Weryfikacja pracowników – nowy trend wśród polskich pracodawców

Najpopularniejszą, a w praktyce jedyną stosowaną przez polskie firmy formą weryfikacji pracownika i jego umiejętności jest okres próbny. Czyli de facto – sprawdzenie kandydata po tym, jak się go zatrudni. Jednak coraz więcej pracodawców, zatrudniając osobę na kluczowe stanowisko, decyduje się sprawdzić również jej przeszłość – zarówno zawodową, jak i osobistą – i to zanim nawiąże z nią współpracę. Z punktu widzenia np. instytucji finansowej taki proces jest niezbędny, aby obdarzyć zaufaniem pracownika, który będzie zajmować kluczową pozycję w danej organizacji.

Podstawowym dokumentem w rekrutacji jest CV, wzbogacone uzyskanymi certyfikatami oraz referencjami od poprzednich pracodawców. W praktyce, aby zatrudnić nową osobą, wystarczy jej dowód osobisty i oświadczenie. Kolejny etap – okres próbny – to już ocena kandydata i sprawdzenie, czy nadaje się na określone stanowisko. W tym czasie bacznie obserwuje się pracownika i ocenia jego poziom wiedzy merytorycznej, motywację, umiejętności, wyniki, a także tkwiący w nim potencjał.

Jednak dla wielu pracodawców – zwłaszcza z sektora finansowego i IT – to za mało. Przeszłość osób, zatrudnionych na stanowiskach takich jak Administrator systemów/bazy danych, Programista, czy w końcu Dyrektor Oddziału Banku, lub w jakiejkolwiek innej roli z dostępem do aktywów wrażliwych firmy, powinna być sprawdzona, m.in. w bazie danych Rejestru Karnego i Rejestru Dłużników. Sam okres próbny może bowiem nie wystarczyć do weryfikacji tego, czy pracownik naprawdę jest tym, za kogo się podaje.

Podczas gdy skrupulatna weryfikacja „przeszłości” pracowników jest jednym z elementów rekrutacji, np. w USA czy Wielkiej Brytanii, w Polsce ten proces nadal pozostaje dla wielu firm zagadką, a potencjalni pracownicy – odbierają go jako zniewagę.

– Weryfikacja pracownika w Polsce nie jest popularna, ale międzynarodowe korporacje oraz polskie firmy coraz częściej się na nią decydują. Jednak jest z tym kilka problemów. Przede wszystkim chodzi o podejście kandydatów, którzy często odbierają taką propozycję jako brak zaufania, mimo iż cały proces przebiega jawnie i jest możliwy tylko wtedy, gdy wyrazi on na niego zgodę. Drugą przeszkodą jest prawo obowiązujące w danym kraju, które umożliwia większy lub mniejszy wgląd w historię kandydata – mówi Michał Lewandowski z Diverse Consulting Group.

Jak więc wygląda to w innych krajach? W USA, oprócz standardowej oceny pracownika podczas rozmowy rekrutacyjnej czy organizowanych sesji AC/DC (ang. Assessment Center i Development Center), badane są szczegółowo jego referencje czy też fakt ukończenia przez niego danej uczelni. Szczegółowo sprawdzana jest również tożsamość kandydata, przeszłość kryminalna, historia kredytowa i medyczna. Pracodawca może przeprowadzić również testy na obecność narkotyków.

Z kolei w Wielkiej Brytanii można sprawdzić np. miejsce zamieszkania kandydata, ale lokalne prawo nie jest już tak liberalne w kwestii badań toksykologicznych. Jak mówi przysłowie – co kraj, to obyczaj – ale, jak podkreśla Lewandowski – najważniejsza jest wola kandydata i chęć wzięcia udziału w takiej weryfikacji.

Na czym polega więc wywiad środowiskowy potencjalnego pracownika i jakie informacje na temat jego przeszłości można sprawdzić w Polsce? To zależy od branży, ale podstawą jest weryfikacja informacji nt. doświadczenia zawodowego, czyli historia zatrudnienia, wykształcenia, referencji czy uzyskanych certyfikatów. W branży finansowej, gdzie pracownicy mają dostęp do poufnych danych finansowych, firma może się zdecydować na sprawdzenie wpisów w Rejestrze Karnym, historii kredytowej czy rejestru Sądów Powszechnych. Wszystko po to, aby wykluczyć kandydatów, którzy nie zachowują płynności finansowej, co może mieć znaczenie np. na stanowiskach Kontrolera Finansowego lub Analityka.

To samo dotyczy również brany IT – weryfikacja numeru ubezpieczenia społecznego, obecności we wpisach rejestru Komisji Nadzoru Finansowego czy ewidencji kierowców naruszających przepisy ruchu drogowego może dużo powiedzieć o osobie, której chcemy powierzyć dostęp do poufnych danych.

– Przy rekrutacji na wysokie stanowiska menadżerskie czy takie, na których pracownik ma dostęp do szczególnie ważnych informacji, stanowiących know-how firmy, nie liczy się tylko doświadczenie zawodowe. Ważne są również kompetencje miękkie oraz tzw. kręgosłup moralny i postawa. To one są gwarancją, że mamy do czynienia z osobą godną zaufania – komentuje Lewandowski.

Jak podkreślają eksperci, w zasadzie nie ma już branży, w której liczyłyby się wyłącznie wiedza oraz umiejętności. Coraz częściej kluczowe okazują się być zarówno postawa, nastawienie potencjalnego pracownika, jak i jego przeszłość. O ile wiedzę można dość łatwo posiąść, to również umiejętności – o ile wymagają praktyki – też są do wykształcenia. Postawa, nastawienie i kontynuacja tego w postaci nienagannej przeszłości to wizytówka, na którą pracuje się latami.

Czy wprowadzanie takich metod do procesu rekrutacji to w Polsce przyszłość? Jak twierdzi Lewandowski – zdecydowanie tak.

– Polska uczy się sztuki rekrutacji od zachodnich krajów. O ile doszlifowaliśmy już sam proces, a nawet niejednokrotnie prześcignęliśmy tych, od których się uczyliśmy, o tyle metody czy podejście do samej rekrutacji wciąż ewoluują. Od kilku lat wyraźnie wzrósł udział np. usług outsourcingu pracowników. Myślę, że kolejnym elementem ewolucji tej branży będzie screening pracowników – i nie jako „moda z zachodu”, ale jako wartościowy sposób zwiększania bezpieczeństwa kadrowego przedsiębiorstw – podsumowuje Michał Lewandowski.

Młodzi Polacy mają blisko 1,3 mld złotych zaległych płatności

Na 8 mln młodych Polaków w wieku 18-31 lat – 329 tys. ma problem z terminowym regulowaniem zobowiązań pozakredytowych – wynika z danych BIG InfoMonitor. Ich zaległości sięgają 1,3 mld złotych. Młodym ludziom kłopotów najczęściej przysparzają m.in. spłata pożyczek gotówkowych oraz rachunków za telefon.

Odsetek młodych ludzi z tzw. pokolenia Y (18 – 31 lat) z problemami w spłacie pożyczek, rachunków telefonicznych, alimentów i innych zobowiązań pozakredytowych, przekracza w BIG InfoMonitor 4,1 proc. Dużo, mało? Na tle najbardziej aktywnego pokolenia X, reprezentowanego przez osoby od 32 do 46 lat, gdzie kłopot ma 6,7 proc. Polaków, młodzi prezentują się zupełnie nieźle. Ale już od starszych pokoleń radzą sobie gorzej. W grupie 47-65 lat odsetek niepłacących w terminie wynosi, bowiem niecałe 4,1 proc. A wśród osób od 66 roku życia wzwyż problemy z płatnościami ma jedynie 1,36 proc. Średnia kwota zaległości dłużnika w wieku 18 – 31 lat bliska jest 4 tys. złotych. Przeciętnie na jedną osobę znajdującą się w bazie BIG InfoMonitor w tej kategorii wiekowej przypada 1,3 wpisu dotyczącego nieopłaconych na czas rachunków i innych zobowiązań.

Zadłużanie się przestało być czymś wstydliwym

Fakt, że młodzi ludzie pod względem kłopotów z płatnościami zajmują drugie miejsce wśród czterech grup wiekowych nie zaskakuje Romana Pomianowskiego, psychologa ze Stowarzyszenia Program Wsparcia Zadłużonych. Jego zdaniem zaciąganie różnorodnych zobowiązań finansowych traktowane jest już w pokoleniu Y jako element stylu życia, nowoczesności i otwarcia na świat. Zadłużenie nie jest dla nich wstydliwym problemem jak dla starszego pokolenia. W efekcie często nie działają wewnętrzne mechanizmy samokontroli. – A dodatkowo presję szybkiego dochodzenia do wymarzonego standardu życia wywierają kreowane w mediach wzorce społeczne oraz wizje sukcesu życiowego- podkreśla Roman Pomianowski.

Efekt? Młode osoby nie stronią od pożyczania pieniędzy. Ze względu na to, że mają jeszcze nieregularne dochody i nie zawsze dobrze widziane przez banki formy zatrudnienia, chętnie zwracają się do firm pożyczkowych. Potwierdzają to dane Biura Informacji Kredytowej i BIG InfoMonitor. Pokazują one m.in. szczególnie wysoką popularność usług pożyczkowych firm internetowych w grupie 18-31 latków. Jak wynika z szacunków Związku Firm Pożyczkowych cały rynek pożyczek gotówkowych wart był ponad 4 mld zł i z pożyczek skorzystało 1,4 mln osób. Prognozy ZFP na ten rok są wyższe i mówią o kwocie pożyczek na co najmniej 5,1 mld zł i liczbie ponad 1,5 mln klientów.

– Młodzi chętnie pożyczają, a firmy pożyczkowe chętnie korzystają z możliwości wpisywania swoich nieterminowych klientów do naszego rejestru i w rezultacie młode osoby najczęściej trafiają do BIG InfoMonitor właśnie z tytułu umowy pożyczki – mówi Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor. – Wśród niepłacących w terminie firmom pożyczkowym żadna inna grupa wiekowa nie ma tak znaczącego udziału – zwraca uwagę Mariusz Hildebrand.

Nie płacą również za telefon i Internet

Drugą przyczyną, dla której młode osoby trafiają do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor są rachunki telefoniczne. Podobnie jak w przypadku pożyczek jest to m.in. efekt wysokiej aktywności obu stron. 20-kilkulatkowie chcą być na bieżąco, mieć najnowsze smartfony, niemal nieograniczony dostęp do Internetu, a telekomy kuszą. Tworzą specjalnie sprofilowane marki i kampanie reklamowe, ale później też skwapliwie wpisują niepłacących rachunków do Biura Informacji Gospodarczej. W bazie BIG InfoMonitor wśród niepłacących w terminie firmom telekomunikacyjnym 18-31 latków wyprzedzają jednak 32-46 latkowie.

Kolejne powody, dla których pokolenie Y znajduje się w BIG InfoMonitor, to opłaty za telewizję kablową ale już także alimenty. Zdarza się, że młodzi próbują na swoje potrzeby zaoszczędzić nie płacąc też za bilety komunikacji publicznej, co niestety również odbija się na ich obecności w rejestrze dłużników. O dziwo w grupie gapowiczów zdecydowanie bardziej reprezentowane jest jednak pokolenie X (32-46 lat).

Młodzi zapominają o budowaniu dobrej historii kredytowej i nie sprawdzaniu się w BIG

– Obserwujemy, że w większości młodzi nie mają wykształconych nawyków oszczędzania
i rozsądnego zarządzania swoimi pieniędzmi. Wiele osób wciąż nie zdaje sobie sprawy, że ich problemy z płatnościami mogą gdzieś pozostawić ślad i utrudnić życie w przyszłości. W chwili, gdy staną np. przed ważną decyzją zakupu mieszkania, wizerunek nierzetelnego płatnika może odebrać szansę na kredyt. Utrudni też m.in. zakupy ratalne, podpisanie umowy abonamentowej na telefon, internet czy telewizję kablową- zaznacza Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor.

– Dlatego też, jeśli mamy obawy, że z jakiegoś powodu mogliśmy trafić na listę dłużników warto się sprawdzić. Zgodnie z prawem każda osoba ma taką możliwość. Raz na 6 miesięcy można zrobić to bezpłatnie i budować jednocześnie swoją świadomość finansową – dodaje Mariusz Hildebrand.

Szkodzi brak edukacji finansowej

Do działania zachęca też Roman Pomianowski ze Stowarzyszenia Program Wsparcia Zadłużonych:Problem zadłużenia nie rozwiąże się samoistnie, a start w dorosłość z poważnym obciążeniem finansowym potrafi zniweczyć wiele planów, pozbawić marzeń i sprawić, że życie skoncentruje się wyłącznie na poszukiwaniu wyjścia z pułapki zadłużenia.

Według osób, którym pomaga Stowarzyszenie Program Wsparcia Zadłużonych przyczyn wpadania w tarapaty finansowe młodych jest wiele. Najczęściej są one związane z opóźniającym się okresem stabilizacji życiowej, wydłużeniem okresu zdobywania wykształcenia oraz pozyskiwaniem kompetencji zawodowych podczas niskopłatnych staży, stypendiów i praktyk. Kluczowy jest też brak edukacji finansowej leżącej u podstaw wychowania rodzinnego i powszechnego systemu edukacji ekonomicznej poprzedzającego podejmowanie rzeczywistych decyzji finansowych. Swój udział w problemach z zadłużeniem ma również wzrost popularności hedonistycznego stylu życia. Odpowiedzialnością za lekkomyślne decyzje obarczana jest także reklama wskazująca, iż wszystko jest na wyciągniecie ręki, szybko i na kredyt.

PZU ma zgodę UOKiK na przejecie kontroli nad Alior Bankiem

Prezes UOKiK wydał zgodę na przejęcie przez PZU spółki Alior Bank. Przeprowadzone postępowanie wykazało, że koncentracja nie będzie miała negatywnego wpływu na konkurencję i sytuację konsumentów.

Wniosek PZU o przejęcie kontroli nad Alior Bankiem wpłynął do Urzędu w czerwcu 2015 r.

Analizując przedmiotową koncentrację pod uwagę wzięto wpływ transakcji na krajowy rynek funduszy inwestycyjnych otwartych i zarządzania nimi, krajowy rynek ubezpieczeń na życie i ubezpieczeń majątkowych (w tym alternatywnie przyjęte rynki w węższym ujęciu produktowym, obejmujące poszczególne grupy ryzyk, np. ubezpieczenia komunikacyjne), a także krajowy rynek usługbancassurance, polegających na dystrybucji produktów ubezpieczeniowych przez banki. W ocenie Urzędu koncentracja nie doprowadzi do ograniczenia konkurencji na żadnym z rynków, na których prowadzą działalność jej uczestnicy. Dlatego UOKiK wydał zgodę na planowaną transakcję – PZU może przejąć kontrolę nad Alior Bank.

Zgodnie z przepisami transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Konferencja Przemysł 4.0 Wrocławskie Centrum Kongresowe 21-22 października 2015 r.

Pierwsza rewolucja przemysłowa była podstawą rozwoju masowej produkcji maszyn, przy wykorzystaniu energii wodnej i parowej, druga rewolucja przyniosła nowe rozwiązania techniczne, bazujące na energii elektrycznej – od silnika gazowego i żarówki, aż po telefon i odkurzacz. Trzecia to przemysł oparty na automatyzacji i komputeryzacji produkcji. Czy teraz XXI wiek dał nam możliwość jeszcze większego rozwoju przemysłu?

Niemiecki rząd federalny stworzył ukierunkowany na przyszłość projekt „Przemysł 4.0”, którego celem jest intensywniejsze wykorzystanie technik informacyjnych w klasycznych gałęziach przemysłu. Inicjatywę firmuje Federalne Ministerstwo ds. Nauki i Badań (BMBF) oraz Federalne Ministerstwo ds. Gospodarki i Energii (BMWi).

Historia inicjatywy „Przemysł 4.0”

Pierwsza wzmianka o inicjatywie pojawiła się w 2011 roku podczas Targów
w Hannoverze
, w styczniu 2012 roku powołana została grupa robocza pod kierownictwem dr Siegfrieda Daisa (Bosch), a 9 miesięcy później przekazano zalecenia wdrożenia do rządu federalnego. W końcu, w 2013 roku, podczas kolejnej edycji Targów w Hannoverze uruchomiono pod kierownictwem trzech firm branżowych: Bitcom, VDMA i ZVEI platformę „Przemysł 4.0”, nazywaną czwartą rewolucją przemysłową.

Cele czwartej rewolucji przemysłowej

To przede wszystkim organizacja szybszych, bardziej elastycznych i wydajnych procesów produkcji. W czasach, gdy konsument ceni przede wszystkim indywidualność produktów, ale nie chce płacić za nie wysokich cen, należy uelastyczniać tradycyjne procesy sterowania produkcją. Przesłanką „Przemysłu 4.0” jest sprawna komunikacja od czujnika aż do Internetu, a realizacja odbywa się poprzez zastosowanie technologii IT. Żaden producent nie będzie już wdrażać produkcji danego wyrobu na masową skalę, ale w ilości ściśle określonej przez popyt. Dzięki temu możliwa będzie ekonomiczna produkcja mniejszych partii, a nawet realizacja jednostkowych zleceń. Wszystko to zdecydowanie zmniejszy koszty, zwiększając jednocześnie konkurencyjność.

Inicjatywa „Przemysłu 4.0” w Polsce

Pionierami we wprowadzeniu takiej filozofii są firmy: Balluff, Fanuc, Wago oraz Lapp Kabel, liderzy w branży automatyzacji procesów wytwarzania, którzy już po raz drugi, organizują we Wrocławiu konferencję, której celem jest propagowanie wiedzy o istniejących i tworzonych technologiach, realizujących ideę „Przemysłu 4.0”. Podczas niej przedstawione zostaną inicjatywy świata nauki i przemysłu służące wykreowaniu inteligentnego przedsiębiorstwa zdolnego maksymalnie optymalizować proces produkcji. Konferencja odbędzie się we Wrocławskim Centrum Kongresowym w dniach  21-22 października 2015 r.

Netia SA: wyniki finansowe za I półrocze 2015 r.

0

Netia zaprezentowała wyniki finansowe za I półrocze oraz II kw. 2015 r. Spółka odnotowała spadek przychodów zgodnie z trendami obserwowanymi wcześniej, utrzymując relatywnie stabilny poziom rentowności dzięki inicjatywom kosztowym. Zgodnie z przyjętą wcześniej strategią rozwoju, Netia sukcesywnie zwiększa udział usług świadczonych na własnej sieci.

Przychody Netii w I półroczu 2015 r. wyniosły 769,1 mln zł – o 10 proc. mniej niż w I półroczu 2014 r. Przychody w II kwartale 2015 r. wyniosły 380,3 mln zł i były o 2 proc. niższe niż w poprzednim kwartale. Spadek przychodów był przede wszystkim związany z niższą o 7 proc. rok do roku liczbą usług (RGU). Dotyczy to zwłaszcza usług opartych o dostęp regulowany (WLR) w obszarze B2C oraz z utrzymującą się presją cenową na usługi głosowe w obszarze B2B i relatywnie niższym wolumenem ruchu głosowego.

Pomimo utrzymującej się presji na przychody, Netia – dzięki optymalizacjom kosztowym – utrzymała rentowność. Skorygowany zysk EBITDA wyniósł 223,1 mln zł w I półroczu 2015 r., co oznacza spadek o 14 proc. w porównaniu z analogicznym okresem 2014 r. i 109,8 mln PLN w II kw. 2015 r. – o 3 proc. mniej niż w poprzednim kwartale. Zysk EBITDA wyniósł 224,1 mln zł w I półroczu i był mniejszy o 9 mln zł w porównaniu z I półroczem 2014 r.

Spółka utrzymała poziom marży zysku EBITDA, która wyniosła 29,1 proc. w I półroczu 2015 r. oraz 29,6 proc. w II kw. 2015 r. Netia osiągnęła dodatnie przepływy środków pieniężnych na poziomie operacyjnym (OpFCF) w I półroczu i II kwartale 2015 r. – OpFCF wyniósł odpowiednio 120,4 mln zł oraz 52,6 mln zł.

