Rynek fotowoltaiki ponownie na fali wzrostowej. Obroty mogą w tym roku wzrosnąć o 25 proc.

Pandemia SARS-CoV-2 wyhamowała rynek fotowoltaiki. Problemy były wywołane m.in. lockdownem i wstrzymaniem tradycyjnej sprzedaży oraz chwilowymi przerwami w dostawach komponentów do instalacji fotowoltaicznych. Zawirowania na rynku trwały jednak krótko, tym bardziej że część firm przeniosła się do internetu. Już pod koniec kwietnia firmy z branży notowały sprzedaż na podobnym poziomie co przed pandemią. Fotowoltaika może więc pozostać najszybciej rozwijającym się sektorem OZE w Polsce. Prognozy Instytutu Energetyki Odnawialnej mówią o wzroście obrotów na tym rynku o 25 proc. r/r.

Po ogłoszeniu restrykcji branża faktycznie obserwowała zdecydowane wyhamowanie sprzedaży i montażu instalacji fotowoltaicznych. Ten stan utrzymywał się przez parę tygodni – mówi agencji Newseria Biznes Michał Skorupa, prezes spółki Foton Technik. – W kolejnych obserwowaliśmy ponowne wzrosty sprzedaży do poziomów sprzed pandemii. Dzisiaj branża znów jest w trendzie wzrostowym i jest to podyktowane głównie tym, że fotowoltaika zawsze się opłaca – niezależnie od tego, jakie mamy trudności w otoczeniu biznesowym.

Już pod koniec kwietnia branża zaczęła ponownie notować wzrosty sprzedaży instalacji fotowoltaicznych – zarówno tych małych, jak i większych, powyżej 50 kW mocy zainstalowanej. Marcowe i kwietniowe zastoje były spowodowane nie tylko lockdownem i wstrzymaniem się z inwestycjami, lecz także chwilowymi przerwami w dostawach komponentów. Ich przyczyną było m.in. tymczasowe wstrzymanie produkcji w fabrykach w Azji.

Chodziło o dostawy modułów fotowoltaicznych, inwerterów czy innych niezbędnych elementów. Kluczowe okazało się to, czy dana spółka prowadząca sprzedaż i montaż instalacji fotowoltaicznych miała dużo wcześniej zabezpieczony stock magazynowy na odpowiednim poziomie, który pozwolił jej mimo zawirowań zapewnić swoją zdolność operacyjną na rzecz klientów – mówi Michał Skorupa.

Jak podkreśla, w wyniku restrykcji wprowadzonych w związku z SARS-CoV-2 część branży przeniosła się online, żeby móc dalej prowadzić sprzedaż przy zachowaniu wymogów bezpieczeństwa.

– Było to kluczowe, aby zachować zdolność operacyjną i nadal prowadzić działalność sprzedażową, ale przy jednoczesnym zachowaniu wszelkich standardów bezpieczeństwa i środków ochrony osobistej – zarówno po stronie klienta, jak i osób, które mają z nim kontakt  – mówi prezes Foton Technik

Fotowoltaika jest najszybciej rozwijającym się sektorem OZE w Polsce. Według danych Urzędu Regulacji Energetyki jeszcze w 2014 roku moc fotowoltaiczna w sieci wynosiła 20 MW, a w kwietniu tego roku już 1,83 GW (z czego aż 1,2 GW generują prosumenci). To oznacza, że w nieco ponad pięć lat moc wzrosła aż o 9 tys. proc. Pod względem przyrostu nowych mocy z paneli słonecznych zainstalowanych w systemie znajdujemy się obecnie na piątym miejscu w Unii Europejskiej. I tak też powinno pozostać. Według raportu Instytutu Energetyki Odnawialnej „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2020” na koniec roku moc zainstalowana w Polsce może wzrosnąć do 2,5 GW, a obroty na rynku wzrosną w tym roku o 25 proc. i przekroczą 5 mld zł. W 2025 roku moc PV może osiągnąć 7,8 GW.

Instalacja fotowoltaiczna powinna efektywnie pracować przez minimum 25–30 lat. W tak długim horyzoncie czasowym na pewno będzie opłacalna. Gdy dodamy rosnące ceny energii, co możemy obserwować na przestrzeni ostatnich lat, inwestycja ta opłaci się klientowi również z perspektywy budowania niezależności energetycznej – mówi Michał Skorupa.

W Polsce rynek fotowoltaiki przeżywa w tej chwili boom, który napędziły m.in. nowelizacja ustawy o OZE zmieniająca definicję prosumenta, spadek cen paneli fotowoltaicznych i ujednolicenie stawki podatku VAT oraz rządowe programy Energia Plus czy Mój Prąd. Ten ostatni jest największym w Europie programem dofinansowania do prosumenckich instalacji fotowoltaicznych o mocy 2–10 kW. Dotychczasowy bilans programu to 73 tys. wniosków i 408 MW mocy zainstalowanej, a – jak podaje NFOŚiGW – wartość inwestycji w przydomową fotowoltaikę, zrealizowanych przez polskie gospodarstwa domowe dzięki programowi. osiągnęła już kwotę ok. 1,8 mld zł. Przydomowe źródła energii odnawialnej są w Polsce coraz popularniejsze m.in. ze względu na fakt, że energia ze słońca jest znacząco tańsza niż ze źródeł tradycyjnych. Również dla przedsiębiorstw, które decydują się na fotowoltaikę, korzyścią są niższe rachunki, a poza tym także większe bezpieczeństwo energetyczne i bardziej proekologiczny wizerunek.

W fotowoltaikę inwestują różni klienci – w zależności od motywacji i tego, czego dany klient poszukuje. W przypadku instalacji powyżej 50 kW mocy zainstalowanej najczęściej są to inwestorzy, którzy budują duże farmy np. pod kątem systemów aukcyjnych. Są też klienci biznesowi, którzy chcą obniżyć konsumpcję energii w ramach swojej działalności i przy okazji budować wizerunek przedsiębiorstwa ekologicznego. Z kolei klienci indywidualni w gospodarstwach domowych chcą przede wszystkim budować swoją niezależność energetyczną z perspektywy rosnących cen energii – mówi prezes spółki Foton Technik.

