W piątek premiera dokumentu o Amy Winehouse. Duże zainteresowanie internautów

0

CEO Magazyn Polska

W najbliższy piątek na ekrany kin wchodzi dokument o Amy Winehouse w reżyserii Asifa Kapadii. Cztery lata po śmierci piosenkarki wciąż wiele się o niej mówi. Między 17 a 31 lipca w internecie pojawiło się prawie 1,5 tys. wzmianek – blisko połowa w rocznicę jej śmierci. Ponad 60 proc. publikacji znalazła się na Facebooku – wynika z analizy Instytutu Monitorowania Mediów. 

Z monitoringu portali internetowych i mediów społecznościowych wynika, że internauci pamiętają o Amy Winehouse, ponieważ zaledwie w ciągu dwóch ostatnich tygodni lipca ukazało się około 1,5 tys. wzmianek na jej temat – mówi agencji Newseria Monika Tomsia, specjalista ds. PR w Instytucie Monitorowania Mediów.

Najwięcej wpisów miało miejsce w okolicy czwartej rocznicy jej śmierci. Między 23 a 25 lipca w sieci pojawiło się 47 proc. wszystkich publikacji o Amy Winehouse. Pisano o niej średnio 200 razy dziennie, podczas gdy w tygodniu poprzedzającym rocznicę ok. 50 razy dziennie.

Amy Winehouse została zapamiętana jako kontrowersyjna gwiazda z poważnymi problemami. Jej filmowa biografia ma prezentować zbiór nieznanych do tej pory materiałów archiwalnych, które mogą się okazać dla widzów zaskakujące czy nawet szokujące. Fani artystki w mediach społecznościowych wspominają przede wszystkim jej twórczość i talent oraz ubolewają nad jej przedwczesną śmiercią.

Ponad połowa wszystkich publikacji w ciągu dwóch ostatnich tygodni lipca dotyczyła zbliżającej się premiery dokumentu „Amy” w reżyserii Asifa Kapadii.

Internauci najchętniej publikowali i dzielili się linkami do artykułów opublikowanych przez opiniotwórcze media internetowe, które zapowiadały zbliżającą się premierę filmu i wskazywały już pewne szczegóły z fabuły, zachęcając do odwiedzenia kin – mówi Tomsia.

Internetowe zapowiedzi filmu często związane były z rozważaniem na temat przyczyn śmierci tragicznie zmarłej artystki oraz jej trudnych relacji z bliskimi.

Bardzo często internauci dzielili się również swoimi ulubionymi piosenkami wokalistki, przywoływali bardzo często jej najbardziej znany album i tytułową piosenkę tego albumu pt. „Back to Black”. Fraza ta pojawiła się w 16 proc. wszystkich publikacji – wskazuje Monika Tomsia.

Zdecydowana większość wzmianek miała wydźwięk neutralny (77 proc.), 8 proc. – charakter pozytywny.

Część publikacji (15 proc.) miała wydźwięk negatywny. Wynika to z faktu, że część dziennikarzy i internautów mocno skupiała się w swoich wypowiedziach czy artykułach na okolicznościach tragicznej śmierci Amy Winehouse, na jej nałogach, problemach z mężem i rodziną. Zdecydowana większość publikacji miała jednak wydźwięk neutralny lub pozytywny i w tych wypowiedziach najczęściej wspominano wyjątkowy talent Amy Winehouse, jej nietuzinkowy głos i wspaniałe przeboje – mówi ekspertka IMM.

Fizjoterapeutą może być dziś każdy. Zabiegi wykonywane przez osoby bez uprawnień groźne dla zdrowia

Wprowadzenie w życie ustawy o zawodzie fizjoterapeuty jest koniecznością, bo tylko w ten sposób można zapobiec nieuczciwym praktykom stosowanym przez osoby, które nie mają doświadczenia ani kompetencji – twierdzi prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Prace nad odpowiednimi przepisami trwają już od 20 lat. Nowe przepisy powinny wprowadzić różne stopnie specjalizacji w zawodzie fizjoterapeuty i określić kompetencje osób wykonujących ten zawód.

Zawód fizjoterapeuty nie jest w Polsce zawodem regulowanym, a to oznacza, że działalność gospodarczą polegającą na świadczeniu usług fizjoterapeutycznych może założyć niemal każdy. Dokumenty potwierdzające wykształcenie i kwalifikacje w zakresie fizjoterapii są wymagane jedynie przy podpisywaniu kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Brak ustawy o zawodzie fizjoterapeuty powoduje, że tak naprawdę dzisiaj nikt nie wie, kto jest fizjoterapeutą, a kto nie. Ustawa jest więc niezbędna. Ważne jest także to, by fizjoterapeuta, który nie jest lekarzem, nie opierał się na własnej diagnozie, bo nie ma do tego wystarczającej wiedzy, doświadczenia i kompetencji, lecz by działał na zlecenie lekarza – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Maciej Hamankiewicz, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Dr Maciej Hamankiewicz podkreśla, że tylko lekarz specjalista w trakcie fachowej konsultacji z pacjentem i po przeprowadzeniu diagnostyki różnicowej jest w stanie ocenić, co jest przyczyną bólu kręgosłupa i jaki fizjoterapia/”>zabieg fizjoterapeutyczny trzeba w danej sytuacji zastosować. Jeśli pacjent trafi pod opiekę osoby bez kwalifikacji i doświadczenia, może być narażony na poważny uraz.

Dzisiaj pacjent może trafić do gabinetu, gdzie ktoś dokonuje masażu po kursie sobotnio-niedzielnym. A niewłaściwie przeprowadzone rękoczyny, np. na kręgosłupie, mogą doprowadzić do trwałego uszkodzenia rdzenia kręgowego i paraliżu – przestrzega dr Maciej Hamankiewicz.

Ustawa ma zagwarantować, że zespołem rehabilitacyjnym będzie kierował fachowiec z wykształceniem kierunkowym. Ściśle sprecyzowane mają być również zadania samorządu zawodowego fizjoterapeutów.

Założenie jest takie, że diagnozą zajmuje się lekarz, magister fizjoterapii, który będzie miał większe uprawnienia dotyczące diagnostyki czynnościowej. Natomiast licencjat czy technik fizjoterapeutyczny pracowałby pod kierownictwem fizjoterapeuty z tytułem magistra. Właściwe zorganizowanie tej opieki jest niezbędne – wyjaśnia Hamankiewicz.

Prace nad ustawą o zawodzie fizjoterapeuty trwają już od 20 lat. W 2013 roku projekt trafił do resortu zdrowia i do tej pory trwają nad nim prace. W międzyczasie grupa posłów zaproponowała swój własny projekt.

W tej chwili trwają intensywne prace nad tym, by skompilować obydwa – projekt, który leży w ministerstwie, i ten, który jest w tej chwili procedowany, tak aby nie wylać dziecka z kąpielą. Nie ma możliwości realizacji tego, co część fizjoterapeutów by chciała, czyli by leczyć niezależnie od lekarzy. Te zawody uzupełniają się. Specjalista rehabilitacji medycznej jest niezbędny w procesie leczenia. I trzeba tak zorganizować opiekę fizjoterapeutyczną nad chorym, żeby była bezpieczna i maksymalnie skuteczna – dodaje dr Maciej Hamankiewicz.

Projekt ustawy zakłada powstanie jawnego rejestru, który pozwalałby na identyfikację fizjoterapeuty i określenie jego kwalifikacji. Dostęp do informacji mieliby zarówno pracodawcy, jak i pacjenci.

Obecnie w Polsce zawód fizjoterapeuty wykonuje ok. 70 tys. osób z różnymi kwalifikacjami.

Popołudniowy komentarz walutowy z 04.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 04.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Tanie Polaków tankowanie, benzyna po 4,40 zł?

Dobra wiadomość dla kierowców. Cena litra benzyny na stacjach w Polsce na dłużej pozostanie poniżej 5 zł. I będzie tanieć, bo przecena ropy na świecie przybiera na sile. Ropa może potanieć jeszcze nawet o 28%.

Cena baryłki europejskiej ropy Brent spadła poniżej 50 dolarów i była najniższa od pół roku. Amerykańska ropa WTI potaniała natomiast do prawie 45 dolarów, wyznaczając nowe 4-miesięczne dołki.

Utrzymująca się nadprodukcja ropy na świecie, eksport ropy z Iranu, brak perspektyw na szybki wzrost popytu na ten surowiec, spowolnienie wzrostu gospodarczego w Chinach, duże zapasy ropy w USA oraz mocny dolar, to wszystko czynniki przemawiające za dalszym spadkiem cen. Oczywiście, jednocześnie utrzymuje się niepewność co do sytuacji na Bliskim Wschodzie, która może wymknąć się spod kontroli, co wpłynie na zaburzenie dostaw ropy z tego regionu. To jednak dotychczas nie przeszkadzało w spadkach, więc nie ma powodu zakładać, że teraz będzie inaczej.

Presja na spadek cen ropy będzie się utrzymywała, co może przynieść nawet zejście do dołków z przełomu 2008/2009 roku. Wówczas za baryłkę ropy Brent płacono 36,20 dolarów, a za WTI 33,20 dolarów. Oznaczałoby to przecenę jeszcze o 28%.

Ta mocna przecena ropy musi znaleźć odzwierciedlenie na polskich stacjach. Tańsza o 28% ropa, przy innych parametrach niezmiennych (m.in. marże rafineryjne, kurs dolara), obniżyłoby cenę litra benzyny bezołowiowej 95 o około 50 groszy na litrze. To byłaby świetna wiadomość dla kierowców, ale też i dla gospodarki, dla której tańsza benzyna będzie dodatkowym bodźcem do wzrostu.

Kiedy Polacy najczęściej zmieniają pracę?

Jak wynika z danych GUS w I kwartale 2015 roku 339 tys. pracujących Polaków poszukiwało innej pracy niż obecnie wykonywana. Na początku 2015 roku w Polsce pracowało dokładnie 15 837 tys. osób. Spośród wszystkich pracujących, pracy poszukiwało tylko 2,1% Polaków.

Spośród nich blisko 60% osób szukało nowej pracy, aby uzyskać lepsze warunki finansowe. Z kolei 8,5% chciało w końcu zdobyć stałą pracę.

Od lat pracujący Polacy najczęściej decydują się na zmianę pracy w II kwartale, a więc na przełomie wiosny i lata. W kolejnych kwartałach liczba takich osób zmniejsza się. Warto więc już teraz zastanowić się nad zmianą pracy, kiedy konkurencja na rynku pracy jest nieco mniejsza.

Pracujący poszukujący pracy innej niż obecnie wykonywana w latach 2011-2014 (w tys.)
Pracujący poszukujący pracy
innej niż obecnie wykonywana w latach 2011-2014 (w tys.). Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie GUS

Maria Jodłowska
Sedlak & Sedlak

Trwa dobra passa w sektorze powierzchni magazynowych

Według najnowszego badania BNP Paribas Real Estate Poland łączna podaż powierzchni magazynowych i przemysłowych w Polsce na koniec czerwca 2015 wyniosła ponad 9,3 miliona m kw. Wolumen powierzchni oddanej do użytku w pierwszym półroczu osiągnął poziom około 450 000 m kw, podczas gdy do końca roku zasoby powiększą się o dalsze 770 000 m kw.

Anna Staniszewska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate Poland
Anna Staniszewska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate Poland

Pozytywne wskaźniki w zakresie rynku pracy, bilansu handlowego, produkcji sprzedanej przemysłu i sprzedaży detalicznej, a także zachęcające prognozy co do wzrostu polskiego PKB w średnim horyzoncie czasowym, utrzymują popyt na wysokim poziomie.

„Od kilku kwartałów koniunktura na rynku powierzchni magazynowych jest bardzo dobra. Wpływa na to szereg czynników makro i mikroekonomicznych, jak również odpowiednie przygotowanie inwestycji i świadomość deweloperów i właścicieli odnośnie oczekiwań najemców. Z kolei główni odbiorcy powierzchni magazynowych – operatorzy logistyczni, sieci handlowe oraz producenci, zachęceni optymistycznymi prognozami, zwiększają zapotrzebowanie.” – mówi Anna Staniszewska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate Poland.

Wskaźnik powierzchni niewynajętych powiększył się o 0,2 punktu procentowego do poziomu 5,6%, co stanowi jedynie krótkoterminowy wzrost, gdyż znaczna części powierzchni będącej w budowie została już wynajęta oraz zawiera projekty dedykowane typu ‘built-to-suit’,

Największym rynkiem powierzchni magazynowych pozostają Klastry Warszawa I i Warszawa II z łączną podażą 2,9 milionów m kw. Drugim regionem pod wzdlędem wielkości zasobów pozostaje Górny Śląsk, którego łączna powierzchnia wynosi ook. 1,6 milionów m kw, a kolejne 253,000 m kw znajduje się w budowie.

Dzięki oddaniu do użytku nowej powierzchni, której wolumen wyniósł 26 750 m kw, z całkowitą podażą na poziomie 223 500 m kw. Kraków dołączył do grupy Klastrów Głównych.

W drugim kwartale 2015 ProLogis utrzymał się na pozycji prowadzącej z udziałem w rynku sięgającym 24%, za nim zaś podążają Segro i Panattoni z odpowiednio 11% oraz 10%. W całej Polsce już od kilku lat czynsze utrzymują się na stałym poziomie i w krótkim i średnim horyzoncie czasowym nie należy spodziewać się zmian w tym zakresie.

„Ze względu na niewielką dostępność produktów inwestycyjnych wysokiej jakości, w pierwszym półroczu 2015 doszło do zawarcia tylko 3 transakcji o łącznej wartości sięgającej 149 milionów euro. Wszystkie transakcje inwestycyjne w tym roku zawarto w 1 kwartale. Obserwuje się wyraźny spadek wolumenu inwestycyjnego w sektorze magazynowym. Podyktowane jest to ograniczoną ilością odpowiedniej jakości aktywów dostępnych obecnie na rynku, których większość zmieniła właściciela w 2014, kiedy to dokonano inwestycji o łącznej, rekordowej wartości przekraczającej 700 milionów euro.” – mówi Anna Staniszewska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate Poland.

Polska gospodarka mogłaby być tak silna, jak niemiecka. Dlaczego nie jest? Uwiera im mocny złoty

Polscy eksporterzy odnoszą coraz większe sukcesy na światowych rynkach. Marzy im się zrównanie z taką potęgą, jaką są Niemcy. Jednak ich osiągnięcia nie są w pełni wykorzystywane przez krajową gospodarkę. Dlaczego? Uwiera im mocny złoty. Komentarz Piotra Lonczaka, analityka walutowego Cinkciarz.pl

Piotr Lonczak analityk walutowy Cinkciarz.pl
Piotr Lonczak analityk walutowy Cinkciarz.pl

Od początku okresu transformacji ustrojowej, czyli od 1989 r., Polska dąży do tego, by stać się krajem eksportowym. Inspiracją dla niej jest rozwój gospodarczy Niemiec, oparty na silnej pozycji firm eksportowych na rynkach całego świata. Z tego powodu wśród wielu polityków i ekonomistów panuje przekonanie, że skopiowanie modelu gospodarczego zachodniego sąsiada otworzy nam drogę do równie wysokiego poziomu życia.

Po chwilowym spadku wartości eksportu w czasie światowego kryzysu (2008 r.), sprzedaż naszych towarów rośnie nieprzerwanie od 2009 r. Polska jest czołowym europejskim eksporterem samochodów oraz podzespołów dla sektora motoryzacyjnego. Mamy silną pozycję dostawcy produktów przemysłu elektromaszynowego. Coraz większe znaczenie ma także eksport żywności. Kolejne lata po kryzysie pokazały, że polscy przedsiębiorcy zdołali dostosować się do trudnych warunków i potrafią skutecznie konkurować ze światowymi firmami nie tylko ceną, lecz także jakością.

Sukces byłby jeszcze większy, gdyby kurs złotego był korzystniejszy dla firm. Indeks Złotego Cinkciarz.pl pokazuje, że od 2012 r. polska waluta umacnia się wobec walut najważniejszych partnerów handlowych, a deficyt handlowy stopniowo maleje. Coraz wyższy kurs złotego osłabia konkurencyjność cenową eksportu, przez co polskie produkty są dla zagranicznych klientów coraz droższe.

Indeks Złotego  Cinkciarz.pl wobec najważniejszych partnerów eksportowych i importowych (zmiana rok do roku).
Indeks Złotego Cinkciarz.pl wobec najważniejszych partnerów eksportowych
i importowych (zmiana rok do roku). Źródło: Cinkciarz.pl

Od połowy 2014 r. wartość złotego rośnie stosunkowo wolno wobec walut krajów,
które są najważniejszymi partnerami importowymi (zielona linia). Z kolei złoty zyskuje w większym stopniu w stosunku do walut krajów, do których eksportujemy (bordowa linia).

To oznacza, że ceny polskich towarów dla zagranicznych klientów rosną dość szybko, co z kolei może doprowadzić do spadku sprzedaży. Z perspektywy polskich firm cena towarów kupowanych na zagranicznych rynkach obniża się w mniejszym stopniu.

W pierwszych pięciu miesiącach 2015 r. Polska osiągnęła nadwyżkę handlową w wielkości 11.96 mld zł. W pewnym stopniu sukces wynikał ze spadku cen ropy naftowej na światowych rynkach. Według danych NBP, wartość importowanej ropy spadła w pierwszym kwartale do 8 mld zł w porównaniu z 14.3 mld zł w ub.r. Podstawowe znaczenie dla osiągnięcia nadwyżki handlowej miała jednak rosnąca rola krajowych eksporterów.

Ze względu na to, że od połowy ub. r. złoty niekorzystnie wpływa na bilans handlu zagranicznego Polski, tempo redukowania deficytu stopniowo malało. Mimo to eksporterzy zdołali wypracować dodatnie saldo handlowe. To bardzo dobrze świadczy o ich silnej pozycji na światowych rynkach. Jeżeli jednak tendencja zostanie zachowana, to szansa na utrzymanie nadwyżki eksportu nad importem będzie niewielka.

Już dziś widać, że silny kurs złotego jest przeszkodą dla eksporterów. Sprzedaż do krajów skandynawskich oraz krajów Europy Środkowo-Wschodniej w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy wyhamowała. Jednocześnie korzyści wynikające ze wzrostu wartości złotego wobec walut krajów, z których importujemy, nie są na tyle duże, aby rekompensować potencjalne straty spowodowane możliwym spadkiem eksportu. Najlepszym przykładem są ceny paliw. Na całym świecie ich cena spada. Tak niska nie była od pięciu lat. Mimo to w Polsce paliwo ostatnio drożeje.

Po chwilowym osłabieniu w czerwcu Indeks Złotego Cinkciarz.pl znowu rośnie. Przyczyniło się do tego zakończenie greckiego kryzysu. Na początku lipca Ateny w końcu zgodziły się na reformy w zamian za międzynarodową pomoc. Dzięki temu kraj uniknął usunięcia ze strefy euro, a złoty znowu drożeje.

