The Farm 51 przeprowadzi emisję akcji, aby sfinansować marketing Chernobylite 2 oraz rozwój Wardevil i projektów dronowych

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie akcjonariuszy spółki The Farm 51 Group S.A. podjęło uchwałę o przeprowadzeniu emisji akcji zwykłych na okaziciela serii L w trybie subskrypcji zamkniętej, z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. Spółka planuje pozyskać do 11,5 mln zł i zaoferuje maksymalnie 1 153 913 akcji o wartości nominalnej 0,10 zł każda i cenie emisyjnej 10,00 zł za akcję. Pozyskane środki finansowe zostaną przeznaczone na kampanię marketingową gry Chernobylite 2, rozwój nowej produkcji Wardevil i kontynuację prac nad innowacyjnymi projektami dronowymi o podwójnym zastosowaniu, łączącymi gry z zastosowaniami profesjonalnymi i militarnymi.

Głównym celem emisji jest sfinansowanie działań marketingowych związanych z Chernobylite 2, największym projektem w historii The Farm 51. Produkcja ma zaoferować graczom świat od 20 do 30 razy większy niż w poprzedniej części, a także 10–20 razy więcej postaci, broni i gadżetów. Premiera pełnej wersji Chernobylite 2 planowana jest na pierwszy kwartał 2026 r., a gra ukaże się na PC, PlayStation 5 i Xbox Series X|S.

– Zależy nam na dotarciu do jak najszerszej grupy graczy i przygotowaniu Chernobylite 2 do udanej premiery w pełnej wersji w pierwszym kwartale 2026 r. Emisja akcji daje nam również możliwość rozwijania Wardevil oraz pogłębiania prac nad technologiami dronowymi, które mają potencjał nie tylko w rozrywce, ale także w zastosowaniach obronnych – mówi Wojciech Pazdur, Prezes Zarządu The Farm 51.

Zgodnie z harmonogramem emisji dzień prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy przypada na 12 listopada 2025 r. Zapisy na akcje potrwają od 17 do 28 listopada 2025 r., a ich przydział planowany jest na 9 grudnia. Przydział akcji serii L nieobjętych w ramach prawa poboru oraz zamknięcie oferty publicznej przewidziano na 12 grudnia 2025 r.

Pozyskane środki pozwolą spółce na dalszy rozwój Wardevil, gry typu military survival FPS z elementami stealth, a także na kontynuację zaawansowanych prac nad projektami dronowymi o podwójnym zastosowaniu.

The Farm 51 realizuje m.in. projekt WRE-BSL, zakładający opracowanie technologii symulacji dronów bojowych, które będą wykorzystywane zarówno w grach (Chernobylite 2, Wardevil), jak i w szkoleniach operatorów oraz projektach przemysłowych i militarnych.

Dzięki tej emisji będziemy mogli skutecznie promować Chernobylite 2 i w pełni wykorzystać jego potencjał rynkowy. Jednocześnie inwestujemy w rozwój naszego studia – zarówno w nowe gry, jak i w zaawansowane technologie, które będą fundamentem przyszłych projektów The Farm 51 – dodaje Robert Siejka, Wiceprezes Zarządu The Farm 51.

Pozyskane w ramach emisji środki finansowe mają wzmocnić pozycję The Farm 51 na rynku gier wideo i umożliwić realizację ambitnych planów rozwojowych studia, łączących doświadczenie w tworzeniu gier z innowacjami technologicznymi.

Akcje serii L zostaną wyemitowane w drodze subskrypcji zamkniętej w rozumieniu art. 431§2 pkt 2 Kodeksu spółek handlowych przeprowadzonej, w drodze oferty publicznej w rozumieniu art. 2 lit. d Rozporządzenia Prospektowego. W związku z faktem, że zakładane wpływy brutto spółki na terytorium Unii Europejskiej z tytułu emisji Akcji Serii L liczone według ceny emisyjnej z dnia jej ustalenia, stanowić będą nie mniej niż 1.000.000 euro i mniej niż 5.000.000 euro i wraz z wpływami, które spółka zamierzała uzyskać z tytułu ofert publicznych takich papierów wartościowych, dokonanych w okresie poprzednich 12 miesięcy, nie będą mniejsze niż 1.000.000 euro i będą mniejsze niż 5.000.000 euro, oferta publiczna Akcji Serii L wymaga udostępnienia do publicznej wiadomości dokumentu zawierającego informacje o tej ofercie, o którym mowa w art. 37b Ustawy o Ofercie, tj. memorandum informacyjnego.

Oferowanie papierów wartościowych odbędzie się wyłącznie na warunkach i zgodnie z zasadami określonymi w memorandum, które będą jedynym prawnie wiążącym dokumentem zawierającym informacje o papierach wartościowych, ich ofercie i emitencie.

Memorandum, o którym mowa powyżej, zostanie opublikowane 14 listopada 2025 r. na stronie internetowej spółki i stronie internetowej firmy inwestycyjnej pośredniczącej w ofercie publicznej, tj. Domu Maklerskiego BDM S.A. z siedzibą w Bielsku-Białej.

Kiedy trzeba zawiadomić osobę o naruszeniu danych? Ważny precedens NSA wobec art. 33–34 RODO

0

Naczelny Sąd Administracyjny uchylił korzystny dla Ergo Hestii wyrok WSA i potwierdził stanowisko Prezesa UODO w jednej z kluczowych spraw dotyczących obowiązku powiadamiania osoby o naruszeniu jej danych osobowych. Sprawa dotyczy wysyłki niezaszyfrowanej oferty ubezpieczeniowej — zawierającej m.in. imię, nazwisko i numer PESEL — do niewłaściwego odbiorcy. NSA wskazał, że takie zdarzenie co do zasady powoduje wysokie ryzyko naruszenia praw lub wolności, nawet jeśli obejmuje „tylko jedną osobę” i nawet jeśli szkoda się jeszcze nie zmaterializowała.

Sprawa wraca do ponownego rozpoznania przez WSA, ale w praktyce NSA nadał tej wykładni charakter niemal „instrukcji interpretacyjnej” dla administratorów.

NSA: liczy się nie tylko prawdopodobieństwo, ale także waga potencjalnych skutków

WSA uznał wcześniej, że PUODO nie uzasadnił dostatecznie, dlaczego w tej sprawie należało zawiadomić osobę dotkniętą incydentem (art. 34 RODO). NSA stwierdził inaczej — i jednoznacznie zapisał:

„Połączenie nie małego prawdopodobieństwa z wysoką wagą skutków oznacza wysokie ryzyko — które automatycznie uruchamia obowiązek zawiadomienia osoby.”

To kluczowe, bo NSA koryguje błędną praktykę adminów, którzy oceniali ryzyko niemal wyłącznie przez pryzmat prawdopodobieństwa („przecież odbiorca i tak nic nie zrobi”). Sąd przypomina: ryzyko to funkcja dwóch zmiennych. Wysoka waga możliwych skutków wystarczy.

Przełomowa precyzja NSA w zakresie interpretacji art. 34 RODO

NSA dodatkowo doprecyzował kilka zasad, które będą mieć wpływ na codzienną praktykę DPO / ABI:

  • Obowiązek notyfikacji nie jest automatyczny, ale próg „zwalniający” jest wysoki – administrator musi mieć pewność małego ryzyka, nie tylko „brak pewności co do dużego”.
  • Nie trzeba czekać na realną szkodę — wystarczy możliwość wystąpienia wysokiego ryzyka.
  • Wycieku imienia, nazwiska i numeru PESEL nie wolno bagatelizować — w Polsce to dane umożliwiające zaciągnięcie zobowiązań i podjęcie działań o poważnych konsekwencjach finansowych i tożsamościowych.
  • Ocenę ryzyka administrator musi udokumentować w sposób obiektywny: na podstawie wiedzy branżowej, incydentów w sektorze, realiów ekonomicznych, praktyk przestępczych itd.

To doprecyzowanie eliminuje jeden z najczęstszych błędów w organizacjach: pochopne „samo-usprawiedliwienie”, że „było tylko jedno ujawnienie i raczej nic się nie stanie”.

NIS2 zmienia cyberbezpieczeństwo z „rekomendacji” w obowiązek. Firmy czeka przyspieszony test dojrzałości operacyjnej

Nowelizacja Krajowego Systemu Cyberbezpieczeństwa to formalne przejście z „dobrych praktyk” do twardych obowiązków. Polska implementacja NIS2 rozszerza katalog sektorów i wymaga systemowego zarządzania ryzykiem, z osobistą odpowiedzialnością kierownictwa oraz obowiązkowymi szkoleniami. Zakłada się, że nowe przepisy zostaną przyjęte w tym roku.[1] Ścieżka legislacyjna jest standardowa: projekt musi przejść głosowania w Sejmie i Senacie, a następnie wymaga podpisu prezydenta, aby mógł wejść w życie.

Przed wieloma firmami, a zwłaszcza tymi z sektora przemysłowego, przyspieszony test dojrzałości i gotowości całej organizacji. Nie powinno być to jednak zaskoczeniem, ponieważ przepisy miały obwiązywać już od 2024 roku. Tymczasem w czerwcu bieżącego roku ENISA (Agencja Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa) opublikowała raport zawierający wytyczne techniczne wspierające wdrożenie dyrektywy NIS2 w wybranych sektorach.[2]

Jak przygotować się do nowej ustawy? Na początku warto ustalić, czy nasza firma po wprowadzeniu nowych przepisów stanie się podmiotem kluczowym lub ważnym. NIS2 obejmuje szerokie spektrum sektorów, a w praktyce państwa wprowadzają mechanizm samoidentyfikacji i rejestracji w krajowym wykazie. To obowiązek – przeanalizuj typ działalności, skalę i kryteria z załączników NIS2, a następnie zarejestruj się w krajowym systemie, gdy już się pojawi.

Ponadto cyberbezpieczeństwo to proces, dlatego podstawą jest codzienna dyscyplina operacyjna i świadomość pracowników, o co warto zadbać już teraz. Z kolei świadomość pracowników wynika z poprawnie zdefiniowanych procesów ciągłości działania, gdzie role są dobrze zakomunikowane, a kluczowe komponenty dostarczone przed solidnego dostawcę, dzięki czemu w sytuacji kryzysowej można podejmować szybkie działania korekcyjne, a następnie korygujące. Kluczowa jest też wiedza w trakcie trwania incydentu, a takie dane będzie w stanie podać tylko solidny partner posiadający wiedzę i świadomość wewnętrzną.

[1]https://www.gov.pl/web/cyfryzacja/ministerstwo-cyfryzacji-zaprezentowalo-projekt-ustawy-o-krajowym-systemie-cyberbezpieczenstwa

[2]https://www.enisa.europa.eu/publications/nis2-technical-implementation-guidance

Wielomiliardowe środki na odbudowę po pandemii niewystarczająco wspierają unijne przedsiębiorstwa

Aby otrzymać środki z Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF), państwa UE zobowiązały się do przeprowadzenia stosownych reform i inwestycji. Jak wynika z nowego sprawozdania Europejskiego Trybunału Obrachunkowego, działania te pozwoliły jedynie częściowo rozwiązać problemy występujące w otoczeniu biznesowym. Wprawdzie niektóre reformy przyniosły już usprawnienia, lecz wrażanie większości z nich jest opóźnione, a jedynie w przypadku niewielkiej części ukończonych już reform wypracowano znaczące rezultaty.

W 2021 r., aby złagodzić skutki gospodarcze pandemii COVID-19 i wesprzeć trwałą odbudowę gospodarczą, UE ustanowiła RRF o budżecie wynoszącym 650 mld euro. Aby otrzymać finansowanie, kraje unijne musiały zobowiązać się do zrealizowania zaplanowanych inwestycji i reform w kluczowych sektorach. Działania te powinny były rozwiązać wszystkie problemy strukturalne – lub znaczną ich część – zidentyfikowane w unijnych zaleceniach dla poszczególnych krajów z 2019 i 2020 r. Zalecenia te odnosiły się między innymi do otoczenia biznesowego.

„UE wykorzystuje środki finansowe przeznaczone na odbudowę po pandemii jako zachętę dla krajów unijnych do wdrożenia ważnych reform otoczenia biznesowego, lecz jak dotąd w większości przypadków nie osiągnięto założonych rezultatów” – stwierdziła Ivana Maletić, członkini Trybunału odpowiedzialna za tę kontrolę. –„Środki z RRF mogłyby ułatwić prowadzenie działalności gospodarczej, ale potencjał tego instrumentu nie jest w pełni wykorzystywany”.

W dwóch latach poprzedzających pandemię UE wydała 82 zalecenia dla państw członkowskich dotyczące poprawy otoczenia biznesowego. Objęły one m.in. promowanie inwestycji prywatnych, poprawę dostępu do finansowania, uproszczenie systemów podatkowych oraz zmniejszenie obciążeń regulacyjnych. Aby zrealizować te zalecenia, państwa członkowskie przewidziały w swoich krajowych planach odbudowy 157 stosownych reform i 254 powiązane z nimi inwestycje. Szacowane koszty tych działań w ramach RRF – przede wszystkim inwestycji – wynoszą około 109 mld euro.

Dzięki reformom i inwestycjom państwa członkowskie zrealizowały w dużej mierze około jedną czwartą zaleceń, lecz żadnego zalecenia nie wdrożono w pełni. Ponadto około połowę z nich zrealizowano jedynie w niewielkim stopniu lub nie wdrożono ich wcale, w wyniku czego niektóre problemy strukturalne pozostały nierozwiązane. Przykładowo nie podjęto jakichkolwiek działań w związku z 7% zaleceń. Kontrolerzy Trybunału stwierdzili niedawno, że około jedna trzecia zaleceń dotyczących reform rynku pracy objętych RRF nie została uwzględniona w ramach żadnej reformy. Biorąc pod uwagę wyniki tych dwóch kontroli, jeden z kluczowych celów RRF, jakim jest rozwiązanie wszystkich problemów wskazanych w zaleceniach lub znacznej ich części, pozostaje nieosiągnięty.

Wdrażanie większości reform w czterech państwach członkowskich, w których kontrolerzy przeprowadzili wizyty, było opóźnione, a ponad jednej czwartej tych reform nie udało się ukończyć do kwietnia 2025 r., kiedy to kontrola dobiegła końca. Ponieważ wszystkie działania w ramach RRF należy zakończyć do końca sierpnia 2026 r., dalsze opóźnienia niosą ze sobą ryzyko, że działania nie zostaną ukończone, a tym samym nie zostaną osiągnięte założone rezultaty. Reformy zrealizowane w państwach członkowskich objętych kontrolą co do zasady doprowadziły do uzyskania oczekiwanych produktów, takich jak przyjęcie stosownych przepisów. Rzeczywiste skutki zmiany przepisów mogą być jednak odczuwalne dopiero po upływie kilku lat. W praktyce obecnie jedynie w przypadku jednej trzeciej ukończonych reform osiągnięto istotne rezultaty. Co więcej, nawet w przypadku tych ukończonych z powodzeniem reform oddziaływanie może być ograniczone ze względu na krótkie ramy czasowe działań, ich słabe powiązanie z danym obszarem polityki lub możliwość ich wycofania. Trudno też jednoznacznie ocenić wpływ działań w ramach RRF dotyczących otoczenia biznesowego na postępy państw w realizacji odnośnych zaleceń, jako że działania te przyczyniły się do postępów jedynie w połowie przeanalizowanych przypadków. Zdaniem kontrolerów postępy we wdrażaniu zaleceń wynikające z działań w ramach RRF są nadal powolne, choć bardziej znaczące niż w obszarze rynku pracy.

Informacje ogólne

Obostrzenia i środki ograniczające kontakty personalne, które zostały wprowadzone w Unii w reakcji na pandemię COVID-19, doprowadziły do poważnych zaburzeń w działalności gospodarczej i handlu. Miały one wpływ krótkoterminowy – odczuwalny głównie w 2020 r. – a w 2021 r. ponownie nastąpiło ożywienie działalności gospodarczej. RRF wciąż jest w trakcie wdrażania, a większości reform dotyczących otoczenia biznesowego ujętych w planach krajowych nadal nie ukończono. W ramach corocznego procesu koordynacji polityki gospodarczej państw członkowskich (czyli tzw. europejskiego semestru) Rada UE przyjmuje zalecenia dla poszczególnych krajów, w których wskazuje problemy, które dane państwa powinny rozwiązać. Zgodnie z rozporządzeniem w sprawie RRF krajowe plany odbudowy i zwiększania odporności powinny przyczyniać się do rozwiązania wszystkich tego rodzaju problemów lub też znacznej ich części.

Kontrolerzy zbadali, czy reformy w ramach RRF dotyczące otoczenia biznesowego skutecznie przyczyniły się do rozwiązania problemów zidentyfikowanych w zaleceniach dla poszczególnych krajów. Sprawdzili też, czy w przypadku Bułgarii, Hiszpanii, Cypru i Austrii w wyniku wdrażania tych reform osiągnięto zamierzone cele.

Start ORBITEO – JRH ujawnia strukturę i cele holdingu technologicznego w sektorach space i defence

JRH ASI S.A. oficjalnie zainaugurowała projekt ORBITEO – nowy holding technologiczny ukierunkowany na rozwój rozwiązań w sektorach space, defence oraz sztucznej inteligencji. Ujawniono jego strukturę organizacyjną, model działania oraz plan integracji spółek portfelowych. Do grona Partnerów ORBITEO dołączyła również spółka Fluence Technology, producent zaawansowanych laserów przemysłowych, wzmacniając kompetencje klastra w obszarze technologii fotonicznych.

Podczas konferencji zorganizowanej w ICE w Krakowie January Ciszewski, prezes JRH dokonał inauguracji projektu ORBITEO. Poinformowano o podpisaniu ramowych porozumień określających zasady współpracy pomiędzy JRH a spółkami, które wejdą w skład nowego holdingu. Ogłoszony model działania ORBITEO zakłada, że holding będzie centralnym podmiotem rozwijającym nowe projekty oraz wartość całego portfolio spółek.

Dziś po raz pierwszy odsłaniamy efekt dotychczasowych negocjacji strukturę i cele projektu ORBITEO. Budujemy podmiot, który będzie zdolny nie tylko rozwijać technologie wysokiego znaczenia strategicznego, ale także skalować je globalnie. To przedsięwzięcie, które ma ambicję realnie wzmacniać polską i europejską suwerenność technologiczną poprzez integrację kompetencji, kapitału i talentu. Produkty i technologie opracowane w holdingu będą również mogły znaleźć cywilne zastosowania. Cieszę się, że do grona Partnerów ORBITEO dołącza Fluence Technology – spółka, której technologie fotoniczne znakomicie uzupełniają już istniejący ekosystem – powiedział January Ciszewski Prezes i główny akcjonariusz JRH.

Orbiteo będzie zorganizowane jako odrębna spółka akcyjna, w której akcjonariacie JRH zachowa większościowy udział. Spółka będzie funkcjonowała w formule holdingu inwestycyjnego i prowadziła działalność jako Alternatywna Spółka Inwestycyjna (ASI), co zapewni jej elastyczność kapitałową oraz możliwość prowadzenia inwestycji w spółki technologiczne na różnych etapach rozwoju.

Strategicznym celem Orbiteo jest budowa wartości spółek portfelowych i skalowanie ich działalności. Do kluczowych zadań holdingu należeć będzie pozyskiwanie kapitału na rozwój i finansowanie spółek portfelowych, wsparcie spółek portfelowych w rozwoju międzynarodowym, budowanie marki Orbiteo oraz marek spółek portfelowych, m.in. przez udział w wydarzeniach branżowych, targach i konferencjach. Orbiteo zajmie się również organizacją współpracy z ośrodkami akademickimi oraz jednostkami badawczo-rozwojowymi (B+R) oraz stworzenie rady naukowej oraz rady ekspertów, a także zapewnienie transferu wiedzy w tym zakresie.

Jednym z założeń Orbiteo jest uruchomienie dedykowanego technologiom space, AI oraz deeptech inkubatora dla projektów na wczesnym etapie rozwoju, wraz z zapewnieniem finansowania w tym zakresie. Orbiteo będzie również wspierać spółki portfelowe dzięki zapewnianiu gwarancji bankowych i ubezpieczeniowych wykraczających poza indywidualne możliwości spółek portfelowych, a także koordynację działań operacyjnych i handlowych pomiędzy spółkami portfelowymi w celu maksymalizacji efektu synergii i budowy wspólnej oferty handlowej.

Holding zadba również o zapewnienie wsparcia prawnego, administracyjnego oraz finansowego w powyższych obszarach, a także w budowę konsorcjów spółek portfelowych podczas ubiegania się o zamówienia publiczne i komercyjne, zarówno na rynku krajowym, jak i międzynarodowym.  Spółka Orbiteo stanowić będzie w stosunku do JRH odrębną jednostkę inwestycyjną w rozumieniu Międzynarodowych Standardów Rachunkowości (MSR).

Założyciele przewidują trzy etapy powstawania Orbiteo, w ciągu sześciu miesięcy chcą zorganizować formalną strukturę spółki, w ciągu najbliższego roku przewidziano transakcje kapitałowe polegające na przeniesieniu akcji i udziałów spółek portfelowych do Orbiteo w zamian za akcje tej spółki oraz nowe emisje w soplach portfelowych, które zostaną objęte przez Orbiteo. Partnerzy nie wykluczają również nabywania udziałów lub akcji spółek przez Orbiteo od dotychczasowych współwłaścicieli. Pozyskanie pierwszych środków zewnętrznych do nowej ASI przewidziane jest w okresie pomiędzy trzy a dwanaście miesięcy od zawarcia porozumień.

Akces do projektu już wcześniej zgłosiło szereg spółek dziś potwierdziły i skonkretyzowały tą wolę. SatRev, obecnie jedyna polska firma posiadająca działającego nanosatelitę na orbicie, wnosi krajowe zdolności kosmiczne – od projektowania i budowy po kontrolę misji i analizę danych. Farada Group wnosi kompleksowe kompetencje w zakresie systemów UAV, obejmujące produkcję, szkolenie i usługi w wymagających warunkach operacyjnych. Thorium Space dodaje kompetencje w zakresie nowoczesnej komunikacji satelitarnej, w tym cyfrowych ładunków i zaawansowanych terminali satcom. CampusAI wprowadza ekosystem edukacji i symulacji oparty na AI – kluczowy dla rozwoju kompetencji kadr, szkolenia obronnego, systemów wspierania decyzji i odporności na dezinformację. Miloo-Electronics zapewnia zaplecze produkcyjne dla zaawansowanej elektroniki i automatyki, umożliwiając szybkie przejście od prototypu do produkcji seryjnej. Sygnis S.A. rozwija technologie druku 3D i produkcji przyrostowej, skracające cykle iteracyjne i wzmacniające niezależność łańcucha dostaw. CBRTP (Centrum Badań i Rozwoju Technologii dla Przemysłu S.A.) uzupełnia ekosystem prywatnym, multidyscyplinarnym zapleczem badawczo-rozwojowym w dziedzinach inżynierii materiałowej, elektroniki, robotyki, AI i nauk stosowanych, przyspieszając wdrażanie wyników badań do praktyki przemysłowej. Nowym Partnerem zostaje również Fluence Technology – polska spółka rozwijająca i produkująca ultrakrótkopulsowe lasery femtosekundowe wykorzystywane w mikroobróbce, technologiach precyzyjnych, medycynie, badaniach naukowych i zastosowaniach obronnych. Rozwiązania Fluence są cenione za wysoką stabilność, precyzję i możliwość integracji w liniach produkcyjnych, co czyni je naturalnym komponentem w rozwoju nowoczesnych technologii dual-use oraz zaawansowanej automatyzacji.

JRH ASI wzmacnia ORBITEO o obszar neurotechnologii – obejmuje akcje QVITI i inicjuje integrację spółki z klastrem

JRH ASI S.A., notowana na GPW w Warszawie spółka inwestycyjna, która zainicjowała i organizuje holding technologiczny ORBITEO, objęła akcje serii E spółki QVITI S.A oraz podpisała z nią list intencyjny dotyczący dołączenia QVITI do ORBITEO. Włączenie spółki do ORBITEO wzmacnia kompetencje klastra w obszarze neurotechnologii i rozwiązań dual-use, obejmujących neurorehabilitację, wsparcie psychofizyczne oraz poprawę odporności i efektywności decyzyjnej operatorów w warunkach wysokiego stresu.

JRH kontynuuje rozwijanie ORBITEO – nowego projektu na polskiej mapie technologii dual-use, łączącego kompetencje firm działających w obszarach przemysłu kosmicznego, AI, technologii obronnych, automatyki, systemów bezzałogowych, deeptech oraz telekomunikacji satelitarnej. Liczba podmiotów zaangażowanych w projekt rośnie dynamicznie od momentu jego ogłoszenia w październiku 2025 roku. Do ORBITEO dołączyły już: SatRev, Farada Group, Thorium Space, CBRTP, Sygnis S.A., ELQ S.A, Miloo-Electronics oraz CampusAI, a strategicznym doradcą klastra został gen. bryg. rez. pilot Sławomir Żakowski – były dowódca skrzydła NATO.

Kolejnym etapem rozwoju ORBITEO jest rozszerzenie kompetencji klastra o obszar neurotechnologii. JRH objął akcje serii E QVITI S.A. oraz podpisał ze spółką list intencyjny odnośnie negocjacji dotyczących formalnego wejścia QVITI do ORBITEO.

QVITI to polska spółka neurotech/medtech, która od 2018 roku rozwija technologie oparte na przezczaszkowej stymulacji elektrycznej (tES) oraz immersyjne terapie VR wspierane sztuczną inteligencją. Dzięki efektowi neuroplastyczności technologie QVITI znajdują zastosowanie w środowiskach wysokiego obciążenia psychofizycznego, w tym w sektorze bezpieczeństwa i obronności, jako narzędzia wspierające koncentrację, odporność poznawczą, regenerację oraz efektywność decyzyjną operatorów.

– W obszarze medycznym nasze technologie przynoszą realną poprawę jakości życia pacjentów cierpiących na ból przewlekły, ból fantomowy, depresję czy wkrótce PTSD, a także przyspieszają rehabilitację neurologiczną po udarach. Te same mechanizmy neuroplastyczności, które wspomagają proces leczenia, mogą być wykorzystywane do celów neuro-wzmocnienia (neuroenhancement) w środowisku wojskowym – zwiększając koncentrację, odporność na stres, efektywność szkolenia i regenerację poznawczą żołnierzy – deklaruje Bernard Gołko, CEO QVITI.

Rozwiązania QVITI są już stosowane na czterech kontynentach – w klinikach, ośrodkach badawczych oraz u pacjentów domowych. Spółka współpracuje z wiodącymi instytucjami, w tym Mount Sinai Hospital, Shirley Ryan AbilityLab i Harvard Medical School, a jej rozwiązania są chronione międzynarodowym portfelem patentowym. W 2026 roku QVITI planuje debiut na rynku NewConnect oraz finalizację procesu certyfikacji FDA dla amerykańskiego rynku terapeutycznego.

