Mihiderka podsumowuje pierwszy miesiąc po ponownym otwarciu lokali

Właśnie minął miesiąc od momentu, gdy zostały zluzowane „pandemiczne” obostrzenia dotyczące gastronomii. To właściwy moment na pierwsze podsumowanie i wstępne szacunki dotyczące perspektyw działalności sieci Mihiderka.

Spośród 10 lokali tworzących obecnie naszą sieć, cztery znajdują się w lokalizacjach przyulicznych, a sześć w centrach/galeriach handlowych. Daje to dodatkową możliwość porównania względem samej lokalizacji danej restauracji.

Okres tzw. pandemii to czas, w którym wszystkie nasze plany bieżące i dotyczące rozwoju uległy brutalnej weryfikacji. Zamiast planowanych, nowych otwarć, których w roku 2020 mieliśmy mieć minimum cztery, mamy w zasadzie walkę o przetrwanie naszej sieci. Niestety, takie są realia i warto – moim zdaniem – podzielić się opisem tego, co wynika z tej sytuacji dla Mihiderki.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że nasz koncept należy do niszowych, a przez to prezentowane poniżej informacje mogę odstawać od średniej branżowej, jednak dobrze ilustrują one problem, w jakim znalazła się zarówno branża gastronomiczna, jak też wiele innych.

Najlepiej kwestię wpływu pandemii na naszą działalność ilustruje procentowe porównanie spadku sprzedaży sprzed tzw. „lockdownu” z tą osiągniętą za opisywany miesiąc. Zatem wzięliśmy pod uwagę (1) ostatnie 31 dni (okres 10.02.2020 poniedziałek do 11.03.2020 środa), w których jeszcze prowadziliśmy normalną działalność i zestawiliśmy je z analogicznym (wg dni tygodnia) okresem 31 dni (2), a więc licząc od poniedziałku 18.05 do środy 17.06. Dla poszczególnych lokalizacji spadki sprzedaży wyglądają następująco:

% spadku sprzedaży
Arkady Wrocławskie 83,26%
Galeria Katowicka 79,04%
Kraków, ul. Józefa 22 76,01%
Wrocław, pl. Dominikański 74,95%
Częstochowa, Galeria Jurajska 69,62%
Katowice, Galeria Libero 68,05%
Kraków, ul. Dietla 77 64,02%
Gemini Park Tychy 58,15%
Zabrze, CH M1 54,97%
Gliwice, ul. Kaczyniec 13 54,72%
W całej sieci 59,35%
w tym:
Przyuliczne 66,77%
Centra/Galerie Handlowe 69,14%

Tabela: Procentowy spadek sprzedaży po restarcie gastronomii.

Warto tu także dodać, że w osiąganej sprzedaży zawarta jest także tzw. sprzedaż w dostawie, a więc w tym kanale dystrybucji dla którego inwestowanie w wykończenie i wyposażenie lokalu jest kompletnie zbędne.

Przedstawione wartości ilustrują ogromne ubytki w sprzedaży. Zderzając to ze stosunkowo niską rentownością lokali gastronomicznych, która w zasadzie nie przekracza 10% możemy mówić o fatalnej sytuacji w jakiej znalazła się nasza sieć. Co gorsza, nic nie wskazuje na jakąś znaczącą poprawę w najbliższym czasie. Dopóki bowiem będą obowiązywały restrykcje i określone odległości pomiędzy zajętymi stolikami, dopóty szansa na istotny wzrost sprzedaży jest niewielka.

Na tym tle zupełnie niepasująca do tego obrazu jest szeroko nagłaśniana przez wynajmujących informacja jakoby ruch w centrach/galeriach handlowych był niewiele niższy od tego sprzed „lockdownu”. Rozumiemy oczywiście, że dla każdego rodzaju działalności te zależności są różne i inaczej wpływają na ostateczne wyniki sprzedaży, jednak – co do zasady – jest raczej gorzej niż lepiej.

Nie dziwi zatem coraz bardziej stanowcza postawa najemców, w tym oficjalnie zrzeszonych w grupie interesów (nasza firma nie należy w tym momencie do żadnej takiej organizacji), którzy domagają się wypracowania rozwiązań umożliwiających im przetrwanie. Zakładając nawet, że zapowiada „druga fala pandemii” nie nadejdzie, trudno spodziewać się, aby najemcy dysponowali rezerwami finansowymi pozwalającymi im na wielomiesięczne dopłacanie do ograniczonej działalności swoich biznesów. Inwestycje w wykończenie lokali zostały przecież poniesione – w naszym przypadku średni koszt uruchomienia lokalu to ok. 160.000 zł. netto – w kompletnie innych realiach gospodarczych. Wówczas wynajmujący w centrach/galeriach handlowych roztaczali przez nami wizje stale rosnącego ruchu (tzw. footfall), który niejednokrotnie był określany milionem odwiedzających miesięcznie. Teraz, gdy sytuacja jest diametralnie inna, to właśnie od wynajmujących zależy, jak dalej potoczą się losy takich sieci jak Mihiderka.

W kwestii „wsparcia” oferowanego przez Państwo, zawiodło ono na całej linii. Najpierw przez to, że mimo minimum trzech miesięcy, jakie miało do dyspozycji zanim pojawił się u nas pierwszy pacjent z koronawirusem, nie przygotowało prawidłowo całego kraju do „lockdownu”. Następnie, co już jest tylko skutkiem pierwotnych zaniedbań, po omacku i na łapu-capu wprowadzane były zmiany w przepisach i kolejne „tarcze”. Rozwiązania, które niczego tak naprawdę nam nie dają. Bo po cóż nam tzw. „tarcza 15ze”, jeśli oznacza ona de facto akceptację czynszów dokładnie w tej wysokości, jaka obowiązywała przed pandemią mimo drastycznie gorszych warunków do prowadzenia lokali? Co ma niby dać zniesienie ograniczenia 1 os./4m2 w lokalu, skoro i tak stoliki muszą być od siebie oddalone o min. 2m? Nie wspomnę tu o sporych kosztach, jakie musimy ponosić w celu wypełnienia narzuconych rygorów sanitarnych. Rygorów, których jak wszyscy wiedzą nie przestrzegał nawet sam Pan Premier. W działaniach rządu nie widzę żadnej sensownej myśli. Zresztą, gdyby rzeczywiście była chęć zrekompensowania nam poniesionych strat, to potrzebna do tego „tarcza” (refundacja utraconych przychodów, wcześniej zainwestowanych środków, należnych do zapłaty czynszów i innych tego typu opłat) byłaby już uchwalona. Do tego już zupełnym kuriozum jest uparte trwanie przy zakazie handlu w niedzielę. Jego zniesienie z pewnością pomogłoby w odbudowie naszych biznesów. Myślę, że podobnie rozumują wynajmujący i wielu innych przedsiębiorców.

Jako mała, rodzinna firma z kapitałem pochodzącym wyłącznie z własnych środków wypracowanych wcześniej innymi przedsięwzięciami, nie mamy możliwości po prostu dopłacać do funkcjonowania nierentownych lokali. Tym samym stajemy przed dość oczywistą alternatywą. Albo wynajmujący zgodzą się na czasowe dostosowanie wysokości opłat czynszowych do realiów wynikających z aktualnej sprzedaży, albo będziemy zmuszeni takie lokale po prostu zamknąć. Nasza marka zapewne z czasem dostosuje się do zmian na rynku – m.in. przez uruchomienie sprzedaży alternatywnymi kanałami, takimi jak dowóz gotowych dań do klienta (catering) – jednak dużo ostrożniej będziemy podchodzić do ewentualnych, kolejnych otwarć w przyszłości (po pandemii). Zakładam, że inni myślą podobnie, a zatem znalezienie nowych najemców może być dla wynajmujących znacznie trudniejsze niż dogadanie się z obecnymi.

Zresztą walka o przetrwanie to nie tylko próby urealnienia czynszów. To także konieczność optymalizacji w zakresie innych kosztów, szczególnie osobowych. Tu niezbędna jest elastyczność zarządców, którzy np. nie powinni upierać się przy otwieraniu lokali w tzw. godzinach otwarcia centrum/galerii i czasowo pozostawić nam swobodę w tym zakresie. I trzeba powiedzieć, że w większości przypadków zarządcy stanęli tu na wysokości zadania i jednak starają się wyjść naprzeciw naszym oczekiwaniom. Dzięki temu mamy nieco niższe koszty funkcjonowania, co zwiększa szanse na przyszłość.

