Wzrost gospodarczy może przyspieszyć w przyszłym roku. Na razie podtrzymują go stabilna konsumpcja i zamówienia z Zachodu

Rafał Benecki

Polska gospodarka rośnie w stabilnym tempie, zbliżonym do tego z początku roku. Jak przewidują jednak ekonomiści, druga połowa 2015 roku będzie nieco lepsza niż pierwsza. Głównie z powodu możliwego niewielkiego przyspieszenia produkcji przemysłowej, a to dzięki zamówieniom zagranicznym oraz lepszym nastrojom konsumentów. Znacząco szybszego tempa wzrostu gospodarczego spodziewać się jednak można dopiero w przyszłym roku, gdy przyjdzie czas na realizację obietnic zapowiadanych w czasie kampanii wyborczej.

Według ostatnich danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny sprzedaż detaliczna w minionym miesiącu była wyższa niż w analogicznym okresie 2014 roku o 6,6 proc, w porównaniu z majem była większa o 1 proc. To dużo lepiej niż oczekiwali ekonomiści, których szacunki oscylowały wokół 3,4 proc. w ujęciu rocznym i 0,5 proc. w ujęciu miesięcznym.

Jak przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego, sprzedaż detaliczna, która w pierwszym półroczu wzrosła o 0,7 proc. w cenach bieżących i 3,9 proc. w cenach stałych, w drugiej połowie roku może się poprawić jeszcze o 1 pkt proc.

– Jest to związane z efektami bazowymi, również ze stopniowym otwieraniem się konsumentów na konsumpcję, lepszymi nastrojami i mniejszymi obawami o bezrobocie i sytuację finansową – wyjaśnia Rafał Benecki. – Trzeba jednak pamiętać o tym, że dynamika dochodów nominalnych nie jest zbyt wysoka. Będziemy mieli jednak do czynienia z zatrzymaniem spadków cen i pewnym technicznym wzrostem inflacji – dodaje.

Stąd według niego nie należy się spodziewać istotnej poprawy dynamiki konsumpcji. Innym czynnikiem, który według Rafała Beneckiego będzie miał wpływ na nieznaczną poprawę tempa rozwoju polskiej gospodarki, jest sytuacja w przemyśle.

Sytuacja w sektorze przemysłowym wygląda dobrze, ale przyspieszenie produkcji nie następuje. Po części możemy to tłumaczyć pewnym pogorszeniem się sytuacji w Zachodniej Europie, szczególnie w Niemczech, gdzie nastroje przedsiębiorstw i oczekiwania co do rozwoju sytuacji gospodarczej są ostatnio trochę gorsze – tłumaczy Rafał Benecki. – Na szczęście polskie firmy są również aktywne na rynkach strefy euro poza Niemcami i to tam właśnie notowane jest największe ożywienie gospodarcze.

Ekonomista twierdzi, że to właśnie dzięki zamówieniom z innych państw Unii (poza Niemcami) Polska produkcja przemysłowa radziła sobie nieźle w pierwszej połowie roku. Według niego zamówienia zagraniczne do innych krajów niż Niemcy i popyt wewnętrzny przyczynią się do lepszej sytuacji przemysłu w drugiej połowie roku.

W czerwcu produkcja przemysłowa w Polsce wzrosła o 7,6 proc. w ujęciu rocznym. Szacunki ekonomistów wyniosły 6,7 proc. w ujęciu rocznym i 3,6 proc. w ujęciu miesięcznym. W całym pierwszym półroczu produkcja sprzedana przemysłu wzrosła o 4,6 proc. w porównaniu z produkcją sprzedaną w tym samym okresie 2014 roku.

Polska gospodarka będzie się rozwijać w nieco szybszym tempie niż w pierwszej połowie roku, ale wciąż mówimy o stabilizacji w fazie cyklu koniunkturalnego – tłumaczy główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Większej poprawy tempa wzrostu gospodarczego można się spodziewać w przyszłym roku, wraz z realizacją licznych wydatków budżetowych, które politycy zapowiadają w czasie kampanii wyborczej – dodaje.

Już 26 proc. Polaków kupuje w sieci przez urządzenia mobilne. To rozwija e-handel

Damien Perillat

Coraz więcej Polaków robi zakupy w sieci przez smartfony i tablety. W najbliższym czasie ten segment klientów ma szansę stać się siłą napędową rynku e-commerce. Firmy działające na rynku chcą im to ułatwić, oferując nowe sposoby dostaw, płatności czy zwiększając bezpieczeństwo zakupów. Mimo że poziom bezpieczeństwa jest coraz wyższy, to i tak większość odbiorców wybiera opcję zapłaty gotówką przy odbiorze zamówienia.

– Już 26 proc. Polaków robi zakupy online przez swoje smartfony. Naszym zdaniem ten segment będzie siłą napędową handlu elektronicznego w Polsce. Potrzebna jest więc wysokiej jakości obsługa transakcji, która dodatkowo spełni oczekiwania klientów mobilnych – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Damien Perillat, dyrektor zarządzający serwisu płatności cyfrowych PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej.

Dziś PayPal ma blisko 170 mln użytkowników. W ubiegłym roku pośredniczył w transakcjach wartych 235 mld dol. (w tym 46 mld dol. przez urządzenia mobilne) i osiągnął ponad 8 mld dol. przychodu. Perillat zapowiada, że spółka chce nadal rozwijać swoją sieć akceptacji w Polsce, tak by krajowi konsumenci mieli coraz więcej możliwości kupowania za pośrednictwem serwisu, zarówno w kraju, jak i za granicą. Handel za pomocą urządzeń mobilnych jest także obszarem, którym PayPal jest zainteresowany.

Polska jest dla nas bardzo ważna, ponieważ to największy rynek e-commerce w regionie – 11 mln użytkowników, czyli prawie połowa wszystkich internautów w Polsce (25 mln), kupuje online – przekonuje Damien Perillat. – Naszym zdaniem rynek wciąż będzie rosnąć, bo zakupy online stanowią w Polsce 3-4 proc. sprzedaży. W Niemczech udział ten wynosi 10 proc., a w Wielkiej Brytanii – 14 proc. Potencjał wzrostu jest więc bardzo duży.

Mimo dynamicznego rozwoju rynku e-commerce w Polsce wciąż barierą jest obawa e-klientów o bezpieczeństwo.

Jednym z najważniejszych aspektów e-commerce jest zaufanie i bezpieczeństwo, jeśli tego nie ma, to nie ma też handlu – tłumaczy dyrektor zarządzający PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej. – W Polsce i innych rynkach Europy Środkowo-Wschodniej widać, że wielu e-klientów płaci gotówką przy odbiorze. W ten sposób zabezpieczają się na wypadek, jeśli przesyłka nie dojdzie lub dostaną coś niezgodnego z zamówieniem. Jest to jedna z większych barier rozwoju handlu elektronicznego.

Temu zjawisku firmy działające na rynku starają się przeciwdziałać, również PayPal. 1 lipca br. wszedł w życie nowy, zmodyfikowany Program Ochrony Kupujących (POK). Udzielana przez serwis gwarancja dotyczy nie tylko zakupów przedmiotów fizycznych, lecz także cyfrowych (muzyka, e-booki, software, gry itp.). Zgodnie z nowymi uregulowaniami serwis zobowiązuje się do zwrotu wpłaconych środków kupującym, którzy zgłoszą niezgodność usługi lub produktu z opisem, albo gdy opłacony towar po prostu do nich nie dotrze. Roszczenie można zgłosić w ciągu 180 dni od wykonania przelewu. Zmiany zostały wprowadzone w odpowiedzi na prośby klientów.

Teraz prawie wszystko jest objęte naszym programem, co może być dużą korzyścią dla każdego użytkownika PayPal – przekonuje Damien Perillat. – Co ważne, niezależnie od tego, czy kupujesz w Polsce, czy w Wielkiej Brytanii, czy Stanach Zjednoczonych, to poziom ochrony jest identyczny.

Rośnie sprzedaż napojów bezalkoholowych. Najpopularniejsza jest woda, ale najbardziej dochodowe są napoje gazowane

Małgorzata Skonieczna

Łączna wartość rynku napojów bezalkoholowych przekroczyła 12 mld zł, a najbardziej wartościową kategorią są napoje gazowane. Rynek charakteryzuje się silną sezonowością – w lecie sprzedaje się ich o 50 proc. więcej niż w chłodnych miesiącach. Popularnością cieszą się przede wszystkim napoje takie jak cola, które odpowiadają za 60 proc. całości sprzedaży napojów gazowanych. Polacy coraz chętniej sięgają też po mrożone herbaty w egzotycznych smakach, słodzone stewią.

Napoje są produktem sezonowym. Pijemy więcej nie tylko wtedy, kiedy jest ciepło, a sprzyjają temu lato i wakacje, lecz także w okresie świąt i karnawału, kiedy mamy w kalendarzu więcej spotkań towarzyskich. To są takie momenty w roku, kiedy tradycyjnie obserwujemy zwiększony apetyt na napoje – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Małgorzata Skonieczna, dyrektor ds. komunikacji korporacyjnej na Europę Centralną w PepsiCo.

Z badań firmy Nielsen wynika, że w ubiegłym roku na napoje bezalkoholowe Polacy wydali 12,4 mld zł, czyli o 3,5 proc. więcej niż w 2013 roku. Wzrosła też sprzedaż w litrach – o 2,8 proc. Blisko połowę (48 proc.) całego rynku stanowi woda, jednak pod względem wartości prym wiodą napoje gazowane. W 2014 roku wartość ich sprzedaży wzrosła co prawda niewiele, bo o 0,4 proc., jednak i tak stanowią ponad 30 proc. rynku (blisko 3,9 mld zł).

Struktura rynku napojów gazowanych oraz jego wielkość są dość stabilne. Kluczowym segmentem tego rynku są napoje takie jak cola, stanowią około 60 proc. całości sprzedaży napojów gazowanych. Dobrze sprzedają się również w okresie okołoświątecznym. Poza tym największe segmenty to napoje o smakach cytrynowych i pomarańczowych – ten ostatni dynamicznie się rozwija dzięki wzrostowi marki Mirinda – przyznaje przedstawicielka PepsiCo.

Polacy doceniają też smak mrożonej herbaty. W ubiegłym roku sprzedano 157 mln litrów tego napoju za 482 mln zł (dane Coca-Cola Poland Services). Blisko połowa rocznego wolumenu sprzedaży (41 proc.) realizowana jest w miesiącach letnich, od czerwca do września.

Dotychczas byliśmy krajem herbaty, ale gorącej. To się jednak zmienia. Obecnie na rynku jest dostępna mrożona herbata Lipton Ice Tea, słodzona stewią, dlatego zawiera o 30 proc. mniej cukru. Ma też bardzo ciekawe smaki: zielonej herbaty, tropikalny, mango, czyli egzotyczne, które przypominają o podróżach wakacyjnych – mówi Skonieczna.

Popularność mrożonej herbaty wynika też z faktu, że Polacy zwracają coraz częściej uwagę na ilość cukru w napoju i wartość kaloryczną. Stąd popularność Pepsi Max i Pepsi Light, z obniżoną zawartością cukru.

Rośnie też sprzedaż soków owocowych i nektarów. Statystyczny Polak wypija ok. 20 litrów tych napojów, a ich sprzedaż wzrosła do poziomu 2 mld zł (dane firmy Nielsen).

W badaniach przeprowadzonych na zlecenie Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności w 2013 r. 45 proc. Polaków zadeklarowało, że co najmniej raz w roku pije napoje energetyczne. W 2014 roku wydatki na te napoje wzrosły o 7,8 proc. do 806 mln zł.

Aplikacje i hosting napędzają polski rynek usług IT. Te obszary rosną dwa razy szybciej niż cały sektor

Ewa Zborowska

Rynek usług IT wzrósł w zeszłym roku o 4,4 proc., a jego wartość wyniosła 3,2 mld dolarów – wynika z danych IDC. Producenci aplikacji oraz dostawcy usług hostingowych zwiększają jednak wartość swojego biznesu o ponad 10 proc. rocznie. Usługi IT – podobnie jak w krajach Zachodniej Europy – będą zyskiwać coraz bardziej na znaczeniu. Dziś odpowiadają tylko za jedną trzecią rynku.

Wartość polskiego rynku usług IT w 2014 roku wzrosła o ok. 4,4 proc. i przekroczyła 3,2 mld dolarów.

Są takie kategorie usług, które są dość stabilne, a wzrosty są na poziomie 1 proc. To np. instalacja oprogramowania czy sprzętu. Natomiast usługi związane z aplikacjami, hostingiem infrastruktury i aplikacji rosną dużo szybciej, powyżej średniej rynkowej, a nawet powyżej 10 proc. – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Ewa Zborowska, analityk rynku IT z firmy IDC.

Polska nie odbiega pod tym względem od innych rynków w regionie – w Czechach czy na Słowacji sektor IT rozwija się podobnie, choć jest proporcjonalnie do wielkości tych państw mniejszy. Zborowska zauważa, że różnicą jest jedynie nieco większa zachowawczość firm w naszym kraju. Polskie przedsiębiorstwa rzadziej niż firmy z krajów sąsiednich korzystają z outsourcingu. Eksperci IDC oceniają jednak, że ten segment usług będzie w dużej mierze napędzał dalszy rozwój rynku usług IT. Częściej niż do tej pory firmy będą korzystały z dostawców zewnętrznych.

Firmy dostrzegają, że informatyka, nawet wewnątrz firmy, nie jest jednorodna. Mamy takie usługi, które rzeczywiście budują przewagę konkurencyjną i to zostawiamy we własnych działach IT. Natomiast to, co musimy mieć, ale spokojnie może to robić ktoś inny, np. utrzymywanie infrastruktury, coraz chętniej zlecamy firmom zewnętrznym – wyjaśnia analityczka.

Przenoszenie usług na zewnątrz to nie tylko outsourcing, lecz także coraz popularniejsze usługi w technologii chmury. To z kolei wpłynie na sposób korzystania i płacenia za usługi. Zborowska prognozuje, że firmy będą coraz częściej wybierały taki model korzystania z IT, w którym płacą jedynie za to, czego faktycznie używają w danym momencie.

Do tego firmy będą angażowały się w większą liczbę małych, krótkoterminowych projektów zamiast kilkuletnich zadań. Ten trend już widać, a Zborowska jest przekonana, że będzie się on nasilał.

Te zmiany będą napędzać rynek, który według prognoz Zborowskiej ma rosnąć w tempie 4,5-5 proc. rocznie do 2019 r. Segment usług utrzymania IT będzie stabilny.

Spodziewamy się dużo bardziej dynamicznego wzrostu usług hostingu aplikacji i hostingu infrastruktury, także usług związanych z aplikacjami, rozwojem aplikacji mobilnych. Rynek polski jest dość specyficzny, bo nadal bardzo mocno rozwija się rynek pisania aplikacji na zamówienie – mówi Zborowska. – Nie spodziewałabym się przynajmniej w ciągu najbliższych czterech lat wydarzeń, które miałyby przewrócić rynek do góry nogami.

Dodaje, że Polska cały czas musi nadganiać rynki europejskie. Tam usługi stanowią często nawet ponad połowę wartości całego segmentu IT, w Polsce to tylko mniej niż jedna trzecia.

Tylko w sześciu krajach pensje rosną szybciej, niż w Polsce

Pomiędzy 2012 i 2014 rokiem zarobki Polaków liczone w euro i z uwzględnieniem siły nabywczej wzrosły o +5,5 proc. Był to szósty największy przyrost na świecie. Szybciej od nas rosły tylko płace w Bułgarii, Islandii, Grecji, Indiach i Rosji – pisze portal money.pl. „Zarobkowo” przegoniliśmy już za to Turków.

Biorąc pod uwagę, że pensje w Polsce w samym pierwszym kwartale bieżącego roku zwiększyły się o kolejne 2,8 proc. w złotówkach w skali roku, to najprawdopodobniej już teraz wyprzedzamy pod tym względem Rosję. Tym bardziej, że kurs rubla spadł o 5,4 proc. od początku roku, nie mówiąc o cenach paliw, które mają decydujący wpływ na gospodarkę naszego wschodniego sąsiada. Niewiele wyprzedzają nas jeszcze Estonia i Czechy, a trochę więcej brakuje Polakom do wynagrodzeń Słoweńców i Portugalczyków.

Co to jest wspomniana „siła nabywcza”? Organizacja OECD co roku publikuje wskaźnik Purchasing Power Parity (PPP, PSN). Jest on liczony w oparciu o porównanie cen ustalonego koszyka towarów i usług w różnych krajach w tym samym czasie, wyrażonych w walutach tych krajów. Wszystkie ceny porównywane są z cenami w USA, które przyjęto jako podstawę, dlatego wartość PPP dla USA jest równa 1.

Jeśli więc podamy, że statystyczny Hindus wyprodukował wartość tysiąca dolarów, to nie będzie to oznaczało tego samego co osiągnięcie tej samej liczby dolarów przez Amerykanina. Ten drugi za tysiąc dolarów kupi u siebie o wiele mniej towarów i usług, niż Hindus w swoim kraju. Tysiąc dolarów ma w Indiach o wiele większą wartość, a przeżyć miesiąc można za o wiele mniejszą „dolarową” kwotę niż w USA. Wskaźnik PPP jest właśnie po to, żeby takie różnice „wyrównać”, porównując gospodarki.

W wyliczeniach portal money.pl zastosował przelicznik PPP w celu sprawdzenia, ile zarabiamy realnie na tle świata i jak nasze zarobki się zmieniły w latach 2012-2014. Przeliczenia prezentujemy w walucie europejskiej a zarobki są w kwotach netto, czyli „na rękę”. Prezentowane dane obejmują wszystkie kraje Unii Europejskiej (z wyjątkiem Cypru), USA, kraje BRIC, czyli Brazylię, Rosję, Indie i Chiny oraz kraje rozwinięte – członków OECD.

I tak, z wyliczeń wynika, że najlepiej zarabiającymi ludźmi na świecie są Szwajcarzy, o aż 29 proc. wyprzedzając drugich w rankingu Luksemburczyków. Jak widać system bankowy, silnie rozwinięty w obu krajach, dostarcza obywatelom ponadprzeciętne zarobki. Na drugim biegunie są Hindusi, wynagradzani co prawda realnie coraz lepiej (wzrost o +6,0 proc. wynagrodzenia w latach 2012-2014), ale nadal za te pieniądze po świecie raczej nie mogą podróżować. Do nadrobienia mają wiele, o czym świadczy fakt, że przedostatni Brazylijczycy zarabiają o 33 proc. więcej.

W poniższym zestawieniu podajemy kwoty zarobków z uwzględnieniem siły nabywczej, zmianę realną z uwzględnieniem PPP i zmianę nominalną, czyli bez przeliczania siły nabywczej.