– W ORBITEO łączymy technologie infrastrukturalne, operacyjne i decyzyjne. QVITI wnosi brakujący element – wsparcie człowieka jako centralnego punktu systemu. Jesteśmy przekonani, że to obszar, który w nadchodzących latach będzie kluczowy dla bezpieczeństwa i przewagi technologicznej. To inwestycja, która idealnie wpisuje się w naszą logikę, myślimy o tym aby docelowo przekroczyć 10% udziału w kapitale QVITI – powiedział January Ciszewski, główny akcjonariusz i Prezes JRH.

Włączenie QVITI do ORBITEO ma strategiczny charakter. Pozwala rozszerzyć działalność klastra nie tylko o technologie „systemowe”, ale również o technologie wspierające funkcjonowanie człowieka – operatora systemu, żołnierza, pilota, analityka, ratownika. To uzupełnienie niezbędne do budowy pełnych rozwiązań dual-use, które mają działać skutecznie w środowiskach realnego ryzyka i wysokiej presji operacyjnej.

– Technologie QVITI powstały na styku nauki, medycyny i chęci realnej poprawy jakości życia pacjentów. Jednocześnie te same mechanizmy neuroplastyczności, które wspierają rehabilitację po udarze, mają zastosowanie w środowiskach wysokiego stresu i obciążenia decyzyjnego. W ORBITEO widzimy nie tylko partnerstwo technologiczne, ale wspólną misję budowania nowoczesnych rozwiązań dla bezpieczeństwa i zdrowia. Wierzymy, że razem możemy przyspieszyć wdrażanie innowacji tam, gdzie mają one największy wpływ – dodał Bernard Gołko.

Wejście QVITI do projektu poszerza perspektywę rozwojową ORBITEO o technologię prozdrowotną. To kolejny krok w tworzeniu w Polsce centrum szerokich kompetencji zdolnego do tworzenia technologii i produktów mających zastosowanie obronne w ramach jednej, skoordynowanej platformy.

Cognor szykuje się na boom zbrojeniowy

  • Cognor jest w pełni zintegrowanym pionowo, jednym z najnowocześniejszych producentów stali w Europie, z rosnącym udziałem produktów o wysokiej wartości dodanej, w tym dla polskiego i europejskiego sektora zbrojeniowego.
  • Zakończony główny cykl inwestycyjny z CAPEX na poziomie ponad 1,5 mld PLN
    w ciągu ostatnich 5 lat daje Spółce przewagę konkurencyjną w perspektywie oczekiwanego powrotu koniunktury, wspieranego m.in. czynnikami związanymi ze zmianą polityk gospodarczych na rzecz reindustrializacji i odzyskania przewag przemysłu krajowego i UE.
  • Zarząd ocenia, że zrealizowane inwestycje umożliwią Spółce powrót do generowania wysokich free cash flow począwszy od 2026 roku.
  • Pozyskane finansowanie posłuży przede wszystkim uzupełnieniu technologii produkcji dla sektora obronnego oraz zwiększeniu mocy wytwórczych kęsów
    w zakładzie w Gliwicach w celu osiągnięcia całkowitego „self suficiency” (samowystarczalności wsadu) Grupy.

Cognor Holding, jeden z najnowocześniejszych producentów stali i wyrobów hutniczych w Europie, planuje przeprowadzenie oferty publicznej do 60 mln akcji (SPO). Środki z emisji zostaną przeznaczone m.in. na udoskonalenie technologii produkcji stali specjalnych w perspektywie skokowego wzrostu zapotrzebowania zgłaszanego przez dotychczasowych odbiorców Spółki wytwarzających amunicję, w tym pociski artyleryjskie kalibru 155 mm. Pozyskany kapitał posłuży także rozbudowie mocy wytwórczych kęsów w stalowni w Gliwicach, co zapewni Grupie pełną „self sufficiency” (100% samowystarczalność wsadu dla własnych walcowni), a tym samym przełoży się na dalszą integrację, stabilność i kontrolę kosztów procesów produkcyjnych.

Jesteśmy po głównym, pięcioletnim cyklu inwestycyjnym, w ramach którego na budowę
i modernizację mocy produkcyjnych przeznaczyliśmy ponad 1,5 mld PLN. To plasuje nas w grupie najnowocześniejszych producentów w Europie. Konkurencja jest dopiero przed znaczącymi inwestycjami lub na ich początku, a są to procesy bardzo długotrwałe – zarówno pod kątem opracowania samej koncepcji, jak i realizacji – oraz kapitałochłonne, a co za tym idzie: obarczone licznymi ryzykami. Z ogromną satysfakcją podkreślamy, że ten etap już jest za nami. Wysokim nakładem pracy całego zespołu oraz środków finansowych – głównie pochodzących z generowanej gotówki i uzupełnionych kredytem – zbudowaliśmy unikalną w skali Europy bazę aktywów. Jesteśmy zintegrowani pionowo, nowocześni i mamy rosnący udział produktów o wysokiej wartości dodanej. Teraz przyszedł czas na to, byśmy jako Spółka mogli zacząć czerpać korzyści z tych przewag konkurencyjnych – zwłaszcza, że zmiany w politykach gospodarczych na poziomie unijnym i krajowym obierają w końcu właściwy kierunek. Żeby móc jeszcze lepiej wykorzystać naszą pozycję konkurencyjną i zbliżające się momentum rynkowe chcemy zrealizować dodatkowe, uzupełniające projekty inwestycyjne, w obszarach, gdzie mamy kompetencje i które są najbardziej perspektywiczne – głównie w produkcji dla sektora zbrojeniowego, gdzie od lat z sukcesem zaopatrujemy klientów krajowych i zagranicznych. Kapitał pozyskany z rynku posłuży także zwiększeniu mocy produkcyjnych kęsów, czyli stali surowej, co jest niezbędne dla osiągnięcia całkowitego „self sufficiency” w procesie i korzystnie przełoży się na stabilność operacyjną i kosztową Grupy. –
komentuje Przemysław Sztuczkowski, Prezes Zarządu Cognor Holding. I dodaje: – Jako założyciel i główny akcjonariusz deklaruję swoje pełne wsparcie dla realizacji tych planów wyrażone w dalszym zaangażowaniu kapitałowym.

Rosnące nakłady państw NATO na obronność i znaczące zwiększenie mocy produkcyjnych spółek z Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ) tworzą dla Cognor Holding unikalne warunki do rozwoju w tym perspektywicznym segmencie rynku. Spółka jest jedynym w Polsce dostawcą stali specjalnej dla pocisków kalibru 155 mm, dostarcza także blachy do produkcji korpusów wozów bojowych w tym słynnych pojazdów ROSOMAK czy armatohaubic KRAB.

Od lat aktywnie uczestniczymy w krajowym łańcuchu dostaw dla sektora obronnego i współpracujemy z podmiotami Grupy PGZ. Dostarczamy blachy pancerne wykorzystywane przy budowie kołowego transportera opancerzonego Rosomak, produkujemy elementy korpusów pojazdów opancerzonych oraz komponenty do armatohaubic, a z naszej stali wytwarzana jest amunicja. Po serii spotkań z PGZ jesteśmy gotowi do rozszerzenia tej współpracy w tym przede wszystkim dla kalibru 155 mm, gdzie wkrótce nastąpi wielokrotny wzrost zapotrzebowania. Zwiększenie produkcji, w połączeniu z udoskonaleniem procesów technologicznych stali amunicyjnej, będzie kolejnym strategicznym krokiem w kierunku wzmacniania kompetencji – nie tylko w sektorze obronnym, ale również w innych sektorach, m.in. motoryzacyjnym i lotniczym, gdzie operują najbardziej wymagający odbiorcy. Środki pozyskane z planowanej emisji pozwolą nam uzupełnić posiadaną infrastrukturę technologiczną w taki sposób, by uzyskiwać najbardziej zaawansowane gatunki stali, o najwyższych parametrach czystości i jednorodności. Pozwoli nam to poszerzyć grono klientów i dodatkowo umocni naszą pozycję konkurencyjną wśród producentów stali o najwyższej wartości dodanej. Dzięki temu będziemy w stanie jeszcze lepiej odpowiedzieć na rosnące potrzeby krajowego i europejskiego przemysłu obronnego – w tym uzyskać najbardziej wymagające certyfikacje, między innymi takich firm, jak Rheinmetall – globalnego lidera w sektorze. To nie tylko inwestycja w przyszłość Cognor, ale także w polski i europejski potencjał obronny – dodaje Przemysław Sztuczkowski.

Spółka informuje, że dzięki znacznemu zwiększeniu mocy produkcyjnych przez firmy z grupy PGZ, zamówienia na stal amunicyjną wzrosną kilkukrotnie w ciągu najbliższych lat, a w ślad za tym pojawi się możliwość zwielokrotnienia dostaw stali specjalnych do istniejących klientów. Warto podkreślić, że produkcja obronna rośnie dynamicznie nie tylko w Polsce i Cognor prowadzi negocjacje z szerokim gronem potencjalnych odbiorców, które znajdują się na różnym stopniu zaawansowania.

Pozyskane z oferty środki zostaną także przeznaczone na zwiększenie mocy produkcyjnych stali w zakładzie w Gliwicach. Domknie to integrację pionową w Grupie, zapewniając „self sufficiency”, czyli samowystarczalność w zakresie wsadu dla własnych walcowni. Produkcja, pokrywająca 100% zapotrzebowania na kęsy w ramach własnych zasobów Grupy gwarantuje stabilność dostaw, procesów, lepszą kontrolę kosztów oraz pozwoli w pełni skorzystać z oczekiwanej poprawy koniunktury w sektorze.

Samowystarczalność w łańcuchu produkcyjnym w Grupie umożliwi nam optymalną alokację środków i jeszcze lepszą kontrolę kosztów. To kluczowe dla maksymalizacji wykorzystania dźwigni w momencie powrotu koniunktury w branży. Niezależnie od tego jesteśmy przekonani, że dotychczas zrealizowane przez nas inwestycje przełożą się zasadniczo na trajektorię wyników i spowodują powrót do generowania free cash flow już od 2026 roku – mówi Krzysztof Zoła, Dyrektor Finansowy, Członek Zarządu Cognor Holding.

Cognor Holding konsekwentnie umacnia swoją pozycję jako jeden z najnowocześniejszych producentów stali w Europie. W ostatnich latach Spółka przeznaczyła ponad 1,5 mld PLN na inwestycje, w tym 830 mln PLN na budowę nowej walcowni LSM (Light Section Mill)
w Siemianowicach Śląskich. W pełni zautomatyzowany zakład wyposażony jest w linię produkcyjną o zdolnościach produkcyjnych do 450 tys. ton rocznie. Nowa walcownia umożliwia oferowanie szerszego wachlarza prętów i kształtowników wykorzystywanych nie tylko w budownictwie, ale również m.in. w przemyśle energetycznym oraz maszynowym.

Zgodnie z treścią ogłoszonych projektów uchwał Cognor Holding zamierza przeprowadzić emisję nie więcej niż 60 mln nowych akcji wyłączeniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy, jednak z utrzymaniem preferencji w przydziale akcji do utrzymania obecnego udziału dla akcjonariuszy posiadających co najmniej 0,2% akcji Spółki.

Po uzyskaniu akceptacji Walnego Zgromadzenia Spółki, akcje zostaną zaoferowane w drodze oferty publicznej w ramach subskrypcji prywatnej wyłączonej z obowiązku sporządzenia, zatwierdzenia i udostępnienia prospektu. Cena emisyjna zostanie ustalona w oparciu o wyniki procesu budowania księgi popytu.

Dyskonty rosną najszybciej, convenience traci udział – raport za III kwartał 2025

0

W trzecim kwartale br. ruch wzrósł rdr. w dyskontach i supermarketach – odpowiednio o 11,2% i o 5%. Z kolei spadł rdr. w hipermarketach i sieciach convenience – o 0,4% i 0,3%. Natomiast unikalnych klientów przybyło w dyskontach i sklepach convenience – po 0,1% rdr. Ubyło ich rdr. w hipermarketach i supermarketach – 3,4% i 1,5%. W ww. okresie format convenience utrzymał największy udział w łącznej liczbie wizyt w badanych placówkach – 44% (rok wcześniej – 46%). Dalej w zestawieniu znalazły się dyskonty – 31,9% (poprzednio – 29,8%), supermarkety – 18,9% (18,7%), a także hipermarkety – 5,2% (5,5%). Częstotliwość zakupów nie zmieniła się w kanale convenience, a w pozostałych zwiększyła się. Średni czas wizyt uległ skróceniu w trzech formatach, a w sieciach convenience nieznacznie wzrósł.

Jak wynika z raportu firmy technologicznej Proxi.cloud zrealizowanego we współpracy z UCE RESEARCH, w trzecim kwartale br. ruch wzrósł rdr. w dwóch analizowanych formatach, tj. w dyskontach o 11,2%, a także w supermarketach – o 5%. Z kolei spadł rdr. w hipermarketach – o 0,4%, jak również w sieciach convenience – o 0,3%. Widać wyraźne różnicowanie się dynamiki ruchu pomiędzy formatami.

– Dyskonty konsekwentnie zwiększają swój udział w łącznym ruchu. Dwucyfrowy wzrost liczby wizyt rdr. to efekt kilku czynników. Po pierwsze, tego typu sklepy są łatwo dostępne lokalnie, a ich oferty są szerokie i regularnie poszerzane o produkty świeże czy marki własne premium. Po drugie, mocno inwestują w modernizację placówek i działania marketingowe, co może przekładać się na większą częstotliwość wizyt klientów. Supermarkety też odnotowały wzrost ruchu, ale mniejszy. Ten format często pełni funkcję uzupełniającą względem dyskontów, oferując większą różnorodność produktów lub specjalistyczne działy, np. mięso na wagę – mówi Mateusz Chołuj, jeden ze współautorów raportu z Proxi.cloud.

Z kolei Mateusz Nowak, drugi ze współautorów raportu z Proxi.cloud, przypomina, że w hipermarketach trend spadkowy utrzymuje się od dłuższego czasu. Duże formaty tracą część wizyt na rzecz mniejszych, wygodniejszych lokalizacji. Ruch w sieciach convenience natomiast po okresie wzrostów ustabilizował się, a niewielki spadek może wynikać m.in. z większej konkurencji ze strony dyskontów i supermarketów. Różnice w dynamice ruchu są więc pochodną zarówno strategii sieci, jak i oczekiwań konsumentów względem wygody, dostępności i szerokości oferty – dodaje ekspert.

W trzecim kw. br. przybyło unikalnych klientów w sieciach convenience i dyskontach – po 0,1% rdr. Natomiast spadki rdr. dotyczą hipermarketów – o 3,4%, a także supermarketów – o 1,5%. – Wynik hipermarketów może być tłumaczony przede wszystkim ich położeniem. Placówki często lokowane są poza centrami miast, przez co dojazd do nich jest trudniejszy niż choćby do dyskontów. Wraz z popularyzacją usług e-commerce, konsumenci rezygnują z wizyt w tym formacie i zamawiają mniej popularne produkty, często taniej, przez Internet. Niewielkie wahania w pozostałych formatach wskazują, że charakteryzują się one stałymi bazami klientów – komentuje Mateusz Nowak.

Raport pokazuje też udział poszczególnych formatów sklepów w łącznej liczbie wizyt w badanych placówkach. Zestawienie otwiera kanał convenience – 44% (rok wcześniej – 46%). Dalej są dyskonty – 31,9% (poprzednio – 29,8%), supermarkety – 18,9% (18,7%), a także hipermarkety – 5,2% (5,5%). – Kolejność formatów w tym rankingu odzwierciedla ich rolę w codziennych zachowaniach zakupowych konsumentów. Format convenience utrzymuje pozycję lidera dzięki gęstej sieci lokalizacji i dostępności. Często jest wykorzystywany do szybkich, uzupełniających zakupów. Jednocześnie obserwujemy wyraźne zbliżenie się dyskontów do sieci convenience. Różnica między nimi zmniejszyła się o ponad 4 p.p. rok do roku – zauważa Mateusz Chołuj.

Eksperci z Proxi.cloud tłumaczą również, że dyskonty coraz częściej stają się sklepem pierwszego wyboru nie tylko przy większych zakupach, ale też w codziennych potrzebach. W efekcie przejmują część wizyt, które wcześniej trafiały do convenience. – Supermarkety i hipermarkety pozostają stabilnym, choć mniej dynamicznym elementem krajobrazu handlowego. Te pierwsze zwiększyły swój udział nieznacznie, a te drugie kontynuują stopniowy spadek. Główne czynniki decydujące o kolejności to lokalizacja, częstotliwość wizyt i oferty dopasowanie do codziennych potrzeb konsumentów – podkreśla Mateusz Nowak

W ww. okresie częstotliwość zakupów wzrosła rdr. w dyskontach (III kw. br.  średnio 7,8 na miesiąc, III kw. ub.r. – 7,1), supermarketach (odpowiednio 5,6 i 5,2) oraz hipermarketach (3,1 i 3). Z kolei w convenience pozostała bez zmian (III kw. br. i III kw. ub.r. – 10,4). Zdaniem ekspertów, klienci wykształcili sobie stałe schematy zakupowe. Dyskonty i supermarkety zyskują dzięki rosnącej dostępności i ofercie, a convenience utrzymuje swój rytm codziennych wizyt. – Klient swobodnie wybiera format w zależności od potrzeb. Dla handlowców takie zmiany są istotnym sygnałem, że walka o jego lojalność odbywa się nie tylko przez pozyskanie nowych kupujących, ale też przez zwiększenie częstotliwości wizyt i odpowiednie dopasowanie oferty – stwierdza Mateusz Chołuj.

Z raportu wiadomo też, jak w trzecim kwartale br. zmienił się rdr. średni czas trwania wizyty w sklepie. W trzech formatach nastąpiły spadki rdr. – w dyskontach (III kw. br. 13 minut, III kw. ub.r. – 14 minut i 24 sek.), supermarketach (odpowiednio 10 min. i 18 sek. i 11 min. i 30 sek.) oraz hipermarketach (19 min. i 30 sek. oraz 20 min. i 48 sek.). Natomiast niewielki wzrost zanotowano w convenience (III kw. br. – 4 min. i 18 sekund, III kw. ub.r. – 4 min. i 12 sek.). Według ekspertów, skrócenie czasu wizyt w dyskontach, supermarketach i hipermarketach to zjawisko, które można interpretować wielowymiarowo. Nie można przypisać go jednej przyczynie. To raczej połączenie zmiany stylu robienia zakupów, częstszych wizyt oraz usprawnień po stronie sieci.

– Konsumenci przychodzą częściej, ale robią mniejsze, bardziej konkretne zakupy, co naturalnie skraca czas spędzony w sklepie. Istotną rolę odgrywa też infrastruktura. Coraz więcej placówek wprowadza kasy samoobsługowe lub usprawnia proces obsługi, co przyspiesza finalizowanie zakupów. W efekcie nawet przy większym ruchu klienci mogą szybciej zakończyć wizytę. Niewielki wzrost w convenience wskazuje, że ten format funkcjonuje stabilnie. Zmiany są tu minimalne, bo zakupy z założenia są bardzo szybkie – podsumowuje Mateusz Chołuj.

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Analiza została przeprowadzona przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH, w oparciu o dane z okresu od 1 lipca do 30 września br. (III kw. 2025 r.) z odniesieniem do analogicznego okresu 2024 roku, z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych. Analiza objęła zachowania konsumentów odwiedzających dyskonty spożywcze, supermarkety, hipermarkety oraz sklepy convenience.

Wielkość próby wyniosła blisko 1,5 mln unikalnych konsumentów. Aby wejście badanej osoby w geofence było zarejestrowane jako wizyta klienta w danym sklepie, musiała ona trwać od 30 sekund do 20 minut w przypadku sklepów convenience, od 1 minuty do 90 minut w przypadku supermarketów, od 1 minuty do 2 godzin w przypadku dyskontów i od 2 minut do 2,5 godziny w przypadku hipermarketów. Finalnie zbadano ruch w 42,3 tys. placówek, których lokalizacje zostały pozyskane ze stron internetowych sieci handlowych oraz z Google Maps.

Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych. Rozwiązanie pozwala zbierać dane pasywnie oraz cechuje się dużą dokładnością lokalizowania użytkownika (dokładność od 2 do 20 metrów zależna jest od metody ustalania pozycji przez urządzenie mobilne). Technologia ta zapewnia pełną kontrolę nad dokładnością lokalizacji, a promień każdego geofencingu dostosowany jest do wielkości poszczególnych budynków. Ponadto, znany jest również czas przebywania użytkowników w danej lokalizacji, co stanowi dodatkowy poziom ochrony przed zliczaniem okolicznego ruchu pieszego czy ruchu pracowników badanych punktów.

NIK o pomocy dla firm energochłonnych – wysoka skala wsparcia, niska absorpcja i ograniczona efektywność

Pomoc dla firm energochłonnych: duże środki, ograniczona skuteczność. Wnioski z kontroli NIK realizacji programów wsparcia (2020–2024).

Publiczne wsparcie dla przedsiębiorstw energochłonnych miało złagodzić szok kosztowy wynikający z gwałtownego wzrostu cen energii i przenoszenia kosztów EU ETS na ceny prądu. Kontrola objęła zarówno system rekompensat kosztów pośrednich emisji (EU ETS), jak i rządowe programy nadzwyczajne uruchomione po agresji Rosji na Ukrainę. Wnioski są mieszane: mimo istotnych środków i komplementarnych instrumentów, ochrona konkurencyjności firm nie była pełna, a wydatki okazały się wyraźnie niższe od planowanych.

Kontekst i skala interwencji

  • Cel wsparcia: ograniczenie negatywnego wpływu kosztów uprawnień do emisji (EU ETS) i cen energii na branże o wysokiej energochłonności (chemia, metalurgia, papier, szkło, cement i in.).
  • Punkt startowy: Polska jako ostatnia w UE wdrożyła mechanizm rekompensat (na podstawie wytycznych KE z 2012 r.). Jednocześnie w 2022 r. uruchomiono dodatkowe programy rządowe, oparte na „Tymczasowych ramach kryzysowych” KE.
  • Zakres finansowy:
    • Fundusz Rekompensat Pośrednich Kosztów Emisji (FRPKE) – łączny wydatek 2020–I poł. 2024: ~8,6 mld zł (340,9 mln zł w 2020; 815,7 mln w 2021; 785,3 mln w 2022; ~6,3 mld w 2023; 328,6 mln w I poł. 2024).
    • System rekompensat 2019–2023: zaplanowano >6,1 mld zł, wydano ~3,7 mld zł (ok. 59%).
    • Program rządowy 2022: plan >5 mld zł, wypłaty ~2,4 mld zł (ponad 46%).
    • Program rządowy 2023: plan 5,5 mld zł, wypłaty ~2,5 mld zł (ok. 45%).

Wniosek: skala interwencji była znacząca, ale absorpcja środków – ograniczona.

Dlaczego efekty były mniejsze od oczekiwanych?

1) Konstrukcja i wdrożenie programów

  • Braki w konsultacjach publicznych przy projektowaniu ustawy o rekompensatach (2018–2019) ograniczyły wiedzę o realnych potrzebach firm.
  • Opóźnione rozporządzenia wykonawcze (o 35–85 dni) utrudniały przedsiębiorcom kompletowanie dokumentacji.
  • Niespójności z decyzją KE w algorytmie liczenia pomocy dla programu 2022 r. – MRiT dwukrotnie zmieniało wzór już w toku notyfikacji.
  • Wymogi formalne zawężające krąg uprawnionych (np. ścisłe odniesienie do PKD/PRODCOM w rejestrach krajowych), choć „Tymczasowe ramy” KE wymagały przede wszystkim faktycznego prowadzenia działalności w sektorach objętych pomocą.

2) Słabe monitorowanie i ewaluacja

  • Brak systematycznego monitoringu i oceny efektów do I poł. 2024 r. – utrudniał korygowanie założeń i dostosowania instrumentów do zmieniających się warunków rynkowych.

3) Realizacja u operatorów

  • URE: merytoryczna weryfikacja wniosków generalnie poprawna, ale część decyzji miała niepełne uzasadnienia; zdarzały się znaczne opóźnienia (137–243 dni) w postępowaniach odwoławczych i zwrotowych.
  • NFOŚiGW: sprawnie przeprowadził nabory (732 umowy), jednak brak kontroli beneficjentów w programie 2022; w programie 2023 ryzyko niedomknięcia kontroli w pierwotnym terminie umownym. W pojedynczych przypadkach błędy formalne w akceptacji wniosków.

4) Czynniki rynkowe poza zakresem instrumentów

  • Spadek popytu na wyroby energochłonne, tańszy import spoza UE, wyższe koszty finansowania i zatory płatnicze – to czynniki, których sama rekompensata kosztów energii nie neutralizuje. Stąd niemal połowa badanych firm notowała ujemne wyniki finansowe m.in. w 2023 r.

Efekty dla przedsiębiorstw

  • Większość beneficjentów prawidłowo wykorzystała otrzymane środki.
  • U 33% badanych podmiotów stwierdzono naruszenia warunków decyzji/umów (głównie formalne: spóźnione informacje na stronach www, błędy w raportach energii, opóźnienia sprawozdawcze) – zwykle bez wpływu na wysokość należnego wsparcia.
  • Pomoc była szczególnie istotna tam, gdzie jednocześnie pogarszały się wskaźniki finansowe z przyczyn pozasystemowych (m.in. spadek sprzedaży, konieczność zaciągania pożyczek dla płynności).

Najważniejsze liczby (w skrócie)

  • 8,6 mld zł – łączne wydatki FRPKE 2020–I poł. 2024.
  • ~59% – stopień wykorzystania środków w systemie rekompensat (2020–2023).
  • ~46% – wypłaty w programie 2022 r. względem puli.
  • ~45% – wypłaty w programie 2023 r. względem puli.
  • 732 – liczba umów NFOŚiGW z beneficjentami (2022–I poł. 2024).
  • 283 – liczba decyzji URE o rekompensatach (finansowanych 2020–I poł. 2024).

Rekomendacje naprawcze

Dla MRiT

  • Stałe konsultacje z branżą i szerokim kręgiem interesariuszy;
  • System monitoringu i ewaluacji efektów (wskaźniki z OSR, mierniki konkurencyjności, zatrudnienie, nakłady inwestycyjne, energochłonność);
  • Klarowne zasady kwalifikowalności zgodne z decyzjami KE (ograniczenie formalizmów rejestrowych);
  • Lepsze zarządzanie terminami (akty wykonawcze przed naborem).

Dla NFOŚiGW

  • Kontrole beneficjentów adekwatne do ryzyka, w terminach wynikających z umów;
  • Wzmocnienie weryfikacji formalnej i merytorycznej (redukcja błędów ludzkich, automaty weryfikacji podpisów/reprezentacji, spójność danych).

Dla URE

  • Pełne uzasadnienia prawne i dowodowe decyzji;
  • Terminowość postępowań (k.p.a./k.p.c.);
  • Szybsze procedury w sprawach zwrotów i odwołań.

Dla beneficjentów

  • Procedury compliance IT i sprawozdawczości pod wymagania systemów NFOŚiGW/URE;
  • Lepsza jakość danych (energia, produkcja, ESG), terminowość publikacji informacji o pomocy.

