Ciemna strona kryptowalut. Odzyskał skradzione pieniądze, ale musi je oddać

Sytuacja niczym z komedii gangsterskiej, ale poszkodowanemu nie jest do śmiechu. Złodzieje włamali się na konto pana Tomasza, okradli go i kupili na giełdzie bitcoiny. Udało się jednak odzyskać pieniądze, bo bank nałożył blokadę na konto giełdy i odesłał środki. Niestety pan Tomasz musi je teraz oddać, bo to „nie te pieniądze”.

Bitcoin to kryptowaluta, która cieszy się coraz większą popularnością na całym świecie. Jej zwolennicy przekonują, że to najlepsza z możliwych walut, bo zdecentralizowana i nie podlegająca żadnej kontroli. Nie wszystkie mechanizmy związane z jej funkcjonowaniem są do końca jasne, a obecne prawo i instytucje nadzorcze nie są w stanie monitorować przepływ środków i rozliczeń między użytkownikami. Niestety jest też ciemna strona kryptowalut – policja przyznaje, że jest to pralnia brudnych pieniędzy. Trafiają tam środki z nielegalnych źródeł, a ustalenie ich właścicieli nie jest możliwe.

Panu Tomaszowi cyberprzestępcy skradli pieniądze z firmowego konta bankowego prowadzonego w mBanku. Blisko pół miliona złotych. Wysłane przelewy zamiast na rachunki kontrahentów trafiły na podstawione konta (o sprawie więcej napiszę już wkrótce). Cześć środków trafiła na konta bankowe giełd handlujących bitcoinami. Na rachunek jednej wpłynęło 17 tys. zł, na rachunek drugiej blisko 10 tys. zł. Prokurator nałożył blokadę środków na konta bankowe giełd, a jeden z banków bez zwłoki zwrócił pieniądze poszkodowanemu.

Zapisy na kontach są niematerialne, więc się nie liczy

Pan Tomasz nie cieszył się długo odzyskanymi pieniędzmi. Jedna z giełd za pośrednictwem prawników od razu upomniała się o zablokowane i zabrane przez bank pieniądze. Prawnik wskazał, że prokurator jako podstawę prawną decyzji o zatrzymaniu środków finansowych przyjął artykuł 217 kodeksu postępowania karnego. Jest w nim mowa o tym, że „rzeczy mogące stanowić dowód w sprawie lub podlegające zajęciu w celu zabezpieczenia kar majątkowych, środków karnych o charakterze majątkowym albo roszczeń o charakterze szkody należy wydać na żądanie sądu lub prokuratora (…)”.

Obrońca odwołał się jednak twierdząc, że z przepisu tego wynika jednoznacznie, iż chodzi o rzeczy, w tym pieniądze mające formę materialną, a więc o konkretne banknoty lub monety, nie zaś o zapisy na kontach bankowych. Tego rodzaju zapisów nie sposób uznać za dowody rzeczowe „bowiem same w sobie niczego przecież nie dowodzą, a z uwagi na brak formy materialnej nie jest możliwe dokonanie ich oględzin czy badania”.

Obrońca zauważył też, że owe 17 tys. natychmiast wydano na bitcoiny i stało się to jeszcze przed doręczeniem pisma z prokuratury o zatrzymaniu środków. W związku z tym zablokowano i wydano poszkodowanemu nie „te 17 tys. zł” co trzeba, ale „inne”, należące do giełdy. Sąd uznał, że obrońca ma rację, uchylił argumenty prokuratora i nakazał panu Tomaszowi zwrócić pieniądze na rachunek giełdy handlującej bitcoinami. Gdzie rozeszły się „te” skradzione, nie da się już ustalić, więc blokada innych środków jest bezpodstawna.

– Skandal. Nie dość że ktoś nas okradł i dostaliśmy jakąś mizerną część z powrotem, to teraz musimy to zwrócić – mówi oburzony pan Tomasz. – Wystosowali pisma i się potoczyło zgodnie z ich oczekiwaniami. Ewidentnie dobrze znają mechanizm. Teraz jak nic możemy się spodziewać pisma od kolejnej firmy handlującej biotcoinami z poleceniem zwrotu środków – dodaje.

„Znamy problem, ale nic nie możemy zrobić. Bitcoin to nie waluta”

Pan Tomasz dowiedział się od prokuratora, że nie jest to pierwszy przypadek takiego postępowania giełd handlujących bitcoinami. Za każdym razem, gdy trafia do nich żądanie o zwrot środków wysuwają te same argumenty, a sądy ponoć uznają takie odwołania. Trudno znaleźć rozmówcę, który na temat problemu z bitcoinami chciałby wypowiedzieć się oficjalnie.

Nieoficjalnie można natomiast usłyszeć, że kopalnia bitcoinów to worek bez dna, do którego płyną także pieniądze z przestępstw, prostytucji, kradzieży. O ile nawet da się ustalić przepływ środków, to i tak nie wiadomo kto stoi za poszczególnymi adresami.

Poniżej fragment ciekawej korespondencji znalezionej na jednym z chatów bitcoin (wypowiedzi należy czytać od dołu) :

Fragment ciekawej korespondencji znalezionej na jednym z chatów bitcoin
Fot. Materiały prasowe

Poprosiłem policję o odpowiedzi na kilka pytań związanych z przestęępczością związaną z bitcoinami. Z biura prasowego dostałem tylko lakoniczną odpowiedź i odesłano mnie do lektury internetu: „To co by dotyczyło istoty i sposobu funkcjonowania bitcoinów jest szeroko dostępne np. w internecie. Jednocześnie należy zwrócić uwagę, że bitcoin nie jest walutą w tradycyjnym rozumieniu tego pojęcia: nie ma centralnej instytucji emisyjnej, nie jest nadzorowana ani przez banki, ani przez rządy, ani też przez żadne inne instytucje.”.

Powyższy przykład pokazuje, że bitcoin jest „fajny i anonimowy”, ale do momentu gdy nie stracimy pieniędzy. Jeśli tak się stanie, a złodziej wykorzysta nasze oszczędności do zakupu wirtualnej waluty, możemy się z nimi pożegnać na dobre. Ani policja, ani instytucje nadzorcze nie są jeszcze przygotowane do śledzenia takich spraw. Trudno też oszacować skalę zjawiska prania brudnych pieniędzy w bitcoinach. „Oficjalnie nie jest to waluta i w związku z tym policja nie prowadzi się statystyk w tym zakresie.” – podaje biuro prasowe KGP.

autor: Wojciech Boczoń

Frankowicze przepłacają?

Currency One, właściciel Internetowykantor.pl i Walutomatu, przeanalizowała zakupy CHF dokonywane przez swoich klientów. Wynika z nich, że najbardziej popularnym terminem zakupu franków jest zdecydowanie początek miesiąca, najczęściej między 3 a 5.

To częsty termin spłaty rat kredytów, ustawiany przez klientów w bankach. To także moment wejścia pensji na konto, stąd wzrost zakupów w tym okresie. Podobny trend, ale w nieco mniejszej skali widać 10 dnia miesiąca. Z tych samych względów – pracodawca musi wypłacić pensję pracownikowi właśnie do 10 dnia następnego miesiąca.

W połowie miesiąca jest ostatni moment większego zakupu franków. – Piętnasty to mniej popularny, ale ostatni ważny dzień spłaty rat kredytów. Spadek transakcji między 15 a 25 to efekt planowania budżetów domowych. Skoro pensja wchodzi z przełomem miesięcy, mało kto chce pod koniec spłacać raty – mówi Maciej Przygórzewski, główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.

Czy kurs ma znaczenie?

Jak się okazuje sam kurs nie decyduje w przeważającej mierze o dacie zakupu waluty przez kredytobiorców frankowych. Nawet gdy kurs spada o kilka groszy, frankowicze nie decydują się na zakup waluty na kilka rat do przodu.

– Wynika to głównie z dwóch powodów. Po pierwsze w domowych budżetach nie ma funduszy na zakup tak dużej ilości waluty. Po drugie rynek jest nieprzewidywalny, więc nie wiemy, czy za miesiąc nie będzie po prostu jeszcze taniej – tłumaczy M. Przygórzewski. Wysokość kursu może być zatem decydująca, ale w bardzo krótkim okresie czasu, maksymalnie kilku dni.
Mimo że różnica 6 groszy mniej na kursie (średnie wahanie w 2014r.), przy zakupie 500 franków – daje aż 30 zł oszczędności, frankowicze nie spekulują. Kupują wtedy, gdy wpłynie pensja i zbliża się termin spłaty w banku.

Wyniki Grupy Banku Zachodniego WBK po pierwszym półroczu 2015 roku

W I połowie 2015 r. Grupa Kapitałowa Banku Zachodniego WBK wypracowała 2,104 mld zł zysku przed opodatkowaniem. Zysk netto należny udziałowcom BZ WBK wyniósł 1,577 mld zł, dochody ogółem Grupy wyniosły 4,121 mld zł.

W I połowie 2015 r. Grupa Kapitałowa Banku Zachodniego WBK wypracowała zysk przed opodatkowaniem w wysokości 2,104 mld zł, natomiast zysk należny udziałowcom Banku Zachodniego WBK wyniósł 1,577 mld zł. Dochody ogółem Grupy wyniosły 4,121 mld zł i zwiększyły się o 38,2% r/r, a po wyłączeniu jednorazowych zysków na udziałach w podmiotach powiązanych były wyższe o 20,6%. Wynik z tytułu odsetek osiągnął wartość 2,083 mld zł i zwiększył się o 17,5% r/r, zannualizowana kwartalna marża odsetkowa netto Grupy Kapitałowej Banku Zachodniego WBK wyniosła 3,48%.

Wynik z tytułu prowizji za I połowę 2015 r. wyniósł 961,2 mln zł i był wyższy o 7,6% r/r.

Całkowite koszty Grupy osiągnęły poziom 1,67 mld zł i były wyższe o 15,8% r/r. Po wyłączeniu kosztów integracji, kosztów operacyjnych Grupy SCB oraz spółek BZ WBK-Aviva TUO S.A. i BZ WBK-Aviva TUnŻ S.A., a także kosztów wynikających z objęcia pakietu kontrolnego akcji towarzystw ubezpieczeniowych, a następnie ich częściowej sprzedaży i utraty kontroli, porównywalne koszty ogółem wzrosły o 7,3% r/r, głównie pod wpływem opłat należnych regulatorom rynku.

Przy nieco szybszym tempie wzrostu powtarzalnych dochodów Grupy (z pominięciem jednorazowego zysku w wysokości 523 mln zł) w porównaniu z kosztami, wskaźnik efektywności kosztowej Grupy zmniejszył się do 46,4% w I półroczu 2015 r. Po dodatkowej korekcie o koszty integracji, wskaźnik ten wyniósł 45,6% wobec 44,6%
w okresie porównywalnym.

Na koniec I półrocza 2015 r. należności brutto od klientów zwiększyły się w skali roku o 26,9% do 95,4 mld zł.

Zobowiązania wobec klientów wzrosły w skali roku o 20,5% do wartości 93,8 mld zł.

Według stanu na dzień 30 czerwca 2015 r. aktywa ogółem Grupy Kapitałowej Banku Zachodniego WBK wyniosły 133 050 mld zł, co oznacza wzrost o 23,7% r/r.

Bankowość detaliczna Banku Zachodniego WBK.

Na 30.06.02015 r. bank prowadził 2,9 mln kont osobistych złotowych. W II kwartale otwarto 70,2 tys. kont osobistych, w tym 50,5 tys. Kont Godnych Polecenia.

Klientom indywidualnym zaoferowano 6-miesięczną lokatę terminową na nowe środki, promocyjne Lokaty Bonusowe wspierające cross-sell, pełną ofertę Domu Maklerskiego BZ WBK, w tym doradztwo inwestycyjne oraz promocję „Konto dla Inwestora”, łączącą konto osobiste i rachunek maklerski. Ponadto w I półroczu bank przygotował 79 nowych lokat strukturyzowanych, z czego w II kwartale 35.

Na koniec II kwartału 2015 roku bank miał w portfelu 881 tys. kart przedpłaconych, 768,8 tys. kart kredytowych oraz 3,2 mln kart debetowych. Sprzedaż kart kredytowych wzrosła o ponad 26% w stosunku do analogicznego okresu poprzedniego roku.

W kredytach gotówkowych pierwsze półrocze 2015 r. charakteryzowało się pozytywną dynamiką sprzedaży w ujęciu r/r (wzrost sprzedaży o 3%), szczególnie rosła sprzedaż w zdalnych kanałach dystrybucji – sprzedaż przez call centre wzrosła o 72%, natomiast przez internet o 59%.

W kredytach hipotecznych w I półroczu 2015r. bank również uzyskał bardzo dobre wyniki sprzedaży, która wyniosła wg uruchomień 2 mld zł, zwiększając się o 50% r/r. Bank, jako odpowiedzialny uczestnik rynku wprowadził udogodnienia dla spłacających kredyty mieszkaniowe w CHF m.in.: możliwość okresowego obniżenia raty o 10% lub 20% na okres 3, 6 lub 12 miesięcy, brak opłaty za aneksy, zmniejszenie spreadu dla waluty CHF do 2%.

Na koniec II kwartału 2015 roku z bankowości mobilnej korzystało 570 tys. aktywnych użytkowników (wzrost o 78% r/r). Wykonali oni łącznie 1,5 mln transakcji w II kwartale. Dostęp do usług bankowości elektronicznej BZWBK24 ma obecnie ponad 3 mln klientów. W kanałach elektronicznych w II kwartale 2015 sprzedanych zostało ponad 32,5 tys. szt. produktów kredytowych.

W II kwartale bank wprowadził następujące zmiany w usługach bankowości mobilnej i internetowej:

  • Uproszczenie otwarcia konta osobistego przez Internet i uzupełnienie o nową ścieżkę zawarcia umowy przez przelew weryfikacyjny (tzw. konto na przelew). Otwarcie konta również jest możliwe w aplikacji BZWBK24 mobile na smartfony i tablety,
  • w BZWBK24 mobile udostępniony został przelew walutowy pomiędzy własnymi rachunkami,
  • uproszczenie zakupów biletów komunikacji miejskiej i opłacania stref parkingowych w usłudze Zakupy mobilne,
  • przelew24 został dostosowany do płatności wykonywanych na urządzeniach mobilnych (smartfonach i tabletach),
  • udostępniona została obsługa w Polskim Języku Migowym w usłudze Doradca online.

Ponadto firma badawczo-doradcza Forrester Research w rankingu, będącym częścią raportu „2015 European Mobile Banking Functionality Benchmark” uznała bankowość mobilną Banku Zachodniego WBK za najlepiej ocenianą wśród polskich banków i drugą wśród wszystkich europejskich banków. W konkursie Global Finance „2015 Worlds Best Digital Banks Awards in Central & Eastern Europe” Bank Zachodni WBK zajął 1. miejsce w Polsce w kategorii The 2015 Worlds Best Consumer Digital Banks In Central & Eastern Europe, a aplikacja BZWBK24 mobile 1. miejsce w podkategorii Best in Mobile Banking oraz Best in Mobile Banking App dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej.

MŚP

Skierowana do segmentu MŚP akcja kredytowa przebiegała w minionym półroczu zgodnie z planem. Wielkość sprzedaży kredytów rosła z miesiąca na miesiąc w wyrównanym tempie, wykazując po I półroczu przyrost na poziomie 20% r/r. Wzrost wartości całego portfela kredytowego wyniósł ok. 10% r/r. Notujemy duży popyt na finansowanie inwestycji. Liczba klientów wnioskujących o ten typ finansowania wzrosła o kilkanaście procent r/r. Rozbudowany został również portfel depozytów, który na koniec czerwca 2015 r. przewyższył ubiegłoroczny poziom o 6%.

W I półroczu 2015r. BZ WBK Leasing osiągnął rekordowe wyniki sprzedaży: 1,9 mld zł wartości sfinansowanych aktywów i wzrost rok do roku o 40% tj. o 25 p.p. powyżej rynku (+15% r/r). Dzięki taki rezultatom spółka umocniła pozycję w ścisłej czołówce firm leasingowych w Polsce. Wzrósł również portfel brutto do wysokości 5,1 mld zł na koniec czerwca przy jednoczesnym zachowaniu bardzo dobrych wskaźników jakości.

W I połowie 2015 r. Bank przeprowadził cykl 12 bezpłatnych konferencji „Akademii Przedsiębiorcy” pod hasłem „Jak wyprzedzić konkurencję w wyścigu po dotacje unijne?”. Uczestniczyło w nich ok. 1,3 tys. przedsiębiorców zainteresowanych dotacjami unijnymi z nowej perspektywy unijnej na lata 2014-2020. Projekt będzie kontynuowany jesienią.

Na koniec I półrocza Bank Zachodni WBK miał sieć liczącą 884 placówek, w tym 115 placówek partnerskich oraz 1320 bankomatów i 274 wpłatomatów. Dodatkowo 59 urządzeń łączyło funkcjonalność bankomatu i wpłatomatu.

Bankowość korporacyjna Banku Zachodniego WBK

W pierwszym półroczu 2015 r. Pion Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej osiągnął 6% wzrost akcji kredytowej w porównaniu z końcem 2014 r. , wyraźnie przekraczającą wzrost rynku w tym okresie. Saldo depozytów wzrosło o 9 % przy jednoczesnym wzroście dochodowości bazy depozytowej. Głównymi transakcjami Pionu w pierwszych sześciu miesiącach 2015 r. były: największa w Polsce w I półroczu 2015 r. oferta IPO firmy z sektora samochodowego, gdzie Bank Zachodni WBK był jednym z dwóch prowadzących księgę popytu oraz współoferującym, oraz konsorcjalna umowa kredytowa ze spółką z branży medycznej.

Strategia osiągnięcia pozycji banku pierwszego wyboru dla firm korporacyjnych jest realizowana wieloma projektami. Pion Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej rozwija segment Agro, realizowany jest również projekt Digital Banking – wdrażanie nowoczesnych rozwiązań IT w obszarze bankowości dla dużych firm i korporacji. W maju 2015 r. Bank Zachodni WBK rozpoczął również Program Rozwoju Eksportu dla firm zainteresowanych ekspansją międzynarodową. Działania dla rozwoju polskiego eksportu są uzasadnione także w kontekście bardzo dobrej oferty produktowej dla handlu zagranicznego, obejmującej wsparcie ekspertów Zespołu Trade Finance, wielocelowe i wielowalutowe linie kredytowe oraz w pełni zautomatyzowaną obsługę inkas, akredytyw i gwarancji w serwisie bankowości elektronicznej iBiznes24. Ta oferta wraz z usługami Skarbu oraz International Desk zapewnia kompleksową obsługę eksporterów i importerów.

Dodatkowo, Pion Bankowości Biznesowej i Korporacyjnej cały czas skupia się na akwizycji nowych klientów oraz cross-sellingu zorientowanym na kluczowe produkty z wysokim potencjałem wzrostu, takie jak finansowanie handlu zagranicznego, faktoring, leasing i produkty na stopę procentową.

Global Banking & Markets w Banku Zachodnim WBK

W pionie Global Banking & Markets w II kwartale 2015 r. Bank Zachodni WBK przeprowadził największą od początku roku emisję publiczną akcji na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Klientem była spółka zagraniczna z sektora samochodowego. Bank był również aktywny w obszarze sprzedaży akcji w drodze przyspieszonej budowy księgi popytu spółek notowanych na giełdzie z sektorów finansowego i energetycznego. W minionym kwartale Pion GBM uczestniczył w szeregu znaczących finansowań wspierających polską gospodarkę, m.in. dla jednej z największych grup z branży chemicznej i dla wiodącej grupy z sektora paliwowego.