Unia Europejska przed USA i Chinami. Walka z koronawirusem napędza poziom innowacyjności [DEPESZA]

Innowacyjność zwiększa konkurencyjność i wydajność. Chroni bezpieczeństwo narodowe i może pomóc w rozwiązywaniu problemów społecznych. To istotne, zwłaszcza w czasie pandemii. Nowe technologie pomogą opracować rozwiązania do skutecznej walki z COVID-19. Wyniki Unii Europejskiej w zakresie innowacji stale rosną, od 2012 roku wydajność innowacyjna wzrosła o niemal 9 proc. – UE przoduje w wychodzeniu z kryzysu związanego z koronawirusem – przekonuje Mariya Gabriel, komisarz ds. innowacji, badań, kultury, edukacji i młodzieży.

Najnowsza Europejska Tablica Innowacji wskazuje, że choć krajom UE nieco brakuje do wyników Korei Południowej, Japonii czy Australii, to w wyścigu innowacyjności prześcigamy m.in. USA i Chiny. Średnio wydajność innowacyjna UE wzrosła od 2012 roku o 8,9 proc. Liderem innowacji w Europie jest Szwecja, przed Finlandią, Danią i Holandią.

– Tegoroczna tablica wyników pokazuje, że Unia Europejska już jest dobrym miejscem do rozwijania innowacyjności, ale musimy jeszcze bardziej zintensyfikować wysiłki w całej UE, aby znaleźć globalne rozwiązania w celu opanowania koronawirusa i jednocześnie pomóc Europie w wyjściu z kryzysu. Bardziej niż kiedykolwiek istotne znaczenie ma innowacyjność, ponieważ jest ona podstawą naszych wysiłków na rzecz pokonania pandemii koronawirusa – podkreśla Thierry Breton, komisarz ds. rynku wewnętrznego.

Pandemia koronawirusa wstrząsnęła gospodarką i systemami opieki społecznej. UE wykorzystuje jednak wszystkie dostępne narzędzia do zachowania jednolitego rynku i wspierania gospodarki europejskiej. Badania i innowacje są istotną częścią skoordynowanej reakcji Unii na kryzys. Za blisko 60 proc. wzrostu gospodarczego Europy w ciągu ostatnich dziesięcioleci odpowiadają właśnie innowacje. Badania i innowacje zwiększają konkurencyjność krajowych gospodarek oraz cyfrową i ekologiczną transformację społeczeństwa. Tym samym przyczyniają się do skutecznej walki z koronawirusem.

Widać to m.in. po wydatkach na badania nad szczepionką na SARS-CoV-2 czy lekami skutecznie pomagającymi w chorobie. Blisko 140 mln euro trafiło na opracowanie szczepionek, nowych metod leczenia i  testów diagnostycznych, 72 mln euro na leczenie i diagnostykę za pośrednictwem Inicjatywy Leków Innowacyjnych (IMI). Na wzmocnienie zdolności do produkcji i wdrażania rozwiązań oraz na lepsze zrozumienie pandemii przeznaczono ponad 120 mln euro. Z kolei 314 mln euro trafiło do MŚP i start-upów na innowacyjne rozwiązania, które mają na celu rozwiązanie pandemii SARS-CoV-2 poprzez program akceleracyjny Europejskiej Rady Innowacji.

– UE przoduje w wychodzeniu z kryzysu związanego z koronawirusem poprzez zwiększanie wsparcia dla wysiłków badawczych i łączenie różnych podmiotów działających w ekosystemach innowacji, zarówno z sektora publicznego, jak i prywatnego, które mogą przekształcić nowe idee w rzeczywistość i poprawić jakość życia obywateli – wskazuje Mariya Gabriel, komisarz ds. innowacji, badań, kultury, edukacji i młodzieży.

Powstał najszybszy komputer kwantowy na świecie. Pomoże rozwiązać skomplikowane problemy matematyczne oraz przyda się w finansach i medycynie [DEPESZA]

Koncern Honeywell ogłosił zakończenie prac nad komputerem kwantowym nowej generacji. Ich maszyna osiągnęła objętość kwantową równą 64, dwukrotnie prześcigając pod tym względem dotychczasowego lidera komputer kwantowy IBM Raleigh. Komercjalizacja urządzenia ma umożliwić przeprowadzenie procesów matematycznych, które przekraczają możliwości obliczeniowe komputerów krzemowych. Komputery kwantowe mogą znaleźć zastosowanie m.in. w branży finansowej, motoryzacyjnej czy medycznej.

– To, co sprawia, że ​​nasze komputery kwantowe są tak wydajne, to posiadanie kubitów najwyższej jakości, z najniższym poziomem błędów. Jest to połączenie wykorzystania identycznych, w pełni połączonych kubitów i precyzyjnej kontroli – podkreśla Tony Uttley, prezes Honeywell Quantum Solutions. – Gdy te kubity oddziałują ze sobą w obliczeniach, otrzymujemy kwantowe „supermoce”, wykładniczy wzrost liczby wartości, które można rozpatrywać jednocześnie.

Sercem komputera kwantowego od Honeywell jest kriogeniczna komora próżniowa schłodzona za pomocą ciekłego helu do 10 K – temperatury bliskiej zera absolutnego. Wewnątrz niej, 0,1 mm ponad pułapką jonową, lewitują pojedyncze atomy uwięzione w polu elektrycznym. Po przepuszczeniu przez nie wiązki laserowej naukowcy mogą wykonywać za ich pośrednictwem operacje kwantowe.

Przewaga komputera kwantowego nad konstrukcjami opartymi na półprzewodnikach z krzemu tkwi w sposobie przetwarzania danych. Klasyczne komputery przetwarzają bity zero-jedynkowo, a każdy z nich może przyjąć wyłącznie jeden konkretny stan. Maszyny kwantowe bazują na kubitach, mogących przyjmować superpozycję, w której znajdują się w dwóch stanach jednocześnie. Wykorzystanie kubitów pozwala przeprowadzać skomplikowane operacje matematyczne znacznie szybciej niż przy wykorzystaniu algorytmów zero-jedynkowych.

– Technologia kwantowa pozwoli uzyskać dokładną odpowiedź, a nie tylko się do niej zbliżyć – przekonuje Tony Uttley. – Można przyjrzeć się różnym interakcjom dokładnie w tym samym czasie, aby znaleźć optymalne rozwiązanie.

