Dyrektorzy finansowi zrzeszeni w ACCA oceniają, że teraz nie jest dobry czas na rozwijanie swoich firm i inwestowanie. Ekspert analizujący koniunkturę gospodarczą dla największych globalnych koncernów jest jednak znacznie bardziej optymistycznie nastawiony do naszego regionu.
Daniel Thorniley, współpracujący z 300 korporacyjnymi klientami analityk specjalizujący się w makroregionie Europy Środkowej, Wschodniej, Afryki i Bliskiego Wschodu, twierdzi, że na tle gospodarki globalnej sytuacja w Polsce, Czechach, na Słowacji i Węgrzech będzie wyraźnie lepsza niż w innych gospodarkach rozwijających się.
Wzrosty PKB w regionie są dwukrotnie wyższe niż w zachodniej Europie. W III kwartale Czechy rozwijały się w tempie 4,3 proc., a Rumunia i Słowacja – 3,6 proc. PKB Polski wzrosło o 3,4 proc., a Węgier – o 2,3 proc. Według prognoz Banku Światowego państwa regionu Europy Środkowej osiągną w tym roku wzrost PKB na poziomie 3,3 procent. To znacznie więcej niż w rozwijających się krajach Ameryki Łacińskiej. Spośród tamtejszych państw w najgorszej sytuacji znajduje się Wenezuela, która może w tym roku zanotować ok. 10-proc. spadek PKB.
– Z biznesowego punktu widzenia zarządzania ryzykiem rynki Europy Środkowej są bardzo ciekawe. Polska to wprawdzie duży rynek, ale najlepszym rozwiązaniem byłoby połączenie tych pięciu rynków w klaster. Mogłoby to zrekompensować skutki kryzysu, który ma miejsce w Rosji, na Ukrainie, a nawet w Turcji – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Daniel Thorniley, prezes zarządu DT-Global Business Consulting.
W ocenie Daniela Thornileya, który gościł jako jeden z głównych mówców na konferencji European CFO Summit, zorganizowanej przez ACCA Polska, nasz kraj ma wiele do zaoferowania. Silny sektor MŚP oraz rosnąca liczba firm rodzinnych sprawiają, że inwestorzy zagraniczni coraz uważniej przyglądają się polskiemu rynkowi.
– W Polsce prawie w ogóle nie ma programów oszczędnościowych, a polski sektor bankowy działa lepiej niż wiele innych. Polskie firmy inwestują nieco więcej niż inne firmy na całym świecie, a z zagranicy płyną przekazy pieniężne od Polaków pracujących w zachodniej Europie i w innych częściach świata. To również są pozytywne czynniki dla gospodarki – mówi dr Daniel Thorniley. – To oczywiście nie znaczy, że Polska jest łatwym rynkiem i że nie ma tu żadnych problemów. Ponieważ jest to rynek atrakcyjny, staje się również brutalnie konkurencyjny, co wpływa na walkę cenową. Ludzie chcą tu być, coraz więcej osób tu przyjeżdża, ale nadal ten rynek jest bardzo napięty, konkurencyjny i pełny wyzwań – wyjaśnia.
Zdaniem Thornileya konflikt ukraińsko-rosyjski nie wywarł większego wpływu na gospodarki Europy Środkowej i Wschodniej.
– Jeszcze kilka lat temu takie rynki jak Czechy czy Węgry, które były wówczas w recesji, odczułyby to bardzo boleśnie. Teraz, kiedy większość z tych rynków, w tym Polska, odnotowuje wzrost wynoszący między 2,5 a 3,3 procent, minimalna utrata PKB nie jest znacząca – ocenia Thorniley.
Znacznie gorszy obraz rysuje się dla państw starej Unii Europejskiej, w szczególności strefy euro. Potwierdzają to wyniki badania opinii dyrektorów finansowych i członków ACCA. Indeks GECS (Global Economic Conditions Survey), który od końca 2012 roku systematycznie się poprawiał, pod koniec drugiego kwartału 2015 r. osiągnął wartość 0, a niespełna trzy miesiące później znów spadł do poziomu –25 punktów.
Spadek optymizmu ma wpływ na działania firm. W III kwartale br. 40 proc. dyrektorów finansowych światowych firm zdecydowało się na ograniczenie inwestycji. Podobny był odsetek menadżerów, którzy wstrzymali nabór nowych pracowników lub rozpoczęli redukcję zatrudnienia. Duża grupa CFO dostrzega także istotny spadek dochodów przy równoczesnym wzrośnie kosztów działalności.
Brak inwestycji i odkładanie zysków na kontach bankowych jest jednym z podstawowych problemów największych gospodarek strefy euro.
– Strefa euro w tym roku może osiągnąć 1,5-proc. wzrost. Wprawdzie ten rok jest najlepszym od pewnego czasu pod względem ekonomicznym, bo spadły ceny ropy, nastąpił wzrost konsumpcji, obniżył się kurs euro, to jednak ten wynik nie oznacza, że strefa euro radzi sobie dobrze, tym bardziej biorąc pod uwagę tragiczne wydarzenia w Paryżu, wyzwania migracyjne czy sytuację Volkswagena – podkreśla Thorniley.
Konferencja European CFO Summit, podczas której gościł Daniel Thorniley, odbyła się 19 listopada 2015 roku w Warszawie.
