TAURON Fotowoltaika
Od lipca TAURON uruchomił nową ofertę „TAURON Fotowoltaika” skierowaną do prosumentów, czyli klientów indywidualnych, którzy wytwarzają energię elektryczną na własne potrzeby, a jej nadwyżkę oddają do sieci energetycznej.

– Podstawowym założeniem związanym z przygotowaniem oferty „TAURON Fotowoltaika” było opracowanie takich mechanizmów, które zapewnią klientowi gwarancję bezpieczeństwa, optymalnie dobranych parametrów i wysokiej wydajności energetycznej systemu. Z tego powodu projekt elektryczny instalacji fotowoltaicznej będzie sprawdzony przez niezależną instytucję badawczą – Platformę Fotowoltaiki Politechniki Warszawskiej – podkreśla Ireneusz Perkowski, prezes zarządu TAURON Sprzedaż.
Zachętą do skorzystania z oferty „TAURON Fotowoltaika” jest też fakt, że to propozycja usługi kompleksowej. Prosument może liczyć na doradztwo, przygotowanie projektu oraz dostawę i montaż kompletnego systemu fotowoltaicznego, który składa się z paneli słonecznych, konstrukcji mocującej oraz niezbędnego osprzętu. Przy tej ofercie TAURON współpracuje z firmami: Hymon Energy, Soleo PV oraz Solsum.
– Zgłoszenia od klientów indywidualnych, którzy chcą zainstalować panele słoneczne, napływają do nas już od pierwszych dni lipca, czyli od momentu uruchomienia oferty. To potwierdza słuszność naszej decyzji o wprowadzeniu tego typu produktów – informuje Ireneusz Perkowski. – Planujemy nie tylko umacniać naszą obecność na rynku fotowoltaicznym, ale również kontynuować działania zmierzające do podnoszenia świadomości ekologicznej naszych klientów- dodaje.
Wzrosty na CHF/PLN
Piątek minął stabilnie dla polskiego złotego. Słabsze od oczekiwań dane z amerykańskiej gospodarki wpłynęły na wycenę głównej pary walutowej EUR/USD, która w piątek po południu wyskoczyła do poziomu 1,11 USD, po czym nastąpił powrót do poprzednich poziomów. Dzisiejszy dzień eurodolar rozpoczyna poniżej poziomu 1,10 USD, co w kwotowaniu do polskiego złotego oznacza 3,77 zł za USD/PLN. EUR/PLN rozpoczyna tydzień z poziomu 4,14 zł, frank szwajcarski 3,90 zł, natomiast funt brytyjski 5,89 zł.

Pod koniec zeszłego tygodnia dane z amerykańskiego rynku pracy, rozczarowały inwestorów i wpłynęły na kilkugodzinne zaniżenie wyceny dolara amerykańskiego. Kwartalny indeks kosztów zatrudnienia, który informuje o kosztach pracy okazał się niższy od oczekiwań (odczyt: 0,2%, oczekiwano: 0,6%, poprzednio: 0,7%).
Warto wiedzieć, że chociaż często inwestorzy pomijają ten wskaźnik, Rezerwa Federalna traktuje go bardzo poważnie, co dało się zaobserwować na wykresach dolara amerykańskiego. Gorsze od oczekiwań dane z amerykańskiego rynku pracy oddalają wyczekiwaną podwyżkę stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, czego następstwo można było zaobserwować w piątek. Późniejsze dane z USA były już bardziej optymistyczne. Indeks Chicago PMI wyniósł 54,7 pkt, a więc wyżej od oczekiwań (50,5 pkt).
Szwajcarski Bank Centralny podał informację, że w następstwie aprecjacji franka w pierwszym półroczu, wycena aktywów zagranicznych, będąca w posiadaniu banku spadła o ponad 47 mld CHF. Informacja ta zachęciła inwestorów do zajmowania pozycji długich na franku, z nadzieją, że w obliczu i tak już wysokich kosztów, bank centralny Szwajcarii zaniecha interwencji osłabiających szwajcarską walutę.
Wszystko wskazuje na to, że powyższą informację należy traktować jako pretekst do chwilowego umocnienia CHF. W dłuższej perspektywie frank szwajcarski wydaje się zbyt przewartościowany w wycenie do polskiego złotego, co powinno przełożyć się na spadek kursu CHF/PLN w najbliższych miesiącach, co z pewnością ucieszy osoby posiadające kredyt w tej walucie.
Po raz piąty w tym roku Centralny Bank Rosji obniżył stopy procentowe. Od dzisiaj podstawowa stopa procentowa w Rosji wynosi 11%, obniżka wyniosła 0,5 p.p. Od początku roku CBR obniżył poziom głównej stopy o 6 p.p. (z poziomu 17% na początku tego roku).
W dniu dzisiejszym poznamy serię wskaźników PMI. Poznaliśmy już wskaźnik dla Hiszpanii, i Szwajcarii. Wskaźnik dla Hiszpanii wyniósł 53,6 pkt (oczekiwano: 54,3 pkt), natomiast dla Szwajcarii 48,7 pkt przy oczekiwaniach na poziomie 50,7 pkt.
EUR/PLN
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 03.05.2015 do 03.08.2015
Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Po ostatnich ruchach w dół formacja ta jest znacznie szersza. Kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 – 4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima a obecnie przebiega dolne ograniczenie nowego trendu.
CHF/PLN
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 04.05.2015 do 03.08.2015
Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kolejnym ważnym poziomem jest 3.8450.
USD/PLN
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 03.05.2015 do 03.08.2015
Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wybił się dołem z kanału wzrostowego. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem po wybiciu są minima na 3,7100.
GBP/PLN
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 04.05.2015 do 03.08.2015
Kurs GBP/PLN wybił się dołem z kanału wzrostowego Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków dalszych spadków najbliższym wsparciem jest Ostatnie minimum lokalne na 5,7700.
Marcin Rogalski – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Marcin Giżycki Prezesem ING Securities S.A.
Rada Nadzorcza ING Securities S.A. podjęła decyzję o zmianach w składzie zarządu spółki. 1 sierpnia 2015 roku stanowisko Prezesa Zarządu obejmie Marcin Giżycki, Członek Zarządu Domu Maklerskiego ING. Marek Słomski, dotychczas piastujący tę funkcję, obejmie stanowisko Członka Zarządu spółki.
Marcin Giżycki, dotychczasowy Członek Zarządu ING Securities, związany jest z ING od początku swojej kariery zawodowej. Od 1998 roku pracuje w Centrali ING Banku Śląskiego w Katowicach, kolejno zajmując stanowiska specjalisty od zarządzania siecią, managera, a następnie dyrektora w obszarze sprzedaży i zarządzania siecią detaliczną. W 2006 roku objął stanowisko Dyrektora Banku odpowiedzialnego za część Pionu Bankowości Detalicznej. W styczniu 2015 roku został powołany na Członka Zarządu ING Securities odpowiedzialnego za obszar detaliczny.
Marek Słomski, prezes ING Securities S.A. od 1996 roku (dawniej Domu Maklerskiego Banku Śląskiego S.A.), obejmie stanowisko Członka Zarządu spółki 1 sierpnia 2015 roku. Marek Słomski od 1992 roku jest związany z Bankiem Śląskim, gdzie najpierw pełnił funkcję Dyrektora Oddziału Banku w Zawierciu, a od 1994 roku Dyrektora Domu Maklerskiego. W przeszłości członek wielu rad nadzorczych. Przedstawiciel Akcjonariuszy Członków Giełdy w Radzie Giełdy.
Internet rzeczy zdominuje nasze życie?
Do końca tego roku będzie na świecie ok. 9 mld urządzeń podłączonych do internetu. Za pięć lat liczba ta wzrośnie do 30 mld – w każdym domu znajdzie się średnio 500 przedmiotów łączących się z siecią. I nie chodzi tu tylko o komputery czy smartfony. Dzięki rozwojowi internetu rzeczy dostęp do niej uzyskają też pralki, lodówki czy też suszarki.
„Internet rzeczy to miliony czy miliardy »inteligentnych« urządzeń, które łączą się między sobą i z internetem w sposób automatyczny, bez ingerencji człowieka” – mówi serwisowi infoWire.pl Krzysztof Janicki z firmy Intel. Rozwój tej gałęzi technologii w dużej mierze jest spowodowany ciągłą miniaturyzacją elektroniki, która może być wykorzystywana w coraz to nowszych przedmiotach, chociażby wearables, czyli „inteligentnych” zegarkach, bransoletkach, okularach czy fragmentach odzieży.
Obecnie przedmioty te znajdują zastosowanie między innymi w sporcie oraz medycynie. „Na przykład osoby z chorobą Parkinsona używają wearables do ciągłego monitorowania swojego stanu zdrowia i zbierania informacji. Później są one przetwarzane przez wielkie centra danych, wielkie systemy analityczne i big data z nadzieją na to, że kiedyś zrozumiemy przyczyny tej choroby i znajdziemy jakieś sensowne metody leczenia” – informuje ekspert.
Również większość sprzętu RTV i AGD już niedługo będzie można podłączyć do sieci, co zapewni nam wiele ułatwień. Dla przykładu lodówka określi, jakich produktów spożywczych w niej brakuje, a następnie sama je zamówi. Pytanie tylko, czy kroku rozwojowi internetu rzeczy dotrzyma rozwój systemów bezpieczeństwa…
D. Sierakowska (DM BOŚ): Cena złota może spaść do 1000 dolarów za uncję. Ten rok może być okresem okazji na tym rynku
Notowania złota będą dalej spadać, niewykluczone nawet, że zostanie pokonana psychologiczna bariera 1000 dol. za uncję. Kupowanie złota w obecnej sytuacji rozchwianych cen jest dość ryzykowne, ale przy uważnym śledzeniu rynku może to właśnie być okazja do zakupów.
– Obecnie mamy do czynienia z dojściem do ważnych poziomów technicznego wsparcia. Mamy poziom 1089 dol. za uncję. Jeżeli zostanie on pokonany, a przy silnym dolarze jest to realistyczny scenariusz, to kolejnymi barierami są poziom 1033 dol. i poziom psychologiczny 1000 dol. za uncję – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Dorota Sierakowska, analityk rynków surowcowych z Domu Maklerskiego BOŚ.
Przyczyną spadków cen złota było umocnienie się amerykańskiego dolara. Obecnie także istnieje duże prawdopodobieństwo, że notowania złota będą nadal spadać. Spadki ceny złota nie powinny być jednak traktowane jako okazja do zakupów, zwłaszcza w przypadku niedoświadczonych inwestorów.
– Obecnie rynek złota jest bardzo rozchwiany, dlatego kupowanie teraz złota jest dość ryzykowną opcją – ostrzega Dorota Sierakowska. – Jeśli ktoś interesuje się tym rynkiem, to powinien jednak śledzić wydarzenia, ponieważ ten rok rzeczywiście może być okresem bardzo dobrych okazji inwestycyjnych na tym rynku – dodaje.
Oprócz dolara na niskie notowania złota mają też wpływ inne czynniki, takie jak brak popytu ze strony azjatyckich konsumentów. Jak mówi Sierakowska, Chiny i Indie są ważnymi odbiorcami kruszcu, generują bardzo duży popyt na złoto, zwłaszcza złoto w formie fizycznej, mówimy tu o sztabkach, monetach i biżuterii. W tym roku popyt w obu tych krajach jest jednak bardzo słaby.
– Chińczycy bardzo mocno sparzyli się na zakupach złota w 2013 roku, kiedy widzieliśmy właśnie takie dwie bardzo silne przeceny. Wtedy Chińczycy kupowali złoto i okazało się, że mimo wszystko była to nietrafiona inwestycja, więc teraz patrzą na ten rynek z dystansem. Natomiast w Indiach przyczyną takiego rozczarowującego popytu jest przede wszystkim wysokie cło na import złota wprowadzone w 2012 roku i utrzymane do dzisiaj, które skutecznie tłumi tamtejszy popyt – mówi Sierakowska.
Dodaje również, że popyt na złoto w Indiach może wzrosnąć jesienią, która jest w tym kraju sezonem ślubów. Złoto jest w tym czasie chętnie kupowane na prezent lub jako lokata kapitału.
D. Winek (BGŻ BNP Paribas): trudna sytuacja polskiego sektora rolno-spożywczego. Najgorzej jest w przypadku przetwórców jabłek oraz producentów mleka
Negatywne tendencje rynkowe odbijają się na kondycji sektora rolno-spożywczego. Przychody większości sektorów spadły w ciągu roku o kilkanaście procent. Najgorzej jest w segmencie przetwórstwa jabłek oraz na rynku mleka. Dariusz Winek, ekspert ds. rynków rolnych, przewiduje, że II półrocze przyniesie stopniową poprawę. Pozytywny trend już widoczny jest w handlu zagranicznym. Wielkość eksportu produktów rolno-spożywczych od stycznia do maja wzrosła o 6,8 proc.
– W tej chwili wydaje się, że kluczowym czynnikiem oprócz embarga są ogólne negatywne tendencje, które występowały w 2014 roku, w szczególności w II półroczu 2014 roku, które doprowadziły do spadków cen – mówi Dariusz Winek, dyrektor departamentu analiz ekonomicznych, sektorowych i rynków rolnych Banku BGŻ BNP Paribas.
Negatywny sentyment na rynku sprawił, że aktualna sytuacja przetwórców i producentów rolno-spożywczych jest gorsza niż przed rokiem. Ekspert wskazuje na spadek przychodów rzędu kilkunastu procent w przypadku większości sektorów. Najgorzej jest w obszarze przetwórstwa jabłek. Pod koniec ubiegłego roku cena litra zagęszczonego soku spadła na europejskich rynkach poniżej 0,60 euro/kg. Na początku 2014 roku było to 1,00-1,10 euro/kg (spadek o ponad 40 proc.).
– Jeśli mówimy ogólnie o wynikach w handlu zagranicznym, to są one bardzo pozytywne. Rok 2014 zamknął się na plusie z blisko 5-proc. wzrostem eksportu w ujęciu wartościowym w euro – informuje dyrektor Winek.
W pierwszych pięciu miesiącach 2015 roku wartość eksportu produktów rolno-spożywczych ogółem wzrosła o 6,8 proc. do niemal 39 mld zł (dane GUS). Wielkość eksportu towarów rolno-spożywczych w 2014 roku osiągnęła wartość 21,3 mld euro, czyli ponad 82 mld zł i była wyższa od tej z 2013 roku o 4,6 proc. Tegoroczne prognozy zakładają przekroczenie granicy 23 mld euro (wzrost o prawie 8 proc.).
– Wydaje się więc, że mamy do czynienia z sytuacją stopniowej odbudowy eksportu, co oczywiście jest konsekwencją intensywnych działań przedsiębiorców i poszukiwania nowych rynków zbytu – ocenia analityk Banku BGŻ BNP Paribas.
Rozmówca Newserii Inwestor liczny na poprawę sytuacji w branży rolno-spożywczej w perspektywie II półrocza bieżącego roku. W opinii Dariusza Winka przeciętne ceny towarów powinny być wyższe niż w I połowie roku.
– Najtrudniejsza chyba sytuacja, czy najmniejsze perspektywy tej poprawy, może dotyczyć właśnie rynku jabłek oraz ewentualnie producentów mleka – komentuje.
Mimo wzrostów na początku roku cena zagęszczonego soku jabłkowego nadal jest o ponad 20 proc. niższa niż w tym samym okresie rok wcześniej. Równie duże spadki dotyczą rynku mleka. Obecna cena 1 litra w skupie to średnio 1,11 zł. Przed rokiem było to ponad 1,30 zł/litr.
– Systematyczna nadprodukcja mleka w tej chwili już na terenie Unii Europejskiej czy w Polsce może prowadzić właśnie do tego, że ta podaż nadal będzie bardzo wysoka, a możliwości konsumpcji niekoniecznie – wyjaśnia ekspert.
Za spadek rynkowej ceny mleka w dużym stopniu odpowiada zniesienie kwot mlecznych przez Unię Europejską w kwietniu bieżącego roku. Krajów członkowskich nie obowiązują już limity produkcji, co wpływa na wzrost podaży.
Spółka Heart chce sprzedawać urządzenia do oceny poziomu bólu także za granicą. Szuka odbiorców w Izraelu, Stanach Zjednoczonych i Niemczech
Innowacyjne systemy oceny bólu pozwalające ograniczyć błędy człowieka spółka Heart chce sprzedawać także za granicą. Obecnie firma prowadzi rozmowy w Izraelu, ale zainteresowana jest także wejściem do Stanów Zjednoczonych oraz na rynek niemiecki. System może być stosowany na terenie placówek medycznych. Celem pomiarów jest m.in. zwiększenie skuteczności leczenia.