Polska może zająć pozycję silnego eksportera na światowych rynkach. Oczywiste jest, że będziemy na to pracować jeszcze przez kilka dekad. Krajowe firmy pokazały jednak, że potrafią radzić sobie z taką przeszkodą, jaką jest silny złoty.

INDEKS ZŁOTEGO CINKCIARZ.PL

Indeks Złotego Cinkciarz.pl to comiesięczne raporty przygotowywane przez analityków walutowych. Podsumowują kondycję polskiej waluty na tle europejskich i światowych rynków.

Indeksy walutowe są obliczane na podstawie zmian kursu złotego wobec najważniejszych partnerów handlowych Polski. W zestawieniu reprezentowane są 33 kraje, których udział
w handlu zagranicznym z polskimi firmami jest ważny z punktu widzenia krajowej gospodarki.

Indeksy są konstruowane dla grup krajów. Poszczególne zestawienia są budowane w oparciu o szczegółowe kryteria:

• udział krajów w eksporcie lub imporcie (np. kluczowi partnerzy handlowi);
• położenie geograficzne (np. kraje Europy Środkowo-Wschodniej);
• klasyfikacja Międzynarodowego Funduszu Walutowego (np. rynki wschodzące).

Indeksy realne są obliczane z wykorzystaniem danych o inflacji. Korzystamy z publikacji Eurostatu (w przypadku krajów należących do Unii Europejskiej) lub krajowych urzędów statystycznych.

Wyniki Banku Pekao po pierwszym półroczu 2015 r.

Skonsolidowany zysk netto Banku Pekao w pierwszym półroczu 2015 r. wyniósł 1 244 mln złotych, co pozwoliło na osiągnięcie zwrotu na kapitale ROE 10,3%, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiego poziomu współczynnika wypłacalności Core Tier 1 wynoszącego 17,8%. Bank kontynuował wzrost działalności biznesowej dzięki utrzymaniu wysokiego tempa wzrostu wolumenów, znacznie powyżej średniej w sektorze, zarówno w depozytach +9,3% r/r, jak i w kredytach +10,1% r/r, ze szczególnie wysokim wzrostem sprzedaży pożyczek gotówkowych w pierwszym półroczu o +21,4% r/r. Wysoka aktywność biznesowa została wsparta dalszą poprawą efektywności kosztowej (-2,3% r/r) oraz redukcją kosztów ryzyka do 50 punktów bazowych w drugim kwartale.

Skonsolidowany zysk netto w pierwszym półroczu wyniósł 1 244 mln złotych, (-5,7% r/r), dzięki wsparciu wynikiem netto osiągniętym w drugim kwartale w wysokości 619 mln złotych. Wynik Banku jest skutkiem częściowego skompensowania negatywnego wpływu zewnętrznych czynników regulacyjnych, dzięki efektom wzrostu działalności.

Zysk operacyjny brutto został utrzymany na poziomie 1 969 mln złotych, (-1,3% r/r), w wyniku wysokiego poziomu aktywności biznesowej i dalszej poprawie efektywności kosztowej (-2,3% r/r), co pozwoliło niemal skompensować skutki obniżki stopy lombardowej i stawki opłaty interchange.

Dochody operacyjne wyniosły 3 582 mln złotych, (-1,7% r/r), w rezultacie spadku wyniku odsetkowego do poziomu 2 058 mln złotych, spowodowanego obniżeniem stóp procentowych, oraz osiągnięciem przychodów prowizyjnych na poziomie 994 mln złotych.

Bank Pekao odnotował znaczący wzrost zarówno wolumenów kredytowych o 10,1% r/r oraz depozytów o +9,3% r/r. Portfel kredytów detalicznych, wsparty solidnym wzrostem kwartalnym o +2,5% wzrósł o +11,1% r/r osiągając poziom 51 739 mln złotych. W pierwszym półroczu szczególnie mocno wzrosła sprzedaż pożyczek konsumenckich +21,4% r/r. Portfel kredytów korporacyjnych wzrósł o +9,5% r/r do poziomu 75 394 mln złotych, również dzięki wzrostowi odnotowanemu w drugim kwartale o +2,6% kw/kw.

Depozyty detaliczne wzrosły o +8,2% r/r, +1,7% kw/kw do poziomu 58 709 mln złotych, natomiast depozyty korporacyjne wzrosły o +10,2% r/r, do poziomu 70 582 mln złotych, wsparte silnym wzrostem kwartalnym o +3,9%.

Bank kontynuował skuteczne zarządzanie kosztami, obniżając koszty z wyłączeniem opłaty na rzecz funduszy gwarancyjnych o (-2,3% r/r), do poziomu 811 mln złotych.

Koszty ryzyka uległy dalszej poprawie osiągając poziom 50 punktów bazowych w drugim kwartale, wskaźnik kredytów nieregularnych zmniejszył się do poziomu 6,7%, a wskaźnik pokrycia rezerwami wyniósł 70,8%.

„To kolejny kwartał, w którym osiągnęliśmy wzrost biznesu, przybliżający nas do realizacji ambitnego celu – jednocyfrowego spadku zysku netto – powiedział Luigi Lovaglio Prezes Zarządu Banku Pekao SA . Bank kontynuuje inwestycje w innowacje. Wprowadzona karta wielowalutowa jest najlepszym przykładem, jak rozwiązania cyfrowe mogą uprościć życie naszych klientów.”

Komentarz walutowy DM BZ WBK – 4.08.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo pt. „Komentarz walutowy”. Znajdziesz w nim komentarz Marcina Działka dotyczący bieżącej sytuacji na rynkach walutowych.

Limity MdM-u wymagają szybkich poprawek?

Prezydent złożył już swój podpis pod ustawą wprowadzającą zmiany w programie „Mieszkanie dla Młodych”. Nowelizacja zasad MdM-u przewiduje m.in. włączenie używanych lokali do systemu dopłat oraz znaczący wzrost dofinansowania dla rodzin wielodzietnych. Mimo wcześniejszych uwag ekspertów i analityków, zmiany nie objęły systemu obliczania wskaźników cenowych. W obecnych warunkach, istotnym problemem jest niedopasowanie limitów MdM-u do lokalnych cen. Ta kwestia nabierze jeszcze większego znaczenia, gdy dopłaty obejmą rynek wtórny.

Niedopasowanie wskaźników było widoczne już 5 lat temu

Na wstępie warto przypomnieć, że MdM „odziedziczył” system obliczania limitów cenowych po wcześniejszym programie dopłat. Już w czasie działania Rodziny na Swoim (RnS) można było mieć wątpliwości dotyczące limitów cenowych – mówi Andrzej Prajsnar, analityk portalu RynekPierwotny.pl. Dobrym przykładem jest kuriozalnie wysoki poziom wskaźników (> 9000 zł/mkw.), które obowiązywały w Warszawie od IV kw. 2010 r. do III kw. 2011 r. Po ustawowej obniżce limitów RnS (w III kw. 2011 r.), uwidocznił się kolejny problem. Przez kolejne 16 miesięcy, mieszkańcy Krakowa byli prawie pozbawieni możliwości uzyskania dopłat (ze względu na niskie wskaźniki cenowe).

Mieszkanie dla Młodych – nie dla krakowian

Po uruchomieniu MdM-u, krakowianie znów mają największe powody do narzekania na poziom limitów cenowych (patrz poniższy wykres). W Stolicy Małopolski, graniczna cena dotowanych mieszkań jest o 750 zł/mkw. niższa od średniej stawki transakcyjnej. Deweloperzy dostosowali się do tej sytuacji, poprzez budowę wielu mieszkań w najbardziej peryferyjnych dzielnicach Krakowa (przykłady: Swoszowice, Nowa Huta, Wzgórza Krzesławickie). Podobnych dostosowań na pewno nie muszą wykonywać np. inwestorzy z Białegostoku, Bydgoszczy, Katowic, Kielc, Łodzi, Olsztyna i Zielonej Góry. W tych miastach wojewódzkich, poziom wskaźników cenowych wydaje się nawet zbyt wysoki.
Problem niedopasowania krakowskich limitów będzie bardziej widoczny, gdy dopłaty obejmą również używane lokale. Wskaźniki dotyczące takich mieszkań są o ponad 18% niższe od analogicznych stawek z rynku deweloperskiego. W przypadku Krakowa, to skutkuje ogromną różnicą (około 2000 zł/mkw.) między średnią ceną transakcyjną używanych lokali i limitem cenowym.

Bardzo poważne problemy z zakupem używanego lokalu, będą mieć też uczestnicy MdM-u, mieszkający w Warszawie, Wrocławiu, Rzeszowie i Gdańsku (zobacz poniższy wykres).

Miasta wojewódzkie: limity MdM-u na tle średnich cen nowych i używanych lokali III kw 2015 rok
Miasta wojewódzkie: limity MdM-u na tle średnich cen nowych i używanych lokali III kw 2015 rok

Kiepskie dopasowanie limitów cenowych nie jest jedynym problemem. Wątpliwości budzą również nagłe wahania tych wskaźników. Przykładem może być:

  • podwyżka limitu dotyczącego Olsztyna o 6,35% (+326,15 zł/mkw.) w II kw. 2015 r.
  • obniżka limitu dotyczącego Rzeszowa o 6,94% (-301,95 zł/mkw.) w II kw. 2015 r.

Tak duże zmiany wydają się dziwne w warunkach deflacji i stabilnych cen materiałów budowlanych. Wahania limitów MdM-u można złagodzić np. poprzez zastosowanie średniej kroczącej z trzech lub czterech okresów. Wydaje się jednak, że system ustalania wskaźników cenowych wymaga głębszych zmian.

Limity nie bazują na faktycznych kosztach budowy lokali

Wiele osób zainteresowanych MdM-em zdaje sobie sprawę, że poziom limitów cenowych zależy od przeciętnych kosztów budowy 1 mkw. lokali (wg. GUS). Nie wszyscy wiedzą jednak o dodatkowych korektach. Każdy wojewoda na podstawie własnych analiz, może skorygować lokalne wyniki obliczeń GUS i zastosować te zmiany do wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 mkw. budynków mieszkalnych – tłumaczy analityk portalu RynekPierwotny.pl. Ministerstwo Infrastruktury i Rozwoju (MIiR) informowało już urzędy wojewódzkie o właściwych zasadach korekt, które później wpływają m.in. na poziom limitów MdM-u. Uwagi MIiR nie są jednak wiążące dla lokalnych urzędników. W tym względzie przydałaby się większa kontrola ministerstwa.

Wątpliwości dotyczą również przeciętnego kosztu budowy 1 mkw. lokali. Główny Urząd Statystyczny ustala go na podstawie deklaracji o kosztach nabycia gruntu i budowy mieszkań (B-09). Wypełniony formularz B-09 muszą regularnie przesyłać wszystkie zobowiązane podmioty. GUS oblicza średni koszt budowy lokalu w danym regionie, bez podziału inwestorów mieszkaniowych na deweloperów, spółdzielnie oraz TBS-y. Wspomniane rozwiązanie stwarza pewien problem, ponieważ Towarzystwa Budownictwa Społecznego i spółdzielnie czasem budują lokale na gruntach otrzymanych za preferencyjną lub zerową cenę. W rezultacie średni koszt budowy według GUS, jest nieco zaniżony. Na wiarygodność tego wskaźnika wpływa również brak dokładnej kontroli informacji wysyłanych przez inwestorów.

Polski Związek Firm Deweloperskich dodatkowo zwraca uwagę na fakt, że informacje o kosztach budowy przekazane w deklaracji B-09, nie uwzględniają np. marży inwestora, podatku VAT od sprzedaży nowych lokali (8%) oraz kosztów ponoszonych po otrzymaniu pozwolenia na użytkowanie (przykład: koszty zagospodarowania przestrzeni między blokami oraz sprzedaży mieszkań). Wspomniane koszty, które stanowią do 10% wydatków na inwestycję, można by uwzględnić poprzez proporcjonalne zwiększenie mnożnika wykorzystywanego przy ustalaniu limitów. Takie rozwiązanie skutkowałoby jednak ustaleniem zbyt wysokich limitów w kilku miastach (np. Łodzi, Olsztynie i Katowicach). Dlatego bardziej zasadna wydaje się całkowita zmiana procedur związanych z wyznaczaniem limitów MdM-u.

Andrzej Prajsnar – RynekPierwotny.pl

Polski leasing w pigułce

Z danych opublikowanych przez Związek Polskiego Leasingu wynika, że największy udział w rynku wciąż mają transakcje dotyczące pojazdów – stanowią 36,8%. Kolejną co do wielkości grupą są różnego rodzaju maszyny i urządzenia, których popularność w leasingu szybko rośnie. Warto jednak pamiętać, że w leasing możemy wziąć o wiele więcej. A właściwie niemal wszystko.

Od 2013 roku wielkość europejskiego rynku leasingu wzrosła o prawie 10%, jak wynika z danych Leaseurope, organizacji reprezentującej 91% europejskiego rynku leasingu. Wartość branży na koniec zeszłego roku organizacja ocenia na 276 miliardów euro. W tym zestawieniu na bardzo dobrym, bo siódmym miejscu na kontynencie plasuje się Polska, gdzie łączna wartość transakcji to ponad 10 miliardów euro.

Niezmiennie najbardziej popularny jest leasing pojazdów, zarówno flot firmowych, jak i (coraz częściej) aut na użytek prywatny. W Polsce leasing samochodowy to około 60% rynku, jak podaje Związek Polskiego Leasingu. Wynika to z rosnących cen nowych pojazdów, ale także z faktu, że firmy leasingowe prześcigają się w ofertach na najbardziej kompleksowe usługi. Tzw. full service leasing często obejmuje już nie tylko ubezpieczenie, serwisowanie i naprawy aut, lecz również wymianę opon czy karty paliwowe.

– Warto jednak pamiętać o tym, że leasing to nie tylko pojazdy – mówi Justyna Judasz, Kierownik Zespołu Produktów i Innowacji w Raiffeisen Leasing – Zgodnie z ustawową definicją przedmiot leasingu może stanowić „rzecz ruchoma lub nieruchoma, służąca celom zarobkowym użytkownika, dobro o charakterze inwestycyjnym, w rachunkowości przedsiębiorstw zwane środkiem trwałym”. Oznacza to, że w leasing można wziąć praktycznie wszystko, co jest niezbędne do prowadzenia działalności gospodarczej. Staje się również coraz bardziej dostępny dla osób fizycznych – dodaje Pani Justyna.

Wśród rolników coraz popularniejsze jest finansowanie w ramach leasingu maszyn rolniczych, których wysokie ceny bywają często barierą nie do samodzielnego pokonania. Wielu przedsiębiorców decyduje się na leasing sprzętu biurowego – i to nie tylko komputerów, ale również drukarek, skanerów, kserokopiarek, centrali telefonicznych, kas fiskalnych, a nawet oprogramowania. Placówki medyczne, weterynaryjne czy kosmetyczne korzystają z finansowanych za pośrednictwem leasingu urządzeń diagnostycznych czy zabiegowych. Istnieje też możliwość leasingowania wózków widłowych, maszyn budowlanych i drogowych, maszyn do obróbki drewna i metalu, wszelkiego rodzaju sprzętów drukarskich, a nawet urządzeń do pakowania czy foliowania. Firmy leasingowe wyszły naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców do tego stopnia, że obecnie w leasing można wziąć również całą linię technologiczną przeznaczoną np. dla zakładów mięsnych czy produkcji ceramiki budowlanej.

Coraz większą popularność zyskuje leasing nieruchomości: budynków, gruntów lub lokali użytkowych, hal produkcyjnych, magazynów. Umowa leasingowa podobna jest wówczas do umowy najmu, ale wzbogacona o prawo do zakupienia przedmiotu umowy po z góry ustalonej cenie po zakończeniu umowy leasingowej. Umowy leasingu nieruchomości zwykle zawierane są na dłuższe okresy – nawet do 15 lat.

Czy jest w takim razie coś, czego nie wyleasingujemy? Owszem. Zgodnie z prawem nie wolno leasingować takich działalności, jak produkcja broni, produkcja oraz dystrybucja alkoholi, produkcja oraz dystrybucja tytoniu, ubezpieczenia czy wszelkiego rodzaju hazard oraz spekulacje. Poza tymi wyjątkami jedyne, co nas może ograniczać, to oferta wybranej przez nas firmy leasingowej.

Spadki indeksów PMI dla Unii Europejskiej, ale nie tak znaczne jak oczekiwali analitycy

Wczoraj poznaliśmy wskaźniki PMI dla europejskich gospodarek. Dane dla Polski wypadły korzystnie. Indeks wzrósł o 0,2 pkt do 54,5 pkt podczas gdy rynki oczekiwały symbolicznego spadku. Wpłynęło to oczywiście od razu na umacnianie się złotego do innych walut. Złotówce dodatkowo pomagały dobre dane z innych europejskich gospodarek. Unia notowała co prawda spadki indeksu, ale były one albo zgodne z oczekiwaniami analityków – jak we Francji, lub mniejsze – jak chociażby w Niemczech. W efekcie łączny indeks dla strefy euro spadł zaledwie o 0,1 pkt podczas gdy spodziewano się trzy razy większych spadków. Wraz z publikacją danych złoty umacniał się w sumie w szczytowym momencie ponad grosz do euro, jednakże ruch ten został w całości skorygowany już po południu.

W przypadku wskaźników PMI większość odczytów oscyluje w okolicach 50 pkt. Jest to symboliczna granica oddzielająca oczekiwania managerów między recesją a przyspieszeniem. W przypadku krajów mających realne problemy gospodarcze indeks ten często osiąga bardzo niskie wyniki. Nie może to dziwić np. w Grecji, gdzie ze względu na kryzys oraz kontrolę przepływu kapitału firmy borykają się z poważnymi problemami. Indeks PMI dla przemysłu wyniósł tam zaledwie 30,2 pkt. Jednakże biorąc pod uwagę, że obroty małych i średnich firm spadły tam w wyniku ostatnich ograniczeń w przepływie kapitału o połowę taki brak optymizmu nie może dziwić.

USA również ma swoją Grecję. To Portoryko. Wyspa ta, pomimo że formalnie nie jest stanem, jest stowarzyszona. Nie jest to wbrew pozorom błahy problem, gdyż zamieszkuje ją 3,5 miliona obywateli, a łączne zadłużenie przekroczyło już 70 mld dolarów i od sierpnia przestało być spłacane. Scenariusz był podobny jak w wielu innych sytuacjach. Spadające koszty emisji długu zachęcały do wypuszczania obligacji i finansowania z nich różnych, niekoniecznie potrzebnych, programów i inwestycji. W efekcie po spowolnieniu gospodarczym wywołanym między innymi światowym kryzysem mamy kolejny problem. Wyspa zwraca się z prośbą o umorzenie części długów i wydłużenie terminu spłat. Wedle deklaracji administracji Baraka Obamy program ratunkowy jest na razie wykluczony. Gdyby doszło do ogłoszenia bankructwa na wyspie na pewno odbije się to na negatywnie na kursie dolara amerykańskiego.