Znaczącym sukcesem banku w tym okresie było przeprowadzenie emisji obligacji średnioterminowych dla wiodącej grupy finansowej, uzupełnione następnie transakcją zabezpieczającą ryzyko zmiany stopy procentowej, a także refinansowanie i syndykacja kredytu udzielonego na akwizycję pakietu kontrolnego grupy chemicznej notowanej na giełdzie papierów wartościowych. W tej transakcji bank pełnił rolę koordynatora, agenta finansowania i ds. zabezpieczeń oraz banku prowadzącego rachunki.

Źródło: BZ WBK

Fed zostawił rynki bez podpowiedzi

Wynik posiedzenia rezerwy federalnej i informacje, jakie pojawiły się po jego zakończeniu nie przyniosły zmian tendencji wcześniej widocznych na rynkach w ostatnich dniach, lecz ich kontynuację. Umocnił się dolar, zdrożały amerykańskie obligacje, w górę poszły indeksy giełdowe. Spadek kursu euro poniżej 1,1 dolara oraz wzrost rentowności 10-letnich papierów z 2,25 do 2,28 proc. wskazują, że inwestorzy są przekonani, że Fed podniesie stopy jeszcze w tym roku, choć niekoniecznie we wrześniu. Wyraźniejsze jastrzębie sygnały prawdopodobnie spowodowałyby silniejszą reakcję na rynkach.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Sięgające 0,7 proc. wzrosty indeksów na nowojorskim parkiecie dowodzą, że giełdowi gracze nie obawiają się pogorszenia koniunktury w wyniku podwyższenia kosztu pieniądza. Nastroje są jednak zmienne i z wyciąganiem wniosków nie należy się spieszyć. Jeśli dzisiejsze dane o dynamice amerykańskiego PKB za drugi kwartał będą znacznie odbiegać od konsensusu, mogą stać się impulsem do silniejszego ruchu.

Fed zadeklarował także, że w swych decyzjach będzie brał pod uwagę cały zestaw informacji, a więc nie tylko dotyczących gospodarki, a w szczególności rynku pracy i inflacji, ale także tych ze sfery rynków finansowych i sytuacji na świecie. To sugeruje, że chce stworzyć sobie większe pole manewru.

Umocnienie się dolara nie wpłynęło w środę na notowania surowców. Przekraczający 2 proc. skok ceny amerykańskiej ropy WTI był wynikiem informacji o znacznie większym niż się spodziewano spadku jej zapasów. W czwartek rano ten czynnik stracił już jednak na znaczeniu i notowania surowca zniżkowały.

UKRAINA: na krawędzi upadku finansowego i gospodarczego

Od kilku miesięcy rząd Ukrainy stara się osiągnąć porozumienie z prywatnymi posiadaczami obligacji państwowych. Jego celem miałaby być restrukturyzacja długu ukraińskiego. Negocjacje utknęły jednak w martwym punkcie, podczas gdy sytuacja gospodarcza i kondycja finansowa kraju pogarsza się w zatrważającym tempie. W I kwartale 2015 r. ukraińska gospodarka skurczyła się o 17 proc. (r¬/r), co nastąpiło po 6,5 proc. spadku tempa wzrostu PKB w całym 2014 r.

Dlaczego?

W ramach porozumienia zawartego w marcu 2015 r. z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, Kijów rozpoczął negocjacje z prywatnymi posiadaczami ukraińskich obligacji państwowych. Przewidywało ono między innymi, umorzenie 15 mld USD zadłużenia u prywatnych wierzycieli do 2018 r. Ukraina zwróciła się do swoich kredytodawców, na czele których stoi amerykański fundusz inwestycyjny Franklin Templeton, o 40 proc. redukcję zadłużenia, swoją prośbę motywując tym, że kraj stanął w obliczu problemów dotyczących płynności finansowej, ale przede wszystkim – wypłacalności. Wierzyciele natomiast są zdania, że Ukraina boryka się „jedynie” z kryzysem dotyczącym płynności finansowej. Zaproponowali więc zmianę profilu zadłużenia bez możliwości redukcji jego wartości nominalnej.

Ryzyko?

Ukraina stanęła w obliczu bardzo trudnej sytuacji gospodarczej, która może zaważyć na wypłacalności kraju.

– Kraj jest pozbawiony głównych źródeł wpływów do budżetu. Rząd centralny Ukrainy utracił kontrolę nad częścią wschodnich regionów kraju, w których koncentruje się największy potencjał przemysłowy i zasoby naturalne: produkcja przemysłowa w obwodach ługańskim i donieckim odpowiadała za blisko 15 proc. PKB kraju i 20 proc. wartości jego eksportu. Ponadto wpływy do budżetu Ukrainy z eksportu pochodzą głównie ze sprzedaży towarów (ruda żelaza, stal), których ceny na rynkach światowych odnotowują tendencję spadkową.

– Popyt wewnętrzny ograniczają rosnąca w zawrotnym tempie inflacja (która w czerwcu br. osiągnęła poziom 57,5 proc. mierzony rok do roku) oraz wysokie stopy procentowe (w marcu 2015 r. bank centralny podniósł bazową stopę referencyjną do 30 proc.). Podobny wpływ mają cięcia wydatków publicznych (w okresie od marca do maja br. wysokość świadczeń socjalnych realnie spadła o 50 proc.).

– Wprowadzono rygorystyczną kontrolę kapitału w celu podjęcia próby ustabilizowania kursu hrywny, której wartość w ciągu roku spadła o 80 proc. (o 40 proc. od stycznia br.). Stabilizacja kursu waluty ma kluczowe znaczenie dla podtrzymania wartości zadłużenia zewnętrznego, ponieważ 60 proc. długu publicznego jest denominowana w USD, a wiele ukraińskich firm, banków, a nawet gospodarstw domowych posiada zobowiązania wynikające z kredytów zaciągniętych w obcej walucie.

– Stosunek długu publicznego do PKB zmienia się w niezwykle niekorzystnym tempie z powodu ostrego spadku tempa wzrostu gospodarczego i szacuje się, że w 2015 r. przekroczy próg 90 proc. PKB (w 2013 r. wartość ta wynosiła 40 proc.).

– Sektor bankowy dotkliwie odczuwa skutki kryzysu gospodarczego i dewaluacji hrywny. Konieczna była rekapitalizacja niektórych banków państwowych, a cały sektor podlega działaniom zmierzającym do konsolidacji (w 2015 r. zamknięto 24 banki). Największy bank prywatny, PrivatBank, zamierza zrestrukturyzować swoje zadłużenie, jednak jego wierzyciele odrzucili propozycję wydłużenia terminu zapadalności euroobligacji z terminem spłaty w 2015 i 2016 r.

Trwające negocjacje z zadłużonymi podmiotami prywatnymi mają kluczowe znaczenie dla podtrzymania obsługi ukraińskiego długu. Ich ewentualne fiasko oznaczałoby poważny cios dla wiarygodności Ukrainy w oczach inwestorów i utrudniłoby odzyskanie dostępu do rynków w przyszłości. Bez wątpienia jednak jest to trudne zadanie.

– Do tej pory Ukraina spłaciła należne odsetki na rzecz prywatnych kredytobiorców, w tym kwotę 120 mln USD spłaconą 24 lipca. Wciąż wymagane do spłaty w 2015 r. pozostają duże części zadłużenia: spłata 500 mln USD przypada na wrzesień br., 600 mln EUR na październik i 3 mld USD na grudzień (dług wobec Rosji).

– Rozmowy prowadzone z Rosją mają trudny przebieg. Poza kontrowersjami politycznymi, oba kraje dzielą kwestie gospodarcze i finansowe. Po załamaniu negocjacji na temat cen gazu, w lipcu Rosja wstrzymała dostawy tego surowca ze swojego terytorium na Ukrainę. Poza tym Moskwa konsekwentnie odmawia udziału w negocjacjach dotyczących restrukturyzacji wartego 3 mld USD zadłużenia Ukrainy wynikającego ze sprzedaży emitowanych przez ten kraj obligacji. Status tego zadłużenia jest przedmiotem dyskusji: jeżeli uzna się je za zadłużenie prywatne, należy je objąć negocjacjami w sprawie restrukturyzacji. W przeciwnym razie zadłużenie to będzie należne do spłaty w całości w grudniu br., a każdy przypadek niewypełnienia zobowiązań dotyczących długu państwowego będzie oznaczał zawieszenie programu pomocowego MFW.

Wsparcie finansowe udzielone przez zagranicę może pomóc uniknąć ryzyka bankructwa w perspektywie krótkoterminowej, jednak nie przyczyni się do zagwarantowania wypłacalności kraju w perspektywie średniookresowej. Postęp w negocjacjach z wierzycielami prywatnymi jest jednym z warunków porozumienia zawartego z MFW. Oczekuje się, że decyzja o wypłacie drugiej raty kredytu (w kwocie 1,7 mld USD) zostanie potwierdzona przez Radę Dyrektorów MFW 31 lipca 2015 r. Decyzja pozytywna będzie oznaczać pewną pomoc dla rządu Ukrainy, jednak tylko w perspektywie doraźnej. Przy utrzymujących się na niskim poziomie wpływach z tytułu podatków i eksportu, wyczerpujących się rezerwach (obecnie rezerwy pokrywają 2-miesięczne potrzeby importowe kraju), Ukraina może prędzej czy później mieć trudności ze spłatą swoich zobowiązań.

Zawarcie kompromisu z wierzycielami jest prawdopodobne przed wrześniowym terminem spłaty zadłużenia, jednak z poziomem restrukturyzacji wynoszącym mniej niż 40 proc., co proponuje ukraiński rząd. Byłby to pierwszy krok w dobrą stronę, jednak sytuacja Ukrainy nadal jest niestabilna, ponieważ uwaga ukraińskiego rządu i zasoby, jakimi on dysponuje, skupiają się na wschodnich regionach kraju, a to z kolei oddala perspektywę dogłębnych reform, które mogłyby zapewnić trwały wzrost i stabilne wpływy budżetowe.

Mimo wzrostu gospodarczego Polacy nie są zadowoleni z życia

Jak wynika z raportu brytyjskiego urzędu statystycznego (ONS), w latach 2007-2014 polska gospodarka rosła najszybciej spośród wszystkich krajów OECD. Jednocześnie, zdaniem Polaków, jakość życia w naszym kraju pogorszyła się.

W latach 2007-2014 we wszystkich krajach OECD, z wyjątkiem Grecji, zanotowano wzrost PKB na jednego mieszkańca. Najszybciej rozwijała się polska gospodarka – w 2014 roku urosła ona o 45,1% w porównaniu do stanu z 2007 roku.

Jednocześnie, jak wskazuje ONS przytaczając dane OECD, poziom satysfakcji z życia Polaków obniżył się. Podobnie było w 20 innych krajach organizacji. W siedmiu państwach zadowolenie z życia wzrosło, a w pozostałych siedmiu pozostało bez zmian.

PKB per capita oraz poziom satysfakcji z życia w krajach OECD (procentowa zmiana od 2007 do 2014 roku)

PKB per capita oraz poziom satysfakcji z życia w krajach OECD (procentowa zmiana od 2007 do 2014 roku)
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie ONS. Wykres: PKB per capita oraz poziom satysfakcji z życia w krajach OECD (procentowa zmiana od 2007 do 2014 roku)

Sedlak & Sedlak Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń 2014

Stabilny rozwój mBanku

Zapowiadane jako duże wydarzenie na rynkach walutowych posiedzenie FOMC okazało się niemal zupełnie neutralne

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Wczorajsze posiedzenie odpowiednika polskiej Rady Polityki Pieniężnej czyli FOMC było umiarkowanie “pasjonujące”. Rolą tych organów nie jest wygłaszanie porywających mów. Patrząc na najważniejszą część komunikatu zmieniło się raptem jedno zdanie. Miesiąc temu czekano na “dalszą poprawę na rynku pracy”, dzisiaj czekamy na “jakąś dalszą poprawę na rynku pracy”. Nie pojawiły się również deklaracje w sprawie zmiany wysokości stóp procentowych nie zmienianych już od niemal 7 lat. Co to oznacza w praktyce? W dalszym ciągu nie można wykluczyć podniesienia stóp we wrześniu. Nie można go również uznać za prawdopodobne. W skrócie nic się nie zmieniło a subtelne złagodzenie komunikatu w obliczu tego co dzieje się na świecie niewiele tu wnosi. Jak zareagowały rynki? W momencie publikacji standardowo zwiększyła się zmienność, gdyż pojawiły się znaki zapytania. Gdy okazało się, że jest po staremu rynki wróciły do poprzednich poziomów.

Co stanie się dalej ze stopami procentowymi w największej gospodarce? Oczekiwania mówiły o jednej lub dwóch podwyżkach do końca 2015 roku. Obecnie, o ile w ogóle miałoby dojść to raczej do jednej i to w grudniu. Dla przypomnienia, nie ma posiedzenia FOMC w listopadzie, zatem wątpliwe są decyzje przed dłuższą przerwą w obradach. Warunkiem podwyżki jest inflacja zmierzająca w okolice 2%. Poziom ten nie jest szczególnie wysoki, ale ostatnie odczyty ze względu na spadki cen surowców oscylowały w okolicach zera, zatem jest jeszcze spory bufor. Wszystkie plotki o wzroście stóp działają wzmacniająco na dolara.

W Grecji z powodu “problemów z siecią komputerową”, nie uda się włączyć giełdy w tym tygodniu. Powodem problemów jest strach przed tym co stanie się na giełdzie otwartej po miesięcznym zamknięciu. EBC wyraziło co prawda zgodę na otwarcie giełdy, jednakże w obawie przed ucieczką kapitału nałożono na graczy lokalnych zakaz inwestowania na giełdzie środków z rachunków bankowych. Po otwarciu giełdy istnieje ryzyko, że Grecy w obawie przed dalszym krachem zaczną gwałtownie wyprzedawać posiadane akcje.

Dzisiaj poznamy serię ważnych danych rynkowych:
9:55 – Niemcy – stopa bezrobocia,
14:00 – Niemcy – wstępne dane na temat inflacji konsumenckiej,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

W nocy poznaliśmy również dobre dane z Japonii. Tamtejsza produkcja przemysłowa rośnie obecnie o 2% w skali roku przy oczekiwaniach na poziomie 1,3%.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 30.04.2015 do 30.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Po ostatnich ruchach w dół formacja ta jest znacznie szersza. Kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 – 4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima a obecnie przebiega dolne ograniczenie nowego trendu.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 30.04.2015 do 30.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kolejnym ważnym poziomem jest 3.8450.

USD/PLN

Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 30.04.2015 do 30.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wybił się dołem z kanału wzrostowego. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem po wybiciu są minima na 3,7100.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 30.07.2015 Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 30.04.2015 do 30.07.2015

Kurs GBP/PLN wybił się dołem z kanału wzrostowego Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków dalszych spadków najbliższym wsparciem jest Ostatnie minimum lokalne na 5,7700.

Badanie trzeźwości pracownika

Kto i w jakich okolicznościach może dokonać badania trzeźwości pracownika na stanowisku pracy i czy zgoda zatrudnionego jest konieczna dla przeprowadzenia takiego testu? Odpowiada Bartosz Jaśkowiak, adwokat w Kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu.

Bartosz Jaśkowiak, adwokat w Kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu
Bartosz Jaśkowiak, adwokat w Kancelarii JKP Adwokaci we Wrocławiu

Wedle obowiązujących przepisów, badanie trzeźwości pracownika może odbyć się zarówno na żądanie pracodawcy, jak i pracownika (co dzieje się najczęściej w celu udowodnienia trzeźwości), jednak kwestią wzbudzającą wątpliwości jest to, kto może takie badanie wykonać i czyja zgoda jest konieczna.

Na pracodawcy spoczywa obowiązek niedopuszczenia do pracy zatrudnionego, wobec którego zachodzi podejrzenie pozostawania pod wpływem alkoholu lub spożywania go w czasie pracy. Jednym z pierwszych działań prewencyjnych, które powinien zastosować pracodawca lub upoważniona przez niego osoba (np. kierownik) wobec budzącego wątpliwości podwładnego jest odsunięcie go od wykonywania obowiązków i poinformowanie go o okolicznościach stanowiących podstawę decyzji zwierzchnika.

Na żądanie pracodawcy

W przypadku, gdy to pracodawca wnioskuje o badanie trzeźwości pracownika, istnieją dwie możliwości: mimo, że przepisy nie precyzują tego wprost, to jeśli podwładny wyrazi zgodę, dopuszczalne jest, by przełożony samodzielnie przeprowadził badanie alkomatem lub probierzem trzeźwości. Z jego przebiegu należy sporządzić protokół, w którym jasno wskazuje się na objawy lub okoliczności uzasadniające przeprowadzenie testu. Warto jednak pamiętać, że zatrudniony nie ma obowiązku zgodzić się na badanie. W tej sytuacji, jeżeli istnieje uzasadnione podejrzenie, iż pracownik faktycznie znajduje się pod wpływem alkoholu, pracodawca nie może sam przeprowadzić badania (co mogłoby stanowić naruszenie dóbr osobistych zatrudnionego), ale ma prawo wezwać w tym celu organ upoważniony – czyli policję lub straż miejską. W razie oporu funkcjonariusze mają prawo przetransportować pracownika do szpitala, gdzie pod przymusem zostanie on poddany badaniu krwi. Oznacza to, że w sytuacji wezwania do zakładu organów uprawnionych, prawo do odmowy zrealizowania testów pracownikowi nie przysługuje.

Zgodnie z art. 17 ust. 3 ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, w brzmieniu obowiązującym od dnia 1 lipca 2011 r., kontrolę trzeźwości pracownika przeprowadza uprawniony organ powołany do ochrony porządku publicznego (w praktyce jest nim policja lub straż miejska).

Warto wskazać również, że badanie krwi lub test alkomatem nie jest jedynym dowodem na nietrzeźwość zatrudnionego. W ewentualnym postępowaniu rolę tę pełnić mogą również zeznania świadków, nagrania z monitoringu itp. Pracodawca ma zatem prawo poprzestać na zeznaniach osób, które były świadkami zachowania podwładnego, a brak przeprowadzonego badania nie odbiera możliwości nałożenia na niego sankcji.

Co istotne, już sama odmowa poddania się badaniu trzeźwości może mieć znaczenie dowodowe i wpływać na ocenę sprawy przez sąd. Zgodnie ze stanowiskiem Sądu Najwyższego odmowa pracownika nie polepsza jego sytuacji, a w przypadku ewentualnego procesu będzie oceniana na podstawie wiedzy i doświadczenia życiowego sądu, co w efekcie stanowić może okoliczność obciążającą zatrudnionego.