– W przypadku systemu do oceny bólu jesteśmy w dosyć ciekawym momencie, ponieważ okazało się, że podobnych rozwiązań na rynku po prostu nie ma – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Michał Uherek, wiceprezes produkującej nowoczesne urządzenia medyczne spółki Heart. – Są, oczywiście, metody tradycyjne. Ale wiążą się z różnymi rodzajami błędów możliwych do popełnienia.
Obecne sposoby, jak zauważa Michał Uherek, oparte są najczęściej na stosowanych od dziesięcioleci narzędziach papierowych i przenoszeniu spisanych danych do komputera. Polegają na przeprowadzeniu wywiadu i ręcznym zapisaniu wyników. Ten system może zawieść, gdy pielęgniarka źle usłyszy lub źle zapisze.
– My też nie staramy się zmieniać standardów na świecie, chcemy je spełniać, dając tylko możliwość skorzystania z nowoczesnej technologii – tłumaczy Michał Uherek. – Zamiast kartek i długopisów proponujemy urządzenie, system informatyczny.
Pain Assessment System (z ang. system oceny bólu, w skrócie PAS) może być używany na terenie placówki medycznej. Celem pomiarów jest ustalenie stopnia nasilenia bólu oraz zwiększenie skuteczności leczenia. System umożliwia także pracę na danych statystycznych, generowanie wykresów oraz równoległe porównywanie trendów. Poprzez cyfryzację danych pozwala na automatyzację procedur związanych z bólem.
– Od początku zastanawialiśmy się nad tym, jak przygotować produkt, który byłby przydatny zarówno na rynku polskim, jak i zagranicznym – tłumaczy Michał Uherek. – W rezultacie zarówno LifeSticker, czyli system kompleksowego monitoringu fizjologicznego w czasie rzeczywistym, jak i PAS są wyrobami nadającymi się do wdrożenia w placówkach zagranicznych. Staramy się jednak na początku skoncentrować na własnym ogródku, czyli Polsce.
Heart jest młodą, istniejącą zaledwie od dwóch lat spółką. Firma rozpoczynała działalność, jak informuje wiceprezes Uherek, na rynku lokalnym, we Wrocławiu i Dolnym Śląsku, obecnie oferuje rozwiązania w całej Polsce.
– Młodej spółce z nowymi produktami bardzo trudno zaistnieć w branży medycznej – wskazuje wiceprezes Uherek. – Tak naprawdę zostaliśmy założeni w styczniu zeszłego roku, ale jesteśmy widoczni dopiero od mniej więcej dwóch miesięcy. Od czerwca br. prowadzimy działania handlowe, pokazujemy nasze wyroby i eksponujemy się na rynku.
Obecnie spółka prowadzi prace mające na celu wypromowanie i sprzedaż swoich urządzeń medycznych za granicą.
– Niedawno byliśmy w Izraelu, gdzie prowadziliśmy rozmowy z wieloma dystrybutorami i widzimy, że nasze założenia nie były błędne – zauważa Michał Uherek. – PAS ma wartość, ma zdolność do dystrybucji poza granicami kraju. Duże nadzieje wiążemy z rynkami w Stanach Zjednoczonych oraz Niemczech.
Heart jest producentem specjalistycznych urządzeń medycznych oraz oprogramowania do nich. Aparaty spółki łączą rozwiązania z zakresu medycyny, inżynierii biomedycznej, elektroniki i nowych technologii informatycznych.
Jest szansa na niższe ceny książek. Ustawa o książce ma poszerzyć ofertę i zapobiec upadaniu autorskich księgarni i małych wydawnictw
Sejm wkrótce zajmie się projektem ustawy o książce. Zdaniem zwolenników nowe przepisy uzdrowią sytuację na polskim rynku wydawniczym – zapewnią szerszą ofertę, zapobiegną upadaniu autorskich księgarni i małych wydawnictw oraz ukrócą wojny cenowe. Regulacja ta ma także przyczynić się do spadku cen. Ustawę popiera wielu pisarzy i ludzi kultury, m.in. Grzegorz Kasdepke, autor publikacji dla dzieci, który określa ją mianem penicyliny dla rynku książki.
5 sierpnia w sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu odbędzie się pierwsze czytanie projektu ustawy o książce. Projekt Polskiej Izby Książki przewiduje wprowadzenie stałej ceny na nowości książkowe, która będzie obowiązywała przez 12 miesięcy niezależnie od miejsca zakupu. Rozwiązania te mają ukrócić wojny cenowe toczące się pomiędzy największymi graczami na tym rynku oraz uratować od upadku małe księgarnie, które nie wytrzymują konkurencji cenowej z dużymi sieciami.
Zwolennicy projektu ustawy przekonują, że jej wprowadzenie przyniesie realne korzyści czytelnikom – ceny książek spadną. Obecnie są one bowiem sztucznie zawyżane, aby można było już w momencie debiutu na księgarskich półkach oferować je z 20 czy 30-proc. rabatem cenowym.
– Nikt nie żąda, żeby nowy krój marynarki, który pojawia się w sklepach, był od razu sprzedawany w tańszej cenie, ale pojawiają się żądania, żeby książki, które pojawiają się na rynku księgarskim, już w dniu wydania były tańsze. Te zmiany nie są duże, za to są bardzo ważne – to jest zastrzyk penicyliny dla rynku księgarskiego i wydawniczego, który jest trochę chory, o czym nie wszyscy wiedzą – mówi Grzegorz Kasdepke.
Ustawa ma także poprawić dostęp do kultury poprzez zagwarantowanie szerszej oferty wydawniczej. Obecnie wielu wydawcom nie opłaca się wydawać literatury ambitnej – zdaniem ekspertów z Polskiej Izby Książki w ten sposób na polskim rynku nie ukazuje się wiele wartościowych nowości ze światowej literatury. Dzięki ustawie wydawcy będą mogli przeznaczyć więcej pieniędzy na wydawanie książek z wyższej półki.
Ustawa ma też przynieść korzyści autorom – będą mieli jasną sytuację w rozliczaniu się z wydawcami.
– W tej chwili wydawca jest zmuszany przez sieci dystrybutorskie do obniżania cen książek. Nie zawsze jesteśmy stroną w rozmowach na temat naszych honorariów i w zasadzie mamy do czynienia z czymś w rodzaju wolnej partyzantki. Jesteśmy informowani przez wydawcę o tym, ile dostaniemy, być może, jeżeli uda się wynegocjować korzystne warunki przez wydawcę w rozmowach z sieciami. To idiotyczne – mówi agencji informacyjnej Newseria Grzegorz Kasdepke, popularny autor książek dla dzieci i młodzieży.
Projekt ustawy o książce budzi wiele obaw. Jego przeciwnicy uważają, że to ochrona interesów wydawców, a rozwiązanie przyczyni się do wzrostu cen książek. Grzegorz Kasdepke uważa, że kontrowersje są wynikiem niedostatecznej wiedzy na temat zmian, jakie przyniesie ustawa.
– Myślę, że wszyscy ulegliśmy radości myśliwego, który poluje na osłabione, przecenione okazy. Bardzo się boimy, że ustawa zajrzy nam zbyt głęboko do kieszeni i że trochę je wydrenuje. Trzeba podkreślać, że ustawa jest lekarstwem, które uzdrowi rynek i spowoduje, że książki będą kiedyś tańsze. Pewnie nie od razu, ale one będą tańsze – mówi Grzegorz Kasdepke.
Projekt ustawy popierają pisarze, m.in. tacy jak Sylwia Chutnik, Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Ignacy Karpowicz, Zygmunt Miłoszewski, Magdalena Parys, Vincent V. Severski, Olga Tokarczuk oraz ludzie kultury, m.in. prof. Jerzy Bralczyk i Krystyna Janda. Za wprowadzeniem ustawy jest również wielu księgarzy oraz wiele wydawnictw, m.in. Sonia Draga, Prószyński i S-ka, Muza.
W I półroczu do prezesa UKE wpłynęło ponad 4,2 tys. wniosków o interwencję lub mediację. Większość rozpatrzono na korzyść konsumentów
W ostatnich dwóch latach liczba wniosków składanych przez konsumentów do prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie. W pierwszej połowie 2015 roku wpłynęło ponad 4,2 tys. pism z prośbą o interwencję lub mediację. Najczęściej konsumenci narzekają na wprowadzenie w błąd przez przedstawiciela handlowego lub niedotrzymanie warunków umowy.
– Polityka prokonsumencka to jeden z filarów działalności prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Odpowiadamy za cały rynek telekomunikacyjny i pocztowy. Nie tylko kontrolujemy przedsiębiorców, lecz przede wszystkim dbamy o poszanowanie przez przedsiębiorców telekomunikacyjnych prawa i zasad dobrego obrotu gospodarczego z konsumentami – mówi agencji Newseria Biznes Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.
Tylko w I połowie 2015 roku do prezesa UKE wpłynęło ponad 4,2 tys. wniosków o pomoc. Abonenci usług telekomunikacyjnych złożyli łącznie 2884 wnioski z prośbą o interwencję, z których 83,81 proc. zakończyło się rozstrzygnięciem pozytywnym dla konsumentów.
– Interwencja to działanie w sytuacji, kiedy pojawia się problem na rynku telekomunikacyjnym lub indywidualny problem do rozwiązania pomiędzy dostawcą a użytkownikiem. Konsumenci skarżą się na nieuczciwość działania przedstawicieli handlowych lub na wysokość faktur – wyjaśnia Magdalena Gaj. – Liczba wniosków wskazuje, że przedsiębiorcy nie do końca umieją zadbać o konsumenta i te interwencje są potrzebne.
Oprócz wniosków o interwencję do UKE wpłynęło także ponad 1370 wniosków o mediację z dostawcą usług telekomunikacyjnych. W tym przypadku 66,41 proc. z nich zakończyło się zawarciem ugody. Postępowanie mediacyjne ma na celu doprowadzenie do polubownego zakończenia sporu pomiędzy konsumentem a dostawcą usług telekomunikacyjnych. Prezes UKE pełni rolę pośrednika, który pomaga w zawarciu ugody między stronami.
– W 2014 roku sumarycznie odzyskaliśmy na rzecz konsumentów ok. 1,5 mln zł. Chciałabym, żeby w tym roku ta kwota zmalała, ale z tego powodu, że przedsiębiorcy telekomunikacyjni coraz bardziej profesjonalnie i odpowiedzialnie będą traktować konsumentów, a konsumenci nie będą musieli się z nimi spierać i prosić o pomoc prezesa UKE – mówi Magdalena Gaj.
Najczęstszym problemem, który sygnalizują konsumenci, jest wprowadzenie w błąd przez przedstawiciela handlowego. Innym jest niedotrzymanie warunków umowy np. przy jej przedłużeniu na kolejny okres. Konsumenci często mają zastrzeżenia do jakości świadczonych usług, np. niższej niż deklarowana w umowie prędkość transmisji danych czy niesunięcia w terminie awarii. Skargi dotyczą też braku możliwości skontaktowania się z operatorem.
W pierwszym półroczu bieżącego roku do UKE trafiło też niemal 1100 zapytań od konsumentów z prośbą o indywidualną opinię na temat obowiązujących przepisów prawa czy innego typu problemów.
– Konsumenci mogą zadzwonić do urzędu i zapytać o radę, o to, jak należy interpretować dany przepis czy dany zapis regulaminu, co jest dla nich bardziej korzystne, a co mniej. Takich porad udzielamy – mówi prezes UKE.
Magdalena Gaj wyjaśnia, że tak duża liczba wniosków z prośbą o interwencję bądź mediację ze strony prezesa UKE wcale nie musi świadczyć o spadku jakości usług świadczonych przez operatorów. Jest to raczej związane ze wzrostem świadomości posiadanych przez konsumentów praw oraz wiedzą na temat instytucji chroniących ich interesy.
– Innym naszym działaniem prokonsumenckim jest cały system certyfikacyjny. Mamy certyfikaty dla dostawców, którzy wykazują się przyjazną polityką i ofertą skierowaną do najmłodszych, czyli „Bezpieczny Internet” i „Junior”, a także dla osób starszych, czyli certyfikat „Senior”. Nadajemy także certyfikat „Przeglądarka Cenowa” oraz „Przyjaźni Niepełnosprawnym”. Staramy się wskazać konsumentom, które internetowe porównywarki ofert są najbardziej wiarygodne – mówi Magdalena Gaj. – Pokazanie konsumentom ofert, które są certyfikowane przez prezesa UKE, ułatwia im podjęcie decyzji, bo to są oferty przez nas przebadane, które spełniają określone kryteria bezpieczeństwa i są dostosowane do poszczególnych grup.
Sprzedaż komputerów w Polsce o 2 proc. wyższa. Liderem rynku pozostaje Lenovo, które zamierza też zdobyć rynek smartfonów
Krajowy rynek komputerów jak dotąd opiera się obserwowanemu na świecie spadkowi. W ostatnim kwartale zanotował 2-proc. wzrost sprzedaży. Lenovo – obecne w Polsce od 10 lat – ma ponad 35-proc. udział w tym rynku i chce wzmacniać swój udział w kategorii komputerów stacjonarnych. Tym bardziej że klienci coraz chętniej sięgają po urządzenia All-in-One umożliwiające prace w różnych trybach. Jednocześnie spółka duży nacisk kładzie na najszybciej rosnący segment, czyli urządzenia mobilne.
– Ostatnie 10 lat w branży IT to olbrzymie zmiany – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Sowiński, dyrektor generalny Lenovo w Polsce. – Pamiętam pierwsze komputery stacjonarne. Dziś rynek w zdecydowanej większości jest mobilny: coraz mniejsze urządzenia, coraz dłużej pracujące zdalnie, na bateriach. Postępuje miniaturyzacja i chmura. To zupełnie inny świat.
Jak wynika z danych zajmującej się analizą rynku IT firmy International Data Corporation (IDC), w drugim kwartale br. sprzedano na świecie ok. 66 mln komputerów osobistych, aż o 11,8 proc. mniej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Spadki odnotowali niemal wszyscy najwięksi producenci.
– Ogólne prognozy dotyczące rynku komputerów osobistych nie są zbyt optymistyczne – wskazuje Andrzej Sowiński. – Mówią o tym, że rynek raczej nie będzie rósł, może nawet odnotuje spadki. Jestem jednak pozytywnie nastawiony. Polska jako jeden z nielicznych krajów w Europie, który w ostatnich kwartałach zanotował nieznaczny, ale jednak wzrost sprzedaży komputerów. To dobra prognoza na przyszłość.
IDC wskazuje, że Polska, Czechy i Rumunia to trzy kraje, które w 2014 roku odnotowały wzrost sprzedaży PC. Ich szacowana dynamika wyniosła odpowiednio 8, 19 oraz 24,5 proc. Według autorów opracowania progres wynikał m.in. z modernizacji sprzętów związanej z zakończeniem wsparcia technicznego dla wycofywanego z użytku środowiska Windows XP. Nie znaczy to jednak, że wprowadzenie na rynek nowego systemu Windows 10 automatycznie spowoduje podobną wymianę.
– Nadal będzie zwrócony ku urządzeniom mobilny, a w kategorii urządzeń stacjonarnych coraz więcej sprzedaży będzie generował segment All-in-One [urządzenia konwertowalne, umożliwiające pracę w różnych trybach – red.] – uważa Sowiński. – Co ciekawe, na polskim rynku również bardzo dynamicznie rozwija się sektor gamingowy, czyli komputery i urządzenia peryferyjne przeznaczone dla graczy – zarówno przenośne, jak i stacjonarne. W swojej ofercie mamy teraz wyłącznie te przenośne, ale planujemy nowości również dla graczy w kategorii komputerów stacjonarnych.
Lenovo jest liderem na polskim rynku komputerów osobistych. W ostatnim raportowanym kwartale udział firmy przekroczył 35 proc. – dwa razy więcej niż ma druga firma w rankingu. Koncern jest także najpoważniejszym graczem w kategorii tabletów (blisko 30 proc.). Poprzez kupioną od Google&HASH39;a markę Motorola grupa chce mieć także istotne udziały w rynku smartfonów.
