Włoskie pomysły…

0

Nowe władze Italii nie przestają zaskakiwać. Najpierw chcą umorzenia długu, który jest w posiadaniu EBC. Kilka dni po wycofaniu się z tego pomysłu zamierzają wyemitować równoległą walutę, by finansować rosnące wydatki. A potrzeb jest co niemiara – nawet 100 dodatkowych mld euro każdego roku. To wszystko jednak zamiast dolce vita może się skończyć dla Włoch śmieciowym ratingiem – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Włochy po wyborach zachowują się jakby złowiły złotą rybkę, albo przynajmniej odkryły roponośne złoża równe tym w Zatoce Perskiej. Nagle na wszystko mają znaleźć się pieniądze. Niższy wiek emerytalny – proszę bardzo. Dochód gwarantowany w wysokości 760 euro miesięcznie – nie ma problemu. Skoro już zagościł powszechny dobrobyt, to jeszcze obniżymy podatki – 15 lub 20 proc. liniowej daniny od gospodarstw domowych oraz przedsiębiorstw. Bogaci nie muszą przecież płacić wysokich podatków…

Gdy jednak nowe władze w Rzymie zejdą na ziemię, będą musiały zmierzyć się z szarą rzeczywistością. Kraj ma czwarty najwyższy poziom długu do PKB wśród wszystkich ocenianych przez S&P Global Ratings państw. Wynosi on ponad 130 proc. Potencjalny wzrost gospodarczy jest w okolicach 1 proc. głównie ze względu na starzejące się społeczeństwo i niską produktywność. Coroczny strukturalny deficyt jest na poziomie ok. 2,0 proc. PKB – jak wynika z wiosennych szacunków Komisji Europejskiej. Włochy mogą sobie pozwolić na maksymalnie kilkanaście miliardów euro dodatkowych wydatków. Skąd więc wezmą 100 mld euro na spełnienie wyborczych obietnic?

Włosi będą płacić walutą równoległą?

Gdy brakuje pieniędzy często pojawiają się nietuzinkowe pomysły. Tę zasadę potwierdza przykład władz nad Tybrem. Żeby kosztowne projekty nie zwiększyły krajowego zadłużenia i nie został przekroczony limit deficytu według kryterium z Maastricht, pojawiła się idea równoległej waluty.

Czytaj również:  Ropa w górę. Rzym straszy rynki

Tą walutą miałyby być krótkoterminowe instrumenty dłużne rządu, których nie wlicza się do zadłużenia sektora finansów publicznych, ale stanowią jednocześnie quasi środek płatniczy – IOU (I Owe yoU – fonetycznie z angielskiego “jestem ci winien”). Przykładowo państwo buduje drogę, ale zamiast zapłacić za nią prywatnemu wykonawcy w euro firma budowlana otrzymuje częściowo zapłatę w IOU.

Otrzymane IOU przez przedsiębiorstwo może zostać wykorzystane np. do zapłacenia podatków. Z IOU mogliby korzystać także zwykli obywatele, np. płacąc za usługi użyteczności publicznej czy nawet za bilety komunikacji zbiorowej. Zalety? IOU nie będzie wliczać się do zadłużenia, a więc Bruksela nie powinna się zbyt mocno czepiać Rzymu za brak dyscypliny fiskalnej.

Według Ligi, jednej z dwóch koalicyjnych partii, emisja 70-100 mld euro w IOU pozwoli „dać kopa gospodarce” – pisze agencja Bloomberg. Prawda jest jednak zupełnie inna. Na razie to pomysły emisji „ukrytego długu” dały kopa rentownościom obligacji skarbowych Włoch, które wystrzeliły do niespełna trzyletnich szczytów. Włosi muszą teraz płacić za pożyczanie na 10 lat znacznie więcej niż np. Portugalia, której rating jest na poziomie śmieciowym.

Rating pod obserwacją