Co dalej? Wnioski dla polityki przemysłowej

Doświadczenia z lat 2020–2024 pokazują, że sama rekompensata kosztów energii nie wystarczy, by utrzymać międzynarodową konkurencyjność branż energochłonnych. Potrzebny jest pakiet działań:

  1. Konkurencyjna energia dla przemysłu (taryfy jakościowe/przesyłowe, kontrakty cPPA, stabilny mechanizm wsparcia efektywności i OZE po stronie odbiorcy).
  2. Regulacyjna przewidywalność i szybkie ścieżki decyzyjne zgodne z prawem UE.
  3. Systematyczny monitoring efektów – z korektą parametrów programów w trakcie roku.
  4. Komplementarne instrumenty (np. płynnościowe, inwestycyjne, transformacyjne), które adresują nie tylko ceny energii, ale także popyt, handel i finansowanie.

Jeśli te elementy zostaną wdrożone, przyszłe edycje wsparcia mogą lepiej chronić miejsca pracy, zdolności produkcyjne i łańcuchy wartości — przy wyższej absorpcji środków i bardziej mierzalnych efektach dla gospodarki.

Digital Fairness Act to groźba regulacyjnego chaosu – Cyfrowa Polska wzywa KE do wstrzymania prac

Związek Cyfrowa Polska zwrócił się do Komisji Europejskiej z apelem o wstrzymanie prac nad projektem aktu Digital Fairness Act (DFA). W piśmie przekazanym w ramach konsultacji publicznych organizacja ostrzega, że nowe przepisy nie tylko nie przyniosą oczekiwanych korzyści konsumentom, ale również dotyczą uregulowanych już obszarów i przyczynią się do uciążliwej złożoności prawa unijnego, zwiększenia kosztów dla przedsiębiorców i ograniczenia konkurencyjności europejskiej gospodarki.

„Digital Fairness Act w obecnym kształcie stoi w sprzeczności z zapowiadaną przez Komisję Europejską agendą upraszczania i ograniczania biurokracji. Zamiast poprawić egzekwowanie obowiązujących przepisów, wprowadzi kolejną warstwę regulacji nakładających się na istniejące już przepisy DSA, DMA, RODO czy AI Act”–- czytamy w stanowisku Związku. – Wzywamy Komisję, aby zrezygnowała z pracy nad nowymi przepisami i skoncentrowała się na skutecznej implementacji oraz egzekwowaniu już istniejącego prawa -– podkreśla Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Zamiast nowych przepisów, lepsze egzekwowanie prawa

W swoim stanowisku Związek zaznacza, że Unia Europejska posiada już najbardziej rozbudowany na świecie system ochrony konsumentów, obejmujący m.in. dyrektywy UCPD, CRD, UCTD, rozporządzenie RODO, a także nowe akty, takie jak Digital Services Act, Data Act czy AI Act. Według Cyfrowej Polski proponowany Digital Fairness Act dubluje te przepisy i grozi dalszym rozdrobnieniem rynku wewnętrznego, utrudniając przedsiębiorcom działalność transgraniczną oraz zwiększając ryzyko niespójnej interpretacji prawa w różnych państwach członkowskich. – Nie potrzebujemy kolejnego aktu prawnego, lecz skutecznych mechanizmów nadzoru i jasnych wytycznych dla przedsiębiorców. Tylko w ten sposób można zapewnić uczciwość i przejrzystość w relacjach z konsumentami bez tłumienia innowacji – dodaje Michał Kanownik.

Duplikowanie przepisów i ryzyko utraty konkurencyjności

Cyfrowa Polska ostrzega, że przyjęcie nowych regulacji w ramach DFA doprowadziłoby do dalszego skomplikowania systemu prawnego, zwiększając obciążenia administracyjne i koszty zgodności, zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw. Organizacja wskazuje, że zamiast wzmacniać ochronę konsumentów, propozycja mogłaby paradoksalnie ograniczyć ich wybór, hamując rozwój usług cyfrowych i personalizowanych rozwiązań, z których korzystają miliony Europejczyków.

Związek w szczególności zwraca uwagę, że wiele kwestii, które Komisja Europejska chce objąć nowymi przepisami – takich jak tzw. „dark patterns”, reklama spersonalizowana, projektowanie treści w sposób grożący uzależnieniem, czy praktyki influencerów – jest już obecnie regulowanych w ramach istniejących aktów prawnych, a problemem nie jest brak regulacji, lecz ich fragmentaryczne i niespójne egzekwowanie.

Postulat: powstrzymać nadprodukcję prawa, skoncentrować się na wdrożeniu

W stanowisku skierowanym do Komisji Europejskiej, Związek Cyfrowa Polska wskazuje, że prawdziwym testem dla wiarygodności unijnej agendy uproszczeń będzie decyzja dotycząca przyszłości Digital Fairness Act. Związek w swoim piśmie apeluje o wstrzymanie prac nad DFA, wzmocnienie egzekwowania obowiązujących przepisów, zapewnienie spójnych i praktycznych wytycznych dla przedsiębiorstw, oraz dalszą harmonizację istniejących regulacji w duchu neutralności technologicznej i proporcjonalności.

Europa potrzebuje prostych, przewidywalnych i spójnych ram prawnych, które wspierają innowacyjność, a nie ją tłumią. Jeśli naprawdę chcemy zwiększyć konkurencyjność i odporność naszego rynku, musimy skupić się na upraszczaniu i skutecznym stosowaniu prawa, a nie na mnożeniu nowych regulacji – podsumowuje prezes Cyfrowej Polski.

Vinci uruchamia miliardowy program inwestycji we wzrostowe spółki deeptech, AI i dual-use

Inwestując 1,1 mld zł publicznego kapitału w innowacyjne firmy wzrostowe, Vinci z grupy BGK chce zatrzymać w polskiej gospodarce najcenniejsze patenty, talenty, kompetencje oraz wiedzę. Spółka zakłada, że jej inwestycje w ok. 50 ambitnych przedsięwzięć, zaktywizują prywatne fundusze. Dzięki temu nawet 150 polskich firm otrzyma kapitał na rozwój, a łączna skala dofinansowania innowacyjnych projektów, ze środków publicznych i prywatnych, sięgnie kilku miliardów złotych.

Vinci, spółka inwestycyjna z grupy BGK, zarządzająca funduszami Venture Capital oraz Private Equity, zakończyła prace nad nową strategią na lata 2026-2030.

– Jednym z fundamentów nowej strategii, naszą nadrzędną misją, są inwestycje mające na celu zatrzymanie w Polsce patentów, kompetencji, zespołów badawczo-rozwojowych, inżynierskich i zarządczych, aby zwiększały one konkurencyjność naszej gospodarki, tworząc wartość dodaną. Tak właśnie buduje się dobrobyt, a także podnosi efektywność i bezpieczeństwomówi Bartosz Drabikowski, prezes Vinci.

Cel: spółki wzrostowe

Dysponując kapitałem 1,1 mld zł, otrzymanym od swojej spółki matki tj. Banku Gospodarstwa Krajowego, Vinci będzie koncentrować się na spółkach znajdujących się w tzw. fazie wzrostu. – Obiektem naszego zainteresowania są już działające innowacyjne polskie firmy, które potrzebują kapitału na ambitny rozwój – precyzuje Bartosz Drabikowski.

Vinci zamierza w ten sposób odpowiedzieć na palącą potrzebę krajowego rynku, jaką jest niedobór kapitału „wzrostowego” dla spółek mających już na swoim koncie pewne osiągnięcia, tj. zweryfikowane przez rynek produkty, a także pierwsze przychody. – Pomimo faktu, że w Polsce działa ok. 130 funduszy VC, dokonują one co najwyżej kilku inwestycji rocznie w firmy będące w fazie wzrostu, a są lata kiedy nie dochodzi do żadnej transakcji. W tym obszarze, zgodnie z nową strategią, będą aktywnie działać nasze fundusze – zapowiada szef Vinci.

Zupełnie inna sytuacja ma miejsce w segmencie start-upów, gdzie zdaniem Bartosza Drabikowskiego, kapitał jest efektywnie rozdysponowywany, a na rynku zawieranych jest kilkaset transakcji rocznie. – Naszym strategicznym celem jest, aby firmy, które skorzystały z kapitału na start biznesu, nie rezygnowały z dalszego rozwoju, sięgały po kolejne rundy finansowania w Polsce i nie uciekały po kapitał za granicę – podkreśla prezes Vinci.

Miliard z Vinci uruchomi kolejne miliardy

Bartosz Drabikowski zapowiada, że kwota ponad miliarda złotych, w jaką wyposażone zostało Vinci, pozwoli na inwestycje w ok. 50 innowacyjnych polskich firm. Pierwsze transakcje zostały już zawarte. – Liczę, że nasze inwestycje zmobilizują prywatne fundusze do większej aktywności, dzięki czemu kapitał na rozwój otrzyma w sumie 100-150 ambitnych wzrostowych spółek. Łączna skala dofinansowania innowacyjnych projektów, ze środków publicznych i prywatnych, może sięgnąć kilku miliardów złotych – ocenia szef Vinci.

Jakie branże?

Obiektem zainteresowania Vinci są firmy działające w obszarze technologii kosmicznych, bezpieczeństwa i cyberbezpieczeństwo, sztucznej inteligencji, robotyzacji, sportu, zdrowia, rolnictwa, itp. Spółka zainwestowała już m.in. w producenta robotów podwodnych  SR Robotics, producenta laserów Fluence Technology, czy firmę wykorzystującą sztuczną inteligencję w sporcie ReSpo.Viosion. Nowością jest rozszerzenie katalogu spółek o tzw. dual-use, czyli podmioty będące właścicielami technologii mogących mieć zastosowanie zarówno w projektach cywilnych, jak i w obronności.

Warunek: centrum biznesu w Polsce

-Oferujemy innowacyjnym polskim firmom nie tylko kapitał na rozwój, ale też tzw. smart money, czyli wiedzę, doświadczenie, dostęp do ekspertów grupy BGK. Wspieramy kontaktami, otwieramy drzwi do potencjalnych, dużych kontrahentów. Oczekujemy jednak, że podmioty wyposażone przez nas w smart money będą w Polsce budować swoje centra inżynierskie, kompetencyjne, operacyjne oraz menedżerskie i stąd nadzorować swoją ekspansję zagraniczną – podsumowuje Bartosz Drabikowski.

Jesienne ceny noclegów 2025: gdzie jest najtaniej – morze, góry czy największe miasta?

Jesienią Polska dzieli się na trzy turystyczne światy: w miastach ceny noclegów rosną przez festiwale, konferencje i koncerty, apartamenty nad morzem kuszą niskimi cenami, a w górach wciąż trudno o wolne miejsca. Warto więc wiedzieć, gdzie zarezerwować szybki city break, a gdzie polować na dłuższy urlop. Ile dziś trzeba zapłacić za nocleg?

– Wrzesień i październik przyniósł wyższe obłożenie i dłuższe pobyty niż rok temu, głównie dzięki sprzyjającej pogodzie. Średnia długość pobytu przekroczyła 4 dni. Popularne są zwłaszcza city breaki – udział rezerwacji weekendowych jest większy aż o 15% w porównaniu z obłożeniem w ciągu tygodnia. Jeśli chodzi o średnie ceny za nocleg, różnice w porównaniu z ubiegłym rokiem wynoszą zaledwie kilkanaście złotych, co sprawia, że średnie stawki utrzymują się na bardzo podobnym poziomie co w 2024 roku – mówi Paulina Szadkowska, Dyrektor Pionu Revenue w Renters.pl

Ośrodki biznesowe – droższe przez wydarzenia

Według danych firmy Renters, opartych na analizie rezerwacji ponad 5000 apartamentów w całej Polsce, w największych miastach obserwuje się wyraźny wzrost popytu na wynajem krótkoterminowy, napędzany jesiennymi wydarzeniami biznesowymi i kulturalnymi. Obłożenie zwiększyło się rok do roku w niektórych regionach nawet o 12%. Najwyższe ceny utrzymują się we Wrocławiu, Warszawie, Krakowie i Poznaniu, gdzie sezon festiwali, konferencji, targów i koncertów wyraźnie wpływa na poziom stawek. W październiku odnotowano kolejne szczyty rezerwacyjne, związane z dużymi wydarzeniami, takimi jak koncerty OneRepublic i Flo Ridy w Łodzi, mecz Polska–Niemcy w Chorzowie oraz koncert Stinga w Krakowie. Największy pik rezerwacyjny w listopadzie będzie przypadać na długi weekend 11 listopada.

Morze tanieje – góry stabilne

Po okresie wakacyjnym noclegi nad Bałtykiem są nawet o połowę tańsze. Obłożenie nad morzem wróciło do typowego poziomu dla okresu poza sezonem. To wciąż solidny wynik, co drugi apartament we wrześniu był zajęty. W górach spadki cen są mniejsze. Średnie ceny za dobę spadły z wysokiego sezonu tam tylko o 30%, mimo to popyt utrzymuje się na poziomie wyższym niż rok temu – o 19%. Południe kraju przyciąga turystów niezależnie od pory roku. – Analiza danych rezerwacyjnych wskazuje, że wyjazdy w góry planowane są z reguły z około trzytygodniowym wyprzedzeniem, podczas gdy rezerwacje w największych miastach dokonywane są średnio tydzień przed przyjazdem. W przypadku destynacji górskich, takich jak Tatry czy Beskidy, najkorzystniejszy moment na dokonanie rezerwacji przypada zatem na około miesiąc przed planowanym wyjazdem – dodaje Paulina Szadkowska.

Apartamenty z atrakcjami – wygrani jesieni

Według danych firmy Renters rosnące zainteresowanie widać także w obiektach oferujących dodatkowe atrakcje. – Przykładem jest kompleks w Międzyzdrojach, którego obłożenie wzrosło o 10% względem średniej dla okolicy dzięki otwarciu Aquaparku. Polacy coraz częściej wybierają miejsca, które zapewniają wygodę i rozrywkę w jednym. To nowy standard jesiennych wyjazdów. Nasze dane pokazują też, że Polacy coraz częściej łączą różne typy podróży – dłuższe pobyty w turystycznych lokalizacjach z krótkimi wyjazdami do największych miast. To trend, który można wykorzystać, planując urlop – dodaje Paulina Szadkowska.

Średnie ceny noclegów – za dobę, bez opłat za sprzątanie, uwzględniające zaplanowane zniżki na długie pobyty

Największe miasta (Gdańsk, Warszawa, Kraków, Wrocław, Łódź, Poznań)
Segment apartamentów Październik Listopad

*prognoza bieżąca

  Classic 200–250 zł 190–240 zł
Comfort 250–320 zł 240–300 zł
 Prestige 350–450 zł 340–430 zł

 

Średnie miasta (Rzeszów, Gliwice, Jelenia Góra, Katowice)
Segment apartamentów Październik Listopad
*prognoza bieżąca
  Classic 160–200 zł 150 – 190 zł
 Comfort 200 – 250 zł 190 – 240 zł
 Prestige 270 – 350 zł 250 – 330 zł

 

Kurorty nadmorskie (Sopot, Kołobrzeg, Władysławowo, Hel)
Segment apartamentów Październik Listopad

*prognoza bieżąca

  Classic 150–200 zł 140–180 zł
  Comfort 200–270 zł 180–250 zł
  Prestige 300–400 zł 270–370 zł

 

Regiony górskie (Zakopane, Karpacz, Świeradów Zdrój)
Segment apartamentów Październik Listopad

*prognoza bieżąca

  Classic 160–210 zł 150–230 zł
  Comfort 220–270 zł 200–300 zł
  Prestige 300–380 zł 2900–420 zł

 

Klasyfikacja standardów apartamentów stosowana przez Renters:

* Classic – podstawowy standard, mieszkania lub studia z prostym wyposażeniem, często w starszych budynkach lub dalej od centrum, najważniejszych atrakcji turystycznych.

* Comfort – nowoczesne, dobrze urządzone apartamenty z pełnym wyposażeniem, funkcjonalnym układem i przyjemnym wystrojem, zapewniające wygodny i bezproblemowy pobyt.

* Prestige – apartamenty premium o najwyższym standardzie, wykończone z dbałością o detale, z ekskluzywnym wyposażeniem, widokiem, wysokiej jakości materiałami i spójnym, zaprojektowanym wystrojem. Często oferują dodatkowe udogodnienia, takie jak sauna, siłownia czy strefa spa.

Nowy nanosatelita SatRev gotowy na orbitę

SatRev S.A., polska spółka z sektora NewSpace, zakończyła prace nad kolejnym satelitą obserwacyjnym. Nanosatelita do obserwacji ziemii PW6U, zaprojektowany i zbudowany przez SatRev we Wrocławiu, jest gotowy do wyniesienia na orbitę. SatRev dostarcza w pełni suwerenne zdolności kosmiczne w oparciu o własne systemy oraz oprogramowanie, sprawiając że informacje pozyskane z kosmosu stają się dostępne i skalowalne, skutecznie wspierając procesy decyzyjne.

Uruchomienie nowej jednostki stanowi istotny krok w rozwoju możliwości operacyjnych firmy, która jako jedna z nielicznych w Europie posiada zdolność pełnego, suwerennego łańcucha kosmicznego – od projektu i produkcji satelity, przez rozwój oprogramowania i centrum kontroli misji, aż po analizę i komercjalizację danych satelitarnych.

SatRev wyniosła z sukcesem na orbitę już kilkanaście jednostek i wprowadziła na rynek technologie umożliwiające szybkie pozyskiwanie wysokorozdzielczych obrazowań Ziemi i ich zaawansowaną analizę. Spółka stworzyła również własne centrum kontroli misji we Wrocławiu oraz rozwija naziemną infrastrukturę komunikacyjną, m.in. stacje odbiorcze w Polsce i Omanie w pasmach UHF i S.

Najnowsza misja ma na celu zaprezentowanie technologicznego dorobku oraz ewolucji podsystemów satelitarnych SatRev. Nanosatelita PW6U opiera się na sprawdzonych i niezawodnych komponentach zaprojektowanych oraz wyprodukowanych przez inżynierów SatRev, w tym podsystemów komunikacji UHF, zarządzania energią (EPS) i komputera pokładowego (OBC), udoskonalonych dzięki wieloletniemu doświadczeniu.

PW6U jest wyposażony w ładunek optyczny dostarczający zobrazowania RGB + NIR w rozdzielczości 5,8 metra z wysokości 500 km, oraz wbudowany komponent do przetwarzania danych ze zdjęć satelitarnych w czasie rzeczywistym. Satelita został zaprojektowany do wspierania precyzyjnego rolnictwa, leśnictwa, monitorowania infrastruktury energetycznej i analizy wybrzeża.

– Zakończenie prac nad PW6U i przygotowanie go do wyniesienia na orbitę to kolejny ważny krok milowy w historii SatRev. To dowód na skuteczność naszego modelu i pracy zespołu, który posiada pełne kompetencje do prowadzenia projektów kosmicznych end-to-end. Z satysfakcją patrzymy na to, jak nasza technologia dojrzewa i jak rośnie zainteresowanie rozwiązaniami SatRev na świecie. Obecnie przed nami intensywny okres. Ogłosiliśmy zamiar dołączenia do ORBITEO i finalizujemy przygotowania do wejścia na NewConnect, a ukończenie kolejnego satelity jest jednym z kluczowych elementów tej drogi – powiedział dr Daniel Więzik, Prezes Zarządu SatRev S.A.

Niedawno SatRev ogłosił przygotowania do rebrandingu na Sky Vision, intensywnie przygotowuje się do wejścia na NewConnect, planowanego poprzez odwrotne przejęcie oraz zadeklarował zamiar współtworzenia klastra technologicznego ORBITEO. Będzie to holding technologiczny łączący polskie spółki z obszarów space, AI, defence i deeptech, budujące suwerenne, skalowalne rozwiązania cywilne i podwójnego zastosowania. Doświadczenie i dojrzałość operacyjna SatRev stanowią jeden z fundamentów  powstającego projektu. Znany inwestor giełdowy January Ciszewski wraz z notowanymi na GPW spółkami inwestycyjnymi JRH ASI S.A. i Imperio ASI S.A. ogłosił kilka tygodni temu przejęcie kontroli nad SatRev.

– SatRev jest przykładem spółki, która pokazuje, jak szybko i skutecznie potrafią rozwijać się firmy z naszego portfela. Jako jedyna w Polsce i jedna z niewielu w Europie, spółka posiada suwerenne zdolności kosmiczne od projektu, przez produkcję, wyniesienie, aż po operowanie satelitami i analizę danych. To ogromny atut strategiczny i biznesowy,  dlatego zaprosiliśmy SatRev do współtworzenia Orbiteo. Cieszę się z sukcesów SatRev, bo są one dowodem na to, że inwestowanie w technologie przyszłości ma sens i buduje realną wartość dla akcjonariuszy JRH. Mamy w portfelu więcej spółek na podobnej ścieżce rozwoju i jestem przekonany, że niebawem będziemy mogli chwalić się również ich sukcesami – komentuje January Ciszewski, główny akcjonariusz i Prezes JRH ASI S.A.

Firmy chcą AI – ale bez uporządkowanych danych tracą pieniądze zamiast je oszczędzać

Sztuczna inteligencja i automatyzacja procesów to dziś realne źródło oszczędności dla firm. Przedsiębiorstwa, które potrafią uporządkować dane i właściwie wykorzystać technologie cyfrowe, skracają czas operacji nawet o kilkadziesiąt procent i redukują koszty o 10–15 proc. Jak podkreślają eksperci z sektora Przemysłu 4.0, sukces wdrożeń zależy nie od samej technologii, lecz od przygotowania organizacji – danych, procesów i świadomości celu.

Wielu przedsiębiorców wciąż traktuje cyfryzację jako koszt, a nie inwestycję. Tymczasem dobrze zaplanowane projekty technologiczne mogą zwrócić się w mniej niż rok. Problemem pozostaje tzw. dług technologiczny i zjawisko „ciemnych danych” – informacji gromadzonych bez kontekstu i spójności. Jak tłumaczy Adrian Stelmach, ekspert Przemysłu 4.0 i CEO firmy explitia, zanim organizacja zdecyduje się na wdrożenie rozwiązań opartych o sztuczną inteligencję, powinna nauczyć się odpowiednio zarządzać danymi.

– Firmy często chcą wdrażać sztuczną inteligencję, zanim nauczą się korzystać z własnych danych. Dopiero uporządkowanie informacji i nadanie im kontekstu sprawia, że technologia zaczyna pracować na realne wyniki – podkreśla Adrian Stelmach.

O tym, że cyfryzacja może przynosić wymierne efekty, świadczą projekty realizowane przez explitia w polskich firmach produkcyjnych. Wdrożenia, które na pierwszy rzut oka wydają się kosztowne i skomplikowane, czasami zwracają się w czasie krótszym niż rok. Ich wspólnym mianownikiem jest jedno – wszystkie opierają się na danych i dobrze zdefiniowanym celu biznesowym.

Realne rozwiązania – sztuczna inteligencja

W jednym z zakładów wdrożono model językowy (tzw. czat) wspierający dział utrzymania ruchu. Dotychczas, aby zdiagnozować i usunąć awarię, mechanicy musieli przeszukiwać obszerne instrukcje techniczne, co wydłużało przestoje. Nowy system oparty na sztucznej inteligencji pozwala błyskawicznie odnajdywać potrzebne informacje i planować działania serwisowe w oparciu o zintegrowaną bazę wiedzy. Inwestycja o wartości 70 tysięcy złotych zwróciła się po zaledwie ośmiu miesiącach, a czas dotarcia do właściwych instrukcji skrócił się aż o 80 proc.

Drugie wdrożenie dotyczyło zarządzania energią w dużym zakładzie produkcyjnym. Firma przez lata dysponowała tylko jednym licznikiem głównym, co uniemożliwiało określenie, które linie produkcyjne generują największe zużycie prądu. Po instalacji trzydziestu mierników i wdrożeniu systemu klasy EMS (Energy Management System) koszty energii spadły o ponad 10%, a inwestycja rzędu 250 tysięcy złotych zwróciła się w kilka miesięcy. 

– Technologia pomaga podejmować decyzje oparte na faktach. Kiedy zaczynamy mierzyć i rozumieć, skąd biorą się koszty, możemy naprawdę nimi zarządzać – mówi Adrian Stelmach.

Trzeci przykład to cyfrowe raportowanie produkcji. Każdy z kilkudziesięciu pracowników zakładu spędzał średnio kilkanaście minut dziennie na wpisywaniu danych o produkcji, a następnie raporty były ręcznie przepisywane do arkuszy kalkulacyjnych. Błędy i nieścisłości, jakie pojawiały się na tym etapie sprawiały, że zebrane informacje często nie miały realnej wartości analitycznej. Wdrożenie systemu automatycznie pobierającego dane z maszyn pozwoliło przynieść roczne oszczędności na poziomie 700 tys. zł, przy koszcie ok. 600-700 tys. zł. Co istotne, znacząco poprawiła się także jakość pozyskiwanych danych.

W wielu firmach ogromne zasoby czasu i pieniędzy marnują się na działania, które nie wnoszą żadnej wartości. Automatyzacja raportowania to przykład, jak szybko można to odwrócić – zyskać dokładniejsze dane i jednocześnie odciążyć ludzi od żmudnej biurokracji – mówi Adrian Stelmach.

Cyfryzacja nie zawsze wymaga milionowych budżetów ani wieloletnich strategii. Czasem wystarczy jeden dobrze przemyślany projekt, by firma zaczęła realnie oszczędzać czas i pieniądze. Kluczem pozostaje jedno – dane. To one decydują, czy technologia stanie się modnym gadżetem, czy narzędziem, które faktycznie napędza rozwój przedsiębiorstwa.

Nowa strategia wizerunkowa Creotech: Quantum i Geo z własnymi brandami na rynek europejski

Creotech Instruments ogłosił wprowadzenie nowych identyfikacji wizualnych dla spółek Creotech Quantum oraz Creotech Geo, dwóch kluczowych podmiotów wyodrębnionych w ramach Grupy.

Nowe identyfikacje wizualne powstały w oparciu o spójną strategię wizerunkową Grupy Creotech, której celem jest budowa rozpoznawalnej, europejskiej marki wysokich technologii. Podkreślenie nazw poszczególnych marek wzmacnia ich indywidualność, a jednocześnie zachowuje wyraźne odniesienie do wspólnego pochodzenia i relacji z Grupą Creotech.

Logotypy Creotech Quantum i Creotech Geo odzwierciedlają odrębny charakter, specjalizację oraz kierunki rozwoju obu marek. Logo Creotech Quantum nawiązuje do zjawiska splątania kwantowego i złożoności procesów kwantowych leżących u podstaw technologii rozwijanych przez Spółkę. Symbolicznie odnosi się również do splątanych obszarów działań: kosmicznego i kwantowego.

Logo Creotech Geo odwołuje się do motywów mapowania terenu, emisji fal elektromagnetycznych i rozpoznawania przestrzeni, co podkreśla związki marki z technologiami geoinformatycznymi, dronowymi i satelitarnymi. Jego symboliczny kształt nawiązuje do formy drona, synonimu precyzji i zaawansowania technologicznego.