Kolejnym, dobrym prognostykiem jest fakt, iż już w 7 przypadkach negocjacje są na dobrej drodze do – jak się wydaje – osiągnięcia sensownego kompromisu. Pozostałe 3 umowy jeszcze czekają w kolejce na rozwój wypadków i sądzę, że do końca czerwca sprawy się wyjaśnią do tego stopnia, że wreszcie będziemy wiedzieć na czym stoimy. Podkreślam, że nie jest naszą intencją wykorzystywanie obecnej sytuacji do kompleksowej renegocjacji umów najmu.

Trochę niepokojące wszakże są sytuacje, które pokazują, że niektórzy przedstawiciele zarządzających obiektami zatrzymali się mentalnie dobrze przed pandemią. Ostatnio na przykład zostaliśmy wezwani – pod rygorem dokonania tego na nasz koszt – o uzupełnienie jakiejś drobnej kwestii technicznej w jednym z lokali. Dodam, że kwestii nie mającej żadnego istotnego znaczenia dla wynajmującego (tym bardziej funkcjonowania obiektu), a nam przysparzającej dodatkowych kosztów eksploatacyjnych (większe zużycie prądu) oraz oczywiście zrealizowania tej poprawki. To – jak na razie – najbardziej absurdalne żądanie, jakie zostało do nas skierowane w tym trudnym czasie. Szkoda jednak, że musimy się zajmować realizacją tej „prośby” w chwili, gdy liczy się każda złotówka. No cóż, trudne czasy pokazują wielkość jednych, a obnażają małość innych. Oby tych drugich było jak najmniej, bo czeka nas jeszcze wiele pracy zanim wrócimy do czasów sprzed pandemii.

Marcin Krysiński – współwłaściciel sieci Mihiderka

Polska, Czechy i Węgry – jak Europa Środkowa radzi sobie z cyfrową transformacją?

Czechy są lokalnym liderem w transformacji cyfrowej, Polacy popierają europejską chmurę, Węgrzy inwestują w backup – to tylko niektóre wnioski z przeprowadzonych badań na zlecenie Aruba Cloud. Firma zapytała blisko 700 firm z Polski, Czech i Węgier o wykorzystanie technologii chmurowych w tamtejszych firmach, oraz o obawy związane z cyberbezpieczeństwem, a także, w jaki sposób zabezpieczają się przed zagrożeniami w sieci.Aruba_Infografika_1

Europa Środkowa przekonuje się co do chmury

Chmura staje się powoli normą w naszym regionie. W swojej działalności wykorzystuje ją co trzecia (33 proc.) średnia i duża firma w Polsce. Nieco lepiej sytuacja rysuje się na Węgrzech, gdzie tego typu rozwiązania wdrożyło 38 proc. respondentów. Liderem w regionie są Czesi, u naszych południowych sąsiadów prawie połowa (49 proc.) ankietowanych przedsiębiorców zadeklarowała częściową migrację do chmury.

To bardzo optymistyczne dane – komentuje Marcin Zmaczyński, Head of Marketing w Aruba Cloud – pokazuje to, że powoli doganiamy Europę. Mamy nadzieję, że za średnimi i dużymi firmami ruszą także mniejsze przedsiębiorstwa, które postanowią skorzystać z cyfrowej transformacji.

Badania wskazują, że firmy, które przeprowadziły migrację, są zadowolone z tego kroku. Większość z ankietowanych nie ma żadnych uwag  do swoich dostawców usług chmurowych. Taką postawę zgłasza odpowiednio 51 proc. Czechów, 41 proc. Węgrów i 20 proc. Polaków. Znacznie mniej respondentów miało uwagi co do ceny, odpowiednio 12 proc. 17 proc. i 20 proc. Jak się okazuje kraje Europy Środkowej, różnią się jednak w kwestii tego, za co cenią dostawców. W Polsce kluczowe okazały się niezawodność (34 proc.) i jakość usług (26 proc.). Czesi prócz niezawodności (32 proc.) stawiają również na jakość obsługi klienta i pomocy technicznej, tę opcję wybrało 21 proc. badanych. Zdaniem Węgrów z kolei kluczowa jest dostępność i łatwy kontakt z dostawcami, taki powód deklaruje 23 proc. z nich.

Lokalizacja ma znaczenie

Podczas badania ankieterzy zapytali przedsiębiorców o kwestię lokalizacji centrów danych. Blisko 60 proc. Czechów i Polaków, oraz 44 proc. Węgrów wskazuje, że ta kwestia może mieć wpływ przy wyborze dostawcy. Jak się okazuje dla środkowoeuropejskich firm, istotne również jest, żeby informacje przechowywane w chmurze fizycznie znajdowały się pod europejską jurysdykcją. W naszym kraju tę odpowiedź wskazało 44 proc., nieco mniej Czechów (33 proc.) i 18 proc. Węgrów.

Cieszy nas, że firmy w Europie Środkowej rozumieją, że chmura to także fizyczne centrum danych, które obejmują konkretne regulacje kraju, w jakim się ono znajduje. Od tego zależy, czy do naszych plików nie będzie miał wglądu nikt nieautoryzowany, a to kluczowa kwestia w budowaniu zaufania do firmy wykorzystującej chmurę – komentuje Marcin Zmaczyński.

Certyfikaty równie ważne, co cena

Dla wszystkich krajów kluczowe przy wyborze dostawcy chmury okazały się nie tylko koszty, ale także wiarygodność. Dlatego po 37 proc. badanych firm w Polsce wskazuje, że kieruje się odpowiednimi certyfikatami posiadanymi przez firmę oraz kosztami oferty. Z kolei dla 47 proc. Czechów najważniejsza okazała się cena, a na certyfikaty wskazało 38 proc. Odwrotnie sytuacja kształtuje się nad Dunajem, gdzie odpowiednie dokumenty przekonują prawie połowę (48 proc.) tamtejszych firm, a koszty 31 proc.

Badacze zapytali też średnie i duże firmy o to, co ich zdaniem może zniechęcać inne firmy do korzystania z technologii chmurowych. Większość badanych firm wskazała, że główną barierą może być kwestia bezpieczeństwa. Na tę zmienną wskazało odpowiednio 33 proc. Czechów, 20 proc. Węgrów oraz aż 41 proc. Polaków. Z drugiej strony zdaniem ankietowanych w naszym regionie dla firm nie jest przeszkodą przywiązanie do lokalnych rozwiązań, martwi to odpowiednio 2 i 3 proc. Czechów i Polaków. Może to skłaniać do optymistycznych wniosków, że transformacja cyfrowa nie będzie opóźniana przez dług technologiczny i dotychczasowe inwestycje w infrastrukturę.

Nadal jednak wielu przedsiębiorców nie jest przekonanych co do tego ruchu. Dla Polaków główną przeszkodą były wewnętrzne procedury, które zabraniają przenoszenia danych do zewnętrznych centrów, taki powód wskazało 34 proc. badanych firm. Na kolejnych miejscach znalazły się zarówno brak zaufania do tego typu instytucji, jak i zapotrzebowania na takie usługi, odpowiednio 27 i 24 proc.

Co ciekawe, Polska jest w tej kwestii wyjątkiem wśród krajów Europy Środkowej. Przykładowo dla ¼ badanych czeskich firm wewnętrzne procedury stanowiły istotne ograniczenie, ale na kwestie zaufania wskazało jedynie 5 proc., a żadna z badanych firm nie uznała technologii chmurowych za niepotrzebne do skutecznego prowadzenia biznesu. Z kolei najwięcej badanych węgierskich firm, bo aż 33 proc., nie ufa dostawcom na tyle, by przenieść tam swoje dane, a 19 proc. jest ograniczana przez regulacje wewnątrz organizacji. Brak zapotrzebowania na migrację do chmury wskazało jedynie 9 proc. ankietowanych firm.

