Innowacyjne firmy zatrudniają znacznie chętniej niż inne

0

Nowe miejsca pracy częściej tworzą mniejsze firmy (do 500 pracowników), ponieważ przejmują one część zadań od dużych koncernów. Analitycy ADP Polska szacują, że wzrost zatrudnienia w sektorze tzw. nowoczesnej gospodarki w ciągu roku może sięgnąć 5 proc. W ślad za tym wzrostem powinno podążać również zapotrzebowanie na nowych pracowników w innych sektorach.

Jak wynika z ostatniego raportu ADP Polska, dostawcy rozwiązań do zarządzania kapitałem ludzkim, motorem wzrostu zatrudnienia w Polsce są firmy tzw. nowoczesnej gospodarki. Pod tym pojęciem firma rozumie przedsiębiorstwa innowacyjne, stosujące zaawansowane technologie i elastyczne organizacyjnie, które są liderami w swoich branżach. W drugim kwartale br. przyjęły one do pracy o 3,72 proc. więcej osób niż w tym samym okresie ub.r. Podobne wyniki notowane są w sektorze produkcyjnym i usługowym. W skali półrocza wzrost był jeszcze większy i wyniósł 4,06 proc.

– Traktujemy nowoczesną gospodarkę jako awangardę rynku. To firmy, które wyznaczają trendy pozostałym przedsiębiorstwom i notują lepsze wyniki finansowe. Podobnie dzieje się w innych krajach – komentuje Dariusz Terlecki, dyrektor sprzedaży i marketingu ADP Polska.

Przedsiębiorstwa tzw. nowoczesnej gospodarki, jak wyjaśnia dyrektor z ADP Polska, są bardziej innowacyjne i otwarte na nowe pomysły. W efekcie łatwiej dostosowują się do trudniejszych sytuacji. Z szybszym wzrostem zatrudnienia związane są rosnące nakłady inwestycyjne.

– W przypadku firm tzw. nowoczesnej gospodarki przedsięwzięcia takie są bardziej przemyślane – uważa Terlecki. – To są pieniądze wydawane nie tylko na nowe technologie, lecz także na rozwiązania organizacyjne, takie jak outsourcing. Firmy nowoczesne starają się specjalizować w swojej aktywności i skupiać na tym, co daje im przewagę na rynku oraz najszybszy wzrost przychodów i zysków. Natomiast wszystkie inne, poboczne obowiązki starają się oddać profesjonalistom, czyli firmą zajmującym się outsourcingiem.

Przedsiębiorstwa usługowe zaczynają podążać śladem produkcyjnych, małe biorą przykład z większych, a wzrost zatrudnienia zaczyna dotyczyć również firm z tzw. tradycyjnej gospodarki.

– To system naczyń połączonych – tłumaczy Dariusz Terlecki. – Zlecenia przepływają pomiędzy firmami większymi i mniejszymi z różnych sektorów, gałęzi i branż. Takiego zbliżenia należało oczekiwać.

Czytaj również:  Konsulting IT - nowoczesne wsparcie dla biznesu

Szybciej jednak, jak wynika z danych ADP Polska, rośnie zapotrzebowanie na pracę ze strony mniejszych, zatrudniających do 500 osób, przedsiębiorstw.

– Duże firmy często amortyzują wzrost liczby zleceń eksportem zadań do wykonawców i podwykonawców, również firm zewnętrznych, które outsourcują od nich poszczególne aktywności – wyjaśnia Dariusz Terlecki. – Dlatego wzrost zleceń w dużych firmach rozkłada się na zdania, które są zlecane własnym pracownikom, załodze i firmom zewnętrznym. Większy przyrost zatrudnienia w mniejszych przedsiębiorstwach wynika często z tego, że wykonują one zlecenia większych podmiotów.

Terlecki wskazuje, że okres od stycznia do czerwca br. to pierwsze od dwóch lat kwartały, podczas których Główny Urząd Statystyczny odnotował wzrost zatrudnienia w gospodarce. Na razie był on minimalny (wzrost o 0,7 proc. w II kw. i 0,5 proc. w I półroczu), ale w średniej perspektywie dwóch, trzech lat, zdaniem rozmówcy Newseria Biznes, będzie jednak postępować. W całym roku ADP Polska spodziewa się tam przyrostu etatów o ok. 5 proc.

– W kolejnych kwartałach zatrudnienie w całej gospodarce będzie wzrastać, bo tendencja jest stabilna – mówi Terlecki. – Potwierdzają to inne wskaźniki ekonomiczne. Gdy dwa lata temu wskazywaliśmy, że cała gospodarki jednak się odbije i podąży śladem sektora nowoczesnego, wielu nam nie ufało. Obecnie patrzą na wskaźniki GUS z niedowierzaniem. Minęło bowiem kilka miesięcy i rzeczywiście mamy do czynienia z taką sytuacją.

Według specjalisty ADP Polska wzrost zatrudnienia w tradycyjnej gospodarce będzie jednak powolny.

– W III kwartale nie nastąpi przełom – twierdzi Dariusz Terlecki. – W ciągu dwóch, trzech latach wzrost zatrudnienia będzie przypominał raczej maraton niż sprint. Nie ma bowiem takich zjawisk w gospodarce, których skutkiem mógłby być lawinowy przyrost zleceń i zapotrzebowania na pracę.