Bogusława Matuszewska, Prezes Zarządu Netii
Bogusława Matuszewska

„Pierwsze półrocze tego roku zakończyliśmy zgodnie z przewidywaniami. Pomimo dużej presji konkurencyjnej i cenowej oraz trudnego środowiska rynkowego utrzymujemy rentowność operacyjną – powiedziała Bogusława Matuszewska, Prezes Zarządu Netii. „Skupiamy się na realizacji strategii przyjętej w listopadzie 2014 r dla Grupy Netia, w ramach której dokonujemy także proaktywnej konsolidacji w ramach polskiego rynku telekomunikacyjnego, czego wyrazem jest nabycie spółki TK Telekom” – dodała.

Przyrost usług we własnej sieci, wzrost liczby klientów usług telewizyjnych

Widoczna jest poprawa wyników komercyjnych – łączna liczba usług (RGU) wyniosła 2 253 tys. notując mniejszy – 13 tys. spadek w porównaniu do spadku 38 tys. z I kwartału 2015 r. Liczba usług we własnej sieci, zgodnie z przyjętą przez Netię wcześniej strategią, regularnie rośnie. W II kwartale 2015 r. zwiększyła się o 10 tys., do poziomu 1 200 tys., przy jednoczesnym spadku liczby usług oferowanych przez dostęp regulowany do 1 053 tys. Tym samym 53 proc. klientów Netii jest obsługiwanych przy wykorzystaniu własnej sieci.

Na dzień 30 czerwca 2015 r. liczba aktywnych klientów usług telewizyjnych w Netii wzrosła do 152 tys., co stanowi 18 proc. wzrost w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Już 37 proc. klientów usług szerokopasmowych na sieciach własnych korzysta z usług telewizyjnych Netii. Kluczowym zadaniem na 2015 r. jest wzrost sprzedaży usług telewizyjnych do nowych klientów, zarówno na bazie zmodernizowanych sieci NGA, jak i na bazie sieci dawnej telewizji kablowej Aster.

Liczba usług szerokopasmowych wyniosła 771 tys. na dzień 30 czerwca 2015 r., co stanowi spadek o 7 proc. w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku i nieznaczny, 9,1 tys. spadek usług w porównaniu do poprzedniego kwartału. Mając na celu obronę marży brutto Netia koncentruje się bardziej na usługach oferowanych we własnej sieci i na usługach pakietowych niż na usługach oferowanych w oparciu o dostęp regulowany lub na liczbie usług ogółem.

Niezmienne trendy w obu segmentach komercyjnych

Skorygowany zysk EBITDA w segmencie B2B w II kwartale 2015 r. wyniósł 71 mln zł przy marży 43,4 proc. Analogicznie, w segmencie B2C skorygowany zysk EBITDA to 36 mln zł przy marży 17,1 proc. W obu segmentach rynkowych utrzymuje się silna presja cenowa.

W segmencie działań B2B najważniejszym wydarzeniem w pierwszym półroczu 2015 było pozyskanie do Grupy Netia spółki TK Telekom. Dla segmentu B2C był to okres wzrostu usług szerokopasmowych świadczonych na własnej sieci. Na koniec czerwca 52 proc. klientów indywidualnych było obsługiwanych w ten sposób, co stanowiło o 5 proc. więcej, w stosunku do ubiegłego roku. 40 proc. z tych klientów korzysta również z usług telewizyjnych Netii.

Sfinalizowanie transakcji nabycia 100 proc. udziałów TK Telekom

8 maja 2015 r. Netia zawarła przedwstępną umowę nabycia 100 proc. udziałów w spółce TK Telekom od Grupy PKP. Transakcja została sfinalizowana 21 lipca 2015 r., a jej całkowita wartość wyniosła niecałe 222 mln zł . Transakcja oznacza dla Grupy Netia powiększenie skali działalności, rozszerzenie własnej infrastruktury światłowodowej, powiększenie portfela klientów strategicznych w obszarze B2B, a także dodatkową zdolność wykorzystania bilansu grupy.

Niezwłocznie po zamknięciu transakcji Grupa Netia rozpoczęła szereg szczegółowych analiz, pozwalających na określenie docelowego modelu integracji TK Telekom. W chwili obecnej trwają intensywne prace nad oszacowaniem pełnego potencjału oszczędności kosztowych, optymalizacji nakładów inwestycyjnych oraz uspójnieniem polityki rachunkowości nabytego podmiotu. Bardziej szczegółowy plan zostanie zaprezentowany publicznie do końca 2015 roku. Materialny wpływ akwizycji na wyniki Grupy Netia, uwzględniając planowane synergie, spodziewany jest w 2016 r. Transakcja jest zgodna ze strategią Grupy Netia, która zakłada aktywną rolę Spółki w procesie konsolidacji polskiego rynku telekomunikacyjnego.

Wypłata dywidendy

Zwyczajne Walne Zgromadzenie Spółki podjęło 2 czerwca br. uchwałę w sprawie wypłaty dywidendy w wysokości 60 groszy na akcję, która została wypłacona 26 czerwca 2015 r.

„Po wypłacie dywidendy w wysokości 60 groszy na akcję oraz transakcji nabycia TK Telekom dźwignia finansowa Grupy Netia pozostaje na komfortowym poziomie poniżej 1,0x w relacji do zysku EBITDA zaraportowanego za cały 2014 rok, co daje Spółce finansową elastyczność” – skomentowała Katarzyna Iwuć, Dyrektor Finansowy Grupy Netia.

Fatalny dzień na GPW inwestorzy wyprzedają akcje banków

Kredyty hipoteczne w walutach obcych, m.in. we frankach szwajcarskich, będzie można przewalutować na polskie złote – zakładają przepisy uchwalone wczoraj przez Sejm. Zgodnie z poprawką SLD bank ma umarzać 90% różnicy w kosztach kredytu.

Polityczne rozdawnictwo cudzych pieniędzy zebrało krwawe żniwo na warszawskiej giełdzie. W czwartek przed południem akcje Getin Noble Banku taniały o 25%, kurs Banku Millennium spadał o 15%, mBanku o 10%, a PKO BP o 7%. Jedna mała poprawka może kosztować sześć najbardziej „ufrankowionych” banków nawet 20 miliardów złotych w ciągu 5 lat.

– To kolejny przypadek w ciągu ostatnich tygodni, gdy politycy rzucają kursami giełdowych spółek, rozdzielając zyski i straty wśród inwestorów. Jeśli tak dalej pójdzie, to część inwestorów – zwłaszcza zagranicznych – może zrezygnować z inwestowania na GPW – komentuje Krzysztof Kolany, główny analityk Bankier.pl

– Jeśli ustawa w obecnym kształcie wejdzie w życie, przewalutowaniem może być zainteresowana liczna grupa frankowych kredytobiorców. Wprowadzona w ostatniej chwili poprawka powoduje, że banki będą zmuszone umorzyć 90 proc. różnicy pomiędzy aktualnym długiem klienta, a długiem dla modelowego kredytu w złotych – wskazuje Michał Kisiel, analityk Bankier.pl.

Z analiz Bankier.pl wynika, że dla klienta, który zaciągnął kredyt na 350 tys. zł w początku 2008 r. restrukturyzacja będzie oznaczać obniżenie comiesięcznej raty o ok. 250-300 zł.

Dzień pełen danych z Wielkiej Brytanii

Funt brytyjski w wycenie do polskiego złotego wczoraj osiągnął maksimum dzienne na poziomie 6,00 zł, jednak poziom ten skutecznie się obronił i dzisiaj możemy spodziewać się spadku wyceny GBP/PLN. Ostatnio ta para walutowa tak wysoko wyceniana była pod koniec czerwca, po czym nastąpiła jednak korekta do poziomu 5,80 zł. Dzisiaj poznamy dane z Wielkiej Brytanii, które z pewnością wpłyną na wycenę funta szterlinga.

Marcin Rogalski - dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Marcin Rogalski – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Czwartek dla inwestorów rozpoczął się publikacją danych z gospodarki naszych zachodnich sąsiadów. O 8:00 poznaliśmy zamówienia w przemyśle za czerwiec. Odczyt zaskoczył pozytywnie inwestorów: wyniósł w ujęciu miesięcznym 2% (oczekiwano: 0,2%), w ujęciu rocznym 7,2% (oczekiwano: 5,2%). Na reakcję rynku nie trzeba było długo czekać, eurodolar wybił się do poziomu 1,094, jednak ruch ten prawie całkowicie został skorygowany.

O 9:00 poznaliśmy pierwsze dane z Wielkiej Brytanii. Indeks cen nieruchomości Halifax za lipiec w ujęciu miesięcznym wyniósł -0,6%, a więc gorzej od oczekiwań (0,5%). W poprzednim miesiącu wskaźnik ten wyniósł 1,7%. Publikacja nie wpłynęła na zachowanie kursu funta. Kolejne dane z wysp poznamy o 10:30, będą to wyniki produkcji przemysłowej za czerwiec. Analitycy oczekują odczytu na poziomie 0,1% m/m oraz 2,2% r/r.

Najistotniejsza z dwóch powodów dla funta szterlinga będzie godzina 13:00. Po pierwsze poznamy decyzję w sprawie wysokości stóp procentowych w Wielkiej Brytanii, po drugie Bank Anglii opublikuje kwartalny raport na temat inflacji. Rynek spodziewa się decyzji o pozostawieniu głównej stopy procentowej na niezmienionym poziomie 0,5%. Z całą pewnością należy spodziewać się dużej zmienności w okolicy godziny 13:00. Również o 13:45 zmienność na parach powiązanych z GBP, a pośrednio również z euro, może być znacznie większa.

Dzisiaj poznamy również dane z USA. O 13:30 Raport Challengera, czyli raport o planowanych zwolnieniach w amerykańskiej gospodarce w podziale na poszczególne gałęzie przemysłu i regiony. W poprzednim miesiącu odczyt wyniósł 44,8 tys. O 14:30 jak co tydzień poznamy liczbę wniosków od osób, które ubiegają się o zasiłek dla bezrobotnych w gospodarce Stanów Zjednoczonych. Prognozy co do dzisiejszego odczytu oscylują wokół poziomu 273 tys.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 06.08.2015
Komentarz walutowy 06.08.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 05.05.2015 do 06.08.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 4,035 utworzył trend wzrostowy. Jest to średnioterminowy trend wewnątrz szerokiej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega obecnie w okolicach 4,1200, a kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1120, gdzie znajduje się 61,8% zniesienie Fibonacciego. Na chwilę obecną udało się wyznaczyć przyśpieszoną linię wsparcia, która obecnie znajduje się na poziomie 4,1500.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 06.08.2015
Komentarz walutowy 06.08.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 05.05.2015 do 06.08.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, po którym doszło do korekty. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kurs poszybował ostro w dół. Po odbiciu od ważnego wsparcia na 3.8500 kurs zawrócił, i dotarł do oporu w postaci 61,8% zniesienia Fibonacciego. Aktualnie kurs CHF/PLN przebił linię wsparcia, co może przełożyć się na dalsze spadki na tej parze walutowej.

USD/PLN

Komentarz walutowy 06.08.2015
Komentarz walutowy 06.08.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 05.05.2015 do 06.08.2015

Kurs USD/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Opór stanowić będzie górne ograniczenie kanału na poziomie 3,8750. Wcześniej skutecznym oporem okazał się poziom 3,8520, czyli maksimum z 7 lipca. W przypadku, gdyby kurs obrał kierunek na południe wsparciem będzie 23,6% zniesienie Fibonacciego na poziomie 3,7750, silne wsparcie stanowi również poziom 3,7400.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 06.08.2015
Komentarz walutowy 06.08.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 05.05.2015 do 06.08.2015

Kurs GBP/PLN porusza się w trendzie wzrostowym. Testowanym oporem jest aktualny poziom 5,9800, czyli maksimum z końca czerwca. Aktualnie udało się wyrysować kanał, którego wsparcie przebiega na poziomie 5,9400. W przypadku korekty ostatniego ruchu wzrostowego, wsparciem będzie 23,6% zniesienie Fibonacciego w okolicach 5,8460.

Marcin Rogalski – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

W Polsce łatwo trafić na bezrobocie

Jak wynika z tegorocznej edycji OECD Better Life Index, prawdopodobieństwo przejścia na bezrobocie w Polsce jest wysokie i wynosi 7,3%. Pod względem bezpieczeństwa zatrudnienia, na 34 analizowane państwa OECD, zajęliśmy dopiero 30. miejsce.

Wyższy wynik ma tylko Turcja, Portugalia, Grecja i Hiszpania. Jednak różnica między wynikiem Polski i wspomnianej Hiszpanii to aż 10,5 p.p.

Najmniejsze prawdopodobieństwo utraty pracy dotyczy zaś Niemiec (3,1%), Szwajcarii (3,0%) i Japonii (2,4%). Średnia dla krajów OECD wzniosła natomiast 5,4%.

Prawdopodobieństwo utraty pracy w krajach OECD (w %)*

Prawdopodobieństwo utraty pracy w krajach OECD (w %)*
*obliczono na podstawie liczby osób, które w 2013 roku były bezrobotne, lecz rok wcześniej miały pracę. Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie Better Life Index 2015

Marta Kowalówka
Sedlak & Sedlak

Wyniki Avivy po I półroczu 2015 r.

Adam Uszpolewicz, prezes grupy Aviva w Polsce
Adam Uszpolewicz, prezes grupy Aviva w Polsce

“Największym osiągnięciem pierwszego półrocza jest wzrost wartości nowego biznesu w ubezpieczeniach na życie o 30% i przekroczenie pułapu 1 mld zł składki brutto w tym okresie. Lokomotywą sprzedaży jest flagowe ubezpieczenie Nowa Perspektywa, które zapewnia szeroki zakres i wysokie sumy ubezpieczenia – nie tylko na życie, ale również w razie problemów zdrowotnych i wypadków. Wysokie sumy ubezpieczeń to wysokie wypłaty świadczeń, które pomagają zniewelować uszczerbki w domowych finansach. Dużym wsparciem dla sprzedaży i marki była pierwsza kampania reklamowa z udziałem Małgorzaty Kożuchowskiej. Od lipca, jako pierwszy ubezpieczyciel na życie, wprowadziliśmy dodatkowe korzyści dla posiadaczy Karty Dużej Rodziny. Kolejne nowości produktowe przedstawimy we wrześniu.

Naszą specjalnością są też ubezpieczenia grupowe dla małych i średnich firm. Ulepszone ubezpieczenie Zespół sprzedaje się kilka razy lepiej niż w ubiegłym roku.

W bancassurance stawiamy na sprzedaż ubezpieczeń nie powiązanych bezpośrednio z produktami bankowymi, np. terminowych ubezpieczeń na życie i polis mieszkaniowych. Naszym strategicznym partnerem jest od wielu lat BZ WBK, z którym mamy pionierskie na polskim rynku towarzystwa ubezpieczeniowe oferujące produkty klientom banku, zarówno w placówkach, jak i online. Współpracujemy też z innymi bankami i zależy nam na dalszym rozwoju bancassurance.

Rozwijamy nasz potencjał dystrybucyjny, gdyż chcemy być dostępni dla klientów we wszystkich liczących się kanałach. Stawiamy na dalszy wzrost efektywności własnej sieci liczącej ponad 2 tysiące agentów ubezpieczeniowych. W ramach pilotażu uruchomiliśmy dwie pierwsze placówki franczyzowe Aviva dla Rodziny, a we Wrocławiu powstał oddział nowego typu, który nazywamy Generation Next, gdzie szkolimy i wdrażamy do pracy doradców ubezpieczeniowych z młodego pokolenia. Coraz więcej produktów sprzedajemy przez telefon i internet. Wprowadzamy też kolejne narzędzia online w sprzedaży i obsłudze klienta – przykłady to elektroniczny wniosek o zawarcie ubezpieczenia Nowa Perspektywa czy nowe funkcjonalności naszego iKonta.

Niedawno sfinalizowaliśmy inwestycję w Expandera, co spotkało się z dużym zainteresowaniem. Expander utrzyma charakter niezależnego doradcy i swoją markę. Obecnie pracujemy nad integracją Expandera z Centrum Finansów Aviva. Liczymy, że Expander umocni swoją pozycję na rynku doradztwa, oferując klientom szeroki zekres produktów bankowych, inwestycyjnych i ubezpieczeniowych.

W segmencie ubezpieczeń majątkowych utrzymujemy rentowność mimo ostrej konkurencji cenowej, szczególnie na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych i korporacyjnych.

Od lipca dołączyliśmy do grona ubezpieczycieli, oferujących klientom bezpośrednią likwidacją szkód z OC komunikacyjnego. To kolejny element poprawiający doświadczenie klienta – obok naszych autorskich rozwiązań takich jak dedykowany likwidator dla danej szkody, bezpłatna szkoła bezpiecznej jazdy po stłuczce, czy też gwarancja wypłaty większości odszkodowań z polis mieszkaniowych w ciągu 10 dni. Uważamy, że to właśnie od doświadczeń klientów zależy ich lojalność i gotowość do zakupu kolejnych produktów lub polecenia naszej firmy znajomym.”

Aviva Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie SAAviva Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie SA wyniki I półrocze 2015

Aviva Towarzystwo Ubezpieczeń Ogólnych SAAviva Towarzystwo Ubezpieczeń Ogólnych SA wyniki I półrocze 2015

Już jedna piąta samochodów służbowych finansowana jest wynajmem długoterminowym. LeasePlan Polska otwiera się na klientów indywidualnych i wprowadza elastyczny okres wynajmu

CEO Magazyn Polska

W drugim kwartale 2015 roku już 21 proc. samochodów osobowych, które trafiły do firm, finansowane było wynajmem długoterminowym. Jedna z największych firm zajmujących się tą działalnością LeasePlan Polska otwiera się teraz także na klientów indywidualnych. Zamierza im zaoferować podobne do firmowych usługi oraz wprowadza nowe produkty. W ramach FlexPlan klienci nie muszą deklarować okresu wynajmu ani liczby przejechanych kilometrów.

Obecnie nasza flota liczy prawie 25 tys. samochodów – mówi agencji Newseria Inwestor Artur Sulewski, dyrektor handlowy LeasePlan Fleet Management Polska. – Jesteśmy liderem rynkowym, a nasze plany przewidują w ciągu najbliższych kilku lat stabilny wzrost  między 5  a 7 proc.

Przychody spółki wynoszą około 550 mln zł rocznie i są stałe, bo wynikają przede wszystkim z kontraktów długoterminowych. Natomiast suma aktywów w ubiegłym roku po raz pierwszy przekroczyła miliard zł. LeasePlan zakłada, że zwiększać się ona będzie w podobnym tempie, jak liczba samochodów.

W pierwszym półroczu podpisaliśmy 43 umowy z klientami, których łączna flota wyniosła prawie 6 tys. samochodów – mówi Artur Sulewski. – Byli to klienci z różnych sektorów: firmy farmaceutyczne, IT, telekomy i kilka przedsiębiorstw budowlanych. Mamy klientów reprezentujących różne branże.

Prognozy spółki na następne kwartały także są optymistyczne. Przedsiębiorstwo planuje, że rynek dalej będzie się rozwijał w podobnym tempie jak do tej pory. Firmy leasingowe coraz bardziej się specjalizują. W drugiej połowie br., jak zapowiada Artur Sulewski, LeasePlan Polska będzie rozwijał trzy nowe linie biznesowe. Prócz typowych usług otwiera się także na osoby indywidualne, którym chce zaoferować pełną obsługę, ubezpieczenie, serwis, karty paliwowe itp.

Chodzi o to, aby pomóc w kontrolowaniu kosztów użytkowania samochodów, ułatwić zarządzanie nawet jednym czy dwoma autami rodzinnymi – tłumaczy Artur Sulewski. – Druga rzecz to uruchomienie pierwszego w Polsce komisu, w którym klienci będą mieli pewność co do tego, jaki samochód kupują. Otrzymają auto z pełną historią, wyłącznie samochody od jednego właściciela. Nie kupią u nas kota w worku.

Trzecią nowością spółki jest rozwinięcie usługi leasingu elastycznego pod nazwą FlexPlan. Korzystająca z takiego rozwiązania firma nie musi deklarować okresu leasingu (może to być nawet jeden miesiąc) ani limitu przejechanych kilometrów. Umowa obejmuje pełny pakiet ubezpieczeń (OC, AC, NNW, assistance 24/7, przeglądy, naprawy, likwidacja szkód). Udział własny w tego rodzaju usłudze wynosi 500 zł.