Edukacja o cyberbezpieczeństwie przynosi efekty

Badacze zapytali także o zagrożenia cyberbezpieczeństwa, które spędzają sen z powiek regionalnym przedsiębiorcom. Badani wymieniali głównie złośliwe oprogramowanie typu malware oraz kradzież firmowych danych. Polacy najbardziej obawiają się, że ich dane dostaną się w niepowołane ręce, taki pogląd wyraża 42 proc. ankietowanych. Złośliwe oprogramowanie to problem dla 36 proc. badanych firm znad Wisły. Wśród pozostałych badanych krajów priorytety cyberbezpieczeństwa kształtują się podobnie, choć na pierwszym miejscu stawiają malware, przed kradzieżą danych. Węgrzy, prezentują podobną świadomość zagrożeń jak Polacy, odpowiednio 40 proc. i 32 proc. Z kolei Czesi wydają się mniej przejmować kwestiami cyberbezpieczeństwa, jedynie 22 proc. z nich obawia się złośliwego oprogramowania, a tylko 12 proc. wycieku danych. Zapytani o główne sposoby ochrony przed cyfrowymi zagrożeniami badani głównie wskazywali oprogramowanie antywirusowe (Polacy 53 proc. wskazań, Czesi 47 proc., a Węgrzy 39 proc.). Jednak istotne różnice pojawiały się w obszarze innych preferowanych środków. Nasi rodacy stawiają na zabezpieczenia sieciowe (25 proc.), szkolenie pracowników (24 proc.) i regularne aktualizacje. Dla porównania odpowiednią ochronę sieci wdrożyło 19 proc. Czechów i jedynie 4 proc. Węgrów. Podobnie pozostałe kraje plasują się zdecydowanie niżej, jeśli chodzi o odpowiednią edukację pracowników – na ten aspekt wskazało odpowiednio 16 proc. i 6 proc. badanych.

Rosnąca świadomość dotycząca cyberbezpieczeństwa to bardzo pozytywne zjawisko. Od kilku lat coraz głośniej mówi się o potrzebie odpowiedniego zabezpieczenia danych w firmie i widać, że przynosi to efekty. Wysoka świadomość Polaków to zdecydowanie dobry prognostyk na przyszłość. Oczekujemy, że w najbliższych latach przełoży się to na wdrożenie jeszcze skuteczniejszych sposobów na cyberprzestępców, jak na przykład backup w chmurze czy usługa Disaster Recovery as a Service – podsumowuje Marcin Zmaczyński.

O badaniu

Badanie zostało przeprowadzone w styczniu i lutym br. Na próbie 654 średnich (ponad 50 pracowników) i dużych firm (powyżej 250 pracowników), mających siedzibę w Polsce, Czechach lub Węgrzech. Ankietowanymi były osoby odpowiedzialne w przedsiębiorstwach za infrastrukturę IT. Badanie przeprowadziła pracownia badawcza ARC Rynek i Opinia.

Dane z MF: Urzędy skarbowe mocno przyspieszyły. Decyzja w kwestii uwolnienia VAT-u już w 7 dni

Przeszło 3,8 mld złotych wyniosła łączna kwota środków uwolnionych z rachunków VAT od stycznia do maja br. To niemal 2 razy więcej niż w analogicznym okresie 2019 roku, kiedy przekazano niespełna 2,2 mld złotych. Ostatnio podatnicy złożyli ponad 11 tysięcy wniosków w tej sprawie, a wcześniej – o ponad 2 tysiące mniej. W tym roku naczelnicy urzędów skarbowych wydali niemal 9,5 tysiąca postanowień, czyli o przeszło tysiąc więcej niż w pierwszych pięciu miesiącach ub.r. Spadł też średni czas od wpływu wniosku do rozstrzygnięcia. W analizowanym okresie 2019 roku wyniósł on prawie 18 dni, a w zeszłym miesiącu – już niespełna tydzień.

Według danych Ministerstwa Finansów z pięciu miesięcy 2020 roku, łączna kwota uwolnionych środków z rachunków VAT przekroczyła 3,8 mld złotych. W analogicznym okresie ub.r. podatnicy uzyskali w ten sposób blisko 2,2 mld zł. Jak podkreśla Jerzy Martini, doradca podatkowy specjalizujący się w zagadnieniach VAT-owskich, płynność finansowa stała się bardzo ważna w dobie pandemii. Wcześniej sytuacja wielu przedsiębiorców była znacznie lepsza. Nie musieli więc wnioskować ws. środków zamrożonych na rachunkach. Natomiast teraz więcej firm liczy się z każdą złotówką, dlatego częściej sięgają po zgromadzone w ten sposób rezerwy.

– Wyraźnie trzeba zaznaczyć, że to są pieniądze przedsiębiorców, a nie urzędów. Jednocześnie firmy nie mogą wydatkować tych środków w dowolny sposób. Mamy bowiem ograniczony zakres i katalog transferów. To np. pensje pracownicze czy zapłata dla kontrahenta. On może nie życzy sobie wpłaty środków na rachunek VAT, bo też ma ten sam problem i również zamierza zapłacić pracownikom – komentuje dr Jacek Matarewicz, ekspert BCC ds. podatku VAT, akcyzy oraz prawa karnoskarbowego.

Jak informuje Paweł Jurek, rzecznik prasowy ministra finansów, w okresie od stycznia do maja br. podatnicy złożyli 11 155 wniosków o uwolnienie środków z rachunku VAT. W analogicznym okresie ubiegłego roku było ich 9036. Ostatnio naczelnicy urzędów skarbowych wydali 9380 postanowień o uwolnieniu środków z rachunku VAT, a rok wcześniej – 8209.

– Postulowaliśmy o systemowe rozwiązanie w ramach tarczy antykryzysowej, tzn. o uwolnienie środków zgromadzonych na rachunkach VAT bez składania wniosków. To byłoby niezwykle pomocne dla przedsiębiorców, którzy ze względu na spowolnienie gospodarcze szybko potrzebują pieniędzy. Taka zmiana powinna nastąpić w związku ze stanem epidemii, który obecnie mamy. Jednak Ministerstwo Finansów nie zgodziło się na to – mówi dr Matarewicz.

Brak wniosków byłby korzystny dla przedsiębiorców, co podkreśla dr Radosław Piekarz, doradca podatkowy specjalizujący się m.in. w podatku VAT. Ekspert jednak nie wierzy, żeby resort nawet czasowo wprowadził takie ułatwienia. I zaznacza, że Ministerstwo pracowało przez kilka lat nad wdrożeniem mechanizmów, które mają wykluczać przestępstwa VAT-owskie. Zmiany w tym zakresie mogłyby zachwiać stabilność finansów publicznych. Nie jest też wykluczone, że powstałaby bardzo duża luka VAT-owska, bo firmy zwyczajnie wyłudzałyby ten podatek.

– Ustawowo organ ma 60 dni na rozpatrzenie wniosku o uwolnienie środków z rachunku VAT. W mojej praktyce zawodowej miałem do czynienia z przypadkami firm, które właśnie tyle czekały na decyzję. A to nie były nowe czy jakieś podejrzane podmioty dla urzędu skarbowego. One również nie ukrywały swoich aktywów, ani nie uciekały z majątkiem za granicę. To nie były również firmy, w stosunku do których są prowadzone jakiekolwiek postępowania – zaznacza ekspert BCC.

Jak podkreśla Paweł Jurek, sukcesywnie spada średni czas od wpływu wniosku do rozstrzygnięcia. W analizowanym okresie 2019 roku wyniósł on 17,79 dnia. W tym roku zmniejszył się do 13,35 dnia, a w maju – nawet do 6,97 dnia. Zdaniem Jerzego Martiniego, nowe narzędzia informatyczne zdecydowanie pozwalają na szybszą pracę urzędników. Dawniej trzeba było korespondencyjnie wymieniać informacje drogą papierową, żeby sprawdzić zasadność zwrotu. Zanim organy zorientowały się, że dochodziło do oszustwa, mijały miesiące albo i 2 lata. Według eksperta, 7 dni oczekiwania na decyzję to bardzo dobry czas.

– Nawet te 14 dni to nie jest zbyt długo. Zresztą można to porównać np. z wypłatą tzw. postojowego przez ZUS. Miała być natychmiastowa pomoc dla firm, które wstrzymały swoją działalność, a niektóre z nich czekają prawie 2 miesiące. Patrząc na to, urząd skarbowy działa naprawdę sprawnie – stwierdza dr Piekarz.