W tym roku do ZUS wpłynęło ponad 37 tys. wniosków o rozłożenie należności na raty. Bez rozpoznania pozostawiono ok. 40 proc., m.in. ze względu na nieprawidłowości w dokumentacji. Aby ograniczyć liczbę błędnych wniosków, ZUS od przyszłego roku wesprze przedsiębiorców poprzez doradców ds. ulg i umorzeń. Na podstawie informacji przedstawionych przez klienta wskażą oni najdogodniejsze formy uregulowania zobowiązań. Z pomocy będzie można skorzystać nie tylko w oddziałach, lecz także zdalnie.
– Doradcy ds. ulg i umorzeń to nowa usługa uruchamiana w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w przyszłym roku. To pomocna dłoń dla klientów, którzy mają kłopoty finansowe i z tego tytułu nie opłacali składki na ubezpieczenie społeczne. Doradca jest osobą, która pomoże im zawnioskować o układ ratalny, przeprowadzi przez cały proces aplikowania i będzie służyć pomocą także w trakcie realizacji układu ratalnego – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agata Wiśniewska-Półtorak, dyrektor Departamentu Realizacji Dochodów w ZUS.
Dzięki doradcy więcej należności może być objętych dobrowolnymi formami spłaty, a efektywność rozpatrywania spraw o udzielenie ulgi ma wzrosnąć. ZUS liczy, że skróceniu ulegnie czas podjęcia rozstrzygnięcia od momentu złożenia przez dłużnika wniosku do udzielenia ulgi.
Z danych ZUS wynika, że do końca III kw. tego roku wpłynęło ponad 37,5 tys. wniosków, z czego pozytywnie rozpatrzono 57 proc., zaś negatywnie 2,8 proc. Bez rozpoznania pozostawiono 40 proc. wniosków, co czwarty z przyczyn niezależnych od Zakładu. Nieuregulowanie składek bieżących i należności niepodlegających uldze, czyli finansowanych przez ubezpieczonego, było przyczyną nierozpatrzenia 20 proc. wniosków.
– Z usługi doradcy może skorzystać nie tylko każdy przedsiębiorca, który ma kłopoty finansowe i zadłużenia z tytułu składek, lecz także ci, którzy wiedzą, że w najbliższym czasie nie będą mieli środków na bieżące opłacanie składek. Już wtedy powinni się kontaktować z naszymi doradcami. Część zadłużenia oczywiście może nie zostać spłacona, jeśli klient w ogóle nie ma środków. Zależy nam na tym, żeby zadłużenie było spłacane dobrowolnie w ramach układu ratalnego, który jest dostosowywany do możliwości płatniczych klienta – wskazuje Wiśniewska-Półtorak.
Doradca na podstawie informacji przedstawionych przez klienta wskaże najdogodniejsze formy uregulowania zobowiązań – układ warunkowy czy zawieszenie postępowania egzekucyjnego. Pracownik ma wspierać klientów na etapie kompletowania wniosku, wskaże zakres wymaganej dokumentacji, objaśni też aktualne druki i formularze oraz pomoże przy wypełnieniu oświadczeń niezbędnych do rozpatrzenia wniosku.
W momencie zgłaszania się klienta uzyskane dane będą weryfikowane z tymi, które ZUS już posiada.
– Przedsiębiorca może wnioskować o układ ratalny w momencie, kiedy ma zadłużenie. Może też wnioskować o odroczenie terminu płatności, kiedy nie ma jeszcze zadłużenia, ale wie, że nie jest w stanie zapłacić najbliższej składki. Osoby, które opłacają składki same za siebie i nie mają środków finansowych, mogą wnioskować o umorzenie należności. Są to jednak sytuacje sporadyczne, ponieważ kwestia umorzenia należności w przypadku takich osób ma przełożenie na prawo do jego świadczeń – tłumaczy Wiśniewska-Półtorak.
Wskazówki doradców mogą być bardzo pomocne. Część klientów nie wie, które składki podlegają umorzeniu, a od grudnia wejdzie w życie zmiana ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych, która te zasady zmieni. Obecnie nie można rozkładać na raty składek finansowanych przez ubezpieczonych, którzy nie są płatnikami składek. Nowe przepisy umożliwią odroczenie terminu płatności lub rozłożenie na raty składek finansowanych również przez takich ubezpieczonych.
Ekspertka ZUS podkreśla, że aby skorzystać z pomocy doradców, nie trzeba odwiedzać placówki ZUS.
– Można to zrobić również zdalnie, czyli mailowo lub telefonicznie, albo po prostu skorzystać z komunikatorów, takich jak chat. Wówczas bezpośrednio, ale już u siebie w domu ma się łączność z doradcą, który przeprowadzi przez cały proces, podpowie, jak zawnioskować o układ ratalny, czy klient ma szansę, żeby z niego skorzystać – tłumaczy Agata Wiśniewska-Półtorak.
Firmy leasingowe otwierają się na konsumentów indywidualnych. Niektóre z nich pracują nad rozwojem oferty leasingu konsumenckiego, dzięki któremu osoby prywatne będą mogły sfinansować na przykład kupno samochodu. W Europie leasing konsumencki stanowi nawet 30 proc. biznesu firm działających w tej branży.
