W ciągu najbliższych 5 lat 77 proc. Polaków będzie żyć na kredyt

0
  • W ciągu najbliższych 5 lat aż 77 proc. Polaków może opłacać bieżące wydatki z kredytów – wynika z raportu CRIF Banking on Banks 2025 Usługi finansowe w Europie w drodze do roku 2030.
  • Niemal trzy czwarte konsumentów w większym stopniu będzie płacić za usługi i towary za pomocą Buy Now Pay Later (BNPL).
  • Prognozowany popyt na elastyczne formy finansowania wynika z odczuwalnego przez Polaków wzrostu kosztów życia.
  • 71 proc. Polaków spodziewa się, że do 2030 roku zarządzanie finansami osobistymi – w tym wnioskowanie o finansowanie i zarządzanie długiem – będzie odbywać się w pełni online.

Do 2030 roku 77 proc. polskich konsumentów spodziewa się większego uzależnienia od kredytów w celu pokrycia codziennych wydatków, a 74 proc. przewiduje, że w znacznie większym stopniu będzie korzystać również z usługi Buy Now Pay Later (BNPL). Podobna tendencja występuje w innych krajach Europy. O większym poleganiu na kredytach w realizacji codziennych rachunków mówi 81. proc. wszystkich respondentów, a znacznego wzrostu popularności BNPL spodziewa się 78 proc. badanych.

Raport Usługi finansowe w Europie w drodze do roku 2030 to druga część raportu CRIF Banking on Banks 2025. Zawiera analizę̨ opinii na temat przyszłości usług bankowych wyrażonych przez 6 tys. konsumentów we Włoszech, Niemczech, Francji, Polsce i Wielkiej Brytanii oraz 200 ekspertów finansowych z rynków europejskich.

– Rosnące koszty życia, niestabilność makroekonomiczna i napięta sytuacja geopolityczna sprawiają, że konsumenci ostrożnie podchodzą do długoterminowych zobowiązań. Jednocześnie wzrasta obawa o przyszłość. W tę lukę doskonale wpisują się krótkoterminowe kredyty konsumenckie i elastyczne formy finansowania, takie jak Buy Now Pay Later.  Rosnące znaczenie BNPL to wyraźny sygnał przesunięcia finansowania w stronę krótkoterminowego zaciągania zobowiązań. Z jednej strony jest to wygodne dla konsumentów, bo w prosty sposób pozwala zbilansować domowy budżet w trudniejszym czasie, a z drugiej daje większą kontrolę nad procesem spłaty – mówi Kamil Gosławski, Head of Banking & Insurance w CRIF Polska.

Jak badani oceniają koszty życia w 2025 roku?

Raport CRIF szczegółowo podaje, w których obszarach konsumenci najbardziej odczuli wzrost wydatków. W 2025 r. trzy czwarte Polaków zadeklarowało, że na rachunki domowe wydaje więcej niż pięć lat temu (łącznie w Niemczech, Włoszech, Francji, Wlk. Brytanii i w Polsce wzrost wydatków odczuło 64 proc. osób). Ponad połowa Polaków – 56 proc. – płaci też więcej za benzynę (twierdzi tak 48 proc. wszystkich badanych). 58 proc. Polaków utrzymuje, że wzrosły stawki czynszu lub raty kredytu hipotecznego (utrzymuje tak zaledwie 34 proc. wszystkich ankietowanych). 44 proc. rodzimych respondentów uważa też, że ponosi wyższe koszty polis ubezpieczeniowych (potwierdza to 40 proc. badanych Europejczyków)

– Wobec takich wzrostów nie dziwi fakt, że prawie jedna piąta badanych Polaków (22 proc.) przeznacza mniej środków na swoje ogólne oszczędności i taki sam odsetek konsumentów odkłada mniej na wydatki nagłe i nieplanowane. Wzrostu wydatków należy upatrywać w rosnących kosztach pracy i usług. Dane Eurostatu za 2025 rok wyraźnie pokazują, że koszty pracy w Polsce rosły ponad dwukrotnie szybciej niż średnia unijna. Doganiamy też Europę cenami usług. Stąd m.in. bierze się skumulowany wzrost stałych, obowiązkowych opłat, a wraz z tym, większe zapotrzebowanie na finansowanie – komentuje Kamil Gosławski z CRIF Polska.

Polacy liczą się z cyfryzacją

Wzrost zapotrzebowania na kredyty spotyka się z rewolucją technologiczną w sektorze finansowym. Dane z raportu wskazują na większe znaczenie technologii w usługach finansowych. 71 proc. polskich konsumentów deklaruje, że do 2030 r. będzie zarządzać swoimi finansami w pełni online lub poprzez aplikację internetową. Tyle samo badanych przewiduje konsolidację usług bankowych, inwestycyjnych i ubezpieczeniowych w jednej aplikacji. Natomiast 62 proc. spodziewa się, że za pięć lat banki będą prowadzić obsługę bez bezpośredniego kontaktu klientów z konsultantami.

– Przyszłość usług finansowych już jest oparta na technologii cyfrowej i ten wpływ będzie rósł, a Polacy doskonale zdają sobie z tego sprawę. Jesteśmy świadkami rewolucji, która na stałe zmienia sposób, w jaki gospodarujemy finansami. Dziś smartfon staje się głównym centrum dowodzenia. Dzięki analizie danych w czasie rzeczywistym, sztucznej inteligencji i otwartej bankowości instytucje finansowe mogą w jeszcze większym stopniu personalizować oferty kredytowe, a proces, który kiedyś trwał tygodniami zamknie się w minutach – zaznacza Kamil Gosławski.

Mimo świadomości większego znaczenia technologii cyfrowych Polacy w dużej mierze (60 proc.) obawiają się, że tradycyjne banki mogą mieć trudności z nadążaniem za szybkimi zmianami technologicznymi. Jednocześnie badani mają ograniczone zaufanie do sztucznej inteligencji w kwestii finansów osobistych. Zaledwie 24 proc. zwróciłoby się do AI po poradę finansową, a dla 21 proc. pytanie sztucznej inteligencji o finanse osobiste to najmniej prawdopodobny scenariusz.

– Sztuczna inteligencja wciąż jest tematem wymagającym oswojenia. Na obecnym etapie nie postrzegamy jej jako eksperta, któremu można w pełni zaufać. Jednocześnie AI to kopalnia wiedzy. Konsumenci zdają sobie z tego sprawę i część z nich tę wiedzę wykorzystuje – podsumowuje ekspert.

***

Badanie na zlecenie CRIF zostało przeprowadzone przez Opinium Research wśród 6000 konsumentów na rynkach europejskich (Francja, Niemcy, Włochy, Polska i Wielka Brytania) w dniach 20–27 marca 2025 r. Opinium przeprowadziło również ankietę wśród 200 pracowników sektora usług finansowych, kadry kierowniczej średniego i wyższego szczebla, pracujących w Wielkiej Brytanii (w tym również obsługujących rynki europejskie) w dniach 14–18 marca 2025 r.

Odczyty PMI w strefie euro mogą zwiastować ożywienie

0

PMI dla przemysłu w strefie euro znalazł się na granicy 50 pkt, przekraczając oczekiwania rynkowe na poziomie 49,80 pkt. To kolejny odczyt w okolicach 50 pkt, który to próg w sierpniu był nawet przekroczony. Wydaje się, że mogą to być pierwsze jaskółki długo wyczekiwanego przebudzenia w europejskiej gospodarce.

Dosyć podobnie sytuacja wygląda w Niemczech, gdzie PMI dla przemysłu za październik wyniósł 49,6 pkt wobec oczekiwań na poziomie 49,50 pkt.

Poprawę nastrojów europejskich i niemieckich firm widać nawet zdecydowanie bardziej po odczytach PMI dla usług. Wskaźnik ten wyniósł odpowiednio 52,6 pkt (oczekiwania 51,20) dla strefy euro oraz 54,5 pkt (oczekiwania 51,10) dla Niemiec. W przypadku Niemiec PMI dla usług ostatni raz przekroczył próg 54 punktów w maju 2024 roku.

Nastroje, przynajmniej europejskich i niemieckich firm, są coraz lepsze. Pytanie jak przełoży się to na przyszły rzeczywisty stan gospodarki.

Fed ma obniżyć stopy procentowe mimo shutdownu – co to oznacza dla kursu dolara?

Spodziewamy się, że Fed w środę po raz kolejny obniży stopy procentowe o 25 pb., mimo utrudnień wynikających z zawieszenia prac rządu USA. Zakładamy, że Rezerwa Federalna nie będzie chciała wprowadzać na rynkach zamieszania, a jej stonowany przekaz będzie miał ograniczony wpływ na dolara.

Kluczowe punkty:

  • Fed powinien obniżyć stopy o 25 pb. mimo shutdownu.
  • Brak aktualnych danych z USA sprawia, że Fed po części błądzi we mgle.
  • Dostępne dane wskazują na dalszą słabość rynku pracy.
  • Oświadczenie może pozostać niemal bez zmian.
  • W tym miesiącu nie ma dot plotu ani projekcji.
  • Spodziewamy się jeszcze dwóch cięć stopy fed funds w 2025 r.

Oficjele z Rezerwy Federalnej nie będą podejmowali w październiku decyzji całkiem na oślep, niemniej trwające wstrzymanie prac instytucji federalnych oznacza, że nie będą mieć klarownego obrazu sytuacji. Od czasu zamknięcia rządu na początku miesiąca nie uświadczyliśmy pierwszorzędowych publikacji makroekonomicznych z USA, szczególnie z rynku pracy, i trudno powiedzieć, kiedy ulegnie to zmianie. Szczęśliwie dla Fedu, Biuro Statystyki Pracy zdecydowało się opublikować w trybie nadzwyczajnym wrześniowy raport dot. inflacji CPI. Zaplanowany jest on na piątek (24.10) i powinien wykazać niewielki wzrost presji cenowej.

Fed błądzi we mgle

Nie spodziewamy się jednak, by niepewność miała stanąć na drodze do październikowego cięcia. Obniżenie stóp procentowych było niemal pewne już przed zamknięciem rządu i jest właściwie w pełni wyceniane w kontraktach futures od czasu kiepskiego raportu NFP (non-farm payrolls) za lipiec oraz rekordowej 12-miesięcznej rewizji danych. W opóźnionych danych nie ma nic, co mogłoby powstrzymać październikową obniżkę, a decydenci z Fedu mogą czuć się komfortowo z decyzją o cięciu nawet bez posiadania pełnego obrazu amerykańskiej gospodarki.

Ostatnie tygodnie nie były całkowicie pozbawione wieści z gospodarki. Ocenę jej stanu musimy jednak opierać w dużej mierze na danych drugorzędowych. Były one na ogół zgodne z dominującym poglądem, że aktywność gospodarcza w USA pozostaje odporna mimo niepewności handlowej, co pokazują wskaźniki PMI i nowcast GDPNow (3,9% w ujęciu zanualizowanym), zaś rynek pracy się ochładza, czego przykładem jest spadek zatrudnienia w sektorze prywatnym o 32 tys. we wrześniu.

Wykres 1: Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych (ADP) w USA (2024 – 2025)

Retoryka nie powinna ulec większej zmianie względem września

Prezes FOMC Jerome Powell podczas swojego przemówienia w Filadelfii 14.10 potwierdził, że październikowe cięcie, które Fed wyraźnie sygnalizował po ostatnim posiedzeniu, wciąż stanowi najbardziej prawdopodobny scenariusz. Ponownie zwrócił również uwagę na znaczne spowolnienie zatrudnienia, które jest postrzegane jako istotne zagrożenie dla gospodarki. Powiedział również wprost, że na podstawie dostępnych danych perspektywy zatrudnienia nie uległy zmianie od czasu wrześniowego posiedzenia, kiedy Fed w swoim dot plocie prognozował jeszcze dwie obniżki stóp procentowych w 2025 r.

Wykres 2: Dot plot FOMC (wrzesień 2025)W tym miesiącu nie będzie rewizji projekcji makroekonomicznych ani dot plotu, rynki będą więc polegać przede wszystkim na retoryce w oświadczeniu banku i podczas konferencji prasowej Powella. Ze względu na ograniczoną ilość nowych informacji, spodziewamy się, że oświadczenie będzie niemal takie samo jak we wrześniu. Fed prawdopodobnie podkreśli w nim zagrożenia dla zatrudnienia, zauważając być może, że stały się one poważniejsze, a zamknięcie rządu utrudnia podejmowanie decyzji. Złagodzić gołębi ton mogą ryzyka proinflacyjne, które w dalszym ciągu stanowią istotny problem, nawet jeśli decydenci wciąż uważają, że wpływ ceł na ceny konsumenckie będzie przejściowy.

Choć widoczna jest wyraźna różnica w oczekiwaniach dotyczących cięć stóp procentowych między Fedem (jeszcze trzy do końca 2026 r.) i kontraktami futures (pięć), nie spodziewamy się, by Powell miał jakkolwiek wesprzeć obecne rynkowe wyceny. Będzie on ponownie balansował między sygnalizowaniem dalszych obniżek i niepodsycaniem oczekiwań. Silniej niż kiedykolwiek sądzimy, że Powell będzie chciał przyjąć niezobowiązujący ton, komunikujący uczestnikom rynku, że „nie ma tu nic ciekawego”.

Niskie szanse na istotną reakcję dolara

Uważamy, że Fed stoi przed trudnym zadaniem. Naszym zdaniem kondycja amerykańskiego rynku pracy silnie przemawia za dodatkowymi cięciami stóp procentowych, niemniej ryzyka wzrostowe dla inflacji nakazują powściągliwość. Przed zamknięciem rządu mówiliśmy o jeszcze dwóch obniżkach Fedu w tym roku, w październiku i grudniu. Ze względu na brak oficjalnych danych, które mogłyby zmienić naszą opinię, wciąż się ich spodziewamy. Ścieżka polityki monetarnej w 2026 r. jest mniej wyraźna i będzie zależna w dużej mierze od przyszłych danych w miarę ich napływania.

Zakładając, że Fed postąpi zgodnie z naszymi oczekiwaniami i będzie się starał nie wywoływać w środę zamieszania na rynkach, reakcja dolara powinna być nadzwyczaj stonowana. W kontraktach futures cięcia po 25 pb. w październiku i grudniu są niemal w pełni wyceniane, obniżka w tym miesiącu i zasygnalizowanie jej również na kolejnym posiedzeniu byłyby więc przyjęte przez rynki ze spokojem. Oznaki większej niezgody wśród członków FOMC i/lub bardziej gołębie komentarze, które wzmogłyby obawy o rynek pracy, byłyby dla amerykańskiej waluty niekorzystne. Wesprzeć dolara mógłby zaś przekraczający oczekiwania raport inflacyjny w połączeniu z retoryką ostrzegającą przed utrwaleniem się spowodowanej cłami presji cenowej .

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (29.10) o godz. 19:00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

TrustBTC (Immersion Games) zabezpiecza finansowanie 500 mln zł na strategię Crypto Treasury

Spółka Immersion Games S.A. (w trakcie zmiany nazwy na TrustBTC), notowana na rynku NewConnect, podpisała warunkową umowę inwestycyjną z funduszem Hanover Square oraz doradcą transakcyjnym Alpha Blue Ocean. Umowa dotyczy finansowania o łącznej wartości przekraczającej 500 mln PLN.

Zgodnie z jej warunkami, inwestor obejmie akcje spółki o wartości 4 mln PLN oraz obligacje zamienne o łącznej wartości do 502 mln PLN.

W ramach realizacji umowy Immersion Games planuje przeznaczyć pozyskane środki netto na zakup kryptowaluty Bitcoin (BTC). Działanie to stanowi kluczowy element wdrażanej strategii Crypto Treasury, której celem jest długoterminowe budowanie wartości dla akcjonariuszy poprzez pasywny model zarządzania rezerwami BTC. Strategia ta została przyjęta po zakończeniu przeglądu opcji strategicznych spółki, rozpoczętego w sierpniu br.

Część kapitału zostanie przeznaczona na pokrycie kosztów operacyjnych związanych z rozwojem projektów w obszarze Web3. Inwestycje te stanowią integralny element długoterminowej strategii operacyjnej i infrastrukturalnej spółki, mającej na celu dywersyfikację działalności oraz tworzenie dodatkowych źródeł przychodów.

W najbliższym czasie Immersion Games planuje zmianę nazwy na TrustBTC. Propozycja zmiany zostanie poddana pod głosowanie podczas najbliższego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, na którym omawiany będzie również nowy program motywacyjny dla zarządu i kluczowych pracowników oraz inne uchwały wspierające dalszy rozwój spółki i wzrost wartości dla akcjonariuszy.

Regionalne rynki biurowe po 3 kw. 2025 r. – mniej budują, więcej wynajmują

0

Według najnowszego raportu Savills „Market in Minutes – Office market in regional cities Q3 2025”, podaż nowoczesnych powierzchni biurowych w ośmiu największych miastach regionalnych Polski osiągnęła poziom 6,73 mln m kw. Rynek, choć wykazuje oznaki stabilizacji, odnotowuje wyraźne spowolnienie po stronie nowej podaży. W okresie pomiędzy styczniem a wrześniem oddano jedynie 18 000 m kw. powierzchni biurowej – o 76% mniej niż w analogicznym okresie 2024 roku.

Aktywność deweloperska w miastach regionalnych również utrzymuje się na niskim poziomie. W budowie pozostaje ok. 192 tys. m kw., co oznacza spadek o 11% r/r i wynik znacznie poniżej średniej z lat 2020-2024, przekraczającej 520 000 m kw. Najwięcej inwestycji realizowanych jest w Krakowie (55 400 m kw.) i Poznaniu (49 600 m kw.).

Łączny wolumen wynajmu w okresie od stycznia do końca września wyniósł 521 800 m kw., co oznacza wzrost o 6% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Największą aktywność odnotowano w Krakowie (203 900 m kw.), Wrocławiu (107 400 m kw.) i Trójmieście (71 700 m kw.). Analiza struktury popytu pokazuje, że najwięcej, bo aż 20% wygenerowały firmy z sektora IT, odpowiadając za wynajem 105 000 m kw. Równo po 16% popytu przypadło na centra usług biznesowych oraz firmy zajmującej się produkcją.

Mimo silnego zainteresowania najemców zauważalne jest zwiększenie poziomu pustostanów, które wynosi obecnie średnio 17,7% (wzrost o 40 pb. r/r). Najniższy współczynnik pustostanów notują Szczecin (6,8%) i Lublin (10,3%), natomiast najwyższy Wrocław (21,8%) i Katowice (23,4%).

Regionalne rynki biurowe przechodzą obecnie fazę przystosowania do nowej rzeczywistości gospodarczej. Utrzymujące się zainteresowanie renegocjacjami kontraktów wskazuje, że najemcy starają się zoptymalizować swoje strategie wynajmu powierzchni, przy jednoczesnym zachowaniu elastyczności – komentuje Jarosław Pilch, Head of Tenant Representation, Savills.

W strukturze popytu dominują odnowienia umów (54% transakcji), a nowe najmy – w tym umowy właścicielskie – stanowią 38%. Niewielki udział (2%) przypada na transakcje przednajmu. Dodatkowo odnotowano 6% odsetek ekspansji.

Dynamika rynku w dużej mierze zależy od stabilności makroekonomicznej oraz dostępności finansowania inwestycji. W perspektywie najbliższych dwóch lat spodziewamy się utrzymania aktywności deweloperów na zbliżonym do obecnego poziomie – zauważa Daniel Czarnecki, Head of Landlord Representation, Savills.

Czynsze prime dla biur klasy A pozostają relatywnie stabilne, od 11,50 do 17,00 EUR/m kw./miesiąc. Najwyższe stawki za najlepsze projekty obowiązują w Poznaniu i Krakowie (17 EUR), a najniższe w Lublinie (14,50 EUR). Średnia opłata eksploatacyjna mieści się w przedziale 20-35 PLN/m kw./miesiąc.

Produkcja przemysłowa bez załamania, ale transformacja przyspiesza

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego we wrześniu 2025 r. polski przemysł utrzymał umiarkowaną aktywność produkcyjną, przy jednoczesnym zróżnicowaniu wyników w poszczególnych branżach. Spośród monitorowanych ponad 470 kluczowych wyrobów i grup asortymentowych, produkcja wytworzona była wyższa niż rok wcześniej w przypadku 241 pozycji, a niższa dla 226. Podobny rozkład widoczny był w produkcji sprzedanej — wzrost odnotowano dla 190 wyrobów, spadek dla 125.

Układ ten wskazuje na rynek znajdujący się w fazie przejścia — nie w recesji, ale też z coraz silniejszymi sygnałami spowolnienia cyklicznego. Wyraźnie zarysowuje się podział sektorowy: jedne gałęzie korzystają z globalnej poprawy popytu oraz wsparcia algorytmicznych procesów logistycznych i automatyzacji, inne pozostają w defensywie z powodu surowcowej presji kosztowej, spadku popytu eksportowego lub zmian strukturalnych (np. transformacji energetycznej i elektromobilności).

Branże w silnym wzroście — przemysł chemiczny, metalowy, maszyny i technologie

W okresie styczeń–wrzesień 2025 r. największe wzrosty produkcji wytworzonej odnotowano w sektorach:

  • chemia i nawozy – m.in. kleje (+26%), polipropylen (+23,4%), kwas octowy (+20%), nawozy potasowe (+15,1%)
  • metale i stalstal walcowana na gorąco (+48,8%), blachy płaskie walcowane na zimno (+30,1%)
  • maszyny rolnicze i przemysłowepługi (+35,6%), siewniki (+30,9%), witryny chłodnicze (+18,9%)
  • technologie i urządzenia elektronicznekable światłowodowe (+66,6%), aparaty stacjonarne (+55%), komputery (+23,4%)

Warto zauważyć, że rosną zwłaszcza branże wysokotechnologiczne, infrastrukturalne i przemysł specjalistyczny, czyli tam, gdzie impulsy inwestycyjne (w tym publiczne i europejskie) są nadal bardzo silne.

Branże w zdecydowanym spadku — moda, energetyka paliwowa, AGD i transport tradycyjny

Jednocześnie głęboki regres utrzymuje się w sektorach:

  • odzież i obuwie – spadki na wielu pozycjach nawet o 50–60% r/r
  • surowce energetyczne tradycyjnewęgiel brunatny (-6,9%), węgiel kamienny (-4,0%)
  • koks, paliwa, chemia rafineryjna – farby rozpuszczalnikowe (-57,7%), PVC (-32%)
  • AGD „klasyczne” – kuchnie gazowe (-27,9%), chłodziarko-zamrażarki (-16,9%)
  • motoryzacja ICEsamochody osobowe (-58%), rowery (-12,5%), gazomierze (-20,7%)

Wyraźnie widać przesunięcie popytu — przemysł tradycyjny przegrywa z innowacyjnym oraz modułowym, szczególnie gdy w grę wchodzi automatyzacja, AI i digitalizacja procesów.

Koszty budowy mieszkań stoją w miejscu, infrastruktura znów przyspiesza — rynek się rozwarstwia

Według najnowszych danych GUS ceny produkcji budowlano-montażowej w sierpniu 2025 r. pozostały generalnie stabilne (+0,1% m/m), przy czym utrzymuje się silne zróżnicowanie dynamiki między poszczególnymi kategoriami robót i typami obiektów. Umiarkowane tempo zmian wskazuje, że po silnej inflacji kosztowej z lat 2021-2023 rynek wchodzi w okres względnej równowagi kosztowej — choć presja cenowa jest nadal wyraźnie obecna w segmentach o wysokiej pracochłonności i specjalistycznym charakterze.

Najmniejszą dynamikę odnotowano w budowie budynków mieszkalnych oraz w segmencie robót specjalistycznych (oba wskaźniki 0,0% m/m). Niewielkie wzrosty pojawiły się natomiast w obiektach inżynierii lądowej i wodnej (+0,1%). Oznacza to, że kosztowo najbardziej aktywne pozostają inwestycje infrastrukturalne — spójnie z cyklem realizacji dużych kontraktów finansowanych ze środków publicznych i unijnych.

Najszybsze wzrosty wciąż w instalacjach i robotach wykończeniowych

Wśród poszczególnych kategorii robót najsilniejsze wzrosty odnotowano m.in. w:

  • montażu rusztowań (+2,0% m/m),
  • oprawach oświetleniowych (+0,7%),
  • instalacjach kanalizacyjnych (+0,4%).

Są to obszary charakteryzujące się dużym udziałem prac specjalistycznych oraz niedoborem wyspecjalizowanej siły roboczej — co potwierdza, że inflacja kosztów pracy nadal pozostaje w budownictwie jednym z głównych czynników presji cenowej.

Z drugiej strony — spadły ceny robót wykonywanych z prefabrykatów gipsowych oraz konstrukcji stalowych hal i budynków szkieletowych, co może być sygnałem chwilowego wyhamowania inwestycji przemysłowych oraz lekkiej nadpodaży w tym segmencie wykonawstwa.