Na świecie Lenovo nadal najwyższe przychody uzyskuje ze sprzedaży PC, ale odsetek ten jest niższy niż kilka kwartałów temu. W ubiegłym roku obrotowym grupa sprzedała 60 mln komputerów, 76 mln smartfonów (trzecia pozycja na świecie) i 12 mln tabletów (również trzecie miejsce). Jeszcze w pierwszym półroczu roku obrotowego 2014/2015 przychody z PC odpowiadały za 82 proc. sprzedaży, tymczasem pod koniec ubiegłego roku już tylko za około dwie trzecie. Rośnie natomiast znaczenie produktów mobilnych oraz urządzeń kierowanych do odbiorców biznesowych.
– Dopiero zaczynamy naszą przygodę ze smartfonami w Polsce, ale będziemy bardzo intensywnie promowali i sprzedawali markę Motorola – zapowiada Andrzej Sowiński. – Chcemy być mocni także w kategorii serwerów, które przejęliśmy od IBM. W każdej z grup produktowych mamy zamiar być numerem jeden również na krajowym rynku.
W Polsce Lenovo będzie się skupiać na utrzymywaniu pozycji lidera w kategorii PC, przy czym szczególną uwagę chce poświęcić kategorii All-in-One. W segmencie tabletów sytuacja w Polsce jest nietypowa, bo oprócz produktów typowo budżetowych, sporym powodzeniem cieszy się półka premium.
– Tradycyjne komputery, mimo że od wielu lat wróżono im koniec, nadal mają się bardzo dobrze i jest to część rynku, która znajduje się w bardzo dobrej kondycji, zwłaszcza w segmencie klienta biznesowego – przekonuje dyrektor Lenovo Polska.
Pracownicy skarżą się w sieci na niskie zarobki i wymagania szefów. Rzadko jednak decydują się na zmianę pracy
Zbyt niskie zarobki, wymagający i niedoceniający szef oraz brak wyzwań – to najczęstsze powody narzekań internautów na pracę. Choć te aspekty najczęściej wpływają na decyzję o zmianie miejsca pracy, to jednak na taki krok wśród narzekających decyduje się niewielu. Wątek zmiany pracy bardzo często pojawia się w mediach społecznościowych – w ciągu trzech miesięcy w sieci było 19,5 tys. wzmianek na ten temat.
– Według analizy Instytutu Monitorowania Mediów przygotowanej z portalem Gazetapraca.pl w ciągu trzech miesięcy na temat zmiany pracy pojawiło się w internecie i social media ponad 19,5 tys. publikacji, z czego najwięcej na Facebooku. Na tym portalu społecznościowym znalazło się 70 proc. wszystkich informacji – mówi agencji Newseria Biznes Karolina Masalska, młodszy specjalista ds. PR w Instytucie Monitorowania Mediów.
Problem zaczyna się już przy wchodzeniu na rynek pracy. Internauci często narzekają, że dużo czasu zajmuje im znalezienie zajęcia. Skarżą się również na to, że uczelnie nie przygotowują ich odpowiednio do wejścia na rynek zatrudnienia
– Mamy również coraz więcej NEET-sów [z ang. not in education, employment or training – red.], czyli osób, które nie podejmują dalszej edukacji, nie szkolą się zawodowo i nie pracują. Eurostat wskazuje, że takich osób w Polsce w wieku między 25 a 29 rokiem życia było ponad 23 proc. – mówi Masalska.
Ci, którzy znaleźli pracę, często piszą o konieczności zaaklimatyzowania się w nowym miejscu. U niektórych osób pojawiają się wątpliwości, czy to, co robią, ma sens i czy rzeczywiście przynosi im to korzyści.
Osoby pracujące w sieci najczęściej narzekają na wysokość pobieranej pensji. Według 32 proc. osób biorących udział w internetowych dyskusjach to główna przyczyna skłaniająca ich do szukania innego miejsca zatrudnienia. Na kolejnym miejscu (25 proc.) jest kierownictwo. Z ponad 770 komentarzy połowa ma negatywny wydźwięk.
– Głównymi zarzutami wobec przełożonych jest przede wszystkim nie docenianie pracowników i przekonanie, że firmie zależy głównie na zysku – zauważa Karolina Masalska. – Polacy narzekają w internecie na warunki finansowe, kierownictwo oraz brak wyzwań, ale rzadko decydują się na gwałtowne zmiany, ponieważ obawiają się konsekwencji.
Internauci często poruszają również kwestie spraw socjalnych, np. związanych z urlopem macierzyńskim.
Wśród internautów są też tacy, którzy przyznają, że praca to tylko dodatek do życia i skupiają się na tym, co jest przyjemne. Przekonują też tych narzekających do odważnej zmiany w życiu.
– Korzystna zmiana sytuacji życiowej jest możliwa – przekonuje Karolina Masalska. – Świadczy o tym przykład Barbary Corcoran, jednej z najbogatszych Amerykanek, która w przeszłości pracowała jako kelnerka i sprzątaczka, albo Marka Cubana, właściciela klubu koszykarskiego Dallas Mavericks, w przeszłości pracującego jako sprzedawca worków na śmieci. Wydaje się, że decydując się na zmianę pracy, powinniśmy się przede wszystkim kierować pasją. Ale najważniejszy jest wysiłek, jaki zostanie włożony w realizację zamierzeń.
Według ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego pod koniec czerwca bez pracy pozostawało w Polsce ogółem 10,3 proc. osób czynnych zawodowo.
Warmia i Mazury: 1,7 mld euro z UE wesprze firmy przemysłu drzewnego, spożywczego i branży ekonomii wody
Wysoka pomoc publiczna, rozwijająca się infrastruktura i coraz lepsza kadra – te elementy przyciągają inwestorów do Warmińsko-Mazurskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. W kolejnych latach dodatkowym atutem będą środki z UE w ramach nowej perspektywy, m.in. 1,7 mld euro z regionalnego programu operacyjnego. Na największe wsparcie mogą liczyć branże uznane za inteligentne specjalizacje regionu, czyli przemysł drzewny, spożywczy i branża ekonomii wody, np. produkcja jachtów.
– Jest kilka argumentów za tym, aby ulokować biznes na terenie Warmińsko-Mazurskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Pierwszym, bez wątpienia, jest najwyższa w kraju pomoc publiczna, drugim – coraz lepsza infrastruktura, czyli drogi i uzbrojone tereny inwestycyjne, a wkrótce lotnisko. Trzeci to wysokiej jakości zasoby ludzkie – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Kuchciński, dyrektor departamentu pozyskiwania inwestorów w Warmińsko-Mazurskiej SSE.
Ze względu na dostępność surowców określono trzy inteligentne specjalizacje Warmii i Mazur, które będą wspierane w szczególny sposób.
– Najwięcej jest firm z branży przemysłu drzewnego. W samej strefie ekonomicznej mamy 12 przedsiębiorstw z branży meblowej, które wygenerowały ponad 400 mln nakładów inwestycyjnych i 2,7 tys. nowych miejsc pracy – mówi Kuchciński.
W sumie w regionie w specjalizacji drewno i meblarstwo działa 5,7 tys. firm, z czego najliczniejsza jest grupa leśnictwa i pozyskiwania drewna, produkcji wyrobów z drewna oraz produkcji mebli. Zatrudniają one łącznie 26 tys. osób, czyli 9 proc. ogółu zatrudnionych w regionalnej gospodarce. Towary tej specjalizacji stanowią jedna piątą łącznej wartości eksportu z Warmii i Mazur.
– Są także firmy z branży przemysłu spożywczego i okołospożywczego, czyli te, które produkują i przetwarzają żywność, oraz te, które produkują i dostarczają linie technologiczne do produkcji tej żywności – mówi Kuchciński.
W tej specjalizacji dominują firmy zajmujące się produkcją mięsa i wyrobów mięsnych (66 proc. pracujących), wytwarzaniem wyrobów piekarskich i mącznych (13 proc.) oraz mleczarskich (13 proc.). Są wśród nich przedsiębiorstwa silne na rynku z dużym potencjałem eksportowym i inwestycyjnym, ale także indywidualni rolnicy. Województwo warmińsko-mazurskie ma największą w kraju liczbę gospodarstw ekologicznych. Dodatkowo specjalizacja ta ma dobrze rozwinięte zaplecze naukowo-badawcze.
Trzecią inteligentną specjalizacją Warmii i Mazur jest ekonomia wody, obejmująca m.in. produkcję jachtów. Z raportu o inteligentnych specjalizacjach regionu wynika jednak, że we wszystkich trzech obszarach mniej niż połowa przedsiębiorstw planuje ubiegać się o tego typu fundusze. Autorzy raportu wiążą ten niski wynik z brakiem dokładniejszych informacji na temat uruchamianych programów, więc z czasem zainteresowanie powinno być coraz większe.
– Na wszystkich czekamy z otwartymi rękami. Mamy przecież także największego pracodawcę w województwie, firmę Michelin, światowej klasy producenta opon, która nie jest wpisana w naszą regionalną specjalizację, ale jest istotna w skali priorytetów ogólnopolskich – zauważa Kuchciński.
Raport wskazuje także, że największe wsparcie publiczne w tej branży potrzebne jest do wzmacniania kompetencji pracowników i dostępu do wykwalifikowanej kadry. Jednym z ważnym elementów jest współpraca z sektorem nauki w celu dostosowania rynku edukacji do potrzeb branży.
– Zarówno szkoły zawodowe, jak i uczelnie wyższe dostosowują swój program do zapotrzebowania przedsiębiorców. To powoduje, że młodzież widzi szansę dla siebie i zostaje w naszym regionie. Poza tym region wyróżnia to, co jest teraz bardzo ważne, czyli work and life balance, mowa tu oczywiście o miejscu idealnym do życia i dobrym do prowadzenia biznesu – podkreśla Marcin Kuchciński.
Największym zainteresowaniem inwestorów cieszą się trzy duże miasta regionu: Elbląg, Olsztyn, który jest stolicą województwa, i Ełk.
– To duże centra, do których napływa młodzież – tłumaczy Marcin Kuchciński. – Ale samorządowcy z mniejszych miejscowości również zdali sobie sprawę z tego, że pozyskanie inwestora wiąże się także z nakładami, które trzeba ponieść. Świadomość jest zdecydowanie większa niż jeszcze kilka lat temu. Na inwestorów czekają w pełni uzbrojone tereny, gotowe od razu do zagospodarowania.
W nowej perspektywie finansowej 2014-2020 województwo ma otrzymać ogółem 1,73 mld euro (razem z środkami krajowymi będzie to ponad 2 mld euro) z regionalnego programu operacyjnego.
Ponad 2,5 tys. samochodów na Międzynarodowym Zlocie Miłośników Citroëna 2CV w Toruniu

Już po raz 21. spotkali się miłośnicy Citroëna 2CV. Na zlot w Toruniu przybyło 2,5 tys. popularnych kaczek z 36 krajów świata. Zdaniem fanów tego modelu jest to jeden z nielicznych samochodów z duszą, nie tylko ze względu na walory techniczne, lecz także ze względu na zdolność łączenia ludzi. Hobby to przyciąga coraz więcej osób, a w Polsce, na wzór Francji czy Wielkiej Brytanii, stopniowo rozwijają się usługi z tym związane.
Z każdym rokiem Międzynarodowy Zlot Miłośników Citroëna 2CV przyciąga coraz większą liczbę uczestników. Na tegoroczną edycję, która miała miejsce w Toruniu w dniach 28 lipca – 2 sierpnia, przyjechało ponad 2,5 tys. popularnych kaczek, z czego blisko 100 z Polski. W okolicach toruńskiej Moto Areny spotkali się miłośnicy Citroëna 2CV z Europy, Australii i Nowej Zelandii. Model ten produkowany był w latach 1949–1990. W ciągu 42 lat produkcji został sprzedany w ponad 5 mln egzemplarzy. Jego fani uważają, że jest on jednym z nielicznych samochodów z duszą.
– Na dzisiejsze czasy prymitywny i niewygodny, natomiast ma tyle ciekawych rozwiązań, że jeszcze długo będzie wzorem w motoryzacji. Chociażby zwieszenie. Samochód jest pod spodem płaski, mimo skomplikowanego zawieszenia. Jadąc po bruzdach, nie ma ryzyka urwania czegoś. To było budowane według zasady, że samochód musi przewieźć kopę jaj i żadne się nie może stłuc – mówi agencji informacyjnej Newseria Czesław Nosewicz, dyrektor 21. Międzynarodowego Zlotu Miłośników Citroënów 2CV w Toruniu.
Prace nad legendarną dziś kaczką zaczęły się jeszcze przed II wojną światową. Dyrektor generalny Citroëna chciał samochodu, który zapewniałby wygodny i ekonomiczny transport czterech osób i bagażu, a jego budowa byłaby prosta i niezawodna jednocześnie. Tak powstała koncepcja „czterech kół pod parasolem”, jak często określano 2CV. Jego zaletami były niskie koszty utrzymania, duża ilość miejsca w środku przy małych wymiarach karoserii oraz komfort jazdy. Zdaniem wielu miłośników kaczki model ten wyprzedzał swoją epokę motoryzacyjną.
– Były w tym samochodzie rozwiązania konstrukcyjne rewolucyjne jak na swoje czasy. Na przykład wykorzystanie aparatu zapłonowego – w tym samochodzie go w ogóle nie ma. Jest tylko przerywacz, cewka zapłonowa i prąd wysokiego napięcia pędzi przez dwie świece – w jednej jest wykorzystany, w drugiej stracony. I tak na zmianę. W ten sposób upraszcza się konstrukcje i czyni się ją niezawodną – mówi Władysław Potocki, uczestnik Zlotu.
– Ten samochód nie rozwija dużych prędkości, więc nie ma przynajmniej problemu z mandatami za przekroczenie prędkości. Kształt jest oryginalny, przyciągający uwagę. Nie jest to pojazd drogi, a bardzo oryginalny – dodaje Janusz Owczarkowski, miłośnik 2CV z Poznania.
Wyjątkowość kaczki nie polega jednak – zdaniem jej fanów – wyłącznie na zaletach konstrukcyjnych, lecz także na mocy łączenia ludzi. W samej Francji zarejestrowanych jest ponad 40 fanklubów tego samochodu, które mają 30 tys. członków. Na lokalnym zlocie w maju 2015 roku w La Rochelle stawiło się 4,2 tys. aut. Nad Sekwaną wykorzystanie popularności 2CV rozwinęło się w przemysł – w samym tylko Paryżu istnieje 11 firm, które oferują zwiedzanie miasta właśnie tym samochodem. W Polsce zarejestrowane są obecnie dwa kluby miłośników Citroëna 2CV, pięć działa nieoficjalnie.
– Mamy w Polsce ponad 50 tys. właścicieli zabytkowych aut – nie Citroënów 2CV, ale w ogóle starych samochodów. Rocznie ten rynek rośnie o 15-20 proc. i wszystko wskazuje na to, że będziemy podążać w kierunku, jaki wytyczyli Anglicy, Francuzi i Niemcy. Staje się to olbrzymim przemysłem, zatrudniającym wiele ludzi i dającym wiele miejsc pracy – mówi Piotr Majewski, rzecznik prasowy Automobil Klubu Toruńskiego.
Przekonuje, że nie jest to bardzo kosztowne hobby. Zacząć można skromnie, już kupując auto za 1 tys. zł. Dokupywanie części też nie wymaga dużych nakładów pieniężnych. Przewagę mają osoby, które lubią i potrafią same popracować przy samochodzie – na zlotach najczęściej są bazary, gdzie można kupić części i samodzielnie wymienić je w samochodzie. Przed zakupem pierwszego samochodu warto się jednak poradzić kogoś, kto ma już doświadczenie w tego rodzaju hobby.
Drugi nabór w programie sektorowym INNOMED
To już drugi nabór w programie sektorowym INNOMED. Jest on realizowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju we współpracy z firmami zrzeszonymi w Polskiej Platformie Technologicznej Innowacyjnej Medycyny, które współfinansują projekty. Konkurs jest skierowany do przedsiębiorców lub konsorcjów przedsiębiorstw i ma na celu finansowanie badań naukowych i prac rozwojowych w zakresie poszukiwania innowacyjnych leków, nowoczesnych metod terapeutycznych, a także nowych technologii produkcji leków generycznych.
– Zaawansowane technologicznie rozwiązania w medycynie wymagają dużych nakładów finansowych oraz wiążą się z dużym ryzykiem. W Polsce systematycznie rośnie jednak liczba przedsiębiorstw podejmujących wyzwanie konkurencji z elitą światową w obszarze innowacyjnej medycyny – zauważa prof. Krzysztof Jan Kurzydłowski, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Wierzę, że dzięki naszemu wsparciu będą one miały szanse na szybką komercjalizację wyników swoich badań i prac rozwojowych – mówi dyrektor Centrum.