Obecnie, jeżeli umowa jest podpisana na 24 miesiące, jej wcześniejsze zerwanie wiąże się z opłatami. Gdy leasingodawca sprzedaje używany samochód mający na przykład pół roku, to jego rynkowa wartość jest bowiem dużo niższa od księgowej. Różnicę musi pokryć leasingobiorca.

Wyjściem jest FlexPlan, który oferujemy od sierpnia, gdzie klient nie jest zobowiązany do przedstawienia okresu, podczas którego będzie używał auta – mówi Sulewski. – W nowej usłudze nie trzeba deklarować, czy samochody będą potrzebne na rok, dwa lata czy pół roku. Jeżeli klient powie, że potrzebuje auta na dwa miesiące, a okaże się, że są one konieczne na rok, to po prostu poinformuje nas, że przedłuża kontrakt o dziesięć miesięcy. Z drugiej strony, jeżeli weźmie na rok na przykład 50 samochodów, a po sześciu miesiącach okaże się, że projekt, który chciał uruchomić, nie będzie aż tak opłacalny, zwróci nam część pojazdów i nie poniesie z tego tytułu dodatkowych kosztów. Zapotrzebowanie na taką usługę do końca przyszłego roku wyniesie około tysiąca samochodów.

Ubiegły rok był bardzo udany dla krajowej branży CFM (Car Fleet Management). Jak wynika z danych Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów (PZWLP), organizacji zrzeszającej największe firmy, w 2014 roku sektor urósł o 10,3 proc. w stosunku do grudnia rok wcześniej. Oznacza to, że dynamika rozwoju wynajmu długoterminowego aut w Polsce utrzymuje się od kilku lat na bardzo wysokim poziomie, wynoszącym około 10-12 proc. rocznie.

Według ostatnich danych PZWLP w drugim kwartale br. rynek wynajmu długoterminowego wzrósł aż o 12,4 proc. (w ujęciu rocznym). Klienci firmowi coraz częściej wybierają taką formę rozbudowy floty kosztem zwykłego leasingu finansowego, kupna na kredyt czy ze środków własnych. Od 1 kwietnia do 30 czerwca br. ponad jedna piąta (21 proc.) samochodów sprzedanych przedsiębiorstwom została sfinansowana wynajmem długoterminowym. Skumulowany wzrost rynku takiej usługi podczas pierwszego półrocza, jak wynika z danych PZWLP, wyniósł 7 proc., co było rekordowym wynikiem.

Wrocławski deweloper przygotowuje się do debiutu na głównym parkiecie warszawskiej giełdy. Spółka wyemituje nowe akcje, ale właściciele chcą zachować nad nią kontrolę

CEO Magazyn Polska Marcin Misztal

i2 Development zapowiada, że w ciągu najbliższych tygodni złoży prospekt emisyjny do Komisji Nadzoru Finansowego. Zarząd spółki ma nadzieję, że dzięki sprzedaży nowych akcji uda mu się pozyskać nawet kilkadziesiąt milionów złotych. Środki przeznaczone zostaną na rozpoczęcie kolejnych projektów deweloperskich we Wrocławiu oraz wsparcie już rozpoczętych.

Obecnie intensywnie pracujemy nad prospektem emisyjnym. Sądzę, że w najbliższych tygodniach uda się go złożyć do Komisji Nadzoru Finansowego – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Misztal, wiceprezes zarządu i2 Development. – Zakładamy, że będzie to wyłącznie emisja nowych akcji – dodaje.

Marcin Misztal twierdzi, że na inwestycje w ciągu następnych trzech-czterech lat spółka potrzebuje około 100 mln zł. Zarząd ma nadzieję, że kilkadziesiąt milionów złotych uda się pozyskać z emisji akcji.

Razem z moim wspólnikiem mamy po pięćdziesiąt procent akcji spółki i będziemy chcieli na pewno zachować nad nią kontrolę – zaznacza Marcin Misztal. – Natomiast wielkość emisji będzie uzależniona od atrakcyjności wyceny, jaką uzyskamy – dodaje.

Pieniądze spółka chce przeznaczyć na nowe projekty deweloperskie we Wrocławiu oraz wsparcie realizacji już rozpoczętych.

Spółka rozwija się dynamicznie. W najbliższych latach będziemy potrzebować sto milionów złotych na rozwój, z czego kilkadziesiąt milionów chcemy pozyskać poprzez upublicznienie podmiotu – twierdzi wiceprezes zarządu. – Chcemy, aby spółka była bardziej transparentna dla naszych kontrahentów i dla instytucji finansowych. Wejście na giełdę pozwoli nam zwiększyć wiarygodność, ale też zdobyć środki, by jeszcze szybciej się rozwijać – dodaje.

Jak mówi Marcin Misztal, do tej pory firma pozyskiwała pieniądze ze spółek powiązanych z akcjonariuszami, a po ukończeniu pierwszego cyklu inwestycyjnego wszystkie zyski przeznaczono na rozwój oraz kolejne projekty.

i2 Development to spółka założona w 2012 roku specjalizująca się w budowie mieszkań o wysokim standardzie. Ten segment to 75 proc. jej działalności, pozostały to budowa powierzchni biurowych i usługowych.

M. Wieloch (Infini): Milion złotych na projekty o wysokiej wartości innowacyjnej. Spółka organizuje również kolejne rundy finansowania

CEO Magazyn Polska Maciej Wieloch

Spółka Infini inwestuje do miliona złotych w przedsięwzięcia o wysokiej wartości innowacyjnej. Ostatnie projekty funduszu związane są z produkcją dronów i systemów do fotogrametrii FlyTech oraz Bioacoustic z urządzeniem do leczenia zaburzeń słuchu. Strategia firmy zakłada udział w przedsięwzięciach z dużą szansą na ich komercjalizację wraz z wyjściem na zagraniczne rynki.

– Uważamy, że potencjał jest bardzo duży, świadczą o tym nasze dwie ostatnie inwestycje, czyli właśnie FlyTech, który produkuje drony i całe systemy do fotogrametrii, czyli do robienia zdjęć przez samoloty bezzałogowe i ich obróbki – mówi Maciej Wieloch, prezes zarządu funduszu Infini.

Ekspert w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor wymienia także na drugi z projektów funduszu  Bioacoustic, urządzenie służące do leczenia szumów usznych. Jest to przypadłość dotykająca około 20 proc. ludzi, z czego spory jest odsetek osób, u których zaburzenia słuchu przyjmują bardzo dotkliwą formę.

– W związku z tym nie tylko są to innowacje, na których mamy nadzieję nieźle zarobić, lecz także są to innowacje, które są użyteczne dla społeczeństwa – wyjaśnia prezes Wieloch.

Przedstawiciel funduszu Infini zwraca uwagę na wartość własności intelektualnej. Jest to czynnik zapewniający spółce konkurencyjność. Lubelska spółka w pierwszej kolejności skupia się na zabezpieczeniu posiadanych rozwiązań, zdobyciu patentów i ochronie przed konkurencją całego know-how danego projektu.

– Nasze pierwsze kroki służyły właśnie temu, żeby po pierwsze rozwinąć te pomysły, doprowadzić je do tego, żeby stały się produktami, żeby zaistniały na rynku, a po drugie, żeby zabezpieczyć je od strony własności intelektualnej – tłumaczy Wieloch.

Bezzałogowy system obserwacyjny Fenix, stworzony przez FlyTech, ma znaleźć zastosowanie w wielu branżach, takich jak geodezja, kartografia czy monitoring sieci energetycznych. Grono potencjalnych odbiorców jest jednak szersze i dotyczy wszystkich obszarów, gdzie niezbędne jest wykorzystanie dokładnych zdjęć terenu. Z usług drona skorzystają także straż graniczna czy ratownicy GOPR.

– Jeżeli chodzi o Bioacoustic, to jest to rozwiązanie przeznaczone dla osób fizycznych, ale oczywiście planujemy je dystrybuować szerzej, chcemy, żeby stało się standardem wśród audiologów i laryngologów leczących choroby uszne – wyjaśnia Maciej Wieloch, pytany o komercyjne zastosowanie drugiego z projektów funduszu.

Strategia spółki Infini zakłada realizację pomysłów, które mogą być wykorzystywane w skali globalnej. Maciej Wieloch podkreśla, że już teraz funduszu otrzymuje bardzo dużo zapytań z zagranicy, które dotyczą realizowanych projektów. Mowa tu nie tylko o FlyTech oraz Bioacoustic, lecz także o innych rozwiązaniach, nad którym pracuje spółka.

– Jesteśmy jednym z funduszy działających w ramach programu BRIdge Alfa, który jest realizowany przez Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. W związku z tym mamy ograniczone możliwości finansowania, inwestujemy do miliona złotych w projekt – mówi dyrektor funduszu Infini pytany o finansowanie realizowanych projektów.

Rozmówca zaznacza jednak, że większość przedsięwzięć wymaga nakładów znacznie przekraczających wspomniany milion. W celu zdobycia potrzebnego kapitału spółka organizuje więc kolejne rundy finansowania. Odbywa się to zarówno w oparciu o fundusze możliwe do pozyskania w ramach grupy kapitałowej, której częścią jest Infini, jak i na drodze sprzedaży udziałów na zagranicznych rynkach.

– W przypadku FlyTech ubiegamy się o kolejny grant na badania naukowe z NCBiR. W przypadku Bioacoustic planujemy kolejne badania z grantów Unii Europejskiej – tłumaczy Wieloch.

Choć realizowane projekty mają charakter badawczo-rozwojowy, to prezes Infini nie ukrywa, że najbardziej zależy mu na ich komercyjnym aspekcie. Polityka funduszu zakłada udział w takich projektach, których rezultat będzie możliwy do skomercjalizowania.

To może być rekordowy rok na rynku powierzchni magazynowych. Popyt na nowe obiekty szybko rośnie

CEO Magazyn Polska

W I półroczu najemcy podpisali umowy na ponad 1,1 mln mkw. powierzchni magazynowych i przemysłowych. W całym ubiegłym roku było to nieco ponad 2 mln mkw., więc ubiegłoroczny rekord może zostać pobity – wynika z raportu firmy JLL. Rosnący popyt przekłada się na dużą aktywność inwestorów – w budowie jest jeszcze blisko 700 tys. mkw. Wskaźnik niewynajętej powierzchni obniżył się do 7,4 proc., poziomu najniższego od ośmiu lat.

W I półroczu 2015 roku zawarto umowy najmu na prawie 1,2 mln mkw. powierzchni magazynowej, co jest wyższym wynikiem niż w analogicznym okresie 2014 roku, kiedy wynajęto około 900 tys. mkw. To każe nam przypuszczać, że jest szansa na pobicie rekordu z ubiegłego roku. Szczególnie, że to właśnie II połowa, a przede wszystkim IV kwartał, zwykle obfituje w największą liczbę transakcji – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Mika, dyrektor działu powierzchni magazynowo-przemysłowych w JLL w Polsce.

Regionalne rozłożenie popytu w ostatnich latach ulega zmianie. Wciąż wprawdzie dominuje pięć lokalizacji – Warszawa, Polska Centralna, Górny Śląsk, Poznań i Wrocław, które są największymi regionami magazynowymi, ale ich udział maleje. Zyskują za to regiony dotąd uważane za peryferyjne, czyli np. Kraków i Szczecin, a także lokalizacje, w których niedawno powstały pierwsze obiekty, czyli Lublin i Rzeszów.

Rosnący popyt skutkuje większą aktywnością inwestorów. Firmy deweloperskie w I półroczu oddały do użytku ponad 437 tys. mkw. nowej powierzchni, najwięcej w Poznaniu i okolicach Warszawy. We Wrocławiu, który był pod tym względem liderem przed rokiem, w I półroczu 2015 roku nie oddano żadnego nowego budynku. W całej Polsce w budowie jest ponad 670 tys. mkw. nowej powierzchni.

Spodziewamy się, że część inwestycji zostanie oddana jeszcze w tym roku, co oznacza, że jest szansa na przekroczenie 1 mln mkw. nowej podaży dostarczonej na rynek w tym roku – mówi Tomasz Mika.

Dobra sytuacja rynkowa powoduje, że inwestorzy coraz częściej budują powierzchnie spekulacyjne, czyli niezabezpieczone umowami najmu. Już co czwarta budowa powstaje w ten sposób. Rok temu odsetek ten wynosił niecałe 10 proc.

Właściciele obiektów magazynowo-przemysłowych mają powody do radości, bo wskaźnik niewynajętej powierzchni spadł w ciągu ostatnich 12 miesięcy o 310 punktów bazowych do poziomu 7,4 proc. i jest najniższy od 2007 roku.

Jest to efektem kilku sporych transakcji, szczególnie w Polsce Centralnej, w rejonie Łodzi, zawartych na powierzchnię istniejącą – mówi Mika.

W całej Polsce do dyspozycji jest obecnie 686 tys. mkw. wolnej powierzchni. W ujęciu regionalnym najwięcej pustostanów znajduje się na rynkach dojrzałych, czyli w Warszawie i okolicach (odpowiednio 13,7 proc. i 10,4 proc.) oraz na Górnym Śląsku (10,2 proc.), a także na rynkach wschodzących, czyli w Lublinie (25,5 proc.) i Szczecinie (10,4 proc.). Najmniej wolnych magazynów jest w Polsce Zachodniej – w Poznaniu tylko 1,5 proc. podaży, a we Wrocławiu – 4,5 proc.

Zdrowy odsetek pustostanów powinien wynosić właśnie około 7-10 proc., bo to zapewnia stabilny rozwój rynku i pozwala reagować na potrzeby najemców, którzy chcą wynająć powierzchnie od zaraz – wyjaśnia ekspert JLL.

Wśród najemców dominują operatorzy logistyczni – ich udział w popycie netto wyniósł 29 proc. Rośnie także aktywność sieci handlowych – odpowiadają one za 26 proc. nowych umów w I połowie roku. W ocenie ekspertów JLL to właśnie sektor handlowy w dużej mierze napędza rynek, również w kontekście rozwijającego się segmentu e-commerce. Silny popyt w I półroczu był również po części zasługą sektora motoryzacyjnego (9% udział w popycie netto)

Czynsze w dalszym ciągu są na atrakcyjnym poziomie, szczególnie w porównaniu z innymi krajami regionu czy rynkami Europy Zachodniej. To sprzyja pozyskiwaniu nowych inwestorów w naszym kraju – mówi Tomasz Mika. – Nie spodziewamy się dużych wahań stawek najmu, czynsze powinny utrzymywać się na stabilnym poziomie, z możliwą tendencją do delikatnego wzrostu w niektórych regionach.

Najwyższe stawki są na rynkach wewnątrzmiejskich, czyli w Warszawie, Łodzi i we Wrocławiu. W tych lokalizacjach dominuje format SBU (Small Business Unit), czyli budynki z powierzchnią biurową i niewielką powierzchnią magazynową lub produkcyjną. W Warszawie miesięczny czynsz efektywny w takich obiektach wynosi średnio 4,8 euro za mkw., we Wrocławiu – 3,8 euro/ mkw., a w Łodzi – 3,7 euro/ mkw. Obiekty Big Box, zlokalizowane poza miastami, są tańsze. Ich ceny rozpoczynają się od 2,1 euro/ mkw./ miesiąc do 3,4 euro/ mkw./ miesiąc w najdroższych lokalizacjach, jak Kraków czy Szczecin.

Prawo tajemnicy bankowej i ubezpieczeniowej niedostosowane do wykorzystywania chmury obliczeniowej

CEO Magazyn Polska Xawery Konarski

Przestarzałe przepisy ograniczają możliwość wykorzystania chmury obliczeniowej przez banki i instytucje finansowe. Potrzebna jest nowelizacja prawa, która uwzględni rozwój tej technologii. Tym bardziej że banki, szukając oszczędności, coraz chętniej z takich rozwiązań korzystają. Niejasności dotyczą nie tylko ochrony danych. Chmury obliczeniowe wiążą się także z wyzwaniami z zakresu prawa autorskiego i odpowiedzialności cywilno-prawnej.

Instytucje finansowe, biorąc pod uwagę to, co się dzieje obecnie na rynkach finansowych, szukając oszczędności, interesują się chmurą obliczeniową. Są jednak pewne bariery prawne, które ograniczają wykorzystanie tej technologii – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Xawery Konarski, partner w kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

Jak wyjaśnia Konarski, przepisy dotyczące m.in. tajemnicy bankowej czy ubezpieczeniowej nie zostały zaktualizowane. Były one pisane przed rozpowszechnieniem chmury obliczeniowej i po prostu nie przewidują wykorzystania takiej technologii. O ile przy transferze danych wewnątrz Europejskiego Obszaru Gospodarczego nie ma problemu, o tyle w przypadku korzystania z usług firm z poza EGO, w tym ze Stanów Zjednoczonych, pojawiają się pewne ograniczenia. Konarski zwraca uwagę, że to właśnie amerykańskie firmy są liderami na rynku dostawców technologii chmur obliczeniowych.

Dodaje, że nie oznacza to, że banki i firmy ubezpieczeniowe nie mogą w ogóle korzystać z chmury obliczeniowej. Jest to jednak utrudnienie, które w ocenie Konarskiego należy usunąć poprzez odpowiednią nowelizację przepisów.

 W zakresie outsourcingu bankowego i outsourcingu ubezpieczeniowego planowane są zmiany przepisów już w nowej kadencji, tak żeby było możliwe pełne korzystanie z usług chmury obliczeniowej na całym świecie, a nie tylko w ramach Europejskiego Obszaru Gospodarczego – mówi Konarski.

Zwraca też uwagę na to, że chmura obliczeniowa nie wiąże się jedynie z problemami dotyczącymi ochrony danych osobowych. Tego typu technologia niesie z sobą wyzwania na płaszczyźnie prawa autorskiego oraz wątpliwości przy rozstrzyganiu zagadnień cywilno-prawnych.

Problematyczne jest np. to, czy informacje, które powstają w związku z korzystaniem przez różnych użytkowników z chmury obliczeniowej, są własnością użytkownika czy dostawcy chmury. Czasem to są bardzo ważne informacje, np. marketingowe, dla użytkownika chmury – tłumaczy Konarski.

Niewyjaśniona jest też kwestia odpowiedzialności za utratę danych, co jest najpoważniejszym, choć rzadkim, ryzykiem związanym z technologią chmury.

Jak wyjaśnia Konarski, nie tylko dostawca usługi odpowiada za bezpieczeństwo danych. Czasami część odpowiedzialności może ponosić również użytkownik.

Chmura obliczeniowa to również inne aspekty cywilno-prawne związane z szeroko rozumianym zarządzaniem danych. To ochrona danych, własność intelektualna i problematyka cywilno-prawna, w szczególności odpowiedzialności za usługę chmury – mówi ekspert.

Wprowadzenie w firmie polityki podróży służbowych może obniżyć ich koszty o jedną czwartą

0

CEO Magazyn Polska Paweł Rek

Polacy coraz częściej wyjeżdżają służbowo – wynika z danych eSKY.pl. Delegacji na terenie kraju było w ubiegłym roku o 7 proc. więcej, a zagranicznych o 15 proc. Koszt delegacji pozostaje kluczowym czynnikiem dla firm. Dzięki wprowadzeniu odpowiedniej polityki, która ułatwi zarządzanie podróżami służbowymi i kontrolę nad ich budżetem, w firmie możliwe są oszczędności na poziomie 20-25 proc.

Wprowadzając politykę podróży, możemy bardzo łatwo wygenerować oszczędności rzędu 20-25 proc. Jest to możliwe, kiedy będziemy mieli kontrolę nad naszym budżetem i wprowadzimy zasady, które jasno określają, gdzie kupujemy, za ile, w jakich kategoriach hoteli nocujemy, w jakiej klasie podróżujemy. Na pewno rośnie świadomość tego, że polityka podróży jest coraz ważniejsza – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Rek, dyrektor generalny Amadeus Polska, firmy dostarczającej rozwiązania w sektorze lotnictwa, transportu i turystycznym.

