Jak operatorzy logistyczni i przewoźnicy radzą sobie po brexicie?

Brexit wywołał wiele turbulencji w wymianie towarowej między Unią Europejską a UK oraz Irlandią. Nie wszyscy przewoźnicy oraz nadawcy i odbiorcy towarów byli świadomi formalności celnych, nie posiadali wiedzy, jak odprawiać towary i z jakimi kosztami się to wiąże. Nowe obowiązki mocno obciążyły przewoźników i wpłynęły na jakość pracy kierowców oraz osób odpowiedzialnych za prace administracyjne. Skalę wyzwań i nowych obowiązków jakie spotkały branżę TSL po wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej przybliża Robert GWIZDEK, Kierownik Transportów Drobnicowych, GEFCO Polska.

Branża transportowa reaguje na trudności

Po brexicie czasy rozładunku i załadunku uległy wyraźnemu wydłużeniu, a prognozy mówią o przyroście liczby odpraw o 400 milionów w 2021 roku. Proporcjonalnie do tego wzrostu przybędzie pracy i zwiększy się popyt na pracowników kwalifikowanych w obszarze celno-podatkowym. Sytuacji dodatkowo nie sprzyja pandemia i pilnowanie wymogu przedstawienia negatywnego wyniku testu na Covid-19, wykonanego 72 godziny przed przekroczeniem granicy po stronie Wielkiej Brytanii.

„Obecnie eksport towarów z Unii Europejskiej do Wielkiej Brytanii przebiega sprawniej niż w przeciwnym kierunku. W transportach FTL czas tranzytu jest podobny, ale warto założyć co najmniej dzień rezerwy. Z kolei w przypadku transportów drobnicowych do Wielkiej Brytanii doliczamy co najmniej dwa dni robocze. Z powodu konsolidacji towarów na jednym aucie od wielu dostawców, musimy mieć pewność, że wszystkie deklaracje po stronie brytyjskiej zostały złożone i pojazd nie zostanie zatrzymany w porcie” – mówi Robert Gwizdek z GEFCO Polska.

Eksport z Unii Europejskiej wydaje się łatwiejszy do kontroli. Dzięki deklaracjom pre lodge towar jest odprawiony przed wjazdem do Wielkiej Brytanii. Z kolei w przypadku eksportu do UE, nadawca musi wystawić deklarację eksportową i otworzyć dokument tranzytowy T. W Wielkiej Brytanii działa mało punktów dokonujących walidacji dokumentu T, stąd trzeba liczyć się z opóźnieniami. Rezerwy czasowe w transportach wynoszą od jednego do dwóch dni przy FTL i trzech do czterech dni przy drobnicy.

Metody optymalizacji przepływu towarów UE-UK

Robert Gwizdek podkreśla, że GEFCO w ramach eksportu do UK zdecydowało się wdrożyć system dodatkowej awizacji. Następnie firma wykorzystuje narzędzie, które konsoliduje informacje i jest współdzielone przez zespoły GEFCO w Belgii i Wielkiej Brytanii. „Załadunek i transport z ostatniego HUBu na terytorium Unii Europejskiej rozpoczynamy dopiero wtedy, gdy zespół z Wielkiej Brytanii przekaże dyspozycję w systemie. W ten sposób w GEFCO ograniczamy ryzyko przewozu niepowołanych przesyłek, które mogą wstrzymać cały ładunek, w tym również wiele towarów innych klientów” – wyjaśnia.

Z polskiego punktu widzenia, po brexicie wysyłający towary musi związać się z agencją celną, ponieważ dotychczasowe dostawy wewnątrzwspólnotowe są traktowane jako eksport. Po drugie musi przejrzeć warunki Incoterms z kontrahentami w Wielkiej Brytanii, a przy eksporcie dochodzi kwestia DDP i EXW, co wpływa na obowiązki odpraw. Eksporter musi również posiadać numer identyfikacyjny w systemie celnym krajów UE (EORI number) oraz zwrócić dużą uwagę na przejrzystość faktury na potrzeby celne.

Skutki Brexitu dla branży TSL

Specjalista GEFCO nie ma wątpliwości, że po dwóch miesiącach trudno ocenić wszystkie skutki brexitu jakie dotkną polskie firmy z branży TSL. Wzrosła ilość pracy administracyjnej, a pojazdy powyżej 7,5t muszą przejść rejestrację (KAP) jeszcze przed przybyciem do portu Dover, w przeciwnym razie nie przekroczą granicy Wielkiej Brytanii. Dodatkowo przewoźnicy mogą podjeżdżać tylko w wyznaczone miejsca w Wielkiej Brytanii w celu walidacji dokumentu tranzytowego „T”, co wydłuża czas pracy kierowcy oraz zwiększa eksploatację pojazdu.

Brexit wymaga od przewoźników i importerów stałego śledzenia przepisów. Zgodnie z ostatnimi decyzjami strony brytyjskiej, do końca 2021 przedłużono możliwość zgłaszania importu w UK w procedurze EIDR, która umożliwia złożenie pełnej deklaracji importowej w ciągu 6 miesięcy od przekroczenia granicy UE/UK. Z kolei od 2022 roku, czyli później od pierwotnych zapowiedzi, przy eksporcie z UE do UK będzie wymagane świadectwo fitosanitarne dla roślin i produktów pochodzenia roślinnego oraz zaawizowanie ich importu po stronie UK. Również od 1 stycznia 2022 roku w UK pojawi się obowiązek składania deklaracji bezpieczeństwa (ENS) przy imporcie towarów z Unii Europejskiej.

„Nowe formalności wydłużyły czas tranzytu, ograniczyły liczbę kursów międzynarodowych w ciągu miesiąca i zwiększyły koszty. Najbliższe miesiące pokażą, czy będziemy mieli do czynienia z rynkiem przewoźnika czy klienta. Wzrost stawek dla wielu klientów okaże się ciężki do zaakceptowania z punktu widzenia rentowności ich biznesu. Jeżeli transporty towarów staną się mało opłacalne, część firm rozważy zmianę rynku i swoją uwagę skoncentruje na rynkach państw Unii Europejskiej” – dodaje ekspert GEFCO Polska.

Jakie pespektywy dla branży TSL po brexicie?

Przyszłość według specjalisty GEFCO jest trudna do przewidzenia, ale na pewno przyniesie wzrost stawek eksportowych i importowych. Po brexicie przewoźnicy ponoszą większe koszty spowodowane koniecznością angażowania dodatkowych podjazdów i kompletowaniem dokumentów, co pochłania więcej czasu, niż wcześniej. Chcąc uniknąć ryzyka błędów formalnych, mogą decydować się na mniejszą konsolidację ładunków na jednym aucie. Być może nadawcy zwiększą wielkość pojedynczej dostawy, ponieważ formalności są takie same.

Bez względu na to, czy transport obejmuje jedną paletę czy całe auto, koszt odprawy i czynności celnych często jest taki sam. Rosną koszty transportu, a to może zachęcić odbiorców do szukania alternatywnych dostawców poza Wielką Brytanią. Warto również pamiętać o wpływie brexitu na handel z Irlandią. Ekspert GEFCO uważa, że w przyszłości możemy być świadkiem rozwoju połączeń promowych między Francją a Irlandią. W tym przypadku czas dostawy jest dłuższy o dobę, ale można ominąć procedury celne.

W 2021 roku leasing aut osobowych wzrośnie o 17 proc., ciężarówek o 17 proc., a maszyn o 12 proc. r/r

2021 rok będzie okresem szybkiej odbudowy branży leasingowej w Polsce. Główny ekonomista EFL Marcin Nieplowicz prognozuje wzrost na poziomie ok. 15 proc. rok do roku oparty na trzech filarach: samochodach osobowych, pojazdach ciężkich oraz maszynach. W pandemicznym 2020 roku rynek leasingu w Polsce zrealizował wariant łagodnego wyhamowania rozwoju i pokazał wysoką odporność na społeczno-gospodarcze zawirowania. Ubiegłoroczny spadek finansowania na poziomie 10 proc. jest trzy razy niższy niż w 2009 roku, kiedy Wielki Kryzys Finansowy doprowadził do skurczenia się branży o ponad 30 proc.

– W miarę jak będą postępować szczepienia, rząd będzie stopniowo znosić kolejne obostrzenia administracyjne. Przełoży się to na wyraźny wzrost aktywności gospodarczej, szczególnie w II połowie tego roku. W I kwartale 2021 dynamika PKB będzie jeszcze nieznacznie ujemna, ale od II kwartału powinniśmy już obserwować wyraźne ożywienie. Szacujemy, że wzrost gospodarczy w całym 2021 roku wyniesie ok. 4,2 proc., co pozwoli rynkowi leasingu urosnąć o ok. 15 proc. r/r – prognozuje ekonomista EFL.

Leasing odporny na koronawirusa

Po niemal 6 proc. spadku r/r odnotowanym w 2019 roku, ubiegły rok branża leasingowa w Polsce zakończyła na 10 proc. minusie – wynika z najnowszych danych Związku Polskiego Leasingu. – To była przede wszystkim pochodna pierwszej od 28 lat recesji gospodarczej w Polsce oraz bardzo negatywnego przełożenia pandemii Covid-19 i restrykcji administracyjnych na decyzje inwestycyjne polskich przedsiębiorców. Zamknięcie gospodarki w II kwartale 2020 spowodowało spadek rynku leasingu aż o 34 proc. r/r. Tu jednak z pomocą ruszył rząd – mówi Marcin Nieplowicz, główny ekonomista EFL.