II konkurs programu INNOMED jest organizowany w ramach działania 1.2 „Sektorowe programy B+R” PO Inteligentny Rozwój, służącemu realizacji dużych przedsięwzięć B+R, istotnych dla rozwoju poszczególnych branż i sektorów gospodarki. Budżet konkursu wynosi 95 mln zł. Nabór wniosków potrwa od 1 września do 1 października br. a maksymalna wartość dofinansowania jednego projektu wynosi 10 mln zł.
Na projekty badawczo-rozwojowe z branży medycznej Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przeznaczyło już ponad miliard złotych. W ramach I konkursu INNOMED wsparcie w wysokości 110 mln zł otrzymało 17 konsorcjów. Natomiast w ramach strategicznego programu „Profilaktyka i leczenie chorób cywilizacyjnych” STRAEGMED, NCBR wsparło innowacyjne projekty kwotą ponad 670 mln zł. Nabór wniosków w trzecim konkursie o budżecie 115 mln zł rozpocznie się już 15 września.
Popołudniowy komentarz walutowy z 31.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Popołudniowy komentarz walutowy z 31.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Pożyczka czy kredyt?

„Najważniejsze jest zrozumienie różnicy pomiędzy kredytem a pożyczką. Założeniem obu tych opcji jest zaciągnięcie długu i często – właśnie z tego powodu – te dwa pojęcia są niesłusznie stosowane zamiennie. Kredyty podlegają prawu bankowemu, natomiast istotne postanowienia dotyczące umowy pożyczki zawiera Kodeks Cywilny. Według istniejących przepisów kredytodawca zobowiązuje się oddać do dyspozycji kredytobiorcy na oznaczony w umowie czas kwotę środków pieniężnych, które są przeznaczone na konkretny cel – kredytobiorca bierze na siebie odpowiedzialność zwrotu kredytu wraz z odsetkami w oznaczonych terminach spłaty oraz zapłaty prowizji. W przypadku pożyczek pożyczkodawca przenosi na pożyczkobiorcę własność pieniędzy lub rzeczy oznaczonych co do gatunku, które należy zwrócić. Pożyczki mogą być odpłatne lub nieodpłatne i nie ma obowiązku informowania pożyczkodawcy o tym, na jaki cel zaciągane jest zobowiązanie – mówi Kamil Muskus z firmy Compass Money.
Nieruchomości
Najczęściej udzielanym kredytem na zakup lub budowę nieruchomości jest kredyt hipoteczny. Jest to kredyt długoterminowy zabezpieczony hipoteką. Jeśli jednak nie została ona ustanowiona, obowiązuje nas zabezpieczenie tymczasowe – ubezpieczenie kredytu, poręczenie, weksel czy blokada środków na rachunku. Kredyt hipoteczny uruchamiany jest w całości lub w transzach, co oznacza, że pełna kwota albo jej części przelewane są na rachunek sprzedającego, na przykład dewelopera. Zdaniem Kamila Muskusa kredyt powinien zostać zaciągnięty w polskiej walucie – „Najbardziej opłacalne i pewne jest spłacanie kredytu w złotówkach, dzięki czemu znamy stałą kwotę raty a naszego portfela nie obciążą żadne zmiany kursu walut, które nie raz zaskoczyły kredytobiorców”. Kredyt mieszkaniowy oferowany przez firmę Compass Money to gwarancja bezpieczeństwa spłaty. To, co wyróżnia ofertę na tle konkurencji to nawet 95% finansowanie wartości nieruchomości, 0% prowizji za udzielenie kredytu czy akceptacja różnorodnych źródeł dochodu. Dzięki niemu wymarzone cztery kąty są na wyciągnięcie ręki.
Plus daje minus
Osoby, które w jednym czasie spłacają kilka kredytów, a także mają niestabilne zarobki, często decydują się na konsolidację swoich zobowiązań. „Jest to zsumowanie kredytów w jeden, bardzo często o łącznie obniżonej racie. Pozwala to na spłacenie aktualnych pożyczek, długów czy debetu.
Ponadto, decydując się na kredyt konsolidacyjny, mamy możliwość rozłożenia spłaty oraz dobrania większej ilości pieniędzy. Przykładowo, jeżeli łączna suma naszych kredytów wynosi 20 000, możemy zdecydować się na kredyt konsolidacyjny wysokości 30 000, czyli pozostałą różnicę można wykorzystać na remont mieszkania czy rodzinne wakacje” – dodaje Kamil Muskus. Kredyt konsolidacyjny pomaga w spłaceniu wszelkich aktualnych zaległości. Compass Money oferuje kredyty konsolidacyjne, które przyznawane są w krótkim czasie nawet osobom ze złą historią BIK. Co więcej, doradcy firmy dopełniają wszelkich formalności za klientów. W efekcie skutkuje to nawet 50% obniżeniem raty kredytu.
A może chwilówka?
To, co charakteryzuje szybkie pożyczki, to łatwość uzyskania, krótki okres spłaty oraz niska prowizja. Bardzo często przyznawane są one na dowód, dzięki czemu niskie zarobki nie dyskwalifikują pożyczkobiorcy, który pilnie potrzebuje dodatkowej, niewielkiej kwoty. Co więcej, pożyczki przyznawane są zazwyczaj na dowolny cel, którego nie trzeba podawać. „Compass Money wyszło naprzeciw potrzebom swoim klientów, którzy w ciągłym zabieganiu stawiają na proste i szybkie rozwiązania. Stworzyliśmy platformę internetową kompasik.pl do udzielania szybkich pożyczek bez zbędnych formalności. Elastyczne podejście do formy zatrudnienia, natychmiastowa decyzja i brak ukrytych kosztów pozwolą cieszyć się dodatkowymi finansami. Kompasik.pl udziela pożyczek do 10 000 zł. A to wszystko bez wychodzenia z domu” – dodaje Kamil Muskus z Compass Money.
Z działalnością gospodarczą
Silna konkurencja i szybko postępujący rozwój nowych technologii dotyczy praktycznie wszystkich sfer naszego życia – dobrze wiedzą o tym posiadacze większych lub mniejszych firm. Wymaga to od przedsiębiorców stałego unowocześniania infrastruktury oraz polepszania oferowanych wyrobów czy usług. Leasing jest efektywną formą finansowania tego typu inwestycji, który pozwala na korzystanie ze środków trwałych bez konieczności ich bezpośredniego zakupu. „To idealna opcja dla firm, którym zależy na czasie i minimum formalności oraz dla tych, którzy z różnych względów nie mogą otrzymać kredytu. W leasing najczęściej brane są auta, maszyny, linie technologiczne, sprzęt biurowy czy medyczny. Dzięki temu rozwiązaniu przedsiębiorcy odciążają swój portfel” – podsumowuje Kamil Muskus.
Wiedza to podstawa
Odpowiedni wybór formy finansowania odpowiadającego naszym potrzebom zależy od znajomości różnic pomiędzy dostępnymi kredytami czy pożyczkami. Firma Compass Money to doświadczeni doradcy finansowi, którzy cenią indywidualne podejście do klienta i zapewniają pomoc w wyborze najlepszego rozwiązania. Firma dysponuje wyłącznie polskim kapitałem, a ciągły rozwój oferowanych usług i profesjonalna obsługa klienta sprawiły, że Compass Money został wyróżniony tytułem Solidnej Firmy, Laurem Zaufania, Jakością Roku czy statuetką Firmy Przyjaznej Klientowi. Dlatego też Compass Money to optymalny wybór, by obrać właściwy kierunek finansów.
Raport: Radom – dobrze wykorzystane sąsiedztwo stolicy
Miasta – satelity większych ośrodków gospodarczych coraz częściej doceniane są przez inwestorów. Przestają być już tylko „sypialniami” zasilającymi kadrowo Warszawę, Kraków czy Poznań, ale same w sobie zaczynają stanowić atrakcyjną lokalizację dla biznesu. Dobrym przykładem jest Radom – bohater najnowszego raportu Fundacji Pro Progressio.

Miasta, będące dotąd gospodarczymi satelitami bardziej znaczących ośrodków, zaczynają zwiększać biznesową samowystarczalność. Wielu inwestorów, którzy ulokowali swoje główne siedziby w dużej aglomeracji poszukuje miejsca na kolejne oddziały firmy poza jej granicami. Jest to często spowodowane względami ekonomicznymi – prowadzenie biznesu w największych miastach generuje dość wysokie koszty. Wybór pada zazwyczaj na mniejsze, położone w pobliżu destynacje. „Miasta drugiego wyboru” coraz prężniej się rozwijają i niektóre z nich zostały docenione przez inwestorów jako samodzielne biznesowe ośrodki – mówi Wiktor Doktór, Prezes Fundacji Pro Progressio.

Na terenie miasta obecnie funkcjonuje Radomska Podstrefa Tarnobrzeskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. W jej obrębie przedsiębiorcy mogą skorzystać z dwóch tytułów pomocy: „nakłady inwestycyjne” lub „utworzenie i utrzymanie nowych miejsc pracy”. Maksymalna wielkość pomocy wynosi 35% nakładów inwestycyjnych lub 35% dwuletnich kosztów pracy nowozatrudnionych pracowników (dla średnich przedsiębiorstw pomoc wynosi 45%, natomiast małych – 55%). Przy Urzędzie Miasta działa Wydział Obsługi Radomskiej Strefy Gospodarczej, w którym inwestorzy mogą otrzymać pełen zakres wiedzy na temat lokowania inwestycji. Radom jest również członkiem Klubu Outsourcingu, który promuje i wspiera rozwój działalności outsourcingowej, zarówno usług jak i produkcji. Sprzyja to lokowaniu na terenie miasta kolejnych inwestycji z zakresu nowoczesnych usług dla biznesu.

Od maja 2014 roku Radom dysponuje własnym portem lotniczym, który stopniowo poszerza ofertę dotyczącą kierunków lotów. We wrześniu br. uruchomione zostaną regularne połączenia z Rygą oraz Pragą, a w dalszej kolejności z państwami skandynawskimi. Radom ma dostęp do drogi ekspresowej S-7 i dróg krajowych nr 7, 9 oraz 12.
Radom ma wszystkie atrybuty poszukiwane przez sektor outsourcingu. Mamy tu bardzo dobrze wykształconą, kreatywną kadrę i przystępne cenowo powierzchnie biurowe klasy A. Atutem miasta jest też dobrze przygotowana infrastruktura oraz doskonałe połączenie z Warszawą. Zapraszam do odkrycia potencjału Radomia, który doceniło już wielu inwestorów lokujących w mieście swoje innowacyjne przedsięwzięcia – mówi Radosław Witkowski, Prezydent Miasta Radomia.
Pełny raport Focus On Rzeszów dostępny tutaj:
http://www.proprogressio.pl/pl/baza-wiedzy/focus-on/focus-on-radom-pl.html
Focus On to cykl mini-raportów przygotowywanych przez ekspertów Pro Progressio oraz członków Klubu Outsourcingu. Analizy pokazują między innymi potencjał inwestycyjny polskich miast (m. in. pod kątem outsourcingu).
Budowanie zaufania konsumentów kluczowym wyzwaniem dla branży dóbr konsumpcyjnych
Zdecydowana większość kadry kierowniczej (65%) z branży dóbr konsumpcyjnych uważa, że zaufanie konsumentów będzie jednym z kluczowych czynników sukcesu ich firm w ciągu najbliższych lat. Jednocześnie 32% respondentów uznaje budowę zaufania konsumentów za jedno z największych wyzwań, zaraz po ekspansji i wzroście sprzedaży. Takie wnioski płyną z najnowszego międzynarodowego badania KPMG i The Consumer Goods Forum, przeprowadzonego wśród 539 firm zajmujących się produkcją lub sprzedażą detaliczną artykułów spożywczych i innych dóbr konsumpcyjnych.
42% zarządzających uznaje wzrost przychodów ze sprzedaży za kluczowy priorytet dla branży dóbr konsumpcyjnych. Zarządzający uważają, że głównymi czynnikami wzrostu mogą być przede wszystkim nowe cyfrowe kanały sprzedaży i strategie dystrybucji (53%), innowacje produktowe (43%) oraz działania nakierowane na utrzymanie (41%) i zdobycie nowych klientów (34%). Z drugiej strony respondenci przyznają jednocześnie, że uzyskanie wzrostów sprzedaży jest też największym wyzwaniem (61% wskazań), rozpoznają też rolę wyzwań związanych z zaufaniem konsumentów (32%), strategią i systemami sprzedaży i obsługi omnikanałowej (25%) oraz bezpieczeństwem produktów i żywności (19%).
Od lat w branży dóbr konsumpcyjnych bardzo wiele mówiono o lojalności konsumentów, jako o kluczowym czynniku sukcesu. Obecnie zarządzający przekonują się, że powinni raczej koncentrować się na budowaniu zaufania wśród konsumentów. A to wymaga przede wszystkim lojalności firmy wobec klientów, nie odwrotnie
– mówi Andrzej Bernatek, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef grupy doradczej dla rynku dóbr konsumpcyjnych w KPMG w Polsce.
Rośnie znaczenie omnikanałowości
Cyfryzacja i rozwój Internetu stanowią obecnie główne wyzwanie dla handlu detalicznego. Ponad połowa respondentów (53%) zadeklarowało, że wprowadzili już rozwiązania umożliwiające konsumentom zakupy w sposób wielokanałowy tzn. pozyskiwania informacji o produkcie i jego cenach, jak również sprzedaż oraz obsługę w różnych kanałach (tradycyjnych i cyfrowych), w zależności od preferencji konsumentów.
Dużym problemem dla przedsiębiorstw jest zbudowanie w pełni omnikanałowych rozwiązań, które umożliwiałyby konsumentowi płynne przechodzenie między kanałami w procesie zakupu lub obsługi. Dobrze ilustruje to fakt, że 32% firm wskazało inwestycje w rozwój strategii i systemów wspomagających omnikanałowość jako priorytetowe działania dla rozwoju sprzedaży
– mówi Jerzy Kalinowski, partner, szef grupy doradczej w zakresie strategii i operacji w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.
Emocjonalne zaangażowanie konsumentów kluczem do sukcesu
Z badania KPMG i The Consumer Goods Forum wynika istotna zmiana w podejściu do relacji z klientem w kierunku emocjonalnego zaangażowania swoich konsumentów. Aż 61% zarządzających uważa, że podstawą budowy lojalności klientów jest przekraczanie ich oczekiwań, zaś 41% – zaangażowanie w mediach społecznościowych. Programy lojalnościowe są wciąż istotne (31%), ale w podobnym stopniu co spersonalizowanie komunikacji i oferty oraz proaktywna obsługa klienta (po 28%). Coraz większego znaczenia nabiera także postawa samej firmy – jej zaangażowanie w kwestie zdrowia i dobrostanu konsumentów, bezpieczeństwa produktu, a także stosunek do własnych pracowników, wpływ na środowisko czy zrównoważenie i przejrzystość łańcucha dostaw.
Najistotniejsze strategie rozwoju lojalności klienta

Budowa zaufania i spełnienie oczekiwań klientów nie są możliwe bez dogłębnej wiedzy o konsumencie. Jak pokazują wyniki raportu, większość respondentów posiada wiedzę na temat zachowań swoich klientów, ale jedynie jeden na pięciu twierdzi, że wystarczająco głęboko rozumie rzeczywiste zachowania konsumenckie. Kolejne 20% ankietowanych nie jest do końca przekonanych, czy wie, jakie produkty wybierają ich klienci u konkurencji.
Na coraz bardziej konkurencyjnym rynku przedsiębiorstwa muszą coraz lepiej rozumieć zachowania, preferencje i trendy konsumenckie. Żeby skutecznie zarządzać marką, rozwijać portfolio produktów i mieć skuteczną strategię cenową firmy z rynku dóbr konsumpcyjnych muszą wykorzystywać wszystkie możliwe źródła danych, także zewnętrzne takie jak np. media społecznościowe. Dlatego też znacząco wzrosła rola zaawansowanej analityki danych (ang. big data) w marketingu analitycznym
– komentuje Jerzy Kalinowski, partner, szef grupy doradczej w zakresie strategii i operacji w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.
Obszary istotne z punktu widzenia budowania zaufania konsumenta

Trwający od trzech dni rajd dolara sugeruje powrót dominującej tendencji na rynku walutowym
Amerykańską walutę wspiera nie tylko perspektywa podwyżki stóp procentowych przez Fed, ale także inne czynniki, jak choćby przecieki dotyczące odroczenia przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy udziału w programie pomocy dla Grecji do czasu uzgodnienia pakietu reform oraz podjęcia przez wierzycieli decyzji o restrukturyzacji długu.