Wynagrodzenia miesięczne w wybranych krajach, w euro, przeliczone według parytetu siły nabywczej PPP (ceny towarów w USA traktowane jako odnośnik)
w euro 2014 2012 zmiana realna % zmiana nominalna %
* najnowsze dostępne dane za 2013 r. Źródło: Eurostat, OECD, Bank Światowy, tradingeconomics
Szwajcaria 3431 3367 1,9 2,3
Luksemburg 2668 2673 -0,2 3,3
Norwegia 2566 2627 -2,3 -4,2
Holandia 2552 2468 3,4 6,1
Wielka Brytania 2412 2521 -4,3 1,5
USA 2361 2388 -1,1 -1,1
Japonia 2284 2339 -2,4 -26,0
Korea Południowa* 2283 2337 -2,3
Australia 2278 2239 1,8 -10,6
Niemcy 2217 2223 -0,3 3,2
Islandia 2194 2036 7,8 18,4
Szwecja 2166 2139 1,3 1,4
Austria 2095 2086 0,4 3,2
Irlandia 2048 2085 -1,7 2,4
Dania 2036 2040 -0,2 1,9
Francja 2022 1998 1,2 1,5
Belgia 2008 2029 -1,1 1,6
Finlandia 1990 2069 -3,9 1,6
Malta 1877 1913 -1,9 2,1
Hiszpania 1873 1833 2,2 3,6
Włochy 1726 1699 1,6 4,1
Nowa Zelandia 1591 1514 5,1 6,8
Grecja 1519 1414 7,4 1,0
Izrael 1393 1392 0,1 9,1
Portugalia 1356 1346 0,8 3,1
Słowenia 1241 1216 2,1 3,4
Czechy 1130 1120 0,9 -5,5
Estonia 1113 1055 5,4 13,9
Rosja 1112 1049 6,0 -10,0
Polska 1095 1037 5,5 8,6
Turcja 1078 1222 -11,8 -17,4
Chorwacja 1077 b.d.
Słowacja 1015 972 4,5 5,2
Węgry 938 906 3,5 3,4
Chiny 898 863 4,1 11,2
Litwa 803 789 1,8 5,7
Łotwa 787 798 -1,4 3,9
Bułgaria 748 693 8,0 8,3
Rumunia 679 695 -2,4 3,6
Brazylia 615 780 -21,1 -28,0
Indie 463 436 6,0 3,2

Bartłomiej Dwornik

Będą ulgi w akcyzie za energię, ale nie dla wszystkich

24 lipca br. Sejm uchwalił zmiany w ustawie o akcyzie. Nowe przepisy, na podstawie których część firm będzie mogła otrzymać zwrot akcyzy za energię, mają wejść w życie z dniem 1.01.2016 r.

Wprowadzane zmiany ograniczają formalizm procedur akcyzowych, m.in. umożliwiając przedsiębiorcom, których działalność nie ogranicza się do jednego miejsca na terytorium kraju, wybór właściwego miejscowo w zakresie akcyzy organu podatkowego. Nowe przepisy obniżają też wymagania w zakresie ewidencji prowadzonych na potrzeby podatku akcyzowego. Funkcję ewidencyjną i kontrolną będzie mogła spełniać dokumentacja przeznaczona dotychczas dla innych celów podatkowych i księgowych. Zmiany mają ponadto ułatwić tworzenie składów akcyzowych, znosząc obowiązek podwójnej weryfikacji podmiotu ubiegającego się o zezwolenie akcyzowe, a także poprzez rezygnację z wymogu prowadzenia podwójnej dokumentacji dotyczącej składu podatkowego.

Zauważalną ulgę w postaci zwolnienia z części podatku znowelizowane przepisy przyniosą podatnikom akcyzy od energii elektrycznej wykorzystywanej w przedsiębiorstwach do celów redukcji chemicznej w procesach elektrolitycznych, metalurgicznych i mineralogicznych. Z kolei zakłady energochłonne wykorzystujące energię elektryczną, czyli w myśl nowych przepisów te, dla których koszt zużytej energii elektrycznej przekracza odsetek 3 procent wartości sprzedanej produkcji, otrzymają zwrot akcyzy zapłaconej za energię pobraną ponad powyższy wskaźnik energochłonności. Podobne zwolnienie obejmie zakłady energochłonne rozpoczynające działalność z wykorzystaniem wyrobów węglowych lub gazowych, pod warunkiem, że objęty działalnością koszt zakupu tych surowców wyniesie odpowiednio 10 i 5 procent wartości sprzedaży.

Nie dla wszystkich podatników podatku akcyzowego nowelizacja oznacza jednak obniżenie wymagań. Przedsiębiorcy – pośrednicy w obrocie tytoniu, objęci dotychczas obowiązkiem zgłoszeniowym, będą musieli ubiegać się o rejestrację prowadzonej działalności oraz utworzyć milionowe zabezpieczenia na wypadek powstania obowiązku podatkowego oraz braku płatności.

Popołudniowy komentarz walutowy z 07.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 07.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Nowoczesna instalacja oczyszczania spalin w krakowskiej elektrociepłowni

Sam moment pierwszego podania nieoczyszczonych spalin do instalacji jest kluczowy w całym procesie inwestycyjnym. Oznacza, że układ technologiczny jest sprawny, prace rozruchowe przebiegają prawidłowo i można przejść do końcowej fazy rozruchu i odbioru instalacji przez inwestora. – Jest to moment, w którym zakończone zostały wszystkie roboty budowlane i montaże urządzeń, sprawdzonych wcześniej metodą „na zimno”, czyli bez udziału spalin. Dziś po raz pierwszy podaliśmy spaliny do instalacji, która okazała się sprawna i zadziałała tak, jak będzie funkcjonować w przyszłości, w trakcie eksploatacji – mówi Adam Miara, kierownik realizacji projektu IMOS z EDF Polska, Oddzial nr 1 w Krakowie.

IMOS KrakówInwestycja jest bardzo ważnym elementem ochrony środowiska nie tylko dla Grupy EDF w Polsce, ale przede wszystkim dla Krakowa, gdzie zanieczyszczenie powietrza jest istotnym problemem. Dzięki instalacji budowanej przez RAFAKO S.A. emisja szkodliwych tlenków siarki zostanie obniżona aż pięciokrotnie, kilkukrotnie zredukowana zostanie też emisja pyłów. – Jakość powietrza nad Krakowem powinna się w tym aspekcie znacząco poprawić, tym bardziej, że parametry emisyjne na naszej instalacji są nawet wyższe od tych, jakie będą obowiązywać w unijnych dyrektywach już od 2016 r. – dodaje A. Miara z krakowskiej elektrociepłowni.

IMOS Kraków– Dzisiejszy dzień, czyli pierwsze podanie spalin do instalacji jest ukoronowaniem 2,5 letniej intensywnej pracy całego zespołu. IMOS w Krakowie to jeden z czterech tego typu projektów realizowanych niemalże równolegle dla Grupy EDF w Polsce, z tym, że ten obiekt jest największy i najbardziej skomplikowany technologicznie – mówi Jerzy Błasiak, kierownik projektu IMOS Kraków z RAFAKO S.A.

Moment, w którym nad kominem uniesie się obłok pary wodnej – znak, że wszystkie procesy zachodzą poprawnie – był z napięciem wyczekiwany przez cały zespół realizujący inwestycję. – W związku z tym, że jest to nowy obiekt, podanie spalin do instalacji odbywa się tu po raz pierwszy; trzeba kontrolować każdy krok, by wszystko odbywało się zgodnie z założeniami. Jak widać, wszystko poszło sprawnie. Pozostaje nam utrzymać te procesy w ruchu, a jak przyjdzie na to pora, przekazać instalację inwestorowi – mówi Szymon Dziarmaga z firmy SBB Energy, która na zlecenie RAFAKO prowadzi rozruch instalacji.

IMOS Kraków– Teraz mamy 40 dni na ruch regulacyjny, który zakończy się ruchem odbiorowym całej instalacji. Znaczenie tej inwestycji dla krakowskiej elektrociepłowni jest ogromne. Wszystkie elektrownie mają pewne wymogi ekologiczne; do końca 2015 r. muszą uzyskać limit 200mgSO2/m3. Potrzebna jest do tego właśnie taka instalacja odsiarczania spalin, jaką tu wybudowaliśmy. Najważniejszy jest przy tym absorber, w którym zachodzą wszystkie reakcje wyłapywania tlenków siarki – wyjaśnia Jacek Noworyta, dyrektor budowy IMOS Kraków z RAFAKO S.A.

Przedstawiciel inwestora nie kryje zadowolenia z przebiegu współpracy. – RAFAKO to profesjonalny wykonawca, właściciel technologii, którą oferuje. Wybudowało już wiele instalacji odsiarczania spalin na terenie Polski, w związku z czym jest jednym z najbardziej doświadczonych wykonawców w tej dziedzinie. Warto pamiętać, że proces inwestycyjny jest zawsze skomplikowany. Jednak, jak widać to po dzisiejszym dniu, efekt tego jest imponujący, tym bardziej, że krakowska instalacja była najtrudniejsza – przyznaje Adam Miara z krakowskiej elektrociepłowni.

IMOS Kraków– To dla nas kamień milowy jeżeli chodzi o współpracę z Grupą EDF w Polsce, którą z perspektywy RAFAKO oceniamy jako wzorową. Za nami pomyślne podanie spalin na IMOS Kraków. Wszystkie instalacje łącznie stanowią istotną część portfela zamówień RAFAKO. Warto podkreślić, że są one realizowane w oparciu o naszą technologię odsiarczania. Jak do tej pory wszystko odbywa się zgodnie z harmonogramem i oczekiwaniami klienta – podsumowuje Magdalena Wawrzynowicz, dyrektor ds. Realizacji Kontraktów Strategicznych RAFAKO S.A.

Zakres prac dla IMOS Kraków obejmował realizację „pod klucz”, czyli kompleksowe zaprojektowanie, dostawę urządzeń i wyposażenia, budowę i montaż oraz rozruch i przekazanie obiektu do eksploatacji. Generalnym wykonawcą jest RAFAKO S.A. w konsorcjum z PBG S.A. Krakowska elektrociepłownia jest jedną z czterech, obok Gdańska, Gdyni i Wrocławia, w której Grupa EDF w Polsce realizuje taką inwestycję. Kontrakt na budowę wszystkich czterech obiektów podpisany został 6 grudnia 2012 r. i opiewał łączną kwotę 947 mln złotych brutto.

Rynki zamarły w oczekiwaniu na sygnał

Piątkowy poranek przynosi tak mikroskopijne zmiany notowań walut, że rynki wyglądają jak wymarłe. To pokazuje jak wielką wagę przywiązują inwestorzy do tego co i kiedy zrobi Fed. Co zrobi, wiadomo już od dawna. Wszyscy liczą na to, że dziś otrzymają odpowiedź, kiedy to nastąpi. Wydaje się, że największy problem byłby wtedy, gdyby dane z amerykańskiego rynku pracy okazały się zgodne z oczekiwaniami. Trzeba jednak mieć na względzie, że we wtorek opublikowane zostaną również ważne informacje o zmianie jednostkowych kosztów pracy, które dla Fed mogą mieć spore znaczenie.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Z zanikiem zmienności nie mają problemu gracze w Szanghaju, gdzie indeksy rosną po ponad 2 proc. oraz w Warszawie, która usiłuje otrząsnąć się z szoku po zwiększeniu obciążenia banków pomocą dla posiadaczy kredytów we frankach. W tym kontekście trzeba zauważyć kontrast między bardzo spokojną reakcją złotego, który w czwartek osłabił się bardzo nieznacznie, a w piątek wyraźnie zyskuje na wartości, a czwartkowym mocnym spadkiem cen polskich obligacji. Rentowność papierów dziesięcioletnich skoczyła z 3 do 3,1 proc., a chwilami sięgała 3,18 proc., poziomu najwyższego od miesiąca. Dynamika wzrostu ich rentowności była wczoraj dwukrotnie wyższa niż papierów Grecji i Rosji.

Sierpień w bankach centralnych: letnia sjesta

Sierpień to chwila oddechu przed – być może historycznym – wrześniem Większość inwestorów nadal przewiduje, że podwyżka stóp Fed nastąpi w grudniu BoE jeszcze przez pół roku może nie podjąć żadnych działań.

Mads Koefoed
Mads Koefoed

Ani działający przy amerykańskim banku centralnym Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC), ani Rada Prezesów banku centralnego strefy euro nie będzie w tym miesiącu debatować nad polityką pieniężną, dzięki czemu obserwatorzy rynku mogą się cieszyć zasłużonymi letnimi wakacjami przed potencjalnie przełomowym wrześniowym posiedzeniem FOMC, na którym może zapaść decyzja o pierwszej od 2006 r. podwyżce stóp w Stanach Zjednoczonych.

Mimo iż większość inwestorów nadal przewiduje, że podwyżka ta nastąpi dopiero w grudniu, Dennis Lockhart, centrowy członek FOMC z prawem głosu i prezes Banku Rezerwy Federalnej w Atlancie, dolał oliwy do wrześniowego ognia stwierdzając, że przyszły miesiąc może stanowić „optymalną porę” na podwyżkę stóp i że Rezerwa Federalna „jest już bliska” podjęcia tej decyzji. Biorąc pod uwagę, że Lockhart postrzegany jest jako postać centrowa na skali „od gołębi do jastrzębi” (zwolenników umiarkowanej i agresywnej retoryki Fed), jego wypowiedź ma szczególne znaczenie i przyczyniła się już do umocnienia USD.

Dziś nastąpi posiedzenie Komitetu Polityki Pieniężnej Bank of England, na którym – no cóż – jak zwykle nic się nie wydarzy. Godny uwagi jest jednak fakt, iż wraz z komunikatem BoE w sprawie polityki pieniężnej opublikowany zostanie również miesięczny raport na temat inflacji. Przewiduje się, że ścieżka inflacji obejmować będzie prognozę przekraczającą docelowe poziomy (w perspektywie długoterminowej) pomimo aprecjacji GBP o 8% w bieżącym roku. Mimo iż niektórzy uczestnicy rynku uważają, że pierwsza podwyżka stóp nastąpi jeszcze w tym roku, naszym zdaniem BoE nie będzie skłonny do podwyższania stóp; pierwsza podwyżka nastąpi dopiero w 2016 r., i to nawet raczej nie na początku roku.

Volvo zwiększyło sprzedaż w Polsce. W lipcu sprzedano o 67% r/r więcej samochodów

W przeciągu ostatnich miesięcy dało się zauważyć istotny wzrost sprzedaży samochodów szwedzkiego producenta. Jak informuje firma Volvo Car Group w lipcu sprzedano na całym świecie przeszło 38 tys. samochodów, co oznacza wzrost o 4,5% w porównaniu do lipca ubiegłego roku. Volvo zyskuje także w Polsce. W lipcu sprzedano przeszło 67% więcej samochodów niż w lipcu 2014, stając się wiceliderem segmentu premium w tym miesiącu.

Volvo – wzrost sprzedaży w Polsce i na świecieGlobalny wzrost sprzedaży to zasługa dobrych wyników marki na głównych rynkach europejskich oraz amerykańskim. W obu regionach zanotowano duży popyt zarówno na nowy model XC90, jak i na wciąż cieszące się dużą popularnością modele serii 60.

Sprzedaż na rynku europejskim, łącznie ze Szwecją, osiągnęła 4,6 % wzrost w stosunku do lipca 2014. Co ważne, poza debiutującym niedawno modelem XC90, rośnie także zainteresowanie bestsellerem Volvo, czyli SUV-em XC60. Europejczycy kupili 10,5% więcej samochodów niż rok wcześniej, z kluczowymi wzrostami na rynku niemieckim oraz szwedzkim. Tylko w lipcu Amerykanie kupili 5,617 samochodów Volvo, czyli o 14,7 % więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

W wynikach sprzedaży zaczyna być widać dobre przyjęcie przez klientów naszego nowego flagowego modelu XC90. Ogromnym powodem do radości jest dla nas także rosnąca popularność aut z serii 60 – powiedział Alain Visser, wiceprezes ds. marketingu, sprzedaży i obsługi klienta w Volvo Car Group. Patrząc na rosnące wskaźniki sprzedaży na rynku USA oraz popularność XC90 jestem przekonany, że uda się nam utrzymać ten poziom wzrostu w drugiej połowie roku.

Również na polskim rynku marka Volvo umacnia swoją pozycję, dzięki rosnącemu trendowi sprzedaży samochodów. Od początku roku sprzedano polskim klientom 3,818 samochodów Volvo, co stanowi 4,92% wzrostu w stosunku do pierwszych siedmiu miesięcy 2014 r. Wzrost sprzedaży o ponad 67% zanotowano także w porównaniu lipca 2015 do lipca 2014.Nabywców znalazło aż 673 aut, co dało marce drugi wynik sprzedażowy wśród marek premium w ujęciu miesięcznym. Za ten znakomity wynik w największej mierze odpowiada popularność lidera segmentu małych SUV-ów XC60 oraz sprzedaż nowego XC90, która ruszyła kilka miesięcy temu.

Silny popyt i budowlana ofensywa deweloperów na rynku magazynowym

Dobre wyniki makroekonomiczne pozytywnie stymulują rozwój sektora powierzchni magazynowo-produkcyjnych w Polsce. Silny popyt na poziomie 1,27 mln mkw. i spadający we wszystkich regionach poziom pustostanów motywuje deweloperów do uruchamiania kolejnych inwestycji nie tylko na dojrzałych rynkach, ale też w nowych lokalizacjach. W budowie pozostaje 680 000 mkw. nowoczesnej powierzchni przemysłowej, z czego 172 000 mkw. to inwestycje spekulacyjne. Kolejne przynajmniej 100 000 mkw. jest na etapie przygotowywania pozwoleń na budowę, jak wynika z raportu AXI IMMO.ofensywa deweloperów na rynku magazynowym

POPYT

Na koniec czerwca br. popyt brutto, czyli nowe umowy, ekspansje i przedłużenie, wyniósł 1,27 tys. mkw. i był o 350 000 mkw. wyższy, niż w tym samym okresie w 2014 r. 63% transakcji stanowiły nowe umowy najmu i ekspansje klientów w dotychczasowych lokalizacjach. Najwięcej, bo 270 000 mkw., wynajęte zostało w regionie Polski Centralnej oraz Warszawie i okolicach. Najwyższy popyt netto 164 000 mkw. również odnotowano w Polsce Centralnej, następnie w regionie Poznania  i na Górnym Śląsku. Poza głównymi regionami widoczny był wzrost popytu na nowych rynkach takich jak Lublin i  Rzeszów, gdzie łącznie wynajęto ponad 100 000 mkw.

Obecny wzrost gospodarczy opiera się na solidniejszych niż w czasie poprzednich cyklów koniunkturalnych podstawach. Utrzymuje się niska inflacja, obserwujemy rozsądny wzrost akcji kredytowych i malejący deficyt na rachunku obrotów, a dodatkowo stabilnie rośnie konsumpcja prywatna, co przekłada się pośrednio na dynamiczny rozwój rynku nieruchomości przemysłowych w Polsce – skomentowała Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO. Znaczna cześć nowego popytu w sektorze generowana jest przez firmy związane z rynkiem konsumenta końcowego. Szacujemy, że na koniec br. popyt netto może przekroczyć ubiegłoroczny rekord 1,4 mln mkw. – dodała Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO.