– W niektórych firmach trwają prace nad rozwojem leasingu konsumenckiego – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Rybak, przewodniczący Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu. – Niebawem może to być najbardziej perspektywiczny segment leasingu. Dzisiaj w zasadzie on nie występuje w Polsce, a klienci indywidualni finansują swoje potrzeby głównie kredytem. W perspektywie kilku lat spodziewam się jednak, że rynek ten będzie rósł, chociaż trudno oszacować do jakiego poziomu.
Jak wynika z danych Związku Polskiego Leasingu (ZPL), po trzech kwartałach br. wartość nowych kontraktów leasingowych wyniosła 35,9 mld zł i była o 15,7 proc. wyższa niż w tym samym okresie rok wcześniej. Ten instrument finansowy odegrał kluczową rolę w inwestycjach przedsiębiorstw. Udział firm leasingowych w rejestracjach pojazdów ciężarowych (o wadze powyżej 3,5 tony) w połowie roku wyniósł 70,9 proc., naczep i przyczep (powyżej 3,5 tony) – 64,4 proc., a nowych autobusów (powyżej 3,5 tony) – 33,9 proc.
W Europie, jak zauważa Wojciech Rybak, leasing konsumencki jest bardzo istotnym elementem branży, odpowiadającym nawet za jedną trzecią biznesu firm leasingowych. Jego zdaniem w średnim okresie perspektywa rozwoju tego segmentu w Polsce jest znacząca.
– W przyszłym roku spodziewamy się, że zostaną mniej więcej zachowane proporcje wzrostu we wszystkich podstawowych grupach przedmiotowych z zaznaczeniem, że wchodzimy w kolejny okres wykorzystania środków unijnych, co na pewno spowoduje większą dynamikę w branżach tradycyjnie korzystających z dopłat – prognozuje Wojciech Rybak.
Taką branżą jest m.in. rolnictwo. W ocenie Rybaka w przyszłym roku branża leasingowa będzie ułatwiać przedsiębiorcom dostęp do nowoczesnych technologii.
– Z drugiej strony widzimy też rosnącą rolę produktów związanych z zarządzaniem i umożliwieniem klientowi posiadania, ale niekoniecznie poprzez zobowiązanie do kupna przedmiotu leasingu – podkreśla przedstawiciel ZPL.
Perspektywa najbliższych miesięcy, podobnie jak cały przyszły rok, zdaniem Wojciecha Rybaka jest dla branży leasingowej korzystna.
– Obecne dwanaście miesięcy – dzisiaj możemy to już powiedzieć – będzie bardzo dobre – przekonuje Wojciech Rybak. – Jeżeli trend z trzeciego kwartału zostanie zachowany, to ostatnie trzy miesiące roku tradycyjnie będą najlepsze i powinny nam dać w skali roku nową produkcję w branży leasingowej na poziomie około 50 mld zł. Zakładam, że w przyszłym roku nie będzie dramatycznych zmian w kierunkach rozwoju. Tempo jednak określimy po czwartym kwartale.
Chmura obliczeniowa zyskuje coraz więcej użytkowników wśród małych i średnich firm. W ubiegłym roku wydatki na takie rozwiązania w Polsce rosły siedem razy szybciej niż na tradycyjne IT i wyniosły 130,3 mln dol. – wynika z danych IDC. Rozwiązania chmurowe to dla firm oszczędności i usprawnienie pracy. Umożliwiają one dostęp do zasobów firmy z dowolnego miejsca na świecie i na dowolnym urządzeniu.
– Główne zalety przeniesienie środowiska firmowego do chmury to obniżenie kosztów, zwiększenie bezpieczeństwa oraz zwiększenie mobilności – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Smirnow, menadżer ds. rozwoju w firmie Onex Group, oferującej rozwiązania Microsoft i szkolenia z zakresu ich wykorzystania.
Jak podkreśla, swoje zasoby do chmury przenosi coraz więcej firm z sektora MŚP. Tego typu rozwiązania umożliwiają dostęp do zasobów firmy z każdego miejsca na świecie i z każdego urządzenia, które jest podłączone do sieci. To znacząco wpływa na usprawnienie pracy. Poza tym coraz więcej firm wybiera chmurę ze względu na kwestie bezpieczeństwa. Tym bardziej że małe i średnie firmy rzadko kiedy same mogą sobie pozwolić na duże nakłady na zabezpieczenia przed cyberzagrożeniami.
– Dodatkowo chmura to rozwiązanie dużo tańsze, gdyż firmy mają możliwość rezygnacji z lokalnej infrastruktury serwerowej i przekierowania części swoich rozwiązań biurowych do chmury, co jest zdecydowanie lepszym i łatwiejszym sposobem utrzymania tego typu infrastruktury. Jest to po prostu oszczędność dla firm – mówi Tomasz Smirnow.
Jak wynika z najnowszego raportu firmy analitycznej International Data Corporation (IDC) rynek usług informatycznych w chmurze był jednym z najdynamiczniej rozwijających się obszarów IT, rósł blisko siedem razy szybciej od sektora tradycyjnego. W 2014 r. wydatki na chmurę publiczną i prywatną w Polsce wyniosły 130,3 mln dol. i były o 30,2 proc. wyższe niż dwa lata temu.