Po południu poznaliśmy wyniki indeksów dotyczących przemysłu w USA. Co ciekawe PMI zgodnie z oczekiwaniami wzrósł symbolicznie podczas gdy indeks ISM spadł o ponad 1 pkt. Jest to ciekawa rozbieżność, gdyż znowu wracamy do sytuacji, gdy dane z USA pokazują na zmianę ożywienie i recesje w gospodarce. Z dzisiejszych danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na pakiet z USA publikowany o 16:00. Będzie to seria danych na temat zamówień w gospodarce. Informacje te są ważne dla analityków gdyż często wyprzedzają twarde dane takie jak wzrost PKB lub bezrobocie. Wzrost tych wskaźników powinien zatem umacniać dolara.

EUR/PLNKomentarz walutowy 04.08.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 04.05.2015 do 04.08.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Jest to krókoterminowy trend wewnątrz szerokiej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega obecnie w okolicach 4,1400, a kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 – 4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima a obecnie przebiega dolne ograniczenie nowego szerokiego trendu.

CHF/PLNKomentarz walutowy 04.08.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 04.05.2015 do 04.08.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kolejnym ważnym poziomem jest 3.8450.

USD/PLNKomentarz walutowy 04.08.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 04.05.2015 do 04.08.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wybił się dołem z kanału wzrostowego. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem po wybiciu są minima na 3,7100.

GBP/PLNKomentarz walutowy 04.08.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 04.05.2015 do 04.08.2015

Kurs GBP/PLN wybił się dołem z kanału wzrostowego Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków dalszych spadków najbliższym wsparciem jest Ostatnie minimum lokalne na 5,7700.

Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Rynki walutowe: przełomowy tydzień dla GBP i USD

  • Po zaskakującym odczycie kosztów zatrudnienia w ubiegły piątek, najważniejszy dla prognozowanej podwyżki stóp będzie opublikowany w piątek raport NFP
  • BoE zmienia procedurę tak, by równocześnie publikować protokoły/prognozy ekonomiczne
  • Na dzisiejszym posiedzeniu RBA nie przewiduje się zmiany polityki

W piątek pary z USD odnotowały znaczne wahania po publikacji danych dotyczących kosztów zatrudnienia w II kwartale. Mimo iż zwykle odczyt ten nie cieszy się szczególnym zainteresowaniem inwestorów, tym razem okazał się wyjątkowo rozczarowujący – +0,2% w ujęciu kwartał do kwartału, co stanowiło wynik znacznie gorszy, niż przewidywane 0,6%, i najniższy w historii (tj. od połowy lat 90.).

Tak słabe dane znacznie zmniejszają prawdopodobieństwo podwyżki stóp Fed w najbliższym czasie, mimo iż sytuacja stałaby się interesująca w przypadku wyjątkowo mocnego odczytu zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w najbliższy piątek i/lub pozytywnego odczytu średniej płacy godzinowej. W tym momencie najważniejsze jest, by USD odrobił straty z piątku, mimo iż wysoka zmienność sugeruje nerwowy tydzień na rynkach przy okazji kolejnych publikacji danych, począwszy od dzisiejszej inflacji PCE (przy czym w kontekście inflacji należy pamiętać, że kilka najbliższych miesięcy będzie „najgorsze” w ujęciu porównywalnym rok do roku ze względu na gwałtowną aprecjację USD, która rozpoczęła się około rok temu, a także na załamanie cen ropy, które rozpoczęło się mniej więcej w tym samym czasie).

Prezes Bank of England, Mark Carney, w tym tygodniu wdroży wreszcie od dawna oczekiwaną zmianę procedur banku centralnego – od posiedzenia w sprawie polityki pieniężnej w najbliższy czwartek zarówno protokoły z posiedzeń, jak i prognozy ekonomiczne będą publikowane równocześnie. Przewiduje się, że co najmniej dwóch członków Rady Polityki Pieniężnej zagłosuje za podwyżkami stóp już teraz. Prezes Carney przedstawi również kwartalny raport w sprawie inflacji.

Prezes Bank of Japan, Haruhiko Kuroda, oświadczył, że nie ma obecnie podstaw do kontynuacji luzowania ilościowego. Równocześnie lipcowy odczyt Nikkei PMI w sektorze wytwórczym został lekko skorygowany w dół w porównaniu z odczytem „flash”, mimo iż wynik na poziomie 51,2 jest nadal najlepszy od lutego. W Chinach natomiast odczyt Caixin PMI (wcześniej HSBC PMI) został mocno skorygowany w dół do 47,8, co stanowi najniższy poziom od lipca 2013 r.

Dziś czeka nas posiedzenie Reserve Bank of Australia i rynek nie przewiduje żadnych zmian dotyczących prognoz. Para AUD/USD jest zaskakująco nieruchoma; przewiduje się raczej spadek w związku z coraz niższymi cenami surowców i z gwałtownym umocnieniem pary USD/CAD.

04

Po zaskakująco niskim odczycie indeksu kosztów zatrudnienia w II kwartale, który zwykle nie jest uważany za istotny wskaźnik na rynku, w parze tej wystąpiły znaczne wahania. Udało się jednak zepchnąć tę parę walutową z powrotem poniżej poziomu 1,1000, dzięki czemu niedźwiedzie mogą obecnie mieć nadzieję, jeżeli nie wręcz pewność, dotyczącą spadku. Akcja w piątek to ostrzeżenie przed nerwowymi zachowaniami na rynku w okolicach poszczególnych publikacji danych ze Stanów Zjednoczonych w tym tygodniu.

 

J. Aleksandrowicz (AIP): Zainwestowaliśmy do tej pory w ponad 100 start-upów. Przeciętny wkład na poziomie 100-500 tys. zł

Jacek Aleksandrowicz

Działający od 2009 roku fundusz zalążkowy AIP Seed Capital zainwestował do tej pory w 111 start-upów. Jednym z największych sukcesów okazała się spółka Qpony.pl, która przyniosła funduszowi 0,9 mln złotych zysku. W portfelu znajduje się więcej perspektywicznych firm. Wśród nich między innymi spółka SiDLY oferująca urządzenie do monitoringu stanu zdrowia oraz spółka Phenicoptere z produktami do demakijażu.

Nasz fundusz AIP Seed Capital zainwestował w 111 start-upów, które są na wczesnym etapie rozwoju. Branże są bardzo różne, nie ograniczamy się do jednej – wyjaśnia Jacek Aleksandrowicz, wiceprezes i współtwórca Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości.

W portfelu funduszu znajdują się m.in. spółki teleinformatyczne (ICT), związane z branżą modową oraz działające w sektorze healthcare. Cechą łączącą wszystkie inwestycje jest nowoczesne podejście do biznesu, automatyka działania i przede wszystkim dostępność on-line.

Naszym największym sukcesem jest spółka Qpony.pl, w którą zainwestowaliśmy 2 lata temu 100 tys. zł, a niedawno nasze udziały sprzedaliśmy za 1 mln zł – mówi Jacek Aleksandrowicz pytany o najbardziej udane inwestycje funduszu.

Aleksandrowicz w rozmowie z agencją Newseria Inwestor zapewnia, że start-upów o podobnych perspektywach biznesowych co Qpony.pl jest w portfelu funduszu więcej. Przykładem jest warszawska spółka SiDLY oferująca klientom aparat do telematyki medycznej. Jest to urządzenie pozwalające na monitoring czynności życiowych połączone z aplikacją mobilną na telefonie. Spółce udało się pozyskać inwestowanie m.in. od MCI.

W pierwszej kolejności staramy się pomagać pozyskiwać im kapitał – mówi wiceprezes AIP. – Mamy Glov, myślę, że to jest chyba dzisiaj nasz największy sukces, jeśli chodzi o działanie. Dziewczyny, które założyły firmę produkującą rękawiczkę do demakijażu – tłumaczy przedstawiciel funduszu.

Spółka Phenicoptere powstała w 2011 roku, a już rok później zwyciężyła w konkursie na Start-up Roku. Firma oferuje klientom linię produktów GLOV Hydro służących do wielokrotnego demakijażu. Obecnie prowadzi działalność biznesową już w skali międzynarodowej, a wielkość sprzedaży, jak zapewnia wiceprezes AIP, kształtuje się na poziomie milionów sztuk i milionów złotych przychodów.

Klasyczny model, w którym inwestujemy, to 100 tys. za 15 proc., bardzo prosta umowa, nie narzucamy żadnych zbędnych obowiązków na start-upowca, nie przymuszamy go do zabezpieczenia tej kwoty jakimiś niestworzonymi instrumentami – mówi Jacek Aleksandrowicz o koncepcji biznesowej funduszu AIP Seed Capital.

Zdaniem eksperta jest to jeden z najbardziej atrakcyjnych modeli inwestowania w Polsce. Polityka funduszu dopuszcza również przypadki, w których inwestycja będzie większa i obejmie większy odsetek udziałów w spółce. Ogólnie fundusz lokuje w poszczególne projekty kwoty do 500 tys. zł.

Wzrasta ilość pustostanów na rynku powierzchni biurowych w Warszawie

Jak wynika z najnowszego badania przeprowadzonego przez Dział Analiz Rynkowych i Doradztwa BNP Paribas Real Estate Poland warszawski rynek powierzchni biurowych w drugim kwartale 2015 roku powiększył się o 90,000 m kw. osiągając wielkość całkowitą na poziomie 4,55 miliona m kw. Około 600,000 m kw powierzchni jest obecnie w fazie realizacji i zostanie ukończone w ciągu najbliższych 24 miesięcy, z czego około 30% jeszcze w tym roku.

Anna Staniszewska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate Poland
Anna Staniszewska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate Poland

W drugim kwartale 2015 r. najemcy świadomi sytuacji na rynku biurowym, chętnie zawierali przedwstępne umowy korzystając z preferencyjnych warunków najmu. Tendencja zaowocowała rekordowym popytem na poziomie 175,000 m kw (notując 60% wzrost w porównaniu do pierwszego kwartału). Trend ten będzie utrzymywać się przez następne 18 – 24 miesiące i zaowocuje popytem na poziomie około 400,000 m kw. rocznie w 2015 i 2016 r. W wyniku rosnącej konkurencji stawki czynszu nieznacznie spadły. Trendy te utrzymają się co najmniej do końca 2016.

Największą transakcją w drugim kwartale 2015 r. była umowa firmy Samsung, która wynajęła 21,200 m kw w Warsaw Spire. Największym wybudowanym biurowcem był Postępu 14 należącym do HB Reavis (34,000 m kw). W porównaniu do pierwszego kwartału 2015 poziom pustostanów wzrósł o 1 punkt procentowy, osiągając na koniec czerwca 14,9%. Większość dostępnej powierzchni znajdowała się w strefie centralnej gdzie poziom wolnych powierzchni osiągnął poziom 15,7%, a w lokalizacjach poza nią wyniósł 14 %. Główny ciężar pustostanów ulokowany był w starszych biurowcach, wybudowanych przed 2003 rokiem.

„Zbliżająca się fala podaży przyniesie dalszy wzrost dostępnej powierzchni biurowej. Szacujemy, że poziom pustostanów może osiągnąć poziom do 16,5% do końca roku oraz do 17,5-18% na koniec roku 2016. Obserwuje się też wzrost zainteresowania wynajmem w lokalizacjach wzdłuż 2 linii metra (okolice Prostej, Towarowej i Kasprzaka), wzdłuż Al. Jerozolimskich, jak również na północ od ścisłego centrum. Wiele firm podejmuje decyzję o relokacji kosztem Mokotowa, który ze względu na zatory komunikacyjne traci na popularności.” – mówi autorka raportu Anna Staniszewska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate Poland.

Podczas gdy czynsze wywoławcze za najlepsze nieruchomości oraz butikowe biurowce w centrum Warszawy wynoszą nadal 22-24 €, średnie stawki czynszu spadły o 1-2 € w stosunku do poprzedniego kwartału. Dobrze zlokalizowane obiekty o dobrym standardzie wyceniane są na 17-19 € (czynsz wywoławczy) z obniżkami o 10-15 % dla średniopowierzchnowych najemców. W prominentnych niecentralnie zlokalizowanych biurowcach negocjacje rozpoczynają się od 14-15 €, ale średnie stawki transakcyjne w tych rejonach oscylują między 11 i 13 €.

Blisko 40 mln zł przeznaczą NCBR oraz GDDKiA na projekty B+R

Blisko 40 mln zł przeznaczą Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad na projekty B+R, służące rozwojowi technologii budowy oraz remontu dróg i poprawie bezpieczeństwa uczestników ruchu. Poznaliśmy wyniki konkursu we Wspólnym Przedsięwzięciu „Rozwój Innowacji Drogowych”.

– Prawdziwa innowacja to taka, która znajduje zastosowanie w praktyce i przyczynia się do rozwoju danego sektora gospodarczego – mówi prof. Krzysztof Jan Kurzydłowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Wyłonione w tym konkursie projekty badawczo-rozwojowe mają szczególny wymiar, bowiem wypracowane technologie mogą nie tylko przyczynić się do wzrostu konkurencyjności polskiego przemysłu drogowego na arenie międzynarodowej ale przede wszystkim są w stanie znacząco wpłynąć na poprawę bezpieczeństwa na drogach – dodaje prof. Kurzydłowski

Wsparciem objęte zostaną m.in. prace nad nowymi znakami drogowymi przy wykorzystaniu wiedzy psychologicznej, poszukiwania nowoczesnych metod badawczych właściwości podłoża gruntowego czy badania reaktywności alkalicznej kruszyw wykorzystywanych w nawierzchniach. Naukowcy zbadają także wpływ treści, umiejscowienia i sposobu prezentacji reklam na bezpieczeństwo kierowców. W sumie na realizację 15 projektów konsorcja naukowe otrzymają dofinansowanie w wysokości blisko 40 mln zł. Przekażą je wspólnie NCBR oraz GDDKiA.

– Innowacyjne rozwiązania, sprawdzone i przystosowane do wdrożenia w odpowiednich sferach rozwoju infrastruktury w Polsce mogą przyczynić się do wzrostu gospodarczego całego kraju. Rzadsze remonty nawierzchni to oszczędność dla skarbu Państwa jak i kosztów społecznych. Lepsze oznakowanie i możliwości utrzymania dróg na wyższym poziomie oraz co ważne efektywniejsze zarządzanie ruchem wspierają zarówno płynność ruchu, jak i poprawę bezpieczeństwa ruchu drogowego. To wszystko będzie także wspomagać realizowany przez GDDKiA Programie Redukcji Liczby Ofiar śmiertelnych. – mówi Łukasz Lendner z-ca Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad.

Przedsięwzięcie „Rozwój Innowacji Drogowych” jest efektem podpisanej w ubiegłym roku umowy, w której NCBR i GDDKiA zobowiązały się do wspólnego finansowania projektów B+R przyczyniających się do poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego, efektywności systemu zarządzania ruchem, a także opracowania optymalnych norm i standardów planowania, projektowania, technologii oraz budowy i eksploatacji dróg w Polsce. Dzięki dofinansowanym projektom możliwe będzie wypracowanie innowacyjnych rozwiązań, które posłużą zarządcom dróg, przedsiębiorcom oraz biurom projektowym w unowocześnieniu infrastruktury drogowej w Polsce.

Admiral Markets: Polski złoty do końca roku umocni się wobec większości światowych walut. Wyjątkiem będzie dolar

Marcin Kiepas, dyrektor działu analiz w Admiral Markets

W lipcu polski złoty zyskiwał w stosunku do większości światowych walut z wyjątkiem dolara. Wzrostowa tendencja powinna się utrzymać nawet do końca roku. Sentyment inwestorów zależy jednak od danych makroekonomicznych z Polski i strefy euro. Planowane na jesień wybory parlamentarne, które już ciążą giełdzie, nie powinny mieć wpływu na rynek walutowy.

– Jest duża szansa na to, że złoty jeszcze trochę się umocni. Lipcowe umocnienie to przede wszystkim reakcja na wstępne porozumienie Grecji z wierzycielami, i szansę na to, że Grecja otrzyma trzeci pakiet pomocowy – tłumaczy Marcin Kiepas, dyrektor działu analiz w Admiral Markets.

Po ustąpieniu obaw inwestorów o sytuację Aten polski złoty wyraźnie zyskał na wartości. Od początku drugiej dekady lipca zyskała kilkanaście groszy do franka szwajcarskiego oraz niemal 10 groszy do euro. W stosunku do dolara amerykańskiego, a także do funta brytyjskiego wzrost był jednak tylko kilkugroszowy.

– Wyjątkiem był oczywiście dolar, wynika to z faktu, że rynki już powoli czekają na pierwsze podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, dlatego też dolar pozostanie mocny – wyjaśnia ekspert.

W opinii analityka Admiral Markets polska waluta ma szansę umacniać się w stosunku do euro, funta czy franka także w najbliższych miesiącach, choć wzrosty nie będą już jednak tak wyraźne, jak miało to miejsce w lipcu.

– Ostatnie umocnienie złotego do euro i franka szwajcarskiego było na tyle mocne, że teraz już nie spodziewam się skokowych zmian w przypadku tych walut – ocenia Marcin Kiepas

Analityk wylicza główne czynniki decydujące o nastrojach i sentymencie inwestorów do złotego. Z jednej strony jest to kondycja polskiej gospodarki, a z drugiej strony sytuacja ekonomiczna w strefie euro. Scenariusz bazowy zakłada powolną poprawę na obu polach.

– Stąd też złoty względem innych walut powinien powoli zyskiwać. Oczekujemy, że euro na koniec roku będzie poniżej 4,10, frank może na trwałe pozostać poniżej poziomu 3,90 – prognozuje dyrektor działu analiz w Admiral Markets.

Wyjątkiem wśród najważniejszych walut pozostanie dolar amerykański. Perspektywa podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych będzie powodować jego stopniowe umacnianie. Rozmówca docelowy kurs widzi na poziomie około 3,90 zł.

– Powinniśmy obserwować systematycznie poprawiającą się sytuację gospodarczą, czyli wyższe dynamiki produkcji przy jednoczesnym wychodzeniu polskiej gospodarki z deflacji – mówi ekspert pytany o perspektywy makroekonomiczne dla krajowej waluty.

Wymienione wskaźniki są bardzo istotne z punktu widzenia Rady Polityki Pieniężnej. To od nich rada uzależnia swoje decyzje w sprawie poziomu stóp procentowych. W opinii dyrektora działu analiz Admiral Markets wzrosty stóp w naszym kraju to obecnie dość odległa perspektywa. Pierwsza runda zacieśnienia polityki monetarnej przez RPP oczekiwana jest najwcześniej jesienią przyszłego roku.