Na wniosek pracownika

Wedle obowiązujących przepisów, również sam zatrudniony ma prawo zażądać przeprowadzenia badania, co służyć ma najczęściej udowodnieniu swojej trzeźwości. Zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z dnia 11 kwietnia 2000 r. w sprawie o sygn. I PKN 589/99, pracodawca, który nie dopuścił podwładnego do pracy ma obowiązek umożliwić mu wykazanie trzeźwości. Procedura badania wygląda tutaj podobnie, jak w sytuacji, gdy odbywa się ona na żądanie pracodawcy – jeżeli obie strony wyrażają zgodę na przeprowadzenie testu, nie ma przeszkód, by zostało ono wykonane bez udziału policji. Takie badanie może (a nawet powinno) natomiast odbywać się w obecności osób trzecich, które pełnią wtedy rolę świadków. Jeżeli natomiast jedna ze stron sprzeciwia się wykonaniu badania, druga (w tym przypadku sam pracownik) może w tym celu wezwać organ upoważniony. Jeżeli test wykaże trzeźwość pracownika, koszt badania poniesie pracodawca, natomiast w sytuacji odwrotnej – zatrudniony.

W wyjątkowych okolicznościach

Zgodnie z generalnie obowiązującą zasadą, badanie trzeźwości powinno być uzasadnione, czyli można je przeprowadzić tylko wtedy, gdy zachodzi faktyczne podejrzenie, że konkretny pracownik znajduje się pod wpływem alkoholu. Okolicznością uzasadniającą będzie więc nietypowe zachowanie (chwiejny krok, niewyraźna mowa, niekontrolowanie emocji, wyczuwalna woń) lub zeznania świadków, którzy widzieli pracownika spożywającego alkohol. Zasadniczo pracodawca nie jest uprawniony do wyrywkowej lub losowej kontroli trzeźwości swoich podwładnych. Istnieją jednak pewne szczególne okoliczności, w których badania prewencyjne lub okresowe będzie uzasadnione. Zdaniem niektórych ekspertów podstawą do przeprowadzenia takich testów mogą być ogólne przepisy BHP, które zobowiązują pracodawcę do podjęcia odpowiednich działań w celu zapewnienia ochrony pracownikom w przypadku zagrożenia ich zdrowia lub życia. Dotyczy to w szczególności firm transportowych czy budowlanych a także placówek medycznych oraz zakładów produkcyjnych takich jak np. rafinerie, elektrownie, firmy farmaceutyczne. Pracodawcy muszą jednak pamiętać o jeszcze jednej, bardzo istotnej kwestii a mianowicie o jakości urządzeń, które wykorzystywane są do badania trzeźwości załogi. Korzystanie z niesprawdzonych aparatów bez atestu niesie duże ryzyko błędnego wyniku, co oznacza, że w ewentualnym sporze sądowym z pracownikiem, wartość dowodowa wyniku otrzymanego za pomocą takiego sprzętu jest znikoma.

Stawianie się do pracy w stanie nietrzeźwym lub spożywanie alkoholu w miejscu i czasie pracy jest ciężkim naruszeniem obowiązków pracowniczych. Dlatego nawet gdy taka sytuacja ma charakter jednorazowy, czyn ten może stanowić podstawę do rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika na podstawie art. 52 § 1 pkt 1 Kodeks pracy (wyrok Sądu Najwyższego z dnia 18 maja 1983 r. sygn. I PRN 74/83).

Niektórzy pracodawcy, dbając o dobro zakładu i całej załogi, działają w porozumieniu z pracownikami i wspólnie wypracowują treść umowy, na podstawie której zatrudnieni dobrowolnie poddają się wewnętrznej procedurze badania trzeźwości. Eksperci radzą, by tego rodzaju kontrakt był wynikiem partnerskiego dialogu z pracownikami (lub ich reprezentacją), a konsultacje w tym zakresie odbywały się na podstawie przepisów stosowanych podczas uzgadniania regulaminów zakładowych.

Obecny system wsparcia dla systemów kogeneracji jedynie do 2018 roku. Inwestorzy oczekują, że nowe regulacje obejmą możliwie długi horyzont czasowy

CEO Magazyn Polska

Mimo braku wiedzy na temat systemu wsparcia dla systemów kogeneracji po 2018 roku Grupa Fortum nie rezygnuje inwestycji. Nowa elektrociepłownia w Zabrzu będzie gotowa już za trzy lata. Wartość projektu wyniesie 200 milionów złotych. Rynek oczekuje, że nowy system, nad którym pracuje Ministerstwo Gospodarki, obejmie możliwie długi horyzont czasowy. Stworzy to stabilne warunki prowadzenia biznesu.

– Wydaje mi się, że Prawo energetyczne należałoby może nie napisać od początku, ale przejrzeć całą ustawę, zrobić to, co planowano przy dużym trójpaku, szczególnie, że jest okazja np. w związku z systemem wsparcia kogeneracji, który musi powstać, i na najbliższe dwa lata zaplanować te prace – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marcin Bruszewski, dyrektor ds. prawnych w Fortum Power and Heat w Polsce. – Biorąc pod uwagę bezpieczeństwo systemu, inwestorów i klientów ten system powinien powstać co najmniej do 2017 roku, tak żeby można było się w 2018 roku przygotować na jego wejście w życie.

Obecny system wsparcia dla kogeneracji wygasa z końcem 2018 roku. Prawnik postuluje, by konieczność wypracowania nowego systemu wsparcia wykorzystać do stworzenia kompletnego Prawa energetycznego i wobec nieuchwalenia dużego trójpaku energetycznego, czyli zbioru ustaw dotyczących odnawialnych źródeł energii, prawa energetycznego oraz prawa gazowego pospieszyć się z pracami i przeprowadzić je w ciągu dwóch najbliższych lat.

– Trzeba się wziąć do tego i myślę, że te najbliższe dwa lata pokażą, czy nam się to uda. Nie udało się z dużym trójpakiem, ale może teraz po ustawie o OZE można się na tym nowym dziele skupić i to wszystko przygotować w ciągu tych dwóch lat, a co najmniej w ciągu najbliższej kadencji Sejmu – mówi dyrektor ds. prawnych w Fortum Power and Heat Polska.

Marcin Bruszewski podkreśla, że sukcesem było uchwalenie ustawy o odnawialnych źródłach energii, którą Fortum przyjął z zadowoleniem.

 Są tam pewne rozwiązania, które uważamy za być może nie do końca takie, jak byśmy sobie wyobrażali, ale nigdy nie ma takiego aktu prawnego, który każdy by zaakceptował w stu procentach – mówi ekspert. – Uważamy, że to jest krok w dobrą stronę, zapewnia stabilność systemu. Natomiast myślę, że 2016 rok i pierwsze aukcje pokażą, czy został on dobrze skonstruowany, czy nie został. Mamy nadzieję, że odpowiedź rynku i weryfikacja aktu prawnego zakończy się sukcesem.

Marcin Bruszewski wskazuje na zasadność wydzielenia prawa gazowego. Istotne będą także prace nad dyrektywą efektywnościową, czyli nową ustawą o efektywności energetycznej.

Nie ma nowego Prawa gazowego, co akurat dla nas jest może mniejszym zmartwieniem, bo my nie korzystamy z gazu ziemnego jako paliwa. Natomiast oczekiwalibyśmy, że takie prawo powstanie, bo  zapewni to bezpieczeństwo dla kraju i stabilność systemu gazowego – wskazuje.

Rozmówca tłumaczy, że Grupa Fortum stara się promować takie rozwiązania, które pozwalają na realizację inwestycji bez względu na systemowe wsparcie. Niedawną decyzję inwestycyjną dotyczącą budowy elektrociepłowni w Zabrzu podjęto bez tej wiedzy. Wartość realizacji wyniesie 200 milinów euro, a zakład zostanie oddany do użytku w ciągu trzech lat.

Założyliśmy, planując inwestycję w Zabrzu, że ona jest opłacalna finansowo nawet bez systemu wsparcia – mówi Bruszewski. – Zwłaszcza że system wsparcia dla odnawialnych źródeł energii, który powstał w tej chwili, jest systemem nakierowanym przede wszystkim na źródła odnawialne, my jesteśmy źródłem multipaliwowym, w związku z czym powstaje pytanie, czy w ogóle będziemy w stanie w aukcji wystąpić i zdobyć odpowiednią pozycję, żeby móc korzystać z tego systemu. Natomiast z punktu widzenia inwestora takiego jak my stabilny i pewny system prawny to gwarancja tego, że nasz projekt czy inne projekty, które planujemy w Polsce, będą się rozwijać harmonijnie.

Spółka Value4Capital zainwestuje 200 mln euro w spółki z branży usługowej. Start nowego funduszu już w 2016 roku

Jacek Pogonowski

Spółka Value4Capital rozpoczęła formowanie nowego funduszu, którego docelowy kapitał wyniesie 200 mln euro. Pierwsze inwestycje planowane są już w przyszłym roku. Przedmiotem zainteresowania spółki są głównie firmy usługowe działające w dynamicznie rosnących sektorach. Pozwoli to na konsolidację rynku oraz szybkie osiągnięcie wysokiej stopy zwrotu z inwestycji.

– W chwili obecnej rozpoczęliśmy zbieranie i formowanie nowego funduszu na Polskę. Będzie on docelowo miał około 200 mln euro, czyli będzie zbliżonej wielkości do tego, którym dysponujemy obecnie – mówi Jacek Pogonowski, partner w Value4Capital.

Nowy fundusz ma inwestować głównie w Polsce oraz wybranych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Głównym celem inwestycji będą spółki usługowe działające w sektorach o dużym potencjale wzrostu.

– Chcemy zakończyć pierwszy etap zbierania funduszu w I kw. przyszłego roku. Przyszły rok to będzie, mam nadzieję, pierwszy pełny rok, w którym będziemy inwestować już także z nowego funduszu – informuje rozmówca Newserii Inwestor.

Fundusz prowadzi obecnie rozmowy z kilkoma spółkami, które mogą stanowić potencjalny cel inwestycji. Mowa jest o firmach usługowych. Na obecnym etapie jest jednak za wcześnie na ujawnianie szczegółów dotyczących planowanych transakcji.

– Analizujemy różne spółki, różne rynki, różne typy usług. Pewnie będziemy chcieli kontynuować [dotychczasowy trend] i szukać firm chociażby w usługach medycznych, ale nie tylko. To mogą być usługi B2B, to mogą być usługi B2C – wyjaśnia ekspert.

Potencjalne spektrum spółek, którymi zainteresowany jest fundusz Value4Capital, jest dość szerokie. W opinii Jacka Pogonowskiego atrakcyjnie wyglądają takie przedsiębiorstwa, na bazie których łatwo można skonsolidować dany segment rynku i w dość szybkim czasie osiągnąć wysoką stopę zwrotu z inwestycji.

– Patrzymy na większość możliwości inwestycyjnych, niemniej jednak nasza specjalizacja, historia naszego funduszu i portfel, który mamy, świadczy wyraźnie, że mamy pewną słabość do sektorów usługowych – mówi partner w Value4Capital.

Na liście zakończonych inwestycji funduszu znajdują się między innymi takie spółki, jak telekomunikacyjny Emitel, sieć piekarni franczyzowych Fornetti czy broker reklamowy CR Media. Aktualnie spółka w swoim portfelu posiada takie firmy, jak Konsalnet oraz działający w Rumunii MedLife. W portfolio inwestycyjnym Value4Capital do niedawna znajdował się także największy polski dostawca usług hostingowych Home.pl. Zarząd funduszu postanowił jednak zrealizować zysk z inwestycji i zaoferował udziały spółce zależnej niemieckiego United Internet. Wartość transakcji wyniosła ponad 155 mln euro, a jej finalizacja ma nastąpić jesienią.

– Jesteśmy zaangażowani w regionie poprzez ostatni fundusz, którym teraz zarządzamy, Value4Capital. Kwotą, którą dysponujemy, którą inwestujemy, jest 150 mln euro. Inwestycje poczyniliśmy głównie w Polsce – wyjaśnia Jacek Pogonowski, partner w Value4Capital. – Co do branż praktycznie wszystkie te spółki to spółki usługowe. Fundusz w ogóle specjalizuje się w inwestycjach w spółki, które świadczą usługi różnego typu, B2B, B2C i to jest nasza domena działania.

D. Sierakowska (DM BOŚ): Duża zmienność cen na rynku zbóż. Korzystną inwestycją może być kakao, niewykluczone odbicie na rynku złota

CEO Magazyn Polska

W ostatnich tygodniach na światowych rynkach zbóż panuje duża zmienność. Powodem jest niepewność inwestorów co do wysokości zbiorów w Stanach Zjednoczonych. Największych wahań doświadczył rynek pszenicy. Zdaniem Doroty Sierakowskiej z DM BOŚ inwestorzy szukający stabilniejszych aktywów powinni zainteresować się rynkiem kakao. Z uwagi na większą płynność warto obserwować także tradycyjne towary takie jak np. złoto.

– Wiele surowców ostatnio doświadczało bardzo ciekawych ruchów cenowych. Ostatni tygodnie były bardzo nerwowe szczególnie dla rynków zbóż – mówi Dorota Sierakowska, analityk Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska SA.

Indeks globalnych cen towarów CRB spadł w lipcu do poziomu zaledwie 207 punktów, kontynuując trwającą od przeszło roku serię spadków. Choć wskaźnik globalnych cen surowców znajduje się obecnie najniżej od przeszło 5 lat, to jednak inwestorzy mogą w dalszym ciągu znaleźć interesujące aktywa. Indeks CRB to najpopularniejszy wśród inwestorów wskaźnik obrazujący kondycję rynków towarowych. W jego skład wchodzi 19 komponentów. Za spadki w ostatnim okresie w największym stopniu odpowiada ropa naftowa. Udział surowców energetycznych w składzie indeksu wynosi bowiem aż 39 proc.

Ekspert w rozmowie z agencją informacyjną Newseria zwraca uwagę na znaczne wzrosty notowań kukurydzy oraz soi, które miały miejsce w drugiej połowie czerwca oraz pierwszych dniach lipca. Najbardziej nerwowo było jednak na rynku pszenicy. Cena zboża jedynie w ostatnim tygodniu czerwca podskoczyła o blisko 18 proc., aby trzy tygodnie później oddać całość zysków.

– Wszystko było powiązane głównie z pogodą w Stanach Zjednoczonych, która na początku wzbudziła obawy o podaż zbóż, o ich produkcję, o to, czy będą dobre żniwa, a później się nieco polepszyła, co z kolei spowodowało nerwowe odreagowanie – informuje Sierakowska.

Rozmówczyni zwraca również uwagę na interesujące zachowanie notowań kakao, które w przeciwieństwie do rynku zbóż zachowuje się w ostatnich miesiącach dość stabilnie. Światowy rynek kakao już od końca marca znajduje się w trendzie wzrostowym. Cena jednej tony ziaren wzrosła od tego czasu do połowy lipca do poziomu ponad 3250 dolarów (wzrost o ponad 20 proc.), osiągając przejściowo poziom najwyższy od 2011 roku. Nawet mimo korekty z ubiegłego tygodnia ceny wzrosły od początku roku o 9 proc.

– Notowania kakao już od kilku miesięcy systematycznie rosną ze względu na obawy o podaż w Afryce Zachodniej – komentuje ekspert Domu Maklerskiego Ochrony Środowiska SA. – Wprawdzie ostatnie dni przyniosły korektę spadkową, jednak kupujący na tym rynku i tak są relatywnie silni.

Analityk zwraca uwagę na specyfikę rynku surowcowego. Zdaniem Doroty Sierakowskiej jest to niszowy rynek dla koneserów, na którym nie powinno się angażować całego posiadanego kapitału.

– Zwłaszcza w tych ostatnich miesiącach widoczna była bardzo duża zmienność notowań surowców. Sądzę, że też z tego wynika nieco zwiększone ryzyko inwestowania na tych rynkach – wyjaśnia.

W opinii Sierakowskiej warto jest natomiast śledzić rynki bardziej popularnych surowców, takich jak m.in. rynek złota.

– Na rynku złota być może w tym roku będziemy mieli dobre okazje inwestycyjne. Podobnie może być z innymi rynkami, co będzie w dużym stopniu uzależnione od amerykańskiego dolara – informuje. 

Notowania złota w ostatnim okresie zachowują się bardzo słabo. Tylko w lipcu cena jednej uncji spadła o ponad 100 dolarów, osiągając najniższy poziom od 2009 roku.

Polskie firmy intensywnie inwestują w badania nad pozyskiwaniem zielonej energii. Trwają prace nad 280 projektami

CEO Magazyn Polska

W Polsce toczą się coraz bardziej intensywne prace badawczo-rozwojowe nad nowymi technologiami, które pozwalają oszczędniej gospodarować energią elektryczną. Jak podaje Stowarzyszenie Energii Odnawialnej, instytucje badawcze, uczelnie i firmy prowadzą w tej dziedzinie 280 innowacyjnych projektów. Doświadczenia pokazują, że nie umiemy ich jednak wykorzystywać na szeroką skalę na krajowym podwórku. Firmy szukają więc – często z wielkimi sukcesami – szans za granicą.

Już dziś możemy się pochwalić niektórymi rozwiązaniami, które zostały wdrożone – mówi agencji informacyjnej Newseria Mieczysław Koch, wiceprezes Stowarzyszenia Energii Odnawialnej (SEO). – Chociażby pierwsza na świecie instalacja pozwalająca połączyć źródła fotowoltaiczne z oświetleniem ledowym bez magazynu energii, co daje zarówno efekt ekonomiczny, jak i zmniejszenie zużycia energii do 70 proc. Zaletą tej technologii przede wszystkim jest to, że nie potrzebujemy magazynu energii i nie musimy przetwarzać prądu stałego na prąd zmienny.

Ta technologia już cieszy się zainteresowaniem przemysłu. Jest bowiem wiele miejsc, gdzie pozwoli ona na spore oszczędności energii, a tym samym pieniędzy.

Znajduje ona zastosowanie głównie w obiektach, w których używa się oświetlenia sztucznego w ciągu dnia – informuje Mieczysław Koch. – Jak wiemy, panel fotowoltaiczny produkuje energię w ciągu dnia, a w związku z tym bezpośrednio energia jest wykorzystywana w oświetleniu na takich powierzchniach jak chociażby hipermarkety, szkoły, szpitale, hale produkcyjne, budynki użyteczności publicznej czy biurowce.

Jak podkreśla, dzisiaj polskie technologie cieszą się coraz większym uznaniem w biznesie.

Pocieszające jest to, że rozwój technologiczny, jaki obserwujemy na świecie, dokonuje się również w naszym kraju – ocenia Mieczysław Koch.

Dodaje jednak, że wciąż skala wykorzystania nowych technologii w Polsce jest zbyt mała. Korzystają na tym zagraniczne koncerny, które są zainteresowane innowacjami tworzonymi przez polskie firmy.

Niestety, by przynajmniej znacząca część prowadzonych obecnie projektów, miała szansę na wcielenie w życie, potrzebne jest wsparcie dla tych rozwiązań i większe zainteresowanie wśród polskich przedsiębiorców.

W najbliższych latach w całej Europie musi dojść do prawdziwej rewolucji technologicznej. Unia postawiła bowiem krajom członkowskim bardzo ambitne cele. Zamierza redukować emisję dwutlenku węgla i w tym celu ograniczać zużycie energii oraz zwiększać jej produkcję w sposób nieszkodzący środowisku. Podczas zeszłorocznego szczytu klimatycznego zdecydowano, że w ciągu najbliższych 15 lat państwa Unii ograniczą o 40 proc. emisję gazów cieplarnianych. Zgodnie z pakietem energetyczno-klimatycznym w 2020 roku w Polsce 15 proc. produkowanej energii ma pochodzi ze źródeł odnawialnych.