Potencjał tej technologii zaprezentowali w 2019 roku inżynierowie Google’a, generując za pośrednictwem 54-kubitowego procesora Sycamore przypadkowy ciąg cyfr i potwierdzając jego losowość. Operację, którą tradycyjne superkomputery wykonałyby w 10 tys. lat, komputer kwantowy od Google ukończył w 3 minuty i 20 sekund.

Szeroko zakrojone prace nad komercjalizacją komputerów kwantowych prowadzi także firma IBM. Amerykańska korporacja otworzyła w Nowym Jorku Centrum Obliczeń Kwantowych, ośrodek badawczo-rozwojowy umożliwiający zdalne korzystanie z mocy obliczeniowej komputerów kwantowych za pośrednictwem platformy IBM Q Experience w celach naukowych i komercyjnych.

– Wróciliśmy do korzeni. 60 lat temu komputery zajmowały cały pokój, a wszędzie widniały jedynie przewody. Z komputerami kwantowymi dziś jest podobnie – mówi prezes Honeywell Quantum Solutions.

Komputery kwantowe mogą posłużyć do prowadzenia zaawansowanych symulacji medycznych np. w celu opracowania nowego leku. W branży motoryzacyjnej mogą posłużyć do optymalizacji ruchu drogowego, a branża finansowa za pomocą kwantowych algorytmów może skutecznie chronić swoje rozwiązania. Technologia kwantowa może się przydać wszędzie tam, gdzie poszukuje się nowych rozwiązań, materiałów czy modeli matematycznych i fizycznych.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku obliczeń kwantowych w 2019 roku wyniosła 93 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 283 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie blisko 25 proc.

Bezrobocie rośnie wolno. Ale może przyspieszyć

Dane GUS dotyczące bezrobocia w maju 2020 r. potwierdzają wcześniejsze szacunki resortu rodziny, pracy i polityki społecznej. Stopa bezrobocia wyniosła 6%, a liczba bezrobotnych zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy 1011,7 tys. Oznacza to niewielki wzrost bezrobocia od początku pandemii COVID -19.

Warto pamiętać, że wchodziliśmy w okres zamrożenia gospodarki z rekordowo niskim bezrobociem (w lutym 2020 r. było to 5,5%), również w porównaniu z innymi krajami europejskimi. Obecną, stosunkowo dobrą sytuację na rynku pracy, zawdzięczamy bardzo ostrożnym ruchom kadrowym ze strony pracodawców, którzy czekając na zmianę sytuacji, raczej korzystają z dostępnych form wspierania utrzymania pracowników niż dokonują radykalnych zwolnień

Epidemia koronawirusa nie zmieniła jednej z najbardziej charakterystycznych cech rynku pracy, czyli zróżnicowania regionalnego. Najtrudniejsza sytuacja jest w województwie warmińsko – mazurskim, gdzie stopa bezrobocia wynosi 10,4% i w obszarze województwa mazowieckiego bez wliczania Warszawy (9,7%). Na przeciwnym biegunie są województwa wielkopolskie i śląskie ze stopą bezrobocia na poziomie – odpowiednio – 3,6% i 4,5% . W samym regionie warszawskim stołecznym zarejestrowane osoby bez pracy stanowią 2,4%.

Na poziomie powiatów stopa bezrobocia jest zdecydowanie bardziej zróżnicowana i waha się od 1,4% czy 1,5% w – odpowiednio – Katowicach i Poznaniu do aż 23,9% w powiecie szydłowieckim na Mazowszu. Warto zauważyć, że województwo mazowieckie jest obszarem o największym zróżnicowaniu sytuacji na powiatowych rynkach pracy – pomiędzy stolicą a powiatem szydłowieckim od lat jest kolosalna różnica, która mimo licznych programów aktywizacji nie ulega zmniejszeniu, co świadczy o tym, że problemy mają charakter strukturalny.

Prezentowane dane dotyczą maja, kiedy zakończył się okres zamrożenia gospodarki. Kolejne miesiące będą testem, na ile obecne na rynku firmy będą mogły wrócić do poziomu aktywności sprzed koronawirusa, a tym samym utrzymać wszystkich dotychczasowych pracowników. Instrumenty przewidziane w kolejnych ustawach antykryzysowych mają ograniczony, trzymiesięczny czas obowiązywania. Okres po zakończeniu wsparcia ze strony rządowej będzie prawdziwym testem na faktyczne zapotrzebowanie na pracowników na rynku pracy.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Odmrażanie gospodarki znacznie obniżyło straty PKB

Dwie organizacje reprezentujące interesy przedsiębiorców – Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) i Konfederacja Lewiatan – stworzyły licznik strat polskiej gospodarki podczas epidemii COVID-19. Licznik uwzględnia przede wszystkim ograniczenia aktywności gospodarczej, wynikające z obostrzeń wprowadzonych w poprzednich miesiącach. Pokazuje, że zamrożenie części gospodarki miało bardzo duże konsekwencje dla polskiego PKB. W szczytowym momencie epidemii straty przyrastały bowiem w tempie 2,1 miliarda złotych dziennie. Teraz, gdy powoli wracamy do normalności, na liczniku możemy zobaczyć, jak aktywowanie kolejnych gałęzi gospodarki wpływa na gospodarkę.

– Licznik aktualizujemy w oparciu o luzowanie obostrzeń, by pokazać efekt tych zmian. Nasza najnowsza aktualizacja, dotycząca stanu obowiązującego po 15 czerwca pokazuje, że poziom narastania strat obniżył się do 600 milionów złotych dziennie – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP). – Oznacza to, że polska gospodarka została odmrożona w mniej więcej 71% w stosunku do szczytowego stanu najintensywniejszych obostrzeń przeciwepidemicznych. Kolejnym krokiem, który potencjalnie może w dalszym stopniu ograniczyć narastanie tych strat, jest powrót do pracy osób korzystających z zasiłku opiekuńczego – czyli opiekującymi się dziećmi od czasu zamknięcia instytucji edukacyjnych. Ta zmiana zbiegnie się jednak z początkiem wakacji, ponieważ zasiłek obowiązywał do 21 czerwca. Efekt w ujęciu gospodarczym będzie więc trudniejszy do uchwycenia – lecz mamy nadzieję, że zobaczymy go w naszych obliczeniach – zapowiada Kozłowski.