– Powołanie Creotech Quantum i Creotech Geo to ważny krok w realizacji naszej długofalowej wizji rozwoju. Chcemy, aby każdy z wydzielonych segmentów mógł w pełni wykorzystać swój potencjał rynkowy i badawczy, działając w oparciu o własną tożsamość, kompetencje i strategię. Technologie kwantowe stają się dziś jednym z fundamentów bezpieczeństwa cyfrowego i suwerenności technologicznej Europy, umożliwiając tworzenie nowych standardów komunikacji oraz ochrony informacji. Z kolei systemy dronowe i wykorzystanie danych satelitarnych nabierają strategicznego znaczenia w kontekście rosnących wyzwań obronnych i bezpieczeństwa, szczególnie w świetle trwającego konfliktu na Ukrainie. Dlatego rozwój obu podmiotów traktujemy jako priorytet w budowie silnej, europejskiej grupy w sektorze wysokich technologii mówi dr hab. Grzegorz Brona,
Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

W kwietniu 2025 roku Creotech Instruments S.A. rozpoczął proces podziału Spółki poprzez wydzielenie segmentu systemów kwantowych oraz obszaru aplikacji związanych z dronami i przetwarzaniem danych satelitarnych, do nowych spółek: Creotech Quantum S.A. oraz Creotech Geo P.S.A.

Creotech Quantum, formalnie utworzony w czerwcu 2025 roku, koncentruje się na rozwoju
i komercjalizacji technologii kwantowych oraz technologii pokrewnych. Pod koniec sierpnia br. ogłoszono plan wydzielenia tej spółki z Creotech Instruments, którego celem jest przyspieszenie komercjalizacji rozwijanych rozwiązań oraz szerszy dostęp do zewnętrznych źródeł finansowania, w tym programów dedykowanych MŚP. Działalność Creotech Quantum opiera się na czterech kluczowych filarach: bezpieczeństwie komunikacji (QKD), sterowaniu procesorami kwantowymi, precyzyjnej synchronizacji czasu oraz produkcji zaawansowanych, wysokoczułych kamer astronomicznych do monitorowania  szybko poruszających się obiektów na orbicie Ziemi.

Creotech Quantum odzwierciedla naszą ambicję, by stać się jednym z filarów europejskiego przemysłu kwantowego. Chcemy aktywnie uczestniczyć w realizacji Europejskiej Strategii Kwantowej, w ramach której budowane są kompetencje przemysłowe, pilotażowe linie produkcyjne, europejska infrastruktura kwantowa, a także programy szkoleniowe i współpraca z Europejską Agencją Kosmiczną. Creotech Quantum ma być częścią tego procesu, dostarczając komponenty i systemy, które umożliwią praktyczne wykorzystanie technologii kwantowych w przemyśle, nauce i administracji oraz wzmocnią konkurencyjność i suwerenność technologiczną Europy. Wierzymy, że technologie kwantowe staną się fundamentem nowej rewolucji przemysłowej, a my chcemy być jednym z jej motorów komentuje dr Anna Kamińska, Prezes Zarządu Creotech Quantum S.A.

Pod koniec września br. spółka Creotech Quantum złożyła prospekt do Komisji Nadzoru Finansowego w związku z planowanym wydzieleniem Spółki z Creotech Instruments i wprowadzeniem akcji do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW). Wydzielenie nastąpi poprzez ofertę akcji podziałowych i nie wiąże się z pozyskaniem nowych środków finansowych przez Spółkę. Intencją Zarządu jest wprowadzenie Creotech Quantum na główny rynek GPW w
II kwartale 2026 roku.

Creotech Geo P.S.A., powstała w maju br. i ma na celu dostarczanie klientom rozwiązań w zakresie aplikacji dronowych i satelitarnych, a w szczególności systemów UTM (Unmanned Traffic Management).

W 2024 roku Creotech Instruments zakończył prace nad systemem wykrywania przeszkód lotniczych opartym na technologii satelitarnej. Projekt był realizowany we współpracy z Polską Agencją Żeglugi Powietrznej (PAŻP) oraz AP-Tech Sp. z o.o., a także wdrażany przez PAŻP. Creotech Geo w swojej działalności będzie wykorzystywał wyniki projektu w opracowywaniu nowych produktów. PAŻP planuje budowę infrastruktury UTM w Polsce w dziesięciu lokalizacjach. W jednej z nich będą prowadzone prace nad rozwojem nowych technologii związanych z zarządzaniem misjami dronowymi i lotami GE (General Aviation). Prace te będą prowadzone we współpracy z Wydziałem MEL Politechniki Warszawskiej.

Dzięki wiedzy zdobytej przy realizacji projektów dla PAŻP obecnie rozwijamy projekt DTM Tools, którego celem jest stworzenie systemu UTM uwzględniającego nowe wytyczne European Union Aviation Safety Agency (EASA) oraz zademonstrowanie możliwości kontroli ruchu UAV za pomocą satelitów, a także platform stratosferycznych (HAPS). Jest on realizowany w ramach programu ARTES ESA, a jego wartość wynosi 1,8 mln EUR  – mówi Jacek Kosiec, Prezes Zarządu Creotech Geo P.S.A.

System DTM Tools Creotech Geo zapewnia kompleksowe, zintegrowane rozwiązanie do zarządzania przestrzenią powietrzną w zakresie: planowania trasy lotów zarówno dronów, jak i statków powietrznych („General Aviation”), przygotowania analizy ryzyka dla danej trasy, występowania o zgodę na lot, monitorowania i kontroli lotu oraz tworzenia raportów z analizą danych i wizualizacji trasy przelotu i zdarzeń w jego trakcie. Kolejnym etapem będzie wejście w sektor militarny i bezpieczeństwa, na przykład z systemem alternatywnego do GPS określania pozycji oraz antydronowego.

Głównymi odbiorcami systemów UTM są podmioty z sektora lotniczego, administracja państwowa i regionalna oraz duże przedsiębiorstwa prywatne zarządzające flotami dronów i wykorzystujące dane satelitarne. Potencjalnym klientem jest również sektor obronny i bezpieczeństwa.

Proacta S.A. według szacunków w trzecim kwartale zwiększa przychody o 175%

Notowana na rynku NewConnect spółka bioinformatyczna Proacta S.A. szacuje, że w trzecim kwartale 2025 roku osiągnęła 4,7 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 175% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku, gdy zanotowano 1,7 mln zł. Spółka utrzymuje wysoką dynamikę wzrostu dzięki konsekwentnej realizacji podpisanych kontraktów oraz systematycznemu rozszerzaniu portfela projektów w obszarze nowych technologii, bioinformatyki i IT dla sektora publicznego.

Trzeci kwartał był dla nas okresem dynamicznego wzrostu i potwierdzeniem skuteczności realizowanej strategii rozwoju. Zamykamy go z dobrymi wynikami i stabilnym portfelem umów obejmującym projekty dla sektora publicznego i technologii bioinformatycznych. Dywersyfikujemy źródła przychodów i wzmacniamy pozycję na rynku, a rosnąca liczba potencjalnych projektów oraz rozwijająca się współpraca z partnerami instytucjonalnymi i naukowymi stanowią solidną podstawę dalszego wzrostu w kolejnych kwartałach – podkreśla Paweł Ciesielka, Prezes Zarządu Proacta S.A.

W trzecim kwartale 2025 roku Proacta rozpoczęła realizację dwóch kontraktów dla Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG) oraz Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu (IFPS). Oba projekty należą do istotnych przedsięwzięć spółki. Umowa z Bankowym Funduszem Gwarancyjnym, o wartości 17,5 mln zł, dotyczy rozwoju i utrzymania strategicznego systemu IT, w którym udział Proacta wynosi 98%. Natomiast projekt realizowany dla Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu, o wartości 4,91 mln zł, obejmuje opracowanie systemu wykorzystującego  technologię AI do przewidywania etiologii, prognozowania postępu choroby i personalizacji opieki nad pacjentami z niedosłuchem przy wykorzystaniu danych genetycznych i audiologicznych. Dodatkowo dzięki umowom ramowym zawartym w poprzednich okresach Proacta utrzymuje solidne tempo rozwoju, a ich efekty były widoczne już w wynikach drugiego kwartału 2025 roku.

Spółka podjęła również działania na rzecz rozwoju nowych inicjatyw badawczo-wdrożeniowych. W sierpniu 2025 roku Proacta zawarła porozumienie o współpracy w ramach Polskiej Sieci Health Labs4Value (PSHL4V) z wiodącymi instytucjami naukowymi i medycznymi. Celem współpracy, która wejdzie w życie 1 marca 2026 roku, jest rozwój innowacji w ochronie zdrowia, wdrażanie rozwiązań cyfrowych i telemedycznych oraz wspólne ubieganie się o finansowanie projektów badawczo-wdrożeniowych, w tym ze środków Unii Europejskiej. Proacta, jako partner technologiczny, odpowiadać będzie za tworzenie i testowanie nowoczesnych rozwiązań IT wspierających procesy leczenia i opieki medycznej.

Proacta konsekwentnie realizuje strategię wzrostu, łącząc rozwój kompetencji technologicznych z umacnianiem współpracy z instytucjami publicznymi i naukowymi. Stabilny portfel kontraktów, rosnący pipeline projektów w ocenie zarządu pozwalają spółce z optymizmem patrzeć na kolejne kwartały i dalsze zwiększanie skali działalności.

Mieszkanie ma służyć do mieszkania, nie do zarabiania – rząd tnie przywileje flipperów

Polacy zaczęli zbyt szeroko interpretować przepisy dotyczące ulgi mieszkaniowej, korzystając z niej także przy zakupach inwestycyjnych. Wraz z początkiem nowego roku Ministerstwo Finansów planuje powrót do pierwotnych założeń ulgi – wsparcia osób faktycznie zaspokajających własne potrzeby mieszkaniowe.

Powrót do pierwotnych założeń

W ostatnich latach mieszkania w Polsce zaczęły często być traktowane nie jako miejsce do życia, lecz jako sposób na zarobek. Wiele osób kupowało je, by szybko sprzedać z zyskiem, korzystając z ulgi mieszkaniowej, ponieważ przez lata ukształtowała się w przepisach korzystna linia interpretacyjna. Aby uniknąć zapłaty podatku dochodowego, wystarczyło zadeklarować zakup mieszkania na własne cele mieszkaniowe. Ale nie określono czym dokładnie jest cel mieszkaniowy i z tej luki korzystano.

– Pierwotnie ulga miała wspierać osoby faktycznie poprawiające swoje warunki mieszkaniowe, a nie uczestników rynku inwestycyjnego – mówi radca prawny Katarzyna Siwiec. – Dziś jednak wiele osób kupuje mieszkania z myślą o wynajmie czy szybkiej odsprzedaży, a mimo to korzysta z ulgi, bo wystarczy, że formalnie zadeklarują, iż lokal służy im do mieszkania. Wystarczyło “wprowadzić się” na tydzień, żeby uznać, że cel mieszkaniowy został zrealizowany. W ten sposób unikało się zapłaty podatku. Ponadto z ulgi można było skorzystać mając nawet kilka mieszkań.

Taki mechanizm stał się powszechnym sposobem na unikanie 19-procentowego podatku, co zmusiło rząd do wprowadzenia zmian, które przywrócą pierwotny cel ulgi mieszkaniowej – wspieranie osób faktycznie realizujących własne potrzeby mieszkaniowe.

Co się zmieni w uldze mieszkaniowej

Zgodnie z projektem, ulga mieszkaniowa nadal będzie zwalniać z podatku dochód ze sprzedaży mieszkania. Nowym warunkiem będzie jednak to, że podatnik chcący z ulgi skorzystać nie będzie właścicielem innej nieruchomości mieszkalnej.

Dodatkowo projekt zakłada, że ktoś, kto posiada więcej niż jedno mieszkanie, będzie mógł nadal skorzystać z ulgi, jeśli w ciągu trzech lat od sprzedaży dokona darowizny nieruchomości na rzecz dzieci, wnuków, Skarbu Państwa lub gminy. Przykładowo, jeśli ktoś sprzeda mieszkanie, ale ma jeszcze drugie – kupione wcześniej jako inwestycję pod wynajem – nie skorzysta już z ulgi mieszkaniowej. Może ją jednak zachować, jeśli w ciągu trzech lat od zakupu nowego przekaże ten drugi lokal np. swoim dzieciom – mówi Katarzyna Siwiec, radca prawny i doradca podatkowy.

Wyjątki, które uprawniają do ulgi

Przewidziano jednak kilka wyjątków, w których podatnik będzie właścicielem lub współwłaścicielem nieruchomości mieszkalnej ale nadal będzie mógł skorzystać z ulgi. Mianowicie, do liczby posiadanych nieruchomości nie będą wliczane:

  • mieszkania odziedziczone w spadku,
  • jedna nieruchomość objęta wspólnością majątkową małżeńską,
  • udziały mniejsze niż 50% we współwłasności.

Nie chodzi o to, by karać ludzi, którzy odziedziczyli mieszkanie po rodzicach czy są współwłaścicielami niewielkiego udziału. Intencją ustawodawcy jest raczej to, by ulga przestała być instrumentem dla osób traktujących mieszkania jako towar – wyjaśnia Katarzyna Siwiec, radca prawny i doradca podatkowy. To rozwiązanie ma charakter łagodzący i pozwoli w niektórych przypadkach utrzymać ulgę, o ile darowizna jest rzeczywista. Nie sądzę jednak, by prowadziło do masowych nadużyć, jak może się wydawać, bo krąg uprawnionych do darowizn został ograniczony, a Urząd Skarbowy będzie to dokładnie sprawdzał – dodaje ekspertka.

Warto przypomnieć, że zgodnie z obowiązującymi przepisami (art. 10 ust. 1 pkt 8 ustawy o PIT) sprzedaż mieszkania po pięciu latach od jego nabycia jest i tak zwolniona z podatku dochodowego. Ulga mieszkaniowa pozwala jednak uniknąć zapłaty podatku również przy wcześniejszej sprzedaży – pod warunkiem, że środki zostaną przeznaczone na własne cele mieszkaniowe.

Kto zyska, a kto straci

– Zmiany mają charakter profiskalny, ale także porządkujący – ocenia Katarzyna Siwiec. – W praktyce to powrót do pierwotnego sensu ulgi, czyli wsparcia tych, którzy rzeczywiście zaspokajają swoje potrzeby mieszkaniowe. Znaczenie w ograniczeniu interpretacji ma tu także zmiana brzmienia przepisów – zamiast pojęcia „na cele mieszkaniowe” wprowadzono określenie „na zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych”, co jednoznacznie wskazuje, komu ulga ma służyć.

Najbardziej dotknięci zmianami będą inwestorzy i tzw. flipperzy, którzy kupowali mieszkania w celach zarobkowych i wykorzystywali ulgę do unikania podatku. Rząd zakłada, że nowe przepisy zniechęcą do masowego obrotu nieruchomościami i zmniejszą spekulację na rynku mieszkaniowym. Z ulgi będą mogli natomiast nadal korzystać ci, którzy sprzedają jedno mieszkanie, by kupić inne dla siebie lub odziedziczyli nieruchomość i nie posiadają innego lokalu.

Wejście w życie

Projekt jest na etapie konsultacji społecznych, a Ministerstwo Finansów zakłada, że nowe przepisy miałyby wejść w życie 1 stycznia 2026 roku, więc żeby było to możliwe, ustawa musi zostać uchwalona przez Sejm i podpisana przez prezydenta w najbliższym czasie, najpóźniej do 30 listopada.

Inwestorzy wracają nad Bałtyk. Korekta cen powoduje wzrost zainteresowania apartamentami

Korekta cen nadmorskich nieruchomości. „Ceny transakcyjne już nie tak gigantyczne”.

– Ceny nieruchomości nad Bałtykiem już dwa-trzy lata temu osiągnęły punkt krytyczny i nie ma zaskoczenia w tym, że był moment, że inwestorzy uznawali np. Hiszpanię czy Cypr za ciekawsze destynacje do inwestowania. Teraz widzimy powrót do pytań o nieruchomości nad Bałtykiem. Co ciekawe, to nie tylko kwestia posiadania nieruchomości pod inwestycje, ale także pod własny użytek. Takich pytań mamy więcej od Polaków niż Niemców, a to również ciekawa zmiana – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Modna nadmorska hybryda. Apartamenty na sprzedaż, ale póki nie ma klienta to są wynajmowane

Korekta cen nadbałtyckich nieruchomości jest koniecznością – inwestorzy zdają się być tego świadomymi. Dowodem jest spadek cen nawet w największych miejscowościach nadmorskich i aktywny marketing zmierzający do pozyskania kupców lub najemców długoterminowych, choć co oczywiste, w miejscowościach nadmorskich nie jest to proste.

Korekta jest konieczna, bo inwestorzy są świadomi, że sprzedawanie apartamentów w cenie powyżej 40 tysięcy złotych za metr kwadratowy nie będzie prostą sprawą.

– Inwestorzy wpadli w pewną pułapkę: ceny ziemi były bardzo wysokie, a jednocześnie dookoła rosły nowe inwestycje, co zachęcało do inwestowania. Powstało wiele nowych inwestycji, ich ceny biły rekordy, a sprzedaż nie dorównywała oczekiwaniom. Spotykaliśmy się z sytuacjami, że klienci planujący inwestycje planowali zakupy na Cyprze, w Bułgarii czy wcześniej w Hiszpanii pokazując jednocześnie, że ceny apartamentu nad Morzem Śródziemnym były bardzo podobne do tych nad Bałtykiem – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Jak radzili sobie inwestorzy i właściciele apartamentów nad Bałtykiem?

– Świetnie sprawdziła się formuła hybrydowa. Apartamenty są na sprzedaż, ale jednocześnie, gdy nie ma chętnych to są wynajmowane klientom na pobyty krótkoterminowe. Taka formuła sprawdza się z powodzeniem np. w Międzyzdrojach, Pobierowie, Kołobrzegu czy Świnoujściu. Obiekty generują bieżące przychody, zarabiają na swoje utrzymanie, a jednocześnie wciąż są oferowane na sprzedaż – przyznaje Mirosław Król.

W przypadku takiego „hybrydowego modelu” właściciel może pozwolić sobie na to, by nie obniżać ceny apartamentu. Eksperci zauważają jednak, że korekta cen nad Bałtykiem jest widoczna – szczególnie w przypadku cen transakcyjnych.

Świnoujście najdroższe, Międzyzdroje goni. „Klienci z Polski, Niemiec i z Czech”

Jak prezentują się obecnie ceny nieruchomości w zachodniopomorskim pasie nadmorskim? Eksperci przestrzegają, by nie kierować się uśrednionymi cenami, bo te mogą być nieadekwatne do sytuacji na rynku.

– Przykładowo w Świnoujściu znajdziemy w pasie nadmorskim ceny powyżej 40 tysięcy złotych za metr kwadratowy, ale znajdziemy też standardowe mieszkania w blokach i kamienicach za 9-10 tysięcy złotych. Tutaj jednak mamy po prostu normalne mieszkanie, a nie luksusowy apartament turystyczny. Świnoujście jest najdroższe. Widzimy także, że Kołobrzeg spada z drugiego miejsca goniony przez coraz nowocześniejsze Międzyzdroje. Tam uśrednione ceny mogą przekraczać 20 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Co ciekawe, to właśnie o Międzyzdroje czy Ustronie Morskie coraz częściej pytają klienci planujący zakupy apartamentów nad morzem – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Wśród klientów dominują Polacy i ich cel jest głównie inwestycyjny, ale wciąż nie brakuje klientów z Niemiec czy z Czech. Oczywiście niemiecki kryzys gospodarczy odbija się na tym, że skłonność inwestorów z tego kraju do brawury finansowej jest mniejsza, ale to nadal jest dominujący klient na luksusowe nieruchomości nad morzem poza Polakami – mówi Mirosław Król.

Kurorty nadmorskie mogą liczyć na gości przez cały rok, stąd też wiele pytań inwestycyjnych trafia do biur nieruchomości nie tylko wiosną i latem, ale także jesienią i zimą. Zwykle negocjacje przy zakupie mieszkania nad morzem trwają tygodniami, stąd też inwestorzy mający zamiast wiosną rozpocząć działalność nad Bałtykiem to właśnie zimą zaczynają wybór atrakcyjnych lokalizacji.

Indie wyprzedzają Chiny – polski biznes nie może przespać tej szansy

Według raportu OECD, Indie staną się w latach 2025–2026 najszybciej rozwijającą się gospodarką świata – wyprzedzając nie tylko Chiny, ale też całą Grupę G20. Podczas gdy Zachód zmaga się ze spowolnieniem, ekonomiczny punkt ciężkości globalnej gospodarki przesuwa się w stronę Azji i Globalnego Południa. To wyraźny sygnał, że polskie firmy powinny podjąć aktywniejsze działania i spojrzeć na Indie – zarówno jako kierunek ekspansji, jak i źródło kapitału.

OECD: Indie liderem światowego wzrostu

Z raportu OECD (Organisation for Economic Co-operation and Development) wynika, że Indie w kolejnych dwóch latach będą rozwijać się w tempie ponad 6,5% rocznie – szybciej niż Chiny i znacznie powyżej średniej dla krajów G20 (ok. 2,9%). Eksperci nie mają wątpliwości: Indie są dziś jednym z najważniejszych motorów światowej gospodarki, a ich rosnąca rola geopolityczna i ekonomiczna przyciąga uwagę największych graczy.

– Indie są dziś gigantem – dynamiczne, ambitne, z jasno określoną wizją rozwoju. Dla polskiego biznesu to moment, którego nie można przegapić – mówi dr Judyta Latymowicz, partnerka w kancelarii LEGALLY.SMART i ekspertka ds. relacji z Indiami.

Globalni giganci inwestują miliardy

Rosnące zaufanie do indyjskiej gospodarki potwierdzają decyzje globalnych firm. Google zainwestuje 15 miliardów dolarów w rozwój sztucznej inteligencji i infrastruktury danych w Indiach, a amerykański gigant farmaceutyczny Eli Lilly ogłosił miliardową inwestycję w rozbudowę swoich zakładów produkcyjnych. Te przykłady pokazują, że Indie stają się centrum innowacji, technologii i nowoczesnej produkcji, a nie tylko rynkiem konsumenckim.

– Dla polskich przedsiębiorstw z branży produkcyjnej, technologicznej, OZE czy przetwórstwa przemysłowego – ale nie tylko – Indie to rynek o nieograniczonym potencjale. Jednocześnie coraz więcej indyjskich firm szuka partnerów w Europie – a Polska jest dla nich atrakcyjnym kierunkiem – podkreśla dr Latymowicz.

Polska: brama do Unii Europejskiej dla inwestorów z Indii

W ostatnich latach rośnie także aktywność indyjskich przedsiębiorstw w Europie. Dzięki położeniu w centrum kontynentu, dostępowi do rynku UE i dobrze rozwiniętemu sektorowi technologicznemu, Polska może stać się naturalnym hubem dla kapitału z Indii.

Dodatkowym atutem jest przyjazne środowisko biznesowe i duże doświadczenie polskich doradców w obsłudze biznesu międzykulturowego. Dzięki połączeniu kompetencji technologicznych i strategicznego położenia, Polska może stać się jednym z głównych europejskich partnerów Indii.

– Współpracując z indyjskimi firmami, widzimy, że Polska jest postrzegana jako stabilny partner i punkt wejścia do rynku unijnego. To duży potencjał, który coraz bardziej zaczyna się materializować – dodaje dr Latymowicz.

Na horyzoncie: umowa handlowa UE–Indie

Nowym impulsem dla rozwoju relacji gospodarczych może stać się również negocjowana umowa o wolnym handlu między Unią Europejską a Indiami. Porozumienie, nad którym prace toczą się od wielu lat, nigdy nie było bliższe finalizacji niż obecnie. Dlatego polskie firmy powinny jak najszybciej przyjrzeć się możliwościom, jakie oferuje rynek indyjski – bo w momencie zawarcia umowy trzeba będzie być już na niego przygotowanym, mieć zbudowane relacje i przemyślaną strategię działania. Indii nie można ignorować – co potwierdzają zarówno dane makroekonomiczne, jak i ostatnie inwestycje globalnych koncernów.

Rynek biurowy w Polsce 2025–2026: popyt stabilny, podaż najmniejsza od dekady

Międzynarodowa agencja doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na największych rynkach biurowych w Polsce po III kwartale 2025 roku. Aktywność najemców utrzymuje się na stabilnym poziomie. Z drugiej strony, deweloperzy są nadal bardzo ostrożni w rozpoczynaniu kolejnych inwestycji biurowych. Według prognoz w 2026 roku nowa podaż na rynku skurczy się o około połowę r/r.

Podaż: projekty w budowie nadal na niskim poziomie

Na koniec września 2025 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na największych rynkach biurowych wyniosły blisko 13 mln mkw. Sumaryczna wielkość oddanych projektów od początku roku była niska – niecałe 107 000 mkw., z czego większość, bo aż 83% dotyczyła stolicy.

Łącznie w Warszawie i w regionach w budowie pozostaje obecnie ok. 330 000 mkw., a dla porównania przed pandemią było to ok. 1,6 mln mkw., co najlepiej ilustruje ostrożność deweloperów wobec rozpoczynania nowych projektów. Ponadto w regionach obserwujemy przesuwanie terminów oddania inwestycji do użytku, co wynika ze świadomych strategii minimalizujących ryzyko – szczególnie w kontekście rosnących kosztów budowy i finansowania, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Wśród największych oddanych budynków w Warszawie znalazły się: The Bridge (47 000 mkw. – Ghelamco) oraz Office House (27 800 mkw. – Echo Investment). W miastach regionalnych skala ukończonych projektów była mniejsza, wśród nich możemy wyróżnić krakowski biurowiec Stella Office (9 900 mkw. – Grupa Zasada).

Według naszych szacunków w całym 2025 roku rynek biurowy powiększy się o niecałe 200 000 mkw., w 2026 roku prognozowana podaż znajdzie się na poziomie nieznacznie powyżej 100 000 mkw. Stabilizacja na poziomie 200 000 mkw. powinna nastąpić w latach 2027-2028, dodaje Ewa Derlatka-Chilewicz.

Popyt: stabilizacja na dobrym poziomie

Łączny popyt na rynkach biurowych w Polsce wyniósł na koniec września, trochę ponad 1 mln mkw. wynajętej powierzchni. Co ważne, aktywność najemców w regionach przewyższyła Warszawę i wyniosła 522 000 mkw., co oznacza 6% wzrost względem analogicznego okresu w 2024 roku.

Do osiągnięcia tak zadowalającego wyniku przyczynił się przede wszystkim wysoki poziom popytu w Krakowie w II kwartale tego roku. Wśród najbardziej aktywnych sektorów najemców możemy wyróżnić zwłaszcza branżę IT, ale też usługi i produkcję. To oni nadają ton rynkowi, a kolejne transakcje najmu zawierane przez te sektory odzwierciedlają dobrą kondycję polskiej gospodarki i silny rynek pracy, mówi Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

W strukturze transakcji w regionach dominują renegocjacje (54%), nowe umowy stanowią 36%, a ekspansje zaledwie 6%. Udział powierzchni zajmowanych przez właściciela wynosi 4%.

Pustostany i czynsze: pustostany zmierzają w kierunku malejącym, czynsze z potencjałem wzrostowym

Średni wskaźnik pustostanów w Polsce na koniec III kw. 2025 roku wyniósł 13,9%, co stanowi spadek o 0,1 p.p. względem II kw. 2025 roku oraz 0,2 p.p. względem września 2024 roku.

