D. Sierakowska (DM BOŚ): Dalsze spadki cen miedzi bardzo prawdopodobne. Koniunktura w Chinach się nie poprawia

Dorota Sierakowska

Chińska gospodarka rozwija się coraz wolniej, a jej perspektywy na najbliższe kwartały nie są korzystne. Świadczy o tym najniższa od dekady dynamika inwestycji w sektorze przedsiębiorstw oraz nieruchomości. Niedawna panika na rynku kapitałowym dodatkowo osłabi wzrost gospodarczy poprzez zwiększenie niepewności wśród firm i konsumentów. Obawy inwestorów wynikają z faktu, że chińska gospodarka zużywa blisko połowę tej ilości miedzi, która co roku jest wydobywana w kopalniach.

– Sądzę, że podobnie jak w przypadku ropy naftowej czy złota istnieje jeszcze szansa na to, że notowania miedzi będą spadać. To wynika przede wszystkim z obaw o sytuację w Chinach. W tym roku mieliśmy do czynienia z serią relatywnie słabych danych makroekonomicznych z Chin, które budziły obawy o to, jak będzie się kształtować popyt na miedź w tym kraju. Kolejne dane, które będą się pojawiać, będą decydujące – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Dorota Sierakowska, analityk Domu Maklerskiego Banku Ochrony Środowiska SA.

Na razie nie widać istotnych sygnałów świadczących o końcu spowolnienia w Chinach. W  drugim kwartale 2015 r. PKB urósł o 7 proc. rok do roku i tyle ma też wynieść stopa wzrostu gospodarczego za cały roku – wynika z ankiety Bloomberga wśród analityków. W 2014 r. inwestorzy spodziewali się jednak wzrostu PKB w 2015 r. na poziomie 7,4-7,5 proc. Na rewizję prognoz decydują się także największe banki – przed dwoma miesiącami HSBC obniżył prognozę dla tegorocznego wzrostu PKB Chin z 7,3 proc. do 7,1 proc., a także szacowany wzrost eksportu z 7,1 proc. do 4,2 proc w ujęciu rocznym.

W przypadku rynku miedzi decydujące są fundamenty gospodarcze, a więc obecny i prognozowany popyt oraz podaż – ocenia Sierakowska. To dlatego jej zdaniem inwestorzy nie powinni za bardzo polegać na analizie technicznej, tym bardziej że do silnych poziomów wsparcia jest jeszcze daleko. Taką barierą teoretycznie mogłaby być cena 5000 dol. za tonę surowca na Londyńskiej Giełdzie Metali, jednak w przypadku złych danych makroekonomicznych prawdopodobnie zostałaby szybko przebita. Tym bardziej że produkcja miedzi w Chile utrzymuje się na wysokim poziomie.

– Ta duża podaż wynika z faktu, że nawet pomimo pewnych zawirowań w Ameryce Południowej, gdzie pojawiały się problemy z infrastrukturą w kopalniach, gdzie pojawiały się powodzie i susze, dane makroekonomiczne pokazały, że wydobycie miedzi w Ameryce Południowej, w tym u głównego producenta, czyli w Chile, pozostało wysokie – wskazuje Sierakowska.

Wszelkie zakłócenia w wydobyciu mogą być wsparciem dla notowań metalu jedynie w krótkim terminie i nie są w stanie odwrócić trendu. Również firmy wydobywające miedź nie są w stanie w szybkim czasie zmieniać poziomu produkcji, bo zagospodarowywanie i eksploatacja złóż jest procesem wieloletnim, angażującym ogromny kapitał.

– Wiele też będzie zależało od amerykańskiego dolara, od tego, czy utrzyma się na wysokich poziomach. Bo to także wpływa negatywnie na wartość w zasadzie wszystkich surowców, nie tylko złota, lecz także miedzi, co widzieliśmy w ostatnim czasie. Sądzę, że na razie takich bardzo wyraźnych barier, jeżeli chodzi o spadki notowań miedzi, nie ma, zresztą historia pokazała, że te wszystkie bariery mają niewielkie znaczenie, jeżeli się pojawiają takie, a nie inne dane w Chinach – uważa analityk DM BOŚ.

W przypadku drugiej największej gospodarki świata, nie tylko dynamika eksportu jest znacznie niższa niż w poprzednich latach. Wzrost inwestycji jest najwolniejszy od dekady, za co odpowiadają przede wszystkim niskie nakłady na nowe budynki oraz maszyny i urządzenia w przemyśle. Relatywnie dobrze wyglądają jedynie inwestycje w infrastrukturze, gdzie od połowy 2012 r. zgodnie z danymi HSBC utrzymuje się 20-proc. wzrost rok do roku. Wysiłki rządu w Pekinie mające podtrzymać popyt nie są jednak w stanie skompensować luki w inwestycjach prywatnych.

– W zasadzie Chiny mają tutaj dominujące znaczenie i bardzo rzadko się zdarza, że inne kraje czy inne rejony świata wpływają istotnie na notowania miedzi. Oczywiście jeszcze innym ważnym odbiorcą miedzi są Stany Zjednoczone, aczkolwiek bardzo często wydarzenia w tym kraju są przyćmione przez to, co się dzieje w Chinach – podsumowuje Dorota Sierakowska.

Susza przyczyną problemów rolników i hodowców zwierząt. Trudna sytuacja w Polsce Centralnej

Wiktor Szmulewicz

Susza w maju i czerwcu spowodowała, że krajowe plony zbóż w tym sezonie mogą być niższe nawet o 30 proc. Najgorsza sytuacja jest w Polsce Centralnej, Wielkopolsce i województwie kujawsko-pomorskim. Problemy rolników mogą też stać się przyczyną problemów hodowców zwierząt, bo mniej będzie zbóż na pasze. Trudne warunki pogodowe dotknęły także inne części Europy oraz Chiny.

Nie chcę być rolnikiem, o którym mówią, że zawsze mu źle, ale sytuacja w tym roku jest naprawdę wyjątkowa – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRIR). – Mamy trudne warunki na dość dużej powierzchni kraju, gdzie wystąpiły susze.

Z danych Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach wynika, że zagrożenia wystąpieniem suszy rolniczej na obszarze Polski nie ma ( mówimy to o okresie od 21 maja do 20 lipca). Odnotowane wartości Klimatycznego Bilansu Wodnego (KBW) są jednak na większości obszarów Polski ujemne, a w niektórych miejscach bliskie wartościom krytycznym. Najtrudniejsze warunki panują w Polsce Centralnej oraz województwach kujawsko-pomorskim i wielkopolskim.

Eksperci IUNG podkreślają, że deficyt wody dla roślin uprawnych dotyka wszystkich monitorowanych roślin, a jego skutkiem będzie znaczna obniżka plonów. Średnie straty w plonach w gminie nie powinny przekroczyć 20 proc., ale niektóre gospodarstwa trzeba się liczyć ze zbiorami mniejszymi o 30 proc. Co istotne, nawet poprawa warunków wilgotnościowych nie spowoduje znaczących wzrostów wielkości plonów.

Z tym wiążą się też problemy hodowców zwierząt, zwłaszcza bydła. Łąki wyschły, nie ma więc pasz objętościowych [mających w kilogramie suchej masy mniej niż 4,1 MJ energii netto i więcej niż 18 proc. włókna surowego – red.], a problem ten pojawił się przy bardzo niskich cenach mleka – zauważa Wiktor Szmulewicz. – Hodowcy będą musieli dokupić pasze. Przy małej opłacalności mleka czy mięsa będzie to dodatkowym problemem.

Gwałtowny wzrost cen zbóż na światowych giełdach, który nastąpił pod koniec czerwca i na początku lipca, został wprawdzie zniwelowany, głównie z powodu poprawy warunków pogodowych w Stanach Zjednoczonych, a z danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju wsi wynika, że ceny minimalne zbóż na targowiskach w Polsce są dziś o 10 do 30 proc. niższe niż rok temu (dane z 18 lipca 2014 i 17 lipca 2015), jednak ten stan może w ciągu kilku miesięcy ulec odwróceniu.

– Żyjemy w globalnym świecie, więc jeśli klęska jest tylko u nas, to można się spodziewać, że nie będzie znacznego wzrostu cen – przekonuje Wiktor Szmulewicz. – Ale w Chinach z jednej strony jest susza, z drugiej są powodzie, susza panuje w Europie i mieliśmy trudną wiosnę z przymrozkami. Przypomnę, że zimą nie było opadów, a śnieg jest magazynem wody, który jest wolno wchłaniany przez ziemię. Wiosną opadów mieliśmy bardzo mało, a dodatkowo weszliśmy w ten okres z bardzo niskim poziomem wody.

Zdaniem szefa KRIR spadki plonów będą więc na pewno. Widać już je w zbożach jarych, a w zbożach ozimych oraz rzepaku też będą niebawem widoczne. Rolnicy będą mieć więc problem z zakupem pasz. W konsekwencji można się też spodziewać mniejszej produkcji mleka.

Wiele gospodarstw stoi dziś przed dylematem, czy nie zmniejszyć stada bydła, bo nie są w stanie go utrzymać – mówi prezes KRIR. – Nie ma środków finansowych z produkcji, żeby można było dokupić paszę, bo jest bardzo niska cena. Na pewno odczujemy to jesienią i wiosną przyszłego roku w postaci spadku produkcji zwierzęcej.

Z. Kuźmiuk (PiS): Repolonizacja banków jest potrzebna. Na przeszkodzie stanąć mogą problemy z kredytami we frankach

Zbigniew Kuźmiuk

Wszystko wskazuje na to, że wynik październikowych wyborów będzie miał bardzo istotny wpływ na kształt sektora bankowego w Polsce. Coraz więcej ważnych polityków koalicji rządzącej opowiada się za repolonizacją banków, którą od dłuższego czasu postuluje opozycja. Prezesi spółek Skarbu Państwa również są entuzjastami tego pomysłu, ale dalsze przejęcia – po zakupie Alior Banku przez PZU – stoją pod znakiem zapytania, dopóki nie zostanie uzgodniony sposób rozwiązania problemu kredytów we frankach.

– Proces polonizacji banków firmowany przez prominentne osoby w Polsce przyjmuję z uznaniem, bo w latach 90. ludzie, którzy mówili, że banki powinny zostać w dużej mierze w rękach polskich, byli uznawani za oszołomów. Parę lat temu dowiedzieliśmy się, że kapitał jednak ma narodowość i rozumiem, że te procesy, które w Polsce się teraz zaczynają, to pochodna zrozumienia tej nowej sytuacji. Szkoda, że tak późno, ale lepiej późno niż wcale – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zbigniew Kuźmiuk, poseł do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości.

Zamiar konsolidacji polskiego sektora bankowego i budowy dużej grupy ogłosił niedawno PZU, który 7 lipca br. złożył wniosek do KNF o wyrażenie zgody na przejęcie Alior Banku. Celem spółki kierowanej przez Andrzeja Klesyka jest kupno od dwóch do czterech banków i stworzenie piątej pod względem aktywów grupy na polskim rynku.

Choć od apogeum kryzysu w strefie euro minęło już prawie trzy lata, to tamtejsze banki wciąż są zmuszone prowadzić bolesną politykę oczyszczania swoich bilansów. Poprawa wskaźników wypłacalności wymaga niekiedy sprzedaży części zagranicznych aktywów. Przykładem takiej sytuacji było wycofanie się Allied Irish Banks z polskiego rynku – kontrolowany przez irlandzką grupę BZ WBK został przejęty w 2011 r. przez hiszpańskiego Santandera. Wtedy też rozgorzała debata na temat repolonizacji banków, gdyż przejęciem BZ WBK był zainteresowany także PKO BP.

Największy polski bank ostatecznie przejął Nordeę, a stojący na jego czele Zbigniew Jagiełło nigdy nie ukrywał, że jest zwolennikiem wzrostu udziału polskiego kapitału w sektorze bankowym. Choć prezes PKO BP powiedział pod koniec czerwca br., że zarząd nie jest zainteresowany przejęciem Raiffeisen Polbanku ani Banku BPH, to akcjonariusze spółki zdecydowali o niewypłacaniu dywidendy za ubiegły rok. Zgromadzony kapitał może zatem posłużyć do przejęć, ale zgodnie z deklaracją Jagiełły najwcześniej w 2016 r., do tego czasu możliwe są jedynie przejęcia SKOK-ów.

To oznacza, że rośnie prawdopodobieństwo przejęcia Raiffeisen Polbanku przez największego polskiego ubezpieczyciela. W kontekście repolonizacji banków poważną komplikacją jest wciąż nierozwiązany problem kredytów hipotecznych denominowanych we frankach, a rozpoczynająca się kampania wyborcza dodatkowo zwiększa niepewność uczestników rynku.

– Pojawiają się w tej sprawie wątpliwości, nie bardzo wiemy, jaka jest sytuacja, zwłaszcza w kontekście propozycji formuły przewalutowania, nie wiemy jeszcze, czym się to skończy. A skoro w portfelach jest sporo kredytów frankowych, to wątpliwości są tym większe – zauważa Kuźmiuk.

Prezes PZU Andrzej Klesyk podkreślił jednak, że warunkiem ewentualnego nabycia spółki córki austriackiego banku jest przeniesienie ryzyka związanego z kredytami hipotecznymi do podmiotu dominującego. Taki sam wymóg postawiła Komisja Nadzoru Finansowego.

Ryzyko polityczne związane z kwestią kredytów w szwajcarskiej walucie i możliwość wprowadzenia podatków od aktywów bankowych (zgodnie z zapowiedzą koalicji trzech partii PiS, Polski Razem i Solidarnej Polski) sprawiają, że wyceny banków na giełdzie są pod presją. Indeks WIG-banki stracił w ostatnim roku blisko 20 proc. Oczywiście to nie są jedyne czynniki wpływające na spadek kursów. Analitycy już wcześniej prognozowali, że 2015 r. będzie trudny dla banków z powodu niskich stóp procentowych, a ostatnio pojawiła się dodatkowa nerwowość na giełdach z powodu napięć między Grecją a pozostałymi członkami unii walutowej.

– Nie ulega wątpliwości, że kryzys grecki będzie rzutował na funkcjonowanie systemu bankowego w Europie, w tym także w Polsce. Wprawdzie chwalimy się tym, że banki w Polsce są w niezłej sytuacji finansowej, ale doskonale wiemy, że bardzo często ich właściciele, spółki matki, są w znacznie gorszej. Mamy pęknięcie bańki spekulacyjnej w Chinach. To odległe od nas rynki, ale jeżeli w Chinach system finansowy ma katar, to dobrze byłoby, żebyśmy my nie zachorowali na grypę. Niewiadomych jest sporo – podsumowuje polityk PiS.

W tym roku sprzedaż mieszkań może być o 10 proc. większa niż w 2014 roku. Rynek przyspieszy dzięki rozszerzeniu programu Mieszkanie dla Młodych

Wojciech Okoński, prezes zarządu ROBYG SA

Ponad 17 tys. mieszkań w samej Warszawie mogą sprzedać w tym roku deweloperzy. Branża oczekuje do 10 proc. wzrostu w stosunku do ubiegłego roku, kiedy sprzedanych zostało 16 tys. mieszkań. Rynek napędzają tanie kredyty i zmodyfikowany program Mieszkanie dla Młodych. Polacy szukają mieszkań z większą liczbą pokoi.

Rynek jest w tym roku bardzo dobrze rozwinięty. Przypuszczamy, że będzie trochę lepszy niż w 2014 r. – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zbigniew Wojciech Okoński, prezes zarządu ROBYG SA. – W zeszłym roku i w poprzednich latach przeważały kawalerki i dwupokojowe mieszkania, dzisiaj jest większy popyt na mieszkania większe, trzy- i czteropokojowe. Musimy brać to pod uwagę.

Okoński podkreśla, że niskie stopy procentowe, czyli tanie kredyty, zachęcają Polaków do zadłużania się w celu zakupu mieszkania. Nie brakuje też osób kupujących za gotówkę. Jednym z głównych czynników, który napędzi koniunkturę na rynku mieszkaniowym w kolejnych kwartałach, będzie program Mieszkanie dla Młodych.

Po przyjętej w połowie lipca przez Sejm i Senat modyfikacji programu jego wpływ na rynek będzie znacznie większy niż do tej pory. Już teraz w niektórych inwestycjach 20-30 proc. mieszkań było objętych dopłatami z tego programu.

Program został poszerzony, więc grono klientów będzie większe. Co prawda, jeśli chodzi o konkurencję wobec nas, budujących nowe mieszkania, pojawiła się możliwość zakupu używanych mieszkań w tym programie. Niemniej poszerzyła się również pula chętnych na nowe mieszkania – tłumaczy Okoński.

Wyjaśnia, że dużą zmianą jest możliwość uzyskania dopłaty do zakupu kolejnego mieszkania, a nie tylko pierwszego. Taką szansę mają rodziny z co najmniej trojgiem dzieci. Będą one też mogły liczyć na wyższe dofinansowanie z budżetu państwa oraz nie będą objęte limitem wieku (35 lat).

Okoński ostrożnie ocenia wpływ na rynek prowadzonego przez Bank Gospodarstwa Krajowego Funduszu Mieszkań na Wynajem. W ramach tego projektu bank kupuje inwestycje u deweloperów, które potem przeznacza na wynajem na specjalnych warunkach.

To nie jest jeszcze zauważalne. Wiemy, że BGK zawiera coraz więcej nowych umów z deweloperami, którzy będą dla banku budować mieszkania, które wejdą na rynek najmu. Myślę, że dla tych osób, które nie planują zakupu, bo nie stać ich na kredyt hipoteczny, to jest dobra forma zdobycia dla siebie własnego lokum – ocenia Okoński.

Konsumpcja paliw rośnie. Głównie korzysta na tym szara strefa

Krzysztof Romaniuk

W I półroczu konsumpcja paliw była o 5 proc. większa niż przed rokiem – wynika ze wstępnych szacunków Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego. Wzrost to zasługa przede wszystkim większego importu niezależnych operatorów, wśród których niektórzy działają z pominięciem prawa, oferując niższe ceny. Mimo coraz ostrzejszych regulacji prawnych i niższych niż przed rokiem cen paliw firmy działające w szarej strefie mają się dobrze. 

Ze wstępnych danych POPiHN wynika, że konsumpcja trzech gatunków paliw silnikowych, czyli benzyn, oleju napędowego i autogazu, była w I połowie br. o około 5 proc. wyższa niż w I półroczu 2014.

Wzrost konsumpcji paliw wynika przede wszystkim ze zwiększenie importu przez niezależnych operatorów. Są to firmy, które sprowadzają paliwo do kraju i następnie je na tym rynku sprzedają. Z tego przyrostu konsumpcji w zasadzie nie korzystają główne podmioty krajowe, czyli koncerny krajowe i koncerny międzynarodowe, a właśnie ci niezależni operatorzy – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. analiz rynku paliw Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.

Jak podkreśla, ceny oferowane przez te podmioty są dużo niższe, niż wynikałoby to z kalkulacji.

– To może oznaczać, że część z tych firm nie do końca spełnia wszystkie obowiązki finansowe, jakie na tych firmach spoczywają. W związku z czym można podejrzewać, że jest to częściowo szara strefa – dodaje dyrektor Romaniuk.

Po I kwartale konsumpcja trzech gatunków paliw była o 6 proc. wyższa niż rok wcześniej. Najmocniej wzrosło zużycie oleju napędowego, nieznacznie za to spadło zużycie gazu LPG. Wpłynęła na to m.in. ciepła zima, a także utrzymujące się niskie ceny paliw.

Eksperci podkreślają jednak, że statystki te nie oddają faktycznego zapotrzebowania na paliwa w Polsce. Głównym problemem polskiej branży paliwowej pozostaje przestępczość w obrocie paliwami, która systematycznie rośnie od 2011 roku. Jak wynika z analiz firmy doradczej Ernst & Young, w 2013 roku nastąpił wzrost szacowanych wyłudzeń VAT w obrocie olejem napędowym do poziomu 18,6-24,2 proc. rynku, a straty dla budżetu państwa tylko z tego tytułu mieściły się w przedziale od 4,3 do 5,8 mld zł.

Mimo wprowadzonych nowych rozwiązań prawnych i tego, że mamy trochę lepszą sytuację gospodarczą największy udział we wzroście konsumpcji mają właśnie podmioty działające w szarej strefie – mówi Krzysztof Romaniuk. – Głównie chodzi o unikanie płacenia VAT-u. Sporo firm, które jeszcze do niedawna nie opłacało akcyzy, teraz już ten podatek płaci. Natomiast nie opłacają one VAT-u i tym samym mogą zaoferować paliwa o około 1 zł tańsze, niż wynikałoby to z kalkulacji, która muszą stosować legalnie działające przedsiębiorstwa na rynku.

Analiza danych za 2014 roku wskazuje na to, że problem ten nadal stanowi główne wyzwanie dla administracji państwowej oraz przedsiębiorców działających z poszanowaniem prawa. Paliwa z polskich rafinerii wypierane są z rynku przez paliwa z szarej strefy. W konsekwencji ma miejsce wzrost eksportu polskiego paliwa i tym samym coraz większe uszczuplenie wpływów do budżetu państwa z tytułu należnych podatków od towarów sprzedawanych w kraju.

Polskie urządzenie do samodzielnego wykrywania raka piersi będzie dostępne w przyszłym roku. W 2018 ma trafić do większości krajów europejskich oraz USA

Marcin Halicki

Urządzenie polskiej firmy służące do samodzielnego badania piersi w przyszłym roku będzie dostępne w sprzedaży. Producent Braster Tester liczy, że poprawi ono statystyki dotyczące wczesnego wykrywania raka piersi. Chce też podbijać rynki zagraniczne. Zakupem testera potencjalnie zainteresowanych może być ponad 130 mln kobiet na całym świecie. Szacuje się, że co roku rozpoznaje się 1,5 mln przypadków raka piersi, a umiera w wyniku tej choroby blisko 400 tys. kobiet.