Jak wynika z analizy serwisu eSKY.pl, podróże biznesowe krajowych przedsiębiorców i pracowników najczęściej odbywają się po Polsce. W ubiegłym roku najbardziej popularna była trasa z Warszawy do Gdańska, na której liczba podróży zwiększyła się o 19 proc. w stosunku do 2013 roku. Nieco mniej popularne w segmencie podróży służbowych było połączenie z Warszawy do Wrocławia, które z kolei straciło pasażerów. Trzecia pod względem popularności była trasa z Warszawy do Katowic.

Z analizy eSKY.pl wynika również, że rośnie liczba i wartość biletów lotniczych kupowanych w klasie biznes na kierunkach zagranicznych. W 2014 roku nabyto ich o 15 proc. więcej niż rok wcześniej. Zmieniają się także średnie ceny. O ile w 2013 roku za jeden taki bilet płacono przeciętnie 1224 zł, o tyle w 2014 roku już 1253 zł.

Duży wpływ na budżety podróży służbowych miał kryzys 2009 roku, kiedy to bardzo wiele przedsiębiorstw, nawet tych, które niekoniecznie musiały oszczędzać, wprowadziło odpowiednie metody, żeby zmniejszyć wydatki na podróże oraz ich liczbę – wskazuje Rek. – W tej chwili sytuacja się już ustabilizowała i od mniej więcej dwóch lat widzimy, że czasy kryzysu mamy już raczej za sobą.

Jak podkreśla, widoczny jest rozwój narzędzi i systemów służących do telekonferencji. Zastąpiły one część wyjazdów, ale głównie wewnętrznych, a nie z klientami.

Podróżowanie w interesach jest wciąż bardzo ważne, dlatego że w wielu wypadkach dużo efektywniej rozmawia się na miejscu niż telefonicznie. Niektórych interesów nie uda się załatwić poza salą spotkań – zauważa Paweł Rek.

To jednak nie oznacza, że firmy nie chcą w tym sektorze oszczędzać. Z badań Amadeusa wynika, że co trzecia firma planuje ograniczyć koszty delegacji, zastrzegając jednak, że nie chce zmniejszać ich liczby.

Jak wskazuje Rek, jedną z metod oszczędzania jest rezerwacja online.

W Stanach Zjednoczonych już ponad połowa podróży rezerwowana jest za pomocą narzędzi online – informuje Paweł Rek. – W Europie nieco mniej. Prym wiedzie Skandynawia, która ma ponad 40-proc. udział w tego rodzaju rezerwacjach podróży służbowych.

Pracownicy firm i same przedsiębiorstwa czy osoby zarządzające oczekują przy tym, jak twierdzi Paweł Rek, że wszystkie usługi dostaną w jednym miejscu, a dostęp do informacji będzie bardzo łatwy. Liczą na większą automatyzację całego procesu planowania wyjazdu i narzędzia, które umożliwią oszczędności.

Mężczyźni wcześniej wpadają w zadłużenie. Przeciętny nierzetelny płatnik ma 47 lat, a jego zaległe zobowiązania wynoszą blisko 6 tys. zł

Krzysztof Różycki CEO Magazyn Polska

Już co drugi dorosły Polak ma choć jeden kredyt. Najbardziej aktywni pod względem zadłużenia są mężczyźni z pokolenia X, czyli w wieku 34-48 lat. Kobiety częściej zaciągają kredyty w dojrzałym wieku, w pokoleniu seniorów 62 proc. nierzetelnych płatników to właśnie panie. To płeć piękna jest też bardziej ugodowa w przypadku problemów z terminowością, choć mężczyźni, jeśli dojdzie do porozumienia, deklarują wyższe kwoty spłaty.

 Ponad połowa ludzi do 35 roku życia mieszka z rodzicami. W związku z tym nie mają oni problemów z rachunkami za gaz czy czynsz, ale zaczynają się pierwsze problemy z kredytami, głównie gotówkowymi. Z biegiem czasu to się zmienia, w przedziale od 35 do 50 lat pojawiają się problemy z kredytem hipotecznym – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Różycki, dyrektor operacyjny w Grupie Casus Finanse.

Z danych BIK wynika, że kredyt posiada ponad 15 mln dorosłych Polaków. Wśród dłużników przeważają kobiety, jednak to mężczyźni wcześniej wpadają w finansowe tarapaty. Ponadto według analizy Casus Finanse mężczyźni zalegają z większą liczbą kredytów i są to kredyty o wyższym saldzie. W pokoleniu Y, czyli wśród osób urodzonych w latach 1982-1995, blisko 51 proc. nierzetelnych płatników to panowie. Mężczyźni są też najbardziej aktywni kredytowo w pokoleniu X (osoby urodzone w latach 1967-1981) – tu wskaźnik wynosi 59 proc.

– Na bazie ponad 160 tys. przypadków ustaliliśmy, że typowy mężczyzna w Polsce, który boryka się z problemami płatności, ma około 47 lat. Najwięcej zadłużonych mężczyzn jest w przedziale pomiędzy 25 a 50 rokiem życia – analizuje ekspert. – Ogólnie mężczyźni wkraczają na ścieżkę problemów finansowych wcześniej niż kobiety.

Młodsi mężczyźni mają problemy ze spłatą karty kredytowej. W późniejszym wieku pojawiają się problemy związane z hipoteką czy kredytem samochodowym. Co trzecie zobowiązanie dotyczy niespłacanych kredytów gotówkowych i rachunków za telefon. Pod względem wartości przeważają jednak kredyty gotówkowe, stanowią one 65 proc. wszystkich spraw.

Kobiety mają problemy ze spłatą zadłużenia w nieco późniejszym wieku. Wśród osób urodzonych między 1948 a 1966 rokiem ponad połowa (51,9 proc.) nierzetelnych kredytobiorców to kobiety. W grupie seniorów różnica jest już znacząca, bo tu 62 proc. dłużników stanowią panie.

– Średnia wieku pod względem zadłużenia u kobiety wynosi 51 lat. Aż 26 proc. wszystkich zadłużeń, jakie zarejestrowaliśmy u pań, to kredyty gotówkowe. Panie bardzo regularnie płacą natomiast za telefon czy prąd, z tym nie mają problemu – podkreśla Różycki. – Problem z płatnością tych zobowiązań pojawia się u kobiet dopiero po 50 roku życia.

Inaczej sytuacja ta wygląda w sektorze pozabankowym. Tu mężczyźni zachowują więcej rozsądku, a panie są mniej rzetelne płatniczo (42 proc. mężczyzn do 58 proc. kobiet). Wynikać to może z tego, że kobiety rzadziej niż mężczyźni mogą pozwolić sobie na kredyt w banku i w związku z tym częściej zaciągają zobowiązania w firmach pożyczkowych, których następnie ze względu na wysokie oprocentowanie nie są w stanie spłacić.

Z danych Casus Finance wynika, że najwięcej osób zadłużonych jest w województwie dolnośląskim. Zadłużenie średnie i suma długów najwyższe są jednak w województwie mazowieckim.

– W ścisłej czołówce jest też województwo śląskie i wielkopolskie – wskazuje ekspert Casus Finanse.

Pod względem rozkładu terytorialnego niespłaconych zobowiązań na terenie całego kraju dominują mężczyźni. Tylko w województwie łódzkim nieznacznie więcej nierzetelnych płatników jest wśród pań, jednak nawet i tam wyższą wartość zobowiązań notuje się u panów.

Mężczyźni są też znacznie mniej ugodowi od płci pięknej.

 Panie są dużo bardziej ugodowe. Do wieku 50 lat blisko 40 proc. pań deklaruje chęć i wolę współpracy przy spłacie zadłużenia. Niestety, z wiekiem ten parametr maleje. Natomiast panowie, jeżeli już dojdzie do kontaktu i zawarcia porozumienia, deklarują wyższe kwoty i traktują to zobowiązanie dość rzetelnie – mówi Różycki.

Ekspert podkreśla, że niezależnie od wysokości zadłużenia warto nawiązać współpracę z wierzycielem.

– Wierzyciele mają świadomość, że osób, które borykają się z problemami finansowymi, nie stać na spłatę całego zobowiązania. Skoro tak jest, to wyciągamy rękę i prosimy o kontakt, jest szansa zawarcia porozumienia, rozłożenia zadłużenia na wygodne raty, dopasowane do budżetu domowego. Jest wiele możliwości, tylko trzeba wykonać ten pierwszy krok – przekonuje Krzysztof Różycki.

Polacy nie potrafią odpoczywać. Ponad 60 proc. pracuje nawet podczas urlopu

Tomasz Borkowski CEO Magazyn Polska

Tylko 64 proc. Polaków potrafi zapomnieć o pracy podczas urlopu. Większość polskich pracowników musi być dostępna telefonicznie nawet podczas wakacyjnego wypoczynku lub nie potrafi się zdystansować od obowiązków zawodowych. Brak wypoczynku może jednak prowadzić do frustracji, depresji oraz wypalenia zawodowego.

Z raportu Monitor Rynku Pracy sporządzonego przez Instytut Badawczy Randstad wynika, że tylko 64 proc. Polaków zapomina o pracy podczas wakacyjnego wyjazdu. Wynika to w dużej mierze z nadmiernych oczekiwań przełożonych. Aż 60 proc. polskich pracowników otrzymało bowiem polecenie, by byli dostępni telefonicznie podczas urlopu, a 36 proc. zostało zobligowanych przez szefów do natychmiastowego odpowiadania na służbowe telefony i e-maile. Ponadto Polacy mają problemy z zapomnieniem o obowiązkach zawodowych podczas urlopu.

Do najczęstszych błędów, które popełniają pracownicy, udając się na urlop, należy brak umiejętności zdystansowania się do swojego stanowiska pracy. Mam na myśli osoby, które są niewolnikami poczucia obowiązku. To z czasem może prowadzić do silnych obciążeń psychicznych, a nawet do wypalenia zawodowego – mówi agencji informacyjnej Newseria Tomasz Borkowski, doradca w Biurze Karier Wyższej Szkoły Bankowej w Opolu.

Brak dystansu do pracy może mieć wiele przyczyn. Z informacji firmy Randstad wynika, że w pierwszym kwartale 2015 roku ponownie zwiększyła się liczba Polaków obawiających się o swoje stanowisko pracy. Strach przed utratą pracy może się przekładać na mniejszy poziom asertywności wobec przełożonych, którzy oczekują dyspozycyjności podczas urlopu. Aby odpoczywać efektywnie, należy więc wyrobić w sobie większą asertywność wobec szefów, a także nabyć umiejętność delegowania swoich obowiązków. Aby się to udało, konieczne jest jednak zaufanie do współpracowników.

Jeżeli nasz szef uważa, że jesteśmy osobą niezastąpioną, to trzeba trochę zmodyfikować to myślenie i udowodnić, że są osoby, którym możemy oddelegować obowiązki. Pozwoli nam się to zdystansować od naszej pracy i wyeliminować zakłócenia, które mogą nastąpić podczas urlopu, czyli np. telefony od innych osób, które będą zadawać nam jakieś pytania – mówi Tomasz Borkowski.

Bardzo ważne jest również sukcesywne przekonywanie samego siebie do zmiany postawy wobec pracy zawodowej. Należy wypracować w sobie postawę zakładającą, że praca jest istotnym elementem życia, ale nie dominującym. W zdystansowaniu się od pracy pomaga także aktywne spędzanie wolnego czasu i jakieś hobby. Oddawanie się pasji sprawia bowiem, że zapomina się w tym czasie o obowiązkach zawodowych. Wszystkie te umiejętności należy w sobie rozwijać przez cały rok, aby w wakacje móc się cieszyć swobodnym wypoczynkiem. Brak umiejętności odpoczywania od pracy może niekorzystnie odbić się zarówno na zdrowiu, jak i na karierze zawodowej.

Osoba, która nie pozwala sobie odpocząć przez dłuższy czas bądź której nie jest dane odpocząć ze względu na liczne obowiązki, na pewno będzie obciążona psychicznie. Będzie to prowadzić do frustracji i rozdrażnienia, a to może rzutować na życie rodzinne i pozazawodowe, a także może prowadzić do wypalenia zawodowego – mówi Tomasz Borkowski.

Aby pracownik faktycznie zregenerował siły i był w stanie potem efektywnie wykonywać swoje obowiązki, powinien być na urlopie minimum 14 dni. Polskie prawo mówi, że pracownik może podzielić przysługujący mu urlop na części, jednak przynajmniej jedna z nich musi wynieść dwa tygodnie.

Wczesne wykrywanie raka piersi ma być łatwiejsze. Trwają prace nad urządzeniem do samodzielnego badania

Marcin Halicki CEO Magazyn Polska

Coraz więcej kobiet ma świadomość konieczności regularnej diagnostyki piersi. Polska firma Braster dopracowuje technologię, która umożliwi przeprowadzanie profilaktycznych badań w warunkach domowych. Spółka planuje rozpocząć w 2016 roku komercyjną sprzedaż swojego urządzenia do samodzielnego badania piersi na terenie Polski, by w kolejnych latach zaoferować produkt za granicą.

Braster Tester ma pojawić się na polskim rynku w drugiej połowie 2016 roku. Urządzenie ma umożliwiać samodzielne badanie piersi przez kobiety – obraz termograficzny stworzony przez ciekłokrystaliczne matryce będzie przesyłany bezpośrednio do centrum medycznego. Kobiety w smartfonach będą miały zainstalowane aplikacje, które poinstruują je odnośnie przebiegu badania, a także przypomną o regularnych testach.

Takiego systemu nie produkuje jeszcze żadna firma na świecie. Braster obiecuje dużą skuteczność diagnostyczną. Urządzenie będzie skutecznie wykrywać komórki nowotworowe, które z natury generują podwyższoną temperaturę.

Docelowo rynki zagraniczne dla tego innowacyjnego produktu są znacznie bardziej perspektywiczne niż polski.

Poziom edukacji w Polsce w zakresie profilaktyki raka piersi jest średni. Zagrożenie w krajach Europy Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych jest dwa razy wyższe niż w Polsce, więc i świadomość potrzeby badania jest dwa razy większa – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Halicki, prezes zarządu Braster SA.

Przyznaje jednak, że popularyzacja produktu jest wyzwaniem. Co prawda technologia sprawdza się w warunkach klinicznych i działa w szpitalach, ale teraz spółka musi przekonać do zakupu zwykłe Polki. Urządzenie ma bowiem docelowo służyć do samodzielnego badania w domu.

Halicki ocenia jednak, że rośnie świadomość kobiet na temat raka piersi i obawa przed zachorowaniem na niego, więc również potrzeba posiadania urządzeń do samodiagnostyki będzie coraz większa.

Nie ma na razie żadnej alternatywy, oprócz pójścia do lekarza. Tymczasem prawdopodobnie każdy ma w rodzinie czy wśród znajomych przypadki raka piersi i to z pewnością wzbudza niepokój. Braster Tester da kobietom unikalną możliwość przeprowadzenia pełnowartościowego badania medycznego w warunkach domowych, łącznie z automatyczną diagnozą, która według nas będzie bardziej precyzyjna, niż diagnoza stawiana przez lekarza w gabinecie medycznym – przekonuje Halicki.

Prezes spółki dodaje, że matryce będą produkowane w zakładzie firmy w Szeligach, pod Warszawą. Niektóre z pozostałych komponentów będą dostarczane przez firmy zewnętrzne.

Co roku w Polsce na raka piersi umiera około 5 tys. kobiet, a 15 tys. dowiaduje się o chorobie.

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 05.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło wyniki pierwszej tury naboru wniosków w konkursie programu „Szybka ścieżka”.

Zwiększenie zaangażowania przedsiębiorców w działalność badawczo-rozwojową to klucz do wzrostu innowacyjności naszej gospodarki. Dzięki funduszom unijnym dysponujemy obecnie największymi w historii środkami na wsparcie polskich firm, które chcą się rozwijać w oparciu o wyniki prac B+R. Priorytetem NCBR jest efektywne wykorzystanie tych środków. W „szybkiej ścieżce” stawiamy przede wszystkim na jakość projektów, oferując jednocześnie atrakcyjną dla przedsiębiorców formułę konkursu. Jestem przekonany, że nasze działania istotnie wzmocnią polski sektor wysokich technologii – mówi prof. Krzysztof Jan Kurzydłowski, dyrektor NCBR.

Stworzony przez NCBR nowatorski mechanizm wsparcia stanowi znaczącą zmianę jakościową w finansowaniu prac badawczo-rozwojowych w sektorze prywatnym. Skracając czas procesu oceny projektów do 60 dni NCBR spełnia postulat przedsiębiorców, którzy podkreślali, że czas realizacji projektu często przesądza o zdobyciu przewagi konkurencyjnej. Udogodnieniem dla przedsiębiorców jest także atrakcyjna formuła naboru wniosków. Jest on prowadzony do 31 grudnia 2015 r., dzięki czemu przedsiębiorcy mogą składać wnioski w dogodnym dla nich momencie. Jednocześnie, zgodnie z rekomendacjami Banku Światowego, NCBR wprowadził do systemu oceny wniosków panele ekspertów, dzięki czemu szansę na wsparcie mają jedynie bardzo dobre projekty, które będą realizowane przez zespoły posiadające odpowiednie kompetencje.

Oprócz stawiania na jakość i komercyjny potencjał wybranych projektów, celem szybkiej ścieżki jest umożliwienie podejmowania ryzyka w duchu przedsiębiorczości. Dzięki nowemu programowi NCBR proces ten stanie się częścią narodowego DNA, co pozwoli rozwinąć w Polsce kulturę technologicznych start-upów – mówi Natasha Kapil z Banku Światowego.

W pierwszej turze naboru „szybkiej ścieżki” przedsiębiorcy złożyli 179 wniosków. Po 60 dniach, na podstawie oceny ekspertów NCBR wyłonił 34 najlepsze projekty. Stawiający na innowacje przedsiębiorcy otrzymają ponad 178 mln zł dofinansowania. Najwięcej projektów będzie realizowanych przez firmy z woj. mazowieckiego (8), dolnośląskiego (5) i małopolskiego (5). Dzięki wsparciu NCBR prowadzone będą m.in. prace nad uzyskaniem ultracienkiego ogniwa fotowoltaicznego na bazie perowskitów, systemem kontroli lotniczej nowej generacji, tomografem hybrydowym do badania zawilgocenia i stanu budynków oraz wykorzystującymi energię elektromagnetyczną maszynami nowej generacji do łączenia tworzyw sztucznych.

Ogłoszony w kwietniu tego roku konkurs „szybkiej ścieżki” jest adresowany do mikro, małych i średnich przedsiębiorstw. Celem jest podniesienie ich innowacyjności dzięki wykorzystywaniu rezultatów prac B+R w prowadzonej przez nie działalności gospodarczej. Budżet konkursu to 1,6 mld zł. Przedsiębiorcy mogą ubiegać się o dofinansowanie projektów obejmujących realizację badań przemysłowych lub prac rozwojowych nad rozwiązaniami technologicznymi i produktami, służącymi rozwojowi prowadzonej działalności gospodarczej  oraz wzmacnianiu ich pozycji konkurencyjnej, o ile przedmiotem projektu będzie rozwiązanie, wpisujące się  w tzw. „Krajową inteligentną specjalizację”. Konkurs dla dużych przedsiębiorstw zostanie ogłoszony w ostatnim kwartale tego roku.

Premia czy kara? co motywuje polskich pracowników?

Motywacji pracowników nie da się kupić, ale można ją kształtować. Jeśli za pomocą pieniędzy, to tylko w przejrzysty i konsekwentny sposób – inaczej przyniesie odwrotny skutek. Przedstawiamy także trzy skuteczne demotywatory często stosowane w polskich firmach. Dodatkowo eksperci radzą, jak budować motywację wewnętrzną.

Podstawowa zasada motywowania brzmi: nie można sterować pracownikami jak marionetkami, pociągając z góry za sznurki. Można za to kształtować i zmieniać warunki pracy tak, by pracownicy byli bardziej zaangażowani.

Czy premie motywują?

Premie nie są uniwersalnym narzędziem motywowania.

Niekiedy mogą nawet odnieść skutek odwrotny od zamierzonego. Na przykład jeśli pracownik otrzyma premię w wysokości 1000 zł za nadzwyczajne zadanie, to premii
w wysokości 800 zł za podobne zadanie w kolejnym miesiącu nie odczuje jako dodatkowej motywacji, lecz raczej jako obniżenie swojego wynagrodzenia. Zamiast cieszyć się z dodatkowych 800 zł, będzie miał poczucie, że otrzymał za swoją pracę o 200 zł mniej.