Z kolei według dr. Matarewicza, 14, czy nawet 7 dni to jest długo, nie wspominając już o dwóch miesiącach. Ekspert BCC zaznacza, że we wniosku trzeba podać konkretną kwotę, która ma zostać uwolniona z rachunku VAT. A przecież biznes nie lubi stagnacji. Salda zmieniają się dosyć często. W kolejnej tarczy antykryzysowej powinien znaleźć się zapis pozwalający na wnioskowanie o całość dostępnych środków w dniu podejmowania decyzji przez skarbówkę.

– Z perspektywy gospodarki szybkie uwolnienie środków jest bardzo korzystne. One pracują zamiast być zablokowane. A im więcej jest szybkich decyzji, tym lepiej. Być może rozstrzygnięcia będą zapadać jeszcze prędzej. Jednak podejrzewam, że liczba wniosków nie będzie wzrastać. W zasadzie ci, którzy mieli problemy z płynnością finansową, już się z tym tematem zetknęli. Oczywiście, nie wiemy, jak będzie rozwijała się sytuacja z kryzysem i czy trudności nie będą się pogłębiać – dodaje Jerzy Martini.

Natomiast dr Piekarz przypuszcza, że liczba wniosków o uwolnienie środków VAT-owskich będzie wzrastać. Część branż dopiero z opóźnieniem zostanie dotknięta tym, co się obecnie dzieje. W pierwszej kolejności kryzys odczuły branże usługowe, bo nastąpiło czasowe zamknięcie. Jeśli wzrośnie bezrobocie, a to już następuje, to ludzie będą ograniczać wydatki. I wpłynie to również na firmy oferujące różne towary.

– Oczywiście, powinniśmy się zabezpieczać na wypadek przestępczości podatkowej. Taki kryzys to zapewne też pokusa dla nieuczciwych przedsiębiorców, żeby wykorzystać specyficzne warunki. Ale nie możemy przez ten pryzmat zabijać biznesu, który naprawdę ma problem. Trzeba wyważyć te interesy. Uważam, że pomaganie firmom, żeby przetrwały, jest w tym momencie ważniejsze niż ściąganie za wszelką cenę podatków od przedsiębiorców – podsumowuje dr Jacek Matarewicz.

Uzasadnienie faktyczne i prawne decyzji podatkowej

NSA w Warszawie w wyroku z dnia 20 lipca 1981 r. (sygn. SA 1163/81) stwierdził, że pisma zawierające rozstrzygnięcia w sprawie załatwianej w formie decyzji są decyzjami pomimo nieposiadania w pełni formy przewidzianej w art. 107 § 1 KPA (obecnie także art. 210 § 1 ustawy Ordynacja podatkowa, Dz.U. 2019.900, tj. z dnia 14 maja 2019 r., zwanej dalej „Ordynacją podatkową”), jeżeli tylko zawierają minimum elementów niezbędnych do zakwalifikowania ich jako decyzji. Do takich elementów należy zaliczyć: oznaczenie organu administracji państwowej wydającego akt, wskazanie adresata aktu, rozstrzygnięcie o istocie sprawy oraz podpis osoby reprezentującej organ administracji. Jakie znaczenie ma zatem uzasadnienie faktyczne i prawne decyzji podatkowej?

Decyzja podatkowa

Zgodnie z treścią art. 210 § 1 Ordynacji podatkowej decyzja podatkowa zawiera:

1) oznaczenie organu podatkowego;

2) datę jej wydania;

3) oznaczenie strony;

4) powołanie podstawy prawnej;

5) rozstrzygnięcie;

6) uzasadnienie faktyczne i prawne;

7) pouczenie o trybie odwoławczym – jeżeli od decyzji służy odwołanie;

8) podpis osoby upoważnionej, z podaniem jej imienia i nazwiska oraz stanowiska służbowego, a jeżeli decyzja została wydana w formie dokumentu elektronicznego – kwalifikowany podpis elektroniczny, podpis zaufany albo podpis osobisty.

Jak wskazuje się w orzecznictwie, „Zgodnie z zasadami prawidłowo prowadzonego postępowania administracyjnego (także prowadzonego na podstawie przepisów ordynacji podatkowej), decyzja powinna wskazywać ustalony przez organ administracyjny stan faktyczny, określać przesłanki zastosowania tej, a nie innej kwalifikacji prawnej i ustalać, jakie okoliczności stanu faktycznego odpowiadają którym z fragmentów normy prawnej zastosowanej w sprawie. To wszystko kryje w sobie formuła art. 210 § 1 pkt 6 O.p.” (wyrok NSA w Warszawie z 18 maja 2000 r., V SA 2762/99, LEX nr 41776).

Aby zatem móc wydać decyzję podatkową wymiarową, w pełni odpowiadającą powyższym warunkom, zwłaszcza w zakresie rozstrzygnięcia, które dla istnienia decyzji podatkowej, jak i dla samego podatnika jest kluczowe, niezbędne jest przeprowadzenie poprawnego postępowania podatkowego, zgodnie z obowiązującymi zasadami wynikającymi z Ordynacji podatkowej. Należą do nich: zasada legalizmu, wg której organy działają na podstawie przepisów prawa (art. 120), zasada prowadzenia postępowania podatkowego w sposób budzący zaufanie do organów podatkowych (art. 121 § 1), zasada informowania, wg której organy podatkowe w postępowaniu podatkowym obowiązane są udzielać niezbędnych informacji i wyjaśnień o przepisach prawa podatkowego pozostających w związku z przedmiotem postępowania (art. 121 § 2), zasada prawdy obiektywnej w postępowaniu podatkowym, wg której w toku postępowania organy podatkowe podejmują wszelkie niezbędne działania w celu dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz załatwienia sprawy w postępowaniu podatkowym (art. 122) czy też zasada przekonywania strony w postępowaniu podatkowym, wg której organy podatkowe powinny wyjaśniać stronom zasadność przesłanek, którymi kierują się przy załatwianiu sprawy, aby w miarę możliwości doprowadzić do wykonania przez strony decyzji bez stosowania środków przymusu (art. 124).

Uzasadnienie faktyczne

Zgodnie z art. 210 § 4 O.p. uzasadnienie faktyczne decyzji zawiera w szczególności wskazanie faktów, które organ uznał za udowodnione, dowodów, którym dał wiarę, oraz przyczyn, dla których innym dowodom odmówił wiarygodności.

Jak podkreśla się w orzecznictwie: „Uzasadnienie decyzji ma szczególne znaczenie przy ocenie jej prawidłowości przez organ odwoławczy bądź też sąd administracyjny, zwłaszcza decyzji o charakterze uznaniowym. Organ odwoławczy powinien kontrolować treść uzasadnienia. Brak prawidłowego uzasadnienia takiej decyzji uniemożliwia ustalenie, czy organ nie przekroczył granic przyznanego mu uznania, gdyż to swobodne uznanie nie może być jednak tożsame z dowolnością” (tak NSA w wyroku z 23 października 1998 r., I SA/Ka 225/97, Legalis).

„W sporządzonych przez organ motywach powinna być dokonana ocena zebranego materiału dowodowego i wyczerpujące wyjaśnienie przesłanek podjęcia aktu w sposób, który przekonuje o prawidłowości oceny zebranych dowodów i trafności rozstrzygnięcia. Organy podatkowe II instancji w uzasadnieniach podejmowanych przez siebie decyzji bardzo często ograniczają się do stwierdzenia istotnych rozbieżności w materiale dowodowym, bez ich wyspecyfikowania, a następnie próby ich wyjaśnienia. Jeżeli np. decyzja nie zawiera uzasadnienia faktycznego, a minister, działając jako organ odwoławczy, orzekł o prawidłowości decyzji dotkniętej tym brakiem, wywodząc, że decyzja deklaratoryjna nie wymaga uzasadnienia, stanowi to naruszenie postanowienia art. 210 § 1 pkt 6 OrdPU. Natomiast nieustosunkowanie się do zarzutów odwołania i skwitowanie ich stwierdzeniem, że są bezzasadne, narusza ten sam przepis w stopniu mogącym mieć istotny wpływ na wynik sprawy” (wyrok NSA z 25 czerwca 1999 r., III SA 7760/98, niepubl.).