Zagrożenie rakiem piersi w krajach Europy Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych jest znacznie wyższe niż w Polsce i większa jest też świadomość tego zagrożenia. W krajach uprzemysłowionych siła nabywcza ludności jest też istotnie wyższa niż w naszym kraju, więc nie mam specjalnych obaw o sukces na rynkach zagranicznych – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Marcin Halicki, prezes zarządu Braster SA, producenta urządzenia Braster Tester.

Braster Tester, czyli urządzenie służące do samodzielnej wczesnej diagnostyki raka piersi, w pierwszej kolejności trafi do kobiet w Polsce. Firma planuje rozpoczęcie sprzedaży w II połowie 2016 roku. Do połowy 2017 roku urządzenie ma trafić na rynki Europy Zachodniej, do Niemiec i Wielkiej Brytanii, gdzie zachorowania na raka piersi w stosunku do całkowitej sumy zachorowań na raka przekraczają 32 proc. (dla porównania w Polsce wskaźnik ten wynosi 23 proc.).

Te rynki są obiecujące również pod względem przyzwyczajenia konsumentów do formy sprzedaży, jaką jest telemedycyna. Jeszcze bardziej jest ona rozwinięta w Stanach Zjednoczonych. To jeden z najszybciej rozwijających się biznesów. Nie trzeba tam nikomu tłumaczyć, co to jest dostarczenie usługi za pomocą telemedycyny i diagnoza na odległość – wskazuje Halicki.

W Polsce telemedycyna nie jest jeszcze tak popularna, dlatego firma ostrożnie podchodzi do prognoz sprzedaży. Wielkość rynku w Polsce szacuje na ok. 4 mln kobiet. Na rodzimym rynku Braster chce dystrybuować tester z pomocą firm farmaceutycznych. Osobnym kanałem dystrybucji ma być internet. W sieci zakupy robi już prawie co drugi Polak (badania CBOS), ponadto dzięki takiemu kanałowi sprzedaży produkt ma szansę trafić do większej liczby kobiet. Natomiast za granicą tester będzie dystrybuowany przez lokalne firmy.

Chcemy nawiązać współpracę z mocnymi lokalnymi dystrybutorami, którzy będą odpowiadali za sprzedaż za granicą. Już zaczynamy prowadzić na ten temat pierwsze, wstępne rozmowy – podkreśla prezes spółki Braster.

Zdaniem Halickiego Braster Tester ma szanse podbić rynki na całym świecie. Zapotrzebowanie na tego typu produkt jest ogromne. Rak piersi to najczęściej występujący nowotwór złośliwy wśród kobiet – stanowi ok. 25 proc. wszystkich zdiagnozowanych przypadków raka. Z raportu National Cancer Institute (NCI) wynika, że w USA do 2030 roku zachorowalność na raka piersi wzrośnie o 50 proc.

Nie istnieje na razie inne urządzenie, którego kobiety mogłyby używać w domu i mieć z tego badania wartość medyczną. Jeśli przez najbliższy rok nikt takiego produktu nie wymyśli, to mamy wszelkie szanse na to, żeby naszym produktem podbić cały świat – przekonuje Marcin Halicki.

Marka FemeStage Eva Minge chce rozwijać sieć sklepów nie tylko w dużych miastach. Klientów mają przyciągnąć styliści, którzy doradzą przy zakupie

0

Eva Minge

Ewa Minge i spółka Esotiq & Henderson do końca roku planują otworzyć 17 sklepów marki FemeStage Eva Minge. Będą one powstawać nie tylko w dużych aglomeracjach, lecz także w mniejszych miastach. Projektantka liczy na zainteresowanie klientów, zwłaszcza że Polacy coraz więcej wydają na ubrania. O wyborze częściej decyduje jednak jakość i marka, a nie cena. Do FemeStage klientów mają przyciągnąć również styliści, którzy doradzą, jaki strój wybrać w zależności od typu sylwetki czy okazji.

Sieć marki FemeStage Eva Minge liczy osiem salonów, a do końca tego roku ma być ich łącznie 25. Ewa Minge zapowiada, że sklepy powstaną w większych miastach, chce pozyskać klientów również w mniej rozwiniętych regionach.

Na pewno chcemy pozyskać klientów z Polski B i Polski C, choć moim zdaniem ten podział jest nieuzasadniony. Uważam, że klienci w mniejszych miejscowościach są klientami niedocenionym. Widzę to, mieszkając w Zielonej Górze – mówi Ewa Minge, projektantka i dyrektor kreatywna w FemeStage Eva Minge. – Nie będziemy jednak robić takich badań jak duże międzynarodowe marki na temat lokalizacji salonów, naszym atutem jest znajomość Polski.

Projektantka przypomina, że Polacy chętniej robią zakupy w polskich sklepach. Rośnie też świadomość polskiej marki – już nie tylko to, co zagraniczne, jest lepsze. Na tym właśnie chce korzystać Minge.

Tym bardziej że Polacy coraz więcej wydają na odzież, a czynnikiem decydującym o zakupie przestaje być cena. Jesteśmy w stanie zapłacić więcej za produkty lepszej jakości czy określonej marki. Z raportu PMR „Handel detaliczny odzieżą i obuwiem” wynika, że w 2013 roku wartość rynku osiągnęła 6,9 mld euro, a szacuje się, że w ubiegłym roku przekroczyła 7 mld.

Modowy biznes tworzyłam 25 lat. Cztery razy do roku robiłam pokazy za granicą, a jeden pokaz to koszt 100 tys. euro. Płaciłam podatki, pensje pracownikom, opłacałam składki, ubezpieczenia i sama żyłam na wysokim poziomie. Jest to zdecydowanie dochodowy biznes. We Włoszech połowa dochodu narodowego pochodzi właśnie z biznesu odzieżowego i wzornictwa przemysłowego – podkreśla Minge.

O sukcesie decyduje nie tylko oferta produktowa, lecz także nastawienie do klientów. Działa już sklep internetowy FemeStage, jednak marka nastawia się przede wszystkim na sprzedaż w salonach. Raport PMR wskazuje, że Polacy lubią mieć wybór – 25 proc. ogląda produkty w internecie, ale na zakup decyduje się w sklepie stacjonarnym, gdzie można przymierzyć ubrania i liczyć na podpowiedź sprzedawcy. Dlatego FemeStage zdecydował się na zatrudnienie w sklepach stylistów.

To ludzie po szkoleniach, którzy są w stanie powiedzieć, jak należy się ubierać w zależności od sylwetki albo tego, czy dana kreacja będzie odpowiednia na daną okazję. Nasz przeszkolony personel to nowość na rynku – przekonuje projektantka.

Minge zaznacza, że nie ma obecnie planów, by FemeStage stało się osobnym podmiotem i zadebiutowało samodzielnie na giełdzie. W połowie lipca na główny parkiet przeszła z NewConnect spółka Esotiq & Henderson, do której należy FemeStage. W ubiegłym roku skonsolidowane przychody grupy wzrosły o niemal 17 proc. do ponad 110 mln zł, a zysk netto o 40 proc. do 4,9 mln zł. W dużej mierze to efekt zwiększenia sieci sprzedaży i wprowadzenia nowych produktów.

Chcemy, żeby cała grupa była silna, wydaje mi się, że wyciąganie poszczególnych spółek nie ma sensu – wskazuje dyrektor kreatywna FemeStage. – Każda marka ma jakąś grupę, ale one ze sobą współpracują. To również duża wiedza, dzięki której wiemy, jak wybudować i zarządzać dużą siecią sprzedaży – analizuje Minge. 

ARTNEWS S.A. i Brant Publications Inc. ogłaszają połączenie ich tytułów

Spółki ARTNEWS S.A., notowana Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych i działająca na rynku mediów poświęconych sztuce, z głównym biurem operacyjnym w Nowym Jorku, oraz Brant Publications, Inc. podały do wiadomości publicznej warunki połączenia aktywów mediowych związanych z rynkiem dzieł sztuki dwóch spółek działających na rynku wydawniczym. Transakcja będzie skutkowała utworzeniem największego na świecie i najbardziej wpływowego wydawcy treści drukowanych i cyfrowych stanowiących obszerne i wyczerpujące artykuły naukowe, których autorzy szczegółowo zgłębiają opisywane zagadnienia, a także wiadomości i informacje na temat rynku sztuki oraz wywiadowni rynku sztuki.

Zgodnie z warunkami transakcji, spółki BMP Media Holdings, LLC, należąca do Brant Publications stanie się akcjonariuszem większościowym spółki ARTNEWS S.A. Spółka BMP Media Holding LLC dokona przeniesienia na rzecz ARTNEWS S.A. 100% udziałów własnościowych magazynów Art in America, The Magazine Antiques, Modern Magazine i powiązanych zasobów archiwalnych i cyfrowych. Po zakończeniu transakcji, BMP Media Holdings LLC obejmie w posiadanie kontrolny pakiet akcji w spółce ARTNEWS S.A. Magazyn Interview nie stanowi przedmiotu transakcji i będzie w dalszym ciągu prowadzony przez Brant Publications, Inc.

Po zakończeniu połączenia dwóch spółek, spółka ARTNEWS S.A. zachowa magazyn Art in America w swojej obecnej ofercie wydawniczej obejmującej 11 wydań w ciągu roku i wprowadzi nową pakietową ofertę prenumeraty magazynów drukowanych pod marką Art in America, w skład której wejdzie ARTnews, ze szczególnym uwzględnieniem wydań tematycznych, które okazały się niezwykle popularne wśród czytelników, jak na przykład odnotowujące najwyższe wyniki sprzedaży wydanie ARTnews “The World’s Top 200 Collectors”. Magazyny The Magazine Antiques i Modern Magazine będą publikowane jako wydania kwartalne.

Wszystkie serwisy mediowe poświęcone sztuce zostaną poddane konsolidacji w ramach jednej wspólnej platformy cyfrowej www.artnews.com, na której udostępnione zostaną wiadomości na temat rynku sztuki, obszerne zasoby archiwalne, obrazy i artykuły redakcyjne. Czytelnicy będą mieli dostęp do obszernych informacji na temat rynku sztuki i danych pozyskanych z raportów sporządzonych przez wywiadownię rynku sztuki; cyfrowa i międzynarodowa ekspansja grupy będzie dalszym ciągu odbywać się pod marką ARTNEWS.

Działania wywiadowni rynku sztuki jaką jest Skate’s będą w dalszym ciągu koncentrować się na dostarczaniu wiarygodnych i obiektywnych informacji, danych na temat rynku sztuki oraz raportów z badań dotyczących rynku dzieł sztuki.

Powyżej opisane transakcje są regulowane określonymi wymogami, w tym również wymogiem uzyskania zgody akcjonariuszy spółki ARTNEWS S.A. na przeprowadzenie wyżej wskazanych transakcji.

W ramach jednej transakcji, spółka powstała wskutek połączenia będzie posiadała niektóre z najważniejszych publikacji o tematyce kulturalnej, które dostarczają najbardziej kompletne treści oraz informacje na temat historii sztuk dekoracyjnych, sztuki klasycznej i wiadomości na temat rynku dzieł sztuki, oświadczył Peter M. Brant. Jednocześnie wzmocnimy nasze działania mające na celu wzajemne uzupełnienie oferowanych treści cyfrowych i wiadomości online na wszystkich platformach. Połączenie zasobów cyfrowych znajdujących się w posiadaniu Art in America z zasobami ARTnews zapewni spółce pozycję lidera zasobów online w obszarach sztuki i designu. Uważam, że ogromny potencjał tkwi w obszarze działalności Skate’s będącej wywiadownią rynku sztuki’.

Połączona spółka obejmie w posiadanie 52% udział w rynku drukowanych magazynów poświęconych dziełom sztuki w USA, której liczba czytelników treści cyfrowych przekracza dwa miliony unikalnych użytkowników na miesiąc, natomiast jej siedziba będzie mieścić się w Nowym Jorku. W celu polepszenia płynności akcji ARTNEWS S.A., spółka podejmie działania zmierzające do wprowadzenia jej akcji w roku 2016 na giełdę papierów wartościowych w Niemczech (Deutsche Boerse).

Dzięki temu połączeniu, zmieniona spółka ARTNEWS S.A. uzyska wymaganą skalę i pozycję rynkową, zapewniającą utrzymanie i wzmocnienie naszej pozycji lidera na rozwijającym się rynku mediów poświęconych sztuce. Naszym celem jest dalsze zapewnienie reklamodawcom dostępu do najbardziej wymagającej grupy miłośników rynku sztuki jak również poszerzania zakresu informacji oferowanych naszym czytelnikom. Wkrótce – dzięki planowanym inwestycjom – wszystkie treści drukowane znajdą się na nowych serwisach cyfrowych, tak aby artnews.com ugruntował pozycję niekwestiowanego lidera w dostarczaniu treści cyfrowych miłośnikom sztuki na rynku w Ameryce Północnej i Europie – oświadczyła Izabela Depczyk, która będzie w dalszym ciągu pełnić funkcję Dyrektora Generalnego spółki ARTNEWS S.A.

Popołudniowy komentarz walutowy z 28.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 28.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Zakończyła się czwarta edycja Volvo Gdynia Sailing Days

Volvo Gdynia Sailing Days
Fot. Tomasz Kulas

Właśnie zakończyła się czwarta edycja Volvo Gdynia Sailing Days. Przeszło 1200 żeglarzy rywalizowało w tych regatach – drugich, co do wielkości w basenie Morza Bałtyckiego. Przy okazji tej niezwykłej imprezy Volvo zaprezentowało nowy model V60 Cross Country.

Największe w Polsce

W tym roku te największe regaty w Polsce trwały od 9 do 26 lipca. Volvo było partnerem tytularnym tej imprezy już po raz czwarty. Jak co roku Volvo Gdynia Sailing Days gromadzi na stracie najlepszych zawodników walczących o prymat w kilkunastu klasach żeglarskich. W gdyńskim święcie żeglarstwa wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy osób, które nie tylko obserwowały zmagania na wodzie, ale także czynnie brały udział w aktywnościach przygotowanych w miasteczku żeglarskim.

Arkadiusz Nowiński Prezes Volvo Car Poland
Arkadiusz Nowiński Prezes Volvo Car Poland

Cieszymy się, że od czterech lat wspieramy regaty, których renoma wykracza już znacznie poza granice Polski. Żeglarstwo to dla nas naturalny kierunek działań biznesowych. Jesteśmy szwedzką firmą, a ten kraj ma długą linię brzegową. Niemal w każdej, szwedzkiej zatoce znajduje się marina pełna różnych jednostek pływających. Na szczeblu centralnym Volvo organizuje załogowe regaty dookoła świata: Volvo Ocean Race. W Polsce patronujemy imprezie w Gdyni, a także wspieramy kapitana Gutkowskiego i pomagamy wyłowić olimpijskie talenty w ramach projektu Volvo Youth Sailing Team przy PZŻ – powiedział Arkadiusz Nowiński, Prezes Volvo Car Poland.

Olimpijskie nadzieje

W Gdyni obecni byli także przedstawiciele Volvo Youth Sailing Team, czyli młodych żeglarzy przygotowujących się do igrzysk olimpijskich Tokyo 2020.

W zeszłym roku wprowadziliśmy program Volvo Youth Sailing Team Poland, którym objętych zostało kilkunastu najmłodszych sportowców. W tej edycji, postawiliśmy nie na ilość tylko na jakość i zaprosiliśmy do udziału pięciu najlepiej rokujących zawodników – powiedział Tomasz Chamera, Wiceprezes ds. sportu Polskiego Związku Żeglarskiego.
Wsparcie od marki Volvo umożliwiające doskonalenie swoich umiejętności otrzymali wybrani najlepsi zawodnicy polskiej młodzieżowej kadry narodowej, stanowiący bezpośrednie zaplecze kadry olimpijskiej. Wśród nich znaleźli się: Radosław Furmański reprezentujący olimpijski windsurfing (aktualny mistrz świata i Europy juniorów), Ewa Romaniuk i Katarzyna Goralska startujące od tego roku w klasie 470 (mistrzynie Europy juniorów, 3 miejsce w mistrzostwach świata ISAF w klasie 420), Agata Barwińska w klasie Laser Radial (młodzieżowa mistrzyni świata), Błażej Ożóg w Kiteboardingu (4 zawodnik ubiegłorocznych mistrzostw świata).

Żagle i… samochody

Podczas regat wspieranych przez Volvo nie mogło zabraknąć pięknych aut. W miasteczku żeglarskim był eksponowany najnowszy model V60 Cross Country. Ten crossover bazujący na modelu V60, ma spory prześwit nadwozia (20,5 cm), dzięki czemu auto dzielnie spisuje się w lekkim terenie. V60 Cross Country jest dostępne z napędem na cztery koła w odmianie benzynowej T5 AWD i z Dieslem – D4 AWD. W ofercie pojawią się także odmiany przednionapędowe.

Fani żeglarstwa i motoryzacji mogli podziwiać także najnowszego, flagowego SUV-a – XC90, a także gamę aut w odmianie Volvo Ocean Race. Prawdziwą ozdobą stoiska było zabytkowe Volvo P1800 ES, wyposażony w dwulitrowy silnik o mocy 135 KM, pochodzący z 1972 roku. Obok niego eksponowano skuter Vespa PX 125 z unikalnym, ręcznym malowaniem Swanskiego.

Dolar i obligacje nie wierzą w podwyżkę stóp

Dynamiczna poniedziałkowa kontynuacja osłabienia się dolara na dwa dni przed posiedzeniem Fed wyraźnie wskazuje, że rynek spodziewa się gołębich sygnałów. Wtorkowy poranny wzrostu kursu euro można traktować jako korektę tej tendencji. Inwestorzy mogą być pod wrażeniem prognoz ekonomistów rezerwy federalnej, zakładających wolniejszy wzrost amerykańskiej gospodarki. Ich częściowa weryfikacja może nastąpić już w czwartek, gdy opublikowane zostaną wstępne dane o PKB za drugi kwartał. Brak wiary w zaostrzenie polityki pieniężnej potwierdza też zachowanie amerykańskich obligacji, których rentowność od połowy lipca idzie konsekwentnie w dół.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
Rynki akcji i surowców znajdują się najwyraźniej pod negatywnym wpływem obaw związanych z chińską giełdą i gospodarką. Największe od lat tąpnięcie indeksów w Szanghaju odbiło się mocno na pozostałych parkietach oraz na notowaniach miedzi. Zaskakujące na tym tle zachowanie akcji KGHM i WIG20 po deklaracjach dotyczących podatku od wydobycia miedzi i srebra pokazuje, że warszawskich inwestorów przed wyborami może czekać jeszcze wiele niespodzianek i zwrotów sytuacji.

Piętno na rynkach wywiera także przebieg negocjacji w sprawie pomocy dla Grecji. Z jednej strony pojawiają się żądania kolejnych reform, z drugiej rośnie opór przed dokapitalizowaniem greckich banków.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Podejście do ryzyka steruje akcją na rynkach

Dziś rano USD odnotował najnowsze lokalne minima: para EUR/USD testuje obszary powyżej poziomu 1,1000, natomiast para USD/JPY – poniżej poziomu 123,55 po tym, jak w ubiegły piątek w okolicach zamknięcia sesji nowojorskiej inwestorzy stawali się coraz bardziej niechętni do podejmowania ryzyka.

John J Hardy, Saxo Bank
John J Hardy, Saxo Bank

Podobnie wygląda początek tego tygodnia w sesji azjatyckiej – ceny chińskich akcji straciły na wartości (mimo iż lokalne regulacje praktycznie wykluczają możliwość sprzedaży) po informacji o rozczarowujących zyskach sektora przemysłowego. W chwili, gdy piszę te słowa, spadek cen chińskich akcji wręcz zyskuje na intensywności.

Według Hiroshiego Nakaso z Bank of Japan, zasadnicza część skutków spadku cen ropy na CPI w ujęciu rok do roku odczuwalna będzie latem, jednak sytuacja inflacyjna wydaje się w dalszym ciągu ulegać poprawie. BoJ najwyraźniej woli trzymać kciuki za tę poprawę w nadziei, że sprawy zmierzają w dobrym kierunku, zamiast zdecydowanie zasygnalizować możliwość wdrożenia ewentualnych planów awaryjnych.

Naturalnie, największe ryzyko dla BoJ wiąże się z dalszym pogorszeniem sytuacji w Chinach prowadzącym do znacznej dewaluacji juana, jednak pomimo ostatnich informacji o rozszerzaniu widełek i olbrzymim odpływie kapitału kurs juana na razie pozostaje względnie stabilny – a właściwie, należałoby powiedzieć, że to Chiny utrzymują go na relatywnie stabilnym poziomie.

W tym tygodniu najważniejszym wydarzeniem związanym z ryzykiem będzie posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku w najbliższą środę, mimo iż można się zastanawiać, jak mocno rynek zareaguje na retorykę Rezerwy Federalnej po ostatnim wystąpieniu prezes Fed, Janet Yellen, które nie wpłynęło na zmianę oczekiwań dotyczących podwyżki stóp.

Wykres: EUR/GBP

Akcją na rynkach rządzi obecnie podejście inwestorów do ryzyka, co uderza w bardziej wrażliwe na ten czynnik waluty (takie jak dolary surowcowe czy GBP). Para EUR/GBP dziś rano pokonała ostatnie poziomy oporu i może nastąpić gwałtownysqueeze w górę, o ile podejście do ryzyka pozostanie defensywne.

Podsumowanie w koszyku G-10:

USD: kurs waluty jest w najlepszym razie przeciętny w związku z awersją do ryzyka – aby USD ponownie się umocnił, zarówno apetyt na ryzyko, jak i oczekiwania rynku po posiedzeniu FOMC w najbliższą środę powinny wzrosnąć.

EUR: euro to preferowana waluta w kontekście awersji do ryzyka, co wyraźnie widać po dzisiejszej porannej akcji. Zwróćmy uwagę na fakt, iż dziś rano para EUR/AUD odnotowała tegoroczne maksima.

JPY: para USD/JPY znalazła się poniżej poziomu wsparcia, mimo iż awersja do ryzyka w tym momencie wspiera JPY w znacznie mniejszym stopniu, niż EUR – być może ze względu na fakt, iż pozycjonowanie w EUR jest bardziej intensywne?