Marcin Kiepas w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor dodaje, że październikowe wybory parlamentarne nie powinny mieć większego wpływu na rynek walutowy. Niewielkie wahania możliwe są jedynie w krótkim okresie.

– Należy pamiętać o tym, że jesteśmy już gospodarką ustabilizowaną, a zmiany na szczycie władzy wciąż odbywają się w ramach dwóch największych partii. Nie zakładamy żadnych istotnych przetasowań na scenie politycznej – tłumaczy.

Ekspert nieco inaczej widzi jednak wpływ wyborów na polską giełdę. Takie propozycje jak m.in. podatek bankowy czy zniesienie podatku od kopalin mają znaczny wpływ na kondycję poszczególnych spółek czy całych sektorów.

– W zależności od kolejnych wypowiedzi polityków kurs mocno reaguje. Sądzę, że warszawska giełda będzie podatna na czynnik polityczny, natomiast złoty i polski rynek długu nie – podsumowuje Marcin Kiepas.

HFT Brokers: Do końca roku chińskie indeksy powinny wzrosnąć. PKB może wzrosnąć mocniej niż o 7 proc., co powinno pomóc giełdom

CEO Magazyn Polska

Mimo gwałtownych spadków w ostatnich tygodniach pod koniec roku chińskie indeksy akcji spółek notowanych na giełdach w Hongkongu i Szanghaju powinny powrócić do poziomów bliskich tym sprzed lipcowych spadków. Analitycy oceniają, że działania chińskiego rządu skutecznie uniemożliwią kolejną masową wyprzedaż akcji, a przyrost PKB Chin będzie nieco większy niż oczekiwania, co może zwiększyć popyt na akcje.

Jak przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Daniel Kostecki, analityk rynków finansowych HFT Brokers, Shanghai Composite, indeks akcji spółek notowanych na giełdzie w Szanghaju, pod koniec roku będzie oscylował wokół 4,5 tys. pkt. Dziś notowany jest wokół 3,6 tys. pkt, czyli o półtora tysiąca mniej niż przed wyprzedażą w połowie czerwca. To oznaczałoby perspektywę ponad 24-proc. wzrostu.

Według analityka nieco ostrożniejszych prognoz można się spodziewać w przypadku Hang Seng Index, indeksu 33 największych spółek notowanych na giełdzie w Hongkongu.

Spodziewałbym się, że na koniec roku ten indeks zawędruje w okolice 26 tys. pkt – przewiduje Daniel Kostecki.

Dziś najważniejszy indeks giełdy w Hongkongu notowany jest na poziomie ponad 24,4 tys. pkt. To o niemal 900 pkt więcej niż po feralnej sesji 8 lipca, po której notowany był najniżej od początku stycznia.

Analityk twierdzi, że chińskie władze zrobiły wszystko, co tylko mogły, by nie dopuścić do podobnych spadków w najbliższej przyszłości.

Z punktu widzenia działań banku centralnego i odpowiednich regulatorów rynku oni robią wszystko, żeby tylko zahamować taką falę wyprzedaży, więc trudno będzie tutaj doszukiwać się masowego pozbywania się akcji, gdyż jest to już teraz bardzo mocno utrudnione – twierdzi Daniel Kostecki.

W ostatnim czasie w Chinach wprowadzono zakaz sprzedaży akcji przez inwestorów, którzy mają ponad pięcioprocentowy udział w spółkach. Zakaz będzie obowiązywał jeszcze przez najbliższych kilka miesięcy. Dodatkowo chińskie władze rozluźniły politykę monetarną. W tym obniżono stopy procentowe do rekordowo niskiego poziomu 4,85 proc.

Oprócz tego, zmniejszono obowiązkową rezerwę wpłacaną przez banki do banku centralnego, co ma zwiększyć ich płynność – mówi Daniel Kostecki. – Otwarto też linie kredytowe dla brokerów oraz utworzono fundusze stabilizacyjne. Wszystko, żeby tylko taka wyprzedaż się po raz kolejny nie pojawiła – dodaje.

W pierwszej połowie roku w Chinach odnotowano niebywałe zainteresowanie giełdą ze strony indywidualnych inwestorów. W krótkim czasie otwarto miliony nowych kont w domach maklerskich. W czerwcu wartość rynkowa spółek notowanych na tamtejszej giełdzie przekroczyła 10 bln dolarów. To o 150 proc. więcej niż rok wcześniej. Hossa musiała się jednak skończyć. Po połowie czerwca doszło do masowej wyprzedaży, a chińskie władze postanowiły zainterweniować.

Hossa, którą widzieliśmy w ostatnich miesiącach na chińskiej giełdzie, była wywołana rozluźnieniem pewnych przepisów dotyczących inwestowania na chińskim rynku, gdzie inwestorzy indywidualni w pewnym momencie po miesiącu kwietniu, kiedy te przepisy weszły w życie, mogli otwierać do dwudziestu kont na jedną osobę – wyjaśnia analityk z HFT Brokers. – Wcześniej było to jedno konto na osobę. Konta przyrastały nawet w liczbie czterech milionów tygodniowo. Te zmiany spowodowały, że Chińczycy mogli również nabywać akcje właśnie za kredyt pod akcje. To windowało nam bardzo gwałtownie indeksy chińskie – dodaje.

Analityk dodaje, że pozytywnie wpłynąć na tamtejszą giełdę może szybszy od oczekiwanego wzrost gospodarczy w Chinach.

Na tę chwilę zakłada się, że w 2015 roku przyrost wyniesie około 7 proc. Inwestorzy nie są z nich zadowoleni i dopiero wynik wokół 7,1- 7,2 proc. mógłby pozytywnie wpłynąć na giełdę – twierdzi Daniel Kostecki. – Wydaje mi się, że jest to możliwe do zrealizowania, a obecne prognozy są nieco zaniżone – dodaje.

Poczta Polska stawia na sektor ubezpieczeniowy. Będzie rozwijać ofertę polis majątkowych i polis na życie

CEO Magazyn Polska

Ubezpieczenia to obok działalności pocztowej, cyfrowej i bankowej kolejny obszar działalności rozwijany przez Pocztę Polską. Zgodnie ze strategią grupy będzie to jeden ze znaczących elementów stabilizujących jej strukturę przychodów. W ofercie mają się pojawić polisy bancassurance dla klientów Banku Pocztowego i ubezpieczenia życiowe dla klientów Poczty. Spółka będzie rozwijać także segment ubezpieczeń majątkowych, m.in. przesyłek indywidualnych i biznesowych.

Bardzo dobrze wystartowaliśmy ze spółką życiową, która powstała kilka miesięcy temu. Po czterech miesiącach odkąd rozpoczęliśmy działalność operacyjną i po dwóch miesiącach działalności udało nam się pozyskać już prawie 22 tys. klientów – mówi agencji Newseria Biznes Artur Olech, prezes Ubezpieczeń Pocztowych.

Pierwszym ubezpieczeniem na życie jest grupowe ubezpieczenie skierowane do pracowników Poczty Polskiej. Pocztową polisę ma już blisko jedna trzecia zatrudnionych. W ciągu niespełna czterech miesięcy od rozpoczęcia działalności operacyjnej spółka zrealizowała tym samym roczny plan sprzedaży polis grupowych na życie.

Kolejnym krokiem będą polisy bancassurance dla klientów Banku Pocztowego. A następnie na rynek trafią polisy na życie dla klientów Poczty.

W ofercie będą też produkty zewnętrznych partnerów, których będziemy zapraszać do współpracy po to, aby wygenerować dodatkową wartość. Mamy być integratorem produktów finansowych i ubezpieczeń, więc otwieramy się również na innych partnerów, którzy mogą pod parasolem ubezpieczeń pocztowych zaistnieć w sieci dystrybucji – wyjaśnia Olech.

Poza obszarem polis życiowych poczta rozwija też część majątkową, czyli m.in. ubezpieczenia mieszkań, paczek, a także polisy komunikacyjne. W tych segmentach sprzedaż notuje dwucyfrowe wzrosty. Olech podkreśla, że na koniec roku wartość zebranej składki powinna przekroczyć 100 mln zł, ale zapowiada, że to dopiero początek rozwoju tego rynku. Duże pole do dalszego rozwoju daje także obszar e-commerce, z którym Poczta Polska wiąże duże nadzieje.

W ubiegłym roku przychody Poczty Polskiej z usług bankowo-ubezpieczeniowych sięgnęły 51 mln zł i były o 45 proc. wyższe niż w 2013 roku. Przychody prowizyjne z ubezpieczeń również znacząco wzrosły, bo o 80 proc. w 2014 roku w porównaniu z 2013 rokiem.

W ubezpieczeniach powinniśmy rosnąć w trybie geometrycznym, właściwie powinniśmy dziesięciokrotnie zwiększyć wolumen naszego biznesu – mówi prezes Ubezpieczeń Pocztowych.

Przykłady innych krajów pokazują, że operatorzy pocztowi, którzy zajmują się dystrybucją ubezpieczeń, mogą w krótkim czasie zyskać silną pozycję na rynku.

Nie ma powodu, aby Poczta Polska z największym w Polsce potencjałem sieci dystrybucji takiego miejsca w sektorze ubezpieczeniowym i finansowym nie zajęła – mówi Olech.

Jak podkreśla, sytuacja na rynku ubezpieczeniowym jest dość trudna – rozwój biznesu utrudniają m.in. wojna cenowa i zmiany regulacyjne. Przewagą Poczty Polskiej jest jednak przede wszystkim duża sieć dystrybucji, czyli element, do którego firmy ubezpieczeniowe dążą latami. Dodatkowym atutem, zdaniem prezesa Ubezpieczeń Pocztowych, jest zaufanie, jakim Polacy darzą listonoszy. Z założenia oferta ubezpieczeniowa ma być dostępna zarówno w placówkach poczty, jak i u listonoszy.

Jeżeli we właściwy sposób potrafimy zbudować proces i zestaw produktów, to będziemy w stanie na tym rynku zaistnieć, także w obszarach, które dzisiaj są relatywnie słabo spenetrowane, czyli w Polsce lokalnej, która jest naturalnym miejscem, gdzie Poczta Polska powinna swoje produkty dystrybuować – przekonuje Artur Olech.

Outsourcing pracowniczy pozwala firmom ograniczyć koszty, ale łatwo paść ofiarą oszustów. Dług z tytułu niezapłaconych składek to 60 mln zł

CEO Magazyn Polska

Outsourcing pracowników staje się coraz popularniejszy. Wiąże się on jednak z szeregiem obowiązków. Przy nieuczciwym outsourcingu tracą nie tylko pracownicy, za których nie są opłacane składki, lecz przede wszystkim firmy zlecające, od których ZUS będzie dochodził zaległych składek wraz z odsetkami. W ostatnim czasie ofiarami nieuczciwych outsourcerów padło ok. 400 firm, a ich dług sięga 60 mln zł. 

Outsourcing to przekazanie przez jedną firmę pewnych zadań innej, zewnętrznej firmie. Najczęściej są to procesy związane z obszarem kadrowo-płacowym, obsługą systemów informatycznych, obsługą klienta, ale outsourcing może też mieć różne inne formy – mówi agencji Newseria Biznes Monika Zaręba, ekspert Pracodawców RP.

W przypadku pełnego outsourcingu zadania zostają przekazane do wykonania zewnętrznej firmie i to ona jest odpowiedzialna za ich realizację za pomocą własnych zasobów. Przy outsourcingu selektywnym tylko część obszarów jest objęta umową. Często oferowany jest też outsourcing pracowniczy.

Na podstawie artykułu 23. Kodeksu pracy może dojść do wyodrębnienia części zakładu pracy oraz przekazania części pracowników do firmy zewnętrznej, która będzie w dalszym ciągu zawiadywała ich pracą i przejmie w tym zakresie obowiązki dotychczasowego pracodawcy – tłumaczy ekspertka.

Przepisy jasno określają, że aby doszło do faktycznego przejęcia pracowników, zakład pracy musi przejść z posiadania dotychczasowego pracodawcy w posiadanie kolejnego podmiotu. Aby doszło do faktycznego przejęcia pracowników, powinno być spełnionych kilka warunków. Przede wszystkim musi dojść do zmiany pracodawcy, czyli nabywca wchodzi w rolę nowego pracodawcy. Firma, które przejmuje pracowników, staje się płatnikiem składek za pracowników i wynagrodzenia. Od momentu przejęcia pracodawcą staje się firma outsourcingowa.

Przedsiębiorca, decydując się na przekazanie wykonania pewnych usług firmie zewnętrznej, która korzysta z własnych zasobów kadrowych, opłaca przede wszystkim wykonanie tej usługi. Nie zajmuje się kwestiami pracowników, którzy wykonują tę pracę, ponieważ pozostają oni pracownikami firmy outsourcingowej – wyjaśnia Zaręba.

Dla firm, które korzystają z outsourcingu, może to oznaczać sporą oszczędność, łatwo jednak można paść ofiarą oszustów. Dlatego eksperci radzą, by dokładnie przejrzeć umowę przed jej podpisaniem. Outsourcing nie może odbywać się z naruszeniem obowiązujących przepisów.

Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie jest przeciwny poszukiwaniu przez przedsiębiorców dróg dalszego rozwoju prowadzonej działalności, w tym także korzystania z usług outsourcingu. Działania te powinny się jednak odbywać z poszanowaniem prawa pracy, zabezpieczenia społecznego i pracy tymczasowej – przypomina Michał Daszyński z Departamentu Realizacji Dochodów w ZUS. – W przypadku niezgodnego z prawem przejęcia pracowników firmy przejmujące nie stają się pracodawcami, nie są zatem również płatnikami składek przejętych pracowników.

W takiej sytuacji płatnikiem składek, zgodnie z przepisami ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, pozostaje dotychczasowy pracodawca, który zawarł umowę z firmą outsourcingową. Ponosi on zatem odpowiedzialność za zobowiązania z tytułu składek, które będą dochodzone od niego przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych wraz z odsetkami za zwłokę.

Z danych ZUS wynika, że dotychczas na nieuczciwych outsourcerów natknęło się ok. 400 firm w całej Polsce – najwięcej w Rzeszowie (54), Opolu (29) i Jaśle (27). Ich łączny dług z tytułu niezapłaconych składek pracowniczych i nałożonych odsetek przekroczył 60 mln zł.

Małe i średnie firmy coraz częściej kupują zaawansowane oprogramowanie dla biznesu. Cena przestaje być dla nich najważniejsza

CEO Magazyn Polska

Mali i średni przedsiębiorcy coraz chętniej inwestują w zaawansowane oprogramowanie biznesowe. Stały się one dla nich bardzo istotnym narzędziem prowadzeniu biznesu. Cena nie jest już najważniejszym kryterium, liczy się to, w jaki sposób programy pozwolą budować wartość ich firmy i dalej ją rozwijać. Coraz częściej przedsiębiorcy decydują się także na współpracę z firmami zewnętrznymi. To wymusza zmiany wśród producentów oprogramowania. 

Na rynku oprogramowania potrzeby klientów zmieniają się tak samo dynamicznie, jeśli nie bardziej, jak na całym rynku konsumenckim. Przedsiębiorcy, decydując się na wybór oprogramowania, nie patrzą na nie w taki sposób, jak to było jeszcze kilka lat temu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aneta Waszkiewicz, dyrektor zarządzający segmentem małych i średnich firm w Sage.

Oprogramowanie dla firm nie jest już tylko narzędziem wykorzystywanym przez dział księgowości lub zarządzania kadrami. Coraz częściej decyzję o wyborze programu podejmuje kierownictwo firmy, bo dzięki niemu możliwy jest dalszy rozwój przedsiębiorstwa. Jednym z obszarów, którym szczególnie interesują się przedsiębiorcy, jest tzw. business intelligence, czyli skomplikowana analityka danych dotyczących sprzedaży, zakupów, osiąganych wyników czy zwrotów z inwestycji. To ułatwia podejmowanie kolejnych decyzji biznesowych. Inną popularną usługą jest elektroniczny obieg dokumentów, szczególnie przydatny przy automatyzacji procesu fakturowania.

Jak podkreśla Waszkiewicz, firmy z sektora MŚP będą coraz ważniejszym klientem dostawców oprogramowania, tym bardziej że w Polsce ten segment firm rozwija się w tempie dwucyfrowym, szybciej niż w innych krajach zachodnich. Dlatego producenci starają się zapewniać produkty jak najlepiej odpowiadające na nowe trendy.

Producenci oprogramowania stali się bardziej partnerem biznesowym niż dostawcą narzędzi – przekonuje Aneta Waszkiewicz.

Podkreśla, że dostawcy oprogramowania i przedsiębiorcy współpracują m.in. w obszarze identyfikacji najważniejszych wskaźników biznesowych, tzw. KPI (key performance indicator), które dane firmy muszą mierzyć. Przedsiębiorcy są zainteresowani tym, żeby wydatek na oprogramowanie jak najszybciej się zwrócił. Dlatego w trakcie rozmów z dostawcami nie pytają już tylko o to, jakie funkcjonalności posiada dany system, ale raczej o to, jak dzięki niemu będą mogli szybciej zwiększyć wartość firmy.

Sama cena oprogramowania znalazła się poza pierwszymi pięcioma najczęściej stosowanymi kryteriami wyboru. To pokazuje, że przedsiębiorcy stawiają na inwestowanie w przewagi konkurencyjne. Coraz lepiej wiedzą także, w jaki sposób można ograniczyć koszty związane z inwestycją w oprogramowanie.

Do tej pory najbardziej powszechną formą był zakup stałych licencji. Teraz coraz częściej są to subskrypcje, czyli klient płaci w interwałach czasowych za to, czego faktycznie używa i co w danym momencie jest mu potrzebne – wyjaśnia Aneta Waszkiewicz.

To powoduje, że rozpoczęcie użytkowania systemów jest dużo tańsze niż w przypadku zakupu licencji. Z obserwacji ekspertów Sage wynika, że w ciągu kolejnych dwóch lat subskrypcja stanie się najpopularniejszą forma korzystania z systemów wspomagających zarządzanie.

Barierę wejścia w systemy obniża też zakup rozwiązań opartych o chmurę. Wszystkie usługi korzystające z wirtualnych serwerów pozwalają zmniejszyć koszty inwestycji w hardware i rozwiązania IT – tłumaczy Piotr Osiadacz, dyrektor zarządzający segmentem małych i mikrofirm w Sage.

W tym przypadku to dostawca ponosi koszty np. serwerów. Dodatkowym atutem jest to, że rynek chmury jest już dojrzałym rynkiem, a oferowane rozwiązania zapewniają bezpieczeństwo gromadzonych danych. O to przedsiębiorcy nie muszą się już martwić.

