PragmaGO rusza z największą emisją obligacji w historii spółki

PragmaGO rozpoczyna zapisy na trzyletnie*, niezabezpieczone obligacje korporacyjne. Zapisy będą przyjmowane w dniach 17 czerwca – 2 lipca br. Oprocentowanie (zmienne, oparte o WIBOR 3M + marża z zakresu między 3,35 p.p. a 3,75 p.p. w skali roku) wyniesie 7,21%** w skali roku. Celem Spółki jest pozyskanie co najmniej 60 mln zł***.

„Rozpoczynamy największą w historii Spółki emisję obligacji. Pozyskane środki umocnią naszą pozycję kapitałową i pozwolą na obniżenie kosztu obsługi długu oraz wydłużenie jego ważonego tenoru. Aby wzmocnić popyt, w trakcie trwania zapisów wykupimy obligacje zapadające w styczniu 2027 o wartości 25 mln złotych. Jednocześnie wprowadziliśmy do warunków emisji możliwość opłacenia nabywanych obligacji przez potrącenie z kolejnej serii zapadającej w marcu 2027” – mówi Jacek Obrocki, Wiceprezes PragmaGO.

W pierwszym kwartale 2026 Grupa PragmaGO sfinansowała ponad 782 mln zł należności, co stanowi wzrost o 9% rok do roku. Z usług Grupy skorzystało 15,3 tys. mikro- i małych przedsiębiorców (+7% r/r), realizując ponad 227 tys. transakcji (+26% r/r). W modelu embedded finance B2B (w tym BNPL, Merchant Cash Advance) PragmaGO udzieliła 248 mln zł (+35% r/r) finansowania.

Równolegle z dynamicznym wzrostem działalności w Polsce PragmaGO konsekwentnie rozwija swoją obecność na rynkach zagranicznych przez co wzmacnia model embedded finance B2B oparty na partnerstwach strategicznych. Usługi są tak zaprojektowane – zarówno w zakresie UX, analizy ryzyka, jak i aspektów technologicznych – aby były łatwe do skalowania i przenoszenia na kolejne rynki. PragmaGO jest obecna w Rumunii, a od niedawna także w Hiszpanii i Chorwacji. Spółka rozwija współpracę z partnerami kierującymi swoje usługi do sektora MŚP. Do partnerów PragmaGO należą takie zagraniczne marki jak Glovo, Pluxee, Gomag czy Qonto. Dzięki temu finansowanie może być dostępne dla przedsiębiorców bezpośrednio w procesach zakupowych i sprzedażowych. Ekspansja międzynarodowa oraz nowe partnerstwa mają wspierać dalszy wzrost skali działalności Grupy, dywersyfikację źródeł przychodów i budowę pozycji PragmaGO jako jednego z wiodących fintechów finansujących sektor MŚP w Europie.

Emitowane obligacje zostaną wprowadzone do obrotu na rynku regulowanym Catalyst GPW. Inwestorem strategicznym PragmaGO jest Enterprise Investors.

Porozumienie USA-Iran wspiera złotego i obniża ceny ropy

Rynki z entuzjazmem przyjęły porozumienie pokojowe między USA a Iranem, dzięki któremu ceny ropy spadły do najniższych poziomów od pierwszych dni konfliktu.

Kluczowe punkty:

  • PLN odrabia straty w obliczu porozumienia USA–Iran.
  • Ramowe porozumienie pokojowe między USA a Iranem prowadzi do spadku cen ropy i wspiera sentyment do ryzyka.
  • Waluty surowcowe radzą sobie gorzej, dolar pozostaje odporny.
  • Inflacja CPI w USA rośnie, nie widać jednak szerszych efektów drugiej rundy.
  • EBC podniósł stopy po raz pierwszy od trzech lat, ale nie czyni dalszych zobowiązań.
  • Rynki czekają na pierwsze posiedzenie Fedu, któremu przewodzić będzie nowy prezes Kevin Warsh.

Jak przewidywały rynki, a wiadomości z weekendu potwierdziły, tym razem porozumienie pokojowe między USA a Iranem rzeczywiście jest w zasięgu ręki. Ceny ropy gwałtownie spadły, rentowności obligacji wzrosły, indeksy giełdowe wystrzeliły w górę, wprowadzenie na giełdę SpaceX przebiegło bez żadnych komplikacji i niemal wszystkie główne waluty świata umocniły się względem dolara, najsilniej – waluty rynków wschodzących. Dolar wykazał się jednak ogólnie niezwykłą odpornością. Bardzo dobre wyniki amerykańskiej gospodarki i poczucie, że degradacja instytucjonalna w USA nie jest tak poważna, jak się obawiano, pozwoliły walucie odzyskać część blasku. Względem walut europejskich oddała ona tylko niewielką część zysków wypracowanych podczas wojny. Dla kontrastu, waluty rynków wschodzących na ogół radziły sobie znacznie lepiej podczas tego cyklu wojny i pokoju.

Podczas gdy zeszłotygodniowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego zgodnie z oczekiwaniami nie wywołało żadnej reakcji, posiedzenie Rezerwy Federalnej w środę (17.06) powinno wzbudzić więcej emocji. Wysokość stóp procentowych niemal na pewno nie ulegnie zmianie, w centrum uwagi znajdzie się jednak głęboki podział zdań między głosującymi członkami. Będzie to również ważny tydzień dla Wielkiej Brytanii – w środę (17.06) opublikowane zostaną dane o inflacji w maju, a w czwartek (18.06) odbędzie się posiedzenie Banku Anglii. Dodatkowo przeprowadzone zostaną wybory uzupełniające, których wynik zadecyduje o tym, czy Andy Burnham będzie mógł rzucić wyzwanie Keirowi Starmerowi w walce o przywództwo w Partii Pracy. Posiedzenia głównych banków centralnych będą więc konkurować o uwagę inwestorów ze skutkami porozumień między USA a Iranem, których szczegóły dopiero poznamy.

PLN

Polski złoty, podobnie jak inne waluty rynków wschodzących, w ostatnich dniach odrabiał straty, reagując pozytywnie na wieści o porozumieniu na linii USA–Iran. Skala zmian nie jest jednak znaczna, co potwierdza, że premia za ryzyko zaszyta w kursie nie była zbyt duża – jej skalę ogranicza również dość odporny dolar.

W ostatnich dniach nie poznaliśmy przesadnie dużo lokalnych informacji. Dzisiejsze (15.06) odczyty potwierdziły, że inflacja w maju spadła do 3,1%. Zachęcające dane inflacyjne oraz spadek cen ropy zwiększają szanse na to, że stopy procentowe w Polsce nie będą rosnąć. Przed nami jeszcze majowe dane o inflacji bazowej (wtorek 16.06) oraz odczyt produkcji przemysłowej (piątek 19.06) – uwaga jednak powinna skupiać się przede wszystkim na sytuacji zewnętrznej.