GBP: funt szterling nie lubi awersji do ryzyka, przez co para EUR/GBP znalazła się w okolicy ostatniej linii oporu (0,7100), przy czym w przypadku, gdyby podejście do ryzyka w najbliższym czasie nie uległo poprawie, możliwy jest dalszy squeeze. Jutro poznamy szacunkowy brytyjski PKB w II kwartale.

CHF: piątkowe zamknięcie w parze EUR/CHF było bardzo interesujące – na najwyższym poziomie od marca – jednak może to być wpływ nie tyle słabego franka, co mocnego euro. Gdyby jednak pierwsza odpowiedź była słuszna, byłoby to znacznie bardziej interesujące – przynajmniej w parze USD/CHF – w sytuacji powrotu apetytu na ryzyko i wzrostu rentowności w oczekiwaniu na podwyżki stóp Fed. Obserwujmy jednak uważnie sytuację techniczną.

AUD: dolar australijski może być w tym tygodniu najsłabszą z walut w związku z cenami surowców i fatalnym otwarciem sesji dla chińskich rynków akcji.

CAD: awersji do ryzyka towarzyszy spadek cen ropy, przez co zarówno USD, jak i CAD są wyjątkowo słabe. W parze USD/CAD pierwszym ważnym poziomem wsparcia jest obszar 1,3000.

NZD: waluta chwilowo unika dalszego osłabienia ze względu na fakt, iż większą uwagę przykłada się obecnie do kursu AUD, który spycha parę AUD/NZD w dół. Wyjątkowo duża awersja do ryzyka z pewnością jednak nie udzieli wsparcia NZD. Przewiduję, że para AUD/NZD w końcu uzyska wsparcie, jeżeli nie w obszarze 1,1000, to w rejonach poziomu 1,0900.

SEK: w kontekście awersji do ryzyka nastroje inwestorów wobec SEK są negatywne; wydaje się, że para EUR/SEK dąży do umocnienia po tym, jak testy rejonów powyżej ostatniego oporu na poziomie 9,40/42 nie zostały odrzucone. Obszar 9,60 to kolejny główny poziom oporu.

NOK: niskie ceny ropy w połączeniu z awersją do ryzyka mogą spowodować dalsze umocnienie w parze EUR/NOK w kierunku poziomu 9,25 lub wyżej.

John Hardy,  Saxo Bank

Operatorzy płatnych dróg na świecie stawiają na technologię

Modernizację systemu poboru opłat w najbliższym roku planuje 60% właścicieli i operatorów płatnych dróg na świecie. Połowa z nich zainwestuje w rozwiązania technologiczne, które odgrywają coraz większą rolę w generowaniu większych przychodów – wzrost efektywności systemu opłat przynosi większe korzyści niż sam wzrost wykorzystania płatnych dróg. 76% operatorów rozważa wprowadzenie systemu bezgotówkowego, a 35% wprowadzenie lub rozwinięcie otwartych systemów bez punktów poboru opłat.

Technologia głównym źródłem wzrostu efektywności

Z badania KPMG, opartego na danych zebranych od ponad 40 operatorów płatnych dróg na całym świecie, wynika, że branża dąży do zwiększenia wydajności poprzez stosowanie zaawansowanych rozwiązań technologicznych. Już 91% operatorów płatnych dróg posługuje się elektronicznym systemem poboru opłat (ang. Electronic Toll Collection, ETC), a 43% firm stosuje otwarty system opłat bez punktów poboru (ang. Open Road Tolling, OTR). Jednocześnie do tej pory zaledwie 27% firm zrezygnowało zupełnie z opcji płacenia gotówką.

Coraz powszechniejsze wykorzystywanie elektronicznych systemów poboru opłat powoduje szybki wzrost ich interoperacyjności. Obejmuje ona już 65% badanych operatorów.

W zasadzie wszyscy respondenci podkreślają znaczenie interoperacyjności. Dla użytkownika interoperacyjność oznacza jeden system poboru współpracujący z wieloma operatorami. Dobry jest tu przykład włoski, gdzie pobieramy jeden bilet i płacimy za przejazd tylko raz, poruszając się po odcinkach autostrad zarządzanych przez różne spółki. Prędzej czy później w Polsce także będziemy musieli się zmierzyć z tą kwestią
– mówi Michał Skorupski, dyrektor w zespole doradczym dla administracji publicznej i infrastruktury w KPMG w Polsce.

What is/are the types of toll collection approaches currently used by your agency?

What is/are the types of toll collection approaches currently used by your agency?
Źródło: KPMG International, 2015

Ponad połowa respondentów (53%) przyznaje, że w ciągu ostatnich pięciu lat dokonała modernizacji swojego systemu poboru opłat, a kolejne 40% twierdzi, że modernizacje są wykonywane na bieżąco. Wśród 60% operatorów, którzy planują poważne inwestycje w najbliższym roku, 45% chce zmodernizować system poboru opłat, natomiast 50% sygnalizuje konkretne plany zainwestowania w rozwiązania technologiczne lub oprogramowanie.

Właściciele i operatorzy systemów poboru opłat często mają niewielki margines swobody dla zwiększania przychodów poprzez regulowanie wysokości opłat (80% ma sztywne stawki narzucane ustawowo lub za pomocą kontraktów), w związku z czym starają się optymalizować wykorzystanie istniejącej infrastruktury. Badanie KPMG wskazuje, że takie działania koncentrują się głównie na technologii. W ostatecznym rachunku tego typu inwestycja przyniesie właścicielom infrastruktury wyższe dochody
– mówi Michał Skorupski, dyrektor w zespole doradczym dla administracji publicznej i infrastruktury w KPMG w Polsce.

If your agency is planning and/or undertaking any major capital improvement initiatives over the next fiscal year, please specify:

If your agency is planning and/or undertaking any major capital improvement initiatives over the next fiscal year, please specify:
Źródło: KPMG International, 2015

Rośnie popularność systemów bezgotówkowych i otwartych systemów poborów opłat

Jak wynika z badania KPMG, 76% firm rozważa wprowadzenie systemu bezgotówkowego, a 35% wprowadzenie lub rozwinięcie systemów typu Open Road Tolling (bez punktów poboru opłat). Głównym celem jest optymalizacja kosztów działalności.

Większość (83%) operatorów płatnych dróg korzystających z elektronicznych systemów poboru opłat zaobserwowała wzrost wydajności systemu w pierwszych 5 latach od jego wprowadzenia. Zdaniem respondentów to nie większe wykorzystywanie sieci było głównym powodem wzrostu, a lepsza efektywność procesów, w tym wzrost egzekwowalności opłat oraz redukcja zatrudnienia, które były możliwe dzięki wprowadzaniu elektronicznych lub otwartych systemów poboru opłat

Z polskiego punku widzenia to bardzo ciekawy trend. Operatorzy systemów poboru opłat przykładają dużą wagę do efektywności kosztowej samego poboru i na tym obszarze będą się w najbliższym czasie koncentrować. Wzrost zysków z infrastruktury może wynikać raczej z oszczędności i optymalizacji, niż ze zwiększenia popytu
– mówi Michał Skorupski, dyrektor w zespole doradczym dla administracji publicznej i infrastruktury w KPMG w Polsce.

What strategies has your agency considered implementing to make toll collection more cost-effective?

What strategies has your agency considered implementing to make toll collection more cost-effective
Źródło: KPMG International, 2015

Problemy z egzekwowaniem opłat od właścicieli samochodów zarejestrowanych za granicą

Egzekwowanie opłat ma podstawowe znaczenie dla powodzenia przedsięwzięć opartych na poborze opłat za korzystanie z dróg. Jest to jednocześnie poważne wyzwanie w związku z rosnącym upowszechnianiem się systemów typu ORT oraz ETC na świecie. Wielu operatorów z trudem optymalizuje funkcje egzekwowania i pobierania opłat – w szczególności w przypadku pojazdów zagranicznych oraz samochodów wynajmowanych.

Jedynie co czwarty operator (26%) uznał, że jest w stanie skutecznie lub bardzo skutecznie odszukać właścicieli zagranicznych pojazdów w przypadku naruszeń. Większość (85%) przyznała wręcz, że nie ścigają za naruszenia dokonywane przez pojazdy zarejestrowane poza granicami kraju.

Z badania KPMG wynika jednak, że operatorzy dróg płatnych w szybkim tempie przyswajają nowe technologie, które umożliwiają im udoskonalenie systemów walki z naruszeniami (ang. Violation Enforcement System, VES). Ponad połowa operatorów (59%) już korzysta z technologii takich jak telewizyjne systemy dozorowe CCTV oraz z automatycznych czytników tablic rejestracyjnych w celu identyfikacji sprawców naruszeń.

Możemy kupić większe „M” niż w 2002 roku?

Wielu nabywców mieszkań nadal wspomina ceny, które były notowane na początku minionej dekady. Wówczas 1 mkw. typowego mieszkania w stolicy kosztował około 3000 zł – 3500 zł. Trzeba jednak pamiętać, że trzynaście lat temu wynagrodzenia też różniły się od obecnych stawek.

Wzrost płac lepiej zarabiających pracowników w połączeniu ze stabilizacją cen lokali, wciąż kompensuje skutki boomu kredytowego. Na powrót dostępności mieszkaniowej do poziomu z 2002 roku, musimy jednak poczekać.

Tylko w jednym mieście sytuacja jest lepsza niż 13 lat temu

W polskich warunkach analiza dostępności metrażu jest utrudniona. Wiąże się to z faktem, że NBP dopiero pod koniec 2006 r. rozpoczął regularny monitoring cen na największych rynkach. Wcześniejsze dane trzeba pozyskiwać z innych źródeł (zobacz założenia pod wykresem i tabelą). Informacje dotyczące średniego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, są łatwiej dostępne. W każdym z analizowanych miast, ten wskaźnik nie obejmuje wynagrodzeń wypłaconych z tytułu umów cywilnoprawnych i płac ustalanych przez mikrofirmy (zatrudnienie do 10 osób). Mimo wspomnianych ograniczeń, średni poziom wynagrodzenia podawanego przez GUS, dobrze odzwierciedla różnice pomiędzy lokalnymi rynkami pracy – tłumaczy Andrzej Prajsnar z portalu RynekPierwotny.pl. Warto również pamiętać, że zakup mieszkania na kredyt jest praktycznie niemożliwy dla tych osób, które zarabiają znacznie mniej od „gusowskiej” średniej.

Zmiany dostępności mieszkaniowej można łatwo prześledzić na poniższym wykresie. Uwagę zwraca podobny przebieg zmian we wszystkich miastach. Od 2002 r. do 2007 r. ceny metrażu wyprzedzały podwyżki wynagrodzeń – tłumaczy analityk portalu RynekPierwotny.pl. Ten proces stał się widoczny zwłaszcza po wstąpieniu Polski do UE. Jego efektem był spadek metrażu dostępnego za średnie wynagrodzenie netto. Sytuacja zmieniła się po zakończeniu boomu kredytowego. Od 2008 r. można zauważyć wzrost dostępności metrażu na terenie Warszawy, Krakowa, Łodzi, Wrocławia i Poznania. Tylko w dwóch miastach ten proces nie był ciągły (patrz zmiany dotyczące Warszawy i Wrocławia w 2010 r.).

Porównanie dostępności metrażu w pięciu krajowych metropoliach 2002-20014 rok

Największe powody do narzekań mają mieszkańcy stolicy

Ciekawie przedstawiają się również szczegółowe informacje o dostępności mieszkaniowej (patrz poniższa tabela). Na podstawie tych danych można wywnioskować, że w 2007 r. relacja między przeciętną płacą i cenami metrażu, była skrajnie niekorzystna. Nawet w Łodzi za średnie wynagrodzenie netto można było kupić jedynie 0,42 mkw. przeciętnego mieszkania. Analogiczny wynik dla Krakowa spadł poniżej 0,30 mkw. Ta zmiana wymusiła spadki cen, które rozpoczęły się szybciej niż w innych metropoliach. Dzięki dostosowaniom cenowym, krakowski rynek szybko zmniejszył dystans do innych miast oraz wyników z 2002 r. W ubiegłym roku, statystyczny krakowianin za swoją pensję netto mógł kupić metraż o 6% mniejszy niż dwanaście lat wcześniej. Analogiczne wyniki dla pozostałych miast wynoszą:

  • -20% (Warszawa)
  • +12% (Łódź)
  • -15% (Wrocław)
  • -10% (Poznań)

Warto zwrócić uwagę, że tylko w Łodzi dostępność mieszkaniowa przekroczyła poziom z 2002 r. Największa różnica powierzchni dostępnej za średnie wynagrodzenie (2002 r. – 2014 r.), jest widoczna w Warszawie.

Zmiany dostępności metrażu w pięciu krajowych metropoliach (2002 r. – 2014 r.)*
Nazwa miasta →Rok analizy Warszawa Kraków Łódź Wrocław Poznań
Metraż dostępny za średnie wynagrodzenie netto w sektorze przedsiębiorstw (mkw.)
2002 r. 0,64 0,53 0,60 0,62 0,63
2003 r. 0,66 0,54 0,66 0,58 0,64
2004 r. 0,64 0,51 0,53 0,58 0,58
2005 r. 0,51 0,43 0,53 0,53 0,57
2006 r. 0,43 0,32 0,53 0,35 0,52
2007 r. 0,33 0,29 0,42 0,34 0,38
2008 r. 0,35 0,32 0,44 0,40 0,40
2009 r. 0,40 0,36 0,49 0,44 0,46
2010 r. 0,39 0,38 0,51 0,42 0,46
2011 r. 0,44 0,40 0,52 0,44 0,50
2012 r. 0,49 0,43 0,60 0,48 0,55
2013 r. 0,51 0,48 0,65 0,52 0,56
2014 r. 0,51 0,50 0,67 0,53 0,57
Sumaryczna zmiana (2014 r. – 2002 r.) -20% -6% +12% -15% -10%
* Założenia: do celów obliczeniowych przyjęto, że średnie wynagrodzenie netto w sektorze przedsiębiorstw wynosi 72% analogicznej stawki brutto. Obliczenia opierają się na średnich cenach 1 mkw. mieszkań. Od 2007 r. uwzględniono średnie stawki transakcyjne według danych NBP. Wcześniejsze stawki zostały przyjęte na podstawie danych REAS i RedNet.Źródło: opracowanie własne na podstawie danych NBP, REAS, RedNet i Urzędu Statystycznego w Krakowie.

 

Do końca obecnej dekady dostępność metrażu we wszystkich analizowanych miastach powinna znacznie przekroczyć poziom z 2002 roku. To nie oznacza jednak, że sytuacja nabywców lokali będzie bardzo dobra. W praktyce komfortowy zakup jest możliwy, gdy średnia cena 1 mkw. odpowiada przeciętnej płacy netto.

Przedsiębiorca musi liczyć się z krytyką

Według naukowców z University of California, opinie konsumenckie w Internecie mają niebagatelne znaczenie dla rozwoju biznesu. Podwyższenie średniej oceny o pół gwiazdki gwarantuje 19-procentowy wzrost zainteresowania danym sklepem czy usługodawcą, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z restauracją, firmą zajmującą się czyszczeniem dywanów czy psim fryzjerem. Nic dziwnego, że sklepy internetowe walczą o podskoczenie choćby o jedną lokatę w rankingu. Negatywne opinie – w oczach wielu przedsiębiorców – są plamą na honorze. Plamą, której najlepiej jak najszybciej się pozbyć, wykorzystując do tego każdy możliwy sposób…

Wszystkie chwyty dozwolone

Dlaczego nie warto usuwać negatywnych opinii o firmiePod koniec zeszłego roku sieć zawrzała po informacji o niecodziennej opłacie, jaką jeden z brytyjskich hoteli ściągnął z karty kredytowej swoich gości. Para na jednym z serwisów konsumenckich negatywnie oceniła czystość pokoju, w którym nocowała podczas urlopu. Krytycznie wyraziła się też o stanie mebli i śniadaniach serwowanych w hotelowym bistro. Właściciele hotelu zamiast odnieść się do uwag zamieszczonych w opinii, nałożyli na parę… 100 funtów grzywny.

W tym samym roku odbył się też pewien feralny ślub w miejscowości Hudson w stanie Nowy Jork. Jeden z weselnych gości nie był do końca zadowolony z usług świadczonych przez hotel, w którym zorganizowano uroczystość. Swoimi przemyśleniami podzielił się w sieci. Po kilku dniach otrzymał od właścicieli przybytku e-maila, w którym domagali się oni natychmiastowego usunięcia negatywnej opinii. Niezastosowanie się do tej prośby miało skutkować nieoddaniem młodej parze 500 dolarów kaucji.

Co łączy te historie? Z pewnością to, że żadna z nich nie skończyła się po myśli przedsiębiorcy. Postawa właścicieli hoteli wywoła w Internecie burzę. Temat podchwyciła zarówno prasa, jak i media społecznościowe. Oba pensjonaty szybko wycofały się ze swoich roszczeń wobec gości, jednak niewiele pomogło to ich nadszarpniętemu wizerunkowi.

Groźbą, nie prośbą

Przykładów podobnych działań nie trzeba jednak szukać za wielką wodą. Serwis Opineo.pl został w zeszłym roku pozwany przez jedną z firm sprzedających software do rozliczania faktur. Firma żądała od serwisu usunięcia niepochlebnych komentarzy użytkowników o oferowanym przez nią produkcie.

Sąd uznał jednak, że krytyka usług i towarów sprzedawanych przez przedsiębiorcę leży w interesie społecznym, a przedsiębiorca prowadzący publiczną działalność musi liczyć się z niepochlebnymi komentarzami. Wszelkie zarzuty wobec Opineo zostały oddalone. Orzeczenie sądu daje konsumentom jasny sygnał, że nie muszą obawiać się wyrażania swoich opinii w Internecie, a treść ich komentarzy nie powinna być poddawana cenzurze. Ważne jednak, by odbywało się to zgodnie z zasadą „opiniuj, ale nie obrażaj”. Stek hejtu i przekleństw nigdy nie będzie ciekawym materiałem dla ocenianego sprzedawcy czy pozostałych konsumentów. Z takich „opinii” nie można też wyciągnąć konstruktywnych wniosków ani z nimi polemizować.

Jak reagować na negatyw?

Każda firma prowadząca działalność w Internecie musi liczyć się z tym, że w którymś momencie ktoś źle oceni poziom świadczonych przez nią usług czy sprzedawanych produktów. Jednak obecnie firmy są osądzane nie tyle po tym, ile krytyki na nie spływa, ale jak na nią reagują.

Historia pełna jest takich przykładów. Apple po apelu bloggera oburzonego faktem, że firma nie prowadzi wymiany zużytych baterii w iPodach, zmieniło swoją politykę i umożliwiło zakup nowej części. Play po negatywnym odzewie ze strony klienta niezadowolonego z czasu przenoszenia numeru do sieci, przeprosił go w niecodzienny sposób. Oba case’y są przedstawiane jako wzorowy sposób radzenia sobie w sytuacji kryzysowej.

Z kolei usuwanie komentarzy tylko z tego powodu, że są krytyczne, może zaszkodzić wizerunkowi firmy, a w konsekwencji przełożyć się na rzeczywiste straty finansowe. Świadczy też o tym, że firma nie bierze pod uwagę potencjału, który jest podstawą handlu. Mowa o powracających klientach. Usunięcie komentarza zamyka przedsiębiorcy drogę do przeciągnięcia niezadowolonego konsumenta na jego stronę. A jak pokazują badania, szanse na to są całkiem spore. Według Retail Consument Report aż 18% niezadowolonych nabywców staje się lojalnymi klientami sklepu, jeśli sklep rozwiąże problem po ich myśli. A według Opineo ponad 60% kupujących jest w stanie wybaczyć sklepowi potknięcia, jeśli dostanie w zamian rabat, gratisy lub… usłyszy zwykłe „przepraszam”.

Sektor rolno-spożywczy a rosyjskie embargo

Skutki embarga wprowadzonego przez Rosję w sierpniu 2014 r., choć widoczne w sektorze rolno-spożywczym, nie są aż tak dotkliwe, jak początkowo obawiali się przedsiębiorcy. Nie wszystkie branże też w jednakowym stopniu odczuły konsekwencje ograniczeń współpracy z Rosją – wynika z raportu Banku BGŻ BNP Paribas „Wpływ ograniczeń handlowych wprowadzonych przez Rosję na sektor rolno-spożywczy w Polsce” przygotowanego we współpracy z przedstawicielami firm z sektora rolno-spożywczego. Na spadek eksportu żywności do Rosji, oprócz wprowadzonego embarga, przełożył się także spadek dynamiki PKB i osłabienie rubla oraz zakaz importu wieprzowiny w związku z afrykańskim pomorem świń (ASF). Jak wynika z raportu Banku BGŻ BNP Paribas dla większości producentów krajowych Rosja nie stanowiła podstawowego rynku zbytu. Wielu z nich, na podstawie wcześniejszych doświadczeń, starało się unikać uzależnienia od wschodniego partnera, koncentrując się na sprzedaży swoich produktów na rynku krajowym i unijnym oraz poszukiwaniu nowych odbiorców poza UE.

W 2014 r., po dwóch latach bardzo dobrych wyników, polski eksport produktów rolno-spożywczych do Rosji odnotował spadek. Miało na to wpływ kilka czynników: pogorszenie sytuacji gospodarczej w Rosji, zakaz importu wieprzowiny z krajów Unii Europejskiej oraz wprowadzone embargo. Oznacza to, że ograniczenia wprowadzone przez Rosję były tylko jedną z przyczyn, które przełożyły się na ponad 30-procentowy spadek eksportu żywności do tego kraju. Warto podkreślić, że znacznie niższe były ceny eksportowanych towarów niż w poprzednim roku. Co ciekawe, produkty nieżywnościowe, które nie były objęte embargiem, również zanotowały 11 proc. spadek. – Pomimo, że Rosja nie stanowi głównego odbiorcy naszych produktów, to utrata tego rynku zbytu znacząco wpłynęła na wielkość i kierunek przepływów w handlu żywnością. Embargo nałożone na kraje Unii Europejskiej i utrata rosyjskiego rynku przyczyniły się do zaostrzenia konkurencji wśród unijnych dostawców żywności nie tylko w handlu wewnątrz UE, ale również na rynkach trzecich – powiedział Bartosz Urbaniak, członek Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas. Wiele też podmiotów w łańcuchu produkcji i dystrybucji żywności odczuło pośrednio lub bezpośrednio skutki rosyjskiego embarga – dodał Bartosz Urbaniak.