Ważniejsze jest to, jaką elastyczność te rozwiązania oferują i jakie dają benefity, np. w postaci niskiego progu wejścia w posiadanie oprogramowania i elastyczności dostępu. Pozwalają firmom przemodelować swoje procesy wewnętrzne pod kątem obsługi zdalnej, mobilnej – na to firmy w tej chwili zwracają uwagę – wyjaśnia Osiadacz.

Coraz częściej firmy, chcąc skupić się na podstawowym biznesie, zlecają różne działania i procesy biznesowe na zewnątrz. Outsourcing usług biznesowych (w tym m.in. obsługa finansów, ewidencji kadr czy kalkulacji wynagrodzeń) jest dziś jednym z najszybciej rozwijających się segmentów gospodarki.

Rolnicy czekają na środki z nowej perspektywy. 20 sierpnia ruszy nabór wniosków o wsparcie dla młodych właścicieli gospodarstw

CEO Magazyn Polska

20 sierpnia ruszy nowy nabór wniosków o pomoc finansową dla młodych rolników w ramach Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Do rozdysponowania jest 718 mln euro. Do młodych rolników trafią również niewykorzystane środki z poprzedniej perspektywy. Rolnicy czekają także na fundusze na modernizację gospodarstw i fundusze dla grup producenckich.

Przez rolników najbardziej oczekiwane są dwa instrumenty pomocy finansowej z nowego PROW, mowa tu o „Modernizacji gospodarstw rolnych” i „Premii dla młodych rolników”. Już wiemy, że nowy nabór wniosków rozpocznie się 20 sierpnia. Składać je będą mogli rolnicy do 40 roku życia, którzy rozpoczynają swoją działalność – mówi agencji Newseria Biznes Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

Na pomoc dla młodych rolników w nowej perspektywie na lata 2014-2020 przeznaczono 718 mln euro. Dofinansowanie będzie przyznawane tylko tym osobom, które rozpoczęły już urządzanie i prowadzenie gospodarstwa. To nowość w programie. Ponadto wnioskodawca nie może mieć ukończonych 40 lat, powinien mieć odpowiednie wykształcenie, a prowadzone gospodarstwo musi być jego pierwszym.

Z premii na rozpoczęcie działalności skorzystało dotychczas 50 tys. gospodarstw, w nowej perspektywie szanse może mieć kolejnych 30 tys. osób.

Dużo młodych ludzi chce zostać na wsi i wiąże swoją przyszłość właśnie z rolnictwem. Najtrudniejsze na wsi jest rozpoczęcie produkcji rolnej, wiemy przecież, jak drogie są maszyny i inwestycje – podkreśla prezes KRIR.

Polsce udało się wywalczyć w Brukseli, by niewykorzystane środki z poprzedniej perspektywy również zostały przeznaczone na premie dla młodych rolników. Komisja Europejska już zgodziła się na przesunięcie 54 mln euro – z kwoty tej skorzysta ok. 2,9 tys. osób.

Rolnik może otrzymać premię w wysokości 100 tys. zł, wypłacaną w dwóch ratach – 80 proc. kwoty uzyska po spełnieniu w ciągu dziewięciu miesięcy warunków, z których zastrzeżeniem została wydana decyzja, natomiast pozostałą część kwoty po realizacji biznesplanu. Ponadto po trzech latach od otrzymania pomocy gospodarstwo powinno zwiększyć wielkość ekonomiczną o ok. 10 proc. Jak podkreśla Szmulewicz, pomoc państwa, zwłaszcza na początku prowadzenia gospodarstwa, jest nie do przecenienia.

Na wsiach nie ma środków na inwestycje, żeby się rozwijać. Młodzi ludzie chcą bardzo szybko osiągnąć pułap nowoczesnych gospodarstw, jest to trudne, jeśli nie mogą liczyć na pomoc ze strony rodziców lub przejmują nieco słabsze gospodarstwa. Takie inwestycje w młodych są niezwykle ważne, bo to gwarantuje nam dobrą przyszłość polskiego rolnictwa – przekonuje ekspert.

W Polsce w przeciwieństwie do innych państw UE w rolnictwie dużą grupę stanowią młodzi. U nas z 1,3 mln złożonych wniosków o dopłaty bezpośrednie jedną trzecią stanowią te od rolników, którzy nie przekroczyli 40 lat (w innych krajach UE to 7,5 proc.).

W najbliższym czasie powinny też ruszyć nabory do innych programów.

Czekamy z niecierpliwością na otwarcie szerszych programów, dla małych gospodarstw, przetwórstwa, grup producenckich oraz na modernizację gospodarstw rolnych. W niektórych województwach ostatnie nabory na modernizację były w 2011 roku. Sądzę, że one we wrześniu też ruszą – wskazuje Wiktor Szmulewicz.

Nowoczesne metody nauki języków obcych można dopasować do własnej osobowości. To zwiększa ich skuteczność

CEO Magazyn Polska

Nauka języków obcych może być znacznie skuteczniejsza, jeśli dostosuje się ją do własnej osobowości. Inaczej wiedzę przyswaja wzrokowiec, a inaczej kinestetyk  każdy typ osobowości potrzebuje odmiennych bodźców. Nowoczesne metody nauki wykorzystują te indywidualne predyspozycje uczniów. Stawiają także na sposoby jak najbardziej zbliżone do naturalnych.

Z badań CBOS wynika, że ponad połowa Polaków nie potrafi porozumieć się w żadnym obcym języku. Pozostała część posługuje się najczęściej angielskim lub rosyjskim. Według Komisji Europejskiej 80 proc. Polaków nie opanowało jednak angielskiego w stopniu biegłym. Zdaniem ekspertów może to wynikać z nieodpowiednich metod uczenia. W większości szkół i uczelni wciąż naucza się języków obcych w sposób tradycyjny, nieuwzględniający różnic, które dotyczą indywidualnych predyspozycji do przyswajania wiedzy. Tymczasem każdy człowiek uczy się w innym tempie i w inny sposób przyswaja przedstawiane mu treści.

Przy tradycyjnej nauce języka jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że efekt osiąga się za pomocą wkuwania: gramatyki, którą się idealizuje, i słówek. Tymczasem można się uczyć w inny sposób. W inny sposób uczyliśmy się własnego języka i nawet najbardziej niezdolne dziecko uczy się własnego języka w kilkanaście miesięcy – mówi agencji informacyjnej Newseria Krzysztof Litwiński, prezes Instytutu Colina Rose.

Nowoczesne metody zakładają uczenie się w sposób jak najbardziej zbliżony do naturalnego. Przede wszystkim angażują wszystkie zmysły i kanały percepcji jednocześnie. Nauka przychodzi z łatwością, mózg bowiem w naturalny sposób przyswaja informacje. Dokładnie w ten sam sposób, niemal intuicyjny, uczą się własnego języka dzieci.

– Wszyscy Polacy świetnie posługują się jednym z najtrudniejszych języków na świecie. Jak to możliwe? Nauczyli się tego w działaniu, reagując na bodźce, które są w otoczeniu. Dziecko biegnie przez pokój, uderzy się o stół, mamusia mówi: „Och, o stół się uderzyłeś”, babcia wchodzi i mówi: „Och, o stół się uderzył”, więc dziecko już wie, że to jest stół – mówi Krzysztof Litwiński.

W praktyce metody te sprowadzają się do pracy przez dwie do czterech godzin tygodniowo na specjalnej platformie interaktywnej. Do tego dochodzi godzinne spotkanie z trenerem językowym w małej, maksymalnie czteroosobowej grupie. Na spotkaniu tym uczestnicy kursu w aktywny sposób używają wiedzy zdobytej samodzielnie w ciągu tygodnia – zajęcia polegają głównie na grach i zabawach sytuacyjnych. Na platformie interaktywnej również nie znajdzie się tradycyjnych zadań językowych.

– Człowiek wciąga się w te zadania, ponieważ ostatnie, co mu przychodzi do głowy, to jest to, że uczy się języka. Uczymy się trochę przy okazji, to jest zresztą sformułowanie, którego często nasi klienci używają, żeby opisać naukę – mówi Krzysztof Litwiński.

Nowoczesne metody nauki języków opierają się głównie na teoriach systemów reprezentacyjnych WAK oraz inteligencji wielorakiej, której autorem jest Howard Gardner. Zgodnie z teorią WAK ludzie dzielą się na wzrokowców, słuchowców i kinestetyków. Każda z tych osobowości ma odmienne sposoby funkcjonowania oraz potrzeby w zakresie optymalnego środowiska uczenia się – działają na nie bowiem zupełnie inne bodźce. Teoria inteligencji wielorakiej natomiast wyróżnia aż siedem typów inteligencji: matematyczno-logiczną, interpersonalną, ruchową, muzyczną, wizualno-przestrzenną, intrapersonalną i językową. Howard Gardner uznał, że każdy człowiek reprezentuje inną ich kombinację.

Przez kilka ostatnich dni Toruń był stolicą zabytkowych aut. Bawiło się tam 2,5 tys. właścicieli citroënów 2CV

CEO Magazyn Polska

Na 21. Międzynarodowy Zlot Miłośników Citroëna 2CV przybyło kilka tysięcy kolekcjonerów i fanów starej motoryzacji z całego świata, nawet z odległej Australii. To największa taka impreza w tym roku. Takie wydarzenia to świetna okazja do promocji miasta i Polski – podkreślają organizatorzy.

To jest pierwszy tak wielki zlot Citroëna w Polsce. To największy zorganizowany zlot zabytkowych samochodów w Polsce. Nigdy wcześniej się taki nie odbył i myślę, że jeszcze długo się nie odbędzie. Jest to również jeden z największych zorganizowanych zlotów w Polsce. Dodatkowo w Toruniu, który słynie z imprez motoryzacyjnych. Mamy ponad 30-letnie tradycje w tym zakresie – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Piotr Majewski z Automobilklubu Toruńskiego.

Cykliczna impreza, organizowana co dwa lata, po raz pierwszy zawitała do Polski. 21. edycja ściągnęła do Torunia ponad 2,5 tysiąca właścicieli zabytkowych aut i ponad 5  tys. fanów z całego świata.

Dziś rozmawiałem z panią z Australii, która jechała pięć miesięcy przez całą Azję, żeby się tu znaleźć. Podziwiam, bo ja przyjechałem tylko z Poznania – opowiada Janusz Owczarkowski, właściciel citroëna 2CV. – To pokazuje, że takim samochodem można pojechać wszędzie. Za dwa lata wybieramy się na zlot do Portugalii.

Czesław Nosewicz, dyrektor 21. Międzynarodowego Zlotu Miłośników Citroëna 2CV, jest przekonany, że organizacja takich imprez przekłada się bezpośrednio na rozwój turystyki.

Takie wydarzenia trzeba traktować tak, jak organizację olimpiady czy mistrzostw świata w piłce nożnej. Wiele osób jest nimi zainteresowanych, sprawdzają, gdzie znajdują się miasta organizatorzy – twierdzi Czesław Nosewicz. – Kiedyś na zlecenie urzędu miasta opracowano strategię promocji, w której znalazło się stwierdzenie, że najlepszym rozwiązaniem jest ubieganie się o wielkie międzynarodowe imprezy o charakterze sportowym, kulturalnym. I tak od kilkunastu lat działamy. Organizację tej imprezy powierzono nam już w 2011 roku i od tego czasu trwa promocja. W branży było to uznane za Wydarzenie Roku 2015 – dodaje.

Jak podkreśla, każda kolejna duża impreza w dorobku danego miasta zwiększa jego szanse na organizację innych, podobnych wydarzeń.

Polska była parokrotnie organizatorem Międzynarodowego Zlotu Policji Motorowej. To procentuje, bo starając się o inne imprezy, trzeba określić, jakie się ma doświadczenie. Po drugie, osoby, które są we władzach międzynarodowych organizacji czy federacji, często się znają, wymieniają opinie, radzą się w sprawie miejsc. Przy tych imprezach wyrobiliśmy sobie dobrą markę. Liczę, że po tym zlocie opinia o nas będzie jeszcze lepsza. Mamy już kolejne plany do 2020 roku, bo w tej perspektywie trzeba planować, by inne duże imprezy ściągać do Torunia – mówi Czesław Nosewicz.

Według niego osoby, które zawitają do Torunia na zlot, później wrócą z rodzinami i przyjaciółmi zwiedzić miasto, mogą także odwiedzić inne regiony kraju. Będą także polecać to miejsce znajomym.

Niewiele osób w Holandii dobrze zna Polskę. Raczej tylko ze słyszenia, ale to nie wystarcza. Lepiej doświadczyć tego na własnej skórze. Ludzie są mili, jedzenie smaczne, a do tego wszystko jest tanie. Po powrocie powiem znajomym, że warto jechać do Polski – przekonuje Rob, który na zlot przyjechał z Holandii.

Pierwszy raz jestem w Polsce. To piękny kraj, a Toruń jest uroczy – mówi Jane, turystka z Wielkiej Brytanii. – Podoba mi się architektura, ludzie, jedzenie i te piękne auta. Z pewnością tu wrócę.

Czterodniowa impreza, która trwała do 2 sierpnia, to 21. edycja międzynrodowego zlotu popularnych kaczek. Organizowana od 1975 roku jest największym światowym spotkaniem właścicieli i miłośników modelu 2CV, który w ciągu 42 lat produkcji został sprzedany w ponad pięciu milionach egzemplarzy.

Jak autonomiczne auta i technologia zmienią rynek ubezpieczeń?

W rozważaniach o przyszłości sektora finansowego często przywoływany jest przykład branży dystrybucji muzyki. Najpierw nieodwracalnie zmieniły ją cyfrowe nośniki dźwięku, a później nowe modele dystrybucji – iTunes, a teraz streaming. Symbolicznym początkiem końca status quo był start usługi Napster, pozwalającej wymieniać pliki. „Branża ubezpieczeń komunikacyjnych ma swój moment Napstera” twierdzą specjaliści przywoływani przez Bloomberga.

parkingRynek ubezpieczeń komunikacyjnych to gigantyczny biznes. W samych Stanach Zjednoczonych towarzystwa zbierają rocznie składki warte 195 mld dolarów. Pozornie ubezpieczyciele prowadzą „business as usual”, ale na horyzoncie widać już strategiczne zagrożenia. Ich pierwszym źródłem są coraz bardziej zaawansowane systemy bezpieczeństwa montowane w samochodach. Auta potrafią dziś samodzielnie zahamować, gdy wykryją przed sobą przeszkodę albo bez ingerencji kierowcy wykonywać proste manewry parkingowe.

Spada liczba kolizji i stłuczek, co oznacza, że ostatecznie skurczą się także przychody ubezpieczycieli. Highway Loss Data Institute przeanalizował dane dotyczące wpływu systemów zamontowanych w nowej Hondzie Accord na odszkodowania wypłacane przez towarzystwa. Agencja po raz pierwszy mogła na prześledzić większą porcję danych. Wcześniej zaawansowane rozwiązania montowano przede wszystkim w droższych i mniej popularnych modelach.

Okazało się, że ostrzeżenie o zmianie pasa ruchu i możliwości kolizji przynosi wyraźne korzyści – wartość zgłoszonych szkód wyrządzonych innym pojazdom spadła o 14 proc., roszczenia dotyczące obrażeń odniesionych przez pasażerów o 27 proc, a przez innych użytkowników dróg – o 40 proc.

Czarne skrzynki i autonomiczne auta

Autonomiczne samochody Google

Drugim niekorzystnym w długim okresie zjawiskiem może być rozpowszechnienie się ubezpieczeń pay-as-you-drive. Dzięki nowym technologiom, śledzącym ubezpieczany pojazd, klienci mogą rozliczać się z ubezpieczycielem za faktyczne wykorzystanie pojazdu. Ceną, z punktu widzenia ubezpieczonego, jest rezygnacja z pewnej części prywatności, a korzyścią – niższe składki. Dla kierowców, którzy tylko okazjonalnie korzystają z samochodu to zdecydowanie atrakcyjny kompromis. Z rynku jednak znikać będą w ten sposób klienci, którzy do tej pory byli „nadubezpieczeni” i szczególnie rentowni.

Przed nami także kolejna fala rewolucji w komunikacji – samochody autonomiczne. Testowane przez Google pojazdy przejechały 1,9 mln mil w ciągu ostatnich sześciu lat i brały udział w zaledwie 14 zdarzeniach drogowych. W żadnym z odnotowanych przypadków wina nie leżała po stronie softwareowego kierowcy. Z reguły stłuczkę powodowały inne pojazdy, najczęściej najeżdżając na tył auta Google.

W ciągu kolejnych 15 lat, gdy autonomiczne samochody trafią na drogi, składki opłacane przez kierowców mogą spaść aż o 60 proc., twierdzi analityk Celent przywoływany przez „Bloomberg Business”. W najgorszym dla ubezpieczycieli scenariuszu, takiemu rozwojowi sytuacji może towarzyszyć zmniejszenie się liczby pojazdów na drogach (np. w wyniku rozpowszechnienia się carsharingu czy usług typu Uber). Rynek, już dziś charakteryzujący się ostrą konkurencją, zacznie się kurczyć.

Ubezpieczyciele muszą myśleć o tym, jak załatać nieuchronną dziurę w przychodach. Jedną z możliwości są „ubezpieczenia IT” dla samochodów. Błędy oprogramowania, a nawet, jak pokazała ostatnia wpadka koncernu Fiat, działania hakerów, to nowy rodzaj ryzyk, do tej pory nieznany w branży komunikacyjnej. Problem dotyczy bezpośrednio kierowców, ale finansowa odpowiedzialność za ewentualne zdarzenia będzie ostatecznie spoczywać na producentach. Może zatem okazać się, że w przyszłości wyspecjalizowane towarzystwa zmuszone zostaną do walki na kolejnej arenie – o wielkie koncerny motoryzacyjne.

autor: Michał Kisiel

Mediacja i arbitraż, czyli alternatywne formy rozwiązywania konfliktów między przedsiębiorcami

W stosunkach między przedsiębiorcami konflikty są nieuniknione. Te poważniejsze często mają swój finał w sądzie, jednak nie dla wszystkich dochodzenie swoich praw w ten sposób jest korzystne. Proces sądowy to długa i kosztowna procedura, a w obrocie gospodarczym ważne jest nie tylko szybkie rozwiązanie sporu, ale także w miarę możliwości zachowanie dobrych stosunków między stronami konfliktu. W takiej sytuacji sprawdzają się alternatywne sposoby rozwiązywania antagonizmów, takie jak mediacja lub arbitraż.

Mediacja, czyli dyskusja i konsensus

Mediacja to metoda rozwiązywania sporów, w której osoba trzecia pomaga stronom rozwiązać konflikt. Rola mediatora nie polega jednak na narzucaniu rozwiązań czy ocenianiu stron, ale na umożliwieniu dyskusji i moderowaniu jej. Mediator powinien stworzyć stronom warunki do poprawienia komunikacji, wzajemnego zrozumienia i dojścia do konsensusu.

