Trump pozwala Turkom zaatakować Kurdystan. Co to oznacza dla Polski?

0

Amerykańska administracja zdecydowała się wycofać swoje wojska z terenów Kurdystanu i północnej Syrii. Tym samym dała zielone światło atakowi Turcji, która od dawna prześladowała Kurdów żyjących przy jej granicach. Ten trudny i kontrowersyjny ruch prezydenta Trumpa sprawił, że pozostawieni bez ochrony Kurdowie stali się celem tureckiej agresji. Decyzja Ameryki dziwi szczególnie dlatego, że to właśnie kurdyjska armia odpowiedzialna jest za stłumienie działalności państwa islamskiego. Takie odwrócenie się od swoich sojuszników przez amerykańską administrację niepokoi Polskę. Nasze bezpieczeństwo w regionie również zależne jest od sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi. I chociaż nasza pozycja jest pewniejsza, ze względu na przynależność do NATO, prorosyjskie zachowania Trumpa powinny być dla nas znakiem ostrzegawczym.

– Turcja, która jest naszym sojusznikiem w ramach NATO, zmienia swoją pozycję geopolityczną. W ostatnich latach wykonuje pozytywne gesty w kierunku Rosji, co widać w jej stosunku do Kurdów i państwa islamskiego. Wsparcie Turcji i pozostawienie Kurdów samym sobie przez prezydenta USA to bardzo niepokojące sygnały, wskazujące na jego relację z Rosją – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski,  prezes Instytutu Jagiellońskiego.  Prezydentura Donalda Trumpa, a także jego kampania wyborcza, wzbudzają wiele wątpliwości. Prezydentowi i jego administracji zarzuca się sprzyjanie Federacji Rosyjskiej i jej interesom. W Stanach Zjednoczonych toczą się na ten temat śledztwa. Przyzwolenie na turecki atak na Kurdów może potwierdzać te zarzuty. Turecka agresja pozwala bowiem Federacji Rosyjskiej na rozszerzenie strefy wpływów, a przynajmniej przekształcenie części graczy na bliskim wschodzie w państwa bardziej neutralne wobec Rosji – mówi Roszkowski.