Pogorszenie w branży mleczarskiej

Po dynamicznym okresie wzrostów eksportu artykułów mlecznych, branża zanotowała spadek. W okresie sierpień-grudzień 2014 r. wyniósł on ponad 5 proc. w stosunku do analogicznego okresu 2013 r. Do tego przyczyniły się również obniżki cen większości artykułów mlecznych. Spadek eksportu pogłębił się znacznie w pierwszym kwartale br. i wyniósł  20 proc. w stosunku do trzech pierwszych miesięcy ubiegłego roku.

W 2014 r. masło i sery dojrzewające potaniały średnio o 25 proc., odtłuszczone mleko w proszku o 40 proc., zaś mleko w skupie o 20 proc. Te dane pokazują, że embargo było tylko dodatkowym, a nie kluczowym czynnikiem powodującym obniżki cen i nie zmieniło diametralnie sytuacji na rynku mleka.

Kłopoty producentów owoców i warzyw

Dla polskich przedsiębiorców Rosja była największym zagranicznym odbiorcą jabłek, pomidorów, pieczarek oraz mrożonek. Po wprowadzeniu embarga Polska zwiększyła eksport do krajów unijnych, jednak w przypadku jabłek odnotowano niższą sprzedaż zarówno do krajów UE, jak i poza jej granice. W efekcie wprowadzonych ograniczeń polscy producenci owoców i warzyw musieli zmierzyć się z nadwyżkami zbiorów. Łączny eksport owoców i warzyw świeżych oraz grzybów w okresie od sierpnia 2014 r. do marca 2015 r. wyniósł 1,13 mln t i był o 17 proc. mniejszy niż w tym samym okresie rok wcześniej. Eksport jabłek do Rosji zmniejszył się ogółem o 19 proc., a do krajów poza UE aż o 37 proc. Wyraźny wzrost eksportu Polska zanotowała na Białoruś i do Serbii, które reeksportowały jabłka do Rosji. Eksport do Unii Europejskiej wzrósł w szczególności w pierwszym kwartale 2015 r. Ze względu na wysokie zbiory większości owoców i warzyw, ich ceny w sezonie 2014/2015 byłyby znacząco niższe także w sytuacji, gdyby embargo nie zostało wprowadzone.

Producenci drobiu liczą zyski, a producenci wieprzowiny straty

Branża drobiarska nie ucierpiała w wyniku wprowadzonego embarga. Nasz eksport nieprzetworzonego mięsa drobiowego na rynek rosyjski był niewielki, a w związku z tym, że Brazylia zwiększyła eksport do Rosji, na rynku unijnym pojawiło się większe zapotrzebowanie, które zagospodarowali właśnie polscy producenci.

Producenci wieprzowiny natomiast wyraźnie odczuli pogorszenie swojej sytuacji w 2014 r. Na kondycję tego sektora wpłynęło nie tylko wprowadzone embargo, ale również pojawienie się ognisk ASF oraz znaczne obniżki cen żywca. Spadek eksportu do krajów poza UE był rekompensowany wzrostem sprzedaży na rynek unijny, czemu sprzyjały stosunkowo niskie ceny żywca w Polsce, średnio o 3 proc. niższe niż na rynku niemieckim. W pierwszym kwartale 2015 r. sprzedaż na rynek unijny wzrosła w skali roku o 28 proc., zaś sprzedaż do krajów spoza UE zmalała o 40 proc. Wprowadzenie ograniczeń w handlu z Rosją zbiegło się w czasie z wysoką podażą surowców rolnych zarówno w Polsce, jak i na świecie, co przełożyło się na spadki cen większości produktów rolno-spożywczych.

Przedsiębiorcy potwierdzają opinie analityków

Zawarte w publikacji opinie przedstawicieli producentów są zbieżne z powyższymi tezami. Przedsiębiorcy zgadzają się, że przyczyny obecnej sytuacji są złożone, zaś rosyjskie ograniczenia handlowe to tylko jedna ze składowych. Ograniczone znaczenie embarga wynika również z faktu, że polscy producenci kierując się doświadczeniem z poprzednich lat w większości nie traktowali rynku rosyjskiego, jako podstawowego rynku, na którym opierali swą sprzedaż.

– Wierzymy, że wspólnie, tzn. przedstawiciele sektora, administracja publiczna i pozostałe instytucje z otoczenia branży, w tym Bank BGŻ BNP Paribas, jesteśmy w stanie rozwiązywać pojawiające się problemy lub przynajmniej w dużym stopniu łagodzić ich skutki. Dzięki temu polski sektor rolno-spożywczy będzie mógł nadal dynamicznie się rozwijać, zapewniając miejsca pracy i przyczyniać się do rozwoju gospodarczego naszego kraju –
mówi Bartosz Urbaniak.

Embargo było impulsem dla producentów do poszukiwania nowych rynków, na których do tej pory nie byli obecni. Często w tym kontekście wspomina się o krajach afrykańskich i azjatyckich. Polski sektor rolno-spożywczy dobrze poradził sobie z łagodzeniem skutków embarga. W przypadku niektórych produktów sprzedaż na inne rynki pokryła w całości utratę rynku rosyjskiego. Przykładem może być zwiększona sprzedaż mleka w proszku do Algierii lub pieczarek na Białoruś. Jednak w przypadku części, chociażby jabłek, dla których Rosja stanowiła bardzo ważny kanał zbytu, zagospodarowanie całości zbiorów było znacznie trudniejsze i wymagało zwiększenia konsumpcji krajowej, wsparcia programami unijnymi i większej sprzedaży jednocześnie na wiele innych niż rosyjski rynków.

Co studiować, by zarabiać jak najwięcej?

Jak wynika ze statystyk Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego w 2014 r. najbardziej obleganymi ośrodkami kształcenia wyższego były politechniki, a najchętniej wybieranym kierunkiem studiów – informatyka. Choć większość uczelni zakończyło już pierwszy etap rekrutacji, nadal trwa nabór na studia drugiego stopnia. Jak spośród bogatej oferty edukacyjnej wybrać kierunki i specjalizacje, które zagwarantują sukces na arenie zmagań zawodowych?

Prym kierunków technicznych – nadal za mało

MNiSW podaje, że w 2014 roku na pierwszy rok studiów dziennych uczelni publicznych przyjętych zostało ponad 250 tys. studentów. Gdyby wszyscy z nich zdecydowali się zamieszkać w jednym miejscu, stworzyliby osiedle większe niż warszawski Mokotów. Trwający niż demograficzny nie wpłyną więc na statystyki uczelni. W odniesieniu do roku 2013, te publiczne zanotowały zaledwie 2% spadek. Co ciekawe, odwrotnie do tendencji z lat 90., najczęściej wybieranymi są kierunki o profilu technicznym. Choć kandydatów na studia inżynierskich przybywa, jednak nadal są branże, które cierpią z powodu deficytu specjalistów. Jak wynika z wyliczeń firmy BPSC w nowych technologiach brakuje ok. 50 tys. pracowników. Chętnych by tę lukę wypełnić nadal jest zbyt mało.[1]

Profity już na studiach

Studenci, którzy kilka lat temu zdecydowali się na wybór kierunku z listy tych zamawianych[2] – czyli informatyki, mechaniki, automatyki, robotyki itd. – jako absolwenci nie spotykają się raczej z Urzędem Pracy i wnioskiem o uznanie statusu bezrobotnego. Już na studiach otrzymywali „gratyfikacje” dużo wyższe, niż ich koledzy na wydziałach humanistycznych. Osoby osiągające dobre wyniki na wybranych specjalizacjach, mogły liczyć na stypendia nawet w wysokości 1000 zł miesięcznie, a także dodatkowe formy kształcenia poszerzające ich wiedzę i kompetencje, organizowane przy współpracy z czołowymi pracodawcami. – Na stałe współpracujemy z 6 uczelniami wyższymi w Polsce, m.in. z Politechniką Łódzką, również z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu podkreśla Marek Bartosik, manager poznańskiego oddziału GFT Polska – Na organizowanych przez nas zajęciach przekazujemy studentom praktyczne umiejętności oraz dajemy możliwość poznania warunków pracy dla największych banków inwestycyjnych na świecie. Nasi specjaliści poprowadzą warsztaty przybliżające wiedzę m.in. z zakresu języków programowania oraz baz danych.

Wybierając kierunek techniczny, studenci otrzymują także dostęp do szerokiej oferty staży i praktyk, umożliwiających im pracę w zawodzie jeszcze podczas nauki. – Organizujemy programy stażowe dla studentów w Polsce i za granicą. W trakcie ich trwania biorą oni udział w 60 szkoleniach technicznych, miękkich oraz z wiedzy specjalistycznej (finanse i bankowość). Po ich odbyciu, aż 80% uczestników znajduje zatrudnienie w naszych szeregach – mówi Marek Bartosik, GFT Polska.

Dobra praca się opłaca

Wybór kształcenia się w dziedzinie IT, przekłada się nie tylko na zatrudnienie, ale i na dobre wynagrodzenie w przyszłości. Z badań Pracuj.pl, wnika że najwyższą pensję w Polsce w 2014 otrzymywał architekt IT.[3] Specjalista na tym stanowisku może zgarnąć pensję wynoszącą prawie trzykrotność średniej krajowej – 12149 zł brutto. W czołówce dobrze zarabiających znaleźli się też Senior Developerzy, Starsi Programiści Java i .NET czy analitycy IT. – Branża IT jest jedną z najprężniej rozwijającą się w Polsce. Wybór kierunku edukacji z nią związanego to niemal gwarancja pracy – zachęca Bartosik.

Przeciętna pensja całkowita wybranych stanowisk technologicznych
Przeciętna pensja całkowita wybranych stanowisk technologicznych

[1] http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/maturzysci-stawiaja-na-uczelnie-techniczne.html
[2] Program Kierunków Zamawianych realizowany był w perspektywie finansowej Unii Europejskiej na lata 2007-13. Od roku akademickiego 2014/15 zaczął się pilotaż Programu Wspierania Kompetencji. (http://www.nauka.gov.pl/aktualnosci-ministerstwo/program-rozwoju-kompetencji-zastapi-kierunki-zamawiane.html)
[3] http://kariera.pracuj.pl/zarobki-i-prawo-pracy/najlepiej-platne-zawody-w-polsce/

Wojciech Sass mianowany na stanowisko CEO Nationale-Nederlanden w Polsce

1 października 2015 r. Wojciech Sass obejmie stanowisko CEO Nationale-Nederlanden w Polsce.

Po zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego, Wojciech Sass zostanie powołany na stanowisko Prezesa Zarządu Nationale-Nederlanden Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie oraz Nationale-Nederlanden Usługi Finansowe.

Wojciech Sass zostanie powołany na stanowisko Prezesa Zarządu Nationale-Nederlanden Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie oraz Nationale-Nederlanden Usługi Finansowe
Wojciech Sass zostanie powołany na stanowisko Prezesa Zarządu Nationale-Nederlanden Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie oraz Nationale-Nederlanden Usługi Finansowe

Wojciech Sass posiada 20-letnie doświadczenie w branży finansowej, które zdobył pracując w instytucjach w Polsce i na świecie. Karierę rozpoczął w 1995 r. w Pionie Usług Finansowych firmy Accenture w Warszawie. W latach 1997-2011 był zatrudniony w Boston Consulting Group (BCG), gdzie realizował projekty dla towarzystw ubezpieczeniowych i banków w Niemczech, Australii i w Polsce.

W 2007 r. Wojciech Sass został Partnerem oraz Dyrektorem Zarządzającym BCG w Polsce. Zanim dołączył do Nationale-Nederlanden, od 2011 r. pracował na stanowisku wiceprezesa Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, gdzie był odpowiedzialny za obszar Bankowości Detalicznej i Biznesowej.

– Jesteśmy przekonani, że jako CEO Nationale-Nederlanden w Polsce, Wojciech będzie odgrywać kluczową rolę w dalszym rozwoju naszego biznesu – powiedział Robin Spencer, CEO NN Insurance International.

Wojciech Sass zastąpi Tjeerda Boskloppera, który sprawuje funkcję Prezesa Nationale-Nederlanden w Polsce od 2012 r. 1 września br. Bosklopper obejmie stanowisko CEO NN Individual Life w Holandii.

Niepewność kursu EURPLN w II półroczu 2015 r. będzie sprzyjać popularności forwardów

Wg danych GUS[1] na strefę euro przypada 57,3 proc. polskiego eksportu i 48,2 proc. importu. Kurs wspólnej waluty, silnie wpływający na marże naszych firm, jest więc bacznie obserwowany zarówno przez eksporterów jak i importerów. Analitycy AKCENTY, instytucji płatniczej realizującej transakcje walutowe firm zajmujących się handlem zagranicznym, wskazują, że liczba czynników wpływających na wartość euro, niepewność wystąpienia tych czynników oraz trudne do przewidzenia siły korelacji pomiędzy nimi będą w kolejnych miesiącach utrudniać prognozowanie kursu EURPLN i jednocześnie sprzyjać popularności zabezpieczeń przed ryzykiem kursowym w formie transakcji terminowych typu forward.

Miroslav Novak z instytucji płatniczej AKCENTA prognozuje, że na koniec lipca kurs wspólnej waluty będzie oscylować wokół 4,10 PLN. Prognoza na koniec września oraz na koniec roku to 4 PLN/EUR. Analityk AKCENTY zwraca jednak uwagę, że w otoczeniu zewnętrznym i wewnętrznym polskiej gospodarki dzieje się tak dużo, że kurs euro, szczególnie w krótkich okresach, pozostaje pod bardzo dużym znakiem zapytania i w perspektywie kilku miesięcy istnieje ryzyko wahań. Właśnie dlatego AKCENTA spodziewa się, że drugie półrocze 2015 r. może być czasem rosnącej popularności forwardów. – Pojedynczy eksporter czy importer nie ma wpływu na kursy walut obowiązujące na rynku, ale może określić przyszłe kursy walut dla własnych transakcji. Pozwalają na to forwardy, gdzie firma zawiera z nami umowę, że sprzedamy jej daną walutę po określonym kursie w wybranym momencie w przyszłości. Firma zyskuje dzięki temu pewność co do wysokości swojej marży, co ułatwia planowanie działalności – mówi Radosław Jarema, dyrektor zarządzający AKCENTY w Polsce.

W kontekście kursu EURPLN już pierwsze półrocze 2015 r. było bardzo zmienne. – W ciągu ostatnich sześciu miesięcy euro zdążyło spaść poniżej 4 zł notując największy dołek od 2011 r. Minimalny kurs wyniósł w I półroczu 2015 r. 3,9822 a maksymalny 4,3335 PLN/EUR. Sytuacja nie przestaje być nieprzewidywalna, więc i kurs EUR/PLN jest trudny do przewidywania – podkreśla Miroslav Novak.

Czynniki przeciwko umacnianiu się złotówki

W perspektywie kolejnego półrocza najwięcej niepewności stoi po stronie czynników mogących – ku zadowoleniu eksporterów i rozpaczy importerów – osłabiać polską walutę. Kluczowe jest ryzyko wznowienia długoterminowego kryzysu w strefie euro, którego początkiem może być Grexit. – Sytuacje kryzysowe w europejskiej gospodarce, a już na pewno o skali takiej jak to, co dzieje się obecnie w Grecji,  zawsze odbijają się rykoszetem na walutach koszyka emerging markets. Jeśli najczarniejsze scenariusze dla Eurolandu się spełnią i przełożą na problemy także w innych krajach Europy Południowej, to osłabienie walut peryferyjnych, w tym PLN, może mieć długotrwały charakter. Inwestorzy obecni w naszej części świata po prostu poszukają bezpieczeństwa gdzie indziej – komentuje analityczka AKCENTY Monika Krzywda.

Drugim istotnym czynnikiem, który zaważy w nadchodzących miesiącach na kursie złotówki do euro będą wybory parlamentarne. Wg Miroslava Novaka z AKCENTY, wygrana głównej partii opozycyjnej PiS w jesiennych wyborach może doprowadzić do odpływu kapitału zagranicznego z Polski. – Spodziewamy się jednak, że negatywna reakcja na ewentualne zwycięstwo PiSu będzie miała ograniczony wpływ na słabnięcie złotówki – dodaje Novak.

Czynniki wspierające wzrost złotówki

Z najważniejszych czynników, które w drugim półroczu będą wspierały umocnienie się PLN do EUR można wymienić wyższy niż w strefie euro wzrost PKB, pozytywny wpływ dyferencjału oprocentowania stóp procentowych oraz kontynuacja przez EBC programu QE o miesięcznej wartości 60 mld EUR – mówi Miroslav Novak.

Tempo wzrostu polskiej gospodarki pozostanie wyższe niż tempo rozwoju strefy euro, co będzie wpływać na umocnienie złotego wobec wspólnej waluty w najbliższych miesiącach. Już w I kw. 2015 r. polski PKB wzrósł o 1,0 proc. kw/kw  i  o 3,5 proc. r/r, natomiast w strefie euro jedynie o 0,4 proc. kw/kw  i o 1,0 proc r/r. Prognozy na cały rok też mówią o szybszym wzroście Polski w porównaniu do strefy euro, bo wg szacunków NBP w 2015 r. polski PKB powiększy się o 3,4 proc. podczas gdy zgodnie z prognozami EBC gospodarka wzrośnie w tym roku o 1,5 proc. Miroslav Novak z AKCENTY przypomina jednak, że każdy wzrost w strefie euro, nawet jeśli jest niższy niż w Polsce, pozytywnie wpłynie na polską gospodarkę. – Jesteśmy z krajami strefy euro mocno powiązani i lepsza sytuacja w tych krajach może przełożyć się na korzyści takie jak większy popyt i nowe zamówienia dla polskich eksporterów – argumentuje Novak.

Polskiego złotego wspierać będzie także pozytywny wpływ dyferencjału stóp procentowch.  – Główna stopa procentowa w Polsce jest na poziomie 1,5 proc. od marca, a główna stopa EBC od września minionego roku wynosi 0,05 proc. Ta różnica działa na korzyść PLN. Wyższe stopy procentowe wpływaja na wyższą atrakcyjność złotego dla inwestorów zagranicznych – mówi Novak. Złotego umacniać będzie też prowadzony przez EBC program QE o miesięcznej wartości 60 mld EUR.

[1] I kw. 2015 r.

Meksyk to szansa dla polskiej branży Automotive

Eksperci Banku Zachodniego WBK są zdania, że polska branża motoryzacyjna może z powodzeniem szukać swojej szansy w Meksyku. W kraju tym, który sam jest potęgą Automotive, produkcja odbywa się w oparciu o importowane części i technologie, które dostarczać mogą właśnie polskie firmy.

Przemysł motoryzacyjny jest flagowym sektorem meksykańskiej gospodarki. Według statystyk Międzynarodowej Organizacji Producentów Pojazdów Samochodowych (OICA) Meksyk zajmuje obecnie 7. miejsce pod względem wartości wyprodukowanych pojazdów (3,4 mln $) i ze wzrostem r/r na poziomie 10,2% ma szansę na jeszcze wyższe miejsce w zestawieniu. Meksyk jest też czwartym największym eksporterem aut na świecie. Aż 89 spośród 100 największych światowych producentów części samochodowych posiada swoje fabryki w tym kraju, mają je tu również wszystkie marki samochodowe.

Coraz więcej inwestycji

W ubiegłym roku swoje plany dotyczące inwestycji i rozwijania produkcji ogłosiły marki: Marcedes-Benz i Infinity, których partnerstwo zaowocuje powstaniem nowej fabryki, z której ma wyjechać 150 tys. luksusowych pojazdów. Podobną liczbę nowych aut ma również produkować w Meksyku BMW, który zbuduje nowy zakład w regionie San Luis Potosi za ok. 1 mld $, a podobną kwotę zainwestuje w produkcję w stanie Nuevo León marka Kia Motoros. Inwestycję o wartości 41 mln $ w rozwój linii montażowej w stanie Chihuahua ogłosiła firma Delphi, koncern Continental wybuduje fabrykę do produkcji komponentów elektronicznych za 25 mln $, a Jatco zainwestuje 220 mln $ w drugą fabrykę w stanie Aguascaliente. – Co bardzo ważne, aż 71% produkcji meksykańskiej branży Automotive odbywa się w oparciu o produkty, półprodukty czy usługi pochodzące z importu. To dla polskich firm z branży motoryzacyjnej wyraźny i bardzo pozytywny komunikat: Meksyk ma ogromny potencjał i warto inwestować w obecność na tym rynku – podkreśla Ernesto Malda, Kierownik Sekcji Promocji Gospodarczej i Handlowej z Ambasady Meksyku w Polsce. Meksyk odpowiada nie tylko za ogromną produkcję samochodów, ale także bierze udział w projektowaniu i tworzeniu innowacji dla branży motoryzacyjnej. Na terenie kraju prężnie funkcjonuje już ponad 30 centrów designu dla sektora Automotive. Meksyk dojrzał i z kraju eksportującego przemienił się w twórcę innowacji. Obecnie mamy ponad 30 motoryzacyjnych centrów projektowych – dodaje Ernesto Malda.

Eksport pojazdów nieszynowych oraz akcesoriów i ich części z polskich firm do Meksyku osiągnął w 2014 r. wartość 0,115 mld $, ale eksperci Banku Zachodniego WBK, m.in. na bazie raportów przygotowywanych przez analityków rynku meksykańskiego z Grupy Santander, potwierdzają, że rozwój przemysłu motoryzacyjnego w Meksyku stwarza duże zapotrzebowanie na szeroką gamę produktów dla linii montażowych i na usługi dla sektora motoryzacyjnego.  –  Wydaje się, że polscy producenci części z branży Automotive, którzy z takimi sukcesami działają na europejskich rynkach, mogłaby i w Meksyku znaleźć dla siebie miejsce. Choć auta i ich części stanowią 23 proc. wśród wszystkich towarów eksportowanych do Meksyku, to w wartościach bezwzględnych polski eksport mógłby być większy. Odległość geograficzna tego kraju jest wyzwaniem, ale nie takim, któremu nie da się sprostać i z pewnością nie tak dużym jak może się wydawać. My jako bank pomagamy w sprawnym przebiegu procesu organizowania finansów po tamtej stronie oceanu – mówi Robert Antczak.