Obiekty drogowe i mostowe: najwyższa presja kosztowa

Najbardziej jednoznaczny wzrost cen odnotowano w obiektach drogowych i mostowych:

  • główne ulice miejskie klasy „G” +0,4% m/m,
  • autostrady klasy „A” +0,3%,
  • estakady i mosty wykonywane w technologii betonu sprężonego nawet do +0,3%.

Oznacza to, że koszt budowy infrastruktury transportowej nadal rośnie szybciej niż koszty klasycznego budownictwa kubaturowego. Z jednej strony wynika to z wysokiej specjalizacji tych robót, z drugiej — z napływu dużych zleceń publicznych w przetargach przedłużających perspektywę wykorzystania środków UE (2021-2027).

Warunki dla inwestorów: stabilizacja, ale segmentacja kosztowa się pogłębia

Dla inwestorów publicznych i prywatnych oznacza to relatywnie przewidywalne warunki kosztowe, choć wymagające coraz precyzyjniejszej analizy kosztów branżowych. W obiektach mieszkalnych i komercyjnych — stabilizacja. W instalacjach i robotach techniczno-specjalistycznych — ponowna presja kosztowa. W projektach infrastrukturalnych — kontynuacja trendu wzrostowego.

Sierpień 2025 r. potwierdza tym samym, że okres gwałtownej inflacji kosztów budowlanych się zakończył, ale nie oznacza to powrotu do „taniego budowania”. Rynek wchodzi w fazę rozwarstwienia — koszty rosną najbardziej tam, gdzie rosną wymagania technologiczne, a dostępność wykonawców pozostaje ograniczona.

Rynek pracy traci impet: rejestr bezrobotnych rośnie, rekrutacje zwalniają

Według danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej liczba zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 866 tys. osób – o 10 tys. więcej niż miesiąc wcześniej i aż o blisko 100 tys. więcej r/r. Stopa bezrobocia wzrosła do 5,6%, co jest najwyższym poziomem od lutego 2023 r. Choć na pierwszy rzut oka może to sugerować pogorszenie sytuacji, eksperci zwracają uwagę, że w dużej mierze jest to efekt wejścia w życie nowej ustawy o rynku pracy.

Od połowy roku urzędy pracy nie mogą już wykreślać z rejestru osób odmawiających udziału w aktywizacji zawodowej, a sama procedura rejestracji online została znacząco uproszczona. W praktyce oznacza to, że rejestruje się wiele osób biernych zawodowo lub realnie nieposzukujących pracy – co zwiększa statystyczną liczbę bezrobotnych, lecz niekoniecznie pogarsza realne warunki na rynku pracy. Mimo to trudno zignorować fakt, że część zmian ma charakter fundamentalny, nie tylko statystyczny.

Najbardziej niepokojącym elementem pozostaje jednak liczba nowych ofert pracy. We wrześniu pracodawcy zgłosili do urzędów zaledwie 30,5 tys. wakatów — minimalnie więcej niż w sierpniu (29,8 tys.), ale wyraźnie mniej niż rok wcześniej (ponad 51 tys.). To jeden z najsłabszych wyników w ciągu ostatnich 15 lat. Z danych GUS wynika, że większość firm planuje utrzymać obecne zatrudnienie, natomiast chęć zwiększania załogi deklaruje jedynie kilka procent przedsiębiorstw. Mamy więc do czynienia nie z załamaniem rynku, lecz z wejściem w fazę wyraźnej ostrożności.

Część zjawisk ma charakter sezonowy — koniec sezonu w rolnictwie, budownictwie i turystyce zawsze przynosi podwyżkę liczby rejestracji. Tym razem jednak skala zmian wskazuje również na początek bardziej strukturalnego schładzania rynku pracy. Malejąca liczba ofert, słabnąca dynamika zatrudnienia oraz rosnąca liczba pasywnie zarejestrowanych bezrobotnych sugerują, że po latach przegrzania Polska wchodzi w fazę równowagi — być może po raz pierwszy od czasów pandemii.

Nie widać na razie fali zwolnień ani paniki po stronie pracodawców. Firmy koncentrują się na stabilizacji, a nie ekspansji. Jednak tempo nowych rekrutacji wyraźnie zwalnia — co może oznaczać trudniejszy sezon jesienno-zimowy dla osób aktywnie poszukujących pracy. Rynek, który do niedawna był rynkiem pracownika, staje się coraz bardziej dwukierunkowo wymagający — zarówno dla pracodawców, jak i kandydatów.

Sejm rozpoczął prace nad ustawą o przyspieszeniu postępowań frankowych

16 października odbyło się w Sejmie pierwsze czytanie rządowego projektu ustawy o usprawnieniu postępowań w sprawach kredytów frankowych. Projekt został skierowany do dalszych prac w Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. W debacie publicznej pojawiły się kontrowersje i nieścisłości dotyczące celów ustawy oraz jej wpływu na sytuację konsumentów – dlatego Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło szczegółowe wyjaśnienia.

Celem ustawy jest wyłącznie przyspieszenie postępowań

Projekt nie ogranicza praw konsumentów. Ma charakter procesowy, a jego nadrzędnym celem jest skrócenie czasu rozpoznawania spraw frankowych – oraz w konsekwencji odciążenie całego wymiaru sprawiedliwości. Postępowania w innych sprawach cywilnych (m.in. rodzinnych, odszkodowawczych) wydłużają się obecnie m.in. z powodu ogromnej skali napływu spraw frankowych do sądów apelacyjnych.

Ustawa nie zmienia sposobu liczenia odsetek ani wysokości roszczeń konsumentów. Szybsze rozstrzyganie spraw może jedynie skutkować mniejszą ich sumą w praktyce – co wynika naturalnie z krótszego czasu trwania procesów.

Pełne rozliczenie w jednym postępowaniu zamiast dwóch

Jednym z kluczowych rozwiązań jest ułatwienie rozliczenia wzajemnych roszczeń konsumenta i banku w jednym postępowaniu, bez konieczności prowadzenia odrębnego procesu z powództwa banku. Oznacza to:

  • niższe koszty procesowe dla konsumentów,
  • szybsze zakończenie sporu,
  • brak ryzyka drugiego, odrębnego procesu po unieważnieniu umowy.

Rozwiązanie to realizuje standard wynikający z orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości UE (m.in. sprawy C-396/24 Lubreczlik, C-28/22 Getin Noble Bank, C-520/21 Szcześniak). TSUE jednoznacznie potwierdził, że bank nie może żądać „nominału kredytu”, ignorując wcześniejsze spłaty.

Automatyczne wstrzymanie spłaty rat po wniesieniu pozwu

Projekt przewiduje, że wraz z doręczeniem pozwu nastąpi automatyczne zawieszenie obowiązku płatności kolejnych rat. Jest to zgodne z wyrokiem TSUE w sprawie C-287/22, który nakazuje sądom krajowym zapewnienie pełnej skuteczności orzeczeń. Obecnie wymaga to każdorazowego składania wniosków o zabezpieczenie i postanowienia sądu – co generuje tysiące zażaleń i blokuje sądy apelacyjne.

Nowy mechanizm:

  • odciąża sądy II instancji,
  • przyspiesza postępowania frankowe,
  • eliminuje przewlekłość wynikającą z procedury zabezpieczeniowej.

Korzyści dla konsumentów i dla całego systemu

Rząd wskazuje, że projekt:

  • nie ingeruje w prawo do odsetek, przedawnienie ani zasady rozliczeń materialnych,
  • obniża koszty prowadzenia spraw dla konsumentów,
  • skraca czas oczekiwania na prawomocny wyrok,
  • odciąża sądy także w innych sprawach cywilnych, nie tylko frankowych.

Trigon tnie wycenę Ailleron do 19 zł, ale podtrzymuje „Kupuj”

Trigon DM istotnie obniżył swoje oczekiwania wobec Ailleron S.A., po drugim z rzędu słabszym kwartale spółki, to rezultat spóźnionej reakcji na zmianę modelu popytu w branży IT, niekonsekwentnej polityki kosztowej, a przede wszystkim niedoszacowania ryzyka utraty marży w Software Mind, które było filarem wzrostu spółki. Do tego dochodzi uboga, wręcz deficytowa komunikacja z rynkiem, która przez długi czas tuszowała narastające napięcia operacyjne.

Analitycy tną prognozy zysków operacyjnych na lata 2025–2027 o 17–20%, wskazując na pogorszenie dynamiki w kluczowym segmencie Software Mind oraz niesatysfakcjonującą rentowność działalności FinTech. Nowa cena docelowa została skorygowana w dół z 24 do 19 zł, jednak rekomendacja pozostaje „Kupuj”, a oczekiwany potencjał wzrostu sięga 18%.

Osłabienie popytu i mocny złoty odbijają się na marżach

Analitycy wskazują, że utrata części kontraktów w ostatnich miesiącach, połączona z długą „ławką” deweloperów w 2Q, uderzyła w marżę operacyjną szybciej i głębiej niż wcześniej zakładano. Spółka ogranicza koszty osobowe, ale negatywny efekt finansowy ze słabszego USD dodatkowo pogarsza potencjał wynikowy Software Mind — kluczowego generatora EBITDA (ponad 80% grupy).

Segment FinTech wypada stabilniej pod względem dynamiki przychodów, ale nadal nie osiąga satysfakcjonujących poziomów EBIT. Dopiero w prognozach na 2026–27 analitycy przyjmują wyraźniejszą poprawę rentowności.

DCF i porównania rynkowe zjechały do podobnego poziomu — rzadki przypadek dla tej spółki

Dotąd model porównawczy (multiples globalnych spółek IT) systematycznie windował wycenę Ailleron powyżej DCF. Teraz oba modele zbiegają się w okolice 19–20 zł. W praktyce oznacza to, że rynek silnie obniżył sentyment do mid-cap software house’ów, a Ailleron nie ma już premii za „growth + international exposure”, jak jeszcze w 2024 r.

Scenariusz sprzedaży Software Mind pozostaje realny — ale rynkowo dziś mało atrakcyjny

W tle raportu widać sugestię, że trwający przegląd opcji strategicznych (w tym sprzedaż Software Mind) może ponownie wejść do gry, jeśli otoczenie makro ulegnie poprawie. Na ten moment jednak mocny złoty i obniżona wycena technologii w globalnym peer-grouppie obniżają atrakcyjność ewentualnej transakcji.

Trigon prognozuje „miękkie odbicie”, ale znacznie wolniejsze niż wcześniej

• przychody 2025–27: cięcie o 4–10% vs wcześniejsze prognozy
• EBIT: korekta w dół o 17–20%
• EBITDA 2026E: 89 mln zł (wcześniej 106 mln)
• model DCF: fair value 19 zł (-20% vs poprzednie 24 zł)
• rekomendacja: Kupuj, ale z tonem wymagającym cierpliwości

Ailleron pozostaje spółką z atrakcyjną ekspozycją międzynarodową, ale najbliższe kwartały będą pod znakiem restrukturyzacji i odbudowy zaufania rynku. Inwestorzy dostają wycenę na poziomie z 2023 r., ale ryzyko operacyjne — szczególnie zależność od jednego silnika biznesowego — pozostaje podwyższone.

Tylko 8% polskich menedżerów uważa swoje firmy za gotowe na AI – w Niemczech aż 41%

Tylko 8% managerów w Polsce uważa, że ich firma jest w pełni gotowa do korzystania z AI. W firmach niemieckich odsetek ten wynosi aż 41% – wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie WEBCON. Ponad połowa polskich respondentów nie miała zapewnionych szkoleń ani wytycznych dotyczących korzystania ze sztucznej inteligencji, podczas gdy wśród naszych zachodnich sąsiadów było to jedynie 16%. Badanie wykazało, że biznes w Polsce wciąż jest na wczesnym etapie wdrażania AI. Jednocześnie 3 na 4 menedżerów wierzy, że odpowiednie narzędzia AI mogłyby znacząco zwiększyć wydajność ich zespołów. Oczekiwania wobec sztucznej inteligencji są ogromne, a kluczowe wyzwanie polega dziś na przełożeniu go na praktykę.Gotowość na AI wykres

Aż 80% respondentów z Polski deklarowało, że korzysta z AI. Najczęściej do przygotowywania treści i dokumentów (54%), analizy danych (48%) oraz raportów (30%). Zdecydowanie rzadziej sztuczna inteligencja służy do wspierania decyzji operacyjnych, generowania pomysłów czy wykrywania błędów. AI to więc zdecydowanie częściej pomoc doraźna, a nie element możliwego do zmierzenia procesu.

Polskie firmy nie są gotowe na AI

Podejście firm do AI wykresJednocześnie aż 40% polskich respondentów przyznało, że ich firma nie interesuje się AI. Dla porównania, w Niemczech na brak zainteresowania wskazało jedynie 2%. Aż 23% menedżerów w Polsce uważa też, że ich firmy nie mają odpowiednich narzędzi ani kompetencji, aby w pełni korzystać z AI. Największa grupa 31% dopiero analizuje swoje potrzeby i możliwości w tym zakresie. Zaledwie 8% ma przekonanie, że są w pełni gotowe do korzystania ze sztucznej inteligencji.

Polskie firmy mają technologię w zasięgu ręki, ale nie potrafią jeszcze w pełni wykorzystać jej potencjału. Tymczasem u naszych zachodnich sąsiadów deklarowany stopień wdrożenia i gotowości na AI są istotnie wyższe. Badanie wskazało, że sztuczna inteligencja nie jest jeszcze regularnie wykorzystywana w procesach biznesowych firm, a tym samym trudno ocenić, jak przekładała się na efektywność i wyniki. Na poziomie indywidualnym wśród managerów adopcja AI jest wysoka, jednak strategiczna gotowość firm do korzystania z niej pozostaje niska. Wiele przedsiębiorstw wciąż boryka się więc ze zjawiskiem tzw. shadow AI. Aby można było mówić o dojrzałym wykorzystaniu potencjału sztucznej inteligencji potrzebne są decyzje inwestycyjne i osadzenie AI bezpośrednio w procesach – wskazuje Michał Potoczek, CEO WEBCON.

Czy mierzymy efekty? Oczekiwania vs. rzeczywistość

Analiza efektywności wdrożeń AI jest rzadkością. 57% menedżerów w Polsce przyznaje, że w ich firmach w ogóle nie jest to badane, a kolejne 34% ogranicza się do jakościowych obserwacji. Aż 91% przedsiębiorstw realnie nie mierzy więc wpływu AI na pracę. Jednocześnie oczekiwania wobec tej technologii są ogromne. 76% menedżerów jest przekonanych, że ich zespoły mogłyby pracować wydajniej dzięki odpowiednim narzędziom AI. W Niemczech było to aż 93% respondentów.

– 9 na 10 managerów przyznaje, że wpływ sztucznej inteligencji na efektywność pracy nie jest dziś analizowany lub analiza bazuje jedynie na obserwacjach. To jasny sygnał, że w firmach brakuje narzędzi zintegrowanych z procesami biznesowymi, na których można budować efekt skali. Obserwacja jakościowa to zaledwie punkt wyjścia. Pozwala zobaczyć kierunek zmian, ale nie pokazuje faktycznego wpływu technologii na produktywność czy wyniki biznesowe. Bez konkretnych danych trudno podejmować decyzje o dalszych inwestycjach w sztuczną inteligencję i ocenić jej rolę oraz przydatność – podkreśla Łukasz Wróbel, wiceprezes WEBCON.

Niemcy się szkolą, Polacy zwlekają

Wyzwaniem dla biznesu jest m.in. kwestia kompetencji pracowników. 31% badanych managerów w Polsce nie otrzymało żadnego szkolenia ani wytycznych dotyczących AI, 8% dopiero na nie czeka, a 20% musiało szkolić się samodzielnie. Jednocześnie wśród managerów z Niemiec tylko co dziesiąty nie miał żadnego szkolenia ani nie otrzymał wytycznych. Aż 84% wskazało, że otrzymało co najmniej wytyczne lub edukację związaną z korzystaniem ze sztucznej inteligencji.Szkolenia AI wykres

Większość polskich menedżerów nie otrzymała żadnego przygotowania do pracy z AI. To nie tylko spowalnia adopcję technologii, ale też zwiększa ryzyka. Decyzje dotyczące wykorzystania AI podejmowane są intuicyjnie, poza ramami polityk i standardów bezpieczeństwa. To sprawia, że firmy tracą możliwość mierzenia efektów kolejnych usprawnień. Jednocześnie zwiększa ryzyko wycieków czy niezgodności danych i rodzi problemy z audytowaniem informacji. Rozwiązaniem tego problemu jest spójny governance rozumiany jako zestaw narzędzi działających w tle firmowych procesów, z których pracownicy korzystają w ramach istniejącego ekosystemu IT. Dzięki temu indywidualne inicjatywy mogą realnie przekładać się na mierzalną wartość biznesową bez podnoszenia poziomu ryzyka – mówi Łukasz Wróbel.

Ponad 70% polskich respondentów nie ma kontroli nad korzystaniem z AI przez pracowników lub deklaruje, że nadzoruje je samodzielnie. Zaledwie 29% może mieć pewność co do bezpieczeństwa danych wynikającą z procedur, gdyż kadra korzysta jedynie z zatwierdzonych przez firmę narzędzi. Jednocześnie w Niemczech jest to aż 58% firm.

Kto powinien podejmować decyzje?

Decyzje dotyczące wyboru narzędzi AI w polskich firmach są postrzegane przede wszystkim jako leżące po stronie zarządów – wskazało tak 46% respondentów. Co piąty manager uważa, że powinny one być podejmowane na poziomie zespołów, a 21% działów IT. Większość respondentów z Niemiec zostawiłaby decyzje po stronie działu IT (55%). Jedynie 15% wskazało na zarząd, a 10% – na zespół.  Jednocześnie, aż 60% polskich menedżerów uważa, że ich opinia realnie wpływa na proces wyboru i wdrożenia narzędzi. To dobry punkt wyjścia, jednak w wielu firmach może brakować mechanizmów, które przełożą ten potencjał na wysoką jakość wdrożeń.

Aby zbudować zaufanie i przyspieszyć adopcję nowych rozwiązań, konieczne jest zaangażowanie wszystkich stron: zarządu i działu IT, które definiują standardy bezpieczeństwa oraz architekturę, a także zespołów, czyli właścicieli procesów, którzy wskazują potrzeby i inicjują tworzenie konkretnych rozwiązań. Bez kontrolowanej integracji sztucznej inteligencji z firmowymi systemami oraz jasno określonych zasad dostępu i wykorzystania AI, dyskusja o ryzykach będzie wciąż wypierać rozmowę o realnej wartości, jaką mogą wnieść rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji.

Badanie wyraźnie pokazało, że polskie firmy wciąż mają sporo do nadrobienia w drodze do pełnej adaptacji AI. Choć ze sztucznej inteligencji korzysta większość menedżerów, brakuje systemowego wsparcia, strategii i procedur bezpieczeństwa. Największym wyzwaniem pozostaje nie sama technologia, lecz kompetencje i kultura organizacyjna, która mogłaby wspierać innowacje i wdrażanie AI.

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone w sierpniu i wrześniu 2025 roku na zlecenie WEBCON przez niezależne agencje badawcze metodą CATI (Computer-Assisted Telephone Interviewing) wśród stu przedstawicieli dużych przedsiębiorstw (zatrudniających ponad 250 pracowników) w Polsce oraz w Niemczech. Badanie przeprowadziły agencje ARC Rynek i Opinia oraz TGM Research. Respondenci reprezentowali takie branże jak przemysł, handel, budownictwo, transport, zdrowie i farmacja, administracja publiczna czy logistyka. Wszyscy ankietowani zajmowali stanowiska przynajmniej managera/kierownika zespołu.

TFI z najwyższą dynamiką zysków od 5 lat

Polski sektor towarzystw funduszy inwestycyjnych wszedł w 2025 r. w bardzo mocnej kondycji. Według najnowszych danych GUS, łączny wynik netto TFI w pierwszym półroczu wyniósł 526,9 mln zł — aż o 33,2% więcej niż rok wcześniej. Zysk operacyjny wzrósł o 35,7%, do 588,1 mln zł. To jedna z najwyższych rocznych dynamik w ostatniej dekadzie i sygnał, że rynek kapitałowy — mimo cyklicznej korekty globalnej — znów wyraźnie poprawia rentowność modelu biznesowego firm zarządzających aktywami.

Wartość aktywów TFI przekroczyła 3,4 mld zł — +11,5% r/r

Na koniec czerwca aktywa zgromadzone przez towarzystwa osiągnęły 3,398 mld zł. Co istotne, niemal 73% bilansów stanowiły aktywa obrotowe, głównie inwestycje finansowe o wysokiej płynności — ich wartość wzrosła do blisko 2 mld zł (+13,5% r/r). Sektor pozostaje więc wyraźnie „lekki kapitałowo” i przygotowany na dalsze zwiększanie skali działalności.

Wciąż postępuje również koncentracja rynku – pięć największych TFI kontroluje już 41,2% aktywów całego sektora (rok wcześniej 40%). Zmniejsza się natomiast udział inwestorów zagranicznych w kapitale podstawowym TFI — spadek do 21,3%, co może wskazywać na chłodniejszy sentyment funduszy zagranicznych do podmiotów lokalnych w warunkach rywalizacji regulacyjnej w UE.

Przychody rosną szybciej niż koszty — marże operacyjne się rozszerzają

Najważniejszy dla inwestorów sygnał: odbicie nie wynika jedynie z optycznego efektu poprawy koniunktury. Przychody operacyjne sektora wzrosły o 16,9% r/r, podczas gdy koszty jedynie o 11,5%. Wynagrodzenia za zarządzanie funduszami zwiększyły się do 2,11 mld zł (+15,7%), co sugeruje realny wzrost aktywności inwestorów i powrót netto nowych środków do funduszy.

Największą pozycję kosztową stanowią usługi obce — już 54,7% kosztów operacyjnych — i to właśnie ta kategoria rośnie najszybciej (+15,8% r/r). Presja kosztowa związana z compliance, technologią i dystrybucją będzie istotną zmienną w drugim półroczu.

Sektor wszedł w cykl wysokiej rentowności z mocnym trendem bilansowym

Mocna baza finansowa jest zauważalna także po stronie kapitałów własnych — wzrosły do 2,29 mld zł (+11,8% r/r). Wysoki wskaźnik kapitałów do zobowiązań (ponad 2:1) pozostaje jednym z najbezpieczniejszych w polskich sektorach finansowych — znacznie wyższym niż w bankowości, fintechu czy ubezpieczeniach.

Spadek zaufania Trumpa do Putina służy złotemu

Amerykanie ogłaszają sankcje na rosyjską ropę. Ruch ma przyspieszyć starania prezydenta USA o zakończenie konfliktu za naszą wschodnią granicą. Konsekwencją są wzrosty „czarnego złota” notowanego w Londynie i Nowym Jorku. Manewr w kierunku zakończenia wojny wspiera polskie aktywa i cementuje dobrą kondycję złotego na forex. Eurodolar ponownie testuje istotne wsparcie.

Odbicie na ropie

Dzisiejsze ceny ropy notowanej w Londynie i w Nowym Jorku otworzyły się luką wzrostową. W dalszej części sesji utrzymywał się silny ruch w kierunku północnym. Do południa odmiana WTI wzrosła z 60 USD do 62 USD, a BRENT z 63 USD do 65 USD. Powodem zwyżek było ogłoszenie przez USA sankcji wobec Rosnieftu i Łukoilu, czyli dwóch największych rosyjskich firm naftowych. Oznacza to uniemożliwienie handlu czy przetwarzania płatności z tymi podmiotami przez amerykańskie firmy czy banki. Dodatkowo prezydent Stanów Zjednoczonych stara się wywrzeć wpływ na Indie, aby te ograniczyły zakupy surowca od Rosji. Celem jest zmniejszenie wpływów do budżetu agresora, co ma przyspieszyć zakończenie wojny. Ruch Trumpa pokazuje, że przestał on wierzyć w słowa Putina. Zresztą już nie raz wspominał, że jest zawiedziony jego postawą.

Złoty czeka na zakończenie wojny

Amerykańskie sankcje to niejedyna rzecz przybliżająca nas do zakończenia konfliktu za naszą wschodnią granicą. Europejscy przywódcy wspólnie z Ukrainą pracują nad 12-punktowym projektem zawieszenia działań zbrojnych. Taka narracja wpływa bezpośrednio na krajowe aktywa. Zacznijmy od złotego, który pozostaje silny na forex. Przykładem tej mocy jest utrzymanie kursu EUR/PLN w okolicach 4,23 PLN. Przychylnym okiem na Polskę patrzą także inwestorzy giełdowi. Warszawski parkiet rośnie, a dziś indeks WIG20 przebił 2980 pkt. i zbliża się do okrągłych 3000 pkt. Dla porównania, poniedziałek zaczynaliśmy przy poziomach ok. 2900 pkt. Przepływ kapitału do kraju widać także na rynku długu, gdzie spadają rentowności obligacji. Na sam koniec po raz kolejny dodam, że dzieje się to w momencie umocnienia dolara na forex.