– System premiowania powinien być oparty na jasnych zasadach i mierzalnych wskaźnikach, jak ilość, terminowość czy jakość. Jeśli wysokość premii zależy od przejrzystych kryteriów, a nie od subiektywnej decyzji menadżera, to jest większa szansa na to, że będziemy mieli poczucie, iż wszystko zależy od nas. Poczucie sprawczości i odpowiedzialności świetnie motywuje – wyjaśnia Elżbieta Chwalibóg, psycholog biznesu z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Konstruując system premiowania trzeba rozstrzygnąć kilka podstawowych pytań: czy premie będą otrzymywać zespoły, czy pojedynczy pracownicy? Czy ustalimy górny pułap wysokości premii (na przykład jako pewien procent pensji), czy też nie będzie takiej granicy (na zasadzie im więcej, tym lepiej)? Czy będziemy premiować ilość, czy brak błędów (jakość)?

– Każda organizacja powinna dostosować system premiowania do własnych potrzeb i do charakteru procesów. W jednej z firm produkcyjnych premie otrzymywało się za brak błędów w cyklu miesięcznym. Na pierwszy rzut oka wygląda to dobrze, ale
w praktyce działało tak, że jeśli pracownik popełnił błąd już na początku miesiąca, to tracił szansę na premię, a co gorsza tracił też motywację do unikania błędów. Można sobie wyobrazić, jak wpływało to na jakość – mówi Katarzyna Szczupał-Vieweg, prezes Staufen Polska, firmy specjalizującej się w innowacjach organizacyjnych i procesowych.

Trzy skuteczne demotywatory

  • Co się dzieje, gdy wyznaczamy pracownikom cele niemal nie do zrealizowania? Czy będą przez to bardziej wydajni? Tylko na krótką metę. Szybko zorientują się w tej grze.
    W dłuższej perspektywie ich motywacja osłabnie, podobnie jak relacje z pracodawcą i skłonność do utożsamiania się
    z organizacją.
  • Czy zmotywujemy pracowników do większego wysiłku, jeśli świadomie zaniżymy wartość wykonanej przez nich pracy? Chyba każdy pamięta ze szkoły nauczyciela, który w ten sposób postępował. Okazuje się, że fałszywa negatywna informacja zwrotna działa wybitnie demotywująco. Wywołuje poczucie, że kolejne zadanie jest zagrożeniem,
    a nie wyzwaniem.
  • Wyobraźmy sobie następującą sytuację: pracownicy działu sprzedaży zawarli 10 transakcji, realizując cel miesięczny. Należy im się premia. Co się stanie, jeśli podniesiemy cel przy zachowaniu wysokości premii? To bardzo skuteczna recepta na zdemotywowanie pracowników. Nie poczują się docenieni, lecz wyciskani jak cytryna.

Po co pracujemy?

Motywacja wewnętrzna jest stabilniejsza i działa dłużej niż premie, a tym bardziej uznaniowe gratyfikacje. W jej przypadku główną rolę odgrywają wartości niematerialne, w tym przede wszystkim poczucie sensu tego, co się robi. W motywowaniu zorientowanym na sens nie chodzi oczywiście o to, żeby pracownik wyszukiwał sobie tylko takie zadania, których wykonanie sprawia mu satysfakcję. Chodzi raczej o to, by swoje zadania postrzegał jako celowe.

– Kluczowa jest otwarta komunikacja. Pracownik powinien znać strategię firmy, cele swojego zespołu i zadania powiązanych z nim jednostek organizacyjnych. Warto pokazać operacyjnie, w jaki sposób i co osiągamy w firmie. To buduje sens pracy, nawet
w odniesieniu do najniższych szczebli organizacyjnych – mówi Elżbieta Chwalibóg
Ludzie zwykle akceptują, że są tylko trybikiem w maszynie. Chcą jednak wiedzieć, jakim trybikiem i jaki jest cel ich pracy. To również fundament, na którym można zbudować zaangażowanie pracowników. Okazuje się, że dotyczy to nie tylko pracowników kreatywnych, lecz również operatorów pracujących w gniazdach czy na liniach produkcyjnych.

– Na przykład w modelu zarządzania nazywanym shopfloor management liderem projektu może być także operator. Nieraz widziałam już pracowników z produkcji, którzy z autentyczną satysfakcją i wielką pasją mówili o tym, jak poradzili sobie z jakimś kłopotem czy usprawnili element procesu – mówi Katarzyna Szczupał-Vieweg.
Ta koncepcja oparta jest na logicznym założeniu, że każdy z nas intuicyjnie dąży do usprawniania swojej pracy (czyli zwiększania wydajności). Trzeba tylko stworzyć ku temu sprzyjające warunki.

– Zwykle koncentrujemy się za bardzo na wynikach, zamiast na działaniu. Skupmy się na stałym usprawnianiu i doskonaleniu tego, co i jak robimy, a nie na poprawianiu wskaźników. Wzrost wydajności, poprawa jakości czy redukcja kosztów będą produktem ubocznym zmiany nastawienia – dodaje prezes Staufen Polska.

Co motywuje najlepiej?

Ludzie chcą osiągać cele i być za to doceniani. Niektóre badania pokazują nawet, że więcej warte jest dla nich uznanie szefa niż partnera. Istotna jest też dobra organizacja pracy, wspierający styl zarządzania czy przyjazne, „fajne” biuro.

– Dla pracowników ma znaczenie m.in. to, czy mogą w pracy wykorzystać swoje umiejętności i talenty, czy identyfikują się z wartościami firmy, czy lubią atmosferę i współpracowników. Istotny jest też styl zarządzania przejawiany przez przełożonych. Mogę porozmawiać z szefem o problemie, czy może lepiej go zatuszować? Czy mam poczucie wpływu, a może czuję się jak marionetka? To wszystko wpływa na motywację wewnętrzną pracownika – mówi Elżbieta Chwalibóg.

Wiele zależy także od preferencji i osobowości pracowników. Dla jednego motywująca będzie możliwość samodzielnego organizowania sobie pracy, przynajmniej w pewnym zakresie. Ktoś inny będzie zmotywowany tym, że praca umożliwia mu rozwój.
Z kolei osoba z doświadczeniem i wiedzą ekspercką spełni się
w roli mentora dla młodszych. Dlatego tak istotne jest, żeby
z pracownikami rozmawiać.

Zmiany w warszawskiej kancelarii GALT

Partner w kancelarii prawnej GALT, Adam Miłosz, został powołany 22 lipca br. na stanowisko wiceprezesa Okręgowej Izby Syndyków (OIS) w Warszawie. Natomiast dwaj pracownicy kancelarii, Damian Siembida oraz Konrad Pecelerowicz otrzymali promocję – odpowiednio na stanowiska Senior Associate oraz Associate.

Adam Miłosz, został powołany 22 lipca br. na stanowisko wiceprezesa Okręgowej Izby Syndyków (OIS) w Warszawie
Adam Miłosz, został powołany 22 lipca br. na stanowisko wiceprezesa Okręgowej Izby Syndyków (OIS) w Warszawie

Adam Miłosz będzie pełnił funkcję wiceprezesa OIS przez pięć lat. Do jego głównych zadań należy reprezentowanie członków Izby w postępowaniach sądowych i administracyjnych, kształtowanie wizerunku syndyka jako zawodu zaufania społecznego, dążenie do rozszerzenia zakresu uprawnień wynikających z licencji syndyka w obrocie gospodarczym i prawnym oraz opiniowanie aktów prawnych pozostających w związku z zawodem syndyka. W kancelarii GALT Adam Miłosz koordynuje prace w zakresie restrukturyzacji i upadłości. Jest radcą prawnym. Jako licencjonowany syndyk jest także członkiem INSOL Europe, międzynarodowej sieci dla specjalistów zajmujących się upadłościami.

Na stanowisko Senior Associate awans otrzymał Damian Siembida, związany z kancelarią od 2010 roku. Specjalista w zakresie kompleksowej obsługi prawnej rynku nieruchomości, posiada wieloletnie doświadczenie w sporządzaniu i negocjowaniu umów najmu oraz w pracy na rzecz międzynarodowych inwestorów a także deweloperów. Klientom doradza głównie w kwestiach związanych z zarządzaniem nieruchomościami (asset management i property management), zawieraniem i negocjowaniem umów z dostawcami usług oraz w sprawach korporacyjnych.

Konrad Pecelerowicz, obecnie Associate specjalizuje się w opracowywaniu analiz prawnych i doradztwie przy transakcjach typu „share deal” oraz „asset deal”, zajmuje się przygotowywaniem i negocjowaniem umów najmu nieruchomości komercyjnych, a także doradztwem w zakresie umów o prace budowlane. Posiada doświadczenie w bieżącej obsłudze prawnej polskich i zagranicznych klientów, w szczególności w zakresie prawa spółek, prawa nieruchomości oraz prawa cywilnego

NIK alarmuje o sytuacji głuchoniemych w przestrzeni publicznej – Wind Mobile podsuwa rozwiązanie

Najwyższa Izba Kontroli przeprowadziła kontrolę w 60 instytucjach publicznych, z którymi obywatele kontaktują się najczęściej. Ponad dwa i pół roku po wejściu w życie ustawy o języku migowym, nadal aż 52 proc. zbadanych podmiotów nie wdrożyła w życie rozwiązań pozwalających na komunikowanie się z osobami niesłyszącymi. Przykładem dobrych praktyk stała się w tym przypadku organizacja komercyjna – Bank Zachodni WBK, który dzięki produktowi LiveBank, zaprojektowanym i wdrożonym przez krakowską spółkę Software Mind nalężącą do grupy Wind Mobile, stał się przyjazny osobom przez innych wykluczonym.

Od trzech lat w Polsce obowiązuje ustawa o języku migowym, która nakłada na podmioty publiczne obowiązek wprowadzenia udogodnień i narzędzi umożliwiających informowanie, kontakt oraz świadczenie usług osobom z wadami słuchu. Mimo to, większość skontrolowanych przez NIK instytucji publicznych nie była przygotowana do kontaktów z takimi osobami. Obywatele niedosłyszący i posługujący się językiem migowym nadal mają problemy z załatwieniem najprostszych spraw w instytucjach tzw. pierwszego kontaktu tj. w urzędach miejskich, skarbowych, komendach policji czy w oddziałach ZUS.

Usługa LiveBank od Software Mind SA, należąca do rodziny rozwiązań LiveBranch, będącymi wirtualnymi oddziałami, jest odpowiedzią na problemy osób głuchych, którą w swoich działaniach operacyjnych zastosował już Bank Zachodni WBK. To nowoczesna platforma pozwalającą tworzyć wirtualne kanały obsługi klienta z wykorzystaniem transmisji wideo i współdzielenia pulpitu. Umożliwia ona konsultantom interaktywną prezentację oferty i usług w czasie rzeczywistym, a dzięki mechanizmom uwierzytelniania i autoryzacji, platforma gwarantuje również pełne wsparcie realizowanych transakcji w „wirtualnych placówkach”. Przydatną funkcją LiveBranch są interaktywne ekrany pozwalające każdej ze stron modyfikować parametry produktu czy wypełniać dokumenty, a efekty zmian są natychmiast widoczne dla obydwu stron. Szyfrowane przesyłanie plików, zdjęć dokumentów czy podpisanych wniosków przyczynić się może do szybszego załatwienia spraw w różnych instytucjach, bez stania w długich kolejkach. Istnieje również możliwość wdrożenia trójstronnych wideokonferencji, które umożliwiają klientowi jednoczesny kontakt ze swoim doradcą, jak i ekspertem w danej dziedzinie, czy osobą tłumaczącą na język migowy.

Bardzo cieszymy się, że nasze rozwiązanie znalazło zastosowanie w instytucji finansowej o tak dużym potencjale. Obecnie już ponad 3,5 mln klientów Banku Zachodniego WBK należącego do Grupy Santander ma dostęp do usług świadczonych z wykorzystaniem kanału wideo. Jesteśmy przekonani, że platformę funkcjonującą na tej samej zasadzie mogą zastosować urzędy i instytucje publiczne w całej Polsce. Nasze rozwiązania już niejednokrotnie były z sukcesem stosowane w różnych segmentach rynku, ponieważ zawsze dostosowujemy produkty do konkretnych wymagań środowiska w jakim przyjdzie im funkcjonować. Osoby głuche w czasach dynamicznie rozwijających się technologii komunikacji na odległość nie mogą być wykluczone z życia publicznego i pomijane przez państwo. LiveBank wspiera obsługę w bankach, ale już w tej chwili prowadzimy wdrożenia i rozwijamy rozwiązania z naszej linii produktowej „Live”, które znajdują swoje zastosowanie w wielu innych branżach przyczyniając się do bardziej aktywnego wspierania osób o różnym stopniu niepełnosprawności. – komentuje Grzegorz Młynarczyk, Wiceprezes Grupy Wind Mobile.

Jak ustalili kontrolerzy NIK, jedną z przyczyn złej sytuacji, była nieznajomość występujących u osób głuchych ograniczeń w komunikowaniu się z otoczeniem. Niemal wszystkie instytucje komunikaty przeznaczone dla ludzi niedosłyszących i głuchych przedstawiały w języku pisanym, błędnie zakładając, że wszyscy głusi w pełni rozumieją ten język. Tymczasem dla części osób głuchych język pisany jest językiem obcym – bardzo trudnym do opanowania, a jedynym w pełni zrozumiałym, podstawowym językiem jest język migowy.

Jeśli osoba słysząca chce szybko załatwić sprawę to bierze do ręki telefon i dzwoni. A co może zrobić osoba głucha? Różne instytucje od pewnego czasu ułatwiają swoim głuchym klientom bezpośredni kontakt. Jedni robią to korzystając z usługi tłumaczenia na odległość, a inni – tak jak Bank Zachodni WBK – zatrudniają osoby, które dobrze znają polski język migowy. Usługa LiveBank dobrze odpowiada na potrzeby osób głuchych, bo zatrudnione w niej konsultantki naprawdę posługują się polskim językiem migowym. Jest to więc rozwiązanie, które gwarantuje wysoką jakość, a sposób wdrożenia usługi jest w tym przypadku wręcz modelowy. Miejmy nadzieję, że możliwość kontaktu z migającym doradcą w BZ WBK to dopiero początek drogi, ponieważ podobne usługi powinny udostępniać zarówno firmy, jak i instytucje publiczne. A zacząć warto od uruchomienia możliwości korzystania z systemu 112 przez osoby głuche. – tłumaczy Piotr Kowalski z Polskiego Związku Głuchych.

Co ustawa o ochronie konkurencji i konsumentów zmieni u deweloperów

Jan Jarosławski, prawnik Skanska Residential Development Poland
Jan Jarosławski, prawnik Skanska Residential Development Poland

Na początku lipca rząd przyjął i przekazał do dalszych prac legislacyjnych projekt nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Nowela ma być odpowiedzią na zidentyfikowane przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) niedoskonałości w funkcjonowaniu obrotu konsumenckiego w Polsce. Dodatkowo, ma reagować na głośne w ostatnim czasie nadużycia niektórych instytucji finansowych i sprzedawców, stosujących nieuczciwe metody sprzedaży detalicznej. W praktyce zmiany obejmą wszystkich przedsiębiorców z różnych branż, w tym deweloperów. Kilka nowych propozycji można ocenić jako krok w dobrą stronę. Jednak niektóre zapisy, zwłaszcza te rozszerzające uprawnienia organu kontrolnego, stwarzają w efekcie szerokie pole do nadużyć. W rezultacie to, co miało być batem na nieuczciwych sprzedawców, może negatywnie odbić się na wszystkich uczestnikach rynku.

Aktualnie obowiązujące przepisy dotyczące systemu kontroli umów pod kątem stosowanych przez przedsiębiorców postanowień niedozwolonych (tzw. klauzul abuzywnych) są nieskuteczne i wymagały zmian. Do tej pory, aby uznać jakieś postanowienie w umowie z konsumentem za niedozwolone, UOKiK kierował sprawę do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Długotrwała procedura sądowa uniemożliwiała podjęcie szybkich działań, które mogły ochronić innych klientów przed nieuczciwymi praktykami danego sprzedawcy. Nowelizacja zakłada, że UOKiK będzie mógł uznać dane postanowienie za niedozwolone we wzorcu umownym w drodze decyzji administracyjnej, a więc bez konieczności postępowania sądowego. Przedsiębiorcy będzie natomiast przysługiwało prawo do zakwestionowania tej decyzji przed sądem. Zmianę tę, co do ogólnych założeń, należy ocenić pozytywnie. Dobrym rozwiązaniem jest również wprowadzenie instytucji tzw. tajemniczego klienta, czyli kontrolera UOKiK, który nie ujawniając swojej roli, weryfikuje standardy obsługi i uczciwość przedsiębiorcy. Tajemniczy klient będzie uprawniony do nagrywania przeprowadzonej wizyty, a bezpośrednio po kontroli będzie musiał ujawnić przedsiębiorcy swoją tożsamość. Co istotne, na tego typu działania każdorazowo będzie musiał wyrazić zgodę sąd. Dzięki temu jest duża szansa, że weryfikacja działań przedsiębiorców będzie prowadzona rzetelnie i skutecznie, bez ryzyka nieuczciwej prowokacji ze strony kontrolera.

Jednak liczne dodatkowe uprawnienia, które ma zyskać UOKiK w związku z nowym typem postępowania, budzą poważne wątpliwości przedsiębiorców z różnych branż, w tym deweloperów. Nowelizacja zakłada, że urząd będzie mógł nakazać przedsiębiorcy zmianę wszystkich zawieranych przez niego umów oraz poinformowanie o tym opinii publicznej za pośrednictwem mediów. Jeszcze bardziej ryzykowny z punktu widzenia przedsiębiorcy zapis dotyczy zapadalności postanowień. Według nowych przepisów decyzja UOKiK byłaby wykonalna od razu. W praktyce oznacza to, że przedsiębiorca musiałby wprowadzić ją w życie, nie czekając na rozstrzygnięcie sądu, czy stanowisko UOKiK jest zgodne z prawem czy też nie. Nawet w przypadku, gdyby po dłuższym okresie sąd uchylił decyzję UOKiK jako błędną, przedsiębiorca mógłby ponieść już wcześniej bardzo poważne negatywne konsekwencje, takie jak utrata wizerunku firmy rzetelnej, znaczne koszty zmian umów z klientami czy publikacji w mediach nakazanych komunikatów. Co prawda projekt ustawy zakłada, że UOKiK i sąd powinny zakończyć postępowanie w określonym przez regulacje terminie, jednak w praktyce dość często zdarza się, że czas trwania postępowania sądowego przekracza terminy ustawowe. Nowelizacja nie wprowadza żadnych instrumentów, które mogłyby przyspieszyć tego typu postępowanie.

Jednym z przykładów, który pomoże lepiej zobrazować, wynikające z zaproponowanej nowelizacji, możliwe konsekwencje dla dewelopera, jest standardowy zapis w umowie sprzedaży mieszkania o dopuszczalnej różnicy pomiędzy projektowaną a rzeczywistą powierzchnią użytkową lokalu. Na początku lipca br. Sąd Apelacyjny w sporze z Polskim Związkiem Firm Deweloperskich oddalił decyzję Prezesa UOKiK, uznając, że 2-procentowy próg tolerancji, który wynika ze specyfiki procesu inwestycyjnego i norm branżowych, oznacza prawidłowe wykonanie umowy deweloperskiej i nie stanowi podstawy do rozwiązania umowy przez klienta, co sugerował UOKiK. W uzasadnieniu Sąd Apelacyjny zwrócił uwagę na fakt, że urząd w dowolny sposób ocenił przeprowadzony przez siebie dowód z opinii biegłych. Ta sytuacja pokazuje, że przyznanie nadmiernych uprawnień Prezesowi UOKiK może skutkować decyzjami, które nie zawsze byłyby ocenione przez polski wymiar sprawiedliwości jako słuszne.