W stolicy wskaźnik niewynajęcia spadł o 1,1 p.p. względem poprzedniego kwartału i wyniósł 9,7%. W miastach regionalnych spadki w dostępności powyżej 1 p.p. zaobserwowano w Łodzi i Poznaniu, z kolei wzrosty dotyczyły Wrocławia i Krakowa. Wskaźnik pustostanów dla regionów pozostaje podwyższony i wynosi średnio 17,7%. Na wszystkich rynkach biurowych objętych analizą dostępna powierzchnia wyniosła 1,79 mln mkw., co oznacza około 2% spadek r/r, tłumaczy Vitalii Arkhypenko.

We wrześniu 2025 roku stawki „premium” za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-27,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-19,00 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach poza centralnych. Wzrosty czynszu zaobserwowano przede wszystkim w nowo oddawanych budynkach w Centrum.

W miastach regionalnych najlepsze biura w centrum były oferowane średnio w przedziale cenowym 14,00-17,50 EUR/ mkw./ miesiąc, jednocześnie stawki czynszu wyższe od średniej odnotowywane są w budynkach nowo oddawanych lub umiejscowionych w dobrych lokalizacjach.

Wyższe koszty budowy, wykończenia powierzchni oraz finansowania inwestycji nadal wywierają znaczący wpływ na kształtowanie polityki czynszowej projektów nowo budowanych. Wysokość czynszu w istniejących biurowcach pozostaje uzależniona od atrakcyjności budynku dla potencjalnych najemców oraz sytuacji na konkretnym rynku, podsumowuje Vitalii Arkhypenko.

Zmiany na rynku pracy tymczasowej nadchodzą szybciej, niż się spodziewamy

Praca tymczasowa, najczęściej kojarzona z uzupełnianiem zespołów w okresach pików produkcyjnych, logistycznych albo sprzedażowych tj. zbliżający się Black Friday czy okres przedświąteczny – dzisiaj przechodzi transformację i staje się jednym z głównych filarów rynku pracy. Międzynarodowe prognozy wskazują, że globalny rynek zatrudnienia tymczasowego może rosnąć w tempie od 4,5% do nawet ponad 6% rocznie, osiągając wartość niemal biliona dolarów do 2030 roku. Jak to wpłynie na rynek pracy, innowacje i transformacje w modelach zatrudnienia? – komentuje Edyta Kuczys, dyrektor sprzedaży Grupy Opteamic.

Transformacja generuje transformację

Według analityków Consegic Business Intelligence, globalny rynek pracy tymczasowej ma wzrosnąć z około 556 mld USD w 2024 r. do blisko 794 mld USD w 2032 r. Oznacza to średnioroczny wzrost (CAGR) na poziomie 4,6%. Z kolei eksperci z Verified Market Research przewidują jeszcze bardziej dynamiczny scenariusz – wzrost do 881 mld USD przy CAGR na poziomie 6,38 % w latach 2026–2032. Patrząc szerzej na rynek usług rekrutacji i zatrudniania pracowników tymczasowych, prognozy wskazują na wzrost rzędu 6,7% rocznie (wg MarketResearch).

– Na ten wzrost wpływa kilka kluczowych elementów. Konieczność szybkiej reakcji na zmiany rynkowe generuje potrzebę elastyczności w zatrudnianiu i w kosztach. To sprawia, że przedsiębiorstwa coraz chętniej sięgają po pracowników tymczasowych – komentuje Edyta Kuczys, dyrektor sprzedaży Grupy Opteamic. – Poza tym, technologia tak jak rozwój platform rekrutacyjnych, automatyzacja procesów i wykorzystanie sztucznej inteligencji w doborze  kandydatów znacząco przyspieszają i upraszczają procesy zatrudnienia. No i wreszcie globalizacja i mobilność pracy. Dzisiaj „granice zawodowe” praktycznie nie istnieją, a elastyczne formy zatrudnienia są coraz szerzej akceptowane zarówno przez firmy, jak i przez samych pracowników – mówi dyrektor sprzedaży Opteamic.

Zagrożeń też nie brakuje

Dane pokazują dynamiczny rozwój rynku pracy tymczasowej, ale należy też pamiętać, że te prognozy obarczone są pewnym ryzykiem. Spowolnienie gospodarcze i recesje w kluczowych regionach świata, a także rosnąca liczba regulacji prawa pracy mogą ograniczać swobodę działania agencji pracy i ich klientów. Przykładem mogą być chociażby zmiany prawa w Polsce – Ustawa z dnia 20 marca 2025 r. o rynku pracy i służbach zatrudnienia, która w znaczący sposób wpłynęła na zasady zatrudniania cudzoziemców czy też obowiązki i kontrolę pracodawców. Do tego dochodzi presja płacowa oraz wzrost kosztów pracy, które rzutują na ogólną rentowność produkcji czy usług.

– Z punktu widzenia naszego kraju, gdzie rynek pracy tymczasowej wciąż nie jest w pełni nasycony, pomimo zarejestrowanych ok. 8 tys. agencji pracy tymczasowej, globalne prognozy stanowią ważną wskazówkę w rozwoju tych usług jak też i biznesu uzależnionego od wszelkich fluktuacji rynkowych. Elastyczne zatrudnienie coraz częściej staje się częścią strategii stabilności kosztowej firm i sposobem na radzenie sobie z niedoborem kompetencji. To dobry moment, by inwestować w nowe technologie, budować kompetencje w obsłudze modeli elastycznych oraz rozwijać usługi oparte na jakości i partnerstwie – podkreśla Edyta Kuczys z Opteamic.

Elastyczność fundamentem odporności biznesu

Prognozowany wzrost rynku pracy tymczasowej to ważny sygnał, że elastyczność zatrudnienia staje się fundamentem organizacyjnej odporności. Dla agencji rekrutacyjnych, agencji pracy tymczasowej i dostawców outsourcingu procesowego to moment wejścia w zamianę – albo będą gotowe na „rozwojowy boom”, albo pozostaną z tyłu. Globalne badania rynku pracy tymczasowej i odczytane wnioski dla ścieżek rozwoju na lata 2025–2030 jasno pokazują, że elastyczne formy zatrudnienia mogą przejść z roli niszy do istotnego segmentu rynku szeroko pojętych usług HR. Nawet w scenariuszach umiarkowanych spodziewany CAGR globalny oscyluje wokół 4–5%, a przy scenariuszach optymistycznych sięgający 6–6,5%.

– Z pewnością rynek jest w dniu podjęcia ważnych decyzji – czy traktować pracę tymczasową jako dodatek, czy jako strategiczny obszar rozwoju. Z kolei agencje pracy tymczasowej, które dziś zainwestują w technologię, kompetencje, jakość usług i modele partnerstwa, znajdą się w gronie beneficjentów obecnej transformacji świata – podsumowuje Edyta Kuczys, dyrektor sprzedaży Grupy Opteamic.

Skeleton Technologies rozważa do 3 mld euro inwestycji w innowacje grafenowe w Polsce

0
  • Skeleton Technologies, europejski producent zaawansowanych superkondensatorów i systemów magazynowania energii opartych na unikalnej technologii skrzywionego grafenu, rozważa ekspansję i inwestycje w Polsce
  • Firma z portfela inwestycyjnego InnoEnergy wskazuje Polskę jako potencjalne centrum innowacji w obszarze infrastruktury dla AI i zaawansowanych materiałów
  • W Polsce Skeleton rozważa inwestycje o łącznej wartości do 3 miliardów euro. W efekcie kraj może stać się centrum innowacji bazujących na grafenie w Europie Środkowej

Skeleton Technologies z portfela inwestycyjnego InnoEnergy, europejskiego akceleratora technologii dla zrównoważonej energii rozważa inwestycje w budowę mocy przemysłowych w Polsce. Estońska firma z sektora zaawansowanej energetyki i obronności stawia na rozwój dwóch strategicznych obszarów. To infrastruktura dla sztucznej inteligencji oraz technologie obronne.

Polska oferuje ogromny potencjał i postrzegamy ten kraj jako coś znacznie więcej niż tylko lokalizację produkcji. To platforma startowa dla zupełnie nowych linii biznesowych i kluczowy filar naszego przyszłego rozwoju. Dzięki w pełni zintegrowanemu łańcuchowi wartości – od naszego unikalnego, zakrzywionego materiału grafenowego po kompletne systemy i oprogramowanie – budujemy dla Europy jej własną technologię magazynowania energii całkowicie niezależną od chińskich i amerykańskich komponentów – podkreśla Taavi Madiberk, prezes Skeleton Technologies.

Firma posiada już zakłady w Niemczech i Finlandii, ale poszukuje nowych lokalizacji w Europie Środkowej, szczególnie pod kątem ekspansji w obszarze infrastruktury AI. Zdaniem zarządu spółki Polska wyróżnia się między innymi dostępem do wykwalifikowanych inżynierów oraz aktywną polityką państwa wspierającą rozwój przemysłu obronnego.

– Polska ma szansę stać się centrum inwestycji w sztuczną inteligencję w regionie. Nasze inwestycje mogą wesprzeć ją w budowaniu tej pozycji – dodaje Taavi Madiberk.

Globalna technologia z europejskimi korzeniami

Skeleton Technologies, uznane przez tygodnik TIME za jedną z 30 najlepszych firm technologicznych w sektorze energii, jest jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się startupów w Europie. Oprócz InnoEnergy, wśród inwestorów spółki znajdują się m.in. Siemens oraz Marubeni, którego udziałowcem jest fundusz Berkshire Hathaway należący do Warrena Buffetta.

Spółka rozwija technologię superkondensatorów opartych na autorskiej technologii skrzywionego grafenu (curved graphene), które pozwalają na magazynowanie energii o bardzo dużej mocy, wysokiej sprawności i długiej żywotności. Rozwiązania te znajdują zastosowanie w centrach danych AI, transporcie publicznym, sieciach energetycznych oraz systemach obronnych – od laserów i pojazdów opancerzonych po systemy antydronowe. Skeleton dostarcza również technologie dla infrastruktury krytycznej i współpracuje z globalnymi koncernami, takimi jak Thales, w zakresie mikrosieci wojskowych i zasilania systemów obronnych.

Polska centrum nowoczesnego przemysłu

Skeleton prowadzi już w Polsce działalność, dostarczając superkondensatory dla sektora energetycznego i transportowego. Współpracuje m.in. z ZPUE oraz Medcom, realizując dostawy dla kolejowych magazynów energii o mocy 200 MW rocznie, umożliwiających odzyskiwanie energii podczas hamowania pociągów.

Spółka zamierza wzmocnić swoją obecność w tym kraju. Jest zainteresowana inwestycjami w obszarach infrastruktury dla sztucznej inteligencji, z uwzględnieniem budowy własnych centrów danych AI oraz rozwoju działalności w zakresie neocloud i usług typu GPU-as-a-service. Skeleton patrzy też na Polskę jako potencjalną lokalizację zakładu produkcyjnego dedykowanego swoim produktom dla branży AI. Dodatkowo analizuje możliwości inwestycji w rozwój i produkcję zaawansowanych materiałów. Wszystkie rozważane w Polsce inwestycje mogą pochłonąć łącznie do 3 mld euro.

Plany Skeleton wpisują się w strategię InnoEnergy, której celem jest uczynienie z Polski jednego z kluczowych centrów przemysłowych Europy. Unijna firma inwestycyjna realizuje ją w ramach koncepcji Polish Industrial Cluster, łączącej przemysł, uczelnie i inwestorów.

Mikołaj Budzanowski, CEO w InnoEnergy CE
Mikołaj Budzanowski, CEO w InnoEnergy CE

– Polska jest jednym z kluczowych rynków w Europie – tu spotykają się przemysł, nauka i finansowanie. Jej awans do G20 to nie tylko wizerunkowy sukces. To przede wszystkim zobowiązanie do dalszej wytężonej pracy i do wykonania kolejnego skoku rozwojowego opartego o wysokie technologie. Nasz kraj powinien stać się centrum innowacji grafenowych w regionie i inwestycje Skeleton mogą tę wizję urzeczywistnić – mówi Mikołaj Budzanowski, prezes InnoEnergy Central Europe.

Według zapowiedzi InnoEnergy, do 2030 roku inwestycje w spółkach portfelowych sięgną 100 mld euro, z czego co najmniej 500 mln euro do 2027 roku zostanie przeznaczone na rozwój krajowych klastrów przemysłowych.

– Budowa europejskiej autonomii technologicznej wymaga tworzenia własnych, konkurencyjnych rozwiązań, takich jak technologie rozwijane przez Skeleton, zapewniające Europie niezależność energetyczną i strategiczną – dodaje Budzanowski.

Efekt domina w chmurze. Awarie AWS potwierdzają konieczność strategii 3-2-1

Ponad 11 milionów zgłoszeń o niedziałających usługach i aplikacjach na całym świecie odnotował serwis Downdetector podczas kilkunastogodzinnej awarii Amazon Web Services (AWS). Przestoje dotknęły takie platformy jak Zoom, Slack, Jira, Canva czy Snapchat, z których korzystają miliony użytkowników i firm. To pokazuje, jak bardzo współzależna jest dzisiejsza cyfrowa gospodarka i jak kluczową rolę w jej funkcjonowaniu odgrywają centra danych. Potwierdza to badanie Kingston, w którym polscy operatorzy tych obiektów wskazali, że jednym z najważniejszych czynników wpływających na ich rozwój jest rosnące zapotrzebowanie na usługi chmurowe.

W Europie na początku 2025 r. działało już ok. 3 tysiące centrów danych. Największymi ośrodkami pozostają Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż i Dublin (tzw. FLAPD), ale coraz większą rolę zaczynają odgrywać inne rynki, w tym również Polska. Według raportu Newmark szacowana wartość europejskiego rynku data center to 113 mld euro, a jego zapotrzebowanie na energię elektryczną do 2035 roku ma wzrosnąć do 236 TWh (w porównaniu z 96 TWh w 2024 r.). Będzie to stanowić aż 5,7% całkowitego zużycia energii w Unii Europejskiej, które już obecnie przekłada się na realne wyzwania dla centrów danych. Jak wynika z badania Kingston, aż 80% operatorów tych obiektów wskazuje na rosnące ceny energii jako główny problem w zapewnieniu ich stabilnego działania, a 70% na wysokie koszty modernizacji infrastruktury.

Z badania wynika również, że 60% operatorów centrów danych korzysta z infrastruktury on-premise, czyli w pełni zarządzanej wewnętrznie. Działając w tym modelu zachowują oni pełną kontrolę nad każdą warstwą środowiska IT. Jednak jak wskazują badani, coraz większy wpływ na rozwój tych obiektów mają usługi chmurowe oraz potrzeba migracji do rozwiązań hybrydowych (łączących model on-premise z chmurą).

Efekt domina w cyfrowej sieci

Awarie globalnych centrów danych, usług oraz aplikacji (jak te związane z AWS), a także problemy z siecią energetyczną, w tym głośny blackout na Półwyspie Iberyjskim, pokazują jak zaawansowany i kruchy jest system cyfrowych współzależności. Zawodność jednego ogniwa może uruchomić efekt domina i sparaliżować działalność tysięcy firm w tym samym momencie.

Niezależnie od tego czy awaria wynika z błędu technicznego, cyberataku czy przerwy w dostawie energii, jej skutkiem może być utrata dostępu do danych i przestoje operacyjne. To z kolei przekłada się na trudności w świadczeniu usług, utratę reputacji oraz realne straty finansowe, które mogą dotknąć zarówno światowych gigantów, jak i mniejsze przedsiębiorstwa.

Backup danych filarem odporności systemów IT

Jak podkreśla ekspert firmy Kingston, w trosce o zapewnienie ciągłości operacyjnej firmy powinny szczególnie chronić swoje kluczowe zasoby informacyjne, tworząc kopie zapasowe odseparowane od chmury. Dzięki temu zadbają nie tylko o bezpieczeństwo danych, ale również zminimalizują ryzyko przestojów.

Skuteczna strategia tworzenia backupu to klucz do zapewnienia wysokiej dostępności systemów IT. Kopie zapasowe chronią przedsiębiorstwa nie tylko przed awariami zasilania, błędami ludzkimi czy skutkami ataków ransomware, ale również przed przestojami infrastruktury chmurowej. Najskuteczniejsza w tym zakresie pozostaje metoda 3-2-1, oznaczająca wykonywanie trzech kopii danych, na dwóch różnych nośnikach, w tym jednej odizolowanej od sieci – wskazuje Robert Sepeta, Business Development Manager w firmie Kingston.

Budowę skutecznej strategii backupu warto rozpocząć od identyfikacji kluczowych danych, regularnego testowania procedur odzyskiwania danych oraz planowania lokalizacji przechowywania kopii. W ten sposób firmy mogą zwiększyć swoją odporność i uniknąć paraliżu – nawet, gdy zawiedzie infrastruktura, z której korzysta większość podmiotów na świecie.

O badaniu

Badanie „Rynek centrów danych w Polsce” zostało zrealizowane w styczniu 2025 r. metodą CATI przez ośrodek Biostat na zlecenie firmy Kingston. Ankietą objęto dwudziestu decydentów IT z obiektów data center w Polsce.

Źródła:

Raport Newmark: https://www.nmrk.com/insights/thought-leadership/2025-data-center-site-selection-dynamics-in-europe

Post Downdetector w serwisie x.com: https://x.com/downdetector/status/1980319138938790041/photo/1

Europa w stagnacji, Polska na tle regionu przyspiesza. EY prognozuje 3,3% wzrostu PKB w 2025 r.

Sierpniowa umowa handlowa UE–USA przyniosła rynkom pewną ulgę, jednak nie wpłynęła znacząco na szacunki jak cła wpłyną na gospodarkę. Choć udało się uniknąć wojny celnej, europejskie ożywienie gospodarcze pozostaje płytkie i nierównomierne. Według najnowszego EY European Economic Outlook, wzrost PKB w strefie euro w 2025 r. wyniesie 1,3%, a w 2026 r. spowolni do 1,1%. Polska wyróżnia się na tym tle – nasz kraj utrzymuje stabilne tempo wzrostu na poziomie 3,3% w 2025 r. i 3,4% w 2026 r., mimo rosnących napięć politycznych i fiskalnych.

W pierwszej połowie 2025 r. gospodarka europejska była pod silnym wpływem polityki celnej USA. Najpierw wzrost PKB przyspieszył, bo amerykańskie firmy zwiększyły import przed wprowadzeniem ceł, po czym spowolnił, gdy popyt z USA osłabł. Z wyjątkiem Irlandii, wzrost pozostał jednak dość niski, zbliżony do odnotowanego w 2024 roku. W warunkach podwyższonych ceł, oczekiwania na drugie półrocze pozostają ostrożne.

Prognozowany wzrost w 2025 roku pozostaje silnie zróżnicowany: Irlandia (+11,8%) i Hiszpania (+2,8%) notują dobre wyniki, podczas gdy Niemcy (0,2%) i Włochy (0,5%) balansują na granicy stagnacji.

Na tym tle Polska utrzymuje stabilne tempo wzrostu. Zespół Analiz Ekonomicznych EY przewiduje, że w 2025 r. wzrost wyniesie 3,3%. W kolejnych latach będzie to odpowiednio 3,4% (2026) i 2,5% (2027). Obecną sytuację napędzają wydatki konsumpcyjne (+3,0–3,4% r/r), wspierane wzrostem realnych płac i poprawą nastrojów konsumenckich. Wyzwaniem pozostaje rosnący deficyt, który w latach 2025-2026 osiągnie roczny poziom 6,5-7,0%. W efekcie do 2028 r. dług publiczny może przekroczyć poziom 70% PKB.

– Polska rozwija się w oparciu o popyt wewnętrzny. Silna konsumpcja prywatna i wydatki publiczne kompensują słabość inwestycji prywatnych. Te powoli się odbudowują po spadku z końca 2024 roku. Wsparciem są fundusze z Krajowego Planu Odbudowy oraz wydatki obronne. Kluczowym wyzwaniem na zbliżające się lata pozostanie zaś sytuacja finansów publicznych – komentuje Marek Rozkrut, Partner EY, Lider Zespołu Analiz Ekonomicznych oraz Główny Ekonomista EY na Europę i Azję Środkową.

Inflacja pod kontrolą

W strefie euro inflacja ustabilizowała się na poziomie 2,0–2,1%, a inflacja bazowa na 2,3-2,4%, napędzana głównie przez ceny usług. Zespół Analiz Ekonomicznych EY prognozuje, że inflacja spadnie do 1,8% w 2026 r., a następnie lekko odbije w 2027 r. w wyniku rozszerzenia systemu ETS.

W Polsce presja cenowa wyraźnie osłabła. Inflacja bazowa spadła do 3,3% w III kwartale 2025 r., a inflacja ogółem za cały rok wyniesie według prognoz 3,9%, aby następnie spaść do poziomu 2,3% w 2026 r., co oznacza powrót do celu NBP. Główne czynniki antyinflacyjne to silny złoty, niższe ceny energii oraz spowolnienie dynamiki płac.

Na tle regionu Polska wyróżnia się pozytywnie. W Rumunii inflacja przekracza 8%, a w Czechach i na Węgrzech utrzymuje się powyżej 4%.

Łagodzenie polityki pieniężnej nabiera tempa

Polityka pieniężna nadal jest zróżnicowana pomiędzy bankami centralnymi, choć kierunek zmian stóp procentowych pozostaje niezmienny – w dół. Europejski Bank Centralny obniżył stopę depozytową do 2,0% i zespół Analiz Ekonomicznych EY prognozuje utrzymanie jej na tym poziomie w najbliższych latach, choć dalsze obniżki są możliwe, jeśli wzrost PKB lub inflacja będą niższe od oczekiwań. Fed wznowił cykl obniżek, obecnie stopy wynoszą 4,00–4,25%, a NBP zredukował stopy do 4,5%, z prognozą dalszych obniżek.

– Oczekujemy, że Rada Polityki Pieniężnej obniży stopy do 4,0% na początku 2026 r., a następnie wstrzyma cykl, czekając na rozwój sytuacji inflacyjnej. Kolejne redukcje łącznie o 50 pb mogą nastąpić dopiero w 2027 r., gdy wzrost popytu zacznie słabnąć – deklaruje Maciej Stefański, starszy ekonomista w Zespole Analiz Ekonomicznych EY.

Porozumienie handlowe: mniej ryzyka, ale niewiele zysków

Zawarta w sierpniu 2025 r. umowa handlowa między UE a USA ograniczyła skalę napięć, które od początku roku wpływały na globalny handel. Strony ustaliły limit ceł na poziomie 15% dla większości towarów, unikając eskalacji do 30–50% stawek. Utrzymano jednak 50-procentowe taryfy na stal i aluminium, co wciąż obciąża przemysł ciężki. Niektóre produkty, w tym samoloty, leki generyczne i niektóre surowce naturalne, zostały zwolnione z opłat.

– Porozumienie ogranicza niepewność na rynkach europejskich, ale nie zmienia zasadniczo naszych oczekiwań dotyczących wpływu ceł na gospodarkę. Nadal przewidujemy, że cła obniżą wzrost PKB w UE o około 0,5 pkt proc. w 2026 r. w stosunku do scenariusza bez ceł – mówi Maciej Zdrolik, starszy ekonomista w Zespole Analiz Ekonomicznych EY.

Polska, mimo że nie jest w znaczącej skali narażona na amerykańskie cła, odczuwa skutki pośrednie – zwłaszcza poprzez niemiecki przemysł motoryzacyjny i maszynowy, w których jest ważnym poddostawcą. Zespół Analiz Ekonomicznych EY szacuje, że wzrost PKB w Polsce będzie w 2026 r. o 0,3 pkt proc. niższy niż byłby w scenariuszu bez podwyższonych ceł.

Ryzyka geopolityczne i strukturalne rosną

Pomimo złagodzenia napięć handlowych, ryzyka strukturalne w Europie pozostają znaczące. EY prognozuje wzrost PKB w strefie euro w 2025 r. o 1,3%, a w 2026 r. niewielkie spowolnienie do 1,1%. Poprawy należy spodziewać się w kolejnych latach – w 2027 r. prognozowany wzrost wynosi 1,6%, a w 2028 r. – 1,8%. Przyspieszeniu sprzyjać będzie ekspansja fiskalna w Niemczech oraz częściowe wygasanie negatywnych efektów polityki celnej USA.

Wysokie koszty energii, aprecjacja euro, nasilająca się konkurencja ze strony Chin i niski wzrost produktywności mogą jednak prowadzić do dalszej utraty konkurencyjności europejskiego przemysłu. W takim scenariuszu wzrost PKB może być niższy od oczekiwań, zwłaszcza jeśli nie przyspieszą inwestycje w technologie, cyfryzację i transformację energetyczną.

– Europa weszła w fazę stabilności bez znaczącego przyspieszenia. Ryzyka krótkoterminowe zmalały, ale wzrost pozostaje ograniczony. Polityka pieniężna jest łagodna, inflacja pod kontrolą, a rynki pracy – stabilne. Choć oczekujemy, że wzrost od przyszłego roku stopniowo przyspieszy, m.in. za sprawą ekspansji fiskalnej w Niemczech, bilans ryzyka dla wzrostu jest negatywny – podsumowuje Marek Rozkrut.

Brak kompetencji pracowników największą barierą dla wdrożeń CI/CD i DevOps

Praktyki CI/CD (Continuous Integration / Continuous Delivery) i DevOps znajdują się obecnie w pierwszej piątce obszarów, w których firmy wykorzystują oprogramowanie open source. W badaniach z 2025 rok odpowiedź tę wskazało 52 proc. specjalistów – więcej niż w przypadku sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego (41 proc.) czy cyberbezpieczeństwa (36 proc.)[1]. Jednocześnie co szósta osoba wskazała otwarte technologie CI/CD jako aspekt, dzięki któremu organizacja odniosłaby największe korzyści[2]. Dane pokazują więc, że połączenie ciągłej integracji i ciągłego dostarczania jest jednym z najważniejszych elementów strategii rozwoju firm. Dlaczego więc część z nich nie decyduje się na wdrożenie tych praktyk?

Konkurencyjność i niezawodność, czyli po co firmom CI/CD?

Istotą praktyk CI/CD jest automatyzacja procesów integracji zmian wprowadzanych w kodzie i dostarczania oprogramowania do środowiska produkcyjnego. Działanie to ma na celu zwiększenie efektywności podczas wytwarzania i ulepszania oprogramowania. Zmiany wprowadzane w kodzie są automatycznie testowane, co z jednej strony ogranicza ryzyko potencjalnych błędów i awarii, z drugiej zaś – pozwala na szybsze dostarczenie gotowego rozwiązania użytkownikom. Jak wskazuje Radosław Żak-Brodalko, Enterprise Architect z Linux Polska, praktyki CI/CD są zatem istotne zarówno z technologicznego, jak i biznesowego punktu widzenia.