2.4 mln m kw. wolnych biur. Najnowsze dane z rynku biurowego

Aktualne dane REDD wskazują, że obecnie na polskim rynku dostępnych jest 4376 modułów biurowych o łącznej powierzchni 2.4 mln m kw. Od początku kwietnia rynek zasiliło ponad 700 modułów o powierzchni ponad 180 tys. m kw., które nie zostały zaabsorbowane przez nowe umowy najmu.

Spośród ponad 25 rynków regionalnych monitorowanych przez REDD, największe zasoby wolnej powierzchni biurowej występują w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Katowicach, Poznaniu, Gdańsku i Łodzi.REDD3 (1)

Na tych siedmiu rynkach wolna powierzchnia w oddanych i budowanych budynkach A- i B-klasowych to ponad 1.92 mln m kw., co stanowi 80 proc. wszystkich dostępnych biur w Polsce. W pozostałych miastach wolne powierzchnie wynoszą poniżej 15 tys. m kw. w każdym mieście.REDD2 (1)

Z perspektywy danych napływających z rynku, o aktualnej kondycji biur eksperci REDD mówią w kontekście dwóch obserwacji.  – Po pierwsze to rosnące zasoby dostępnej powierzchni. Do połowy marca dostępne powierzchnie spadały – to oznacza, że podpisywano więcej umów niż zwalniano biur. Sytuacja zmieniła się z początkiem drugiego kwartału. Obecnie co tydzień zwalnia się ok. 30 biur. Pustostany rosną jednak powoli, choć na razie nie widać oznak odwrócenia tej tendencji – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

– Druga obserwacja dotyczy powierzchni użytkowej wolnych modułów biurowych, które pojawiają się na rynku. Od początku kwietnia średnia wielkość dostępnego biura „skurczyła się” o prawie 25 proc. z 540 m kw. do 415 m kw. Oznacza to, że na rynek trafiają coraz mniejsze puste biura – w naszej opinii zwalniane przez mniejsze i średnie firmy – dodaje Judyta Bartnicka, Big Data Analyst REDD.REDD1 (2)

Dzięki interwencji Rzecznika MŚP w Tarczy Antykryzysowej 4.0 znalazły się korzystne rozwiązania dla przedsiębiorców świadczących usługi agencyjne

Uchwalona w dniu 4 czerwca 2020 r. ustawa o dopłatach do oprocentowania kredytów bankowych udzielanych na zapewnienie płynności finansowej przedsiębiorcom dotkniętym skutkami COVID-19 oraz o zmianie niektórych innych ustaw (druk sejmowy nr 382) przewidywała m.in. ograniczenie wysokości wypłacanych pracownikom w związku z rozwiązaniem umowy o pracę odpraw, odszkodowań lub innych świadczeń przez pracodawcę, u którego wystąpił spadek obrotów gospodarczych lub istotny wzrost obciążenia wynagrodzeń – do kwoty wynoszącej dziesięciokrotność minimalnego wynagrodzenia. Powyższe rozwiązanie rozciągnięto na wypowiedzenie albo rozwiązanie umowy agencyjnej, umowy zlecenia (lub innej umowy o świadczenie usług, do której stosuje się przepisy dotyczące zlecenia), umowy o dzieło albo w związku z ustaniem odpłatnego pełnienia funkcji.

W związku z niepokojącymi sygnałami otrzymanymi od przedsiębiorców świadczących usługi agencyjne, Rzecznik MŚP pismem z dnia 2 czerwca 2020 r.  zwrócił się do Marszałek Sejmu Elżbiety Witek o dokonanie stosownych korekt w projektowanym nowym art. 15gd ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz. U. z 2020 r. poz. 374, ze zm., dalej: „Specustawa”) poprzez nierozciąganie na nich problematycznej regulacji. Rzecznik MŚP wskazał, że obecnie polski rynek składa się w przeważającej większości z agentów będących mikroprzedsiębiorcami, podczas gdy dającymi zlecenie są najczęściej duże, międzynarodowe przedsiębiorstwa. Ponadto, pismem z dnia 8 czerwca 2020 r. Rzecznik MŚP zwrócił się w tej sprawie do Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju Jadwigi Emilewicz z prośbą o wsparcie tego postulatu.

Powyższy apel spotkał się z pozytywnym odzewem. Na posiedzeniu w dniu 19 czerwca 2020 r. Sejm przyjął poprawkę Senatu zakładającą wykreślenie z art. 15gd ust. 2 Specustawy odwołania do odpowiedniego stosowania tej regulacji do umowy agencyjnej. Ustawa została podpisana przez Prezydenta w dniu 23 czerwca 2020 r.

Inwestycja w mieszkanie na wynajem. Warto czy nie warto?

Rynek najmu w czasie koronawirusa wyraźnie zwolnił. Tymczasem, zakup mieszkania pod wynajem to bardzo popularna forma inwestowania oszczędności Polaków. W dłuższej perspektywie jest to bezpieczna lokata kapitału, zwłaszcza gdy zakup realizowany jest za gotówkę, w okazyjnej cenie. Jednak gdy takie przedsięwzięcie ma charakter inwestycyjny i odbywa się z udziałem finansowania kredytem hipotecznym, pojawia się pytanie o poziom stopy zwrotu z takiej inwestycji oraz poziom ryzyka inwestycyjnego. Eksperci BIK i Otodom zbadali, jakie ryzyko towarzyszy lewarowaniu inwestycji mieszkaniowej kredytem bankowym, zwłaszcza w okresie trwającej pandemii, gdy maleje popyt na wynajem, a czynsze z najmu z miesiąca na miesiąc spadają.

Rozważając zaciągnięcie kredytu na zakup nieruchomości pod wynajem należy zawsze przeanalizować ryzyko związane z taką inwestycją. Jednym z kluczowych ryzyk jest spadek dochodów z czynszu. Wartość czynszu jest determinowana popytem na wynajem i podażą nieruchomości pod wynajem. Zarówno popyt, jak i podaż, mają w tym przypadku charakter lokalny. I to lokalny rynek (relacja popytu i podaży) wyznacza wartość czynszu, jaki możemy uzyskać, a tym samym stopę zwrotu z inwestycji oraz poziom ryzyka jej towarzyszący.