Szczególnie ważna była Tarcza Finansowa 1.0, dzięki której mikro, małe i średnie firmy otrzymały subwencje w kwocie 61 mld zł. To miało bezpośrednie przełożenie na rynek leasingu. Przedsiębiorcy wrócili do wstrzymywanych inwestycji, w rezultacie czego rynek leasingu już w III kwartale ubiegłego roku wzrósł o 3,7 proc. r/r. Druga fala pandemii oraz powrót do restrykcji administracyjnych nie zahamowały rozwoju rynku leasingu w ostatnim kwartale 2020, czego wyrazem była 4,8 proc. dynamika r/r. (dane ZPL). – Świadczy to o relatywnie dużej odporności polskiego rynku leasingu na trudne otoczenie ekonomiczne i jest bardzo dobrym prognostykiem na ten rok. Pamiętajmy, że ubiegłoroczne wyniki branży są nieporównywalnie lepsze niż te odnotowane w 2009 roku, kiedy Wielki Kryzys Finansowy doprowadził do spadku całego rynku leasingu o ponad 30 procent – podkreśla ekonomista EFL.

Trzy filary

Dynamika w 2021 roku będzie oparta na trzech filarach. Pierwszym z nich są pojazdy lekkie. Wraz z przewidywanym stopniowym polepszaniem sytuacji epidemicznej od II kwartału 2021, powinniśmy obserwować wyraźną poprawę nastrojów konsumenckich. Według EFL konsumpcja prywatna wzrośnie w tym roku o ok. 5 proc. r/r, co przełoży się na ok. 17 proc. wzrost finansowania pojazdów lekkich przez firmy leasingowe.

Drugim motorem będzie finansowanie pojazdów ciężkich. Sektor ten ucierpiał najbardziej w 2020 roku. Największa po II wojnie światowej recesja w strefie euro przełożyła się na załamanie wymiany handlowej, głęboki spadek przewozów, a w konsekwencji na bardzo istotne ograniczenie inwestycji przez firmy transportu drogowego. Wartość sfinansowanych pojazdów ciężkich przez firmy leasingowej obniżyła się w ubiegłym roku aż o 27 proc. r/r. EFL oczekuje, że w bieżącym roku sytuacja poprawi się i dynamika leasingu pojazdów ciężkich wyniesie ok. 17 proc. r/r. Kluczowe będzie wyraźne ożywienie strefy euro.

Trzecim ważnym obszarem rozwoju firm leasingowych będzie finansowanie maszyn, gdzie EFL prognozuje dynamikę na poziomie ok. 12 procent r/r. Finansowanie maszyn w leasingu jest mocno skorelowane z wynikami sektora przemysłowego. Utrzymanie ekspansji polskich firm w eksporcie, jak i wyraźne odbicie popytu konsumpcyjnego od II kwartału 2021, będą czynnikami, które pozwolą zwiększyć w tym roku produkcję przemysłową o ok. 8-10 proc. r/r. Należy jednak pamiętać, że w polskich firmach wciąż utrzymuje się dosyć niskie wykorzystanie parków maszynowych, co będzie ograniczało inwestycje w maszyny w perspektywie kilku najbliższych miesięcy. Na wyraźnym plusie powinny być w tym roku przede wszystkim maszyny finansowane pożyczką. To dlatego, że najbliższe trzy lata będą stały pod znakiem intensywnego wykorzystania funduszy unijnych dla rozwoju rolnictwa, co istotnie zwiększy wolumen maszyn rolniczych sfinansowanych pożyczką inwestycyjną przez firmy leasingowe.

Jeżeli interesuje Cię leasing na nową firmę lub już od jakiegoś czasu prowadzisz działalność, kliknij w link, a dowiesz się więcej.

Rok 2021 na rynku inwestycyjnym będzie należał do nieruchomości logistycznych, mieszkaniowych i medycznych

Bieżący rok na rynku inwestycyjnym w regionie EMEA upłynie pod znakiem transakcji w sektorze nieruchomości logistycznych, mieszkaniowych i medycznych oraz innych aktywów alternatywnych. Głównym czynnikiem będzie utrzymująca się niechęć do podejmowania ryzyka przez inwestorów, którzy do czasu zmniejszenia się wpływu pandemii na gospodarkę będą koncentrowali się na głównych rynkach, oferujących lepsze perspektywy długofalowego wzrostu. Wynika z najnowszego raportu poświęconego globalnemu rynkowi inwestycyjnemu, pt. „The Signal Report: Investor’s Quarterly Guide to 2021, opublikowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield.

Nieruchomości alternatywne pozostaną na topie, ponieważ zmiany strukturalne i skutki pandemii Covid-19 wpływają na sposób, w jaki ludzie mieszkają, pracują i spędzają wolny czas.

Niskie stopy procentowe, duża płynność i brak innych opcji będą napędzały popyt inwestycyjny, przyczyniając się do ożywienia.

Aktywność inwestycyjna w regionie EMEA może przyspieszyć w drugiej połowie 2021 roku, ale ekologia będzie zyskiwała na znaczeniu.

Nieruchomości alternatywne nadal górą

Cushman & Wakefield przewiduje, że nieruchomości logistyczne, mieszkaniowe i medyczne znacząco zyskają na zmianach stylu życia spowodowanych przez pandemię, a ewolucja sposobu, w jaki ludzie pracują, mieszkają i robią zakupy, nadal będzie rewolucjonizować dotychczasowy porządek. Dalszy duży wzrost inwestycji przewidywany jest w tym roku także w innych sektorach nieruchomości alternatywnych takich jak centra danych i magazyny samoobsługowe.

Wiele możliwości inwestycyjnych stwarza również zmiana funkcji istniejących nieruchomości, między innymi budowa obiektów wielofunkcyjnych i specyficznych dla poszczególnych sektorów, takich jak na potrzeby usług click & collect oraz logistyki miejskiej „ostatniego metra” i ewoluującej infrastruktury technicznej.

David Hutchings, autor raportu i dyrektor ds. strategii inwestycyjnych w dziale rynków kapitałowych w regionie EMEA, Cushman & Wakefield, powiedział: „Aktywność inwestycyjna na rynkach regionu EMEA jest ściśle uzależniona od szerszego ożywienia gospodarczego i łagodzenia obostrzeń związanych z pandemią Covid-19, co nadal wpływa na popyt wśród inwestorów i wyniki poszczególnych sektorów. Ożywienie światowej gospodarki zapoczątkują Azja i Ameryka Północna, ale tempo wzrostu w Europie również przyspieszy w drugiej połowie bieżącego roku. Niemniej jednak, ze względu na zmiany strukturalne zachodzące przede wszystkim w sposobie korzystania z biur i robienia zakupów, tytuł zwycięzcy pandemii w tym roku zachowają nieruchomości logistyczne i alternatywne, takie jak mieszkania na wynajem oraz obiekty z sektora opieki zdrowotnej i life sciences”.

Transformacja rynku biurowego i handlowego

Aktywność inwestycyjna w sektorze nieruchomości biurowych i handlowych może przyspieszyć w drugiej połowie 2021 roku, wraz ze wzrostem odsetka osób zaszczepionych i łagodzeniem obostrzeń związanych z pandemią Covid-19. Atrakcyjność aktywów w tych sektorach będzie kształtowana przez jakość lokalizacji i postrzeganie ich jako destynacji, co będzie miało wpływ na popyt ze strony najemców i ostatecznie na wysokość cen.

W 2021 roku wskaźnik niewynajętej powierzchni biurowej w regionie EMEA pozostanie na najniższym poziomie spośród wszystkich rynków, ale będzie nieznacznie i systematycznie wzrastał do blisko 10% w czwartym kwartale – głównie ze względu na długoterminowe umowy najmu i niewielką ilość powierzchni będącej w budowie. Stopy pustostanów w Ameryce Północnej, regionie Azji i Pacyfiku oraz Chinach mogą wzrosnąć w ostatnim kwartale roku do ok. 15-20%.

David Hutchings dodaje: „Nie należy pomijać nieruchomości biurowych i handlowych, zwłaszcza że pracownicy wracają do biur i sklepy niesprzedające artykułów pierwszej potrzeby będą się otwierały w drugim i trzecim kwartale. Pandemia niewątpliwie spowodowała, że jakość lokalizacji i szerzej rozumiany placemaking wysunęły się na pierwszy plan – czynniki te będą miały decydujące znaczenie przy zaspokajaniu popytu ze strony najemców. Zamiast analizować te sektory w oderwaniu od innych aspektów, inwestorzy mają szansę na osiągnięcie sukcesu decydując się na bardziej holistyczne podejście i przeanalizowanie możliwości realizacji inwestycji wielofunkcyjnych, dzięki czemu mogliby wykreować destynacje zgodnie z koncepcją sense of place”.

Wykres 1. Wskaźniki niewynajętej powierzchni biurowej na świecie

Wskaźniki niewynajętej powierzchni biurowej na świecie
Źródło: dział badań Cushman & Wakefield. Uwaga: *Bez Meksyku. **Bez Rosji i Turcji.

Wolniejsze tempo ożywienia na rynkach najmu w regionie EMEA

Inwestorzy rozpoczną ofensywę, jak tylko pozwolą im na to warunki, ale na ożywienie aktywności na rynkach najmu trzeba będzie zaczekać dłużej. Szanse na wzrost aktywności najemców w najbliższym czasie zmalały z powodu przywrócenia obostrzeń związanych z lockdownem pod koniec 2020 roku, strukturalnie wolniejszego tempa dostosowywania się rynku pracy i niskiego odsetka osób zaszczepionych (z wyjątkiem Wielkiej Brytanii i Izraela). Dodatkowo, w 2021 roku prawdopodobnie zniknie 1,3 mln miejsc pracy w całym regionie. Z tego względu aktywność najemców może znacząco przyspieszyć dopiero w drugiej połowie bieżącego roku.