– Najlepiej sprzedają się najnowsze rozwiązania Microsoftu, które opierają się na technologii w chmurze. Mam tu głównie na myśli Office 365 w różnych wersjach, jak również Microsoft Azure, czyli mówimy o serwerach hostowanych w chmurze – mówi przedstawiciel Onex Group. – Zauważyliśmy dużą tendencję zwyżkową, jeżeli chodzi o zainteresowanie rozwiązaniami Office 365. W II kwartale tego roku sprzedaliśmy ponad 800 licencji tego rozwiązania. Klienci są zainteresowani przechodzeniem do chmury, coraz bardziej się do tego przekonują.
Klientów interesuje przede wszystkim model subskrypcyjny – w ramach stałej okresowej opłaty mają oni dostęp do najnowszej wersji pakietu oraz możliwość wyboru aplikacji, z których chcą korzystać.
– Jest możliwość instalacji oprogramowania na pięciu urządzeniach osobistych, dodatkowo w ramach umowy rocznej ma się gwarancję zawsze najnowszego oprogramowania. Jest to dużo korzystniejsze dla firm, szczególnie małych, kiedy dana osoba może pracować na laptopie, PC, dodatkowo może mieć jeszcze tablet. We wszystkich urządzeniach w ramach jednej licencji można zainstalować takie rozwiązania – mówi Tomasz Smirnow.
Zdaniem eksperta przedsiębiorstwa coraz bardziej będą się skłaniać do większości rozwiązań hostowanych w chmurze, co umożliwia na przykład Microsoft Azure. Pozwalają one bowiem na ograniczenie lub nawet rezygnację z lokalnych serwerów, regularne przeprowadzenie backupów i wydajne rozwiązania pocztowe oraz bazy danych.
– Coraz więcej poważnych firm decyduje się na takie działanie ze względu na usprawnienie pracy – przekonuje Tomasz Smirnow. – Przykładem mogą być niektóre uczelnie, które zdecydowały się na przeniesienie części swoich serwerów do chmury podczas rekrutacji. Od początku sierpnia do końca września na stronach uniwersytetów oraz uczelni wyższych trwa wzmożony ruch. Dzięki skierowaniu go do chmury serwery stacjonarne się nie zatykają i wszyscy sprawnie mogą wprowadzać swoje dane oraz przeprowadzać inne operacje w systemie rekrutacyjnym.
Według prognoz IDC w 2019 roku wartość rynku usług w chmurze prywatnej i publicznej przekroczy w Polsce 450 mln dol., co będzie stanowić blisko 11 proc. całego rynku usług IT (obecnie jest to około 4 proc.). Autorzy raportu zwracają uwagę na to, że w miarę rozwoju rynku coraz mniej istotne będą usługi jako takie. Rosnąć będzie natomiast zapotrzebowanie na chmurę jako platformę wspierającą rozwój nowych rozwiązań IT łączących Big Data (duże zbiory informacji), mobilność i media społecznościowe.
Brakuje chętnych do sezonowej pracy w okresie przedświątecznym. Poszukiwani są zwłaszcza kurierzy, sprzedawcy oraz osoby wcielające się w rolę św. mikołaja czy śnieżynki. Zdaniem ekspertów niska podaż pracowników spowoduje wzrost stawek za tego typu usługi nawet o 10 proc. Obecnie mikołaj może zarobić od 20 do 300 zł za godzinę, w zależności od rodzaju obowiązków oraz wyprzedzenia, z jakim składane jest zamówienie.
W okresie przedświątecznym co roku wiele branż przeżywa wzmożone zainteresowanie swoimi usługami. Rośnie tym samym zapotrzebowanie na pracowników tymczasowych. Większy popyt dotyczy hostess, kurierów, listonoszy, magazynierów, sprzedawców na świątecznych straganach, a przede wszystkim mikołajów. Na tych ostatnich czekają dwa rodzaje obowiązków: roznoszenie ulotek oraz uatrakcyjnianie bożonarodzeniowych wydarzeń i imprez. Najbardziej poszukiwane są osoby empatyczne, łatwo nawiązujące kontakt z ludźmi, uzdolnione artystycznie, posiadające własny strój oraz prawo jazdy kat. B. Te same wymagania dotyczą elfów i śnieżynek.
– Nie można wyobrazić sobie świąt bez mikołaja i święta w tej kwestii rozpoczynają się stosunkowo wcześnie. To są ci mikołajowie, których możemy spotkać niemal wszędzie – w galeriach handlowych, na imprezach, roznoszących ulotki. Ten okres gorączki przedświątecznej zaczyna się zaraz po 5–6 listopada – mówi agencji informacyjnej Newseria Marek Jurkiewicz, dyrektor generalny infoPraca.
Popyt na tego rodzaju usługi zwiększa się wraz z rosnącym poziomem konsumpcji. W tym roku jednak popytowi nie odpowiada podaż – coraz mniej jest osób chętnych, by podjąć przedświąteczną i świąteczną pracę. Według ekspertów nawet wśród studentów i licealistów zainteresowanie nie będzie na tyle wysokie, by usatysfakcjonować pracodawców. Powodem jest m.in. zmniejszające się bezrobocie – według wstępnych danych w październiku spadło ono do 9,6 proc. Praca mikołaja niesie też ryzyko dla zdrowia – ciężar worka z prezentami niekorzystnie wpływa na stan pleców, a ciasne ubranie powoduje dyskomfort, a nawet omdlenia.