Takie działanie z pewnością nie budzi zaufania do organów podatkowych, a „Spełnienie (…) wymagania prowadzenia postępowania administracyjnego w taki sposób, aby pogłębić zaufanie obywateli do organów Państwa, jest szczególnie istotne w sprawie, w której uczestnicy postępowania reprezentują rozbieżne lub sprzeczne ze sobą interesy. W takich sprawach szczególna rola uzasadnienia decyzji administracyjnej i wyroku sądu administracyjnego polega na tym, by przekonać stronę, że jej stanowisko zostało poważnie wzięte pod uwagę, a jeżeli zapadło inne rozstrzygnięcie, to przyczyną tego są istotne powody” (wyrok NSA z 16 lutego 1994 r., III ARN 2/94, Legalis).

Uzasadnienie prawne

Zgodnie z art. 210 § 4 O.p. uzasadnienie prawne zawiera wyjaśnienie podstawy prawnej decyzji z przytoczeniem przepisów prawa. Stanowi zatem rozpisanie zastosowanego w podstawie prawnej decyzji przepisów prawa materialnego w kontekście ustalonego stanu faktycznego, czego efektem jest rozstrzygnięcie.

W doktrynie podkreśla się, że „Materialna strona uzasadnienia odgrywa bardzo ważną rolę procesową, warunkuje prawo do obrony, prawo odwołania i pośrednio realizację zasady dwuinstancyjności postępowania. Brak uzasadnienia decyzji podatkowej jest naruszeniem uprawnień strony i uniemożliwia jej złożenie odwołania spełniającego wymagania art. 222 OrdPU. Strona powinna mieć jasno przedstawione stanowisko organu co do podstaw przyjętego rozstrzygnięcia, tak aby mogła ustosunkować się do przedstawionych zarzutów. W sytuacji zaniechania jego sporządzenia strony pozbawione byłyby możliwości obrony ich interesów, prowadzenia polemiki z organem, czy to w odwołaniu od decyzji organu I instancji, czy też w skardze skierowanej do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Uzasadnienie aktu służy wyjaśnieniu rozstrzygnięcia, stanowiącego dyspozytywną część decyzji. Praktyka niestosowania prawidłowego uzasadnienia uniemożliwia często dokonanie kontroli, czy nie nastąpiło przekroczenie granic uznania administracyjnego. W konsekwencji prowadzi to do zatarcia granic między decyzjami uznaniowymi a pozostałymi. Również uznanie administracyjne powinno być uzasadnione w sposób pełny i oparty na stanie faktycznym, jak też prawnym sprawy. W szczególności szacowanie podstawy opodatkowania powinno być oparte na realnych założeniach i dokonane przy uwzględnieniu logicznych metod rozumowania” (wyrok NSA z 31 maja 1996 r., SA/Lu 1489/95, Legalis). „Logicznych metod rozumowania nie może eliminować kryterium wiary, które tak podkreśla art. 210 § 4 OrdPU”. (H. Dzwonkowski (red.), Ordynacja podatkowa. Komentarz. Wyd. 8, Warszawa 2019).

Podsumowanie

Jak wynika z powyższego, uzasadnienie faktyczne i prawne decyzji podatkowej odgrywa znaczącą rolę w poznaniu toku myślowego organu podatkowego, który rozstrzygał w sprawie podatkowej, pozwala na wychwycenie ewentualnych błędów logicznego rozumowania, jak i w zastosowaniu generalnych zasad prowadzenia postępowania podatkowego, zwłaszcza postępowania dowodowego i metod oceny zebranego w jego toku materiału. Niezachowanie przez organ właściwych zasad, procedur i działań prowadzić zaś może do wyeliminowania z obrotu prawnego wadliwej decyzji. Przeto błędne uzasadnienie decyzji to pewna wygrana przed organem odwoławczym bądź sądem administracyjnym. Stąd też konstatacja jest taka, że decyzje podatkowe, głównie ich uzasadnienie faktyczne i prawne, należy z uwagą przeczytać, a następnie przeanalizować, zwłaszcza gdy dotyczą nałożenia obowiązków podatkowych, z czym często nie sposób się zgodzić. W takiej sytuacji warto natomiast zasięgnąć porady prawnej w zakresie poprawności rozumienia treści decyzji oraz wiążących się z tym konsekwencji, tak natury podatkowej, jak i okołopodatkowej. Wszak zarzuty karne czy karne skarbowe, zabezpieczenie na majątku bądź egzekucja administracyjna to już coraz mniej zaskakujący kogokolwiek, smutny obrazek towarzyszący sprawie podatkowej i kończącej postępowanie podatkowe decyzji podatkowej.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Najefektywniejsze opcje inwestycje na rynku nieruchomości – Agata Karolina Lasota, LBC Invest

Czy nieruchomości to dziś dobry kierunek inwestycyjny? Jak korzystnie i najbezpieczniej ulokować kapitał?

Niespodzianka, jaką przygotował nam rok 2020 z pewnością zmieni bardzo dużo w naszej rzeczywistości. Jak ciężko zmiany odchorować będzie musiał rynek nieruchomości pokażą najbliższe miesiące. Kryzys wywołany COVID-19 wyhamował obserwowany od kilku lat w naszym kraju wzrost cen nieruchomości i ostudził popyt. Dla graczy rynkowych jest to jednak świetny moment na realizację transakcji po okazyjnych cenach. Słabe wyniki rynków kapitałowych i obniżenie stóp procentowych do poziomu bliskiego zera, decydujące o nierentowności lokat, zdają się tylko potwierdzać, że to właśnie nieruchomości są dziś najstabilniejszymi aktywami inwestycyjnymi.

Polowanie na okazje

Już w pierwszych dniach lockdown-u aktywni byli inwestorzy oportunistyczni, polujący na okazje. Na wszystkich rynkach światowych bardzo czujne są też fundusze inwestycyjne. Tropienie okazyjnych ofert, zarówno wśród inwestorów indywidualnych, jak i instytucjonalnych jest bardzo widoczne, ale na rynku nie ma jeszcze spektakularnych przecen. Ceny mieszkań deweloperskich zostały jak dotąd jedynie delikatnie skorygowane.

Dużej presji na obniżki nie ma, bo na rynku pierwotnym  mamy do czynienia z niską podażą mieszkań. Oferta będzie jeszcze topniała, bo deweloperzy nie poszerzają oferty. W maju na rynek weszło o połowę mniej mieszkań niż zwykle. Wyhamowania produkcji należało się spodziewać, ale skalę tego zjawiska trudno jeszcze przewidzieć, ponieważ wprowadzone teraz projekty były już wcześniej przygotowane do budowy.

Zamrożenie gospodarki nie zebrało jeszcze największego żniwa, a jego echo odczuwalne będzie przez wiele miesięcy i duże okazje cenowe z pewnością będą się pojawiały. Jak duże? Trudno dziś powiedzieć. Wszystko zależy od tego, czy mamy do czynienia jedynie z krótkoterminowym zastojem, czy raczej dłuższym okresem spowolnienia.

Luksusowe nieruchomości zamiast lokat i aktywów kapitałowych

Kapitał wycofywany dziś masowo z lokat bankowych w dużej części trafia na rynek nieruchomości premium, który jest najbardziej odporny na kryzys. W Polsce obiekty tej klasy pod względem standardu i aranżacji nie ustępują nieruchomościom plasowanym w tym segmencie na świecie. Ich ceny są  jednak znacznie niższe, co daje potencjał do wzrostu w przypadku najlepszych lokalizacji. Luksusowe nieruchomości w naszym kraju są niemal dwukrotnie tańsze niż w Nowym Jorku, czy Londynie, jednak ich wartość wolno, ale konsekwentnie idzie w górę.

Najbardziej prestiżowe warszawskie adresy zdrożały w ciągu ostatnich czterech lat o jedną czwartą. Luksusowe apartamenty to żelazna lokata kapitału. Niezależnie od okoliczności najlepsze miejscówki w największych polskich miastach wciąż tylko zyskują na wartości. To produkt, który nie jest podatny na spekulacyjne wzrosty i wahania koniunkturalne. Ceny topowych apartamentów regularnie wzrastają i w dłuższej perspektywie można na nich nieźle zarobić. Dlatego nasz rynek nieruchomości premium jest coraz bardziej interesujący także dla zagranicznych inwestorów.

