod uwagę fakt, że ostatni posiadacz zbywał pojazd za kwotę znacznie poniżej jego wartości rynkowej, można stwierdzić, że ostatni właściciel, nie mając dla pojazdu dalszego zastosowania, pozbył się go. To stanowi przesłankę do uznania omawianego pojazdu za odpad w myśl ustawy o odpadach, zgodnie z którą przez odpady rozumie się „każdą substancję lub przedmiot, których posiadacz pozbywa się, zamierza się pozbyć lub do których pozbycia się jest obowiązany” – jak orzekł Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 14 kwietnia 2014 r. W świetle orzecznictwa sądów administracyjnych liczy się stan z chwili wprowadzenia przedmiotu do Polski i wola poprzedniego użytkownika, a naprawa pojazdu i rejestracja nie pozbawia go statusu odpadu. Na podstawie art. 18 ustawy z 20.01.2005 r. o recyklingu pojazdów wycofanych z eksploatacji, właściciel takiego pojazdu przekazuje go wyłącznie do przedsiębiorcy prowadzącego stację demontażu lub przedsiębiorcy prowadzącego punkt zbierania pojazdów. Naprawa pojazdu w profesjonalnym warsztacie blacharsko-lakierniczym lub autoryzowanym serwisie nie spełnia przesłanek ustawowych gospodarowania odpadami i narusza art. 29 ust. 1 ustawy o odpadach, ponieważ odpady muszą być przetwarzane w instalacjach lub urządzeniach. Oznacza to, że odpad może być pozbawiony statusu odpadu jedynie przez poddanie go procesom odzysku, w szczególności recyklingu – zgodnie z wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego z 18 maja 2021 r.

Autor: Radca Prawny Przemysław Ostrzyżek, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Ceny mieszkań hamują, ale deweloperzy szykują się na wzrost kosztów

Wzrost cen mieszkań wyhamowuje. Jednak rynek zbyt długo był bardzo niestabilny i deweloperzy w koszty inwestycji wkalkulowują ryzyka kolejnych destabilizacji. Od 1 sierpnia będzie obowiązywać rozporządzenie, które podniesie koszty inwestycyjne.

Jak wynika z raportu kwartalnego NBP, w okresie pierwszych trzech miesięcy 2024 r. znaczne zmiany popytu i podaży obserwowane w poprzednich latach zaczęły się powoli stabilizować. Po stronie podaży wzrosła oferta kontraktów na budowę mieszkań oraz liczba mieszkań, których budowa jest w toku.

Natomiast liczba sprzedanych kontraktów deweloperskich na budowę mieszkań na największych rynkach zmniejszyła się względem poprzedniego kwartału i wyniosła ok. 11 tys. W okresie II kw. 2023 r. – I kw. 2024 r. sprzedano łącznie ok. 57,2 tys. kontraktów na budowę mieszkań, tj. ok. 21,2 tys. więcej względem II kw. 2022 r. – I kw.2023 r. (+59% r/r).

Zakupy mieszkań w ok. 45% (wobec 58% w poprzednim kwartale oraz 83% w I kw. 2023 r.) finansowano ze środków własnych przy istotnym wzroście udziału kredytu, w tym z dofinansowaniem rządowym Bezpieczny Kredyt 2%. Wygaśnięcie tego programu dopłat z końcem 2023 r. wyhamowało popyt mieszkaniowy bez dodatkowych zakłóceń, gdyż popyt był podtrzymywany m.in. przez silny wzrost wynagrodzeń. Zwiększyło się jednak tempo wzrostu cen mieszkań wobec nadal niskiej ich podaży.

– W kwietniu zgłoszono i rozpoczęto o 1/5 więcej budów niż przed rokiem, ale to nie oznacza jeszcze, że na rynku będzie więcej mieszkań i ich ceny okażą się niższe – mówi w rozmowie z MarketNews24 Kuba Karliński, założyciel spółki Magmillon, autor książki „Zarabiajmy na nieruchomościach”. – Bardzo wysoka inflacja i wysokie stopy procentowe spowodowały, że deweloperzy zamrozili wiele inwestycji, natomiast gwałtowne ożywienie wywołał program ówczesnego rządu Bezpieczny Kredyt 2%, powodując też przyspieszenie wzrostu cen mieszkań. Teraz sytuacja wraca do normy.

Według GUS w I kwartale 2024 r. ceny lokali mieszkalnych w Polsce wzrosły w stosunku do 4 kwartału 2023 r. o 4,3%. Na rynku pierwotnym wzrost ten wyniósł 4,7%, natomiast na rynku wtórnym – 4,0%. W porównaniu z analogicznym okresem 2023 r. ceny lokali mieszkalnych wzrosły o 18,0% (w tym na rynku pierwotnym o 19,6%, a na rynku wtórnym o 16,4%).

W I kwartale 2024 r. odnotowano spadek r/r liczby i powierzchni mieszkań oddanych do użytkowania. Wzrosła natomiast liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto oraz mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym.

W pierwszych trzech miesiącach 2024 r. oddano do użytkowania 48,3 tys. mieszkań o łącznej powierzchni użytkowej 4,4 mln m2 oraz liczbie izb równej 184,6 tys. Względem analogicznego okresu roku poprzedniego odnotowano spadki: liczby mieszkań o 6,8 tys. (12,3%), powierzchni użytkowej mieszkań o 881,8 tys. m2 (16,7%) oraz liczby izb o 34,6 tys. (15,8%).

Natomiast w okresie styczeń-maj 2024 roku oddano do użytkowania mniej mieszkań niż przed rokiem. Wzrosła z kolei liczba mieszkań, na których budowę wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym oraz liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto.

Według wstępnych danych, w pierwszych pięciu miesiącach 2024 roku oddano do użytkowania 78,7 tys. mieszkań, tj. 15,9% mniej niż w analogicznym okresie 2023 roku. Deweloperzy przekazali do eksploatacji 47,7 tys. mieszkań – o 6,4% mniej niż przed rokiem, natomiast inwestorzy indywidualni 29,1 tys. mieszkań, tj. o 29,2% mniej.

Co w najbliższych miesiącach będzie działo się z cenami, których wzrost ostatnio wyhamował?

– Warto odnotować, że od 1 sierpnia zacznie obowiązywać rozporządzenie, które zmieni warunki techniczne, które muszą być spełnione w budynkach nowobudowanych, co podniesie koszty budowy i utrudni część realizacji inwestycji. I jest to jeden z powodów, aby ceny znów rosły. – komentuje Kuba Karliński, założyciel spółki Magmillon. – Rynek zbyt długo był też bardzo niestabilny, deweloperzy w koszty inwestycji wkalkulowują ryzyka kolejnych destabilizacji skoro budowa nowych mieszkań to inwestycja trwająca 5-6 lat.

W ciągu dwóch lat 85% osób pracujących w branży oprogramowania będzie korzystać z AI

Trzy na pięć organizacji uważa, że możliwość wdrażania innowacyjnych rozwiązań to największa korzyść, jaka płynie z zastosowania generatywnej sztucznej inteligencji w obszarze software engineering – wynika z najnowszego raportu Capgemini. Na dużą skalę używane są jednak nieautoryzowane narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji. Do korzystania z takich rozwiązań przyznało się 63% ankietowanych. Jak wygląda obecny krajobraz AI w IT i jaki jest kierunek rozwoju?

Więcej automatyzacji i optymalizacji

Według najnowszego raportu Capgemini – Turbocharging software with generative AI: How organizations can realize the full potential of generative AI for software engineering – w ciągu najbliższych dwóch lat Gen AI będzie pełnić istotną rolę we wsparciu osób pracujących w obszarze oprogramowania, pomagając w ponad 25% zadań związanych z projektowaniem, tworzeniem i testowaniem oprogramowania. Aż 80% ankietowanych uważa, że automatyzacja prostych, powtarzalnych zadań za pomocą narzędzi i rozwiązań Gen AI znacząco zmieni ich pracę i umożliwi skupienie się na zadaniach o większej wartości. Ponad trzy czwarte z nich jest przekonanych, że generatywna sztuczna inteligencja może sprawić, że współpraca z nietechnicznymi zespołami biznesowymi będzie bardziej efektywna np. dzięki usprawnieniu komunikacji czy objaśnianiu działania kodu w języku naturalnym.

Wdrażanie sztucznej inteligencji do inżynierii oprogramowania nadal jest na wczesnym etapie – tylko 10% firm może pochwalić się pełną skalą wprowadzonych usprawnień. Pomimo to, badane organizacje, które w jakimkolwiek stopniu z nich korzystają już teraz deklarują szereg wymiernych korzyści: 61% z nich uważa, że AI wspiera innowacyjność organizacji, 49% zanotowało poprawę jakości oprogramowania, wzrosła także wydajność programistów o średnio od 7 do 18%. W przypadku niektórych specjalistycznych zadań oszczędność czasu wynosiła nawet 35%.

Nowe kierunki rozwoju IT

Dla 46% osób na stanowiskach inżynierów oprogramowania narzędzia AI stanowią wsparcie przy codziennych zadaniach. Niemal 3/4 badanych uważa, że potencjał sztucznej inteligencji wykracza poza samo pisanie kodu (choć obecnie jest to dla nich główne zastosowanie AI). AI sprawdza się także przy modernizacji kodu czy projektowaniu UX (user experience).

Ankietowane firmy podkreślały, że czas zaoszczędzony dzięki pomocy sztucznej inteligencji planują wykorzystać głównie na rozwój nowych funkcji oprogramowania (50%) oraz podnoszenie kwalifikacji (47%). Zredukować zatrudnienie planuje jedynie 4% z nich. Zamiast tego pojawiają się nowe stanowiska, takie jak AI developer, generative AI architect, czy prompt writer.

Wyzwania i zagrożenia

Ten medal ma także drugą stronę – aż 63% spośród ankietowanych osób przyznało się do korzystania z nieautoryzowanego oprogramowania opartego na sztucznej inteligencji. Tak szybkie wdrażanie nowych rozwiązań, bez właściwego nadzoru i odpowiedniego zarządzania, naraża organizacje na konsekwencje prawne i cyberzagrożenia.

– Korzyści, które daje sztuczna inteligencja w IT i nieograniczony potencjał technologii sprawia, że jej wykorzystywanie jest dla firm niezwykle atrakcyjne i chętnie sięgają po najnowsze rozwiązania w tym obszarze. Osoby zajmujące się programowaniem to grupa, która w pierwszej kolejności czerpie profity z najnowszych trendów i szacuje się, że w ciągu najbliższych dwóch lat już 85% z nich może korzystać z Gen AI. To jednak wiąże się z wyzwaniem w postaci wdrożenia odpowiednich regulacji prawnych – ocenia Marek Matczak, CTO w Software Center, Capgemini Polska.

Warto zauważyć, że świat bardzo szybko dał się porwać modzie na sztuczną inteligencję i w efekcie prawo nie nadąża za tymi trendami. Mimo, że prace nad nowymi przepisami trwają oraz podejmowane są próby narzucenia ograniczeń na rosnącą liczbę nowych narzędzi, skala wyzwania jest bardzo duża i wciąż rośnie.

Początek rewolucji

Automatyzacja prostych zadań i wspomaganie w codziennej pracy to zaledwie obiecujący początek rewolucji, jaką jest generatywna sztuczna inteligencja w IT. Przyszłość to uniwersalne i kompleksowe systemy, które będą czymś więcej niż pojedynczym narzędziem. Dopiero takie rozwiązania, w połączeniu z wykwalifikowaną kadrą i jasno określonymi ramami prawnymi, będą zaspokajać potrzeby biznesowe na dużą skalę.

Metodologia badania

Capgemini przeprowadziło ankietę wśród 1098 osób na stanowiskach starszych menedżerów (dyrektorów i wyżej) oraz wśród 1092 osób zajmujących się oprogramowaniem (na stanowiskach architektów, deweloperów, testerów i menedżerów projektów). Przeprowadzono 20 wywiadów pogłębionych z liderami z branży, partnerami, przedstawicielami startupów i profesjonalistami z branży oprogramowania.

Rynek ESG rośnie, ale greenwashing staje się coraz większym problemem

Rynek produktów zorientowanych na ESG rósł w ciągu ostatnich sześciu lat w tempie 27 procent rocznie. W miarę realizacji celów zielonej gospodarki rośnie jednak liczba przypadków tzw. greenwashingu, czyli nieuczciwych praktyk stosowanych przez firmy w celu przedstawienia się jako realizujące zasady zrównoważonego rozwoju poprzez wywołanie fałszywego wrażenia lub dostarczanie wprowadzających w błąd informacji na temat produktu/usługi. Dlatego zarządzanie ryzykiem związanym z deklaracjami wpływu na środowisko powinno stać się jednym z priorytetowych zadań dla wyższej kadry menedżerskiej z obszaru zrównoważonego rozwoju.

Rosnąca liczba wprowadzających w błąd lub bezpodstawnych stwierdzeń oraz haseł używanych przez firmy zwraca na siebie uwagę organów regulacyjnych. Praktyki greenwashingu niosą ze sobą różnorodne ryzyka dla przedsiębiorstw, włączając w to potencjalne straty finansowe oraz szkody wizerunkowe, które mogą znacząco wpłynąć na ich pozycję na rynku oraz zaufanie klientów.

Znane są przypadki grzywien dochodzących do wartości 4 mln USD nałożonych przez SEC (Komisję Papierów Wartościowych i Giełd Stanów Zjednoczonych) na amerykańskie firmy z sektora finansów i bankowości. W Europie skala zjawiska jest mniejsza, ale odnotowano już pierwsze przypadki spraw badanych przez lokalne instytucje regulacyjne. Szacuje się, że kary w tym obszarze będą rosnąć. Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych (ESMA) proceduje obecnie zasady wdrożenia nowego systemu przeciwdziałania greenwashingowi. Brytyjski Urząd Nadzoru Finansowego (FCA) pracuje nad wprowadzeniem nowych przepisów, które miałyby wzmocnić jego zdolność do podejmowania działań w zakresie tej praktyki.

Do sprawnego funkcjonowania rynku potrzebne są nam rzetelne informacje ze strony działających na nim przedsiębiorstw – kwestie zrównoważonego rozwoju nie są tutaj wyjątkiem. O znaczeniu wiarygodnej komunikacji świadczą między innymi działania Unii Europejskiej na rzecz zakazu greenwashingu czy porządkujące kwestie oświadczeń środowiskowych (Green Claims). Odpowiedzialny marketing powinien łączyć się z rzetelnym raportowaniem zrównoważonego rozwoju, a przede wszystkim z przyjmowaniem i wdrażaniem ambitnych, przemyślanych strategii zmierzających do zrównoważenia biznesu, w tym redukcji śladu węglowego i środowiskowego firmy – mówi Justyna Wysocka-Golec, Partner Associate, Liderka Zespołu ESG, Dekarbonizacji i Bioróżnorodności w Dziale Consultingu w KPMG w Polsce.

Skuteczne przygotowanie umożliwia firmom podejmować świadome decyzje oraz efektywnie minimalizować ryzyko greenwashingu. Organizacje mogą to osiągnąć dzięki zastosowaniu odpowiednich strategii zarządzania oraz poprzez monitorowanie działań w kluczowych obszarach, takich jak oferta produktów i usług, relacje z dostawcami i klientami, różnorodność i inkluzywność, a także zarządzanie korporacyjne.

Pochylając się nad zdolnością swojej organizacji do zarządzania ryzykiem greenwashingu, warto zrealizować kilka istotnych kroków – w tym: zidentyfikować zakres ryzyka dla firmy, stworzyć odpowiednie struktury zarządzania, edukować personel, wykorzystać nowe technologie, które mogą usprawnić wykrywanie i zwalczanie nieuczciwych praktyk czy wdrożyć plany zarządzania kryzysowego i reakcji na nieprzewidziane sytuacje.

Z prawnego punktu widzenia, planowane na poziomie unijnym działania przeciwko tzw. greenwashingowi obejmą zmiany dwóch dyrektyw – dyrektywy o nieuczciwych praktykach handlowych oraz dyrektywy w sprawie praw konsumentów. W konsekwencji wiele przedsiębiorstw będzie musiało zadbać o zgodność i dostosować oferowanie swoich produktów konsumentom zgodnie z nowymi regulacjami. Naruszenia w tym przypadku będą mogły stanowić przede wszystkim łamanie zakazu stosowania praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów, uregulowanego w art. 24 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. To z kolei rodzi ryzyko poniesienia kar nakładanych przez Prezesa UOKiK. Ponadto greenwashing może oznaczać stosowanie wobec konsumentów nieuczciwych praktyk rynkowych, o których mowa w ustawie o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. Takie działania wiążą się natomiast z ryzykiem odpowiedzialności na podstawie ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, w tym z roszczeniami odszkodowawczymi ze strony konsumentów – mówi Piotr Tomaszewicz, radca prawny, Associate Director w Praktyce Doradztwa dla Sektora Energetycznego w KPMG Law.

W H1 2024 Grupa TAG podpisała 1497 umów przedwstępnych i deweloperskich

W pierwszym półroczu 2024 roku ROBYG z Grupy TAG Immobilien podpisał 1249 umów przedwstępnych i deweloperskich oraz dodatkowo 409 umów rezerwacyjnych, które zostaną sfinalizowane jako deweloperskie wkrótce. Grupa TAG podpisała łącznie 1497 umów przedwstępnych i deweloperskich oraz 409 umów rezerwacyjnych. ROBYG zrealizował i rozpoznał w przychodach 1100 lokali, Grupa TAG zrealizowała i przekazała 1540 lokali, z czego 1330 lokali zostało przekazanych klientom, a 212 lokali wprowadzono na wynajem. Łącznie w H1 2024 roku Grupa TAG w Polsce miała w budowie około 4100 mieszkań i lokali komercyjnych. Bank ziemi Grupy obejmuje potencjał budowy około 25.000 lokali w całej Polsce. Portfolio mieszkań na wynajem Grupy wyniosło 2629 lokali na koniec H1 2024. W 2024 roku ROBYG planuje sprzedaż na poziomie 2300 mieszkań oraz zwiększenie portfela lokali na wynajem o 700 nowych mieszkań.

„Pierwsze półrocze 2024 roku po raz kolejny potwierdziło, że popyt na mieszkania nie maleje, a Polacy oraz cudzoziemcy osiedlający się w Polsce chcą nadal inwestować w swoje M. Dlatego notujemy duże zainteresowanie naszymi osiedlami i chcielibyśmy uruchamiać jak najwięcej nowych inwestycji z lokalami na sprzedaż. Równolegle rozbudowujemy portfolio mieszkań na wynajem w odpowiedzi na rosnący rynek w tym segmencie. Ważnym elementem jest także zabezpieczenie banku ziemi – tylko w czerwcu zainwestowaliśmy w grunty aż 390 mln zł i zwiększyliśmy nasz potencjał budowlany do ponad 25.000 lokali. Od wielu lat utrzymujemy mocną pozycję gotówkową i jesteśmy gotowi na kolejne zakupy gruntów we wszystkich miastach, w których działamy – czyli Warszawie, Trójmieście, Wrocławiu, Poznaniu i Łodzi. Rynek nieruchomości mieszkaniowych w Polsce jest stabilny i dojrzały – jednak przyspieszenie procedur administracyjnych oraz wsparcie rządowe dla klientów ułatwiające zakup swojego pierwszego mieszkania to elementy, które powinny być zawsze uwzględniane w działaniach odpowiedzialnego państwa” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG i Vantage.

W czerwcu 2024 roku Grupa TAG Immobilien – do której należy ROBYG i Vantage – zainwestowała 390 mln zł w bank ziemi w całej Polsce. W pierwszym półroczu 2024 roku Grupa TAG w Polsce miała w budowie około 3900 mieszkań i lokali komercyjnych.

Od wielu lat ROBYG buduje swoją silną pozycję rynkową w Polsce oferując mieszkania w atrakcyjnych cenach i wysokim standardzie. Jesteśmy pionierami rozwiązań EKO i najnowszych technologii, które zwykle oferujemy bez dodatkowych opłat – jak na przykład system SMART HOUSE. Bardzo aktywnie działamy w obszarze ESG – zarówno w kontekście ochrony klimatu i środowiska, jak również w obszarze najlepszych praktyk korporacyjnych. Z sukcesem działamy w 5 aglomeracjach w Polsce, ale bacznie przyglądamy się nowym rynkom, jak przykładowo Kraków, myślimy też o istotnym wzmocnieniu naszej obecności w Łodzi. Mamy zabezpieczone środku na kolejne zakupy nieruchomości i jesteśmy przygotowani na ekspansję” – powiedział Eyal Keltsh, prezes zarządu ROBYG i Vantage.

W 2023 roku Grupa ROBYG zanotowała przychody ze sprzedaży na poziomie 1,8 mld zł, podczas gdy marża brutto ze sprzedaży przekroczyła 460 mln zł. EBIT wyniósł około 460 mln zł, a wynik netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 370 mln zł. W 2023 roku Grupa ROBYG podpisała 2800 umów przedwstępnych i deweloperskich oraz dodatkowo 680 umów rezerwacyjnych, a także przekazała około 3360 lokali. Łącznie Grupa TAG w Polsce sprzedała 3600 lokali mieszkalnych i komercyjnych, zrealizowała i przekazała 4300 lokali, z czego 3800 lokali zostało przekazanych klientom, a 500 wprowadzono na wynajem.

Kredyt na start przesunięty na 2025 rok: Czy rynek mieszkaniowy czeka stabilizacja?

Pierwsze półrocze 2024 roku za nami, a decyzja rządu o przesunięciu terminu programu „Kredyt na start” na przyszły rok wciąż budzi liczne dyskusje. Jak oceniają tę sytuację deweloperzy mieszkaniowi? Jakie mają plany na drugą połowę tego roku i czy ostatnie wydarzenia wpłyną na ich strategie sprzedażowe? O to portal RynekPierwotny.pl zapytał przedstawicieli największych firm deweloperskich w Polsce.

Tomasz Kaleta, Dyrektor Zarządzający ds. Sprzedaży i Marketingu w Develii

W związku z przesunięciem terminu rozpoczęcia programu „Kredyt na start” na 2025 rok spodziewamy się stabilizacji rynku mieszkań w kolejnych miesiącach, której sektor potrzebuje. W ostatnich latach rynek charakteryzował się dużymi wahaniami, początkowo spowodowanymi pandemią, potem wojną, wprowadzeniem programu „Bezpieczny Kredyt 2%”, a ostatnio zamieszaniem wokół jego następcy „Kredytu na start”, którego rozpoczęcie było już kilkukrotnie przekładane, a założenia zmieniane. Mowa była nawet o odejściu od tego pomysłu. Biorąc pod uwagę ten kontekst, nie opracowujemy naszej oferty na podstawie zapowiadanych programów rządowych. Ponadto przygotowanie projektu, zanim trafi do sprzedaży, zajmuje średnio 2-3 lata, więc trudno planować inwestycje pod konkretny program. Mając na uwadze powyższe, nie planujemy zmian w zakresie wprowadzeń nowych projektów do sprzedaży, które założyliśmy na ten rok. W II półroczu zamierzamy wprowadzić do oferty i rozpocząć budowę do 1200 mieszkań w dziewięciu inwestycjach, co pozwoli nam osiągnąć roczny cel na poziomie 3500-3700 lokali. Skupiamy się na dostarczaniu na rynek atrakcyjnych mieszkań, które spełniają różne oczekiwania i potrzeby klientów. Szeroka i różnorodna oferta, w tym na największych rynkach, takich jak Warszawa czy Kraków, gdzie wciąż brakuje gotowych lokali, daje nam dużą elastyczność i pomaga osiągnąć stabilną sprzedaż. Po bardzo dobrym I półroczu, w którym odnotowaliśmy 65% większą sprzedaż rok do roku, jesteśmy spokojni o realizację celu sprzedaży 2900-3100 mieszkań w 2024 roku.

Zbigniew Juroszek, Prezes Zarządu ATAL 

Od początku bieżącego roku, tj. w okresie bez obowiązywania programu wsparcia dla nabywców, notujemy stabilne wyniki i niesłabnącą aktywność ze strony klientów. Potwierdza to nasze stanowisko, że rządowy program w aktualnie proponowanym kształcie nie będzie decydującym czynnikiem dla kontraktacji w naszym przypadku. To, co zdecydowanie wpłynęłoby na sytuację popytową i podażową, to obniżenie stóp procentowych, a w efekcie obniżenie kosztu kredytu hipotecznego (klienci) i inwestycyjnego (firmy deweloperskie).

Nasze plany na II poł. tego roku nie ulegają zmianie, gdyż przy tak dużej, jak nasza, skali działalności, ważne jest dysponowanie bogatą i zróżnicowaną ofertą w ośmiu największych aglomeracjach w Polsce. Konsekwentnie realizujemy harmonogramy prac – zarówno budów, jak też wprowadzania do sprzedaży oraz przygotowania nowych inwestycji.