EUR

EBC podniósł stopy procentowe i nie zobowiązywał się do przyszłych ruchów. Komunikaty były do pewnego stopnia jastrzębie, niemniej porozumienie między USA a Iranem i wynikający z niego spadek cen ropy sprawiły, że rynki wycofały się ze swoich oczekiwań jeszcze dwóch podwyżek stóp w tym roku. Wspomniane porozumienie jest bez wątpienia pozytywne zarówno dla gospodarki strefy euro, jak i wspólnej waluty, niemniej reakcja tej drugiej jest jak dotąd minimalna.

Ten tydzień przyniesie niewiele wieści, niemniej poznamy rewizję majowych danych inflacyjnych (środa 17.06), a indeksy ZEW (wtorek 16.06) mogą pokazać pierwszy wzrost na fali optymizmu dotyczącego zakończenia walk na Bliskim Wschodzie. Spodziewamy się, że euro, wspierane przez porozumienie pokojowe i dobre nastroje inwestorów, będzie zmierzać ku górnej granicy przedziału wahań w ostatnim czasie.

USD

Choć główna miara inflacji wzrosła przez skok cen energii do 4,2%, miara bazowa, która utrzymuje się tuż poniżej poziomu 3% i nie pokazuje szerszych efektów drugiej rundy, przyniosła Fedowi lepsze informacje. Ceny producenckie pokazują jednak w dalszym ciągu rozlewanie się inflacji po łańcuchach dostaw.

Wysoka inflacja i odporne dane gospodarcze dadzą jastrzębiom amunicję podczas posiedzenia FOMC w środę (17.06), gołębie będą zaś czerpać siłę z porozumienia pokojowego i gwałtownego spadku cen kontraktów futures na ropę, który automatycznie cofnie większość niedawnego skoku cenowego. Spodziewamy się, że dolar wznowi swój stopniowy trend spadkowy, jako że wsparcie z przepływów do safe haven ulegnie przynajmniej częściowemu odwróceniu, a nadchodzące debiuty giełdowe firm z sektora AI wraz z ogromną podażą długu skarbowego zwiększą pulę aktywów dolarowych czekających na inwestorów.

GBP

Ostatni trend ogólnej siły funta względem walut europejskich czeka w tym tygodniu poważna próba. W najbliższym czasie poznamy kluczowe wieści z frontu makroekonomicznego, monetarnego i politycznego. Raport inflacyjny za maj (środa 17.06) nada ton posiedzeniu BoE następnego dnia (czwartek 18.06). Oczekuje się utrzymania stóp procentowych na niezmienionym poziomie, liczba jastrzębich głosów członków Komitetu Polityki Monetarnej (MPC) dostarczy jednak kluczowych informacji na temat prawdopodobieństwa ich podwyżek w tym roku.

I wreszcie, wygrana Andy’ego Burnhama w czwartkowych wyborach uzupełniających w okręgu Makerfield jest daleka od bycia przesądzoną, choć jest on faworytem bukmacherów. Niespodziewana porażka przeciwnika Starmera przyniosłaby zapewne gwałtowny wzrost kursu funta. Podsumowując, będzie to dla brytyjskiej waluty jeden z najciekawszych tygodni 2026 r.

Pozorna równowaga na rynku magazynowym. Czynsze mogą wzrosnąć jeszcze w 2026 roku

Choć oficjalne statystyki nadal pokazują relatywnie wysoki poziom dostępnej powierzchni magazynowej, rzeczywista sytuacja na rynku jest znacznie bardziej napięta niż wynika z raportów. Zdaniem ekspertów SQM Advisory rynek magazynowy w ciągu najbliższych kwartałów stanie przed gwałtownym spadkiem dostępności powierzchni. Powrót popytu przy ograniczonej nowej podaży może szybko zmienia układ sił na rynku.

Ostatnie dwa lata na rynku magazynowym upłynęły pod znakiem ostrożności. Najemcy koncentrowali się na optymalizacji kosztów i renegocjacjach umów, a deweloperzy ograniczali realizację nowych projektów bez zabezpieczonych kontraktów najmu. W efekcie rynek wszedł w okres pozornej równowagi, gdzie dostępność powierzchni pozostaje relatywnie wysoka, a firmy przynajmniej teoretycznie nadal mogą liczyć na korzystne warunki negocjacyjne.

Największym błędem byłoby dziś zakładanie, że oficjalny poziom pustostanów gwarantuje komfortową sytuację w kolejnych latach. Wiele wskazuje na to, że rynek bardzo szybko przejdzie od nadwyżki dostępnej powierzchni do walki o najlepsze lokalizacje. Obserwujemy wzrost popytu, który jest stymulowany aktywnością najemców z zagranicy, w tym z Azji – mówi Tomasz Arent, Partner w SQM Advisory.

Zdaniem ekspertów SQM Advisory obecny obraz rynku może nie oddawać rzeczywistej skali zmian zachodzących po stronie popytu. Największe dostępne moduły w atrakcyjnych lokalizacjach są sukcesywnie absorbowane przez najemców.

Wiele wskazuje na to, że obecne dane pokazują bardziej przeszłość niż przyszłość rynku. Widzimy rosnącą aktywność firm logistycznych i e-commerce, które przejmują największe dostępne moduły. Obecny poziom dostępnej oficjalnie powierzchni może dawać poczucie bezpieczeństwa najemcom, ale rynek nie jest przygotowany na moment, w którym popyt ponownie gwałtownie wzrośnie. Dla najemców oznacza to konieczność wcześniejszego planowania relokacji i renegocjacji umów, oraz ryzyko wzrostu stawek czynszów – mówi Tomasz Arent.

Jednocześnie nowa podaż pozostaje ograniczona. Deweloperzy ostrożnie podchodzą do uruchamiania projektów spekulacyjnych, a instytucje finansowe znacznie dokładniej niż jeszcze kilka lat temu analizują ryzyko nowych inwestycji.

Według danych Polskiej Izby Nieruchomości Komercyjnych (PINK) zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekraczają obecnie 37 mln m.kw., a wskaźnik pustostanów utrzymuje się na poziomie około 7 proc. Dane te stanowią jednak jedynie tło dla procesów zachodzących na rynku. Coraz większe znaczenie ma bowiem nie sama skala dostępnej powierzchni, lecz jej lokalizacja, jakość i faktyczna dostępność dla nowych najemców. Jak podkreślają eksperci z SQM Advisory, obecnie praktycznie nie ma na rynku atrakcyjnych dużych powierzchni, gdzie nie toczą się już rozmowy z potencjalnymi najemcami.

Na koniec marca 2026 roku według PINK w całej Polsce w budowie znajdowało się 1,44 mln m.kw. Wśród regionów największy udział powierzchni w realizacji odnotowano w województwie mazowieckim (37 proc. budowanej powierzchni), śląskim (15 proc.) i łódzkim (11 proc.). Tymczasem najniższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w województwie podlaskim (0,0 proc.), opolskim (1,1 proc.) oraz zachodniopomorskim (1,4 proc.).