Niemniej jednak nawet wówczas ożywienie w Europie Zachodniej będzie następowało wolniej niż na innych rynkach świata. Analiza wpływu pandemii Covid-19 na poziomy realnego PKB pokazuje, że tempo wychodzenia z kryzysu krajów europejskich należy do najwolniejszych. Wśród 20 największych gospodarek świata, powrót na ścieżkę wzrostu gospodarczego potrwa najdłużej w Wielkiej Brytanii, Francji i Hiszpanii (od IV kw. 2022 r. w Wielkiej Brytanii do IV kw. 2023 r. w Hiszpanii). To znacznie dłużej niż w przypadku liderów rankingu, czyli Chin kontynentalnych, Tajwanu i Australii, których PKB przekroczyło poziom sprzed wybuchu pandemii w połowie 2020 roku.

Popyt inwestycyjny w Europie nadal koncentruje się na głównych rynkach, ale prognozowane szybkie odbicie gospodarcze w krajach takich jak Polska zachęci inwestorów do zwrócenia uwagi na inne kierunki i poszukiwania nowych możliwości inwestowania.

Wykres 2. Tempo ożywienia największych gospodarek świata

Tempo ożywienia największych gospodarek świata
Źródło: różne instytucje rządowe, Moody’s Analytics, dział badań Cushman & Wakefield

Globalna prognoza na rok 2021

Droga do ożywienia wygląda na nierówną, ale napędzać je będą inwestorzy, ponieważ niskie stopy procentowe, duża płynność i brak alternatywnych opcji inwestycyjnych wpływają na wzrost popytu. Widoczne są jednak różnice na poziomie regionalnym, gdyż warunki sprzyjają odbiciu w regionie Azji i Pacyfiku oraz Ameryce Północnej, natomiast w gorszej sytuacji znajdują się kraje Europy i Ameryki Łacińskiej oraz rynki wschodzące. Niemniej jednak wszystkie regiony mogą zakończyć rok 2021 z silnymi wzrostami.

David Hutchings, autor raportu i dyrektor ds. strategii inwestycyjnych w dziale rynków kapitałowych w regionie EMEA, Cushman & Wakefield, podsumowuje: „Podobnie jak w 2020 roku, globalne gospodarki oraz rynki najmu i kapitałowe będą zachowywały się zgodnie z rozwojem sytuacji pandemicznej, która wpływa na poszczególne regiony w zróżnicowany sposób. Chcąc podjąć najlepsze decyzje inwestycyjne, inwestorzy powinni patrzeć znacznie dalej niż tylko na obecny cykl krótkoterminowy. Na wyniki inwestycyjne będą wpływały zmiany strukturalne, głównie cyfrowa transformacja, a w przypadku graczy europejskich także kwestie związane z ekologią. Z naszej analizy wynika, że początki prawdziwego ożywienia na wszystkich rynkach zaczniemy obserwować w drugiej połowie 2021 roku. Niezaspokojony popyt i wyjątkowo liberalne otoczenie finansowe mogą przyczynić się do niezwykle szybkiego ożywienia gospodarczego w czwartym kwartale, czego efektem będzie bardzo duży wzrost dynamiki na rynku pod koniec roku”.

Fiskus ogranicza ulgę abolicyjną. Czy Polacy pracujący za granicą będą zmieniać rezydencję podatkową?

Polak pracował na statku pływającym pod banderą Malty, ale dla norweskiej firmy. Na podstawie umowy ws. unikania podwójnego opodatkowania, nie zamierzając osiągać przychodów w Polsce, wystąpił o ograniczenie poboru zaliczek na podatek dochodowy od osób fizycznych za cały 2019 r. do kwoty 0 zł. Jednocześnie wniósł o stwierdzenie, że brak jest opodatkowania podatkiem dochodowym w Polsce dla jego przychodów osiąganych z tytułu pracy dla norweskiego armatora, co oznaczałoby również konieczność dokonania przez organ podatkowy zwrotu całości wpłaconych przez niego zaliczek na podatek. Jak zareagował fiskus?

Zgodnie z art. 22 § 2a Ordynacji podatkowej organ podatkowy na wniosek podatnika ogranicza pobór zaliczek na podatek, jeżeli podatnik uprawdopodobni, że zaliczki byłyby niewspółmiernie wysokie w stosunku do podatku należnego od dochodu lub zysku przewidywanego na dany rok podatkowy.

Polak pracujący dla norweskiej firmy na statku pływającym pod banderą Malty

Polski obywatel pracujący na pokładzie chemikaliowca pływającego pod banderą Malty, eksploatowanego przez przedsiębiorstwo norweskie, wystąpił do naczelnika urzędu skarbowego z wnioskiem o ograniczenie do 0 zł kwoty poboru zaliczek na PIT za cały 2019 r. W swoim wniosku wskazał, że nie zamierza osiągać przychodów na terytorium Polski, stąd w jego sytuacji zastosowanie znajdzie zawarta między RP a Królestwem Norwegii Konwencja z dnia 9 września 2009 r. w sprawie unikania podwójnego opodatkowania i zapobiegania uchylaniu się od opodatkowania w zakresie podatków od dochodu (dalej: Konwencja między RP a Norwegią lub po prostu Konwencja). Zgodnie z art. 14 ust. 3 tej Konwencji wynagrodzenie uzyskane w związku z wykonywaniem pracy najemnej na pokładzie statku morskiego eksploatowanego w transporcie międzynarodowym przez przedsiębiorstwo umawiającego się państwa może być opodatkowane w tym kraju. Pobierane więc zaliczki na PIT w obliczu faktu, że wnioskodawca skorzysta z tzw. ulgi abolicyjnej, o której mowa w art. 27g ustawy o PIT, będą niewspółmiernie wysokie, a i tak w przypadku ich opłacenia organ podatkowy będzie zobowiązany do ich zwrotu w całości.

Fiskus powziął wątpliwość, czy Polak aby na pewno pracuje dla norweskiej firmy

W październiku 2019 r. naczelnik odmówił uwzględnienia wniosku podatnika. Uznał, że po przejrzeniu stron internetowych, jak i zapoznaniu się z przedłożoną przez wnioskodawcę dokumentacją, m.in. dokumentami zatrudnienia, wydrukiem z norweskiego rejestru przedsiębiorców, kserokopią książeczki marynarskiej, nie sposób stwierdzić, czy pływający pod maltańską banderą statek, na którym podatnik świadczy pracę najemną, jest eksploatowany przez firmę norweską.

W grudniu 2019 r. odwołania polskiego marynarza nie uwzględnił dyrektor izby administracji skarbowej, potwierdzając za organem I instancji, że przedłożone dokumenty nie rozwiewają wątpliwości, jaka jurysdykcja prawna znajdzie w tej sprawie zastosowanie.

Organy podatkowe często popełniają błąd, skupiając się na banderze statku

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku, do którego skargę na ww. rozstrzygnięcia organów wniósł polski marynarz, zgodził się z organami podatkowymi, że warunkiem ograniczenia wysokości zaliczek na podatek jest łączne spełnienie przesłanek zawartych w treści art. 14 ust. 3 Konwencji między RP a Norwegią, poprzez wykonywanie pracy najemnej na pokładzie statku morskiego eksploatowanego w transporcie międzynarodowym przez przedsiębiorstwo norweskie.

Sąd powtórzył za dyrektorem izby administracji skarbowej, że organ ten zgodził się, iż w sytuacji marynarza ziściły się dwa z trzech powyższych warunków, tzn. marynarz wykonywał pracę na pokładzie statku morskiego, a statek ten był eksploatowany w transporcie międzynarodowym. Organ nie dopatrzył się ziszczenia trzeciego z warunków do zastosowania Konwencji między RP a Norwegią, czyli udowodnienia eksploatacji tego statku przez firmę norweską. W opinii sądu dla normy art. 14 ust. 3 ww. Konwencji nie ma natomiast znaczenia, jaką banderę podnosił statek. Odwołuje się bowiem ona do wykonywania pracy najemnej na pokładzie statku eksploatowanego w transporcie międzynarodowym przez firmę jednego z państw będących stroną Konwencji. Zatem w regulacji tej chodzi o państwo siedziby przedsiębiorstwa eksploatującego statek, a nie państwo przynależności tego statku. Sąd orzekł więc, że odmawiając wnioskodawcy ograniczenia poboru zaliczek na podatek dochodowy, organy podatkowe naruszają art. 22 § 2a Ordynacji podatkowej:

Podnoszona przez organ okoliczność, że statek podnosi banderę Malty, nie uzasadnia uznania, że w sprawie istnieją wątpliwości co do eksploatacji statku w transporcie międzynarodowym przez przedsiębiorstwo norweskie. Organy podatkowe w szeregu tego typu spraw przywiązują nadmierne znaczenie do kwestii bandery statku, a ta okoliczność pozostaje bez znaczenia […] Okoliczność podnoszenia przez statek bandery Malty nie może zatem stanowić podstawy do uznania, że skarżący nie uprawdopodobnił eksploatacji statku przez przedsiębiorstwo z faktycznym zarządem w Norwegii” (wyrok WSA w Gdańsku z 8 września 2020 r., sygn. akt I SA/Gd 242/20).

