Inwestorzy walutowi będą musieli jeszcze długo poczekać

0

Tykanie zegara przed mającym się odbyć 23 czerwca w Wielkiej Brytanii referendum w sprawie dalszego członkostwa w UE przerodziło się w ogłuszające bębnienie, po tym jak ostatnia fala sondaży wykazała przesunięcie nastrojów w kierunku odrzucenia członkostwa w UE, co najwyraźniej było widać po piątkowych wynikach ośrodka badania opinii publicznej ORB po dziesięcioprocentowej przewadze głosów za wyjściem nad tymi za pozostaniem w Unii. Przed tym wydarzeniem rynek transakcji związanych z kursem walutowym funta brytyjskiego przestał funkcjonować, a płynność na rynku opcji z terminem wygaśnięcia przypadającym po terminie głosowania praktycznie przestała istnieć. Zmienność implikowana opcji w odniesieniu do i tak już niewielkiego wolumenu transakcji spadła do poziomów nieodnotowywanych od czasów szczytu globalnego kryzysu finansowego.

A oprócz walut ostatni wzrost obaw związanych z Brexitem nie tylko powoduje zamieszanie na rynkach walut obcych i brytyjskich rynkach aktywów krajowych, lecz po tym piątkowym sondażu na światowych rynkach aktywów wywołuje również rozprzestrzeniający się efekt domina. Nie da się stwierdzić, jaki scenariusz będzie miał miejsce po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii, niemniej jednak poziomy zmienności niewątpliwie bardzo szybko wrócą do normy, ponieważ rynek dostosowuje się do nowej rzeczywistości, a w sytuacji gdyby rynki zaczęły zachowywać się niestabilnie, Bank Anglii, a być może również nawet EBC, zaoferuje pomoc. Nie będzie to miało wpływu na długoterminowe kwestie związane z funtem, zwłaszcza na najgorszy na świecie deficyt strukturalny w krajach rozwiniętych na poziomie poniżej 5% PKB, tak więc nawet fala ulgi w odniesieniu do funta w razie pozostania kraju w Unii może okazać się krótkotrwała. W szczególności jeśli ostatnie słabe dane z USA będą wskazywać wprost na recesję w USA. Amerykańska recesja niewątpliwie wiązałaby się z osłabieniem rynków aktywów, a słabe rynki aktywów wymierzają karę tym, którzy dopuszczają się grzeszków na rachunkach obrotów bieżących, gdyż inwestorzy ściągają do siebie swoje pieniądze, przez co kraje pozostają z deficytem środków finansowych.

Czytaj również:  Deloitte: Fundusze private equity ruszają na wielkie zakupy

Z tego powodu znowu zmuszeni jesteśmy czekać z niecierpliwością, a czas wyczekiwania jest jeszcze dłuższy i spadnie na rynki od razu, gdy tylko wahania i konwulsje związane z referendum w Wielkiej Brytanii się unormują: cztery i pół miesiąca oczekiwania na odbywające się 8 listopada wybory prezydenckie w USA. Tak długo, jak sondaże wskazują chociażby na możliwość zwycięstwa Donalda J. Trumpa, globalne rynki pozostaną w nieznośnym stanie oczekiwania. Dlaczego? Przecież prezydentura Clinton jedynie rozszerza impas dotyczący status quo z lat Obamy. Ale prezydentura Trumpa? Pomijając jego nieprzewidywalność i kontrowersyjność, Trump to coś zupełnie nowego. Dzięki większości w Kongresie Trump byłby pierwszym prezydentem od czasów Reagana, który od Rezerwy Federalnej, która już dawno temu nadszarpnęła i straciła swoją wiarygodność, przejąłby ośrodek polityczny.