Dawid Wrona, Chief Operating Officer w Archicom 

Jako deweloper śledzimy na bieżąco wszelkie doniesienia dotyczące zmian legislacyjnych, które dotyczą naszej branży, w tym oczywiście programu rządowego „Mieszkanie na start”. Warto zaznaczyć, że data jego uruchomienia nie była nigdy wcześniej oficjalnie przedstawiona. Uczestnicy rynku „spekulowali”, że wejdzie w życie w drugiej połowie 2024 r., jednak były to wyłącznie przypuszczenia. Nie podejmowaliśmy dotychczas wiążących decyzji z uwagi na brak konkretnych informacji, jednak po potwierdzeniu startu z początkiem 2025 r. z pewnością uwzględnimy działania skierowane do beneficjentów programu. Należy jednak wspomnieć, że nadrzędnym elementem naszego funkcjonowania niezmiennie pozostaje dywersyfikacja portfolio inwestycji. W ten sposób odpowiadamy na oczekiwania zróżnicowanych grup nabywców, a także budujemy atrakcyjną ofertę, która pozostaje niezależna od okresowych trendów rynkowych. Z konsekwencją realizujemy przyjętą strategię, która zakłada sprzedaż 3 000 mieszkań w bieżącym roku, a w nadchodzącym – 4 000, co przybliży nas do celu, jakim jest wypracowanie pozycji lidera na rynku nieruchomości mieszkaniowych w Polsce. W związku z tym aktywnie pozyskujemy grunty, rozbudowując nasz bank ziemi i zwiększamy podaż oferowanych mieszkań. Przed nami nowe projekty i kolejne etapy istniejących inwestycji – zarówno w miastach, gdzie już zadebiutowaliśmy, jak i w premierowych lokalizacjach. Chcemy wyznaczać najwyższy standard zamieszkiwania, wspierając zrównoważony rozwój miast i integrację lokalnych społeczności.

Andrzej Gutowski, Wiceprezes, Dyrektor Działu Sprzedaży RONSON Development

Zgodnie z zapowiedzią Ministerstwa Rozwoju i Technologii program kredyt ,,Na Start” został odroczony w czasie na początek przyszłego roku, przy czym data ta nie jest wiążąca. Nie wiemy także czy ogłoszone założenia programu pozostaną w tej samej formie. Przypuszczamy, że brak programu wsparcia kredytowego dla klientów w drugiej połowie roku może skutkować umiarkowanym spowolnieniem sprzedaży mieszkań w nadchodzących miesiącach. Deweloperzy mogą również wstrzymywać się z uruchamianiem nowych inwestycji, oczekując na konkretne założenia programu.

Doniesienia o odroczeniu w czasie wsparcia kredytowego nie wpływają znacząco na plany naszej Spółki. Od początku 2024 roku RONSON zakładał, że program kredyt ,,Na Start” może nie zostać wdrożony w swoim pełnym zakresie. Nasza firma określiła jasne cele z czego priorytety to utrzymanie wysokiej marży, optymalizację cen i umów budowlanych oraz osiągnięcie solidnych wyników finansowych.

Katarzyna Unold, Dyrektorka Zarządzająca w ACCIONA w Polsce

Sądząc po nastrojach, jakie wybrzmiewały na ostatnim sopockim Forum Rynku Nieruchomości, nikt z deweloperów nie nastawia się na rychły start kredytu #naStart. Uczestnicy spotkania przewidywali raczej, że program nie wejdzie w życie, a przynajmniej nie w takim kształcie jak zapowiadano. Mogę wnioskować, że większość firm deweloperskich postawi na stabilny rozwój i podaż przy względnej stabilizacji cenowej. Zapewne wielu uwzględni również produkt bardziej dostępny dla przysłowiowego „Kowalskiego”, czyli mieszkania w cenie około 500 000 złotych.

ACCIONA nie będzie tu wyjątkiem. W naszych planach są m.in. kontynuacja inwestycji U-CITY na Ursusie-Gołąbkach i Białołęce oraz sukcesywne dołączanie do portfolio inwestycji z Warszawskiego Obwarzanka (BLANCO w Pruszkowie), jak i projektów premium w centralnych lokalizacjach. Mocno stawiamy również na rozwój w Trójmieście, gdzie jesteśmy zadowoleni z wyników naszego gdyńskiego projektu – inwestycji ZBOŻOWA.

Małgorzata Wiśniewska, Dyrektor Sprzedaży w Cordia Polska

Plany Cordia Polska pozostają aktualne i niezależne od terminu startu programu dopłat do kredytów. Należy mieć na uwadze, że ewentualne uruchomienie Kredytu #naStart w przyszłym roku to nadal jedynie deklaracja, a nie wiążący plan. Nie ma gwarancji, czy program rzeczywiście ruszy, a jeśli tak, to na jakich zasadach będzie funkcjonował. Ponadto, musimy pamiętać o tym, że nie każdy będzie mógł z niego skorzystać. Na rynku wciąż jest spore grono klientów, których program dopłat nie obejmie lub jego atrakcyjność będzie dla nich niska.  Bez Kredytu #naStart w 2024 r. decyzyjność kupujących z pewnością będzie mniejsza, ale nadal liczymy na stabilną sprzedaż. Jeszcze w tym roku zakładamy uruchomienie kolejnych projektów w Poznaniu, Gdańsku i Warszawie – w sumie ponad 450 lokali.

Zbigniew Gościcki, Prezes Zarządu Unidevelopment SA

Z zainteresowaniem monitorujemy prace związane z przygotowaniami programu kredyt #naStart i czekamy na dalsze, konkretne informacje dotyczące jego wdrożenia. Z naszych obserwacji wynika, że niepewność wokół uruchomienia programu jest jednym z czynników wpływających na zachowania klientów, którzy licząc na rządowe wsparcie, często wstrzymują się z kupnem nieruchomości. Doprecyzowanie warunków rządowego wsparcia oraz terminu jego wprowadzenia jest potrzebne, by ustabilizować sytuację na rynku.

Brak finalnych informacji dotyczących wdrożenia programu #naStart, choć przekłada się na niepewność klientów, nie ma kluczowego wpływu na strategię działań Unidevelopment SA. W najbliższych miesiącach nie planujemy istotnych zmian w kontekście realizacji inwestycji. Zamierzamy m.in. wprowadzić jeszcze dwa nowe projekty w lokalizacjach o dużym potencjale – w Warszawie i w Gdańsku. Oczywiście śledząc informacje dotyczące kredytu #naStart, będziemy analizowali możliwości działań, mogących wesprzeć naszych klientów w uzyskaniu wsparcia.

Leszek Stankiewicz, Wiceprezes Zarządu i Dyrektor Finansowy w Dom Development S.A.

Po bardzo mocnym pod względem sprzedaży 2023 roku i początku 2024 roku, w ostatnich miesiącach zauważamy na rynku pewne spowolnienie. Niewykluczone, że to związek z wyczekiwaniem na konkrety dotyczące nowego rządowego programu preferencyjnych kredytów hipotecznych. Informacja o jego przeniesieniu na przyszły rok może spowodować, że część klientów nie będzie dłużej wstrzymywać się z zakupem mieszkania i ruszy na poszukiwania już teraz.

Popyt na mieszkania oferowane przez Dom Development utrzymuje się na wysokim poziomie. Drugi kwartał tego roku był szóstym z rzędu, w którym nasza sprzedaż przekroczyła 900 lokali netto. Nie jesteśmy firmą nastawioną na rządowe programy dopłat do kredytów, dlatego nie planujemy zmian w naszej strategii ze względu na przesunięcie terminu uruchomienia kredytu #naStart.

Naszym celem pozostaje wzrost liczby sprzedanych mieszkań w porównaniu z 2023 rokiem, kiedy sprzedaż netto sięgnęła 3 906 lokali. Mamy niemal rekordową liczbę lokali w budowie oraz długą listę atrakcyjnych projektów, które sukcesywnie i sprawnie wprowadzamy do sprzedaży.

W pierwszym półroczu 2024 roku Grupa Dom Development przekazała klientom 1 637 lokali. Zakładamy, że w drugiej połowie roku rozpoczniemy przekazania w dużej liczbie projektów a znacząca część przypadnie na czwarty kwartał. Wszystkie nasze budowy realizowane są terminowo.

Anna Skotnicka-Ryś, Członek Zarządu i Dyrektor Handlowy w firmie Profbud

Niezależnie od opóźnień w uruchomieniu programu, nasze strategiczne plany na nadchodzące miesiące pozostają ambitne i skoncentrowane na dalszym rozwoju. Planujemy wprowadzenie nowych inwestycji, które odpowiadają na zmieniające się potrzeby rynku nieruchomości i rosnące oczekiwania naszych Klientów. Kontynuujemy rozwijanie ekologicznych rozwiązań, które zyskały na popularności wśród naszych klientów, zwłaszcza w inwestycji Gaia Park w Konstancinie-Jeziornie.

W II półroczu 2024 roku skoncentrujemy się na realizacji nowych projektów mieszkaniowych w Warszawie oraz aglomeracji warszawskiej. Będą charakteryzować się nowoczesnym designem, funkcjonalnością, a także – co w Profbud jest kluczowe – będą sprzyjać budowaniu społeczności. Jednym z naszych priorytetów jest także rozwijanie inwestycji w miejscach dobrze skomunikowanych z resztą miasta – w absolutnie wyjątkowych lokalizacjach z dostępem m.in. do terenów zielonych oraz niezbędnych usług.

Dodatkowo, będziemy kontynuować prace nad naszymi aktualnymi inwestycjami, tj. sprzedażą ostatnich mieszkań w projektach: Osiedle Goslove na Gocławiu, Osiedle Złota Oksza w Ursusie, a także Osiedle Primo etapy III i IV w Nowym Centrum Łodzi. Równolegle będziemy także intensywnie działać w zakresie oferty domów we wspomnianym już ekomiasteczku Gaia Park. Zależy nam na tym, aby nasze portfolio było odpowiedzią na aktualne potrzeby klientów, w tym rodzin oraz osób poszukujących nowoczesnych, komfortowych i przyjaznych środowisku miejsc do życia.

Pomimo pewnych wyzwań związanych z opóźnieniem programu Kredyt #naStart, jesteśmy przekonani, że nasze elastyczne podejście oraz jakościowe wykonanie pozwolą nam na dalszy rozwój i zyskać uznanie w oczach Klientów.

Małgorzata Ostrowska, Dyrektorka Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction

Mimo ostatnich doniesień o uruchomieniu programu Kredyt #naStart dopiero po Nowym Roku, kontynuujemy realizację swoich planów inwestycyjnych na II półrocze 2024 r. Niemniej jednak, z myślą o naszych Klientach, którzy nie chcą czekać na rządowy kredyt, przygotowaliśmy szereg specjalnych ofert.

W inwestycji Apartamenty na Wzgórzach w podkrakowskiej Zawadzie umożliwiamy zabezpieczenie mieszkania poprzez wynajem na maksymalnie rok, z opcją wykupu po wprowadzeniu programu kredytowego. To rozwiązanie pozwoli naszym Klientom uniknąć niepewności związanej z ewentualnymi podwyżkami cen czy wyprzedaniem atrakcyjnych ofert.

Dodatkowo oferujemy specjalne promocje na gotowe mieszkania. Na przykład, w inwestycji Osiedle Kościuszki w Chorzowie, dostępne są dwupokojowe mieszkania już za 299 tys. zł, gdzie rata kredytu, w zależności od wkładu własnego, może wynieść zaledwie około 1700 zł miesięcznie.

Koszty produkcji mieszkań rosną, dlatego warto podjąć decyzję o własnych czterech kątach już teraz, aby zabezpieczyć się przed nieprzewidywalnymi zmianami na rynku. Tym bardziej, że zakup mieszkania z rabatem teraz może być korzystniejszy niż oczekiwanie na program, którego szczegóły i termin uruchomienia są nadal niepewne. 

Edyta Kołodziej, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w NICKEL Development

W II półroczu 2024 roku w NICKEL Development skupimy się na wprowadzaniu na rynek nowego projektu deweloperskiego oraz kontynuacji sprzedaży mieszkań i domów z naszej bieżącej oferty. Jesteśmy w trakcie przedsprzedaży II etapu poznańskiego Osiedla Naturama, zlokalizowanego w pobliżu Jeziora Strzeszyńskiego. To wyjątkowe osiedle, zatopione w zieleni i wyposażone w ekologiczne oraz energooszczędne rozwiązania, oferuje przestronne, przyjazne części wspólne sprzyjające integracji mieszkańców.

Będziemy skupiać się również na sprzedaży ostatnich 20 mieszkań w Fiqus Marcelin na poznańskim Grunwaldzie. Ten ponadczasowy budynek typu mixed-use łączy funkcje mieszkaniową, biurową oraz rekreacyjną, oferując swoim mieszkańcom liczne udogodnienia, takie jak living-room, zielone patio, wspólne tarasy, garaż podziemny, parking dla jednośladów i ładowarki dla pojazdów elektrycznych.

Kontynuujemy także rozwój osiedla Księżnej Dąbrówki w podpoznańskiej lokalizacji, gdzie oferujemy gotowe dwupoziomowe mieszkania i domy szeregowe z prywatnymi ogródkami oraz ekologicznymi rozwiązaniami.

Rozpoczęliśmy budowę i oficjalnie ogłosiliśmy sprzedaż kompleksu apartamentów wypoczynkowych NICKEL Resort & SPA Szklarska Poręba. Kontynuujemy sprzedaż apartamentów hotelowych nad morzem w NICKEL Resort & SPA Kołobrzeg – Grzybowo.

Pomimo oczekiwanego uruchomienia programu Kredyt #naStart, nasze plany nie ulegają zmianie. Konsekwentnie realizujemy przyjętą strategię sprzedaży.

Terminale intermodalne zapłacą podatek od nieruchomości. Eksperci krytycznie o planach Ministerstwa Infrastruktury

Podatek od nieruchomości dla transportu intermodalnego może zatrzymać jego rozwój w Polsce.

Dyskusje na temat tego, czy infrastruktura intermodalna, będąca w jurysdykcji podmiotu prywatnego może być objęta referencjami podatkowymi czy będzie to już nieuzasadniona pomoc publiczna trwały od kilku lat. Rząd podjął decyzję, by terminale intermodalne były jednak objęte podatkami od nieruchomości. Jest to decyzja, która nie będzie sprzyjała rozwijaniu transportu intermodalnego w Polsce, a wydaje się, że z punktu widzenia efektywności logistyki i promocji zielonego transportu jest to kierunek, który powinien być wspierany.

„Warto wspierać, a nie obciążać podatkami przedsiębiorców, którzy decydują się na inwestycje intermodalne”

Północna Izba Gospodarcza popiera postulaty Związku Pracodawców Transport i Logistyka Polska, który zamierza zgłosić uwagi do projektu ustawy dotyczącej właśnie objęciem podatkiem od nieruchomości terminale intermodalne.

– Przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej to w dużej mierze przedsiębiorcy sektora TSL, czyli transportu, spedycji i logistyki. O tym, jak ważna jest promocja transportu intermodalnego mówi się od lat w kontekście krajowym i międzynarodowym. Im więcej ładunków będziemy w stanie przewieźć efektywnie koleją, tym mniej ciężkich samochodów będzie kursować po naszych drogach. To również istotne w budowaniu zielonego transportu w Polsce, bo kolej jest zdecydowanie bardziej ekologiczna – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Budowa terminala intermodalnego wiąże się z szeregiem wydatków. Dodatkowe podatki nie będą sprzyjać temu, by podmioty transportowe inwestowały w intermodal.

– Utrzymanie torów, budowa bocznic, utrzymanie takiej infrastruktury. To są skomplikowane gospodarczo i finansowo inwestycje, a jednocześnie wciąż innowacyjne patrząc horyzontalnie na transport i spedycję w Polsce. Warto wspierać, a nie obciążać podatkami przedsiębiorców, którzy decydują się na inwestycje intermodalne i promocję tego transportu w Polsce – mówi Hanna Mojsiuk.

Nowe podatki nie zachęcają do inwestycji, a przecież intermodal to zielony transport

W Polsce działa obecnie kilkadziesiąt terminali intermodalnych. Kolejne są w planach. Takie inwestycje mogą być rozwijane również na Pomorzu Zachodnim. Grupa CSL planuje budowę suchego terminala intermodalnego CCIC Intermodal Depo Dunikowo. Jak mówi Przemysław Hołowacz, dyrektor ds. rozwoju biznesu firmy, a jednocześnie członek prezydium Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, decyzja o tym, by zwolnione dotychczas z podatku od nieruchomości terminale intermodalne, były jednak nim objęte, nie jest korzystna dla branży.

– Transport intermodalny to wielka inwestycja, która wymaga wielkich nakładów, a jednocześnie nie jest w stanie szybko się zwrócić. Jeżeli strategia Unii Europejskiej to promocja zielonego transportu, to nakładanie podatków na tego typu podmioty nie jest zachęcające do inwestycji. Wszelkie podnoszenie kosztów dla sektora intermodalnego nie jest spójne ze strategią promocji transportu kolejowego towarów – mówi Przemysław Hołowacz, dyrektor ds. rozwoju biznesu Grupy CSL.

– Nowy podatek pewnie zwiększy koszty transportu kolejowego, co będzie pewnie jednym z argumentów, by nadal korzystać z transportu drogowego. Obecnie te ceny są dość mocno wyrównane – dodaje ekspert.

Północna Izba Gospodarcza planuje przygotować w tej sprawie pismo do Ministerstwa Infrastruktury.

Rynki w oczekiwaniu na inflację z USA

Lipcowe kierunki handlu są dość jasne: słabnący USD i rosnące indeksy na Wall Street. Wiele z tego nastawienia inwestorów osadza się na oczekiwaniu wrześniowej obniżki stóp za oceanem. Już dziś ten scenariusz otrzyma argument za lub przeciw w zależności od danych inflacyjnych z USA. PLN stabilnie oczekuje na dobrych pozycjach na najważniejsze wydarzenie tygodnia.

EUR/USD czeka na inflację z USA

Niemała część inwestorów odczytała wystąpienia szefa Fed na Kapitolu jako gołębie (przez 2 dni zdawał on raport przed komisjami Senatu i Kongresu). Sporo z tych oczekiwań opiera się na słowach, że cięcia stóp nie powinny przyjść za wcześnie, ale też nie mogą być wdrożone za późno, aby nie stłamsić gospodarki. Najwyraźniej rynek kapitałowy skupił się na tej drugiej części, oczekując już bliskiej pierwszej obniżki kosztu pieniądza (we wrześniu). Pomaga to w ustanawianiu prawie codziennie nowych szczytów głównych indeksów na Wall Street i to jeszcze przed początkiem sezonu wynikowego spółek. Jednak na zwiększenie prawdopodobieństwa scenariusza wrześniowego cięcia nie wskazują ani kontrakty na stopy (za narzędziem CME FedWatch), ani zachowanie rynku walutowego. Co prawda dolar pozostaje słaby, ale kurs EUR/USD nie potrafi jeszcze wybić zeszłotygodniowych szczytów powyżej 1,084 $. Kluczowa rozgrywka szykuje się w trakcie dzisiejszej sesji w związku z publikacją czerwcowych danych inflacyjnych z USA. Jeżeli CPI okaże się niższe od prognoz, to narracja wejścia w cykl obniżek dostanie kolejny argument, co osłabi USD i tym samym powinno wzmocnić PLN. Natomiast odczyty wyższe od oczekiwań mogą zachwiać rozgrywanym aktualnie schematem i zainicjować korektę ostatnich ruchów.

PLN mocny, ale zagrożony

Trzeba przyznać, że ostatnie 4 tygodnie to bardzo dobry czas dla polskiego złotego. Rodzima waluta stara się wykorzystać korzystny układ szerokiego rynku, równocześnie mając za sobą fundamenty w postaci jastrzębiego stanowiska RPP (a na pewno prezesa NBP). Jednak kursy głównych walut ponownie docierają do obszarów wsparć, stanowiących do tej pory tamę dla dalszych zysków PLN. Kurs EUR/PLN nie był w stanie wybić 4,25 zł, kurs USD/PLN zatrzymuje się przy 3,93 zł, kurs CHF/PLN zmaga się z 4,37 zł, a kurs GBP/PLN został zatrzymany przy 5,03 zł. Najwyraźniej rynek potrzebuje rozstrzygnięcia na dolarze, aby móc skierować więcej kapitału do rynków wschodzących (albo wręcz przeciwnie). Dodatkowym ryzykiem dla dalszej aprecjacji złotego jest bliskość już kilkunastoletnich linii trendu osłabienia rodzimej waluty na parze z euro i dolarem. Tylko mocny ruch na północ EUR/USD może stanowić wystarczający argument dla dalszego umocnienia PLN.

GBP stabilny wobec danych

Jesteśmy przyzwyczajeni, że dane o PKB podawane są za każdy kwartał. Jednak Wielka Brytania dodatkowo udostępnia odczyty za poszczególne miesiące i właśnie poznaliśmy publikacje za maj. W ujęciu rocznym wzrost gospodarczy wyniósł 1,4%, przekraczając tym samym prognozy. To dobra informacja dla nowego rządu pod przewodnictwem Keira Stramera, który ma na czym budować wdrażanie nowych polityk. A skoro o budowaniu mowa, to zdecydowanie lepiej od konsensusu wypadła produkcja budowlana, która rok do roku wzrosła o 0,8%, przy oczekiwanym spadku o 1,9%. Z jednej strony to dobre informacje dla gabinetu Partii Pracy, ale równocześnie wprowadzają one niepewność co do dalszego postępowania Banku Anglii, który może się wstrzymywać z obniżkami stóp procentowych. Chyba że zwróci on bardziej uwagę na gorsze od prognoz dane o produkcji przemysłowej, która w ujęciu rocznym poszła w górę tylko o 0,4%, czy o produkcji dóbr w fabrykach, rosnących o 0,6% (wobec oczekiwanego +1,2%). Ostatecznie w trakcie porannego handlu funt zachowuje się stabilnie wobec pakietu publikacji, a kurs GBP/PLN utrzymuje się poniżej 5,06 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wskaźnik CPI.

Adam Fuchs, dealer walutowy InternetowyKantor.pl

W trzecim kwartale ropy może być za mało, by zabezpieczyć rosnący popyt

Od początku roku, cena baryłki ropy Brent wzrosła o około 11 proc. i wynosi obecnie około 85 dolarów. Sytuację na rynku kształtuje rosnący popyt na ropę związany z okresem wakacyjnym oraz utrzymujące się cięcia produkcji wprowadzone przez OPEC+. Powoduje to, że w trzecim kwartale ropy może być za mało, by zabezpieczyć światowy popyt.

W opublikowanym w środę raporcie OPEC utrzymał prognozę wzrostu światowego popytu na ropę w 2024 roku o 2,25 miliona baryłek dziennie oraz o 1,85 mln w 2025 roku. Przewidywania pozostały bez zmian, mimo niższego niż oczekiwano popytu na ropę w pierwszym kwartale br.

OPEC prognozuje także, że jeśli obecne cięcia produkcji pozostaną w mocy, w trzecim kwartale na rynku może pojawić się deficyt dostaw surowca. Według Goldman Sachs, popyt na ropę w trzecim kwartale może przewyższać planowaną produkcję o 1,3 mln baryłek dziennie. Może to wpływać na wzrost cen oraz na dalsze decyzje OPEC w zakresie utrzymania ograniczeń w produkcji ropy. W zeszłym miesiącu, OPEC+ zatwierdziło przedłużenie ograniczenia produkcji wysokości 3,66 mln baryłek dziennie do końca 2025 roku. Dotyczy to także dodatkowego cięcia produkcji o 2,2 mln baryłek, które ma obowiązywać do końca września tego roku, a potem ma być sukcesywnie zmniejszane i zakończyć się we wrześniu 2025 roku. Obecnie, decyzją OPEC+, światowa produkcja ropy jest ograniczona o 5,86 mln baryłek, co odpowiada wartości około 5,7 proc. światowego popytu.

Na północnej półkuli trwa obecnie sezon wakacyjny, który generuje dodatkowy popyt na ropę. W USA długi weekend związany ze Świętem Niepodległości przyczynił się do wzrostu popytu na paliwo lotnicze oraz benzynę. Dane amerykańskiej EIA (Energy Information Administration) wskazują, że popyt na paliwo lotnicze osiągnął najwyższy poziom od 2019 roku, a popyt na benzynę – najwyższy od 2021 roku. Jednocześnie, zapasy benzyny spadły do najniższego poziomu od maja, co dodatkowo wpłynęło na wzrost cen ropy. W Polsce wakacyjny popyt na paliwa jest napędzany przez wprowadzone przez sieci stacji paliwowych rabaty, wynoszące około 30-40 groszy na litrze paliwa 95.

Na ceny ropy będą także wpływać perspektywy cięcia stóp procentowych. W Europie już doszło do pierwszej obniżki stóp, co powinno wspierać wzrost gospodarczy i popyt na ten surowiec. Rynki oczekują, że w najbliższych miesiącach dojdzie także do obniżki stóp w USA. Mieszane dane dotyczące aktywności gospodarczej napływają natomiast z Chin, będących największym importerem ropy na świecie.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Scanway prezentuje pierwsze materiały z lotu rakiety Ariane 6, kamery Spółki uzyskały flight heritage

Scanway zaprezentował wspólnie z ESA i ArianeGroup pierwsze materiały z inauguracyjnego lotu rakiety Ariane 6. Zarejestrowane przez dwukamerowy zestaw optyczny ujęcia potwierdzają działanie oferowanego przez Scanway systemu wizyjnego w warunkach kosmicznych, dzięki czemu kolejny produkt Spółki uzyskał tzw. flight heritage. SCS (Scanway Camera System) będący częścią projektu YPSat (Young Professional Satellite) biorącego udział w pierwszym locie Ariane 6 jest oparty o rozwiązania sprawdzone wcześniej przez Scanway podczas własnej misji kosmicznej STAR VIBE przeprowadzonej w ubiegłym roku. Dzięki wrocławskiej firmie Polska miała swój ważny wkład w inauguracyjnym locie największej europejskiej rakiety Ariane 6, której start odbył się 9 lipca o godz. 21:00 polskiego czasu z portu kosmicznego w Gujanie Francuskiej. Lot został uznany za sukces i pozwolił Europie odzyskać niezależność w zakresie wynoszenia ciężkich ładunków na orbitę.

Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.
Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Sukces jakim okazał się lot Ariane 6 oraz jego spektakularny przebieg, włącznie z przelotem widocznym na niebie gołym okiem z Polski, to ogromna radość dla całego zespołu Scanway i powód do dumy, że jako Polska mieliśmy udział w tak prestiżowym wydarzeniu jak pierwszy, inauguracyjny lot największej europejskiej rakiety nośnej. Europa odzyskała niezależność w zakresie wynoszenia ładunków na orbitę, a my kolejny raz pokazaliśmy co potrafimy robić z kamerami w kosmosie. Flight heritage dla naszych kamer obsługujących start rakietowy jest cenny i ważny dla możliwej komercjalizacji tej linii produktów w przyszłości. Trendy i zgłaszane nam zapotrzebowanie wskazują na biznesową potrzebę rozwoju tego rodzaju produktów, umożliwiających szereg cennych zadań m.in. autodiagnostykę satelitów, rakiet nośnych i każdego sprzętu kosmicznego, którego właściciel chciałby zobaczyć co się z nim dzieje na orbicie komentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

YPSat (ang. Young Professionals Satellite) to europejski projekt mający na celu uchwycić kluczowe fazy inauguracyjnego lotu rakiety Ariane 6. Scanway dostarczył w ramach niego dwukamerowy zestaw optyczny, który w pierwszej fazie lotu monitorował proces separacji głównej owiewki rakiety, a w dalszej fazie lotu rejestrował przebieg separacji poszczególnych ładunków użytecznych zamieszczonych na rakiecie. System kamer Scanway składa się z 2 szerokokątnych kamer, elektroniki i interfejsów mechanicznych, zdolnych do dostarczania obrazu w dwóch trybach: wideo do 1080p i 30 fps lub 720p i 60 fps oraz foto z rozdzielczością 12,3 Mpix. Pozyskane i dostarczone przez Scanway dane posłużą Europejskiej Agencji Kosmicznej do szczegółowych analiz oraz optymalizacji kolejnych lotów Ariane 6.

Pierwsze zaprezentowane przez nas publicznie materiały to zdjęcia zarejestrowane kamerami Scanway dysponującymi rozdzielczością rzędu 12,3 Mpix, a nagranie wideo po skompresowaniu zostało z sukcesem przesłane na Ziemię. Poza walorem estetycznym, który w naszej opinii jest spektakularny, to kolejny pokaz umiejętności zespołu Scanway w obszarze, w którym się specjalizujemy, czyli kamer, teleskopów i szeroko technologii obserwacyjnej z kosmosu. Nie osiadamy jednak na laurach, bo za moment znów lecimy w kosmos, tym razem w projekcie EagleEye, czyli największym polskim satelicie w historii rozwoju krajowego sektora kosmicznego. To projekt realizowany w konsorcjum z Creotech Instruments S.A. i Centrum Badań Kosmicznych PAN, a my dostarczyliśmy w nim teleskop optyczny zdolny do zobrazowań Ziemi w rozdzielczości rzędu 1-2 m na piksel, w zależności od aktualnej orbity. To największy opracowany, zbudowany i użyty do tej pory w Polsce teleskop i kolejny kamień milowy w rozwoju naszej Spółki komentuje Mikołaj Podgórski, COO i współzałożyciel Scanway S.A.

Prace nad rakietą rozpoczęły się w 2014 roku, a koszt jej stworzenia wyniósł ok. 4 mld EUR. Rakieta Ariane 6 to bezpośredni następca użytkowanej w latach 1996-2023 rakiety Ariane 5, która wykonała łącznie 117 lotów, z czego 112 zakończyło się sukcesem. Ariane 6 ma obecnie zakontraktowanych 30 lotów, drugi lot odbyć ma się jeszcze w tym roku, a kolejnych sześć zaplanowanych jest na rok 2025.

Projekt rakiety Ariane 6 był realizowany przez Europejską Agencję Kosmiczną ESA we współpracy z podmiotami z 13 krajów europejskich, a głównym wykonawcą odpowiadającym za budowę rakiety została firma kosmiczna ArianeGroup – spółka joint venture pomiędzy Airbus Defence and Space oraz Safran. Struktura rakiety pozwala wynieść na niską orbitę Ziemi od 10,3 ton do 21,6 ton, a na orbitę geostacjonarną od 4,5 ton do 11,5 ton, w zależności od użytej konfiguracji. Ariane 62 wykorzystuje dwa boostery, a Ariane 64 cztery boostery. Ich liczba determinuje wysokość rakiety, która mierzy od 56 metrów do 62 metrów.

Unijny akt ws. danych szansą na transformację polskich firm

  • Przepisy unijnego aktu ws. danych zaczną obowiązywać we wrześniu 2025 r. i zapewnią organizacjom znacznie lepszy dostęp do danych gromadzonych przez urządzenia, z których korzystają.
  • 60% polskich firm postrzega unijny akt w sprawie danych jako szansę, jednak większość z nich nie jest jeszcze do niego przygotowana.
  • Przedsiębiorstwa planują wykorzystać uwolnione dane do optymalizacji i automatyzacji procesów, usprawnienia współpracy z łańcuchem dostaw oraz uzyskania oszczędności kosztów, ale także do zastosowań związanych ze sztuczną inteligencją.

Otwarcie przed europejskimi firmami nowych źródeł danych może nadać rozpędu ich transformacji. Będą w stanie dowiedzieć się więcej na temat swoich własnych procesów, podejmować decyzje w oparciu o bardziej wiarygodne analizy i wreszcie tworzyć nowe produkty i usługi oparte na danych” – wyjaśnia Maciej Kalisiak, członek zarządu Hewlett Packard Enterprise Polska. „Nasze badanie pokazało, że polskie przedsiębiorstwa dostrzegają ten potencjał, ale mają przed sobą jeszcze dużo pracy, by nie tylko spełnić minimalne wymogi stawiane przez nowe regulacje, ale i przekształcić swoje organizacje, umieszczając dane w centrum strategii biznesowych i wydobywając z nich maksimum wartości” – dodaje.Badanie HPE_Data Act_Korzyści Badanie HPE_Data Act_Strategia chmurowa Badanie HPE_Data Act_Przygotowanie do aktu ws. danych Badanie HPE_Data Act_Obawy

Zmiana na stanowisku Przewodniczącego Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy

Ogólne Zgromadzenie Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy (ZP PPS) jednomyślnie powołało Marka Buciora, Dyrektora Generalnego CEDC International należącego do Grupy Maspex, na stanowisko Przewodniczącego Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy (ZP PPS). W związku z końcem dwuletniej kadencji przewidzianej w statucie ZP PPS, 11 lipca 2024r. ze stanowiska Przewodniczącego ZP PPS ustąpił Marek Sypek, Dyrektor Zarządzający Stock Polska, który pełnił tę funkcję przez ostatnie 2 lata. Marek Sypek będzie nadal wspierał ZP PPS jako członek Rady Głównej.

Marek Bucior, nowy Przewodniczący ZP PPS, objął stanowisko Dyrektora Generalnego CEDC International, po przejęciu CEDC przez Grupę Maspex w 2022 roku. Pracę w Grupie Maspex rozpoczął w 2000 roku na stanowisku dyrektora Regionu w Polsce. Trzy lata później przeniósł się do Rumunii, gdzie objął stanowisko Commercial Managera, a następnie zarządzał Odziałem na Węgrzech. W latach 2016 – 2021 pełnił funkcję Dyrektora Generalnego zagranicznego Business Unitu Maspeksu – na Węgrzech, w Czechach
i na Słowacji.

Powołanie na Przewodniczącego ZP PPS to dla mnie dowód zaufania i wyróżnienie ze strony firm członkowskich ZP PPS, za co bardzo dziękuję. Będę kontynuował działania prowadzone prze Związek. Rynek spirytusowy to ważna gałąź polskiej gospodarki. Polski alkohol jest znany prawie na całym świecie i powinniśmy się skupić na rozwiązywaniu wyzwań jakie są przed nami. Jednym z nich jest ujednolicenie sposobu obliczania akcyzy dla piwa i napojów spirytusowych według zawartości alkoholu. Polskie przepisy akcyzowe nie opodatkowują de facto alkoholu, tylko jego źródło pochodzenia. Wyrównanie akcyzy doprowadzi  m.in. do zmiany profilu konsumpcji w kierunku napojów o niższej zawartości alkoholu oraz wzmocni krajowy przemysł spirytusowy, umożliwiając skuteczniejsze konkurowanie na rynkach zagranicznych polskim markom. Zapewni to także dodatkowe wpływy do budżetu państwa. Po drugie – definicja „Polskiej Wódki”

– jej rozszerzenie tak, aby zyskali polscy rolnicy i producenci. Po trzecie  możliwość sprzedaży alkoholu przez Internet – Polska jest jednym z ostatnich państw w Unii Europejskiej, które nie ma uregulowanej takiej sprzedaży alkoholu. Do tych głównych wyzwań dochodzi również bardzo istotna edukacja na temat odpowiedzialnej konsumpcji napojów alkoholowych. Głęboko liczę na współpracę, pomoc i dzielenie się doświadczeniem wszystkich członków ZP PPS.” powiedział Marek Bucior, nowy Przewodniczący. 

Branża napojów spirytusowych jest ważną częścią polskiej gospodarki – tworzy ją ponad 220 firm operujących na polskim rynku. Wpłaca do finansów publicznych 15,5 mld zł rocznie, głównie z tytułu podatku akcyzowego i VAT. Zatrudnia bezpośrednio ponad 4,7 tys. osób, a pośrednio 84 tys. osób w branżach powiązanych, jak handel HoReCa, dystrybucja czy rolnictwo. Produkcja spirytusu służy zagospodarowaniu nadwyżek płodów rolnych: rocznie przetwarzanych jest 1,319 mln ton zbóż oraz 50 tys. ton ziemniaków. Wartość eksportu polskich alkoholi mocnych sięga 2,2 mld zł.

Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy (ZP PPS) to wiodąca organizacja branżowa w Polsce, reprezentująca 90% rynku mocnych alkoholi. ZP PPS zrzesza zarówno międzynarodowe korporacje, jak i małe i średnie przedsiębiorstwa. Organizacja wspiera rozwój branży poprzez współpracę z władzami, naukowcami i NGO, promując tradycyjne metody produkcji. Od 2008 roku ZP PPS prowadzi kampanie społeczne i programy edukacyjne, mające na celu promowanie odpowiedzialnego spożywania alkoholu. Kampanie takie jak „Alkohol. Zawsze odpowiedzialnie.”, „Piłeś? Nie jedź!” czy „Lepszy start dla Twojego dziecka” są dobrze znane i skutecznie realizują misję organizacji.

Spada inflacja w Szwajcarii, kolejne obniżki stóp na horyzoncie

Szwajcarska inflacja w czerwcu spadła do 1,3 proc. wobec przewidywanych 1,4 proc. Jest to potwierdzenie polityki prowadzonej przez Szwajcarski Bank Centralny, który na ostatnich dwóch posiedzeniach obniżał stopy procentowe. Niższe stopy w Szwajcarii to dobra wiadomość dla kredytobiorców frankowych, ponieważ,z jednej strony, bezpośrednio obniżają raty ich kredytów (o 40-60 zł na każde 100 tys. zł), a z drugiej – wpływają na osłabienie franka.

Czerwcowa inflacja w Szwajcarii zaskoczyła analityków, spadając do poziomu 1,3 proc., kiedy spodziewano się 1,4 proc. Wcześniej, ceny wzrosły z poziomu 1 proc. w marcu do 1,4 proc. w maju. Teraz zaś ceny w gospodarce spadły (pomimo dwóch kolejnych obniżek stóp procentowych o 0,25 p.p. dokonanych w marcu i czerwcu tego roku). W wyniku tych decyzji, oficjalna stopa procentowa spadła z 1,75 proc. do 1,25 proc. Dwie takie obniżki powodują spadek raty przeciętnego polskiego kredytu we franku o 40-60 zł na każde 100 tys. zł zaciągniętego kredytu.

Poziom 1,75 proc. stopy procentowej w Szwajcarii osiągnięto po serii podwyżek od czerwca 2022 do czerwca 2023 roku. Był to najwyższy poziom stóp od kryzysu 2008 roku, kiedy stopy wzrosły do 2,75 proc. W przypadku poprzednich cykli zmian stóp procentowych (w 2000/2002 oraz 2006/2008) ich spadki następowały tak samo szybko albo nawet szybciej niż wcześniejsze podwyżki. Tym razem jednak, cały czas pojawiają się obawy dotyczące uporczywej inflacji, która może rosnąć zarówno z powodu czynników lokalnych (rynek pracy, wzrost płac), jak i globalnych (deglobalizacja, ograniczenia w światowym handlu, niepewność geopolityczna). Ostatnio, szef Szwajcarskiego Banku Centralnego Thomas Jordan stwierdził, że czuje się spokojny, jeśli chodzi o postępy związane ze spadkiem inflacji. Analizy banku centralnego wskazują na spadek inflacji w średnim terminie do około 1 p.p. To oznaczałoby pole do kolejnych obniżek stóp procentowych w Szwajcarii.

Podejmując decyzje, Szwajcarski Bank Centralny nie ignoruje poczynań Europejskiego Banku Centralnego i FED. Druga obniżka stóp w Szwajcarii nastąpiła już po pierwszej obniżce w strefie euro. Na decyzje Szwajcarii będzie zatem wpływać dalsza ścieżka obniżek stóp w Europie i USA. Im więcej będzie obniżek, tym większa szansa na szybsze cięcie stóp w Szwajcarii. Jednak inflacja w strefie euro pozostaje prawie dwukrotnie wyższa – w czerwcu wyniosła 2,5 proc., stopa depozytowa EBC po obniżce wynosi 3,75 proc.

Niższe stopy procentowe niż w USA i strefie euro mogą wpływać na osłabienie franka szwajcarskiego. Trzeba jednak pamiętać, że frank jest postrzegany przez świat jako bezpieczna przystań w sytuacjach wzrostu napięcia, dlatego nigdy nie można wykluczyć jego nagłego umocnienia wynikającego ze wzrostu napięcia geopolitycznego. Obniżki stóp wywołały jednak osłabienie się franka wobec euro o 0,5 proc. Szwajcarska waluta osłabiała się ostatnio także wobec złotego: w ciągu ostatniego miesiąca – o 1,8 proc., a od początku roku – o 6,2 proc. (z 4,68 na 4,39 zł za franka). To znaczy, że o tyle dodatkowo spadły raty spłacane przez polskich kredytobiorców we franku.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Adam Noga: Nowe oblicze ekonomii politycznej socjalizmu

Współczesny świat broni się przed ekonomią polityczną populizmu i reformami zaciągając kredyt i zwiększając zadłużenie. I zazwyczaj wpada jeszcze bardziej w jej szpony.

Niebezpieczny tryumf ekonomii politycznej populizmu (EPP) na świecie mobilizuje wielu poważnych ekonomistów do poszukiwania swoistej nowej ekonomii politycznej socjalizmu (EPS). EPS ma stać się tym razem nie jedną z dwóch stron walki ideologicznej, ale trzecią drogą pomiędzy EPP a ekonomią polityczną liberalizmu (EPL) – wobec obu silnie krytyczną (symetryzm?). Wszystkie te trzy ekonomie polityczne mogą jednak polec przy zderzeniu z wielkimi problemami współczesnego świata, które w XXI wieku rozwiązuje się głównie przez rabunkową eksploatację jednego z największych wynalazków cywilizacji: kredytu i zadłużenia.

Manifest Berliński

Pod koniec maja w Berlinie 70 znanych ekonomistów podpisało deklarację, w której dostaje się nieźle EPL i manifestuje się szansę zwycięstwa z EPP przy pomocy arsenału myśli dobrze znanych z EPS. Chodzi oczywiście o takie myśli jak:

  • państwo jako skuteczny lek na zawodność rynku – z jednej strony ponoć słabo konkurencyjnego, a z drugiej nie wszędzie mogącego działać;
  • fiskalną walkę z nierównościami społecznymi;
  • niedopuszczanie do oszczędnościowych cięć wydatków publicznych;
  • dekoncentrację rynków;
  • „nowoczesną politykę przemysłową”;
  • wyrównanie szans rozwojowych młodych ludzi
  • oraz przede wszystkim ochronę klimatu i środowiska naturalnego.

Rewolucyjnie zakłada się, że wszystko to uda się osiągnąć, gdy ekonomiści pogodzą się z politycznymi uwarunkowaniami, oraz zgodzą się, że efektywność nie jest najważniejszym problemem ekonomii: czyli że racjonalność polityczna jest ważniejsza niż racjonalność ekonomiczna.

Manifest podpisali tak znani ekonomiści jak Dani Rodrik z Harvardu, Mariana Mazzucato z University College London, noblista Angus Deaton i – nieprzypadkowo – cała plejada francuskich ekonomistów na czele z Thomasem Piketty, Olivierem Blanchardem i Gabrielem Zucmanem. „Lewicowy skręt” francuskich ekonomistów znany już jest od dawna, a obecnie Francuzi to połowa wśród 20 najważniejszych ekonomistów w… USA, na czele z noblistką Esther Duflo. Kładą oni bardzo silny nacisk na społeczny i polityczny charakter ekonomii.

Można powiedzieć, że w manifeście, poza coraz bardziej dramatycznymi okolicznościami jego powstania, nie ma nic nowego w stosunku do tego, o czym od dawna dyskutuje się w naukach społecznych i w publicystyce. Wnikliwsza analiza tego manifestu oraz dyskusji o nim pozwala jednak dostrzec kilka nowatorskich inspiracji. Inspiracje te w rzeczywistości mogą powstrzymać EPP i nie tak bardzo oddalać się od EPL, ponieważ nad wszystkimi ekonomiami politycznymi wisi miecz Damoklesa w postaci długu państwa, przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Warto więc zwrócić uwagę na „nową polityczność ekonomii politycznej”, nowe rozumienie polityki gospodarczej oraz na szerokie, substantywne, nie formalne, rozumienie efektywności, którą trzeba ewaluować.

Polityczność ekonomii politycznej

Na początku transformacji ustrojowej z hukiem wyrzucono z polskich uczelni ekonomię polityczną socjalizmu oraz ekonomię polityczną kapitalizmu. Było to uzasadnione faktem, że ekonomia polityczna kojarzyła się z gwałtem na ekonomii, jakiego od Rewolucji Październikowej dokonywały politbiura kształtujące programy, metodologię i wnioski naukowe, uwalniając pracowników naukowych od wysiłku badawczego.

Oczywiście większość nie pławiła się w luksusie tego lenistwa. Początkowa istota ekonomii politycznej była bowiem inna. W odróżnieniu od ekonomii jako nauki o gospodarowaniu w gospodarstwie domowym (greckie oikos: dom), ekonomia polityczna oznaczała gospodarowanie w ramach wspólnoty, miast czy państw (greckie polis: miasto – państwo). Dalecy od lenistwa i ulegania dyktatowi politbiura ekonomista Janusz Beksiak czy socjolog Winicjusz Narojek napisali głośne książki o społeczeństwach, które muszą jako całość nauczyć się gospodarować i planować.

We współczesnym świecie przez ekonomię polityczną rozumie się więc konieczność gospodarowania społeczeństw jako całości, czego nie da się oderwać od polityki, choć oczywiście sporów pomiędzy ekonomistami to nie zamyka, i jak widzimy angażują się w EPP, EPS, EPL i wiele innych ekonomii politycznych, może mniej głośnych, ale wciągających badaczy.

Współczesna ekonomia polityczna ma też oczywiście swoje patologie, jak ta z politbiura. W ramach tej patologii politycy z premedytacją realizują swoje prywatne lub grupowe cele przez politykę gospodarczą i zmiany prawa, a badacze próbują szacować „korzyści” takiej patologii dla społeczeństwa. Trzeba jednak odnotować, że EPS słusznie identyfikuje taką patologię jako EPP: „kradną, ale się dzielą”.

Praktyczne korzyści z analizy przez EPP i EPS relacji społeczeństwo – polityka – ekonomia, pojawiają się zazwyczaj dopiero w kryzysach, które zmuszają do reform i restrukturyzacji społeczeństwa, politykę i ekonomię. Nikt nie zmienia trybu życia przed zawałem. Ekonomia często nazywana jest dismal science (ang. ponura nauka), ponieważ pomimo wielu jej wspaniałych definicji jest przede wszystkim nauką o konieczności ciągłych zmian – restrukturyzacji – dostosowań. Dopiero w kryzysach, jakkolwiek brzmiałoby to bardzo ponuro (dismal), pojawia się szansa na konieczne reformy i wtedy trzeba robić ich jak najwięcej i jak najgłębiej.

Współczesny świat broni się przed EPP i reformami, zaciągając kredyt oraz zwiększając zadłużenie. I wpada zazwyczaj jeszcze bardziej w szpony EPP. W trzeciej dekadzie XXI wieku zadłużenie publiczne, przedsiębiorstw i gospodarstw domowych przekroczyło 250 proc. światowego PKB, a na początku XXI wieku nie przekraczało 200 proc., w latach 90. XX wieku było na poziomie 180 proc., w latach 80. XX wieku na poziomie 150 proc. PKB, itd. W latach 2021-2023 relacja długu do PKB na świecie spadła „dzięki” inflacji, czyli gospodarka jak mądry organizm sama zaczyna się bronić przed nadużyciami.

Stefanie Stantcheva z Harvardu, jedna bardzo wpływowych w USA francuskich ekonomistek, pokazuje w swoich oryginalnych badaniach, że jeśli Joe Biden przegra wybory w listopadzie to nie przez swój wiek, ale przez inflację, którą społeczeństwo USA uznało za wroga publicznego numer jeden i obarczyło winą za nią prezydenta. Niemal codziennie dziennik „Le Monde” głosi, że marsz do władzy populistycznego Zgromadzenia Narodowego Marine Le Pen i Jordana Bardelli, to przede wszystkim efekt spadającej pouvoir d’achat (siły nabywczej) Francuzów. Jaką rolę odegrał spadek siły nabywczej Polaków w wyborach 15 października?

Ekonomiści z Manifestu Berlińskiego bardzo dobrze czują ograniczenie i pułapkę walki z EPP poprzez zwiększanie wydatków publicznych i zadłużenia – sięgają więc po swoje wunderwaffe w postaci nowej polityki przemysłowej.

Etatyzm bez Keynesa

Forsowanie nowej polityki przemysłowej jako cudownego środka sprawczego w EPS na pewno zawdzięczamy w manifeście Marinie Mazzucato i Daniemu Rodrikowi. Ta dwójka ekonomistów od dawna w wielu swoich pracach wskazuje, że państwo może być skutecznym przedsiębiorcą w gospodarce – poza swoją oczywistą wielką rolą w tzw. policy mix czyli polityce fiskalnej i pieniężnej.

Państwo jako przedsiębiorca powinno się daleko jednak trzymać od keynesizmu i jego zaleceń podtrzymywania popytu w gospodarce poprzez wydatki na dowolne cele. Państwo powinno się koncentrować na ambitnych wydatkach przede wszystkim dotyczących badań i rozwoju, nowoczesnych technologii, ochronie środowiska, walce z ociepleniem klimatu itp. Powinno w tym zakresie współpracować z biznesem prywatnym, a nawet mocno go „poszturchiwać” (nudge) w kierunku takich prorozwojowych działań.

Współpraca z biznesem prywatnym to również szansa na zaangażowanie „prywatnych pieniędzy” dla celów publicznych i aby biznes prywatny zaangażował się w przedsięwzięcia publiczne, to należy mu się przypochlebiać (cajoling). To przypochlebianie wcale nie musi być takie przyjemne, jak to dotychczas uważano w tradycyjnej polityce przemysłowej, w której państwo np. nadawało przywileje monopolu współpracujących z nim przedsiębiorstw, ustalało cła dla konkurentów, zwalniało z podatków czy rozkładało polityczny parasol ochronny. Nowa polityka przemysłowa często odwrotnie, podążając za badaniami Philippe’a Aghiona, chce rozwijać różne dziedziny gospodarcze ułatwiając wejście do nich nowym konkurentom.

Nowa filozofia prawa

Mądre wydawanie przez państwo pieniędzy, nieweryfikowane rynkową opłacalnością biznesową, powinno zostać zapewnione przez nową filozofię prawa. W myśl tej filozofii każdy nowy wydatek publiczny powinien w ustawie mieć ściśle określoną nie tylko kwotę, ale i okres realizacji oraz cele jakie dzięki niemu chcemy osiągnąć. Pozytywna zewnętrzna ewaluacja realizacji celów przez określony wydatek publiczny może być podstawą do uchwalenie ustawy z nowym wydatkiem. W ekonomii wprawdzie od dawna znany już jest tzw. test Milla – Bastable’a, który pokazuje np. jak długo można pomagać nowym gałęziom gospodarki, ale jak dotychczas ma on charakter bardziej intelektualnego dyskursu niż prawnego sposobu racjonalizacji wydatków publicznych.

Powyższy problem EPS został już częściowo dostrzeżony przez OECD oraz Unię Europejską i jak wiadomo, według koncepcji Independent Fiscal Institutions tworzona jest w Polsce Rada Polityki Fiskalnej. To na pewno postęp w ewaluacji polityki gospodarczej państwa, ale paradoksalnie dla ekonomii politycznej byłoby lepiej, aby takie rady, miały charakter autentycznie zewnętrzny, profesjonalny i niezależny charakter, np. dzięki wybieraniu ich przez środowiska naukowe. Dotyczy to wielu innych rad i instytucji w systemach demokratycznych. Dopuszczanie do politycznego betonowania ponadkandencyjnych instytucji jest wyraźną słabością nauk prawnych – groźną zarówno dla ekonomii politycznej socjalizmu, jak i ekonomii politycznej liberalizmu.