Koronawirus zaraził rynek najmu w Polsce

W ostatnich miesiącach popyt na wynajem długoterminowy znacząco zmalał w wyniku braku studentów (studia on-line), odpływu pracowników z zagranicy (wyjazd z Polski) oraz praktycznie wstrzymania wyjazdów biznesowych (przejście na pracę zdalną).
Fakt spadku popytu na rynku wynajmu w wyniku pandemii potwierdza Jarosław Krawczyk, ekspert z portalu Otodom.

– Zachwiane zostały proporcje popytu i podaży. Z jednej strony do swoich domów wrócili studenci i pracownicy zagraniczni, zwalniając dotychczas zajmowane mieszkania. Nie ma też turystów, którzy korzystali z najmu krótkoterminowego, z lokali wynajmowanych na doby, powszechnych dziś na rynku. Mniejszy popyt zderzył się z większym wyborem dostępnych mieszkań na wynajem, co skutkuje obniżeniem oczekiwań właścicieli odnośnie kwoty za wynajem. Wolą oni wynająć mieszkania taniej niż utrzymywać puste lokale, które przecież wciąż generują koszty utrzymania, a jeśli zostały kupione na kredyt – wymagają spłacania kolejnych rat.

otodom_ceny_najmu

– Wahania cen najmu mieszkań zdarzały się regularnie. Od dawna jednak nie było miesiąca, w którym we wszystkich miastach obserwowaliśmy spadki. W kwietniu ceny najmniej spadły w Katowicach (o 1,6%), a najbardziej w Warszawie – aż o 7,2% – podsumowuje Jarosław Krawczyk z portalu Otodom.

Argumenty przemawiające na korzyść właścicieli nieruchomości oraz potwierdzenie słuszności decyzji o długoterminowej inwestycji w mieszkania na wynajem, wskazuje główny analityk BIK, prof. Waldemar Rogowski, który ocenia obecną sytuację również pod kątem dostępności kredytów:

– Wymagania banków w zakresie udzielania nowych kredytów, czyli wyższy wkład własny, spadek akceptowalnego wskaźnika LtV, wzrost akceptowalnego poziomu scoringowego określającego wiarygodność kredytową, spadek akceptowalnego wskaźnika DtI, przekładają się na mniejszą dostępność kredytu, szczególnie wśród osób młodych. Osoby te przy braku możliwości uzyskania kredytu bankowego zdecydują się na wynajmowanie nieruchomości.

Ile osób dotyka dziś zmiana cen najmu i jaka jest skala inwestycji w nieruchomości, można oceniać na podstawie analiz, jakie przygotowują analitycy BIK w oparciu o największą w kraju bazę informacji na temat kredytów, zaciąganych przez ponad 15 milionów dorosłych Polaków.

Krajobraz kredytów hipotecznych w Polsce

Na 31 maja 2020 r. 2,545 mln czynnych kredytów mieszkaniowych posiadało 4,041 mln Polaków. Łączna kwota zadłużenia z tytułu kredytów mieszkaniowych wynosiła 477,585 mld zł. W strukturze kredytobiorców wyróżnić można takich, którzy mają więcej niż 2 kredyty mieszkaniowe do spłaty:

  • więcej niż dwa ma 54 486 osób (1,3% ogółu kredytobiorców) w tym:
  • trzy kredyty posiada 44 918 osób;
  • cztery kredyty ma 7 045 osób;
  • pięć i więcej kredytów jest u 2 523 osób.

Z osób posiadających więcej niż dwa kredyty mieszkaniowe większość – 82% to osoby z trzema kredytami mieszkaniowymi. Osoby z trzema i więcej kredytami posiadają 102 577 kredytów, co stanowi 4% wszystkich kredytów mieszkaniowych. 77 048 kredytów to kredyty osób posiadających trzy czynne kredyty mieszkaniowe.

BIK przyjął, że osoby posiadające więcej niż dwa kredyty mieszkaniowe, finansują nieruchomości w celach inwestycyjnych. W takim przypadku osoby te, jako inwestorzy, czerpią korzyści ekonomiczne z wynajmu zarówno krótkoterminowego, jak i długoterminowego. Lewarowanie transakcji zakupu nieruchomości w celach inwestycyjnych (pod wynajem) nie jest jeszcze popularne. Kwota kredytów mieszkaniowych do spłaty przez osoby z trzema i więcej kredytami mieszkaniowymi na 31 maja 2020 r. wynosi 22,24 mld zł i stanowi 4,66% łącznego zadłużenia z tytułu wszystkich kredytów mieszkaniowych. Z tego 15,9 mld (71,5%) to zadłużenie osób z trzema kredytami.

bik_struktura_mieszkaniowi2020Około 13% kredytobiorców posiadających więcej niż dwa kredyty to mieszkańcy Warszawy. Ich udział w kwocie do spłaty wynosi aż 21,7%, co wiąże się z koniecznością zaciągnięcia wyższego kredytu z uwagi na najwyższe ceny nieruchomości w Warszawie. Zatem tu szczególnie zwrot z inwestycji przekłada się na wysokość pobieranego czynszu, który w okresie pandemii spadł najbardziej. Drugim miastem, gdzie znaczną rolę odgrywają wynajmy na cele biznesowe i studenckie, jest Wrocław, a następnie Kraków, w którym duże znaczenie ma wynajem krótkoterminowy, wyhamowany ze względu na ograniczenie ruchu turystycznego.

Jednocześnie trzeba nadmienić, że nie zawsze inwestycja jest realizowana w miejscu zamieszkania kredytobiorcy. Dlatego część inwestorów z dużych miast kupuje nieruchomości inwestycyjne w kurortach górskich lub nadmorskich, często w formule kondohoteli, aparthoteli. Ten rodzaj inwestycji opiera się na korzyściach pozyskiwanych z najmu sezonowego przez operatora nieruchomości, a znaczna część czynszu z najmu trafia do kieszeni inwestorów. Koszt m2 jest zatem istotnie wyższy od kosztu metra kupowanego indywidualnie od dewelopera.

W obecnej sytuacji zwrot z takiej inwestycji jest bliski zeru zwłaszcza, że zmienia się podejście Polaków do doboru miejsc noclegowych. Zamiast dużych hoteli, rezerwują wypoczynek w domkach położonych z dala od skupisk ludzkich.

Czy warto inwestować w mieszkania?