Jeżeli kilka silnych grup najemców zacznie jednocześnie zwiększać aktywność w wybranych regionach, dostępność powierzchni może kurczyć się znacznie szybciej niż dziś zakłada większość uczestników rynku. – podsumowuje Tomasz Arent.

Jak podkreśla SQM Advisory, kurcząca się dostępność powierzchni i ograniczona liczba nowych inwestycji zwiększają ryzyko skokowego wzrost czynszów efektywnych jeszcze w 2026 roku.

Nowe mieszkania spółdzielcze? Początek 2026 roku przyniósł negatywny rekord

Spółdzielnie mieszkaniowe mają budować więcej tanich mieszkań. Jednak od stycznia do kwietnia 2026 r. rozpoczęły budowę tylko 1 lokalu w modelu spółdzielczym.

O konieczności aktywizacji spółdzielni mieszkaniowych mówi się w Polsce od dawna. Trudno się dziwić wziąwszy pod uwagę fakt, że jeszcze w latach 90. wspominane instytucje budowały stosunkowo dużo nowych lokali (nie wspominając już o latach 60. – 80.). Obecnie większość spółdzielni jedynie zarządza starzejącymi się blokami, a tylko niektóre budują mieszkania – zwykle jednak w modelu komercyjnym, czyli deweloperskim. Inwestycji typowo spółdzielczych jest bardzo niewiele. Wystarczy powiedzieć, że przez pierwsze cztery miesiące 2026 roku spółdzielnie mieszkaniowe z całej Polski rozpoczęły budowę tylko jednego mieszkania dla swoich członków.

Artykuł w dużym skrócie:

  • Nowych inwestycji mieszkaniowych w modelu typowo spółdzielczym od lat jest niewiele. Jednak na początku 2026 r. negatywny rekord został pobity. W przypadku wyników z całego 2026 roku, również trudno będzie się spodziewać pozytywów.
  • Spółdzielnie mieszkaniowe budują więcej w modelu deweloperskim, czyli działając jak deweloperzy. Wtedy sprzedaż mieszkań następuje bez konieczności przystępowania do spółdzielni i wnoszenia wkładu budowlanego lub mieszkaniowego (na zasadach określonych przez ustawę o spółdzielniach mieszkaniowych).
  • Rząd chce zachęcić spółdzielnie mieszkaniowe do bardziej aktywnej działalności w modelu spółdzielczym, ale niektóre planowane rozwiązania budzą kontrowersje. Chodzi głównie o przekazanie praw do gruntów na preferencyjnych zasadach w zamian za budowę nowych lokali spółdzielczych i dogęszczanie starszych osiedli.

Poniżej Leszek Markiewicz prowadzący agencję nieruchomości z Warszawy (NieruchomosciSzybko.pl) przedstawia więcej ciekawych informacji dotyczących spółdzielni mieszkaniowych oraz ich inwestycji.

Jaki jest negatywny rekord spółdzielni w 2026 roku?

Wydaje się, że opis aktualnej sytuacji warto rozpocząć od dokładniejszego przedstawienia wspomnianego wcześniej negatywnego rekordu spółdzielni. Mianowicie, według danych GUS, przez pierwsze cztery miesiące poszczególnych lat rozpoczęto budowę następującej liczby mieszkań spółdzielczych w całej Polsce:

  • 2020 r. – 790 mieszkań
  • 2021 r. – 672 mieszkania
  • 2022 r. – 323 mieszkania
  • 2023 r. – 9 mieszkań
  • 2024 r. – 136 mieszkań
  • 2025 r. – 168 mieszkań
  • 2026 r. – 1 mieszkanie

Zaledwie jedno mieszkanie spółdzielcze z okresu styczeń – kwiecień 2026 r. prawdopodobnie zostało rozpoczęte razem z lokalami, które spółdzielnia będzie oferować na zasadach wynikających z ustawy deweloperskiej. „Natomiast liczba lokali rozpoczętych w modelu spółdzielczym (według przepisów ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych), pod koniec roku będzie raczej dużo większa. Nie należy się jednak spodziewać wysokich wyników w całym 2026 roku” – przewiduje Leszek Markiewicz.

Spółdzielnia jako deweloper to częstszy wariant …

Temat działalności spółdzielni jako typowych deweloperów jest niewątpliwie interesujący, lecz w jego przypadku napotykamy na problem. Otóż, dane GUS nie pozwalają stwierdzić, ile mieszkań spółdzielnie rozpoczęły w danym okresie na zasadach deweloperskich (z uwzględnieniem ustawy deweloperskiej). Spółdzielczy inwestorzy są bowiem w takim wariancie traktowani na równi z deweloperami. „Informacje GUS prezentowane wyżej dotyczą natomiast lokali spółdzielczych sensu stricto, a więc takich, które spółdzielnia buduje dla swoich członków z wykorzystaniem m.in. wkładu mieszkaniowego (patrz: spółdzielcze lokatorskie prawo) lub wkładu budowlanego (odrębna własność mieszkania)” – wyjaśnia Leszek Markiewicz.

Nowa propozycja rządu może budzić kontrowersje

Już od lat mówi się, że budownictwo spółdzielcze realizowane na tradycyjnych zasadach mogłoby pomóc wielu młodym Polakom. Jednak te spółdzielnie mieszkaniowe, które nadal budują bloki, wolą to robić w modelu deweloperskim. Rząd chciałby zachęcić spółdzielnie, aby mocniej rozwijały swoją działalność w kierunku budowania mieszkań na tani wynajem (oferując spółdzielcze lokatorskie prawa do lokali). W maju 2026 r. zapowiedziano przepisy, których celem jest „uproszczenie procedur uzyskiwania publicznego wsparcia oraz dostosowanie ich dla spółdzielni mieszkaniowych, Towarzystw Budownictwa Społecznego i Społecznych Inicjatyw Mieszkaniowych” – cytuje Leszek Markiewicz.

Jednocześnie rząd pracuje nad przepisami, które mają rozwiązać problem nieuregulowanych gruntów pod spółdzielczymi blokami. Rozwiązanie tego problemu dotyczącego ponad 100 000 lokali (głównie w Warszawie) stanowiłoby przełom. Jednak już teraz, na wczesnym etapie prac legislacyjnych widzimy, że wypracowanie ostatecznych rozwiązań nie będzie łatwe. Projekt ustawy o uregulowaniu praw do gruntów zabudowanych przez spółdzielnie mieszkaniowe wskazuje bowiem, że spółdzielnia, na rzecz której uregulowane zostanie prawo do gruntu poza obszarem niezbędnym do prawidłowej obsługi budynków, będzie mogła realizować tam wyłącznie inwestycje w ramach społecznego budownictwa czynszowego. „Innymi słowy rząd proponuje spółdzielniom wymianę pod hasłem uregulowanie praw do gruntów w zamian za możliwą realizację na tych działkach tylko inwestycji ze społecznego programu” – wyjaśnia Leszek Markiewicz.