Silny dolar negatywnie wpływa na notowania surowców. Wtorkowy skok cen ropy naftowej, będący efektem informacji o spadku zapasów w USA, od czwartku jest wyraźnie korygowany. Mocno w dół poszły też notowania kontraktów na miedź.
Choć cierpią na tym także waluty krajów surowcowych, to jednak silnie w ostatnich dniach na wartości traciły złoty, czeska korona oraz euro i duńska korona. Słabną także inne waluty naszego regionu, rumuńska, węgierska i bułgarska.
Kapitał na rynku długu przesuwa się wyraźnie w kierunku obligacji krajów o najwyższej wiarygodności, co można odczytać jako sygnał rosnącej niechęci do ryzyka. Nie widać tego na giełdach akcji, poza chińską i warszawską.
Europejskie firmy budowlane wreszcie odczuwają ożywienie
W przyszłym roku inwestycje w budownictwo w UE wzrosną o 3,5 proc., a w Polsce o 5,2 proc.
W 2014 roku łączna sprzedaż pięćdziesięciu największych potentatów budowlanych w Unii Europejskiej w porównaniu do roku poprzedniego wzrosła o 1 proc., a ich kapitalizacja rynkowa o 6 proc. Wartość sprzedaży sięgnęła w ub. roku 293,4 mld euro. Jak wynika z dwunastej edycji raportu „European Powers of Construction 2014”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, w tym roku inwestycje budowlane w Unii Europejskiej zwiększą się o 2,1 proc., a w przyszłym o 3,5 proc. Rozwój biznesu w tym sektorze nadal będzie postępował poprzez poszerzenie zakresu działalności oraz ekspansję geograficzną. Wśród największych firm budowlanych w UE znalazło się jedno przedsiębiorstwo z Polski – Polimex-Mostostal S.A. W rankingu dominują spółki z Wielkiej Brytanii, na czele ponownie znalazła się francuska Vinci.
Ranking „Europejskie Potęgi Budowlane 2014”

Raport analizuje sytuację pięćdziesięciu największych firm budowlanych w UE, których akcje są notowane na giełdzie. W tegorocznej edycji eksperci Deloitte wskazują, że po kilku latach regresu, w roku 2014 w europejskiej branży budowlanej widać było oznaki wzrostu sprzedaży (o 1 proc.) i rynkowej kapitalizacji spółek (o 6 proc.). Według danych Komisji Europejskiej inwestycje budowlane w krajach unijnych wzrosły średnio o 0,8 proc. Jeszcze rok wcześniej był to spadek o prawie 3 proc.
„Tegoroczne szacunki mówią o wzroście w inwestycje budowlane o 2,1 proc., a w przyszłym o 3,5 proc. W Polsce będzie to odpowiednio 5,6 i 5,2 proc. Nasz kraj, obok Wielkiej Brytanii i Szwecji, ma pozytywny wpływ na ten rosnący trend” – wyjaśnia Maciej Krasoń, Partner w Dziale Audytu Deloitte, Lider Zespołu Nieruchomości i Budownictwa.
Jak wynika z raportu w strefie euro wzrosty te będą nieco mniejsze. Najlepsze perspektywy w tym roku ma budownictwo w Irlandii (wzrost o 9,4 proc.) i Wielkiej Brytanii (wzrost o 7,7 proc.). Z kolei w 2016 roku spadki wartości inwestycji spośród 28 krajów należących do Unii spodziewane są tylko na Węgrzech. Należy zaznaczyć, że mimo tych wzrostów perspektywy dla Unii Europejskiej będą nieco gorsze niż dla USA, gdzie w tym roku inwestycje budowlane wzrosną o 4,2 proc., a w przyszłym o 5 proc.
W 2014 roku inwestycje w budownictwo w całej UE sięgnęły 1,37 bln euro, o 7 proc. więcej niż rok wcześniej. Aż 54 proc. udziału w tej sumie mają trzy państwa: Niemcy (292 mld euro), Francja (250 mld euro) i Wielka Brytania (200 mld euro). Polska z sumą 46 mld euro (co stanowi nieco ponad 11 proc. polskiego PKB) znalazła się na siódmym miejscu. W Polsce w 2014 roku inwestycje w budownictwo wzrosły o 2 mld euro. W związku z nową perspektywą finansową UE 2014-2020 spodziewany jest dalszy wzrost inwestycji w tym sektorze.
Raport Deloitte analizuje kondycję firm budowlanych także pod kątem ich ekspansji zagranicznej i dywersyfikacji przychodów. „Okazuje się, że z roku na rok w przychodach spółek z tego sektora rośnie udział przychodów pochodzących z innych źródeł niż budownictwo. W 2014 roku było to 26,2 proc., podczas gdy rok wcześniej 25,5 proc. Najczęściej firmy z tej branży szukają dodatkowych źródeł wzrostu w usługach i innych gałęziach przemysłu, jak choćby energetyka. Od 2010 roku poziom dywersyfikacji przychodów wzrósł o 8 pp., a umiędzynarodowienia o 5 pp.” – mówi Łukasz Michorowski, Dyrektor w dziale Audytu Deloitte, członek zespołu Nieruchomości i Budownictwa. W 2014 roku połowa przychodów spółek, które znalazły się w zestawieniu European Powers of Construction pochodziła spoza Europy.
Podobnie jak w ostatnich dwóch latach na czele pięćdziesiątki największych potęg budowlanych według wielkości sprzedaży znalazł się francuski Vinci. Hiszpański ACS oraz francuski Bouygues, które znalazły się na miejscu drugim oraz trzecim również utrzymały swoje miejsca w porównaniu do poprzedniego roku. Przychody tych trzech firm stanowią aż 37 proc. przychodów ze sprzedaży ogółem całego zestawienia. O stabilności pozycji największych europejskich spółek budowlanych niech świadczy fakt, iż pierwsza siódemka rankingu jest identyczna jak w roku poprzednim.
W aktualnym rankingu 50 największych europejskich spółek budowlanych znalazła się jedna spółka z Polski. Ranking European Powers of Construction 2014, podobnie jak w ubiegłym roku, zamyka firma Polimex-Mostostal S.A., której wartość sprzedaży wyniosła w analizowanym roku 502 mln euro. Najwięcej firm w rankingu, bo aż 13, ma Wielka Brytania. Z kolei sześć spółek pochodzi z Hiszpanii.
Umowa przez SMS-a – czy jest ważna? jak udowodnić swoje racje?
Ustawa o prawach konsumenta, obowiązująca od 25 grudnia 2014 r., znacznie zmieniła dotychczasowe zasady zawierania umów przez telefon. Po jej wejściu w życie zawarcie kontraktu w trakcie rozmowy telefonicznej jest już niemożliwe – może być ona jedynie wstępem do podpisania umowy. Mimo tego, że strony uzgodniły przez telefon główne założenia kontraktu, przedsiębiorca musi przedstawić je na piśmie, a konsument potwierdzić podpisem w takiej samej formie. Te wymogi wynikają z przeświadczenia ustawodawcy, że zawieranie umowy przez telefon jest dla konsumenta niekorzystne ze względu na element zaskoczenia i niemożność przemyślenia decyzji. Takie ujęcie tej kwestii w ustawie wzbudziło wśród przedsiębiorców spore kontrowersje.

Zawarcie umowy za pomocą SMS-a
Ustawa ogranicza możliwość zawierania kontraktów przez telefon, jednak współczesna technologia umożliwia także inne sposoby kontaktowania się z kontrahentem. Jak wygląda pod względem prawnym zawieranie umowy przez SMS-a?
By się tego dowiedzieć, warto zajrzeć do ustawy o prawach konsumenta:
art. 20 (…)
ust. 2 Jeżeli przedsiębiorca proponuje konsumentowi zawarcie umowy przez telefon, ma obowiązek potwierdzić treść proponowanej umowy utrwaloną na papierze lub innym trwałym nośniku. Oświadczenie konsumenta o zawarciu umowy jest skuteczne, jeżeli zostało utrwalone na papierze lub innym trwałym nośniku po otrzymaniu potwierdzenia od przedsiębiorcy.
Z przytoczonego przepisu wynika, że zawarcie umowy przez SMS-a jest możliwe tylko w przypadku uznania go za trwały nośnik. Czy SMS rzeczywiście nim jest? Ustawa o prawach konsumenta przytacza definicję trwałego nośnika:
(…) materiał lub narzędzie umożliwiające konsumentowi lub przedsiębiorcy przechowywanie informacji kierowanych osobiście do niego, w sposób umożliwiający dostęp do informacji w przyszłości przez czas odpowiedni do celów, jakim te informacje służą, i które pozwalają na odtworzenie przechowywanych informacji w niezmienionej postaci.
W kontekście tego przepisu najważniejszą cechą trwałego nośnika jest możliwość zapisania i odtwarzania na nim informacji. Innych kryteriów dostarcza także pkt 23 preambuły do dyrektywy 2011/83/UE, której implementację stanowi ustawa o prawach konsumenta. Według niej takie nośniki to przede wszystkim papier, pamięć USB, płyty CD-ROM, DVD, karty pamięci lub dyski twarde komputerów, a także poczta elektroniczna. Dyrektywa wspomina także o funkcji, którą powinien pełnić nośnik – jest to umożliwianie konsumentowi przechowywanie informacji tak długo, jak jest to dla niego konieczne w celu ochrony swoich interesów wynikających ze stosunków łączących go z przedsiębiorcą.
UOKiK i UKE o zawieraniu umów przez SMS-a
Wśród przedsiębiorców kwestia uznania SMS-a za trwały nośnik budzi zrozumiałe wątpliwości. By nieco rozjaśnić sytuację, UOKiK i UKE przedstawiły publicznie swoje stanowisko. Według tych dwóch instytucji, wiadomość tekstową można uznać za trwały nośnik, jeżeli:
● będzie umożliwiała przechowywanie informacji kierowanych do konsumenta osobiście;
● konsument będzie miał umożliwiony dostęp do informacji w przyszłości;
● dostęp w przyszłości będzie zagwarantowany na czas odpowiedni do celów, jakim przekazane informacje służą i będzie narzędziem, które pozwoli na odtworzenie przechowywanych informacji w niezmienionym formacie.
Wszystkie te warunki UOKiK i UKE zawarły w dokumencie, noszącym nazwę Stanowisko dotyczące relacji ustaw Prawo telekomunikacyjne i o prawach konsumenta, wydane przez Urząd Komunikacji Elektronicznej oraz Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, dnia 10.12.2014 r., jednoznacznie zaznaczając w nim, że po ich spełnieniu SMS-a można uznać za trwały nośnik. Choć opinia nie ma charakteru prawnie wiążącego, wywarła spory wpływ na sposób interpretacji nowej ustawy.
Zawarcie umowy a elementy SMS-a
Katalog informacji, które muszą znaleźć się w umowie i które określa art. 12 ustawy o prawach konsumenta, jest dość obszerny. Powstaje zatem wątpliwość, czy możliwe jest zawarcie ich wszystkich w SMS-ie. Ustawodawca jednak wyszedł naprzeciw przedsiębiorcom i w art. 19 ustawy zezwolił na ograniczenie ilości koniecznych informacji, jakie muszą oni przekazać konsumentowi:
Jeżeli właściwości techniczne użytego środka porozumiewania się na odległość ograniczają rozmiar możliwych do przekazania informacji lub czas na ich przedstawienie, przedsiębiorca ma obowiązek przekazać konsumentowi przed zawarciem umowy:
- główne cechy świadczenia,
- oznaczenie przedsiębiorcy,
- łącznej cenie lub wynagrodzeniu,
- prawie odstąpienia od umowy,
- czasie trwania umowy, a jeżeli umowa została zawarta na czas nieoznaczony – sposobie i przesłankach jej wypowiedzenia.
Jednak mimo tak znacznego ustępstwa przedsiębiorca ma obowiązek podać konsumentowi dane przewidziane w przepisach. Może to zrobić poprzez zamieszczenie w treści SMS-a odesłanie do strony internetowej i regulaminu sklepu.
Przedsiębiorca ma więc możliwość zawarcia z konsumentem umowy przez wiadomość tekstową, powinien jednak przedstawić mu wszelkie przewidziane w ustawie informacje. Jest to na pewno dobra wiadomość dla właścicieli firm, ale także dla klientów – taka forma zawierania kontraktów jest wygodna, a przy tym gwarantuje odpowiednią ilość czasu do namysłu. Idealnie zatem wpisuje się w zamysł ustawodawcy.
wFirma.pl jest platformą księgowości online udostępniającą, poza księgowością i doradztwem nowoczesne narzędzia informatyczne, niezbędne do zarządzania firmą. Określenie platforma online oznacza, że użytkownicy mogą korzystać z systemu o każdej porze, z każdego miejsca wyposażonego w dostęp do internetu. Jest to serwis przygotowany do samodzielnego fakturowania, prowadzenia księgowości, kadr oraz magazynu wraz ze wsparciem ze strony zespołu ekspertów księgowych, prawa podatkowego, pracy i szeroko rozumianego prawa gospodarczego.
Andrzej Lazarowicz prezes wfirma.pl
Komentarz walutowy z 31.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Komentarz walutowy z 31.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Wyniki Grupy ID Logistics w II kwartale 2015
Grupa ID Logistics, podsumowała działalność za drugi kwartał 2015 roku. Grupa odnotowała bardzo dobre wyniki finansowe, pozyskała nowych klientów i rozszerzyła zakres oferowanych usług, tym samym wzmacniając swoją pozycję na światowym rynku usług magazynowych.

Eric Hémar, Prezes Zarządu Grupy ID Logistics powiedział: „W drugim kwartale Grupa ID Logistics osiągnęła bardzo dobre wyniki, zwłaszcza jeśli chodzi o działalność prowadzoną poza rynkiem francuskim. Z sukcesem rozwinęliśmy naszą ofertę skierowaną do klientów, poszerzając ją o branżę farmaceutyczną. To początek nowych działań operacyjnych, które rozpoczniemy już w drugim półroczu i będziemy kontynuować w 2016 roku“.
Na osiągnięcie tak dobrego wyniku w drugim kwartale 2015 roku największy wpływ miało podpisanie nowych kontraktów oraz rozszerzenie zakresu współpracy z dotychczasowymi klientami. ID Logistics wprowadziło do swojej oferty usługi skierowane do firm z branży farmaceutycznej. Wiąże się to z podpisaniem umowy z grupą Pierre Fabre (dział dermokosmetyków, m.in. marki Klorane, Avene, Elancyl), dla której ID Logistics zarządzać będzie magazynem zlokalizowanym na południu Francji o powierzchni 40 tyś. metrów kwadratowych w zakresie eksportu oraz obsługi zwrotów i reklamacji. Do nowych klientów dołączyła też grupa Action, holenderska sieć dyskontowa specjalizująca się w sprzedaży produktów przemysłowych. Z kolei w Holandii firma rozpoczęła współpracę z Fujifilm, wcześniej obsługiwanym już w innych krajach. W drugim kwartale szczególnie intensywny rozwój Grupa ID Logistics odnotowała w Republice Południowej Afryki. Tu uruchomione zostały dwa regionalne magazyny (Gauteng i Durban) specjalizujące się w obsłudze świeżych produktów. Obecnie głównym klientem ID Logistics w tym kraju jest Danone.
W drugim kwartale Grupa ID Logistics umocniła także swoją pozycję na rynku e-commerce. Do grona klientów obsługiwanych w tym obszarze dołączyły Conforama, Saint Gobain Distribution i Chloé.
ID LOGISTICS W POLSCE
„To był kolejny kwartał dynamicznego rozwoju dla ID Logistics w Polsce. Cieszymy się z kilku ciekawych potencjalnych projektów zaplanowanych na przyszłe miesiące. Tym bardziej, iż w ostatnim czasie znacznie zwiększyliśmy strukturę operacyjną odpowiedzialną za zarządzanie projektami, co pozwoliło nam również dobrze przygotować się do podjęcia nowych wyzwań. Pragniemy zwiększać satysfakcję naszych klientów oraz poszerzać zakres oferowanych usług“ powiedział Yann Belgy, Dyrektor Generalny ID Logistics Polska.