Zaletą i przewagą polskich firm jest na pewno jakość produktów oraz dobra korelacja ceny do jakości. Innowacyjność oraz elastyczność produkcji to kolejne wyróżniki. Polscy dostawcy części i komponentów, z racji współpracy z koncernami międzynarodowymi obecnymi w Polsce i Europie mają znaczący pakiet know-how i wiedzę praktyczną. Dlatego w przypadku ekspansji mogą korzystać ze swojego dorobku i doświadczeń oraz – co ważne – licznych certyfikatów ISO i VDA wymaganych przez międzynarodowe koncerny samochodowe na całym świecie – mówi Roman Kantorski, Prezes Polskiej Izby Motoryzacji.

Politycznie i społecznie coraz spokojniej

Meksykańskie Stany Zjednoczone są zaliczane do grona państw nowo uprzemysłowionych, czyli państw z dynamicznie rozwijającym się sektorem nowoczesnych technologii, szybko rosnącym PKB, ogromnym zasobem taniej siły roboczej, korzystną polityką fiskalną i dobrym klimatem do inwestycji dla zagranicznych podmiotów. W ostatnich latach, podczas prezydentury Enrique Peña Nieto wiele sektorów przeszło transformację, reformy objęły m.in. sektor telekomunikacyjny i energetyczny (likwidacja monopoli państwowych, podniesienie konkurencyjności sektora, zwiększenie dostępności dla inwestycji zagranicznych podmiotów) oraz sektor fiskalny. Przyjęto także strategię zrównoważonego wzrostu gospodarczego oraz podjęto działania na rzecz ograniczenia ubóstwa, nierówności społecznych i niedożywienia obywateli oraz zwiększenia poziomu bezpieczeństwa w kraju. Władze Meksyku położyły również nacisk na promocję sektora MŚP powołując w tym celu Państwowy Instytut Przedsiębiorczości oraz na maksymalne wykorzystanie potencjału rozwojowego kraju (Narodowy Plan Rozwoju na lata 2013-2018). Zagraniczni obserwatorzy poczynań meksykańskiego rządu, przede wszystkim charyzmatycznego Prezydenta E. Peña Nieto, ogłosili Meksyk „krajem przyszłości” w Ameryce Łacińskiej. Gospodarka Meksyku jest obecnie w bardzo obiecującym stadium rozwoju. Reformy partii rządzącej są uchwalane w rekordowym czasie dzięki wsparciu opozycji. Wydaje się, że determinacja polityków będzie kołem zamachowym transformacji gospodarczej, która umożliwi intensywny rozwój kraju – twierdzi Antonio Cortina, szef zespołu analityków rynkowych Grupy Santander.

Ameryka Południowa ze wsparciem banku  

Meksyk oraz cały region Ameryki Środkowej i Południowej to jeszcze terra incognita dla polskich firm, dlatego w listopadzie minionego roku Bank Zachodni WBK we współpracy z Santander Mexico zorganizował wirtualna misję handlową dla polskich producentów części samochodowych zainteresowanych sprzedażą swoich produktów na rynku meksykańskim. Uczestnicy otrzymali pakietu informacji na temat prowadzenia działalności w meksykańskiej branży motoryzacyjnej. Przedsiębiorcy mogą i powinni szukać pomysłów na ekspansję w różnych źródłach. My jako Bank Zachodni WBK przekazujemy szczegółową wiedzę o ponad 180 rynkach za pomocą portalu SantanderTrade.com, gdzie mamy również funkcjonalność matchmaking’ową – łączymy dostawców i odbiorców, pomagamy szukać polskim firmom kontrahentów na całym świecie. Organizujemy też wirtualne misje i szkolenia. Przykłady Ameryki Południowej i Łacińskiej szczególnie dobrze pokazują jak wypełniamy rolę partnera, który pomaga podejmować ważne decyzje biznesowe – mówi Robert Antczak. Bank Zachodni WBK aktywnie uczestniczy także w ważnych wydarzeniach branżowych. W tym roku bank został Partnerem Finansowym największej konferencji przemysłu motoryzacyjnego w Polsce – AutoEvent.

Komentarz walutowy DM BZ WBK – 28.07.2015

Obejrzyj nasz materiał wideo pt. „Komentarz walutowy”. Znajdziesz w nim komentarz Marcina Działka dotyczący bieżącej sytuacji na rynkach walutowych.

Rynek produktów OTC w Polsce 2015

Pomimo działań różnych graczy rynkowych w celu ograniczenia dostępności produktów bez recepty (kampanie na rzecz ograniczenia sprzedaży pozaaptecznej czy ograniczenie w sprzedaży leków OTC na bazie substancji psychoaktywnych), rynek produktów OTC wzrośnie w 2015 r. o prawie 7% rok do roku, wynika z najnowszego raportu firmy badawczej PMR pt. „Rynek produktów OTC w Polsce 2015. Prognozy rozwoju na lata 2015-2020”. W kolejnych latach rynek również będzie rósł, co będzie wynikiem między innymi rozwoju rynku aptecznego w Polsce w stronę łączenia konceptu drogerii i apteki i/lub tworzenia paraaptek.

Rozwój konceptu apteki-drogerii

Coraz więcej graczy na rynku testuje koncept apteki-drogerii (np. Super-Pharm) lub paraapteki (np. Ziko) – placówek oferujących przede wszystkim leki OTC, suplementy diety i kosmetyki oraz nieposiadające w ofercie leków na receptę; nie są one zarejestrowane jako apteki i nie podlegają restrykcjom dotyczącym reklamy, z wyjątkiem zakazu reklamy produktów leczniczych (Ziko, Dr Max). Tego typu placówki pozwalają na większą promocję produktów, dotarcie do szerszego grona klientów i większą sprzedaż produktów OTC.

Wprowadzanie innowacyjnych produktów o statusie OTC

Produkty będące tylko odpowiednikami istniejących już na rynku preparatów mogą nie być chętnie przyjmowane zarówno przez lekarzy, farmaceutów, pacjentów jak i same hurtownie farmaceutyczne. Unikatowe produkty z potwierdzonymi klinicznie efektami wzbudzają zaufanie konsumentów, co przy dobrej strategii marketingowej, może się przełożyć na wyższą sprzedaż. Część firm obecnych na polskim rynku suplementów diety (Read-Gene, Adiuvo Investment, Noble Health) wprowadziła już do oferty takie specyfiki.

W przyszłości wiele firm planuje rozwój oferty produktów OTC i prowadzi już badania w tym zakresie, m.in. Pharmena, Skotan, Biomax czy Stem Cells Spin.

Malejąca liczba produktów z importu równoległego

W 2014 roku liczba produktów, które uzyskały pozwolenie na import równoległy spadła o połowę w ujęciu rocznym, a udział produktów OTC wśród tych, które zostały dopuszczone do importu równoległego spadł poniżej 20% i ten poziom utrzymał się również w 2015 (styczeń-kwiecień). W przypadku rynku OTC, napływ tańszych produktów pochodzących z importu równoległego wymusza obniżki cen w przypadku produktów już obecnych na rynku, jednakże spadek liczby takich produktów pokazuje, że trend nie ma dominującego wpływu na rynek.

Ponadto, pomimo rosnącej wartości rynku importu równoległego produktów OTC, jej znaczenie jest wciąż marginalne dla całego rynku OTC.

Switche Rx-OTC

Zmiana statusu dostępności wiąże się często z rozpoczęciem kampanii reklamowej leku, co może w znacznym stopniu wpłynąć na wartość sprzedaży (a to znów ma znaczenie w ujęciu całego rynku OTC), w zależności od jego uwarunkowań (np. aktualne trendy chorobowe) i nakładów finansowych na reklamę.

Najgłośniejszym switchem w 2015 roku była zmiana kategorii dostępności produktu antykoncepcji awaryjnej ellaOne, która zgodnie z decyzją Komisji Europejskiej ze stycznia 2015 może być sprzedawana bez recepty w krajach członkowskich UE. W Polsce sprzedaż leku bez recepty odbywa się od połowy kwietnia 2015, kiedy to weszło w życie rozporządzenie Ministra Zdrowia zmieniające rozporządzenie w sprawie wydawania z apteki produktów leczniczych i wyrobów medycznych.

Ogółem, liczba zmiany kategorii dostępności z Rx na OTC była rekordowa w 2014 roku i wyniosła ponad 20 (biorąc pod uwagę produkty, nie substancje).

Większa zachorowalność na grypę

W całym 2015 roku liczba zanotowanych przypadków zachorowań może okazać się podobna do liczby sprzed roku (w okresie styczeń-połowa czerwca 2015 liczba zanotowanych przypadków grypy była bardzo wysoka i wyniosła 2,3 mln). Ponadto, w Polsce odsetek osób szczepiących się maleje z roku na rok, według danych Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy. Większa zachorowalność na grypę zwiększa przychody ze sprzedaży produktów OTC na przeziębienie i przeciwgorączkowych.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Rynek produktów OTC w Polsce 2015.

Branża wynajmu długoterminowego odnotowała rekordowe wyniki w I półroczu 2015

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez PZWLP, czyli organizację reprezentującą w Polsce  branże CFM oraz Rent a Car, rynek wynajmu długoterminowego (CFM) urósł po II kwartale 2015r. aż o 12,4% w ujęciu rocznym. Wysoka dynamika rozwoju znalazła odzwierciedlenie w coraz większej roli wynajmu długoterminowego w finansowaniu w kraju samochodów służbowych. Usługa ta konsekwentnie zastępuje przede wszystkim zwykły leasing finansowy, ale także kredyt czy zakup aut służbowych przez przedsiębiorców ze środków własnych. W II kwartale już 21% wszystkich sprzedanych do firm w Polsce samochodów osobowych znalazło się w wynajmie długoterminowym. Branża CFM do bardzo udanych może zaliczyć jednak nie tylko ostatnie 3 miesiące, ale całe pierwsze półrocze. Skumulowany wzrost rynku wynajmu długoterminowego samochodów w 2 pierwszych kwartałach wynosi aż 7%, co jest wynikiem rekordowym w ostatnich latach.

Rynek wynajmu długoterminowego samochodów (CFM) w Polsce powiększył się po II kwartale 2015 roku o 12,4% w stosunku do stanu z końca czerwca ubiegłego roku. Na koniec pierwszego półrocza 2014r. firmy CFM należące do PZWLP, stanowiące ok. 80% całego rynku CFM w kraju, dysponowały łącznie blisko 120 tys. aut (119.817). Obecnie, po II kwartale 2015r., jest to już prawie 135 tys. samochodów (134.635), co oznacza, że rynek CFM w Polsce, reprezentowany w PZWLP, tylko w ciągu ostatniego roku urósł o prawie 15 tys. pojazdów (14.818).

Liczba aut w wynajmie długoterminowym na koniec I półrocza 2013 2014 2015

Rekordowe półrocze w ostatnich latach

Biorąc pod uwagę skumulowany wzrost flot firm PZWLP z dwóch pierwszych kwartałów – od początku roku do końca czerwca – rynek wynajmu długoterminowego w Polsce urósł już o 7%. Pierwsze półrocze 2015r. jest dzięki temu rekordowe pod względem tempa wzrostu branży CFM na przestrzeni ostatnich 6 lat.

Skumulowany wzrost rynku wynajmu długoterminowego w dwóch pierwszych kwartałach
w poprzednim roku wyniósł 5,1%, a w 2013 roku było to 3,3%. Tempo wzrostu osiągnięte w ostatnich 6 miesiącach jest więc blisko o 50% większe niż w zeszłym roku oraz ponad dwukrotnie wyższe niż
2 lata temu.Skumulowany wzrost wynajmu długoterminowego w I półroczu w latach 2013 2014 2015

Specyfiką rynku wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce jest od wielu lat bardzo dynamiczny rozwój, znacznie szybszy od tempa wzrostu PKB, czy sprzedaży nowych aut do firm – mówi Marek Małachowski, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska. – Polski rynek flotowy przechodzi bowiem te same fazy rozwoju, które obserwowano kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt lat temu, na rynkach zachodnioeuropejskich.

Marek Malachowski - Prezes PZWLP
Marek Malachowski – Prezes PZWLP

Obecnie wynajem długoterminowy jest tam główną formą użytkowania aut przez firmy, stanowiąc nawet 80% wszystkich samochodów służbowych. W naszym kraju udział wynajmu długoterminowego w całości rynku flotowego zapewne osiągnie bardzo podobny poziom, być może nawet już w perspektywie kilkunastu najbliższych lat. Rekordowo wysoka dynamika rozwoju osiągnięta w I półroczu 2015 może być sygnałem, że proces zastępowania przez wynajem długoterminowy innych form finansowania flot może jeszcze przyśpieszyć. Coraz częściej obserwowanym bowiem obecnie zjawiskiem jest rezygnowanie przez przedsiębiorców w Polsce ze zwykłego leasingu finansowego aut służbowych, na rzecz wynajmu długoterminowego. Dzięki temu, poza samym zewnętrznym finansowaniem pojazdów, występującym także w leasingu, firmy zyskują kompleksową obsługę administracyjną i serwisową samochodów służbowych. Biorąc pod uwagę łączne koszty ponoszone na flotę, a więc zakup aut wraz z ich obsługą, naprawami i ubezpieczeniem,  wynajem długoterminowy w stosunku do zwykłego leasingu pozwala również na uzyskanie oszczędności finansowych na poziomie od kilku do kilkunastu procent.    

W drugim półroczu, dokładnie od 1 lipca, przedsiębiorcy użytkujący w Polsce floty funkcjonują w bardzo korzystnym dla nich otoczeniu prawnym. Wszystkie firmy zyskały bowiem możliwość odliczenia 50% podatku VAT od paliwa, co przełoży się na znaczące obniżenie kosztów eksploatacji samochodów firmowych. Tego typu zmiana prawna raczej nie będzie jednak miała większego wpływu na powiększanie przez firmy flot, ale stwarza ogólnie bardzo korzystne warunki do prowadzenia działalności biznesowej i wpływa na pozytywne nastroje polskich przedsiębiorców. W wielu krajach UE firmy mogą już od dawna odliczać podatek VAT od paliwa.

Bardzo dobre wyniki odnotowane przez branżę CFM w I półroczu 2015 pozwalają z optymizmem patrzeć w przyszłość – mówi Marek Małachowski, Prezes Zarządu PZWLP,  Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska. – Ze względu na wyjątkowo szybki rozwój w pierwszych 6 miesiącach roku, jest duża szansa, że cały rok 2015 zamknie się znaczącym wzrostem flot firm zrzeszonych w PZWLP i to nawet w hipotetycznej sytuacji, w której tempo rozwoju w kolejnych miesiącach nie byłoby już aż tak wysokie.

Wynajem długoterminowy – coraz większy udział w ogólnej sprzedaży samochodów do firm w Polsce

Zgodnie z danymi IBRM Samar, w II kwartale 2015 roku w Polsce firmy zakupiły łącznie ponad 57 tys. (57.349) nowych samochodów osobowych. Na potrzeby wynajmu długoterminowego w tym czasie kupionych zostało 12,1 tys. aut osobowych (z czego firmy PZWLP zakupiły 9.476 aut), co stanowi 21% udział w całkowitej sprzedaży do firm.

Udział wynajmu długoterminowego w łącznej sprzedaży samochodów osobowych do firm w Polsce II kwartał 2015

W ostatnich latach główną siłą napędową sprzedaży nowych samochodów osobowych do klientów komercyjnych (firm i przedsiębiorców) w Polsce są zakupy dokonywane przez firmy CFM, leasingowe i wypożyczalnie samochodów. W II kwartale ta grupa podmiotów wygenerowała razem ponad 2/3 (prawie 38,5 tys. pojazdów) całkowitej sprzedaży aut do firm. Branża wynajmu długoterminowego miała pod tym względem udział na poziomie 31,4%.

Ponad 100 tysięcy samochodów w Full Service Leasingu

Łączna flota firm należących do Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów, w usługach zaliczanych do wynajmu długoterminowego, wynosiła na koniec II kwartału 2015 roku już blisko 135 tys. samochodów (134.635). Najwięcej aut znajdowało się w niezmiennie od lat najbardziej popularnej usłudze, czyli Full Service Leasingu (FSL), zwanej inaczej leasingiem operacyjnym z pełną obsługą. Liczba pojazdów znajdujących się w Full Service Leasingu przekroczyła na koniec I półrocza symboliczne 100 tys. samochodów (100.192), co stanowiło aż ¾ (74,4%) floty firm PZWLP w wynajmie długoterminowym. Usługa ta gwarantuje nie tylko zewnętrzne finansowanie floty, ale również kompleksowe zarządzanie autami firmowymi, obejmujące codzienną administrację (np. przeglądy, rejestracje), ubezpieczenie, likwidację szkód, assistance, wymianę opon i auta zastępcze oraz wszelkie konieczne w służbowych samochodach naprawy i czynności serwisowe. Największe oszczędności w łącznych kosztach finansowania i eksploatacji floty są osiągane właśnie w przypadku Full Service Leasingu, który zapewnia firmie duży komfort w użytkowaniu aut służbowych, nie angażując jej pracowników i wewnętrznych zasobów do czynności obsługowych związanych z parkiem pojazdów firmowych.

Drugą najbardziej popularną usługą w łącznej flocie firm PZWLP jest po II kwartale Fleet Management, czyli Wyłączne Zarządzanie, w przypadku której przedsiębiorca powierza zewnętrznemu dostawcy (firmie CFM) kompleksowe zarządzanie parkiem aut służbowych, pojazdy finansując jednak we własnym zakresie, w dowolnej formie. W usłudze tej na koniec czerwca znajdowało się prawie 18 tys. aut (17.719), co stanowi 13,2% udziału w ogólnej flocie PZWLP.

Wyłączne Zarządzanie przez wiele ostatnich lat było najmniej popularną usługą w branży CFM w Polsce – mówi Marek Małachowski, Prezes Zarządu PZWLP, Dyrektor Zarządzający ALD Automotive Polska. – Pomimo, że łączna flota w jej przypadku jest wciąż relatywnie niewielka, to Wyłączne Zarządzanie urosło w ciągu ostatniego roku aż o 47,6%. Przyczyną takiego wzrostu popularności jest pojawienie się w ofercie części firm CFM usług zarządzania flotą, kierowanych do najmniejszych przedsiębiorców, tzw. mikro firm. W tym kontekście zwiększony popyt na usługi Wyłącznego Zarządzania trzeba oceniać bardzo pozytywnie. Oznacza on bowiem, że w Polsce nawet najmniejsze firmy zaczynają się przekonywać do usług CFM, na razie powierzając zewnętrznym firmom tylko zarządzanie wykorzystywanych w ich działalności gospodarczej pojazdów. W przyszłości jednak jest duża szansa, że przedsiębiorcy ci będą sięgali po bardziej kompleksowe usługi CFM, gwarantujące poza zarządzaniem floty, także jej zewnętrzne finansowanie. Zjawisko to jest doskonałym dowodem, że wynajem długoterminowy, który kiedyś był postrzegany jako usługa zarezerwowana w Polsce wyłącznie dla dużych korporacji, obecnie jest w stanie spełnić oczekiwania i potrzeby również firm z sektora MSP, nawet mikro przedsiębiorców.  

Najmniej popularną usługą pozostaje obecnie Leasing z Serwisem (LS), w którym znajduje się 12,4% (16.724) łącznej floty wynajmowanej długoterminowo przez firmy PZWLP. Leasing z Serwisem, zwany inaczej leasingiem operacyjnym z częściową obsługą, jest usługą bardzo zbliżoną do Full Service Leasingu, jednakże zapewniającą niepełny zakres obsługi floty (np. tylko ubezpieczenie, assistance oraz serwis mechaniczny).

Największymi firmami należącymi do PZWLP pod względem liczebności łącznej floty w usługach wynajmu długoterminowego, są po II kwartale 2015 r. kolejno: LeasePlan Fleet Management Polska (24.327 aut), Arval Polska (16.595 samochodów), Volkswagen Leasing (15.098 pojazdów), Alphabet Polska Fleet Management (13.493 auta) oraz Carefleet (12.147 samochodów).

Liczba aut z napędem ekologicznym wciąż znikoma, ale rośnie

Wśród blisko 135 tys. samochodów wynajmowanych długoterminowo przez firmy skupione
w PZWLP, dominującym napędem po II kwartale 2015 r. niezmiennie pozostaje diesel, który występuje w przypadku 71% aut. Silniki benzynowe napędzają natomiast 29% pojazdów. Udziały tych 2 rodzajów napędów są bardzo zbliżone do poziomów z końca marca.

Auta z napędami ekologicznymi, a więc silnikami hybrydowymi i w pełni elektrycznymi, stanowią nadal marginalną część. Na koniec czerwca samochodów tego typu było łącznie tylko 270, natomiast ich liczba znacząco urosła w stosunku do stanu po I kwartale, kiedy we flotach firm PZWLP znajdowało się 199 takich pojazdów. W ciągu ostatnich 3 miesięcy liczba aut z silnikami hybrydowymi wzrosła do 262 pojazdów (z poziomu 189 na koniec I kwartału 2015r.). Samochodów elektrycznych jest natomiast obecnie 8 i ich liczba zmniejszyła się o 2 pojazdy w porównaniu z końcem marca.

Do najpopularniejszych samochodów we flotach firm PZWLP po II kwartale 2015 r. należą Skoda Octavia, Ford Focus, Skoda Fabia, Toyota Yaris i Volkswagen Golf.