Podczas inwestowania własnych oszczędności czy tzw. nadwyżek finansowych, należy zwrócić uwagę na wiele czynników dla powodzenia takiego przedsięwzięcia. Z ostrożnością należy traktować inwestycje w instrumenty kapitałowe czy lokowanie środków na giełdzie, która w obliczu kryzysu pandemicznego raczej czeka na moment odrabiania strat. Choć pieniądze w bankach zawsze są bezpieczne, to sytuacja spadku dochodów z lokat bankowych do symbolicznych wartości skłania do poszukiwania innych form lokowania swoich środków. Już obserwuje się nieznaczny odpływ depozytów z banków i poszukiwanie przez Polaków innych bezpieczniejszych form inwestowania. Wybór, oprócz optymalnej dywersyfikacji lokowania swoich środków, powinna determinować decyzja, na jaki okres chcemy inwestować. Alternatywą może być rynek nieruchomości, jednak w przypadku częściowego finansowania kredytem, wiąże się to z określonymi regulacjami, „barierami wejścia” lub w przypadku zakupu za gotówkę zamrożeniem kapitału na dłuższy okres.

– Należy pamiętać, że w przypadku inwestycji pod wynajem, ryzyko dotyczy zarówno finansowania aktywa kredytem, któremu towarzyszy środowisko zmian wysokości stóp procentowych, a także ryzyko walutowe w przypadku kredytów walutowych, jak i braku uzyskiwania korzyści z wynajmu, w obecnej sytuacji spadku popytu i cen najmu, a w związku z tym zagrożonych dochodów na spłatę zaciągniętego kredytu, którym finansowany był zakup inwestycji – tłumaczy główny analityk BIK.

Najgorszym rozwiązaniem są działania pochopne, obserwowane zwłaszcza w początkowej fazie pandemii. Dotyczyły one gwałtownego wypłacania z banków swoich oszczędności życia, przenoszenia ich na ROR lub co gorsza, trzymania ich w domu, w gotówce. To zjawisko rodzące ekonomiczny problem, związany z udzielaniem finansowania w przyszłości, a z perspektywy gospodarstwa domowego – niezrozumiałe zwłaszcza, że przysłowiowe trzymanie gotówki „w skarpecie”, może narazić je na kradzież.

W podsumowaniu

Sytuacja ekonomiczna związana z epidemią koronawirusa zmieniła podejście Polaków do planowania swoich wydatków. Wyraźnie zmalał konsumpcjonizm, spadł jednak także popyt na kredyty. Klienci z pewnością zastanawiają się nad alternatywnymi sposobami pomnażania kapitału, choć nadal swoje oszczędności trzymają na lokatach, w bankach.

Jak wskazują miesięczne dane sektora bankowego, opublikowane przez Komisję Nadzoru Finansowego, według stanu na 30 kwietnia 2020 r., poziom oszczędności Polaków zwiększa się szybciej niż poziom zadłużenia, depozyty gospodarstw domowych na koniec kwietnia 2020 r. wynosiły 959 mld zł.

Raportu Narodowego Banku Polskiego o stabilności systemu finansowego z czerwca 2020 r., wydania specjalnego poświęconego skutkom pandemii COVID-19 wynika, że zwiększony popyt na gotówkę oraz przewidywane ograniczenie dochodów sugerują, że „obserwowane dotychczas wysokie tempo wzrostu depozytów gospodarstw domowych może ulec osłabieniu”.

Pytanie, czy obecnie jest dobry czas na poszukiwanie okazji inwestycyjnych? Czy w wyniku pandemii Polacy zasięgną opinii doświadczonych w przedmiocie inwestowania i skuszą się po pandemii na inne formy pomnażania kapitału. A może po prostu zredefiniują cele, na które gromadzą oszczędności?

Na ten moment, z badań przeprowadzonych przez Związek Banków Polskich wynika, że aż 57% badanych wskazuje jako ważne odkładanie pieniędzy na tzw. czarną godzinę, rzadko mamy sprecyzowane cele, a  najrzadziej wskazywanym celem oszczędzania jest zakup mieszkania – deklaruje go jedynie 8% Polaków. 

Czego nauczyła nas pandemia koronawirusa, czyli pozytywne skutki pandemii dla biznesu

Pandemia koronawirusa wpłynęła niemal na każdą dziedzinę naszego życia. Wiele firm już wie, że efekty biznesowe będą odczuwalne jeszcze przez długi czas. Jednak poza trudnymi konsekwencjami, można dostrzec także pozytywne skutki kryzysu. Potrzeba dopasowania się do panującej sytuacji sprawiła, że otworzyliśmy się na innowacyjne rozwiązania i z kreatywnością podchodziliśmy do nowych wyzwań. Eksperci wskazują, że z pandemii możemy wynieść doświadczenia, które pozytywnie wpłyną między innymi na sposób prowadzenia firm i tryb pracy.

„Jedyną pewną rzeczą w życiu jest zmiana” – niemal każdy z nas natknął się kiedyś na ten cytat. Dlaczego więc tak boimy się zmian? Nawet te nieprzewidziane czy niepożądane zmiany mogą mieć pozytywne skutki. Pandemia koronawirusa jest doskonałym przykładem na to, że ludzie potrafią dostosować się nawet do ekstremalnych sytuacji.

Co zmieni się na rynku pracy? 

Większość firm podczas pandemii przeszła na pracę zdalną. Wielu pracodawców, pomimo początkowej niechęci do tej formy współpracy, zdecydowało się na stałe wprowadzić możliwość pozostania na tzw. home office dla części zespołu. Okazało się, że jest to skuteczne rozwiązanie. To także znaczna oszczędność czasu dla pracowników, którzy dotychczas tracili nawet kilka godzin na dojazdy i przygotowanie do pracy. Zyskany czas mogą oni teraz poświęcić bliskim, rozwojowi, pasji czy edukacji.