Dogęszczanie osiedli to wcale nie jest łatwy temat

Opisywane wyżej rozwiązanie może wydawać się ciekawe, ale jednocześnie jest niekoniecznie akceptowalne z punktu widzenia niektórych spółdzielni – tym bardziej, że planowane przepisy przewidują dla spółdzielni możliwy obowiązek budowy nowych bloków w określonym terminie. Pamiętajmy również, że sama koncepcja dogęszczania osiedli zabudowanych wcześniej starszymi blokami (najczęściej z lat 60. – 80.), wzbudza nierzadko sprzeciw lokalnych mieszkańców. „Z jednej strony trudno się dziwić protestom, natomiast z drugiej trzeba pamiętać o ograniczonym zasobie gruntów pod zabudowę w lepszych miejskich lokalizacjach” – podsumowuje Leszek Markiewicz prowadzący agencję nieruchomości z Warszawy (NieruchomosciSzybko.pl).

Green Capital wzmacnia zarząd. Jarosław Broda i Marta Złotkowska dołączają do spółki

Green Capital, deweloper i operator projektów OZE oraz magazynów energii, wzmacnia zespół zarządzający. Do spółki dołączyli Jarosław Broda, który objął stanowisko Chief Operating Officer, oraz Marta Złotkowska, która jako Head of International będzie odpowiedzialna za nadzór nad strategicznymi projektami spółki za granicą na kolejnych etapach ich przygotowania, finansowania i realizacji. Zmiany mają wesprzeć dalszy rozwój Green Capital w Polsce i na rynkach zagranicznych, w szczególności w obszarze projektów OZE, bateryjnych magazynów energii oraz infrastruktury energetycznej dla sektora cyfrowego.

Rozbudowa zespołu zarządzającego następuje w ważnym momencie rozwoju Green Capital. Spółka konsekwentnie wzmacnia swoją pozycję jako deweloper i operator projektów OZE oraz magazynów energii, rozwijając jednocześnie kompetencje niezależnego producenta energii elektrycznej (IPP). Green Capital zarządza pełnym cyklem życia projektu – od zabezpieczenia praw do gruntów i uzyskiwania pozwoleń, przez realizację inwestycji, po długoterminowe zarządzanie operacyjne aktywami. W Polsce krajowy pipeline spółki przekracza 13 GW i obejmuje projekty fotowoltaiczne, lądową energetykę wiatrową oraz magazyny energii. Poza Polską Green Capital rozwija działalność w Europie Środkowo-Wschodniej i Ameryce Południowej, wzmacniając swoją obecność na styku sektora odnawialnych źródeł energii i infrastruktury cyfrowej.

Jarosław i Marta wnoszą do Green Capital doświadczenie, którego potrzebujemy na kolejnym etapie rozwoju organizacji. Jarosław wzmacnia nasze kompetencje operacyjne, inwestycyjne i zarządcze, szczególnie w kontekście dużych projektów infrastrukturalnych. Marta będzie wspierać rozwój naszej działalności międzynarodowej i projektów, które wymagają umiejętności łączenia perspektywy energetycznej, finansowej, regulacyjnej i technologicznej. To ważny krok w budowie organizacji zdolnej do realizacji ambitnych projektów w Polsce i za granicą – mówi Michał Polanowski, Prezes Zarządu Green Capital S.A.

Jarosław Broda objął stanowisko Chief Operating Officer 25 maja 2025 r. To menedżer z ponad 20-letnim doświadczeniem w sektorze energetycznym, obejmującym zarówno technologie konwencjonalne, jak i odnawialne źródła energii. Jako CEO i współdyrektor projektu Baltic Power uczestniczył w realizacji pierwszej polskiej morskiej farmy wiatrowej. Jego rolą było wsparcie pozyskania rekordowego finansowania project finance o wartości 4,4 mld euro oraz budowa zespołu odpowiedzialnego za rozpoczęcie budowy inwestycji o mocy 1,2 GW. Wcześniej, jako członek zarządu Tauron, odpowiadał m.in. za rozwój portfela OZE, nadzór nad kluczowymi inwestycjami oraz wdrażanie innowacji.

W Green Capital Jarosław Broda będzie odpowiadał za wzmacnianie zdolności operacyjnych organizacji, rozwój struktur umożliwiających skuteczną realizację projektów oraz wsparcie spółki w przechodzeniu od fazy deweloperskiej do budowy i długoterminowego zarządzania aktywami. Jego doświadczenie w prowadzeniu dużych projektów infrastrukturalnych, finansowaniu projektowym, zarządzaniu zespołami oraz transakcjach M&A będzie istotne z perspektywy dalszego skalowania działalności Green Capital.

Dołączam do Green Capital z przekonaniem, że spółka ma potencjał, aby skutecznie realizować złożone projekty energetyczne i infrastrukturalne w Polsce oraz na rynkach zagranicznych. Moim celem jest wniesienie do organizacji doświadczenia związanego z prowadzeniem dużych inwestycji, transakcji M&A oraz budowaniem struktur pozwalających skutecznie przechodzić od fazy rozwoju projektów do ich realizacji. Wierzę, że transparentność, współpraca i dzielenie się wiedzą są fundamentem skutecznych organizacji, a największą satysfakcję daje wspólne osiąganie ambitnych celów – mówi Jarosław Broda, Chief Operating Officer, Green Capital S.A.

Do zespołu Green Capital dołączyła również Marta Złotkowska, obejmując stanowisko Head of International. W nowej roli będzie odpowiadać za rozwój międzynarodowej działalności spółki oraz nadzór nad strategicznymi projektami na kolejnych etapach ich przygotowania, finansowania i realizacji.

Marta Złotkowska ma doświadczenie w rozwoju i prowadzeniu złożonych projektów energetycznych oraz infrastrukturalnych w Europie, Afryce i Ameryce Łacińskiej. Jej kompetencje obejmują obszary odnawialnych źródeł energii, magazynowania energii oraz ekosystemu data center. Łączy doświadczenie w zakresie project development, finansowania, regulacji oraz współpracy z partnerami publicznymi i prywatnymi.

Wzmocnienie kompetencji międzynarodowych jest szczególnie istotne z perspektywy strategicznego kierunku rozwoju Green Capital. Spółka buduje zintegrowaną platformę energetyczno-cyfrową na rynkach, na których deficyt stabilnej mocy i rosnący popyt na infrastrukturę obliczeniową tworzą przestrzeń dla nowego modelu biznesowego. W tym modelu odnawialne źródła energii, magazyny energii oraz infrastruktura gotowa do obsługi sektora data centers i AI tworzą spójny ekosystem odpowiadający na potrzeby gospodarki cyfrowej.