– Gdybyśmy porównywali rok 2014 z 2015 zauważalna jest mniejsza podaż pracowników. Trudniej znaleźć osoby, które chciałyby się zająć pracą dorywczą, bo jednak jest to praca sezonowa. Oczywiście, można zarobić całkiem przyjemne pieniądze, natomiast jest ona określona w czasie i ludzie są bardziej zainteresowani tym, żeby podjąć jakąś pracę na stałe – mówi Marek Jurkiewicz.
Eksperci są zdania, że w związku z brakiem chętnych do tego rodzaju pracy, należy spodziewać się wzrostu stawek o przynajmniej 10 proc. Obecnie wynagrodzenie dla św. Mikołaja w okresie przedświątecznym to ok. 20-30 zł za godzinę, w okresie świątecznym 50-300 zł za godzinę. Śnieżynka może zarobić od 70 zł za godzinę pracy w charakterze pomocy św. Mikołaja do 400 zł za kilka godzin pracy na imprezie dla dzieci. Bezpośrednia sprzedaż opłatka daje 7-10 zł za godzinę, pakowanie prezentów i przesyłek – 9-13 zł za godzinę, a sprzedaż karpia i ozdób świątecznych – 8-15 zł za godzinę. W okresie przedświątecznym na dobry zarobek mogą też liczyć osoby przedsiębiorcze, które potrafią wykorzystać aktualne potrzeby rynku.
– Mogą zarobić, wykazując umiejętności w tym, jak pomóc przygotować święta. Ludzie są zabiegani i korzystają z usług chociażby przy organizacji świat, dochodzi do tego jeszcze catering i wszystkie usługi, które są związane z żywnością. Nie każdy ma czas na przygotowanie Wigilii, w związku z tym zapotrzebowanie na tego typu usługi rośnie – mówi Marek Jurkiewicz.
Osoby zainteresowane pracą dorywczą w okresie przedświątecznym muszą pamiętać, że rządzi się ona swoją własną specyfiką – wakaty pojawiają się i szybko znikają. Trzeba więc na bieżąco śledzić ogłoszenia lub ustawić odpowiednie powiadomienia w internetowych serwisach, by żadna oferta nie umknęła uwadze potencjalnego pracownika.
Choć większość właścicieli aut wie, że żarówki samochodowe mają różne właściwości i parametry, to jednak niewielu potrafi dobrać odpowiednie oświetlenie. Częstym problemem jest także niewłaściwe ustawienie reflektorów, przez co oślepia się kierowców jadących z naprzeciwka i ogranicza widoczność pobocza. Bardzo duże znaczenie ma także barwa światła. Najlepszy kontrast daje odcień biało-niebieski, jednak podczas zakładania filtrów trzeba pamiętać o tym, by nie były one zbyt mocne.
Z badań przeprowadzonych na zlecenie firmy OSRAM wynika, że przy zakupie żarówek 39 proc. kierowców kieruje się wcześniejszym doświadczeniem, a 33 proc. – ceną. Jedynie połowa kierowców zwraca uwagę na to, czy kupowany produkt jest dopuszczony do użytku.
– Oświetlenie jest bardzo ważnym elementem, to są oczy samochodu, dlatego bardzo istotne są jego parametry i zasięg. Wielu kierowców montuje oświetlenie, nie zastanawiając się nad tym. Markowe produkty gwarantują nam prawidłowy rozsył światła tak, żeby oświetlić prawe pobocze, a nie oślepiać kierowców nadjeżdżających z lewej strony – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Lifestyle Magdalena Bogusz, marketing manager speciality lighting w OSRAM.
Wielu właścicieli aut nie przywiązuje jednak zbyt dużej wagi do tego, czy reflektory w samochodzie są ustawione prawidłowo. Tylko 36 proc. kierowców sprawdza je po każdej wymianie żarówki – 44 proc. dokonuje kontroli w stacji diagnostycznej lub serwisie, a ponad 1/3 robi to samodzielnie. W ostatnim przypadku nietrudno więc o błąd.
– Jeżeli kierowca widzi zbyt dużo światła tuż przed maską, to jest to wręcz niebezpieczne, bo jego źrenice się zwężają i w konsekwencji nie widzi tego, co jest dalej, a wtedy do wypadku jest już naprawdę tylko chwila. Dlatego markowe źródła światła stawiają na oświetlenie tych punktów, w których możemy zauważyć przeszkody odpowiednio wcześnie, żeby móc zareagować. Mierzymy takie punkty na drodze, które są w odległości 50 i 75 metrów z prawej strony i 50 metrów przed samochodem – tłumaczy Magdalena Bogusz.
Zaledwie co czwarty kierowca zwraca uwagę na parametry żarówek, czyli ilość światła, zasięg i barwę.
– Kierowcy dążą do tego, żeby światła wyglądały tak jak ksenony, wytwarzały biało-niebieskie światło. I to jest właściwy kierunek, ponieważ daje nam ono lepszy kontrast i lepiej widzimy przeszkody – wyjaśnia Magdalena Bogusz – Bardziej białe oświetlenie osiąga się poprzez nałożenie niebieskiego filtra na żarówkę, ale oczywiście są granice rozsądku. Ten filtr nie może być zbyt mocny. Dlatego kierowcy powinni także na to zwrócić uwagę, żeby w pogoni za tym ksenonowym wyglądem nie rezygnować z ilości światła.