W strukturze popytu w pierwszej połowie roku tradycyjnie największy 33% udział mieli operatorzy logistyczni, ale warto zaznaczyć wyższą niż w ubiegłych latach aktywność firm z sektora dom i wnętrze i szeroko rozumianego sektora elektronicznego, które odpowiednio miały 17% i 13% w całości odnotowanego popytu.

PODAŻ

W pierwszej połowie roku do użytku oddano 472 000 mkw., jest to wzrost o 58% względem tego samego okresu roku poprzedniego. Najwięcej, bo o 182 000 mkw. w ramach 5 inwestycji wzbogacił się rynek w Poznaniu.

Obserwujemy wysoką aktywność deweloperów, w budowie jest ponad 680 000 mkw. nowoczesnych powierzchni magazynowych, z czego ponad 170 000 mkw. to powierzchnia spekulacyjna. W porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego, wolumen realizowanej powierzchni spekulacyjnej jest ponad dwukrotnie wyższy. Warto zaznaczyć, że poza dużą liczbą projektów w realizacji, niemal na każdym rynku, deweloperzy mają zabezpieczone grunty pod nowe inwestycje. Dotyczy to nie tylko dojrzałych rynków jak, Warszawa czy Poznań, ale również nowych lokalizacji takich jak Bydgoszcz czy Lublin – podsumowała Renata Osiecka, Partner Zarządzająca AXI IMMO.

POZIOM PUSTOSTANÓW

Na koniec II kw. 2015 r. współczynnik powierzchni niewynajętej wyniósł 5%. Jest to spadek o 0,7% względem I kw. br. W ujęciu rocznym spadł o 5,4%. Jest to historycznie najniższy średni poziom pustostanów w Polsce. Łącznie do wynajęcia pozostaje 480 000 mkw. We wszystkich regionach dostępność powierzchni spadła poniżej 10%. Najwięcej wolnych modułów pozostaje w Warszawie (9,7%) oraz okolicach (9,5%), a następnie na Górnym  Śląsku. Najniższy poziom pustostanów poniżej 3% występuje w Poznaniu i Wrocławiu. Warto też zaznaczyć, że cześć powierzchni jest zajęta pod kontrakty „short term”, które formalnie nie są wliczane, jako powierzchnia wynajęta.

CZYNSZE

W ostatnim półroczu czynsze utrzymały się na stabilnym poziomie, takie pozostaną w kolejnych miesiącach, pomimo niskiego poziomu pustostanów. Niewielkich podwyżek możemy oczekiwać w Polsce Centralnej, ze względu na niską dostępność powierzchni i brak realizacji inwestycji spekulacyjnych.

PROGNOZY

W drugiej połowie roku możemy spodziewać się utrzymania wysokiej aktywności deweloperskiej. Niski poziom pustostanów będzie zachęcał deweloperów do uruchamiania kolejnych inwestycji. Możliwe, że część z nich będzie realizowana spekulacyjne, cześć głównie w regionie Warszawy oraz nowych lokalizacjach po podpisaniu umów typu pre-let.

Pod względem popytu trend wzrostowy powinien utrzymać się, głównie dzięki rozwojowi firm obecnych już na polskim rynku oraz inwestycją zagranicznym. Sektorami z największym potencjałem rozwoju pozostanie sektor FMCG, elektronika, dom i wnętrze zwłaszcza w kanale sprzedaży e-commerce.

Więcej informacji o AXI IMMO można znaleźć na stronie www.axiimmo.com

 

Deweloperzy o zmianach w MdM

Popyt na mieszkania z rynku pierwotnego nie maleje. Deweloperzy wciąż odważnie inwestują w nowe przedsięwzięcia. Czy dołączenie do programu mieszkań z rynku wtórnego ostudzi ich zapał? Zapytaliśmy poznańskie biura sprzedaży o zmiany, które już niebawem wejdą w życie.

W czerwcu Sejm kolejny raz znowelizował ustawę o przyznawaniu dopłat z rządowego programu wspomagającego zakup mieszkania przez osoby młode. Ze względu na niewielkie zainteresowanie w 2014 roku stopniowo zostają wprowadzane poprawki, które mają otworzyć projekt na szerszy audyt.

Zmiany w programie  (więcej na temat zmian)

Ostatnie zmiany są znaczące dla rodzin, które posiadają dwoje i więcej dzieci – dopłata dla takich rodzin wzrośnie. Dla tych, którzy wychowują troje i więcej dzieci znaczące będzie, że została zniesiona granica wieku (która do niedawna wynosiła 35 lat) i co istotne – warunek posiadania pierwszego mieszkania – Dla naszych klientów zmiany będą korzystne, nawet ci, którzy mają już własne mieszkanie, będą mogli przenieść się na nasze zaciszne osiedla- mówi Maciej Bartczak, współwłaściciel KM Building.

Zwiększy się również kwota dofinansowania dla rodzin wielodzietnych – Duże rodziny mogą liczyć na dofinansowanie o wartości nawet 30% mieszkania, to znacznie ułatwi wymianę mieszkania na większe – mówi Marek Smogór, Prezes Atrium Grunwald. W związku ze zmianami zaproponowanymi przez rząd kwoty wsparcia będą o wiele wyższe – Tak naprawdę rodzina może zaoszczędzić nawet 100 000 złotych – mówi Marlena Zapalska, Prezes spółki Proxin Ogrody. Jeśli rodzina ma dwoje i więcej dzieci warto więc poczekać kilka tygodni z zaciągnięciem kredytu, nowelizacja ustawy zwiększy dopłatę praktycznie o połowę. Dla osób wychowujących dzieci zwiększona zostanie również minimalna powierzchnia mieszkania, od której liczona jest ulga z 50 do 65 mkw. Tu warto jednak pamiętać, że wysokość dopłaty zależy od wskaźnika ceny, który jest ustalony na dany rejon.

Mieszkanie dla Młodych a rynek wtórny

Znaczącą zmianą będzie dołączenie do programu mieszkań z rynku wtórnego. Większość zapytanych deweloperów jest tego samego zdania, dzięki wprowadzonym poprawkom wzrośnie popularność programu, co przyciągnie nowych klientów. Włączenie rynku wtórnego do MdM-u w dużych miastach, gdzie rynek deweloperski jest mocno rozwinięty nie wpłynie znacznie na sprzedaż – Klient kupujący u dewelopera otrzymuje gwarancję na mieszkanie, poza tym może urządzić je jak tylko zechce, nowe mieszkanie jest również łatwiej wynająć, a wielu kupujących to właśnie inwestorzy – mówi Roma Peczyńska, dyrektor e-markeingu RED – Real Estate Development.

Podobnie o zmianach wypowiada się Paweł Wunderse, Kierownik Sprzedaży Mieszkań z nowopowstającej inwestycji Nowe Piotrowo – Różnica pomiędzy limitami cenowymi będzie na tyle wysoka, że dostępność mieszkań z rynku wtórnego będzie okrojona. Do tego dochodzi jeszcze jeden argument – Rynek pierwotny i wtórny to dwa zupełnie różne rodzaje nieruchomości, co oznacza, że target jest różny – mówi Agata Nowaczyk z poznańskiego biura sprzedaży Ekonbud-Fadom.

Zmiany a ceny mieszkań i wkład własny

Do tej pory, przez sześć kwartałów funkcjonowania MdM-u, ceny mieszkań były dostosowane do wymogów tego programu. Póki co, utrzymują się one na podobnym poziomie. O tym czy zmienią się one wraz z kolejnymi nowelizacjami dowiemy się za jakiś czas. Wszystkim zachowawczym radzimy jednak nie zwlekać z kupnem i zdecydować się już teraz, kiedy ceny są jeszcze takie same. Warto również pamiętać, że sięgając po kredyt z dopłatą nie będziemy mogli przez pięć lat sprzedać, wynająć, a nawet użyczyć mieszkania.

Alior Bank rozszerza współpracę z Grupą Deutsche Telekom i wychodzi poza granice Polski

7 sierpnia 2015 r. Alior Bank podpisał umowę z rumuńskim operatorem Telekom Romania Mobile Communications z Grupy Deutsche Telekom. Tym samym Bank rozszerza strategiczny alians z globalnym operatorem telekomunikacyjnym o kolejny rynek z Europy Środkowej.

Celem inicjatywy realizowanej wspólnie przez Alior Bank i Telekom Romania Mobile Communications jest utworzenie na terytorium Rumunii oddziału Banku, który będzie działał w modelu zbliżonym do obecnej współpracy Alior Banku i T-Mobile Polska. Rozpoczęty projekt ma strategiczne znaczenie dla Alior Banku, stanowi bowiem pierwszy krok w kierunku ekspansji Banku na rynki zagraniczne.

Telekom Romania Mobile Communications wchodzi w skład Grupy Telkom Romania największego, zintegrowanego operatora telekomunikacyjnego działającego na rynku rumuńskim. Grupa oferuje kompleksowe, nowoczesne usługi telefonii stacjonarnej i mobilnej, Internetu i telewizji, a także rozwiązania dla biznesu. Telekom Romania Mobile Communications działa pod marką T-Mobile i obsługuje aktualnie 6 milionów klientów.

Współpraca Alior Banku z Telekom Romania Mobile Communications to pierwszy na lokalnym rynku alians łączący świat finansów i usług telekomunikacyjnych w tak szerokim zakresie. Już w pierwszym kwartale przyszłego roku klienci indywidualni zyskają możliwość skorzystania z usług bankowych, a w dalszej kolejności zostanie udostępniona również oferta dla firm. W ramach zawartego porozumienia klienci rumuńskiego operatora uzyskają dostęp do szerokiej gamy nowoczesnych produktów depozytowych i kredytowych, analogicznych do tych oferowanych w Polsce. W celu realizacji projektu, w Bukareszcie powstaną struktury Alior Banku odpowiedzialne za rozwój i utrzymanie oferty na rynku rumuńskim.

Rumunia jest największym rynkiem Europy południowo-wschodniej i drugą co do wielkości gospodarką w naszym regionie. To także rynek o dużym potencjale dla rozwoju usług bankowych, bo ponad połowa mieszkańców Rumunii nie posiada jeszcze konta bankowego, a jednocześnie dynamicznie wzrasta liczba użytkowników smartfonów (obecnie 28%, przewidywane jest podwojenie do 2017 r.).

Od blisko dwóch lat budujemy nasze doświadczenia w partnerstwie biznesowym z globalnym operatorem telekomunikacyjnym. Doskonałe rezultaty jakie przynosi kooperacja z T-Mobile Polska sprawiły, że kolejnym krokiem jest wejście Alior Banku na inne europejskie rynki – mówi Michał Hucał, wiceprezes Zarządu Alior Banku. Rozpoczęcie współpracy z Telekom Romania jest dowodem, że Alior Bank ma niezbędny potencjał biznesowy i technologiczny, aby realizować strategiczne projekty także poza granicami naszego kraju, współpracując z największymi firmami z Europy – zapewnia Michał Hucał.

Alior Bank jest dynamicznie rozwijającym się bankiem uniwersalnym, liderem pod względem innowacyjności. Bank rozpoczął działalność w listopadzie 2008 r. i od tego czasu systematycznie umacnia swoją pozycję rynkową dzięki ofercie nowatorskich produktów i usług, wyznaczających nowe standardy w polskiej bankowości. W grudniu 2013 r. Bank zawarł strategiczny alians z T-Mobile wiodącym operatorem telekomunikacyjnym o globalnym zasięgu. W efekcie, w maju 2014 r. uruchomiony został T-Mobile Usługi Bankowe dostarczane przez Alior Bank – unikalny na skalę europejską projekt współpracy banku i firmy telekomunikacyjnej. Dzięki czemu klienci uzyskali dostęp do nowoczesnych produktów i rozwiązań łączących świat telekomunikacji
i usług bankowych.

Obecnie z usług T-Mobile Usługi Bankowe korzysta już ponad pół miliona klientów. Mogą oni otworzyć konto w sieci kilkuset punktów zlokalizowanych w całej Polsce oraz poprzez nowoczesne zdalne kanały sprzedaży. Do tej pory Bank otworzył już 144 placówek typu store-in-store w salonach T-Mobile oferujących szerszy zakres obsługi, w tym produkty kredytowe. Sprzedaż w zakresie pożyczki gotówkowej, rok do roku, wzrosła aż czterokrotnie. W czerwcu br. T-Mobile Usługi Bankowe wprowadził również ofertę dedykowaną małym firmom.

GoldenLine zdobywa polski rynek rekrutacji specjalistów i managerów

Serwis GoldenLine.pl to miejsce, w którym pracodawca znajdzie idealnego pracownika a pracownik wymarzoną pracę. Jak GoldenLine zdobywa rynek rekrutacji?

Na dynamiczny rozwój serwisu GoldenLine.pl mają w głównej mierze wpływ zmieniające się trendy na rynku rekrutacyjnym oraz stale rozbudowywane i unowocześniane funkcjonalności serwisu. Rozwiązania te przyciągają zarówno kandydatów umieszczających w nim swoje wirtualne CV, rekruterów szukających pracowników, jak i firmy chcące budować odpowiedni wizerunek pracodawcy. Na co dzień z narzędzi rekrutacyjnych i employer brandingowych serwisu GoldenLine korzysta ponad 6 tys. rekruterów. Najnowsze wyniki badania Megapanel PBI/Gemius z maja 2015 roku po raz kolejny potwierdziły, że GoldenLine to niekwestionowany lider wśród serwisów rekrutacyjnych.

Jedyne takie narzędzie

Wyszukiwarka Kandydatów GoldenLine to jedyne na polskim rynku narzędzie, wykorzystywane coraz częściej w rekrutacjach kandydatów pasywnych. Kandydatem pasywnym jest osoba nieszukająca w danym momencie pracy, ale mogąca być potencjalnie zainteresowana przedstawioną jej ofertą nowego zatrudnienia. Dokładne sprecyzowanie za pomocą Wyszukiwarki Kandydatów oczekiwań rekrutera co do umiejętności kandydata, pozwala na wyszukanie i przedstawienie najbardziej poszukiwanych przez niego profili kandydatów. Analiza ścieżek ich kariery, umiejętności, opisu wykonywanych projektów i zadań, a także udzielonych im referencji, pozwalają na znalezienie odpowiedniego kandydata i kontakt z nim. Obecne funkcjonalności serwisu sprawiają, że GoldenLine stał się pierwszym wyborem przy szukaniu kandydatów na stanowiska specjalistyczne i menadżerskie. A na tym nie koniec. Kolejne ważne zmiany, na które czeka rynek, nastąpią w serwisie już wkrótce.

Czekając na ofertę pracy

Wzrost popularności rekrutacji pasywnych spowodował chęć odpowiedniej prezentacji siebie i swojej ścieżki zawodowej przez samych pracowników. Dzięki temu mogą zbadać swój potencjał na rynku pracy, zainteresowanie pracodawców, a także otrzymywać oferty pracy, którymi mogą być zainteresowani. Z danych GoldenLine wynika, że w ostatnich 12 miesiącach podwoiła się ilość aplikacji składanych przez osoby posiadające aktualnie zatrudnienie.

GoldenLine nowoczesnym pracodawcą

Stały rozwój serwisu przekłada się w ostatnim czasie także na wzrost zatrudnienia. Młody, kreatywny zespół, nowoczesne przestrzenie biurowe, elastyczny czas pracy powodują, że GoldenLine stał się także pożądanym na rynku pracodawcą.

Cyberzagrożenia oraz niskie stopy procentowe – najważniejsze ryzyka w branży ubezpieczeniowej

Najnowsze badanie CSFI i firmy doradczej PwC „Insurance Banana Skins 2015” pokazuje, że cyberzagrożenia oraz stopy procentowe są najczęściej wymienianymi przez ubezpieczycieli na świecie nowymi ryzykami, które mogą zagrozić ich biznesom w najbliższych latach. Nieco inaczej sytuacja wygląda w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie na szczycie listy zagrożeń znalazło się otoczenie makroekonomiczne. Według eksperta PwC w Polsce mamy natomiast rewolucyjną skalę wzmocnienia regulacji sektora ubezpieczeniowego, co stanowi obecnie największe wyzwanie dla branży.

Najnowsze badanie Centre for the Study of Financial Innovation (CSFI) i firmy doradczej PwC, w którym wzięło udział ponad 800 przedstawicieli sektora ubezpieczeń oraz analityków branży z 54 krajów, wskazuje te obszary, które zdaniem respondentów będą stanowiły największe zagrożenie w ciągu następnych 2–3 lat. Ryzyko związane z wprowadzeniem nowych regulacji prawnych po raz trzeci z rzędu okazało się najczęściej wskazywanym przez uczestników badania zagrożeniem, co podkreśla istotny wpływ zmian regulacyjnych na tę branżę.

Niskie stopy procentowe trapią ubezpieczycieli

W regionie Europy Środkowo-Wschodniej na szczycie rankingu znalazło się natomiast ryzyko dotyczące otoczenia makroekonomicznego. Ma to związek z niestabilną sytuacją gospodarczą regionu, na którą z jednej strony wpływa kryzys w strefie euro, z drugiej zaś niepewna sytuacja geopolityczna na wschodzie. Otoczenie makroekonomiczne ma duży wpływ na popyt na produkty ubezpieczeniowe, a także na ich rentowności.

Na drugim miejscu rankingu „Insurance Banana Skins 2015” znalazło się ryzyko związane z niskimi stopami procentowymi (3. miejsce w ujęciu globalnym). To nowe w zestawieniu zagrożenie powoduje niższe stopy zwrotu z inwestycji ubezpieczycieli, a przez to negatywnie oddziałuje na ich ogólne wyniki finansowe. Dodatkowo, ubezpieczyciele, którzy oferowali produkty oszczędnościowe z gwarancją zwrotu w momencie, gdy stopy procentowe były dużo wyższe, obecnie zmagają się ze stratami w tym segmencie produktów (produkty gwarantowane plasują się na 3. pozycji wśród ryzyk w naszym regionie, a na 7. na świecie).

„Trzy najważniejsze ryzyka znajdujące się na szczycie tegorocznego rankingu dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej są ze sobą powiązane, a ich wspólnym mianownikiem są niskie stopy procentowe, które wpływają na produkty gwarantowane zarówno w obszarze ubezpieczeń życiowych, jak i majątkowych. Niski poziom stóp procentowych zmusza ubezpieczycieli do zmiany ofert produktowych i strategii inwestycyjnych. Niezdolność do reagowania na tego typu ryzyka poprzez wprowadzanie innowacyjnych produktów może w przyszłości znacząco wpłynąć na zyski ubezpieczycieli. Jestem przekonany, że właśnie w tym tkwi przyczyna wysokiej pozycji w rankingu tych zagrożeń” – twierdzi Artur Pikula, partner w PwC, lider zespołu ds. ubezpieczeń w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Nowe regulacje – szanse i zagrożenia

Praktyki biznesowe, zajmujące w rankingu regionalnym 4. miejsce (11. w zestawieniu globalnym), dotyczą przede wszystkim nieuczciwej sprzedaży produktów ubezpieczeniowych przez pośredników. Wyjściem z tej sytuacji jest próba wprowadzenia przez regulatorów dodatkowych przepisów zapewniających lepszy nadzór nad agentami ubezpieczeniowymi i kanałami sprzedaży.