Green Capital znajduje się dziś w ważnym momencie rozwoju. Nie tylko rozwijamy projekty energetyczne, ale budujemy platformę, która może wspierać sposób, w jaki infrastruktura AI i data centers będą zasilane w przyszłości. Doświadczenie międzynarodowe Marty, jej podejście do realizacji złożonych projektów oraz kompetencje strategiczne będą istotnym wsparciem dla dalszego skalowania naszej działalności. Cieszymy się, że dołącza do naszego zespołu – dodaje Michał Polanowski, Prezes Zarządu Green Capital S.A.

Nowe nominacje są elementem konsekwentnego wzmacniania organizacji przed kolejną fazą rozwoju. Green Capital rozwija projekty w obszarze magazynów energii, fotowoltaiki oraz lądowej energetyki wiatrowej, a jednocześnie przygotowuje się do długoterminowego zarządzania wybranymi aktywami jako niezależny producent energii i dostawca usług elastyczności dla systemu elektroenergetycznego.

Rynki uwierzyły w porozumienie wokół Ormuzu. Przed inwestorami gorący tydzień

Podobno porozumienie jest już naprawdę za rogiem Cieśniny Ormuz. Przynajmniej rynki są o nim przekonane, chociaż żarliwość tej wiary nie rozkłada się równomiernie. Czy nowy szef Fed przekona Komitet do swojego spojrzenia na świat? Czy może piątkowe trzy wiedźmy staną się katalizatorem odwrotu? Przed nami gorący tydzień.

Płynie przekaz, czy popłynie ropa?

Zgodnie ze starą tradycją na urodziny władcy zorganizowano igrzyska. Jednak sama impreza na trawniku Białego Domu to za mało, potrzebny jest też chleb. Ten ma się pojawić, dzięki zakończeniu kryzysu surowcowego. Podobno nigdy nie było tak blisko… przedłużenia zawieszenia broni. Jednak chyba po raz pierwszy naprawdę pojawia się szansa na szersze otwarcie Cieśniny Ormuz, chociaż strony mają sobie dać miesięczny okres na udrożnienie kanału żeglugi. Według ostatnich doniesień formalne podpisanie dokumentów może nastąpić w piątek w Szwajcarii. A to oznacza, że mamy niemałe szanse na kolejne zwroty akcji przed osiągnięciem wielkiego, historycznego dealu. Największą niewiadomą pozostaje to, czy Izrael jest już gotowy do respektowania jakichkolwiek porozumień.

Done deal?

Rynki w praktyce nie mają wątpliwości – porozumienie jest na stole, żadnego kryzysu nie ma, idziemy dalej (a może raczej biegniemy?). Ceny ropy wybijają właśnie kolejne dołki i są już na poziomach z początku marca. Lipcowy kontrakt na amerykańską WTI podejmuje próbę zejścia poniżej 80 USD, podczas gdy sierpniowy kontrakt na europejski Brent wybił właśnie 83 USD. Spadkowa euforia nie omija też rynku gazu, holenderski TTF traci blisko 6%, a za Mwh trzeba płacić 47 euro. W tyle nie chcą pozostać rynki kapitałowe, a najmocniej dotknięta blokadą Ormuzu Azja wpadła prawie w ekstazę, japoński Nikkei oraz koreański KOSPI zyskały dziś w okolicach 5%. Europejskie otwarcie było już mniej euforyczne, ale wciąż jest bardzo mocne. Niemiecki DAX i francuski CAC40 rosną nawet 1,7%. Za rynkami bazowymi stara się nadążyć Warszawa – WIG20 idzie w górę o 1,3%. Kontrakty futures na Wall Street wskazują na otwarcie powyżej +2%. Po trudnym okresie do wzrostów powraca złoto, za uncję trzeba znowu płacić powyżej 4300 USD. Za zyski metali szlachetnych częściowo może odpowiadać zachowanie dolara amerykańskiego. Ten przy szerokorynkowym risk on wyraźnie traci, chociaż zachowanie forex już zwyczajowo w ostatnich tygodniach można nazwać najbardziej wyważonym. Kurs EUR/USD wrócił powyżej kluczowego poziomu 1,157 USD i balansuje na okrągłym 1,16 USD. Przekłada się to na kurs USD/PLN testujący od góry 3,65 zł. Kurs EUR/PLN balansuje na 4,24 zł.

Będzie się działo!

W tym tygodniu czeka nas spora dawka fundamentalnych impulsów. Oczywiście inwestorski wzrok w dalszym ciągu musi zerkać w stronę Bliskiego Wschodu. Jednak, przynajmniej w teorii, wydarzeniem tygodnia powinno być posiedzenie amerykańskiej władzy monetarnej. Konsensus nie zakłada żadnego ruchu na stopach ze strony FOMC, ale Komitet pokaże swoje oczekiwania na ich wysokość w kolejnych kwartałach (tzw. dot spot). Możliwe, że jeszcze istotniejszy będzie sposób komunikacji ze strony nowego szefa Fed. Kevin Warsh wchodzi na scenę w blasku sporej niepewności, a podstawowe pytanie brzmi: czy przekona resztę decydentów do swojej wizji polityki monetarnej? Nie brakuje też innych wątpliwości. Czy – kiedy wraz ze zbliżającym się weekendem napięcie wokół możliwego porozumienia w Zatoce Perskiej będzie zapewne rosło – przyjdą trzy wiedźmy i zjedzą całe zyski? Równie dobrze mogą dolać więcej paliwa do inicjowanych już dziś ruchów, jeśli traderzy ustawią kontrakty na trzeci kwartał według logiki przeszłego konfliktu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 11:00 – strefa euro – produkcja przemysłowa (kwiecień)
  • 14:30 – USA – produkcja przemysłowa (maj)

Ceny luksusowych nieruchomości na świecie wzrosły o 3,2%. Liderami Tokio i Dubaj

Firma Knight Frank opublikowała jubileuszowe, 20. wydanie raportu The Wealth Report. Zawarty w nim Prime International Residential Index (PIRI 100) analizuje zmiany cen luksusowych nieruchomości mieszkaniowych na 100 najważniejszych rynkach na świecie.

Rosnąca liczba osób ultra-zamożnych oraz coraz większa mobilność kapitału sprawiają, że luksusowe nieruchomości pozostają jedną z najbardziej odpornych klas aktywów na świecie.

Według najnowszych danych ceny luksusowych nieruchomości wzrosły średnio o 3,2% w 2025 roku, osiągając lepszy wynik niż rynek mieszkaniowy ogółem już drugi rok z rzędu.