W nocy czas reakcji kierowcy jest trzykrotnie dłuższy niż w dzień. Wtedy też ma miejsce o 30 proc. więcej wypadków. Właściciele aut postrzegają oświetlenie jako trzeci pod względem bezpieczeństwa element w samochodzie – po układzie hamulcowym i kierowniczym, a przed pasami i poduszkami bezpieczeństwa.
USD otrząsnął się z negatywnego wpływu redukcji pozycji i ponownie zyskuje na wartości wobec pozostałych walut G10. Oczekiwania względem jastrzębiość Fed nie mogły być ignorowane dłużej, szczególnie w kontraście do polityki ECB. Dziś w nocy EUR/USD zszedł w okolice 1,06, czyli do najniższego poziomu od kwietnia tego roku.
Pod koniec ubiegłego tygodnia przestrzegaliśmy, że fundamenty w dalszym ciągu premiują USD, a to, co obserwowaliśmy przed weekendem było wyłącznie technicznym odreagowaniem i upłynnieniem zysków przez część inwestorów. Jakkolwiek można mieć wątpliwości, czy w wycenie USD nie została już w pełni zdyskontowana grudniowa podwyżka stóp procentowych, tak patrząc dalej w przyszłość rynek wciąż jest bardziej gołębi niż komunikuje to Fed. Według ostatniego „dot chart” z września członkowie FOMC spodziewają się około czterech podwyżek w ciągu 2016 r. Tymczasem rynek pieniężny wycenia zaledwie dwie. To oferuje pole do podtrzymania popytu na USD, mimo że sam wydźwięk konferencji prezes Fed Yellen po grudniowym posiedzeniu raczej będzie utrzymany w gołębim tonie (by nie zszokować rynku i ograniczyć negatywną dla gospodarki aprecjację USD).
Handel na USD zaczyna być coraz trudniejszy i należy ostrożnie dobierać drugą stronę transakcji. Świeży 7-miesięczny dołek EUR/USD słusznie wskazuje drogę, gdyż kontrast w prowadzonej polityce monetarnej nigdzie nie będzie wyraźniejszy, jak na linii Fed-ECB. W piątek prezes ECB Mario Draghi kolejny raz zasugerował, że 3 grudnia ECB dokona rozszerzenia luzowania monetarnego. Niezależnie, czy to będzie obniżka stóp procentowych, czy rozszerzenie QE, celem banku będzie osłabienie EUR. Realizacja zysków po decyzji ECB będzie raczej szybka i wyraźna, ale nim to tego dojdzie 1,05 EUR/USD powinno być zaatakowane.
Drugą „ofiarą” powrotu popytu na USD stają się waluty surowcowe. Podwyższony apetyt na ryzyko pomagał im opierać się negatywnym impulsów ze strony dołujących cen towarów, ale teraz, gdy USD odzyskuje blask, będzie to coraz trudniejsze. Notowania miedzi dotarły w nocy w okolice 200 centów za funt, kolejny dzień poprawiając 6-letnie minima. Presja spadkowa nie odpuszcza też w przypadku złota oraz ropy naftowej i dziś AUD, NZD, NOK i CAD są najsłabszymi walutami w G10. W tym tygodniu na największe ryzyko narażony jest dolar australijski. Prezes RBA Stevens występując we wtorek może zabrzmieć gołębio w rezultacie frustracji z braku spadków AUD/USD, na które bank centralny po cichu liczył. W czwartek prognozy wydatków inwestycyjnych przedsiębiorstw z Australii, jeśli wykażą negatywne rewizje pod wpływem spadków cen surowców, mogą obniżyć poprzeczkę dla powrotu RBA do luzowania.
Dzisiejszy kalendarz makroekonomiczny to właściwie tylko indeksy PMI. Wstępne odczyty dla Francji, Niemiec oraz strefy euro będą miały miejsce odpowiednio o 9:00, 9:30 i 10:00. Konsensusy w każdym przypadku zakładają kosmetyczną zmianę w stosunku do października, więc publikacje nie powinny przełożyć się na duży wzrost zmienności na rynkach.
Sporządził: Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.
Od stycznia 2016 r. lekarze zaczną wystawiać elektroniczne zwolnienia lekarskie (e-ZLA). Ich wprowadzenie to spore ułatwienie zarówno dla pracowników, jak i firm. Jednak aby móc korzystać ze zwolnień elektronicznych, muszą oni spełnić pewne wymagania.
Pracodawcy, którzy rozliczają składki za więcej niż pięć osób, są zobowiązani założyć do końca 2015 r. konto na Platformie Usług Elektronicznych ZUS (dzięki temu będą otrzymywać zwolnienia lekarskie drogą elektroniczną). „Pozostali przedsiębiorcy mają na to czas do końca 2017 r.” – mówi w wywiadzie dla serwisu infoWire.pl Piotr Kister, aplikant radcowski z kancelarii prawnej Rachelski & Wspólnicy.
„Jeśli pracodawca nie założy w okresie przejściowym konta na platformie, będzie musiał do końca grudnia 2015 r. poinformować w formie pisemnej swoich pracowników o obowiązku dostarczania od nowego roku wydruków e-ZLA” – dodaje ekspert.