EUR/USD znów sprawdza 1,157 USD

Tydzień temu na wykresie głównej pary walutowej świata utworzyła się formacja podwójnego dna. Wtedy dwukrotnie nie udało się sforsować poziomu 1,155 USD. Następnie, zgodnie z teorią analizy technicznej, kurs EUR/PLN ruszył na północ. Część analityków za powód odbicia wskazywała także istotne znaczenie wsparcia 1,157 USD, gdyż poziom ten jeszcze w kwietniu był ważnym oporem. Po kilku dniach wzrostów wykres wrócił jednak do spadków. Dziś notowania popularnego „edka” zniżkują poniżej 1,16 USD i próbują ponownie zbliżyć się do wspomnianego wcześniej wsparcia. Czy to oznacza, że czeka nas dalsze umocnienie dolara? Z pewnością tak, jeżeli jutrzejsze dane o inflacji konsumenckiej w USA okażą się wyższe niż przewidywany wzrost z 2,9% r/r do 3,1% r/r. Zwyżka inflacji bazowej czy otwarcie rządu USA także powinno umocnić USD. Jeżeli żadne z wymienionych się nie wydarzy, to kurs może ponownie odbić (osłabienie USD). Czynników ciążących dolarowi w średnim terminie jest kilka. Do najważniejszych należy zaklasyfikować obniżki stóp procentowych przez FED. Kolejne zapewne w przyszłym tygodniu. Co prawda cięcia najprawdopodobniej są już w cenach, jednak każda gołębia wzmianka amerykańskich decydentów będzie zwiększać presję na „zielonego”. Drugim aspektem jest niepotwierdzone spotkanie Trumpa z przywódcą Chin w Seulu. Jeżeli do niego dojdzie, ale strony nie znajdą wspólnego języka, to na rynki zapewne wróci temat ceł. Przy takiej eskalacji dolar może oberwać, gdyż  inwestorzy na FX zdają się być już zmęczeni taryfowym chaosem, którego każda ostatnia eskalacja powodowała odwrót kapitału od amerykańskiej waluty.

Prognozy dla globalnej gospodarki stabilne, ale scenariusz dla Polski zależy coraz bardziej od siły rynku krajowego

0

Globalne prognozy na 2025 rok są w miarę korzystne, ale nieco słabszy optymizm co do tempa wzrostu naszych partnerów handlowych w przyszłym roku, zwłaszcza w strefie euro, oznacza, że Polska będzie musiała w większym stopniu polegać na własnym potencjale.

Początek jesieni to okres aktualizacji prognoz makroekonomicznych przez kluczowe organizacje międzynarodowe. We wrześniu eksperci OECD podnieśli swoje oczekiwania co do tempa wzrostu światowego PKB w tym roku o 0,3 p.p., do 3,2 proc. (Wykres 1). Prognoza na przyszły rok została utrzymana na poziomie 2,9 proc. Lepsze perspektywy dla gospodarki światowej w tym roku to efekt m.in. spodziewanego szybszego wzrostu PKB w krajach strefy euro (Wykres 2). Jeszcze w czerwcu eksperci OECD zakładali, że wyniesie on 1,0 proc., bieżąca prognoza to 1,2 proc. W przyszłym roku, zdaniem wspomnianej organizacji, PKB w eurozonie będzie jednak rósł nieco wolniej, w tempie 1,0 proc., wobec 1,2 proc. szacowanych jeszcze w czerwcu. Podobny kierunek korekty ma październikowa aktualizacja prognoz przez ekspertów MFW. Obecnie szacują oni, że realne tempo wzrostu światowego PKB w latach 2025-2026 wyniesie odpowiednio 3,2 i 3,1 proc., tymczasem w lipcowym wydaniu World Economic Outlook było to 3,0 proc. i 3,1 proc.  Oznacza to, że rośnie prawdopodobieństwo scenariusza, w którym to bieżący rok pod względem tempa wzrostu PKB będzie lepszy w gospodarce światowej i europejskiej niż rok 2026.

wykres 1 i2

Dla Polski korzystne jest, że scenariuszem bazowym dla Niemiec, największej gospodarki UE i naszego największego partnera handlowego, jest oczekiwane wyraźne przyspieszenie tempa wzrostu PKB w przyszłym roku. W przypadku prognoz OECD, do 1,1 proc. z 0,3 proc. w 2025 r. (w czerwcu było to odpowiednio 1,2 proc. z 0,2 proc.). Zdaniem MFW, Niemcy w 2026 r. mają rosnąć w tempie 0,9 proc. po 0,2 proc. w br. (poprzednie prognozy to odpowiednio 0,9 proc. i 0,1 proc.). Ostatnio jednak w gospodarce niemieckiej znacznie silniej od oczekiwań przyhamował przemysł. Niemiecki urząd statystyczny częściowo tłumaczy to połączeniem efektów corocznych wakacyjnych zamknięć zakładów i reorganizacji procesów produkcyjnych. Największe gospodarki strefy muszą jednak mierzyć się z wyzwaniami związanymi z przyspieszającym napływem do UE towarów z Chin.

W obliczu rosnącej niepewności co do siły odbicia wzrostu gospodarczego u naszych partnerów handlowych w kolejnych kwartałach, Polska, by utrzymać solidne tempo PKB, musi bardziej polegać na własnym potencjale. Kluczowe wydaje się tutaj oparcie wzrostu na popycie krajowym, co obecnie się dzieje.

Dane GUS o strukturze wzrostu gospodarczego w latach 2024-2025 potwierdziły, że spożycie gospodarstw domowych wyraźnie odbiło w II kwartale tego roku. Kolejne miesiące dla tej kategorii makroekonomicznej również zapowiadają się dobrze. Choć tempo wzrostu płac w ostatnich miesiącach nieco wyhamowało, niższy wzrost cen (inflacja poniżej 3 proc.) pozwala na zauważalny wzrost siły nabywczej naszych wynagrodzeń. Indeksy koniunktury konsumenckiej w Polsce w ostatnich miesiącach oscylują w okolicy poziomów najwyższych od pandemii (Wykres 3). W październiku bieżący i wyprzedzający wskaźnik ufności konsumenckiej były o ok. 5 pkt. wyższe niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku, a gospodarstwa domowe od lipca systematycznie poprawiają m/m swoje oceny w zakresie obecnego dokonywania ważnych zakupów.

Ubiegły miesiąc przyniósł też dużą pozytywną niespodziankę w wynikach krótkookresowych indykatorów sytuacji gospodarczej. Mediana prognoz ekonomistów sugerowała, że produkcja sprzedana przemysłu wzrośnie we wrześniu o 4,6 proc., tymczasem GUS pokazał wzrost o 7,4 proc. (Wykres 4), m.in. w związku z wyraźnym przyspieszeniem produkcji dóbr inwestycyjnych i konsumpcyjnych trwałych. Na plus zaskoczyła też produkcja budowlano-montażowa. Miała spaść o 2,3 proc. r/r (konsensus prognoz ekonomistów),  a wzrosła o 0,2 proc. r/r.  Nieco wolniejszy niż sugerowały prognozy okazał się wprawdzie wrześniowy wzrost sprzedaży detalicznej (+6,4 proc. r/r przy oczekiwaniach na poziomie +6,8 proc.), ale względem wyniku z sierpnia roczne tempo zmian tej kategorii ekonomicznej przyspieszyło aż o 3,3 p.p.wykres

Gen. Kukuła: Polska ma potencjał, by sprostać przyszłym zagrożeniom. „Żyjemy w czasach przedwojennych”

Uważam, że mamy w dużej mierze odpowiedni potencjał, by skutecznie odpowiedzieć na zagrożenia, które mogą się pojawić wobec naszego państwa. Nigdy nie będziemy w 100% przygotowani na wszystkie wyzwania, bo ich natura jest trudna do przewidzenia. Jednak jesteśmy na doskonałej drodze, aby nie tylko sprostać zagrożeniom bliskim, ale także tym, które mogą nas dotknąć w kolejnych dziesięcioleciach. Proces modernizacji postrzegam jako kompleksowy, obejmujący różne obszary.

Oczywiście, najbardziej widowiskowe są zakupy dużego, ciężkiego sprzętu wojskowego, ale obecnie w naszym portfolio kluczową rolę odgrywają technologie przyszłości: drony, sztuczna inteligencja, zdolności cyberobronne oraz budowa infrastruktury cyberwojskowej. Dzisiaj cyberobrona może nie jest jeszcze decydująca na taktycznym poziomie walki, ale odgrywa krytyczną rolę w zapewnieniu odporności państwa na cyberzagrożenia. Przykładem tego jest Dowództwo Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni (DKWOC), które stało się wzorem dla podobnych struktur.

– Na pewno zawsze łatwiej pomaga się silnemu, ale w rzeczywistości natura NATO mówi coś innego. Jeśli jesteśmy częścią międzynarodowej wspólnoty, możemy oczekiwać wsparcia, gdy zostaniemy zaatakowani – powiedział serwisowi eNewsroom gen. Wiesław Kukuła, Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. – Równocześnie obowiązkiem każdego państwa jest okazywać solidarność i pomagać innym, gdy będą zagrożeni. Trudno to wartościować siłą, bo świat opiera się na zasadach i zobowiązaniach, które przyjęliśmy przystępując do NATO. Świat nie jest dzisiaj bezpieczny i prawdopodobnie nigdy nie będzie. Żyliśmy przez lata w iluzji bezpieczeństwa, ale historia jest wojną lub momentem przygotowania do niej. Obecnie żyjemy w czasach, które polski premier nazwał czasami przedwojennymi. To, czy te czasy nie przerodzą się w konflikt, zależy od nas – od tego, jak zbudujemy odporność państwa i siłę Polskich Sił Zbrojnych – zaakcentował gen. Wiesław Kukuła.

Cyberprzestępcy z Korei Północnej ze wsparciem dla Rosji. Grupa Lazarus atakuje firmy zbrojeniowe dostarczające drony Ukrainie

0
  • Cyberprzestępcy z grupy Lazarus szpiegowali przedsiębiorstwa z sektora przemysłu obronnego w Europie Środkowej – odkryli badacze ESET.
  • Zaatakowane organizacje to producenci różnego rodzaju sprzętu wojskowego, w tym dronów i jego komponentów, z których wiele jest obecnie używanych w Ukrainie w ramach pomocy wojskowej państw europejskich.
  • Infekując komputery pracowników firm, próbowali pozyskać wiedzę na temat technologii produkcji dronów.
  • Te działania budzą obawy o bezpieczeństwo polskiego przemysłu obronnego, który będzie rozwijał technologie produkcji dronów, a w przeszłości był atakowany przez grupę Lazarus. 

Działania szpiegowskie jako element szerszej strategii Korei Północnej

Północnokoreańscy cyberprzestępcy z grupy Lazarus kontynuują swoje działania wymierzone w europejskie kraje, sojuszników Ukrainy. Badacze ESET odkryli, że ostatnie działania były precyzyjnie skierowane w przemysł obronny, w tym sektor dronów. Ataki dotknęły m.in. trzy firmy z Europy Środkowej i Południowo-Wschodniej, a ich głównym celem była kradzież informacji poufnych i know-how, co jest zbieżne z niedawnymi doniesieniami o rozwoju północnokoreańskiego programu dronów. W drugiej połowie września przywódca Korei Północnej wyraził swoje zadowolenie z przeprowadzonych testów bojowych dronów, jednocześnie podkreślając, że drony stają się głównym orężem działań wojskowych, co czyni ich rozwój najwyższym priorytetem i ważnym zadaniem w modernizacji sił zbrojnych Korei Północnej.

– Znaleźliśmy dowody na to, że jeden z zaatakowanych podmiotów jest zaangażowany w łańcuch dostaw zaawansowanych dronów jednowirnikowych, czyli bezzałogowych śmigłowców. Jest to typ statku powietrznego, który Pjongjang aktywnie rozwija, ale jak dotąd nie był w stanie go zmilitaryzować – mówi Peter Kálnai, badacz ESET, który odkrył i przeanalizował te ataki.

Korea Północna w przeszłości w dużej mierze polegała na technologiach innych krajów i kradzieży własności intelektualnej, aby rozwijać swoje zdolności w zakresie produkcji dronów. Najnowsze doniesienia wskazują również, że flagowe drony rozpoznawcze i bojowe Pjongjangu (Saetbyol-4 i Saetbyol-9) wykazują uderzające podobieństwo do ich amerykańskich odpowiedników (RQ-4 Global Hawk i MQ-9 Reaper).

„Operacja Praca Marzeń” – nowa odsłona

Jak podkreślają badacze ESET, odkryte właśnie szpiegowskie działania północnokoreańskich cyberprzestępców stanowią kontynuację kampanii znanej pod kryptonimem „Operacja Praca Marzeń”.

– Działanie cyberprzestępców opiera się na metodach inżynierii społecznej, a jej dominującym motywem jest lukratywna, ale fałszywa oferta pracy. Potencjalna ofiara zazwyczaj otrzymuje zwodniczy dokument z opisem stanowiska oraz „niezbędne” narzędzia do otworzenia pliku z ofertą.. W plikach narzędzia najczęściej zaszyty jest trojan umożliwiający zdalny dostęp (RAT), dzięki któremu atakujący mogą uzyskać pełną kontrolę nad zainfekowanym urządzeniem – mówi Beniamin Szczepankiewicz, ekspert cyberbezpieczeństwa ESET.

Wcześniej, w 2023 r. działania oparte o podobną wersję złośliwego oprogramowania zostały wykryte w przypadku ataków na polską firmę zbrojeniową, co pokazuje, że Polska i jej przemysł stanowią bezpośredni cel grupy Lazarus.

Ataki z udziałem Korei Północnej i żołnierze w gotowości

Działania hakerów powiązanych z Pjongjangiem mogą mieć związek z wojną w Ukrainie i rozwojem północnokoreańskiego wsparcia Rosji w działaniach wojennych przeciwko Ukrainie i jej sojusznikom. Trzy zidentyfikowane przez ESET organizacje będące celem ataków produkują różnego rodzaju sprzęt wojskowy, z którego wiele jest obecnie wdrażanych w Ukrainie w ramach europejskiej pomocy wojskowej. Co najmniej jeden ze zidentyfikowanych celów jest zaangażowany w produkcję dwóch modeli bezzałogowców, które są obecnie używane podczas walk.

Północnokoreańscy żołnierze stanowią dla Rosji istotne wsparcie, a według CNN liczba 11 tysięcy walczących miała  zostać zwiększona o kolejne 25-30 tys. żołnierzy[1].

Co więcej, brytyjska organizacja śledcza CAR (Conflict Armament Research) potwierdza, że w trakcie niedawnego ataku dronowego na Chersoń znaleziono amunicję wyprodukowaną w Korei Północnej[2].

Grupa Lazarus – wysoce aktywny gracz

Ataki na przemysł obronny w Europie mają charakter systemowy i przeprowadzane są przez wyspecjalizowane grupy APT, które koncentrują się w szczególności na podmiotach rządowych, sektorze obronnym i strategicznych branżach. Jednym z ich głównych założeń jest szeroko pojęte szpiegostwo gospodarcze, polityczne jak również sianie dezinformacji i paniki. Grupa Lazarus to czołowa grupa, powiązana z Koreą Północną. Jak wynika z danych ESET[3] grupy z Korei Północnej stanowią 14% tego typu formacji i są trzecią ważną siłą po Chinach (40,1%) oraz Rosji (25,7%)

Lazarus jest aktywny od co najmniej 2009 i jest odpowiedzialny za głośne cyberataki, m. in. na Sony Pictures Entertainment czy ransomware WannaCryptor (WannaCry) w 2017 roku, kiedy zainfekowanych zostało ponad 200 tys. komputerów w ponad 100 krajach.

[1] https://edition.cnn.com/2025/07/02/europe/north-korea-troops-russia-ukraine-intl-cmd

[2] https://edition.cnn.com/2025/10/17/europe/north-korea-submunition-russia-ukraine-intl

[3] https://web-assets.eset.com/fileadmin/ESET/US/B2B_Resource_centre/reports/APT_Activity_Report_Q4_2024-Q1_2025.pdf

Lokator kontra właściciel – wojna o kaucję trwa! A prawo stoi po stronie…

Gdyby ktoś pokusił się o przygotowanie rankingu aspektów najmu, które najczęściej powodują spory lokatorów z właścicielami mieszkań, to temat kaucji na pewno uplasowałby się wysoko. Kaucja jest w dalszym ciągu często stosowanym zabezpieczeniem interesów wynajmującego. Jednak właściciele mieszkań na wynajem często nie wiedzą na przykład tego, że powinni zwrócić najemcy pieniądze po waloryzacji. Niewiedza stanowi problem również po stronie najemców (lokatorów). W związku z powyższym, eksperci portalu GetHome.pl przypominają ważne fakty dotyczące kaucji przy wynajmie mieszkań.

Lokatorska ustawa uczy nas, jak stosować kaucję

Wspomniana wcześniej niewiedza co do zasad funkcjonowania kaucji wynika z faktu, że strony umowy najmu mieszkania czasem nie znają przepisów ustawy o ochronie praw lokatorów. To właśnie wspomniana ustawa jest kluczowa w kontekście wynajmu lokali mieszkalnych jako akt prawny bardziej szczegółowy względem kodeksu cywilnego. Ustawa o ochronie praw lokatorów wskazuje między innymi, że: „Zawarcie umowy najmu może być uzależnione od wpłacenia przez najemcę kaucji zabezpieczającej pokrycie należności z tytułu najmu lokalu, przysługujących wynajmującemu w dniu opróżnienia lokalu (…)” (art. 6 ust. 1).

Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 3 grudnia 2013 r. (I OSK 2154/13) potwierdza, że wpłacenie kaucji może być koniecznym warunkiem wynajęcia lokum. Właściciel mieszkania nie powinien jednak zupełnie swobodnie ustalać poziomu wymaganej kaucji, gdyż obowiązują ustawowe limity. Maksymalna kaucja to:

  • dwunastokrotność miesięcznego czynszu za dany lokal (z dnia zawarcia umowy) – generalny limit
  • sześciokrotność miesięcznego czynszu za dany lokal – mniejszy limit dotyczący najmu okazjonalnego oraz instytucjonalnego

Niezależnie od rodzaju najmu, kaucja podlega zwrotowi w ciągu miesiąca od dnia opróżnienia lokalu, oczywiście po ewentualnym potrąceniu należności właściciela mieszkania. Wariant najmu (okazjonalny, instytucjonalny lub zwykły) nie ma również znaczenia w kontekście wymaganego waloryzowania kaucji.

Waloryzacja kaucji – prosta i kosztowna dla właściciela?

Waloryzacja kaucji polega na tym, że właściciel mieszkania zwraca najemcy kwotę równą iloczynowi miesięcznego czynszu obowiązującego w dniu zwrotu kaucji i krotności czynszu przyjętej przy pobieraniu kaucji. Innymi słowy, zwaloryzowany zwrot kaucji uwzględnia podwyżkę czynszu, która dokonała się od czasu zawarcia umowy najmu. Co ważne, waloryzacja nie może być ujemna w razie obniżenia czynszu. W takim przypadku właściciel mieszkania zwraca najemcy kwotę kaucji, jaką wcześniej pobrał (z możliwością ewentualnych odliczeń – np. za uszkodzenia lokalu).

Kaucję mogą pomniejszyć nie tylko uszkodzenia „M”

Temat waloryzacji kaucji jest istotny, ponieważ dopiero od zwaloryzowanej kwoty kaucji właściciel mieszkania powinien odliczyć swoje należności z tytułu najmu (aktualne na dzień opróżnienia tego lokalu). O jakich należnościach konkretnie mowa? Najczęstsze przykłady to:

  • niezapłacony czynsz, a także odszkodowanie za bezumowne korzystanie z lokalu
  • zaległości najemcy wynikające z opłat niezależnych od wynajmującego (przykładowo rachunków za wodę, odprowadzanie ścieków, energię, gaz i odpady)
  • należności wynajmującego w związku ze zużyciem elementów wyposażenia technicznego mieszkania, o których mowa w art. 6b ust. 2 pkt 4 ustawy o ochronie praw lokatorów (przykład: równowartość zużycia technicznego kuchni gazowej według cen obowiązujących w dniu rozliczenia)
  • należności powstałe na skutek zastępczego wykonania przez właściciela mieszkania robót polegających na odnowieniu lokalu, a także wykonania obciążających najemcę napraw
  • odszkodowanie za stwierdzone, udokumentowane i oszacowane szkody dotyczące lokalu, które powstały z winy najemcy

Eksperci GetHome.pl zwracają uwagę, że katalog możliwych pomniejszeń kaucji jest dość szeroki. Istnieje jednak wspólna zasada. Mianowicie, każde pomniejszenie powinno być odpowiednio udokumentowane w kontekście powodów. Próby wykorzystywania swojej przewagi przez wynajmujących poprzez nieuczciwe rozliczanie kaucji należy ocenić jednoznacznie negatywnie. Naturalnie, musimy też pamiętać o „grzechach” najemców, którzy czasem kwestionują oczywiste uszkodzenia mieszkania. Sprawniejsze procedury sądowe na pewno pomogłyby w eliminowaniu przykładów nieuczciwości – zarówno po stronie wynajmujących, jak i najemców.

Młodzi pracownicy nie chcą już „pakietu benefitów”. Chcą wyboru

Uniwersalne benefity pozapłacowe już nie działają. Generacja Z nie chce kolejnego „pakietu pracowniczego”, lecz motywacji dopasowanej do jej potrzeb. A te znacznie różnią się od tego, czego oczekują starsze pokolenia.

Benefity są, motywacji brak. Gdzie leży błąd?

Mimo rosnących inwestycji w benefity pozapłacowe pracownicy nie czują większego przywiązania do pracodawców – wynika z najnowszej analizy Amilon. Najmłodsze pokolenia deklarują gotowość do zmiany pracy już po kilku miesiącach. Te starsze z kolei – mimo najwyższych współczynników lojalności – mówią o braku poczucia bezpieczeństwa.

Według badań Deloitte aż 40% Zetek (osoby w wieku do 28 lat) odczuwa stres lub lęk przez większość czasu, a 60% młodych pracowników aktywnie rozgląda się za nowym zatrudnieniem. Z kolei 32% przedstawicieli pokolenia X przyznaje, że żyje w stanie finansowej niepewności.

Poszczególne pokolenia rezygnują z pracy z różnych powodów. Podobnie jest z zachętami pozapłacowymi – dla każdej grupy wiekowej inne benefity będą atrakcyjne. Nie da się motywować wszystkich pracowników jednym sposobem – zauważają eksperci.

Firmy zwiększają budżety motywacyjne, ale wciąż działają według jednego schematu, oferując wszystkim to samo. Zamiast strategii pojawia się „szwedzki stół benefitów”, w którym pracownik ma wybrać coś dla siebie. Problem w tym, że większość z nich nie znajduje tam odpowiedzi na realne potrzeby, ani młodzi, ani doświadczeni. W efekcie rosną koszty, ale bez wzrostu zaangażowania – podkreśla Karol Ziółkowski, Country Manager Amilon Polska.

Najmłodsze pokolenie na rynku pracy – tego chce od pracodawcy

Pokolenie Z weszło na rynek pracy z największą pewnością siebie, ale też z najmniejszą tolerancją wobec kompromisów. Według badań Deloitte już 60% młodych aktywnie rozgląda się za nową pracą, a 40% deklaruje stałe poczucie stresu lub lęku.

Motywacja tej grupy opiera się na dopasowaniu. Jak wynika z badania „Work War Z”, aż 47% respondentów wskazuje wynagrodzenie jako główny czynnik wyboru miejsca pracy, ale jednocześnie 81% oczekuje możliwości personalizacji świadczeń. Zamiast stałych pakietów chcą elastyczności. 52% wybiera elastyczne godziny pracy, a 49% – dodatkowe dni wolne.

To pokolenie nie buduje lojalności wobec firmy, tylko wobec stylu pracy, który uwzględnia ich potrzeby. To też pierwsza generacja pracowników, która częściej wybiera e-vouchery i karty zniżkowe niż te bardziej klasyczne benefity. Dla Zetek liczy się nie forma benefitów, lecz to, czy mogą z nich skorzystać „tu i teraz”.

Według ekspertów Amilon najskuteczniej w tej grupie działają:

  • e-vouchery wellness – konsultacje psychologiczne, mindfulness,
  • karty fitness,
  • vouchery rozrywkowe (kino, streaming),
  • bony na gastronomię,
  • e-karty regeneracyjne,
  • ubezpieczenie zwierząt,
  • mobilność (bilety, coworking).