Zmiana rezydencji podatkowej remedium na drastyczne ograniczenie ulgi abolicyjnej

W wyroku z 8 września gdański sąd zwrócił uwagę, że organy podatkowe takich błędnych interpretacji na niekorzyść podatników dokonują „w szeregu tego typu spraw”. W obliczu ugruntowania takiej linii orzeczniczej sądów fiskus zareagował błyskawicznie, bowiem już 30 września 2020 r. rząd złożył w Sejmie projekt nowelizacji ustaw podatkowych (druk 642), na mocy której od 1 stycznia 2021 r. niemal całkowicie zlikwidował ulgę abolicyjną. Co prawda wszyscy podatnicy nadal mogą z niej korzystać, jednak odliczenie od podatku dochodowego w jej ramach nie będzie mogło przekroczyć kwoty 1360 zł. Do tego nowelizacja różnicuje sytuację podatników osiągających dochody za granicą w zależności od państwa, w którym pracują. Dlatego też z niektórymi krajami Polskę łączą umowy w sprawie unikania podwójnego opodatkowania, które dla realizacji tego celu przewidują stosowanie korzystniejszej dla podatnika metody wyłączenia z progresją. Zatem dla osób rozliczających się tą metodą, np. pracujących na Malcie czy Cyprze, likwidacja ulgi abolicyjnej nie będzie mieć znaczenia. Natomiast osiągający dochody w innych krajach, np. w Wielkiej Brytanii, będą musieli opodatkować je w Polsce i dopłacić należny według polskich przepisów podatek. Czy w sytuacji tak znacznego pogorszenia położenia części osób pracujących za granicą jedynym wyjściem byłaby całkowita zmiana rezydencji podatkowej?

W skierowanym do Marszałka Sejmu piśmie z 20 października 2020 r. opiniującym projekt zniesienia ulgi abolicyjnej, Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych napisało:

Zaproponowane rozwiązanie podatkowe w zakresie likwidacji ulgi abolicyjnej nie wpłynie pozytywnie na uszczelnienie systemu podatkowego i uderzy w ogromną grupę pracownic i pracowników zarabiających poza granicami kraju. Ponad 2,5 mln Polaków, w tym grupy już dziś mierzące się z trudną sytuacją życiową jak marynarze i pracownicy morscy, zostanie postawionych przed koniecznością zamiany emigracji zarobkowej na emigrację stałą” (opinia OPZZ/PO/159/2020 do Rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne oraz niektórych innych ustaw, druk nr 642).

Dla tych, którzy nie chcą być ofiarami „proponowanych rozwiązań podatkowych”, odpowiedź na zadane wyżej pytanie wydaje się oczywista. Tylko zmiana rezydencji podatkowej może uchronić zarabiających na życie za granicą przed coraz głębszym sięganiem do ich kieszeni przez polskiego fiskusa, co w praktyce oznacza po prostu ucieczkę przed coraz większym pobieranym przez niego haraczem. Zmiana rezydencji pozwoli płacić podatki tylko w kraju, w którym osiąga się dochody z własnej pracy bądź w państwie, które oferuje jeszcze korzystniejsze ich opodatkowanie. Czy istnieje inna opcja? Tak, jedna – rezygnacja z pracy…

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Cyfrowa rzeczywistość, czyli jak skutecznie się podpisać

Potrzeba matką wynalazków, ale i szybszego wdrażania rozwiązań, których wprowadzenie wcześniej odkładaliśmy. Prawdziwości tego stwierdzenia dowiodły czasy pandemii, która zadziałała jak katalizator w przypadku cyfryzacji niektórych procesów w firmach. Przykłady? Elektroniczny obieg dokumentów i cyfrowe ich podpisywanie.

Pandemia okazała się prawdziwym wyzwaniem. Podczas lockdownu każdy, kto chciał utrzymać swój biznes, musiał przeanalizować sytuację i wprowadzić rozwiązania zdalne, zapewniające ciągłość procesów. Najczęściej mówiło się o wprowadzeniu pracy zdalnej i związanych z nią narzędziach: zaawansowanych komunikatorach, rozwiązaniach chmurowych, zdalnym zarządzaniu projektami. Jednak biznesowa rzeczywistość to również cała administracja, obieg dokumentów oraz konieczność ich podpisywania. To właśnie ten obszar funkcjonowania biznesu znacznie przyspieszył w czasie pandemii – szacuje się, że potrzeba szybkiej cyfryzacji tych procesów pozwoliła nam nadrobić w tym aspekcie cały rok.

Elektroniczny obieg dokumentów

Jak wynika z badania „Trusted Economy w nowej rzeczywistości. Ograniczanie ryzyka związanego z szybką cyfryzacją”[1], ponad połowa respondentów (51%) w trakcie pandemii wprowadziła nowe rozwiązania cyfrowe, które pozwoliły na digitalizację obiegu dokumentów i cyfrowe podpisywanie umów.

Już w styczniu 2018 r. w życie weszły przepisy równoważące dokumentację akt pracowniczych w formie papierowej i elektronicznej. Od tego momentu wiele firm rozpoczęło wdrażanie rozwiązań to umożliwiających. Jednak dopiero w ostatnim roku proces ten znacznie przyspieszył, a siłą napędową stała się pandemia i tzw. nowa rzeczywistość.

Kiedy wprowadzaliśmy do naszej oferty narzędzie Q-Solutions e-dokumenty, podkreślaliśmy, że jest to rozwiązanie, które optymalizuje koszty archiwizacji, porządkuje akta i ułatwia dostęp do nich, pozwala na zachowanie jednolitej struktury tych akt i gwarantuje ich bezpieczeństwo, a jako ostatnią zaletę wymienialiśmy elastyczność tego rozwiązania i możliwość jego szybkiej adaptacji do zmieniających się przepisów. Nie przypuszczaliśmy wówczas, że właśnie ta cecha okaże się języczkiem u wagi w czasie pandemii – mówi Paweł Wysocki, Prezes Zarządu firmy Quercus, specjalizującej się we wdrażaniu rozwiązań SAP oraz autorskich narzędzi informatycznych w obszarze HR.

Szef Quercus przyznaje, że w przypadku wielu firm to właśnie cyfryzacja procesów pozwoliła na zachowanie ich płynności. Jednak, jego zdaniem, to etap początkowy, bo w dłuższej perspektywie narzędzia zapewniające bezpieczny obieg dokumentów kadrowych będą opierać się m.in. na sztucznej inteligencji i zaawansowanej analityce ogromnych wolumenów danych.

Podpis cyfrowy

Szybkie wdrożenie rozwiązań cyfrowych dla wielu przedsiębiorstw oznaczało w czasie pandemii „być albo nie być”, a w przypadku części z nich stało się nawet przewagą konkurencyjną. Możliwość zdalnej realizacji zleceń, a przede wszystkim podpisywania umów, okazała się synonimem stabilności i bezpieczeństwa kontrahenta. Nic zatem dziwnego, że bodaj najpopularniejszym obecnie w biznesie narzędziem cyfrowym jest podpis elektroniczny.

Przed pandemią przedsiębiorcy wykorzystywali podpis elektroniczny najczęściej przy okazji rocznych sprawozdań finansowych. Dziś używa się go o wiele częściej, bo tego wymaga sytuacja. Na przykład przetargi realizowane są obecnie drogą elektroniczną, za pośrednictwem specjalistycznych platform, w których składa się dokumenty sygnowane cyfrowo, za pomocą kwalifikowanego podpisu elektronicznego – podkreśla Paweł Wysocki, ekspert firmy Quercus.

Rodzaje podpisów elektronicznych

Podpis cyfrowy wykorzystywany jest zarówno w rzeczywistości biznesowej, jak i w administracji. Istnieją jednak cztery podstawowe rodzaje podpisu, stosowane w różnych sytuacjach i przez różnych użytkowników.

Profil Zaufany, czyli bezpłatna, cyfrowa usługa administracji, będąca środkiem identyfikacji elektronicznej, która umożliwia zdalną obsługę wielu spraw urzędowych (wysłanie rozliczenia PIT, złożenie wniosku o wydanie dowodu osobistego, kupno samochodu, narodziny potomka, złożenie wniosku o odpis aktu stanu cywilnego, itp.). To powszechna alternatywa dla płatnego podpisu kwalifikowanego.

W przypadku Profilu Zaufanego trzeba przejść skrócony lub wydłużony proces weryfikacyjny. Dłuższa ścieżka to droga klasyczna, która wymaga weryfikacji osobistej w urzędzie. Druga opcja to założenie profilu zaufanego przez internetowe konto bankowe – tożsamość weryfikowana jest przez bank.

Profil zaufany wykorzystywany jest przede wszystkim w celu sygnowania dokumentów urzędowych, w kontaktach z organami administracji publicznej (np. ePUAP, obywatel.gov.pl). Nie ma zastosowania w kontraktach biznesowych – wymienia Maciej Kabaciński, Dyrektor Pionu HR w Quercus Sp. z o.o.

Zwykły podpis elektroniczny można złożyć choćby za pośrednictwem e-maila – poprzez oświadczenie woli. Sprawdza się w przypadku dokumentów niewymagających podpisu kwalifikowanego, na przykład wniosku o urlop wypoczynkowy. W dodatku, co warto podkreślić, nawet taki podpis niesie ze sobą skutki prawne i może być dowodem w sądzie.

Zaawansowany podpis elektroniczny – wymaga wykorzystania specjalnych narzędzi, które pozwalają na ustalenie tożsamości podpisującego dokumenty. Bardzo często wykorzystywany jest np. do podpisywania dokumentów firmowych, umów pomiędzy firmami. Po podpisaniu dokumentu każda zmiana jest automatycznie odnotowywana przez system. Ta opcja wymaga dostępu do odpowiedniego narzędzia, jak np. SAP DocuSign, co może wiązać się z dodatkowymi kosztami, zazwyczaj po stronie zleceniodawcy.

Najbardziej zaawansowany jest elektroniczny podpis kwalifikowany – to opcja płatna, która pozwala na zawieranie w formie elektronicznej wszystkich typów umów wymagających formy pisemnej, w tym np.: umów o pracę, o zakazie konkurencji, potrącenie z wynagrodzenia, o przeniesieniu autorskich praw majątkowych, umów o odpowiedzialności materialnej za mienie powierzone.