Rośnie liczba samochodów firm Rent a Car w PZWLP

Pod koniec maja 2015 r. w Polskim Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów utworzona została odrębna struktura organizacyjna – Grupa Firm Rent a Car. Należą do niej firmy członkowskie PZWLP, których działalność koncentruje się na wynajmie krótko- i średnioterminowym samochodów (usługi Rent a Car). Grupa skupia obecnie polskie oddziały 4 największych na świecie sieci wypożyczalni samochodów, czyli Avis, Budget, Hertz i Sixt oraz jedną z największych polskich firm Rent
a Car – Express. W najbliższej przyszłości planowane jest przystąpienie do PZWLP kolejnych kluczowych na polskim rynku wypożyczalni, które dołączą do utworzonej w maju wewnątrz organizacji Grupy Firm Rent a Car.

Na koniec II kwartału łączna flota wypożyczalni skupionych w PZWLP liczyła już prawie 9 tysięcy aut (8.817). Firmy Avis, Budget, Express, Hertz i  Sixt zakupiły razem w minionym kwartale blisko 3 tysiące nowych samochodów osobowych (2.927), odgrywając tym samym coraz bardziej zauważalną rolę dla rynku motoryzacyjnego w Polsce.

PZWLP coraz ważniejszy – ponad 1/3 całkowitej sprzedaży nowych aut osobowych do firm w II kwartale 2015

Poprzez swoich członków, PZWLP ma coraz większy wpływ na kondycję całego sektora motoryzacyjnego w Polsce. Biorąc pod uwagę wszystkie oferowane przez należące do organizacji firmy usługi, a więc wynajem krótko-, średnio- i długoterminowy samochodów oraz także zwykły leasing finansowy pojazdów, członkowie PZWLP zakupili w II kwartale łącznie ponad 20 tys. (20.078) nowych samochodów osobowych. Oznacza to, że więcej niż co trzecie (35%) nowe auto osobowe sprzedane w polskich salonach w tym okresie do klienta komercyjnego (do firm), zostało zakupione przez firmy należące do PZWLP.

Udział Członków PZWLP w sprzedaży samochodów osobowych do firm w II kwartale 2015

Polski Związek Wynajmu i Leasingu Pojazdów obchodzi w tym roku jubileusz 10 lat swojej działalności. Do organizacji należy obecnie 19 firm wynajmujących i leasingujących samochody, w tym najważniejsze w Polsce firmy CFM, reprezentujące ok. 80% rynku oraz najbardziej liczące się nie tylko na polskim, ale i światowym rynku, wypożyczalnie samochodów. PZWLP jest obecnie najważniejszą organizacją szeroko pojętego rynku flotowego, która ma znaczący wpływ na kształt i warunki funkcjonowania w Polsce branży wynajmu długoterminowego samochodów (CFM) oraz branży wynajmu krótko- i średnioterminowego (Rent a Car).

Dobry dzień dla frankowców

Spadek franka w ciągu dnia o 5 groszy nie uczynił nagle życia frankowców lekkim, ale z pewnością poprawił tej grupie humory. W Grecji oprócz problemu zadłużenia państwa jest też problem banków i to nie mniej poważny. Nie rozwiązanie go szybko skomplikuje sytuację całej gospodarki.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Wczorajszy dzień mógł ucieszyć kredytobiorców frankowych. W ciągu jednego tylko dnia waluta Szwajcarii straciła na wartości do złotego 6 groszy. Ruch ten był odbiciem sytuacji na głównych rynkach gdzie euro zyskiwało względem franka. Co prawda dzisiaj od rana kurs lekko wraca, ale nawet 3,87 zł brzmi znacznie lepiej niż wczorajsze 3,91 zł. Dlaczego frank traci na wartości? Szwajcarska waluta jest tzw. bezpieczną przystanią. Inwestorzy lokują w takich miejscach środki na trudne czasy. W sytuacji gdy na rynkach brakuje zagrożeń przenoszą je w miejsca o lepszej stopie zwrotu. Czy to znaczy, że teraz frank będzie gwałtownie taniał? Niekoniecznie. Po prostu mieliśmy do czynienia z wyrównaniem strachu związanego z bankructwem Grecji. Niewykluczone natomiast, że wraz z kolejnym porozumieniem frank znowu trochę spadnie.

Jak o zagrożeniach mowa, to warto zwrócić uwagę na problemy greckich banków. W dalszym ciągu utrzymują one dzienne limity wypłat, gdyż posiadają za mało kapitałów by ponownie się otworzyć. Rozwiązań tej sytuacji jest kilka, ale wszystkie sprowadzają się do uregulowania problemu braku pieniędzy. Niemcy naciskają na wariant cypryjski. Dla przypomnienia podczas kryzysu bankowego na tej wyspie posiadacze lokat powyżej 100 000 euro zostali obłożeni wysokim jednorazowym podatkiem, z którego sfinansowano potrzebne środki. W ten sposób do problemu banku dołożyli się jego klienci a nie europejscy podatnicy. Wariant ten ma jeden problem, o ile na Cyprze duże depozyty należały w sporej części do indywidualnych osób, o tyle w Grecji jeżeli wierzyć oficjalnym informacjom, są one w posiadaniu małych i średnich firm. Kraj ten do wyjścia z kryzysu potrzebuje wzrostu gospodarczego. Jeżeli obłożyć oszczędności firm kilkudziesięcioprocentowym podatkiem, bo o takiej skali mówimy, ciężko wyobrazić sobie by nagle wzmogły akcję inwestycyjną. Drugi wariant to dokapitalizowanie banków z EBC. Problemem jest kwota. To kolejne 25 mld euro.

Wątpliwym jest, by nie rozwiązując problemu banków Grecy porozumieli się w sprawie pakietu pomocowego. Nie oszukujmy się, zamknięcie banków powoduje realne straty dla gospodarki. Spowolnienie w obecnej sytuacji to ostatnia rzecz, której rząd potrzebuje. Obecne zamknięcie banków z pewnością odbije się negatywnie na stopie wzrostu gospodarczego. Pytanie tylko jak bardzo będzie ciążyć.

Dzisiaj z danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na produkt krajowy brutto w Wielkiej Brytanii publikowany o 10:30. O 16:00 z kolei zostanie opublikowany indeks zaufania konsumentów – Conference Board. Oprócz tego ciekawe rzeczy dzieją się na rynku ropy. Znowu przebity został poziom 50 USD za baryłkę na rynku w Nowym Jorku, a patrząc na produkcję ropy ruch ten jest w pełni uzasadniony.

EUR/PLNKomentarz walutowy 28.07.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 28.04.2015 do 28.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 – 4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima.

CHF/PLNKomentarz walutowy 28.07.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 28.04.2015 do 28.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Ku uciesze kredytobiorców można już mówić o trendzie spadkowym. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9200, kolejnym ważnym poziomem jest 3.8450.

USD/PLNKomentarz walutowy 28.07.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 28.04.2015 do 28.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wybił się dołem z kanału wzrostowego. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem po wybiciu są minima na 3,7100.

GBP/PLNKomentarz walutowy 28.07.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 28.04.2015 do 28.07.2015

Kurs GBP/PLN wybił się dołem z kanału wzrostowego Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków dalszych spadków najbliższym wsparciem jest Ostatnie minimum lokalne na 5,7700.

Maciej Przygórzewski- główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Pierwsze półrocze udane dla funduszy inwestycyjnych. Zyskiwały zwłaszcza akcje zagraniczne oraz fundusze pieniężne

CEO Magazyn Polska

Trwa dobra passa funduszy inwestycyjnych. Tylko w czerwcu do krajowych TFI napłynęło 3,4 mld zł nowych środków. Wzrostowy trend widoczny jest zarówno w segmencie funduszy o wysokim poziomie ryzyka, jak i tych skupionych głównie na bezpiecznych inwestycjach. Długoterminowe perspektywy również wyglądają korzystnie. W krótkim okresie na kondycji krajowego rynku akcji ciążą jednak jesienne wybory parlamentarne oraz sytuacja geopolityczna na Ukrainie.

– Pierwsza połowa tego roku była podobna pod pewnymi względami do roku zeszłego. Charakteryzowała się dużym zainteresowaniem w dwóch grupach funduszy: najbardziej ryzykownych, czyli akcyjnych, i najbardziej bezpiecznych, czyli gotówkowych rynku pieniężnego – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marcin Dyl, prezes zarządu Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami.

Prezes Dyl zwraca uwagę na duże zainteresowanie klientów rynkiem akcji. Wysokie stopy zwrotu osiągnięte w ostatnim czasie przez fundusze zagraniczne zachęciły nowych inwestorów do wejścia na rynek. Nieco inaczej wygląda sytuacja w przypadku polskiego rynku, gdzie krajowym akcjom wyraźnie ciąży widmo jesiennych wyborów oraz sytuacja geopolityczna na Ukrainie.

Panująca od połowy maja przecena sprowadziła główny indeks warszawskiej giełdy WIG20 do poziomów najniższych od 2012 roku.

– Cały czas utrzymywała się chęć inwestowania w bezpieczne fundusze. Niskie stopy procentowe zachęcają do poszukiwania nawet niewielkiego zarobku na funduszach bardzo bezpiecznych, przy bardzo niskim poziomie ryzyka – komentuje prezes IZFiA.

Saldo wpłat i wypłat do krajowych TFI w czerwcu było dodatnie i wyniosło 3,4 mld zł. Jest to zasługa znacznego napływu środków do dedykowanych funduszy niedetalicznych. Saldo w segmencie funduszy detalicznych było jednak po raz pierwszy od wielu miesięcy ujemne i wyniosło -0,6 mld zł. W ostatnim miesiącu półrocza na niechęć do ryzyka wpłynęła sytuacja w Grecji, której nie udało się przed końcem półrocza dojść do porozumienia z wierzycielami.

– Sytuacja geopolityczna oczywiście miała największe znaczenie na rynku akcyjnym, na rynku tych najbardziej ryzykownych funduszy ocenia Marcin Dyl, pytany o potencjalne czynniki ryzyka rynkowego.

Decydującym czynnikiem w przypadku bezpiecznych funduszy inwestycyjnych są niskie stopy procentowe. Brak alternatywy w postaci atrakcyjnej oferty depozytów bankowych wpływa na wzrost zainteresowania jednostkami funduszy inwestycyjnych i kształtuje wzrostowy trend w tym segmencie rynku.

– Wydaje się, że ta sytuacja powinna dalej się utrzymywać. Oczywiście wydawać się może, że może nie III kwartał, ale ostatni powinien być trochę aktywniejszy dla klientów inwestujących w fundusze akcyjne inwestujące na rynku polskim – prognozuje ekspert.

Panujący obecnie okres przedwyborczy także nie sprzyja rynkom akcji. Widać to chociażby po reakcjach inwestorów na zapowiadany podatek bankowy. Widmo wejścia w życie nowych regulacji wyraźnie odbija na całym sektorze, któremu dokuczają też niskie stopy procentowe, a indeks WIG-banki od początku roku stracił 14 proc.

– Sądzę, że po wyborach sytuacja powinna się uspokoić na tyle, że klienci inwestujący w fundusze akcyjne będą inwestowali nie tylko w fundusze zagraniczne, lecz także w fundusze inwestujące na rynku polskim – ocenia prezes zarządu IZFiA.

Rozmówca zwraca także uwagę na brak perspektyw dla podwyżek stóp procentowych w najbliższym czasie. Z tego powodu trend polegający na przepływie środków z sektora bankowego do funduszy o bezpiecznym profilu inwestycyjnym nie powinien w najbliższym czasie ulec odwróceniu.

Serwis Pozamiatane.pl w ciągu kilku miesięcy chce objąć zasięgiem całą Polskę. Na razie pomaga znaleźć osoby sprzątające mieszkańcom Warszawy

CEO Magazyn Polska

Pozamiatane.pl to internetowa platforma łącząca klientów z osobami sprzątającymi. Na razie oferuje usługę milionowi mieszkańców dziesięciu warszawskich dzielnic, jednak za kilka miesięcy chce działać w całej Polsce. Zamówienie usługi odbywa się drogą internetową i trwa przeciętnie niespełna minutę. Godzina pracy sprzątacza to koszt 30 zł brutto. Zatrudnieni podlegają szczegółowej weryfikacji oraz ocenie ze strony klientów. W przypadku zastrzeżeń usługa sprzątania wykonywana jest ponownie za darmo.

– Pozamiatane.pl to platforma łącząca osoby szukające sprawdzonych osób sprzątających z osobami sprzątającymi – mówi Jakub Łączkowski, prezes zarządu warszawskiej spółki. – Swoim zasięgiem obejmujemy wyłącznie część Warszawy. Natomiast bardzo szybko rozwijamy się, włączamy kolejne dzielnice i już w perspektywie kilku miesięcy chcemy być dostępni w całej Polsce.

Firma Pozamiatane.pl współpracuje z firmami sprzątającymi oraz osobami prowadzącymi własną działalność gospodarczą. Na razie jej usługę mogą zamówić mieszkańcy i firmy z Ursynowa, Mokotowa, Śródmieścia, Woli, Włoch, Ursusa, Ochoty, Bemowa, Żoliborza i Wilanowa. Prezes serwisu zapewnia, że wszyscy partnerzy biznesowi jeszcze przed rozpoczęciem współpracy są dokładnie weryfikowani. Bezpieczeństwo klientów dodatkowo zwiększa system opinii wystawianych sprzątaczowi po zakończeniu pracy.

– Działamy w internecie, pozwalamy klientom zamówić sprzątanie przez internet w ciągu kilkudziesięciu sekund. Daje to możliwość zamówienia przede wszystkim zaufanej osoby i nie boimy się, że coś nam zginie lub coś złego się stanie – tłumaczy prezes Pozamiatane.pl.

Klient może zamówić usługę sprzątania, korzystając z komputera lub urządzenia mobilnego. Zapłata odbywa się za pomocą karty kredytowej lub z wykorzystaniem internetowych bramek płatniczych. W przypadku niezadowolenia klientów następuje zwrot pieniędzy lub usługa realizowana jest ponownie.

Polityka cenowa firmy jest przejrzysta, a wszystkich klientów obowiązuje stała stawka wynosząca 30 zł brutto za godzinę. Jak tłumaczy rozmówca, jest to średnia rynkowa stawka w stolicy z wyłączeniem osób pracujących w szarej strefie.

– My robimy to absolutnie legalnie, mamy polisę ubezpieczeniową na 1 mln zł, czyli osoba, która zamawia takie usługi sprzątania, może czuć się w pełni komfortowo i bezpiecznie – informuje przedstawiciel Pozamiatane.pl

Realizacja usługi jest w pełni transparentna, a po jej wykonaniu klient każdorazowo otrzymuje fakturę VAT. W ofercie spółki oprócz sprzątania podstawowego, znajdują się bardziej skomplikowane usługi.

– Można domówić również prasowanie, mycie okien, mycie wnętrza piekarnika, lodówki, w zależności od naszych potrzeb możemy dobierać sobie te usługi i w bardzo szybkim czasie je domawiać – wylicza prezes Łączkowski.

Prezes zarządu Pozamiatane.pl zauważa, że w Polsce w ostatnim czasie coraz wyraźniejszy jest światowy trend, w którym większość drobnych usług przenoszona jest do internetu.

– Bardzo dużo jest takich i portali, i aplikacji, które umożliwiają zamówienie, czy taksówkarza, czy osoby sprzątające właśnie przez internet – zauważa.

D. Sierakowska (DM BOŚ): Jeszcze przez kilka miesięcy ceny ropy pozostaną niskie

CEO Magazyn Polska

W najbliższych miesiącach niskie ceny ropy będą się utrzymywały. Nie można również wykluczyć kolejnych spadków, zwłaszcza w przypadku dalszego zwiększania produkcji przez USA i Arabię Saudyjską. Powodem jest nadpodaż surowca, a jej poziom będzie zależał także od tego, jak postąpi Iran.

– Perspektywy dla rynku ropy nie są najlepsze. Przez kilka kolejnych miesięcy niskie ceny będą się utrzymywać. Możliwe są też ich dalsze spadki – prognozuje Dorota Sierakowska, analityk Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska. – Wiele będzie zależało od tego, jak postąpi Iran i jak będą się kształtowały polityczne czynniki wpływające na zniesienie sankcji. Ostateczne porozumienie zostało podpisane, ale wciąż do całkowitego zniesienia sankcji na eksport ropy z Iranu jest jeszcze daleka droga. Tempo znoszenia tych sankcji będzie miało zatem decydujące znaczenie.

Jak wyjaśnia Dorota Sierakowska, spadki cen ropy wynikają z nadpodaży na globalnym rynku. Ropy jest po prostu zbyt dużo w porównaniu do popytu na ten surowiec. Dużo ropy produkują zarówno Stany Zjednoczone, jak i kraje kartelu OPEC z Arabią Saudyjską na czele. Wydobywają po ok. 11 mln baryłek na dobę, niewiele niższe jest wydobycie w Rosji. Możliwe, że na rynku ropy naftowej pojawi się jeszcze dodatkowa podaż wynikająca ze zniesienia sankcji eksportowych na Iran, który przed ich narzuceniem był drugim po Arabii Saudyjskiej producentem na świecie.

Wiele będzie zależało od tego, jak postąpi Iran i jak będą kształtować się polityczne czynniki wpływające na zniesienie sankcji. Na razie było podpisane ostateczne porozumienie, ale wciąż do całkowitego zniesienia sankcji na eksport ropy z Iranu jest jeszcze pewna droga polityczna i tempo znoszenia tych sankcji będzie tutaj miało decydujące znaczenie – mówi Sierakowska.

Ważne też będą dane makroekonomiczne ze Stanów Zjednoczonych. Jeżeli nadal będą się utrzymywały wysokie poziomy produkcji, a zapasy nie będą istotnie spadać, to prawdopodobnie będzie to generowało presję na spadek notowań ropy. Szansą na wzrost cen ropy naftowej byłyby sygnały o ograniczeniu produkcji w Stanach Zjednoczonych, ale na razie tych sygnałów nie widać. Przeciwnie, w poniedziałek ropa Crude (amerykańska) znów potaniała do 47 dolarów za baryłkę po informacji o wzroście liczby odwiertów w USA w ubiegłym tygodniu o 21 do 659. To już trzeci z kolei tydzień wzrostu odwiertów w lipcu.

– Krytycznym pułapem mogą być poziomy osiągnięte kilka miesięcy temu, czyli tegoroczne minima. Na rynku ropy naftowej WTI to jest 44 dol. za baryłkę, a więc mamy jeszcze te kilka dolarów możliwych spadków – przewiduje Dorota Sierakowska, analityk Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska.

Jest szansa na zakończenie prac nad regulacją rynku pożyczek. Senat zajmie się nimi na początku sierpnia

To ostatni dzwonek na uchwalenie przepisów, które mają uregulować rynek pożyczek – przekonują eksperci KIG. Jeśli politycy nie zakończą prac nad ustawą w tej kadencji, to proces legislacyjny – i tak trwający już kilka lat – znacznie się wydłuży. Na przepisach w obecnym kształcie mają skorzystać wszyscy, zarówno konsumenci, którzy będą lepiej chronieni, jak i branża, bo zaufanie do nadzorowanych firm pożyczkowych wzrośnie.

Uchwalone przez Sejm przepisy czekają na akceptację Senatu, który zajmie się nimi na najbliższym posiedzeniu na początku sierpnia.

Regulacja jest konieczna z uwagi na moment polityczny, w jakim się znajdujemy, czyli koniec kadencji. Uchwalenie przepisów teraz da możliwość ich wprowadzenia jeszcze w przyszłym roku. Gdybyśmy mieli przedłużony proces legislacyjny, to niestety musielibyśmy czekać jeszcze jakiś czas na to, aż ten rynek zostanie po prostu porządnie uregulowany – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Durlik-Khouri, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej.

Dziś rynek pożyczek nie jest w żaden sposób regulowany. Bezpieczeństwu klientów zagraża m.in. to, że nie istnieją żadne wymogi kapitałowe dla firm, które chcą wejść na polski rynek. Nie ma też rejestru, w którym mogliby sprawdzić rzetelność i kondycję działających na rynku podmiotów.

W opinii KIG uchwalona przez Sejm regulacja rynku pożyczkowego jest rozsądnym kompromisem – po pierwsze, nie jest nadmiernie restrykcyjna dla firm z tej branży, po drugie, dba o bezpieczeństwo konsumentów, ureguluje nieprawidłowości i wyeliminuje patologie na rynku pożyczkowym.

Konsumenci będą lepiej chronieni niż ma to miejsce w tej chwili – podkreśla Durlik-Khouri. – Przede wszystkim będą oni mieli świadomość tego, jakie są koszty uzyskania pożyczki. Będą ochronieni przed rolowaniem pożyczek czy tzw. pożyczkami na zero, które są udzielane w taki sposób, który z góry przewiduje, że dany konsument nie spłaci tej pożyczki.

Tego typu pożyczki prowadzą do spirali zadłużenia, z której trudno się wydostać.

Zdecydowane określenie reguł, np. dotyczących kosztów dodatkowych, które mogą się pojawiać w przypadku tych pożyczek, ochroni konsumenta. Postawi to również przed firmami pewne bariery, które uniemożliwią im wykorzystywanie niewiedzy klienta i zmuszą je do przedstawiania mu ofertę w sposób czytelny – podkreśla Agnieszka Durlik-Khouri.

Tym bardziej że Polska jest jednym z nielicznych krajów, które do tej pory nie uregulowały tego rynku. Przykłady innych państw pokazują, że tego typu przepisy spełniają swoje zadanie.

Podmioty, które będą chciały udzielać pożyczek, będą musiały spełnić wymogi kapitałowe. Może to oznaczać, że rynek się ograniczy. Natomiast to zależy od samych konsumentów, na szczęście mamy cały czas działającą niewidzialną rękę rynku – mówi przedstawicielka KIG.

Zwraca uwagę na inny istotny aspekt wprowadzenia w życie nowych przepisów. Konsumenci to nie tylko osoby fizyczne, które pożyczają na pilne i bieżące potrzeby, lecz także przedsiębiorcy, którzy dzięki nowym przepisom zyskają stabilne źródło finansowania.

To np. młodzi przedsiębiorcy zakładający działalność gospodarczą, którzy nie mogą pozyskać finansowania ze źródeł bankowych, ponieważ nie mają historii kredytowej, więc wspomagają się pożyczkami. Teraz będą mogli to robić taniej i z większą pewnością – mówi Durlik-Khouri.