W lipcu ID Logistics uruchomiło w Mszczonowie magazyn dla sieci hipermarketów Auchan, a od marca zarządza magazynem w Odrzywołku koło Grójca, prowadzonym dla firmy Emig, jednego z największych producentów napojów marek własnych. W najbliższym czasie ID Logistics rozwinie współpracę ze swoim dotychczasowym klientem, firmą Sogefi, dla której zarządza magazynem w Piotrkowie Trybunalskim, skąd towary są dystrybuowane na cały świat. Już w sierpniu asortyment obsługiwanych tu towarów zostanie rozszerzony o części do samochodów ciężarowych.
PERSPEKTYWY ROZWOJU
Grupa ID Logistics zakończyła pierwszą połowę 2015 roku zgodnie z założonymi planami, co stanowi doskonałą bazę do jej dalszego rozwoju. Nadal koncentrować się będzie na osiąganiu wysokich wyników przy jednoczesnej redukcji zadłużenia, oraz rozpatrywać potencjalne akwizycje, tak aby umocnić swoją pozycję na rynku usług logistycznych.
Za paliwo zapłacimy mniej?
Podczas tankowania samochodu dla Polaków liczą się dobra jakość paliwa (75%) oraz przystępna cena (56%). To, ile zapłacimy, jest kwestią bardzo istotną, szczególnie w okresie wakacyjnych podróży. Obecnie w porównaniu do zeszłego lata benzyna jest tańsza o ok. 60 gr. Z czego wynika spadek cen i czy będzie się utrzymywać?
Na międzynarodowy rynek paliw duży wpływ mają aktualne wydarzenia ekonomiczne i polityczne. Rezultatem porozumienia Zachodu z Iranem będzie zwiększenie eksportu ropy naftowej z tego państwa przy jednoczesnej obniżce ceny surowca, gdyż powstała na rynku nadpodaż musi zostać wchłonięta. „Nadwyżka ropy skłania rafinerie do zwiększania przerobu, co skutkuje wzrostem produkcji paliw i spadkiem ich cen. Możemy więc spodziewać się, że będą one niższe” – tłumaczy w wywiadzie dla serwisu infoWire.pl Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN ORLEN.
Jeśli spadek cen będzie postępował w takim tempie jak obecnie, w grudniu powinny być one niższe aż o 15–17% w stosunku do roku ubiegłego. Niestety, obniżkę może zahamować duży popyt, któremu sprzyjają sezon urlopowy oraz planowane porozumienie z Grecją i otwarcie się tamtejszego rynku zbytu.
State Street zainwestował w Gdańsku
Spółka State Street otwiera swoje biuro w Gdańsku. Jest to największe jak dotąd przedsięwzięcie inwestycyjne w sektorze zaawansowanych usług biznesowych w województwie pomorskim i jedno z największych w ostatnich latach w Polsce. Docelowo firma planuje zatrudnić ponad 1000 osób, z tego 300 już w najbliższym roku, a jej biuro w kompleksie Alchemia zajmie powierzchnię ponad 14 000 metrów kwadratowych.
State Street to druga najstarsza amerykańska instytucja finansowa, zatrudniająca obecnie niemal 30 tysięcy pracowników w 29 krajach. W odróżnieniu od banków detalicznych nie obsługuje kont bankowych i nie oferuje kredytów. Jest bankiem depozytariuszem, którego główną działalnością jest doradztwo w dziedzinie inwestycji – badania rynków i możliwości inwestycyjnych. W zakresie działań jest również bezpieczeństwo operacji, wymiana walut oraz wiele innych usług kierowanych do klientów indywidualnych oraz instytucjonalnych. Działalność State Street dzieli się na cztery sektory: Global Services, Global Advisors, Global Exchange and Global Markets. Korporacja aktualnie zarządza aktywami klientów na łączną kwotę ponad 28 bilionów USD.
Decyzje poprzedził złożony proces wyboru lokalizacji, a w jego ostatnim etapie Gdańsk został uznany jako najlepsza lokalizacja. Aby pozyskać inwestora z tej branży, miasto musiało spełnić kilka rygorystycznych warunków. Kluczowe znaczenie miały dostępność wykwalifikowanej kadry, bliskość renomowanych wyższych uczelni skłonnych do współpracy z inwestorem oraz najwyższa jakość powierzchni biurowej wraz z infrastrukturą komunikacyjną. Istotna dla decyzji inwestora była również efektywna współpraca z władzami lokalnymi.
Szczególnie doceniamy działania władz lokalnych wspierające nasz projekt. Nowe biuro w Gdańsku może pomieścić ponad 1000 pracowników. Planujemy utworzenie miejsc pracy zarówno dla doświadczonych profesjonalistów z dziedziny finansów, jak i młodych ludzi – absolwentów trójmiejskich uczelni. Osoby zatrudnione w nowym biurze będą wykonywać takie same zadania, co pracownicy z pozostałych biur State Street na świecie np. Bostonie, Londynie, Krakowie czy Hong Kongu, a to stwarza ogromne możliwości rozwoju dla naszych pracowników – mówi Scott Newman, Dyrektor Zarządzający State Street Bank Polska.
Dla realizacji planów zatrudnienia duże znaczenie ma bliska współpraca z uczelniami w Trójmieście State Street Bank Polska oferuje program szkoleń i wykładów dedykowany studentom w ramach strategii współpracy z uczelniami. Inwestor analizował całość sektora finansowego łącznie z absolwentami kierunków finansowych i ekonomicznych, ale podkreśla, że utalentowani absolwenci innych kierunków też będą mogli znaleźć zatrudnienie.
Inwestycja firmy State Street w Gdańsku to nowe możliwości zawodowe stwarzane przez inwestora. To okazja do poszerzenia oferty zatrudnienia na metropolitarnym rynku pracy, z czego niezmiernie się cieszymy. Rozmiar i potencjał tej inwestycji to również dowód na to, że nasz rynek pracy posiada kapitał ludzki o wysokich kwalifikacjach i jest w stanie zapewnić kadry dla najbardziej wymagających projektów -mówi Prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.
Inwestycja amerykańska potwierdza, że Trójmiasto znajduje się w czołówce najbardziej atrakcyjnych lokalizacji dla firm dostarczających zaawansowane usługi biznesowe i jest postrzegane jako zrównoważony, stabilnie rosnący rynek, który stwarza bezpieczne warunki rozwoju w długiej perspektywie, jak również oferuje wysoki standard życia mieszkańcom.
Kolejna tak poważna firma z sektora usług finansowych na naszym rynku potwierdza, że kierunki rozwoju Pomorza zostały dobrze wyznaczone i sprawdzają się w realizacji. To także efekt dobrej współpracy trójmiejskiego biznesu i przedstawicieli władz lokalnych, partnerów inicjatywy Invest in Pomerania – mówi Marszałek Województwa Pomorskiego Mieczysław Struk.
Spośród kilku wysokiej klasy parków biznesowych dostępnych w mieście, Inwestor na lokalizację swojej siedziby wybrał powstający w Gdańsku, wielofunkcyjny kompleks Alchemia, którego deweloperem jest firma Torus. Tak duża liczba pracowników oznacza również rekordową na tym rynku powierzchnię najmu ponad 14 000 metrów kwadratowych powierzchni biurowej.
Udało nam się spełnić oczekiwania międzynarodowej korporacji, co jest kolejnym dowodem wysokiego standardu Alchemii, ale też ogromnego zaangażowania całego zespołu Torusa. Umowa z firmą State Street Bank Polska jest największą tego typu w warunkach komercyjnego najmu, zarówno dla naszej firmy, jak i w skali Pomorza -wyjaśnia Sławomir Gajewski, Prezes spółki Torus.
Oddział State Street Bank Polska w Gdańsku to kolejny po Krakowie etap w rozwoju firmy, działającej w naszym kraju od 2007 roku. Decyzja wynika przede wszystkim z dobrej oceny naszego rynku pracy, dostępności wykwalifikowanej kadry, która sprawnie posługuje się językami obcymi. Od samego początku inwestycja wspierana była przez inicjatywę Invest in Pomerania, w szczególności przez Agencję Rozwoju Pomorza oraz Gdańską Agencję Rozwoju Gospodarczego (InvestGDA).
Jako koordynator inicjatywy Invest in Pomerania bezpośrednio kontaktujący się z inwestorem, widzimy, jak ważna jest otwartość na zgłaszane potrzeby oraz jakość obsługi. Inwestycja State Street dowodzi, ze Invest in Pomerania jest wiarygodnym partnerem dla firm działających na rynkach globalnych. Tym bardziej, że Pomorze ma coraz więcej do zaoferowania zarówno, jeśli chodzi o rynek pracy, jak i infrastrukturę. -mówi prezes Agencji Rozwoju Pomorza Łukasz Żelewski.
State Street to jedna z najważniejszych inwestycji sektora zaawansowanych uslug finansowych ostatnich lat w Gdańsku. Nowe biuro firmy jest szansą zawodową dla specjalistów branży finansowej oraz bankowej na rozwój swoich kwalifikacji zawodowych i nabycie cennego doświadczenia u jednego z największych na świecie dostawców usług finansowych dla inwestorów instytucjonalnych. W ramach prac zespołu Invest in Pomerania dołożymy wszelkich starań, aby inwestor na długo zagościł w Gdańsku – podsumowuje prezes InvestGDA Alan Aleksandrowicz.
Sytuacja finansowa polskich przedsiębiorstw w 2015 r. oraz ich perspektywy na kolejne miesiące
Stan polskich przedsiębiorstw jest dobry – wynika z danych przedstawionych przez Główny Urząd Statystyczny (GUS). Sprzyjają temu niewątpliwie rosnący popyt wewnętrzny i zwiększający się eksport na rynki zachodnie. Pytanie jednak, czy korzystne warunki utrzymają się w kolejnych miesiącach?
„Poprawa sytuacji finansowej przedsiębiorstw z głównych sektorów gospodarki (oprócz górnictwa) wynika z ponoszenia niższych kosztów, co zostało spowodowane spadkiem cen ropy naftowej” – mówi serwisowi infoWire.pl Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank Polska. Wpływ miały również większy popyt za strony polskich gospodarstw domowych, a także rosnący eksport do krajów Unii Europejskiej.
Widoczne ożywienie przedsiębiorstw jest związane z ustabilizowaniem się kursu złotego oraz stabilizacją na rynku stóp procentowych. „Firmy zaczynają efektywniej inwestować. Realizują przedsięwzięcia, które zostały odłożone z uwagi na słaby popyt” – podkreśla ekspert.
Perspektywy na kolejne kwartały są równie dobre, a aż 45% prezesów przedsiębiorstw wykazuje optymizm. Poprawa sytuacji finansowej najszybciej będzie następować wśród małych i średnich firm. Stosunkowo powoli w handlu (wszytko przez niski poziom inflacji), szybciej w budownictwie, a najszybciej w hotelarstwie, gastronomii, obsłudze nieruchomości czy w działalności administracyjnej.
Według GUS ożywienie na rynku sprawi, że w najbliższych miesiącach przedsiębiorstwa zwiększą zatrudnienie, poprawie ulegnie tempo spływu należności, a ceny produkcji sprzedanej będą stopniowo wzrastać.
Grecja i Chiny głównymi tematami tygodnia
Nie mają łatwego życia inwestorzy w tym tygodniu. Bombardowanie złymi wiadomościami ze strony Chin i Grecji wprowadziło na rynkach sporo nerwowości. Również dzisiaj można spodziewać się takiej atmosfery w kontekście kolejnego weekendu “ostatniej szansy” dla Greków.
Czwartek na rynkach finansowych to kolejna odsłona greckiej tragikomedii. Tym razem Ateny zaproponowały plan reform niemal identyczny z postulatami wierzycieli (m.in reforma emerytur i zmiany w kwestiach podatku VAT), jednak w zamian oczekują wyższego planu pomocowego. W tym kontekście można pokusić się o tezę, że greckie referendum było jedynie elementem strategii. Działania zostały dobrze przyjęte przez rynek. Widoczne jest umacnianie się ryzykownych aktywów. Świadczy to o tym, że inwestorzy wierzą w weekendowe porozumienie wierzycieli z Grekami.
W dniu wczorajszym oczy inwestorów zwrócone były również na azjatyckie parkiety. Po doniesieniach krachu na tamtejszych giełdach, które odbiły się szerokim echem w zachodnich mediach, drugi dzień z rzędu obserwujemy bardzo mocne wzrosty. Trudno powiedzieć ile w tym zasługi interwencji rynkowych (m.in. zakaz krótkiej sprzedaży oraz skup akcji przez brokerów), a ile działań inwestorów. Na bazie odreagowania na giełdach zyskuje również rynek surowcowy który jest bardzo mocno skorelowany z azjatyckimi parkietami. Trudno jednak być optymistą – notowania na azjatyckich parkietach są mocno oderwane od fundamentalnych wycen, co chyba nigdy w przeszłości nie skończyło się dobrze. Rośnie tam potężna bańka spekulacyjna, której pękniecie może mieć katastrofalne skutki dla światowych rynków finansowych.
Dzisiejszy dzień w kalendarzu makreokonomicznym zapowiada się wyjątkowo nudno. W piątek brak jakichkolwiek publikacji które mogłyby wpłynąć na notowania na rynkach walutowych. Niemniej śledząc wydarzenia ostatnich dni widać jasno, że dane makroekonomiczne zeszły na drugi plan, a pożywką dla działań inwestorów są tematy Grecji i Chin.
EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 10.04.2015 do 10.07.2015
Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2400. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1850.
CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 10.04.2015 do 10.07.2015
Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4 zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Aktualnie obserwujemy odreagowanie tego ruchu. Kolejnym ważnym technicznie poziomem jest 38,2% zniesienie Fibonacciego tj. 3,9630
USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 15.04.2015 do 10.07.2015
Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Od wczoraj obserwujemy korektę ruchu. Wsparciem powinno okazać się dolne ograniczenie kanału wzrostowego na poziomie 3,7525
GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 10.04.2015 do 10.07.2015
Kurs GBP/PLN wyłamał się z trendu wzrostowego. W tym przypadku wsparciami powinny być kolejne poziomy Fibonacciego zlokalizowane w okolicach 5,7650 oraz 5,70.
Michał Iskat – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
M. Kiepas (Admiral Markets): Wyższe stopy procentowe umocnią dolara. W perspektywie dwóch lat możliwe osiągnięcie parytetu wobec euro
Wysokość stóp procentowych na ostatnim posiedzeniu FOMC nie została zmieniona i nadal wynosi 0-0,25 proc. Nie padły równie żadne konkretne deklaracje co do terminu pierwszej podwyżki. Rynek spodziewa się, że nastąpi ona we wrześniu lub grudniu. Uzależnione jest to jednak od kondycji amerykańskiej gospodarki. W długoterminowej perspektywie wyższe stopy wpłyną na umocnienie dolara. Za dwa lata jego wartość może się zrównać z euro.
Annualizowany wzrost PKB w Stanach Zjednoczonych wyniósł w II kwartale 2,3 proc. Jest to wynik znacznie lepszy niż w poprzednim kwartale (wzrost po rewizji o 0,6 proc.), ale nieco słabszy niż prognozowali analitycy. Ujęcie zannualizowane pokazuje, jak szybko rosłaby gospodarka, gdyby zmiany utrzymały się na tym samym poziomie przez cały rok.
– Ta poprawa może nie jest zbyt dynamiczna, jednak jest na tyle duża, żeby w zasadzie zmusić Fed do powolnego myślenia o podwyżkach stóp procentowych – mówi Marcin Kiepas, dyrektor działu analiz Admiral Markets.
Dane gospodarcze napływające z amerykańskiej gospodarki pokazują systematyczną poprawę. Szczególnie widoczne jest to w przypadku rynku pracy. Stopa bezrobocia w USA wyniosła w czerwcu jedynie 5,3 proc., co jest najlepszym wynikiem od 2008 roku.
– Rynek jeszcze nie jest do końca zdecydowany, czy podwyżka będzie miała miejsce we wrześniu, czy w grudniu – mówi Kiepas.
Po ostatnim posiedzeniu Komitetu Otwartego Rynku nie podano żadnych konkretnych deklaracji. Amerykańskie władze monetarne po raz kolejny pozostawiły stopy procentowe bez zmian. W komunikacie Fed można jedynie przeczytać, że podwyżki uzależnione są poprawy kondycji rynku pracy oraz rosnącego poziomu inflacji (docelowo w okolice 2 proc.).
– Fed już wcześniej komunikował, że ruchy będą bardzo ostrożne – po 25 punktów bazowych, natomiast same podwyżki będą rozciągnięte w czasie i w dużej mierze uzależnione od sytuacji gospodarczej – przypomina ekspert.
Janet Yellen zadeklarowała jednak, że cykl podwyżek uzależniony jest od tempa wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych. W przypadku słabych odczytów z tamtejszego rynku wzrosty stóp procentowych mogą zostać nawet zupełnie wstrzymane.