Adam Noga. Profesor w Akademii Leona Koźmińskiego. Członek TEP

Rynek przyjął wypowiedzi Powella z dużym spokojem

Słowa Powella przed Komisją Bankową Sentu nie wniosły tak naprawdę nic nowego. Rynek przyjął wypowiedzi z dużym spokojem i nie doświadczyliśmy podwyższonej zmienności. Zapowiada się, że dzisiejsze drugie zeznanie Szefa Fed-u również nie wniesie nic przełomowego. Inwestorzy wyczekują na jutrzejszy raport inflacyjny z USA. SP500 oraz Nasdaq Composite urosły wczoraj o kosmetyczne 0,1 proc. a przemysłowy Dow Jones stracił taką samą wartość. EURUSD konsoliduje się tuż powyżej 1,08. Złoty jest mocny a dolar nowozelandzki osłabia się po dzisiejszej decyzji RBNZ.

Dziś nad ranem RBNZ postanowił utrzymać stopy procentowe na niezmienionym poziomie 5,5 proc. Dolar nowozelandzki jednak stracił wyraźnie na wartości względem głównych walut. Przyczynę należy upatrywać w tym, że bank centralny ja zapowiedział obniżki stóp procentowych już w październiku. W rzeczywistości aktualnie rynek stóp procentowych wycenia prawie dwie obniżki stóp procentowych na pozostałe trzy posiedzenia RBNZ w tym roku. Pierwsza pełna obniżka stóp jest wyceniana na jesień, a szanse na sierpniowy ruch również wzrosły obecnie do prawie 60 proc. Ta zmiana nastawienia musiała zostać zobrazowana słabszym NZD.

Rozbieżność między „kiwi” a dolarem jest widoczna w obecnym stanowisku obu banków centralnych. Podczas gdy RBNZ zapowiada obniżki stóp procentowych jeszcze w tym roku, Fed pozostaje nieugięty, a Powell potwierdził wczoraj swoje stanowisko. Para walutowa NZD/USD dynamicznie zniżkuje od rana z poziomu 0,6130 do 0,6070 obecnie.

Wczoraj o 16 czasu polskiego rozpoczęło się półroczne zeznanie prezesa Fed na temat polityki monetarnej przed Komisją Bakową Senatu USA. Powell przyznał, że Rynek pracy mniej więcej powrócił do poziomów sprzed pandemii. Padło stwierdzenie, że Fed zacznie luzować politykę monetarną w odpowiednim momencie.

Powell z Fed powtórzył znaną wszystkim kwestię, że decyzje będą podejmowane co posiedzenie. Jednocześnie widzi on solidny wzrost wydatków konsumenckich, umiarkowany wzrost wydatków kapitałowych i wzrost inwestycji mieszkaniowych. Rynek pracy w opinii Fed-u jest silny ale nie przegrzany. Bankier centralny powtórzył „oklepane” zdanie, że więcej pozytywnych danych wzmocniłoby zaufanie Fed-u, że gospodarka zmierza w oczekiwanym kierunku. Szef Rezerwy Federalnej przyznał, że inflacja nie jest jedynym czynnikiem ryzyka.

Jeśli chodzi o obniżkę we wrześniu, tu jest otwarta droga, ale jednocześnie wciąż istnieje wiele dwukierunkowych uprzedzeń – przyznał Powell. W tym momencie rynek podobnie wycenia szanse na wrześniową jak i grudniową obniżkę (ok 75 proc.).Rynek nie zareagował na te wypowiedzi. Kurs EUR/USD jest wciąż stabilny i znajduje się dziś rano w okolicy 1,0815.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Powell znów jak wytrawny taktyk

Wczorajsze wystąpienia szefa Fed przed Bankową Komisją Senacką bez fajerwerków i bez większego wpływu na USD. Dolar nowozelandzki w ogonie walut po posiedzeniu banku centralnego.

Za szybkie cięcie złe, zbyt późne również

Często bywa na rynkach tak, że po niektórych wydarzeniach oczekuje się czegoś „wow”, co rozrusza handel i wywoła dużą zmienność, szczególnie gdy trwa wakacyjny marazm. Tyle tylko, że wczoraj taki balon oczekiwań urósł na bazie wystąpienia szefa Fed przed Komisją Senacką. I chyba ktoś zapomniał, jak wybornym taktykiem jest prezes Powell, który nie raz nie dwa udowodnił wszystkim, że bank centralny na jego czele nie ma za zadania wzbudzać sensacji na rynkach i pewnie wielu powinno się od niego uczyć. Prezes Fed był bardzo zdawkowy w swoich słowach, twierdząc, że ścieżka spadku inflacji musi się utrwalić, żeby można było myśleć o działaniach na stopach procentowych. I tak naprawdę tyle istotnego, nie dziwi więc fakt, że szansa na cięcie stóp o 25 pkt bazowych we wrześniu niemal się nie zmieniła i oscyluje wokół 70%. Kosmetyczny ruch miał też miejsce na EUR/USD, który utrzymuje się nad poziomem 1,08.

NZD obrywa

Przy dość płaskim handlu na rynku FX dziś zwraca uwagę słabość NZD, który traci do niemalże całego koszyka głównych walut. Jest to pokłosie posiedzenia RBNZ i może nie tyle samej decyzji, która utrzymała stopy procentowe bez zmian na poziomie 5,50%, ile późniejszej komunikacji. Chodzi o to, że Bank Nowej Zelandii wskazuje, że presja inflacyjna w drugiej połowie powinna się zmniejszać, a CPI ma wrócić w przedział od 1% do 3%. Pozwoli to na otwarcie drzwi pod nazwą „obniżki stóp” i właśnie ta kwestia zdecydowała, że NZD traci. Rynek dyskontuje już dostosowanie kosztu pieniądza, które skutkuje właśnie osłabieniem waluty. Pierwszego cięcia stóp RBNZ ma dokonać w październiku według oczekiwań rynku. Nowozelandzka waluta traci dzisiaj do USD ponad 0,6%, a podobne poziomy deprecjacji obserwujemy do euro, franka szwajcarskiego czy po sąsiedzku do australijskiego dolara.

Kolejny raz

Utrzymywanie się nad poziomem 1,08 głównej pary walutowej świata pozwala krajowej walucie zakotwiczyć się na niskich poziomach, choćby w relacji do wspólnej waluty. EUR/PLN jest bliski testu wsparcia na 4,25, USD/PLN z kolei dość blisko 3,90. Dzisiaj kalendarz makro jest w iście wakacyjnym trybie i nie zawiera zbyt wielu pozycji, które mogłyby rozruszać handel. Warta uwagi inflacja CPI z Państwa Środka, która wyniosła raptem 0,2% r/r przy oczekiwaniach dwukrotnie wyższych. Dzisiaj znów swoje zeznanie ma szef Fed (tym razem przed inną Komisją), wydaje się jednak, że wiara w to, iż padną konkrety, bądź zmieni się sposób komunikacji od tej z wczoraj, jest dość nikła. Niemniej jednak o godz. 16.00 warto na to przesłuchanie zwrócić uwagę, gdyż nieco większa zmienność może się pojawić.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Ceny coraz bardziej rosną. W czerwcu na sklepowych półkach było o 3,1 proc. drożej niż rok temu

Analiza przeszło 71,4 tys. cen detalicznych wykazała, że w czerwcu br. codzienne zakupy podrożały średnio o 3,1% rdr. Dla porównania, w maju wzrost rdr. wyniósł 2,9%, a w kwietniu – 2,4%. Do tego na siedemnaście monitorowanych kategorii produktów trzynaście znalazło się na plusie. Najmocniej poszły w górę słodycze i desery, bo o 11,2% rdr. Tym samym zaliczyły one jedyną w całym rankingu dwucyfrową podwyżkę. W TOP5 drożyzny widać również chemię gospodarczą ze wzrostem rdr. na poziomie 9,2%, dodatki spożywcze – 6,2%, pieczywo – 5,3%, a także napoje bezalkoholowe – 4,9% rdr. Z kolei najmniejsza zwyżka wyniosła 0,9% rdr. i dotyczyła mięsa. Według autorów raportu, z zebranych danych wyraźnie wynika, że dynamika wzrostu cen w sklepach rośnie kolejny miesiąc z rzędu. I wydaje się, że szybko ten trend na rynku nie wyhamuje. Polacy w wielu kategoriach produktowych muszą się przygotować na dalsze podwyżki.

Z najnowszego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito, wynika, że w czerwcu br. codzienne zakupy Polaków zdrożały średnio o 3,1% rdr. W maju dodatni wynik w relacji rocznej (obliczony wg tej samej metodologii) wyniósł 2,9%, a w kwietniu – 2,4%. Widać zatem, że dynamika wzrostu cen w sklepach rośnie kolejny miesiąc z rzędu. Na siedemnaście monitorowanych kategorii produktów dwanaście wykazało jednocyfrowy skok w relacji rocznej. Do tego jedna grupa produktów zaliczyła dwucyfrową podwyżkę, tj. słodycze i desery – o 11,2% rdr. W maju podrożały rdr. o 12,9%, a w kwietniu – o 10,6%.

– Słodycze i desery są na froncie drożyzny ze względu na znaczny wzrost cen surowców. Wymuszają go pogarszające się warunki przyrodnicze. Ponadto wpływają na to takie czynniki, jak drożejące nośniki energii, coraz wyższe płace i rosnący popyt na cukier i kakao przy stabilizacji podaży. Analizując zmiany klimatyczne, raczej nie należy spodziewać się polepszenia warunków uprawy oraz zmian w cenach energii, a więc ta kategoria artykułów będzie dalej drożeć – komentuje prof. nadzw. dr hab. Sławomir Jankiewicz z Uniwersytetu WSB Merito.

Na drugiej pozycji w rankingu podwyżek znalazła się chemia gospodarcza ze średnim wzrostem rdr. o 9,2%. W maju jej ceny poszły w górę rdr. o 9,7%, a w kwietniu – o 7,7%. Widać zatem, że dynamika podwyżek zaczyna w tej kwestii lekko spadać. Nadal jednak ta kategoria utrzymuje się w czołówce drożyzny, co podkreślają analitycy z UCE RESEARCH.

– W ostatnich kilku miesiącach nastąpiła stabilizacja tempa wzrostu cen chemii gospodarczej, gdyż wahania są stosunkowo niewielkie i zdecydowanie niższe niż w ub.r. Należy jednak zauważyć, że wyniki tej kategorii są w dużej mierze zależne od poziomu cen energii i gazu, które wkrótce mogą znacząco wzrosnąć. Dopiero za kilka miesięcy będziemy w stanie stwierdzić, czy producenci i sprzedawcy utrzymywali tempo podwyżek na ww. poziomie, aby złagodzić skutki lipcowych skoków cen energii – zapowiada dr Artur Fiks z Uniwersytetu WSB Merito.

Na trzecim miejscu w zestawieniu są dodatki spożywcze (tj. ketchupy, majonezy, musztardy, przyprawy) ze średnią podwyżką o 6,2% rdr. W maju rdr. podrożały o 5,9%, a w kwietniu – o 11,7%. I w tej kwestii widać, że dynamika wzrostu cen zaczyna tutaj lekko iść w górę, na co zwracają uwagę eksperci z UCE RESEARCH.

– Sezon grillowy w pełni, a więc dodatki spożywcze cieszą się dużym zainteresowaniem klientów. Producenci, ale też retailerzy wykorzystują tę okazję i zaczynają zwiększać tempo wzrostu cen. Tendencja ta powinna utrzymywać się także w lipcu i sierpniu, czemu niestety sprzyjać będzie również wspominany już wzrost cen energii i gazu – stwierdza dr Fiks.

Czwarte w rankingu jest pieczywo, które podrożało o 5,3% rdr. W maju jego ceny wzrosły rdr. o 4,9%, a w kwietniu – o 1,4%. – Na notowania tej kategorii wpłynęło aż kilka czynników, w tym wzrost VAT, cen surowców, paliwa i nośników energii, a także wynagrodzeń. Znaczenie miała też adaptacja do przewidywanych podwyżek cen produkcji. Ponadto należy wspomnieć o zdestabilizowaniu gospodarki przez poprzedni rząd, czego efektem były spekulacje – zaznacza prof. nadzw. dr hab. Sławomir Jankiewicz.

Zestawienie TOP5 drożejących kategorii zamykają napoje bezalkoholowe ze zwyżką o 4,9% rdr. W maju podrożały rdr. o 6,3%, a w kwietniu – o 8,1%. – Zwiększony popyt na napoje bezalkoholowe, wynikający z wysokich temperatur, sprawiał, że ceny w dalszym ciągu rosną, choć nie tak mocno, jak we wcześniejszych miesiącach. Musimy pamiętać, że w tej kategorii panuje duża konkurencja, a asortyment produktów jest bardzo urozmaicony i bardzo łatwo znaleźć substytut, którym można ugasić pragnienie. Wydaje się więc, że szybszy wzrost cen hamowany jest właśnie przez agresywną rywalizację o klienta – tłumaczy dr Artur Fiks.

Następne w rankingu są środki higieny osobistej, które zdrożały średnio o 5,1% rdr. W maju ich ceny poszły w górę rdr. o 3,1%, a w kwietniu – o 4,1% rdr. Widać zatem, że dynamika wzrostu cen w tej kategorii zaczyna rosnąć. Dr Artur Fiks przekonuje, że w tym przypadku mamy również do czynienia z sezonowością. Upały powodują, że zapotrzebowanie na środki higieny osobistej wzrasta i przyspiesza podwyżki cen.

– Do tego cały czas rosną ceny surowców, np. celulozy, opakowań, zarówno tych foliowych, jaki i papierowych, a także transportu. Ponadto wzrastają płace. Ich podwyżki w tym roku mogą wynieść kilkadziesiąt procent. Zmiany związane z ochroną środowiska również negatywnie wpływają na ceny środków higieny osobistej – dodaje prof. Jankiewicz.

Na plusie są też ryby z podwyżką o 4,8% rdr. W maju podrożały zdecydowanie mniej, bo o 0,5% rdr. Podobnie było w kwietniu, gdy ceny poszły w górę o 0,6% rdr. – Ryby drożeją z uwagi na rosnące koszty energii i transportu oraz płace. Ponadto na podwyżki w tej kategorii wpływają wahania pogodowe, zanieczyszczenie środowiska, a także zmiany przepisów, związane z ochroną i hodowlą – wyjaśnia prof. Jankiewicz z Uniwersytetu WSB Merito.

Dalej w zestawieniu są używki (tj. herbata, kawa, piwo, wódka) ze średnim wzrostem o 4,7% rdr. We wcześniejszych dwóch miesiącach zdrożały one odpowiednio o 2,6% i 3,6% rdr. – W przypadku herbaty obserwujemy zmianę w konsumpcji. Kupujemy produkty lepszej jakości i o nowych smakach. Wpływać to może na wzrost cen w sklepach. A dodatkowo rosną koszty produkcji, w tym transportu i przechowywania oraz płac. Jeśli chodzi o alkohole, to zaplanowane do 2027 roku podwyżki akcyzy będą podbijały ceny. W przyszłym roku do czynników cenotwórczych dojdzie jeszcze wzrost kaucji płaconych za butelki i puszki – uprzedza prof. nadzw. dr hab. Sławomir Jankiewicz.

Piąte od końca w rankingu podwyżek są wędliny, które zdrożały o 4,6% rdr. Miesiąc wcześniej poszły w górę rdr. o 1,2%, a w kwietniu – o 0,7%. Dla porównania, ceny mięsa ostatnio podskoczyły najmniej w całym zestawieniu, bo o 0,9% rdr. W maju odnotowały wzrost rdr. o 1,9%, a w kwietniu – o 0,2%. – Wędliny drożeją mocniej niż mięso ze względu na wyższe koszty produkcji. Dla obu kategorii znaczenie ma dostępność i cena surowca. Postulowane obecnie zmiany przepisów UE dot. hodowli zwierząt mogą spowodować, że wędliny i mięso podrożeją w sklepach nawet o ponad 20% – ostrzega prof. Jankiewicz.

Wśród nieznacznie drożejących rdr. kategorii są też owoce ze wzrostem o 1,8% rdr. Poprzednio ich ceny podniosły się rdr. o 2,2%, a dwa miesiące wcześniej – o 5,1. – Niższy wzrost cen owoców w porównaniu z poprzednimi miesiącami wynika przede wszystkim z faktu, iż braki na krajowym rynku są zaspokajane importem z zagranicy. Sytuacja ta powinna utrzymywać się w dalszym ciągu – objaśnia dr Fiks.

Jeszcze mniejszą podwyżkę odnotowały ostatnio art. dla dzieci, tj. o 1,5% rdr. W maju zdrożały rdr. o 4,2%, a w kwietniu – o 5,5%. Z kolei nabiał zdrożał w czerwcu o 1,1% rdr. Poprzednio poszedł w górę o 1% rdr. Dwa miesiące wcześniej potaniał o 3,8% rdr. – Niestety w najbliższym czasie ceny nabiału mogą mocniej pójść w górę ze względu na wzrost cen energii elektrycznej, która generuje duże koszty przy produkcji tego typu wyrobów. Jak duży będzie to wzrost, przekonamy się już wkrótce – podsumowuje dr Artur Fiks.

***
Opis metody badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od blisko 7 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z czerwca 2024 r. i analogicznego okresu z 2023 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą przeszło 71,4 tys. cen detalicznych z ponad 32,2 tys. sklepów należących do 59 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Transition Technologies MS rozważa ofertę publiczną i debiut na GPW

Transition Technologies MS (TTMS), spółka IT specjalizująca się w nowoczesnym outsourcingu opartym o tzw. usługi zarządzane (managed services) dla dużych międzynarodowych firm, złożyła do Komisji Nadzoru Finansowego wniosek o wznowienie postępowania prospektowego w związku z rozważaną ofertą publiczną akcji i debiutem na GPW.

TTMS, który jest częścią informatycznej grupy Transition Technologies (TT), działa w Polsce oraz na wielu atrakcyjnych rynkach międzynarodowych, w tym poprzez zagraniczne biura i spółki zależne w Danii, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Indiach i Malezji. TTMS koncentruje się na klientach przede wszystkim z sektorów wymagających wysokich kompetencji: farmaceutycznym, medycznym, zbrojeniowym. Firma, która wykorzystuje najbardziej zaawansowane technologie informatyczne, takie jak Adobe Experience Manger, Microsoft Azure Cloud, Salesforce rozwija również ofertę w oparciu o rozwiązania technologiczne bazujące na generatywnej sztucznej inteligencji.

– Jesteśmy spółką o międzynarodowym zasięgu, a naszym celem jest zdobycie pozycji globalnego dostawcy usług IT. Od początku działalności notujemy dynamiczne wzrosty przychodów. Zwłaszcza w ostatnich dwóch latach znacząco urośliśmy zarówno organicznie, jak i poprzez akwizycje. Przejęliśmy dwie zagraniczne spółki w Danii i Szwajcarii, założyliśmy spółkę w Indiach i zwiększyliśmy zatrudnienie do blisko 800 osób na koniec 2023 r. Ze względu na panujące tendencje rynkowe, związane z dynamicznym postępem technologicznym, zwłaszcza w zakresie sztucznej inteligencji i potrzebą ciągłego rozwoju systemów IT, jesteśmy przekonani, że rynek na którym działamy ma bardzo dobre perspektywy rozwoju – mówi Sebastian Sokołowski, prezes TTMS.

Wyniki finansowe (w mln zł)Wyniki finansowe Wyniki finansowe

Na koniec 2023 r. TTMS miał 217,1 mln zł skonsolidowanych przychodów wobec 183,4 mln zł rok wcześniej i 136 mln zł w 2021 r., co oznacza CAGR w wysokości 30%.

Wniosek o zatwierdzenie prospektu emisyjnego TTMS został złożony do Komisji Nadzoru Finansowego w 2021 r. Ze względu na niesprzyjającą sytuację geopolityczną (napaść Rosji na Ukrainę) oraz związaną z tym dużą zmienność rynków finansowych postępowanie zostało zawieszone w marcu 2022 r.

– Jestem przekonany, że oferty publiczne spółek z ekspozycją na ciekawy, perspektywiczny i dynamicznie rosnący rynek, które mogą pochwalić się rosnącymi przychodami oraz ambitnymi planami rozwoju, mogą cieszyć się dużym zainteresowaniem inwestorów. Zakładamy dalszy dynamiczny rozwój, również poprzez selektywne akwizycje na rynkach zagranicznych. Doświadczenie w przejmowaniu firm już mamy – na początku tego roku kupiliśmy szwajcarską spółkę Pixel Plus, a w 2021 r. duńską spółkę ConCor (obecnie TTMS Nordic) – dodaje Sebastian Sokołowski.

TTMS chce być spółką regularnie wypłacającą akcjonariuszom dywidendę. Zarząd TTMS zamierza, w zależności od sytuacji finansowej spółki, rekomendować Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy w kwocie co najmniej 50% zysku netto spółki.

Głównym akcjonariuszem TTMS jest spółka Transition Technologies (ponad 33,4 proc.). Pozostali akcjonariusze to Sebastian Sokołowski, prezes TTMS (20 proc.), po 16,7 proc. mają Konrad Świrski, prezes TT oraz Tomasz Gilarski, współzałożyciel Grupy TT. Po 6,6 proc. mają członkowie zarządu TTMS Adam Kaczmarczyk i Krzysztof Zapała.

Harmonogram oraz parametry potencjalnej transakcji zostaną przedstawione do publicznej wiadomości w momencie publikacji prospektu.

Grupa ORLEN rozszerza portfolio OZE o kolejną farmę fotowoltaiczną

Elektrownia fotowoltaiczna, zlokalizowana nieopodal miejscowości Wałcz w województwie zachodniopomorskim, powiększyła portfel OZE Grupy ORLEN o dodatkowe 10 MW. Inwestycja zaopatrzy w zieloną energię blisko 5 tys. gospodarstw domowych. Koncern posiada już ponad 100 MW mocy zainstalowanej w fotowoltaice. 

Spółka ORLEN Wind 3, wchodząca w skład Grupy ORLEN, podpisała umowę przejęcia elektrowni fotowoltaicznej od funduszu Forum IV FIZ i firmy Prime PV Assets. Farma o powierzchni ponad 11 ha składa się z 18,6 tys. paneli fotowoltaicznych oraz 40 falowników, najważniejszych elementów instalacji, odpowiedzialnych za konwersję prądu stałego, wytwarzanego przez panele PV, na prąd zmienny wpuszczany do sieci i zasilający urządzenia elektryczne.

To kolejna inwestycja koncernu w odnawialne źródła energii, stanowiące kluczowy obszar transformacji energetycznej. W regionie Grupa ORLEN produkuje już prąd z 6 farm wiatrowych, położonych w miejscowościach: Kanin, Karcino, Karścino, Myślino, Parsówek i Krzęcin, o łącznej mocy 226 MW.

Ponadto Energa Green Development, spółka z Grupy ORLEN odpowiedzialna za rozwój lądowych źródeł odnawialnych, przejęła w marcu tego roku projekt budowy elektrowni wiatrowej Szybowice o mocy ok. 37 MW, pierwszej farmy koncernu zlokalizowanej w południowej Polsce. W drugim kwartale spółka rozpoczęła także budowę 5 kolejnych instalacji fotowoltaicznych o łącznej mocy ponad 42 MW.

Fotowoltaika jest ważnym kierunkiem rozwoju energetyki odnawialnej w Grupie ORLEN. W ubiegłym roku portfel aktywów wytwórczych koncernu powiększył się o 64 MW mocy zainstalowanej w źródłach fotowoltaicznych. Wśród najważniejszych inwestycji znajdowała się m.in. rozbudowa farm fotowoltaicznych Gryf, do 25 MW, oraz Wielbark, łącznie do 70 MW. Ponadto Energa Wytwarzanie z Grupy ORLEN rozpoczęła budowę farmy Mitra o mocy 65 MW. Grupa Energa kontynuuje także proces akwizycji kolejnych instalacji OZE, w tym instalacji PV i farm wiatrowych. Do największych transakcji spółki należały umowy przedwstępne zawarte z Greenvolt i Lewandpol Holding, na projekty o łącznej mocy 393 MW.

Grupa ORLEN realizuje projekty OZE na lądzie i morzu. To m.in. inwestycje onshore, offshore oraz fotowoltaika. Działania koncernu wpisują się w założenia zaktualizowanej Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku, zgodnie z którą do końca dekady zeroemisyjne źródła energii będą odpowiadać za ponad 50% energii elektrycznej zużywanej w naszym kraju.

Polityczna niepewność wciąż obecna

W wyniku drugiej tury wyborów powstał najbardziej podzielony w najnowszej historii Francji parlament. Uniknięto najgorszych dla rynku scenariuszy, w najbliższym czasie niepewność będzie jednak podniesiona.

Po pierwszej turze wyborów zwycięstwo skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego (RN) wydawało się niemal przesądzone. Przed drugą turą w wielu okręgach powstał łączący lewicowe i centrowe partie „front republikański”, który całkowicie odmienił sytuację. Taktyczne głosowanie – czyli wycofanie się większości kandydatów, którzy w pierwszej turze zajęli trzecie miejsce – wystarczyło, by RN było dopiero trzecią siłą w parlamencie. Jako że we Francji obowiązują jednomandatowe okręgi wyborcze, działanie takie zmaksymalizowało szanse na pokonanie wielu skrajnie prawicowych kandydatów. Należy jednak zaznaczyć, że Zjednoczenie Narodowe otrzymało w kraju największe poparcie w ujęciu bezwzględnym. Co także warte jest uwagi, frekwencja na poziomie 66,6% był najwyższa od 1981 r.