Z drugiej zaś strony to właśnie wprowadzanie nowych regulacji prawnych było piątym najczęściej wskazywanym przez respondentów badania zagrożeniem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej (1. miejsce w globalnym rankingu). Nowe regulacje, takie jak dyrektywa Solvency II, powodują dodatkową niepewność na rynku, który już od jakiegoś czasu zmaga się ze wzrostem kosztów powiązanych z nowymi wymogami i przepisami.

Zdaniem Artura Pikuli wyniki badania „Insurance Banana Skins 2015” dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej nie do końca odzwierciedlają sytuację branży ubezpieczeniowej w Polsce. Jak twierdzi ekspert, największym wyzwaniem dla polskiej branży jest właśnie ryzyko regulacyjne. Dotyczy ono zarówno obszaru ochrony konsumenta, jak też stricte działalności ubezpieczeniowej.

„Skala wzmocnienia regulacji polskiego sektora ubezpieczeń jest rewolucyjna i niespotykana w dotychczasowej działalności tego rynku. Nowe wymogi , takie jak Rekomendacja U czy wytyczne KNF, już wpłynęły na zmianę modelu dystrybucji w kanale bancassurance. Kolejne regulacje, które wejdą w życie w niedalekiej przyszłości (m.in. nowelizacja Ustawy o działalności ubezpieczeniowej) będą wpływały także na pozostałe kanały dystrybucji oraz samą konstrukcję produktów. W efekcie zmianie mogą ulec zarówno poziom ponoszonych przez ubezpieczycieli kosztów operacyjnych, jak też wolumeny sprzedaży i rentowność działalności. Trzeba podkreślić, że nowe regulacje prawne z jednej strony wzmacniają ochronę konsumentów i wybrane obszary działalności, np. IT będące w zakresie wytycznych KNF, z drugiej zaś wiążą się ze znacznymi kosztami dostosowania, które w dłużej perspektywie mogą wpłynąć na wzrost cen ubezpieczeń lub obniżenie rentowności firm” – ocenia Artur Pikula, partner w PwC, lider zespołu ds. ubezpieczeń w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Ubezpieczyciele w świecie cyberzagrożeń

Drugim – po niskich stopach procentowych – ryzykiem, które po raz pierwszy pojawiło się w pierwszej dziesiątce rankingu „Insurance Banana Skins” są cyberzagrożenia: 7. pozycja w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, 4. na świecie. Po kilku głośnych przypadkach naruszenia bezpieczeństwa firm ubezpieczeń zdrowotnych w USA, zarówno klienci, jak i ubezpieczyciele obawiają się o bezpieczeństwo wrażliwych danych osobowych. W odpowiedzi krajowe organy regulacyjne wdrażają nowe przepisy prawne, aby pomóc firmom ubezpieczeniowym w zarządzaniu cyberzagrożeniami i minimalizowaniu ich późniejszych skutków.

„Skala cyberzagrożeń rośnie w bardzo szybkim tempie w firmach ze wszystkich sektorów. Kluczowa stała się ochrona danych klientów i informacji wrażliwych oraz właściwe i spójne zarządzenie ryzykiem związanym z tym obszarem w firmie. W całym regionie CEE krajowi regulatorzy wprowadzają zalecenia, wytyczne i rekomendacje mające na celu zminimalizowanie wpływu cyberzagrożeń w sektorze ubezpieczeniowym. W Polsce Komisja Nadzoru Finansowego opublikowała ‘Wytyczne dotyczące zarządzania obszarami technologii informacyjnej i bezpieczeństwa środowiska teleinformatycznego w zakładach ubezpieczeń i zakładach reasekuracji’ z datą wdrożenia do końca 2016 r. Wytyczne mają na celu m.in. zwrócenie szczególnej uwagi właśnie na obszar zarządzania bezpieczeństwem. Dodatkowo, firmy ubezpieczeniowe mogą czerpać z doświadczeń banków, które przeszły drogę związaną z uściśleniem regulacji w zakresie bezpieczeństwa informacji. Z pewnością priorytetowe podejście do cyberbezpieczeństwa pozwoli firmom ubezpieczeniowym przygotować się do nadchodzących zmian” – mówi Piotr Urban, partner w PwC, lider zespołu zarządzania ryzykiem.

Ubezpieczyciele gotowi do reagowania na ryzyka

Mimo dynamicznych zmian na rynku i presji związanej z nowymi regulacjami, ubezpieczyciele z regionu Europy Środkowo-Wschodniej czują się znacznie pewniej niż jeszcze dwa lata temu w reagowaniu na ryzyka biznesowe. Według tegorocznego badania „Banana Skins” „wskaźnik, pokazujący gotowość do reakcji na biznesowe zagrożenia, wzrósł do 3,18 (w 5-stopniowej skali) w roku 2015, w porównaniu do 2,93 w 2013 r.

Poziom niektórych rodzajów ryzyka obniżył się. Dotyczy to obszarów takich jak: jakość zarządzania, zobowiązania długoterminowe, ingerencja polityczna, czy dostęp do talentów. Spada też poziom ryzyka związanego z reputacją, ponieważ ubezpieczyciele stają się bardziej proaktywni w relacjach zewnętrznych, chociaż jednocześnie ich rosnąca obecność w mediach społecznościowych jest postrzegana jako wzrastające zagrożenie dla zarządzania reputacją.

Insurance Banana Skins Index 2015

(w nawiasach dane z poprzedniej edycji rankingu z 2013 r.)


 

Wyniki na świecie

 

Wyniki w Europie Środkowo – Wschodniej

1

Regulacje prawne (1)

1

Otoczenie makroekonomiczne (3)

2

Otoczenie makroekonomiczne (3)

2

Stopy procentowe (-)

3

Stopy procentowe (-)

3

Produkty gwarantowane (14)

4

Cyberzagrożenia (-)

4

Praktyki biznesowe (2)

5

Wyniki inwestycyjne (2)

5

Regulacje prawne (1)

6

Zarządzanie zmianą (15)

6

Wyniki inwestycyjne (5)

7

Produkty gwarantowane (6)

7

Cyberzagrożenia (-)

8

Kanały dystrybucji (11)

8

Kanały dystrybucji (16)

9

Katastrofy naturalne (5)

9

Zmiany klimatyczne (22)

10

Jakość zarządzania ryzykiem (7)

10

Zarządzanie zmianą (17)

O badaniu „Insurance Banana Skins 2015”

Badanie CSFI oraz firmy doradczej PwC „Insurance Banana Skins 2015” zostało przeprowadzone w marcu i kwietniu 2015 roku. Wzięło w nim udział 806 przedstawicieli branży ubezpieczeniowej z 54 krajów. Poprzednie edycje badania przeprowadzone zostały w 2008, 2009, 2011 i 2013 roku.

Złoty dalej traci, szczególnie do euro i dolara

Funt po osiągnięciu najwyższego poziomu od 10 lat traci na wartości. Jest to konsekwencja decyzji Banku Anglii. Bardzo dobre dane z amerykańskiego rynku pracy. Złoty dalej traci, szczególnie do euro i dolara.

Krzysztof Pawlak - dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Bank Anglii okazał się bardziej “gołębi”, co było zaskoczeniem dla analityków – za podniesieniem stóp procentowych głosował tylko jeden członek. Podczas wystąpienia po decyzji, Mark Carney jasno stwierdził, że pośpiech nie jest wskazany. Ewentualne podniesienie kosztu kredytu nastąpi, gdy sytuacja w gospodarce się poprawi, a inflacja powróci do zakładanego celu.

Na tą chwilę więc tematu zmiany polityki Banku Anglii nie ma, a patrząc na dość słabe prezentowane wcześniej dane (choćby spadek produkcji o 0,4%) jeszcze długo nie będzie. Wysoki poziom funta niekorzystnie wpływa na eksport. Analitycy oczekiwali podwyżki stóp procentowych już w listopadzie, ale najprawdopodobniej nastąpi to dopiero w I kwartale 2016 roku, a i ten termin budzi wątpliwość. W rezultacie funt traci na wartości i w najbliższych dniach nie powinno się to zmienić.

Wczoraj poznaliśmy też raport o bezrobociu w USA – liczba wniosków od nowych bezrobotnych wyniosła 270 tys. i była trochę mniejsza niż zakładano w prognozach. Oznacza to, że kondycja amerykańskiego rynku pracy bardzo się poprawiła, gdyż cały czas oscylujemy wokół najniższego poziomu od czterech dekad. Martwić może jedynie publikowany również wczoraj indeks przyszłych zwolnień Challengera, który znacznie wzrósł w lipcu. Rynek jednak kompletnie to zignorował.

Dzisiaj inwestorzy czekają z niecierpliwością na dane na temat zatrudnienia w sektorze pozarolniczym i stopę bezrobocia z USA. Nawet niewielkie rozczarowanie, czyli dane odbiegające od prognoz mogą spowodować znaczny ruch na EUR/USD. Dolar pozostaje silny w ostatnich dniach więc można się domyślać, że analitycy obstawiają dobre dane. Gdyby jednak tak się nie stało będzie to znakomitym pretekstem do sporej korekty i powrotu powyżej 1,10 na parze EUR/USD. A przypomnijmy, że środowy raport ADP był słaby, co może się przełożyć na słabsze odczyty również dzisiaj.

Wraz z pogorszeniem nastawienia do rynków wschodzących, polski złoty traci na wartości. Bezprecedensowe znaczenie ma tutaj zbliżające się zacieśnienie polityki monetarnej w USA. Ale jest wiele innych mniejszych czynników przemawiających za wyprzedawaniem polskiej waluty – m.in. mianowicie kryzys gospodarczy w Rosji z powodu lawinowo spadających cen ropy, zaangażowanie się Turcji w walki z Państwem Islamskim.

Również swoje trzy grosze dorzuca sytuacja polityczna w naszym kraju. Propozycje przewalutowania kredytów frankowych, opodatkowanie banków i sieci handlowej skutecznie zniechęcają inwestorów. Samo nastawienie do naszego kraju w ostatnich dniach zostało mocno pogorszone, bo tak naprawdę nie wiadomo czego można jeszcze oczekiwać po ewentualnej zmianie władzy. A jak wiemy niepewność nie sprzyja inwestowaniu.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 07.08.2015
Komentarz walutowy 07.08.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 05.05.2015 do 07.08.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 4,035 utworzył trend wzrostowy. Jest to średnioterminowy trend wewnątrz szerokiej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiega obecnie w okolicach 4,1200, a kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1120, gdzie znajduje się 61,8% zniesienie Fibonacciego. Na chwilę obecną udało się wyznaczyć przyśpieszoną linię wsparcia, która obecnie znajduje się na poziomie 4,1600.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 07.08.2015
Komentarz walutowy 07.08.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 05.05.2015 do 07.08.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, po którym doszło do korekty. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kurs poszybował ostro w dół. Po odbiciu od ważnego wsparcia na 3.8500 kurs zawrócił i dotarł do oporu w postaci 61,8% zniesienia Fibonacciego. Aktualnie kurs CHF/PLN przebił linię wsparcia, co może przełożyć się na dalsze spadki na tej parze walutowej.

USD/PLN

Komentarz walutowy 07.08.2015
Komentarz walutowy 07.08.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 05.05.2015 do 07.08.2015

Kurs USD/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Opór stanowić będzie górne ograniczenie kanału na poziomie 3,8750. Wcześniej skutecznym oporem okazał się poziom 3,8520, czyli maksimum z 7 lipca. W przypadku, gdyby kurs obrał kierunek na południe wsparciem będzie 23,6% zniesienie Fibonacciego na poziomie 3,7750, silne wsparcie stanowi również poziom 3,7450.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 07.08.2015
Komentarz walutowy 07.08.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 05.05.2015 do 07.08.2015

Kurs GBP/PLN porusza się w trendzie wzrostowym. Testowane jest aktualnie wsparcie na poziomie 5,9450, czyli dolne ograniczenie wyrysowanego kanału wzrostowego. W przypadku kontynuowania ruchu w górę opór stanowić będzie ostatnie maksimum w okolicach 5,9950.

Fundusz AIP Seed Capital zainwestuje w portal podróżniczy Jarosława Kuźniara. Kwota inwestycji wyniesie około 100 tys. zł w zamian za 15 proc. udziałów

Jacek Aleksandrowicz

Model biznesowy funduszu zalążkowego AIP Seed Capital zakłada inwestycję w perspektywiczne start-upy i jak najszybsze doprowadzenie do kolejnej rundy finansowania. W tym roku spółka planuje dofinansować łącznie od 4 do 6 start-upów. Jednym z niech jest projekt portalu podróżniczego Jarosława Kuźniara, w który fundusz zainwestuje 100 tys. zł w zamian za 15 proc. udziałów. Najlepsze projekty objęte będą programem akceleracji globalnej we współpracy z inwestorami z Doliny Krzemowej czy Londynu.

W najbliższym czasie zainwestujemy w portal podróżniczy Jarosława Kuźniara, dziennikarza TVN24, to będzie nasza najnowsza inwestycja – informuje Jacek Aleksandrowicz, wiceprezes i współzałożyciel Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości.

W opinii rozmówcy projekt portalu podróżniczego ma bardzo dużą szansę osiągnięcia sukcesu. W założeniu nowy serwis ma zrewolucjonizować rynek przewodników turystycznych, a planowana koncepcja biznesowa ma już za sobą pierwsze testy.

– Tu jesteśmy na etapie negocjacji, więc jeszcze nie możemy podawać szczegółów – mówi rozmówca, pytany o szczegóły portalu Jarosława Kuźniara.

Sposób finansowania start-upu będzie zbliżony do klasycznego modelu biznesowego spółki AIP Seed Capital. Oznacza to inwestycję w wysokości 100 tys. zł w zamian za nabycie 15 proc. udziałów w projekcie.

–  Poza tym będziemy chcieli zainwestować do końca tego roku w 4 do 6 start-upów na łączną kwotę około 1 mln zł – tłumaczy współtwórca funduszu.

Ekspert w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor deklaruje, że liczy na zamknięcie wszystkich planowanych inwestycji już po wakacjach.

– Stawiamy przede wszystkim na ludzi, inwestujemy w firmy, które dzisiaj jeszcze nie istnieją, dopiero są na etapie testowania, sprawdzania tego, czy mogą się sprawdzić, choćby na zasadzie prototypu – wyjaśnia Jacek Aleksandrowicz.

W większości przypadków kapitał zainwestowany w dany projekt stanowi pierwszy poważny wkład finansowy, którym dysponują jego wykonawcy. Jacek Aleksandrowicz zastrzega jednak, że wymaga od swoich partnerów choćby minimalnego doświadczenia w biznesie oraz technologii, którą mają zamiar stosować.

– Na komitet inwestycyjny zapraszamy start-upowców z całej Polski, czyli ludzi, którzy rozpoczęli testowanie swoich pomysłów na biznes, i ludzi, którzy dzięki naszej inwestycji mogą założyć spółkę z o. o. i wspólnie z nami realizować biznesy – tłumaczy wiceprezes.

Fundusz zalążkowy AIP Seed Capital umożliwia przedsiębiorcom rozpoczęcie działalności w skali globalnej. Fundusz organizuje wyjazdy do Doliny Krzemowej, Londynu czy Izraela. Pozwala to na potencjalne dotarcie do znacznie szerszego rynku ze swoimi projektami.

– Naszym celem jest też jak najszybsze doprowadzenie do drugich rund, czyli pozyskania już nie 100 tys. zł, ale miliona lub kilku milionów po to, żeby dokapitalizować taką spółkę. I oczywiście po to, by za jakiś czas, za kilka lat, wyjść z odpowiednim zyskiem – mówi o polityce inwestycyjnej funduszu Jacek Aleksandrowicz.

AIP Seed Capital to fundusz zalążkowy działający na rynku od 2009 roku. Od tego czasu komitet podjął ponad 100 decyzji inwestycyjnych. Aktualnie w portfelu funduszu znajduje się łącznie 80 spółek.

Rekordowe wynagrodzenia w Premier League

Już 8 sierpnia ruszy kolejny sezon English Premier League. Jest to najbogatsza europejska liga piłkarska, która nie szczędzi wydatków na wysokie wynagrodzenia graczy. W rozgrywkach bierze udział 20 drużyn. W poniższym zestawieniu przedstawiliśmy 10 z nich, które w sezonie 2014/2015 oferowały najwyższe wynagrodzenia.

Podane kwoty to wyłącznie wynagrodzenia za grę w zespole bez uwzględnienia dodatków, premii itp.

Manchester City to klub, który płaci najwięcej – średnio ponad 5 mln GBP na jednego piłkarza w ciągu roku. Na kolejnym miejscu uplasował się ich lokalny rywal– Manchester United, który na jednego zawodnika przeznaczał średnio 4,68 mln GBP.Ostatnie miejsce na podium zajmuje Chelsea London oferujący przeciętne roczne zarobki na poziomie 4,35 GBP.Ostatnim zespołem, który wypłacał rocznie swoim graczom ponad 4 mln GBP jest Arsenal London. Dziesiątkę zamyka Sunderland, który przeciętnie płacił piłkarzom – około 1,62 mln GBP.

Wykres 1. Przeciętne roczne zarobki na jednego piłkarza w 10 najlepszych klubach Premier League sezonie 2014/2015 (w GBP brutto)

Przeciętne roczne zarobki na jednego piłkarza w 10 najlepszych klubach Premier League sezonie 2014/2015 (w GBP brutto)
Przeciętne roczne zarobki na jednego piłkarza w 10 najlepszych klubach Premier League sezonie 2014/2015 (w GBP brutto). Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu Global Sports Salaries.

Mateusz Rachucki
Sedlak & Sedlak

ING Bank Śląski inwestuje w segment mobilny. Bank w I półroczu osiągnął wynik o 13 proc. wyższy niż rok wcześniej

Mirosław Boda

Skonsolidowany zysk netto ING Banku Śląskiego za pierwsze dwa kwartały 2015 roku wyniósł ponad 605 mln złotych (wzrost o 13 proc. rok do roku). Znacząco zwiększyła się również liczba udzielonych kredytów (20 proc. rok do roku) oraz przyjętych depozytów (15 proc. rok do roku). Dalsza poprawa wyników ma być możliwa dzięki rozwojowi nowych produktów. ING Bank Śląski intensywnie rozwija segment mobilny. Nowości pojawiły się także w ofercie biura maklerskiego ING Securities.

– Za I półrocze bank osiągnął wynik 605 mln zysku netto, co oznacza przyrost 13-proc. rok do roku. Aczkolwiek w tym zysku miały również duży udział czynniki jednorazowe, bo mieliśmy w I kw. sprzedaż portfela obligacji – informuje Mirosław Boda, wiceprezes zarządu ING Banku Śląskiego.