Na tak poważne inwestycje oraz m.in. tworzenie i wdrażanie technologii pozwalających oszczędniej gospodarować energią Polska ma dostać z Brukseli spore środki. Z przewidzianego w budżecie unijnym na lata 2014-2020 programu operacyjnego Infrastruktura i Środowisko Polska otrzyma łącznie 27 mld euro, z tego blisko 2 mld na zmniejszenie emisyjności gospodarki. Jednym z głównych działań w ramach tego priorytetu będą inwestycje w odnawialne źródła energii. Dodatkowo rozwój OZE będzie wspierany z regionalnych programów operacyjnych (blisko 900 mln euro).

Algorytmy zmieniają bankowość. Pozwalają na szybsze i dokładniejsze decyzje oraz oszczędzają czas i pieniądze

Andrea Lo Solfo

Bankowość algorytmiczna to nowy, innowacyjny sposób prowadzenia działalności handlowej i finansowej. W bankach najczęściej używana jest w procedurach badania zdolności kredytowej klientów detalicznych i przyznawania pożyczek. Pozwala ona na znaczne ograniczenie związanych z tym kosztów, a dla klientów na szybszą decyzję i wyższej jakości obsługę. Istotne znaczenie w tego rodzaju rozwiązaniach mają duże zbiory informacji, czyli Big Data.

Bankowość algorytmiczna to nowy sposób prowadzenia biznesu – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrea Lo Solfo, prezes i współwłaściciel firmy Be Poland Think, Solve & Execute. – Banki mogą zautomatyzować działalność kredytową, płatniczą. Jest to tak naprawdę całkiem nowy sposób wykorzystania technologii, oprogramowania i danych. Nazwałbym to dystrybucją sztucznej inteligencji.

Zdaniem Lo Solfo korzyści z takich rozwiązań jest wiele. Umożliwiają bankom szybszy i bardziej dokładny proces decyzyjny podczas udzielania kredytów. Oznacza to dla nich nie tylko mniejsze ryzyko, lecz także większą efektywność kosztową, której stopień zależy głównie od tego, ile rozwiązań opartych na algorytmach będzie wdrożonych.

Wymaga to jednak inwestycji, które trzeba przeprowadzić szybko, zanim podobne rozwiązania wdroży konkurencja.

Algobankowość to jeden z elementów, choć niejedyny, bankowej rewolucji – uważa Andrea Lo Solfo. – Innym z pewnością są cyfrowe kanały dystrybucyjne oraz nowy model operacyjny, w kierunku którego ewoluują banki, oparty na wspierającym człowieka procesie podejmowania decyzji.

Bankowość algorytmiczna przeznaczona jest głównie dla bankowości detalicznej i wspiera produkty przez nią oferowane. Można jej jednak używać również w innych sektorach, na przykład w bankowości korporacyjnej.

Dla klientów algobankowość z pewnością oznacza to wyższej jakości i szybszą obsługę, a także tańsze usługi – tłumaczy Andrea Lo Solfo. – W Polsce jest kilka banków, które korzystają z algorytmicznych rozwiązań technologicznych. To nie jest jeszcze tak rozpowszechnione nad Wisłą jak w Wielkiej Brytanii czy Stanach Zjednoczonych. Liczba instytucji finansowych, które będą z niej korzystać, w niektórych przypadkach rozbudowanej o obsługę kredytów, z pewnością będzie w Polsce wzrastać.

Duże znaczenie w rozwoju bankowości algorytmicznej ma Big Data, ogromne zbiory zmiennych i różnorodnych informacji cyfrowych, których przetwarzanie i analiza są trudne, ale jednocześnie wartościowe, bo prowadzą do zdobycia nowej wiedzy m.in. na temat klientów. W dostępności do tego rodzaju zbiorów szczególną rolę odgrywa internet oraz powszechność usług świadczonych drogą elektroniczną.

W zależności od branży i stopnia złożoności algorytmu może to być rozmiar terabajtów lub petabajtów. Jednak w cywilnych, komercyjnych zastosowaniach są to raczej megabajty bądź gigabajty danych (np. porównywanie billingów w telekomunikacji).

Algobankowość jest wspierana przez Big Data, ponieważ może z pewnością wykorzystywać połączenie technologii, dużych zbiorów danych i oprogramowania – wskazuje Andrea Lo Solfo.

Warszawa rozbudowuje infrastrukturę targowo-konferencyjną. Turystycznie może zyskać cały kraj

Mateusz Czerwiński

Rynek eventowy w Polsce wart jest ok. 2 proc. PKB. W rozwiniętych krajach UE wskaźnik ten jest dwukrotnie wyższy. Stopniowo rośnie liczba organizowanych spotkań, konferencji i targów. W ubiegłym roku było ich blisko 19 tys., a udział w nich wzięło blisko 4 mln osób. Najwięcej osób przyciągnął Kraków i Warszawa. Rozbudowa infrastruktury w stolicy może znacznie przyspieszyć rozwój rynku. W Warszawie ma powstać centrum kongresowe, które pomieści nawet 8 tys. osób, a dzięki temu miasto zyska turystycznie.

Warszawa to największe i najważniejsze miasto w Polsce do organizacji konferencji, eventów czy targów. Mamy najlepszą infrastrukturę, najwięcej cztero-, pięciogwiazdkowych hoteli i najwięcej obiektów, które się do takich wydarzeń nadają. Wydaje mi się też, że mamy najciekawszą ofertę infrastruktury turystycznej i kulturowej dla ludzi, którzy przyjeżdżają na takie wydarzenie – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mateusz Czerwiński, dyrektor Warsaw Convention Bureau, działającego przy Warszawskiej Organizacji Turystycznej.

Warszawa ma duży potencjał, jednak choć pod względem liczby hoteli i sal konferencyjnych stolica jest bezkonkurencyjna, to brakuje tu dużego centrum kongresowego. Jak podkreśla Czerwińskim, trwają rozmowy w sprawie budowy nowego obiektu, wciąż jednak nie wiadomo, gdzie miałby powstać.

Planowane jest coś większego, być może na 5-8 tys. osób lub więcej. Będzie miało to wielki wpływ na rozwój gospodarczy miasta, ponieważ uczestnicy imprez w Warszawie będą zostawiali dużo pieniędzy w hotelach, restauracjach, także w samym centrum kongresowym. Oprócz tego będzie to rozwijało miasto jako destynację kulturalną i turystyczną – tłumaczy Czerwiński.

Z danych Poland – Meetings Destination wynika, że rynek eventowy w Polsce wart jest maksymalnie 2 proc. PKB. W krajach Europy Zachodniej ten wskaźnik wynosi 3-4 proc. Raport „Przemysł spotkań i wydarzeń w Polsce” wskazuje, że w 2014 roku w Polsce odbyło się 18,8 tys. spotkań, z czego najwięcej w Krakowie (blisko 4 tys.) i Warszawie (ponad 3,5 tys.). Wkład przemysłu eventowego w gospodarkę kraju to 1,26 mld zł. Mogłoby to być znacznie więcej, zwłaszcza że jak wskazuje Czerwiński, większość gości biznesowych pochodzi z USA, Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii i są w stanie dużo wydać podczas pobytu w mieście.

W Stanach Zjednoczonych wartość tej branży szacuje się na prawie 400 mld dol. To 11. branża gospodarcza w USA, więc potencjał jest niezwykle duży. Dlatego Warsaw Convention Bureau promuje stolicę jako miejsce organizacji kongresów. To promocja gospodarcza miasta – podkreśla ekspert.

Potencjał Warszawy jest większy również dzięki pozycji Polski w regionie. Jako największy kraj w Europie Środkowo-Wschodniej przyciąga największą liczbę inwestorów. Dzięki temu organizowanych jest więcej spotkań dla członków zarządu czy klientów firm działających na regionalnych rynkach. To nie tylko szansa gospodarcza, lecz także większa promocja Polski jako destynacji turystycznej.

Każdy, kto przyjedzie do Warszawy na konferencję, będzie zachwycony miastem. Wróci, opowie o tym znajomym z pracy, rodzinie, będzie rekomendował to miasto jako miejsce do odwiedzin, nie tylko biznesowych, lecz także turystycznych. Dlatego ten rozwój będzie postępował we wszystkich sektorach, zarówno turystyce biznesowej, jak i indywidualnej – analizuje dyrektor Warsaw Convention Bureau.

Zamiast mandatu nagroda za przepisową jazdę. Fotoradary mogą być bardziej skuteczne

CEO Magazyn Polska

Zaostrzanie kar dla kierowców nie przynosi tak spektakularnych efektów, na jakie liczyli prawodawcy. Eksperci przekonują, że zamiast kolejnych kar i wysokich mandatów można wypróbować system wynagradzania kierowców jeżdżących zgodnie z przepisami. Przykład Szwecji pokazuje, że wprowadzenie nagród za przepisową jazdę może spowodować, że piraci drogowi zdejmą nogę z gazu.

18 maja 2015 roku wszedł w życie nowy kodeks drogowy zakładający ostrzejsze kary dla piratów drogowych. Zwiększono także liczbę fotoradarów. Rząd chciał również, aby robiły one zdjęcie po przekroczeniu prędkości już o 1 km/h, zamiast dotychczasowych jedenastu, jednak wycofał się z tego pomysłu.

Z danych sejmowej komisji infrastruktury wynika, że skuteczność fotoradarów wynosi zaledwie 35 proc. Oznacza to, że tylko co trzeci kierowca, który otrzymuje zdjęcie wykonane przez fotoradar, faktycznie ponosi karę. Pozostali unikają płacenia mandatu, wykorzystując luki w prawie. W dodatku, jak podaje Inspekcja Transportu Drogowego, tylko co trzecie takie zdjęcie spełnia wymagania techniczne, które pozwalają ustalić numery rejestracyjne pojazdu.

– W pierwszym odruchu wszyscy myślimy o tym, by karać. Wiadomo, trzeba ukarać tych, którzy jeżdżą za szybko. Ale jak pokazują badania ze Szwecji, można nagradzać tych, którzy jeżdżą prawidłowo. To jest właśnie paradoks. W pierwszym odruchu zawsze myślimy, że lepszym wyjściem jest karanie tych, którzy wykroczenie popełniają, a zapominamy o tym, że można również wpływać na zachowanie ludzkie, nagradzając tych, którzy robią to dobrze – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Bucki, trener, specjalista od komunikacji, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

W Szwecji stanął radar, który fotografował wszystkie pojazdy  niezależnie od tego, czy kierowca przekraczał dozwoloną prędkość. Kierujący natychmiast otrzymywał informację, czy jedzie prawidłowo, czy nie. Jeśli natomiast respektował nakazy drogowe, to brał udział w loterii, w której mógł wygrać sporą kwotę pieniędzy. Nagroda fundowana była z mandatów osób łamiących przepisy. Pomysłodawcy tej nietypowej loterii wykorzystali zasadę grywalizacji, nazywanej też gamifikacją, pochodzącą z gier komputerowych. Polega ona na przeniesieniu mechanizmów gry do ludzkiego życia i coraz częściej wykorzystywana jest w marketingu i biznesie.

– Nasz umysł w niczym nie różni się od umysłu dziecka. Lubimy wygrywać, bo gry polegają na wygrywaniu i na tym, że mamy wzmocnienie pozytywne, a nie negatywne. System radarów, który mamy w Polsce, jak widać, nie sprawdza się. Staramy się karać jeszcze mocniej, natomiast statystyki pokazują, że ludzie nadal jeżdżą za szybko. Przykład szwedzki pokazuje, że można wzmocnieniem pozytywnym to zmienić mówi Piotr Bucki.

Kanadyjski badacz Gabe Zichermann, który zajmuje się procesami gamifikacji, wskazuje, że nagroda często polega na zyskaniu statusu. Określone zachowanie opłaca się więc nie tylko z powodu gratyfikacji pieniężnej, lecz także uzyskaniu prestiżu i statusu. Zichermann twierdzi, że taka motywacja występuje u wielu sportowców. Status sprawia, że człowiek, który go posiada, czuje się lepszy i ważniejszy. Zdaniem badaczy ludzki mózg ma zakorzeniony mechanizm gratyfikacji, który sprawia, że człowiek czuje się świetnie, gdy zrobi coś dobrego.

– Jonathan Haidt badał to na przykładzie emocji, którą nazywamy uwzniośleniem. Jeżeli robimy coś dobrego, to czujemy się lepiej. Tak samo jest z grywalizacją, jeżeli wygrywamy, to czujemy się lepiej na swój sposób i mamy lepszą chemię w mózgu – mówi Piotr Bucki.

Mechanizmy te są identyczne dla każdego człowieka, niezależnie od kultury, z której pochodzi. Grywalizacja kodeksu drogowego w Szwecji może mieć jednak większe szanse powodzenia ze względu na inne niż w Polsce standardy społeczeństwa obywatelskiego. Zdaniem ekspertów może się ona jednak przyjąć także w polskich realiach.

Roboty przyszłością outsourcingu. Jedna maszyna potrafi zastąpić co najmniej 2 pracowników

Wiktor Doktór

Robotyka i automatyka może wspierać również usługi. Do tej pory tego typu rozwiązania były wykorzystywane głównie przez firmy produkcyjne, teraz coraz częściej wdrażane są w centrach finansowo-księgowych czy obsługi klienta. Proces ten będzie postępował, ale eksperci uspokajają, że nie ma powodów do obaw o to, że roboty zastąpiły pracę ludzi.

Pytanie brzmi, czy te roboty mogą nas w pewnym momencie zastąpić? Otóż niekoniecznie. A jeżeli nawet, to w dużo dłuższej perspektywie czasu – stwierdza Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio. – Dziś procesy bardzo dynamicznie się rozwijają i wymagają coraz to nowocześniejszych operacji do przeprowadzania. O ile jesteśmy w stanie zastosować automaty przy stosunkowo prostych czynnościach, to nadal przy funkcjach analitycznych i raportowych potrzebny jest człowiek.

Choć z jednej strony roboty zastąpią człowieka na niektórych stanowiskach, szczególnie tych mniej skomplikowanych, to z drugiej strony generują zapotrzebowanie na nowych pracowników.

Rośnie zapotrzebowanie na osoby, które zajmują się oprogramowaniem umożliwiającym automatyzację procesów operacyjnych. Takie roboty tworzone są przecież przez informatyków, których obecnie na rynku pracy wciąż brakuje – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Doktór.

Do tej pory rozwiązania z dziedziny robotyki i automatyki dominowały w branży produkcyjnej. Dziś coraz częściej mówi się o nich w kontekście branży usługowej i outsourcingowej. Jak podkreśla ekspert, w outsourcingu najwięcej robotów i automatów wykorzystuje się w centrach finansowo-księgowych, coraz częściej także w procesach informatycznych i przy obsłudze klienta.

Pierwsze automatyzacje były wprowadzane kilkanaście lat temu w procesach archiwizacji danych, skanowania i digitalizacji, a dziś coraz więcej maszyn zaczyna być wykorzystywanych przy procesach finansowych – tłumaczy Wiktor Doktór. – Przykładowo, po zeskanowaniu faktury program komputerowy dokonuje analizy zeskanowanych danych, wprowadza je do systemu księgowego i segreguje do odpowiednich analiz finansowych, tym samym wykonując samemu cały proces.

Wolumeny zeskanowanych stron idą w miliony. Automatyka i robotyka odgrywają też coraz większą rolę przy rozpoznawaniu tekstów, zamiany tekstu na dane i eksportowanie tych informacji do systemów księgowych, zakupowych i logistycznych.

Niewątpliwym plusem wykorzystania robotów jest przyspieszenie procesów i wyeliminowanie błędów. Jak podają eksperci z Wielkiej Brytanii, koszt zasobów Robotic Process Automation (RPA) jest na ogół o jedną trzecią niższy niż koszt stanowiska pracy w modelu offshoringowym, a robot zazwyczaj zastępuje co najmniej dwie osoby. Dodatkowo robot nie potrzebuje przerw, a to zwiększa jego wydajność w porównaniu z ośmiogodzinnym trybem pracy.

Eksperci przytaczają przykłady brytyjskich firm, w których pracę 1000 pracowników sektora bankowego zastąpiło 250 robotów. Z drugiej strony według badań przeprowadzonych przez portal Monster.com 63 proc. respondentów nie obawia się zastąpienia ich przez maszyny.

Na razie nie obawiamy się robotów. Myślę, że przez najbliższe kilka lat nie będą one dużym zagrożeniem dla środowiska pracy, która jest wykonywana w centrach operacyjnych, które są ulokowane w Polsce – ocenia Wiktor Doktór.

Polacy wydają coraz więcej na leki bez recepty. Ich średnia cena rośnie

Jarosław Frąckowiak, prezes PharmaExpert

Rosną wydatki Polaków na produkty sprzedawane w aptekach bez recepty. Sprzedaż tych produktów ilościowo nie zwiększa się znacząco, ale za to coraz wyższa jest ich średnia cena. Na rynek wchodzi też wiele nowych produktów, czemu towarzyszą intensywne akcje promujące, więc klienci są skłonni wydać więcej. Widać to szczególnie w segmencie suplementów diety.

– Polacy spożywają bardzo dużo produktów bez recepty. Jesteśmy jednym z liderów pod tym względem. To nie oznacza jednak, że dużo więcej kupujemy, raczej dużo więcej wydajemy i wybieramy inne produkty – mówi agencji informacyjnej Newseria Jarosław Frąckowiak, prezes PharmaExpert. – Rośnie asortyment, rośnie cena opakowania, są nowe produkty, do tego dochodzi reklama w telewizji, która jest bardzo skuteczna, szczególnie w przypadku suplementów diety, a także dermokosmetyków i produktów OTC.

Z danych PharmaExpert wynika, że Polacy wydają coraz więcej pieniędzy w aptekach. W ubiegłym roku na produkty bez recepty przeznaczyli ponad 11,5 mld zł. W ciągu pięciu miesięcy tego roku wartość sprzedaży przekroczyła 5 mld zł (wzrost o blisko 4,5 proc.).

W ramach produktów sprzedawanych bez recepty największą popularnością cieszą się leki na przeziębienie, dermokosmetyki, leki trawienne i przeciwbólowe. Z kolei mniejszą dynamikę wzrostu odnotowała sprzedaż suplementów diety. Jednak eksperci PMR szacują, że rynek ten w latach 2017-2020 będzie rozwijać się w tempie ok. 8 proc. rocznie (sprzedaż apteczna i pozaapteczna).

Ostatnie dane PharmaExpert za pierwsze 12 dnia lipca pokazują, że rynek leków OTC spadł o 0,3 proc., a rynek suplementów o 4 proc. w porównaniu do ubiegłego roku. Segmentem rynku aptecznego, który odnotował wyraźny wzrost, były kosmetyki – o 2,2 proc.

 Jest to rynek bardzo intratny – są na nim duże marże, a potrzeby klientów zostały umiejętnie rozbudzone, więc rzeczywiście tych produktów sprzedaje się coraz więcej – tłumaczy Jarosław Frąckowiak. – Rynek dermokosmetyków trochę się ekonomizuje. Ilościowo rośnie, ale wartościowo już nie aż tak mocno, dlatego że pojawia się coraz więcej marek w bardziej przystępnych cenach.

Wciąż jednak segment premium dobrze się rozwija. Na dermokosmetyki rocznie Polacy wydają około 1,4 mld zł. Z roku na rok sprzedaż rośnie o kilka procent.

Statystyki za pierwsze miesiące pozwalają prognozować ponad 5-proc. wzrost całego rynku farmaceutycznego. W 2015 roku – według ostatnich szacunków PharmaExpert – Polacy kupią w aptekach leki o wartości 30 mld zł.