Pandemia pokazała pracodawcom, że można funkcjonować w 100% zdalnie i możliwe jest przejście na taki tryb praktycznie z dnia na dzień. Udało się to nawet z pozoru skostniałym instytucjom. – mówi Natalia Bogdan, prezes agencji pracy Jobhouse. Dodaje: COVID znacznie przyspieszył rozwój e-commerce i powiązanych z nim sektorów – nowych technologii, marketingu online i logistyki, zmieniając mocno zwyczaje zakupowe Polaków. Także sytuacja na rynku pracy pozwoliła zweryfikować, czy deklarowane przez pracodawców wartości były prawdziwe, czy tylko pozorne. Pracownicy z kolei, dzięki obecnej sytuacji, bardziej doceniają swoją pracę i myślę, że będą bardziej lojalni wobec pracodawców, niż miało to miejsce podczas tzw. rynku pracownika. Koronawirus zacieśnił także nasze relacje, przestawił priorytety, pozwolił zrozumieć, co w życiu jest naprawdę ważne i docenić zwykłą codzienność – spacer w lesie, spotkanie z przyjaciółmi czy zakupy
w tradycyjnym sklepie.

Koniec rynku pracownika, wbrew obawom pracowników, może okazać się pozytywną zmianą, dzięki której rynek pracy unormuje się.

Nowe spojrzenie przedsiębiorców

Właściciele biznesów, niezależnie od branży, musieli dopasować swoje działania do wyjątkowo trudnej sytuacji. Ci z nich, którzy podeszli do zmian z otwartością, zdołali nie tylko przetrwać najtrudniejszy okres, ale także wprowadzić do firmy innowacje, które pozytywnie wpłyną na jej działalność również w przyszłości.

Wielu przedsiębiorców podjęło działania, na które do tej pory brakowało czasu lub motywacji. Wprowadzili zmiany w kanałach komunikacji, dostosowali produkty, szukali nowych grup odbiorców, czy skupili się na atmosferze, z jaką kojarzona jest firma. To również czas na przemyślenia, w jakim kierunku firma powinna się rozwijać i jak najlepiej spełniać oczekiwania klientów. – mówi Agnieszka Gniotek, właścicielka Galerii Xanadu. Dodaje: W Xanadu pandemia przyniosła zmiany, które planowane były od dawna, jednak brakowało impulsu do ich wdrożenia. Przede wszystkim zaczęliśmy spotykać się wirtualnie z klientami: kolekcjonerami i miłośnikami sztuki. Rynek sztuki od kilku już lat przeprowadza licytacje zdalne przy użyciu platform, pozwalających na uczestnictwo w aukcjach w czasie rzeczywistym bez wychodzenia z domu. Podczas kwarantanny zaczęliśmy organizować także spotkania na platformie zoom i w ich ramach prezentować wnętrze galerii na wirtualnych modelach. To świetne narzędzie, które z pewnością pozostanie z nami na stałe. Pozwala nam na ciągły i bliski kontakt z klientami, którzy rozsiani są po całym świecie.

Nawet sytuację kryzysową można wykorzystać więc do rozwoju biznesu, a chwilowe zawieszenie w działalności potraktować jako okazję do reorganizacji, planowania czy edukacji. Doświadczenia przedsiębiorców pokazują, że nie warto się poddawać i biernie oczekiwać na zmianę sytuacji.

Automatyzacja i Internet – nowi przyjaciele przedsiębiorców

Branża eventowa najbardziej odczuła skutki pandemii, jej przedstawiciele musieli szukać nowych, innowacyjnych rozwiązań. Ci, którym się to udało przetrwali najtrudniejszy czas.

Jako organizatorzy jednych z największych targów kosmetyków naturalnych w Polsce, z dużymi obawami obserwowaliśmy rozwój sytuacji na świecie. Kiedy jednak oczywiste było, że targi stacjonarne nie odbędą się, nie poddaliśmy się i szukaliśmy nowych rozwiązań. Tak wpadliśmy na pomysł organizacji targów online za pomocą Instagrama. Efekt? Dwie do tej pory zorganizowane internetowe edycje okazały się prawdziwym sukcesem – nasze Instastories wyświetlono łącznie ponad 2 miliony razy, a podczas 1. edycji wystawcy zanotowali 30% wzrost sprzedaży. – mówi Zuzanna Mierzejewska, właścicielka marki i organizatorka targów Ekocuda. Dodaje: Nasz przykład doskonale pokazuje, że warto szukać nowych rozwiązań.

Bartosz Paprocki, menedżer ds. rozwoju biznesu w Twenty4seven, firmie, która dostarcza systemy dla czołowych firm na rynku telewizyjnym i produkcyjnym przyznaje, że kryzys wywołany koronawirusem wymusił na branży zmiany, które w krajach zachodnich już dawno zostały wprowadzone.

Pandemia zweryfikowała realne potrzeby sprzętu koniecznego do realizacji wydarzeń czy innych produkcji, a także zasobów ludzkich niezbędnych do obsługi takich działań. W sposób konkretny wpłynęła na optymalizację procesów i znaczny rozwój automatyzacji. Kiedy na zachodzie od dawna się to działo, w Polsce wciąż te zmiany przebiegały w sposób bardzo wolny i stopniowy. – mówi Bartosz Paprocki, menedżer ds. rozwoju biznesu w firmie Twenty4seven. Dodaje: Ten kryzys skłonił do refleksji wiele firm, wskazał zarówno pola do poprawy w obszarze oferty, jak i wewnętrznych procesów, które wymagały udoskonalenia i poukładania.

Skutki pandemii – czy zostaną z nami na zawsze?

Jak pokazują powyższe przykłady, firmy potrafią być elastyczne i dostosowywać się do kryzysowych sytuacji. Eksperci przewidują, że wiele zmian, takich jak wspomniana wcześniej praca zdalna, przeniesienie części działalności do przestrzeni online, czy automatyzacja procesów, zostanie z nami na zawsze. Dzięki zdobytym podczas pandemii doświadczeniom i umiejętnościom dopasowania działań do nowych, niespodziewanych wyzwań, firmy będą odporniejsze również na ewentualne kryzysy w przyszłości.