Zbycie portfela instrumentów dłużnych przyniosło 40 mln zł zysku netto. Dodatkowo w II kwartale bieżącego roku bank otrzymał dywidendę z ING PTE w wysokości 82 mln zł. Według danych za czerwiec 2015 roku łączna wielkość depozytów zgromadzonych w banku osiągnęła poziom ponad 80 mld złotych. W skali roku ich poziom wzrósł o 10,8 mld zł (15 proc.). Jeszcze większy był wzrost liczby udzielonych kredytów (20 proc. rok do roku)

– Rośnie nam liczba klientów, w pierwszych dwóch kwartałach tego roku liczba klientów wzrosła  o mniej więcej 100 tys. i mamy nadzieję, że ten trend się utrzyma – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Mirosław Boda.

Na koniec czerwca 2015 roku bank obsługiwał 3,9 mln klientów, a ogólna liczba prowadzonych rachunków bieżących wzrosła do 2,68 mln (wzrost o ponad 10 proc. rok do roku).

– Rynek oczekuje wzrostu stóp pod koniec 2016 roku i dyskontując to, już dzisiaj widzimy wzrost długoterminowych stóp, co będzie powodować, że przychodowość inwestycji banku będzie rosła – tłumaczy przedstawiciel ING Banku Śląskiego pytany o wpływ podwyżek stóp procentowych na wysokość marż.

Prognoza ING Banku Śląskiego zakłada niewielki spadek marży odsetkowej w najbliższym czasie. Natomiast początek przyszłego roku powinien przynieść już wzrosty.

Spółka inwestuje w nowe kanały obsługi klientów, w szczególności kanał mobilny.

– Oferujemy tutaj zarówno usługi bankowe ,jak i usługi maklerskie. Ostatnio mamy nowy produkt, mam nadzieję, że spotka się z dużym zainteresowaniem naszych klientów obecnych i pomoże nam pozyskać nowych – informuje Mirosław Boda.

W ofercie biura maklerskiego ING Banku dostępne są dwa nowe rodzaje rachunków. Pierwszy z nich to „konto elastyczne”, dla mniej aktywnych inwestorów, drugi to „konto aktywne”, dla aktywnych inwestorów. Cechą wyróżniającą produkty banku mają być głównie niższe prowizje oraz doradztwo transakcyjne.

– Ostatnio mieliśmy również prezentację naszego nowego systemu bankowości mobilnej. Mam nadzieję, że spotka się on z dużym zainteresowaniem klientów – mówi Boda.

Katowicki bank jest jedną z najdłużej notowanych spółek na polskiej giełdzie. Debiut na warszawskim parkiecie odbył się w 1994 roku. Obecnie ING Bank Śląski wchodzi w skład giełdowego indeksu mWIG40.

Producent systemu oceny bólu PAS chce wprowadzić na rynek holter medyczny w postaci plastra

Michał Uherek

Technologia oferowana przez spółkę Heart pozwala na kompleksowy monitoring stanu zdrowia. Analiza pracy serca ułatwi pracę ratownikom medycznym i lekarzom oraz usprawni procedury szpitalne. Oferowane narzędzia umożliwią zbadanie obszarów, których obserwacja do tej pory nie była możliwa. Zagwarantują też pacjentom dyskrecję.

– Nasz produkt nazywamy obecnie LifeSticker. To urządzenie wielofunkcyjne, które jest wyposażone w wiele czujników zbierających sygnał biometryczny z ciała pacjenta – mówi wiceprezes spółki Heart Michał Uherek.

System monitoringu fizjologicznego LifeSticker może być wykorzystywany zarówno w warunkach klinicznych, jak i polowych. Konstrukcja urządzenia umożliwia na małoinwazyjny montaż na ciele człowieka. Produkt pozwala na prowadzenie monitoringu stanu zdrowia pacjenta w trybie ciągłym.

– Każdy członek grupy ratowniczej jest w stanie dzięki temu urządzeniu ocenić stan poszkodowanego, przydzielając go do jednej z trzech grup: zielonej, żółtej lub czerwonej, która klasyfikuje pacjentów względem ich stopnia zagrożenia życia – wyjaśnia rozmówca.

Przedstawiciel wrocławskiej spółka zaznacza, że system LifeSticker ma zastosowanie interdyscyplinarne. Oprócz wsparcia pracy ratowników medycznych może być wykorzystywany we wszystkich sytuacjach, które wymagają monitoringu stanu zdrowia.

– Nadaje się równie dobrze po drobnych modyfikacjach np. do oceny zdrowia seniorów, dzieci i osób, które mają problem z sercem – wylicza ekspert.

Tym, co odróżnia LifeSticker od tradycyjnych holterów medycznych, jest jego niewielki rozmiar. Miniaturyzacja każdego z elementów systemu pozwala na zachowanie dyskrecji przez pacjentów.

– Natomiast pozwalamy naszemu lekarzowi kontrolować nasz stan zdrowia, sprawdzać, co tak naprawdę się zdarzyło w wyjątkowych sytuacjach zagrożenia – tłumaczy wiceprezes Uherek.

Rozmówca wskazuje na wysoce innowacyjny charakter urządzenia. Dzięki czujnikom EKG kontrolującym stan zdrowia możliwa jest obserwacja organizmu w takim stopniu, który do tej pory nie był dla lekarzy możliwy.

– Dzięki temu teraz lekarz w niedalekiej przyszłości będzie mógł faktycznie spojrzeć na nasze ciało z zupełnie innej perspektywy – podsumowuje Michał Uherek.

Spółka, która przygotowuje kolejne produkty, na razie oferuje na rynku system oceny bólu PAS, który pozwala na automatyczne zdiagnozowanie poziomu bólu u pacjenta i zastosowanie odpowiedniej terapii.

– Mamy tak naprawdę kilka produktów, natomiast pierwszy jest w pełni skończony, gotowy do pokazania, do użytku – produkt PAS, czyli Pain Assessment System – informuje Michał Uherek, wiceprezes spółki Heart.

Głównym zadaniem systemu PAS jest pomiar stopnia bólu u pacjenta. Choć urządzenie jest dedykowane głównie placówkom medycznym, to tak naprawdę może być wykorzystywane w dowolnym miejscu. Dane uzyskane przez urządzenie mają zastosowanie przy leczeniu przeciwbólowym. Pozwalają również na pewną automatyzację procedur szpitalnych.

–  W Polsce akurat jest w społeczeństwie 27 proc. osób, czyli dosyć sporo, którym ból doskwiera na co dzień lub też w jakimś okresie życia doskwierał – tłumaczy Uherek.

W chwili obecnej produkt oferowany jest głównie szpitalom, które korzystają z systemu najczęściej w przypadku pacjentów pozabiegowych. Automatyczne przetwarzanie danych na temat bólu pozwala na efektywniejszą opiekę nad hospitalizowanymi.

Pod koniec sierpnia program Mieszkanie dla Młodych obejmie także rynek wtórny i spółdzielnie. Ożywi to rynek w mniejszych miastach

Łukasz Madej

Jeszcze w tym miesiącu zaczną obowiązywać zmiany w programie Mieszkanie dla Młodych. Z państwowego dofinansowania będzie można skorzystać, kupując lokal na rynku wtórnym lub od spółdzielni. To dobra informacja dla mieszkańców mniejszych miast, gdzie deweloperzy budują niewiele, a obrót mieszkaniami odbywa się przede wszystkim na rynku wtórnym. Wciąż brakuje jednak instrumentów, które wspierałyby oszczędzanie.

Znowelizowana ustawa dotycząca programu Mieszkanie dla Młodych wejdzie w życie jeszcze przed końcem wakacji, 14 dni od daty publikacji w Dzienniku Ustaw. Skorzystają na nich mieszkańcy mniejszych miast, gdzie przeważa rynek wtórny, a deweloperzy budują mało.

Największa zmiana nastąpi w obszarze małych miast, bo tam pojawią się mieszkania z dopłatą. Do tej pory nie była to kwestia tego, czy przysłowiowy Kowalski spełnia warunki, czy może mieszkanie jest za drogie, po prostu takiej oferty nie było. To podstawowy problem starej wersji programu Mieszkanie dla Młodych – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Madej, prezes zarządu Pro-Development.

Inne będą też limity cen, które kwalifikują lokal do programu. Na rynku wtórnym będzie to 90 proc. średniego wskaźnika odtworzeniowego (przy 110 proc. na rynku pierwotnym).

W Warszawie czy Krakowie zmiany w ustawie nie przełożą się na większe zainteresowanie mieszkaniami z drugiej ręki, trudniej będzie znaleźć taki lokal, który zmieści się w limicie. Inaczej wygląda sytuacja na mniejszych rynkach. Dane Metrohouse wskazują, że największe szanse na zakup mieszkania z rynku wtórnego z dopłatami będą w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie 60 proc. mieszkań kwalifikuje się do dopłat. Duży wybór będzie też w Olsztynie (50 proc.), Łodzi (47 proc.), Zielonej Górze (44 proc.) i Katowicach (41 proc.).

Znowelizowana ustawa podwyższa dopłatę do mieszkań. Skorzystają na tym rodziny z dziećmi, w ich przypadku mnożnik, na podstawie którego wyliczana jest dopłata, zwiększy się z 15 do 30 proc., ponadto dopłata dotyczyć będzie 65 mkw. mieszkania, a nie jak dotychczas 50 mkw. Dla rodzin z dwójką dzieci dofinansowanie wyniesie 20 proc. zamiast dotychczasowych 15 proc.

Pewnie do uzupełnienia tego programu przydałyby się jeszcze inne instrumenty, w których wspieramy oszczędzanie przez rodziny po to, żeby budować fundusz, który może stanowić także wkład własny do kredytów. Tego elementu nie mamy w obszarze obecnej ustawy – mówi Łukasz Madej.

Tym bardziej że wymagany wkład własny będzie coraz wyższy. Dziś wynosi on 10 proc., a docelowo w 2017 roku będzie to 20 proc.

Pytanie, skąd młodzi ludzie mają wziąć na niego pieniądze? Powinniśmy o tym pomyśleć. Na razie jest to na etapie rozmów, nie mamy żadnego projektu, ale na pewno jest to rozwiązanie potrzebne dla rynku – ocenia prezes Pro-Development.

Jego zdaniem w najbliższym czasie klienci nie powinni się obawiać wzrostu cen nieruchomości.

Klient dziś ma z czego wybierać. Czy kupuje w ofercie z dopłatą, czy bez, oferta jest bardzo duża, co powoduje, że nawet polepszenie obecnej sytuacji na rynku pracy nie przekłada się na wzrost cen. Większa nadpodaż będzie powodować, że nawet jeśli gospodarka będzie w lepszej sytuacji, to ceny nie będą rosnąć – analizuje ekspert.

W ramach MdM Bank Gospodarstwa Krajowego sfinansował zakup blisko 27 tys. mieszkań i domów jednorodzinnych. Wysokość dofinansowania wkładu własnego przekroczyła 624 mln zł. Z programu najczęściej korzystają osoby bezdzietne (77 proc. beneficjentów). 20 proc. to osoby lub małżeństwa z jednym dzieckiem.

W przyszłym roku będą obowiązywać nowe przepisy Kodeksu pracy. Ograniczenia w umowach na czas określony

Adam Nierzwicki

Za niecałe pół roku wejdą w życie zmiany w Kodeksie pracy. Po podpisie prezydenta nowelizacja czeka na opublikowanie w Dzienniku Ustaw. Nowe przepisy wprowadzą inne zasady zatrudniania w oparciu o umowę na czas określony. Pracodawca będzie mógł zawrzeć tylko trzy takie umowy z pracownikiem, maksymalnie na 33 miesiące. Zmienią się także okresy wypowiedzenia.

Do tej pory było ograniczenie do dwóch umów terminowych, ale nie było ograniczenia czasowego. Można było zawrzeć jedną umowę na przykład na pięć lat, a potem drugą na kolejne pięć lat. A jeśli była przerwa, ponad miesięczna, pomiędzy jedną a drugą umową na czas określony z tym samym pracownikiem, to ten licznik się zerował – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Adam Nierzwicki, radca prawny w zespole prawa pracy w Kancelarii Wierzbowski Eversheds.

Od przyszłego roku takiej możliwości już nie będzie. Pracodawca będzie mógł zawrzeć z pracownikiem tylko trzy umowy o pracę na czas określony, przy czym łączny okres obowiązywania tych umów nie będzie mógł trwać dłużej niż 33 miesiące. Przerwa między kolejnymi umowami nie będzie mieć znaczenia.

Ta reguła będzie miała pewne wyjątki. Nie będzie obowiązywać w przypadku zastępstwa innego pracownika, prac sezonowych i dorywczych, pracy w placówkach zagranicznych oraz pracy na czas kadencji.

Czasami nie sposób przewidzieć, jak długo zastępstwo za danego pracownika będzie konieczne. Wtedy reguła trzech umów i 33 miesięcy nie będzie obowiązywać – wyjaśnia Nierzwicki. – Pracodawca będzie mógł z innych ważnych przyczyn nie stosować się do tej zasady, ale będzie to musiał uzasadnić przed Okręgowym Inspektorem Pracy.

Nowelizacja będzie miała wpływ także na umowy trwające w chwili wejścia w życie nowych przepisów.

Jeżeli były one zawarte na okres dłuższy niż sześć miesięcy, to będą podlegały nowym przepisom. Jeżeli na przykład z tym samym pracownikiem były już zawarte dwie kolejne umowy na czas określony, to będzie można z nim zawrzeć jeszcze tylko jedną – twierdzi Adam Nierzwicki. – Gdy pracodawca zawrze czwartą umowę albo ich łączna długość przekroczy 33 miesiące, to z mocy prawa taka umowa będzie traktowana jako umowa o pracę na czas nieokreślony – wyjaśnia.

Nowe przepisy wprowadzają też zmiany w okresach wypowiedzenia w umowach na czas określony. Od przyszłego roku wypowiedzenie umowy będzie zależne od określonej w niej długości, a niej rodzaju. W przypadku umowy zawartej na krócej niż pół roku pracodawca będzie miał obowiązek wypowiedzieć ją z dwutygodniowym wyprzedzeniem. W przypadku umowy zawartej na więcej niż pół roku będzie to miesiąc, a przy zatrudnieniu przez co najmniej trzy lata – trzy miesiące.

Dla pracodawców oznacza to przede wszystkim konieczność stosowania dłuższych okresów wypowiedzenia, takich samych, jakie stosują przy umowach na czas nieokreślony – zaznacza Adam Nierzwicki. – Przy czym nowelizacja przewiduje, że w dalszym ciągu nie trzeba będzie podawać przyczyny wypowiedzenia umowy i to jest akurat korzystne dla pracodawców.

Rośnie polski rynek hotelowy. Przez pół roku przybyło 78 nowych hoteli

0

Stephen Hadley

Polski rynek hotelowy rozwija się, zarówno segment premium, jak i ekonomiczny. W połowie ubiegłego roku działało niemal 2,5 tys. hoteli. Najwięcej było tych opatrzonych trzema gwiazdkami. 

Rynek hoteli w Polsce rozwija się dynamicznie – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Stephen Hadley, dyrektor ds. operacji hoteli segmentu ekonomicznego w Grupie Hotelowej Orbis w Polsce. – Widać, że hotele w każdym segmencie, od ekonomicznego po luksusowy, dobrze sobie radzą. Wpływ na to ma z pewnością poprawa w gospodarce. Mamy więcej gości biznesowych i turystów, którzy przyjeżdżają w celach wypoczynkowych.

Jak wynika z raportu „Rynek Hotelarski w Polsce. Raport 2014”, w połowie 2014 r. w Polsce działało 2458 hoteli, aż o 78 więcej niż pół roku wcześniej. Ponad 42 proc. z nich były to hotele trzygwiazdkowe.

Obserwowany wzrost w polskiej gospodarce, który widać choćby po bardzo dobrych wskaźnikach makroekonomicznych, pozwala nam myśleć o inwestycjach – przekonuje Stephen Hadley.

Jak wynika z danych Ministerstwa Sportu i Turystyki, w ubiegłym roku kraj odwiedziło 15,8 mln turystów, którzy co najmniej jedną noc spędzili w hotelu. Liczba takich gości rośnie systematycznie od kilku lat, podobnie jak turystów, którzy tylko przejeżdżają przez Polskę, nie korzystając z noclegów. Takich osób mogło być nawet 60-70 mln. Coraz częściej hotele wykorzystywane są jako miejsce różnego rodzaju wydarzeń, seminariów i konferencji.

W przyszłym roku działalność rozpocznie sześć naszych obiektów – zapowiada Stephen Hadley. – Wierzę, że kolejne lata będą równie dobre dla rynku i dla całej gospodarki.

Orbis planuje między innymi uruchomienie kompleksu 2 hoteli we Wrocławiu, które powstaną po podziale istniejącego hotelu Wrocław na dwa, działające pod markami Novotel i ibis. Ten ostatni będzie miał ponad sto pokoi.

Będzie to pierwszy w Polsce ibis z nowym konceptem sweet room, który jest nowatorskim podejściem w segmencie ekonomicznym – zauważa Stephen Hadley. – Otworzymy również nowy ibis w Gdańsku, w świetnej lokalizacji, bardzo blisko Starego Miasta.

Zdaniem Hadleya goście w polskich hotelach oczekują przed wszystkim dobrych produktów oraz świetnej obsługi.

Dlatego w ibisie uruchamiamy nowe programy, w których jeszcze bardziej koncentrujemy się na gościu i jego wymaganiach – mówi Hadley. – Wprowadzamy także nowe koncepty uwzględniające potrzeby klientów. Jednym z nich jest sweet bed, który będzie rewolucją w segmencie ekonomicznym, nie tylko na polskim rynku.

Poza rozwijaniem marki w kraju Orbis silnie inwestuje również w krajach bałtyckich. Obecnie intensywnie poszukuje partnerów we wszystkich krajach, gdzie posiada sieć. W kolejnych latach duże nadzieje grupa wiąże także z franczyzą.

Wszystkie gospodarki regionu świetnie prosperują, natomiast Polska wyróżnia się wysoką dynamiką wzrostu – przekonuje Hadley. – Obserwując Warszawę, widzimy ogromny rozwój, zarówno pod względem biznesowym, jak i turystycznym oraz rekreacyjnym. Rynek zmienia się bardzo szybko i to w pozytywny sposób. W tym miejscu trzeba być. Polska ma wiele do zaoferowania pod względem ekonomicznym, a z tym wiąże się rozwój rynku hotelowego.

Spowolnienie na rynku usług IT. Nowe zamówienia powinny pojawić się pod koniec roku wraz z uruchomieniem środków unijnych

Przemysław Gnitecki

Spółki informatyczne odnotowują lekką stagnację w zamówieniach na usługi i sprzęt. Wszystko z powodu okresu przejściowego między dwoma perspektywami finansowymi UE. Więcej zleceń powinno pojawić się już w IV kwartale, kiedy ruszą pierwsze programy z nowej perspektywy. Szczególnie perspektywiczne będą jednostki administracji publicznej, m.in. służba zdrowia, która w dużej mierze proces cyfryzacji ma przed sobą.