Hojo.pl otrzyma do 6 milionów złotych finansowania

HOJO.PL, marketplace profesjonalnych usług sprzątania, dokapitalizowany dotychczas kwotą 1,5 mln zł przez fundusz Internet Ventures FIZ, uzyskał dodatkowe środki w ramach drugiej transzy finansowania oraz uzgodnił warunki kolejnej trzeciej transzy. Spółka w ramach tych dwóch transz otrzyma do 6 milionów zł. Następstwem transakcji jest zwiększenie udziału w spółce przez Internet Ventures FIZ, fundusz zarządzany przez Private Equity Managers, którego uczestnikiem jest Krajowy Fundusz Kapitałowy. Fundusz w dalszym ciągu pozostaje udziałowcem mniejszościowym.

Internetowy broker usług sprzątania, jakim jest HOJO.PL, to perspektywiczna platforma on-line funkcjonująca na zasadzie łączenia usługobiorcy z usługodawcą w zakresie sprzątania m.in. biur, samochodów i mieszkań prywatnych. Rozwijając się dynamicznie od 2011 roku, w ostatnich trzech latach zanotowała ponad 10-krotny wzrost skali działalności przy zachowaniu odpowiedniej dla sektora kilkudziesięcioprocentowej marży na sprzedaży. Kwota uzyskana od funduszu Internet Ventures FIZ w ramach drugiej transzy finansowania będzie przeznaczona nie tylko na dalszy rozwój HOJO.PL w Polsce, ale również na ekspansję w Europie.

Jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy z platformą HOJO.PL, która efektywnie wykorzystuje zarówno fundusze z inwestycji jak i know-how naszych zarządzających. W nadchodzącym czasie będziemy poszerzać kanały dystrybucji usług oraz rozwijać firmę na arenie międzynarodowej. Branża usług sprzątania należy do najprężniej rozwijającego się segmentu rynku usług w Europie, co potwierdzają platformy typy Helpling. Razem z HOJO.pl mamy aspiracje być największym graczem w Europie centralnej stąd decyzja o zwiększeniu naszego wkładu finansowego i przyspieszeniu wzrostu oraz ekspansji poza Polskę mówi Tomasz Danis, zarządzający funduszu Internet Ventures FIZ.

Branża outsourcingu to ogromna szansa dla inwestorów. Sam rynek usług sprzątających zgodnie z prognozami MillwardBrown SMG/KRC w ciągu najbliższych lat powiększy się o 35%. Kupno przez niemiecki Helpling brytyjskiej platformy Hassle.com, podobnie jak HOJO.PL umożliwiającej transakcje pomiędzy firmami sprzątającymi a ich klientami, również finansowanej przez fundusze venture capital, pokazuje atrakcyjność rynku dla inwestorów oraz tendencje konsolidacyjne.

Sfinalizowanie inwestycji Internet Ventures w HOJO.PL to kolejny projekt realizowany wspólnie z Krajowym Funduszem Kapitałowym (KFK), który w roli współudziałowca kilkunastu funduszy inwestycyjnych typu venture capital, wspiera inwestowanie w młode polskie firmy.

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Polska pieczarkowym liderem

Jak podają najnowsze dane Polska jest największym producentem pieczarek w Europie i największym eksporterem tych grzybów na świecie. Aż jedna czwarta pieczarek w Unii Europejskiej to produkty znad Wisły, a 35 procent importowanych pieczarek na świecie pochodzi właśnie z naszego kraju. Do niedawna Holandia była liderem rynku, dziś królują Polacy. Co ciekawe, aż 60 procent wszystkich wpływów z wywozu warzyw i ich przetworów stanowią dochody z eksportu pieczarek. Dziś do naszych największych odbiorców należą m.in.: Niemcy, Holandia, Francja, Wielka Brytania.

Polska pieczarkowym lideremPolska bez większych problemów poradziła sobie z embargiem nałożonym przez Rosję. Przed nałożeniem zakazu to właśnie nasi wschodni sąsiedzi byli głównym odbiorcą tego produktu. Sankcje gospodarcze ze strony Rosji zmusiły producentów do znalezienia innych rynków zbytu. Proces poszukiwania nowych kierunków eksportu zakończył się sukcesem. W 2014 roku Polska utrzymała poziom przychodów ze sprzedaży tego produktu z roku wcześniejszego. Trudno powiedzieć jaki będzie obecny rok, wiele zależy od tego, czy zostanie utrzymany rosyjski zakaz, jednak mimo to polscy producenci z nadzieją patrzą w przyszłość. Oprócz olbrzymiego eksportu, również nasz rodzimy rynek generuje duże zapotrzebowanie na pieczarki. Wciąż wzrasta ich konsumpcja w Polsce, chociaż i tak jemy ich mniej niż w innych europejskich krajach.

Jeszcze do niedawna liderem wśród krajowych producentów była Wielkopolska. Dziś palmę pierwszeństwa dzierży Podlasie. Rejon Łosic, leżących pod Siedlcami, staje się potentatem na rynku. To właśnie w tym regionie zlokalizowana jest Collegium Mazovia Innowacyjna Szkoła Wyższa, jedyna taka uczelnia w kraju, oferująca podyplomowe studia z ekonomiki i organizacji produkcji grzybów jadalnych. – Studia stwarzają możliwość nabycia w krótkim czasie specjalistycznej wiedzy dotyczącej zarówno uprawy grzybów jadalnych, jak i profesjonalnego zarządzania przedsiębiorstwem produkcyjnym. Zajęcia terenowe odbywają się w różnych obiektach pieczarkarskich w okolicy Siedlec i Łosic oraz w wytwórniach podłoża w okolicy Siedlec i Parczewa oraz w centrach logistycznych – tłumaczy dr inż. Grzegorz Koc z Collegium Mazovia Innowacyjna Szkoła Wyższa.

Mimo wielu zawirowań na rynku, segment pieczarek utrzymuje stabilne tempo wzrostu. Warto dodać, że według zapowiedzi Krystiana Szudygi, prezesa Stowarzyszenia Branży Grzybów Uprawnych, na działania promocyjne w tym roku zostanie wydane około 3 mln zł. Powinno to pomóc w jeszcze większym umocnieniu się na pozycji lidera w Europie. To wszystko sprawia, że coraz więcej osób interesuje się możliwościami uprawy tych bogatych w witaminę D, a także fosfor, potas, żelazo i selenu grzybów. Do niedawna Polska była kojarzona głównie z hodowli ziemniaków i truskawek. Dziś stawia się na pieczarki i nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie ten stan miał się zmienić.

Wyniki finansowe Grupy IPF za pierwsze półrocze 2015 roku

W pierwszym półroczu Grupa IPF osiągnęłą mocne wyniki finansowe osiągając zdecydowany wzrost zysku bazowego przed opodatkowaniem wynoszący 16% (7,5 mln GBP) zrównoważony kosztami inwestycji w nowe przedsięwzięcia biznesowe w wysokości 3,3 mln GBP oraz kosztem słabszych kursów wymiany walut wynoszącym 8 mln GBP. Zysk Grupy przed opodatkowaniem i odliczeniem pozycji nadzwyczajnych wyniósł 43,3 mln GBP w pierwszym półroczu, przy czym zysk ustawowy brutto wyniósł 38,6 mln GBP. Pozycje nadzwyczajne wynikają z przejęcia MCB Finance oraz rozpoczęcia działalności w Hiszpanii poprzez sprzedaż pożyczek internetowych zamiast udzielania ich w domu klienta.

Podany zysk za 1sze półrocze 2015 Zmiana zysku bazowego Koszty nowej działalności Słabsze kursy wymiany walut Podany zysk za 1sze półrocze 2014
Mln GBP Mln GBP Mln GBP Mln GBP Mln GBP
Home Credit 51,4 7,5 (1,9) (8,0) 53,8
Digital (1,4) (1,4)
Koszty centralne (6,7) (6,7)
Zysk przed opodatkowaniem i pozycjami nadzwyczajnymi  43,3 7,5 (3,3) (8,0) 47,1
Pozycje nadzwyczajne (4,7)
Zysk przed opodatkowaniem 38,6

Po przejęciu MCB Finance oraz uruchomieniu Hapi pożyczek w Polsce, Zarząd Grupy dokonał przeglądu poszczególnych segmentów, które będą uwzględniane w raporcie wyników Grupy. Od tej chwili będziemy przedstawiać wyniki w podziale na rodzaj biznesu: pożyczki z obsługą domową (Home Credit) oraz pożyczki udzielane on-line (Digital). W ramach segmentu Home Credit funkcjonować będzie podział na regiony geograficzne: Polska-Litwa, Czechy-Słowacja, Europa Południowa (Węgry, Rumunia i Bułgaria) oraz Meksyk.

Polska i Litwa

Po raz kolejny Polska i Litwa osiągnęły dobre wyniki, oparte o wzrost pozycji udzielonych pożyczek oraz znaczną poprawą jakości sprzedanych pożyczek, co przyczyniło się do osiągnięcia mocnego wzrostu zysku bazowego o 3,8 mln GBP (13%) zrównoważonego przez niekorzystne zmiany kursów walut wynoszące 4 mln GBP. Zysk przed opodatkowaniem wyniósł 28,3 mln GBP.

2015mln funtów 2014mln funtów Zmianamln funtów Zmiana% Zmiana przy CER %
Liczba klientów (tys.) 851 853 (2) (0,2) (0,2)
Udzielony kredyt 180,9 189,4 (8,5) (4,5) 6,2
Średni stan należności netto 288,1 302,3 (14,2) (4,7) 6,0
 
Przychód 137,3 158,0 (20,7) (13,1) (3,3)
Utrata wartości (40,3) (53,1) 12,8 24,1 15,7
Przychód netto 97,0 104,9 (7,9) (7,5) 3,0
Koszty finansowania (8,2) (9,8) 1,6 16,3 6,8
Prowizje agentów (15,4) (16,4) 1,0 6,1 (4,1)
Inne koszty (45,1) (50,2) 5,1 10,2 2,2
Zysk przed opodatkowaniem 28,3 28,5 (0,2) (0,7)

Liczba klientów utrzymała się na stałym poziomie w porównaniu rok do roku, a dzięki zastosowaniu selektywnie złagodzonej polityki kredytowej, wprowadzeniu nowych produktów oraz większemu zorientowaniu systemów motywacyjnych na wzrost udało się osiągnąć 6% wzrost w liczbie sprzedanych pożyczek. Średni stan należności netto wzrósł o 6%, a przychód spadł o 3% co jest wynikiem uszczuplonych przychodów wynikających ze spadku stopy lombardowej o 1,5 punktu procentowego w 4 kwartale 2014 i 1 kwartale 2015 i w efekcie niższym limitem na odsetki kontraktowe. Wynika to także z faktu, iż większa liczba klientów zaciągnęła długoterminowe pożyczki po preferencyjnych cenach.

Nasza nowa struktura produktowa, która oferuje klientom większą opcjonalność oraz uwzględnia opłaty o stałej, a nie zmiennej wysokości, będzie w pełni dostępna od 1 sierpnia i od tego momentu wszystkie nowe pożyczki sprzedawane będą już zgodne z nową strukturą produktową.

Lepsze wyniki zbiórkowe w porównaniu rok do roku w połączeniu ze sprzedażą wierzytelności w 3 kwartale 2014 roku zapewniły poprawę o 4,9 punktu procentowego w rocznym ujęciu utraty wartości należności, która jako procent przychodu wynosi 24,8%. Pomimo wzrostu w biznesie kontynuowaliśmy ścisłą kontrolę kosztów utrzymując wydatki na poziomie z zeszłego roku.

Będziemy dalej realizować naszą strategię przyspieszenia wzrostu poprzez stosowanie selektywnego złagodzenia polityki kredytowej oraz akcji marketingowych skierowanych do nowych segmentów klientów, jak również dążyć do zwiększenia naszej widoczności na tym konkurencyjnym rynku. Ponadto będziemy dalej rozwijać naszą technologię umożliwiającą wstępną ocenę zdolności kredytowej klienta oraz rozszerzać sieć naszych brokerów tak, aby do końca 2015 roku objęli oni swym zasięgiem całą Polskę. Skoncentrujemy się także na dążeniu do zwiększenia liczby klientów na Litwie oraz współpracy z naszym biznesem internetowym, aby móc prowadzić sprzedaż wiązaną pożyczek udzielanych w domu klienta oraz tych dostępnych on-line.

Gerard Ryan, Dyrektor Zarządzający Grupy IPF International Personal Finance
Gerard Ryan, Dyrektor Zarządzający Grupy IPF International Personal Finance

Komentarz Gerarda Ryana, Dyrektora Zarządzającego Grupy IPF:

„Obiecującym jest fakt, że nasza podstawowa działalność pożyczkowa dobrze reaguje na strategiczne inicjatywy ukierunkowane na wzrost, co umożliwiło osiągnięcie w analizowanym okresie równomiernie poprawiających się wyników. Podczas gdy w Europie warunki prowadzenia działalności nadal są wymagające, a ewentualne zmiany regulacyjne w Polsce wprowadziły atmosferę niepewności na tym rynku, w Meksyku nadal obserwujemy bardzo silny wzrost oraz zgodną z planem realizację celów na liczbę klientów i dochodowość. Z kolei nasza działalność w nowym kanale, czyli pożyczki on-line, dobrze się rozwija i planujemy wejść na rynek hiszpański z ofertą internetową pod koniec tego roku. Przy silnym, 16% wzroście zysku bazowego w omawianym okresie oraz bardzo solidnym bilansie, chcemy poinformować o kolejnym programie skupu akcji, dzięki któremu przybliżymy się do osiągnięcia zakładanego wskaźnika kapitału własnego do należności na poziomie 40% oraz będziemy koncentrować swoje działania na realizacji dalszego wzrostu w drugiej połowie roku.”

 

System podatkowy w branży wydobywczej powinien sprzyjać inwestycjom

Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało zlikwidowanie tzw. podatku miedziowego, który płaci obecnie KGHM. Zdaniem Konfederacji Lewiatan nałożenie na przedsiębiorstwa wydobywcze podatku typu royalty (uzależnionego od ilości wydobytego surowca, a niezależnego od wypracowanego zysku) jest uzasadnione i stosowane w wielu krajach, stanowiąc daninę na rzecz społeczeństwa z tytułu użytkowania wspólnego dobra jakim są kopaliny. Jednak jego konstrukcja powinna sprzyjać nowym inwestycjom, a teraz tak się nie dzieje.

Lewiatan wielokrotnie podkreślał, zarówno w trakcie prac nad ustawą o podatku od wydobycia niektórych kopalin, jak i domagając się rzetelnej analizy skutków ustawy, że konstrukcja systemu powinna być zgodna ze specyfiką działalności wydobywczej i sprzyjać nowym inwestycjom. Obecne opodatkowanie wydobycia miedzi z całą pewnością odstrasza, a nie zachęca nowych inwestorów.

– Z perspektywy inwestorów i oceny zwrotu z inwestycji uzasadniających rozpoczęcie i kontynuowanie inwestycji w Polsce, aspekt obciążeń podatkowych jest kluczowy – gdyż jest jedną z barier wejścia do sektora obok m.in. dużej kapitałochłonności przy jednoczesnej niepewności wydobycia – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Dlatego też, chcąc uczynić polski system podatkowy konkurencyjnym konieczne jest połączenie kilku ulg i zachęt podatkowych, które mogłyby obejmować m.in.:
• Ulgę inwestycyjną – prawo do odliczenia od podatku od wydobycia niektórych kopalin 100% lub więcej przedprodukcyjnych nakładów inwestycyjnych (tzw. uplift),
• Odroczenie poboru podatku od wydobycia niektórych kopalin w okresie, co najmniej 10 lat od rozpoczęcia nowej inwestycji lub obniżenie podatku w tym okresie,
• Przyspieszenie amortyzacji składników majątku tworzących i wykorzystywanych w zakładach górniczych miedzi do 5 lat.

Nowe inwestycje w branży wydobywczej mają bardzo pozytywny wpływ na gospodarkę, mają dużą wartość, cechuje je także długi, kilkudziesięcioletni horyzont czasowy i brak możliwości realokacji (przeniesienia) ich do innego kraju z uwagi na lokalizację złoża.
Co istotne, Polska jest obecnie światowym liderem pod względem liczby udokumentowanych zasobów miedzi i ma szansę wyprzedzić takich światowych potentatów jak Kanada, Rosja czy Chiny. Jednakże, aby tak się stało konieczne jest zapewnienie dostępu do atrakcyjnych rezerw zalegających na głębokościach przekraczających 1500 m. W tym celu niezbędne jest przede wszystkim poniesienie wysokich nakładów inwestycyjnych na najnowsze technologie i budowę nowych zakładów górniczych.

Z perspektywy pozyskania nowych inwestorów w sektorze wydobywczym, poza potencjałem geologicznym (jakością rudy, trudnością dotarcia do surowca), niezwykle istotny jest reżim podatkowy i jego wpływ na zyskowność planowanych działań.

Nowe złoża miedzi są trudniejsze niż dotychczas eksploatowane – wymagają kopalni głębinowych, które z kolei wymagają znacznie więcej nakładów kapitałowych szczególnie w pierwszych fazach inwestycji. Aktywizację wydobycia z takich złóż mogą zapewnić nowi inwestorzy dysponujący istotnym kapitałem. Tym bardziej strategia fiskalna powinna skupić się w pierwszej kolejności na przyciągnięciu znacznych inwestycji, niezbędnych do rozwoju polskiego sektora wydobycia miedzi, by dopiero później czerpać korzyści ze znaczącego strumienia wpływów do budżetu (z różnych podatków, nie tylko podatku od wydobycia niektórych kopalin).

Mobilność po polsku – łatwiej wyjechać za pracą z kraju niż do innego województwa

Polacy rzadko decydują się na zmianę miejsca zamieszkania, by podjąć pracę w innym mieście lub województwie. Mimo, że w wielu regionach Polski bezrobocie sięga niemal 20%, a w innych aglomeracjach zaledwie 3,9%, to proponowane przez resort pracy bony relokacyjne, nie cieszą się dużą popularnością. W I półroczu 2015 roku skorzystało z nich niewiele ponad 2,5 tys. osób. Z kolei dane GUS wskazują, że 3,1 mln Polaków dojeżdża regularnie do pracy, ale jedynie w obrębie województwa, w którym mieszkają. Jeśli już mamy się przeprowadzić za pracą, to wolimy wyjechać za granicę, a najchętniej wybieramy Wielką Brytanię, Niemcy i Norwegię. Przyciągają nas wyższe zarobki i lepsze warunki socjalne.

Z danych Ministerstwa Pracy i Polityki społecznej wynika, że jedynie 2 675 osób w pierwszym półroczu 2015 r skorzystało z bonów na zasiedlenie, w ramach rządowego programu aktywizacji bezrobotnych. Bon gwarantuje wynagrodzenie w wysokości co najmniej minimalnego wynagrodzenia za pracę brutto miesięcznie, a także ubezpieczenia społeczne. Mogą uzyskać go osoby do 30 roku życia podejmujące pracę poza dotychczasowym miejscem zamieszkania, w odległości co najmniej 80 km lub 3 godzin czasu dojazdu od aktualnego miejsca.