Praktyki CI/CD i DevOps przyspieszają aktualizację istniejących i wdrożenie nowych produktów na rynek, przy jednoczesnej poprawie ich jakości. Wpływa to na wzrost zadowolenia klientów i zwiększenie konkurencyjności firmy na rynku. Wewnątrz organizacji zauważalne jest usprawnienie realizacji poszczególnych zadań i poprawa współpracy między zespołami. Wszystko to w połączeniu z redukcją czasu potrzebnego do zaprojektowania i wdrożenia nowych rozwiązań oznacza sporą redukcję kosztów. Jednak, aby osiągnięcie tych korzyści było możliwe, konieczne jest stworzenie strategii implementacji CI/CD. Etap ten powinna poprzedzać analiza aktualnych procesów wytwórczych, specyfiki organizacji i jej celów biznesowych, a także barier i wyzwań. Dopiero na tej podstawie możliwy jest wybór odpowiednich narzędzi oraz obszarów, które wymagają automatyzacji – dodaje Radosław Żak-Brodalko, Linux Polska.

Droga do wdrożenia praktyk CI/CD nie jest prosta

Organizacje wskazują na kilka barier na drodze do wdrożenia CI/CD. Główną jest brak doświadczenia i umiejętności pracowników, co podkreśla ponad 45 proc. badanych. Spore wyzwanie stanowią także kwestie techniczne, w tym instalacja, konfiguracja i modernizacja stosowanych rozwiązań (39 proc. odpowiedzi) oraz nadążanie za poprawkami i aktualizacjami (35 proc.). Problematyczne okazują się ponadto niedobory kadrowe (28 proc. wskazań) i skalowalność (21 proc.)[3].

Paradoksalnie trudności wynikające z braku doświadczenia zespołu są zdecydowanie częściej wskazywane przez reprezentantów największych organizacji, liczących ponad 5 tys. pracowników (50 proc. odpowiedzi) niż w początkujących startupach (34 proc.)[4]. Tomasz Dziedzic, CTO Linux Polska, wyjaśnia, że wielkość firmy faktycznie ma spore znaczenie dla powodzenia nowej strategii w zakresie wytwarzania oprogramowania.

Wdrożenie praktyk CI/CD prawie zawsze jest procesem czasochłonnym. Im większa organizacja, tym trudniejsza pod względem technicznym jest zmiana. Wynika to z faktu, że stosowanie praktyk CI/CD wymaga zaangażowania wielu osób pracujących w różnych działach – od programistów, przez testerów, aż po administratorów systemów. Wprowadzenie rewolucji w dotychczasowych procesach, przygotowanie zespołu na zmiany, a także konieczność usprawnienia współpracy między różnymi działami to zadania, których realizacja siłą rzeczy będzie trudniejsza w większych organizacjach. Wyzwania pojawiają się jednak wcześniej. Mowa między innymi o kwestiach technicznych – zaprojektowanie i wdrożenie rozwiązań IT oraz ich integracja ze złożoną infrastrukturą są zwykle bardziej skomplikowane w dużych, rozwiniętych firmach. Nie bez znaczenia jest również aspekt decyzyjności – analiza i zatwierdzanie zmian trwa w takim przypadku dłużej – tłumaczy Tomasz Dziedzic, Linux Polska.

Jak firmy planują radzić sobie z brakami?

Część organizacji zdaje sobie sprawę z konieczności nadrobienia strat w zakresie CI/CD. Wśród nich najwięcej (66 proc.) jest takich, które w 2025 roku planują zwiększyć kompetencje i kwalifikacje obecnych pracowników[5]. Zatrudnienie nowych specjalistów planuje 21 proc. firm, a skorzystanie z usług konsultantów – 13 proc. Jak podkreśla Kamil Kwiatkowski, Senior Solutions Architect w Linux Polska, poszerzanie wiedzy i umiejętności pracowników jest niezbędne do osiągnięcia sukcesu, jednak właściciele i managerowie muszą również zadbać o promocję rozwiązań CI/CD w organizacji.

Praktyki CI/CD oznaczają zmianę w zakresie funkcjonowania firmy i realizacji codziennych zadań. W przypadku zespołów przyzwyczajonych do obecnej kultury organizacyjnej może to być sporym wyzwaniem. Dlatego konieczne jest zadbanie o promocję nowego podejścia w całej organizacji, a także zaangażowanie pracowników w każdy etap procesu zmiany. Szkolenia merytoryczne również są bardzo ważne. Wiedza na temat wdrażanych technologii i narzędzi, optymalizacji i automatyzacji procesów CI/CD, a także dotyczącego nowego podejścia w rozwiązywaniu problemów sprawi, że zespoły będą czuły się pewniej z nową rzeczywistością organizacyjną – dodaje Kamil Kwiatkowski, Linux Polska.

Brak doświadczenia jest główną barierą na drodze do wdrożenia CI/CD w organizacjach. Lukę kompetencyjną można jednak uzupełnić poprzez skorzystanie z pomocy zewnętrznych ekspertów i poszerzanie kompetencji pracowników.

[1] Linux Foundation, Canonical, 2025, Open Source as Europe’s Strategic Advantage,

[2] Linux Foundation, Canonical, 2025, Open Source as Europe’s Strategic Advantage,

[3] OpenLogic, Open Source Initiative, Eclipse Foundation, 2024 State of Open Source Report

[4] OpenLogic, Open Source Initiative, Eclipse Foundation, 2024 State of Open Source Report

[5] Linux Foundation, 2025, State of Tech Talent

Magazyny w strefach przemysłowych – co oferują i dla kogo są przeznaczone

Strefy przemysłowe, często postrzegane jako odległe, peryferyjne obszary zdominowane przez kominy fabryk, w rzeczywistości stanowią tętniące życiem serce nowoczesnej gospodarki. To tutaj koncentrują się kluczowe operacje logistyczne, produkcyjne i dystrybucyjne, a nowoczesne magazyny odgrywają rolę centralnych punktów w globalnym łańcuchu dostaw. 

Nie są to już proste hale do składowania towarów; to zaawansowane technologicznie centra operacyjne, które decydują o konkurencyjności wielu przedsiębiorstw. Zrozumienie ich potencjału, specyfiki i ukrytych kosztów jest kluczowe dla firm z każdego sektora.

Dlaczego lokalizacja jest fundamentem?

Wybór lokalizacji magazynu to decyzja o fundamentalnym znaczeniu strategicznym, która wykracza daleko poza sam koszt najmu metra kwadratowego. Strefy przemysłowe są projektowane z myślą o maksymalnej efektywności operacyjnej, a ich usytuowanie jest starannie planowane. 

Kluczowym czynnikiem jest dostęp do rozwiniętej infrastruktury transportowej. Bliskość autostrad, takich jak A2 łącząca wschód z zachodem, czy A4 na południu kraju, radykalnie skraca czas transportu. Coraz większą rolę odgrywają również terminale intermodalne, które umożliwiają płynne przełączanie ładunków między transportem drogowym a kolejowym, optymalizując koszty na długich dystansach.

Równie istotna jest bliskość rynków zbytu oraz dostępność wykwalifikowanej siły roboczej. Aglomeracje miejskie zapewniają jedno i drugie, dlatego tak dynamicznie rozwijają się rynki takie jak magazyny do wynajęcia w Warszawie, które łączą potencjał ogromnego rynku konsumenckiego z dostępem do kapitału ludzkiego. Nie można jednak pominąć jeszcze jednego aspektu – Specjalnych Stref Ekonomicznych (SSE). Lokalizacja magazynu lub zakładu produkcyjnego w SSE często wiąże się ze znaczącymi ulgami podatkowymi i innymi zachętami inwestycyjnymi, które mogą być decydującym czynnikiem dla rentowności projektu.

Anatomia nowoczesnego magazynu – techniczne aspekty klasy A

Współczesny magazyn klasy A to zaawansowany ekosystem, a nie tylko zadaszona przestrzeń. Dla potencjalnego najemcy znajomość kluczowych parametrów technicznych jest niezbędna do oceny, czy dany obiekt faktycznie odpowiada jego potrzebom operacyjnym.

  • Wysokość składowania: Standardem w nowych obiektach jest wysokość netto wynosząca 10-12 metrów. Pozwala to na wykorzystanie wysokich systemów regałowych i maksymalizację pojemności magazynu w przeliczeniu na metr kwadratowy posadzki.
  • Nośność posadzki: Zazwyczaj wynosi ona 5 ton na metr kwadratowy (5 T/m²), co jest wystarczające dla większości operacji. Jednak firmy składujące ciężkie towary lub używające specjalistycznego sprzętu muszą weryfikować ten parametr ze szczególną uwagą.
  • Siatka słupów: Rozstaw słupów konstrukcyjnych, np. 12×24 m, bezpośrednio wpływa na elastyczność aranżacji wnętrza i planowanie korytarzy roboczych dla wózków widłowych.
  • Doki i bramy: Niezbędne są doki hydrauliczne z fartuchami uszczelniającymi, które pozwalają na sprawny i bezpieczny załadunek oraz rozładunek naczep. Dodatkowo, bramy z poziomu „0” umożliwiają wjazd do wnętrza hali mniejszym pojazdom lub wózkom widłowym.
  • Ochrona PPOŻ: To krytyczny element. Nowoczesne obiekty są wyposażone w instalacje tryskaczowe (zgodne ze standardami NFPA lub VdS) oraz systemy oddymiania (klapy dymowe), które są warunkiem koniecznym do ubezpieczenia towarów i zapewnienia bezpieczeństwa pracownikom.

Technologia i automatyzacja – silnik napędowy wydajności

Automatyzacja procesów jest już standardem. Roboty mobilne (AMR) i pojazdy sterowane automatycznie (AGV) przejmują zadania transportu wewnętrznego, a zautomatyzowane systemy sortowania minimalizują ryzyko błędów ludzkich. Jednak menedżerowie słusznie pytają o zwrot z inwestycji (ROI). Wdrożenie technologii przekłada się na wymierne korzyści: zmniejszenie kosztów pracy, zwiększenie przepustowości operacyjnej (liczby operacji na godzinę) oraz redukcję błędów w kompletacji zamówień nierzadko o ponad 90%.

Równolegle rośnie nacisk na zrównoważony rozwój. Wiele nowych obiektów powstaje w zgodzie z certyfikatami ekologicznymi, takimi jak BREEAM czy LEED. Obejmuje to instalacje fotowoltaiczne, energooszczędne oświetlenie LED i systemy odzysku wody deszczowej. To już nie tylko kwestia wizerunku, ale realne oszczędności – certyfikowane budynki mogą generować o 20-30% niższe rachunki za media.

Kto odnajdzie się w strefie przemysłowej? Uszczegółowiony profil najemcy

Magazyny w strefach przemysłowych przyciągają szerokie spektrum najemców, jednak ich potrzeby bywają bardzo zróżnicowane.

  • Firmy e-commerce i operatorzy logistyczni (3PL): Dla nich liczy się szybkość, precyzja i elastyczność. Potrzebują obiektów pozwalających na sprawną obsługę zwrotów (tzw. reverse logistics) i błyskawiczną realizację zamówień, często w modelu cross-dock.
  • Sieci handlowe: Wykorzystują magazyny jako regionalne centra dystrybucyjne. Dla nich liczy się przede wszystkim skala, efektywność i strategiczne położenie.
  • Przedsiębiorstwa produkcyjne: Firmy z sektora motoryzacyjnego czy AGD często lokują swoje magazyny w pobliżu zakładów, optymalizując przepływ surowców. Regiony takie jak Dolny Śląsk stały się zagłębiem dla tego typu przemysłu, co napędza popyt na magazyny do wynajęcia we Wrocławiu.
  • Branże o specjalnych wymaganiach: Sektor farmaceutyczny i spożywczy wymaga magazynów z kontrolowaną temperaturą i specjalnych certyfikatów (np. HACCP). Z kolei segment light industrial coraz częściej adaptuje część powierzchni magazynowej na proste linie montażowe.

Koszty i modele najmu – co składa się na cenę?

Cena najmu to coś więcej niż tylko kwota za metr kwadratowy. Pełen obraz kosztów jest znacznie bardziej złożony. Należy rozróżnić czynsz bazowy (stawka wyjściowa) od czynszu efektywnego, który uwzględnia zachęty od dewelopera, takie jak wakacje czynszowe czy dopłaty do adaptacji powierzchni.

Do tego dochodzą opłaty eksploatacyjne (service charge), które pokrywają koszty utrzymania części wspólnych, podatki od nieruchomości, ubezpieczenie obiektu i zarządzanie parkiem. Stanowią one znaczącą część miesięcznych wydatków. Oprócz tego najemca ponosi koszty mediów według zużycia. Na rynku dostępne są różne modele najmu – od długoterminowych umów w dużych parkach logistycznych, przez obiekty typu BTS (Built-to-Suit, szyte na miarę), po elastyczne powierzchnie w ramach SBU (Small Business Units), przeznaczone dla mniejszych firm.

Czynnik ludzki – magazyn w kontekście rynku pracy

W dobie niskiego bezrobocia dostęp do pracowników stał się jednym z kluczowych czynników decydujących o lokalizacji magazynu. Deweloperzy zdają sobie z tego sprawę i coraz częściej inwestują w udogodnienia dla załogi: tereny zielone, kantyny, strefy relaksu, a nawet boiska sportowe. Kluczowy jest również dogodny dojazd transportem publicznym. Automatyzacja zmienia przy tym profil poszukiwanego pracownika – rośnie zapotrzebowanie na techników utrzymania ruchu i operatorów systemów, a maleje na pracowników wykonujących proste, powtarzalne czynności fizyczne.

Przyszłość magazynowania – trendy, które kształtują branżę

Rynek powierzchni magazynowych nieustannie ewoluuje. Jednym z dominujących trendów jest rozwój logistyki miejskiej (urban fulfillment). Powstają mniejsze, miejskie magazyny (dark stores), zlokalizowane blisko finalnego odbiorcy, co ma na celu skrócenie tzw. ostatniej mili i umożliwienie dostaw tego samego dnia (q-commerce). Wzrost znaczenia tego trendu widać szczególnie w dużych aglomeracjach, co wpływa na rynek i strategię logistyczną firm działających w regionach takich jak magazyny do wynajęcia w Poznaniu, które korzystają ze swojego centralnego położenia.

Cyfryzacja będzie postępować – integracja zaawansowanych systemów zarządzania magazynem (WMS) z systemami planowania zasobów przedsiębiorstwa (ERP) stanie się standardem. Wzrośnie także znaczenie elastyczności; najemcy będą poszukiwać modułowych przestrzeni, które pozwolą im dynamicznie reagować na wahania popytu.

Podsumowanie

Magazyny w strefach przemysłowych stanowią strategiczne ogniwo nowoczesnej logistyki. Wybór lokalizacji, parametry techniczne obiektu, dostęp do infrastruktury transportowej, bliskość rynków zbytu, specyfika siły roboczej oraz możliwości automatyzacji i certyfikacji ekologicznych – wszystkie te elementy wpływają na efektywność operacyjną i konkurencyjność firmy.

Aby podjąć optymalną decyzję, warto korzystać z ekspertów i narzędzi ułatwiających wyszukiwanie i ocenę powierzchni magazynowych. wynajemmagazynu.pl – platforma ekspertów specjalizująca się w prezentacji i obsłudze ofert najmu powierzchni magazynowych i przemysłowych w całej Polsce – umożliwia szybkie wyszukiwanie obiektów według lokalizacji, metrażu, dostępności i parametrów technicznych. 

Dodatkowo serwis oferuje kompleksowe wsparcie doradcze – od analizy potrzeb, przez doradztwo rynkowe i negocjacje umów, po przejęcie powierzchni i opiekę poprocesową. Platforma udostępnia też bazę wiedzy z materiałami eksperckimi dotyczącymi organizacji i standardów magazynów.

Korzystanie z takich narzędzi pozwala podejmować świadome decyzje, minimalizować ryzyko błędów i zapewniać, że magazyn stanie się realnym wsparciem dla rozwoju biznesu, a nie jedynie kosztowną przestrzenią.

Ceny materiałów budowlanych mogą wkrótce ruszyć w górę. OSB i drewno już drożeją o 10%

Od dwóch lat ceny materiałów stoją w miejscu, ale to może się wkrótce skończyć. Wrzesień przyniósł pierwsze oznaki ożywienia w branży budowlanej. Coraz więcej producentów mówi o rosnących kosztach surowców i presji płacowej, które mogą pchnąć ceny w górę. Na razie to jeszcze delikatne sygnały, ale budowlanka może być o krok od przełomu. Co jeszcze może przemawiać za coraz bliższym momentem zmiany trendu?

Struktura zmian cen: wciąż przewaga spadków

Zdaniem Jarosława Jędrzyńskiego, eksperta portalu RynekPierwotny.pl, najnowsza informacja na temat dynamiki cen materiałów budowlanych, dotycząca zmian w tegorocznym wrześniu, nie zakomunikowała jeszcze wyczekiwanego przesilenia na rynku materiałów budowlanych. Według danych Grupy PSB średnie ceny materiałów spadły o 0,7% rok do roku. W kanale detalicznym zniżki wyniosły 0,3%, a w hurtowym 0,8%. To wynik nieco lepszy niż miesiąc wcześniej, ale wciąż niewystarczający, aby mówić o trwałej zmianie trendu.Średnia dynamika rdr cen materiałów budowlanych we wrześniu

Wzrost cen we wrześniu 2025 r. w porównaniu do września 2024 r. odnotowano podobnie jak miesiąc wcześniej zaledwie w czterech grupach towarowych, natomiast w pozostałych 16-tu odnotowano spadki. a proporcja utrzymuje się niemal nieprzerwanie od kilkunastu miesięcy, potwierdzając, że rynek wciąż funkcjonuje w fazie cenowej stagnacji i ograniczonego popytu.

Tym razem największy spadek cen wystąpił w przypadku izolacji wodochronnych (-3,4%), oświetlenia, elektryki (3,3%) i wykończeń (-3,4%). Z kolei podwyżki odnotowano w czterech kategoriach, jednak warte odnotowania są jedynie w dwóch: płyty OSB, drewno (+10,5%) oraz farby, lakiery (+3,4%).

Wyraźna przewaga kategorii przecenianych oraz większa skala spadków niż wzrostów wskazuje, że presja dezinflacyjna nadal dominuje. Jednocześnie, jak podkreśla ekspert portalu RynekPierwotny.pl, uwagę zwraca rosnąca rozbieżność, polegająca na tym, że tam gdzie ceny rosną – rosną już dość wyraźnie.Zmiana cen wyrobów budowlanych wrzesień 2024 - wrzesień 2025

Tym razem dane GUS, dotyczące zarówno budownictwa mieszkaniowego jak i produkcji budowlano montażowej, czyli mające decydujący wpływ na koniunkturę na rynku materiałów budowlanych, we wrześniu dość wyraźnie odreagowały ostatnie spadki. Poza tym uwagę zwraca wyraźna zwyżka płyt OSB i drewna.

Dlaczego drożeją płyty OSB i drewno?

Grupa „Płyty OSB i drewno” wyróżnia się na tle całego rynku – ceny wzrosły o 10,5% r/r, a w samym III kwartale już o około 20%. To pierwszy tak znaczący sygnał zmiany kierunku w wybranym segmencie materiałów budowlanych.

Dlaczego akurat ten segment odbija?

– Rosnący popyt na budownictwo drewniane i prefabrykację: Zwiększone zainteresowanie technologią szkieletową, domami modułowymi oraz zabudową ogrodową podnosi zapotrzebowanie na drewno konstrukcyjne i płyty OSB jako kluczowe materiały.

– Ograniczona podaż surowca: Mniejsza dostępność surowca lokalnego oraz ograniczenia produkcji zwiększyły presję cenową. Gdy tartaki ograniczają przetwórstwo, produkty drewnopochodne drożeją.

– Powrót popytu eksportowego: Wyższy popyt z rynków europejskich sprawił, że część produkcji trafia za granicę, co zmniejsza podaż krajową i wspiera wzrost cen.

W efekcie, jak tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl, segment drewno–OSB działa jako potencjalny wskaźnik wyprzedzający, będąc pierwszym sygnałem zmiany trendu cenowego w budownictwie. Identyczna sytuacja miała miejsce w czasie ostatniego boomu na rynku materiałów budowlanych, kiedy to właśnie ta grupa asortymentowa była absolutnym liderem wzrostów cen.

Czy to zapowiedź przesilenia?

„Rosnące ceny płyt OSB i drewna to pierwszy od wielu miesięcy sygnał mogący zapowiadać zmianę trendu na rynku materiałów budowlanych. Segment drewnopochodny często reaguje szybciej niż inne materiały, ponieważ jest mocniej powiązany z prefabrykacją, budownictwem mieszkaniowym oraz eksportem.

Na wzrost cen wpływają trzy główne czynniki: większy popyt na budownictwo drewniane i modułowe, ograniczona podaż surowca oraz powrót zakupów eksportowych. Jeżeli w kolejnych miesiącach dane budowlane potwierdzą ożywienie inwestycji, OSB i drewno mogą okazać się pierwszym segmentem wyznaczającym nowy kierunek dla cen w całej branży.” – komentuje Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Wrzesień nie przyniósł jeszcze przełomu, ale widocznych jest kilka elementów sugerujących, że rynek może zbliżać się do punktu zwrotnego. Spadki cen nadal dominują, jednak pojawiają się pierwsze wyraźne wyjątki – a sektor OSB i drewna wyróżnia się jako ten, który może zacząć wyznaczać nowy kierunek.

Rynek pozostaje w stagnacji, ale na horyzoncie rysują się pierwsze oznaki możliwego przełamania. Wrześniowy sygnał ożywienia produkcji budowlano-montażowej z budownictwem mieszkaniowym na czele oraz rosnące ceny OSB i drewna mogą być zapowiedzią nadchodzącej zmiany i sygnałem, że najgłębsza faza stagnacji powoli dobiega końca.

Deal USA–Chiny coraz bliżej? Inwestorzy wchodzą w tydzień z euforią, kurs dolara słabnie

Inwestorzy wchodzą w ostatni tydzień listopada z dużymi nadziejami. Główny powód do optymizmu to rosnące szanse na zawarcie porozumienia handlowego między USA a Chinami. Na te doniesienia spokojnie reaguje dolar, który wyczekuje potwierdzenia ścieżki luzowania monetarnego. Zgodnie z pozytywnym sentymentem w poniedziałek kapitał kieruje się do walut EM, na czym zyskuje również polski złoty.

Deal or no deal?

Trudno chyba o lepsze ukazanie różnic między dwiema stronami negocjacji, niż sposób opisywania ich aktualnego stanu. Gdyby słuchać tylko Amerykanów, to zasadniczo mamy deal i zostało jedynie jego zatwierdzenie przez liderów. Można wręcz mówić o ofensywie medialnej amerykańskiej administracji, która przynosi efekt. W ten sam sposób sytuację postanowiła zinterpretować większość inwestorów, co skutkuje trybem risk on w trakcie poniedziałkowej sesji. Zanim jednak wskoczymy do tego pociągu wypełnionego optymizmem, warto wsłuchać się w przekaz drugiej strony. Chińczycy o wiele ostrożniej opisują aktualny stan rozmów. Ich negocjatorzy używają całego zasobu dyplomatycznego języka, aby nie powiedzieć wprost, że Biały Dom mocno przesadza w opisie wydarzeń. Państwo Środka potwierdza, że niełatwe negocjacje są kontynuowane, ale konkluzje nie zostały osiągnięte. To jaskrawa przeciwwaga dla podejścia polityków z USA, którzy zdążyli ogłosić sukces już wszędzie gdzie mogli, a ma być on przypieczętowany w trakcie czwartkowego spotkania Trump-Xi. Tylko nawet tutaj jest problem, ponieważ chińska strona do tej pory nie potwierdziła, że do spotkania w tym formacie w ogóle dojdzie. Najwyraźniej żyjemy w dwóch różnych rzeczywistościach, a dziś wygrywa po prostu ta bardziej optymistyczna. Studzenie emocji może zadziałać korekcyjnie w kolejnych dniach.

Optymizm się rozgościł, PLN zyskuje

Na razie jednak inwestorzy przeszli mocno w fazę risk on. Giełdy w Azji wręcz poszybowały, na czele z tokijskim Nikkei, który osiągnął historyczny rekord, dzięki przekroczeniu 50 tys. punktów. W Europie wczesnym popołudniem optymizm nie jest aż tak powszechny, bo lekko pod kreską znajdują się Paryż i Frankfurt, ale warto pamiętać, że ten drugi jest blisko swoich historycznych szczytów. Warszawa jednak nie przejmuje się tymi maruderami i podążą za Amsterdamem (+0,5%) czy Mediolanem (+0,9%). WIG20 rośnie o 0,5%. Zmniejszenie napięć handlowych pogłębia korektę na złocie, ale kruszec utrzymuje się powyżej 4 tys. USD za uncję. Uspokojenie widać też na rozgrzanym ostatnio rynku ropy, cena baryłki odmiany Brent wraca poniżej 65 USD.

Skoro przy dolarze jesteśmy, to dziś również on dostaje rykoszetem z powiewu optymizmu. Chociaż po piątkowych danych o amerykańskiej inflacji (była niższa od oczekiwań) intuicyjnie można było się spodziewać nawet większych strat. Mimo wszystko całkiem przyzwoite zachowanie „zielonego” może wskazywać, że rynek walutowy już zdyskontował dwie obniżki stóp procentowych w USA do końca roku. Wracając do poniedziałkowej sesji, to kurs EUR/USD po raz trzeci w ostatnich dniach próbuje wyjść powyżej 1,165 $, ale ma z tym w dalszym ciągu problem. Nie zmienia to faktu, że eurodolar sukcesywnie oddala się od lokalnych dołków. Słabszy dolar to oczywiście dobra informacja dla koszyka walut rynków wschodzących, w tym dla polskiego złotego. Tym samym kurs EUR/PLN znowu spogląda na 4,23 zł, a kurs USD/PLN schodzi poniżej 3,64 zł. Jednym z przegranych poniedziałku jest szwajcarski frank, którego walory bezpiecznej przystani nie są dziś po prostu potrzebne na rynku. Kurs CHF/PLN jest blisko 4,57 zł.

UODO ukarał Gyncentrum za niezgłoszenie wycieku danych pacjentki – 40 tys. zł kary

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych nałożył na spółkę Gyncentrum karę administracyjną w wysokości 40 tys. zł za niezgłoszenie naruszenia ochrony danych osobowych. Dodatkowo organ udzielił centrum medycznemu upomnienia za brak obowiązkowego powiadomienia pacjentki, której dane zostały omyłkowo ujawnione.

Do incydentu doszło, gdy pracownik placówki przesłał potwierdzenie przelewu do niewłaściwej osoby – innej pacjentki Centrum o tym samym imieniu. Dokument zawierał pełne dane osobowe: imię i nazwisko, adres, numer rachunku bankowego, kwotę zwrotu oraz nazwę badania genetycznego, która wprost ujawniała, że pacjentka znajduje się w trakcie diagnostyki prenatalnej.

Błąd pracownika to nie powód do braku zgłoszenia

Administrator danych uznał, że incydent nie stwarza ryzyka naruszenia praw lub wolności osób i nie zgłosił go do UODO. Co więcej – kobieta, której dane ujawniono, została poinformowana nie przez placówkę, lecz przez inną pacjentkę.