Największą siłą w parlamencie jest teraz lewicowa koalicja Nowy Front Ludowy (NFP) – 182 mandaty, 31,5% miejsc. W jej skład wchodzą Partia Socjalistyczna, Ekolodzy, Francuska Partia Komunistyczna i skrajnie lewicowa Francja Niepokorna. Ku ogólnemu zaskoczeniu, za nią znalazło się kojarzone głównie z prezydentem Macronem centrowe Ensemble (168 mandatów, 29,1% miejsc). Skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe zajęło trzecie miejsce (143 mandaty, 24,8% miejsc), co z pewnością nie jest wynikiem pożądanym przez liderkę partii, Marine Le Pen.

Wykres 1: Rozkład mandatów we francuskim parlamencie*Rozkład mandatów we francuskim parlamencie

Źródło: Le Monde Data: 08.07.2024

*Ze względu na różnice w klasyfikacji kandydatów w części okręgów wyborczych wyniki w poszczególnych serwisach medialnych mogą się różnić.

Pozostaje ważne pytanie: komu prezydent Macron powierzy misję stworzenia rządu?

Na lidera lewicy kreuje się Jean-Luc Melenchon, założyciel skrajnie lewicowej Francji Niepokornej. Ze względu na liczne kontrowersje i mieszane uczucia, które budzi nawet wśród koalicjantów, bardzo mało prawdopodobne jednak, aby NFP zdecydowało się zaprezentować go jako swojego kandydata. Zdecydują się oni raczej na osobę o poglądach bardziej zbilansowanych, znacznie bliższych centrum spektrum politycznego. Możliwe – i prawdopodobne – wydaje się także to, że prezydent Francji zdecyduje się powierzyć to zadanie reprezentantowi kierowanego przez siebie Ensemble. Do czasu uformowania się koalicji parlament będzie zawieszony.

Impas mogą zakończyć:

  • koalicja między NFP i Ensemble – możliwa, mało prawdopodobna jednak ze względu na wyraźne różnice między centrowym Ensemble a bardziej skrajnymi frakcjami NFP (szczególnie Francją Niepokorną). Warto zaznaczyć, że Macron ma co do takiej możliwości więcej wątpliwości niż większość członków jego partii;
  • słaby, kohabitacyjny rząd mniejszościowy NFP pod kierownictwem kandydata o mniej radykalnych poglądach politycznych;
  • słaby rząd mniejszościowy Ensemble;
  • bardzo mało prawdopodobny, technokratyczny rząd utworzony przez reprezentantów różnych frakcji politycznych.

Obecnie trudno określić, jaką decyzję podejmie Macron, który na razie jest powściągliwy w komentarzach. To, jak przebiegać będzie proces tworzenia rządzącej koalicji i jak poradzi sobie z tym prezydent, nie umknie uwadze inwestorów. Polityczna niepewność zmniejszyła się, lecz nie zniknęła, zmienność rynkowa może więc pozostać w nadchodzących dniach podniesiona, a nagłówki z Francji będą prawdopodobnie w dalszym ciągu wpływać na sentyment rynkowy i wspólną walutę.

Mimo że wyniki wyborów były sporym zaskoczeniem, reakcja rynku na nie była dotąd dość ograniczona. Wydaje się, że u inwestorów optymizm związany z porażką Zjednoczenia Narodowego wyrównuje się z obawami dotyczącymi zwycięstwa Nowego Frontu Ludowego. Kurs EUR/USD początkowo spadł, powrócił jednak do poziomu z zamknięcia amerykańskiego handlu w piątek, a CAC 40 – główny francuski indeks giełdowy – nieznacznie wzrósł. Oba znajdują się jednak wyżej niż tuż po ogłoszeniu wyborów parlamentarnych. Najgorsze dla rynku scenariusze, czyli bezwzględna większość lewicy (NFP) lub skrajnej prawicy (RN), które mógłby wywołać fiskalne turbulencje, nie zmaterializowały się, niepewność wciąż jest jednak obecna.

Autorzy: Michał Jóźwiak – analityk Ebury

Rada Nadzorcza Banku Pekao S.A. wybrała nowego prezesa i dwóch wiceprezesów zarządu

Rada Nadzorcza Banku Pekao S.A. zdecydowała, że od 5 października 2024 r. prezesem banku będzie Cezary Stypułkowski pod warunkiem uzyskania do tego czasu zgody Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). Od 10 lipca w skład zarządu jako wiceprezes wejdzie Robert Sochacki, który wcześniej był oddelegowany z Rady na stanowisko wiceprezesa, kierującego pracami zarządu. Od 18 lipca do zarządu na stanowisko wiceprezesa dołączy Dagmara Wojnar.

Mamy za sobą bardzo udany proces rekrutacyjny z udziałem renomowanej firmy doradczej. Dzięki niemu pozyskaliśmy do zarządu Banku Pekao S.A. osoby o niekwestionowanej wiedzy i kompetencjach. Cieszę się na współpracę z Cezarym Stypułkowskim, który obejmie stery zarządu. Jestem przekonany, że jego energia, doświadczenie w bankowości oraz ubezpieczeniach, jak również renoma jako managera i lidera, odegrają kluczową rolę w rozwoju i transformacji grupy Pekao S.A. – powiedział Artur Olech, przewodniczący Rady Nadzorczej Banku Pekao.

Robert Sochacki złożył rezygnację z członkostwa w Radzie z dniem 9 lipca, a do 5 października będzie kierował pracami zarządu.

Powołanie nastąpiło po rozstrzygnięciu postępowania kwalifikacyjnego na stanowiska prezesa i wiceprezesów zarządu ogłoszonego 8 maja. Rada postanowiła, że postępowanie konkursowe na pozostałe stanowiska pozostaje otwarte.

Jeżeli Cezary Stypułkowski nie otrzyma zgody KNF do 5 października, to do chwili jej uzyskania będzie pełnił funkcję wiceprezesa kierującego zarządem.

Długi sądowe wynoszą już prawie miliard złotych

967,8 mln zł – to suma orzeczonych a niezapłaconych grzywien, kosztów sądowych, kar porządkowych i innych zobowiązań finansowych wpisanych do Krajowego Rejestru Długów przez organy wymiaru sprawiedliwości. Od ich płacenia uchyla się blisko 174 tysiące Polaków.

Grzywny, kary zastępcze, nawiązki na rzecz Skarbu Państwa, kwoty pieniężne stanowiące przedmiot przepadku, koszty sądowe, pieniężne kary porządkowe na podstawie prawomocnego orzeczenia sądowego wydanego w sprawie o przestępstwo lub wykroczenie – to lista kar orzekanych przez sądy, które na mocy znowelizowanego w 2015 roku Kodeksu Karnego mają trafiać do biur informacji gospodarczej, jeśli nie zostaną opłacone w wyznaczonym terminie. Wpisanie dłużnika w intencji ustawodawcy miało wspomóc wymiar sprawiedliwości w ściąganiu długów.

Wpis do Krajowego Rejestru Długów utrudnia lub wręcz uniemożliwia korzystanie z wielu usług, takich jak choćby zaciągnięcie kredytu czy pożyczki. Dlatego wielu dłużników motywuje do spłaty zobowiązań – podkreśla Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Mapka KRD dłużnicy sądowi

Mazowsze i Śląsk na czele

W praktyce na szeroką skalę sądy zaczęły to robić od 2017 r., kiedy ruszyła specjalna platforma ułatwiająca ten proces pracownikom wymiaru sprawiedliwości.

Wówczas z tego obowiązku wywiązywało się 216 sądów. W KRD było 116 tysięcy niezapłaconych kar sądowych o łącznej wartości 114 milionów złotych. Dziś jest nie tylko więcej dłużników, bo 174 tysiące, oraz zadłużenie rośnie sukcesywnie, ponieważ liczba wierzycieli się zwiększyła. Łączny dług wynosi prawie miliard złotych, a wpisu dokonało 357 sądów spośród 377 działających w Polsce – mówi Adam Łącki.

Najwyższe łączne zadłużenie sądowe należy do mieszkańców Mazowsza (189,8 mln zł), ale najwięcej dłużników wpisanych przez wymiar sprawiedliwości mieszka na Śląsku (22,2 tys. osób). Niewiele mniej, bo 22,1 tys. dłużników nie ma w rejestrze przypisanego adresu zamieszkania (sądy, wpisując do KRD taką informację gospodarczą, nie zamieściły powyższych danych). Najmniej dłużników sądowych znajdziemy w województwie świętokrzyskim (3,4 tys. osób), mają też najniższe zaległości (12,4 mln zł).

Sądowi milionerzy

– Najszybciej spłacane są najniższe grzywny, te do 500 złotych. Problem w tym, że nowych wpisów wciąż przybywa, a rzadkością przestają być wielotysięczne lub nawet wielomilionowe zobowiązania – dodaje prezes KRD.

Średnie zadłużenie sądowe przypadające na jednego dłużnika wynosi 5568 zł, ale wśród rekordzistów są prawdziwi milionerzy, jak pewien 51-letni mężczyzna z województwa pomorskiego z długiem wobec sądu rejonowego na ponad 75 mln zł, czy 55-letni mieszkaniec Mazowsza z długiem na blisko 25 mln zł wobec sądu okręgowego.

W gronie dłużników przeważają mężczyźni. Jest ich prawie 7-krotnie więcej niż kobiet (151,3 tys. wobec 22,5). Mają też niemal 8 razy większe zadłużenie łączne (856,6 mln zł wobec 111,2 mln zł).

Biorąc pod uwagę wiek, najliczniejszą grupę dłużników stanowią osoby w wieku 36-45 lat (to ponad 55 tys. osób). Niewiele mniejsze grono – ponad 50 tys. dłużników – tworzą osoby z przedziału wiekowego 26-35 lat. Zdecydowanie najmniej liczną grupą konsumentów zadłużoną wobec sądów są seniorzy (6179 osób). Największe długi zgromadziły jednak osoby w wieku 46-55 lat (ponad 309,1 mln zł).

Dorabianie do etatu w Polsce – co na to firmy i jak często o tym wiedzą?

Chęć poprawy własnej sytuacji ekonomicznej jest głównym powodem, dla którego pracownicy szukają dodatkowego zarobku poza miejscem stałego zatrudnienia. Według różnych danych sytuacja ta dotyczy nawet 30-40 proc. osób obecnych na rynku pracy. Niektórzy dorabiają za wiedzą przełożonego, inni nie informują go o swoich planach. Z najnowszego raportu Aplikuj.pl wynika, że ponad połowa pracodawców chciałaby, by prawo pozwalało im na weryfikację dodatkowych form zarobku podejmowanych przez pracowników.

Prawo jest po stronie dorabiających

Jeszcze do 2023 roku Kodeks pracy nie regulował kwestii wpływu pracodawcy na możliwość podjęcia przez pracownika dodatkowego zatrudnienia. Przełomową zmianą okazały się dwie unijne dyrektywy z 2019 roku. Pierwsza dotyczy przejrzystych i przewidywalnych warunków pracy w Unii Europejskiej, druga zaś – równowagi między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów. Wdrożenie dyrektywy zaskutkowało nowym przepisem w polskim kodeksie pracy, który mówi wprost, że pracodawca nie może zakazać pracownikowi jednoczesnego pozostawania w stosunku pracy z innym pracodawcą lub jednoczesnego pozostawania w stosunku prawnym będącym podstawą świadczenia pracy innym niż stosunek pracy[1]. Jak podkreśla Anna Pokusa-Wantoła, Kierownik Regionalny Work&Profit spółka z o.o. Agencja Pracy Tymczasowej, od tej reguły jest wyjątek.

– Przepisy są tutaj jasne. Kodeks pracy nie zabrania pracownikom podejmowania dodatkowej działalności na podstawie umowy o pracę, umowy zlecenia czy umowy o dzieło, o ile nie narusza to ich obowiązków wynikających z głównej umowy o pracę – mówi Anna Pokusa-Wantoła, Work&Profit spółka z o.o. Agencja Pracy Tymczasowej.

Jaki stosunek do tych zapisów mają osoby zajmujące się rekrutacją i zarządzaniem? Według badania Aplikuj.pl aż 55 proc. pracodawców uważa, że prawo powinno umożliwiać im weryfikację dodatkowych form zatrudnienia. Przeciwnego zdania są liderzy, managerowie i specjaliści HR – 65 proc. z nich uznaje aktualne przepisy za słuszne.

Wyniki badań przeprowadzone wśród samych pracodawców są pewnego rodzaju odzwierciedleniem ich obaw. Dotyczą one przede wszystkim ryzyka utraty pracownika, który z czasem może zamienić swoje dodatkowe źródło zarobku na pracę etatową. Inną kwestią jest obawa, że pracownik będzie wykonywał zadania dla innej firmy w godzinach pracy, a nie poza nimi. Dotyczy to zwłaszcza osób zatrudnionych w trybie home-office wyjaśnia Izabela Foltyn, Dyrektor Handlowy, Aplikuj.pl.

Co drugi przełożony nie wie o dorabianiu do etatu pracowników

Badania Aplikuj.pl pokazują, że zaledwie 14 proc. respondentów wie o tym, że ich pracownicy podejmują dodatkową pracę. Ponad 40 proc. zna tylko niektóre takie przypadki, a pozostali albo nie mają na ten temat wiedzy, albo jedynie się domyślają, że taka sytuacja ma miejsce. Według Izabeli Foltyn z Aplikuj.pl, wyniki te mówią wiele o relacjach między przełożonymi i pracownikami.

Ewentualne skutki dodatkowej pracy rodzą obawy nie tylko wśród pracodawców, lecz także pracowników. Ci drudzy nie wiedzą, jak ich przełożony zareaguje na informację o realizacji zleceń dla innej firmy, nawet jeśli profil jej działalności jest zupełnie inny. Otwartość w tym zakresie jest zdecydowanie większa, gdy w przedsiębiorstwie panuje atmosfera wzajemnego zaufania. dodaje Izabela Foltyn.

Firmy nie regulują kwestii dodatkowej pracy?

Z raportu Aplikuj.pl wynika, że kwestię zakazu konkurencji uregulowała co druga firma. Oznacza to, że mimo że pracodawcy chcieliby mieć prawną możliwość weryfikowania dodatkowych form zatrudnienia pracownika, większość z nich nie korzysta z opcji, które dają im aktualne przepisy. W opinii Anny Pokusy-Wantoły, Kierownika Regionalnego Work&Profit spółka z o.o. Agencja Pracy Tymczasowej, taka sytuacja daje zielone światło pracownikowi.

O ile w umowie o pracę nie ma klauzuli zakazu konkurencji i o ile dodatkowa praca nie narusza obowiązków wynikających z głównej umowy, pracownik może bez przeszkód podjąć dodatkowe zatrudnienie. Warto podkreślić, że polskie prawo pracy nie wymaga informowania pracodawcy o podejmowaniu dodatkowej pracy, chyba że taki obowiązek wynika z wewnętrznych przepisów zakładu pracy lub zawartej umowy. To daje pracownikom swobodę w poszukiwaniu dodatkowych źródeł dochodu lub realizacji pasji bez konieczności konsultacji z głównym pracodawcą podsumowuje Anna Pokusa-Wantoła, Work&Profit spółka z o.o. Agencja Pracy Tymczasowej.

Polscy pracownicy coraz częściej dorabiają do etatu, pozyskując dodatkowe zlecenia lub podejmując drugą stałą pracę. Zatem, czy firmy wiedzą o dodatkowej działalności osób zatrudnionych. Jakie jest ich nastawienie do tego typu sytuacji. W raporcie porównano co na ten temat myślą zarówno managerowie, leaderzy i HR, jak i właściciele firm/ pracodawcy. Sprawdź czy są zgodni, czy coś ich dzieli.

Odpowiedzi na te i inne pytania znajdują się w raporcie Aplikuj.pl „Dorabianie do etatu w Polsce – co na to firmy i jak często o tym wiedzą?”

[1] Art. 261. § 1., Ustawa z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy

Projekt tzw. ustawy schronowej: za dużo niewiadomych i za mało czasu

Przy założeniach, że każda inwestycja wielorodzinna będzie musiała wkrótce posiadać w garażach podziemnych miejsca doraźnego schronieniach, wzrost ceny metra kwadratowego nowych mieszkań będzie sięgać kilkuset złotych. Zrealizowanie inwestycji, którą w drodze decyzji administracyjnej trzeba będzie wyposażyć w schrony, będzie natomiast o 30 proc. droższe niż standardowego projektu – wynika z wyliczeń Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

PZFD szczegółowo przeanalizował rządowy projekt ustawy o ochronie ludności i obronie cywilnej oraz projekt rozporządzenia wykonawczego do niego. Wnioski?

W ocenie branży potrzeba zwiększania poziomu ochrony ludności w sytuacjach zagrożenia jest konieczna i prywatni inwestorzy powinni stanowić jeden z elementów systemu obrony, tym niemniej m.in. tempa w jakim wprowadzane mają być zmiany w żaden sposób nie da się pogodzić z czasem prowadzenia procesu inwestycyjnego.

Za szybko i bez szans na dostosowanie

Projektodawca zakłada wejście w życie nowych przepisów już w 30 dni po opublikowaniu w Dzienniku Ustaw. A to oznacza, że wkrótce każdą nową inwestycję wielorodzinną trzeba będzie projektować z uwzględnieniem nowych regulacji dotyczących chociażby zapewnienia miejsc schronienia. Biorąc pod uwagę, że sam etap projektowania i uzgodnień projektu budowalnego budynku to kilkanaście miesięcy, 30-dniowe vacatio legis w praktyce oznaczać będzie odsunięcie w czasie startów planowanych inwestycji o kilka miesięcy do przodu. Będzie to gigantyczny regres, branża będzie hurtowo przeprojektowywać inwestycje, żeby otrzymać pozwolenia na budowę zgodne z ustawą schronową. Dlatego konieczne jest stosowne wydłużenie vacatio legis, żeby uniknąć paraliżu – wskazuje Bartosz Guss, dyrektor generalny w Polskim Związku Firm Deweloperskich.

Największy wpływ na produkcję nowych mieszkań będzie miał art. 73 projektu. Zgodnie z nim kondygnacje podziemne w budynkach użyteczności publicznej lub budynkach mieszkalnych wielorodzinnych oraz garaże podziemne, jeżeli nie przewidziano w nich schronu lub ukrycia, projektuje się i wykonuje w sposób umożliwiający zorganizowanie w nich miejsc doraźnego schronienia. Miejsca doraźnego schronienia to najniższa z kategorii obiektów mających zapewnić ochronę ludności cywilnej, która ma być wkrótce powszechnym elementem nowych inwestycji. Szkopuł w tym, że projekt rozporządzenia wykonawczego procedowany wraz z ustawą o ochronie ludności nie podaje, jakie kryteria mają spełniać takie miejsca. Zamiast tego mówi o ukryciach doraźnych. To tylko jeden z przykładów niespójności w nazewnictwie znajdujący się w rządowych drukach. Ukrycia doraźne powinny natomiast m.in.:

  • posiadać wydzielenie strefy ochronnej w garażach (dla liczby osób w nich przebywających do 300) ścianami grubości 40 cm z podwójnymi drzwiami ochronno-hermetycznymi,
  • zapewniać zasilanie oświetlenia awaryjnego z akumulatorni,
  • mieć zaprojektowane dodatkowe wyjścia z garażu poza obszarem zgruzowania w przypadku zawalenia się budynku,
  • zostać wyposażone w ręczne zasuwy (przepustnice) wentylacyjnych o klasie szczelności D,
  • posiadać w garażach urządzenia nasłuchowe (odbiornik UKF z anteną wyprowadzoną do szybu wyjścia zapasowego) oraz higrograf i

Kto za to zapłaci?

Realizowanie wszystkich z wymienionych elementów wiązać się będzie z dodatkowymi kosztami.

  • Z analizy jednej z firm zrzeszonych w PZFD wynika, że w tym momencie na rynku nie ma dostępnych przepustnic wentylacyjnych o wskazanej w rozporządzeniu klasie, podobnie jak i drzwi/bram ochronno-hermetycznych. Ich ceny mogą więc wkrótce stanowić przedmiot spekulacji i doprowadzić do jeszcze wyższych kosztów realizacji. Dziś w przypadku konieczności realizowania ukryć doraźnych, wzrost kosztów szacujemy na 300 zł do metra kwadratowego powierzchni użytkowo-mieszkalnej – wskazuje Aleksandra Kordalewska, radca prawny w Polskim Związku Firm Deweloperskich

Zgodnie z art. 83 projektu ustawy organy ochrony ludności (np. burmistrz czy prezydent miasta) będą mogły przekazywać środki na pokrycie kosztów budowy budowli ochronnych. Finansowanie ma jednak dotyczyć do 80 proc. poniesionych wydatków. A to oznacza, że nakłady na dodatkową infrastrukturę ochronną będą mogły, ale nie będą musiały, być refinansowane. A jeśli już, to nie w pełnej wysokości.

Na trudnościach w oszacowaniu kosztów lista problemów się nie kończy.

  • W przypadku większych projektów mieszkaniowych (powyżej 300 mieszkańców) w garażach podziemnych będzie trzeba wydzielać dodatkowe strefy Obowiązek ten może kłócić się z zapisami w planach miejscowych, które często wskazują limity powierzchni kondygnacji podziemnej. Pojawienie się tej sprzeczności zablokuje realizację planowanej inwestycji. Duże trudności wiązać będą się również z obowiązkiem zapewniania dodatkowego wyjścia z garażu poza tzw. obszarem zgruzowania w przypadku zawalenia się budynków. Taka inwestycja będzie wyzwaniem dla projektów powstających na granicach działek budowlanych, gdzie trzeba będzie projektować specjalne szyby pionowe – wyjaśnia mec. Kordalewska.
  • Dlatego tak ważne jest poprawienie projektu. Rynek deweloperski dostrzega konieczność zwiększenia poziomu ochrony ludności cywilnej i widzi zaangażowanie z jakim powstają W aktualnym jednak kształcie tworzą nadmierne obciążenia i konieczna będzie ich stosowna modyfikacja – puentuje Kordalewska.

W poszukiwaniu impulsów przed Powellem

Przy pustym kalendarzu makro poszukiwanie rynkowych impulsów staje się trudniejszym zadaniem. Dlatego na jeszcze mocniejszy akcent wtorkowej sesji wyrasta wystąpienie szefa Fed w amerykańskim Senacie. Złoty przed południem utrzymuje dobrą pozycję, ale niestety dla niego dolar wykazuje coraz większą chęć korekty swojego osłabienia z ostatnich dni.

Niełatwy początek w Europie

Wtorkowa sesja zaczyna się na Starym Kontynencie w przynajmniej lekko negatywnych nastrojach. Nie wskazywała na to sytuacja w Azji, gdzie indeksy giełdowe zamykały się znaczącymi zwyżkami, na czele z japońskim Nikkei (blisko +2%). Europa w pierwszych godzinach handlu nie potrafi pójść za tym przykładem, ale obciążenie nie rozkłada się równomiernie. Delikatne wzrosty utrzymuje holenderski AEX, blisko punktu odniesienia znajduje się włoski FTSE MiB, niemiecki DAX oddaje 0,3%, a najmocniej (bez niespodzianki) risk off uderza we francuski CAC40 (-0,5%). Po lekkim wytchnieniu przy braku zwycięstwa Zgromadzenia Narodowego do świadomości inwestorów przebija się bardzo trudna sytuacja powyborcza we Francji. Stworzenie stabilnej większości parlamentarnej może być ekstremalnie trudne, a to będzie oznaczało wielomiesięczny impas polityczny w drugiej gospodarce UE.

PLN broni się przed USD

Francuski czynnik ryzyka ma też zapewne wpływ na notowania wspólnej waluty. Kurs EUR/USD po wyznaczeniu wczoraj nowych lokalnych szczytów powyżej 1,084 $ dziś wykazuje więcej chęci do korekty niż kontynuacji ruchu na północ. Umocnienie USD na szerokim rynku nie jest dobrą informacją dla złotego, ale rodzima waluta trzyma się jeszcze dzielnie, co wcale nie jest takie oczywiste w kontekście koszyka EM (Emerging Markets – rynki wschodzące), czy naszego regionalnego CEE (Europa Środkowo-Wschodnia). Przed godz. 11 kurs euro jest wciąż blisko 4,26 zł, kurs dolara balansuje na 3,94 zł, a kurs franka to 4,38 zł. Mimo wszystko handel w dużej części rynku walutowego jest dość płaski, co może wskazywać na wyczekiwanie ze strony inwestorów na impuls. Takowy ma szansę nadejść z waszyngtońskiego Kapitolu, gdzie po południu przed senacką komisją swoje co półroczne sprawozdanie z prowadzenia polityki monetarnej przedstawi szef Fed. Znając Jeroma Powella, zapewne będzie on się starał studzić oczekiwania (to wciąż wydaje się aktualna taktyka członków FOMC) co do wrześniowej obniżki stóp za oceanem, która jest coraz powszechniej oczekiwana przez rynki. Taka narracja powinna wzmocnić dolara i rozwinąć rodzącą się korektę na EUR/USD, co pośrednio uderzy też w PLN.