Takie rozwiązanie może być zastosowane tylko wówczas, gdy pracodawca prowadzi dokumentację pracowniczą w formie elektronicznej (i tylko takiej). Jeśli nie może podpisać dokumentów w sposób certyfikowany, wymagany jest podpis odręczny. Taki dokument, w formie zdigitalizowanej, jest następnie włączany do e-akt. Jeżeli jednak pracodawca prowadzi i przechowuje akta osobowe w postaci papierowej, umieszczona w aktach umowa o pracę powinna zostać sporządzona na piśmie (a nie w postaci elektronicznej) i zawierać własnoręczne podpisy obu stron stosunku pracy – zaznacza Prezes Zarządu Quercus Sp. z o.o.

Kwalifikowany podpis elektroniczny jest równoważny odręcznemu (pozwala na weryfikację tożsamości podpisującego). Jest to rozwiązanie płatne (kilkaset złotych rocznie) i ograniczone czasowo (trzeba odnawiać subskrypcję). Kwalifikowany podpis elektroniczny jest oparty o kwalifikowany certyfikat i składany za pośrednictwem specjalnych kluczy (kart i czytników). Co ważne – podpisanie łączy się z automatycznym „zablokowaniem” dokumentu – każda późniejsza zmiana będzie od razu widoczna dla wszystkich stron. Taki podpis wydany w państwie członkowskim UE jest uznawany też w pozostałych krajach unijnych, sprawdza się więc w realizacji kontraktów międzynarodowych.

Wprowadzenie cyfrowych podpisów to bardzo wygodne rozwiązanie, skracające w wielu przypadkach czas obiegu dokumentów, zwłaszcza między różnymi jednostkami czy instytucjami. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że w najbliższych latach narzędzia umożliwiające cyfrowe podpisywanie dokumentów będą się rozwijać. Jednak rozwojowi technologii powinny towarzyszyć adekwatne zmiany w przepisach.

Obecnie nie wszystkie dokumenty wewnętrzne w firmie wymagają podpisu pracownika. Przykładem mogą być wnioski o urlop wypoczynkowy. W przypadku dokumentacji firmowej, jak np. pism związanych ze zmianami w strukturze, umów – obowiązują rozwiązania przyjęte w Europie, które uznają zaawansowany podpis elektroniczny (złożony np. za pośrednictwem narzędzia SAP DocuSign) za wystarczający.

Jednak w przypadku dokumentacji pracowniczej polski ustawodawca wymaga podpisu kwalifikowanego od obu stron, co bardzo utrudnia i podraża przejście na w pełni elektroniczną teczkę osobową, a jednocześnie hamuje cały proces. Dlaczego? Gdy jedna ze stron nie ma możliwości podpisania dokumentu podpisem kwalifikowanym (a najczęściej będą to pracownicy), dokument ostatecznie musi być wydrukowany, podpisany przez pracownika, następnie zeskanowany, podpisany przez pracodawcę certyfikowanym podpisem kwalifikowanym lub kwalifikowaną pieczęcią elektroniczną pracodawcy i dopiero w tej postaci zamieszczony w firmowym archiwum elektronicznym – podsumowuje Maciej Kabaciński, Szef Pionu HR w firmie Quercus Sp. z o.o.

[1]https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/doradztwo-prawne/articles/Raport-TRUSTED-ECONOMY-w-nowej-rzeczywistosci.html

Cyfrowa transformacja najlepiej sprawdza się w modelu zintegrowanym

Biznes stoi przed ogromnym wyzwaniem. Już od wielu lat temat transformacji cyfrowej przedsiębiorstw jest jednym z najważniejszych aspektów omawianych przy okazji rozwoju, inwestycji i przyszłości firm. Pandemia koronawirusa, która dotknęła organizacje na całym świecie, zweryfikowała poziom i kierunek innowacyjności, przyspieszyła rozwój w wielu obszarach, ale inne wręcz wyhamowała. Czy czas pandemii jest dobrym momentem na podejmowanie inwestycji w nowoczesne technologie i transformację cyfrową?

Nie ulega wątpliwości, że ostatni rok niezbicie pokazał jak ważna dla sukcesu organizacji jest jej cyfrowa modernizacja, zwłaszcza, gdy dostępność i niezawodność usług IT może świadczyć o „być albo nie być” firmy. Dlatego coraz więcej przedsiębiorstw, które wcześniej wykazywało się sceptycznym podejściem do cyfryzacji, teraz deklaruje swoją otwartość na nowe rozwiązania i zwinne podejście do prowadzenia biznesu. Bo kiedy, jak nie teraz?

Jak wskazują badania IDC, w ciągu najbliższych dwóch lat około 65 proc. globalnego PKB będzie wynikało z cyfryzacji. Całkowita wartość inwestycji w transformację cyfrową w latach 2020 – 2023 może przekroczyć 6,8 bln USD. Nie oznacza to jednak, że wszystkie z podejmowanych inwestycji w stronę cyfryzacji, będą zakończone sukcesem – średnio ok. 26 proc. organizacji decydujących się na transformację cyfrową, osiągnie zwrot inwestycji.

Kiedy zamiast transformacji wkrada się chaos…

Jak twierdzi Joanna Lesińska, principal SIAM consultant w Capgemini – tak duży odsetek firm, którym nie zwróci się inwestycja w transformację cyfrową (74 proc.) jest pokłosiem dużego rozdrobnienia na rynku dostawców usług IT. Wiele organizacji decydujących się na cyfryzację, rozpoczyna współpracę z wieloma partnerami jednocześnie, gdzie każdy oferuje różne rozwiązania, tworzone w oparciu o różne platformy. W efekcie firma otrzymuje procesy, dane i zespoły eksperckie, które nie mogą ze sobą efektywnie współpracować, są niezintegrowane i trudne do usystematyzowania.

– Takie sytuacje zdarzają się niezwykle często, wówczas najlepszym rozwiązaniem, które proponujemy naszym klientom jest stworzenie modelu, który w ramach jednego, stabilnego narzędzia pomoże zintegrować wiele składowych i zapewni wsparcie wielu procesom – w jednym miejscu. W efekcie pracownicy otrzymują mierzalne wartości, jednocześnie zapewniając oszczędność czasu i pieniędzy. Takim narzędziem jest ServiceNow. Naszą rolą jest wsparcie klienta w przejściu z rozproszonego modelu do zintegrowanej platformy – mówi Joanna Lesińska.

Jednym z najważniejszych wyzwań, któremu należy sprostać podczas procesu transformacji cyfrowej, jest zachowanie ciągłości działań, przy jednoczesnym osiąganiu wymiernych celów biznesowych. Rozwiązaniem jest tutaj automatyzacja najbardziej podstawowych procesów, które pochłaniają pracownikom najwięcej czasu. Automatyzacja pozwala zachować wysoki standard wykonania zadania, często w znacznie krótszym czasie i niejednokrotnie ze znacznie wyższym poziomem zadowolenia klienta końcowego. We wprowadzeniu zautomatyzowania procesów, dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji, także pomaga ServiceNow.

Transformacja cyfrowa to wsparcie

W dobie pandemii ze względu na bezpieczeństwo pracowników oraz liczne obostrzenia i wytyczne sanitarne wiele firm wprowadziło pracę zdalną tam, gdzie tylko było to możliwe. Często praca w rozproszeniu budzi wiele wyzwań, problemów technicznych, z którymi pracownicy mogą sobie samodzielnie nie poradzić. Wsparcie działów IT jest niestety często znikome, dla wielu pracowników kontakt ze specjalistą IT rodzi poczucie niezrozumienia, niedostępności. Warto na tym etapie podkreślić, że transformacja cyfrowa to też między innymi wsparcie techniczne.

– Rozwiązanie, które implementujemy u naszych klientów opiera się także na stworzeniu wielu kanałów komunikacji, które umożliwiają łatwiejsze dotarcie do informacji lub zgłoszenie ewentualnego zapotrzebowania na pomoc. Co ważne, użytkownik ma do dyspozycji wiele przystępnych narzędzi, takich jak chatbot, baza wiedzy, czy też aplikacja mobilna, więc może wybrać najdogodniejszą dla siebie opcję. Czas reakcji zespołów IT po wprowadzeniu takich rozwiązań może skrócić się nawet o 75 proc. – wyjaśnia ekspertka Capgemini.

Tego typu rozwiązania także doskonale wspierają pracę w rozproszonych zespołach. Sprawna i wygodna wymiana informacjami podnosi komfort pracy pracowników i efektywność wykonywanych zadań. W organizacjach, które wdrożyły systemy takie jak ServiceNow, wyraźnie dostrzegalna jest ścisła i dobrze uzupełniająca się wzajemna współpraca.

Holistyczne podejście

W dobie globalnego kryzysu niezwykle ważnym jest, by wszelkie podejmowane decyzje i działania były maksymalnie efektywne, przemyślane i prowadziły wprost do sukcesu. Konieczne jest zatem holistyczne podejście, które obejmie całą organizację. Dostęp do szerokiego przekroju danych pozwoli na sprawne zarządzanie przedsiębiorstwem.

– Systemy, które wdrażamy pozwalają pracownikom sięgnąć po „twarde dane”, na podstawie których mogą oni podejmować najlepsze decyzje, zapobiegać kryzysom, automatyzować procesy. Możliwość przeglądania trendów i predykcji pozwala przewidywać ewentualne potrzeby lub wyzwania, które stoją przed organizacją. Takie działania umożliwiają wdrożenia najlepszych rozwiązań, zanim stanie się to koniecznością – dodaje Joanna Lesińska.