Z drugiej strony, należy zwrócić uwagę, że w ostatnim czasie przybyło wiele realizacji, które nie do końca spełniają kryteria nieruchomości luksusowych, czyli produktu z definicji unikalnego, a nie obliczonego tylko na jak największą ilość powierzchni użytkowej (PUM).  Aby uniknąć rozczarowań inwestycyjnych trzeba mieć pewność, że nieruchomość rzeczywiście wyróżnia się na rynku ekskluzywną lokalizacją i rozwiązaniami architektonicznymi oraz najwyższej jakości wykonaniem. Tylko kameralne projekty, oferujące najwyższy standard i wyjątkowy design zlokalizowane w prestiżowych miejscach są dla potencjalnych inwestorów bezpiecznym wyborem, inwestycją odporną na wszelkie zawirowania rynkowe.

Obserwowaliśmy w ostatnich tygodniach, jak inwestorzy w Trójmieście przechodzili raptownie z najmu krótkoterminowego w długoterminowy, ale także rozczarowanie inwestorów w condohotele, które miały gwarantować zysk. Nowe warunki społeczno-ekonomiczne, w jakich dziś funkcjonujemy mają bowiem duży wpływ również na rynek najmu.

Rentowność i stabilny najem kluczowymi kryteriami wyboru

Inwestując w nieruchomości w dobie kryzysu należy wybrać taką opcję, która zapewnia stabilny najem i dobrą rentowność inwestycji. Dotyczy to, zarówno mieszkań, jak i nieruchomości komercyjnych. W LBC Invest specjalizujemy się w wynajmie korporacyjnym. Oferujemy klientom kompleksowy program inwestycyjny, obejmujący zakup oraz przygotowanie apartamentu lub nieruchomości komercyjnej pod wynajem, zapewniamy wiarygodnych i sprawdzonych najemców i zajmujemy się zarządzaniem najmem w imieniu klienta. Po drodze realizując wszystkie związane z tym formalności. Wybrane dla klientów nieruchomości poddajemy gruntownej analizie, by zapewnić im inwestycje generujące stabilne przychody w długiej perspektywie. Wszyscy inwestorzy otrzymują od nas certyfikat.

Klientom z zasobniejszym portfelem polecamy inwestycje w nieruchomości magazynowe i retail parki. To dziś jeden z najbardziej obiecujących kierunków rozwoju biznesu w sektorze komercyjnym. Sieciowe marki weryfikują obecnie swoje strategie ekspansji i tylko kwestią czasu jest, kiedy pojawią się w retail  parkach rozszerzając jednocześnie sieć sprzedaży on-line. Szybki wzrost obrotów w handlu internetowym branży e-commerce przekłada się na skokowo rosnący popyt na powierzchnie magazynowe.

Domy w cenie

Ostatnie miesiące wpłynęły także na zmianę preferencji inwestorów indywidualnych, poszukujących nieruchomości na potrzeby własne. Na popularności zyskały domy o metrażu 150-250 mkw. i mieszkania o powierzchni powyżej 100 mkw. z ogródkami lub dużymi tarasami. Znacznie większym powodzeniem cieszą się też działki rekreacyjne i budowlane. Klienci poszukują, albo dużych działek na obrzeżach miast, które planują odsprzedać później pod inwestycje deweloperskie, albo parceli pod dom, po to by móc uciec do niego z miasta na stałe lub czasowo w nim odpoczywać.

Rynek nieruchomości ewoluuje. Z segmentu mieszkaniowego zniknęli inwestorzy nabywający nieruchomości z zamiarem szybkiej i dochodowej odsprzedaży oraz tacy, którzy celowali w wynajem krótkoterminowy. W dłuższej perspektywie kryzys z pewnością odciśnie piętno także na segmencie biurowym. Część powierzchni zostanie zwolniona ze względu na zmianę charakteru pracy i przejście pewnej ilości pracowników już na stałe w tryb pracy zdalnej. Ostateczny wpływ spowolnienia gospodarczego na popyt na biura i ceny najmu poznamy jednak dopiero w przyszłym roku.

Niemniej, już teraz widoczne są wysprzedaże aktywów przez firmy zmuszone poprawić swój cashflow. Są to przede wszystkim działki inwestycyjne i nieruchomości komercyjne. Trudna sytuacja na rynku może być też impulsem do przyspieszenia procesów konsolidacyjnych firm. Wydaje się to tym bardziej prawdopodobne, że po raz pierwszy od ostatniego kryzysu finansowego w latach 2007-2009, mimo dwukrotnej obniżki stóp procentowych w Polsce, zaczęło wzrastać oprocentowanie kredytów dla deweloperów.

Blokada kredytowania inwestycji

Banki zaostrzyły politykę kredytową. O finansowanie jest coraz trudniej. Praktycznie jest ono dostępne już tylko w nielicznych bankach. W większości akcje kredytowe zostały wstrzymane, albo bardzo ograniczone, a z kredytowania wyłączone zostały niektóre branże w tym nieruchomości. Niemal całkowicie wyhamowało finansowanie takich projektów komercyjnych, jak hotele, galerie handlowe i biurowce. Mniejsi deweloperzy, którzy posiadają  atrakcyjne działki poszukują partnerów do przedsięwzięć joint venture. Na takim rozwiązaniu skorzystają z pewnością duże spółki deweloperskie.

Prawdopodobne jest też, że wzrośnie konkurencyjność na rynku mieszkaniowym, bo firmy działające dotąd w sektorze hotelowym i handlowym, które najbardziej ucierpiały z powodu zamrożenia gospodarki, myślą teraz o przejściu na produkcję mieszkań. I to właśnie nieruchomości wielorodzinne mogą wyjść z kryzysu obronną ręką jako jedna z silniejszych klas aktywów.

Dla rynku nieruchomości kluczowa będzie jednak  przede wszystkim kondycja polskiej gospodarki. Jest on bowiem ściśle związany z tym, jaka jest ogólna sytuacja ekonomiczna w kraju.

Autor: Agata Karolina Lasota, dyrektor zarządzająca w LBC Invest

Na wniosek Rzecznika MŚP Główny Inspektor Sanitarny zmienił wytyczne dla przedszkoli

Na wniosek Rzecznika MŚP Główny Inspektor Sanitarny zmienił wytyczne zwiększając liczbę dzieci, jaka może przebywać w grupie przedszkolnej oraz zmniejszając minimalną przestrzeń do wypoczynku, zabawy i zajęć dla dzieci w sali

Na wniosek Rzecznika MŚP Główny Inspektor Sanitarny zmienił wytyczne z dnia 4 maja 2020 r. dla przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w szkole podstawowej i innych form wychowania przedszkolnego oraz instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 zwiększając liczbę dzieci, jaka może przebywać w grupie przedszkolnej oraz zmniejszając minimalną przestrzeń do wypoczynku, zabawy i zajęć dla dzieci w sali.

Zgodnie z pierwotną treścią wytycznych z dnia 4 maja 2020 r. dla przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w szkole podstawowej i innych form wychowania przedszkolnego oraz instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3, wydanych przez Głównego Inspektora Sanitarnego na podstawie art. 8a ust. 5 pkt 2 ustawy z dnia 14 marca 1985 r. o Państwowej Inspekcji Sanitarnej (Dz. U. z 2019 r. poz. 59), w grupie mogło przebywać do 12 dzieci, a minimalna przestrzeń do wypoczynku, zabawy i zajęć dla dzieci w sali nie mogła być mniejsza niż 4 m2 na 1 dziecko i każdego opiekuna.

Na skutek sygnałów o istotnych utrudnieniach związanych z ww. limitami dla przedsiębiorców prowadzących przedszkola, a także mając na uwadze społeczne tło tego problemu związane z oczekiwaniami i potrzebami rodziców powracającymi do pracy w ramach kolejnego etapu „odmrażania gospodarki”, Rzecznik MŚP pismem z dnia 15 maja 2020 r. wystąpił do Głównego Inspektora Sanitarnego dr hab. n. med. Jarosława Pinkasa o zmianę wytycznych z dnia 4 maja 2020 r. poprzez zwiększenie liczby dzieci, jaka może przebywać w grupie przedszkolnej oraz zmniejszenie minimalnej powierzchni przestrzeni do wypoczynku, zabawy i zajęć dla dzieci w sali. Dodatkowo, pismem z dnia 22 maja 2020 r. Rzecznik MŚP wystąpił do Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Rozwoju Jadwigi Emilewicz z prośbą o wsparcie proponowanych rozwiązań w przedmiotowej sprawie.