HUF uderzony inflacją

W koszyku walut CEE mamy we wtorkowy poranek przynajmniej jednego przegranego, którym jest forint węgierski. HUF traci do głównych walut ok. 0,4% i podobnie zachowuje się w stosunku np. do PLN. Osłabienie forinta to efekt czerwcowych danych inflacyjnych, które nadeszły z Budapesztu. Co prawda dynamika cen na poziomie 3,7% w ujęciu rocznym to wciąż wysoki rezultat, ale analitycy spodziewali się aż 4%, co miało potwierdzić inflacyjne odbicie (od 3,6% w marcu do 4% w maju). Wskaźnik CPI niższy od prognoz sugeruje, że Narodowy Bank Węgier ma przestrzeń do kontynuacji cyklu obniżek stóp procentowych (główna stopa od października spadła z 13% do 7%), może nawet szybciej od aktualnych oczekiwań. Właśnie ta perspektywa uderza dziś w HUF. Trochę jakby inwestorzy zignorowali drugi odczyt, czyli inflację bazową (bez cen energii i żywności), która też sprawiła niespodziankę, ale negatywną i wzrosła do 4,1%. A przynajmniej w teorii to ta miara powinna mieć większe znaczenie dla decydentów, ponieważ jest lepszym odnośnikiem dla działań monetarnych. Decyzyjne posiedzenie węgierskiego banku centralnego już 23 lipca.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – wystąpienia szefa Fed w Senacie.

Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Czerwiec na rynku nieruchomości: lekki wzrost sprzedaży, stabilizacja cen i oczekiwanie na rządowe programy

Czerwiec w sektorze deweloperskim upłynął pod znakiem ​ lekkiego odbicia sprzedaży i stabilizacji cen. Według danych Otodom Analytics deweloperzy działający na siedmiu rynkach głównych sprzedali o 6% więcej lokali niż miesiąc wcześniej. Z kolei średnie stawki za mkw. utrzymały się na zbliżonym do majowego poziomie. Wiele wskazuje na to, że rynek ze spokojem obserwuje, co dzieje się z planowanym nowym programem wsparcia kredytobiorców i nie poddaje się gorączce, jaka rozpoczęła się przy zapowiedziach jego poprzednika, czyli BK2%.

Czerwiec przerwał widoczne od lutego spadki sprzedaży mieszkań. Według danych Otodom Analytics deweloperzy działający na siedmiu głównych rynkach (Katowice, Kraków, Łódź, Poznań, Trójmiasto, Warszawa i Wrocław) sprzedali ​ 3,2 tys. lokali. ​ To co prawda o 1/3 mniej niż rok wcześniej, ale o ponad 6% więcej w porównaniu do maja. Jak wskazują eksperci, to efekt wzmożonej aktywności marketingowej deweloperów oraz większego otwarcia na rozmowy z kupującymi o cenie końcowej.

Nie czekając na nowy program wsparcia kredytobiorców, deweloperzy zintensyfikowali działania prosprzedażowe: na inwestycjach pojawiło się więcej dni otwartych, część firm wprowadziła dodatkowe promocje lub zwiększyła wydatki marketingowe. Sukcesy tych aktywności widać w wynikach sprzedażowych w czerwcu. Na razie jednak trudno jednoznacznie określić czy jednorazowy skok, czy też może początek odwrócenia trendu spadkowego obserwowanego od trzech miesięcy – podkreśla Marcin Krasoń, ekspert rynku mieszkaniowego, Otodom Analytics.

Coraz szersza oferta i coraz dłuższy czas wyprzedaży

Od października ubiegłego roku oferta dostępnych mieszkań deweloperskich sukcesywnie rośnie. W czerwcu do sprzedaży na 7 rynkach głównych do sprzedaży trafiło 4,9 tys. lokali, czyli o 15% więcej niż w maju i o 31% więcej niż przed rokiem. Tym samym na koniec pierwszego półrocza w granicach największych miast kupujący mogli wybierać spośród 49,8 tys. nowych mieszkań.

Najwięcej, bo ponad 11,5 tys. lokali deweloperskich, na koniec czerwca miała do zaoferowania Warszawa. Na drugim miejscu znalazła się Łódź z bazą liczącą ponad 8,5 tys. Z kolei trzecie należało do Poznania i Wrocławia (po ok. 7 tys. ofert). Pod względem sprzedaży w czerwcu również przodowała stolica, w której nabywcy zdecydowali się na zakup blisko 1000 mieszkań. Natomiast najsłabiej w wypadły Katowice z ponad 200 sprzedanych lokali.

Wprowadzenia, sprzedaż i oferta deweloperówWidoczna przewaga nowych mieszkań trafiających na rynek nad poziomem sprzedaży spowodowała we wszystkich miastach wzrost wskaźnika czasu wyprzedaży (parametru liczonego na podstawie wysokości oferty i aktualnej sprzedaży, pokazującego, czy na danym rynku nie występuje nadpodaż bądź niedobór mieszkań). W ubiegłym roku Kraków, Trójmiasto, Warszawa i Wrocław borykały się z niewystarczającą ofertą (czas wyprzedaży poniżej 2 kwartałów). Obecnie sytuacja diametralnie się zmieniła – czas wyprzedaży oferty w tych miastach wynosi 4-5 kwartałów i stale rośnie. Z podobną sytuacją mamy do czynienia w Katowicach i w Poznaniu ( ok. 6 kwartałów). Z kolei najwyższą wartość tego wskaźnika odnotowano w Łodzi (9 kwartałów), co wskazuje ​ na nadpodaż mieszkań na tamtejszym rynku.Czas wyprzedaży oferty miastami

Stabilizacja cen mieszkań

W czerwcu ceny mieszkań przestały rosnąć. Lekki wzrost średnich stawek widoczny był jedynie w Warszawie, gdzie nabywcy mieszkań od deweloperów musieli liczyć się z wydatkiem rzędu ok. 17,5 tys. zł/mkw. W Katowicach, Krakowie i Łodzi ceny praktycznie nie zmieniły się. Niewielkie spadki odnotowano natomiast w Trójmieście i w Poznaniu. W stolicy Wielkopolski kupujący mogli zapłacić ok. 75 zł/mkw. mniej niż miesiąc wcześniej, a w Trójmieście – ok. 275 zł/mkw. mniej.

Ceny mieszkań na rynku deweloperskimAnalizując ceny na rynku deweloperskim od początku roku, można zauważyć, że najszybciej drożejącym miastem jest Łódź. Od początku roku średnie stawki za nowy lokal wzrosły tam o 13%. W Krakowie, Warszawie i we Wrocławiu w ostatnim półroczu ceny skoczyły o 7-8%. Natomiast w Katowicach, Poznaniu i Trójmieście – praktycznie stanęły. Warto jednak zauważyć, że w porównaniu do ubiegłego roku we wszystkich miastach mamy do czynienia z dwucyfrowym wzrostem cen.

Deweloperzy pozytywnie patrzą w przyszłość

Chociaż czerwiec przyniósł wzrost sprzedaży, to cały ostatni kwartał nie był zbyt łaskawy dla deweloperów. W ciągu ostatnich trzech miesięcy sprzedali oni na 7 rynkach głównych 9,7 tys. mieszkań. To najmniej od ostatniego kwartału 2022 roku i o 16% mniej niż w I kwartale br. Jednak dane Głównego Urzędu Statystycznego o aktywności deweloperów wskazują, że patrzą oni raczej pozytywnie w przyszłość – liczba pozwoleń na budowę powoli rośnie, a nowych budów rozpoczyna się więcej niż w ubiegłym roku. Co więcej, wygląda na to, że na planowany nowy program wsparcia kredytobiorców rynek reaguje ze spokojem.

#NaStart może mieć dużo mniejszy wpływ na sytuację na rynku mieszkaniowym niż jego poprzednik BK2%. Głównie ze względu na wbudowane w nim „bezpieczniki” mające na celu powstrzymanie galopady cen. Dużo większe znaczenie dla sektora będzie miało wprowadzenie wsparcia dla strony podażowej. Wszystkie dotychczasowe programy skupiały się na stymulowaniu popytu, co wprost prowadziło do wzrostów cen. Tymczasem obecnie słyszymy zapowiedzi uwolnienia gruntów pod zabudowę. Na takie rozwiązanie czekają deweloperzy – podsumowuje Marcin Krasoń, ekspert rynku mieszkaniowego, Otodom Analytics.

GK Murapol podsumowuje pierwsze półrocze 2024 r.

GK Murapol w 1H2024 r. – powtarzalna sprzedaż, rekordowy portfel projektów w realizacji oraz rozbudowana oferta nowoczesnych lokali.

  • 1438 umów deweloperskich i przedwstępnych podpisanych z klientami detalicznymi w 1H2024 r. wobec 1363 w 1H2023 r. (wzrost o 5,5% r/r)
  • Szeroka i atrakcyjna oferta postawiona do dyspozycji klientów detalicznych – pokaźny poziom ponad 4,5 tys. lokali w ofercie na dzień 30.06.2024 r.
  • Rekordowy portfel projektów w realizacji obejmujący na dzień 30.06.2024 r. blisko 8,5 tys. lokali w 14 miastach.
  • 1295 lokali w 12 miastach przekazanych klientom detalicznym w 1H2024 r. wobec 1592 w 1H2023 r.
  • Duży, zdywersyfikowany i regularnie odnawiany bank ziemi pod budowę ponad 21,9 tys. lokali na dzień 30.06.2024 r. – wejście do dwóch nowych lokalizacji: Kielc i Częstochowy.

SPRZEDAŻ

Łączna sprzedaż netto do klientów detalicznych GK Murapol, zrealizowana w 1H2024 r. wyniosła 1521 lokali (umowy deweloperskie, przedwstępne oraz opłacone umowy rezerwacyjne, po wyeliminowaniu rezygnacji), wobec 1539 w 1H2023 r.

Spółka zawarła z klientami 1438 umów deweloperskich i przedwstępnych wobec 1363 w 1H2023 r. (wzrost o 5,5%). W samym drugim kwartale podpisane zostały 683 umowy deweloperskie i przedwstępne wobec 653 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Pozostałe 83 lokale ujęte w sprzedaży za pierwsze półroczne br. to opłacone umowy rezerwacyjne (po wyeliminowaniu rezygnacji) na dzień 30.06.2024 r. (na koniec 1H2023 r. było ich 176).

PRZEKAZANIA

Klientom detalicznym przekazane zostały klucze do 1295 lokali wobec 1592 wydanych
w analogicznym okresie ub.r., co było zgodne z oczekiwaniami Spółki. W samym drugim kwartale przekazane zostały 543 lokale, wobec 511 rok wcześniej.

WPROWADZENIA DO OFERTY

W okresie od stycznia do czerwca 2024 r. GK Murapol wprowadziła do oferty 2285 lokali w 9 miastach, m.in. we Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu, Gdańsku, Aglomeracji Śląskiej, a także w nowej lokalizacji na mapie działalności – w Lublinie (wobec 1831 lokali w 1H2023 r.). Nowa oferta obejmuje lokale zaprojektowane zarówno w nowych przedsięwzięciach deweloperskich, jak i kolejnych etapach realizowanych już inwestycji. Na dzień 30 czerwca 2024 r. oferta GK Murapol obejmowała 4530 lokali w 16 miastach. 

LICZBA LOKALI W BUDOWIE

Na dzień 30 czerwca 2024 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował rekordowe 8 494 lokale powstające w ramach 29 projektów na terenie 14 miast Polski.

BANK ZIEMI

GK Murapol systematycznie odnawia i rozbudowuje aktywny bank ziemi. Na koniec pierwszego półrocza 2024 r. GK Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę ponad 21,9 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej netto blisko 945 tys. mkw. w 19 miastach. W minionym półroczu zakontraktowała grunty w dwóch nowych lokalizacjach – Kielcach i Częstochowie.

– Minione półrocze charakteryzowało się większą stabilizacją na rynku mieszkaniowym, po zeszłorocznych wzmożonych zakupach, bowiem część klientów odkładała decyzję o zakupie własnego lokum w oczekiwaniu na decyzje odnośnie uruchomienia rządowego programu #naStart. Grupa Murapol, oferując produkt uniwersalny, optymalnie wpisujący się w preferencje klientów pod kątem funkcjonalności i użyteczności, odnotowała zadowalające wyniki sprzedaży w ujęciu półrocznym. Perspektywy drugiego półrocza oceniamy pozytywnie, cel roczny jest ambitny i do niego dążymy. Mamy jedną z największych na rynku ofert – ponad 4,5 tys. lokali w 16 miastach oraz perspektywę jej dalszego rozbudowania na bazie zasobnego banku ziemi. Wspomnę, że w drugim kwartale zakontraktowaliśmy grunty w dwóch nowych lokalizacjach – Kielcach i Częstochowie. To w połączeniu z licznymi projektami będącymi na końcowym etapie przygotowań pozwala nam z optymizmem patrzeć w przyszłość – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

W ciągu ponad 23 lat działalności (do 30 czerwca 2024 r.) GK Murapol zrealizowała
84 wieloetapowe inwestycje
, w ramach których powstały 434 budynki obejmujące łącznie ponad 29,6 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej blisko 1,33 mln mkw.

Inwestorzy czekają na zeznania Powella i raport inflacyjny

Na Wall Street w poniedziałek dominowały wzrosty. SP500 urósł o 0,1 proc. ustanawiając nowy rekord wszechczasów. Nasdaq Composite zyskał blisko 0,3 proc. Przemysłowy Dow Jones zakończył dzień pod kreską z wynikiem -0,08 proc. Inwestorzy wyczekują na dwudniowe zeznanie szefa Rezerwy Federalnej na Kapitolu (wtorek, środa) a także na czwartkowy raport inflacyjny z USA. Dolar wczoraj lekki zyskał na wartości a rentowności amerykańskich obligacji na krótkim końcu krzywej dochodowości urosły. Euro było stabilne dzień po wyborach parlamentarnych we Francji.

Francja stoi w obliczu zawieszenia parlamentu, ponieważ żaden z sojuszy nie osiągnął większości. Lewicowa koalicja, Nowy Front Ludowy, zdobyła 182 z 577 mandatów w Zgromadzeniu Narodowym, a na drugim miejscu uplasował się centrowy sojusz prezydenta Emmanuela Macrona ze 168 mandatami. Zjednoczenie Narodowe Marie Le Pen wypadło gorzej niż oczekiwano i zajęło trzecie miejsce z 143 mandatami. Frekwencja wyborcza wyniosła 66,6 proc. i była najwyższa od 1997 roku.

Euro ledwo zareagowało na wydarzenia we Francji. Kurs EUR/USD otworzył się wczoraj kosmetyczną luką spadkową, która została w szybkim tempie domknięta. Podczas całego dnia obserwowaliśmy konsolidację. Rentowności francuskich 2-letnich obligacji rządowych na początku handlu urosły po czym zaczęły ponownie kierować się na południe. Indeks CAC40 po porannych wzrostach w drugiej części dnia stracił i ostatecznie spadł o 0,63 proc.

W USA wydarzeniem dnia będą zeznania Powella w Senacie. Jest bardzo mało prawdopodobne, aby złożył on jakiekolwiek jasne oświadczenia dotyczące tego, kiedy Fed zyska wystarczającą pewność, aby obniżyć stopy procentowe. Powell jest po prostu zbyt doświadczonym „graczem” w wysyłaniu w rynek komunikatów i prawdopodobnie jego wypowiedzi będą mocno dyplomatyczne aby nie zwiększać zmienności rynkowej. Między wierszami może jednak zasugerować, czy niedawne dalsze osłabienie rzeczywistych danych gospodarczych wzbudziło początkowe wątpliwości co do jego fundamentalnego podejścia. Jeśli rynek dostrzeże takie wątpliwości, USD może znaleźć się pod dalszą presją spadkową. Po ostatnich danych NFP lekko wzrosło implikowane prawdopodobieństwo pierwszej obniżki stóp proc. we wrześniu. Prawdopodobnie większe emocje przyniesie czwartkowy odczyt CPI z USA. Prognozy wskazują na dalszy spadek zasadniczego wskaźnika w ujęciu rok do roku do poziomu 3,1 proc. oraz stabilizacji bazowego (3,4 proc.). Dynamika miesiąc do miesiąca prawdopodobnie wyniesie odpowiednio 0,1 proc. oraz 0,2 proc. Jeśli liczby okażą się niższe od prognoz, dalsza deprecjacja dolara ma szanse być kontynuowana.

Początek tygodnia jeśli chodzi o dane makro jest dość ubogi. Przypadku danych z USA otrzymaliśmy roczne oczekiwania inflacyjne New York Fed na czerwiec. Wyniosły one 3 proc., tyle samo co konsensus rynkowy i mniej niż 3,2 proc. w maju.

Na wczorajszej sesji złoty zdecydowanie zyskał na wartości. PLN był chwilowo słabszy na otwarciu, ale trwało to dosłownie chwilę. Z godziny na godzinę popyt na naszą walutę rósł co przełożyło się na spadek pary walutowej EUR/PLN w okolice 4,2650 a USD/PLN do 3,93. Siła złotego wynika w dużej mierze z restrykcyjnego nastawienia RPP – Glapiński zasugerował na ostatniej konferencji prasowej, że być może przestrzeń do obniżek pojawi się dopiero w 2026 roku. Aprecjacja PLN to również pokłosie wciąż dobrych nastrojów na GPW. WIG20 zakończył dzień z wynikiem +0,81 proc. a szeroki WIG zyskał +0,79 proc.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Inflacja na Węgrzech kolejny raz zaskoczyła pozytywnie

Inflacja na Węgrzech kolejny raz zaskoczyła pozytywnie i wyniosła 3,70 proc. wobec oczekiwań rynku na poziomie 4,00 proc. Inflacja m/m pozostała natomiast bez zmian.

Inflacja na Węgrzech spada pomimo kontynuowanego cyklu obniżek stóp procentowych (ostatnia obniżka w czerwcu o 25 pb. do poziomu 7,00 proc.). Warto w tym miejscu przypomnieć, że stopy procentowe na Węgrzech jeszcze we wrześniu zeszłego roku wynosiły 13,00 proc.

Podsumowując, Europejski Bank Centralny obniża, nasi sąsiedzi obniżają, wydaje się, że FED jest coraz bliższy obniżek. NBP jest natomiast ostoją jastrzębiej retoryki, a obniżek na horyzoncie nie widać.

Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny Michael / Ström Domu Maklerskiego

Skup akcji własnych cyber_Folks potrwa do 24 lipca

Zarząd cyber_Folks uchwalił skup akcji własnych i opublikował zaproszenie do składania ofert sprzedaży akcji. cyber_Folks chce skupić do 42 500 akcji, które stanowią 0,34 proc. kapitału spółki, po cenie 160 zł za jedną akcję. Wartość skupu wyniesie maksymalnie 6,8 mln zł. Oferty sprzedaży akcji można składać w swoim biurze maklerskim, w terminie 10-24 lipca 2024 r. Zgodnie z decyzją Akcjonariuszy, skup akcji własnych jest elementem rekordowej dystrybucji zysku do akcjonariuszy – wcześniej spółka wypłaciła 21,2 mln zł dywidendy. Po dzisiejszej sesji, akcje cyber_Folks dołączą do indeksu mWIG40.

– Skup akcji własnych to dalszy etap dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami. Doceniamy zaufanie naszych inwestorów i chcemy premiować ich zaangażowanie. Nasza obecna sytuacja gotówkowa jest bardzo dobra. Po sprzedaży Profitroom-u istotnie spada nasze zadłużenie, a dodatkowo rosną zarówno nasze możliwości wypłaty dywidendy w przyszłym roku, jak również znacząco wzrasta nasz potencjał akwizycyjny – mówi Robert Stasik, wiceprezes cyber_Folks.

cyber_Folks od lat dzieli się zyskiem z akcjonariuszami. 26 czerwca do akcjonariuszy trafiło 21,2 mln zł. Pozostała część ubiegłorocznego zysku netto spółki zostanie przeznaczona na skup akcji własnych o wartości do 6,8 mln zł. Skup obejmie nie więcej niż 42 500 akcji po cenie nie wyższej niż 160 zł. Zakupione przez spółkę akcje zostaną przeznaczone na realizację istniejącego programu ESOP. Szczegóły związane z programem skupu akcji własnych dostępne są m.in. na stronach spółki i w komunikatach.

Uruchomienie skupu akcji własnych zbiegło się w czasie z korektą indeksów giełdowych, w wyniku której akcje cyber_Folks dołączą do indeksu mWIG40 już po sesji w dniu 8 lipca br. Do tej pory akcje technologicznej spółki wchodziły w skład indeksu sWIG80.

– Awans do mWIG40 oznacza, że dołączamy do grona 60-ciu wiodących spółek notowanych na polskiej giełdzie. To realizacja kolejnego kamienia milowego w naszej historii. Jego osiągniecie było możliwe dzięki intensywnej i przemyślanej pracy nad wzrostem biznesu. W konsekwencji istotnie wzrosła nasza kapitalizacja i zainteresowanie inwestorów, którym niezmiennie dziękujemy za zaufanie. – mówi Jakub Dwernicki, prezes zarządu cyber_Folks.

Harmonogram skupu akcji własnych:

Data publikacji zaproszenia: 8  lipca 2024 r.
Termin rozpoczęcia przyjmowania ofert sprzedaży: 10  lipca 2024 r.
Termin zakończenia przyjmowania ofert sprzedaży: 24  lipca 2024 r.
Przewidywany dzień rozliczenia transakcji nabycia akcji: 29  lipca 2024 r.

 

Osłabienie obaw politycznych umacnia złotego

Już wyniki I tury pozwoliły stwierdzić, że najgorsze dla rynków scenariusze związane z wyborami parlamentarnymi we Francji nie ulegną materializacji. II tura potwierdziła, że każdej z frakcji daleko od bezwzględnej większości i konieczne będą kompromisy zmiękczające wyborcze obietnice. Zmniejszenie premii za ryzyko polityczne oraz słabe dane gospodarcze z USA wzmocniły większość walut względem dolara. Złotemu pomogło także ubiegłotygodniowe posiedzenie RPP.

Kluczowe punkty:

  • Premia za ryzyko polityczne w Europie spada, po drugiej turze wyborów we Francji utrzymuje się jednak niepewność.
  • Dolar doświadcza wyprzedaży względem wszystkich innych walut, ponieważ dane ekonomiczne rozczarowują, a sentyment względem ryzyka ulega poprawie.
  • Rosną przypuszczenia, że Kamala Harris może zastąpić Joe Bidena w wyścigu prezydenckim w USA.
  • Partia Pracy odnosi miażdżące zwycięstwo w wyborach w Wielkiej Brytanii. Brak reakcji funta.
  • NBP rewiduje prognozę inflacji na 2025 r. o 1,65 pp. w górę (do 5,25%).

Główne źródło obaw inwestorów – bezwzględna większość lewicy (NFP) lub skrajnej prawicy (RN) – stanowiąca zagrożenie związane z rewolucją w polityce fiskalnej zarysowywaną w przedwyborczych postulatach, nie ulegnie materializacji. Najważniejszym motywem II tury jest zaskakujące zwycięstwo lewicy – towarzyszy mu jednak największe we współczesnej historii Francji rozbicie parlamentu Wydaje się, że u inwestorów optymizm związany z porażką Zjednoczenia Narodowego wyrównuje się z obawami dotyczącymi zwycięstwa Nowego Frontu Ludowego. W związku z tym kurs euro nie zmienił się istotnie od zamknięcia handlu w piątek, jest jednak bezsprzecznie wyższy niż tuż po ogłoszeniu wyborów.  Redukcja premii za ryzyko polityczne i słabość danych gospodarczych z USA sprawiły, że niemal wszystkie głównie waluty świata umocniły się względem dolara amerykańskiego.

Niepewność polityczna dotycząca kandydatury Bidena na prezydenta USA nie ma na razie istotnego wpływu na rynek, uwaga skupi się więc teraz na politycznych dyskusjach dotyczących zawieszonego francuskiego parlamentu, w którym każda ze stron daleka jest od liczby mandatów pozwalającej na samodzielne rządy. Ekonomiści koncentrować będą się zaś nie na obserwowanym ostatnio spowolnieniu amerykańskiej gospodarki, a na inflacji, jako że w czwartek (11.07) opublikowany zostanie raport za czerwiec. Przewidują oni optymistycznie, że wzrost bazowej dynamiki cen wyniesie 0,2% w skali miesiąca, co sygnalizowałoby powrót momentum do normalności i celu inflacyjnego Rezerwy Federalnej, pozwalając bankowi na rozpoczęcie cięć stóp procentowych we wrześniu.

PLN

Ubiegłotygodniowe posiedzenie RPP przyniosło pewne zaskoczenia i pomogło złotemu utrzymać siłę. Nowe prognozy inflacji pokazały znaczną rewizję w górę na 2025 r. – środek przedziału został podniesiony o 1,65 pp. do 5,25%. Ma to związek z kwestią regulowanych cen energii, które mają wzrosnąć dwukrotnie – nie tylko w lipcu, ale i w styczniu. Zarysowywany przez NBP obraz wydaje nam się jednak nazbyt pesymistyczny.

Rewizja prognoz stanowi również tło dla jastrzębich wypowiedzi prezesa Adama Glapińskiego, który rozwiał wszelkie wątpliwości dotyczące obniżek stóp procentowych i zasygnalizował, że mogą one pozostać na niezmienionym poziomie do początku 2026 r. Stopień jego jastrzębiości jest zaskakujący. Niewykluczone, że miało to na celu zbilansowanie ryzyka dla oczekiwań inflacyjnych wynikającego ze wzrostu cen regulowanych. Jednocześnie wydaje się, że jest to w chwili obecnej podejście zbyt ostrożne – a w przyszłości coraz trudniejsze do uzasadnienia w obliczu zmieniającej się sytuacji gospodarczej. Nie przekonał nas swoimi słowami (podobnie jak rynku, który zredukował wycenianą sumę obniżek stóp procentowych do końca roku o zaledwie 15 pb.). Bacznie przyglądamy się jednak sytuacji, szczególnie w kontekście oczekiwań inflacyjnych i ciasności rynku pracy.