Najważniejsze wnioski z raportu

  • Na 73 spośród 100 analizowanych rynków odnotowano wzrost cen luksusowych nieruchomości.
  • Tokio było najszybciej rosnącym rynkiem na świecie – ceny nowych luksusowych apartamentów wzrosły tam o 58,5%.
  • Dubaj zanotował wzrost o 25,1%, utrzymując pozycję najbardziej aktywnego rynku nieruchomości o wartości powyżej 10 mln USD. W 2025 roku zawarto tam 500 transakcji w segmencie super-prime.
  • Najlepsze wyniki regionalne osiągnął Bliski Wschód (+9,4%). Wzrosty odnotowano również w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach (+4,7%), regionie Azji i Pacyfiku (+3,6%) oraz w Europie (+3,3%).
  • Ameryka Północna była jedynym regionem ze spadkiem cen (-0,9%), głównie za sprawą korekty na rynku kanadyjskim.
  • Ograniczona podaż gotowych do zamieszkania nieruchomości nadal przekłada się na wyższe ceny najlepiej przygotowanych aktywów.
  • Coraz większa mobilność najzamożniejszych inwestorów wpływa na zmiany wzorców zakupowych. Rośnie liczba osób ultra-zamożnych (UHNWI), które spędzają mniej niż 90 dni rocznie w swoich tradycyjnych lokalizacjach, co napędza popyt na luksusowe nieruchomości na wynajem.
  • Wśród rynków o największym potencjale wzrostu raport wskazuje m.in. Mumbaj, Brisbane, Miami oraz Hongkong.

Luksusowe nieruchomości coraz bardziej odporne na zawirowania gospodarcze

Jak podkreśla Liam Bailey, redaktor raportu The Wealth Report:

– Na wielu rynkach segment luksusowych nieruchomości wyraźnie oddzielił się od szerokiego rynku mieszkaniowego, korzystając z dynamicznego przyrostu globalnego majątku. Podczas gdy rynek masowy pozostaje bardziej podatny na presję gospodarczą, tempo wzrostu liczby zamożnych osób pomaga utrzymać stabilny popyt na nieruchomości premium, nawet pomimo zmienności kosztów finansowania.

Ekspert zwraca również uwagę na rosnącą mobilność najbogatszych inwestorów:

– Osoby ultra-zamożne coraz częściej organizują swoje życie pomiędzy kilkoma krajami, a family offices aktywnie zarządzają ryzykiem podatkowym, politycznym i związanym ze stylem życia. W efekcie tradycyjne globalne centra, takie jak Londyn, coraz częściej pełnią funkcję miejsc wykorzystywanych okresowo – do prowadzenia biznesu, korzystania z oferty kulturalnej czy budowania relacji – zamiast stałego miejsca zamieszkania.

Ile luksusowych nieruchomości można kupić za 1 mln USD?

W ciągu ostatnich pięciu lat siła nabywcza inwestorów na rynku nieruchomości premium wyraźnie się zmieniła. W niektórych miastach za 1 mln USD można dziś kupić znacznie mniej metrów kwadratowych niż w 2020 roku, co pokazuje skalę wzrostu cen w segmencie luksusowym.

Miasto Powierzchnia za 1 mln USD (Q4 2020) Powierzchnia za 1 mln USD (Q4 2025)
Monako 17,3 m² 16,0 m²
Hongkong 22,6 m² 22,5 m²
Genewa 37,2 m² 27,9 m²
Singapur 36,2 m² 28,1 m²
Londyn 30,7 m² 32,9 m²
Nowy Jork 34,9 m² 33,9 m²
Los Angeles 50,4 m² 36,4 m²
Tokio 62,4 m² 36,6 m²
Paryż 41,9 m² 37,1 m²
Wiedeń 41,0 m² 39,0 m²
Sydney 44,2 m² 42,1 m²
Szanghaj 49,8 m² 44,4 m²
Mediolan 59,9 m² 45,8 m²
Miami 97,0 m² 58,1 m²
Berlin 66,4 m² 58,8 m²
Dubaj 182,8 m² 62,2 m²
Madryt 93,1 m² 75,1 m²
Lizbona 92,5 m² 79,4 m²
Melbourne 79,4 m² 82,6 m²
Mumbaj 104,9 m² 95,5 m²

Źródło: Knight Frank, Prime International Residential Index (PIRI 100), Q4 2025

Najbardziej spektakularna zmiana dotyczy Dubaju, gdzie za 1 mln USD można dziś kupić niemal trzy razy mniej powierzchni niż pięć lat temu. Silne wzrosty cen widoczne są także w Tokio, Miami i Genewie.

Jednocześnie takie rynki jak Londyn czy Melbourne pozostają relatywnie bardziej stabilne pod względem siły nabywczej inwestorów.

Nowa polityka zakupowa państwa. Więcej szans dla MŚP, ale też większe wymagania

0

Rynek zamówień publicznych w Polsce jest dziś wart około 587 mld zł rocznie, jednak zdecydowana większość przedsiębiorców wciąż z niego nie korzysta. Jak wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Miliardy na stole”, aż siedem na dziesięć prywatnych firm nigdy nie złożyło oferty w przetargu publicznym i nawet nie rozważa takiego kroku. Rząd chce to zmienić. Przyjęta Polityka zakupowa państwa na lata 2026-2029 zakłada większe wsparcie dla sektora MŚP, uproszczenie procedur oraz odejście od myślenia o zamówieniach publicznych wyłącznie przez pryzmat najniższej ceny.

Miliardy są dostępne, ale firmy nie chcą po nie sięgać

Skala niewykorzystanego potencjału jest ogromna. Z danych PIE wynika, że tylko 13 proc. przedsiębiorstw podjęło w 2025 roku próbę udziału w postępowaniu przetargowym. Dla wielu firm rynek zamówień publicznych pozostaje zbyt skomplikowany, zbyt sformalizowany i obarczony dużym ryzykiem proceduralnym.

Nowa polityka zakupowa ma to zmienić. Rząd zapowiada m.in. szersze stosowanie zaliczek, szybsze płatności, prostszy język dokumentacji oraz większy dialog z przedsiębiorcami jeszcze przed ogłoszeniem postępowania.

– W dalszym ciągu duża część przedsiębiorców z sektora MŚP nie jest aktywna na rynku zamówień publicznych. Jeżeli nowe rozwiązania rzeczywiście ograniczą bariery wejścia, może to być jedna z najważniejszych zmian dla sektora MŚP od lat – mówi mec. Michał Liżewski, partner kancelarii LEGALLY.SMART, specjalista z zakresu prawa zamówień publicznych.

Koniec ery „najniższej ceny”?

Eksperci zwracają uwagę, że nowa polityka zakupowa oznacza również zmianę filozofii państwa wobec zamówień publicznych. Coraz większą rolę mają odgrywać bezpieczeństwo dostaw, innowacyjność oraz rozwój krajowego potencjału gospodarczego.

W praktyce oznacza to odejście od podejścia, w którym o wyniku przetargu decyduje przede wszystkim cena.

Zamówienia publiczne – zwłaszcza w sektorach o znaczeniu strategicznym – przestają być wyłącznie procedurą zakupową. Państwo coraz częściej traktuje je jako narzędzie wzmacniania bezpieczeństwa gospodarczego czy zwiększania innowacyjności w sektorze publicznym – podkreśla mec. Liżewski.