– Mamy do czynienia z silną barierą kulturową, która hamuje migracje zarobkowe wewnątrz kraju. Pomimo dużych zachęt i możliwości, jakie dają bony relokacyjne, bardzo mało osób zainteresowało się tym wsparciem, biorąc pod uwagę skalę zapotrzebowania na pracowników i zróżnicowanie jakie występuje na polskim rynku pracy. Z danych GUS wynika, że tylko w czerwcu pracodawcy zgłosili do urzędów pracy ponad 93 tys. ofert, a w całym pierwszym kwartale 2015 r. było ich 283,1 tys. Mamy regiony w Polsce gdzie bezrobocie jest bardzo niskie, a miejsc pracy wciąż przybywa. W największych aglomeracjach takich jak Warszawa, Katowice, Trójmiasto, Kraków, czy Wrocław stopa bezrobocia kształtuje się obecnie na poziomie od 3,9% do 6,3%. – mówi Tomasz Hanczarek, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Bezrobocie w Polsce systematycznie spada i na koniec tego roku możemy spodziewać się, że po raz pierwszy od kilku lat osiągnie jednocyfrowy wynik. Jednak wciąż w wielu regionach liczba osób bez pracy jest bardzo wysoka. Według danych GUS za czerwiec 2015 w niektórych województwach, jak np. kujawsko-pomorskie, podkarpackie, czy warmińsko-mazurskie stopa bezrobocia wynosi od 13,1% do 16,8%, a patrząc na poziomy powiatów, są takie, w których osiąga nawet 20%. Sposobem na zaktywizowanie zawodowe osób zamieszkujących miejscowości, gdzie najtrudniej znaleźć pracę, miał być wprowadzony w połowie 2014 r. system pomocy dla bezrobotnych i bony na zasiedlenie.

– Polacy wciąż są zbyt mocno przywiązani do swoich miejscowości. Niechętnie decydują się na przeprowadzkę za pracą do innego miasta, a tym bardziej do innego województwa. Pod względem mobilności ciągle różnimy się od zachodnich sąsiadów, dla których zmiana miejsca zamieszkania ze względu na atrakcyjną ofertę jest czymś naturalnym – dodaje Tomasz Hanczarek.

Małą mobilność Polaków potwierdzają dane GUS. Według nich 3,1 mln pracujących Polaków regularnie dojeżdża do pracy, do innej gminy. Jednak najczęściej miejsce pracy znajduje się w obrębie tego samego województwa, co miejsce zamieszkania. Co ciekawe gotowość do wyjazdu jest zdecydowanie większa jeśli chodzi o emigrację za granicę. Według najnowszych badań Work Service, co piąty Polak rozważa poszukiwanie pracy za granicą w ciągu najbliższego roku. Wśród tych, którzy deklarują chęć wyjazdu z kraju za pracą, 19% to osoby bezrobotne, a co druga osoba nie wykazywała dochodów.

– Znaczna część osób wykluczonych z rynku pracy, bardziej niż szukać zatrudnienia w innych miastach w Polsce, woli wyjechać z kraju. Najczęściej Polacy wybierają kraje europejskie, takie jak Wielka Brytania, Niemcy, czy Norwegia. Ich wybory są racjonalne, bo te miejsca dają gwarancję większych zarobków i lepszego standardu życia, a przy tym mają zapewnioną dobą komunikację z Polską. Należy jednak pamiętać, że emigracja do innego kraju to również trudna decyzja, związana z rozłąką z rodziną i najbliższych otoczeniem, ale także potrzeba dostosowania się często do odmiennych warunków, języka i kultury – podsumowuje Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service.

Blisko 1,2 mln mkw. powierzchni w budowie – deweloperzy z optymizmem patrzą na rynek biurowy w Polsce

W Polsce powstaje obecnie 1,2 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Najwyższa aktywność deweloperska utrzymuje się w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście. Współczynnik pustostanów w Polsce wzrósł do poziomu 12,9% (na koniec 2014 r. wynosił 12,4%). Mimo to najwięksi deweloperzy zapowiadają utrzymanie wysokiej aktywności – wynika z raportu Colliers International podsumowującego rynek powierzchni biurowych w pierwszym półroczu tego roku.

W pierwszej połowie roku zawarto transakcje na 621,7 tys. mkw., co oznacza 38% wzrost w stosunku do analogicznego okresu zeszłego roku. W strukturze popytu dominowały nowe umowy (64,9%) oraz renegocjacje i przedłużenia dotychczasowych kontraktów (23,4%). Umowy pre-let nadal stanowiły znaczącą część aktywności rynkowej (23%).
Czynsze bazowe i efektywne ulegają powolnej stabilizacji. Przeciętne czynsze bazowe w Warszawie kształtowały się między 11 a 24 EUR/mkw./miesiąc, natomiast w miastach regionalnych wynosiły od 10 do 15,5 EUR/mkw./miesiąc.

Podaż

Od początku roku warszawski rynek biurowy powiększył się o 147 tys. mkw. Blisko 80% nowej powierzchni zostało dostarczone w strefach poza centrum miasta, gdzie ukończono takie inwestycje, jak: Postępu 14, Nestle House, Park Rozwoju II oraz Karolkowa Business Park. W centrum miasta do użytku oddano dwa budynki biurowe: Carpathia Office House oraz Spektrum Tower (renowacja).

Wśród miast regionalnych najwięcej nowej powierzchni oddano do użytku we Wrocławiu (50,9 tys., Poznaniu (48,4 tys. mkw.) i Trójmieście (31,7 tys. mkw.). Umiarkowane przyrosty odnotowały Łódź i Szczecin. Pojedyncze obiekty biurowe trafiły na rynki w Krakowie (Bonarka 4 Business E), Katowicach (A4 Business Park II) oraz Lublinie (Centrum Park Offices).

Popyt

Popyt brutto w Warszawie ukształtował się na poziomie 386 tys. mkw., czyli blisko o połowę więcej niż w analogicznym okresie 2014 r. Najwyższą aktywność wykazywali najemcy z sektorów: finansowego, IT oraz usług profesjonalnych.

Łączny wolumen transakcji na rynkach regionalnych przekroczył 235 tys. mkw. Ponad 70% zarejestrowanego popytu przypadło na trzy rynki: krakowski (78,9 tys. mkw.), trójmiejski (52,8 tys. mkw.) oraz wrocławski (40,1 tys. mkw.). I poł. roku przyniosła znaczący wzrost aktywności w Poznaniu, gdzie podpisano kontrakty na blisko 18 tys. mkw. (wobec 18,7 tys. mkw. wynajętych w całym 2014 r.).

Zarówno w Warszawie, jak i na głównych rynkach regionalnych utrzymuje się trend konsolidacji i relokacji do nowych obiektów.

Prognozy

Zaostrzenie wymagań dotyczących finansowania może się przełożyć na zmniejszenie liczby rozpoczynanych inwestycji lub przeciągnięcie ich w czasie. Deweloperzy, którzy w przeszłości realizowali już z sukcesem projekty biurowe są w uprzywilejowanej pozycji, ponieważ posiadają zaufanie instytucji finansujących i najemców. Dlatego też najwięksi gracze deklarują spekulacyjny start swoich projektów wyjaśnia Paweł Skałba, partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych.

Miasta regionalne pozostaną w centrum zainteresowania firm z sektora nowoczesnych usług biznesowych. Należy jednak zaznaczyć, że najemcy BPO/SSC coraz przychylniej spoglądają na stołeczny rynek dodaje Paweł Skałba.

Komisarz w dwóch kolejnych SKOK-ach

Komisja Nadzoru Finansowego zdecydowała na posiedzeniu z 28 lipca o ustanowieniu zarządców komisarycznych w dwóch kolejnych spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych. Zarządcy będą zobowiązani do sprawdzenia sytuacji finansowej kas i przygotowania programów naprawczych.

SKOK Polska z siedzibą w Warszawie i Powszechna Spółdzielcza Kasa Oszczędnościowo-Kredytowa w Knurowie to dwie kolejne instytucje, do których skierowano zarządców komisarycznych. Decyzje podjęte jednogłośnie przez Komisję Nadzoru Finansowego zostały dostarczone 29 lipca i wchodzą w życie tego samego dnia, czytamy w komunikacie nadzorcy.

„W przypadku obu SKOK ich aktywa nie wystarczają na zaspokojenie ich zobowiązań. Pomimo pomocy finansowej udzielonej obu SKOK przez Kasę Krajową, obie SKOK posiadają ujemne fundusze własne i straty z lat ubiegłych oraz wykazują bieżące straty finansowe. Oznacza to, że dotychczasowa pomoc ze strony Kasy Krajowej okazała się niewystarczająca w stosunku do sytuacji obu SKOK” poinformowano w komunikacie opublikowanym na stronie internetowej KNF.

Zarządcy komisaryczni mają wzmocnić kasy poprzez poprawę standardów zarządzania ryzykiem. Dokonają także szczegółowej weryfikacji sytuacji finansowej SKOK-ów i opracują uzgodnione z KNF programy postępowania naprawczego. Na zarządcę w SKOK Polska powołano Małgorzatę Korsakowską-Słowik, a w Powszechnej SKOK w Knurowie – Krzysztofa Brejdaka.

Wprowadzenie zarządcy komisarycznego powoduje, że członkowie zarządów zostają z mocy prawa odwołani, a otrzymane przez nich pełnomocnictwa wygasają. Na wyznaczonego przez KNF komisarza przechodzą wszystkie kompetencje organów kierujących SKOK.

Wokół kondycji spółdzielczych kas toczy się obecnie ożywiona dyskusja, w której przewijają się wątki polityczne. Nadzór finansowy, a także przedstawiciele rządu zwracają uwagę na dramatyczną sytuację sektora. Kasy oponują, wskazując na najnowsze wyniki niektórych podmiotów.

autor: Michał Kisiel

Prezes Budimex SA komentuje wyniki finansowe za pierwsze półrocze 2015 roku

W pierwszym półroczu 2015 roku Grupa Budimex utrzymuje pozytywne trendy pierwszego kwartału: wysoką sprzedaż, poprawę rentowności, wysoki poziom przedsprzedaży mieszkań oraz pozycji gotówkowej netto.

Dariusz Blocher - prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA
Dariusz Blocher – prezes Zarządu, dyrektor generalny Budimeksu SA

W szczególności należy zwrócić uwagę na bardzo dobrą skuteczność ofertowania na rynku kontraktów drogowych. Budimex złożył najlepsze oferty na 30% kontraktów ogłoszonych przez GDDKiA w ciągu ostatnich miesięcy. Na uwagę zasługuje również poziom portfela zamówień Grupy Budimex sięgający obecnie 7 miliardów złotych.

Sprzedaż Grupy Budimex za pierwsze półrocze 2015 roku wyniosła 2 268 milionów złotych i była wyższa od sprzedaży osiągniętej w analogicznym okresie 2014 roku o 5,3%. Główną siłą napędową sprzedaży Grupy pozostaje sprzedaż segmentu budowlanego, która w pierwszym półroczu bieżącego roku była wyższa od sprzedaży pierwszego półrocza 2014 roku o 10,6%. Dynamika produkcji budowlano-montażowej w tym okresie wzrosła o 0,8% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego.

W drugim kwartale tego roku rozpoczęliśmy sprzedaż notarialną projektu w Poznaniu oraz pierwszego etapu projektu „Wiślany Mokotów” w Warszawie. Dzięki temu sprzedaż segmentu deweloperskiego w drugim kwartale wyniosła 105 milionów złotych i była wyższa od sprzedaży notarialnej drugiego kwartału 2014 roku o 80%. W konsekwencji sprzedaż w segmencie deweloperskim w pierwszym półroczu 2015 roku wyniosła 139 milionów złotych. W całym roku 2015 sprzedaż w segmencie deweloperskim powinna być zbliżona do sprzedaży roku poprzedniego.

W drugim kwartale 2015 roku Grupa Budimex poprawiła wyniki i rentowność na wszystkich poziomach działalności. Zysk operacyjny Grupy Budimex wypracowany w tym okresie wzrósł o 42,8%, a wynik przed podatkiem o 55,5% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Rentowność Grupy Budimex na poziomie wyniku przed podatkiem wyniosła w drugim kwartale 6,1%.

W konsekwencji wyniki i rentowność Grupy w pierwszym półroczu 2015 roku są lepsze od tych wypracowanych w pierwszym półroczu roku poprzedniego.

Poprawa rentowności Grupy wynika przede wszystkim z poprawy rentowności w segmencie budowlanym. W drugim kwartale 2015 roku wynik segmentu przed podatkiem był lepszy od wyniku drugiego kwartału 2014 roku o 51,1%. Rentowność na tym poziomie wzrosła o 42,5% osiągając w tym okresie poziom 5,14%. W związku z tym, wynik segmentu budowlanego przed podatkiem wypracowany w całym pierwszym półroczu 2015 roku przekroczył 100 milionów złotych.

Poprawa rentowności działalności budowlanej to między innymi wynik efektywniejszego zarządzania kontraktami. Nadal pozytywnie zaskakuje poziom cen materiałów budowlanych. Marże wypracowane w drugim kwartale bieżącego roku w segmencie infrastruktury są zatem wyższe niż w zeszłym roku.

W drugim kwartale bieżącego roku Grupa Budimex podpisała kontrakty o łącznej wartości 1,84 miliarda złotych, z czego 66% w segmencie infrastruktury. W konsekwencji wartość kontraktów podpisanych w pierwszym półroczu 2015 roku wyniosła 2,88 miliarda złotych. Jest to wartość ponad dwukrotnie wyższa w stosunku do pierwszego półrocza roku poprzedniego.

Jednoczenie wartość kontraktów, na które Budimex złożył najkorzystniejsze cenowo oferty, osiągnęła historycznie wysoki poziom 3,4 miliarda złotych, w tym 2,8 miliarda złotych to kontrakty drogowe. Jeśli cała wyżej wymieniona wartość zostanie zakontraktowana w drugim półroczu, to kontraktacja roku 2015 przekroczy rekordowy poziom osiągnięty w roku ubiegłym. Sytuację tę zawdzięczamy wspomnianej już bardzo wysokiej skuteczności ofertowania w segmencie drogowym.

Wartość portfela zamówień Grupy Budimex na koniec czerwca 2015 zmieniła się znacząco względem wartości na koniec czerwca 2014 roku (odnotowany wzrost o 78%). Obecnie wynosi ona 6 987 miliona złotych.

Na rynku nadal utrzymuje się wysoki poziom konkurencji zaobserwowany w pierwszym kwartale bieżącego roku. W segmencie drogowym oprócz stałych konkurentów pojawili się również nowi gracze. Budimex skupia się jednak nie tylko na wolumenie, lecz również na rentowności budowanego portfela zamówień, szczególnie w przypadku kontraktów projektuj i buduj. Są to projekty bardziej wymagające, z dłuższym okresem realizacji. Dlatego też kluczowa jest uważna analiza każdego przetargu i praca już od momentu składania oferty.

Uczestniczymy w przetargach w segmencie energetycznym, a zwłaszcza segmencie budownictwa gazowego. Obecnie pracujemy nad ofertami o wartości kilkuset milionów złotych.

W drugim kwartale 2015 roku rozpoczęliśmy kolejne etapy projektu Nowe Czyżyny w Krakowie, dzięki czemu przedsprzedaż mieszkań w segmencie deweloperskim utrzymuje się na wysokim poziomie.

W samym drugim kwartale Budimex Nieruchomości przedsprzedał 580 mieszkań, co daje łączną przedsprzedaż w pierwszym półroczu na poziomie 1 079 mieszkań. Jest to niemal dwukrotnie więcej niż w pierwszym półroczu 2014 roku. Taki wynik stawia Budimex Nieruchomości w pierwszej trójce deweloperów z najwyższą przedsprzedażą mieszkań w Polsce w pierwszym półroczu 2015 roku.

Liczba mieszkań w budowie utrzymuje się na analogicznym poziomie jak w pierwszym kwartale bieżącego roku – w budowie mamy ponad 3000 mieszkań, z czego tylko 771 nieprzedsprzedanych.

W pierwszym półroczu 2015 Budimex Nieruchomości zakupił nowe grunty o wartości ponad 100 milionów złotych, na których można wybudować ponad 2 tysiące mieszkań. Obserwujemy rynek terenów pod inwestycje mieszkaniowe. Jednym z naszych celów jest dywersyfikacja i powiększenie banku ziemi. W drugim półroczu będziemy pracować nad pozyskiwaniem kolejnych gruntów w atrakcyjnych lokalizacjach.

Grupa Budimex utrzymuje wysoki poziom pozycji gotówkowej netto, który na koniec pierwszego półrocza wyniósł 1,48 miliarda złotych. Jest to wzrost o 62% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. Taki poziom gotówki Grupa zawdzięcza utrzymującej się wysokiej przedsprzedaży mieszkań oraz otrzymywanymi zaliczkami na realizację kontraktów budowlanych (obecne ich saldo to 407 milionów złotych).

W drugim półroczu 2015 roku Grupa Budimex będzie koncentrować się na dalszym budowaniu rentownego portfela zamówień. Będziemy dążyć do osiągniecia jego historycznego poziomu, pracując jednocześnie nad kontraktacją w innych segmentach działalności, gdzie kluczowym pozostaje segment energetyczny.

Zadaniem na rok 2015 jest poprawa rentowności w segmencie budowlanym i uzyskanie sprzedaży Grupy na poziomie zbliżonym do roku poprzedniego.

Budimex pozostaje nie tylko najwyżej wycenianą firmą budowlaną na rynku, lecz także bardzo stabilną spółką giełdową z dobrą pozycją gotówkową i przewidywalnym planem na najbliższą przyszłość.

Grupa BUDIMEX

Wybrane dane finansowe ze skonsolidowanego sprawozdania Grupy Budimex sporządzonego zgodnie z Międzynarodowymi Standardami Sprawozdawczości Finansowej (MSSF) za pierwsze półrocze 2015 roku oraz porównywalne dane za pierwsze półrocze 2014 roku.

Rosną obroty towarowe pomiędzy Polską a Indiami

Obroty towarowe pomiędzy Polską a Indiami nieustannie rosną. W I kwartale 2015 roku wyniosły ponad 530 mln USD*. Było to o 16% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Import wzrósł o 17% r/r, a eksport o 12%*. Zdecydowana większość z tych transakcji została rozliczona w amerykańskim dolarze, co przy obecnych zawirowaniach na światowym rynku walutowym naraża przedsiębiorstwa na znaczące ryzyko kursowe. Możliwa podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych będzie najprawdopodobniej dalej umacniać dolara, co może mieć negatywny wpływ na marże importerów.

Z Indii importujemy głównie tekstylia, w tym odzież i tkaniny, a także wyroby przemysłu chemicznego oraz wyroby elektromaszynowe. Eksportujemy z kolei przede wszystkim produkty dla przemysłu elektromaszynowego, chemicznego oraz artykuły rolno-spożywcze, m.in. jabłka.

Jakub Makurat, Dyrektor Generalny Ebury Polska
Jakub Makurat, Dyrektor Generalny Ebury Polska

Mimo wzrostu znaczenia handlu pomiędzy Polską a Indiami, wiele polskich firm z sektora MŚP nie jest świadoma możliwości efektywnego rozliczania transakcji z indyjskimi parterami handlowymi. – Banki nie mają w swojej ofercie rupii, tak więc rozliczenia w indyjskiej walucie są rzadkością. Najczęstszą walutą rozliczeniową polskich przedsiębiorców jest euro i dolar. Coraz częściej obserwujemy także transakcje w chińskim juanie, tureckiej lirze czy rosyjskim rublu. Jednak, w przypadku wymiany handlowej z bardziej egzotycznymi dla nas krajami, chociażby takim jak Indie, mało kto w ogóle rozważa rozliczanie się w rodzimej walucie swojego kontrahenta – mówi Jakub Makurat, Dyrektor Generalny Ebury Polska, która w ramach swojego portfolio zapewnia przedsiębiorcom dostęp do ponad 140 walut z całego świata.