Zwolnienia, brak wypłat, opóźnione wynagrodzenia – najbardziej pracowite pół roku w historii Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom

W swojej kilkuletniej historii Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom nie miało jeszcze tak wiele zgłoszeń dotyczących nieprawidłowości w przypadku rozwiązywania umów, wypłacania wynagrodzeń czy ogólnych relacji między pracodawcom, a pracownikiem jak w pierwszym półroczu roku 2020. Powodem jest oczywiście pandemia koronawirusa, która właściwie w kilka tygodni zmieniła prężnie rozwijający się i pełen przywilejów rynek pracownika, w dość bezwzględny i niepewny przyszłości rynek pracodawcy.  – W ostatnich miesiącach odebraliśmy około 200 telefonów i  maili od pracowników, którzy czują się poszkodowani przez swoich szefów, kierowników i menadżerów. Najwięcej spraw dotyczy zwolnień z pracy, które według zwolnionych są nieuzasadnione. Mnóstwo spraw dotyczy także braku wypłaty wynagrodzenia lub wypłacania pensji w nieregularnych transzach. W marcu i w kwietniu najwięcej problemów generowała turystyka i gastronomia. W czerwcu więcej zgłoszeń dotyczyło takich branż jak przemysł czy transport – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

  • Stowarzyszenie STOP Nieuczciwym Pracodawcom w pierwszym półroczu 2020 roku odebrało ponad 200 zgłoszeń od pracowników, którzy czują się poszkodowani. Znaczna większość to efekty pandemii koronawirusa
  • Najczęstsze zgłoszenia dotyczą: niewypłaconych wynagrodzeń, opóźnień w wypłacaniu wynagrodzeń czy zwolnień, które nie mają uzasadnienia merytorycznego (w tym dyscyplinarnych)
  • Najbardziej poszkodowane branże to turystyka, gastronomia, hotelarstwo, transport czy przemysł
  • Bezrobocie rośnie, ale nie tak dynamicznie jak można byłoby się spodziewać. Eksperci: działają jeszcze tarcze i rozpędzony jest rynek pracy sezonowej

Najpierw kryzys w gastronomii i turystyce. Teraz więcej zgłoszeń od pracowników innych branż. Nie ma dnia by Stowarzyszenie nie działało

Pandemia koronawirusa spowodowała kryzys gospodarczy jakiego jeszcze kilka miesięcy temu Europa by się nie spodziewała. Obecnie obserwujemy powolne „odmrażanie” gospodarki, ale mówienie, że kryzys minął byłoby niestety naiwnością. – Nasze Stowarzyszenie działa aktywnie od kilku lat, ale przyznaje szczerze, że w ostatnich dwóch latach zajmowaliśmy się pojedynczymi sprawami dotyczącymi np. mobbingu czy konfliktów personalnych. Kiedy nastał lockdown i wiadomo już było, że gospodarka szybko nie wróci do stanu sprzed koronawiriusa to właściwie z dnia na dzień nasza skrzynka facebookowa została zalana wiadomościami. Problemy zaczęły się już w marcu kiedy zgłaszały się do nas osoby pracujące w restauracjach i w hotelach, które nie otrzymywały wynagrodzenia na czas – mówi Małgorzata Marczulewska. – Myślę, że mogę powiedzieć, że zgłoszenia liczymy w setkach. Te z pierwszego etapu pandemii dotyczyły najczęściej właśnie pracowników, których zakłady pracy zostały zamknięte. Mowa o restauracjach, barach, hotelach, biurach podróży. Dzwonili do nas ludzie, którzy nie dostali wypłaty lub dostali tylko część. Zdarzały się historie, że np. szef zamknął firmę i przestał odbierać telefon. Każdą sprawą staraliśmy się zająć profesjonalnie. Wiele zostało skierowanych do naszych prawników – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Czy to już koniec problemów? – Nie powiedziałabym. Widać pewną zmianę w zgłoszeniach, bo na przykład w czerwcu telefonów od pracowników hoteli czy restauracji było mniej. To kwestia tego, że sezon się zaczął i wiele firm stara się jakoś funkcjonować. Martwić może sytuacja transportu. Mamy wiele zgłoszeń od pracowników firm transportowych, którzy nie otrzymali pieniędzy. Pojawił się ostatnio także temat jednej z dużych firm przemysłu metalowego. Zgłosiła się do nas grupa pracowników, którym powiedziano, że dostaną pieniądze jak klient przeleje pieniądze za wykonanie kontaktu, który właśnie jest realizowany. Pracownicy byli zmartwieni, bo to oznacza kilka miesięcy bez wpłaty, a już mieli dwumiesięczne zaległości – mówi Małgorzata Marczulewska.

Nadchodzi spokój? „Nie zaryzykowałabym takiego stwierdzenia”

Oficjalne statystyki dotyczące bezrobocia opublikowane zostały kilka dni temu. Wynika z nich, że 3% Polaków aktywnych zawodowo straciło pracę, niecałe 5% podjęło decyzję o zamknięciu firmy, a 20% straciło część etatu lub część wynagrodzenia. W województwie zachodniopomorskim bezrobocie w maju 2020 było najwyższe od roku 2014. Wskaźnik ten przekroczył 7,7%, rok wcześniej było to 7,1%. Porównując statystyki rok do roku – pracę w regionie straciło ponad 7,2 tysiąca osób.

– Analiza statystyk może nie dawać pełnego obrazu sytuacji. Żyjemy w czasach, gdy aktywny zawodowo człowiek nie zawsze idzie się zarejestrować do Urzędu Pracy, a częściej decyduje się na szybkie poszukanie innej pracy. Chyba, że rzeczywiście czuje się pokrzywdzony aktem zwolnienia. Wtedy rozpoczyna batalię sądową i często czas rozstrzygnięcia spędza mówiąc kolokwialnie „na zasiłku” – mówi Prezes Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

Kiedy więc możemy spodziewać się uspokojenia sytuacji na rynku pracy? – Koronawirus nie minął, więc nie zaryzykowałabym stwierdzenia, że przechodzimy w czas uspokojenia i odbudowywania. Przedsiębiorcy i pracodawcy wciąż żyją w bardzo dużej, często wręcz chorobliwej niepewności. Myślę, że kolejna fala zgłoszeń od zwolnionych pracowników lub osób z którymi pracodawcy się nie rozliczyli czeka nas, gdy swoją moc stracą Tarcze Antykryzysowe. Ofiarami nieuczciwych pracodawców mogą być także pracownicy sezonowi – mówi Prezes Marczulewska. – Tempo naszego działania jest bardzo duże i zmiany dookoła również. Odbieramy mniej wiadomości od pracowników zwalnianych dyscyplinarnie, ale więcej od tych, którym odmówiono urlopu na czas lub zaproponowano im nowe umowy z mocno obniżonym wynagrodzeniem. Mamy nad czym pracować – dodaje Prezes Stowarzyszenia Stop Nieuczciwym Pracodawcom.