UODO ocenił sytuację inaczej. Podkreślił, że ujawnienie informacji stanowiących dane szczególnej kategorii – dotyczących zdrowia – domyślnie oznacza wysokie ryzyko naruszenia prywatności. To oznacza, że administrator powinien był nie tylko dokonać zgłoszenia do Prezesa UODO, ale również niezwłocznie powiadomić osobę, której dane zostały ujawnione.

RODO: jasna trzystopniowa skala ryzyka

Rozporządzenie przewiduje trzy poziomy oceny skutków incydentu:

  • brak naruszenia ryzyka – dokumentacja wewnętrzna wystarczy, brak obowiązku zgłoszenia,
  • ryzyko istotne – obowiązek zgłoszenia do UODO,
  • ryzyko wysokie – zgłoszenie + obowiązkowe powiadomienie osoby, której dane dotyczą.

W omawianym przypadku – jak wskazał UODO – doszło do naruszenia poufności danych medycznych, czyli najwrażliższej kategorii danych. To automatycznie oznacza wysoki poziom ryzyka.

Dlaczego to orzeczenie jest ważne dla całej branży medycznej?

UODO po raz kolejny podkreślił, że to nie subiektywna ocena administratora, ale obiektywna możliwość wystąpienia negatywnych konsekwencji jest decydująca przy ocenie incydentu. Dane medyczne, nawet ujawnione „omłkowo” i „tylko jednej osobie”, zawsze generują realną możliwość dyskryminacji, naruszenia dóbr osobistych lub stygmatyzacji.

Urząd zaznaczył też, że zgłaszanie naruszeń wpływa pozytywnie na poziom bezpieczeństwa i pozwala administratorom na świadome zarządzanie ryzykiem, a sama notyfikacja incydentu nie jest traktowana jako automatyczna porażka, lecz jako dowód odpowiedzialności.

Planowane zmiany w opiece dentystycznej w szkołach budzą poważne obawy ekspertów

Projekt ustawy o opiece zdrowotnej nad uczniami, obecnie konsultowany publicznie, zakłada wprowadzenie przepisu, który uzależnia udzielanie świadczeń stomatologicznych w szkołach od fizycznej obecności rodzica lub opiekuna podczas zabiegu. Eksperci alarmują, że taka zmiana w praktyce ograniczyłaby dostęp dzieci do podstawowej opieki dentystycznej — zamiast go poprawić.

Szkolna opieka stomatologiczna działa dziś w naturalnym trybie — w czasie, gdy uczniowie przebywają w szkole bez rodziców. Wymóg obowiązkowej obecności opiekuna oznaczałby konieczność przybycia do placówki w godzinach pracy, często kosztem obowiązków zawodowych. W przypadku braku możliwości pojawienia się osobiście — dziecko zostałoby pozbawione świadczenia. Projekt nie przewiduje żadnej alternatywy, takiej jak wcześniejsza zgoda czy upoważnienie innej osoby.

„Proponowana zmiana może szczególnie dotknąć dzieci z uboższych rodzin, dla których szkolna opieka stomatologiczna często stanowi jedyną realną możliwość skorzystania z pomocy dentysty. Prywatne leczenie wiąże się bowiem z kosztami, na które wiele rodzin nie może sobie pozwolić” – mówi Kacper Olejniczak, dyrektor departamentu ochrony zdrowia i sektora life sciences Konfederacji Lewiatan.

Eksperci ostrzegają także przed marnowaniem publicznych środków. Obowiązek obecności rodzica może doprowadzić do spadku liczby realizowanych świadczeń i niewykorzystania potencjału higienistek oraz lekarzy dentystów pracujących w gabinetach szkolnych.

„Nowe przepisy mogą doprowadzić do sytuacji, w której państwo będzie ponosić koszty utrzymania gabinetów i specjalistów, ale znaczna część dzieci nie będzie mogła z nich skorzystać. W obliczu chronicznych problemów finansowych systemu ochrony zdrowia byłoby to trudne do uzasadnienia” – ocenia Kacper Olejniczak.

Konfederacja Lewiatan proponuje kompromisowe wyjście z sytuacji. Zakłada ono zróżnicowanie wymogów w zależności od charakteru zabiegu.

„Uważamy, że obowiązkowa obecność rodzica powinna dotyczyć jedynie zabiegów inwazyjnych, czyli takich, które naruszają ciągłość tkanek. Natomiast świadczenia profilaktyczne i bezinwazyjne — takie jak przeglądy, fluoryzacja czy lakowanie — powinny być możliwe do wykonania na podstawie zgody udzielonej wcześniej, bez konieczności fizycznej obecności rodzica na miejscu” – podkreśla Olejniczak.

Zdaniem ekspertów takie rozwiązanie pozwoliłoby zachować równowagę między prawem rodziców do kontroli nad leczeniem ich dzieci a koniecznością zapewnienia rzeczywistego, powszechnego dostępu do opieki stomatologicznej. Obecna propozycja, w ich ocenie, grozi znacznym pogłębieniem nierówności zdrowotnych w Polsce.

Popyt zaczyna słabnąć, koszty pracy dominują. Polskie firmy wchodzą w trudną jesień

Październikowe dane GUS pokazują, że gospodarka wyraźnie zwalnia, ale bez oznak kryzysu. Przemysł powoli wychodzi z dołka — nastroje poprawiają się od kilku miesięcy, choć wciąż są pod kreską. Firmy raportują nadmiar zapasów i słaby popyt, a jednocześnie zapowiadają redukcje zatrudnienia. Widać odbudowę, ale „na hamulcu”.

Największe tąpnięcie widać w hotelarstwie i gastronomii. Po bardzo mocnym wrześniu, październik przyniósł gwałtowne pogorszenie nastrojów — pierwszy sygnał, że konsumenci mogą ostro ograniczać wydatki poza koniecznościami. To ważne m.in. dla e-commerce, turystyki, rozrywki, eventów. Sezon jesienno-zimowy może być trudniejszy niż oczekiwano.

Handel detaliczny pozostaje w najlepszej kondycji. Jako jedyny sektor utrzymuje wzrost powyżej średniej wieloletniej. Konsumenci faktycznie wydają więcej, bo wynagrodzenia realnie rosną — ale firmy ostrzegają przed wojną cenową i nadmiernymi zapasami. To wskazuje na potrzebę ostrej selekcji asortymentu i kontroli cash flow.

Transport i logistyka wróciły pod kreskę po krótkim wrześniowym odbiciu. Firmy mówią o słabszym popycie i większej presji na marże. Sektor finansowy natomiast wciąż dominuje — to jedyny obszar z dwucyfrowo pozytywnym wskaźnikiem nastrojów. Ale i tam widać pierwsze oznaki wyhamowania.

InnoEnergy wspiera ekspansję Meva Energy – 40 mln euro na rozwój biogazu dla przemysłu ciężkiego

0
  • Meva Energy, spółka portfelowa InnoEnergy, pozyskała 40 mln EUR finansowania typu Venture Debt od Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI)
  • Nowe środki szwedzka firma przeznaczy na uruchomienie i rozwój sieci modułowych, zero-emisyjnych instalacji zgazowania biomasy. Jednym z priorytetowych projektów ma być budowa instalacji zgazowania biomasy dla IKEA w Polsce
  • Projekt ten wspiera unijne cele w zakresie ochrony klimatu i bezpieczeństwa energetycznego, a także przyczynia się do rozwoju nowej generacji technologii dla biogospodarki

EBI ogłosił właśnie, że 40 mln EUR finansowania trafi do Meva Energy AB, szwedzkiego pioniera z sektora cleantech, który opracował modułowe instalacje przetwarzające odpady drzewne i inne pozostałości biomasy w biogaz przemysłowy o zerowym bilansie emisji CO₂.

Dzięki wsparciu EBI Meva będzie mogła rozszerzyć działalność poza Szwecję, zwiększyć skalę produkcji oraz wprowadzić swoje rozwiązania na nowe rynki europejskie – w tym także do Polski. Środki z kredytu EBI zostaną przeznaczone m.in. na budowę instalacji Meva Energy dla fabryki IKEA w Zbąszynku. Pozyskane środki przeznaczone zostaną również na modernizację instalacji pilotażowej zlokalizowanej w mieście Kisa (Szwecja), rozbudowę zakładu dla Sofidel w Szwecji oraz wdrożenie pierwszego na świecie procesu wytopu miedzi bez użycia paliw kopalnych dla Elcowire Group.

InnoEnergy aktywnie wspiera transformację energetyczną Unii Europejskiej. Przykładem jego zaangażowania jest inwestycja w szwedzką firmę.

Meva Energy– Meva Energy to unikatowa na skalę europejską spółka technologiczna, która opracowała efektywne rozwiązanie umożliwiające wytwarzanie zielonego gazu z biomasy. Gaz ten doskonale sprawdza się jako źródło energii w procesach wymagających wysokich temperatur, oferując jednocześnie pełną neutralność emisyjną. Instalacje Meva Energy mogą pracować w trybie całkowicie off-grid, co pozwala zakładom przemysłowym uniezależnić się od sieci przesyłowych i kosztów dystrybucyjnych. W praktyce oznacza to dla klientów podwójną korzyść – tańsze źródło energii oraz dostęp do zeroemisyjnego ciepła i energii. Technologia Meva Energy została już doceniona przez rynek: spółka zawarła pierwsze długoterminowe kontrakty (na 10–15 lat) z odbiorcami z sektorów energochłonnych. W kontekście dużych, wciąż niewykorzystanych zasobów biomasy w Polsce, widzimy znaczący potencjał do wdrożenia i rozwoju wielu takich instalacji również w naszym kraj – skomentował Mikołaj Budzanowski, CEO w InnoEnergy CE.

Finansowanie celów unijnych

Finansowanie pochodzi z programu InvestEU i wspiera trzy kluczowe cele Unii Europejskiej:

  • Działania na rzecz klimatu – technologia Meva umożliwia dekarbonizację przemysłu (m.in. w sektorach papierniczym, drzewnym i metalowym) poprzez zastąpienie gazu kopalnego biogazem. Produktem ubocznym procesu jest biochar, który magazynuje węgiel w glebie, przyczyniając się do tzw. ujemnych emisji.
  • Wspieranie nowych technologii – rozwój biogazu jako konkurencyjnej cenowo alternatywy dla gazu ziemnego, przy jednoczesnym zwiększaniu efektywności konwersji biomasy.
  • Rozwój bioekonomii – wykorzystanie lokalnych, często nieużywanych resztek biomasy do produkcji energii i biocharu wspiera zrównoważoną gospodarkę leśną, rolnictwo i długotrwałe magazynowanie węgla.

– Technologia Meva Energy oferuje przemysłowi realną ścieżkę do dekarbonizacji bez utraty jakości i konkurencyjności – powiedział Karl Nehammer, wiceprezes EBI odpowiedzialny za sektor energetycznyInwestując w skalowalne, lokalne rozwiązania dla czystego gazu, wspieramy unijne cele klimatyczne, bezpieczeństwo energetyczne oraz odporność europejskiego przemysłu – uzupełnił.

Akceleracja wdrożeń

Systemy Meva Energy wykorzystują wysokotemperaturową gazyfikację w środowisku o ograniczonej zawartości tlenu, przetwarzając odpady z przemysłu drzewnego, rolnictwa i produkcji biomasy w czysty gaz energetyczny. Modułowa konstrukcja pozwala instalować urządzenia bezpośrednio przy zakładach przemysłowych, co ogranicza koszty transportu i zwiększa niezależność energetyczną. Rozwiązania Meva Energy oferują przemysłowi praktyczną, lokalną alternatywę dla gazu kopalnego – przekształcając odpady biomasy w odnawialne źródło energii bezpośrednio na terenie zakładów produkcyjnych.

Wsparcie EBI to ważny krok w rozwoju naszej technologii gazyfikacji biomasy” – podkreślił Niclas Davidsson, prezes Meva Energy. – Dzięki temu partnerstwu możemy przyspieszyć wdrożenie naszych rozwiązań o obiegu zamkniętym i ujemnym bilansie węglowym w kolejnych branżach przemysłowych w całej Europie – dodał.

Euro zyskuje po lepszych PMI z Niemiec, rynek czeka na inflację z USA

Odczyty PMI dla sektora przemysłowego i usługowego ze strefy euro tym razem w cieniu danych inflacyjnych z USA. Oczekiwana, ale „spóźniona” dynamika cen ze Stanów może wywołać zamieszanie na rynkach. Krajowa waluta utrzymuje się blisko półrocznych minimów w stosunku do euro. 

Odbicie w Niemczech, zapaść we Francji

Początek piątkowego handlu przebiega pod dyktando odczytów PMI z naszego kontynentu. Nie brakuje zaskoczeń zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Zacznijmy od tych dobrych informacji, a za taką można uznać wyniki u naszego zachodniego sąsiada. W Niemczech zarówno odczyt dla przemysłu, jak i dla usług wypadły powyżej prognoz. Pierwszy z wymienionych sektorów co prawda nadal znajduje się poniżej granicy 50 pkt (49,6 pkt), ale to i tak lepszy wynik niż ten z poprzedniego miesiąca. Po tym odczycie nastąpił wzrost EUR/USD (który po chwili został wymazany), bo jest to korzystna informacja dla strefy euro, czytaj: lokomotywa tamtejszej gospodarki przyspiesza. Jeśli chodzi o gorsze informacje, to docierają one z Francji. PMI dla sektora usług spadł do poziomu 47,1 pkt, czyli 1,6 pkt niżej od prognoz. Biorąc jednak pod uwagę sytuację polityczną we Francji (kruchość utworzonego rządu i trudne rozmowy o budżecie), nie można się dziwić, że konsumenci nie są w pozytywnych nastrojach.

W końcu dane z USA

Wspominaliśmy o chwilowym ruchu w górę na EUR/USD, który szybko wrócił do dzisiejszych poziomów startowych, a jest to bez wątpienia konsekwencja oczekiwania inwestorów na dane z USA. Tak, dzisiaj otrzymamy publikacje CPI ze Stanów. To może dziwić, skoro cały czas trwa tam „shutdown”, a choćby dane z rynku pracy nie zostały opublikowane. Zamknięcie administracji rządowej trwa od 1 października, więc w ostatnim czasie praktycznie nie znamy żadnych ważnych odczytów z USA, więc tym bardziej ranga dzisiejszego CPI ma szansę wywołać większą zmienność. Oczekiwania analityków zakładają wzrost inflacji konsumenckiej we wrześniu do poziomu 3,1% (z 2,9% widzianych w sierpniu). Jeśli taka wartość się potwierdzi, to znów oddalimy się od poziomu celu sygnowanego przez Fed, wynoszącego 2%. Z drugiej strony przesądzona wydaje się obniżka stóp w przyszłym tygodniu, gdy zbierze się gremium decyzyjne. Popularny „edek” utrzymuje się powyżej 1,16, a dane odbiegające od prognoz mogą wywołać większy kierunkowy ruch.

PLN nadal w wysokiej formie

Z kolei krajowa waluta pozostaje mocna, mimo że znalazłoby się szereg czynników, które w teorii powinny działać na jej niekorzyść. Począwszy od fiaska rozmów między Trumpem a Putinem, a kończąc choćby na perspektywach cięć stóp w Polsce. Kapitał jednak płynie na polski rynek, widać to szczególnie na rynku obligacji, gdzie widzimy spadającą rentowność długu. Chętni na „zakupy” (zapewne zagraniczni gracze) uruchamiają popyt na PLN. Jak do tej pory test wsparcia na poziomie 4,2250 EUR/PLN (czyli minimów z maja tego roku) zakończył się fiaskiem, ale odbicie było raptem groszowe, więc nadal jesteśmy blisko tych poziomów. A to sprawia, że kolejny test nie jest wykluczony, a tym samym dotarcie w pobliże 4,20 ciągle wydaje się realne. Już dzisiaj takie otoczenie zewnętrzne może sprawić, że wspomniany atak na poziom wsparcia nastąpi, a potrzebne do tego są choćby niższe odczyty inflacji CPI z USA, które byłyby negatywne dla USD i wsparłyby waluty EM.

 

Złoto w korekcie, kurs funta najniżej od 2020 roku – a Turcja znów tnie stopy procentowe

Na rynku złota pojawił się niepokój. Skoro miało być tak dobrze, to dlaczego od kilku dni jest tak źle? Jednak naprawdę źle to jest w danych na temat sprzedaży w Wielkiej Brytanii. W tle Turcja kolejny raz obniża stopy procentowe w ślad za spadającą inflacją.

Zadyszka cen złota

Złoto po dwukrotnej próbie przełamania poziomu 4400 USD za uncję zawróciło. Teraz znajduje się w okolicach przedziałów 4050-4150 USD. Co jest powodem korekty? Przy tak dużych wzrostach zawsze znajdzie się grupa inwestorów, którzy uznają, że to dobry moment do realizacji zysków. Jeżeli są odpowiednio duzi, mogą doprowadzić do potężnych zmian na rynku. Analitycy wskazują jednak, że w przeciwieństwie do innych instrumentów, mamy tutaj banki centralne, które nawet jak cena chwilowo spada, raczej nie będą sprzedawać. W rezultacie patrzą oni na potencjalną korektę spokojniej niż na innych instrumentach. Nie zmienia to oczywiście faktu, że nadal, gdy zabraknie kupujących, cena będzie lecieć w dół. Biorąc pod uwagę popularność złota jako inwestycji, jedno jest pewne – na tym rynku nie będzie nudy.

Słabsze dane z Wysp

Wczorajsze dane z Wielkiej Brytanii nie zachwyciły. Rynek spodziewał się wskaźnika zamówień na poziomie -29 pkt, a otrzymał -38 pkt. Gorszy wynik w ciągu ostatnich kwartałów widzieliśmy tylko raz – w grudniu 2024 roku. Dla przypomnienia: jest to badanie ankietowe z jednym bardzo prostym pytaniem – czy w danym okresie wielkość zamówień wzrosła, czy spadła? W badaniu widać, że wyraźnie przeważają odpowiedzi negatywne. Gospodarka brytyjska, co nie jest szczególnym zaskoczeniem, jeszcze nie otrząsnęła się w pełni z szoku, jakim był dla niej Brexit. Jak zareagował funt na te dane? Kolejną przeceną. Był to około 2-groszowy spadek w okolice 4,85 zł. Ostatni raz tak tani funt był w 2020 roku w trakcie pandemii.

Turcja obniża stopy procentowe

Wczorajsza decyzja banku centralnego Turcji nie zaskoczyła rynków. Rynek spodziewał się spadku o 1% i taki właśnie był. Dlaczego tak silna zmiana stóp była obserwowana w Turcji? Ponieważ zmiana o 1% w momencie, gdy mamy 40,5% wcale nie jest dużą zmianą. To trochę tak, jakby w Polsce zmieniono stopy o 0,1%. Dzieje się to pomimo delikatnego wzrostu inflacji we wrześniu. Trzeba jednak pamiętać, że nawet po cięciu tych wskaźników, są one wciąż o ponad 6% wyższe od inflacji, która przed wrześniem zaliczyła 15 miesięcy spadkowych z rzędu. Decyzja nie była niespodzianką, stąd brak reakcji na rynku walutowym. Trzeba pamiętać, że rynek ten jest silnie sterowany względem dolara, stąd nie należy oczekiwać tutaj rewolucji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka,

15:45 – USA – indeksy PMI dla przemysłu i usług.

 

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Konsumenci mają spory kłopot z nowym systemem kaucyjnym

0

Jak pokazuje najnowszy raport UCE RESEARCH i Shopfully, 12,1% konsumentów twierdzi, że już skorzystało z systemu kaucyjnego. 85,2% jeszcze tego nie zrobiło. Z kolei 2,7% nie pamięta, czy już miało z tym kontakt. Widać też, że rozwiązanie najczęściej jest pomijane w dużych i średnich miastach. Autorzy raportu podkreślają, że wyniki pokazują cały schemat problemów, z którymi mogą borykać się Polacy. Do tego po analizie widać, że sporo osób ma jeszcze wyraźny kłopot z faktycznym definiowaniem, o co chodzi w idei systemu i jak on faktycznie działa. Raport też pokazuje, że konsumentom jest potrzebna edukacja. Inaczej projekt będzie wolno się rozwijał. Jednocześnie dodają, że mają nadzieję, iż szczególnie po okresie karencji jest szansa na stopniowy wzrost udziału osób korzystających z systemu.

Według raportu autorstwa UCE RESEARCH i Shopfully, wykonanego na kanwie badania opinii aktywnych konsumentów, 12,1% z nich twierdzi, że do tej pory już skorzystało z systemu kaucyjnego. 85,2% jeszcze tego nie zrobiło, a 2,7% nie pamięta takiego doświadczenia. Autorzy badania uważają, że niski odsetek osób, które faktycznie korzystały z systemu kaucyjnego, to wynik typowy dla początkowego okresu wdrożenia. Konsumenci dopiero oswajają się z tematem. Nie każdy wie, jak dokładnie działa system. Do tego mają dodatkowe uwagi.

– Oczywiście brakuje jeszcze rutyny i wygody. System kaucyjny musi stać się elementem codziennych zakupów, tak jak recykling śmieci, by masowo się przyjął. Na razie raczej nie mamy do czynienia z niechęcią wobec idei kaucji. Konsumenci potrzebują czasu, aby ją włączyć w swoje zachowania zakupowe – twierdzi Robert Biegaj, współautor raportu z Shopfully.

W ocenie autorów raportu, w analizowanym aspekcie należy zwrócić również uwagę na dwa istotne wątki, tj. sondaż był robiony wśród konsumentów w wieku 18-80 lat, którzy w swoich domach odpowiadają za proces bieżących zakupów. Oznacza to, że badanie nie obejmowało wszystkich dorosłych Polaków. Drugim aspektem – jak podkreślają ww. autorzy – jest to, że nawet spora część respondentów, która odpowiedziała, że już skorzystała z tego rozwiązania, nie do końca może poprawnie definiować temat. Do tego może być nieco zdezorientowana.

– Prawdopodobnie wynika to z niewiedzy, bo żeby po 1 października br. skorzystać w pełni z systemu, konsument powinien oddać specjalnie oznaczone opakowanie i dopiero wówczas mógłby otrzymać zwrot. Tymczasem z obserwacji rynku i informacji płynących od retailerów wynika, że sporo konsumentów brało udział w akcjach organizowanych przez największe sieci handlowe na rynku, gdzie można było oddawać opakowania bez oznaczeń. W zamian np. można było dostać jakieś niewielkie bonusy, rabaty, drobne pieniądze bądź gadżety lub po prostu oddać swoje opakowania bez gratyfikacji. Tylko te akcje głównie miały miejsce przed rozpoczęciem funkcjonowania systemu. I konsumenci mogli już ten sam fakt błędnie wiązać z udziałem w nim – wyjaśniają analitycy z UCE RESEARCH.

Kolejną kwestią, również istotną oraz obserwowaną np. przez rynek, jest to, że jakaś część opakowań po prostu jest podrzucana do miejsca odbioru. Zapewne z różnych przyczyn tak się dzieje, bo np. konsument nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, jak funkcjonuje system, szczególnie po 1 października. – I tutaj też jest spore prawdopodobieństwo, że konsument, który tak zrobił, uznał, iż skoro już zostawił opakowania w ww. miejscu, to faktycznie skorzystał z systemu kaucyjnego, bo przecież w swoim odczuciu oddał opakowania – zwraca uwagę Robert Biegaj.

Do tego autorzy raportu dodają, że zebrane dane też pokazują, że obecnie największym problem jest kwestia samej edukacji. Dla przykładu można przytoczyć wyniki badania przeprowadzonego przez UCE RESEARCH dla jednego z największych na rynku portali i magazynów o handlu w Polsce (tytułu Wiadomości Handlowe). W połowie lipca br. ponad 13% konsumentów twierdziło, że system kaucyjny już działa, a blisko 52% nic kompletnie na ten temat nie wiedziało, choć w tym czasie w mediach już naprawdę sporo się o tym pisało i mówiło.

– Z tego wynika prosty wniosek, że jeżeli ustawodawca o to lepiej nie zadba, to system kaucyjny będzie kulał. Na rynku np. mówi się, że cała akcja informacyjna była spóźniona, a sama kampania była słabo zrobiona – tak stricte od tej strony pokazania różnego rodzaju zachęt i bonusów dla konsumentów. I jeżeli nic się w tej kwestii nie zmieni, to nawet sieci handlowe w tym zakresie niczego więcej nie wskórają, bo trafią na opór ze strony konsumentów. Wówczas system zostanie niszowym rozwiązaniem na rynku, a przecież nie o to chodzi – zaznaczają eksperci z UCE RESEARCH.

Do tego autorzy raportu dodają, że mają głęboką nadzieję na to, iż sam fakt poboru i późniejszego zwrotu kaucji (jak wszystko lepiej się rozkręci i na rynku będzie odpowiednia liczba opakowań z oznaczeniami) dodatkowo zmotywuje Polaków do regularnego udziału w tym systemie. Jednak to z pewnością nie nastąpi szybciej niż w 2026 roku, jak upłynie karencja dla producentów i sieci handlowych. – Wówczas będzie można sprawdzić, jak faktycznie konsumenci korzystają z ww. systemu. W tym czasie oczywiście należałoby postawić na solidną kampanię edukacyjną, w której nie tylko pokaże się, o co w tym chodzi, ale przede wszystkim będą prezentowane realne zachęty, które potem faktycznie wpłyną na postawę konsumentów – przekonuje ekspert z Shopfully.

Z raportu wynika również, że najwięcej niekorzystających z systemu konsumentów mieszka w dużych i średnich miastach. – W wielu aglomeracjach system nie jest jeszcze w pełni wdrożony. Nie wszystkie sklepy przyjmują opakowania. Brakuje automatów, a sam proces może być czasochłonny. Ponadto mieszkańcy dużych miast często cenią sobie wygodę i czas, a oddawanie butelek mogą postrzegać jako dodatkowy wysiłek. W małych miejscowościach działa mocniej efekt wspólnotowy. Występuje też większa motywacja finansowa. Nawet drobna kwota zwrotu ma bardziej wymierne znaczenie – wyjaśnia Robert Biegaj.

Osoby, które nie skorzystały jeszcze z systemu kaucyjnego, wskazały tego główne podwody. Najwięcej z nich, czyli 23,7%, stwierdziło, że jeszcze nie było okazji. 18,6% zaznaczyło, że na razie obserwuje temat. Do tego 12,4% zapewniło, że zbiera opakowania lub butelki i odda je w większej ilości. – Tego typu wyjaśnienia ewidentnie wskazują na początkowy etap adaptacji. To są osoby, które z dużym prawdopodobieństwem wkrótce wejdą do systemu. Wystarczy ułatwić im korzystanie, np. informacyjnie i logistycznie – analizuje ekspert z Shopfully.

Inne osoby, które nie skorzystały jeszcze z ww. rozwiązania, wskazały, że w ogóle nie zamierzają tego robić – 17,4%. Część stwierdziła, że nie widzi w tym sensu, ale jeszcze zobaczy – 9,4%. – Cała ta grupa jest sceptyczna lub zniechęcona, ale jeszcze niekoniecznie trwale przeciwna. Takie podejście często wynika z braku wiary w skuteczność systemu. Część osób może mieć też poczucie niskiej wartości zwrotu. Mała kaucja nie motywuje ich do wysiłku – tłumaczy współautor raportu.