Jeśli NBP utrzyma w przyszłym roku stopy procentowe na niezmienionym poziomie, podczas gdy główne banki będą rozluźniały politykę monetarną, nawet nasze prognozy kursu EUR/PLN na poziomie 4,20 mogą okazać się zbyt pesymistyczne dla złotego. Poza poniedziałkowym (08.07) raportem inflacyjnym od NBP w tym tygodniu nie będzie innych istotnych wieści z kraju, uwaga skupi się więc zapewne na wydarzeniach z zagranicy.

EUR

Euro przez cały tydzień umacniało się w reakcji na słabsze dane z amerykańskiego rynku pracy i nadzieję na zawieszony parlament we Francji, który nie dałby pełnej władzy ani prawicy, ani lewicy. Wyniki potwierdziły oczekiwania, lepszy od szacunków wynik lewicowego Nowego Frontu Ludowego może jednak ograniczyć aprecjację euro w krótkim terminie.

Dane z bloku miały w ostatnich dniach niewielki wpływ na wspólną walutę. Nieco bardziej uporczywa od oczekiwań inflacja bazowa, która ustabilizowała się na poziomie 2,9%, nie zmienia istotnie ogólnego obrazu – zarówno rynek, jak i my spodziewamy się dwóch cięć stóp procentowych EBC przed końcem roku. Kalendarz dla strefy euro na ten tydzień jest dość pusty, handel wspólną walutą będzie więc zależał w dużej mierze od reakcji na nagłówki polityczne z Francji i raportu inflacyjnego z USA (czwartek 11.07).

USD

Jest jeszcze za wcześnie, by rynek walutowy zaczął wyceniać większe prawdopodobieństwo wygranej Trumpa w listopadowych wyborach prezydenckich, kierują nim więc oznaki osłabienia odczytów gospodarczych w USA. Raport NFP (non-farm payrolls) z rynku pracy wskazywał na spowolnienie – stopa bezrobocia wzrosła do 4,1%, wcześniejsze dane o kreacji nowych etatów zostały zrewidowane w dół, a wzrost płac osłabł. Dane nie są jeszcze jednoznaczne, ale w połączeniu z oczekiwanym spadkiem inflacji CPI w czerwcu mogą pozwolić Fedowi na dwukrotne obniżenie stóp procentowych w 2024 r., począwszy od września. Jeśli tak się stanie, dolar naszym zdaniem powinien przed końcem roku oddać część zysków, które odnotował w pierwszej jego połowie.

GBP

Powszechnie oczekiwana pokaźna większość Partii Pracy w wyborach parlamentarnych była w dużej mierze wyceniana przez rynki, nie miała więc istotnego wpływu na notowania funta. Należy przy tym zaznaczyć, że skala zwycięstwa laburzystów została uwydatniona przez charakterystykę brytyjskiego systemu wyborczego (jednomandatowe okręgi wyborcze) – ogólne poparcie partii (34%) jest na znacznie niższym poziomie niż procent uzyskanych przez nią mandatów (63%).

Uwaga skupia się teraz ponownie na gospodarce – w czwartek (11.07) poznamy szereg danych za maj, w tym produkcję przemysłową i miesięczną dynamikę PKB. Po raz pierwszy od czerwcowego posiedzenia (20.06) przemawiać będą także decydenci Banku Anglii.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Prezes SUNEX obejmie 2 mln akcji spółki

Rada nadzorcza i zarząd SUNEX podjęły uchwały o przeprowadzeniu w ramach możliwego kapitału docelowego emisji 2 mln akcji. Emisja będzie skierowana do prezesa i akcjonariusza spółki Romualda Kalycioka, a cena emisyjna wynosząca 12 zł będzie taka sama jak ta w ABB przeprowadzonym przez prezesa na początku roku.  

Po podwyższeniu kapitału zakładowego prezes SUNEX będzie posiadał, pośrednio i bezpośrednio, taką samą liczbę akcji SUNEX jak przed ABB. Nowo wyemitowane akcje SUNEX zostaną objęte przez Romualda Kalycioka w zamian za wkład niepieniężny w postaci 100 proc. posiadanych przez niego udziałów w niemieckiej spółce instalacyjnej Drolsbach oraz konwersji wierzytelności z pożyczek udzielonych spółce przez prezesa o wartości 13,26 mln zł.

Proces ABB (przyśpieszona budowa księgi popytu) Romuald Kalyciok przeprowadził w lutym tego roku. Liczba sprzedanych akcji wyniosła 2 mln (9,86% kapitału zakładowego spółki) po 12 zł za sztukę.

Podwyższenie kapitału i wcześniejszy proces ABB umożliwiły spółce przeprowadzenie akwizycji oraz rozwój infrastruktury produkcyjnej w Raciborzu.

Czy Polskie firmy są gotowe na transformację ESG?

Największe polskie firmy mierzą się lub już wkrótce będą musiały się zmierzyć z obowiązkiem raportowania działań nakierowanych na zrównoważony rozwój, wynikającym z unijnej dyrektywy CSRD (Corporate Sustainability Reporting Directive). Dla organizacji zrównoważony rozwój oznacza kompleksowe podejście do zarządzania biznesem, które ma na celu wzrost rentowności w długim okresie, z jednoczesną dbałością o środowisko i zasoby naturalne (czynnik środowiskowy – E), troską o zdrowie i dobrostan ludzi (czynnik społeczny – S) oraz etycznymi i transparentnymi normami i politykami prowadzenia firmy (ład korporacyjny – G). Firmy, które nie funkcjonują zgodnie z zasadami ESG, narażają się na rosnącą niechęć inwestorów, klientów czy pracowników oraz ograniczają swoje możliwości rozwoju w długim okresie.

Badania CBRE przeprowadzone w 2023 r. i opublikowane w raporcie „Organizacja ESG. Czy jesteśmy w Polsce gotowi na strategie zrównoważonego rozwoju?” wskazują, że wprowadzanie w życie zrównoważonego rozwoju stanowi priorytet dla 71 proc. firm, 26 proc. respondentów potwierdza ten fakt zdecydowanie. Tylko co dziesiąty badany uważa, że ESG nie jest aspektem priorytetowym dla jego pracodawcy.

Niezależnie od tego, czy zagadnienia ESG są dla organizacji priorytetem strategicznym, większość firm podejmuje pewne działania w tych obszarach, co potwierdza 74 proc. osób.  Jednak obecność jasno określonych celów zrównoważonego rozwoju w swoich strategiach biznesowych zadeklarowało 20% polskich firm z sektora handlowego i FMCG, wynika z danych PwC (2024).

„Zaledwie 25% ankietowanych przedsiębiorstw zrealizowała lub realizuje znaczącą liczbę procesów związanych z raportowaniem zrównoważonego rozwoju. To niepokojąco niewielki odsetek, zwłaszcza biorąc pod uwagę wchodzące w życie regulacje zobowiązujące do raportowania, jak np. unijna dyrektywa CSRD. Co więcej, aż 81% respondentów nie jest obecnie gotowych w aspekcie technologicznym do takiego raportowania” – czytamy w raporcie „Wyboista droga do zrównoważonego rozwoju. ESG w dobrach konsumenckich i handlu detalicznym”.

Tymczasem w przypadku firm z centralą zagraniczną odsetek ten wzrasta do 67%. Wyższa świadomość uwzględnienia zrównoważonego rozwoju w polityce firmy wynika z obecności na wielu rynkach i wymagań regulacyjnych innych państw. Przykładem może być polski oddział firmy amerykańskiej Brown-Forman. – Naszą wizją zrównoważonego rozwoju jest odpowiedzialny rozwój naszych marek i firmy przy jednoczesnej ochronie i wzbogacaniu środowiska naturalnego, od którego jesteśmy zależni. Zrównoważony rozwój przyczynia się do tworzenia 'value’ dla pracowników, poszanowania różnorodności, kultury włączenia, relacji społecznych i odpowiedzialności jaką niesie za sobą branża alkoholi premium. Kwestie Environmental, Social and Governance (ESG) są kluczowymi filarami firmy i są zintegrowane z naszą strategią biznesową – podkreśla Beata Mirowska, dyrektor ds. finansów w Polsce, Czechach i na Słowacji.

Autorzy raportu podkreślają, że doświadczenia globalne pokazują, że największe firmy z sektora już od wielu lat podejmują działania w obszarze ESG, począwszy od ograniczenia wykorzystania surowców nieodnawialnych, redukcji emisji CO2, aż po aktywne wspieranie społeczności lokalnych, ochronę praw człowieka i poprawę warunków pracy. Ich zaangażowanie w kwestie ESG jest często kluczowym elementem strategii biznesowych, których celem jest zarówno generowanie zysków, jak i tworzenie pozytywnego wpływu społecznego i środowiskowego. Przez ostatnie lata zauważyć można znaczący wzrost zainteresowania aspektami ESG ze strony firm na rodzimym rynku. Warto jednak podkreślić, że wciąż około połowa badanych firm nie posiada kompletnej strategii zrównoważonego rozwoju.

Sektor dóbr konsumenckich i handlu detalicznego jest szczególnie wrażliwy na kwestie zrównoważonego rozwoju. Oczekiwania wobec firm są wysokie – dziś konsumenci, chociaż wciąż wrażliwi na czynnik cenowy, coraz większą uwagę przykładają do czynników środowiskowych i społecznych. Ich wybory są bardziej świadome niż jeszcze kilka lat temu. W życie wchodzą także liczne regulacje, które kładą nacisk na transparentne działania i większą odpowiedzialność przedsiębiorstw. Dlatego dziś, jeśli firmy chcą zachować przewagę konkurencyjną i wciąż prężnie się rozwijać, nie mogą pomijać kwestii ESG. Jednak branża dóbr konsumenckich wciąż ma tu wiele do zrobienia – mówi Mieczysław Gonta, partner PwC Polska, lider zespołu ds. handlu detalicznego i dóbr konsumpcyjnych w PwC CEE i w PwC Polska.

Jak zauważają eksperci w Polsce istnieje relatywnie mała świadomość i liczba podejmowanych działań dotyczących systemu wartości, relacji z dostawcami i użytkownikami końcowymi. Dużym wyzwaniem pozostaje również obszar komunikacji firm z interesariuszami na tematy związane z ESG, w tym na obszar ładu korporacyjnego (emisji GHG i zużycia energii (20%), dobrostanu pracowników (18%) oraz szkoleń i rozwoju (18%).

Potwierdzają to badania CBRE wskazujące, że ponad połowa pracowników polskich firm nie angażuje się w prace nad strategią zrównoważonego rozwoju w swojej firmie, a w firmach zakres kompetencji w tym zakresie jest ograniczony do zarządu (65 proc. firm) lub marketingu i PR (62 proc.).

Eksperci są zgodni, że sposób postrzegania ESG w Polsce powinien się zmienić, bo ESG to nie tylko środowisko, ale też ludzie. Bez gwarancji odpowiednich procesów zapewniających odpowiednie, sprawiedliwe warunki pracy, przedsiębiorstwa nie będą w stanie odnieść sukcesów  – Wciąż potrzebujemy lepszych, bardziej kompleksowych strategii różnorodności, które uwzględnią potrzeby np. osób o różnych odmianach i stopniach niepełnosprawności oraz zwalczają dyskryminację – podkreśla Małgorzata Rybak-Dowżyk, Corporate Communication & ESG Department Director T-Mobile Polska.

Zjednoczenie nie porządzi, EUR zyskuje

Wyniki drugiej tury wyborów parlamentarnych we Francji zaskoczyły wielu obserwatorów, ale przynajmniej na poniedziałkowym otwarciu dołożyły cegiełkę do budowanego optymizmu inwestorów. Nastroje poprawiły się już w piątek po mieszanych danych amerykańskiego Departamentu Pracy, które jednak według rynkowej narracji przybliżają wrześniową obniżkę stóp za oceanem. Niebagatelne znaczenie dla nastrojów będzie miał zaczynający się w tym tygodniu sezon wynikowy spółek z Wall Street.

Wyborcze uspokojenie, powyborcza niepewność?

Francuskie wybory parlamentarne, rozpisane naprędce przez prezydenta Emmanuela Macrona po porażce jego ugrupowania w elekcji do europarlamentu, wprowadziły sporo zamieszania na rynkach. Obawy związane były głównie z możliwością przejęcia władzy przez określane jako skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe. Niepewność dotyczyła z jednej strony kierunku polityk nowego rządu (w tym stosunków z UE), a z drugiej możliwego paraliżu zarządzania państwem w związku z kohabitacją z prezydentem z innego obozu. Pierwsza tura była jeszcze zwycięska dla ZN, ale z powodu konstrukcji systemu wyborczego (jednomandatowe okręgi) jeszcze o niczym nie rozstrzygała, ponieważ większość mandatów pozostała do obsadzenia w drugiej turze. A ta okazała się porażką dla partii Marine Le Pen, która kończy wyścig dopiero na trzecim miejscu. Na pierwszym dotarł szeroki lewicowy Front Ludowy, a na drugim centrowy obóz Macrona. Zablokowanie ZN przed przejęciem władzy we Francji może przez chwilę wnosić pozytywny efekt na rynkach i dokładać do budowanego risk on. W porannych godzinach dostrzeżemy to zarówno na giełdach (francuski CAC40 +0,65%), jak i na walutach, gdzie EUR/USD próbuje wybić piątkowy szczyt przy 1,084 $. Jednak ten miesiąc miodowy może nie potrwać długo, jeśli do świadomości inwestorów przedostanie się nowe zagrożenie. Zbudowanie koalicji rządzącej w tak skonstruowanym parlamencie nie będzie wcale łatwe, a przy dużej reprezentacji ugrupowań lewicowych w nowym rządzie może oznaczać zwiększenie wydatków budżetowych. To niekoniecznie spodoba się inwestorom, którzy już z zaniepokojeniem spoglądają na deficyt budżetowy (5,5% w 2023 r.) i dług publiczny (110% w zeszłym roku).

USD w defensywie, PLN korzysta

Piątkowe dane amerykańskiego Departamentu Pracy za czerwiec miały być kluczowe w zeszłotygodniowym, handlowo krótszym za Atlantykiem tygodniu (4 lipca był Dzień Niepodległości). Na pierwszy rzut oka nie wyglądały one źle, wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym (+206 tys.) był wyższy od prognoz (191 tys.). Jednak im dalej w las, tym gorzej, ponieważ wyniki za poprzednie dwa miesiące zostały zrewidowane w dół aż o 111 tys. Płace rosną w niższym tempie (3,9% rdr), a stopa bezrobocia zaskakująco poszła w górę do 4,1%. Ostatecznie rynek zweryfikował te odczyty jako objaw spowolnienia na rynku pracy, co miałoby przybliżyć możliwość wrześniowego cięcia stóp za oceanem (aktualnie szansa na ten scenariusz szacowana jest na ok. 75%). Spadkiem zareagowały rentowności obligacji, amerykańskie 10-latki spadły poniżej 4,3%, a 2-latki do 4,6%, czyli najniżej od przełomu marca i kwietnia. Wywołało to pozytywny efekt na Wall Street, a indeksy zamknęły się nowymi historycznymi rekordami. Równocześnie ucierpiał dolar, a kurs EUR/USD wyszedł powyżej 1,084 $, gdzie ostatnio był widziany prawie miesiąc temu. Okazało się to świetną informacją dla złotego, który w poniedziałek kontynuuje dobrą passę. Przed południem kurs euro coraz wyraźniej schodzi poniżej 4,28 zł (miesięczne minimum), kurs dolara wynosi 3,94 zł (również miesięczny dołek), a kurs franka zbliża się do psychologicznej granicy 4,40 zł.

Dzisiaj brak istotnych odczytów w kalendarzu makro, ale w tygodniu warto zwrócić uwagę na:

  • Wtorek: Początek zeznań szefa Fed w Kongresie
  • Środa: Inflacja w Chinach, Zapasy ropy naftowej w USA
  • Czwartek: Inflacja konsumencka w USA
  • Piątek: Inflacja producencka w USA

Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Rynki spokojnie przyjęły wyniki wyborów we Francji

Wyniki francuskich wyborów są zaskakujące ale nie powodują dużej zmienności na rynku. Nowy Front Ludowy – lewicowa koalicja – ma szansę zdobyć najwięcej mandatów. Euro lekko dziś straciło podczas sesji azjatyckiej. Osłabieniu uległ również złoty. Skala deprecjacji jest jednak symboliczna. Rentowności francuskich obligacji wzrosły w poniedziałek rano. W piątek rynki żyły raportem NFP, który pokazał kolejne dowody schłodzenia amerykańskiego rynku pracy. Dolar stracił na wartości. Wzrosło rynkowe prawdopodobieństwo wrześniowej obniżki stóp przez Fed.

Rynek przyjął wstępne wyniki wyborów parlamentarnych we Francji z dużym spokojem. Nie zrealizował się najczarniejszy scenariusz – zdecydowana wygrana partii Le Pen – choć po I turze wiele na to wskazywało. Nie widać rajdu ulgi, bo rezultat niedzielnego głosowania, wskazuje, że Francję czeka trudny polityczny okres. Druga tura wyborów parlamentarnych we Francji przyniosła zaskakujący wynik. Lewicowa koalicja, Nowy Front Ludowy, ma szansę zdobyć najwięcej mandatów (170-210). Wciąż będzie to jednak za mało, by uzyskać zdecydowaną większość 289 mandatów w 577-osobowej izbie niższej parlamentu. Nowy Front Ludowy składa się z Francji Nieujarzmionej (na czele której stoi Jean-Luc Melenchon) a także z Socjalistów i Zielonych.

Po I turze spodziewano się, że najwięcej mandatów zdobędzie partia Le Pen. Prawdopodobnie jednak rezultat ten będzie zdecydowany gorszy (113-152 mandaty) i da dopiero trzecie miejsce. Na drugim stopniu podium uplasuje się centrowy sojusz prezydenta Emmanuela Macrona (150-180 mandatów). Oznacza to, że po wyborach Francja znajdzie się z zawieszonym parlamentem z jedną partią bliską większości. Melenchon już zażądał aby jego koalicja została wezwana do rządzenia krajem. Obiecał jednocześnie wdrożenie swojego programu, który jest kosztowny. Zawiera on m.in. wzrost płacy minimalnej o 14 proc. czy podwyżki wynagrodzeń w sektorze publicznym. Do tego dochodzi zasiłek mieszkaniowy czy ograniczenie cen energii.

Przechodząc do wydarzęń makro, piątkowy raport NFP pokazał, że amerykański rynek pracy wytraca impet. Jest to mniej widoczne w liczbie nowych miejsc pracy. Zatrudnienie w sektorze pozarolniczym uplasowało się na poziomie 206 tys. co jest lepszym wynikiem (ale nieznacznie) od oczekiwanej liczby 190 tys., a dodatkowo wyniki majowy i kwietniowy zostały zrewidowane mocno w dół łącznie o 111 tys. Na uwagę zasługuje wzrost stopy bezrobocia do 4,1 proc. przy prognozach braku zmian. Jak na razie Fed jest jeszcze w komfortowej sytuacji i może jedynie martwić się o inflację ale za jakiś czas sytuacja może się zmienić.

Można uznać, że wszystkie składowe raportu prezentowanego przez BLS wskazują na ochłodzenie. Mocna rewizja w dół wzrostu zatrudnienia w kwietniu i maju oznacza, że trend jest słabszy niż zakładano. Przyzwoity wynik czerwcowy został wzmocniony przez 70 tysięcy nowych miejsc pracy w sektorze rządowym. Prywatne firmy najwyraźniej wstrzymują się z zatrudnianiem nowych pracowników. Zarobki godzinowe rosną wolniej (0,3 proc. m/m oraz 3,9 proc. r/r) co powinno cieszyć Rezerwę Federalną bo w ten sposób presja płacowa będzie w mniejszym stopniu wpływać na inflację. Stopa bezrobocia rośnie stopniowo a nie skokowo co też powoduje, że Fed nie musi działać stanowczo i radykalnie. Widać, że gospodarka USA zwalnia do czego przyczyniają się wysokie stopy procentowe. Jak na razie scenariuszem bazowym jest „miękkie lądowanie” a ostatnie dane (nie tylko z rynku pracy) na to wskazują.

Po miesięcznym raporcie NFP implikowane prawdopodobieństwo obniżki kosztu pieniądza w USA we wrześniu wzrosło do poziomu prawie 75 proc. z okolic 71 proc. przed publikacją. Grudzień wciąż jest brany pod uwagę jako drugi krok w procesie luzowania przez Rezerwę Federalną. Reakcja rynku jest stonowana. Kurs EUR/USD pozostał wciąż na poziomie powyżej 1,08 a większą zmienność obserwowaliśmy po raporcie ISM dla usług. Spadły rentowności amerykańskich obligacji, 2-latki w okolice 4,63 z 4,68 proc. przed danymi. Na Wall Street piątkowy handel charakteryzował się kolorem zielonym. Pamiętajmy jednak, że wycena akcji jest już wysoka, indeksy znajdują się w obrębie historycznych maksimów, więc do mocniejszego ruchu w górę rynek potrzebuje czegoś więcej.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Ariane 6 gotowa do startu, kamery Scanway zarejestrują kluczowe fazy lotu największej europejskiej rakiety

Inauguracyjny lot największej europejskiej rakiety nośnej Ariane 6 odbędzie się jutro około godz. 20:00 polskiego czasu z europejskiego portu kosmicznego w Gujanie Francuskiej. Podczas swojego pierwszego lotu rakieta wyniesie na orbitę łącznie 18 ładunków agencji kosmicznych, firm, instytutów badawczych oraz uniwersytetów, w tym satelitę YPSat (ang. Young Professionals Satellite) z zamontowanymi kamerami Scanway. Dwukamerowy zestaw optyczny dostarczony przez Spółkę pozwoli na monitorowanie dwóch kluczowych faz lotu: procesu rozkładania głównej owiewki rakiety podczas startu, a także rejestrację separacji poszczególnych ładunków użytecznych na niskiej orbicie Ziemi na wysokości ok. 600 km. Dane pozyskane i dostarczone przez Scanway posłużą Europejskiej Agencji Kosmicznej ESA do szczegółowych analiz oraz optymalizacji kolejnych lotów Ariane 6. Prace nad rakietą rozpoczęły się w 2014 roku, a koszt jej stworzenia wyniósł ok. 4 mld EUR.

Rakieta Ariane 6 to bezpośredni następca użytkowanej w latach 1996-2023 rakiety Ariane 5, która wykonała łącznie 117 lotów, z czego 112 zakończyło się sukcesem. Ariane 6 jeszcze przed swoim inauguracyjnym startem ma zakontraktowanych 30 lotów.

Inauguracyjny lot Ariane 6, największej europejskiej rakiety nośnej, to historyczny moment dla całego sektora kosmicznego i kluczowy sprawdzian dla Europy, która pilnie potrzebuje odzyskać niezależność w zakresie własnych środków wynoszenia, które utraciła wraz z odejściem w ubiegłym roku z aktywnej służby rakiety Ariane 5 wykorzystywanej przez 27 lat w ponad 100 lotach kosmicznych. Nowa rakieta pozwoli wynosić blisko 22 ton ładunków użytecznych na niską orbitę Ziemi, co jest wartością o ok. 70% wyższą od konkurencyjnej rakiety Falcon 9 z firmy SpaceX. Z drugiej strony, Ariane 6 nie będzie rakietą odzyskiwalną. Z ilością 30 zakontraktowanych startów, z pewnością jednak odegra znaczącą rolę w rozwoju europejskiego sektora kosmicznego, a my jako Scanway, będziemy mieć w tym swój udział podczas jej pierwszego lotu. Nasze kamery zamontowane na satelicie YPSat uchwycą najważniejsze fazy lotu rakiety, w tym moment rozkładania głównej owiewki oraz przebieg separacji ładunków użytecznych na wysokości ok. 600 km. Dostarczone przez nas dane posłużą ESA do szczegółowych analiz, a dla nas są potwierdzeniem zasadności i potrzeby budowania tego rodzaju systemów wizyjnych, umożliwiających śledzenie kluczowych etapów misji kosmicznych czy wykonywanie autodiagnostyki satelitów już na orbicie. To nasilający się trend, który zidentyfikowaliśmy jeszcze kilka lat temu, a Ariane 6 dostarczy nam bardzo mocnej referencjikomentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Projekt rakiety Ariane 6 był realizowany przez Europejską Agencję Kosmiczną ESA we współpracy z podmiotami z 13 krajów europejskich, a głównym wykonawcą odpowiadającym za budowę rakiety została firma kosmiczna ArianeGroup – spółka joint venture pomiędzy Airbus Defence and Space oraz Safran. Struktura rakiety pozwala wynieść na niską orbitę Ziemi od 10,3 ton do 21,6 ton, a na orbitę geostacjonarną od 4,5 ton do 11,5 ton, w zależności od użytej konfiguracji. Ariane 62 wykorzystuje dwa boostery, a Ariane 64 cztery boostery. Ich liczba determinuje wysokość rakiety, która mierzy od 56 metrów do 62 metrów.