Polskim przedsiębiorcom brak zarówno wiedzy jak i doświadczenia w rozliczaniu się w innych walutach niż tylko dolar czy euro. Jak obserwuje Ebury, sytuacja powoli zmienia się na lepsze. – Dużo rozmawiamy z przedsiębiorcami, staramy się uświadomić im jakie mają możliwości i jak mogą zarządzić ryzykiem kursowym, które jest nieodłącznym elementem międzynarodowego handlu. Jednym ze sposobów jest rozliczanie się bezpośrednio w walucie, w której kupują lub sprzedają towar – wyjaśnia Jakub Makurat. – Wraz ze wzrostem świadomości widzimy także większe zainteresowanie rupią indyjską. Rozliczenia w lokalnej walucie są siłą przetargową dla przedsiębiorcy i pomagają wynegocjować korzystniejsze warunki handlu z kontrahentem. Sprzyjają też wzrostowi konkurencyjności na rynku – dodaje.

Ebury to międzynarodowa firma specjalizująca się w usługach finansowych dla małych i średnich firm, w szczególności w obszarze transakcji walutowych oraz zarządzania ryzykiem kursowym. Firma weszła do Polski kilka tygodni temu, ale już ma na koncie realizację transakcji w rupii indyjskiej. Transakcja została zrealizowana dla firmy z branży odzieżowej.

* źródło: Ministerstwo Gospodarki, Polsko – Indyjskie relacje gospodarcze, 15 czerwca 2015 r.

Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A. planuje Ofertę Publiczną i debiut na GPW

Biuro Inwestycji Kapitałowych S.A. z siedzibą w Krakowie została założona w 1996 r., a działalność operacyjną w obecnym kształcie prowadzi od roku 2000. BIK S.A. tworzy Grupę Kapitałową, w której jest jednostką dominującą. Grupa BIK działa na rynku nieruchomości komercyjnych, specjalizując się przede wszystkim w budowie, wynajmie i zarządzaniu nowoczesnymi powierzchniami magazynowymi. Dotychczas Grupa BIK zrealizowała inwestycje w Ożarowie Mazowieckim, Pruszczu Gdańskim, Sosnowcu oraz dwie inwestycje w Krakowie o łącznej powierzchni najmu przekraczającej 80 tys. mkw. Obecnie Grupa BIK planuje realizację trzeciego Centrum Logistycznego w Krakowie.

Od 2010 roku Grupa BIK w ramach ekspansji i dywersyfikacji działalności rozpoczęła również inwestycje w obiekty handlowe. Dotychczas zrealizowane zostały dwie galerie handlowe: jedna w Puławach, a druga w Bielsku-Białej. W przygotowaniu jest projekt nowej Galerii Handlowej w Dzierżoniowie. Obiekt zlokalizowany będzie w samym centrum miasta i obejmuje budowę galerii o dwóch kondygnacjach wraz ze 105 miejscami parkingowymi. Łączna powierzchnia najmu wynosić będzie ok. 5 tys. mkw.

„Rynek nieruchomości magazynowych, na którym działa BIK S.A. w dalszym ciągu dynamicznie się rozwija i widać wyraźne zapotrzebowanie na nowe powierzchnie magazynowe. Biorąc pod uwagę sprzyjające otoczenie gospodarcze i potencjał naszej Grupy podjęliśmy decyzję o pozyskaniu kapitału z Giełdy w celu przyśpieszenia rozwoju” – powiedział Mirosław Koszany, Prezes Zarządu BIK SA.

Na koniec 2014 r. Grupa BIK osiągnęła skonsolidowane przychody ze sprzedaży na poziomie 18,6 mln zł, czyli o około 10 proc. wyższe w stosunku do roku poprzedniego. Zysk operacyjny wyniósł 11,3 mln zł, wartość portfela nieruchomości inwestycyjnych Grupy BIK wyniosła 195,8 mln zł (wzrost o 16 % r/r), a wartość kapitałów własnych 76,4 mln zł (wzrost o 4% r/r).

Oferta publiczna Biura Inwestycji Kapitałowych S.A. jest przygotowywana wspólnie z Domem Maklerskim BDM S.A., który jest oferującym akcje.

Indie – gospodarcza potęga z wieloma słabościami

Indie należą do największych i najszybciej rozwijających się państw na świecie. Wciąż jednak większość obywateli musi przeżyć za kilka dolarów dziennie, a gospodarkę blokuje biurokracja. Komentarz na temat bieżącej sytuacji ekonomicznej i gospodarczej oraz szansach rozwoju przedstawia Piotr Szulec, Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej Pioneer Pekao Investment Management.

Piotr Szulec, Dyrektor ds. Komunikacji Inwestycyjnej Pioneer Pekao Investment ManagementNominalny PKB Indii wynosi 2 bln dolarów. To trzeci wynik w Azji, po Chinach i Japonii. Jednak ekonomiści z brytyjskiego Centrum ds. Badań Ekonomicznych i Biznesowych CEBR uważają, że Indie – jeżeli utrzymają tempo rozwoju gospodarczego – w ciągu najbliższych kilkunastu lat mają szansę wyprzedzić nie tylko Kraj Kwitnącej Wiśni, ale także kilka krajów Unii Europejskiej i zostać trzecią potęgą gospodarczą świata.

Azjatycki tygrys

Indyjskie Centralne Biuro Statystyki szacuje, że dynamika PKB w 2015 roku wyniesie 7,4%. Choć wynik ten może budzić zazdrość w krajach rozwiniętych, dla Indii nie jest novum. Przez ostatnie 20 lat indyjska gospodarka rozwijała się w tempie ok. 6% rocznie. W latach poprzedzających kryzys finansowy z 2008 roku wzrost PKB sięgał nawet 10% w skali roku.

Z najnowszych danych wynika, że Indie – z tempem rozwoju na poziomie 7,5% w IV kwartale 2014 roku (w ujęciu rok do roku) – rozwijają się szybciej niż Chiny, które borykają się ze spowolnieniem dynamiki. Zdaniem analityków cytowanych przez „The Economist”w raporcie na temat tego kraju tak wysokie tempo wzrostu może być zaskakujące, gdyż indyjska gospodarka doświadczała ostatnio lekkiego kryzysu, przejawiającego się słabą sprzedażą samochodów, niską dynamiką popytu na kredyty czy mniejszymi od spodziewanych przychodami firm notowanych na tamtejszej giełdzie.

Jedną z najpoważniejszych bolączek indyjskiej gospodarki pozostaje wysoka inflacja. W 2010 roku zbliżyła się ona do 14%. Bank centralny podjął wówczas wiele działań, by zapanować nad zwyżką cen. Liczne podwyżki stóp procentowych (w krótkim czasie wzrosły one z poziomu 4,25 do 8,5%) pozwoliły obniżyć inflację do poziomu ok. 8% w 2014 roku. Największe sukcesy na tym polu odnotowano w ostatnich miesiącach. W marcu 2015 roku wzrost cen liczony rok do roku nieznacznie przekroczył 5%.

Za szybki spadek inflacji odpowiedzialne są przede wszystkim obniżki cen żywności oraz mniejszy popyt wewnętrzny, niż wcześniej zakładano. Eksperci spodziewają się jednak, że indyjski bank centralny nie zmieni w najbliższym czasie swojej polityki i będzie utrzymywał restrykcyjne nastawienie do stóp procentowych. Celem jest oczywiście trzymanie inflacji w ryzach, czyli na poziomie nieprzekraczającym 6% do końca 2015 roku.

Złoto ciąży importowi

Innym problemem indyjskiej gospodarki jest deficyt w handlu zagranicznym. Indie w odróżnieniu od Chin zdecydowanie więcej importują, niż eksportują. Za deficyt odpowiedzialny jest przede wszystkim import surowców, głównie ropy naftowej i złota. Indie są jednym z największych na świecie konsumentów tego kruszcu w postaci fizycznej. To rezultat między innymi uwarunkowań historycznych: dla tamtejszego społeczeństwa złoto jest najcenniejszą i najpewniejszą lokatą kapitału, uświęconą wielowiekową tradycją.

Władze starają się problemowi zaradzić. W 2014 roku wartość deficytu handlowego uległa obniżeniu z 50 mld dolarów do 34 mld dolarów. Import zmniejszył się o 6,5%, w konsekwencji wprowadzenia wielorakich ograniczeń importu złota. W roku 2015 deficyt ma ulec niewielkiemu zwiększeniu z uwagi na ożywienie inwestycyjne, które według prognoz pociągnie za sobą zwyżkę importu o 10%. Równocześnie spodziewany jest wzrost eksportu. Do najważniejszych partnerów handlowych Indii należą USA , Chiny, Arabia Saudyjska oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie.

1,3 mld konsumentów

Indyjska gospodarka rozwija się więc przede wszystkim dzięki ogromnemu rynkowi wewnętrznemu. Indie to drugi najliczniejszy kraj na świecie. Mieszka tu, według danych Banku Światowego za 2013 rok, prawie 1,3 mld osób. Dochody obywateli systematycznie rosną, co generuje coraz większy popyt wewnętrzny. Chociaż PKB na jednego mieszkańca, liczony według siły nabywczej, wynosi zaledwie ok. 3,5 tys. dolarów, to wskaźnik ten z każdym rokiem rośnie. Tylko w ciągu ostatniej dekady uległ podwojeniu.

Należy jednak pamiętać, że społeczeństwo indyjskie wciąż należy do najuboższych na świecie. To między innymi efekt niekorzystnej struktury zatrudnienia, która zdecydowanie odbiega od wzorców obowiązujących w krajach rozwiniętych. Aż 52% siły roboczej w Indiach zatrudnione jest w rolnictwie. Tylko 34% pracuje w usługach, reszta w przemyśle. Stopa rejestrowanego bezrobocia znajduje się na dość wysokim poziomie (ok. 10%).

Pustki w państwowej kasie

Indyjski rząd musi walczyć z deficytem budżetowym, który w 2013 roku wynosił ponad 88 mld dolarów, czyli ok. 5% PKB. W 2014 roku udało się go ograniczyć do poziomu ok. 60 mld dolarów, między innymi dzięki prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych. Zamiary rządu w tym zakresie nie zostały jednak do końca zrealizowane. Sama tylko sprzedaż 10% udziałów w Coal India miała przynieść ponad 3 mld dolarów przychodów, ale ze względu na sprzeciw związków zawodowych zaniechano tego planu.

Firmy działające na terenie Indii muszą się liczyć z biurokracją – i to pomimo tego, że liberalizacja przepisów trwa tu od 20 lat. Rządowi udało się znieść wiele licencji dla większości gałęzi przemysłu. Sprywatyzowano dużo branż, wcześniej praktycznie w całości reprezentowanych przez przedsiębiorstwa państwowe. Udało się także zliberalizować handel zagraniczny poprzez redukcję części ceł.

W gąszczu paradoksów

Z perspektywy Europy duża część indyjskiej gospodarki pozostaje jednak pełna absurdów i niedorzeczności. W rękach rządu są cła na wiele towarów, instrumenty pozwalające zakazywać importu bądź eksportu określonych produktów, monopol na handel zagraniczny wieloma z nich, takimi jak najważniejsze towary żywnościowe czy nawozy służące do produkcji rolnej. Nadal istnieje na przykład lista towarów, które mogą być sprzedawane tylko przez lokalne małe firmy. Co ciekawe, rząd wciąż kontroluje ceny wielu towarów, jak choćby paliw, lekarstw czy części produktów spożywczych.

Skalę problemów, z którymi często muszą się borykać działający w Indiach przedsiębiorcy, pokazuje szeroko omawiany w tamtejszych mediach przypadek zatrzymania rok temu w indyjskich portach dostaw towarów z Unii Europejskiej. Powodem było niewłaściwe, zdaniem służb celnych, oznakowanie wwożonych towarów. Otóż etykiety na opakowaniach zbiorczych produktów były naklejone. Tymczasem celnicy upierali się, że powinny być one nadrukowane. Podczas gdy spory prawne trwały, produkty tygodniami stały w portach i się psuły.

Bariery wejścia

Z wieloma ograniczeniami muszą też zmagać się zagraniczne podmioty pragnące inwestować w Indiach. W dalszym ciągu funkcjonuje tu, odziedziczona po czasach kolonialnych, obawa przed uzależnieniem od zagranicznego kapitału, co powoduje, że obcy kapitał napotyka szereg ograniczeń w dostępie do wielu branż. W 2013 roku rząd w Delhi zdecydował o złagodzeniu kilku restrykcyjnych regulacji w zakresie bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Pozwolono między innymi na przejmowanie przez obcy kapitał całości przedsiębiorstw farmaceutycznych, ale już na przykład w handlu hurtowym istnieje obowiązek zapewnienia w ofercie przez zagranicznego inwestora minimum 30% udziału krajowych produktów. A gdy formalnych przeszkód nie ma, na drodze do inwestycji często staje postawa pojedynczego urzędnika. Znany jest przypadek jednej z koreańskich korporacji planującej budowę nowej huty stali. Projekt – wart, bagatela, 12 mld dolarów – czekał prawie 10 lat na wydanie wszelkich wymaganych prawem pozwoleń. Z wyzwaniami mierzą się również miejscowe firmy. Liczne przeszkody muszą pokonywać choćby przedsiębiorstwa wydobywcze, niezależnie od kraju pochodzenia. Chodzi głównie o kłopoty w nabywaniu ziemi oraz uzyskiwaniu pozwoleń środowiskowych związanych z rozpoczęciem wydobycia. Proces zakupu ziemi może trwać nawet 8 lat. Paradoks polega na tym, że przedsiębiorstwa wydobywcze muszą w ciągu 3 lat od otrzymania zgody na wydobycie rozpocząć eksploatację złoża węgla czy rudy… Efektem takich przepisów jest między innymi rosnący deficyt Indii w handlu zagranicznymi surowcami energetycznymi. Indie mają ogromny potencjał i szanse, by stać się trzecią światową potęgą. Pytanie, czy same sobie w osiągnięciu tego celu nie przeszkodzą.

Dziś premiera nowego systemu Microsoft – Windows 10

Nowy system Microsoft jest już dostępny globalnie w 190 państwach, w 111 językach, jako bezpłatne uaktualnienie dla urządzeń funkcjonujących na systemach Windows 7 oraz Windows 8.1, a także nowych komputerach osobistych oraz tabletach.


Windows 10 reprezentuje całkowicie nowe i unikalne podejście w rodzinie produktów Windows. Stanowi pierwszy krok w kierunku jeszcze większej personalizacji komputerów osobistych. Nie tylko z tego powodu, że jest bezpłatny, lecz również dlatego, że w jego tworzeniu wzięło udział ponad 5 mln użytkowników. Wyjątkowość nowego systemu Microsoft polega również na tym, że jest on dostarczany w modelu usługowym (Windows as a service), dzięki czemu będzie na bieżąco aktualizowany o innowacyjne funkcje oraz udoskonalone zabezpieczenia.

Windows 10 jest najbezpieczniejszym spośród wszystkich systemów operacyjnych Windows. W nowym systemie Microsoft użytkownicy poczują się jak w domu, a będzie temu sprzyjał szybki i znajomy interfejs, ujednolicony dla całej gamy urządzeń, wliczając w to komputery osobiste, tablety, telefony, Xbox One, HoloLens i wiele innych. Windows 10 oferuje ponadto wiele innowacyjnych rozwiązań, pozwalających na bardziej spersonalizowane i produktywne korzystanie z wymienionych urządzeń. Wśród nich na szczególną uwagę zasługują:

Cortana – osobisty, cyfrowy asystent, rozszerzający możliwości Twojego telefonu, komputera oraz tabletu, dzięki któremu odnalezienie poszukiwanych informacji jest proste i odbywa się w mgnieniu oka.

Microsoft Edge – całkowicie nowa przeglądarka internetowa, która jest bardziej spersonalizowana, a przy tym elastyczna, wydajna oraz dopasowana do wszystkich urządzeń z Windows 10. Umożliwia użytkownikom szybkie przeglądanie stron internetowych, zaznaczanie interesujących treści, dodawanie komentarzy oraz łatwe dzielenie się takimi notatkami ze znajomymi.

Integracja z konsolą Xbox – dzięki aplikacji Xbox gracze mogą rejestrować, udostępniać oraz edytować najlepsze momenty z gier za pomocą Game DVR, grać w nowe gry z przyjaciółmi na różnych urządzeniach oraz streamować gry bezpośrednio z konsoli Xbox One na swoje tablety i komputery osobiste z systemem Windows 10.

Start – przycisk Start oraz pasek zadań umożliwią natychmiastowy dostęp do treści najważniejszych dla użytkownika. Z pewnością będą także stanowiły znajome elementy interfejsu dla użytkowników Windows 7 oraz Windows 8

Od dziś użytkownicy będą powiadamiani o czekającej na nich darmowej aktualizacji do Windows 10, a nowe urządzenia z tym systemem stopniowo będą pojawiały się w sklepach.

Energetyka wiatrowa szansą dla polskich gmin

Według prognoz Komisji Europejskiej energetyka wiatrowa będzie liderem zielonych technologii w przeciągu najbliższych 15 lat. Unijne propozycje z 2014 roku, odnoszące się do zwiększenia udziału odnawialnych źródeł w krajowych bilansach energetycznych o 27% powodują, że rozwój tzw. zielonej energii w polskich gminach staje się kluczowy. Na energetyce wiatrowej szczególnie skorzystać mogą polskie gminy.

 

Energetyka wiatrowa, wpisująca się w nowy nurt polskiej strategii energetycznej, stanowi szansę dla rozwoju polskich gmin. Elektrownie wiatrowe posiadają wiele obiektywnych zalet, zarówno ze społecznego, jak i ekonomicznego punktu widzenia.

Zalety dla gminy

Budowa farm wiatrowych na terenie gminy przyczyni się do gospodarczego ożywienia w rejonach rolniczych, które z reguły są ekonomicznie nieatrakcyjne. Na budowie farmy wiatrowej zyskuje przede wszystkim lokalna społeczność. Nie tylko poprzez korzyści w postaci środków finansowych, pochodzących ze sprzedaży energii, ale również poprzez zwiększone nakłady inwestycyjne i wzrost zainteresowania podmiotów chcących rozpocząć działalność na terenie gminy.

Ponadto, farmy wiatrowe to inwestycja, która nie ingeruje w znaczący sposób w tereny znajdujące się w bezpośrednim sąsiedztwie. Oznacza to, że na przylegających ziemiach może odbywać się normalna produkcja rolnicza. Energetyka wiatrowa w żaden sposób nie zakłóca rozwoju upraw i późniejszych zbiorów. Co więcej, na elektrowniach wiatrowych zyskuje również sama gmina poprzez kreowanie ekologicznego i atrakcyjnego wizerunku dla inwestorów, ze względu na własne możliwości zaopatrzenia w energię elektryczną.