Nowe szanse dla MŚP, ale też nowe wymagania

Eksperci wskazują, że większe otwarcie rynku dla mniejszych firm będzie wymagało również większej profesjonalizacji po stronie wykonawców. Rosnąć będzie znaczenie transparentności, zarządzania ryzykiem, jakości dokumentacji i zdolności do spełniania coraz bardziej złożonych wymagań zamawiających.

Przedsiębiorcy, którzy wcześniej przygotują swoje organizacje do funkcjonowania na rynku publicznym, mogą zyskać przewagę nad konkurencją.

– Dla wielu firm najbliższe lata będą okresem uczenia się nowego rynku. Ci, którzy odpowiednio wcześnie zbudują kompetencje związane z zamówieniami publicznymi, mogą znaleźć się w gronie największych beneficjentów zmian – ocenia mec. Michał Liżewski.

Zdaniem eksperta przyjęta polityka zakupowa pokazuje, że publiczne wielomiliardowe środki mają w coraz większym stopniu wspierać nie tylko realizację inwestycji, ale również rozwój krajowej gospodarki i wzmacnianie pozycji polskich przedsiębiorstw.

Geopolityczna ulga na rynkach. Ceny ropy reagują na sygnały z USA i Iranu

Wstępne porozumienie USA i Iranu w sprawie ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz zostało przez rynki odebrane jako sygnał spadku ryzyka geopolitycznego, ale nie oznacza jeszcze trwałej stabilizacji ani szybkiego powrotu do normalnego handlu ropą i gazem. To raczej pierwszy etap procesu, w którym decyzja polityczna musi zostać przełożona na realne bezpieczeństwo żeglugi, odbudowę zaufania armatorów i ubezpieczycieli oraz rozwiązanie najtrudniejszych kwestii dyplomatycznych: irańskiego programu nuklearnego, sankcji, zamrożonych aktywów i ewentualnych zachęt gospodarczych dla Teheranu.

Znaczenie porozumienia jest istotne, ponieważ Cieśnina Ormuz pozostaje jednym z najważniejszych punktów światowej gospodarki. Przez ten wąski szlak morski przechodzi około jedna piąta globalnych przepływów ropy i LNG, a korzystają z niego najważniejsi eksporterzy energii z Zatoki Perskiej. Jej blokada uderzyła więc nie tylko w rynek surowców, ale także w transport morski, koszty ubezpieczeń, logistykę przemysłową i oczekiwania inflacyjne. Przez Ormuz transportowane są również inne towary, w tym produkty rafineryjne, nawozy, aluminium czy hel, dlatego zakłócenia w tym miejscu mogą rozlewać się na wiele sektorów gospodarki.

Reakcja rynku była zgodna z logiką obniżenia premii za ryzyko: ceny ropy spadły, a nastroje na giełdach poprawiły się. Inwestorzy uznali, że porozumienie zmniejsza prawdopodobieństwo gwałtownego niedoboru ropy i gazu oraz kolejnej fali wzrostu cen energii. Z punktu widzenia banków centralnych może to ograniczać presję inflacyjną i wzmacniać argumenty za ostrożniejszą polityką pieniężną. Ten pozytywny efekt może być jednak stopniowy i nietrwały, ponieważ wysokie ceny energii z poprzednich miesięcy już obciążyły przedsiębiorstwa, konsumentów i budżety państw importujących surowce.

Najważniejszym ograniczeniem porozumienia jest jego tymczasowy charakter. Formalne otwarcie cieśniny nie wystarczy, aby handel natychmiast wrócił do poziomów sprzed konfliktu. Konieczne będzie usunięcie zagrożeń, w tym min, przywrócenie pełnej przepustowości portów, obniżenie kosztów ubezpieczenia oraz przekonanie armatorów, że trasa jest bezpieczna. W praktyce rynek często reaguje szybko na polityczne deklaracje, ale fizyczne przepływy surowców i zaufanie uczestników handlu odbudowują się znacznie wolniej.

Dodatkowym źródłem niepewności są rozbieżne interpretacje samego porozumienia. USA przedstawiają je jako sukces dyplomatyczny i krok w stronę stabilizacji regionu, natomiast irańskie media państwowe opisują je jako wymuszenie na USA i Izraelu zakończenia wojny. Taka różnica narracji pokazuje, że obie strony już na starcie próbują wykorzystać porozumienie politycznie. Może to utrudnić dalsze rozmowy, zwłaszcza jeśli pojawi się spór o kontrolę nad żeglugą przez Cieśninę Ormuz, zakres znoszenia sankcji lub skalę finansowych korzyści dla Iranu.

Ryzykiem pozostaje również Izrael, którego działania wojskowe mogą komplikować wdrażanie ustaleń. Jeżeli napięcia regionalne ponownie wzrosną, armatorzy i ubezpieczyciele mogą utrzymać ostrożne podejście, nawet jeśli formalnie cieśnina będzie otwarta. W takim scenariuszu ceny ropy mogłyby ponownie wzrosnąć, szczególnie jeśli popyt pozostanie silny, a odbudowa podaży okaże się wolniejsza od oczekiwań. Dodatkowo część państw może chcieć odbudować strategiczne rezerwy paliw, co ograniczyłoby skalę spadku cen w krótkim terminie.

Kryzys wokół Cieśniny Ormuz może mieć także długofalowe konsekwencje. Importerzy energii prawdopodobnie będą mocniej dywersyfikować dostawców, trasy transportowe i zaplecze logistyczne, aby zmniejszyć zależność od jednego strategicznego szlaku. Oznacza to, że nawet po uspokojeniu sytuacji część zmian w globalnym handlu surowcami może się utrwalić. Rynek otrzymał więc dobrą wiadomość, ale nie powrót do dawnego status quo. Oficjalne podpisania porozumienia między USA a Iranem ma nastąpić w Szwajcarii w piątek. Lipcowe kontrakty na ropę WTI na giełdzie NYMEX tracą w poniedziałek rano ponad 5,3% i wyceniane są na 80,33 USD.

Rolników w KRD jest mniej, ale średnie zadłużenie rośnie

Według danych KRD, na koniec I kwartału br. liczba rolników w tym rejestrze spadła o blisko 6% w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku. Z kolei kwota całkowitego zadłużenia tej grupy zmniejszyła się rdr. o prawie 4%, do 239,9 mln zł. Widać też, że najwięcej, bo 5,6 mln zł, miał do uregulowania dłużnik z województwa mazowieckiego. Z kolei średnie zadłużenie wyniosło blisko 69 tys. zł, a więc o przeszło 1,4 tys. więcej niż rok wcześniej. Z kolei statystyczny rolnik zalegał ze spłatą zobowiązań prawie 2 lata.