Pandemia sprawiła, że cyfryzacja biznesu przestała być luksusem, a stała się standardem, często warunkującym sukces organizacji. Niezależnie jednak od sytuacji epidemiologicznej, gospodarczej czy też lokalnej, warto rozważyć transformację cyfrową całości organizacji, w oparciu o zintegrowany model, który zapewni długotrwały sukces na wielu płaszczyznach.

Samochody firmowe kluczem do elektromobilności

Jak wynika z analizy przeprowadzonej przez EY i Eurelectric, choć floty służbowe stanowią jedynie 20% europejskiego rynku samochodowego, odpowiadają za więcej niż 40% liczonego w kilometrach dystansu pokonywanego przez wszystkie samochody oraz za połowę emisji CO2 i gazów cieplarnianych generowanych przez transport drogowy. Dlatego to elektryfikacja flot samochodów służbowych będzie głównym motorem ograniczającym emisje CO2 i innych gazów cieplarnianych w Europie.

Sześć na dziesięć sprzedawanych w Europie samochodów przeznaczonych jest do użytku służbowego, a jeszcze w 2019 r. 96% rejestrowanych aut flotowych miało napęd spalinowy. Szacunki pokazują, że flota samochodów służbowych – zarówno elektrycznych, jak i z napędem spalinowym – wzrośnie o około 15% do 2030 roku i sięgnie nawet 73 milionów pojazdów. Jednak biorąc pod uwagę wyłącznie segment elektrycznych pojazdów flotowych, wzrost będzie wyższy bo 24-krotny, a liczba tego typu aut na drogach wzrośnie do 2030 roku nawet do 10,5 mln sztuk z 420 tys. obecnie.

Rys. Rodzaje samochodów w UE + Wlk. Brytanii w podziale na segmenty rynku, lata 2018-2030 (w mln sztuk)

Samochody firmowe kluczem do elektromobilności

– Rozpoczęcie elektryfikacji w sektorze motoryzacyjnym od floty aut wykorzystywanych przez firmy pozwoli szybciej ograniczać emisję szkodliwych substancji do atmosfery aniżeli dzieje się to w przypadku indywidualnych aut. Co więcej, działania w segmencie samochodów flotowych – które często pokonują określone, regularne i możliwe do przewidzenia bądź usystematyzowania trasy, mają stałe punkty docelowe i przystanki – pozwolą w pierwszym etapie łatwiej zarządzać niezbędną dla rozwoju tego rynku infrastrukturą punktów ładowania. Dodatkową zaletą takiego działania będzie możliwość wykorzystania wiedzy nabytej podczas tej transformacji i rozwiązań, które jej będą towarzyszyć, do szybszego rozwoju rynku wtórnego samochodów elektrycznych, a także popularyzacji samochodów elektrycznych na użytek indywidualny – mówi Michał Lesiuk, Partner EY, Lider Sektora Produkcja Przemysłowa i Mobilność.

Z rozmów, jakie zostały przeprowadzone z europejskimi menedżerami flot na potrzeby analizy EY i Eurelectric wynika, że elektryfikacja flot jest na razie traktowana eksperymentalnie. Dotyczy niewielkiej części pojazdów, które są testowane pod kątem użyteczności, kosztu utrzymania i satysfakcji kierowców. Zarządzający flotami chcą mieć pewność, że zasięg pojazdu, wygoda i możliwości jego ładowania zapewniają płynną jazdę i auta z napędem elektrycznym są dobrą alternatywą dla samochodów spalinowych. Jeśli oceny wypadną korzystnie – samochody elektryczne będą stopniowo wypierały z flot samochody z silnikami benzynowymi i Diesla.

Obecnie spośród wszystkich (indywidualnych i flotowych) 308 mln samochodów jeżdżących po europejskich drogach, tylko 3 mln to samochody elektryczne. Z analizy EY wynika, że do 2030 roku ta liczba wzrośnie do co najmniej 40 mln, co pociąga za sobą konsekwencje związane z inwestycją w infrastrukturę. Obecnie w Europie istnieje ok. 213 tys. publicznie dostępnych stacji do ładowania samochodów elektrycznych. To stan, który w tej chwili jest zadowalający, ale wraz z rozpowszechnieniem napędów elektrycznych, infrastruktura do ich ładowania będzie musiała zostać znacznie rozbudowana. Szacuje się, że w 2030 roku sieć stacji ładowania powinna liczyć ok. 3 milionów punktów. Będzie to wymagało inwestycji rzędu 20 mld EUR w infrastrukturę publiczną i kolejnych 60 mld EUR w infrastrukturę prywatną.

– Potrzebna będzie infrastruktura z optymalnie rozmieszczonymi i dostosowanymi do możliwości energetycznych punktami ładowania. Będzie to szczególnie istotne na obszarach wiejskich, gdzie odległości między stacjami ładowania będą znacznie większe. Szczegółowe modelowanie zachowań kierowców i lokalizacji punktów ładowania pomoże zidentyfikować obszary, w których mogą wystąpić wąskie gardła. Konieczne będzie stworzenie zarówno infrastruktury wolnego, jak i szybkiego ładowania. Wprawdzie zdecydowana większość ładowań odbywa się w domu lub w pracy, ale szybkie ładowarki będą musiały być publicznie dostępne w miastach i poza nimi – dodaje Michał Lesiuk.

Niemałą rolę w rozwoju elektromobilności będą odgrywały również zachęty finansowe i podatkowe. Obecnie 21 krajów europejskich oferuje premie dla nabywców pojazdów elektrycznych, choć ich wartości są różne.

– Projekty i plany dotyczące dekarbonizacji prowadzone są na różnych szczeblach. Zobowiązanie, by do 2030 roku zrezygnować w Europie z aut spalinowych niektóre kraje podejmują jeszcze bardziej odważnie i jak na przykład Norwegia – zamierzają wprowadzić ograniczenia nawet wcześniej. Wciąż wyzwaniem jest jednak wysoki koszt samochodów z napędem elektrycznym. Dlatego właśnie poszczególne kraje stosują zachęty, wspierające sprzedaż tego typu pojazdów. Na znaczne finansowe wsparcie mogą liczyć m.in. Francuzi, Włosi, Szwedzi, Portugalczycy czy Holendrzy. W Polsce w ubiegłym roku pilotażowo prowadzono programy Zielony Samochód, Koliber i e-Van, które realizowane były przez Narodowy Fundusz Środowiska i Gospodarki Wodnej i skierowane zarówno do osób fizycznych, jak i firm. Zakładały one jednak górny, stosunkowo niski limit ceny auta, który znacznie ograniczał możliwości zakupu. Nie znamy jeszcze planów na 2021 rok, ale z pewnością jest tu jeszcze przestrzeń do zbudowania atrakcyjnego ekosystemu zachęt do zakupów samochodów elektrycznych w naszym kraju – nie tylko dla osób indywidualnych, ale i dla firm – dodaje Michał Lesiuk.

O raporcie
Analiza przeprowadzona przez EY i Eurelectric oparta jest na rozmowach z wiodącymi przedstawicielami branży samochodowej, energetycznej, ropy naftowej i gazu ziemnego, producentami akumulatorów, firm zarządzających flotą samochodową, firm leasingowych i przedstawicieli stacji ładowania. Zestawia analizy i opinie identyfikując kluczowe obszary przynoszące wzrost wartości systemu elektromobilności i przedstawia szereg rozwiązań, które powinny zostać wdrożone, by go upowszechnić.

Sprzedaż i najem zwrotny nieruchomości

Wartość transakcji sprzedaży i najmu zwrotnego (sale and leaseback) zawartych w Europie w 2020 roku wyniosła łącznie 8,4 mld euro i była o 8,5% wyższa od średniej pięcioletniej. Trend wzrostowy utrzyma się również w 2021 roku, podaje międzynarodowa firma doradcza Savills. Również w Polsce coraz więcej firm zainteresowanych jest tego rodzaju transakcjami – głównie w sektorze nieruchomości magazynowych i handlowych.

Z danych firmy Savills wynika, że ubiegłoroczny wolumen transakcji sprzedaży i najmu zwrotnego był o 10% niższy niż w 2019 roku. Niemniej jednak już wcześniej widoczna była dość silna korelacja pomiędzy cenami nieruchomości a aktywnością w zakresie sprzedaży i najmu zwrotnego, która przekłada się na wzrost liczby transakcji zawieranych w tej formule, gdy stopy kapitalizacji ulegają kompresji. Według Savills, obecnie jest bardzo dobry czas na zawieranie transakcji sale and leaseback, ponieważ rosnące ceny nieruchomości zachęcają właścicieli zajmujących je na własne potrzeby do sprzedaży aktywów, a dodatkowo możliwości inwestowania na rynku są mocno ograniczone.

„Coraz silniejsza presja na zwiększenie płynności przez firmy w celu poprawy wyników finansowych lub dokonywania akwizycji obecnie i po zakończeniu pandemii Covid-19 przyczyni się w 2021 roku do wzrostu popularności transakcji sprzedaży i najmu zwrotnego. Przewidujemy, że w drugim półroczu zostanie zawarta rekordowa liczba tego typu transakcji. Oferty sprzedaży spotkają się z dużym zainteresowaniem inwestorów dysponujących coraz większym kapitałem i poszukujących aktywów generujących przychody w dłuższej perspektywie, które zapewniałyby środki na pokrycie zobowiązań” – mówi Oli Fraser Looen, współdyrektor działu doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills.

Logistyka liderem

W ujęciu sektorowym logistyka nadal zyskuje na popularności dzięki ekspansji handlu elektronicznego.