Mimo pozytywnych aspektów i założeń nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, należy wskazać, że rozszerzenie katalogu uprawnień jednego urzędu może w pewnym zakresie ograniczyć wolność prowadzenia działalności gospodarczej wielu przedsiębiorstw. Chcąc poprawić skuteczność zwalczania nadużyć niewielkiej grupy podmiotów, ustawodawca obejmuje przepisami wszystkich graczy rynku. W praktyce koszty proponowanych zmian mogą odczuć również zwykli konsumenci. Obciążenia regulacyjne mogą przełożyć się bowiem, np. na wyższe ceny i pośrednio również wpłynąć na ograniczenie konkurencji rynkowej. Zaproponowane regulacje powinny zostać jeszcze raz poddane weryfikacji społecznej i gospodarczej.

Jan Jarosławski, prawnik Skanska Residential Development Poland

Polskie obligacje hamowane przez wzrost gospodarczy i ryzyko polityczne

Krzysztof Izdebski, Zarządzający Funduszami Obligacji Union Investment TFI
Krzysztof Izdebski, Zarządzający Funduszami Obligacji Union Investment TFI

Jak Pan ocenia ostatnie tygodnie na rynkach obligacji?

Uspokojenie sytuacji w Grecji sprawiło, że inwestorzy lokujący kapitał na rynku długu przestali masowo uciekać do bardzo bezpiecznych obligacji (np. niemieckich) i powrócili na inne rynki. Radość z tymczasowego wygaszenia greckiego konfliktu wsparła także polski rynek. Niestety, brak powodów do obniżek stóp procentowych przez RPP, a do tego nieustająco wysokie ryzyko polityczne stanowią przeszkodę dla wzrostu cen obligacji. W efekcie w ostatnich dniach widzieliśmy powrót rentowności 10-letnich papierów skarbowych do poziomu ok. 3%. Wiele wskazuje na to, że neutralny lub lekko negatywny sentyment do polskich obligacji utrzyma się aż do październikowych wyborów parlamentarnych. Nie oznacza to, że jest wyłącznie źle. Popyt na nie wciąż istnieje.

Inwestorzy zagraniczni nie omijają Polski?

Część pewnie tak, ale inni wciąż generują popyt na polskie obligacje. Świadczy o tym choćby niedawna, całkiem udana aukcja papierów 5- i 10-letnich. To oznacza, że są inwestorzy, którzy nie boją się zmiany partii rządzącej. Pamiętajmy też, że duża część polskich obligacji już znajduje się w rękach zagranicznych graczy.

MdM już za niecałe dwa tygodnie zacznie działać w nowej formie

40,9 mln zł – wnioski o dopłaty na taką kwotę trafiły w lipcu do Banku Gospodarstwa Krajowego, który opiekuje się programem „Mieszkanie dla Młodych”. To więcej niż w poprzednich miesiącach, ale nadal nie ma ryzyka, że pieniądze na ten rok się skończą. I nie zmienią tego podpisane przez prezydenta zmiany w ustawie, które m.in. dołączają do programu mieszkania z rynku wtórnego.

Łącznie już ponad 624 mln zł zostało zagospodarowanych w ramach programu „Mieszkanie dla Młodych”. Średnio każdego miesiąca kredytobiorcy składają wnioski na dopłaty na kwotę ponad 30 mln zł, na tym tle lipiec 2015 r. wypada całkiem nieźle, bo sprzedaż była o jedną trzecią wyższa. Mimo wzrostu popularności kredytów z dopłatą nadal możemy być spokojni: pieniędzy na dofinansowanie w tym roku nie zabraknie. Jak dotąd z tegorocznej puli zarezerwowano 322,1 mln zł z łącznej kwoty 715 mln zł, co stanowi 45 proc. środków.

Coraz więcej jest też wniosków na dopłaty, które mają być zrealizowane w przyszłym roku. W lipcu było to 13,4 mln zł, prawie jedna trzecia pieniędzy. Łącznie wnioski na przyszłoroczne wypłaty opiewają już na 87,2 mln zł, co oznacza wykorzystanie 12 proc. z 730 mln zł zarezerwowanych na 2016 r.

Rozbudowany MdM już za niecałe dwa tygodnie

Na przełomie lipca i sierpnia prezydent podpisał nowelizację ustawy o pomocy państwa w nabyciu pierwszego mieszkania przez młodych ludzi. To oznacza, że za niespełna dwa tygodnie program zacznie działać w nowej formie. Najważniejsza zmiana to fakt, że z dopłat skorzystać będzie można także kupując mieszkanie na rynku wtórnym. Dotąd na zapomogę mogli liczyć tylko ci, którzy kupowali lokal od dewelopera. Znacząco wpłynie to na dostępność programu w mniejszych miejscowościach i niektórych dużych miastach. Należy jednak pamiętać, że limity cenowe dla rynku wtórnego będą niższe od tych dla pierwotnego. Przykładowo dla Warszawy będzie to 5390,44 zł podczas gdy dla mieszkań od dewelopera kwota ta wynosi 6588,32 zł za mkw.

W wielu dużych miastach znalezienie mieszkania w limicie będzie bardzo trudne, np. wg analizy przeprowadzonej przez portal Domiporta.pl, w Krakowie i Warszawie tylko jedno na siedemdziesiąt mieszkań wystawionych na sprzedaż na rynku wtórnym spełnia warunek cenowy „Mieszkania dla Młodych”. Zyskają za to małe miejscowości, gdzie ceny są niższe, w niektórych miastach w limicie mieści się zdecydowana większość lokali na sprzedaż. Taka zmiana w MdM pozwoli też kupić z dopłatami mieszkanie w dużym mieście w niższym standardzie, np. takie przeznaczone do remontu.

Rodziny wielodzietne z łatwiejszymi i wyższymi dopłatami

Zmiana zasad została też wprowadzona w wysokości dopłat zależnych od liczby dzieci w gospodarstwie domowym, na czym najwięcej zyskają klienci z co najmniej trójką potomstwa. MdM ma być dla nich dostępny bez względu na wiek i posiadanie wcześniej innej nieruchomości (standardowo maksymalny wiek to 35 lat, a z programu wykluczone są osoby, które były kiedykolwiek właścicielami nieruchomości mieszkalnej), wyższe będą także dopłaty dla takich osób. Przy trójce potomstwa można będzie dostać 30-proc. dofinansowanie, na dodatek liczone do większej niż dotąd powierzchni, podczas gdy dotąd było to po prostu 15 proc. (bez względu na liczbę dzieci). W efekcie dopłaty dla osób z co najmniej trójką dzieci rosną o około 160 proc. przykładowo, rodzina z trójką dzieci kupująca 70-metrowe mieszkanie w Warszawie otrzymywała dotąd niecałe 45 tys. zł dopłaty, po wejściu zmian w życie kwota ta wyniesie 116,8 tys. zł.

Wśród wchodzących w życie zmian jest jeszcze dopisanie do programu mieszkań wybudowanych przez spółdzielnie i powstałych w wyniku przebudowy czy adaptacji. Zasięg tej pierwszej zmiany będzie jednak ograniczony, bo aktywność spółdzielni jest w Polsce niewielka. W ciągu ostatnich 12 miesięcy oddały one do użytkowania niecałe 2,5 tys. lokali, to 23 razy mniej niż deweloperzy.

Marcin Krasoń

Krystyna Skowrońska (PO): z przewalutowania kredytów skorzysta więcej osób

Platforma Obywatelska łagodzi kryteria pomocy osobom, które mają kredyty mieszkaniowe w walucie obcej. Podczas posiedzenia sejmowej komisji finansów publicznych posłowie tej partii wnieśli poprawkę zgodnie z którą z restrukturyzacji kredytu będą mogły skorzystać osoby, które zakupiły mieszkanie o powierzchni do 100 m2 i dom jednorodzinny o powierzchni do 140 m2. W projekcie ustawy przygotowanej przez PO wartości te wynosiły odpowiednio 75 i 100 m2.

„Wsłuchaliśmy się w słowa krytyki, że tak małych mieszkań już się nie kupuje” – powiedziała IAR Krystyna Skowrońska z PO. Przewodnicząca sejmowej komisji finansów publicznych dodała, że w ten sposób z ustawy, która daje możliwość przewalutowania kredytów hipotecznych oraz dokonania symetrycznego podziału kosztów tej operacji pomiędzy kredytobiorcę i bank będzie mogło skorzystać więcej osób.

Krystyna Skowrońska jest zdania, że poszerzenie kręgu osób, które skorzystają z prze walutowania kredytów mieszkaniowych zaciągniętych w walucie obcej nie zwiększy kosztów zakładanych pierwotnie na 9 – 9,5 miliarda złotych. „Dzisiaj nie usłyszeliśmy przy tej poprawce ze strony Związku Banków Polskich, by ten koszt miałby być znacznie wyższy. Czyli ten szacunek, założony pierwotnie bardzo wysoko nie powinien ulec zmianie” – powiedziała przewodnicząca sejmowej komisji finansów publicznych.

Drugie czytanie projektu ustawy o szczególnych zasadach restrukturyzacji walutowych kredytów mieszkaniowych w związku ze zmianą kursu walut obcych do waluty polskiej odbędzie się na następnym posiedzeniu Sejmu.

Łódź – najszybciej „zwijające się” miasto w Polsce?

Łódź jest trzecim miastem w Polsce pod względem liczby ludności. W ciągu ostatnich 20 lat liczba mieszkańców tego miasta zmniejszyła się o ponad 100 tys. i obecnie wynosi około 700 tys. Powodem tak dużego odpływu ludności było i jest duże bezrobocie. W marcu 2015 r. stopa bezrobocia w Łodzi przekroczyła próg 12% i jest najwyższa wśród miast wojewódzkich. Kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców Łodzi zmuszonych jest do codziennych dojazdów do pracy do Warszawy. Duże bezrobocie, postępująca depopulacja, niższy poziom życia w porównaniu do innych dużych miast spowodowały, że na Łódź patrzy się jak na miasto bez perspektyw. Ale czy na pewno tak jest?

Warto zwrócić uwagę na geograficzne położenie Łodzi. Przez stolicę województwa łódzkiego przebiegają ważne drogi krajowe i ekspresowe. Niedaleko miasta znajduje się skrzyżowanie transeuropejskich autostrad A1 i A2. Przez miasto przebiegają także licznie linie kolejowe zapewniające szybkie połączenie z innymi ważnymi ośrodkami miejskimi. W Łodzi funkcjonuje również lotnisko – Port Lotniczy Łódź im. Władysława Reymonta. Dzięki centralnemu położeniu oraz bliskości ważnych szlaków komunikacyjnych, w Łodzi powstają nowoczesne centrala logistyczne. Organizowane są również znane Międzynarodowe Targi Łódzkie.

Łódź jest dominującym w Europie ośrodkiem produkcji sprzętu AGD. Nadal funkcjonuje tu wiele kluczowych firm z sektora włókienniczego. W mieście znajduje się największa na świecie fabryka Gillette. Dynamicznie rozwija się również przemysł nowych technologii – produkowane są nowoczesne serwery, notebooki oraz inny sprzęt komputerowy.

Ogromną szansą dla miasta może być współpraca z Airbus Helicopters, który planuje uruchomienie linii produkcyjnej w łódzkich Wojskowych Zakładach Lotniczych. Jeśli inwestycja dojdzie do skutku, w Łodzi powstanie kilkaset nowych miejsc pracy, a miasto stanie się silnym ośrodkiem lotnictwa śmigłowcowego.

W Łodzi dynamicznie rozwijają się centra handlowo-usługowe. Centrum HandloweManufaktura to największe w Polsce centrum handlowo-usługowo-rozrywkowe w Polsce. W budowie jest Centrum Handlu Biznesu i Rozrywki Sukcesja oferujące prawie 130 tys. mkw. powierzchni. Budowa ma się zakończyć na przełomie sierpnia i września.

Nie sposób nie wspomnieć o inwestycjach infrastrukturalnych. W budowie jest trasa W-Z, przebudowywane jest skrzyżowanie marszałków. Chociaż nie bez problemów i opóźnień, naprzód posuwają się roboty na Dworcu Fabrycznym. W pobliżu remontowanego dworca powstaje Węzeł Multimodalny, który będzie głównym węzłem komunikacyjnym Łodzi łączącym komunikację kolejową, tramwajową, autobusową (miejską i dalekobieżną) oraz samochodową (osoby prywatne).

Choć Łódź jest trzecim największym miastem w Polsce nie cieszy się ono dużym zainteresowaniem wśród deweloperów. W ofercie mieszkań na sprzedaż przeważają oferty z rynku wtórnego, których średnia cena nie przekracza 4 tys. zł/mkw. W porównaniu z innymi największymi polskimi miastami, oferta rynku pierwotnego jest jedną z niższych.

Średnie ceny 1 mkw. mieszkania na łódzkim rynku nieruchomości mieszkaniowych

średnia cena 1 mkw. liczba ogłoszeń
rynek pierwotny 4 859 zł 1 282
rynek wtórny 3 761 zł 6 238

Opracowanie: Dział Badań i Analiz Grupy Emmerson S.A na podstawie ogłoszeń zamieszczonych w serwisie Otodom.pl

Łódź jest również jednym z tańszych miast, jeśli chodzi o wynajem mieszkania. Na portaluOtodom.pl zamieszczonych jest około 800 ofert wynajmu mieszkania. Średnia miesięczna stawka najmu wynosi 1 785 zł. Najtańsze mieszkania 1-pokojowe można wynająć już za około 700 zł/m-c.

Średnie stawki najmu mieszkań w Łodzi w zależności od liczby pokoi

średnia stawka najmu
1-pokojowe 979 zł/m-c
2-pokojowe 1 384 zł/m-c
3-pokojowe 2 184 zł/m-c
4-pokojowe 3 187 zł/m-c
5-pokojowe 3 695 zł/m-c

Opracowanie: Dział Badań i Analiz Grupy Emmerson S.A na podstawie ogłoszeń zamieszczonych
w serwisie Otodom.pl

Okres po 1989 r. nie był dla Łodzi i jej mieszkańców dobrym okresem. Upadek fabryk włókienniczych, nieudolna restrukturyzacja, przyczyniły się do znacznego pogorszenia warunków życia w mieście.
Od kilku rozwój miasta powoli nabiera tempa. Rozwijają się usługi oraz przemysł. Nowe firmy zapowiadają wejście na łódzki rynek. W rozwoju Łodzi czynny udział biorą także władze miasta inwestując w usprawnienie komunikacji. Z roku na rok poziom życia mieszkańców Łodzi jest wyższy, przez co coraz mniej osób decyduje się na wyjazd do innego miasta. Jeśli miasto dalej będzie się rozwijać w takim tempie, za kilka lat ma szanse zahamować negatywne trendy i na nowo stać się znaczącym ośrodkiem gospodarczym w Polsce i Europie.

Aleksandra Kubicka
Jarosław Mikołaj Skoczeń

Sektor publiczny coraz ważniejszym uczestnikiem rynku najmu powierzchni biurowej

W największych miastach w Polsce, poza Warszawą, głównym najemcą powierzchni biurowej od kilku już lat są firmy świadczące nowoczesne usługi dla biznesu. Szczególnie intensywnie centra outsourcingowe rozwijają się we Wrocławiu i Krakowie, w których w 2014 roku inwestorzy z tego segmentu rynku wynajęli zdecydowaną większość biur, na które podpisane zostały umowy.

Warszawa, która jest głównym rynkiem biurowym w naszym kraju, pełni także funkcję największego centrum finansowego w rejonie Europy Środkowo-Wschodniej. Skupia nadrzędne jednostki organizacyjne, regionalne oddziały międzynarodowych firm oraz siedziby wielu wiodących, krajowych przedsiębiorstw.

Ważnym uczestnikiem warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowej staje się w ostatnim czasie również sektor publiczny, reprezentujący zarówno polskie jednostki administracyjne, jak i delegatury instytucji europejskich. Już w poprzednich latach podmioty publiczne zawierały umowy najmu na zasadach komercyjnych, ale w 2014 roku zaznaczyły swoją obecność na rynku biurowym znacznie wyraźniej, poszukując optymalizacji zajmowanej powierzchni, kosztów i lokalizacji.

W ubiegłym roku znaczące umowy najmu zawarły m.in. PKP, Agencja Rynku Rolnego, Urząd Rejestracji Leków, Główny Inspektorat Transportu Drogowego, czy Urząd Lotnictwa Cywilnego. Do nowej siedziby przeniosła się Agencja Nieruchomości Rolnych i Izba Celna.

Małgorzata Brawura-Biskupska z firmy doradczej Walter Herz prognozuje, że podmioty administracji państwowej w najbliższych latach wyraźnie zwiększą swój udział w wolumenie umów najmu powierzchni biurowej na warszawskim rynku, zarówno w obiektach o najwyższym standardzie, jak i w budynkach klasy B.

– Urzędy poszukują powierzchni biurowej odpowiadającej ich indywidualnym, ściśle określonym potrzebom. Zgłaszają zapotrzebowanie, zarówno na centralnie położone biura, jak również konkurencyjne cenowo powierzchnie, znajdujące się w pewnej odległości od centrum miasta. Dokładnie sprofilowane oczekiwania poszczególnych instytucji państwowych wymagają poszukiwania, w zależności od typu urzędu, samodzielnych budynków, albo np. powierzchni usytuowanych na parterze, które ułatwiają obsługę klientów. Jedną z najczęściej pojawiających się wytycznych jest odległość od określonych jednostek nadrzędnych – informuje Małgorzata Brawura-Biskupska.

Specjalistka z Walter Herz zauważa, że najemcy z sektora publicznego decydują się na różnego rodzaju lokalizacje. – Na przykład centralnie położony kompleks biurowy Warsaw Spire stanie się siedzibą Centrum Unijnych Projektów Transportowych. A 70 proc. powierzchni w usytuowanym na Mokotowie biurowcu Domaniewska Office Hub zajmie Poczta Polska. Przykładem instytucji, która wybrała lokalizację poza centrum może być zaś Agencja Rozwoju i Restrukturyzacji Rolnictwa, która od lat jest najemcą kompleksu Poleczki Business Park, znajdującego się na Ursynowie – wymienia Małgorzata Brawura-Biskupska.

Analizy Walter Herz wskazują, że najemcy z segmentu administracji państwowej poszukują powierzchni biurowych przede wszystkim w celu konsolidacji kilku lokalizacji lub zwiększenia metrażu. Motywacją do zmiany biura jest dla nich również możliwość obniżki czynszu, tym bardziej że w obecnych warunkach rynkowych mogą liczyć na wynegocjowanie korzystniejszych warunków finansowych. – Koszy utrzymania powierzchni w najczęściej zajmowanych przez instytucje państwowe, starszych budynkach są często wysokie i przeprowadzka może dać spore oszczędności – zauważa Małgorzata Brawura-Biskupska z Walter Harz.

Przedstawicielka firmy doradczej przyznaje, że analizy opcji relokacji wykonywane dla najemców z sektora publicznego dają czasem zaskakujące rezultaty. – Dzięki wykorzystaniu specjalistycznych narzędzi analitycznych możemy przedstawić najbardziej korzystne rozwiązania. Przy czym zdarza się, że lokalizacje które na początku wydawały się najlepsze po dogłębnej analizie okazują się nie być tymi najbardziej optymalnymi – zaznacza Małgorzata Brawura-Biskupska.

Zdaniem specjalistki, firmy z sektora publicznego są stabilnymi najemcami, niezależnie od fluktuacji rynku, doskonałymi płatnikami i na ogół wynajmują biura o dużym metrażu. Utrudnieniem w reprezentacji tego typu najemców jest z kolei duże sformalizowanie procesu najmu, ze względu na przykład na procedury przetargowe, które zwykle powodują rozciągnięcie postępowania w czasie. Przeszkodę może stanowić również brak możliwości wyrażenia czynszu najmu w obcej walucie, przedstawienia zabezpieczenia umowy i zawarcia kontraktu na czas określony. Koszty aranżacji biur podnosi zaś wymagany najczęściej przez budżetówkę gabinetowy układ biur.
Także aktywność inwestycyjna deweloperów wiąże sie obecnie z chęcią przyciągnięcia do nowych budynków najemców z sektora publicznego. Na przykład inwestor budynku biurowego położonego przy ul. Ciołka na warszawskiej Woli planuje zainteresować obiektem instytucje państwowe. Budowa biurowca C 12 A stanowi kontynuację strategii realizowanej przez firmę od kilku lat. Nowy budynek powstanie w sąsiedztwie 8 innych biurowców spółki, w których ulokowało się już wiele instytucji publicznych, jak np. Izba Celna, Prokuratura Rejonowa, czy Urząd Pracy.