Powyższy apel spotkał się z pozytywnym odzewem. Pismem z dnia 9 czerwca 2020 r. Główny Inspektor Sanitarny poinformował Rzecznika MŚP, że w zaktualizowanych wytycznych z dnia 4 czerwca 2020 r. dla przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w szkole podstawowej i innych form wychowania przedszkolnego oraz instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 w przypadku przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w szkołach podstawowych i innych form wychowania przedszkolnego – przestrzeń do wypoczynku, zabawy i zajęć dla dzieci w sali nie może być mniejsza niż 3 m2 na 1 dziecko i każdego opiekuna, a w grupie może przebywać do 16 dzieci.

Letnie wyprzedaże: czy będą takie same jak rok temu?

W najlepsze trwa sezon letnich wyprzedaży. I choć jego intensyfikacja nastąpiła, jak co roku, w połowie czerwca, to jednak nie sposób nie zauważyć różnic, jakie towarzyszą tegorocznej ich edycji. O czym mowa oraz jak i co będziemy kupować na letnich wyprzedażach 2020?

Początek letnich wyprzedaży to dla konsumentów już przymusowy punkt w kalendarzu zakupowym. Planując zakup odzieży i obuwia na lato, bardzo często bierzemy pod uwagę termin rozpoczęcia sezonu obniżek cen w sklepach, który w 2019 roku i latach poprzednich przypadał na drugą połowę czerwca, około 20. dnia miesiąca. Nie trudno się jednak domyślić, że pandemia zburzyła dotychczasowy porządek. Zamknięcie galerii handlowych, restrykcje, które dla wielu konsumentów były związane z tymczasowym bezrobociem, niepewna przyszłość, a co za tym idzie – mniejsze zainteresowanie zakupami w segmencie fashion i finansowy kryzys marek modowych. Większość firm skutecznie osadziła  wówczas  swoje działania w realiach online’owych, jednak najszybszą drogą do stymulowania sprzedaży okazało się obniżenie cen – wtedy jeszcze zupełnie nowych, wiosennych kolekcji. Stąd też dużo wcześniej rozpoczął się sezon wyprzedażowy.

Dlatego już na początku kwietnia wiele rzeczy z kolekcji wiosna/lato 2020 mogliśmy kupić z rabatem sięgającym do 30%. To ceny charakterystyczne dla pierwszego etapu wyprzedaży, a pojawiły się one już 2 miesiące przed planowanymi letnimi obniżkami. Z czym wiąże się to dla konsumentów?

W praktyce, przesunięcie terminu wyprzedaży oznacza, że w momencie największego boom’u,  czyli połowie czerwca, klienci spotkali się z rabatami rzędu nawet -50%, a te jak wiemy z zasady zarezerwowane były na II etap wyprzedaży przypadający w zeszłym roku na początku lipca – mówi Martyna Głowińska, Marketing i PR Manager z Grupy Domodi. – Taki stan rzeczy nie oznacza, że wyprzedaże zakończą się szybciej. Stany magazynowe wielu marek pozwolą na wyprzedawanie asortymentu przez około 6-8 tygodni, czyli tak, jak w latach ubiegłych. Jedyna różnica polegać będzie na wysokości obniżek, gdyż już II ich etap przyniesie nam upusty do 80% – dodaje.

Co będziemy kupować?

Serwis Domodi.pl sprawdził, jakie produkty były najchętniej klikane w czasie letnich wyprzedaży w 2019 roku. Nikogo nie zdziwi fakt, że w tym okresie najchętniej wybierane były sukienki, które stanowiły wówczas aż 37% zakupów. Na drugim miejscu najchętniej znajdowały się sandały z wynikiem 21%. A na trzecim – obuwie sportowe, na które zdecydowało się 7% kupującychdomodi wyprzedaż

źródło: Domodi.pl; 2019 rok okres czerwiec/lipiec;

Porównując te liczby z danymi za pierwsze dni letnich wyprzedaży w 2020 roku na Domodi.pl widzimy pewien dysonans.

Tak chętnie wybierane w okresie letnim, ale też z powodu sezonu ślubnego, sukienki zdecydowanie zeszły na dalszy plan i obecnie znajdują się na trzecim miejscu. Zostały wyprzedzone przez spodenki męskie i sandały. Tak popularne jeszcze rok temu buty sportowe – spadły aż na 11 miejsce. – podsumowuje Martyna Głowińska. – Oczywiście kolejne dni pokażą nam czy ta tendencja się utrzyma, natomiast zmiany preferencji użytkowników wynikają bezpośrednio z czasu pandemii i zamknięcia w domach. Wtedy to chętnie sięgaliśmy po wygodne dresy czy obuwie sportowe, które pomagało nam podczas ćwiczeń w domu. – podsumowuje ekspertka z Grupy Domodi.

Z nadziejami na lepsze

Debata o ryzykach wynikających z rosnącej liczby zachorowań w USA pozostaje motywem przewodnim dla nastrojów rynkowych, chociaż wahania cen aktywów pozostają stłumione, gdyż niepewność nie przeradza się w ucieczkę od ryzyka. Dziś rano czynnikiem balansującym stały się lepsze wieści o opanowaniu epidemii w Pekinie. Mimo to na rynku są miejsca, gdzie pozycjonowane jest wystawiane na ciężką próbę.

EUR/USD jest jednym z takich miejsc i potrzebuje świeżego paliwa do wzrostów, gdyż cierpliwość posiadaczy długich pozycji zaczyna się wyczerpywać. W ciągu ostatniego tygodnia kurs w powolnym tempie osuwał się z 1,1350 pod 1,12. Piątkowa wideokonferencja przywódców państw UE nie przyniosła pozytywnych niespodzianek w temacie funduszu naprawczego. Choć politycy przyznali, że należy działać szybko, to jednak za konieczne uznali fizyczne spotkanie w kolejnym miesiącu. To tylko podkreśla, ile zakulisowych negocjacji będzie potrzeba, aby wypracować konsensus. Dodatkowo fakt, że nie została jeszcze określona konkretna data spotkania w połowie lipca też pokazuje, ile przygotowań (czyt. targów) w międzyczasie będzie trzeba dokonać. Sama istota powstania funduszu jest już w cenach, tak samo jak premia za ryzyko, że na drodze negocjacji pojawią się przeszkody dla swobodnego udzielania pomocy potrzebującym krajom. Obecnie ryzykiem dla EUR mogą być informacje, gdzie leży i jak silny jest opór „Oszczędnej Czwórki” przeciw bezwarunkowym pożyczkom dla biedniejszych państw południa.

Dane też zyskają na znaczeniu. We wtorek ze strefy euro otrzymamy najnowsze PMI, a w środę niemiecki indeks Ifo. Po maju PMI dla usług był wciąż w silnie kryzysowym stanie (30,5) i otwieranie punktów usługowych powinno skutkować mocnym odbiciem, choć powrót ponad 50 jest mało prawdopodobny, gdyż zasady dystansu społecznego nie zostały w pełni zniesione. Przemysł wciąż boryka się z powolną odbudową zamówień i przywróceniem łańcuchów dostaw, zatem tutaj poprawa będzie wolniejsza. Ifo powinien wskazać na poprawę warunków prowadzenia biznesu. Niemiecka gospodarka najmniej spośród czterech największych gospodarek była doświadczona skutkami pandemii, stąd łatwiej będzie firmom dostrzegać szanse na powrót ożywienia. Postawa EUR jest silnie zależna od podtrzymania motywu szybszego odbicia gospodarczego i dobre dane pomogłyby w umocnieniu waluty, ale to też oznacza, że większa wrażliwość inwestorów będzie na gorsze dane.