Milenialsi chcą rozwoju, a nie pustych obietnic

Milenialsi, czyli dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatkowie, to pokolenie, które jako pierwsze przestało traktować pracę wyłącznie jako źródło wynagrodzenia. Według badań Deloitte aż 66% z nich wybiera pracodawcę na podstawie misji i wartości, a nie tylko oferty finansowej.

Jednocześnie badania Instytutu Gallupa pokazują, że 87% milenialsów uznaje rozwój kariery za kluczowy aspekt motywacji, a 27% rezygnuje z pracy z powodu braku takich perspektyw. 84% oczekuje mentoringu i wsparcia od bardziej doświadczonych kolegów, a 81% wskazuje na potrzebę formalnych programów szkoleniowych.

Co istotne, ponad połowa z nich aktywnie rozgląda się za nową pracą, jeśli obecna nie daje im poczucia sensu. W przypadku tego pokolenia skuteczna motywacja opiera się na długoterminowych narzędziach rozwoju i wsparcia życia rodzinnego.

Najbardziej doceniane przez milenialsów benefity:

  • programy szkoleniowo-rozwojowe,
  • pakiet medyczny dla całej rodziny,
  • świadczenia dla młodych rodziców,
  • dobry plan emerytalny,
  • karta sportowa,
  • e-karty podarunkowe na platformy edukacyjne, certyfikacje i kursy językowe,
  • pakiety wellbeing – usługi medyczne, psychologiczne i dietetyczne,
  • opieka nad dziećmi – żłobki, przedszkola, opieka doraźna,
  • dofinansowanie biura domowego lub coworkingu.

Bezpieczeństwo i uznanie – tego chce przeciętny 50-latek

Pokolenie X, czyli pracownicy z największym doświadczeniem w organizacjach, to grupa często pomijana w programach motywacyjnych. Mimo że w wielu firmach to oni pełnią kluczowe funkcje menedżerskie lub eksperckie.

Według raportu Randstad Generational trends in the workplace z 2025 roku 69% przedstawicieli tej generacji deklaruje zaufanie do swoich menedżerów w kwestii rozwoju kariery, ale jednocześnie tylko 30% czuje się w pracy docenionych. To właśnie brak uznania, a nie brak ambicji, jest najczęstszą przyczyną spadku zaangażowania w tej grupie.

Motywacja oznacza tu przede wszystkim bezpieczeństwo – finansowe i zdrowotne. Jak wynika z badania enel-med, 38% pracowników starszych pokoleń uznaje prywatną opiekę zdrowotną za najatrakcyjniejszy benefit, a 50% uważa, że zmniejsza ona realnie absencję chorobową.

Świadczenia cenione przez pokolenie X najwyżej to:

  • prywatna opieka medyczna (zwłaszcza stomatologia i rehabilitacja),
  • programy emerytalne i doradztwo finansowe,
  • wsparcie dla opiekunów rodzinnych (rodzice seniorów),
  • benefity związane z dojazdami – w tym karty paliwowe,
  • e-vouchery do aptek i sieci medycznych,
  • świadczenia związane z uznaniem stażu i pracy długoterminowej.

Benefity pracownicze mają sens tylko wtedy, gdy są właściwie dopasowane do potrzeb poszczególnych członków zespołu. Badania pokazują, że spersonalizowane świadczenia nie tylko poprawiają dobrostan pracowników, ale też zwiększają zaufanie do pracodawcy i ograniczają rotację. To właśnie ten kierunek rozwoju kultury benefitowej będzie decydował o przewadze pracodawców w najbliższych latach. – komentuje Karol Ziółkowski.

Prywatne sieci 5G dual-use kluczowe dla bezpieczeństwa regionu

W obliczu bezprecedensowej, rosnącej skali zagrożeń cyfrowych w krajach bałtyckich i całym regionie Europy Środkowo-Wschodniej, musimy wykorzystać potencjał technologii dual-use do wzmocnienia naszego bezpieczeństwa. Prywatne sieci 5G o zastosowaniu cywilnym i militarnym mogą stać się kluczowym elementem naszego bezpieczeństwa. Konieczne jest zacieśnienie współpracy międzynarodowej i międzysektorowej w regionie, aby osiągnąć cele w zakresie odporności – argumentowali eksperci z Europy Środkowo-Wschodniej zgromadzeni w Rydze podczas konferencji Techritory.

Decydenci, eksperci branżowi, dostawcy rozwiązań technologicznych i badacze uczestniczący w spotkaniu zorganizowanym przez Związek Cyfrowa Polska, koalicję CEE Digital Coalition oraz firmę IS-Wireless dyskutowali o konieczności implementacji sieci 5G, a w przyszłości także 6G z myślą zarówno o zastosowaniach cywilnych, jak i obronnych w celu wzmocnienia bezpieczeństwa technologicznego państw bałtyckich oraz całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej – szczególnie w kontekście zależności od dostawców spoza krajów NATO. Dyskusja odbyła się podczas corocznej konferencji Techritory, która skupia czołowych ekspertów w dziedzinie łączności i cyfryzacji. Jej celem było zwrócenie uwagi na rosnące znaczenie technologii podwójnego zastosowania i przenikanie się rozwiązań komercyjnych i obronnych.

Rosnące zagrożenia wymagają skoordynowanej odpowiedzi

Państwa bałtyckie oraz inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej mierzą się z coraz większą liczbą cyberataków. Skala zagrożeń cyfrowych i incydentów cyberbezpieczeństwa w regionie jest bezprecedensowa. – Krajobraz zagrożeń cybernetycznych w krajach bałtyckich, w Polsce i w całym regionie uległ drastycznej zmianie w ostatnich latach. Liczba znaczących incydentów cybernetycznych w Estonii podwoiła się w 2024 roku w porównaniu z rokiem poprzednim. Na Łotwie liczba cyberataków na instytucje państwowe wzrosła czterokrotnie od 2022 roku. Wzrost liczby incydentów obserwujemy również na Litwie. Polska pozostaje jednym z najczęściej atakowanych krajów w Europie i na świecie. W 2024 roku jedynie 17% polskich firm nie doświadczyło incydentu związanego z cyberbezpieczeństwem. To wyraźnie pokazuje, że bezpieczeństwo cyfrowe stało się dziś integralną częścią bezpieczeństwa narodowego. Obecna sytuacja geopolityczna wymaga ścisłej kontroli nad infrastrukturą cyfrową – również nad sieciami 5G, danymi i widmem radiowym – powiedział Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska, otwierając sesję w Rydze.

Rosnące znaczenie technologii podwójnego zastosowania

Zdaniem ekspertów zgromadzonych w Rydze technologie dual-use, czyli takie, które mogą być wykorzystywane zarówno w celach cywilnych, jak i wojskowych, stanowią kluczowy element odpowiedzi na złożone wyzwania w zakresie bezpieczeństwa przed jakimi stoi region. – Rynek zaawansowanych technologii stanowi ogromne wyzwanie dla małych, krajowych firm deep tech, które muszą konkurować z globalnymi gigantami technologicznymi. Aby te innowacyjne firmy mogły się rozwijać, potrzebna jest wyraźna wola polityczna i strategiczne decyzje wspierające krajowe rozwiązania – podobnie jak w przypadku skutecznych działań podjętych na Ukrainie. Nie możemy jednak czekać, aż konflikt zmusi nas do zmian. Program NATO DIANA Rapid Adoption Scheme stanowi praktyczny, wspólny krok naprzód, umożliwiając szybszą integrację zaufanych technologii przy poszanowaniu zasad sojuszniczej dyplomacji. Kluczowe jest, by takie ramy nadal się rozwijały, wzmacniając pozycję mniejszych innowatorów bez naruszania delikatnej równowagi w stosunkach międzynarodowych – argumentował Sławomir Pietrzyk, CEO IS-Wireless, dostawcy sieci 5G o podwójnym zastosowaniu (dual-use) dla przemysłu i zastosowań taktycznych, aktywnie uczestniczący w programie akceleracyjnym NATO DIANA (Phase 2).

Uczestnicy spotkania wskazali również przykłady udanych wdrożeń technologii dual-use na świecie, w tym współpracy prywatno-wojskowej przy budowie mobilnych sieci taktycznych na potrzeby działań bojowych oraz integracji prywatnych sieci 5G z sieciami taktycznymi w celu zapewnienia interoperacyjności w obronności. Sesja umożliwiła wymianę doświadczeń w tym zakresie między krajami regionu.

Wezwanie do działania

Dyskusję zakończono wezwaniem do zacieśnienia współpracy w regionie pomiędzy sektorem publicznym a dostawcami technologii w celu wzmocnienia bezpieczeństwa poprzez wdrażanie technologii podwójnego zastosowania. – Konieczne jest przyspieszenie wdrażania prywatnych sieci 5G w obronności, infrastrukturze krytycznej, logistyce portowej i ośrodkach przemysłowych. W równym stopniu istotne jest zachęcanie do inwestycji publicznych i prywatnych, które mają kluczowe znaczenie dla naszego bezpieczeństwa i łączności w sytuacjach kryzysowych. Współpraca międzynarodowa i międzysektorowa w regionie musi zostać zacieśniona – również w ramach NATO, UE oraz innych inicjatyw dotyczących łączności i cyberbezpieczeństwa – zgodzili się uczestnicy spotkania w Rydze.

– Choć władze krajowe i instytucje publiczne są zaangażowane w rozwój 5G – zarówno w celach cywilnych, jak i wojskowych – to w całej Europie wciąż nie wykorzystujemy w pełni wiedzy i potencjału sektora prywatnego, w którym działają ambitne firmy gotowe do współpracy z sektorem publicznym w celu wzmocnienia naszej łączności i bezpieczeństwa. Współpraca publiczno-prywatna to szansa, której w obszarze 5G wciąż w pełni nie wykorzystaliśmy – podsumował Michał Kanownik.

PZF: faktoring finansuje już 23,6 mln faktur – rośnie liczba firm korzystających

Już ponad 31 tys. firm w Polsce korzysta z usług faktoringowych. Podmioty zrzeszone w Polskim Związku Faktorów zanotowały w ciągu trzech kwartał 2025 r. obroty o łącznej wartości 376,7 mld zł, czyli o 9,3 proc. więcej niż rok temu. Sfinansowały przy tym 23,6 mln faktur.

Do Polskiego Związku Faktorów (PZF) należy obecnie większość podmiotów oferujących w Polsce usługi faktoringowe. Organizacja zrzesza 4 banki komercyjne, 21 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania oraz 6 podmiotów o statusie partnera.

– Rynek faktoringu nieustannie się rozwija i to mimo dającej się wciąż odczuwać znaczącej niepewności w otoczeniu zarówno gospodarczym, jak i geopolitycznym. Regularnie odnotowywana dodatnia dynamika obrotów naszego sektora to jeden z ważnych aspektów wskazujących na wciąż duży potencjał rozwojowy branży. Umiejętnie łączymy wzrost finansowy z doskonaleniem procesów obsługowych i dostosowywaniem zaplecza technologicznego. Wpływa to w oczywisty sposób na wzrost dostępności naszej oferty poprzez przyspieszenie procesów oceny ryzyka. Otwieramy możliwości uzyskania finansowania działalności gospodarczej tym wszystkim, którzy z różnych względów mają utrudniony dostęp do kredytów bankowych mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 31,2 tys. przedsiębiorstw. Przekazały one do sfinansowania 23,6 mln faktur.

– Od dłuższego już czasu branża faktoringowa notuje regularne wzrosty zarówno obrotów, jak i liczby faktur przyjętych do sfinansowania. Jednak tym co cieszy nas szczególnie, jest pokonanie kolejnego progu jeśli chodzi o liczbę klientów. Obecnie obsługujemy ich ponad 31 tysięcy, co świadczy o rosnącym zaufaniu przedsiębiorców do naszych usług. Coraz powszechniej doceniają oni naszą rolę, nie tylko jako finansowego narzędzia, ale także ważnego ogniwa w całym systemie zarządzania ich płynnością, ryzykiem, kapitałem i konkurencyjnością. Faktorzy potrafią przy tym budować z klientami trwałe relacje, które przekładają się na wieloletnią współpracę mówi Konrad Klimek, Przewodniczący Komitetu Wykonawczego PZF.

Po faktoring sięgają przede wszystkim przedsiębiorstwa dystrybucyjne i produkcyjne. W ich przypadku rozwój prowadzonej działalności i wzrost sprzedaży, a w ślad za tym – liczba i wartość wystawionych faktur, często idzie w parze z podatnością na zmienność koniunktury na rynku, na który adresują swoją ofertę. Aby móc się rozwijać w warunkach sezonowości, potrzebują one większej puli środków do wykorzystania na bieżącą działalność. Dzięki nim mogą szybko regulować własne zobowiązania. Mogą też udostępnić kontrahentom więcej czasu na zapłatę faktur. Sięgając po faktoring, podnoszą więc swoją konkurencyjność.

USA otwierają się na kryptowaluty, Polska dokręca śrubę – branża alarmuje

Członek zarządu Rezerwy Federalnej USA, Christopher Waller, w najnowszym wystąpieniu stwierdził wprost: „Bitcoin jest częścią współczesnych finansów i z nami zostanie”. To jedno z najbardziej znaczących uznań ze strony światowych regulatorów. Tymczasem w Polsce trwa proces legislacyjny, który – zamiast wykorzystać potencjał technologii blockchain – może skutecznie zdusić
rodzimy rynek.

Świat: integracja. Polska: izolacja

Podczas gdy globalne instytucje finansowe uczą się współistnienia z kryptowalutami, w Polsce uchwalono ustawę o rynku kryptoaktywów, która znacząco wykracza poza unijne ramy MiCA. Nowe przepisy przewidują surowe sankcje, wysokie bariery administracyjne i szerokie uprawnienia dla regulatora – co w praktyce może zniechęcić przedsiębiorców do działania w kraju.

Sławek Zawadzki, Co-CEO Kanga Exchange, komentuje:

„To moment, w którym widać, kto rozumie kierunek zmian, a kto próbuje zatrzymać czas. Nawet członek zarządu Fed – instytucji, która przez lata była symbolem konserwatyzmu finansowego – mówi dziś o Bitcoinie jako o fakcie, nie o ryzyku. Polska niestety wybiera odwrotną drogę: zamiast wspierać rozwój i edukację, stawia na restrykcje. Efekt? Innowacje i kapitał uciekną tam, gdzie regulatorzy są bardziej otwarci.”

„Bitcoin nie zniknie, niezależnie od decyzji polityków. Pytanie tylko, czy pozostanie w Polsce” – dodaje Zawadzki.

Roboty współpracujące wchodzą do głównego nurtu. 93% liderów przemysłu widzi je jako standard w ciągu dekady

Nowe badania przeprowadzone przez Universal Robots pokazują wyraźny optymizm w całej Europie. Roboty współpracujące (coboty) stają się kluczowym elementem strategii dotyczących zatrudnienia w przemyśle.

Automatyzacja szybko staje się motorem wzrostu przedsiębiorstw w całej Europie. Badania Universal Robots ujawniają duże oczekiwania co do jej wpływu na miejsca pracy, wydajność i transformację pracowników.

Badanie, które objęło odpowiedzi ponad 2000 specjalistów z ośmiu krajów europejskich, pracujących w firmach na różnych etapach wdrażania automatyzacji, pokazuje, że 84% respondentów deklaruje pozytywne nastawienie pracowników do robotyzacji, a jedynie 3% sygnalizuje opór. To wyraźny punkt zwrotny w postrzeganiu automatyzacji – jest dziś raczej mile widziana niż wzbudza obawy.

Coboty staną się powszechne

93% liderów przemysłu oczekuje, że w ciągu najbliższej dekady co najmniej 10% pracowników będzie współpracować z cobotami, a niemal połowa (47%) przewiduje, że będzie to ponad jedna czwarta załogi. W Polsce te dane są nawet wyższe – według 54% respondentów z Polski w tym czasie co najmniej jeden na czterech pracowników w ich organizacjach będzie współpracować z cobotem.

Coboty już teraz są podstawą działalności wielu firm, a ich rola będzie rosła wraz z przyspieszeniem procesu automatyzacji i dalszym umacnianiem ich pozycji w przemyśle.

Perspektywy zatrudnienia: pozytywny bilans wypiera starą narrację

Ponad połowa badanych (51%) uważa, że do 2030 r. roboty stworzą więcej miejsc pracy, niż zlikwidują. Inaczej uważa tylko 22%, a aż 78% pozostaje optymistycznych lub neutralnych. To wyraźne odejście od wcześniejszych obaw, że automatyzacja będzie zastępować ludzi na rynku pracy i dowód na rosnące znaczenie cobotów w różnych sektorach. Podobne wyniki odnotowano dla Polski: również 51% badanych uważa, że dzięki robotom miejsc pracy przybędzie.

Ponadto, 91% respondentów twierdzi, że coboty mogą zmniejszyć niedobory kadrowe o co najmniej 10%, a 44% spodziewa się redukcji o jedną czwartą lub więcej. Wskazuje to na rolę automatyzacji w stabilizowaniu działalności, umożliwianiu rozwoju i łagodzeniu skutków presji demograficznej – szczególnie starzenia się populacji i kurczenia się zasobów pracowników w całej Europie.

– Wyraźnie pozytywne postrzeganie automatyzacji w Polsce jest dobrym prognostykiem dla naszego przemysłu. To, że coraz więcej firm traktuje coboty jako realne wsparcie dla pracowników i narzędzie wzrostu produktywności świadczy o realistycznym planowaniu przyszłości. Wyniki badań pokazują, że roboty i współpraca z nimi będą kluczowym elementem rozwiązywania niedoborów kadrowych oraz budowania odporności przedsiębiorstw na wyzwania demograficzne i rynkowe – mówi Grzegorz Będkowski, Channel Distribution Manager Universal Robots w Polsce.

Produktywność głównym motorem inwestycji

Najważniejszym powodem inwestycji w automatyzację jest produktywność. 68% ankietowanych wskazało jej wzrost jako jeden z trzech kluczowych czynników wdrożenia.

Efekty już są widoczne: 89% firm odnotowało wymierną poprawę wydajności dzięki cobotom. Ponad połowa (52%) zanotowała wzrost o 10–25%, niemal jedna trzecia (30%) – o 26–50%, a 6% wskazało na poprawę o ponad 50%.

Dla Polski wskaźniki te są jeszcze bardziej optymistyczne. Wzrost produktywności w zakresie 10-25% odnotowało 55% badanych, dla przedziału 26-50% – dokładnie do trzeci, a na ponad 50% poprawę produktywności wskazało 7,5% ankietowanych.

Automatyzacja zdefiniuje przyszłość przemysłu w Europie i Polsce

– Europejski przemysł przechodzi głęboką transformację, mierząc się z niestabilnością geopolityczną, inflacją, starzeniem się społeczeństw i wyzwaniami w łańcuchach dostaw – mówi Daniel Niepsuj, CEE Sales Lead w Universal Robots. – W odpowiedzi automatyzacja przestała być odległym celem – stała się priorytetem. Firmy inwestują w robotykę, sztuczną inteligencję i zaawansowaną analitykę, aby zwiększyć produktywność, jakość i odporność. Nasze badania potwierdzają tę zmianę, pokazując, że coboty nie tylko zwiększają efektywność, ale też napędzają transformację całych przedsiębiorstw – podsumowuje Niepsuj.

O badaniu

Badanie zawarte w raporcie „Stan automatyzacji przemysłowej w 2025 r.” zostało przeprowadzone w pierwszej połowie 2025 r. w ośmiu krajach europejskich: Danii, Francji, Niemczech, Włoszech, Polsce, Hiszpanii, Szwecji i Wielkiej Brytanii.

Badanie, zlecone przez firmę Universal Robots, zostało przeprowadzone z wykorzystaniem wiodącej platformy badawczej B2B oraz profesjonalnego panelu zewnętrznego, aby zapewnić reprezentatywną próbę odzwierciedlającą różnorodność wielkości przedsiębiorstw, branż i poziomów zaawansowania automatyzacji.

Wyniki opierają się na odpowiedziach 2174 specjalistów pracujących w firmach na różnych etapach wdrażania automatyzacji, w tym w firmach korzystających z robotów współpracujących lub przemysłowych, zaawansowanych maszyn bez robotyki oraz podstawowych rozwiązań automatyzacyjnych.

Respondenci reprezentowali grupę zrównoważoną pod względem poziomów stażu pracy, z czego 95% było zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin, i pochodzili z organizacji obejmujących zarówno MŚP, jak i duże korporacje.

Kapitał płynie do Polski – złoty się umacnia. Ropa drożeje po decyzjach Trumpa

Kolejne umocnienia złotego pokazują, że mimo problemów z ratingiem i nadchodzących obniżek stóp procentowych, inwestorzy polubili naszą walutę. Ropa idzie w górę po tym jak Donald Trump dokonał silnego ekonomicznego uderzenia w sektor paliwowy. W tle oczekiwanie na sygnały co z polityką monetarną za oceanem. 

Złoty najsilniejszy od kwietnia

Ostatnie dni są nadspodziewanie dobre dla polskiego złotego. Z jakiegoś powodu kapitał uznał, że ta Polska jest całkiem fajna. Produkcja przemysłowa wypadła niby lepiej od oczekiwań, jednak wczorajsze dane o sprzedaży detalicznej zawiodły. Wynik był niższy, niż przypuszczano. Nie przeszkadza to jednak inwestować w złotego. Spada rentowność obligacji, więc jako Polska możemy się taniej zadłużać. W górę idzie również giełda, co pokazuje, że zagraniczny kapitał płynie nie tylko na rynek obligacyjny, ale również na polski parkiet. Nie wiadomo jeszcze, co bardziej wpływa na zainteresowanie inwestorów naszym krajem. Czy decyduje o tym to, że Polska jest teraz relatywnie tania i na Zachodzie ceny już mocno wzrosły, więc inwestorzy szukają nowych rynków? A może staje się ona atrakcyjnym miejscem sama w sobie?

Ropa odbija

Czego potrzeba by ceny ropy zaczęły istotnie rosnąć? Przeważnie wystarczy gwałtownie ograniczyć dostawy z jakiegoś regionu, a spodziewany brak surowca na rynku zrobi swoje. Można np. wpisać na listę sankcyjną zarówno Rosneft i Lukoil. W rezultacie aktywa tych firm zostaną zamrożone, a amerykańskie firmy nie mogą robić z nimi biznesu. Ruch ten wygląda na dużo skuteczniejszy niż ostatnie wymuszenie zgody na wykluczenie importu rosyjskiej ropy na Indiach. Zgoda ta została bowiem ogłoszona, zanim została udzielona, a Delhi finalnie nie podjęło takiej decyzji. Obecny ruch widać jednak mocno w cenach. Ropa w ciągu niewiele ponad doby przeszła z poziomów 61 USD na 65 USD za baryłkę ropy Brent notowanej w Londynie. Wygląda więc na to, że Donald Trump zaczyna rozumieć rosyjską strategię zwodzenia i podjął realne działania.

Tydzień do decyzji FED

W przyszłym tygodniu poznamy decyzję Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Obniżka wydaje się nieunikniona – zarówno ta teraźniejsza i grudniowa. To, co jednak od tych dwóch cięć o 0,25% bardziej interesuje rynki, to co dalej. Z jednej strony mamy ostatnią wypowiedź odchodzącego wkrótce prezesa FED o jednej obniżce w 2026 roku. Z drugiej rynek oczekuje już teraz trzech. Nawet po tych trzech obniżkach, zakładając brak zmian w strefie euro, nadal będą one o ponad dwie decyzje wyższe, niż na Starym Kontynencie. Cześć inwestorów zwraca uwagę, że tak szybki spadek stóp procentowych może spowodować znów presję na wyprzedaż dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

12:00 – Wielka Brytania – wskaźnik zamówień wg. CBI,

13:00 – Turcja – decyzja w sprawie stóp procentowych.

LUX MED przejmuje A2 Clinic z Dolnego Śląska

Do sieci LUX MED Stomatologia dołącza spółka z placówkami stomatologicznymi w Wałbrzychu i Dzierżoniowie. To kolejna inwestycja, która poszerza sieć i wzmacnia pozycję firmy w regionie Dolnego Śląska.

A2 Clinic oferuje pełen zakres uzupełniających się zabiegów z zakresu stomatologii estetycznej, protetyki, chirurgii, implantologii, ortodoncji czy endodoncji mikroskopowej. W ramach działalności wykonywane są też badania tomografii komputerowej i RTG.

–  Rozwój usług stomatologicznych jest ważną częścią strategii biznesowej Grupy LUX MED. Zależy nam na oferowaniu specjalistycznej opieki medycznej i szerokiego zakresu usług dentystycznych, przy zapewnieniu komfortu i bezpieczeństwa pacjentom. Dlatego bardzo się cieszę, że dołącza do nas A2 Clinic i głęboko wierzę, że wspólna działalność przyniesie obustronne korzyści – mówi Anna Rulkiewicz, prezeska Grupy LUX MED.