Autor: Walter Herz

Ile zarabiają Polacy na Islandii?

Islandię zamieszkuje ok. 320 tys. osób – nieco więcej mieszkańców liczy Lublin. W 2006 roku Islandia otworzyła swoje granice dla polskich pracowników. Nasi rodacy na Islandii są największą grupą imigrantów. Polonia stanowi 3% całej populacji wyspy. Polacy znajdują przede wszystkim zatrudnienie jako wykwalifikowani robotnicy i technicy. Wysokość wynagrodzenia na Islandii określona jest w porozumieniach zawartych miedzy związkami zawodowymi i pracodawcami. Takie porozumienia odnoszą się do 90% rynku pracy. Zarobki są uzależnione od wykształcenia i doświadczenia zawodowego osoby zatrudnionej.

Najwyższe przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto otrzymywali menedżerowie, około 6 985 EUR. Specjaliści zarabiali niecałe 5 000 EUR, natomiast technicy około 4 000 EUR miesięcznie. Niewiele mniej, bo 3 871 EUR wynosiła miesięczna pensja rzemieślników. Poniżej 3 000 EUR, otrzymywali pracownicy biurowi oraz wykwalifikowani robotnicy. Najmniej wynosiło wynagrodzenie pracowników usług oraz sprzedawców, których miesięczne zarobki brutto wynosiły 2 669 EUR.

Tabela 1. Średnie miesięczne zarobki brutto na Islandii w grupach zawodowych w 2014 roku (brutto w ISK oraz EUR)

grupa zawodowa średnie miesięczne wynagrodzenie
w ISK w EUR
menedżerowie 1 081 000 6 985
specjaliści 765 000 4 943
technicy 618 000 3 994
rzemieślnicy 599 000 3 871
pracownicy biurowi 456 000 2 947
robotnicy wykwalifikowani 447 000 2 889
pracownicy usług, sprzedawcy 413 000 2 669

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie Statistics Iceland

Mateusz Rachucki
Sedlak & Sedlak

Wartość rynku nowych pożyczek zaciąganych w firmach pożyczkowych do końca roku przekroczy 5 mld złotych. Dynamiczny wzrost przewidywany jest także w kolejnych latach

Piotr Kaczmarski, dyrektor operacyjny NetCredit

Według danych Związku Firm Pożyczkowych wartość pożyczek zaciągniętych w firmach pożyczkowych do końca roku przekroczy 5 mld złotych. To niemal o jedną czwartą więcej niż przed rokiem. Analitycy w kolejnych latach spodziewają się dalszego dwucyfrowego wzrostu, choć ze względu na nasycenie rynku i rosnącą konkurencję będzie on nieco wolniejszy. Firmy pożyczkowe konkurują ze sobą szybkością, jakością i ceną dostarczanych usług, co powoduje rozwój oferty internetowej.

Nasi klienci potrzebują rozwiązania, czyli pożyczki tu i teraz, jak najszybciej. Rynek internetowy i produkty dostępne na nim dostępne bardzo szybko docierają do klienta. I to jest klucz do sukcesu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Kaczmarski, dyrektor operacyjny NetCredit.

W opinii rozmówcy dalszy kierunek rozwoju rynku pożyczek krótkoterminowych uzależniony jest w głównej mierze od potrzeb klientów. Obserwacja aktualnych trendów pozwala zakładać, że zmiany będą szły w stronę rozwiązań dostarczanych drogą internetową.

Jak wynika z danych zebranych przez Scopos dla Kreditech Polska, ponad 30 proc. pożyczających w sieci to osoby średniozamożne, o dochodach pomiędzy 2 a 5 tys. zł miesięcznie, o ustabilizowanej sytuacji życiowej i zawodowej. Wśród klientów przeważają mężczyźni (54 proc.), w wieku pomiędzy 30 a 40 lat (28 proc.), pożyczający nie więcej niż 2 tys. zł.

– Myślę, że klient będzie oczekiwał jeszcze krótszego czasu realizacji, czyli szybszego dostarczania rozwiązań dla niego. Będzie oczekiwał ułatwień w tym procesie, większej prostoty – przewiduje Kaczmarski.

Według przedstawiciela spółki NetCredit to właśnie szybkość jest wspólnym mianownikiem kształtującym obecnie rynek. Fundamentem pozwalającym na osiągniecie sukcesu w branży pożyczek internetowych jest zaoferowanie klientom nowych rozwiązań i produktów, które będą dostępne w możliwe łatwy sposób.

O tym, czy pożyczki internetowe zdominują rynek mikropożyczek, zdecydują klienci. Jeżeli będziemy potrafili dobrze odpowiadać na ich potrzeby, które przecież się zmieniają, to wtedy tak – mówi ekspert.

Dyrektor operacyjny w NetCredit jest zdania, że udział internetowych pożyczkodawców w ogólnej strukturze rynku będzie w najbliższych latach wyraźnie rosnąć. Wpłynie na to zarówno prostota tej formy działalności, jak i dynamicznie rosnąca liczba potencjalnych klientów.

– Coraz więcej osób korzysta z internetu, to jest praktyczne narzędzie, łatwo dostępna platforma do sięgania po nowe produkty, zresztą nie tylko finansowe – mówi. – Natomiast jeśli mówimy o konkurencji, to będziemy walczyć ze sobą jakością, szybkością i ceną, czyli tym, co charakteryzuje wolny rynek – tłumaczy.

Spółka NetCredit jest członkiem Związku Firm Pożyczkowych, organizacji pracodawców zrzeszającej kilkadziesiąt firm działających na rynku pożyczek internetowych.

Polski a grecki sektor energetyczny

Dzisiejsza Grecja zmaga się z problemami, prawie na miarę nowej walki o niepodległość. Kolejne potyczki i fortele związane z transzami pożyczek i uzgodnieniami pomocowymi, odbijają się też istotnie na greckiej energetyce, która ma wiele punktów wspólnych z naszą rodzimą.

Grecka energetyka oparta jest w większości na węglu, a łączna moc zainstalowana w elektrowniach to około 13 GW. Decyzję o ukierunkowaniu się na energetykę węglową podjęto tuż po pierwszym kryzysie energetycznym. Obecnie, prawie 70% greckiej energii pochodzi z węgla brunatnego wydobywanego z lokalnych złóż i jest bardzo słabej jakości. W zależności od lokalizacji kopalni wartość energetyczna wydobywanego surowca waha się od 4 tys. kJ/kg (co bardziej przypomina już torf) poprzez 5,5-6 do najlepszych 7,5-9 tys. kJ/kg (co odpowiada jakości złóż bełchatowskich). Przykładowo w Stanach Zjednoczonych, lignity używane w energetyce, mają nawet lepszą wartość niż nasze krajowe złoża węgla brunatnego (12-15 tys. kJ/kg). To z kolei zbliża je do bardzo niskiej jakości węgla kamiennego. Grecja poza węglem ma około 4,7 tys. MW (w mocy zainstalowanej) w energetyce odnawialnej, co przekłada się na około 18% krajowej produkcji energii – w większości z hydroelektrowni i wiatru, bo w znacznej części greckiego krajobrazu zaczynają dominować wiatraki. Planowana jest ich intensyfikacja do ponad 7 tys. MW. Ponadto, widoczny jest szeroki rozwój fotowoltaiki, co wynika z korzystnych warunków atmosferycznych. Ogrzewanie słoneczne (szczególnie wody) jest zresztą w Grecji powszechne i wszystkie domy oraz hotele maja tego rodzaju instalacje, natomiast sama fotowoltaika dopiero raczkuje.

Struktura własnościowa energetyki jest również zbliżona do polskiej, gdyż większość (ponad 2/3 mocy wytwórczych i dominujące udziały w dystrybucji) należy do państwowego PPC (Public Power Corporation). Jak można przypuszczać, grecki sektor energetyczny boryka się z podobnymi problemami jak polski: regulacje unijne wymuszające liberalizację rynku, przyszłe konsekwencje pakietu klimatycznego i konieczność transferu z węgla w kierunku energii odnawialnej. Ponadto, pojawiają się podobne dylematy: brudne i relatywnie mało efektywne brunatne elektrownie, są jednocześnie najtańszym źródłem energii i co istotne zapewniają pracę górnikom. Zmiana dotychczasowej struktury sektora energetycznego na OZE wymaga zatem wielkich pieniędzy (na dotacje) i bolesnej zmiany w strukturze zatrudnienia, a także zamykania w przyszłości części kopalń. Wszystko to ma się odbywać w warunkach silnego kryzysu finansowego, ograniczeń budżetowych i wymuszonej prywatyzacji.

Ostatnim akordem niedawnego porozumienia jest decyzja o nowym 50 mld funduszu, który będzie zasilony ze sprzedaży wszystkiego, czego nie sprzedano do tej pory, a więc na celowniku jest głównie energetyka i państwowe PPC, a w szczególności krajowy dystrybutor ADMIE. O sprzedaży ADMIE (większościowej prywatyzacji) mówi się od dawna, byli nawet wytypowani pierwsi inwestorzy. Jednocześnie grecki rząd broni się przed tym jak może. Powodem takiego oporu jest fakt, że ceny energii dla użytkowników końcowych wzrosły 3-krotnie przez ostatnie 3 lata i zaczynają być bolesnym problemem w domowych budżetach.

Grecki sektor energetyczny jest wiec w totalnym zastoju. Obecny minister ds. energetyki Panagiotis Lafazanis jest zdania, że nie należy nic zmieniać w tej kwestii. Strategia, którą realizuje polega na dalszym lawirowaniu i omijaniu przyszłych zobowiązań klimatycznych przy dalszym wykorzystaniu węgla. Pozorowane działania prywatyzacyjne niosą ze sobą obawę, że jakikolwiek nowy właściciel, rozpocznie od lepszej ściągalności zobowiązań za energię, co mocniej przydusi domowe budżety i wznieci niepokoje społeczne. Grecja jest więc w impasie – pożyczkowym i energetycznym. Nie wyłania się również żadna wygrywająca strategia, która pozwoli zarówno uratować elektrownie, kopalnie, dystrybutora, końcowego klienta i jeszcze spłacić długi. Wydaje się, że Grecexit będzie w przyszłości jeszcze nie jeden raz przedmiotem debaty i to nie tylko w sensie świata finansów, ale także europejskich regulacji energetycznych, bo tu również pojawia się konflikt interesów pomiędzy Grecją a UE.

Polska struktura wytwarzania jest tak samo (a może jeszcze bardziej) trudna, a problemy społeczne gigantyczne. Cele polskiej polityki energetycznej i europejskiej –proste. Jednakże może tym razem (w przeciwieństwie do Greków) zaczniemy działać szybciej.

Autor: Prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki i IT, Politechnika Warszawska, prezes zarządu Transition Technologies

Tekst pochodzi z bloga: http://konradswirski.blog.tt.com.pl/?p=2364

Inwestorzy wracają do dolara

Dolar zdecydowanie umocnił się do euro. Niejasna sytuacja na rynku pracy w USA. Złoty traci na wartości wraz z pogorszeniem sentymentu do rynków wschodzących. Kolejne spotkanie wierzycieli z greckimi przedstawicielami w sprawie przyznania pomocy.

Krzysztof Pawlak - dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Na rynkach widać oczekiwanie na kolejne dane z USA. Temat podwyżek stóp procentowych jest obecnie główną determinantą zachowania inwestorów na rynku. Po wczorajszym ruchu na parze EUR/USD, spadku poniżej 1,09 można się domyślać, że inwestorzy dyskontują podwyżkę stóp w USA już we wrześniu. Jest to o tyle dziwna sytuacja, że ostatnie dane nie dały jasnej odpowiedzi co do kondycji amerykańskiej gospodarki.

Poniedziałkowy raport o dochodach i wydatkach gospodarstw domowych wyglądał bardzo obiecująco, ale prezentowany w poprzednim tygodniu indeks kosztu zatrudnienia okazał się najgorszy w historii. Już dzisiaj zostanie opublikowany raport ADP o zmianie zatrudnienia w sektorze prywatnym. Te dane będą wstępem do prezentowanych w piątek zmian zatrudnienia w sektorze pozarolniczym.

Trzeba przypomnieć, że Fed jasno dał do zrozumienia, że poprawa na rynku pracy będzie oznaczała podwyżkę stóp procentowych być może już we wrześniu. Dlatego inwestorzy bacznie będą się przyglądać tym danym. Lepsze odczyty skierują EUR/USD w kierunku 1,05, i spowodują osłabienie polskiej waluty. Tak czy inaczej, nawet jeżeli podwyżek stóp nie będzie we wrześniu, to biorąc pod uwagę długoterminowe, bardzo dobre perspektywy dla amerykańskiej gospodarki, to bliżej nam jest do 1,00 na EUR/USD i 4,00 na parze USD/PLN w długim okresie.

Wczorajszy dzień przyniósł osłabienie złotego do głównych walut. Do godziny 15 sesja była zupełnie neutralna, zmienność była niewielka. Po godzinie 15 wraz ze spadkiem na EUR/USD złoty zaczął gwałtownie tracić do wszystkich walut. Na EUR/PLN zobaczyliśmy znów kurs powyżej 4,18, do dolara polska waluta straciła niemal 7 groszy, kurs dotarł do poziomu 3,84.

Dzisiaj w Atenach w godzinach przedpołudniowych odbędzie się kolejne spotkanie wierzycieli z greckim ministrem finansów. Celem jest jak najszybsze porozumienie i wypłata 86 miliardów euro pomocy dla Grecji. Zaskakują słowa greckiego ministra finansów, który powiedział, że do końca tygodnia wszystkie tematy zostaną dogadane. Grecy ostatnimi czasy przyzwyczaili nas, że lubią ostro grać i czekać do samego końca, by wywalczyć więcej niż się mogli spodziewać. Takiego optymizmu nie widać po stronie wierzycieli a to może zwiastować kolejne nerwowe dni na rynkach, tym razem ważny termin to 20 sierpnia.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na publikowane indeksy PMI dla usług dla Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii. Lepsze odczyty od prognoz powinny wspierać euro. Po południu poznamy szereg danych z USA. O 14.15 raport ADP, o którym już wspominałem, o 16.00 indeks ISM dla usług.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 05.08.2015
Komentarz walutowy 05.08.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 04.05.2015 do 05.08.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Jest to krótkoterminowy trend wewnątrz szerokiej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega obecnie w okolicach 4,1200, a kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1100, gdzie znajduje się 61,8% zniesienie Fibonacciego.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 05.08.2015
Komentarz walutowy 05.08.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 04.05.2015 do 05.08.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kurs poszybował ostro w dół. Po odbiciu od ważnego wsparcia na 3.8450 kurs zawrócił, i dotarł do oporu w postaci 61,8% zniesienia Fibonacciego.

USD/PLN

Komentarz walutowy 05.08.2015
Komentarz walutowy 05.08.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 04.05.2015 do 05.08.2015

Kurs USD/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Opór stanowić będzie górne ograniczenie kanału na poziomie 3,8750. Wsparciem będzie 23,6% zniesienie Fibonacciego na poziomie 3,7750.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 05.08.2015
Komentarz walutowy 05.08.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 04.05.2015 do 05.08.2015

Kurs GBP/PLN porusza się w ramach wyrysowanego kanału wzrostowego Oporem dla ewentualnych dalszych wzrostów będzie psychologiczna wartość 6,00. W przypadku korekty ostatniego ruchu wzrostowego wsparciem będzie 23,6% zniesienie Fibonacciego w okolicach 5,8500.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

BGŻ BNP Paribas chce zwiększać swoje udziały w rynku bankowości agro, ale nie planuje otwierania nowych punktów obsługi klienta

Bartosz Urbaniak, członek zarządu ds. agrobiznesu BGŻ BNP Paribas

Po fuzji BGŻ i BNP Paribas nowy bank chce rozwijać swoje udziały w sektorze bankowości agro. Nie planuje jednak uruchamiania kolejnych placówek ani wprowadzania nowych produktów. Chce skupić się na obsłudze finansowania sektora w nowej perspektywie unijnej, podczas której na polską wieś ma trafić przeszło 13,5 mld euro.

Mamy zamiar krok po kroku zwiększać nasz udział w rynku agro – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Bartosz Urbaniak, członek zarządu ds. agrobiznesu BGŻ BNP Paribas. – Nie planujemy jednak żadnych rewolucji. Stawiamy raczej na kontynuację programów już kiedyś rozpoczętych i ewolucyjne, konsekwentne zwiększanie naszego udziału w rynku.

Pod koniec kwietnia br. doszło do fuzji prawnej tradycyjnie, od wielu lat obsługującego sektor rolniczy Banku Gospodarki Żywnościowej oraz BNP Paribas. Za przejęcie BGŻ od holenderskiego Rabobanku Francuzi zapłacili w ubiegłym roku przeszło 4 mld zł. W wyniku połączenia powstał BGŻ BNP Paribas, siódmy pod względem wielkości aktywów bank w Polsce. Obecnie trwają prace nad ujednoliceniem oferty. Połączenie operacyjne ma być przeprowadzone do końca przyszłego roku. Wtedy też powinno dojść do unifikacji systemów informatycznych, a klienci BGŻ BNP Paribas uzyskają dostęp do wspólnego systemu transakcyjnego oraz bankowości mobilnej.

W ubiegłym roku dosyć ostro odnowiliśmy ofertę produktową i widzimy, że zostało to dobrze przyjęte – przekonuje Bartosz Urbaniak. – Produkty dla rolników, które byśmy chcieli w najbliższym czasie zaoferować, będą związane głównie z nową falą pomocy z Unii Europejskiej i funduszami europejskimi. Nowych, komercyjnych, szczególnie odmienionych rozwiązań na razie nie planujemy.

BGŻ BNP Paribas nie przewiduje także uruchamiania w najbliższym czasie nowych placówek, które mogłyby usprawnić obsługę klientów na wsi i w mniejszych miejscowościach. Przeciwnie, po fuzji zniknie ok. 100 z 600 placówek położonych zbyt blisko siebie. Zwiększona została natomiast liczba osób zatrudnionych w już funkcjonujących punktach obsługi klienta (POK).

Obecnie mamy jedną z największych sieci w Polsce, więc na razie nie przewidujemy otwierania kolejnych placówek, nie widzimy po prostu takiej potrzeby – wskazuje Urbaniak. – Natomiast nie jest przesądzone, że tak będzie zawsze. Jeżeli tylko się okaże, że rynek będzie tego potrzebował, to zareagujemy. Ale wydaje się nam, że dość dokładnie opracowywaliśmy geolokacyjne rozłożenie placówek i dzisiaj funkcjonują one tam, gdzie są naprawdę potrzebne.

Jak wynika z Umowy Partnerstwa, dokumentu podpisanego przez rząd z Komisją Europejską, w nowej perspektywie finansowej na lata 2014-2020 łączne środki publiczne przeznaczone na realizację Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich (PROW) wyniosą przeszło 13,5 mld euro, w tym 8,6 mld pochodzić będzie z budżetu UE (Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich, w skrócie EFRROW) i ponad 4,9 mld wkładu krajowego.

Po fuzji BGŻ BNP Paribas ma około 1,7 miliona klientów.

M. Uherek (Heart): Środki z pierwszej rundy finansowania posłużyły do rozwoju oferty produktowej. Wkrótce kolejna runda oraz pierwsze przychody ze sprzedaży

0

CEO Magazyn Polska

W pierwszej rundzie finansowania wrocławska spółka Heart pozyskała z funduszu zalążkowego MicroBioLab 0,54 mln złotych. Środki posłużyły głównie do rozwoju oferty produktowej. Producent specjalistycznych urządzeń oraz oprogramowania medycznego poszukuje kolejnych inwestorów. Szczegóły będą znane w perspektywie najbliższych miesięcy. W niedalekiej przyszłości powinny się pojawić także pierwsze przychody operacyjne.

Zakładając firmę Heart, nie mieliśmy rozbudowanych planów finansowania ekspansji rozwoju naszej firmy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Michał Uherek, wiceprezes spółki Heart.

Wraz ze wspólnikiem na rozpoczęcie działalności przeznaczył zaledwie kilka tysięcy złotych. Plany zapewnienia dalszego finansowania pojawiły się dopiero w momencie, kiedy się okazało, że pomysły biznesowe spółki Heart mogą być trafione.