Strony mogą wybrać osobę, która będzie przeprowadzać mediację, i umieścić taki zapis w umowie, która określa stosunek gospodarczy między nimi. W zależności od ich potrzeb i rodzaju konfliktu może to być osoba znajoma (na przykład przedstawiciel przedsiębiorstwa, z którym obie strony powiązane są wspólnym interesem) lub całkowicie stronom obca (na przykład mediator sądowy lub psycholog, zajmujący się mediacją). Wybór mediatora to ważna decyzja – z jednej strony ktoś, kto dobrze zna stosunki, w jakich są strony, orientuje się co do podłoża konfliktu i wie, na czym im zależy, mógłby pokierować procesem mediacyjnym w taki sposób, by uczestnicy byli zadowoleni. Z drugiej jednak może być nieobiektywny i, kierując się najlepszymi chęciami, naruszyć zasadę bezstronności, nadrzędną, jeśli chodzi o mediację. Dlatego strony często decydują się na skorzystanie z usług mediatora sądowego. Do takich rozwiązań zachęca zresztą sam system sądownictwa – kampanie, promujące mediację, są przeprowadzane niemal w każdym sądzie, a zapisy dotyczące jej roli w procesie cywilnym znalazły się w kodeksie postępowania cywilnego. Określają one sposób przeprowadzenia mediacji, wyboru mediatora, a także wpływ wyniku postępowania pojednawczego na toczące się lub dopiero wszczynane postępowanie cywilne.

Przedsiębiorcy mogą przystąpić do mediacji zaraz po zaistnieniu sporu lub w trakcie procesu. Postępowanie jest wówczas zawieszane, a wynik postępowania pojednawczego ma wpływ na jego zakończenie  –  mediator przedkłada protokół z mediacji sądowi, a ten zatwierdza je i nadaje klauzulę wykonalności, jeśli wynika to z charakteru uzgodnień. Warunkiem jest jedynie zgodność ustaleń stron z prawem i zasadami współżycia społecznego. Sąd nie zatwierdzi ustaleń wtedy, gdy zmierzają do obejścia prawa, zawierają sprzeczności lub są niezrozumiałe.

Wszystkie ustalenia co do sposobu przeprowadzenia postępowania pojednawczego, osoby mediatora, a także zamierzonych rezultatów strony umieszczają w umowie mediacji.

Arbitraż, czyli specjalista rozsądza spór

Arbitraż stanowi równie popularny środek pozasądowego rozwiązywania sporów co mediacja. W przeciwieństwie do niej nie polega jednak na nakłonieniu stron do rozwiązania konfliktu poprzez rozmowy i konsensus, a oddanie kompetencji sędziego osobie lub osobom wybranym przez uczestników sporu. Zazwyczaj są to specjaliści w dziedzinie, której dotyczy konflikt, co  daje gwarancję profesjonalizmu i dobrego zrozumienia podłoża sporu i interesów stron.

Arbitraż nazywany jest inaczej sądem polubownym. Może przyjąć formę sądu polubownego niestałego, czyli takiego, który nie ma osobnej siedziby, personelu administracyjnego i jest rozwiązywany zaraz po spełnieniu swojego zadania, czyli wydaniu wyroku. Sąd polubowny niestały na miejsce wtedy, gdy strony samodzielnie wybiorą skład sądu arbitrażowego, miejsce jego orzekania i określą ilość jego członków jedynie dla rozwiązania konkretnego sporu. Przedsiębiorcy mogą się także zwrócić do stałego sądu arbitrażowego. Są to instytucje orzekające we wszystkich dziedzinach prawa cywilnego, a także (co jest szczególnie ważne w kontekście sporów między przedsiębiorcami) prawa gospodarczego.

Największym z nich jest Sąd Arbitrażowy przy Krajowej Izbie Gospodarczej w Warszawie, ale stałe sądy polubowne działają właściwie w każdym większym mieście. Niewątpliwą zaletą sądów arbitrażowych jest szybkość postępowania – wybierani indywidualnie arbitrzy są o wiele bardziej dyspozycyjni i mogą dopasować terminy do terminarza przedsiębiorców, co znacznie usprawnia postępowanie. Wybór takiej formy rozstrzygania konfliktu, wskazanie samego arbitra lub arbitrów, a także wszelkie ustalenia, dotyczące sposobu przeprowadzenia arbitrażu strony precyzują w umowie arbitrażu lub klauzuli zamieszczonej w umowie regulującej stosunek gospodarczy je łączący. Klauzula taka nazywana jest zapisem na sąd polubowny.

Inne alternatywne sposoby rozwiązywania sporów

Oprócz mediacji i arbitrażu przedsiębiorcy, pomiędzy którymi wyniknął spór, mogą wybrać inne pozasądowe metody rozwiązywania konfliktów. Co prawda, jedynie arbitraż i mediacja regulowane są przepisami prawa, ale ważne jest przede wszystkim zakończenie antagonizmu między stronami.

Do innych metod rozstrzygania konfliktów możemy zaliczyć negocjacje. To proces, polegający przede wszystkim na komunikacji między stronami. Uczestnicy przedstawiają swoje propozycje rozwiązania i prowadzą rozmowy tak długo, aż osiągną rezultat satysfakcjonujący obie strony. Negocjacje mogą odbywać się w siedzibie którejś ze stron lub na terenie neutralnym, mogą być także prowadzone przez inny podmiot (osobę prywatna lub instytucję). Wynik negocjacji można ująć w formie umowy lub wspólnego oświadczenia stron.

Jeżeli natomiast w konflikcie bierze udział wiele stron, dobrą metodą jest facyliacja. To wielostronne negocjacje, prowadzone przez moderatora, nazywanego facyliatorem, mające na celu doprowadzić do znalezienia rozwiązania, które satysfakcjonowałoby wszystkich uczestników lub przygotowywałoby grunt pod rozwiązywanie sporu pomiędzy poszczególnymi stronami. Ustalenia, wynikające z facyliacji, strony również mogą ująć w umowie lub oświadczeniu stron.

Iga Józefczyk wfirma.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 03.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 03.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Największe debiuty na pierwotnym rynku mieszkaniowym – II kw. 2015 r.

Od kilkunastu miesięcy obserwujemy duże ożywienie na rynku nieruchomości mieszkaniowych. Deweloperzy zachęcani wysokimi wynikami sprzedażowymi rozpoczynają kolejne inwestycje, często na dużą skalę.

W II kw. 2015 r. liczba mieszkań w niektórych nowo wprowadzonych projektach deweloperskich przekracza poziom nawet 300 jednostek. W II kw. 2015 r. do sprzedaży trafiły dwie takie inwestycje – w Krakowie i Warszawie. Zdecydowanie mniejszą skalą charakteryzowały się nowe inwestycje we Wrocławiu, gdzie w największej zaprojektowano niespełna 150 mieszkań. Poniżej prezentujemy ranking największych inwestycji, które w minionym kwartale zostały wprowadzone do sprzedaży.

Największe inwestycje wprowadzone do sprzedaży w II kw. 2015 r.

Lp. Miasto Deweloper Nazwa inwestycji Liczba mieszkań
w inwestycji
1. Kraków Murapol S.A. Poznańska II 359
2. Warszawa Dom Development Studio Mokotów 326
3. Warszawa PB Konstanty Strus Jana Kazimierza 12/14 292
4. Warszawa Bouygues Immobilier Espace Wilanów 274
5. Warszawa BPI Wola Libre 274
6. Poznań SGI Moja Malta 254
7. Poznań Murapol S.A. Nowe Winogrady (II etap) 243
8. Kraków Murapol S.A. Garbarnia 196
9. Gdańsk BPI Polska (CFE Polska) Cztery Oceany III (Ocean Spokojny) 193
10. Kraków LC Corp 5 Dzielnica 187
11. Wrocław Dach Bud Krzycka 142
Źródło: Grupa Emmerson, Dział Badań i Analiz

 

Największą debiutującą inwestycją w II kw. 2015 r. był projekt spółki Murapol – drugi etap inwestycji przy ul. Poznańskiej w Krakowie, w dzielnicy Krowodrza. Atutem inwestycji niewątpliwie jest lokalizacja. Krowodrza uznawana jest za jedną z najprzyjemniejszych dzielnic do mieszkania w Krakowie. Bliskość Starego Miasta, dobrze rozwinięta infrastruktura komunikacyjna, tereny zielone, szkoły i przedszkola sprawiają, że dzielnica jest atrakcyjnym miejscem lokalizacji projektów deweloperskich.

Również ponad 300 mieszkań zaoferował w Warszawie Dom Development w inwestycjiStudio Mokotówprzy ul. Garażowej. W czterech budynkach powstanie 326 mieszkań i apartamentów. Na tle innych inwestycji powstających w tej części miasta projekt ten będzie wyróżniała elewacja, której część będzie stanowił kolorowy mural. Mokotów, oprócz inwestycji z dużą liczbą mieszkań, posiada w swoich zasobach także te o podwyższonym standardzie. Przykładem jest inwestycja Bobrowiecka 10, która znajduje się na prestiżowym Dolnym Mokotowie.

– Bobrowiecka 10 to 5-piętrowy budynek o zróżnicowanej wysokości od 1 do 5 pięter, w którym znajdą się 123 mieszkania oraz 8 lokali usługowych na parterze. Inwestycja charakteryzuje się niebanalną architekturą oraz wysokim standardem wykończenia. Na uwagę zasługują także części wspólne z elementami małej architektury oraz pomnikiem przyrody w postaci ,,Czarnej Olszy” –twierdzi Krzysztof Kołakowski z inwestycji Bobrowiecka 10.

Kolejną dużą inwestycją debiutującą na warszawskim rynku jest inwestycja na Woli Jana Kazimierza 12/14 dewelopera PB Konstanty Strus, w której powstaną 292 mieszkania. Wola jest dzielnicą, która od pewnego czasu intensywnie przyciąga deweloperów. Bliskość centrum, dobrze rozwinięta infrastruktura społeczna i komunikacyjna (w tym II linia metra) sprawia, że w tej części miasta powstaje coraz więcej dużych wieloetapowych inwestycji. W minionym kwartale oprócz wspomnianej inwestycji Jana Kazimierza 12/14na rynku pojawiła się jeszcze jedna duża inwestycja – Wola Libre dewelopera BPI. Na Woli znalazło się także miejsce dla luksusowej inwestycji, jaką jest Syrena Apartamenty na Woli.

Nasza inwestycja jest zlokalizowana na granicy Śródmieścia i Woli u zbiegu ulic Karolkowej oraz Jaktorowskiej. W środku znajdzie się 100 mieszkań w tym 8 lokali usługowych, które dzięki świetnej lokalizacji oraz okrągłej bryle budynku będą posiadać bardzo dobrą ekspozycję. Ponadto w naszej ofercie są przygotowane również nietypowe projekty typu duplex. Są to mieszkania dwupoziomowe o podwyższonym standardzie z ogromnymi tarasami i oddzielnymi wejściami z dwóch pięter– twierdzi Fernando de Zuniga z inwestycji Syrena Apartamenty na Woli.

Ponad 250 mieszkań wprowadził na rynek deweloper SGI w inwestycji Moja Malta
w Poznaniu. Kaskadowy budynek będzie miał od 6 do 15 kondygnacji. W sąsiedztwie inwestycji znajduje się Jezioro Maltańskie, Park Tysiąclecia oraz Ogród Zoologiczny.

Spółka Murapol uruchomiła sprzedaż w drugim etapie inwestycji Osiedle Winogrady

przy ul. Hawelańskiej w Poznaniu, w sąsiedztwie Parku Cytadela. W ramach I etapu wybudowanych zostało 236 mieszkań. Drugi etap zakłada realizację budynku, w którym znajdą się 243 lokale. Do każdego będzie przynależał balkon lub ogródek.

Następną dużą inwestycją spółki Murapol jest inwestycja Garbarnia,przy ul. Rydlówka
na krakowskich Dębnikach. W pierwszym etapie wybudowane zostaną cztery budynki, w których znajdzie się 196 mieszkań. Dębniki to kolejna krakowska lokalizacja, która cieszy się dużym zainteresowaniem deweloperów.

Duża nowa inwestycja pojawiła się również w Gdańsku – deweloper BPI Polska rozpoczął sprzedaż w trzecim etapie inwestycji Cztery Oceany (Ocean Spokojny), w którym znajdą się 193 mieszkania, wszystkie posiadać będą balkony.

LC Corp, również w dzielnicy Krowodrza w Krakowie rozpoczął sprzedaż w projekcie
5 Dzielnica. Jest to pierwszy etap inwestycji, w którym zaplanowano 187 mieszkań. Docelowo na 6-cio hektarowej działce ma powstać ok. 2 tys. mieszkań. Drugi etap ma ruszyć jeszcze w tym roku.

Ranking największych inwestycji zamyka wrocławska inwestycja Krzycka dewelopera
Dach Bud, w której znajdą się 142 mieszkania. Jest to największa inwestycja wprowadzona na lokalny rynek w II kw. 2015 r.

Warto zwrócić uwagę, że największe nowe inwestycje, które pojawiły się w ofercie deweloperów, znajdują się w atrakcyjnych lokalizacjach (bliskość centrum, dostępność komunikacji miejskiej i terenów rekreacyjnych), np. na warszawskiej Woli, Mokotowie
czy krakowskiej Krowodrzy. Większość to zupełnie nowe projekty, które w przyszłości mogą być uzupełnianie o kolejne etapy. Najwięcej dużych inwestycji pojawiło się w Warszawie i w Krakowie.

Grupa Emmerson S.A.

Ceny nowych mieszkań po I półroczu 2015 r.

Czy w dalszym ciągu mamy do czynienia ze stabilizacją cenową? A może ceny już zaczęły się zmieniać? W których miastach rosną, a gdzie doszło do obniżek? Sprawdźmy, jak przez pierwsze sześć miesięcy br. zmieniły się ceny na rynku pierwotnym.

W trakcie pierwszej połowy 2015 r. wahania poziomu średniej ceny mieszkań oferowanych przez deweloperów przebiegały w zróżnicowanych kierunkach na poszczególnych rynkach. Można wyróżnić trzy grupy rynków. Miasta, gdzie przeciętna cena zauważalnie wzrosła w porównaniu do końca 2014 r., rynki gdzie obserwowana była stabilizacja cenowa oraz takie, gdzie doszło do przeceny.

W pierwszej grupie znalazły się Warszawa, Kraków i Gdańsk. Szczególnie to ostatnie miasto mocno zwyżkowało w badanym okresie, w rezultacie czego zdołało wyraźnie prześcignąć Wrocław pod kątem wysokości poziomu średniej ceny. Warto również zwrócić uwagę na fakt, iż obecnie średnia cena w Gdańsku jest najwyższa od końca 2011 r. Najdroższe rynki, czyli Warszawa i Kraków zdrożały jeszcze bardziej. W Warszawie przeciętny poziom cen zbliżył się do 8,3 tys. zł/mkw., a w Krakowie kupujący powinni przygotować się na wydatek średnio 6,8 tys. zł/mkw.

Mimo iż warszawskie ceny są najwyższymi w Polsce to nadal można znaleźć na tym rynku inwestycje mieszkaniowe o podwyższonym standardzie, mieszczące się w tym przedziale.

Nasza inwestycja, Bobrowiecka 10, zlokalizowana jest na prestiżowym Dolnym Mokotowie. W swojej ofercie posiadamy mieszkania, których ceny zaczynają się już od 7 780 zł/mkw.- zaznacza Krzysztof Kołakowski z inwestycji Bobrowiecka 10.

Drugą grupę stanowią Poznań, Wrocław i Katowice. Tu ceny w ostatnim półroczu nie uległy zauważalnym zmianom. W przypadku stolicy Dolnego Śląska oznacza to balansowanie średniego poziomu ceny na granicy 6 tys. zł/mkw.

Poziom średniej ceny na koniec I połowie 2015 r.
Zmiana I połowa 2015 r. /II połowa 2014 r.
Warszawa 8 282 3,4%
Kraków 6 783 1,3%
Poznań 6 456 -0,4%
Gdańsk 6 279 5,6%
Wrocław 6 012 0,9%
Katowice 5 327 -0,9%
Łódź 4 804 -1,0%

Grupa Emmerson

Czerwiec najlepszym miesiącem na amerykańskim rynku nieruchomości

Na rynku amerykańskim czerwiec był najlepszym miesiącem pod względem liczby sprzedanych nieruchomości mieszkaniowych, jak i osiąganych cen w roku 2015.

Liczba sprzedanych w czerwcu nieruchomości mieszkaniowych jest najwyższa począwszy od 2008 r. Obserwowany 5-miesięczny trend wzrostowy sprzedaży na rynku mieszkaniowym występuje zarówno we wzrostach sprzedaży w stosunku do poprzedniego miesiąca, jak i w stosunku do analogicznego miesiąca roku poprzedniego.

Wzrost liczby transakcji w czerwcu 2015 w stosunku do maja 2015 wynosił 14,3%, a w stosunku do czerwca 2014 – 12%. Najwyższe tendencje wzrostowe wykazywały Richmond, VA (+29.8%) i Boise, ID (+25.8%).

Średnia cena transakcyjna wyniosła 224,671 USD i była wyższa o 7,4% w porównaniu z czerwcem ubiegłego roku. Największe wzrosty cen obserwowane były w Denver, CO (+14.8%) oraz Miami, FL (+13.3%).

Liczba dni na rynku dla wystawionych ofert nieruchomości sprzedanych w czerwcu zmniejszyła się. W czerwcu 2015 wynosiła przeciętnie 58 dni. W analogicznym okresie poprzedniego roku wynosiła 62 dni. Najkrótszy czas obecności na rynku dla nieruchomości sprzedanych w czerwcu 2015 był w San Francisco i Denver, gdzie potrzeba było tylko 22 dni, aby oferta znalazła nabywcę.

Pomimo, że liczba nowych ofert nieruchomości wystawionych na rynek w czerwcu 2015 r. nieznacznie wzrosła (0,8% w stosunku do maja 2015) to całkowita liczba ofert nieruchomości była o 11,8% niższa niż w czerwcu roku poprzedniego.

RE/MAX National Housing Report wydawany jest co miesiąc od sierpnia 2008 r. Raport opiera się na danych z systemu MLS i obejmuje wszystkie typy nieruchomości mieszkaniowych dla około 53 metropolii w USA.

Chiński smok sprzyja niedźwiedziom

Wskaźnik PMI za lipiec sygnalizuje dalsze pogłębianie się dekoniunktury w chińskim przemyśle. Jego mocny spadek do 47,8 punktu pogorszył nastroje w samych Chinach, gdzie indeks ponad 1 proc. Bardziej spokojna była reakcja na rynkach surowcowych, spodziewających się prawdopodobnie działań pobudzających gospodarkę ze strony chińskich władz. Kontrakty na ropę i miedź zniżkowały po publikacji danych o kilka dziesiątych procent.

Wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu wzrósł nieco mocniej niż się spodziewano. Pozwoliło to na lekki wzrost notowań złotego wobec głównych walut. Warszawska giełda rano korygowała nieznacznie piątkową silną zwyżkę indeksów, ale dobre dane pomagały utrzymać się im rano na wysokim poziomie.

Kurs euro stabilizuje się w pobliżu 1,1 dolara, w oczekiwaniu na przypadające na koniec tygodnia publikacje danych o sytuacji na amerykańskim rynku pracy. Po miesiącu przerwy ruszył handel na giełdzie w Atenach. Indeks zaczął od spadku o ponad 20 proc., a akcje największych banków taniały po 30 proc.

Indeks PMI dla przemysłu francuskiego obniżył się zgodnie z oczekiwaniami poniżej 50 punktów, a w przypadku niemieckiego zanotowano jedynie symboliczny spadek, co stanowiło pozytywne zaskoczenie. Lepiej niż się spodziewano wypadł też wskaźnik dla całej strefy euro, choć minimalnie obniżył się w porównaniu do odczytu z czerwca.

 

Nowy Jedwabny Szlak – Chińczycy dołączają do światowej elity

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Współcześnie jedynie dwa kraje na świecie zdołały zbudować sprawny i dobrze zorganizowany system globalnej ekspansji – Stany Zjednoczone oraz Niemcy. Waszyngton, porzucając politykę izolacjonizmu, przyoblekł swoje mocarstwowe aspiracje w pojęcie tzw. „obrony demokracji”, natomiast zaodrzańskie elity opracowały koncepcję Unii Europejskiej – opresyjnego tworu europejskiej martyrologii, będącej narzędziem szantażu emocjonalnego państw, które rzekomo „zapomniały” o tragedii II Wojny Światowej. Teraz, do pierwszej ligi czołowych propagandzistów dołączyły Chiny ze swoim Nowym Jedwabnym Szlakiem. Paradoksalnie może to być pierwszy tego typu projekt, który realnie poprawi kondycję polskiej gospodarki oraz całego regionu Europy Środkowo – Wschodniej.

Po zakończeniu II Wojny Światowej, pośród opadającego pyłu i ton gruzu, zaczęły kiełkować nowe koncepcje międzynarodowej ekspansji – polityki neoimperialnej. Oczywiste wówczas nastroje pacyfistyczne, uniemożliwiając stosowanie agresywnej retoryki zogniskowanej wokół nacjonalistycznego szowinizmu, skłaniały projektantów nowego ładu do stosowania nieco bardziej wysublimowanych form ekspresji. Form, które wpisywałyby się w powszechną (wśród zwykłych obywateli) potrzebę pokoju i współpracy. Tak oto, w zaciszu gabinetów, powstały programy kolonizacji polityczno – gospodarczej na miarę XX w., materializujące się obecnie w strukturach Unii Europejskiej, a także amerykańskiej doktrynie „obrony demokracji” na Świecie. Oba te zjawiska są ewidentnym – choć niełatwym do obnażenia – narzędziem realizacji racji stanu Niemiec oraz Stanów Zjednoczonych. Tradycyjna, transatlantycka, dominacja powoli dobiega jednak końca. Do gry wchodzi bowiem niezwykle groźny gracz, który z pewnością znokautuje cherlawe gospodarki zasilane wspomnieniami o świetlanej PRZESZŁOŚCI. Mowa tu o Chinach – niezwykle pragmatycznych, młodych i kreatywnych, a przy tym pielęgnujących swoje cywilizacyjne korzenie. Idea Nowego Jedwabnego Szlaku jest emanacją powszechnego w Państwie Środka sposobu myślenia, wyćwiczonego w korzystaniu z bogatych zasobów kultury, doświadczenia poprzednich pokoleń i umiejętności adaptacji do współczesnych wyzwań. Wszystkie te wartości wydają się obce mieszkańcom Starego Kontynentu i – niestety – coraz częściej obywatelom Stanów Zjednoczonych, hołubiącym niebezpiecznym, socjalistycznym rozwiązaniom powszechnym w Unii Europejskim. Ale od początku…

Wojujący aksjomat, czyli Wujek Sam w obronie demokracji

Porzucona wraz z atakiem Japonii na Pearl Harbour amerykańska polityka izolacjonizmu, po zakończeniu działań wojennych domagała się wdrożenia efektywnej alternatywy, wpisującej się w główny nurt etyczny panujący wówczas po obu stronach Atlantyku. A ten oparty był na subiektywnych (relatywistycznych) wartościach demokratycznych obejmujących swoim zasięgiem cały katalog postaw, norm i systemów wartości, który – co naturalne – wpisywał się w kod kulturowy właściwy dla cywilizacji europejskiej wyrastającej z grecko – rzymskiego antyku, raczej niezrozumiałej dla mieszkańców Azji, a tym bardziej Bliskiego Wschodu. Stany Zjednoczone dostrzegając panujący wówczas trend w ucywilizowanej części Świata, postanowiły zatem osadzić swój mocarstwowy apetyt w ramach misji szerzenia na świecie „jedynie słusznego” ustroju demokratycznego, a wszystkich jego wrogów siłą nawracać niezależnie od tradycji politycznej danego regionu. Oczywiście mechanizm amerykańskiego altruizmu oraz zapał w upowszechnianiu zdobyczy cywilizacyjnych, nie był żadną nowością i do złudzenia przypominał kolonizację Afryki pod przykrywką wyswobodzenia dzikusów z okowów obskurantyzmu. Tak oto demokracja stała się środkiem do rozszerzenia wpływów polityczno – gospodarczych wszędzie tam, gdzie Stany Zjednoczone widziały swój żywotny interes. Wietnam, Afganistan, Kuwejt, Irak, Iran – to tylko nieliczne przykłady realizacji racji stanu wytycznej przez elity z Białego Domu. Wszystkie te kraje dysponowały bowiem jakimś dobrem, materialnym lub niematerialnym, które przyciągało „dobrotliwe” oko Wuja Sama. O dziwo we wszystkich też zagrożona była demokracja albo mieszkańcy uporczywie „domagali się” jej wprowadzenia. Niestety Syria tego szczęścia nie miała.

Unia Europejska – duch bohaterów II Wojny Światowej na usługach oprawców

Kolejnym wybitnie ciekawym tworem mogącym służyć za doskonały przykład zbiorowej makromanipulacji, jest Unia Europejska – niemiecki wehikuł inwestycyjno – kolonizacyjny wymierzony przeciwko państwom Starego Kontynentu. W tym przypadku sprawa jest jednak bardziej delikatna: mitem założycielskim pozostaje tutaj bowiem tragedia II Wojny Światowej, a więc trauma dziesiątków milionów ludzi poszkodowanych przez Niemców, zwanych w oficjalnym przekazie medialnym nazistami. Fakt ten wcale nie przeszkadza rządowi w Berlinie, aby wszystkie „niesforne” państwa członkowskie ufundowanej przez siebie organizacji, szantażować/dyscyplinować tzw. duchem europejskiej solidarności. Mechanizm wydaje się niezwykle prosty – każdy, kto choć trochę wykroczy poza ramy narzucone przez organy Unii Europejskiej (szczególności Komisji Europejskiej), musi liczyć się z powszechnym ostracyzmem i obarczeniem winą za dewastowanie dorobku kultury europejskiej. Przykładów ewidentnego podporządkowywania słabszych państw wizji opracowanej za Odrą, nie trzeba szukać daleko – jednym z nich jest konflikt Brukseli z Viktorem Orbanem, czy, niewątpliwie efektowny oraz bezprecedensowo kuriozalny, kryzys w Grecji. Naturalnie w żadnym z nich nie chodziło o bezinteresowne wsparcie bratnich narodów europejskich, a o twarde interesy niemieckiego sektora bankowego, a zatem o kondycji całej niemieckiej gospodarki, która wpompowała miliardy w greckie banki mając nadzieje na solidną stopę zwrotu z „inwestycji”. Pech chciał, że mieszkańcy Hellady wykazali się niezwykłą kreatywnością w finansowych malwersacjach, co do dziś odbija się czkawką żelaznej Merkel. Na koniec nie można zapomnieć także o samych negocjacjach pomiędzy Trojką a rządem Ciprasa. Stanowią one bowiem niezwykle jaskrawy przykład rzeczywistej natury Unii Europejskiej. Okiem zewnętrznego obserwatora całość przypominała najlepszy kabaret – Berlin chcąc „dobra” Grecji, zmuszał premiera Ciprasa do wdrożenia zbawiennych reform, które ten odrzucał. Należy więc przyjąć, że działał na szkodę współobywateli, ciesząc się jednocześnie niebotycznie wysokim poparciem w kraju. Nie można oczywiście pomijać socjalistycznej naiwności samych Greków, niemniej jednak taka konstrukcja przekazu w mediach każe postawić sobie pytanie, o co właściwie chodzi? Czy o swobodę i dobrobyt ludności Hellady, czy też o partykularne interesy Niemców, których Cipras realizować nie chce?

Nowy Jedwabny Szlak – Chiński Smok kontratakuje

Zgoła inaczej do kwestii rozszerzania wpływów, a tym samym do budowania imperialnej potęgi, podchodzą Chińczycy. Zamiast dokooptowywać do swojej polityki zagranicznej wątpliwe, relatywne wartości moralne, w realizowanych działaniach propagandowych wolą skoncentrować się przede wszystkim na niezwykle pragmatycznej – i poniekąd uniwersalnej – kwestii, jaką jest wzrost gospodarczy stymulowany przez ożywiony transport międzynarodowy oraz gigantyczne inwestycje infrastrukturalne. Innymi słowy, Pekin wybrał trzecią drogę – oprawę podporządkowywania sobie państw, polegającą na uzależnianiu od chińskiego kapitału, a następnie wtłaczaniu do własnej przestrzeni wpływów ekonomicznych. Oczywiście nie zapomniano o przykrywce kulturalno – obyczajowej materializującej się w licznych konferencjach, sympozjach, czy szczytach ekonomicznych, niemniej jednak główna oś działań zlokalizowana jest w procesach gospodarczych i transferze kapitału. Plan przewodniczącego Xi Jinping’a przypomina nieco pierwotny zamysł Ojców Założycieli Unii Europejskiej, jednak szczęśliwie brakuje w nim założeń silnej ekspansji kulturowej, która na Starym Kontynencie przybrała obecnie patologiczny wymiar, przyćmiewając niekiedy kwestie zdroworozsądkowej ekonomii. Nowy Jedwabny Szlak – obecnie flagowy projekt Państwa Środka, wprost nawiązuje do szlaku handlowego łączącego niegdyś Chiny z Europą i określa ramy, w jakich to azjatyckie mocarstwo będzie realizowało swoje strategiczne interesy. Wprost też określa zachodni kierunek natarcia, co już za kilka lat może wywołać szereg konfliktów, o których teraz w ogóle się nie wspomina. Z punktu widzenia Europy  Środkowo – Wschodniej, będącej dotychczas w obszarze wpływów dwój państw regionu transatlantyckiego – Stanów Zjednoczonych i Niemiec, dołączenie kolejnego gracza (Chin) oznacza nie lada problem. Ta część Starego Kontynentu stanie się bowiem teatrem zmagań pomiędzy trzema głównymi siłami w obecnym układzie stosunków międzynarodowych. Taki scenariusz jest Polakom nader dobrze znany! Z drugiej jednak strony, aspiracje Pekinu mogą przynieść sporo korzyści stanowiąc impuls do ożywienia ekonomicznego nieco ospałych europejskich gospodarek. Intensyfikacja wymiany handlowej z Państwem Środka poprzez rozbudowanie szlaków dystrybucji towarów – w tym rozbudowy magistrali kolejowej – to ogromna szansa dla polskiego przemysłu spożywczego, rolniczego oraz usług. Już teraz obserwuje się wzmożony eksport towarów do Chin, gdzie z roku na rok nasze krajowe produkty zyskują coraz większa popularność przyczyniając się do systematycznego zwiększania produkcji. Tylko na przestrzeni ostatnich siedmiu lat wartość artykułów wywożonych do Państwa Środka zwiększyła się z 20 mln do 165 mln euro, co wskazuje na gigantyczny potencjał rozwojowy. Nowy Jedwabny Szlak to także spore możliwości w kontekście pozyskania kapitału inwestycyjnego oraz nowych technologii, których nad Wisłą, ale i w całym regionie Europy Środkowo – Wschodniej, nadal bardzo brakuje. Polska, powinna szczególnie zabiegać o chińskie doświadczenie w zakresie budownictwa niskokosztowego – według niektórych szacunków, deficyt mieszkań w naszym kraju oscyluje w granicach 1.5 mln stanowiąc poważne wyzwanie w polityce społecznej. Wreszcie, współpraca z ChRLD to potencjalnie niebotyczne sumy wpompowywane w polską infrastrukturę, która w planach Xi Jinping’a ma stanowić punkt przeładunkowo – logistyczny, a także bazę dystrybucyjną na Europę Zachodnią. Zagęszczenie korytarzy transportowych z pewnością przyczyni się do obniżki cen wielu produktów (szczególnie tych spożywczych), co następnie będzie miało przemożny wpływ na wzrost rodzimej produkcji i zatrudnienia.

Dopóki postkomunistyczne kraje Europy Środkowo – Wschodniej nie opracują własnej koncepcji  rozwoju i ekspansji zagranicznej, dopóty skazane będą na łaskę lub niełaskę światowych mocarstw. Pozostaje jedynie wierzyć, że chińska dominacja odznaczy się większym pragmatyzmem i tchnie nowe życie w skostniałe systemy Starego Kontynentu. Wszak wolnorynkowa konkurencja jest jedynym remedium na opasłe brzuchy sytych eurokratów, którzy karmiąc obywateli utopijnymi wizjami w stylu Saint Simona, nie widzą potrzeby realnych zmian.

Przyjaźń z Chińczykami, choć szorstka – bo oparta na interesach – z pewnością jest możliwa…

 

Kaufingerstrasse najliczniej odwiedzaną ulicą handlową w Niemczech

Monachijska Kaufingerstrasse powtórzyła swoje doskonałe wyniki z poprzednich lat i w 2015 roku utrzymała pozycję najczęściej odwiedzanej ulicy handlowej w Niemczech – wynika z badania natężenia ruchu pieszego przeprowadzonego przez BNP Paribas Real Estate w odniesieniu do 92 ulic handlowych w 27 miastach[1].

„Kaufingerstrasse jest nie do pokonania pomimo faktu, iż jej rywalki depczą jej po piętach. Pozycję lidera zapewniła ilość 12 286 pieszych na godzinę, co jest potwierdzeniem jej ogromnej siły przyciągania i atrakcyjności” – komentuje Christoph Scharf, Dyrektor Zarządzający oraz Dyrektor Działu Powierzchni Handlowych BNP Paribas Real Estate Germany.Monachijska Kaufingerstrasse

Drugie miejsce również zajęła ulica monachijska: liczba odwiedzających Neuhauser Strasse wyniosła 11 738, tak więc w tym roku stolica Bawarii może pochwalić się podwójnym zwycięstwem. Oznacza to, iż Schildergasse w Kolonii – druga pozycja w roku 2014 – została zepchnięta na trzecie miejsce z wynikiem 10 940 odwiedzających, co jest rezultatem minimalnie lepszym niż ten osiągnięty przez najlepszy adres we Frankfurcie, czyli Zeil, ulicę odwiedzaną przez 10 910 osób na godzinę. Do grupy pięciu najlepszych dołączyła w tym roku Georgstrasse w Hannoverze, która przesunęła się w górę o dwie pozycje z wynikiem 9 754 odwiedzających na godzinę i bardzo niewiele dzieliło ją od wyniku pięciocyfrowego. Chociaż w ujęciu rok do roku na powyższej liście odnotować można niewielkie zmiany, to możemy zdecydowanie mówić o dosyć stabilnej sytuacji, jako że cztery z pięciu najlepszych ulic handlowych zeszłego roku ponownie znalazły się w grupie najlepszych, czym potwierdziły swoją pozycję wiodącą.

„Mimo, że istnieje wiele czynników, takich jak pogoda, przeprowadzane prace budowlane lub specjalne wydarzenia, które mogą wpłynąć na wyniki badania i doprowadzić do tego, iż w rozrachunku rocznym liczba odwiedzających będzie się zmieniać, a tym samym zadecydować o ostatecznym kształcie rankingu, to jednak przedstawione wyniki wskazują na istnienie wyraźnych trendów i hierarchii, dzięki którym można wyciągnąć odpowiednie wnioski co do popularności oraz potencjału w zakresie osiąganych obrotów najważniejszych adresów. Dlatego badania natężenia ruchu pieszego są dla sprzedawców dodatkowym i pomocnym narzędziem przy podejmowaniu decyzji lokalizacyjnych oraz inwestycyjnych. Różnorodność oraz jakość dzielnic handlowych w wielu niemieckich miastach nadal działają jak magnes na klientów, dla których atrakcyjność miejsca, a także sam proces dokonywania zakupów, są ważnymi czynnikami. Zakupy internetowe to jedno, jednakże nadal pozostają pewne rzeczy, które nie podlegają zmianom” – mówi Christoph Scharf.

[1] Aachen, Berlin, Bonn, Brunszwik, Brema, Kolonia, Dortmund, Drezno, Düsseldorf, Erfurt, Essen, Frankfurt, Hamburg, Hanower, Heidelberg, Karlsruhe, Lipsk, Moguncja, Mannheim, Monachium, Munster, Norymbergia, Osnabrück, Stuttgart, Trewir, Wiesbaden oraz Würzburg

Pierwsze podanie spalin do IMOS w elektrociepłowni Gdyńskiej EDF Polska

Pięciokrotne zmniejszenie emisji tlenków siarki i kilkukrotna redukcja emisji pyłu to kolejny krok w kierunku polepszenia jakości powietrza w Trójmieście. Taką poprawę parametrów spalin, emitowanych przez Gdyńską Elektrociepłownię, gwarantuje nowo wybudowana Instalacja Mokrego Odsiarczania Spalin. Podobna instalacja od 3 czerwca działa już w Elektrociepłowni Gdańskiej. Inwestorem instalacji jest EDF Polska S.A.,  a wykonawcą – RAFAKO S.A. 28 lipca 2015 r. nastąpił moment pierwszego podania nieoczyszczonych spalin na nową instalację w Gdyni.

Zespół realizujący inwestycję w Elektrociepłowni Gdyńskiej EDF Polska
Zespół realizujący inwestycję w Elektrociepłowni Gdyńskiej EDF Polska

– EDF Polska stawia sobie za cel ochronę środowiska, a instalacja odsiarczania spalin doskonale się w ten plan wpisuje. Jej uruchomienie pozwoli na kilkukrotne zmniejszenie emisji tlenków siarki i pyłu. Absorber instalacji przejmie w 100 proc. spaliny z naszych urządzeń: dwóch bloków energetycznych i kotła wodnego – tłumaczy Krzysztof Świtlik, dyrektor Departamentu Technicznego Oddziału Wybrzeże EDF Polska S.A. Instalacja Mokrego Odsiarczania Spalin przyczyni się do znacznej poprawy jakości powietrza, pozwoli też na dotrzymanie norm emisyjnych. Zaostrzone wymogi zaczną obowiązywać z początkiem 2016 roku.