Z danych Krajowego Rejestru Długów (KRD) wynika, że na koniec I kw. br. w tym rejestrze znajdowało się 3481 rolników (zajmujących się uprawą roli i hodowlą zwierząt), w tym 548 z woj. mazowieckiego i 509 – z wielkopolskiego. To o 5,9% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 3699. Jak przekonuje Sławomir Izdebski, przewodniczący OPZZ Rolników i Organizacji Rolniczych, skala problemu jest większa. Sporo rolników, którzy zalegają z płatnościami, np. wobec producentów pasz czy dostawców nawozów, nie trafia od razu do KRD. Zdaniem eksperta, przedstawione dane to maksymalnie 40-50% stanu faktycznego.

– Spadek rdr. liczby rolników figurujących w tym rejestrze należy ocenić jako umiarkowanie pozytywny sygnał. Jednak nie można go automatycznie utożsamiać z trwałą poprawą kondycji finansowej całego sektora rolnego. Część gospodarstw zdołała uregulować zaległości lub ograniczyć skalę problemów płatniczych, ale jednocześnie nadal mamy do czynienia z grupą blisko 3,5 tys. rolników posiadających przeterminowane zobowiązania – komentuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Z kolei Sławomir Izdebski zaznacza, że część rolników rezygnuje z prowadzenia gospodarstw rolnych. Zdarza się, że zamożniejsi pomagają spłacać im zobowiązania, przejmują ich tereny na określonych warunkach. Według eksperta, to mogło wpłynąć na ww. spadek rdr. Przewodniczący OPZZ RiOR podkreśla również, że problemy finansowe dotyczą przede wszystkim hodowców trzody chlewnej i producentów zbóż. I dodaje, że do tej poprawy w KRD mogła przyczynić się też koniunktura. Przez 2-3 lata było w miarę dobrze w hodowli bydła i produkcji mleka.

– Na zmianę rdr. liczby zadłużonych rolników mogło wpłynąć kilka czynników. Po pierwsze, w części sektorów rolnictwa w 2024 roku doszło do stabilizacji kosztów produkcji po okresie gwałtownych wzrostów cen energii, paliw i nawozów obserwowanych po wybuchu wojny w Ukrainie. Po drugie, część gospodarstw mogła poprawić płynność dzięki dopłatom bezpośrednim, środkom unijnym czy restrukturyzacji zadłużenia. Nie można również wykluczyć, że część najbardziej zadłużonych podmiotów zakończyła działalność lub całkowicie zmieniła formę funkcjonowania – stwierdza radca prawny Adrian Parol.

Na koniec I kw. br. całkowite zadłużenie rolników w KRD wyniosło 239,9 mln zł. To o 3,9% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy mowa była o kwocie 249,5 mln zł. Jak przekonuje Sławomir Izdebski, podana różnica rdr. nie jest duża. Natomiast dane te nie są adekwatne do rzeczywistości. OPZZ RiOR szacuje, że rolnicy są zadłużeni łącznie na ok. 500 mln zł. Według eksperta, to nie jest wielka kwota, biorąc pod uwagę, że w Polsce czynnie pracuje 500-600 tys. gospodarstw rolnych.

– Tempo spadku kwoty zadłużenia rdr. jest niższe niż tempo spadku liczby zadłużonych rolników. Oznacza to, że z rejestru ubywa część dłużników posiadających relatywnie niższe zaległości, natomiast pozostają osoby mające większe problemy finansowe. Nie jest to więc sytuacja, w której cały sektor szybko wychodzi z zadłużenia. Bardziej prawdopodobny jest scenariusz stopniowego oczyszczania się grupy dłużników z mniejszymi zaległościami przy jednoczesnym utrzymywaniu się problemów wśród najbardziej zadłużonych gospodarstw – analizuje Adrian Parol.

Według stanu na 31 marca br. maksymalne zadłużenie rolnika w KRD wyniosło 5,6 mln zł (dłużnik z woj. mazowieckiego). Natomiast rok wcześniej niechlubny rekordzista miał do uregulowania 3,3 mln zł (również z woj. mazowieckiego).

– Choć ogólna liczba zadłużonych maleje, to skala problemów w pojedynczych przypadkach może być coraz większa. Tak wysokie zobowiązania dotyczą raczej dużych podmiotów prowadzących działalność na dużą skalę. One przeważnie korzystają z kredytów inwestycyjnych, leasingu maszyn, finansowania zakupów środków produkcji czy rozbudowy infrastruktury, gdzie dużo łatwej – przy niesprzyjających warunkach – wpaść w kłopoty – dodaje Adrian Parol.

Na koniec I kwartału br. średnie zadłużenie rolnika w KRD wyniosło 68 906 zł. To o 2,1% więcej niż rok wcześniej, kiedy było to 67 464 zł. Sławomir Izdebski zaznacza, że niewiele się tutaj zmieniło rdr. i prawdopodobnie w najbliższych latach będzie podobnie. Choć można się spodziewać, że na pewno część gospodarstw rolnych upadnie. Rolnicy już sygnalizują problemy związane z hodowlą trzody chlewnej i zaczynają od niej stopniowo odchodzić. Według przewodniczącego OPZZ RiOR, to jest ogromne zagrożenie, bo w to miejsce wchodzi chów przemysłowy.

– Maleje liczba zadłużonych rolników i spada całkowita wartość zadłużenia, a mimo to przeciętna kwota przypadająca na jednego dłużnika rośnie. Oznacza to, że w rejestrze pozostają osoby mające relatywnie większe problemy finansowe. Taki obraz często pojawia się w okresach przejściowej poprawy sytuacji gospodarczej. Dla przeciętnego rolnika zadłużenie na poziomie ok. 69 tys. zł może oznaczać nie tylko ograniczony dostęp do finansowania zewnętrznego. To także trudności z zakupem bieżących środków produkcji na kredyt kupiecki, większe koszty działalności oraz mniejsza zdolność do inwestowania w rozwój gospodarstwa – zaznacza Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny z kancelarii prawa gospodarczego GKPG.

Ponadto według danych KRD, na koniec I kwartału br. statystyczny rolnik z tego rejestru zalegał ze spłatą zobowiązań 704 dni, a w województwie świętokrzyskim – 975 dni. Rok wcześniej było to 748 dni, a w woj. małopolskim – 1402 dni. Sławomir Izdebski potwierdza, że rolnicy mają problemy ze spłatą należności. Ekspert dodaje, że zdaniem wielu przedsiębiorców, jest to najbardziej uczciwa i najlepiej zorganizowana grupa społeczna w kwestii płatności. Zazwyczaj im mniejsze gospodarstwo, tym lepiej to wygląda.

– Spadek średniego czasu zalegania ze spłatą zobowiązań można uznać za sygnał umiarkowanej poprawy, jednak trudno mówić o jakimś przełomie. Nadal mamy bowiem do czynienia z okresem przekraczającym 23 miesiące, a więc niemal dwa lata. Tak długie opóźnienia wskazują, że część gospodarstw od dawna nie jest w stanie uregulować swoich zobowiązań. W praktyce oznacza to, że problemy mają charakter strukturalny, a nie wyłącznie sezonowy. Natomiast pozytywne jest to, że średni czas zaległości maleje – podsumowuje Łukasz Goszczyński.