Po jakimś czasie udało się spotkać inwestora, który zainwestował w tę technologię, w te pomysły, uwierzył w nas, w naszą wizję rozwoju tej firmy – tłumaczy Michał Uherek.

Zainteresowanie technologią opracowywaną przez spółkę Heart wyraził fundusz zalążkowy MicroBioLab, należący do EFICOM. W ramach pierwszej rundy finansowania w grudniu 2013 roku zainwestował kwotę 0,54 mln złotych, a w zamian otrzymał 3,1 tys. udziałów stanowiących 22 proc. kapitału zakładowego.

– Obecnie jesteśmy na etapie, kiedy środki z tej pierwszej emisji zostały, mam nadzieję, dobrze spożytkowane na utworzenie kilku produktów w wersji prototypowej – wyjaśnia przedstawiciel spółki Heart.

Jednym z oferowanych produktów jest system PAS przeznaczony do wykorzystania w placówkach medycznych. Za jego pomocą możliwe jest ustalenie stopnia nasilenia bólu pacjenta w różnych punktach czasowych. System wspiera proces leczenia przeciwbólowego.

– Teraz jesteśmy w momencie stawiania drugiego kroku, szukamy kolejnej rundy finansowania. Mniej więcej za pół roku okaże się, gdzie te nasze starania nas doprowadziły – mówi o dalszych planach spółki Heart jej wiceprezes. – Dokładnie w tym momencie spotykają się te dwa strumienie: pozyskiwania kapitału z zewnątrz, od inwestorów, i kluczowe decyzje przekładające się na płatność naszych pierwszych klientów.

Wiceprezes wrocławskiej spółki liczy na to, że dalsze finansowania działalności pochodzić będzie z dwóch głównych źródeł. Oprócz kapitału od inwestorów zewnętrznych, ma również nadzieję na pojawienie się wkrótce pierwszych przychodów ze sprzedaży.

– Na dzisiaj firma nie jest rentowna. Wszystkie środki, które mieliśmy na początku, przeznaczyliśmy na stworzenie tego, co mamy za sobą, czyli stworzenie konkretnych rozwiązań, konkretnych produktów – tłumaczy.

Kapitały posiadane przez spółkę pozwalają na prowadzenie aktywnych działań sprzedażowych i dotarcie do potencjalnych klientów oraz na prowadzenie działań technologicznych i utrzymanie odpowiedniej struktury organizacyjnej. 

Przetarg na nowy system informatyczny w ZUS za dwa lata. Zakład liczy na konkurencyjne oferty

CEO Magazyn Polska

Z dwuletnim wyprzedzeniem Zakład Ubezpieczeń Społecznych ogłosi we wrześniu przetarg na utrzymanie systemu informatycznego. Liczy, że do tak dużego kontraktu zgłosi się wielu graczy, co zwiększy konkurencyjność ofert. W ostatnich latach – dzięki dywersyfikacji dostawców IT – koszty utrzymania systemu spadły o 200 mln zł.

Obniżenie kosztów rozwoju systemu informatycznego w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych było możliwe dzięki temu, że udało nam się podpisać umowę, która w trybie konkurencyjnym pozwala na wybór optymalnego rozwiązania w ramach trzech dostawców. Oznacza to, że trzech dostawców konkuruje o jedno zamówienie z krótkiej listy, która została zawężona w przetargu dwustopniowym – wyjaśnia Radosław Stępień, wiceprezes ds. IT Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Faktyczne koszty utrzymania rozwoju systemu spadły od 2009 roku o 40 proc. Za utrzymanie Kompleksowego Systemu Informatycznego odpowiada firma Asseco, która w 2013 roku ponownie wygrała przetarg. W tym samym roku ZUS – dzięki przejęciu praw autorskich od Asseco – mógł rozpisać osobny przetarg na rozbudowę systemu. Kontrakt został podpisany z Capgemini oraz konsorcjum HP-Kamsoft, a także Asseco.

Obie umowy – na utrzymanie i na rozbudowę KSI – wygasną jesienią 2017 roku. Przetarg na nowego wykonawcę w zakresie utrzymania systemu ZUS ogłosi we wrześniu tego roku. Dwuletnie wyprzedzenie, jak wyjaśniają przedstawiciele ZUS, pozwoli po wyłonieniu zwycięzcy na swobodne zapoznanie się z Kompleksowym Systemem Informatycznym ZUS przed przejęciem jego utrzymania.

Szacujemy teraz kwotę kontraktu i czekamy na to, jak rynek na nasze zapytanie odpowie i ile faktycznie ta usługa miałaby kosztować. Będziemy starali się tak zakończyć przetarg, żeby nowy wykonawca czy też dotychczasowy wykonawca miał rok na przejęcie w eksploatację tak skomplikowanego systemu – wyjaśnia Radosław Stępień.

Jak podkreśla, przedmiotem przetargu będą usługi potrzebne do utrzymania KSI, w tym zapewnienie odpowiednio wykwalifikowanej kadry, która na bieżąco będzie monitorować poszczególne elementy systemu.

Ze względu na to, że rozwój systemu nie jest wykonywany przez jednego wykonawcę, który świadczy usługę utrzymaniową, potrzebna jest usługa integratorska, a więc dotycząca weryfikowania, oceny, a później wdrażania nowych zmian wprowadzanych przez innych wykonawców. I to też wchodzi w skład tego zamówienia – mówi wiceprezes ZUS.

ZUS liczy na to, że w przetargu wystartuje wielu oferentów zainteresowanych tak dużym kontraktem. To zapewni dużą konkurencję rynkową, a co za tym idzie – również niższe ceny.

Na pewno kryteria pozacenowe będą bardzo ważne, bo chodzi o to, żebyśmy mogli uzyskać jak najlepszą ofertę. Ten przetarg również będzie prowadzony w trybie dwuetapowym, a więc na samym początku będziemy starali się uzyskać tę krótką listę potencjalnych wykonawców, którzy mają potencjał do wykonania tak złożonego zamówienia – zapowiada Radosław Stępień.

Dla przykładu, w prowadzonym obecnie przez Zakład przetargu na hurtownię danych 50 proc. wagi oferty stanowiła właśnie jakość.

Polska trzecim największym europejskim rynkiem dla BP. Wkrótce koncern otworzy 500. stację paliw

CEO Magazyn Polska

Polska jest dla BP trzecim, po Niemczech i Wielkiej Brytanii, europejskim rynkiem z największymi zyskami. Wkrótce koncern planuje otwarcie 500. stacji benzynowej. Liczy na dalszy dynamiczny rozwój własnej sieci w związku m.in. z rozbudową infrastruktury drogowej, stawia także na rozwój franczyzy.

Najbliższe miesiące to szereg symbolicznych dat dla BP w Polsce. Dzisiaj świętujemy 20-lecie otwarcia pierwszej stacji BP w Polsce, ale już niebawem otworzymy 500. stację, a w przyszłym roku będziemy obchodzili 25-lecie naszej działalności w Polsce – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Pyrich, dyrektor generalny polskiego oddziału BP Europa. – To z jednej strony pokazuje nasze osiągnięcia na krajowym rynku, a z drugiej strony pokazuje, jak bardzo jesteśmy zobowiązani, żeby w Polsce inwestować, rozwijać się i uczestniczyć w rozwoju tego rynku.

BP działa w 80 krajach na całym świecie, a Polska jest trzecim w Europie – po Niemczech i Wielkiej Brytanii – rynkiem pod względem wysokości zysków. Dobra kondycja koncernu to m.in. zasługa nieprzerwanego od 25 lat wzrostu gospodarczego w kraju. Prognozy na kolejne lata też są optymistyczne.

Chcemy w tym wzroście uczestniczyć i to z dużymi sukcesami od paru lat realizujemy. Powiększamy swoją sieć stacji paliwowych, zwiększamy swoją ofertę, podnosimy jakość usług i jakość obsługi naszych klientów. Bardzo ważną rzeczą dla branży paliwowej jest rozwój infrastruktury drogowej w naszym kraju – mówi Pyrich.

Rozbudowa dróg daje koncernom paliwowym większe możliwości inwestycyjne. Nowe stacje własne będą powstawać m.in. przy autostradach i drogach ekspresowych. Pyrich zapewnia, że takie obiekty mają ogromny potencjał, a uzyskiwane przez nie dochody mogą być znacznie większe od stacji zlokalizowanych np. w miastach. Jednocześnie koncern będzie rozwijać także franczyzę.

Jak podkreśla Pyrich, zmiana potrzeb klientów wymusza również zmiany w funkcjonowaniu firm paliwowych. 20 lat temu, kiedy koncern otwierał swoją pierwszą stację w Polsce, stacje benzynowe były przede wszystkim punktem zakupu paliwa. Dziś są to raczej centra obsługi kierowców, gdzie można napić się kawy, zjeść posiłek czy zrobić zakupy w całodobowym sklepie.

W 2005 roku skorzystaliśmy z doświadczeń globalnych stacji BP i zaczęliśmy wprowadzać na naszych stacjach kawiarenki Wild Bean Cafe. Wcześniej nikt w Polsce nie myślał, że stacja może się kojarzyć z zapachem świeżo parzonej kawy, zmieniliśmy ten tok myślowy i zmieniliśmy trendy na rynku. W tej chwili klient przyjeżdża na stacje nie tylko po to, żeby zatankować, lecz także często po to, żeby np. zjeść śniadanie – mówi szef BP w Polsce.

Jego zdaniem to kierowcy w dalszym ciągu wyznaczać będą kierunki rozwoju branży paliwowej. Wyjaśnia, że BP dostosowuje się do zmieniających się nawyków konsumentów, a inwestując w badania i rozwoju, może zaproponować im ulepszone produkty. Koncern rozbudowuje największą w kraju sieć myjni bezdotykowych. Stara się także budować kolejne placówki w oparciu o najnowsze technologie, które będą przyjazne środowisku. To m.in. energooszczędne oświetlenie czy specjalne instalacje, dzięki którym opary paliwa podczas tankowania odprowadzane są do zbiornika głównego, więc do atmosfery nie dostają się szkodliwe węglowodory.

Pyrich podkreśla, że długofalowa obecność BP w Polsce ma również aspekt społeczny. Współpracując z partnerami społecznymi, koncern jako pierwsza firma paliwowa w Polsce połączyła działania marketingowe z działalnością charytatywną. Klienci mogą przekazywać gromadzone punkty na rzecz prowadzonej przez PAH akcji Pajacyk, która funduje obiady dla dzieci.

Od początku działania tego modelu udało nam się wspólnie z naszymi klientami przekazać ponad 1,5 mln ciepłych posiłków dzieciom. Od początku naszej działalności społecznej w Polsce, czyli od 1996 roku, przekazaliśmy na różne cele społeczne prawie 10 mln dolarów – mówi Pyrich.

Do programu lojalnościowego PAYBACK koncern włącza także innych partnerów społecznych, czyli Stowarzyszenie WIOSNA z programami Akademia Przyszłości i Szlachetna Paczka, SIEMACHA, Pola Nadziei czy TOPR. Od przyszłego roku klienci BP będą mogli przekazywać punkty na rzecz sześciu różnych programów.

Inwestorzy zagraniczni widzą duży potencjał rynku usług w Polsce

CEO Magazyn Polska

Sektor usług w Polsce jest wciąż niewielki – stanowi nieco ponad 70 proc. całej wartości dodanej w gospodarce, podczas gdy w niektórych krajach jest to nawet ponad 80 proc. Ze względu na niższy wzrost płac w stosunku do produktywności polska gospodarka ma spory potencjał do zwiększenia krajowego popytu. To kluczowy czynnik z punktu widzenia branż usługowych, dlatego zagraniczni inwestorzy poszukują tych z najlepszymi perspektywami.

– Sądzimy, że sektory usługowe będą nadganiały zaszłość historyczną, która polega na tym, że w PKB sektor usługowy jest jeszcze mało reprezentowany, porównując z Europą Zachodnią. Na ten sektor będziemy patrzeć, bo usługi będą – w bardzo dużym uproszczeniu – rozwijały się szybciej niż PKB – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Pogonowski, partner w Value4Capital.

Polska gospodarka charakteryzuje się relatywnie dużym udziałem przemysłu w tworzeniu wartości dodanej w porównaniu do większości krajów europejskich. Zgodnie z danymi GUS w 2014 r. produkcja przemysłowa stanowiła 25 proc. wartości dodanej brutto, czyli praktycznie tyle samo, co 10 lat wcześniej. Udział usług w wartości dodanej w latach 2004-2014 kształtował się w przedziale 71-72 proc.

Stabilny udział sektorów gospodarki w całkowitej produkcji – zwłaszcza w przypadku przemysłu – wynika z szybko rosnącego handlu zagranicznego. Ekonomiści think-tanku Bruegel dowodzą w opracowaniu „Manufacturing Europe’s future”, że sukces niemieckiej gospodarki w ostatnich latach wynika m.in. z udanej kooperacji i outsourcingu części produkcji do innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski.

Ten sam fakt stoi także za bardzo dobrą kondycją gospodarki Węgier, która w ostatnich kwartałach notuje szybki wzrost produkcji przemysłowej i eksportu. W kontekście usług, których część ogranicza się do lokalnych i regionalnych rynków (tzn. nie podlegają wymianie międzynarodowej), Polska ma istotną przewagę nad innymi krajami Grupy Wyszehradzkiej.

Polska jest zdecydowanie największym rynkiem w Europie Środkowo-Wschodniej według naszej definicji, czyli bez Turcji, Rosji i Ukrainy. W tej geografii ten największy rynek będzie się rozwijał w dosyć szybkim tempie – twierdzi Pogonowski.

W odniesieniu do sektora usług pozytywnym procesem jest rosnące zatrudnienie i coraz bliższa perspektywa rynku pracownika. Tempo wzrostu wynagrodzeń w ostatnich latach było niższe od dynamiki produktywności pracy, zatem istnieje potencjał do wzrostu popytu. Obok niepewności związanej z kryzysem była to niewątpliwie bariera dla wzrostu wartości dodanej w sektorze usług. Wskutek niskiej dynamiki płac w ostatnich latach również polski przemysł poprawiał swoją konkurencyjność, dzięki czemu Polska oferuje teraz atrakcyjne stopy zwrotu dla kapitału w relacji do ryzyka.

Z punktu widzenia inwestorów Polska jest tym rynkiem, na którym oni chcą być poprzez fundusze private equity. Nasza strategia dobrze się dopasowuje do tego, czego inwestorzy chcą. Natomiast to wcale nie oznacza, że będzie łatwo – uważa partner w Value4Capital.

Choć wielu inwestorów zdaje sobie sprawę z atutów polskiej gospodarki, to część z nich nie decyduje się na lokowanie swoich środków nad Wisłą z powodu słabo rozwiniętego rynku kapitałowego, zwłaszcza w segmencie private equity.

– Jeżeli mówimy do inwestorów, że będziemy inwestować w Polsce, to jest bardzo pozytywny odbiór. Ale to nie oznacza, że fundraising będzie prosty, dlatego że Europa Środkowa, w tym Polska, nie jest w chwili obecnej regionem, w którym wszyscy chętnie inwestują. W naszym segmencie funduszy private equity nie ma tu jeszcze tak dużej skali jak np. w Ameryce Południowej czy Azji – ocenia Pogonowski.

Uczelnie otwierają się na osoby z doświadczeniem zawodowym. To może skrócić czas studiów nawet o połowę

CEO Magazyn Polska

Przepisy o szkolnictwie wyższym umożliwiają zdobywanie punktów ECTS, potrzebnych do zaliczenia studiów, na podstawie osiągnięć zawodowych. Teraz na taką możliwość otwierają się także uczelnie. Osoba posiadająca bogate doświadczenie praktyczne może uzyskać zaliczenie nawet połowy programu studiów. Nowe prawo to szansa na zdobycie dyplomu m.in. przez pracowników, którzy wcześniej nie mieli czasu, aby dokończyć studia. Nauka może odbywać się także w systemie e-learningowym.

To wielka szansa dla osób, które robiły kariery zawodowe, osiągały sukcesy na tym polu, a przez to nie zdążyły czy nie miały czasu, by ukończyć naukę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grażyna Drażba-Derdej, wiceprezydent ds. komunikacji, marketingu i rekrutacji na Uczelni Łazarskiego. – Nowe prawo określa zasady i tryb uznania efektów, które osiągnięto w trakcie pracy lub na kursach i szkoleniach.

Wprowadzenie nowych zasad umożliwia nowelizacja ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym, która weszła w życie 1 października 2014 r. Stopniowo taką możliwość zaczynają oferować również uczelnie. Zgodnie z przepisami praktyczny profil studiów jest ukierunkowany na zdobywanie umiejętności, uzyskiwanych m.in. na zajęciach warsztatowych prowadzonych poza uczelnią. Profil ogólnoakademicki z kolei ma być realizowany przy założeniu, że ponad połowa programu obejmuje zajęcia służące zdobywaniu pogłębionej wiedzy.

To rozwiązanie np. dla osób, które mają maturę i przez pięć lat zdobyły bardzo duże doświadczenie zawodowe, a teraz chciałyby skończyć studia licencjackie. Na podstawie doświadczenia zawodowego oraz kursów czy szkoleń można obecnie zaliczyć nawet połowę programu studiów, czyli zdobyć nie więcej niż 50 proc. punktów ECTS – wskazuje Grażyna Drażba-Derdej. – Ustawa pozwala także na realizację studiów magisterskich osobom, które już mają licencjat. Wtedy wymagane jest nie pięcioletnie, a trwające tylko trzy lata doświadczenie.

Z nowego prawa mogą skorzystać także osoby mające dyplom, które chciałyby ukończyć inny kierunek. Im również ustawa pozwala na wykorzystanie doświadczenia zawodowego.

To olbrzymia szansa dla osób, które nie mogą sobie pozwolić na codzienne chodzenie do szkoły i pracę razem ze studentami, ponieważ zawodowo są bardzo zajęte – mówi Drażba-Derdej.

Jej zdaniem tryb i zasady uznawania efektów uczenia są procesem skomplikowanym. Na Uczelni Łazarskiego zajmuje się tym specjalna komisja powołana przez Senat. W jej skład wchodzi minimum pięć osób, w tym dwóch ekspertów zewnętrznych, którzy oceniają rezultaty pobierania nauki.

Kandydat musi złożyć podanie i dokumenty poświadczające doświadczenie zawodowe do właściwego dziekana. Dostaje wtedy tutora, który sprawdza dokumenty, doradza i odsyła papiery z pierwszą opinią do komisji. Ona z kolei analizuje dokumenty, ustala konieczne do zaliczenia pytania (zadania) i ocenia, ile przedmiotów oraz jaką część programu konkretnej osobie można zaliczyć.

Chcemy wspierać osoby, które dzięki doświadczeniu zawodowemu często są ekspertami w swojej dziedzinie. Stanowią one pewną wartość dodaną dla naszych regularnych studentów – deklaruje Grażyna Drażba-Derdej. – Taka osoba bardzo często wnosi olbrzymie doświadczenie zawodowe. Inni studenci też mogą z niego skorzystać.

Dla uzupełniających wykształcenie, jak twierdzi Grażyna Drażba-Derdej, to z kolei szansa zdobycia dyplomu bez konieczności uczenia się teoretycznych przedmiotów, które dobrze znają z praktyki.

Jeżeli ktoś jest np. bankowcem, pracuje w instytucji finansowej, to wiedzę praktyczną w tej dziedzinie powinien mieć w małym palcu, więc wielu przedmiotów nie będzie musiał zaliczać. Dzięki temu program studiów znacznie się skróci – wyjaśnia wiceprezydent Uczelni Łazarskiego. – Oczywiście istnieje też możliwość realizacji programów w systemie e-learningowym. Student może wówczas w pełni wykorzystać swój czas, poświęcić go pracy i nauce, a jednocześnie uzupełnić wykształcenie.

ECTS to system punktów zaliczeniowych stosowany w szkołach wyższych Europejskiego Obszaru Szkolnictwa Wyższego. Jego celem jest podniesienie prestiżu europejskich uczelni względem amerykańskich poprzez przyjęcie systemu porównywalnych stopni i tytułów akademickich oraz promocja mobilności. Punkty odzwierciedlają nakład pracy studenta potrzebny do osiągnięcia założonych w programie efektów kształcenia.