Podobnie też wygasł zapał do aprecjacji złotego, a w ostatnich dniach EUR/PLN utrzymuje się dobre 9-10 groszy powyżej czerwcowych minimów. Na przełomie maja i czerwca złoty korzystał na poprawie nastrojów rynkowych, ale zaskakująca obniżka stóp procentowych pod koniec maja oraz później zgłaszane przez RPP werbalne niezadowolenie z siły waluty zakotwiczyło kurs blisko 4,45. Rynek przeszedł w taktyczne rozgrywanie trendu bocznego – powinniśmy obserwować więcej taktycznego kupowania EUR/PLN przy podejściach do 4,40-4,43, gdyż inwestorzy będą liczyć na podskok kursu do 4,50 w okresach wzrostu awersji do ryzyka na rynkach. Dane z Polski będą miały niewielki wpływ na walutę. W tym tygodniu najbardziej intersująco zapowiada się dzisiejsza publikacja sprzedaży detalicznej. Patrząc na już opublikowane odczyty z gospodarek zachodnich, odmrożenie gospodarki przekłada się na silne odbicie sprzedaży na realizacji odłożonych zakupów. Podobne wyniki w Polski dawałyby nadzieję, że tąpnięcie konsumpcji będzie płytsze, ale do końca roku dynamiki roczne pozostaną ujemne, gdyż niektóre straty wywołanej kryzysem pozostaną nieodwracalne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Komunikacja zbiorowa ucierpi przez wirusa. Samochody wracają do łask

Jedna trzecia Polaków, którzy w ciągu ostatnich 12 miesięcy latali samolotem, uważa, że rynek lotniczy przez lata nie wróci do sytuacji sprzed pandemii.  Ankietowani deklarują także rzadsze podróże samolotem niż dotychczas – wynika z badania Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych IBRIS na zlecenie Portu Lotniczego Lublin. Na pandemii koronawirusa straci cała komunikacja zbiorowa. Do łask wracają za to samochody prywatne. Eksperci Portu Lotniczego Lubin uważają, że epidemia zmieni nasz styl życia i podróżowania.

Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) szacuje, że w 2020 roku lotniczy ruch pasażerki odnotuje spadek w porównaniu z rokiem poprzednim aż o połowę, zaś przychody linii lotniczych będą mniejsze o 55%. Dla światowej branży lotniczej oznaczać to będzie ponad 300 miliardów dolarów strat – mówi Krzysztof Wójtowicz, Prezes Portu Lotniczego Lublin.

Pandemia wpłynie na częstotliwość latania

Polacy są podzieleni w ocenie tego jak trwałe są zmiany rynku lotniczego. Nieco ponad jedna trzecia (34%) badanych ocenia, że przez wiele lat nie wróci on do sytuacji sprzed pandemii. Niewiele mniej respondentów (31%) nie uważa, żeby powrót do stanu sprzed pandemii trwał latami. Największa, bo 35% grupa ankietowanych nie ma w tej sprawie zdania.

Częstsze niż dotychczas podróże lotnicze deklaruje zaledwie 2% spośród tych Polaków, którzy w ciągu ostatniego roku podróżowali samolotem. Tak samo jak dotychczas latać będzie niemal 2/3 z nich (63%). Najczęściej odpowiadają tak mężczyźni (71% wobec 57% kobiet) oraz najmłodsi z grupy 18-29 lat (79%). Co trzeci ankietowany deklaruje, że samolotem będzie latał rzadziej niż dotychczas. Tak twierdzą głównie seniorzy w wieku 70+ (52%) oraz 48% mieszkańców wsi.

Komunikacja zbiorowa ucierpi przez wirusa. Samochody wracają do łask.

Nikt z ankietowanych nie zadeklarował zamiaru częstszych niż dotychczas podróży transportem publicznym. 63% badanych zamierza przemieszczać się komunikacją zbiorową tak samo jak dotychczas, a 30% ten środek transportu wybierze rzadziej. Tymczasem prawie co czwarty badany (23%) deklaruje zamiar częstszego korzystania z prywatnego samochodu, a 71% będzie podróżować własnym autem tak samo jak dotychczas. Zaledwie 2% respondentów ograniczy używanie tego środka lokomocji. Marek Serafin – ekspert rynku lotniczego z pasazer.com uważa, że pandemia na trwałe zmieni nasz styl podróżowania. – Ograniczenie latania będzie towarzyszyło nam także po ustaniu pandemii. W tej sytuacji poważny wpływ na kondycję rynku lotniczego ma polityka rządowa, która może w istotny sposób wpływać na możliwości utrzymania się całego rynku – podsumowuje Marek Serafin.

Rozpoczynający się kryzys poruszy najbogatszych, a biedniejszym da szansę na rozwój

Przez ostanie dwadzieścia lat tempo wzrostu zamożności było wyjątkowo odporne na czynniki zewnętrzne. Kryzys ekonomiczny spowodowany wystąpieniem pandemii oraz zmienna sytuacja na rynkach niemal na pewno doprowadzi do zmniejszenia się światowego bogactwa – szacują eksperci Boston Consulting Group.

Jedną z charakterystycznych cech wzrostu bogactwa w ciągu ostatnich dwóch dekad była niezwykła odporność tego procesu na czynniki zewnętrzne. Pomimo wielu kryzysów, wzrost zamożności okazał się wyjątkowo silny, wychodząc obronną ręką nawet z najcięższych testów. W ciągu ostatnich 20 lat osobiste bogactwo finansowe prawie się potroiło, z 80 bilionów dolarów w 1999 roku do 226 bilionów dolarów na koniec 2019 roku. Tym razem światowe bogactwo może zmniejszyć się o nawet 16 bilionów dolarów.

„Kryzys na rynku kredytów hipotecznych z 2008 r. doprowadził do masowych interwencji rządów i banków centralnych, ale prywatne aktywa finansowe okazały się niezwykle odporne. Jednak kryzys wywołany COVID-19 może być jednym z najcięższych testów dla światowych rynków – uważa Franciszek Hutten-Czapski, Managing Director & Senior Partner, Chairman BCG w Polsce, Head of BCG Gamma & Platinion na region CEE. – Większość gospodarek znalazła się w recesji. Tempo wychodzenia z obecnego kryzysu zależy nie tylko od interwencji rządów i banków centralnych, ale w dużej mierze od powodzenia działań w zakresie zdrowia publicznego. Pandemia niemal na pewno doprowadzi do zmniejszenia się globalnego poziomu dobrobytu w najbliższym czasie. Jednak jego wartość uzależniamy od wielu zmiennych” – dodaje Chairman BCG Warszawa.

W raporcie, BCG przedstawia trzy potencjalne scenariusze wychodzenia z kryzysu: I. szybkiego odbicia, II. powolnej odbudowy lub III. długotrwałych skutków. W latach 2019 – 2024 tempo bogacenia się może obniżyć się do 1,4 proc. jeśli potwierdzi się najgorszy scenariusz. Jeżeli odbicie będzie szybkie tempo akumulacji bogactwa może sięgnąć około 4,5 proc. rocznie. Niezależnie od tego, który scenariusz się pojawi powrót do stanu sprzed epidemii będzie stanowić wyzwanie.
Ponadto najnowszy raport Global Wealth 2020 wskazuje, że obecnie jest więcej bogactwa będącego udziałem znaczącej ilości osób, a luka bogactwa oddzielająca rozwinięte rynki i rynki wschodzące dramatycznie zmniejszyła się wraz z początkiem wieku. Przez większość współczesnej historii dojrzałe rynki stanowiły lwią część bogactwa. Ale czasy się zmieniają. W ciągu ostatnich 20 lat pojawił się świat dwóch prędkości, w którym „rynki wzrostu” w Azji, Europie Wschodniej, Ameryce Łacińskiej oraz na Bliskim Wschodzie i Afryce szybko się rozwijały, napędzane przez dobre wyniki PKB i wyższe stopy oszczędności indywidualnych, podczas gdy gospodarki Ameryki Północnej, Europy Zachodniej, Japonii i Oceanii osiągnęły skromniejszy wzrost. Na przykład w Chinach gospodarstwa domowe konsekwentnie oszczędzały średnio ponad 25% dochodu do dyspozycji w ciągu ostatnich dwóch dekad, w porównaniu ze średnią stopą oszczędności mniejszą niż 10% w gospodarstwach domowych w Europie i Stanach Zjednoczonych. W wyniku tej dwubiegowej dynamiki udział bogactwa posiadanego przez rosnące rynki stale rośnie.

Źródło informacji: Boston Consulting Group