Celem rakiety nośnej Ariane 6 jest uzyskanie niezależności Europy w zakresie wynoszenia ładunków na orbitę oraz zwiększenie konkurencyjności na rynku komercyjnych lotów kosmicznych i zaoferowanie alternatywy dla popularnej rakiety Falcon 9 od amerykańskiej firmy SpaceX. Rakieta Ariane 6 może być wykorzystywana do wynoszenia na orbity okołoziemskie zróżnicowanych ładunków m.in. satelitów komunikacyjnych, misji naukowych oraz eksploracyjnych.

YPSat (ang. Young Professionals Satellite) to europejski projekt mający na celu uchwycić kluczowe fazy inauguracyjnego lotu rakiety Ariane 6. Scanway dostarczył w ramach niego dwukamerowy zestaw optyczny, który w pierwszej fazie lotu (ok. 3 min. i 39 sek. od startu) będzie monitorował proces separacji głównej owiewki rakiety, a w dalszej fazie lotu (ok. 66 min. od startu) będzie rejestrował przebieg separacji ładunków użytecznych zamieszczonych na rakiecie. System kamer Scanway składa się z 2 szerokokątnych kamer, elektroniki i interfejsów mechanicznych, zdolnych do dostarczania obrazu w dwóch trybach: wideo do 1080p i 30 fps lub 720p i 60 fps oraz foto z rozdzielczością 12,3 Mpix.

Europejska Agencja Kosmiczna ESA zarządza europejskimi programami transportu kosmicznego, w tym programem Ariane 6. Rolą ESA w rozwoju Ariane 6 jest nadzorowanie zamówień, a także odpowiadanie za cały system startowy. ESA jest operatorem inauguracyjnego lotu Ariane 6.

ArianeGroup jest głównym wykonawcą w zakresie rozwoju i produkcji systemu rakiet nośnych Ariane 6. Nadzoruje cały łańcuch dostaw, w tym sprzęt i konstrukcje, produkcję silników, integrację różnych etapów oraz integrację rakiety nośnej w europejskim porcie kosmicznym w Gujanie Francuskiej.

Arianespace świadczy usługi wynoszenia dla wszystkich typów satelitów i na każdą z orbit okołoziemskich. Od drugiego lotu Ariane 6, Arianespace będzie obsługiwać w imieniu swoich klientów loty rakiety od momentu startu.

Polska pozostaje liderem na rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych w Europie Środkowo-Wschodniej

Całkowita podaż nowoczesnych powierzchni przemysłowo-logistycznych w regionie 13 państw Europy Środkowo-Wschodniej (CEE-13[1])  wynosi ponad 67 mln mkw. Jak wynika z najnowszego raportu Colliers pt. „ExCEEding Borders: Navigating the Industrial Landscape and Workforce in CEE-13” (Sytuacja w sektorze przemysłowym i na rynku pracy w regionie CEE-13), Polska pozostaje największym rynkiem przemysłowo-logistycznym w całym regionie CEE-13 z podaż całkowitą ponad 31 mln mkw., co stanowi 45% całkowitych zasobów regionu.

Całkowita podaż nowoczesnych powierzchni przemysłowo-logistycznych na rynkach stołecznych w regionie CEE-13 wynosi prawie 25 mln mkw. oraz ponad 67 mln mkw. na poziomie krajowym. Pomimo różnic we wskaźnikach pustostanów pomiędzy krajami CEE-13 (najniższy wskaźnik pustostanów zanotowały Albania (0%) oraz Czechy (1,8%), a najwyższy Czarnogóra – 9%) popyt na powierzchnie przemysłowo-logistyczne w ostatnich latach był duży. Najwyższym popytem brutto może pochwalić się Polska – w 2023 r. wyniósł on 5,7 mln mkw.

Napędzały go głównie sektory, takie jak spedycja, handel detaliczny i dystrybucja. W 2023 r. w większości krajów odnotowano jednak spadek popytu, przypisywany częściowo czynnikom gospodarczym i geopolitycznym.

Pomimo spadku popytu i powierzchni w budowie w 2023 r., rynek powierzchni przemysłowych i logistycznych w Polsce jest nadal w bardzo dobrej kondycji. Atutami świadczącymi o konkurencyjności Polski na arenie europejskiej są wykwalifikowana kadra, która jest tańsza niż w Europie Zachodniej oraz jedne z najniższych stawek czynszu za powierzchnie przemysłowe i logistyczne w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W Polsce bazowe stawki czynszu wahają się od 3,4 do 7 EUR za mkw. miesięcznie, a dla porównania w Czechach są to kwoty rzędu 7,5-7,7 EUR za mkw. – wyjaśnia Maciej Chmielewski, Senior Partner, Dział Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.

Magazyny w topie zakupów inwestycyjnych

Sektor przemysłowo-logistyczny pozostaje kluczowym celem inwestycji w regionie Europy Środkowo-Wschodniej – na koniec 2023 r. udział magazynów w wolumenie inwestycyjnym w Polsce wyniósł ok. 50%, a np. w Czechach i na Słowacji poniżej 20%.

Obserwujemy znaczne zainteresowanie aktywami przemysłowo-logistycznymi. Inwestorzy poszukują różnych możliwości, takich jak nabywanie gruntów, pojedyncze aktywa, duże portfele czy umowy sprzedaży i wynajmu zwrotnego przynoszące długoterminowy dochód. Sektor ten nie jest jednak odporny na czynniki ekonomiczne i geopolityczne, w tym wyższe koszty finansowania, rozbieżność oczekiwań cenowych między kupującymi i sprzedającymi oraz ograniczoną dostępność produktów – wskazuje Dominika Jędrak, Dyrektorka Działu Doradztwa i Badań Rynkowych w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej, Colliers.

Magazyny w CEE-6 najbardziej zielone

Kraje CEE-6 od dawna wdrażają zielone rozwiązania w budynkach, czego efektem jest rosnąca liczba obiektów z certyfikatami BREEAM czy LEED, także na najwyższych poziomach (przykładem może być projekt przemysłowo-logistyczny firmy Panattoni w Polsce, który w 2023 r. jako pierwszy otrzymał najwyższy poziom certyfikacji BREEAM – Outstanding).

Inicjatywy w zakresie zrównoważonego rozwoju w regionie CEE-6 dotyczą znacznej części całkowitych zasobów nowoczesnej powierzchni przemysłowej i logistycznej. Postępy w spełnianiu wymogów ESG różnią się w poszczególnych krajach CEE-6, ale pod tym względem jest to najbardziej rozwinięta grupa krajów spośród całej grupy CEE-13 – tłumaczy Silviu Pop, dyrektor ds. badań w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i Rumunii.

Dynamika rynku pracy w regionie CEE-13

Na rynku pracy w regionie CEE-13, szczególnie w sektorach produkcji i logistyki, pomimo znacznych różnic w poziomach płac między krajami, w grupie CEE-6 zaobserwowano istotny wzrost wynagrodzeń. Przyczynił się do tego trend nearshoringu (przenoszenie produkcji do państw sąsiednich) w logistyce i automatyzacji procesów produkcyjnych. Podczas gdy sektor produkcyjny odnotowuje znaczny wzrost rok do roku, sektor logistyczny rośnie w skromniejszym tempie. Zwiększające się zapotrzebowanie na wykwalifikowany personel w obszarach logistyki i produkcji skłania firmy do ekspansji i rozwoju w regionie Europy Środkowej.

[1] W raporcie “ExCEEding Borders” przeanalizowano rynki 13 krajów Europy Środkowo-Wschodniej, dzieląc je na grupy: CEE-6, do której należą: Bułgaria, Czechy, Węgry, Polska, Rumunia i Słowacja; kraje bałtyckie, czyli Estonię, Litwę i Łotwę, a także SEE-4, do których zaliczane są: Albania, Chorwacja, Czarnogóra i Słowenia.

Nowi liderzy na rynku magazynowym

Prawie 80 proc. nowoczesnych zasobów magazynowych w Polsce znajduje się w sześciu głównych regionach. Jednocześnie obserwujemy pewne zmiany w rozkładzie sił. Województwo dolnośląskie jest praktycznie na ostatniej prostej, żeby wyprzedzić Polskę Centralną i zamiast niej zająć ostatnie miejsce na podium – mówi Jakub Kurek, dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w Newmark Polska.

Pod koniec pierwszego kwartału tego roku w budowie znajdowało się 2 mln 323 tys. mkw. powierzchni przemysłowej i magazynowej. W analogicznym okresie 2023 r. było tych metrów trochę mniej, bo 2 mln 123 tys. mkw., a w 2022 roku – aż 4 mln 737 tys. mkw. Co te liczby mówią nam o aktualnej sytuacji na rynku – gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy?

Jakub Kurek, dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych, Newmark Polska: Odpowiadając krótko: jesteśmy w dobrym momencie i rozwijamy się w zdrowym, spokojnym tempie. Liczby to nie wszystko. Ogromna liczba metrów magazynowych w budowie w 2022 roku była wynikiem nagłych zmian zapoczątkowanych przez pandemię, jak i wojnę w Ukrainie, co przełożyło się na redefinicję globalnych łańcuchów dostaw oraz przenoszenie handlu, pracy i wielu innych aspektów życia do internetu. Niemniej pierwsze rokowania, co do skali wzrostów e-commerce okazały się zbyt wygórowane, chociaż sektor ten nadal rozwija się w dobrym tempie i wynajmuje magazyny. Porównując jednak te 4,7 mln metrów w budowie – tak do lat poprzedzających, jak i kolejnych, możemy stwierdzić, że nie była to norma czy trend długotrwały, a raczej bardzo wyjątkowa sytuacja czy rynkowe anomalia. Tezę tę potwierdzają również wolumeny powierzchni będącej w budowie odnotowywanych w pozostałych pierwszych kwartałach od 2018 roku, które nie przekraczały 2,51 mln metrów kwadratowych w budowie.

Dlatego w żaden sposób nie odnosiłbym ostatnich wyników do 2022 roku. Ponad 2 mln metrów w budowie, które odnotowaliśmy przez dwa ostatnie lata, pokazują, że rynek jest stabilny i nadal rośnie w dobrym, spokojnym tempie. Oczywiście branża nowoczesnej powierzchni produkcyjnej i magazynowej ma dzisiaj swoje problemy, które musi rozwiązywać, jednak po stronie podażowej, ciągle ogłaszane są nowe inwestycje, dzięki czemu najemcy mają wybór.

Z jakimi największymi trudnościami mierzy się sektor magazynowy?

Kolejny rok zmagamy się z efektami wysokiej inflacji – rosnącymi kosztami budowy i finansowania inwestycji. Obniżki stóp procentowych, których spodziewamy się po wakacjach, powinny też bardziej zachęcić fundusze do inwestowania w nieruchomości komercyjne.

Dużym wyzwaniem dla przedsiębiorców są wysokie rachunki za prąd, przez które bardzo rosną ich koszty operacyjne. Jednym z rozwiązań ma być transformacja energetyczna i większe wykorzystanie odnawialnych źródeł energii, które nie tylko wygeneruje realne oszczędności, ale ze względu na wymogi unijne, staje się koniecznością. W efekcie coraz więcej właścicieli parków logistycznych inwestuje w instalacje fotowoltaiczne, systemy zarządzania energią, recykling oraz technologie redukujące emisję CO2.

Ciekawym przykładem w dość spektakularny sposób potwierdzającym ekotrendy jest GLP Warsaw VI Logistics Centre w miejscowości Stary Konik. W parku o powierzchni 38 tys. mkw. do konstrukcji budynków wykorzystano drewno pozyskane ze źródeł objętych certyfikatem PEFC, potwierdzającym jego pochodzenie wyłącznie z lasów zarządzanych w odpowiedzialny sposób. Inną inwestycją wartą wymienienia jest MDC2 Park Łódź South, w którym ślad węglowy został zredukowany aż o 49 proc. wobec średniej krajowej.

Polityka ekologiczna stwarza też pewne możliwości rozwoju dla rynku nowoczesnych magazynów…

To prawda. Do 2030 roku Polska zobowiązała się do posiadania 31,5 proc. energii w ogólnym miksie energetycznym z OZE. Będzie to wymagało potężnych inwestycji nie tylko w samą sieć, ale też w infrastrukturę magazynową potrzebną do przechowywania elementów niezbędnych do budowy farm fotowoltaicznych i wiatrowych.

Oddzielnym wątkiem, który jako Newmark Polska wielokrotnie poruszaliśmy, są farmy wiatrowe na wybrzeżu. Ogromnym powodzeniem w tym kontekście cieszą się powierzchnie produkcyjne i magazynowe w Gdańsku i Gdyni, zlokalizowane w sąsiedztwie portów. Na celowniku inwestorów z sektora OZE znalazł się również Szczecin, szczególnie po potwierdzeniu na początku roku budowy dwóch fabryk turbin i elementów farm wiatrowych przez firmy Vestas i Windar Renovables.

W ubiegłym roku odnotowaliśmy najwyższy, jak do tej pory, bo aż 40-procentowy poziom renegocjacji w całym popycie na magazyny. Czy może Pan skomentować, jakie były tego powody?

Jedną z przyczyn, dla których wielu najemców zdecydowało się renegocjować umowy i pozostać w dotychczasowych lokalizacjach, był gwałtowny wzrost kosztów budowy oraz finansowania, który przełożył się na wyższe czynsze w nowo powstających magazynach. Tym samym zwiększyły się różnice stawek obowiązujących w nowych obiektach w stosunku do czynszów na rynku wtórnym.

Innym powodem rosnącej liczby renegocjacji był utrudniony dostęp do pracowników i obawa przed utratą części załogi po relokacji. Przy aktualnych kłopotach z pracownikami w niektórych lokalizacjach, jest to bardzo zrozumiała obawa. Pamiętajmy, że nawet udany proces rekrutacji może być niezwykle kosztowny i czasochłonny, szczególnie w przypadku pozyskiwania wykwalifikowanych pracowników. Pracownik, zanim osiągnie pełną samodzielność w wykonywaniu obowiązków, przechodzi długie okresy wdrożeniowe, które w niektórych przypadkach mogą trwać nawet rok.

Jakie przewagi w Europie ma dzisiaj nasz rynek magazynowy? Czym możemy zachęcić przedsiębiorców do wynajmowania powierzchni produkcyjnej i magazynowej w Polsce?

Polska nadal ma wiele atutów. Nasza gospodarka rośnie nieustannie od ponad 20 lat. Podaż nowoczesnych magazynów utrzymuje się na wysokim poziomie. W każdym regionie najemcy mogą znaleźć hale produkcyjne i magazynowe dostępne od zaraz.

Ważnym argumentem są też stawki czynszu – 3,50 – 5,50 euro za mkw. – nadal bardzo konkurencyjne w porównaniu z resztą Europy. Nie tylko w porównaniu z Niemcami czy Francją, ale również państwami w Europie Środkowej, jak Rumunia (4,25 – 4,80 euro / mkw.), Węgry (5,00 – 5,90 euro) czy Czechy (6,00 – 7,75 euro).

W ubiegłym roku deweloperzy oddali na rynek łącznie ponad 3,7 mln mkw. powierzchni magazynowej, a w pierwszym kwartale tego roku kolejne 852 000 mkw. Gdzie najmocniej kumuluje się ta podaż?

Powierzchnie magazynowe powstają w całym kraju, jednak największa aktywność tak deweloperów, jak i najemców nadal skupia się na sześciu głównych rynkach – w Warszawie, na Górnym i Dolnym Śląsku, w Polsce Centralnej, Poznaniu i Trójmieście. Na te regiony przypada łącznie ponad 80 proc. nowoczesnych zasobów powierzchni magazynowej w kraju.

Jednocześnie obserwujemy pewne zmiany w ramach samej wielkiej szóstki. Województwo dolnośląskie jest praktycznie na ostatniej prostej, żeby wyprzedzić Polskę Centralną i zamiast niej, zająć ostatnie miejsce na podium. Pod względem całkowitych zasobów te regiony dzieli już tylko trochę ponad 80 tys. mkw. Jednocześnie Wrocław i okolice w ostatnim czasie odnotowują największą aktywność deweloperów. O czym świadczy np. 215 000 mkw. ukończone w okresie 2023 r. – 1 kw. 2024 r. w ramach Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub – prawie 33% całkowitej nowej podaży na Dolnym Śląsku w tym okresie. Czy fakt, że na koniec pierwszego kwartału tego roku powstawało tam najwięcej nowych obiektów, o łącznej powierzchni prawie 686 tys. mkw., w tym jeden z największych hubów magazynowych zlokalizowany Kątach Wrocławskich (ponad 345 000 mkw. w budowie). Łącznie inwestycja ma potencjał na budowę 430 tys. mkw. magazynów.

Po dynamicznych latach rozwoju ilościowego, rynek magazynowy zwolnił, ale zmienia się jakościowo. Jakie trendy będziemy obserwowali w najbliższym czasie?

Kluczowe staje się strategiczne położenie magazynów, dlatego na znaczeniu zyskują centra logistyczne położone blisko głównych szlaków transportowych. Istotne będą również lokalizacje pozwalające na połączenie kilku opcji transportowych i wykorzystanie transportu intermodalnego. W miastach o ograniczonej przestrzeni rośnie też zainteresowanie magazynami wielopoziomowymi, które maksymalizują wykorzystanie dostępnej powierzchni pionowej. Ważnym hasłem staje się elastyczność i możliwość łatwego dostosowania magazynów do potrzeb biznesowych.

Historyczne osiągnięcie polskich inżynierów – polska rakieta suborbitalna ILR-33 BURSZTYN 2K sięgnęła kosmosu

Pierwsza na świecie rakieta, w której jako utleniacz zastosowany został nadtlenek wodoru o stężeniu 98%, została przetestowana w docelowej konfiguracji i osiągnęła pułap 101 km. Tym samym data 3 lipca 2024 roku przejdzie do historii polskich dokonań na rzecz rozwoju technologii kosmicznych. W testy rakiety zaangażowana była Polska Agencja Kosmiczna, która współfinansowała to przedsięwzięcie.polska rakieta suborbitalna ILR-33 BURSZTYN 2K

Na przełomie czerwca i lipca inżynierowie z Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa zrealizowali zagraniczną kampanię startową, której celem było przygotowanie polskiej rakiety suborbitalnej ILR-33 BURSZTYN 2K do lotu w warunkach kosmicznych. Już 3 lipca o godz. 13:09, przeprowadzone przez nich testy zakończyły się sukcesem. Rakieta, wystrzelona z Andøya Space Sub-Orbital w Norwegii, osiągnęła pułap 101 km.

„Jesteśmy dumni z faktu, że zainaugurowany przez śp. prof. Piotra Wolańskiego projekt rozwoju polskiej rakiety suborbitalnej, w której jako rakietowy materiał pędny zastosowany został nadtlenek wodoru o stężeniu 98%, świętuje międzynarodowy sukces. Osiągnięcie przez ILR-33 BURSZTYN 2K pułapu 101 km to wydarzenie przełomowe w historii polskiej nauki i dokonań polskich inżynierów w zakresie technologii kosmicznych. Tym wynikiem udowodniliśmy, że naukowcy z naszego Instytutu potrafią znaleźć niszę, tworzyć i wdrażać przełomowe technologie oraz są pionierami w tym, że elementy zrównoważonego rozwoju mają zastosowanie w przestrzeni kosmicznej” – mówi dr inż. Paweł Stężycki, dyrektor Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa.

Rakieta suborbitalna, którą opracowali inżynierowie z Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa, porusza się z prędkością blisko 1,4 km/s. Wiele zastosowanych w niej technologii może z sukcesem zostać wykorzystanych w innych systemach rakietowych. Godny uwagi jest fakt, że głowica wraz z przedziałem ładunku użytecznego zgodnie z planem wpadły do Morza Norweskiego 135 km od miejsca startu i została odzyskana.

„Przekroczenie przez, opracowaną w Łukasiewicz – Instytucie Lotnictwa, rakietę ILR-33 BURSZTYN 2K bariery kosmosu jest historycznym momentem. Nigdy w naszej historii polska rakieta nie osiągnęła takiego pułapu. Jest to historyczny dzień dla Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa, ale także historyczny moment dla całego polskiego środowiska rakietowego. To również dowód na to, iż cywilne środowisko konstruktorów rakiet może skutecznie wesprzeć wojskowe projekty. Mam nadzieję, że ten sukces zwiększy uwagę Ministerstwa Obrony Narodowej na kompetencje polskich inżynierów pracujących w cywilnych ośrodkach zajmujących się projektowaniem rakiet suborbitalnych” – mówi dr Michał Wierciński, wiceprezes Polskiej Agencji Kosmicznej.

Po sukcesie 4 testów lotnych rakiet ILR-33 BURSZTYN oraz ILR-33 BURSZTYN 2K, które miały miejsce na krajowych poligonach, Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa zorganizował zagraniczną misję wystrzelenia rakiety. Ze względów bezpieczeństwa odbyła się ona w centrum kosmicznym przeznaczonym dla testowania systemów suborbitalnych (Andøya Space) w Norwegii. „To, że polska rakieta suborbitalna osiągnęła pułap 101 km jest wynikiem zaangażowania i determinacji całego zespołu badawczego, odpowiedzialnego zarówno za zaprojektowanie technologii kosmicznej, jak również jej testowanie i systematyczne ulepszanie. Zarówno wystrzelenie rakiety, jak i podjęcie głowicy z morza przebiegło zgodnie z założonym scenariuszem misji” – wyjaśnia dr inż. Sylwester Wyka, zastępca dyrektora ds. badawczych w Łukasiewicz – Instytucie Lotnictwa.

Osiągnięty pułap jest wynikiem systematycznie prowadzonych udoskonaleń, które inżynierowie Instytutu wdrażali po każdym z lotów testowych w Polsce. Mowa między innymi o: powiększonych silnikach pomocniczych, silniku hybrydowym głównego stopnia o wydłużonym czasie pracy, rozbudowanej infrastrukturze startowej – m. in. mobilnej wyrzutni rakiet suborbitalnych WR-2. Dodatkowo ulepszono i dostosowano do wymogów zagranicznych poligonów organizację lotów.

„Dzięki testom w Norwegii, udowodniliśmy, że rakieta ILR-33 BURSZTYN 2K jest kompletnym i dojrzałym rozwiązaniem technicznym. Konsekwentna realizacja programu BURSZTYN sprawiła, że dziś dysponujemy wykwalifikowaną kadrą oraz zapleczem badawczym, niezbędnymi do rozwoju złożonych systemów kosmicznych, a nie tylko komponentów lub podsystemów. W Polsce możliwy jest rozwój rakiety nośnej, która pozwoliłaby na wynoszenie małych satelitów na niską orbitę ziemską. Tym samym polskie satelity mogłyby być wynoszone za pomocą krajowej konstrukcji, zapewniającej nam niezależny dostęp do orbity. Jest to niezwykle istotne pod kątem rosnącej roli danych satelitarnych zarówno pod kątem aplikacji cywilnych, jak i wojskowych” – mówi dr inż. Adam Okniński, dyrektor Centrum Technologii Kosmicznych w Łukasiewicz – Instytucie Lotnictwa.

Prawie 2000 kilometrów do Warszawy

Organizacja zagranicznej misji kosmicznej zajęła pół roku, co było ambitnym wyzwaniem. Zespół inżynierów i naukowców z Łukasiewicz – Instytutu Lotnictwa nie tylko odpowiadał za przygotowanie rakiety suborbitalnej do misji zagranicznej, ale także wybór miejsca startu i logistykę kampanii. Po szczegółowej analizie zdecydowano o tym, że testy odbędą się w Norwegii, w Andøya Space zlokalizowanym prawie 2000 km od Warszawy. Przeprowadzenie testów było możliwe dzięki współpracy z Polską Agencją Kosmiczną, Ministerstwem Obrony Narodowej, Ministerstwem Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwem Rozwoju i Technologii, Ministerstwem Spraw Zagranicznych oraz Łukasiewicz – Instytutem Przemysłu Organicznego.

„Organizacja całej logistyki wymagała przewozu nie tylko rakiety ILR-33 BURSZTYN 2K, będącej demonstratorem technologii, ale także mobilnej wyrzutni WR-2, systemów awioniki, infrastruktury wspomagającej integrację obiektu oraz materiałów pędnych. Konieczne było pozyskanie odpowiednich pozwoleń eksportowych i realizacja bezpiecznego specjalistycznego transportu” – podsumowuje mgr inż. Michał Pakosz, kierownik Działu Technologii Rakietowych oraz kierownik projektu ILR-33 BURSZTYN 2K w Łukasiewicz – Instytucie Lotnictwa.

Warto wiedzieć, że wszystkie prace projektowe związane z budową rakiety suborbitalnej ILR-33 BURSZTYN 2K zostały zrealizowane w Łukasiewicz – Instytucie Lotnictwa. ILR-33 BURSZTYN 2K stanowi kompletny system rozwijany na bazie standardów kosmicznych. Jest to pierwsza na świecie rakieta suborbitalna, w której zastosowany został jeden z najbardziej ekologicznych materiałów pędnych, czyli nadtlenek wodoru o stężeniu 98%+. Z nadtlenkiem wodoru, choć o znacznie mniejszym stężeniu mamy styczność w codziennym życiu. Przykładem jest woda utleniona (roztwór o stężeniu 3%) czy perhydrol stosowany w przemyśle chemicznym przy m.in. wybielaniu tkanin (roztwór o stężeniu 30%). O ile nadtlenek wodoru był wykorzystywany w technologiach rakietowych już kilkadziesiąt lat temu, to ówczesna technologia nie pozwalała na realizację długotrwałych misji, co ograniczało zakres jego zastosowania. Rozwiązanie opracowane w Łukasiewicz – Instytucie Lotnictwa daje perspektywy aplikacji materiału pędnego także w platformach satelitarnych i innych długotrwałych misjach kosmicznych.