W najbliższych miesiącach sytuacja na rynku pracy będzie się pogarszać

bezrobocie bankrut pracownik

Liczba zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw w listopadzie br. wynosiła 6318,9 tys. pracowników. W stosunku do analogicznego miesiąca ubiegłego roku oznacza to spadek o 1,2%. Wynagrodzenia wzrosły zaś o 4,9% w ujęciu rocznym – podał GUS.

Mimo iż dane dotyczą wyłączenie firm zatrudniających powyżej 9 osób, widać, że rynek pracy zaczyna odczuwać w sposób istotny konsekwencje wprowadzanych ograniczeń i skutki pandemii Covid-19. Urzędy pracy sygnalizują więcej niż w roku ubiegłym zgłoszeń zwolnień grupowych.

Tarcze rządowe i te, przygotowywane przez PFR, były nakierowane przede wszystkim na utrzymanie zatrudnienia, stąd też obecne przy wielu instrumentach wymaganie dotyczące braku zwolnień pracowników. Wydaje się, że o ile w perspektywie kilkumiesięcznej zastosowane instrumenty okazały się skuteczne dla utrzymania niskiego poziomu bezrobocia, o tyle długoterminowo firmy mogą nie podołać kosztom związanym z utrzymaniem dotychczasowej liczby zatrudnionych.

Zwolnień można spodziewać się w branżach gastronomicznej, hotelarskiej, turystycznej i targowo – evenetowej, gdyż zarządzane ze względów epidemicznych ograniczenia w istotny sposób zmniejszają lub nawet uniemożliwiają prowadzenie działalności. Przy tego typu biznesach trudno jest mówić o przekwalifikowaniu lub szukaniu alternatywnych sposobów zarobkowania, szczególnie w momencie, kiedy zwyczaje zakupowe konsumentów podlegają silnym zmianom. Obecnie wdrażana tarcza branżowa oferuje instrumenty, które mogą co najwyższej pomóc przetrwać przedsiębiorcom przez kilka miesięcy. Jednak bez powrotu do choćby „nowej normalności” z lata tego roku, musimy się liczyć z upadłościami, a tym samym ze zmniejszeniem liczby pracujących. Ogłoszone dzisiaj decyzje rządu dotyczące kwarantanny narodowej, w tym ograniczenie ruchu m.in. w Sylwestra, oznaczają, że część branż straci możliwość zarobienia minimalnych choćby środków w okresie, który w poprzednich latach generował dla nich wyższe niż w innych miesiącach dochody.

Na tym tle może dziwić wzrost przeciętnego wynagrodzenia. W listopadzie wynosiło ono 5484,07 zł i było wyższe od tego wypłaconego w październiku o 25,19 zł. Wzrost rok do roku (wynoszący 4,9%) można częściowo tłumaczyć podwyżką minimalnego wynagrodzenia, która spowodowała nie tylko wzrost najniższych płac, ale również zwiększyła oczekiwania płacowe pracowników zarabiających nieco poniżej tej kwoty. Jednym z wytłumaczeń tego wzrostu może być zmniejszenie zatrudnienia wśród pracowników najniżej zarabiających lub zwiększenie dodatków do wynagrodzeń w tych firmach, dla których obecna sytuacja stwarza możliwości rozwoju lub pozyskania nowych rynków (e-commerce, transport i logistyka). Porównując jednak opublikowane dane z tymi sprzed pandemii (marzec br.) obserwujemy spadek wysokości wynagrodzenia o 5,14 zł. Oznacza to, że obecne wzrosty wynagrodzenia są raczej odrabianiem redukcji będących efektem wiosennego lockdownu.

Dane listopadowe nie odzwierciedlają w pełni ani skutków ograniczenia działalności wybranych branż na początku tego miesiąca, ani – co oczywiste – efektów narodowej kwarantanny ogłoszonej 17 grudnia. Środki kierowane na wsparcie przedsiębiorstw są coraz bardziej ograniczone. Na pewno nie jest możliwe pokrycie nimi wszystkich strat, jakie ponoszą obecnie przedsiębiorcy, którzy mają coraz mniejsze zasoby własne umożliwiające przetrwanie okresu pandemii.

Według Eurostatu Polska ma jeden z niższych w UE wskaźników nieobsadzonych miejsc pracy (0,5%), co oznacza, że szanse osób tracących zatrudnienie na nowy etat będą relatywnie niewielkie. Musimy się liczyć z tym, że sytuacja na rynku pracy będzie podlegała w najbliższych miesiącach zmianom – spadnie liczba pracujących i wzrośnie bezrobocie, a co za tym idzie zahamowany zostanie wzrost płac.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan