Jakie auta kochają polscy przedsiębiorcy?

Polscy przedsiębiorcy pozostają główną siłą napędową krajowego rynku motoryzacyjnego. Jak wynika z raportu EFL „Jakie auta kochają polscy przedsiębiorcy”, aż 8 na 10 firm regularnie odnawia swoją flotę, zwykle co 4–5 lat, a 2/3 nowych samochodów osobowych trafia właśnie do klientów instytucjonalnych. Firmy coraz częściej wybierają SUV-y i samochody premium, a leasing niezmiennie pozostaje najpopularniejszym sposobem finansowania.

Firmy dominują w rejestracjach nowych aut

W 2024 roku w krajach Unii Europejskiej zarejestrowano ponad 10,6 mln samochodów osobowych, z czego 551,6 tys. w Polsce – czyli co dwudzieste auto w UE. Większość z nich kupili przedsiębiorcy. W przypadku samochodów dostawczych ten udział jest jeszcze wyższy.
Rok 2025 zapowiada się jeszcze lepiej – według danych CEPiK, tylko do końca sierpnia zarejestrowano 421,5 tys. samochodów osobowych i dostawczych do 3,5 tony, co oznacza wzrost o 5,5% rok do roku.

Ambitne plany flotowe i stabilny popyt

Badanie EFL przeprowadzone w sierpniu 2025 r. wśród ponad 500 osób decyzyjnych pokazuje, że przedsiębiorcy planują dalsze inwestycje w auta firmowe.

  • 48% firm zamierza kupić samochód jeszcze w tym roku,
  • 52% najpóźniej w 2026 r.
    Co trzeci badany kupi tylko jedno auto, ale niemal tyle samo planuje zakup więcej niż pięciu.

Najpopularniejszym sposobem finansowania pozostaje leasing (62% wskazań), przed płatnością gotówką (32%) i kredytem bankowym (16%). Wynajem długoterminowy wybiera 11% firm.

Dla przedsiębiorców wciąż najważniejszym kryterium wyboru auta jest cena (70%), ale rośnie znaczenie marki (41%), wyposażenia (40%) i rodzaju napędu (38%).
„W Grupie EFL mamy korzystne oferty finansowania i wspieramy przedsiębiorców, którzy naprawdę lubią samochody. Pomagamy im sięgnąć po auta, jakich potrzebują – i takie, jakie po prostu kochają” – podkreśla Robert Dudziński, dyrektor sprzedaży w Carefleet, Grupa EFL.

SUV-y królują, a premium w natarciu

W sierpniu 2025 r. aż 15 z 20 najczęściej rejestrowanych modeli to SUV-y lub crossovery. To pokazuje wyraźną zmianę preferencji – firmy stawiają dziś na komfort, przestrzeń i prestiż.

Jednocześnie dynamicznie rośnie segment aut premium. Od stycznia do sierpnia 2025 r. liczba ich rejestracji wzrosła o 5,6% r/r, a aż 82,9% z nich kupili klienci instytucjonalni. Wskazuje to, że firmowe floty z wyższej półki to nowy trend w polskiej motoryzacji.

Elektryki powoli wracają do łask

Po krótkim spadku zainteresowania, auta elektryczne znów zyskują na popularności. W sierpniu 2025 r. ich udział w rejestracjach osiągnął rekordowe 7,8%.
Mimo to tylko 19% uczestników badania EFL planuje zakup elektryka do floty. Większość firm wciąż stawia na sprawdzone napędy spalinowe lub hybrydowe.

Nieco większy sceptycyzm dotyczy marek chińskich – przedsiębiorcy wskazali je jako najmniej preferowane przy rozbudowie floty, choć wśród klientów indywidualnych ich popularność rośnie szybciej.

Nowe auta wciąż wygrywają z używanymi

Mimo że w 2024 r. do Polski sprowadzono rekordowe 967,5 tys. samochodów używanych, rynek nowych pojazdów utrzymuje tendencję wzrostową. Powodem jest większa dostępność aut z salonów, rabaty producentów i rosnąca zamożność firm.

Z badania EFL wynika, że:

  • 61% przedsiębiorców kupi wyłącznie nowe auto,
  • 26% rozważa równocześnie nowe i używane,
  • tylko 13% planuje zakup wyłącznie używanego samochodu.

Rok 2025 może okazać się kolejnym okresem wzrostu dla polskiej motoryzacji. Ożywienie gospodarcze, niższe stopy procentowe i atrakcyjne oferty leasingowe sprzyjają decyzjom inwestycyjnym firm. Choć elektryfikacja flot postępuje powoli, a rynek wtórny pozostaje silny, trend odmładzania i profesjonalizacji flot firmowych wydaje się nieodwracalny.

Pełny raport EFL „Jakie auta kochają polscy przedsiębiorcy” dostępny jest pod adresem: https://efl.pl/pl/biznes-i-ty/artykuly/raport-efl-jakie-auta-kochaja-polscy-przedsiebiorcy

Polskie magazyny gazu pełne przed zimą

W ostatnich dniach temperatury w Polsce znacząco spadły i w wielu miejscach rozpoczął się już sezon grzewczy. Choć w Europie poziom zapełnienia magazynów gazu należy do najniższych od trzech lat, Polska jest chlubnym wyjątkiem – nasze magazyny są zapełnione w 100 proc. Mimo niepełnych magazynów w innych krajach, ceny gazu ziemnego na kontynencie mogą rosnąć jedynie umiarkowanie w końcówce 2025 roku, pod wpływem złożonej kombinacji ograniczeń podaży, zmian popytu i niepewności geopolitycznych.

Według danych Unii Europejskiej jej magazyny gazu są obecnie zapełnione w 82,3 proc. Polska pod tym względem jest prymusem, bowiem posiadamy magazyny zapełnione w 100 proc. Poza Polską najbardziej zapełnione magazyny mają Portugalia – 99 proc., Belgia – 94 proc. i Rumunia – 93 proc. W największych gospodarkach Europy poziom napełnienia przekracza 91 proc. we Francji i we Włoszech, a w Niemczech wynosi 76,6 proc. Najniższe zapełnienie magazynów obserwuje się w północnej części kontynentu: w Danii nieco poniżej 48 proc., na Łotwie 55 proc., a w Holandii niespełna 70 proc.

Ceny kontraktów terminowych na gaz ziemny w Europie utrzymują się obecnie w przedziale 31–33 euro za megawatogodzinę, czyli ponad 40 proc. poniżej cenowego szczytu z lutego tego roku. Wtedy cena gazu sięgnęła 58 euro za megawatogodzinę. Obecnie zmienność cen wróciła do poziomów sprzed 2022 roku. Choć tempo napełniania magazynów było niższe niż w poprzednich latach, pozwoliło to złagodzić obawy o bezpieczeństwo dostaw przed zimą. Europa wchodzi jednak w sezon grzewczy 2025/26 z coraz bardziej napiętą sytuacją podażową. Istotne znaczenie miało całkowite wstrzymanie tranzytu rosyjskiego gazu przez terytorium Ukrainy od stycznia 2025 roku.

Sytuację stabilizuje import gazu LNG do Europy, który wzrósł w pierwszej połowie 2025 roku o 40 proc. rok do roku, osiągając rekordowy poziom 75 mld metrów sześciennych. Niższy popyt na LNG w Azji uwolnił część dostaw dla Europy, co wsparło spadek cen. Z drugiej strony zatrzymanie tranzytu gazu przez Ukrainę spowodowało spadek dostaw o około 6,5 mld metrów sześciennych w porównaniu z rokiem 2024, co wymusiło większe uzależnienie od droższych dostaw LNG. Dodatkowo niższa produkcja energii ze źródeł odnawialnych w miesiącach zimowych zazwyczaj zwiększa zapotrzebowanie na gaz w elektroenergetyce.

Na wzrost cen do końca roku może wpłynąć kilka czynników. Ryzyka geopolityczne wciąż grożą zakłóceniami dostaw, a konkurencja z azjatyckimi nabywcami LNG może ograniczyć elastyczność rynku europejskiego. Kluczowa w tym kontekście pozostaje pogoda. Niższe temperatury mogą istotnie zwiększyć zapotrzebowanie na ogrzewanie. Meteorolodzy przewidują, że w najbliższych miesiącach może pojawić się zjawisko La Niña, które zastąpi obecnie neutralny układ pogodowy. Według prognoz NOAA prawdopodobieństwo jego wystąpienia między październikiem a grudniem 2025 roku wynosi 71 proc., a zimą spada do 54 proc. To może oznaczać chłodniejszą i bardziej mokrą zimę na północy Europy oraz cieplejszą i suchszą pogodę na południu. W Polsce natomiast synoptycy z IMGW prognozują, że tegoroczna zima będzie łagodna.

Według raportu Międzynarodowej Agencji Energetycznej globalne zużycie gazu osiągnie w 2026 roku nowy rekord, a wzrost popytu przyspieszy do około 2 proc. Jednocześnie globalna podaż LNG ma wzrosnąć o 7 proc., czyli o 40 mld metrów sześciennych – głównie dzięki eksportowi z Kanady, Kataru i USA. Analitycy oceniają, że ceny gazu w Europie pozostaną w trendzie umiarkowanego wzrostu do końca 2025 roku, utrzymując się w przedziale 35–40 euro za megawatogodzinę, przy wsparciu ze strony popytu na ogrzewanie i ograniczonej podaży. Dopiero w 2026 roku można oczekiwać ich stopniowego spadku, wraz z pojawieniem się nowych mocy produkcyjnych na rynku globalnym.

W 20 lat w Polsce powstało 328 mln m² mieszkań i domów – to więcej niż powierzchnia całego Krakowa

W poniedziałek ONZ zwróciło uwagę na kwestie mieszkaniowe z powodu kolejnego Dnia Mieszkalnictwa. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl podkreślają, że przez 20 lat przynależności naszego kraju do Unii Europejskiej, w polskiej „mieszkaniówce” dokonał się olbrzymi postęp. Chodzi nie tylko o fakt, że w ciągu 20 lat powstało 328 mln m kw. (328 km2) nowych lokali i domów, czyli troszkę więcej niż powierzchnia Krakowa. W czym wciąż jesteśmy gorsi, a w czym lepsi od innych krajów unijnych po latach intensywnego budowania? Przed sprawdzeniem tego warto na początku przypomnieć odrobinę historii.

Pamiętajmy o trudnym mieszkaniowym starcie III RP

Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl, mówiąc o mieszkaniowej historii Polski i jej obecnych skutkach można sięgać nawet do czasów przedwojennych, kiedy statystyki dotyczące np. przeludnienia lokali i domów były bardzo złe – nawet na tle standardów ówczesnej Europy. Z obecnego punktu widzenia, znacznie bliższy wydaje się jednak początek lat 90., który stanowił też początek mieszkaniowej historii III RP.

Porównanie opublikowane przez ONZ w 1998 r. nie pozostawia złudzeń co do tego, że mieszkaniowy start III Rzeczpospolitej był trudny. Około 30 lat temu, na 1000 Polaków przypadało niecałe 300 lokali i domów. W grupie krajów postsocjalistycznych, gorzej wypadała tylko Albania. Ówcześni liderzy byłego bloku wschodniego (np. Czechy i Estonia) notowali wyniki zbliżone do 400 lokali i domów na 1000 osób. Polsce dopiero na początku bieżącej dekady udało się statystycznie przekroczyć ten poziom.

Pod względem metrażu na osobę oraz liczby gospodarstw domowych na lokal/dom, nasz kraj trzydzieści lat temu prezentował się gorzej niż chociażby Słowacja – nie wspominając nawet o Czechach i Węgrzech, czyli państwach z dużo lepszą pozycją wyjściową po 1989 r. – zauważa Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Dwadzieścia lat mieszkaniowej pogoni za Zachodem

Andrzej Prajsnar podkreśla, że nadrabianie zaległości mieszkaniowych zahamowała trudna sytuacja gospodarcza na początku bieżącego stulecia. Mówimy o czasach, kiedy stopa bezrobocia rejestrowanego wynosiła nawet 20% (lata 2002 – 2004). W kontekście „mieszkaniówki”, akcesja Polski do UE również była punktem przełomowym.

Dwadzieścia lat temu rozpoczął się pierwszy boom mieszkaniowy, który poza negatywnymi aspektami pomógł też osiągnąć imponujący wynik. Mowa o oddaniu do użytku w latach 2005 – 2024 powierzchni nowych domów i lokali wynoszącej łącznie 327 628 216 m kw. (ok. 328 km2). Można sobie unaocznić ten metraż jako odrobinę więcej niż powierzchnia całego Krakowa (ok. 327 km2).

Wyjątkowy był na pewno rok 2022, kiedy wszyscy inwestorzy ukończyli 22,0 mln m kw. domów i lokali – znacznie więcej niż w rekordowym roku gierkowskiej dekady, czyli 1979 r. (17,7 mln m kw.). – Warto sprawdzić, jak aktywność budowlana z ostatnich dwudziestu lat wpłynęła na inne wskaźniki sytuacji mieszkaniowej niż dotychczas analizowane – komentuje Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.wykres 1_liczba mieszkań i domów na 1000 osób

Warunki mieszkaniowe jako kłopot: co mówią rodacy?

Kiedy w 2004 r. Polska wchodziła do UE, w statystykach dotyczących mieszkalnictwa byliśmy na szarym końcu. Jednak od tego czasu bardzo wiele się u nas zmieniło. Oczywiście są statystyki, z których możemy być dumni, ale są i takie, które nie przynoszą chluby naszemu krajowi – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Analityk dodaje, że stan zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych wciąż pozostawia wiele do życzenia. Świadczą o tym wyniki badań fundacji Habitat for Humanity Poland. Wynika z nich, że brak mieszkania lub złe warunki mieszkaniowe są wśród najczęściej wymienianych przez Polki i Polaków problemów, z którymi się borykają. W ostatnich dwóch latach bardziej skarżyli się tylko na rosnące koszty życia, nieadekwatne do nich zarobki oraz fatalnie funkcjonujący system ochrony zdrowia.

Marek Wielgo zwraca jednak uwagę, że wcześniej problem mieszkaniowy był na trzecim miejscu w „rankingu” największych bolączek społecznych w naszym kraju. Ponadto w 2015 r. wskazywała na niego przeszło połowa badanych, a w bieżącym roku niespełna jedna czwarta. Ta zmiana sugeruje, że sytuacja mieszkaniowa dość wyraźnie się poprawiła w ciągu ostatnich 10 lat.wykres 2_problemy mieszkaniowe

Łazienki i WC, czyli wreszcie brak wstydu w Europie

Najbardziej poprawił się standard naszych mieszkań.  Zmiany są widoczne szczególnie na wsi, gdzie dzięki unijnym dotacjom dla gmin na budowę instalacji wodociągowych i kanalizacyjnych, nastąpił przyrost mieszkań (lokali i domów) wyposażonych w nowoczesne urządzenia sanitarne. A to właśnie one są dobrą miarą rozwoju cywilizacyjnego.

Według Urzędu Statystycznego Unii Europejskiej (Eurostatu) w 2005 r. aż 7%, czyli blisko 2,7 mln mieszkańców Polski nie miało w swoim lokalu/domu wanny lub prysznica oraz spłukiwanej toalety. W dużo gorszej sytuacji byli wówczas jedynie mieszkańcy Rumunii, Bułgarii oraz krajów bałtyckich, które przed 1990 r. – 1991 r. wchodziły w skład ZSRR.

Z najnowszych danych Eurostatu wynika, że w 2023 r. podstawowych udogodnień (wanny lub prysznica oraz spłukiwanej toalety) nie miało już tylko 0,5% populacji naszego kraju, czyli blisko 190 tys. osób. To odsetek zbliżony lub nawet niższy niż w wielu krajach zachodnioeuropejskich – m.in. we Włoszech i Francji. Wśród państw postsocjalistycznych gorzej wypadły w tej kwestii nie tylko wcześniej wymienione kraje bałtyckie, Rumunia i Bułgaria, ale także Węgry i Słowacja.

Należy podkreślić, że zarówno historyczne, jak i najnowsze dane Eurostatu są efektem badań ankietowych, więc mogą różnić się od statystyk GUS dotyczących wyposażenia mieszkań w urządzenia sanitarne. Jednak informacje „GUS-owskie” także pokazują sporą długookresową poprawę.wykres 3_wyposażenia mieszkań

Warto docenić ten postęp. Według danych GUS, u schyłku PRL w substandardowych warunkach mieszkało ok. 12,7 mln Polek i Polaków. Zajmowali oni 3,5 mln mieszkań (lokali i domów), czyli co trzecie mieszkanie wówczas istniejące. W wielu wsiach nierzadkim zjawiskiem, a nawet „standardem” były tzw. sławojki – przypomina Marek Wielgo.

Inwestujemy w swoje lokale i domy – to widać

Ekspert RynekPierwotny.pl dodaje, że Polacy zaczęli inwestować w swoje lokale oraz domy. I to także widać w statystykach Eurostatu, np. dotyczących stanu technicznego budynków mieszkalnych. W 2005 r. ponad 40% mieszkańców Polski narzekało na wilgoć. Warto pamiętać, że powoduje ona zagrzybienie i pleśń, które przyczyniają się do rozprzestrzeniania wielu chorób (m.in. astmy i alergii), a nawet do rozwoju nowotworów.

Dwadzieścia lat temu w żadnym innym kraju UE sytuacja nie była pod tym względem aż tak dramatyczna. A teraz? Według Eurostatu, w „budynku mieszkalnym z przeciekającym dachem, wilgotnymi ścianami, podłogami lub fundamentami albo zgnilizną ram okiennych lub podłogi” żyło w 2023 r. niespełna 6% Polek i Polaków, a mniejszy odsetek narzekających na wilgoć był tylko w Chorwacji, Finlandii i Szwecji.wykres 4-stan techniczny mieszkań

Pojawiły się dodatkowe pokoje, lecz jest ich za mało

Choć Polska nadrobiła spory dystans pod względem warunków mieszkaniowych, to w niektórych aspektach wciąż próżno szukać naszego kraju w europejskiej czołówce. Jednym z mierników stosowanych przez Eurostat jest wskaźnik pokazujący liczbę pokoi w przeliczeniu na jednego mieszkańca danego kraju. W Polsce na każdego mieszkańca przypadało w 2024 r. ok. 1,2 pokoju (w 2005 r. – 1,0). Nadal mamy do czynienia z jednym z najgorszych wyników w całej UE, gdzie średnia to 1,7 pokoju. Gorzej lub podobnie jak u nas jest w Rumunii, na Słowacji i na Łotwie.

Państwo chce pomagać, lecz ciągle nie wychodzi?

W kontekście działań państwa pojawia się pytanie, czy zrobiono wystarczająco wiele, aby bilans unijnego dwudziestolecia polskiej „mieszkaniówki” był nieco lepszy. Odpowiedź na to pytanie niestety jest przecząca. Warto podkreślić, że przez większość analizowanego, dwudziestoletniego okresu kwestie mieszkaniowe budziły mniejsze zainteresowanie polityków niż obecnie.

Jednak sam wzrost znaczenia tematów mieszkaniowych w debacie publicznej (po 2022 r.) nie gwarantuje, że efekty działań ustawodawcy będą dobre. – Można na przykład zadać sobie pytanie, czy narastające zamieszanie wokół reformy planowania przestrzennego będzie pozytywnie wpływało na rynek w najbliższych kwartałach. Wydaje się, że nie. – podsumowuje Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Mieszkania na rynku wtórnym tanieć nie będą, ale łatwiej o negocjacje

Na rynku wtórnym mieszkań cały czas panują warunki trudnych wyborów, ale rynek kroczy w kierunku równowagi. W IV kwartale będzie nieco bliżej do osiągnięcia kompromisu pomiędzy kupującymi a sprzedającymi. Ci pierwsi mogą liczyć na stabilne ceny mieszkań z możliwymi lokalnymi, umiarkowanymi obniżkami. Ci drudzy – na większe zainteresowanie ogłoszeniami, m.in. na skutek cięć stóp procentowych. Takie prognozy na końcówkę roku wyłaniają się z badania nastrojów, które przeprowadził portal Nieruchomosci-online.pl.            

Kupować już teraz czy może jeszcze poczekać? Przed takim dylematem stoi dziś wiele osób planujących zakup mieszkania. Najnowsze badanie nastrojów wskazuje jednak, że w IV kwartale 2025 r. popyt na rynku wtórnym prawdopodobnie umiarkowanie wzrośnie.

W przypadku kawalerek, większego popytu w końcówce roku spodziewa się 55% agentów nieruchomości, którzy wzięli udział w badaniu Nieruchomosci-online.pl i Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu. Utrzymania zainteresowania z ostatnich miesięcy spodziewa się 34% pośredników, a spadku popytu 11%. Jeśli chodzi o mieszkania większe niż kawalerki, wzrost popytu prognozuje 58% profesjonalistów, stabilizację 30%, a mniejszy ruch 12%.

W badaniu nastrojów, które przeprowadzono w połowie września, wzięło udział 1543 przedstawicieli biur nieruchomości z całej Polski.

Decyzje można podejmować teraz spokojniej

Pośrednicy nie mówią wprawdzie jednomyślnie, że popyt na mieszkania wzrośnie, ale przeważają głosy o spodziewanej większej aktywności kupujących – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl. – Część osób będzie zachęcona trzema obniżkami stóp procentowych i realnymi widokami na kolejne cięcia. Zdolność kredytowa poprawia się, wynagrodzenia także rosną, chociaż wolniej niż jeszcze w ubiegłym roku. Pamiętajmy też, że przed wakacjami rząd definitywnie porzucił pomysł wprowadzenia programu Kredyt na Start. Wtedy część osób, nie licząc już na dopłaty, podjęła decyzję o zakupie mieszkania, ale odłożyła zakup na okres po wakacjach. Jesienią te osoby już na poważnie będą rozglądać się za mieszkaniem.

Jak w IV kwartale mogą kształtować się stawki za metr? W przypadku kawalerek prognozy najczęściej mówią o stabilizacji cen – takiego scenariusza spodziewa się 47% pośredników. 29% agentów liczy się ze wzrostami cen, a 24% z lekkimi obniżkami.

Jeżeli jednak ktoś planuje zakup mieszkania większego niż kawalerka, częściej może spotkać się z większą elastycznością sprzedających. Największy odsetek ankietowanych – 39% – spodziewa się lokalnych, umiarkowanych obniżek cen ofertowych. Niewiele mniej, bo 38% agentów uważa, że ceny będą stabilne, a 23%, że mogę nieco wzrosnąć.

IV kwartał powinien też przynieść nieco większą liczbę ogłoszeń na rynku wtórnym. Szczególnie jeśli chodzi o mieszkania większe niż kawalerki, gdzie spodziewa się tego 53% pośredników nieruchomości. W kawalerkach głosy profesjonalistów są bardziej podzielone: 45% prognozuje wzrost podaży, a 44% utrzymanie obecnej wielkości oferty. Tak czy inaczej, poszukujący wciąż będą mieli stosunkowo dość szeroki wybór (chociaż jak wiadomo, dużo zależy od miasta).

– W mieszkaniówce cały czas panują warunki trudnych wyborów, ale rynek kroczy w kierunku równowagi, przez co może być nieco bliżej do osiągnięcia kompromisu pomiędzy kupującymi a sprzedającymi. Spadek stóp procentowych, większa przewidywalność cen i brak gwałtownych wahań gospodarczych uspokoiły nieco nastroje kupujących, którzy mogą teraz podejmować decyzje spokojniej. Tę równowagę wciąż zakłócają jednak wysokie ceny, nadal ograniczona zdolność kredytowa oraz występująca na niektórych rynkach niska dostępność atrakcyjnych ofert – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.

Aktualną sytuację na rynku wtórnym można zobrazować więc tak: osoby kupujące złapały nieco wiatru w żagle, ale woda cały czas jest wzburzona – podsumowuje Bieńkowski.

Myślisz o domu lub działce? Ceny raczej bez zmian

O ile rynek mieszkaniowy może lekko pobudzić się w końcówce roku, o tyle kategorie domów jednorodzinnych i działek budowlanych czeka w IV kwartale raczej typowy scenariusz. Jeszcze w październiku popyt w tych segmentach będzie stabilny, ale im bliżej końca roku, tym prawdopodobnie niższe będzie zainteresowanie ze strony kupujących.

W konsekwencji raczej nie powinno dojść do zauważalnych ruchów cenowych. Jak wynika z badania Nieruchomosci-online.pl i Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, zarówno w przypadku domów, jak i działek około 50% pośredników prognozuje stabilizację cenową.

Warto jednak zauważyć, że większy margines do obniżek w końcówce roku widać w kategorii domów – tam lokalne spadki prognozuje wcale niemała grupa 37% pośredników. W przypadku gruntów pod budowę takiego zdania jest tylko 27% badanych.

JRH ASI i SatRev podpisały list intencyjny. Wrocławska spółka dołączy do klastra ORBITEO

JRH ASI S.A. podpisała list intencyjny z SatRev S.A. dotyczący dołączenia wrocławskiej spółki do budowanego przez JRH klastra i holdingu ORBITEO, łączącego technologie z sektorów space, AI, defence i deeptech. SatRev, lider polskiego sektora kosmicznego, przygotowujący się do wejścia na rynek NewConnect, planuje też zmianę nazwy na Sky Vision. Strony deklarują ścisłą współpracę w obszarach technologii kosmicznych i obronnych, widząc w tym strategiczne wzmocnienie klastra ORBITEO oraz nowy etap rozwoju SatRev jako przyszłej spółki publicznej.

JRH ASI S.A., spółka inwestycyjna kierowana przez Januarego Ciszewskiego, podpisała z SatRev S.A. list intencyjny dotyczący rozpoczęcia negocjacji w sprawie dołączenia SatRev do holdingu ORBITEO – organizowanego przez JRH klastra spółek technologicznych, który integruje podmioty działające w sektorach space, AI, defence, deeptech, telekomunikacji i energetyki. To kolejny krok w realizacji strategicznej wizji JRH, zakładającej konsolidację polskiego potencjału technologicznego wokół kluczowych obszarów przyszłości w ORBITEO.

SatRev, wrocławska spółka z sektora NewSpace, specjalizuje się w projektowaniu, budowie i obsłudze satelitów oraz analizie danych satelitarnych. Jest jedynym w Polsce podmiotem dysponującym własnym, operacyjnym satelitą i suwerennymi zdolnościami kosmicznymi. Spółka prowadzi projekty międzynarodowe, w tym z partnerami z Korei Południowej i Omanu, oraz rozwija naziemną infrastrukturę komunikacyjną.

W ramach podpisanego listu intencyjnego strony rozpoczną negocjacje dotyczące struktury i organizacji ORBITEO, z zamiarem zawarcia finalnego porozumienia o współpracy do 27 października 2025 roku. SatRev poinformował również o planowanej zmianie nazwy na Sky Vision, co ma symbolizować nowy etap rozwoju wzmocnionej spółki.

Cieszymy się z planowanego udziału SatRev w ORBITEO. Uważam, że nasze doświadczenie w sektorze kosmicznym idealnie wpisuje się w cele organizacji klastra. Wspólnie zbudujemy silny ekosystem polskich technologii przyszłości – powiedział dr Daniel Więzik, Dyrektor Generalny SatRev.

Prezes i główny akcjonariusz JRH January Ciszewski podkreśla, że podpisanie listu to ważny etap w rozwoju projektu ORBITEO:

Prace nad ORBITEO trwają intensywnie, a podpisany list to kolejny krok, ale nie ostatni. Planowaną zmianę nazwy SatRev na Sky Vision postrzegamy jako nowy początek i otwarcie w przebudowanej i wzmocnionej spółce, to także element przygotowań do wejścia na NewConnect, które będzie kolejnym kamieniem milowym w jej rozwoju. Spółka może stać się centralnym elementem klastra ORBITEO – mówi January Ciszewski.

SatRev prowadzi obecnie finalne przygotowania do debiutu giełdowego, który ma nastąpić w drodze odwrotnego przejęcia spółki ECL S.A.

Kontynuujemy prace nad wejściem na NewConnect, a stosowne procedury są w toku. Walne Zgromadzenie połączeniowe zostanie zwołane, jak tylko będzie to prawnie możliwe. Podczas niego planujemy również formalną zmianę nazwy na Sky Vision – zapowiada dr Daniel Więzik.

Inicjatywa ORBITEO, zainicjowana i tworzona przez JRH, ma na celu powstanie klastra skupiającego spółki działające na styku technologii kosmicznych, obronnych i sztucznej inteligencji. Projekt ma umożliwić wymianę kompetencji, wspólne działania w zakresie R&D oraz ekspansję międzynarodową. Włączenie SatRev do struktury ORBITEO wzmocni potencjał klastra w obszarze technologii satelitarnych i systemów analizy danych, a także zwiększy jego konkurencyjność w skali europejskiej.

SatRev (wkrótce Sky Vision) to polska spółka z sektora NewSpace, założona w 2018 roku, specjalizująca się w projektowaniu, budowie i obsłudze nanosatelitów oraz w analizie danych satelitarnych. Posiada własne centrum kontroli misji we Wrocławiu, a jej rozwiązania wykorzystywane są w rolnictwie, energetyce, ochronie środowiska i sektorze obronnym. Spółka wyniosła z sukcesem na orbitę już kilkanaście satelitów, zrealizowała m.in. misję satelity BlueBON z koreańskim TelePIX oraz uruchomiła stacje naziemne w Omanie i we Wrocławiu. Jej strategicznym celem jest zapewnianie suwerennych zdolności kosmicznych i rozwój w kierunku globalnego dostawcy usług spacetech.

JRH ASI S.A. notowana od 2012 r. na rynku NewConnect, a od marca 2024 na rynku głównym GPW spółka, skupiająca się na działalności inwestycyjnej i zaangażowaniu w firmy z branż przyszłości: AI i cyfrowy biznes, transformacji energetycznej, deeptech i przemysł kosmiczny, biotech i medtech, gaming oraz zrównoważony rozwój i gospodarka obiegu zamkniętego. Wykorzystanie i rozwój sztucznej inteligencji jest osią wokół której koncentrują się działania inwestycyjne JRH.

AI & CYFROWY BIZNES

TRANSFORMACJA ENERGETYCZNA

DEEPTECH & PRZEMYSŁ KOSMICZNY

Digitalizacja biznesu w oparciu o sztuczną inteligencję, wsparcie efektywności i zaspokojenie zapotrzebowanie na moc obliczeniową, rozwój robotyki, rewolucja w edukacji i branży medycznej. Magazyny energii i zielona energia, dążenie do neutralności klimatycznej, dekarbonizacja.

Nowa fala innowacji, projekty oparte na działalności badawczo-rozwojowej lub zaawansowanej technologicznie inżynierii.

 

BIOTECH & MEDTECH

GAMING

SUSTAINABILITY & CIRCULAR ECONOMY

Rozwój diagnostyki genetycznej, produkcja i modyfikacja produktów medycznych, żywność modyfikowana. Game development i wydawnictwo. Wydłużenie cyklu życia produktów i ograniczenie ilości odpadów do minimum.

 

Zgodnie z nową strategią, firma zamierza rozwijać portfel zwiększając jego dywersyfikację, inwestując w najbardziej perspektywiczne przedsięwzięcia oraz uruchamiając nowe projekty inwestycyjne.

Bitcoin zamiast złota? Polska powinna włączyć kryptowaluty do strategii NBP

Kraje mające pragmatyczne podejście do kryptowalut zyskują przewagę konkurencyjną. Polska może zostać liderem w regulacjach krypto w Europie Środkowo-Wschodniej. Trzeba jednak spełnić kilka warunków. I na pewno nie przesadzać z nadmiernymi regulacjami.

Więcej Polaków posiada konta na platformach do handlu kryptowalutami, niż konta maklerskie. Raport UCE Research z 2025 r. podaje, że już 18,4 proc. Polaków inwestuje w krypto. To stosunkowo młodzi inwestorzy: 34 proc. ma 25-34 lata, 31 proc. – 35-44 lata, 20 proc. – 18-24 lata, i tylko 15 proc. – powyżej 45 lat.

To oznacza, że około 5,6 mln dorosłych Polaków ma doświadczenie z kryptowalutami. Dla porównania, w USA więcej obywateli posiada bitcoiny (około 50 mln) niż złoto (około 37 mln, według river.com).

Polska ma silny sektor fintech z innowacjami takimi jak system płatności mobilnych BLIK i pierwszym mobilnym bankiem mBank. Stwarza to fundament technologiczny dla rozwoju usług kryptowalutowych. Mimo to, polski przedsiębiorca Krzysztof Marszałek założył crypto.com, jedną z największych giełd krypto na świecie, w Hongkongu, m.in. z powodu niezwykłej przyjazności regulacji dla branży fintech w tamtejszej jurysdykcji (obecnie siedzibą giełdy jest Singapur).

Takich przykładów rozwoju innowacji i budowy globalnych firm przez Polaków poza krajem będzie coraz więcej, jeżeli Polska nie postawi na przedsiębiorczość i wzrost gospodarczy, zamiast na nadmierne regulacje. Nasz kraj ma szansę stać się jednym z tzw. early adopters bitcoina wśród państw i przodować w rozwoju sektora, który się wokół niego rozwija.

Kraje proaktywnie podchodzące do innowacji finansowych zyskują długoterminową przewagę w gospodarce cyfrowej. Pragmatyczne podejście do kryptowalut daje przewagę konkurencyjną. Polska może zostać liderem w regulacjach krypto w Europie Środkowo-Wschodniej.
Do tego potrzebne są następujące działania:

1. Zniesienie podatku Belki dla długoterminowych inwestycji trzymanych ponad dwa lata

Obecnie w Polsce dochód z kryptowalut podlega 19-proc. podatkowi od zysków kapitałowych. Ministerstwo Finansów w odpowiedzi na interpelację poselską poinformowało w 2025 r., że „całkowita likwidacja podatku dochodowego od osób fizycznych z zysków kapitałowych nie jest obecnie rozważana”.

Bitcoina należy jednak traktować jako walutę cyfrową, a nie papiery wartościowe. Oznacza to, że – podobnie jak w przypadku transakcji walutowych – wymiana bitcoinów powinna być zwolniona z podatku od zysków kapitałowych. Zwolnienie podatkowe po upływie np. dwóch lat od daty nabycia zachęci do długoterminowego inwestowania zamiast spekulacji, w szczególności w przypadku tak płynnego aktywa jak bitcoin Zniesienie podatku Belki byłoby także z korzyścią dla rozwoju prywatnego sektora kapitałowego, tzn. inwestycji w fundusze private equity i venture capital. Dla przykładu, Słowacja w 2024 r. wprowadziła obniżoną stawkę 7 proc. dla aktywów trzymanych ponad rok. Portugalia całkowicie zaś zniosła podatek od kryptowalut trzymanych ponad 12 miesięcy.

2. Umożliwienie NBP inwestowania w bitcoina w ramach rezerw banku centralnego

NBP powinien rozważyć możliwość inwestowania części rezerw walutowych w bitcoina. Wzorem amerykańskim warto budować bitcoinową rezerwę, ale decyzje o takich inwestycjach powinien podejmować zarząd NBP na podstawie analizy ryzyka. Pomogłoby w tym stopniowe wchodzenie w bitcoina, np. w ciągu 3-5 lat.

NBP już inwestuje w złoto, które stanowiło w 2024 roku 13,2 proc. rezerw. Bitcoin może stanowić uzupełnienie strategii dywersyfikacji.

Potencjalna rola bitcoina w rezerwach dewizowych NBP

  • Bitcoin może być strategicznym elementem dywersyfikacji aktywów rezerwowych NBP.
  • Bitcoin nie stanowi niczyjego zobowiązania i nie jest obarczone ryzykiem kredytowym, a właściwości kryptograficzne zapewniają jego bezpieczeństwo i niezniszczalność.
  • Bitcoin utrzymuje niezależność od tradycyjnych systemów finansowych i wykazuje potencjał wzrostu wartości w długim okresie, szczególnie w warunkach ekspansywnej polityki monetarnej i utraty wartości walut typu fiat.
  • Bitcoin jako protokół – niczym TCP/IP, czyli protokół internetu – umożliwia łatwe programowanie transakcji i przenoszenie wartości bez pośredników (funkcja programmable money), oferując niezwykłą użyteczność operacyjną w porównaniu z tradycyjnymi aktywami rezerwowymi.
  • Posiadanie bitcoinów w rezerwach zwiększyłoby wiarygodność Polski jako innowacyjnego centrum finansowego i pozycjonowałoby NBP jako nowoczesny bank centralny na arenie międzynarodowej.
  1. Pożądane przyjazne regulacje Ministerstwa Finansów i KNF dla rozwoju sektora krypto, w szczególności przy wykorzystaniu technologii kryptowalut do tokenizacji aktywów 

    Krótkoterminowa utrata wpływów z podatku Belki byłaby zrekompensowana przez rozwój sektora kryptowalut, technologii i finansowego, ostatecznie poprzez wzrost wpływów z następujących podatków:

  • dochodowego od firm fintech i instytucji finansowych (19 proc. CIT),
  • od usług kryptowalutowych (23 proc. VAT),
  • dochodowego od wynagrodzeń w sektorze fintech (17-32 proc. PIT),
  • zwiększone wpływy CIT z działalności gospodarczej powiązanych sektorów (głównie usługowych), które mogłyby się rozwijać w Polsce.

KNF prowadziłaby licencjonowanie dostawców usług kryptowalutowych, np. wedle modelu singapurskiego i hongkońskiego. Przykładowe wymogi dla dostawców usług handlu to: kapitał własny na poziomie minimum 5 mln zł, oddzielenie środków klientów od środków własnych w celu zwiększenia bezpieczeństwa, odpowiedni poziomom cyberbezpieczeńctwa, raportowanie transakcji powyżej 15 tys. zł.

Kluczowe znaczenie powinny też mieć przepisy dotyczące emisji tokenów i stworzenie bezpiecznej przystani dla emitentów tych kryptoaktywów, którzy mogliby zakładać spółki w Polsce i emitować tokeny w przejrzystym, przewidywalnym otoczeniu regulacyjnym. Warunkiem byłoby m.in. publikowanie raz w roku raportu o projekcie emitenta, do czasu osiągnięcia pełnej decentralizacji sieci (tak jak w przypadku bitcoina).

Przykładowe działania mogłyby wyglądać następująco:

  1. Wprowadzenie przepisów dotyczących emisji tokenów, które faworyzowałyby projekty zdecentralizowane i zapewniały im preferencyjne stawki podatkowe, czyniąc Polskę atrakcyjnym miejscem dla twórców i deweloperów IT.
  2. Przyjęcie regulacji gwarantujących, że banki nie będą jednostronnie blokować dostępu do usług finansowych startupom z sektora kryptowalutowego.
  3. Rozpoczęcie prac nad projektem cyfrowego złotego (stablecoina) opartego na rezerwach w bitcoinach i ethereum, aktywach o najwyższym poziomie bezpieczeństwa i płynności.

Przejrzystość i standardy oparte na zapewnieniu jakości, zamiast zniechęceniu do rozwoju sektora, są odpowiednią metodą traktowania nowych technologii takich jak bitcoin czy ethereum. Takie regulacje przyciągnęłyby do Polski zarówno firmy, jak i deweloperów nowych technologii.

  1. Rezygnacja z tzw. gold-plating, czyli nadmiernej regulacji (ponad standard unijny) w rządowym projekcie ustawy o rynku kryptoaktywów  

    Obecnie trwają prace nad projektem ustawy o rynku kryptoaktywów. Konieczne jest tu odejście w nim od nadregulacji i gold-platingu. Obecny projekt ustawy o kryptoaktywach bardziej restrykcyjnie wdraża dyrektywę MICA niż wymaga UE.

    Do odejścia od gold-platingu i nadregulacji bardzo mocno zachęcają organizacje pracodawców i przedsiębiorców biorące udział w deregulacyjnej inicjatywie SprawdzaMy. Ich raport “Gold-plating i nadregulacja przy implementacji prawa UE do polskiego porządku prawnego” (SprawdzaMy, DZP, Fundacja Wsparcia Przedsiębiorczej, maj 2025) zidentyfikował nadmierną regulację w rządowym projekcie ustawy o kryptoaktywach w takich obszarach jak:

  • krajowe wymogi w zakresie kontaktów z klientami i standardów technicznych,
  • obowiązek informacyjny w przypadku tokenów,
  • zatwierdzanie planu wykupu i planu naprawy oraz ich aktualizacji,
  • okres przejściowy,
  • nieproporcjonalne sankcje karne.

Autor: Robert Kowalski

—————–

Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich i współzałożycielem Gyfted. Przedsiębiorca z doświadczeniem w branży bitcoin w Dolinie Krzemowej i na Stanford University.

Polska wzmacnia kompetencje w przemyśle kosmicznym – powołano nową Radę sektorową

Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej powołało członków Sektorowej Rady ds. Kompetencji – Przemysł Kosmiczny. W skład nowego gremium weszli przedstawiciele nauki, biznesu i administracji, co pozwala na szerokie i holistyczne spojrzenie na wyzwania stojące przed jednym z najbardziej innowacyjnych sektorów polskiej gospodarki.

Sektorowe rady ds. kompetencji są w Polsce tworzone po to, aby skutecznie łączyć system edukacji z potrzebami rynku pracy, ograniczać luki kompetencyjne i wzmacniać dialog między uczelniami, przedsiębiorcami i administracją. To mechanizm, który umożliwia identyfikowanie kluczowych potrzeb kadrowych w poszczególnych branżach, inicjowanie zmian w programach kształcenia oraz tworzenie praktycznych rekomendacji odpowiadających na dynamiczny rozwój gospodarki.

Takie zadania stoją także przed Radą ds. Kompetencji dla przemysłu kosmicznego. Będzie ona pełnić rolę forum współpracy i spotkań przedstawicieli uczelni, instytutów badawczych, administracji publicznej oraz przedsiębiorstw prywatnych, które wspólnie wypracują kierunki rozwoju kadr. Jej zadania obejmą diagnozowanie potrzeb kompetencyjnych w sektorze – tak, aby możliwe było przewidywanie trendów technologicznych i dostosowywanie oferty edukacyjnej do zmieniających się realiów rynku.

Rada będzie opracowywać również rekomendacje w zakresie edukacji i programów szkoleniowych, wskazując na luki w obecnym systemie kształcenia oraz proponując rozwiązania, które pozwolą przygotować absolwentów do pracy w projektach kosmicznych na poziomie międzynarodowym. Ważnym obszarem działalności będzie także wspieranie rozwoju nowych kwalifikacji i zawodów – szczególnie w dziedzinach takich jak inżynieria satelitarna, analiza danych satelitarnych, cyberbezpieczeństwo w przestrzeni kosmicznej czy prawo kosmiczne – które stają się coraz bardziej istotne w związku z dynamicznym rozwojem sektora. Rada będzie również pełniła funkcję integracyjną, tworząc pomosty między edukacją a przemysłem, a tym samym sprzyjając budowie ekosystemu, w którym młodzi ludzie znajdą atrakcyjne ścieżki kariery, a pracodawcy wykwalifikowane kadry. Dzięki temu działalność Rady ma szansę przełożyć się nie tylko na lepsze dopasowanie kształcenia do realnych potrzeb gospodarki, lecz także na zwiększenie konkurencyjności całego polskiego sektora kosmicznego.

– W Radzie spotykają się kluczowi przedstawiciele sektora kosmicznego – reprezentujący naukę, biznes i administrację. Naszym wspólnym celem jest stworzenie rekomendacji, które odpowiedzą na potrzeby rynku pracy i zapewnią rozwój kompetencji w branży kosmicznej. To wielkie wyzwanie, ale właśnie ono nas napędza do działania – mówi Paweł Pacek, Dyrektor Departamentu Nowych Technologii w Agencji Rozwoju Przemysłu S.A., a także nowo powołany członek Rady.

Członkowie Rady reprezentują szeroki przekrój instytucji i kompetencji – od przedsiębiorstw prywatnych, przez organizacje branżowe, aż po instytuty badawcze i uczelnie. Dzięki temu każdy z członków wnosi nie tylko specjalistyczną wiedzę ze swojego obszaru, ale także doświadczenie w pracy na styku nauki i przemysłu.

Do Rady powołani zostali: dr hab. Grzegorz Brona (Creotech Instruments S.A.), Paweł Wojtkiewicz (Związek Pracodawców Sektora Kosmicznego), Michał Zachara (KP Labs sp. z o.o.), Mikołaj Podgórski (Scanway S.A.), Maciej Myśliwiec (Space Agency), dr hab. Joanna Cygler (Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa), dr hab. Piotr Orleański (Centrum Badań Kosmicznych PAN), dr hab. inż. Jan Kindracki (Politechnika Warszawska), dr hab. Katarzyna Malinowska (Akademia Leona Koźmińskiego w Warszawie), dr Piotr Kaczmarek-Kurczak (Akademia Leona Koźmińskiego w Warszawie), Michał Pilecki (Polska Agencja Kosmiczna), Paweł Pacek (Agencja Rozwoju Przemysłu S.A.), Michał Szwajewski (Fundacja Space Entrepreneurship Institute), Daniel Płudowski (JoinThe.Space), Kinga Gruszecka (Polskie Stowarzyszenie Profesjonalistów Sektora Kosmicznego PSPA) oraz Cezary Kołodziejek (Rada Studentów przy Prezesie Polskiej Agencji Kosmicznej).

Pierwsze posiedzenie nowo powołanej Rady odbędzie się w najbliższych tygodniach, rozpoczynając tym samym cykl intensywnych prac. W pierwszej kolejności zaplanowano mapowanie kluczowych kompetencji w branży, identyfikację obszarów, w których brakuje wykwalifikowanych kadr, a także przygotowanie zestawu rekomendacji dla uczelni i szkół wyższych, które kształcą przyszłych inżynierów i specjalistów kosmicznych. Rada zajmie się również opracowaniem propozycji instrumentów wsparcia – w tym programów stażowych, szkoleń oraz inicjatyw integrujących studentów, naukowców i przedsiębiorców. Efektem tych działań ma być spójna strategia rozwoju kompetencji w sektorze kosmicznym, która umożliwi Polsce utrzymanie i umocnienie pozycji w międzynarodowym łańcuchu wartości związanym z eksploracją i wykorzystaniem przestrzeni kosmicznej. Organizację i prowadzenie Rady powierzono Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. we współpracy ze Związkiem Pracodawców Sektora Kosmicznego.

GUS: Kobiety wciąż zarabiają mniej, ale w niektórych branżach wyprzedzają mężczyzn

Według najnowszego komunikatu GUS kobiety wciąż zarabiają mniej niż mężczyźni. Przeciętne średnie wynagrodzenie ogółem w kwietniu br. wyniosło 9 148,11 zł brutto, przy czym mężczyźni otrzymywali przeciętnie 9 593,52 zł, a kobiety 8 690,04 zł. Istnieją jednak branże, w których to panie osiągają wyższe zarobki od panów. Takie sytuacje obserwuje się m.in. w leśnictwie, produkcji napojów, energetyce, gospodarce wodno-ściekowej oraz w budownictwie, gdzie różnice na korzyść kobiet sięgają nawet ponad dwóch tysięcy złotych miesięcznie.

Największe przewagi kobiet odnotowano m.in. w leśnictwie i pozyskiwaniu drewna, gdzie średnie wynagrodzenie kobiet wyniosło 11 070,96 zł wobec 9 983,83 zł u mężczyzn. Podobny trend widać w produkcji napojów – panie uzyskiwały średnio 15 610,87 zł, a panowie 15 439,13 zł. W sektorze energetycznym kobiety zarabiały przeciętnie 13 081,78 zł, co także jest wynikiem lepszym niż 12 764,82 zł uzyskiwane przez mężczyzn. Wyższe pensje kobiet obserwujemy również w obszarze gospodarki wodno-ściekowej i odpadowej. Przeciętne zarobki kobiet wynosiły tam 8 013,74 zł wobec 7 777,33 zł u mężczyzn, a przewaga utrzymywała się we wszystkich podsektorach – od uzdatniania wody po oczyszczanie ścieków i gospodarkę odpadami.

Najbardziej uderzające różnice na korzyść kobiet widoczne są jednak w budownictwie. Ich średnie wynagrodzenie wyniosło 8 932,04 zł, podczas gdy mężczyzn 7 406,31 zł. W budowie budynków panie zarabiały 9 266,51 zł wobec 7 068,99 zł u panów, a w budowie obiektów inżynierii lądowej i wodnej aż 10 772,75 zł wobec 9 386,04 zł. Różnica utrzymuje się także w robotach budowlanych specjalistycznych – 7285,83 zł vs. 6538,67     zł.

Przewaga finansowa kobiet widoczna jest również w handlu hurtowym i detalicznym pojazdami samochodowymi oraz ich naprawie, gdzie zarabiały średnio 8 240,53 zł wobec 7 872,14 zł u mężczyzn, a także w transporcie lądowym i rurociągowym – tam ich przeciętne wynagrodzenie wynosiło 7 718,89 zł wobec 7 552,23 zł u mężczyzn. Do sektorów, w którym możemy mówić o odwróconej luce płacowej należy też rybactwo, gdzie panie zarabiają przeciętnie 7368,68 zł, a panowie 7133,16 zł.

Kobiety coraz częściej przełamują stereotypy zawodowe i potrafią odnieść sukces również w branżach zdominowanych przez mężczyzn. Szczególnie budownictwo jest tutaj ciekawym przykładem, bo jeszcze kilka lat temu udział kobiet w tym sektorze był marginalny – mówi Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres. Mimo pozytywnych przykładów luka płacowa w Polsce nie zniknęła. Średnie zarobki kobiet nadal są mniejsze niż mężczyzn. Dlatego potrzebne są stałe systemowe działania – zarówno ze strony pracodawców, jak i instytucji publicznych – które zagwarantują większą równość wynagrodzeń. Najwyższa pora, żeby płeć przestała być czynnikiem wpływającym na wysokość pensji – zaznacza.

Administracja i produkcja tytoniu próbują dogonić innych

Co więcej, inne sektory również stopniowo gonią branże z odwróconą luką płacową. W niektórych z nich różnice na niekorzyść kobiet są już symboliczne i nie przekraczają 200 zł. Przykładem może być produkcja wyrobów tytoniowych, gdzie średnie wynagrodzenie ogółem wyniosło 15 918,33 zł, przy czym mężczyźni zarabiali 15 932,96 zł, a kobiety 15 883,66 zł. Podobnie sytuacja wygląda w administracji publicznej i obronie narodowej (wraz z obowiązkowymi zabezpieczeniami społecznymi) – tam przeciętne wynagrodzenie ogółem to 9 871,51 zł, a różnica między płciami jest minimalna: 9 929,56 zł u mężczyzn wobec 9 818,25 zł u kobiet.

– Kobiety – coraz częściej – już podczas rozmów o pracę świadomie podają wyższe oczekiwania finansowe niż kiedyś. Co wynika m.in. z rosnącej pewności siebie, świadomości własnych kompetencji i wartości, jaką wnoszą do firmy. Coraz mniej z nich obawia się mówić wprost o pieniądzach i jasno określać swoje oczekiwania. To oznaka dobrej zmiany w kulturze zawodowej – kobiety zaczynają otwarcie negocjować swoje wynagrodzenie tak samo, jak robią to mężczyźni, stawiając na równą wartość swojej pracy. Równe wynagrodzenie za tę samą pracę nie jest przywilejem – to podstawowy element sprawiedliwego rynkupodsumowuje Iwona Wieczyńska, dyrektor regionu w Grupie Progres.

Grupa Tarczyński przyspiesza ekspansję zagraniczną. Nowe kierunki: Skandynawia i Rumunia

0

Uruchomienie w Szwecji spółki do obsługi rynków skandynawskich i start sprzedaży przez spółkę w Rumunii to kolejne etapy zagranicznej ekspansji Grupy Tarczyński. Spółka otwiera się też na kolejne grupy konsumenckie, wprowadzając do oferty nowości produktowe – przekąski salami i kiełbaski bezosłonkowe.

Tarczyński, lider polskiego rynku kabanosów i parówek, rozszerza geograficzny i produktowy zakres działalności. We wrześniu br. firma uruchomiła spółkę w Szwecji do sprzedaży i dystrybucji produktów na tamtejszym rynku oraz w krajach sąsiednich – w Danii, Finlandii i Norwegii. Rozpoczęła też sprzedaż do klienta końcowego na rynku rumuńskim poprzez lokalną spółkę Grupy.

– Koncentrując się na rozwoju i kierując się dużymi aspiracjami, naturalnie zwracamy się ku ekspansji na kolejnych rynkach. Sprzedaż w Europie Północnej jest naturalnym uzupełnieniem dotychczasowych kierunków rozwoju. Jesteśmy już obecni na rynkach fińskim, norweskim i szwedzkim, ale otwarcie nowej spółki ma zintensyfikować sprzedaż i poszerzyć dystrybucję, a zarazem uruchomić działania na rynku duńskim, gdzie dotychczas nie byliśmy obecni – komentuje Tomasz Tarczyński, członek zarządu, dyrektor marketingu i eksportu w firmie Tarczyński.

Chcąc jeszcze lepiej odpowiadać na preferencje smakowe konsumentów z różnych krajów, spółka sięga po nowe obszary produktowe spoza swojej dotychczasowej domeny. Na rynkach polskim i niemieckim zadebiutowały przekąski Salami Snack.

– Polski rynek salami wzrósł o 30% w ciągu ostatnich dwóch lat, osiągając wartość 0,5 mld zł, co uzasadnia rozszerzenie asortymentu. Przekąski salami w formacie cienkiej wiązki uzupełnią dotychczasową ofertę naszych wysokojakościowych produktów. Wierzymy, że inwestycja w nowe smaki, bliższe na przykład gustom konsumentów z południa Europy, pozwoli nam wyraźnie powiększyć grono odbiorców na wybranych rynkach – podkreśla Tomasz Tarczyński.

Produkty salami to nie jedyna nowość od marki Tarczyński. Od niedawna na sklepowych półkach w kraju dostępna jest również nowa kategoria produktowa – kiełbaski bez osłonki. To format przełamujący schematy związane z tradycyjną kiełbasą, ponieważ nie wymaga obierania.

Tarczyński jest dziś dominującym podmiotem na krajowym rynku kabanosów z udziałem na poziomie 70 proc. (dane Nielsena). Firma dynamicznie zdobywa rynek parówek, przekraczając dziś 25 proc. udziału, co czyni ją liderem również w tej kategorii.

Polacy coraz bardziej podzieleni w ocenie badań opinii. Co trzeci nie wierzy w sondaże

Zaufanie do badań opinii społecznej wyraża obecnie 52,5% dorosłych Polaków. Przeciwne stanowisko zajmuje 32,5% rodaków. Do tego 15% społeczeństwa nie potrafi się określić. W pierwszej grupie dominują seniorzy. Głównie są to osoby o dochodach poniżej 1000 zł netto miesięcznie, z wykształceniem zasadniczym zawodowym, będące na urlopie macierzyńskim, tacierzyńskim bądź wychowawczym. Patrząc na sympatie polityczne, ufają ww. badaniom przede wszystkim wyborcy PSL-u, Koalicji Obywatelskiej, Lewicy oraz PIS-u. Z kolei nie wierzą im zwłaszcza Polacy w wieku 35-44 lat, zarabiający 3000-4999 zł, z wyższym wykształceniem, pracujący w niepełnym wymiarze godzin. Nie darzą zaufaniem badań szczególnie zwolennicy Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, Konfederacji Wolność i Niepodległość, partii Razem, jak również PIS-u.

Według raportu przygotowanego przez UCE RESEARCH i Syno Poland, 52,5% dorosłych Polaków ufa badaniom opinii społecznej, prezentowanym w przestrzeni publicznej, tj. w telewizji, prasie, radiu czy w Internecie i w samych social mediach. Z kolei 32,5% rodaków twierdzi odwrotnie. Natomiast 15% społeczeństwa nie potrafi się określić w tej kwestii.

– W mojej opinii, zaufanie wyrażane przez ponad połowę dorosłych Polaków to raczej dobry wynik dla całej branży, choć pewnie mogłoby być lepiej. Niemniej pracownie badawcze i media powinny dążyć do jeszcze lepszej transparentności zamawianych badań, szczególnie dotyczących polityki, bo one są najbardziej oczekiwane oraz śledzone przez Polaków. Do tego zazwyczaj wzbudzają największe zainteresowanie i jednocześnie kontrowersje – mówi Łukasz Zieliński, współautor raportu z Syno Poland.

Z kolei patrząc na to, że jedna trzecia Polaków nie ufa badaniom społecznym, autorzy raportu zwracają uwagę na to, że w ostatnim czasie jest bardzo dużo rozmaitych sondaży. Szczególnie taki „wysyp” jest obserwowany przed wyborami na różnych szczeblach władzy. – Agencje badawcze dostarczają odmienne wyniki. Natomiast ogólnie społeczeństwo zauważa, że tego typu badania często bywają elementem marketingu. Maleje też zaufanie do informacji przekazywanych przez media. I stąd powyższe wyniki – dodaje Łukasz Zieliński.

Z raportu wynika też, że mężczyźni częściej niż kobiety ufają badaniom opinii społecznej (57,2% vs. 48,2%). Deklarują to przede wszystkim osoby w wieku 75-80 lat (wśród nich – 70,6%), z miesięcznymi dochodami netto poniżej 1000 zł (64,4%), z wykształceniem zasadniczym zawodowym (61,7%). Dotyczy to także mieszkańców miast liczących od 100 tys. do 199 tys. ludności (56,6%).

– Po wynikach widać, że większe zaufanie jest wśród osób o niższym statusie ekonomicznym, co nie powinno nikogo dziwić. Czym lepszy status społeczny, większe zarobki oraz wyższe wykształcenie, tym bardziej narastają wątpliwości, często w zupełnie nieuzasadniony sposób, ale mimo wszystko tak właśnie to funkcjonuje – zaznacza współautor raportu.

Ponadto widać, że częściej kobiety niż mężczyźni nie ufają badaniom opinii społecznej (33,7% vs. 31,2%). Do tego takie stanowisko zajmują głównie osoby w wieku 35-44 lat (wśród nich – 35,6%), z miesięcznym dochodem netto w przedziale 3000-4999 zł (36,2%), z wykształceniem wyższym (36,4%), a także z miejscowości liczących od 5 tys. do 19 tys. mieszkańców (37,3%).

– Kobiety na co dzień co do zasady wykazują się większą ostrożnością niż mężczyźni. I to idealnie widać na naszym przykładzie. Natomiast ja nie wyciągałbym z tego daleko idących wniosków, bo wyniki są bardzo zbliżone do siebie. Z kolei przedział osób w wieku 35-44 lat nie jest dla mnie zaskoczeniem, ponieważ z reguły obejmuje osoby, które są najaktywniejsze zawodowo, jednocześnie z najostrzej sprecyzowanymi celami życiowymi i tokiem myślenia. Mniej więcej to samo można powiedzieć o ludziach z wyższym wykształceniem – komentuje ekspert z Syno Poland.

Patrząc na status zawodowy (podział na 8 grup), ww. badaniom ufają głównie osoby będące na urlopie macierzyńskim, tacierzyńskim bądź wychowawczym (wśród nich – 66,6%). Dalej w zestawieniu są bezrobotni (65,3%), a także pracujący w pełnym wymiarze godzin (53,7%). Natomiast nie darzą zaufaniem badań opinii społecznej przede wszystkim osoby pracujące w niepełnym wymiarze godzin (36%). Na kolejnych pozycjach widzimy ankietowanych, którzy studiują lub uczą się (35,7%), a także zajmują się domem (35,5%).

– Być może wskazanie definiujące osoby, które na co dzień zostają w domach – oczywiście z różnych przyczyn – ma jakieś uzasadnione i realne przełożenie na to, że właśnie one najczęściej dysponują czasem na śledzenie wyników badań. Dlatego też mogą mieć do nich większe zaufanie niż inne grupy społeczne, ale nie można tego jednoznacznie i stanowczo stwierdzić. Warto też zwrócić uwagę na to, że przeciwne zdanie mają z reguły osoby najbardziej aktywne zawodowo bądź uczące się – wskazuje Łukasz Zielinski.

Biorąc pod uwagę sympatie polityczne, badaniom opinii społecznej ufają głównie wyborcy PSL (wśród nich – 76,4%), Koalicji Obywatelskiej (67,9%), Lewicy (57,6%), a także PIS-u (54,7%). Natomiast nie darzą ich zaufaniem przede wszystkim sympatycy Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna (wśród nich – 50%). Dalej widzimy zwolenników Konfederacji Wolność i Niepodległość (44,8%), partii Razem (40%), jak również PIS-u (31,8%).

– To są bardzo ciekawe wyniki. Można tutaj powiedzieć, że wyborcami PSL są raczej osoby o poglądach konserwatywnych, które mają właśnie zaufanie do instytucji czy informacji przekazywanych przez media. Z kolei brak ufności dotyczy wyborców skrajnych partii z prawej i lewej strony sceny politycznej. Pomimo wielu diametralnych różnic, łączy je przekonanie o tym, że instytucje państwa nie działają tak, jak trzeba – podsumowuje Łukasz Zieliński.

Opis metody analitycznej/badawczej

Raport pt. „Polacy ufają badaniom opinii społecznej?. Edycja 2025” powstał na kanwie specjalnie przygotowanego badania, które zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na reprezentatywnej próbie 1009 Polaków w wieku 18-80 lat.

Czy dominacja dolara wkracza w nową erę niepewności? To raczej korekta niż załamanie

Czy dominacja dolara wkracza w nową erę niepewności? Tak – ale… nie należy jeszcze go skreślać. Największy wpływ na osłabienie dolara od początku bieżącego roku miały czynniki związane z cyklem gospodarczym (różnice w polityce monetarnej po obydwu stronach Atlantyku), a nie te o charakterze politycznym – jak obawy o niezależność FED czy polityczna presja na niektórych rynkach na uniezależnianie się od dolara. Obecnie dolar nie ma alternatyw pod względem rentowności i głębokości (płynności) rynku, ale mimo wszystko perspektywy jego kursu są obarczone wieloma czynnikami ryzyka.

  • Tegoroczna słabość dolara wynikała głównie z krótkoterminowych różnic w stopach procentowych, pomimo więc silnej politycznej narracji o de-dolarizacji to nie ona była główną przyczyną przeceny amerykańskiej waluty. Osłabienie kursu EUR/USD od początku roku odzwierciedlało przede wszystkim wycenę przez rynki bardziej gołębiego stanowiska Fed w porównaniu z jastrzębim EBC, co wynikało z oznak osłabienia gospodarczego w Stanach Zjednoczonych, a nie z wątpliwości co do niezależności Fed.
  • Długoterminowe prognozy inflacji w USA pozostają stabilne, a krótkoterminowa presja na wzrost cen osłabła szybciej, niż tego oczekiwano.
  • Jednak około jedna trzecia spadku wartości dolara może być rzeczywiście powiązana z de-dolarizacją po „Dniu Wyzwolenia”, głównie poprzez zwiększenie popytu na zabezpieczenia walutowe, a nie bezpośredni odpływ kapitału. Co najważniejsze, Stany Zjednoczone nadal silnie przyciągają inwestycje zagraniczne.
  • W perspektywie długoterminowej spodziewamy się, że kurs EUR/USD pozostanie zasadniczo stabilny, ponieważ łagodna de-dolarizacja zostanie prawdopodobnie zrównoważona przez bardziej jastrzębie stanowisko Fed.
  • Osłabienie dolara nie jest jednak jedynie hipotetycznym ryzykiem i wynika głównie z czynników o charakterze politycznym, a potencjalna bezpośrednia ingerencja w politykę pieniężną lub ponowne propozycje w duchu „porozumienia z Mar-a-Lago” mogą przyspieszyć de-dolarizację bardziej niż można zakładać obecnie w oparciu o dane czysto ekonomiczne (związane z cyklem gospodarczym).

Dominacja dolara amerykańskiego w opinii Allianz Trade wkracza w nową erę niepewności, ponieważ cykl gospodarczy w coraz większym stopniu splata się z polityką. Jednak tegoroczna słabość dolara wynikała głównie z krótkoterminowych różnic w stopach procentowych. Niższa od prognoz inflacja w Stanach Zjednoczonych a także problemy na amerykańskim rynku pracy sprawiły, że rynek zaczął oczekiwać większej liczby obniżek stóp procentowych przez Fed niż to jeszcze przewidywano na początku roku, podczas gdy w tym samym czasie EBC przyjął bardziej jastrzębie stanowisko, pogłębiając różnice w polityce pieniężnej po obu stronach Atlantyku. Szacujemy, że około dwie trzecie deprecjacji dolara w tym roku wiąże się właśnie z tymi czynnikami o charakterze cyklicznym (gospodarczym). Pozostałą jedną trzecią można przypisać presji na de-dolarizację – odchodzeniu od dolara jako waluty rozliczeniowej i rezerwowej.

Jak dotąd presja na de-dolaryzację przejawiała się głównie w postaci rosnącego zainteresowania zabezpieczeniami przed ryzykiem walutowym, a nie bezpośrednim odpływem kapitału, a napływ inwestycji zagranicznych na amerykańskie rynki kapitałowe pozostawał na stałym poziomie. Stan posiadania amerykańskich akcji w rękach zagranicznych inwestorów pozostaje szczególnie wysoki w sektorach technologii i półprzewodników, co świadczy o utrzymującym się stabilnym zaufaniu dla dolara. Jednak polityka wprowadza do tego schematu nowy element niepewności. Zwiększyły się obawy o niezależność Fed, a rozbieżności między nowymi członkami FOMC wpływają na pogorszenie nastrojów i oczekiwań, nawet jeśli długoterminowe prognozy inflacyjne pozostają stabilne (ich zmiana byłaby pierwszym sygnałem ostrzegawczym świadczącym o erozji zaufania inwestorów).

Spodziewamy się, że dolar pozostanie zasadniczo stabilny na poziomie około 1,18 (EUR→USD). Chociaż w Allianz Trade dostrzegamy utrzymywanie się tendencji do de-dolarizacji, to jej przebieg wg. naszych ocen jest łagodny. W perspektywie długoterminowej część tej strategii zabezpieczania potencjalnego ryzyka (hedging-u) może przełożyć się na niewielkie zmniejszenie rzeczywistej ekspozycji inwestorów zagranicznych na dolara, ale biorąc pod uwagę brak atrakcyjnych alternatyw, zarówno pod względem rentowności, jak i głębi rynku, spodziewamy się jedynie stopniowych, a nie nagłych zmian. Nasza stabilna prognoza dla dolara wynika również z naszej oceny działań Fed-u, która zakłada mniejszą liczbę obniżek stóp procentowych, niż obecnie wycenia to rynek. Skutkować to powinno bardziej korzystną dla dolara różnicą stóp procentowych, co dodatkowo powinno pomóc w złagodzeniu efektów tej (stopniowej) de-dolarizacji.

Poziom niepewności jest nadal wysoki, a wiele będzie zależało od przyszłych posunięć w polityce Stanów Zjednoczonych. Podsumowując, perspektywy dla dolara amerykańskiego w opinii Allianz Trade są nadal kruche, czy raczej – niepewne. Globalne zaufanie do dolara podważyć może wiele czynników (które pozostają w sferze nieprzewidywalności), takich jak: jeszcze bardziej łagodne (akomodacyjne) stanowisko Fed w przypadku spowolnienia gospodarczego, utrzymująca się niepewność co do niezależności tej instytucji oraz – w przypadku wystąpienia poważnego scenariusza spadkowego – powrót do działań w stylu „porozumienia z Mar-a-Lago”, takich jak niejawne wywłaszczenie lub „podatek zemsty” od zagranicznych zysków kapitałowych.

Bitcoin w rezerwach państw. Jak różne kraje podchodzą do kryptowalut – od zakazów po strategie inwestycyjne

Tworzą rezerwy bitcoina pochodzące z konfiskat, „wykopują” go wykorzystując energię wodną, albo go zakazują – co kraj to inne podejście do kryptowalut.

Bitcoin z ograniczoną podażą 21 mln monet staje się „cyfrowym złotem” w portfelach inwestorów instytucjonalnych, o czym można przeczytać w artykule „Dlaczego bitcoin jest istotną technologią” opublikowanym w ramach cyklu TEP o Gospodarce. W wielu krajach trwają prace nad strategiami zastosowania bitcoina oraz innych kryptowalut.

Amerykański rząd federalny posiada około 200 tys. bitcoinów (BTC), pochodzących z konfiskat z ujawnionych przestępstw gospodarczych. Przechodzi właśnie do aktywnej strategii rezerw, obejmującej inwestycje. Rozporządzenie prezydenta Trumpa z 6 marca 2025 r. ustanowiło Strategic Crypto Reserve, traktując posiadane bitcoiny jako aktywo rezerwowe, obok złota.

31 lipca 2025 r. Paul S. Atkins, przewodniczący SEC (odpowiednika polskiej KNF), przedstawił projekt Crypto – inicjatywę regulacyjną z wytycznymi dla nadzoru. Upraszcza ona regulacje dla kryptowalut, w tym tworzy uproszczone ramy tokenizacji papierów wartościowych. Przewiduje też wsparcie dla „superaplikacji” łączących handel, pożyczki i staking (proces „zastawiania” kryptowalut) w ramach jednej licencji. Oznacza to znaczące odejście od restrykcyjnego nastawienia komisji SEC w poprzednim składzie.

W 2025 r. stany Teksas, Arizona i New Hampshire przyjęły przepisy o utworzeniu Strategic Bitcoin Reserve. Aż 18 innych stanów USA rozważa wprowadzenie takiej rezerwy.

W regionie Europy Środkowo-Wschodniej liberalnym podejściem do bitcoina wyróżniają się Czechy. Bank centralny Czech rozważał nawet wprowadzenie go do rezerw narodowych i prowadził analizy, jednak z tego zrezygnował. Kluczowym czynnikiem rozwoju czeskiego sektora bitcoina jest brak opodatkowania handlu kryptowalutami dla osób prywatnych, dzięki czemu Czechy są jednym z najszybciej rozwijających się rynków technologii blockchain w regionie. Liberalne podejście do BTC przyciąga tam zarówno inwestorów indywidualnych, jak i przedsiębiorstwa technologiczne specjalizujące się w kryptowalutach.

Szwajcaria konsekwentnie od 2016 r. buduje pozycję „narodu krypto”. Kanton Zug, zwany „Crypto Valley”, jest siedzibą ponad 900 firm zajmujących się blockchainem, które zatrudniają około 4,7 tys. osób. W 2016 r. Zug wprowadził płatności bitcoinem za usługi miejskie, a szwajcarskie koleje umożliwiły kupno BTC w ponad 1000 automatów biletowych. Regulacje FINMA (Swiss Financial Market Supervisory Authority) klasyfikują kryptowaluty jako aktywa podlegające podatkowi majątkowemu, ale prywatni inwestorzy zwykle nie płacą podatku od zysków kapitałowych. Ten system przyciągnął siedziby firm takich jak Ethereum, Solana i Tezos. Przy preferencyjnym podejściu regulacyjnym Szwajcaria osiąga rocznie około 1,2 mld franków wpływów podatkowych z sektora blockchain.

Wielka Brytania utrzymuje znaczące rezerwy bitcoina (około 61 tys. BTC), zgromadzone głównie w wyniku konfiskat dotyczących przestępstw finansowych. Rząd w Londynie nie wypracował jeszcze długoterminowej strategii zarządzania rezerwami kryptowalutowymi.

Ukraina zgromadziła 46 351 BTC w rezerwach państwowych, co czyni ją jednym z największych posiadaczy bitcoinów wśród rządów na świecie. Zasoby te pochodzą z różnorodnych źródeł, w tym z konfiskat, darowizn międzynarodowych oraz aktywnej polityki dywersyfikacji rezerw. W warunkach wojny i niestabilności finansowej bitcoin pełni funkcję alternatywnej rezerwy walutowej, oferując niezależność od tradycyjnych systemów bankowych i odporność na perturbacje geopolityczne. Ukraińska strategia wykorzystania kryptowalut jako instrumentu finansowego w czasie konfliktu stanowi precedens w skali globalnej.

Hongkong i Singapur. Dane z pierwszej połowy 2024 r. pokazują dynamiczny wzrost rynku w Azji. Giełdy w Hongkongu zebrały od inwestorów 26,6 mld dol. w kryptowalutach, niemal trzykrotnie więcej niż rok wcześniej i dwukrotnie więcej niż Singapur (13,5 mld dol.). Według Worldwide Crypto Readiness Report za 2025 r. Hongkong utrzymuje pozycję najlepiej przygotowanego miejsca na świecie dla sektora kryptowalut. Singapur i Hongkong mają jasne ramy regulacyjne dla dostawców usług wirtualnych aktywów, ponadto nie ma tam podatku od zysków kapitałowych dla inwestorów prywatnych.

W Chinach bitcoin jest zakazany. Powód? Rozproszona kontrola, brak możliwości sterowania przez centralne władze i niezależność.

Salwador prowadzi zakupy bitcoina w ramach polityki państwa, ustanowił go środkiem płatniczym, ale pod presją MFW wycofał się z tego. Państwo to utrzymuje rezerwy bitcoina na poziomie 6 088 BTC (ok. 612 mln dol., według danych z lutego 2025 roku).
Bhutan jest jedynym państwem wydobywającym bitcoina z wykorzystaniem energii wodnej, co jest przykładem stosowania modelu zrównoważonego rozwoju w tym obszarze działalności gospodarczej.

Autor: Robert Kowalski
Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich i współzałożycielem Gyfted. Przedsiębiorca z doświadczeniem w branży bitcoin w Dolinie Krzemowej i na Stanford University.

Europa skraca łańcuchy dostaw: 48% CEO relokuje produkcję, nastroje liderów stabilniejsze

  • Ponad połowa (57%) prezesów firm spodziewa się, że wysoki poziom niepewności geopolitycznej i gospodarczej potrwa jeszcze przynajmniej rok.
  • Prawie połowa (48%) europejskich CEO przeniosła część produkcji do własnego kraju lub regionu.
  • Równocześnie rośnie opracowany przez EY-Parthenon Indeks zaufania CEO – wyniósł 83 pkt. – 6,5 pkt. więcej niż w maju. Wskazuje to na stabilizację nastrojów wśród liderów firm.

Geopolityka i wynikająca z niej skomplikowana sytuacja gospodarcza powodują, że ankietowani przez EY-Parthenon prezesi firm zmieniają modele operacyjne wzmacniając lokalne i regionalne kompetencje, dzięki czemu są w stanie szybciej dostosowywać się do zmienności na rynkach i w przepisach.

Równocześnie, jak pokazała najnowsza edycja badania CEO Outlook, wśród szefów przedsiębiorstw zaczyna być dostrzegalny coraz większy spokój. Indeks zaufania CEO wynosi obecnie 83 punkty. Zwiększył się nie tylko w porównaniu z majem (76,5), ale także rok do roku (we wrześniu 2024 roku wynosił 70,5). Opracowany przez EY-Parthenon indeks to prognozy ankietowanych prezesów w 5-punktowej skali od „bardzo pesymistyczne” do „bardzo optymistyczne”. Obejmują pięć aspektów: inwestycje i technologie, zatrudnienie, rozwój firmy, ceny oraz inflację, a także rozwój branży, w której dana firma działa.

– Z każdym kwartałem rośnie grono prezesów, którzy lepiej postrzegają globalne, regionalne i sektorowe perspektywy. Ten wzrost optymizmu to efekt z jednej strony większej pewności co do własnych zysków i rentowności, a z drugiej coraz lepsza zdolność przedsiębiorstw do adaptacji w stawianiu czoła biznesowym wyzwaniom. Nie bez znaczenia jest także odporność rynków finansowych i stały dostęp do kapitału – uważa Paweł Bukowiński, Partner Zarządzający EY-Parthenon Polska.

Okazuje się, że CEO przyzwyczaili się do powszechnej niepewności geopolitycznej i gospodarczej. Ostatnie lata sprawiły, że przestała być czymś nowym, a spory handlowe i zmiany polityczne traktowane są już jako stała część globalnego krajobrazu. Główne różnice widoczne są w postrzeganiu przyszłości. Chociaż prawie 1/4 (24%) uważa, że obecny stan wysokiej niepewności utrzyma się dłużej niż 3 lata, to aż 43% jest zdania, że poprawa nastąpi w ciągu nadchodzącego roku.

Jak długo Państwa zdaniem utrzyma się wysoki poziom niepewności geopolitycznej i gospodarczej?
Jak długo Państwa zdaniem utrzyma się wysoki poziom niepewności geopolitycznej i gospodarczej

Proces transformacji

Istotnym elementem rozwoju przedsiębiorstw jest umiejętność funkcjonowania w świecie określonym jako NAVI (ang. nonlinear, accelerated, volatile and interconnected forces). Jest to środowisko biznesowe charakteryzujące się nieliniowymi, przyspieszonymi, niestabilnymi i wzajemnie powiązanymi siłami. Tym samym zmiany nie przebiegają według znanych i w miarę przewidywalnych schematów, a w dodatku dzieją się z niespotykaną dotąd prędkością. To wymaga zupełnie nowych sposobów działania, myślenia i przywództwa.

W poprzednich edycjach badania CEO widzieli główne zagrożenia rozwoju w zakłóceniach technologicznych, integracji sztucznej inteligencji, zarządzaniu talentami oraz innowacjach. Obecnie mają poczucie większej kontroli nad tymi obszarami i kontynuują procesy transformacyjne.

Ponad połowa (globalnie 52%, w Europie 55%) prezesów zwiększa inwestycje, by przyspieszyć zmianę oferowanych produktów i usług. W ten sposób dostosowują się do oczekiwań rynków i konsumentów. Jednocześnie 39% CEO planuje utrzymać dotychczasowy poziom inwestycji, a tylko 2% chce w ciągu najbliższych 12 miesięcy je zmniejszyć. Głównym celem takich działań jest poprawa wyników finansowych (globalnie wskazało go 41% respondentów, w Europie 49%). Drugą najczęściej wybieraną opcją było tworzenie długoterminowej wartości, zamiast koncentrowania się na krótkoterminowych wynikach.

Nowe łańcuchy dostaw

Zawirowania geopolityczne lub niepewność związana z cłami spowodowały, że firmy coraz częściej chcą się uniezależnić od zakłóconych, globalnych łańcuchów dostaw i przenoszą przynajmniej niektóre elementy produkcji i zaopatrzenia do swoich krajów albo do regionów. W ten sposób mogą efektywniej dostosować produkty i usługi do warunków rynkowych – w tym zakresie prawnym i podatkowym – zapewniając sobie silniejszą przewagę konkurencyjną.

Dlatego już 48% europejskich prezesów przeniosło przynajmniej część produkcji (32% lokalnie, a 16% regionalnie). Na całym świecie aż 38% wybrało swój kraj, a 21% region. Zdecydowana większość jest jednak dopiero w trakcie przenosin (72% w Europie i 71% globalnie), tym samym ten trend będzie kontynuowany.

– Należy pamiętać, że nearshoring nie stanowi uniwersalnego rozwiązania dla wyzwań przedsiębiorstw. Rosnące grono firm widzi w tym działaniu znaczący potencjał podnoszący ich odporność operacyjną. Lokalizacja Polski w centrum Europy oraz na szlaku pomiędzy Północą a Południem kontynentu może przynieść naszemu krajowi szereg korzyści. Niemniej niektóre firmy uznają pełne przeniesienie działalności do swojego kraju za niepraktyczne, zbyt kosztowne lub niepotrzebne. Dlatego decydują się na hybrydowe podejście równoważąc globalną skalę z regionalną elastycznością – dodaje Paweł Bukowiński.

Zarówno europejscy, jak i światowi prezesi najchętniej przenoszą bliżej przede wszystkim technologie i dane (42% w zakresie lokalnym i 41% regionalnym), badania i rozwój (39% lokalnie, 41% regionalnie), a także skracają łańcuchy dostaw (46% lokalnie i 37% regionalnie).

Jakie obszary działalności przeniosłeś lokalnie lub regionalnie? (dane dla Europy)
Jakie obszary działalności przeniosłeś lokalnie lub regionalnie

Respondenci zostali poproszeni o wybranie opcji, które mają zastosowanie w przypadku każdego obszaru. Wykres zawiera odpowiedzi CEO, którzy zakończyli proces przenosin lub zdecydowali się go rozpocząć.

Przez „lokalnie” rozumiemy np. produkcję towarów w kraju, w którym będą sprzedawane. Przez „regionalnie” rozumiemy np. tworzenie regionalnych łańcuchów dostaw obsługujących określony blok państw.

Fuzje i przejęcia

Zdaniem ekspertów EY-Parthenon transakcje fuzji i przejęć będą się dynamicznie rozwijać. Rośnie nie tylko ich liczba, ale przede wszystkim wartość – w sierpniu 2025 było to globalnie ponad 331,6 mld USD w porównaniu z prawie 280 mld USD rok wcześniej.

Najaktywniejszymi sektorami były technologie, usługi finansowe i nauki przyrodnicze. Celem przejęć będzie w ciągu najbliższych 12 miesięcy przede wszystkim technologia oraz własność intelektualna (41% wskazań), wejście na nowe rynki (35%), ekspansja oraz poprawa wydajności (34%).

– W ostatnich miesiącach obszar fuzji i przejęć pozostawał w cieniu, gdyż uwaga biznesu skupiała się na zawirowaniach geopolitycznych i gospodarczych, takich jak np. cła. Właściciele i prezesi polskich spółek są otwarci na M&A, ale potrzebują do tego większej przewidywalności rynków. Nie mniej, jednak, należy się spodziewać większego wolumenu transakcji w najbliższym czasie chociażby z uwagi na dojrzałe już portfele funduszy private equity oraz narastający problem braku sukcesji w przypadku wielu przedsiębiorstw – uważa Michał Płotnicki, Partner, Lider Zespołu Fuzji i Przejęć w EY-Parthenon Polska.

O badaniu
Badanie na zlecenie EY zostało przeprowadzone przez FT Longitude, dział badań i marketingu Financial Times Group, w sierpniu 2025 roku. Respondentami było 1200 prezesów dużych firm z 21 krajów (Australia, Belgia, Brazylia, Chiny, Dania, Finlandia, Francja, Holandia, Indie, Japonia, Kanada, Korea Południowa, Luksemburg, Meksyk, Niemcy, Norwegia, Singapur, Stany Zjednoczone, Szwecja, Włochy i Wielka Brytania). Reprezentowali produkty konsumenckie, ochronę zdrowia, usługi finansowe, przemysł, energetykę, infrastrukturę, technologie, media i telekomunikację. Roczne, globalne przychody ankietowanych firm wynosiły: poniżej 500 mln USD (20%), 500–999,9 mln USD (21%), 1–4,9 mld USD (29%) i powyżej 5 mld USD (30%).

JRH ASI buduje holding ORBITEO. List intencyjny z Sygnis otwiera drogę do klastra dual-use

Firma inwestycyjna JRH ASI podpisała ze spółką technologiczną Sygnis S.A. list intencyjny w celu nawiązania strategicznej współpracy i dołączenia Sygnis do tworzonego pod nazwą ORBITEO nowego holdingu technologicznego skupiającego podmioty z branż space, AI, defence, deeptech, dronowej i telekomunikacji. Porozumienie otwiera przed spółkami oraz ORBITEO nowe perspektywy w sektorze technologii o podwójnym zastosowaniu, w tym w obszarach obronności i bezpieczeństwa.

Zgodnie z założeniami, Sygnis ma pełnić w ramach ORBITEO rolę integratora technologii w segmentach druk 3D, fotoniki, systemów dronowych oraz zaawansowanych rozwiązań produkcyjnych, wykorzystując swoje doświadczenie w realizacji dużych projektów badawczo-rozwojowych i przemysłowych. Spółka realizuje obecnie dwa strategiczne programy: Europejską Fabrykę Dronów (EFD) – inicjatywę na rzecz budowy masowych zdolności produkcyjnych FPV w Europie, oraz system DAM (Deployable Advanced Manufacturing) – mobilne fabryki umożliwiające rozproszoną logistykę wytwórczą dla wojska. Oba projekty są kluczowe dla wzmacniania suwerenności technologicznej i odporności przemysłowej Polski i NATO.

Podpisanie listu intencyjnego otwiera drogę do wspólnego opracowania modelu organizacyjnego ORBITEO oraz zdefiniowania roli Sygnis w strukturze klastra. Strony zakładają zakończenie rozmów i podpisanie porozumienia o ścisłej współpracy do 27 października 2025 r.

„Dołączenie do inicjatywy ORBITEO to dla nas naturalny krok w kierunku dalszej profesjonalizacji i skalowania działalności w obszarach kluczowych dla bezpieczeństwa technologicznego i obronnego. Współpraca z JRH pozwoli nam zintegrować nasze kompetencje z innymi liderami sektora, tworząc wspólną platformę do realizacji projektów o strategicznym znaczeniu. Widzimy ogromny potencjał szczególnie w rozwoju segmentu dronowego i logistyki polowej dla wojska” – powiedział Andrzej Burgs, Prezes Zarządu Sygnis S.A.

„Budując klaster ORBITEO, tworzymy unikalny ekosystem podmiotów, które łączą innowacje z realnymi kompetencjami przemysłowymi i badawczymi. Dołączenie Sygnis – spółki o uznanym dorobku w deeptechu i druku 3d oraz prowadzącej projekty w technologiach obronnych – znacząco wzmacnia nasz klaster i przybliża nas do utworzenia nowoczesnego holdingu technologicznego, zdolnego do realizacji dużych programów krajowych i międzynarodowych” – podkreślił January Ciszewski, prezes i główny akcjonariusz JRH ASI S.A.

Sygnis rozwija technologie, które wpisują się w strategiczne potrzeby współczesnych armii i przemysłu – od fotoniki (projekt SYGLASS), przez zaawansowaną inżynierię wytwórczą (DEPO), po integrację systemów dronowych i rozwiązania dla logistyki wojskowej. Dzięki współpracy w ramach ORBITEO projekt zyska możliwość szerszej ekspansji międzynarodowej, pozyskania synergii kapitałowych i technologicznych oraz udziału w programach badawczych i inwestycyjnych na poziomie krajowym i europejskim.

Inicjatywa strategiczna ORBITEO, tworzona przez JRH, ma stać się platformą skupiającą najbardziej perspektywiczne polskie i europejskie firmy technologiczne, które razem składają się na kompleksowy ekosystem w obszarach space, AI, defence i energetyki, zdolny do wspierania projektów, zarówno cywilnych, jak i wojskowych.

JRH ASI S.A. – (dawniej JR Holding ASI S.A.) notowana od 2012 r. na rynku NewConnect, a od marca 2024 na rynku głównym GPW spółka, skupiająca się na działalności inwestycyjnej i zaangażowaniu w firmy z branż przyszłości: AI i cyfrowy biznes, transformacji energetycznej, deeptech i przemysł kosmiczny, biotech i medtech, gaming oraz zrównoważony rozwój i gospodarka obiegu zamkniętego. Wykorzystanie i rozwój sztucznej inteligencji jest osią wokół której koncentrują się działania inwestycyjne JRH.

AI & CYFROWY BIZNES

TRANSFORMACJA ENERGETYCZNA

DEEPTECH & PRZEMYSŁ KOSMICZNY

Digitalizacja biznesu w oparciu o sztuczną inteligencję, wsparcie efektywności i zaspokojenie zapotrzebowanie na moc obliczeniową, rozwój robotyki, rewolucja w edukacji i branży medycznej. Magazyny energii i zielona energia, dążenie do neutralności klimatycznej, dekarbonizacja.

Nowa fala innowacji, projekty oparte na działalności badawczo-rozwojowej lub zaawansowanej technologicznie inżynierii.

 

BIOTECH & MEDTECH

GAMING

SUSTAINABILITY & CIRCULAR ECONOMY

Rozwój diagnostyki genetycznej, produkcja i modyfikacja produktów medycznych, żywność modyfikowana. Game development i wydawnictwo. Wydłużenie cyklu życia produktów i ograniczenie ilości odpadów do minimum.

 

Zgodnie z nową strategią, firma zamierza rozwijać portfel zwiększając jego dywersyfikację, inwestując w najbardziej perspektywiczne przedsięwzięcia oraz uruchamiając nowe projekty inwestycyjne.

Veeam: odsetek firm płacących okup spadł o 22%, ale 63% organizacji nie odzyskałoby sprawności po ataku

0

Odsetek przedsiębiorstw w regionie EMEA, które zdecydowały się zapłacić okup po ataku ransomware, spadł o 22% w porównaniu rok do roku. Mimo tego 63% podmiotów nie byłoby w stanie przywrócić szybko sprawności po cyberincydencie obejmującym całą organizację. Powodem jest brak planu dotyczącego przejścia na alternatywną infrastrukturę w razie wystąpienia ataku.

Veeam przeanalizował dane regionalne zawarte w raportach Ransomware Trends z lat 2024 i 2025, które podsumowują wyniki badań z poprzednich lat i wskazują długoterminowe trendy dotyczące ransomware i odporności organizacji w regionie EMEA. Z danych firmy wynika, że odsetek przedsiębiorstw decydujących się zapłacić okup spadł w ujęciu rocznym o blisko jedną czwartą (22%). Nie oznacza to jednak, że firmy rzadziej stają się celem ataków. Raczej są lepiej przygotowane w zakresie odporności danych i zmieniają swoje podejście do negocjacji z cyberprzestępcami.

Zapłata okupu coraz rzadziej pozwala odzyskać dane

Analiza porównawcza raportów wskazuje, że coraz więcej organizacji odzyskuje dane bez ulegania żądaniom przestępców. W 2023 roku udało się to 14% firm, a w 2024 roku już 30%. Jednocześnie rośnie świadomość, że płacenie okupu wcale nie gwarantuje przywrócenia zasobów. W 2023 roku ponad połowa organizacji (54%), które dokonały płatności, odzyskała dane. Rok później odsetek ten spadł dramatycznie – do zaledwie 32%, czyli mniej niż jednej trzeciej badanych firm.

Uleganie żądaniom cyberprzestępców nie jest wiarygodną metodą odzyskiwania danych, a przedsiębiorstwa coraz lepiej rozwijają swoje zdolności w zakresie ochrony zasobów. W tym kontekście nie dziwi fakt, że obserwujemy spadek liczby płaconych okupów. Błędnym byłby jednak wniosek, że zagrożenie ransomware minęło – mówi Tim Pfaelzer, Senior Vice President & General Manager EMEA w Veeam. – Atakujący stale zmieniają swoje plany działania. Część z nich rezygnuje dziś całkowicie z szyfrowania danych i skupia się na ich kradzieży, by następnie od razu wymuszać pieniądze lub sprzedawać informacje na czarnym rynku. Dla niektórych głównym celem nie jest już nawet zysk finansowy, lecz zakłócenie działalności biznesu. Liczba płatności może spadać, ale nie przekłada się to na spadek liczby ataków. Z naszych danych wyraźnie wynika, że w obszarze odporności danych wciąż istnieją istotne luki, które czynią firmy podatnymi na zagrożenia.

Słabe punkty w odporności danych

W obliczu unijnych regulacji – takich jak NIS2 czy DORA, których celem jest wzmocnienie poziomu cyberbezpieczeństwa – firmy podejmują działania, by lepiej przygotować się na ataki ransomware. Nie mogą jednak spocząć na laurach – wciąż istnieją istotne obszary wymagające wzmocnienia.

W 2024 roku jedynie 37% przedsiębiorstw w regionie EMEA miało przygotowane plany przejścia na alternatywną infrastrukturę. W przypadku ataku obejmującego całą organizację oznacza to, że blisko dwie trzecie firm nie odzyska sprawności, dopóki główne systemy IT nie zostaną odtworzone i zabezpieczone, a to w wielu przypadkach może potrwać tygodniami. Tak długie wstrzymanie działalności to dla każdej branży katastrofa zarówno wizerunkowa, jak i finansowa. Biorąc pod uwagę, że przestoje mogą kosztować przedsiębiorstwa ponad milion funtów za każdą godzinę niedostępności – jest to poziom strat, na który niewiele podmiotów może sobie pozwolić.

Nie ma wątpliwości, że firmy zamiast płacić okup stawiają dziś na odzyskiwanie sprawności w centrum swoich strategii odporności danych. To krok we właściwym kierunku, ale wciąż pozostaje wiele do zrobienia – komentuje Tim Pfaelzer, Senior Vice President & General Manager EMEA w Veeam. – Regulacje mogły podnieść poziom zabezpieczeń, jednak przedsiębiorstwa muszą pójść o krok dalej. Kluczowe jest wzmacnianie podstaw, w tym posiadanie alternatywnej infrastruktury i niezawodnych kopii zapasowych, co pozwoli całkowicie wyeliminować potrzebę ulegania żądaniom cyberprzestępców. Tylko w ten sposób firmy zapewnią sobie trwałą i skuteczną ochronę.

Standardy w zakresie odporności danych stopniowo się poprawiają. Równolegle działania organów ścigania – takie jak głośne rozbicie grupy LockBit – uderzają w sam rdzeń działalności cyberprzestępców. Jednak to wciąż nie koniec zagrożeń. Firmy muszą priorytetowo traktować wdrażanie kluczowych elementów odporności, takich jak systemy awaryjne i bezpieczne repozytoria backupu, aby osiągnąć pełną ochronę. W przeciwnym razie, gdy nastąpi kolejny atak, może nie będzie już mowy o płaceniu okupu – ale możliwość szybkiego powrotu do normalnego działania także stanie pod znakiem zapytania.

Develia z solidnymi wynikami – sprzedaż rośnie, a cele roczne pozostają w zasięgu

0

Develia na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych sprzedała 2500 lokali w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2025 r., wobec 2700 mieszkań w analogicznym okresie ubiegłego roku. W samym III kwartale sprzedaż wyniosła 801 lokali i była 7% większa r/r. W okresie od stycznia do września br. deweloper przekazał 1963 mieszkania w porównaniu do 1797 rok wcześniej.

W ciągu pierwszych trzech kwartałów 2025 r. Develia sprzedała na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych 2500 lokali, z czego 16 to mieszkania w inwestycjach realizowanych w ramach projektów joint venture. Deweloper przekazał 1963 mieszkania w porównaniu do 1797 rok wcześniej, czyli o 9% więcej. Liczba lokali przekazanych w projektach joint venture to 190 sztuk.

Deweloper na koniec września br. miał również zawartych 69 umów rezerwacyjnych, których znaczna część zostanie przekształcona w umowy deweloperskie w najbliższym okresie.

– Wraz z utrzymującym się trendem spadkowym stóp procentowych obserwujemy stopniowy wzrost popytu na mieszkania – sprzedaż w III kwartale była o kilka procent wyższa niż w II – i spodziewamy się dalszej, umiarkowanej poprawy w kolejnych okresach. Jednocześnie w III kwartale odnotowano spadek podaży na sześciu największych rynkach, szczególnie widoczny we wrześniu. W nadchodzących miesiącach czynniki te będą prowadzić do ograniczania oferty dostępnej dla kupujących – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Wyniki po trzech pierwszych kwartałach tego roku są zgodne z naszymi oczekiwaniami, dlatego podtrzymujemy roczne cele sprzedaży na poziomie 3100-3300 mieszkań i przekazań na poziomie 2900-3100, z optymizmem oceniając perspektywy ich realizacji – dodaje Andrzej Oślizło.

W samym III kwartale 2025 r. sprzedaż wyniosła 801 lokali wobec 751 w analogicznym okresie 2024 r., co oznacza wzrost o 7%. Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w inwestycjach Aleje Praskie i Bemowo Vita w Warszawie, City Vibe i Centralna Vita w Krakowie, Orawska Vita we Wrocławiu oraz Ceglana Park w Katowicach.

W okresie lipiec-wrzesień 2025 r. Develia przekazała 770 lokali wobec 740 w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli 4% więcej. Zgodnie z harmonogramem projektów, kumulacja przekazań nastąpi w IV kwartale br., co pozytywnie wpłynie na wyniki Develii za 2025 r.

Bumech S.A. rozszerza działalność w sektorze obronnym – umowa ze szwedzkim Nordic Air Defence AB

Bumech S.A., śląska spółka notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie, ogłosiła podpisanie umowy o współpracy ze szwedzką firmą Nordic Air Defence AB (NAD). Porozumienie obejmuje produkcję i integrację bezzałogowych systemów powietrznych (UAS) przeznaczonych jako systemy wsparcia dla pojazdów opancerzonych. To kolejny etap realizacji strategii umiędzynarodowienia działalności Bumech w sektorze defence oraz budowy pozycji jako kompleksowego dostawcy nowoczesnych rozwiązań obronnych w Europie Środkowo-Wschodniej i Skandynawii.

W kierunku zaawansowanych technologii obronnych

Zawarta umowa stanowi ważny krok w procesie dywersyfikacji działalności Bumech i umacniania jego obecności w sektorze technologii obronnych. Współpraca ze szwedzkim partnerem otwiera dostęp do innowacyjnych rozwiązań NAD w zakresie systemów bezzałogowych, przeciwdronowych oraz integracji z pojazdami bojowymi. Spółki zapowiadają wspólne działania badawczo-rozwojowe, produkcyjne i handlowe, obejmujące zarówno rynek polski, jak i skandynawski oraz ukraiński.

Doświadczenia z konfliktu na Ukrainie jednoznacznie pokazują, że pojazdy opancerzone bez skutecznej ochrony przed dronami stają się łatwym celem. Technologie NAD idealnie uzupełniają oferowane przez OTT systemy TRIAD, tworząc wielowarstwową obronę naszych platform – komentuje Marcin Sutkowski, większościowy akcjonariusz Bumech S.A.

Kontynuacja ekspansji i partnerstwa międzynarodowego

Nowa współpraca jest naturalnym rozwinięciem ogłoszonego we wrześniu 2025 r. partnerstwa Bumech z południowoafrykańską OTT Technologies (Pty) Ltd, dotyczącą produkcji pojazdów opancerzonych klasy MRAP. Dołączenie Nordic Air Defence AB wprowadza do projektu kluczowy komponent technologii przeciwdronowej, który zwiększa odporność pojazdów na zagrożenia współczesnego pola walki.

Widzimy ogromny potencjał w dwustronnej wymianie technologicznej ze Szwecją. To kraj otwarty na innowacje i współpracę poza tradycyjnymi zachodnioeuropejskimi strukturami. Integracja systemów NAD z pojazdami Bumech i OTT Technologies znacząco wzmocni naszą ofertę, zapewniając nową warstwę ochrony i możliwości bojowych – dodaje Sutkowski.

Zakres współpracy i cele strategiczne

Porozumienie między Bumech a NAD obejmuje:

  • ocenę i wykorzystanie potencjału zakładów produkcyjnych w Polsce,
  • wspólną produkcję podzespołów oraz rozwój łańcucha dostaw,
  • wspólne prace badawczo-rozwojowe w zakresie ulepszania parametrów aerodynamicznych, systemów naprowadzania, wyrzutni oraz integracji systemów dowodzenia i kontroli (C2),
  • strategię testowania, wsparcie eksploatacyjne oraz wspólną promocję produktów na wybranych rynkach,
  • rozwój partnerstw przemysłowych w krajach objętych współpracą.

Zasięg geograficzny projektu obejmuje Polskę, Szwecję i Ukrainę – regiony o zbliżonym profilu zagrożeń i wysokiej intensywności wykorzystania dronów w działaniach militarnych. Współpraca ma wzmocnić wschodnią flankę NATO i przyczynić się do rozwoju europejskich zdolności obronnych w obszarze systemów bezzałogowych i przeciwdronowych.

Budowa europejskiego konsorcjum obronnego

Naszą ambicją jest budowa prawdziwie europejskiego konsorcjum obronnego, które łączy najlepsze kompetencje z różnych krajów. Polska produkcja, szwedzkie technologie i południowoafrykańskie doświadczenie bojowe to kombinacja, która może wzmocnić układ sił w europejskim przemyśle obronnym – podsumowuje Marcin Sutkowski.

Nordic Air Defence AB – profil partnera

Nordic Air Defence AB to szwedzka spółka technologiczna specjalizująca się w systemach bezzałogowych i rozwiązaniach obronnych dla wojska oraz ochrony infrastruktury krytycznej. Technologie NAD są wykorzystywane przez instytucje państwowe i skandynawskie spółki z sektora defence, a ich doświadczenie obejmuje zarówno rozwój systemów powietrznych, jak i integrację z platformami lądowymi i morskimi.

Wzmocnienie pozycji Bumech na europejskim rynku defence

Partnerstwo z Nordic Air Defence AB wpisuje się w długoterminową strategię transformacji Bumech z producenta przemysłowego w nowoczesnego dostawcę technologii obronnych. Dzięki współpracy z partnerami z Afryki i Skandynawii spółka wzmacnia swoje kompetencje w zakresie projektowania, integracji i produkcji rozwiązań dla sektora obronnego, a także otwiera się na nowe rynki eksportowe i segmenty o wysokiej wartości dodanej.

JNT Group przejmuje hiszpańską winnicę Marques de Monistrol

6 października br. w Madrycie Jakub Nowak, podpisał umowę nabycia Marques de Monistrol, historycznej winnicy produkującej  cavę w Hiszpanii. Wejście na rynek hiszpański stało się kolejnym filarem ekspansji zagranicznej, stanowiąc ważny krok w rozwoju globalnym JNT Group.

JNT Group dynamicznie realizuje strategię ekspansji międzynarodowej. W ubiegłym roku spółka przejęła większościowy pakiet udziałów firmy DOMENIILE BOIERU SRL, w skład której wchodzi między innymi 200 hektarów winnic w Ciumbrud i Sebes. Dzięki temu firma wprowadziła szeroko do Polski wina z Transylwanii, a jednocześnie aktywnie sprzedaje na rynku rumuńskim swoje polskie marki.

Zakup winnicy w Hiszpanii, której zdolności produkcyjne sięgają 12 mln butelek cavy rocznie, otwiera  dalsze możliwości dynamicznego rozwoju.Winnica

Dla strategii globalnej transakcja ta ma kluczowe znaczenie, ponieważ otwiera Grupie okno na świat, co daje nam ogromny potencjał wzrostu – wyjaśnia Jakub Nowak, prezes zarządu JNT Group. –  Przejmując Marques de Monistrol, nie tylko aktywnie wchodzimy na rynek hiszpański, na którym planujemy sprzedawać inne produkty, takie jak Monte Santi czy alkohole mocne, ale jednocześnie otrzymujemy szeroki dostęp do wielu światowych rynków. 70% produkcji cavy sprzedawane jest bowiem na eksport,  a wraz z nią będziemy szeroko dystrybuować inne produkty Grupy. To pozwoli nam skalować biznes i znacznie przybliży do celu, który stanowi obecność  na 50 rynkach w ciągu najbliższych 3-5 lat.

Marques de Monistrol to druga najstarszy producent  produkujący cavę w Hiszpanii działająca od 1882 roku. Położona jest w regionie Sant Sadurní d’Anoia, charakteryzującym się idealnymi warunkami do zrównoważonej uprawy winorośli. Od 1882 roku wytwarzane w Marques de Monistrol wina zdobywały medale i wyróżnienia podczas ważnych konkursów branżowych w Paryżu, Brukseli,

Barcelonie  a tylko w ciągu ostatnich dziesięciu lat otrzymały one 165 nagród o wymiarze międzynarodowym.

Będziemy pisać dalszą historię tej ponad 143-letniej marki i aktywnie wspierać jej rozwój – zapewnia Jakub Nowak, prezes zarządu JNT Group.

Złoto o krok od 4000 USD za uncję – historyczny rajd na rynku metali szlachetnych

Notowania złota przyspieszyły w ostatnich tygodniach i weszły w fazę zdecydowanego trendu wzrostowego. We wrześniu i na początku października obserwowaliśmy kolejne rekordy cenowe, a aktualnie kurs królewskiego kruszcu znajduje się o krok od przekroczenia granicy 4000 dolarów za uncję.

Już na samym początku października notowania dotarły do poziomu niemal 3900 USD/oz, a nowy tydzień przyniósł kontynuację wzrostów. W poniedziałek 6 X cena poszybowała do 3950 dolarów za uncję, co sprawia, że kolejna symboliczna granica na poziomie 4000 USD/oz może zostać przekroczona lada dzień. Na rajd złota złożyło się kilka czynników.

W Stanach Zjednoczonych od 1 października obowiązuje częściowy paraliż administracji, tzw. government shutdown. Oznacza on zamknięcie wielu agencji, opóźnienia w publikacji kluczowych danych makroekonomicznych i wzrost niepewności wśród inwestorów. W normalnych warunkach rynek pracy w USA pełni funkcję barometru kondycji gospodarki.

Tymczasem ostatnie, słabsze od oczekiwań dane z tego sektora, w połączeniu z brakiem regularnych raportów, wzmacniają przekonanie, że Rezerwa Federalna będzie musiała utrzymać łagodniejszą politykę i ostrożnie podchodzić do kolejnych decyzji o stopach procentowych. To z kolei sprzyja złotu, bo realne stopy procentowe ulegają obniżeniu.

Portfele “złotych” ETF-ów pęcznieją

Nie bez znaczenia pozostaje też aktywność dużych inwestorów instytucjonalnych. W ostatnich tygodniach fundusze ETF powiększyły swoje portfele o blisko 140 ton kruszcu, a to oznacza konkretny i płynny popyt, który wprost przekłada się na wyższe ceny spot. Jednocześnie w segmencie fizycznym pojawiły się napięcia podażowe i rosnące premie.

Obecna zwyżka nie jest wyłącznie wynikiem krótkoterminowych wydarzeń. W tle widać rosnące znaczenie czynników strukturalnych, takich jak akumulacja rezerw przez banki centralne, zwiększone zakupy złota w Azji oraz zmiany w płynności rynków. Zmniejszą się też dostępne zapasy metali w zachodnich skarbcach, co ogranicza elastyczność podaży i podbija premię na rynku fizycznym.

Jesteśmy w fazie, w której nakładają się krótkoterminowe impulsy – jak shutdown w USA, słabsze dane o zatrudnieniu czy napływy do ETF-ów – z długofalowymi zmianami strukturalnymi. Dla inwestora indywidualnego oznacza to przede wszystkim większą zmienność i konieczność rozsądnego planowania wejść.

Choć rynek złota coraz częściej mówi o „autostradzie do 4000 USD”, to droga ta nie jest pozbawiona ryzyk. Poprawa danych makroekonomicznych w USA, szybkie rozwiązanie kryzysu administracyjnego czy nagłe uwolnienie większych zapasów fizycznego kruszcu mogą wyhamować tempo wzrostów.

Niemniej, dopóki równolegle działają czynniki polityczne, instytucjonalne i inwestycyjne, fundament dla zwyżki cen złota pozostaje bardzo mocny. Obecny rajd pokazuje, że złoto nie tylko utrzymuje pozycję „bezpiecznej przystani”, ale staje się również aktywem strategicznym w portfelach inwestorów.

2025 rokiem przełomowym dla srebra?

W tym roku trudno nie mówić również o srebrze, które dołączyło do „peletonu wzrostów” i w ostatnich miesiącach notuje dynamiczne ruchy, które w wielu aspektach przebijają złoto. Cena spotowa srebra przekroczyła już do 48 dolarów za uncję, a wkrótce może sięgnąć lub nawet przeskoczyć historyczny rekord na poziomie około 50 dolarów.

Jednym z kluczowych czynników jest równowaga między popytem a podażą. Przez ostatnie pięć lat produkcja srebra nie nadążała za potrzebami rynku – wydobywano go mniej, niż konsumenci chcieli nabyć. Nadwyżkę uzupełniało srebro ze skarbców LBMA, które obecnie zawierają ponad 800 milionów uncji, choć w ciągu ostatnich czterech lat rezerwy te skurczyły się o niemal 25%. To istotna wskazówka, że podaż „łatwego srebra” może wkrótce zacząć się kurczyć, co dodatkowo podnosi jego atrakcyjność inwestycyjną.

Popyt na srebro jest napędzany nie tylko przez inwestorów, lecz również przez przemysł, w tym sektor fotowoltaiki, który zużywa około połowy globalnej podaży srebra. Choć tempo rozwoju tego rynku spowalnia, zapotrzebowanie wciąż rośnie i pozostaje istotnym czynnikiem fundamentalnym.

W świetle tych danych warto obserwować srebro również jako alternatywę dla złota, zwłaszcza dla inwestorów z mniejszym budżetem. Jednocześnie przy rosnących cenach warto rozważyć strategię łączoną – mniejsze ilości złota w portfelu mogą skutecznie uzupełnić ekspozycję na srebro, zapewniając większą stabilność inwestycji.

Rok 2025 może okazać się przełomowy dla srebra – zarówno z punktu widzenia cenowego, jak i inwestycyjnego. Dynamika rynku, ograniczona podaż i rosnący popyt przemysłowy sprawiają, że srebro zasługuje na stałe miejsce w portfelach inwestorów, którzy szukają alternatywy dla złota lub chcą dywersyfikować swoje inwestycje w metale szlachetne.

Rządowy impas w Waszyngtonie ciąży dolarowi. EUR/PLN znów przy 4,25

Paraliż większości instytucji federalnych w USA przeciąga się na drugi tydzień. Kongres wciąż nie zdołał uchwalić ustawy budżetowej, by utrzymać działanie rządu. Dolar osłabił się w tym czasie względem większości walut G10, na czym korzysta polska waluta – para EUR/PLN powróciła do okolic 4,25.

Kluczowe punkty:

  • PLN korzysta na słabości USD.
  • Paraliż federalny w USA przeciąga się na drugi tydzień.
  • USD lekko spada. Raport ADP nie spełnia oczekiwań.
  • Inflacja w strefie euro rośnie. Francuski premier rezygnuje z funkcji.

W ubiegłym tygodniu w wyniku zamknięcia rządu USA doszło do przesunięcia publikacji najważniejszych danych gospodarczych świata, czyli raportu NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy. Nie wpłynęło to jednak szczególnie na rynki – akcje w dalszym ciągu odnotowywały rekordowe wartości, a rentowności obligacji rządowych pozostawały stabilne. Dolar osłabił się względem większości walut G10, jego straty były jednak w dużej mierze ograniczone; właściwie poruszał się w jednym z najwęższych przedziałów w tym roku. Największej zmiany wśród walut G10 doświadczył jen japoński, który w poniedziałek (6.10) oddał swoje zyski po ogłoszeniu, że prawicowa i popierająca stymulacyjną politykę Sanae Takaichi została wybrana na stanowiska premiera Japonii.

Wygląda na to, że Demokraci i Republikanie okopali się na swoich pozycjach. Najważniejszym pytaniem dla rynków jest więc to, jak długo może trwać zawieszenie działalności rządu, nim zacznie realnie szkodzić zarówno przez bezpośredni wpływ na gospodarkę, jak i opóźnienia publikacji kluczowych raportów oraz wynikającą z tego niepewność. Jak na razie rynki wydają się optymistyczne.

Ten tydzień nie przyniósłby wielu odczytów nawet bez zamknięcia rządu, na rynek walutowy będzie więc wpływało niewiele poza nagłówkami dotyczącymi negocjacji budżetowych w USA.

PLN

Złoty skorzystał na słabości dolara – para EUR/PLN powróciła do okolic 4,25. Lokalnie uwaga skupiona była na wstępnym odczycie inflacji, która wbrew oczekiwaniom nie wzrosła, a pozostała na niezmienionym poziomie 2,9%. Taki obrót spraw jest korzystny, choć należy zwrócić uwagę, że ma związek z zaskakującym spadkiem cen żywności (-0,5% m/m).

Inflacja bazowa pozostaje nieco bardziej podwyższona, choć wydaje się, że bilans ryzyk dla tej miary przesunął się w ostatnim czasie w korzystną stronę. Nie mamy obecnie wątpliwości, że RPP na co najmniej jednym z najbliższych dwóch posiedzeń obniży stopy procentowe. Choć nie jest to bardzo mocne przekonanie, naszym zdaniem już ten tydzień przyniesie cięcie. Przemawia za tym m.in. rozluźnienie na rynku pracy. RPP ma też już rozeznanie w sytuacji cen energii w tym roku, po tym jak prezydent Nawrocki podpisał ustawę dot. bonu ciepłowniczego i mrożenia cen energii do końca roku. Jednocześnie ryzyko fiskalne jest aż nadto zarysowane i nie można wykluczyć, że w jego obliczu RPP zechce oddalić decyzję o obniżce do listopada, kiedy ukażą się nowe projekcje NBP.

EUR

Zgodnie ze wstępnym odczytem wrześniowej inflacji główna miara wyniosła 2,2%, bazowa zaś piąty miesiąc z rzędu 2,3%. Jednocześnie wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej są zgodne ze stałą, choć powolną, ekspansją. Oba te czynniki pozwalają naszym zdaniem Europejskiemu Bankowi Centralnemu na utrzymanie stóp procentowych na poziomie 2% w przewidywalnej przyszłości. Rynki są podobnego zdania – w kontraktach swap nie wycenia się obecnie żadnych dalszych obniżek.

Tymczasem w politycznej operze mydlanej we Francji pojawił się kolejny absurdalny wątek poboczny: premier Sebastien Lecornu zrezygnował ze swojej posady w poniedziałek, dzień po ogłoszeniu przez prezydenta Emmanuela Macrona składu jego nowego rządu. Rentowności francuskich obligacji skarbowych gwałtownie wzrosły w poniedziałek rano – rynki nakładają nową premię za ryzyko na krajowe aktywa.

W obliczu braku istotnych publikacji gospodarczych i wiadomości z zakresu polityki makro ze wspólnego bloku w tym tygodniu sytuacja we Francji będzie prawdopodobnie najważniejsza dla euro w najbliższych dniach.

USD

Zamknięcie rządu pozbawiło rynki kluczowych informacji na temat stanu amerykańskiej gospodarki, przez co musimy obecnie polegać na mniej wiarygodnych danych generowanych przez podmioty prywatne, w szczególności na wskaźnikach PMI. Najważniejszą publikacją ubiegłego tygodnia była zmiana zatrudnienia pozarolniczego w sektorze prywatnym (ADP) we wrześniu, która była kiepska i sugerowała ograniczoną likwidację miejsc pracy. Niemniej miara ta często różniła się od bardziej wpływowego raportu NFP i choć uczestnicy rynku nie zignorowali jej całkowicie, jej oddziaływanie na dolara było dość ograniczone.

Brak piątkowego raportu NFP oznacza, że niesmak po rozczarowującym odczycie ADP się utrzyma, a im dłużej będzie trwał impas, tym trudniej będzie uzyskać klarowny obraz amerykańskiej gospodarki. Nowcast Fedu z Atlanty prognozuje, że dynamika PKB w III kwartale wyniesie mocne niemal 4% w ujęciu zanualizowanym mimo bezsprzecznego spowolnienia przyrostu miejsc pracy. Sugeruje to, że ochłodzenie na rynku pracy spowodowane jest raczej spadkiem podaży siły roboczej, a nie załamaniem popytu na pracowników.

GBP

Opublikowane w ubiegłym tygodniu wrześniowe wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej były słabsze, niż oczekiwano – indeks zbiorczy spadł do poziomu ledwo przekraczającego 50 pkt, które oddzielają wzrost od kurczenia się gospodarki. Dane sugerują, że brytyjska gospodarka rośnie obecnie w ślimaczym tempie nieprzekraczającym 1%, mimo że inflacja utrzymuje się na poziomie ok. 4%. Określilibyśmy to jako łagodną formę stagflacji: gospodarka o niskim wzroście i wysokiej inflacji (a przy tym z niskim bezrobociem).

Tło to jest spójne z obecnymi poziomami funta, ryzyko dla niego stanowią jednak wciąż obawy dotyczące nadchodzącego jesiennego budżetu, które mogą spowodować kolejne spadki na rynku obligacji skarbowych. Zadanie zrównoważenia budżetu stało się jeszcze trudniejsze w piątek, kiedy Biuro Odpowiedzialności Budżetowej (OBR) zrewidowało w dół prognozy produktywności dla Wielkiej Brytanii, co wedle doniesień przyczyniło się do powstania wynoszącej 30 mld GBP luki w finansach publicznych. Funt pozostaje na razie stosunkowo stabilny, może to jednak ulec zmianie, jeśli rynki zaczną obawiać się ciągłych podwyżek podatków w przyszłości.

Program dopłat do e-ciężarówek nie spełnia oczekiwań branży – tylko 14 wniosków w 4 miesiące

  • W ciągu blisko 4 miesięcy do NFOŚiGW wpłynęło 14 wniosków o dofinansowanie zakupu lub leasingu ciężarowych pojazdów zeroemisyjnych kategorii N2 i N3.
  • Niestety trzeba najpierw wyłożyć własne, spore środki, a potem czekać na dotację z Funduszu. Może to trwać kilka miesięcy.
  • Program nie odpowiada na realne potrzeby branży, która oczekuje łatwiejszego dostępu do kapitału czy krótszych terminów zapłaty za swoje usługi.

Z programu priorytetowego „Wsparcie zakupu lub leasingu pojazdów zeroemisyjnych kategorii N2 i N3” przedsiębiorcy mogą korzystać od maja 2025 roku. Do połowy września (dokładnie do 18.09) wg biura prasowego NFOŚiGW (Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej) wpłynęło 14 wniosków (z czego dwa niezwiązane z przedmiotem programu priorytetowego). Kwota dotacji na dotychczas zgłoszone wnioski to 4 377 554,71 zł. Wg NFOŚiGW jest też 238 wniosków o statusie roboczym.

W Polsce działa 127 tys. firm zajmujących się transportem drogowym towarów i usługami związanymi z transportem (dane Raport „Transport drogowy w Polsce 2023”). Dysproporcja jest ogromna.

Tylko 14 wniosków to bardzo mała liczba w skali całej Polski przy ponad 100 tys. firm transportowych. Stosunkowo niewielka jest także kwota dotacji. Liczby po pierwszych kilku miesiącach od uruchomienia programu pokazują, że przedsiębiorcy nie widzą w nim atrakcyjnego rozwiązania – zauważa Wojciech Miklaszewski z Finea, firmy specjalizującej się w finansowaniu branży TSL.

Potrzebne własne środki, długie oczekiwanie na refundację

Wnioski można składać przed zakończeniem inwestycji. Wcześniej trzeba sfinansować zakup auta lub zapłacić opłatę wstępną w leasingu/umowie – czyli wpłacić samodzielnie wkład własny. Przed złożeniem aplikacji pojazd elektryczny objęty dofinansowaniem trzeba zabezpieczyć polisą OC/AC. Duże koszty jakie trzeba ponieść przed uzyskaniem dotacji to bariera dla większości firm. Branża transportowa boryka się z problemami płynności finansowej i długimi terminami płatności od swoich kontrahentów. Wg danych Faktura.pl w II kw. 2025 r. czas oczekiwania na przelew w transporcie się wydłużył i był rekordowy – średnio aż 21,6 dnia. Dane z III kw. tego roku pokazują, że przeciętny czas oczekiwania na przelew wg zapisów na fakturach jest dłuższy niż w III kw. 2024 r.

Program dofinansowania e-ciężarówek nie odpowiada na realne potrzeby branży. Dotacja nie jest wypłacana z góry jako zaliczka. Trzeba na nią czekać kilka miesięcy, bo tyle trwa weryfikacja przez Fundusz. Od momentu złożenia aplikacji do dnia wypłaty środków upływa średnio około 4 miesiące. Ten termin może się jednak nawet wydłużyć, jeśli wniosek będzie wymagał uzupełnień, nie zostanie wniesione zabezpieczenie przewidziane w umowie albo będą inne opóźnienia związane z formalnościami. Wymóg wyłożenia własnych środków i długie oczekiwanie na refundację sprawiają, że dla wielu firm program jest nieosiągalny – mówi Wojciech Miklaszewski z Finea.

Dla branży transportowej na liście „pilne” są inne punkty

Zmiana percepcji dekarbonizacji, wymagana także wobec przewoźników, staje się elementem konkurencyjności rynku transportu. Wkrótce w życie wejdą też twarde unijne wymogi i zakazy dotyczące transportu zasilanego konwencjonalnie. Jednak bieżące oczekiwania branży są inne.

Przedsiębiorcy badani w grudniu 2024 roku (na zlecenie EFL przez Ecorys – Barometr EFL) jako swoje oczekiwania wobec władz publicznych na 2025 rok wymieniali wdrożenia uregulowań ułatwiających zatrudnianie pracowników zza granicy (38%). Pożądane jest także obniżenie skali zobowiązań finansowych nakładanych na przedsiębiorców (ok. 40%-44% wskazań w handlu, produkcji, HoReCa, usługach i właśnie TSL).

W raporcie Transport drogowy w Polsce 2024/2025 (TLP & SpotData) w ankiecie przeprowadzonej wśród firm TSL jako negatywne lub bardzo negatywne dla rozwoju wskazane są m.in. konieczność wymiany tachografów, Pakiet Mobilności, regulacje dot. opłat drogowych (uzależniające wysokość opłaty m.in. od emisji CO2 przez dany pojazd) czy regulacje dotyczące standardów emisyjnych pojazdów. Branża chce wolniejszego tempa i dokładniejszego projektowania zmian, by nie utrudniały konkurencyjności. Dekarbonizacja i dostosowanie do Pakietu Mobilności to ważne kwestie, które nie budzą optymizmu przewoźników. Modyfikacja i rozszerzenie programów NFOŚiGW na paliwa bioLNG/HVO było jednym z postulatów kampanii TLP + ZMPD skierowanej do rządu w czerwcu 2024 r. Niestety nieuwzględnionym.

Elektryfikacja transportu w dłuższej perspektywie wydaje się koniecznością, ale niska liczba zgłoszeń do obecnego programu to sygnał alarmowy, wskazujący, że ten mechanizm wsparcia nie trafia w potrzeby przedsiębiorców z branży. Rynek chce przede wszystkim łatwiejszego dostępu do kapitału, krótszych ustawowych terminów zapłaty czy wsparcia inwestycji w infrastrukturę ładowania. Pojawiają się też oczekiwania solidarności płatniczej w relacjach nadawca–spedytor, czy tańsze lub czasowo odroczone opłaty ZUS. Warto wprost odwołać się do głosu przedsiębiorców. Natomiast rozwiązania zaproponowane w programie są trudne do wykorzystania – ocenia Wojciech Miklaszewski z Finea.

Firmy przemysłowe tną koszty i wstrzymują inwestycje – raport o wynagrodzeniach 2025

Sektor przemysłowy w Polsce w 2025 roku mierzy się z ograniczonym popytem, spadkiem zamówień, zwłaszcza eksportowych oraz rosnącymi kosztami działalności. Z „Raportu wynagrodzeń w sektorze przemysłowym” Grafton Recruitment wynika, że w przetwórstwie przemysłowym odnotowano spadki zatrudnienia, a przedsiębiorstwa koncentrują się na utrzymaniu ciągłości operacyjnej i dostosowaniu do trudnych warunków gospodarczych.

Kondycja sektora przemysłowego

Wskaźnik klimatu koniunktury GUS wyniósł w lipcu 2025 roku -7,7 dla przetwórstwa przemysłowego. Choć oznacza to nieznaczną poprawę względem analogicznego okresu w 2024 roku, sektor pozostaje jednym z najsłabiej ocenianych w gospodarce. Dla porównania, w branży finansowej wskaźnik ten osiągnął +24,6, a w hotelarstwie i gastronomii +11,5. Na sytuację przemysłu wpływa przede wszystkim niski popyt, spadek zamówień, zwłaszcza eksportowych oraz niepewność dotycząca dalszego rozwoju gospodarczego. Również indeks PMI, który wzrósł w lipcu do poziomu 45,9 pkt., świadczy o niskiej aktywności w sektorze. Jednocześnie prognozy mówią o stopniowym odbiciu do 48 pkt na koniec roku i ponad 52 pkt w 2026.

Przedsiębiorstwa produkcyjne mierzą się z szeregiem trudności związanych zarówno z kosztami działalności, jak i ograniczonym popytem na ich produkty. W tych warunkach firmy z polskim i zagranicznym kapitałem zmagają się z podobnymi wyzwaniami, choć nieco inaczej je akcentują – wyjaśnia Danuta Protasewicz, Manager Regionalny Grafton Recruitment.

Najczęściej wymienianym problemem pozostaje pozyskanie i utrzymanie pracowników spełniających określone wymagania, wskazuje na to 58% przedsiębiorstw krajowych oraz 56% firm zagranicznych. Jak wynika z raportu Grafton Recruitment, największe trudności dotyczą znalezienia pracowników fizycznych, a także osób mające rzadkie specjalizacje, takich jak inżynierowie elektrycy czy energetycy z uprawnieniami budowlanymi. To właśnie te role decydują dziś o sprawnej produkcji i ciągłości operacyjnej. W przypadku firm z polskim kapitałem drugim kluczowym wyzwaniem (50% wskazań) jest wzrost kosztów prowadzenia działalności, które coraz mocniej obciążają płynność finansową i stabilność przedsiębiorstw. Wśród firm z kapitałem zagranicznym na drugim miejscu znalazł się natomiast spadek liczby zleceń i trudności ze zbytem (35%), co bezpośrednio wpływa na ich rentowność. W obu grupach przedsiębiorstw widoczny jest problem niedopasowania budżetów płacowych do oczekiwań kandydatów, co nasila rotację i zwiększa presję płacową – taki problem sygnalizuje 46% firm z polskim kapitałem i 34% przedsiębiorstw z zagranicznym.

Reagując na te wyzwania przedsiębiorstwa, wdrażają strategie dostosowane zarówno do potrzeb rynkowych, jak i własnych priorytetów. Firmy z polskim kapitałem stawiają przede wszystkim na zwiększanie sprzedaży i poszukiwanie nowych rynków zbytu (56%) oraz optymalizację kosztów, w tym redukcję zatrudnienia (40%). Aby wzmocnić swoją konkurencyjność na rynku pracy, część z tych organizacji podejmuje działania mające na celu zwiększenie zatrudnienia wykwalifikowanej kadry (34%). Aby dodatkowo zapobiegać rotacji kluczowych pracowników, niektóre firmy decydują się na podnoszenie wynagrodzeń, zarówno w ramach ustalonych budżetów (30%), jak i punktowo (20%). Przedsiębiorstwa z kapitałem zagranicznym także koncentrują się na intensyfikacji sprzedaży (45%) i optymalizacji kosztów (40%). Istotne znaczenie ma dla nich utrzymywanie pozycji w strukturach międzynarodowych, aż 29% z nich prezentuje swoim centralom lokalną perspektywę, by zabezpieczyć inwestycje w Polsce. Warto zwrócić uwagę, że firmy z zagranicznym kapitałem rzadziej decydują się na zwiększanie zatrudnienia (17%) czy podnoszenie płac (16%).

– Obecnie przedsiębiorstwa koncentrują się na stabilizacji bieżącej sytuacji, przede wszystkim na utrzymaniu kluczowych pracowników i kontroli budżetu, co odbywa się kosztem inwestycji w innowacje i nowe projekty. W dłuższej perspektywie takie podejście mogłoby osłabić konkurencyjność całego polskiego przemysłu, optymizmem napawają więc prognozy mówiące o odwróceniu trendu – podkreśla Monika Piądło, Regional Manager w Grafton Recruitment.

Zapotrzebowanie na pracowników w przemyśle

Kondycja sektora ma bezpośrednie przełożenie na plany rekrutacyjne firm. Największe zapotrzebowanie w tej gałęzi gospodarki dotyczy pracowników fizycznych, zwłaszcza niewykwalifikowanych. Obserwowany od drugiego kwartału 2025 roku wyraźny wzrost w tym zakresie wiąże się z sezonowością, charakterystyczną zarówno dla produkcji, jak i budownictwa. Widoczny jest też wysoki popyt na pracowników wykwalifikowanych, w tym techników, mechaników, elektryków, automatyków oraz kontrolerów jakości.

W przypadku stanowisk specjalistycznych, takich jak inżynierowie jakości, utrzymania ruchu i procesu, a także specjalistów ds. logistyki i zakupów, zapotrzebowanie pozostaje stabilne, lecz od początku 2023 roku utrzymuje się poniżej rynkowego benchmarku. Wyjątkiem jest sektor budowlany, w którym popyt na projektantów, inżynierów i kierowników budowy utrzymuje się znacząco powyżej średniej.Popyt-na-typ-stanowisk.-Sektor-przemyslowy

–  Bez wątpienia na uwagę zasługuje budownictwo, które rozwija się pomimo zawirowań związanych z cenami surowców. W efekcie zapotrzebowanie na kadry utrzymuje się znacznie powyżej rynkowego benchmarku – poszukiwani są zarówno pracownicy fizyczni, jak i specjaliści: projektanci, inżynierowie, kierownicy budowy, a także wysoko wykwalifikowani Inżynierowie o specjalności elektrotechnicznej i elektroenergetycznej z uprawnieniami budowlanymi – komentuje Ewa Gumbarewicz, lider specjalizacji inżynieria i produkcja w Grafton Recruitment.Popyt-na-kategorie-stanowisk.-Sektor-przemyslowy

Z kolei w obszarze badań i rozwoju obserwowany jest systematyczny spadek liczby rekrutacji, co wiąże się ze znaczącym ograniczeniem nowych inwestycji w tym sektorze, w szczególności w porównaniu z latami 2022-2023. Jednak w kolejnych latach można spodziewać się wzrostu zapotrzebowania w obszarze R&D, wynikającego z lokowania w Polsce kompetencji badawczo-rozwojowych dla przemysłu. W tej dziedzinie Polska może konkurować z krajami Europy Zachodniej, zarówno pod względem jakości, jak i kosztów zatrudnienia.

–  Wśród wyzwań, z jakimi zmagają się zespoły R&D, szczególnie dotkliwy jest niedobór wysoko wykwalifikowanych specjalistów, zwłaszcza w obszarach AI, cyberbezpieczeństwa i zaawansowanej analityki. Pomimo ogólnego spadku zatrudnienia w przemyśle segmenty high-tech, takie jak elektronika, farmacja czy technologie cyfrowe – wykazują systematyczny wzrost liczby miejsc pracy – dodaje Maria Górczyńska, Manager w zespole inżynierii i produkcji w Grafton Recruitment.

Przyszłość sektora: automatyzacja, kompetencje i inwestycje

Sektor przemysłowy w Polsce staje dziś przed koniecznością znalezienia nowych kierunków rozwoju. Wyzwania nie ograniczają się już do bieżących kosztów operacyjnych, ale obejmują również kwestie strukturalne i technologiczne. Jak wynika z „Raportu wynagrodzeń w przedsiębiorstwach” Grafton Recuitment, największą barierą pozostaje niedobór pracowników fizycznych oraz specjalistów o kompetencjach technicznych, szczególnie w obszarze systemów informatycznych, automatyki, analityki danych i cyberbezpieczeństwa. W budownictwie dodatkowym problemem jest malejąca liczba absolwentów kierunków technicznych, co ogranicza dostępność nowych kadr. Pracodawcy zwracają także uwagę na rosnące koszty pośrednie i rozbieżność między budżetami płacowymi a oczekiwaniami kandydatów, co zwiększa rotację i obniża konkurencyjność firm.

Przyszłość polskiego przemysłu w perspektywie najbliższych kilku lat będzie zależeć od rozwoju trzech głównych obszarów. Pierwszym z nich jest automatyka przemysłowa i produkcja urządzeń. Niski poziom robotyzacji w Polsce, jedynie 78 robotów na 10 000 pracowników, sprawia, że właśnie automatyka i robotyka są postrzegane jako klucz do poprawy produktywności i rentowności. Drugim obszarem są chemia i farmacja oraz R&D. Branże te uznawane są za rozwojowe, między innymi dzięki cyfryzacji procesów produkcyjnych oraz wdrażaniu technologii Przemysłu 4.0, obejmujących IoT, sztuczną inteligencję i robotykę. Trzecim kierunkiem rozwoju są nowe kompetencje, wynikające z transformacji cyfrowej i rosnącego znaczenia ESG coraz większy popyt dotyczy stanowisk takich jak specjalista ds. zrównoważonego rozwoju, analityk danych systemów logistycznych czy specjalista ds. systemów magazynowych. W budownictwie coraz większe znaczenie mają umiejętności cyfrowe, zwłaszcza korzystanie z metodologii BIM (Building Information Modeling), która w najbliższych latach może stać się standardem w projektowaniu i realizacji inwestycji.

– Największym zagrożeniem dla polskiego przemysłu nie jest tylko niepewność gospodarcza, ale również brak proaktywnych decyzji o inwestycjach w rozwój. Automatyzacja, cyfryzacja czy działania propagujące „clean industry” to nie tylko trend, lecz konieczność, która decyduje o przewadze konkurencyjnej. Firmy, które potraktują te obszary jako element długofalowej strategii, a nie dodatkowy koszt, będą w stanie skutecznie odpowiedzieć na wyzwania rynku – tłumaczy Danuta Protasewicz, Manager Regionalny w Grafton Recruitment.

Na tle wyzwań gospodarczych i społecznych, sektor przemysłowy staje dziś przed koniecznością redefinicji swojej roli. Kluczowe dla jego przyszłości będzie zbudowanie równowagi między efektywnością operacyjną a inwestycją w ludzi, technologie i elastyczne modele pracy. To od gotowości firm do adaptacji będzie zależeć, jak polski przemysł odnajdzie się w nowej rzeczywistości.

Link do pełnej wersji raportu: https://pl.grafton.com/pl/raport-wynagrodzen-w-sektorze-przemyslowym-2025

Informacje o raporcie: „Raport wynagrodzeń w sektorze przemysłowym 2025” to ósma edycja cyklicznego opracowania przygotowanego przez ekspertów Grafton Recruitment we współpracy z Gi Group. Badanie zostało przeprowadzone w II kwartale 2025 roku i objęło analizę 8228 rekordów z bazy kandydatów oraz dane dotyczące budżetów wynagrodzeń 154 firm z sektora przemysłowego. Raport zawiera zestawienia wynagrodzeń dla ponad 200 stanowisk – od pracowników fizycznych, przez specjalistów, aż po kadrę menedżerską – w różnych obszarach przemysłu, takich jak farmacja i chemia, motoryzacja i produkcja urządzeń, FMCG, badania i rozwój, centra inżynieryjne i dystrybucyjne oraz budownictwo. Uwzględnia także nowe role, związane m.in. z automatyką, robotyzacją i ESG. Publikacja została wzbogacona komentarzami ekspertów oraz wynikami ankiet przeprowadzonych wśród pracowników i pracodawców, które pokazują aktualne wyzwania i perspektywy rozwoju sektora.

Rada Przedsiębiorczości popiera projekt ustawy deregulacyjnej – krok w stronę lepszych warunków dla biznesu

Rada Przedsiębiorczości wydała oświadczenie, w którym wyraziła pełne poparcie dla projektu ustawy przygotowanego przez sejmową Komisję ds. Deregulacji, kierowaną przez posła Ryszarda Petru. Dokument zawiera pakiet zmian mających poprawić warunki prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce i uprościć system podatkowy.

Ograniczenie skutków przewlekłych kontroli

Jednym z najważniejszych rozwiązań proponowanych w projekcie jest ograniczenie negatywnych konsekwencji przeciągających się kontroli skarbowych. Od lat zarówno Rada Przedsiębiorczości, jak i środowiska biznesowe zrzeszone wokół inicjatywy deregulacyjnej SprawdzaMy apelowały o takie zmiany.

Nowe przepisy przewidują m.in.:

  • Ograniczenie możliwości zawieszania biegu przedawnienia zobowiązań podatkowych w sytuacjach, gdy postępowanie karno-skarbowe wszczynane jest jeszcze w trakcie toczącego się postępowania podatkowego.

Wyższe limity dla amortyzacji

Drugim istotnym elementem ustawy jest podniesienie limitu jednorazowej amortyzacji fabrycznie nowych środków trwałych do 300 tys. zł (obecnie 100 tys. zł). Dodatkowo wzrośnie limit wartości składników majątku, które można zaliczyć bezpośrednio do kosztów uzyskania przychodów, z 10 tys. zł do 15 tys. zł. Rozwiązanie to ma stanowić zachętę do inwestycji i poprawić płynność finansową przedsiębiorstw.

Korzyści dla biznesu i podatników

Zdaniem Rady Przedsiębiorczości, proponowane zmiany przyczynią się do:

  • ochrony firm przed skutkami przewlekłości postępowań,
  • wzmocnienia poczucia sprawiedliwości i bezpieczeństwa prawnego podatników,
  • zwiększenia dyscypliny organów podatkowych,
  • wsparcia inwestycji i rozwoju firm dzięki wyższym limitom amortyzacji.

Z satysfakcją przyjmujemy propozycje zawarte w projekcie i podkreślamy gotowość do dalszego dialogu ponad podziałami, w celu wypracowania najlepszych rozwiązań dla rozwoju polskiej gospodarki – czytamy w oświadczeniu Rady.

Czym jest Rada Przedsiębiorczości?

Rada to forum współpracy dziewięciu największych organizacji pracodawców i przedsiębiorców w Polsce. Powołana pierwotnie w 2003 roku, została reaktywowana w marcu 2020 r. w odpowiedzi na kryzys pandemiczny. Obecnie reprezentuje blisko 330 tys. pracodawców zatrudniających ponad 8 mln pracowników.

Członkami Rady są:

  • Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL),
  • Business Centre Club,
  • Federacja Przedsiębiorców Polskich,
  • Konfederacja Lewiatan,
  • Krajowa Izba Gospodarcza,
  • Polska Rada Biznesu,
  • Pracodawcy RP,
  • Związek Banków Polskich,
  • Związek Rzemiosła Polskiego.

Obecnie przewodnictwo w Radzie pełni ABSL.

Lewiatan apeluje o rozwagę: projekt ustawy o PIP zagrozi wolności gospodarczej

Propozycja przyznania inspektorom Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) prawa do przekształcania umów cywilnoprawnych, w tym kontraktów B2B, w umowy o pracę budzi poważne wątpliwości prawne i gospodarcze – alarmuje Konfederacja Lewiatan. Organizacja wskazuje, że takie rozwiązanie mogłoby doprowadzić do chaosu prawnego, naruszenia swobody działalności gospodarczej i znaczącego wzrostu ryzyk dla przedsiębiorców.

30 dni na konsultacje to za mało

– Rozumiemy potrzebę dyskusji nad wzmocnieniem funkcjonowania Państwowej Inspekcji Pracy oraz ograniczania naruszeń prawa pracy. Jednak te kwestie powinny być przedmiotem rozmów w ramach Rady Dialogu Społecznego. Termin 30 dni na analizę i przedstawienie propozycji alternatywnych jest zdecydowanie zbyt krótki – podkreśla Robert Lisicki, radca prawny, dyrektor departamentu pracy Konfederacji Lewiatan.

Ryzyko chaosu prawnego i uderzenie w przedsiębiorców

Lewiatan ostrzega, że proponowane przepisy mogłyby pogorszyć sytuację wielu osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą oraz pracujących na elastycznych formach zatrudnienia. W uzasadnieniu projektu – zdaniem organizacji – brakuje pogłębionej diagnozy sytuacji i analizy wpływu zmian na różne sektory gospodarki.

– Zaproponowane rozwiązania grożą wywołaniem chaosu prawnego i gospodarczego, czego w obecnej sytuacji powinniśmy unikać. Proces zmian powinien być ewolucyjny, a nie rewolucyjny – dodaje Lisicki.

Dane: większość decyzji inspektorów kwestionowana przez sądy

Według danych ZUS, na koniec 2024 r. w Polsce było ok. 1,5 mln osób współpracujących na podstawie umów cywilnoprawnych oraz 1,8 mln prowadzących działalność gospodarczą.

W latach 2022–2024 inspektorzy PIP skierowali 94 powództwa o ustalenie stosunku pracy, obejmujące 106 osób. Sądy przyznały im rację jedynie w 32 przypadkach, co zdaniem Lewiatana pokazuje, że oceny inspektorów nie znajdują zwykle potwierdzenia w orzecznictwie.

Kontrowersyjne rozwiązania w projekcie

Według Lewiatana i ekspertów rynku pracy największe zastrzeżenia budzą:

  • możliwość wydania decyzji z mocą wsteczną (ex tunc),
  • natychmiastowa wykonalność decyzji, obejmująca skutki podatkowe i ubezpieczeniowe,
  • brak uwzględnienia interesu osoby współpracującej,
  • przekazanie inspektorom prawa do ustalania warunków umowy o pracę,
  • brak mechanizmów rekompensaty w przypadku uchylenia decyzji.

Groźba wysokich kosztów i perturbacji rynkowych

– Potencjalne przekwalifikowanie może okazać się bardzo kosztowne – chodzi m.in. o obowiązek zapłaty zaległych składek ZUS, zaliczek na PIT czy dopłat do PFRON. Szczególnie problematyczne mogą być sytuacje dotyczące tysięcy umów zlecenia zawieranych ze studentami – wskazuje Jadwiga Chorązka, ekspertka Konfederacji Lewiatan, Vialto Partners Poland.

Jej zdaniem najbardziej kontrowersyjnym elementem projektu jest możliwość wydawania decyzji z mocą wsteczną, co w praktyce może generować ogromne ryzyka i koszty dla firm oraz osób fizycznych.

PARP ogłasza nabór w konkursie „Promocja marki innowacyjnych MŚP” – 100 mln zł na ekspansję zagraniczną

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) uruchamia nabór w konkursie „Promocja marki innowacyjnych MŚP” w ramach programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Do rozdysponowania jest 100 mln zł na wsparcie mikro, małych i średnich przedsiębiorstw planujących rozwój działalności poza granicami kraju. Wnioski będzie można składać od 5 listopada 2025 r. do 8 stycznia 2026 r.

Sektor MŚP w polskiej gospodarce

Jak wynika z najnowszego „Raportu o stanie sektora MŚP w Polsce”, mikro, małe i średnie firmy odpowiadają za 46,6 proc. PKB i zatrudniają ponad 6,9 mln osób. Aż 97,2 proc. wszystkich firm w Polsce stanowią mikroprzedsiębiorstwa. Mimo silnej pozycji na rynku krajowym, aktywność eksportowa wciąż pozostaje ograniczona – jedynie 5 proc. przedsiębiorstw sprzedaje produkty za granicę, a zaledwie 1 proc. świadczy usługi eksportowe.

– Polskie firmy mają ogromny potencjał, aby skutecznie konkurować na globalnych rynkach. Rolą PARP jest stworzenie im warunków, które ułatwią ekspansję – od wsparcia finansowego, przez doradztwo, po narzędzia promocji – podkreśla Agencja.

Cel programu – wzmocnienie pozycji polskich marek

Program ma zwiększyć rozpoznawalność innowacyjnych polskich firm za granicą. Dofinansowanie można przeznaczyć m.in. na:

  • udział w targach branżowych jako wystawca – obowiązkowo przynajmniej w jednym wydarzeniu z listy targów narodowych publikowanej przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii,
  • inne targi i wydarzenia branżowe w kraju i za granicą,
  • misje gospodarcze połączone ze spotkaniami B2B i prezentacjami,
  • udział w wydarzeniach targowych jako zwiedzający.

Konkurs obejmuje kluczowe sektory gospodarki, m.in. medyczny i farmaceutyczny, zielonych technologii, IT/ICT, przemysł kreatywny, kosmetyczny, maszynowy, meblarski, motoryzacyjny, lotniczo-kosmiczny oraz spożywczy.

Koszty kwalifikowane i wysokość wsparcia

Budżet programu wynosi 100 mln zł, a intensywność wsparcia sięga:

  • do 85 proc. – w przypadku kosztów podróży służbowych,
  • do 50 proc. – dla pozostałych kosztów.

Dofinansowaniem objęte są m.in.:

  • wynajem, budowa i obsługa stoiska targowego,
  • rezerwacja powierzchni wystawienniczej,
  • organizacja pokazów, prezentacji i degustacji podczas misji gospodarczych,
  • przygotowanie kampanii promocyjnych (także w kanałach cyfrowych),
  • koszty pośrednie – do 7 proc. wartości kosztów bezpośrednich.

Obowiązek dokumentowania wkładu własnego

PARP zwraca uwagę, że w aktualnym naborze konieczne jest dołączenie dokumentów potwierdzających pozyskanie środków na wkład własny. Szczegółowe wytyczne znajdują się w instrukcji składania wniosku.

Termin i sposób składania wniosków

Wnioski można składać wyłącznie online poprzez Lokalny System Informatyczny dostępny na stronie PARP. Nabór potrwa od 5 listopada 2025 r. do 8 stycznia 2026 r. (do godz. 16:00).

System ocen lekarzy w Polsce – czas na rewalidację kompetencji?

Systemy ocen funkcjonują już w wielu krajach i są standardem w zawodach wysokiego ryzyka. Dzięki nim lekarz nie tylko udowadnia swoją kompetencję, lecz także otrzymuje wsparcie w bieżącym doskonaleniu. Rewalidacja powinna być przeprowadzana w przejrzystych, uczciwych procedurach – proporcjonalnych do specjalności i poziomu aktywności zawodowej. Lekarz apeluje, by środowisko podjęło inicjatywę i zaproponowało wspólnie model odnawiania prawa wykonywania zawodu. To zwiększy zaufanie społeczne, poprawi bezpieczeństwo pacjentów i pokaże, że lekarze są gotowi odpowiadać za swoje kompetencje przed pacjentami i profesją.

– Wsiadając do autobusu ufamy kierowcy, bo widzimy, że jego uprawnienia są odnawiane i że przechodzi cykliczne szkolenia – powiedział serwisowi eNewsroom.pl dr n. med. Łukasz Rákász, ordynator oddziału neurochirurgii Szpitala Dziecięcego im. prof. dr. med. J. Bogdanowicza. – Dlaczego więc prawo wykonywania zawodu lekarza przyznawane raz na całe życie nie budzi równie oczywistego zaufania? Czy społeczeństwo może być pewne, że każdy lekarz przez całe dekady samodzielnie dba o aktualizację wiedzy i umiejętności bez żadnej zewnętrznej weryfikacji? Uważam, że nadszedł czas na system rewalidacji kompetencji lekarzy. Jako lekarz i neurochirurg apeluję, by środowisko medyczne samo zaproponowało rozwiązania, które zwiększą zaufanie pacjentów i przełożą się na bezpieczeństwo opieki. Rewalidacja nie musi oznaczać administracyjnego karania – może przyjąć formę cyklicznego potwierdzania kwalifikacji przez uczestnictwo w kształceniu ustawicznym (CME), egzaminy praktyczne lub symulacje, ocenę koleżeńską i analizę wyników klinicznych, a także mechanizmy zbierania opinii pacjentów – proponuje dr n. med. Łukasz Rákász.

PMI w Polsce rośnie, niemiecki przemysł blisko ożywienia, raport ADP osłabia dolara, eksport Australii spada

Raport ADP wysyła sygnał alarmowy dla amerykańskiego rynku pracy. Warto też odnotować poprawę w polskim przemyśle mierzoną wskaźnikiem PMI. Tymczasem w Australii zapaść głównej gałęzi gospodarki, czyli kolejna oznaka spowolnienia, o którym wspominał tamtejszy bank centralny. 

Skupienie na ADP przy braku oficjalnych danych

W związku z zamknięciem instytucji rządowych w USA w tym tygodniu nie zobaczymy publikacji oficjalnych danych z rynku pracy. Uwaga inwestorów skupiła się więc na środowym raporcie ADP, który często trafnie prognozuje rządowe odczyty, ale też często zupełnie się z nimi rozmija. Tym razem raport prywatnej agencji zasiał sporą niepewność co do kondycji rynku pracy w USA. Spadek miejsc pracy o 32 tys. to nie tylko dużo gorzej niż zakładały prognozy (wzrost o 50 tys.), ale też pogłębienie spadku z poprzedniego miesiąca. Nie tylko sama ujemna wartość budzi niepokój, ale też skala spadków w wielu kluczowych branżach, co może być wyznacznikiem kłopotów nie tylko w sferze konkretnych sektorów, ale całej gospodarki. Dla rynków raport ADP to pożywka dla spekulacji odnośnie łagodnej polityki Fed w najbliższych miesiącach. Spadła więc rentowność obligacji 10 letnich, osłabił się USD, choćby do EUR, a wzrosty na giełdach zostały utrzymane.

Plusy i minusy

Wczoraj pozytywny dla polskiej gospodarki okazał się odczyt PMI dla przemysłu. Wiemy, że jedna „jaskółka” w tym wypadku nie świadczy o tym, że nastąpił przełom, niemniej jednak wynik 48 pkt jest najwyższym od kwietnia tego roku. Dalej jednak oscylujemy poniżej granicy 50 pkt, oddzielającej wzrost gospodarczy od recesji. Dobra informacja dla polskiego przemysłu to też wynik naszego największego partnera handlowego – PMI Niemiec zbliżył się na odległość 0,5 pkt do granicy 50. Produkcja w Niemczech pozytywnie zaskakuje i kolejny raz ma dynamikę wzrostową, co powinno się przekładać na plus także dla naszego kraju. Patrząc zbiorczo na całą strefę euro, nie ma jednak powodów do optymizmu – PMI dla tego sektora spadł poniżej 50 pkt. Czy to pierwszy sygnał alarmowy dla europejskiego przemysłu? Jest jeszcze za wcześnie, aby wyrokować, ale zapewne kolejne dane będą bacznie obserwowane. Tym bardziej, że EBC postawił sprawę jasno: na ten moment utrzymywanie stóp bez zmian to scenariusz bazowy. Tyle tylko, że hamowanie wzrostu gospodarczego może ten status quo zmienić, na niekorzyść dla wspólnej waluty.

Słabszy AUD po danych

Dzisiaj w kalendarzu danych makro uwagę zwrócił bardzo słaby odczyt bilansu handlowego za sierpień dla Australii. Nie dość, że okazał się znacznie gorszy od prognoz, to zapaść nastąpiła po stronie eksportu, gdzie wynik wyniósł -7,8% m/m. Ten kraj od dekad budował swoją pozycję przede wszystkim na eksporcie rud żelaza, gazu czy węgla. Kierunkiem „zbytu” była przede wszystkim Azja. Często więc mówiło się, że eksport australijski jest benchmarkiem rynkowym tego jak kształtuje się sytuacja gospodarcza choćby Chin, patrząc przez pryzmat popytu generowanego przez Państwo Środka. Takie dane mogą więc sugerować fazę schłodzenia w przemyśle choińskim, skoro eksport z Australii tak nagle spadł. O gorszej sytuacji w gospodarce wspomniał też Bank Australii na ostatnim posiedzeniu, ale mimo tego utrzymał stopy procentowe bez zmian na poziomie 3,6% (choć wcześniej zaserwował serię obniżek). AUD jest dzisiaj nieco słabszy na rynku FX, traci choćby do USD 0,15%.

Telefony w szkole – prawo i praktyka. Co wolno uczniom, a co nauczycielom?

Rok szkolny zdążył się już na dobre rozkręcić, a wraz z nim powracają dyskusje o korzystaniu z telefonów komórkowych w szkołach. Czy uczniowie mogą sięgać po smartfony podczas lekcji? Czy nauczyciel ma prawo je odebrać, a nawet przeglądać ich zawartość? Oto komentarz mec. Tymoteusza Paprockiego, specjalisty prawa oświatowego i ochrony dóbr osobistych.

Czy szkoła może zakazać korzystania z telefonów?

„Prawo nie zabrania szkołom wprowadzenia regulaminu, który ogranicza korzystanie z telefonów w trakcie zajęć – mówi mec. Paprocki. – Nauczyciele i dyrekcja mogą wprowadzić przepisy wewnętrzne, które zakazują używania telefonów podczas lekcji lub w określonych miejscach. Takie zasady powinny być jednak jasno określone w statucie szkoły lub regulaminie, aby uczniowie i rodzice wiedzieli, czego się spodziewać.”

Czy nauczyciel może zabrać uczniowi telefon?

„Zgodnie z prawem, nauczyciel może poprosić ucznia o odłożenie telefonu na czas lekcji, a w sytuacji powtarzających się naruszeń – czasowo zabrać urządzenie do przechowania w sekretariacie lub innym bezpiecznym miejscu – wyjaśnia mecenas. – Ważne jest, aby takie działanie było proporcjonalne i miało charakter wychowawczy, a nie karzący.”

Czy nauczyciel może przeglądać zawartość telefonu ucznia?

„Absolutnie nie – podkreśla mec. Paprocki. – Zgodnie z przepisami o ochronie danych osobowych i dobrych obyczajach, nauczyciel nie może przeszukiwać telefonu ucznia ani czytać jego prywatnych wiadomości. Takie działanie byłoby naruszeniem dóbr osobistych, wizerunku i prawa do prywatności. W skrajnych przypadkach mogłoby podlegać sankcjom cywilnym, a nawet karnym.”

Odpowiedzialność rodziców

Mecenas zwraca uwagę, że w kontekście bezpieczeństwa i korzystania z telefonów istotna jest również rola rodziców. „Rodzice mają obowiązek nadzoru nad dzieckiem i powinni przypominać o zasadach korzystania z telefonu, zwłaszcza w kontekście zagrożeń w internecie – dodaje Paprocki.

– Odpowiedzialność wychowawcza spoczywa więc zarówno na szkole, jak i na rodzinie.”

Szkoła może wprowadzić regulamin ograniczający korzystanie z telefonów podczas lekcji.

Nauczyciel może prosić o odłożenie telefonu i – w uzasadnionych przypadkach – czasowo
go zabezpieczyć. Przeglądanie prywatnej zawartości telefonu ucznia jest niedozwolone i narusza prawo.

Odpowiedzialność za bezpieczeństwo i edukację cyfrową leży zarówno po stronie szkoły, jak i rodziców.

„Telefon w szkole nie jest zakazany, ale wymaga odpowiedzialności – mówi mec. Paprocki. – Prawo i regulamin szkolny dają narzędzia, ale najważniejsze jest uświadomienie uczniom, jak korzystać z technologii bez szkody dla siebie i innych.”

JRH zwiększa zaangażowanie w CampusAI – dokupi 250 tys. akcji DistrictORG

JRH ASI S.A. zwiększa zaangażowanie w amerykańskim holdingu DistrictORG Inc., który globalnie rozwija platformę CampusAI. Po sfinalizowaniu zakupu dodatkowych 250 tys. akcji JRH i powiązany z nim fundusz Smartlink Partners będą posiadać łącznie 991 tys. akcji, co odpowiada ok. 9,4% udziału w spółce. Ruch wpisuje się w strategię JRH skoncentrowaną na projektach AI oraz wzmacnia fundamenty do komercjalizacji innowacyjnej, AI-native edukacji kompetencji przyszłości.

W dniu 2 października 2025 r. JRH zawarł przedwstępną umowę nabycia 250 tys. akcji DistrictORG ze spółką Superkonstelacja Limited. Zawarcie umowy przyrzeczonej zaplanowano nie później niż do 31 października 2025 r. DistrictORG jest zarejestrowany w Wilmington, Delaware, USA i stoi za projektem CampusAI – pierwszą na świecie szkołą AI-native korzystającą z technologii gier i sztucznej inteligencji do tworzenia interaktywnych środowisk edukacyjno-treningowych.

Przed transakcją JRH posiadał 200 tys. akcji DistrictORG, a powiązany z JRH fundusz Smartlink Partners – 541 tys. akcji. Po dokupieniu 250 tys. akcji łączny pakiet JRH i Smartlink wzrośnie do 991 tys., co odpowiada ok. 9,4% udziału w spółce. Wzmocnienie pozycji udziałowej odzwierciedla długoterminową wiarę w potencjał CampusAI i skalowalność technologii District® Engine, która pozwala budować cyfrowe bliźniaki organizacji, łączyć immersyjne środowiska 3D z generatywną AI i wdrażać programy rozwoju kompetencji w modelach B2C, B2B i B2B2C.

CampusAI wyrosło w Polsce jako laboratorium innowacji edukacyjnej i dziś, działając w ramach amerykańskiego holdingu DistrictORG, przygotowuje globalną ekspansję. Od startu projekt przyciągnął dziesiątki tysięcy użytkowników, w tym ponad 15 tys. płacących subskrybentów, oraz zdobył ponad 70 klientów biznesowych. Metodyka Human+AI Collaboration – współtworzona z czołowymi naukowcami – mierzalnie podnosi efektywność pracy zespołowej i satysfakcję pracowników, a sama platforma konsekwentnie unika etykiety „kolejny edtech”, budując własną kategorię AI-native campusów i wirtualnych dystryktów innowacji.

Z punktu widzenia inwestorów kluczowa jest możliwość skalowania. DistrictORG, jako spółka z siedzibą w USA, integruje działania i partnerstwa na wielu rynkach, rozwijając jednocześnie technologię District® Engine i sieć lokalnych „dystryktów” CampusAI. Celem do 2030 r. jest podniesienie kwalifikacji w zakresie AI dziesiątek milionów ludzi i zbudowanie globalnej, interoperacyjnej sieci wirtualnych kampusów, która wspiera firmy, uczelnie i społeczności w praktycznej współpracy człowieka z AI.

CampusAI to projekt niezwykle perspektywiczny – idealnie wpisuje się w strategię JRH której osią są inwestycje w obszarze sztucznej inteligencji. Widzimy rosnący, globalny popyt na rozwój kompetencji AI i wierzymy, że technologia oraz zespół DistrictORG przekują ten potencjał w trwałą wartość. Liczymy na atrakcyjny zwrot z inwestycji i budowę wartości dla akcjonariuszy JRH – mówi January Ciszewski, główny akcjonariusz i Prezes JRH ASI S.A.

Dotychczasowe kamienie milowe – w tym integracja polskiego pilotażu w globalnej strukturze DistrictORG, pozyskanie strategicznych inwestorów i gotowość do pełnej komercjalizacji – wzmacniają wiarygodność modelu. Dla JRH zwiększenie zaangażowania oznacza nie tylko większy udział w potencjalnych korzyściach ze wzrostu wartości DistrictORG, ale też realny wpływ na kształtowanie rynku edukacji kompetencji AI, którego skala i tempo adopcji technologii czynią jednym z najciekawszych segmentów w nadchodzących latach.

INVL, IFC i ACP inwestują w POLMED. Grupa sfinansuje przejęcie Radomskiego Centrum Onkologii

INVL Private Equity Fund II – największy fundusz private equity w krajach bałtyckich, zarządzany przez Grupę Invalda INVL – wraz z International Finance Corporation (IFC), należącą do Grupy Banku Światowego, oraz Accession Capital Partners (ACP) podpisały umowę inwestycyjną z Grupą POLMED. Konsorcjum dostarczy kapitał rozwojowy, który zostanie przeznaczony na sfinansowanie przejęcia Grupy KN – jednego z wiodących prywatnych ośrodków onkologicznych w Polsce.

POLMED – dynamiczny rozwój i sieć ogólnopolska

POLMED, założony w 1999 roku, należy dziś do największych prywatnych dostawców usług medycznych w kraju. W 2024 r. spółka osiągnęła przychody przekraczające 100 mln euro. Dysponuje 38 własnymi placówkami, zatrudnia około 2 tys. osób i współpracuje z ponad 4 tys. specjalistów medycznych. Każdego roku obsługuje ponad 4 mln pacjentów indywidualnych i świadczy usługi dla 3,5 tys. klientów korporacyjnych. Jej oferta obejmuje opiekę ambulatoryjną, diagnostykę obrazową oraz rehabilitację domową i stacjonarną.POLMED

Grupa KN – nowoczesna onkologia i neurochirurgia

Przejęcie obejmie Radomskie Centrum Onkologii (RCO), Centrum Gamma Knife oraz Radomskie Centrum Rodziny w Warszawie. Placówki, działające pod marką Grupa KN, powstały w 2011 r. i należą do kluczowych prywatnych ośrodków onkologicznych w Polsce. Zatrudniają ponad 700 osób i dysponują około 150 łóżkami, w tym 14 stanowiskami do chemioterapii. Grupą kierują prof. Mirosław Ząbek – światowej klasy neurochirurg – oraz Dorota Ząbek, którzy pozostaną aktywni w spółce po transakcji.

Synergie i dalszy rozwój

Połączenie POLMED i Grupy KN ma umożliwić stworzenie kompleksowej platformy medycznej, łączącej opiekę ambulatoryjną i specjalistyczną z zaawansowanymi terapiami onkologicznymi. – Włączenie szpitala onkologicznego oraz technologii Gamma Knife to realizacja naszej strategii poszerzania kompleksowości usług z myślą o pacjencie i jego komforcie – podkreśla Radosław Szubert, założyciel i prezes Grupy POLMED.

Dorota Ząbek, wiceprezes Grupy KN, wskazuje na korzyści dla pacjentów obu stron: – Dołączenie do Grupy POLMED zwiększy dostępność nowoczesnych terapii onkologicznych i poprawi komfort leczenia.

Zaangażowanie inwestorów

Konsorcjum inwestorów obejmie znaczące udziały mniejszościowe w połączonym podmiocie. Większościowy pakiet pozostanie w rękach założycieli POLMED – Radosława Szuberta i Romualda Magdonia, którzy będą kontynuować zarządzanie firmą.

Widzimy potencjał POLMED, by stał się liderem rynku, podobnie jak w przypadku naszych wcześniejszych inwestycji – ocenił Luke Staniczek, Investments Lead w Polsce w INVL Private Equity Fund II.

Z kolei Ary Naïm, Country Manager Grupy Banku Światowego na Polskę, podkreślił, że IFC wspiera transformację POLMED w cyfrowo wspieraną platformę zdrowotną, odpowiadającą na rosnące potrzeby pacjentów.

Nasze doświadczenie w sektorze zdrowotnym, zdobyte dzięki inwestycjom w takie spółki jak Medicales czy LUX MED, pozwoli nam skutecznie wspierać POLMED w dalszym rozwoju – dodał Piotr Sadowski, Partner w Accession Capital Partners.

Warunki transakcji i doradcy

Finalizacja transakcji wymaga zgody Prezesa UOKiK oraz spełnienia dodatkowych warunków zawieszających. W procesie uczestniczył szeroki zespół doradców: Baker McKenzie (INVL), CIC Corporate Finance i EY/EY Parthenon (POLMED), Norton Rose Fulbright (ACP), MJH Moskwa Jarmul Haładyj (POLMED), Hogan Lovells (IFC), Pekao Investment Banking i Domański Zakrzewski Palinka (Grupa KN).

ROBYG przydzielił obligacje o wartości 75 mln zł

ROBYG zakończył subskrypcję i przydzielił obligacje serii PH o wartości 75 mln zł. Przydzielono 75.000 sztuk obligacji o wartości nominalnej 1000 zł każda na rzecz 11 podmiotów instytucjonalnych. Obligacje zostaną wprowadzone do obrotu na rynku Catalyst. W 2025 roku ROBYG pozyskał z emisji obligacji 475 mln zł.

„Z sukcesem zakończyliśmy kolejną emisję obligacji – serii PH – pozyskując 75 mln zł od inwestorów instytucjonalnych. Cieszy nas duże zainteresowanie rynków finansowych, które potwierdza zaufanie do strategii rozwoju Grupy ROBYG oraz naszej stabilnej pozycji na rynku nieruchomości. Warto podkreślić, że łączna wartość środków pozyskanych przez nas z emisji obligacji w 2025 roku sięgnęła już 475 mln zł – to istotne wsparcie dla dalszej realizacji naszych projektów inwestycyjnych i rozwoju działalności operacyjnej. Rynek mieszkaniowy w Polsce wchodzi obecnie w nową fazę – dojrzalszą, bardziej zrównoważoną i uregulowaną. Choć podaż mieszkań wciąż pozostaje względnie wysoka, to tempo przyrostu nowych inwestycji wyraźnie maleje. Wynika to z kilku nakładających się czynników: wzrostu kosztów realizacji, ograniczonej dostępności gruntów w największych aglomeracjach, niepewności regulacyjnej oraz większej ostrożności inwestorów w dobie wciąż wysokich stóp procentowych i zmieniającej się demografii. Rynek mieszkaniowy w Polsce będzie się profesjonalizował, stając się bardziej dojrzały, zróżnicowany i selektywny. Kluczowe będzie dostosowanie się do nowych warunków – zarówno przez deweloperów, jak i klientów. Ci, którzy potrafią elastycznie reagować na zmiany, inwestować w jakość i innowacje, będą w stanie nie tylko przetrwać ten etap transformacji, ale i wykorzystać go jako szansę rozwoju” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG i Vantage.

W ROBYG obserwujemy stabilny, wysoki poziom sprzedaży. Klienci są aktywni, a nasza szeroka oferta, elastyczne podejście i atrakcyjne lokalizacje sprawiają, że cieszymy się dużym zainteresowaniem. Nasza strategia zakłada dalszy rozwój – zarówno w segmencie mieszkań na sprzedaż w ROBYG, jak i w modelu PRS realizowanym wyłącznie przez Vantage Development (pod marką Vantage Rent), co pozwala nam elastycznie odpowiadać na zmieniające się potrzeby rynkowe. Patrzymy z optymizmem na drugą połowę roku i kolejne lata. Spodziewamy się, że wraz z dalszą stabilizacją stóp procentowych i większą dostępnością kredytów mieszkaniowych, popyt pozostanie silny. Jesteśmy dobrze przygotowani do dalszego działania – mamy zabezpieczony bank ziemi, gotowe projekty i zespół z dużym doświadczeniem. Obecna sytuacja to dla nas przede wszystkim szansa na dalsze umacnianie pozycji rynkowej i rozwój z korzyścią zarówno dla klientów, jak i inwestorów – powiedział Eyal Keltsh, prezes zarządu ROBYG i Vantage.

„Z dużą satysfakcją odnotowujemy, że inwestorzy ponownie obdarzyli ROBYG swoim zaufaniem. Grupa ROBYG utrzymuje bardzo dobrą kondycję finansową i operacyjną, co znajduje odzwierciedlenie zarówno w wynikach sprzedażowych, jak i w osiąganych marżach oraz rentowności. Nasze solidne fundamenty, odpowiedzialne zarządzanie finansami oraz przemyślana strategia inwestycyjna są doceniane przez inwestorów, a wynik emisji obligacji jest tego potwierdzeniem. Łączna wartość środków pozyskanych w 2025 roku wynosi już 475 mln PLN, co umożliwia nam realizację nowych projektów mieszkaniowych oraz dalsze wzmacnianie pozycji ROBYG na rynku deweloperskim. Serdecznie dziękujemy wszystkim inwestorom za udział w emisjach – ich wsparcie stanowi dla nas nie tylko dowód uznania, lecz także motywację do dalszego budowania wartości ROBYG” – podumowała Marta Hejak, CFO oraz wiceprezes zarządu ROBYG i Vantage.

W pierwszej połowie 2025 roku ROBYG z Grupy TAG Immobilien zanotował przychody ze sprzedaży na poziomie ponad 491 mln zł, podczas gdy marża brutto ze sprzedaży wyniosła blisko 117 mln zł. EBIT wyniósł około 106 mln zł, a wynik netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł ponad 87 mln zł. W 2025 roku Grupa TAG w Polsce planuje sprzedaż na poziomie 2800 mieszkań.

Ponadto ROBYG konsekwentnie powiększa swój bank ziemi, który na koniec pierwszego półrocza 2025 r. obejmował ponad 21.500 lokali w całej Polsce. ROBYG aktywnie poszukuje również nowych terenów inwestycyjnych. Łączna wartość podpisanych w Polsce umów zakupu gruntów na koniec H1 2025 wyniosła około 689 mln zł.

W pierwszym półroczu 2025 roku Grupa TAG w Polsce podpisała ponad 1080 umów przedwstępnych i deweloperskich oraz dodatkowo około 160 umów rezerwacyjnych, które pozostały do sfinalizowania jako deweloperskie wkrótce. ROBYG podpisał około 960 umów przedwstępnych i deweloperskich oraz około 160 umów rezerwacyjnych, które pozostały do sfinalizowania jako deweloperskie wkrótce. Grupa TAG w H1 2025 zrealizowała i rozpoznała w przychodach ponad 640 lokali, 516 lokali zostało przekazanych klientom, a ponad 130 lokali wprowadzono na wynajem. ROBYG zrealizował i przekazał klientom ponad 460 lokali. Łącznie Grupa TAG w Polsce ma w budowie ponad 6000 mieszkań i lokali komercyjnych. Portfolio mieszkań na wynajem Grupy wyniosło 3349 lokali. Aktualnie w ofercie ROBYG ma blisko 1950 lokali.

W 2024 roku Grupa TAG w Polsce (Grupy Deweloperskie ROBYG i Vantage) pozyskała finansowanie w łącznej kwocie 991,5 mln zł. W styczniu 2025 r. ROBYG, spółka z Grupy TAG, z sukcesem wyemitowała nową serię obligacji o wartości 250 mln zł, a w maju 2025 r. zakończono subskrypcję kolejnej serii obligacji o wartości 150 mln zł. ROBYG spłacił obligacje o wartości nominalnej 210 mln zł w 2024 r. i 22,5 mln zł w I półroczu 2025 r.

W pierwszym półroczu 2025 oraz w 2024 roku ROBYG zrealizował szereg działań, mających na celu zminimalizowanie negatywnego wpływu na środowisko. Wszystkie osiedla ukończone w pierwszym półroczu 2025 oraz w 2024 roku są zgodne z Zielonym Standardem – wewnętrzną regulacją oficjalnie przyjętą przez Zarząd, która określa w jaki sposób projektować budynki i wykonywać prace budowlane, aby były bardziej zrównoważone środowiskowo. Już 100% energii elektrycznej na budowie jest zeroemisyjna zgodnie zakupionymi gwarancjami pochodzenia, a 88% zbudowanych budynków mieszkaniowych wielorodzinnych w pierwszym półroczu 2025 oraz w 2024 roku ma zapotrzebowanie na energię pierwotną (EP) o 10% niższe od wymaganego. Zgodność z taksonomią UE od 2026 r. dla wszystkich nowych projektów budowlanych realizowanych przez ROBYG na rzecz rozwoju portfela najmu Vantage Rent to kolejny ambitny cel w ramach modelu biznesowego Grupy. Ponadto firma dba o różnorodność w miejscu pracy – w 2024 r. kobiety stanowiły 73,8% pracowników, a 50% wyższej kadry zarządzającej to kobiety.

Ponadto Grupa ROBYG jako pierwszy deweloper w Polsce powołała instytucję Rzecznika Klienta – to ekspertka wspierająca klientów na każdym etapie kontaktu z firmą. Nowa rola ma wzmocnić zaufanie i zapewnić realne wsparcie klientom, a także służyć radą i dodatkowymi wyjaśnieniami. Inicjatywa jest częścią szerszych działań Grupy ROBYG na rzecz poprawy doświadczenia klienta i budowania nowoczesnych standardów w branży nieruchomości. ROBYG wprowadził także nowy segment sprzedaży – ofertę premium Grand Selection. Dostępne są najwyższej klasy apartamenty w wyjątkowych, prestiżowych lokalizacjach: w Warszawie w inwestycji Royal Residence oraz w Trójmieście w projektach: Nowa Wałowa, Nadmotławie i Wendy. ROBYG już planuje kolejne propozycje należące do tej linii – w Poznaniu i innych miastach, gdzie prowadzi działalność.

Najważniejsze dane ROBYG:

  2020 2021 2022 2023 2024
Umowy deweloperskie i przedwstępne 2738 4308 2144 3488 1900
Lokale uznane w przychodach 2715 2940 3500 3359 2300
Przychody 1,11 mld zł 1,3 mld zł 1,5 mld zł 1,8 mld zł 1,3 mld zł

Certyfikaty i bezpieczeństwo żywności w kontekście globalnych targów

Bezpieczeństwo żywności i certyfikacja producentów to jeden z filarów współczesnego rynku spożywczego. W dobie globalizacji, dynamicznych zmian w łańcuchach dostaw i rosnącej świadomości konsumentów, kwestie jakości produktów stają się równie istotne jak sam smak czy cena. Coraz częściej to właśnie certyfikaty i zgodność z normami regulacyjnymi decydują o sukcesie marki – zarówno na lokalnym, jak i międzynarodowym rynku.

Dlaczego certyfikaty w branży spożywczej są tak ważne?

Certyfikaty żywnościowe pełnią kilka kluczowych funkcji. Przede wszystkim dają konsumentowi pewność, że produkt spełnia normy bezpieczeństwa i jakości obowiązujące w danym regionie. W Europie Środkowej i Zachodniej standardy w tym zakresie są jednymi z najbardziej wymagających na świecie. To oznacza, że każdy producent musi sprostać rygorystycznym wymogom dotyczącym m.in.:

  • kontroli surowców,
  • higieny procesów produkcyjnych,
  • przechowywania,
  • transportu.

Wśród najczęściej stosowanych norm wyróżnia się chociażby ISO 22000, IFS Food, BRCGS czy certyfikaty ekologiczne potwierdzające zrównoważoną i przyjazną środowisku produkcję. Te oznaczenia stanowią swoistą „wizytówkę jakości” – niezależnie od tego, czy mówimy o mleku, mięsie, pieczywie czy produktach convenience.

Targi jako platforma wymiany wiedzy o bezpieczeństwie żywności

Globalne targi spożywcze to nie tylko przestrzeń do zaprezentowania nowych produktów czy nawiązania kontraktów handlowych. To również forum, na którym specjaliści z różnych kontynentów spotykają się, by wymieniać doświadczenia związane z regulatorami food safety.

Podczas międzynarodowych wydarzeń, takich jak targi w Warszawie WorldFood Poland, temat bezpieczeństwa żywności regularnie powraca w programach konferencji, panelach eksperckich i warsztatach. Producenci i dostawcy mogą skonfrontować swoje praktyki z trendami i regulacjami obowiązującymi w innych krajach. To szczególnie cenne w czasach, gdy łańcuchy dostaw są globalne, a produkt, który dziś powstaje w Polsce, jutro może trafić na półki sklepów w Azji czy Afryce.

WorldFood Poland,

Jak certyfikaty wspierają budowę zaufania konsumentów?

Dla odbiorców detalicznych i hurtowych liczy się coś więcej niż tylko atrakcyjne opakowanie czy cena. Certyfikat jakości to sygnał, że dany producent jest wiarygodny i przestrzega norm bezpieczeństwa żywnościowego. W praktyce oznacza to m.in.:

  • eliminację ryzyka zanieczyszczeń i niepożądanych substancji,
  • gwarancję powtarzalności i wysokiego poziomu jakości,
  • transparentność procesów produkcyjnych,
  • możliwość szybkiego reagowania w razie kontroli czy wycofania produktu z rynku.

Dzięki temu konsument, stojąc przed półką sklepową, czuje się bezpieczniej, wybierając produkt oznaczony odpowiednim certyfikatem. W świecie, w którym zaufanie do marek jest jedną z kluczowych walut, ma to ogromne znaczenie.

Europejskie standardy jako wzór dla innych rynków

Warto podkreślić, że Europa Środkowo-Wschodnia charakteryzuje się wyjątkowo wysokimi standardami produkcji żywności. Dla wielu zagranicznych wystawców uczestniczących w targach to okazja, by podpatrzeć, jak lokalni producenci wdrażają regulacje i budują systemy jakości. Z kolei polskie firmy mają możliwość porównania swoich rozwiązań z praktykami stosowanymi w Azji, Ameryce czy Afryce, co otwiera przestrzeń do dalszego rozwoju i wdrażania innowacji.

Podsumowanie

Bezpieczeństwo i certyfikacja żywności to dziś nieodłączny element działalności producentów spożywczych. Wymogi regulacyjne stają się coraz bardziej rygorystyczne, a konsumenci coraz uważniej przyglądają się etykietom i oznaczeniom. Globalne targi spożywcze, takie jak WorldFood Poland w Warszawie, stanowią wyjątkową okazję, by poznać najnowsze regulacje, wymienić doświadczenia i znaleźć partnerów biznesowych, którzy stawiają na jakość i bezpieczeństwo.

Creotech Quantum złożył prospekt do KNF – spółka przygotowuje się do debiutu na GPW w 2026 roku

Creotech Quantum S.A., polska Spółka zajmująca się rozwojem i komercjalizacją technologii kwantowych, złożyła w dniu 30 września 2025 roku prospekt do Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) w związku z planowanym wydzieleniem Spółki z Creotech Instruments i wprowadzeniem akcji do obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW). Wydzielenie nastąpi poprzez ofertę akcji podziałowych i nie wiąże się z pozyskaniem nowych środków finansowych przez Spółkę.

Działalność Creotech Instruments w obszarze kwantowym rozpoczęła się w 2012 roku.  W kwietniu br. Zarząd Creotech Instruments podjął decyzję o wydzieleniu tego segmentu do odrębnego podmiotu. Spółka Creotech Quantum powstała w czerwcu 2025 roku, a plan podziału został ogłoszony pod koniec sierpnia br. Podział ma na celu przyspieszenie komercjalizacji rozwijanych rozwiązań oraz szerszy dostęp do zewnętrznych źródeł finansowania, w tym programów dedykowanych MŚP.

Złożenie prospektu do Komisji Nadzoru Finansowego to ważny krok w procesie wprowadzenia Creotech Quantum na główny rynek GPW. Naszym celem jest budowa silnego i wyspecjalizowanego podmiotu, koncentrującego się na czterech kluczowych obszarach technologii kwantowych: bezpieczeństwie komunikacji opartej na QKD (System Kwantowej Dystrybucji Klucza), systemach sterowania procesorami kwantowymi, precyzyjnych systemach synchronizacji czasu oraz zaawansowanych kamerach astronomicznych i specjalistycznych. Wydzielenie segmentu kwantowego ze struktur Creotech Instruments pozwoli nam na skuteczniejszą komercjalizację rozwijanych produktów oraz efektywniejsze wykorzystanie szans rynkowych w Europie i na świecie. Szczególnie istotnym kontekstem dla naszego rozwoju jest przyjęcie Europejskiej Strategii Kwantowej oraz rozpoczęcie prac nad Polityką Rozwoju Technologii Kwantowych w Polsce, które podkreślają znaczenie niezależności technologicznej i budowy silnego ekosystemu kwantowego. Realizacja tych inicjatyw stwarza dogodne warunki dla spółek takich jak nasza – zarówno poprzez nowe możliwości współpracy międzynarodowej, jak i potencjalne kontrakty czy dostęp do strategicznej infrastruktury. Naszą intencją jest, aby
w II kwartale 2026 roku akcje Creotech Quantum były notowane na warszawskiej giełdzie
komentuje dr Anna Kamińska, Prezes Zarządu Creotech Quantum S.A.

Działalność spółki Creotech Quantum S.A., utworzonej w czerwcu br., opiera się na czterech kluczowych filarach:

  1. Bezpieczeństwo komunikacji (QKD) – systemy kwantowej dystrybucji kluczy oparte na fundamentalnych prawach fizyki kwantowej, które gwarantują bezpieczeństwo komunikacji niemożliwe do złamania za pomocą komputerów kwantowych ani innych obecnych czy przyszłych metod obliczeniowych.
  2. Sterowanie procesorami kwantowymi i korekcja błędów (Sinara) – systemy sterujące dla komercyjnie budowanych komputerów kwantowych, bazujące na elektronice z rodziny Sinara, oraz rozwój kriogenicznych układów scalonych do zarządzania procesorami jonowymi (projekt w ramach programu Quantum Flagship Komisji Europejskiej).
  3. Precyzyjna synchronizacja czasu (WhiteRabbit) – rozwiązania sprzętowe umożliwiające dystrybucję wzorca czasu i częstotliwości o jakości zegara atomowego w infrastrukturze krytycznej, przy jednoczesnej transmisji klasycznych danych po tym samym medium.
  4. Kamery astronomiczne – rozwój zaawansowanej kamery CreoSky 6000 SST, przeznaczonej do zastosowań astronomicznych i obserwacyjnych z powierzchni Ziemi, m.in. w obserwatoriach i stacjach naziemnych.

W obszarze QKD Creotech Quantum jest liderem projektu eCAUSIS, realizowanego dla Komisji Europejskiej. Projekt obejmuje zarówno urządzenia QKD, wraz z łańcuchem dostaw kluczowych komponentów, jak i oprogramowanie, włączając w to aspekty integracji z siecią oraz system zarządzania kluczami kryptograficznymi. W II kwartale 2025 roku Spółka kontynuowała prace nad prototypem drugiego modułu o mniejszych rozmiarach i zintegrowanej elektronice. W kwietniu, podczas QCI Days w Atenach, zaprezentowano autorski system Quantum Key Distribution rozwijany w ramach projektu eCAUSIS. Jego wprowadzenie na rynek przez Creotech Quantum jest planowane na 2026 rok i będzie to jeden z pierwszych oraz nielicznych systemów QKD oferowanych przez producentów europejskich. Creotech Quantum jest właścicielem całości praw własności intelektualnej do systemu QKD powstałego w projekcie, co umożliwia jego dalszy rozwój i komercjalizację.

Spółka realizuje również trzy projekty dla Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA), obejmujące komponenty stacji naziemnych QKD i systemy pomiarowe. Rozwija przy tym kompetencje w zakresie integracji takich stacji, których odbiorcami będą zarówno instytucje publiczne, jak i sektor komercyjny, m.in. operatorzy infrastruktury krytycznej, banki, sektor energetyczny czy podmioty medyczne.

W ramach drugiego filaru Spółka produkuje i dostarcza zarówno pojedyncze moduły, jak i złożone, zintegrowane systemy kontroli eksperymentów lub procesorów kwantowych w oparciu o unikalne know-how i kompetencje zbudowane przez lata w Creotech Instruments. Oferuje także wsparcie i szkolenia nowym użytkownikom. Opracowuje również specjalistyczną kamerę do odczytu stanu kubitów bazujących na jonach lub atomach, która będzie kluczowym komponentem przyszłych systemów korekcji błędów w procesorach kwantowych oraz nowym produktem w portfolio Spółki.

Spółka uczestniczy również w budowie i integracji dwóch komputerów kwantowych dla Komisji Europejskiej. Jeden powstaje w ramach programu Quantum Flagship, gdzie Spółka projektuje i dostarcza podsystem sterowania procesorem kwantowym, który będzie skalowalny do dużej liczby kubitów. Drugi komputer kwantowy instalowany jest w ramach programu EuroHPC JU w Poznańskim Centrum Superkomputerowo-Sieciowym (PCSS) afiliowanym przy Instytucie Chemii Bioorganicznej PAN. Spółka opracuje wraz z PCSS nowe metody integracji komputera kwantowego z superkomputerem klasycznym wspierające implementację algorytmów hybrydowych oraz korekcji błędów. W ramach obu projektów opracowane zostaną nowe podsystemy i rozwiązania, które staną się produktami Spółki.

W zakresie rozwoju systemów synchronizacji czasu (White Rabbit), Creotech prowadzi obecnie testy tej technologii z potencjalnymi odbiorcami z sektora prywatnego, w szczególności telekomunikacji oraz z sektora publicznego, głównie ESA. W ramach projektu WR5G Spółka rozwija technologie przyszłości na potrzeby komunikacji 5G/6G, zarówno naziemnej, jak i NTN (non-terrestrial-network, pozaziemskiej). Prowadzone są także analizy dotyczące możliwości wykorzystania White Rabbit do strategicznego uniezależnienia od sieci GPS/GNSS, które są podatne na zakłócenia.