W tej chwili nastąpiła stagnacja w nowych zleceniach, dlatego że dużo kontraktów w poprzednich latach było realizowanych ze środków unijnych – informuje agencję Newseria Biznes Przemysław Gnitecki, prezes zarządu oferującej rozwiązania informatyczne spółki SIMPLE. – One albo się właśnie skończyły, albo się kończą, ponieważ unijne projekty z poprzedniej perspektywy muszą zostać rozliczone w tym roku. Sporo firm czeka już na nowe kontrakty, jednak ten rok dla spółek informatycznych będzie lekko stagnacyjny.

Nowa perspektywa unijna otwiera nowe możliwości, ale są one dopiero na etapie wniosków potencjalnych klientów. W nowej perspektywie szczególnie perspektywiczne dla spółek IT będą instytucje publiczne. E-usługi administracji publicznej są jednym z priorytetów w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa, na który trafi ponad 2,2 mld euro.

Wiemy, że bardzo dużo pieniędzy pójdzie na służbę zdrowia – mówi Gnitecki. – Jest sporo szpitali, które muszą w ogóle wprowadzić jakikolwiek system, a okazją do tego będą środki unijne. Myślę, że sporo postępowań powinno się rozpocząć w czwartym kwartale bieżącego roku i pierwszych trzech miesiącach przyszłego.

W ramach POPC wspierane będą projekty z zakresu e-zdrowia realizowane zarówno przez podmioty publiczne, jak i prywatne. To m.in. inwestycje związane z zarządzaniem elektroniczną dokumentacją przez pacjenta, czyli wprowadzenie e-recepty, e-skierowania, e-zwolnienia czy e-rejestracji na wizytę u lekarza. Jak wskazuje badanie „E-administracja w oczach internautów”, dla 81 proc. ankietowanych bardzo ważna jest możliwość umówienia się na wizytę lekarską przez internet. 77 proc. osób wskazało, że duże znacznie ma także dostęp przez internet do historii choroby. Pieniądze z UE mają  przyczynić się do wzmacniania kompetencji pacjentów w wykorzystaniu e-narzędzi.

Także ustawa o elektronicznej dokumentacji medycznej będzie wymuszała pewne działania po stronie jednostek medycznych, a to spowoduje zwiększenie zapotrzebowania, głównie w przyszłym roku, na systemy, które to obsługują – wyjaśnia prezes SIMPLE.

W wyniku nowelizacji z 28 kwietnia 2011 roku termin wprowadzenia takiego obowiązku został przesunięty na 1 sierpnia 2017 roku (pierwotnie miał wejść w życie trzy lata wcześniej).

Jednostki lecznicze będą musiały inwestować również w systemy, które umożliwią wymianę danych z ogólnokrajowym systemem informacji medycznej. POPC zakłada również rozwój narzędzi z zakresu telemedycyny.

Wiemy, że będą również pieniądze na edukację. Pod koniec tego roku, a przede wszystkim na początku przyszłego te postępowania będą się pojawiały – prognozuje Gnitecki.

Wyginięcie pszczół oznaczałoby drastyczny spadek produkcji żywności. Polacy chcą je chronić

Katarzyna Dytrych

94 proc. Polaków uważa, że pszczoły powinny zostać objęte ochroną. Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z konsekwencji wyginięcia pszczół dla produkcji żywności. W Polsce zagrożenie dotyczy ok. 4 tys. gatunków roślin, zwłaszcza masowo produkowanego rzepaku. Zdecydowana większość Polaków rozumie problem spadku populacji pszczół i chce chronić te owady.

Jak pokazują badania przeprowadzone przez Fundację Nasza Ziemia, 94 proc. Polaków uważa, że pszczoły powinny zostać objęte ochroną. Ich zdaniem należy również prowadzić działania edukacyjne na rzecz zatrzymania spadku populacji tych owadów. 84 proc. badanych zauważa zjawisko wymierania pszczół, a trzy czwarte uważa, że w sytuacji braku pszczół człowiek sobie nie poradzi. Polacy mają więc świadomość zagrożenia, jakie niesie możliwe wyginięcie tych owadów, nie wiedzą jednak, co sami mogą zrobić, aby zapobiec temu niebezpiecznemu zjawisku.

Blisko połowa z nas nie ma świadomości, że pomóc może tworzenie sztucznych gniazd, czyli miejsc, gdzie pszczoły mogą sobie zakładać swoje gniazda. Tak samo nie mamy świadomości, że już utworzenie dzikiego zakątka w ogrodzie będzie dla pszczołowatych wielką pomocą, bo będą miały swoje miejsca do schronienia i miejsca lęgowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Dytrych, członek zarządu Fundacji Nasza Ziemia.

Zjawisko masowego ginięcia pszczół datuje się od 2006 roku. Mają na nie wpływ choroby, pasożyty i rolnictwo przemysłowe, zwłaszcza stosowane przez rolników chemiczne środki owadobójcze, czyli pestycydy. Spadek populacji pszczół ma ogromny wpływ na działalność człowieka, są one bowiem głównymi owadami zapylającymi. Według danych Greenpeace bez pszczół prawie 1/3 roślin uprawnych musiałaby być zapylana w inny sposób, aby produkcja żywności nie spadła w drastyczny sposób. Żadne inne owady zapylające, np. motyle, nie mogą być wykorzystywane jako naturalne zapylacze na taką skalę jak pszczoły. Konieczne byłoby więc szybkie opracowanie, być może bardzo kosztownej, technologii sztucznego zapylania roślin. Wartość plonów uzyskiwanych dzięki zapylaniu przez pszczołowate wynosi obecnie 265 mld euro.

Jeżeli założymy, że 100 roślin dostarcza 90 proc. pożywienia ludziom na świecie, to aż 71 z tych roślin jest zapylanych właśnie przez pszczołowate. Możemy sobie zatem szybko wyliczyć, że jeżeli nie będziemy dbać o pszczołowate, jeżeli wymieranie będzie postępowało, to po prostu zabraknie nam pokarmu – mówi Katarzyna Dytrych.

Rośliny uprawne zależne od zapylania przez pszczoły to m.in. jabłka, gruszki, truskawki, pomidory, papryka, kawa, herbata, słoneczniki, wiśnie, śliwki, ogórki oraz masowo uprawiany w Polsce rzepak. Najczęściej za zapylenie jednej rośliny odpowiada kilka gatunków owadów, np. pszczoła miodna, pszczoła dzika i trzmiel. Dlatego tak ważne jest utrzymywanie różnorodności gatunkowej w przyrodzie. Tymczasem zagrożona wyginięciem jest nie tylko pszczoła miodna, spadek liczebności występuje także w przypadku populacji trzmieli i pszczół dzikich.

Marek Sawicki, minister rolnictwa i rozwoju wsi, zapewniał ostatnio, że sytuacja stopniowo się poprawia. W ubiegłym roku było 1,29 mln rodzin pszczelich, czyli 0,2 mln więcej niż w 2006 roku. Wielkość produkcji miodu była jednak w ubiegłym roku dużo niższa od średniej z ostatnich 11 lat – 14 tys. ton wobec 17,2 tys. ton. W rekordowym 2011 roku zebrano 23 tys. ton miodu. W ramach Krajowego Programu Wsparcia Pszczelarstwa na ratowanie pszczół przeznaczono 16,6 mln euro, z czego połowa to środki unijne (na sezony 2013/2014, 2014/2015 i 2015/2016).

Wartość legalnych zleceń na rynku sprzątającym to 4,5 mld zł rocznie. Większość zamówień wciąż jednak głównie w szarej strefie

Jakub Łączkowski

Zarówno indywidualni klienci, jak i firmy coraz częściej decydują się na zatrudnienie profesjonalistów z branży sprzątającej. Tylko w tym roku legalnie pracę w tym sektorze znajdzie około 200 tys. pracowników. Większość sprzątaczy wciąż jednak pracuje w szarej strefie. Są oni konkurencją dla legalnych firm. Taka sytuacja prowadzi także do obniżenia jakości usług.

Wartość legalnego rynku sprzątającego to około 4,5 mld zł rocznie – twierdzi Jakub Łączkowski, przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Łączkowski, prezes zarządu Pozamiatane.pl, serwisu umożliwiającego zamówienie usług sprzątających online. – Na tę liczbę składają się zarówno usługi dla klientów indywidualnych, jak i dla klientów biznesowych.

Podkreśla, że choć branża sprzątająca jest dość młoda i wciąż funkcjonuje w większości w szarej strefie, to jednak bardzo dynamicznie się rozwija.

Według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej w sektorze pomocy domowych, czyli sprzątania oraz opieki nad seniorami i chorymi, tylko w 2015 roku znajdzie pracę około 200 tys. osób. Zapotrzebowanie na ich usługi rośnie, bo Polacy mają coraz mniej czasu na domowe obowiązki.

Wiele osób zaczyna dostrzegać, że sprzątanie i prace domowe to nie jest to, na co chcą poświęcać wolny czas. A na te obowiązki tracimy około ośmiu godzin tygodniowo – wylicza Jakub Łączkowski. – Chcemy mieć czas dla siebie, na własne zainteresowania. Dlatego szukamy osób do pomocy, poza tym stać nas na to, bo jesteśmy coraz bogatsi. W ostatnim rankingu Boston Consulting Group zajęliśmy bardzo wysokie miejsce pod względem dobrobytu.

Branża sprzątająca to nie tylko usługi dla indywidualnych klientów. Ponad 50 proc. rynku to przedsiębiorstwa, które coraz częściej do sprzątania zatrudniają firmy outsourcingowe i profesjonalistów. Prezes Pozamiatane.pl przekonuje, że takie rozwiązanie często jest dla klientów biznesowych tańsze niż zatrudnienie sprzątacza na etat.

Porównanie miesięcznego wynagrodzenia etatowego pracownika i opłat za cykliczną usługę zewnętrznej firmy pokazuje, że ta druga opcja jest znacznie tańsza – twierdzi Łączkowski.e

Branża usług sprzątających rozwija się w dynamicznym tempie. Pod koniec 2012 roku w rejestrze REGON zarejestrowanych było mniej niż 12 tys. firm. W 2013 roku ich liczba wzrosła o ponad 800 podmiotów. Natomiast pod koniec 2014 roku zarejestrowanych było ich już około 14 tys.

Musimy być świadomi, że liczba osób działających w tym segmencie jest znacznie wyższa, bo znaczny odsetek wciąż stanowią osoby pracujące w szarej strefie. Coraz bardziej jednak widoczna staje się chęć legalizacji działalności gospodarczej bądź formalizacji w oparciu o umowy cywilno-prawne – wyjaśnia Łączkowski.

Prezes Pozamiatane.pl dodaje, że szara strefa stanowi dużą konkurencję dla legalnych firm. Te coraz częściej szukają klientów w internecie. Platformy, gdzie można znaleźć rekomendowanych sprzątaczy, rozwijają się na całym świecie.

W Polsce brakuje narzędzi pozwalających na znalezienie dobrego i sprawdzonego sprzątacza. Profesjonalnie działające platformy wypełniają tę lukę, oferując klientom usługi tylko doświadczonych osób, które mają udokumentowane referencje – tłumaczy Łączkowski.

Najnowsze BIK Indeksy popytu na kredyty

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych, wyniosła +6,2% w lipcu 2015 r. Oznacza to, że w lipcu 2015 r., banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 6,2%, w przeliczeniu na dzień roboczy, w porównaniu z lipcem 2014 r. Od początku 2015 r. średnia wartość indeksu wyniosła 0,0%.

W każdym z ostatnich 3 miesięcy zanotowaliśmy ponad 5% odczyt indeksu popytu na kredyty konsumpcyjne. Świadczy to o utrzymującym się wzroście zainteresowania klientów kredytami konsumpcyjnymi, czemu na pewno sprzyja stabilizacja w otoczeniu gospodarczym, w szczególności pozostawanie stóp procentowych na niskim poziomie oraz dalszy spadek bezrobocia. Jednocześnie, bardziej szczegółowo analizując dane z lipca, widzimy, że klienci poszukują kredytów na wyższe kwoty – w lipcu klienci zawnioskowali o 6,8% większą wartość kredytów, a jednocześnie o 4,8% spadła liczba złożonych wniosków niż rok wcześniej – mówi Sławomir Grzybek, ekspert Biura Informacji Kredytowej.

Patrząc na złożone wnioski o kredyty mieszkaniowe, lipiec był dobrym miesiącem. Wartość wnioskowanych kredytów zwiększyła się o 6,2%, natomiast liczba złożonych wniosków pozostała bez zmian w porównaniu do lipca poprzedniego roku. Dla porównania, analizując dane od początku roku, to wartość wnioskowanych kredytów była podobna do analogicznego okresu poprzedniego roku (styczeń-lipiec 2014r.), natomiast liczba złożonych wniosków w tym czasie była mniejsza o 5% – dodaje Sławomir Grzybek.

06Metodyka indeksów:

Wskaźnik BIK Indeks – PKK obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy, po wyłączeniu zapytań kredytowych na kwoty powyżej 200 tys. zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 30 dniach. Kredyty konsumpcyjne to łącznie: kredyty gotówkowe, kredyty ratalne, karty kredytowe oraz limity kredytowe.

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach.

Metodyka BIK indeks – PKK oraz BIK Indeks – PKM została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeksy są publikowane co miesiąc.

Popołudniowy komentarz walutowy z 06.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 06.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Branża meblarska szuka rąk do pracy

Polska od kilku lat pozostaje w ścisłej światowej czołówce, biorąc pod uwagę wartość eksportu mebli. Wyprzedzają nas jedynie: Chiny, USA, Niemcy i Włochy. Jednak jak zauważają eksperci od rekrutacji w polskiej branży meblowej może niebawem zabraknąć rąk do pracy, co z kolei przyczyni się do wzrostu kosztów produkcji. Stracimy jeden z głównych atutów, gdyż stosunkowo niskie koszty przy wysokiej jakości są obecnie mocną stroną polskiej produkcji meblowej.Polski sektor meblarski zgłasza coraz większe zapotrzebowanie na pracowników, i to na różnych szczeblach

Według Ministerstwa Gospodarki przy produkcji mebli w naszym kraju zatrudnionych jest ok. 130 tys. pracowników, zaś kolejne kilkadziesiąt tysięcy zajmuje się dostawą komponentów oraz dystrybucją. Z danych Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli wynika, że branżę meblarska w Polsce tworzy obecnie ok. 24 tys. firm. W zdecydowanej większości (ponad 91%) są to mikroprzedsiębiorstwa, w których pracuje poniżej 9 osób.

Poszukiwani specjaliści

Maria Szykuła TARA HRC
Maria Szykuła TARA HRC

„Polski sektor meblarski zgłasza coraz większe zapotrzebowanie na pracowników, i to na różnych szczeblach”

– mówi Maria Szykuła z firmy rekrutacyjnej TARA HRC, prowadzącej projekty dla rynku mebli.

„Chłonne rynki globalne, wzrostowa tendencja eksportu, a do tego niż demograficzny w Polsce – to wszystko sprawia, że do produkcji polskich mebli może wkrótce zabraknąć rąk do pracy. Już teraz wielu producentów decyduje się na pozyskiwanie pracowników z zagranicy, zwłaszcza ze Wschodniej Europy.”

Według ekspertów TARA HRC poszukiwani są specjaliści na wszystkich szczeblach przedsiębiorstwa: od managerów i dyrektorów zarządzających spółką, przez konstruktorów, projektantów, technologów drewna, a na pracownikach fizycznych kończąc. Pracodawcy muszą walczyć o pracowników, którzy coraz częściej wybierają pracę poza granicami Polski, głównie ze względu na korzystniejsze warunki finansowe. Przed polskimi firmami stoi zatem duże wyzwanie – muszą znaleźć złoty środek między rentownością produkcji, która jest jednym z ich głównych atutów, a inwestowaniem dodatkowych środków w kadry, aby zatrzymać najlepszych pracowników.

Menedżer do spraw eksportu na wagę złota

Z badań TARA HRC wynika, że firmy z branży meblarskiej chętnie szkolą swoich pracowników. Rozwija się również kadra pedagogiczna przygotowująca do zawodów rzemieślniczych. Dobrym przykładem jest Projekt „Polska Meblami Stoi”, za który odpowiedzialna jest REFA, największa w Europie ogólnoświatowa organizacja non profit, kształcąca w zakresie organizacji pracy. Wspomniany projekt skierowany jest do nauczycieli przedmiotów zawodowych, którzy we współpracy z przedsiębiorstwami przygotowują młode pokalanie do pracy w branży meblarskiej.

„Pod kątem zatrudnienia branża meblarska wydaje się być jednym z najciekawszych i najbardziej przyszłościowych obszarów” – mówi Maria Szykuła. „Sprzedaż mebli w naszym kraju jest na tyle niska, że polscy producenci, chcąc się rozwijać, muszą szukać nowych rynków zbytu, nawet tych dalekich jak Azja czy Afryka. Z tego powodu, newralgicznym stanowiskiem staje się manager ds. eksportu.”

Od idealnego kandydata na stanowisko menedżera ds. eksportu pracodawcy z branży meblarskiej oczekują wielu różnorodnych umiejętności – powinien on być kosmopolitą, poliglotą, finansistą i business developerem w jednym. Jednak według TARA HRC najistotniejsze kryterium to znajomość lokalnego rynku i języka, a nie specyfiki samej branży. Osoby, które wybiorą taką ścieżkę rozwoju kariery zawodowej muszą się liczyć z tym, że prawie 80% czasu pracy spędzą poza krajem. „Niedogodność tę z pewnością zrekompensuje im atrakcyjne wynagrodzenie. W przypadku doświadczonych kandydatów może wynieść od 8 do 10 tys. złotych na rękę” – dodaje Maria Szykuła.

Czy ceny nowych mieszkań spadną?

Deweloperzy wprowadzają do sprzedaży coraz więcej mieszkań. Czy popyt będzie tak duży by zrównoważyć rosnącą podaż? Czy ceny pozostaną bez zmian? Analitycy portalu nieruchomości Dompress.pl prezentują opinie przedstawicieli firm deweloperskich na ten temat.

Tomasz Kaleta, dyrektor ds. sprzedaży LC Corp S.A.

W najbliższym czasie nie spodziewamy się obniżki cen mieszkań. W prawdzie podaż w ostatnich miesiącach jest o 50-100 proc. wyższa niż w latach 2012-2013, jednak w pełni równoważy ją aktualny popyt. Trudno wyrokować, jak długo ten stan rzeczy będzie się utrzymywał. Ceny mieszkań są na niezmiennym poziomie od dwóch lat, niższym niż w latach 2007-2008, przy wyższych zarobkach i zdolności kredytowej klientów. Warto zaznaczyć, że wg różnych raportów w Polsce wciąż brakuje około 1 mln mieszkań.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Aktualnie popyt na mieszkania jest duży, a podaż dość dobrze go równoważy. Polska to wciąż młody rynek z olbrzymimi perspektywami i dużym niedoborem mieszkań, szczególnie tych o dobrym standardzie. Według naszych analiz polski rynek, szczególnie w dużych miastach, charakteryzuje się wieloletnim horyzontem stabilnego wzrostu. Ważne jest jednak by ten wzrost odbywał się w racjonalnym, rozsądnym tempie. Zakładamy długotrwały, pozytywny trend dla rynku mieszkaniowego. Przewidujemy możliwość krótkotrwałego zwolnienia koniunktury, ale będą to tylko niewielkie korekty w ramach długofalowego trendu wzrostowego.

Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Ostatnie miesiące upływają pod znakiem rekordowych wyników sprzedaży notowanych przez deweloperów w całej Polsce, a szczególnie w Warszawie. Utrzymujące się na wysokim poziomie zainteresowanie klientów zakupem nowych mieszkań zachęca inwestorów do rozpoczynania kolejnych inwestycji. Warto jednak zaznaczyć, że rywalizacja pomiędzy poszczególnymi projektami mieszkaniowymi nie przekłada się na spadek cen transakcyjnych. W większości lokalizacji ceny od kilku miesięcy pozostają na niezmiennym poziomie, a w najbardziej popularnych rejonach notowane są nawet niewielkie wzrosty stawek ofertowych. W najbliższym czasie taka sytuacja będzie się utrzymywać.
Z kolei deweloperzy prowadzący projekty w mniej popularnych częściach miast, z utrudnionym dostępem do zróżnicowanej komunikacji, stosują i będą nadal oferować różnego rodzaju zachęty, w tym obniżki cen, aby wyróżnić swoje projekty. W takich przypadkach rosnąca podaż przełoży się na korzystniejsze dla klientów ceny mieszkań.
Dostępność kredytów oraz niskie stopy procentowe to tylko niektóre z czynników, wpływających na zainteresowanie klientów zakupem nowych lokali mieszkalnych. Kolejne miesiące nie powinny przynieść w tej kwestii większych zmian. W projektach, które prowadzimy przy ul. Jana Kazimierza w Warszawie sprzedaliśmy już łącznie ponad 320 mieszkań, a popularność naszych inwestycji stale rośnie, dzięki czemu wcześniej niż planowaliśmy możemy rozpoczynać kolejne etapy budowy osiedli.

Wanda Dzikowska, menedżer sprzedaży i marketingu w Atlas Estates

Podaż lokali na rynku pierwotnym rzeczywiście utrzymuje się na wysokim poziomie. Obserwując duże zainteresowanie działkami na terenie Warszawy, można się spodziewać, że ta tendencja utrzyma się. Jeśli chodzi o popyt możemy spodziewać się dobrej koniunktury. Wiele publikacji wskazuje, że zmiany w programie MdM, przewidujące dopłaty również do mieszkań z rynku wtórnego, mogą wpłynąć na zmniejszenie zainteresowania ofertą deweloperów. Nie widzę takiego zagrożenia. Warto bowiem pamiętać, że MdM obejmuje niewielką część mieszkań, głównie te położone na przedmieściach. Co więcej, rządowe dopłaty mają być teraz łatwiej dostępne, co może zwiększyć popyt, zarówno na używane, jak i na nowe mieszkania. Zainteresowanie zakupem tych ostatnich wspierają też dobra sytuacja gospodarcza w Polsce oraz rekordowo niskie stopy procentowe, które zmniejszają koszt kredytów hipotecznych. Reasumując, w drugiej połowie roku możemy się spodziewać stabilizacji cen na rynku pierwotnym. Mimo presji na obniżki, wynikającej ze znacznej podaży nowych mieszkań, rosnące koszty zakupu ziemi nie pozwolą deweloperom na korygowanie cenników w dół.

Tomasz Sznajder, wiceprezes zarządu Polnord

Popyt na nowe mieszkania rośnie. Świadczą o tym doskonałe wyniki sprzedaży za ostatnie półrocze. Deweloperzy z rozwagą uruchamiają nowe projekty, w miarę postępów sprzedaży w inwestycjach. Na przykład w pierwszym etapie podwarszawskiego projektu Neptun Ząbki sprzedaliśmy wszystkie mieszkania, a w drugiej fazie projektu już ponad połowa lokali znalazła nabywców. W najbliższym czasie planujemy uruchomienie przedsprzedaży kolejnego etapu osiedla, w którym powstanie 217 lokali. W obecnej sytuacji popyt powinien zrównoważyć podaż.

Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service

Nie możemy wykluczyć, że w przyszłości wysoka podaż nie wpłynie na ceny mieszkań. Staramy się jednak oferować mieszkania w pożądanych lokalizacjach z zachowaniem atrakcyjnych cen. Dzięki takiej polityce możemy pokusić się o stwierdzenie, że to my decydujemy o wysokości cen i wpływamy na ich obniżanie u konkurencji. Za przykład mogą posłużyć nasze nowe inwestycje Piasta Park oraz Zawiła, gdzie możemy pochwalić się najniższymi cenami w okolicy.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Obecnie ceny nowych mieszkań są stabilne z lekką tendencją wzrostową, a na rynku dostępna jest bogata oferta lokali. Dzięki temu sytuacja jest korzystna zarówno dla deweloperów, jak i klientów. Na pozytywną koniunkturę wpływ mają m.in. tanie kredyty i optymizm w związku z sytuacją gospodarczą. Program MdM również pozytywnie rzutuje na sprzedaż, dzięki niemu większa liczba młodych ludzi może pozwolić sobie na zakup mieszkania. Spodziewaliśmy, że bieżący rok będzie dla nas dobry, sprzedaż w porównaniu z II kwartałem ubiegłego roku wzrosła o niemal 42 proc. W ofercie posiadamy obecnie ok. 1 tys. lokali i przewidujemy, że wysoki popyt na rynku utrzyma się w drugiej połowie roku, także z uwagi na planowany w 2016 roku wzrost wymaganego wkładu własnego. Obserwujemy duże zainteresowanie zakupem lokali także w okresie wakacyjnym, w którym dodatkowo przygotowaliśmy dla klientów promocje.

Zuzanna Kordzi dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic

W tej chwili nie obserwujemy tendencji wzrostowej cen mieszkań. W inwestycjach Hubertus w Warszawie i Wolne Miasto w Gdańsku bijemy rekordy sprzedaży mimo pęczniejącej oferty konkurencji. Do sprzedaży trafiają wciąż nowe inwestycje, ale nie wszystkie sprzedają się w jednakowym tempie. Osiedla w atrakcyjnych lokalizacjach, funkcjonalnych projektach i dobrej jakości zawsze znajdą chętnych. Pojawianie się konkurencyjnej oferty o niższym standardzie wręcz pomaga nam znaleźć nabywców, którzy bardziej doceniają walory naszych inwestycji.

Monika Kudełko z firmy Activ Investment
Rosnąca podaż na rynku nieruchomości z pewnością wpłynie na ceny mieszkań, ale tylko w tych inwestycjach, w których oferowane są mieszkania w wysokich cenach za metr kwadratowy, powyżej 7 000 zł/m kw. Rosnąca konkurencja z pewnością wymusi na deweloperach budujących tego typu lokale obniżki stawek ofertowych. W przypadku mieszkań tańszych, oferowanych w cenach od 4500 zł do 6000 zł za metr kw., których specjalizuje się Activ Investment, nie spodziewamy się zmian.

Katarzyna Żarska z firmy Marvipol

Wysoki wskaźnik oddawanych mieszkań towarzyszący wysokiej intensywności sprzedaży wpływa na utrzymanie stabilnego poziomu cen. Chętnych na mieszkania jest nadal dużo. Chociaż deweloperzy starają się wykorzystać popyt i w szybkim tempie uzupełniać deficyt mieszkań, podaż jest wciąż za niska. Grunty przeznaczone pod przyszłe inwestycje, znajdujące się w portfelach deweloperów powinny jednak zagwarantować ciągłość budowy inwestycji.

Anna Sitnik, dyrektor sprzedaży Dolcan

Nadpodaż może mieć wpływ na politykę cenową szczególnie w małych ośrodkach miejskich, w których dotąd inwestycji deweloperskich było niewiele. W aglomeracji warszawskiej natomiast ewentualny nawis podażowy będzie bez problemu konsumowany. Musimy pamiętać, że migracje ludności kumulują się wokół dużych ośrodków miejskich. Prognozy mówią, że do 2035 roku liczba ludności Warszawy wzrośnie o 10 proc.

Autor: Kamil Niedźwiedzki

Mali płacą najwięcej za opóźnienia innych

Wciąż 84% polskich przedsiębiorstw ma mniejsze lub większe problemy z egzekwowaniem należności od swoich kontrahentów, wynika z badania Krajowego Rejestru Długów. Najgorzej z odzyskiwaniem własnych należności radzą sobie firmy najmniejsze. One też ponoszą najwyższe koszty związane z tym, że ktoś nie płaci im na czas.

Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów
Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów

Prowadzone od sześciu lat cykliczne badanie „Portfel należności polskich przedsiębiorstw”, którego inicjatorami są Krajowy Rejestr Długów i Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce diagnozuje finansową sytuację polskich firm. Zestawione odpowiedzi odzwierciedla Indeks Należności Polskich Przedsiębiorstw, którego bliska korelacja z miernikiem PKB pozwala ocenić ogólną kondycję polskiego biznesu.

– Aktualne wyniki przyniosły nam nieznaczne obniżenie wartości INP, jednak wciąż pozostaje on na wysokim poziomie. Tak, jak szacowaliśmy trzy miesiące temu – ostatni kwartał nie zawiódł naszych przedsiębiorców i przyniósł im dobrą koniunkturę. Firmy, poza mikroprzedsiębiorstwami, są ogólnie zadowolone z tego, jak wyglądają ich finanse. Pojawiają się jednak sygnały, które powinny wzbudzić czujność polskiego biznesu, szczególnie jego najmniejszych graczy. Łączne zadłużenie, jakie wobec najmniejszych uczestników rynku mają inne firmy wzrosło w ciągu ostatniego kwartału o 7% i wynosi obecnie ponad 860 mln złotych. Firmy innej wielkości nie zanotowały takiego przyrostu wierzytelności, a średnie przedsiębiorstwa czekają na mniej pieniędzy niż w poprzednim kwartale – podkreśla Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Ze swojej sytuacji finansowej w ostatnim czasie najbardziej zadowolone były firmy małe, zatrudniające do 50-ciu pracowników. Tu odsetek tych, które zanotowały wzrost dochodów (37,2%) znacząco przewyższa te, które skarżą się na pogorszenie własnej sytuacji finansowej (9,7%). Podobnie wygląda zestawienie w przypadku firm średnich i dużych. Całkiem inaczej przedstawiają się za to wyniki firm najmniejszych, zatrudniających do 9-ciu pracowników. Tu odsetek firm, które są niezadowolone z własnej sytuacji finansowej (18,4%), niebezpiecznie zbliża się do odsetka tych, którym jednak udało się utrzymać dobre zarobki (26,9%).

I chociaż mikrofirmy w najmniejszym stopniu narzekają na problemy z wyegzekwowaniem płatności od własnych kontrahentów, koszty związane z obsługą takich opóźnień w przypadku najmniejszych firm są nieporównywalnie wyższe od tego, ile na walkę ze spóźnialskimi kontrahentami wydają pozostałe przedsiębiorstwa. Kwota, jaką obciążone zostają polskie firmy z powodu opóźnień w płatności ze strony ich kontrahentów to średnio 6,9% wszystkich wydatków.

– Według naszego badania firmy największe przeznaczają średnio 2,4% wszystkich kosztów na pokrycie strat i działania windykacyjne w związku z występującymi opóźnieniami w płatnościach od kontrahentów. Dla mikrofirm koszt ten wynosi już prawie 8% wszystkich wydatków. To bardzo dużo – zwłaszcza, że przedsiębiorstwa te często współpracują z jednym, dwoma partnerami. Wynik ten sugerowałby więc, że są one często uzależnione od … swoich dłużników – podkreśla Adam Łącki.

Brak płatności ze strony kontrahenta skutkować może nie tylko koniecznością ograniczania własnych inwestycji, ale również brakiem możliwości rozliczenia się w terminie z kolejnymi, współpracującymi z danym przedsiębiorstwem firmami. Takie zachowanie stanowi barierę działalności dla 31,1% wszystkich przedsiębiorstw. Na uciążliwość tę skarży się też praktycznie taki sam odsetek najmniejszych przedsiębiorstw. Z kolei wśród biznesów średniej wielkości, jedynie 26,8% dostrzega taki problem.

Jak wskazują wyniki badania, firmy na spłatę należności od kontrahentów czekają średnio 3 miesiące i 21 dni. To o 6 dni dłużej niż w poprzednim kwartale. I znowu w najgorszej sytuacji znajdują się firmy najmniejsze, które na zapłatę za faktury wystawione kontrahentom czekają aż 4 miesiące. Dla porównania firmy największe, na taki przelew czekają zazwyczaj do 2 i pół miesiąca.

– Małe firmy pozostają często w tej niekomfortowej sytuacji, że ich istnienie jest uzależnione od większych i zamożniejszych partnerów, którzy są w stanie wymusić na nich dłuższe terminy płatności, a co za tym idzie – w prosty sposób zachwiać ich finansową równowagą – zauważa Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy, która skupia wokół siebie przedsiębiorstwa z sektora MSP.

Kolejnym sygnałem, jaki płynie z odpowiedzi ankietowanych przedsiębiorstw jest procent przeterminowanych płatności. 23% wystawionych przez przedsiębiorców faktur wciąż nie jest płacona w terminie, a ze zjawiskiem tym skutecznie radzą sobie tylko najwięksi gracze na rynku.

– Bardzo niepokojącym sygnałem jest dla mnie to, że najmniejsze firmy w swoich portfelach przeterminowanych należności mają najmniejszy odsetek łatwo ściągalnych faktur, czyli takich, w których od daty terminu płatności nie minęły jeszcze trzy miesiące. W porównaniu do innych firm mają też najwyższy udział faktur przeterminowanych do 12 miesięcy, a co 5. faktura, na której zapłatę czekają mikroprzedsiębiorcy to taka, której termin płatności minął ponad rok temu. Takie długi windykuje się naprawdę trudno– ostrzega Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji w Kaczmarski Inkasso.

Pomimo tych zauważalnych trudności, z jakimi radzić muszą sobie polskie firmy, nasi biznesmeni z umiarkowanym, ale jednak optymizmem patrzą na nadchodzące miesiące. Aż 1/3 ze wszystkich przedsiębiorców jest przekonana, że za 3 miesiące będą mogli cieszyć się poprawą własnych finansów. Największymi pesymistami pozostają firmy największe, które oczekują zarówno pogorszenia spływu należności od swoich kontrahentów (20% odpowiedzi – „problemy z płatnościami wystąpią w większym stopniu), jak i słabszej sytuacji własnych finansów (31% wskazań). Niestety, im bardziej zwiększa się wielkość firmy, tym bardziej maleje wiara w inne przedsiębiorstwa. I tak, jak 5% mikrofirm wskazało, że w najbliższych miesiącach nie pojawią się problemy z odzyskiwaniem należności od kontrahentów, tak spośród firm średnich odpowiedziało tak już niewiele ponad 2%.

Badanie Portfel należności polskich przedsiębiorstw zostało przeprowadzone w lipcu 2015 roku na grupie 1418 przedsiębiorstw.

W lipcu upadło 69 polskich przedsiębiorstw

Ogłoszone w lipcu upadłości firm produkcyjnych są w części przypadków efektem problemów z popytem w latach ubiegłych (załamanie obrotów), ale w części przypadków winna jest nie utrata rynku, ale niska rentowność sprzedaży. Liczba upadłości wzrosła w czterech województwach – zmienił się zdecydowanie ich charakter na Mazowszu i w Wielkopolsce.

Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes
Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes

O skali działalności firm z lipcowej listy opublikowanych upadłości świadczy łączna ostatnia znana liczba ich pracowników, która wyniosła ok. 1800 osób – czyli były to firmy rozwinięte w swoim czasie, a nie dopiero debiutujące. W lipcu łączny ostatni znany obrót firm, które znalazły się na opublikowanej liście upadłości wyniósł łącznie 240 mln złotych – podczas gdy suma ich obrotów zrealizowanych 3 lata temu była dwukrotnie wyższa (480 mln złotych), a przed pięciu laty wyższa była o połowę (350 mln złotych w 2010 roku).

Poprawa bieżącej kondycji firm mierzona liczba upadłości następuje tam, gdzie się wszyscy tego spodziewamy – w budownictwie czy w sektorze spożywczym – mówi Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes odpowiedzialny za ocenę ryzyka. Rośnie liczba nowych inwestycji (a rosnąć będzie jeszcze bardziej), eksport żywności również się zwiększa pomimo barier w Rosji – należało się wiec spodziewać ogólnej poprawy w tych sektorach. Zaskakujące, a przynajmniej nie tak łatwe do wytłumaczenia jest za to pogorszenie w części branż, zwłaszcza powiązanych ze wspomnianymi dobrymi danymi makroekonomicznymi. Mniej jest niż przed rokiem upadłości hurtowników, nie ma wśród nich tych sprzedających artykuły budowlane (popyt przecież rośnie), ale… za to ich producenci upadają zdecydowanie częściej niż w latach ubiegłych (w lipcu aż 11 bankructw producentów artykułów inwestycyjnych, z czego 8 stricte budowlanych). Lepszy popyt konsumencki zarówno wg. danych GUS, jak i Eurostatu (obejmujące sprzedaż także w mniejszych sklepach) nie pomógł hurtownikom art. konsumenckich – większość z upadających hurtowni sprzedawała kosmetyki, odzież, art. wyposażenia mieszkań. Czym to można tłumaczyć? Oprócz wielu czynników indywidualnych dla poszczególnych przypadków zauważyć trzeba też, że polski rynek charakteryzuje się zdecydowanie większym poziomem konkurencji pomiędzy przedsiębiorstwami niż w innych krajach europejskich. W efekcie w Polsce niższe są nie tylko płace, ale też rentowność wielu przedsiębiorstw, a z drugiej strony wymagane są często wyższe nakłady inwestycyjne (większa jest presja na innowacje m.in. w sposobie dystrybucji towarów).

Budownictwo – rosną inwestycje, ale nie ich ceny (i rentowność)

  • Budownictwo: upadają głównie firmy realizujące podstawowe prace budowlane i wznoszenie budynków, mniej jest upadłości wyspecjalizowanych firm wykończeniowych. Wciąż jeszcze echa poprzedniego załamania rynku inwestycji infrastrukturalnych (3 spośród 17 dotyczyło firm w nich wyspecjalizowanych w drogownictwie i budowie rurociągów, które nie odbudowały obrotów spadających od 2011 roku). Przyczyny poprawy są znane, mniej jednoznaczne (i przewidywalne) są powody pogorszenia w niektórych branżach

Wzrosty produkcji budowlanej jest faktem, ale ich największe nasilenie jest jeszcze przed nami, także z powodu opóźnień proceduralnych w ich rozpoczęciu – mówi Michał Modrzejewski, dyrektor analiz Branżowych w Euler Hermes. Mniejszy od oczekiwań wzrost rynku wpływa na konkurowanie głównie ceną – nie ma miejsca na jej wzrost. W efekcie mimo, iż rentowność firm budowlanych poprawiła się w stosunku do ostatnich lat, nadal nie jest tak dobra jak przed 2012 rokiem. To jest przyczyną największej grupy upadłości firm budowlanych – realizujących podstawowe prace budowlane i wznoszących budynki (10 upadłości w lipcu). Oprócz tego miały miejsce 4 upadłości firm realizujących prace wykończeniowe (tynkarskie, wodno-kanalizacyjne) oraz 3 bankructwa firm obsługujących inwestycje drogowe i przesyłowe (te nie na skutek bieżącej koniunktury, ale jako efekt problemów, które zaczęły się w 2011 roku).