Natomiast najmniej osób zadeklarowało, że nie potrafi wskazać powodu – 1,1%. Do tego 3,9% ankietowanych próbowało skorzystać z systemu kaucyjnego, ale bez skutku. 4,8% nie ma jak tego zrobić. Z kolei 8,7% poinformowało, że nie chce im się nosić czy wozić do sklepu butelek i opakowań. Według autorów raportu, to sygnał operacyjny dla organizatorów systemu i sieci handlowych. – Komfort użytkowania jest kluczowy. Dostępność punktów odbioru i ich czytelne oznakowanie ma ogromne znaczenie. Osoby, które próbowały bez skutku dokonać takiej czynności, pokazują, że brak spójności w funkcjonowaniu systemu może szybko zniechęcać. I trzeba to potraktować jako swego rodzaju sygnał alarmowy – dodaje Robert Biegaj.

Do tego analitycy z UCE RESEARCH zauważają, że na razie na rynku ogólnie brakuje opakowań, które mają oznaczenie dotyczące ww. systemu. Wydaje się też, że konsumenci nie bardzo je sprawdzają, bo zwyczajnie o nich nie wiedzą i próbują oddać zwykłe opakowania, często z różnym skutkiem.

– Mamy tutaj na myśli akcje największych na rynku retailerów, które przyśpieszyły adaptację tematu. Wiele dużych sieci handlowych na długo przed oficjalnym startem systemu kaucyjnego prowadziło szeroko zakrojone akcje, zachęcając klientów do oddawania opakowań bez właściwego kodu i symbolu. To z kolei przyniosło konkretny efekt edukacyjny, przyzwyczajając i ucząc konsumentów, jak to w ogóle robić. Ważną kwestią jest także to, że system kaucyjny to nie tylko butelkomaty, ale również ręczna zbiórka opakowań w sklepach i poza nimi, która jest bardzo istotna – zwracają uwagę autorzy badania.

Jak przewiduje Robert Biegaj, w perspektywie 6-12 miesięcy można spodziewać się stopniowego wzrostu udziału konsumentów korzystających z systemu – oczywiście wraz z poprawą infrastruktury, dostępnością automatów i kampaniami edukacyjnymi. Wyrównają się różnice między regionami. Duże miasta dołączą do trendu, gdy system stanie się wygodny i powszechny. Utrwali się nawyk, gdy Polacy przekonają się, że kaucja to nie dodatkowy obowiązek, ale prosty sposób na zwrot pieniędzy i ekologiczne działanie.

– Edukacja konsumentów będzie kluczową sprawą dla skutecznego funkcjonowania systemu kaucyjnego oraz osiągnięcia założonych przez ustawodawcę celów ekologicznych. Podsumowując raport, koniecznie należy poważnie rozważyć poszerzenie i wzmocnienie akcji edukacyjnych przedstawiających zachęty dla konsumentów. Inaczej cały system kaucyjny będzie kulał, a przecież nie o to w tym chodzi. Jest on bardzo potrzebny, tylko należy nad tym jeszcze popracować, żeby społeczeństwo lepiej dostrzegło sens całej tej idei – podsumowują eksperci z UCE RESEARCH.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Raport został oparty na badaniu, które zostało przeprowadzone w dniach 10-14.10.2025 metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Shopfully na próbie 987 Polaków w wieku 18-80 lat, którzy są odpowiedzialni za realizację bieżących zakupów w swoich gospodarstwach domowych.

Wyniki Grupy Kapitałowej Banku Millennium w 3 kw. 2025 r.

Bank Millennium w 3 kw. 2025 r. – dobre wyniki finansowe i operacyjne, realizacja Strategii’28 Wartość i Wzrost zgodna z planem.

Grupa Kapitałowa Banku Millennium S.A. wypracowała w trzecim kwartale 2025 r. zysk netto w wysokości 345 mln zł (+4% kw/kw) oraz 855 mln zł w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. (+56% r/r). 3kw25 charakteryzował się relatywnie niską liczbą zdarzeń jednorazowych oraz nadal podwyższonym, choć malejącym poziomem kosztów związanych z portfelem kredytów hipotecznych walutowych.

Podstawowa działalność operacyjna pozostała solidna i stanowiła główne źródło dobrego wyniku kwartalnego oraz narastająco od początku roku. Wzrost portfela kredytowego był nieznaczny w 3kw25, jednak dynamika w segmencie korporacyjnym dalej przyspieszyła (+6% kw/kw), osiągając 12% r/r. Kredyty inwestycyjne stanowiły 42% nowych kredytów tego segmentu w 3kw25. Dla kontrastu, portfel detaliczny wykazał ujemną dynamikę kw/kw i r/r, co było efektem szybkiego spadku portfela kredytów hipotecznych walutowych oraz niskiej, choć rosnącej sprzedaży nowych kredytów hipotecznych w PLN, która nie zdołała zrównoważyć solidnej sprzedaży kredytów konsumpcyjnych. Nadwyżka płynności dalej rosła (depozyty +5% kw/kw i +12% r/r), a wskaźnik kredyty/depozyty osiągnął nowe minimum na poziomie 58%. Liczba aktywnych klientów detalicznych kontynuowała trend wzrostowy (3,234 mln, +4% r/r), liczba aktywnych klientów cyfrowych przekroczyła próg 3 mln, a wartość produktów inwestycyjnych wzrosła o 9% kw/kw, przekraczając 14,2 mld zł. W ramach tych produktów, wartość funduszy zarządzanych przez Millennium TFI przekroczyła 10 mld zł.

Wskaźniki kapitałowe poprawiły się w okresie sprawozdawczym (współczynnik TCR dla Grupy na poziomie 16,0%, a współczynnik T1 na poziomie 14,4%).

Jestem zadowolony z osiągniętych wyników, zysku netto w wysokości 345 mln zł w 3Q25 oraz 855 mln zł w pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 roku, pomimo utrzymujących się kosztów portfela walutowych kredytów hipotecznych. Trzeci kwartał 2025 roku przyniósł solidne rezultaty zarówno w obszarze bankowości detalicznej jak i korporacyjnej, w której zgodnie z przyjętą Strategią’28 Wartość i Wzrost planujemy dynamiczny rozwój. Na podkreślenie zasługuje fakt, iż  wartość nowej produkcji kredytowej dla firm wzrosła aż o 22% kw/kw oraz aż o 83% r/r, głównie za sprawą dynamicznych wzrostów w obszarze nowych kredytów inwestycyjnych. W raportowanym okresie dostarczyliśmy naszym klientom wiele nowych rozwiązań i produktów, na czym zawsze się skupiamy. Wszystko to osiągnęliśmy przy nieustannym stawianiu na jakość naszych usług i pozytywne doświadczenia klientów, za co zostaliśmy uhonorowani nagrodami branżowymi. ” – skomentował Joao Bras Jorge, Prezes Banku Millennium.

Z satysfakcją podkreślam, że po trzech kwartałach 2025 roku jesteśmy na dobrej drodze do realizacji inicjatyw Strategii 2028: Wartość i Wzrost i aktywnie monitorujemy kluczowe cele biznesowe i finansowe. Koncentrowaliśmy się na trwałym wzroście w segmencie detalicznym, umacnianiu pozycji Banku w segmencie małych i średnich przedsiębiorstw oraz poprawie rentowności. Strategicznym priorytetem Banku była digitalizacja, rozbudowa oferty produktowej, w tym produktu inwestycyjnego i oszczędnościowego oraz ciągłe podnoszenie jakości obsługi klienta.” dodał prezes Joao Bras Jorge.

W raportowanym okresie zrealizowano szereg wdrożeń ujętych w Strategii’28 Wartość i Wzrost, wspierających potrzeby zarówno klientów detalicznych, jak i firmowych. Liczba aktywnych użytkowników cyfrowych korzystających z aplikacji mobilnej i bankowości internetowej przekroczyła ponad 3 mln, co stanowi ważny krok do osiągnięcia powyżej 95% aktywnych cyfrowo klientów do 2028 roku. W ramach uruchomionej w trzecim kwartale kampanii „Być i mieć” młodzi influencerzy promują produkty bankowe, takie jak Konto Millennium 360°, Konto Oszczędnościowe Profit czy aplikację mobilną, pokazując ich praktyczne zastosowanie. W aplikacji mobilnej udostępniono funkcjonalność zakupu kart eSIM z międzynarodowymi pakietami danych czy możliwość zamówienia gotówki do placówki Banku. Dzięki nowym funkcjonalnościom klient może potwierdzić tożsamość w serwisach administracji publicznej i komercyjnych za pomocą biometrii lub kodu PIN w aplikacji mobilnej. Nowością jest również Konto Oszczędnościowe Twój Cel, które umożliwia wygodne i automatyczne odkładanie pieniędzy. Klienci oszczędzający regularnie otrzymają wyższe oprocentowanie.

W obszarze bankowości przedsiębiorstw Bank Millennium jako jedna z pierwszych firm na rynku, wdrożył cyfrowe rozwiązanie w zakresie podpisywania umowy leasingu, umożliwiając proces zawierania umowy leasingowej w pełni online. W ramach poszerzania oferty wprowadzono Pożyczkę na rozwój. Klienci firmowi mogą również skorzystać z funkcji wielowalutowej, dzięki której realizacja płatności bezpośrednio z rachunków walutowych, odbywa się bez konieczności przewalutowania. Firmy spełniające określone kryteria środowiskowe mają natomiast dostęp do zielonych gwarancji KUKE S.A., które stanowią zabezpieczenie kredytów i ułatwiają dostęp do finansowania.

PKB USA rośnie dzięki infrastrukturze cyfrowej – Polska potrzebuje strategii dla centrów danych

Aż 92% wzrostu PKB USA w pierwszej połowie 2025 roku pochodziło z inwestycji w centra danych i technologie przetwarzania informacji – wynika z analizy opublikowanej przez “Fortune”, opartej na danych ekonomisty z Harvardu, Jasona Furmana. Szacunki Morgan Stanley wskazują, że wydatki największych firm technologicznych w tym sektorze sięgają już 400 miliardów dolarów rocznie, dodając około 1 punkt procentowy do realnego wzrostu PKB. W tym samym czasie Polska utrzymuje jedynie niecałe 2% udziału w europejskim rynku centrów danych pod względem mocy IT. Jeśli nie przyspieszymy, ryzykujemy utratę pozycji w jednym z kluczowych sektorów gospodarki przyszłości.

W ciągu ostatnich lat centra danych stały się nową infrastrukturą krytyczną światowej gospodarki. To w nich dziś mieszczą się systemy sztucznej inteligencji, bankowe algorytmy, łańcuchy dostaw, treści wideo, dane medyczne i rządowe. Coraz częściej to właśnie ich moce obliczeniowe decydują o tym, które gospodarki rozwijają się szybciej.

W Stanach Zjednoczonych trwa prawdziwy boom inwestycyjny. Najwięksi gracze – Microsoft, Amazon, Google, Meta i Nvidia – czterokrotnie zwiększyli nakłady na centra danych w ostatnich latach.

Według analityków, infrastruktura związana z centrami danych dodaje dziś około 1 punkt procentowy do wzrostu amerykańskiego PKB, co oznacza, że sektor krytycznej infrastruktury cyfrowej zaczął pełnić rolę, jaką w XX wieku pełnił przemysł ciężki. Dla rządów i inwestorów na całym świecie to jasny sygnał: rozwój centrów danych to dźwignia wzrostu, który przenosi się na kolejne sektory – od energetyki i budownictwa po logistykę i edukację technologiczną. To właśnie dlatego kolejne kraje zaczynają traktować infrastrukturę danych jako strategiczny zasób gospodarczy.

Musimy dostrzec ryzyko

Europa również przyspiesza. Zdecydowana większość największych europejskich gospodarek już zrozumiała, że inwestycje w centra danych to inwestycje w długofalową przewagę konkurencyjną. Wokół infrastruktury cyfrowej budują nowe modele wzrostu – przyciągają kapitał, innowacje i specjalistów AI.

Na tym tle Polska wciąż pozostaje w roli obserwatora. Nasz udział w europejskim rynku data center to około 2%, a tempo inwestycji nie odpowiada dynamicznym przyrostom obserwowanym na innych rynkach europejskich. Wysokie koszty energii, opóźniona dekarbonizacja energetyki zawodowej, brak stabilnych regulacji i długie procesy administracyjne sprawiają, że potencjał regionu nie przekłada się jeszcze na realny wzrost. A przecież właśnie teraz trwa globalny wyścig o to, kto będzie przetwarzać dane przyszłości. Przyjmując określony w strategicznym dokumencie Komisji Europejskiej “Cloud and AI Development Act” cel trzykrotnego zwiększenia europejskich mocy centrów danych w przeciągu najbliższych pięciu do siedmiu lat, oznacza inwestycje na poziomie od 240 do 360 miliardów euro tylko w część nieruchomościową centrów danych – bez uwzględnienia infrastruktury serwerowej i rozbudowy systemu energetycznego. To skala inwestycji, o którą warto walczyć na poziomie rządowym.

Kiedy centra danych napędzają wzrost PKB w USA, Polska ryzykuje wypadnięcie z globalnej mapy cyfrowych inwestycji. Każdy rok opóźnień oznacza nie tylko utracony kapitał, lecz także odpływ talentów i innowacji. Wraz z rozwojem sztucznej inteligencji, automatyzacji i usług chmurowych to właśnie dostęp do infrastruktury obliczeniowej decyduje o tym, gdzie powstają nowe miejsca pracy i technologie. Jeśli nie zbudujemy silnych fundamentów dla centrów danych dziś, jutro możemy płacić za to spowolnieniem całej gospodarki

– komentuje Piotr Kowalski, dyrektor zarządzający Polish Data Center Association (PLDCA).
PLDCA wyjaśnia, że aby odwrócić trend, potrzebna jest spójna strategia dla sektora centrów danych – obejmująca planowanie strategiczne na poziomie rządowym, konsekwentną dekarbonizację, uproszczenie procedur inwestycyjnych oraz partnerską współpracę administracji i biznesu. Polska ma atuty: sprzyjające warunki klimatyczne, kompetencje inżynierskie, centralne położenie w Europie i rosnący popyt na usługi cyfrowe. Wyzwanie polega na tym, by przełożyć ten potencjał na konkretne działania w obszarze rozwoju infrastruktury cyfrowej.

Inwestycje w centra danych to dziś inwestycje w produktywność, odporność i suwerenność cyfrową. Kraje, które zrozumieją to szybciej, zyskają przewagę trudną do odrobienia. Dane stały się nową energią gospodarki – a centra danych jej elektrowniami.

Źródło danych:

Fortune, Without data centers, GDP growth was 0.1% in the first half of 2025, Harvard economist says, 7.10.2025, dostępny online: https://fortune.com/2025/10/07/data-centers-gdp-growth-zero-first-half-2025-jason-furman-harvard-economist/ [dostęp: 23.10.2025]

ELQ i Euvic dołączają do ORBITEO

Notowana na GPW, JRH ASI S.A. jako inicjator i organizator ORBITEO, zawarła list intencyjny z ELQ S.A. (ELQ) w sprawie współpracy ELQ z ORBITEO oraz umowę ramową z Euvic S.A. (Euvic). ORBITEO to klaster podmiotów działających w obszarach sztucznej inteligencji, technologii kosmicznych, przemysłu obronnego, automatyzacji oraz deeptech, a partnerstwa z ELQ i Euvic znacząco poszerzają zakres jego kompetencji. Współpraca z ELQ będzie obejmować projekty w obszarze rozwiązań bezzałogowych oraz technologii dual-use, natomiast umowa z Euvic dotyczy delegowania przez Euvic specjalistów IT o wysokich kwalifikacjach, a zlecane prace mogą obejmować projekty JRH, ORBITEO lub innych spółek z grupy kapitałowej.

ELQ to polska firma z korzeniami w energetyce i transformacji infrastruktury, która w ramach współpracy z ORBITEO skoncentruje się na rozwoju i wdrażaniu zaawansowanych systemów bezzałogowych (ELQ Defense). Program obejmuje produkcję i integrację dronów we współpracy z ukraińskimi producentami, co oznacza dostęp do technologii przetestowanych w warunkach bojowych, codzienne aktualizacje firmware/software, integrację z systemami analityki i automatyki. ELQ wnosi dostawę i integrację platform bezzałogowych z infrastrukturą IT/OT, usługi serwisu i szkoleń oraz doradztwo w projektowaniu rozwiązań hybrydowych dron-IoT-analityka.

Dzięki współpracy ORBITEO zyska szybki dostęp do technologii operacyjnych, przewagę technologiczną i rozszerzenie zakresu usług w monitoringu, bezpieczeństwie i operacjach krytycznych. Dla ELQ partnerstwo będzie oznaczać możliwość wejścia na nowe rynki, skalowania projektów i przyspieszenia rozwoju produktów.

Dołączenie do Orbiteo to dla ELQ ważny krok w kierunku skalowania naszych rozwiązań bezzałogowych i szybkiego wdrażania innowacji. ELQ Defense, rozwijane we współpracy z czołowymi partnerami ukraińskimi, daje Orbiteo dostęp do technologii przetestowanej w warunkach bojowych i aktualizowanej codziennie — co przekłada się na realną efektywność i przewagę operacyjną. Cieszymy się, że wspólnie możemy przyspieszać transformację cyfrową i zwiększać bezpieczeństwo naszych klientów – mówi dr Marcin Sołtysiak, CEO Grupy ELQ.

ELQ wnosi do ORBITEO nie tylko doświadczenie w infrastrukturze krytycznej, ale także gotowe do wdrożenia technologie bezzałogowe, sprawdzone w realnych warunkach. To dla nas kolejny ważny element budowy polskiego ekosystemu technologii dual-use, łączącego przestrzeń kosmiczną, AI i obronność. Wierzymy, że dzięki takim partnerstwom ORBITEO stanie się platformą realnej innowacji i współpracy przemysłu z nauką – powiedział January Ciszewski, główny akcjonariusz i Prezes JRH.

Umowa z Euvic, natomiast, zapewni JRH i spółkom z klastra ORBITEO dostęp do kilku tysięcy ekspertów z doświadczeniem w realizacji złożonych projektów informatycznych w kraju i za granicą – w tym specjalistów tworzących oprogramowanie używane przez NASA i Amerykański Departament Obrony – to kolejny silny punkt w rozwoju i konsolidacji potencjału technologicznego klastra ORBITEO. Celem porozumienia jest zapewnienie zaplecza kompetencyjnego i technologicznego dla dynamicznie rozwijających się spółek ORBITEO

Euvic to polska grupa kapitałowa założona w 2005 roku, będąca jednym z największych dostawców usług IT w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Grupa Euvic zatrudnia ponad 6 tys. specjalistów i realizuje projekty dla sektora prywatnego i publicznego, obejmujące m.in. tworzenie oprogramowania, zarządzanie infrastrukturą IT, cyberbezpieczeństwo, integrację systemów oraz rozwiązania z obszaru sztucznej inteligencji i automatyzacji. Grupa posiada biura w Polsce, Niemczech, Skandynawii, USA i Kanadzie, obsługując klientów z ponad 20 krajów.

W ramach podpisanej umowy Euvic będzie świadczyć na rzecz JRH i spółek z klastra ORBITEO usługi outsourcingu specjalistów IT oraz projektowe, obejmujące wsparcie w zakresie rozwoju oprogramowania, zarządzania projektami, projektowania i dostaw infrastruktury IT, cyberbezpieczeństwa jak i obszaru AI. Dostęp do szerokiego grona specjalistów Euvic umożliwi realizację projektów wymagających zaawansowanych kompetencji inżynieryjnych, przy zachowaniu najwyższych standardów jakości i bezpieczeństwa.

Uważam, że budowa polskich satelitów i dronów to nasza racja stanu. Polska powinna dysponować technologicznie suwerennymi rozwiązaniami, dlatego uważam ORBITEO za cenną inicjatywę i liczę, że umowa ramowa przekuje się wkrótce w konkretne projekty – podkreśla Wojciech Wolny, prezes Euvic S.A.

Euvic to partner o wyjątkowym doświadczeniu, który wnosi do ORBITEO skalę i kompetencje niezbędne dla realizacji najbardziej zaawansowanych projektów. Dzięki tej współpracy JRH i spółki z klastra zyskują dostęp do know-how i zasobów umożliwiających realizację i szybkie skalowanie technologii AI, space i defence na światowym poziomie. To kolejny krok w budowie silnego, zintegrowanego ekosystemu polskich firm technologicznych – podsumowuje January Ciszewski.

YouTube jako narzędzie cyberprzestępców – „YouTube Ghost Network”

Ponad 3 tys. złośliwych filmów i setki przejętych kont – tak wyglądają kulisy największej w historii kampanii malware na YouTube, odkrytej przez Check Point Research. Według ekspertów, tzw. „YouTube Ghost Network” działała nieprzerwanie od 2021 roku, a w 2025 r. jej aktywność potroiła się. Ofiarami kampanii mogą być tysiące użytkowników z całego świata.

Cyberprzestępcy wykorzystali popularność filmów z kategorii „Game Hacks/Cheats” i „Software Cracks/Piracy”, by infekować komputery widzów złośliwym oprogramowaniem typu infostealer – wykradającym loginy, hasła i dane finansowe. Filmy, często prezentujące rzekomo darmowe wersje Photoshopa, FL Studio czy narzędzia do kryptowalut, były opatrzone instrukcjami zachęcającymi użytkowników do tymczasowego wyłączenia Windows Defendera.

To nowa era kampanii phishingowych. Zamiast podejrzanych maili, ofiary same wchodzą w pułapkę, ufając pozornie legalnym kontom i komentarzom – wyjaśnia Wojciech Głażewski, Managing Director firmy Check Point Software Polska.             YouTube narzędziem cyberprzestępców

Według raportu Check Point Research, najczęściej wykorzystywanym złośliwym oprogramowaniem był Lumma Stealer oraz Rhadamanthys, które po przejęciu danych łączyły się z serwerami C2 w Niemczech i Rosji. Co istotne, część filmów osiągała ogromny zasięg – ponad 290 000 wyświetleń – i posiadała setki pozytywnych komentarzy, co potęgowało wrażenie wiarygodności.

Szczególnie niebezpieczne były konta o dużej liczbie subskrybentów, np. kanał @Afonesio1 (129 tys. subskrybentów), który wykorzystywany był do dystrybucji złośliwej wersji Photoshopa. Z kolei inny kanał, @Sound_Writer, zachęcał pobieranie „oprogramowania do kryptowalut”, które po instalacji wykradało dane z niezabezpieczonych komputerów.      

Eksperci podkreślają, że tzw. „Ghost Networks” stają się nowym trendem w cyberprzestępczości – sieci fałszywych lub przejętych kont działają jak dobrze zorganizowany ekosystem, w którym jedne profile publikują filmy, inne udają zadowolonych użytkowników, a kolejne rozpowszechniają linki w komentarzach.    

YouTube Ghost Network pokazuje, jak cienka granica dzieli cyfrową rozrywkę od realnego zagrożenia finansowego – dodaje Wojciech Głażewski. Check Point poinformował, że wszystkie zidentyfikowane materiały zostały zgłoszone do Google. Większość z nich już usunięto, ale – jak ostrzegają badacze – podobne kampanie mogą się odrodzić w każdej chwili.

Czy to koniec hossy na złocie? Cena spada, ale fundamenty pozostają mocne

0

Po serii rekordów i spektakularnych wzrostów, na rynku złota pojawiła się pierwsza od miesięcy wyraźna korekta. Cena uncji spadła poniżej 4100 dolarów, co wywołało pytania, czy to początek końca trwającej hossy, czy jedynie chwilowy oddech przed kolejną falą wzrostów. Analitycy podkreślają jednak, że fundamenty rynku wciąż pozostają bardzo mocne, a obecna korekta ma raczej charakter techniczny niż fundamentalny.

Po tak dynamicznym rajdzie wzrostowym, który był miał całkowicie bezprecedensowy charakter, korekta nie jest wielkim zaskoczeniem – tłumaczy Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldenmark i Goldsaver.Wiele wskazuje na to, że rynek musi złapać oddech. Warto też podkreślić, że kluczowe czynniki, które windowały ceny złota, wciąż są obecne. Niepewność geopolityczna, wysokie zadłużenie państw i utrzymujące się niskie realne stopy procentowe – wylicza ekspert.

Korekta po rekordach

Jeszcze kilka dni temu złoto biło kolejne rekordy, przekraczając barierę 4380 dolarów za uncję. Silny impuls wzrostowy napędzały m.in. napięcia handlowe na linii USA–Chiny, obniżki stóp procentowych w wielu krajach oraz masowe zakupy banków centralnych. Teraz, po niemal nieprzerwanym rajdzie trwającym od sierpnia, inwestorzy najprawdopodobniej realizują część zysków.

Obecna sytuacja wygląda na naturalny etap rynku byka – podkreśla Tekliński. – Złoto rośnie falami. Każdy ruch w górę jest przerywany spadkiem, który pozwala na ponowne zebranie sił. Tak było w 2019, w 2020 roku, tak jest i teraz.

Fundamenty wciąż sprzyjają metalom szlachetnym

Ekspert Goldenmark zwraca uwagę, że za wzrostem cen złota nie stoi spekulacja, lecz strukturalne zmiany w globalnej gospodarce. Rosnące zadłużenie Stanów Zjednoczonych, utrzymująca się presja inflacyjna i systematyczne osłabianie dolara sprawiają, że inwestorzy szukają realnych aktywów chroniących wartość kapitału.

Od kilku miesięcy obserwujemy bardzo silny popyt zarówno ze strony banków centralnych, jak i inwestorów indywidualnych – mówi Tekliński.W salonach Goldenmark zainteresowanie fizycznym złotem wzrosło na niespotykaną skalę. Klienci traktują złoto nie jako spekulację, ale jako bezpieczne miejsce dla oszczędności.

Okazja dla cierpliwych inwestorów?

Obecna korekta może być dla wielu inwestorów okazją do wejścia na rynek po bardziej atrakcyjnych cenach. Historia pokazuje, że spadki w trakcie silnych trendów wzrostowych często stanowią dobre momenty zakupowe.

Kiedy złoto drożeje niemal każdego dnia, wielu inwestorów czeka z decyzją, licząc na korektę. I właśnie teraz ten moment nadszedł – komentuje Michał Tekliński.Oczywiście nie da się idealnie przewidzieć dna korekty, ale jeśli ktoś planuje zakup z myślą długoterminową, obecne poziomy są racjonalne.

Prognozy: trend wciąż wzrostowy

Choć w krótkim terminie rynek może pozostać zmienny, długoterminowe prognozy dla złota pozostają optymistyczne. Coraz więcej instytucji finansowych – w tym Bank of America, Goldman Sachs i ANZ – widzi w 2026 roku potencjał dojścia nawet do poziomu 5000 USD za uncję.

Mamy unikalne połączenie czynników, które historycznie wspierały złoto: napięcia polityczne, rekordowe długi, słabnący dolar i obniżki stóp procentowych. To środowisko, w którym kruszec czuje się najlepiej – podsumowuje Tekliński. – Korekta nie zmienia tego obrazu. Wręcz przeciwnie – przypomina, że rynek złota jest żywym organizmem, który zachowuje się w sposób naturalny.