Ostatnim istotnym filarem działalności Creotech Quantum jest rozwój wysokoczułych kamer CreoSky 6000. Są to zaawansowane systemy optyczne, opracowane z myślą o monitorowaniu sytuacji na orbicie okołoziemskiej i wykrywaniu obiektów mogących zagrażać infrastrukturze naziemnej i kosmicznej. Wyodrębnienie tej linii biznesowej nastąpiło wraz ze sprzedażą pierwszego egzemplarza kamery w dniu 13 sierpnia 2025 roku dla Teplice Observatory and Planetarium (Czechy). Wartość kontraktu wyniosła 196 tys. euro. Projekt doskonale wpisuje się w długofalową strategię Spółki, zakładającą rozwój zaawansowanych systemów optycznych wspierających zarówno sektor kosmiczny, jak i badania naukowe. Creotech Quantum planuje dalszy rozwój linii produktów z rodziny CreoSky, z zamiarem ich komercjalizacji na rynkach krajowych i zagranicznych, w tym w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Wydzielenie działalności kwantowej ze struktur Creotech Instruments umożliwia Spółce szybszą komercjalizację opracowanych technologii oraz łatwiejszy dostęp do finansowania zewnętrznego, w tym programów przeznaczonych dla MŚP. Intencją zarządu jest wprowadzenie Creotech Quantum na główny rynek GPW w II kwartale 2026 roku.

Na czele Creotech Quantum S.A. stoją dr Anna Kamińska, Prezes Zarządu oraz Paweł Zienkiewicz, Wiceprezes Zarządu. W skład Rady Nadzorczej wchodzą: Agnieszka Jasińska-Kołodziej (Przewodnicząca Rady Nadzorczej), Włodzimierz Nowak (Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej), Marek Dietl, Bianka Siwińska oraz Aleksander Szalecki – członkowie Rady Nadzorczej.

NIS2 kontra rzeczywistość: przepisy nie doganiają cyberzagrożeń

Instytucje publiczne i operatorzy infrastruktury krytycznej zgłosili w zeszłym roku aż 1600 cyberincydentów, jak wynika z najnowszych danych CSIRT GOV[1]. Czy byłoby inaczej, gdyby już rok temu skutecznie wdrożono nowe dyrektywy unijne? Specjaliści z Palo Alto Networks potwierdzają, że najsilniej regulowane branże wykazują największą dojrzałość i odporność na cyberataki, jednak spełnienie wymogów prawnych to dopiero pierwszy krok do pełnego bezpieczeństwa. Wymaga ono strategicznego zarządzania ryzykiem, a także umiejętności wykrywania i reagowania na zagrożenia ewoluujące szybciej niż przepisy prawne.

Europejskie regulacje, takie jak RODO, NIS2, DORA czy AI Act, powstały, aby wspierać cyfryzację i ograniczać związane z nią ryzyka. Te cztery dyrektywy pokazują również jak dynamiczne, a czasem trudne do implementacji jest nowe prawo. Polska nie jest odosobnionym przypadkiem, ponieważ podobne opóźnienia miały miejsce również w Niemczech i kilkunastu innych państwach.

Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych latach Polska dalej będzie w czołówce najczęściej atakowanych krajów. Choć sektor prywatny znajduje się na szczycie listy celów zorganizowanych grup przestępczych, to coraz częściej ich celem są również tajemnice wojskowe, informacje o infrastrukturze krytycznej czy dane medyczne pacjentów szpitali. Dlaczego? Takie podejście to jedna z metod dywersyfikacji działalności przestępczej.

Przykładowo polskie szpitale gromadzą w przestarzałych i niezabezpieczonych systemach niezliczone ilości wrażliwych danych o pacjentach, co dla zorganizowanej grupy cyberprzestępczej stanowi prawdziwą gratkę. Z podobnymi problemami mierzą się dziesiątki tysięcy małych i średnich firm oraz instytucji państwowych już na szczeblu samorządowym. To łatwy łup, obok którego przestępcy rzadko przechodzą obojętnie. Nowe regulacje unijne mają  pomóc uszczelnić i zabezpieczyć najbardziej wrażliwe obszary. Wciąż toczy się jednak debata nad ich ostatecznym kształtem w ramach prawa krajowego.

„Znaczna grupa decydentów i przedsiębiorców jest sceptyczna wobec zakresu obowiązków, które wprowadza dyrektywa NIS2. Do nas również docierają opinie, że panuje obawa przed potencjalnym przeregulowaniem rynku lub przeciwnie – że kolejne regulacje są najlepszym zabezpieczeniem przed cyberatakami. Nasze doświadczenie zdobyte w ponad 150 krajach wskazuje, że ani same regulacje, ani tylko oprogramowanie ochronne nie są w stanie samodzielnie zapewnić organizacji pełnego bezpieczeństwa. Ustawa jest pewnego rodzaju fundamentem. Jednakże zbudowanie szczelnego muru zależy od tego, jak firmy będą wdrażać wytyczne oraz z jakimi dostawcami rozwiązań ochronnych będą współpracować” – tłumaczy Wojciech Gołębiowski, wiceprezes i dyrektor zarządzający Palo Alto Networks w Europie Środkowo-Wschodniej.

Opublikowany wiosną tego roku raport ENISA[2] wskazuje na istnienie dużych różnic w dojrzałości cyfrowej pomiędzy firmami, zarówno ze względu na branże, jak i wielkość organizacji. Ponadto do grona sektorów objętych już istniejącymi przepisami (np. sektor bankowy, energetyczny czy telekomunikacyjny), dołączy ogromna liczba podmiotów, które nigdy dotąd nie musiały spełniać sformalizowanych wymogów w zakresie cyberbezpieczeństwa[3]. ENISA sygnalizuje, że m.in. z tego powodu na gruncie poszczególnych państw nadzór nad przestrzeganiem założeń dyrektywy NIS2 może być utrudniony. Firmy, które nigdy nie podlegały restrykcyjnym wymogom formalnym mogą mieć kłopot z zaadaptowaniem się do nowej sytuacji. Z kolei urzędnicy otrzymają zadanie kontrolowania branż, których nie zdążyli jeszcze poznać[4].

Analitycy z Palo Alto Networks wskazują, że poczucie przytłoczenia ilością wymogów formalnych może powodować u przedsiębiorców obawy, a nawet opór przed dostosowaniem się nie tylko do dyrektywy NIS2, ale także do innych rozwiązań prawnych w przyszłości.

Czy zatem NIS2 było błędem? Przeciwnie. NIS2 pokazuje zmiany w obrazie ryzyk, z którymi muszą radzić sobie organizacje i wskazuje na konieczność dostosowywania zabezpieczeń do nowych zagrożeń. Podkreśla także konieczność traktowania systemów bezpieczeństwa jako integralnego elementu działalności organizacji wpływającego również na bezpieczeństwo otoczenia, w którym działa firma, a nawet całe państwo. Z drugiej strony ten przypadek udowadnia tylko, że nagromadzenie przepisów może przytłoczyć decydentów, a nawet zablokować cały proces naprawy systemu. To pokazuje również, jaki rozdźwięk panuje między założeniami formalnej zgodności a rzeczywistym cyberbezpieczeństwem. To sytuacja, na którą nie można sobie pozwolić ani w Polsce, ani w innych krajach objętych ryzykiem geopolitycznym.

„Utrzymanie formalnej zgodności z przepisami wymaga ciągłego śledzenia zmian prawnych, jak również dostosowywania rozwiązań cyberbezpieczeństwa do nowych wymogów. To oczywiste, że większość instytucji publicznych, a także małych i średnich firm nie ma zasobów, aby się tym samodzielnie zajmować. Obawa przed tymi kosztownymi obowiązkami może utwierdzać decydentów w przekonaniu, że należy jak najdłużej wstrzymywać wdrożenie NIS2. Z kolei każdy miesiąc opóźnienia procesu legislacyjnego może prowadzić do tego, że ustawa zaraz po uchwaleniu będzie wymagała nowelizacji uwzględniającej pojawiające się w międzyczasie procedury reagowania na zupełnie nowe cyberzagrożenia. Proszę pamiętać, że żyjemy w przededniu ery kwantowej. Charakter cyberataków za chwilę znowu się zmieni, a zarówno dostawcy oprogramowania ochronnego, jak i decydenci muszą być na to gotowi z wyprzedzeniem” – podkreśla Wojciech Gołębiowski.

Specjaliści z Palo Alto Networks podkreślają, że podstawowa zgodność instytucjonalna nie jest tożsama ze skuteczną ochroną przed cyberzagrożeniami. Ponadto pewnych rozwiązań nie da się wyegzekwować w ramach żadnych regulacji. Przykładowo cyberprzestępcy coraz śmielej i coraz skuteczniej wykorzystują zwykłą ludzką podatność na manipulację. Dlatego do zmian w zakresie cyberbezpieczeństwa należałoby podchodzić w sposób systemowy. W realiach gwałtownie zmieniającego się środowiska cyfrowego jedną z kluczowych kompetencji jest brak zaufania do zewnętrznego otoczenia, czyli nauka stosowania zasady „zero trust”. Dopóki nie zostanie wypracowany konsensus co do regulacji prawnych obejmujących wszystkie wrażliwe podmioty, jedyną szansą dla wielu branż jest wiedza, jak nie dać się zmanipulować w świecie cyfrowym i jak rozpoznawać potencjalne cyberzagrożenia.

[1] Raport o stanie bezpieczeństwa cyberprzestrzeni RP w 2024 roku – Raporty o stanie bezpieczeństwa cyberprzestrzeni RP CSIRT GOV, s. 14

[2] enisa nis360 2024, s.8-9

[3] enisa nis360 2024, s.8-9

[4] enisa nis360 2024, s.8-9

TD SYNNEX przejmie działy AV/UC i gaming od Exclusive Networks Poland

TD SYNNEX (NYSE: SNX) poinformował o podpisaniu umowy dotyczącej przejęcia działów audiowizualnego/zunifikowanej komunikacji (AV/UC) oraz gaming spółki Exclusive Networks Poland.

Transakcja obejmuje rozszerzenie oferty TD SYNNEX na polskim rynku oraz włączenie do działalności nowych marek i rozwiązań, m.in. w obszarze AV/UC (Samsung, LG, Sharp/NEC, HP Poly, Logitech) oraz gamingu (Razer, Corsair, 3Dconnexion).

Do TD SYNNEX dołączy 29 pracowników z przejmowanych działów. Zespół AV/UC zasili dział Maverick, specjalizujący się w rozwiązaniach audiowizualnych, natomiast pracownicy zajmujący się segmentem gamingowym trafią do zespołu urządzeń peryferyjnych. Spółka poinformowała, że wszystkie dotychczasowe umowy i relacje z klientami pozostaną bez zmian.

Zakończenie procesu wymaga uzyskania zgody organów regulacyjnych. Do tego czasu obie firmy będą działać niezależnie.

Small capy wracają do gry: Russell 2000 ustanowił wrześniowy szczyt i goni S&P 500

Russell 2000, uznawany za barometr realnej amerykańskiej gospodarki, we wrześniu osiągnął pierwszy od 4 lat rekord notowań. Jego zwyżki kontrastują z dominacją S&P 500 i Nasdaq, gdzie o losach całego rynku decyduje kilku technologicznych gigantów. Pytanie brzmi, czy obecne wybicie zapowiada szerszą rotację w stronę małych spółek, czy tylko krótkotrwałą euforię.

Amerykańskie indeksy wzrosły wczoraj do nowych rekordów, mimo że rząd USA wszedł w pierwszy od siedmiu lat shutdown. S&P 500 po raz pierwszy w historii przekroczył poziom 6 700 punktów, a Nasdaq 100 również zakończył dzień na szczycie. Russell 2000 swój rekord – 2 467,70 punktu – ustanowił 18 września i od tego czasu pozostaje poniżej tego pułapu. Wczoraj zyskał 0,24 proc., zamykając sesję na 2 442,35.

Wrześniowy szczyt Russella to pierwsze takie wydarzenie od listopada 2021 roku. Ma ono wymiar psychologiczny, bo sygnalizuje, że inwestorzy ponownie dostrzegają potencjał spółek mniejszych i cyklicznych. Co więcej, tego samego dnia wszystkie pięć głównych indeksów Wall Street – S&P 500, Nasdaq 100, Nasdaq Composite, Dow Jones i Russell 2000 – jednocześnie ustanowiło rekordy, co ostatnio zdarzyło się w 2021 roku.

Dla small capów ostatnie lata były trudne. W 2022 roku Russell 2000 spadł o 21 proc., boleśnie odczuwając wzrost stóp procentowych i zaostrzenie warunków kredytowych. Później odbił o 15,1 proc. w 2023 i o 10 proc. w 2024, ale pozostawał daleko w tyle za S&P 500 i Nasdaq 100. Dopiero 2025 przyniósł zmianę: Russell od początku roku zyskał 9,5 proc., niemal tyle co szeroki rynek.

Czy wrześniowe rekordy zwiastują szerszą rotację ku małym spółkom? Historia pokazuje, że takie synchronizacje bywają sygnałem długiego trendu, ale równie często kończą się tylko krótkim epizodem euforii. Relacja S&P 500 do Russella (SPX/RTY) wskazuje dziś na największą od lat 90. przewagę dużych spółek – aż 58 proc.

Russell 2000 odzwierciedla kondycję firm krajowych, zależnych od kredytu i kosztu kapitału. Pomagają mu spadające stopy i lepsze dane z gospodarki – liczba nowych wniosków o zasiłki dla bezrobotnych w USA spadła do 231 tys., a nastroje konsumentów się poprawiają. Struktura indeksu także wspiera wzrost, bo dziesięć największych spółek to tylko 4,9 proc. całości, a liderami są branże finansowa, przemysłowa i technologiczna. Kontrast ze S&P 500 jest wyraźny: tam technologia stanowi 33 proc., a pierwsza dziesiątka firm aż 37,8 proc. W praktyce kierunek rynku często wyznaczają takie spółki jak Nvidia.

Różnice widać także w wycenach. Russell notowany jest na 27,5-krotność prognozowanych zysków i 1,3-krotność sprzedaży – taniej względem przychodów, ale drożej względem zysków, co wskazuje na kruchość marż. Dla porównania S&P 500 to 23,3 razy zyski i 3,4 razy sprzedaż, a Nasdaq 100 – 28,5 i 6,3, co odzwierciedla wysokie oczekiwania wobec big techów. Nic dziwnego, że Russell reaguje bardziej gwałtownie na każdy ruch FED, bo przy niskich marżach koszt pieniądza szybko staje się kluczowym czynnikiem.

Na razie kontrast pozostaje mocny, bo z jednej strony mamy indeks globalnych gigantów, skoncentrowany na kilku spółkach technologicznych, a z drugiej rozdrobniony Russell 2000, bardziej cykliczny i zależny od kondycji amerykańskiej gospodarki. Jednak wrześniowe rekordy pokazują, że jest spora szansa, że rynek zaczyna patrzeć szerzej niż tylko na Dolinę Krzemową.

Raport ADP rozczarował, dolar może słabnąć. Ropa Brent spada poniżej 66 USD

Nastroje w Europie ulegają poprawie. Nadal przeważa pesymizm, ale coraz mniej. Za oceanem rynek pracy jest pod dużą presją, a patrząc na raport o zatrudnieniu będzie pod większą. Nasze portfele stają się beneficjentami walki USA z OPEC o udział w rynku ropy.

Poprawa nastrojów w Europie

Wczorajsze dane o indeksach koniunktury w Europie pokazały, że wstępne odczyty były trochę nadmiernie pesymistyczne. W początkowych danych dla strefy euro spodziewano się 49,5 pkt, a otrzymaliśmy o 0,3 pkt więcej. To niby cały czas poniżej granicy 50 pkt, która oddziela przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. Trzeba jednak pamiętać, że w ostatnich latach był tylko jeden lepszy rezultat. Warto również zwrócić uwagę na dane z Polski. Niby 48 pkt to wyraźnie gorzej niż średnia dla strefy euro, ale trzeba pamiętać, że oczekiwano 47 pkt. Można zatem mówić o miłej niespodziance.

Słabsze dane z rynku pracy za oceanem

O ile indeksy koniunktury w USA były wczoraj zupełnie zgodne z oczekiwaniami, to problemem okazał się raport z rynku pracy. Spodziewano się w raporcie ADP wzrostu o 51 tysięcy. Otrzymano 32 tysiące, tyle że spadku. Słabnąca kondycja rynku pracy w USA jest od dawna istotnym tematem. Obecny poziom 4,3% jest najwyższy od końca 2021 roku, kiedy to USA wychodziło z okresu wzrostu bezrobocia w trakcie pandemii. Z drugiej strony od początku prezydentury Donalda Trumpa (licząc z danymi za styczeń, którego jednak większości nie był prezydentem) wzrost wynosi 0,3%. Mamy zatem znacznie więcej strachu na razie niż prawdziwego problemu do panikowania. W piątek poznamy sytuację na rynku pracy. Słabsze dane powinny silnie osłabiać dolara. To bowiem nie tylko słabszy sygnał z gospodarki. To również rosnące szanse obniżek stóp.

Ropa znów szuka dna

Tydzień zaczynaliśmy przy cenie baryłki ropy Brent w okolicach 69 USD. Dzisiaj jesteśmy niewiele powyżej 65 USD. Dzieje się to pomimo udanych ukraińskich ataków na infrastrukturę rafineryjną w Rosji. Nadmiar surowca na rynku jest jednak tak duży, że ceny wyraźnie spadają. Jednym z powodów nadwyżki jest oczywiście zbyt duża produkcja. OPEC wydał na początku października upomnienie swoich członków, którzy przekraczają normy wydobycia. Problem w tym, że na rynku ropy trwa w tej chwili istotna walka pomiędzy OPEC na USA. Kartel z jednej strony wie, że by trzymać cenę musi obniżać wydobycie. Z drugiej strony Amerykanie zwiększają swoje. W rezultacie wielu członków kartelu obawia się utraty udziału w rynku. Z naszej perspektywy to w sumie dobra wiadomość. Spadki cen ropy to nie tylko tańsze paliwo. Przekłada się to również na ceny kupowanych towarów, więc powinno wpłynąć na wskaźniki inflacji. Pytanie tylko jak tani surowiec opłaca się USA, bo nawet rozpychając się na rynku, gdzieś z tyłu jest rachunek ekonomiczny. Nie należy zatem oczekiwać zbyt daleko idących spadków.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,

14:30 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

EKIPA Holding powołała spółkę Influcenter – w Krakowie powstanie pierwszy sklep influencerów

EKIPA Holding otworzy pierwszy sklep stacjonarny w Krakowie – Influcenter ma połączyć świat influencerów z tradycyjnym handlem.

Notowana na rynku NewConnect EKIPA Holding S.A. powołała nową spółkę – Influcenter, której właścicielem jest Ekipatonosi. Celem projektu jest otwarcie pierwszego sklepu stacjonarnego w jednej z krakowskich galerii handlowych. Start przedsięwzięcia zaplanowano na 1 grudnia 2025 r.

Nowy koncept ma być miejscem wyjątkowym – łączącym świat mediów społecznościowych z fizyczną obecnością w przestrzeni handlowej. Oprócz sprzedaży produktów influencerów, Influcenter ma stać się także przestrzenią spotkań fanów z twórcami i centrum wydarzeń społecznościowych.

„Widzimy ogromne zainteresowanie naszymi produktami na eventach, które organizujemy. Klienci przekonują się do nich szczególnie wtedy, gdy mogą je dotknąć i przymierzyć. Influcenter to nie tylko sklep – to miejsce, w którym można spotkać swoich idoli i poczuć przynależność do społeczności fanowskiej” – powiedział Łukasz Wojtyca, prezes zarządu EKIPA Holding S.A.

Oferta sklepu obejmie produkty twórców internetowych – zarówno związanych bezpośrednio z Ekipą, jak i zewnętrznych influencerów zaproszonych do współpracy. Planowane jest stworzenie szerokiej gamy produktów limitowanych i kolekcji specjalnych, dostępnych wyłącznie w tym miejscu.

Spółka zapowiada, że wraz z rozwojem projektu nie wyklucza otwarcia kolejnych punktów w innych miastach. Równolegle prowadzone będą prace nad modernizacją sklepu internetowego.

„Dokonujemy kolejnego, ale naturalnego kroku w naszym rozwoju, wchodząc w sprzedaż stacjonarną. Nasi fani oczekują takiego miejsca. Rozmowy z galerią są bardzo zaawansowane i mamy wiele pomysłów na wydarzenia, które będą odbywać się na miejscu. Chcemy, aby Influcenter był swego rodzaju hubem dla twórców z całej Polski” – podsumował Wojtyca.

Centrum Współpracy i Dialogu Uniwersytetu Warszawskiego zaprasza na Tydzień Noblowski UW 2025

Już po raz siódmy Centrum Współpracy i Dialogu Uniwersytetu Warszawskiego organizuje centrum informacyjne Tygodnia Noblowskiego. Ekspertki i eksperci Uniwersytetu Warszawskiego oraz Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego będą na bieżąco komentować decyzje Komitetów Noblowskich w poszczególnych dziedzinach oraz tłumaczyć istotę wyróżnionych osiągnięć.

Początek października to święto dla badaczy, twórców i działaczy społecznych, jak również wszystkich osób zainteresowanych nauką, kulturą oraz rozwojem społeczeństw. W trakcie Tygodnia Noblowskiego poznamy nazwiska tych, którzy i które mają znaczący wpływ na kształt naszej rzeczywistości, a także – tradycyjnie – wysłuchamy formułowanych na żywo komentarzy osób eksperckich zgromadzonych w centrum informacyjnym organizowanym na Uniwersytecie Warszawskim.

Nagroda Nobla to najważniejsze wyróżnienie przyznawane osobom zajmującym się nauką i badaniami, działaniami na rzecz pokoju na świecie oraz literaturą. Nagroda ta swój prestiż zawdzięcza nie tylko długiej tradycji, ale przede wszystkim idei, która stała za jej ufundowaniem. Pomysłodawca Nagrody świetnie zdawał sobie sprawę z tego, jak ważne jest podkreślanie dokonań badaczy i praktycznego zastosowania efektów ich pracy. Alfred Nobel doskonale rozumiał także znaczenie, jakie dla ludzkiej wspólnoty i jej dobrostanu ma wkład twórców literatury oraz wysiłki działaczy społecznych – mówi rektor Uniwersytetu Warszawskiego prof. dr hab. Alojzy Z. Nowak. – Komitety Noblowskie honorują osiągnięcia będące kamieniami milowymi w rozwoju ludzkości. Na przykład w ubiegłym roku nagrodzeni zostali Victor Ambros i Gary Ruvkun za odkrycie mikroRNA oraz jego roli w potranskrypcyjnej regulacji genów – to dzięki ich odkryciu możemy m.in. badać je jako markery pewnych chorób, zwłaszcza chorób nowotworowych. Jednak nierzadko poszczególne wyróżnienia bywają zaskoczeniem. Dlatego pojawia się potrzeba komentarza i objaśnienia kontekstu stojącego za danym werdyktem. To cenne, że w ramach Tygodnia Noblowskiego na Uniwersytecie Warszawskim naukowcy z naszej uczelni, którzy są świetnymi specjalistami w swoich dziedzinach i często znają osobiście laureatów na bieżąco wyjaśniają istotę nagrodzonych osiągnięć – dodaje rektor UW.

Niewiele osób wie, że wśród przyznawanych co roku wyróżnień mogło zabraknąć Pokojowej Nagrody Nobla. Jej ufundowanie pierwotnie nie było w planach Alfreda Nobla. Zmieniła to Bertha von Suttner, z którą wynalazca przez wiele lat korespondował, wymieniając uwagi dotyczące między innymi pokoju na świecie. Austriacka pisarka i aktywistka społeczna wiele wysiłku wkładała w działania na rzecz idei pacyfistycznym. Była także feministką. Równość płci uważała za podstawę ludzkiego poczucia godności. Sama Bertha von Suttner została wyróżniona Pokojową Nagrodą Nobla w 1905 roku za „sprzeciw wobec horrów wojny”. Była pierwszą kobietą, której przyznano to wyróżnienie.

– Tydzień Noblowski ma przede wszystkim zwracać uwagę możliwie najszerszej grupie odbiorców na to, czym na co dzień zwykle nie zaprzątamy sobie głowy. Mianowicie – na rolę, jaką w naszym życiu i kształtowaniu rzeczywistości, w której żyjemy, odgrywają badania naukowe oraz ciężka, trwająca niejednokrotnie wiele lat, konsekwentna praca przeprowadzających je osób. W ten szczególny czas pragniemy też przypominać o istotności wybitnych dzieł animatorów wyobraźni – ludzi pióra – oraz projektów inspirowanych wielkimi pokojowymi ideami. Zależy nam bardzo na docieraniu z tą informacją do uczniów, dlatego też codziennie przygotowujemy scenariusze lekcji i materiały dla nauczycieli – mówi Jacek Sztolcman, kierownik Centrum Współpracy i Dialogu Uniwersytetu Warszawskiego (CWID UW). 

Cavatina Holding z rekordowym refinansowaniem – 270 mln EUR kredytu od konsorcjum zagranicznych banków

Cavatina Holding S.A., jedna z największych polskich grup deweloperskich, zawarła 23 września br. umowę kredytu o wartości 270 mln EUR z konsorcjum banków zagranicznych. Finansowanie zapewnią: Erste Group Bank AG (Wiedeń), Landesbank Baden-Württemberg (Stuttgart) oraz Raiffeisenlandesbank Niederösterreich-Wien AG (Wiedeń).

Jak poinformowała spółka, zdecydowana większość środków – 237,5 mln EUR oraz 12,5 mln PLN – zostanie przeznaczona na refinansowanie istniejącego zadłużenia wybranych inwestycji biurowych z portfolio Grupy.

Zdaniem przedstawicieli Cavatina Holding, zawarta umowa to największa w historii transakcja refinansowania aktywów biurowych na regionalnych rynkach w Polsce.

„Dzięki tej transakcji konsolidujemy dotychczasowe finansowanie naszej działalności w segmencie biurowym, co pozwala na optymalizację struktury zadłużenia i obniżenie kosztów finansowania. Zyskujemy większy komfort działania i możliwość dalszego rozwoju poprzez realizację kolejnych inwestycji. Zawarta umowa to również wyraz zaufania instytucji finansujących do naszego modelu biznesowego i strategii” – powiedział Daniel Draga, Prezes Zarządu Cavatina Group.

Kredyt spłacany będzie w kwartalnych ratach od 31 grudnia 2025 r., a jego ostateczna spłata nastąpi nie później niż 31 grudnia 2030 r. Oprocentowanie zostało ustalone na poziomie stopy EURIBOR 3M powiększonej o marżę banków.

Uruchomienie kredytu uzależnione jest od spełnienia określonych warunków zawieszających. Doradcą prawnym w procesie była kancelaria Wolf Theiss, a doradcą finansowym Centuria Investment & Corporate Advisory.