Obie placówki A2 Clinic wyposażone są w nowoczesny sprzęt do diagnostyki obrazowej i zapewniają opiekę najnowszej generacji m.in. leczenie pod mikroskopem stomatologicznym czy cyfrowe projektowanie uśmiechu, czyli możliwość wizualizacji efektu końcowego przed podjęciem leczenia.

Placówka A2 Clinic w Wałbrzychu mieści przy ul. Broniewskiego 87a, a w Dzierżoniowie na Osiedlu Błękitnym 30.

Tylko 43% firm oferuje szkolenia AI, choć większość oczekuje ich użycia

Pracodawcy wywierają coraz większą presję na korzystanie ze sztucznej inteligencji w pracy, jednocześnie tylko 43 proc. z nich, zdaniem pracowników, oferuje zaawansowane narzędzia AI i mniej niż co drugi zapewnił zatrudnionym szkolenie w tym obszarze. Pracownicy z kolei czują się zagubieni, 40 proc. z nich otwarcie przyznaje, że nie nadąża za nowinkami AI i czuje się zagubiona. 2/3 korzysta w pracy z tej technologii, ale tylko co piąty na zaawansowanym poziomie – wynika z raportu „Jak pracować, by nie żałować? W dobie rewolucji AI” portali pracy rocketjobs.pl i justjoin.it, którego partnerem głównym jest Totalizator Sportowy. Strategicznie publikację wspierają eTutor dla firm i ProfiLingua, a patronatu naukowego udzieliła Akademia Leona Koźmińskiego.

AI w pracy: popularność rośnie, ale poziom zaawansowania nie

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w miejscu pracy staje się normą. Według najnowszego badania przeprowadzonego przez portale z ofertami pracy rocketjobs.pl i justjoin.it, na próbie ponad 1500 pracowników umysłowych, 41 proc. z nich regularnie korzysta z narzędzi AI, a kolejne 29 proc. robi to sporadycznie. To oznacza, że już dziś 7 na 10 zatrudnionych ma bezpośrednią styczność ze sztuczną inteligencją w miejscu pracy. Najczęstsze zastosowania to wyszukiwanie informacji, pisanie treści, analiza danych i tłumaczenie tekstów. Najchętniej pracownicy korzystają z Chata GPT, a 2/3 z nich deklaruje, że potrafi pisać skuteczne prompty.

Jednak przy bliższym spojrzeniu obraz jest mniej optymistyczny. Tylko co piąty pracownik korzysta z narzędzi AI w sposób zaawansowany, 40 proc. stanowią osoby, które swoje umiejętności określiły jako średnie, a nieco ponad 1/5 (23 proc.) przyznaje się do niskiej lub żadnej znajomości tej technologii. Wyjątkiem są specjaliści IT, wśród których aż 34 proc. deklaruje zaawansowany poziom umiejętności AI.

Wyniki badania odsłaniają fascynującą dychotomię w postrzeganiu AI przez polskich pracowników. Aż 81 proc. dostrzega pomocny wpływ na rozwój kompetencji, ale tylko 39 proc. rzeczywiście opanowało AI na wysokim poziomie. Ta luka między percepcją a praktyką nie jest przypadkowa. Wiele osób wskazuje na takie narzędzia jak ChatGPT czy Midjourney, ale niewielu umie je efektywnie wykorzystać w pracy. Obsługa AI postrzegana jest jako najbardziej przyszłościowa kompetencja (przez 45 proc. badanych), ale pozostaje najsłabiej opanowana. Jesteśmy w fazie przejściowej – świadomość potrzeb wyprzedza praktyczne zastosowanie – mówi Ewelina Suchocka, Główna Specjalistka ds. Digital Marketingu w Totalizatorze Sportowym.

Satysfakcja z pracy w erze AI: entuzjazm zmieszany z dyskomfortem

Relacja polskich pracowników ze sztuczną inteligencją okazuje się bardziej złożona niż prosty podział na entuzjastów i sceptyków. Z jednej strony dane pokazują rosnące oswojenie z technologią – ponad 70 proc. pracowników uważa, że wie jak korzystać z narzędzi AI, 62 proc. twierdzi, że potrafi pisać skuteczne prompty, a niemal dwie trzecie deklaruje znajomość narzędzi dedykowanych ich branży. Główną zaletą, którą dostrzegają użytkownicy, jest znaczący wzrost produktywności: 71 proc. badanych przyznało, że AI pozwala im wykonywać standardowe zadania szybciej i efektywniej, w tym co czwartemu – zdecydowanie szybciej. Co więcej, 55 proc. pracowników widzi w AI szansę na znalezienie nowej pracy, a 43 proc. na awansowanie na stanowisko, do którego nie ma się jeszcze dostatecznych kompetencji. Większość deklaruje też satysfakcję ze współpracy z AI – 55 proc.

Jednak za tym przypływem optymizmu kryje się także pewien dysonans emocjonalny i etyczny. 1/3 badanych uważa, że AI zagraża ich pracy, a 40 proc. czuje się przytłoczona i przyznaje, że nie nadąża za wszystkimi nowinkami związanymi ze sztuczną inteligencją. W dodatku ponad 1/3 pracowników czuje, że oszukuje wykonując swoje zadania z pomocą AI, a 28 proc. ukrywa przed przełożonym korzystanie z narzędzi AI w pracy. Powstaje zatem paradoks – z jednej strony AI istotnie zwiększa produktywność i stwarza nowe szanse dla pracowników, z drugiej budzi wątpliwości moralne i poczucie, że korzystanie z niej podważa autentyczność ich pracy.

Duża część pracowników ma też dość pragmatyczny stosunek do AI: 46 proc. respondentów traktuje ją jako kolejne narzędzie do pracy, co dziesiąty widzi w niej jedynie chwilową modę, a 1/3 postrzega jej obecność jako konieczność, do której trzeba przywyknąć niezależnie od własnych preferencji.

Rozwój sztucznej inteligencji obiecuje wzrost produktywności, ale towarzyszą mu także nowe wyzwania psychologiczne i społeczne. Aż 42 proc. pracowników przyznaje, że nie nadąża za innowacjami w obszarze AI, a 38 proc. deklaruje przytłoczenie nadmiarem informacji. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera syndrom oszusta. Coraz więcej osób ma wrażenie, że ich sukces nie należy już w pełni do nich. Takie doświadczenia podważają poczucie sprawczości i tożsamość zawodową, zwłaszcza w profesjach opartych na wiedzy. Aby sprostać tej transformacji, organizacje muszą wspierać nie tylko rozwój umiejętności technicznych, ale też odporność psychiczną i krytyczne myślenie mówi dr Zuzanna Staniszewska, adiunktka w Katedrze Zarządzania Akademii Leona Koźmińskiego. Ostatecznie to nie prędkość innowacji, lecz umiejętność etycznego i inkluzywnego zarządzania zmianą przesądzi o tym, czy AI stanie się źródłem rozwoju, czy wykluczenia dodaje.

Edukacja: luka między potrzebami a działaniami

W związku z upowszechnianiem się narzędzi AI, a także zastąpieniem niektórych zadań przez algorytmy ciągła edukacja stała się dla pracowników koniecznością. Co trzeci z nich przyznaje, że odczuwa silną presję nabywania nowych kompetencji w związku z rozwojem sztucznej inteligencji, a 1/4  spotyka się z wymogami pracodawcy w obszarze używania narzędzi AI. Jednocześnie tylko 39 proc. badanych otrzymało w miejscu pracy szkolenie z AI – i w większości były to kursy fakultatywne. Tymczasem istotna część pracowników (42 proc.) uważa, że to pracodawca powinien organizować i finansować takie szkolenia, kolejne 23 proc. opowiada się za podzieleniem kosztów pół na pół. Pojawia się zatem fundamentalne pytanie: kto powinien odpowiadać za przekwalifikowanie pracowników? 36 proc. respondentów sądzi, że pracodawca oczekuje od nich zdobywania kompetencji związanych z AI we własnym zakresie (dla porównania w grupie IT jest to aż 49 proc.). 

Co trzeci pracownik odczuwa silną presję nabywania nowych kompetencji w związku z AI – to naturalna reakcja na tempo zmian, które obserwujemy na rynku. Problem w tym, że presja sama w sobie nie przekłada się na efektywny rozwój. Dane pokazują wyraźny rozdźwięk:  pracownicy czują presję ze strony pracodawców na korzystanie z AI podczas gdy tylko 39 proc. z nich faktycznie otrzymało od firmy szkolenie w tym obszarze. W dodatku 42 proc. badanych uważa, że to właśnie pracodawca powinien organizować i finansować edukację. To sygnał, że potrzebujemy nowego modelu współodpowiedzialności. Rewolucja AI wymaga partnerskiego podejścia – firmy muszą inwestować w strukturalne programy rozwoju, a pracownicy aktywnie w nich uczestniczyć – mówi Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT.

Motywowani przez pracodawców czy nie, pracownicy edukują się prywatnie – aż 85 proc. badanych deklaruje aktywne poszerzanie kompetencji. 2/3 z nich robi to poprzez kursy online (56 proc.) oraz filmy na YouTube i podcasty (54 proc.). Cenione są też wewnętrzne szkolenia firmowe oraz warsztaty stacjonarne wybierane przez kolejno 41 i 35 proc. pracowników. Jednak co trzeci pracownik poświęca na rozwój zawodowy mniej niż 1,5 godziny tygodniowo (do 5 godzin miesięcznie), kolejne 43 proc. kształci się przez 6-15 godzin miesięcznie.

Czy firmy są gotowe na AI?

Choć 49 proc. pracowników ocenia, że ich organizacje są stosunkowo gotowe na rewolucję AI, szczegółowe dane pokazują lukę w rzeczywistym przygotowaniu. Tylko 43 proc. zatrudnionych ma w miejscu pracy dostęp do zaawansowanych, płatnych wersji narzędzi AI, niewiele mniej otrzymało szkolenie. To oznacza, że ponad połowa pracowników musi polegać na darmowych, ograniczonych programach lub własnych zasobach. Inaczej sytuacja wygląda w IT. Specjaliści tego sektora częściej widzą w swoich firmach gotowość do korzystania z AI (65 proc.) i mają dostęp do zaawansowanych wersji narzędzi (60 proc.). Z kolei zapytani o to na ile ich współpracownicy są przygotowani na zmiany jakie niesie sztuczna inteligencja, ponad połowa – 53 proc. badanych odpowiedziała, że ich koledzy i szefowie są gotowi na rewolucję AI.

Transformacja zawodów a przyszłość

Jak widać sztuczna inteligencja coraz mocniej zaznacza swoją obecność na polskim rynku pracy. Zmiany będą postępować coraz szybciej, a pracownicy są tego w pełni świadomi. Badanie ujawnia, że 2/3 z nich przewiduje częściową lub całkowitą transformację swojego zawodu w ciągu najbliższych 5 lat. Dodatkowo niemal połowa zatrudnionych twierdzi, że do 2030 r. istotna część ich kompetencji zdezaktualizuje się, 38 proc. szacuje, że będzie to między 25 a 50 proc., a co piąty twierdzi, że odsetek przestarzałaych umiejętności będzie wynosił aż 50 proc. lub więcej. Specjaliści z sektora IT są jeszcze większymi pesymistami – 68 proc. z nich zakłada, że ich fachowe kwalifikacje w 50 proc. lub więcej przestaną być wystarczające do 2030 r. To oznacza, że w najbliższych latach dla wielu pracowników znaczna część tego, co dziś stanowi fundament ich wartości na rynku pracy, może zupełnie stracić na znaczeniu. Tym bardziej kluczowa staje się potrzeba podnoszenia kwalifikacji. 

Spadek satysfakcji i chęć zmian

Badanie portali rocketjobs.pl i justjoin.it pokazuje, że aktualnie 80 proc polskich pracowników umysłowych deklaruje zadowolenie z obecnej pracy, w tym ponad połowa (52 proc.) jest bardzo zadowolona. Widoczny jest jednak trend spadkowy – w ciągu roku odsetek bardzo usatysfakcjonowanych pracowników spadł z 59 do 52 proc. Specjaliści IT pozostają najbardziej zadowoloną grupą (57 proc.), satysfakcja rośnie też wraz z wiekiem pracowników. Mimo pozytywnych nastrojów, jedna czwarta badanych rozważa zmianę pracy, przy czym 12 proc. już podjęło kroki w kierunku przekwalifikowania zawodowego. Co istotne, dwie trzecie pracowników (66 proc.) z optymizmem patrzy w przyszłość zawodową, choć jedynie 37 proc. ma jasno sprecyzowany plan rozwoju kariery na najbliższe 3 lata.

Raport dowodzi, że polski rynek pracy znajduje się w fazie transformacji. Pracownicy są świadomi zmian i w dużej mierze gotowi do adaptacji, ale potrzebują wsparcia od organizacji w postaci szkoleń i dostępu do zaawansowanej infrastruktury. Skuteczne wdrożenie nowych technologii wymaga jednak wspólnej odpowiedzialności – zarówno pracodawców, którzy muszą inwestować w rozwój swoich zespołów, jak i samych pracowników, od których oczekuje się, że będą proaktywnie budować kompetencje przyszłości.

O badaniu: Badanie zostało przeprowadzone przez agencję WiseRabbit w sierpniu 2025 roku na próbie ponad 1500 pracowników umysłowych, w tym specjalistów z sektora IT. Respondenci reprezentowali różne pokolenia (Z, Y, X), branże i poziomy stanowisk.

Tesla z rekordowymi przychodami, ale marże spadają – inwestorzy ostrożni

Wyniki Tesli za trzeci kwartał Tesla wzbudziły wśród inwestorów mieszane emocje. Z jednej strony spółka zaskoczyła rynki lepszymi od oczekiwań wynikami sprzedaży i przychodami. Z drugiej strony zysk okazał się niższy od prognoz. „To był trudny kwartał, a osiągnięcie tych przychodów nie było łatwe” – napisał Elon Musk, szef Tesli, na swojej platformie społecznościowej X. Polscy inwestorzy coraz ostrożniej podchodzą do Tesli, a z badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro wynika, że tylko 10 proc. ankietowanych planuje zwiększyć inwestycje w spółkę, podczas gdy większa część zamierza ograniczyć zaangażowanie lub w ogóle nie inwestuje w jej akcje.

Musk określił obecną sytuację firmy jako moment przełomowy. Tesla coraz mocniej stawia na wykorzystanie sztucznej inteligencji w realnych zastosowaniach. W centrum uwagi znalazły się projekty: robot Optimus, system autonomicznej jazdy Tesla FSD oraz planowana sieć robotaxi.

Przychody Tesli w trzecim kwartale wyniosły 28,1 miliarda dolarów, co oznacza wzrost o 12 proc. rok do roku i wynik powyżej prognoz wynoszących 26,4 miliarda dolarów. Głównym źródłem tego wzrostu były rekordowe dostawy wynoszące 497 tysięcy samochodów, o 7 proc. więcej niż rok wcześniej, oraz aż 44-proc. wzrost przychodów z segmentu produkcji i magazynowania energii. Tesla zakończyła kwartał z rekordowym poziomem gotówki, blisko 4 miliardami dolarów wolnych przepływów.

Pod imponującymi przychodami kryją się jednak problemy z rentownością. Skorygowany zysk na akcję wyniósł 0,50 dolara wobec oczekiwanych 0,54 dolara, co oznacza spadek o 31 proc. rok do roku. Zysk operacyjny obniżył się o 40 proc., do 1,6 miliarda dolarów. Marża operacyjna stopniała do 5,8 proc. z 10,8 proc. rok wcześniej. Na wyniki negatywnie wpłynęły rosnące koszty działalności, wydatki na akcje pracownicze oraz mniejsze wpływy ze sprzedaży praw do emisji. Firma z jednaj strony obniżyła ceny, a z drugiej koszty produkcji wzrosły z powodu ceł.

Mimo trudności w utrzymaniu marż Elon Musk pozostaje optymistą. W trakcie telekonferencji po wynikach stwierdził, że Tesla wkracza w nowy etap rozwoju – od producenta samochodów do pioniera zastosowań sztucznej inteligencji. Wskazał, że firma dopiero zaczyna skalować produkty łączące autonomię i robotykę. Przed końcem roku firma planuje usunąć kierowców bezpieczeństwa z pojazdów testowanych w Austin. Zostali oni umieszczeni w fotelach kierowców w celu nadzorowania pracy systemu i interweniowania w razie nieprzewidzianych sytuacji. Do tego czasu projekt robotaxi ma objąć od ośmiu do dziesięciu dużych miast.

W obszarze robotyki Musk zapowiedział, że nowa wersja robota Optimus V3 zostanie zaprezentowana w pierwszym kwartale 2026 roku. Według niego nowy model będzie „bardziej przypominał człowieka w kombinezonie niż tradycyjnego robota”. Musk roztoczył wizję, w której Optimus z czasem stanie się niezwykle zaawansowaną maszyną, zdolną nawet do wykonywania skomplikowanych operacji chirurgicznych. Takie rozwiązania, w jego opinii, mogą w przyszłości poszerzyć globalny dostęp do opieki zdrowotnej najwyższej jakości.

Rynek robotyki jest jednak coraz bardziej konkurencyjny. W Stanach Zjednoczonych silnymi rywalami Tesli pozostają Boston Dynamics, Agility Robotics i Figure AI, które rozwijają humanoidalne roboty Atlas, Digit i Figure 03 przeznaczone do zastosowań w przemyśle i logistyce. W Chinach w tym samym kierunku zmierzają firmy Unitree, XPeng Robotics i Agibot, szybko zwiększając skalę produkcji. Do wyścigu dołączają też kolejni gracze, jak Sanctuary AI czy Apptronik, tworząc humanoidy łączące sztuczną inteligencję z ludzkim sposobem poruszania się i reagowania.

Choć Tesla imponuje skalą dostaw i rekordowymi przychodami, presja na marże i rosnące koszty mogą utrudnić realizację ambitnych planów ekspansji i automatyzacji. Warto jednak zauważyć, że część wzrostu sprzedaży w trzecim kwartale mogła wynikać z przyspieszenia zakupów przed wygaśnięciem ulg podatkowych na samochody elektryczne w USA. Po ich zakończeniu utrzymanie poziomu sprzedaży trzeciego kwartału może być znacznie trudniejsze, zwłaszcza w obliczu coraz tańszej konkurencji.

Z badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro za trzeci kwartał 2025 roku wynika, że polscy inwestorzy z ostrożnością podchodzą do akcji Tesli, których wyceny pozostają na bardzo wysokich poziomach. Jedynie 10 proc. ankietowanych deklaruje, że zwiększyło lub planuje zwiększyć inwestycje w spółkę, podczas gdy 15 proc. ograniczyło swoje zaangażowanie. Kolejne 9 proc. sprzedaje część posiadanych akcji, by zrealizować zyski po silnych wzrostach kursu. Największa grupa – 38 proc. badanych – w ogóle nie inwestuje w Teslę i nie zamierza tego robić, a 23 proc. nie planuje żadnych zmian w portfelu. Wyniki pokazują, że mimo ogromnej popularności Tesli na świecie, polscy inwestorzy dostrzegają rosnące ryzyko związane z jej bardzo wysoką wyceną. Dla wielu z nich akcje spółki wydają się po prostu zbyt drogie, by uzasadniać dalsze zwiększanie pozycji, zwłaszcza w sytuacji, gdy tempo wzrostu zysków nie nadąża za rynkową wyceną.

Ich obawy wydają się uzasadnione. Wycena Tesli, wyższa o ponad 80 proc. względem 2022 roku, pozostaje oderwana od rzeczywistego tempa wzrostu zysków i nasilającej się konkurencji. Akcje spółki są wciąż wyceniane tak, jakby realizacja wielkich planów w zakresie autonomii i robotyki była przesądzona. Tymczasem droga do komercyjnego sukcesu tych projektów wciąż pozostaje długa i znacznie bardziej wyboista, niż rynek wydaje się zakładać.

„Piątka dla polskiego budownictwa” wciąż bez odpowiedzi rządu

Choć Polska stoi przed rekordowymi rządowymi inwestycjami strategicznymi, branża budowlana bije na alarm – konieczne są zmiany, aby stworzyć stabilne warunki do ich realizacji. Pięć wiodących organizacji branżowych przedstawiło w Ministerstwie Infrastruktury postulaty realnych działań wspierających polskie budownictwo – manifest „Piątka dla polskiego budownictwa”. Niestety do tej pory nie otrzymały żadnej odpowiedzi, a działać trzeba już teraz.

Branża budowlana to 10% PKB, jednak jej głos jest pomijany

Prawie trzy miesiące temu kluczowe postulaty branży budowlanej, przygotowane
i podpisane przez: Związek Ogólnopolski Projektantów i Inżynierów, Izbę Gospodarczą Transportu Lądowego, Ogólnopolską Izbę Gospodarczą Drogownictwa, Polski Związek Pracodawców Budownictwa oraz Railway Business Forum, zostały przekazane do Ministerstwa Infrastruktury jako program „Piątka dla polskiego budownictwa”. Dziś wciąż brak odpowiedzi. Branża jest ignorowana.

Brak reakcji ze strony resortu zmusił organizacje do skierowania postulatów najpierw do KPRM, a następnie do komisji parlamentarnych, aby temat został omówiony szerzej –
z udziałem wszystkich stron. Tymczasem rząd hucznie zapowiada nowe inwestycje, podczas gdy fundamentalne problemy sektora wciąż pozostają nierozwiązane. Nie chodzi o ogólne deklaracje dialogu z branżą, lecz o rzetelną, uczciwą rozmowę i wdrażanie konkretnych zmian.

Postulaty przedstawione przez najważniejsze organizacje branżowe nie są „koncertem życzeń”. To konkretne, systemowe rozwiązania, które mogą poprawić efektywność inwestycji publicznych, zwiększyć płynność finansową firm i wzmocnić fundamenty całego sektora budownictwa. Nie chodzi nam o doraźne łatanie dziur – potrzebne jest holistyczne spojrzenie, które adresuje problemy u źródła. To kwestia jakości, terminowości i kosztów polskich inwestycji infrastrukturalnych – komentuje Anna Oleksiewicz, Prezes Związku Ogólnopolskiego Projektantów i Inżynierów ZOPI

Branża budowlana odpowiada za 10% PKB i daje pracę 1,5 mln osób. Projektanci
i inżynierowie są jej integralną częścią. To sektor, którego nie wolno ignorować. Czas na realny, konstruktywny dialog i partnerską współpracę z administracją publiczną – dla dobra inwestycji, firm i całego kraju.

Mimo tak znaczącej roli dla gospodarki branża budowlana w Polsce zmaga się z ogromnymi długami. Na koniec sierpnia 2025 r. jej zadłużenie sięgnęło ponad 5,8 mld zł, co czyni
ją jednym z najbardziej zadłużonych sektorów w gospodarce. Długi ma 50,5 tys. firm,
a szczególnie trudna jest sytuacja mniejszych podmiotów, w tym podwykonawców. Podwykonawcy to m. in. projektanci, geodeci.

Firmy projektowe nie otrzymują wynagrodzenia za pracę w cyklach miesięcznych, tylko po określonym etapie prac – nieraz po pół roku lub dłużej. Kredytują więc inwestycję. Kiedy nałożymy na to przedłużające się procedury administracyjne, czy brak waloryzacji
to sytuacja robi się jeszcze trudniejsza i dla stabilności firm i dla jakości inwestycji. Trudno spełnić oczekiwanie inwestora zachowania najwyższych standardów i jakości realizacji inwestycji, skoro firmy borykają się z problemami, nie są w stanie inwestować w nowe technologie, czy najlepsze kadry. To wszystko odbije się na jakości inwestycji, dotknie każdego użytkownika infrastruktury –
dodaje Anna Oleksiewicz.

Dlatego branża budowlana, gospodarka i całe społeczeństwo nie mogą już czekać. Na tym etapie potrzebne są konkretne działania ze strony rządu, konkretne zmiany systemowe. Branża przedstawiła je w ramach programu „Piątka dla polskiego budownictwa”, ale niestety do dziś nie doczekała się reakcji ze strony resortu infrastruktury.

„Piątka dla polskiego budownictwa”

Celem inicjatywy jest stworzenie stabilnych warunków do realizacji rządowych inwestycji strategicznych oraz rozwoju krajowego wykonawstwa, przemysłu i usług intelektualnych. Podpisana podczas targów Trako lista postulatów „Piątka dla polskiego budownictwa” stanowi manifest oczekiwań branży wobec działań rządu.