„Silna konkurencja na rynku, w warunkach ograniczonej podaży produktów inwestycyjnych, spowodowała spadek stóp kapitalizacji w głównych lokalizacjach o ok. 312 pb do poziomu 3% na przestrzeni ostatnich 10 lat. Aby utrzymać udział w rynku, wiele firm z branży e-commerce musi zainwestować duże środki w zabezpieczenie strategicznej lokalizacji, rozwój strategii omnichannel czy też integrację procesów automatyzacji. Z tego względu transakcje sprzedaży i najmu zwrotnego są biznesowo uzasadnione w przypadku niektórych właścicieli nieruchomości logistycznych zajmujących je na własne potrzeby” – mówi Lydia Brissy, dyrektor w dziale badań rynków europejskich, Savills.

W efekcie wartość transakcji sprzedaży i najmu zwrotnego na europejskim rynku nieruchomości logistycznych systematycznie rosła od końca 2013 roku i w ubiegłym roku osiągnęła rekordowy poziom 3,4 mld euro, tj. ok. 15% więcej niż w roku 2019. Jednocześnie wolumen transakcji inwestycyjnych na tym rynku wzrósł tylko o 4%, co potwierdza, że niewielka podaż hamuje aktywność inwestycyjną w tym sektorze.

Transakcje sprzedaży i najmu zwrotnego w sektorze nieruchomości handlowych dotyczyły głównie sieci supermarketów i hipermarketów, przy czym branża spożywcza okazała się odporna na wprowadzane w poszczególnych krajach obostrzenia związane z lockdownem. Ta odporność przyciągnęła uwagę inwestorów zainteresowanych utrzymaniem ekspozycji w sektorze handlowym, co spowodowało kompresję stóp kapitalizacji dla supermarketów. Średnie stopy kapitalizacji dla najlepszych supermarketów w Europie spadły o 14 pb w latach 2019-2020, podczas gdy dla najbardziej atrakcyjnych centrów handlowych wzrosły w tym czasie o 39 pb.

W sektorze nieruchomości biurowych, pomimo silnej kompresji stóp kapitalizacji obserwowanej od roku 2009 (średnio o 270 pb w największych miastach europejskich), wolumen transakcji sprzedaży i najmu zwrotnego wzrósł tylko nieznacznie od 2013 roku. Niemniej jednak w ubiegłym roku wartość transakcji inwestycyjnych tego typu na rynku biurowym wyniosła 3,4 mld euro.

„Wprawdzie rola sektora biurowego została zrewidowana w ostatnich 12 miesiącach, jednak warunki najmu dla większości najemców biur nie uległy zmianie. Sprzedaż i najem zwrotny to jedna z opcji umożliwiających większą elastyczność, ale potencjalni inwestorzy będą zainteresowani oceną zarówno lokalizacji, jak i kondycji sektora danego najemcy oraz jego wiarygodności przed podjęciem decyzji o zakupie” – dodaje Lydia Brissy.

Po pierwsze lokalizacja

Pod względem liczby dużych transakcji tytuł lidera przypadł Francji, gdzie na szczególną uwagę zasługuje sprzedaż budowanego obecnie obiektu Harmony, w którym będzie się mieścić siedziba firmy Engie. Na drugim miejscu uplasowały się Niemcy, gdzie na wolumen transakcji sprzedaży i najmu zwrotnego największy wpływ miała sprzedaż siedziby Hamburg Commercial Bank grupie Signa oraz sprzedaż budynku Random House, należącego do Bertelsmann, firmie inwestycyjnej Allianz Real Estate.

Wartość transakcji sprzedaży i najmu zwrotnego w Holandii wzrosła niemal trzykrotnie w ubiegłym roku, głównie za sprawą zbywania wielu obiektów przez firmy logistyczne, w tym sprzedaży należącego do DSV magazynu o powierzchni 115 tys. m kw. firmie Savills IM. Niemniej jednak największą transakcją tego typu w ubiegłym roku było zbycie portfela supermarketów Jumbo.

W Wielkiej Brytanii aktywność na rynku transakcji sprzedaży i najmu zwrotnego również napędzał przede wszystkim sektor logistyczny, ale aktywne pod tym względem były także sieci supermarketów, zwłaszcza Waitrose, oraz LondonMetric.

Trend dociera do Polski

„Na przestrzeni ostatnich dwóch lat zaobserwowaliśmy w Polsce wzrost świadomości właścicieli nieruchomości dotyczący możliwości sprzedaży i najmu zwrotnego. Dostrzegają oni korzyści wynikające z tego rozwiązania, które umożliwia im szybszą ekspansję w naszej wciąż dynamicznie rozwijającej się gospodarce. Również inwestorzy zainteresowani aktywami z umowami najmu typu net lease mogą szybko zrealizować tego typu transakcje, co jest szczególnie atrakcyjne dla firm, które w przeciwnym razie musiałyby uzyskać finansowanie zewnętrzne w często wolniej działających bankach. By właściciel nieruchomości mógł z sukcesem zrealizować transakcję sprzedaży i najmu zwrotnego musi móc pochwalić się dobrymi wynikami finansowymi, być później wiarygodnym najemcą oraz sam obiekt musi być atrakcyjny dla inwestora” – mówi Łukasz Fromiński, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego, Savills Polska.

„Pomimo presji spadkowej na stopy kapitalizacji we wszystkich regionach, Polska nadal zyskuje dzięki znacznej i atrakcyjnej różnicy w cenach w porównaniu z Europą Zachodnią. Z tego względu kupując obiekt w ramach transakcji sprzedaży i najmu zwrotnego w Polsce można nabyć nieruchomość często z takimi samymi najemcami korporacyjnymi, jak w Europie Zachodniej, ale uzyskać znacznie lepsze stopy zwrotu” – dodaje John Palmer, dyrektor zespołu doradztwa inwestycyjnego w sektorze nieruchomości magazynowych i przemysłowych, Savills Polska.

Po kapitał niekoniecznie do banku. Nadzieja na REIT-y

Konsekwentna realizacja planowanych inwestycji wymaga od firm poszukiwania teraz także alternatywnych dróg pozyskiwania kapitału.

W sytuacji, kiedy banki zaostrzyły warunki finansowania, a dla niektórych branż całkowicie wstrzymały kredytowanie realizacja nowych projektów stała się dla wielu firm wyzwaniem. Dla inwestorów posiadających własne nieruchomości sposobem na zdobycie kapitału może być ich sprzedaż i dzierżawa zwrotna. Transakcja w formule sale and leaseback umożliwia odmrożenie zablokowanych środków, pozyskanie funduszy taniej niż w banku, a przy tym możliwość dalszego korzystania z nieruchomości na zasadzie wynajmu.

Tego typu transakcje to przede wszystkim szansa na wykorzystanie doskonałej koniunktury rynkowej przez sektor magazynowy, który rozwija się aktualnie w bezprecedensowym tempie. Skalę zainteresowania nieruchomościami z tego segmentu w ostatnim czasie pokazują choćby statystyki rynku inwestycyjnego. W pierwszej połowie 2020 roku, jak wynika z danych Walter Herz, niemal połowa akwizycji w Polsce dotyczyła biurowców. A już w trzecim kwartale biura wyparła logistyka, która w tym okresie odpowiadała za 70 proc. całkowitego wolumenu transakcji.

Rozwój nowych inwestycji magazynowych jest jednak znacznie utrudniony w sytuacji, kiedy banki zakręcają kurek i selektywnie podchodzą do finansowania nieruchomości. Inwestorzy muszą dysponować dziś wkładem własnym na poziomie 35–40 proc., czy wykazać się przednajmem lub przedsprzedażą przekraczającą nawet 50 proc. Podczas, gdy wcześniej wystarczające było 20-30 proc. wkładu własnego.

Opcja dla rynku nieruchomości

– Dla sektora magazynowego i przemysłowego, które przeżywają teraz okres ekspansji transakcje sale and leaseback to znakomity sposób na uwolnienie środków na reinwestycje. Takie umowy przeważnie nie są szeroko komunikowane. Niemniej zainteresowanie tego typu projektami w różnych segmentach rynku nieruchomości w ostatnim czasie mocno wzrosło. Decydują się na nie firmy, które poszukują pozabankowych źródeł finansowania. Obecnie prowadzimy dwie tego typu transakcje dla klientów produkcyjnych z branży automotive. Ich zaletą jest czas, bo tego typu proces można przeprowadzić relatywnie szybko – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz.

– Sale and leaseback to opcja, która w Polsce nie była dotąd często wykorzystywana w odróżnieniu na przykład od Stanów Zjednoczonych, gdzie jest rynkowym standardem. Ilość kapitału obecna na naszym rynku jest teraz znaczna. Takie transakcje budzą m.in. zainteresowanie funduszy inwestycyjnych, dla których nabycie nieruchomości połączone z jej wieloletnim wynajmem jest bardzo atrakcyjnym wyborem. Sukcesywnie wzrastające znaczenie naszego kraju jako rynku do lokowania kapitału powoduje natomiast, że przyciągamy nowych inwestorów. Wolumen transakcji inwestycyjnych wzrastał w ostatnich latach regularnie, by w 2019 roku osiągnąć rekordową wartość ponad 7 mld euro. I nawet niełatwy, ubiegły rok przyniósł niezły rezultat – 5,5 mld euro – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

Transakcje sale and leaseback wiążą się z wieloma korzyściami. Sprzedając nieruchomość firma pozbywa się obciążeń związanych z zarządzaniem obiektem i może skupić się na swoim core business. Optymalizuje się również baza kosztowa firmy, w przypadku sprzedaży nieruchomości kilkudziesięcioletni okres amortyzacji zastępuje jedna faktura czynszowa. Poza tym, firma nie tylko nie ma potrzeby przenoszenia biznesu do innej lokalizacji, ale także wciąż utrzymuje kontrolę nad wynajmowaną nieruchomością. A w efekcie transakcji poprawia wynik finansowy i zyskuje kapitał na inwestycje.