Na wprowadzeniu e-zwolnień skorzystają nie tylko firmy, lecz także pracownicy. Podczas wizyty lekarskiej nie będzie trzeba już podawać numeru NIP pracodawcy. Wystarczy, że lekarz wypełniający zwolnienie wpisze w systemie PESEL, a pozostałe dane identyfikacyjne zostaną uzupełnione automatycznie. Ponadto lekarz będzie miał wgląd do historii zwolnień, co ukróci przypadki ich wyłudzania.
Tradycyjne, papierowe L-4 zostaną wycofane z początkiem 2018 r.
Zainteresowanie zakupem nowych mieszkań jest w tym roku wyjątkowo duże, a oferta deweloperska coraz szersza. Czy ceny budowanych mieszkań pozostają stabilne? Portal nieruchomości dompress.pl prezentuje wyniki sondy przeprowadzonej wśród deweloperów
Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp
Zmiany cen mieszkań spowodowane są głównie ruchami poziomu kosztów budowy, zakupu działek, jak również zmianą struktury oferty, np. w ostatnim czasie pojawia się więcej projektów w centrach miast, w wyższych cenach. Większość naszych osiedli to inwestycje kilkuetapowe. Utrzymujemy atrakcyjny poziom cen z jednoczesnym przyśpieszeniem realizacji kolejnych etapów, np. w inwestycji 5 Dzielnica w Krakowie, Graniczna we Wrocławiu, czy Mała Praga w Warszawie. Zdarzają się inwestycje, w których podnosimy ceny z uwagi na dużą dynamikę sprzedaży i szybko kurczącą się ofertę, jak np. w Osiedlu Promenady w Warszawie, czy Grzegórzecka 77 w Krakowie. Podwyżki cen wybranych mieszkań sięgają 2-3 proc.
Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.
Na rynku wrocławskim obserwujemy wzrost liczby sprzedawanych mieszkań. Obserwujemy niewielki, ale stabilny wzrost cen mieszkań, który wynosi ok. 2-3 proc. rocznie. Ceny w naszych projektach odzwierciedlają zmiany zachodzące na rynku. Bardzo dobra sprzedaż pokazuje, że proponowane przez nas ceny są atrakcyjne dla klientów i pozwalają jednocześnie na realizację marż na poziomie satysfakcjonującym dla akcjonariuszy.
Realizujemy obecnie 9 inwestycji w różnych częściach Wrocławia, trafiamy do zróżnicowanego grona klientów. W sprzedaży mamy mieszkania, których ceny zaczynają się od 5000 zł/m kw., jak i prestiżowe apartamenty.
Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska
Rynek znajduje się w stanie względnej równowagi, choć w ostatnim okresie bieżącego roku widać już lekką przewagę podaży nad popytem. Sądzę, że ceny w nadchodzącym roku pozostaną na stabilnym poziomie, a ewentualne korekty nie będą dotyczyć projektów w dobrych lokalizacjach i dobrej jakości. Rynek będzie należał do najlepszych deweloperów, starannie rozwijających swoją ofertę. Ceny w naszych projektach pozostają na stabilnym poziomie i nie zakładamy żadnych zmian cennika w realizowanych już inwestycjach.
Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord
Przez ostatnie miesiące obserwowaliśmy na rynku łagodny wzrost cen mieszkań w porównaniu do kwot odnotowanych na koniec 2014 roku. Dokonywane przez Polnord korekty cen wpisują się w ten trend.
Żaneta Bratkowska, reprezentująca Vastbouw Polska
Budynki mieszkalne budowane przez Vastbouw Polska realizowane są metodą tradycyjną z wykorzystaniem wysokiej jakości sprawdzonych materiałów i komponentów budowlanych. Głównym atutem jest wykorzystanie do budowy cegły Porotherm, wysokiej jakości okien 3-szybowych, dachówki betonowej, jako nieliczni na rynku szczecińskim w kondygnacji podziemnej budujemy garaże, a nie miejsca postojowe. Chcąc zachować wysokie standardy musieliśmy nieznacznie podnieść ceny metra kwadratowego nieruchomości. W chwili obecnej ceny mieszkań wahają się od 4200 zł/m kw. do 4850 zł/m kw.
Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic
Mieszkania sprzedają się tak szybko, że nie mamy czasu na obniżki. A mówiąc poważnie, ze względu na ogromne zainteresowanie naszymi projektami nie musimy obniżać cen, żeby skłonić klientów do zakupu. Staramy się zachęcać promocjami związanymi z dodatkowymi możliwościami, czy udogodnieniami, jak np. bezpłatne konsultacje z architektem wnętrz.
Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.
Przy obecnym popycie i dobrym poziomie sprzedaży na rynku pierwotnym obserwujemy stabilne ceny mieszkań z lekką tendencją wzrostową. Dziś wiele osób powraca do lokowania pieniędzy właśnie na rynku nieruchomości. Niskie stopy procentowe powodują, że jest to dobry moment na wybór alternatywnych form inwestowania kapitału, jak zakup mieszkania.
Urszula Hofman, reprezentująca Grupę Inwest
Ceny oferowanych przez nas mieszkań kształtują się na stałym poziomie i nie są wynikową tendencji rynkowych. Każda z naszych inwestycji jest dokładnie kosztorysowana. Z uwagi na długoletnie doświadczenie budżet inwestycji jest bardzo skrupulatnie określony. Cena jest raczej kwestią stałą, wynikową jakości wykonania, lokalizacji i parametrów mieszkań.
Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper
Ceny mieszkań w naszych osiedlach są stabilne. Także nowe mieszkania wprowadzane do sprzedaży będą miały stawki podobne do aktualnej oferty. Taka polityka cenowa wynika z pozytywnej i wieloletniej współpracy z podwykonawcami oraz instytucjami finansującymi nasze inwestycje. Niewielki wzrost cen mieszkań pojawia się tylko w bardziej zaawansowanej fazie budowy danego osiedla.
Marta Ulbrych, dyrektor ds. marketingu i sprzedaży w Neocity Polska
Jesteśmy zadowoleni z wyników sprzedaży i nie wprowadzamy żadnych korekt cen mieszkań. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom naszych klientów, którzy często pytają o mieszkania pod klucz, w osiedlu Intenso wprowadziliśmy promocję na wykończenie w cenie 299 zł/m kw.
Marcin Zaremba-Śmietański, główny analityk i członek Zarządu Operacyjnego w Grupie Deweloperskiej GEO
W ostatnich latach możemy obserwować wzmożone zainteresowanie zakupem mieszkań. Reakcją rynku na rosnący popyt był wzrost podaży, co pozwoliło utrzymać ceny na względnie stabilnym poziomie. Nie przewidujemy w tym zakresie wyraźnych zmian w kolejnych miesiącach. W naszych inwestycjach nie wprowadzaliśmy ostatnio korekt stawek, były natomiast specjalne, czasowe oferty promocyjne. Dotyczyły dwóch osiedli: Nowy Horyzont we Wrocławiu i Biała Polana w Krakowie, w których w związku ze startem kolejnych etapów, obniżyliśmy ceny kilku mieszkań z etapów poprzednich.
Marcin Liberski, dyrektor marketingu i sprzedaży w Atlas Estates
Niskie stopy procentowe zachęcają do zakupów mieszkań na wynajem. Popytowi sprzyja dostępność kredytów i ich stosunkowo niski koszt. Niektórzy klienci chcą też zdążyć z zakupem mieszkania przed 1. stycznia 2016 r., od kiedy wymagana wysokość wkładu własnego wzrośnie do 15 proc. Wreszcie, koniunkturę wspierają też wyższe limity cenowe dla mieszkań kupowanych w ramach programu MdM.
Przeciwnie do rynkowego trendu, związanego z popytem, obniżyliśmy ostatnio ceny mieszkań. Ma to związek z faktem, że w gotowych warszawskich inwestycjach, tj. w Capital Art Apartments, Apartamentach przy Krasińskiego i ConceptHouse Mokotów w ofercie mamy już ostatnie, pojedyncze lokale. W związku z tym przygotowaliśmy kilkuprocentowe obniżki cen mieszkań trzypokojowych oraz promocję – Ostateczna wyprzedaż – na lokale dwupoziomowe w ConceptHouse Mokotów, których ceny są niższe nawet o kilkanaście procent.
Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.
W każdej inwestycji wprowadzamy korekty cen związane z zaawansowaniem prac budowlanych. Im bardziej zaawansowana budowa i bliższy termin odbioru mieszakań, tym wyższe ceny. Podwyżki obejmują większość lokali, a największe korekty dotyczą mieszkań położonych na piętrach o powierzchni do 50 m kw.
Jarosław Jankowski, prezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa
Niesłabnące od wielu miesięcy zainteresowanie naszą ofertą sprawia, że możemy utrzymywać ceny mieszkań na stabilnym poziomie. Stale monitorujemy rynek, działania konkurencji, a przede wszystkim analizujemy dotychczasowe wyniki sprzedażowe. Wprowadzając nowe rozwiązanie, w tym również nieznaczne modyfikacje cenowe, zawsze na pierwszym miejscu stawiamy oczekiwania klientów.
Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service
W tym roku już kilkakrotnie podnosiliśmy ceny mieszkań w wielu naszych inwestycjach. Podwyżki wynosiły średnio około 1 proc. na kwartał. Klienci, którzy podejmują decyzję o zakupie naszych lokali jeszcze w fazie projektowej mogą cieszyć się oszczędnościami.
Wojciech Stisz, reprezentujący Barc Warszawa S.A.
Ceny mieszkań w naszych inwestycjach w ostatnim czasie nie zmieniły się. Poziom sprzedaży jest zadawalający. Chętnych nie brakuje, m.in. ze względu na to, że oferujemy mieszkania w MdM, a wiele osób planuje skorzystać z dopłat. W naszej warszawskiej inwestycji Tarasy Dionizosa mamy w ofercie mieszkania w cenie od 5500 zł/m kw., dopłatą można objąć także miejsce postojowe i wykończenie.
Marta Jagłowska, marketing manager w firmie Marvipol
Korekty stawek wprowadziliśmy w ostatnim czasie w inwestycji Central Park Ursynów, ze względu na zmianę limitu dopłat w programie Mieszkanie dla Młodych. Chcieliśmy umożliwić większej liczbie klientów zakup naszych mieszkań w tej nwestycji. Jest to bowiem projekt skierowany szczególnie do młodych ludzi, ceniących wielkomiejski styl życia. W pozostałych osiedlach budowanych przez Marvipol, ceny utrzymane są na stabilnym poziomie. To wysoka jakość mieszkań, gwarantowana przez Marvipol jest czynnikiem, dla którego klienci decydują się na zakup mieszkań w naszych inwestycjach, nie cena.