Propozycje organizacji branżowych obejmują:

  1. Systemowe zmiany w finansowaniu inwestycji kolejowych – Fundusz Kolejowy.

Inwestycje kolejowe potrzebują: stabilnych źródeł finansowania, elastycznego zarządzania środkami, transparentnych zasad alokacji. Odpowiedzią na to jest reforma Funduszy Kolejowego, wzorując się na sprawdzonym modelu Krajowego Funduszu Drogowego.

  1. Rozwiązanie problemu waloryzacji kontraktów.

Usprawnienie mechanizmów waloryzacji kontraktów jest niezbędne dla poprawy funkcjonowania polskiego rynku budowlanego, który powinien opierać się na zdrowych i równych zasadach.

  1. Wsparcie eksportu polskich firm budowlanych.

Ekspansja polskich firm budowlanych na rynki zagraniczne, z wykorzystaniem krajowych łańcuchów dostaw, może stać się kolejnym motorem napędowym naszej gospodarki. Aktywność rodzimych wykonawców powinna być koordynowana na poziomie rządowym i wspierana przez państwowe instytucje finansowe.

  1. Uproszczenie i standaryzację procedur administracyjnych.

Największą barierą w przygotowaniu inwestycji pozostają czasochłonne procedury administracyjne. Choć przepisy przewidują ustawowe terminy, w praktyce postępowania sztucznie się wydłużają. Uproszczenie i standaryzacja procedur to warunek sprawnej realizacji inwestycji w Polsce.

  1. Jakość i wycena usług intelektualnych.

Pilnie potrzebna jest zmiana logiki wyceny usług projektowych i zarządczych związanych z realizacją inwestycji – tak, aby nadrzędnym celem była jakość inwestycji. Warunkiem jest realne odejście od dyktatu najniższej ceny na rzecz realnych kryteriów merytorycznych.

Aż 47% Polaków ma dodatkową pracę — dorabianie stało się standardem na rynku pracy 2025

Jak wynika z badania SW Research na zlecenie Job Impulse, rośnie odsetek osób, które nie potrzebują dodatkowych funduszy, aby czuć stabilność finansową (17% w 2025 r. i 13% w 2023 r.). Jednocześnie ponad połowa badanych (55%) wskazuje, że dla osiągnięcia poczucia bezpieczeństwa finansowego ich gospodarstwa domowe wymagają co najmniej tysiąca złotych miesięcznie więcej. Najnowsze badanie pokazuje, jak Polacy oceniają swoją sytuację finansową i w jaki sposób oszczędzają.

Aż 32% respondentów wskazuje, że aby poczuć stabilność finansową, ich gospodarstwa domowe potrzebowałyby miesięcznie dodatkowych ponad dwóch tysięcy złotych. Choć w porównaniu z 2023 rokiem odsetek ten spadł o 2,5 p.p., nadal pozostaje on najwyższy w strukturze odpowiedzi. Co istotne, najczęściej taką potrzebę deklarują osoby osiągające najwyższe dochody – powyżej 7 tys. zł netto – wśród których aż 42% uznaje dodatkowe 2 tys. zł za niezbędne. Z jednej strony wskazuje to na rosnące oczekiwania i potrzeby wraz ze wzrostem dochodów, z drugiej – na odmienne sposoby postrzegania definiowania bezpieczeństwa finansowego w zależności od sytuacji materialnej.Job Impulse (1) Job Impulse 2

Jednocześnie niemal połowa badanych (47%) posiada pracę dodatkową, która zapewnia dodatkowe źródło dochodu poza etatem, a w grupie osób z najwyższymi dochodami ten odsetek wynosi aż 58%. – To dowód na to, że dorabianie stało się zjawiskiem powszechnym i coraz silniej wpisanym w strukturę rynku pracy – komentuje Łukasz Koszczoł, Prezes Job Impulse. Motywacje są bardzo zróżnicowane, ale dla wielu osób to nie tylko sposób na uzupełnianie domowego budżetu, ale także realny mechanizm budowania odporności finansowej w warunkach rosnących kosztów życia i niepewności gospodarczej – dodaje.

Coraz więcej Polaków odkłada pieniądze

Jak wynika z danych opublikowanych 29 września 2025 r. przez Główny Urząd Statystyczny, sytuacja materialna gospodarstw domowych w Polsce w 2024 r. poprawiła się względem roku poprzedniego. Statystyki wskazują, że w ubiegłym roku, aż 86% Polaków miało możliwość oszczędzania, z czego 29% robiło to regularnie. Względem 2023 r. odsetek osób oszczędzających wzrósł o 2,4 p.p.

Według danych GUS większość gospodarstw domowych (58%) ocenia, że ich środki wystarczają na codzienne wydatki, choć większe zakupy wymagają oszczędzania. Jednocześnie rośnie odsetek osób deklarujących większy komfort finansowy – 4% może pozwolić sobie na pewien luksus, a 25% na wiele wydatków bez konieczności oszczędzania (w 2023 r. odpowiednio 3% i 23%).

Gdzie Polacy szukają oszczędności?

Z badania zrealizowanego przez SW Research na zlecenie Job Impulse wynika, że najczęstszymi obszarami ograniczania wydatków pozostają jedzenie na mieście (33%), rachunki (32%), ubrania (31%), zakupy spożywcze (31%) oraz rozrywka (29%). Po przeciwnej stronie znajdują się wydatki na leczenie i zdrowie – tylko 7% respondentów deklaruje, że właśnie tam szuka oszczędności. Aż co piąty respondent wskazuje, że oszczędza, na czym się da, a zaledwie co dziesiąty nie ma potrzeby oszczędzać w ogóle. W podobnym badaniu z 2023 r. było to kolejno 25% i 5% odpowiedzi.

Oszczędzanie „na wszystkim, na czym się da” częściej deklarują osoby powyżej 50. roku życia (22%) niż młodsi badani w wieku 26–34 lata (14%). Jednocześnie to właśnie w grupie 50+ częściej pojawia się deklaracja braku potrzeby oszczędzania (22% wobec 14% wśród osób młodszych), co wskazuje na dużą polaryzację sytuacji finansowej w tej grupie.

W porównaniu z 2023 rokiem wyraźnie spadł odsetek osób rezygnujących z wydatków uznawanych za przyjemności. O 9,5 p.p. mniej badanych deklaruje ograniczanie jedzenia na mieście, o 8,5 p.p. – rozrywki, a o 7,8 p.p. – podróży. Podobne spadki widać w usługach kosmetycznych czy fryzjerskich.

Z drugiej strony oszczędności dotyczące obszarów podstawowych, takich jak rachunki czy zakupy spożywcze utrzymują się na bardzo zbliżonym poziomie. Jak zaznacza Łukasz Koszczoł, Prezes Job Impulse, – Warto zwrócić uwagę, że w gronie tych, którzy aktywnie podejmują pracę dorywczą, 28% dorabia do etatu, aby sfinansować najbardziej elementarne potrzeby. Rosnąca zdolność do oszczędzania oznacza większą stabilizację części gospodarstw domowych, ale widzimy jednocześnie rosnące zainteresowanie ofertami pracy dorywczej – już nie tylko wśród studentów, ale także znacznie starszych grup wiekowych. Dorabianie stało się również sposobem na gromadzenie oszczędności, a same oszczędności – kluczowym warunkiem poczucia bezpieczeństwa finansowego.

O badaniu

Badanie z 2025 r. zostało przeprowadzone przez SW Research na zlecenie Job Impulse metodą CAWI (ankieta online) na próbie 1400 dorosłych Polaków powyżej 26. roku życia.

Badanie z 2023 r. zostało przeprowadzone przez SW Research na zlecenie Job Impulse metodą CAWI (ankieta online) na próbie 816 dorosłych Polaków powyżej 18. roku życia.

Redukcja kosztów w firmie Kuehne+Nagel w celu złagodzenia skutków trudnej sytuacji rynkowej

  • Wzrost udziału w rynku w logistyce lotniczej oraz w segmencie MŚP logistyki morskiej
  • Niezbędne działania wynikające z nadwyżki mocy produkcyjnych i presji na marże
  • Rozpoczęcie programu redukcji kosztów do wartości ponad 200 mln CHF rocznie
Grupa
Kuehne+Nagel
CHF mln
9M 2025 9M 2024 Δ Δ* Q3 2025 Q3 2024 Δ Δ*
Obrót netto 18,522 18,041 3% 7% 6,043 6,487 -7% -3%
Zysk brutto 6,531 6,460 1% 5% 2,107 2,187 -4%
Wynik operacyjny (EBITDA) 1,707 1,846 -8% -4% 514 661 -22% -19%
EBIT 1,029 1,233 -17% -13% 285 455 -37% -34%
Zysk za okres 761 915 -17% -14% 206 339 -39% -36%
Wolne przepływy pieniężne 521 312 67% 226 284 -20%

*skorygowane o skutki kursów walutowych

W pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. Grupa Kuehne+Nagel wygenerowała obrót netto w wysokości 18,5 mld CHF, co stanowi wzrost o 3%. EBIT wyniósł 1,0 mld CHF, a zysk 761 mln CHF. Różnice kursowe w III kwartale 2025 r. ponownie wpłynęły negatywnie na EBIT, obniżając go o 14 mln CHF.

Kuehne+Nagel osiągnęło wzrost udziału w rynku, szczególnie w logistyce lotniczej, dzięki ukierunkowanym inwestycjom w usługi logistyczne dla infrastruktury chmurowej i segmentu rynku produktów łatwo psujących się. W logistyce morskiej odnotowano wzrost udziału w rynku małych i średnich przedsiębiorstw. Firma koncentruje się na strategicznie istotnych trasach i pozostaje przekonana o dalszym umacnianiu swojej pozycji rynkowej.

W warunkach rynkowych charakteryzujących się nadpodażą i presją na marże, Kuehne+Nagel wygenerowało solidne wolne przepływy pieniężne w wysokości 521 mln CHF (wzrost o 209 mln CHF rok do roku). Niemniej jednak konieczne są działania w zakresie zarządzania kosztami.

W związku z tym Kuehne+Nagel uruchomiło program redukcji kosztów w całej Grupie, którego celem jest osiągnięcie rocznych oszczędności w wysokości co najmniej 200 mln CHF, m.in. poprzez działania o charakterze strukturalnym i zrównoważonym. W perspektywie długoterminowej planowane jest zwiększenie wydajności poprzez optymalizację procesów, a także szersze wykorzystanie automatyzacji i współdzielonych centrów usług.

Stefan Paul, dyrektor generalny Kuehne+Nagel International AG:

„Pomimo bardzo trudnych warunków rynkowych firma Kuehne+Nagel była w stanie zwiększyć swój udział w rynku dzięki ukierunkowanym inwestycjom w kluczowych obszarach. Wraz z wprowadzeniem środków redukcji kosztów w całej Grupie podejmujemy obecnie działania mające na celu zabezpieczenie naszej bazy kosztowej. Trudne czynniki zewnętrzne zmuszają nas do trwałej i stałej poprawy naszej wydajności. Utrzymanie wysokiego poziomu jakości obsługi klienta pozostaje naszym priorytetem”.

19 sierpnia 2025 r. Partners Group (PG) sprzedała swoje 24,9% udziału w Apex. Transakcja ma zostać rozliczona gotówką w czwartym kwartale 2025 r., na podstawie uznanego zobowiązania z tytułu wykupu w wysokości 886 mln CHF. Transakcja zostanie sfinansowana z dostępnych środków i linii kredytowych.

Ze względu na utrzymującą się niepewność i wpływ wojny handlowej w czwartym kwartale 2025 r., Kuehne+Nagel spodziewa się, że EBIT za cały rok 2025 wyniesie ponad 1,3 mld CHF.

Logistyka morska


CHF mln
9M 2025 9M 2024 Δ Δ* Q3 2025 Q3 2024 Δ Δ*
Obrót netto 6,957 6,700 4% 8% 2,246 2,643 -15% -11%
Zysk brutto 1,559 1,565 4% 466 548 -15% -11%
EBIT 479 653 -27% -24% 111 256 -57% -54%

*skorygowane o skutki kursów walutowych

W pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. segment logistyki morskiej wygenerował obroty netto w wysokości 7,0 mld CHF i EBIT na poziomie 479 mln CHF. Wskaźnik konwersji wyniósł 31%. Na wyniki znaczący wpływ miały negatywne wahania kursów walutowych.

Do końca września 2025 r. wolumen wzrósł o 1% w ujęciu rok do roku, osiągając poziom 3,3 mln TEU. Gwałtowny spadek wolumenu transportu do Stanów Zjednoczonych od czasu „Dnia Wyzwolenia” nadal miał negatywny wpływ, szczególnie na działalność IMC Logistics w Stanach Zjednoczonych, konsolidowaną przez Kuehne+Nagel. Import do Europy znacznie jednak wzrósł.

Ogółem logistyka morska Kuehne+Nagel z powodzeniem zwiększyła swój udział w rynku wśród klientów z sektora MŚP, a segment ten stanowi obecnie ponad 50% całkowitego wolumenu klientów.

Logistyka lotnicza


CHF mln
9M 2025 9M 2024 Δ Δ* Q3 2025 Q3 2024 Δ Δ*
Obrót netto 5,370 5,204 3% 7% 1,721 1,812 -5%
Zysk brutto 1,278 1,256 2% 6% 404 434 -7% -2%
EBIT 322 330 -2% 1% 92 120 -23% -19%

*skorygowane o skutki kursów walutowych

W pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. obroty netto w segmencie logistyki lotniczej wyniosły 5,4 mld CHF, a EBIT 322 mln CHF. Wskaźnik konwersji wyniósł 25%. Na wyniki również miały wpływ negatywne skutki kursów walutowych. Trzeci kwartał 2025 r. był trudny dla całej branży transportu lotniczego, co miało również wpływ na rentowność tej dywizji.

Do końca września 2025 r. wolumen przewozów lotniczych wzrósł o 7% w ujęciu rok do roku do 1,6 mln ton, znacznie przewyższając tempo wzrostu rynku. Wzrost udziału w rynku osiągnięto zwłaszcza w segmencie towarów łatwo psujących się i infrastruktury chmurowej (hiperskalerów). W tym obszarze Kuehne+Nagel świadczy usługi logistyczne związane z budową centrów danych dla sztucznej inteligencji.

W ostatnich miesiącach firma Kuehne+Nagel rozszerzyła swoją sieć transportu lotniczego o nowe bramki w Indiach, Kanadzie, we Włoszech i Hiszpanii.

Logistyka drogowa


CHF mln
9M 2025 9M 2024 Δ Δ* Q3 2025 Q3 2024 Δ Δ*
Obrót netto 2,635 2,629 3% 883 859 3% 6%
Zysk brutto 997 988 1% 3% 329 318 4% 6%
EBIT 67 88 -24% -21% 20 22 -9% -5%

*skorygowane o skutki kursów walutowych

W pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. obroty netto w segmencie logistyki drogowej wyniosły 2,6 mld CHF, a EBIT 67 mln CHF. Sieci pozostawały niewykorzystane ze względu na słaby popyt na rynkach europejskich.

Popyt na usługi celne i doradcze w Stanach Zjednoczonych pozostawał wysoki ze względu na sytuację taryfową i rosnącą złożoność.

Logistyka kontraktowa


CHF mln
9M 2025 9M 2024 Δ Δ* Q3 2025 Q3 2024 Δ Δ*
Obrót netto 3,560 3,508 2% 5% 1,193 1,173 2% 5%
Zysk brutto 2,697 2,651 2% 5% 908 887 2% 6%
EBIT 161 162 -1% 3% 62 57 9% 12%

*skorygowane o skutki kursów walutowych

W pierwszych dziewięciu miesiącach 2025 r. obroty netto w segmencie logistyki kontraktowej wyniosły 3,6 mld CHF, a EBIT 161 mln CHF.

We wrześniu 2025 r. firma Kuehne+Nagel otworzyła regionalne centrum dystrybucyjne dla firmy Lego w pobliżu Ho Chi Minh City w Wietnamie. Placówka ta obsługuje rozwijające się rynki w Azji Południowo-Wschodniej, a także Japonię, Indie i Oceanię. Jest to drugie regionalne centrum dystrybucyjne obsługiwane przez firmę Kuehne+Nagel dla duńskiego producenta zabawek.

Zastrzeżenia Rzecznika MŚP do nowelizacji przepisów o „podatku cukrowym”

Przedstawiony przez Ministerstwo Finansów projekt nowelizacji ustawy o zdrowiu publicznym – obejmujący m.in. zmiany zasad naliczania opłaty od środków spożywczych i tzw. podatku cukrowego – budzi poważne wątpliwości po stronie Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców. Minister Agnieszka Majewska w oficjalnym wystąpieniu skierowanym do Ministra Jarosława Nenemana wskazuje, że choć intencją resortu finansów jest uproszczenie przepisów i usprawnienie procedur, to zaproponowane rozwiązania w praktyce znacząco rozszerzają zakres podmiotów zobowiązanych do ponoszenia nowych danin i obowiązków administracyjnych.

MŚP nieprzygotowane na kosztowną biurokrację

Według Rzecznik MŚP nowelizacja obejmie również te firmy, które do tej pory nie były objęte obowiązkiem sprawozdawczym w ramach opłaty cukrowej. Chodzi nie tylko o producentów napojów, ale także dystrybutorów, importerów oraz firmy wprowadzające produkty na rynek w niewielkiej skali. Nowe przepisy wymuszą na wszystkich przedsiębiorcach – bez względu na ich wielkość – comiesięczne raportowanie sprzedaży w formie elektronicznej, z wymogiem stosowania podpisu kwalifikowanego lub pieczęci elektronicznej.

Majewska podkreśla, że dla najmniejszych podmiotów będzie to realny koszt organizacyjny i technologiczny. Projekt nie przewiduje żadnych mechanizmów różnicujących, progów wejścia ani okresów ochronnych dla mikroprzedsiębiorców, co – jak wskazuje – stoi w sprzeczności z ustawą Prawo przedsiębiorców i konstytucyjną zasadą proporcjonalności.

Brak konsultacji i brak realnej oceny skutków regulacji

Rzecznik krytykuje również sposób przygotowania projektu. Jej zdaniem zabrakło rzetelnej oceny skutków regulacji (OSR), w szczególności w zakresie wpływu na sektor MŚP, który jest najbardziej wrażliwy na wzrost kosztów administracyjno-podatkowych. Nie przeprowadzono także dedykowanych konsultacji z przedstawicielami tego sektora, mimo że to właśnie do nich nowe przepisy będą najbardziej dotkliwe w praktyce.

Rzecznik ocenia, że sześciomiesięczne vacatio legis zaproponowane w projekcie jest zbyt krótkie na dostosowanie systemów księgowych, zakup narzędzi do podpisu elektronicznego czy wdrożenie nowych procedur raportowych.

Apel o zmiany i „bezpieczne wejście” dla przedsiębiorców

Agnieszka Majewska wnioskuje o uzupełnienie uzasadnienia projektu i OSR o szczegółową analizę kosztów dla mikro i małych firm, przeprowadzenie osobnych konsultacji z sektorem MŚP oraz wprowadzenie rozwiązań łagodzących, takich jak:

  • progi zwolnienia dla najmniejszych firm,
  • uproszczona forma raportowania,
  • stopniowe wejście w życie obowiązków,
  • wydłużenie vacatio legis.

Jej zdaniem, tylko takie podejście pozwoli uniknąć sytuacji, w której regulacja wymierzona pierwotnie w duże podmioty rynku spożywczego stanie się nadmiernym obciążeniem dla mikroprzedsiębiorców detalicznych i dystrybutorów.

Umowa B2B a ryzyko podatkowe i prawne – na co uważać przy kontrakcie?

Formułując treść umowy B2B należy rozważyć zarówno te zapisy, które świadcząc usługi – w swoim dobrze pojętym interesie – dobrze jest wprowadzić, jak i zaakcentować te, których warto unikać z uwagi na konsekwencje na gruncie cywilnoprawnym, jak i regulacje podatkowe.

Na co zwracać uwagę przy tworzeniu umowy B2B

Zapisy, których w umowach cywilnoprawnych należy unikać, to przede wszystkim postanowienia, które wskazywałyby, że doszło do zawarcia umowy cywilnoprawnej tylko z nazwy podczas, gdy w istocie powinien być nawiązany między stronami stosunek pracy.

Co do zasady ze stosunkiem pracy mamy do czynienia, gdy zatrudniony wykonuje osobiście pracę zorganizowaną przez zatrudniającego, przy jego kontroli oraz kierownictwie. Samozatrudnienie wymaga zdecydowanie większej elastyczności w zakresie wyboru miejsca czy czasu wykonywania powierzonych zadań. Istotne jest też ewentualne rozliczanie z efektów pracy, a nie tylko pozostawanie jedynie w dyspozycji drugiej strony umowy.

W każdym przypadku istotna jest nie tylko nazwa umowy czy zawarte w niej zapisy ale przede wszystkim sposób jej realizacji. Nie można także tracić z pola widzenia istoty art. 5b ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, zgodnie z którym za pozarolniczą działalność gospodarczą nie uznaje się czynności, jeżeli łącznie spełnione są następujące warunki:

  1. odpowiedzialność wobec osób trzecich za rezultat tych czynności oraz ich wykonywanie, z wyłączeniem odpowiedzialności za popełnienie czynów niedozwolonych, ponosi zlecający wykonanie tych czynności;
  2. są one wykonywane pod kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonych przez zlecającego te czynności;
  3. wykonujący te czynności nie ponosi ryzyka gospodarczego związanego z prowadzoną działalnością.

Konstruując zatem postanowienia umowy w relacji B2B, warto mieć na uwadze wszystkie te elementy. Z zapisów kontraktu powinno wynikać, że podmiot świadczący usługi ponosi za ich rezultat pełną odpowiedzialność wobec osób trzecich. W przypadku umów o pracę, z mocy art. 120 KP, odpowiedzialność ta ciąży na pracodawcy, który może następnie żądać naprawienia szkody od pracownika w sposób uregulowany w Kodeksie pracy. Warto też wyraźnie wskazać w treści kontraktu, że decyzje w sprawie sposobu realizacji przedmiotu umowy podejmuje samodzielnie wykonawca usług, nawet jeżeli ciąży na nim obowiązek współdziałania ze zlecającym mu wykonywanie tychże czynności. Co więcej, skoro podmiot prowadzący działalność gospodarczą ma ponosić ryzyko gospodarcze związane z wykonywaniem umowy to w treści umowy mogą, a nawet powinny znaleźć się zapisy określające konsekwencje nienależytego wykonywania umowy jak np. kary umowne za niewykonanie zadań w uzgodnionym terminie. – mówi radca prawny, Katarzyna Siwiec.

Tym co odróżnia stosunek pracy od samozatrudnienia na podstawie umowy cywilnoprawnej jest także możliwość wykonywania obowiązków za pośrednictwem osoby trzeciej. W sytuacji zatem gdy wolą stron jest zawarcie umowy cywilnej warto rozważyć wprowadzenie tego rodzaju postanowienia do umowy.

Urlop i przerwy w pracy na B2B

Kodeks pracy zawiera szereg uprawnień przewidzianych w interesie pracownika, których współpraca na zasadach B2B za sobą nie niesie. Przykładowo pracownik ma zagwarantowany ustawowo coroczny urlop wypoczynkowy, w tym urlop na żądanie, ma możliwość zwolnienia od pracy z powodu siły wyższej, czego przedsiębiorca jest z zasady pozbawiony.

Można jednak – korzystając z tzw. zasady swobody umów – wprowadzić do kontraktu zapis umożliwiający czasową przerwę w wykonywaniu usług bez utraty prawa do wynagrodzenia.  – podkreśla Katarzyna Siwiec, radca prawny i doradca podatkowy. – W praktyce takie rozwiązanie jest dziś standardem i pojawia się w zdecydowanej większości umów tego typu.

Co z wypowiedzeniem?

O ile przepisy kodeksu pracy regulują sztywno okresy wypowiedzenia, gwarantując tym samym pracownikowi możliwość po pierwsze osiągania przychodu przez jakiś czas, dni wolne na poszukiwanie pracy czy możliwość przywrócenia go do pracy w przypadku, gdy wypowiedzenie okaże się np. niezasadne, o tyle w przypadku umów cywilnych, których przedmiotem jest świadczenie usług, strony nie mają tego rodzaju gwarancji.

Zgodnie z art. 746 Kodeksu cywilnego umowę o świadczenie usług można rozwiązać niemal natychmiast, a drugiej stronie przysługuje jedynie prawo do dochodzenia odszkodowania, jeżeli wypowiedzenie nastąpiło bez ważnego powodu. Warto więc, aby wykonawca wynegocjował w kontrakcie zapisy modyfikujące tę zasadę – w szczególności określające terminy wypowiedzenia także w razie wystąpienia tzw. ważnych powodów, co znajduje potwierdzenie w orzecznictwie – wskazuje Katarzyna Siwiec.

KSeF i księgowi: gdzie kończy się obsługa, a zaczyna odpowiedzialność karna?