– Start ruchu regulacyjnego IMOS-u w Gdyni przebiegł bezproblemowo. Prace realizujemy zgodnie z harmonogramem. Rozruch „na gorąco” to kolejny etap, obejmujący optymalizację pracy instalacji – powiedział, w chwilę po przełomowym dla realizacji inwestycji momencie, Wojciech Piechnik, dyrektor projektu IMOS EDF w RAFAKO S.A.

Instalacja w Gdyni jest jedną z czterech, jakie RAFAKO S.A. realizuje dla EDF Polska. Pozostałe inwestycje środowiskowe dotyczą odsiarczania w elektrociepłowniach w: Gdańsku, Krakowie i Wrocławiu. Gdyńska jest wśród nich instalacją najmniejszą, a co za tym idzie, bardzo interesującą technologicznie. – Jesteśmy bardzo ciekawi tego, jak ta instalacja zachowa się podczas procesów optymalizacji w trakcie ruchu regulacyjnego. Im mniejsza instalacja, tym zmiany parametrów urządzeń w trakcie pracy zachodzą szybciej – wyjaśnia Roman Cielecki, dyrektor budowy RAFAKO S.A. dla IMOS Gdańsk i Gdynia, który przypomina, że w gdyńskiej elektrociepłowni pracują 3 kotły, wyprodukowane przez RAFAKO S.A. w latach 70-tych. – Realizacja tej inwestycji jest naszym symbolicznym powrotem do Gdyni – dodaje R. Cielecki.

Budowa instalacji odsiarczania była ogromnym przedsięwzięciem logistycznym. Na placu budowy od sierpnia 2013 roku przez 1 mln 500 tys. roboczogodzin pracowało kilkaset osób. Wykorzystano prawie 3500 ton stali zbrojeniowej i konstrukcyjnej, 11 tys. m3 betonu i ok. 120 km kabli. Największy dźwig użyty przy budowie instalacji miał 350 ton udźwigu, a wysokość żurawi sięgała 120 m. To był ogrom pracy i wyzwań, jakim z powodzeniem stawili czoła pracownicy RAFAKO S.A.

Realizacja projektu wymagała dużego doświadczenia i wiedzy, jaką posiadają eksperci z RAFAKO S.A., którzy podobne instalacje z powodzeniem realizują na całym świecie. To także okazja do  zawodowego wdrożenia się dla najzdolniejszych, młodych inżynierów. Justyna Kucharek, specjalista d/s obsługi budowy IMOS Gdynia, która pracowała ramię w ramię z kierownikiem budowy, przyznaje, że bywały dni, w których drzwi biura właściwie się nie zamykały. – Byłam pierwszą osobą, do której przychodzili wszyscy zainteresowani budową. To były setki pytań i szybkich problemów do rozwiązania. To nie była moja pierwsza budowa, ale najważniejsza, bo ta inwestycja nie ma sobie równych w Gdyni – podkreśla młoda inżynier.

Inwestycja takich rozmiarów wiąże się z koniecznością prowadzenia obszernej dokumentacji. – W samym szczycie przychodziło po kilkadziesiąt projektów wykonawczych dziennie. W sumie w biurze budowy mamy ich ok. 340. Do tego dochodzą dokumentacje jakościowe, techniczno – ruchowe i protokoły odbioru. To miliony kartek, którymi trzeba było się zająć – wspomina Karolina Zamiar, specjalista d/s dokumentacji technicznej w biurze budowy IMOS Gdynia. – Młodzież, z którą mamy tu do czynienia jest świetnie przygotowana do pracy, m.in. pod względem technicznym, znajomości języków obcych, jest pełna zapału. Potrzebuje jednak kogoś, kto podzieli się swoim doświadczeniem i poprowadzi. Dla mnie była to ogromna radość towarzyszyć tym młodym inżynierom w początkach ich zawodowej kariery – mówi Roman Cielecki z RAFAKO.

Sukces, jakim niewątpliwe jest pomyślne podanie spalin do instalacji sprawił, że radości z tego faktu towarzyszyła nutka żalu. – Przez cały czas realizacji prac, dzięki kierownictwu i całemu zespołowi panowała tu świetna atmosfera. Teraz będziemy musieli się pożegnać – przyznaje Maria Bartnikowska, która w czasie budowy przyjmowała i rozdzielała dostawy wszystkich elementów instalacji.

Budowę instalacji trzeba było pogodzić z codziennym funkcjonowaniem elektrociepłowni, jak i nie zawsze sprzyjającymi warunkami atmosferycznymi. Wyzwaniem był m. in. silny wiatr, który zwłaszcza tu, w części portowej Gdyni, bywa szczególnie dokuczliwy. – Elementów wielkogabarytowych nie można montować przy silnym wietrze. Ograniczenia podczas prac budowlanych, spowodowane prędkościami wiatru występowały tu częściej, niż na innych obiektach – potwierdza Roman Cielecki.

Nowo powstała instalacja jest z daleka widoczna dla mieszkańców Gdyni i turystów odwiedzających Trójmiasto. Znakiem rozpoznawczym jest 110 metrowy komin, który – tu ciekawostka – montowany był metodą wypychania, a więc górna jego część została zamontowana jako pierwsza. Ekologiczna inwestycja cieszy się sporym zainteresowaniem ze strony mieszkańców, czego dowiodły dni otwarte w Elektrociepłowni Gdynia. – Z naszego zaproszenia w czerwcu skorzystało ponad 500 osób – relacjonuje Krzysztof  Świtlik z EDF Polska S.A.

Zakres prac dla IMOS Gdynia obejmuje realizację „pod klucz” czyli kompleksowe zaprojektowanie, dostawę urządzeń i wyposażenia, budowę i montaż oraz rozruch instalacji oraz  przekazanie jej do eksploatacji. Za rozruch instalacji, podobnie jak w Gdańsku, odpowiedzialna jest firma Energotherm Consulting z Przeźmierowa, koło Poznania. – Są to dla nas kluczowe projekty. Od dłuższego czasu współpracujemy z RAFAKO S.A. na wielu płaszczyznach i bardzo cenimy sobie tę współpracę – mówi Cezary Polski, prezes zarządu firmy Energotherm Consulting.

 

W pozostałych inwestycjach środowiskowych realizowanych w tym portfelu zamówień przez konsorcjum RAFAKO S.A. i PBG S.A. dla EDF Polska w Gdańsku, Krakowie i Wrocławiu także z powodzeniem, w ostatnich dniach lipca, rozpoczęto ruch regulacyjny. Zgodnie z harmonogramem prac, instalacje zostaną oddane do użytku najpóźniej z końcem października. Łączna wartość kontraktu, czyli wszystkich czterech instalacji wynosi 947 mln złotych brutto.

 

Instalacje oczyszczania spalin są jednym z kluczowych elementów obiektów energetycznych, których celem jest ochrona środowiska poprzez ograniczenie emisji do atmosfery szkodliwych substancji, m.in. tlenków siarki, azotu, CO2 i pyłów, które są efektem spalania węgla. RAFAKO S.A. jest doświadczonym projektantem i wytwórcą instalacji odsiarczania, odazotowania i odpylania. W zakresie odsiarczania spalin RAFAKO S.A. oferuje systemy redukcji metodą półsuchą i mokrą w oparciu o własne know-how. Łącznie wybudowało już kilkadziesiąt reaktorów odsiarczania z potwierdzonymi przepływami spalin dla metody mokrej do 2 800 000 mN3/h oraz uzyskiwanymi sprawnościami usuwania SO2 dochodzącymi do 99 proc.

 

Grupa EDF to obecnie największy w Polsce zagraniczny inwestor w sektorze energii elektrycznej i cieplnej oraz jeden z największych w kraju odbiorca węgla. W skład Grupy wchodzą elektrociepłownie w Gdańsku, Gdyni, Krakowie, Wrocławiu, Zielonej Górze, Toruniu oraz Rybniku. EDF w Polsce obecnie posiada 10-procentowy udział w rynku energii elektrycznej oraz 15-procentowy w rynku ciepła sieciowego. Łącznie Grupa zatrudnia blisko 3000 osób.

Poland IT Meeting – Wrocław 24-26 września 2015 roku

Już we wrześniu tego roku Wrocław stanie się stolicą branży IT. Specjaliści z całej Europy i Bliskiego Wschodu przyjadą na Dolny Śląsk, by wziąć udział w Poland IT Meeting – pierwszym wydarzeniu w tej części Europy, którego formuła, pozwalająca na odbycie licznych indywidualnych spotkań pomiędzy uczestnikami z branży, sprzyja budowaniu relacji.Poland IT Meeting

Powodów, by przyjechać do Wrocławia na to spotkanie jest wiele, zwłaszcza, iż jest to pionierskie wydarzenie w branży IT. O jego formule opowiada Rafał Wójcicki, Dyrektor Zarządzający Poland IT Meeting: „Innowacyjność projektu opiera się na odejściu od tradycyjnej formy konferencji, gdzie bierni słuchacze uczestniczą w prelekcjach i długich wykładach. Poprzez specjalną aplikację, nasi uczestnicy mają szansę zorganizować nawet 30 indywidualnych spotkań z obecnymi i potencjalnymi partnerami biznesowymi w półgodzinnych slotach czasowych. Poland IT Meeting ma promować ideę, która już od dłuższego czasu funkcjonuje na Zachodzie: nie ma dobrej współpracy bez solidnego fundamentu, jakim jest pozytywna relacja. Ta zasada przekłada się na wszystkie branże i musimy o niej pamiętać, chcąc efektywnie zarządzać firmą. Ugruntowana relacja może zaowocować wieloletnią współpracą. To naturalne, że chcemy pracować z ludźmi, których znamy.”

Kierownik Działu Marketingu firmy Incom S.A., Magdalena Zając-Krzyżoś dodaje: „Świeża formuła, możliwość spotkania z kluczowymi osobami branży z całej Europy oraz umiejscowienie spotkania w naszym rodzimym Wrocławiu spowodowały, że chętnie zaprosimy do rozmów naszych Partnerów biznesowych oraz osoby, które będą chciały rozpocząć z nami współpracę, korzystając ze świetnie przygotowanego zaplecza organizatorów przedsięwzięcia. Naszą firmę wyróżnia elastyczność, dynamika w działaniu oraz nowatorskie podejście, dzięki któremu kreujemy trendy oraz mamy realny wpływ nie tylko na polski rynek technologiczny. Poland IT Meeting świetnie wpisuje się w nasz sposób działania”.

Zainteresowani uczestnictwem mogą dokonać rejestracji na oficjalnej stronie Poland IT Meeting, na której znajdują się wszystkie niezbędne informacje. „Mamy nadzieję zgromadzić jak największą ilość przedsiębiorstw IT, by pokazać, że nasz rynek jest silny i otwarty na współpracę. To jedyna okazja, by spotkać tak wielu specjalistów najwyższych szczebli z największych firm IT w jednym miejscu.” – podsumowuje Rafał Wójcicki.

Facebook i Twitter pełne komentarzy o SKOK-ach – analiza

SKOK-i od dłuższego czasu są tematem politycznego sporu. Chętnie sprawę komentują także internauci. Tylko od pierwszego lipca w mediach społecznościowych na temat Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych opublikowano 37,4 tys. wzmianek – wynika z raportu przygotowanego przez „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”.

Afera ze Spółdzielczymi Kasami Oszczędnościowo-Kredytowymi trwa od marca, kiedy to podkomisja nadzwyczajna ds. SKOK zwróciła się do Kancelarii Prezydenta o dokumentację dot. wniosku Lecha Kaczyńskiego o zbadanie zgodności z konstytucją ustawy o SKOK-ach. I mimo że od tego zdarzenia minęło już pięć miesięcy, to temat nadal jest przedmiotem żywej dyskusji. W lipcu średnio dziennie na Facebooku i Twitterze pojawiło się ok. tysiąca wzmianek nawiązujących do wspomnianych instytucji.

Liczba wzmianek na Facebooku i Twitterze w których padała fraza SKOK 1 Lipca - 3 sierpnia 2015
Wykres 1. Zmiany w czasie ukazywania się publikacji na Facebooku i Twitterze, w których padała fraza „SKOK” w dniach 1.07-3.08.2015 r.

Zmiany aktywności internautów w obu analizowanych mediach są podobne – wzrost lub spadek liczby wzmianek można zauważyć w tym samym czasie.Jednak znacznie aktywniejsi są użytkownicy portalu Marka Zuckerberga. Na Facebooku opublikowano aż 29,1 tys. materiałów, a dla porównania na Twitterze – 8,3 tys. informacji.

Największa medialność instytucji w social media przypadła na 28 lipca i była związana z konferencją prasową Spółdzielczych Kas Oszczędnościowo-Kredytowych, podczas której zaprezentowano wyniki Kasy Stefczyka za 2014 rok. Tylko tego dnia na Facebooku i Twitterze pojawiło się 4,4 tys. materiałów. Kolejny pik odnotowano w ubiegły piątek w związku z wydaniem wyroku Trybunału Konstytucyjnego. Wyniósł on 3,1 tys. wpisów i komentarzy.

„SKOK” nr 1 na jedynkach*

W ubiegłym tygodniu o Spółdzielczych Kasach Oszczędnościowo-Kredytowych głośno było także na pierwszych stronach dzienników ogólnopolskich. Fraza „SKOK” została najczęściej występującym wyrazem w dniach od 27 lipca do 2 sierpnia. Dziennikarze wymienili wyraz aż 44 razy. W chmurze znalazły się także frazy „kas” oraz „KNF”, które odnotowały po 16 wzmianek.

Chmura wyrazów występujących najczęściej na jedynkach dzienników ogólnopolskich w dniach od 27.07-02.08.2015 r.
Chmura wyrazów występujących najczęściej na jedynkach dzienników ogólnopolskich w dniach od 27.07-02.08.2015 r.

*„Na jedynkach” – to chmura wyrazów najczęściej występujących na pierwszych stronach dzienników ogólnopolskich. Treść chmury odzwierciedla najważniejsze tematy, jakie przetoczyły się przez polskie media w danym tygodniu, a także sposób pisania o nich. Metodologia zakłada pominięcie tak zwanych „common words” – spójników, zaimków i innych słów, które nic nie mówią o tematyce podejmowanej przez media.

W chmurze wzięto pod uwagę treści ze wszystkich wydań danego tygodnia z pierwszych stron „Dziennika Gazety Prawnej”, „Faktu”, „Gazety Polskiej Codziennie”, „Gazety Wyborczej”, „Metra”, „Naszego Dziennika”, „Polski the Times”, „Rzeczpospolitej” i „Super Expressu”.

 

 

Niejednoznaczna sytuacja makro, ale lepsze wyniki spółek

O sytuacji makroekonomicznej na świecie i wynikach spółek giełdowych rozmawiamy z Radosławem Piotrowskim, Zarządzającym Funduszami Globalnymi oraz Robertem Ślepaczukiem, Szefem Inwestycji Ilościowych w Union Investment TFI.

Robert Ślepaczuk Szef Inwestycji Ilościowych w Union Investment TFI
Robert Ślepaczuk Szef Inwestycji Ilościowych w Union Investment TFI
Radosław Piotrowski
Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Jakie czynniki rzutują obecnie na zachowanie globalnych rynków finansowych?

R.P.: Problem grecki, jako jeden z głównych czynników ryzyka, zszedł chwilowo na dalszy plan. Za to wciąż odczuwalne są skutki chińskiego krachu. Mam wrażenie, że inwestorzy zbyt małą wagę przywiązują do wyników spółek za II kwartał 2015 r., szczególnie na rynkach rozwiniętych – zwłaszcza że inwestując na rynku akcji, „kupujemy” właśnie zyski spółek. Te zaś, jeśli spojrzymy na dotychczas opublikowane dane z USA, Europy i Japonii, są bardzo dobre. Wskaźnik EPS (określający wielkość zysku na jedną akcję) dla 76% amerykańskich spółek, które już opublikowały wyniki, okazał się lepszy od prognozowanego, a jego zagregowany wzrost wyniósł 3% r/r. Gdyby odjąć od tego sektor energetyczny, byłoby to aż 11% r/r. W Europie ok. 63% spółek zaraportowało EPS-y lepsze od spodziewanych, a w ujęciu absolutnym wzrosły one o 5% r/r (bez sektora energetycznego o 7% r/r). Prawdziwą gwiazdą jest jednak Japonia, gdzie wzrost r/r wyniósł aż 25% (choć „tylko” 58% spółek przebiło oczekiwania odnośnie do EPS-ów). Czekamy na publikację pozostałych raportów finansowych, jednak obraz, który wyłania się z dotychczasowych, jest pozytywny.

A jak można ocenić sytuację makroekonomiczną na świecie?

R.Ś.: Pomimo znacznych zawirowań na rynkach akcji i obligacji (wywołanych np. obawami o Grecję i załamaniem w Chinach) sytuacja w światowej gospodarce znacząco się nie zmieniła, choć pewne symptomy wymagają uważniejszej obserwacji. Ostatnie odczyty wskaźników PMI pokazują tendencję wzrostową w krajach strefy euro. Jednak wskaźniki wyprzedzające obliczane przez OECD sugerują, że sytuacja nie jest już taka jasna. Przynajmniej dla połowy krajów zaczynają się one pogarszać po bardzo długim okresie wzrostu. W poprzednich cyklach zwiastowało to możliwość słabszej koniunktury w kolejnych kwartałach. Jeśli jednak spojrzymy na zagregowane indeksy giełdowe z różnych krajów, zauważymy, że hossa na rynkach rozwiniętych trwa już 7 lat. Pewne pogorszenie sytuacji makroekonomicznej jest więc zrozumiałe, jednak nasze systemy nie generują jeszcze sygnałów odwrócenia trendu.

Czy ostatnie dane z amerykańskiej gospodarki zmieniają Państwa nastawienie do rynku w USA?

R.P.: Wzrost amerykańskiego PKB w II kwartale 2015 r. w tempie 2,3% okazał się nieco gorszy od oczekiwanego (2,5%), ale z kolei in plus zrewidowano odczyt za I kwartał (z -0,2% do +0,6%). Inflacja bazowa była wyższa, niż się spodziewano. Dane te zwiększają prawdopodobieństwo zacieśniania przez Fed polityki pieniężnej już od września. Reakcja rynków na to wydarzenie pozostaje dużą niewiadomą (ostatni raz z podwyżką stóp procentowych mieliśmy do czynienia ponad 9 lat temu). Scenariusz podwyżki byłby zgodny z naszymi dotychczasowymi prognozami dla USA.