Fundusz Mieszkań na Wynajem do końca roku zaoferuje jeszcze kilkaset lokali. Coraz większe zainteresowanie najemców i deweloperów projektem

CEO Magazyn Polska

Do końca roku w ramach Funduszu Mieszkań na Wynajem dostępnych będzie 600 lokali. Do tej pory w projekcie realizowanym przez Bank Gospodarstwa Krajowego wystawiono 122 mieszkania w Piasecznie pod Warszawą oraz 124 lokale w Poznaniu. Oferta Funduszu cieszy się nie tylko dużym zainteresowaniem najemców, lecz także deweloperów, którzy zgłosili ok. 800 projektów.

W Poznaniu wynajęto ponad dwie trzecie mieszkań. Od połowy lipca dostępna jest także oferta w Piasecznie.

Kolejne mieszkania pojawią się na pewno jeszcze do końca tego roku. Chcielibyśmy udostępnić zgodnie z planami około 600 mieszkań łącznie do 2015 roku. W perspektywie do 2018 roku pojawi się około 5,5 tys. mieszkań – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ryszard Słowiński, prezes zarządu BGK Nieruchomości.

Fundusz Mieszkań na Wynajem przygotowuje kolejne inwestycje, które będą oddawane do użytku w kolejnych dwóch latach. Projekty prowadzone są w Gdańsku-Wrzeszczu, Warszawie na Bielanach i Żoliborzu, następne w Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Katowicach. Łącznie jest to ponad 1000 mieszkań.

Jak przekonuje Słowiński, jest bardzo duże zainteresowanie Funduszem ze strony deweloperów.

– Do tej pory deweloperzy zgłosili do nas około 800 projektów, spośród których wybraliśmy 50. Procedujemy je zgodnie z naszą procedurą inwestycyjną – tłumaczy Ryszard Słowiński. – Skupiamy się na budowaniu w siedmiu największych aglomeracjach Polski, czyli w Warszawie, Trójmieście, Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie, Katowicach oraz Łodzi – wymienia.

Po przeanalizowaniu 800 projektów niemalże 500 odrzucono od razu, ponieważ nie spełniały kryteriów Funduszu. Trwają analizy kolejnych 270 projektów.

Podstawowym źródłem pozyskiwania projektów jest tzw. forward, czyli zamawianie projektów pod klucz zgodnie z naszymi potrzebami. W związku z tym niemalże każdy z tych projektów wymaga cierpliwości, ponieważ cykl inwestycyjny jest co najmniej 18-miesięczny. Budowanie portfela w oparciu o tego typu nabycia wymaga przede wszystkim czasu – mówi Słowiński.

Głównym kryterium wyboru inwestycji jest lokalizacja i dobra komunikacja.

Oczywiście każda z tych lokalizacji i każdy z tych projektów muszą spełniać nasze kryteria ekonomiczne, tak żebyśmy byli w stanie zaproponować atrakcyjne czynsze za wynajem w ciekawych miejscach – mówi prezes BGK Nieruchomości.

Fundusz Mieszkań na Wynajem skierowany jest głównie do osób młodych w wieku 25-35 lat, singli i par z dzieckiem, których nie stać na kredyt hipoteczny. By wynająć lokal, trzeba przejść weryfikację finansową i podpisać umowę na najem okazjonalny. Najemców przede wszystkim ma przyciągnąć cena, o kilkanaście procent niższa niż rynkowa, oraz możliwość zameldowania. Za mieszkanie dwupokojowe mieszkańcy będą płacić około 1200 zł, a za czteropokojowe – od 1600 zł. Ceny różnią się od lokalizacji, wyposażenia, a także piętra w budynku. Część mieszkań wyposażona jest jedynie w podstawowe umeblowanie i sprzęt AGD, a część wyposażona jest całkowicie, włącznie ze sprzętem RTV oraz meblami codziennego użytku.

Fundusz Mieszkań na Wynajem to komercyjny projekt Banku Gospodarstwa Krajowego. Z założenia miał pobudzić rynek wynajmu mieszkań w Polsce. Jak wynika z danych Eurostatu, jedynie około 4 proc. Polaków mieszka w wynajętych lokalach. W niektórych krajach zachodniej części Unii Europejskiej odsetek ten sięga prawie 40 proc.

Podatek obrotowy początkowo zaszkodzi sieciom handlowym. Inne pomysły PiS na pobudzenie konsumpcji powinny jednak pomóc branży na dłuższą metę

CEO Magazyn Polska

Poprawa wyników branży konsumpcyjnej jest najbardziej widoczna w segmencie mniejszych spółek. W przypadku dużych detalistów wzrost był mniejszy. Zapowiadane wprowadzenie podatku obrotowego od sklepów wielkopowierzchniowych może jeszcze dodatkowo skomplikować ich sytuację. Inne propozycje PiS powinny jednak wyjść spółkom na dobre w dłuższej perspektywie.

Wprowadzenie podatku obrotowego może w krótkim terminie negatywnie uderzyć w wyniki spółek z branży konsumpcyjnej. Mówię tu o Emperii, Eurocashu, Jeronimo Martins Polska, ale także o LPP czy CCC – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Czachor, analityk Erste Securities. – Zarys programu PiS-u koncentruje się na tym, żeby pobudzić konsumpcję w Polsce w dłuższym terminie. Ma się to odbyć poprzez podniesienie kwoty wolnej od podatku, zmniejszenie bezrobocia, więc summa summarum, jeżeli celem ustawodawcy jest to, żeby konsumpcja w Polsce rosła, to w dłuższym terminie spółki z branży konsumpcyjnej, zarówno te duże, jak i te małe, powinny na tym skorzystać – komentuje.

Z raportu opublikowanego przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową wynika, że dynamika popytu krajowego brutto w 2015 roku wyniesie 4,4 proc. Za największą część wzrostu odpowiadać będzie spożycie indywidualne.

Spółki pokazują znaczący przyrost wyników wynikający z tego, że konsument częściej do nich chodzi i wydaje więcej pieniędzy. Są to mniejsze spółki detaliczne, do których np. zaliczamy Vistulę, Monnari czy Gino Rossi – wymienia Marek Czachor.

Wskazuje jednak także na spółki, których przychody w stosunku do poprzedniego roku znajdują się na niemal niezmienionym poziomie. Chodzi głównie o dużych dystrybutorów. Ich przychody obniża panująca od roku deflacja, która jednak zwiększa siłę nabywczą Polaków.

– Sytuacja polskiego konsumenta jest zróżnicowana. Czasami wydaje on na niektóre produkty więcej, a na niektóre mniej. Natomiast tendencji do wydawania zdecydowanie większych kwot nie widać – ocenia Czachor.

Ekspert jest jednak przekonany, że w dłuższym terminie konsumpcja w Polsce będzie rosnąć. Wpłynie na to między innymi wzrost przeciętnego poziomu wynagrodzeń w naszym kraju, a co za tym idzie, realnej siły nabywczej konsumentów. Analityk Erste Securities zakłada, że w perspektywie 2-3 lat zyski spółek z branży konsumpcyjnej ulegną poprawie.

Ewentualne zawirowania na rynkach finansowych mogą negatywnie przełożyć się na wyniki spółek z branży konsumpcyjnej. Związane z tym byłoby np. umocnienie się euro wobec złotego – mówi Marek Czachor.

Analityk tłumaczy, że duża część towarów w branży detalicznej jest importowana z Chin. Osłabienie polskiego złotego zwiększyłoby koszty polskich przedsiębiorców i ograniczyło marże. Słabość krajowej waluty wpłynęłaby również na koszty najmu powierzchni handlowych, które denominowane są w euro.

W związku z tym, jeżeli euro by podrożało, to spółki musiałyby więcej płacić za czynsz, w wyniku czego wynik finansowy by się pogorszył. Natomiast jestem także przekonany, że za 2-3 lata złoty będzie mocniejszy, w związku z czym wartości czynszów będą mniejsze – przewiduje ekspert.

Według danych GUS wzrost sprzedaży detalicznej w I półroczu 2015 roku wyniósł niemal 4 proc. rok do roku w cenach stałych. W cenach bieżących z powodu deflacji wzrost był niższy i sięgnął 0,7 proc.

Platformy pośredniczące w wymianie dóbr i usług stają się coraz popularniejsze. Ten rynek dynamicznie rośnie, ale wciąż jest niewielki

0

CEO Magazyn Polska

Choć rynek sharing economy, którego model biznesowy opiera się na bezpośredniej wymianie dóbr i usług między konsumentami, rośnie w dwucyfrowym tempie, to jednak w dalszym ciągu jego udział w światowej branży e-commerce jest marginalny i wynosi około 1,5 proc. Największe obroty mają biznesy oparte na wynajmie powierzchni mieszkalnej oraz wspólnym transporcie. Lider branży, czyli spółka Airbnb, wyceniany jest na 20 mld dolarów. 

Sharing economy zarówno w Polsce, jak i na świecie to jeszcze raczkujący model biznesowy. Pewne szacunki wskazują, że przychody tego sektora na świecie sięgają 15 mld dol. – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Katarzyna Kazior, dyrektor zarządzająca Rocket Internet Polska.

Trudno jednak ten rynek precyzyjnie oszacować. Wycena lidera branży – firmy Airbnb, której podróżniczy serwis umożliwia krótkoterminowy wynajem mieszkań w każdym zakątku świata – po ostatniej rundzie finansowania szacowana jest na około 20 mld dol. Według raportu A.T. Kearney wartość światowego rynku e-commerce już w przyszłym roku przekroczy barierę biliona dolarów.

Ciągle jest to ułamek procenta całego e-commerce. Taka sytuacja ma miejsce ze względu na to, że do tej pory jeszcze niewiele jest takich modeli biznesowych, które pozwalają na bezpośrednią wymianę dóbr i usług – tłumaczy dyrektor Rocket Internet Polska.

W przypadku polskiego rynku w segmencie sharing economy funkcjonuje usługa wspólnych przejazdów Bla Bla Car oraz dzielenie powierzchni mieszkalnej za pośrednictwem Wimdu czy wspomnianego Airbnb.

Jest całe mnóstwo innych modeli biznesowych, które mogłyby zaistnieć. To jest dopiero początek i z tego względu jest to też bardzo mały wolumen. Natomiast wzrosty, choć trudne do ocenienia, są co najmniej dwucyfrowe – prognozuje Katarzyna Kazior.

Obecnie do najbardziej popularnych segmentów wymiany w zakresie sharing economy należy wynajem mieszkań i domów oraz usługi wspólnego przemieszczania się. Znaczny rozwój widoczny jest także w segmencie odzieżowym.

Natomiast nie jest to jeszcze takie klasyczne sharing economy, to bardziej odsprzedaż tych produktów, a nie ich wypożyczenie – wyjaśnia ekspert.

Przeszkodę w rozwoju biznesu typu sharing economy stanowi brak zaufania do drugiej strony transakcji. W przypadku uznanych marek to zaufanie jest znacznie większe. Tutaj każda transakcja zawierana jest z innym użytkownikiem, więc trudno od razu o zdobycie pełnego zaufania.

Firmy starają się z tym w jakiś sposób radzić. Zachęcają użytkowników, żeby oceniali swój pobyt w danym miejscu czy przejazd. Utrudnieniem mogą być  też płatności. Nie mamy dużej dowolności przy formie zapłaty za usługi – podkreśla Katarzyna Kazior.

Największym utrudnieniem rozwoju sektora jest jednak w dalszym ciągu jego niewielki rozmiar. Zgłaszany popyt oraz oferowana podaż są w wielu przypadkach zbyt małe.

W Polsce na pewno znalazłoby się sporo osób, które chciałyby wypożyczyć drogą torebkę i sporo osób, które użyczyłyby komuś swojej torebki, ale ten wolumen jest za mały, żeby jakakolwiek firma zdecydowała się uruchomić platformę i uruchomić marketing tak, żeby umożliwić tę wymianę – wyjaśnia ekspertka.

Specyficzną formą usług opartych na udostępnianiu pewnych dóbr jest tzw. social lending. W tym przypadku jedna z osób użycza drugiej stronie część zasobów finansowych, a ta zobowiązuje się zwrócić je po pewnym czasie wraz z odsetkami.

Sharing economy na pewno jest czymś, co trzeba mieć na oku i wydaje mi się, że każdy fundusz inwestycyjny powinien mieć w swoim portfolio taką spółkę – ocenia dyrektor Rocket Internet Polska.

Nasz kraj w tej dziedzinie znajduje się w tyle w stosunku do chociażby Stanów Zjednoczonych. Amerykańskie społeczeństwo jest bardziej otwarte na tego typu modele biznesowe. Większa jest także liczba aktywnych inwestorów. Rozmówczyni przewiduje jednak, że podobny trend przyjdzie także do Polski.

Chorzy na raka prostaty mają ograniczony dostęp do nowoczesnych leków. W walkę o refundację zaangażowały się Amazonki

CEO Magazyn Polska

Dzięki osiągnięciom medycyny rak prostaty staje się chorobą przewlekłą, a nie śmiertelną. Nowoczesne leki są w stanie nie tylko wydłużyć życie pacjentów, lecz także znacznie poprawić jego jakość. Chorzy mogą prowadzić praktycznie normalny tryb życia, a terapia nie wyniszcza ich organizmu. Polscy mężczyźni mają jednak ograniczony dostęp do leków nowej generacji. Problemem jest brak refundacji.

Na raka prostaty co roku zapada 9 tys. polskich mężczyzn, z czego blisko połowa umiera. W ciągu ostatnich 30 lat zachorowalność na ten nowotwór zwiększyła się blisko czterokrotnie. Jednocześnie dzięki rozwojowi medycyny, rak prostaty przestał jednak oznaczać wyrok śmierci. Nowoczesne leki są bowiem w stanie znacznie wydłużyć czas przeżycia chorego, nawet gdy nowotwór został rozpoznany w późnym stadium. Wpływają też korzystnie na jakość życia pacjentów – odraczają progresję choroby, minimalizują możliwość powikłań, zwłaszcza związanych z przerzutami do kości, a także odraczają konieczność zastosowania chemioterapii.

Największe znaczenie mają dwa leki hormonalne: abirateron i enzalutamid. Jest to leczenie bardzo mało toksyczne, doustne, przyjmowane w warunkach domowych. Nie są z tym związane żadne nieprzyjemne działania niepożądane. Bardzo ważne jest to, że te leki poprawiają samopoczucie, powodują ustępowanie dolegliwości, opóźnienie pojawiania się nowych dolegliwości, a z drugiej strony nie pogarszają jakości życia – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Elżbieta Senkus, onkolog kliniczny.

Z powodu braku refundacji Polscy pacjenci w zaawansowanym stadium choroby nie mogą korzystać z terapii enzalutamidem, która w znaczący sposób poprawia jakość życia chorych i je przedłuża. Eksperci wskazują, że dzięki takim terapiom możliwe jest uczynienie z raka prostaty choroby przewlekłej.

Rak prostaty rozwija się bardzo powoli, i długo – czasem nawet kilkanaście lat nie daje charakterystycznych objawów. Dlatego tak ważna jest profilaktyka. W diagnostyce raka prostaty stosowane są badania per rectum, czyli przez odbytnicę, TRUS, czyli ultrasonografia przezodbytnicza, oraz określanie stężenia białka PSA w surowicy krwi. Mężczyźni często unikają jednak wizyty u lekarza, a powodem jest wstyd i obawa przed diagnozą. Do regularnych badań zachęca Federacja Stowarzyszeń Amazonki.

– My, Amazonki, prosimy, żeby mężczyźni namawiali swoje żony, by zrobiły badania piersi, bo przecież, jeżeli kocha się swoją kobietę, to się dba również o jej zdrowie. Więc dlaczego nie odwrotnie? Mamy mężów, synów i przyjaciół. Strach przed badaniami trzeba niwelować. Tylko przez mówienie, przez spotkania, przez oswajanie tego problemu jesteśmy w stanie tę świadomość budować i niwelować strach – mówi Krystyna Wechmann, prezes Federacji Stowarzyszeń Amazonki.

Psychologowie zwracają uwagę na to, że mężczyznom chorym na raka prostaty potrzebna jest także opieka psychologiczna. Wraz z chorobą nowotworową gwałtownie zmienia się bowiem ich pozycja w rodzinie – z osób, które mają rodzinę chronić, zmieniają się w jej słabe ogniwo. Teraz to oni potrzebują troski i opieki, a taka sytuacja u wielu mężczyzn powoduje dyskomfort psychiczny. Czują bowiem, że stracili autorytet oraz rolę społeczną związaną z siłą i męskością. Często też dotkliwy bywa nadmiar troski okazywanej przez członków rodziny chorego.

To jest tak, jakby mu odbierać resztki mocy i indywidualności. Choroba i tak zakłóca jego życie, a dodatkowo jeszcze jest proszony o to, żeby nie dźwigał, usiadł, odpoczął, wszystko mu się podstawia pod nos. Mało tego, narzuca mu się wiele rzeczy, co mu wolno, czego nie wolno. Mężczyźni źle znoszą słabość, a jeszcze gorzej znoszą sytuację, kiedy traktowani są jako osoby bezradne – mówi Katarzyna Korpolewska, psycholog społeczny.

W radzeniu sobie z lękiem towarzyszącym chorobie oraz problemami natury psychicznej polskim mężczyznom także chcą pomagać Amazonki. Członkinie Federacji Stowarzyszeń Amazonki chcą przełamać społeczne tabu, jakim wciąż jest nowotwór prostaty. Chcą, aby mężczyźni nie wstydzili się wizyty u lekarza i badan profilaktycznych, a także by przestali traktować chorobę jako uderzenie w symbol męskości. Amazonki zamierzają także domagać się lepszego dostępu do nowoczesnych terapii.

Coraz więcej osób ubezpiecza się od następstw nieszczęśliwych wypadków, nie tylko w okresie wakacyjnym

CEO Magazyn Polska

Rośnie liczba kupowanych polis od następstw nieszczęśliwych wypadków, choć wciąż świadomość klientów w tym zakresie jest niższa niż na Zachodzie. Ubezpieczeni coraz częściej wybierają długoterminowe polisy, co w określonych przypadkach umożliwia im obniżenie płaconej składki. Z kolei ubezpieczyciele coraz lepiej dopasowują ofertę do potrzeb klientów.

Widzimy rosnącą świadomość ubezpieczeniową Polaków, choć nadal jesteśmy daleko za krajami zachodnimi – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bożena Trzaska, dyrektor ds. rozwoju produktów w firmie MetLife. – Dużo częściej wybieramy polisy np. dla dzieci w ramach ubezpieczeń szkolnych czy ubezpieczenia w ramach pracowniczych polis grupowych. Natomiast takie rozwiązania wiążą się zazwyczaj z niskimi sumami ubezpieczenia.

Jak wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń, po pierwszym kwartale br. wartość składek zebranych z tytułu ubezpieczeń wypadkowych wyniosła 1,3 mld zł, co oznacza, że w ciągu ostatnich pięciu lat wzrosła ona dwukrotnie.

Z roku na rok rośnie liczba polis i osób objętych ochroną – potwierdza Bożena Trzaska. – Widać także, że towarzystwa ubezpieczeń coraz lepiej dostosowują ofertę do potrzeb klientów, oferując coraz lepsze i bardziej kompleksowe rozwiązania.

Na rynku dostępne są zarówno ubezpieczenia o wąskim zakresie ochrony, jak i ubezpieczenia wypadkowe o szerokim, kompleksowym zabezpieczeniu. Z jednej strony stanowią one zabezpieczenie w przypadku częstych zdarzeń, jak np. złamania, oparzenia czy pobyt w szpitalu. Z drugiej strony, pomagają w przypadku poważniejszych zdarzeń, czyli wypadków prowadzących do trwałego inwalidztwa, operacji czy nawet śmierci.

Ważne, by takie ubezpieczenie było rozszerzone o usługi assistance, które są bardzo pomocne po nieszczęśliwym wypadku i obejmują takie usługi, jak rehabilitacja, dostęp do lekarzy specjalistów, zabiegi i badania ambulatoryjne, a także zwrot kosztów leków – wyjaśnia Bożena Trzaska.

Jak podkreśla ekspertka, wybierając tego rodzaju ochronę ubezpieczeniową, warto rozważyć wykupienie polisy długoterminowej.

Po pierwsze, mamy pełną i stałą opiekę, poczucie bezpieczeństwa finansowego i komfort psychiczny – przekonuje Trzaska. – Po drugie, ubezpieczyciel daje pewne dodatkowe korzyści. Może to być podwyższona suma ubezpieczenia w kolejnych latach umowy bez podnoszenia składki, przerwa w opłacaniu składki, zwrot części składki na koniec okresu ubezpieczenia lub podwójne świadczenie, gdy do wypadku dojdzie np. podczas wakacji.

Podstawowy zakres NNW kosztuje około 10 zł za kilkudniową ochronę. Przy ubezpieczeniach na dłuższy okres cena wynosi od 40 zł za miesiąc.

Wybierając ubezpieczenie, trzeba wziąć pod uwagę trzy podstawowe parametry, tj. zakres ochrony, sumę ubezpieczenia, czyli maksymalne wartości świadczeń, które przysługują w razie ewentualnego wypadku, oraz wysokość składki.

Ogólne warunki ubezpieczenia (OWU) to lektura obowiązkowa – wskazuje Bożena Trzaska. – W tym dokumencie zawarte są wszystkie, szczegółowe i dokładne informacje na temat zakresu ubezpieczenia oraz wykluczenia odpowiedzialności ze strony towarzystwa.

W potocznym rozumieniu każde zdarzenie mające konsekwencje zdrowotne jest nieszczęśliwym wypadkiem. Czym innym jednak może ono być dla towarzystwa ubezpieczeń. W OWU powinna znajdować się definicja takiego zdarzenia. Nieszczęśliwy wypadek najczęściej opisywany jest jako zdarzenie niezależne od woli objętej ochroną osoby, gwałtowne i nagłe, wywołane przyczyną zewnętrzną, niezwiązane ze stanem chorobowym.