– Rynki finansowe w dużej mierze już zdyskontowały to, że stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych zaczną od tego roku iść w górę – komentuje Marcin Kiepas.
Analityk Admiral Markets nie oczekuje żadnych radykalnych kroków ze strony Fedu. Gwałtowne osłabienie polskiego złotego w stosunku do amerykańskiej waluty jest według niego raczej mało prawdopodobne. Wyższe stopy procentowe za oceanem wpłyną natomiast na powolne umocnienie dolara do całego koszyka walut.
– Oczekujemy, że Fed będzie dość ostrożnie podnosił stopy procentowe i to niewątpliwie będzie czynnik wspierający dolara – wyjaśnia Kiepas.
Z drugiej strony jest wiele czynników, które mogą spowodować wzrost wartości wspólnej waluty europejskiej. Mowa tu zarówno o decyzjach podjętych w sprawie reform w Grecji, jak i o stopniowym wychodzeniu strefy euro z kryzysu.
– Te dwa czynniki niejako będą się trochę znosić, ale z korzyścią dla dolara – ocenia przedstawiciel Admiral Markets.
W opinii eksperta kurs pary euro/dolar w perspektywie dwóch lat powinien osiągnąć parytet. Obecnie na rynku walutowym euro w stosunku do dolara notowane jest na poziomie ok. 1,0950.
Przychody Oracle z rozwiązań opartych na chmurze obliczeniowej wzrosły o 200 proc. Najpopularniejszym produktem korporacji jest jednak wciąż baza danych
O 200 proc. wzrosła w ostatnim kwartale ubiegłego roku rozliczeniowego wartość sprzedaży Oracle z rozwiązań opartych na chmurze obliczeniowej. To obecnie najbardziej dynamicznie rozwijający się dział przedsiębiorstwa, które ma już połowę udziałów w segmencie baz danych. Rośnie także sprzedaż rozwiązań wertykalnych pomagających w zarządzaniu przedsiębiorstwem.
– Mamy wielowymiarową ofertę, bo proponujemy rozwiązania zarówno horyzontalne, jak i wertykalne – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Witczyński, dyrektor generalny Oracle Polska. – Jest sporo grup produktowych, gdzie jesteśmy pierwsi lub aspirujemy do tego. W tej chwili jednak korporacja bardzo mocno weszła przede wszystkim w technologie chmurowe.
Zgodnie z opublikowanym w połowie czerwca br. wynikiem finansowym w ostatnim kwartale ubiegłego roku obrotowego Oracle odnotowało rekordową sprzedaż zarówno rozwiązań SaaS (Software as a Service, czyli oprogramowania w chmurze), jak i rozwiązań PaaS (Platform as a Service, czyli kierowanego przede wszystkim do programistów oprogramowania stanowiska pracy) o wartości 426 mln dol., co oznaczało wzrost o ponad 200 proc. w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku finansowego. W ciągu całego roku sprzedaż SaaS i PaaS wyniosła 1,5 mld dol. i była o 32 proc. wyższa. W ostatnim kwartale korporacja zyskała 1217 nowych klientów SaaS, a 760 rozszerzyło swoje zakupy w ramach rozwiązań chmurowych.
– Polska jest nieco spóźniona w adaptacji najnowszych trendów – zauważa Piotr Witczyński. – Oczywiście baza danych jest wiodącym produktem, natomiast nasze aplikacje w chmurze w tej chwili także są już bardzo popularne. Widać to było podczas naszej ostatniej konferencji Oracle Cloud Day, która odbyła się pod koniec czerwca. Mieliśmy pełną salę klientów zainteresowanych aplikacjami w chmurze, przede wszystkim Customer Experiences (do obsługi klienta – red.) i Human Capital Management (zarządzania kapitałem ludzkim – red.).
Wśród produktów horyzontalnych (użytkowanych przez szerokie grupy użytkowników) najważniejsze są baza danych, serwery, systemy zintegrowane, wirtualizacja, system operacyjny, oprogramowanie pośredniczące (ang. middleware) i aplikacje, czyli cały tzw. stos technologiczny. W portfolio spółki znajdują się jednak także wyspecjalizowane rozwiązania wertykalne dla najważniejszych sektorów gospodarki, takich jak na przykład telekomunikacja, sektor publiczny, finansowy, użyteczności publicznej czy handel. Są to m.in. systemy bilingowe czy główne systemy bankowe.
Najbardziej popularnym rozwiązaniem korporacji jest jednak baza danych. Oracle jest w tym zakresie liderem rynku, ma około 50 proc. udziałów. Oracle Database jest ceniona na całym świecie za funkcjonalność, wydajność, a także za gwarantowany poziom zabezpieczenia danych. Najnowszym hitem firmy jest baza danych w chmurze – w tym modelu klient opłaca abonament za użytkowanie usługi, zaś sama baza jest zarządzana przez Oracle w specjalnym centrum obliczeniowym. Dane są tam bezpieczniejsze niż w instalacji lokalnej.
– Kto może lepiej zabezpieczyć dane, niż firma zajmująca się nimi od zawsze – przekonuje Piotr Witczyński z Oracle Polska. – Do zarządzania danymi mamy bardzo dobre narzędzia, które zresztą sprzedajemy. To dwa rodzaje zabezpieczeń: na wszystkich poziomach stosu technologicznego, począwszy od VPN-ów [Virtual Private Network, wirtualna sieć prywatna] poprzez opcje bezpieczeństwa w bazie danych i wiele innych oraz druga kategoria: bardzo rozbudowany system zarządzania tożsamością, udzielania przywilejów użytkownikom, którzy mają dostęp wyłącznie do tego, do czego powinni. Korzystają przy tym z aplikacji nie wiedząc, że są ograniczani.
Prócz bazy danych korporacja jest także liderem Identity Management (zarządzenie tożsamością), Enterprise Performance Management (zarządzanie wydajnością przedsiębiorstwa), Supply Chain Manangement (zarządzanie łańcuchem dostaw) i wielu innych.
– W Polsce odnieśliśmy duży sukces rynkowy, nasze produkty są dostosowane do potrzeb różnego rodzaju klientów: od ogromnych korporacji międzynarodowych po małe przedsiębiorstwa używające jednego serwera z kilkoma procesorami – informuje dyrektor Piotr Witczyński. – Dajemy możliwość włączenia lub wyłączenia różnych opcji i od tego uzależniamy model licencji. Dodatkowo oferujemy klientom produkty w systemie ratalnym. Nasza organizacja Oracle Financing pomaga dobrze zaplanować zakup naszych produktów od strony finansowej.
Everest Investments umożliwi klientom współpracę z globalnymi zarządzającymi. Obecnie doradzałoby inwestowanie w akcje, ale zajęcie także krótkich pozycji
Budująca międzynarodową grupę zarządzającą aktywami spółka holdingowa Everest Investments zamierza umożliwić swoim klientom współpracę z międzynarodowymi specjalistami od inwestowania. Podstawową strategią spółki będzie long/short, a więc inwestycje wykorzystujące zarówno wzrost, jak i spadek ceny instrumentów bazowych (tzw. krótką sprzedaż).
– Gdybym dzisiaj miał doradzić klientom w co inwestować, to przede wszystkim pomyślałbym o akcjach, ale nie jednokierunkowo – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Grzegorz Pietrucha, członek zarządu grypy Everest Investments. – Zalecałbym nie tylko posiadanie papierów, lecz także próbę skracania pozycji w strategiach typu long/short.
Tego rodzaju strategia inwestycyjna prócz wzrostu ceny instrumentu bazowego próbuje korzystać na jego spadku. Umożliwia to tzw. krótka sprzedaż, polegająca na znalezieniu kupca na akcje niebędące własnością sprzedającego. Przewidując, że cena papieru spadnie, inwestor sprzedaje go, po czym odkupuje po niższej cenie. Zyskiem jest różnica między kwotą sprzedaży (po wyższym kursie) a wartością zakupu. Jeżeli cena wzrośnie, to operacja taka generuje stratę.
Pożyczane akcje muszą być zwrócone w określonym terminie. W przypadku warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych zwrot musi nastąpić po dwóch dniach sesyjnych.
– Jako Everest Investments w pierwszej kolejności będziemy chcieli zaproponować naszym klientom współpracę z globalnymi asset managerami – informuje Grzegorz Pietrucha. – Jesteśmy po pierwszych rozmowach ze znaczącymi i dużymi podmiotami globalnymi, które będą dostarczać nam inwestycje przede wszystkim na rynkach globalnych, zarówno amerykańskim, jak i europejskim.
Podstawową strategią inwestycyjną Everest, jak informuje członek zarządu tej spółki, ma być long/short.
– Nawet duże podmioty, takie jak JP Morgan czy Fidelity, mają w swoim portfolio takie operacje raptem od kilku miesięcy albo nie dalej niż od dwóch lat – zauważa Grzegorz Pietrucha. – Natomiast są to strategie, które dzisiaj zaczynają się cieszyć dużym powodzeniem. Chcielibyśmy je również wprowadzić na rynek i zarządzając alokacją, móc je oferować naszym klientom.
Everest Investments jest spółką holdingową budującą międzynarodową grupę zarządzającą aktywami w Europie Środkowo-Wschodniej. Swoje usługi zarządzania funduszami inwestycyjnymi, funduszami hedgingowymi oraz portfelami kieruje do zamożnych klientów indywidualnych, instytucji oraz osób fizycznych z Polski, Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Od stycznia br. spółka jest notowana na GPW. Obecnie nie prowadzi działalności inwestycyjnej i oczekuje na zgodę KNF dotyczącą zarządzania aktywami.
Mimo braku porozumienia ze związkowcami zarząd PKP Cargo przyznaje podwyżki. Pracownicy dostaną 200 zł brutto
Negocjacje między zarządem PKP Cargo a związkami zawodowymi nie przyniosły rezultatów, dlatego władze przewoźnika jednostronnie zadecydowały o przyznaniu pracownikom podwyżek w wysokości 200 zł brutto do wynagrodzenia zasadniczego. Wcześniej związkowcy odrzucili taką propozycję, domagając się wyższego wzrostu płac. Zarząd podkreśla, że spółki nie stać na podwyżki, których roczny koszt przekroczyłby 75 mln zł.
– W poczuciu odpowiedzialności za perspektywy rozwoju PKP Cargo i stabilność miejsc pracy zarząd zaproponował podwyżki w wysokości 200 zł brutto efektywnie na każdego pracownika wynagradzanego według Zakładowego Układu Zbiorowego Pracy oraz prawie 130 zł brutto na każdego pracownika wynagradzanego wskaźnikowo – napisał Adam Purwin, prezes PKP Cargo, w liście do pracowników.
Zarząd podjął jednostronną decyzję o podwyżkach, ponieważ negocjacje ze związkami zawodowymi nie przyniosły rezultatów. Władze przewoźnika nie zgodziły się na postulaty związkowców – podwyżek w wysokości 250 zł do wynagrodzenia zasadniczego (ok. 460 zł brutto). Ich roczny koszt wyniósłby 120 mln zł. W czasie negocjacji związkowcy ograniczyli tę kwotę. Ostatecznie zażądali wzrostu płac, który kosztowałby spółkę 75 mln zł rocznie. Zarząd tłumaczy, że to i tak znacznie więcej niż zysk netto spółki za 2014 rok (61,3 mln zł).
– Ten spór ciągnie się już od jakiegoś czasu i przybiera bardzo ostre formy, łącznie z okupacją siedziby zarządu, co jest absolutnie niedopuszczalne, bo utrudnia zarządzanie spółką – mówi agencji Newseria Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej. – Oczywiście przedstawiciele pracobiorców mają prawo do tego, żeby wysuwać swoje żądania płacowe, ale są przewidziane do tego przez prawo formy, m.in. negocjacje. Tutaj przekroczono niewątpliwie to, co jest prawem dozwolone.
– W zakładach pracy powinny być układy zbiorowe, które przewidują formuły, w jakich wynagrodzenia są płacone, oraz to, kiedy mogą nastąpić podwyżki. W innych krajach to bardzo porządkuje sprawy ewentualnych podwyżek. Niestety, w Polsce jest to zawsze element nawet nie negocjacji, tylko sytuacji kryzysowych, w których dochodzi do strajków – mówi Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. A. Smitha.
Związkowcy swoje postulaty uzasadniają podwyżkami, jakie przyznano członkom zarządu PKP Cargo. Władze spółki odpierają jednak ten zarzut – uchwałę o ich przyznaniu wprawdzie podjęła rada nadzorcza, ale zarząd ich nie przyjął.
Eksperci podkreślają, że moment wysunięcia takich żądań przez związki zawodowe nie jest przypadkowy.
– W spółkach z udziałem Skarbu Państwa sytuacja jest w miarę zależna od sytuacji politycznej. W momencie, kiedy zbliża się termin wyborów, rząd i podległe mu spółki są bardziej skłonne przystawać na wszelkie żądania płacowe i to mniej więcej w tej chwili w Polsce zaczyna powoli mieć miejsce – ocenia Sadowski.
Zdaniem Andrzeja Arendarskiego podobne postulaty mogą pojawić się także w innych spółkach. Jak podkreśla, dopóki rozmowy są prowadzone przy stole negocjacyjnym, nie wpływa to znacząco na działalność spółki i jej ocenę przez inwestorów. Ewentualne strajki czy protesty mogą jednak skłonić inwestorów do ostrożniejszego podejścia.
Z wyjaśnień spółki wynika, że w latach 2011-2014 pracownicy PKP Cargo uzyskali trzy podwyżki wynagrodzenia zasadniczego. W tym roku ich łączny koszt dla przewoźnika wyniósł 565 mln zł. Średnie wynagrodzenie wzrosło w tym okresie o blisko 500 zł, do 4 tys. zł. Dodatkowo po 31 października pracownicy będą mogli sprzedać akcje, które dostali przy debiucie – pakiet akcji ma wartość 5 tys. zł.
– Pracownicy, jak widać, nie czują się akcjonariuszami spółki, skoro chcą otrzymać dodatkowe świadczenia nie poprzez wzrost wartości spółki i jej lepsze wyniki, tylko tu i teraz, poprzez wyższe wynagrodzenia. A wyższe wynagrodzenia są jak zwykle więcej opodatkowane niż ewentualny przyszły zysk z firmy – mówi Andrzej Sadowski.
A. Arendarski (KIG): Dziwią mnie emocje wokół orderu dla szefa Biedronki
Informacja o odznaczeniu dyrektora operacyjnego Grupy Jeronimo Martins Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej wywołała gorącą dyskusję. Zdaniem Andrzeja Arendarskiego za dużo w niej niepotrzebnych emocji. Nagradzanie inwestorów zagranicznych, którzy przyczyniają się do rozwoju gospodarczego kraju, jest normą w Polsce i innych krajach, a Biedronka jest największym pracodawcą i płatnikiem podatku dochodowego wśród prywatnych firm – przekonuje ekspert.
– Nagradzanie inwestorów zagranicznych, którzy w Polsce odegrali czy odgrywają dużą rolę, jest wyrazem uznania dla nich i takim przekazem, który idzie w świat, że władze polskie doceniają uczciwych przedsiębiorców, którzy tutaj przyjeżdżają, inwestują pieniądze, tworzą miejsca pracy i powiększają PKB Polski – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Arendarski, prezes Krajowej Izby Gospodarczej. – Takie nagrody otrzymało również wielu polskich przedsiębiorców w innych krajach, dla których gospodarek się zasłużyli.
Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej to odznaczenie nadawane cudzoziemcom i zamieszkałym za granicą obywatelom polskim, którzy swoją działalnością wnieśli wybitny wkład we współpracę międzynarodową oraz współpracę łączącą Polskę z innymi państwami. Wśród nagrodzonych wcześniej osób znaleźli się m.in. reżyser Laco Adamik i trener reprezentacji siatkarzy Stephane Antiga.
– Spółka Jeronimo Martins poprzez swoje działania spopularyzowała Polskę w Portugalii. Sam tego miałem okazję doświadczyć, że znana jest działalność Biedronki w Polsce i współpraca. Myślę, że wielu inwestorów z tego kraju może się Polską zainteresować, patrząc na doświadczenia Biedronki – mówi Arendarski. – Bardzo dziwi mnie hejt, który spotykamy w internecie, i bezmyślne wypowiedzi, które właściwie zniesławiają człowieka mającego duże zasługi dla rozwoju polskiej gospodarki – dodaje.