Elektrownia wiatrowa jako alternatywne źródło energii

Budowa elektrowni wiatrowych ma korzystny wpływ na zmianę stanu infrastruktury energetycznej. Według danych „Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji” obecnie blisko 60-80% sieci przesyłowych oraz elektrowni jest przestarzałych oraz nieefektywnych, co budzi większe ryzyko przerwania dostaw energii. Dlatego też szansą na przeciwdziałanie tego typu zjawiskom jest wzrost inwestycji nie tylko w energetykę wiatrową, ale również inne alternatywne źródła. Tym bardziej, że Polska ma doskonałe warunki do rozwoju tego typu instalacji (duża liczba pól i dobre warunki atmosferyczne), a najwięcej farm wiatrowych zlokalizowanych jest w północno-zachodniej części Polski. Ponadto, według danych pochodzących z raportu „Energetyka wiatrowa w Polsce”, Polska została zakwalifikowana, jako jeden z 12 głównych rynków zbytu turbin wiatrowych na świecie. Dlatego też warto ten potencjał należycie spożytkować. – Przy obecnym zapotrzebowaniu na energię elektryczną, która do 2030 roku ma wzrosnąć o ponad 30 proc., konieczności rozwoju OZE oraz zmniejszenia emisji dwutlenku węgla, zasadna jest budowa elektrowni wiatrowych. Instalacje tego typu to wyjątkowa szansa dla polskich gmin i jej mieszkańców w postaci środków finansowych ze sprzedaży energii, ograniczenia możliwości występowania tzw. blackout’ów (awarii zasilania), a także wzrostu atrakcyjności gospodarczej na tle sąsiednich jednostek terytorialnych – mówi Jacek Łukaszewski, Prezes Zarządu Schneider Electric.

Wyzwanie dla energetyki rozproszonej

Nowym wyzwaniem dla sieci dystrybucyjnych są rozproszone instalacje wiatrowe. Niestabilność i duże wahania mocy wprowadzanej do systemu sprawiają dużo problemów. Istnieją jednak rozwiązania, które pozwalają te problemy rozwiązywać. Jednym z nich jest opracowany przez naszą firmę system WeatherSentry, który służy do prognozowania pogody i dostarczania informacji na temat tego ile energii w danym dniu czy okresie będzie w stanie wyprodukować farma wiatrowa przy danej pogodzie – mówi Michał Ajchel Wiceprezes ds. Rynku Energii w Schneider Electric Polska. Co więcej, system pozwala przewidywać także zapotrzebowanie na energię w systemie na podstawie swoich prognoz i profili odbiorców – dodaje Michał Ajchel.

Edukacja potrzebna od zaraz

Akceptacja energetyki wiatrowej na szczeblu samorządowym jest jednym z najważniejszych czynników, bardzo często decydującym o powodzeniu projektu farmy wiatrowej. Głównym powodem jest uwzględnienie inwestycji w studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy. Dlatego tez priorytetowym działaniem jest zwiększanie świadomości wśród mieszkańców na temat zmian klimatu, przyczyn i konsekwencji zachodzących zmian oraz zachęcenie do podejmowania kroków na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatycznym w codziennym życiu i otoczeniu: w domu, w pracy, w szkole, lokalnym środowisku. W związku z tym Krajowa Agencja Poszanowania Energii S.A przy współpracy z firmami Schneider Electric, Velux, Schréder oraz Gegenbauer Polska realizuje drugi rok z rzędu projekt „Autobus Energetyczny”. Celem przedsięwzięcia jest utworzenie mobilnego centrum informacyjno-edukacyjnego. Zadaniem mobilnego centrum będzie docieranie z programem edukacyjnym bezpośrednio do mieszkańców gmin i podnoszenie świadomości ekologicznej w szerokich grupach społecznych (reprezentanci władz samorządowych, przedsiębiorcy, mieszkańcy gmin). W ramach realizacji projektu planowane jest przeprowadzenie kampanii edukacyjnej na terenie 200 gmin. Eksperci jeżdżący autobusem będą tworzyli grupę doradczą, która będzie oferowała nieodpłatną, niezależną i najbardziej aktualną wiedzę na tematy związane ze zmianami klimatu i efektywnością energetyczną, w tym również o korzyściach pochodzących z alternatywnych źródeł energii.

Energetyka wiatrowa jest szansą dla Polski w obliczu narzucanych odgórnie unijnych postanowień polityki klimatyczno-energetycznej, dotyczących rozwoju OZE, poprawy efektywności energetycznej oraz ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Z drugiej strony budowa elektrowni wiatrowych jest alternatywą wobec konwencjonalnych sposobów pozyskiwania energii eklektycznej. Jednakże koniecznym elementem do przeprowadzenia zmian w polskich gminach jest aprobata ze strony społeczności lokalnej.

 

Chińska waluta zyskuje na znaczeniu

Juan został zaakceptowany w kolejnym ważnym miejscu. Wyraźnie widać, że perspektywa piątej waluty świata nie zadowala Chińczyków i cały czas podejmują działania, by umocnić jego znaczenie. Dzisiaj ważna konferencja w USA. Inwestorzy czekają na wskazówki co stanie się ze stopami procentowymi w największej gospodarce świata.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

W Grecji trwają kontrole przedstawicieli organów europejskich, a do Aten zlatują kolejni negocjatorzy trojki. Pewien popłoch wzbudziło znalezienie się na liście nazwisk kilku osób związanych z negocjacjami na Cyprze. Dla przypomnienia obłożono tam wysokim podatkiem depozyty w bankach mających problemy z płynnością. Podobnego scenariusza boją się obecnie posiadacze rachunków w greckich bankach.

Kolejny ważny krok juana. Od dzisiaj waluta ta może stanowić zabezpieczenie na Londyńskiej Giełdzie Metali. Decyzja ta jest podyktowana współpracą z giełdą w Hongkongu, ale również bardzo dużym udziałem Państwa Środka na giełdach surowcowych na świecie. Globalizacja juana jest od lat jednym z priorytetów Chin. Co prawda marzenia o zastąpieniu dolara jeszcze przez wiele lat się nie spełnią (o ile nie wydarzy się nic niespodziewanego na rynkach). Juan jest obecnie piątą walutą świata. Niedawno wyprzedził dolara kanadyjskiego. Do kolejnego – jena dzieli go jeszcze co prawda spory dystans, ale patrząc na potencjał gospodarczy Chin w ciągu najbliższych kilku lat juan stanie się czwartą walutą świata.

Trwają spekulacje na temat następcy Marka Belki w fotelu prezesa NBP. Kadencja kończy się co prawda dopiero za rok, jednakże przeważnie nie zostawia się tak ważnej funkcji do obsadzenia na ostatnią chwilę, by zachować ciągłość działań. Ze względu na zmianę ról wątpliwe jest, by Rada Polityki Pieniężnej podejmowała w swojej kadencji ważne decyzje. Mówiło się o podwyżce stóp procentowych jeszcze w drugiej połowie 2015 roku. Biorąc pod uwagę wciąż wyraźnie niższą od celu inflację oraz wolniej wychodzące z kryzysu państwa Unii Europejskiej, coraz bardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym obecna Rada nie podejmie już do końca kadencji żadnej decyzji, zostawiając pole następcom.

Wczorajszy indeks zaufania konsumentów w USA wypadł wyjątkowo źle. Rynki spodziewały się osiągnięcia 100 pkt, jednakże odczyt wyniósł zaledwie 90,9 pkt. Nie może dziwić zatem szybkie osłabianie się dolara w reakcji na te dane.

Dzisiaj najważniejszą informacją dnia, a raczej wieczora, będzie konferencja FOMC czyli amerykańskiego odpowiednika RPP. Inwestorzy oczekują, że dostaną dodatkowe wskazówki na temat terminu podwyżki stóp procentowych w USA. Gdyby do podwyżki stóp miało dojść, szybko dolar będzie zyskiwał gdyż bezpieczne inwestycje dolarowe nagle zwiększą swoją stopę zwrotu. Gdyby z kolei termin podwyżek stóp został odłożony w przyszłość dolar powinien tracić z analogicznego powodu.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 29.07.2015  - Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 29.07.2015 – Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 29.04.2015 do 29.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 – 4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 29.07.2015  - Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 29.07.2015 – Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 29.04.2015 do 29.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kolejnym ważnym poziomem jest 3.8450.

USD/PLN

Komentarz walutowy 29.07.2015  - Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 29.07.2015 – Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 29.04.2015 do 29.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wybił się dołem z kanału wzrostowego. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem po wybiciu są minima na 3,7100.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 29.07.2015  - Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Komentarz walutowy 29.07.2015 – Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 29.04.2015 do 29.07.2015

Kurs GBP/PLN wybił się dołem z kanału wzrostowego Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków dalszych spadków najbliższym wsparciem jest Ostatnie minimum lokalne na 5,7700.

Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Gospodarka rośnie jak na… pojazdach

Półroczne wyniki branży leasingowej z 3,7% wzrostem z w segmencie samochodów osobowych i pojazdów do 3,5t pokazują, iż branża, czy raczej jej klienci, poradzili sobie z rozwojem biznesu w porównaniu z ubiegłym rokiem. Pamiętamy zamieszanie wynikające ze zwiększonego popytu na pojazdy w związku z kończącym się odliczeniem VAT. Charakterystyczne jest to, iż wzrosty nie rozkładały się równomiernie pomiędzy firmami leasingowymi: pierwsza dziesiątka w rankingu tego segmentu zwiększyła sprzedaż swoich produktów o blisko 16%. Pojawiły się dwie silne promocje cenowe, mamy w tej grupie podmioty z wysokimi, dwucyfrowymi tempami wzrostu. Są też firmy, które zanotowały spadki sprzedaży. Rynek nie jest zatem zrównoważony, za jego rozwój odpowiadają odważne strategie cenowe i dystrybucyjne.

Należy pamiętać, że branża leasingowa obsługuje przede wszystkim firmy z segmentów MŚP, a te w większości lokują swe produkty i usługi na rynku wewnętrznym. Jeśli czynniki makroekonomiczne, takie jak wzrost realnych wynagrodzeń (np. spowodowany malejącą inflacją) czy spadek bezrobocia sprzyjają popytowi, to pojawia się zwiększona gotowość do inwestowania tak samo w dobra powszechnego użytku (samochody osobowe), jak i sprzęt bardziej specjalistyczny (pojazdy dostawcze). Prognozy dla gospodarki polskiej są dobre, na pewno możemy spodziewać się w najbliższych miesiącach pierwszych pozytywnych efektów środków unijnych – wszystko to sprzyjać będzie nastrojom zakupowym.

Sektor transportu ciężkiego w leasingu miał w pierwszym półroczu 2015 obroty niższe niż rok temu. W tym sektorze tempo zmian jest również bardzo zróżnicowane. Sektor ten jest „ciągnięty” przez pierwszą dziesiątkę ze średnim 15,4% wzrostem. Z ofertą na finansowanie transportu ciężkiego najlepiej docierają do klientów te podmioty, które w swoich modelach biznesowych stawiają na wysoką specjalizację wyznaczonych zespołów sprzedażowych, dobrą znajomość biznesu dostawców sprzętów i stałą relację z nimi.

Mimo obaw o stan branży transportowej, pojawiających się w związku z rosyjskim embargiem na polskie towary czy próbami regulacji rynku przewozów w Niemczech, branża leasingowa nie zanotowała spadku wiarygodności kredytowej klientów z tego sektora. Gross polskich firm transportowych to podmioty małe lub średnie, posiadające zdolność do szybkiej zmiany kierunków (np. transport wewnętrzny w miejsce międzynarodowego) i rodzajów przewozów. Jeśli nawet na przełomie 2014 r. i 2015 r. wystąpiło ryzyko spadku dyscypliny płatniczej, to już pierwsza połowa tego roku pokazała, że klienci dostosowali się do nowych warunków i nie tylko obsługują zadłużenie, ale także zwiększają liczbę zestawów.

Szacunek Związku Polskiego Leasingu ze stycznia br., wskazujący na 11,2% wzrost całego rynku, został już przekroczony. Patrząc na tempo letnich zamówień, możemy liczyć na utrzymanie przynajmniej 14-15% wzrostu w segmentach tzw. ruchomości, gdzie samochody osobowe, dostawcze i transport ciężki stanowią większość biznesu.

Raiffeisen-Leasing Polska S.A.

Firma rozpoczęła swoją działalność 30 stycznia 1998 roku. Udziałowcem Raiffeisen Leasing jest Raiffeisen Bank Polska S.A. (100% udziałów). Po III kwartale 2014 Spółka jest jedną z największych firm leasingowych w Polsce z 7,7 % udziałem, zajmując tym samym drugą pozycję na rynku leasingu. Misją Spółki jest wspieranie polskich firm (szczególnie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw) w finansowaniu ich działalności. Raiffeisen Leasing jest jednym z liderów w finansowaniu środków trwałych tj. pojazdy, środki transportu ciężkiego, maszyn i urządzeń oraz nieruchomości. Jednocześnie Raiffeisen Leasing oferuje finansowanie w obszarze IT i sprzętu medycznego, wyposażenia biur.

PayPal po rozstaniu z eBay jest już samodzielnie notowany na NASDAQ. Dla serwisu polski rynek jest jednym z najważniejszych w Europie

0

Damien Perillat

Będący do niedawna częścią eBay serwis płatności cyfrowych PayPal notowany jest już na amerykańskiej giełdzie NASDAQ samodzielnie. Akcjonariusze platformy handlowej otrzymali po jednym papierze PayPal, a oddzielne akcje nie były dystrybuowane. W przyszłości serwis chce się skupić na podstawowej działalności, czyli pośrednictwie w opłatach. Polska jest dla spółki jednym z najważniejszych rynków w Europie.

– Wracamy do korzeni: wchodzimy na nowojorską giełdę NASDAQ i odłączamy się od eBay&HASH39;a – informuje agencję Newseria Inwestor Damien Perillat, dyrektor zarządzający PayPal w Europie Środkowo-Wschodniej. – To bardzo szczególny czas dla nas. Stajemy się niezależną firmą. Chcemy koncentrować się na tym, co robimy najlepiej, pozwoli nam to korzystać z nowych możliwości pojawiających się na rynku.

Zgodnie z tzw. warunkami separacji 17 lipca br. akcjonariusze mający notowane na NASDAQ akcje eBay otrzymali po jednym udziale PayPal na każdy papier eBay posiadany w dniu rejestracji (8 lipca). Żadne oddzielne akcje platformy rozliczeń cyfrowych nie były przy tym dystrybuowane. Od 6 lipca odbywał się handel prawami do akcji serwisu, a debiut nastąpił 20 lipca. W ciągu 13 lat wartość firmy wzrosła trzydziestotrzykrotnie.

Dziś PayPal ma blisko 170 mln użytkowników, w tym ponad 10 mln w Polsce.

Polska jest dla nas bardzo ważna, ponieważ to największy rynek e-commerce w regionie, mający 11 milionów użytkowników – przekonuje Damien Perillat. – Naszym zdaniem rynek ten wciąż będzie rosnąć, bo zakupy online stanowią w Polsce 3-4 proc. sprzedaży. W Niemczech udział ten wynosi 10 proc., a w Wielkiej Brytanii – 14. Potencjał wzrostu jest więc bardzo duży.

Według szefa PayPal w regionie Europy Środkowo-Wschodniej motorem wzrostu tego rynku będzie segment mobilny.

26 proc. Polaków robi zakupy online przez swoje smartfony. Naszym zdaniem ten segment będzie siłą napędową handlu elektronicznego w Polsce – uważa Perillat.

PayPal w ubiegłym roku pośredniczył w transakcjach wartych 235 mld dol. (w tym 46 mld dol. przez urządzenia mobilne) i osiągnął ponad 8 mld dol. przychodu. Serwis świadczy usługi dla ponad 169 mln aktywnych użytkowników na 203 rynkach całego świata.

Everest Investments planuje pozyskanie jeszcze w tym roku kilku milionów złotych od inwestorów. W 2016 roku w grupie powinien pojawić się zysk

Grzegorz Pietrucha

Spółka Everest Investments w ramach prywatnej subskrypcji pozyskała już łącznie 2,9 mln zł. Zarząd już planuje kolejne emisje i jeszcze w tym roku chce pozyskać kilka milionów złotych. Nie wyklucza też na początku przyszłego roku oferty publicznej. W 2016 r. grupa planuje wypracowanie zysku netto.

– Planujemy pozyskanie jeszcze w tym roku kolejnych kilku milionów złotych. Dotychczas udało się pozyskać już 2,9 mln zł. Środki te mają posłużyć do rozwoju Grupy Everest Investments – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Grzegorz Pietrucha, członek zarządu Everest Investments.

Środki pozyskane w ramach kolejnych emisji zostaną przeznaczone zarówno na zwiększenie kapitałów własnych spółki, jak i na cele akwizycyjne. W planach grupy znajduje się przeprowadzenie oferty publicznej, która mogłaby się odbyć już na początku przyszłego roku. Zarząd jest już po wstępnych rozmowach na ten temat z domami maklerskimi.

– Natomiast nie chciałbym dzisiaj potwierdzać żadnego z tych terminów, dlatego że on nie jest jeszcze pewny – mówi Grzegorz Pietrucha.

Przedstawiciel giełdowej spółki przypomina, że w skład grupy wchodzi także Everest TFI. Krajowy regulator w przypadku funduszy inwestycyjnych narzuca bardzo wysokie wymogi kapitałowe. W zależności od rodzaju funduszu jest to od 125 do 730 tys. euro.

– W oczekiwaniu na zgodę Komisji Nadzoru Finansowego chcemy mieć przygotowane środki na to, żeby TFI dokapitalizować – tłumaczy ekspert.

Jak zapewnia Grzegorz Pietrucha, grupa planuje skupić się na głównie na obsłudze grupy klientów posiadających wysokie aktywa, na poziomie minimum 1 miliona dolarów.

– Tych osób jest w Polsce już dobrych kilkadziesiąt tysięcy. Chcemy, żeby ci klienci, którzy z nami współpracują, mieli świadomość tego, że współpracują z jednym z najlepszych asset managerów – wyjaśnia.

Grupa Everest Investments skoncentruje się na zarządzaniu zarówno prywatnymi aktywami swoich klientów, jak i ich firmowym majątkiem. Działalność operacyjna spółki ma odbywać się ze szczególnym uwzględnieniem strony kosztowej.

– Będziemy pilnować jej szczególnie mocno, dlatego że to ma później  bezpośrednie przełożenie na wyniki finansowe spółki, a co za tym idzie – na kursy ich akcji – tłumaczy Pietrucha.

W raporcie finansowym za 2014 rok widnieje strata w wysokości ponad 43 mln złotych netto. Rozmówca tłumaczy jednak, że jest to jednie efekt księgowy wynikający z działalności spółki, którą przejęła Grupa Everest Investments.

– Na początku roku Everest Investments przejął spółkę WDM Capital i wyniki, które musieliśmy zaraportować, odnosiły się bezpośrednio do działalności tamtego podmiotu – wyjaśnia.

W obecnej chwili spółka znajduje się na etapie budowania biznesu i nie osiąga jeszcze przychodów. Strata w I kwartale 2015 roku na poziomie 0,19 mln złotych wynika głównie z poniesionych kosztów operacyjnych.

– Moim zadaniem jest właśnie zadbanie o stronę przychodową – mówi Grzegorz Pietrucha.

Strategia spółki Everest Investments zakłada, że już w IV kwartale bieżącego roku uda uzyskać się pierwsze przychody, a pierwsze zyski na poziomie netto oczekiwane są już na początku 2016 roku.