Rekordowa wartość transakcji w Europie i Azji

Analitycy Walter Herz zwracają uwagę, że liczba transakcji sale and leaseback rośnie w okresach, kiedy pogarsza się ogólna sytuacja ekonomiczna. W czasie kryzysu w 2008 roku ich wartość w Europie sięgnęła aż 13 mld euro. W ostatnich latach wolumen takich transakcji wzrastał. W 2019 roku w Europie i Azji osiągnął rekordową wartość sprzedaży. Aż 430 transakcji zrealizowanych w Europie przyniosło w 2019 roku sprzedaż o wartości 23,1 mld euro. Tym samym, pobity został rekord z 2018 roku, wynoszący 17 mld euro.

W minionym roku mogliśmy także obserwować kolejne, duże transakcje sale and leaseback. W maju 2020 roku kompleks magazynów w Wielkiej Brytanii przejęła Aviva Investors za 107 mln funtów od producenta odzieży Next, który następnie wydzierżawił nieruchomość. Investcorp wykupił z kolei siedzibę Coca-Coli w Belgii za 88 mln dolarów.

W Polsce również notowane były tego rodzaju transakcje. W czerwcu minionego roku spółka DSV, globalny dostawca usług transportowych i logistycznych zrealizowała transakcję w formule sale & leaseback z francuską firmą inwestycyjną Corum Asset Management, która dotyczyła nowego Międzynarodowego Centrum Usług Wspólnych DSV w Warszawie o powierzchni 20 tys. mkw.

Do większych transakcji przeprowadzonych w naszym kraju w ostatnim czasie należał także zakup za 81 mln euro przez Zeitgeist Asset Management dawnej, warszawskiej siedziby Urzędu Telekomunikacyjnego i Telegraficznego o powierzchni 49 mkw. od Orange. Inwestor zakupił również od Orange Pocztę Główną w Krakowie.

Ponadto, Towarzystwo Ubezpieczeń i Reasekuracji Warta sfinalizowało sprzedaż budynku biurowego z najmem zwrotnym przy alejach Jerozolimskich w Warszawie. Austriacka firma inwestycyjna FLE w ramach transakcji portfelowej nabyła zaś w Polsce pięć samoobsługowych hurtowni Makro Cash & Carry od niemieckiej firmy Metro, która nadal prowadzi hurtownie.

Nadzieja na REIT-y

Rynek nieruchomości komercyjnych w Polsce wesprzeć mogą także REIT-ty (real estate investment trust), których temat powrócił w ostatnim czasie. Prace nad nimi trwają od 2016 roku. Kolejna wersja założeń dotyczących finansowania inwestycji na rynku nieruchomości przez osoby fizyczne i instytucje w zamian za dywidendę, ma być gotowa jesienią tego roku. Spółki powołane do tego celu mają szansę w dużym stopniu przyczynić się do rozwoju kolejnych projektów komercyjnych finansowanych przez rozproszony kapitał.

Wprowadzenie podobnych regulacji w Czechach spowodowało zwiększenie udziału inwestorów czeskich z 1 proc. do 37 proc., wypierając fundusze zagraniczne. W Polsce rynek inwestycyjny dotyczący nieruchomości komercyjnych zdominowany jest wciąż przez inwestorów zagranicznych, którzy odpowiadają za około 95 proc. wartości transakcji.
Zanim jednak w naszym kraju przeprowadzona zostanie pierwsza transakcja za pośrednictwem REIT-ów minie jeszcze sporo czasu. Poza wprowadzeniem stosownej legislacji i utworzeniem samych spółek oraz zebraniem kapitału, trzeba przecież także przygotować sam proces transakcji, który również trwa wiele miesięcy. Mówimy więc o perspektywie nawet dwuletniej, kiedy będzie można ocenić skuteczność tego rozwiązania.

Shoper podsumowuje rekordowy rok – już 4 mld zł GMV

Shoper S.A., właściciel najpopularniejszej w Polsce platformy e-commerce do prowadzenia sklepu internetowego, osiągnął w 2020 r. przychody na poziomie 47 mln zł oraz 22 mln zł zysku EBITDA. Oznacza to wzrost o odpowiednio 69 proc. r/r oraz 104 proc. r/r. W minionym roku na platformie Shoper klienci wygenerowali obrót (GMV*) w wysokości 4,0 mld zł, co oznacza wzrost o 87 proc. r/r. 5 marca br. Spółka złożyła prospekt do Komisji Nadzoru Finansowego.

Spółka oferuje przedsiębiorcom kompleksowy ekosystem do funkcjonowania na rynku e-commerce. Jego podstawą jest platforma do tworzenia i prowadzenia sklepów internetowych, wokół której Spółka oferuje kolejne usługi pozwalające przedsiębiorcom zwiększyć wielkość i efektywność sprzedaży. Wśród usług dodatkowych można wymienić Shoper Kampanie (czyli prowadzenie kampanii reklamowych zorientowanych na pozyskanie zamówień do sklepu), Shoper Płatności (polegającą na obsłudze płatności w e-sklepie) oraz Shoper Przesyłki (czyli wsparcie sprzedawców w obszarze logistyki produktów). Dodatkowo, ekosystem Shoper jest otwarty na zewnętrznych deweloperów, którzy mogą udostępnić swoje aplikacje jako dodatki do Shoper.

– Dzisiaj Shoper to już ponad 20 tys. sklepów internetowych i pozycja lidera w zakresie platform SaaS dla e-commerce na perspektywicznym, polskim rynku. Nasz sukces to efekt kompleksowego podejścia do klienta i wspierania jego sprzedaży. Efekty tych działań widać zarówno w dynamicznie rosnących wynikach Spółki, jak i w szybko rosnących obrotach klientów na platformie (GMV). Nasz rozwój to nie tylko zdobywanie nowych użytkowników, ale również wspieranie ich w rozwoju i rośnięcie wraz z nimi – komentuje Marcin Kuśmierz, prezes Shoper S.A.

Historia firmy Shoper sięga jeszcze 2005 r. i początków rynku e-commerce w Polsce. W bieżącym roku podjęto decyzję o ujednoliceniu nazwy Spółki z platformą, zmieniając ją z dawnego Dreamcommerce na Shoper S.A. Na koniec 2020 r. Spółka posiadała ponad 20 tys. użytkowników korzystających z platformy w ramach oferty podstawowej oraz usług dodatkowych m.in. z obszaru marketingu, logistyki, płatności czy zapewnienia regulaminów dla sklepów internetowych. Obecnie Spółka zatrudnia blisko 150 osób i prowadzi działalność na rynku polskim.

– Mamy za sobą dynamiczny wzrost i jeszcze ambitniejsze plany na przyszłość. Skupiamy się na rozwoju biznesu, ale też rozważamy różne scenariusze rynkowe, w tym giełdowy debiut. Dlatego złożyliśmy prospekt do Komisji Nadzoru Finansowego – mówi Marcin Kuśmierz.

Istotnym czynnikiem wzrostu Spółki jest wysoka skalowalność modelu biznesowego, czego efektem jest istotna poprawa marżowości wraz ze wzrostem liczby użytkowników platformy Shoper i generowanych przez nich obrotów. Pomimo, że użytkownicy platformy Shoper nie płacą prowizji od sprzedaży, to wiele usług dodatkowych rozliczanych jest w modelu pay-as-you-grow, który jest skorelowany z wielkością generowanych obrotów (GMV) przez ich sklepy. W 2020 r. GMV wygenerowane przez sklepy na platformie Shoper wyniosło 4,0 mld zł. To ponad 3-krotnie więcej niż w 2018 r.

Rynek e-commerce w Polsce rozwija się bardzo intensywnie, średnioroczny wzrost za ostatnie 4 lata przekracza poziom 20% i jest wyższy niż średnia notowana w Unii Europejskiej. Sukcesy firm działających na tym rynku można znaleźć zarówno w Polsce, jak i za granicą, czego dowodzą ostatnie rynkowe debiuty. Wysokie dynamiki wzrostu dla rynku e-commerce zgodnie z dostępnymi szacunkami, będą utrzymywać się w kolejnych latach.

– Branża e-commerce od kilku lat jest w dynamicznym ruchu wzrostowym, który dodatkowo przyspieszył w 2020 roku. Wzrost powinien być kontynuowany w kolejny latach, a patrząc na kraje Europy Zachodniej, na rynku jest jeszcze dużo miejsca dla nowych biznesów, rozszerzających lub tworzących swoją ofertę sprzedaży internetowej. Mamy ambicje jeszcze bardziej umocnić nasz status platformy pierwszego wyboru i pozycję wiodącego partnera dla tych podmiotów – dodaje Marcin Kuśmierz.

W roku 2020 Shoper uruchomił dla swoich Klientów nowoczesny panel administracyjny, wraz z jego mobilną wersją. Rozszerzył partnerstwo z InPost oraz wprowadził kolejne udogodnienie dla kupujących w sklepach internetowych użytkowników platformy Shoper w postaci odroczonych płatności. Zaimplementowano także dziesiątki usprawnień i utworzono ponad 35 nowych aplikacji rozszerzających możliwości sklepu.

– W Shoper zależy nam na wyjściu daleko poza rolę standardowego dostawcy rozwiązania do prowadzenia sklepu. Dlatego poza rozwojem oferty wspierającej sprzedaż użytkowników platformy Shoper, dużą uwagę przywiązujemy do ich obsługi. W samym 2020 r. odpowiedzieliśmy na ponad 147 tysięcy zgłoszeń mailowych, nasi konsultanci rozmawiali z klientami przeszło 180 tysięcy razy i przeprowadziliśmy dla nich 124 webinary edukacyjne – podkreśla Marcin Kuśmierz.