Wraz z obowiązkowym wdrożeniem Krajowego Systemu e-Faktur wielu przedsiębiorców może próbować przerzucić na księgowych nie tylko nowe obowiązki, ale i odpowiedzialność. Eksperci ostrzegają: wystawienie faktury w imieniu klienta to nie tylko pomoc w formalnościach, lecz także osobiste ryzyko karno-skarbowe. Zanim biura rachunkowe zgodzą się na taką współpracę, powinny dokładnie rozważyć, gdzie kończy się ich rola, a zaczyna odpowiedzialność za cudzy biznes.

Jak trwoga to do…. księgowych

Do KSeF będą musieli przystąpić zarówno korporacyjni giganci, jak i osoby prowadzące działalność gospodarczą. Każdy z tych podmiotów będzie zobowiązany do wystawienia faktury w systemie stworzonym przez resort finansów. Będzie to wymagało reorganizacji działów w większych firmach, jak również zmiany obiegu dokumentów między podmiotami gospodarczymi a biurami rachunkowymi.

Do tej pory proces wystawiania i doręczania faktur był różnorodny. Jedni korzystali z zaawansowanych narzędzi, inni wystawiali fakturę w formie papieroqej lub w excelu. W obliczu wejścia w życie KSeF firmy mogą mieć zatem problem z dostosowaniem się do zmiany. Z pewnością przedsiębiorcy będą od księgowych oczekiwać rozwiązania problemu, a być może nawet fakturowania za nich dokonanych transakcji. Warto zatem, aby księgowi mieli świadomość czy jest to zgodne z prawem i z jakimi konsekwencjami się wiąże – podkreśla Monika Piątkowska, doradca podatkowy fillup.pl i e-pity.pl

Gdzie kończy się księgowość, a zaczyna odpowiedzialność za biznes?

Księgowi należą do najlepiej zorientowanych w przepisach prawno-podatkowych osób w firmie. To oni biorą na barki trudy wprowadzania nowelizacji ustaw podatkowych w przedsiębiorstwach. Zapewne takie same oczekiwania mogą mieć w stosunku do nich klienci w przypadku wprowadzenia KSeF.

Z teoretycznego punktu widzenia, nic nie stoi na przeszkodzie, aby to księgowy wystawiał faktury w imieniu klienta, o ile otrzyma stosowne uprawnienia. Jednak zanim księgowi zgodzą się na taki rodzaj współpracy, należy się zastanowić, na ile są oni gotowi odpowiadać i ręczyć za biznes klienta – zauważa Monika Piątkowska

W przypadku prowadzenia księgowości dla klienta biuro wykonuje na jego rzecz usługi związane z rachunkowością i rozliczeniami podatkowymi. Natomiast wystawienie faktury w imieniu klienta oznacza już potwierdzenie dokonania konkretnej transakcji. Za wystawioną fakturę odpowiada zawsze ten, kto ją wystawił. Po wejściu w życie KSeF będzie to osoba wprowadzająca fakturę do systemu. Księgowy godząc się na wystawienie faktury w imieniu swojego klienta przenosi na siebie odpowiedzialność nie tylko za błędy wynikające z jego pomyłki lub przeoczenia. Osoba wystawiająca fakturę może w ten sposób zostać pociągnięta do odpowiedzialności karno-skarbowej z wielu tytułów. Nieprawidłowości mogą dotyczyć przyjęcia nieprawidłowej stawki VAT, zawyżenia ceny wykonanej usługi czy sprzedanego towaru, a nawet wystawienia tzw. pustej faktury lub udziału w bardziej skomplikowanym procederze wyłudzenia podatku – przestrzega Monika Piatkowska

Warto pamiętać, że w prawie podatkowym to podatnik – czyli osoba lub firma zobowiązana do zapłaty podatku – ponosi główną odpowiedzialność. W prawie karno-skarbowym zasada jest jednak inna. Tutaj odpowiada konkretna osoba fizyczna, która popełniła wykroczenie lub przestępstwo skarbowe – niezależnie od tego, jakie stanowisko zajmuje w firmie. Oznacza to, że jeśli księgowy decyduje się wystawiać faktury w imieniu klienta, bierze na siebie osobistą odpowiedzialność za ich prawidłowość i zgodność z rzeczywistością.

Podsumowując: choć prawo nie zabrania takiej formy współpracy, warto dobrze się zastanowić, czy zaufanie do klienta jest na tyle duże, by ryzykować odpowiedzialność karną za jego działania.

Do końca 2025 roku część cyberataków będzie kończyć się sukcesem w mniej niż 30 minut

Badania przeprowadzone przez Unit 42 pokazują, że średni czas potrzebny do kradzieży danych spadł z 9 dni w 2021 r. do zaledwie 2 dni w 2023 r. Eksperci z jednostki ds. analizy zagrożeń i badań Palo Alto Networks przewidują, że do końca 2025 r. niektóre incydenty będą zakończone sukcesem w mniej niż 30 minut, co oznacza, że ataki będą ponad 100 razy szybsze niż zaledwie 3 lata temu[1].

86% incydentów związanych z oprogramowaniem ransomware wiąże się obecnie ze znacznymi zakłóceniami w działalności biznesowej[2]. Atakujący nauczyli się uderzać w organizacje tam, gdzie negatywne skutki są dla nich najbardziej dotkliwe: w ich reputację, relacje z klientami i ciągłość działania.

Co ciekawe, około 10% przypadków wymuszeń całkowicie pomija szyfrowanie[3]. Te ataki typu „smash and grab” polegają po prostu na kradzieży lub usunięciu danych, uznając, że groźba ujawnienia lub trwałej utraty może być równie skuteczna jak tradycyjne okupy oparte na szyfrowaniu.

Coraz ambitniejsze cele cyberprzestępców pomaga osiągać sztuczna inteligencja. Do 2024 r. 83% wiadomości phishingowych wykorzystywało technologię AI w ograniczonym zakresie, z kolei generowane w ten sposób wiadomości phishingowe otwierało około 78% osób[4].

„Tradycyjne podejście do bezpieczeństwa jest przestarzałe, ponieważ nie mamy już do czynienia ze stopniową ewolucją cyberzagrożeń, tylko wykładniczym wzrostem ich skali. Gdy atakujący mogą przeprowadzić całą operację w czasie, w którym większość zespołów ds. bezpieczeństwa pije poranną kawę, strategia manualnego wykrywania, analizowania i reagowania staje się bezużyteczna. Dziś cyberprzestępcy prowadzą zautomatyzowane rozpoznanie za pomocą AI, a następnie również automatycznie prowadzą ataki. Dodatkowo mamy do czynienia z rosnącym czarnym rynkiem usług cyberprzestępczych, gdzie działają pośrednicy zapewniający początkowy dostęp do systemów firmowych, a wejścia do sieci traktują jako towar. Powstają także grupy, które oferują ataki ransomware jako usługę, co obniża barierę techniczną dla wielu cyberprzestępców” – wyjaśnia Wojciech Gołębiowski, wiceprezes i dyrektor zarządzający Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej,

Rozwój pośredników w zakresie wstępnego dostępu spowodował komercjalizację włamań do sieci, tworząc rynek, na którym przestępcy mogą kupować wcześniej przejęte systemy, zamiast przeprowadzać własne infiltracje. Jest to cyberprzestępcza wersja gospodarki gig, a biznes kwitnie.

Mediana żądanych okupów wzrosła o prawie 80% rok do roku i w 2024 r. osiągnęła poziom 1,25 mln dolarów, co stanowi około 2% szacowanych rocznych przychodów organizacji będącej ofiarą ataku. Chociaż udane negocjacje zazwyczaj obniżają płatności do około 267 500 dolarów[5], wpływ ekonomiczny wykracza daleko poza płatności okupu.

Przykładowo, kiedy przestępcy atakują jednego partnera biznesowego, mogą uzyskać dostęp do setek lub tysięcy ofiar na dalszych etapach łańcucha dostaw, co stanowi czynnik zwiększający siłę oddziaływania tych ataków i czyni je szczególnie dochodowymi (średnio 4,91 mln dolarów szkód[6]).

„Mitem jest, że tylko duże korporacje są narażone na cyberataki. Przykładowo sektor opieki zdrowotnej, energetyka czy urzędy znajdują się wysoko na liście celów cyberprzestępców. Zagrożone są także małe firmy, często niemające zespołów ds. bezpieczeństwa, ale posiadające cenne dane, takie jak informacje o klientach, dokumentacja finansowa i własność intelektualna. Dla cyberprzestępców stanowią one łatwy łup, który może przynieść potencjalnie wysokie zyski” – podkreśla Wojciech Gołębiowski.

Automatyzacja i wykrywanie oparte na AI są dziś absolutnie niezbędnymi narzędziami w rękach analityków ds. bezpieczeństwa. Podczas gdy sztuczna inteligencja może przetwarzać ogromne ilości danych i identyfikować wzorce, specjaliści zapewniają kontekst, proponują kreatywne rozwiązania i opracowują strategię. Tego nie zrobi żadna maszyna. Przyszłość należy do tych firm, które będą w stanie wdrożyć te mechanizmy nowoczesnej współpracy między oprogramowaniem i człowiekiem.

[1] The Ransomware Speed Crisis

[2] Incident Response 2024 Report – Palo Alto Networks

[3] Incident Response 2024 Report – Palo Alto Networks

[4] AI Cyber Attack Statistics 2025 | Tech Advisors

[5] 2025 Unit 42 Global Incident Response Report – Palo Alto Networks

[6] https://www.ibm.com/downloads/documents/us-en/131cf87b20b31c91

Tarczyński S.A. odstępuje od emisji akcji

0

Zarząd Tarczyński S.A. podjął decyzję o odstąpieniu od przeprowadzenia oferty publicznej akcji z uwagi na nieuzyskanie w procesie budowy księgi popytu satysfakcjonującej proponowanej  ceny  emisyjnej  akcji.  Program  inwestycyjny  będzie  kontynuowany z wykorzystaniem finansowania bankowego oraz środków własnych.

Pomimo dużego zainteresowania inwestorów – za które dziękujemy – oraz pełnego pokrycia księgi popytu, podjęliśmy decyzję o odstąpieniu od przeprowadzenia emisji akcji. Uznajemy, że to optymalny scenariusz z perspektywy akcjonariuszy i budowy wartości spółki. Dalszy rozwój realizować będziemy poprzez sukcesywne zwiększanie skali produkcji i sprzedaży oraz rozszerzając naszą obecność na rynkach zagranicznych. Dzisiejsza decyzja nie zmienia przyjętej i realizowanej strategii, a dalszy rozwój spółki kontynuowany będzie w dotychczasowym modelu – konsekwentnie wzmacniamy pozycję lidera w segmencie przekąsek białkowych w branży FMCG i systematycznie zwiększamy obecność na rynkach eksportowych – komentuje Jacek Tarczyński, Prezes Zarządu Tarczyński S.A.

Zgasili światło i zwolnili ludzi. Tak wygląda fabryka przyszłości

W pełni zautomatyzowane zakłady produkcyjne, dotychczas kojarzone z Chinami i Japonią, wkraczają do Stanów Zjednoczonych i Europy. Według prognoz Grand View Research wartość tego rynku rośnie w tempie 8,7% rocznie, a do 2030 roku wyniesie ona 195 miliardów dolarów. Rola człowieka w przemyśle zostanie ograniczona do nadzoru i konserwacji maszyn, co zwiastuje nieuchronną eliminację setek tysięcy miejsc pracy – również w Polsce.

W pewnym zakładzie w Jiaxing, dwie godziny drogi od Szanghaju, nie pali się ani jedna lampa. Hala wielkości trzech boisk piłkarskich jest cicha jak zamknięty na noc sklep. W ciemności poruszają się tylko robotyczne ramiona i wózki AGV, przenoszące błyszczące karoserii. To jedna z najnowocześniejszych „ciemnych fabryk” świata – w pełni zautomatyzowany zakład koncernu Minth, który produkuje części samochodowe przez całą dobę,  bez udziału ludzi. Gdy w Chinach ta fabryka pracuje nieprzerwanie, jej siostrzany zakład w lubuskiej Szprotawie zatrudnia pół tysiąca osób, walcząc o obsadzenie wszystkich zmian. Dwie fabryki, jeden właściciel i dwa zupełnie różne światy.

Architekci przyszłości

Ciemne fabryki, zwane po angielsku lights-out factories, to ucieleśnienie idei Przemysłu 4.0 – sztuczna inteligencja, roboty i inteligentne algorytmy przejęły w nich cały proces produkcji. Nie potrzebują światła, ogrzewania ani przerw na lunch. Ich sercem są systemy, które potrafią samodzielnie diagnozować usterki, planować dostawy i w czasie rzeczywistym dostosowywać tempo pracy do popytu.

Według danych firmy Grand View Research, globalny rynek takich zakładów wyceniono w 2024 r. na 120 mld dolarów, a jego wartość ma rosnąć o 8,7% rdr, osiągając 194,60 miliarda USD do 2030 roku. Europa odpowiada dziś za połowę inwestycji, ale to Azja – a zwłaszcza Chiny – wyznacza tempo tej rewolucji. W Japonii zakłady FANUC już od lat działają bez ludzi, w Holandii Philips przy pomocy 120 robotów z sukcesem produkuje maszynki do golenia.

Nie mówimy tu już o prostym zastępowaniu pracy ludzkiej maszynami, ale o tworzeniu inteligentnych, samouczących się systemów produkcyjnych. Z polskiego punktu widzenia kluczowe jest zrozumienie, że nasza konkurencyjność nie może już opierać się wyłącznie na kosztach pracy. Obserwujemy globalny wyścig technologiczny, w którym to właśnie zdolność do pełnej automatyzacji staje się głównym miernikiem siły przemysłowej. W gospodarkach o wysokich kosztach, zaawansowana automatyzacja staje się narzędziem do odzyskiwania przewagi konkurencyjnej – uważa Paweł Dziadosz z DPS Group, konsorcjum firm specjalizujących się we wdrażaniu zaawansowanych rozwiązań IT, automatyzacji i robotyzacji dla przemysłu.

Chiński smok gasi światło

Doskonale rozumieją to Chiny, które jeszcze dwie dekady temu uchodziły za warsztat świata, a dziś stają się jego laboratorium. Według Międzynarodowej Federacji Robotyki (IFR) Państwo Środka instaluje ponad połowę wszystkich nowych robotów przemysłowych na świecie. Wskaźnik gęstości robotyzacji w chińskim przemyśle osiągnął w 2024 r. wartość 470 robotów na 10 000 pracowników – ponad trzykrotnie więcej niż wynosi średnia światowa. W branży motoryzacyjnej na 10 000 zatrudnionych chińczyków przypada aż 2 000 robotów.

Xiaomi chwali się fabryką w Pekinie, która bez udziału człowieka może w wyprodukować 10 milionów smartfonów rocznie. Foxconn, partner Apple’a, zastąpił robotami dziesiątki tysięcy pracowników i zakłada, że w ciągu kilku lat co trzeci proces produkcyjny będzie całkowicie zautomatyzowany. To efekt programu „Made in China 2025”, który ma przekształcić kraj z montowni w centrum innowacji. W tym wyścigu roboty są nową armią, a dane – paliwem.

Ameryka nie śpi

Po drugiej stronie globu Stany Zjednoczone, po latach outsourcingu produkcji do Azji, podejmują próbę odzyskania suwerenności przemysłowej. Programy takie jak CHIPS and Science Act czy Inflation Reduction Act mają ściągnąć produkcję półprzewodników, baterii i czystych technologii z powrotem na terytorium USA.

Jednak nowy przemysł nie przypomina dawnego Detroit. To nie fabryki pełne robotników w kaskach, lecz sterylne hale, w których większość operacji wykonują maszyny. Tesla w Nevadzie osiągnęła 90 proc. automatyzacji, a amerykańskie koncerny coraz częściej inwestują w tzw. modele hybrydowe – zakłady, w których człowiek bardziej nadzoruje systemy komputerowe niż linię montażową.

Kiedy Donald Trump w kampanii prezydenckiej obiecywał powrót „dobrych miejsc pracy dla niebieskich kołnierzyków”, ekonomiści reagowali z rezerwą. Wiedzieli, że przemysł nie działa już jak w latach 50. – i że fabryki, które dziś wracają do USA, nie zatrudnią tłumów, lecz zaprzęgną do pracy przede wszystkim roboty. Jak przypomina Gary Cohn, były doradca gospodarczy Białego Domu, cła i subsydia nie przywracają miejsc pracy, lecz raczej przyspieszają automatyzację. – Kiedy koszty pracy rosną, firmy mają jedno wyjście. Zastępują ludzi maszynami – mówił Cohn w wywiadzie dla Face the Nation. To nie cynizm, tylko czysta kalkulacja. W obliczu wyższych kosztów energii, transportu i podatków, każda firmy starają się utrzymać korzystną marżę.

Społeczny koszt innowacji

Każda rewolucja przemysłowa rodzi zwycięzców i przegranych. Światowe Forum Ekonomiczne szacuje, że do 2027 r. automatyzacja wyeliminuje 83 mln miejsc pracy, tworząc 69 mln nowych, głównie dla specjalistów od AI, danych i robotyki. Bilans pozostaje ujemny, ale nie dramatyczny – pod warunkiem, że gospodarki nauczą się przekwalifikowywać ludzi szybciej, niż algorytmy przejmują ich zadania.

W Polsce potencjał zastąpienia przez maszyny dotyczy około 4 mln pracowników, z czego milion – w przemyśle. Ale kraj ma coś, czego nie miały wcześniejsze pokolenia rewolucjonistów: demografię, która działa jak amortyzator. Do 2025 r. z rynku pracy odejdzie 2,3 mln osób, w tym 800 tys. z przemysłu. Nawet przy optymistycznych scenariuszach napływ nowych kadr nie przekroczy 400 tys. Oznacza to deficyt, który można – paradoksalnie – wypełnić maszynami, nie ponosząc znaczących kosztów społecznych.

Z perspektywy fabryk w Poznaniu, Gliwicach czy Wrocławiu, robot nie jest więc konkurentem człowieka, lecz protezą kurczącego się rynku pracy. Problem w tym, że Polska wciąż nie jest gotowa, by w pełni tę protezę założyć.

Polska montownią montowni

Choć w kraju działają już półautomatyczne zakłady spożywcze, mleczarnie czy browary, które zbliżają się do modelu lights-out, to ogólny poziom robotyzacji pozostaje niski. Z danych Międzynarodowej Federacji Robotyki (IFR) wynika, że w polskim przemyśle motoryzacyjnym na jednego robota przypada średnio 36 pracowników. W Niemczech – 6,7, a w Chinach – 5. Tymczasem koszty pracy w fabrykach rosną szybciej niż produktywność, co podważa dotychczasową przewagę konkurencyjną opartą na taniej sile roboczej.

Na przykładzie Minth kontrast widać jak w soczewce: w Jiaxing światło jest zbędne, w Szprotawie wciąż świeci przez całą dobę. Chińczycy, którzy inwestują w Polsce, korzystają z naszej stabilności i dostępu do rynku UE, ale kluczowe technologie zostawiają u siebie. Polska staje się więc montownią montowni – pośrednim ogniwem w łańcuchu globalnej automatyzacji. Inwestycja w nowoczesne roboty przemysłowe, choć niezwykle istotna, sama w sobie nie wystarczy, by realnie zmienić status quo. Eksperci podkreślają również ogólny poziom cyfryzacji przemysłu oraz konieczność wprowadzenia zmian w systemie prawnym i podatkowym, które sprawią, że inwestowanie w polski przemysł stanie się bardziej opłacalne. Nie bez znaczenia pozostają także koszty energii – a te, jak wiadomo, w Polsce wciąż należą do najwyższych w regionie. – Nasze położenie i zasoby naturalne sprawiają, że tylko odnawialne źródła energii w połączeniu z energetyką atomową w dłużej perspektywie pozwolą nam osiągnąć konkurencyjne ceny energii. Inwestycja, którą sprowadzimy tanią energią nawet jeśli nie zapewni miejsc pracy to dostarczy środki lokalnej społeczności w postaci podatków. Zmiana sposobu produkcji wymaga też zmiany na poziomie myślenia o generowaniu zysku z pracy  – mówi Mateusz Pawełczuk, Head of Innovation Respect Energy S.A. – największej prywatnej grupy energetycznej z całkowicie polskim kapitałem zajmującej się m.in. odkupem i sprzedażą energii pochodzącej wyłącznie z odnawialnych źródeł.

Cyfrowa luka

Z najnowszego raportu DPS Group, datowanego na 11 sierpnia 2025 roku, wyłania się obraz polskiego przemysłu stojącego w technologicznym rozkroku. Mimo że menedżerowie chętnie snują wizje o wdrożeniu sztucznej inteligencji, a ogólny optymizm co do kondycji firm pozostaje wysoki, to codzienna praktyka produkcyjna wciąż mocno odbiega od tych aspiracji. Powstaje „cyfrowa luka”, w której chęci nie idą w parze z realnymi działaniami.

Podstawowym problemem jest powolna adaptacja fundamentalnych narzędzi cyfrowych. Jak wskazują dane, niemal połowa (48%) polskich przedsiębiorstw produkcyjnych nadal nie wdrożyła oprogramowania CAM, które jest kluczowym pomostem między projektem a maszyną, automatyzującym procesy wytwarzania. Jeszcze większe zaległości widoczne są w obszarze zarządzania danymi – zaledwie 30% firm korzysta z systemów ERP do kompleksowego planowania zasobów przedsiębiorstwa. To właśnie te systemy, integrujące dane z różnych działów, stanowią fundament pod jakiekolwiek zaawansowane wdrożenia, w tym sztuczną inteligencję. Bez uporządkowanych i zintegrowanych danych firmowych, algorytmy AI nie mają „paliwa” do efektywnego działania, co czyni rozmowy o jej implementacji bezprzedmiotowymi.

Brak spójnej strategii cyfryzacji nie jest wyłącznie problemem technologii, lecz całej kultury zarządzania. W wielu polskich firmach przemysłowych projekty cyfrowej transformacji nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, głównie z powodu braku integracji danych i niewystarczającego zaangażowania kadry zarządzającej – a decyzje opierają się bardziej na intuicji niż na twardej analizie. Jak zwracają uwagę eksperci, takie podejście ogranicza możliwości automatyzacji i utrudnia wdrażanie nowoczesnych rozwiązań z obszaru Przemysłu 4.0.

Transformacja cyfrowa w produkcji nie polega tylko na zakupie nowych systemów IT, lecz na zbudowaniu architektury opartej na danych i procesach – mówi Robert  Sokołowski, dyrektor zarządzający siecią sprzedaży korporacyjnej w Santander Leasing. – Dopiero zintegrowane podejście do analizowania, projektowania, utrzymania i logistyki pozwala uwolnić realną wartość z automatyzacji. Tam, gdzie informacja przepływa płynnie, możliwe jest nie tylko zwiększenie wydajności, lecz także redukcja strat i usprawnienie planowania inwestycji w technologię. Firmy, które skutecznie wdrożyły takie rozwiązania, zwiększają swoją produktywność, co w obecnym środowisku konkurencyjnym daje im znaczną przewagę rynkową – dodaje ekspert.

Wszystko zaczyna się od strategii

To tylko kwestia czasu, aż ciemne fabryki staną się nowym standardem efektywności, podobnie jak linia montażowa sto lat temu. Chiny inwestują w roboty z państwowym rozmachem, Stany Zjednoczone – z kapitałowym pragmatyzmem. Polska tymczasem wciąż pozostaje w tyle. – Zakłady produkcyjne nad Wisłą nie dogonią Chińskich odpowiedników kupując kolejnego robota. W pierwszej kolejności potrzebna jest zmiany myślenia. Prawdziwa transformacja wymaga wdrożenia zintegrowanych systemów, które zarządzają całym łańcuchem wartości, od projektu aż po logistykę. Chodzi o redukcję kosztów przy zachowaniu najwyższej jakości, ciągłość oraz zdolność do elastycznego reagowania na zmiany rynkowe w czasie rzeczywistym – uważa Paweł Dziadosz z DPS Group.

Ceny mieszkań spadają w 9 z 17 miast – Warszawa nadal najdroższa

0

W III kw. 2025 r. w większości z 17 analizowanych przez nas miast ceny mieszkań spadły w porównaniu z poprzednim kwartałem. W segmencie mieszkań średniej wielkości (35–60 m²) największy spadek odnotowano w Gdyni – o prawie 5%. Po obniżkach przeciętna ofertowa cena mieszkania o powierzchni 50 m² w tym mieście wynosi 585 tys. zł. Dla porównania, w najtańszej Częstochowie to 350 tys. zł, a w najdroższej z zestawienia Warszawie – prawie 837 tys. zł. W stolicy w ostatnim kwartale ceny mieszkań wzrosły o 2%. Warszawa należy też do najdroższych stolic Europy pod względem dostępności mieszkań. Aby kupić mieszkanie o powierzchni 50 m² poza centrum, potrzeba 103 średnich pensji.