Firmy usługowe – trochę lepiej w sektorze usług biznesowych, ale wciąż jest to sektor borykający się z licznymi problemami

Liczba upadłości firm usługowych mim, iż wciąż jedna z wyższych zmniejszyła się o 1/3 w stosunku do tej z lipca ubiegłego roku. W tak licznej grupie zróżnicowanie jest spore, natomiast zauważyć można spadek liczby upadłości firm świadczących usługi na rzecz biznesu (mniej jest wśród nich tak licznych niedawno firm obsługujących procesy inwestycyjne), mniej jest też bankructw firm doradczo-księgowych czy dostarczających oprogramowanie. Wciąż zauważyć można upadłości firm specjalizujących się w gastronomii i hotelarstwie (4). Grupą, w której upadłości są ostatnio częstsze są firmy związane z usługami zdrowotnymi, sportem i edukacją.

Transport – mniejsze firmy w trudniejszej sytuacji niż przed rokiem

Od początku roku oficjalnie było 27 upadłości firm transportowych, wobec 16 w tym samy okresie ubiegłego roku. To tylko wierzchołek – zdecydowana większość firm transportowych jest zbyt mała i nie ma wystarczającego majątku na pokrycie kosztów postepowania upadłościowego. Można więc założyć w stosunku do całej branży wzrost w tym roku liczby upadłości o ponad połowę (a ściśle licząc nawet o 70%). Firmy transportowe napotykają utrudnienia w dostępie do rynków zagranicznych (po Niemczech także m.in. Norwegia), a ich rodzimi klienci narzucają im wydłużone terminy płatności. Oprócz tego należy spodziewać się, iż kwestia kosztów zatrudnienia dotyczyć będzie nie tylko wybranych rynków zagranicznych, ale generalnie będzie ulegać zmianie w kierunku ich wzrostu (m.in. kwestia delegacji). Tutaj na lepszej pozycji są duże firmy transportowe, mogące sobie na to pozwolić obsługując bardziej pewne, stałe kontrakty, redukując też koszty poprzez proponowanie części kierowców samozatrudnienie.

Wzrost upadłości tylko w czterech województwach

Na Mazowszu dwie główne grupy związane ze wzrostem liczby upadłości to firmy budowlane i producenci na rzecz budownictwa oraz hurtownicy i firmy logistyczno-magazynowe. Tylko pojedyncze przypadki upadłości nie mieszczą się w klasyfikacji tych dwóch grup (kiedyś W woj., mazowiecki dominowały upadłości firm usługowych i mniejszych firm handlowych). Dużo większe zróżnicowanie upadłości w podziale na branże było w Wielkopolsce – z tym iż poza jednym przypadkiem nie mieliśmy tam do czynienia z firmami związanymi z budownictwem (to również zmiana – jeszcze na początku roku te firmy stanowiły dużą część w statystyce upadłości w tym województwie). W województwie warmińsko mazurskim dwie największe upadłości związane były z budownictwem, dominowały jednak w statystyce upadłości firmy handlowe.

Giełdą rządzą słowa, nie fundamenty

O przyczynach zmienności na warszawskiej giełdzie oraz perspektywach dla małych i średnich spółek w kontekście wyniku wyborów parlamentarnych rozmawiamy z Tomaszem Matrasem, Zastępcą Dyrektora Inwestycyjnego ds. Akcji Union Investment TFI.

Tomasz Matras, Zastępca Dyrektora Inwestycyjnego ds. Akcji Union Investment TFI
Tomasz Matras, Zastępca Dyrektora Inwestycyjnego ds. Akcji Union Investment TFI

Od wyborów prezydenckich w Polsce warszawska giełda zachowuje się wyjątkowo słabo. Czy ten trend ma szansę się odwrócić?

W ostatnich miesiącach bardzo trudno cokolwiek rzetelnie prognozować. Co chwilę pojawiają się nowe pomysły polityków, które powodują zmienność na rynkach. Dla przykładu – w zeszłym tygodniu akcje banków (które mają dominujący udział w indeksie WIG20) wzrosły po wypowiedzi przedstawiciela opozycji, że po 2016 r. miałby zostać wprowadzony podatek bankowy. Następnego dnia brokerzy zasugerowali, że wypowiedź posła mogła być przejęzyczeniem, i to zgasiło optymizm. Kolejny przykład to propozycja, aby wprowadzić podatek od sklepów wielkopowierzchniowych (czyli super- i hipermarketów). Po ogłoszeniu tego pomysłu akcje spółek takich jak Eurocash czy Jerónimo Martins zaczęły spadać. Jednak kiedy Komisja Europejska podważyła legalność podobnego podatku funkcjonującego na Węgrzech, akcje powróciły do wzrostów. Podobnie było z kursem KGHM, który falował w ślad za zapowiedziami zarówno koalicji rządzącej, jak i partii opozycyjnej. Ta rynkowa huśtawka, spowodowana niekiedy absurdalnymi pogłoskami, bardzo utrudnia przewidywanie, jak zachowa się giełda w kolejnych miesiącach. Pewne pozostaje tylko to, że do wyborów możemy być świadkami bardzo gwałtownych krótkoterminowych spadków i wzrostów cen akcji. Pozostaje uzbroić się w cierpliwość.

Jaki segment polskiego rynku akcji może być w tych warunkach najbezpieczniejszy?

Paradoksalnie może to być segment małych i średnich spółek, jako że jest on odcięty od wielkiej polityki. Ponadto jeśli Prawo i Sprawiedliwość uzyska większość w jesiennych wyborach parlamentarnych, prawdopodobnie pomoże to tzw. misiom. Świadczą o tym choćby zapowiedzi o planach wspierania rodzimego przemysłu i innych polskich firm. W krótkim i średnim okresie na wygranej PiS mogłyby skorzystać również spółki z sektora opartego na konsumpcji prywatnej, np. firmy handlowe.

Dlaczego?

Zwróćmy uwagę, że z punktu widzenia konsumenta obietnice obecnej partii opozycyjnej są całkiem atrakcyjne: podniesienie kwoty wolnej od podatku, nowe zasiłki rodzinne i inne. Realizacja choćby części tych zapowiedzi sprawi, że więcej pieniędzy trafi do gospodarstw domowych, a w rezultacie zwiększy się siła nabywcza polskich konsumentów i najprawdopodobniej wzrośnie popyt. Natomiast rodzą się pytania, czy w dłuższej perspektywie taka polityka nie odbije się negatywnie na sytuacji budżetowej i czy wydatki konsumentów zrównoważą koszty ponoszone przez państwo.

Konferencja InTENSO your JIRA experience na Stadionie Narodowym w Warszawie

Co jest kluczem do osiągniecia sukcesu w biznesie? Odpowiedź brzmi – nowoczesne technologie. Tyle teorii, w praktyce trudno wybrać właściwe rozwiązania wspierające procesy w firmie, dopasowane do specyfiki przedsiębiorstwa i kierunków jego rozwoju.

InTENSO your JIRA experience  Z jakich rozwiązań warto skorzystać i co można dzięki nim zyskać? Odpowiedzi na te pytania będzie można poznać w trakcie konferencji InTENSO your JIRA experience, która odbędzie się 10-go września 2015 roku w Warszawie na Stadionie PGE Narodowy.

W trakcie konferencji eksperci opowiedzą m.in. o aplikacjach wspierających procesy biznesowe,  wytwarzanie oprogramowania, zarządzanie testami. Jakie narzędzia wybierać, aby realizować założone cele? Jak zaadaptować je do indywidualnych potrzeb przedsiębiorstwa? Oto pytania, na które odpowiedzi znajdą uczestnicy podczas konferencji.

Prelekcje wygłoszą i podzielą się swoimi doświadczeniami eksperci pracujący na co dzień we wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań IT w przedsiębiorstwach z wykorzystaniem narzędzi Atlassian m. in. w Credit Agricole Bank Polska S.A, AVG Technologies oraz w InTENSO Sp. z o.o.

Oprócz prelekcji uczestnicy konferencji będą mieli możliwość uczestniczyć w indywidualnych sesjach Q&A podczas których eksperci udzielą odpowiedzi na pytania związane z wykorzystaniem narzędzi Atlassian.

Formularz rejestracyjny oraz szczegółowa agenda konferencji znajduje się na stronie:

http://www.intenso.pl/intenso-your-jira-experience/

Udział w konferencji jest bezpłatny, liczba miejsc ograniczona.

Podatki VAT i CIT – Bitcoin, Uber, crowdfunding

„Wykopałeś” bitcoina? A może dostałeś zastrzyk gotówki z akcji crowdfundingowej? Pamiętaj o formalnościach. Od sprzedaży bitcoinów trzeba zapłacić VAT, a od dochodu uzyskanego z crowdfundingu czy Ubera trzeba odprowadzić podatek.  

Nowe technologie coraz częściej rządzą naszym życiem i biznesem, a na bazie innowacyjnych rozwiązań powstają usługi i firmy. Mało kogo już dziwi płacenie w bitcoinach (BTC) lub społecznościowe finansowanie kreatywnych start-upów. A co z podatkami od tych produktów i usług?  Czy zawsze wiemy, jakim regulacjom podlegają?

Czy dochody z Uber podlegają opodatkowaniu?

Uber to aplikacja, dzięki której – za pomocą smartfona – można zamówić korzystny cenowo transport – na razie tylko w Warszawie, Krakowie i Trójmieście. Można również dorobić jako kierowca. Warto jednak pamiętać, że usługi transportowe w naszym kraju wymagają licencji, zarejestrowania działalności gospodarczej i posiadania kasy fiskalnej. Dodatkowo – podlegają opodatkowaniu. I nawet wtedy, gdy nie dopełniliśmy obowiązku złożenia wniosku o wpis do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEiIDG), fiskus będzie czekał na podatek.

– W lipcu Ministerstwo Finansów poinformowało, że dochody osób fizycznych uzyskane z tytułu świadczenia usług transportowych przy wykorzystaniu aplikacji Uber podlegają opodatkowaniu PIT-em na zasadach określonych w ustawie o podatku dochodowym od osób fizycznych. To wyłącznie na podatniku spoczywa odpowiedzialność za dopełnienie obowiązków, które nakreślają ustawy – informuje Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie. Co ważne, za przewóz osób bez odpowiedniej licencji można zapłacić grzywnę do 10 tys. zł. To jednak nie wszystko. Jeśli nie posiadamy kasy fiskalnej, ani zarejestrowanej działalności gospodarczej, fiskus może wszcząć wobec nas także postępowanie karno-skarbowe – ostrzega Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Wirtualna waluta, realny podatek

Okazuje się, że bitcoinem zapłacimy za pizzę czy burgera. Od niedawna w Warszawie działa też bankomat, który wypłaca wirtualną walutę.  Bitcoiny nie są opodatkowane, dopóki nie zostaną wymienione na prawdziwe pieniądze lub towary. Wtedy, zgodnie z polskim prawem, musimy zapłacić podatek PIT, ewentualnie VAT. Potwierdzają to niedawne interpretacje izb skarbowych w Poznaniu (z 8 stycznia 2014 r., nr ILPP1/443-912/13-2/AW) i Łodzi (z 7 kwietnia 2014 r., nr IPTPP2/443-52/14-6/IR).

– Obrót bitcoinami podlega w naszym kraju opodatkowaniu. Wymiana takiego elektronicznego środka płatniczego, na walutę krajową lub zagraniczną albo kupno za nią konkretnych towarów powoduje powstanie przychodu, który trzeba opodatkować PIT. Według Ministerstwa Finansów taka transakcja to nic innego, jak odpłatne zbycie praw majątkowych, a więc opodatkowane jest wg skali podatkowej (18 proc. i 32 proc.). Z goła odmiennie sytuacja będzie wyglądać u przedsiębiorcy. Przychód uzyskany z wymiany bitcoinów w ramach prowadzonej działalności gospodarczej, w zależności od tego, jak przedsiębiorca jest opodatkowany, będzie rozliczony według skali (18 i 32 proc.), stawki liniowej 19 proc. lub ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych – tłumaczy Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Bardziej skomplikowana jest kwestia VAT-u od kupna i sprzedaży tej wirtualnej waluty. W świetle wyżej już wspomnianej interpretacji Izby Skarbowej w Łodzi, „wykopanie” a następnie sprzedawanie bitcoinów nie jest wprawdzie dostarczaniem towarów, ale stanowi odpłatne świadczeniem usług. Jeśli więc nabywcą jest podatnik VAT mieszkający w Polsce, albo innym kraju Unii Europejskiej, to podatek powinien być uiszczony w Polsce (zgodnie z art. 28b). Takiego obowiązku nie ma, jeśli kupujący pochodzi z państw spoza UE (zgodnie z art. 28l ustawy o VAT). Możliwe jednak, że wiele może się w tej materii zmienić. W lipcu rzecznik generalny Trybunału Sprawiedliwości UE, Juliane Kokott uznał, że zamiana wirtualnej waluty na realne pieniądze jest usługą zwolnioną z podatku od towarów i usług. Zatem zwolnienie transakcji BTC z VAT w UE wydaje się kwestią czasu.

Jak rozliczyć z fiskusem gotówkę z crowdfundingu?

Crowdfunding, czyli ostatnio bardzo modne finansowanie społecznościowe konkretnego pomysłu czy start-upu. W naszym kraju nie ma przepisu, który bezpośrednio go reguluje, stąd stosuje się tu przepisy dotyczące zbiórek publicznych. –  W zależności od korzyści, jakie otrzymuje darczyńca, mamy do czynienia z różnymi skutkami podatkowymi. W sytuacji, gdy nie ma żadnej materialnej gratyfikacji dla darczyńcy za udzielone wsparcie, przekazane pieniądze są niczym innym, jak darowizną. Nie musimy od niej płacić podatku, jeśli pojedyncza wpłata od 1 osoby, na przestrzeni 5 lat nie przekroczyła ustawowego limitu w wysokości 4902 zł. Jeśli jednak za wsparcie oferujemy coś darczyńcy, np. nagraną przez siebie płytę, to w świetle prawa nie jest to już darowizna, a wzajemne świadczenie. Otrzymane kwoty należy więc potraktować jako przychody z tytułu działalności gospodarczej, oczywiście przy założeniu, że osoba organizująca zbiórkę takową prowadzi – zaznacza Robert Smerkowski, Dyrektor Oddziału Tax Care w Warszawie.

Blisko 60 proc. posiadaczy smartfonów wciąż korzysta z komunikacji SMS

Według szacunków ekspertów już w 2016 roku blisko 70 proc. Polaków będzie posiadało smartfona. W ostatnich kilku latach świat dosłownie oszalał na punkcie tych urządzeń mobilnych. Za ich pomocą robimy dziś dosłownie wszystko. Jednak, jak wynika z badań w codziennej komunikacji, jesteśmy tradycjonalistami – od czatów, komunikatorów i maili nadal wolimy klasyczne SMS-y. Krótkie wiadomości tekstowe są najchętniej wybieranym narzędziem do komunikacji w Polsce. W tegorocznym badaniu „Komunikacja SMS w Polsce”, aż 94 proc. ankietowanych zadeklarowało korzystanie z SMS-ów[1].

Z przeprowadzonego przez nas w tym roku badania wynika, że 65 proc. Polaków codziennie wysyła SMS-y, natomiast co drugi z nas deklaruje, że wysyła kilka krótkich wiadomości tekstowych w tygodniu[2]. Użytkownicy nowoczesnych smartfonów w przeważającej większości także wybierają SMS-y, jako główną formę codzien­nej komunikacji. Korzystanie z komunikatorów mobilnych deklaruje zaledwie co czwarty posiadacz smartfona, a dla porównania – korzystanie z SMS-ów już blisko 60 proc. Rosnąca popularność nowoczesnych telefonów komórkowych i coraz większy dostęp do mobilnego internetu nie przekłada się więc na znacząca zmianę przyzwyczajeń komunikacyjnych Polaków. Wybieramy rozwiązania sprawdzone, bezpieczne i takie, które dobrze znamy – komentuje Artur Sadowski, CEO platformy SerwerSMS.pl

Okazuje się, że posiadacze smartfonów bardziej doceniają zalety SMS-ów niż użytkownicy zwykłych telefonów komórkowych, którzy nie mieli doświadczenia w korzystaniu z mobilnych komunikatorów. Z przeprowadzonego przez Platformę SerwerSMS.pl badania „Komunikacja SMS w Polsce” wynika, że użytkownicy smartfonów wymieniają zalety SMS-ów, takie jak między innymi: szybkość dostarczenia wiadomości (45,8 proc.) prostotę użytkowania (33,6 proc.), koszt (30,6 proc.), uniwersalność (23,7 proc.), zasięg usługi (19,5 proc.) oraz bezpieczeństwo (6,8 proc.).

 „To prawda, że nowe technologie coraz mocniej wkraczają w nasze życie i nie należy się przed tym bronić. Czaty, maile czy komunikatory są przez Polaków chętnie wykorzystywane. Doskonale uzupełniają one sposób w jaki się komunikujemy. Jednak w dalszym ciągu najczęściej używanym, najszybszym i najbardziej skutecznym środkiem komunikacji w Polsce i na świecie jest SMS. Dociera w kilka sekund, nie wymaga specjalnego oprogramowania i działa na każdym dostępnym urządzeniu – telefonie, smartfonie i tablecie. Właśnie to są główne zalety SMS-ów, które powodują, że nadal chcemy z nich korzystać – podsumowuje Daniel Zawiliński, CMO platformy SerwerSMS.pl

Raport „Komu­nikacja SMS w Polsce” jest to podsumowanie zakrojonego na szeroką skalę badania konsumenckiego, przeprowadzonego w Polsce pod koniec 2014 roku. Tematem omawianego badania była doskonale wszystkim znana krótka wia­domość tekstowa, czyli po prostu SMS. Najnowsze wydanie raportu kompleksowo przedstawia preferencje komu­nikacyjne Polaków. W tym roku badaliśmy wykorzystywanie SMS-ów w odniesieniu do aplikacji mobilnych i komunikatorów. Nasze obserwacje porównaliśmy z poprzed­nimi raportami, co pozwoliło nam nie tylko przedstawić kształtujące się na prze­strzeni lat trendy, ale i wysnuć prognozy na przyszłość. Niniejszy raport to przede wszystkim wielowymiarowe przedstawienie zgromadzonych liczb, danych i staty­styk, obrazujących nowoczesną komunikację biznesową i konsumencką.

[1] Badanie „Komunikacja SMS w Polsce”

[2] Badanie „Komunikacja SMS w Polsce”