Pedro Pereira da Silva oprócz funkcji w Jeronimo Martins jest także prezesem i założycielem Polsko-Portugalskiej Izby Gospodarczej, która od 2008 roku wspiera rozwój polsko-portugalskiego biznesu. Izba liczy około 200 członków, zarówno polskich, jak i portugalskich firm.
Ogłoszenie decyzji resortu spraw zagranicznych w sprawie nagrodzenia Pedro Pereiry da Silvy wywołało gorącą dyskusję w internecie.
– Biedronka jest pierwszym płatnikiem podatku dochodowego wśród przedsiębiorstw prywatnych. Tego podatku zapłaciła już kilkanaście miliardów złotych. To się liczy w budżecie państwa – mówi prezes KIG.
Jak podkreśla Arendarski, z punktu widzenia polskiej gospodarki duże znaczenie ma również fakt, że dostawcami Biedronki są przede wszystkim polscy producenci. Obecność sklepów Jeronimo Martins na innych europejskich rynkach umożliwia spółce promocję produktów z Polski za granicą.
Własne mieszkania wciąż niedostępne dla młodych. Rozwiązaniem może być większa liczba podmiejskich inwestycji deweloperskich
Dziś mimo rządowego wsparcia zakup własnego mieszkania wciąż pozostaje poza zasięgiem wielu młodych ludzi. Lokale w inwestycjach na przedmieściach, ale dobrze skomunikowanych z centrum, mogą być znacznie tańsze – wskazuje prezes Włodarzewska SA. A dzięki zastosowaniu rozwiązań zielonej energii można ograniczyć również koszty utrzymania mieszkań.
– Na rynku jest ogromna potrzeba tanich mieszkań i domów, które będą dostępne dla młodych ludzi, przede wszystkim w dużych miastach. W ubiegłym roku ruszył program wsparcia Mieszkanie dla Młodych, który mógłby jednak rozwijać się szybciej. Pytanie, dlaczego w ofercie są setki, a nie tysiące mieszkań. Myślę, że barierą jest cena, bo produkty lokalizowane w dużych aglomeracjach, na drogich gruntach, są po prostu drogie – analizuje w rozmowie z agencją Newseria Jerzy Szymański, prezes zarządu firmy deweloperskiej Włodarzewska SA.
Dane Banku Gospodarstwa Krajowego wskazują, że w ciągu 18 miesięcy obowiązywania programu MdM dzięki dopłatom własne mieszkanie kupiło 23 tys. rodzin. W ubiegłym roku wykorzystano 207 mln zł, czyli nieco ponad jedną trzecią środków zarezerwowanych na ten okres. W tym roku program wyraźnie przyspieszył, m.in. dzięki podniesieniu limitów cenowych za metr kwadratowy w niektórych miastach. Do połowy lipca do BGK wpłynęły 12 757 wnioski o dofinansowanie zakupu mieszkania, a z przewidzianego na ten rok limitu (715 mln zł) zarezerwowano 41 proc.
Jak podkreśla Jerzy Szymański, z dofinansowania mogłoby skorzystać więcej osób, gdyby na lokalizację mieszkań deweloperzy wybierali tereny podmiejskie.
– Może należałoby skupić uwagę na lokalizacjach podmiejskich, dobrze skomunikowanych z miastami, ale o dużo tańszej cenie jednostkowej metra kwadratowego. Tam powinniśmy szukać możliwości – przekonuje prezes spółki Włodarzewska. – Myślę, że przyjść w sukurs mogłoby państwo, bo agencje państwowe dysponują dużymi areałami gruntu, które są dostępne i mogłyby być do tego wykorzystane.
Jego zdaniem wsparciem dla projektu tani dom lub tanie mieszkanie mogłyby być również środki unijne.
– Na pewno ciekawym kierunkiem byłoby też skoordynowanie tego z działaniem ustawy o odnawialnych źródłach energii – mówi Jerzy Szymański.
Zgodnie z wymogami unijnymi nowo powstające budynki muszą stawać się coraz bardziej efektywnie energetycznie. Od 2021 roku powinny być niemal zeroenergetyczne. Rozwój nowoczesnych technologii i małych przydomowych instalacji OZE pozwala zastosować energooszczędne rozwiązania w każdym domu czy mieszkaniu.
Włodarzewska SA stawia na tego typu projekty. Deweloper przygotował projekt domów energooszczędnych o powierzchni od 80 do 120 mkw., wyposażonych m.in. w pompy ciepła i rekuperację, czyli system wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła. Zamontowanie w tych domach paneli fotowoltaicznych przetwarzających światło słoneczne na energię elektryczną i połączenie tego z możliwością jej odsprzedaży mogłoby sprawić, że taki projekt stałby się samofinansujący.
– Brzmi to egzotycznie, ale jak pokazują badania, jest to możliwe – zaznacza Szymański. – Spółka od pewnego czasu buduje bank ziemi pod tego typu projekty. Oczywiście kluczem jest po pierwsze rozpoczęcie dystrybuowania środków unijnych, a po drugie upowszechnienie rozwiązań OZE.
Włodarzewska SA działa przede wszystkim na terenie aglomeracji warszawskiej. Obecnie trwa realizacja dwóch inwestycji na Ursynowie (Zakątek Cybisa). Budynki mieszkalne i komercyjne powstają też w Brwinowie.
– Staramy się rozbudowywać nasz portfel nieruchomości tak, aby zapewnić sobie sukcesywne działanie na przestrzeni najbliższych lat – podkreśla Szymański. – W Brwinowie powstaje osiedle o powierzchni około 40 tys. mkw., które składa się z szeregu budynków o powierzchni około 1,6 tys. mkw. Inwestycja jest sukcesywnie realizowana – osiedle powstaje od dwóch lat, budowa potrwa kolejne dwa.
W Sobieniach Królewskich wzdłuż pola golfowego powstały budynki apartamentowe i segmenty jednorodzinne.
Hyundai partnerem trzech kolejnych edycji Tour de Pologne. Sport coraz częściej wykorzystywany w budowaniu wizerunku marki
Na potrzeby Tour de Pologne trafi flota 53 samochodów marki Hyundai w limitowanej edycji. Będą to nie tylko auta towarzyszące kolarzom na trasie wyścigu, lecz także samochody dostawcze wiozące sprzęt i rowery. To kolejne sportowe wydarzenie, w które angażuje się Hyundai. – Sport przyciąga wiele ludzi, z którymi marka może zbudować emocjonalną więź – przekonują władze koncernu w Polsce.
– Dyscypliny sportowe to doskonała platforma do prezentacji produktów poszczególnych firm trochę z innego punktu widzenia – mówi Leszek Płonka, dyrektor zarządzający Hyundai Motor Poland. – Sport wywołuje pozytywne emocje, adrenalinę. Kiedy pozytywne emocje kojarzą się jeszcze z produktami towarzyszącymi dyscyplinom sportowym, to więź z tymi produktami w przyszłości staje się bliższa i jeszcze bardziej doskonała.
Hyundai Motor Poland podpisał umowę sponsorską z firmą Lang Team, organizatorem wyścigu kolarskiego Tour de Pologne, i został oficjalnym partnerem 72. edycji największej imprezy kolarskiej w Polsce. Koncern zapewni flotę samochodów do logistycznej obsługi trzech kolejnych edycji tego wydarzenia.
Hyundai jest już m.in. oficjalnym partnerem motoryzacyjnym UEFA i FIFA. Team koncernu staruje również w rajdach WRC. Jak podkreśla Płonka, wybór Tour de Pologne był prosty – to prestiżowy wyścig, ceniony przez polskich kibiców. W ubiegłym roku przyciągnął na trasę przejazdu aż 2,7 mln kibiców, a relacje telewizyjne z przebiegu wyścigu śledzono w 54 państwach na całym świecie. Dodatkowym atutem są ostatnie sukcesy polskich kolarzy.
Do organizatora Tour de Pologne trafią 53 samochody w limitowanej wersji.
– Samochody, które Hyundai przekazał na potrzeby obsługi logistycznej wyścigu, zostały w większości specjalnie zamówione i wyprodukowane na potrzeby tego wydarzenia. Dzięki takiemu przygotowaniu mamy pewność, że będą niezawodne w czasie tego wyścigu – zapewnia Płonka. – Ponadto samochody są oznakowane barwami, które identyfikują jednoznacznie nasze produkty z tym ważnym wydarzeniem sportowym.
Hyundai zadba też o serwis samochodów. W skład przekazanej floty wchodzą zarówno samochody towarzyszące kolarzom na trasie przejazdu, jak i małe ciężarówki, w których przewożone będą rowery i inny sprzęt. Będą to modele i40, Tucson, H350 i Santa Fe.
– Do dyspozycji organizatorów jest także luksusowa limuzyna Genesis dla gości specjalnych i VIP-ów – mówi Katarzyna Kaszubkiewicz, PR Manager Hyundai Motor Poland.
Wyjaśnia, że Hyundai jako oficjalny partner Tour de Pologne ufundował również główną nagrodę. Zwycięzca otrzyma najnowszy model SUV-a Tucson. Koncern przygotował również atrakcje dla kibiców, zarówno tych towarzyszących kolarzom, jak i tych wspierających zawodników na odległość.
– Zachęcamy do odwiedzenia miasteczek Hyundai, które znajdują się na starcie i mecie każdego etapu. Przygotowaliśmy wiele atrakcji, wiele emocjonujących gier, również dla użytkowników social mediów, do wygrania są atrakcyjne nagrody. Mamy nadzieję, że zarazimy wszystkich duchem rywalizacji 72.Tour de Pologne – podkreśla Katarzyna Kaszubkiewicz.
Polacy coraz chętniej jadają w restauracjach. Nie tylko od święta
Polacy coraz chętniej spotykają się na wspólnym posiłku w restauracji bez wyjątkowej okazji. Miesięcznie na tego typu wyjścia wydają ok. 3 proc. domowego budżetu. Jednocześnie w Polsce znacznie rozbudowuje się baza restauracji – powstają kolejne lokale, zarówno z segmentu premium, jak i niższego.
Polacy przestali utożsamiać wyjście do restauracji z luksusem. W ciągu ostatnich trzech lat znacznie wzrosła liczba osób regularnie jadających poza domem. Jak wynika z raportu OpenCard, w restauracjach bywają zwłaszcza ludzie młodzi, do 24 roku życia, mieszkający w dużych miastach. Miesięcznie wydają oni na tę przyjemność ok. 90 zł. Zdaniem ekspertów większa popularność restauracji wynika z faktu, że Polacy stają się coraz zamożniejsi i stać ich na jadanie poza domem. W dodatku lokale gastronomiczne rywalizują ze sobą w zakresie cen posiłków, co daje klientom możliwość zredukowania kosztów.
– Zamiast umawiać się w domu i samemu gotować, idziemy do restauracji. Widzimy w tym zarówno oszczędność czasu, jak i często pieniędzy. Dzisiaj w dużych miastach jak Warszawa, Kraków czy Poznań lunch kosztuje 20 zł. Wlicza się w to zarówno pierwsze i drugie danie, a często także deser czy napój – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Łagowski, wiceprezes zarządu Quandoo, serwisu, który umożliwia rezerwację online stolika w restauracji.
Z raportu OpenCard wynika, że Polacy preferują restauracje sieciowe – taką odpowiedź wybrało 40 proc. badanych. 10 proc. respondentów najchętniej jada w lokalach serwujących kuchnię europejską, 9 proc. – egzotyczną, a 8 proc. – polską. Tylko niewiele ponad 7 proc. badanych przyznało, że chętnie korzysta z ofert fast foodów.
– Nasz model biznesowy nie mógłby funkcjonować 4-5 lat temu, kiedy w Polsce było niewiele popularnych restauracji. W ostatnich 2-3 latach nastąpił jednak przełom. Powstało dużo nowych restauracji i dużo różnych kuchni – tajska, indyjska, burgery, a także dobra polska kuchnia – mówi Piotr Łagowski.
Mimo wzrostu popularności jadania poza domem Polska wciąż pozostaje w tyle za większością państw Europy Zachodniej. Na jadanie w restauracjach miesięcznie Polacy wydają 3,5 proc. budżetu domowego, podczas gdy przeciętny mieszkaniec Unii Europejskiej – 9,5 proc. Podstawową przewagą rynku zachodniego nad polskim jest dużo większa baza restauracji.
– Przez ostatnie trzy lata bardzo nadganiamy liczbą restauracji i liczbą bardzo ciekawych miejsc. Nie mówimy tu tylko o restauracjach premium. Najbardziej rozwijającym się segmentem jest segment casualowy, czyli tam, gdzie idziemy ze znajomymi na jedno danie, na drinka i nie wydajemy przy tym fortuny – mówi Piotr Łagowski.
Z danych firmy Quandoo wynika, że ok. 30 proc. Polaków rezerwuje stolik w restauracji przez urządzenia mobilne, takie jak smartfon lub tablet. Coraz większą popularnością cieszą się specjalnie zaprojektowane do tego celu aplikacje. Na nowoczesne technologie stawiają zwłaszcza restauracje prowadzone przez młodych właścicieli, którzy najlepiej rozumieją potrzeby klientów w tym zakresie, oraz restauracje sieciowe. Najmniej interesują się taką formą przyjmowania rezerwacji właściciele tylko jednego lokalu, oni rzadziej rozwijają segment technologiczny.
Popołudniowy komentarz walutowy z 30.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Popołudniowy komentarz walutowy z 30.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl
Wind Mobile z kontraktem na 100 mln złotych
Software Mind Outsourcing Services, spółka Grupy Wind Mobile, podpisała 5-letnią umowę z Wipro Ltd na rozwój i utrzymanie systemów telekomunikacyjnych T-Mobile Polska. Największy w historii kontrakt oraz strategiczna współpraca z jednym z liderów IT na świecie, znacząco podniesie sprzedaż Grupy Wind Mobile na rynku telekomunikacyjnym.
Współpraca krakowskiej firmy z notowanym na nowojorskiej giełdzie Wipro Ltd, zatrudniającym blisko 160 tys. pracowników na całym świecie, obejmuje swoim zakresem rozwój i utrzymanie ponad 40 strategicznych systemów IT operatora T-Mobile Polska. Wygrany kontrakt zwiększa zaangażowanie Grupy Wind Mobile w T-Mobile Polska o ponad 400%, gdyż dotychczas Spółka realizowała dla operatora rozwój i utrzymanie 10 systemów telekomunikacyjnych. Tak istotny wzrost skali kontraktu wynika z jednej strony z przeprowadzonej przez operatora centralizacji większości platform IT, ale przede wszystkim jest rezultatem zaufania do kompetencji Grupy zbudowanych długoletnią współpracą.
Wartość kontraktu w perspektywie 5 lat szacowana jest na ok. 100 mln złotych.
Przetarg na outsourcing rozwoju systemów informatycznych dla T-Mobile Wipro wygrało kilka miesięcy temu, wybierając Wind Mobile jako strategicznego partnera, który będzie rozwijać i utrzymywać systemy T-Mobile Polska. Rozpoczęta współpraca przyniesie korzyści obu stronom. My mamy zapewnione przychody przez najbliższe 5 lat, a Wipro otrzymuje wiedzę i doświadczanie Wind Mobile umożliwiające zwiększenie obecności w Polsce. Po kilku miesiącach uzgadniania szczegółów kontraktu, miło mi, że wreszcie możemy ten fakt zakomunikować. Jest to dla naszej firmy bardzo ważna umowa, ponieważ znacząco zwiększa poziom zamówień w strategicznym obszarze telekomunikacyjnym, stabilizuje portfel zamówień ze względu na stały i długookresowy charakter umowy, oraz pozycjonuje firmę w gronie zaufanych partnerów T-Mobile oraz strategicznych dostawców Wipro. Outsourcing całych domen biznesowych jest istotnym trendem wśród operatorów oraz modelem biznesowym Wind Mobile, w którym firma bierze na siebie odpowiedzialność za rozwój i utrzymanie systemów w zamian za długofalową gwarancję przychodów. Obszar ten, to oczywiście też znakomite źródło finansowania rozwoju własnych produktów Grupy, jak i źródło kompetencji, aby nasze R&D i produkty będące jego wynikiem, idealnie wpisywały się w ich oczekiwania i trendy sektorowe. Jest to też istotny krok na drodze rozwoju kapitałowego spółki, związanego ze zmianą parkietu notowań oraz nową emisją, z której środki przeznaczymy na przyspieszanie rozwoju zagranicznego.– mówi Rafał Styczeń, Prezes Zarządu Grupy Wind Mobile.






