W świetle takiej definicji ubezpieczyciel ma prawo odmówić wypłaty świadczenia, gdy do uszczerbku na zdrowiu doszło np. z powodu zawału, wylewu albo omdlenia. Są to bowiem zazwyczaj konsekwencje choroby ubezpieczonego, a nie wynik nieszczęśliwego wypadku.

Najczęstszymi wykluczeniami są bezpośredni wpływ alkoholu, udział w bójce czy konflikcie zbrojnym oraz przestępstwo – mówi Trzaska.

Jeżeli ubezpieczyciel odmówi wypłaty świadczenia, a osoba zgłaszająca roszczenie nie zgadza się z tą decyzją, ma ona prawo zgłosić odwołanie do towarzystwa. Jeżeli to nie przyniesie oczekiwanego skutku, można zwrócić się do Rzecznika Ubezpieczonych z prośbą o interwencję lub wystąpić na drogę sądową.

Pracodawcy chcą zmian w przepisach o kontroli w firmach

Decyzja o miejscu prowadzenia kontroli firmy powinna należeć do kompetencji przedsiębiorcy, a nie organów kontrolujących. Tymczasem uprawnienie urzędników do żądania przeprowadzenia kontroli w siedzibie firmy, jeżeli udostępnienie dokumentów, nie utrudni w znacznym stopniu wykonywania bieżącej działalności, daje organom kontrolującym prawo decydowania, czy owo utrudnienie występuje, czy też nie – ostrzega Rada Podatkowa Konfederacji Lewiatan.

Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy – Ordynacja podatkowa oraz niektórych innych ustaw. Celem wprowadzanych zmian jest dostosowanie przepisów ustawy o swobodzie działalności gospodarczej do przepisów Ordynacji podatkowej w zakresie miejsca przeprowadzania kontroli. Umożliwi ona przeprowadzanie jakichkolwiek kontroli przedsiębiorcy poza jego siedzibą, jeżeli dokumentacja niezbędna do jej przeprowadzenia znajduje się poza siedzibą przedsiębiorcy.

Jutro projekt rozpatrzy senacka Komisji Budżetu i Finansów Publicznych.

Jakkolwiek uzasadnienie zmiany nie budzi wątpliwości co było intencją autora, to już przepis uchwalony przez Sejm nie wydaje się realizować tych celów. Stanowi on bowiem, że kontrolę przeprowadza się w: siedzibie kontrolowanego, miejscu wykonywania działalności gospodarczej, lub w innym miejscu przechowywania dokumentacji – za zgodą lub na wniosek kontrolowanego.

Dodatkowo, w przypadku gdy dokumentacja prowadzona lub przechowywana jest poza siedzibą kontrolowanego, kontrolowany na żądanie urzędników, zobowiązany jest zapewnić dostęp do niej w: swojej siedzibie, lub miejscu jej prowadzenia lub przechowywania – jeżeli udostępnienie jej w siedzibie może w znacznym stopniu utrudnić wykonywanie działalności gospodarczej.

– Z pierwszej części przepisu wynika, że jeżeli kontrolowany zgłosi taki wniosek, to kontrola odbędzie się w miejscu przechowywania dokumentacji, natomiast z drugiej, że jeżeli zażąda tego kontrolujący, to kontrola zostanie przeprowadzona w siedzibie kontrolowanego. Ewentualnie w miejscu przechowywania dokumentacji, ale tylko jeżeli jej udostępnienie w siedzibie kontrolowanego w znacznym stopniu utrudni wykonywanie przez kontrolowanego działalności gospodarczej. Przepis ten jest wewnętrznie sprzeczny i dodatkowo daje uprawnienie kontrolującym do decydowania, czy owo utrudnienie występuje, czy też nie. Celem zmiany art. 80a ust. 1 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, było pozostawienie decyzji o miejscu prowadzenia kontroli w kompetencji kontrolowanego, a nie organów kontrolujących.

Co do zasady, tam gdzie znajdują się dokumenty kontrolowanego, tam także, najczęściej są osoby, które mają wiedzę dotyczącą zdarzeń nimi udokumentowanych – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, sekretarz Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan.

W ocenie Rady Podatkowej Konfederacji Lewiatan, zasadą zarówno w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej jak i w Ordynacji podatkowej, powinno być, iż czynności kontrolne są przeprowadzane w miejscu przechowywania ksiąg podatkowych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 27.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 27.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Warszawski biurowiec SPEKTRUM Tower z panoramicznym klubem The View

W warszawskim biurowcu SPEKTRUM Tower, zlokalizowanym przy Twardej 18, został otwarty panoramiczny klub The View. Jest usytuowany na ostatnim 31. piętrze w budynku i oferuje najwyższy w Warszawie taras widokowy z panoramą 360 stopni, położony wyżej od tego, który znajduje się w Pałacu Kultury i Nauki. Docelowo klub zajmie dwie kondygnacje. Pod koniec 2015 roku nastąpi otwarcie także drugiego poziomu, znajdującego się na 28 piętrze.

Klub ulokowany jest na powierzchni 1000 m kw. i może pomieścić 400 osób. W procesie poszukiwania lokalizacji i ustalania warunków umowy najemcę reprezentowali eksperci z firmy doradczej Walter Herz. – Mieliśmy przyjemność pośredniczyć w transakcji najmu powierzchni pod pierwszy w Polsce tak wyjątkowy projekt. Znalezienie odpowiedniej, unikatowej powierzchni, która zaspokajałaby wysokie oczekiwania inwestora nie było łatwe. Klient miał bardzo dokładnie sprecyzowane wymagania co do powierzchni, która spełniać miała najwyższe światowe normy. Twórca klubu założył już dwa kultowe roof topy na Manhattanie, dlatego jego wizja lokalizacji była jasno określona – informuje Hubert Biarda z Walter Herz.

The View - Warszawa biurowiec SPEKTRUM Tower
The View – Warszawa biurowiec SPEKTRUM Tower

Hubert Biarda zauważa, że dzięki podpisaniu kontraktu, właścicielowi budynku udało się pozyskać ciekawego najemcę, który przyczynił się do zwiększenia funkcjonalności biurowca. Tę opinię podziela Katarzyna Parkot, Leasing Director w spółce WX Management, która zarządza budynkiem. – W SPEKTRUM Tower swoją nową placówkę otworzyła niedawno sieć klubów fitness CityFit. W związku z tym mamy na miejscu największy pod względem zajmowanej powierzchni klub fitness w mieście. Teraz zyskaliśmy kolejnego interesującego najemcę, który stworzył wyjątkowe miejsce klubowe, wyróżniające się na mapie kulturalnej Warszawy. Dzięki temu SPEKTRUM staje się coraz bardziej atrakcyjnym adresem, nie tylko dla najemców, ale również dla mieszkańców miasta – przyznaje Katarzyna Parkot.

Przypomnijmy, że 122 metrowy, warszawski biurowiec przeszedł niedawno gruntowną modernizację i uzyskał certyfikat BREEAM na poziomie bardzo dobrym. SPEKTRUM Tower oferuje ponad 28 tys. m kw. powierzchni biurowej klasy A i 314 miejsc parkingowych w podziemnej hali garażowej. Na 90 kondygnacjach w budynku, poza lokalami biurowymi, znajdują się także powierzchnie o przeznaczeniu handlowo-usługowym, w tym m.in. restauracja, kawiarnia i strefa fitness. Biurowiec posiada także udogodnienia dla rowerzystów w postaci specjalnej strefy, jak również prywatnej stacji VETURILO.

Autor: Walter Herz

W Niemczech powstała największa na świecie ekologiczna wytwórnia wodoru

W tym miesiącu został otwarty w Niemczech Energiepark Mainz, wytwórnia wodoru czerpiąca energię z pobliskich elektrowni wiatrowych. Fabryka będzie w stanie zaspokoić zapotrzebowane na wodór 2000 samochodów na ogniwa paliwowe. Budowa wytwórni trwała rok i kosztowała 17 mln euro.

Energiepark Mainz: Zdjęcie: Siemens
Energiepark Mainz: Zdjęcie: Siemens

Podwójnie ekologiczna inwestycja

Inwestycja powstała dzięki współpracy spółki komunalnej Stadtwerke Mainz AG, producenta gazów przemysłowych Linde Group, firmy Siemens i Uniwersytetu Nauk Stosowanych RheinMain. Część produkowanego w wytwórni wodoru będzie zaopatrywać publiczne stacje tankowania, których w Niemczech jest dziś kilkanaście i wciąż powstają nowe. Energiepark Mainz będzie produkował około 200 ton wodoru rocznie, co nie stanowi jeszcze maximum jego możliwości produkcyjnych. Taka ilość wystarczy dla 2000 samochodów, przy średnim przebiegu 10 000 km rocznie.

WOLFGANG BUECHELE. CEO OF THE LINDE GROUP
WOLFGANG BUECHELE. CEO LINDE GROUP

Wytwórnia będzie czerpała energię głównie z pobliskich elektrowni wiatrowych. Jak powiedział dr Wolfgang Büchele, CEO Linde: „Obecnie większość wodoru produkowanego przez firmę Linde na potrzeby stacji tankowania pojazdów jest wytwarzana ekologicznymi metodami”.

Koalicja energetyki i motoryzacji

Andreas Opfermann, dyrektor działu badań i rozwoju firmy, dodał, że zakłady takie jak Energiepark mają kluczowe znaczenie dla sukcesu rynkowego samochodów na wodorowe ogniwa paliwowe. „Wprowadzenie technologii wodorowej do motoryzacji uda się wyłącznie, jeśli jednocześnie  pojawią się zakłady produkujące wodór, stacje tankowania i samochody na ogniwa paliwowe — powiedział Opfermann. — Nasza technologia jest w lepszej sytuacji niż samochody elektryczne, których właściciele muszą liczyć się z tym, że w każdym kraju obowiązują inne standardy gniazdek i wtyczek oraz różne poziomy napięcia. Na stacjach tankowania wodoru mamy ten sam standard”.

Samochód na wodór

Otwarcie Energiepark Mainz poprzedza wprowadzenie na niemiecki rynek Toyoty Mirai, pierwszego na świecie seryjnego samochodu na wodorowe ogniwa paliwowe. Mirai to sedan średniej wielkości napędzany silnikiem elektrycznym o mocy 154 KM. Źródłem zasilania silnika są wodorowe ogniwa paliwowe, w których wodór łączy się z tlenem. W wyniku reakcji uwalnia się energia i powstaje czysta woda, dlatego Mirai nie emituje żadnych zanieczyszczeń.

Toyota Mirai
Mirai wykorzystuje wodór do wytwarzania energii elektrycznej, emitując zamiast spalin parę wodną.

Samochód wyposażony jest także w niewielki zestaw baterii niklowo-metalowo-wodorkowych oraz układ odzyskiwania energii z hamowania.

Tankowanie dwóch wysokociśnieniowych zbiorników wodoru trwa tylko 3 minuty. Samochód ma zasięg 502 km na jednym tankowaniu. Zużywa energię odpowiadającą spalaniu 4.2 l benzyny na 100 km. Rozpędza się maksymalnie do 180 km/h, a 100 km/h osiąga w 9 s.

Ropa bardziej ekologiczna?

Energiepark Mainz udowadnia, że najbardziej przyszłościową metodą pozyskiwania wodoru jest elektroliza wody z wykorzystaniem energii odnawialnej. Niemiecka wytwórnia jest poniekąd odpowiedzią branży alternatywnych energii na zarzuty sceptyków, którzy przekonują, że choć samochody na wodorowe ogniwa paliwowe emitują tylko wodę, to produkowanie wodoru wymaga sporych nakładów energii, która najczęściej pochodzi z elektrowni węglowych lub gazowych. Poza tym w wyniku najczęściej stosowanej jak dotąd metody pozyskiwania wodoru z metanu emitowany jest dwutlenek węgla.

Krytycy wodoru zapominają jednak dodać, że ropa naftowa nie wypływa sama spod ziemi od razu w postaci benzyny, oleju napędowego czy paliwa lotniczego, ale trzeba ją wydobywać z coraz trudniej dostępnych pokładów, ponosząc coraz większe koszty, a proces wydobywania ropy, jej rafinacji i transportu produktów ropopochodnych powoduje nieporównanie większe skażenie środowiska niż wyprodukowanie metanu z odpadów komunalnych czy rolnych albo elektroliza wody, szczególnie jeśli użyjemy do tego energii wiatrowej lub słonecznej. Oczywiście można dalej argumentować, że  produkcja wiatraków i ogniw słonecznych także wpływa na środowisko, ale warto pamiętać, że dotyczy to także szybów naftowych, rafinerii, ropociągów i wielkich sieci przesyłowych, dostarczających energię z przemysłowych elektrowni na duże odległości. Wielką zaletą elektrolizerów wody jest natomiast to, że mogą mieć niemal dowolne rozmiary — każdy właściciel samochodu na wodorowe ogniwa paliwowe może sobie takie urządzenie postawić w swoim garażu i produkować wodór we własnym zakresie.

Zakupy przez Internet latem – jakie produkty cieszą się największym zainteresowaniem?

Branżę e-commerce jak każdą inną charakteryzuje sezonowość. Przez Internet najwięcej kupujemy w okresie przedświątecznym, czyli w listopadzie i grudniu. Sprzedaż wybranych kategorii produktów rośnie także w okresie letnim. Co najczęściej kupujemy w wakacje i czy zakupy te związane są z naszymi urlopowymi planami? Odpowiedź na te pytania dostarczyły badania[1] przeprowadzone na zlecenie Grupy Okazje.info.

Zakupy przez Internet latem – wyniki najnowszego raportu
Zakupy przez Internet latem – wyniki najnowszego raportu

Badania zrealizowane na zlecenie Grupy Okazje.info na przełomie czerwca i lipca wykazały, że 88% ankietowanych robi zakupy przez Internet. Kupowanie produktów on-line jest bardziej popularne wśród mężczyzn – decyduje się na nie 94% przebadanych panów i 83% ankietowanych kobiet.

W wakacje czytamy więcej

Latem przez Internet najczęściej kupujemy książki – wskazało je 35% respondentów. Zdecydowanie częściej sięgają po nie kobiety – 45% pań, do 26% w przypadku mężczyzn. Można zatem uznać, że w wakacje, kiedy mamy dużo wolnego czasu czytamy więcej. Wielu z nas wypoczywa z książką również podczas urlopu, czy weekendu na działce.

Letnie odświeżenie garderoby

31% respondentów latem uzupełnia swoją garderobę. Decyduje się na to 43% kobiet oraz 19% mężczyzn. Odzież, którą najczęściej kupujemy latem to szorty (wskazało je 43% respondentów). Na drugim miejscu znalazły się stroje kąpielowe (39%), które są niezbędnym elementem wakacyjnej szafy.

Bardzo wysoko w rankingu kategorii produktów kupowanych latem przez Internet znalazły się również prezenty. Potwierdziło to 26% respondentów, w tym 28% kobiet oraz 24% mężczyzn. Być może wpływ na to ma trwający sezon ślubów.

Zdrowo i pięknie

W wakacje nie zapominamy także o swoim zdrowiu i urodzie. To również jedne z najczęściej kupowanych latem przez Internet kategorii produktów – wybiera je ok. 25% badanych, a wśród nich zdecydowana większość to kobiety. Produkty z kategorii uroda zamierza kupić 42% pań, a jedynie 9% mężczyzn. W czasie wakacji zadbać o swoje zdrowie postanowiło 39% respondentek i tylko 12% ankietowanych panów.

Wakacyjne remonty

Wysoko w rankingu znalazły się także kategorie ogród (24%) oraz dom i wnętrze (22%). O przestrzeń na zewnątrz planuje zadbać 25% mężczyzn oraz 23% kobiet. O odświeżeniu wnętrz myśli z kolei zdecydowanie więcej pań – 30% do 15% w przypadku panów. Podczas wakacji częściej interesujemy się także sprzętem AGD, narzędziami i telefonami. Jednak jest to domena mężczyzn – artykuły gospodarstwa domowego w tym czasie wybiera 35% z nich, a tylko 8% kobiet, narzędzia 28% do 10% w przypadku pań, a komórki 24% do 6%.

Analiza przeprowadzona na zlecenie Grupy Okazje.info potwierdziła również, że kobiety częściej niż ich partnerzy zajmują się kupowaniem produktów dziecięcych. Tego rodzaju plany zakupowe w czasie wakacji zadeklarowało 25% pań, a tylko 7% mężczyzn.

Badanie pokazało, że latem przez Internet najrzadziej kupujemy produkty z kategorii biuro i firma -wybrało je tylko 1% badanych. Może to świadczyć o tym, że w trakcie wakacji staramy się nie myśleć o pracy.

[1] Ogólnopolskie badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 29.06-2.07.2015 r. Próba: osoby w wieku 18-64 lat, n=300

Polscy rolnicy coraz chętniej sięgają po leasing i pożyczkę

W 2014 roku klienci z branży agro sfinansowali poprzez firmy leasingowe sprzęt rolny o wartości 3,4 mld zł, co oznacza blisko 9 proc. wzrostu w stosunku do 2013 roku. Tym samym sektor rolniczy dla firm leasingowych zyskuje coraz bardziej na znaczeniu. Widać to również w coraz częściej pojawiających się ofertach finansowych dedykowanych tylko dla tej branży, a przygotowanych przez leasingodawców.

Dane Związku Polskiego Leasingu (ZPL) wskazują, że klienci z branży rolniczej w 2014 roku wyleasingowali sprzęt o wartości 3,4 mld zł, co oznacza blisko 9 proc. wzrostu w stosunku do 2013 roku. Za pośrednictwem firm leasingowych zostało sfinansowanych ponad 24 tysiące maszyn rolniczych.

Rolnicy w zdecydowanej większości korzystają z pożyczek oferowanych przez firmy leasingowe. ZPL podaje, że dynamika aktywów sfinansowanych pożyczką w 2014 r. wyniosła 25,9 proc. wobec 16,9 proc w roku 2013 r. Blisko 47 proc. tych inwestycji stanowiły maszyny rolnicze.

– Dobra koniunktura na rynku maszyn i urządzeń rolniczych, za sprawą nowych środków z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2014-2020, będzie kontynuowana głównie od 2016 – mówi Adam Binduga, Menedżer Rynku Rolnego w EFL. ­- Realny budżet PROW, który wg naszych analiz zostanie przeznaczony na współfinansowanie zakupu maszyn i urządzeń, pozwoli w latach 2016-2020 na zakup sprzętu za około 22 mld zł. Ogłoszenia i nabory wniosków planowane są w II połowie 2015 roku. W pierwszej kolejności, wg naszych informacji, będzie można składać wnioski w ramach działania Młody Rolnik. Mamy nadzieję, że perspektywa 2014-2020 pozwoli wreszcie w dużej mierze przekształcić produkcję rolniczą w Polsce, rozumianą dotychczas jako produkcja dóbr nieprzetworzonych (włókna roślinne i zwierzęce), w produkcję również dóbr wstępnie przetworzonych. Między innymi tego domagali się słusznie rolnicy w swoich ostatnich protestach. Model ekonomiczny gospodarstwa rolnego, który mógłby wstępnie przetwarzać wyprodukowane przez siebie dobra (mleko w ser, mięso w wędliny, owoce w przetwory itp.) daje szansę na zwiększenie dochodowości małych i średnich gospodarstw, gdzie produkcja żywności może mieć najwyższą jakość. A tego potrzebują konsumenci i firmy finansowe. Mam nadzieję, że ten proces się rozpoczyna i nasze państwo umożliwi legislacyjnie takie zmiany. Wszyscy potrzebujemy bardziej dochodowych gospodarstw rolnych i lepszej jakości produktów żywnościowych. W tym przypadku ekonomia i zdrowie nie konkurują ze sobą, a to w dzisiejszych czasach dość rzadki przypadek.

Dlatego w EFL dostępny jest pakiet ROLNIK+. To kompletna oferta, umożliwiająca sfinansowanie zakupu sprzętu rolniczego także w ramach programów unijnych PROW, dostępna dla wszystkich rodzajów gospodarstw rolnych. W jej ramach EFL oferuje niski udział własny rolnika, nawet od 0%, uzgodnienie sezonowych harmonogramów spłat, dostosowanych do indywidualnych możliwości rolnika, okres finansowania do 108 miesięcy oraz możliwość finansowania w walucie krajowej, jak i w euro. Decyzja o zawarciu kontraktu leasingowego podejmowana jest nawet w 15 minut.

– Finansowanie leasingiem charakteryzuje się nieco prostszymi i bardziej przejrzystymi procedurami oraz brakiem zabezpieczeń, takich jak w przypadku pożyczki – dodaje Adam Binduga, Menedżer Rynku Rolnego w EFL. – Leasing jest głównie narzędziem antyfiskalnym, rata leasingowa netto jest kosztem uzyskania przychodu. Większość rolników jest już VATowcami i VAT w ratach leasingowych mogą swobodnie odpisać. Niemniej procedura i wymagania dokumentowe zarówno w leasingu, jak i w pożyczce, są bardzo zbliżone.

Jednak w sytuacji, gdy rolnik ubiega się o dotacje europejskie, pożyczka inwestycyjna jest często korzystniejszym niż leasing rozwiązaniem. Przede wszystkim dzięki nabyciu sprzętu na własność rolnik może starać się o dofinansowanie inwestycji z unijnych środków pomocowych, w których rozliczanie transz dotacji jest korzystniejsze w przypadku współfinansowania pożyczką niż leasingiem. Ta forma finansowania może również pokrywać zakup nowych, jak i używanych sprzętów rolniczych. Aby ubiegać się o finansowanie pożyczką, wymagane jest posiadanie przez rolnika podpisanej umowy o dofinansowanie inwestycji z Agencją Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa (ARMiR), Agencją Rynku Rolnego lub inną jednostką publiczną, udzielającą środków unijnych. Struktura pożyczki pozwala na wystawianie faktury bezpośrednio na pożyczkobiorcę, co skutkuje możliwością ubiegania się o jednorazowy zwrot poniesionych kosztów z ARiMR. Pożyczkę cechują także m.in. długi okres finansowania, zerowy lub niski wkład własny oraz doradztwo specjalistów z firmy leasingowej. Ważny jest również elastyczny harmonogram spłat zobowiązań.

Europejski Fundusz Leasingowy