W 17 dużych miastach Polski ofertowe ceny mieszkań są bardzo zróżnicowane. Dla mieszkania o powierzchni 50 m² wynoszą od 7 000 zł w Częstochowie do 16 731 zł w Warszawie. W większości miast cena metra kwadratowego przekroczyła psychologiczną barierę 10 000 zł/m². Wyjątkiem pozostają Radom (7 847 zł/m²), Sosnowiec (7 272 zł/m²) i wspomniana Częstochowa. Do grona „dziesięciotysięczników” zbliżają się trzy kolejne miasta – Toruń (9 778 zł/m²), Łódź (9 166 zł/m²) i Bydgoszcz (9 000 zł/m²).

Zmiany stawek za metr kwadratowy w III kw. 2025 r. przełożyły się oczywiście na nowe poziomy cen ofertowych za całe mieszkania. Za lokal o powierzchni 50 m² w Warszawie trzeba było zapłacić 837 tys. zł, w Krakowie prawie 770 tys. zł, a w Gdańsku 675 tys. zł. W najtańszych z zestawienia – Radomiu, Sosnowcu i Częstochowie – ceny ofertowe mieściły się w przedziale 350–390 tys. zł.mieszkania cenyIIIkw2025

Mieszkania drożeją o 8%, ale tam, gdzie i tak były najtańsze

W porównaniu z II kwartałem 2025 r. mieszkania średniej wielkości potaniały w 9 z 17 badanych miast (od 4,7 proc. w Gdyni do 0,1 proc. w Poznaniu), a w 7 podrożały (od 0,4 proc. w Lublinie do 6,2 proc. w Radomiu). W Rzeszowie ceny pozostały bez zmian.

Spadki przeważały także w segmencie małych mieszkań (9 z 17 miast) i dużych mieszkań (10 z 17). W zakresie małych mieszkań do 35 m2 najbardziej potaniał Białystok (–6,4%), a najbardziej podrożał Sosnowiec (+8,2%). Średnie mieszkania liczące między 35 a 60 m2 najmocniej taniały w Gdyni (–4,7%), a drożały w Sosnowcu (+2,5%). Duże mieszkania powyżej 60 m2 najbardziej potaniały w Szczecinie (–4,6%), a podrożały w Radomiu (+4,3%).

Należy jednak zaznaczyć, że spadki kwartalne są stosunkowo niewielkie i nie zrekompensowały wcześniejszych wzrostów. W rezultacie w większości badanych miast ceny wciąż są wyższe niż przed rokiem. Z kolei zauważalne ożywienie popytu na kredyty hipoteczne nie zwiastuje głębszych spadków.

Bazowo spodziewam się stabilizacji cen w IV kwartale w widełkach od –1% do +2% kwartał do kwartału (z lokalnymi odchyleniami). Spodziewam się umiarkowanie wyższego napływu nowych ofert na przełomie roku, ale łączne poziomy raczej pozostaną niższe rok do roku ze względu na wysoką bazę z IV kw. 2024. Ewentualna dalsza kontynuacja łagodzenia stóp procentowych może wzmocnić segment mieszkań o mniejszych metrażach – prognozuje Anton Bubiel, prezes Rentier.io.

Stawki za 1m2 zależą również od powierzchni mieszkania. Zwykle jest tak, że im mniejsze mieszkanie, tym wyższa cena za metr. W najdroższej ze wszystkich miast Warszawie ponad 19 tys. zł kosztował metr małego mieszkania (do 35 m2), ale mieszkanie duże (powyżej 60 m2) kosztowało w przeliczeniu na metr więcej niż mieszkanie średnie (między 35 a 60 m2). Ta reguła dotyczyła w III kw. 2025 r. również Gdyni i Częstochowy. Z kolei w Sosnowcu 1m2 małego mieszkania (6967 zł) był tańszy niż średniego (7272 zł).mieszkanie metraż

Do zakupu mieszkania 50 m2 w Warszawie potrzeba 103 pensji

O tym, czy ceny mieszkań w Polsce są wysokie czy niskie, można przekonać się, porównując je z zagranicznymi. Co prawda w wielu miastach Europy metr kwadratowy jest znacznie droższy niż w Warszawie, ale w zestawieniu z lokalnymi zarobkami stolica Polski wypada blado.

W Warszawie potrzeba aż 103 pensji, by kupić 50-metrowe mieszkanie. Gorzej jest tylko w siedmiu innych stolicach, m.in. Bratysławie (125) i Pradze (152). Najmniej korzystnie dla kupujących wypada Lizbona, gdzie trzeba przeznaczyć aż 157 wypłat netto, by nabyć mieszkanie średniej wielkości.

Na przeciwnym biegunie znajduje się stolica Belgii. W Brukseli zarabia się niemal tyle, ile wynosi cena metra kwadratowego mieszkania poza centrum, co oznacza, że wystarczą 54 pensje, by sfinalizować zakup. W porównaniu zaskakująco dobrze wypadły także stolice Cypru (65 pensji) i Łotwy (66).mieszkanie UE stolice

W Częstochowie wystarczy 35 tys. zł na wkład własny

Zakup mieszkania dla większości Polaków możliwy jest głównie za pośrednictwem banku. W większości przypadków bank, udzielając kredytu, wymaga co najmniej 10-procentowego wkładu własnego. W zależności od miasta kwota ta różni się znacząco. W Częstochowie na zakup mieszkania o powierzchni 50 m² w III kw. 2025 r. wystarczyło 35 tys. zł wkładu własnego. Mniej niż 50 tys. zł potrzebne było również w Toruniu, Łodzi, Bydgoszczy, Radomiu i Sosnowcu.

We Wrocławiu trzeba było dysponować co najmniej 65 tys. zł, podobnie jak w Gdańsku. W Krakowie na 10-procentowy wkład własny wystarczyło nieco ponad 75 tys. zł, a w Warszawie – prawie 85 tys. zł przy zakupie mieszkania o średnim metrażu.mieszkania wkład własny

Banki wymagają również ubezpieczenia nieruchomości przy udzielaniu kredytu jako zabezpieczenia pożyczki. Z punktu widzenia banku wystarczy podstawowa ochrona, obejmująca szkody w razie pożaru, zalania czy innych zdarzeń losowych. Z punktu widzenia lokatora warto jednak rozszerzyć zakres ochrony, ponieważ w przypadku pożaru lub zalania uszkodzeniu ulegają nie tylko ściany i instalacje, ale też cenne wyposażenie.

Ceny polis mieszkaniowych są bardzo zróżnicowane, a ostateczna składka zależy głównie od wartości mieszkania i zakresu ochrony. Dlatego przed wyborem ubezpieczenia warto porównać oferty i wybrać wersję rozszerzoną. Różnice w cenie są zwykle niewielkie, a dopłata kilkudziesięciu złotych rocznie może okazać się bezcenna w razie szkody – mówi Ewelina Ratajczak, ekspertka ds. ubezpieczeń nieruchomości Rankomat.pl.mieszkanie polisa

Ostrożni wobec lokalnych rynków, bardziej optymistyczni wobec USA – tak inwestorzy z CEE wchodzą w IV kwartał 2025

Inwestorzy z Europy Środkowo-Wschodniej (CEE) wchodzą w IV kwartał z coraz bardziej globalnym spojrzeniem i dojrzalszym wykorzystaniem technologii, choć wciąż ostrożnie podchodzą do szybkich zmian w portfelach. Najnowsze badanie „Saxo Investor Forecast: Q4 2025” pokazuje, że ich ocena perspektyw dla lokalnego rynku akcji jest zasadniczo neutralna, podczas gdy nastawienie wobec USA i rynku globalnego jest wyraźnie lepsze. Młodsi inwestorzy (18–45) są nieco bardziej optymistyczni niż starsi, szczególnie w odniesieniu do rynków zagranicznych, co potwierdza odchodzenie od klasycznego „home bias” na rzecz globalnej alokacji.

– Wchodząc w ostatni kwartał 2025 roku, chcieliśmy jeszcze lepiej zrozumieć, jak inwestorzy, także ci w Europie Środkowo-Wschodniej, projektują swoje strategie w warunkach globalnej zmienności. Dlatego przeprowadziliśmy pierwszą edycję Saxo Investor Forecast – badania opartego na odpowiedziach naszych klientów z 11 rynków. Wyniki pokazują wyraźny zwrot poza rynki lokalne, budowanie globalnej ekspozycji oraz rosnące wykorzystanie AI. To sygnał, że inwestorzy w CEE przechodzą od lokalnego podejścia do globalnej strategii alokacji środków – tłumaczy Stefan Vegh, dyrektor generalny regionu Europy Środkowo-Wschodniej w Saxo Bank.

Większość inwestorów w regionie (66%) planuje utrzymać obecny układ aktywów, a co piąty (19%) deklaruje poszerzenie ekspozycji na nowe regiony, sektory lub klasy aktywów. To mniej niż średnia globalna (23%). Widać jednak różnice w podejściu: kobiety częściej niż mężczyźni deklarują dywersyfikację (27% vs 19%), co pokazuje, że skłonność do zmian w portfelu nie jest równomierna w całej populacji.

Technologia sztucznej inteligencji przestaje być ciekawostką – staje się standardem. W CEE aż 63% respondentów korzysta z narzędzi AI w procesie inwestycyjnym (globalnie 52%), głównie do analizy informacji i pozyskiwania rekomendacji. Wysoka adopcja utrzymuje się we wszystkich grupach wiekowych: 69% wśród osób 18–45 lat, 62% w grupie 46–60 lat i 48% wśród 61+. AI staje się integralną częścią procesu inwestycyjnego, wspierając porządkowanie wiedzy i filtrowanie szumu rynkowego.

Na radarze ryzyka inwestorzy z CEE łączą czynniki geopolityczne z technologicznymi: za „bardzo” lub „dość ważne” uznają wojny handlowe (79%), „czynnik Trumpa” (78%) oraz AI (78%). Wysoko plasują się też napięcia na Bliskim Wschodzie (49%). Jednocześnie region relatywnie niżej niż świat ocenia wagę konfliktu Rosja–Ukraina (39% w CEE vs 55% globalnie), co pokazuje, że inwestorzy coraz częściej myślą w kategoriach globalnych i budują portfele odporne na wielowymiarową zmienność.

Pytani o region z najlepszymi perspektywami na IV kwartał, inwestorzy z CEE – podobnie jak globalnie – wskazują Amerykę Północną (CEE 34%, globalnie ok. 32%), podczas gdy Europa jest najczęściej typowana jako najsłabsza (CEE 42%, globalnie 37%). Ten rozdźwięk potwierdza, że inwestorzy z regionu aktywnie szukają ekspozycji tam, gdzie widzą lepszy stosunek ryzyka do potencjalnego zwrotu – i dziś częściej dostrzegają go za oceanem.

Anomalie i kontrasty: co mówią inne rynki?

Badanie pokazuje różnice w postrzeganiu świata przez inwestorów z poszczególnych krajów. Dania – kraj, z którego pochodzi Saxo Bank – idzie pod prąd globalnej narracji – jako jedyny rynek najczęściej wskazuje Europę jako region o najlepszych perspektywach (33%), a Amerykę Północną jako najsłabszą. Z kolei Francja jest najbardziej krytyczna wobec Europy – aż 64% inwestorów widzi ją jako region o najgorszych perspektywach. Japonia natomiast jest najbardziej proamerykańska – 51% respondentów wskazuje Amerykę Północną jako region najlepiej rokujący, co jest najwyższym wynikiem w całym badaniu.

Różnice widoczne są również w planach alokacyjnych. Wielka Brytania charakteryzuje się najwyższą skłonnością do ograniczania dywersyfikacji portfela – 39% inwestorów deklaruje zmniejszenie liczby regionów, sektorów lub klas aktywów w porównaniu z obecnym poziomem. Holandia natomiast pozostaje przy status quo – 75% respondentów nie przewiduje żadnych zmian w strukturze portfela. Na tle tych skrajnych podejść CEE prezentuje umiarkowaną strategię: większość inwestorów utrzymuje dotychczasowe pozycje, a część stopniowo zwiększa ekspozycję na nowe źródła ryzyka i potencjalnego zwrotu.

Metodologia: Badanie przeprowadzono online 1–14 września 2025 r. wśród 1 834 klientów Saxo Bank na 11 rynkach. Wyniki mają charakter opisowy i odzwierciedlają poglądy respondentów w momencie badania; nie stanowią rekomendacji inwestycyjnych.

Polski rynek e-mobility przyspiesza: Tesla i BYD dominują, a liczba ładowarek przekracza 11 tys.

  • Na koniec września 2025 r. łączna liczba zarejestrowanych w Polsce samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) wynosiła 112 286 szt. Udział BEV na rynku nowych samochodów osobowych wyniósł rekordowe 8,9%.
  • Liczba ogólnodostępnych punktów ładowania w ubiegłym miesiącu wzrosła do 11 173, z czego 3 895 stanowiły punkty DC
  • We wrześniu 2025 r. udział ogłoszeń BEV w łącznej liczbie ofert pojazdów używanych na portalu OTOMOTO utrzymał się na poziomie 1,0%
  • Polish EV Outlook Index (PEVO Index) to comiesięczne zestawienie kluczowych danych i statystyk sektora e-mobility w Polsce

Liczba rejestracji „elektryków” po raz kolejny mocno w górę

Samochody elektryczne

Na koniec września 2025 r. flota osobowych, dostawczych i ciężarowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV) w Polsce liczyła 112 286 szt. Park osobowych BEV składał się z 102 411 szt. (+54% r/r), a liczba rejestracji nowych pojazdów tego typu wyniosła 4 453 szt. (wzrosła o 196% rok do roku). Na koniec września 2025 r. flota całkowicie elektrycznych samochodów dostawczych i ciężarowych zwiększyła się do 9 875 szt. (+35% r/r). Park osobowych, wodorowych FCEV liczył 513 szt. (+109% r/r). Najpopularniejszymi, nowymi osobowymi modelami BEV we wrześniu 2025 r. były Tesla Model Y (537 zarejestrowanych szt.), BYD Dolphin Surf (377 szt.) oraz Tesla Model 3 (314 szt.). Na podium wśród marek znalazły się Tesla, BYD oraz Leapmotor. Udział BEV na rynku nowych samochodów osobowych we wrześniu 2025 r. wyniósł 8,9%, co stanowi kolejny z rzędu rekord na polskim rynku elektromobilności.

Infrastruktura ładowania

W Polsce na koniec września 2025 r. funkcjonowały 11 173 (+40% r/r) ogólnodostępne punkty ładowania, w tym 7 278 AC (+30% r/r) oraz 3 895 DC (+65% r/r). Wzdłuż sieci TEN-T było dostępne 1146 punktów ładowania, czyli o 43% więcej niż we wrześniu 2025 r. „PEVO Index” zawiera ponadto informacje na temat miast o najlepiej rozwiniętej infrastrukturze dla pojazdów zeroemisyjnych. Pierwsza jest Warszawa (843 punkty we wrześniu 2025 r.), a kolejne miejsca zajmują Gdańsk (361), Poznań (347), Kraków (333) oraz Szczecin (302).

Rynek zeroemisyjnych pojazdów używanych

„PEVO Index” obejmuje również dane na temat oferty na rynku wtórnym elektromobilności w Polsce. Pod koniec września 2025 r. liczba ogłoszeń używanych BEV na portalu OTOMOTO wynosiła 4 284. To spadek o 7% r/r. Udział ogłoszeń samochodów całkowicie elektrycznych w łącznej liczbie ogłoszeń pojazdów używanych utrzymuje się na poziomie 1,0%. Takie oferty odpowiadały we wrześniu za 1,2% wszystkich odsłon ogłoszeń na portalu OTOMOTO. Najpopularniejszymi pod względem podaży modelami BEV na wtórnym rynku e-mobility w Polsce były Tesla Model 3 (241 ogłoszeń we wrześniu 2025 r. ze średnią ceną 111 191 PLN), Nissan Leaf (215 ogłoszeń ze średnią ceną 55 927 PLN) oraz Tesla Model S (153 ogłoszenia ze średnią ceną 138 762 PLN).

Dane do „PEVO Index” dostarczają: PSNM, IBRM Samar oraz OTOMOTO.

Zaangażowanie spada, oczekiwania rosną – nastroje polskich pracowników w 2025

Najważniejsze wskaźniki zaangażowania pracowników w Polsce ponownie się pogorszyły — wynika z najnowszego badania Mercer Polska obejmującego ok. 20 tys. pracowników. Odsetek osób deklarujących wysokie zaangażowanie w pracę spadł w ciągu roku z 20 do 16 proc., natomiast udział pracowników o postawie pasywnej wzrósł z 25 do 27 proc. Jednocześnie rośnie odsetek tych, którzy rozważają zmianę pracy — w pierwszym półroczu 2025 r. wzrost o kolejne 7 proc. względem końcówki ubiegłego roku.

Eksperci ostrzegają, że widzimy scenariusz zbliżony do lat 2020–2021 – zanim sytuacja na rynku pracy się poprawiła i wywołała masową falę odejść znaną jako „Great Resignation”. – Być może jesteśmy w przededniu Great Resignation 2.0 – ocenia Magdalena Warzybok, liderka praktyki talent & transformation w Mercer Polska.

Zaangażowanie spada, stres rośnie — menedżerowie między młotem a kowadłem

Jak wskazuje Mercer, coraz więcej pracowników „zdejmuje nogę z gazu”, czekając na sygnał poprawy gospodarczej i większej przewidywalności. Jednocześnie rośnie poczucie zmęczenia, stresu i braku równowagi między życiem zawodowym a prywatnym — co szczególnie obciąża kadrę menedżerską, która znajduje się w polu narastających oczekiwań zarządów wymagających produktywności oraz pracowników oczekujących bezpieczeństwa, stabilności i empatii.

84 proc. zarządów deklaruje, że priorytetem jest wzrost produktywności. Jednocześnie wielu z nich oczekuje dalszego ograniczenia kosztów – co ogranicza zdolność inwestowania w kulturę organizacyjną i retencję talentów.

Kluczowe czynniki retencji 2025+: stabilność firmy, uczciwe płace, komunikacja

Mercer wskazuje trzy dominujące czynniki budowania zaangażowania w obecnych realiach:

przewidywalność i stabilność – jasna wizja przyszłości firmy, transparentna strategia, unikanie syndromu „nie mówimy, bo sami nie wiemy”.

otwarta i częsta komunikacja zarządu z pracownikami – nawet gdy brak odpowiedzi, liczy się uczciwe pokazanie procesu i kierunku.

uczciwe, transparentne wynagrodzenia – medialne historie „quiet cutting” tylko pogłębiają brak zaufania.

W 2025 r. nominalny wzrost płac wyniesie średnio ok. 6 proc. – mniej niż rok temu, ale nadal powyżej prognozowanej inflacji (3,1 proc.). W 2026 r. tempo wzrostu ma jednak spaść do ok. 5,5 proc. – co może zwiększać presję płacową, szczególnie w firmach mierzących się z odpływem talentów.

Benefity ewoluują: zdrowie, elastyczność, psychika

Aż 89 proc. polskich firm deklaruje posiadanie spójnej strategii dobrostanu pracowników (przy średniej 74 proc. w regionie CSEE). Najsilniejsze trendy benefitowe to:

zatrzymanie talentów – priorytet nr 1 dla 89 proc. firm w Polsce
rosnąca rola elastycznych form pracy (czas i lokalizacja)
przesunięcie uwagi w stronę zdrowia psychicznego – ale bez jeszcze wypracowanego standardu rynkowego

Warto odnotować, że 47 proc. firm deklaruje brak planu oszczędzania na benefitach medycznych, a aż 30 proc. planuje poszerzanie oferty zdrowotnej — to mocny sygnał dla rynku benefitów i ubezpieczeń grupowych.

Konkluzja: firmy wchodzą w delikatny moment „ciszy przed burzą”

Dane Mercer pokazują, że znaczna część pracowników „przyczajona” czeka tylko na sygnał polepszenia koniunktury. Jeżeli firmy nie wzmocnią zaufania, transparentności i elastyczności — zaangażowanie może gwałtownie tąpnąć. Część organizacji już dziś inwestuje w kulturę relacyjną i wellbeing – inni nadal budują przewagę tylko płacową. Historia z lat 2021–2022 pokazuje, które podejście okazało się krótkowzroczne.

Orange z mocnym trzecim kwartałem – przychody +9,3%, EBITDAaL +2,9%

W trzecim kwartale Orange Polska osiągnął bardzo dobre wyniki finansowe: przychody wzrosły o ponad 9%, a rentowność operacyjna EBITDAaL o prawie 3%. Przyczyniły się do tego wszystkie, trzy silniki biznesowe: sprzedaż kluczowych usług telekomunikacyjnych, biznesowych IT/IS oraz ofert hurtowych. Firma podtrzymuje całoroczne cele i ambicje.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników za trzeci kwartał. Kontynuujemy realizację naszych celów zgodnie z priorytetami strategii Lead the Future. Dostarczanie klientom najwyższej jakości łączności i atrakcyjnych ofert jest jednym z nich. Już ponad 70% populacji mamy w zasięgu technologii 5G, a Orange Światłowód, który zaczęliśmy oferować 10 lat temu, mocno inwestując w rozwój tej technologii, dociera do 9,7 mln domów i mieszkań w kraju.  Światłowód i pakiety konwergentne w dobrym tempie zyskują nowych użytkowników, pomimo dużej konkurencji, a wyjątkowo udany kwartał z najwyższym od kilku lat  przyrostem liczby klientów mieliśmy w usługach mobilnych. Przyczyniła się do tego także wprowadzona niedawno nowa oferta rodzinna” – powiedziała Liudmila Climoc, prezeska Orange Polska.

„Wprowadzamy innowacyjne rozwiązania ułatwiające życie naszym klientom i zapewniające najlepsze doświadczenia. To chociażby automatyczna instalacja karty eSIM na najnowszych smartfonach, którą zaproponowaliśmy jako pierwsi na rynku, czy bezpłatny półroczny dostęp do asystenta AI Mistral Le Chat Pro. Widzimy także stopniową poprawę na rynku usług dla biznesu. Ponadto w ofercie hurtowej poprawiliśmy dynamikę wzrostu, korzystając z popytu na nasze aktywa infrastrukturalne. To wszystko dowodzi, że nasz biznes opiera się na mocnych fundamentach i pozwala nam z optymizmem patrzeć w przyszłość” – dodała Liudmila Climoc.

Wszystkie kluczowe usługi zyskują nowych klientów, w dobry tempie rośnie wartość. Usługi mobilne z najlepszym wynikiem od 4 lat.

W 3 kwartale przybyło 18 tys. użytkowników pakietów konwergentnych, łącznie korzysta z nich już 1,84 mln klientów. Liczba klientów Orange Światłowodu zwiększyła się o 42 tys. i obecnie korzysta z niego ponad 1,68 mln klientów.  W dobrym tempie rośnie średni przychód na użytkownika z tych usług (ARPO), zwłaszcza za sprawą większej popularności wyższych opcji światłowodu oraz popytu na usługi telewizyjne i kontentowe.

Liczba klientów abonamentowych usług mobilnych wzrosła w minionym kwartale aż o 108 tys., co jest najlepszym wynikiem od ponad 4 lat. Przyczyniły się do tego usługi wszystkich marek operatora, zarówno dla klientów indywidualnych jak i biznesowych. W 3 kwartale przybyło także 117 tys. klientów usług prepaid.

Wszystkie obszary biznesu napędzają wzrost przychodów. Marża bezpośrednia przekłada się na wzrost EBITDAaL.

Przychody firmy w 3 kwartale wzrosły łącznie o 9,3% rok do roku. Na ten wynik wpłynęło solidne tempo wzrostu przychodów w kluczowych usługach telekomunikacyjnych (o 6,5% rok do roku), bardzo dobry 13% wzrost przychodów z usług hurtowych, odzwierciedlający zapotrzebowanie na nowoczesną infrastrukturę oraz wyjątkowy, aż 47% wzrost przychodów z usług IT&IS związany z kontraktami na usługi integracyjne i odsprzedaż licencji na oprogramowanie. Wzrost przychodów przełożył się na rosnącą marżę bezpośrednią zwłaszcza w kluczowych usługach telekomunikacyjnych oraz w usługach hurtowych. Jej wzrost w połączeniu z dyscypliną kosztową, szczególnie w obszarze sieci, napędził wzrost rentowności operacyjnej EBITDAaL w 3 kwartale (+2,9% rok do roku)

Zmiana przychodów oraz EBITDAaL rok do roku prezentowana jest w odniesieniu do bazy porównawczej zmienionej w związku ze sprzedażą spółki Orange Energia.